Proacta S.A. według szacunków w trzecim kwartale zwiększa przychody o 175%

Notowana na rynku NewConnect spółka bioinformatyczna Proacta S.A. szacuje, że w trzecim kwartale 2025 roku osiągnęła 4,7 mln zł przychodów netto ze sprzedaży, co oznacza wzrost o 175% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku, gdy zanotowano 1,7 mln zł. Spółka utrzymuje wysoką dynamikę wzrostu dzięki konsekwentnej realizacji podpisanych kontraktów oraz systematycznemu rozszerzaniu portfela projektów w obszarze nowych technologii, bioinformatyki i IT dla sektora publicznego.

Trzeci kwartał był dla nas okresem dynamicznego wzrostu i potwierdzeniem skuteczności realizowanej strategii rozwoju. Zamykamy go z dobrymi wynikami i stabilnym portfelem umów obejmującym projekty dla sektora publicznego i technologii bioinformatycznych. Dywersyfikujemy źródła przychodów i wzmacniamy pozycję na rynku, a rosnąca liczba potencjalnych projektów oraz rozwijająca się współpraca z partnerami instytucjonalnymi i naukowymi stanowią solidną podstawę dalszego wzrostu w kolejnych kwartałach – podkreśla Paweł Ciesielka, Prezes Zarządu Proacta S.A.

W trzecim kwartale 2025 roku Proacta rozpoczęła realizację dwóch kontraktów dla Bankowego Funduszu Gwarancyjnego (BFG) oraz Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu (IFPS). Oba projekty należą do istotnych przedsięwzięć spółki. Umowa z Bankowym Funduszem Gwarancyjnym, o wartości 17,5 mln zł, dotyczy rozwoju i utrzymania strategicznego systemu IT, w którym udział Proacta wynosi 98%. Natomiast projekt realizowany dla Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu, o wartości 4,91 mln zł, obejmuje opracowanie systemu wykorzystującego  technologię AI do przewidywania etiologii, prognozowania postępu choroby i personalizacji opieki nad pacjentami z niedosłuchem przy wykorzystaniu danych genetycznych i audiologicznych. Dodatkowo dzięki umowom ramowym zawartym w poprzednich okresach Proacta utrzymuje solidne tempo rozwoju, a ich efekty były widoczne już w wynikach drugiego kwartału 2025 roku.

Spółka podjęła również działania na rzecz rozwoju nowych inicjatyw badawczo-wdrożeniowych. W sierpniu 2025 roku Proacta zawarła porozumienie o współpracy w ramach Polskiej Sieci Health Labs4Value (PSHL4V) z wiodącymi instytucjami naukowymi i medycznymi. Celem współpracy, która wejdzie w życie 1 marca 2026 roku, jest rozwój innowacji w ochronie zdrowia, wdrażanie rozwiązań cyfrowych i telemedycznych oraz wspólne ubieganie się o finansowanie projektów badawczo-wdrożeniowych, w tym ze środków Unii Europejskiej. Proacta, jako partner technologiczny, odpowiadać będzie za tworzenie i testowanie nowoczesnych rozwiązań IT wspierających procesy leczenia i opieki medycznej.

Proacta konsekwentnie realizuje strategię wzrostu, łącząc rozwój kompetencji technologicznych z umacnianiem współpracy z instytucjami publicznymi i naukowymi. Stabilny portfel kontraktów, rosnący pipeline projektów w ocenie zarządu pozwalają spółce z optymizmem patrzeć na kolejne kwartały i dalsze zwiększanie skali działalności.

Mieszkanie ma służyć do mieszkania, nie do zarabiania – rząd tnie przywileje flipperów

Polacy zaczęli zbyt szeroko interpretować przepisy dotyczące ulgi mieszkaniowej, korzystając z niej także przy zakupach inwestycyjnych. Wraz z początkiem nowego roku Ministerstwo Finansów planuje powrót do pierwotnych założeń ulgi – wsparcia osób faktycznie zaspokajających własne potrzeby mieszkaniowe.

Powrót do pierwotnych założeń

W ostatnich latach mieszkania w Polsce zaczęły często być traktowane nie jako miejsce do życia, lecz jako sposób na zarobek. Wiele osób kupowało je, by szybko sprzedać z zyskiem, korzystając z ulgi mieszkaniowej, ponieważ przez lata ukształtowała się w przepisach korzystna linia interpretacyjna. Aby uniknąć zapłaty podatku dochodowego, wystarczyło zadeklarować zakup mieszkania na własne cele mieszkaniowe. Ale nie określono czym dokładnie jest cel mieszkaniowy i z tej luki korzystano.

– Pierwotnie ulga miała wspierać osoby faktycznie poprawiające swoje warunki mieszkaniowe, a nie uczestników rynku inwestycyjnego – mówi radca prawny Katarzyna Siwiec. – Dziś jednak wiele osób kupuje mieszkania z myślą o wynajmie czy szybkiej odsprzedaży, a mimo to korzysta z ulgi, bo wystarczy, że formalnie zadeklarują, iż lokal służy im do mieszkania. Wystarczyło “wprowadzić się” na tydzień, żeby uznać, że cel mieszkaniowy został zrealizowany. W ten sposób unikało się zapłaty podatku. Ponadto z ulgi można było skorzystać mając nawet kilka mieszkań.

Taki mechanizm stał się powszechnym sposobem na unikanie 19-procentowego podatku, co zmusiło rząd do wprowadzenia zmian, które przywrócą pierwotny cel ulgi mieszkaniowej – wspieranie osób faktycznie realizujących własne potrzeby mieszkaniowe.

Co się zmieni w uldze mieszkaniowej

Zgodnie z projektem, ulga mieszkaniowa nadal będzie zwalniać z podatku dochód ze sprzedaży mieszkania. Nowym warunkiem będzie jednak to, że podatnik chcący z ulgi skorzystać nie będzie właścicielem innej nieruchomości mieszkalnej.

Dodatkowo projekt zakłada, że ktoś, kto posiada więcej niż jedno mieszkanie, będzie mógł nadal skorzystać z ulgi, jeśli w ciągu trzech lat od sprzedaży dokona darowizny nieruchomości na rzecz dzieci, wnuków, Skarbu Państwa lub gminy. Przykładowo, jeśli ktoś sprzeda mieszkanie, ale ma jeszcze drugie – kupione wcześniej jako inwestycję pod wynajem – nie skorzysta już z ulgi mieszkaniowej. Może ją jednak zachować, jeśli w ciągu trzech lat od zakupu nowego przekaże ten drugi lokal np. swoim dzieciom – mówi Katarzyna Siwiec, radca prawny i doradca podatkowy.

Wyjątki, które uprawniają do ulgi

Przewidziano jednak kilka wyjątków, w których podatnik będzie właścicielem lub współwłaścicielem nieruchomości mieszkalnej ale nadal będzie mógł skorzystać z ulgi. Mianowicie, do liczby posiadanych nieruchomości nie będą wliczane:

  • mieszkania odziedziczone w spadku,
  • jedna nieruchomość objęta wspólnością majątkową małżeńską,
  • udziały mniejsze niż 50% we współwłasności.

Nie chodzi o to, by karać ludzi, którzy odziedziczyli mieszkanie po rodzicach czy są współwłaścicielami niewielkiego udziału. Intencją ustawodawcy jest raczej to, by ulga przestała być instrumentem dla osób traktujących mieszkania jako towar – wyjaśnia Katarzyna Siwiec, radca prawny i doradca podatkowy. To rozwiązanie ma charakter łagodzący i pozwoli w niektórych przypadkach utrzymać ulgę, o ile darowizna jest rzeczywista. Nie sądzę jednak, by prowadziło do masowych nadużyć, jak może się wydawać, bo krąg uprawnionych do darowizn został ograniczony, a Urząd Skarbowy będzie to dokładnie sprawdzał – dodaje ekspertka.

Warto przypomnieć, że zgodnie z obowiązującymi przepisami (art. 10 ust. 1 pkt 8 ustawy o PIT) sprzedaż mieszkania po pięciu latach od jego nabycia jest i tak zwolniona z podatku dochodowego. Ulga mieszkaniowa pozwala jednak uniknąć zapłaty podatku również przy wcześniejszej sprzedaży – pod warunkiem, że środki zostaną przeznaczone na własne cele mieszkaniowe.

Kto zyska, a kto straci

– Zmiany mają charakter profiskalny, ale także porządkujący – ocenia Katarzyna Siwiec. – W praktyce to powrót do pierwotnego sensu ulgi, czyli wsparcia tych, którzy rzeczywiście zaspokajają swoje potrzeby mieszkaniowe. Znaczenie w ograniczeniu interpretacji ma tu także zmiana brzmienia przepisów – zamiast pojęcia „na cele mieszkaniowe” wprowadzono określenie „na zaspokojenie własnych potrzeb mieszkaniowych”, co jednoznacznie wskazuje, komu ulga ma służyć.

Najbardziej dotknięci zmianami będą inwestorzy i tzw. flipperzy, którzy kupowali mieszkania w celach zarobkowych i wykorzystywali ulgę do unikania podatku. Rząd zakłada, że nowe przepisy zniechęcą do masowego obrotu nieruchomościami i zmniejszą spekulację na rynku mieszkaniowym. Z ulgi będą mogli natomiast nadal korzystać ci, którzy sprzedają jedno mieszkanie, by kupić inne dla siebie lub odziedziczyli nieruchomość i nie posiadają innego lokalu.

Wejście w życie

Projekt jest na etapie konsultacji społecznych, a Ministerstwo Finansów zakłada, że nowe przepisy miałyby wejść w życie 1 stycznia 2026 roku, więc żeby było to możliwe, ustawa musi zostać uchwalona przez Sejm i podpisana przez prezydenta w najbliższym czasie, najpóźniej do 30 listopada.

Inwestorzy wracają nad Bałtyk. Korekta cen powoduje wzrost zainteresowania apartamentami

Korekta cen nadmorskich nieruchomości. „Ceny transakcyjne już nie tak gigantyczne”.

– Ceny nieruchomości nad Bałtykiem już dwa-trzy lata temu osiągnęły punkt krytyczny i nie ma zaskoczenia w tym, że był moment, że inwestorzy uznawali np. Hiszpanię czy Cypr za ciekawsze destynacje do inwestowania. Teraz widzimy powrót do pytań o nieruchomości nad Bałtykiem. Co ciekawe, to nie tylko kwestia posiadania nieruchomości pod inwestycje, ale także pod własny użytek. Takich pytań mamy więcej od Polaków niż Niemców, a to również ciekawa zmiana – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Modna nadmorska hybryda. Apartamenty na sprzedaż, ale póki nie ma klienta to są wynajmowane

Korekta cen nadbałtyckich nieruchomości jest koniecznością – inwestorzy zdają się być tego świadomymi. Dowodem jest spadek cen nawet w największych miejscowościach nadmorskich i aktywny marketing zmierzający do pozyskania kupców lub najemców długoterminowych, choć co oczywiste, w miejscowościach nadmorskich nie jest to proste.

Korekta jest konieczna, bo inwestorzy są świadomi, że sprzedawanie apartamentów w cenie powyżej 40 tysięcy złotych za metr kwadratowy nie będzie prostą sprawą.

– Inwestorzy wpadli w pewną pułapkę: ceny ziemi były bardzo wysokie, a jednocześnie dookoła rosły nowe inwestycje, co zachęcało do inwestowania. Powstało wiele nowych inwestycji, ich ceny biły rekordy, a sprzedaż nie dorównywała oczekiwaniom. Spotykaliśmy się z sytuacjami, że klienci planujący inwestycje planowali zakupy na Cyprze, w Bułgarii czy wcześniej w Hiszpanii pokazując jednocześnie, że ceny apartamentu nad Morzem Śródziemnym były bardzo podobne do tych nad Bałtykiem – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Jak radzili sobie inwestorzy i właściciele apartamentów nad Bałtykiem?

– Świetnie sprawdziła się formuła hybrydowa. Apartamenty są na sprzedaż, ale jednocześnie, gdy nie ma chętnych to są wynajmowane klientom na pobyty krótkoterminowe. Taka formuła sprawdza się z powodzeniem np. w Międzyzdrojach, Pobierowie, Kołobrzegu czy Świnoujściu. Obiekty generują bieżące przychody, zarabiają na swoje utrzymanie, a jednocześnie wciąż są oferowane na sprzedaż – przyznaje Mirosław Król.

W przypadku takiego „hybrydowego modelu” właściciel może pozwolić sobie na to, by nie obniżać ceny apartamentu. Eksperci zauważają jednak, że korekta cen nad Bałtykiem jest widoczna – szczególnie w przypadku cen transakcyjnych.

Świnoujście najdroższe, Międzyzdroje goni. „Klienci z Polski, Niemiec i z Czech”

Jak prezentują się obecnie ceny nieruchomości w zachodniopomorskim pasie nadmorskim? Eksperci przestrzegają, by nie kierować się uśrednionymi cenami, bo te mogą być nieadekwatne do sytuacji na rynku.

– Przykładowo w Świnoujściu znajdziemy w pasie nadmorskim ceny powyżej 40 tysięcy złotych za metr kwadratowy, ale znajdziemy też standardowe mieszkania w blokach i kamienicach za 9-10 tysięcy złotych. Tutaj jednak mamy po prostu normalne mieszkanie, a nie luksusowy apartament turystyczny. Świnoujście jest najdroższe. Widzimy także, że Kołobrzeg spada z drugiego miejsca goniony przez coraz nowocześniejsze Międzyzdroje. Tam uśrednione ceny mogą przekraczać 20 tysięcy złotych za metr kwadratowy. Co ciekawe, to właśnie o Międzyzdroje czy Ustronie Morskie coraz częściej pytają klienci planujący zakupy apartamentów nad morzem – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

– Wśród klientów dominują Polacy i ich cel jest głównie inwestycyjny, ale wciąż nie brakuje klientów z Niemiec czy z Czech. Oczywiście niemiecki kryzys gospodarczy odbija się na tym, że skłonność inwestorów z tego kraju do brawury finansowej jest mniejsza, ale to nadal jest dominujący klient na luksusowe nieruchomości nad morzem poza Polakami – mówi Mirosław Król.

Kurorty nadmorskie mogą liczyć na gości przez cały rok, stąd też wiele pytań inwestycyjnych trafia do biur nieruchomości nie tylko wiosną i latem, ale także jesienią i zimą. Zwykle negocjacje przy zakupie mieszkania nad morzem trwają tygodniami, stąd też inwestorzy mający zamiast wiosną rozpocząć działalność nad Bałtykiem to właśnie zimą zaczynają wybór atrakcyjnych lokalizacji.

Indie wyprzedzają Chiny – polski biznes nie może przespać tej szansy

Według raportu OECD, Indie staną się w latach 2025–2026 najszybciej rozwijającą się gospodarką świata – wyprzedzając nie tylko Chiny, ale też całą Grupę G20. Podczas gdy Zachód zmaga się ze spowolnieniem, ekonomiczny punkt ciężkości globalnej gospodarki przesuwa się w stronę Azji i Globalnego Południa. To wyraźny sygnał, że polskie firmy powinny podjąć aktywniejsze działania i spojrzeć na Indie – zarówno jako kierunek ekspansji, jak i źródło kapitału.

OECD: Indie liderem światowego wzrostu

Z raportu OECD (Organisation for Economic Co-operation and Development) wynika, że Indie w kolejnych dwóch latach będą rozwijać się w tempie ponad 6,5% rocznie – szybciej niż Chiny i znacznie powyżej średniej dla krajów G20 (ok. 2,9%). Eksperci nie mają wątpliwości: Indie są dziś jednym z najważniejszych motorów światowej gospodarki, a ich rosnąca rola geopolityczna i ekonomiczna przyciąga uwagę największych graczy.

– Indie są dziś gigantem – dynamiczne, ambitne, z jasno określoną wizją rozwoju. Dla polskiego biznesu to moment, którego nie można przegapić – mówi dr Judyta Latymowicz, partnerka w kancelarii LEGALLY.SMART i ekspertka ds. relacji z Indiami.

Globalni giganci inwestują miliardy

Rosnące zaufanie do indyjskiej gospodarki potwierdzają decyzje globalnych firm. Google zainwestuje 15 miliardów dolarów w rozwój sztucznej inteligencji i infrastruktury danych w Indiach, a amerykański gigant farmaceutyczny Eli Lilly ogłosił miliardową inwestycję w rozbudowę swoich zakładów produkcyjnych. Te przykłady pokazują, że Indie stają się centrum innowacji, technologii i nowoczesnej produkcji, a nie tylko rynkiem konsumenckim.

– Dla polskich przedsiębiorstw z branży produkcyjnej, technologicznej, OZE czy przetwórstwa przemysłowego – ale nie tylko – Indie to rynek o nieograniczonym potencjale. Jednocześnie coraz więcej indyjskich firm szuka partnerów w Europie – a Polska jest dla nich atrakcyjnym kierunkiem – podkreśla dr Latymowicz.

Polska: brama do Unii Europejskiej dla inwestorów z Indii

W ostatnich latach rośnie także aktywność indyjskich przedsiębiorstw w Europie. Dzięki położeniu w centrum kontynentu, dostępowi do rynku UE i dobrze rozwiniętemu sektorowi technologicznemu, Polska może stać się naturalnym hubem dla kapitału z Indii.

Dodatkowym atutem jest przyjazne środowisko biznesowe i duże doświadczenie polskich doradców w obsłudze biznesu międzykulturowego. Dzięki połączeniu kompetencji technologicznych i strategicznego położenia, Polska może stać się jednym z głównych europejskich partnerów Indii.

– Współpracując z indyjskimi firmami, widzimy, że Polska jest postrzegana jako stabilny partner i punkt wejścia do rynku unijnego. To duży potencjał, który coraz bardziej zaczyna się materializować – dodaje dr Latymowicz.

Na horyzoncie: umowa handlowa UE–Indie

Nowym impulsem dla rozwoju relacji gospodarczych może stać się również negocjowana umowa o wolnym handlu między Unią Europejską a Indiami. Porozumienie, nad którym prace toczą się od wielu lat, nigdy nie było bliższe finalizacji niż obecnie. Dlatego polskie firmy powinny jak najszybciej przyjrzeć się możliwościom, jakie oferuje rynek indyjski – bo w momencie zawarcia umowy trzeba będzie być już na niego przygotowanym, mieć zbudowane relacje i przemyślaną strategię działania. Indii nie można ignorować – co potwierdzają zarówno dane makroekonomiczne, jak i ostatnie inwestycje globalnych koncernów.

Rynek biurowy w Polsce 2025–2026: popyt stabilny, podaż najmniejsza od dekady

Międzynarodowa agencja doradcza Cushman & Wakefield podsumowała sytuację na największych rynkach biurowych w Polsce po III kwartale 2025 roku. Aktywność najemców utrzymuje się na stabilnym poziomie. Z drugiej strony, deweloperzy są nadal bardzo ostrożni w rozpoczynaniu kolejnych inwestycji biurowych. Według prognoz w 2026 roku nowa podaż na rynku skurczy się o około połowę r/r.

Podaż: projekty w budowie nadal na niskim poziomie

Na koniec września 2025 roku zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na największych rynkach biurowych wyniosły blisko 13 mln mkw. Sumaryczna wielkość oddanych projektów od początku roku była niska – niecałe 107 000 mkw., z czego większość, bo aż 83% dotyczyła stolicy.

Łącznie w Warszawie i w regionach w budowie pozostaje obecnie ok. 330 000 mkw., a dla porównania przed pandemią było to ok. 1,6 mln mkw., co najlepiej ilustruje ostrożność deweloperów wobec rozpoczynania nowych projektów. Ponadto w regionach obserwujemy przesuwanie terminów oddania inwestycji do użytku, co wynika ze świadomych strategii minimalizujących ryzyko – szczególnie w kontekście rosnących kosztów budowy i finansowania, komentuje Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research, Cushman & Wakefield.

Wśród największych oddanych budynków w Warszawie znalazły się: The Bridge (47 000 mkw. – Ghelamco) oraz Office House (27 800 mkw. – Echo Investment). W miastach regionalnych skala ukończonych projektów była mniejsza, wśród nich możemy wyróżnić krakowski biurowiec Stella Office (9 900 mkw. – Grupa Zasada).

Według naszych szacunków w całym 2025 roku rynek biurowy powiększy się o niecałe 200 000 mkw., w 2026 roku prognozowana podaż znajdzie się na poziomie nieznacznie powyżej 100 000 mkw. Stabilizacja na poziomie 200 000 mkw. powinna nastąpić w latach 2027-2028, dodaje Ewa Derlatka-Chilewicz.

Popyt: stabilizacja na dobrym poziomie

Łączny popyt na rynkach biurowych w Polsce wyniósł na koniec września, trochę ponad 1 mln mkw. wynajętej powierzchni. Co ważne, aktywność najemców w regionach przewyższyła Warszawę i wyniosła 522 000 mkw., co oznacza 6% wzrost względem analogicznego okresu w 2024 roku.

Do osiągnięcia tak zadowalającego wyniku przyczynił się przede wszystkim wysoki poziom popytu w Krakowie w II kwartale tego roku. Wśród najbardziej aktywnych sektorów najemców możemy wyróżnić zwłaszcza branżę IT, ale też usługi i produkcję. To oni nadają ton rynkowi, a kolejne transakcje najmu zawierane przez te sektory odzwierciedlają dobrą kondycję polskiej gospodarki i silny rynek pracy, mówi Vitalii Arkhypenko, Analityk Rynku, Cushman & Wakefield.

W strukturze transakcji w regionach dominują renegocjacje (54%), nowe umowy stanowią 36%, a ekspansje zaledwie 6%. Udział powierzchni zajmowanych przez właściciela wynosi 4%.

Pustostany i czynsze: pustostany zmierzają w kierunku malejącym, czynsze z potencjałem wzrostowym

Średni wskaźnik pustostanów w Polsce na koniec III kw. 2025 roku wyniósł 13,9%, co stanowi spadek o 0,1 p.p. względem II kw. 2025 roku oraz 0,2 p.p. względem września 2024 roku.

W stolicy wskaźnik niewynajęcia spadł o 1,1 p.p. względem poprzedniego kwartału i wyniósł 9,7%. W miastach regionalnych spadki w dostępności powyżej 1 p.p. zaobserwowano w Łodzi i Poznaniu, z kolei wzrosty dotyczyły Wrocławia i Krakowa. Wskaźnik pustostanów dla regionów pozostaje podwyższony i wynosi średnio 17,7%. Na wszystkich rynkach biurowych objętych analizą dostępna powierzchnia wyniosła 1,79 mln mkw., co oznacza około 2% spadek r/r, tłumaczy Vitalii Arkhypenko.

We wrześniu 2025 roku stawki „premium” za najlepsze powierzchnie biurowe w Warszawie wyniosły przeciętnie 24,00-27,00 EUR/ mkw./ miesiąc w strefie Centrum oraz 15,00-19,00 EUR/ mkw./ miesiąc w lokalizacjach poza centralnych. Wzrosty czynszu zaobserwowano przede wszystkim w nowo oddawanych budynkach w Centrum.

W miastach regionalnych najlepsze biura w centrum były oferowane średnio w przedziale cenowym 14,00-17,50 EUR/ mkw./ miesiąc, jednocześnie stawki czynszu wyższe od średniej odnotowywane są w budynkach nowo oddawanych lub umiejscowionych w dobrych lokalizacjach.

Wyższe koszty budowy, wykończenia powierzchni oraz finansowania inwestycji nadal wywierają znaczący wpływ na kształtowanie polityki czynszowej projektów nowo budowanych. Wysokość czynszu w istniejących biurowcach pozostaje uzależniona od atrakcyjności budynku dla potencjalnych najemców oraz sytuacji na konkretnym rynku, podsumowuje Vitalii Arkhypenko.

Zmiany na rynku pracy tymczasowej nadchodzą szybciej, niż się spodziewamy

Praca tymczasowa, najczęściej kojarzona z uzupełnianiem zespołów w okresach pików produkcyjnych, logistycznych albo sprzedażowych tj. zbliżający się Black Friday czy okres przedświąteczny – dzisiaj przechodzi transformację i staje się jednym z głównych filarów rynku pracy. Międzynarodowe prognozy wskazują, że globalny rynek zatrudnienia tymczasowego może rosnąć w tempie od 4,5% do nawet ponad 6% rocznie, osiągając wartość niemal biliona dolarów do 2030 roku. Jak to wpłynie na rynek pracy, innowacje i transformacje w modelach zatrudnienia? – komentuje Edyta Kuczys, dyrektor sprzedaży Grupy Opteamic.

Transformacja generuje transformację

Według analityków Consegic Business Intelligence, globalny rynek pracy tymczasowej ma wzrosnąć z około 556 mld USD w 2024 r. do blisko 794 mld USD w 2032 r. Oznacza to średnioroczny wzrost (CAGR) na poziomie 4,6%. Z kolei eksperci z Verified Market Research przewidują jeszcze bardziej dynamiczny scenariusz – wzrost do 881 mld USD przy CAGR na poziomie 6,38 % w latach 2026–2032. Patrząc szerzej na rynek usług rekrutacji i zatrudniania pracowników tymczasowych, prognozy wskazują na wzrost rzędu 6,7% rocznie (wg MarketResearch).

– Na ten wzrost wpływa kilka kluczowych elementów. Konieczność szybkiej reakcji na zmiany rynkowe generuje potrzebę elastyczności w zatrudnianiu i w kosztach. To sprawia, że przedsiębiorstwa coraz chętniej sięgają po pracowników tymczasowych – komentuje Edyta Kuczys, dyrektor sprzedaży Grupy Opteamic. – Poza tym, technologia tak jak rozwój platform rekrutacyjnych, automatyzacja procesów i wykorzystanie sztucznej inteligencji w doborze  kandydatów znacząco przyspieszają i upraszczają procesy zatrudnienia. No i wreszcie globalizacja i mobilność pracy. Dzisiaj „granice zawodowe” praktycznie nie istnieją, a elastyczne formy zatrudnienia są coraz szerzej akceptowane zarówno przez firmy, jak i przez samych pracowników – mówi dyrektor sprzedaży Opteamic.

Zagrożeń też nie brakuje

Dane pokazują dynamiczny rozwój rynku pracy tymczasowej, ale należy też pamiętać, że te prognozy obarczone są pewnym ryzykiem. Spowolnienie gospodarcze i recesje w kluczowych regionach świata, a także rosnąca liczba regulacji prawa pracy mogą ograniczać swobodę działania agencji pracy i ich klientów. Przykładem mogą być chociażby zmiany prawa w Polsce – Ustawa z dnia 20 marca 2025 r. o rynku pracy i służbach zatrudnienia, która w znaczący sposób wpłynęła na zasady zatrudniania cudzoziemców czy też obowiązki i kontrolę pracodawców. Do tego dochodzi presja płacowa oraz wzrost kosztów pracy, które rzutują na ogólną rentowność produkcji czy usług.

– Z punktu widzenia naszego kraju, gdzie rynek pracy tymczasowej wciąż nie jest w pełni nasycony, pomimo zarejestrowanych ok. 8 tys. agencji pracy tymczasowej, globalne prognozy stanowią ważną wskazówkę w rozwoju tych usług jak też i biznesu uzależnionego od wszelkich fluktuacji rynkowych. Elastyczne zatrudnienie coraz częściej staje się częścią strategii stabilności kosztowej firm i sposobem na radzenie sobie z niedoborem kompetencji. To dobry moment, by inwestować w nowe technologie, budować kompetencje w obsłudze modeli elastycznych oraz rozwijać usługi oparte na jakości i partnerstwie – podkreśla Edyta Kuczys z Opteamic.

Elastyczność fundamentem odporności biznesu

Prognozowany wzrost rynku pracy tymczasowej to ważny sygnał, że elastyczność zatrudnienia staje się fundamentem organizacyjnej odporności. Dla agencji rekrutacyjnych, agencji pracy tymczasowej i dostawców outsourcingu procesowego to moment wejścia w zamianę – albo będą gotowe na „rozwojowy boom”, albo pozostaną z tyłu. Globalne badania rynku pracy tymczasowej i odczytane wnioski dla ścieżek rozwoju na lata 2025–2030 jasno pokazują, że elastyczne formy zatrudnienia mogą przejść z roli niszy do istotnego segmentu rynku szeroko pojętych usług HR. Nawet w scenariuszach umiarkowanych spodziewany CAGR globalny oscyluje wokół 4–5%, a przy scenariuszach optymistycznych sięgający 6–6,5%.

– Z pewnością rynek jest w dniu podjęcia ważnych decyzji – czy traktować pracę tymczasową jako dodatek, czy jako strategiczny obszar rozwoju. Z kolei agencje pracy tymczasowej, które dziś zainwestują w technologię, kompetencje, jakość usług i modele partnerstwa, znajdą się w gronie beneficjentów obecnej transformacji świata – podsumowuje Edyta Kuczys, dyrektor sprzedaży Grupy Opteamic.

Skeleton Technologies rozważa do 3 mld euro inwestycji w innowacje grafenowe w Polsce

0
  • Skeleton Technologies, europejski producent zaawansowanych superkondensatorów i systemów magazynowania energii opartych na unikalnej technologii skrzywionego grafenu, rozważa ekspansję i inwestycje w Polsce
  • Firma z portfela inwestycyjnego InnoEnergy wskazuje Polskę jako potencjalne centrum innowacji w obszarze infrastruktury dla AI i zaawansowanych materiałów
  • W Polsce Skeleton rozważa inwestycje o łącznej wartości do 3 miliardów euro. W efekcie kraj może stać się centrum innowacji bazujących na grafenie w Europie Środkowej

Skeleton Technologies z portfela inwestycyjnego InnoEnergy, europejskiego akceleratora technologii dla zrównoważonej energii rozważa inwestycje w budowę mocy przemysłowych w Polsce. Estońska firma z sektora zaawansowanej energetyki i obronności stawia na rozwój dwóch strategicznych obszarów. To infrastruktura dla sztucznej inteligencji oraz technologie obronne.

Polska oferuje ogromny potencjał i postrzegamy ten kraj jako coś znacznie więcej niż tylko lokalizację produkcji. To platforma startowa dla zupełnie nowych linii biznesowych i kluczowy filar naszego przyszłego rozwoju. Dzięki w pełni zintegrowanemu łańcuchowi wartości – od naszego unikalnego, zakrzywionego materiału grafenowego po kompletne systemy i oprogramowanie – budujemy dla Europy jej własną technologię magazynowania energii całkowicie niezależną od chińskich i amerykańskich komponentów – podkreśla Taavi Madiberk, prezes Skeleton Technologies.

Firma posiada już zakłady w Niemczech i Finlandii, ale poszukuje nowych lokalizacji w Europie Środkowej, szczególnie pod kątem ekspansji w obszarze infrastruktury AI. Zdaniem zarządu spółki Polska wyróżnia się między innymi dostępem do wykwalifikowanych inżynierów oraz aktywną polityką państwa wspierającą rozwój przemysłu obronnego.

– Polska ma szansę stać się centrum inwestycji w sztuczną inteligencję w regionie. Nasze inwestycje mogą wesprzeć ją w budowaniu tej pozycji – dodaje Taavi Madiberk.

Globalna technologia z europejskimi korzeniami

Skeleton Technologies, uznane przez tygodnik TIME za jedną z 30 najlepszych firm technologicznych w sektorze energii, jest jednym z najbardziej dynamicznie rozwijających się startupów w Europie. Oprócz InnoEnergy, wśród inwestorów spółki znajdują się m.in. Siemens oraz Marubeni, którego udziałowcem jest fundusz Berkshire Hathaway należący do Warrena Buffetta.

Spółka rozwija technologię superkondensatorów opartych na autorskiej technologii skrzywionego grafenu (curved graphene), które pozwalają na magazynowanie energii o bardzo dużej mocy, wysokiej sprawności i długiej żywotności. Rozwiązania te znajdują zastosowanie w centrach danych AI, transporcie publicznym, sieciach energetycznych oraz systemach obronnych – od laserów i pojazdów opancerzonych po systemy antydronowe. Skeleton dostarcza również technologie dla infrastruktury krytycznej i współpracuje z globalnymi koncernami, takimi jak Thales, w zakresie mikrosieci wojskowych i zasilania systemów obronnych.

Polska centrum nowoczesnego przemysłu

Skeleton prowadzi już w Polsce działalność, dostarczając superkondensatory dla sektora energetycznego i transportowego. Współpracuje m.in. z ZPUE oraz Medcom, realizując dostawy dla kolejowych magazynów energii o mocy 200 MW rocznie, umożliwiających odzyskiwanie energii podczas hamowania pociągów.

Spółka zamierza wzmocnić swoją obecność w tym kraju. Jest zainteresowana inwestycjami w obszarach infrastruktury dla sztucznej inteligencji, z uwzględnieniem budowy własnych centrów danych AI oraz rozwoju działalności w zakresie neocloud i usług typu GPU-as-a-service. Skeleton patrzy też na Polskę jako potencjalną lokalizację zakładu produkcyjnego dedykowanego swoim produktom dla branży AI. Dodatkowo analizuje możliwości inwestycji w rozwój i produkcję zaawansowanych materiałów. Wszystkie rozważane w Polsce inwestycje mogą pochłonąć łącznie do 3 mld euro.

Plany Skeleton wpisują się w strategię InnoEnergy, której celem jest uczynienie z Polski jednego z kluczowych centrów przemysłowych Europy. Unijna firma inwestycyjna realizuje ją w ramach koncepcji Polish Industrial Cluster, łączącej przemysł, uczelnie i inwestorów.

Mikołaj Budzanowski, CEO w InnoEnergy CE
Mikołaj Budzanowski, CEO w InnoEnergy CE

– Polska jest jednym z kluczowych rynków w Europie – tu spotykają się przemysł, nauka i finansowanie. Jej awans do G20 to nie tylko wizerunkowy sukces. To przede wszystkim zobowiązanie do dalszej wytężonej pracy i do wykonania kolejnego skoku rozwojowego opartego o wysokie technologie. Nasz kraj powinien stać się centrum innowacji grafenowych w regionie i inwestycje Skeleton mogą tę wizję urzeczywistnić – mówi Mikołaj Budzanowski, prezes InnoEnergy Central Europe.

Według zapowiedzi InnoEnergy, do 2030 roku inwestycje w spółkach portfelowych sięgną 100 mld euro, z czego co najmniej 500 mln euro do 2027 roku zostanie przeznaczone na rozwój krajowych klastrów przemysłowych.

– Budowa europejskiej autonomii technologicznej wymaga tworzenia własnych, konkurencyjnych rozwiązań, takich jak technologie rozwijane przez Skeleton, zapewniające Europie niezależność energetyczną i strategiczną – dodaje Budzanowski.

Efekt domina w chmurze. Awarie AWS potwierdzają konieczność strategii 3-2-1

Ponad 11 milionów zgłoszeń o niedziałających usługach i aplikacjach na całym świecie odnotował serwis Downdetector podczas kilkunastogodzinnej awarii Amazon Web Services (AWS). Przestoje dotknęły takie platformy jak Zoom, Slack, Jira, Canva czy Snapchat, z których korzystają miliony użytkowników i firm. To pokazuje, jak bardzo współzależna jest dzisiejsza cyfrowa gospodarka i jak kluczową rolę w jej funkcjonowaniu odgrywają centra danych. Potwierdza to badanie Kingston, w którym polscy operatorzy tych obiektów wskazali, że jednym z najważniejszych czynników wpływających na ich rozwój jest rosnące zapotrzebowanie na usługi chmurowe.

W Europie na początku 2025 r. działało już ok. 3 tysiące centrów danych. Największymi ośrodkami pozostają Frankfurt, Londyn, Amsterdam, Paryż i Dublin (tzw. FLAPD), ale coraz większą rolę zaczynają odgrywać inne rynki, w tym również Polska. Według raportu Newmark szacowana wartość europejskiego rynku data center to 113 mld euro, a jego zapotrzebowanie na energię elektryczną do 2035 roku ma wzrosnąć do 236 TWh (w porównaniu z 96 TWh w 2024 r.). Będzie to stanowić aż 5,7% całkowitego zużycia energii w Unii Europejskiej, które już obecnie przekłada się na realne wyzwania dla centrów danych. Jak wynika z badania Kingston, aż 80% operatorów tych obiektów wskazuje na rosnące ceny energii jako główny problem w zapewnieniu ich stabilnego działania, a 70% na wysokie koszty modernizacji infrastruktury.

Z badania wynika również, że 60% operatorów centrów danych korzysta z infrastruktury on-premise, czyli w pełni zarządzanej wewnętrznie. Działając w tym modelu zachowują oni pełną kontrolę nad każdą warstwą środowiska IT. Jednak jak wskazują badani, coraz większy wpływ na rozwój tych obiektów mają usługi chmurowe oraz potrzeba migracji do rozwiązań hybrydowych (łączących model on-premise z chmurą).

Efekt domina w cyfrowej sieci

Awarie globalnych centrów danych, usług oraz aplikacji (jak te związane z AWS), a także problemy z siecią energetyczną, w tym głośny blackout na Półwyspie Iberyjskim, pokazują jak zaawansowany i kruchy jest system cyfrowych współzależności. Zawodność jednego ogniwa może uruchomić efekt domina i sparaliżować działalność tysięcy firm w tym samym momencie.

Niezależnie od tego czy awaria wynika z błędu technicznego, cyberataku czy przerwy w dostawie energii, jej skutkiem może być utrata dostępu do danych i przestoje operacyjne. To z kolei przekłada się na trudności w świadczeniu usług, utratę reputacji oraz realne straty finansowe, które mogą dotknąć zarówno światowych gigantów, jak i mniejsze przedsiębiorstwa.

Backup danych filarem odporności systemów IT

Jak podkreśla ekspert firmy Kingston, w trosce o zapewnienie ciągłości operacyjnej firmy powinny szczególnie chronić swoje kluczowe zasoby informacyjne, tworząc kopie zapasowe odseparowane od chmury. Dzięki temu zadbają nie tylko o bezpieczeństwo danych, ale również zminimalizują ryzyko przestojów.

Skuteczna strategia tworzenia backupu to klucz do zapewnienia wysokiej dostępności systemów IT. Kopie zapasowe chronią przedsiębiorstwa nie tylko przed awariami zasilania, błędami ludzkimi czy skutkami ataków ransomware, ale również przed przestojami infrastruktury chmurowej. Najskuteczniejsza w tym zakresie pozostaje metoda 3-2-1, oznaczająca wykonywanie trzech kopii danych, na dwóch różnych nośnikach, w tym jednej odizolowanej od sieci – wskazuje Robert Sepeta, Business Development Manager w firmie Kingston.

Budowę skutecznej strategii backupu warto rozpocząć od identyfikacji kluczowych danych, regularnego testowania procedur odzyskiwania danych oraz planowania lokalizacji przechowywania kopii. W ten sposób firmy mogą zwiększyć swoją odporność i uniknąć paraliżu – nawet, gdy zawiedzie infrastruktura, z której korzysta większość podmiotów na świecie.

O badaniu

Badanie „Rynek centrów danych w Polsce” zostało zrealizowane w styczniu 2025 r. metodą CATI przez ośrodek Biostat na zlecenie firmy Kingston. Ankietą objęto dwudziestu decydentów IT z obiektów data center w Polsce.

Źródła:

Raport Newmark: https://www.nmrk.com/insights/thought-leadership/2025-data-center-site-selection-dynamics-in-europe

Post Downdetector w serwisie x.com: https://x.com/downdetector/status/1980319138938790041/photo/1

Europa w stagnacji, Polska na tle regionu przyspiesza. EY prognozuje 3,3% wzrostu PKB w 2025 r.

Sierpniowa umowa handlowa UE–USA przyniosła rynkom pewną ulgę, jednak nie wpłynęła znacząco na szacunki jak cła wpłyną na gospodarkę. Choć udało się uniknąć wojny celnej, europejskie ożywienie gospodarcze pozostaje płytkie i nierównomierne. Według najnowszego EY European Economic Outlook, wzrost PKB w strefie euro w 2025 r. wyniesie 1,3%, a w 2026 r. spowolni do 1,1%. Polska wyróżnia się na tym tle – nasz kraj utrzymuje stabilne tempo wzrostu na poziomie 3,3% w 2025 r. i 3,4% w 2026 r., mimo rosnących napięć politycznych i fiskalnych.

W pierwszej połowie 2025 r. gospodarka europejska była pod silnym wpływem polityki celnej USA. Najpierw wzrost PKB przyspieszył, bo amerykańskie firmy zwiększyły import przed wprowadzeniem ceł, po czym spowolnił, gdy popyt z USA osłabł. Z wyjątkiem Irlandii, wzrost pozostał jednak dość niski, zbliżony do odnotowanego w 2024 roku. W warunkach podwyższonych ceł, oczekiwania na drugie półrocze pozostają ostrożne.

Prognozowany wzrost w 2025 roku pozostaje silnie zróżnicowany: Irlandia (+11,8%) i Hiszpania (+2,8%) notują dobre wyniki, podczas gdy Niemcy (0,2%) i Włochy (0,5%) balansują na granicy stagnacji.

Na tym tle Polska utrzymuje stabilne tempo wzrostu. Zespół Analiz Ekonomicznych EY przewiduje, że w 2025 r. wzrost wyniesie 3,3%. W kolejnych latach będzie to odpowiednio 3,4% (2026) i 2,5% (2027). Obecną sytuację napędzają wydatki konsumpcyjne (+3,0–3,4% r/r), wspierane wzrostem realnych płac i poprawą nastrojów konsumenckich. Wyzwaniem pozostaje rosnący deficyt, który w latach 2025-2026 osiągnie roczny poziom 6,5-7,0%. W efekcie do 2028 r. dług publiczny może przekroczyć poziom 70% PKB.

– Polska rozwija się w oparciu o popyt wewnętrzny. Silna konsumpcja prywatna i wydatki publiczne kompensują słabość inwestycji prywatnych. Te powoli się odbudowują po spadku z końca 2024 roku. Wsparciem są fundusze z Krajowego Planu Odbudowy oraz wydatki obronne. Kluczowym wyzwaniem na zbliżające się lata pozostanie zaś sytuacja finansów publicznych – komentuje Marek Rozkrut, Partner EY, Lider Zespołu Analiz Ekonomicznych oraz Główny Ekonomista EY na Europę i Azję Środkową.

Inflacja pod kontrolą

W strefie euro inflacja ustabilizowała się na poziomie 2,0–2,1%, a inflacja bazowa na 2,3-2,4%, napędzana głównie przez ceny usług. Zespół Analiz Ekonomicznych EY prognozuje, że inflacja spadnie do 1,8% w 2026 r., a następnie lekko odbije w 2027 r. w wyniku rozszerzenia systemu ETS.

W Polsce presja cenowa wyraźnie osłabła. Inflacja bazowa spadła do 3,3% w III kwartale 2025 r., a inflacja ogółem za cały rok wyniesie według prognoz 3,9%, aby następnie spaść do poziomu 2,3% w 2026 r., co oznacza powrót do celu NBP. Główne czynniki antyinflacyjne to silny złoty, niższe ceny energii oraz spowolnienie dynamiki płac.

Na tle regionu Polska wyróżnia się pozytywnie. W Rumunii inflacja przekracza 8%, a w Czechach i na Węgrzech utrzymuje się powyżej 4%.

Łagodzenie polityki pieniężnej nabiera tempa

Polityka pieniężna nadal jest zróżnicowana pomiędzy bankami centralnymi, choć kierunek zmian stóp procentowych pozostaje niezmienny – w dół. Europejski Bank Centralny obniżył stopę depozytową do 2,0% i zespół Analiz Ekonomicznych EY prognozuje utrzymanie jej na tym poziomie w najbliższych latach, choć dalsze obniżki są możliwe, jeśli wzrost PKB lub inflacja będą niższe od oczekiwań. Fed wznowił cykl obniżek, obecnie stopy wynoszą 4,00–4,25%, a NBP zredukował stopy do 4,5%, z prognozą dalszych obniżek.

– Oczekujemy, że Rada Polityki Pieniężnej obniży stopy do 4,0% na początku 2026 r., a następnie wstrzyma cykl, czekając na rozwój sytuacji inflacyjnej. Kolejne redukcje łącznie o 50 pb mogą nastąpić dopiero w 2027 r., gdy wzrost popytu zacznie słabnąć – deklaruje Maciej Stefański, starszy ekonomista w Zespole Analiz Ekonomicznych EY.

Porozumienie handlowe: mniej ryzyka, ale niewiele zysków

Zawarta w sierpniu 2025 r. umowa handlowa między UE a USA ograniczyła skalę napięć, które od początku roku wpływały na globalny handel. Strony ustaliły limit ceł na poziomie 15% dla większości towarów, unikając eskalacji do 30–50% stawek. Utrzymano jednak 50-procentowe taryfy na stal i aluminium, co wciąż obciąża przemysł ciężki. Niektóre produkty, w tym samoloty, leki generyczne i niektóre surowce naturalne, zostały zwolnione z opłat.

– Porozumienie ogranicza niepewność na rynkach europejskich, ale nie zmienia zasadniczo naszych oczekiwań dotyczących wpływu ceł na gospodarkę. Nadal przewidujemy, że cła obniżą wzrost PKB w UE o około 0,5 pkt proc. w 2026 r. w stosunku do scenariusza bez ceł – mówi Maciej Zdrolik, starszy ekonomista w Zespole Analiz Ekonomicznych EY.

Polska, mimo że nie jest w znaczącej skali narażona na amerykańskie cła, odczuwa skutki pośrednie – zwłaszcza poprzez niemiecki przemysł motoryzacyjny i maszynowy, w których jest ważnym poddostawcą. Zespół Analiz Ekonomicznych EY szacuje, że wzrost PKB w Polsce będzie w 2026 r. o 0,3 pkt proc. niższy niż byłby w scenariuszu bez podwyższonych ceł.

Ryzyka geopolityczne i strukturalne rosną

Pomimo złagodzenia napięć handlowych, ryzyka strukturalne w Europie pozostają znaczące. EY prognozuje wzrost PKB w strefie euro w 2025 r. o 1,3%, a w 2026 r. niewielkie spowolnienie do 1,1%. Poprawy należy spodziewać się w kolejnych latach – w 2027 r. prognozowany wzrost wynosi 1,6%, a w 2028 r. – 1,8%. Przyspieszeniu sprzyjać będzie ekspansja fiskalna w Niemczech oraz częściowe wygasanie negatywnych efektów polityki celnej USA.

Wysokie koszty energii, aprecjacja euro, nasilająca się konkurencja ze strony Chin i niski wzrost produktywności mogą jednak prowadzić do dalszej utraty konkurencyjności europejskiego przemysłu. W takim scenariuszu wzrost PKB może być niższy od oczekiwań, zwłaszcza jeśli nie przyspieszą inwestycje w technologie, cyfryzację i transformację energetyczną.

– Europa weszła w fazę stabilności bez znaczącego przyspieszenia. Ryzyka krótkoterminowe zmalały, ale wzrost pozostaje ograniczony. Polityka pieniężna jest łagodna, inflacja pod kontrolą, a rynki pracy – stabilne. Choć oczekujemy, że wzrost od przyszłego roku stopniowo przyspieszy, m.in. za sprawą ekspansji fiskalnej w Niemczech, bilans ryzyka dla wzrostu jest negatywny – podsumowuje Marek Rozkrut.

Brak kompetencji pracowników największą barierą dla wdrożeń CI/CD i DevOps

Praktyki CI/CD (Continuous Integration / Continuous Delivery) i DevOps znajdują się obecnie w pierwszej piątce obszarów, w których firmy wykorzystują oprogramowanie open source. W badaniach z 2025 rok odpowiedź tę wskazało 52 proc. specjalistów – więcej niż w przypadku sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego (41 proc.) czy cyberbezpieczeństwa (36 proc.)[1]. Jednocześnie co szósta osoba wskazała otwarte technologie CI/CD jako aspekt, dzięki któremu organizacja odniosłaby największe korzyści[2]. Dane pokazują więc, że połączenie ciągłej integracji i ciągłego dostarczania jest jednym z najważniejszych elementów strategii rozwoju firm. Dlaczego więc część z nich nie decyduje się na wdrożenie tych praktyk?

Konkurencyjność i niezawodność, czyli po co firmom CI/CD?

Istotą praktyk CI/CD jest automatyzacja procesów integracji zmian wprowadzanych w kodzie i dostarczania oprogramowania do środowiska produkcyjnego. Działanie to ma na celu zwiększenie efektywności podczas wytwarzania i ulepszania oprogramowania. Zmiany wprowadzane w kodzie są automatycznie testowane, co z jednej strony ogranicza ryzyko potencjalnych błędów i awarii, z drugiej zaś – pozwala na szybsze dostarczenie gotowego rozwiązania użytkownikom. Jak wskazuje Radosław Żak-Brodalko, Enterprise Architect z Linux Polska, praktyki CI/CD są zatem istotne zarówno z technologicznego, jak i biznesowego punktu widzenia.

Praktyki CI/CD i DevOps przyspieszają aktualizację istniejących i wdrożenie nowych produktów na rynek, przy jednoczesnej poprawie ich jakości. Wpływa to na wzrost zadowolenia klientów i zwiększenie konkurencyjności firmy na rynku. Wewnątrz organizacji zauważalne jest usprawnienie realizacji poszczególnych zadań i poprawa współpracy między zespołami. Wszystko to w połączeniu z redukcją czasu potrzebnego do zaprojektowania i wdrożenia nowych rozwiązań oznacza sporą redukcję kosztów. Jednak, aby osiągnięcie tych korzyści było możliwe, konieczne jest stworzenie strategii implementacji CI/CD. Etap ten powinna poprzedzać analiza aktualnych procesów wytwórczych, specyfiki organizacji i jej celów biznesowych, a także barier i wyzwań. Dopiero na tej podstawie możliwy jest wybór odpowiednich narzędzi oraz obszarów, które wymagają automatyzacji – dodaje Radosław Żak-Brodalko, Linux Polska.

Droga do wdrożenia praktyk CI/CD nie jest prosta

Organizacje wskazują na kilka barier na drodze do wdrożenia CI/CD. Główną jest brak doświadczenia i umiejętności pracowników, co podkreśla ponad 45 proc. badanych. Spore wyzwanie stanowią także kwestie techniczne, w tym instalacja, konfiguracja i modernizacja stosowanych rozwiązań (39 proc. odpowiedzi) oraz nadążanie za poprawkami i aktualizacjami (35 proc.). Problematyczne okazują się ponadto niedobory kadrowe (28 proc. wskazań) i skalowalność (21 proc.)[3].

Paradoksalnie trudności wynikające z braku doświadczenia zespołu są zdecydowanie częściej wskazywane przez reprezentantów największych organizacji, liczących ponad 5 tys. pracowników (50 proc. odpowiedzi) niż w początkujących startupach (34 proc.)[4]. Tomasz Dziedzic, CTO Linux Polska, wyjaśnia, że wielkość firmy faktycznie ma spore znaczenie dla powodzenia nowej strategii w zakresie wytwarzania oprogramowania.

Wdrożenie praktyk CI/CD prawie zawsze jest procesem czasochłonnym. Im większa organizacja, tym trudniejsza pod względem technicznym jest zmiana. Wynika to z faktu, że stosowanie praktyk CI/CD wymaga zaangażowania wielu osób pracujących w różnych działach – od programistów, przez testerów, aż po administratorów systemów. Wprowadzenie rewolucji w dotychczasowych procesach, przygotowanie zespołu na zmiany, a także konieczność usprawnienia współpracy między różnymi działami to zadania, których realizacja siłą rzeczy będzie trudniejsza w większych organizacjach. Wyzwania pojawiają się jednak wcześniej. Mowa między innymi o kwestiach technicznych – zaprojektowanie i wdrożenie rozwiązań IT oraz ich integracja ze złożoną infrastrukturą są zwykle bardziej skomplikowane w dużych, rozwiniętych firmach. Nie bez znaczenia jest również aspekt decyzyjności – analiza i zatwierdzanie zmian trwa w takim przypadku dłużej – tłumaczy Tomasz Dziedzic, Linux Polska.

Jak firmy planują radzić sobie z brakami?

Część organizacji zdaje sobie sprawę z konieczności nadrobienia strat w zakresie CI/CD. Wśród nich najwięcej (66 proc.) jest takich, które w 2025 roku planują zwiększyć kompetencje i kwalifikacje obecnych pracowników[5]. Zatrudnienie nowych specjalistów planuje 21 proc. firm, a skorzystanie z usług konsultantów – 13 proc. Jak podkreśla Kamil Kwiatkowski, Senior Solutions Architect w Linux Polska, poszerzanie wiedzy i umiejętności pracowników jest niezbędne do osiągnięcia sukcesu, jednak właściciele i managerowie muszą również zadbać o promocję rozwiązań CI/CD w organizacji.

Praktyki CI/CD oznaczają zmianę w zakresie funkcjonowania firmy i realizacji codziennych zadań. W przypadku zespołów przyzwyczajonych do obecnej kultury organizacyjnej może to być sporym wyzwaniem. Dlatego konieczne jest zadbanie o promocję nowego podejścia w całej organizacji, a także zaangażowanie pracowników w każdy etap procesu zmiany. Szkolenia merytoryczne również są bardzo ważne. Wiedza na temat wdrażanych technologii i narzędzi, optymalizacji i automatyzacji procesów CI/CD, a także dotyczącego nowego podejścia w rozwiązywaniu problemów sprawi, że zespoły będą czuły się pewniej z nową rzeczywistością organizacyjną – dodaje Kamil Kwiatkowski, Linux Polska.

Brak doświadczenia jest główną barierą na drodze do wdrożenia CI/CD w organizacjach. Lukę kompetencyjną można jednak uzupełnić poprzez skorzystanie z pomocy zewnętrznych ekspertów i poszerzanie kompetencji pracowników.

[1] Linux Foundation, Canonical, 2025, Open Source as Europe’s Strategic Advantage,

[2] Linux Foundation, Canonical, 2025, Open Source as Europe’s Strategic Advantage,

[3] OpenLogic, Open Source Initiative, Eclipse Foundation, 2024 State of Open Source Report

[4] OpenLogic, Open Source Initiative, Eclipse Foundation, 2024 State of Open Source Report

[5] Linux Foundation, 2025, State of Tech Talent

Magazyny w strefach przemysłowych – co oferują i dla kogo są przeznaczone

Strefy przemysłowe, często postrzegane jako odległe, peryferyjne obszary zdominowane przez kominy fabryk, w rzeczywistości stanowią tętniące życiem serce nowoczesnej gospodarki. To tutaj koncentrują się kluczowe operacje logistyczne, produkcyjne i dystrybucyjne, a nowoczesne magazyny odgrywają rolę centralnych punktów w globalnym łańcuchu dostaw. 

Nie są to już proste hale do składowania towarów; to zaawansowane technologicznie centra operacyjne, które decydują o konkurencyjności wielu przedsiębiorstw. Zrozumienie ich potencjału, specyfiki i ukrytych kosztów jest kluczowe dla firm z każdego sektora.

Dlaczego lokalizacja jest fundamentem?

Wybór lokalizacji magazynu to decyzja o fundamentalnym znaczeniu strategicznym, która wykracza daleko poza sam koszt najmu metra kwadratowego. Strefy przemysłowe są projektowane z myślą o maksymalnej efektywności operacyjnej, a ich usytuowanie jest starannie planowane. 

Kluczowym czynnikiem jest dostęp do rozwiniętej infrastruktury transportowej. Bliskość autostrad, takich jak A2 łącząca wschód z zachodem, czy A4 na południu kraju, radykalnie skraca czas transportu. Coraz większą rolę odgrywają również terminale intermodalne, które umożliwiają płynne przełączanie ładunków między transportem drogowym a kolejowym, optymalizując koszty na długich dystansach.

Równie istotna jest bliskość rynków zbytu oraz dostępność wykwalifikowanej siły roboczej. Aglomeracje miejskie zapewniają jedno i drugie, dlatego tak dynamicznie rozwijają się rynki takie jak magazyny do wynajęcia w Warszawie, które łączą potencjał ogromnego rynku konsumenckiego z dostępem do kapitału ludzkiego. Nie można jednak pominąć jeszcze jednego aspektu – Specjalnych Stref Ekonomicznych (SSE). Lokalizacja magazynu lub zakładu produkcyjnego w SSE często wiąże się ze znaczącymi ulgami podatkowymi i innymi zachętami inwestycyjnymi, które mogą być decydującym czynnikiem dla rentowności projektu.

Anatomia nowoczesnego magazynu – techniczne aspekty klasy A

Współczesny magazyn klasy A to zaawansowany ekosystem, a nie tylko zadaszona przestrzeń. Dla potencjalnego najemcy znajomość kluczowych parametrów technicznych jest niezbędna do oceny, czy dany obiekt faktycznie odpowiada jego potrzebom operacyjnym.

  • Wysokość składowania: Standardem w nowych obiektach jest wysokość netto wynosząca 10-12 metrów. Pozwala to na wykorzystanie wysokich systemów regałowych i maksymalizację pojemności magazynu w przeliczeniu na metr kwadratowy posadzki.
  • Nośność posadzki: Zazwyczaj wynosi ona 5 ton na metr kwadratowy (5 T/m²), co jest wystarczające dla większości operacji. Jednak firmy składujące ciężkie towary lub używające specjalistycznego sprzętu muszą weryfikować ten parametr ze szczególną uwagą.
  • Siatka słupów: Rozstaw słupów konstrukcyjnych, np. 12×24 m, bezpośrednio wpływa na elastyczność aranżacji wnętrza i planowanie korytarzy roboczych dla wózków widłowych.
  • Doki i bramy: Niezbędne są doki hydrauliczne z fartuchami uszczelniającymi, które pozwalają na sprawny i bezpieczny załadunek oraz rozładunek naczep. Dodatkowo, bramy z poziomu „0” umożliwiają wjazd do wnętrza hali mniejszym pojazdom lub wózkom widłowym.
  • Ochrona PPOŻ: To krytyczny element. Nowoczesne obiekty są wyposażone w instalacje tryskaczowe (zgodne ze standardami NFPA lub VdS) oraz systemy oddymiania (klapy dymowe), które są warunkiem koniecznym do ubezpieczenia towarów i zapewnienia bezpieczeństwa pracownikom.

Technologia i automatyzacja – silnik napędowy wydajności

Automatyzacja procesów jest już standardem. Roboty mobilne (AMR) i pojazdy sterowane automatycznie (AGV) przejmują zadania transportu wewnętrznego, a zautomatyzowane systemy sortowania minimalizują ryzyko błędów ludzkich. Jednak menedżerowie słusznie pytają o zwrot z inwestycji (ROI). Wdrożenie technologii przekłada się na wymierne korzyści: zmniejszenie kosztów pracy, zwiększenie przepustowości operacyjnej (liczby operacji na godzinę) oraz redukcję błędów w kompletacji zamówień nierzadko o ponad 90%.

Równolegle rośnie nacisk na zrównoważony rozwój. Wiele nowych obiektów powstaje w zgodzie z certyfikatami ekologicznymi, takimi jak BREEAM czy LEED. Obejmuje to instalacje fotowoltaiczne, energooszczędne oświetlenie LED i systemy odzysku wody deszczowej. To już nie tylko kwestia wizerunku, ale realne oszczędności – certyfikowane budynki mogą generować o 20-30% niższe rachunki za media.

Kto odnajdzie się w strefie przemysłowej? Uszczegółowiony profil najemcy

Magazyny w strefach przemysłowych przyciągają szerokie spektrum najemców, jednak ich potrzeby bywają bardzo zróżnicowane.

  • Firmy e-commerce i operatorzy logistyczni (3PL): Dla nich liczy się szybkość, precyzja i elastyczność. Potrzebują obiektów pozwalających na sprawną obsługę zwrotów (tzw. reverse logistics) i błyskawiczną realizację zamówień, często w modelu cross-dock.
  • Sieci handlowe: Wykorzystują magazyny jako regionalne centra dystrybucyjne. Dla nich liczy się przede wszystkim skala, efektywność i strategiczne położenie.
  • Przedsiębiorstwa produkcyjne: Firmy z sektora motoryzacyjnego czy AGD często lokują swoje magazyny w pobliżu zakładów, optymalizując przepływ surowców. Regiony takie jak Dolny Śląsk stały się zagłębiem dla tego typu przemysłu, co napędza popyt na magazyny do wynajęcia we Wrocławiu.
  • Branże o specjalnych wymaganiach: Sektor farmaceutyczny i spożywczy wymaga magazynów z kontrolowaną temperaturą i specjalnych certyfikatów (np. HACCP). Z kolei segment light industrial coraz częściej adaptuje część powierzchni magazynowej na proste linie montażowe.

Koszty i modele najmu – co składa się na cenę?

Cena najmu to coś więcej niż tylko kwota za metr kwadratowy. Pełen obraz kosztów jest znacznie bardziej złożony. Należy rozróżnić czynsz bazowy (stawka wyjściowa) od czynszu efektywnego, który uwzględnia zachęty od dewelopera, takie jak wakacje czynszowe czy dopłaty do adaptacji powierzchni.

Do tego dochodzą opłaty eksploatacyjne (service charge), które pokrywają koszty utrzymania części wspólnych, podatki od nieruchomości, ubezpieczenie obiektu i zarządzanie parkiem. Stanowią one znaczącą część miesięcznych wydatków. Oprócz tego najemca ponosi koszty mediów według zużycia. Na rynku dostępne są różne modele najmu – od długoterminowych umów w dużych parkach logistycznych, przez obiekty typu BTS (Built-to-Suit, szyte na miarę), po elastyczne powierzchnie w ramach SBU (Small Business Units), przeznaczone dla mniejszych firm.

Czynnik ludzki – magazyn w kontekście rynku pracy

W dobie niskiego bezrobocia dostęp do pracowników stał się jednym z kluczowych czynników decydujących o lokalizacji magazynu. Deweloperzy zdają sobie z tego sprawę i coraz częściej inwestują w udogodnienia dla załogi: tereny zielone, kantyny, strefy relaksu, a nawet boiska sportowe. Kluczowy jest również dogodny dojazd transportem publicznym. Automatyzacja zmienia przy tym profil poszukiwanego pracownika – rośnie zapotrzebowanie na techników utrzymania ruchu i operatorów systemów, a maleje na pracowników wykonujących proste, powtarzalne czynności fizyczne.

Przyszłość magazynowania – trendy, które kształtują branżę

Rynek powierzchni magazynowych nieustannie ewoluuje. Jednym z dominujących trendów jest rozwój logistyki miejskiej (urban fulfillment). Powstają mniejsze, miejskie magazyny (dark stores), zlokalizowane blisko finalnego odbiorcy, co ma na celu skrócenie tzw. ostatniej mili i umożliwienie dostaw tego samego dnia (q-commerce). Wzrost znaczenia tego trendu widać szczególnie w dużych aglomeracjach, co wpływa na rynek i strategię logistyczną firm działających w regionach takich jak magazyny do wynajęcia w Poznaniu, które korzystają ze swojego centralnego położenia.

Cyfryzacja będzie postępować – integracja zaawansowanych systemów zarządzania magazynem (WMS) z systemami planowania zasobów przedsiębiorstwa (ERP) stanie się standardem. Wzrośnie także znaczenie elastyczności; najemcy będą poszukiwać modułowych przestrzeni, które pozwolą im dynamicznie reagować na wahania popytu.

Podsumowanie

Magazyny w strefach przemysłowych stanowią strategiczne ogniwo nowoczesnej logistyki. Wybór lokalizacji, parametry techniczne obiektu, dostęp do infrastruktury transportowej, bliskość rynków zbytu, specyfika siły roboczej oraz możliwości automatyzacji i certyfikacji ekologicznych – wszystkie te elementy wpływają na efektywność operacyjną i konkurencyjność firmy.

Aby podjąć optymalną decyzję, warto korzystać z ekspertów i narzędzi ułatwiających wyszukiwanie i ocenę powierzchni magazynowych. wynajemmagazynu.pl – platforma ekspertów specjalizująca się w prezentacji i obsłudze ofert najmu powierzchni magazynowych i przemysłowych w całej Polsce – umożliwia szybkie wyszukiwanie obiektów według lokalizacji, metrażu, dostępności i parametrów technicznych. 

Dodatkowo serwis oferuje kompleksowe wsparcie doradcze – od analizy potrzeb, przez doradztwo rynkowe i negocjacje umów, po przejęcie powierzchni i opiekę poprocesową. Platforma udostępnia też bazę wiedzy z materiałami eksperckimi dotyczącymi organizacji i standardów magazynów.

Korzystanie z takich narzędzi pozwala podejmować świadome decyzje, minimalizować ryzyko błędów i zapewniać, że magazyn stanie się realnym wsparciem dla rozwoju biznesu, a nie jedynie kosztowną przestrzenią.

Ceny materiałów budowlanych mogą wkrótce ruszyć w górę. OSB i drewno już drożeją o 10%

Od dwóch lat ceny materiałów stoją w miejscu, ale to może się wkrótce skończyć. Wrzesień przyniósł pierwsze oznaki ożywienia w branży budowlanej. Coraz więcej producentów mówi o rosnących kosztach surowców i presji płacowej, które mogą pchnąć ceny w górę. Na razie to jeszcze delikatne sygnały, ale budowlanka może być o krok od przełomu. Co jeszcze może przemawiać za coraz bliższym momentem zmiany trendu?

Struktura zmian cen: wciąż przewaga spadków

Zdaniem Jarosława Jędrzyńskiego, eksperta portalu RynekPierwotny.pl, najnowsza informacja na temat dynamiki cen materiałów budowlanych, dotycząca zmian w tegorocznym wrześniu, nie zakomunikowała jeszcze wyczekiwanego przesilenia na rynku materiałów budowlanych. Według danych Grupy PSB średnie ceny materiałów spadły o 0,7% rok do roku. W kanale detalicznym zniżki wyniosły 0,3%, a w hurtowym 0,8%. To wynik nieco lepszy niż miesiąc wcześniej, ale wciąż niewystarczający, aby mówić o trwałej zmianie trendu.Średnia dynamika rdr cen materiałów budowlanych we wrześniu

Wzrost cen we wrześniu 2025 r. w porównaniu do września 2024 r. odnotowano podobnie jak miesiąc wcześniej zaledwie w czterech grupach towarowych, natomiast w pozostałych 16-tu odnotowano spadki. a proporcja utrzymuje się niemal nieprzerwanie od kilkunastu miesięcy, potwierdzając, że rynek wciąż funkcjonuje w fazie cenowej stagnacji i ograniczonego popytu.

Tym razem największy spadek cen wystąpił w przypadku izolacji wodochronnych (-3,4%), oświetlenia, elektryki (3,3%) i wykończeń (-3,4%). Z kolei podwyżki odnotowano w czterech kategoriach, jednak warte odnotowania są jedynie w dwóch: płyty OSB, drewno (+10,5%) oraz farby, lakiery (+3,4%).

Wyraźna przewaga kategorii przecenianych oraz większa skala spadków niż wzrostów wskazuje, że presja dezinflacyjna nadal dominuje. Jednocześnie, jak podkreśla ekspert portalu RynekPierwotny.pl, uwagę zwraca rosnąca rozbieżność, polegająca na tym, że tam gdzie ceny rosną – rosną już dość wyraźnie.Zmiana cen wyrobów budowlanych wrzesień 2024 - wrzesień 2025

Tym razem dane GUS, dotyczące zarówno budownictwa mieszkaniowego jak i produkcji budowlano montażowej, czyli mające decydujący wpływ na koniunkturę na rynku materiałów budowlanych, we wrześniu dość wyraźnie odreagowały ostatnie spadki. Poza tym uwagę zwraca wyraźna zwyżka płyt OSB i drewna.

Dlaczego drożeją płyty OSB i drewno?

Grupa „Płyty OSB i drewno” wyróżnia się na tle całego rynku – ceny wzrosły o 10,5% r/r, a w samym III kwartale już o około 20%. To pierwszy tak znaczący sygnał zmiany kierunku w wybranym segmencie materiałów budowlanych.

Dlaczego akurat ten segment odbija?

– Rosnący popyt na budownictwo drewniane i prefabrykację: Zwiększone zainteresowanie technologią szkieletową, domami modułowymi oraz zabudową ogrodową podnosi zapotrzebowanie na drewno konstrukcyjne i płyty OSB jako kluczowe materiały.

– Ograniczona podaż surowca: Mniejsza dostępność surowca lokalnego oraz ograniczenia produkcji zwiększyły presję cenową. Gdy tartaki ograniczają przetwórstwo, produkty drewnopochodne drożeją.

– Powrót popytu eksportowego: Wyższy popyt z rynków europejskich sprawił, że część produkcji trafia za granicę, co zmniejsza podaż krajową i wspiera wzrost cen.

W efekcie, jak tłumaczy ekspert portalu RynekPierwotny.pl, segment drewno–OSB działa jako potencjalny wskaźnik wyprzedzający, będąc pierwszym sygnałem zmiany trendu cenowego w budownictwie. Identyczna sytuacja miała miejsce w czasie ostatniego boomu na rynku materiałów budowlanych, kiedy to właśnie ta grupa asortymentowa była absolutnym liderem wzrostów cen.

Czy to zapowiedź przesilenia?

„Rosnące ceny płyt OSB i drewna to pierwszy od wielu miesięcy sygnał mogący zapowiadać zmianę trendu na rynku materiałów budowlanych. Segment drewnopochodny często reaguje szybciej niż inne materiały, ponieważ jest mocniej powiązany z prefabrykacją, budownictwem mieszkaniowym oraz eksportem.

Na wzrost cen wpływają trzy główne czynniki: większy popyt na budownictwo drewniane i modułowe, ograniczona podaż surowca oraz powrót zakupów eksportowych. Jeżeli w kolejnych miesiącach dane budowlane potwierdzą ożywienie inwestycji, OSB i drewno mogą okazać się pierwszym segmentem wyznaczającym nowy kierunek dla cen w całej branży.” – komentuje Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Wrzesień nie przyniósł jeszcze przełomu, ale widocznych jest kilka elementów sugerujących, że rynek może zbliżać się do punktu zwrotnego. Spadki cen nadal dominują, jednak pojawiają się pierwsze wyraźne wyjątki – a sektor OSB i drewna wyróżnia się jako ten, który może zacząć wyznaczać nowy kierunek.

Rynek pozostaje w stagnacji, ale na horyzoncie rysują się pierwsze oznaki możliwego przełamania. Wrześniowy sygnał ożywienia produkcji budowlano-montażowej z budownictwem mieszkaniowym na czele oraz rosnące ceny OSB i drewna mogą być zapowiedzią nadchodzącej zmiany i sygnałem, że najgłębsza faza stagnacji powoli dobiega końca.

Deal USA–Chiny coraz bliżej? Inwestorzy wchodzą w tydzień z euforią, kurs dolara słabnie

Inwestorzy wchodzą w ostatni tydzień listopada z dużymi nadziejami. Główny powód do optymizmu to rosnące szanse na zawarcie porozumienia handlowego między USA a Chinami. Na te doniesienia spokojnie reaguje dolar, który wyczekuje potwierdzenia ścieżki luzowania monetarnego. Zgodnie z pozytywnym sentymentem w poniedziałek kapitał kieruje się do walut EM, na czym zyskuje również polski złoty.

Deal or no deal?

Trudno chyba o lepsze ukazanie różnic między dwiema stronami negocjacji, niż sposób opisywania ich aktualnego stanu. Gdyby słuchać tylko Amerykanów, to zasadniczo mamy deal i zostało jedynie jego zatwierdzenie przez liderów. Można wręcz mówić o ofensywie medialnej amerykańskiej administracji, która przynosi efekt. W ten sam sposób sytuację postanowiła zinterpretować większość inwestorów, co skutkuje trybem risk on w trakcie poniedziałkowej sesji. Zanim jednak wskoczymy do tego pociągu wypełnionego optymizmem, warto wsłuchać się w przekaz drugiej strony. Chińczycy o wiele ostrożniej opisują aktualny stan rozmów. Ich negocjatorzy używają całego zasobu dyplomatycznego języka, aby nie powiedzieć wprost, że Biały Dom mocno przesadza w opisie wydarzeń. Państwo Środka potwierdza, że niełatwe negocjacje są kontynuowane, ale konkluzje nie zostały osiągnięte. To jaskrawa przeciwwaga dla podejścia polityków z USA, którzy zdążyli ogłosić sukces już wszędzie gdzie mogli, a ma być on przypieczętowany w trakcie czwartkowego spotkania Trump-Xi. Tylko nawet tutaj jest problem, ponieważ chińska strona do tej pory nie potwierdziła, że do spotkania w tym formacie w ogóle dojdzie. Najwyraźniej żyjemy w dwóch różnych rzeczywistościach, a dziś wygrywa po prostu ta bardziej optymistyczna. Studzenie emocji może zadziałać korekcyjnie w kolejnych dniach.

Optymizm się rozgościł, PLN zyskuje

Na razie jednak inwestorzy przeszli mocno w fazę risk on. Giełdy w Azji wręcz poszybowały, na czele z tokijskim Nikkei, który osiągnął historyczny rekord, dzięki przekroczeniu 50 tys. punktów. W Europie wczesnym popołudniem optymizm nie jest aż tak powszechny, bo lekko pod kreską znajdują się Paryż i Frankfurt, ale warto pamiętać, że ten drugi jest blisko swoich historycznych szczytów. Warszawa jednak nie przejmuje się tymi maruderami i podążą za Amsterdamem (+0,5%) czy Mediolanem (+0,9%). WIG20 rośnie o 0,5%. Zmniejszenie napięć handlowych pogłębia korektę na złocie, ale kruszec utrzymuje się powyżej 4 tys. USD za uncję. Uspokojenie widać też na rozgrzanym ostatnio rynku ropy, cena baryłki odmiany Brent wraca poniżej 65 USD.

Skoro przy dolarze jesteśmy, to dziś również on dostaje rykoszetem z powiewu optymizmu. Chociaż po piątkowych danych o amerykańskiej inflacji (była niższa od oczekiwań) intuicyjnie można było się spodziewać nawet większych strat. Mimo wszystko całkiem przyzwoite zachowanie „zielonego” może wskazywać, że rynek walutowy już zdyskontował dwie obniżki stóp procentowych w USA do końca roku. Wracając do poniedziałkowej sesji, to kurs EUR/USD po raz trzeci w ostatnich dniach próbuje wyjść powyżej 1,165 $, ale ma z tym w dalszym ciągu problem. Nie zmienia to faktu, że eurodolar sukcesywnie oddala się od lokalnych dołków. Słabszy dolar to oczywiście dobra informacja dla koszyka walut rynków wschodzących, w tym dla polskiego złotego. Tym samym kurs EUR/PLN znowu spogląda na 4,23 zł, a kurs USD/PLN schodzi poniżej 3,64 zł. Jednym z przegranych poniedziałku jest szwajcarski frank, którego walory bezpiecznej przystani nie są dziś po prostu potrzebne na rynku. Kurs CHF/PLN jest blisko 4,57 zł.

UODO ukarał Gyncentrum za niezgłoszenie wycieku danych pacjentki – 40 tys. zł kary

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych nałożył na spółkę Gyncentrum karę administracyjną w wysokości 40 tys. zł za niezgłoszenie naruszenia ochrony danych osobowych. Dodatkowo organ udzielił centrum medycznemu upomnienia za brak obowiązkowego powiadomienia pacjentki, której dane zostały omyłkowo ujawnione.

Do incydentu doszło, gdy pracownik placówki przesłał potwierdzenie przelewu do niewłaściwej osoby – innej pacjentki Centrum o tym samym imieniu. Dokument zawierał pełne dane osobowe: imię i nazwisko, adres, numer rachunku bankowego, kwotę zwrotu oraz nazwę badania genetycznego, która wprost ujawniała, że pacjentka znajduje się w trakcie diagnostyki prenatalnej.

Błąd pracownika to nie powód do braku zgłoszenia

Administrator danych uznał, że incydent nie stwarza ryzyka naruszenia praw lub wolności osób i nie zgłosił go do UODO. Co więcej – kobieta, której dane ujawniono, została poinformowana nie przez placówkę, lecz przez inną pacjentkę.

UODO ocenił sytuację inaczej. Podkreślił, że ujawnienie informacji stanowiących dane szczególnej kategorii – dotyczących zdrowia – domyślnie oznacza wysokie ryzyko naruszenia prywatności. To oznacza, że administrator powinien był nie tylko dokonać zgłoszenia do Prezesa UODO, ale również niezwłocznie powiadomić osobę, której dane zostały ujawnione.

RODO: jasna trzystopniowa skala ryzyka

Rozporządzenie przewiduje trzy poziomy oceny skutków incydentu:

  • brak naruszenia ryzyka – dokumentacja wewnętrzna wystarczy, brak obowiązku zgłoszenia,
  • ryzyko istotne – obowiązek zgłoszenia do UODO,
  • ryzyko wysokie – zgłoszenie + obowiązkowe powiadomienie osoby, której dane dotyczą.

W omawianym przypadku – jak wskazał UODO – doszło do naruszenia poufności danych medycznych, czyli najwrażliższej kategorii danych. To automatycznie oznacza wysoki poziom ryzyka.

Dlaczego to orzeczenie jest ważne dla całej branży medycznej?

UODO po raz kolejny podkreślił, że to nie subiektywna ocena administratora, ale obiektywna możliwość wystąpienia negatywnych konsekwencji jest decydująca przy ocenie incydentu. Dane medyczne, nawet ujawnione „omłkowo” i „tylko jednej osobie”, zawsze generują realną możliwość dyskryminacji, naruszenia dóbr osobistych lub stygmatyzacji.

Urząd zaznaczył też, że zgłaszanie naruszeń wpływa pozytywnie na poziom bezpieczeństwa i pozwala administratorom na świadome zarządzanie ryzykiem, a sama notyfikacja incydentu nie jest traktowana jako automatyczna porażka, lecz jako dowód odpowiedzialności.

Planowane zmiany w opiece dentystycznej w szkołach budzą poważne obawy ekspertów

Projekt ustawy o opiece zdrowotnej nad uczniami, obecnie konsultowany publicznie, zakłada wprowadzenie przepisu, który uzależnia udzielanie świadczeń stomatologicznych w szkołach od fizycznej obecności rodzica lub opiekuna podczas zabiegu. Eksperci alarmują, że taka zmiana w praktyce ograniczyłaby dostęp dzieci do podstawowej opieki dentystycznej — zamiast go poprawić.

Szkolna opieka stomatologiczna działa dziś w naturalnym trybie — w czasie, gdy uczniowie przebywają w szkole bez rodziców. Wymóg obowiązkowej obecności opiekuna oznaczałby konieczność przybycia do placówki w godzinach pracy, często kosztem obowiązków zawodowych. W przypadku braku możliwości pojawienia się osobiście — dziecko zostałoby pozbawione świadczenia. Projekt nie przewiduje żadnej alternatywy, takiej jak wcześniejsza zgoda czy upoważnienie innej osoby.

„Proponowana zmiana może szczególnie dotknąć dzieci z uboższych rodzin, dla których szkolna opieka stomatologiczna często stanowi jedyną realną możliwość skorzystania z pomocy dentysty. Prywatne leczenie wiąże się bowiem z kosztami, na które wiele rodzin nie może sobie pozwolić” – mówi Kacper Olejniczak, dyrektor departamentu ochrony zdrowia i sektora life sciences Konfederacji Lewiatan.

Eksperci ostrzegają także przed marnowaniem publicznych środków. Obowiązek obecności rodzica może doprowadzić do spadku liczby realizowanych świadczeń i niewykorzystania potencjału higienistek oraz lekarzy dentystów pracujących w gabinetach szkolnych.

„Nowe przepisy mogą doprowadzić do sytuacji, w której państwo będzie ponosić koszty utrzymania gabinetów i specjalistów, ale znaczna część dzieci nie będzie mogła z nich skorzystać. W obliczu chronicznych problemów finansowych systemu ochrony zdrowia byłoby to trudne do uzasadnienia” – ocenia Kacper Olejniczak.

Konfederacja Lewiatan proponuje kompromisowe wyjście z sytuacji. Zakłada ono zróżnicowanie wymogów w zależności od charakteru zabiegu.

„Uważamy, że obowiązkowa obecność rodzica powinna dotyczyć jedynie zabiegów inwazyjnych, czyli takich, które naruszają ciągłość tkanek. Natomiast świadczenia profilaktyczne i bezinwazyjne — takie jak przeglądy, fluoryzacja czy lakowanie — powinny być możliwe do wykonania na podstawie zgody udzielonej wcześniej, bez konieczności fizycznej obecności rodzica na miejscu” – podkreśla Olejniczak.

Zdaniem ekspertów takie rozwiązanie pozwoliłoby zachować równowagę między prawem rodziców do kontroli nad leczeniem ich dzieci a koniecznością zapewnienia rzeczywistego, powszechnego dostępu do opieki stomatologicznej. Obecna propozycja, w ich ocenie, grozi znacznym pogłębieniem nierówności zdrowotnych w Polsce.

Popyt zaczyna słabnąć, koszty pracy dominują. Polskie firmy wchodzą w trudną jesień

Październikowe dane GUS pokazują, że gospodarka wyraźnie zwalnia, ale bez oznak kryzysu. Przemysł powoli wychodzi z dołka — nastroje poprawiają się od kilku miesięcy, choć wciąż są pod kreską. Firmy raportują nadmiar zapasów i słaby popyt, a jednocześnie zapowiadają redukcje zatrudnienia. Widać odbudowę, ale „na hamulcu”.

Największe tąpnięcie widać w hotelarstwie i gastronomii. Po bardzo mocnym wrześniu, październik przyniósł gwałtowne pogorszenie nastrojów — pierwszy sygnał, że konsumenci mogą ostro ograniczać wydatki poza koniecznościami. To ważne m.in. dla e-commerce, turystyki, rozrywki, eventów. Sezon jesienno-zimowy może być trudniejszy niż oczekiwano.

Handel detaliczny pozostaje w najlepszej kondycji. Jako jedyny sektor utrzymuje wzrost powyżej średniej wieloletniej. Konsumenci faktycznie wydają więcej, bo wynagrodzenia realnie rosną — ale firmy ostrzegają przed wojną cenową i nadmiernymi zapasami. To wskazuje na potrzebę ostrej selekcji asortymentu i kontroli cash flow.

Transport i logistyka wróciły pod kreskę po krótkim wrześniowym odbiciu. Firmy mówią o słabszym popycie i większej presji na marże. Sektor finansowy natomiast wciąż dominuje — to jedyny obszar z dwucyfrowo pozytywnym wskaźnikiem nastrojów. Ale i tam widać pierwsze oznaki wyhamowania.

InnoEnergy wspiera ekspansję Meva Energy – 40 mln euro na rozwój biogazu dla przemysłu ciężkiego

0
  • Meva Energy, spółka portfelowa InnoEnergy, pozyskała 40 mln EUR finansowania typu Venture Debt od Europejskiego Banku Inwestycyjnego (EBI)
  • Nowe środki szwedzka firma przeznaczy na uruchomienie i rozwój sieci modułowych, zero-emisyjnych instalacji zgazowania biomasy. Jednym z priorytetowych projektów ma być budowa instalacji zgazowania biomasy dla IKEA w Polsce
  • Projekt ten wspiera unijne cele w zakresie ochrony klimatu i bezpieczeństwa energetycznego, a także przyczynia się do rozwoju nowej generacji technologii dla biogospodarki

EBI ogłosił właśnie, że 40 mln EUR finansowania trafi do Meva Energy AB, szwedzkiego pioniera z sektora cleantech, który opracował modułowe instalacje przetwarzające odpady drzewne i inne pozostałości biomasy w biogaz przemysłowy o zerowym bilansie emisji CO₂.

Dzięki wsparciu EBI Meva będzie mogła rozszerzyć działalność poza Szwecję, zwiększyć skalę produkcji oraz wprowadzić swoje rozwiązania na nowe rynki europejskie – w tym także do Polski. Środki z kredytu EBI zostaną przeznaczone m.in. na budowę instalacji Meva Energy dla fabryki IKEA w Zbąszynku. Pozyskane środki przeznaczone zostaną również na modernizację instalacji pilotażowej zlokalizowanej w mieście Kisa (Szwecja), rozbudowę zakładu dla Sofidel w Szwecji oraz wdrożenie pierwszego na świecie procesu wytopu miedzi bez użycia paliw kopalnych dla Elcowire Group.

InnoEnergy aktywnie wspiera transformację energetyczną Unii Europejskiej. Przykładem jego zaangażowania jest inwestycja w szwedzką firmę.

Meva Energy– Meva Energy to unikatowa na skalę europejską spółka technologiczna, która opracowała efektywne rozwiązanie umożliwiające wytwarzanie zielonego gazu z biomasy. Gaz ten doskonale sprawdza się jako źródło energii w procesach wymagających wysokich temperatur, oferując jednocześnie pełną neutralność emisyjną. Instalacje Meva Energy mogą pracować w trybie całkowicie off-grid, co pozwala zakładom przemysłowym uniezależnić się od sieci przesyłowych i kosztów dystrybucyjnych. W praktyce oznacza to dla klientów podwójną korzyść – tańsze źródło energii oraz dostęp do zeroemisyjnego ciepła i energii. Technologia Meva Energy została już doceniona przez rynek: spółka zawarła pierwsze długoterminowe kontrakty (na 10–15 lat) z odbiorcami z sektorów energochłonnych. W kontekście dużych, wciąż niewykorzystanych zasobów biomasy w Polsce, widzimy znaczący potencjał do wdrożenia i rozwoju wielu takich instalacji również w naszym kraj – skomentował Mikołaj Budzanowski, CEO w InnoEnergy CE.

Finansowanie celów unijnych

Finansowanie pochodzi z programu InvestEU i wspiera trzy kluczowe cele Unii Europejskiej:

  • Działania na rzecz klimatu – technologia Meva umożliwia dekarbonizację przemysłu (m.in. w sektorach papierniczym, drzewnym i metalowym) poprzez zastąpienie gazu kopalnego biogazem. Produktem ubocznym procesu jest biochar, który magazynuje węgiel w glebie, przyczyniając się do tzw. ujemnych emisji.
  • Wspieranie nowych technologii – rozwój biogazu jako konkurencyjnej cenowo alternatywy dla gazu ziemnego, przy jednoczesnym zwiększaniu efektywności konwersji biomasy.
  • Rozwój bioekonomii – wykorzystanie lokalnych, często nieużywanych resztek biomasy do produkcji energii i biocharu wspiera zrównoważoną gospodarkę leśną, rolnictwo i długotrwałe magazynowanie węgla.

– Technologia Meva Energy oferuje przemysłowi realną ścieżkę do dekarbonizacji bez utraty jakości i konkurencyjności – powiedział Karl Nehammer, wiceprezes EBI odpowiedzialny za sektor energetycznyInwestując w skalowalne, lokalne rozwiązania dla czystego gazu, wspieramy unijne cele klimatyczne, bezpieczeństwo energetyczne oraz odporność europejskiego przemysłu – uzupełnił.

Akceleracja wdrożeń

Systemy Meva Energy wykorzystują wysokotemperaturową gazyfikację w środowisku o ograniczonej zawartości tlenu, przetwarzając odpady z przemysłu drzewnego, rolnictwa i produkcji biomasy w czysty gaz energetyczny. Modułowa konstrukcja pozwala instalować urządzenia bezpośrednio przy zakładach przemysłowych, co ogranicza koszty transportu i zwiększa niezależność energetyczną. Rozwiązania Meva Energy oferują przemysłowi praktyczną, lokalną alternatywę dla gazu kopalnego – przekształcając odpady biomasy w odnawialne źródło energii bezpośrednio na terenie zakładów produkcyjnych.

Wsparcie EBI to ważny krok w rozwoju naszej technologii gazyfikacji biomasy” – podkreślił Niclas Davidsson, prezes Meva Energy. – Dzięki temu partnerstwu możemy przyspieszyć wdrożenie naszych rozwiązań o obiegu zamkniętym i ujemnym bilansie węglowym w kolejnych branżach przemysłowych w całej Europie – dodał.

Euro zyskuje po lepszych PMI z Niemiec, rynek czeka na inflację z USA

Odczyty PMI dla sektora przemysłowego i usługowego ze strefy euro tym razem w cieniu danych inflacyjnych z USA. Oczekiwana, ale „spóźniona” dynamika cen ze Stanów może wywołać zamieszanie na rynkach. Krajowa waluta utrzymuje się blisko półrocznych minimów w stosunku do euro. 

Odbicie w Niemczech, zapaść we Francji

Początek piątkowego handlu przebiega pod dyktando odczytów PMI z naszego kontynentu. Nie brakuje zaskoczeń zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. Zacznijmy od tych dobrych informacji, a za taką można uznać wyniki u naszego zachodniego sąsiada. W Niemczech zarówno odczyt dla przemysłu, jak i dla usług wypadły powyżej prognoz. Pierwszy z wymienionych sektorów co prawda nadal znajduje się poniżej granicy 50 pkt (49,6 pkt), ale to i tak lepszy wynik niż ten z poprzedniego miesiąca. Po tym odczycie nastąpił wzrost EUR/USD (który po chwili został wymazany), bo jest to korzystna informacja dla strefy euro, czytaj: lokomotywa tamtejszej gospodarki przyspiesza. Jeśli chodzi o gorsze informacje, to docierają one z Francji. PMI dla sektora usług spadł do poziomu 47,1 pkt, czyli 1,6 pkt niżej od prognoz. Biorąc jednak pod uwagę sytuację polityczną we Francji (kruchość utworzonego rządu i trudne rozmowy o budżecie), nie można się dziwić, że konsumenci nie są w pozytywnych nastrojach.

W końcu dane z USA

Wspominaliśmy o chwilowym ruchu w górę na EUR/USD, który szybko wrócił do dzisiejszych poziomów startowych, a jest to bez wątpienia konsekwencja oczekiwania inwestorów na dane z USA. Tak, dzisiaj otrzymamy publikacje CPI ze Stanów. To może dziwić, skoro cały czas trwa tam „shutdown”, a choćby dane z rynku pracy nie zostały opublikowane. Zamknięcie administracji rządowej trwa od 1 października, więc w ostatnim czasie praktycznie nie znamy żadnych ważnych odczytów z USA, więc tym bardziej ranga dzisiejszego CPI ma szansę wywołać większą zmienność. Oczekiwania analityków zakładają wzrost inflacji konsumenckiej we wrześniu do poziomu 3,1% (z 2,9% widzianych w sierpniu). Jeśli taka wartość się potwierdzi, to znów oddalimy się od poziomu celu sygnowanego przez Fed, wynoszącego 2%. Z drugiej strony przesądzona wydaje się obniżka stóp w przyszłym tygodniu, gdy zbierze się gremium decyzyjne. Popularny „edek” utrzymuje się powyżej 1,16, a dane odbiegające od prognoz mogą wywołać większy kierunkowy ruch.

PLN nadal w wysokiej formie

Z kolei krajowa waluta pozostaje mocna, mimo że znalazłoby się szereg czynników, które w teorii powinny działać na jej niekorzyść. Począwszy od fiaska rozmów między Trumpem a Putinem, a kończąc choćby na perspektywach cięć stóp w Polsce. Kapitał jednak płynie na polski rynek, widać to szczególnie na rynku obligacji, gdzie widzimy spadającą rentowność długu. Chętni na „zakupy” (zapewne zagraniczni gracze) uruchamiają popyt na PLN. Jak do tej pory test wsparcia na poziomie 4,2250 EUR/PLN (czyli minimów z maja tego roku) zakończył się fiaskiem, ale odbicie było raptem groszowe, więc nadal jesteśmy blisko tych poziomów. A to sprawia, że kolejny test nie jest wykluczony, a tym samym dotarcie w pobliże 4,20 ciągle wydaje się realne. Już dzisiaj takie otoczenie zewnętrzne może sprawić, że wspomniany atak na poziom wsparcia nastąpi, a potrzebne do tego są choćby niższe odczyty inflacji CPI z USA, które byłyby negatywne dla USD i wsparłyby waluty EM.

 

Złoto w korekcie, kurs funta najniżej od 2020 roku – a Turcja znów tnie stopy procentowe

Na rynku złota pojawił się niepokój. Skoro miało być tak dobrze, to dlaczego od kilku dni jest tak źle? Jednak naprawdę źle to jest w danych na temat sprzedaży w Wielkiej Brytanii. W tle Turcja kolejny raz obniża stopy procentowe w ślad za spadającą inflacją.

Zadyszka cen złota

Złoto po dwukrotnej próbie przełamania poziomu 4400 USD za uncję zawróciło. Teraz znajduje się w okolicach przedziałów 4050-4150 USD. Co jest powodem korekty? Przy tak dużych wzrostach zawsze znajdzie się grupa inwestorów, którzy uznają, że to dobry moment do realizacji zysków. Jeżeli są odpowiednio duzi, mogą doprowadzić do potężnych zmian na rynku. Analitycy wskazują jednak, że w przeciwieństwie do innych instrumentów, mamy tutaj banki centralne, które nawet jak cena chwilowo spada, raczej nie będą sprzedawać. W rezultacie patrzą oni na potencjalną korektę spokojniej niż na innych instrumentach. Nie zmienia to oczywiście faktu, że nadal, gdy zabraknie kupujących, cena będzie lecieć w dół. Biorąc pod uwagę popularność złota jako inwestycji, jedno jest pewne – na tym rynku nie będzie nudy.

Słabsze dane z Wysp

Wczorajsze dane z Wielkiej Brytanii nie zachwyciły. Rynek spodziewał się wskaźnika zamówień na poziomie -29 pkt, a otrzymał -38 pkt. Gorszy wynik w ciągu ostatnich kwartałów widzieliśmy tylko raz – w grudniu 2024 roku. Dla przypomnienia: jest to badanie ankietowe z jednym bardzo prostym pytaniem – czy w danym okresie wielkość zamówień wzrosła, czy spadła? W badaniu widać, że wyraźnie przeważają odpowiedzi negatywne. Gospodarka brytyjska, co nie jest szczególnym zaskoczeniem, jeszcze nie otrząsnęła się w pełni z szoku, jakim był dla niej Brexit. Jak zareagował funt na te dane? Kolejną przeceną. Był to około 2-groszowy spadek w okolice 4,85 zł. Ostatni raz tak tani funt był w 2020 roku w trakcie pandemii.

Turcja obniża stopy procentowe

Wczorajsza decyzja banku centralnego Turcji nie zaskoczyła rynków. Rynek spodziewał się spadku o 1% i taki właśnie był. Dlaczego tak silna zmiana stóp była obserwowana w Turcji? Ponieważ zmiana o 1% w momencie, gdy mamy 40,5% wcale nie jest dużą zmianą. To trochę tak, jakby w Polsce zmieniono stopy o 0,1%. Dzieje się to pomimo delikatnego wzrostu inflacji we wrześniu. Trzeba jednak pamiętać, że nawet po cięciu tych wskaźników, są one wciąż o ponad 6% wyższe od inflacji, która przed wrześniem zaliczyła 15 miesięcy spadkowych z rzędu. Decyzja nie była niespodzianką, stąd brak reakcji na rynku walutowym. Trzeba pamiętać, że rynek ten jest silnie sterowany względem dolara, stąd nie należy oczekiwać tutaj rewolucji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – inflacja konsumencka,

15:45 – USA – indeksy PMI dla przemysłu i usług.

 

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Konsumenci mają spory kłopot z nowym systemem kaucyjnym

0

Jak pokazuje najnowszy raport UCE RESEARCH i Shopfully, 12,1% konsumentów twierdzi, że już skorzystało z systemu kaucyjnego. 85,2% jeszcze tego nie zrobiło. Z kolei 2,7% nie pamięta, czy już miało z tym kontakt. Widać też, że rozwiązanie najczęściej jest pomijane w dużych i średnich miastach. Autorzy raportu podkreślają, że wyniki pokazują cały schemat problemów, z którymi mogą borykać się Polacy. Do tego po analizie widać, że sporo osób ma jeszcze wyraźny kłopot z faktycznym definiowaniem, o co chodzi w idei systemu i jak on faktycznie działa. Raport też pokazuje, że konsumentom jest potrzebna edukacja. Inaczej projekt będzie wolno się rozwijał. Jednocześnie dodają, że mają nadzieję, iż szczególnie po okresie karencji jest szansa na stopniowy wzrost udziału osób korzystających z systemu.

Według raportu autorstwa UCE RESEARCH i Shopfully, wykonanego na kanwie badania opinii aktywnych konsumentów, 12,1% z nich twierdzi, że do tej pory już skorzystało z systemu kaucyjnego. 85,2% jeszcze tego nie zrobiło, a 2,7% nie pamięta takiego doświadczenia. Autorzy badania uważają, że niski odsetek osób, które faktycznie korzystały z systemu kaucyjnego, to wynik typowy dla początkowego okresu wdrożenia. Konsumenci dopiero oswajają się z tematem. Nie każdy wie, jak dokładnie działa system. Do tego mają dodatkowe uwagi.

– Oczywiście brakuje jeszcze rutyny i wygody. System kaucyjny musi stać się elementem codziennych zakupów, tak jak recykling śmieci, by masowo się przyjął. Na razie raczej nie mamy do czynienia z niechęcią wobec idei kaucji. Konsumenci potrzebują czasu, aby ją włączyć w swoje zachowania zakupowe – twierdzi Robert Biegaj, współautor raportu z Shopfully.

W ocenie autorów raportu, w analizowanym aspekcie należy zwrócić również uwagę na dwa istotne wątki, tj. sondaż był robiony wśród konsumentów w wieku 18-80 lat, którzy w swoich domach odpowiadają za proces bieżących zakupów. Oznacza to, że badanie nie obejmowało wszystkich dorosłych Polaków. Drugim aspektem – jak podkreślają ww. autorzy – jest to, że nawet spora część respondentów, która odpowiedziała, że już skorzystała z tego rozwiązania, nie do końca może poprawnie definiować temat. Do tego może być nieco zdezorientowana.

– Prawdopodobnie wynika to z niewiedzy, bo żeby po 1 października br. skorzystać w pełni z systemu, konsument powinien oddać specjalnie oznaczone opakowanie i dopiero wówczas mógłby otrzymać zwrot. Tymczasem z obserwacji rynku i informacji płynących od retailerów wynika, że sporo konsumentów brało udział w akcjach organizowanych przez największe sieci handlowe na rynku, gdzie można było oddawać opakowania bez oznaczeń. W zamian np. można było dostać jakieś niewielkie bonusy, rabaty, drobne pieniądze bądź gadżety lub po prostu oddać swoje opakowania bez gratyfikacji. Tylko te akcje głównie miały miejsce przed rozpoczęciem funkcjonowania systemu. I konsumenci mogli już ten sam fakt błędnie wiązać z udziałem w nim – wyjaśniają analitycy z UCE RESEARCH.

Kolejną kwestią, również istotną oraz obserwowaną np. przez rynek, jest to, że jakaś część opakowań po prostu jest podrzucana do miejsca odbioru. Zapewne z różnych przyczyn tak się dzieje, bo np. konsument nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, jak funkcjonuje system, szczególnie po 1 października. – I tutaj też jest spore prawdopodobieństwo, że konsument, który tak zrobił, uznał, iż skoro już zostawił opakowania w ww. miejscu, to faktycznie skorzystał z systemu kaucyjnego, bo przecież w swoim odczuciu oddał opakowania – zwraca uwagę Robert Biegaj.

Do tego autorzy raportu dodają, że zebrane dane też pokazują, że obecnie największym problem jest kwestia samej edukacji. Dla przykładu można przytoczyć wyniki badania przeprowadzonego przez UCE RESEARCH dla jednego z największych na rynku portali i magazynów o handlu w Polsce (tytułu Wiadomości Handlowe). W połowie lipca br. ponad 13% konsumentów twierdziło, że system kaucyjny już działa, a blisko 52% nic kompletnie na ten temat nie wiedziało, choć w tym czasie w mediach już naprawdę sporo się o tym pisało i mówiło.

– Z tego wynika prosty wniosek, że jeżeli ustawodawca o to lepiej nie zadba, to system kaucyjny będzie kulał. Na rynku np. mówi się, że cała akcja informacyjna była spóźniona, a sama kampania była słabo zrobiona – tak stricte od tej strony pokazania różnego rodzaju zachęt i bonusów dla konsumentów. I jeżeli nic się w tej kwestii nie zmieni, to nawet sieci handlowe w tym zakresie niczego więcej nie wskórają, bo trafią na opór ze strony konsumentów. Wówczas system zostanie niszowym rozwiązaniem na rynku, a przecież nie o to chodzi – zaznaczają eksperci z UCE RESEARCH.

Do tego autorzy raportu dodają, że mają głęboką nadzieję na to, iż sam fakt poboru i późniejszego zwrotu kaucji (jak wszystko lepiej się rozkręci i na rynku będzie odpowiednia liczba opakowań z oznaczeniami) dodatkowo zmotywuje Polaków do regularnego udziału w tym systemie. Jednak to z pewnością nie nastąpi szybciej niż w 2026 roku, jak upłynie karencja dla producentów i sieci handlowych. – Wówczas będzie można sprawdzić, jak faktycznie konsumenci korzystają z ww. systemu. W tym czasie oczywiście należałoby postawić na solidną kampanię edukacyjną, w której nie tylko pokaże się, o co w tym chodzi, ale przede wszystkim będą prezentowane realne zachęty, które potem faktycznie wpłyną na postawę konsumentów – przekonuje ekspert z Shopfully.

Z raportu wynika również, że najwięcej niekorzystających z systemu konsumentów mieszka w dużych i średnich miastach. – W wielu aglomeracjach system nie jest jeszcze w pełni wdrożony. Nie wszystkie sklepy przyjmują opakowania. Brakuje automatów, a sam proces może być czasochłonny. Ponadto mieszkańcy dużych miast często cenią sobie wygodę i czas, a oddawanie butelek mogą postrzegać jako dodatkowy wysiłek. W małych miejscowościach działa mocniej efekt wspólnotowy. Występuje też większa motywacja finansowa. Nawet drobna kwota zwrotu ma bardziej wymierne znaczenie – wyjaśnia Robert Biegaj.

Osoby, które nie skorzystały jeszcze z systemu kaucyjnego, wskazały tego główne podwody. Najwięcej z nich, czyli 23,7%, stwierdziło, że jeszcze nie było okazji. 18,6% zaznaczyło, że na razie obserwuje temat. Do tego 12,4% zapewniło, że zbiera opakowania lub butelki i odda je w większej ilości. – Tego typu wyjaśnienia ewidentnie wskazują na początkowy etap adaptacji. To są osoby, które z dużym prawdopodobieństwem wkrótce wejdą do systemu. Wystarczy ułatwić im korzystanie, np. informacyjnie i logistycznie – analizuje ekspert z Shopfully.

Inne osoby, które nie skorzystały jeszcze z ww. rozwiązania, wskazały, że w ogóle nie zamierzają tego robić – 17,4%. Część stwierdziła, że nie widzi w tym sensu, ale jeszcze zobaczy – 9,4%. – Cała ta grupa jest sceptyczna lub zniechęcona, ale jeszcze niekoniecznie trwale przeciwna. Takie podejście często wynika z braku wiary w skuteczność systemu. Część osób może mieć też poczucie niskiej wartości zwrotu. Mała kaucja nie motywuje ich do wysiłku – tłumaczy współautor raportu.

Natomiast najmniej osób zadeklarowało, że nie potrafi wskazać powodu – 1,1%. Do tego 3,9% ankietowanych próbowało skorzystać z systemu kaucyjnego, ale bez skutku. 4,8% nie ma jak tego zrobić. Z kolei 8,7% poinformowało, że nie chce im się nosić czy wozić do sklepu butelek i opakowań. Według autorów raportu, to sygnał operacyjny dla organizatorów systemu i sieci handlowych. – Komfort użytkowania jest kluczowy. Dostępność punktów odbioru i ich czytelne oznakowanie ma ogromne znaczenie. Osoby, które próbowały bez skutku dokonać takiej czynności, pokazują, że brak spójności w funkcjonowaniu systemu może szybko zniechęcać. I trzeba to potraktować jako swego rodzaju sygnał alarmowy – dodaje Robert Biegaj.

Do tego analitycy z UCE RESEARCH zauważają, że na razie na rynku ogólnie brakuje opakowań, które mają oznaczenie dotyczące ww. systemu. Wydaje się też, że konsumenci nie bardzo je sprawdzają, bo zwyczajnie o nich nie wiedzą i próbują oddać zwykłe opakowania, często z różnym skutkiem.

– Mamy tutaj na myśli akcje największych na rynku retailerów, które przyśpieszyły adaptację tematu. Wiele dużych sieci handlowych na długo przed oficjalnym startem systemu kaucyjnego prowadziło szeroko zakrojone akcje, zachęcając klientów do oddawania opakowań bez właściwego kodu i symbolu. To z kolei przyniosło konkretny efekt edukacyjny, przyzwyczajając i ucząc konsumentów, jak to w ogóle robić. Ważną kwestią jest także to, że system kaucyjny to nie tylko butelkomaty, ale również ręczna zbiórka opakowań w sklepach i poza nimi, która jest bardzo istotna – zwracają uwagę autorzy badania.

Jak przewiduje Robert Biegaj, w perspektywie 6-12 miesięcy można spodziewać się stopniowego wzrostu udziału konsumentów korzystających z systemu – oczywiście wraz z poprawą infrastruktury, dostępnością automatów i kampaniami edukacyjnymi. Wyrównają się różnice między regionami. Duże miasta dołączą do trendu, gdy system stanie się wygodny i powszechny. Utrwali się nawyk, gdy Polacy przekonają się, że kaucja to nie dodatkowy obowiązek, ale prosty sposób na zwrot pieniędzy i ekologiczne działanie.

– Edukacja konsumentów będzie kluczową sprawą dla skutecznego funkcjonowania systemu kaucyjnego oraz osiągnięcia założonych przez ustawodawcę celów ekologicznych. Podsumowując raport, koniecznie należy poważnie rozważyć poszerzenie i wzmocnienie akcji edukacyjnych przedstawiających zachęty dla konsumentów. Inaczej cały system kaucyjny będzie kulał, a przecież nie o to w tym chodzi. Jest on bardzo potrzebny, tylko należy nad tym jeszcze popracować, żeby społeczeństwo lepiej dostrzegło sens całej tej idei – podsumowują eksperci z UCE RESEARCH.


***
Opis metody analitycznej/badawczej

Raport został oparty na badaniu, które zostało przeprowadzone w dniach 10-14.10.2025 metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i Shopfully na próbie 987 Polaków w wieku 18-80 lat, którzy są odpowiedzialni za realizację bieżących zakupów w swoich gospodarstwach domowych.

Wyniki Grupy Kapitałowej Banku Millennium w 3 kw. 2025 r.

Bank Millennium w 3 kw. 2025 r. – dobre wyniki finansowe i operacyjne, realizacja Strategii’28 Wartość i Wzrost zgodna z planem.

Grupa Kapitałowa Banku Millennium S.A. wypracowała w trzecim kwartale 2025 r. zysk netto w wysokości 345 mln zł (+4% kw/kw) oraz 855 mln zł w pierwszych dziewięciu miesiącach 2025 r. (+56% r/r). 3kw25 charakteryzował się relatywnie niską liczbą zdarzeń jednorazowych oraz nadal podwyższonym, choć malejącym poziomem kosztów związanych z portfelem kredytów hipotecznych walutowych.

Podstawowa działalność operacyjna pozostała solidna i stanowiła główne źródło dobrego wyniku kwartalnego oraz narastająco od początku roku. Wzrost portfela kredytowego był nieznaczny w 3kw25, jednak dynamika w segmencie korporacyjnym dalej przyspieszyła (+6% kw/kw), osiągając 12% r/r. Kredyty inwestycyjne stanowiły 42% nowych kredytów tego segmentu w 3kw25. Dla kontrastu, portfel detaliczny wykazał ujemną dynamikę kw/kw i r/r, co było efektem szybkiego spadku portfela kredytów hipotecznych walutowych oraz niskiej, choć rosnącej sprzedaży nowych kredytów hipotecznych w PLN, która nie zdołała zrównoważyć solidnej sprzedaży kredytów konsumpcyjnych. Nadwyżka płynności dalej rosła (depozyty +5% kw/kw i +12% r/r), a wskaźnik kredyty/depozyty osiągnął nowe minimum na poziomie 58%. Liczba aktywnych klientów detalicznych kontynuowała trend wzrostowy (3,234 mln, +4% r/r), liczba aktywnych klientów cyfrowych przekroczyła próg 3 mln, a wartość produktów inwestycyjnych wzrosła o 9% kw/kw, przekraczając 14,2 mld zł. W ramach tych produktów, wartość funduszy zarządzanych przez Millennium TFI przekroczyła 10 mld zł.

Wskaźniki kapitałowe poprawiły się w okresie sprawozdawczym (współczynnik TCR dla Grupy na poziomie 16,0%, a współczynnik T1 na poziomie 14,4%).

Jestem zadowolony z osiągniętych wyników, zysku netto w wysokości 345 mln zł w 3Q25 oraz 855 mln zł w pierwszych dziewięciu miesiącach 2025 roku, pomimo utrzymujących się kosztów portfela walutowych kredytów hipotecznych. Trzeci kwartał 2025 roku przyniósł solidne rezultaty zarówno w obszarze bankowości detalicznej jak i korporacyjnej, w której zgodnie z przyjętą Strategią’28 Wartość i Wzrost planujemy dynamiczny rozwój. Na podkreślenie zasługuje fakt, iż  wartość nowej produkcji kredytowej dla firm wzrosła aż o 22% kw/kw oraz aż o 83% r/r, głównie za sprawą dynamicznych wzrostów w obszarze nowych kredytów inwestycyjnych. W raportowanym okresie dostarczyliśmy naszym klientom wiele nowych rozwiązań i produktów, na czym zawsze się skupiamy. Wszystko to osiągnęliśmy przy nieustannym stawianiu na jakość naszych usług i pozytywne doświadczenia klientów, za co zostaliśmy uhonorowani nagrodami branżowymi. ” – skomentował Joao Bras Jorge, Prezes Banku Millennium.

Z satysfakcją podkreślam, że po trzech kwartałach 2025 roku jesteśmy na dobrej drodze do realizacji inicjatyw Strategii 2028: Wartość i Wzrost i aktywnie monitorujemy kluczowe cele biznesowe i finansowe. Koncentrowaliśmy się na trwałym wzroście w segmencie detalicznym, umacnianiu pozycji Banku w segmencie małych i średnich przedsiębiorstw oraz poprawie rentowności. Strategicznym priorytetem Banku była digitalizacja, rozbudowa oferty produktowej, w tym produktu inwestycyjnego i oszczędnościowego oraz ciągłe podnoszenie jakości obsługi klienta.” dodał prezes Joao Bras Jorge.

W raportowanym okresie zrealizowano szereg wdrożeń ujętych w Strategii’28 Wartość i Wzrost, wspierających potrzeby zarówno klientów detalicznych, jak i firmowych. Liczba aktywnych użytkowników cyfrowych korzystających z aplikacji mobilnej i bankowości internetowej przekroczyła ponad 3 mln, co stanowi ważny krok do osiągnięcia powyżej 95% aktywnych cyfrowo klientów do 2028 roku. W ramach uruchomionej w trzecim kwartale kampanii „Być i mieć” młodzi influencerzy promują produkty bankowe, takie jak Konto Millennium 360°, Konto Oszczędnościowe Profit czy aplikację mobilną, pokazując ich praktyczne zastosowanie. W aplikacji mobilnej udostępniono funkcjonalność zakupu kart eSIM z międzynarodowymi pakietami danych czy możliwość zamówienia gotówki do placówki Banku. Dzięki nowym funkcjonalnościom klient może potwierdzić tożsamość w serwisach administracji publicznej i komercyjnych za pomocą biometrii lub kodu PIN w aplikacji mobilnej. Nowością jest również Konto Oszczędnościowe Twój Cel, które umożliwia wygodne i automatyczne odkładanie pieniędzy. Klienci oszczędzający regularnie otrzymają wyższe oprocentowanie.

W obszarze bankowości przedsiębiorstw Bank Millennium jako jedna z pierwszych firm na rynku, wdrożył cyfrowe rozwiązanie w zakresie podpisywania umowy leasingu, umożliwiając proces zawierania umowy leasingowej w pełni online. W ramach poszerzania oferty wprowadzono Pożyczkę na rozwój. Klienci firmowi mogą również skorzystać z funkcji wielowalutowej, dzięki której realizacja płatności bezpośrednio z rachunków walutowych, odbywa się bez konieczności przewalutowania. Firmy spełniające określone kryteria środowiskowe mają natomiast dostęp do zielonych gwarancji KUKE S.A., które stanowią zabezpieczenie kredytów i ułatwiają dostęp do finansowania.

PKB USA rośnie dzięki infrastrukturze cyfrowej – Polska potrzebuje strategii dla centrów danych

Aż 92% wzrostu PKB USA w pierwszej połowie 2025 roku pochodziło z inwestycji w centra danych i technologie przetwarzania informacji – wynika z analizy opublikowanej przez “Fortune”, opartej na danych ekonomisty z Harvardu, Jasona Furmana. Szacunki Morgan Stanley wskazują, że wydatki największych firm technologicznych w tym sektorze sięgają już 400 miliardów dolarów rocznie, dodając około 1 punkt procentowy do realnego wzrostu PKB. W tym samym czasie Polska utrzymuje jedynie niecałe 2% udziału w europejskim rynku centrów danych pod względem mocy IT. Jeśli nie przyspieszymy, ryzykujemy utratę pozycji w jednym z kluczowych sektorów gospodarki przyszłości.

W ciągu ostatnich lat centra danych stały się nową infrastrukturą krytyczną światowej gospodarki. To w nich dziś mieszczą się systemy sztucznej inteligencji, bankowe algorytmy, łańcuchy dostaw, treści wideo, dane medyczne i rządowe. Coraz częściej to właśnie ich moce obliczeniowe decydują o tym, które gospodarki rozwijają się szybciej.

W Stanach Zjednoczonych trwa prawdziwy boom inwestycyjny. Najwięksi gracze – Microsoft, Amazon, Google, Meta i Nvidia – czterokrotnie zwiększyli nakłady na centra danych w ostatnich latach.

Według analityków, infrastruktura związana z centrami danych dodaje dziś około 1 punkt procentowy do wzrostu amerykańskiego PKB, co oznacza, że sektor krytycznej infrastruktury cyfrowej zaczął pełnić rolę, jaką w XX wieku pełnił przemysł ciężki. Dla rządów i inwestorów na całym świecie to jasny sygnał: rozwój centrów danych to dźwignia wzrostu, który przenosi się na kolejne sektory – od energetyki i budownictwa po logistykę i edukację technologiczną. To właśnie dlatego kolejne kraje zaczynają traktować infrastrukturę danych jako strategiczny zasób gospodarczy.

Musimy dostrzec ryzyko

Europa również przyspiesza. Zdecydowana większość największych europejskich gospodarek już zrozumiała, że inwestycje w centra danych to inwestycje w długofalową przewagę konkurencyjną. Wokół infrastruktury cyfrowej budują nowe modele wzrostu – przyciągają kapitał, innowacje i specjalistów AI.

Na tym tle Polska wciąż pozostaje w roli obserwatora. Nasz udział w europejskim rynku data center to około 2%, a tempo inwestycji nie odpowiada dynamicznym przyrostom obserwowanym na innych rynkach europejskich. Wysokie koszty energii, opóźniona dekarbonizacja energetyki zawodowej, brak stabilnych regulacji i długie procesy administracyjne sprawiają, że potencjał regionu nie przekłada się jeszcze na realny wzrost. A przecież właśnie teraz trwa globalny wyścig o to, kto będzie przetwarzać dane przyszłości. Przyjmując określony w strategicznym dokumencie Komisji Europejskiej “Cloud and AI Development Act” cel trzykrotnego zwiększenia europejskich mocy centrów danych w przeciągu najbliższych pięciu do siedmiu lat, oznacza inwestycje na poziomie od 240 do 360 miliardów euro tylko w część nieruchomościową centrów danych – bez uwzględnienia infrastruktury serwerowej i rozbudowy systemu energetycznego. To skala inwestycji, o którą warto walczyć na poziomie rządowym.

Kiedy centra danych napędzają wzrost PKB w USA, Polska ryzykuje wypadnięcie z globalnej mapy cyfrowych inwestycji. Każdy rok opóźnień oznacza nie tylko utracony kapitał, lecz także odpływ talentów i innowacji. Wraz z rozwojem sztucznej inteligencji, automatyzacji i usług chmurowych to właśnie dostęp do infrastruktury obliczeniowej decyduje o tym, gdzie powstają nowe miejsca pracy i technologie. Jeśli nie zbudujemy silnych fundamentów dla centrów danych dziś, jutro możemy płacić za to spowolnieniem całej gospodarki

– komentuje Piotr Kowalski, dyrektor zarządzający Polish Data Center Association (PLDCA).
PLDCA wyjaśnia, że aby odwrócić trend, potrzebna jest spójna strategia dla sektora centrów danych – obejmująca planowanie strategiczne na poziomie rządowym, konsekwentną dekarbonizację, uproszczenie procedur inwestycyjnych oraz partnerską współpracę administracji i biznesu. Polska ma atuty: sprzyjające warunki klimatyczne, kompetencje inżynierskie, centralne położenie w Europie i rosnący popyt na usługi cyfrowe. Wyzwanie polega na tym, by przełożyć ten potencjał na konkretne działania w obszarze rozwoju infrastruktury cyfrowej.

Inwestycje w centra danych to dziś inwestycje w produktywność, odporność i suwerenność cyfrową. Kraje, które zrozumieją to szybciej, zyskają przewagę trudną do odrobienia. Dane stały się nową energią gospodarki – a centra danych jej elektrowniami.

Źródło danych:

Fortune, Without data centers, GDP growth was 0.1% in the first half of 2025, Harvard economist says, 7.10.2025, dostępny online: https://fortune.com/2025/10/07/data-centers-gdp-growth-zero-first-half-2025-jason-furman-harvard-economist/ [dostęp: 23.10.2025]

ELQ i Euvic dołączają do ORBITEO

Notowana na GPW, JRH ASI S.A. jako inicjator i organizator ORBITEO, zawarła list intencyjny z ELQ S.A. (ELQ) w sprawie współpracy ELQ z ORBITEO oraz umowę ramową z Euvic S.A. (Euvic). ORBITEO to klaster podmiotów działających w obszarach sztucznej inteligencji, technologii kosmicznych, przemysłu obronnego, automatyzacji oraz deeptech, a partnerstwa z ELQ i Euvic znacząco poszerzają zakres jego kompetencji. Współpraca z ELQ będzie obejmować projekty w obszarze rozwiązań bezzałogowych oraz technologii dual-use, natomiast umowa z Euvic dotyczy delegowania przez Euvic specjalistów IT o wysokich kwalifikacjach, a zlecane prace mogą obejmować projekty JRH, ORBITEO lub innych spółek z grupy kapitałowej.

ELQ to polska firma z korzeniami w energetyce i transformacji infrastruktury, która w ramach współpracy z ORBITEO skoncentruje się na rozwoju i wdrażaniu zaawansowanych systemów bezzałogowych (ELQ Defense). Program obejmuje produkcję i integrację dronów we współpracy z ukraińskimi producentami, co oznacza dostęp do technologii przetestowanych w warunkach bojowych, codzienne aktualizacje firmware/software, integrację z systemami analityki i automatyki. ELQ wnosi dostawę i integrację platform bezzałogowych z infrastrukturą IT/OT, usługi serwisu i szkoleń oraz doradztwo w projektowaniu rozwiązań hybrydowych dron-IoT-analityka.

Dzięki współpracy ORBITEO zyska szybki dostęp do technologii operacyjnych, przewagę technologiczną i rozszerzenie zakresu usług w monitoringu, bezpieczeństwie i operacjach krytycznych. Dla ELQ partnerstwo będzie oznaczać możliwość wejścia na nowe rynki, skalowania projektów i przyspieszenia rozwoju produktów.

Dołączenie do Orbiteo to dla ELQ ważny krok w kierunku skalowania naszych rozwiązań bezzałogowych i szybkiego wdrażania innowacji. ELQ Defense, rozwijane we współpracy z czołowymi partnerami ukraińskimi, daje Orbiteo dostęp do technologii przetestowanej w warunkach bojowych i aktualizowanej codziennie — co przekłada się na realną efektywność i przewagę operacyjną. Cieszymy się, że wspólnie możemy przyspieszać transformację cyfrową i zwiększać bezpieczeństwo naszych klientów – mówi dr Marcin Sołtysiak, CEO Grupy ELQ.

ELQ wnosi do ORBITEO nie tylko doświadczenie w infrastrukturze krytycznej, ale także gotowe do wdrożenia technologie bezzałogowe, sprawdzone w realnych warunkach. To dla nas kolejny ważny element budowy polskiego ekosystemu technologii dual-use, łączącego przestrzeń kosmiczną, AI i obronność. Wierzymy, że dzięki takim partnerstwom ORBITEO stanie się platformą realnej innowacji i współpracy przemysłu z nauką – powiedział January Ciszewski, główny akcjonariusz i Prezes JRH.

Umowa z Euvic, natomiast, zapewni JRH i spółkom z klastra ORBITEO dostęp do kilku tysięcy ekspertów z doświadczeniem w realizacji złożonych projektów informatycznych w kraju i za granicą – w tym specjalistów tworzących oprogramowanie używane przez NASA i Amerykański Departament Obrony – to kolejny silny punkt w rozwoju i konsolidacji potencjału technologicznego klastra ORBITEO. Celem porozumienia jest zapewnienie zaplecza kompetencyjnego i technologicznego dla dynamicznie rozwijających się spółek ORBITEO

Euvic to polska grupa kapitałowa założona w 2005 roku, będąca jednym z największych dostawców usług IT w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Grupa Euvic zatrudnia ponad 6 tys. specjalistów i realizuje projekty dla sektora prywatnego i publicznego, obejmujące m.in. tworzenie oprogramowania, zarządzanie infrastrukturą IT, cyberbezpieczeństwo, integrację systemów oraz rozwiązania z obszaru sztucznej inteligencji i automatyzacji. Grupa posiada biura w Polsce, Niemczech, Skandynawii, USA i Kanadzie, obsługując klientów z ponad 20 krajów.

W ramach podpisanej umowy Euvic będzie świadczyć na rzecz JRH i spółek z klastra ORBITEO usługi outsourcingu specjalistów IT oraz projektowe, obejmujące wsparcie w zakresie rozwoju oprogramowania, zarządzania projektami, projektowania i dostaw infrastruktury IT, cyberbezpieczeństwa jak i obszaru AI. Dostęp do szerokiego grona specjalistów Euvic umożliwi realizację projektów wymagających zaawansowanych kompetencji inżynieryjnych, przy zachowaniu najwyższych standardów jakości i bezpieczeństwa.

Uważam, że budowa polskich satelitów i dronów to nasza racja stanu. Polska powinna dysponować technologicznie suwerennymi rozwiązaniami, dlatego uważam ORBITEO za cenną inicjatywę i liczę, że umowa ramowa przekuje się wkrótce w konkretne projekty – podkreśla Wojciech Wolny, prezes Euvic S.A.

Euvic to partner o wyjątkowym doświadczeniu, który wnosi do ORBITEO skalę i kompetencje niezbędne dla realizacji najbardziej zaawansowanych projektów. Dzięki tej współpracy JRH i spółki z klastra zyskują dostęp do know-how i zasobów umożliwiających realizację i szybkie skalowanie technologii AI, space i defence na światowym poziomie. To kolejny krok w budowie silnego, zintegrowanego ekosystemu polskich firm technologicznych – podsumowuje January Ciszewski.

YouTube jako narzędzie cyberprzestępców – „YouTube Ghost Network”

Ponad 3 tys. złośliwych filmów i setki przejętych kont – tak wyglądają kulisy największej w historii kampanii malware na YouTube, odkrytej przez Check Point Research. Według ekspertów, tzw. „YouTube Ghost Network” działała nieprzerwanie od 2021 roku, a w 2025 r. jej aktywność potroiła się. Ofiarami kampanii mogą być tysiące użytkowników z całego świata.

Cyberprzestępcy wykorzystali popularność filmów z kategorii „Game Hacks/Cheats” i „Software Cracks/Piracy”, by infekować komputery widzów złośliwym oprogramowaniem typu infostealer – wykradającym loginy, hasła i dane finansowe. Filmy, często prezentujące rzekomo darmowe wersje Photoshopa, FL Studio czy narzędzia do kryptowalut, były opatrzone instrukcjami zachęcającymi użytkowników do tymczasowego wyłączenia Windows Defendera.

To nowa era kampanii phishingowych. Zamiast podejrzanych maili, ofiary same wchodzą w pułapkę, ufając pozornie legalnym kontom i komentarzom – wyjaśnia Wojciech Głażewski, Managing Director firmy Check Point Software Polska.             YouTube narzędziem cyberprzestępców

Według raportu Check Point Research, najczęściej wykorzystywanym złośliwym oprogramowaniem był Lumma Stealer oraz Rhadamanthys, które po przejęciu danych łączyły się z serwerami C2 w Niemczech i Rosji. Co istotne, część filmów osiągała ogromny zasięg – ponad 290 000 wyświetleń – i posiadała setki pozytywnych komentarzy, co potęgowało wrażenie wiarygodności.

Szczególnie niebezpieczne były konta o dużej liczbie subskrybentów, np. kanał @Afonesio1 (129 tys. subskrybentów), który wykorzystywany był do dystrybucji złośliwej wersji Photoshopa. Z kolei inny kanał, @Sound_Writer, zachęcał pobieranie „oprogramowania do kryptowalut”, które po instalacji wykradało dane z niezabezpieczonych komputerów.      

Eksperci podkreślają, że tzw. „Ghost Networks” stają się nowym trendem w cyberprzestępczości – sieci fałszywych lub przejętych kont działają jak dobrze zorganizowany ekosystem, w którym jedne profile publikują filmy, inne udają zadowolonych użytkowników, a kolejne rozpowszechniają linki w komentarzach.    

YouTube Ghost Network pokazuje, jak cienka granica dzieli cyfrową rozrywkę od realnego zagrożenia finansowego – dodaje Wojciech Głażewski. Check Point poinformował, że wszystkie zidentyfikowane materiały zostały zgłoszone do Google. Większość z nich już usunięto, ale – jak ostrzegają badacze – podobne kampanie mogą się odrodzić w każdej chwili.

Czy to koniec hossy na złocie? Cena spada, ale fundamenty pozostają mocne

0

Po serii rekordów i spektakularnych wzrostów, na rynku złota pojawiła się pierwsza od miesięcy wyraźna korekta. Cena uncji spadła poniżej 4100 dolarów, co wywołało pytania, czy to początek końca trwającej hossy, czy jedynie chwilowy oddech przed kolejną falą wzrostów. Analitycy podkreślają jednak, że fundamenty rynku wciąż pozostają bardzo mocne, a obecna korekta ma raczej charakter techniczny niż fundamentalny.

Po tak dynamicznym rajdzie wzrostowym, który był miał całkowicie bezprecedensowy charakter, korekta nie jest wielkim zaskoczeniem – tłumaczy Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldenmark i Goldsaver.Wiele wskazuje na to, że rynek musi złapać oddech. Warto też podkreślić, że kluczowe czynniki, które windowały ceny złota, wciąż są obecne. Niepewność geopolityczna, wysokie zadłużenie państw i utrzymujące się niskie realne stopy procentowe – wylicza ekspert.

Korekta po rekordach

Jeszcze kilka dni temu złoto biło kolejne rekordy, przekraczając barierę 4380 dolarów za uncję. Silny impuls wzrostowy napędzały m.in. napięcia handlowe na linii USA–Chiny, obniżki stóp procentowych w wielu krajach oraz masowe zakupy banków centralnych. Teraz, po niemal nieprzerwanym rajdzie trwającym od sierpnia, inwestorzy najprawdopodobniej realizują część zysków.

Obecna sytuacja wygląda na naturalny etap rynku byka – podkreśla Tekliński. – Złoto rośnie falami. Każdy ruch w górę jest przerywany spadkiem, który pozwala na ponowne zebranie sił. Tak było w 2019, w 2020 roku, tak jest i teraz.

Fundamenty wciąż sprzyjają metalom szlachetnym

Ekspert Goldenmark zwraca uwagę, że za wzrostem cen złota nie stoi spekulacja, lecz strukturalne zmiany w globalnej gospodarce. Rosnące zadłużenie Stanów Zjednoczonych, utrzymująca się presja inflacyjna i systematyczne osłabianie dolara sprawiają, że inwestorzy szukają realnych aktywów chroniących wartość kapitału.

Od kilku miesięcy obserwujemy bardzo silny popyt zarówno ze strony banków centralnych, jak i inwestorów indywidualnych – mówi Tekliński.W salonach Goldenmark zainteresowanie fizycznym złotem wzrosło na niespotykaną skalę. Klienci traktują złoto nie jako spekulację, ale jako bezpieczne miejsce dla oszczędności.

Okazja dla cierpliwych inwestorów?

Obecna korekta może być dla wielu inwestorów okazją do wejścia na rynek po bardziej atrakcyjnych cenach. Historia pokazuje, że spadki w trakcie silnych trendów wzrostowych często stanowią dobre momenty zakupowe.

Kiedy złoto drożeje niemal każdego dnia, wielu inwestorów czeka z decyzją, licząc na korektę. I właśnie teraz ten moment nadszedł – komentuje Michał Tekliński.Oczywiście nie da się idealnie przewidzieć dna korekty, ale jeśli ktoś planuje zakup z myślą długoterminową, obecne poziomy są racjonalne.

Prognozy: trend wciąż wzrostowy

Choć w krótkim terminie rynek może pozostać zmienny, długoterminowe prognozy dla złota pozostają optymistyczne. Coraz więcej instytucji finansowych – w tym Bank of America, Goldman Sachs i ANZ – widzi w 2026 roku potencjał dojścia nawet do poziomu 5000 USD za uncję.

Mamy unikalne połączenie czynników, które historycznie wspierały złoto: napięcia polityczne, rekordowe długi, słabnący dolar i obniżki stóp procentowych. To środowisko, w którym kruszec czuje się najlepiej – podsumowuje Tekliński. – Korekta nie zmienia tego obrazu. Wręcz przeciwnie – przypomina, że rynek złota jest żywym organizmem, który zachowuje się w sposób naturalny.

W ciągu najbliższych 5 lat 77 proc. Polaków będzie żyć na kredyt

0
  • W ciągu najbliższych 5 lat aż 77 proc. Polaków może opłacać bieżące wydatki z kredytów – wynika z raportu CRIF Banking on Banks 2025 Usługi finansowe w Europie w drodze do roku 2030.
  • Niemal trzy czwarte konsumentów w większym stopniu będzie płacić za usługi i towary za pomocą Buy Now Pay Later (BNPL).
  • Prognozowany popyt na elastyczne formy finansowania wynika z odczuwalnego przez Polaków wzrostu kosztów życia.
  • 71 proc. Polaków spodziewa się, że do 2030 roku zarządzanie finansami osobistymi – w tym wnioskowanie o finansowanie i zarządzanie długiem – będzie odbywać się w pełni online.

Do 2030 roku 77 proc. polskich konsumentów spodziewa się większego uzależnienia od kredytów w celu pokrycia codziennych wydatków, a 74 proc. przewiduje, że w znacznie większym stopniu będzie korzystać również z usługi Buy Now Pay Later (BNPL). Podobna tendencja występuje w innych krajach Europy. O większym poleganiu na kredytach w realizacji codziennych rachunków mówi 81. proc. wszystkich respondentów, a znacznego wzrostu popularności BNPL spodziewa się 78 proc. badanych.

Raport Usługi finansowe w Europie w drodze do roku 2030 to druga część raportu CRIF Banking on Banks 2025. Zawiera analizę̨ opinii na temat przyszłości usług bankowych wyrażonych przez 6 tys. konsumentów we Włoszech, Niemczech, Francji, Polsce i Wielkiej Brytanii oraz 200 ekspertów finansowych z rynków europejskich.

– Rosnące koszty życia, niestabilność makroekonomiczna i napięta sytuacja geopolityczna sprawiają, że konsumenci ostrożnie podchodzą do długoterminowych zobowiązań. Jednocześnie wzrasta obawa o przyszłość. W tę lukę doskonale wpisują się krótkoterminowe kredyty konsumenckie i elastyczne formy finansowania, takie jak Buy Now Pay Later.  Rosnące znaczenie BNPL to wyraźny sygnał przesunięcia finansowania w stronę krótkoterminowego zaciągania zobowiązań. Z jednej strony jest to wygodne dla konsumentów, bo w prosty sposób pozwala zbilansować domowy budżet w trudniejszym czasie, a z drugiej daje większą kontrolę nad procesem spłaty – mówi Kamil Gosławski, Head of Banking & Insurance w CRIF Polska.

Jak badani oceniają koszty życia w 2025 roku?

Raport CRIF szczegółowo podaje, w których obszarach konsumenci najbardziej odczuli wzrost wydatków. W 2025 r. trzy czwarte Polaków zadeklarowało, że na rachunki domowe wydaje więcej niż pięć lat temu (łącznie w Niemczech, Włoszech, Francji, Wlk. Brytanii i w Polsce wzrost wydatków odczuło 64 proc. osób). Ponad połowa Polaków – 56 proc. – płaci też więcej za benzynę (twierdzi tak 48 proc. wszystkich badanych). 58 proc. Polaków utrzymuje, że wzrosły stawki czynszu lub raty kredytu hipotecznego (utrzymuje tak zaledwie 34 proc. wszystkich ankietowanych). 44 proc. rodzimych respondentów uważa też, że ponosi wyższe koszty polis ubezpieczeniowych (potwierdza to 40 proc. badanych Europejczyków)

– Wobec takich wzrostów nie dziwi fakt, że prawie jedna piąta badanych Polaków (22 proc.) przeznacza mniej środków na swoje ogólne oszczędności i taki sam odsetek konsumentów odkłada mniej na wydatki nagłe i nieplanowane. Wzrostu wydatków należy upatrywać w rosnących kosztach pracy i usług. Dane Eurostatu za 2025 rok wyraźnie pokazują, że koszty pracy w Polsce rosły ponad dwukrotnie szybciej niż średnia unijna. Doganiamy też Europę cenami usług. Stąd m.in. bierze się skumulowany wzrost stałych, obowiązkowych opłat, a wraz z tym, większe zapotrzebowanie na finansowanie – komentuje Kamil Gosławski z CRIF Polska.

Polacy liczą się z cyfryzacją

Wzrost zapotrzebowania na kredyty spotyka się z rewolucją technologiczną w sektorze finansowym. Dane z raportu wskazują na większe znaczenie technologii w usługach finansowych. 71 proc. polskich konsumentów deklaruje, że do 2030 r. będzie zarządzać swoimi finansami w pełni online lub poprzez aplikację internetową. Tyle samo badanych przewiduje konsolidację usług bankowych, inwestycyjnych i ubezpieczeniowych w jednej aplikacji. Natomiast 62 proc. spodziewa się, że za pięć lat banki będą prowadzić obsługę bez bezpośredniego kontaktu klientów z konsultantami.

– Przyszłość usług finansowych już jest oparta na technologii cyfrowej i ten wpływ będzie rósł, a Polacy doskonale zdają sobie z tego sprawę. Jesteśmy świadkami rewolucji, która na stałe zmienia sposób, w jaki gospodarujemy finansami. Dziś smartfon staje się głównym centrum dowodzenia. Dzięki analizie danych w czasie rzeczywistym, sztucznej inteligencji i otwartej bankowości instytucje finansowe mogą w jeszcze większym stopniu personalizować oferty kredytowe, a proces, który kiedyś trwał tygodniami zamknie się w minutach – zaznacza Kamil Gosławski.

Mimo świadomości większego znaczenia technologii cyfrowych Polacy w dużej mierze (60 proc.) obawiają się, że tradycyjne banki mogą mieć trudności z nadążaniem za szybkimi zmianami technologicznymi. Jednocześnie badani mają ograniczone zaufanie do sztucznej inteligencji w kwestii finansów osobistych. Zaledwie 24 proc. zwróciłoby się do AI po poradę finansową, a dla 21 proc. pytanie sztucznej inteligencji o finanse osobiste to najmniej prawdopodobny scenariusz.

– Sztuczna inteligencja wciąż jest tematem wymagającym oswojenia. Na obecnym etapie nie postrzegamy jej jako eksperta, któremu można w pełni zaufać. Jednocześnie AI to kopalnia wiedzy. Konsumenci zdają sobie z tego sprawę i część z nich tę wiedzę wykorzystuje – podsumowuje ekspert.

***

Badanie na zlecenie CRIF zostało przeprowadzone przez Opinium Research wśród 6000 konsumentów na rynkach europejskich (Francja, Niemcy, Włochy, Polska i Wielka Brytania) w dniach 20–27 marca 2025 r. Opinium przeprowadziło również ankietę wśród 200 pracowników sektora usług finansowych, kadry kierowniczej średniego i wyższego szczebla, pracujących w Wielkiej Brytanii (w tym również obsługujących rynki europejskie) w dniach 14–18 marca 2025 r.

Odczyty PMI w strefie euro mogą zwiastować ożywienie

0

PMI dla przemysłu w strefie euro znalazł się na granicy 50 pkt, przekraczając oczekiwania rynkowe na poziomie 49,80 pkt. To kolejny odczyt w okolicach 50 pkt, który to próg w sierpniu był nawet przekroczony. Wydaje się, że mogą to być pierwsze jaskółki długo wyczekiwanego przebudzenia w europejskiej gospodarce.

Dosyć podobnie sytuacja wygląda w Niemczech, gdzie PMI dla przemysłu za październik wyniósł 49,6 pkt wobec oczekiwań na poziomie 49,50 pkt.

Poprawę nastrojów europejskich i niemieckich firm widać nawet zdecydowanie bardziej po odczytach PMI dla usług. Wskaźnik ten wyniósł odpowiednio 52,6 pkt (oczekiwania 51,20) dla strefy euro oraz 54,5 pkt (oczekiwania 51,10) dla Niemiec. W przypadku Niemiec PMI dla usług ostatni raz przekroczył próg 54 punktów w maju 2024 roku.

Nastroje, przynajmniej europejskich i niemieckich firm, są coraz lepsze. Pytanie jak przełoży się to na przyszły rzeczywisty stan gospodarki.

Fed ma obniżyć stopy procentowe mimo shutdownu – co to oznacza dla kursu dolara?

Spodziewamy się, że Fed w środę po raz kolejny obniży stopy procentowe o 25 pb., mimo utrudnień wynikających z zawieszenia prac rządu USA. Zakładamy, że Rezerwa Federalna nie będzie chciała wprowadzać na rynkach zamieszania, a jej stonowany przekaz będzie miał ograniczony wpływ na dolara.

Kluczowe punkty:

  • Fed powinien obniżyć stopy o 25 pb. mimo shutdownu.
  • Brak aktualnych danych z USA sprawia, że Fed po części błądzi we mgle.
  • Dostępne dane wskazują na dalszą słabość rynku pracy.
  • Oświadczenie może pozostać niemal bez zmian.
  • W tym miesiącu nie ma dot plotu ani projekcji.
  • Spodziewamy się jeszcze dwóch cięć stopy fed funds w 2025 r.

Oficjele z Rezerwy Federalnej nie będą podejmowali w październiku decyzji całkiem na oślep, niemniej trwające wstrzymanie prac instytucji federalnych oznacza, że nie będą mieć klarownego obrazu sytuacji. Od czasu zamknięcia rządu na początku miesiąca nie uświadczyliśmy pierwszorzędowych publikacji makroekonomicznych z USA, szczególnie z rynku pracy, i trudno powiedzieć, kiedy ulegnie to zmianie. Szczęśliwie dla Fedu, Biuro Statystyki Pracy zdecydowało się opublikować w trybie nadzwyczajnym wrześniowy raport dot. inflacji CPI. Zaplanowany jest on na piątek (24.10) i powinien wykazać niewielki wzrost presji cenowej.

Fed błądzi we mgle

Nie spodziewamy się jednak, by niepewność miała stanąć na drodze do październikowego cięcia. Obniżenie stóp procentowych było niemal pewne już przed zamknięciem rządu i jest właściwie w pełni wyceniane w kontraktach futures od czasu kiepskiego raportu NFP (non-farm payrolls) za lipiec oraz rekordowej 12-miesięcznej rewizji danych. W opóźnionych danych nie ma nic, co mogłoby powstrzymać październikową obniżkę, a decydenci z Fedu mogą czuć się komfortowo z decyzją o cięciu nawet bez posiadania pełnego obrazu amerykańskiej gospodarki.

Ostatnie tygodnie nie były całkowicie pozbawione wieści z gospodarki. Ocenę jej stanu musimy jednak opierać w dużej mierze na danych drugorzędowych. Były one na ogół zgodne z dominującym poglądem, że aktywność gospodarcza w USA pozostaje odporna mimo niepewności handlowej, co pokazują wskaźniki PMI i nowcast GDPNow (3,9% w ujęciu zanualizowanym), zaś rynek pracy się ochładza, czego przykładem jest spadek zatrudnienia w sektorze prywatnym o 32 tys. we wrześniu.

Wykres 1: Zmiana zatrudnienia w sektorach pozarolniczych (ADP) w USA (2024 – 2025)

Retoryka nie powinna ulec większej zmianie względem września

Prezes FOMC Jerome Powell podczas swojego przemówienia w Filadelfii 14.10 potwierdził, że październikowe cięcie, które Fed wyraźnie sygnalizował po ostatnim posiedzeniu, wciąż stanowi najbardziej prawdopodobny scenariusz. Ponownie zwrócił również uwagę na znaczne spowolnienie zatrudnienia, które jest postrzegane jako istotne zagrożenie dla gospodarki. Powiedział również wprost, że na podstawie dostępnych danych perspektywy zatrudnienia nie uległy zmianie od czasu wrześniowego posiedzenia, kiedy Fed w swoim dot plocie prognozował jeszcze dwie obniżki stóp procentowych w 2025 r.

Wykres 2: Dot plot FOMC (wrzesień 2025)W tym miesiącu nie będzie rewizji projekcji makroekonomicznych ani dot plotu, rynki będą więc polegać przede wszystkim na retoryce w oświadczeniu banku i podczas konferencji prasowej Powella. Ze względu na ograniczoną ilość nowych informacji, spodziewamy się, że oświadczenie będzie niemal takie samo jak we wrześniu. Fed prawdopodobnie podkreśli w nim zagrożenia dla zatrudnienia, zauważając być może, że stały się one poważniejsze, a zamknięcie rządu utrudnia podejmowanie decyzji. Złagodzić gołębi ton mogą ryzyka proinflacyjne, które w dalszym ciągu stanowią istotny problem, nawet jeśli decydenci wciąż uważają, że wpływ ceł na ceny konsumenckie będzie przejściowy.

Choć widoczna jest wyraźna różnica w oczekiwaniach dotyczących cięć stóp procentowych między Fedem (jeszcze trzy do końca 2026 r.) i kontraktami futures (pięć), nie spodziewamy się, by Powell miał jakkolwiek wesprzeć obecne rynkowe wyceny. Będzie on ponownie balansował między sygnalizowaniem dalszych obniżek i niepodsycaniem oczekiwań. Silniej niż kiedykolwiek sądzimy, że Powell będzie chciał przyjąć niezobowiązujący ton, komunikujący uczestnikom rynku, że „nie ma tu nic ciekawego”.

Niskie szanse na istotną reakcję dolara

Uważamy, że Fed stoi przed trudnym zadaniem. Naszym zdaniem kondycja amerykańskiego rynku pracy silnie przemawia za dodatkowymi cięciami stóp procentowych, niemniej ryzyka wzrostowe dla inflacji nakazują powściągliwość. Przed zamknięciem rządu mówiliśmy o jeszcze dwóch obniżkach Fedu w tym roku, w październiku i grudniu. Ze względu na brak oficjalnych danych, które mogłyby zmienić naszą opinię, wciąż się ich spodziewamy. Ścieżka polityki monetarnej w 2026 r. jest mniej wyraźna i będzie zależna w dużej mierze od przyszłych danych w miarę ich napływania.

Zakładając, że Fed postąpi zgodnie z naszymi oczekiwaniami i będzie się starał nie wywoływać w środę zamieszania na rynkach, reakcja dolara powinna być nadzwyczaj stonowana. W kontraktach futures cięcia po 25 pb. w październiku i grudniu są niemal w pełni wyceniane, obniżka w tym miesiącu i zasygnalizowanie jej również na kolejnym posiedzeniu byłyby więc przyjęte przez rynki ze spokojem. Oznaki większej niezgody wśród członków FOMC i/lub bardziej gołębie komentarze, które wzmogłyby obawy o rynek pracy, byłyby dla amerykańskiej waluty niekorzystne. Wesprzeć dolara mógłby zaś przekraczający oczekiwania raport inflacyjny w połączeniu z retoryką ostrzegającą przed utrwaleniem się spowodowanej cłami presji cenowej .

Decyzja w sprawie polityki FOMC zostanie ogłoszona w środę (29.10) o godz. 19:00, a konferencja prasowa prezesa Powella rozpocznie się 30 minut później.

TrustBTC (Immersion Games) zabezpiecza finansowanie 500 mln zł na strategię Crypto Treasury

Spółka Immersion Games S.A. (w trakcie zmiany nazwy na TrustBTC), notowana na rynku NewConnect, podpisała warunkową umowę inwestycyjną z funduszem Hanover Square oraz doradcą transakcyjnym Alpha Blue Ocean. Umowa dotyczy finansowania o łącznej wartości przekraczającej 500 mln PLN.

Zgodnie z jej warunkami, inwestor obejmie akcje spółki o wartości 4 mln PLN oraz obligacje zamienne o łącznej wartości do 502 mln PLN.

W ramach realizacji umowy Immersion Games planuje przeznaczyć pozyskane środki netto na zakup kryptowaluty Bitcoin (BTC). Działanie to stanowi kluczowy element wdrażanej strategii Crypto Treasury, której celem jest długoterminowe budowanie wartości dla akcjonariuszy poprzez pasywny model zarządzania rezerwami BTC. Strategia ta została przyjęta po zakończeniu przeglądu opcji strategicznych spółki, rozpoczętego w sierpniu br.

Część kapitału zostanie przeznaczona na pokrycie kosztów operacyjnych związanych z rozwojem projektów w obszarze Web3. Inwestycje te stanowią integralny element długoterminowej strategii operacyjnej i infrastrukturalnej spółki, mającej na celu dywersyfikację działalności oraz tworzenie dodatkowych źródeł przychodów.

W najbliższym czasie Immersion Games planuje zmianę nazwy na TrustBTC. Propozycja zmiany zostanie poddana pod głosowanie podczas najbliższego Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy, na którym omawiany będzie również nowy program motywacyjny dla zarządu i kluczowych pracowników oraz inne uchwały wspierające dalszy rozwój spółki i wzrost wartości dla akcjonariuszy.

Regionalne rynki biurowe po 3 kw. 2025 r. – mniej budują, więcej wynajmują

0

Według najnowszego raportu Savills „Market in Minutes – Office market in regional cities Q3 2025”, podaż nowoczesnych powierzchni biurowych w ośmiu największych miastach regionalnych Polski osiągnęła poziom 6,73 mln m kw. Rynek, choć wykazuje oznaki stabilizacji, odnotowuje wyraźne spowolnienie po stronie nowej podaży. W okresie pomiędzy styczniem a wrześniem oddano jedynie 18 000 m kw. powierzchni biurowej – o 76% mniej niż w analogicznym okresie 2024 roku.

Aktywność deweloperska w miastach regionalnych również utrzymuje się na niskim poziomie. W budowie pozostaje ok. 192 tys. m kw., co oznacza spadek o 11% r/r i wynik znacznie poniżej średniej z lat 2020-2024, przekraczającej 520 000 m kw. Najwięcej inwestycji realizowanych jest w Krakowie (55 400 m kw.) i Poznaniu (49 600 m kw.).

Łączny wolumen wynajmu w okresie od stycznia do końca września wyniósł 521 800 m kw., co oznacza wzrost o 6% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Największą aktywność odnotowano w Krakowie (203 900 m kw.), Wrocławiu (107 400 m kw.) i Trójmieście (71 700 m kw.). Analiza struktury popytu pokazuje, że najwięcej, bo aż 20% wygenerowały firmy z sektora IT, odpowiadając za wynajem 105 000 m kw. Równo po 16% popytu przypadło na centra usług biznesowych oraz firmy zajmującej się produkcją.

Mimo silnego zainteresowania najemców zauważalne jest zwiększenie poziomu pustostanów, które wynosi obecnie średnio 17,7% (wzrost o 40 pb. r/r). Najniższy współczynnik pustostanów notują Szczecin (6,8%) i Lublin (10,3%), natomiast najwyższy Wrocław (21,8%) i Katowice (23,4%).

Regionalne rynki biurowe przechodzą obecnie fazę przystosowania do nowej rzeczywistości gospodarczej. Utrzymujące się zainteresowanie renegocjacjami kontraktów wskazuje, że najemcy starają się zoptymalizować swoje strategie wynajmu powierzchni, przy jednoczesnym zachowaniu elastyczności – komentuje Jarosław Pilch, Head of Tenant Representation, Savills.

W strukturze popytu dominują odnowienia umów (54% transakcji), a nowe najmy – w tym umowy właścicielskie – stanowią 38%. Niewielki udział (2%) przypada na transakcje przednajmu. Dodatkowo odnotowano 6% odsetek ekspansji.

Dynamika rynku w dużej mierze zależy od stabilności makroekonomicznej oraz dostępności finansowania inwestycji. W perspektywie najbliższych dwóch lat spodziewamy się utrzymania aktywności deweloperów na zbliżonym do obecnego poziomie – zauważa Daniel Czarnecki, Head of Landlord Representation, Savills.

Czynsze prime dla biur klasy A pozostają relatywnie stabilne, od 11,50 do 17,00 EUR/m kw./miesiąc. Najwyższe stawki za najlepsze projekty obowiązują w Poznaniu i Krakowie (17 EUR), a najniższe w Lublinie (14,50 EUR). Średnia opłata eksploatacyjna mieści się w przedziale 20-35 PLN/m kw./miesiąc.

Produkcja przemysłowa bez załamania, ale transformacja przyspiesza

Według najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego we wrześniu 2025 r. polski przemysł utrzymał umiarkowaną aktywność produkcyjną, przy jednoczesnym zróżnicowaniu wyników w poszczególnych branżach. Spośród monitorowanych ponad 470 kluczowych wyrobów i grup asortymentowych, produkcja wytworzona była wyższa niż rok wcześniej w przypadku 241 pozycji, a niższa dla 226. Podobny rozkład widoczny był w produkcji sprzedanej — wzrost odnotowano dla 190 wyrobów, spadek dla 125.

Układ ten wskazuje na rynek znajdujący się w fazie przejścia — nie w recesji, ale też z coraz silniejszymi sygnałami spowolnienia cyklicznego. Wyraźnie zarysowuje się podział sektorowy: jedne gałęzie korzystają z globalnej poprawy popytu oraz wsparcia algorytmicznych procesów logistycznych i automatyzacji, inne pozostają w defensywie z powodu surowcowej presji kosztowej, spadku popytu eksportowego lub zmian strukturalnych (np. transformacji energetycznej i elektromobilności).

Branże w silnym wzroście — przemysł chemiczny, metalowy, maszyny i technologie

W okresie styczeń–wrzesień 2025 r. największe wzrosty produkcji wytworzonej odnotowano w sektorach:

  • chemia i nawozy – m.in. kleje (+26%), polipropylen (+23,4%), kwas octowy (+20%), nawozy potasowe (+15,1%)
  • metale i stalstal walcowana na gorąco (+48,8%), blachy płaskie walcowane na zimno (+30,1%)
  • maszyny rolnicze i przemysłowepługi (+35,6%), siewniki (+30,9%), witryny chłodnicze (+18,9%)
  • technologie i urządzenia elektronicznekable światłowodowe (+66,6%), aparaty stacjonarne (+55%), komputery (+23,4%)

Warto zauważyć, że rosną zwłaszcza branże wysokotechnologiczne, infrastrukturalne i przemysł specjalistyczny, czyli tam, gdzie impulsy inwestycyjne (w tym publiczne i europejskie) są nadal bardzo silne.

Branże w zdecydowanym spadku — moda, energetyka paliwowa, AGD i transport tradycyjny

Jednocześnie głęboki regres utrzymuje się w sektorach:

  • odzież i obuwie – spadki na wielu pozycjach nawet o 50–60% r/r
  • surowce energetyczne tradycyjnewęgiel brunatny (-6,9%), węgiel kamienny (-4,0%)
  • koks, paliwa, chemia rafineryjna – farby rozpuszczalnikowe (-57,7%), PVC (-32%)
  • AGD „klasyczne” – kuchnie gazowe (-27,9%), chłodziarko-zamrażarki (-16,9%)
  • motoryzacja ICEsamochody osobowe (-58%), rowery (-12,5%), gazomierze (-20,7%)

Wyraźnie widać przesunięcie popytu — przemysł tradycyjny przegrywa z innowacyjnym oraz modułowym, szczególnie gdy w grę wchodzi automatyzacja, AI i digitalizacja procesów.

Koszty budowy mieszkań stoją w miejscu, infrastruktura znów przyspiesza — rynek się rozwarstwia

Według najnowszych danych GUS ceny produkcji budowlano-montażowej w sierpniu 2025 r. pozostały generalnie stabilne (+0,1% m/m), przy czym utrzymuje się silne zróżnicowanie dynamiki między poszczególnymi kategoriami robót i typami obiektów. Umiarkowane tempo zmian wskazuje, że po silnej inflacji kosztowej z lat 2021-2023 rynek wchodzi w okres względnej równowagi kosztowej — choć presja cenowa jest nadal wyraźnie obecna w segmentach o wysokiej pracochłonności i specjalistycznym charakterze.

Najmniejszą dynamikę odnotowano w budowie budynków mieszkalnych oraz w segmencie robót specjalistycznych (oba wskaźniki 0,0% m/m). Niewielkie wzrosty pojawiły się natomiast w obiektach inżynierii lądowej i wodnej (+0,1%). Oznacza to, że kosztowo najbardziej aktywne pozostają inwestycje infrastrukturalne — spójnie z cyklem realizacji dużych kontraktów finansowanych ze środków publicznych i unijnych.

Najszybsze wzrosty wciąż w instalacjach i robotach wykończeniowych

Wśród poszczególnych kategorii robót najsilniejsze wzrosty odnotowano m.in. w:

  • montażu rusztowań (+2,0% m/m),
  • oprawach oświetleniowych (+0,7%),
  • instalacjach kanalizacyjnych (+0,4%).

Są to obszary charakteryzujące się dużym udziałem prac specjalistycznych oraz niedoborem wyspecjalizowanej siły roboczej — co potwierdza, że inflacja kosztów pracy nadal pozostaje w budownictwie jednym z głównych czynników presji cenowej.

Z drugiej strony — spadły ceny robót wykonywanych z prefabrykatów gipsowych oraz konstrukcji stalowych hal i budynków szkieletowych, co może być sygnałem chwilowego wyhamowania inwestycji przemysłowych oraz lekkiej nadpodaży w tym segmencie wykonawstwa.

Obiekty drogowe i mostowe: najwyższa presja kosztowa

Najbardziej jednoznaczny wzrost cen odnotowano w obiektach drogowych i mostowych:

  • główne ulice miejskie klasy „G” +0,4% m/m,
  • autostrady klasy „A” +0,3%,
  • estakady i mosty wykonywane w technologii betonu sprężonego nawet do +0,3%.

Oznacza to, że koszt budowy infrastruktury transportowej nadal rośnie szybciej niż koszty klasycznego budownictwa kubaturowego. Z jednej strony wynika to z wysokiej specjalizacji tych robót, z drugiej — z napływu dużych zleceń publicznych w przetargach przedłużających perspektywę wykorzystania środków UE (2021-2027).

Warunki dla inwestorów: stabilizacja, ale segmentacja kosztowa się pogłębia

Dla inwestorów publicznych i prywatnych oznacza to relatywnie przewidywalne warunki kosztowe, choć wymagające coraz precyzyjniejszej analizy kosztów branżowych. W obiektach mieszkalnych i komercyjnych — stabilizacja. W instalacjach i robotach techniczno-specjalistycznych — ponowna presja kosztowa. W projektach infrastrukturalnych — kontynuacja trendu wzrostowego.

Sierpień 2025 r. potwierdza tym samym, że okres gwałtownej inflacji kosztów budowlanych się zakończył, ale nie oznacza to powrotu do „taniego budowania”. Rynek wchodzi w fazę rozwarstwienia — koszty rosną najbardziej tam, gdzie rosną wymagania technologiczne, a dostępność wykonawców pozostaje ograniczona.

Rynek pracy traci impet: rejestr bezrobotnych rośnie, rekrutacje zwalniają

Według danych Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej liczba zarejestrowanych bezrobotnych wyniosła 866 tys. osób – o 10 tys. więcej niż miesiąc wcześniej i aż o blisko 100 tys. więcej r/r. Stopa bezrobocia wzrosła do 5,6%, co jest najwyższym poziomem od lutego 2023 r. Choć na pierwszy rzut oka może to sugerować pogorszenie sytuacji, eksperci zwracają uwagę, że w dużej mierze jest to efekt wejścia w życie nowej ustawy o rynku pracy.

Od połowy roku urzędy pracy nie mogą już wykreślać z rejestru osób odmawiających udziału w aktywizacji zawodowej, a sama procedura rejestracji online została znacząco uproszczona. W praktyce oznacza to, że rejestruje się wiele osób biernych zawodowo lub realnie nieposzukujących pracy – co zwiększa statystyczną liczbę bezrobotnych, lecz niekoniecznie pogarsza realne warunki na rynku pracy. Mimo to trudno zignorować fakt, że część zmian ma charakter fundamentalny, nie tylko statystyczny.

Najbardziej niepokojącym elementem pozostaje jednak liczba nowych ofert pracy. We wrześniu pracodawcy zgłosili do urzędów zaledwie 30,5 tys. wakatów — minimalnie więcej niż w sierpniu (29,8 tys.), ale wyraźnie mniej niż rok wcześniej (ponad 51 tys.). To jeden z najsłabszych wyników w ciągu ostatnich 15 lat. Z danych GUS wynika, że większość firm planuje utrzymać obecne zatrudnienie, natomiast chęć zwiększania załogi deklaruje jedynie kilka procent przedsiębiorstw. Mamy więc do czynienia nie z załamaniem rynku, lecz z wejściem w fazę wyraźnej ostrożności.

Część zjawisk ma charakter sezonowy — koniec sezonu w rolnictwie, budownictwie i turystyce zawsze przynosi podwyżkę liczby rejestracji. Tym razem jednak skala zmian wskazuje również na początek bardziej strukturalnego schładzania rynku pracy. Malejąca liczba ofert, słabnąca dynamika zatrudnienia oraz rosnąca liczba pasywnie zarejestrowanych bezrobotnych sugerują, że po latach przegrzania Polska wchodzi w fazę równowagi — być może po raz pierwszy od czasów pandemii.

Nie widać na razie fali zwolnień ani paniki po stronie pracodawców. Firmy koncentrują się na stabilizacji, a nie ekspansji. Jednak tempo nowych rekrutacji wyraźnie zwalnia — co może oznaczać trudniejszy sezon jesienno-zimowy dla osób aktywnie poszukujących pracy. Rynek, który do niedawna był rynkiem pracownika, staje się coraz bardziej dwukierunkowo wymagający — zarówno dla pracodawców, jak i kandydatów.

Sejm rozpoczął prace nad ustawą o przyspieszeniu postępowań frankowych

16 października odbyło się w Sejmie pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy o usprawnieniu postępowań w sprawach kredytów frankowych. Projekt został skierowany do dalszych prac w Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka. W debacie publicznej pojawiły się kontrowersje i nieścisłości dotyczące celów ustawy oraz jej wpływu na sytuację konsumentów – dlatego Ministerstwo Sprawiedliwości przedstawiło szczegółowe wyjaśnienia.

Celem ustawy jest wyłącznie przyspieszenie postępowań

Projekt nie ogranicza praw konsumentów. Ma charakter procesowy, a jego nadrzędnym celem jest skrócenie czasu rozpoznawania spraw frankowych – oraz w konsekwencji odciążenie całego wymiaru sprawiedliwości. Postępowania w innych sprawach cywilnych (m.in. rodzinnych, odszkodowawczych) wydłużają się obecnie m.in. z powodu ogromnej skali napływu spraw frankowych do sądów apelacyjnych.

Ustawa nie zmienia sposobu liczenia odsetek ani wysokości roszczeń konsumentów. Szybsze rozstrzyganie spraw może jedynie skutkować mniejszą ich sumą w praktyce – co wynika naturalnie z krótszego czasu trwania procesów.

Pełne rozliczenie w jednym postępowaniu zamiast dwóch

Jednym z kluczowych rozwiązań jest ułatwienie rozliczenia wzajemnych roszczeń konsumenta i banku w jednym postępowaniu, bez konieczności prowadzenia odrębnego procesu z powództwa banku. Oznacza to:

  • niższe koszty procesowe dla konsumentów,
  • szybsze zakończenie sporu,
  • brak ryzyka drugiego, odrębnego procesu po unieważnieniu umowy.

Rozwiązanie to realizuje standard wynikający z orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości UE (m.in. sprawy C-396/24 Lubreczlik, C-28/22 Getin Noble Bank, C-520/21 Szcześniak). TSUE jednoznacznie potwierdził, że bank nie może żądać „nominału kredytu”, ignorując wcześniejsze spłaty.

Automatyczne wstrzymanie spłaty rat po wniesieniu pozwu

Projekt przewiduje, że wraz z doręczeniem pozwu nastąpi automatyczne zawieszenie obowiązku płatności kolejnych rat. Jest to zgodne z wyrokiem TSUE w sprawie C-287/22, który nakazuje sądom krajowym zapewnienie pełnej skuteczności orzeczeń. Obecnie wymaga to każdorazowego składania wniosków o zabezpieczenie i postanowienia sądu – co generuje tysiące zażaleń i blokuje sądy apelacyjne.

Nowy mechanizm:

  • odciąża sądy II instancji,
  • przyspiesza postępowania frankowe,
  • eliminuje przewlekłość wynikającą z procedury zabezpieczeniowej.

Korzyści dla konsumentów i dla całego systemu

Rząd wskazuje, że projekt:

  • nie ingeruje w prawo do odsetek, przedawnienie ani zasady rozliczeń materialnych,
  • obniża koszty prowadzenia spraw dla konsumentów,
  • skraca czas oczekiwania na prawomocny wyrok,
  • odciąża sądy także w innych sprawach cywilnych, nie tylko frankowych.

Trigon tnie wycenę Ailleron do 19 zł, ale podtrzymuje „Kupuj”

Trigon DM istotnie obniżył swoje oczekiwania wobec Ailleron S.A., po drugim z rzędu słabszym kwartale spółki, to rezultat spóźnionej reakcji na zmianę modelu popytu w branży IT, niekonsekwentnej polityki kosztowej, a przede wszystkim niedoszacowania ryzyka utraty marży w Software Mind, które było filarem wzrostu spółki. Do tego dochodzi uboga, wręcz deficytowa komunikacja z rynkiem, która przez długi czas tuszowała narastające napięcia operacyjne.

Analitycy tną prognozy zysków operacyjnych na lata 2025–2027 o 17–20%, wskazując na pogorszenie dynamiki w kluczowym segmencie Software Mind oraz niesatysfakcjonującą rentowność działalności FinTech. Nowa cena docelowa została skorygowana w dół z 24 do 19 zł, jednak rekomendacja pozostaje „Kupuj”, a oczekiwany potencjał wzrostu sięga 18%.

Osłabienie popytu i mocny złoty odbijają się na marżach

Analitycy wskazują, że utrata części kontraktów w ostatnich miesiącach, połączona z długą „ławką” deweloperów w 2Q, uderzyła w marżę operacyjną szybciej i głębiej niż wcześniej zakładano. Spółka ogranicza koszty osobowe, ale negatywny efekt finansowy ze słabszego USD dodatkowo pogarsza potencjał wynikowy Software Mind — kluczowego generatora EBITDA (ponad 80% grupy).

Segment FinTech wypada stabilniej pod względem dynamiki przychodów, ale nadal nie osiąga satysfakcjonujących poziomów EBIT. Dopiero w prognozach na 2026–27 analitycy przyjmują wyraźniejszą poprawę rentowności.

DCF i porównania rynkowe zjechały do podobnego poziomu — rzadki przypadek dla tej spółki

Dotąd model porównawczy (multiples globalnych spółek IT) systematycznie windował wycenę Ailleron powyżej DCF. Teraz oba modele zbiegają się w okolice 19–20 zł. W praktyce oznacza to, że rynek silnie obniżył sentyment do mid-cap software house’ów, a Ailleron nie ma już premii za „growth + international exposure”, jak jeszcze w 2024 r.

Scenariusz sprzedaży Software Mind pozostaje realny — ale rynkowo dziś mało atrakcyjny

W tle raportu widać sugestię, że trwający przegląd opcji strategicznych (w tym sprzedaż Software Mind) może ponownie wejść do gry, jeśli otoczenie makro ulegnie poprawie. Na ten moment jednak mocny złoty i obniżona wycena technologii w globalnym peer-grouppie obniżają atrakcyjność ewentualnej transakcji.

Trigon prognozuje „miękkie odbicie”, ale znacznie wolniejsze niż wcześniej

• przychody 2025–27: cięcie o 4–10% vs wcześniejsze prognozy
• EBIT: korekta w dół o 17–20%
• EBITDA 2026E: 89 mln zł (wcześniej 106 mln)
• model DCF: fair value 19 zł (-20% vs poprzednie 24 zł)
• rekomendacja: Kupuj, ale z tonem wymagającym cierpliwości

Ailleron pozostaje spółką z atrakcyjną ekspozycją międzynarodową, ale najbliższe kwartały będą pod znakiem restrukturyzacji i odbudowy zaufania rynku. Inwestorzy dostają wycenę na poziomie z 2023 r., ale ryzyko operacyjne — szczególnie zależność od jednego silnika biznesowego — pozostaje podwyższone.

Tylko 8% polskich menedżerów uważa swoje firmy za gotowe na AI – w Niemczech aż 41%

Tylko 8% managerów w Polsce uważa, że ich firma jest w pełni gotowa do korzystania z AI. W firmach niemieckich odsetek ten wynosi aż 41% – wynika z badań przeprowadzonych na zlecenie WEBCON. Ponad połowa polskich respondentów nie miała zapewnionych szkoleń ani wytycznych dotyczących korzystania ze sztucznej inteligencji, podczas gdy wśród naszych zachodnich sąsiadów było to jedynie 16%. Badanie wykazało, że biznes w Polsce wciąż jest na wczesnym etapie wdrażania AI. Jednocześnie 3 na 4 menedżerów wierzy, że odpowiednie narzędzia AI mogłyby znacząco zwiększyć wydajność ich zespołów. Oczekiwania wobec sztucznej inteligencji są ogromne, a kluczowe wyzwanie polega dziś na przełożeniu go na praktykę.Gotowość na AI wykres

Aż 80% respondentów z Polski deklarowało, że korzysta z AI. Najczęściej do przygotowywania treści i dokumentów (54%), analizy danych (48%) oraz raportów (30%). Zdecydowanie rzadziej sztuczna inteligencja służy do wspierania decyzji operacyjnych, generowania pomysłów czy wykrywania błędów. AI to więc zdecydowanie częściej pomoc doraźna, a nie element możliwego do zmierzenia procesu.

Polskie firmy nie są gotowe na AI

Podejście firm do AI wykresJednocześnie aż 40% polskich respondentów przyznało, że ich firma nie interesuje się AI. Dla porównania, w Niemczech na brak zainteresowania wskazało jedynie 2%. Aż 23% menedżerów w Polsce uważa też, że ich firmy nie mają odpowiednich narzędzi ani kompetencji, aby w pełni korzystać z AI. Największa grupa 31% dopiero analizuje swoje potrzeby i możliwości w tym zakresie. Zaledwie 8% ma przekonanie, że są w pełni gotowe do korzystania ze sztucznej inteligencji.

Polskie firmy mają technologię w zasięgu ręki, ale nie potrafią jeszcze w pełni wykorzystać jej potencjału. Tymczasem u naszych zachodnich sąsiadów deklarowany stopień wdrożenia i gotowości na AI są istotnie wyższe. Badanie wskazało, że sztuczna inteligencja nie jest jeszcze regularnie wykorzystywana w procesach biznesowych firm, a tym samym trudno ocenić, jak przekładała się na efektywność i wyniki. Na poziomie indywidualnym wśród managerów adopcja AI jest wysoka, jednak strategiczna gotowość firm do korzystania z niej pozostaje niska. Wiele przedsiębiorstw wciąż boryka się więc ze zjawiskiem tzw. shadow AI. Aby można było mówić o dojrzałym wykorzystaniu potencjału sztucznej inteligencji potrzebne są decyzje inwestycyjne i osadzenie AI bezpośrednio w procesach – wskazuje Michał Potoczek, CEO WEBCON.

Czy mierzymy efekty? Oczekiwania vs. rzeczywistość

Analiza efektywności wdrożeń AI jest rzadkością. 57% menedżerów w Polsce przyznaje, że w ich firmach w ogóle nie jest to badane, a kolejne 34% ogranicza się do jakościowych obserwacji. Aż 91% przedsiębiorstw realnie nie mierzy więc wpływu AI na pracę. Jednocześnie oczekiwania wobec tej technologii są ogromne. 76% menedżerów jest przekonanych, że ich zespoły mogłyby pracować wydajniej dzięki odpowiednim narzędziom AI. W Niemczech było to aż 93% respondentów.

– 9 na 10 managerów przyznaje, że wpływ sztucznej inteligencji na efektywność pracy nie jest dziś analizowany lub analiza bazuje jedynie na obserwacjach. To jasny sygnał, że w firmach brakuje narzędzi zintegrowanych z procesami biznesowymi, na których można budować efekt skali. Obserwacja jakościowa to zaledwie punkt wyjścia. Pozwala zobaczyć kierunek zmian, ale nie pokazuje faktycznego wpływu technologii na produktywność czy wyniki biznesowe. Bez konkretnych danych trudno podejmować decyzje o dalszych inwestycjach w sztuczną inteligencję i ocenić jej rolę oraz przydatność – podkreśla Łukasz Wróbel, wiceprezes WEBCON.

Niemcy się szkolą, Polacy zwlekają

Wyzwaniem dla biznesu jest m.in. kwestia kompetencji pracowników. 31% badanych managerów w Polsce nie otrzymało żadnego szkolenia ani wytycznych dotyczących AI, 8% dopiero na nie czeka, a 20% musiało szkolić się samodzielnie. Jednocześnie wśród managerów z Niemiec tylko co dziesiąty nie miał żadnego szkolenia ani nie otrzymał wytycznych. Aż 84% wskazało, że otrzymało co najmniej wytyczne lub edukację związaną z korzystaniem ze sztucznej inteligencji.Szkolenia AI wykres

Większość polskich menedżerów nie otrzymała żadnego przygotowania do pracy z AI. To nie tylko spowalnia adopcję technologii, ale też zwiększa ryzyka. Decyzje dotyczące wykorzystania AI podejmowane są intuicyjnie, poza ramami polityk i standardów bezpieczeństwa. To sprawia, że firmy tracą możliwość mierzenia efektów kolejnych usprawnień. Jednocześnie zwiększa ryzyko wycieków czy niezgodności danych i rodzi problemy z audytowaniem informacji. Rozwiązaniem tego problemu jest spójny governance rozumiany jako zestaw narzędzi działających w tle firmowych procesów, z których pracownicy korzystają w ramach istniejącego ekosystemu IT. Dzięki temu indywidualne inicjatywy mogą realnie przekładać się na mierzalną wartość biznesową bez podnoszenia poziomu ryzyka – mówi Łukasz Wróbel.

Ponad 70% polskich respondentów nie ma kontroli nad korzystaniem z AI przez pracowników lub deklaruje, że nadzoruje je samodzielnie. Zaledwie 29% może mieć pewność co do bezpieczeństwa danych wynikającą z procedur, gdyż kadra korzysta jedynie z zatwierdzonych przez firmę narzędzi. Jednocześnie w Niemczech jest to aż 58% firm.

Kto powinien podejmować decyzje?

Decyzje dotyczące wyboru narzędzi AI w polskich firmach są postrzegane przede wszystkim jako leżące po stronie zarządów – wskazało tak 46% respondentów. Co piąty manager uważa, że powinny one być podejmowane na poziomie zespołów, a 21% działów IT. Większość respondentów z Niemiec zostawiłaby decyzje po stronie działu IT (55%). Jedynie 15% wskazało na zarząd, a 10% – na zespół.  Jednocześnie, aż 60% polskich menedżerów uważa, że ich opinia realnie wpływa na proces wyboru i wdrożenia narzędzi. To dobry punkt wyjścia, jednak w wielu firmach może brakować mechanizmów, które przełożą ten potencjał na wysoką jakość wdrożeń.

Aby zbudować zaufanie i przyspieszyć adopcję nowych rozwiązań, konieczne jest zaangażowanie wszystkich stron: zarządu i działu IT, które definiują standardy bezpieczeństwa oraz architekturę, a także zespołów, czyli właścicieli procesów, którzy wskazują potrzeby i inicjują tworzenie konkretnych rozwiązań. Bez kontrolowanej integracji sztucznej inteligencji z firmowymi systemami oraz jasno określonych zasad dostępu i wykorzystania AI, dyskusja o ryzykach będzie wciąż wypierać rozmowę o realnej wartości, jaką mogą wnieść rozwiązania bazujące na sztucznej inteligencji.

Badanie wyraźnie pokazało, że polskie firmy wciąż mają sporo do nadrobienia w drodze do pełnej adaptacji AI. Choć ze sztucznej inteligencji korzysta większość menedżerów, brakuje systemowego wsparcia, strategii i procedur bezpieczeństwa. Największym wyzwaniem pozostaje nie sama technologia, lecz kompetencje i kultura organizacyjna, która mogłaby wspierać innowacje i wdrażanie AI.

O badaniu

Badanie zostało przeprowadzone w sierpniu i wrześniu 2025 roku na zlecenie WEBCON przez niezależne agencje badawcze metodą CATI (Computer-Assisted Telephone Interviewing) wśród stu przedstawicieli dużych przedsiębiorstw (zatrudniających ponad 250 pracowników) w Polsce oraz w Niemczech. Badanie przeprowadziły agencje ARC Rynek i Opinia oraz TGM Research. Respondenci reprezentowali takie branże jak przemysł, handel, budownictwo, transport, zdrowie i farmacja, administracja publiczna czy logistyka. Wszyscy ankietowani zajmowali stanowiska przynajmniej managera/kierownika zespołu.

TFI z najwyższą dynamiką zysków od 5 lat

Polski sektor towarzystw funduszy inwestycyjnych wszedł w 2025 r. w bardzo mocnej kondycji. Według najnowszych danych GUS, łączny wynik netto TFI w pierwszym półroczu wyniósł 526,9 mln zł — aż o 33,2% więcej niż rok wcześniej. Zysk operacyjny wzrósł o 35,7%, do 588,1 mln zł. To jedna z najwyższych rocznych dynamik w ostatniej dekadzie i sygnał, że rynek kapitałowy — mimo cyklicznej korekty globalnej — znów wyraźnie poprawia rentowność modelu biznesowego firm zarządzających aktywami.

Wartość aktywów TFI przekroczyła 3,4 mld zł — +11,5% r/r

Na koniec czerwca aktywa zgromadzone przez towarzystwa osiągnęły 3,398 mld zł. Co istotne, niemal 73% bilansów stanowiły aktywa obrotowe, głównie inwestycje finansowe o wysokiej płynności — ich wartość wzrosła do blisko 2 mld zł (+13,5% r/r). Sektor pozostaje więc wyraźnie „lekki kapitałowo” i przygotowany na dalsze zwiększanie skali działalności.

Wciąż postępuje również koncentracja rynku – pięć największych TFI kontroluje już 41,2% aktywów całego sektora (rok wcześniej 40%). Zmniejsza się natomiast udział inwestorów zagranicznych w kapitale podstawowym TFI — spadek do 21,3%, co może wskazywać na chłodniejszy sentyment funduszy zagranicznych do podmiotów lokalnych w warunkach rywalizacji regulacyjnej w UE.

Przychody rosną szybciej niż koszty — marże operacyjne się rozszerzają

Najważniejszy dla inwestorów sygnał: odbicie nie wynika jedynie z optycznego efektu poprawy koniunktury. Przychody operacyjne sektora wzrosły o 16,9% r/r, podczas gdy koszty jedynie o 11,5%. Wynagrodzenia za zarządzanie funduszami zwiększyły się do 2,11 mld zł (+15,7%), co sugeruje realny wzrost aktywności inwestorów i powrót netto nowych środków do funduszy.

Największą pozycję kosztową stanowią usługi obce — już 54,7% kosztów operacyjnych — i to właśnie ta kategoria rośnie najszybciej (+15,8% r/r). Presja kosztowa związana z compliance, technologią i dystrybucją będzie istotną zmienną w drugim półroczu.

Sektor wszedł w cykl wysokiej rentowności z mocnym trendem bilansowym

Mocna baza finansowa jest zauważalna także po stronie kapitałów własnych — wzrosły do 2,29 mld zł (+11,8% r/r). Wysoki wskaźnik kapitałów do zobowiązań (ponad 2:1) pozostaje jednym z najbezpieczniejszych w polskich sektorach finansowych — znacznie wyższym niż w bankowości, fintechu czy ubezpieczeniach.

Spadek zaufania Trumpa do Putina służy złotemu

Amerykanie ogłaszają sankcje na rosyjską ropę. Ruch ma przyspieszyć starania prezydenta USA o zakończenie konfliktu za naszą wschodnią granicą. Konsekwencją są wzrosty „czarnego złota” notowanego w Londynie i Nowym Jorku. Manewr w kierunku zakończenia wojny wspiera polskie aktywa i cementuje dobrą kondycję złotego na forex. Eurodolar ponownie testuje istotne wsparcie.

Odbicie na ropie

Dzisiejsze ceny ropy notowanej w Londynie i w Nowym Jorku otworzyły się luką wzrostową. W dalszej części sesji utrzymywał się silny ruch w kierunku północnym. Do południa odmiana WTI wzrosła z 60 USD do 62 USD, a BRENT z 63 USD do 65 USD. Powodem zwyżek było ogłoszenie przez USA sankcji wobec Rosnieftu i Łukoilu, czyli dwóch największych rosyjskich firm naftowych. Oznacza to uniemożliwienie handlu czy przetwarzania płatności z tymi podmiotami przez amerykańskie firmy czy banki. Dodatkowo prezydent Stanów Zjednoczonych stara się wywrzeć wpływ na Indie, aby te ograniczyły zakupy surowca od Rosji. Celem jest zmniejszenie wpływów do budżetu agresora, co ma przyspieszyć zakończenie wojny. Ruch Trumpa pokazuje, że przestał on wierzyć w słowa Putina. Zresztą już nie raz wspominał, że jest zawiedziony jego postawą.

Złoty czeka na zakończenie wojny

Amerykańskie sankcje to niejedyna rzecz przybliżająca nas do zakończenia konfliktu za naszą wschodnią granicą. Europejscy przywódcy wspólnie z Ukrainą pracują nad 12-punktowym projektem zawieszenia działań zbrojnych. Taka narracja wpływa bezpośrednio na krajowe aktywa. Zacznijmy od złotego, który pozostaje silny na forex. Przykładem tej mocy jest utrzymanie kursu EUR/PLN w okolicach 4,23 PLN. Przychylnym okiem na Polskę patrzą także inwestorzy giełdowi. Warszawski parkiet rośnie, a dziś indeks WIG20 przebił 2980 pkt. i zbliża się do okrągłych 3000 pkt. Dla porównania, poniedziałek zaczynaliśmy przy poziomach ok. 2900 pkt. Przepływ kapitału do kraju widać także na rynku długu, gdzie spadają rentowności obligacji. Na sam koniec po raz kolejny dodam, że dzieje się to w momencie umocnienia dolara na forex.

EUR/USD znów sprawdza 1,157 USD

Tydzień temu na wykresie głównej pary walutowej świata utworzyła się formacja podwójnego dna. Wtedy dwukrotnie nie udało się sforsować poziomu 1,155 USD. Następnie, zgodnie z teorią analizy technicznej, kurs EUR/PLN ruszył na północ. Część analityków za powód odbicia wskazywała także istotne znaczenie wsparcia 1,157 USD, gdyż poziom ten jeszcze w kwietniu był ważnym oporem. Po kilku dniach wzrostów wykres wrócił jednak do spadków. Dziś notowania popularnego „edka” zniżkują poniżej 1,16 USD i próbują ponownie zbliżyć się do wspomnianego wcześniej wsparcia. Czy to oznacza, że czeka nas dalsze umocnienie dolara? Z pewnością tak, jeżeli jutrzejsze dane o inflacji konsumenckiej w USA okażą się wyższe niż przewidywany wzrost z 2,9% r/r do 3,1% r/r. Zwyżka inflacji bazowej czy otwarcie rządu USA także powinno umocnić USD. Jeżeli żadne z wymienionych się nie wydarzy, to kurs może ponownie odbić (osłabienie USD). Czynników ciążących dolarowi w średnim terminie jest kilka. Do najważniejszych należy zaklasyfikować obniżki stóp procentowych przez FED. Kolejne zapewne w przyszłym tygodniu. Co prawda cięcia najprawdopodobniej są już w cenach, jednak każda gołębia wzmianka amerykańskich decydentów będzie zwiększać presję na „zielonego”. Drugim aspektem jest niepotwierdzone spotkanie Trumpa z przywódcą Chin w Seulu. Jeżeli do niego dojdzie, ale strony nie znajdą wspólnego języka, to na rynki zapewne wróci temat ceł. Przy takiej eskalacji dolar może oberwać, gdyż  inwestorzy na FX zdają się być już zmęczeni taryfowym chaosem, którego każda ostatnia eskalacja powodowała odwrót kapitału od amerykańskiej waluty.

Prognozy dla globalnej gospodarki stabilne, ale scenariusz dla Polski zależy coraz bardziej od siły rynku krajowego

0

Globalne prognozy na 2025 rok są w miarę korzystne, ale nieco słabszy optymizm co do tempa wzrostu naszych partnerów handlowych w przyszłym roku, zwłaszcza w strefie euro, oznacza, że Polska będzie musiała w większym stopniu polegać na własnym potencjale.

Początek jesieni to okres aktualizacji prognoz makroekonomicznych przez kluczowe organizacje międzynarodowe. We wrześniu eksperci OECD podnieśli swoje oczekiwania co do tempa wzrostu światowego PKB w tym roku o 0,3 p.p., do 3,2 proc. (Wykres 1). Prognoza na przyszły rok została utrzymana na poziomie 2,9 proc. Lepsze perspektywy dla gospodarki światowej w tym roku to efekt m.in. spodziewanego szybszego wzrostu PKB w krajach strefy euro (Wykres 2). Jeszcze w czerwcu eksperci OECD zakładali, że wyniesie on 1,0 proc., bieżąca prognoza to 1,2 proc. W przyszłym roku, zdaniem wspomnianej organizacji, PKB w eurozonie będzie jednak rósł nieco wolniej, w tempie 1,0 proc., wobec 1,2 proc. szacowanych jeszcze w czerwcu. Podobny kierunek korekty ma październikowa aktualizacja prognoz przez ekspertów MFW. Obecnie szacują oni, że realne tempo wzrostu światowego PKB w latach 2025-2026 wyniesie odpowiednio 3,2 i 3,1 proc., tymczasem w lipcowym wydaniu World Economic Outlook było to 3,0 proc. i 3,1 proc.  Oznacza to, że rośnie prawdopodobieństwo scenariusza, w którym to bieżący rok pod względem tempa wzrostu PKB będzie lepszy w gospodarce światowej i europejskiej niż rok 2026.

wykres 1 i2

Dla Polski korzystne jest, że scenariuszem bazowym dla Niemiec, największej gospodarki UE i naszego największego partnera handlowego, jest oczekiwane wyraźne przyspieszenie tempa wzrostu PKB w przyszłym roku. W przypadku prognoz OECD, do 1,1 proc. z 0,3 proc. w 2025 r. (w czerwcu było to odpowiednio 1,2 proc. z 0,2 proc.). Zdaniem MFW, Niemcy w 2026 r. mają rosnąć w tempie 0,9 proc. po 0,2 proc. w br. (poprzednie prognozy to odpowiednio 0,9 proc. i 0,1 proc.). Ostatnio jednak w gospodarce niemieckiej znacznie silniej od oczekiwań przyhamował przemysł. Niemiecki urząd statystyczny częściowo tłumaczy to połączeniem efektów corocznych wakacyjnych zamknięć zakładów i reorganizacji procesów produkcyjnych. Największe gospodarki strefy muszą jednak mierzyć się z wyzwaniami związanymi z przyspieszającym napływem do UE towarów z Chin.

W obliczu rosnącej niepewności co do siły odbicia wzrostu gospodarczego u naszych partnerów handlowych w kolejnych kwartałach, Polska, by utrzymać solidne tempo PKB, musi bardziej polegać na własnym potencjale. Kluczowe wydaje się tutaj oparcie wzrostu na popycie krajowym, co obecnie się dzieje.

Dane GUS o strukturze wzrostu gospodarczego w latach 2024-2025 potwierdziły, że spożycie gospodarstw domowych wyraźnie odbiło w II kwartale tego roku. Kolejne miesiące dla tej kategorii makroekonomicznej również zapowiadają się dobrze. Choć tempo wzrostu płac w ostatnich miesiącach nieco wyhamowało, niższy wzrost cen (inflacja poniżej 3 proc.) pozwala na zauważalny wzrost siły nabywczej naszych wynagrodzeń. Indeksy koniunktury konsumenckiej w Polsce w ostatnich miesiącach oscylują w okolicy poziomów najwyższych od pandemii (Wykres 3). W październiku bieżący i wyprzedzający wskaźnik ufności konsumenckiej były o ok. 5 pkt. wyższe niż w analogicznym miesiącu ubiegłego roku, a gospodarstwa domowe od lipca systematycznie poprawiają m/m swoje oceny w zakresie obecnego dokonywania ważnych zakupów.

Ubiegły miesiąc przyniósł też dużą pozytywną niespodziankę w wynikach krótkookresowych indykatorów sytuacji gospodarczej. Mediana prognoz ekonomistów sugerowała, że produkcja sprzedana przemysłu wzrośnie we wrześniu o 4,6 proc., tymczasem GUS pokazał wzrost o 7,4 proc. (Wykres 4), m.in. w związku z wyraźnym przyspieszeniem produkcji dóbr inwestycyjnych i konsumpcyjnych trwałych. Na plus zaskoczyła też produkcja budowlano-montażowa. Miała spaść o 2,3 proc. r/r (konsensus prognoz ekonomistów),  a wzrosła o 0,2 proc. r/r.  Nieco wolniejszy niż sugerowały prognozy okazał się wprawdzie wrześniowy wzrost sprzedaży detalicznej (+6,4 proc. r/r przy oczekiwaniach na poziomie +6,8 proc.), ale względem wyniku z sierpnia roczne tempo zmian tej kategorii ekonomicznej przyspieszyło aż o 3,3 p.p.wykres

Gen. Kukuła: Polska ma potencjał, by sprostać przyszłym zagrożeniom. „Żyjemy w czasach przedwojennych”

Uważam, że mamy w dużej mierze odpowiedni potencjał, by skutecznie odpowiedzieć na zagrożenia, które mogą się pojawić wobec naszego państwa. Nigdy nie będziemy w 100% przygotowani na wszystkie wyzwania, bo ich natura jest trudna do przewidzenia. Jednak jesteśmy na doskonałej drodze, aby nie tylko sprostać zagrożeniom bliskim, ale także tym, które mogą nas dotknąć w kolejnych dziesięcioleciach. Proces modernizacji postrzegam jako kompleksowy, obejmujący różne obszary.

Oczywiście, najbardziej widowiskowe są zakupy dużego, ciężkiego sprzętu wojskowego, ale obecnie w naszym portfolio kluczową rolę odgrywają technologie przyszłości: drony, sztuczna inteligencja, zdolności cyberobronne oraz budowa infrastruktury cyberwojskowej. Dzisiaj cyberobrona może nie jest jeszcze decydująca na taktycznym poziomie walki, ale odgrywa krytyczną rolę w zapewnieniu odporności państwa na cyberzagrożenia. Przykładem tego jest Dowództwo Komponentu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni (DKWOC), które stało się wzorem dla podobnych struktur.

– Na pewno zawsze łatwiej pomaga się silnemu, ale w rzeczywistości natura NATO mówi coś innego. Jeśli jesteśmy częścią międzynarodowej wspólnoty, możemy oczekiwać wsparcia, gdy zostaniemy zaatakowani – powiedział serwisowi eNewsroom gen. Wiesław Kukuła, Szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. – Równocześnie obowiązkiem każdego państwa jest okazywać solidarność i pomagać innym, gdy będą zagrożeni. Trudno to wartościować siłą, bo świat opiera się na zasadach i zobowiązaniach, które przyjęliśmy przystępując do NATO. Świat nie jest dzisiaj bezpieczny i prawdopodobnie nigdy nie będzie. Żyliśmy przez lata w iluzji bezpieczeństwa, ale historia jest wojną lub momentem przygotowania do niej. Obecnie żyjemy w czasach, które polski premier nazwał czasami przedwojennymi. To, czy te czasy nie przerodzą się w konflikt, zależy od nas – od tego, jak zbudujemy odporność państwa i siłę Polskich Sił Zbrojnych – zaakcentował gen. Wiesław Kukuła.