Eksplozja zysków deweloperów giełdowych w 2021 r.

Tym razem sezon publikacji rocznych wyników finansowych spółek notowanych na GPW nie tylko nie zawiódł oczekiwań akcjonariuszy większości spółek deweloperskich, ale zapewne wielu zaskoczył na plus osiągniętymi profitami i dynamiką ich wzrostu. W efekcie topniejąca z roku rok liczba notowanych na GPW deweloperów zarabia w sumie coraz więcej. Pytanie, jak długo potrwa jeszcze dochodowe eldorado na pierwotnym rynku mieszkaniowym.

Jak zauważa portal RynekPierwotny.pl ubiegłoroczne dochody notowanych na GPW (rynek podstawowy i Catalyst) reprezentantów branży deweloperskiej o profilu mieszkaniowym nie tylko osiągnęły rekordowy w historii rynku poziom, ale też pozostawiły dotychczasowe rekordy zyskowności daleko w tyle.Skonsolidowany zysk netto - deweloperzy 2021 vs 2020

Zaledwie tuzin raportujących spółek zakomunikował w sumie skonsolidowany zysk netto na poziomie, bagatela, 1,65 mld zł, czyli ponad 80 procent więcej licząc rdr. Dla porównania, dotychczasowy rekord w wymiarze 1135 mln zł osiągnęła szesnastka giełdowych tuzów deweloperki mieszkaniowej w 2018 roku.

Pozycję rynkowych dominatorów w kwestii zdolności generowania zysków z działalności deweloperskiej, których profity można liczyć w setkach milionów złotych, tym razem potwierdziło 6 firm, czyli dokładnie połowa prezentowanej stawki. Natomiast klasą samą dla siebie okazały się dwie spółki z najwyższych miejsc na podium – Robyg i Atal z zarobkiem na czysto odpowiednio blisko 400 i ponad 330 mln zł. Co więcej, w obu przypadkach bardzo niewiele brakowało, by jednoroczna dynamika skonsolidowanych zysków netto uległa podwojeniu. Tego typu statystyki mogą wydawać się wręcz nieprawdopodobne, a jednak są prawdziwe. Co więcej, dają najlepsze świadectwo siły eskalacji rynkowej prosperity na rodzimym mieszkaniowym rynku pierwotnym w jego najnowszej historii, choć jednocześnie potwierdzają od dawna obowiązującą na nim zasadę, że „duży może więcej”.

Natomiast tym razem dotychczasowej pozycji niekwestionowanego lidera krajowej deweloperki mieszkaniowej nie potwierdził Dom Development. Jak się okazało, jednocyfrowa dynamika wzrostu zysków pozwoliła jedynie na zajęcie najniższego miejsca na podium, co jednak najważniejsze dla akcjonariuszy, ponownie z gigantycznym zyskiem grubo powyżej 300 mln zł.

Prawdopodobnie po raz pierwszy od bardzo dawna żadna giełdowa spółka deweloperska o profilu mieszkaniowym nie zakomunikowała straty netto za rok miniony, a tylko dwie – Archicom i Inpro pokazały ujemną dynamikę zysków.

Tymczasem poza Wikaną, i2 Development i Lokum Deweloper, które zaprezentowały rekordowe trzycyfrowe dynamiki zysków rdr, uwagę zwraca casus Develii. Spółka przed rokiem ujawniła stratę netto na poziomie blisko 140 mln zł w roku 2020, by obecnie za rok ubiegły zaraportować zysk na czysto w wysokości 154 mln zł.

To właśnie tego typu wolta pozwoliła wywindować profity ogółem deweloperów giełdowych do astronomicznego poziomu 1,65 mld zł. Warto jednak zaznaczyć, że w przypadku Develii wielomilionowa strata netto sprzed dwóch lat była efektem negatywnej wyceny nieruchomości komercyjnych, nie miała natomiast nic wspólnego z nieprzerwanie wysokodochodową od dawna działalnością operacyjną spółki na pierwotnym rynku mieszkaniowym.

Rozpatrując wyniki finansowe firm deweloperskich, których podstawowym przedmiotem działalności jest budownictwo mieszkaniowe, eksperci portalu RynekPierwotny.pl zwracają uwagę na jeden ważny aspekt. Chodzi mianowicie o to, że w tym segmencie rynku nieruchomości tego typu parametr jak zysk netto, choć jest wiarygodnym wskaźnikiem kondycji finansowej spółki,  nie musi do końca odzwierciedlać bieżącego stanu koniunktury rynkowej, ani też nawet bieżącej sytuacji poszczególnych firm. Osiągnięty zysk netto jest bowiem efektem tzw. przekazań, a więc zawarcia ostatecznych umów przeniesienia własności lokali pochodzących ze sprzedaży, a ściślej przedsprzedaży poprzednich okresów. Jest to więc bardziej efekt działalności operacyjnej sprzed kilku kwartałów, aniżeli aktualnej aktywności gospodarczej.

W tej sytuacji także w roku bieżącym zyski deweloperów mieszkaniowych nie powinny ulec drastycznemu spadkowi. Wysoki poziom kontraktacji w minionych kwartałach będzie jeszcze dość długo, a na pewno w tegorocznej perspektywie skutkował analogicznie zadowalającym poziomem przekazań, stymulującym profity budowniczych mieszkań. Z kolei obecna sytuacja koniunkturalnego przesilenia w sposób istotny statystyczne zacznie oddziaływać na rentowność deweloperów mieszkaniowych raczej nie wcześniej niż od 2023 roku.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Dolar drożeje, tanieją 10-letnie obligacje skarbowe

Nadal trwa bessa na globalnym rynku obligacji skarbowych. Dziś rano rentowności 10-latek osiągnęły swe nowe cykliczne maksima w Australii, Indonezji, Indiach, Południowej Korei, Singapurze. Rentowności 10-latek rządu USA dziś rano (3,145 proc.) były już blisko swego 11-letniego maksimum ustanowionego w październiku 2018 (3,261 proc.).

W wielu krajach Europy po piątkowych cyklicznych rekordach rentowności 10-latek rosły również dziś rano. Rentowności polskich 10-letnich obligacji skarbowych (6,96 proc.) były dziś najwyżej od czasu paniki z wywołanej jesienią 2008 bankructwem banku Lehman Brothers.

Na rynkach akcji Azji i Oceanii za wyjątkiem Shanghai Composite Index i Shanghai B-Share Index minimalnie rosnących po publikacji lepszych od oczekiwań danych na temat handlu zagranicznego Chin w kwietniu dominowały spadki. Najwięcej – 4,34 proc. – tracił indonezyjski JCI. Najniżej od sierpnia ub.r. był dziś nowozelandzki NZX50.
W Europie również rano przeważały spadki (DAX –0,33 proc., CAC 40 –0,57 proc.).

Ceny kontraktów na główne amerykańskie indeksy spadały dziś rano o ok. 1 proc. Kontrakty na Nasdaq 100 i Russell 2000 były dziś rano najniżej od roku.
WIG-20 spadał dziś rano ok. 9:40 o 0,56 proc. Wśród jego składników najtańsze od 1,5 roku były akcje KGHM. O prawie 11 proc. drożały dziś rano akcje Arctic Paper wychodząc na najwyższy poziom od 12 lat.

Cena kontraktów na ropę naftową po wyjściu w piątek na najwyższy poziom od końca marca dziś rano spadała (WTI -1,38 proc., Brent -1,82 proc.). Taniała miedź (-2,26 proc.) i metale szlachetne (złoto –0,72 proc.).

Amerykański dolar ponownie drożał dziś rano w stosunku do wielu walut. W Azji i Oceanii ustanawiał swe nowe cykliczne maksima względem walut Chin, Izraela, Indonezji, Południowej Korei, Malezji, Nowej Zelandii, Singapuru, Tajlandii i Tajwanu. Na kolejne 20-letnie maksimum wyszedł dziś kurs USD względem japońskiego jena. W Europie nowe cykliczne maksima amerykański dolar ustanawiał dziś rano względem brytyjskiego funta i szwajcarskiego franka. Kurs EUR/USD (-0,32 proc.) ciągle próbował utrzymać się powyżej poziomu 1,05 .

Złoty lekko słabł wobec dolara (USD/PLN +0,33 proc.) i minimalnie umacniał się wobec euro (EUR/PLN -0,06 proc.) dziś rano.

Kurs BTC/USD (33539 USD) atakował dziś rano poziom swego styczniowego minimum (33263 USD). Gdyby je przełamał w dół, to znalazłby się na najniższym poziomie od lipca ub.r.

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Czy dorobek artystyczny Beaty Kozidrak mógł wpłynąć na wymiar kary? – okoliczności łagodzące w wyroku karnym

Sąd Rejonowy dla Warszawy – Mokotowa w Warszawie w dniu 4 maja 2022 roku skazał Beatę Kozidrak za popełnienie czynu z art. 178a § 1 k.k., czyli za prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości. Duże poruszenie na rozmaitych forach internetowych oraz e mediach społecznościowych przyjęcie przez sąd, że okolicznością łagodzącą wpływającą na wymiar kary wymierzonej Beacie Kozidrak jest jej niekwestionowany dorobek artystyczny oraz zasługi dla polskiej muzyki i kultury.

Istotną rzeczą jest zrozumienie w jaki sposób sąd podejmuje decyzję o wymierzeniu sprawcy przestępstwa kary i jakie okoliczności wpływają na to, że kara taka jest niższa niż wynikająca z ustawowego zagrożenia karą wynikającą z przepisu kodeksu karnego.

Kodeks karny w art. 53 zawiera tzw. dyrektywy wymiaru kary. Zgodnie z treścią § 1, sąd wymierza karę według swojego uznania, w granicach przewidzianych przez ustawę, bacząc, by jej dolegliwość nie przekraczała stopnia winy, uwzględniając stopień społecznej szkodliwości czynu oraz biorąc pod uwagę cele zapobiegawcze i wychowawcze, które ma osiągnąć w stosunku do skazanego, a także potrzeby w zakresie kształtowania świadomości prawnej społeczeństwa. Przepis § 2 z kolei wskazuje, że wymierzając karę, sąd uwzględnia w szczególności motywację i sposób zachowania się sprawcy, zwłaszcza w razie popełnienia przestępstwa na szkodę osoby nieporadnej ze względu na wiek lub stan zdrowia, popełnienie przestępstwa wspólnie z nieletnim, rodzaj i stopień naruszenia ciążących na sprawcy obowiązków, rodzaj i rozmiar ujemnych następstw przestępstwa, właściwości i warunki osobiste sprawcy, sposób życia przed popełnieniem przestępstwa i zachowanie się po jego popełnieniu, a zwłaszcza staranie o naprawienie szkody lub zadośćuczynienie w innej formie społecznemu poczuciu sprawiedliwości, a także zachowanie się pokrzywdzonego.

Należy wskazać, że katalog okoliczności, które sąd bierze pod uwagę wydając wyrok w konkretnej sprawie nie jest katalogiem zamkniętym, bowiem ustawodawca używa w § 2 sformułowania „sąd uwzględnia w szczególności”, co daje sądowi możliwość brania pod uwagę także innych niż wymienione okoliczności, które w jego ocenie powinny wpłynąć na wymiar orzekanej kary.

Jedną z okoliczności wpływającą na wymiar kary jest sposób życia sprawcy przed popełnieniem przestępstwa. Co do zasady oczywiście podstawowym wyznacznikiem tej okoliczności jest uprzednia karalność sprawcy, jeśli był on wcześniej karany, może to wpłynąć na zaostrzenie wymierzonej mu kary, z kolei dotychczasowa niekaralność jest okolicznością łagodzącą. Nie oznacza to jednak, że uprzednia karalność lub niekaralność jest jedynym elementem, jaki sąd bierze pod uwagę oceniając sposób życia sprawcy przed popełnieniem przestępstwa.

Oceniając sposób życia sprawcy przed popełnieniem przestępstwa sąd bierze pod uwagę kwestie związane z ustabilizowaną pozycją społeczną, nienagannym wykonywaniem ciążących na sprawcy obowiązków społecznych i zawodowych, charakterem zatrudnienia, zaangażowaniem społecznym, działalnością charytatywną, dobrą opinią środowiskową (por. Wróbel Włodzimierz [red.], Zoll Andrzej [red.], Kodeks karny. Część ogólna. Tom I. Część II. Komentarz do art. 53-116, wyd. V, LEX/el.).

Czy zatem, jak w przypadku skazania Beaty Kozidrak, dorobek artystyczny oraz zasługi dla kultury i sztuki mogą stanowić okoliczność łagodzącą przy wymiarze kary? Jakkolwiek w odczuciu powszechnym może się to wydawać kontrowersyjne, to nie wydaje się, by przy ustalaniu wymiaru kary dla sprawcy przestępstwa sąd nie mógł brać pod uwagę dorobku artystycznego oraz zasług dla kultury i muzyki. Niewątpliwie mogą one bowiem stanowić element zaangażowania społecznego sprawcy oraz element wykonywania przez sprawcę obowiązków społecznych i zawodowych. Należy jednak przy tym pamiętać, że kwestie te stanowią jedynie część okoliczności i faktów, jakie sąd bierze pod uwagę przy wymierzaniu sprawcy kary. Pojawiające się w przestrzeni mediów społecznościowych wypowiedzi, jakoby przywołanie tych okoliczności stanowiło naruszenia zasady równości wobec prawa czy wręcz stanowiło hańbę dla wymiaru sprawiedliwości są chybione i wydają się wynikać z niezrozumienia funkcji okoliczności łagodzących i obciążających w wymierzaniu kary sprawcy czynu. Równocześnie nie może jednak umknąć uwadze, że tego rodzaju oceny wypływają zapewne z charakteru czynu jakiego popełnienie zarzucono Beacie Kozidrak, który jest niewątpliwie naganny. Pamiętać jednak należy, że zapadły przez Sądem Rejonowym wyrok jest nieprawomocny i jak wynika z wypowiedzi w przestrzeni medialnej zostanie on poddany weryfikacji Sądu Okręgowego wskutek apelacji prokuratury. Sąd Okręgowy z kolei może dojść – w zakresie dorobku artystycznego jako okoliczności łagodzącej – do odmiennych wniosków niż te, do których doszedł Sąd Rejonowy wymierzając Beacie Kozidrak karę.

Autor: mec. Jacek Jaruchowski, Grupa Chałas i Wspólnicy

Nadchodzą zmiany w reklamie wyrobów medycznych i leczniczych

Warszawa, 09 maja 2022 r. – Przepis dotyczący zakazu reklamy, która wykorzystuje wizerunek lekarzy lub sugestię, że osoba na ekranie lub bilbordzie wykonuje zawód medyczny zostanie już wkrótce rozszerzony na wyroby medyczne. To efekt podpisania przez Prezydenta ustawy o wyrobach medycznych z 7 kwietnia 2022 r., której przepisy wejdą w życie 26 maja br. a w części dotyczącej reklamy 1 stycznia 2023 r. To nie jedyne zmiany, które czekają firmy farmaceutyczne w najbliższym czasie.

Zgodnie z toczącymi się pracami nad zaostrzeniem przepisów dotyczących reklamy produktów leczniczych, możliwe, że już w przyszłym roku usłyszymy w przekazach reklamowych zmienioną treść ostrzeżeń przed niewłaściwym użyciem takich produktów.

Ustawa o wyrobach medycznych z 7 kwietnia 2022 r., dostosowuje polski rynek wyrobów medycznych do regulacji unijnych tj. rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2017/745 z dnia 5 kwietnia 2017 r. w sprawie wyrobów medycznych oraz rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2017/746 z dnia 5 kwietnia 2017 r. w sprawie wyrobów medycznych do diagnostyki in vitro. Co istotne, żadne z rozporządzeń nie wprowadza szczegółowych zasad prowadzenia reklamy wyrobów medycznych, pozostawiając ustalenie takich zasad w gestii państw członkowskich.

– Oprócz narzędzi czy urządzeń tradycyjnie uznawanych w szeroko pojętym odbiorze społecznym za wyroby medyczne takie jak implanty, ortezy czy sprzęt diagnostyczny, coraz częściej określenie wyrobu medycznego dotyczy także kapsułek, tabletek i syropów. Chociaż taka kwalifikacja produktu najczęściej budzi zdziwienie przeciętnego konsumenta, jest ona prawnie dopuszczalna. Dotychczas wiele preparatów np. syropów na kaszel, tabletek na ból gardła czy kapsułek na niestrawność z oznaczeniem „wyrób medyczny” mogło być reklamowanych na znacznie mniej restrykcyjnych zasadach niż leki. To ma się zmienić od 1 stycznia 2023 r., z chwilą wejścia w życie nowych zasad reklamowania wyrobów medycznych wprowadzonych ustawą o wyrobach medycznych z dnia 7 kwietnia 2022 r. – mówi mec. Joanna Wajdzik, Senior Associate z kancelarii Wolf Theiss.

Według uchwalonych już przepisów, reklama wyrobu kierowana do publicznej wiadomości nie może wprowadzać w błąd, oraz musi być sformułowana w sposób zrozumiały dla laika, czyli dla osoby nieposiadającej wykształcenia w odpowiedniej dziedzinie ochrony zdrowia czy medycyny. Wymóg ten dotyczy również reklamy, w której dla wzmocnienia przekazu zostaną wykorzystane sformułowania medyczne i naukowe czy powołującej się na badania naukowe, opinie, literaturę i opracowania docelowo skierowane do profesjonalistów – taka reklama również musi być zrozumiała dla laików.

– Podobnie jak w przypadku reklamy leków, reklama wyrobów medycznych nie będzie mogła już wykorzystywać wizerunku osób wykonujących zawody medyczne lub podających się za takie osoby, lub przedstawiać osoby prezentujące wyrób w sposób sugerujący, że wykonują taki zawód. Oznacza to koniec reklamy wyrobów medycznych z aktorami przebranymi za lekarzy, w aptekach, gabinetach dentystycznych czy lekarskich, chętnie wykorzystywanej przez firmy farmaceutyczne w reklamach produktów sklasyfikowanych jako wyroby medyczne – dodaje Joanna Wajdzik.

To nie koniec zakazów. Jak wskazują specjaliści, najbardziej problematyczny może okazać się w praktyce zakaz reklamowania wyrobów przeznaczonych do używania przez użytkowników innych niż laicy, czyli specjalistów i profesjonalistów. Pojawia się bowiem pytanie o zakres sformułowania „do używania”. Nie do końca wiadomo, czy za używanie wyrobu należy uznać również jego montaż przez lekarza, czy jednak tylko jego noszenie przez pacjenta. Są bowiem takie wyroby, których finalnym użytkownikiem jest wyłącznie pacjent, ale jednocześnie muszą być zamontowane z pomocą specjalisty, np. implanty piersi czy protezy. Rozstrzygnięcie wątpliwości, czy tego typu wyroby medyczne zostaną objęte zakazem reklamy, ma nastąpić w drodze interpretacji przepisów do wydania której zobowiązał się Minister Zdrowia.

– Kluczowe w nowej ustawie jest również rozszerzenie zakazów na inne działania reklamowe takie jak reklama działalności gospodarczej przy użyciu danego wyrobu, prezentowania wyrobów w czasie spotkań, podczas których zachęca się do zakupu wyrobów medycznych, czy kierowania do publicznej wiadomości opinii przez użytkowników takich produktów, o ile otrzymują oni z tego tytułu korzyści. Jak przyznano w uzasadnieniu do projektu ustawy, tak szerokie ujęcie reklamy pozwoli na „wyeliminowanie obecnie spotykanych niekorzystnych zjawisk”. Nie można oprzeć się wrażeniu, że jest to nawiązanie m.in. do rosnących wpływów branży influencerów na sektor wyrobów medycznych i reklamy opartej na tzw. osobistym doświadczeniu – zauważa Joanna Wajdzik.

Dzięki postulatom Ogólnopolskiej Izbie Gospodarczej Wyrobów Medycznych PolMed, do Ustawy wprowadzono tzw. okres przejściowy, dzięki któremu reklama wyrobów, której rozpowszechnianie rozpoczęto przed 2023 r., niespełniająca wymogów określonych w Ustawie, może być dalej rozpowszechniana, ale nie dłużej niż do 30 czerwca 2023 r.

Równolegle do zmian w zasadach reklamowania wyrobów medycznych, toczą się prace nad zaostrzeniem przepisów dotyczących reklamy produktów leczniczych w ramach projektu zmieniającego rozporządzenie w sprawie reklamy produktów leczniczych. Projekt Rozporządzenia Ministra Zdrowia z 5 kwietnia br. przewiduje zmiany w trzech obszarach: treści ostrzeżeń dotyczących bezpieczeństwa stosowania produktu leczniczego, wskazywania przeciwwskazań do stosowania produktu leczniczego w reklamie kierowanej do publicznej wiadomości oraz uaktualnienia nomenklatury.

– Jak wskazuje ministerstwo w uzasadnieniu do rozporządzenia, obecne komunikaty i ostrzeżenia pojawiające się w reklamach produktów leczniczych są często niezrozumiałe i niejasne dla odbiorcy. Dodatkowo nie zmieniały się one od 14 lat, tj. od dnia wejścia w życie rozporządzenia w sprawie reklamy produktów leczniczych z 28 listopada 2008 r. Rozporządzenie przewiduje również odstąpienie od obowiązku wskazywania przeciwwskazań do stosowania produktu leczniczego w reklamie. Wydaje się, że jest to właściwy kierunek – tekst dotyczący przeciwwskazań, o ile w ogóle zauważalny dla odbiorcy w przypadku reklamy audiowizualnej, przeważnie i tak nie zostanie zapamiętany przez odbiorcę do momentu faktycznego zastosowania produktu leczniczego – mówi Joanna Wajdzik.

Jak przyznano w uzasadnieniu do projektu, ignorowanie treści ostrzeżenia, które było już słyszane i czytane wielokrotnie może sprzyjać rozpowszechnieniu się wśród Polaków zjawisku „samoleczenia”, a zatem przyjmowania produktów leczniczych bez kontroli lekarza. Aby to zmienić, w projekcie znalazły się ostrzeżenia w trzech różniących się od siebie wersjach, z powtarzającym się w każdej z nich głównym przekazem w brzmieniu „To jest lek. Dla bezpieczeństwa stosuj go zgodnie z ulotką dołączoną do opakowania”. Nowe ostrzeżenia usłyszymy w reklamach z pewnością nie wcześniej niż w przyszłym roku, gdyż w przygotowanym projekcie okres wejścia przepisów w życie wynosi 6 miesięcy od dnia ogłoszenia. Przepisy przejściowe przewidują ponadto, że reklama, której rozpowszechnianie rozpoczęto przed dniem wejścia w życie rozporządzenia, niespełniająca wymogów w nim zawartych, może być rozpowszechniana po dniu jego wejścia w życie, ale nie dłużej niż przez 6 miesięcy.

Zmiany będą miały duży wpływ na działalność reklamową i promocyjną zarówno firm farmaceutycznych, jak i producentów kojarzonych z rynkiem FMCG, których produkty w zależności od klasyfikacji, mogą występować jako produkty lecznicze, wyroby medyczne lub kosmetyki (np. pasty do zębów). Z uwagi na okresy przejściowe producenci i dystrybutorzy nie powinni mieć jednak problemu z implementacją nowych przepisów, choć będzie to w niektórych przypadkach wymagało znaczących zmian w zakresie komunikacji poszczególnych marek.

Badanie: Wojna jak pandemia – firmy nie płacą, trzymają pieniądze na czarną godzinę

Zmniejszenie wartości składanych zamówień, prośba o dłuższe terminy płatności na fakturach, rezygnacja z planowanych zleceń – średnio co trzeci właściciel firmy doświadcza ze strony kontrahentów przeróżnych zachowań, które tamci tłumaczą… wojną na Ukrainie – wynika z badania Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. Wiele z tych zjawisk nie ma podłoża ekonomicznego, a psychologiczne, zapewniają eksperci i przypominają, że podobne reakcje biznesu obserwowaliśmy na początku pandemii.

Nic nie wskazuje na to, by wojna za naszą wschodnią granicą miała szybko dobiec końca. Tymczasem przedłużający się konflikt na Ukrainie odciska coraz większe piętno nie tylko na polskiej gospodarce, ale również na polskich firmach. I to niezależnie od tego, czy prowadzą one interesy na Wschodzie Europy, czy też nie.

Jak pokazuje badanie „Biznes a Ukraina” przeprowadzone pod koniec marca 2022 r. przez TGM Research na zlecenie Krajowego Rejestru Długów BIG, 38 proc. właścicieli firm z sektora MŚP uważa, że wojna rosyjsko-ukraińska ma lub będzie miała negatywny wpływ na ich działalność. Skłania to przedsiębiorców do podejmowania decyzji mających na celu lepszą ochronę własnych interesów. Jednak zdaniem ekspertów, to nieuzasadnione obawy – większość z nich nie ma pokrycia w rzeczywistości. W praktyce natomiast takie działania przynoszą tylko szkodę mniejszym i słabszym partnerom biznesowym.

A są to:

  • wstrzymywanie płatności za produkty lub usługi,
  • opóźnianie płatności za produkty lub usługi,
  • prośba o dłuższe terminy płatności na fakturach,
  • rezygnacja z zaplanowanych projektów lub zleceń,
  • odraczanie zaplanowanych projektów lub zleceń
  • i zmniejszenie wartości składanych zamówień.

Już średnio co trzeci przedsiębiorca doświadczył ze strony kontrahenta każdego z tych zjawisk:

Czy Państwa firma doświadcza następujących zachowań ze strony kontrahentów tłumaczonych przez nich wojną na Ukrainie?
Wstrzymywanie płatności za produkty lub usługi Opóźnianie płatności za produkty lub usługi Prośba o dłuższe terminy płatności na fakturach Rezygnacja z zaplanowanych projektów lub zleceń Odraczanie zaplanowanych projektów lub zleceń Zmniejszenie wartości składanych zamówień
Tak 30% 33% 38% 35% 30% 44%
Nie 60% 54% 51% 48% 52% 42%
Nie wiem/trudno powiedzieć 10% 13% 11% 17% 18% 14%

  

Zamrożona gotówka i odwołane projekty

Najwięcej, bo 44 proc. badanych przedsiębiorców, uskarża się na zmniejszenie wartości składanych zamówień przez kontrahentów. Tamci z kolei wstrzymują się z większymi wydatkami, argumentując swoje decyzje niestabilną sytuacją ekonomiczno-gospodarczą naszego kraju i związaną z tym rosnącą inflacją.

Z rozmów z naszymi klientami wynika, że firmy decydują się tylko na konieczne zakupy, akumulując środki finansowe i czekając na lepsze warunki do inwestowania. Stanowi to poważny problem dla dostawców, którzy dotychczas zbywali większe ilości towarów, a teraz, na skutek decyzji kontrahentów, muszą je magazynować lub szukać nowych możliwości zbytu. Zmniejszenie wolumenu sprzedaży oznacza dla przedsiębiorstwa również mniejszy zysk i gotówkę zamrożoną w niesprzedanym towarze – tłumaczy Dariusz Szkaradek, prezes firmy faktoringowej NFG, na co dzień obsługującej sektor MŚP. 

Jak łatwo się domyślić, największe wskazania w tym zakresie pochodzą od firm z branży handlowej – 57,4 proc., ale i budowlanej – 56,13 proc. Zjawisko to występuje najczęściej w firmach średnich – 47 proc. (zatrudniających od 50 do 249 osób) i zlokalizowanych w regionie północnym (kujawsko-pomorskie, pomorskie, warmińsko-mazurskie) – 78,7 proc.

Ale nie tylko mniejszy zysk jest problemem. Wielu przedsiębiorców uskarża się na utracone kontrakty. Negatywną konsekwencją takiej sytuacji może być utrata płynności finansowej, a także brak dostępu do szybkiego finansowania.

– Według badania KRD, blisko 30 proc. przedsiębiorców z sektora MŚP spotkało się z odraczaniem zaplanowanych projektów lub zleceń przez kontrahentów, a 35 proc. z całkowitą rezygnacją z nich. W efekcie takie przedsiębiorstwa znalazły się bez zleceń i bez pieniędzy. Zostały też nagle pozbawione możliwości szybkiego finansowania chociażby w postaci faktoringu, bo nie mogą przecież wystawić faktury za projekt, którego de facto nie zrobili. Płynność finansowa tych firm zawisła na włosku – komentuje Dariusz Szkaradek, prezes Zarządu firmy faktoringowej NFG.

W największym stopniu problem ten dotyczy firm z branży handlowej i zlokalizowanych w południowo-zachodniej części kraju (woj. dolnośląskie i opolskie). Zdecydowanie częściej przedsiębiorcy skarżą się na całkowitą rezygnację z zaplanowanych wcześniej projektów, aniżeli na ich odraczanie.

Psychologiczne podłoże zatorów

Kolejnym problemem przedsiębiorców jest opóźnianie płatności bądź całkowite wstrzymywanie zapłaty przez kontrahentów. Z tym pierwszym zjawiskiem musi się mierzyć 33 proc. przedsiębiorców, a z drugim – 30 proc. Są to przeważnie firmy budowlane i transportowe.

Zdaniem ekspertów, takie zachowanie to nic innego jak kredytowanie swojej działalności kosztem innych podmiotów na rynku.

W pierwszych miesiącach pandemii mieliśmy do czynienia z podobną „reakcją obronną” firm, która w istocie nie miała podłoża ekonomicznego, a psychologiczne. 27 proc. badanych przez nas wtedy przedsiębiorców przyznawało wprost, że choć ma pieniądze, to nie płaci, bo woli je trzymać na czarną godzinę, a 65 proc. ankietowanych podejrzewało o to swoich kontrahentów. Dziś z podobnym problemem mierzy się co trzeci badany. Oczywiście trudno znaleźć wytłumaczenie dla tak nieetycznych zachowań, zwłaszcza, że jak pokazała rzeczywistość, wstrzymywanie płatności działa na niekorzyść całej gospodarki, nakręcając przy tym spiralę zatorów płatniczych i przyczyniając się do spadku poziomu zaufania wśród firm – tłumaczy Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

Godzą się z obawy o utratę kontraktów

Ale są też tacy kontrahenci, którzy najpierw próbują się dogadać. Stąd 38,43 proc. właścicieli firm spotkało się z prośbą o wydłużenie terminu płatności na fakturze „z powodu wojny na Ukrainie”. To głównie firmy średnie i z branży budowlanej.

W tym wypadku przyczyny takich próśb mogą być zarówno ekonomiczne, jak i psychologiczne. A z podobnymi zjawiskami mieliśmy do czynienia również w pandemii.

Wówczas przedsiębiorcy bardzo często potrzebowali więcej czasu na zgromadzenie środków niezbędnych do uregulowania należności, bo ich kontrahenci mieli problem z wypłacalnością i sygnalizowali opóźnienia. Dużym problemem były też zerwane łańcuchy dostaw, co wstrzymywało ich własne kontrakty. Dziś łańcuchy dostaw wciąż stanowią realny problem, a do tego doszły wysokie ceny materiałów, surowców, komponentów, podzespołów. Ponadto firmy chcą zyskać na czasie, aby dłużej obracać pieniędzmi i być fair w stosunku do swojego dostawcy – wyjaśnia Adam Łącki, prezes KRD.

Firmy z sektora MŚP najczęściej odraczają swoim klientom termin płatności o 14 i 30 dni, ale robią to niechętnie i nierzadko kosztem własnej płynności finansowej.

Pierwszy kwartał był wyjątkowy, jeśli chodzi o wartość faktur, które przedsiębiorcy przekazali do finansowania faktoringiem. W skali całego rynku to 105 mld zł, czyli około jedna trzecia więcej niż w pierwszych trzech miesiącach ubiegłego roku. A brak pieniędzy od kontrahentów był i jest nadal jednym z głównych powodów, dla którego mikro i małe przedsiębiorstwa sięgają po to źródło finansowania. Z jednej strony wojna i inflacja wzmogły obawy, że podzespołów i półproduktów będzie brakowało, a ich cena będzie rosła. Z drugiej wielu klientów zwlekało z zapłatą. MŚP szuka więc sposobu, żeby i utrzymać płynność finansową, i zapewnić sobie materiały do produkcji czy świadczenia usług – podsumowuje Dariusz Szkaradek, prezes NFG.

Ogólnopolskie badanie „Biznes a Ukraina” przeprowadzone na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA w marcu 2022 r. przez TGM Research na grupie 320 firm z sektora mikro, małych i średnich przedsiębiorstw, metodą CAWI.

Ostatnie dni zdominowały posiedzenia banków centralnych

W tym tygodniu odbyły się posiedzenia kilku banków centralnych, których decyzje były ważne dla polskiej gospodarki. Spośród tych światowych trzeba wspomnieć o posiedzeniu amerykańskiego Fedu. Zgodnie z oczekiwaniami podniósł on podstawową stopę procentową o 50 pkt. bazowych, z 0,25-0,50 do 0,75-1%. Jednocześnie Fed planuje zmniejszyć swój bilans, a tym samym „ściągać” pieniądze z obiegu aby stoczyć bój z inflacją. Z drugiej strony, niektórzy analitycy spekulowali, że amerykański bank centralny może zasugerować na posiedzeniu, że będzie kontynuował w szybsze podnoszenie stóp procentowych. Tak się jednak nie stało. Po posiedzeniu dolar w krótkim horyzoncie się osłabił. Należy przy tym zaznaczyć, że aktualnie nie ma przestrzeni dla wyraźniejszego osłabienia dolara w stosunku do walut europejskich, ponieważ konflikt w Ukrainie w znacznie mniejszym stopniu dotyka gospodarkę amerykańską niż europejską. Ożywienie gospodarcze w USA nastąpi też znacznie szybciej.

Swoje posiedzenie odbył też polski NBP i czeski CNB. Ich władze z kolei bardzo agresywnie zaostrzają politykę pieniężną, co potwierdziły ostatnie decyzje. W obu przypadkach stopa bazowa wzrosła o 75 pkt. bazowych. W przypadku Polski stopa referencyjna wynosi 5,25%, w Czechach sięga już 5,75%.

Złoty w porównaniu z ubiegłym piątkiem lekko się osłabił w stosunku do euro i para walutowa PLN/EUR na koniec tygodnia była na poziomie 4,69. Eurodolar w piątek przed południem notowany był w okolicach 1,054 USD/EUR.

AKCENTA CZ a.s.

Ekonomiści podnoszą prognozy docelowego poziomu stóp procentowych w Polsce

Spodziewano się ostrzejszej walki z inflacją w maju. RPP zaskoczyła mniejszą podwyżką, choć generalnie na świecie tendencje są przeciwne. Rynek wycenia już, że podwyżki stóp procentowych dojdą aż do poziomu bliskiego 8%.

Rada podniosła stopy o 75 punktów bazowych, choć rynek i analitycy spodziewali się podwyżki o 100 pkt, tym bardziej, że miesiąc wcześniej RPP podniosła stopy procentowe o 100 pkt., gdy spodziewano się korekty o 75 pkt. I teraz główna stopa będzie wynosić 5,25%.

– Uważam, że kluczowe jest to, ile podwyżki wynoszą w pewnym okresie czasu i tu niewątpliwie wykonany ruch przez Radę jest spory – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Komunikacja ze strony RPP i NBP jednak nadal zawodzi, aby nie powiedzieć, że nie istnieje. Dzień przed podwyżką stóp procentowych w Polsce rynek dokładnie wiedział co zrobi Fed, tymczasem niemal każda decyzja RPP to „zgadywanka”. To nie służy transmisji, a zatem zmniejsza skuteczność prowadzonej polityki.

Rada nie pomogła sobie mniejszą (od oczekiwanej i niż w kwietniu) podwyżką, utrwalając wrażenie, że goni uciekający punkt inflacji, raczej niż stara się odzyskać nad nią kontrolę. Na innych rynkach wschodzących jest inaczej, tego samego dnia w Czechach i Chile podniesiono stopy mocniej od oczekiwań (Czechy do 5,75%, Chile 8,25%).

– Rada powinna komunikować, jak to się określa w języku ekonomistów, swoją funkcję reakcji czyli „jak zareaguje wtedy, gdy…”, jednak nadal ma z tym poważny kłopot – komentuje ekspert XTB. – Gdyby RPP zachowywała się inaczej rynek łatwiej mógłby dostosowywać się do tego co się dzieje. Politykę pieniężną trzeba komunikować a nie nią zaskakiwać.

Poziom stresu byłby wówczas mniejszy, dla przedsiębiorców, dla inwestorów, a także dla gospodarstw domowych posiadających oszczędności bądź sięgających po kredyt.

Czekają nas oczywiście dalsze podwyżki. Być może Rada będzie chciała zejść na podwyżki o 50 pkt. bazowych na kolejnych posiedzeniach, o ile ponownie nie zaskoczy inflacja tudzież rząd nowymi rozwiązaniami z zakresu polityki fiskalnej. Bo mamy ósmą już podwyżkę stóp procentowych, RPP studzi popyt konsumpcyjny, a rząd rozkręca ten popyt.

– Przed nami podwyżki, które u wielu osób powodują dreszcze – dodaje P.Kwiecień. – Jednak po najnowszej decyzji RPP, gdy podwyżki stóp były niższe od spodziewanych, nie potrafię przewidzieć co RPP zrobi w czerwcu. Pewne jest natomiast to, że rząd będzie musiał pożyczać pieniądze drożej, aby sfinansować swoje wydatki. Zapłacimy za to więcej my wszyscy, jako podatnicy.

Duża transakcja w Poznaniu. Skanska sprzedaje biurowiec Nowy Rynek D za 121 mln euro

Skanska sprzedała poznański biurowiec Nowy Rynek D szwedzkiej spółce Eastnine AB, specjalizującej się w dostarczaniu nowo­czesnych nieruchomości biurowych i logistycznych, tworzonych zgodnie z zasadami zrównoważonego rozwoju. Inwestycję zaprojektowano i wybudowano w ramach standardów ESG (Environmental, Social, Governance), potwierdzając przywiązanie Skanska do tworzenia zrównoważonych przestrzeni, które mają pozytywny wpływ na ludzi, społeczeństwo i planetę. Jest to pierwsza transakcja pomiędzy firmami w Europie Środkowo-Wschodniej.

Skanska Nowy Rynek PoznańNowy Rynek D jest częścią wielofunkcyjnego kompleksu zlokalizowanego w centrum Poznania, który docelowo będzie składał się z pięciu budynków, oferując ponad 100 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej i handlowej. Ukończony w czerwcu 2021 roku, Nowy Rynek D zapewnia 39 tys. mkw. nowoczesnej, zrównoważonej powierzchni biurowej i handlowej, która jest już w 96% wynajęta. Głównym najemcą jest Allegro – najpopularniejsza platforma zakupowa w Polsce i największa platforma e-commerce wywodząca się z rynku europejskiego. Przestrzenie biurowe zostały wynajęte również, między innymi, przez silne, międzynarodowe marki – Rockwool – światowego lidera w produkcji skalnej wełny mineralnej oraz Arvato – wiodącego międzynarodowego dostawcę usług biznesowych, będącego częścią koncernu Bertelsmann.

Nowy Rynek zaprojektowano z myślą o stworzeniu bezpiecznej i zdrowej przestrzeni do pracy, wychodzącej naprzeciw różnorodnym potrzebom najemców i gości, w tym osób z niepełnosprawnościami, rodziców z dziećmi, seniorów oraz obcokrajowców, którzy nie znają języka polskiego. Budynek uzyskał już certyfikaty WELL Health-Safety Rating i “Obiekt bez barier”. Inwestycja ubiega się także o uzyskanie certyfikatów LEED Core & Shell oraz WELL Core & Shell.

– Kompleks Nowy Rynek w Poznaniu to wyjątkowy projekt. Biura, które buduje Skanska, opierają się na zrównoważonych, innowacyjnych rozwiąza­niach, stanowiących o ich wysokiej jakości oraz dopasowaniu do obec­nych i przyszłych potrzeb najemców i inwestorów. Sprawia to, że doskonale sprawdzają się jako długoterminowe inwestycje oraz bezpieczne i zdrowe przestrzenie dla użytkowników. Klienci doceniają nasze rozwiązania, co potwierdzają ich pozytywne opinie na temat tego projektu. Jest to dla nas źródłem ogromnej satysfakcji – podkreśla Arkadiusz Rudzki, wice­pre­zes ds. wynajmu i sprzedaży w spółce biurowej Skanska w regionie CEE.

 Bardzo się cieszymy z zakupu tak prestiżowego budynku, zlokalizowanego w jednym z największych miast w Polsce. Wchodzimy na nowy rynek z wielkimi możliwościami mówi Kestutis Sasnauskas, CEO Eastnine AB.

Cieszymy się, że tak ważny projekt został doceniony przez firmę Eastnine AB, która zdecydowała się rozpocząć inwestowanie w Europie Środkowo-Wschodniej ze Skanska. Zakup Nowego Rynku D świadczy o gotowości inwestorów do dywersyfikacji portfela w ramach nowych aktywów zlokalizowanych w największych polskich miastach, potwierdzając tym samym, że Polska ma pod tym względem wiele do zaoferowania. W niespokojnych czasach budynki typu core assets, budowane zgodnie z zasadami ESG, są tym, czego inwestorzy poszukują w naszym regionie. Jesteśmy dumni, że Skanska ​​może zaoferować biurowce, które odpowiadają na tę potrzebę – dodaje Adrian Karczewicz, dyrektor ds. transakcji w spółce biurowej Skanska w regionie CEE.

Ze swoją wyjątkową elewacją, mieniącą się odcieniami zieleni, która w górnej części przechodzi w rdzawy róż, Nowy Rynek D łączy współczesną architekturę i nowo­czesne technologie, wpisując się zarazem w zabytkowe sąsiedztwo. Budynek posiada przyjazne użytkownikom rozwiązania, takie jak system wentylacji i regu­lacji temperatury oparty na belkach chłodzących, które zapewniają lepszy komfort cieplny, czystsze powietrze i cichą pracę urządzeń, tym samym wpływając pozytywnie na komfort i samopoczucie korzystających z niego osób.

Nowy Rynek D to jeden z najbardziej zrównoważonych budynków w Poznaniu. Zastosowanie rozwiązań przyjaznych dla klimatu (np. wentylacja wolnoobrotowa, belki chłodzące, oświetlenie LED, system free cooling, system odzysku wody szarej i deszczowej) umożliwia znaczne zmniejszenie zużycia energii i wody. Ponadto chodniki wokół biurowca wykonano ze specjalnego rodzaju betonu, który oczyszcza powietrze ze szkodliwych substancji, takich jak tlenek azotu (NOx) pochodzący ze spalin samochodowych z okolicznych dróg.

W pełni ukończony Nowy Rynek ma tworzyć nowe miejsce spotkań, wypoczynku i rozrywki dla najemców oraz dla lokalnej społeczności. Oferuje w ten sposób wartość dodaną nie tylko dla użytkowników biur, lecz także miesz­kańców i odwiedzających miasto.­­ Częścią budynku D jest wewnętrzny dziedziniec. To ważny element przestrzeni biurowej i integralna część kompleksu, która wzbogaca jego charakter i zapewnia nieograniczony dostęp dla osób z zewnątrz.

Czym się kierować wybierając projektanta wnętrz?

Aby wybrać odpowiedniego architekta wnętrz, musimy wziąć pod uwagę kilka ważnych czynników. Przede wszystkim musimy daną osobę dokładnie zweryfikować pod względem rekomendacji poprzednich klientów. Sprawdzić czy są zadowoleni z efektów czy też nie. Dodatkowo skorygować dostępne opinie w Internecie, które mogą jasno wskazywać, czy dany projektant ma fachowe podejście do swojej pracy. Kolejnym punktem jest rozmowa z potencjalnym wykonawcą, która może pomóc nam rozwiać wszelkie wątpliwości, poznając nasze preferencje dotyczące wymarzonego mieszkania. Warto zwrócić uwagę również na ofertę usług danego architekta, nie bojąc się ofert bardzo rozbudowanych. Dlaczego? Dlatego, że w katalogu czynności, które architekt oferuje swoim klientom, jest bardzo wiele pozycji. Może okazać się, że z pozoru krótka i techniczna oferta, o stosunkowo niskiej cenie może być dużo droższa niż pakiet rozbudowany. Warto zatem wszystkie oferty ze sobą porównać i wybrać tą najodpowiedniejszą.

Styl projektowania

Bardzo ważnym czynnikiem podczas wyboru osoby, która projektuje wnętrz mieszkania, domy czy biura, są style jakimi się zajmuje. Budzi to wiele kontrowersji oraz sporów, ponieważ z jednej strony może nam się wydawać, że jeżeli jest architekt, który projektuje w różnych stylach to jego umiejętności są wszechstronne oraz ma dużo możliwości. Oczywiście może tak być, ponieważ każdy projektant powinien z danego stylu posiadać jakąkolwiek wiedze i doświadczenie, jednak najlepszym rozwiązaniem jest wybranie osoby, która charakteryzuje się w jednym, konkretnym stylu. Wybierając więc architekta wnętrz warszawa radzimy kierować się wąskimi kryteriami. Co to oznacza? Jeżeli macie pomysł jak ma wyglądać wasze mieszkanie czyli jaki styl powinien w nim dominować, niezbędne jest wybranie takiej osoby, która się w nim specjalizuje. Szukajcie więc takiego projektanta, który w swoim portfolio ma wnętrza w Waszym klimacie.

Weryfikacja doświadczenia

Jest to temat niezwykle trudny dla osoby, która nie zna się na branży i tym samym, nie śledzi na bieżąco osób specjalizujących się w projektowaniu wnętrz. Sama weryfikacja doświadczenia architekta wnętrz może okazać się być nie lada wyzwaniem. Jak więc się za to zabrać? Na początku powinniśmy zacząć od dobrego researchu na temat konkretnej osoby, czyli przejrzeć zrealizowane projekty oraz zapoznać się z opiniami osób, które miały okazje współpracować z architektem. Następnie porozmawiać z taką osobą na temat jego zdobytego doświadczenia, czyli ile lat pracuje w zawodzie oraz ile projektów udało mu się stworzyć. Ostatnią i najważniejszą kwestią naszego wybranego projektanta jest to, czy zajmuje się on tylko kwestią wizualizacji i rysunkiem zapoznawczym, czy również realizuje nadzory podczas budowy wnętrza. Podczas wyboru projektanta wnętrz warto więc skupić się na tych wszystkich czynnikach.

Kosztorys usługi

Usługi architekta wnętrz nie należą do najtańszych. Spowodowane jest to zdobytą wiedzą, doświadczeniem zawodowym oraz wszelkimi kursami i zdolnościami artystycznymi jakie posiada. Oprócz tych wszystkich istotnych elementów, ważna jest również znajomość wyposażenia wnętrz każdego pomieszczenia. Ceny architekta wnętrz w Warszawie wynoszą od 80 do nawet 300-350 zł za m2. Oczywiście możliwe jest znalezienie kogoś tańszego, jednak musimy się liczyć, że taka osoba może posiadać mniejsze doświadczenie i są to na przykład studenci architektury. Już na samym początku współpracy warto określić oczekiwania finansowe, czyli ile jesteśmy w stanie wydać na dany projekt i co w tej cenie możemy dostać. Projektant może pokazać nam swoje portfolio i na jego podstawie możemy stwierdzić jaki styl i wizualizacja się nam podoba, a następnie określić ceny takiej usługi. W dostarczonym projekcie możemy znaleźć całkowitą wycenę oraz wszystkie niezbędne informacje, czyli ilość i rodzaj potrzebnych produktów oraz materiałów, rysunki techniczne oraz plan rozmieszczenia instalacji elektrycznej i wodnej. Całość usługi może potrwać od 4 do 6 tygodni.

Finansowa wojna Rosji. Wpływ sankcji na światowy system finansowy

Sankcje Zachodu wobec Rosji, spowodowane jej inwazją na Ukrainę były szybkie i druzgocące. W ciągu półtora miesiąca, licząc od dnia rozpoczęcia wojny, konsekwentnie nazywanej przez Rosję „operacją specjalną”, wprowadzono ponad 5,3 tys. ograniczeń wobec Moskwy. Ograniczenia w szczególności dotknęły sektor bankowy, energetykę i handel. Wiele międzynarodowych firm ogłosiło wycofanie się z Federacji Rosyjskiej. W geopolitycznej rozgrywce z Rosją, Zachód użył między innymi bardzo bolesnej dla tego kraju broni finansowej. Kraje zachodnie zablokowały prawie połowę rosyjskich rezerw złota i walut. Mówimy o około 300 miliardach dolarów umieszczonych na rachunkach zagranicznych banków i organizacji. Zablokowano głównie rosyjskie rezerwy dolarowe, ale także rezerwy w euro, brytyjskich funtach i jenach. Poważnie ograniczono możliwość dokonywania przez Rosję płatności w tych walutach przez odłączenie banku centralnego i znaczących rosyjskich banków komercyjnych od międzynarodowego systemu transakcji finansowych SWIFT.

Stany Zjednoczone poprzez sankcje próbują stworzyć sytuację, w której Rosja musiałaby wybrać między niewypłacalnością, a wykorzystaniem pozostałych rezerw walutowych – powiedziała sekretarz prasowy Białego Domu Jen Psaki. „Rosja nie ma nieograniczonych zasobów, zwłaszcza teraz, biorąc pod uwagę paraliżujące sankcje, które wprowadziliśmy. I będą musieli wybrać między wyczerpaniem pozostałych cennych rezerw dolarowych <…> a niewypłacalnością” – cytują agencje informacyjne słowa sekretarz prasowej Białego Domu. „Naszym celem jest zmuszenie ich do dokonania wyboru”, dodała Psaki, zapytana czy celem USA na tym etapie jest niewypłacalność Rosji.

Przypomnijmy, że niewypłacalność oznacza odmowę pożyczkobiorcy wywiązania się ze swoich zobowiązań pieniężnych. Z taką sytuacją Rosja zetknęła się w 1998 roku. W następstwie szeregu problemów gospodarczych i całkowitego wyczerpania rezerw Banku Centralnego, kraj zawiesił realizację swoich zobowiązań dłużnych na 90 dni.

Tymczasem w momencie wprowadzenia sankcji w lutym br. rosyjskie rezerwy złota i walut przekraczały 643 miliardy dolarów, z których część ulokowana była na rachunkach zagranicznych. Łączna wielkość rosyjskich rezerw gotówkowych pozwala na pełne pokrycie zadłużenia zagranicznego kraju, które na dzień 1 stycznia 2022 r. wynosiło 480 mld USD. Jednak częściowe zablokowanie przez Zachód rosyjskich rezerw złoto-walutowych stwarza techniczne trudności w spłacie zadłużenia. W marcu br. Waszyngton zdecydował się na jednorazowe odblokowanie części rosyjskich rezerw na spłatę długów terminowych, ale teraz Stany Zjednoczone zrezygnowały również z tego złagodzenia.

Sankcje antyrosyjskie mają na celu sparaliżowanie gospodarki tego kraju i uniemożliwienie mu dostępu do broni i sprzętu umożliwiającego prowadzenie wojny w Ukrainie i początkowo wydawało się, że amerykańska strategia działań finansowych wobec Rosji odniesie szybki sukces. W ciągu tygodnia od zamrożenia rosyjskich rezerw, rubel spadł o 40% w stosunku do dolara i w zasadzie po tak radykalnych krokach można by spokojnie przyglądać się krachowi rosyjskich finansów, gdyby nie to, że w światowym systemie finansowym zaczęły pojawiać się bardzo niepokojące sygnały. Sygnały, które mogą świadczyć o tym, że tego rodzaju działania Zachodu mogą być „mieczem obosiecznym”. Już dziesięć dni później rubel odrobił ponad połowę strat i w porównaniu do 25 lutego, tracił mniej niż 25% w stosunku do dolara i tylko 18% w stosunku do euro. Według Instytutu Finansów Międzynarodowych w Waszyngtonie sytuacja finansowa w Rosji również znacznie się poprawiła i pomimo sankcji Rosja szybko uzupełnia swój skarbiec.

Ponadto okazuje się, że blokada Rosyjskiego Banku Centralnego nie jest pełna. Bank ten ma rachunki walutowe w wielu rosyjskich bankach komercyjnych, więc Bank Centralny nadal może za ich pośrednictwem otrzymywać dolary. Stany Zjednoczone zabraniają bankom posiadającym oddziały w Stanach Zjednoczonych przeprowadzania bezpośrednich lub pośrednich transakcji z udziałem Rosyjskiego Banku Centralnego. Jednak banki te mogą nadal prowadzić interesy z największymi rosyjskimi bankami i samym Bankiem Centralnym w niektórych obszarach, w tym w handlu energią i powiązanymi towarami i usługami, a także żywnością i medycyną. Poza tym, od czasu nałożenia sankcji Moskwa ogranicza przepływ kapitału, aby uniemożliwić Rosjanom wyprowadzanie aktywów poza rosyjską jurysdykcję. Rosja zobowiązała również swoich eksporterów do sprzedaży 80% swoich dochodów z wymiany walutowej Bankowi Centralnemu. Biorąc pod uwagę zakres, w jakim Rosja może nadal eksportować surowce energetyczne, a Centralny Bank Rosji przyjmować i dystrybuować napływające waluty obce, zamrożenie aktywów tego ostatniego okazało się nie tak bolesne.

Główny ekonomista Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) Pierre-Olivier Gurinsha twierdzi, że rosyjskim władzom udało się powstrzymać załamanie finansowe i zapobiec bankructwu głównych banków w kraju. Według niego „władze rosyjskie podjęły skuteczne działania w celu złagodzenia skutków sankcji. Jednym z tych środków jest wsparcie budżetowe. Z powodzeniem powstrzymują wszelkiego rodzaju załamanie finansowe w kraju i zapewniają, że system bankowy stoi na nogach, a w Rosji nie ma poważnych bankructw banków. Agencja Bloomberg dodaje, że „wszystkie te fakty w połączeniu z kontrolą kapitału wyjaśniają, dlaczego rubel nie tylko nie załamał się, ale także odbił się od swoich minimalnych notowań”.

Wg Paula J. Davies’a z agencji Bloomberg, w systemie amerykańskich sankcji znalazły się dwie duże „dziury”, które zasadniczo go podważają. Po pierwsze, Rosji wciąż wolno sprzedawać paliwa kopalne, a po drugie, wydaje się, że Rosja jest w stanie wykorzystać dolary z ich sprzedaży na wsparcie rubla, a nawet na import środków prowadzenia wojny, jeśli kraje lub firmy, które nie przyłączyły się do sankcji, będą gotowe je dostarczać. Według eksperta Bloomberga, jedynymi rozwiązaniami w tej sytuacji są:

  • albo sankcjonowanie całego handlu energią z Rosją, co jak na razie pozostaje nie do przyjęcia dla krajów europejskich, których energetyka oparta jest na gazie,
  • albo zrealizowanie przez USA groźby wprowadzania sankcji wtórnych wobec krajów lub firm wspierających ekonomicznie Rosję poprzez handel surowcami.

Handel energią w Rosji ucierpiał, ale nie w takim stopniu, jak początkowo oczekiwano. Oprócz sprzedaży gazu do Europy i Chin rurociągami, Rosja nadal eksportuje ropę tankowcami z portów bałtyckich i czarnomorskich. Według ekonomistów z Banku Rezerwy Federalnej w Dallas, wykorzystując dyskonty cenowe, wobec obecnych wysokich cen paliw i możliwości wielokrotnej zmiany właściciela, rosyjska ropa wciąż płynie, a Javier Blas, ekspert Bloomberga ds. energii twierdzi, że światowy eksport ropy i gazu przynosi Rosji około 900 milionów dolarów dziennie.

Sankcje zagrożeniem dla światowej hegemonii dolara?

Z kolei analityk inwestycyjny Bloomberga w Credit Suisse Zoltan Pozhar twierdzi, że poprzez sankcje finansowe USA wobec Rosji, ale wcześniej wobec Iranu, Wenezueli czy Libii, gracze finansowi na świecie otrzymali niezwykle ważny sygnał – nie można liczyć na bezpieczeństwo swoich rezerw, jeśli są one przechowywane w dolarach. Wyrazem ich obaw może być podjęcie rozmów pomiędzy saudyjską firmą naftowo-gazową Saudi Aramco, a chińską CST na temat przejścia w opłatach za ropę naftową z dolarów na juany, o czym wcześniej poinformował The Wall Street Journal. Rijad rozważa wykorzystanie juana zamiast dolara do rozliczania transakcji naftowych. Niektórzy eksperci doszli już do wniosku, że Biden „stracił” Arabię ​​Saudyjską, która rzekomo przedkłada obiecującą współpracę z Chinami, nad sojusz ze Stanami Zjednoczonymi.

Zdaniem Zhang Yugui, dziekana Wydziału Finansów Międzynarodowych i Handlu Uniwersytetu w Szanghaju doprowadzi to do „prawdziwej eksplozji” na rynku ropy. W artykule dla Huánqiú Shíbà ekspert ten twierdzi, że transformacja walutowa firmy, która zarabia ponad 350 miliardów dolarów rocznie (chodzi o CST – przyp. autorów), znacząco wpłynie nie tylko na światowy rynek obrotu surowcami energetycznymi, ale również na pozycję dolara. Chiński specjalista uważa, że ​​„w niedalekiej przyszłości głównym problemem dla dolara będzie nie tylko brak zaufania do emitenta, ale również rosnące koszty utrzymania obecnego systemu finansowego dla Stanów Zjednoczonych. Ze względu na pewien spadek ich potencjału ekonomicznego, trudno będzie temu państwu jednocześnie zaspokoić oczekiwania kilku dużych krajów produkujących ropę na Bliskim Wschodzie. Ponadto sama ropa stopniowo traci swoją dominację na światowych rynkach energetycznych w kontekście coraz bardziej rozwijającej się koncepcji „neutralności węglowodorowej”. Doprowadzi to do tego, że system petrodolara, aby nadal istnieć, musi zostać gruntownie zreformowany, albo pogodzić się z tym, że zostanie częściowo zastąpiony przez inne waluty” – twierdzi Yugui.

Ciekawe, że na koniec 2021 r. udział dolara w rezerwach światowych spadł do 58,81%. Wartość ta była najniższa od 1995 roku, o czym świadczą dane Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Jak wynika z materiałów tej organizacji jeszcze w 2015 roku około 66% światowych rezerw gotówkowych ulokowanych było w walucie amerykańskiej. Zauważalny spadek wskaźnika w ciągu ostatnich kilku lat to w dużej mierze zasługa politycznych decyzji Waszyngtonu.

Działań interwencyjnych w światowych finansach obawia się prezes Rezerwy Federalnej USA, Jerome Powell. Według agencji Bloomberg z początku marca 2022 r., Powell przyznał, że wojna w Ukrainie może przyspieszyć dążenie Chin do opracowania alternatywnych rozwiązań wobec obecnej infrastruktury płatności międzynarodowych, zdominowanej przez dolara. Podobne oceny prezentują niektórzy finansiści europejscy.

Jakie mogą być antydolarowe działania w świecie finansów?

Alternatywnych wobec dolara rozwiązań finansowych poszukuje przede wszystkim Rosja, próbując ratować swoje, zagrożone totalnymi sankcjami, finanse. Rosyjscy ekonomiści, a przede wszystkim politycy, liczą przede wszystkim na ograniczenie roli amerykańskiej waluty w międzynarodowych operacjach finansowych, m.in. przez prowadzenie rozliczeń w walutach narodowych. Rozmowy na temat wprowadzenia takich rozliczeń Rosja prowadzi m.in. z Iranem, Chinami, Indiami, Turcją, a także z kilkoma krajami afrykańskimi i południowoamerykańskimi. Były prezydent FR, a obecnie wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Dmitrij Miedwiediew powiedział, że świat stopniowo zmierza w kierunku unowocześnionego systemu finansowego. Twierdzi, że reputacja gwarantów globalnego systemu finansowego po nałożeniu sankcji na rosyjskie rezerwy walutowe okazała się mocno wątpliwa. „Nie można ufać tym, którzy zamrażają konta innych państw, kradną cudze mienie biznesowe i osobiste, naruszając zasady absolutnej ochrony świętego prawa własności prywatnej” – dodaje Miedwiediew. Stwierdził, że świat nie może zaakceptować działań „tych, którzy w nieskończoność powiększają swój dług publiczny, drukując ciągle nowe banknoty, niemające oparcia w bogactwie narodowym, podejmując fikcyjne zobowiązania finansowe, których realizacji podupadające władze mogą w każdej chwili odmówić”. Natomiast według rosyjskiego eksperta-amerykanisty Dymitra Drobnitsky’ego „era globalizacji i roli dolara jako jedynej waluty światowej minęła, a globalny zachodnio-centryczny porządek światowy zostanie zastąpiony przez lokalne ośrodki władzy”.

Innym z antydolarowych działań podjętych przez Rosję, jest próba wprowadzenia przez ten kraj opłat w rublach za gaz dostarczany na Zachód. 23 marca prezydent Putin ogłosił, że Rosja odmawia przyjmowania płatności za dostawy gazu ziemnego w „skompromitowanych” według Rosji walutach, w tym w dolarach i euro, a płatność za to paliwo będzie przyjmowana w rublach. Szef rosyjskiego państwa podkreślił, że zmiany w kontraktach gazowych z tzw. nieprzyjaznymi krajami wpłyną jedynie na walutę płatności, podczas gdy Rosja będzie nadal dostarczać gaz ziemny w ustalonych w kontraktach ilościach, zgodnie z cenami kontraktowymi i zasadami cenowymi. Ze strony Rosji jest to próba wymuszenia na Zachodzie: albo wymiany zachodnich walut na ruble, albo odmrożenia rosyjskich rezerw walutowych, zablokowanych w zachodnich bankach, celem opłaty za dostarczany gaz.

Tymczasem Chiny już od dłuższego czasu próbują wyeliminować amerykańskiego dolara ze swojego handlu ropą naftową. W tym celu w październiku 2015 roku wprowadziły własną markę ropy naftowej, podobną do ropy marki Brent lub WTI, dążąc do zwiększenia swej roli w ustalaniu cen surowców. Ceny nowej marki ropy ustalane są w chińskich juanach i notowane na Szanghajskiej Międzynarodowej Giełdzie Energetycznej. Gdyby teraz, w wyniku toczących się negocjacji, Chińczykom udało się przejść w rozliczeniach z Saudi Aramco na juany, to byłoby to poważne uderzenie w pozycję dolara. Poza tym Chiny już całkiem poważnie przymierzają się do wprowadzenia cyfrowego juana[1].

Negatywny wpływ na pozycję dolara na świecie miały również działania Stanów Zjednoczonych podczas pandemii. Główny analityk TeleTrade Group of Companies, Mark Goykhman twierdzi, że w 2020 r., w związku z rozprzestrzenianiem się koronawirusa i masowym wprowadzaniem ograniczeń społecznych w większości stanów USA, Rezerwa Federalna USA ogłosiła bezprecedensowe rozszerzenie programu luzowania ilościowego amerykańskiej waluty. FED zaczął drukować dolary i pompować pieniądze w system finansowy kraju, aby szybko uchronić gospodarkę przed skutkami COVID-19. Działania amerykańskiego regulatora pozwoliły na ożywienie aktywności biznesowej i konsumenckiej w Stanach Zjednoczonych. Jednak kwestia wydrukowanych dolarów bez pokrycia stała się jedną z głównych przyczyn rekordowego wzrostu cen w samych Stanach Zjednoczonych i przyspieszenia inflacji na świecie – zauważył Goykhman. „Stany Zjednoczone wyczerpały potencjał dolarowego systemu finansowego. Widać to w gorączkowych próbach rozwiązania wszystkich problemów politycznych, finansowych i gospodarczych za pomocą jednego narzędzia – dolara. Jednak im bardziej Waszyngton to robi, tym bardziej podważa zaufanie innych krajów do nienaruszalności systemu dolarowego gospodarki światowej” – podkreśla analityk.

Zwraca również uwagę sankcyjne wykorzystanie, opartego głównie o transakcje dolarowe, Międzynarodowego Systemu Transakcji Finansowych – SWIFT[2]. 2 marca 2022 roku w UE weszły w życie sankcje wykluczające siedem rosyjskich banków z tego systemu. Wyłączenie rosyjskich banków ze SWIFT oznacza wydłużenie czasu rozliczania transakcji międzynarodowych, co będzie miało negatywne przełożenie np. na rosyjski handel zagraniczny, w tym na rosyjskie wpływy ze sprzedaży ropy naftowej i gazu ziemnego. Na liście sankcyjnej zabrakło jednak dwóch kluczowych instytucji — największego pożyczkodawcy w Rosji Sberbanku oraz kontrolowanego częściowo przez Gazprom Gazprombanku, co ma związek z obawami o stabilność dostaw surowców energetycznych z Rosji.

Wykorzystanie SWIFT dla wywarcia politycznej presji na Rosję wywołało poważne zaniepokojenie w Chinach. Zhou Xiaochuan, były szef chińskiego banku centralnego (PBC). podkreślił, że jeśli SWIFT zacznie być stosowany jako narzędzie do nakładania sankcji, to państwa dotknięte sankcją odłączenia od tego systemu płatności, z pewnością znajdą inne kanały komunikacji, aby kontynuować handel. Płatności transgraniczne w handlu światowym teoretycznie można dokonywać bez przechodzenia przez SWIFT. „SWIFT nie jest niezastąpiony, chociaż jego zastąpienie będzie wymagało wielu przygotowań” – stwierdził Zhou Xiaochuan. Z kolei Liu Liange, prezes Bank of China, wyraził w czasie wspomnianego forum opinię, że przyjęcie przez Zachód tzw. „opcji nuklearnej” w wojnach ekonomicznych tj. wykorzystania SWIFT do sankcjonowania, w tym wypadku Rosji, jest sygnałem alarmowym dla rozwoju finansowego Chin. „Musimy się przygotować, wykorzystując np. gospodarkę cyfrową, aby zapewnić bezpieczeństwo finansowe i handlowe” – powiedział Liu Liange.

Chiny posiadają własny transgraniczny międzybankowy system płatności – CIPS[3]. System ten przeznaczony jest głównie do płatności z udziałem juana. Jednak teraz w związku z sankcyjnym wykorzystaniem SWIFT, Chiny pracują nad rozszerzeniem funkcjonalności swojego systemu na inne waluty głównego nurtu. W ubiegłym, 2021 roku liczba transakcji obsługiwanych przez CIPS przekroczyła 3,3 miliona, czyli o ponad 50 procent więcej, niż rok wcześniej. W tym samym roku, system przetworzył około 80 bilionów juanów (12,56 bilionów dolarów) transakcji, co stanowi wzrost o ponad 75 procent w porównaniu z 2020 r. – podał Jiefang Daily pod koniec lutego 2022 r. Uczestnikami CIPS jest 1259 instytucji finansowych, ze 103 krajów i regionów. W systemie bierze udział 649 instytucji zagranicznych, co stanowi 52 procent wszystkich uczestników systemu.

Własny odpowiednik systemu SWIFT stworzyła również Rosja, chociaż rosyjski system realizował dotąd głównie wewnętrzne rozliczenia finansowe. Dopiero ostatnio „do rosyjskiego systemu przekazów finansowych SPFS[4], dołączyły 52 zagraniczne organizacje z 12 krajów” – poinformowała w Dumie szefowa Banku Rosji Elwira Nabullina. Dlatego rosyjskie instytucje finansowe, pozbawione możliwości wykorzystywania SWIFT, uciekają w miarę możliwości  do chińskiego systemu CIPS, zwiększając potencjał transakcji realizowanych w juanach, co w wymiarze długofalowym nie może być korzystne dla amerykańskiego dolara i transakcji opartych o tę walutę.

W podsumowaniu można stwierdzić, że świat finansów targany jest toczonymi na ogromną skalę, wojnami ekonomicznymi. Nie mniejszy wpływ mają na nie również wojny informacyjne, dyplomatyczne, a także otwarty konflikt zbrojny rozgrywany pomiędzy Rosją a Zachodem – w Ukrainie. Wszystko to powoduje, że Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) z niepokojem przygląda się stanowi światowych finansów, a w swoim raporcie, wydanym po posiedzeniu plenarnym Międzynarodowego Komitetu Walutowo-Finansowego (IMFC), które odbyło się w 2022 roku, w ramach wiosennego spotkania organów zarządzających MFW i Grupy Banku Światowego w Waszyngtonie, organ ten stwierdza wprost, że ograniczenia nałożone na Rosję doprowadzą do fragmentacji międzynarodowego systemu finansowego i monetarnego.

Autorzy: Robert Nogacki – Twórca Kancelarii Prawnej Skarbiec, płk rez. dr inż. Krzysztof Surdyk

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

[1] Pisaliśmy o tym w naszym artykule pt. „Chiny bliskie wprowadzenia suwerennej cyberwaluty” z 20.05.2020 r. Patrz: https://kancelaria-skarbiec.pl/publikacje/chiny-bliskie-wprowadzenia-suwerennej-cyberwaluty.html.

[2] SWIFT (Society for Worldwide Interbank Financial Telecommunication) – Stowarzyszenie na Rzecz Światowej Międzybankowej Telekomunikacji Finansowej. Jest to międzynarodowa organizacja zrzeszająca różne instytucje finansowe, która umożliwia realizację przelewów walutowych drogą elektroniczną. SWIFT ma swoją główną siedzibę w Belgii, ale jest nadzorowana przez banki centralne w Stanach Zjednoczonych, Japonii i Europie. SWIFT pozwala na dokonywanie płatności międzynarodowych w dowolnej walucie i z dowolnej instytucji, którą obejmuje system.

[3] CIPS (Cross-Border Interbank Payment System) – Transgraniczny system płatności międzybankowych został uruchomiony w październiku 2015 r. w celu zapewnienia „niezależnego, międzynarodowego systemu płatności i rozliczeń w juanie, łączącego rynki rozliczeniowe na morzu i lądzie oraz uczestniczące w nim banki”. Ma siedzibę w finansowym centrum Szanghaju, zatrudnia ponad 100 osób i posiada kapitał zakładowy o wartości 2,38 mld juanów (376,9 mln USD). Tę ważną infrastrukturę finansową systemu nadzoruje Ludowy Bank Chin.

[4] SPFS (ros. Система передачи финансовых сообщений – СПФС) – dosł.   System Przekazywania Komunikatów Finansowych jest rosyjskim odpowiednikiem systemu przelewów finansowych SWIFT w Rosji. System jest rozwijany od 2014 roku, kiedy rząd Stanów Zjednoczonych zagroził odłączeniem Rosji od systemu SWIFT. Pierwsza transakcja w sieci SPFS z udziałem przedsiębiorstwa pozabankowego została zrealizowana w grudniu 2017 r. W marcu 2018 r. do sieci należało ponad 400 instytucji (w większości banków).