UE uszczelnia sankcje na Rosję i Białoruś. Rada przyjęła 19. pakiet, obejmując n-butan zakazem importu

Rada Unii Europejskiej przyjęła 19. pakiet sankcji wobec Federacji Rosyjskiej oraz zaktualizowała środki ograniczające wobec Białorusi, formalnie zamykając jedną z ostatnich luk w europejskim systemie sankcyjnym. Kluczowym elementem nowych regulacji jest objęcie zakazem importu n-butanu – produktu chemicznego, który był wykorzystywany przez importerów do omijania sankcji na rosyjski LPG. To także decyzja wzmacniająca równe warunki konkurencji na unijnym rynku paliw.

Ministerstwo Energii podkreśla, że jest to sukces polskiej dyplomacji energetycznej, wypracowany we współpracy z Ministerstwem Spraw Zagranicznych i przy wsparciu sektora paliwowego.

Zrobimy wszystko, aby powstrzymać finansowanie rosyjskiej machiny wojennej. Zakaz importu n-butanu do krajów UE to sukces Ministerstwa Energii oraz efekt znakomitej współpracy z Wicepremierem Radosławem Sikorskim. Nasz głos ma ogromne znaczenie w Europie – powiedział minister energii Miłosz Motyka.

Dlaczego n-butan został objęty sankcjami?

Mimo że jest jednym z komponentów wykorzystywanych do produkcji LPG, n-butan nie został wcześniej uwzględniony w sankcjach 12. pakietu. Powstała tym samym luka, z której importerzy szeroko korzystali – szczególnie po wejściu w życie zakazu importu rosyjskiego LPG pod koniec 2024 r.

  • import produktów o kodzie CN 2901 (obejmującym n-butan) do Polski wz rósł czterokrotnie,
  • surowiec był znacznie tańszy niż alternatywy z innych kierunków,
  • realnie zaburzał rynek, podważając założenia sankcji.

Nowe przepisy całkowicie blokują tę ścieżkę, obejmując n-butan formalnym zakazem importu z Rosji i Białorusi.

Okresy przejściowe i wyjątki

Rada UE dopuściła jednak ograniczony czas na dostosowanie się rynku:

  • do 25 stycznia 2026 r. – można jeszcze zrealizować istniejące umowy zawarte przed wejściem sankcji,
  • do 25 lipca 2026 r. – import n-butanu będzie dozwolony wyłącznie na Węgry i wyłącznie na ich terytorium, bez prawa reeksportu.

Po tym terminie jakikolwiek obrót n-butanem pochodzenia rosyjskiego lub białoruskiego poza granicami Węgier będzie całkowicie zakazany.

ZPL: firmy leasingowe przekazały 7,8 mld zł składek ubezpieczeniowych w 2024 roku. W 2025 r. może to być ponad 8,5 mld zł

  • Związek Polskiego Leasingu po raz pierwszy policzył wartość składek ubezpieczeniowych od leasingowanych aktywów
  • W 2024 roku firmy leasingowe przekazały do zakładów ubezpieczeń 7,8 mld zł składek
  • W 2025 roku wartość ta może przekroczyć 8,5 mld zł
  • Dane zostały zaprezentowane podczas otwarcia konferencji „Leasing i Ubezpieczenia 2025”, która rozpoczęła się dziś w Łodzi

Sektor leasingowy wnosi coraz większy wkład w rynek ubezpieczeń. Jak wynika z danych zaprezentowanych przez Związek Polskiego Leasingu, wartość składek od leasingowanych aktywów wyniosła w 2024 roku 7,8 mld zł, a w tym roku może przekroczyć 8,5 mld zł. Po pierwszym półroczu wyniosła już 4,3 mld zł. Zestawienie po raz pierwszy przedstawiono podczas otwarcia konferencji Leasing i Ubezpieczenia 2025 w Łodzi.

Każde aktywo oddane w leasing – czy to samochód, czy maszyna – musi być ubezpieczone. To naturalne powiązanie sprawia, że leasing i ubezpieczenia są nierozerwalnie ze sobą związane. Dbamy o bezpieczeństwo finansowanych aktywów i odpowiadamy na oczekiwania klientów, którzy coraz częściej chcą załatwić wszystkie formalności w jednym miejscu – mówi Monika Constant, prezeska Związku Polskiego Leasingu.

Leasing i ubezpieczenia – razem budują bezpieczeństwo rynku

Ubezpieczenie przedmiotu leasingu jest integralną częścią umowy finansowania. PZU SA współpracuje z firmami leasingowymi na bazie umów generalnych już od 27 lat. Rozpoczęliśmy od umów ubezpieczenia komunikacyjnego, następnie rozszerzyliśmy działalność na ubezpieczenie mienia. Dzisiaj współpraca z branżą leasingową stanowi dla nas bardzo istotne źródło składki, a udział PZU w ubezpieczeniach pojazdów będących przedmiotem leasingu jest wyższy, niż nasz ogólny udział w rynku ubezpieczeń komunikacyjnych. Kompleksowo zabezpieczamy przedmioty i niesiemy leasingobiorcom realną pomoc w przypadku szkody – mówi Joanna Nadzikiewicz, dyrektor ds. Programów Leasingowych w PZU.

W 2024 roku firmy leasingowe udzieliły finansowania na łączną kwotę 110,5 mld zł, co oznacza wzrost o 10,4% w porównaniu z rokiem wcześniejszym. Leasing pozostaje jednym z głównych motorów inwestycji polskich przedsiębiorstw, a jednocześnie – jednym z ważniejszych kanałów dystrybucji ubezpieczeń majątkowych.

Według danych ZPL, 71,8% sfinansowanych aktywów stanowiły pojazdy osobowe i ciężarowe, 23,7% maszyny i urządzenia, a 4,5% inne aktywa, w tym nieruchomości. Dane GUS potwierdzają, że najczęściej wybierane są polisy komunikacyjne – OC, autocasco i Zielona Karta. Coraz popularniejsze stają się także ubezpieczenia GAP i dodatkowe klauzule związane z nowymi technologiami oraz ryzykiem klimatycznym.

Zebrane po raz pierwszy dane o składkach pokazują, że firmy leasingowe są ważnym partnerów biznesowych dla sektora ubezpieczeniowego. Kwota 7,8 mld zł składek z 2024 roku stanowi istotną część całego rynku ubezpieczeń majątkowych, którego wartość składki przypisanej brutto wyniosła w ubiegłym roku 62 mld zł.

Klient stawia na wygodę i kompleksowość

Z ubiegłorocznego badania przeprowadzonego przez ZPL wynika, że aż 71% klientów korzysta z ubezpieczenia oferowanego przez firmę leasingową lub doradcę leasingowego. Dla 66% z nich najważniejszym kryterium wyboru polisy pozostaje cena, dla 51% – zakres ochrony, a 44% wskazuje na wygodę, czyli możliwość załatwienia wszystkich formalności w jednym miejscu.

Jak pokazują nasze obserwacje i badania, klienci stają się coraz bardziej świadomi. Cena wciąż ma znaczenie, ale równie ważne są zakres ochrony oraz wygoda całego procesu. Leasingodawca staje się naturalnym partnerem, który oferuje finansowanie, ubezpieczenie i doradztwo w jednym pakiecie – dodaje Monika Constant.

Nowelizacja Kodeksu cywilnego, która weszła w życie 13 lipca 2025 r., umożliwiła zawieranie umów leasingowych w formie dokumentowej – całkowicie online.

E-leasing to przełomowe rozwiązanie, które odpowiada na potrzeby rynku. Dzięki niemu klienci mogą w pełni zdalnie sfinalizować nie tylko finansowanie, ale również – mamy nadzieję – wszystkie powiązane z nim usługi, w tym ubezpieczenia – podkreśla prezeska ZPL.

Konferencja, która łączy dwie branże

Konferencja „Leasing i Ubezpieczenia 2025”, organizowana przez Związek Polskiego Leasingu, odbywa się 28 i 29 października w Łodzi. To największe i jedyne w Polsce forum współpracy dwóch branż – leasingowej i ubezpieczeniowej, które co roku gromadzi ponad 300 uczestników: przedstawicieli firm leasingowych, towarzystw ubezpieczeniowych, brokerów, partnerów technologicznych i media.

Konferencja stała się miejscem, gdzie spotykają się dwa światy, które współpracują ze sobą każdego dnia. Cieszy nas, że z roku na rok przyciąga tak szerokie grono ekspertów. To dowód, jak ważna jest wymiana wiedzy, wspólne szukanie rozwiązań i rozmowa o przyszłości obu sektorów – mówi Monika Constant.

Tegoroczny program obejmuje m.in. dyskusje o trendach makroekonomicznych, cyfryzacji, sztucznej inteligencji w finansach, bezpieczeństwie i walce z fraudami, a także strategiczny panel prezesów poświęcony wyzwaniom na rok 2026.

Sąd zdecydował ws. Henryka Kani juniora. Zgoda na list żelazny, ale pod warunkiem wpłaty 8 mln zł poręczenia

Sąd Okręgowy w Katowicach zdecydował, że Henryk Kania – były właściciel Zakładów Mięsnych Kania, podejrzany m.in. o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą i wielomilionowe oszustwa – może otrzymać list żelazny pod warunkiem wpłaty poręczenia majątkowego w wysokości 8 mln zł. Informację jako pierwsza podała Polska Agencja Prasowa (PAP).

Jak relacjonuje PAP, decyzję sądu zamierzają zaskarżyć zarówno prokuratura, jak i obrońcy Kani. Prawnicy uważają wskazaną kwotę za „zbyt rygorystyczną”, argumentując, że podejrzany i jego rodzina zostali pozbawieni majątku w wyniku działań organów ścigania. Zgodnie z decyzją sądu poręczenie musi zostać wpłacone do 30 czerwca 2026 r.

Wniosek o wydanie listu żelaznego został złożony w kwietniu br. Taki dokument pozwoliłby Kani powrócić do Polski i odpowiadać z wolnej stopy do czasu prawomocnego zakończenia postępowania. Sąd uznał, że sprzeciw prokuratora „nie jest w tej sprawie decydujący”.

Henryk Kania przebywa w Argentynie od 2020 roku, gdzie został zatrzymany na podstawie międzynarodowego listu gończego. Pomimo wniosku o ekstradycję, do tej pory nie został sprowadzony do Polski. Prokuratura zarzuca mu m.in. wyłudzenia na wielką skalę, przestępstwa skarbowe i kierowanie grupą przestępczą. Grozi mu do 15 lat więzienia.

GTC z nowym CEO i wyznaczonymi priorytetami na kolejny etap strategiczny

Rada Nadzorcza Globe Trade Centre S.A. („GTC”) powołała Botonda Rencza na stanowisko Prezesa Zarządu. Zastąpi on Małgorzatę Czaplicką, która kierowała Spółką w trakcie procesu refinansowania obligacji, a od teraz będzie wspierać Przewodniczącego Rady Nadzorczej jako doradca strategiczny. Botond Rencz skoncentruje się na wzmacnianiu współpracy między zespołami GTC w całym regionie, realizacji trwających procesów refinansowania i dezinwestycji, a także konsekwentnym wdrożeniu nowego średniookresowego planu finansowego, zapewniającego stabilność, efektywność i długofalowy wzrost wartości Spółki.

Zmiana na stanowisku Prezesa oznacza zakończenie okresu przejściowego i rozpoczęcie nowego etapu rozwoju GTC, opartego na doskonałości operacyjnej, wzroście strategicznym i stabilizacji finansowej jednej z wiodących firm nieruchomościowych w Europie Środkowo-Wschodniej. W ostatnich miesiącach zarząd GTC skutecznie przeprowadził Spółkę przez wymagający proces refinansowania, wydłużając terminy zapadalności długu i wzmacniając bilans. Działania te umocniły zaufanie inwestorów i partnerów.

Małgorzata Czaplicka, ustępująca Prezes Zarządu GTC, powiedziała:

„Jestem dumna, że w ostatnich miesiącach z sukcesem zrealizowaliśmy jeden z najważniejszych projektów finansowych w najnowszej historii GTC – refinansowanie obligacji o wartości 455 mln euro, które wzmocniło naszą strukturę kapitałową i zapewniło długoterminową stabilność Spółki. Dziś, gdy GTC wchodzi w nową fazę rozwoju, jestem przekonana, że silny zespół i solidne fundamenty stworzą warunki do dalszego wzrostu.”

Botond Rencz, nowo powołany Prezes Zarządu GTC, skomentował:

Botond Rencz, Prezes Zarządu GTC
Botond Rencz, Prezes Zarządu GTC

„GTC jest dziś w bardzo dobrej pozycji, by działać z jasną wizją i determinacją. Moim priorytetem będzie ścisła współpraca w ramach całej organizacji, zwiększanie efektywności operacyjnej i budowanie zintegrowanej Grupy, w której zespoły ze wszystkich krajów współpracują i uczą się od siebie nawzajem. Dokończenie zaplanowanych refinansowań i dezinwestycji wzmocni naszą stabilność finansową, a konsekwentna realizacja nowego średniookresowego planu pozwoli dalej umacniać bilans i tworzyć trwałą wartość.”

Jacek Bagiński, CFO GTC, dodał:

„Będziemy nadal usprawniać procesy, przykładać najwyższą wagę do efektywności i dbać, aby każde wydane euro przekładało się bezpośrednio na tworzenie wartości dla naszych inwestorów i partnerów.”

Botond Rencz dołączył do GTC w sierpniu 2025 roku jako Członek Zarządu i Chief Business Sustainability Officer. Wcześniej przez blisko 30 lat związany był z Ernst & Young oraz Arthur Andersen, gdzie zajmował wysokie stanowiska kierownicze na Węgrzech i w regionie Europy Środkowej. Jest absolwentem Uniwersytetu Ekonomicznego w Budapeszcie.

Rząd przyjmuje nowelizację ustawy o górnictwie

Rada Ministrów przyjęła projekt nowelizacji ustawy o funkcjonowaniu górnictwa węgla kamiennego. Dokument ma dostosować polskie prawo do realiów transformacji energetycznej i jednocześnie zabezpieczyć interesy pracowników oraz społeczności lokalnych. Nowe przepisy umożliwią samodzielną likwidację kopalń przez spółki górnicze, ograniczą skalę dopłat do bieżącego funkcjonowania zakładów oraz wprowadzą pakiet świadczeń osłonowych dla pracowników odchodzących z sektora.

Nowelizacja to konkretna odpowiedź na wyzwania transformacji energetycznej i realne wsparcie dla tysięcy górników. Zależy nam, by proces zmian przebiegał w sposób odpowiedzialny, z poszanowaniem lokalnych społeczności – podkreślił minister energii Miłosz Motyka. Jak dodał, tereny pogórnicze mają szansę stać się podstawą nowych inwestycji i źródłem nowych miejsc pracy.

Co zakłada nowelizacja?

Nowy projekt ustawy wprowadza kilka kluczowych rozwiązań:

  • możliwość samodzielnej likwidacji kopalń przez spółki górnicze, przy wsparciu finansowym państwa,
  • pakiet świadczeń osłonowych – m.in. urlopy górnicze i przeróbkarskie oraz jednorazowe odprawy dla pracowników,
  • stopniowe ograniczanie dopłat do utrzymywania zdolności produkcyjnych kopalń,
  • możliwość przekazywania terenów pokopalnianych w formie darowizny na cele publiczne, inwestycyjne lub rewitalizacyjne.

Co istotne, ochrona socjalna nie obejmie wyłącznie pracowników największych spółek (PGG, PKW, Węglokoks Kraj). Nowelizacja przewiduje rozszerzenie systemu także na Jastrzębską Spółkę Węglową i LW Bogdanka, jeśli zostanie podjęta decyzja o ich włączeniu.

Jak wykorzystane będą tereny pokopalniane?

Nowe przepisy otwierają drogę do szerokiego zagospodarowania majątku likwidowanych kopalń. Mienie będzie mogło być przekazywane samorządom lub państwowym instytucjom – pod warunkiem realizacji celów publicznych lub gospodarczych. Przewidziano m.in.:

  • inwestycje gospodarcze i przemysłowe,
  • budowę i modernizację infrastruktury,
  • projekty rewitalizacyjne i rozwojowe,
  • utrzymywanie systemów odwadniających zlikwidowane kopalnie.

Samorządy będą mogły przekazywać te tereny innym podmiotom, pod warunkiem zachowania przeznaczenia zgodnego z umową i przepisami o pomocy publicznej.

Wygaszanie górnictwa – ale w sposób kontrolowany

Projekt nowelizacji realizuje ustalenia Umowy Społecznej z 2021 r., która zakłada stopniowe odchodzenie od wydobycia węgla energetycznego przy zapewnieniu stabilności społeczno-gospodarczej regionów. Rząd podkreśla, że nie chodzi o gwałtowne zamykanie zakładów, ale o kontrolowany, przewidywalny i społecznie akceptowalny proces transformacji.

Nowelizacja ma wejść w życie jeszcze przed rozpoczęciem kolejnego etapu rozmów z Komisją Europejską o notyfikacji pomocy publicznej dla sektora.

Raport: 62% Polaków czuje się bezpiecznie w sieci, choć co piąty doświadczył próby oszustwa w ostatnim roku

Z najnowszego badania Postawy Polaków wobec cyberbezpieczeństwa 2025, przeprowadzonego na zlecenie Warszawskiego Instytutu Bankowości, wynika, że aż 62 procent Polaków deklaruje, że czuje się bezpiecznie w cyfrowym świecie. Jednocześnie co piąta osoba przyznaje, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy realnie zetknęła się z próbą oszustwa internetowego. Najczęściej wskazywanym zagrożeniem pozostaje phishing, który za niebezpieczny uznaje aż 88 procent badanych. Ta rozbieżność między subiektywnym poczuciem bezpieczeństwa a obiektyczną skalą zagrożeń to jeden z najważniejszych sygnałów płynących z tegorocznych danych.

Badanie pokazuje, że Polacy coraz lepiej rozpoznają nazwy zagrożeń, ale wciąż nie przekłada się to na nawyki sprzyjające realnemu bezpieczeństwu. Tylko 17 procent użytkowników internetu faktycznie weryfikuje informacje w kilku niezależnych źródłach, a 45 procent robi to wyłącznie „czasami”, zależnie od źródła. Jeszcze słabiej wygląda obsługa treści wizualnych — jedynie 16 procent osób sprawdza pochodzenie zdjęć i materiałów wideo, mimo że manipulacje wizualne oparte na AI szybko stają się jednym z najskuteczniejszych narzędzi oszustów.

Równocześnie aż 51 procent Polaków deklaruje, że potrafi rozpoznać materiały typu deepfake. Pewność siebie jest szczególnie wysoka wśród osób w wieku 35–44 lata. Co istotne, to właśnie młodsza grupa 18–24 lata najczęściej realnie styka się z deepfake’ami — zwłaszcza w postaci fałszywych reklam inwestycyjnych. Dane wskazują więc, że poczucie kompetencji i realna odporność nie zawsze idą w parze.

O powadze sytuacji świadczą również dane systemu infoDOK, prowadzonego przez Związek Banków Polskich. W trzecim kwartale 2025 roku ponownie odnotowano wysoką liczbę prób wyłudzeń kredytów i kradzieży tożsamości z wykorzystaniem przejętych danych osobowych. System rejestruje rosnącą liczbę zastrzeganych dokumentów, co sugeruje, że wielu użytkowników reaguje dopiero po naruszeniu, zamiast działać prewencyjnie. Najwyższą aktywność oszustów obserwuje się w regionach o największej aktywności gospodarczej — w województwie mazowieckim, śląskim i małopolskim.

Równolegle październikowa edycja raportu Monitor Bankowy pokazuje, że polskie gospodarstwa domowe znacząco zwiększają swoją aktywność finansową. Prognoza kredytowa wzrosła do poziomu 63 punktów, co oznacza powrót skłonności do finansowania zakupów i inwestycji. Jednocześnie spada dynamika depozytów terminowych, co sugeruje większą mobilność finansową Polaków właśnie w momencie, gdy intensywność cyberzagrożeń rośnie najszybciej.

To zestawienie trendów — rosnącej konsumpcji, wysokiej aktywności cyberprzestępców i jednocześnie wciąż nieoptymalnych nawyków użytkowników — pokazuje, że krytyczne znaczenie ma dziś bezpieczeństwo przedbankowe. Banki w swoich systemach wciąż skutecznie blokują większość prób wyłudzeń, ale zdecydowana większość przypadków kradzieży tożsamości zaczyna się poza sektorem finansowym: w mediach społecznościowych, komunikatorach, serwisach zakupowych i aplikacjach marketplace.

Polacy bardzo chętnie korzystają z wygodnych sposobów zabezpieczenia urządzeń. Badanie Warszawskiego Instytutu Bankowości pokazuje, że po raz pierwszy tyle samo ankietowanych korzysta z blokady telefonu kodem PIN, co z rozwiązań biometrycznych — po 56 procent. Skan twarzy i odcisk palca są szczególnie popularne w najmłodszych grupach wiekowych. Nadal jednak tylko 10 procent deklaruje korzystanie z generatorów losowych haseł, a jedynie 19 procent przechowuje je w menedżerach haseł.

Całość danych z 2025 roku prowadzi do wspólnego wniosku: Polacy rozumieją zagrożenia, ale rzadko przekuwają tę wiedzę w nawyki ochronne. Cyberprzestępczość rośnie szybciej niż dojrzałość cyfrowa użytkowników, a obszarem największego ryzyka pozostaje moment poprzedzający kontakt klienta z instytucją finansową. To właśnie tam dziś rozstrzyga się realne bezpieczeństwo.

Wniosek o uchylenie immunitetu poselskiego Zbigniewa Ziobry trafił do Sejmu

Prokurator Generalny Waldemar Żurek przekazał 28 października do Marszałka Sejmu Szymona Hołowni formalny wniosek o wyrażenie przez Sejm zgody na pociągnięcie posła Zbigniewa Ziobry do odpowiedzialności karnej, a także o jego zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie. Wniosek został złożony w związku z – jak wskazuje prokuratura – „dostatecznie uzasadnionym podejrzeniem popełnienia 26 przestępstw” przez byłego ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego.

Według Prokuratury Krajowej podstawą skierowania wniosku są ustalenia Zespołu Śledczego nr 2, który od 2024 r. prowadzi postępowanie dotyczące nieprawidłowości w zarządzaniu środkami Funduszu Sprawiedliwości. Śledczy wskazują na możliwe przestępstwa z art. 231 kodeksu karnego, dotyczące niedopełnienia obowiązków i przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego.

Prokuratura informuje, że zgromadzony materiał dowodowy obejmuje m.in. zeznania świadków, wyjaśnienia podejrzanych oraz dokumentację konkursową dotyczącą przyznawania dotacji z Funduszu Sprawiedliwości. Na tej podstawie sformułowano zarzuty dotyczące m.in. kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, przywłaszczenia środków publicznych oraz podejmowania działań mających na celu uzyskanie korzyści majątkowych i politycznych dla współpracujących osób.

Wśród opisywanych przez prokuraturę działań mają się znajdować m.in. wydawanie poleceń dotyczących rozstrzygnięć konkursowych, przekazywanie środków publicznych bez podstawy prawnej oraz ukrywanie dokumentów kierowanych do ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. We wniosku przywołano również sytuacje, w których miało dojść do niewyłączenia podległych urzędników z postępowań, mimo możliwego konfliktu interesów.

Prokurator Generalny uznał, że istnieje ryzyko utrudniania postępowania przez podejrzanego, w tym możliwość niestawiennictwa, ukrycia się, ucieczki lub wpływania na świadków. W związku z tym wystąpił jednocześnie o wyrażenie zgody na zatrzymanie i zastosowanie tymczasowego aresztu wobec posła.

Zbigniew Ziobro sprawuje mandat posła na Sejm X kadencji, a jego immunitet uniemożliwia przedstawienie zarzutów, dopóki Sejm nie wyrazi zgody na pociągnięcie go do odpowiedzialności karnej. Procedura ta wynika z ustawy o wykonywaniu mandatu posła lub senatora. Po skierowaniu wniosku Marszałek Sejmu kieruje go do sejmowej Komisji Regulaminowej, która przygotowuje opinię, a następnie poddaje sprawę pod głosowanie całej izby.

W komunikacie prokuratura podkreśliła, że wniosek stanowi realizację konstytucyjnej zasady równości obywateli wobec prawa i dotyczy czynów, które – w ocenie śledczych – pozostają w bezpośrednim związku z pełnioną przez Ziobrę funkcją publiczną. Decyzja w tej sprawie należy teraz do Sejmu.

Debiut BASEIG S.A. na NewConnect. Kurs na otwarciu +121%, spółka wchodzi na rynek jako pionier AI-commerce

Spółka BASEIG S.A. zadebiutowała 28 października 2025 r. na rynku NewConnect. Do obrotu trafiło 285 715 akcji zwykłych na okaziciela serii B. Podczas otwarcia notowań wartość akcji wzrosła do 15,50 zł, czyli o ponad 121 proc. względem kursu odniesienia. Był to szósty debiut na NewConnect w 2025 roku, a BASEIG to 356. spółka notowana na tym rynku.

– Udany debiut to dla nas potwierdzenie, że rynek dostrzega potencjał naszego projektu i kierunek, w którym zmierzamy. Wejście na NewConnect to ważny krok w dalszym rozwoju BASEIG – mówi Kamil Stanek, prezes zarządu BASEIG S.A.

Spółka działa w modelu AI-commerce, oferując twórcom narzędzia oparte na sztucznej inteligencji, które wspierają ich w całym procesie tworzenia i rozwijania marek – od analizy trendów i projektowania po logistykę i sprzedaż. BASEIG współpracuje m.in. z duetem tanecznym Loczniki oraz iluzjonistą Y.

– Branża AI-commerce, w której jesteśmy pionierami, w jaki twórcy budują i skalują swoje marki. Cieszy nas, że inwestorzy dostrzegają w tym obszarze ogromny potencjał wzrostu – dodaje Kamil Moliński, członek zarządu BASEIG S.A.

W czerwcu br. spółka z sukcesem zakończyła ofertę publiczną akcji przeprowadzoną na Platformie Ofert Publicznych Domu Maklerskiego INC S.A., pozyskując ponad 2 mln zł. Środki przeznacza na rozwój autorskiej technologii BASEIG AI, ekspansję zagraniczną (obecność już na 27 rynkach, m.in. w USA, Niemczech, Skandynawii, Australii i Nowej Zelandii) oraz dalsze wspieranie twórców w budowaniu i skalowaniu marek.

Cukier nie krzepi inwestorów – globalne ceny najniższe od czterech lat

Wczoraj ceny cukru na światowych rynkach spadły do najniższego poziomu od czterech lat. Kontrakty terminowe potaniały o 3,2 proc. w ciągu jednego dnia, a w ujęciu rocznym ich cena spadła aż o 34 proc. To największy roczny spadek cen od 2017 roku. W Polsce, według danych GUS, cukier w sklepach jest dziś o 23 proc. tańszy niż rok temu, a cena kilograma cukru w supermarketach spadła poniżej 3 zł.

Za spadkiem globalnych cen cukru stoi sytuacja w Brazylii, która jest największym producentem cukru na świecie. Trwający tam dynamiczny rozwój produkcji etanolu z kukurydzy zmienił układ sił w całym sektorze. Biopaliwo z kukurydzy okazało się tańsze w wytwarzaniu niż tradycyjny etanol z trzciny cukrowej, co spowodowało, że przetwórcy trzciny coraz większą jej część kierują na produkcję cukru.

Według prognoz w sezonie 2025–2026 globalna produkcja cukru przewyższy konsumpcję o 2,8 mln ton. To odwrotność sytuacji z poprzedniego roku, gdy na rynku panował deficyt. Brazylijskie cukrownie planują w przyszłym roku wyprodukować rekordowe 43 mln ton cukru, czyli o prawie 5 proc. więcej niż rok wcześniej. Równocześnie prognozuje się, że udział etanolu kukurydzianego w brazylijskiej produkcji biopaliw wzrośnie z 23 proc. do 32 proc. Nadpodaż tego surowca może jeszcze bardziej obniżyć jego ceny, co tylko wzmocni presję na dalszy wzrost produkcji cukru.

Na światowym rynku Brazylia odpowiada dziś za około 24 proc. globalnej produkcji cukru, czyli 43,7 mln ton. Na drugim miejscu są Indie z 15 proc. udziałem i produkcją sięgającą 28 mln ton, choć tamtejszy sektor ogranicza susza i restrykcje eksportowe. Trzecią pozycję zajmuje Unia Europejska z 9 proc. udziałem i produkcją 16,5 mln ton, głównie z buraków cukrowych. Polska, z rekordowym wynikiem 2,577 mln ton w sezonie 2024/2025, zajmuje trzecie miejsce wśród unijnych producentów. Dalej w zestawieniu są Chiny i Tajlandia, oba kraje odpowiadają za około 6 proc. światowej produkcji, wytwarzając po 10-11 mln ton rocznie. W sumie tych pięciu producentów wytwarza ponad 60 proc. światowej produkcji, co sprawia, że ich decyzje produkcyjne niemal natychmiast przekładają się na ceny na światowych rynkach.

W polskich sklepach także widać spadki cen cukru. Według danych GUS z września, w ciągu ostatniego roku cena cukru w sklepach spadła o 23 proc. Kilogram cukru można dziś kupić w supermarketach poniżej 3 zł, podczas gdy rok temu było to około 4,5 zł. To pomaga w obniżaniu inflacji, ponieważ surowiec ten jest szeroko wykorzystywany w przemyśle spożywczym i wpływa pośrednio na ceny wielu produktów.

Cukier więc tym razem nie krzepi, przynajmniej inwestorów. Ale dla konsumentów i producentów żywności to dobra wiadomość, bowiem spadek cen tego surowca może stać się jednym z czynników łagodzących presję inflacyjną w najbliższych miesiącach.

Amazon podwaja swoją moc z OZE w Polsce

Amazon potwierdził dzisiaj zawarcie umów na zakup blisko 200 MW energii odnawialnej z dwóch farm słonecznych i jednej wiatrowej w woj.: opolskim, zachodniopomorskim i lubelskim od firm R.Power i OX2. Amazon nieustannie dąży do osiągnięcia celu, jakim jest zerowa emisja dwutlenku węgla w całej działalności do 2040 r., a energia bezemisyjna, taka jak energia odnawialna, ma kluczowe znaczenie dla zmniejszenia emisji.

Nowe projekty Amazon z zakresu energii odnawialnej w Polsce, to:

  • Dwie farmy fotowoltaiczne – w Lasocicach (woj. opolskie) i Recławiu (woj. zachodniopomorskie) – o łącznej mocy 164 MW, realizowane przez R.Power. Umowa ta jest jedną z największych publicznie ogłoszonych transakcji w sektorze energii słonecznej w Polsce.
  • Jedna lądowa farma wiatrowa w Annopolu (woj. lubelskie), z której Amazon nabył 28 MW mocy. Deweloper OX2 rozpoczął budowę farmy w sierpniu 2025 r., a jej ukończenie planowane jest na 2027 r.

Angażując się w działania z zakresu energii odnawialnej, Amazon daje deweloperom projektów OZE pewność, że mogą budować farmy wiatrowe i słoneczne, wiedząc, że znajdą nabywcę na swoją energię elektryczną.

Po uruchomieniu projekty te zapewnią polskiej sieci energetycznej nowe źródła energii odnawialnej, przyczyniając się do dekarbonizacji miksu energetycznego i przynosząc korzyści wszystkim odbiorcom energii elektrycznej – zarówno przedsiębiorstwom, jak i konsumentom.

Amazon wspiera rozwój energii odnawialnej w Polsce

Dotychczas Amazon zaangażował się w uruchomienie siedmiu projektów OZE w Polsce, o łącznej mocy 333 MW, co przykładowo wystarczyłoby do zasilenia ponad 230 tys. polskich gospodarstw domowych rocznie.

Projekty te wspierają również cel polskiego rządu, jakim jest dekarbonizacja sektora energetycznego. Według raportu „European Electricity Review 2024” firmy Ember, udział paliw kopalnych w produkcji energii elektrycznej w Polsce w 2024 r. wyniósł 57 proc. Z kolei w Krajowym Planie w dziedzinie Energii i Klimatu na lata 2021-2030 (KPEiK) Polska postawiła sobie za cel osiągnięcie 32,1 proc. udziału odnawialnych źródeł energii w końcowym zużyciu energii brutto w 2030 r.

Angażując się w kolejne projekty uruchamiania farm wiatrowych i słonecznych, Amazon znacznie zwiększa ilość energii odnawialnej dostępnej w polskiej sieci energetycznej. Dzięki tym działaniom możemy dostosowywać zużycie energii do zasobów ze źródeł odnawialnych i wspierać stabilność systemu energetycznego kraju – komentuje Sławomir Płonka, dyrektor regionalny ds. operacji Amazon w Europie Środkowo-Wschodniej. – Jednak rozwój odnawialnych źródeł energii to nie tylko kwestia technologii, ale także odpowiedzialności za przyszłość lokalnych społeczności. Jesteśmy dumni, że możemy wspierać te zmiany w Polsce i przyczyniać się do budowy zielonej gospodarki.

Umowa z Amazon, stanowiąca jeden z największych kontraktów na zakup energii słonecznej ogłoszonych dotąd w Polsce, to ważny kamień milowy dla R.Power i wyraźny sygnał, że nasza długoterminowa strategia przynosi efekty. Systematycznie rozwijamy naszą działalność w Europie i pozostajemy skoncentrowani na tym, by stać się jednym z liderów transformacji energetycznej w regionie – mówi Rafał Hajduk, Chief Commercial Officer w R.Power Renewables.

Wraz z Amazon mocno angażujemy się w przyspieszenie transformacji energetycznej i cieszymy się z rozszerzenia tej współpracy. Dzięki naszemu doświadczeniu, globalnemu portfolio i dostosowanym rozwiązaniom energetycznym, firma OX2 jest doskonale przygotowana do dostarczania niezawodnej, czystej energii i wspierania organizacji w dekarbonizacji działalności – dodaje Mehmet Energin, Chief Investment Officer w OX2.

Polska potrzebuje imigrantów, ale system ich blokuje. Wielu trafia do szarej strefy mimo wysokich kwalifikacji

Nie każdy cudzoziemiec w Polsce startuje z tego samego miejsca. Dla jednych droga do pracy jest prosta i szybka, dla innych pełna biurokratycznych przeszkód, długich procedur i niewykorzystanych kwalifikacji. W najnowszym raporcie Bilansu Kapitału Ludzkiego „Ukryte zasoby rynku pracy. Działania pracodawców wobec wybranych grup pracowników” eksperci pokazują, że formalno-prawne bariery decydują dziś o tym, kto może rozwijać karierę, a kto trafia do szarej strefy.

Od 2013 roku w Polsce utrzymuje się ujemny przyrost naturalny. Wiąże się to ze spadającą liczbą Polaków w wieku produkcyjnym. Jednocześnie przybywa z zagranicy coraz więcej osób chcących podjąć w Polsce pracę.

Z danych ZUS wynika, że liczba cudzoziemców zgłoszonych do systemu ubezpieczeń społecznych (czyli głównie tych, którzy legalnie pracują w Polsce i mają opłacane składki) wzrosła w okresie od końca 2012 do 31 grudnia 2024 r. z nieco ponad 93 tys. do 1 mln 192 tys. 913 osób. To skok o ponad 1182,5%.

Jednocześnie coraz więcej cudzoziemców wchodzi na polski rynek pracy wypełniając luki kadrowe w sektorach takich jak budownictwo, rolnictwo, przemysł czy usługi. Jednak dostęp do zatrudnienia w Polsce w dużej mierze zależy od kraju pochodzenia i obowiązujących procedur.

W Polsce pracy szukają nie tylko Ukraińcy i Białorusini, ale również obywatele Gruzji, Indii, Mołdawii, Kolumbii czy Filipin. Różnorodność paszportów przekłada się na zróżnicowane możliwości imigrantów na polskim rynku pracy. Pozycja zawodowa cudzoziemców w Polsce w dużej mierze zależy od ich kraju pochodzenia. Lepsze warunki zatrudnienia mają obywatele.

Ukrainy, państw Unii Europejskiej, Europejskiego Obszaru Gospodarczego, Szwajcarii oraz krajów objętych uproszczoną procedurą oświadczeniową. Ich start na polskim rynku pracy jest prostszy, gdyż mają ułatwiony dostęp do legalizacji pobytu i pracy i szybciej mogą zdobywać stanowiska odpowiadające ich kwalifikacjom.

Dla obywateli państw, które nie korzystają z takich ułatwień sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Długotrwałe procedury legalizacji pobytu, pozwolenia na pracę powiązane z konkretnym pracodawcą oraz opóźnienia w nostryfikacji dyplomów tworzą „labirynt biurokracji”, który znacznie utrudnia wejście na rynek pracy. Skutkiem jest często podejmowanie pracy poniżej kwalifikacji lub w szarej strefie, a także ograniczona mobilność zawodowa i ryzyko marginalizacji.

Jednym z większych wyzwań polskiego rynku pracy jest fakt, że wielu cudzoziemców wykonuje pracę znacznie poniżej posiadanych kwalifikacji. To oznacza nie tylko niewykorzystanie ich potencjału zawodowego, ale także stratę dla całej gospodarki. Firmy tracą szansę na korzystanie z umiejętności i doświadczenia, które mogłyby podnieść innowacyjność i efektywność zespołów. Jednocześnie może to ograniczać perspektywy rozwoju samych pracowników, a w dłuższej perspektywie utrwalać stereotypy dotyczące roli imigrantów na rynku pracy – mówi Melania Nieć z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.

Jak do zatrudniania cudzoziemców podchodzą pracodawcy?

Na polskim rynku pracy cudzoziemcy napotykają różne strategie zatrudnienia w zależności od wielkości firmy, branży i potrzeb kompetencyjnych. Duże przedsiębiorstwa, szczególnie z sektora gastronomii i transportu oraz przewozu osób, często stosują krótkoterminowe strategie. Zatrudniają pracowników z zagranicy poprzez platformy internetowe służące do wykonywania usług na zamówienie lub aplikacji do zamawiania przewozu. Takie osoby nie są objęte wsparciem w nauce języka czy integracji kulturowej, a ich wynagrodzenie często zależy od liczby zrealizowanych zamówień.

Mniejsze firmy również wybierają krótkofalowe rozwiązania, kierując ofertę do osób już mieszkających w Polsce i zatrudniając głównie do prac niewymagających specjalistycznych kwalifikacji: w handlu i produkcji, rolnictwie, budownictwie czy też  gastronomii i turystyce.

Zupełnie inaczej działają duże firmy poszukujące wysoko wykwalifikowanych specjalistów w sektorach IT, finanse, logistyka czy spedycja. Wprowadzają one strategie długoterminowe: prowadzą procesy rekrutacyjne za granicą, oferują wsparcie w adaptacji kulturowej i pomagają w odnalezieniu się na polskim rynku pracy. Za większością tych działań stoi motywacja ekonomiczna. Firmy te chcą w ten sposób skutecznie wypełniać luki kadrowe i zwiększać swoją konkurencyjność, traktując cudzoziemców nie tylko jako źródło siły roboczej, ale też realny wkład w rozwój biznesu.

To, w jaki sposób firmy decydują się zatrudniać cudzoziemców, nie jest jedynie kwestią polityki kadrowej, ale realnie kształtuje rynek pracy w Polsce – dr Seweryn Krupnik z Centrum Ewaluacji i Analiz Polityk Publicznych UJ – Wybór strategii, wsparcie oferowane pracownikom czy bariery formalne decydują dziś, kto może wykorzystać swój potencjał zawodowy, a kto pozostaje w sektorach o niższych kwalifikacjach lub w szarej strefie. To pokazuje, że integracja i skuteczny dostęp do legalnego zatrudnienia nie są tylko kwestią jednostkową, ale strategicznym wyzwaniem dla całego rynku pracy.

Im większy kapitał społeczno-intelektualny tym lepsza praca

Badania Bilansu Kapitału Ludzkiego pokazują również, że ważną rolę w dostępie do lepszych stanowisk pracy odgrywa kapitał społeczno-intelektualny. To właśnie wykształcenie, kompetencje językowe i sieć kontaktów są często przepustką do pracy w bardziej prestiżowych miejscach oraz do awansu zawodowego. Braki w tym zakresie utrudniają integrację i ograniczają wykorzystanie potencjału cudzoziemców na polskim rynku pracy.

Znaczący wkład, ale wiele wyzwań

Obecność cudzoziemców w Polsce niesie ze sobą znaczne szanse dla naszej gospodarki i przedsiębiorstw. Wypełniają oni luki kadrowe i stabilizują zatrudnienie. Pracownicy z zagranicy, mogą także wspierać rozwój działalności firm na rynkach zagranicznych, dzięki znajomości języków obcych, lokalnych realiów i kultury biznesowej. Pozytywne doświadczenia ze współpracy z cudzoziemcami wpływają również na zmianę postaw pracodawców i polskich pracowników wobec tej grupy.

Jednocześnie, jak pokazują dane BKL, zatrudnianie cudzoziemców wiąże się z wieloma wyzwaniami. Wysokie koszty rekrutacji i integracji, trudności adaptacyjne wynikające z barier językowych i kulturowych często zniechęcają przedsiębiorców do zatrudniania osób spoza Polski. W efekcie zwiększa się ryzyko wzrostu szarej strefy oraz niewykorzystania potencjał zawodowego cudzoziemców.

Wyniki BKL pokazują, że decyzje pracodawców o tym, kogo i w jaki sposób zatrudnić mają realny wpływ na kształt rynku pracy. Strategie przyjęte wobec cudzoziemców kształtują codzienne doświadczenia pracowników i pokazują, gdzie powstają bariery, a gdzie tworzą się możliwości.

O badaniu:

Badanie zostało zrealizowane w ramach badania tematycznego „W kierunku pełniejszego wykorzystania ukrytych zasobów rynku pracy. Działania pracodawców wobec wybranych grup pracowników” realizowanego w ramach  projektu Bilans Kapitału Ludzkiego – inicjatywy Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości i Uniwersytetu Jagiellońskiego. To jedno z największych źródeł danych o rynku pracy w Polsce, prowadzone od 2009 roku. Projekt łączy badania przekrojowe i tematyczne, odpowiadające na aktualne wyzwania rynku i gospodarki.

Fitch Ratings podtrzymuje ocenę PKP S.A. na A-

0

24 października br. międzynarodowa agencja Fitch Ratings potwierdziła długoterminowy rating Polskich Kolei Państwowych S.A. w walutach zagranicznej i krajowej na poziomie A-. Na taką ocenę agencji wpłynęło m.in. silne powiązanie spółki z polskim państwem.

Podtrzymanie przez prestiżową agencję Fitch wysokiego ratingu PKP S.A. to potwierdzenie, że przyjęta i realizowana przez nas strategia to dobrze obrany kierunek działań. Przy ocenie sytuacji duże znaczenie mają relacje właścicielskie – jesteśmy spółką Skarbu Państwa, która zarządza nieruchomościami kolejowymi i koordynuje działalność Grupy PKP jako holdingu. Warto wspomnieć, że niedawno podniesiony został także rating jednej z naszych spółek zależnych, PKP Intercity S.A. – mówi Alan Beroud, prezes zarządu Polskich Kolei Państwowych i Grupy PKP.

Agencja Fitch postrzega PKP S.A. jako podmiot ściśle powiązany z polskim państwem, stąd ratingi spółki są zrównywane z ratingami państwa.

Rewolucja w płatnościach przyspiesza. PayTechy przejmują rynek, banki muszą myśleć jak firmy technologiczne

0

Rosnąca popularność PayTechów coraz mocniej podważa pozycję tradycyjnych instytucji finansowych w Polsce. Jak wynika z World Payments Report 2026 przygotowanego przez Capgemini, aż 26% polskich sprzedawców planuje w ciągu najbliższego roku zmienić dostawcę usług płatniczych. Powód? Długie procesy, ograniczona elastyczność i brak funkcjonalności, które dla nowoczesnych firm stały się już standardem. Sektor płatności w Polsce przechodzi głęboką transformację – coraz więcej firm szuka partnerów, którzy potrafią działać z szybkością technologii. PayTechy wchodzą na rynek z ofertą prostych, przejrzystych i zautomatyzowanych rozwiązań, podczas gdy banki wciąż opierają się na złożonych procesach i rozbudowanej biurokracji. To sprawia, że dla wielu sprzedawców zmiana partnera płatniczego nie jest już ryzykownym eksperymentem, lecz strategiczną decyzją o zwiększeniu efektywności biznesu.

​​Regulacje, które otworzyły drzwi do rewolucji

Kluczowym czynnikiem, który umożliwił PayTechom skuteczne konkurowanie z bankami na rynku europejskim – a tym samym w Polsce – było wprowadzenie Dyrektywy PSD2 (Payment Services Directive 2) przez Unię Europejską. Regulacja, obowiązująca od 2018 roku, otworzyła sektor bankowy na tzw. Open Banking, czyli bezpieczne udostępnianie danych klienta zewnętrznym dostawcom za jego zgodą. Dzięki temu PayTechy zyskały dostęp do dwóch kluczowych funkcji: możliwości odczytu danych z kont (AISP) oraz inicjowania płatności (PISP) bez pośrednictwa tradycyjnych schematów kartowych. Ta otwartość regulacyjna, połączona z elastycznością operacyjną i szybkim tempem wdrażania technologii, pozwoliła nowym graczom oferować rozwiązania szybsze, tańsze i lepiej dopasowane do potrzeb sprzedawców.

PayTechy przyspieszają – banki wciąż na czerwonym świetle

Na rynku płatności szybkość decyduje dziś o lojalności. Podczas gdy PayTechy potrafią uruchomić usługę w mniej niż godzinę, w bankach onboarding nowych klientów potrafi trwać nawet tydzień i kosztować ponad dwa razy więcej. Dla małych i średnich firm oznacza to realne koszty – każda godzina opóźnienia to potencjalna utrata przychodów.

– W świecie, w którym każda godzina opóźnienia oznacza realną stratę finansową, polskie banki muszą myśleć jak firmy technologiczne – komentuje Ireneusz Wieczorek, Cards & Payments Lead, Capgemini Polska. – Skrócenie procesów wdrożeniowych, uproszczenie zaplecza IT i zastosowanie inteligentnych narzędzi – np. GenAI w obsłudze czy weryfikacji klientów – to dziś konieczność, nie luksus. PayTechy udowodniły, że onboarding można uprościć bez utraty jakości i bezpieczeństwa.

Zaufanie to za mało – liczy się dopasowanie

Choć 62% polskich firm wciąż deklaruje większe zaufanie do banków niż do nowych graczy, coraz częściej wybierają one PayTechy, które potrafią lepiej dopasować się do specyfiki branży. Restauracje oczekują integracji z platformami dostaw, sklepy detaliczne – automatyzacji programów lojalnościowych, a sektor usług – prostych rozwiązań w rozliczeniach cyklicznych.

Z danych raportu wynika, że aż 74% polskich sprzedawców oczekuje błyskawicznego i intuicyjnego onboardingu, ale tylko 1% ankietowanych przedstawicieli polskich banków uważa, że ich instytucje są w stanie zapewnić taki poziom doświadczenia. Luka między oczekiwaniami a realną ofertą banków powiększa się z roku na rok.

– Zaufanie to ważny kapitał, ale dziś niewystarczający. Banki powinny skupić się na rozumieniu modeli biznesowych swoich klientów i budować ofertę modułową – taką, którą można szybko skalować i dostosowywać – podkreśla Ireneusz Wieczorek, Cards & Payments Lead, Capgemini Polska. – Kluczowa będzie także współpraca z fintechami i PayTechami, która pozwoli im nadążyć za oczekiwaniami rynku i odzyskać pozycję partnera pierwszego wyboru.

Technologia kluczem do konkurencyjności

W globalnym ujęciu 60% PayTechów wdrożyło już rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji, podczas gdy wśród banków odsetek ten wynosi jedynie 41%. Jeszcze większy dystans widać w zakresie Payment Orchestration (70% vs 47%) oraz cyfrowej tożsamości (59% vs 38%). Dane z polskiej próby, choć nieco bardziej zróżnicowane, potwierdzają ten sam trend – lokalne instytucje wciąż wdrażają technologie wolniej niż globalni gracze.

Z raportu wynika również, że blisko 2% przychodów polskich sprzedawców zostało utraconych w ostatnich 12 miesiącach z powodu fraudów płatniczych. To obszar, w którym nowoczesne technologie – zwłaszcza AI i uczenie maszynowe – mogą przynieść natychmiastowy efekt, pozwalając szybciej wykrywać nadużycia i automatycznie blokować podejrzane transakcje.

– Banki mają ogromny potencjał: wiarygodność, licencje i dostęp do danych transakcyjnych. Teraz muszą przekuć to w przewagę konkurencyjną – zaznacza Ireneusz Wieczorek, Cards & Payments Lead, Capgemini Polska. – Połączenie tych zasobów z nowymi technologiami i szybszym modelem działania może pozwolić im nie tylko nadgonić stracony dystans, ale i ponownie zdefiniować relacje ze sprzedawcami.

Czas na nową strategię – od reakcji do innowacji

Wielu przedstawicieli banków przyznaje, że ich instytucje inwestują w nowe rozwiązania, ale mają problem ze skalowaniem ich poza fazę pilotażową. Tymczasem PayTechy działają w modelu ciągłej innowacji – testują, wdrażają, modyfikują i w kilka tygodni potrafią zbudować nowe funkcjonalności.

Eksperci Capgemini wskazują, że to właśnie elastyczność operacyjna będzie kluczowa dla przyszłości polskiego sektora bankowego. Banki, które uproszczą architekturę IT, wprowadzą podejście „composable” i otworzą się na integracje z zewnętrznymi platformami (API, partnerzy ISV, PayFacs), zyskają zdolność do wprowadzania zmian w tempie rynku.

– Współpraca zamiast rywalizacji, otwartość na modele partnerskie i rozwój narzędzi opartych na danych – to elementy, które zdecydują o pozycji banków w nadchodzących latach – mówi Ireneusz Wieczorek, Cards & Payments Lead, Capgemini Polska. – Kto zrobi to pierwszy, może nie tylko zatrzymać odpływ klientów, ale stać się liderem transformacji płatniczej w Polsce.

Polskie banki mają czas, ale okno możliwości się zamyka

Z danych raportu wynika, że największą szansą dla tradycyjnych instytucji jest refokus na obszary, w których mają przewagę – lokalne płatności w punktach stacjonarnych, współpraca z MŚP i integracja usług dodatkowych, takich jak kredyty czy ubezpieczenia. To właśnie w tych segmentach banki mogą wykorzystać swoją znajomość rynku i istniejącą infrastrukturę, łącząc je z elastycznymi rozwiązaniami technologicznymi.

Wnioski z World Payments Report 2026 są jednoznaczne: tradycyjne instytucje finansowe wciąż mają „prawo do zwycięstwa” – jeśli tylko odważą się zagrać według nowych zasad. Zamiast konkurować z PayTechami w ich tempie, mogą wykorzystać swoje atuty – skalę, bezpieczeństwo, regulacyjną stabilność – i połączyć je z nowoczesnością, która dziś decyduje o lojalności klientów.

Emerytury będą coraz niższe. PPK staje się koniecznością, a nie opcją

Polska się starzeje, a pracowników ubywa. Co to oznacza dla przyszłych emerytów? Raport GUS nie pozostawia złudzeń – obciążenie systemu emerytalnego będzie coraz większe. W obliczu tych wyzwań Pracownicze Plany Kapitałowe (PPK) stają się kluczem do finansowej stabilności na jesień życia. Dowiedz się, dlaczego PPK to nie tylko oszczędności, ale i inwestycja w Twoją przyszłość, którą warto potraktować długoterminowo.

Coraz mniej pracujących, coraz więcej emerytów – co pokazuje demografia?

Opublikowany pod koniec września 2025 r. raport Głównego Urzędu Statystycznego pt. Sytuacja demograficzna Polski do 2024 r. potwierdza to, o czym mówi się od dawna – społeczeństwo w Polsce szybko się starzeje. Prognozy wskazują, że do 2060 r. liczba ludności naszego kraju zmniejszy się o 6,6 mln osób (w porównaniu do 2024 r.). Głównym powodem będzie systematyczne wchodzenie w wiek największej umieralności roczników wyżu demograficznego z lat 80. XX wieku, czyli dzisiejszych 40-latków. Jednocześnie wiek emerytalny zaczną osiągać osoby, które obecnie mają około 20 lat.

Mediana wieku ludności w Polsce ma w 2060 r. przekroczyć 50,25 roku, co oznacza, że połowa mieszkańców będzie miała ponad 50 lat – to aż o 7 lat więcej niż w 2024 r.

Wskaźnik obciążenia dla osób w wieku przedprodukcyjnym od kilku lat pozostaje praktycznie bez zmian, natomiast rośnie dla wieku poprodukcyjnego. W 2024 r. na każde 100 osób w wieku produkcyjnym przypadało 31 osób w wieku przedprodukcyjnym, natomiast w wieku poprodukcyjnym – aż 41 osób. Oznacza to, że udział potencjalnych przyszłych zasobów pracy jest mniejszy niż udział tych, którzy rynek pracy już teoretycznie opuścili. Odwrócenie proporcji występuje od 2013 r. Jeszcze w 2010 r. cząstkowe współczynniki kształtowały się na poziomie 29 i 26, ale w latach wcześniejszych relacje były jeszcze korzystniejsze – w 2000 r. wynosiły odpowiednio 40 i 24, a na początku lat 90. XX w. – 52 i 22[1]czytamy w raporcie GUS.

PPK jako element finansowego bezpieczeństwa w starzejącym się społeczeństwie

Dlaczego te dane są tak istotne w kontekście PPK? Bo pokazują, że w przyszłości utrzymanie obecnego poziomu świadczeń emerytalnych będzie coraz trudniejsze. Malejąca liczba osób w wieku produkcyjnym oznacza niższe wpływy do systemu ubezpieczeń społecznych, podczas gdy liczba emerytów – a więc wypłat – będzie rosła.

Na jednego emeryta przypadać będzie zatem coraz mniej pracujących, co może oznaczać niższe emerytury z ZUS i konieczność samodzielnego zadbania o swoją finansową przyszłość.

W obliczu tych wyzwań, PPK staje się kluczowym narzędziem budowania prywatnego kapitału na okres po zakończeniu pracy zawodowej. Przypomnijmy, że udział w programie zakłada trójstronny system wpłat, co oznacza, że wraz z pracownikiem oszczędza także pracodawca i państwo. Tego nie oferuje żaden standardowy produkt oszczędnościowy.

W kontekście nadchodzących zmian demograficznych, budowanie prywatnych oszczędności emerytalnych staje się nie tyle możliwością, co koniecznością. PPK, dzięki mechanizmowi dodatkowych wpłat i prostemu zapisowi, stanowi jedno z najbardziej korzystnych i wygodnych narzędzi długoterminowego oszczędzania dostępnych dla pracowników.

Coraz więcej osób przekonuje się o zaletach PPK, co znajduje odzwierciedlenie w rosnącej liczbie uczestników. Według danych na koniec września 2025 roku liczba uczestników PPK wzrosła do 4 milionów, a średnia partycypacja osiągnęła poziom 55,27%, co pokazuje, że ponad połowa uprawnionych osób zdecydowała się dołączyć do programu. Jeszcze bardziej przekonującym argumentem mogą być imponujące dane dotyczące aktywów. Fundusze zgromadzone w ramach PPK systematycznie rosną. Na koniec września 2025 roku wyniosły one dokładnie 40,9 miliarda zł, co oznacza wzrost o około 12 miliardów zł w ciągu roku (aktywa na koniec września 2024 r. wynosiły 28,9 mld. W ujęciu procentowym oznacza to imponujący wzrost o 41% r/r. Te liczby pokazują, że PPK nie tylko dynamicznie się rozwija, ale także cieszy się coraz większym zaufaniem zarówno wśród pracowników, jak i pracodawców, którzy coraz chętniej angażują się w ten system oszczędzania na przyszłość.

Zamiast traktować Pracownicze Plany Kapitałowe jako sposób na szybki zysk, warto spojrzeć na nie jako na inwestycję w swoją przyszłość. Bo choć dziś emerytura może wydawać się odległa, to kiedyś będzie codziennością i dobrze, by była ona finansowo spokojna.

[1] Główny Urząd Statystyczny / Obszary tematyczne / Ludność / Ludność / Ludność. Stan i struktura ludności oraz ruch naturalny w przekroju terytorialnym w 2024 r. (stan w dniu 30.06)

Rząd uruchamia Fundusz Bezpieczeństwa i Obronności. Ponad 20 mld zł z KPO na schrony, infrastrukturę krytyczną i cyberbezpieczeństwo

Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o wdrażaniu Funduszu Bezpieczeństwa i Obronności – specjalnego instrumentu finansowego wydzielonego z Krajowego Planu Odbudowy (KPO). Polska jest pierwszym państwem Unii Europejskiej, które zdecydowało się przeznaczyć część środków KPO na budowę systemu odporności wewnętrznej i wzmacnianie infrastruktury obronnej.

Łączna wartość funduszu to blisko 20 mld zł, które mają trafić do samorządów, firm strategicznych oraz sektora bezpieczeństwa i służb ratowniczych.

– Skupiamy się na tym, co realnie zwiększa odporność państwa – ochronie ludności, infrastrukturze krytycznej, cyberbezpieczeństwie i wsparciu przemysłu obronnego – podkreślają przedstawiciele rządu.

Jak będzie działał Fundusz?

Fundusz będzie wdrażany w dwóch modelach:

  • poprzez nową spółkę celową, odpowiedzialną za inwestycje kapitałowe (w tym przemysł obronny i technologie);
  • poprzez Bank Gospodarstwa Krajowego, który będzie udzielać pożyczek – w tym nieoprocentowanych dla samorządów.

Priorytety finansowania będzie wyznaczać Komitet Sterujący z udziałem przedstawicieli rządu, a cały instrument ma charakter strategiczny – jego cele są spójne z budową odporności państwa i polityką obronną NATO.

Co zostanie sfinansowane?

Środki trafią na cztery główne obszary:

  • ochrona ludności i rozwój budynków ochronnych – schrony, systemy alarmowe, centra reagowania kryzysowego,
  • infrastruktura podwójnego zastosowania – drogi, linie energetyczne i kolejowe zdolne do wsparcia działań wojskowych,
  • cyberbezpieczeństwo i bezpieczeństwo infrastruktury krytycznej,
  • modernizacja przedsiębiorstw i wsparcie B+R w przemyśle obronnym i sektorach strategicznych.

Ponad połowa budżetu może trafić bezpośrednio do samorządów, m.in. na schrony, zabezpieczenie ujęć wody, inwestycje w cyfrową odporność miast i zakup specjalistycznego sprzętu dla służb ratowniczych.

W przeciwieństwie do większości środków z KPO, Fundusz Bezpieczeństwa i Obronności będzie działał także po zakończeniu formalnego okresu rozliczeń, czyli po 2026 r. Oznacza to, że może pełnić rolę długoterminowego narzędzia wsparcia budowy odporności strategicznej państwa – już poza logiką krótkiego cyklu funduszy unijnych.

MON podpisało strategiczny list intencyjny z Palantir Technologies

27 października 2025 r. w Warszawie wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz podpisał list intencyjny pomiędzy Ministerstwem Obrony Narodowej a Palantir Technologies Inc. — globalnym liderem w zakresie analityki danych, sztucznej inteligencji i systemów dowodzenia pola walki. To jedna z najważniejszych decyzji technologiczno-obronnych ostatnich lat, mająca strategiczne znaczenie dla bezpieczeństwa państwa.

Dzisiejszy list intencyjny z firmą Palantir – absolutnym liderem w zarządzaniu danymi i ich wykorzystaniu w zabezpieczeniu logistycznym pola walki – to krok milowy. Rozwiązania tej firmy są wykorzystywane perfekcyjnie m.in. przez ukraińską armię – podkreślił wicepremier Kosiniak-Kamysz.

Dane jako nowa „waluta strategiczna”

Szef MON zaznaczył, że nowoczesna obronność nie opiera się wyłącznie na sile militarnej mierzonej liczbą czołgów czy samolotów. Fundamentem bezpieczeństwa narodowego staje się obecnie posiadanie i właściwe zarządzanie informacją.

Bazy danych są największą walutą współczesnego świata – cenniejszą niż złoto, dolary czy euro. Bez ich integracji, ochrony i analitycznego wykorzystania nie da się prowadzić nowoczesnych działań obronnych – wskazał Kosiniak-Kamysz.

Palantir – dostawca systemów klasy strategicznej

Palantir Technologies to amerykańska firma technologiczna, od lat dostarczająca zaawansowane systemy dla armii USA, NATO oraz służb wywiadowczych. Oferuje rozwiązania integrujące w czasie rzeczywistym ogromne strumienie danych — m.in. z rozpoznania satelitarnego, dronów, systemów wywiadowczych, logistycznych i cybernetycznych — a następnie przekształcające je w decyzje operacyjne możliwe do podjęcia w ciągu sekund.

Technologie Palantira są wykorzystywane m.in. przez Siły Zbrojne Ukrainy, które podkreślają, że dzięki nim możliwe jest prowadzenie obrony na poziomie strategicznym i operacyjnym znacznie wykraczającym poza typowe możliwości państw średniej wielkości.

Polska buduje własne Centrum Implementacji AI

Polska już od 2023 roku prowadzi przygotowania do integracji AI w systemie dowodzenia. Kluczowym elementem tego ekosystemu jest Centrum Implementacji Sztucznej Inteligencji działające w strukturze Dowództwa Komponentu Obrony Cyberprzestrzeni.

Bez implementacji AI w armii i połączenia wszystkich rodzajów sił zbrojnych w jeden system, prowadzenie nowoczesnych działań nie będzie możliwe – podkreślił Kosiniak-Kamysz.

Współpraca z Palantirem obejmuje m.in.:

  • budowę systemu zarządzania danymi dla całych Sił Zbrojnych RP,
  • integrację AI na poziomie taktycznym i strategicznym,
  • cyberbezpieczeństwo i bezpieczeństwo operacyjne,
  • wsparcie dla logistyki, planowania operacyjnego i przewidywania ruchów wroga.

Nowy etap europejskiego bezpieczeństwa

Decyzja MON ma również znaczenie międzynarodowe — Polsce zależy na byciu liderem cyfrowej transformacji NATO. Jak podkreślają eksperci, podpisanie listu intencyjnego z Palantirem oznacza skok generacyjny, który plasuje polskie siły zbrojne w gronie państw wdrażających model „AI-first military”.

Proces współpracy z Palantirem rozpoczął się formalnie w grudniu 2024 r. i obejmował wielomiesięczne ćwiczenia z udziałem polskich oficerów i inżynierów.

35 mln euro od EBOiR dla Pekao Leasing na zielone inwestycje w MŚP

Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju (EBOiR) wypłaci Pekao Leasing 35 mln euro kredytu na  finansowanie – w formie leasingu – małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce. Co najmniej 60 proc. wartości kredytu trafi na zielone inwestycje.

Pekao Leasing to piąta pod względem wielkości spółka leasingowa w Polsce, w 100 proc. należąca do Banku Pekao. Kredyt EBOiR zostanie wykorzystany przez Pekao Leasing do wsparcia polskich mikro, małych i średnich przedsiębiorstw.

Zielone inwestycje na jakie będzie przeznaczona większość środków z kredytu obejmują poprawę efektywności energetycznej, zasobów i wody, energii odnawialnej i minimalizacji odpadów; w ten sposób wspierając polskie przedsiębiorstwa w zwiększaniu wykorzystania wydajnych technologii.

–  Cieszymy się, że możemy wzmocnić naszą współpracę z Pekao Leasing i wspólnie zwiększyć dostęp polskich przedsiębiorstw do finansowania. Transakcja ta wpisuje się w naszą strategię dla Polski – wspiera rozwój i konkurencyjność dynamicznych polskich firm oraz przyczynia się do dalszej transformacji kraju w kierunku zielonej i bezpiecznej energetycznie gospodarki – powiedział pierwszy wiceprezes EBOiR, Greg Guyett.

Przyspieszanie transformacji Polski w kierunku gospodarki niskoemisyjnej oraz wzmacnianie konkurencyjności jej przedsiębiorstw to dwa kluczowe priorytety działań EBOiR w Polsce. Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju zainwestował w Polsce w 2024 r. rekordowe 1,43 mld euro. To najwyższy wynik w historii współpracy Polski z tą instytucją.

Udział Grupy Banku Pekao w umowie z EBOiR wpisuje się w realizację Strategii Banku Pekao na lata 2025-2027. Bank zobowiązuje się do zdecydowanego zwiększenia finansowania projektów zrównoważonych, wspierania transformacji energetycznej w Polsce oraz dążenia do własnej neutralności klimatycznej Grupy Pekao. Plan zakłada m.in. aktywne wspieranie transformacji polskiej gospodarki i finansowanie zielonych projektów kwotą 9 mld zł w ciągu trzech lat objętych strategią.

Cieszymy się z kontynuacji owocnej współpracy z Europejskim Bankiem Odbudowy i Rozwoju, który od lat jest naszym zaufanym partnerem we wspieraniu rozwoju polskich przedsiębiorstw. Wspólne działania na rzecz zielonych inwestycji doskonale wpisują się w naszą strategię wspierania transformacji energetycznej i budowania zrównoważonej gospodarki – dodał Cezary Stypułkowski, prezes Banku Pekao S.A.

Finansowanie zewnętrzne, takie jak kredyt EBOiR, to dla Pekao Leasing istotna możliwość dywersyfikacji źródeł finansowania leasingobiorców. Kredyt zabezpieczony jest gwarancją Banku Pekao.

Współpraca z Europejskim Bankiem Odbudowy i Rozwoju to dla nas nie tylko potwierdzenie zaufania, ale przede wszystkim realne wsparcie dla polskich przedsiębiorców. Dzięki temu finansowaniu możemy jeszcze skuteczniej wspierać zieloną transformację sektora MŚP, oferując im nowoczesne rozwiązania leasingowe sprzyjające zrównoważonemu rozwojowi –powiedział Andrzej Krzemiński, prezes Pekao Leasing.

ORLEN pozyskał 3,5 mld zł z KPO na rozwój morskich farm wiatrowych

0

ORLEN pozyskał 3,5 mld zł z Krajowego Planu Odbudowy, w ramach umów podpisanych z Bankiem Gospodarstwa Krajowego.

– Morze Bałtyckie staje się energetycznym centrum całego regionu. To właśnie tutaj rozwijamy nasze strategiczne inwestycje w odnawialne źródła energii, budując morską farmę wiatrową Baltic Power oraz przygotowując się do realizacji kolejnego projektu – Baltic East. To przedsięwzięcia, które nie tylko umocnią bezpieczeństwo energetyczne Polski, ale już teraz napędzają rozwój gospodarczy regionu i tworzą nowe miejsca pracy. Realizację tych projektów wspierają między innymi środki pozyskane z Krajowego Planu Odbudowy. Dzięki naszej współpracy z Bankiem Gospodarstwa Krajowego, budujemy nowoczesną i zrównoważoną przyszłość polskiej gospodarki – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

Umowy podpisane przez ORLEN i Bank Gospodarstwa Krajowego zapewniają koncernowi finansowanie w wysokości ok. 3,5 mld zł. Z puli tych środków 900 mln zł zostanie przeznaczone na realizację morskiej farmy wiatrowej Baltic Power, a pozostałe środki na projekt Baltic East.

– Morskie farmy wiatrowe angażują szeroki zakres zaawansowanych kompetencji, nie tylko energetycznych, lecz także logistycznych czy związanych z morską inżynierią. Korzyści z ich budowy i eksploatacji przekraczają tradycyjne łańcuchy dostaw sektora energetycznego inicjując rozwój licznych gałęzi krajowej gospodarki. To właśnie ten efekt, obok malejących kosztów energii elektrycznej w zdekarbonizowanej gospodarce, ma szczególne znaczenie z punktu widzenia konkurencyjności zarówno krajowych podmiotów, jak i konkurencyjności inwestycyjnej Polski. Jest to jednocześnie prawdziwy wymiar skuteczności środków z Krajowego Planu Odbudowy – mówi prof. Marta Postuła, Pierwsza Wiceprezes Zarządu Banku Gospodarstwa Krajowego.

ORLEN może wykorzystać przyznane środki na nakłady związane z morską częścią inwestycji, m.in. na sfinansowanie produkcji, dostawy i instalacji turbin wiatrowych, czy fundamentów.Morska farma wiatrowa Baltic Power

Baltic Power, realizowany przez ORLEN w partnerstwie z Northland, to obecnie najbardziej zaawansowany projekt budowy morskiej farmy wiatrowej w polskiej części Bałtyku. Pierwsze megawatogodziny energii popłyną z farmy już w przyszłym roku. Pokryje ona nawet 3 proc. krajowego zapotrzebowania na energię.

Równolegle Grupa ORLEN planuje rozwój w partnerstwach kolejnych projektów o łącznej mocy około 5,5 GW. Do udziału w grudniowej aukcji mocy przygotowywany jest obecnie Baltic East, najbardziej zaawansowany projekt drugiej fazy offshore, sąsiadujący z farmą Baltic Power. Morska energetyka wiatrowa jest jednym ze strategicznych kierunków rozwoju Grupy ORLEN, wspierającym proces zrównoważonej i sprawiedliwej transformacji energetycznej.

CampusAI wśród 20 najlepszych startupów świata wybranych do finału Startup Battlefield TechCrunch

Platforma CampusAI została wyróżniona w gronie najlepszych i znalazła się wśród 20 projektów wybranych do finału Startup Battlefield 200 na TechCrunch Disrupt 2025, jednym z najbardziej prestiżowych konkursów startupowych na świecie. Firma otrzymała szansę zaprezentowania swoich rozwiązań przed inwestorami oraz redaktorami TechCrunch. Startupy uczestniczące w tegorocznej edycji reprezentują różne branże, w tym AI, edtech, zdrowie, produkcję, obronność i inne.

Jesteśmy dumni, że nasza wizja znalazła się w Top 20 finalistów na legendarnej scenie Startup Battlefield. Ten awans pozycjonuje CampusAI w ścisłej elicie globalnych innowatorów, co stanowi dowód na to, że nasza wizja tworzenia globalnej i etycznej sieci edukacyjnej AI ma moc, aby fundamentalnie zmienić rynek. Prezentacja na głównej scenie przed kluczowymi inwestorami to niepowtarzalna platforma do ekspansji, która pozwoli nam znacząco przyspieszyć globalne skalowanie CampusAI i ugruntować naszą pozycję jako lidera w technologiach edukacyjnych nowej generacji, pokazując światu, jak nasza platforma zmienia sposób, w jaki ludzie uczą się i współpracują ze sztuczną inteligencją – mówi Aureliusz Górski, CEO CampusAI i założyciel DistrictORG Inc.

TechCrunch Disrupt 2025 odbywa się od poniedziałku 27 października do środy 29 października w Moscone West w San Francisco. Wydarzenie to jest znane z prezentowania przełomowych startupów i technologii, a także z omawiania najważniejszych kwestii dla przyszłości branży technologicznej. Wśród firm, które zadebiutowały na Disrupt, znajdują się Dropbox, Fitbit, Yammer, i wiele innych.

Więcej informacji na temat TechCrunch Disrupt 2025 oraz Startup Battlefield 200 można znaleźć na stronie konferencji. Bilety na Disrupt są dostępne z 20% zniżką.

AI w stomatologii – Microbite.xyz stworzy mapę 4D przeciążeń okluzyjnych. Spółkę wspiera venture builder The Heart

  • Warszawski venture builder The Heart właśnie zakończył transfer projektu xyz do dedykowanej spółki. Ta zaoferuje software oparty o plug-in AI do systemów CAD/CAM wyznaczający mapę 4D przeciążeń okluzyjnych na podstawie skanów. Tym samym wejdzie na rynek wart – tylko w Europie – ponad 1,5 mld EUR.
  • To rewolucyjne rozwiązanie ma zastąpić niedokładne, tradycyjne metody stosowane w stomatologii, takie jak papier artykulacyjny czy kalka elektroniczna z wbudowanymi czujnikami pomiaru siły. Dzięki temu laboratoria dentystyczne, gabinety stomatologiczne i producenci nakładek ortodontycznych będą mogli działać szybciej, precyzyjniej i efektywniej, eliminując konieczność poprawek i zmniejszając dyskomfort pacjentów.
  • Prototyp rozwiązania jest już gotowy i opatentowany w Polsce, Indiach oraz Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Wkrótce będzie też chroniony w całej UE, Chinach oraz USA. Teraz spółka rozpoczyna kolejny etap rozwoju – w planach ma pozyskanie kolejnej rundy finansowania i partnerów biznesowych, co pozwoli jej dalej rozwijać produkt oraz technologię.

Przeciążenia okluzyjne, czyli nadmierne i nierównomierne siły działające na zęby podczas żucia, stanowią jedną z najczęstszych przyczyn problemów w leczeniu stomatologicznym, implantoprotetycznym i ortodontycznym. Dotyczą nawet 35 proc. pacjentów. Mogą prowadzić do nadmiernego ścierania zębów, pęknięć szkliwa, bólu stawu skroniowo-żuchwowego, przewlekłych bólów głowy czy dyskomfortu podczas jedzenia i mówienia. Obecne statyczne metody pomiaru okluzji są niedokładne i przestarzałe. Prowadzi to do utraty precyzji i płynności całego procesu leczenia, co dla gabinetów i laboratoriów oznacza wzrost kosztów, a dla pacjentów – dłuższy proces leczenia.

Mimo rozwoju technologii obecne rozwiązania nie dają wglądu w to, jak zęby będą się zachowywać w czasie. Nie pokazują mikroruchów, rozkładu sił ani sekwencji kontaktów między zębami. Dziś wiemy jedynie, że przeciążenie występuje, ale nie mamy danych, gdzie jest ono najsilniejsze, jak będzie się zmieniać i jakie mogą być skutki dla pacjenta. Microbite.xyz wypełnia tę lukę, tworząc mapę ruchomości i przeciążeń w ujęciu dynamicznym. Nasza technologia powoduje, że cyfrowa stomatologia staje się precyzyjna i efektywna, a co za tym idzie – zwiększa pozytywne doświadczenie pacjentów, jednocześnie poprawiając rentowność placówek – tłumaczy Błażej Szczerbaniewicz, co-founder w Micobite.xyz.

Microbite.xyz to oprogramowanie oparte na sztucznej inteligencji – plug-in do systemów CAD/CAM, który na podstawie standardowych skanów 3D tworzy precyzyjną mapę 4D przeciążeń okluzyjnych. Dzięki temu cyfrowy model jamy ustnej przestaje być statycznym obrazem, a staje się dynamicznym odwzorowaniem rzeczywistego zachowania zębów, ich mikroruchów i rozkładu sił w czasie. Jego wdrożenie nie wymaga zmiany obecnych procesów w gabinetach ani laboratoriach – rozwiązanie integruje się z już stosowanymi narzędziami CAD/CAM. Projekt został stworzony przez zespół o silnych kompetencjach w dziedzinie stomatologii oraz obrazowania cyfrowego: Błażeja Szczerbaniewicza – dentystę klinicznego z 20-letnim doświadczeniem w leczeniu zaburzeń zgryzu, Jana Szczerbaniewicza – stomatologa specjalizującego się w stomatologii cyfrowej i technologii CAD/CAM oraz dra Marcina Knecia – eksperta w dziedzinie Cyfrowej Korelacji Obrazu (ang. DIC)  z ponad 20-letnim doświadczeniem. Founderów w obszarze biznesowym wspierają eksperci venture buildera The Heart.

Gdy founderzy przyszli do nas z projektem, od razu wiedzieliśmy, że mamy do czynienia z jedną z naszych perełek, ponieważ rozwiązuje on realny problem, dotąd niezaadresowany w tak kompleksowy sposób, Jest to technologia, na którą czekała cała branża stomatologiczna. Nasze wyliczenia pokazują, że zastosowanie oprogramowania może pozwolić gabinetom i pacjentom uniknąć średnio 2–4 wizyt poprawkowych na przypadek, co oznacza wzrost zadowolenia pacjentów, a także odzyskanie czasu i pieniędzy dla placówek – średnio około 200 zł za godzinę pracy gabinetu, a w laboratoriach redukcję liczby poprawek i reklamacji o około 30 proc. Niebawem spodziewamy się przyznania patentów w UE i USA. Obecnie koncentrujemy się na przygotowaniach do badań z udziałem pacjentów oraz aktywnie rozwijamy partnerstwa biznesowe. Aby przyśpieszyć komercjalizację technologii planujemy korzystać z dostępnych źródeł finansowania zarówno publicznego, jak i prywatnego – ocenia Zbigniew Leś, dyrektor ds. partnerstw naukowych i transferu technologii w The Heart.

Microbite.xyz otwiera nowe możliwości w trzech obszarach, istotnie wpływając na skrócenie czasu i podniesienie skuteczności leczenia dla dostawców usług dentystycznych na rynku wartym globalnie niemal 500 mld USD:

  • Stomatologia zachowawcza i profilaktyka – pozwala lekarzowi wdrożyć odpowiednie korekty, ograniczając ryzyko wystąpienia mikrouszkodzeń, zapewniając pacjentowi większy komfort na co dzień i uniknięcie ewentualnych kosztownych zabiegów w późniejszym czasie.
  • Implantologia – zaciskanie i rozluźnianie szczęki powoduje mikroruchy zębów i implantów. Microbite.xyz rejestruje te ruchy w milisekundach na poziomie mikrometrów w sześciu stopniach swobody (6DoF), pozwalając na dokładną analizę nie tylko stabilnego osadzenia implantów w kości, ale również umożliwiając ocenę wpływu pracy protetycznej opartej na implantach (jej mikroruchomości względem zębów antagonistycznych) podczas np. żucia. To istotny przełom w rozwiązaniu problemu, jakim jest prawidłowe spasowanie przy zastosowaniu kilku implantów jednocześnie. Rozwiązanie pozwala również oszacować bezpieczne wartości wkręcenia implantów.
  • Ortodoncja – obecnie producenci nie mają możliwości przewidzenia, jak zęby zachowają się w czasie pod wpływem sił wywieranych przez nakładki. Brak takich kalkulacji oznacza często konieczność sięgania po dodatkowe serie alignerów, co wydłuża i komplikuje terapię. Microbite.xyz pokazuje rzeczywistą interakcję zębów z nakładkami i między sobą w czasie, co pozwoli na optymalizację (zmniejszenie) liczby dodatkowych alignerów oraz znacząco zmniejszy ryzyko wystąpienia niepożądanych ruchów zębów,

W laboratoriach dentystycznych i gabinetach stomatologicznych oprogramowanie Microbite.xyz będzie dostępne w formule Software as a Service (SaaS). W przypadku producentów nakładek ortodontycznych i implantów model zakłada współpracę w ramach usług B+R, wspierając proces projektowania i testowania produktów.

Dane pokazują, że do 2030 r. rynek usług stomatologicznych tylko w Europie osiągnie przychody w wysokości 173,2 mld USD ze 118 mld USD w 2022 r., przy średniorocznym tempie wzrostu (CAGR) w latach 2023–2030 na poziomie 4,9 proc. W tym samym czasie segment stomatologii cyfrowej obejmujący technologię CAD/CAM czy skanowanie 3D, będzie rozwijał się dwukrotnie szybciej: w 2023 r. jego wartość wynosiła około 1,26 mld EUR, a do 2030 r, ma wzrosnąć do ponad 2 mld EUR, co odpowiada średniorocznemu tempu wzrostu (CARG) na poziomie 10,4 proc.

Brzoska: InPost rozszerzy aktywność w e-commerce

0

Rozwój sztucznej inteligencji (AI) stał się jednym z najważniejszych trendów technologicznych ostatnich lat. Firmy na całym świecie zainwestowały już setki miliardów dolarów w badania, rozwój i wdrażanie narzędzi opartych na AI – a e-commerce jest dziś jednym z kluczowych obszarów, w których te inwestycje mogą zostać realnie monetyzowane. Dzięki sztucznej inteligencji handel elektroniczny przechodzi dynamiczną transformację – od automatyzacji procesów zakupowych, przez personalizację oferty i komunikacji z klientem, po optymalizację logistyki i obsługi posprzedażowej. Narzędzia AI umożliwiają dokładniejsze przewidywanie zachowań konsumentów, dopasowywanie oferty do ich preferencji w czasie rzeczywistym oraz znaczące usprawnienie procesów operacyjnych po stronie merchantów i operatorów logistycznych. Dla dużych graczy technologicznych e-commerce stał się idealnym środowiskiem do testowania i wdrażania komercyjnych zastosowań sztucznej inteligencji. Ogromna ilość danych generowanych przez transakcje online, szybkie tempo zmian oraz wysoka konkurencja sprawiają, że to właśnie w tym sektorze innowacje oparte na AI mogą przynieść najszybszy i najbardziej wymierny zwrot z inwestycji. InPost umacnia swoją pozycję jako lider nie tylko na rynku polskim, ale także w Europie. Firma konsekwentnie rozwija rozwiązania, które przynoszą korzyści zarówno sprzedawcom (merchantom), jak i klientom końcowym – dążąc do tego, aby być kluczowym ogniwem w całym łańcuchu wartości. W najbliższych miesiącach InPost planuje zaprezentować kolejne inicjatywy i projekty potwierdzające jej strategiczną rolę w europejskim ekosystemie e-commerce i logistyki.

– Sztuczna inteligencja rozwija się w zawrotnym tempie, a pytanie, czy Inpost zamierza wziąć w tym udział, jest już raczej przesądzone – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Rafał Brzoska, Prezes InPost. – Obserwujemy, jak giganci – tacy jak OpenAI, Perplexity, Anthropic i inni – wprowadzają rozwiązania, które mocno wchodzą w obszar e-commerce. Dla nas to wyzwanie, ale i szansa – chcemy w tym wyścigu nie tylko się znaleźć, lecz aktywnie się w nim rozwijać i wyznaczać kierunki. Nasza rola jest jasna: w końcu każda paczka w e-commerce musi trafić do klienta. Mamy ambicję, aby Inpost był firmą pierwszego wyboru – zarówno dla dużych, średnich, jak i małych traderów działających w tym sektorze. Dążymy do tego, by jako lider nie tylko w Polsce, lecz także na arenie europejskiej, oferować najlepsze, najnowocześniejsze rozwiązania – które odpowiadają na potrzeby zarówno sprzedawców, jak i klientów końcowych. Wierzymy głęboko, że w najbliższych miesiącach będziemy mogli pochwalić się coraz bardziej rozpoznawalnym miejscem w tym globalnym łańcuchu wartości – pokazując, jak skutecznie wpisujemy się w rozwijająca się przestrzeń sztucznej inteligencji i e-commerce. Chcemy być nie tylko obserwatorem, lecz aktywnym uczestnikiem procesu kształtowania przyszłości branży. Inwestujemy w rozwój technologii, współpracę z innymi partnerami i eksperckie zespoły, które pomagają nam tworzyć innowacyjne rozwiązania. Zależy nam, aby Inpost stał się pionierem, a jednocześnie realnym narzędziem ułatwiającym codzienne operacje w e-commerce. Widzimy, jak AI może zwiększyć efektywność, obniżyć koszty, a także poprawić doświadczenia klientów. To jest kierunek, którym będziemy podążać – zarówno inwestując we własne rozwiązania, jak i korzystając z najlepszych dostępnych technologii na rynku – dodał Rafał Brzoska.

Dynamiczny wzrost sprzedaży pożyczek pozabankowych we wrześniu 2025 r.

Polski rynek pożyczek pozabankowych utrzymuje wysoką dynamikę wzrostu, a wrześniowe dane Biura Informacji Kredytowej potwierdzają utrzymującą się silną aktywność zarówno w segmencie gotówkowym, jak i ratalnym. Kluczowym zjawiskiem pozostaje dominacja krótkoterminowych pożyczek gotówkowych, które służą głównie jako szybkie wsparcie płynności gospodarstw domowych.

Rekordowe wyniki w obszarze pożyczek gotówkowych do 60 dni

We wrześniu 2025 r. instytucje pożyczkowe udzieliły 467 tys. krótkoterminowych pożyczek gotówkowych (do 60 dni), o 11% więcej r/r. Wartościowo sprzedaż sięgnęła 1,157 mld zł, co oznacza wzrost aż o 24,8% r/r. Średnia kwota takiej pożyczki wzrosła do 2 476 zł (+12,5% r/r). Ten segment odpowiadał za 71% wartości oraz aż 86% liczby wszystkich pożyczek gotówkowych udzielonych w minionym miesiącu.

– Tak silny popyt świadczy o tym, że konsumenci korzystają z pożyczek przede wszystkim jako z narzędzia gaszącego krótkoterminowe napięcia finansowe, zamiast planować długoterminowe finansowanie – wskazuje BIK.

Pożyczki długoterminowe również ze wzrostem, ale w innym celu

Pożyczki gotówkowe na okres powyżej 60 dni osiągnęły wartość 475 mln zł (+31,2% r/r), przy 76 tys. udzielonych umów (+22,6% r/r). Średnia kwota wyniosła 6 208 zł, co oznacza umiarkowany wzrost o 7% r/r. Dane wskazują, że konsumenci częściej finansują większe wydatki w sposób bardziej rozłożony w czasie — ale nadal w mniejszej skali niż w kredytach bankowych.

Segment ratalny: gwałtowny wzrost liczby, spadek średniej wartości

W segmencie pożyczek ratalnych (często oferowanych w punktach sprzedaży i e-commerce) we wrześniu udzielono 892 tys. umów — o 28,6% więcej niż rok wcześniej. Wartość sprzedaży wyniosła 580 mln zł (+19,1% r/r). Średnia wartość pojedynczej pożyczki spadła jednak do 650 zł (–7,4% r/r).

– Instytucje pożyczkowe coraz częściej przyznają mikrofinansowanie, co wprost odzwierciedla spadek średniej kwoty pożyczki ratalnej. Klienci korzystają z ofert „zero interest” i mikroratal głównie na zakupy codzienne, a nie inwestycyjne – komentuje dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

Struktura rynku bez zmian: ratalnie liczbowo, gotówkowo wartościowo

Dominacja pożyczek ratalnych w ujęciu liczby oraz pożyczek gotówkowych w ujęciu wartości pozostaje trwałą cechą polskiego rynku pozabankowego. Ogółem w okresie styczeń–wrzesień 2025 r. firmy pożyczkowe udzieliły:

  • o 14,2% więcej pożyczek gotówkowych do 60 dni (wartościowo +28,5%),
  • o 20,6% więcej pożyczek gotówkowych powyżej 60 dni (wartościowo +29,4%),
  • o 25,4% więcej pożyczek ratalnych (wartościowo +16,8%).

Wrześniowe dane potwierdzają dwa równoległe trendy: presję na płynność finansową gospodarstw domowych oraz rosnącą popularność mikropłatności rozłożonych w czasie. Polski rynek pożyczek pozabankowych staje się coraz bardziej transakcyjny — wykorzystywany nie tylko w sytuacjach kryzysowych, ale jako normalne narzędzie codziennego finansowania konsumpcji. Jeśli utrzyma się bieżąca dynamika, rok 2025 może być rekordowy zarówno pod względem liczby, jak i wartości udzielonych pożyczek.

Polska rezygnuje z zależności od dolara i euro. Złoto ma zastąpić zaufanie do Zachodu

Polska staje się jednym z najważniejszych nabywców złota na świecie. Według najnowszych danych Światowej Rady Złota już w drugim kwartale 2025 r. zajmowaliśmy 10. miejsce na świecie pod względem wielkości posiadanych rezerw kruszcu, wyprzedzając nawet Europejski Bank Centralny. Jednocześnie Narodowy Bank Polski podjął decyzję o strategicznym podniesieniu udziału złota do 30% wszystkich rezerw państwowych, co plasuje nas w wąskiej grupie państw, które mogą się pochwalić bardzo stabilną sytuacją monetarną. Już za kilka dni — na początku listopada — dowiemy się, czy NBP ponownie zakupił kruszec. Czy uda nam się osiągnąć cel jeszcze w tym roku? Czy 30% to słuszna decyzja, czy działanie na wyrost?

Gdy globalne bezpieczeństwo staje na krawędzi — złoto wraca jako fundament państw

Narodowy Bank Polski posiada dziś ponad 520 ton złota o wartości przekraczającej 240 mld zł, co stanowi około 25% łącznej wartości oficjalnych aktywów rezerwowych. To wynik intensywnego procesu, który w ostatnich latach całkowicie zmienił strukturę krajowych rezerw walutowych. Polska znalazła się w grupie państw, które bardzo świadomie odchodzą od oparcia rezerw wyłącznie na walutach i obligacjach państw zachodnich. To reakcja na świat, w którym bankowość centralna musi zakładać scenariusze jeszcze niedawno uważane za political fiction: globalną recesję, rozszerzenie wojny za naszą wschodnią granicę, blokadę systemów rozliczeniowych, czy użycie sankcji jako narzędzia nacisku politycznego.

Decyzja NBP wpisuje się w coraz bardziej niepokojącą sytuację geopolityczną Polski. Choć eksperci wojskowi podkreślają, że bezpośredni atak Rosji na Polskę w najbliższych latach pozostaje mało prawdopodobny, scenariusze takiej ewentualności są intensywnie analizowane, o czym świadczy chociażby seria ostatnich wypowiedzi premiera Donalda Tuska czy ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, w kontekście incydentów z dronami naruszającymi polską przestrzeń powietrzną – wskazuje Tomasz Gessner, główny analityk Tavex.

Decyzja o 30-procentowym udziale złota nie wynika więc z ideologii ani ostentacji. Wynika z chłodnej analizy tego, że polskie bezpieczeństwo finansowe — tak jak każdej gospodarki granicznej NATO — musi posiadać twardy, niezależny ekonomiczny kręgosłup. Kręgosłup odporny na turbulencje dolara, euro czy rynków długu. Złoto – pod warunkiem przechowywania pod własną kontrolą – ma tę wyjątkową cechę, że nie jest niczyją obietnicą. Nie można go zablokować, anulować, wyzerować. Nie zależy od decyzji ani jednego rządu, ani jednego banku. Do nowego, celu brakuje nam 5%.

Upragnione 30%, czy decyzja na wyrost?

Pod względem ilości posiadanego złota Polska zajmuje 10. miejsce na świecie wśród banków centralnych – zgodnie z danymi Światowej Rady Złota za II kwartał 2025 r. – wyprzedzając nawet Europejski Bank Centralny. Gdy NBP osiągnie zakładany cel, udział złota w polskich rezerwach będzie wyższy niż u większości rozwiniętych gospodarek. Dla porównania, Rosja utrzymuje około 30% rezerw w złocie, Turcja ponad 43%, a liderzy jak USA czy Niemcy posiadają odpowiednio 75 i 77% rezerw w złocie.

Badania portfelowe prowadzone przez Bank of America pokazują, że największą efektywność oraz realną odporność na kryzysy osiągają państwa utrzymujące około 30% rezerw właśnie w złocie. To poziom, który historycznie chronił majątek narodowy w czasach wojen, przewrotów walutowych i destabilizacji systemowej. W obliczu narastających napięć na świecie — od Morza Południowochińskiego po Bliski Wschód — ta liczba przestaje być teorią ekonomiczną, a staje się praktycznym standardem bezpieczeństwa.

Według najnowszych analiz Goldman Sachs banki centralne są dziś w trakcie strukturalnej rewolucji w zarządzaniu rezerwami. Po zamrożeniu rosyjskich aktywów w 2022 r. wiele krajów zrozumiało, że brak dywersyfikacji może kosztować je utratę kontroli nad własnymi finansami. Goldman prognozuje, że centralne banki będą kupować złoto jeszcze przez co najmniej trzy lata, a ceny kruszcu mogą dalej rosnąć.

Dziś można już z pełnym przekonaniem powiedzieć: świat wszedł w fazę budowy rezerw opartych na aktywach odpornych na polityczny szantaż. Złoto jest w centrum tej zmiany.

Konieczne bezpieczeństwo?

Dane Światowej Rady Złota za pierwszą połowę 2025 roku wskazują, że Polska była największym nabywcą złota wśród wszystkich banków centralnych świata. I robiła to przy rekordowo wysokich cenach, co podkreśla jedno: to nie spekulacja, lecz długoterminowa polityka bezpieczeństwa. Każde kolejne zakupy stanowią sygnał dla rynków i inwestorów, że polski bank centralny nie dopuszcza ryzyka erozji wartości rezerw ani pogorszenia wiarygodności finansowej państwa.

Rosnące napięcia na świecie sprawiają, że rynki patrzą na Polskę z większą ostrożnością. W ostatnich miesiącach dwie największe agencje oceniające siłę finansów państw — Fitch i Moody’s — obniżyły prognozy dla Polski. To tak, jakby bank powiedział klientowi: „Na razie radzisz sobie okej, ale widzimy pewne ryzyka”. Dlaczego tak się stało? Bo rośnie dług państwa i żyjemy w bezpośrednim sąsiedztwie wojny. A im większe ryzyko postrzegają inwestorzy, tym drożej kosztuje nas pożyczanie pieniędzy na ważne dla kraju projekty — od obronności po infrastrukturę. W tym kontekście złoto stanowi „twardą walutę”, która w przeciwieństwie do obligacji skarbowych nie jest obciążona ryzykiem kredytowym konkretnego państwa – podkreśla Tomasz Gessner, główny analityk Tavex.

Narodowy Bank Polski już za kilka dni opublikuje dane za październik 2025 r. i dowiemy się, czy dokonaliśmy kolejnych zakupów złota. To będzie moment weryfikujący tempo, w jakim Polska zbliża się do historycznego celu. Jeżeli NBP utrzyma dotychczasową dynamikę zakupów, poziom 30% rezerw w złocie może zostać osiągnięty szybciej niż przewidywano.

Może to być również moment zwrotny — Polska oficjalnie stanie się jednym z najbardziej odpornych finansowo państw w regionie, ze strukturą rezerw dostosowaną do realiów XXI wieku.

Deloitte: 65 proc. inwestorów spodziewa się spadku wycen w sektorze mody i dóbr luksusowych

Po okresie silnego wzrostu i rekordowej aktywności inwestycyjnej branża mody i dóbr luksusowych wchodzi w etap stabilizacji i korekty oczekiwań. Jak wynika z raportu „Fashion & Luxury Private Equity and Investors Survey 2025” przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, w 2024 roku w branży odnotowano 333 fuzje i przejęcia, o 7 proc. mniej niż rok wcześniej. Największe spadki rentowności były widoczne w segmentach luksusowych samochodów, biżuterii, zegarków oraz prywatnych odrzutowców, w których marże EBITDA obniżyły się średnio o ok. 10 proc. Pomimo ogólnego spowolnienia aż 90 proc. inwestorów deklaruje w tym roku zainteresowanie lokowaniem kapitału w ten sektor, dostrzegając jego odporność i potencjał długofalowego wzrostu.

Raport „Global Fashion & Luxury Private Equity and Investors Survey 2025” analizuje zmiany w otoczeniu makroekonomicznym i kondycji finansowej konsumentów, przedstawia przegląd transakcji M&A według regionów wraz ze strategiami funduszy private equity, wskazując istotne trendy i prognozy na 2025 rok.

Europa pozostaje centrum globalnej aktywności inwestycyjnej w segmencie Fashion & Luxury – aż 75 proc. badanych wskazało ją jako kierunek lokowania kapitału z największym potencjałem w najbliższym czasie. Na drugim miejscu znalazła się Ameryka Północna (23 proc.), a inne części świata rozważa tylko 2 proc. ankietowanych. Chiny, jeszcze kilka lat temu uznawane za rynek rozwoju z dużym potencjałem, tracą na znaczeniu z powodu słabszej dynamiki gospodarczej i rosnących barier handlowych. Ich miejsce w strategiach inwestorów coraz częściej zajmują Indie, Japonia i Korea Południowa – kraje, w których szybko rozwija się infrastruktura luksusu i rośnie liczba zamożnych konsumentów.

Globalny rynek mody i dóbr luksusowych stopniowo wchodzi w fazę bardziej zrównoważonego wzrostu. W obecnych realiach gospodarczej niepewności kluczowe staje się nie tylko tempo zwrotu, lecz przede wszystkim odporność marek i ich zdolność do adaptacji do nowych warunków. Coraz częściej decyzje o lokowaniu kapitału uwzględniają ryzyka regulacyjne i geopolityczne, co sprzyja koncentracji aktywności w regionach o większej stabilności. Ta selektywność nie oznacza jednak stagnacji – przeciwnie, otwiera przestrzeń dla innowacji i rozwoju nowych modeli biznesowych na dojrzałych rynkach – mówi Dorota Cudna-Sławińska, partnerka, liderka portfolio Strategy w Polsce i w Europie Środkowej, Deloitte.

W skali globalnej inwestorzy wskazują, że największymi zagrożeniami dla rozwoju sektora pozostają bariery handlowe (23 proc.), spadek zaufania konsumentów (22 proc.) oraz niestabilność polityczna (20 proc.). Czynniki te wpływają zarówno na bieżące decyzje finansowe, jak i długofalowe strategie ekspansji oraz modele działania firm z tej branży.

Fuzje i przejęcia w sektorze F&L

W 2024 roku rynek fuzji i przejęć w branży mody i dóbr luksusowych wyhamował po ostatnich latach dynamicznego wzrostu. Zarejestrowano tam 333 transakcje M&A, czyli o 25 mniej w porównaniu z 2023 rokiem. Największe zaangażowanie inwestorów było widoczne w sektorze hotelarskim (43,5 proc. wszystkich transakcji), który ponownie potwierdził swoją atrakcyjność. Drugie w kolejności (40,2 proc.) były osobiste dobra luksusowe – obejmujące m.in. odzież, akcesoria, kosmetyki i perfumy. Najsilniejszy spadek liczby fuzji i przejęć zanotowano w segmencie odzieży i akcesoriów (-20), podczas gdy wzrost liczby przejęć w stosunku do ub. r. odnotowały branże kosmetyków i perfum (+13) oraz meblarska (+10). Pod względem geograficznym największy przyrost liczby transakcji miał miejsce w Europie, gdzie zawarto o 14 więcej umów niż w 2023 roku. Z kolei aktywność inwestycyjna w Ameryce Północnej i regionie Azji i Pacyfiku wyraźnie osłabła (było ich odpowiednio o 23 i 29 mniej).

Średnia wartość transakcji w 2024 roku różniła się istotnie w zależności od segmentu. Najwyższe kwoty dotyczyły samochodów luksusowych, choć średnia wartość przejęć spadła tam o 52 proc. Wzrosty odnotowano natomiast w branżach odzieżowej i meblarskiej, które osiągnęły średnie wartości transakcji na poziomie odpowiednio 476 mln i 88 mln dolarów. Szczególnie dynamiczny wzrost widoczny był w segmencie zegarków i biżuterii – tam średnia wartość zwiększyła się aż o 167 proc., do 219 mln dolarów. Z kolei w sektorach kosmetyków i perfum (-62 proc.), hoteli (-30 proc.), prywatnych odrzutowców (-93 proc.) oraz restauracji (-69 proc.) średnie wartości transakcji wyraźnie się obniżyły.

Rynek pod presją wycen

W 2025 roku inwestorzy weszli w okres większej ostrożności. 65 proc. z nich spodziewa się spadku wycen spółek z sektora, podczas gdy jedynie 9 proc. prognozuje wzrost. Dla porównania, rok wcześniej obniżek spodziewało się tylko 25 proc. ankietowanych. Rosnące koszty finansowania i wolniejsze tempo konsumpcji skłaniają uczestników rynku do większej selektywności, choć branża wciąż postrzegana jest jako stabilne źródło wartości.

Pomimo presji kosztowej sektor mody i dóbr luksusowych pozostaje jednym z bardziej rentownych. Większość uczestników badania zakłada zwroty z inwestycji (IRR) w przedziale 21-30 proc., co potwierdza odporność i długoterminową atrakcyjność branży. Obserwujemy również zmianę struktury portfeli – choć mniejsze spółki nadal dominują, coraz większe znaczenie zyskują podmioty średniej i dużej wielkości, co może świadczyć o większym nacisku na stabilność i przewidywalność wyników – mówi Mirosław Pazur, partner w dziale Advisory, M&A Corporate Finance, Deloitte.

Nowa definicja luksusu i zmieniający się konsument

Rynek dóbr luksusowych staje się coraz bardziej spolaryzowany. Najzamożniejsze 0,1 proc. konsumentów odpowiada już za 23 proc. globalnych wydatków w tym segmencie. Trend ten podkreśla rosnące znaczenie indywidualizacji doświadczeń i tworzenia całych ekosystemów usług dopasowanych do potrzeb wąskiej grupy najbardziej zamożnych klientów.

Równocześnie coraz większe znaczenie zyskuje sztuczna inteligencja, która ma duży wpływ ma doświadczenie klienta – od projektowania i personalizacji produktów, po obsługę posprzedażową. Narzędzia oparte na danych już teraz wspierają marki w prognozowaniu popytu, optymalizacji cen i zarządzaniu zapasami, zwiększając efektywność całego łańcucha wartości.

Preferencje i perspektywy na najbliższy czas

Portfele inwestorów F&L stają się coraz bardziej zróżnicowane. Częściej zaczynają obejmować obszary komplementarne wobec tradycyjnej mody, takie jak: resale, akcesoria czy usługi wspierające działalność marek. Tego typu inwestycje deklaruje dziś 49 proc. respondentów, podczas gdy 23 proc. skupia się na samych markach modowych.

W nadchodzącym roku aż 90 proc. inwestorów planuje aktywność w segmencie Fashion & Luxury. Największym zainteresowaniem cieszą się kosmetyki i perfumy (25 proc. wskazań) oraz produkcja odzieży i akcesoriów (24 proc.). Na znaczeniu zyskują także czynniki pozafinansowe, w tym zrównoważony rozwój, odpowiedzialne łańcuchy dostaw i etyka marek. ESG staje się coraz częściej elementem strategii firm, najchętniej inwestują w nie branże: kosmetyczne (27 proc.), odzieżowe (17 proc.) i meblarskie (13 proc.).

Fed ponownie obniży stopy. Co dalej z kursem dolara, euro i złotego?

Dane inflacyjne za wrzesień, będące jedynym odczytem gospodarczym z USA od tygodni, pokazały słabszą presję cenową od oczekiwań. Przypieczętowało to obniżki stóp procentowych na dwóch kolejnych posiedzeniach Rezerwy Federalnej. Mimo że dolar radził sobie w ubiegłym tygodniu dość dobrze, uważamy, że ścieżka najmniejszego oporu dla waluty wiedzie w średnim terminie w dół. Bardziej akomodacyjna polityka Fedu w 2026 r. tylko wsparłaby ten pogląd.

Kluczowe punkty:

  • PLN nieco mocniejszy, uwaga przenosi się na inflację.
  • Fed ma w tym tygodniu obniżyć stopy mimo shutdownu.
  • Optymizm ws. porozumienia handlowego USA i Chin wspiera aktywa ryzykowne.
  • EBC utrzyma stopy na niezmienionym poziomie po dobrych danych PMI.
  • Słabszy raport inflacyjny w Wlk. Brytanii zwiększa zakłady za cięciem BoE w grudniu.

Powszechnie oczekuje się, że Rezerwa Federalna w środę (29.10) ponownie obniży stopy procentowe mimo zamknięcia rządu, w opóźnionych danych nie widać bowiem nic, co byłoby przekonującym argumentem przeciwko takiemu ruchowi. Spodziewamy się, że prezes Jerome Powell wyraźnie zasugeruje kolejne cięcie w grudniu, zgodnie z ostatnim dot plotem FOMC. Ich dalsza ścieżka stoi jednak pod znakiem zapytania. Inflacja w USA utrzymuje się znacznie powyżej celu, a wstrzymanie prac instytucji federalnych sprawia, że dostajemy niewiele informacji na temat stanu gospodarki.

Dzień później (czwartek 30.10) odbędzie się posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego, oczekuje się jednak, że w przewidywalnej przyszłości utrzyma on stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Zamiast na nim oczy wszystkich skupią się na spotkaniu Donalda Trumpa i Xi Jinpinga – rynki wyczekują dobrych wieści po doniesieniach, że podczas ostatniego weekendu udało się uzgodnić ramowe porozumienie handlowe. Przekonamy się, czy spotkanie zaowocuje jego podpisaniem, czy też kolejnym odroczeniem podwyżek ceł. Nawet jeśli stanie na odroczeniu, inwestorzy i tak będą zadowoleni, że groźba niebotycznie wysokich stawek najwyraźniej została zażegnana.

PLN

Kurs EUR/PLN wyłamał się z przedziału, w którym pozostawał w ostatnich miesiącach, aczkolwiek nadal pozostaje w jego okolicach. Ubiegły tydzień przyniósł kolejne dowody na rozluźnianie się rynku pracy w Polsce – momentum płacowe pozostaje słabe, a stopa bezrobocia wzrosła do najwyższego od lutego 2023 r. poziomu 5,6%. Sprzedaż detaliczna również nie była imponująca, dobry odczyt produkcji przemysłowej balansuje jednak obraz. Ogólnie wciąż niewiele wskazuje na to, że słabszy rynek pracy istotnie ogranicza apetyt konsumentów.

W tym tygodniu uwaga skupi się na wstępnym odczycie inflacji za październik (piątek 31.10). Oczekuje się jej niewielkiego wzrostu do 3%. Niemniej uważamy, że ochłodzenie na rynku pracy prawdopodobnie wystarczy, by przekonać NBP do ponownego obniżenia stóp procentowych w przyszłą środę (05.11).

EUR

Niespodziewany wzrost wskaźników PMI dla aktywności biznesowej w strefie euro potwierdza nasz pogląd, że cykl obniżek stóp procentowych EBC dobiegł końca. Spodziewamy się, że posiedzenie w ten czwartek (30.10) nie wywoła reakcji rynków, a prezeska Christine Lagarde zasygnalizuje niski apetyt banku na dalsze rozluźnianie polityki monetarnej. Poprawa wskaźników PMI była szczególnie zauważalna w przypadku niemieckiego sektora usługowego, co może być wczesną oznaką, że pakiet stymulacyjny zaczyna być odczuwalny. Aktywność we Francji zaś w dalszym ciągu się kurczy, po części w reakcji na wysoką niepewność spowodowaną niedawnym zamieszaniem politycznym.

Zarówno wskaźniki PMI, jak i jastrzębia postawa EBC powinny naszym zdaniem wesprzeć nieco euro przed końcem roku. Wiadomości dotyczące porozumienia handlowego między USA i Chinami również powinny być dla wspólnej waluty minimalnie pozytywne ze względu na stosunkowo wysoką ekspozycję wspólnego bloku na gospodarkę Państwa Środka.

USD

W ubiegłym tygodniu poznaliśmy w końcu jakieś pierwszorzędowe dane z USA, mimo trwającego zamknięcia rządu, które najprawdopodobniej przebije to z przełomu lat 2018 i 2019 i zapisze się jako najdłuższe w historii. Odczyty w opóźnionym raporcie inflacyjnym za wrzesień były nieco niższe od oczekiwań – główna miara po raz pierwszy od stycznia spadła do 3%. Wciąż jednak znacznie przekracza cel banku, jak przez ostatnie cztery lata, a Rezerwa Federalna spodziewa się, że pozostanie powyżej 2-proc. celu do 2028 r.

Żadne z powyższych czynników nie powinny powstrzymać Fedu przed ponownym obniżeniem stóp procentowych w środę (29.10) ani na kolejnym posiedzeniu w grudniu. Niemniej perspektywy stóp w przyszłym roku pozostają niepewnie, głównie ze względu na niemal całkowity brak wiarygodnych danych gospodarczych przez zamknięcie rządu. Wciąż uważamy, że ścieżka najmniejszego oporu dla dolara wiedzie w średnim terminie w dół, a bardziej akomodacyjna polityka Fedu w 2026 r. tylko wsparłaby ten pogląd.

GBP

Wrześniowy raport inflacyjny z Wielkiej Brytanii przyniósł wyczekiwane przez Bank Anglii dane. Główna miara utrzymała się na poziomie 3,8%, podczas gdy oczekiwano jej wzrostu, inflacja bazowa spadła zaś nieznacznie do 3,5%. Przywróciło to możliwość obniżenia stóp procentowych Banku Anglii w grudniu – rynki swap wyceniają obecnie prawdopodobieństwo kolejnego ruchu w dół przed końcem roku na ok. 2/3. My jednak nie jesteśmy do tego przekonani.

Faktem pozostaje, że inflacja w Wielkiej Brytanii pozostaje znacznie bliższa 4% niż 3% i wciąż niemal dwukrotnie przekracza wynoszący 2% cel Banku Anglii, a przekonujących dowodów na to, że presja cenowa osiągnęła już szczyt, brakuje. Biorąc pod uwagę, że w danych dotyczących aktywności gospodarczej nie widać istotnego pogorszenia, podejrzewamy, że Komitet prawdopodobnie skłoni się ku ostrożności i na razie utrzyma stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Taki rozwój sytuacji powinien być minimalnie korzystny dla funta. Niewiadomą pozostaje oczywiście jesienny budżet, ponieważ hamująca wzrost polityka fiskalna opierająca się na wysokich podatkach mogłaby wymusić bardziej gołębią politykę monetarną.

The Farm 51 przeprowadzi emisję akcji, aby sfinansować marketing Chernobylite 2 oraz rozwój Wardevil i projektów dronowych

Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie akcjonariuszy spółki The Farm 51 Group S.A. podjęło uchwałę o przeprowadzeniu emisji akcji zwykłych na okaziciela serii L w trybie subskrypcji zamkniętej, z zachowaniem prawa poboru dla dotychczasowych akcjonariuszy. Spółka planuje pozyskać do 11,5 mln zł i zaoferuje maksymalnie 1 153 913 akcji o wartości nominalnej 0,10 zł każda i cenie emisyjnej 10,00 zł za akcję. Pozyskane środki finansowe zostaną przeznaczone na kampanię marketingową gry Chernobylite 2, rozwój nowej produkcji Wardevil i kontynuację prac nad innowacyjnymi projektami dronowymi o podwójnym zastosowaniu, łączącymi gry z zastosowaniami profesjonalnymi i militarnymi.

Głównym celem emisji jest sfinansowanie działań marketingowych związanych z Chernobylite 2, największym projektem w historii The Farm 51. Produkcja ma zaoferować graczom świat od 20 do 30 razy większy niż w poprzedniej części, a także 10–20 razy więcej postaci, broni i gadżetów. Premiera pełnej wersji Chernobylite 2 planowana jest na pierwszy kwartał 2026 r., a gra ukaże się na PC, PlayStation 5 i Xbox Series X|S.

– Zależy nam na dotarciu do jak najszerszej grupy graczy i przygotowaniu Chernobylite 2 do udanej premiery w pełnej wersji w pierwszym kwartale 2026 r. Emisja akcji daje nam również możliwość rozwijania Wardevil oraz pogłębiania prac nad technologiami dronowymi, które mają potencjał nie tylko w rozrywce, ale także w zastosowaniach obronnych – mówi Wojciech Pazdur, Prezes Zarządu The Farm 51.

Zgodnie z harmonogramem emisji dzień prawa poboru dla dotychczasowych akcjonariuszy przypada na 12 listopada 2025 r. Zapisy na akcje potrwają od 17 do 28 listopada 2025 r., a ich przydział planowany jest na 9 grudnia. Przydział akcji serii L nieobjętych w ramach prawa poboru oraz zamknięcie oferty publicznej przewidziano na 12 grudnia 2025 r.

Pozyskane środki pozwolą spółce na dalszy rozwój Wardevil, gry typu military survival FPS z elementami stealth, a także na kontynuację zaawansowanych prac nad projektami dronowymi o podwójnym zastosowaniu.

The Farm 51 realizuje m.in. projekt WRE-BSL, zakładający opracowanie technologii symulacji dronów bojowych, które będą wykorzystywane zarówno w grach (Chernobylite 2, Wardevil), jak i w szkoleniach operatorów oraz projektach przemysłowych i militarnych.

Dzięki tej emisji będziemy mogli skutecznie promować Chernobylite 2 i w pełni wykorzystać jego potencjał rynkowy. Jednocześnie inwestujemy w rozwój naszego studia – zarówno w nowe gry, jak i w zaawansowane technologie, które będą fundamentem przyszłych projektów The Farm 51 – dodaje Robert Siejka, Wiceprezes Zarządu The Farm 51.

Pozyskane w ramach emisji środki finansowe mają wzmocnić pozycję The Farm 51 na rynku gier wideo i umożliwić realizację ambitnych planów rozwojowych studia, łączących doświadczenie w tworzeniu gier z innowacjami technologicznymi.

Akcje serii L zostaną wyemitowane w drodze subskrypcji zamkniętej w rozumieniu art. 431§2 pkt 2 Kodeksu spółek handlowych przeprowadzonej, w drodze oferty publicznej w rozumieniu art. 2 lit. d Rozporządzenia Prospektowego. W związku z faktem, że zakładane wpływy brutto spółki na terytorium Unii Europejskiej z tytułu emisji Akcji Serii L liczone według ceny emisyjnej z dnia jej ustalenia, stanowić będą nie mniej niż 1.000.000 euro i mniej niż 5.000.000 euro i wraz z wpływami, które spółka zamierzała uzyskać z tytułu ofert publicznych takich papierów wartościowych, dokonanych w okresie poprzednich 12 miesięcy, nie będą mniejsze niż 1.000.000 euro i będą mniejsze niż 5.000.000 euro, oferta publiczna Akcji Serii L wymaga udostępnienia do publicznej wiadomości dokumentu zawierającego informacje o tej ofercie, o którym mowa w art. 37b Ustawy o Ofercie, tj. memorandum informacyjnego.

Oferowanie papierów wartościowych odbędzie się wyłącznie na warunkach i zgodnie z zasadami określonymi w memorandum, które będą jedynym prawnie wiążącym dokumentem zawierającym informacje o papierach wartościowych, ich ofercie i emitencie.

Memorandum, o którym mowa powyżej, zostanie opublikowane 14 listopada 2025 r. na stronie internetowej spółki i stronie internetowej firmy inwestycyjnej pośredniczącej w ofercie publicznej, tj. Domu Maklerskiego BDM S.A. z siedzibą w Bielsku-Białej.

Kiedy trzeba zawiadomić osobę o naruszeniu danych? Ważny precedens NSA wobec art. 33–34 RODO

0

Naczelny Sąd Administracyjny uchylił korzystny dla Ergo Hestii wyrok WSA i potwierdził stanowisko Prezesa UODO w jednej z kluczowych spraw dotyczących obowiązku powiadamiania osoby o naruszeniu jej danych osobowych. Sprawa dotyczy wysyłki niezaszyfrowanej oferty ubezpieczeniowej — zawierającej m.in. imię, nazwisko i numer PESEL — do niewłaściwego odbiorcy. NSA wskazał, że takie zdarzenie co do zasady powoduje wysokie ryzyko naruszenia praw lub wolności, nawet jeśli obejmuje „tylko jedną osobę” i nawet jeśli szkoda się jeszcze nie zmaterializowała.

Sprawa wraca do ponownego rozpoznania przez WSA, ale w praktyce NSA nadał tej wykładni charakter niemal „instrukcji interpretacyjnej” dla administratorów.

NSA: liczy się nie tylko prawdopodobieństwo, ale także waga potencjalnych skutków

WSA uznał wcześniej, że PUODO nie uzasadnił dostatecznie, dlaczego w tej sprawie należało zawiadomić osobę dotkniętą incydentem (art. 34 RODO). NSA stwierdził inaczej — i jednoznacznie zapisał:

„Połączenie nie małego prawdopodobieństwa z wysoką wagą skutków oznacza wysokie ryzyko — które automatycznie uruchamia obowiązek zawiadomienia osoby.”

To kluczowe, bo NSA koryguje błędną praktykę adminów, którzy oceniali ryzyko niemal wyłącznie przez pryzmat prawdopodobieństwa („przecież odbiorca i tak nic nie zrobi”). Sąd przypomina: ryzyko to funkcja dwóch zmiennych. Wysoka waga możliwych skutków wystarczy.

Przełomowa precyzja NSA w zakresie interpretacji art. 34 RODO

NSA dodatkowo doprecyzował kilka zasad, które będą mieć wpływ na codzienną praktykę DPO / ABI:

  • Obowiązek notyfikacji nie jest automatyczny, ale próg „zwalniający” jest wysoki – administrator musi mieć pewność małego ryzyka, nie tylko „brak pewności co do dużego”.
  • Nie trzeba czekać na realną szkodę — wystarczy możliwość wystąpienia wysokiego ryzyka.
  • Wycieku imienia, nazwiska i numeru PESEL nie wolno bagatelizować — w Polsce to dane umożliwiające zaciągnięcie zobowiązań i podjęcie działań o poważnych konsekwencjach finansowych i tożsamościowych.
  • Ocenę ryzyka administrator musi udokumentować w sposób obiektywny: na podstawie wiedzy branżowej, incydentów w sektorze, realiów ekonomicznych, praktyk przestępczych itd.

To doprecyzowanie eliminuje jeden z najczęstszych błędów w organizacjach: pochopne „samo-usprawiedliwienie”, że „było tylko jedno ujawnienie i raczej nic się nie stanie”.

NIS2 zmienia cyberbezpieczeństwo z „rekomendacji” w obowiązek. Firmy czeka przyspieszony test dojrzałości operacyjnej

Nowelizacja Krajowego Systemu Cyberbezpieczeństwa to formalne przejście z „dobrych praktyk” do twardych obowiązków. Polska implementacja NIS2 rozszerza katalog sektorów i wymaga systemowego zarządzania ryzykiem, z osobistą odpowiedzialnością kierownictwa oraz obowiązkowymi szkoleniami. Zakłada się, że nowe przepisy zostaną przyjęte w tym roku.[1] Ścieżka legislacyjna jest standardowa: projekt musi przejść głosowania w Sejmie i Senacie, a następnie wymaga podpisu prezydenta, aby mógł wejść w życie.

Przed wieloma firmami, a zwłaszcza tymi z sektora przemysłowego, przyspieszony test dojrzałości i gotowości całej organizacji. Nie powinno być to jednak zaskoczeniem, ponieważ przepisy miały obwiązywać już od 2024 roku. Tymczasem w czerwcu bieżącego roku ENISA (Agencja Unii Europejskiej ds. Cyberbezpieczeństwa) opublikowała raport zawierający wytyczne techniczne wspierające wdrożenie dyrektywy NIS2 w wybranych sektorach.[2]

Jak przygotować się do nowej ustawy? Na początku warto ustalić, czy nasza firma po wprowadzeniu nowych przepisów stanie się podmiotem kluczowym lub ważnym. NIS2 obejmuje szerokie spektrum sektorów, a w praktyce państwa wprowadzają mechanizm samoidentyfikacji i rejestracji w krajowym wykazie. To obowiązek – przeanalizuj typ działalności, skalę i kryteria z załączników NIS2, a następnie zarejestruj się w krajowym systemie, gdy już się pojawi.

Ponadto cyberbezpieczeństwo to proces, dlatego podstawą jest codzienna dyscyplina operacyjna i świadomość pracowników, o co warto zadbać już teraz. Z kolei świadomość pracowników wynika z poprawnie zdefiniowanych procesów ciągłości działania, gdzie role są dobrze zakomunikowane, a kluczowe komponenty dostarczone przed solidnego dostawcę, dzięki czemu w sytuacji kryzysowej można podejmować szybkie działania korekcyjne, a następnie korygujące. Kluczowa jest też wiedza w trakcie trwania incydentu, a takie dane będzie w stanie podać tylko solidny partner posiadający wiedzę i świadomość wewnętrzną.

[1]https://www.gov.pl/web/cyfryzacja/ministerstwo-cyfryzacji-zaprezentowalo-projekt-ustawy-o-krajowym-systemie-cyberbezpieczenstwa

[2]https://www.enisa.europa.eu/publications/nis2-technical-implementation-guidance

Wielomiliardowe środki na odbudowę po pandemii niewystarczająco wspierają unijne przedsiębiorstwa

Aby otrzymać środki z Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności (RRF), państwa UE zobowiązały się do przeprowadzenia stosownych reform i inwestycji. Jak wynika z nowego sprawozdania Europejskiego Trybunału Obrachunkowego, działania te pozwoliły jedynie częściowo rozwiązać problemy występujące w otoczeniu biznesowym. Wprawdzie niektóre reformy przyniosły już usprawnienia, lecz wrażanie większości z nich jest opóźnione, a jedynie w przypadku niewielkiej części ukończonych już reform wypracowano znaczące rezultaty.

W 2021 r., aby złagodzić skutki gospodarcze pandemii COVID-19 i wesprzeć trwałą odbudowę gospodarczą, UE ustanowiła RRF o budżecie wynoszącym 650 mld euro. Aby otrzymać finansowanie, kraje unijne musiały zobowiązać się do zrealizowania zaplanowanych inwestycji i reform w kluczowych sektorach. Działania te powinny były rozwiązać wszystkie problemy strukturalne – lub znaczną ich część – zidentyfikowane w unijnych zaleceniach dla poszczególnych krajów z 2019 i 2020 r. Zalecenia te odnosiły się między innymi do otoczenia biznesowego.

„UE wykorzystuje środki finansowe przeznaczone na odbudowę po pandemii jako zachętę dla krajów unijnych do wdrożenia ważnych reform otoczenia biznesowego, lecz jak dotąd w większości przypadków nie osiągnięto założonych rezultatów” – stwierdziła Ivana Maletić, członkini Trybunału odpowiedzialna za tę kontrolę. –„Środki z RRF mogłyby ułatwić prowadzenie działalności gospodarczej, ale potencjał tego instrumentu nie jest w pełni wykorzystywany”.

W dwóch latach poprzedzających pandemię UE wydała 82 zalecenia dla państw członkowskich dotyczące poprawy otoczenia biznesowego. Objęły one m.in. promowanie inwestycji prywatnych, poprawę dostępu do finansowania, uproszczenie systemów podatkowych oraz zmniejszenie obciążeń regulacyjnych. Aby zrealizować te zalecenia, państwa członkowskie przewidziały w swoich krajowych planach odbudowy 157 stosownych reform i 254 powiązane z nimi inwestycje. Szacowane koszty tych działań w ramach RRF – przede wszystkim inwestycji – wynoszą około 109 mld euro.

Dzięki reformom i inwestycjom państwa członkowskie zrealizowały w dużej mierze około jedną czwartą zaleceń, lecz żadnego zalecenia nie wdrożono w pełni. Ponadto około połowę z nich zrealizowano jedynie w niewielkim stopniu lub nie wdrożono ich wcale, w wyniku czego niektóre problemy strukturalne pozostały nierozwiązane. Przykładowo nie podjęto jakichkolwiek działań w związku z 7% zaleceń. Kontrolerzy Trybunału stwierdzili niedawno, że około jedna trzecia zaleceń dotyczących reform rynku pracy objętych RRF nie została uwzględniona w ramach żadnej reformy. Biorąc pod uwagę wyniki tych dwóch kontroli, jeden z kluczowych celów RRF, jakim jest rozwiązanie wszystkich problemów wskazanych w zaleceniach lub znacznej ich części, pozostaje nieosiągnięty.

Wdrażanie większości reform w czterech państwach członkowskich, w których kontrolerzy przeprowadzili wizyty, było opóźnione, a ponad jednej czwartej tych reform nie udało się ukończyć do kwietnia 2025 r., kiedy to kontrola dobiegła końca. Ponieważ wszystkie działania w ramach RRF należy zakończyć do końca sierpnia 2026 r., dalsze opóźnienia niosą ze sobą ryzyko, że działania nie zostaną ukończone, a tym samym nie zostaną osiągnięte założone rezultaty. Reformy zrealizowane w państwach członkowskich objętych kontrolą co do zasady doprowadziły do uzyskania oczekiwanych produktów, takich jak przyjęcie stosownych przepisów. Rzeczywiste skutki zmiany przepisów mogą być jednak odczuwalne dopiero po upływie kilku lat. W praktyce obecnie jedynie w przypadku jednej trzeciej ukończonych reform osiągnięto istotne rezultaty. Co więcej, nawet w przypadku tych ukończonych z powodzeniem reform oddziaływanie może być ograniczone ze względu na krótkie ramy czasowe działań, ich słabe powiązanie z danym obszarem polityki lub możliwość ich wycofania. Trudno też jednoznacznie ocenić wpływ działań w ramach RRF dotyczących otoczenia biznesowego na postępy państw w realizacji odnośnych zaleceń, jako że działania te przyczyniły się do postępów jedynie w połowie przeanalizowanych przypadków. Zdaniem kontrolerów postępy we wdrażaniu zaleceń wynikające z działań w ramach RRF są nadal powolne, choć bardziej znaczące niż w obszarze rynku pracy.

Informacje ogólne

Obostrzenia i środki ograniczające kontakty personalne, które zostały wprowadzone w Unii w reakcji na pandemię COVID-19, doprowadziły do poważnych zaburzeń w działalności gospodarczej i handlu. Miały one wpływ krótkoterminowy – odczuwalny głównie w 2020 r. – a w 2021 r. ponownie nastąpiło ożywienie działalności gospodarczej. RRF wciąż jest w trakcie wdrażania, a większości reform dotyczących otoczenia biznesowego ujętych w planach krajowych nadal nie ukończono. W ramach corocznego procesu koordynacji polityki gospodarczej państw członkowskich (czyli tzw. europejskiego semestru) Rada UE przyjmuje zalecenia dla poszczególnych krajów, w których wskazuje problemy, które dane państwa powinny rozwiązać. Zgodnie z rozporządzeniem w sprawie RRF krajowe plany odbudowy i zwiększania odporności powinny przyczyniać się do rozwiązania wszystkich tego rodzaju problemów lub też znacznej ich części.

Kontrolerzy zbadali, czy reformy w ramach RRF dotyczące otoczenia biznesowego skutecznie przyczyniły się do rozwiązania problemów zidentyfikowanych w zaleceniach dla poszczególnych krajów. Sprawdzili też, czy w przypadku Bułgarii, Hiszpanii, Cypru i Austrii w wyniku wdrażania tych reform osiągnięto zamierzone cele.

Start ORBITEO – JRH ujawnia strukturę i cele holdingu technologicznego w sektorach space i defence

JRH ASI S.A. oficjalnie zainaugurowała projekt ORBITEO – nowy holding technologiczny ukierunkowany na rozwój rozwiązań w sektorach space, defence oraz sztucznej inteligencji. Ujawniono jego strukturę organizacyjną, model działania oraz plan integracji spółek portfelowych. Do grona Partnerów ORBITEO dołączyła również spółka Fluence Technology, producent zaawansowanych laserów przemysłowych, wzmacniając kompetencje klastra w obszarze technologii fotonicznych.

Podczas konferencji zorganizowanej w ICE w Krakowie January Ciszewski, prezes JRH dokonał inauguracji projektu ORBITEO. Poinformowano o podpisaniu ramowych porozumień określających zasady współpracy pomiędzy JRH a spółkami, które wejdą w skład nowego holdingu. Ogłoszony model działania ORBITEO zakłada, że holding będzie centralnym podmiotem rozwijającym nowe projekty oraz wartość całego portfolio spółek.

Dziś po raz pierwszy odsłaniamy efekt dotychczasowych negocjacji strukturę i cele projektu ORBITEO. Budujemy podmiot, który będzie zdolny nie tylko rozwijać technologie wysokiego znaczenia strategicznego, ale także skalować je globalnie. To przedsięwzięcie, które ma ambicję realnie wzmacniać polską i europejską suwerenność technologiczną poprzez integrację kompetencji, kapitału i talentu. Produkty i technologie opracowane w holdingu będą również mogły znaleźć cywilne zastosowania. Cieszę się, że do grona Partnerów ORBITEO dołącza Fluence Technology – spółka, której technologie fotoniczne znakomicie uzupełniają już istniejący ekosystem – powiedział January Ciszewski Prezes i główny akcjonariusz JRH.

Orbiteo będzie zorganizowane jako odrębna spółka akcyjna, w której akcjonariacie JRH zachowa większościowy udział. Spółka będzie funkcjonowała w formule holdingu inwestycyjnego i prowadziła działalność jako Alternatywna Spółka Inwestycyjna (ASI), co zapewni jej elastyczność kapitałową oraz możliwość prowadzenia inwestycji w spółki technologiczne na różnych etapach rozwoju.

Strategicznym celem Orbiteo jest budowa wartości spółek portfelowych i skalowanie ich działalności. Do kluczowych zadań holdingu należeć będzie pozyskiwanie kapitału na rozwój i finansowanie spółek portfelowych, wsparcie spółek portfelowych w rozwoju międzynarodowym, budowanie marki Orbiteo oraz marek spółek portfelowych, m.in. przez udział w wydarzeniach branżowych, targach i konferencjach. Orbiteo zajmie się również organizacją współpracy z ośrodkami akademickimi oraz jednostkami badawczo-rozwojowymi (B+R) oraz stworzenie rady naukowej oraz rady ekspertów, a także zapewnienie transferu wiedzy w tym zakresie.

Jednym z założeń Orbiteo jest uruchomienie dedykowanego technologiom space, AI oraz deeptech inkubatora dla projektów na wczesnym etapie rozwoju, wraz z zapewnieniem finansowania w tym zakresie. Orbiteo będzie również wspierać spółki portfelowe dzięki zapewnianiu gwarancji bankowych i ubezpieczeniowych wykraczających poza indywidualne możliwości spółek portfelowych, a także koordynację działań operacyjnych i handlowych pomiędzy spółkami portfelowymi w celu maksymalizacji efektu synergii i budowy wspólnej oferty handlowej.

Holding zadba również o zapewnienie wsparcia prawnego, administracyjnego oraz finansowego w powyższych obszarach, a także w budowę konsorcjów spółek portfelowych podczas ubiegania się o zamówienia publiczne i komercyjne, zarówno na rynku krajowym, jak i międzynarodowym.  Spółka Orbiteo stanowić będzie w stosunku do JRH odrębną jednostkę inwestycyjną w rozumieniu Międzynarodowych Standardów Rachunkowości (MSR).

Założyciele przewidują trzy etapy powstawania Orbiteo, w ciągu sześciu miesięcy chcą zorganizować formalną strukturę spółki, w ciągu najbliższego roku przewidziano transakcje kapitałowe polegające na przeniesieniu akcji i udziałów spółek portfelowych do Orbiteo w zamian za akcje tej spółki oraz nowe emisje w soplach portfelowych, które zostaną objęte przez Orbiteo. Partnerzy nie wykluczają również nabywania udziałów lub akcji spółek przez Orbiteo od dotychczasowych współwłaścicieli. Pozyskanie pierwszych środków zewnętrznych do nowej ASI przewidziane jest w okresie pomiędzy trzy a dwanaście miesięcy od zawarcia porozumień.

Akces do projektu już wcześniej zgłosiło szereg spółek dziś potwierdziły i skonkretyzowały tą wolę. SatRev, obecnie jedyna polska firma posiadająca działającego nanosatelitę na orbicie, wnosi krajowe zdolności kosmiczne – od projektowania i budowy po kontrolę misji i analizę danych. Farada Group wnosi kompleksowe kompetencje w zakresie systemów UAV, obejmujące produkcję, szkolenie i usługi w wymagających warunkach operacyjnych. Thorium Space dodaje kompetencje w zakresie nowoczesnej komunikacji satelitarnej, w tym cyfrowych ładunków i zaawansowanych terminali satcom. CampusAI wprowadza ekosystem edukacji i symulacji oparty na AI – kluczowy dla rozwoju kompetencji kadr, szkolenia obronnego, systemów wspierania decyzji i odporności na dezinformację. Miloo-Electronics zapewnia zaplecze produkcyjne dla zaawansowanej elektroniki i automatyki, umożliwiając szybkie przejście od prototypu do produkcji seryjnej. Sygnis S.A. rozwija technologie druku 3D i produkcji przyrostowej, skracające cykle iteracyjne i wzmacniające niezależność łańcucha dostaw. CBRTP (Centrum Badań i Rozwoju Technologii dla Przemysłu S.A.) uzupełnia ekosystem prywatnym, multidyscyplinarnym zapleczem badawczo-rozwojowym w dziedzinach inżynierii materiałowej, elektroniki, robotyki, AI i nauk stosowanych, przyspieszając wdrażanie wyników badań do praktyki przemysłowej. Nowym Partnerem zostaje również Fluence Technology – polska spółka rozwijająca i produkująca ultrakrótkopulsowe lasery femtosekundowe wykorzystywane w mikroobróbce, technologiach precyzyjnych, medycynie, badaniach naukowych i zastosowaniach obronnych. Rozwiązania Fluence są cenione za wysoką stabilność, precyzję i możliwość integracji w liniach produkcyjnych, co czyni je naturalnym komponentem w rozwoju nowoczesnych technologii dual-use oraz zaawansowanej automatyzacji.

JRH ASI wzmacnia ORBITEO o obszar neurotechnologii – obejmuje akcje QVITI i inicjuje integrację spółki z klastrem

JRH ASI S.A., notowana na GPW w Warszawie spółka inwestycyjna, która zainicjowała i organizuje holding technologiczny ORBITEO, objęła akcje serii E spółki QVITI S.A oraz podpisała z nią list intencyjny dotyczący dołączenia QVITI do ORBITEO. Włączenie spółki do ORBITEO wzmacnia kompetencje klastra w obszarze neurotechnologii i rozwiązań dual-use, obejmujących neurorehabilitację, wsparcie psychofizyczne oraz poprawę odporności i efektywności decyzyjnej operatorów w warunkach wysokiego stresu.

JRH kontynuuje rozwijanie ORBITEO – nowego projektu na polskiej mapie technologii dual-use, łączącego kompetencje firm działających w obszarach przemysłu kosmicznego, AI, technologii obronnych, automatyki, systemów bezzałogowych, deeptech oraz telekomunikacji satelitarnej. Liczba podmiotów zaangażowanych w projekt rośnie dynamicznie od momentu jego ogłoszenia w październiku 2025 roku. Do ORBITEO dołączyły już: SatRev, Farada Group, Thorium Space, CBRTP, Sygnis S.A., ELQ S.A, Miloo-Electronics oraz CampusAI, a strategicznym doradcą klastra został gen. bryg. rez. pilot Sławomir Żakowski – były dowódca skrzydła NATO.

Kolejnym etapem rozwoju ORBITEO jest rozszerzenie kompetencji klastra o obszar neurotechnologii. JRH objął akcje serii E QVITI S.A. oraz podpisał ze spółką list intencyjny odnośnie negocjacji dotyczących formalnego wejścia QVITI do ORBITEO.

QVITI to polska spółka neurotech/medtech, która od 2018 roku rozwija technologie oparte na przezczaszkowej stymulacji elektrycznej (tES) oraz immersyjne terapie VR wspierane sztuczną inteligencją. Dzięki efektowi neuroplastyczności technologie QVITI znajdują zastosowanie w środowiskach wysokiego obciążenia psychofizycznego, w tym w sektorze bezpieczeństwa i obronności, jako narzędzia wspierające koncentrację, odporność poznawczą, regenerację oraz efektywność decyzyjną operatorów.

– W obszarze medycznym nasze technologie przynoszą realną poprawę jakości życia pacjentów cierpiących na ból przewlekły, ból fantomowy, depresję czy wkrótce PTSD, a także przyspieszają rehabilitację neurologiczną po udarach. Te same mechanizmy neuroplastyczności, które wspomagają proces leczenia, mogą być wykorzystywane do celów neuro-wzmocnienia (neuroenhancement) w środowisku wojskowym – zwiększając koncentrację, odporność na stres, efektywność szkolenia i regenerację poznawczą żołnierzy – deklaruje Bernard Gołko, CEO QVITI.

Rozwiązania QVITI są już stosowane na czterech kontynentach – w klinikach, ośrodkach badawczych oraz u pacjentów domowych. Spółka współpracuje z wiodącymi instytucjami, w tym Mount Sinai Hospital, Shirley Ryan AbilityLab i Harvard Medical School, a jej rozwiązania są chronione międzynarodowym portfelem patentowym. W 2026 roku QVITI planuje debiut na rynku NewConnect oraz finalizację procesu certyfikacji FDA dla amerykańskiego rynku terapeutycznego.

– W ORBITEO łączymy technologie infrastrukturalne, operacyjne i decyzyjne. QVITI wnosi brakujący element – wsparcie człowieka jako centralnego punktu systemu. Jesteśmy przekonani, że to obszar, który w nadchodzących latach będzie kluczowy dla bezpieczeństwa i przewagi technologicznej. To inwestycja, która idealnie wpisuje się w naszą logikę, myślimy o tym aby docelowo przekroczyć 10% udziału w kapitale QVITI – powiedział January Ciszewski, główny akcjonariusz i Prezes JRH.

Włączenie QVITI do ORBITEO ma strategiczny charakter. Pozwala rozszerzyć działalność klastra nie tylko o technologie „systemowe”, ale również o technologie wspierające funkcjonowanie człowieka – operatora systemu, żołnierza, pilota, analityka, ratownika. To uzupełnienie niezbędne do budowy pełnych rozwiązań dual-use, które mają działać skutecznie w środowiskach realnego ryzyka i wysokiej presji operacyjnej.

– Technologie QVITI powstały na styku nauki, medycyny i chęci realnej poprawy jakości życia pacjentów. Jednocześnie te same mechanizmy neuroplastyczności, które wspierają rehabilitację po udarze, mają zastosowanie w środowiskach wysokiego stresu i obciążenia decyzyjnego. W ORBITEO widzimy nie tylko partnerstwo technologiczne, ale wspólną misję budowania nowoczesnych rozwiązań dla bezpieczeństwa i zdrowia. Wierzymy, że razem możemy przyspieszyć wdrażanie innowacji tam, gdzie mają one największy wpływ – dodał Bernard Gołko.

Wejście QVITI do projektu poszerza perspektywę rozwojową ORBITEO o technologię prozdrowotną. To kolejny krok w tworzeniu w Polsce centrum szerokich kompetencji zdolnego do tworzenia technologii i produktów mających zastosowanie obronne w ramach jednej, skoordynowanej platformy.

Cognor szykuje się na boom zbrojeniowy

  • Cognor jest w pełni zintegrowanym pionowo, jednym z najnowocześniejszych producentów stali w Europie, z rosnącym udziałem produktów o wysokiej wartości dodanej, w tym dla polskiego i europejskiego sektora zbrojeniowego.
  • Zakończony główny cykl inwestycyjny z CAPEX na poziomie ponad 1,5 mld PLN
    w ciągu ostatnich 5 lat daje Spółce przewagę konkurencyjną w perspektywie oczekiwanego powrotu koniunktury, wspieranego m.in. czynnikami związanymi ze zmianą polityk gospodarczych na rzecz reindustrializacji i odzyskania przewag przemysłu krajowego i UE.
  • Zarząd ocenia, że zrealizowane inwestycje umożliwią Spółce powrót do generowania wysokich free cash flow począwszy od 2026 roku.
  • Pozyskane finansowanie posłuży przede wszystkim uzupełnieniu technologii produkcji dla sektora obronnego oraz zwiększeniu mocy wytwórczych kęsów
    w zakładzie w Gliwicach w celu osiągnięcia całkowitego „self suficiency” (samowystarczalności wsadu) Grupy.

Cognor Holding, jeden z najnowocześniejszych producentów stali i wyrobów hutniczych w Europie, planuje przeprowadzenie oferty publicznej do 60 mln akcji (SPO). Środki z emisji zostaną przeznaczone m.in. na udoskonalenie technologii produkcji stali specjalnych w perspektywie skokowego wzrostu zapotrzebowania zgłaszanego przez dotychczasowych odbiorców Spółki wytwarzających amunicję, w tym pociski artyleryjskie kalibru 155 mm. Pozyskany kapitał posłuży także rozbudowie mocy wytwórczych kęsów w stalowni w Gliwicach, co zapewni Grupie pełną „self sufficiency” (100% samowystarczalność wsadu dla własnych walcowni), a tym samym przełoży się na dalszą integrację, stabilność i kontrolę kosztów procesów produkcyjnych.

Jesteśmy po głównym, pięcioletnim cyklu inwestycyjnym, w ramach którego na budowę
i modernizację mocy produkcyjnych przeznaczyliśmy ponad 1,5 mld PLN. To plasuje nas w grupie najnowocześniejszych producentów w Europie. Konkurencja jest dopiero przed znaczącymi inwestycjami lub na ich początku, a są to procesy bardzo długotrwałe – zarówno pod kątem opracowania samej koncepcji, jak i realizacji – oraz kapitałochłonne, a co za tym idzie: obarczone licznymi ryzykami. Z ogromną satysfakcją podkreślamy, że ten etap już jest za nami. Wysokim nakładem pracy całego zespołu oraz środków finansowych – głównie pochodzących z generowanej gotówki i uzupełnionych kredytem – zbudowaliśmy unikalną w skali Europy bazę aktywów. Jesteśmy zintegrowani pionowo, nowocześni i mamy rosnący udział produktów o wysokiej wartości dodanej. Teraz przyszedł czas na to, byśmy jako Spółka mogli zacząć czerpać korzyści z tych przewag konkurencyjnych – zwłaszcza, że zmiany w politykach gospodarczych na poziomie unijnym i krajowym obierają w końcu właściwy kierunek. Żeby móc jeszcze lepiej wykorzystać naszą pozycję konkurencyjną i zbliżające się momentum rynkowe chcemy zrealizować dodatkowe, uzupełniające projekty inwestycyjne, w obszarach, gdzie mamy kompetencje i które są najbardziej perspektywiczne – głównie w produkcji dla sektora zbrojeniowego, gdzie od lat z sukcesem zaopatrujemy klientów krajowych i zagranicznych. Kapitał pozyskany z rynku posłuży także zwiększeniu mocy produkcyjnych kęsów, czyli stali surowej, co jest niezbędne dla osiągnięcia całkowitego „self sufficiency” w procesie i korzystnie przełoży się na stabilność operacyjną i kosztową Grupy. –
komentuje Przemysław Sztuczkowski, Prezes Zarządu Cognor Holding. I dodaje: – Jako założyciel i główny akcjonariusz deklaruję swoje pełne wsparcie dla realizacji tych planów wyrażone w dalszym zaangażowaniu kapitałowym.

Rosnące nakłady państw NATO na obronność i znaczące zwiększenie mocy produkcyjnych spółek z Polskiej Grupy Zbrojeniowej (PGZ) tworzą dla Cognor Holding unikalne warunki do rozwoju w tym perspektywicznym segmencie rynku. Spółka jest jedynym w Polsce dostawcą stali specjalnej dla pocisków kalibru 155 mm, dostarcza także blachy do produkcji korpusów wozów bojowych w tym słynnych pojazdów ROSOMAK czy armatohaubic KRAB.

Od lat aktywnie uczestniczymy w krajowym łańcuchu dostaw dla sektora obronnego i współpracujemy z podmiotami Grupy PGZ. Dostarczamy blachy pancerne wykorzystywane przy budowie kołowego transportera opancerzonego Rosomak, produkujemy elementy korpusów pojazdów opancerzonych oraz komponenty do armatohaubic, a z naszej stali wytwarzana jest amunicja. Po serii spotkań z PGZ jesteśmy gotowi do rozszerzenia tej współpracy w tym przede wszystkim dla kalibru 155 mm, gdzie wkrótce nastąpi wielokrotny wzrost zapotrzebowania. Zwiększenie produkcji, w połączeniu z udoskonaleniem procesów technologicznych stali amunicyjnej, będzie kolejnym strategicznym krokiem w kierunku wzmacniania kompetencji – nie tylko w sektorze obronnym, ale również w innych sektorach, m.in. motoryzacyjnym i lotniczym, gdzie operują najbardziej wymagający odbiorcy. Środki pozyskane z planowanej emisji pozwolą nam uzupełnić posiadaną infrastrukturę technologiczną w taki sposób, by uzyskiwać najbardziej zaawansowane gatunki stali, o najwyższych parametrach czystości i jednorodności. Pozwoli nam to poszerzyć grono klientów i dodatkowo umocni naszą pozycję konkurencyjną wśród producentów stali o najwyższej wartości dodanej. Dzięki temu będziemy w stanie jeszcze lepiej odpowiedzieć na rosnące potrzeby krajowego i europejskiego przemysłu obronnego – w tym uzyskać najbardziej wymagające certyfikacje, między innymi takich firm, jak Rheinmetall – globalnego lidera w sektorze. To nie tylko inwestycja w przyszłość Cognor, ale także w polski i europejski potencjał obronny – dodaje Przemysław Sztuczkowski.

Spółka informuje, że dzięki znacznemu zwiększeniu mocy produkcyjnych przez firmy z grupy PGZ, zamówienia na stal amunicyjną wzrosną kilkukrotnie w ciągu najbliższych lat, a w ślad za tym pojawi się możliwość zwielokrotnienia dostaw stali specjalnych do istniejących klientów. Warto podkreślić, że produkcja obronna rośnie dynamicznie nie tylko w Polsce i Cognor prowadzi negocjacje z szerokim gronem potencjalnych odbiorców, które znajdują się na różnym stopniu zaawansowania.

Pozyskane z oferty środki zostaną także przeznaczone na zwiększenie mocy produkcyjnych stali w zakładzie w Gliwicach. Domknie to integrację pionową w Grupie, zapewniając „self sufficiency”, czyli samowystarczalność w zakresie wsadu dla własnych walcowni. Produkcja, pokrywająca 100% zapotrzebowania na kęsy w ramach własnych zasobów Grupy gwarantuje stabilność dostaw, procesów, lepszą kontrolę kosztów oraz pozwoli w pełni skorzystać z oczekiwanej poprawy koniunktury w sektorze.

Samowystarczalność w łańcuchu produkcyjnym w Grupie umożliwi nam optymalną alokację środków i jeszcze lepszą kontrolę kosztów. To kluczowe dla maksymalizacji wykorzystania dźwigni w momencie powrotu koniunktury w branży. Niezależnie od tego jesteśmy przekonani, że dotychczas zrealizowane przez nas inwestycje przełożą się zasadniczo na trajektorię wyników i spowodują powrót do generowania free cash flow już od 2026 roku – mówi Krzysztof Zoła, Dyrektor Finansowy, Członek Zarządu Cognor Holding.

Cognor Holding konsekwentnie umacnia swoją pozycję jako jeden z najnowocześniejszych producentów stali w Europie. W ostatnich latach Spółka przeznaczyła ponad 1,5 mld PLN na inwestycje, w tym 830 mln PLN na budowę nowej walcowni LSM (Light Section Mill)
w Siemianowicach Śląskich. W pełni zautomatyzowany zakład wyposażony jest w linię produkcyjną o zdolnościach produkcyjnych do 450 tys. ton rocznie. Nowa walcownia umożliwia oferowanie szerszego wachlarza prętów i kształtowników wykorzystywanych nie tylko w budownictwie, ale również m.in. w przemyśle energetycznym oraz maszynowym.

Zgodnie z treścią ogłoszonych projektów uchwał Cognor Holding zamierza przeprowadzić emisję nie więcej niż 60 mln nowych akcji wyłączeniem prawa poboru dla dotychczasowych akcjonariuszy, jednak z utrzymaniem preferencji w przydziale akcji do utrzymania obecnego udziału dla akcjonariuszy posiadających co najmniej 0,2% akcji Spółki.

Po uzyskaniu akceptacji Walnego Zgromadzenia Spółki, akcje zostaną zaoferowane w drodze oferty publicznej w ramach subskrypcji prywatnej wyłączonej z obowiązku sporządzenia, zatwierdzenia i udostępnienia prospektu. Cena emisyjna zostanie ustalona w oparciu o wyniki procesu budowania księgi popytu.

Dyskonty rosną najszybciej, convenience traci udział – raport za III kwartał 2025

0

W trzecim kwartale br. ruch wzrósł rdr. w dyskontach i supermarketach – odpowiednio o 11,2% i o 5%. Z kolei spadł rdr. w hipermarketach i sieciach convenience – o 0,4% i 0,3%. Natomiast unikalnych klientów przybyło w dyskontach i sklepach convenience – po 0,1% rdr. Ubyło ich rdr. w hipermarketach i supermarketach – 3,4% i 1,5%. W ww. okresie format convenience utrzymał największy udział w łącznej liczbie wizyt w badanych placówkach – 44% (rok wcześniej – 46%). Dalej w zestawieniu znalazły się dyskonty – 31,9% (poprzednio – 29,8%), supermarkety – 18,9% (18,7%), a także hipermarkety – 5,2% (5,5%). Częstotliwość zakupów nie zmieniła się w kanale convenience, a w pozostałych zwiększyła się. Średni czas wizyt uległ skróceniu w trzech formatach, a w sieciach convenience nieznacznie wzrósł.

Jak wynika z raportu firmy technologicznej Proxi.cloud zrealizowanego we współpracy z UCE RESEARCH, w trzecim kwartale br. ruch wzrósł rdr. w dwóch analizowanych formatach, tj. w dyskontach o 11,2%, a także w supermarketach – o 5%. Z kolei spadł rdr. w hipermarketach – o 0,4%, jak również w sieciach convenience – o 0,3%. Widać wyraźne różnicowanie się dynamiki ruchu pomiędzy formatami.

– Dyskonty konsekwentnie zwiększają swój udział w łącznym ruchu. Dwucyfrowy wzrost liczby wizyt rdr. to efekt kilku czynników. Po pierwsze, tego typu sklepy są łatwo dostępne lokalnie, a ich oferty są szerokie i regularnie poszerzane o produkty świeże czy marki własne premium. Po drugie, mocno inwestują w modernizację placówek i działania marketingowe, co może przekładać się na większą częstotliwość wizyt klientów. Supermarkety też odnotowały wzrost ruchu, ale mniejszy. Ten format często pełni funkcję uzupełniającą względem dyskontów, oferując większą różnorodność produktów lub specjalistyczne działy, np. mięso na wagę – mówi Mateusz Chołuj, jeden ze współautorów raportu z Proxi.cloud.

Z kolei Mateusz Nowak, drugi ze współautorów raportu z Proxi.cloud, przypomina, że w hipermarketach trend spadkowy utrzymuje się od dłuższego czasu. Duże formaty tracą część wizyt na rzecz mniejszych, wygodniejszych lokalizacji. Ruch w sieciach convenience natomiast po okresie wzrostów ustabilizował się, a niewielki spadek może wynikać m.in. z większej konkurencji ze strony dyskontów i supermarketów. Różnice w dynamice ruchu są więc pochodną zarówno strategii sieci, jak i oczekiwań konsumentów względem wygody, dostępności i szerokości oferty – dodaje ekspert.

W trzecim kw. br. przybyło unikalnych klientów w sieciach convenience i dyskontach – po 0,1% rdr. Natomiast spadki rdr. dotyczą hipermarketów – o 3,4%, a także supermarketów – o 1,5%. – Wynik hipermarketów może być tłumaczony przede wszystkim ich położeniem. Placówki często lokowane są poza centrami miast, przez co dojazd do nich jest trudniejszy niż choćby do dyskontów. Wraz z popularyzacją usług e-commerce, konsumenci rezygnują z wizyt w tym formacie i zamawiają mniej popularne produkty, często taniej, przez Internet. Niewielkie wahania w pozostałych formatach wskazują, że charakteryzują się one stałymi bazami klientów – komentuje Mateusz Nowak.

Raport pokazuje też udział poszczególnych formatów sklepów w łącznej liczbie wizyt w badanych placówkach. Zestawienie otwiera kanał convenience – 44% (rok wcześniej – 46%). Dalej są dyskonty – 31,9% (poprzednio – 29,8%), supermarkety – 18,9% (18,7%), a także hipermarkety – 5,2% (5,5%). – Kolejność formatów w tym rankingu odzwierciedla ich rolę w codziennych zachowaniach zakupowych konsumentów. Format convenience utrzymuje pozycję lidera dzięki gęstej sieci lokalizacji i dostępności. Często jest wykorzystywany do szybkich, uzupełniających zakupów. Jednocześnie obserwujemy wyraźne zbliżenie się dyskontów do sieci convenience. Różnica między nimi zmniejszyła się o ponad 4 p.p. rok do roku – zauważa Mateusz Chołuj.

Eksperci z Proxi.cloud tłumaczą również, że dyskonty coraz częściej stają się sklepem pierwszego wyboru nie tylko przy większych zakupach, ale też w codziennych potrzebach. W efekcie przejmują część wizyt, które wcześniej trafiały do convenience. – Supermarkety i hipermarkety pozostają stabilnym, choć mniej dynamicznym elementem krajobrazu handlowego. Te pierwsze zwiększyły swój udział nieznacznie, a te drugie kontynuują stopniowy spadek. Główne czynniki decydujące o kolejności to lokalizacja, częstotliwość wizyt i oferty dopasowanie do codziennych potrzeb konsumentów – podkreśla Mateusz Nowak

W ww. okresie częstotliwość zakupów wzrosła rdr. w dyskontach (III kw. br.  średnio 7,8 na miesiąc, III kw. ub.r. – 7,1), supermarketach (odpowiednio 5,6 i 5,2) oraz hipermarketach (3,1 i 3). Z kolei w convenience pozostała bez zmian (III kw. br. i III kw. ub.r. – 10,4). Zdaniem ekspertów, klienci wykształcili sobie stałe schematy zakupowe. Dyskonty i supermarkety zyskują dzięki rosnącej dostępności i ofercie, a convenience utrzymuje swój rytm codziennych wizyt. – Klient swobodnie wybiera format w zależności od potrzeb. Dla handlowców takie zmiany są istotnym sygnałem, że walka o jego lojalność odbywa się nie tylko przez pozyskanie nowych kupujących, ale też przez zwiększenie częstotliwości wizyt i odpowiednie dopasowanie oferty – stwierdza Mateusz Chołuj.

Z raportu wiadomo też, jak w trzecim kwartale br. zmienił się rdr. średni czas trwania wizyty w sklepie. W trzech formatach nastąpiły spadki rdr. – w dyskontach (III kw. br. 13 minut, III kw. ub.r. – 14 minut i 24 sek.), supermarketach (odpowiednio 10 min. i 18 sek. i 11 min. i 30 sek.) oraz hipermarketach (19 min. i 30 sek. oraz 20 min. i 48 sek.). Natomiast niewielki wzrost zanotowano w convenience (III kw. br. – 4 min. i 18 sekund, III kw. ub.r. – 4 min. i 12 sek.). Według ekspertów, skrócenie czasu wizyt w dyskontach, supermarketach i hipermarketach to zjawisko, które można interpretować wielowymiarowo. Nie można przypisać go jednej przyczynie. To raczej połączenie zmiany stylu robienia zakupów, częstszych wizyt oraz usprawnień po stronie sieci.

– Konsumenci przychodzą częściej, ale robią mniejsze, bardziej konkretne zakupy, co naturalnie skraca czas spędzony w sklepie. Istotną rolę odgrywa też infrastruktura. Coraz więcej placówek wprowadza kasy samoobsługowe lub usprawnia proces obsługi, co przyspiesza finalizowanie zakupów. W efekcie nawet przy większym ruchu klienci mogą szybciej zakończyć wizytę. Niewielki wzrost w convenience wskazuje, że ten format funkcjonuje stabilnie. Zmiany są tu minimalne, bo zakupy z założenia są bardzo szybkie – podsumowuje Mateusz Chołuj.

***
Opis metody analitycznej/badawczej

Analiza została przeprowadzona przez firmę technologiczną Proxi.cloud i platformę analityczno-badawczą UCE RESEARCH, w oparciu o dane z okresu od 1 lipca do 30 września br. (III kw. 2025 r.) z odniesieniem do analogicznego okresu 2024 roku, z wykluczeniem świąt oraz niedziel niehandlowych. Analiza objęła zachowania konsumentów odwiedzających dyskonty spożywcze, supermarkety, hipermarkety oraz sklepy convenience.

Wielkość próby wyniosła blisko 1,5 mln unikalnych konsumentów. Aby wejście badanej osoby w geofence było zarejestrowane jako wizyta klienta w danym sklepie, musiała ona trwać od 30 sekund do 20 minut w przypadku sklepów convenience, od 1 minuty do 90 minut w przypadku supermarketów, od 1 minuty do 2 godzin w przypadku dyskontów i od 2 minut do 2,5 godziny w przypadku hipermarketów. Finalnie zbadano ruch w 42,3 tys. placówek, których lokalizacje zostały pozyskane ze stron internetowych sieci handlowych oraz z Google Maps.

Dane zostały zgromadzone poprzez sieć aplikacji mobilnych wykorzystujących autorską technologię, opartą o geofencing metodę identyfikacji wejść i wyjść z wyznaczonych stref, wykorzystującą usługi lokalizacji urządzeń mobilnych. Rozwiązanie pozwala zbierać dane pasywnie oraz cechuje się dużą dokładnością lokalizowania użytkownika (dokładność od 2 do 20 metrów zależna jest od metody ustalania pozycji przez urządzenie mobilne). Technologia ta zapewnia pełną kontrolę nad dokładnością lokalizacji, a promień każdego geofencingu dostosowany jest do wielkości poszczególnych budynków. Ponadto, znany jest również czas przebywania użytkowników w danej lokalizacji, co stanowi dodatkowy poziom ochrony przed zliczaniem okolicznego ruchu pieszego czy ruchu pracowników badanych punktów.

NIK o pomocy dla firm energochłonnych – wysoka skala wsparcia, niska absorpcja i ograniczona efektywność

Pomoc dla firm energochłonnych: duże środki, ograniczona skuteczność. Wnioski z kontroli NIK realizacji programów wsparcia (2020–2024).

Publiczne wsparcie dla przedsiębiorstw energochłonnych miało złagodzić szok kosztowy wynikający z gwałtownego wzrostu cen energii i przenoszenia kosztów EU ETS na ceny prądu. Kontrola objęła zarówno system rekompensat kosztów pośrednich emisji (EU ETS), jak i rządowe programy nadzwyczajne uruchomione po agresji Rosji na Ukrainę. Wnioski są mieszane: mimo istotnych środków i komplementarnych instrumentów, ochrona konkurencyjności firm nie była pełna, a wydatki okazały się wyraźnie niższe od planowanych.

Kontekst i skala interwencji

  • Cel wsparcia: ograniczenie negatywnego wpływu kosztów uprawnień do emisji (EU ETS) i cen energii na branże o wysokiej energochłonności (chemia, metalurgia, papier, szkło, cement i in.).
  • Punkt startowy: Polska jako ostatnia w UE wdrożyła mechanizm rekompensat (na podstawie wytycznych KE z 2012 r.). Jednocześnie w 2022 r. uruchomiono dodatkowe programy rządowe, oparte na „Tymczasowych ramach kryzysowych” KE.
  • Zakres finansowy:
    • Fundusz Rekompensat Pośrednich Kosztów Emisji (FRPKE) – łączny wydatek 2020–I poł. 2024: ~8,6 mld zł (340,9 mln zł w 2020; 815,7 mln w 2021; 785,3 mln w 2022; ~6,3 mld w 2023; 328,6 mln w I poł. 2024).
    • System rekompensat 2019–2023: zaplanowano >6,1 mld zł, wydano ~3,7 mld zł (ok. 59%).
    • Program rządowy 2022: plan >5 mld zł, wypłaty ~2,4 mld zł (ponad 46%).
    • Program rządowy 2023: plan 5,5 mld zł, wypłaty ~2,5 mld zł (ok. 45%).

Wniosek: skala interwencji była znacząca, ale absorpcja środków – ograniczona.

Dlaczego efekty były mniejsze od oczekiwanych?

1) Konstrukcja i wdrożenie programów

  • Braki w konsultacjach publicznych przy projektowaniu ustawy o rekompensatach (2018–2019) ograniczyły wiedzę o realnych potrzebach firm.
  • Opóźnione rozporządzenia wykonawcze (o 35–85 dni) utrudniały przedsiębiorcom kompletowanie dokumentacji.
  • Niespójności z decyzją KE w algorytmie liczenia pomocy dla programu 2022 r. – MRiT dwukrotnie zmieniało wzór już w toku notyfikacji.
  • Wymogi formalne zawężające krąg uprawnionych (np. ścisłe odniesienie do PKD/PRODCOM w rejestrach krajowych), choć „Tymczasowe ramy” KE wymagały przede wszystkim faktycznego prowadzenia działalności w sektorach objętych pomocą.

2) Słabe monitorowanie i ewaluacja

  • Brak systematycznego monitoringu i oceny efektów do I poł. 2024 r. – utrudniał korygowanie założeń i dostosowania instrumentów do zmieniających się warunków rynkowych.

3) Realizacja u operatorów

  • URE: merytoryczna weryfikacja wniosków generalnie poprawna, ale część decyzji miała niepełne uzasadnienia; zdarzały się znaczne opóźnienia (137–243 dni) w postępowaniach odwoławczych i zwrotowych.
  • NFOŚiGW: sprawnie przeprowadził nabory (732 umowy), jednak brak kontroli beneficjentów w programie 2022; w programie 2023 ryzyko niedomknięcia kontroli w pierwotnym terminie umownym. W pojedynczych przypadkach błędy formalne w akceptacji wniosków.

4) Czynniki rynkowe poza zakresem instrumentów

  • Spadek popytu na wyroby energochłonne, tańszy import spoza UE, wyższe koszty finansowania i zatory płatnicze – to czynniki, których sama rekompensata kosztów energii nie neutralizuje. Stąd niemal połowa badanych firm notowała ujemne wyniki finansowe m.in. w 2023 r.

Efekty dla przedsiębiorstw

  • Większość beneficjentów prawidłowo wykorzystała otrzymane środki.
  • U 33% badanych podmiotów stwierdzono naruszenia warunków decyzji/umów (głównie formalne: spóźnione informacje na stronach www, błędy w raportach energii, opóźnienia sprawozdawcze) – zwykle bez wpływu na wysokość należnego wsparcia.
  • Pomoc była szczególnie istotna tam, gdzie jednocześnie pogarszały się wskaźniki finansowe z przyczyn pozasystemowych (m.in. spadek sprzedaży, konieczność zaciągania pożyczek dla płynności).

Najważniejsze liczby (w skrócie)

  • 8,6 mld zł – łączne wydatki FRPKE 2020–I poł. 2024.
  • ~59% – stopień wykorzystania środków w systemie rekompensat (2020–2023).
  • ~46% – wypłaty w programie 2022 r. względem puli.
  • ~45% – wypłaty w programie 2023 r. względem puli.
  • 732 – liczba umów NFOŚiGW z beneficjentami (2022–I poł. 2024).
  • 283 – liczba decyzji URE o rekompensatach (finansowanych 2020–I poł. 2024).

Rekomendacje naprawcze

Dla MRiT

  • Stałe konsultacje z branżą i szerokim kręgiem interesariuszy;
  • System monitoringu i ewaluacji efektów (wskaźniki z OSR, mierniki konkurencyjności, zatrudnienie, nakłady inwestycyjne, energochłonność);
  • Klarowne zasady kwalifikowalności zgodne z decyzjami KE (ograniczenie formalizmów rejestrowych);
  • Lepsze zarządzanie terminami (akty wykonawcze przed naborem).

Dla NFOŚiGW

  • Kontrole beneficjentów adekwatne do ryzyka, w terminach wynikających z umów;
  • Wzmocnienie weryfikacji formalnej i merytorycznej (redukcja błędów ludzkich, automaty weryfikacji podpisów/reprezentacji, spójność danych).

Dla URE

  • Pełne uzasadnienia prawne i dowodowe decyzji;
  • Terminowość postępowań (k.p.a./k.p.c.);
  • Szybsze procedury w sprawach zwrotów i odwołań.

Dla beneficjentów

  • Procedury compliance IT i sprawozdawczości pod wymagania systemów NFOŚiGW/URE;
  • Lepsza jakość danych (energia, produkcja, ESG), terminowość publikacji informacji o pomocy.

Co dalej? Wnioski dla polityki przemysłowej

Doświadczenia z lat 2020–2024 pokazują, że sama rekompensata kosztów energii nie wystarczy, by utrzymać międzynarodową konkurencyjność branż energochłonnych. Potrzebny jest pakiet działań:

  1. Konkurencyjna energia dla przemysłu (taryfy jakościowe/przesyłowe, kontrakty cPPA, stabilny mechanizm wsparcia efektywności i OZE po stronie odbiorcy).
  2. Regulacyjna przewidywalność i szybkie ścieżki decyzyjne zgodne z prawem UE.
  3. Systematyczny monitoring efektów – z korektą parametrów programów w trakcie roku.
  4. Komplementarne instrumenty (np. płynnościowe, inwestycyjne, transformacyjne), które adresują nie tylko ceny energii, ale także popyt, handel i finansowanie.

Jeśli te elementy zostaną wdrożone, przyszłe edycje wsparcia mogą lepiej chronić miejsca pracy, zdolności produkcyjne i łańcuchy wartości — przy wyższej absorpcji środków i bardziej mierzalnych efektach dla gospodarki.

Digital Fairness Act to groźba regulacyjnego chaosu – Cyfrowa Polska wzywa KE do wstrzymania prac

Związek Cyfrowa Polska zwrócił się do Komisji Europejskiej z apelem o wstrzymanie prac nad projektem aktu Digital Fairness Act (DFA). W piśmie przekazanym w ramach konsultacji publicznych organizacja ostrzega, że nowe przepisy nie tylko nie przyniosą oczekiwanych korzyści konsumentom, ale również dotyczą uregulowanych już obszarów i przyczynią się do uciążliwej złożoności prawa unijnego, zwiększenia kosztów dla przedsiębiorców i ograniczenia konkurencyjności europejskiej gospodarki.

„Digital Fairness Act w obecnym kształcie stoi w sprzeczności z zapowiadaną przez Komisję Europejską agendą upraszczania i ograniczania biurokracji. Zamiast poprawić egzekwowanie obowiązujących przepisów, wprowadzi kolejną warstwę regulacji nakładających się na istniejące już przepisy DSA, DMA, RODO czy AI Act”–- czytamy w stanowisku Związku. – Wzywamy Komisję, aby zrezygnowała z pracy nad nowymi przepisami i skoncentrowała się na skutecznej implementacji oraz egzekwowaniu już istniejącego prawa -– podkreśla Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska.

Zamiast nowych przepisów, lepsze egzekwowanie prawa

W swoim stanowisku Związek zaznacza, że Unia Europejska posiada już najbardziej rozbudowany na świecie system ochrony konsumentów, obejmujący m.in. dyrektywy UCPD, CRD, UCTD, rozporządzenie RODO, a także nowe akty, takie jak Digital Services Act, Data Act czy AI Act. Według Cyfrowej Polski proponowany Digital Fairness Act dubluje te przepisy i grozi dalszym rozdrobnieniem rynku wewnętrznego, utrudniając przedsiębiorcom działalność transgraniczną oraz zwiększając ryzyko niespójnej interpretacji prawa w różnych państwach członkowskich. – Nie potrzebujemy kolejnego aktu prawnego, lecz skutecznych mechanizmów nadzoru i jasnych wytycznych dla przedsiębiorców. Tylko w ten sposób można zapewnić uczciwość i przejrzystość w relacjach z konsumentami bez tłumienia innowacji – dodaje Michał Kanownik.

Duplikowanie przepisów i ryzyko utraty konkurencyjności

Cyfrowa Polska ostrzega, że przyjęcie nowych regulacji w ramach DFA doprowadziłoby do dalszego skomplikowania systemu prawnego, zwiększając obciążenia administracyjne i koszty zgodności, zwłaszcza dla małych i średnich przedsiębiorstw. Organizacja wskazuje, że zamiast wzmacniać ochronę konsumentów, propozycja mogłaby paradoksalnie ograniczyć ich wybór, hamując rozwój usług cyfrowych i personalizowanych rozwiązań, z których korzystają miliony Europejczyków.

Związek w szczególności zwraca uwagę, że wiele kwestii, które Komisja Europejska chce objąć nowymi przepisami – takich jak tzw. „dark patterns”, reklama spersonalizowana, projektowanie treści w sposób grożący uzależnieniem, czy praktyki influencerów – jest już obecnie regulowanych w ramach istniejących aktów prawnych, a problemem nie jest brak regulacji, lecz ich fragmentaryczne i niespójne egzekwowanie.

Postulat: powstrzymać nadprodukcję prawa, skoncentrować się na wdrożeniu

W stanowisku skierowanym do Komisji Europejskiej, Związek Cyfrowa Polska wskazuje, że prawdziwym testem dla wiarygodności unijnej agendy uproszczeń będzie decyzja dotycząca przyszłości Digital Fairness Act. Związek w swoim piśmie apeluje o wstrzymanie prac nad DFA, wzmocnienie egzekwowania obowiązujących przepisów, zapewnienie spójnych i praktycznych wytycznych dla przedsiębiorstw, oraz dalszą harmonizację istniejących regulacji w duchu neutralności technologicznej i proporcjonalności.

Europa potrzebuje prostych, przewidywalnych i spójnych ram prawnych, które wspierają innowacyjność, a nie ją tłumią. Jeśli naprawdę chcemy zwiększyć konkurencyjność i odporność naszego rynku, musimy skupić się na upraszczaniu i skutecznym stosowaniu prawa, a nie na mnożeniu nowych regulacji – podsumowuje prezes Cyfrowej Polski.

Vinci uruchamia miliardowy program inwestycji we wzrostowe spółki deeptech, AI i dual-use

Inwestując 1,1 mld zł publicznego kapitału w innowacyjne firmy wzrostowe, Vinci z grupy BGK chce zatrzymać w polskiej gospodarce najcenniejsze patenty, talenty, kompetencje oraz wiedzę. Spółka zakłada, że jej inwestycje w ok. 50 ambitnych przedsięwzięć, zaktywizują prywatne fundusze. Dzięki temu nawet 150 polskich firm otrzyma kapitał na rozwój, a łączna skala dofinansowania innowacyjnych projektów, ze środków publicznych i prywatnych, sięgnie kilku miliardów złotych.

Vinci, spółka inwestycyjna z grupy BGK, zarządzająca funduszami Venture Capital oraz Private Equity, zakończyła prace nad nową strategią na lata 2026-2030.

– Jednym z fundamentów nowej strategii, naszą nadrzędną misją, są inwestycje mające na celu zatrzymanie w Polsce patentów, kompetencji, zespołów badawczo-rozwojowych, inżynierskich i zarządczych, aby zwiększały one konkurencyjność naszej gospodarki, tworząc wartość dodaną. Tak właśnie buduje się dobrobyt, a także podnosi efektywność i bezpieczeństwomówi Bartosz Drabikowski, prezes Vinci.

Cel: spółki wzrostowe

Dysponując kapitałem 1,1 mld zł, otrzymanym od swojej spółki matki tj. Banku Gospodarstwa Krajowego, Vinci będzie koncentrować się na spółkach znajdujących się w tzw. fazie wzrostu. – Obiektem naszego zainteresowania są już działające innowacyjne polskie firmy, które potrzebują kapitału na ambitny rozwój – precyzuje Bartosz Drabikowski.

Vinci zamierza w ten sposób odpowiedzieć na palącą potrzebę krajowego rynku, jaką jest niedobór kapitału „wzrostowego” dla spółek mających już na swoim koncie pewne osiągnięcia, tj. zweryfikowane przez rynek produkty, a także pierwsze przychody. – Pomimo faktu, że w Polsce działa ok. 130 funduszy VC, dokonują one co najwyżej kilku inwestycji rocznie w firmy będące w fazie wzrostu, a są lata kiedy nie dochodzi do żadnej transakcji. W tym obszarze, zgodnie z nową strategią, będą aktywnie działać nasze fundusze – zapowiada szef Vinci.

Zupełnie inna sytuacja ma miejsce w segmencie start-upów, gdzie zdaniem Bartosza Drabikowskiego, kapitał jest efektywnie rozdysponowywany, a na rynku zawieranych jest kilkaset transakcji rocznie. – Naszym strategicznym celem jest, aby firmy, które skorzystały z kapitału na start biznesu, nie rezygnowały z dalszego rozwoju, sięgały po kolejne rundy finansowania w Polsce i nie uciekały po kapitał za granicę – podkreśla prezes Vinci.

Miliard z Vinci uruchomi kolejne miliardy

Bartosz Drabikowski zapowiada, że kwota ponad miliarda złotych, w jaką wyposażone zostało Vinci, pozwoli na inwestycje w ok. 50 innowacyjnych polskich firm. Pierwsze transakcje zostały już zawarte. – Liczę, że nasze inwestycje zmobilizują prywatne fundusze do większej aktywności, dzięki czemu kapitał na rozwój otrzyma w sumie 100-150 ambitnych wzrostowych spółek. Łączna skala dofinansowania innowacyjnych projektów, ze środków publicznych i prywatnych, może sięgnąć kilku miliardów złotych – ocenia szef Vinci.

Jakie branże?

Obiektem zainteresowania Vinci są firmy działające w obszarze technologii kosmicznych, bezpieczeństwa i cyberbezpieczeństwo, sztucznej inteligencji, robotyzacji, sportu, zdrowia, rolnictwa, itp. Spółka zainwestowała już m.in. w producenta robotów podwodnych  SR Robotics, producenta laserów Fluence Technology, czy firmę wykorzystującą sztuczną inteligencję w sporcie ReSpo.Viosion. Nowością jest rozszerzenie katalogu spółek o tzw. dual-use, czyli podmioty będące właścicielami technologii mogących mieć zastosowanie zarówno w projektach cywilnych, jak i w obronności.

Warunek: centrum biznesu w Polsce

-Oferujemy innowacyjnym polskim firmom nie tylko kapitał na rozwój, ale też tzw. smart money, czyli wiedzę, doświadczenie, dostęp do ekspertów grupy BGK. Wspieramy kontaktami, otwieramy drzwi do potencjalnych, dużych kontrahentów. Oczekujemy jednak, że podmioty wyposażone przez nas w smart money będą w Polsce budować swoje centra inżynierskie, kompetencyjne, operacyjne oraz menedżerskie i stąd nadzorować swoją ekspansję zagraniczną – podsumowuje Bartosz Drabikowski.

Jesienne ceny noclegów 2025: gdzie jest najtaniej – morze, góry czy największe miasta?

Jesienią Polska dzieli się na trzy turystyczne światy: w miastach ceny noclegów rosną przez festiwale, konferencje i koncerty, apartamenty nad morzem kuszą niskimi cenami, a w górach wciąż trudno o wolne miejsca. Warto więc wiedzieć, gdzie zarezerwować szybki city break, a gdzie polować na dłuższy urlop. Ile dziś trzeba zapłacić za nocleg?

– Wrzesień i październik przyniósł wyższe obłożenie i dłuższe pobyty niż rok temu, głównie dzięki sprzyjającej pogodzie. Średnia długość pobytu przekroczyła 4 dni. Popularne są zwłaszcza city breaki – udział rezerwacji weekendowych jest większy aż o 15% w porównaniu z obłożeniem w ciągu tygodnia. Jeśli chodzi o średnie ceny za nocleg, różnice w porównaniu z ubiegłym rokiem wynoszą zaledwie kilkanaście złotych, co sprawia, że średnie stawki utrzymują się na bardzo podobnym poziomie co w 2024 roku – mówi Paulina Szadkowska, Dyrektor Pionu Revenue w Renters.pl

Ośrodki biznesowe – droższe przez wydarzenia

Według danych firmy Renters, opartych na analizie rezerwacji ponad 5000 apartamentów w całej Polsce, w największych miastach obserwuje się wyraźny wzrost popytu na wynajem krótkoterminowy, napędzany jesiennymi wydarzeniami biznesowymi i kulturalnymi. Obłożenie zwiększyło się rok do roku w niektórych regionach nawet o 12%. Najwyższe ceny utrzymują się we Wrocławiu, Warszawie, Krakowie i Poznaniu, gdzie sezon festiwali, konferencji, targów i koncertów wyraźnie wpływa na poziom stawek. W październiku odnotowano kolejne szczyty rezerwacyjne, związane z dużymi wydarzeniami, takimi jak koncerty OneRepublic i Flo Ridy w Łodzi, mecz Polska–Niemcy w Chorzowie oraz koncert Stinga w Krakowie. Największy pik rezerwacyjny w listopadzie będzie przypadać na długi weekend 11 listopada.

Morze tanieje – góry stabilne

Po okresie wakacyjnym noclegi nad Bałtykiem są nawet o połowę tańsze. Obłożenie nad morzem wróciło do typowego poziomu dla okresu poza sezonem. To wciąż solidny wynik, co drugi apartament we wrześniu był zajęty. W górach spadki cen są mniejsze. Średnie ceny za dobę spadły z wysokiego sezonu tam tylko o 30%, mimo to popyt utrzymuje się na poziomie wyższym niż rok temu – o 19%. Południe kraju przyciąga turystów niezależnie od pory roku. – Analiza danych rezerwacyjnych wskazuje, że wyjazdy w góry planowane są z reguły z około trzytygodniowym wyprzedzeniem, podczas gdy rezerwacje w największych miastach dokonywane są średnio tydzień przed przyjazdem. W przypadku destynacji górskich, takich jak Tatry czy Beskidy, najkorzystniejszy moment na dokonanie rezerwacji przypada zatem na około miesiąc przed planowanym wyjazdem – dodaje Paulina Szadkowska.

Apartamenty z atrakcjami – wygrani jesieni

Według danych firmy Renters rosnące zainteresowanie widać także w obiektach oferujących dodatkowe atrakcje. – Przykładem jest kompleks w Międzyzdrojach, którego obłożenie wzrosło o 10% względem średniej dla okolicy dzięki otwarciu Aquaparku. Polacy coraz częściej wybierają miejsca, które zapewniają wygodę i rozrywkę w jednym. To nowy standard jesiennych wyjazdów. Nasze dane pokazują też, że Polacy coraz częściej łączą różne typy podróży – dłuższe pobyty w turystycznych lokalizacjach z krótkimi wyjazdami do największych miast. To trend, który można wykorzystać, planując urlop – dodaje Paulina Szadkowska.

Średnie ceny noclegów – za dobę, bez opłat za sprzątanie, uwzględniające zaplanowane zniżki na długie pobyty

Największe miasta (Gdańsk, Warszawa, Kraków, Wrocław, Łódź, Poznań)
Segment apartamentów Październik Listopad

*prognoza bieżąca

  Classic 200–250 zł 190–240 zł
Comfort 250–320 zł 240–300 zł
 Prestige 350–450 zł 340–430 zł

 

Średnie miasta (Rzeszów, Gliwice, Jelenia Góra, Katowice)
Segment apartamentów Październik Listopad
*prognoza bieżąca
  Classic 160–200 zł 150 – 190 zł
 Comfort 200 – 250 zł 190 – 240 zł
 Prestige 270 – 350 zł 250 – 330 zł

 

Kurorty nadmorskie (Sopot, Kołobrzeg, Władysławowo, Hel)
Segment apartamentów Październik Listopad

*prognoza bieżąca

  Classic 150–200 zł 140–180 zł
  Comfort 200–270 zł 180–250 zł
  Prestige 300–400 zł 270–370 zł

 

Regiony górskie (Zakopane, Karpacz, Świeradów Zdrój)
Segment apartamentów Październik Listopad

*prognoza bieżąca

  Classic 160–210 zł 150–230 zł
  Comfort 220–270 zł 200–300 zł
  Prestige 300–380 zł 2900–420 zł

 

Klasyfikacja standardów apartamentów stosowana przez Renters:

* Classic – podstawowy standard, mieszkania lub studia z prostym wyposażeniem, często w starszych budynkach lub dalej od centrum, najważniejszych atrakcji turystycznych.

* Comfort – nowoczesne, dobrze urządzone apartamenty z pełnym wyposażeniem, funkcjonalnym układem i przyjemnym wystrojem, zapewniające wygodny i bezproblemowy pobyt.

* Prestige – apartamenty premium o najwyższym standardzie, wykończone z dbałością o detale, z ekskluzywnym wyposażeniem, widokiem, wysokiej jakości materiałami i spójnym, zaprojektowanym wystrojem. Często oferują dodatkowe udogodnienia, takie jak sauna, siłownia czy strefa spa.

Nowy nanosatelita SatRev gotowy na orbitę

SatRev S.A., polska spółka z sektora NewSpace, zakończyła prace nad kolejnym satelitą obserwacyjnym. Nanosatelita do obserwacji ziemii PW6U, zaprojektowany i zbudowany przez SatRev we Wrocławiu, jest gotowy do wyniesienia na orbitę. SatRev dostarcza w pełni suwerenne zdolności kosmiczne w oparciu o własne systemy oraz oprogramowanie, sprawiając że informacje pozyskane z kosmosu stają się dostępne i skalowalne, skutecznie wspierając procesy decyzyjne.

Uruchomienie nowej jednostki stanowi istotny krok w rozwoju możliwości operacyjnych firmy, która jako jedna z nielicznych w Europie posiada zdolność pełnego, suwerennego łańcucha kosmicznego – od projektu i produkcji satelity, przez rozwój oprogramowania i centrum kontroli misji, aż po analizę i komercjalizację danych satelitarnych.

SatRev wyniosła z sukcesem na orbitę już kilkanaście jednostek i wprowadziła na rynek technologie umożliwiające szybkie pozyskiwanie wysokorozdzielczych obrazowań Ziemi i ich zaawansowaną analizę. Spółka stworzyła również własne centrum kontroli misji we Wrocławiu oraz rozwija naziemną infrastrukturę komunikacyjną, m.in. stacje odbiorcze w Polsce i Omanie w pasmach UHF i S.

Najnowsza misja ma na celu zaprezentowanie technologicznego dorobku oraz ewolucji podsystemów satelitarnych SatRev. Nanosatelita PW6U opiera się na sprawdzonych i niezawodnych komponentach zaprojektowanych oraz wyprodukowanych przez inżynierów SatRev, w tym podsystemów komunikacji UHF, zarządzania energią (EPS) i komputera pokładowego (OBC), udoskonalonych dzięki wieloletniemu doświadczeniu.

PW6U jest wyposażony w ładunek optyczny dostarczający zobrazowania RGB + NIR w rozdzielczości 5,8 metra z wysokości 500 km, oraz wbudowany komponent do przetwarzania danych ze zdjęć satelitarnych w czasie rzeczywistym. Satelita został zaprojektowany do wspierania precyzyjnego rolnictwa, leśnictwa, monitorowania infrastruktury energetycznej i analizy wybrzeża.

– Zakończenie prac nad PW6U i przygotowanie go do wyniesienia na orbitę to kolejny ważny krok milowy w historii SatRev. To dowód na skuteczność naszego modelu i pracy zespołu, który posiada pełne kompetencje do prowadzenia projektów kosmicznych end-to-end. Z satysfakcją patrzymy na to, jak nasza technologia dojrzewa i jak rośnie zainteresowanie rozwiązaniami SatRev na świecie. Obecnie przed nami intensywny okres. Ogłosiliśmy zamiar dołączenia do ORBITEO i finalizujemy przygotowania do wejścia na NewConnect, a ukończenie kolejnego satelity jest jednym z kluczowych elementów tej drogi – powiedział dr Daniel Więzik, Prezes Zarządu SatRev S.A.

Niedawno SatRev ogłosił przygotowania do rebrandingu na Sky Vision, intensywnie przygotowuje się do wejścia na NewConnect, planowanego poprzez odwrotne przejęcie oraz zadeklarował zamiar współtworzenia klastra technologicznego ORBITEO. Będzie to holding technologiczny łączący polskie spółki z obszarów space, AI, defence i deeptech, budujące suwerenne, skalowalne rozwiązania cywilne i podwójnego zastosowania. Doświadczenie i dojrzałość operacyjna SatRev stanowią jeden z fundamentów  powstającego projektu. Znany inwestor giełdowy January Ciszewski wraz z notowanymi na GPW spółkami inwestycyjnymi JRH ASI S.A. i Imperio ASI S.A. ogłosił kilka tygodni temu przejęcie kontroli nad SatRev.

– SatRev jest przykładem spółki, która pokazuje, jak szybko i skutecznie potrafią rozwijać się firmy z naszego portfela. Jako jedyna w Polsce i jedna z niewielu w Europie, spółka posiada suwerenne zdolności kosmiczne od projektu, przez produkcję, wyniesienie, aż po operowanie satelitami i analizę danych. To ogromny atut strategiczny i biznesowy,  dlatego zaprosiliśmy SatRev do współtworzenia Orbiteo. Cieszę się z sukcesów SatRev, bo są one dowodem na to, że inwestowanie w technologie przyszłości ma sens i buduje realną wartość dla akcjonariuszy JRH. Mamy w portfelu więcej spółek na podobnej ścieżce rozwoju i jestem przekonany, że niebawem będziemy mogli chwalić się również ich sukcesami – komentuje January Ciszewski, główny akcjonariusz i Prezes JRH ASI S.A.

Firmy chcą AI – ale bez uporządkowanych danych tracą pieniądze zamiast je oszczędzać

Sztuczna inteligencja i automatyzacja procesów to dziś realne źródło oszczędności dla firm. Przedsiębiorstwa, które potrafią uporządkować dane i właściwie wykorzystać technologie cyfrowe, skracają czas operacji nawet o kilkadziesiąt procent i redukują koszty o 10–15 proc. Jak podkreślają eksperci z sektora Przemysłu 4.0, sukces wdrożeń zależy nie od samej technologii, lecz od przygotowania organizacji – danych, procesów i świadomości celu.

Wielu przedsiębiorców wciąż traktuje cyfryzację jako koszt, a nie inwestycję. Tymczasem dobrze zaplanowane projekty technologiczne mogą zwrócić się w mniej niż rok. Problemem pozostaje tzw. dług technologiczny i zjawisko „ciemnych danych” – informacji gromadzonych bez kontekstu i spójności. Jak tłumaczy Adrian Stelmach, ekspert Przemysłu 4.0 i CEO firmy explitia, zanim organizacja zdecyduje się na wdrożenie rozwiązań opartych o sztuczną inteligencję, powinna nauczyć się odpowiednio zarządzać danymi.

– Firmy często chcą wdrażać sztuczną inteligencję, zanim nauczą się korzystać z własnych danych. Dopiero uporządkowanie informacji i nadanie im kontekstu sprawia, że technologia zaczyna pracować na realne wyniki – podkreśla Adrian Stelmach.

O tym, że cyfryzacja może przynosić wymierne efekty, świadczą projekty realizowane przez explitia w polskich firmach produkcyjnych. Wdrożenia, które na pierwszy rzut oka wydają się kosztowne i skomplikowane, czasami zwracają się w czasie krótszym niż rok. Ich wspólnym mianownikiem jest jedno – wszystkie opierają się na danych i dobrze zdefiniowanym celu biznesowym.

Realne rozwiązania – sztuczna inteligencja

W jednym z zakładów wdrożono model językowy (tzw. czat) wspierający dział utrzymania ruchu. Dotychczas, aby zdiagnozować i usunąć awarię, mechanicy musieli przeszukiwać obszerne instrukcje techniczne, co wydłużało przestoje. Nowy system oparty na sztucznej inteligencji pozwala błyskawicznie odnajdywać potrzebne informacje i planować działania serwisowe w oparciu o zintegrowaną bazę wiedzy. Inwestycja o wartości 70 tysięcy złotych zwróciła się po zaledwie ośmiu miesiącach, a czas dotarcia do właściwych instrukcji skrócił się aż o 80 proc.

Drugie wdrożenie dotyczyło zarządzania energią w dużym zakładzie produkcyjnym. Firma przez lata dysponowała tylko jednym licznikiem głównym, co uniemożliwiało określenie, które linie produkcyjne generują największe zużycie prądu. Po instalacji trzydziestu mierników i wdrożeniu systemu klasy EMS (Energy Management System) koszty energii spadły o ponad 10%, a inwestycja rzędu 250 tysięcy złotych zwróciła się w kilka miesięcy. 

– Technologia pomaga podejmować decyzje oparte na faktach. Kiedy zaczynamy mierzyć i rozumieć, skąd biorą się koszty, możemy naprawdę nimi zarządzać – mówi Adrian Stelmach.

Trzeci przykład to cyfrowe raportowanie produkcji. Każdy z kilkudziesięciu pracowników zakładu spędzał średnio kilkanaście minut dziennie na wpisywaniu danych o produkcji, a następnie raporty były ręcznie przepisywane do arkuszy kalkulacyjnych. Błędy i nieścisłości, jakie pojawiały się na tym etapie sprawiały, że zebrane informacje często nie miały realnej wartości analitycznej. Wdrożenie systemu automatycznie pobierającego dane z maszyn pozwoliło przynieść roczne oszczędności na poziomie 700 tys. zł, przy koszcie ok. 600-700 tys. zł. Co istotne, znacząco poprawiła się także jakość pozyskiwanych danych.

W wielu firmach ogromne zasoby czasu i pieniędzy marnują się na działania, które nie wnoszą żadnej wartości. Automatyzacja raportowania to przykład, jak szybko można to odwrócić – zyskać dokładniejsze dane i jednocześnie odciążyć ludzi od żmudnej biurokracji – mówi Adrian Stelmach.

Cyfryzacja nie zawsze wymaga milionowych budżetów ani wieloletnich strategii. Czasem wystarczy jeden dobrze przemyślany projekt, by firma zaczęła realnie oszczędzać czas i pieniądze. Kluczem pozostaje jedno – dane. To one decydują, czy technologia stanie się modnym gadżetem, czy narzędziem, które faktycznie napędza rozwój przedsiębiorstwa.

Nowa strategia wizerunkowa Creotech: Quantum i Geo z własnymi brandami na rynek europejski

Creotech Instruments ogłosił wprowadzenie nowych identyfikacji wizualnych dla spółek Creotech Quantum oraz Creotech Geo, dwóch kluczowych podmiotów wyodrębnionych w ramach Grupy.

Nowe identyfikacje wizualne powstały w oparciu o spójną strategię wizerunkową Grupy Creotech, której celem jest budowa rozpoznawalnej, europejskiej marki wysokich technologii. Podkreślenie nazw poszczególnych marek wzmacnia ich indywidualność, a jednocześnie zachowuje wyraźne odniesienie do wspólnego pochodzenia i relacji z Grupą Creotech.

Logotypy Creotech Quantum i Creotech Geo odzwierciedlają odrębny charakter, specjalizację oraz kierunki rozwoju obu marek. Logo Creotech Quantum nawiązuje do zjawiska splątania kwantowego i złożoności procesów kwantowych leżących u podstaw technologii rozwijanych przez Spółkę. Symbolicznie odnosi się również do splątanych obszarów działań: kosmicznego i kwantowego.

Logo Creotech Geo odwołuje się do motywów mapowania terenu, emisji fal elektromagnetycznych i rozpoznawania przestrzeni, co podkreśla związki marki z technologiami geoinformatycznymi, dronowymi i satelitarnymi. Jego symboliczny kształt nawiązuje do formy drona, synonimu precyzji i zaawansowania technologicznego.

– Powołanie Creotech Quantum i Creotech Geo to ważny krok w realizacji naszej długofalowej wizji rozwoju. Chcemy, aby każdy z wydzielonych segmentów mógł w pełni wykorzystać swój potencjał rynkowy i badawczy, działając w oparciu o własną tożsamość, kompetencje i strategię. Technologie kwantowe stają się dziś jednym z fundamentów bezpieczeństwa cyfrowego i suwerenności technologicznej Europy, umożliwiając tworzenie nowych standardów komunikacji oraz ochrony informacji. Z kolei systemy dronowe i wykorzystanie danych satelitarnych nabierają strategicznego znaczenia w kontekście rosnących wyzwań obronnych i bezpieczeństwa, szczególnie w świetle trwającego konfliktu na Ukrainie. Dlatego rozwój obu podmiotów traktujemy jako priorytet w budowie silnej, europejskiej grupy w sektorze wysokich technologii mówi dr hab. Grzegorz Brona,
Prezes Zarządu Creotech Instruments S.A.

W kwietniu 2025 roku Creotech Instruments S.A. rozpoczął proces podziału Spółki poprzez wydzielenie segmentu systemów kwantowych oraz obszaru aplikacji związanych z dronami i przetwarzaniem danych satelitarnych, do nowych spółek: Creotech Quantum S.A. oraz Creotech Geo P.S.A.

Creotech Quantum, formalnie utworzony w czerwcu 2025 roku, koncentruje się na rozwoju
i komercjalizacji technologii kwantowych oraz technologii pokrewnych. Pod koniec sierpnia br. ogłoszono plan wydzielenia tej spółki z Creotech Instruments, którego celem jest przyspieszenie komercjalizacji rozwijanych rozwiązań oraz szerszy dostęp do zewnętrznych źródeł finansowania, w tym programów dedykowanych MŚP. Działalność Creotech Quantum opiera się na czterech kluczowych filarach: bezpieczeństwie komunikacji (QKD), sterowaniu procesorami kwantowymi, precyzyjnej synchronizacji czasu oraz produkcji zaawansowanych, wysokoczułych kamer astronomicznych do monitorowania  szybko poruszających się obiektów na orbicie Ziemi.

Creotech Quantum odzwierciedla naszą ambicję, by stać się jednym z filarów europejskiego przemysłu kwantowego. Chcemy aktywnie uczestniczyć w realizacji Europejskiej Strategii Kwantowej, w ramach której budowane są kompetencje przemysłowe, pilotażowe linie produkcyjne, europejska infrastruktura kwantowa, a także programy szkoleniowe i współpraca z Europejską Agencją Kosmiczną. Creotech Quantum ma być częścią tego procesu, dostarczając komponenty i systemy, które umożliwią praktyczne wykorzystanie technologii kwantowych w przemyśle, nauce i administracji oraz wzmocnią konkurencyjność i suwerenność technologiczną Europy. Wierzymy, że technologie kwantowe staną się fundamentem nowej rewolucji przemysłowej, a my chcemy być jednym z jej motorów komentuje dr Anna Kamińska, Prezes Zarządu Creotech Quantum S.A.

Pod koniec września br. spółka Creotech Quantum złożyła prospekt do Komisji Nadzoru Finansowego w związku z planowanym wydzieleniem Spółki z Creotech Instruments i wprowadzeniem akcji do obrotu na rynku regulowanym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW). Wydzielenie nastąpi poprzez ofertę akcji podziałowych i nie wiąże się z pozyskaniem nowych środków finansowych przez Spółkę. Intencją Zarządu jest wprowadzenie Creotech Quantum na główny rynek GPW w
II kwartale 2026 roku.

Creotech Geo P.S.A., powstała w maju br. i ma na celu dostarczanie klientom rozwiązań w zakresie aplikacji dronowych i satelitarnych, a w szczególności systemów UTM (Unmanned Traffic Management).

W 2024 roku Creotech Instruments zakończył prace nad systemem wykrywania przeszkód lotniczych opartym na technologii satelitarnej. Projekt był realizowany we współpracy z Polską Agencją Żeglugi Powietrznej (PAŻP) oraz AP-Tech Sp. z o.o., a także wdrażany przez PAŻP. Creotech Geo w swojej działalności będzie wykorzystywał wyniki projektu w opracowywaniu nowych produktów. PAŻP planuje budowę infrastruktury UTM w Polsce w dziesięciu lokalizacjach. W jednej z nich będą prowadzone prace nad rozwojem nowych technologii związanych z zarządzaniem misjami dronowymi i lotami GE (General Aviation). Prace te będą prowadzone we współpracy z Wydziałem MEL Politechniki Warszawskiej.

Dzięki wiedzy zdobytej przy realizacji projektów dla PAŻP obecnie rozwijamy projekt DTM Tools, którego celem jest stworzenie systemu UTM uwzględniającego nowe wytyczne European Union Aviation Safety Agency (EASA) oraz zademonstrowanie możliwości kontroli ruchu UAV za pomocą satelitów, a także platform stratosferycznych (HAPS). Jest on realizowany w ramach programu ARTES ESA, a jego wartość wynosi 1,8 mln EUR  – mówi Jacek Kosiec, Prezes Zarządu Creotech Geo P.S.A.

System DTM Tools Creotech Geo zapewnia kompleksowe, zintegrowane rozwiązanie do zarządzania przestrzenią powietrzną w zakresie: planowania trasy lotów zarówno dronów, jak i statków powietrznych („General Aviation”), przygotowania analizy ryzyka dla danej trasy, występowania o zgodę na lot, monitorowania i kontroli lotu oraz tworzenia raportów z analizą danych i wizualizacji trasy przelotu i zdarzeń w jego trakcie. Kolejnym etapem będzie wejście w sektor militarny i bezpieczeństwa, na przykład z systemem alternatywnego do GPS określania pozycji oraz antydronowego.

Głównymi odbiorcami systemów UTM są podmioty z sektora lotniczego, administracja państwowa i regionalna oraz duże przedsiębiorstwa prywatne zarządzające flotami dronów i wykorzystujące dane satelitarne. Potencjalnym klientem jest również sektor obronny i bezpieczeństwa.