Zmiany personalne w Audi Polska: Przemysław Schwarz dyrektorem sprzedaży, Michał Zygmanowski dyrektorem marketingu

Audi w Polsce wzmacnia kluczowe obszary działalności – sprzedaż i marketing – ogłaszając nowe nominacje personalne. Przemysław Schwarz obejmuje stanowisko dyrektora sprzedaży, a Michał Zygmanowski dołącza do marki jako dyrektor marketingu.

Nowy dyrektor sprzedaży – Przemysław Schwarz

Przemysław Schwarz związany jest z Audi od 2010 roku. Obejmując stanowisko dyrektora sprzedaży, wykorzysta swoje bogate doświadczenie zdobyte w ramach różnych obszarów firmy. Wcześniej pełnił funkcję dyrektora działu rozwoju sieci dealerskiej, a w ostatnich latach odpowiadał za strategię i działania marketingowe marki w Polsce. Jego wiedza o rynku oraz szeroka perspektywa wynikająca z wieloletniej pracy w strukturach Audi mają przyczynić się do dalszego wzmacniania pozycji marki w sprzedaży.

„Ostatnie miesiące były niezwykle intensywne biorąc pod uwagę działania marketingowe: wprowadziliśmy wiele nowych modeli, za nami kilka bardzo mocnych, szeroko zasięgowych kampanii. Cieszę się, że teraz wraz z zespołem sprzedaży będę mógł dołożyć wszelkich starań, by nasze nowe modele trafiły do jak najszerszego grona klientów. Z tak rozbudowanym i odnowionym portfolio, mamy przed sobą świetne perspektywy rynkowe.” – zaznacza Przemysław Schwarz.

Nowy dyrektor marketingu – Michał Zygmanowski

Na stanowisko dyrektora marketingu Audi powołany został Michał Zygmanowski, który dotychczas odpowiadał za ten obszar w marce Volkswagen. Z marketingiem jest związany od ponad 16 lat, łącząc ekspertyzę z branży dóbr szybko zbywalnych (FMCG), HoReCa oraz automotive. Doświadczenie zdobywał w koncernach Beiersdorf oraz Unilever w Polsce i Holandii, gdzie zarządzał regionalnymi i globalnymi projektami. Od 2017 roku dołączył do Volkswagen Group Polska do zespołu SEAT i CUPRA, a od 2021 roku zarządza obszarem produktu, komunikacji i customer journey w marce Volkswagen.

„Audi to marka z niesamowitą historią i legendarnymi modelami, która zawsze stawiała na postęp. Tak też jest obecnie – po okresie wyjątkowych premier produktowych, właśnie zadebiutował ekscytujący Audi Concept C, który wskazuje przyszłość portfolio i designu marki. Wraz z zespołem marketingu dołożymy wszelkich starań żeby wdrażać nowoczesne rozwiązania, najlepiej odpowiadające   oczekiwaniom klientów w branży, która przechodzi znaczącą transformację.” – powiedział Michał Zygmanowski.

Grant Thornton: liczba nielegalnych transmisji sportowych rośnie lawinowo

0

Wyzwania związane z piractwem się pogłębiają. Według raportu przygotowanego przez Grant Thornton[1] we współpracy z Live Content Coalition liczba nielegalnych transmisji sportowych i innych wydarzeń na żywo wciąż rośnie. Z analizy wynika, że 2024 roku wysłano do pośredników cyfrowych (DSP, platform internetowych i innych) co najmniej 10,8 mln zawiadomień o usunięcie nielegalnych transmisji. Tylko w pierwszej połowie 2025 roku liczba ta zwiększyła się do 26,2 mln, co oznacza 142-procentowy wzrost w ciągu 18 miesięcy. Piractwo wciąż pozostaje jednym z głównych zagrożeń dla właścicieli praw. Wyzwanie to dotyczy też Polski.

Rosnąca liczba nielegalnych transmisji to jedno. Drugą kwestią jest niska skuteczność w ich eliminowaniu. Aż 89 proc. zawiadomień z prośbą o usunięcie pirackich streamów nie doprowadziło do ich zawieszenia – wynika z raportu.

Nieskuteczne egzekwowanie i spóźnione reakcje

Raport podkreśla również spadek skuteczności podejmowanych działań. Tylko 11 proc. zawiadomień doprowadziło do zawieszenia nielegalnych streamów od początku 2024 r. do czerwca 2025 r. Dla porównania, w drugiej połowie ub.r. roku wskaźnik ten wynosił 19 proc., by drastycznie spaść do… zaledwie 5 proc. w pierwszej połowie 2025 roku.

Badanie wskazuje również na powolny czas reakcji pośredników. Tylko 6 proc. naruszeń zostało przetworzonych w ciągu 30 minut od zgłoszenia, podczas gdy 21 proc. wymagało ponad dwóch godzin.

Opierając się na danych Grant Thorton oraz biorąc pod uwagę, że przykładowo mecz piłkarski trwa wraz z przerwą przeciętnie 1h 45 minut, oznacza to, że 1 na 5 wszystkich nielegalnych streamów nie jest blokowany w odpowiednim czasie. Wiąże się to z dużymi stratami dla właścicieli praw – komentuje, przedstawiając obrazowo to wyzwanie Artur Pacuła, CEO MEGOGO w Polsce.

Problem piractwa rośnie również w Polsce – nie dotyczy to jednak… sportu

Jak wynika z danych platformy MEGOGO, dostarczającej telewizję online i bibliotekę VOD, liczba zgłoszeń nielegalnych treści w wyszukiwarce Google wzrosła w okresie styczeń – sierpień 2024 w porównaniu z analogicznym okresem w 2025 roku o 5,53 proc. (liczbowo z 222 000 do 235 000). W tym czasie zwiększyła się także liczba linków z prośbą o ich usunięcie – z 65 000 do 69 000. Oznacza to blisko 30-proc. skuteczność w usuwaniu nielegalnych źródeł.

Rośnie także liczba przekierowań łamiących prawo treści do właścicieli praw (z 89 000 do 97 000), co jest jednoznaczne z poprawą skuteczności w zgłaszaniu tego typu contentu o 8,25 proc.

Z drugiej strony w analizowanym okresie widać spadek, jeśli chodzi o zgłaszanie nielegalnych aplikacji, grup, społeczności, ale także nielegalnych transmisji piłki nożnej (z 11 400 do 6 800) oraz sportów walki (z 550 do 315) – w obydwu przypadkach spadek o przeszło 40 proc.

Stale monitorujemy pirackie strony internetowe, platformy społecznościowe, blogi oraz inne kanały w celu identyfikacji nielegalnie publikowanych treści. Pierwszą aktywnością, którą robimy zawsze w kontekście zgłaszania niewłaściwych treści, jest współpraca z właścicielem przeglądarki Google oraz próba usunięcia łamiących prawo linków. Nasz zespół pracuje 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, aby zmaksymalizować skuteczność ochrony treści. Analiza danych pokazuje, że nasze działania przynoszą wymierne korzyści – komentuje Artur Pacuła z MEGOGO.

Obecne wyzwania związane z pośrednikami

Raport Grant Thornton donosi, że między styczniem 2024 a czerwcem 2025 roku dostawcy dedykowanych serwerów (DSP) otrzymali rocznie 12 mln zawiadomień, co stanowiło 46 proc. wszystkich zgłoszeń. To właśnie oni dostarczają i zarządzają infrastrukturą techniczną, fizycznymi serwerami oraz przepustowością sieci wykorzystywaną przez wiele nielegalnych platform, stając się kluczowymi graczami w ekosystemie transmisji na żywo. Platformy internetowe odpowiadały za 5 proc. zawiadomień, a pozostałe 49 proc. kierowano do „Innych Dostawców Infrastruktury Online”, takich jak CDN-y czy usługi typu reverse proxy.

***

O badaniu Grant Thorton:

Trzecia edycja analizy Grant Thornton, stworzona we współpracy z Live Content Coalition, analizuje dane przesłane przez 10 dostawców za cały rok 2024 i pierwszą połowę 2025 roku („okres”). Stwierdzono, że pośrednicy nadal wykazują niską reakcję na zgłoszenia, a jedynie niewielki odsetek zgłoszeń o usunięciu treści prowadzi do zawieszenia.

EUIPO (Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej) wspiera Komisję Europejską w monitorowaniu skutków Zalecenia (Recommendation), poprzez gromadzenie danych od organów krajowych, podmiotów praw autorskich i kilku usług pośredniczących. Dane za rok 2024 i pierwszą połowę 2025 roku zostały udostępnione Grant Thornton przez 10 podmiotów praw autorskich (w tym główne ligi sportowe i nadawcy).

[1] GrantThorton.co.uk, Two Years On: Online Piracy Trends Worsen Despite the European Commission’s Recommendation, wrzesień 2025 r.

KPMG: polskie firmy inwestują w cyberbezpieczeństwo, ale czują się coraz mniej chronione

Przedsiębiorstwa w Polsce coraz intensywniej rozwijają struktury i procedury związane z ochroną danych, jednak równolegle maleje ich subiektywne poczucie odporności na zagrożenia. 56% firm posiada już dedykowane działy ds. cyberbezpieczeństwa, jednocześnie tylko 40% liderów uważa, że ich organizacje są wystarczająco chronione, a nasilenia prób cyberataków najczęściej doświadczają duże podmioty – wynika z raportów KPMG „Monitor Transformacji Cyfrowej Biznesu 2025” oraz „Barometr Cyberbezpieczeństwa”.

Październik, obchodzony jako Europejski Miesiąc Cyberbezpieczeństwa, to dobry moment, aby przyjrzeć się kondycji polskich firm w tym obszarze.

Wskaźnik cyberbezpieczeństwa i ryzyka w tegorocznym „Monitorze Transformacji Cyfrowej Biznesu” osiągnął poziom 5,9 pkt – o 1 pkt więcej niż w poprzedniej edycji badania. W 2025 roku 56% firm zadeklarowało posiadanie dedykowanego działu ds. cyberbezpieczeństwa – to wzrost o 16 punktów procentowych względem poprzedniego roku. Jednocześnie mniej organizacji posiada sformalizowane procedury zarządzania bezpieczeństwem – odsetek ten spadł o 13 p.p. i wynosi 59%. Najlepiej przygotowany w tym zakresie pozostaje sektor finansowy, gdzie 82% firm ma procedury, a 73% dedykowane struktury.

firmy w Polsce inwestują w cyberbezpieczeństwo

Rosnące nakłady, malejące poczucie bezpieczeństwa

Firmy deklarują coraz większe inwestycje – odsetek przedsiębiorstw planujących znaczący wzrost wydatków na cyberbezpieczeństwo w ciągu kolejnych 12 miesięcy zwiększył się aż o 20 p.p. względem roku ubiegłego. Mimo tego, tylko 40% liderów uważa, że ich organizacje są odpowiednio chronione, co oznacza spadek o 17 p.p. rok do roku.

Skala i złożoność cyberzagrożeń rosną szybciej niż cyfrowe kompetencje firm. Choć wskaźnik cyberbezpieczeństwa poprawił się względem lat poprzednich, trudno jeszcze mówić o pełnej dojrzałości organizacji. Tylko 59% z nich posiada sformalizowane procedury zarządzania bezpieczeństwem, mimo rosnącej liczby incydentów, coraz bardziej wyrafinowanych ataków, presji regulatorów oraz wzrostu świadomości wśród liderów biznesu.

Cyberbezpieczeństwo przestaje być wyłącznie domeną działów IT. Staje się strategiczną dyscypliną, która musi być osadzona w kulturze organizacyjnej, decyzjach inwestycyjnych i codziennych procesach. Szybkość zmian technologicznych wymusza elastyczność – nie tylko w reagowaniu na incydenty, ale też w adaptacji strategii, integrowaniu bezpieczeństwa z transformacją cyfrową i rozwijaniu świadomości wśród pracowników.

W obliczu coraz bardziej złożonych ekosystemów IT, rosnącej zależności od zewnętrznych dostawców i ekspansji rozwiązań opartych na AI, tradycyjne podejścia do bezpieczeństwa przestają wystarczać. Kluczowe staje się myślenie całościowe – uwzględniające łańcuch dostaw, cykl życia oprogramowania, a także czynnik ludzki – mówi Michał Kurek, Partner, Szef Zespołu Cyberbezpieczeństwa w KPMG w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej.

Ataki, awarie i nowe ryzyka

Opublikowany również w 2025 roku raport KPMG „Barometr Cyberbezpieczeństwa” wskazuje, że w 2024 roku tylko 17% firm nie odnotowało żadnego incydentu cyberbezpieczeństwa – to najniższy poziom w historii badania. Ponadto, z publikacji wynika, że największą intensyfikację prób cyberataków odnotowują duże przedsiębiorstwa – 55% z nich zauważyło wzrost lub znaczny wzrost w porównaniu do 38% średnich i 40% małych firm.  Jako największe cyberzagrożenie dla swojej organizacji najwięcej badanych firm wskazało malware, czyli wycieki danych za pośrednictwem złośliwego oprogramowania.

Z „Monitora Transformacji Cyfrowej Biznesu” wynika, że największe obawy budzą awarie systemów dostawców zewnętrznych oraz wewnętrznej infrastruktury. Choć cyberataki znalazły się na końcu listy, to 64% organizacji postrzega je jako zagrożenie o co najmniej umiarkowanym wpływie na transformację cyfrową (28% – dużym lub bardzo dużym).

stan cyberbezpieczeństwa firm w Polsce

O raportach:

Raport KPMG w Polsce pt. „Monitor Transformacji Cyfrowej Biznesu” powstał na podstawie badania przeprowadzonego metodą CATI (ang. Computer-Assisted Telephone Interviewing) w marcu 2025 roku. Przebadanych zostało 180 respondentów, którzy w swoich firmach odpowiadają za kwestie związane z cyfryzacją. Grupę stanowili menedżerowie, dyrektorzy, członkowie zarządów oraz prezesi. Próba badanych firm została dobrana tak, aby w przybliżeniu reprezentowała udział przedsiębiorstw małych, średnich i dużych w krajowej gospodarce, z wyłączeniem podmiotów zatrudniających mniej niż 10 pracowników. Podmioty zostały skategoryzowane wg swojej przeważającej działalności do 8 sektorów: budownictwo i nieruchomości; energetyka, wydobywanie, usługi komunalne; life sciences (farmacja, chemia, urządzenia medyczne); motoryzacja; rynek dóbr konsumpcyjnych; sektor finansowy; technologie informacyjne, media i komunikacja; transport, spedycja i logistyka.

Więcej informacji oraz pełna treść raportów diagnozujących stan cyberbezpieczeństwa firm w Polsce jest dostępna na stronach KPMG.

Monitor Transformacji Cyfrowej Biznesu: https://kpmg.com/pl/pl/home/insights/2025/05/monitor-transformacji-cyfrowej-biznesu-edycja-2025.html

Barometr Cyberbezpieczeństwa: https://kpmg.com/pl/pl/home/insights/2025/02/barometr-cyberbezpieczenstwa-2025.html

Europa potrzebuje 20 mln specjalistów IT do 2030 r. – ambitny cel, trudna realizacja

Unia Europejska postawiła przed państwami członkowskimi niezwykle ambitny cel: do 2030 r. podwoić liczbę specjalistów IT do 20 mln, tak aby stanowili 10% wszystkich zatrudnionych. Realizacja założonego planu nie tylko ma realnie wpłynąć na zwiększenie potencjału gospodarki cyfrowej, lecz także zagwarantować Europie silniejszą pozycję w globalnym wyścigu technologicznym. Tymczasem rzeczywistość okazuje się znacznie bardziej złożona. Dane Eurostatu wskazują, że przy obecnym tempie wzrostu liczby informatyków osiągnięcie unijnej wizji będzie bardzo trudne do zrealizowania. Co więcej, podobne napięcie między aspiracjami a możliwościami widać również w polskich sektorze MŚP, który zmaga się z barierami kadrowymi, ograniczonymi budżetami i trudnościami w realizacji projektów IT.

Dynamika wzrostu zatrudnienia specjalistów IT

Według danych Eurostatu, w 2024 r. w całej UE było 10,3 mln specjalistów IT, co stanowiło 5% ogółu pracujących. Tempo wzrostu wynosi obecnie zaledwie +0,2 p.p. rocznie, czyli pięciokrotnie wolniej niż zakłada unijna strategia rozwoju sektora cyfrowego.

Eksperci Polskiego Instytutu Ekonomicznego podkreślają, że przy takim tempie niezwykle trudno będzie osiągnąć wyznaczony cel. Główne bariery to: niedobór kadr, niewystarczająca liczba absolwentów kierunków technicznych oraz rosnąca konkurencja zabiegająca o specjalistów na rynku pracy.

Polska perspektywa: wyzwania MŚP

Na tle ogólnoeuropejskich wyzwań szczególnie widoczna jest sytuacja małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce. Jak wskazuje raport Polcom „Transformacja cyfrowa sektora MŚP w latach 2024-2026. Inwestycje IT, chmura i nowe technologie”, jedynie 11% firm zakończyło większość lub całość planowanych inwestycji IT, a 58% zrealizowało tylko część zakładanych projektów. Co piąta inwestycja (20%) okazała się nietrafiona lub przekroczyła budżet. Nie mniej jednak największym problemem są ograniczone zasoby i brak kompetencji, w konkretnych obszarach IT.

Zgodnie z danymi przedstawionymi w raporcie Polcom, aż 66% menedżerów IT wskazuje na brak kompetencji cyfrowych i odpowiednio wyspecjalizowanej kadry jako barierę w realizacji projektów IT. W praktyce oznacza to, że firmy chcą inwestować w innowacje technologiczne, ale brakuje im ludzi zdolnych do wdrażania nowych technologii – zauważa Adam Matyaszek, Dyrektor Działu Sprzedaży w Polcom. – Dodatkowym wyzwaniem jest budżet. W małych firmach ponad połowa środków technologicznych, dokładnie 56% budżetu IT, pochłaniana jest przez bieżące utrzymanie i wynagrodzenia. Na nowe projekty, takie jak migracja do chmury czy rozwój AI, pozostaje niewielka część – dodaje.

Kierunki inwestycji i pozytywne efekty

Mimo trudności, przedsiębiorcy jasno określają priorytety na lata 2025-2026. Według danych zebranych przez Polcom największą popularnością cieszy się zaawansowana analityka danych, w którą chce inwestować aż 81% firm. Na drugim miejscu znajduje się migracja do chmury obliczeniowej deklarowana przez 62% organizacji, a tuż za nią cyberbezpieczeństwo, wskazywane przez 56% badanych jako kluczowy obszar rozwoju.

Efekty już zrealizowanych działań są wyraźne zauważalne. 82% firm zauważyło poprawę efektywności procesów, 81% – szybszą reakcję na zmiany rynkowe, 66% – obniżenie kosztów operacyjnych, a 49% – wzmocnienie przewagi konkurencyjnej. To pokazuje, że nawet częściowe wdrożenia technologiczne przynoszą wymierne rezultaty biznesowe i realnie wzmacniają odporność firm na wahania rynku – komentuje Adam Matyaszek z Polcom.

Choć cele wyznaczone przez UE wyznaczają jasny kierunek rozwoju, rzeczywistość – zarówno w skali unijnej, jak i krajowej – pokazuje poważne ograniczenia. Wydaje się, że bez intensyfikacji działań na rynku pracy i zwiększenia wsparcia dla MŚP osiągnięcie cyfrowej Europy 2030 będzie zadaniem niezwykle trudnym. Jednocześnie rosnąca świadomość przedsiębiorców, coraz większa dostępność rozwiązań chmurowych, w tym z zakresu AI as a Service i automatyzacji oraz realne korzyści pokazują, że fundament pod cyfrową gospodarkę został położony. Jeśli ten trend zostanie odpowiednio wzmocniony i poparty adekwatnymi działaniami, polskie MŚP mogą nie tylko zrealizować unijne cele, ale też zbudować trwałą przewagę konkurencyjną w regionie.

Kraków i Wrocław liderami rynku biurowego na południu Polski, Katowice konsekwentnie rosną

Mimo wolniejszej podaży nowych projektów w południowej Polsce, popyt na biura rośnie. Kraków i Wrocław umacniają pozycję liderów, a Katowice konsekwentnie budują swoją markę. Razem tworzą region, który wciąż przyciąga międzynarodowy biznes – mówi Tomasz Chojnacki, dyrektor regionalny w dziale powierzchni biurowych Newmark Polska.

W Newmark Polska odpowiada Pan za obsługę najemców biurowych w całej południowej Polsce. Czy to próba zdefiniowania tego rynku na nowo?

Tomasz Chojnacki, Newmark Polska: Rzeczywiście, chcemy spojrzeć na regionalne rynki biurowe Krakowa, Wrocławia oraz aglomeracji katowickiej w szerszym kontekście, traktując je jako jeden spójny system. Tak właśnie od kilku lat patrzą na nie najemcy, a przede wszystkim globalne korporacje, które dopiero zaczynają albo planują działalność w naszym kraju. Doradzam na tym rynku najemcom już od kilkunastu lat i wielokrotnie uczestniczyłem w procesach, podczas których firmy rozważały otwarcie biura w jednym z tych trzech miast, powodując, że miasta te musiały ze sobą konkurować.

Wrocław, Kraków oraz aglomerację katowicką łączą autostrada A4 oraz bliskość granicy z Niemcami. Każda z tych lokalizacji posiada własne, duże lotnisko –  ważny atut dla firm działających na rynkach międzynarodowych. Jednocześnie to są bardzo różne miasta i żadne nie pełni roli satelity wobec pozostałych. Ich potencjał tkwi w pewnej synergii, a – co równie ważne – łączne zasoby biurowe Wrocławia, Krakowa i Katowic stanowią ponad 60% poziomu zasobów Warszawy.

To atuty. A z jakimi wyzwaniami mierzy się region południowy? 

Jeszcze kilka lat temu były to rynki cechujące się niezwykłą dynamiką rozwoju. W ostatnim czasie, podobnie jak we wszystkich miastach regionalnych, również tutaj obserwujemy wyraźne spowolnienie nowej podaży, a w niektórych lokalizacjach wręcz jej skurczenie. Widać to chociażby w danych z pierwszego półrocza tego roku – na żadnym z tych rynków nie odnotowano nowej podaży.

Nie oznacza to jednak trwałej utraty znaczenia tych ośrodków. Popyt na biura w Krakowie i Wrocławiu wciąż rośnie. Jedynie w Katowicach obserwujemy spadek wynikający z innego etapu rozwoju tamtejszego rynku, który nadal się kształtuje i dojrzewa. Liczba transakcji w mieście jest stosunkowo niewielka, dlatego nawet jeden projekt potrafi tutaj mocno namieszać w statystykach. Nie zmienia to jednak faktu, że Katowice pozostają istotnym graczem w regionie.

We Wrocławiu i Katowicach zasoby biurowe zmniejszyły się w wyniku zmiany funkcji części budynków. Czy to pojedyncze przypadki, czy raczej zapowiedź szerszego trendu?

Po pandemii rynek biurowy bardzo się zmienił, a właściciele biurowców stanęli przed wyzwaniem dostosowania ich do nowych oczekiwań najemców. Chcąc zachęcić pracowników do powrotu do biura, firmy najczęściej szukają powierzchni w nowoczesnych, wielofunkcyjnych budynkach, które obok biur oferują także usługi gastronomiczne, fitness, przestrzenie rekreacyjne czy sale konferencyjne. W efekcie starsze obiekty, które nie spełniają tych wymagań, często muszą przejść modernizację, a czasami zmienić swoją funkcję. Już dzisiaj dostrzegamy wpływ tego typu decyzji na rynek, nie sądzę jednak, by miało to stać się zjawiskiem masowym.

Wyjątkowo mocno taki trend widać we Wrocławiu.

Wrocław przez wiele lat był liderem pod względem nowej podaży. Dzisiaj powstaje tam historycznie najmniej powierzchni biurowej. I o ile spadek aktywności deweloperów dotknął wszystkie miasta regionalne, to w stolicy Dolnego Śląska mamy do czynienia również ze zmianą funkcji kilku dużych obiektów, co realnie obniżyło zasoby biurowe. Takie obiekty, jak Sky Tower (część powierzchni), Wratislavia Tower czy Renaissance Business Centre, zostały przekształcone w budynki mieszkaniowe albo hotelowe.

W trakcie realizacji w całym Wrocławiu znajdują się tylko dwa nowe biurowce – Swobodna SPOT I (14,5 tys. mkw.) i The Park Wrocław 2 (9,5 tys. mkw.). Jeśli porównać to z rekordowym trzecim kwartałem 2017 roku, kiedy powstawało tam ponad 300 tys. mkw. biur, różnica jest ogromna. Ale dzisiejszy Wrocław to inny rynek – dojrzalszy i z naturalnie wolniejszym tempem powstawania nowych inwestycji. Co ważne, od kilku miesięcy obserwujemy odbicie po stronie popytu, a to oznacza, że wróci też nowa podaż – choć zapewne nie w takiej skali jak dekadę temu.

Spadek podaży obserwujemy również w Krakowie. Mimo tego w mieście odnotowano najwyższy w jego historii wolumen transakcji. Co przyciąga najemców do stolicy Małopolski?

Kraków jest dzisiaj najsilniejszym regionalnym rynkiem biurowym w Polsce. Charakteryzuje się niezwykle stabilnym i mocnym popytem. Pomimo ograniczonej podaży, firmy wciąż decydują się na przedłużanie umów – w pierwszym półroczu tego roku renegocjacje stanowiły aż 71 proc. wszystkich transakcji. Najemcy decydują się na renegocjacje ze względu na ograniczoną podaż atrakcyjnej powierzchni (powyżej 5 tys. mkw.), a także w celu optymalizacji kosztów – zarówno stałych kosztów utrzymania biura, jak i potencjalnych nakładów na nową przestrzeń. Firmy pozostają w Krakowie nie tylko ze względu na silną pozycję miasta jako lokalizacji biznesowej, lecz także dzięki szerokiej dostępności wysoko wykwalifikowanej kadry. W efekcie od początku roku obserwujemy spadek wskaźnika pustostanów, co prowadzi do kurczenia się dostępnej powierzchni biurowej. Podobnie jak we Wrocławiu, tutaj również w najbliższych latach rosnący popyt powinien przełożyć się na powrót nowej podaży.

Jeśli chodzi o strukturę popytu, to z zupełnie inną sytuacją mamy do czynienia w Katowicach. Stolica Górnego Śląska wyróżnia się najwyższym w Polsce, bo aż 71-procentowym udziałem nowych najmów. Jednocześnie Katowice notują najwyższy w kraju wskaźnik pustostanów.

Każdy z tych rynków ma swoją dynamikę i mierzy się z odmiennymi wyzwaniami. Wysoki odsetek wolnych biur jest jednym z głównych wyzwań Katowic, jednak przy dobrej koniunkturze i efektywnej absorpcji powierzchni rynek ma szansę na stopniową stabilizację. Co wyróżnia Katowice po stronie podażowej, to rosnąca aktywność lokalnych deweloperów realizujących mniejsze inwestycje z myślą o długoterminowym utrzymaniu ich w portfelu. Dzięki własnym źródłom finansowania mogą decydować o rozpoczynaniu nowych budów niezależnie od aktualnego zainteresowania funduszy biurowymi aktywami w regionie.

Niewątpliwym magnesem katowickiego rynku są atrakcyjne czynsze (13 – 16 euro/mkw.) w wysokiej jakości budynkach. Atutem jest również ogromny rynek pracy w całej aglomeracji liczącej ponad 2 mln mieszkańców, z dużą liczbą absolwentów o różnorodnych kompetencjach.

Jak w ostatnich latach zmieniły się profile najemców i ich oczekiwania wobec biur w miastach południowej Polski?

Na południu Polski wciąż dominują sektory usług wspólnych oraz IT, ale dziś ten drugi jest znacznie bardziej zróżnicowany. Obok klasycznych centrów operacyjnych pojawiają się zapytania od firm zajmujących się sztuczną inteligencją, cyberbezpieczeństwem czy centrami danych. Kluczową zmianą jest jednak sposób pracy – coraz mniej metrów przypada na jedno biurko, a więcej na strefy dedykowane do współpracy.

Rośnie też popularność modelu, w którym firmy tworzą jeden duży hub biurowy, pełniący rolę głównej siedziby, który uzupełniają mniejszymi satelitami w przestrzeniach serwisowanych, tzw. flexach. Takie rozwiązanie daje dużą swobodę – wspiera model hybrydowy, ułatwia organizowanie spotkań z klientami czy sesji projektowych oraz, zależnie od potrzeb, umożliwia szybkie zwiększenie bądź zmniejszenie zajmowanej powierzchni. Kraków i Wrocław już teraz mogą pochwalić się szeroką ofertą biur serwisowanych, a Katowice konsekwentnie rozwijają się w tym samym kierunku.

Doradzając naszym klientom, coraz częściej zwracamy uwagę na jakość biur i możliwość adaptacji przestrzeni do nowych modeli pracy. Najemcy nie chcą już tylko metrażu – szukają wartości w postaci nowoczesnych, funkcjonalnych i dobrze zaprojektowanych przestrzeni, które wspierają współpracę i kreatywność zespołów. To dziś kluczowy trend w regionie i jedna z najbardziej perspektywicznych strategii dla najemców.

Biorąc pod uwagę ograniczoną aktywność deweloperów i niepewność co do nowych projektów – jakie są Pana prognozy dotyczące rozwoju rynku biurowego w południowej Polsce?

Już dzisiaj widzimy stabilny wzrost popytu, zwłaszcza w Krakowie i Wrocławiu, co pokazuje, że południowy korytarz biurowy pozostaje atrakcyjny dla firm i inwestorów. Za chwilę zacznie brakować jakościowej powierzchni i kluczowa stanie się podaż. Część wstrzymanych projektów wróci do realizacji, bo rynek nie lubi próżni. Dodatkowo możemy spodziewać się upgrade’u starszych biurowców, które po modernizacji znów staną się atrakcyjne i uzupełnią część luki podażowej.

Proces przygotowania nowych inwestycji trwa zwykle co najmniej trzy lata, dlatego konieczne jest planowanie z wyprzedzeniem. W tym czasie doradcy na rynku biurowym odgrywają kluczową rolę, pomagając najemcom w ocenie potencjału projektów oraz w optymalnym wykorzystaniu istniejącej podaży. Jestem przekonany, że rynek południowy pozostanie jednym z najważniejszych regionów inwestycyjnych w Polsce, a jego rola w przyciąganiu międzynarodowych firm będzie wciąż rosła. To lokalizacja, która mimo wyzwań pokazuje odporność i gotowość do dalszego rozwoju.

Pracownicy bardziej świadomi praw i granic – wyniki najnowszego badania o etyce w pracy

Czy czujemy się bezpieczniej w pracy niż ćwierć wieku temu? Najnowsze badanie pokazuje, że tak – liczba przypadków molestowania spadła w tym okresie z 33 do 11 proc. Ale to nie koniec wyzwań. Toksyczne relacje i nieetyczne zachowania nadal obciążają pracowników i osłabiają organizacje. O pozostałych zmianach w podejściu do etyki i środowisku pracy, które wspiera, stymuluje i po prostu sprawia, że pracownik jest zadowolony mówi Alicja Kotłowska, ekspertka zarządzania z Uniwersytetu SWPS, autorka badania „Etyczne standardy firm i pracowników 1999-2025”.

Przed nami Międzynarodowy Tydzień Happiness at Work, a to doskonała okazja, by zastanowić się, czy nasze miejsca pracy sprzyjają dobrostanowi pracowników – czy są przestrzenią zaangażowania, rozwoju i satysfakcji.

Najświeższe wyniki badań empirycznych „Etyczne standardy firm i pracowników 1999-2025” przeprowadzonych przez Alicję Kotłowską z Uniwersytetu SWPS, na próbie 1000 pracowników pokazują, jak w ciągu ostatnich blisko 30 lat zmieniły się normy etyczne w środowisku zawodowym. Analiza porównawcza z badaniami prof. Anny Lewickiej-Strzałeckiej z 1999 roku dowodzi, że na szczęście odsetek osób, które zetknęły się czasem z molestowaniem seksualnym w pracy, uległ istotnemu zmniejszeniu – z 33 proc. w 1999 roku do 11 proc. w 2025 roku (z 5 proc. częstych przypadków w 1999 do 2 proc. w 2025).

etyka w polsceTo jednak wciąż znacząca liczba. Jeśli chcemy, aby pracownicy czuli się bezpiecznie i komfortowo w swojej pracy, konieczne jest podejmowanie działań prewencyjnych, które pozwolą ograniczyć takie przypadki do minimum.

Badania pokazują, że toksyczne relacje i nieetyczne zachowania w pracy prowadzą do chronicznego stresu, obniżenia wydajności i zwiększonej rotacji. W konsekwencji cierpi nie tylko zdrowie pracowników, lecz także efektywność i innowacyjność całych organizacji. Dlatego tak istotne jest wspólne działanie pracodawców i pracowników na rzecz etycznych, zdrowych środowisk pracy – wolnych od toksycznego stylu zarządzania, mobbingu czy molestowania seksualnego. – Alicja Kotłowska, ekspertka zarządzania z Uniwersytetu SWPS oraz autorka książki „Twoja Praca”

Zmieniające się granice przyzwoitości w pracy

Na przestrzeni ostatnich blisko trzech dekad zmieniło się nasze rozumienie molestowania seksualnego oraz tego, co w miejscu pracy uznajemy za dopuszczalne. Granice „dobrego smaku” i przyzwoitości przesuwają się – i to w kierunku większej wrażliwości na prawa i komfort pracowników.

Jeszcze około 30 lat temu tylko co czwarty pracownik uważał, że wieszanie w biurze roznegliżowanych zdjęć jest nie na miejscu. Dziś aż połowa pracowników postrzega to jednoznacznie jako niedopuszczalne.

etyka pracownikaW 1999 roku jedynie 6 proc. osób czuło się skrępowanych, gdy przełożony komentował ich wygląd, strój czy fryzurę. Dziś taki dyskomfort deklaruje już 16 proc. pracowników. Podobnie zmieniła się ocena zapraszania podwładnych przez szefów do restauracji – w 1999 roku za niestosowne uznawało to 7 proc. ankietowanych, obecnie już 20 proc.

etyka pracownika 2etyka pracownika molestowanie– Zmiany te pokazują rosnącą świadomość społeczną i coraz wyższe standardy etyczne w środowisku pracy. To jasny sygnał dla organizacji: kultura szacunku i wrażliwości na granice pracowników jest koniecznością – podsumowuje autorka badania.

Różnice pokoleniowe a normy etyczne

Około 30 lat temu jedynie 18 proc. pracowników uważało opowiadanie nieprzyzwoitych kawałów za formę molestowania seksualnego. Dziś odsetek ten wzrósł do 43 proc.

Co ciekawe, zdaniem ekspertki, starsi pracownicy są bardziej skłonni do pobłażliwego traktowania takich zachowań. Tylko 34 proc. osób powyżej 45. roku życia uznaje wulgarne żarty za niestosowne. Tymczasem wśród pokolenia Z i Milenialsów odbierane są one znacznie bardziej krytycznie.Różnice pokoleniowe a normy etyczne – Te zmiany pokazują, że w środowisku pracy, gdzie współpracują przedstawiciele różnych generacji, mogą rodzić się nieporozumienia i konflikty wynikające z odmiennych norm społecznych. Dla organizacji oznacza to konieczność świadomego kształtowania kultury pracy, która uwzględnia różnorodność pokoleniową i stawia na wzajemny szacunek – wskazuje Alicja Kotłowska.

Jak budować zdrowe i etyczne miejsca pracy?

– Aby stworzyć środowisko pracy, w którym pracownicy rozkwitają, są pełni energii i zaangażowania, konieczne jest wprowadzenie instytucjonalnych mechanizmów wspierających etykę – takich jak kodeksy etyczne, szkolenia czy wyznaczenie osób odpowiedzialnych za kwestie etyczne – wyjaśnia Alicja Kotłowska i podkreśla, że wyniki jej badania z 2025 roku pokazują, że wiele polskich firm wciąż nie stosuje tych praktyk.

Zarówno ponad ćwierć wieku temu, jak i dziś, dwie trzecie pracowników uważało, że pisane zasady postępowania – np. kodeksy etyki zawodowej – są potrzebne. W 1999 roku jedynie 25 proc. badanych pracowało w firmie posiadającej taki kodeks, dziś to już 54 proc.

W 1999 roku zaledwie 3 proc. pracowników uczestniczyło w obowiązkowych, a 4 proc. w dobrowolnych szkoleniach etycznych. Dziś wskaźniki wzrosły odpowiednio do 20 proc. i 10 proc. Nadal jednak aż 31 proc. badanych w 2025 roku przyznało, że ich firmy nie organizują żadnych szkoleń w tym obszarze.

W 1999 roku tylko 11 proc. pracowników miało możliwość zgłaszania etycznych wątpliwości do wyznaczonej osoby lub działu ds. etyki. W 2025 roku odsetek ten wzrósł do 28 proc. To pozytywny trend, lecz nadal oznacza, że większość pracowników nie ma komu zgłosić problemów natury etycznej.

– Polskie firmy robią postępy, ale aby pracownicy mogli czuć się bezpiecznie i w pełni angażować w swoją pracę, etyka powinna stać się integralną częścią codziennego funkcjonowania organizacji. Wtedy jest szansa, że pracownik będzie bardziej zadowolony, a przez to bardziej wydajny – podsumowuje ekspertka.

Obniżka stóp w październiku niepewna

Rosną oczekiwania wobec październikowego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej. Część ekspertów zakłada, że może dojść do kolejnego złagodzenia polityki pieniężnej, choć w samym gronie Rady słychać też głosy ostrożności. Niektórzy ekonomiści oceniają, że istnieje około 50-procentowa szansa na obniżkę już w październiku, a do końca roku możliwe jest jeszcze jedno cięcie stóp o 25 punktów bazowych. Inni analitycy wskazują jednak, że bardziej prawdopodobny termin obniżki to listopad, o ile inflacja pozostanie stabilna, a otoczenie fiskalne nie ulegnie pogorszeniu.

Są też członkowie Rady, którzy podkreślają, że ruch w dół w październiku byłby zbyt szybki i woleliby poczekać na kolejne dane z gospodarki. W ich ocenie skala ewentualnych obniżek powinna być minimalna i ostrożna, aby nie podsycać ryzyk inflacyjnych. Takie stanowisko kontrastuje z bardziej gołębim podejściem, które sugeruje większą otwartość na wcześniejsze luzowanie polityki pieniężnej.

W analizach makroekonomicznych zwraca się uwagę, że proces dezinflacji postępuje, ale w wypowiedziach decydentów widać wyraźnie większą ostrożność niż jeszcze pod koniec poprzedniego roku. Wielu ekonomistów wskazuje też, że rynki finansowe już w dużej mierze uwzględniły scenariusz dalszych cięć, dlatego większe znaczenie będzie miała sama konferencja po posiedzeniu niż lakoniczny komunikat.

Od początku roku stopy procentowe były już kilkakrotnie obniżane, a stopa referencyjna znajduje się obecnie na poziomie 4,75 %. To sprawia, że każde kolejne posunięcie Rady musi być wyważone – zbyt szybkie obniżki mogą podkopać stabilność oczekiwań inflacyjnych, natomiast zbyt długa pauza może hamować ożywienie gospodarcze.

Najbardziej realnym scenariuszem pozostaje obniżka o 25 punktów bazowych jeszcze tej jesieni, przy czym nie ma pewności, czy nastąpi to w październiku, czy dopiero w listopadzie. Jednocześnie wciąż istnieje możliwość, że Rada zdecyduje się na wstrzymanie z decyzją, jeśli nowe dane inflacyjne lub budżetowe okażą się mniej sprzyjające.

CBA zatrzymało przedstawiciela „Solidarności” w śledztwie dotyczącym płatnej protekcji

Funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego zatrzymali przedstawiciela Komisji Międzyzakładowej NSZZ „Solidarność” Pracowników Morza Bałtyckiego. Mężczyzna usłyszał zarzut płatnej protekcji. Sprawa ma związek z powoływaniem się na wpływy w instytucjach państwowych oraz z próbą uzyskania korzyści majątkowej w kontekście wypłat odszkodowań dla rybaków rekreacyjnych.

Zatrzymanie i zabezpieczenia

Do zatrzymania doszło 30 września 2025 r. na terenie województwa pomorskiego. Czynności zostały przeprowadzone przez Delegaturę CBA w Gdańsku na polecenie Prokuratury Regionalnej w Gdańsku. W trakcie działań funkcjonariusze zabezpieczyli dokumenty, nośniki cyfrowe oraz telefony komórkowe.

Podejrzenia o powoływanie się na wpływy

Śledztwo dotyczy żądania korzyści majątkowej w wysokości 2 mln zł w zamian za podjęcie działań mających rzekomo doprowadzić do uchwalenia ustawy przewidującej wypłatę rekompensat rybakom rekreacyjnym. Odszkodowania miały dotyczyć strat wynikających z unijnego zakazu połowu dorsza na Bałtyku.

Według ustaleń śledczych podejrzany powoływał się na wpływy w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, Ministerstwie Infrastruktury oraz w Zarządzie Krajowym NSZZ „Solidarność”. Podczas zebrania Komisji Międzyzakładowej miał kreować wrażenie, że prowadzi negocjacje z przedstawicielami wskazanych instytucji.

Ostatecznie pieniądze nie zostały przekazane, a projekt ustawy rekompensacyjnej nie powstał.

Zarzuty i grożące kary

Zatrzymany został doprowadzony do Prokuratury Regionalnej w Gdańsku, gdzie usłyszał zarzut płatnej protekcji. Za ten czyn grozi kara od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności oraz grzywna.

Prokurator zastosował wobec podejrzanego środki zapobiegawcze – dozór Policji, zakaz kontaktowania się ze świadkami oraz poręczenie majątkowe.

Wątek wcześniejszych działań

To już druga odsłona sprawy. W marcu 2025 r. funkcjonariusze CBA zabezpieczyli dokumentację i nośniki elektroniczne w Zarządzie Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność” oraz w Komisji Międzyzakładowej Pracowników Morza Bałtyckiego w Redzie.

Śledztwo prowadzone pod nadzorem Prokuratury Regionalnej w Gdańsku pozostaje w toku i – jak poinformowano – ma charakter rozwojowy.

Rząd uwzględnił część uwag UODO w projekcie e-rejestracji pacjentów

Rząd wprowadził zmiany do projektu nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, zakładającej uruchomienie centralnego systemu elektronicznej rejestracji pacjentów. Korekty wprowadzono w odpowiedzi na uwagi Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO), dotyczące bezpieczeństwa i zakresu przetwarzania danych osobowych.

Uwagi UODO do projektu

Prezes UODO, Mirosław Wróblewski, wskazał w opinii, że nowy system będzie gromadził i przetwarzał dane wrażliwe, w tym dane zdrowotne oraz dane biometryczne, co wiąże się m.in. z wykorzystaniem asystenta głosowego. Podkreślił, że projektowane przepisy muszą być zgodne z wymogami RODO.

Najwięcej zastrzeżeń wzbudził przepis dotyczący nagrywania rozmów pacjentów prowadzonych z asystentem głosowym. Obawy dotyczyły ryzyka wykorzystania tych danych do identyfikacji lub weryfikacji osób fizycznych.

Zmiany w projekcie ustawy

Ministerstwo Zdrowia, odnosząc się do uwag UODO, doprecyzowało zapisy ustawy. Określono cel i zakres przetwarzania danych oraz wskazano, że dane biometryczne z nagrań rozmów nie będą wykorzystywane w celach identyfikacyjnych.

Resort zapewnił, że wszystkie zgłoszone zastrzeżenia zostały przeanalizowane podczas prac legislacyjnych i część z nich znalazła odzwierciedlenie w ostatecznej wersji projektu.

Nierozstrzygnięte kwestie

Prezes UODO w piśmie skierowanym do przewodniczącej sejmowej Komisji Zdrowia zaznaczył jednak, że niektóre kwestie nadal wymagają doprecyzowania. Chodzi m.in. o procedury i sposoby przetwarzania danych przez asystenta głosowego, w tym mechanizmy identyfikacji pacjenta i zabezpieczenia danych.

Otwarte pozostają również zagadnienia związane z realizacją praw osób fizycznych, takich jak prawo do sprostowania, usunięcia czy dostępu do danych, a także prawo do interwencji ludzkiej w procesie przetwarzania.

Kolejne prace w Sejmie

Na posiedzeniu sejmowej Komisji Zdrowia Ministerstwo Zdrowia podkreśliło, że projekt ustawy powstawał z uwzględnieniem licznych opinii i uwag, a wprowadzone zmiany mają zapewnić równowagę między efektywnością systemu a ochroną danych pacjentów.

Nowelizacja, której celem jest wprowadzenie centralnej elektronicznej rejestracji, pozostaje w dalszym procesie legislacyjnym.

Polski rynek biurowy odbija a Warszawa liderem wzrostu w Europie

Polski rynek biurowy notuje wyraźne ożywienie, a Warszawa wyrasta na jedną z najbardziej dynamicznych i perspektywicznych lokalizacji biurowych w Europie – zarówno dla najemców, jak i inwestorów. Sektor ponownie przyciąga uwagę globalnych graczy, wspierany przez solidny wzrost gospodarczy oraz rosnące zaufanie inwestorów.

Najważniejsze dane:

  • PKB Polski w 2025 r. ma przekroczyć 1 bln USD, co uplasuje kraj w gronie 20 największych gospodarek świata.
  • Aktywność najemców wzrosła o 15% r/r, osiągając 689 tys. mkw. w I półroczu 2025 r., czyli niemal tyle co w rekordowym 2019 r.
  • Wskaźnik pustostanów ustabilizował się, a w centralnym obszarze biznesu (CBD) w Warszawie spadł do zaledwie 7,1%.
  • Czynsze w najlepszych budynkach w centrum Warszawy wynoszą od 18 do 35 EUR/mkw./miesiąc i spodziewany jest ich dalszy wzrost.
  • Od 2024 r. w polski rynek biurowy zainwestowano ponad 2 mld EUR – więcej niż w jakimkolwiek innym segmencie nieruchomości komercyjnych. Wśród największych transakcji w Europie znajduje się sprzedaż Warsaw UNIT za 280 mln EUR w 2024 roku.

Charles Taylor, CEO Knight Frank Polska, komentuje: „Jesteśmy świadkami prawdziwego odrodzenia polskiego rynku biurowego. Warszawa, w szczególności, korzysta z unikalnego połączenia silnego popytu najemców, ograniczonej nowej podaży oraz konkurencyjnych wartości kapitałowych w porównaniu z Europą Zachodnią. Transakcje dotyczące biurowców prime w Warszawie, zawierane przy cenach od 4 500 do 6 000 EUR/mkw., prezentują się niezwykle atrakcyjnie na tle Frankfurtu, Monachium czy Paryża, gdzie różnice w stopach zwrotu i czynszach są znacznie większe.”

Rynek najmu w górę

Aktywność najemców nadal rośnie, a ograniczona nowa podaż wzmacnia stabilność rynku. Dostępność powierzchni biurowych maleje, zwłaszcza w centralnych lokalizacjach Warszawy, gdzie popyt jest najwyższy. Rosnące znaczenie nowoczesnych, zgodnych z ESG i przyjaznych pracy hybrydowej przestrzeni dodatkowo przyciąga najemców.

Rynek inwestycyjny znów w centrum uwagi

Napływ kapitału inwestycyjnego przyspiesza, a transakcje dotyczące aktywów typu Core i Core+ będą coraz częstsze na rynku. Warszawa pozostaje głównym ośrodkiem zainteresowania, ale inwestorzy coraz częściej spoglądają także na miasta regionalne, takie jak Kraków – przykładem jest zakup dwóch budynków w kompleksie High5ive przez Stena Real Estate. Konkurencyjne ceny – na poziomie 4 500–6 000 EUR/mkw. w Warszawie – czynią polski rynek szczególnie atrakcyjnym na tle Frankfurtu, Monachium czy Paryża. Stopy kapitalizacji wynoszą obecnie ok. 6% w Warszawie i 7,5% w głównych miastach regionalnych, a spodziewana dalsza kompresja wynika z rosnącej konkurencji o najlepsze aktywa.

Perspektywy

Silna gospodarka, stabilny popyt ze strony najemców oraz rosnące zainteresowanie ze strony inwestorów – zarówno międzynarodowych, jak i prywatnych – sprawiają, że polski rynek biurowy jest na wyraźnej ścieżce odrodzenia. Warszawa w szczególności umacnia swoją pozycję jako jedno z czołowych centrów biurowych w Europie i coraz atrakcyjniejsze miejsce dla inwestorów.

20% polskich inwestorów korzysta już z AI przy budowie portfela

  • 20 proc. polskich inwestorów korzysta z narzędzi AI w budowie portfela – to o jedną trzecią więcej niż w III kw. 2024 r.
  • Prym w adopcji AI wiodą Millennialsi (24 proc.), co oznacza wzrost o 60 proc. r/r
  • Największe zainteresowanie edukacją inwestorów budzą ETF-y (25 proc.), dalej kryptowaluty (24 proc.) i AI (18 proc.), co podkreśla specyfikę polskiego rynku.

Najnowszy badanie Puls Inwestora Indywidualnego przeprowadzone przez platformę inwestycyjną eToro pokazuje, że polscy inwestorzy indywidualni nie odstają od globalnych trendów i coraz chętniej wykorzystują sztuczną inteligencję przy budowie portfeli inwestycyjnych.

W badaniu obejmującym 11 tys. inwestorów indywidualnych z 13 krajów ustalono, że 20 proc. Polaków korzysta obecnie z narzędzi AI do wyboru lub modyfikacji inwestycji w portfelu – wobec 15 proc. rok wcześniej. Co ciekawe, odsetek osób deklarujących, że nie zamierzają używać AI, nie uległ zmianie (25 proc.), natomiast zmalał udział tych, którzy są otwarci, ale jeszcze nie korzystają (z 46 proc. do 44 proc.) oraz niezdecydowanych (z 14 proc. do 11 proc.).

Różnice pokoleniowe w adopcji AI

Analiza wskazuje wyraźne różnice między generacjami. Największe zaufanie do AI wykazują Millennialsi i pokolenie Z. Wśród Millennialsi 24 proc. korzysta z AI (wzrost o 60 proc. r/r), podczas gdy w Gen Z odsetek ten utrzymał się na stabilnym poziomie (23 proc. wobec 24 proc. rok wcześniej). Najbardziej dynamiczny wzrost zanotowano jednak wśród inwestorów z pokolenia X – z 12 proc. w 2024 r. do 19 proc. w 2025 r. ( wzrost o 58 proc.).

Najczęściej wskazywanym powodem sięgania po AI jest oszczędność czasu na analizę (41 proc.). 37 proc. badanych uważa AI za przyszłość inwestowania, 28 proc. wierzy, że AI dokona lepszych wyborów niż zarządzający funduszami, a 26 proc. podkreśla przewagę kosztową nad tradycyjnymi usługami.

Zapytani, dlaczego są otwarci na powierzenie wyboru inwestycji sztucznej inteligencji, polscy inwestorzy indywidualni odpowiedzieli:

To pozwoli mi zaoszczędzić czas na analizę 41 proc.
Uważam, że AI to przyszłość inwestowania 37 proc.
AI podejmie lepsze decyzje niż ja 22 proc.
AI wybierze lepsze inwestycje niż zarządzający funduszem 28 proc.
To tańsze rozwiązanie w porównaniu z zarządzającym funduszem 26 proc.

 

Analityk eToro Paweł Majtkowski komentuje wyniki: Sztuczna inteligencja przebojem wkroczyła do świata inwestowania. Nie tylko dostarcza nam dane, ale coraz częściej wspiera także w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych. Szczególnie dobrze sprawdza się w konstruowaniu portfeli, gdzie jej skuteczność rośnie z każdym rokiem. Co więcej, najważniejsze modele sztucznej inteligencji bez trudu zdają egzamin CFA – kluczowy test dla zarządzających finansami, odpowiednik polskiego egzaminu na doradcę inwestycyjnego.

 

Polscy inwestorzy: technologia i sprawdzone strategie

 

Z raportu Puls Inwestora Indywidualnego za III kw. 2025 wynika, że AI jest jednym z trzech tematów, które polscy inwestorzy indywidualni chcą zgłębiać w najbliższych 12 miesiącach. Na czele pozostają ETF-y (25 proc.), tuż za nimi kryptoaktywa i blockchain (24 proc.), a dalej AI (18 proc.). Na kolejnych miejscach znalazły się obligacje i instrumenty o stałym dochodzie (17 proc.), nieruchomości (15 proc.) oraz analiza makroekonomiczna (15 proc.).

 

ETF-y cieszą się szczególną popularnością wśród Millennialsi (29 proc.), pokolenia X (27 proc.) i Z (26 proc.), natomiast Baby Boomers wykazują wyraźnie mniejsze zainteresowanie (11 proc.). Z kolei Gen Z wyróżnia się większym zainteresowaniem nieruchomościami (21 proc.), a Boomersi – obligacjami (27 proc.).

 

Paweł Majtkowski dodaje: Polscy inwestorzy mają jeszcze wiele lekcji do odrobienia. Dla większości największym inwestycyjnym hitem do spróbowania pozostają fundusze ETF, które w Polsce wciąż cieszą się znacznie mniejszą popularnością niż w krajach Europy Zachodniej. Wśród starszego pokolenia temat ten budzi mniejsze zainteresowanie, ponieważ wielu z nich miało już okazję przetestować tę formę inwestowania jako alternatywę dla tradycyjnych funduszy inwestycyjnych. Tuż za ETF-ami znalazły się kryptoaktywa, dopiero później sztuczna inteligencja.

AI stabilizuje się, krypto na prowadzeniu w długim terminie

Choć raport pokazuje, że inwestorzy indywidualni są gotowi na wykorzystanie AI w praktyce, oczekiwania wobec wyników spółek technologicznych stały się bardziej stonowane: 44 proc. badanych oczekuje stabilizacji notowań akcji AI w 2025 r., 30 proc. wzrostu, a tylko 18 proc. spadku.

W perspektywie długoterminowej, choć transformacja cyfrowa (AI, chmura) pozostaje jednym z głównych tematów inwestycyjnych (29 proc.), prym wiodą kryptoaktywa i płatności cyfrowe (40 proc.) oraz robotyka i automatyzacja (30 proc.). Ważnymi obszarami są również starzenie się społeczeństwa (27 proc.), zielone technologie i transformacja energetyczna (21 proc.) oraz rosnąca klasa średnia (21 proc.).

Paweł Majtkowski podsumowuje: Sztuczna inteligencja szybko stała się jednym z kluczowych trendów inwestycyjnych, ale entuzjazm wobec akcji AI zaczyna się stabilizować i inwestorzy podchodzą do nich z większym realizmem. W dłuższej perspektywie polscy inwestorzy dostrzegają jednak większy potencjał w kryptoaktywach i cyfrowych płatnościach, które wyraźnie wyprzedzają inne tematy. Zyskuje także robotyka i automatyzacja, co pokazuje, że rośnie zainteresowanie rozwiązaniami silniej powiązanymi z realną gospodarką. Coraz częściej uwzględniane są również zmiany demograficzne i transformacja energetyczna, stanowiące jedne z najważniejszych wyzwań dla polskiej gospodarki.

O raporcie
Najnowsze wydanie Puls Inwestora Indywidualnego powstało na podstawie badania przeprowadzonego wśród 11 000 inwestorów indywidualnych z 13 krajów i 3 kontynentów. W następujących krajach liczba respondentów wyniosła 1000: Wielka Brytania, USA, Niemcy, Francja, Australia, Singapur, Włochy i Hiszpania. W kolejnych krajach liczba respondentów wyniosła 600: Holandia, Dania, Polska, Rumunia oraz Czechy.

Badanie zostało zrealizowane w dniach 5–19 sierpnia 2025 r. przez firmę badawczą Opinium. Inwestorzy indywidualni zostali zdefiniowani jako osoby inwestujące samodzielnie lub z doradztwem, posiadające co najmniej jeden produkt inwestycyjny (akcje, obligacje, fundusze, ISA inwestycyjne lub ich odpowiedniki). Uczestnicy nie musieli być użytkownikami eToro.

Przedstawione dane i wyniki opierają się na odpowiedziach uczestników w momencie przeprowadzenia badania. Odzwierciedlają one opinie, postawy i percepcje respondentów i nie powinny być interpretowane jako porada inwestycyjna ani gwarancja przyszłych wyników. Procenty i rezultaty nie muszą być reprezentatywne dla całej populacji i mogą ulec zmianie wraz z ewolucją warunków rynkowych oraz nastrojów inwestorów.

Victoria Dom: przychody 272 mln zł i 37 mln zł zysku netto w I półroczu 2025 r.

Spółka Victoria Dom S.A. osiągnęła w pierwszej połowie 2025 r. bardzo dobre wyniki sprzedażowe i finansowe. Grupa przekazała nabywcom ponad 400 mieszkań, jej przychody ze sprzedaży wyniosły 272 mln zł, EBITDA sięgnęła 83,6 mln zł, EBIT 82,6 mln zł, a zysk netto 37 mln zł. Kapitał własny spółki wzrósł do 716,7 mln zł.

Waldemar Wasiluk, wiceprezes Zarządu Victoria Dom S.A. podkreślił, że w strukturze przychodów grupy rozpoznano 406 lokali, głównie w projektach Metro Art na warszawskiej Pradze, Nova Viva Garden oraz Olchowy Park na Białołęce.

Dla porównania, w pierwszej połowie 2024 r. grupa przekazała klucze do 387 mieszkań, więc wolumen przekazań z pierwszego półrocza 2025 r. jest o 5% wyższy niż ten z ubiegłego roku

Pierwsze półrocze 2025 r. było dla nas bardzo udane. Po okresie spowolnienia rynku w ubiegłym roku wracamy na ścieżkę wzrostu – sprzedajemy skutecznie, utrzymujemy rozsądny poziom zadłużenia i konsekwentnie budujemy nasz bank ziemi. Widzimy wyraźne odbicie popytu, wspierane poprawą warunków makroekonomicznych oraz spadającymi stopami procentowymi. To stwarza dobre perspektywy dla dalszego rozwoju w drugiej połowie roku – powiedział Waldemar Wasiluk, wiceprezes Zarządu Victoria Dom S.A.

Jak zaznacza zarząd spółki, sprzedaż w pierwszej połowie 2025 r. była wspierana przede wszystkim przez różnorodność oferowanych mieszkań, które odpowiadały na potrzeby zarówno osób poszukujących kompaktowych lokali, jak i klientów zainteresowanych większymi mieszkaniami. Dodatkowo stabilizacja cen nieruchomości i poprawa dostępności finansowania kredytowego sprzyjały podejmowaniu decyzji zakupowych.

Rozszerzenie oferty o nowe inwestycje w atrakcyjnych lokalizacjach oraz wprowadzenie różnych przedziałów cenowych pozwoliło przyciągnąć szersze grono klientów. Victoria Dom planuje utrzymać dynamiczne tempo rozwoju, systematycznie powiększając swoje portfolio i dostosowując propozycje mieszkaniowe do zmieniających się oczekiwań rynku. Pierwsze półrocze 2025 r. potwierdziło skuteczność przyjętej strategii i wzmocniło pozycję spółki na rynku deweloperskim.

Property Group inwestuje w VoxCommerce – dostawcę systemu CRM dla deweloperów

Polska grupa inwestycyjna Property Group (właściciel m.in. portalu RynekPierwotny.pl), ogłasza przejęcie strategicznego pakietu udziałów w VoxCommerce Group, który jest dostawcą najpopularniejszego systemu CRM dla deweloperów mieszkaniowych w Polsce. Tym samym Property realizuje kolejny etap strategii inwestycyjnej zapowiedzianej na początku 2025 roku, Porozumienie zakłada opcję przejęcia przez Property Group 100% udziałów w Vox w ciągu 2 lat. To kolejny krok po przejęciu spółki EstiCRM obsługującej pośredników nieruchomości. Celem strategicznym zarządu Property jest stworzenie rozwiązania One-Stop-Shop dla całej branży nieruchomości.

Deweloperzy potrzebują zaawansowanej analityki

– Od kilku lat obserwujemy dynamiczny rozwój i profesjonalizację branży deweloperskiej – zmiany rynkowe, nowe zachowania klienta, a ostatnio zmiany regulacyjne związane z ujawnianiem cen wymagają od rynku nowego podejścia do analityki i danych, a także znaczącą realokacje kapitału w obszar marketingu online. Wychodzimy więc naprzeciw oczekiwań klientów integrując nasze usługi i udostępniając narzędzia analityczne, pomagające deweloperom skupić się na ich core businessie – mówi Piotr Wetmański, dyrektor generalny Property Group.

Deweloperzy będą mogli skorzystać z potrzebnych im usług zewnętrznych w jednym miejscu, a przez CRM zyskają dostęp do rozszerzonej analizy rynku, lepiej dopasowanych usług i szerszej grupy potencjalnych klientów.

– Przejęcie producenta systemu voxDeveloper to naturalny etap wdrażania naszej strategii budowy ekosystemu na rynku nieruchomości. Wzbogacamy ofertę o CRM dedykowany deweloperom, co pozwala nam obsłużyć klienta od zgłoszenia po obsługę posprzedażową. Stajemy się firmą One-Stop-Shop, dzięki integracji wszystkich kluczowych narzędzi – dodaje Piotr Wetmański.

Na realizację strategii na lata 2025-2028 Property Group przeznaczyła blisko 200 mln zł. To środki na inwestycje, które pozwolą na planowane przejęcia, rozwój organiczny narzędzi opartych na sztucznej inteligencji i data science oraz integrację przejętych wcześniej firm (EstiCRM, Platforma Mieszkaniowa). Poza akwizycjami Property Group firma skupia się na rozwoju własnych narzędzi e-commerce do obsługi rynku. W tej chwili w związku z ujawnieniem cen wdraża modele rekomendacyjne AI, algorytmy predykcyjne i narzędzia analityczne wspierające procesy wyboru i kupna mieszkań. VoxCommerce Group ma także ugruntowaną pozycję na rynku nieruchomości. Przychody z działalności uzyskiwane przez spółkę przez ostatnie trzy lata rosły rok do roku dwucyfrowo.

Transformacja w One-Stop-Shop

Property Group realizuje strategię budowy zintegrowanego ekosystemu usług dla rynku nieruchomości mieszkaniowych, obejmującego deweloperów, pośredników i klientów końcowych. W tej chwili spółka jest właścicielem portali RynekPierwotny.pl i GetHome.pl, oraz narzędzi dla pośredników nieruchomości: systemu EstiCRM i Platformy Mieszkaniowej. Property Group obsługuje ponad 1 tys. deweloperów, 15 tys. pośredników i setki tysięcy użytkowników indywidualnych, którzy poprzez wyszukiwarki należące do spółki kupują mieszkania i domy. Przejęcie voxDeveloper CRM uzupełni ofertę o rozwiązanie CRM dla deweloperów.

Grzegorz Kurowski, prezes zarządu i współwłaściciel Property Group
Grzegorz Kurowski, prezes zarządu i współwłaściciel Property Group

– Bardzo świadomie powiększamy strukturę Property Group o kolejne spółki. Przejęcie VoxCommerce Group ułatwi integrację wszystkich kluczowych usług, które oferujemy klientom. Naszym celem jest współtworzenie cyfrowej przyszłości rynku mieszkaniowego. Docelowo chcemy być liderem mieszkaniowego e-commerce i grupą inwestycyjną na rynku nieruchomości – mówi Grzegorz Kurowski, prezes zarządu i współwłaściciel Property Group.

Wzrost znaczenia cyfryzacji w sprzedaży nieruchomości zwiększa popyt na wyspecjalizowane systemy CRM. Deweloperzy korzystający z voxDeveloper CRM zyskują wyższą skuteczność działań, lepszą kontrolę nad finansami i zespołem, automatyzację procesów sprzedażowych i marketingowych, integrację z portalami nieruchomości oraz zaawansowane raportowanie. System voxDeveloper umożliwia kompleksowe zarządzanie marketingiem, sprzedażą, obsługą posprzedażową i rozliczeniami w firmach deweloperskich – to naturalne dopełnienie oferty Property Group. Dla VoxCommerce współpraca oznacza dostęp do zaplecza finansowego Property Group oraz możliwość szybszego rozwoju i dotarcia do nowych klientów.

Dołączenie do Property Group to strategiczny krok w rozwoju narzędzi informatycznych dla deweloperów mieszkaniowych w Polsce. Nasi kontrahenci zyskują dodatkową stabilność płynącą ze współpracy z silnym partnerem branżowym, a poszerzone możliwości inwestycyjne przełożą się na szybszy rozwój wartościowych funkcjonalności systemu. Połączenie zasobów i kompetencji obu firm pozwoli nam jeszcze skuteczniej wspierać deweloperów w cyfrowej transformacji oraz wyznaczać standardy dla całej branży – mówi Przemysław Karczewski, CEO i założyciel VoxCommerce Group.

Mniejszościowymi udziałowcami VoxCommerce byli też Katarzyna Cyprynowska i Mariusz Kania, znani na rynku nieruchomości m.in. jako założyciele i twórcy grupy Metrohouse oraz organizatora targów i konferencji Nowy Adres. Transakcja kupna udziałów Vox przez Property Group umożliwiła im wyjście z tej inwestycji.

Gdy dostawca najpopularniejszego w Polsce systemu CRM dla deweloperów zmienia właściciela, to naturalnie rośnie tempo transformacji całej branży nieruchomości mieszkaniowych. Wpisuje się to w trend cyfryzacji tradycyjnych branż coraz częściej sięgających po zaawansowane systemy analityczne. Dziś wartość całego polskiego rynku CRM w 2025 r. to w przybliżeniu 1,1 mld PLN. Choć rynek CRM dla deweloperów stanowi jeszcze niewielką część polskiego rynku CRM, to jego wartość będzie jednak wyłącznie rosnąć ze względu na profesjonalizację deweloperów i cyfryzację narzędzi analitycznych. Według ekspertów rynek CRM dla nieruchomości będzie rósł znacznie szybciej niż 7% CAGR, czyli średnia wzrostu dla całości rynku CRM w Polsce.

Przy podpisaniu umowy sprzedaży udziałów pracowali konsultanci inwestycyjni z CC Group, zapewniając stronom obsługę finansową i transakcyjną. W obszarze wsparcia prawnego Property Group obsługiwała kancelaria prawna WBW Weremczuk, Bobeł i Wspólnicy, a VoxCommerce Group reprezentowała kancelaria DZP Domański, Zakrzewski, Palinka.

Skup wierzytelności frankowych – jakie pułapki czyhają na kredytobiorców?

Aż 50-70%, a czasem nawet 85-90%, wartości roszczenia można stracić, sprzedając wierzytelność frankową. Oznacza to, że w przypadku wygranej kredytobiorca odzyskuje np. o 50-100 tys. zł mniej, niż gdyby złożył pozew. Traci też kontrolę nad sprawą, choć i tak musi pojawić się w sądzie. A nabywca wierzytelności zupełnie nie chroni jego interesów, np. przed pozwaniem przez bank o zwrot kapitału. Prawnicy ostrzegają frankowiczów przed pułapkami, jakie może zawierać to rozwiązanie. Jeśli już ktoś się na nie decyduje, to powinien precyzyjnie określić odpowiedzialność nabywcy roszczeń w umowie i wyraźnie zaznaczyć, kto i w jaki sposób rozlicza się z bankiem.

Coraz więcej mówi się o skupowaniu wierzytelności z kredytów frankowych. Z tego typu ofert przeważnie korzystają osoby, które nie chcą się procesować z bankami. W zamian za rezygnację z 50-70% wartości roszczenia (zwykle co najmniej 50 tys. zł, w zależności od wysokości spłaconej kwoty), kredytobiorca unika bezpośredniego konfliktu z bankiem.

– Nabywca wierzytelności przejmuje obowiązek prowadzenia sporu. Jednak kredytobiorcy i tak muszą co najmniej raz stawić się w sądzie. Z kolei zaletą cesji jest szybkie otrzymanie pieniędzy i ograniczenie aktywności frankowicza do minimum. Nie musi on szukać prawnika ani ponosić początkowych kosztów. Rezygnuje jednak ze znaczącej części roszczeń. W skrajnej sytuacji i przy źle skonstruowanej umowie cesji, po stronie kredytobiorcy pozostaje ponadto ryzyko zwrotu otrzymanego kapitału – komentuje adwokat Jakub Bartosiak z Kancelarii MBM Legal.

Jak podkreśla ekspert, w umowie ważne jest precyzyjne określenie odpowiedzialności nabywcy roszczeń. Należy wskazać, jakie koszty ponosi, czy i za co przejmuje odpowiedzialność względem banku, a także jakie są zasady rozliczeń kwot zasądzonych wyrokiem. Warto wpisać do umowy terminy podejmowania czynności przez firmę, zasady kontaktu z klientem, prawo do uzyskiwania informacji. Szczególną uwagę należy zwrócić na to, kto rozlicza się z bankiem. Jeśli dokonuje tego kredytobiorca, powinno to być uwzględnione w umowie z nabywcą cesji.

– Przykładowo frankowicz otrzymał za cesję 100 tys. zł. Po wyroku bank wypłaca 200 tys. zł, które trafiają do nabywcy roszczeń. Jeśli bank skutecznie zażąda zwrotu wypłaconego kredytu, np. 150 tys. zł, to powinna to być odpowiedzialność nabywcy, ewentualnie wspólna – a nie wyłącznie kredytobiorcy – wyjaśnia wieloletni ekspert rynku kredytów walutowych i złotowych.

Samodzielny proces (bez cesji) oznacza, że kredytobiorca uzyskuje 100% możliwych do odzyskania środków i w pełni kontroluje przebieg procesu. Po zleceniu sprawy prawnikowi jego zaangażowanie ograniczone jest właściwie do 1-2 godzin poświęconych na przygotowanie do rozprawy i samą rozprawę. Z kolei cesja może odbywać się na różnych warunkach. Zawsze jest to decyzja kredytobiorcy.

– Nabywcy cesji najczęściej oferują frankowiczom 30-50% wartości roszczenia. Zdarzają się też oferty znacznie niższe – w wysokości jedynie 10-15% roszczenia. Oznacza to, że kredytobiorca otrzymuje zaledwie niewielką część potencjalnej wygranej. Różnice wynikają z indywidualnych sytuacji kredytobiorców – daty zawarcia umowy kredytu, banku czy spłaconej kwoty – tłumaczy mec. Bartosiak.

Trzeba też pamiętać o tym, że sprzedaż roszczenia wobec banku nie zamyka sprawy całkowicie. Kredytobiorca i tak musi przynajmniej raz stawić się w sądzie. Może to być rozprawa zdalna (połączenie online), ale może odbyć się także stacjonarnie w siedzibie sądu. Zwykle jest to sąd właściwy dla miejsca zamieszkania, najczęściej sąd okręgowy.

– Jednak większym problemem jest fakt, że bank może pozwać kredytobiorcę o zwrot kapitału. Cesja dotyczy tylko roszczeń majątkowych, np. zwrotu nadpłat. Natomiast nie eliminuje obowiązku zwrotu wypłaconego kapitału i nie dotyczy unieważnienia umowy, niezbędnego np. do wykreślenia hipoteki z księgi wieczystej nieruchomości – zwraca uwagę adwokat z MBM Legal.

Opłacenie procesu przez zewnętrzne firmy finansujące może wydawać się atrakcyjne, ale wiąże się zwykle z bardzo wysokimi kosztami i utratą kontroli nad sprawą. Klient nie ma wpływu na podejmowane w toku procesu działania. Dla nabywcy cesji rezygnacja (np. wskutek niedochowania terminu do wniesienia pisma albo zawarcia ugody) z jednej z setek czy tysięcy spraw jest nieistotna. Jednak dla kredytobiorcy zobowiązanie hipoteczne to często najważniejsze finansowe wyzwanie w życiu. Odzyskuje również znacznie mniej, niż gdyby sprawę prowadził profesjonalny pełnomocnik.

– Jeśli początkowe koszty są zbyt wysokie, warto negocjować z pełnomocnikiem lub zwyczajnie poszukać innego. Zawsze będzie to rozwiązanie tańsze niż cesja roszczeń na rzecz dodatkowego pośrednika. Do tego prawnicy ponoszą osobistą odpowiedzialność za należyte działanie i zawsze są ubezpieczeni na wypadek popełnienia błędu – wskazuje mec. Jakub Bartosiak.

Ekspert dodaje również, że odpowiedzialność firm kupujących takie wierzytelności jest ograniczona. W przypadku spółek z o.o. jest to wskazane wprost w nazwie – „spółka z ograniczoną odpowiedzialnością”. Problem dotyczy też innych firm finansujących. – Umowy z nimi bywają niejasne i mogą zawierać ww. pułapki, szczególnie w kwestii rozliczeń z bankiem. Wynika to z różnego rozumienia „korzyści” uzyskanych w wyniku procesu oraz – ewentualnej – konieczności zwrotu części lub całości kapitału kredytu – zaznacza adwokat.

Frankowicze mają też możliwość zawarcia ugody z bankiem. W ten sposób spór zostaje zamknięty szybciej niż na drodze procesowej. Natomiast każdy bank proponuje inne warunki ugody. Obecnie zdarzają się już takie, które są opłacalne dla klientów – niewiele mniej korzystne niż możliwy do uzyskania wyrok. Dotyczy to już ok. 5-10% spraw. Ocena, czy ugoda jest korzystniejsza niż cesja, musi być dokonana indywidualnie, w zależności od konkretnych propozycji.

– Można też wspomnieć o sceptycznym podejściu niektórych sędziów do cesji. Wynika to z faktu, że po cesji zmienia sią charakter roszczenia. Miejsce faktycznie pokrzywdzonych, indywidualnych kredytobiorców zajmują profesjonalne podmioty, których wyłącznym celem jest maksymalizacja zysku. Ponownie trzeba podkreślić znaczenie szczegółów umowy cesji. Czy nabywca cesji może się z niej wycofać, jeśli sprawa sądowa nie pójdzie po jego myśli? Czy kwota, którą otrzymuje kredytobiorca przy sprzedaży roszczenia, jest ostateczna? Czy również dla niego wynik procesu ma znaczenie? – wylicza mec. Bartosiak.

Najpewniejszym i najszybszym sposobem na pozbycie się zadłużenia i wykreślenie hipoteki jest uzyskanie wyroku ustalającego nieważność, następnie – zaświadczenia z banku ze zgodą na wykreślenie i złożenie go w sądzie wieczystoksięgowym. Teoretycznie powinien wystarczyć do tego sam wyrok. Jednak warto dołączyć do niego również zgodę banku, by uniknąć długotrwałych sporów i wyjaśnień w sądzie wieczystoksięgowym.

– Po prawomocnym wyroku banki bez problemu wydają takie dokumenty. Jeśli kredytobiorca nie dysponuje wyrokiem ustalającym nieważność, konieczne jest wszczęcie odrębnego postępowania o uzgodnienie treści księgi wieczystej z rzeczywistym stanem prawnym. Tak może być, gdy np. pozew dotyczył tylko zapłaty albo to bank pozwał kredytobiorców – podsumowuje adwokat z MBM Legal.

Rząd chce ściągnąć z banków 6,6 mld zł rocznie. FOR: to nie wzmocni finansów publicznych

Rząd planuje podnieść stawkę podatku CIT dla banków do 30% w 2026 r., 26% w 2027 r. i 23% od 2028 r. Zmiana, która ma przynieść budżetowi 6,6 mld zł w pierwszym roku i 23,4 mld zł w perspektywie dekady, budzi kontrowersje wśród ekonomistów i przedstawicieli rynku finansowego.

Zdaniem ekspertów Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR), decyzja ta może mieć negatywne skutki dla inwestorów indywidualnych i uczestników systemu emerytalnego, a efekt fiskalny będzie ograniczony.

Wpływ na rynek i oszczędzających

Banki są jednymi z największych spółek notowanych na warszawskiej giełdzie, a ich akcje stanowią znaczną część portfeli Otwartych Funduszy Emerytalnych (OFE), Pracowniczych Planów Kapitałowych (PPK) i funduszy inwestycyjnych.

Według szacunków FOR, po ogłoszeniu planu Ministerstwa Finansów wartość banków w portfelach OFE spadła o około 8 mld zł, co oznacza spadek wartości aktywów przeciętnego członka OFE o ok. 567 zł.

Z punktu widzenia emerytów i inwestorów, podatek sektorowy może więc pośrednio obniżać wartość zgromadzonych oszczędności i zniechęcać do inwestowania w krajowy rynek kapitałowy.

Zyski banków a rentowność kapitału

W debacie publicznej często wskazuje się, że sektor bankowy osiąga „ponadnormatywne” zyski. FOR zwraca jednak uwagę, że o rzeczywistej sytuacji finansowej decyduje nie poziom nominalnego zysku, ale rentowność kapitału własnego (ROE).

W 2024 r. ROE w polskich bankach wyniósł 14,6%, czyli mniej niż średnio w regionie (ok. 19% na Węgrzech i Litwie). W latach 2014–2023 rentowność sektora bankowego w Polsce była znacznie niższa niż w innych branżach – średnio 6,2% wobec 10% dla całej gospodarki.

Eksperci przypominają, że w tym czasie banki były obciążone m.in. podatkiem bankowym, kosztami sporów sądowych dotyczących kredytów walutowych oraz finansowaniem wakacji kredytowych.

Wysoka efektywna stawka opodatkowania

Według danych FOR, efektywna stawka opodatkowania banków – uwzględniająca podatek CIT i podatek bankowy – wynosi obecnie 31,4%, a po zmianach przekroczyłaby 40%. To jeden z najwyższych poziomów w Unii Europejskiej.

W 2024 r. sektor bankowy zapłacił 13,4 mld zł CIT i 5,9 mld zł podatku bankowego, odpowiadając za około 25% całkowitych wpływów z CIT w Polsce.

Efekt fiskalny ograniczony

FOR szacuje, że planowane podwyższenie podatku dla banków obniży deficyt sektora finansów publicznych o ok. 0,15 pkt proc. PKB. W ocenie organizacji, jest to wartość zbyt niska, aby realnie wpłynąć na stabilność finansów publicznych.

Komisja Europejska prognozuje, że w 2026 r. deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych w Polsce wyniesie 6,1% PKB, co będzie drugim najwyższym wynikiem w UE.

Potrzeba ograniczenia wydatków, nie podnoszenia podatków

FOR wskazuje, że przyczyną deficytu nie jest zbyt niski poziom dochodów, ale wzrost wydatków publicznych, szczególnie socjalnych. Od 2015 r. wydatki te wzrosły o ponad 9% PKB, podczas gdy dochody publiczne – o 5,5% PKB.

Według organizacji, zamiast dalszego podnoszenia podatków sektorowych, potrzebne są działania ukierunkowane na racjonalizację wydatków i wzmocnienie stabilności fiskalnej poprzez poprawę efektywności państwa.

Wnioski

Podwyżka CIT dla banków może przynieść krótkoterminowy wzrost wpływów do budżetu, ale jednocześnie osłabi zaufanie inwestorów i zwiększy obciążenia sektora, który już dziś jest jednym z najbardziej opodatkowanych w Unii Europejskiej.

Według Forum Obywatelskiego Rozwoju, stabilność finansów publicznych powinna być budowana poprzez ograniczanie wydatków i przewidywalność systemu podatkowego, a nie przez doraźne, sektorowe podwyżki podatków.

Polski rynek magazynowy: wolumen transakcji wysoki, ale dynamika nowych inwestycji spada

Wolumen zawieranych transakcji w sektorze przemysłowo-logistycznym pozostaje na wysokim poziomie, napędzany przede wszystkim przez najemców z branży e-commerce oraz handlu. Jednocześnie rynek odnotował spowolnienie dynamiki rozwoju – deweloperzy oddali mniej nowych obiektów i z większą ostrożnością podchodzą do rozpoczynania kolejnych inwestycji.

Wzrost zasobów sektora

Jak wskazuje raport „Review. Rynek powierzchni przemysłowo-logistycznych w Polsce” BNP Paribas Real Estate Poland za drugi kwartał 2025 roku, całkowite zasoby sektora przekroczyły próg 36 mln m kw., co stanowi wzrost o 7,5% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku.

Do końca czerwca tego roku do użytku oddano kilka projektów. Do największych z nich zalicza się Park Szczecin VI (Dunikowo) o powierzchni 54 tys. m kw. zrealizowany przez Panattoni. W strefie Warszawa II Hillwood ukończył obiekt w Grodzisku Mazowieckim o powierzchni 51 tys. m kw. z kolei na Górnym Śląsku Panattoni uruchomił Park Sosnowiec Expo I o powierzchni 47 tys. m kw., a LemonTree – Booster Zabrze o powierzchni 38 tys. m kw.

Inwestycje w toku

Deweloperzy magazynowi ostrożnie podchodzą do nowych inwestycji, jednakże w perspektywie kolejnych kwartałów planowane są kolejne otwarcia dużych obiektów. Na koniec półrocza w budowie pozostało 1,5 mln m kw. powierzchni , czyli o ok. 26% mniej w porównaniu do tego samego okresu w 2024 roku. W tym okresie najwięcej nowej powierzchni przemysłowo-logistycznej powstawało na Mazowszu, gdzie w budowie znajdowało się 435 tys. m kw.

Najwięcej obiektów realizowano w strefach: Warszawa II (28%), Górny Śląsk (13%) oraz Trójmiasto (12%). Do największych projektów należy 7R Park Gdańsk III (80 tys. m kw. nowej powierzchni) oraz dwie nowe inwestycje Panattoni: Park Rzeszów West (73 tys. m kw.) oraz Park Zgierz II (68 tys. m kw.). Prologis planuje z kolei oddać w Opolu Park Ujazd (63 tys. m kw.)

Ostrożność deweloperów

Dynamika rozwoju sektora utrzymuje się na stabilnym poziomie, choć po raz kolejny nie przekroczyła 10%. W pierwszym półroczu 2025 roku dostarczono 1,15 mln m kw. nowej powierzchni, co oznacza spadek ok. 30% w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego. W samym drugim kwartale całkowite zasoby powiększyły się o 468 tys. m kw., co stanowiło wartość o 31% mniejszą niż w kwartale poprzednim.

Najemcy nie odpuszczają

Mimo spadku wolumenu nowo oddanej powierzchni przemysłowo-logistycznej, najemcy aktywnie szukają nowoczesnych obiektów.

Całkowity popyt brutto na powierzchnie przemysłowo-logistyczne w drugim kwartale 2025 roku przekroczył 1,84 mln m kw., co oznacza wzrost o ponad 66% kwartał do kwartału i wzrost o 7% rok do roku. Był to też piąty co do wielkości poziom aktywności najemców w ujęciu kwartalnym, jaki odnotowano na polskim rynku magazynowym od początku prowadzenia statystyk – podkreśla Ludwika Korzeniowska, Dyrektorka Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, BNP Paribas Real Estate Poland.

Wolumen transakcji brutto w podziale na strefy pokazuje, że największy udział przypadł Dolnemu Śląskowi oraz Górnemu Śląskowi – po 17%. Na kolejnym miejscu uplasowała się strefa Warszawa II, która osiągnęła wynik 13%. Dane te wskazują, że regiony śląskie pozostają ważnymi lokalizacjami dla rynku nieruchomości przemysłowo-logistycznych.

Struktura najmu i największe transakcje

W strukturze transakcji brutto w II kw. dominowały przedłużenia umów, których udział stanowił 54%. Jak wskazują analitycy BNP Paribas Real Estate Poland wynika to z wygasania kontraktów podpisywanych w okresie największego boomu popytowego w latach 2020–2021. W obliczu niestabilnej sytuacji geopolitycznej i gospodarczej najemcy coraz ostrożniej podchodzą do decyzji o relokacji czy ekspansji, uznając przedłużenie dotychczasowych umów za najbardziej bezpieczne i optymalne rozwiązanie. Udział ekspansji w strukturze transakcji wyniósł 5%.

Na polskim rynku powierzchni przemysłowo-logistycznych coraz częściej obecne są transakcje typu sale and leaseback (sprzedaż i najem zwrotny). W II kwartale dwie największe transakcje zostały zawarte właśnie w tym modelu. Dotyczyły one dwóch obiektów produkcyjnych wynajmowanych przez firmę Eko-Okna – w Wodzisławiu Śląskim (131 tys. m kw.) oraz w Kędzierzynie-Koźlu (131 tys. m kw.).

Wśród nowych umów najmu wyróżnia się SHEIN, który wynajął 79 tys. m kw. w ECE Kąty Wrocławskie oraz Schaeffler, który zajmie w Prologis Park Ujazd w strefie opolskiej 63 tys. m kw. powierzchni.

Wśród najemców największą aktywność wykazują firmy z sektora logistyka, dystrybucja i transport (37% rynku). Podmioty o profilu produkcyjnym generują 33% udziału w wolumenie transakcji brutto na powierzchnie przemysłowo-logistyczne, a najemcy z sektora handlu – 22%.

Stabilne czynsze

Na koniec drugiego kwartału czynsze za powierzchnie przemysłowo-logistyczne klasy A na głównych rynkach w Polsce plasowały się na stabilnym poziomie. W segmencie logistyki i dystrybucji najemcy musieli przeznaczyć średnio 4,3 EUR za m kw. na miesiąc, zaś w obszarze logistyki miejskiej – 7 EUR/m kw./m-c. Stawki te nie zmieniły się względem poprzedniego kwartału i roku. Strefą charakteryzującą się największym zróżnicowaniem czynszu wywoławczego jest Warszawa I.

– Prognozy na kolejne kwartały wskazują na kontynuację stabilizacji – zarówno pod względem poziomu czynszów, jak i aktywności najemców. Rynek powierzchni przemysłowo-logistycznych pozostaje zrównoważony, a presja na korekty cenowe ograniczona do wybranych lokalizacji o podwyższonym poziomie pustostanów – podkreśla Piotr Załęski, Dyrektor, Dział Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, BNP Paribas Real Estate Poland.

Poziom pustostanów

Po pierwszym półroczu wskaźnik pustostanów osiągnął 8,2%, co stanowi spadek o 0,2 p.p. w porównaniu z poprzednim kwartałem i o 0,1 p.p. w odniesieniu do analogicznego okresu w 2024 roku. Najwyższe wartości niewynajętej powierzchni magazynowej odnotowano w strefach Zachód (17,1%), Trójmiasto (10,7%) oraz Dolny Śląsk (9,6%). Najmniej wolnych zasobów było dostępnych w Opolu (1,7%), Szczecinie (3,3%) oraz Krakowie (3,4%).

Łączny wolumen pustostanów wyniósł 2,8 mln m kw., co stanowiło wzrost o 0,3% kw./kw. oraz o 5,8% r/r. Obecny poziom niewynajętej przestrzeni przemysłowo-logistycznej niewątpliwie wpływa na zwiększenie konkurencyjności rynku i umożliwia łatwiejsze znalezienie odpowiedniego obiektu przez najemców.

Deweloperzy: koszty budowy wzrosły od 2020 roku nawet o 50–100%

W jakim tempie na przestrzeni ostatnich lat rosły ceny gruntów inwestycyjnych? Jak od 2020 roku zmieniały się koszty budowy projektów mieszkaniowych? Jak na ceny mieszkań rzutowały zmiany w przepisach budowlanych? O ile metr kw. byłyby droższy, gdyby np. ustawodawca nie wycofał się z narzucenia sztywnego normatywu parkingowego w nowych inwestycjach? Sondę przygotował serwis nieruchomości dompress.pl.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę i Wrocław w Grupie Robyg

W ostatnich latach rynek nieruchomości w Polsce doświadczał dynamicznych zmian, zarówno pod względem cen mieszkań, jak i kosztów budowy. Od 2020 roku średnie ceny mieszkań na rynku pierwotnym wzrosły o około 15 proc., przy czym w największych miastach, takich jak Warszawa, Kraków czy Wrocław, wzrosty w latach 2022–2024 sięgnęły nawet 30 proc. Istotny wpływ na ceny miały rosnące koszty budowy, zwłaszcza w latach 2021–2023, kiedy to ceny materiałów budowlanych i wynagrodzeń w branży znacząco wzrosły. W samym 2024 roku koszt budowy 1 mkw. powierzchni użytkowej wzrósł o ponad 18 proc. w ujęciu rocznym.

Równolegle rosły ceny gruntów inwestycyjnych, które w największych aglomeracjach podrożały w ostatnich latach o 20–30 proc., a w niektórych lokalizacjach nawet o 100 proc. Udział kosztu gruntu w całkowitej cenie mieszkania potrafi obecnie sięgać nawet 24 proc.

Dodatkowym czynnikiem wpływającym na koszty inwestycji są nowe przepisy budowlane. Wprowadzenie obowiązku budowy 1,5 miejsca parkingowego na jedno mieszkanie znacząco podniosło koszty realizacji projektów w niektórych przypadkach nawet o 5–10 proc. Przy średniej cenie mieszkania rzędu 15 000 zł/mkw. oznacza to wzrost ceny końcowej o 750–1500 zł/mkw. Gdyby nie wycofano normatywu parkingowego z ustawy, mieszkania byłyby dziś wyraźnie droższe.

Wszystkie te czynniki, rosnące koszty materiałów i robocizny, drożejące grunty oraz regulacje administracyjne przekładają się na systematyczny wzrost cen mieszkań i ograniczają dostępność nowych inwestycji mieszkaniowych na rynku.

Andrzej Biedronka-Tetla, członek zarządu Atal ds. finansowych

Na przestrzeni ostatnich pięciu lat ogólne koszty budowy, uwzględniając wszystkie tego składowe, wzrosły mniej więcej dwukrotnie. Wpływ na to miały zwyżki cen materiałów i robocizny, które aktualnie ustabilizowały się. Był to wynik wysokiej inflacji i wzrostu płac, a także nowych regulacji i zmian w przepisach oraz normach, co przełożyło się na droższą produkcję, a w efekcie wyższe ceny mieszkań. Proporcjonalnie podrożały też grunty, kluczowy element kalkulacji inwestycji deweloperskich.

Tomasz Kaleta, dyrektor zarządzający ds. sprzedaży i marketingu w Develii

Na przestrzeni ostatnich lat koszty budowy mieszkań w Polsce systematycznie rosły, przede wszystkim z powodu inflacji, rosnących cen gruntów, materiałów budowlanych oraz kosztów pracy. Choć obecnie tempo wzrostu powoli wyhamowuje, kluczowe czynniki, takie jak wysokie ceny działek inwestycyjnych i surowców pozostają niezmienne. Jak wynika z danych GUS, w drugim kwartale 2025 roku średni koszt budowy 1 mkw. nowego budynku mieszkalnego wyniósł 6 973 zł. To mniej niż na początku roku, ale wciąż więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej.

W obliczu wysokich kosztów budowy oraz ograniczonej podaży gruntów ważne jest efektywne zarządzanie procesem inwestycyjnym. Dwa lata temu w ramach naszej grupy powstała spółka Develia Construction, która odpowiada za realizację 20-25 proc. projektów. Dzięki temu mamy lepszą kontrolę nad kosztami oraz jakością prowadzonych inwestycji.

Dla firm deweloperskich kluczowa jest przewidywalność otoczenia regulacyjnego, ponieważ umożliwia odpowiedzialne planowanie inwestycji. Propozycja wprowadzenia normatywu 1,5 miejsca parkingowego na każde mieszkanie w wielu lokalizacjach, zwłaszcza w centrach dużych miast, gdzie dostępność gruntów i powierzchni podziemnych jest ograniczona, mogła znacząco podnieść koszty realizacji i ograniczyć liczbę nowych lokali. Ostatecznie z niej zrezygnowano, pozostawiając decyzję w tym zakresie samorządom, co zwiększy elastyczność projektową i pozwoli lepiej dostosować inwestycje do lokalnych uwarunkowań.

Marek Straszak, Regional Construction Manager, Matexi Polska

W ostatnich pięciu latach koszty budowy mieszkań przeszły dwa znaczące zawirowania. Najpierw w okresie pandemii, a następnie po wybuchu konfliktu w Ukrainie. W obu przypadkach kluczowym czynnikiem były zakłócenia w łańcuchach dostaw materiałów oraz ograniczona dostępność pracowników, co przełożyło się na gwałtowny wzrost kosztów. Od 2020 roku do połowy 2025 roku koszty budowy mieszkań wzrosły łącznie o około 50 proc.

Dodatkowym elementem wpływającym na ceny są regulacje prawne. Przepisy dotyczące energooszczędności wymagają stosowania coraz lepszych rozwiązań technicznych, od wysokiej jakości stolarki okiennej, przez bardziej zaawansowaną izolację, po systemy wentylacji z odzyskiem ciepła. Od stycznia 2026 roku, zacznie obowiązywać również rozporządzenie w sprawie miejsc doraźnego schronienia. W praktyce oznacza to konieczność wzmocnienia części podziemnych budynków, co wiąże się ze znacząco większym zużyciem stali i betonu, a tym samym kolejnym wzrostem kosztów.

Warto podkreślić, że wycofanie z nowelizacji ustawy tzw. normatywu parkingowego było kluczowe dla ekonomiki wielu projektów, zwłaszcza w centralnych lokalizacjach, gdzie dostępne działki są niewielkie. Wymóg zapewnienia 1,5 miejsca parkingowego na jedno mieszkanie często zmuszałby inwestorów do projektowania nawet trzech kondygnacji garaży podziemnych. Takie rozwiązanie podnosiłoby koszty realizacji inwestycji o dodatkowe 10–15 proc., a w konsekwencji przekładało się na jeszcze wyższe ceny mieszkań.

Witold Kikolski, członek zarządu MS Waryński Development S.A.

W ostatnich latach koszty budowy mieszkań ulegały dużym wahaniom. W latach 2021–2022 ceny materiałów rosły nawet o ponad 30 proc. rok do roku, natomiast w 2023 roku rynek wyhamował. Obecnie obserwujemy stabilizację, a w wielu kategoriach nawet niewielkie spadki. Z drugiej strony, koszty robocizny nadal rosną o 8–10 proc. rocznie, co sprawia, że całkowite nakłady na inwestycję wciąż powoli idą w górę, według danych GUS – średnio o około 3 proc. rocznie.

Jednocześnie ceny gruntów inwestycyjnych w dużych miastach utrzymują się na wysokim poziomie – szczególnie w Warszawie, gdzie popyt na dobre lokalizacje pozostaje bardzo silny. To sprawia, że różnica w kosztach wytworzenia pomiędzy projektami realizowanymi na przykład w Katowicach a w Warszawie wynosi nawet kilkanaście procent.

Dodatkowym czynnikiem wpływającym na koszty są regulacje prawne. Nowa ustawa deweloperska oraz zaostrzone wymogi energooszczędności zwiększyły nakłady na inwestycje o kilka procent. Największe obciążenie niosły jednak przepisy dotyczące normatywu parkingowego, które do niedawna wymuszały na inwestorach nawet 1,5 miejsca postojowego na mieszkanie. To oznaczało konieczność budowy dodatkowych kondygnacji garaży podziemnych, co w praktyce mogło znacząco podnosić koszt całej inwestycji. Dlatego z zadowoleniem przyjęliśmy decyzję o zniesieniu sztywnego normatywu w sierpniu 2025 roku i przekazaniu kompetencji gminom. To daje większą elastyczność w projektowaniu i pozwala oferować klientom bardziej racjonalne ceny, szczególnie w lokalizacjach dobrze skomunikowanych.

Piotr Dobrzyński, Head of Operations and Technical BPI Real Estate Poland – Builder

W ostatnich 5 latach koszty budowy mieszkań, a tym samym realizacji projektów budowlanych, wzrosły około 30-50 proc. ze względu na inflację. Zwiększyły się koszty pracy oraz produkcji materiałów ze względu na wyższe koszty energii. Nie każdy materiał zdrożał tyle samo, niektóre takie jak stal, styropian i wełna mineralna, czy drewno zanotowały duży skok spekulacyjny – nawet 100 proc. w okresie pandemii i na początku konfliktu w Ukrainie. Dziś ceny materiałów są na dość niskich poziomach ze względu na spadek popytu. Niemniej jednak całościowy wzrost kosztów materiałów budowlanych od 2020 roku wyniósł około +40 proc.

W zakresie wpływu nowych przepisów budowlanych na ceny mieszkań, jak np. normatywu parkingowego, w związku z niższym popytem na mieszkania można uznać, że na ten moment nie jest odczuwalny. Niemniej jednak większy normatyw parkingowy zwiększa powierzchnię całkowitą budynku, a więc powierzchnię niesprzedawalną, zwiększając koszty budowy całego budynku. To przy stałej ilości powierzchni użytkowej mieszkań, czyli tzw. PUM, przekłada się na wzrost ceny za metr kwadratowy PUM. Wysokość wzrostu zależy od projektu, z reguły jest to kilka lub kilkanaście procent. W szczególnych przypadkach, związanych z wymiarami działki zwiększony normatyw mógłby spowodować, że dana inwestycja w ogóle byłaby nieopłacalna, bo trzeba by było wykonać np. kolejną kondygnacje podziemną, co może właśnie skutkować brakiem opłacalności inwestycji w danej lokalizacji. Wbrew pozorom cena sprzedaży miejsca postojowego w garażu podziemnym z reguły znacząco nie pokrywa kosztów jego wybudowania.

Renata Mc Cabe – Kudla, Country Manager w Grupo Lar Polska

Koszty budowy w ostatnich latach rosły znacząco, ze względu na inflację oraz na wzrost kosztu siły roboczej. Ze względu na niedobór gruntów inwestycyjnych, ich ceny rosną co roku. Od 2020 roku widzimy większy wzrost kosztów, niż w poprzednich latach, między innymi ze względu na wysoką inflację. Nowe przepisy budowlane oraz rosnące oczekiwania miasta odnośnie infrastruktury budowanej realizowanej przez deweloperów mają bardzo duży wpływ na wzrost cen mieszkań.

Damian Tomasik, prezes zarządu Alter Investment

Na przestrzeni ostatnich pięciu lat koszty budowy systematycznie rosły – zarówno w zakresie materiałów, jak i robocizny. Najbardziej dynamiczny wzrost obserwowaliśmy w latach 2021–2022, kiedy ceny stali, betonu i drewna zwiększyły się nawet o kilkadziesiąt procent r/r. Od 2023 roku tempo podwyżek wyhamowało, ale koszty wciąż są wyższe niż przed pandemią. Równolegle drożały grunty inwestycyjne, w dużych miastach nawet o 40–50 proc. od 2020 roku. Nowe regulacje, jak normatywy energooszczędności czy wymogi środowiskowe, podnoszą próg wejścia dla deweloperów, co w naturalny sposób wpływa na ceny mieszkań. Gdyby utrzymano zapis o obligatoryjnych normatywach parkingowych, mieszkania byłyby w wielu projektach droższe nawet o 10–15 proc.

Jakub Serek, dyrektor ds. Planowania Kosztów Realizacji w Archicom

Koszty budowy w ostatnich latach zmieniały się bardzo dynamicznie, a na ich poziom wpływało jednocześnie wiele czynników. Od 2020 roku obserwowaliśmy znaczący wzrost, zarówno cen materiałów, jak i kosztów pracy, zwłaszcza w okresie pandemii i późniejszych skoków inflacji. Aktualnie sytuacja jest bardziej stabilna, a roczny wzrost kosztów mieści się w granicach inflacyjnych, co pozwala na bardziej efektywne planowanie inwestycji. Nie można jednak mówić wyłącznie o jednym źródle wzrostów. Oprócz cen materiałów i wynagrodzeń istotne znaczenie miały także m.in. zobowiązania wobec samorządów dotyczące realizacji infrastruktury w pobliżu osiedla – np. dróg, terenów rekreacyjnych czy też obiektów publicznych.

Z kolei zmiany w przepisach budowlanych, często potrzebne z perspektywy jakości i bezpieczeństwa, również podnoszą koszty realizacji inwestycji. Przykładem jest obowiązek zapewniania miejsc schronienia doraźnego, który zacznie obowiązywać od 2026 roku. Dziś trudno jednak jednoznacznie wycenić jego potencjalny wpływ. Widać w związku z tym, że finalna cena mieszkania jest efektem wielu nakładających się czynników, od kosztów gruntów, pracy i materiały, aż po regulacje prawne.

Raportowanie ESG wciąż wyzwaniem. Najlepiej radzi sobie sektor energii i surowców

Aż 76% przedsiębiorstw pozostaje na wczesnym lub średnim etapie dojrzałości w zakresie raportowania ESG – wynika z trzeciej edycji raportu KPMG „ESG Assurance Maturity Index”. Europejskie firmy osiągnęły średni wynik 48,87 na 100 punktów w indeksie dojrzałości, a najlepsze rezultaty notują spółki z sektora energii i surowców naturalnych. Jednym z kluczowych trendów jest rosnące wykorzystanie nowoczesnych technologii – w 2025 roku aż 83% organizacji opiera procesy raportowania na chmurze obliczeniowej, a ponad połowa wdrożyła platformy i dashboardy ESG.

W porównaniu z poprzednimi edycjami raportu KPMG, globalny wskaźnik poziomu dojrzałości nieznacznie spadł z 47,7 do 46,9 punktów. Pomimo tego, przedsiębiorstwa dostrzegają coraz większe korzyści biznesowe płynące z zapewnienia rzetelności danych niefinansowych. Firmy raportujące zgodnie z wymogami CSRD (dla lat obrotowych rozpoczynających się od 1 stycznia 2024 roku – tzw. „organizacje pierwszej fali”) częściej niż pozostałe wskazują na wzrost udziału w rynku, poprawę rentowności i budowę silniejszej reputacji.

Najwyższe wyniki w tegorocznej edycji badania odnotowały firmy z sektora energii i surowców naturalnych, lecz różnice w porównaniu do przedsiębiorstw z sektora telekomunikacji, technologii, usług finansowych, produkcji oraz dóbr konsumpcyjnych i handlu detalicznego są niewielkie.Wskaźnik dojrzałości ESG

Regulacje i presja interesariuszy wymuszają zmiany

Ponad 99% badanych firm przyznało, że doświadcza presji ze strony interesariuszy, aby spełniać rosnące oczekiwania dotyczące ESG. Odsetek firm, które wymagają od swoich dostawców udostępniania określonych danych ESG oraz stosują zapisy kontraktowe w tym zakresie, jest obecnie ponad dwukrotnie większy niż dwa lata temu.

Inwestorzy w coraz większym stopniu opierają się na połączeniu sprawozdań finansowych i zrównoważonego rozwoju, aby ocenić wartość firmy. Naturalną konsekwencją jest fakt, że 80% z grupy respondentów, którzy uzyskali zapewnienie rzetelności ujawnień niefinansowych, zrobiło to za pośrednictwem firmy audytorskiej.

Zintegrowane raportowanie zyskuje na znaczeniu, a coraz więcej organizacji dostrzega korzyści wynikające z powierzenia zarówno audytu finansowego, jak i atestacji ESG jednemu dostawcy usług. Takie podejście sprzyja spójności procesów raportowych, minimalizuje powielanie prac oraz ułatwia identyfikację powiązań pomiędzy danymi finansowymi a niefinansowymi. W efekcie lepiej odpowiada ono na rosnące oczekiwania regulatorów, inwestorów i innych interesariuszy w zakresie przejrzystości i wiarygodności informacji raportowanych przez spółki – mówi Marek Gajdziński, Partner, Szef Działu Audytu w KPMG w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej.

Mimo niepewności związanej z pakietem Omnibus i harmonogramem wdrażania dyrektywy CSRD, blisko połowa organizacji kontynuuje przygotowania do niezależnego zapewnienia rzetelności raportów. Największym wyzwaniem pozostaje złożoność standardów i trudności w pozyskiwaniu wiarygodnych danych.

Badanie pokazuje, że większość  firm potrzebowała ponad roku, aby przygotować się do procesu raportowania zgodnego z wymogami ESRS i niezależnej atestacji sprawozdawczości zrównoważonego rozwoju – dotyczy to szczególnie większych przedsiębiorstw o złożonych raportach. Wyniki te podkreślają uzasadnienie dla pakietu Omnibus opracowywanego przez Komisję Europejską, który ma uprościć i opóźnić obowiązki raportowe. Propozycje przewidują zawężenie zakresu CSRD do największych firm, a równoległe prace nad rewizją standardów ESRS mają doprecyzować zapisy standardów oraz znacząco ograniczyć liczbę ujawnień wymaganych w przyszłości, np. poprzez priorytetyzację ujawnień ilościowych względem opisowych oraz wyraźne rozróżnienie między ujawnieniami obowiązkowymi a dobrowolnymi. To przewidywane rozluźnienie wymagań nie oznacza jednak, że firmy mogą przestać doskonalić swoje procesy raportowania ESG – przeciwnie, to okazja dla firm, które chcą zostać liderami, na wyróżnienie się wśród tych spółek, które będą dążyć jedynie do spełnienia wymaganego minimum – komentuje Jarosław Fąfara, Partner w Dziale Audytu, ESG Assurance, KPMG w Polsce.

Technologie wspierają transformację raportowania

Rosnąca złożoność procesów raportowych sprawia, że przedsiębiorstwa coraz częściej inwestują w technologie wspierające gromadzenie i analizę danych ESG. Największy przyrost w latach 2023-2025 odnotowano w przypadku platform ESG (+30 p.p.) oraz dashboardów ESG (+27 p.p.). Dynamicznie rozwija się również wykorzystanie chmury, jezior danych i sztucznej inteligencji – zarówno tradycyjnej, jak i generatywnej.

Wskaźnik dojrzałości ESG

Pełny raport jest dostępny na stronie: KPMG ESG Assurance Maturity Index 2025 – KPMG Poland

O raporcie:

KPMG przeprowadziło badanie wśród 1 320 członków zarządów oraz wyższej kadry kierowniczej, posiadających wiedzę w obszarze raportowania i zapewniania jakości danych ESG, reprezentujących różne branże i regiony. Średni poziom przychodów badanych organizacji wyniósł 16,8 mld dolarów. Spośród tej grupy 314 firm wskazało, że raportuje i uzyskuje zapewnienie dla ujawnień dotyczących zrównoważonego rozwoju zgodnie z wymogami Corporate Sustainability Reporting Directive (CSRD) dla lat obrotowych rozpoczynających się od 1 stycznia 2024 roku („Fala pierwsza”). Aby zapewnić reprezentatywność dla każdego kontynentu, próba została rozszerzona o respondentów z Afryki, Meksyku i Bliskiego Wschodu.

NIK pozytywnie oceniła działalność UOKiK w latach 2020–2025

Najwyższa Izba Kontroli (NIK) zakończyła audyt obejmujący działalność Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) w latach 2020–2025. Kontrola, prowadzona od października 2024 r. do marca 2025 r., objęła wszystkie kluczowe obszary funkcjonowania Urzędu. Jej wyniki wskazują na rzetelność prowadzonych działań oraz zgodność z obowiązującymi przepisami.

Zakres kontroli

Kontrolerzy NIK przeanalizowali ponad 20 tys. stron dokumentów, badając zarówno kwestie proceduralne, jak i praktyczne działania Urzędu. Sprawdzono m.in. sposób obiegu dokumentów, prowadzenia postępowań wyjaśniających, wydawania decyzji i kierowania wystąpień do przedsiębiorców. Audyt objął również analizę spraw sądowych, wewnętrznych dokumentów urzędowych oraz statystyk dotyczących wpływających sygnałów o naruszeniach.

Wyniki audytu

NIK stwierdziła, że Prezes UOKiK Tomasz Chróstny w badanym okresie realizował swoje zadania w sposób zgodny z prawem, stosując zarówno działania reaktywne (interwencje wobec stwierdzonych naruszeń), jak i proaktywne (inicjowanie rozwiązań zwiększających uczciwość konkurencji).

W raporcie podkreślono skuteczność działań UOKiK – w latach 2020–2024 Urząd wydał 679 decyzji nakładających kary pieniężne, z czego do budżetu państwa wpłynęło ponad 603 mln zł.

Obszary szczegółowej analizy

Kontrola objęła szereg sektorów gospodarki, w tym:

  • handel wielkopowierzchniowy – praktyki dotyczące nieuzgodnionych rabatów, opłat okołosprzedażowych czy nieprawidłowości w oznakowaniu produktów,
  • rynki rolno-spożywcze – w tym rynek wieprzowiny, tuczu kontraktowego, mleczarstwa, upraw oleistych i sprzedaży tzw. alkotubek,
  • rynek samochodowy i medialny – w tym sprawy związane z koncentracjami spółek (m.in. PKN Orlen–Polska Press, Agora–Eurozet).

NIK zwróciła uwagę na stosowanie przez Prezesa UOKiK tzw. „wystąpień miękkich”, które pozwalają szybko reagować na zgłoszenia nieprawidłowości i uzyskiwać od przedsiębiorców dodatkowe wyjaśnienia bez konieczności wszczynania pełnego postępowania.

Wypowiedzi Prezesa UOKiK

Prezes Tomasz Chróstny podkreślił, że pozytywna ocena NIK stanowi dowód na skuteczność działań Urzędu:

– Raport NIK zawiera nie tylko ocenę działań Urzędu w ostatnich latach, ale też odzwierciedla pozytywne zmiany, jakie wraz z zespołem przeprowadziliśmy w dziedzinie ochrony konkurencji i konsumentów. Coraz skuteczniej identyfikujemy i eliminujemy naruszenia, których skala i charakter mają ogromny wpływ na konsumentów i rynek – zaznaczył.

Dodał również, że kontrola, obejmująca szeroki zakres zagadnień i dokumentów, może być traktowana jako swoiste absolutorium dla UOKiK.

Allianz Trade: 60% miejsc pracy w krajach rozwiniętych zagrożonych przez AI. Polska w lepszej sytuacji

Polska a zaawansowana AI. Polska jest relatywnie odporna na negatywne efekty, jakie towarzyszyć będą bardziej zaawansowanej formie sztucznej inteligencji.

Polska – relatywnie odporna (na tle innych państw) wg. analiz Biura Badań Ekonomicznych Allianz Trade na negatywne efekty na rynku pracy, jakie towarzyszyć będą bardziej zaawansowanej formie sztucznej inteligencji, wykorzystującej agentów AI do wykonywania zadań bez nadzoru człowieka, nawet tych bardziej złożonych. Szerzej: jakie są możliwości i koszty społeczne agentic AI (zdecydowanie bardziej efektywnej i samodzielnej niż dotychczas kojarzone z AI duże modele językowe)?

  • Agentic AI – agentowa / agencyjna sztuczna inteligencja – zdolna do samodzielnego podejmowania decyzji i wykonywania złożonych zadań bez interwencji człowieka – stanowi znaczący krok naprzód w dziedzinie sztucznej inteligencji i może głęboko zmienić gospodarkę i rynki pracy na całym świecie.
  • Od momentu wprowadzenia ChatGPT w listopadzie 2022 r. możliwości sztucznej inteligencji tylko przyspieszyły. Najnowszym osiągnięciem jest sztuczna inteligencja agentowa (autonomiczna): są to systemy AI zdolne do samodzielnego podejmowania decyzji lub wykonywania złożonych zadań, czyli cechuje je samodzielność, specjalizacja i zdolność do adaptacji. Pozwala jej to obsługiwać bardziej złożone i oparte na podejmowaniu decyzji przepływy pracy, w czym przewyższa zwykłą automatyzację procesów robotycznych (RPA). Chociaż sztuczna inteligencja agentowa może działać niezależnie i jest zorientowana na cel, nadal nie jest zdolna do myślenia. Jest to główna różnica między sztuczną inteligencją agentową a AGI.
  • Wstępne szacunki wskazują, że 60% miejsc pracy w gospodarkach rozwiniętych i 40% globalnego zatrudnienia jest narażonych na redukcję zatrudnienia w związku z upowszechnieniem sztucznej inteligencji. Ze względu na swój wielofunkcyjny charakter, sztuczna inteligencja agentowa może wpłynąć na przyszłość rynków pracy i sposób wykonywania zadań. Na najwyższym poziomie wydajności sztuczna inteligencja agentowa mogłaby zautomatyzować znacznie więcej zadań poznawczych i wieloetapowych, niż dotychczasowe LLM.
  • Szacunki efektów Agentic AI dla gospodarki światowej są bardzo rozbieżne – wszystkie podkreślają znaczący wpływ Agentic AI na globalną gospodarkę, o skali od 2,6 bln USD do 4,4 bln USD rocznie w ciągu najbliższych dwóch do pięciu lat.
  • Dyskusja o korzyściach Agentic AI przesłania jej koszty społeczne: bezprecedensową intensywności wykorzystania kapitału, energii i świeżej wody zarówno do szkolenia dużych modeli sztucznej inteligencji, jak i budowy rozbudowanej infrastruktury centrów danych do ich obsługi. Koszty te co roku rosną ponad 2,4-krotnie
  • Likwidacja miejsc pracy na skalę porównywalną z rewolucją przemysłową: Oprócz kosztów finansowych, społecznych i środowiskowych, rozwój nowych technologii może zastąpić lub uzupełnić pracę ludzką. Konieczne działania publiczne – przemyślane powszechne możliwości inwestycji w edukację dla dorosłych i uzupełniania kwalifikacji, zapewnienia dochodu podstawowego czy inne działania osłonowe – nie ma jednego rozwiązania do wdrożenia we wszystkich krajach. Pewne jest tylko to, ze konieczna jest szybka analiza tematu i działania. Już – tu i teraz, nie za 5-10 lat.

Sztuczna inteligencja agentyczna – zdolna do samodzielnego podejmowania decyzji i wykonywania złożonych zadań bez interwencji człowieka – stanowi znaczący krok naprzód w dziedzinie sztucznej inteligencji i może głęboko zmienić gospodarki i rynki pracy na całym świecie. Przykład jak działa Agent AI (operująca przy pomocy dedykowanych do zadań „agantów”): można jej zlecić zorganizowanie wakacji za określoną kwotę, a ona, przy odpowiednim skonfigurowaniu, będzie działać jak biuro podróży i zorganizuje bilety transportowe oraz rezerwacje hotelowe, a także zaproponuje harmonogram. Podobnie można ją zaprogramować do wykonywania operacji w zakresie obsługi klienta, opieki zdrowotnej, zasobów ludzkich, kodowania, finansów, pomocy w całym przedsiębiorstwie i systemów wieloagentowych. Perspektywy gospodarcze są ogromne – prognozowane globalne zyski w wysokości 2,6–4,4 bln USD w ciągu najbliższych dwóch do pięciu lat, napędzane produktywnością i innowacjami.

Kluczowe pytanie, które stawia Allianz Trade brzmi jednak, czy wiążący się z tym wzrost produktywności nie będzie wiązał się z powszechnym bezrobociem? W ujęciu historycznym udział pracy w dochodzie narodowym pozostawał stosunkowo stabilny przez większość okresu powojennego, co sugeruje, że dotychczas postęp technologiczny raczej uzupełniał pracę, a nie ją zastępował. Jednak w ostatnich latach tendencja ta uległa zmianie, budząc obawy o rosnącą zastępowalność pracy przez systemy sztucznej inteligencji. W porównaniu z wcześniejszymi technologiami sztucznej inteligencji, w tym generatywną sztuczną inteligencją, agentowa sztuczna inteligencja stanowi większe zagrożenie dla zatrudnionych. Najnowsze szacunki sugerują, że nawet 60% miejsc pracy w gospodarkach rozwiniętych i 40% globalnego zatrudnienia może zostać zastąpione lub zautomatyzowane przez sztuczną inteligencję. Skala tych zmian może odzwierciedlać transformacyjne skutki rewolucji przemysłowej, stanowiąc fundamentalne wyzwanie dla istniejących modeli pracy, dystrybucji dochodów i wzrostu gospodarczego.

Wykres 1: Zmiana udziału pracy w dochodach według branży i kraju (2000-2024)

Zmiana udziału pracy w dochodach według branży i kraju

Źródło: Eurostat, Allianz Trade Research

Badania Allianz Trade wykazały, że Niemcy, Hiszpania, Włochy i Polska są w stosunkowo mniejszym stopniu narażone na znaczną redukcję miejsc pracy w wyniku wdrożenia (coraz bardziej zaawansowanej) sztucznej inteligencji, ponieważ w tych krajach nakłady brutto na środki trwałe i praca wyraźnie się uzupełniają. Aby określić, które kraje i sektory wykazują najwyższą substytucyjność pracy, badamy elastyczność pracy w odniesieniu do inwestycji kapitałowych (nakłady brutto na środki trwałe, inwestycje w oprogramowanie oraz badania i rozwój) według branż NACE w Niemczech, Francji, Włoszech, Hiszpanii, Holandii, Austrii i Polsce. Dodatni współczynnik sugerowałby, że kapitał i praca są komplementarne, co wskazuje, że praca byłaby odporna na zwiększone wdrożenie sztucznej inteligencji, natomiast ujemny współczynnik oznaczałby, że praca może zostać zastąpiona przez sztuczną inteligencję.

Wykres 2: Elastyczność pracy względem inwestycji w kapitał, oprogramowanie lub badania i rozwój według kraju (95% CI)

Elastyczność pracy względem inwestycji w kapitał, oprogramowanie lub badania i rozwój według kraju

Źródło: Allianz Trade Research

Aby ocenić związek między pracą a kapitałem, analizujemy popyt na pracę w kilku krajach. Podczas gdy w Niemczech, Hiszpanii, Włoszech i Polsce nakłady brutto na środki trwałe i praca wydają się wyraźnie się uzupełniać, przy czym Polska i Włochy wykazują najsilniejszy pozytywny efekt, Austria, Francja i Holandia nie wykazują statystycznie istotnego związku. Jednak analizując inwestycje kapitałowe w technologie oprogramowania, stwierdziliśmy, że we wszystkich krajach występuje zależność substytucyjna. Ponadto analizując inwestycje krajowe w badania i rozwój, również stwierdziliśmy ujemną zależność między inwestycjami a pracą, ale zależność ta nie jest statystycznie istotna we Włoszech i Hiszpanii. Wszystkie regresje Allianz Trade wykazują bardzo istotną, silną pozytywną zależność między kosztami finansowania a popytem na pracę: wzrost kosztów finansowania o 1% wiąże się ze wzrostem popytu na pracę o 0,19%. Wynagrodzenia również wykazują pozytywną zależność od popytu na pracę. Ogólnie rzecz biorąc, struktura produkcji różni się w poszczególnych krajach Europy: kraje środkowej i południowej Europy wykazują komplementarność (inwestycje kapitałowe zwiększają popyt na pracę), podczas gdy dojrzałe, kapitałochłonne gospodarki (Holandia i Austria) nie wykazują tej tendencji.

Jednakże, gdy skupimy się na aktywach, które służą jako proxy AI, takich jak oprogramowanie i badania i rozwój, pojawia się efekt substytucji. We wszystkich badanych krajach wzrost inwestycji w oprogramowanie wiąże się ze spadkiem zatrudnienia, wynoszącym od 0,22% do 0,29% na każdy 1% wzrostu inwestycji. Inwestycje w badania i rozwój również mają negatywny wpływ na zatrudnienie, choć mniejszy (od 0,01% do 0,08%) i nieistotny statystycznie we Włoszech i Hiszpanii.

Inwestycje w oprogramowanie zmniejszają zatrudnienie we wszystkich branżach z wyjątkiem rolnictwa, przy czym najsilniejszy spadek odnotowano w sektorze finansowym i nieruchomościach. Nakłady brutto na środki trwałe są dodatnio skorelowane z popytem na pracę we wszystkich branżach, zwiększając zatrudnienie o 0,15% do 0,35% na każdy 1% inwestycji. Najsilniejsze efekty obserwuje się w rolnictwie, kulturze, budownictwie i sektorze produkcyjnym. Jednak na podstawie naszych badań możemy stwierdzić, że w przypadku inwestycji w oprogramowanie ich wzrost o 1% powoduje zmniejszenie zatrudnienia we wszystkich branżach z wyjątkiem rolnictwa, od 0,04% do 0,18%, przy czym największy spadek odnotować można w sektorze finansowym i nieruchomościach. Podobnie, wzrost inwestycji w badania i rozwój o 1% powoduje zazwyczaj spadek popytu na pracę w większości branż, przy czym największa substytucja ma miejsce w nieruchomościach (0,30%), finansach (0,30%) i ICT – technologii informacyjno-telekomunikacyjnych (0,17%). Nasze analizy wskazują, że sztuczna inteligencja, a w szczególności sztuczna inteligencja agencyjna, może powodować większą substytucję zatrudnionych niż poprzednie fale technologiczne.

Wykres 3: Elastyczność pracy w odniesieniu do inwestycji w kapitał, oprogramowanie lub badania i rozwój według branży (95% CI)

Elastyczność pracy w odniesieniu do inwestycji w kapitał, oprogramowanie lub badania i rozwój według branży

Źródło: Allianz Trade Research

W tej sytuacji niezbędne będzie holistyczne podejście do polityki publicznej, aby złagodzić zakłócenia na rynku pracy, zapewnić pomoc w przekwalifikowaniu zwalnianych pracowników do nowych, potrzebnych zawodów i branż poprzez ponowne szkolenia i podnoszenie kwalifikacji oraz zachęcić firmy do zatrudniania zwolnionych pracowników. Wyjątkowe ryzyko związane z tempem, skalą i charakterem utraty miejsc pracy spowodowanej przez sztuczną inteligencję uzasadnia również stworzenie nowych form inicjatyw społecznych, aby dzielić się korzyściami płynącymi ze sztucznej inteligencji z osobami dotkniętymi tym zjawiskiem, takich jak transfery pieniężne, ubezpieczenie od utraty pracy spowodowanej przez sztuczną inteligencję lub powszechny dochód podstawowy, finansowane z systemu składek za korzystanie ze sztucznej inteligencji, minimalnego podatku od osób prawnych, takiego jak promowany przez OECD, lub prewencyjnego rozwiązania tej kwestii poprzez programy udziału pracowników w zyskach.

 

Nowe Delhi, Goa, Bengaluru – trzy różne oblicza Indii, które powinien znać każdy przedsiębiorca

Indie to jeden z najdynamiczniej rozwijających się rynków świata, którego różnorodność kulturowa, społeczna i gospodarcza przekłada się bezpośrednio na realia prowadzenia biznesu. Polskie firmy coraz częściej spoglądają w stronę Azji Południowej, poszukując nowych przestrzeni dla rozwoju, inwestycji i współpracy technologicznej. Aby jednak skutecznie wejść na rynek indyjski, niezbędne jest zrozumienie lokalnych kontekstów, a te zmieniają się radykalnie w zależności od regionu. Trzy przykłady – New Delhi, Goa i Bengaluru – pokazują, jak odmienne mogą być perspektywy dla przedsiębiorców i jak szerokie spektrum możliwości otwierają Indie.

New Delhi – strategiczne centrum polityczne i administracyjne

Stolica Indii to nie tylko największy węzeł administracyjny kraju, ale również kluczowy punkt styku dla zagranicznych inwestorów. W New Delhi koncentruje się działalność instytucji rządowych, ministerstw, ambasad oraz izb handlowych, co czyni miasto naturalnym miejscem do prowadzenia negocjacji i rozmów strategicznych. Dla polskich przedsiębiorców oznacza to, że wiele projektów, szczególnie w sektorach infrastrukturalnych, energetyce odnawialnej, transporcie kolejowym czy obronności, wymaga obecności w stolicy. Warto również podkreślić rolę międzynarodowych korporacji i firm konsultingowych zlokalizowanych w Delhi, które niejednokrotnie stają się pośrednikami i partnerami w procesach ekspansji na cały subkontynent.

Goa – turystyka, kultura i usługi jako fundament rozwoju

Goa, często kojarzona z turystyką i dziedzictwem kolonialnym, jest regionem, w którym tradycja spotyka się z nowoczesnością. Choć turystyka pozostaje głównym sektorem, coraz silniej rozwija się tam również segment usług oraz lokalne przedsiębiorstwa z sektora MŚP. Dla polskich firm potencjał Goa widoczny jest przede wszystkim w hotelarstwie, gastronomii, organizacji wydarzeń, a także w branży wellness i medycyny alternatywnej – sektorach, w których Polska posiada sprawdzone rozwiązania i know-how. Przenoszenie doświadczeń w zakresie zarządzania obiektami, obsługi klienta czy tworzenia oferty spa i wellness może stanowić naturalny pomost do współpracy z lokalnymi partnerami. Goa, choć najmniejszy stan Indii, jest przykładem, że nawet region o niewielkiej powierzchni może generować znaczące szanse biznesowe.

Bengaluru – technologiczne serce Indii i motor globalnych innowacji

Bengaluru, dawniej Bangalore, uchodzi za „indyjską Dolinę Krzemową” i stanowi jedno z najważniejszych centrów innowacji w Azji. To tutaj swoje siedziby ulokowały globalne giganty IT, centra badawczo-rozwojowe i tysiące dynamicznych startupów. Miasto wykracza jednak poza sektor technologii informatycznych – intensywnie rozwija się tu biotechnologia, fintech, sztuczna inteligencja, przemysł kosmiczny czy nowoczesne usługi inżynieryjne. Dla Polski, która coraz silniej inwestuje w obszary takie jak cyberbezpieczeństwo, automatyzacja przemysłu, zielone technologie czy gaming, Bengaluru może stać się kluczowym partnerem. Współpraca z tym ośrodkiem oznacza nie tylko dostęp do najnowszych technologii, lecz także możliwość wspólnego prowadzenia badań i wdrażania innowacyjnych projektów na skalę globalną.

2025 – intensyfikacja współpracy polsko-indyjskiej

Obecnie relacje gospodarcze między Polską a Indiami nabierają wyjątkowej dynamiki. Jesienią Polska gości wielobranżową delegację z Indii, która odwiedza Warszawę i inne ośrodki gospodarcze, aby spotkać się z przedstawicielami biznesu. Równocześnie polskie firmy biorą udział w prestiżowym Bengaluru Tech Summit – jednym z najważniejszych wydarzeń technologicznych Azji. Udział w tym forum daje możliwość prezentacji polskich innowacji, nawiązania kontaktów z inwestorami i rozpoczęcia nowych projektów badawczo-rozwojowych. To dowód na to, że polsko-indyjskie partnerstwo gospodarcze zaczyna nabierać coraz bardziej praktycznego wymiaru.

Edukacja i wiedza międzykulturowa jako fundament relacji biznesowych

Zrozumienie lokalnych realiów wymaga nie tylko znajomości rynku, ale również kultury i specyfiki społecznej Indii. Politechnika Warszawska, gdzie studenci z Indii stanowią najliczniejszą grupę zagranicznych żaków, odgrywa ważną rolę w budowaniu mostów między krajami. Szkoła Biznesu PW prowadzi od lat współpracę z Goa Institute of Management (GIM), której celem jest wymiana doświadczeń oraz kształtowanie wiedzy o gospodarce i kulturze obu krajów.

W ramach partnerstwa realizowane są dwa kluczowe programy. Pierwszym z nich jest: “Poland – business, public sector and cultural perspectives” – skierowany do studentów GIM, którzy przyjeżdżają do Warszawy, aby poznać polską historię i kulturę, polski rynek oraz działalność firm, również tych współpracujących z Indiami. historię i kulturę. Natomiast “Doing business in South Asia – India Immersion Program”, to kurs dla polskich przedsiębiorców, oraz wszystkich osób zainteresowanych gospodarką i kulturą Indii, łączący zajęcia w Warszawie (w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej) i w Indiach (w Goa Institute of Management) oraz spotkania z przedstawicielami lokalnego biznesu. Uczestnicy zyskują nie tylko wiedzę teoretyczną, ale także praktyczne doświadczenie dzięki 10-dniowej sesji wyjazdowej do Goa.. Program ten pozwala lepiej zrozumieć czynniki polityczne, gospodarcze i kulturowe, które decydują o sukcesie w Indiach. Wiedza zdobyta podczas kursu ułatwia nawiązywanie relacji biznesowych, a także pozwala skutecznie współpracować z partnerami w regionie Azji Południowej. Rekrutacja na kolejną edycję kursu trwa do końca października 2025 roku.

Indie – przestrzeń dla strategicznych partnerstw

Analiza trzech wybranych ośrodków, New Delhi, Goa i Bengaluru, pokazuje, jak złożony i zróżnicowany jest rynek indyjski. Stolica stanowi bramę do współpracy politycznej i instytucjonalnej, Goa otwiera możliwości w sektorze turystycznym i usługowym, a Bengaluru wyznacza kierunki rozwoju technologii przyszłości. Dla polskich przedsiębiorców oznacza to konieczność elastycznego podejścia do strategii ekspansji, dostosowania działań do specyfiki regionu i umiejętnego budowania relacji międzykulturowych.

W obecnych realiach globalnej rywalizacji o rynki i inwestycje Indie jawią się jako partner strategiczny, który może odegrać kluczową rolę w długofalowej strategii rozwoju polskich firm. Właśnie dlatego tak istotne jest, by przedsiębiorcy przygotowujący się do wejścia na rynek indyjski korzystali z narzędzi edukacyjnych i wsparcia instytucjonalnego, jakie oferuje Szkoła Biznesu Politechniki Warszawskiej.

Trzy wskazówki dla polskich przedsiębiorców wchodzących na rynek indyjski

  1. New Delhi – postaw na relacje instytucjonalne

Budowanie biznesu w stolicy Indii wymaga umiejętnego poruszania się wśród instytucji rządowych i izb handlowych. Kluczowe znaczenie mają tu kontakty formalne – spotkania z administracją i organizacjami branżowymi mogą być pierwszym krokiem do pozyskania kontraktów w sektorach infrastruktury, energetyki czy transportu.

  1. Goa – znajdź niszę w turystyce i usługach

Dla polskich firm szansą jest transfer know-how w obszarze hotelarstwa, spa i wellness. Rosnące zainteresowanie turystyką zdrowotną oraz eventową sprawia, że polskie rozwiązania w zakresie zarządzania obiektami i obsługi klienta mogą znaleźć tutaj wielu odbiorców.

  1. Bengaluru – inwestuj w technologie przyszłości

To miasto to epicentrum innowacji. Polskie firmy IT, fintech czy gamingowe, które chcą skalować działalność globalnie, powinny szukać partnerów właśnie tutaj. Warto rozważyć udział w lokalnych targach, inkubatorach i programach akceleracyjnych, które otwierają drzwi do międzynarodowych projektów badawczo-rozwojowych.

1 października rusza system kaucyjny. Sprawdzian współpracy operatorów, handlu i klientów

Już w październiku w Polsce ruszy system kaucyjny. Rozwiązanie, które od lat działa w wielu krajach Europy i jest uznawane za jeden z najskuteczniejszych sposobów na zwiększenie poziomu recyklingu opakowań po napojach. Od miesięcy trwają przygotowania, a rynek i konsumenci w praktyce zweryfikują jego skuteczność.

System ma nie tylko ograniczyć liczbę odpadów trafiających do środowiska, ale przede wszystkim stworzyć obieg zamknięty dla butelek PET, puszek i szklanych butelek zwrotnych. Dzięki temu cenne surowce będą mogły wrócić do produkcji zamiast zasilać składowiska i strumień odpadów zmieszanych.Reselekt system kaucyjny Mat. prasowy

Przygotowanie tak dużego przedsięwzięcia jest wyzwaniem organizacyjnym. W każdej gminie musi powstać co najmniej jeden punkt zbiórki, co oznacza budowę sieci obejmującej zarówno wielkie miasta, jak i małe miejscowości. Operatorzy muszą zapewnić odbiór opakowań zarówno z osiedlowych sklepików jak i hipermarketów, a także elastycznie planować logistykę.

Największym wyzwaniem nie będzie samo uruchomienie punktów zbiórki, ale sprawne
i skuteczne porozumienie między operatorami. Chodzi o kwestie bardzo praktyczne: rozliczanie poziomów zbiórki, kaucji czy raportowanie danych. Bez tego system nie będzie transparentny ani wiarygodny. Dużym obciążeniem mogą być także obowiązki dla sklepów, zwłaszcza małych, które muszą od razu wejść do systemu, bez żadnego okresu przejściowego. Inspektorzy WIOŚ będą kontrolować punkty i choć początkowo może nie będzie kar, to każdy przypadek będzie rozpatrywany indywidualnie
– mówi Agata Juzyk, prezeska zarządu Reselekt, operatora systemu kaucyjnego.

Sprawnie działający system kaucyjny to nie tylko infrastruktura, ale przede wszystkim ludzie. Konsumenci. To od nich zależy, czy butelki i puszki trafią do punktów zbiórki. Dlatego niezbędne są działania edukacyjne i kampanie informacyjne, które w przystępny sposób wyjaśnią zasady systemu i pokażą, że jego działanie przekłada się na realny efekt środowiskowy. Brak wiedzy może prowadzić do frustracji i zniechęcenia, a zaufanie obywateli jest podstawą wysokich poziomów zwrotu opakowań.

Nie można zapominać, że na „pierwszej linii frontu” znajdą się pracownicy sklepów. To oni będą tłumaczyć klientom, dlaczego jedna butelka jest objęta kaucją, a inna nie oraz dlaczego bon za zwrot jest ważny w jednym sklepie przez 30 dni, a w innym przez 90. Odpowiednio przygotowana komunikacja i jasne zasady pozwolą uniknąć niepotrzebnych napięć i zbudować pozytywne doświadczenie klientów z nowego systemu. Tym bardziej, że w pierwszych miesiącach funkcjonowania systemu dominować będzie zbiórka ręczna co oznacza, że olbrzymie ilości niezgnięcionych butelek i puszek będą musiały być regulanie przewożone ze sklepów do centrów zliczania.

Poważnym wyzwaniem jest też wpływ systemu na środowisko. Logistyka i transport muszą być zaplanowane tak, aby unikać zbędnych przejazdów i minimalizować emisję. Wciąż brakuje szerokiej kampanii edukacyjnej, a pierwsze informacje dopiero docierają do konsumentów – podsumowuje Agata Juzyk.

Start 1 października to dopiero początek. W pierwszych miesiącach system będzie się rozwijał, ale to od jakości tych pierwszych doświadczeń zależy, czy w przyszłości stanie się trwałym elementem gospodarki o obiegu zamkniętym i realnym wsparciem dla recyklingu, czy też pozostanie jedynie kosztownym obowiązkiem dla firm i handlu.

„Kup teraz, zapłać później” napędza zakupy Polaków. Ale rośnie też ryzyko zadłużenia

Firmy świadczące usługi odroczonych płatności BNPL (buy now, pay later – kup teraz, zapłać później) w ostatnich 5 latach pobrały z Krajowego Rejestru Długów prawie 13,5 mln raportów o konsumentach. Opcja ta cieszy się coraz większym zainteresowaniem. Nic dziwnego – umożliwia klientom rozliczenie się po miesiącu lub nawet dłużej i rozłożenie kosztów zakupu na raty. Pokusa jest duża, bo można mieć wymarzoną rzecz szybciej, niż pozwala na to zawartość portfela.

Usługa BNPL daje klientowi możliwość zakupu produktu od razu, a zapłacenia za niego później – jednorazowo albo w ratach. Wszystko odbywa się w trakcie zakupów w systemie e-sklepu. Dzięki temu klienci zyskują wygodę i elastyczność finansową, a firmy zwiększają sprzedaż, oferując atrakcyjniejsze warunki płatności.

Najnowszy raport PayPo „Polak na zakupach z BNPL” pokazuje, że konsumenci najczęściej wybierają taką opcję, zaopatrując się w elektronikę – 55 proc., odzież i obuwie – 47 proc. oraz produkty do domu i ogrodu – 34 proc. Co 2. osoba rezygnuje ze sklepów internetowych, które nie oferują odroczonych płatności. Choć zapotrzebowanie na tę usługę jest duże, nie każdy ma szansę z niej skorzystać.

Dziś okazja, dziś zakup

Przed transakcją firmy oferujące usługi odroczonych płatności weryfikują klientów w Krajowym Rejestrze Długów. Zabezpieczają się w ten sposób przed niesolidnymi konsumentami i ograniczają ryzyko biznesowe. Jeśli konsument widnieje w KRD jako dłużnik, może mieć utrudniony dostęp do tej usługi.

– Nawet odroczoną płatność trzeba w końcu uregulować. Jest to forma kredytu i należy traktować ją z taką samą rozwagą, jak każde inne zobowiązanie finansowe. Chcąc zmniejszyć ryzyko transakcyjne, operatorzy pobierają z biur informacji gospodarczej raporty o wiarygodności płatniczej klientów. W ciągu niecałych 5 lat zaczerpnęli oni z KRD 13,5 miliona takich raportów. Szacujemy, że do końca tego roku pobiorą ponad 4 miliony – wyjaśnia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Rok Liczba raportów o konsumentach pobranych z KRD
2020 475 427
2021 1 347 735
2022 1 814 836
2023 3 238 638
2024 3 918 856
 2025 – na koniec sierpnia 2 692 682

Impulsywne zakupy, realne długi

Badanie Izby Gospodarki Elektronicznej „Omni-commerce. Kupuję wygodnie 2025” pokazuje, że 93 proc. internautów w ciągu ostatnich 6 miesięcy dokonało zakupu online. To wzrost o 6 punktów procentowych w porównaniu do ub.r. W płatnościach elektronicznych dominują BLIK – 38 proc. oraz szybkie przelewy – 31 proc. W gronie osób świadomych dostępności opcji BNPL korzysta z niej 66 proc. klientów.

Z perspektywy sprzedawcy cały mechanizm wygląda tak, że otrzymuje on płatność natychmiast, a ryzyko, czy klient finalnie się rozliczy, ponoszą operatorzy BNPL.

– Widać wyraźnie, że popularność odroczonych płatności to efekt rosnącej skłonności Polaków do szybkiego zaspokajania potrzeb konsumpcyjnych. Dla wielu z nich jest to stałe źródło kredytowania, a nie tylko okazjonalne rozwiązanie. Wprawdzie niektórzy operatorzy wysyłają klientom przypomnienia o nadchodzących terminach spłaty czy udostępniają im aplikacje, które monitorują dokonywane zakupy, to jednak nie chroni to w pełni konsumentów przed nadmiernymi wydatkami. Nasi negocjatorzy w rozmowach z dłużnikami nierzadko słyszą, że nie kontrolują już oni, ile mają do spłaty i w ilu miejscach – zauważa Jakub Kostecki, prezes firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Kobiety częściej sprawdzane

Wśród konsumentów wnioskujących o odroczoną płatność, których w tym roku sprawdzali w KRD dostawcy usług płatniczych, przeważają kobiety – ok. 60 proc. To głównie osoby w wieku 26-35 lat. Stanowią ponad 1/3 wszystkich pań. Na kolejnych miejscach znalazły się klientki pomiędzy 36. a 45. rokiem życia – 31 proc. Za nimi są te w wieku 46-55 lat – 15 proc.

W gronie mężczyzn rozkład grup wiekowych wygląda podobnie, ale tu siły pomiędzy panami w wieku 26-35 lat a tymi pomiędzy 36. a 45. rokiem życia są wyrównane. W obu jest to po 29 proc. Za nimi są mężczyźni w przedziale 45-55 lat, ale to już mniejsza grupa, bo tylko 17 proc.

– Struktura osób sprawdzanych w KRD pokazuje, że zakupami z odroczoną płatnością interesują się bardzo różne grupy konsumentów. Na tej liście pojawili się też małoletni, poniżej 18. roku życia. To sygnał dla rodziców, by zwrócili baczniejszą uwagę na zakupy online dokonywane przez dzieci. Z tej formy finansowania coraz częściej korzystają także dojrzałe osoby, które nierzadko mają już inne obciążenia, jak kredyty czy pożyczki, a ich budżet domowy bywa obarczony kosztami codziennego życia. Wyraźnie widać dominujący udział konsumentów w wieku 26-45 lat. Jest to grupa aktywna zawodowo, ale często zaciągająca różne zobowiązania naraz, na przykład kredyt mieszkaniowy, leasing czy raty za sprzęt RTV i AGD. Dla dostawców usług odroczonych płatności to sygnał, że możliwości płatnicze takich osób trzeba wcześniej zweryfikować. Oznacza to również konieczność szybszego reagowania i podjęcia działań windykacyjnych, jeśli dojdzie do opóźnień w zapłacie – mówi Jakub Kostecki.

Najwięcej sprawdzanych klientów mieszka w województwach: mazowieckim – 14 proc., śląskim – 13 proc. i dolnośląskim – 10 proc. Najmniej w podlaskim, świętokrzyskim i opolskim – po 2 proc. oraz lubuskim i podkarpackim – po 3 proc.

Ale firmy oferujące usługi odroczonych płatności oraz klienci nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Według raportu PayPo prawie 3/4 Polaków deklaruje gotowość do korzystania z nowych produktów finansowania zakupów, a 60 proc. jest skłonnych porzucić tradycyjne metody płatności na rzecz innowacyjnych rozwiązań. Co więcej, ponad 58 proc. konsumentów aktywnie poszukuje i testuje nowe formy płatności, często jeszcze przed ich szerokim wejściem na rynek.

Ambitne cele, ograniczone możliwości finansowe młodych Polaków

  • Własne mieszkanie pozostaje priorytetem dla młodych Polaków w wieku 18–35 lat: 17 proc. badanych wskazuje je jako najważniejszy cel finansowy; 13 proc. posiada obecnie kredyt hipoteczny; 73 proc. uważa, że państwo powinno aktywniej wspierać młodych w tym zakresie.
  • 68 proc. respondentów deklaruje gotowość do wyjazdu za granicę w celu rozwoju kariery lub zwiększenia dochodów.
  • Brak oszczędności: Co trzeci młody Polak (33 proc.) posiada środki pozwalające pokryć wydatki maksymalnie na miesiąc życia.
  • Wsparcie rodziny pozostaje kluczowe: 44 proc. młodych korzysta z pomocy finansowej bliskich.

Cook Communications opublikowało dziś najnowszą edycję raportu Young Money Matters 2025, niezależnego, ogólnokrajowego badania dotyczącego finansów młodych Polaków w wieku 18–35 lat. Raport Young Money Matters wnika głęboko w zwyczaje finansowe młodych ludzi – jak zarabiają i wydają pieniądze, w co inwestują, z jakich produktów finansowych korzystają i gdzie szukają porad. Badanie zostało przeprowadzone równocześnie w Polsce, Czechach i Rumunii, po 1 000 respondentów w każdym kraju, z uwzględnieniem wszystkich regionów administracyjnych, by w pełni oddać obraz sytuacji młodych ludzi w całym kraju.

Ponad połowa badanych (56 proc.) mieszka z partnerem lub rodziną, a prawie jedna czwarta (23 proc.) wciąż pozostaje przy rodzicach lub innych krewnych. Odsetek młodych korzystających z kredytów hipotecznych wynosi obecnie 13 proc. Mimo rosnącej dostępności kredytów, wysokie ceny nieruchomości w największych miastach i ograniczony rynek wynajmu sprawiają, że zakup własnego mieszkania pozostaje ambitnym, ale trudnym do osiągnięcia celem. Zakup typowego nowego mieszkania wymaga od przeciętnego Polaka zainwestowania równowartości 7,9 rocznych pensji brutto, a w Warszawie – aż 8,9 rocznych pensji. Średni koszt wynajmu w stolicy wynosi 16,7 € za m² miesięcznie, co dodatkowo ogranicza dostępność mieszkań. 73 proc. badanych deklaruje potrzebę większego wsparcia państwa w tym obszarze.

68 proc. młodych Polaków jest gotowych wyjechać za granicę w celu rozwoju zawodowego lub zwiększenia dochodów, najczęściej do krajów Unii Europejskiej (56 proc.) lub USA (36 proc.). Jednocześnie młodzi wciąż odczuwają skutki wysokich kosztów życia – 60 proc. spodziewa się dalszego wzrostu wydatków w ciągu nadchodzącego roku.

Średnie oszczędności młodego Polaka odpowiadają około 2,4-miesięcznemu wynagrodzeniu, lecz co trzeci badany (33 proc.) ma środki wystarczające najwyżej na miesiąc życia. Brak finansowego bufora jest szczególnie widoczny wśród osób o niższych dochodach oraz najmłodszych (18–21 lat), gdzie odsetek ten sięga 46 proc. Wsparcie rodziny pozostaje kluczowym elementem bezpieczeństwa finansowego – 44 proc. respondentów korzysta z pomocy najbliższych, zwykle do 1 700 zł rocznie, przy czym w grupie najmłodszych sięga to aż 74 proc.

Młodzi Polacy podchodzą ostrożnie do inwestowania. Tradycyjne produkty finansowe, takie jak konta oszczędnościowe (52 proc.), pozostają popularne, choć rośnie zainteresowanie kartami kredytowymi (41 proc.) i kryptowalutami (19 proc.), szczególnie wśród mężczyzn i osób z wyższymi dochodami. 13 proc. inwestuje w akcje, a 10 proc. w fundusze inwestycyjne. Edukacja finansowa wciąż jest marginalna – jedynie 10 proc. badanych wskazuje szkołę lub programy edukacyjne jako źródło wiedzy, natomiast większość korzysta z wyszukiwarek internetowych (50 proc.), mediów społecznościowych (39 proc.) oraz rad rodziców (36 proc.).

„Raport Young Money Matters 2025 pokazuje, że młodzi Polacy pozostają ambitni, mimo trudnego otoczenia ekonomicznego i wysokich kosztów życia. Ich priorytety to własne mieszkanie, bezpieczeństwo finansowe i rozwój kariery. Badanie wskazuje także obszary, w których sektor finansowy i władze publiczne mogą realnie wspierać młodsze pokolenie – od dostępności mieszkań, przez edukację finansową, po narzędzia ułatwiające oszczędzanie i inwestowanie”, komentuje Joe Cook, założyciel i CEO Cook Communications.

Wszystkie trzy raporty krajowe w języku ojczystym oraz w języku angielskim, a także skrócony raport porównawczy w języku angielskim, są dostępne do pobrania bezpłatnie na stronie: www.cook-comm.com/young-money-matters

BERGER Bau wyremontuje most nad rzeką Strzegomką w ciągu DK 34 koło Dobromierza

22 września 2025 roku firma BERGER Bau podpisała umowę na realizację kompleksowego remontu mostu nad rzeką Strzegomką. Obiekt zlokalizowany jest w ciągu drogi krajowej nr 34 w sąsiedztwie miejscowości Dobromierz w województwie dolnośląskim. Inwestorem jest wrocławski oddział Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Rozpoczęcie prac zaplanowano na połowę października 2025 roku. Termin zakończenia robót przewidziano na koniec września 2026 roku – co oznacza, że modernizacja potrwa około dwanaście miesięcy. Wartość kontraktu opiewa na kwotę 3 967 050,44 zł brutto.

Droga krajowa nr 34 to szlak transportowy, obsługujący zarówno ruch lokalny, jak i tranzytowy, a most nad Strzegomką zapewnia ciągłość połączeń drogowych pomiędzy gminą Świebodzice a sąsiednimi miejscowościami. Dzięki planowanemu remontowi przeprawa zyska parametry techniczne odpowiadające współczesnym wymaganiom ruchu ciężkiego, co przełoży się na poprawę bezpieczeństwa i komfortu podróży.

Przywrócenie nośności i trwałości

Most, który zostanie poddany modernizacji, ma konstrukcję nośną złożoną ze stalowych belek zespolonych z żelbetową płytą pomostową o stałej wysokości. Obiekt składa się z trzech przęseł wolno-podpartych, a jego przyczółki są masywne i wykonane z betonu. Całkowita długość mostu wynosi 54 metry, a jego szerokość 11 metrów – z czego 9 metrów przypada na jezdnię i po 1 metrze na obustronne wyniesione pobocza techniczne. Obiekt znajduje się w otoczeniu terenów rolniczych, a przeszkodę stanowi rzeka Strzegomka oraz lokalna droga połączona z DK5.

Zakres prac remontowych jest szeroki i obejmuje usunięcie istniejącej nawierzchni jezdni wraz z urządzeniami dylatacyjnymi oraz demontaż kap chodnikowych i elementów wyposażenia. Zostanie skuta skorodowana warstwa płyty pomostu, a w jej miejscu ułożony nowy beton. Przeprowadzimy też oczyszczanie strumieniowo-ścierne dolnej powierzchni płyty pomostowej, dźwigarów głównych i podpór z resztek powłok ochronnych, a także usuniemy skorodowaną  otulinę prętów zbrojeniowych, oczyścimy je  i zabezpieczymy antykorozyjnie. Planujemy również odtworzenie geometrii i normowej grubości otuliny w technologii napraw powierzchniowych betonu – mowi Piotr Królak, Kierownik Działu Przygotowania Produkcji – Budownictwo Mostowe w firmie BERGER Bau.

Wykonane zostaną też nowe kapy chodnikowe, nawierzchnia drogowa wraz z izolacją, barierami energochłonnymi i systemowymi urządzeniami dylatacyjnymi. Na zakończenie wszystkie powierzchnie betonowe zostaną pokryte powłokami ochronnymi. Efektem tych działań będzie przywrócenie nominalnej nośności obiektu klasy C według normy PN-85/S-10030 oraz znacząca poprawa jego parametrów użytkowych.

Organizacja ruchu i wyzwania techniczne

Realizacja tak złożonego przedsięwzięcia wiąże się z również wyzwaniami technicznymi. Jak wyjaśnia Kierownik Działu Przygotowania Produkcji z firmy BERGER Bau, najbardziej wymagającym etapem będzie lewarowanie, czyli czasowe uniesienie konstrukcji mostu w celu przeprowadzenia kluczowych prac w obrębie podpór i łożysk. Z uwagi na zastosowaną technologię i konieczność zachowania bezpieczeństwa uczestników ruchu, most na czas remontu zostanie całkowicie zamknięty, a ruch pojazdów skierowany na wyznaczone drogi objazdowe.

Nowa jakość przeprawy nad Strzegomką

Po zakończeniu prac, most nad Strzegomką odzyska pełną nośność i będzie spełniał współczesne normy w zakresie bezpieczeństwa i trwałości. Modernizacja pozwoli utrzymać płynność ruchu na drodze krajowej nr 34, co ma ważne znaczenie dla mieszkańców i przewoźników korzystających z tego odcinka. Dzięki inwestycji, infrastruktura drogowa regionu zostanie wzmocniona na kolejne dekady, co przełoży się na większą niezawodność transportu i mniejsze ryzyko kosztownych awarii w przyszłości.

Ponad 107 tys. aut elektrycznych w Polsce. Flota BEV rośnie w rekordowym tempie

Według danych z końca sierpnia 2025 r. w Polsce było zarejestrowane łącznie 107 242 osobowych i użytkowych samochodów całkowicie elektrycznych (BEV). Przez osiem miesięcy b.r. ich liczba zwiększyła się o 27 216 szt., czyli o 74% więcej niż w analogicznym okresie 2024 r. – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSNM.

Pod koniec sierpnia 2025 r. po polskich drogach jeździło 193 301 samochodów osobowych z napędem elektrycznym. Flota w pełni elektrycznych, osobowych aut (BEV, ang. battery electric vehicles) liczyła 97 575 szt., a park hybryd typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 95 726 szt. Liczba samochodów dostawczych i ciężarowych z napędem elektrycznym wynosiła 9 853 szt. Stale rośnie flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec sierpnia składała się z 26 629 szt., jak również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 1 169 159 szt. Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów zeroemisyjnych w Polsce wzrósł do 1 633 szt. (z czego pojazdy całkowicie elektryczne stanowiły 1525 szt., zaś wodorowe – 108 szt.). Licznik_Elektromobilnosci_2025-08_grafika_800x450px

Równolegle do floty pojazdów z napędem elektrycznym rozwija się infrastruktura ładowania. Pod koniec sierpnia 2025 r. w Polsce funkcjonowało 10 941 ogólnodostępnych punktów ładowania pojazdów elektrycznych. 34% z nich stanowiły szybkie punkty ładowania prądem stałym (DC), a 66% – wolne punkty prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW.

Rejestracje osobowych samochodów elektrycznych w Polsce notują kolejne rekordy, jednak sprzedaż zeroemisyjnych „dostawczaków” jest bardzo daleka od oczekiwanej. Od stycznia do sierpnia b.r. rejestracje elektrycznych samochodów dostawczych (ok. 1,1 tys. szt.) były aż o ponad 1/3 niższe w porównaniu do tego samego okresu roku 2023 (ok. 1,7 tys. szt.). Sytuacja powinna ulec zdecydowanej poprawie po wprowadzeniu niedawno konsultowanych zmian w programie „NaszEauto” i rozszerzeniu wsparcia również o pojazdy kategorii N1. Liczymy, że zaktualizowane zasady programu znaczną obowiązywać już w październiku – mówi Jan Wiśniewski, dyrektor Centrum Badań i Analiz PSNM.

– Sierpień 2025 roku to miesiąc, w którym w Polsce zbliżyliśmy się do 200 tysięcy szt. zarejestrowanych samochodów bateryjnych i hybryd plug-in. Tak dobre wyniki sprzedaży, jak już sygnalizowaliśmy, są efektem bardzo atrakcyjnej oferty, która wynika m.in. z obowiązku osiągnięcia przez producentów ograniczenia poziomu emisji CO2 oraz dopłat z programu NaszEauto. Program ma kolosalne znaczenie dla rejestracji samochodów bateryjnych, a obecnie trwają konsultacje nad zmianą zasad przyznawania dofinansowania. Choć zapewne program ulegnie zmianie, to wszystko wskazuje na to, że ostatecznie obejmie on dopłaty do pojazdów dostawczych i że zostanie przedłużony okres jego działania. Niepokoi natomiast, że zgodnie z zapowiedziami Ministerstwa Klimatu i Środowiska, może to być ostatni program wspierający sprzedaż samochodów bateryjnych, a według opinii ekspertów po zakończeniu programu możemy się spodziewać spadku ich rejestracji – mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.

Polska wyprzedziła Szwajcarię i Belgię. Czy dołączy do grona G20?

Wartość polskiej gospodarki zbliżyła się w tym roku do 1 biliona dolarów, wchodząc jednocześnie do grona 20 największych gospodarek świata. Na sukces ten wpłynęły zarówno zewnętrzne czynniki rozwojowe, jak i sprzyjające warunki w gospodarce światowej. W tej sytuacji pojawia się pytanie, czy ten sukces otwiera Polsce drogę do G20 i jakie korzyści zyskalibyśmy dzięki temu członkostwu?

Awans do grona 20 największych gospodarek świata Polska zawdzięcza bardzo szybkiemu wzrostowi gospodarczemu, dzięki któremu w ciągu ostatnich 10 lat prześcignęliśmy cztery kraje, w tym trzy wysoko rozwinięte: Szwajcarię, Tajwan i Belgię. W przeciwieństwie do Polski nie korzystają one z efektu „doganiania”, charakterystycznego dla gospodarek o średniej produktywności. Istotną rolę odegrało również umocnienie polskiego złotego w ciągu ostatnich dwóch lat, co podwyższyło nominalne PKB Polski liczone w dolarach.Wykres_Coface_Polska_20_największą_gospodarką_świata_Ranking_największych_gospodarek_świata_według_nominalnego_PKB_w_dolarach

Czy polska gospodarka będzie rosnąć w siłę?

  1. pozycja nie jest szczytem naszych możliwości. Według ekspertów Coface, przy sprzyjających warunkach, Polska może nawet awansować na 18. miejsce wśród największych gospodarek świata.

Znacząca obniżka cen ropy naftowej mogłaby zmniejszyć PKB Arabii Saudyjskiej, której gospodarka jest obecnie tylko o 10% większa od polskiej – mówi dr Mateusz Dadej, Główny Ekonomista Coface w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej. – Kolejna, plasująca się na 18. miejscu gospodarka, czyli Holandia, jest już wysoko rozwinięta, co ogranicza jej potencjał wzrostu. Przy utrzymaniu wyższej dynamiki wzrostu PKB przez Polskę, co obserwowaliśmy w ostatnich latach, polska gospodarka mogłaby wyprzedzić holenderską w ciągu najbliższych 10 lat.

Czy Polska dołączy do G20?

Ten symboliczny awans polskiej gospodarki ożywił dyskusję na temat członkostwa Polski w G20, czyli forum zrzeszającym 19 najsilniejszych gospodarek świata oraz dwie unie kontynentalne. Sama wielkość gospodarki nie jest warunkiem koniecznym członkostwa, ale stanowi silny argument, zwłaszcza że USA – największa gospodarka świata – chce poprzeć Polskę jako kandydata do G20. Niemniej jednak na drodze naszego kraju do wstąpienia do G20 stoi jeszcze wiele przeszkód.

– Aby utrzymać obecną liczebność forum G20, Polska mogłaby zastąpić Rosję, która dotychczas reprezentowała region Europy Środkowo-Wschodniej, ale poprzez swoją agresję na Ukrainę wybrała drogę izolacji na arenie międzynarodowej – tłumaczy dr Mateusz Dadej. – Jednak aktualny skład forum cechuje nadreprezentacja państw należących do tzw. Globalnej Północy – krajów relatywnie rozwiniętych, położonych głównie na półkuli północnej, a Polska byłaby kolejnym z nich. Krytyka tej nierównowagi w G20 będzie się nasilać wraz z szybszym rozwojem, w tym demograficznym, Globalnego Południa, szczególnie Afryki i Azji – dodaje ekspert.

Członkostwo w G20 oznaczałoby dla Polski nie tylko prestiż polityczny, ale także realny wpływ na decyzje kształtujące globalną gospodarkę. Udział w pracach forum dałby Polsce możliwość współtworzenia międzynarodowych standardów finansowych i handlowych, a także wzmocniłby jej pozycję negocjacyjną wobec największych partnerów gospodarczych. Obecność w gronie najważniejszych państw świata mogłaby również zwiększyć atrakcyjność inwestycyjną Polski, podnosząc jej wiarygodność w oczach globalnych rynków i inwestorów.

Przymusowe „umowy o pracę” decyzją inspektora? Ekspert ostrzega przed skutkami

0

W kontekście ostatnich propozycji legislacyjnych, które mają na celu wzmocnienie roli Państwowej Inspekcji Pracy (PIP) poprzez nadanie jej uprawnień do stwierdzania istnienia stosunku pracy w sytuacji, gdy zawarto umowę cywilnoprawną, warto zastanowić się nad zasadnością i skutkami takiej decyzji w kontekście praworządności i przestrzegania zasad demokracji. Projekt ustawy, który umożliwia inspektorom PIP wydanie decyzji administracyjnej, która jest natychmiast wykonalna, ma na celu poprawę sytuacji osób wykonujących pracę zarobkową i efektywniejsze egzekwowanie przepisów prawa pracy.

Jednakże, wprowadzanie takich uprawnień budzi poważne wątpliwości co do zgodności z konstytucyjnymi zasadami prawa, w tym z zasadą demokratycznego państwa prawnego, które gwarantuje równość stron w postępowaniach administracyjnych.

Analiza danych z rocznego sprawozdania PIP wskazuje na pewną sprzeczność między deklaracjami rządu a rzeczywistością. Zgodnie z raportem za 2024 rok, inspektorzy pracy skontrolowali 38 881 umów cywilnoprawnych, z czego jedynie 3,6% zostało zakwestionowanych jako umowy, które w rzeczywistości powinny zostać zawarte jako umowy o pracę. Dla porównania, w 2023 roku odsetek ten wynosił 4,5%, a w 2022 roku 4,8%. Z danych tych wynika, że z roku na rok zmniejsza się odsetek zakwestionowanych umów cywilnoprawnych, co sugeruje, że istniejące przepisy są w wystarczający sposób egzekwowane przez inspektorów PIP.

W obliczu tych faktów, propozycja przyznania PIP tak szerokich uprawnień do decydowania o istnieniu stosunku pracy na podstawie administracyjnej decyzji, która jest natychmiast wykonalna, może być postrzegana jako próba obejścia demokratycznych procedur, które powinny towarzyszyć każdemu postępowaniu w państwie prawa. Takie rozwiązanie nie tylko podważa podstawowe zasady demokratycznego państwa prawnego, ale przede wszystkim będzie prowadzić do negatywnych skutków finansowych i reputacyjnych dla przedsiębiorstw. Projektowany 7-dniowy termin na wniesienie odwołania od decyzji PIP do sądu pracy jest dramatycznie krótki i nie daje możliwości przygotowania adekwatnego stanowiska procesowego przedsiębiorcy, który będzie postawiony w sytuacji, w której to on musi wykazać, że nie naruszył prawa pracy, czyli udowodnić swoją niewinność – posługując się tu analogią do prawa karnego.

Z punktu widzenia ekonomicznego, łatwo dostrzec, że wprowadzanie takich przepisów nie jest wcale podyktowane troską o pracowników, ale raczej zwiększeniem wpływów z podatków i składek. W rzeczywistości jest to próba wprowadzenia kolejnego mechanizmu obciążającego przedsiębiorców i ograniczającego ich elastyczność w stosowaniu umów cywilnoprawnych. Takie działania mogą prowadzić do niepożądanych konsekwencji, w tym do dalszego ograniczenia dostępności elastycznych form zatrudnienia, które są szczególnie cenione w szybko zmieniającym się rynku pracy.

Podsumowując, zamiast tworzyć nowe uprawnienia dla PIP, które mogą naruszać podstawowe zasady państwa prawnego, należałoby skupić się na ulepszaniu obecnych mechanizmów kontroli i egzekwowania prawa pracy, które są już stosunkowo skuteczne, a może przede wszystkich należałoby zająć się gruntowną reformą samego prawa pracy tak, aby zaczęło ono przystawać do realiów gospodarczych, w których podstawowym miejscem pracy nie jest już kopalnia, huta czy szwalnia. W przeciwnym razie, zamiast poprawy sytuacji osób wykonujących pracę zarobkową, możemy znaleźć się w sytuacji, w której rosnąca liczba regulacji pogłębia problemy związane z biurokratycznymi obciążeniami i niepewnością prawną dla przedsiębiorców.

Gwarancje depozytów i resolution: jak dziś chronione są pieniądze klientów banków

Czy można stracić oszczędności, jeśli bank upadnie? To pytanie wraca za każdym razem, gdy pojawiają się doniesienia o problemach instytucji finansowych. Obawy klientów są zrozumiałe – wystarczy przypomnieć upadek amerykańskiego Lehman Brothers w 2008 roku czy panikę wokół brytyjskiego Northern Rock w 2007 roku. Dziś jednak klienci w Polsce i całej Unii Europejskiej mogą spać znacznie spokojniej. Dlaczego?

Doświadczenia ostatnich kryzysów doprowadziły do wprowadzenia specjalnych mechanizmów ochrony – od gwarancji depozytów po procedury tzw. resolution, czyli uporządkowanej restrukturyzacji banków.

– Przymusowa restrukturyzacja instytucji finansowych takich jak banki określana jest terminem „resolution”. Wprowadzono ją przez tzw. Dyrektywę BRR. Asumptem do jej wdrożenia był kryzys, który dotknął gospodarki państw Europy w latach 2007-2008 i wywołał jedną z największych recesji w historii UE – tłumaczy dr Katarzyna Kamińska-Krawczyk, partner kancelarii KPP Legal. – Państwa wówczas nie miały odpowiednich narzędzi do walki z kryzysem i uczestniczyły w ratowaniu zagrożonych bankructwem banków, angażując do tego środki publiczne. Te doświadczenia uwidoczniły potrzebę resolution i wprowadzenia jej do prawodawstw państw UE – dodaje.

Resolution to mechanizm prawny służący ratowaniu m.in. zagrożonych upadłością banków poprzez ich przymusową restrukturyzację, a w jej ramach gruntowne przemiany strukturalne, mające zapewnić ciągłość funkcjonowania tzw. funkcji krytycznych banków oraz ochronę depozytów ich klientów. Oznacza to, że celem resolution – inaczej niż przy upadłości – nie jest zupełne wycofanie pogrążonego w kryzysie podmiotu z rynku, lecz zapewnienie ciągłości jego kluczowych funkcji. Dla klientów banku oznacza to ciągłość funkcjonowania rachunków i większe bezpieczeństwo.

Trzeba pamiętać, że resolution nie wymaga angażowania środków publicznych, bo koszt jego wdrożenia spoczywa w pierwszej kolejności na akcjonariuszach oraz wierzycielach banku.

– W myśl Dyrektywy BRR – resolution powinno być stosowane tylko, gdy wymaga tego interes publiczny i gdy nie narusza to wskazanych w Karcie praw podstawowych UE praw akcjonariuszy i wierzycieli banków. Dyrektywa ta zwraca, także uwagę na potrzebę ograniczenia udziału podatników w procesie resolution do minimum oraz na zapewnienie stabilności finansowej dużych instytucji mających znaczenie systemowe poprzez narzędzia dostępne dzięki resolution – wyjaśnia dr Katarzyna Kamińska-Krawczyk.

Ochrona w praktyce

Dzisiejszy system ochrony klientów banków składa się głównie z dwóch elementów. Po pierwsze gwarancje depozytów, pozwalają na to, że pieniądze do równowartości 100 tys. euro na jednego klienta w jednym banku są w pełni chronione przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny (BFG). Nawet jeśli bank zostanie zamknięty, klient odzyska te środki szybko i w całości. Po drugie mechanizm resolution dla większych kwot, co oznacza, że oszczędności powyżej tego limitu są zabezpieczane dzięki procedurze przymusowej restrukturyzacji.

– W ramach resolution, klienci banku mają stały dostęp do środków na rachunkach oraz do dotychczasowych funkcji banku – czego brakuje w ramach procedury upadłościowej. Poza tym gwarantuje się im stałą ochronę depozytów do 100 tys. EUR w ramach funduszu gwarancyjnego, a żadne działania BFG nie mogą naruszać tych środków – mówi dr Katarzyna Kamińska-Krawczyk. – Działania w procesie resolution są podejmowane natychmiastowo, gdyż jeśli tylko łącznie zachodzą przesłanki stosowania resolution, to BFG samodzielnie inicjuje ten proces, bez uzyskiwania dodatkowych zgód. Poza tym, resolution – inaczej niż klasyczna upadłość – umożliwia elastyczne działania sprzyjające interesowi publicznemu oraz przyspieszeniu uzyskania środków przez wierzycieli banku – wyjaśnia.

Resolution jest sprawdzonym mechanizmem. Potwierdza to stosowanie go wobec dotkniętego kryzysem Idea Banku pod koniec 2021 roku. Resolution w tym przypadku doprowadziło do uratowania wielu milionów złotych należących do wierzycieli, w tym deponentów tego banku, których depozyty nie były objęte poziomem gwarancyjnym BFG lub przekroczyły ten poziom. Proces uratował także ponad miliard złotych stanowiących środki z funduszu gwarancyjnego BFG, co nie udałoby się przy procedurze upadłościowej.

Warto pamiętać, że resolution to ogromny krok w stronę ochrony klientów. Zasada „no creditor worse off”, że po zakończonym procesie resolution BFG zleca niezależnemu podmiotowi ustalenie czy strata jaką ponieśli wierzyciele banku objętego resolution nie jest wyższa, niż w przypadku, gdyby BFG nie wszczął resolution. Gdyby taka sytuacja miała miejsce, konieczna jest wypłata przez BFG odszkodowań na rzecz wierzycieli w zakresie różnicy pomiędzy tym co uzyskali dzięki resolution a tym co mogliby uzyskać dzięki procedurze upadłościowej banku.

– Resolution nie prowadzi zatem do pogorszenia sytuacji żadnego klienta banku względem sytuacji, w jakiej klient ten znalazłby się przy procedurze upadłościowej banku – kończy dr Katarzyna Kamińska-Krawczyk.

Kolejny udany kwartał Medicalgorithmics. Wzrost przychodów o 18% r/r., na rynku amerykańskim o 56%

Notowany na GPW medtech kontynuuje konsekwentną realizację strategii rozwoju. W II kwartale 2025 roku Medicalgorithmics pozyskał 7 nowych dużych klientów i wszedł na nowe rynki ze swoimi innowacyjnymi usługami wykorzystującymi zaawansowane algorytmy AI. Przychody ze sprzedaży wyniosły niemal 7,0 mln PLN, co stanowi wzrost o 18% r./r., a liczba realizowanych badań rośnie o 37% r./r. Przychody z usług na kluczowym dla spółki rynku amerykańskim wzrosły o 56% r./r. W związku z rekordowym zainteresowaniem DRAI i DRP oraz integracją u jednego z największych IDTF w USA Zarząd Medicalgorithmics spodziewa się dalszego, sukcesywnego wzrostu przychodów w kolejnych kwartałach tego roku. Tylko w lipcu i w sierpniu przychody zgodnie z szacunkami Spółki rosły kolejno o 33% i 30%. Od początku 2025 r. spółka podpisała już 17 nowych umów, w tym 4 w USA wobec odpowiednio 13 łącznie i 5 w USA w całym 2024 r. 

– W drugim kwartale tego roku kontynuowaliśmy obrany kierunek realizując wyznaczone cele. Podpisaliśmy 7 nowych umów, w tym pierwszą na naszą innowacyjną platformę VCAST. Pozwoliło nam to osiągnąć kilkunastoprocentową dynamikę przychodów. Cieszymy się ze szczególnie intensywnego rozwoju na rynku amerykańskim. W ubiegłym kwartale odnotowaliśmy wzrost przychodów z tego rynku o 56%, a w całym I półroczu rosły one aż o 129%. Te liczby pokazują, jak duży potencjał drzemie w Stanach Zjednoczonych, a to dopiero początek. Istotnie wyższego wzrostu spodziewamy się jednak w II półroczu. W miesiącach lipiec-sierpień br. nasza sprzedaż rosła o ok. 32% r/r. Podobnej dynamiki spodziewamy się również we wrześniu – mówi dr Kris Siemionow, Prezes zarządu Medicalgorithmics.

W II kwartale 2025 roku Medicalgorithmics miał 7,0 mln PLN skonsolidowanych przychodów wobec 5,9 mln PLN w analogicznym okresie ubiegłego roku. Oznacza to wzrost o 18% r./r. oraz o 3% w stosunku do I kwartału br. Rynek globalny (poza USA) przyniósł w omawianym okresie 4,7 mln PLN przychodów, w tym 4,3 mln PLN z usług. Wskazane liczby są potwierdzeniem realizacji strategii, w ramach której spółka skupia się na sprzedaży algorytmów AI oraz oprogramowania diagnostycznego o najwyższej marżowości. W raportowanym okresie Medicalgorithmics przeprowadziło prawie 97 tys. badań EKG co oznacza wzrost o 5% kwartał do kwartału oraz blisko 37% rok do roku.

W lipcu zrealizowaliśmy integrację naszej platformy DRP u jednego z topowych amerykańskich IDTF, a we wrześniu wdrożyliśmy również aktualizację, która spowodowała wzrost dziennej liczby badań o 118%. Co więcej, wspomniana aktualizacja według naszych szacunków może doprowadzić do osiągnięcia miesięcznym przychodów z tego kontraktu na poziomie minimum 300 tys. USD już od IV kwartału br. Wspomniane działania oraz kolejne integracje pozwalają nam spodziewać się dwucyfrowych dynamik wzrostu przychodów w kolejnych miesiącach i kwartałach oraz osiągnięcia dodatnich przepływów pieniężnych z działalności operacyjnej na przełomie 2025 i 2026 r. – dodaje dr Kris Siemionow, CEO Medicalgorithmics.

Od początku tego roku notowany na GPW medtech dynamicznie się rozwija, zdobywając nowych i aktywując kolejnych klientów.  Spółka podpisała rekordową liczbę umów (17 – więcej niż w całym 2024 roku), co przełożyło się na istotny wzrost kursu akcji. Od początku roku spółka podwoiła swoją wartość, stając się jedną z najlepszych inwestycji na GPW w 2025 roku. Wśród nowych umów, poza wspomnianym amerykańskimi użytkownikami technologii Medicalgorithmics, znajdują się także: umowa z europejskim IDTF, umowa z  amerykańskim deep-techem specjalizującym się w integrowaniu zaawansowanych materiałów, czujników i sztucznej inteligencji oraz dwie pierwsze komercyjne umowy na VCAST – na rynku tureckim oraz strategicznym rynku skandynawskim.

Nowa strategia Żabki: 16 tys. sklepów do 2028 r. i dywidenda na poziomie 50–70% zysku netto

Szybki wzrost wsparty silną marżowością oraz atrakcyjnością naszego modelu biznesowego napędza ponadprzeciętną generację gotówki, wspiera redukcję zadłużenia i umożliwia rozpoczęcie dzielenia się zyskiem z akcjonariuszami

Tomasz Suchański, CEO Grupy Żabka, komentuje:

Zgodnie z zapowiedziami podczas IPO realizujemy strategię dynamicznego rozwoju Grupy Żabka, opartą na solidnych fundamentach finansowych i rosnącej marżowości. Koncentrujemy się na ekspansji organicznej,  by do końca 2028 roku nasza sieć liczyła  około 16 tysięcy sklepów w Polsce i Rumunii. Jest to  około 1 500 więcej placówek niż przewidywaliśmy w momencie debiutu na GPW w 2024 r. Zrewidowaliśmy jednocześnie nasz potencjał rozwoju (tzw. whitespace), który łącznie wynosi dziś około 27 tys. placówek w Polsce i Rumunii. Nowa polityka alokacji kapitału zakłada łączenie inwestycji w dalszy rozwój z regularnym dzieleniem się zyskiem z akcjonariuszami poprzez dywidendę, której poziom będzie dostosowywany do bieżącej sytuacji rynkowej i planów inwestycyjnych. W przyszłości nie wykluczamy również skupu akcji własnych – wszystko z myślą o budowaniu długoterminowej wartości Grupy oraz stabilnych korzyściach dla inwestorów.

Tomasz Blicharski, Group Chief Strategy & Development Officer, dodaje:

Rozpoczynamy kolejny etap rozwoju Grupy Żabka, łącząc dynamiczną ekspansję sieci w Polsce i Rumunii ze zwrotem wartości dla akcjonariuszy poprzez dywidendę. Nasza strategia opiera się na konsekwentnym wzroście organicznym, poprzez ekspansje sieci sklepów, rozwoju sprzedaży porównywalnej Like-For-Like oraz rozwoju naszych biznesów cyfrowych. Dzięki stałemu wzmacnianiu pozycji konkurencyjnej, innowacyjnej ofercie produktowej oraz skutecznej alokacji kapitału, dążymy do ponad dwukrotnego wzrostu sprzedaży do klienta końcowego w latach 2023 – 2028 i umocnienia pozycji lidera branży modern convenience.

Marta Wrochna-Łastowska, CFO Grupy Żabka, powiedziała:

Grupę Żabka charakteryzuje ciągły wzrost oraz silna generacja gotówki. Dzięki temu od momentu debiutu giełdowego byliśmy w stanie istotnie zredukować nasze zadłużenie, zbliżając się do poziomu 1.0x wskaźnika dług netto do EBITDA post rent szybciej niż pierwotnie zakładaliśmy. Jednocześnie skutecznie zoptymalizowaliśmy nasze źródła finasowania, obniżając efektywny koszt kapitału. W efekcie, jesteśmy dziś gotowi ogłosić nową politykę alokacji kapitału zakładającą wypłatę dywidendy. Tym samym dołączamy do elitarnej grupy spółek, które generują dynamiczny wzrost oraz dzielą się zyskami z akcjonariuszami.

Kluczowe informacje nt. nowej „Polityki Alokacji Kapitału” Grupy Żabka

  • Grupa zakłada przyspieszenie ekspansji, otwierając rocznie ponad 1 300 nowych sklepów w latach 2025-2028, zamiast wcześniejszych ponad 1 300 na 2025 rok oraz ponad 1 000 na lata 2026 – 2028. Dzięki temu do końca 2028 roku sieć osiągnie ok. 16 tys. placówek w Polsce i Rumunii, przewyższając prognozy z IPO o ok. 1,5 tys. lokalizacji. Tak dynamiczny rozwój wspierają dobre wyniki sprzedażowe nowych sklepów, rosnące zainteresowanie segmentem modern convenience oraz dostępność atrakcyjnych punktów w Polsce i Rumunii.
  • Na koniec czerwca 2025 r. sieć Grupy Żabka – największa convenience w Europie – liczyła 11 793 placówki w Polsce i Rumunii, co oznacza wzrost o 10,8% względem 10 640 rok wcześniej. Zgodnie ze zaktualizowanymi planami ekspansji, potencjał połączonych rynków polskiego i rumuńskiego to  blisko 27 000 sklepów, co w długim terminie oznacza możliwość podwojenia sieci sklepów zarządzanej przez Grupę.
  • Możliwe są fuzje i przejęcia wspierające rozwój podstawowej działalności, jednak priorytetem Grupy pozostaje ekspansja organiczna.
  • Grupa planuje w bliskim terminie obniżenie zadłużenia netto do poziomu odpowiadającego wskaźnikowi 1,0x skonsolidowanej skorygowanej EBITDA post-rent. Po pierwszym półroczu 2025 r. wskaźnik ten wynosił 1,2x (2,1x na koniec 2023 r.). W średnio- i długoterminowych planach uwzględniono utrzymanie umiarkowanego zadłużenia netto oraz odpowiedniej płynności, w celu zachowania elastyczności operacyjnej.
  • Przy utrzymaniu dźwigni finansowej na poziomie 1,0x oraz zachowaniu bezpiecznego poziomu płynności, począwszy od wyników finansowych za 2025 r., Rada Dyrektorów zamierza rekomendować wypłatę dywidendy na poziomie 50% skonsolidowanego zysku netto osiągniętego w poprzednim roku obrotowym. W kolejnych latach dywidenda może wynieść od 50% do 70%, w zależności od sytuacji rynkowej i planów inwestycyjnych.
  • Rada Dyrektorów może rekomendować wyższą dywidendę w przypadku jednorazowych zysków lub niższą, w tym brak wypłaty, gdy w danym roku planowane będą znaczące inwestycje, w tym fuzje i przejęcia.
  • Zgodnie z prawem luksemburskim, kwota dywidendy rekomendowana przez Radę Dyrektorów nie może przekroczyć zysku netto Spółki za poprzedni rok obrotowy powiększonego o dostępne rezerwy i zyski zatrzymane, po uwzględnieniu strat z lat ubiegłych oraz obowiązkowych odpisów do rezerw.

Branża piwowarska krytykuje projekty zmian w ustawie o wychowaniu w trzeźwości

Związek Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego w Polsce „Browary Polskie” przedstawił swoje stanowisko wobec poselskich propozycji nowelizacji Ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, zgłoszonych przez Kluby Lewicy oraz Polska 2050. Organizacja ocenia je jako „nadregulację”, która – zdaniem branży – może uderzyć przede wszystkim w producentów piwa i piw bezalkoholowych, a sprzyjać segmentowi alkoholi mocnych.

Zastrzeżenia wobec propozycji

Zdaniem Związku, projekty ustaw nie uwzględniają trendów konsumpcyjnych oraz rosnącego znaczenia piw bezalkoholowych, które przyczyniają się do ograniczania spożycia alkoholu. Branża podkreśla, że zamiast ograniczeń dla tzw. „małpek”, proponuje się zakaz reklamy i sprzedaży piwa bezalkoholowego, mimo że ten segment rozwija się dynamicznie i stanowi zdrowszą alternatywę dla alkoholu.

W komunikacie zwrócono uwagę na projekt Polski 2050, w którym definicja napoju bezalkoholowego obejmowałaby nie tylko piwo, ale także soki, kefiry czy produkty spożywcze z zawartością alkoholu. Związek ocenia takie podejście jako zbyt daleko idące i oparte na narracji branży spirytusowej.

Spadające spożycie piwa

Według danych przytoczonych przez organizację, od 2019 r. konsumpcja alkoholu w Polsce spadła o 1 litr czystego etanolu na mieszkańca, z czego 60% tego spadku dotyczy piwa. Sprzedaż piwa zmniejszyła się w tym czasie o 15%, a w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2025 r. spadek wyniósł kolejne 7%. Równocześnie średnie ceny piwa wzrosły o 45% względem 2019 r.

Wątpliwości dotyczące reklamy i sprzedaży

Projekty zakładają m.in. zakaz reklamy piwa oraz zmiany w zasadach sprzedaży. Lewica proponuje ograniczenie sprzedaży piwa w sklepach samoobsługowych i wprowadzenie zakazu nocnej sprzedaży, a jednocześnie dopuszczenie sprzedaży alkoholu przez internet. Związek wskazuje, że takie rozwiązanie może w praktyce ułatwić dostęp do alkoholi mocnych w godzinach nocnych.

Branża zwraca uwagę, że w Polsce obowiązują już jedne z bardziej restrykcyjnych przepisów reklamowych w Europie, a malejące spożycie piwa pokazuje – zdaniem organizacji – że reklama nie zwiększa konsumpcji, a jedynie wspiera konkurencję na rynku i rozwój wariantów bezalkoholowych.

Znaczenie gospodarcze branży

Związek podkreśla także konsekwencje gospodarcze proponowanych zmian. Według danych branży, sektor piwowarski odpowiada za ponad 20 mld zł wartości dodanej, 18 mld zł podatków i około 85 tys. miejsc pracy w browarach oraz sektorach powiązanych, takich jak rolnictwo, handel czy transport. Wartość eksportu polskiego piwa przekracza 1 mld zł rocznie.

Organizacja ostrzega, że dalsze ograniczenia mogą przyspieszyć spadek produkcji, zamykanie browarów oraz redukcję miejsc pracy.

Podsumowanie

Związek Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego sprzeciwia się wprowadzeniu zmian, które – w ocenie branży – nie przyczynią się do ograniczenia problemów związanych z alkoholizmem, a mogą zwiększyć udział alkoholi mocnych w rynku. Organizacja apeluje o rozwiązania oparte na danych i proporcjonalne do faktycznych zagrożeń, wskazując jednocześnie, że piwa bezalkoholowe powinny być postrzegane jako narzędzie wspierające politykę ograniczania spożycia alkoholu.

Sfinks Polska zwiększa udział franczyzy i szuka inwestora dla marki SPHINX

Operator gastronomiczny Sfinks Polska na koniec I półrocza 2025 r. zwiększył udział restauracji franczyzowych w swojej sieci do 96%, podczas gdy rok wcześniej odsetek ten wynosił 85%. W efekcie tych przekształceń przychody skonsolidowane Sfinksa za pierwsze sześć miesięcy tego roku wyniosły 24,91 mln zł, zysk brutto na sprzedaży 1,37 mln zł, a zysk EBITDA 3,82 mln zł.

W I półroczu 2025 r. restauracje działające w sieci Sfinksa, franczyzowe i własne, wypracowały przychody gastronomiczne w wysokości 102,62 mln zł, co oznaczało wzrost wobec analogicznego okresu ubiegłego roku o 3,1%. Wysokość przychodów gastronomicznych obrazuje siłę sprzedażową sieci, zaś przychody skonsolidowane oraz jednostkowe Sfinksa opierają się przede wszystkim na opłatach od franczyzobiorców, którzy prowadzą już 102 restauracje marek Sfinks Polska, oraz na obrotach czterech restauracji własnych i przychodach od dostawców.

– Wyniki finansowe Sfinks Polska są pochodną zmian przekształceniowych, które zapowiedzieliśmy w strategii dwa lata temu i które konsekwentnie prowadzimy. Od początku 2024 r. na franczyzę przekształciliśmy 20 restauracji, z czego siedem w 2025 r. Na koniec czerwca mieliśmy już tylko cztery własne restauracje. Ten proces oznaczał wyłączenie z przychodów Sfinksa obrotów i kosztów przekształconych lokali, zaś wliczenie opłat od franczyzobiorców. Ten sam proces wpłynął także na inne pozycje wynikowe, np. pojawiły się wpływy ze sprzedaży majątku restauracji przejmowanych przez franczyzobiorców. Tego typu procesy i zdarzenia jednorazowe utrudniają porównywanie naszych wyników – wyjaśnia Sylwester Cacek, prezes Sfinks Polska.

Przy przychodach skonsolidowanych w wysokości 24,91 mln zł na koniec I półrocza br. (41,11 mln zł rok wcześniej, kiedy to stan restauracji własnych na dzień bilansowy wynosił 16 wobec obecnych 4,) grupa Sfinks wypracowała 12,24 mln zł zysku brutto na sprzedaży przed kosztami ogólnego zarządu (12,58 mln zł rok wcześniej), natomiast po kosztach ogólnego zarządu odpowiednio 1,37 mln zł w bieżącym roku i 1,04 mln zł w roku ubiegłym. Na dalsze pozycje wynikowe grupy Sfinks, jak zysk operacyjny i zysk EBITDA, miały wpływ zdarzenia jednorazowe wynikające z głównie z przekształceń lokali własnych na franczyzowe, które w bieżącym roku w mniejszym stopniu oddziaływały na wynik finansowy niż w roku 2024. W efekcie zysk operacyjny na koniec I półrocza br. wyniósł 0,60 mln zł (wobec 4,64 mln zł przed rokiem), a EBITDA uplasowała się na poziomie 3,82 mln zł (wobec 10,06 mln zł rok wcześniej). Na wynik netto w wysokości -6,13 mln zł (wobec -0,59 mln zł rok wcześniej) oprócz wskazanych zdarzeń jednorazowych wpływ miały przede wszystkim koszty obsługi kredytu oraz podatek odroczony.

W I półroczu 2025 r. sieć zarządzana przez Sfinks Polska powiększyła się o trzy SPHINXy – w Lubinie, w Jarocinie oraz w popularnym gdańskim centrum handlowym CH Manhattan, który został ponownie otworzony po remoncie. W kolejnych miesiącach, już po zakończeniu półrocza, gości przyjęła gdyńska restauracja SPHINX, działająca w CH Batory, która została ponownie otwarta po gruntownej metamorfozie.

Gastronomiczna spółka w okresie styczeń-czerwiec br. rozwijała także przedsięwzięcia prosprzedażowe, zwłaszcza program lojalnościowy i aplikację mobilną Aperitif, do której zapisało się łącznie już ok. 825 tys. osób. Spośród nich ponad 32 tys. osób wykupiło abonament Smart, uruchomiony pod koniec 2024 r. z okazji jubileuszu 30-lecia istnienia marki SPHINX Restauracje. Aperitif Smart, dając dostęp do 30% zniżki w restauracjach, umożliwia zwiększenie częstotliwości korzystania z restauracji.

Pod koniec czerwca 2025 r. akcjonariusze Sfinksa podczas walnego zgromadzenia zgodzili się na wyodrębnienie zorganizowanej części przedsiębiorstwa (ZCP) celem sprzedaży działalności prowadzonej pod marką SPHINX.

– Pomyślna realizacja tego planu pozwoliłaby na osiągnięcie dwóch celów: spłatę kredytu w BOŚ, pomocy publicznej oraz sfinansowanie rozwoju pozostałej działalności Sfinksa. Chodzi tu zwłaszcza o rozwój sieci pod innymi markami niż SPHINX i programu Aperitif. Nie wykluczamy przy tym sprzedaży ZCP do spółki z grupy Sfinks Polska, która sfinansowałaby zakup częściowo z finansowania dłużnego, a częściowo z kapitału pozyskanego od zewnętrznego inwestora. W takim scenariuszu działalność pod szyldem SPHINX pozostałaby w grupie – wyjaśnia Sylwester Cacek.

W lipcu br. nastąpiło formalne wydzielenie ZCP w strukturze organizacyjnej spółki i zarząd rozpoczął poszukiwania potencjalnych inwestorów z pomocą doradcy inwestycyjnego.

Banki zwiększają akcję kredytową – rosną mieszkaniowe i gotówkowe, słabnie segment ratalny

W sierpniu 2025 r. banki i SKOK-i udzieliły istotnie więcej kredytów mieszkaniowych oraz gotówkowych niż rok wcześniej, przy jednoczesnym spadku w segmencie kredytów ratalnych i kart kredytowych – wynika z danych Biura Informacji Kredytowej (BIK).

Dynamika rok do roku

W porównaniu do sierpnia 2024 r. liczba udzielonych kredytów mieszkaniowych wzrosła o 29,5%, a gotówkowych o 12,9%. Z kolei mniej przyznano kredytów ratalnych (-12,9%) i wydano kart kredytowych (-3,3%).

W ujęciu wartościowym dodatnią dynamikę zanotowały trzy produkty: kredyty mieszkaniowe (+40,4%), gotówkowe (+18,7%) oraz karty kredytowe (+2,6%). Spadek wystąpił wyłącznie w kredytach ratalnych (-8,6%).

Dane za osiem miesięcy

Od stycznia do sierpnia 2025 r. banki i SKOK-i udzieliły więcej kredytów gotówkowych (+21,5%) i mieszkaniowych (+2,6%) niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Zmniejszyła się natomiast liczba kredytów ratalnych (-21,2%) oraz kart kredytowych (-2,9%).
W ujęciu wartościowym wzrosty dotyczyły kredytów gotówkowych (+31,2%), mieszkaniowych (+8,1%) oraz kart kredytowych (+7,5%). Kredyty ratalne ponownie odnotowały spadek (-7,8%).

Kredyty ratalne wciąż w odwrocie

Sektor kredytów ratalnych pozostaje najsłabszym segmentem rynku. W sierpniu ich liczba spadła o 12,9% r/r, a wartość o 8,6% r/r. W całym okresie styczeń–sierpień 2025 r. wartość spadła o 7,8%.

Jak wyjaśnia dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK, negatywny trend wynika z ograniczenia skali transakcji o niskich kwotach, które wcześniej były efektem cesji zobowiązań BNPL z sektora pozabankowego do bankowego. Wartość spadła w mniejszym stopniu dzięki rosnącemu znaczeniu wysokokwotowych kredytów ratalnych. Średnia kwota kredytu ratalnego w sierpniu 2025 r. wyniosła 2 103 zł (+5% r/r).

Gotówkowe z rekordowym potencjałem

Segment kredytów gotówkowych pozostaje w silnym trendzie wzrostowym. W sierpniu ich liczba zwiększyła się o 12,9% r/r, a wartość o 18,7% r/r. Średnia kwota kredytu gotówkowego sięgnęła 25 399 zł (+5,1% r/r).
Według prof. Rogowskiego, wzrost wartości wynika z popularności wysokokwotowych kredytów konsolidacyjnych, które korzystają z efektu niższego oprocentowania i wydłużenia okresu spłaty. Od stycznia do sierpnia 2025 r. banki udzieliły kredytów gotówkowych o wartości blisko 80 mld zł, co przy utrzymaniu obecnego tempa wzrostu może skutkować rekordowym wynikiem rocznym.

Kredyty mieszkaniowe: mocne odbicie

W sierpniu 2025 r. liczba kredytów mieszkaniowych wzrosła o 29,5% r/r, a ich wartość o 40,4% r/r. Średnia kwota kredytu wyniosła 457,4 tys. zł, czyli o 8,4% więcej niż rok wcześniej.

Prof. Rogowski zwraca uwagę, że tegoroczny wzrost ma charakter statystyczny – wynika z niskiej bazy z sierpnia 2024 r., kiedy akcja kredytowa była ograniczona wysokim oprocentowaniem i wygaszeniem programów wsparcia. Obecnie sprzyjają jej spadek inflacji, obniżki stóp procentowych, wzrost dochodów i niskie bezrobocie.

Stabilna jakość spłat

BIK odnotowało poprawę wskaźników jakości kredytów gotówkowych i mieszkaniowych w ujęciu rok do roku. Wszystkie cztery segmenty kredytowe pozostają na bezpiecznym poziomie ryzyka.

– Obecnie większym wyzwaniem dla sektora bankowego jest ryzyko prawne, a nie klasyczne ryzyko kredytowe – podkreśla Rogowski.

Komunikacja publiczna tańsza i bardziej ekologiczna, ale wolniejsza od roweru i elektryka

W ramach niedawno zakończonego Europejskiego Tygodnia Mobilności władze miast w całej Polsce aktywnie angażowały się w projekty promujące zrównoważony transport. Jednym z nich był Wielki Test Mobilności Miejskiej 2025 (WTMM), zorganizowany przez Arval Service Lease Polska, który odbył się równocześnie w Warszawie, Gdańsku i Krakowie. Jego celem było sprawdzenie efektywności różnych środków transportu w godzinach szczytu – pod kątem czasu przejazdu, kosztów i wpływu na środowisko. W każdym mieście komunikację publiczną na dwóch trasach testowało dwóch uczestników, sprawdzając w praktyce, jak wygląda codzienne podróżowanie po polskich miastach.

Kluczowe wnioski:

  • Średnia prędkość komunikacji miejskiej: Warszawa – 15 km/h, Gdańsk – 13 km/h, Kraków – 11 km/h.
  • Warszawa: Metro z Bemowa wiceliderem, po aucie elektrycznym. Tramwaj z Wilanowa na drugim miejscu ex aequo z elektrykiem, tuż za rowerem.
  • Gdańsk: Transport publiczny wolniejszy od rowerów i aut, ale zapewnia komfort, przewidywalność i stały koszt przejazdu.
  • Kraków: Roczne przejazdy komunikacją miejską tańsze niż w innych miastach. Auto spalinowe przegrało z autobusem, ze względu na długie poszukiwania miejsca parkingowego.
  • Koszty roczne transportu publicznego: Warszawa – 1000 zł, Gdańsk – 1404 zł, Kraków – 840 zł.
  • Emisje: Komunikacja miejska emituje znacznie mniej CO₂ niż samochody spalinowe (0,15–1,14 kg na przejazd).

Warszawski Transport Publiczny – szybkość i efektywność

Transport publiczny w polskich miastach codziennie wybierają miliony mieszkańców. W samej aglomeracji warszawskiej liczba pasażerów systematycznie rośnie – tylko w ubiegłym roku pojazdami Warszawskiego Transportu Publicznego oraz pociągami kursującymi w ramach wspólnego biletu odbyto ponad 956 milionów podróży[1]. Wielki Test Mobilności Miejskiej, zorganizowany przez Arval, 16 września br. i objęty patronatem Prezydenta m. st. Warszawy potwierdził wysoką efektywność transportu publicznego w stolicy.

To już trzecia edycja testu organizowanego przez Arval – ale po raz pierwszy w tak unikalnej formule. Równocześnie startowaliśmy w Warszawie, Gdańsku i Krakowie, by sprawdzić, który środek transportu jest najbardziej efektywny i jak w praktyce wygląda codzienna mobilność miejska w różnych miastach. Zależy nam nie tylko na twardych danych, ale także na inspirowaniu do bardziej świadomych wyborów transportowych – mówi Radosław Kitala, Senior Consulting & AMO Manager z Arval Service Lease Polska.

Średnia prędkość przejazdu w teście komunikacją miejską w Warszawie wyniosła 15 km/h. Jedna z uczestniczek – przedstawicielka Zarządu Transportu Miejskiego, korzystając z tramwajów linii 7 i 11, pokonała 13-kilometrową trasę w 52 minuty i dotarła na metę jako druga – razem z uczestniczką jadącą samochodem elektrycznym. Z kolei przejazd metrem z Bemowa, na dystansie 7 km, zajął zaledwie 23 minuty, wyraźnie pokazując przewagę tego środka transportu w godzinach szczytu.

 

Przedstawiciel Zarząd Transportu Miejskiego po raz drugi wziął udział w Wielkim Teście Mobilności Miejskiej. Wyniki potwierdzają wysoką efektywność warszawskiej sieci komunikacyjnej, a nasza uczestniczka pokazała, jak sprawnie poruszać się po mieście Warszawskim Transportem Publicznym. Oczywiście wciąż pracujemy nad usprawnieniami i zachęcamy mieszkańców do korzystania z transportu publicznego – Katarzyna Strzegowska, Dyrektor Zarządu Transportu Miejskiego w Warszawie.

Podczas testu brano pod uwagę zarówno koszty jednorazowego przejazdu – wynoszące 3,40 zł i 4,40 zł – jak i roczne wydatki na transport publiczny, które w przypadku stolicy z Kartą Warszawiaka wynoszą ok. 1000 zł. Zarówno niskie ceny pojedynczych biletów, jak i przystępny abonament roczny miały wpływ na generalną punktację w teście.

Gdańsk – przewidywalność transportu w godzinach szczytu

W Gdańsku wydarzenie objęła patronatem Prezydent Aleksandra Dulkiewicz. Uczestnicy korzystający z komunikacji miejskiej dotarli na metę jako ostatni, jednak zawodnik jadący z Ujeściska przyjechał zaledwie 3 minuty później niż kierowca samochodu spalinowego. Średnia prędkość komunikacji w Gdańsku wyniosła 13 km/h, czyli była wyższa niż w Krakowie. Uczestnicy z Trójmiasta doceniali również komfort podróży. Warto podkreślić, że władze miasta aktywnie wspierają też rowerzystów – Pełnomocnik Prezydenta Gdańska ds. komunikacji rowerowej uczestniczył w konsultacjach dotyczących tras WTMM2025, podkreślając, jak istotny jest rower dla codziennej mobilności mieszkańców miasta. I rzeczywiście, zawodnik jadący na rowerze z Ujeściska dojechał do mety jako pierwszy – na dwie minuty przed autem elektrycznym, co pokazuje, że rower w Gdańsku jest realnie konkurencyjny wobec aut.

Gdańsk od wielu lat inwestuje w poprawę warunków dla ruchu rowerowego, a dzisiejszy test udowodnił, że faktycznie jest on najszybszym środkiem transportu miejskiego – mówi Przemysław Remigiusz Kitliński, Pełnomocnik Prezydenta Gdańska ds. komunikacji rowerowej.

W Gdańsku jednorazowy przejazd komunikacją miejską był tańszy niż w Krakowie, z biletem za 4,80 zł, jednak przy porównaniu kosztu rocznych dojazdów komunikacją, opłata za bilety miesięczne w Gdańsku okazała się najwyższa, sięgając 1404 zł.

Kraków – ekologiczne znaczenie transportu

W Krakowie uczestnicy korzystający z komunikacji miejskiej wybrali przejazdy autobusami i poruszali się średnio z prędkością 11 km/h. Na krótszej, 7-kilometrowej trasie uczestnik jadący transportem publicznym dotarł na metę ostatni, natomiast na trasie 13-kilometrowej wyprzedził samochód spalinowy, którego kierowca długo szukał miejsca do parkowania. Pod względem kosztów jednorazowego biletu Kraków wypadł najdrożej – 6 i 8 zł, jednak roczny abonament z Kartą Krakowską okazał się najbardziej korzystny – 840 zł.

W Wielkim Teście Mobilności Miejskiej – edycji ogólnopolskiej – brano pod uwagę również uniwersalność środka transportu. W Krakowie, gdzie przed porannymi przejazdami przeszła silna burza, ten aspekt okazał się szczególnie istotny, niemal wykluczając z testu rowerzystów. W takim przypadku komunikacja publiczna może być niezawodnym, „pogodoodpornym” rozwiązaniem.

Troska o ograniczenie emisji jest dla Arval, organizatora wydarzenia, szczególnie istotna – firma od lat wspiera projekty promujące zrównoważone rozwiązania mobilnościowe. Ten aspekt był także kluczowy w Krakowie, który zmaga się z wysokim poziomem smogu, zwłaszcza zimą, co bezpośrednio wpływa na zdrowie mieszkańców. Według szacunków Envirly, partnera testu, komunikacja miejska generowała w teście średnio 0,601 kg CO2e na przejazd, rowery praktycznie nie emitują CO2, a samochody elektryczne tylko 0,379 kg, podczas gdy auta spalinowe wytwarzają aż 1,518 kg CO2e. Ten ekologiczny wymiar miał bezpośredni wpływ na punktację w teście, premiując środki transportu o niższym śladzie węglowym. Co istotne, środki transportu takie jak tramwaj i metro na krótszych dystansach charakteryzowały się średnio niższym śladem węglowym niż auta elektryczne.

Codzienne decyzje transportowe mają realny wpływ na zanieczyszczenie powietrza i zdrowie mieszkańców. Ten test pozwala mierzyć konkretne wskaźniki i jednocześnie edukować, jak nasze wybory mogą poprawić jakość życia w miastach – mówi Filip Jarmakowski, Koordynator projektów transportowych, Polski Alarm Smogowy.

Efektywność innych środków transportu

W klasyfikacji generalnej Wielkiego Testu Mobilności Miejskiej – edycji ogólnopolskiej – rower okazał się liderem efektywności – najszybszy na czterech z sześciu tras, najtańszy i najbardziej ekologiczny. Samochody elektryczne wyróżniały się szybkością, niskim śladem węglowym i niższymi kosztami niż auta spalinowe, które wypadły najmniej efektywnie z powodu wysokich kosztów parkowania i wolniejszej jazdy w godzinach szczytu. Szczegółowe informacje co do metodologii i wyników testu dla pozostałych środków transportu znajdują się na stronie: [Link]

Punktacja generalna w Wielkim Teście Mobilności Miejskiej 2025

Rodzaj pojazdu Czas przejazdu (pkt) Koszt (pkt) Emisja CO2 (pkt) Dostępność cenowa pojazdu (pkt) Uniwersalność („pogodoodporność”) (pkt) Suma punktów
Rower 40 24 24 18 6 112
Samochód elektryczny 38 17 16 6 24 101
Komunikacja miejska 22 13 14 24 12 85
Samochód spalinowy/

hybrydowy

22 6 6 12 24 70

[1] Niemal miliard pasażerów WTP – Miasto Warszawa

Scanway S.A. przyjmuje nową strategię – celem pozycja jednego z największych integratorów ładunków optycznych w Europie

Przyjęta dzisiaj strategia Scanway S.A. na lata 2026–2028 zakłada, że stanie się on jednym z największych integratorów (prime contractor) ładunków optycznych w Europie. Nowa strategia otwiera jednocześnie drogę do długoterminowego dążenia Spółki do wejścia do grona czołowych, komercyjnych integratorów na świecie.

  • Scanway zamierza znacząco przeskalować działalność operacyjną i technologiczną osiągając możliwość produkcji kilkunastu ładunków optycznych rocznie w przedziale cenowym 0,5–2,0 mln euro
  • Spółka chce umocnić swoją pozycję jako zintegrowany, europejski dostawca technologii optycznych dla sektora kosmicznego i przemysłowego, w czym wesprze ją realizacja czterech, technologicznych kierunków rozwoju
  • W najbliższych trzech latach Scanway skoncentruje się na rozwoju produktów obrazujących o bardzo wysokiej rozdzielczości oraz do tzw. zastosowań trudnych – w tym misji Deep Space i eksploracji Księżyca
  • Priorytetem będzie wzmocnienie niezależności technologicznej i produkcyjnej, przy równoległej rozbudowie oferty kamer dla segmentów Space & Defence, w tym systemów bezzałogowych
  • Spółka analizuje szerokie spektrum możliwości finansowania przyjętej Strategii, a wiążące decyzje w tym zakresie podejmie w kolejnych kwartałach.

– W ślad za formalnym rozpoczęciem procedury przenosin na duży parkiet GPW i złożeniem dokumentu rejestracyjnego do KNF, przedstawiamy efekt wielomiesięcznych analiz nad wytyczeniem strategicznych kierunków dalszego rozwoju Scanway S.A. mówi Jędrzej Kowalewski, Prezes Zarządu Scanway S.A.Nasza strategia na lata 2026–2028 odpowiada na globalne trendy w sektorze kosmicznym i przemysłowym oraz rosnące zapotrzebowanie na rozwiązania optyczne i systemy przetwarzania danych. Jej głównym celem jest osiągnięcie przez Scanway pozycji jednego z największych integratorów ładunków optycznych w Europie i przeskalowanie działalności operacyjnej do poziomu umożliwiającego produkcję kilkunastu ładunków optycznych rocznie w przedziale cenowym 0,5–2,0 mln euro podkreśla Kowalewski.Scanway ładunki optyczne

Cele nowej strategii

Nadrzędnym celem, który Scanway zamierza osiągnąć na koniec 2028 roku jest pozycja jednego z największych integratorów (prime contractor) ładunków optycznych w Europie. W kolejnej perspektywie dążeniem Spółki jest wejście do grona największych na świecie komercyjnych integratorów ładunków optycznych. Aby zrealizować tak postawiony cel strategiczny, Spółka postawiła sobie cztery cele operacyjne, które zamierza osiągnąć w okresie 2026–2028:

Po pierwsze, istotne przeskalowanie działalności operacyjnej i technologicznej w obszarach Space & Defence oraz Industry.

Po drugie, obecność produktów i technologii Spółki w konstelacjach realizowanych przez globalnych liderów.

Po trzecie, produkcja rocznie kilkunastu ładunków optycznych w przedziale cenowym 0,5–2,0 mln euro za jednostkę, która będzie możliwa dzięki udziałowi Spółki w projektach konstelacyjnych.

Po czwarte, rozszerzenie portfolio o produkty obejmujące pełny, kompletny łańcuch przetwarzania danych optycznych – od akwizycji, przez przetwarzanie, analitykę i predykcję.

Kierunki technologicznego rozwoju Scanway S.A.

Nowy dokument strategiczny na lata 2026–2028 wprowadza istotny element – technologiczne kierunki rozwoju, które umożliwią Spółce realizację najbardziej wymagających kontraktów.

– Budujemy technologie o krytycznym znaczeniu i przesuwamy granice możliwości zdalnego obrazowania, zwiększając potencjał obserwacyjny dla globalnej branży New Space. W najbliższych trzech latach skoncentrujemy się na instrumentach o bardzo wysokiej rozdzielczości, które w coraz większej liczbie będą wykorzystywać systemy typu adaptive optics, pozwalające na wprowadzanie zautomatyzowanych korekcji jakości obrazowania już na orbicie. Pozwoli to na zapewnienie stałej jakości obrazu przez cały okres życia misji obserwacyjnej. Wśród klientów znajdą się także projekty przeznaczone do trudnych zastosowań, w tym do eksploracji Księżyca i misji Deep Space. Równolegle, rozwijamy własne rozwiązania do przetwarzania danych, a także wzmacniamy łańcuch dostaw i niezależność produkcyjnąmówi Michał Zięba, CTO Scanway S.A. – Wyznaczyliśmy sobie konkretne, mierzalne cele biznesowe, a drogą do ich realizacji będzie rozwój w czterech kluczowych kierunkach technologicznych dodaje.

Pierwszym kierunkiem będzie rozwój instrumentów optycznych o bardzo wysokiej rozdzielczości. Scanway skupi się na rozwoju instrumentów nowej generacji dla mikrosatelitów o rozdzielczości poniżej 1 metra na piksel (GSD) i z coraz krótszym terminem dostaw do klienta. Kluczowe przy tym podejściu jest zastosowanie systemów pozwalających korygować zniekształcenia obrazu już w trakcie misji (tzw. adaptive optics). Dzięki temu jakość pozyskiwanych danych znacząco wzrośnie, a Spółka pokona barierę technologiczną, która dla młodych firm jest nieosiągalna.

Równoległy rózwój większych teleskopów (m.in. SOP200 i SOP450) oraz realizowane misje testowe na poziomie TRL 6–7, pozwolą Spółce zbliżyć się do standardów światowych liderów, przy jednoczesnym zachowaniu modułowej i opłacalnej architektury, dostosowanej do rynku małych satelitów (10–500 kg) oraz taktycznego obrazowania Ziemi (tactical EO).

Drugim kierunkiem jest rozwój produktów do przetwarzania danych. Spółka będzie rozwijała własną linię oprogramowania obejmującą korekcję, kalibrację i mozaikowanie obrazów EO, a także systemy AI/ML do detekcji, oceny i klasyfikacji obiektów oraz zdarzeń (opartych na autorskiej technologii Hydra). Projekty badawczo-rozwojowe prowadzone z ESA i uczelniami pozwolą wdrażać innowacyjne algorytmy jeszcze przed ich komercjalizacją.

Celem Spółki przy tym kierunku będzie pełny end-to-end stack danych optycznych (kompletny zestaw technologii i procesów do pracy z obrazami) obejmujący cały cykl od pozyskania obrazu po analitykę końcową.

Trzeci kierunek to kamery dedykowane rynkowi defence i aplikacje w obszarze in-space servicing. Scanway poszerzy portfolio dla sektora defence i usług orbitalnych. Obejmie ono kamery dla bezzałogowców, które są oferowane i używane przez państwa NATO i sojusznicze, systemy naziemnego monitoringu oraz instrumenty do inspekcji satelitów i wsparcia misji serwisowych. Modułowe i skalowalne produkty powinny zwiększyć europejską niezależność od sprzętu azjatyckiego i zapewnić Spółce wejście do segmentu podwójnego zastosowania (dual-use), łączącego doświadczenia kosmiczne z potrzebami bezpieczeństwa i obronności.

Czwarty kierunek zakłada wzmocnienie własnego łańcucha dostaw. Spółka będzie inwestowała w rozwój własnych procesów AIT (montaż, integracja i testowanie wdrażanych systemów) czy infrastrukturę last-stage manufacturing (końcowych etapów wytwarzania komponentów we własnym zakresie) dla komponentów optycznych i mechanicznych. Pozwoli to zwiększyć jej niezależność operacyjną i kontrolę jakości, skrócić czas dostaw oraz poprawić marże – co ma kluczowe znaczenie dla realizacji kontraktów w ESA i NATO, a także w obliczu ryzyk związanych z globalnymi zaburzeniami w łańcuchach dostaw.

Biznesowe obszary wzrostu

W strategii na lata 2026–2028 postawiliśmy sobie ambitne cele, wprowadziliśmy nowe technologiczne kierunki rozwoju, a jednocześnie – świadomie kontynuujemy dotychczasowe obszary biznesowe. Przyniosły nam one oczekiwane rezultaty, są bardzo aktualne i co więcej – wprost adresują globalne trendy w światowym sektorze kosmicznym i sektorze przemysłowym zauważa Mikołaj Podgórski, COO Scanway S.A.

Jak dotychczas, strategicznym obszarem rozwojowym Spółki są projekty konstelacyjne oraz budowa coraz większych instrumentów optycznych (zwiększających wartość poszczególnych projektów i poszerzających grono potencjalnych klientów). Ważnym obszarem w strategii Scanway jest sektor obronny, w ramach którego Spółka zamierza współpracować z kluczowymi partnerami nad rozwiązaniami dual-use.

Patrząc z perspektywy sektora kosmicznego, optoelektronika staje się dziś strategiczną gałęzią obronności. To właśnie obrazowanie, akwizycja obrazów i przetwarzanie oraz analiza danych w czasie rzeczywistym decydują, kto widzi pierwszy – a więc kto ma przewagę. Polska ma tu wiele do zrobienia, ale też wyjątkową szansę, by przez celowane inwestycje stać się liderem w regionie, łącząc kompetencje kosmiczne, dronowe i naziemne w spójny system optoelektronicznej tarczy obronnej zaznacza Jędrzej Kowalewski.

Scanway będzie rozwijał obszar Deep Space, w tym: eksploracji Księżyca (Spółka chce współpracować z globalnymi liderami sektora, takimi jak Intuitive Machines), a jednocześnie brać udział w dużych programach publicznych – krajowych i europejskich. Kolejnym obszarem rozwojowym Scanway jest sektor przemysłowy obejmujący analizę obrazu.

Odpowiadamy na rosnące potrzeby automatyzacji procesów produkcyjnych. Wykorzystujemy w tym celu zaawansowaną wizję maszynową, integrując różne technologie obrazowania, a także rozwijając własne algorytmy umożliwiające ocenę jakości produktów bezpośrednio na liniach produkcyjnychmówi Radosław Charytoniuk, CSO Scanway. Rozwiązania tworzone w ramach Industry i Space wzajemnie się uzupełniają, co otwiera drogę do zastosowania technologii przemysłowych w kosmosie oraz kosmicznych w przemyśle podsumowuje.

W kolejnych kwartałach Spółka skoncentruje się na metodycznym skalowaniu działalności, zwiększaniu zdolności produkcyjnych oraz doskonaleniu kompetencji technologicznych i operacyjnych. Jednocześnie, założenia nowej strategii będą realizowane w oparciu o stabilne fundamenty finansowe i odpowiedzialne zarządzanie płynnością. Zarząd analizuje obecnie różne możliwości finansowania planów rozwojowych, uwzględniając zarówno instrumenty kapitałowe i dłużne, jak i środki pochodzące z programów grantowych. W nadchodzących kwartałach Spółka doprecyzuje docelową, optymalną strukturę pozyskania kapitału rozwojowego.

Scanway S.A. to dzisiaj jeden z kilkunastu kluczowych, europejskich dostawców systemów optycznych dla sektora kosmicznego. Spółka posiada flight heritage, a jej technologia została wykorzystana w siedmiu dotychczas wyniesionych ładunkach optycznych. Dziś współpracuje z klientami z Europy, Azji i Ameryki. Dywersyfikuje swoje źródła przychodów, łącząc kontrakty komercyjne, finansowanie z ESA oraz środki z dużych programów publicznych. Około 80% zespołu firmy to inżynierowie z doświadczeniem w projektowaniu, integracji i testowaniu systemów optycznych i satelitarnych.

INC SA wraca do rentowności – zysk netto 2,1 mln zł w I półroczu 2025 r.

INC SA, grupa specjalizująca się w doradztwie na rynku kapitałowym, zakończyła I półrocze 2025 roku satysfakcjonującymi wynikami finansowymi, które potwierdzają skuteczność przyjętej strategii rozwoju. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży usług doradczych na koniec czerwca br. przekroczyły 4,4 mln zł, co daje wzrost o 71 proc. w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego. Zysk operacyjny (EBIT) wyniósł ponad 3,1 mln zł, a zysk netto sięgnął ponad 2,1 mln zł. Dla porównania, rok wcześniej spółka odnotowała stratę netto na poziomie 4,6 mln zł. Kapitał własny Grupy na dzień 30 czerwca 2025 roku wyniósł blisko 21 mln zł.

W I półroczu br. Grupa INC SA przeprowadzała zróżnicowane projekty na rynku kapitałowym, zarówno na rynku NewConnect, jak i na rynku regulowanym GPW. Przykładowo, INC S.A. jako autoryzowany doradca wspierał w debiucie na rynku NewConnect spółkę Mazop Group, a Dom Maklerski INC S.A. pełnił rolę firmy inwestycyjnej przy ABB spółki Answear S.A.  na kwotę ponad 95 mln PLN.

Zamykamy pierwsze półrocze z wynikami finansowymi na oczekiwanym poziomie, które potwierdzają słuszność przyjętej strategii rozwoju. Powrót na ścieżkę rentowności oraz wyraźny wzrost przychodów są efektem konsekwentnego budowania pozycji Grupy na rodzimym rynku doradztwa kapitałowego. Jesteśmy przekonani, że utrzymanie tej dynamiki pozwoli nam w kolejnych miesiącach dalej umacniać naszą pozycję i generować wartość dla akcjonariuszy. – powiedział Paweł Śliwiński, Prezes Zarządu INC SA.

W I półroczu spółka w dalszym ciągu koncentrowała się na świadczeniu usług doradczych dla małych i średnich przedsiębiorstw, szczególnie firm innowacyjnych. INC SA rozwijała swoją działalność jako Autoryzowany Doradca na rynku NewConnect, wspierając zarówno wprowadzanie nowych podmiotów na rynek, jak i obsługę już notowanych spółek, w tym w zakresie obowiązków informacyjnych.

Grupa zapowiada kontynuację rozwoju w dotychczasowych kierunkach, przede wszystkim w obszarze doradztwa kapitałowego, a także poszerzenie działalności. Celem strategicznym pozostaje budowa silnej pozycji na krajowym rynku w zakresie kompleksowej obsługi małych i średnich firm o kapitalizacji od kilku do kilkuset milionów złotych, poszukujących finansowania na rozwój. Strategia zakłada koncentrację na usługach doradczo-transakcyjnych i inwestycjach w segmencie MŚP, szczególnie w spółkach notowanych lub planujących debiut w zorganizowanym systemie obrotu.

Naszym celem strategicznym jest budowa silnej pozycji na rynku obsługi małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce. Widzimy ogromny potencjał w spółkach nowej ekonomii, które potrzebują kapitału na rozwój i profesjonalnego doradztwa w procesach rynkowych. Dlatego koncentrujemy się na tworzeniu kompleksowych rozwiązań, które nie tylko wspierają finansowanie, ale także zwiększają efektywność operacyjną i konkurencyjność naszych klientów. Wierzymy, że dzięki temu nasza Grupa staje się partnerem pierwszego wyboru dla innowacyjnych przedsiębiorstw w Polsce. – podkreślił Wojciech Iwaniuk, Członek Zarządu INC SA.

Plan rozwoju Grupy obejmuje kilka nowych kierunków. Spółka zamierza zwiększyć skalę realizowanych ofert publicznych i obligacyjnych, przesuwając się z obecnego przedziału transakcji rzędu 1–5 mln EUR do projektów o wartości od 5 do 15 mln EUR, w tym o bardziej złożonym charakterze. Towarzyszyć temu będzie automatyzacja procesów operacyjnych, rozszerzenie zakresu zezwoleń oraz rozbudowa zespołu o specjalistów z doświadczeniem w bankowości inwestycyjnej. Równolegle Grupa planuje intensyfikację aktywności w obszarze transakcji niepublicznych, obejmujących przejęcia, wykupy i transakcje private debt. Ten segment, niewymagający dużych nakładów inwestycyjnych, będzie rozwijany poprzez pozyskanie ekspertów lub partnerów strategicznych oraz rozszerzenie zakresu usług o doradztwo przy fuzjach i przejęciach.

Ważnym obszarem rozwoju pozostaje działalność depozytariusza i usługi ewidencyjne. Do końca 2025 roku Grupa chce obsługiwać około 30 funduszy inwestycyjnych zamkniętych, a rok później już ponad 40. Zamierza także poszerzyć status uczestnictwa w KDPW, zwiększyć skalę usług agenta i sponsora emisji oraz uzyskać możliwość realizacji usług w zakresie wezwań i delistingów.

Kolejnym filarem strategii jest rozwój nowej linii biznesowej w zakresie zarządzania aktywami i doradztwa inwestycyjnego. Oferta będzie skierowana do klientów z segmentu High Net Worth Individuals, w tym fundacji rodzinnych. INC planuje zapewnić zgodność regulacyjną i połączenie konserwatywnych strategii inwestycyjnych z dostępem do wysokowzrostowych projektów z sektora MŚP. Rozwój tej działalności będzie możliwy dzięki uzyskaniu nowych zezwoleń oraz wzmocnieniu zespołu o osoby z doświadczeniem w bankowości inwestycyjnej lub poprzez współpracę z partnerem strategicznym.

Grupa INC SA konsekwentnie wzmacnia swoją pozycję na rynku doradztwa kapitałowego, rozwija nowe linie biznesowe i dywersyfikuje źródła przychodów, koncentrując się na obsłudze dynamicznie rosnących spółek, które poszukują finansowania na rynku publicznym i niepublicznym.

Grupa PTWP z rekordowymi wynikami finansowymi – najlepsze półrocze w historii spółki

Grupa PTWP opublikowała oficjalne dane finansowe za I półrocze 2025 r., które okazały się najlepsze w historii spółki i przewyższyły wcześniej prezentowane szacunki. Przychody osiągnęły rekordowe 71,9 mln zł (wzrost rdr. 25,3%). Na zaprezentowane wyniki wpływ miały główne obszary działalności Grupy: portali internetowych, eventów własnych i wydarzeń organizowanych w obsługiwanych obiektach. Oficjalny wynik EBITDA wyniósł 20,8 mln zł, co oznacza wzrost o 102,5% rdr., a zysk netto ukształtował się na poziomie 16,2 mln zł (+183,9% rdr.). Zgodnie z oczekiwaniami był to rekordowy II kwartał, jak i półroczne. Wyniki potwierdzają skuteczność strategii rozwoju i wyjątkową kondycję finansową Grupy oraz dynamiczny rozwój organiczny we wszystkich kluczowych segmentach.

Przy podawaniu wyników szacunkowych zawsze zachowujemy konserwatywne podejście, dlatego tym bardziej cieszy nas, że finalny rezultat jest jeszcze lepszy. Osiągamy rekordowe wyniki zarówno w ujęciu kwartalnym, jak i półrocznym. Silny wzrost przychodów, najwyższe w historii poziomy EBITDA oraz zysku netto jasno pokazują, że nasza strategia przynosi realne efekty. Dynamiczny rozwój segmentu digital, rosnąca frekwencja na wydarzeniach oraz skuteczne zarządzanie obiektami stanowią fundament tych rezultatów. To dowód, że skutecznie realizujemy wyznaczone cele i powiększamy skalę działalności, notując wzrost rok do roku o 20%, przy jednoczesnej kontroli kosztów. Pomimo sezonowości poszczególnych kwartałów, z optymizmem patrzymy na kolejne miesiące, zakładając utrzymanie zadowalającej  ścieżki dalszego wzrostu – podkreślił Wojciech Kuśpik, prezes Grupy PTWP.

Na przedstawione ostateczne wyniki wpływ miały wszystkie trzy dynamicznie rozwijające się segmenty Grupy. Segment digital ponownie osiągnął bardzo wysoką marżowość – portale internetowe PTWP odwiedza średnio ponad 30 mln unikalnych użytkowników miesięcznie, a bazy subskrybentów portali Grupy przekroczyły 300 tys. Według badania Mediapanel portale PTWP zajęły pierwsze miejsce w kategorii biznes, finanse, prawo w Polsce (kwiecień, czerwiec, lipiec i sierpień 2025 r.). Tylko w czerwcu br. serwisy odwiedziła rekordowa liczba czytelników, co przełożyło się na ponad 34 mln aktywnych użytkowników oraz prawie 122 mln odsłon (według danych: Google Analytics).

Segment wydarzeń własnych odnotował rekordową frekwencję. Najważniejszym wydarzeniem półrocza był Europejski Kongres Gospodarczy, który zgromadził 18 tys. gości stacjonarnych i online, w tym 1300 prelegentów w ramach 200 sesji tematycznych. Wśród pozostałych wydarzeń w I półroczu br. były EEC Trends, 4 Design Days, Property Forum Miasta i Regiony 2025, Kongres Wyzwań Zdrowotnych (Health Challenges Congress), Future Retail Congress, cykl konferencji rolniczych czy ExpoGołębie.

Grupa przygotowuje się do kolejnych wydarzeń, w tym do konferencji PRECOP, Energy Days, Forum Rynku Zdrowia, Forum Rynku Spożywczego i Handlu czy nowych formatów takich jak Przemysł dla obronności, czyli konferencji która odbędzie się w połowie października br.

– Segment wydarzeń własnych osiąga bardzo dobre wyniki, ale traktujemy je jako motywację do dalszej pracy, a nie powód do samozadowolenia. Naszą rolą jest tworzenie przestrzeni do dialogu i budowania najlepszych modeli rozwoju w strategicznych obszarach, takich jak przemysł obronny. Patrzymy na naszą działalność w perspektywie całego roku, w którym intensywność i dynamika poszczególnych okresów naturalnie się różnią. Konsekwentnie pracujemy nad wypełnianiem kalendarza wydarzeń w kolejnych miesiącach oraz dalszą dywersyfikacją. To podejście pozwala nam utrzymywać stabilny rozwój Grupy w dłuższym horyzoncie – zakończył prezes Grupy PTWP.

Segment zarządzania obiektami (Spodek i Międzynarodowe Centrum Kongresowe w Katowicach) również odnotował znakomite wyniki – niemal pełne obłożenie kalendarza imprezami kulturalnymi, sportowymi, targami i kongresami. Łącznie w pierwszym półroczu 2025 r. Grupa zorganizowała 228 wydarzeń dla ponad 463 tys. uczestników. Rok 2025 jest dziesiątym z rzędu okresem zarządzania obiektami przez PTWP.

Presja kosztowa nie odpuszcza – połowa firm podnosi ceny mimo spadku inflacji

Choć inflacja w Polsce spadła, dla licznego grona przedsiębiorstw wciąż najważniejszym wyzwaniem pozostaje presja kosztowa. W bieżącym roku aż 48 proc. firm informuje o podnoszeniu cen, w tym 15 proc. już to zrobiło, a jedna trzecia zrobi to jeszcze w tym roku. Najczęściej wskazywane powody to rosnące koszty pracy, energii i komponentów. Jednocześnie mimo wymienionych wyzwań rynkowych niemal co czwarta działa bez żadnego zabezpieczenia finansowego. Jeśli chodzi o podejmowanie decyzji biznesowych, dla wielu firm intuicja wciąż pozostaje kluczowym narzędziem decyzyjnym – wynika z badania przygotowanego na potrzeby BIG InfoMonitor i BIK.

Blisko połowa firm zdecydowała się na korektę swoich cenników w górę. To wyraźny sygnał, że pomimo spadku inflacji, koszty operacyjne nadal stanowią istotne obciążenie. Wśród głównych czynników wskazywane są wyższe koszty zatrudnienia związane z podwyżką płacy minimalnej, rosnące rachunki za energię oraz drożejące produkty wykorzystywane w dalszych procesach. Z drugiej strony niemal jedna piąta firm (17 proc.) przyznaje, że zamiast podwyżek rozważa obniżki cen, co jest efektem silniejszej konkurencji i rosnących oczekiwań konsumentów. Jednak tylko nieliczni mogą pozwolić sobie na taką strategię, która docelowo może być szansą na poprawę sytuacji finansowej.

Gdzie spodziewać się podwyżek cen?

Najwięcej przedsiębiorstw deklarujących podwyżki działa w usługach, bo aż 37 proc. firm planuje zmianę cenników w bieżącym roku. Branża ta jest szczególnie wrażliwa na rosnące koszty pracy i energii, które stanowią podstawę jej funkcjonowania. Właśnie dlatego decyzje o korektach cen zapadają tutaj częściej i szybciej niż w innych sektorach.

Niewiele mniej, bo po 34 proc. firm, przewiduje podwyżki w handlu i przemyśle. To obszary, które silnie odczuwają rosnące koszty działalności, ale jednocześnie działają w warunkach dużej konkurencji, co wymusza działanie na niskim poziomie marż. Wprowadzanie korekt cen musi być zatem zrównoważone i obwarowane ryzykiem, że klienci wybiorą tańsze alternatywy.

Przedstawiciele branży transportu na tle pozostałych w najmniejszym stopniu deklarują podwyżki cen. Jedynie 23 proc. z nich zamierza je podnieść. To sektor szczególnie ostrożny, ponieważ aż 47 proc. badanych zadeklarowało, że nie planuje żadnych zmian. Rentowność firm transportowych od dawna opiera się na minimalnych marżach, a duża konkurencja i silna presja popytowa sprawiają, że przestrzeń do podwyżek jest bardzo ograniczona. Co więcej, zarówno w handlu (24 proc.), jak i w przemyśle (23 proc.) widoczna jest duża grupa firm, które jeszcze nie podjęły decyzji, co pokazuje skalę niepewności w warunkach zmiennych kosztów surowców i energii.

Oblicza presji cenowej w sektorach

Według wyników badania wykonanego na zlecenie BIG InfoMonitor i BIK w produkcji najczęściej wskazywaną przyczyną korekt jest inflacja. Aż 58 proc. przedsiębiorstw uznało ją za główny czynnik skłaniający do zmiany polityki cenowej. Na drugim miejscu znajdują się koszty pracy, które wymieniło 54 proc. ankietowanych. To wyraźny dowód, że sektor przemysłowy znajduje się pod silną presją zarówno globalnych trendów cenowych, jak i lokalnych obciążeń wynikających z rosnących wynagrodzeń. Firmy produkcyjne nie mają wyboru – muszą przenosić te koszty na odbiorców, aby utrzymać opłacalność.

Z perspektywy usług kluczowe są wynagrodzenia – 57 proc. firm traktuje je jako główny czynnik wzrostu cen. Tuż za nimi plasują się rachunki za energię, wskazane przez 48 proc. przedsiębiorców. Sektor usługowy jest wyjątkowo pracochłonny i oparty na kosztach bieżących, które trudno ograniczyć.
W efekcie przedsiębiorstwa coraz częściej decydują się na przerzucenie tych obciążeń na klientów, mimo ryzyka osłabienia popytu.

Podobnie jak sektor produkcji, firmy transportowe najbardziej odczuwają inflację (50 proc.). Ze względu na specyfikę działalności na drugim miejscu znalazły się także koszty energii (44 proc.). Paliwo, opłaty drogowe i eksploatacyjne to codzienne wydatki, których skokowy wzrost natychmiast uderza w rentowność. Wysokie ceny wymuszają podwyżki, ale wiele firm wstrzymuje się z decyzją, obawiając się utraty kontraktów w warunkach bardzo ostrej konkurencji. To tłumaczy, dlaczego aż niemal połowa podmiotów nie planuje żadnych zmian cen.

W przypadku handlu najczęściej przywoływanym czynnikiem są komponenty. 43 proc. firm wskazało rosnące koszty nabywanych towarów jako główny powód podwyżek. Inflacja i energia również wpływają na decyzje, ale to właśnie ceny produktów kupowanych od dostawców są najważniejszym elementem. Branża handlowa działa pod silną presją cenową, a każda zmiana w łańcuchu dostaw szybko przenosi się na końcowego klienta.

Ostatnim badanym sektorem były firmy budowlane, które przede wszystkim zmagają się z drożejącymi materiałami (37 proc). Do tego dochodzą rosnące koszty pracy i energii, które dodatkowo osłabiają rentowność. Branża działa w warunkach dużej sezonowości i częstej walki cenowej, dlatego podnoszenie cen jest dla wielu firm jednocześnie koniecznością i ryzykiem utraty zleceń.

Biorąc pod uwagę wszystkie z wymienionych działalności, przedsiębiorcy biorący udział w badaniu znacznie rzadziej wskazują na dostosowanie cen do konkurencji (15 proc.) czy wykorzystywanie okresów wzrostu popytu (15 proc.). Jeszcze mniej (8 proc.), przyznaje, że podnosi ceny w celu zrekompensowania kosztów pośredników. Dane potwierdzają, że decyzje o korektach wynikają przede wszystkim z presji kosztowej, a nie z kalkulacji rynkowych.

– Różnice w przyczynach podwyżek dobrze oddają specyfikę działalności poszczególnych branż. W budownictwie i handlu najważniejsze są ceny komponentów, w usługach kluczowe pozostają płace, w transporcie energia, a w przemyśle ceny surowców. Firmy reagują na realne obciążenia, które dla każdej branży wyglądają inaczej. Dlatego tempo i skala podwyżek są tak zróżnicowane – od szybkich korekt w usługach, po wstrzymanie się od decyzji zmiany polityki cenowej w transporcie. To zróżnicowanie warto brać pod uwagę, analizując ogólną kondycję gospodarki  – podsumowuje dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor.

Między analityką danych a intuicją. Jak inaczej zwiększać odporność finansową w firmach?

Polityka cenowa to nie wszystko – aby poprawić płynność finansową, przedsiębiorstwa coraz częściej sięgają po zestaw narzędzi wykraczający poza same korekty cenników. Z badania Grupy BIK wynika, że 34 proc. przedsiębiorców swoje decyzje opiera głównie na intuicji, podczas gdy 30 proc. bazuje przede wszystkim na analizie danych, a kolejne 29 proc. łączy oba podejścia w równym stopniu.

– Jeśli chodzi o podejmowanie decyzji biznesowych intuicja nadal pełni istotną rolę, ale może prowadzić do ryzykownych lub nieoptymalnych wyborów – podkreśla Paweł Szarkowski, prezes BIG InfoMonitor. – Dostępne na rynku dane są wciąż niedostatecznie wykorzystywane. Widać potencjał w podejściu hybrydowym, w którym decyzje podejmuje się, łącząc intuicję z rzetelną analizą danych. Zamiast eliminować przeczucia, warto traktować je jako punkt wyjścia, który następnie weryfikujemy za pomocą kalkulacji. Takie podejście łączy szybkość reakcji z trafnością decyzji, minimalizując ryzyko finansowe i wspierając długoterminową stabilność przedsiębiorstwa – dodaje.

Presja kosztowa wciąż pozostaje wysoka, dlatego przedsiębiorcy muszą uważnie przyglądać się swoim wydatkom i starannie planować oraz podejmować decyzje biznesowe w oparciu o racjonalne przesłanki.  – Szczególnie istotna jest ostrożność przy zawieraniu transakcji i podpisywaniu umów, aby minimalizować ryzyko partnera biznesowego. W tym kontekście narzędzia pozwalające weryfikować wiarygodność finansową kontrahentów, takie jak monitoring płatności czy raporty z BIG, stanowią realne wsparcie w utrzymaniu bezpieczeństwa finansowego i ciągłości działalności – komentuje dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor.

Ostatecznie to właśnie umiejętność łączenia działań osłonowych z wykorzystaniem dostępnych narzędzi decyduje o przewadze konkurencyjnej i stabilności finansowej.

Badanie „Skaner MSP” realizowane wśród mikro, małych i średnich firm, przeprowadzone przez Instytut Badań i Rozwiązań B2B Keralla Research, na próbie 500 firm sprzedających z odroczonym terminem płatności, techniką wywiadów telefonicznych, 3Q2025.

Japonia nowym kierunkiem dla ORLEN – 100 mln m³ LNG już dostarczone

0

ORLEN zrealizował kontrakt na dostawę 100 mln m sześc. gazu ziemnego do Japonii – jednego z największych ośrodków importu skroplonego gazu na świecie. Rozpoczęta współpraca potwierdza możliwości transportowe i handlowe ORLEN i wzmacnia pozycję Grupy na globalnym rynku dostaw LNG. Kontrahentem jest Osaka Gas, a LNG dostarczyła najnowsza jednostka z floty ORLEN – gazowiec Ignacy Jan Padarewski.

– ORLEN po raz pierwszy w historii dostarczył LNG na rynek japoński. Konsekwentnie realizujemy zobowiązania zapisane w naszej strategii. Prowadząc nasz podstawowy biznes, wzmacniamy bezpieczeństwo i niezależność energetyczną regionu. Równocześnie rozwijamy naszą działalność, wchodząc na rynki, gdzie dotychczas nie byliśmy obecni. W ten sposób zwiększamy nasze możliwości rozwoju i budujemy wartość spółki dla akcjonariuszy. Umowa z Osaka Gas to ważny krok w ekspansji zagranicznej z potencjałem do dalszej współpracy – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

Dostawę zaplanowaną na 30 września dostarczy gazowiec Ignacy Jan Paderewski – najnowsza jednostka we flocie ORLEN. To jednocześnie 41. ładunek odebrany przez londyńskie biuro handlowe ORLEN własnym statkiem i 15. w tym roku. Wzrost skali działalności oraz elastyczne reagowanie na potrzeby rynku jest możliwe dzięki własnym zasobom logistycznym – to obecnie 6 gazowców, wykorzystywanych do transportu LNG, które od początku 2025 r. dostarczyły już do regionu około 700 tys. ton LNG.

Gazowiec Paderewski rozpoczął działalność w pierwszym półroczu 2025 roku w Azji i już kilka miesięcy później powrócił do regionu z ładunkiem LNG z USA, wzmacniając efektywność operacyjną działalności handlowej.

– Współpraca z rzetelnymi partnerami, takimi jak Osaka Gas, pozwala tworzyć trwałe i efektywne relacje na globalnym rynku LNG. Dysponujemy portfelem kontraktów na poziomie ok. 6,5 MTPA w najbliższych latach, co daje nam elastyczność i możliwość dostarczenia ładunków na najbardziej perspektywiczne rynki. Transakcje takie jak dostawa do Japonii są naturalnym elementem realizacji strategii umacniania pozycji handlowej i potwierdzają naszą rosnącą rolę w globalnym łańcuchu dostaw LNG – powiedział Robert Soszyński, Wiceprezes Zarządu ORLEN.

ORLEN od kilku lat systematycznie rozwija kompetencje w obszarze LNG, inwestując w infrastrukturę portową, flotę gazowców oraz biura handlowe w kluczowych lokalizacjach na świecie. Firma rozwija również funkcje tradingowe w LNG, co buduje pozycję międzynarodową i pozwala na bieżąco odpowiadać na potrzeby globalnego rynku.

Osaka Gas z ponad stuletnią tradycją i ugruntowaną pozycją w Japonii, to jednocześnie kluczowy partner dla dalszego budowania relacji handlowych na rynkach azjatyckich. Pierwsza umowa stanowi ważny krok w realizacji strategii ekspansji międzynarodowej i podkreśla rosnące znaczenie Grupy ORLEN.