Tajwan stawia na Polskę w ekspansji technologii dronowych w Europie

Według przedstawicieli tajwańskiej administracji oraz polskiej branży systemów bezzałogowych, ponad 60% tajwańskiego eksportu związanego z systemami bezzałogowymi do Europy trafia już do Polski. W nadchodzących miesiącach współpraca ma wejść na jeszcze wyższy poziom — zarówno pod względem dostaw technologii, jak i wspólnych inwestycji produkcyjnych. Polskie firmy liczą na podpisanie kolejnych kontraktów podczas Taiwan Expo 2026 in Europe, które odbędzie się w Warszawie w dniach 22–24 czerwca.

Rosnące zainteresowanie tajwańskimi rozwiązaniami wynika z dywersyfikacji globalnych łańcuchów dostaw oraz zwiększonego zapotrzebowania na zaufanych i niezawodnych partnerów technologicznych. Wykorzystując swoje kompetencje w zakresie półprzewodników, elektroniki i zaawansowanej produkcji przemysłowej, Tajwan umacnia swoją pozycję jako kluczowy dostawca systemów bezzałogowych i powiązanych technologii na rynki międzynarodowe.

Tajwan posiada obecnie jeden z najbardziej kompleksowych ekosystemów technologicznych w Azji dla rozwoju UAV, integrujący produkcję półprzewodników, infrastrukturę ICT, zastosowania AI oraz inżynierię precyzyjną. Tajwan pracuje nad dalszym wzmacnianiem integracji systemów bezzałogowych, kompetencji software’owych, cyberbezpieczeństwa oraz zaufanych łańcuchów dostaw poprzez współpracę międzynarodową”powiedział Wu Tsung-tsong, przewodniczący Industrial Technology Research Institute (ITRI).

Według danych branżowych, tajwański eksport dronów i komponentów UAV dynamicznie rośnie. W 2025 roku wartość eksportu przekroczyła 54,8 mln USD, podczas gdy globalny rynek związany z technologiami bezzałogowymi może osiągnąć wartość nawet 1 bln TWD w ciągu najbliższych pięciu lat. Kluczowym elementem tego rozwoju jest trend określany jako „Clean Supply Chain”, czyli tworzenie zdywersyfikowanych i odpornych łańcuchów dostaw.

To właśnie na tym polu Polska i Tajwan znalazły wspólny język. Polska, która w ostatnich latach stała się jednym z europejskich liderów wykorzystania dronów zarówno w zastosowaniach cywilnych, jak i związanych z bezpieczeństwem, poszukuje nowych partnerów technologicznych oraz stabilnych źródeł komponentów i systemów sterowania.

Wierzymy, że ten rok może być przełomowy pod względem współpracy. Chcemy eksportować nasze doświadczenie, kreatywność i know-how, a jednocześnie doceniamy możliwość zakupu tajwańskich rozwiązań, które mogą pomóc dywersyfikować źródła technologii. Mam nadzieję, że podczas Taiwan Expo polskie i tajwańskie firmy podpiszą kolejne kontrakty. Jestem przekonany, że zarówno w Polsce, jak i na Tajwanie powstaną wspólne fabryki oraz projekty wprowadzające nowe rozwiązania na rynek”mówi Robert Fintak, prezes Polskiej Izby Systemów Bezzałogowych.

Coraz większego znaczenia nabiera również rozwój rozwiązań Edge AI — sztucznej inteligencji działającej bezpośrednio na urządzeniach. Dzięki temu nowoczesne drony mogą samodzielnie analizować obrazy w czasie rzeczywistym, wykrywać przeszkody i prowadzić autonomiczne misje bez konieczności stałej komunikacji z centrum operacyjnym. Technologie te znajdują zastosowanie nie tylko w sektorze bezpieczeństwa, ale również w energetyce, logistyce, monitoringu środowiska i inteligentnym rolnictwie.

Eksperci podkreślają, że współpraca Polski i Tajwanu odzwierciedla szersze działania na rzecz wzmacniania odporności technologicznej i współpracy przemysłowej w Europie. Europa coraz intensywniej inwestuje w bezpieczeństwo technologiczne oraz dywersyfikację łańcuchów dostaw kluczowych technologii. W tym kontekście Tajwan postrzegany jest jako stabilny i wiarygodny partner technologiczny, oferujący wysokie standardy cyberbezpieczeństwa oraz transparentności produkcji. Dla Polski oznacza to szansę nie tylko na rozwój krajowego sektora dronowego, ale także na budowę silnej pozycji eksportowej w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Dla Tajwanu współpraca z polskimi firmami może stać się bramą do dalszej ekspansji na rynek europejski.

Wszystko wskazuje na to, że najbliższe miesiące mogą okazać się kluczowe dla dalszego rozwoju tego partnerstwa. Przedstawiciele branży po obu stronach liczą, że Taiwan Expo przyniesie konkretne decyzje inwestycyjne, nowe kontrakty oraz początek długofalowej współpracy technologicznej między Polską a Tajwanem.

W Taiwan Expo 2026 in Europe mają uczestniczyć wiodące tajwańskie firmy z sektora systemów bezzałogowych i zaawansowanych technologii, w tym członkowie Taiwan Excellence Drone International Business Opportunities Alliance (TEDIBOA). Wśród uczestników znajdą się m.in. Aerospace Industrial Development Corp. (AIDC) oraz Thunder Tiger Corp.

Rynek ropy w trzech scenariuszach: kryzys, eskalacja albo gwałtowna przecena

Ceny ropy są ekstremalnie zmienne. Im dłużej będzie trwała wojna, tym bardziej przekładać będzie się na wzrost inflacji. Inwestorzy są jednak nadspodziewanie spokojni. Może nawet dojść do wojny cenowej w przyszłym roku, bo podaż ropy będzie bardzo duża.

Obecnie rynek surowców energetycznych wywołuje lawinę zmian w prognozach makroekonomicznych. Temat ropy naftowej oraz gazu pozostaje wciąż kluczowy na globalnym rynku wobec dalszego impasu negocjacji pokojowych między Stanami Zjednoczonymi oraz Iranem.

Amerykański prezydent komunikował już kilkakrotnie, że jego cierpliwość się kończy, a czas na wypracowanie konsensusu powoli mija. Dla inwestorów ryzyko geopolityczne długotrwale wpisuje się w wyceny aktywów, napędzając dynamiczny wzrost cen ropy naftowej, która wyraźnie wpływa również na oczekiwania dotyczące inflacji, stóp procentowych oraz kursów walut.

Codzienna zmienność ropy jest bardzo duża, ale jednocześnie jej ceny wahają się niemal w tych samych granicach. Dla ropy brent to okolice 100-110 USD za baryłkę na kontraktach terminowych. Gdyby nie postawa inwestorów, mogłaby kosztować 150 USD, ale inwestorzy nie chcą zaryzykować takiej ceny na kontraktach terminowych.

– Krótkoterminowe prognozowanie cen ropy stało się tak trudne, że nie ma sensu wskazywać gdzie znajdzie się cena ropy za dwa czy trzy tygodnie – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz w XTB. – Prognozowanie, gdzie znajdzie się cena na koniec tego roku ma już większy sens, ruchy na krzywej terminowej są zdecydowanie mniejsze i odpowiadają też jak bardzo rynek obawia się co działo się z bilansem na rynku ropy naftowej. Obecnie ten deficyt jest duży, ale nie aż tak bardzo, jak można byłoby przypuszczać.

Sytuacja jest tym bardziej skomplikowana, że ZEA 1 maja opuściły struktury kartelu OPEC, planując niezależne zwiększenie wydobycia. Produkcja w OPEC spadła do najniższego poziomu od lat 90, kiedy również rynek ropy doświadczył kryzysu związanego z wojną w Zatoce Perskiej, która obniżyła na wiele miesięcy produkcję ropy o kilka milionów baryłek.

Zgodnie z najnowszym raportem Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA), globalne zapasy ropy i produktów rafinowanych topniały w kwietniu w tempie 4 milionów baryłek dziennie, co wywołało już fizyczny brak paliw w krajach azjatyckich (Wietnam, Pakistan, Bangladesz).

Obecnie wskazuje się na 3 najbardziej prawdopodobne scenariusze dla rynku ropy naftowej, które będą miały ogromny wpływ na kształtowanie się cen paliw:

  • Scenariusz 1 (bazowy): „kontrolowany kryzys”. Utrzymanie cen ropy brent w przedziale 100–120 USD przy częściowej blokadzie oraz utrzymaniu kruchego zawieszenia broni.
  • Scenariusz 2: eskalacja i głęboki deficyt. Dalsza całkowita blokada Zatoki Perskiej wywinduje ceny powyżej 125–130 USD. Powyżej poziomu 130 USD za baryłkę możliwa będzie szybsza destrukcja popytu zgodnie z zasadą 1% spadku zapotrzebowania na ropę przy 4% wzrostu cen. IEA szacuje, że globalny popyt w 2026 roku skurczy się z tego powodu o 420 tys. baryłek dziennie, mocno uderzając w lotnictwo i petrochemię.
  • Scenariusz 3: deeskalacja i rozejm. Powrót cen ropy brent poniżej 80-90 USD w ciągu 2-3 miesięcy. Goldman Sachs zaznacza jednak, że powrót do stabilności zająłby wiele czasu, gdyż rządy zaczną natychmiast masowo odbudowywać rezerwy strategiczne, generując silne dno cenowe.

– Rynek ma cały czas nadzieje, że to się skończy szybciej niż później – komentuje ekspert XTB. – Możliwe jednak, że rynek będzie powtarzał za dwa miesiące, gdy sytuacja się nie zmieni.

Gdy zakończy się wojna potrzeba będzie kilku miesięcy, aby statki z ropą dotarły do docelowych portów. Podwyższone ceny ropy będą się więc długo utrzymywać, choć spadną z obecnych poziomów. Tankowce pływają do Azji teraz coraz częściej do USA, eksport ropy ze Stanów jest największy w historii. Gospodarka USA więc na tym korzysta, zyski wielkich korporacji bardzo wzrosły, jednak amerykańscy konsumenci są bardzo niezadowoleni z cen na stacjach paliw.

– Cały ten konflikt może się skończyć tak, że ceny ropy spadną do 50-60 USD, bo podaż ropy może powrócić do historycznych szczytów, a przy zmniejszonym popycie w przyszłym roku może dojść do wojny cenowej, gdy podaż ropy okaże się za wysoka o 5 mln baryłek.

Obecna sytuacja na stacjach benzynowych w Polsce odzwierciedla zderzenie globalnych trendów surowcowych z krajowymi mechanizmami regulacyjnymi. Oficjalnie ceny paliw w Polsce utrzymują się na relatywnie niskich i ustabilizowanych poziomach. Jest to bezpośredni rezultat wprowadzenia na początku kwietnia rządowego pakietu osłonowego (tzw. pakietu CPN), opartego na wytycznych Ministerstwa Energii, który radykalnie obniżył opodatkowanie (VAT oraz akcyzę) na produkty naftowe i wprowadził maksymalne limity cen detalicznych.

Jakub Górnik pokieruje globalną praktyką Deloitte dla sektora TME

0

Od 1 czerwca br. Jakub Górnik obejmie stanowisko globalnego lidera usług dla sektora telekomunikacji, mediów i rozrywki (TME) w Deloitte. W nowej roli będzie odpowiadał za rozwój globalnej praktyki Operate, wspierającej klientów z ponad 150 krajów w transformacji operacyjnej, skalowaniu usług i wdrażaniu nowoczesnych modeli zarządzania.

Jakub Górnik posiada bogate doświadczenie na styku biznesu i technologii. Specjalizuje się w transformacji cyfrowej, rozwoju produktów oraz tworzeniu i realizacji strategii biznesowych. Doświadczenie zdobywał w sektorze telekomunikacji i sportu. Przed dołączeniem do Deloitte zajmował stanowiska kierownicze m.in. w T-Mobile i Orange. W ostatnich latach realizował szereg projektów z zakresu cyfrowej transformacji dla firm z sektora TME, a także klientów z branży finansowej, medycznej oraz organizacji sportowych i sektora publicznego.

Jakub jest członkiem globalnego zespołu Deloitte odpowiedzialnego za partnerstwo z Międzynarodowym Komitetem Olimpijskim (MKOl) oraz dostarczenie rozwiązań technologicznych na Igrzyska Olimpijskie Milano-Cortina 2026 i Los Angeles 2028. Wraz z zespołem niemal 200 inżynierów z Polski i Europy Środkowej odpowiada za budowę oprogramowania wspierającego realizację tych wydarzeń.

W nowej roli Górnik będzie odpowiedzialny za międzynarodową praktykę Deloitte w sektorze TME w ponad 150 krajach. Dzięki doświadczeniu zdobywanemu na rynkach Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki wesprze klientów w projektowaniu nowoczesnych modeli operacyjnych, skalowaniu biznesu oraz wdrażaniu innowacji, odpowiadających na rosnącą złożoność rynku i zmieniające się oczekiwania konsumentów.

Klienci z sektora TME funkcjonują dziś w bardzo wymagającym otoczeniu biznesowym. Sztuczna inteligencja, zmieniające się zachowania konsumentów oraz presja infrastrukturalna nakładają się na siebie w tym samym czasie. Praktyka Operate to miejsce, w którym strategia spotyka się z rzeczywistością. Cieszę się, że będę kierował zespołem, który pomaga klientom nie tylko mądrzej zarządzać swoją działalnością operacyjną, ale też przekształcać ją w źródło wzrostu i przewagi konkurencyjnej. To również szansa dla polskich firm, by czerpać inspirację oraz konkretne, sprawdzone rozwiązania z najlepszych globalnych przykładów i wdrażać je na własnym rynku – mówi Jakub Górnik, nowy Global Operate TME Sector Leader w Deloitte.

GUS o handlu i e-handlu w kwietniu 2026 r.

Według najnowszych (opublikowanych dziś o g. 9.30) danych GUS, sprzedaż detaliczna w cenach stałych w kwietniu 2026 r. była wyższa niż przed rokiem o 1,3% (wobec wzrostu o 7,6% w kwietniu 2025 r.). W porównaniu z marcem 2026 r. nastąpił spadek sprzedaży detalicznej o 0,8%.

W przypadku e-handlu w kwietniu 2026 r. wartość sprzedaży detalicznej przez Internet w cenach bieżących była o 0,5% wyższa niż przed rokiem, podczas gdy udział sprzedaży przez Internet w sprzedaży „ogółem” zmniejszył się w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego z 8,8% do 8,6%. (na koniec marca udział wynosił 9.6%)

Najnowsze dane komentują poniżej eksperci Univio, Postis, Finax, Meest Transfer i Digitree Group. 

Tomasz Gutkowski – Chief Commercial Officer w Univio

Po rekordowej e-sprzedaży w marcu, kwiecień przyniósł lekkie spadki w ujęciu miesięcznym, ale jednocześnie wzmocnienie kondycji branży względem analogicznego okresu ubiegłego roku. W tym samym czasie majowe dane GUS pokazują stopniową poprawę nastrojów konsumenckich. Zarówno ocena obecnej sytuacji, jak i oczekiwania na przyszłość są lepsze niż miesiąc wcześniej. Bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej wzrósł do poziomu minus 11,3 pkt., czyli o 2,8 pkt. więcej niż w kwietniu i o 3,2 pkt. więcej niż rok temu. To wyraźny sygnał, że konsumenci stopniowo odzyskują większą gotowość do wydawania pieniędzy, co dla handlu i e-commerce ma kluczowe znaczenie.

Coraz wyraźniej zmieniają się też same nawyki zakupowe konsumentów. Zakupy online stają się dla klientów naturalnym kanałem pierwszego wyboru, a nie jedynie dodatkiem do wizyty w centrum handlowym. Dodatkowo okres od końca kwietnia do połowy czerwca tradycyjnie sprzyja wzrostowi konsumpcji. Majówka, komunie, sezon weselny i ogólnie eventowy czy wyprzedaże śródroczne generują zwiększony ruch zakupowy w wielu kategoriach – od mody i prezentów po gastronomię i usługi. Jednocześnie powoli wchodzimy w okres wzmożonych wydatków związanych z zakończeniem roku szkolnego oraz planowaniem wakacyjnych wyjazdów, co może dodatkowo napędzać handel w najbliższych tygodniach.

W takim otoczeniu szczególnego znaczenia nabiera jakość fundamentów firm działających w branży: logistyka, dane i technologia. Dlatego inwestycje w infrastrukturę obliczeniową są praktycznym narzędziem wspierającym rozwój biznesu w obszarze e-commerce. Biorąc pod uwagę te czynniki, perspektywy dla całego rynku pozostają bardzo solidne. Według różnych szacunków wartość polskiego e-commerce w 2026 roku może wynosić od około 175 do nawet ponad 180 mld zł, a prognozy wskazują na dalszy wzrost także w kolejnych latach. Analitycy zakładają, że do 2028 roku rynek może zbliżyć się do poziomu 190–200 mld zł, utrzymując tempo wzrostu wyraźnie wyższe niż tradycyjny handel detaliczny.

Damian Siusta, Bussines Development Manager Postis w Polsce

Choć udział handlu online w detalu wykazuje naturalne wahania na poziomie 9,3-9,7%, branża stoi przed poważnymi wyzwaniami o charakterze strukturalnym. Sytuacja geopolityczna, w tym napięcia na Bliskim Wschodzie, winduje koszty frachtu, energii i ubezpieczeń. Z perspektywy automatyzacji dostaw na ostatniej mili wchodzimy w erę, w której logistyka musi być inteligentna i precyzyjnie skalkulowana. Globalni gracze, tacy jak Amazon, odchodzą od modelu bezwarunkowej darmowej dostawy i bezkosztowych zwrotów. Stan branży wymusza na polskich e-sklepach porzucenie decyzji opartych na przeczuciach na rzecz zaawansowanej analityki i sztucznej inteligencji, która w czasie rzeczywistym symuluje scenariusze kosztowe i optymalizuje progi darmowej dostawy dla poszczególnych segmentów. Intensywne inwestycje liderów rynku w infrastrukturę logistyczną i asystentów AI (np. inicjatywy InPostu i Allegro) potwierdzają, że w obecnych realiach rynkowych kluczem do sukcesu nie jest samo stymulowanie wolumenu paczek, lecz maksymalna efektywność operacyjna i automatyzacja procesów logistycznych.

Dominik Baldowski, wealth manager w Finax

Stabilizacja sytuacji Kowalskich, choć do “strefy komfortu” wciąż daleko

Konsumentom nadal sprzyja wzrost wynagrodzeń, choć rynek pracy nie jest już tak jednoznacznie mocny jak w poprzednich latach. Jednocześnie inflacja, choć zdecydowanie niższa niż w szczycie cyklu, pozostaje powyżej celu NBP, a ceny usług wciąż pokazują uporczywą presję kosztową. Dodatkowym źródłem niepewności są ceny paliw i geopolityka, na co zwracała uwagę RPP w majowym komunikacie. Stopa referencyjna NBP wynosi obecnie 3,75 proc., po decyzji rady z 6 maja o utrzymaniu jej bez zmian. Co ciekawe, ogólnopolskie badanie „Financial Wellness Index” od Finax pokazuje wprawdzie stabilizację sytuacji Kowalskich, choć do “strefy komfortu” wciąż daleko. Wskaźnik oceniający dobrostan finansowy polskiego społeczeństwa wynosi obecnie 47 pkt na 100 możliwych. Wbrew globalnym napięciom, nie widać wzrostu stresu związanego z finansami, jednak poczucie bezpieczeństwa w tym obszarze wciąż pozostaje ograniczone.

Co istotne, rynek zaczął wyceniać ryzyko ponownego wzrostu kosztu pieniądza. Kontrakty FRA sugerowały w ostatnich tygodniach poziom stóp nawet o ok. 80–100 punktów bazowych wyższy od obecnego, co można interpretować jako odpowiednik 3–4 podwyżek po 25 punktów bazowych. Taki scenariusz miałby bezpośrednie znaczenie dla kredytobiorców – wyższe stopy to wyższy koszt finansowania, większe raty kredytów zmiennoprocentowych i mniejsza przestrzeń w domowych budżetach.

Dlatego nawet przy solidnej konsumpcji wniosek dla finansów osobistych pozostaje niezmienny: samo odkładanie pieniędzy na niskooprocentowanych rachunkach nie wystarczy. W środowisku uporczywej inflacji i zmiennych oczekiwań wobec stóp procentowych kluczowe staje się mądre zarządzanie finansami, czyli kontrola zadłużenia, budowanie poduszki bezpieczeństwa i dywersyfikacja kapitału. Dobrze zbudowany portfel, łączący część dłużną z ekspozycją na globalny rynek akcji poprzez ETF-y, daje większą szansę nie tylko na ochronę oszczędności, ale też na ich realny wzrost w długim terminie.

Bartosz Sawicki, prezes zarządu Meest Transfer

Dane GUS potwierdzają, że polski e-commerce funkcjonuje na solidnych, stabilnych fundamentach, oscylując wokół 9-10% udziału w całym handlu detalicznym. Z perspektywy systemów płatniczych kluczowym zjawiskiem nie jest już sam kierunek krzywej sprzedaży, lecz zmiana struktury popytu. Obserwujemy dwucyfrową dynamikę wzrostu liczby realizowanych transakcji przy jednoczesnej stabilizacji średniej wartości koszyka zakupowego. Oznacza to, że e-zakupy stały się dla Polaków codziennością, co wymaga od operatorów płatności maksymalnego upraszczania procesów transakcyjnych przy drobnych, częstszych zakupach. Dodatkowo, przy wciąż odczuwalnej 3-procentowej inflacji i selektywnym podejściu konsumentów do wydatków, kluczowe staje się oferowanie elastycznych metod finansowania koszyka. Kwietniowy rynek to także wyraźne umocnienie sprzedaży transgranicznej (cross-border), która generuje już niemal co piątą złotówkę w polskim e-handlu. Dla branży płatniczej to jasny sygnał: obecny stan rynku wymaga bezszwowej obsługi wielu walut i lokalnych metod płatności, aby wspierać polskie e-sklepy w budowaniu przewagi na zagranicznych rynkach.

Michał Kręcisz, Business Development Director w Digitree Group

Po mocnym marcu kwiecień 2026 r. przyniósł wyhamowanie dynamiki e-commerce. Choć wartość sprzedaży detalicznej przez Internet w cenach bieżących była o 0,5% wyższa niż przed rokiem, udział kanału online w sprzedaży detalicznej ogółem obniżył się, co może wskazywać na częściowe przesunięcie aktywności konsumentów w kierunku handlu tradycyjnego. Spadek ten wpisuje się w utrwalony historycznie trend sezonowy, zgodnie z którym początek drugiego kwartału regularnie wykazuje niższą dynamikę obrotów w porównaniu do wyników marcowych.

Wysoka baza marcowa mogła wynikać z kumulacji kilku kluczowych czynników: sezonowości przedświątecznej, czyli intensywnych przygotowań konsumentów do Świąt Wielkanocnych, a także rotacji asortymentu w branży fashion i wprowadzania nowych kolekcji wiosennych. Potwierdzeniem znaczenia tego segmentu może być kwietniowy spadek udziału sprzedaży internetowej w kategorii „tekstylia, odzież, obuwie”. Na kwietniowe wyhamowanie dynamiki e-commerce mogły wpłynąć również czynniki pogodowe. Poprawa warunków atmosferycznych tradycyjnie zwiększa aktywność konsumentów w handlu tradycyjnym, wspierając ruch w sklepach stacjonarnych. Mimo tych sezonowych wahań, pozytywnym sygnałem dla rynku pozostaje stały, silny rozwój handlu transgranicznego (cross-border e-commerce).

Firmy chcą większej obecności w biurach. Frekwencja zaczyna rosnąć

Praca hybrydowa utrzymuje się jako jeden ze standardowych warunków wykonywania obowiązków zawodowych deklarowanych przez pracodawców. Przynajmniej częściową elastyczność w wyborze miejsca wykonywania pracy oferuje 8 na 10 firm – wynika z raportu CBRE „Hybrydowa układanka: dane, ludzie, przestrzeń”. Zdecydowana większość organizacji pracuje w modelu hybrydowym z różnym zakresem pracy zdalnej, a 1 na 10 opiera się o pracę w 100 proc. z biura. W ciągu ostatniego roku wysiłki pracodawców zmierzające do zwiększenia obecności pracowników w biurach przyniosły rezultaty i frekwencja rośnie.

Organizacje wybierające pracę hybrydową funkcjonują w różnych modelach dzielenia pracy zdalnej i stacjonarnej. Zasady komunikowane przez organizację nie zawsze jednak przekładają się na faktyczną frekwencję w biurze. Na przykład przewagę pracy z biura (3 dni w tygodniu lub więcej w biurze) komunikuje 45 proc. pracodawców, ale tylko 26 proc. deklaruje, że pracownicy przychodzą do biura z taką częstotliwością. Z kolei 13 proc. pracodawców komunikuje model z przewagą pracy zdalnej (3 dni w tygodniu lub więcej), a 26 proc. faktycznie obserwuje taki model w zachowaniach swych pracowników.

Część organizacji komunikujących model „przewaga biura” planuje dalsze uelastycznienie polityki przychodzenia do biura, a część jej zaostrzenie. Firmy, które funkcjonują obecnie w modelu pracy zdalnej z okazjonalną obecnością w biurze, nie planują zmian w przyszłości i ich odsetek utrzyma się na poziomie około 15 proc.

Obecność w biurach rośnie

Pracownicy wracają do biur. Odsetek firm deklarujących średnie wykorzystanie powierzchni biurowej na poziomie 61-80 proc. wzrósł do jednej piątej z 14 proc. rok wcześniej. Dodatkowo, co dziesiąta firma raportuje wykorzystanie przestrzeni na poziomie 81-100 proc., podczas gdy jeszcze rok temu takich firm nie było wcale. W praktyce może to oznaczać, że biuro użytkowane w tak wysokim stopniu jest za małe na potrzeby danej organizacji.

Frekwencja pracowników w biurach rośnie, co widać zarówno w średnim, jak i maksymalnym wykorzystaniu powierzchni. To pozytywny sygnał dla rynku biurowego, ale jednocześnie wyzwanie dla organizacji. Wiele z nich może stanąć przed problemem zbyt małych przestrzeni lub zbyt dużego zagęszczenia. Kluczowe będzie nie tylko zachęcanie pracowników do powrotu, ale przede wszystkim mądre zarządzanie powierzchnią z wykorzystaniem zaawansowanych narzędzi monitoringu i planowania. Firmy, które zainwestowały w technologie wspierające hybrydowość, takie jak sensory, systemy rezerwacji, analizy danych, są dziś  znacznie lepiej przygotowane do optymalizacji swoich biur. Model hybrydowy z przewagą biura staje się standardem, a organizacje, które tego nie uwzględnią w swoich strategiach nieruchomościowych, mogą stanąć przed kosztownymi problemami operacyjnymi – mówi Ewa Brzozowska-Szewczyk, Associate Director, CBRE.

Firmy zatrudniające 1000 lub więcej pracowników wydają się użytkować swoje biura bardziej intensywnie. 80 proc. z nich deklaruje wykorzystanie na poziomie 41 proc. lub wyższym. Wynika to
z faktu, że mają trafniej dopasowane biuro do liczby zatrudnionych pracowników, a samo wnętrze jest dostosowane do potrzeb wynikających ze specyfiki organizacji. Ponadto wykorzystują bardziej zawansowane narzędzia do planowania i monitorowania obłożenia poszczególnych stref biura oraz do komunikowania zmian.

Ropa Brent mocno tanieje, ale rentowności obligacji pozostają pod presją

Kontrakty terminowe na ropę Brent spadają w poniedziałek o ponad 7,6% i są wyceniane w okolicach 95,65 USD za baryłkę. Głównym czynnikiem sprzyjającym uspokojeniu nastrojów na rynku ropy są informacje, że Stany Zjednoczone i Iran zbliżyły się do zawarcia porozumienia. Według doniesień proponowana umowa mogłaby doprowadzić do ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz, zakończenia działań zbrojnych, odblokowania części zamrożonych irańskich aktywów oraz rozpoczęcia kolejnych rozmów dotyczących ograniczenia programu nuklearnego Teheranu. Prezydent Donald Trump zaznaczył jednak, że Waszyngton utrzyma blokadę Cieśniny Ormuz do czasu osiągnięcia formalnego porozumienia, dodając, że nie zamierza „spieszyć się” z zawarciem umowy.

Konflikt zwiększył oczekiwania dotyczące bardziej „jastrzębich” działań ze strony banków centralnych. Jednocześnie wzrost rentowności długoterminowych obligacji nie wynika obecnie wyłącznie z obaw o inflację wywołaną wojną i droższą ropą. Coraz wyraźniej widać, że za presją na rynku długu stoją także głębsze czynniki strukturalne, związane z wysokim zadłużeniem państw, rosnącą podażą obligacji, możliwością utrzymywania się wyższych stóp procentowych oraz zmianami zachodzącymi w globalnej gospodarce.

Szczególnie dobrze widać to w Stanach Zjednoczonych, gdzie wzrost rentowności długoterminowych obligacji był w dużej mierze efektem wzrostu realnych rentowności, czyli oprocentowania po uwzględnieniu inflacji. Oznacza to, że inwestorzy nie reagują jedynie na krótkoterminowe ryzyka, takie jak wzrost cen ropy czy przejściowe przyspieszenie inflacji. Rynkowe miary oczekiwań inflacyjnych nie wzrosły bowiem tak mocno jak same rentowności. Długoterminowe oczekiwania inflacyjne w USA pozostają niższe niż w 2022 roku i są zbliżone do poziomów obserwowanych w grudniu. Sugeruje to, że rynek obligacji wycenia coś więcej niż tylko ryzyko droższej energii. Jednym z najważniejszych źródeł tej presji są finanse publiczne. W USA inwestorzy coraz uważniej przyglądają się wysokiemu deficytowi budżetowemu, rosnącym kosztom obsługi długu oraz perspektywie większych emisji obligacji skarbowych. Im większe potrzeby pożyczkowe państwa, tym większa podaż długu trafia na rynek. W takiej sytuacji inwestorzy mogą oczekiwać wyższej premii za ryzyko i większego wynagrodzenia za lokowanie kapitału w papierach długoterminowych.

Dodatkowym czynnikiem wpływającym na koszty finansowania jest boom inwestycyjny związany ze sztuczną inteligencją. Firmy technologiczne przeznaczają ogromne środki na budowę centrów danych, rozwój infrastruktury półprzewodników i inne projekty wymagające dużych nakładów kapitałowych. Część tych inwestycji jest finansowana emisją długu korporacyjnego, co zwiększa popyt na kapitał i może podbijać jego cenę. W krótkim terminie rozwój sztucznej inteligencji, choć w przyszłości może poprawiać produktywność gospodarki, może więc sprzyjać utrzymywaniu się wyższych kosztów finansowania. Na innych głównych rynkach obligacji sytuacja ma nieco odmienny charakter. W Japonii i Niemczech większą rolę we wzroście rentowności odegrały oczekiwania inflacyjne, natomiast w Wielkiej Brytanii dodatkowym źródłem presji pozostają niepewność polityczna oraz ryzyko prowadzenia luźniejszej polityki fiskalnej. Wspólnym mianownikiem pozostaje jednak przekonanie, że era bardzo taniego pieniądza może nie wrócić tak szybko, jak wcześniej zakładano.

Rentowności obligacji mogą nie spaść wyraźnie nawet wtedy, gdy napięcia wojenne osłabną, a ceny ropy się ustabilizują, ponieważ rynek długu zaczyna wyceniać głębsze zmiany: rosnące potrzeby pożyczkowe państw, większą podaż obligacji oraz możliwość trwałego wzrostu neutralnej stopy procentowej. Oznaczałoby to, że gospodarka światowa wchodzi w okres wyższych kosztów finansowania niż jeszcze parę lat temu, kiedy dominowały wysokie oszczędności i bardzo niskie stopy procentowe. Obecny wzrost rentowności obligacji należy więc interpretować szerzej niż tylko jako reakcję na wojnę i ceny ropy. Nawet jeśli ryzyko inflacyjne związane z konfliktem osłabnie, koszty finansowania mogą pozostać podwyższone. Decydujące znaczenie mogą mieć bowiem zadłużenie państw, duże emisje obligacji, rosnące potrzeby inwestycyjne oraz strukturalne zmiany w gospodarce, które stopniowo przekształcają warunki funkcjonowania globalnego rynku kapitałowego.

Dywidenda Mex Polska powyżej założeń polityki. Do akcjonariuszy ma trafić 460 tys. zł

Mex Polska S.A. – notowana na Rynku Głównym GPW w Warszawie spółka holdingowa działająca w obszarze gastronomicznym – poinformowała, że Zarząd Spółki podjął decyzję o rekomendowaniu wypłaty 50 proc. skonsolidowanego zysku netto z 2025 r. w formie dywidendy. Kwota na wypłatę dywidendy wynosi 460 tys. zł, co odpowiada kwocie 0,06 zł na jedną akcję objętą dywidendą. Powyższa rekomendacja oznacza poziom wyraźnie wyższy od założeń przyjętej polityki dywidendowej zakładającej wypłatę 30 proc. skonsolidowanego zysku netto za dany rok obrotowy.

Rekomendacja wypłaty dywidendy na poziomie wyraźnie przekraczającym założenia stanowi naturalną konsekwencję konsekwentnie realizowanej polityki ukierunkowanej na budowanie długoterminowej wartości dla akcjonariuszy. Jednocześnie odzwierciedla ona bardzo dobrą kondycję finansową Grupy, stabilną jakość generowanych przepływów pieniężnych oraz komfortową przestrzeń do jednoczesnego prowadzenia ekspansji operacyjnej i realizacji atrakcyjnej polityki dywidendowej, bez ograniczania tempa rozwoju – powiedział Paweł Kowalewski, Prezes Zarządu Mex Polska S.A.

Na koniec 2025 roku Grupa Mex Polska osiągnęła skonsolidowany zysk netto na poziomie 0,8 mln zł, EBITDA na koniec ub. roku wyniosła 16,5 mln zł, natomiast zysk operacyjny EBIT ukształtował się na poziomie 4,6 mln zł. Przychody wyniosły 127,4 mln zł, co dało 19,12 proc. wzrost r/r. Silnym okresem okazała się końcówka roku. W samym IV kwartale przychody osiągnęły 34 mln zł, rosnąc o 24,4 proc. r/r, natomiast zysk netto w tym okresie wyniósł 0,4 mln zł.

Na wyniki Grupy istotny wpływ ma konsekwentna realizacja strategii ekspansji krajowej, obejmującej systematyczne otwieranie nowych lokali oraz selektywny, oparty na analizie potencjału rynkowego dobór lokalizacji. Spółka koncentruje się na lokalizacjach o wysokim potencjale ruchu i rentowności, co przekłada się na poprawę efektywności całej sieci. Od początku roku Grupa otworzyła już cztery nowe lokale, w tym jeden w formule dark kitchen, realizując tym samym ponad połowę planu otwarć założonego na 2026 rok. Najnowszym otwarciem był koncept Chicas & Gorillas w Krakowie, zlokalizowany przy Placu Szczepańskim 5.

Grupa konsekwentnie realizuje strategię rozwoju zakładającą otwieranie co najmniej 6–7 nowych lokali rocznie, przy jednoczesnym doskonaleniu efektywności operacyjnej istniejącej sieci. Obecnie Grupa posiada łącznie ponad 60 lokali usytuowanych w największych miastach w kraju oraz atrakcyjnych lokalizacjach turystycznych.

Obecna sytuacja finansowa Grupy oraz wysoki poziom generowanych przepływów pieniężnych pozwalają nam jednocześnie realizować ambitną strategię rozwoju oraz prowadzić atrakcyjną politykę dywidendową. Konsekwentnie podtrzymujemy długoterminowe założenia zakładające regularne dzielenie się wypracowanym zyskiem z akcjonariuszami, traktując politykę dywidendową jako istotny element budowania wartości spółki oraz wzmacniania jej atrakcyjności inwestycyjnej – dodał Prezes Zarządu Mex Polska S.A.

Dotychczasowo osiągane wyniki oraz perspektywy rozwoju mogą wspierać dalszą poprawę wyników Grupy w kolejnych latach – według prognoz Domu Maklerskiego INC S.A. zysk netto Grupy w 2026 roku może osiągnąć poziom 7,2 mln zł, co wskazuje na potencjał dalszej istotnej poprawy skali działalności i rentowności. Ostateczna decyzja dotycząca podziału zysku oraz wysokości dywidendy za 2025 rok zostanie podjęta przez Zwyczajne Walne Zgromadzenie Spółki.

Jen znów słabnie, dolar rośnie. Rynki czekają na sygnały z Iranu

Koniec tygodnia nie przynosi porozumienia między USA a Iranem, co ponownie pcha kapitał na forex w stronę bezpiecznych przystani. W Japonii odnotowano spadek inflacji konsumenckiej, który z jednej strony powinien cieszyć, jednak z drugiej strony przyczynia się do dalszej słabości jena. W tle negatywne zakończenie historii o brytyjskiej sprzedaży detalicznej.

Czy jest się z czego cieszyć?

Poranne wieści z Japonii o spadku inflacji konsumenckiej nie są aż tak dobre, jakby mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Wskaźnik CPI za kwiecień spadł z 1,5% r/r do 1,4% r/r. Nie licząc lutowej zniżki do 1,3% r/r, jest to najniższy poziom od kwietnia 2022, czyli od 4 lat. To nie koniec, ponieważ subindeks bazowy (bez żywności i paliw) to także 1,4% r/r, co jest znacznie głębszym spadkiem od oczekiwanego 1,7% r/r (poprzednio 1,8% r/r). Niższa dynamika cen to dobra informacja dla konsumentów, jednak nie dla waluty, która od dwóch tygodni traci. Dziś kurs USD/JPY wraca powyżej 159 JPY. Oznacza to, że interwencje Banku Japonii z początku maja (spadek USD/JPY z okolic 161 JPY na 155 JPY) zostały w dużej części zniwelowane. Drugim niepokojącym faktem jest forsowany przez premier Sanae Takaichi nowy pakiet stymulacyjny o wartości około 19 miliardów dolarów. Co prawda ma on przywrócić dotacje energetyczne, które mają ochronić konsumentów przed rosnącymi kosztami paliw, jednak to tylko odłożenie problemu wzrostu inflacji w czasie, na czym długoterminowo będzie cierpiał jen. To połączenie w najbliższej przyszłości prawdopodobnie będzie poważnym problemem w Kraju Kwitnącej Wiśni, a ewentualne kolejne interwencje walutowe BoJ mogą być neutralizowane na wykresach jeszcze szybciej, niż te z początku maja.

Zastanawiające dane z Wysp

Ostatnie dane z Wielkiej Brytanii były mieszane, a ich konsekwencje widać w dzisiejszym odczycie o sprzedaży detalicznej. Przypomnę, że mimo spadku inflacji konsumenckiej mocniej od oczekiwań (z 3,3% r/r do 2,8% r/r), odnotowano wzrost cen producentów z 3% r/r do 4% r/r. Mimo lepszych nastrojów w przemyśle (utrzymanie indeksu PMI na poziomie 53,7 pkt. przy prognozowanym spadku), sektor usługowy runął w strefę recesji (zniżka z 52,7 pkt. do 47,9 pkt., poziom neutralny 50 pkt.). Natomiast piątkowa publikacja mówi o braku zmian sprzedaży detalicznej w ujęciu rocznym (0% r/r), mimo oczekiwanego wzrostu o 1,3% r/r. Jeszcze gorzej wygląda zestawienie miesięcznie, gdzie sprzedaż dosłownie zanurkowała do ujemnego poziomu (-1,3% r/r). Spadek jest głębszy od oczekiwanej redukcji z 0,6% r/r do -0,4% r/r. Powyższe sugeruje, że środowy spadek cen konsumenckich nie do końca jest wielkim sukcesem. Ceny producentów rosną, sektor usługowy ma się coraz gorzej, a sprzedaż spada i to właśnie to połączenie, czyli spowolnienie w gospodarce, powoduje obniżki wskaźnika CPI.

Strach na forex

Na rynku walutowym niewiele się zmienia od czasu rozpoczęcia konfliktu na Bliskim Wschodzie. Powracająca co weekend awersja do ryzyka stała się czymś powtarzalnym. Tak jest i dziś, kiedy to obawa przed ewentualną eskalacją wojny w sobotę lub niedzielę pcha kapitał do bezpiecznych przystani. Zyskuje na tym dolar. W piątek przed południem kurs głównej pary walutowej świata schodzi poniżej 1,16 USD. Ma to swoje przełożenie na osłabienie walut lokalnych, do których należy polski złoty. Kurs EUR/PLN o godzinie 13:00 wychodzi powyżej 4,24 PLN, USD/PLN to okolice 4,66, GBP/PLN to niecałe 4,91 PLN, a CHF/PLN znajduje się przy 4,65 PLN. Przed weekendem jedną z nadziei na deeskalację ma być podróż pakistańskiego przedstawiciela do Iranu celem omówienia kolejnego porozumienia przedstawionego przez stronę amerykańską. Rozważenie tej propozycji lub jej częściowa akceptacja może przywrócić apetyt inwestorów na ryzyko w przyszłym tygodniu.

Koszty budowy znów w górę. Najmocniej drożeją roboty specjalistyczne, stal i instalacje

Ceny produkcji budowlano-montażowej w Polsce wzrosły w I kwartale 2026 r. o 1,4 proc. wobec IV kwartału 2025 r. – wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego. Podwyżki objęły wszystkie główne segmenty budownictwa. Najszybciej drożały roboty budowlane specjalistyczne, gdzie wzrost wyniósł 1,7 proc. kwartał do kwartału.

Wzrost cen w budownictwie pozostaje umiarkowany, ale powszechny. Obejmuje zarówno budowę budynków, inżynierię lądową i wodną, jak i roboty specjalistyczne. W ujęciu rocznym wiele kategorii notuje dynamikę przekraczającą 4–5 proc., a w wybranych przypadkach wzrosty są dwucyfrowe.

Wszystkie segmenty na plusie

Według GUS ceny produkcji budowlano-montażowej ogółem wzrosły w I kwartale 2026 r. o 1,4 proc. w porównaniu z poprzednim kwartałem. Taki sam wzrost odnotowano w segmencie budowy budynków. Inżynieria lądowa i wodna podrożała o 1,2 proc., a roboty budowlane specjalistyczne o 1,7 proc.

Dane pokazują, że presja kosztowa w budownictwie nie ogranicza się do pojedynczych kategorii. Wzrost cen widoczny jest zarówno w inwestycjach mieszkaniowych, komercyjnych, przemysłowych, jak i infrastrukturalnych. Oznacza to, że inwestorzy nadal muszą uwzględniać rosnące koszty realizacji projektów.

Największą dynamikę wśród robót odnotowano w przypadku elementów kowalsko-ślusarskich. Ich ceny wzrosły o 4,0 proc. kwartał do kwartału i o 10,1 proc. rok do roku. To najwyższy roczny wzrost spośród analizowanych robót budowlano-montażowych.

Stal i instalacje podbijają koszty

Silny wzrost cen elementów kowalsko-ślusarskich wskazuje na utrzymującą się presję w obszarze stali i wyrobów metalowych. Ma to znaczenie zwłaszcza dla inwestycji infrastrukturalnych, przemysłowych i wielkokubaturowych, gdzie udział takich elementów w kosztorysach może być istotny.

Wysoką dynamikę odnotowały również instalacje gazowe. Ich ceny wzrosły o 3,5 proc. wobec IV kwartału 2025 r. i o 5,3 proc. rok do roku. Pokrycia dachowe oraz oprawy oświetleniowe podrożały po 2,6 proc. kwartał do kwartału. W przypadku opraw oświetleniowych roczna dynamika sięgnęła 7,2 proc.

Wśród kategorii wyróżniają się także roboty z gipsu i prefabrykatów gipsowych. W ujęciu rocznym ich ceny wzrosły o 6,8 proc. To jedna z wyraźniejszych zwyżek w segmencie robót wykończeniowych.

Mieszkania, biura i hale droższe

Wzrost cen dotyczył także obserwowanych przez GUS obiektów budowlanych. W budownictwie mieszkaniowym jednorodzinnym ceny wzrosły o 1,5 proc. kwartał do kwartału. Dotyczyło to zarówno domów wolnostojących bez podpiwniczenia, domów z podpiwniczeniem, jak i zabudowy szeregowej.

Podobną skalę wzrostu odnotowano w przypadku budynków wielomieszkaniowych. Budynek czterokondygnacyjny podrożał o 1,5 proc. kwartał do kwartału i o 4,4 proc. rok do roku. Budynek pięciokondygnacyjny wzrósł cenowo o 1,5 proc. kwartalnie i 4,2 proc. rocznie.

W segmencie obiektów komercyjnych najmocniej wyróżnił się supermarket, którego ceny wzrosły o 1,9 proc. kwartał do kwartału i o 5,0 proc. rok do roku. Budynek administracyjno-biurowy oraz hala produkcyjna podrożały po 1,6 proc. kwartalnie i po 4,5 proc. rocznie.

Infrastruktura też drożeje

W budownictwie drogowym wzrost objął wszystkie obserwowane obiekty. Droga ekspresowa klasy S podrożała o 1,2 proc. wobec poprzedniego kwartału i o 3,9 proc. rok do roku. Autostrada klasy A zdrożała o 1,0 proc. kwartalnie.

Wśród robót drogowych wyróżniało się oznakowanie poziome dróg, którego ceny wzrosły o 2,9 proc. kwartał do kwartału i o 8,0 proc. rok do roku. To wyraźnie więcej niż w przypadku większości pozostałych kategorii drogowych.

Podwyżki widoczne są również w budownictwie mostowym. Według danych GUS wzrost cen dotyczył wszystkich 17 monitorowanych obiektów. Wiadukt drogowy z betonu zbrojonego typu belkowego podrożał o 1,2 proc. kwartalnie, a most drogowy z betonu sprężonego typu belkowego o 1,0 proc. W ujęciu rocznym niektóre kategorie związane z hydroizolacją notowały wzrosty sięgające około 11 proc.

Marzec przyniósł przyspieszenie

Dane miesięczne pokazują, że największe tempo wzrostu cen przypadło na marzec. Styczeń i luty przyniosły raczej umiarkowane zmiany, natomiast w marcu ceny wielu obiektów budowlanych wzrosły o około 1,0–1,5 proc. miesiąc do miesiąca.

Takie przyspieszenie może mieć częściowo charakter sezonowy. Początek wiosny oznacza zwykle wzrost aktywności na placach budów, większe zapotrzebowanie na materiały, robociznę i usługi podwykonawców. Jeżeli ten trend utrzyma się w kolejnych miesiącach, może to oznaczać dalszą presję na kosztorysy inwestycji.

Źródło: opracowanie na podstawie danych GUS, „Ceny robót budowlano-montażowych i obiektów budowlanych – I kwartał 2026 r.”, Departament Cen i Usług GUS.

Własna flota czy zewnętrzna firma transportowa?

Utrzymywać własne ciężarówki czy zlecić transport sprawdzonemu operatorowi logistycznemu? To pytanie zadaje sobie niemal każda firma, która osiąga skalę wymagającą regularnych dowozu i odbioru towarów. Odpowiedź nie jest oczywista – zależy od branży, modelu biznesowego, wolumenu i kierunków dostaw, a przede wszystkim od pełnego obrazu kosztów, który łatwo przeoczyć, patrząc tylko na fakturę za fracht.

Własna flota – pełna kontrola i jej cena

Własna flota transportowa daje firmie dużą kontrolę nad realizacją dostaw. Pozwala samodzielnie zarządzać harmonogramami, szybko reagować na zmiany zamówień i mieć pełną wiedzę o tym, kto oraz czym przewozi towar. Dla firm obsługujących stałe okna czasowe lub wymagających specyficznych warunków transportu to często istotny element modelu operacyjnego.

Jednak koszt własnej floty jest bardziej złożony, niż może się wydawać. Zakup lub leasing pojazdów to jednorazowy lub cykliczny CAPEX, ale realne wydatki obejmują także ubezpieczenia OC/AC dla pojazdów ciężarowych, przeglądy techniczne, serwis, opony, opłaty drogowe oraz koszty nieprzewidzianych awarii. Do tego dochodzi zarządzanie kierowcami – rekrutacja, wynagrodzenia, szkolenia, diety oraz obowiązek przestrzegania unijnego rozporządzenia 561/2006/WE dotyczącego czasu pracy kierowców. W efekcie rzeczywisty TCO (Total Cost of Ownership) często okazuje się wyższy, niż zakładano.

Istotnym wyzwaniem jest także kapitał. Inwestycja we własną flotę zamraża środki, które mogłyby zostać przeznaczone na rozwój biznesu. Przy sezonowych wahaniach popytu problem się pogłębia – pojazdy stoją bezczynnie, a koszty stałe nadal obciążają firmę.

Własna flota czy zewnętrzna firma transportowa

Zewnętrzna firma transportowa – skala, elastyczność i specjalizacja

Outsourcing transportu polega na przekazaniu przewozu towarów wyspecjalizowanemu operatorowi logistycznemu, który dysponuje własną flotą, infrastrukturą, systemami IT oraz doświadczeniem zdobytym na różnych rynkach i trasach. Dla firmy zlecającej transport oznacza to zmianę modelu z CAPEX na OPEX — płatność dotyczy wyłącznie zrealizowanych przewozów, a nie kosztów utrzymania pojazdów, niezależnie od tego, czy są wykorzystywane, czy pozostają w postoju.

Takie rozwiązanie jest szczególnie korzystne dla firm o sezonowym lub trudnym do przewidzenia zapotrzebowaniu na transport. Zewnętrzny operator może elastycznie zwiększać lub ograniczać skalę obsługi w zależności od aktualnego wolumenu, bez konieczności ponoszenia dodatkowych inwestycji czy rozbudowy zaplecza kadrowego po stronie klienta.

Istotną zaletą outsourcingu jest także dostęp do nowoczesnych technologii. Duzi operatorzy logistyczni inwestują w systemy TMS (Transport Management System), narzędzia do śledzenia przesyłek w czasie rzeczywistym, rozwiązania do optymalizacji tras oraz platformy do raportowania emisji CO₂. Dla wielu małych i średnich firm samodzielne wdrożenie takiej infrastruktury byłoby kosztowne, dlatego współpraca z zewnętrznym operatorem pozwala korzystać z tych rozwiązań bez ponoszenia dodatkowych nakładów.

Porównanie: własna flota vs zewnętrzna firma transportowa

Poniższa tabela zestawia kluczowe aspekty obu modeli, pomagając ocenić, które podejście lepiej odpowiada specyfice Twojej firmy.

Kryterium Własna flota Zewnętrzna firma transportowa
Koszt początkowy Wysoki CAPEX (zakup/leasing pojazdów) Brak – model OPEX (płatność za usługę)
Koszty stałe Ubezpieczenia, serwis, kierowcy niezależnie od wolumenu Brak kosztów stałych – koszty zmienne z przewozem
Elastyczność Ograniczona – trudno szybko zwiększyć liczbę pojazdów Wysoka – operator dostosowuje do potrzeb
Kontrola nad dostawą Pełna – własny harmonogram i procesy Częściowa – zależna od standardów operatora i SLA
Wymogi regulacyjne Po stronie firmy: licencje, tachografy, czas pracy kierowców Po stronie operatora – firma zlecająca nie ponosi odpowiedzialności
Dostęp do technologii Wymaga osobnych inwestycji w TMS, GPS, systemy raportowania Dostępne w ramach usługi – platforma myRaben, tracking, raporty
Ekologia i normy emisji Konieczność wymiany taboru na Euro 5/6 – koszt po stronie firmy Operator inwestuje we flotę spełniającą normy Euro 5/6
Zasięg geograficzny Ograniczony do posiadanych zasobów i tras Międzynarodowy dzięki sieci partnerów i oddziałów

Kiedy własna flota transportowa ma sens?

Własna flota transportowa jest uzasadniona przede wszystkim wtedy, gdy firma generuje wysoki i przewidywalny wolumen transportu. Kluczowe znaczenie ma tutaj poziom wykorzystania pojazdów – zazwyczaj powinien on przekraczać 70–80% tygodniowej wydajności. W przypadku regularnych, powtarzalnych tras i dużej liczby kursów miesięcznie inwestycja w tabor zaczyna się zwracać, a model CAPEX staje się efektywny kosztowo.

Własna flota sprawdza się także w branżach o specyficznych wymaganiach transportowych, takich jak transport żywności w kontrolowanej temperaturze, przewóz materiałów niebezpiecznych ADR czy dostawy objęte wysokimi standardami bezpieczeństwa. Dodatkowo, dla firm, w których istotny jest bezpośredni kontakt z klientem i wizerunek marki, własny kierowca oraz pojazd oznakowany logo firmy mogą stanowić ważny element przewagi konkurencyjnej.

Kiedy warto postawić na outsourcing transportu?

Outsourcing transportu warto rozważyć szczególnie wtedy, gdy:

  • koszty logistyki rosną szybciej niż wolumen przewozów,
  • zapotrzebowanie na transport jest sezonowe lub trudne do przewidzenia,
  • firma planuje ekspansję na nowe rynki krajowe lub zagraniczne,
  • problemem staje się rekrutacja i utrzymanie kierowców kategorii C+E,
  • konieczne są inwestycje w flotę spełniającą normy Euro 6 i wymagania ESG.

W takich sytuacjach operator logistyczny zapewnia większą elastyczność, dostęp do infrastruktury, know-how oraz możliwość skalowania transportu bez angażowania własnego kapitału. To rozwiązanie szczególnie korzystne dla firm, które chcą rozwijać sprzedaż, ale nie chcą równolegle rozbudowywać własnego zaplecza transportowego.

Model hybrydowy – optymalne połączenie

W praktyce coraz więcej firm wybiera model hybrydowy, łączący własną flotę transportową z outsourcingiem. Własne pojazdy obsługują stałe, kluczowe trasy o wysokim wykorzystaniu, natomiast operator logistyczny przejmuje transport nieregularny, kierunki międzynarodowe oraz obsługę szczytów sezonowych.

Takie podejście pozwala zachować kontrolę nad najważniejszymi procesami, a jednocześnie zwiększyć elastyczność i ograniczyć koszty. Warunkiem skutecznego wdrożenia jest jednak dobrze zdefiniowany podział zadań, jasne warunki współpracy oparte na SLA oraz dostęp do systemów monitorowania transportu po obu stronach. Naturalnym rozwinięciem tego modelu jest logistyka kontraktowa, w której operator logistyczny przejmuje szerszy zakres działań – od transportu po magazynowanie i zarządzanie zapasami. Więcej o tym modelu przeczytasz na stronie logistyka kontraktowa Raben pod adresem https://polska.raben-group.com/uslugi-logistyczne/logistyka-kontraktowa.

Raben Transport – outsourcing transportu bez kompromisów

Decyzja o outsourcingu transportu to coś więcej niż zmiana dostawcy usługi. To wybór partnera, który staje się częścią Twojego łańcucha dostaw i ma bezpośredni wpływ na terminowość dostaw, satysfakcję klientów oraz koszty operacyjne. Dlatego wybór zewnętrznego operatora logistycznego powinien być traktowany z taką samą starannością jak każda inna decyzja strategiczna.

Podsumowanie – pytania, które warto zadać przed podjęciem decyzji

Przed wyborem między własną flotą a outsourcingiem transportu warto odpowiedzieć sobie na kilka kluczowych pytań:

  • Jaki jest rzeczywisty TCO floty i czy uwzględnia on wszystkie koszty stałe, kadrowe oraz regulacyjne?
  • Czy współczynnik wykorzystania pojazdów w skali roku przekracza 70%?
  • Czy potrzeby transportowe firmy są stabilne i przewidywalne, czy raczej podlegają sezonowym wahaniom?
  • Czy firma planuje ekspansję geograficzną, która będzie wymagała nowych tras, zasobów i kompetencji logistycznych?
  • Czy kapitał zamrożony we własnej flocie nie przyniósłby większego zwrotu, gdyby został przeznaczony na rozwój core businessu?

Taka analiza pozwala lepiej ocenić, czy bardziej opłacalna będzie inwestycja we własny transport, czy współpraca z zewnętrznym operatorem logistycznym.