W ocenie NIK organy kontroli skarbowej oraz organy podatkowe nie przeciwdziałały wystarczająco skutecznie oszustwom podatkowym

W badanym okresie nastąpił gwałtowny wzrost uszczupleń VAT, przy jednocześnie niskim poziomie kwot odzyskiwanych z tego tytułu przez Skarb Państwa. NIK odnotowuje jednak, że Minister Finansów podejmował liczne działania zmierzające do zminimalizowania skali oszustw podatkowych, doprowadzając m.in. do zmiany ustawy o VAT.

Dochody z podatku od towarów i usług są głównym źródłem dochodów publicznych. W latach 2011-2013 dochody z VAT stanowiły średnio 42 proc. dochodów budżetu państwa. W tym samym okresie spadły o ponad 6 proc., tj. o 7,4 mld zł. W 2011 r. kwoty uszczupleń w podatku VAT ujawnionych przez służby podległe Ministrowi Finansów wyniosły nieco więcej niż 2,5 mld zł, podczas gdy w 2012 r. kwota ta przekroczyła 4 mld zł, a tylko w I półroczu 2013 r. było to prawie 3,2 mld zł. Przyczyną tej sytuacji było m.in. nasilające się zjawisko oszustw podatkowych.

Oszustwa podatkowe, takie jak niezapłacenie VAT przez polskiego nabywcę od towarów sprowadzonych z innych krajów UE, wykorzystywanie faktur dokumentujących fikcyjne transakcje gospodarcze lub wyłudzenie podatku w postaci zwrotów VAT, generują znaczne straty dla Skarbu Państwa. Według danych MSW, w 2012 r. tylko w sprawach dotyczących tzw. przestępczości paliwowej, które zakończyły się aktami oskarżenia, nadużycia opiewały na ponad 1,3 mld zł.

Kontrola NIK wykazała, że w badanym okresie polska administracja prowadziła intensywne działania mające na celu ograniczenie skali oszukańczych procederów. Rozwijała się współpraca pomiędzy Polską a państwami członkowskimi w zakresie zwalczania oszustw w podatku VAT, także w ramach sieci Eurofisc (sieć służąca usprawnieniu wymiany informacji między państwami członkowskimi UE w celu ułatwienia wielostronnej współpracy w zakresie zwalczania oszustw w podatku od towarów i usług). NIK podkreśla, że szybka i pełna wymiana informacji między państwami członkowskimi jest istotnym elementem w skutecznej walce z oszustwami w VAT.

Minister Finansów analizował zagrożenia związane z występowaniem oszustw w podatku od towarów i usług. Prawidłowo wyznaczał cele i kierunki kontroli podatkowej, wskazywał obszary podwyższonego ryzyka, takie jak rynek obrotu paliwami, stalą, czy złomem. Wiele kontroli w tych obszarach zakończyło się wykryciem uszczupleń VAT. W celu zminimalizowania skali oszustw podatkowych szef resortu finansów opracował projekt zmian do ustawy o podatku od towarów i usług oraz do Ordynacji podatkowej (najważniejsze dotyczyły odwrotnego obciążenia i odpowiedzialności solidarnej kontrahentów). Nowelizacja weszła w życie 1 października 2013 r.

NIK zwraca uwagę, że skuteczność zwalczania oszustw w VAT zależy przede wszystkim od umiejętnego rozpoznania mechanizmów oszustw, szybkości reakcji organów podatkowych i organów kontroli skarbowej oraz od niezwłocznego wymierzania i egzekwowania kar wobec sprawców. W związku z tym konieczne są dalsze działania Ministerstwa Finansów zapewniające większą skuteczność pracy organów podatkowych oraz organów kontroli skarbowej.

Wciąż aktualne pozostają wnioski skierowane do Ministra Finansów po kontroli NIK z 2009 r. dotyczącej opodatkowania transakcji wewnątrzwspólnotowych podatkiem od towarów i usług. Rekomendacje Izby dotyczyły przede wszystkim skutecznego egzekwowania od podległych jednostek rzetelnej aktualizacji danych podatników VAT UE, w tym wykreślania podmiotów z rejestru podatników VAT, a także eliminowania opóźnień w udzielaniu odpowiedzi na wnioski formułowane przez administracje państw członkowskich UE.

Niebezpieczne strefy w magazynie – wyjaśnia ekspert ds. zarządzania przestrzenią magazynową

– Stosowanie separatorów i wygrodzeń ostrzegawczych to kwestia służąca nie tylko organizacji pracy w magazynie, ale także – obowiązek regulowany przepisami prawa w zakresie BHP – tłumaczy Marcin Hankiewicz, ekspert ds. zarządzania przestrzenią magazynową.

Separatory i wygrodzenia ostrzegawcze to proste, a zarazem skuteczne konstrukcje służące do wydzielania stref magazynowych, ramp załadunkowych i innych, specyficznych obszarów czasowych występujących w magazynie. Rozwiązania te pozwalają na szybkie zamykanie ruchu i dróg komunikacyjnych w obrębie terenów potencjalnie niebezpiecznych, np. odgradzanie miejsc pracy wózków widłowych, maszyn w trakcie prac serwisowych, stanowisk montażowych, alejek magazynowych i sklepowych oraz innych. Wśród najpopularniejszych wygrodzeń ostrzegawczych znajdziemy kasety ścienne oraz systemy naziemne – słupki i pachołki.

Aspekty funkcjonalne…

Kasety ścienne to najbardziej zaawansowane propozycje w obrębie separatorów wykorzystywanych w magazynach. Mimo że ich cena jest wyższa od alternatywnych propozycji, koszt ten rekompensuje wysoka uniwersalność oraz trwałość pozwalająca na długotrwałe zastosowanie. Plusem rozwiązań kasetowych jest oszczędzający miejsce w magazynie ścienny system montażu (za pomocą śrub lub w sposób mniej inwazyjny – poprzez mocowanie na magnesy i klipsy ścienne) oraz system intuicyjnego wypinania taśm pod wpływem naporu pod kątem 45°. Zastosowane w kasetach ściennych funkcje zwiększają bezpieczeństwo ich użytkowania: – Wbudowany system spowalniania taśmy zapobiega ryzyku uderzenia, natomiast system chroniący przed nagłym i nieplanowanym zerwaniem zabezpiecza teren przez nieoczekiwanym wejściem osób niepowołanych – tłumaczy Marcin Hankiewicz ze sklepu Magazynuj.pl.

Rozwiązaniami pośrednimi cenowo, które znajdują swoje zastosowanie w wygradzaniu specyficznych stref, są słupki metalowe mocowane na kotwach lub mobilne – plastikowe. Szczególnie te ostatnie mają szerokie zastosowanie, a używa się je przede wszystkim w miejscach składowania towarów, ruchu maszyn, przy stanowiskach montażowych, a także w sytuacjach specyficznych, np. wygradzając uszkodzone nawierzchnie czy drogi komunikacyjne. Cechami charakterystycznymi jest czterokierunkowe mocowanie taśmy, systemy spowolniania oraz przeciw niepowołanemu zerwaniu. Słupki plastikowe, ze względu na zastosowany materiał i podstawę przemysłową UPCV, sprawdzą się zarówno na terenach wewnętrznych, jak i zewnętrznych.

Dodajmy, że najtańszymi elementami wygrodzeń są pachołki. Ich niska cena wynika z samej konstrukcji umożliwiającej zastosowanie wyłącznie wewnątrz pomieszczeń magazynowych. Dociążona podstawa oraz otwory do kotwienia powodują, że pachołki stanowią tanie, ale skuteczne rozwiązanie w mniej wymagających obszarach. Ekonomicznym rozwiązaniem z punktu widzenia ceny są także taśmy samoprzylepne – w ostrzegawczych, odblaskowych barwach. Stosuje się je do oklejania np. pojazdów, półek magazynowych, podłóg, ramp wyładunkowych i innych.

Aspekty prawne…

Zastosowanie wygrodzeń ostrzegawczych oraz separatorów regulują przepisy zawarte w polskich aktach prawnych. Zgodnie z treścią rozporządzenia Ministra Pracy i Polityki Społecznej z dnia 26 września 1997 r. w sprawie ogólnych przepisów bezpieczeństwa i higieny pracy, na przedsiębiorcy ciąży obowiązek wyłączenia z użytkowania miejsc niebezpiecznych „poprzez ich odpowiednie wygrodzenie lub w inny sposób” (§ 6 ust. 2). Sposób separowania specyficznych obszarów określono także w rozdziale 3.: „Miejsca w zakładzie pracy, do których pracownicy mają dostęp podczas pracy, a w których istnieje ryzyko kolizji z przeszkodami, upadku lub spadania przedmiotów, powinny być oznakowane skośnymi pasami — na przemian żółtymi i czarnymi lub czerwonymi i białymi” (§ 12 ust. 1).

Kolejne zasady określa rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Socjalnej z dnia 26 września 1997 r. w sprawie ogólnych przepisów bezpieczeństwa i higieny pracy, w którym znajdziemy definicję „urządzeń ochronnych” (§ 2 ust. 12). Zgodnie z jej treścią to wszelkie osłony czy urządzenia, które m.in. zapobiegają dostępowi do sfer niebezpiecznych oraz powstrzymują ruchy elementów niebezpiecznych. W rozporządzeniu znajdziemy dodatkową informację, zgodnie z którą jeżeli oznakowania w postaci widocznych barw lub znaków nie są wystarczające dla zapewnienia bezpieczeństwa i ochrony zdrowia pracownika, miejsca niebezpieczne powinny być wyłączone z użytkowania poprzez ich odpowiednie wygrodzenie lub w inny sposób (§ 6 ust. 2).

Wyżej wymienione to podstawowe zasady BHP regulujące kwestie stosowania wygrodzeń ostrzegawczych w magazynach i innych obiektach, w których wybrane strefy wymagają separacji. Stosowanych w tym celu rozwiązań jest wiele, tak samo jak rozpiętość cenowa występująca pomiędzy nimi. Jeżeli przedsiębiorca stawia na ergonomię i optymalizację przestrzeni magazynowej – warto by wybrał kasety ścienne. Gdy bariery mają być stosowane na otwartych przestrzeniach, do wygradzania np. uszkodzeń drogowych, szczególnie przydane będą słupki plastikowe. Zawsze alternatywą mogę być pachołki, z nakładkami lub bez, które stanowią jedne z najtańszych dostępnych na rynku tego typu rozwiązań.

Źródło: Magazynuj.pl

Po I kwartale 2014 roku Pragma Faktoring notuje 30 proc. wzrost przychodów w zakresie usługi faktoringu

14 maja br. GK Pragma Faktoring opublikowała skonsolidowane dane za I kwartał 2014 r. Z raportu wynika, że Spółka zanotowała 30-procentowy wzrost przychodów netto w zakresie usługi faktoringu. Całkowite przychody netto były wyższe o 16 proc. w porównaniu do analogicznego okresu 2013 r. i wyniosły 4,6 mln zł, a usługa faktoringu stanowiła 65 proc. ich wartości. W opublikowanych danych widoczny jest również wzrost wyniku na sprzedaży o ponad 44 proc. i wyniku brutto o 116 proc. w stosunku do analogicznego okresu poprzedniego roku.

„Wzrost wyników Pragma Faktoring osiągnęła dzięki realizacji strategii, zakładającej budowę zdywersyfikowanego portfela należności faktoringowych generującego powtarzalne przychody i przepływy oraz cechującego się wysoką płynnością i rozproszeniem” – zauważa Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu Pragma Faktoring S.A.

O 42 proc. do wartości 115,9 mln zł. zwiększyła się wartość kontraktacji w I kwartale 2014 r. w porównaniu z rokiem ubiegłym. W I kwartale br. Pragma Faktoring S.A. nawiązała współpracę z 29 nowymi klientami.

„Dobra kondycja finansowa Grupy jest dowodem na to, że przyjęty model biznesowy się sprawdza. Zarząd pozytywnie ocenia pierwsze trzy miesiące tego roku, a regularnie rosnąca kontraktacja pozwala liczyć na dalsze wzrosty przychodów w kolejnych okresach” – komentuje Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu Pragma Faktoring S.A.

Grupa zwiększa skalę działania, co znajduje odzwierciedlenie w wysokości sumy bilansowej. W stosunku do końca I kwartału 2013 roku wzrosła ona o 18 proc., do kwoty 105 394 tys. zł. Aż o 54 proc. wzrosła również wartość portfela faktoringowego (51 645 tys. zł)

Będzie rósł popyt na grunty inwestycyjne pod budownictwo wielorodzinne

Emmerson Evaluation przeprowadził analizę cen transakcyjnych gruntów inwestycyjnych, które w 2013 r. były przedmiotem sprzedaży w Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu i Trójmieście, a więc w jednych z najszybciej rozwijających się miast. Aby ocenić popyt na rynku gruntów inwestycyjnych, najpierw trzeba wziąć pod uwagę aktualną i przyszłą koniunkturę gospodarczą, do tego ocenić w perspektywie długoterminowej prognozy popytu na nowe lokale mieszkalne czy na najem powierzchni biurowych i handlowych. Trudność w określeniu tych elementów oraz ograniczony dostęp do informacji o transakcjach powodują, że sytuacja na rynku gruntów inwestycyjnych jest bardzo rzadko poddawana analizie. Emmerson Evaluation dzięki bazie E-VALUER ma dostęp do realnych danych transakcyjnych, a na podstawie zapytań o wyceny, które składają m.in. deweloperzy, może też monitorować popyt na tym rynku mówi Robert Korczyński, Dyrektor Zespołu Wycen Komercyjnych Emmerson Evaluation.

Jednym z głównych wniosków z raportu E-VALUER CITY SNAPSHOT 2014 jest przewidywany przez Emmerson Evaluation wzrost popytu na grunty przeznaczone pod zabudowę mieszkaniową wielorodzinną. To, według ekspertów firmy, może przełożyć się na wzrost cen gruntów inwestycyjnych pod ten typ zabudowy. Wyraźne wzrosty być może nie pojawią się jeszcze w tym roku, ale w 2015 r. powinny być już widoczne mówi Robert Korczyński.

Emmerson Evaluation otrzymuje od deweloperów coraz więcej zapytań o wyceny gruntów pod zabudowę mieszkaniową wielorodzinną. Tego typu dane, gromadzone przez Emmerson Evaluation w autorskiej bazie danych transakcyjnych E-VALUER, są wsparciem przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych o zakupie nieruchomości inwestycyjnych. Na rynku nowych inwestycji mieszkaniowych mamy ożywienie, deweloperzy raportują dobre wyniki sprzedażowe, coraz częściej prezentowane są projekty nowych inwestycji. Do tego potencjalni kupujący do końca 2018 r. mogą skorzystać z programu Mieszkanie dla Młodych wskazuje Robert Korczyński. Deweloperzy, którzy posiadają duże tereny inwestycyjne, przewidując poprawę koniunktury, także zgłaszają zapotrzebowanie na nowe grunty. Jeżeli banki udrożnią dostęp do finansowania inwestycji deweloperskich, będzie można patrzeć optymistycznie na ten segment rynku dodaje Korczyński.

Emmerson Evaluation swoje prognozy dotyczące kierunków popytu na grunty inwestycyjne opiera także na analizie bazy zeszłorocznych transakcji. W ubiegłym roku grunty inwestycyjne o największej wartości nabyli inwestorzy we Wrocławiu (215 mln PLN) i Krakowie (208 mln PLN); niewiele mniej wydano na grunty w Trójmieście (182 mln PLN). Najmniej kapitału przeznaczono na zakup gruntów inwestycyjnych w Poznaniu (144 mln PLN). We wszystkich czterech miastach wśród nieruchomości inwestycyjnych największą wartość miały nieruchomości pod zabudowę mieszkaniową wielorodzinną: w Krakowie 138 mln PLN, we Wrocławiu ponad 116 mln PLN, w Trójmieście blisko 86 mln PLN a w Poznaniu 63 mln PLN.

E-VALUER CITY SNAPSHOT 2014 pokazał, że w ubiegłym roku w Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu i Trójmieście na rynkach gruntów inwestycyjnych pod zabudowę innego typu niż mieszkaniowa wielorodzinna (czyli pod zabudowę usługową, w tym handlową i biurową, oraz magazynowo-produkcyjną) odnotowano niewielką liczbę transakcji. Potencjał mogą mieć grunty pod zabudowę biurową w Krakowie, gdzie jest obecnie niski wskaźnik pustostanów powierzchni biurowej. Wszystko zależy od tempa absorpcji przez rynek realizowanych obecnie wielu nowych projektów biurowych mówi Korczyński.

Jak prognozują eksperci Emmerson Evaluation, ceny gruntów inwestycyjnych pod zabudowę magazynowo-produkcyjną będą w tym roku stabilne. Rynek tego typu gruntów koncentruje się w sąsiedztwie dużych miast, stąd transakcji na terenie samych miast jest niewiele.

Wysoka dywidenda, akwizycje zagraniczne i rozwiązania pro-klienckie – PZU podsumowuje I kwartał 2014 roku

Wynik finansowy netto Grupy PZU po I kwartale 2014 roku wyniósł 760.443 tys. zł i był niższy o 9,2% od wyniku netto za analogiczny okres roku poprzedniego. Z wyłączeniem zdarzeń jednorazowych[1] wynik netto wzrósł o 18,9% względem ubiegłego roku. Pierwszy kwartał tego roku to znaczące zwiększenie aktywności Grupy PZU. Spółka zrealizowała dwa cele strategiczne: akwizycję spółek RSA i wprowadzenie bezpośredniej likwidacji szkód.

– Grupa PZU w pierwszym kwartale tego roku aktywnie poszukiwała wzrostu biznesu oraz konsekwentnie realizowała politykę tworzenia wartości dla akcjonariuszy. Dowodem na to jest zakładana wypłata dywidendy za rok 2013, w kwocie najwyższej od debiutu giełdowego spólki. Natomiast akwizycja aktywów RSA to realizacja jednego z kluczowych elementów strategii spółki. Wyniki PZU w umiarkowanie sprzyjających warunkach makroekonomicznych są bardzo dobre. Jest to przede wszystkim efekt wzrostu rentowności oraz dyscypliny kosztowej – powiedział Andrzej Klesyk, prezes zarządu PZU SA.

Wpływ na działalność Grupy PZU w pierwszym kwartale 2014 roku w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego miały:

spadek składki przypisanej brutto na skutek niższej sprzedaży ubezpieczeń ze składką jednorazową w kanale bancassurance oraz ubezpieczeń komunikacyjnych w części skompensowany przez rozwój ubezpieczeń grupowych ochronnych;
poprawa rentowności w ubezpieczeniach grupowych i indywidualnie kontynuowanych głównie w wyniku wzrostu portfela i spadku szkodowości produktów ochronnych;
utrzymywanie dyscypliny kosztowej w podstawowych liniach biznesowych pozwalającej na realizację programów rozwojowych przy spadku powtarzalnych kosztów administracyjnych;
mniejsze tempo konwersji polis umów wieloletnich na umowy roczne odnawialne w ubezpieczeniach grupowych typ P;
wyższa wycena instrumentów kapitałowych na skutek lepszej koniunktury na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie oraz instrumentów dłużnych w wyniku spadku rentowności obligacji 10-letnich;
Dodatkowo w sposób istotny na porównywalność wyników wpłynęły zdarzenia jednorazowe z 2013 roku: jednorazowy dochód z tytułu objęcia konsolidacją funduszy inwestycyjnych oraz jednorazowy dochód z tytułu ugody z reasekuratorem w zakresie ubezpieczenia Zielona Karta (częściowe odwrócenie korekty oszacowań z reasekuratorem obniżającej wynik roku 2011).

Składki

Składki przypisane brutto w okresie pierwszych 3 miesięcy 2014 roku wyniosły4.353.979 tys. zł wobec 4.425.923 tys. zł w analogicznym okresie roku poprzedniego (-1,6%). Spadek sprzedaży dotyczył przede wszystkim ubezpieczeń indywidualnych ze składką jednorazową (-76.871 tys. zł),w szczególności produktów na życie i dożycie w kanale bancassurance oraz w segmencie ubezpieczeń masowych (-39.052 tys. zł), w tym: ubezpieczeń komunikacyjnych (-51.725 tys. zł) jako efekt starzenia się portfela oraz spadku średniej składki i obowiązkowych ubezpieczeń budynków w gospodarstwach rolnych w efekcie rosnącej konkurencji na rynku.

Jednocześnie, odnotowano wzrost składki regularnej w segmencie ubezpieczeń grupowych i indywidualnie kontynuowanych (+32.475 tys. zł) głównie w wyniku rozwoju ubezpieczeń grupowych ochronnych (wzrost średniej składki i liczby ubezpieczonych, w tym wysoki poziom nowej sprzedaży).

Działalność lokacyjna

Dochody z działalności lokacyjnej (łącznie z kontraktami inwestycyjnymi tj. kontraktami, które nie zawierają znaczącego ryzyka ubezpieczeniowego) za I kwartał 2014 roku oraz I kwartał 2013 roku wyniosły odpowiednio 535.180 tys. zł oraz 428.867 tys. zł i wzrosły głównie na skutek wzrostu wyceny instrumentów kapitałowych w związku z lepszą koniunkturą na GPW (indeks WIG wzrósł w I kwartale 2014 roku o 2,1%, podczas gdy rok wcześniej stracił 4,9%) oraz wzrostu wyceny instrumentów dłużnych (np. rentowność obligacji 10-letnichspadła w I kwartale 2014 roku o 12 pkt. bazowych podczas gdy w I kwartale 2013 roku wzrosła o 20 pkt. bazowych). Ponadto, w związku z objęciem z dniem 1 stycznia 2013 roku konsolidacją funduszy inwestycyjnych rozpoznano w I kwartale 2013 roku jednorazowy dochód (brutto) w wysokości 167.453 tys. zł.

Odszkodowania i świadczenia

Spadek odszkodowań i świadczeń netto o 66.531 tys. zł (-2,4%) w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego wynikał w szczególności z: niskiej szkodowości w ubezpieczeniach komunikacyjnych dzięki korzystnym warunkom drogowym (niska częstość szkód) oraz niskiego poziomu szkód o charakterze masowym i pojedynczych szkód o znaczącej skali wypłat w ubezpieczeniach majątkowych.

Koszty

Koszty akwizycji za I kwartał 2014 roku wzrosły o 27.036 tys. zł (+5,6%) w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego. Wzrost ten był w szczególności rezultatem zwiększenia portfela umów i wysokiej sprzedaży nowych polis w ubezpieczeniach grupowych ochronnych oraz zmian stawek prowizyjnych w komunikacyjnych ubezpieczeniach pakietowych w segmencie ubezpieczeń masowych. Zwiększenie kosztów akwizycji zostało częściowo skompensowane przyrostem kosztów odraczanych w czasie dla umów wieloletnich zawartych w segmencie ubezpieczeń korporacyjnych.

Wzrost kosztów administracyjnych o 7.799 tys. zł (+2,4%) w głównej mierze wynikał z obowiązkowej dopłaty do Funduszu Gwarancyjnego w KDPW przez PTE PZU w kwocie 20.873 tys. zł częściowo skompensowany utrzymywaniem dyscypliny kosztowej w podstawowych obszarach działalności.

Zysk

Zysk netto spadł w stosunku do I kwartału 2013 roku o 76.674 tys. zł (-9,2%) do wartości 760.443 tys. zł.

Wskaźniki

Skonsolidowane kapitały własne według MSSF na dzień 31 marca 2014 roku wynosiły 13.887.660 tys. zł wobec 14.951.938 tys. zł na dzień 31 marca 2013 roku. Wskaźnik rentowności kapitałów własnych (ROE[2]) za okres od dnia 1 stycznia 2014 roku do dnia 31 marca 2014 roku wyniósł 22,5% i był niższy o 0,4 p.p. w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego. Wskaźnik ROE za okres od dnia 1 stycznia do dnia 31 marca 2014 roku wyniósł 22,5%, co oznacza spadek o 0,4 p.p. w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku.

KNF kończy prace nad zmianami w ubezpieczeniach sprzedawanych przez banki. Rekomendacja U zostanie przyjęta do końca czerwca

CEO Magazyn Polska

Od listopada ma zacząć obowiązywać rekomendacja U, która ureguluje obszar bancassurance, czyli sprzedaż produktów ubezpieczeniowych przez banki. Klienci, których kredyty są ubezpieczane, mają zyskać m.in. wgląd do treści umów między bankami a firmami ubezpieczeniowymi. KNF chce się zająć także wypracowaniem kodeksu dobrych praktyk dotyczących bezpośredniej likwidacji szkód. Firmy ubezpieczeniowe czeka w najbliższym czasie wiele zmian – większe wymogi będą dotyczyły nie tylko ochrony konsumentów, lecz także ich kapitału.
 
Rekomendacja U, nad którą prace kończy właśnie KNF, ma zostać przyjęta przed końcem pierwszej połowy roku, a zacznie obowiązywać od listopada. 
 
Jesteśmy po konsultacjach z zainteresowanymi podmiotami, czyli między innymi z Polską Izbą Ubezpieczeń i Związkiem Banków Polskich. Zmiany dotyczą przede wszystkim kwestii udostępniania klientom całej umowy, która zawierana jest pomiędzy bankiem a ubezpieczycielem, chcemy, ażeby klient miał prawo do wglądu do tej części umowy, która dotyczy jego praw i obowiązków. W tym zakresie wychodzimy naprzeciw postulatom banków, jak również rozważamy kwestie związane z tymi zagadnieniami, które wiążą się z publikacją całości lub części informacji na temat wynagrodzeń, jakie wiążą się z tą umową – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Jakubiak, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego.

KNF wskazał kilka poważnych nieprawidłowości, jakie istnieją w bancassurance. Po pierwsze, jest to ryzyko potencjalnego konfliktu interesów, gdy bank łączy funkcję pośrednika ubezpieczeniowego i ubezpieczającego. Polega to na tym, że bank reprezentując kredytobiorców (jako ubezpieczający jest stroną umowy o świadczenie usługi ubezpieczeniowej), powinien realizować ich interesy, tymczasem może działać w interesie firm ubezpieczeniowych, jeśli pobiera od nich prowizję. Bank może nie mieć także motywacji do tego, by egzekwować wypłatę z ubezpieczenia na rzecz klienta, jeśli jego wynagrodzenie (wypłacane przez firmę ubezpieczeniową) zależy od szkodowości sprzedawanych przez niego ubezpieczeń. Zdaniem KNF takie ryzyko jest szczególnie wysokie, gdy firma ubezpieczeniowa i bank należą do jednej grupy kapitałowej.
 
Po drugie, Komisja wskazywała, że w niektórych przypadkach wysokość prowizji sięgała kilkudziesięciu procent, co mogło zmniejszać zaufanie klientów do rynku finansowego. Po trzecie, klienci mają często utrudniony dostęp do treści umowy ubezpieczenia. Wreszcie po czwarte, banki często narzucały kredytobiorcy wybór określonego ubezpieczyciela i produktu, niekiedy warunkując tym decyzję o przyznaniu kredytu.
 
Rekomendacją U początkowo miał być objęte tylko banki, ale po uwagach sektora ma ona regulować sprzedaż polis także przez inne podmioty, np. brokerów. Ma to przeciwdziałać pogorszeniu pozycji konkurencyjnej banków w stosunku do firm oferujących de facto takie same produkty.
 
– Wydaje nam się, że skoro na rynku bankowym, który jest jednym z ważniejszych kanałów dystrybucji produktów ubezpieczeniowych, wprowadzamy pewne regulacje, czy pewne dobre praktyki, to ażeby uniknąć takiego arbitrażu, że inni, którzy prowadzą de facto taką samą działalność w tym samym segmencie, podlegają zupełnie innym wymogom, im też wprowadzamy te regulacje. Tak więc chcemy, ażeby ubezpieczyciele w stosunku do wszystkich kanałów dystrybucji tego samego rodzaju produktów stosowali te same standardy – tłumaczy Andrzej Jakubiak.

KNF pracuje obecnie także nad wytycznymi ws. bezpośredniej likwidacji szkód. Będzie to jednak zestaw dobrych praktyk i zaleceń, a nie obowiązujące prawo. To dlatego, że zdaniem regulatora część problemów może zostać rozwiązana w drodze samoregulacji, czyli przez porozumienie w gronie firm z branży ubezpieczeniowej. Zdaniem przewodniczącego KNF aktywność regulatora wynika także z konsultacji z UOKiK.
 
Chcemy jako dobrą praktykę omówić z sektorem ubezpieczeniowym kwestie związane z rekomendacją Komisji, dotyczące właśnie z bezpośredniej likwidacji szkód z ubezpieczenia OC. Zwłaszcza w kontekście transparentności, kontaktu z klientem w procesie likwidacji, rozliczania VAT-u w wypłaconym odszkodowaniu, części zamiennych, dostarczenia samochodu zamiennego, bo te kwestie budzą najwięcej wątpliwości, najwięcej emocjonalnej dyskusji, jeśli chodzi o publiczność – uważa Andrzej Jakubiak i dodaje: – To nie jest jedyna rekomendacja, jeszcze w tym czasie chcemy zaproponować przyjęcie rekomendacji dotyczącej reasekuracji, ryzyka katastroficznego, dotyczącej zarządzania ryzykiem informatycznym – mówi przewodniczący KNF.

Jak podkreśla Andrzej Jakubiak, wszystkie zmiany mają na celu lepsze przygotowanie firm ubezpieczeniowych do wejścia w życie dyrektywy „Solvency II”, która ma zacząć obowiązywać już za półtora roku.

Najbardziej istotną kwestią, jeśli chodzi o sektor ubezpieczeniowy w Polsce to jest właściwe przygotowanie do wejścia w życie dyrektywy „Solvency II”. Ona zmienia filozofię oceny instytucji ubezpieczeniowej, zmienia wymogi kapitałowe, więc z naszego punktu widzenia jest to niezwykle istotne, żeby instytucje się właściwie przygotowały, zarówno, jeśli chodzi o wymogi ilościowe, jak i jakościowe. W tym zakresie prowadzimy dialog –  mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Jakubiak, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego.
 
Jednym z głównych celów dyrektywy jest lepsza ochrona interesów klientów, którzy mają zyskać pewność, że firma ubezpieczeniowa będzie posiadała wystarczający kapitał do spłaty wszystkich zobowiązań. Wymagany kapitał ubezpieczyciela ma być wyliczany w oparciu o profil ryzyka, jaki wynika z jego działalności oraz otoczenia ekonomicznego. Branża zgłaszała jednak obawy, że restrykcyjne wymogi doprowadzą do spadku rentowności ubezpieczycieli lub przerzucenia kosztów na klientów (w postaci np. wyższych składek). Z drugiej jednak strony, dyrektywa „Solvency II” może przyczynić się do zakończenia wojny cenowej na polskim rynku ubezpieczeń komunikacyjnych, gdyż akumulacja strat będzie wymagała pozyskiwania przez instytucje wyższych rezerw kapitału.

GPW nagrodzona za wspieranie rozwoju polskiego rynku kapitałowego

CEO Magazyn Polska

Brytyjski magazyn „EMEA Finance” wyróżnił warszawską Giełdę Papierów Wartościowych za pięć lat sukcesów we wspieraniu rozwoju polskiego rynku kapitałowego. Jednak GPW, by utrzymać dobrą passę po zakończeniu dużych prywatyzacji, potrzebuje systemu zachęt dla prywatnych inwestorów. Szczególnie cenni dla spółki są innowacyjni i dynamiczni nowi emitenci.

Potrzebujemy mądrej nowej strategii dla rynku kapitałowego, systemu zachęt dla emitentów i inwestorów długoterminowych, którzy będą chcieli powierzać swój kapitał właśnie tym przedsiębiorcom, którzy będą chcieli rynek kapitałowy wykorzystać do wzrostu własnego biznesu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adam Maciejewski, prezes Giełdy Papierów Wartościowych.

Do tej pory giełda korzystała przede wszystkim na dużych prywatyzacjach. Skarb Państwa często decydował się na sprzedaż państwowych spółek właśnie poprzez GPW. Dzięki temu, jak podkreśla Maciejewski, warszawska giełda stała się największym rynkiem w Europie Środkowej. Ponieważ prywatyzacja powoli dobiega końca, GPW musi pozyskiwać nowych emitentów prywatnych.

Dlatego niezbędny w tym celu jest system zachęt, nad którym GPW pracuje razem z Ministerstwem Finansów. Maciejewski podkreśla, że działania akwizycyjne i sprzedażowe nie wystarczą. Zachęty mają być przede wszystkim skierowane do spółek innowacyjnych i dynamicznych, które mogą pozyskiwać kapitał na rozwój poprzez sprzedaż akcji na GPW.

Jednak dotychczasowa strategia GPW doprowadziła do rozwoju giełdy i została doceniona przez międzynarodowych ekspertów. Wczoraj GPW otrzymała nagrodę „Achievement Award 2013” na ceremonii Europe Banking Awards 2013. Przyznaje je magazyn „EMEA Finance” wydawany w Londynie. GPW została wyróżniona za wspieranie rozwoju polskiego rynku kapitałowego. W ciągu ostatnich pięciu lat „EMEA Finance” wielokrotnie nagradzał polskie instytucje finansowe i spółki, w tym także GPW. Warszawska giełda została wyróżniona w 2010 r. za najlepszą prywatyzację poprzez IPO.

Przyznajemy szczególne wyróżnienie warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. To nagroda „Achievement Award 2013” za szczególne osiągnięcia w zakresie aktywności rynku kapitałowego. W ostatnich pięciu latach warszawski rynek kapitałowy był wielokrotnie nagradzany przez „EMEA Finance”, czy to w kategorii najlepszej oferty publicznej – za debiut spółki GPW na własnym parkiecie, czy za oferty prywatyzacyjne innych firm i wzmacnianie aktywności na rynku kapitałowym – podkreśla Christopher Moore, wydawca i prezes „EMEA Finance Magazine”.

Adam Maciejewski dodaje, że to nagroda nie tylko dla GPW, lecz także dla całego rynku kapitałowego i wszystkich notowanych na warszawskim parkiecie spółek.

Minister środowiska: drugi pakiet klimatyczny może zaszkodzić polskiemu transportowi, budownictwu i rolnictwu

CEO Magazyn Polska

Pierwszy unijny pakiet klimatyczny obciąża polską gospodarkę w znacznie mniejszym stopniu niż zakładano. Cena zezwolenia na emisję jednej tony dwutlenku węgla to tylko 5 euro, choć pesymistyczne prognozy mówiły nawet o 100 euro. Negocjowany drugi pakiet klimatyczny będzie już większym wyzwaniem i może nieproporcjonalnie bardziej obciążyć Polskę.

Obecny pakiet, który funkcjonuje i który ma się zakończyć w 2020 roku, przebiega bardzo łagodnie. Znacznie łagodniej, niż wiele osób przewidywało jeszcze kilka lat temu – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Maciej Grabowski, minister środowiska. – W tej chwili pierwszy pakiet klimatyczny nie stanowi dla polskiej gospodarki zasadniczego problemu.

Zgodnie z pierwszym pakietem klimatycznym, przyjętym przez Parlament Europejski w 2008 r., do 2020 r. o 20 proc. ma zmaleć emisja gazów cieplarnianych, do 20 proc. wzrosnąć udział odnawialnych źródeł energii i o 20 proc. poprawić się efektywność energetyczna. Jednym z narzędzi w ramach pakietu jest System Handlu Emisjami (ETS), w ramach którego przedsiębiorstwa muszą wykupywać zezwolenia na emisję dwutlenku węgla na rynku. Jak podkreśla Grabowski, okazało się, że zezwoleń tych jest więcej niż oczekiwano, więc ich cena jest niska.

Dużo większym obciążeniem dla polskiej gospodarki może być jednak drugi pakiet klimatyczny. W styczniu propozycję przedstawiła Komisja Europejska. Choć negocjacje trwają, wiadomo, że zmiany mogą zaszkodzić gospodarkom w większym stopniu opartym na węglu.

– Chcemy rozmawiać o faktach, o tym, co rzeczywiście może spotkać polską gospodarkę, jeżeli ten pakiet, w takim kształcie, zostanie przyjęty. Mówię w końcu o obniżeniu emisji o 40 proc. do roku bazowego. To jest olbrzymia zmiana. Widzimy, że ta propozycja Komisji będzie niesymetryczna, to znaczy, że na niektóre państwa będzie nałożony znacznie większy wysiłek i znacznie mocniej odczują one tę politykę klimatycznoenergetyczną – podkreśla Grabowski.

Dodaje, że wbrew oczekiwaniom Komisji Europejskiej negocjacji nie uda się zakończyć szybko, bo dla Polski obecne założenia są nieakceptowalne. Drugi pakiet klimatyczny może bowiem bardzo zaszkodzić konkurencyjności naszego kraju. W dużym stopniu ucierpiałyby również sektory, gdzie nie został wprowadzony handel emisjami, np. transport (z wyjątkiem lotnictwa), sektor budowlany oraz rolnictwo.

Wydaje nam się, na podstawie naszych wstępnych analiz, że tam ten wpływ byłby znacznie większy niż w sektorze, gdzie tymi uprawnieniami się handluje – ocenia Grabowski. Dodaje: – Jeżeli te ambitne cele klimatyczno-energetyczne zostaną przyjęte w takim stopniu, to rzecz jasna energetyka europejska pójdzie w kierunku odnawialnych źródeł energii.

Nowy pakiet klimatyczny prawdopodobnie nie będzie wprost zachęcał do rozwoju OZE, jednak z uwagi na ambitne cele dotyczące redukcji emisji będzie to naturalny kierunek.

Minister środowiska zauważa jednak, że choć odnawialne źródła energii mogą pokryć całość lub większość zapotrzebowania na energię, to nie oznacza to całkowitego zmierzchu energetyki konwencjonalnej. Na przykład w Niemczech, które według Eurostatu w 2012 r. pozyskiwały nieco ponad 12 proc. energii ze źródeł odnawialnych, trwa budowa nowych bloków energetycznych opartych na węglu. Niemcy są obecnie największym emitentem dwutlenku węgla w UE – według Eurostatu wyprodukowały 760 mln ton tego gazu w ubiegłym roku.

Jak podał na początku maja Eurostat, emisja dwutlenku węgla w 2013 r. zmalała rok do roku w 22 krajach UE. W Polsce wzrosła nieznacznie (o 0,3 proc. do 290 mln ton). Więcej dwutlenku niż w 2012 r. wyprodukowały też Dania, Estonia, Portugalia, Niemcy i Francja. Unijna łączna emisja zmalała o 2,5 proc. do 3,351 mld ton.

Enea coraz bliżej sprzedaży gazu. Spółka czeka na zatwierdzenie taryfy

CEO Magazyn Polska

Enea posiada już koncesję na handel gazem i chce zaoferować przedsiębiorcom ofertę dual fuel, czyli sprzedaż energii elektrycznej i gazu w jednym pakiecie. Obecnie trwa pilotażowa sprzedaż gazu dla dużych firm, ale w dalszej perspektywie spółka energetyczna chce zaoferować tę usługę także klientom indywidualnym.

Mamy koncesję, złożyliśmy wnioski o taryfę i czekamy na jej zatwierdzenie. Mamy też przygotowane produkty. Będą to produkty dual fuel, czyli powiązane z energią elektryczną. Chcemy je zaoferować naszym klientom z większych i średnich przedsiębiorstw i myślę, że w tym roku będziemy mieć sukcesy na tym polu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Kinelski, członek zarządu ds. handlowych Enea SA. – Na pewno produkt ma być oparty na wspólnym rozliczeniu i wspólnej fakturze. To jest tyle, ile mogę ujawnić.

Enea planuje pozyskiwać gaz m.in. z rynku giełdowego, by potem sprzedawać go odbiorcom detalicznym wraz z energią elektryczną. W tym roku na wyniki spółki silniej oddziaływać będzie jednak powrót żółtych i czerwonych certyfikatów energetycznych. Ich nieobowiązywanie w 2013 r. oraz niska cena zielonych certyfikatów sprzyjały wynikom w segmencie sprzedaży energii.

 – Jednym z czynników, który będzie wpływać na wyniki w następnych kwartałach, jest konieczność umarzania żółtych i czerwonych certyfikatów. Na pewno oprócz cen węgla, cen bieżących paliwa i dwutlenku węgla, to właśnie czerwone i żółte certyfikaty będą kluczowe. Jeżeli chodzi o zielone certyfikaty, to one są moim zdaniem nieco niedoszacowane, natomiast to też pokazuje, że ceny się wahają – uważa Kinelski.

Według analityków sytuacja rynku w 2014 r. będzie sprzyjać spółkom z dużym udziałem segmentu dystrybucji, takim jak Energa i Enea. Dystrybucja pozostaje regulowaną częścią rynku, co pozwala stabilizować prognozowane przepływy pieniężne, podczas gdy segment wytwarzania jest obecnie pod presją spadku cen i marż, co jest dobrze widoczne w ostatnich wynikach Enei.

W I kwartale br. spółka zanotowała 292,6 mln zł zysku EBITDA w segmencie dystrybucji, natomiast w segmencie wytwarzania było to ponad dwa razy mniej – 123,7 mln zł. W porównaniu z I kwartałem 2013 r. dynamika zysku EBITDA w dystrybucji wyniosła +1,9 proc., a wytwarzaniu 24,3 proc. W następnych kwartałach spółka prognozuje stabilizację głównych cen.

Nie spodziewamy się żadnych większych zmian, bardziej utrzymania cen dotyczących węgla. Natomiast ceny energii pokazują trend boczny, lekko wzrostowy. I myślę, że to będzie trend utrzymujący się do końca roku – przewiduje członek zarządu Enei.

Najważniejszą tegoroczną inwestycją Enei w segmencie wytwarzania jest budowa bloku węglowego w Kozienicach, która pochłonie 1,39 mld zł. Do końca 2014 r. ma zostać wykonana większość prac budowlanych.

Przewidujemy, że to będzie powyżej 65 proc., to są nasze największe założenia i  przełomowy rok. Największe budowlane, konstrukcyjne rzeczy mają odbyć się w tym roku – twierdzi Grzegorz Kinelski.

Poza kontynuacją projektu w Kozienicach Enea planuje także akwizycje, zwłaszcza w kogeneracji i OZE. Pieniądze na te cele mają pochodzić z emisji długu w ramach nowego programu.

Jesteśmy gotowi z dokumentacją, trwają ostatnie sprawy związane z umową. To jest kwota 5 mld zł – mówi Kinelski.

Nowy program emisji obligacji ma zostać uzgodniony z bankami i podpisany jeszcze w maju – informowała dziennikarzy Dalida Gepfert, członek zarządu Enei ds. finansowych. Według niej, pierwsza transza mogłaby zostać sprzedana inwestorom w czerwcu, ponieważ jest zainteresowanie na rynku papierami dłużnymi Enei. Transza ta miałaby mieć wartość 0,5 mld zł.

WZA Enei zdecydowało o wypłacie dywidendy za 2013 r. w wysokości 251,62 mln zł, czyli 0,57 zł na akcję. W ubiegłym roku Enea wypłaciła dywidendę w wysokości 158,92 mln zł, co odpowiada kwocie 0,36 zł na akcję. Blisko 581 mln zł zysku netto z 2013 r. ma zwiększyć kapitał rezerwowy spółki w celu finansowania inwestycji.

To jest świadoma decyzja, w tamtym roku była podobna. Jest to związane z inwestycjami po pierwsze Kozienice, a po drugie, jak co roku, spore inwestycje w dystrybucję, więc te środki są nam potrzebne – uważa członek zarządu ds. handlowych Enea SA.

W. Pawlak: Polska mogłaby stać się reprezentantem regionu w kontaktach z Chinami

CEO Magazyn Polska

W pierwszym kwartale tego roku eksport z Polski do Chin wzrósł o 55 proc. i wyniósł 835 milionów dolarów. Współpraca ma szanse rozwinąć się jeszcze bardziej, jeśli Polsce uda się przejąć rolę reprezentanta całego regionu w kontaktach z Pekinem – uważa Waldemar Pawlak, były wicepremier i minister gospodarki.

Mimo imponującego wzrostu w I kwartale nasz import z Chin wciąż przewyższa eksport, i to dziesięciokrotnie.

– Współpraca handlowa między Polską i Chinami jest na wysokim poziomie. Oczywiście Chiny mają dużą nadwyżkę handlową, ale w ostatnim czasie eksport z Polski wzrastał w tempie 50 proc.  mówi Waldemar Pawlak, były wicepremier i minister gospodarki.  Mamy bardzo duże sukcesy w tym zakresie i w moim przekonaniu kluczowe jest to, czy Polska będzie działała w pojedynkę, czy zacznie grać rolę reprezentanta całego regionu.

Jak podkreśla Pawlak, chodzi o reprezentanta, a nie lidera, bo na ten drugi wariant nie zgodzą się inne kraje. Z kolei reprezentant potrafi dobrze zrozumieć i przekazać interesy wszystkich uczestników rozmów czy transakcji. Dwa lata temu odbył się w Warszawie szczyt, na którym spotkali się przedstawiciele Chin i 16 krajów regionu, ale według wicepremiera ta szansa nie została przez nasz kraj do końca wykorzystana.

– Mamy wszelkie predyspozycje do tego, żeby się sami uczynić takim reprezentantem, upominając się także o interesy innych krajów – Czech, Słowacji, Węgier, Rumunii, Bułgarii czy innych krajów regionu, a także dobrze wykorzystując nasz potencjał. Bo Polska ma w tym regionie 1/4 ludności, ale i 1/3 PKB. Więc dla Chin możemy być ważnym partnerem jako partner regionalny  podkreśla Pawlak.  Wówczas reprezentujemy 160 mln mieszkańców i to jest potencjał i PKB większe niż w Rosji.

Polski potencjał wspomoże dodatkowo uruchomienie funduszy europejskich i inwestycje z tym związane. Chińskie firmy mogłyby startować do przetargów na wykonawstwo polskich inwestycji. Jednak zdaniem Pawlaka kierunek powinien raczej być odwrotny  należy wzmacniać eksport, co w obecnej sytuacji na rynku walut jest bardzo korzystne.

– Chińczycy przeliczają to na sztywny w zasadzie kurs do dolara, a fakt, że Polska ma własną walutę, może być dużo bardziej atrakcyjny dla chińskich kontrahentów niż handel z krajami strefy euro, która będzie stosunkowo droga – wyjaśnia Waldemar Pawlak.  Oczywiście trzeba też uwzględniać takie perypetie, jakie się wiążą na przykład z wymogami fitosanitarnymi. I tu potrzeba dużo aktywności, żeby przełamywać częste obawy partnerów chińskich przed importem.

Branża spożywcza, choć jest sektorem zainteresowanym rynkiem chińskim, nie należy jednak do liderów handlu z Państwem Środka. Polscy przedsiębiorcy eksportują do Chin głównie maszyny i urządzenia, wyroby metalurgiczne i produkty przemysłu chemicznego. Natomiast chcą rozwijać współpracę z Chinami zwłaszcza w sektorach takich, jak energetyka i przemysł maszynowy, IT i telekomunikacja oraz produkcja AGD. W ubiegłym tygodniu Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych podpisała umowę o współpracy z chińskim Bureau of Commerce, co powinno pomóc w zintensyfikowaniu wzajemnej wymiany.

Enel-Med inwestuje w kolejne przychodnie i stawia na sprzedaż komercyjną w szpitalach

0

CEO Magazyn Polska

Enel-Med liczy na dużo lepsze wyniki w tym roku. Zapowiada walkę o większe kontrakty z NFZ, przede wszystkim w dwóch obszarach – szpitalnictwie i diagnostyce obrazowej. Stawia również na sprzedaż komercyjną – także w działającym w Warszawie szpitalu, w którym jak dotąd nie udało się zwiększyć kontraktowania. Centrum planuje otwarcia nowych przychodni, m.in. w Katowicach.

– Rok 2013 był zdecydowanie lepszy niż 2012, a perspektywy na ten są jeszcze lepsze. Zrobiliśmy duży skok, jeśli chodzi o wyniki, widać to zresztą po notowaniach giełdowych. Są one coraz lepsze, a 2014 rok powinien być już dla nas całkowicie satysfakcjonujący – zapewnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Adam Rozwadowski, prezes zarządu Centrum Medycznego Enel-Med.

Rok 2012 upłynął pod znakiem wzmożonych inwestycji, otworzono m.in. szpital w Warszawie, natomiast w 2013 roku firma skupiła się na działaniach, które miały na celu zwiększenie sprzedaży oferowanych usług. Przyniosło to wymierny skutek. W ubiegłym roku przychód wyniósł niemal 200 mln zł, co oznacza wzrost o 11 proc. względem 2012 roku.

O ponad 10 proc. wzrósł obszar przychodni, czyli sprzedaż abonamentów medycznych, usług dla klientów indywidualnych i towarzystw ubezpieczeniowych – dziś ten obszar odpowiada za blisko 60 proc. przychodów.

Około 7 proc. przychodów to są kontrakty NFZ, a pozostała część to sprzedaż komercyjna. Tutaj stomatologia ma dobrą marże, również diagnostyka obrazowa i abonamenty zaczynają już przynosić zdecydowanie lepsze efekty – mówi Adam Rozwadowski. – Jest jeszcze problem ze szpitalem, który został otwarty dwa lata temu, bo nie udało nam się zwiększyć kontraktowania ze względu na aneksowanie umów na starych warunkach.

Jak wyjaśnia prezes, dlatego właśnie Centrum stara się to uzupełnić pacjentami komercyjnymi. W ubiegłym roku wartość operacji komercyjnych w szpitalach spółki wzrosła o 28 proc.

Ten rynek jest jeszcze płytki, dlatego w tym roku właśnie poświęcamy bardzo dużo uwagi rynkowi komercyjnemu, tak, żeby również tę infrastrukturę szpitalną zająć – wyjaśnia Rozwadowski.

Podkreśla, że jednocześnie firma będzie walczyć o większe pieniądze z Narodowego Funduszu Zdrowia, szczególnie w szpitalnictwie i diagnostyce obrazowej, gdzie kontrakty mają znaczący udział w przychodach.

W najbliższych latach Centrum Medyczne chce postawić na rozwój. Zgodnie z przyjętą w ubiegłym roku strategią w latach 2014–2015 nakłady inwestycyjne mają wynieść blisko 50 milionów złotych. Na początku maja powstała ósma placówka w Warszawie, trzecia w segmencie premium, która oferuje konsultacje specjalistyczne, zabiegi i rehabilitację. Także w tym roku centrum planuje otwarcie dużej placówki na Śląsku, w Katowicach. Centrum inwestuje w specjalistyczne przychodnie, co może przełożyć się na dalszy rozwój leczenia szpitalnego – mowa tu przede wszystkim o specjalizacjach ortopedycznej, neurochirurgicznej czy okulistycznej.

Duże zainteresowanie klientów rynkiem usług medycznym sprawia, że rozwija się on dość dynamicznie. Jednak ze względu na to, że środki płynące od płatnika, czyli NFZ, są stałe, jest to rynek trudny. Mimo to zdaniem Rozwadowskiego na rynku możliwe są dalsze przejęcia i fuzje, bo wciąż jest on rozdrobniony.

Także fundusze inwestycyjne szukają możliwości na polskim rynku, bo to jedyny obszar jeszcze niespenetrowany przez obcy kapitał. Martwi mnie trochę, że nie jest polski kapitał, bo Enel-Med jest akurat firmą rodzinną, z dużą przewagą rodzimego kapitału. Trudność w pozyskaniu polskiego kapitału powoduje, że wiele funduszy inwestycyjnych z tego korzysta i przejmuje dużą część podmiotu medycznego – podsumowuje Adam Rozwadowski. 

Własne karty płatnicze uczą dzieci oszczędzania

CEO Magazyn Polska

Karty płatnicze i konta bankowe dla dzieci sprawiają, że rodzice mają większą kontrolę nad wydatkami swoich pociech. Ponadto posiadanie własnych kart uczy dzieci oszczędności i rozsądnego gospodarowania pieniędzmi. Karty odznaczają się ciekawym designem: młodsze dzieci mogą płacić za zakupy pluszową żyrafą, dla starszych są tradycyjne karty plastikowe.
 
Najczęściej kartę kupują rodzice i przekazują dziecku w użytkowanie. Dziecko może dokonywać nią płatności samodzielnie, ale rodzice zawsze mają kontrolę nad wydatkami. To oni ustalają limit płatności oraz wypłat z bankomatu. Mogą też wpłacać na powiązane z kartą konto bankowe mniejsze sumy pieniędzy, aby dziecko nie mogło wydać więcej, niż chcieliby tego rodzice.

Dziecko może pod kontrolą rodzica zrobić przelew, czyli inicjować przelew, który każdorazowo jest akceptowany przez rodzica w systemie bankowości internetowej banku. Dziecko może również ze swoich pieniędzy doładować komórkę. Wszystkie takie operacje są akceptowane zawsze przez rodzica. Rodzic może też zadecydować, czy udostępniać możliwość robienia przelewów czy doładowania komórki w serwisie dziecka – tłumaczy Michał Macierzyński, dyrektor Biura Innowacji PKO Banku Polskiego.

Konto oszczędnościowe i karta płatnicza dla dzieci to praktyczna nauka oszczędzania. Nawyk planowania wydatków i odkładania pieniędzy na konkretny cel warto wyrabiać u dzieci już od najmłodszych lat. Psychologowie są zdania, że już sześcioletnie dzieci powinny otrzymywać od rodziców drobne pieniądze, aby w wieku nastoletnim były przygotowane do rozsądnego gospodarowania.

Żeby mądrze wydawać, trzeba najpierw nauczyć się korzystania również z elektronicznych środków płatności. Każdy rodzic, dając taką kartę dziecku, może nauczyć je bezpiecznego korzystania z karty, może nauczyć, jak z takiej karty rozsądnie wydawać pieniądze, jak kontrolować swoje wydatki. Jeżeli ustawimy limit, a dziecko wyda wszystkie pieniądze, to żeby zrobić następny zakup, będzie musiało poczekać do kolejnego kieszonkowego – podkreśla Michał Macierzyński.

 
Karty płatnicze typu prepaid przeznaczone są dla dzieci poniżej 13. roku życia. Mogą być one powiązane z kontem bankowym, wyposażonym w system bankowości elektronicznej. System ten jest udźwiękowiony i bardzo kolorowy, dzieci mogą dowolnie zmieniać tapety i ikony. Karty płatnicze również odznaczają się ciekawym designem.

Karty występują w wielu różnych formatach: jest to klasyczna karta  z czerwonym paskiem, którą można płacić w sklepie, internecie czy wypłacać pieniądze z bankomatu. Ale również zaoferowaliśmy karty w postaci naklejki na chociażby telefon czy też karty w postaci silikonowego breloczka lub filcowej żyrafy. Taka żyrafa wzbudza duże zainteresowanie, kiedy można nią zapłacić zbliżeniowo – mówi Michał Macierzyński w rozmowie z agencją Newseria.

Pracodawcy wciąż obawiają się zatrudniania osób w wieku 55+

CEO Magazyn Polska

Ofert pracy dla seniorów jest zdecydowanie mniej niż dla osób młodych. Pracodawcy często nie zdają sobie sprawy z tego, że mogą nie tylko pozyskać doświadczonych, rzetelnych i lojalnych pracowników, lecz także ograniczyć koszty związane z rotacją kadry. Średni czas stażu pracy w jednej firmie dla osób powyżej 55. roku życia jest trzy razy dłuższy niż w przypadku osób w wieku 25-34 lata. Seniorzy wykazują również dużo większą motywację do pracy niż ich młodsi koledzy.

Taki pracownik jest o wiele bardziej zaangażowany, ma wiedzę, doświadczenie i wiele umiejętności uniwersalnych, które nabył podczas długiego stażu pracy i którymi może się podzielić. Dla młodych osób będzie mentorem, będzie im przekazywał swoją wiedzę. Jest też osobą bardziej cierpliwą, opanowaną i łatwiej radzi sobie ze stresem niż młody pracownik, bo więcej w życiu przeżył i więcej zebrał doświadczeń – mówi agencji informacyjnej Newseria Małgorzata Majewska, marketing manager serwisu z ofertami pracy monsterpolska.pl.

Współcześni seniorzy są aktywni i otwarci na wszelkie nowości – również te technologiczne. Najczęściej mają już odchowane dzieci i nie są przytłoczeni zbyt dużą ilością obowiązków domowych, przez co rzetelnie wykonują powierzone im zadania.

Pracownicy w wieku 55+ są trzy razy bardziej lojalni w stosunku do pracodawcy niż pracownicy w grupie wiekowej 2435. Jeżeli obniżamy rotację, bo pracownicy są bardziej lojalni, to koszty związane z przysposobieniem nowego pracownika są o wiele niższe – mówi Małgorzata Majewska.

Z badań wynika jednak, że pracodawcy niechętnie zatrudniają seniorów, bo obawiają się z ich strony małej wydajności i częstych zwolnień chorobowych. Z kolei osoby po 55. roku życia, zrażone sytuacją na rynku pracy, szybko rezygnują z poszukiwania zatrudnienia. Po serii niepowodzeń dużo trudniej jest im się też zaaklimatyzować w nowej firmie.

Dużą rolę odgrywa bezpośredni menadżer, przełożony i dział HR, który będzie wprowadzał starszego pracownika do grupy. Opowie też pracownikom będącym w zespole, jaka jest rola nowego pracownika i w jakich obszarach on będzie pomagał grupie. To wszystko jest kwestią komunikacji, bo musimy sobie zdawać z tego sprawę, że zespoły różnorodne są bardziej efektywne. Są w stanie wygenerować więcej zysku dla pracodawcy, ponieważ mają szerszą perspektywę i szersze spojrzenie – tłumaczy Małgorzata Majewska

Pracodawcy, którzy zatrudniają seniorów, czerpią z tego również korzyści ekonomiczne. W ramach programu „Solidarność pokoleń” są m.in. zwalniani z opłacania składek na Fundusz Pracy za takie osoby. Mogą również ubiegać się o dofinansowanie kosztów wyposażenia i doposażenia dla nich stanowiska pracy.

Polska staje się coraz bardziej atrakcyjna dla imigrantów

CEO Magazyn Polska

W najbliższych wyborach do Parlamentu Europejskiego silną pozycję mogą zdobyć przeciwnicy napływu pracowników, zwłaszcza z krajów tzw. nowej Unii. W dłuższej perspektywie kierunki migracji mogą się jednak zmienić i także Polska stanie się krajem atrakcyjnym dla imigrantów. Jak podkreślają ekonomiści, migracje są korzystne zarówno dla krajów, z których pochodzą emigranci, jak i dla tych, które przyjmują imigrantów, a europejska gospodarka potrzebuje większej mobilności pracowników.

 

Ludzie z Afryki i innych krajów o niskich dochodach będą przyjeżdżać do Europy w każdy możliwy sposób. Dotąd najłatwiejszą drogą był Półwysep Iberyjski. Teraz imigranci znaleźli kolejną drogę, przez Europę Wschodnią. Możemy się spodziewać, że migracje będą się odbywały różnymi szlakami, a migranci będą wybierali kraje o wyższym dochodzie na jednego mieszkańca. Takie migracje, podobnie jak w ogóle przemieszczanie się ludzi, daje zyski i krajom afrykańskim, i krajom Europy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Pedro Videla z Wydziału Ekonomii IESE Business School w Barcelonie.

Według danych Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji w 2010 r. 214 mln imigrantów wysłało 440 mld dolarów do państw swojego pochodzenia. Ponad 3/4  tej kwoty trafiło do ich rodzin w krajach rozwijających się, przede wszystkim do Indii, Chin, Meksyku i na Filipiny. W czołówce krajów o największym udziale emigrantów w populacji są: Katar (87 proc.), Zjednoczone Emiraty Arabskie (70 proc.) i Jordania (46 proc.). Ranking zamykają Rumunia (0,6 proc.), Indie (0,4 proc.) oraz Indonezja (0,1 proc).

– To jest proces podobny do handlu, jak postęp technologiczny. W kategoriach ekonomicznych to wygląda w ten sposób, że jeśli masz więcej ludzi, to masz większe PKB, jeśli masz większe PKB, to kreujesz wyższą konsumpcję i inwestycje. Nie jest ważne, czy imigrant jest wysoko czy nisko wykwalifikowany, od strony ekonomicznej zawsze ma pozytywny wkład – uważa prof. Videla. – Ale musimy pamiętać, że są też inne aspekty migracji: kulturowe, społeczne, polityczne. Jestem profesorem ekonomii i mówię o ekonomicznej stronie, a z tej perspektywy migracje tak jak wymiana handlowa przynoszą krajom zyski. 

Część ekonomistów uważa jednak, że w dłuższej perspektywie zyski z migracji trafiają głównie do krajów przyjmujących, a nie wysyłających emigrantów. Ten rozkład kosztów i korzyści wynika wprost z tego, jakie jest średnie wykształcenie tych osób, ich wiek, stan zdrowia itp. Stąd też inne skutki ekonomiczne ma przemieszczanie się emerytów z Europy Północnej do krajów śródziemnomorskich niż np. młodych i dobrze wykształconych Polaków, Rumunów czy Węgrów na zachód Europy. W tym drugim przypadku emigracja podkopuje potencjał rozwoju gospodarki, ponieważ wraz z rozwojem technologicznym rośnie znaczenie wiedzy i umiejętności (tzw. kapitału ludzkiego) jako czynnika rozwoju. Ponadto, odpływ młodych i aktywnych zawodowo osób dodatkowo przyspiesza starzenie się społeczeństwa, co jest ogromnym wyzwaniem dla systemów zabezpieczenia społecznego, zwłaszcza państwowych emerytur oraz publicznej służby zdrowia.

Przepaść na rynku pracy jest w Polsce spowodowana szybkim starzeniem się społeczeństwa. Migracje nie stworzyły tego problemu, ale bardzo go zintensyfikowały. To, że ludzie wyjeżdżają, nie jest problemem; problemem jest to, że macie społeczeństwo, w którym spodziewana długość życia znacząco się wydłużyła, a liczba dzieci na jedną kobietę spadła. To nie jest tylko polski problem – twierdzi ekonomista z IESE Business School.

Kurcząca się liczba osób aktywnych zawodowo sprawia, że firmy są zmuszone oferować im lepsze warunki. To w połączeniu z relatywnie łagodnym przebiegiem kryzysu w Polsce (w porównaniu do państw strefy euro) oraz szybszym ożywieniem może sprawić, że coraz więcej obcokrajowców będzie chciało osiedlić się w Polsce.

Polska stała się nie tylko źródłem migracji do innych krajów Unii Europejskiej, można też zauważyć, że do Polski zaczynają napływać imigranci. Tak dostosowuje się rynek, to proces rynkowy. Gdy ludzie wyjeżdżają, to wzrastają pensje, gdy wzrastają pensje to sygnał dla innych, by tam właśnie jechali. Od przystąpienia Polski do Unii Europejskiej PKB wzrosło z poziomu 30 proc. średniej unijnej do 60-70 proc. To spowoduje w końcu, że wielu imigrantów będzie się decydować na to, by zostać w Polsce – przewiduje prof. Pedro Videla.

Według prof. Videli 15 tys. euro PKB w przeliczeniu na 1 osobę jest szacunkową granicą między grupami krajów, które wysyłają i przyjmują migrantów. Dla Polski ta statystyka wyniosła w 2013 r. 8,6 tys. euro (bez uwzględnienia parytetu siły nabywczej, czyli różnic w poziomie cen). Dla porównania PKB na osobę w Hiszpanii wyniósł w tym samym roku 20,1 tys. euro, a w Portugalii – 14,3 tys. euro. Ekonomista z Katalonii zaznacza, że umowna granica 15 tys. euro ma znaczenie w dłuższym okresie, bo silne wahania koniunktury mogą przejściowo mocniej oddziaływać na migrację.

– W Hiszpanii mieliśmy gigantyczny wzrost liczby przybyszów. Teraz, gdy gospodarka jest w recesji, ludzie znów zaczęli wyjeżdżać. W ciągu ostatnich dwóch lat wynik netto dla Hiszpanii jest ujemny. Więcej ludzi wyjeżdża za granicę, niż do nas przyjeżdża. To samo dzieje się w Irlandii, Portugalii i Grecji. Jeśli więc mówimy o trendach długoterminowych, to pamiętajmy, że to również dzieje się w cyklach. Sytuacja się zmienia w krótkim okresie, ale gdy gospodarka Hiszpanii zacznie rosnąć, znów będziemy przyjmować imigrantów – prognozuje Videla.

Prawdopodobieństwo powrotu emigrantów do Hiszpanii (lub napływu nowych) jest znacznie większe niż np. powrotu Polaków z Wysp Brytyjskich i Niemiec. PKB na osobę w Hiszpanii według parytetu siły nabywczej to 96 proc. średniej UE, podczas gdy w Polsce jest to 67 proc. – wynika z danych Eurostatu. Choć w Europie wciąż są widoczne silne różnice w poziomie rozwoju, to migracja jest znacznie mniejsza, niż mogłaby być ze względu na różnice językowe i kulturowe. Mimo wzrostu zakresu regulacji UE takie kwestie jak np. polityka socjalna są regulowane na poziomie narodowym, co także może hamować przepływ pracowników.

Są dziedziny i umiejętności, w których w Polsce brakuje specjalistów. Jeśli zauważę, że profesor ekonomii w Polsce zarabia więcej niż w Hiszpanii, to zapytam moich kolegów, czy może nie warto byłoby wyjechać. Ale kwestie ekonomiczne to tylko część problemu. Są jeszcze inne czynniki, które muszą być sprzyjające, na przykład język, kwestie polityczne i socjalne. Dlatego musimy pracować nad usunięciem tych przeszkód, bo migracje oznaczają zyski i są dobre zarówno dla krajów wysyłających, jak i przyjmujących – uważa ekonomista z IESE Business School.

Wyniki Grupy Kapitałowej MCI po pierwszym kwartale 2014 roku

0

W pierwszym kwartale 2014 roku MCI Management osiągnęło 108,5 mln zł skonsolidowanego zysku netto. Wartość aktywów netto wyniosła 873 mln zł, co w przeliczeniu na jedną akcję daje 14 zł. Już po pierwszym kwartale Spółka wyprzedza założenia prognozy na rok 2014, realizując prawie połowę zakładanego rocznego wzrostu. W pierwszym kwartale 2014 roku zrealizowano również z sukcesem transakcję pre-IPO PEM uzyskując wycenę Enterprise Value na poziomie 270 mln zł. Zespół inwestycyjny kontynuuje prace nad pozyskiwaniem nowych projektów inwestycyjnych do portfela MCI. Prognoza na 2014 rok zakłada przeznaczenie co najmniej 305 mln zł na inwestycje w nowe spółki portfelowe.

  • Ogłoszona w styczniu prognoza na 2014 rok zakładała wzrost aktywów na jedną akcję z 12,2 zł na koniec 2013 roku do 16,5 zł w 2014 roku. Już po pierwszym kwartale osiągnięto połowę zakładanego wzrostu
  • Zamknięcie nowych inwestycji w pierwszym kwartale – Grupa Wirtualna Polska, Feedo, Hojo.pl, mGenerator oraz Focus Telecom
  • Zaawansowane prace nad upublicznieniem Private Equity Managers SA

– Po bardzo dobrym dla MCI Management ubiegłym roku, przyszła pora na jeszcze lepszy rok 2014. Pierwszy kwartał z pewnością zaliczamy do udanych, co potwierdzają wyniki Grupy. Dalsze plany są ambitne, chcielibyśmy sukcesywnie powiększać nasze portfolio. Kontynuujemy również prace nad wprowadzeniem na GPW spółki Private Equity Managers SA przed końcem 2014 roku  – powiedział Cezary Smorszczewski, Prezes Zarządu MCI Management SA.

Ważne wydarzenia pierwszego kwartału 2014

  • Private Equity Managers S.A. (PEM), spółka portfelowa Grupy MCI wyspecjalizowana w zarządzaniu aktywami private equity, zgodnie z zapowiedzią zamknęła w I kwartale br. sprzedaż pierwszej transzy akcji w ramach pre-IPO skierowanej do menedżerów i partnerów Spółki oraz partnerów powiązanych biznesowo. W ramach pierwszej transzy na przełomie pierwszego i drugiego kwartału sprzedano ponad 30 proc. akcji PEM.
  • Z początkiem 2014 roku rozpoczął się proces upraszczania struktury Grupy Kapitałowej MCI. Pierwszym jego etapem było połączenie funduszy MCI.CreditVentures i MCI.BioVentures w jeden wehikuł inwestycyjny. W ramach optymalizacji struktury działalność funduszu MCI.CreditVentures została technicznie wygaszona, a jego aktywa przeniesione do funduszu MCI.BioVentures, pod nową nazwą MCI.CreditVentures. Takie uproszczenie struktury Grupy pozwoli na oszczędności dzięki niższym kosztom administracyjnym.
  • 10 lutego 2014 r. MCI Management nabył 20% Grupy Wirtualna Polska. MCI Management, poprzez subfundusz MCI.EuroVentures 1.0, zawarło z funduszem European Media Holding S.a r.l., należącym do grupy kapitałowej Innova Capital, umowę nabycia 20 proc. udziałów w Grupie o2 SA. W wyniku przejęcia powstała Grupa Wirtualna Polska – nowy lider Internetu na polskim rynku.
  • Invia, jedna ze spółek portfelowych MCI działająca na rynku e-turystyki, ogłosiła wezwanie na akcje Travelplanet.pl. Pozwoli jej to m.in. na szybsze osiągnięcie efektów synergii operacyjnych i kosztowych w Grupie i wzmocni pozycję jako lidera w segmencie e-turystyki na rynku polskim.
  • W Internet Ventures.FIZ, jednym z funduszy spółki MCI Management, dokonano inwestycji w spółki:
  1. Feedo – platforma internetowa służąca do sprzedaży artykułów dla niemowląt
  2. mGenerator – kreator stron internetowych i aplikacji
  3. Hojo.pl – marketplace profesjonalnych usług sprzątania w kanale internetowym
  4. Focus Telecom Polska – innowacyjna spółka technologiczna oferująca usługi do komunikacji biznesowej dostępne w modelu cloud computing.
  • Przeprowadzenie nowych transz inwestycyjnych we Frisco i Indeks.

Wyniki finansowe

Aktywa pod zarządzaniem wyniosły w pierwszym kwartale 2014 r. ponad 1,3 mld zł w stosunku do 838 mln zł w pierwszym kwartale 2013 r. Aktywa netto wyniosły 873 mln zł, względem 582,1 mln zł na koniec pierwszego kwartału 2013. Aktywa netto na jedną akcję wzrosły do 14 zł.

Na wypracowane wyniki finansowe funduszu wpływ miały działania związane z wydzieleniem i sprzedażą akcji spółki Private Equity Managers SA (PEM). W wyniku transakcji pre-IPO na przełomie marca i kwietnia 2014 r. sprzedano w ramach pierwszej transzy znaczący pakiet akcji PEM do obecnych inwestorów MCI i kadry zarządzającej, co daje około 30% wszystkich akcji PEM. Przed przystąpieniem do pre-IPO, PEM wypłacił dywidendę za rok 2013 do Grupy MCI o wartości 72,5 mln zł. Obecnie MCI finalizuje prace nad prospektem PEM SA, który zostanie złożony w KNF w Q2 2014 roku.

Plany na kolejne kwartały 2014 r.

W następnym kwartale 2014 roku kadra zarządzająca MCI i PEM skupi się przede wszystkim na pozyskiwaniu nowych projektów inwestycyjnych oraz na kontynuacji prac nad przygotowaniem spółki Private Equity Managers SA do wejścia na GPW. Utrzymane zostają założenia dotyczące nowych inwestycji o wartości co najmniej 305 mln zł oraz wartości aktywów netto na akcję na poziomie 16,50 zł. Spółka będzie również dążyć do wyjścia z inwestycji na poziomie 100 mln zł w 2014 r. MCI pracuje także nad poprawą komunikacji z inwestorami i rynkiem oraz będzie dążyło do zmniejszenia dyskonta pomiędzy wartością aktywów netto na jedną akcję a wyceną akcji na GPW.

PZU wdrożyło bezpośrednią likwidację szkód z OC. Zmiany obejmą całą branżę ubezpieczeniową

0

CEO Magazyn Polska

Polska Izba Ubezpieczeń zdecydowała o wdrożeniu modelu bezpośredniej likwidacji szkód. Dzięki temu poszkodowani nie muszą dochodzić swoich roszczeń u ubezpieczyciela sprawcy wypadku. Formalnościami oraz wypłatą pieniędzy lub pokryciem kosztów naprawy zajmie się firma, u której klient wykupił polisę OC. PZU, które jako pierwsze miesiąc temu wprowadziło powszechną usługę bezpośrednich likwidacji szkód, dołączy do wspólnej platformy rozliczeń pod egidą PIU.

Bezpośrednia likwidacja szkód to jest coś, nad czym PZU pracowało od bardzo długiego czasu. Zaproponowaliśmy PIU stworzenie projektu kilka lat temu i tenże projekt rozpoczął się więcej niż rok temu. Niedawno zostały zakończone prace i rekomendacja całego zespołu była taka, że może już we wrześniu 2015 roku rozpoczniemy mały pilotaż. Powiedziałem wtedy, że nie po to robiliśmy ten projekt, żeby robić analizy do kolejnych analiz, i jeżeli nie wejdziemy w to razem, jako sektor, PZU rezerwuje sobie prawo wejścia i wprowadzenia tego typu rozwiązania dla klientów PZU. I to zrobiliśmy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Klesyk, prezes PZU.

Ubezpieczyciel wprowadził usługę powszechnej i bezpłatnej bezpośredniej likwidacji szkód 4 kwietnia br. Blisko miesiąc później – 6 maja – taką samą usługę zaoferowało UNIQA TU. Bezpośrednią likwidację szkód bez charakteru powszechności (ze względu na pobierane dodatkowe opłaty oraz limit wysokości szkody) zaoferowały wcześniej InterRisk i TUiR Warta. Po decyzji PZU reszta branży deklarowała, że poczeka z wprowadzeniem usługi do czasu zakończenia prac w ramach Polskiej Izby Ubezpieczeń. PZU, które stworzyło własny system rozliczeń, chce jednak dołączyć do wspólnej platformy pod egidą PIU.

Jeżeli powstanie wspólna platforma rozliczeń, my zrezygnujemy z naszego modelu i natychmiast do niej dołączymy. Co więcej zadeklarowałem także to, że będziemy bardzo mocno uczestniczyć w procesie tworzenia tejże platformy i dzielenia się naszymi doświadczeniami – mówi Klesyk.

Walne Zgromadzenie członków Polskiej Izby Ubezpieczeń przegłosowało wprowadzenie bezpośredniej likwidacji szkód w modelu ryczałtowym. Za tym rozwiązaniem głosowało 41 członków, przeciw było 7, a 14 wstrzymało się od głosu. 

Dla mnie najważniejszą rzeczą jest to, że sektor mówi w miarę jednym głosem, przynajmniej na te tematy, na których wszystkim zależy. To po pierwsze bezpośrednia likwidacja szkód, po drugie pewnego rodzaju regulacje związane z dystrybucją, po trzecie rola regulatora, czyli KNF-u w procesie stanowienia prawa i wydawania rekomendacji, po czwarte wszelkiego rodzaju sprawy związane z regulacjami wprowadzanymi na poziomie europejskim, a więc Solvency II  wymienia prezes PZU.

Bezpośrednia likwidacja szkód leży w interesie branży, ponieważ może pomóc zakończyć wojnę cenową, jaka ma miejsce na rynku ubezpieczeń komunikacyjnych. W 2013 r. wynik techniczny z ubezpieczeń OC pozostał ujemny i wyniósł – 266 mln zł. To poprawa w porównaniu z 2012 r., gdy segment przyniósł stratę w wysokości 467 mln zł, ale według prezesa PIU Jana Grzegorza Prądzyńskiego, rynek wciąż pozostaje w nierównowadze. Może się to zmienić dzięki usłudze bezpośredniej likwidacji szkód, która powinna spowodować, że klient nie będzie kierował się przy wyborze ubezpieczyciela jedynie ceną, a renomą firmy, co zagwarantuje mu bezproblemową likwidację szkód powstałych z winy innego kierowcy. Tym samym większa liczba klientów może sięgnąć po nieco droższe, ale i lepsze jakościowo oferty, co podniesie średnią cenę na rynku. 

Andrzej Klesyk zwraca także uwagę, że problemem dla PZU są regulacje, które faworyzują spółki zależne od zagranicznych grup kapitałowych. 

Dla mnie bardzo ważne jest, żeby każdy podmiot, który działa w Polsce, miał równe prawa i równe obowiązki. Nie może być tak, że forma prowadzenia działalności, a więc oddział czy spółka zależna od matki w innym dużym kraju oraz PZU nie mają podobnych, a właściwie identycznych praw w walce na rynku. Nie mówię o uprzywilejowanej pozycji, ale identycznych prawach, na przykład dotyczących kosztu kapitału czy sposobu liczenia przypisów  wskazuje Klesyk.

Rząd musi dalej ograniczać wydatki. Resort finansów przyjrzy się jakości wydawanych środków

CEO Magazyn Polska

Polska w przyszłym roku zredukuje deficyt w finansach publicznych poniżej 3 proc. PKB – zapowiedział minister finansów Mateusz Szczurek. Według ekspertów unijnej Rady ECOFIN, będzie to wymagało dalszych podwyżek podatków lub cięć w wydatkach publicznych. Minister deklaruje, że będzie ograniczać skalę tych zabiegów dzięki poprawie efektywności w gospodarowaniu środkami, jakie są do dyspozycji w poszczególnych resortach. Zaczyna od zmian w swoim.

Tak zmieniamy strukturę Ministerstwa Finansów, aby osoby w nim zatrudnione najlepiej wykorzystywały swoje kompetencje i umiejętności do służenia podatnikom i stabilności finansów publicznych. Taką zmianą jest na przykład integracja procesów pomocowych w izbach i urzędach skarbowych, co pozwoli na to, aby więcej pracowników administracji skarbowej bezpośrednio kontaktowało się i pomagało podatnikom, a mniej zajmowało się sprawami administracyjnymi – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mateusz Szczurek, minister finansów.

Jak podkreśla, zmiany w resorcie to jeden z elementów poprawy efektywności wydatków publicznych. Po kilku latach, kiedy reformowanie finansów publicznych koncentrowało się na cięciu wydatków, teraz może skupić się na jakości wydatkowanych środków.

Kiedy poprawia się koniunktura i stabilizuje się sytuacja budżetowa, to zmniejsza się deficyt finansów publicznych i znacznie większą uwagę trzeba poświęcić jakości wydawanych pieniędzy. Temu właśnie mają służyć zmiany w Ministerstwie Finansów i w funkcjonowaniu sektora finansów publicznych, aby przy tej samej kwocie wydatków w ramach różnych ministerstw, także Ministerstwa Finansów, jak najlepiej służyć społeczeństwu – wyjaśnia minister finansów.

W kwestii poprawy efektywności wydatków publicznych Rada ECOFIN zaleca Polsce ograniczenie cięć w inwestycjach infrastrukturalnych, które korzystnie oddziałują na wzrost PKB oraz dokonanie dokładnego przeglądu wydatków socjalnych. W aktualizacji Programu konwergencji z 2014 r. MF wskazuje, że podjęto już działania zmierzające do wzrostu efektywności wydatków publicznych, m.in. dzięki reformie urzędów pracy oraz ograniczeniu kosztów i poprawie wykorzystania środków publicznych w sektorze ochrony zdrowia.

Bardzo istotne jest stworzenie właściwego mechanizmu, który pozwoli na poprawę jakości wydawanych pieniędzy. To może mieć miejsce w ramach procesu budżetowego, ale także jako nieustający proces. Nie jest dobrze robić te reformy wszędzie jednocześnie. Lepiej skoncentrować się na kilku działach, w których współdziałanie jest bardzo ważne. Z ministrami odpowiedzialnymi za te działy będziemy pracować nad polepszeniem jakości finansów publicznych – zapowiada minister finansów w rozmowie podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

Prace nad systemowym przeglądem efektywności wydatków publicznych ruszyły w 2013 r. Ministerstwo Finansów we współpracy z Bankiem Światowym ma opracować odpowiednie rozwiązania instytucjonalne. Obok poprawy efektywności wydatków, według ECOFIN, potrzebna jest także poprawa skuteczności ściągania podatków, w tym ograniczenie kosztów ich poboru. W tegorocznej aktualizacji Programu konwergencji rząd wskazuje, że niskie dochody podatkowe w ubiegłych latach były częściowo spowodowane także przez „problemy z przestrzeganiem przepisów podatkowych”.

Reforma finansów publicznych jest procesem ciągłym i Polska realizuje ją od bardzo wielu lat. Różnie są w niej rozkładane akcenty. W czasach kryzysu i spadku dochodów więcej uwagi poświęcaliśmy obniżeniu poziomu wydatków i od 2010 roku miało to miejsce na bardzo dużą skalę – ocenia minister finansów.

W latach 2010–2013 działania rządu doprowadziły do obniżenia relacji wydatków publicznych względem PKB o 2,8 pkt proc. – wynika z tegorocznej aktualizacji Programu konwergencji. W tym samym okresie dochody sektora publicznego zwiększyły się zaledwie o 0,4 pkt proc. PKB, mimo licznych działań, jak m.in. podwyżki stawki VAT, podwyżki składki rentowej, zamrożenia progów podatkowych i kwoty wolnej od podatku w PIT czy też wprowadzenia podatku od kopalin. Według Programu konwergencji powodem był słaby popyt krajowy, niekorzystna dla finansów publicznych struktura wzrostu PKB (coraz większa rola eksportu netto) oraz niska inflacja.

Proces redukcji deficytu sektora publicznego został zatrzymany w 2013 r., kiedy zwiększył się on do 4,3 proc. PKB. Choć to znacząco mniej w porównaniu z 2010 r., kiedy braki w kasie państwa sięgały 7,9 proc. PKB, to Polska wciąż pozostaje w unijnej procedurze nadmiernego deficytu, która obowiązuje państwa mające wyższą nierównowagę w finansach niż 3 proc. PKB. Minister finansów przy okazji publikacji Programu konwergencji poinformował, że Polska spełni wymagania UE odnośnie deficytu w przyszłym roku. Dzięki poprawiającej się sytuacji budżetowej, rząd chce stopniowo przesuwać ciężar z dyscypliny fiskalnej na rzecz dbania o efektywność i celowość wydatków.

Elektroniczny pobór opłat dla aut osobowych to nawet 15 mld zł oszczędności. System mógłby zacząć działać na początku 2016 r.

CEO Magazyn Polska

Nawet do 15 miliardów złotych oszczędności do 2025 roku przyniosłoby zastąpienie systemu manualnego poboru opłat na autostradach systemem elektronicznym – wynika z raportu Audytela i Centrum Analiz Transportowych i Infrastrukturalnych. Zyskaliby przede wszystkim kierowcy m.in. w wyniku likwidacji punktów poboru opłat i tworzących się przy nich korków. Jeśli zapadną odpowiednie decyzje, system może być gotowy w niecałe dwa lata.

261 kilometrów autostrad zarządzanych przez GDDKiA objętych jest systemem manualnego poboru opłat, który staje się coraz większą zmorą kierowców, ponieważ na bramkach nie tylko w okresie wakacyjnym, nie tylko przed Wielkanocą, lecz praktycznie dwa razy dziennie – przynajmniej na A4 – powstają korki – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marek Cywiński, dyrektor generalny Kapsch Telematic Services. – Dla kierowcy najprostszym rozwiązaniem byłoby, gdyby mógł uiścić opłatę, nie odczuwając tego w inny sposób poza kieszenią, czyli bez stania na bramkach.

Cywiński w rozmowie podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach podkreślił, że wprowadzenie elektronicznego poboru opłat na autostradach dla samochodów osobowych nie stanowi problemu. Kapsch zarządza już systemem viaTOLL dla samochodów ciężarowych. Dlatego duże inwestycje nie są niezbędne. Cywiński dodaje, że system dla kierowców aut osobowych byłby prostszy w obsłudze, a elektroniczne urządzenia można by doładowywać na wiele sposobów.

Obecnie kierowcy osobówek mogą płacić za przejazd autostradami zarządzanymi przez GDDKiA za pomocą urządzenia viaAUTO, będącego częścią systemu viaTOLL. Jest on jednak mało popularny i nie obejmuje autostrad koncesyjnych.

Dzięki wprowadzeniu w pełni elektronicznego systemu oszczędności dla użytkowników i Skarbu Państwa mogą sięgnąć nawet 15 mld zł. Kapsch deklaruje gotowość rozpoczęcia wdrażania w każdej chwili przy wykorzystaniu istniejącej infrastruktury i niewielkich nakładach. Spółka ma do 2018 r. umowę na zarządzanie systemem viaTOLL. Jeśli Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju podejmie odpowiednie decyzje, elektroniczny pobór opłat dla aut osobowych mógłby ruszyć przed upływem tego terminu.

Szacujemy, że gdybyśmy dostali to zadanie, bylibyśmy w stanie w I kwartale 2016 roku na autostradach, które będą gotowe, ten system wdrożyć. W związku z tym jest to dość krótka perspektywa czasowa – zapowiada Cywiński. – Przedstawiliśmy pewną koncepcję na spotkaniu w ministerstwie, które odbyło się pod koniec marca w dużym gronie ekspertów.

Dzięki wdrożeniu systemu elektronicznego z autostrad zniknęłyby punkty poboru opłat, które spowalniają ruch i są uciążliwe dla kierowców. Nie wiadomo jednak, czy będzie to możliwe tylko na autostradach zarządzanych przez GDDKiA, czy także na koncesyjnych fragmentach A1, A2 i A4.

Problemem pewnie będzie to, w jakim stopniu do tego rozwiązania dołączą się koncesjonariusze. Wobec tego kolejnym bardzo ważnym zadaniem jest unifikacja systemu poboru opłat i zdjęcie bramek w całej sieci autostrad, a nie tylko na autostradach zarządzanych przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad – ocenia Cywiński.

Pekao SA: w tym roku przyspieszy rynek kredytów i depozytów

0

CEO Magazyn Polska

Bank Pekao SA liczy na przyspieszenie na rynku kredytów i depozytów, zwłaszcza w sektorze korporacyjnym. Większe zyski z tej działalności muszą pokryć mniejszą prowizję z płatności kartami oraz ok. 40 mln zł dodatkowych kosztów związanych z opłatami na Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Od początku roku Pekao SA zdobył 100 tys. nowych klientów, a teraz celuje w sektor rolniczy.

Ten rok będzie rokiem poprawy w gospodarce i przyspieszenia dynamiki wolumenów kredytowych i depozytowych w stosunku do zeszłego roku. Szczególnie będziemy to widzieli  zresztą już widzimy w sektorze korporacyjnym, gdzie to przyspieszenie jest istotne – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Dariusz Choryło, dyrektor wykonawczy Departamentu Relacji Inwestorskich i Strategicznych Analiz Rynkowych Pekao SA.

Choryło podkreśla, że w 2014 r. bank będzie musiał zmierzyć się z szeregiem przeszkód. Od 1 lipca ustawowo do maksymalnie 0,5 proc. zmaleją opłaty interchange pobierane za płatności kartą, co wpłynie na niższe prowizje banków. Utworzenie funduszu stabilizacyjnego w ramach Bankowego Funduszu Gwarancyjnego to również wyższe koszty dla banków. Pekao SA przeznaczy na ten fundusz ok. 40 mln zł w skali całego roku.

W 2014 r. bank mniej zarobi także na emisji obligacji. Choryło liczy jednak, że dzięki lepszej koniunkturze w gospodarce pozytywne czynniki przeważą. Szczególne nadzieje wiąże z rynkiem kredytów hipotecznych i konsumenckich, na którym Pekao SA od dwóch lat notuje wzrosty udziału w rynku.

Mam nadzieję, że uda nam się utrzymać to również w tym roku. Oczywiście dużo zależy od tego, jak będzie wyglądała sytuacja na rynku, na ile, szczególnie od strony cenowej, będzie atrakcyjne przyspieszenie działalności. Ogółem oczekujemy wzrostu kredytów mniej więcej w granicach 5-6 proc. w całym sektorze. Nasza ambicja jest taka, żeby urosnąć co najmniej tyle, ale chcielibyśmy rosnąć szybciej – zapowiada Choryło.

Pekao SA liczy jednak nie tylko na rozwój rynku, lecz także na nowych klientów. Od ponad roku trwa już akcja „Klientomania”. Tylko w ciągu pierwszego kwartału 2014 r. bank zdobył w jej ramach 100 tys. nowych klientów, a od początku 2013 r. to już ponad 0,5 mln osób. Nowa kampania „Agromania” jest skierowana do rynku rolniczego, na którym do tej pory Pekao SA było obecne w niewielkim stopniu.

Z punktu widzenia tempa rozwoju i szczególnie eksportu rolnictwa wyraźnie widać, że jest to jedna z istotnych lokomotyw polskiej gospodarki. Ponieważ do tej pory byliśmy tam stosunkowo mało obecni, chcielibyśmy to zmienić. Docelowo chcielibyśmy, żeby nasz udział w tym rynku był bliski naszemu naturalnemu, a więc około 10-proc. – zapowiada Choryło.

Polskie maszyny górnicze zdobywają zagraniczne rynki

0

CEO Magazyn Polska

Spadające wydobycie i obniżająca się rentowność kopalń na Śląsku są jednymi z głównych przyczyn wzrostu eksportu polskich maszyn górniczych. W 2013 r. Kompania Węglowa zanotowała 1 mld zł straty, a Kopex – spadek sprzedaży maszyn górniczych o połowę. Z tego względu spółka planuje zrównoważyć swoje źródła przychodów, m.in. poprzez dalszą ekspansję zagraniczną oraz budowę kopalni w Polsce.

Według ekspertów polski węgiel może być opłacalny, o czym świadczą wyniki prywatnych kopalń i rosnące zainteresowanie inwestorów.

– Coraz więcej podmiotów zainteresowanych jest wejściem w inwestycje w węgiel kamienny. Myślę, że to jest dobry kierunek dla polskiego węgla jest to jedna z nielicznych dróg poprawy efektywności polskiego górnictwa, a zatem możliwości powrotu polskiego węgla – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Józef Wolski, prezes zarządu Kopex SA.

Spółka planuje rozpocząć w połowie roku budowę kopalni węgla kamiennego w Przeciszowie koło Oświęcimia. Inwestycja ma być ukończona w ciągu czterech lat, a jej koszt jest szacowany na 1,5 mld zł. To jedno z działań, jakie podejmuje zarząd, by zmniejszyć silne uzależnienie od dostaw maszyn i urządzeń dla polskiego górnictwa. Spadek cen węgla najsilniej uderzył w Kompanię Węglową, która jest największym w kraju odbiorcą maszyn i urządzeń górniczych. Wraz z wysokimi kosztami wydobycia i niską wydajnością pracy w KW dało to efekt w postaci blisko miliardowej straty netto w 2013 r.

– Spadek nakładów kopalni na inwestycje bezpośrednio rzutuje na zmniejszenie zamówień w naszej grupie. Było to szczególnie widoczne w roku 2013, ale jest widoczne również w tym. W naszej podstawowej działalności, a więc produkcji maszyn i urządzeń dla górnictwa podziemnego, w ubiegłym roku nastąpił spadek dochodów ze sprzedaży o około 50 proc. Natomiast spadek marż był zdecydowanie wyższy niż spadek przychodów – mówi Wolski.

Pewną szansą dla producentów maszyn górniczych jest zapowiedziany proces restrukturyzacji Kompanii Węglowej. Niedawno mianowany prezes Mirosław Taras zapowiedział optymalizację wydobycia na poziomie spółki, m.in. nowe inwestycje w opłacalne pola w kopalniach Ziemowit i Piast oraz stopniowe wygaszanie wydobycia w nierentownych kopalniach. Środki finansowe na zakup nowych maszyn górniczych spółka może potencjalnie pozyskać ze sprzedaży kopalni Knurów-Szczygłowice Jastrzębskiej Spółce Węglowej. 

Wiadomo jednak, że Kompania Węglowa ma ogromne problemy z płynnością finansową, więc to ona właśnie będzie priorytetem dla zarządu w najbliższych miesiącach. Według prognoz analityków, w 2014 r. ceny węgla mogą w dalszym ciągu spadać, stąd nowe zamówienia na maszyny ze strony polskich kopalń prawdopodobnie pozostaną niewielkie. Ponadto, samo wdrożenie planu restrukturyzacji w KW może napotkać duży opór ze strony związków zawodowych czy rządu, dlatego Kopex i inne firmy z branży wolą zabezpieczać się poprzez eksport.

– Dla nas alternatywą jest zdecydowanie pójście w kierunku eksportu. Nasze maszyny i urządzenia są bardzo dobrej jakości, mają bardzo dobre parametry wydajnościowe, więc umiemy te rynki zdobyć. Tym bardziej że Kopex już od lat 60.-70. funkcjonuje na rynkach zagranicznych. Stąd w roku 2014 będziemy umieli zastąpić brak sprzedaży na rynku krajowym sprzedażą na rynkach zagranicznych, a szczególnie na rynku argentyńskim i chińskim – ocenia prezes zarządu Kopex SA w rozmowie podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.  

Wydobycie węgla w Polsce może być jednak opłacalne, czego przykładem jest LW Bogdanka SA, która w 2013 r. zanotowała 329,4 mln zł zysku netto. Według analityków, w tym roku spółka ma mieć 360 mln zł zysku netto. W rezultacie do 2015 r. planuje ona podwoić swój potencjał produkcyjny w stosunku do 2011 r. Dobre warunki geologiczne w Lubelskim Zagłębiu Węglowym sprawiają, że również inwestor z Australii chce rozpocząć tutaj budowę kopalni. Główny Geolog Kraju Sławomir Brodziński powiedział w rozmowie z IAR, że „polskie górnictwo ma przyszłość, ale muszą to być nowe, płytsze i tańsze złoża”. Również prezes Kopeksu przewiduje, że polskie kopalnie pozostaną głównym klientem spółki.

– Rynek polski zawsze będzie naszym rynkiem podstawowym, niezależnie od tego, czy będziemy sprzedawać na rynek polski 40 proc. naszej produkcji czy 60 proc. – twierdzi Wolski.

Potwierdza to portfel zamówień Kopeksu, którego wartość na koniec 2013 r. wyniosła 1,74 mld zł, z czego około 1 mld zł to zamówienia ze strony polskich podmiotów. Ma to pozwolić na wypracowanie zysku netto w tym roku w wysokości 73,9 mln zł, a w przyszłym – 79,5 mln zł. Istotna w tym zakresie była decyzja NWZ Grupy Kopex, które zezwoliło zarządowi na wyemitowanie maksymalnie 10,5 mln akcji do 14 marca 2017 r. Ma to umożliwić dalszą ekspansję zagraniczną spółki, m.in. poprzez stworzenie baz i centrów remontowo-naprawczych w Rosji, Chinach i Argentynie. Emisja akcji ma także sfinansować planowaną budowę kopalni Przeciszów oraz prace badawczo-rozwojowe, które pozwolą zwiększać konkurencyjność produktów spółki.

– Od dłuższego czasu już prezentujemy nasze nowe produkty, np. kompleks automatyczny, który został zastosowany po raz pierwszy w kopalni Pniówek, jest to jeden z nielicznych kompleksów automatycznych funkcjonujących na świecie. Mogę również powiedzieć o naszych kombajnach wysokowydajnych, które z powodzeniem sprzedaliśmy na rynek chiński. Naszym hitem na najbliższe lata jest głowica urabiająco-ładująca ,,Mikrus”. Jest ona jedyną alternatywą dla eksploatacji pokładów cienkich o skomplikowanych warunkach na gruncie geologicznym, przy węglach trudnych, pociętych uskokami, węglach pofałdowanych i przy ścianach pofałdowanych, jak również przy węglach z przerostami – podkreśla Józef Wolski.

Krakowskie metro i kolej dużych prędkości będą miały szansę powstać dzięki partnerstwu publiczno-prywatnemu

CEO Magazyn Polska

Partnerstwo publiczno-prywatne jest szansą na powstanie krakowskiego metra i kolei dużych prędkości. W nowej unijnej perspektywie budżetowej ten instrument zyska na znaczeniu. Alstom, który realizuje tego typu projekty w innych krajach, podkreśla, że na razie dopiero rozpoczynają się analizy, ale rynek partnerstwa publiczno-prywatnego powoli będzie się rozwijał.

Mamy nadzieję, że nowe oprzyrządowanie prawne i nowa perspektywa unijna, która otwiera furtkę dla projektów partnerstwa publiczno-prywatnego, będzie również interesująca dla naszych partnerów publicznych i takie projekty uda nam się w Polsce zrealizować. W tej chwili analizujemy rynek i potencjał poszczególnych samorządów, bo nowa perspektywa unijna też dopiero jest przed nami – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mariusz Mielczarek, prezes zarządu Alstomu.

Projekty PPP mogą mieć szczególne znaczenie w dziedzinie transportu. Alstom realizuje takie projekty w Europie i pozą nią. Dotyczy to zarówno budowy linii tramwajowych wraz z taborem (m.in. w Reims i Dijon we Francji), jak i kolei aglomeracyjnych i metra.

Mielczarek podkreśla, że PPP może umożliwić przeprowadzenie kosztowych inwestycji transportowych w Polsce. W tym modelu mogłaby zostać zrealizowana zarówno budowa metra w Krakowie, jak i powstanie kolei dużych prędkości (KDP). PPP mogłoby przyspieszyć również instalację systemu ERTMS (Europejski System Zarządzania Ruchem Kolejowym) na polskich magistralach kolejowych.

Rozważamy i analizujemy, czy byłoby to opłacalne z naszej perspektywy jako partnera prywatnego. Zobaczymy. Na pewno jest w dużych aglomeracjach kilka projektów, którymi potencjalnie jesteśmy zainteresowani, plus kolej aglomeracyjna – podkreśla Mielczarek w rozmowie podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego.

Dodaje, że również kolej dużych prędkości mogłaby być interesująca dla prywatnych partnerów. Budowa linii stoi pod znakiem zapytania z uwagi na wysokie koszty dla budżetu państwa.

Model partnerstwa publiczno-prywatnego będzie preferowany w nowej perspektywie budżetowej UE w latach 2014–2020. Dzięki niemu budżet państwa jest w mniejszym stopniu obciążony kosztami inwestycji, a w zamian prywatny partner po ukończeniu budowy może czerpać zyski np. z biletów w komunikacji publicznej lub opłat za przejazd drogami.

Alstom już w tej chwili jest obecny w Polsce na dużą skalę. Francuska spółka w 1997 r. przejęła chorzowskie zakłady Konstalu. Obecnie produkowane są tam wagony metra typu Metropolis oraz tramwaje Citadis. Tramwaje tego typu jeżdżą m.in. w Gdańsku i Katowicach. Alstom jest także właścicielem Fiat Ferroviaria, gdzie produkowane są pociągi Pendolino, które od grudnia tego roku mają pojawić się w regularnych połączeniach na polskich torach. Podzespoły do Pendolino są również produkowane w Chorzowie.

Francuska spółka zajmuje się również produkcją turbin w fabryce w Elblągu. Jak informuje Alstom na swojej stronie internetowej, ponad 320 turbin parowych i gazowych dostarczonych do elektrowni na całym świecie zostało wyprodukowanych w Polsce. Zwłaszcza turbiny parowe trafiają głównie poza Europę. Spółka produkuje także generatory we Wrocławiu. Ogółem firma zatrudnia w Polsce ponad 3,2 tys. osób.

Związek Zawodowy Kontrolerów Ruchu Lotniczego: kontrola ruchu lotniczego jest niedoinwestowana

CEO Magazyn Polska

W Polsce niezbędne są inwestycje w kontrolę ruchu lotniczego. Główne potrzeby dotyczą zwiększenia zatrudnienia i poprawy infrastruktury – apeluje Związek Zawodowy Kontrolerów Ruchu Lotniczego. Pozwoli to na lepszą obsługę nie tylko ruchu lotniczego z i do Polski, lecz także tranzytu, który stanowi ponad połowę wszystkich lotów.

Jesteśmy w takim momencie, kiedy musimy bardzo mocno doinwestować kontrolę ruchu lotniczego. To jest ten element siatki transportu publicznego, na który musi być położony nacisk. Niestety, zarówno Unia Europejska, jak i polskie władze zafundowały nam szereg przepisów, które zbyt mocno regulują ten rynek i które powodują, że nie możemy rozwijać się w takim tempie, w jakim powinniśmy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Janusz Janiszewski, prezes Związku Zawodowego Kontrolerów Ruchu Lotniczego.

Janiszewski przypomina, że ruch lotniczy w Polsce w ciągu ostatnich lat rósł bardzo dynamicznie. Pomimo kryzysu w Europie w naszym kraju rokrocznie notowane były wzrosty. Jak wynika z danych Urzędu Lotnictwa Cywilnego, w 2003 r. na polskich lotniskach odprawiono ok. 7,1 mln pasażerów. W 2013 r. było to ponad trzykrotnie więcej – prawie 25 mln. Wzrosła również liczba cywilnych operacji lotniczych (startów i lądowań) – z 178 tys. w 2003 r. do ponad 294 tys. w ubiegłym roku.

Samoloty lądujące w Polsce i odlatujące z kraju to tylko część całego ruchu. Kontrolerzy ruchu lotniczego Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej w ubiegłym roku zabezpieczyli obsługę nawigacyjną 683 tys. operacji lotniczych, z czego prawie 400 tys. to rejsy tranzytowe, gdy samoloty przelatują jedynie nad naszym krajem.

By utrzymać sprawną kontrolę tego ruchu, niezbędne są inwestycje.

Mamy sieć autostrad podniebnych, które musimy rozwijać i wykorzystywać – apeluje Janiszewski. – Musimy inwestować przede wszystkim w kadry, nowy sprzęt, nowe radary, urządzenia radiowo-nawigacyjne. Nasze państwo musi także prowadzić prawodawstwo, żeby nam umożliwić rozwój na tle całej Europy.

Dodaje, że w ostatnich latach poczyniono duże inwestycje na lotniskach, między innymi w związku z Euro 2012, ale mniej środków przeznaczono na kontrolę ruchu lotniczego. Potrzebni są przede wszystkim nowi pracownicy, bo brak kadr jest problemem tych służb w całej Europie. Wyszkolenie kontrolera trwa nawet trzy lata, a do tego zawód ten ma specyficzne wymagania.

Mimo to zatrudniająca kontrolerów Polska Agencja Żeglugi Powietrznej ma możliwości i środki na zwiększenie zatrudnienia. Janiszewski zauważa jednak, że musi to zostać ułatwione przez polskie prawo.

Jeżeli w Europie cały czas będzie wzrost gospodarczy, to w Polsce możemy się spodziewać wzrostu ruchu lotniczego na poziomie 8-13 proc. rok do roku. Jest to bardzo perspektywiczny rynek, tylko trzeba nam pozwolić na ten rozwój – ocenił Janiszewski w rozmowie podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego.

Dodaje, że kontrolerzy ruchu lotniczego nie próżnują, czekając na nowe inwestycje. W ciągu ostatnich pięciu lat na terenie UE czterokrotnie zostały zredukowane opóźnienia spowodowane kontrolą ruchu lotniczego. Jak wynika z danych Centralnego Biura Analiz Opóźnień (CODA) europejskiej organizacji Eurocontrol, średnie opóźnienie lotu w przestrzeni powietrznej państw członkowskich organizacji wyniosło w 2013 r. 9,3 minuty. Z tego jednak jedynie niecałe 0,4 minuty było związane z kontrolą ruchu lotniczego w trakcie przelotu, a ok. 0,6 minuty z kontrolą startu i lądowania na lotnisku. Głównym powodem opóźnień są tzw. opóźnienia reakcyjne, czyli wywołane opóźnionym przylotem (4,2 minuty) oraz czynniki operacyjne po stronie linii lotniczych (2,8 minuty).

Polska kontrola ruchu lotniczego należy także do najbardziej wydajnych kosztowo w Europie. Koszt jednostkowy, związany bezpośrednio z kosztami prowadzenia kontroli i stanowiący podstawę do wyliczenia opłat nawigacyjnych, wynosi w maju w Polsce 35,42 euro. Tańsza kontrola ruchu lotniczego w UE jest jedynie na Łotwie, Malcie, w Irlandii, Grecji oraz nad Atlantykiem w obszarze kontrolowanym przez Portugalię.

Polskie firmy chemiczne mogłyby rosnąć szybciej dzięki inwestycjom w badania i rozwój. Ograniczeniem są m.in. wydatki na politykę klimatyczną UE

CEO Magazyn Polska

Ponad 130 mld zł wartości produkcji sprzedanej osiągnęła w ubiegłym roku branża chemiczna – szacuje prezes Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego. To wynik podobny do tego z 2012 roku. Zwiększeniu dynamiki wzrostu mogłyby pomóc programy badawczo-rozwojowe podnoszące innowacyjność, jednak polskie firmy przeznaczają więcej środków na dostosowanie się do wymogów unijnej polityki klimatycznej kosztem wydatków na badania i rozwój.

Wyników za pełny 2013 rok jeszcze nie ma, ale w oparciu o dostępne dane możemy sądzić, że był to dobry rok dla branży – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Zieliński, prezes zarządu Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego. – Mimo stagnacji w Europie polski przemysł poradził sobie nieźle. 2013 r. powinien być na poziomie 2012 r., kiedy to produkcja sprzedana wyniosła 131 mld złotych. Być może nawet zanotujemy lekką tendencję wzrostową.

Szef Izby pozytywnie ocenia również dane o wydatkach inwestycyjnych. W ubiegłym roku mogły one wynieść ok. 6 mld zł. Pierwsze trzy kwartały zamknęły się kwotą 3,5 mld zł.

Wyniki z pierwszych trzech miesięcy tego roku w niektórych spółkach nie są najlepsze, ale wynika to raczej z charakterystycznej dla branży sezonowości. W zależności od sektora, spółki notują różne przychody w różnych okresach roku.

Na przykład w obszarze nawozów I kwartał to jest szczyt sezonu, a gorzej jest w wakacje. Myślę, że do oceny roku i prognoz można wrócić po pierwszym okresie wakacji – twierdzi Zieliński.

Wiele będzie zależało również od sytuacji w branży budowlanej i motoryzacyjnej, które są jednym z głównych odbiorców produktów z sektora chemicznego.

Największy wpływ na rozwój polskiej chemii miałoby jednak zwiększenie innowacyjności. Do tego jednak potrzebne są nakłady na badania i rozwój. Zieliński wyjaśnia, że polskie firmy w różnym zakresie i w różny sposób wydają środki na ten cel. Część z nich ma własne działy B+R czy centra badawcze (np. Synthos czy Śnieżka), a druga część – zacieśnia współpracę z nauką (np. Grupa Azoty i jej Instytut Nawozów Sztucznych).

Trudno powiedzieć, ile łącznie polska chemia wydaje na badania i rozwój, ale jest to prawie nic w porównaniu ze światowymi koncernami takimi jak największy Dow, który wydaje miliardy euro, czy drugi BASF, który przeznacza na ten cel średnio około 1,3 miliarda euro rocznie, także w dobie kryzysu – mówi Zieliński. – Kwestia innowacyjności, inwestowania w badania i rozwój, jest kluczowa, a to w branży niestety kuleje. Chcemy to zmienić i dlatego planujemy jako Polska Izba Przemysłu Chemicznego program sektorowy Innochem. Będziemy go realizować z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju.

Program, który jest pierwszym tak dużym projektem dla przemysłu chemicznego, ma zacząć działać od 2015 roku. Izba liczy, że dzięki niemu firmy z branży zaczną więcej wydawać na wdrażanie innowacyjnych rozwiązań. Jak podkreśla szef PIPC, do tej pory inwestowanie w badania i rozwój utrudniają im obciążenia związane np. z regulacjami unijnymi.

Mamy wiele różnych zjawisk w postaci polityki klimatycznej, regulacji typu REACH [rozporządzenie w sprawie rejestracji, oceny, udzielania zezwoleń i stosowanych ograniczeń w zakresie chemikaliów – red.], co nas trochę obciąża kosztowo. Gdybyśmy nie musieli wydawać pieniędzy na wszystkie regulacje emisyjne, legislacje środowiskowe, klimatyczne i energetyczne, moglibyśmy dużo więcej środków przeznaczać na rozwój nauki. – wyjaśnia Zieliński.

Prezes Izby podkreślił w wywiadzie udzielonym podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego, że restrykcyjna polityka klimatyczna UE to jedna z głównych bolączek całego sektora chemicznego. Kolejną jest rosnąca konkurencja ze strony Chin, którą niekiedy wspomagają regulacje celne.

Sektor usług biznesowych rośnie w siłę

CEO Magazyn Polska

Zagraniczne firmy coraz chętniej lokują nad Wisłą swoje centra usług wspólnych. To nie tylko zasługa niższych kosztów prowadzenia w Polsce działalności, lecz także kadry pracowniczej. Polacy chętnie pracują dla firm zagranicznych zarówno w Polsce, jak i na świecie. Zyskali opinię osób ambitnych i pełnych pomysłów. Ponad 400 działających w Polsce centrów usług biznesowych zatrudnia już ponad 100 tys. pracowników.

Sektor usług biznesowych rośnie w Polsce bardzo dynamicznie, szczególnie dzięki światowemu kryzysowi, który zmusił firmy do szukania możliwości obniżenia kosztów i sięgania po outsourcing usług. Zaletą Polski są jednak nie tylko niższe koszty, lecz także dobra lokalizacja oraz bogate zaplecze młodych, ambitnych i wykształconych kadr.

Polacy radzą sobie bardzo dobrze, bo są ambitni i kreatywni. Nadrabiamy zaległości z ostatnich 20-30 lat, podczas których musieliśmy przełamać wiele barier, żeby nas w Europie zauważonoNajpierw pokonaliśmy barierę językową, później barierę rozpoznawalności naszego kraju na mapie. Nie mieliśmy takiej marki jak znani z organizacji Niemcy, z umiejętności negocjacyjnych Holendrzy czy słynący z jakości Szwedzi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krystian Bestry, dyrektor zarządzający w Infosys BPO Europe. – Dziś naszą główną cechą jest ambicja i kreatywność. Szczególnie jeśli chodzi o menadżerów.

Z ankiety przeprowadzonej przez ABSL (Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych) wśród przedstawicieli centrów usług wynika, że ponad połowa z nich chce w tym roku zwiększyć zatrudnienie o 20 proc. Wzrost liczby pracowników zakłada dziewięć na dziesięć badanych firm.

Na korzyść młodych i przyszłych pracowników działa też postawa polskich uczelni, które, jak podkreśla Bestry, stają się otwarte na potrzeby biznesu i dostosowują profil kształcenia do wymagań firm.

– Infosys bardzo mocno udziela się na uniwersytecie w Łodzi, gdzie nasi menadżerowie prowadzą zajęcia praktyczne dla studentów. Również wspólnie z uczelniami otwieramy kierunki, które odpowiadają na nasze potrzeby w zakresie profili studentów czy absolwentów – wyjaśnił Krystian Bestry w wywiadzie udzielonym podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego.

Na rynku usług biznesowych w Polsce widać rosnącą różnorodność. Zakres obsługi klientów rośnie – pojawiają się nowe obsługiwane kraje czy segmenty rynku. Proste usługi są coraz częściej wypierane przez bardziej skomplikowane zlecenia, które wymagają wysokich kwalifikacji i dużej wiedzy pracowników. Zmiany te nie przeszkadzają działającym w branży firmom dynamicznie rosnąć.

– W ostatnich latach rośliśmy w Polsce w tempie 20 proc. rocznie, a w ostatnim roku osiągnęliśmy nawet 30 proc. Chcemy zachować ten trend – mówi dyrektor zarządzający Infosys BPO Europe.

Spółka zatrudnia w Polsce dwa tysiące pracowników i do grudnia planuje zatrudnienie kolejnych 500 osób. Dzięki nowym pracownikom ma być możliwe utrzymanie wysokiego tempa wzrostu. Infosys osiąga w kraju przychody rzędu 200 mln zł i w tym zakresie także liczy na podtrzymanie trendu wzrostowego.

– Nie zamykamy się na przejęcia, wręcz szukamy możliwości w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, ale stawiamy na rozwój organiczny. Przejęcia są jego uzupełnieniem – wyjaśnia Krystian Bestry.

Infosys BPO Europe zamierza głównie rozwijać usługi logistyczne i wsparcie procesu zarządzania łańcuchem dostaw. Firma przez lata rozwijała finanse i księgowość oraz usługi związane z zakupami.

Wyniki finansowe ENEA zgodne z oczekiwaniami rynku

W I kwartale 2014 r. Grupa ENEA wypracowała 2.373,7 mln zł przychodów ze sprzedaży, 461,5 mln zł EBITDA oraz 209,3 mln zł zysku netto. Na wyniki wpłynęła trudna sytuacja na rynku energii elektrycznej, są one jednak zgodne z oczekiwaniami. Początek roku był także jednym z kluczowych momentów w procesie przebudowy organizacji.

Windeln.de pozyskuje finansowanie na kontynuowanie ekspansji

0

Deutsche Bank nowym inwestorem. 15 milionów euro w rundzie finansowania pozyskane od międzynarodowej grupy inwestorów (między innymi Deutsche Bank) oraz obecnych udziałowców.

Windeln.de, spółka portfelowa subfunduszu MCI.TechVentures FIZ ogłosiła, że w wyniku realizacji rundy finansowania, Deutsche Bank (DB Private Equity – ramię private equity spółki Deutsche Asset & Wealth Management) dołączył do obecnej, międzynarodowej bazy finansowych inwestorów windeln.de obejmującej DN Capital (Palo Alto, Londyn), Acton Capital Partners (Monachium), MCI Management (Warszawa) oraz 360 Capital Partners (Milan, Paryż).

Windeln.de jest wiodącym sklepem internetowym w Europie w kategorii produktów dla dzieci i niemowląt.

W 2013 roku, trzecim z kolei roku obrotowym, spółka osiągnęła istotny wzrost/rozwój w wielu obszarach działalności:

  • oferta produktowa została rozbudowana do ponad 55 000 pozycji asortymentowych i obejmowała ponad 800 marek (brand’ów)
  • nowy system logistyczny dodatkowo skrócił czas dostawy
  • wartość sprzedaży (run-rate sales) przekroczyła 100 milionów euro oraz została podwojona w stosunku do poprzedniego roku
  • dynamiczny wzrost bazy klientów i poziomu ich satysfakcji – ponad 70% zamówień pochodzi od powracających klientów
  • klub zakupowy windelbar.de generuje istotną część sprzedaży i marży w grupie windeln.de
  • ofertę poszerzono o nowe kategorie produktów, takie jak ubranka i zabawki
  • dzięki akwizycji szwajcarskiej spółki kindertraum.ch pod koniec 2013 roku windeln.de dywersyfikuje działalność operacyjną w regionie

Pozyskane środki zostaną wykorzystane na rozwój organiczny, ekspansję spółki na nowe rynki oraz poszerzenie oferty produktowej o nowe kategorie.

Alexander Brand, współzałożyciel i dyrektor zarządzający, powiedział: „Z radością witamy nowego inwestora – Deutsche Bank. Jego doświadczenie stanowi uzupełnienie i wzmocnienie kompetencji obecnej struktury inwestorów”.

Konstantin Urban, współzałożyciel i dyrektor zarządzający, dodał: „Dzięki obecnej rundzie finansowania będziemy mogli poszerzać istniejącą ofertę produktową i zaproponować naszym klientom jeszcze wyższy poziom obsługi. Pozyskane środki pozwolą naszemu zespołowi kontynuować imponujący rozwój naszej spółki”.

„Wyniki osiągnięte przez windeln.de w 2013 roku były wyjątkowe. Spółka odnotowała wzrost sprzedaży o ponad 100%”, powiedział Nenad Marovac, partner zarządzający w brytyjskim funduszu venture capital – DN Capital. „Elementami wspierającymi dynamiczny rozwój spółki były: bogata oferta produktowa, efektywna działalność operacyjna, znakomita logistyka i wysoce skuteczny marketing”.


windeln.de:

windeln.de jest czołowym sklepem internetowym sprzedającym produkty dla dzieci i niemowląt na rynku niemieckim, austriackim i szwajcarskim. W naszej ofercie znajduje się ponad 55 000 pozycji asortymentowych i ponad 800 marek, które rodzice mogą wygodnie zamawiać, nie wychodząc z domu. Sprzedajemy zarówno pieluchy, produkty żywnościowe dla niemowląt, produkty do pielęgnacji skóry, jak również produkty zapewniające bezpieczeństwo, czyli bramki, elektroniczne nianie i foteliki samochodowe. Ofertę uzupełniają niemowlęce ubranka i zabawki, dzięki czemu rodzice mogą w jednym sklepie nabyć produkty, których potrzebują dla maluchów. Windeln.de został założony przez Konstantina Urbana i Alexandra Branda w październiku 2010 roku. Firma posiada siedzibę w Monachium. Obecnie zatrudnia ponad 100 osób.

DN Capital:

DN Capital dostarcza kapitał spółkom na etapie wczesnego rozwoju oraz wzrostu/ekspansji. DN Capital inwestuje w firmy na całym świecie prowadzące działalność w sektorze oprogramowania, aplikacji mobilnych, mediów cyfrowych i sprzedaży internetowej. Biura firmy mieszczą się w Londynie i Palo Alto. DN Capital odnajduje, inwestuje i wspiera firmy w drodze do osiągnięcia pozycji globalnych liderów. W portfolio DN Capital znajdują się Shazam Entertainment, Apsmart (sprzedane firmie Thomson), Endeca Technologies (sprzedane firmie Oracle), Datanomic (sprzedane firmie Oracle), Eyeka, Gecko Board, JacobsRimell (sprzedane firmie Amdocs) Mister Spex, OLX (sprzedane firmie Naspers), Mobile Roadie, MPME, Scarosso, Tbricks oraz windeln.de.

Specjaliści zatrudnieni w DN Capital wykorzystują ponad 50-letnie doświadczenie w dziedzinie private equity, a także aktywnie współpracują ze spółkami portfelowymi, zarządzając ich wzrostem na różnych etapach rozwoju. Dalsze informacje o funduszu i jego portfolio można znaleźć na stronie: www.dncapital.com.

Acton Capital Partners:

Acton Capital Partners (www.actoncapital.com) jest niezależną firmą zarządzaną przez wspólników, inwestującą w spółki z sektora internetowego, dostarczającą kapitał na etapie wzrostu. Subfundusze Heureka I i II analizują potencjalne inwestycje w spółki działające
(w oparciu o modele biznesowe B2C and B2smallB) w obszarze sprzedaży internetowej, platform marketplace, usług internetowych oraz mediów cyfrowych. Acton realizuje inwestycje na całym świecie, w tym posiada istotną ekspozycję na aktywa zlokalizowane w Europie. Fundusze są pozyskiwane od inwestorów prywatnych i instytucjonalnych.

Acton Capital Partners z siedzibą w Monachium rozpoczął działalność w 2008 roku. Przed założeniem własnej firmy zespół Acton odnosił sukcesy pracując przez wiele lat dla grupy Hubert Burda Media. Począwszy od 1999 roku zespół ten nabył dla Burda Digital Ventures GmbH udziały w ponad 40 internetowych firmach działających w modelu B2C, którymi także z dużym sukcesem zarządzał. Przykłady udanych inwestycji to m.in. AbeBooks, Alando, ciao.com, Elitepartner, HolidayCheck, OnVista i zooplus.

360 Capital Partners:

360 Capital Partners (www.360capitalpartners.com) jest ogólnoeuropejskim funduszem venture capital z biurami w Paryżu i Milanie, dokonuje inwestycji w innowacyjne firmy prowadzące działalność zasadniczo w trzech sektorach: cyfrowym, czystych technologii i technologii medycznych. Od 1997 roku zespół 360 Capital Partners zarządzał ponad 300 milionami euro i zainwestował środki w ponad 70 firm w 9 krajach, w tym m.in. Yoox, MutuiOnline, Leetchi.com, Electro Power Systems, Invendo, Aramisauto, Newlisi, Sojeans i Qapa.com.

Deutsche Bank – Private Equity & Private Markets:

DB Private Equity jest ramieniem private equity spółki zarządzającej aktywami Deutsche Asset & Wealth Management. Od 1991 roku realizuje inwestycje w formie obejmowania nowych udziałów (dokapitalizowania), nabywania istniejących udziałów spółek oraz dokonuje ko-inwestycji na rzecz inwestorów instytucjonalnych i klientów indywidulanych.  Na dzień 31/03/2013 DB Private Equity zarządzał aktywami klientów o łącznej wartości ponad 8 miliardów euro (10,2 miliardów dolarów).

MCI Management SA:

MCI, utworzony w 1999 r., to jeden z wiodących w regionie CEE, publicznie notowany fundusz private equity o charakterze multistage. Za pośrednictwem funduszy PE/VC, realizuje inwestycje w obszarze earlystage, growthstage i expansion/buyout stage w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, a także w Niemczech i Austrii (DACH) oraz w krajach byłego Związku Radzieckiego (CIS) i Turcji. Obecnie wartość aktywów pod zarządzaniem MCI wynosi ponad 1 mld zł. Jak dotąd Grupa zrealizowała łącznie ponad 50 projektów inwestycyjnych oraz dokonała ponad 30 pełnych wyjść z inwestycji. W okresie od 01/01/1999 do 31/12/2013 MCI osiągnęła stopę zwrotu netto (net IRR) na poziomie ok. 19,7% i uplasowała się w czołówce europejskich funduszy PE. MCI Management SA jest notowana na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie od lutego 2001 r.

Chińskie firmy zainteresowane fuzjami w Polsce oraz inwestycjami w spółki joint-venture z udziałem polskich przedsiębiorstw

Dwustronna wymiana handlowa pomiędzy Polską a Chinami wyniosła w ubiegłym roku 14 mld dolarów. Chiny są trzecim co do wielkości odbiorcą polskich towarów. Polska eksportuje głównie miedź i maszyny, a sprowadza przede wszystkim sprzęt elektryczny. Chińscy przedsiębiorcy są zainteresowani inwestowaniem w Polsce. Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte, najwięcej takich projektów możemy spodziewać się w zakresie infrastruktury oraz na rynku fuzji i przejęć. O możliwościach współpracy z Chinami, a także o mechanizmach efektywnego wspierania B+R i odnawialnych źródłach energii będzie m.in. mowa podczas VI Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach, którego Deloitte jest partnerem.

Według danych Chińskiego Krajowego Biura Statystycznego w latach 2009-2013 wartość dwustronnej wymiany handlowej między Chinami a Polską rosła średnio o około 15,8 proc. rocznie. Chińskie statystyki celne wskazują, że dwie najważniejsze grupy produktów eksportowanych z Chin do Polski stanowią sprzęt elektryczny (20 proc.) oraz urządzenia i części zamienne (18 proc.). Z drugiej strony, miedź i produkty miedziane (30 proc.) oraz wyroby maszynowe (8 proc.) to główne grupy towarów, na których opiera się polski eksport do Chin. „Niedawno dziennik The Financial Times opublikował informację, że do końca 2014 roku, czyli wcześniej niż oczekiwano, Chiny mogą wysunąć się na pozycję wiodącego mocarstwa ekonomicznego wyprzedzając USA. Tym ważniejsze wydają się nasze dwustronne relacje z Chinami, szczególnie zważywszy na to, że Państwo Środka jest trzecim co do wielkości odbiorcą polskich produktów eksportowych” – mówi Tomasz Konik, Partner, Lider Chinese Services Group Poland w Deloitte.

Nie tylko statystyki dotyczące wymiany handlowej dowodzą znaczenia Chin jako partnera gospodarczego Polski. Coraz częściej chińskie przedsiębiorstwa są zainteresowane polskimi projektami infrastrukturalnymi, między innymi w zakresie energii odnawialnej, projektów inżynieryjnych i budowlanych. Wystarczy wspomnieć o grupie Pinggao, spółce zależnej State Grid Corporation of China (chińskiej grupy energetycznej), która z sukcesem startowała w przetargach organizowanych przez Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE). Nie należy też zapominać o przejęciu Smithfield Foods przez Shuanghui International – ta transakcja o rekordowej wartości 4,7 mld dolarów, zdopingowała chińskich graczy reprezentujących sektor produktów spożywczych do poszukiwania możliwości na polskim i środkowoeuropejskim rynku fuzji i przejęć.

„Warto przy tym zauważyć, że w przeciwieństwie do innych inwestorów azjatyckich, np. z Korei czy Japonii, którzy preferują przedsięwzięcia realizowane od podstaw, przedsiębiorstwa chińskie koncentrują się na transakcjach fuzji i przejęć oraz zawiązują spółki joint-venture. To dowód, że obecność korporacji z Chin nie stanowi zagrożenia dla polskich firm. Wręcz odwrotnie, dzięki pomocy finansowej oferowanej lokalnym firmom przez chińskie przedsiębiorstwa, Polska może odnieść znaczne korzyści stając się nową bramą do Europy” – argumentuje Tomasz Konik.

Kontakty chińskich przedsiębiorców z polskimi firmami stwarzają korzyści biznesowe dla obu stron. Trzeba jednak pamiętać, że w przypadku budowania obecności w Polsce i w innych częściach świata, Chińczycy preferują raczej podejście dalekowzroczne i długoterminowe. Dlatego polski biznes powinien uzbroić się w cierpliwość.

Polska będzie miała szansę odnieść sukces na chińskim rynku, jeżeli jej gospodarka stanie się bardziej innowacyjna. O znaczeniu innowacyjności oraz działalności badawczo-rozwojowej dla wzrostu gospodarczego będzie również mowa w Katowicach. Najważniejsze wątki dyskusji będą się koncentrować wokół funduszy w nowej perspektywie UE jako źródłach finansowania projektów innowacyjnych i badawczo-rozwojowych, a także obszarów „podatnych na innowacje”. Trendy międzynarodowe, wynikające m.in. z corocznego raportu Deloitte „Przegląd zachęt na działalność B R na świecie”, dowodzą, iż państwa, które chcą efektywnie zachęcić firmy do zwiększania wydatków na B+R, stawiają na mieszany system zachęt. Łączy on w sobie ulgi podatkowe (pozwalające na budowanie strategii rozwoju działalności B+R) oraz dotacje (umożliwiające wspieranie konkretnych działań i projektów realizujących również określony cel społeczno-gospodarczy). Zachęty podatkowe są przy tym dostosowywane do zmieniającej się sytuacji gospodarczej oraz stanu finansów danego państwa. Nowe kraje (np. Litwa, Łotwa) wprowadzają, a niektóre (np. Wielka Brytania) zwiększają zachęty w celu stymulacji rynku lub ograniczają je kwotowo w celu zachowania dyscypliny finansów publicznych, nie rezygnując przy tym z systemu dotacji unijnych (np. Włochy).

„Na tym tle system zachęt podatkowych w Polsce nie wypada korzystnie, ponieważ nie zachęca on do realizacji prac B+R. Zmiany są planowane, jednak mimo bardzo ambitnego pierwotnego projektu Ministerstwa Gospodarki, Program Rozwoju Przedsiębiorstw zatwierdzony przez Radę Ministrów zapowiada wprowadzenie ulg w Polsce najwcześniej w 2016 r. W tej sytuacji utrzymanie lub zwiększenie dynamiki wzrostu wydatków przedsiębiorstw na B+R może okazać się trudne, szczególnie w świetle ostatnich prognoz KE dotyczących realności założeń Polski odnośnie poziomu deficytu budżetowego na najbliższe lata” – mówi Magdalena Burnat-Mikosz, Partner, Lider działu R&D and Government Incentives w Europie Środkowej, Deloitte.

Eksperci zgromadzeni na tegorocznym Europejskim Kongresie Gospodarczym będą dyskutować również o dynamice rozwoju OZE w Europie. Wejście w życie zasad systemu wsparcia OZE w Polsce zaprojektowanych w nowej ustawie jest uwarunkowane uzyskaniem pozytywnej decyzji Komisji Europejskiej w zakresie zgodności pomocy publicznej ze wspólnym rynkiem. Przy wydawaniu decyzji, KE uwzględni nowe wytyczne w zakresie krajowych systemów wsparcia dla OZE na lata 2014-2020, które przyjęła 9 kwietnia 2014.

„Rozwiązanie przyjęte w polskiej ustawie OZE w postaci systemu aukcyjnego co do zasady wpisuje się w kierunkowe rozwiązanie przyjęte w tych wytycznych. Niemniej jednak nie jest wykluczone, że niektóre przyjęte rozwiązania mogę być zakwestionowane przez Komisję Europejską. W jej wytycznych wskazano, że aukcje winny być przeprowadzane w oparciu o jasne, transparentne oraz niedyskryminacyjne kryteria. Można zatem oczekiwać, że to pod tym kątem będzie weryfikowany system zaprojektowany w polskim prawodawstwie” – mówi Edyta Garlicka, Partner Associate, Radca Prawny, Kancelaria Prawnicza Deloitte Legal. W szczególności może to dotyczyć cen referencyjnych i zasad ich ustalania, jak również przyjęcia rozwiązania zgodnie z którym w przetargach (w których będą uczestniczyć instalacje do 1 MW) ma się znaleźć nie mniej niż 25 proc. energii objętej aukcjami. Wątpliwości może budzić również rozwiązanie mówiące o tym, że mikroinstalacje nie mogą uczestniczyć w aukcjach, a cena zakupu energii z tych instalacji ma być równa 80 proc. średniej ceny sprzedaży na rynku konkurencyjnym. „Ponadto wytyczne przewidują, że decyzja autoryzacyjna Komisji może być wydawana maksymalnie na 10 lat, podczas gdy w rozwiązaniach przewidzianych w polskiej ustawie przewiduje się 15-letni okres obowiązywania okresu wsparcia” – dodaje Edyta Garlicka.

Ustawa deweloperska – zmiany

0

Rada Ministrów przyjęła projekt informacji dla Sejmu dotyczący oceny funkcjonowania tzw. ustawy deweloperskiej. Dokument zawiera propozycje porządkujące uchwalone przepisy, które zwiększą bezpieczeństwo konsumentów oraz zabezpieczą interesy przedsiębiorców

CEO Magazyn Polska

29 kwietnia 2012 r. weszła w życie ustawa o ochronie praw nabywcy lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego. Jej głównym celem było  ograniczenie ryzyka, które ponosi konsument w związku z zakupem mieszkania lub domu na rynku pierwotnym. Po blisko dwóch latach obowiązywania ustawy UOKiK przedstawił wnioski z analizy funkcjonowania nowego prawa. Obserwacje Urzędu oraz informacje zebrane od przedsiębiorców pokazują, że podstawowy cel nowej regulacji został osiągnięty i poziom ochrony nabywców wzrósł. Potwierdza to również spadek liczby skarg na deweloperów napływających do UOKiK oraz będących ich efektem postępowań w sprawie naruszenia zbiorowych interesów konsumentów prowadzonych przez Urząd. Kolejna pozytywną zmianą jest m.in. wzrost ilości inwestycji, które nie są finansowane w całości z pieniędzy nabywców. Przykłady propozycji zmian legislacyjnych:

Umowa rezerwacyjna

Zdaniem UOKiK, konieczne jest uregulowanie w przepisach ustawy kwestii dotyczących umowy rezerwacyjnej. Jest ona zawierana pomiędzy deweloperem i nabywcą, a jej przedmiotem jest wyłączenie lokalu ze sprzedaży na określony czas. Zarówno przedsiębiorcy, jak i UOKiK stoją na stanowisku, że konieczne jest wprowadzenie definicji  tego typu kontraktów do ustawy chroniącej prawa nabywców lokali mieszkalnych.

Obowiązki przedkontraktowe

Urząd zgadza się również z postulatami dotyczącymi doprecyzowania informacji, które deweloper musi zamieścić w prospekcie informacyjnym. Dotyczy to m.in. obowiązku informowania konsumentów o planowanych inwestycjach w promieniu kilometra od nieruchomości.

Odbiór mieszkania

Aby  zapewnić jeszcze lepszą ochronę kupujących mieszkania lub domy na rynku pierwotnym zaproponowano  zmianę, która dałaby konsumentowi możliwość odmowy dokonania odbioru nieruchomości. Działoby się tak w przypadku, gdyby zawierała ona istotne wady.

Co dalej?

Po przyjęciu informacji przez Radę Ministrów, UOKiK planuje przeprowadzić wstępne konsultacje z interesariuszami dotyczące wprowadzanych zmian. Następnym etapem będzie zgłoszenie projektu prac nad zmianami do ustawy  do wykazu prac legislacyjnych rządu i przygotowanie założeń do ustawy.

Aplikacje webowe pod lupą polskiego przedsiębiorcy

Zwiększa się zainteresowanie polskich przedsiębiorców oprogramowaniem w chmurze. Jak pokazują badania instytutu PMR Research, z aplikacji webowych korzysta aż 64% firm z sektora MSP, 18% to klienci korporacyjni. To właśnie małe firmy, dla których nowoczesna technologia staje się coraz bardziej dostępna, generują największe wzrosty. A zwiększające się wydatki na IT to szansa dla producentów aplikacji webowych do systematycznego powiększania swojego udziału w rynku.

Korzystanie z oprogramowania w chmurze to rozwiązanie optymalne zarówno dla dużych, jak i małych graczy rynkowych. Kupowanie lub samodzielne tworzenie systemów informatycznych to krok mało opłacalny w szybko zmieniającej się i ewoluującej branży IT. Ekonomiczniejszą decyzją z finansowego punktu widzenia jest korzystanie z licencji, miesięcznych lub dłuższych, dających dostęp do pożądanych przez przedsiębiorcę aplikacji. W ten sposób odpadają koszty utrzymania działów IT, serwerowni itp., a pozostają jedynie te newralgiczne, niezbędne w biznesowym świecie, jak konieczność inwestycji w komputery, laptopy czy urządzenia mobilne typu smartphone i tablet.

Zwiększające się znaczenie infrastruktury IT w życiu przedsiębiorstw potwierdzają analizy. Zgodnie z przewidywaniami firmy analityczno-doradczej Gartner, globalne wydatki na usługi produkty IT wzrosną w 2014 roku o 3,1% w stosunku do ubiegłego, osiągając poziom 3,8 biliona USD. Szczególnie istotne wzrosty prognozowane są w zakresie wydatków na oprogramowanie dla firm (o 6,8%), gdzie wartość rynku szacowana jest na 320 mld USD. Nie bez echa przejdą także usługi informatyczne, na które popyt wzrośnie o 4,5% i osiągnie poziom 963 mld USD.

Skąd te wzrosty? – To wynik zwiększającej się dostępności, także cenowej, proponowanych aplikacji biznesowych. Zwróćmy uwagę, że dziś nowoczesne technologie informatyczne pracują wielowymiarowo – jako narzędzia do zarządzania firmą, ale także budowy przewagi konkurencyjnej, zwiększania własnej efektywności oraz prowadzenia strategicznej komunikacji z kontrahentami i pracownikami – tłumaczy Zuzanna Szymańska z firmy QSG S.A. Popyt rynkowy połączony z szerokimi możliwościami producentów pozwalają na tworzenie rozwiązań o szerokim spektrum działania, wychodzących poza utarte schematy.

Trend ten potwierdzają badania instytutu PMR Research z 2013 roku, pokazujące systematyczny wzrost zainteresowania rozwiązaniami technologicznymi przeznaczonymi do zarządzania i obsługi przedsiębiorstw. Do dyspozycji zarówno dużych korporacji, jak i małych oraz średnich firm oddaje się coraz więcej aplikacji webowych – wspierających pracę tych podmiotów oraz zoptymalizowanych pod kątem indywidualnie określanych celów strategicznych. Proponowane przez producentów oprogramowania warunki cenowe sprawiają, że ich posiadanie jest jak najbardziej realne i ekonomiczne z punktu widzenia możliwych do osiągnięcia oszczędności. Jednym z takich przykładów jest system e-Service, narzędzie przeznaczone do planowania, realizowania oraz monitorowania zadań w oparciu o technologie webowe dedykowane trzem uczestnikom procesów – koordynatorowi przyjmującemu zadania i delegującemu do ich wykonania, mobilnemu liderowi działającemu w terenie oraz klientowi, który składa zlecenie i śledzi postępy jego realizacji. Specyfika e-Service zazębia się w jego uniwersalności, jest to bowiem narzędzie przeznaczone dla wielu grup firm – niezależnie od ich wielkości, potencjału, zakresu działania oraz zasobów ludzkich. Z jednej strony to dostawcy usług, których praca będzie odbywać się sprawniej dzięki dostępowi do narzędzi online umożliwiających przyjmowanie zleceń w czasie rzeczywistym oraz prowadzenie nowoczesnej komunikacji z właścicielami majątku i pracującymi w terenie pracownikami. Z drugiej strony to właściciele majątków szukający narzędzi webowych organizujących zlecanie zadań mobilnym pracownikom lub dostawcom usług oraz umożliwiających bieżącą kontrolę nad ich realizacją.

Dziś kluczowa dla przedsiębiorcy jest komunikacja oparta na mobilnych kanałach informacyjnych. Niezbędne są narzędzia wyposażone w mechanizmy dwustronnej synchronizacji danych, umożliwiające wymianę informacji w czasie rzeczywistym. Unikalne stają się aplikacje webowe, które pozwalają na zdalną komunikację, przydatną szczególnie wtedy, gdy w projekt zaangażowanych jest wiele osób. Właśnie takie narzędzia przyciągają uwagę dzisiejszego przedsiębiorcy, zainteresowanego wyspecjalizowanym oprogramowaniem, możliwym do zastosowania na szeroką skalę.

– Wydatki na IT będą rosnąć dynamicznie tak długo, jak długo producenci aplikacji biznesowych będą tworzyć oprogramowanie przystępne dla sektora MSP oraz dużych korporacji – przynoszące realne oszczędności finansowe, eliminujące czasochłonne i kosztowne procesy na rzecz pełnej informatyzacji przedsiębiorstwa – podsumuje Zuzanna Szymańska.

Źródło: qsg-company.com

Alimenty także dla pracującego dziecka

Zgodnie z art. 133 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, pełnoletnie dziecko ma prawo do alimentów ze strony rodziców w sytuacji, gdy nie jest jeszcze w stanie utrzymać się samodzielnie. Zatem sam fakt podjęcia pracy zarobkowej czy stażu przez dziecko będące studentem, nie powoduje automatycznej utraty prawa do świadczenia alimentacyjnego. To możliwe jest bowiem tylko w określonych prawem przypadkach. Jakich? – wyjaśnia Marta Kosakowska, aplikant adwokacki w TGC Corporate Lawyers.

Przesłanki, jakie muszą zaistnieć, by rodzice mogli skutecznie uchylić się od świadczeń alimentacyjnych wobec pełnoletniego dziecka określa paragraf 3 art. 133 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Taka możliwość istnieje więc na przykład wtedy, gdy obowiązek alimentacyjny wiąże się dla rodzica z nadmiernym uszczerbkiem lub dziecko nie dokłada starań, by uzyskać możliwość samodzielnego utrzymania się. Także w przypadku, gdy dochody z majątku dziecka wystarczają na pokrycie kosztów jego utrzymania i wychowania, rodzic może wystąpić o uchylenie obowiązku alimentacyjnego. Warto jednak zaznaczyć, że sam fakt zarobkowania nie oznacza jeszcze, że źródło dochodu studiującego dziecka będzie wystarczające, by mogło ono utrzymywać się samodzielnie. Potwierdza to wyrok Sądu Najwyższego z dnia 14 maja 2002 r. sygn. akt V CKN 1032/00, w którym stwierdzono, że ,,zarówno sam fakt osiągnięcia przez dziecka pełnoletności, jak i uzyskiwanie przez nie środków finansowych z tytułu pracy zawodowej, renty inwalidzkiej czy zasiłku dla bezrobotnych, nie pociąga za sobą automatycznie ustania obowiązku alimentacyjnego ciążącego na rodzicach’’. Zatem, by obowiązek alimentacyjny wygasł, konieczne jest wstąpienie na drogę postępowania cywilnego i wniesienie sprawy do Sądu.

Konfrontacja z 5. mitami polskiej elektroenergetyki w raporcie PwC i ING Banku Śląskiego

W czwartej edycji raportu PwC i ING Banku Śląskiego autorzy zmierzyli się z pięcioma mitami na temat sektora elektroenergetycznego, które powszechnie pojawiają się na polskim rynku. Dotyczą one kluczowych zagadnień związanych z funkcjonowaniem sektora, mających wpływ na kształt rynku oraz decyzje jego najważniejszych graczy. Raport „5 mitów polskiej elektroenergetyki 2014” adresuje obszary, które mają wpływ także na poziom świadomości opinii publicznej na temat kondycji energetyki w Polsce.

Mit 1. Wolny rynek stworzył zdrowe podstawy do rozwoju wytwarzania
Powszechnie uważa się, że działanie „niewidzialnej ręki rynku” jest najzdrowszym systemem, który zapewnia rozwój i eliminuje nieefektywności. Z punktu widzenia dzisiejszej sytuacji sektora wytwarzania raport obala ten pierwszy mit, pokazując, że wolny rynek z racji swojej konstrukcji nie stworzył podstaw do rozwoju wytwarzania i nie będzie ich generował w przyszłości.

„Konstrukcja rynku energii w Polsce bardzo utrudnia rentowną pracę bloków, z końca „merit order”, które są potrzebne dla bezpieczeństwa systemu, ale pracują zbyt krótko i mają zbyt duże koszty produkcji. Wychodzenie nieopłacalnych jednostek z systemu jest problemem Krajowego Systemu Elektroenergetycznego i wymaga mechanizmów, które umożliwią zachowanie ekonomiki ich działalności To będzie jednak kosztowało odbiorcę końcowego” – uważa Piotr Łuba, partner zarządzający doradztwem biznesowym i lider grupy energetycznej w PwC .

Mit 2. Rynek mocy to uniwersalne rozwiązanie, które może być skopiowane w Polsce
Pojemność hasła „rynek mocy” jest bardzo szeroka i z pewnością nie można mówić, że jest to rozwiązanie uniwersalne. Polska, myśląc o wprowadzeniu rynku mocy powinna w pierwszej kolejności zdefiniować, jakie są jego cele, a dopiero w kolejnym kroku rozważać formułę jego wdrożenia.

„Musimy dziś w kontekście rozwoju rynku mocy odpowiedzieć na trzy kluczowe pytania – jak pogodzić bezpieczeństwo dostaw energii z ekonomiką jednostek, które działają na krawędzi opłacalności, ale są ważne z punktu widzenia stabilności systemu; jak zapewnić przychody dla tych jednostek, które pracują w niepełnych mocach produkcyjnych oraz czy wspierać wszystkie jednostki wytwórcze, tylko nowe, czy też konkretne technologie” – powiedział Kazimierz Rajczyk, dyrektor zarządzający sektorem energetycznym w ING Banku Śląskim.

Mit 3. Klienci nie skorzystali na uwolnieniu rynku
W dobie powszechnego przekonania, że „energia jest za droga” konfrontujemy się z popularnym poglądem, że odbiorcy końcowi niewiele skorzystali na uwolnieniu rynku. Pokazujemy, że segment sprzedaży energii przeszedł ewolucję, której beneficjentem jest klient. Konkurencja w sektorze wymusiła spadek marż, a obsługa klienta przechodzi transformację, zmieniając relację odbiorcą
z petenta na klienta.

„Nasze wyliczenia pokazują, że odbiorcy biznesowi, którzy zdecydowali się na zmianę dostawcy energii, odnieśli realne korzyści finansowe z uwolnienia rynku. Jednocześnie w ostatnich latach dynamicznie rosła liczba klientów korzystających z zasady TPA. Jeśli chodzi o klienta indywidualnego, to badania pokazują, że on wciąż przede wszystkim kieruje się ceną energii, ale w dalszej kolejności istotne dla niego są jakość obsługi i pewność dostaw, oferowane usługi dodatkowe i programy lojalnościowe, wreszcie marka sprzedawcy” – mówi Piotr Łuba.

Mit 4. Inteligentna energetyka zaczyna się od liczników
Na kanwie dyskusji o inteligentnych licznikach raport wskazuje, że dzisiejsze trendy w Europie zmieniają się w kierunku przyjęcia podejścia, że to najpierw sieć powinna być inteligentna, dopiero po niej licznik. Nie ma przy tym wątpliwości, że instalacja inteligentnych liczników wraz z funkcjonalnością dwukierunkowej komunikacji może przynieść opisywane szeroko korzyści związane z reakcją odbiorców (większa świadomość energetyczna, możliwość zarządzania reakcją strony popytowej).

Dwie grupy argumentów każą się natomiast ponownie zastanowić nad tym, czy inteligenta energetyka powinna się zacząć od obowiązującego powszechnie celu 80% na instalację liczników u odbiorców końcowych. Doświadczenie Szwecji i Włoch, które zakończyły pełne wdrożenie inteligentnych liczników pokazuje, że nie ma prostej zależności pomiędzy stopniem zaawansowania wdrożenia smart meteringu a stopniem zaawansowania produktów i intensywnością komunikacji z odbiorcą.

Jednocześnie rachunek ekonomiczny wskazuje, że z punktu widzenia korzyści dla odbiorcy instalacja inteligentnego licznika jest opłacalna dopiero na poziomach zużycia wyższych, niż obecnie wynosi średnia dla gospodarstw domowych.

„Obecny trend na rynku międzynarodowym wskazuje, że przyszłość inteligentnej energetyki nie będzie definiowana przede wszystkim przez postęp w liczbie zainstalowanych inteligentnych liczników, ale raczej poprzez całościowe spojrzenie na inteligentną sieć i szukanie korzyści dla odbiorców, dystrybutorów energii i gospodarki” – powiedział Kazimierz Rajczyk.

Mit 5. Regulacja ma być stabilna, a nie konkurencyjna
Na przykładzie segmentu energetyki odnawialnej raport polemizuje z tradycyjną konwencją, że w regulacji kluczowa jest stabilność. Nie kwestionując tego założenia uzupełnia o postulat, że przy projektowaniu regulacji „kluczowa jest konkurencyjność”.

„Jeżeli regulujemy i wspieramy dany obszar, to róbmy to po możliwie najniższym koszcie dla odbiorcy końcowego, przy zachowaniu godziwego zwrotu dla inwestora. Stabilny system zielonych certyfikatów w Polsce przyciągnął inwestorów do rynku OZE. Obecnie rynek jest już dojrzalszy i możliwa jest optymalizacja systemu wsparcia i zwiększenie jego konkurencyjności. Nasze szacunki pokazują, że możliwe są oszczędności na systemie wsparcia, przekraczające 11 mld złotych do roku 2020. Nie należy jednak zapominać, że system aukcyjny niesie za sobą istotne ryzyka dla rozwoju rynku OZE” – powiedział Piotr Łuba.

Badanie: inwestycje kapitałowe poprawiają jakość sieci i obroty operatorów

Badanie firmy Ericsson pokazuje, że inwestycje w jakość sieci przekładają się na lepsze wyniki finansowe po stronie operatorów – nie tylko za sprawą ograniczania kosztów, ale również dzięki zwiększonym przychodom.

Ericsson Real Performance

Badanie zostało przeprowadzone przez dr Raula Katza – prezydenta firmy konsultingowej Telecom Advisory Services oraz dyrektora Business Strategy Research na Columbia Business School. Dr Raul Katz zbadał relacje pomiędzy poziomem inwestycji kapitałowych w rozwój sieci mobilnych, a technicznymi, komercyjnymi i finansowymi wynikami operatorów.

Rozbudowana analiza statystyczna obejmowała ogromną liczbę pomiarów przeprowadzonych na przestrzeni trzech lat na trzech różnych rynkach – w Brazylii, Meksyku i USA.

Model symulacyjny został stworzony by oszacować efekt wpływu wydatków inwestycyjnych na cash flow operatorów, co pozwala operatorom na określenie komercyjnych i finasowych zysków powiązanych z wzrostem inwestycji.

Badanie wykazało, że 10 proc. CAPEX w przypadku brazylijskiego operatora przełożył się na zwiększenie udziału w rynku – znaczący wzrost ARPU i ograniczenie migracji klientów. W związku z poprawioną sytuacją rynkową, operator doświadczył 5,5 proc. wzrostu przychodów, 6,4 proc. poprawę marży EBITDA i 6,7 proc. wzrost w wolnych przepływach pienieżnych (FCFF) z operacji.

Analiza rynków w Meksyku i USA wykazuje identyczną korelację pomiędzy inwestycjami, jakością sieci i wynikami finansowymi.

– Wyniki badania ilościowego jasno demonstrują to, co nasza intyuicja i doświadczenie w dyskusjach z czołowymi operatorami podpowiadało nam od dawna; że odpowiednio skierowane wydatki inwestycyjne wpływają na poprawę jakości sieci. To z kolei przekłada się na lepsze wyniki rynkowe i poprawę wyników finansowych. Nasze wcześniejsze badanie przeprowadzone przez Ericsson Consumer Lab pokazało natomiast, że jakość sieci jest kluczowym czynnikiem wpływającym na lojalność subskrybentów – powiedział Johan Haeger, Head of Tactical Marketing w firmie Ericsson.

Aż 70% Polaków nie ufa Rosjanom! − wyniki badania European Trusted Brands 2014

Polacy nie ufają Rosjanom – pokazuje najnowsze badanie European Trusted Brands przeprowadzone przez Reader’s Digest. Pozytywnie o naszych wschodnich sąsiadach wypowiedziało się jedynie 11% badanych. Do rodaków zaufanie deklaruje niemal połowa Polaków, co niestety nie przekłada się na opinie innych Europejczyków – ufa nam tylko co trzeci europejski ankietowany.

European Trusted Brands

Zaufanie to podstawa relacji interpersonalnych. Jego brak na poziomie gospodarczo-politycznym może mieć daleko idące konsekwencje, przekładając się m.in. na spadek inwestycji zagranicznych i spowolnienie gospodarcze kraju. W najnowszej 14. edycji badania European Trusted Brands Reader’s Digest postanowił sprawdzić poziom zaufania pomiędzy obywatelami poszczególnych państw.

Z sondażu wynika, iż Polacy najbardziej ufają Szwajcarom (59%). Zaraz po nich największe zaufanie mamy do mieszkańców krajów nordyckich: Szwedów (58%) i Finów (53%), a tuż po nich − Holendrów (49%). Zaskakująco małym zaufaniem darzymy Stany Zjednoczone – niewiele ponad jedna trzecia Polaków wskazuje ten kraj jako godny zaufania.

Co ciekawe, jak pokazują wyniki badania, polscy ankietowani są mniej ufni niż pozostali mieszkańcy Europy. W 80% przypadków średnie zaufanie deklarowane przez Europejczyków do mieszkańców państw naszego kontynentu jest o kilka procent wyższe od tego, które zadeklarowali Polacy.

Niestety zaledwie 26% mieszkańców Europy ufa przedstawicielom naszego kraju. Porównując tegoroczne wyniki z rokiem 2008 (wówczas Reader’s Digest zadał ankietowanym to samo pytanie) warto podkreślić, że poziom zaufania do Polaków wzrósł, aczkolwiek nieznacznie − zaledwie o 2 punkty procentowe.

W opinii Polaków rodacy również nie cieszą się dużym zaufaniem (45%). Interesujący jest fakt, że większym zaufaniem niż krajanów darzymy m.in. mieszkańców Niemiec (47%) oraz Austrii i Wielkiej Brytanii (po 46%).

Ankietowani Europejczycy najmniejsze zaufanie deklarują w stosunku do mieszkańców Rumunii (nieufność wobec nich wykazuje 74% badanych), Iranu (72%) i Rosji (70%). Nie ufają również Grekom (68%), Turkom (65%), Chińczykom (64%) i mieszkańcom Indii (62%). Wśród polskich respondentów na czele stawki najmniej zaufanych narodów uplasowali się Rosjanie – nie ufa im aż 70% Polaków! Niewielkim zaufaniem darzeni są przez nas również Rumuni (brak zaufania deklaruje 64% ankietowanych) oraz mieszkańcy bardziej odległych krajów: Iranu i Chin (po 60%).

***

European Trusted Brands to jedno z największych i najszerzej zakrojonych badań konsumenckich w Europie. Jego organizatorem jest Reader’s Digest. Oprócz tematyki marketingowej coroczne badanie European Trusted Brands porusza również tematy społeczne. Pozwala na poznanie dominujących nastrojów mieszkańców Europy, postaw i wartości, które kształtują nasze opinie i decyzje, a także zaufanie do różnych aspektów życia.

Badanie European Trusted Brands przeprowadzono po raz pierwszy w 2001 roku. Co roku kontynuowane jest ono w kilkunastu krajach europejskich. Tegoroczna czternasta już edycja badania została przeprowadzona w 10 krajach: Austrii, Finlandii, Francji, Niemczech, Polsce, Portugalii, Rumunii, Rosji, Słowenii oraz Szwajcarii. Wzięło w nim udział 17 676 respondentów.

Badanie realizowano metodą kwestionariusza on-line lub wywiadów pocztowych. Jak co roku próba została dobrana tak, aby odzwierciedlała szeroki profil badanej populacji.

Mapa miesiąca GfK: Lokalizacje centrów handlowych w konurbacji katowickiej

Lokalizacje centrów handlowych w konurbacji katowickiej

Konurbację katowicką zamieszkuje prawie 2,2 mln osób. Na jej obszarze funkcjonują obecnie 43 nowoczesne obiekty handlowe o łącznej powierzchni handlowej (GLA) 1,1 mln m2. Wśród nich znajduje się 38 tradycyjnych centrów handlowych o łącznej powierzchni 991 tys. m2 oraz 4 parki handlowe i centrum wyprzedażowe (outlet).

Nasycenie powierzchnią handlową w konurbacji katowickiej wynosi 494 m2 GLA na 1000 mieszkańców. Dla porównania, w liczącej 2,5 mln osób aglomeracji warszawskiej wskaźnik ten wynosi 567 m2 GLA na 1000 mieszkańców, a w aglomeracji poznańskiej (816 tys. osób) – aż 757 m2 GLA na 1000 mieszkańców. Mimo iż na Śląsku znajduje się wiele centrów handlowych, nasycenie powierzchnią handlową tychże centrów na 1000 mieszkańców jest najniższe spośród 8 analizowanych polskich aglomeracji.

Pomarańczowe koła na mapie pokazują rozmieszczenie centrów handlowych. Zielone romby ilustrują lokalizacje parków handlowych. Niebieski kwadrat odnosi się do położenia centrum wyprzedażowego, czyli outletu. Wielkość symbolu jest proporcjonalna do powierzchni obiektu handlowego.

Grupa ENERGA zwiększa zyski i efektywność w I kwartale 2014 roku

Wzrost zysku netto o 79 proc., a EBITDA o 39 proc. zanotowała Grupa ENERGA w pierwszym kwartale 2014 roku. W porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego wyniki te wypracowane zostały przy niższych o 6 proc. przychodach. – Grupa ENERGA będzie się koncentrować na jeszcze wyższej efektywności działania – zapowiada prezes spółki.

Grupa ENERGA odnotowała w I kwartale 2014 roku zysk netto na poziomie 323 mln zł, co oznacza wzrost o 79 proc. EBITDA wyniosła 654 mln zł i była wyższa o 39 proc. w stosunku do wyniku sprzed roku. Przychody ukształtowały się na poziomie 2 748 mln zł, co oznacza spadek o 6 proc. Na poprawę rezultatów wpływ miały segmenty wytwarzania i dystrybucji.

W porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku, istotny wpływ na skalę wzrostu zysku ma zeszłoroczny odpis z tytułu trwałej utraty wartości bloku B w ENERGA Elektrownie Ostrołęka SA, który istotnie obniżył wynik finansowy. Po oczyszczeniu wyników z powyższego, jednorazowego wydarzenia, zysk netto wzrósł o 15 proc., natomiast na poziomie EBITDA Grupa poprawiła wynik o 10 proc. Stabilne wzrosty Grupa wypracowała dzięki poprawie efektywności funkcjonowania. W I kwartale 2014 roku Grupa osiągnęła wyższe marże zysków, a w ujęciu rocznym lepsze są także wskaźniki rentowności.

Jednostkowy zysk netto, który jest podstawą do wypłaty dywidendy, wzrósł w I kwartale o 24 proc. i wyniósł 725 mln zł. Stabilna pozycja finansowa wspiera realizację ambitnej polityki dywidendy, która zakłada wypłatę 92 proc. jednostkowego zysku netto wypracowanego na przestrzeni roku. Intencją Zarządu jest konsekwentna realizacja polityki spółki w zakresie wypłaty zysku, a ENERGA powinna być postrzegana jako spółka wypłacająca znaczące i przewidywalne kwoty w formie dywidend.

– W skali Grupy, w I kwartale 2014 roku utrzymaliśmy poziom rentowności sprzed roku, a dzięki „czystej karcie” zdarzeń jednorazowych, możemy pokazać znaczny wzrost zysku i EBITDA. Inwestycje z poprzednich lat, szczególnie rekordowe w zeszłym roku, dobrze wpływają na nasze wyniki – dlatego sumaryczne niższe przychody spółek Grupy nie wpłynęły negatywnie na nasz zysk. Priorytetem pozostaje dla nas efektywność – konsekwentnie inwestujemy nasze wysiłki tam, gdzie jest możliwa poprawa efektywności i możliwość podzielenia się nią z klientami i akcjonariuszami – mówi Mirosław Bieliński, Prezes Zarządu ENERGA SA.

Przychody ze sprzedaży wzrosły w Segmencie Wytwarzanie oraz Segmencie Dystrybucji o odpowiednio 26 proc. i 8 proc., natomiast Segment Sprzedaży wykazał spadek w tym okresie o 19 proc. Na poziom skonsolidowanych przychodów pozytywny wpływ miał wzrost średniej stawki sprzedaży usług dystrybucyjnych przez ENERGA-OPERATOR, wyższy o niemal 6 proc. wolumen dystrybuowanej energii elektrycznej, przychody wygenerowane dzięki nabytym w drugiej połowie 2013 roku trzem farmom wiatrowym oraz sprzedaż zapasu praw majątkowych po cenach wyższych od cen z dnia wytworzenia.

Na wysokość przychodów w ujęciu skonsolidowanym przełożył się spadek wolumenu energii elektrycznej sprzedanej odbiorcom końcowym (o ok. 10 proc. w stosunku do analogicznego okresu poprzedniego roku), który w I kwartale tego roku ukształtował się na poziomie 4,3 TWh. Wynika to ze zmiany strategii sprzedaży Grupy i nieprzedłużania nierentownych umów (w grupach taryfowych A i B) oraz z mniejszego zużycia energii przez odbiorców detalicznych, na co wpływ miały m.in. warunki atmosferyczne. W minionym okresie spadek sprzedaży energii odnotowano również na rynku hurtowym (ok. 10 proc.) do 2,7 TWh.

Na słabsze wyniki Segmentu Sprzedaży wpływ miała także konieczność zakupu energii z nienależących do Grupy odnawialnych źródeł energii (OZE). Zgodnie z Prawem Energetycznym ENERGA-OBRÓT, jako sprzedawca z urzędu, ma obowiązek zakupu energii wytworzonej w OZE na terenie jej działania. Energia kupowana jest po tzw. cenie urzędowej, czyli średniej cenie sprzedaży energii elektrycznej na rynku konkurencyjnym z poprzedniego roku, często wyższej od aktualnej ceny rynkowej.

Jan Kulczyk: Migracje to szansa dla Europy. Przykładem są Stany Zjednoczone

CEO Magazyn Polska

Gospodarki europejskie mogą skorzystać na migracji, również na napływie imigrantów ze Wschodu lub z Południa – podkreśla Jan Kulczyk, przewodniczący rady nadzorczej Kulczyk Investments i założyciel CEED Institute. Wymaga to jednak odpowiedniego nastawienia i działania ze strony rządów. – W podejściu Europejczyków często dominują stereotypy, a brakuje w nim rachunku ekonomicznego, który przecież leży u podstaw zarówno przyczyn, jak i skutków imigracji – twierdzi Jan Kulczyk. Jego zdaniem dobrym przykładem do naśladowania mogą być Stany Zjednoczone, gdzie ludzie wciąż przemieszczają się w poszukiwaniu najlepszych warunków pracy.
 
Musimy zrozumieć, że dzisiejsza Europa nie jest już gospodarczym centrum świata. W pierwszej dziesiątce najszybciej rozwijających się krajów nie ma żadnego państwa z Europy. A do rozwoju potrzebni są ludzie, to jest warunek sine qua non  młodzi, wykształceni, pełni optymizmu i pasji, patrzący do przodu, a nie za siebie – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jan Kulczyk, przewodniczący rady nadzorczej Kulczyk Investments i założyciel CEED Institute, think-tanku, który przygotował raport o migracji w Europie. – Problem Europy jest taki, że często brakuje w niej myślenia na zasadzie rachunku ekonomicznego.

O szansach i zagrożeniach związanych ze zjawiskiem migracji rozmawiali uczestnicy debaty „Migracje we współczesnej Europie  pułapka czy szansa?”, zorganizowanej przez CEED Institute w ramach Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach. Zdaniem uczestników debaty problem migracji będzie jednym z najpoważniejszych wyzwań stojących przed Europą w najbliższych latach. Tym bardziej że starzejące się społeczeństwo będzie powodować coraz większe braki na rynku pracy.

Według Lecha Wałęsy, byłego prezydenta, ambasadora CEED Institute, Europejczycy powinni odejść od myślenia w kategorii państwo na rzecz większych organizacji. Bez tego rozwiązanie problemów związanych z migracją będzie bardzo trudne.

Obawiam się, że Europa, mając ogromny potencjał, ogromne finanse, doświadczenie, uniwersytety, to wszystko, czego nam cały świat zazdrości, nie wykorzystuje tego kapitału należycie. Powinniśmy zrozumieć, że migracja, czyli przemieszczanie się ludzi, jest zawsze w jakimś celu, a tym celem jest przede wszystkim praca – przekonuje Jan Kulczyk. Dlaczego Stany Zjednoczone są taką potęgą? Ludzie tam zrozumieli, i to nie dzisiaj, nie wczoraj, tylko już ponad 100 lat temu, że za pracą się jeździ, a nie, że praca przyjeżdża do nas. Efekty takiego sposobu myślenia są widoczne dla wszystkich – potęga Stanów Zjednoczonych jest bezdyskusyjna.

Jego zdaniem również dynamiczny rozwój Chin i Indii wynika ze znaczących ruchów migracyjnych, znacznie częstszych niż w Europie. Co ciekawe, również społeczeństwa w niektórych krajach europejskich, szczególnie tych najbardziej dotkniętych spowolnieniem gospodarczym w ostatnich latach, zaczęły dostrzegać potrzebę poszukiwania pracy poza miejscem zamieszkania.

W krajach Europy Południowej, gdzie bezrobocie wśród młodych ludzi sięga 50 proc., ci, którzy podejmują wyzwanie i mają odwagę zmienić miejsce zamieszkania, fantastycznie sobie radzą, przemieszczając się do Niemiec, Szwecji, Norwegii – mówi założyciel CEED Institute. – Do takich decyzji potrzebna jest jednak determinacja i odwaga wewnętrzna – dodaje.

Z raportu CEED Institute „Migracje w XXI wieku z perspektywy krajów Europy ŚrodkowoWschodniej – szansa czy zagrożenie?” wynika, że od 2004 roku emigracja z państw naszego regionu do starej unijnej piętnastki wzrosła średnio o 180 proc. W Polsce wskaźnik ten wyniósł 210 proc. Za pracą wyemigrowało ok. 1,8 mln Polaków, co stanowi ponad 10 proc. aktywnych zawodowo mieszkańców naszego kraju. Pod względem liczby emigrantów ustępujemy jedynie Rumunii – ok. 2,4 mln Rumunów wyemigrowało w celach zarobkowych, głównie do krajów Europy Południowej i Zachodniej.

Minister skarbu: Polska prowadzi inwestycje prowęglowe o wartości 20 mld zł. To warunek naszego bezpieczeństwa energetycznego

CEO Magazyn Polska

Ogromne inwestycje w sektorze elektroenergetycznym mają służyć wzmocnieniu bezpieczeństwa energetycznego Polski. Projekty energetyczne realizowane przez polskie spółki w Kozienicach, Opolu czy Jaworznie mają pochłaniać rocznie kilkanaście milionów ton węgla, który jest podstawą miksu energetycznego kraju i zarazem kluczowym surowcem dla bezpieczeństwa energetycznego. Dodatkowo inwestycje te będą wykorzystywać najnowocześniejsze dostępne technologie, dzięki czemu będą spełniać unijne standardy środowiskowe.

Sektor elektroenergetyczny bazujący na węglu uruchomił gigantyczne inwestycje, które już dzisiaj liczone są na ponad 20 mld złotych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Włodzimierz Karpiński, minister skarbu państwa.

Projekty takie jak w Kozienicach, Opolu oraz Jaworznie pochłaniać mają razem po kilkanaście milionów ton węgla rocznie.

Węgiel jest podstawą naszego bezpieczeństwa energetycznego i te projekty są bez dwóch zdań prowęglowe – mówi Karpiński.

Jak zapewnia minister, inwestycje te łączą efektywność z zasadami ekologicznymi. Według podpisanej w połowie kwietnia umowy na budowę bloku węglowego w Elektrowni Jaworzno III, ma ona pokryć 5 proc. krajowego zapotrzebowania na energię. Przewidywany czas powstawania bloku to 59 miesięcy. Jednocześnie będzie on emitować o 25 proc. mniej dwutlenku węgla niż instalacje, które zastąpi. Nowoczesne mają być także budowane kosztem ponad 11 mld zł przez PGE dwa bloki w Opolu. Z kolei Enea na budowę 11. bloku w Kozienicach przeznaczy niemal 6,5 mld zł. 

To są projekty absolutnie prowęglowe, najwyższej próby, ponieważ będą wykorzystywały wysoko zaawansowane technologie, spełniając reżim tzw. best available techniques dostosowania tego typu przedsięwzięć. Wysoko sprawne instalacje będą spalały polski węgiel. To jest istota naszego bezpieczeństwa – dodaje minister skarbu państwa. 

Od dziś łatwiejszy kontakt elektroniczny z urzędami. W czerwcu wejdą w życie zmiany związane z handlem przez internet

0

CEO Magazyn Polska

Formalnie wczoraj, a praktycznie dziś wchodzi w życie nowelizacja ustawy o informatyzacji. Nowe zapisy mają ułatwić kontakt elektroniczny z urzędami, zrównują też e-dokument z papierowym. Ma to pozwolić na szybszy kontakt obywateli z urzędnikami, tym samym pozwoli na oszczędność czasu i pieniędzy oraz pośrednio przyczyni się do pobudzenia wzrostu gospodarczego. Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji zapowiada kolejne działania, które mają rozwijać gospodarkę internetową – m.in. dotyczące handlu przez internet.

 Dzięki ustawie o informatyzacji droga normalna, urzędowa, zostanie zrównana z drogą elektroniczną. Jeżeli obywatel wybierze drogę elektroniczną w kontakcie z urzędem, to urząd także będzie miał obowiązek mu odpowiedzieć drogą elektroniczną. To oznacza, że skany wreszcie będą traktowane jako dokument. To jest niesłychanie ważna zmiana, bo może doprowadzić do tego, że łatwiej będzie kontaktować się w sposób elektroniczny z urzędem – tłumaczy Rafał Trzaskowski, minister administracji i cyfryzacji.

Nowelizacja ustawy wprowadza dużo ułatwień dla obywateli. Przede wszystkim pozwoli na potwierdzenie profilu zaufanego, czyli elektronicznego podpisu w kontaktach z instytucjami publicznymi, nie tylko w urzędach – jak miało to miejsce dotychczas – lecz także na poczcie i w bankach. E-formularze mają być prostsze, a skrzynki podawcze każdego urzędu mają działać na takich samych zasadach. Najważniejsza zmiana dotyczy jednak e-dokumentu, który ma być traktowany tak samo jak dokument papierowy.

– Im więcej tego typu rozwiązań, tym Polska staje się bardziej konkurencyjna, oszczędzamy pieniądze i zwiększamy wzrost gospodarczy. Ustawa pomoże w kontakcie obywatela z urzędem i stworzy taki partnerski układ, ale ministerstwo prowadzi mnóstwo innych działań, mających doprowadzić do szybszego rozwoju gospodarki. Na przykład zachęty dotyczące handlu w internecie – przekonuje Trzaskowski.

E-handel rozwija się w Polsce bardzo szybko i generuje niemal 6 proc. PKB. Jeszcze 10 lat temu zakupy przez internet cieszyły się zainteresowaniem zaledwie 5 proc. Polaków – dziś zakupy w sieci robi już co trzeci obywatel. Mimo to na tle Europy Polska wypada słabo. Dla porównania w Niemczech z e-handlu korzysta 65 proc. obywateli. 

Handel w internecie ma olbrzymi potencjał wzrostu. Problem polega na tym, że ludzie mają wątpliwości co do bezpieczeństwa transakcji w sieci. Dlatego prowadzimy różnego rodzaju negocjacje w Unii Europejskiej oraz wprowadzamy rozwiązania w Polsce, żeby to zmienić – powiedział Rafał Trzaskowski podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

13 czerwca powinna wejść w życie nowa ustawa o prawach konsumenta, która zgodnie z dyrektywą ujednolica przepisy dotyczące e-handlu w całej Unii Europejskiej. Możliwe jednak, że zaczną one obowiązywać kilka miesięcy później. Konsument będzie tak samo chroniony, niezależnie od tego za pośrednictwem jakiej strony robi zakupy.

– Z drugiej strony rozporządzenie o ochronie danych osobowych da nam gwarancję, że nasze dane osobowe, nawet jeśli są transferowane do krajów trzecich, będą odpowiednio chronione i nikt nie będzie tego nadużywał. To nam da – jako obywatelom – poczucie, że jesteśmy bezpieczni w sieci i przełoży się na większą dynamikę wzrostu handlu przez internet – argumentuje minister administracji i cyfryzacji.

Będą duże zmiany w ubezpieczeniach komunikacyjnych. Polska Izba Ubezpieczeń przyjęła zasady bezpośredniej likwidacji szkód OC

CEO Magazyn Polska

Branża ubezpieczeniowa przyjęła proponowane przez Polską Izbę Ubezpieczeń zasady bezpośredniej likwidacji szkód przy komunikacyjnym OC. Po ich wejściu w życie ubezpieczony poszkodowany w wypadku będzie zgłaszał szkodę w swoim zakładzie ubezpieczeń, a nie jak dotychczas w zakładzie sprawcy. Ma to zrewolucjonizować ubezpieczenia komunikacyjne, dzięki czemu uzyskiwanie odszkodowań ma być szybsze i sprawniejsze.

Zmiana ta zupełnie przekształci krajobraz ubezpieczeń komunikacyjnych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jan Grzegorz Prądzyński, prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń. – Przy wyborze ubezpieczyciela będziemy patrzeć nie tylko na cenę, lecz także na jakość usługi i szybkość likwidacji szkody.

Do tej pory szkody powstałe w wyniku zdarzeń drogowych były zgłaszane w zakładzie ubezpieczeń, którego klientem jest sprawca. Wysokość straty wyceniał rzeczoznawca związany z tą firmą i na podstawie tej wyceny towarzystwo ubezpieczeniowe sprawcy dokonywało wypłaty odszkodowania. Wkrótce sytuacja ulegnie zmianie i w likwidacji szkody bezpośrednio uczestniczyć będzie zakład poszkodowanego.

To efekt decyzji podjętej przez Walne Zgromadzenie Członków PIU. Wypracowany model opiera się na systemie rozliczeń ryczałtowych BLS, obowiązującym m.in. w Belgii i innych krajach europejskich. Polega on na tym, że ubezpieczyciele rozliczają się między sobą na bazie ustalonych kwot, a nie każdorazowo po rzeczywistych kosztach szkody, z tym że niektóre rodzaje szkód nie zostaną systemem BLS objęte. Sposób tych wewnętrznych rozliczeń nie przekłada się w żaden sposób na wysokość odszkodowania dla konsumenta.

Przez ostatnie pół roku pracowaliśmy nad tym, żeby znaleźć model, który nie doprowadzi do wzrostu kosztów po stronie ubezpieczycieli. Taki model znaleźliśmy. Jest on neutralny finansowo zarówno dla ubezpieczycieli, jak i dla konsumentów, gdyż nie prowadzi do wzrostu kosztów – twierdzi Prądzyński.

Przyjęcie opracowanego przez PIU modelu poparło 41 członków Walnego Zgromadzenia Członków podczas II Kongresu Polskiej Izby Ubezpieczeń. 7 głosujących było przeciwnych, a 14 wstrzymało się od głosu. II Kongres Polskiej Izby Ubezpieczeń odbył się w Sopocie w dniach 7 i 8 maja. Poruszano na nim także kwestie takie, jak stabilność finansowa czy system emerytalny.

Badanie TNS Polska: Klienci oczekują od banków darmowego konta i bezpłatnych wypłat z bankomatów. Coraz chętniej sięgają po assistance

CEO Magazyn Polska

Bezpłatne prowadzenie rachunku i darmowe wypłaty z bankomatów to główne oczekiwania klientów wobec banków – wynika z badania przeprowadzonego przez Bank Millenium i TNS Polska. Klientom zależy także na łatwym dostępie do usług bankowych, zarówno tradycyjnych, jak i internetowych. Wśród dodatkowych benefitów największą popularnością cieszą się usługi assistance.

Klienci oczekują od banku rachunku, który będzie prowadzony bezpłatnie, bez dodatkowych warunków. Chodzi więc o darmowe prowadzenie konta, wydanie karty bankowej i przelewy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Misiak, dyrektor Departamentu Marketingu Bankowości Detalicznej Banku Millennium.

Cały czas istotny dla klientów jest łatwy i darmowy dostęp do bankomatów. Coraz częściej w oczekiwaniach klientów pojawia się ponadto chęć łatwego i szybkiego dostępu do usług bankowych.

Nadal ważne są więc oddziały bankowe, ale także bankowość internetowa i mobilna. Klient chce mieć pełne spektrum korzystania z oferty, niezależnie od tego, gdzie jest i z jakich urządzeń może aktualnie korzystać – mówi Misiak.

Jak podkreśla, dla klientów bardzo istotna jest wielokanałowość. Chodzi o sytuacje, kiedy klient rozpoczyna rozmowę na dany temat, np. o produkcie czy usłudze, w systemie telefonicznym, a następnie finalizuje proces, odwiedzając oddział banku.

W badaniu przeprowadzonym przez Bank Millenium i TNS Polska ankieterzy zapytali także o dodatkowe benefity, którymi klienci banków są najczęściej zainteresowani.

Jednym z ciekawszych i bardzo wysoko ocenianych pomysłów były różnego rodzaju usługi assistance – zauważa Misiak. – Klienci uważają je za interesujące uzupełnienie i wzbogacenie ich codziennych usług. W swojej strategii Bank Millennium stara się uwzględniać wyniki tych badań. Oferujemy szeroki pakiet assistance obejmujący pomoc w ponad 40 różnych sytuacjach. Chodzi tu zarówno o pomoc medyczną, jak i pomoc fachowców – dodaje.

Z badania wynika również, że klienci oczekują od banków dobrej oferty dotyczącej gospodarowania ich środkami. Misiak wyjaśnia, że właśnie temu służy koncepcja centrum oszczędzania, a bank stara się proponować korzystniejsze warunki w zakresie oprocentowania i większą różnorodność tradycyjnych depozytów, zarówno krótko, jak i długookresowych.

Tomasz Misiak podkreśla, że stawiając potrzeby klienta w centrum, bank liczy na 20 tys. nowych klientów miesięczne, czyli ok. 250 tysięcy rocznie.