Polskie dane komplikują sytuację RPP. PPI rośnie, ale presja płacowa słabnie

Czwartkowy handel nie przebiega w pozytywnych nastrojach, ale ruchy nie są mimo wszystko zbyt mocne. Inwestorom nie pomagają coraz słabsze dane, zarówno ze strefy euro, jak i z Polski. Dolar wciąż nie potrafi wykonać kolejnego dużego kroku umocnienia, dzięki czemu złoty pozostaje w niezłej pozycji.

Nastroje coraz gorsze

Przedłużający się konflikt na Bliskim Wschodzie coraz wyraźniej wpływa na nastroje w europejskich przedsiębiorstwach. A przynajmniej taki wniosek można wyciągnąć z najnowszych wskaźników PMI, badających nastawienie menedżerów odpowiedzialnych za zamówienia. Wręcz o tąpnięciu można mówić we Francji, gdzie przemysłowy subindeks zleciał z 52,8 pkt do 48,9 pkt (prognoza 52,1 pkt). Jednak to i tak była ta lepsza informacja znad Sekwany, bo tragicznie zaprezentował się odczyt dla gałęzi usługowej. Oczekiwano, że rezultat pozostanie bliski poprzedniej publikacji (46,5 pkt), a on tąpnął i zatrzymał się dopiero na 42,9 pkt. To najgorszy wynik od listopada 2020 roku, czyli czasu pandemicznych restrykcji. Niektórzy mogą szukać pocieszenia w usługowym PMI z Niemiec, które wzrosło powyżej konsensusu do 47,8 pkt. Niestety dla równowagi przemysłowy wskaźnik spadł za Odrą zdecydowanie poniżej poprzedniego odczytu i oczekiwań – wykazał 49,9 pkt, czyli na dodatek przebił granicę 50 pkt, która oddziela ekspansję od recesji. Skoro dwie największe gospodarki wypadły tak blado, to publikacje dla całej strefy euro nie mogły przynieść za wiele dobrego. Przemysłowe PMI jeszcze znalazło się po dobrej stronie mocy z 51,4 pkt (widać mimo wszystko negatywny trend), ale usługi to już tylko 46,4 pkt, czyli najsłabiej od lutego 2021 roku. Wyraźnie dostrzegamy, że sektor usług znalazł się już w odwrocie, obawy o koszty energii, słabnący popyt i ciągła niepewność nie pozwalają na pozytywne przewidywania. Jeszcze jakoś trzyma się przemysł, ale w miarę zmniejszania się zapasów i równoczesnego przedłużania turbulencji mających źródło w Zatoce Perskiej, także ten sektor powinien osuwać się w danych. Taki obraz utrudnia EBC podjęcie decyzji o podwyżce stóp, która będzie jeszcze bardziej chłodzić aktywność gospodarczą. W ten sposób pakiet dzisiejszych publikacji nie mógł pomóc wspólnej walucie.

Polskie dane twardym orzechem dla RPP

Czwartkowy kalendarz makro jest całkiem obfity, także w przypadku Polski. Negatywnie pokazała się inflacja producencka, która w kwietniu w ujęciu rocznym wyniosła +1,9%. To najwyższy rezultat tego wskaźnika od maja 2023 roku, a od tamtego momentu PPI znajdowało się cały czas w strefie deflacyjnej. Niestety należy tę publikację traktować jako sygnał przed dalszym wzrostem inflacji konsumenckiej, ponieważ producenci w pewnym momencie muszą zacząć przenosić wyższe koszty na końcowego odbiorcę. Taki odczyt staje się też przyczynkiem do dyskusji o podwyżkach stóp procentowych w naszym kraju. Chłodząco na te oczekiwania mogłaby wpływać produkcja przemysłowa, która rosła zdecydowanie poniżej prognoz, czyli o 3,1% rdr. Jednak zdecydowanie ważniejszą publikacją w tym kontekście są płace w sektorze przedsiębiorstw (+9 pracowników). Urosły one tylko o 5,4% rdr, co jest najsłabszym wynikiem od początku 2021 roku. Oznacza to, że presja płacowa jest w dalszym ciągu w odwrocie, więc chociaż ten aspekt nie wywołuje potrzeby nagłych ruchów ze strony RPP. Mimo wszystko bankierzy centralni stają przed coraz trudniejszym wyzwaniem ważenia bardzo przeciwstawnych czynników. Powyższy pakiet danych miał ograniczony wpływ na złotego, który pozostaje głównie pod wpływem wydarzeń na szerokim rynku.

Czwartkowy negatywny zastój

W czwartek nastroje znowu się pogarszają i to pomimo otoczenia przynajmniej w teorii pozytywnych sygnałów. Nie pomaga jako takie zmniejszenie napięcia na Bliskim Wschodzie. Nie pomógł raport kwartalny Nvidii oraz mocarstwowe plany największej spółki świata. Nie pomogło ogłoszenie przez Elona Muska rekordowego IPO na Wall Street. Spacex chce zebrać z wejścia na giełdę skromne 75 mld USD. Może dzisiejsze rynkowe ruchy nie są spektakularne, ale nie napawają optymizmem. Jeszcze w Azji obraz był mieszany, mocne spadki w Chinach rekompensowały pokaźne wzrosty w Japonii (+3,14%) i Australii (+1,4%). W Europie króluje już czerwień, od skromnego Amsterdamu (-0,2%) po coraz bardziej dołujące Frankfurt i Madryt (-0,7%). Za rynkami bazowymi podąża Warszawa, gdzie WIG20 spada o 0,5%. Kontrakty na Wall Street wskazują na negatywne otwarcie także za oceanem. Na rynku walutowym dolar znowu przeciąga linę na swoją stronę, ale wciąż ma problem z trwałym zejściem poniżej 1,16 na EUR/USD. Przekłada się to na symboliczne straty polskiego złotego. Kurs dolara nie może wyjść powyżej 3,66 zł, kurs euro jest poniżej 4,25 zł, kurs franka to 4,64 zł, a kurs funta przekracza 4,91 zł. Odbija rynek ropy naftowej, za lipcowy kontrakt na europejską odmianę Brent trzeba płacić znowu 107 USD, a amerykańska WTI przekroczyła ponownie okrągłe 100 USD.

Deweloperzy wracają do gry. Najlepszy miesiąc od pół roku

Kwiecień przyniósł wyraźne ożywienie w budownictwie mieszkaniowym. Rozpoczęto budowę ponad 15 tys. mieszkań – najwięcej od października 2024 r. i o ponad 22 proc. więcej niż rok wcześniej. Branża studzi jednak optymizm: to raczej odbicie po zimowym spowolnieniu niż trwała zmiana trendu.

O dalszej aktywności inwestycyjnej zdecydują nastroje kupujących oraz sytuacja gospodarcza i geopolityczna.

Rozpoczęte budowy

W kwietniu deweloperzy zainicjowali budowę 15 118 nowych lokali mieszkalnych, co stanowi najlepszy miesięczny wynik od października 2024 r. Porównując do kwietnia rok wcześniej, liczba nowo budowanych lokali wzrosła o 22,4%.

– Jest jednak zdecydowanie za wcześnie, aby ogłaszać na tej podstawie większą zmianę trendu. Przyczyn tak dobrego rezultatu należy raczej upatrywać w próbie odbicia po kiepskich pierwszych dwóch miesiącach roku, na co z pewnością wpływ miały niekorzystne warunki atmosferyczne tej zimy – komentuje Patryk Kozierkiewicz, radca prawny w Polskim związku Firm Deweloperskich.

Warto podkreślić że, względem pierwszych czterech miesięcy poprzedniego roku, dynamika wprowadzeń w sektorze deweloperskim spadła o 4,9%, co w świetle utrzymującej wysokich poziomów oferty dostępnych mieszkań, należy odbierać pozytywnie.

– Oznacza to, że deweloperzy nie zwalniają znacząco tempa w obawie przed niskim tempem wyprzedaży gotowej oferty i decydują się sukcesywnie wprowadzać na rynek nowe lokale – dodaje radca prawny PZFD.

Nie jest jednak jasne, czy taki stan będzie utrzymywać się na przestrzeni całego roku. Będzie to uzależnione m.in. od nastrojów popytowych, które mogą wahać się w zależności od działań geopolitycznych i ich wpływu na gospodarkę.

Pozwolenia na budowę

W zakresie pozwoleń na budowę w sektorze deweloperskim, w kwietniu zaobserwować możemy niemal identyczny wynik w ujęciu miesiąc do miesiąca. Deweloperzy uzyskali zgodę na budowę 18 372 lokali, raptem 0,5% mniej niż miesiąc wcześniej.

Dzięki pozytywnym wynikom w minionym marcu i kwietniu, liczba pozwoleń r/r wzrosła o 22,5% względem pierwszych czterech miesięcy 2025.

– Świadczy to o kontynuowaniu przygotowań deweloperów do wprowadzania nowych inwestycji w niedalekiej przyszłości, choć trudno oszacować, czy silna dynamika z marca i kwietnia utrzyma się również w pozostałych miesiącach – uważa Patryk Kozierkiewicz.

Za taką narracją przemawiać mogłyby pozytywne dane sprzedażowe i rosnąca liczba rezerwacji. Jednak eksperci Otodom Analytics oceniają, że wzrost popytu mógł być jednorazowy i został wywołany obawą przed pogorszeniem sytuacji makroekonomicznej, np. w skutek długotrwałego konfliktu w Iranie.

Pozwolenia na użytkowanie

Dane dotyczące pozwoleń na użytkowanie zachowują największą stabilność. Liczba mieszkań oddanych do użytkowania w okresie od stycznia do kwietnia spadła w sektorze deweloperskim r/r o 4,4%.

– Z uwagi na średni czas budowy budynków wielorodzinnych i wzrost dynamiki nowych budów w 2024 r., liczba ta powinna jednak w naszej ocenie sukcesywnie zwiększać się z każdym miesiącem bieżącego roku, domykając obecną, kilkuprocentową lukę – podsumowuje ekspert PZFD.

PIAP Space udostępni ramiona robotyczne do projektu Smart Skin for Exploration Cobots

PIAP Space ogłosiła swój udział w projekcie ESA Smart Skin for Exploration Cobots, którego celem jest opracowane zaawansowanej osłony ochronnej dla ramion robotycznych przeznaczonych do misji księżycowych, marsjańskich oraz operacji orbitalnych. W ramach projektu spółka udostępnia swoje kompetencje w obszarze robotyki kosmicznej oraz rozwijane dla ESA ramiona robotyczne, wokół których projektowana jest nowa technologia smart skin.

Przyszła eksploracja kosmosu będzie w coraz większym stopniu opierać się na robotach jako podstawowej sile roboczej. Oznacza to jednak konieczność lepszego przygotowania ich do pracy w ekstremalnych środowiskach Księżyca, Marsa oraz przestrzeni orbitalnej, gdzie muszą funkcjonować w warunkach ściernego pyłu, intensywnego promieniowania słonecznego oraz temperatur sięgających od minus 150°C do plus 120°C.

W tym celu Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) powierzyła konsorcjum kierowanemu przez Duński Instytut Technologiczny (Danish Technological Institute – DTI) opracowanie nowej generacji osłony ochronnej dla ramion robotycznych. Projekt o nazwie Smart Skin for Exploration Cobots ma na celu rozwinięcie technologii do poziomu umożliwiającego jej demonstrację w warunkach zbliżonych do kosmicznych.

– Potencjał robotów w eksploracji kosmosu jest ogromny. Mogą wspierać działania od wydobycia surowców na Księżycu po serwisowanie satelitów na orbicie i aktywne usuwanie śmieci kosmicznych. Wymaga to jednak, aby roboty były wyjątkowo wytrzymałe i zdolne do autonomicznej pracy lub bezpiecznej współpracy z człowiekiem – mówi Christian Dalsgaard, Senior Consultant w DTI.

Technologia smart skin jest projektowana tak, aby mogła być dostosowana do różnych ramion robotycznych, zarówno dla przyszłych misji księżycowych, przyszłych misji marsjańskich, jak i operacji orbitalnych. Jej podstawę stanowi drukowana w 3D struktura nośna, którą można zamontować na ramieniu robotycznym. Pełni ona funkcję platformy integrującej cztery główne elementy: warstwę ochrony termicznej i przeciwpyłowej zabezpieczającą przed ekstremalnymi zmianami temperatur oraz penetracją ściernego pyłu, elastyczne przewody zasilające i transmisji danych, sensory zdolne do wykrywania i zapobiegania kolizjom, a także rozwiązania wspierające interakcję człowiek-maszyna.

Technologia druku 3D została wybrana ze względu na swobodę projektowania, jaką oferuje, jednak w tym projekcie będzie wykorzystywana w sposób wykraczający poza dotychczasowe standardy, z zastosowaniem całkowicie nowych podejść do projektowania i doboru materiałów. Tradycyjnie materiały typu Multi-Layer Insulation (MLI) stosowane są na wszystkich statkach kosmicznych, zapewniając wysokowydajną ochronę termiczną całej konstrukcji lub poszczególnych instrumentów. Są to jednak rozwiązania statyczne, niewystępujące w elementach ruchomych. Opracowanie podobnego typu izolacji termicznej dla ruchomych komponentów jest znacznie bardziej wymagające, ale jednocześnie otwiera szerokie możliwości przyszłych zastosowań w systemach robotycznych.

– Zastosowanie zaawansowanego systemu ochronnego może umożliwić budowę ramion robotycznych z wykorzystaniem komercyjnie dostępnych komponentów. Może to stworzyć efektywny kosztowo sposób dostarczania nowych rozwiązań dla klientów działających w wielu obszarach sektora kosmicznego – od misji dalekiego kosmosu, przez serwisowanie orbitalne, aż po kolonizację Księżyca. W Admatis wspieramy wszystkie działania zapewniające Europie przewagę konkurencyjną, a ten projekt jest w pełni zgodny z naszą strategią – wskazuje Tamás Bárczy, CEO firmy Admatis.

– Udział w projekcie Smart Skin for Exploration Cobots jest dla nas bardzo wartościowym doświadczeniem, ponieważ łączy kompetencje rozwijane przez PIAP Space od lat w obszarze robotyki kosmicznej z nowymi technologiami ochrony i interakcji systemów robotycznych. To również potwierdzenie jakości rozwijanych przez nas rozwiązań i zaufania, jakim europejscy partnerzy obdarzają technologie PIAP Space rozwijane na potrzeby przyszłych misji ESA – zaznacza Kamil Grassmann, CTO PIAP Space.

Ramię robotyczne TITAN produkcji PIAP Space
Ramię robotyczne TITAN produkcji PIAP Space

Choć technologia smart skin rozwijana jest z myślą o wyjątkowych wyzwaniach środowiska kosmicznego, część rozwiązań może w przyszłości znaleźć zastosowanie również w innych sektorach przemysłu.

– Widzimy duży potencjał tej technologii w zastosowaniach przemysłowych, szczególnie tam, gdzie roboty pracują w ekstremalnych warunkach. Dobrym przykładem są odlewnie metali, w których pył i wysokie temperatury wpływają negatywnie na działanie urządzeń. Rozwijana przez nas technologia może potencjalnie wydłużyć żywotność kluczowego sprzętu i obniżyć koszty utrzymania – wyjaśnia Christian Dalsgaard.

Projekt o budżecie 1,65 mln EUR i potrwa 24 miesiące. Konsorcjum bazuje na wcześniej zrealizowanej, udanej fazie pilotażowej, łączącej czołowe europejskie firmy sektora kosmicznego oraz specjalistów z pokrewnych dziedzin. DTI odpowiada za koordynację działań i wnosi kompetencje w zakresie robotyki, funkcjonalnych materiałów oraz przemysłowego druku 3D. Admatis (Węgry) rozwija system ochrony termicznej, natomiast PIAP Space (Polska) oraz Redwire Space Europe (Luksemburg) udostępniają swoje kompetencje oraz ramiona robotyczne – te same, które są obecnie rozwijane na potrzeby przyszłych księżycowych misji ESA. Dzięki temu technologia smart skin od początku projektowana jest z myślą o konkretnych systemach, które ma chronić.

Co trzeci zatrudniony obawia się utraty pracy. Rynek pracy traci poczucie stabilności

Chociaż połowa Polaków nadal czuje się pewnie w swoim miejscu zatrudnienia, obawy o zawodową stabilność rosną – deklaruje je 33,3% pracujących. Niepewność przekłada się na gotowość do aktywnego poszukiwania nowej pracy i otwartość na przebranżowienie – wśród osób obawiających się utraty pracy aż 66% bierze pod uwagę zmianę zawodu, wynika z raportu „Barometr rynku pracy 2026” Gi Group Holding.

Wzrost obaw o utratę pracy a plany firm

Obawy o stabilność zatrudnienia wzrosły, szczególnie w porównaniu z sytuacją sprzed dwóch czy trzech lat. Obecnie mówi o nich 33,3% aktywnych zawodowo, podczas gdy jeszcze dwa lata temu było to 26%. Jednocześnie spadł odsetek osób, które są spokojne o swoją pracę – z 55% rok temu do 50,7% obecnie, wynika z ,,Barometru rynku pracy 2026” Gi Group Holding. Co istotne, niepewność coraz częściej dotyczy najbliższych miesięcy, a nie odległej przyszłości.Obawy o utratę pracy_Zestawienie latami_Barometr rynku pracy 2026

– Choć nadal większość Polaków czuje się stabilnie w swoim miejscu zatrudnienia, obawy rosną. Wiąże się to z ogólną niepewnością, wynika też z obserwacji rynku. Rosnące koszty działalności, w tym koszty pracy oraz nieprzewidywalność koniunktury sprawiają, że firmy ograniczają skalę rekrutacji, skupiając się na stanowiskach kluczowych z punktu widzenia efektywności – wyjaśnia Agnieszka Żak, Dyrektor ds. kluczowych klientów Gi Group.

Obecnie firmy ostrożnie podchodzą do planowania rekrutacji. Podobnie jak rok czy dwa lata temu najczęściej zamierzają utrzymać obecny poziom zatrudnienia, co deklaruje ponad 72,7% z nich. Zwiększenie etatów w najbliższym kwartale zapowiada 13,7% organizacji (rok wcześniej 16,7%), a dwukrotnie wzrósł odsetek przewidujących redukcje – z 4,9% rok temu do 9,8%. Nie są to dane alarmujące, jednak świadczą o dużej uważności firm i bardziej zachowawczym podejściu do rozbudowywania zespołów w warunkach rosnących kosztów i niepewnego otoczenia gospodarczego.

Najpewniej czują się pracownicy sektora publicznego oraz usług

Obawy przed utratą pracy są wyraźnie częstsze wśród kobiet. Deklaruje je 37,7% z nich, aż o 7 p.p. więcej w stosunku do ub. roku. Wśród mężczyzn odsetek ten jest nie tylko niższy (29%), ale też zmniejszył się w porównaniu z 2025 rokiem (o 3,6 p.p.).

Najczęściej o zawodową stabilność martwią się są osoby w wieku 25‒44 lata, przy czym odsetek deklarujących takie obawy znacząco wzrósł w tej grupie– z 31% do prawie 40%. Częściej niepokoją się także osoby do 24 lat (37,3%). Najbezpieczniej czują natomiast się starsi pracownicy, powyżej 55 lat – aż 65,6% z nich nie obawia się utraty pracy, podczas gdy niepokoi się o to 20%. Wśród osób w wieku 45-54 lata wskaźniki te wynoszą odpowiednio 61% i 24,5%.Obawy o utratę pracy_Wiek_Barometr rynku pracy 2026

Podobnie jak rok temu, największą niepewność dotyczącą swojej sytuacji zawodowej odczuwają osoby zarabiające powyżej 10 tys. zł netto – obecnie wskazuje na nią 48,7% z nich. Najspokojniejsi są natomiast pracownicy osiągający dochody w przedziale 7–9,9 tys. zł netto. W tej grupie obawy deklaruje 22,6% badanych.

Z „Barometru rynku pracy” Gi Group Holding wynika, że niepokoją się głównie pracownicy transportu i logistyki (46,6%) oraz handlu (42%) i produkcji (39,3%). Najpewniej czują się natomiast pracujący w sektorze publicznym (20,7%) oraz w usługach (28,2%). To też jedyne branże, w których obawy są mniejsze w porównaniu z ubiegłym rokiem. Jeśli chodzi o poziom stanowiska, niepewność wzrosła niemal we wszystkich grupach, szczególnie wśród pracowników niższego szczebla (aż 40,4% wskazań). Wyjątkiem są starsi specjaliści, wśród których odsetek obawiających się spadł do 26,2%.Obawy o utratę pracy_Branża_Barometr rynku pracy 2026

Poziom obaw wyraźnie różni się w zależności od wieku, płci, stanowiska czy branży. Starsi pracownicy nie tylko czują się pewniej niż młodsi, ale także rzadziej niż rok temu odczuwają niepokój związany z utrzymaniem zatrudnienia. Bardziej widoczna jest również różnica między kobietami a mężczyznami. O ile w ubiegłym roku nastroje w obu grupach były zbliżone, o tyle dziś kobiety sygnalizują niepewność zdecydowanie częściej. Największą zmianę odnotowano w sektorze transportu i logistyki, gdzie udział osób obawiających się utraty pracy wzrósł o blisko 16 p.p. – komentuje Agnieszka Żak, Dyrektor ds. kluczowych klientów w Gi Group.

Najrzadziej utraty stanowiska boją się mieszkańcy regionu północnego (23%). Mniej obaw niż przed rokiem widać w regionie południowym – spadek z 40% do 34,2%. Najbardziej zaniepokojeni są natomiast mieszkańcy regionu południowo-zachodniego (43%) oraz centralnego (36,5%) i wschodniego (36,3%) – we wszystkich tych przypadkach wyższy niż rok temu.Obawy o utratę pracy_Regiony_Barometr rynku pracy 2026

Niepewność a poszukiwanie nowej pracy i gotowość na przebranżowienie

Wśród osób, które obawiają się utraty pracy lub zamierzają ją zmienić, odsetek aktywnie szukających nowego zajęcia, przewyższa udział tych, którzy nie zamierzają podjąć takich kroków (odpowiednio 56,7% i 43,4%). Proaktywność stopniowo jednak słabnie – pracownicy ostrożniej podejmują decyzje zawodowe, odkładając ewentualną zmianę zatrudnienia.Poszukiwanie pracy_Barometr rynku pracy 2026

Polacy uważniej analizują dziś za i przeciw zmianie pracy, jednak trend „brania spraw w swoje ręce” wydaje się trwały. Wynika to zarówno ze zmian pokoleniowych, jak i rosnącej elastyczności i zdolności adaptacji. Nie bez znaczenia są też doświadczenia z okresu pandemii, która zmieniła sposób wykonywania obowiązków zawodowych i pokazała, jak szybko mogą zmieniać się realia rynku pracy – komentuje Agata Naklicka, Regional Manager Grafton Recruitment.

Pracownicy, którzy nie czują się pewnie, częściej myślą nie tylko o zmianie miejsca zatrudnienia, ale także o zmianie zawodu. W tej grupie podjęcie takich kroków rozważa aż 66% badanych. Dla porównania – wśród osób, które nie obawiają się utraty pracy lub nie planują jej zmienić, odsetek ten wynosi znacząco mniej niespełna 40%, wynika z „Barometru rynku pracy” Gi Group Holding. Pokazuje to, że niepewność zatrudnienia może skłaniać do szerszego spojrzenia na swoją sytuację zawodową. W takim kontekście coraz większego znaczenia nabiera rozwój kompetencji, które zwiększają elastyczność na rynku pracy i pozwalają odnaleźć się w nowych obszarach zawodowych. Zgodnie z przewidywaniami Światowego Forum Ekonomicznego (raport „Future of Jobs”) do 2030 roku blisko 60% pracowników stanie przed koniecznością zdobycia nowych umiejętności lub zmiany kwalifikacji.Rozważanie przebranżowienia_Barometr rynku pracy 2026

– Rozwój technologii sprawia, że zmienia się zapotrzebowanie na kompetencje – jedne role tracą na znaczeniu, a rośnie popyt na nowe specjalizacje i umiejętności. Oznacza to nie tylko konieczność ciągłego uczenia się, ale też zdobywania nowych kwalifikacji, a czasem także zmiany zawodu. Przebranżowienie przestaje być dziś sytuacją wyjątkową i staje się jednym ze sposobów budowania bezpieczeństwa zawodowego w zmieniających się realiach rynku. Potwierdzają to deklaracje osób, które nie czują się pewnie w obecnym miejscu pracy – w tej grupie aż 66% rozważa zmianę zawodu – podsumowuje Piotr Wajgielt, Executive Manager Wyser Executive Search.

Link do raportu: https://www.gigroupholding.com/polska/insights/barometr-rynku-pracy-2026/?utm_source=media&utm_medium=komunikat&utm_campaign=barometr_20

O raporcie:

„Barometr Rynku Pracy 2026” to już 20. edycja raportu przygotowywanego od 2014 roku. Został opracowany przez ekspertów Gi Group Holding na podstawie badań przeprowadzonych przez Agencję Badań Rynku i Opinii SW Research. Badanie wśród pracodawców zostało zrealizowane metodą CATI (25.02–09.03.2026 r.), a wśród pracowników metodą CAWI (23.02–03.03.2026 r.). Partnerami raportu są: Federacja Przedsiębiorców Polskich, Polskie Forum HR oraz Konfederacja Lewiatan.

Nvidia między euforią a sceptycyzmem inwestorów

Nvidia znów pokazała wyniki, które jeszcze niedawno mogłyby wystarczyć do wywołania kolejnej fali euforii na Wall Street. Przychody i zyski okazały się lepsze od oczekiwań, prognoza na bieżący kwartał wyraźnie przebiła konsensus, a segment centrów danych nadal rośnie w tempie imponującym nawet jak na spółkę będącą symbolem boomu na sztuczną inteligencję. Mimo to kurs akcji prawie nie drgnął. Ta chłodna reakcja rynku pokazuje, że inwestorzy przyzwyczaili się już do perfekcji i dziś nie pytają wyłącznie o to, czy AI będzie zmieniać gospodarkę, lecz także o to, ile tej przyszłości jest już w cenach akcji. Nvidia próbuje przekonywać, że sztuczna inteligencja wychodzi poza wielkie centra danych i zaczyna realnie zmieniać biznes, administrację oraz świat fizyczny. Coraz mocniej powraca jednak pytanie, czy w tej nowej, bardziej masowej fazie rozwoju AI spółka utrzyma swoją obecną dominację. Ten sceptycyzm widać również wśród polskich inwestorów indywidualnych, po raz pierwszy więcej osób spodziewa się spadków niż wzrostów cen akcji z segmentu AI.

Same liczby trudno nazwać rozczarowaniem. Przychody Nvidii wyniosły 81,6 mld dolarów i były o 85 proc. wyższe niż w analogicznym kwartale poprzedniego roku. Najważniejszy segment centrów danych przyniósł 75,2 mld dolarów przychodów, co oznacza wzrost o 92 proc. Dla firmy tej wielkości utrzymywanie takiego tempa rozwoju jest czymś wyjątkowym. Prognoza na kolejny kwartał (kończący się w lipcu 2026) wynosi około 91 mld dolarów, czyli wyraźnie więcej niż oczekiwane przez rynek 87 mld dolarów. Skorygowana marża brutto sięgnęła 75 proc., co pokazuje, że Nvidia nie tylko szybko rośnie, ale nadal potrafi bardzo dobrze zarabiać na tym wzroście. Zarząd podniósł także kwartalną dywidendę z 1 centa do 25 centów na akcję oraz zatwierdził kolejny skup akcji własnych o wartości 80 mld dolarów. To jasny sygnał wysłany do akcjonariuszy: firma chce dzielić się gotówką i podtrzymać zaufanie rynku, nawet jeśli powtórzenie spektakularnych wzrostów kursu z ostatnich lat będzie coraz trudniejsze.

Rynek oczekuje jednak od Nvidii coraz więcej. Spółka przez ostatnie lata przyzwyczaiła inwestorów do tego, że przebija prognozy, podnosi oczekiwania i pozostaje głównym beneficjentem globalnego wyścigu o infrastrukturę sztucznej inteligencji. Dlatego nawet bardzo dobre dane mogą dziś wywoływać ograniczoną reakcję kursu. Wycena akcji zaczęła przypominać bardzo wysoko zawieszoną poprzeczkę. By ponownie rozpalić entuzjazm, nie wystarczy już osiągnięcie świetnych wyników. Trzeba jeszcze przekonać rynek, że kolejne lata przyniosą równie szybki wzrost, a konkurencja nie odbierze spółce najważniejszej części rynkowego tortu.

Wyniki pokazały jednocześnie, że historia wzrostu Nvidii coraz mocniej wychodzi poza same układy graficzne. Przychody z segmentu sieciowego wyniosły 14,8 mld dolarów i były wyraźnie wyższe od oczekiwanych przez analityków 12,7 mld dolarów. To ważny sygnał, bo wraz z budową wielkich „fabryk sztucznej inteligencji” sama warstwa sieciowa staje się czymś więcej niż technicznym dodatkiem do procesorów graficznych. Jednocześnie na rynku coraz wyraźniej widać zwrot w stronę tzw. agentowej sztucznej inteligencji, czyli systemów AI zdolnych do bardziej samodzielnego wykonywania zadań. To kolejna warstwa obecnego boomu, bo AI przestaje być wyłącznie narzędziem odpowiadającym na pytania, a zaczyna działać jak cyfrowy pracownik wykonujący konkretne procesy. Nvidia nadal zajmuje pierwsze miejsce w tym wyścigu, ale na rynku procesorów silną pozycję mają także Intel i AMD. Nieprzypadkowo akcje obu tych spółek wzrosły w tym roku ponad dwukrotnie. Inwestorzy zaczęli dostrzegać, że wraz z rozwojem AI wartość będzie rozlewać się szerzej po całym rynku technologii obliczeniowych, a nie tylko po segmencie układów graficznych.

Kolejną falą może być fizyczna implementacja sztucznej inteligencji, czyli roboty, autonomiczne pojazdy, inteligentne maszyny i systemy działające w realnym świecie. To moment, w którym AI wychodzi z serwerowni, ekranów komputerów i aplikacji, a zaczyna trafiać do fabryk, magazynów, samochodów, szpitali czy urzędów. Dla Nvidii jest to ogromna szansa, ale także nowe wyzwanie. Im bardziej sztuczna inteligencja staje się technologią powszechną, tym więcej firm będzie próbowało przejąć część tego rynku. Dominacja w pierwszej fazie rewolucji AI nie musi automatycznie oznaczać równie silnej pozycji w każdej kolejnej fazie.

Ostrożniejsze podejście do AI widać także wśród polskich inwestorów indywidualnych. Po wielu kwartałach, w których sztuczna inteligencja była niemal synonimem wzrostu, nastroje zaczynają się wyraźnie chłodzić. Najnowszy raport eToro Puls Inwestora Indywidualnego pokazuje, że tylko 26 proc. Polaków oczekuje wzrostu cen akcji spółek związanych z AI w 2026 roku, podczas gdy jeszcze w I kwartale 2025 roku było to 33 proc. Co ważniejsze, po raz pierwszy więcej inwestorów spodziewa się spadków niż wzrostów w tym segmencie — odpowiednio 29 proc. wobec 26 proc. To istotna zmiana, szczególnie na tle globalnym, gdzie optymiści nadal mają przewagę. Podobne ochłodzenie widać w podejściu do największych amerykańskich spółek technologicznych. Obecnie 43 proc. polskich inwestorów uważa, że „Magnificent 7” poradzi sobie w 2026 roku lepiej niż szeroki rynek, podczas gdy na początku 2025 roku było to 52 proc.

W kontekście Nvidii oznacza to, że nawet bardzo dobre wyniki finansowe mogą już nie wystarczać do utrzymania jednoznacznie pozytywnej narracji. Rynek zaczyna zadawać trudniejsze pytania. Nie tylko o to, czy sztuczna inteligencja zmieni gospodarkę, bo co do tego inwestorzy mają coraz mniej wątpliwości. Kluczowe staje się pytanie, kto najwięcej na tej zmianie zarobi i czy obecne wyceny nie zakładają już zbyt dużej części przyszłego wzrostu. Nvidia nadal pozostaje w centrum rewolucji AI, ale inwestorzy coraz wyraźniej odróżniają wiarę w technologię od bezwarunkowej wiary w dalszy wzrost każdej spółki z nią związanej. A wraz z dojrzewaniem rynku sztucznej inteligencji kapitał może coraz częściej płynąć także do spółek dostarczających sieci, procesory, pamięci, energię, oprogramowanie, robotykę i infrastrukturę potrzebną do działania AI w realnej gospodarce.

Polska branża kosmiczna rośnie, ale rynek pracy nie nadąża

Po 2022 roku polska branża kosmiczna rozwinęła skrzydła. Uhonorowaniem ostatnich lat transformacji była eskapada dr. Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego, który jako drugi Polak w historii znalazł się w przestrzeni kosmicznej. Polski wkład w rozwój tego sektora jest coraz większy, ale zdaniem ekspertów Smart Solutions HR, jego kluczowym aspektem są odpowiedni specjaliści, których na ten moment brakuje. Kto może wypełnić luki?

Polska branża kosmiczna jeszcze kilka lat temu była kojarzona głównie z działalnością instytutów badawczych i projektami realizowanymi na niewielką skalę. Dziś sektor przechodzi jednak wyraźną transformację. Coraz więcej firm pracuje nad realnymi produktami i technologiami wykorzystywanymi przez Europejską Agencję Kosmiczną (ESA), wojsko czy administrację publiczną.

– Polski sektor kosmiczny w 2026 jest nadal relatywnie mały na tle Francji, Niemiec czy Wielkiej Brytanii, ale tempo wzrostu jest wyraźne. To już nie jest niszowa działalność kilku instytutów badawczych. Rynek przeszedł w etap budowy realnych produktów: satelitów, systemów obserwacji Ziemi, elektroniki kosmicznej, software’u dla ESA i rozwiązań dual-use dla wojska oraz administracji. Można powiedzieć, że branża jest dziś na etapie skalowania kompetencji. Polska nie konkuruje jeszcze pełnymi rakietami orbitalnymi czy dużymi platformami satelitarnymi, ale coraz częściej dostarcza kluczowe komponenty, oprogramowanie i systemy integracyjne dla europejskiego rynku – wskazuje Włodzimierz Kucharczuk, Project Manager w Smart Solutions HR.

Nowy impuls rozwojowy dla branży pojawił się szczególnie po 2022 roku. Polska realizuje już projekty o strategicznym znaczeniu dla bezpieczeństwa i rozwoju krajowych kompetencji technologicznych. Jednym z najważniejszych przedsięwzięć jest projekt CAMILA realizowany przez Creotech Instruments we współpracy z ESA. Kontrakt o wartości blisko 52 mln euro obejmuje budowę narodowej konstelacji co najmniej trzech satelitów obserwacyjnych, rozwój infrastruktury naziemnej, wyniesienie satelitów na orbitę oraz zarządzanie misją kosmiczną. Równolegle rozwijany jest także program MIKROGLOB, czyli Satelitarny System Obserwacji Ziemi realizowany na potrzeby Ministerstwa Obrony Narodowej. Coraz więcej polskich firm pracuje również nad własnymi mikrosatelitami obserwacyjnymi.

– W latach 2026–2030 branża kosmiczna będzie rozwijać się szybciej niż cały rynek IT i inżynierii. Wpływ na to mają rosnące wydatki ESA, rozwój sektora military space, potrzeba budowania europejskiej autonomii technologicznej, boom na małe satelity oraz rosnące znaczenie sztucznej inteligencji i analityki danych satelitarnych. To z kolei będzie napędzać jeszcze jeden aspekt – zapotrzebowanie na specjalistów – sygnalizuje Włodzimierz Kucharczuk.

Jakie stanowiska są poszukiwane w branży kosmicznej?

Polska Strategia Kosmiczna zakłada zwiększenie udziału Polski w europejskim rynku kosmicznym do 2030 roku oraz rozbudowę krajowych kompetencji satelitarnych. Rozwój sektora przekłada się na rosnące zapotrzebowanie na specjalistów technicznych – zwłaszcza z obszarów embedded systems, cyberbezpieczeństwa, AI, analizy danych satelitarnych oraz oprogramowania czasu rzeczywistego.

Raport Polskiej Agencji Kosmicznej „Ocena stanu rozwoju badań i użytkowania przestrzeni kosmicznej w Polsce za 2024 rok” podaje, że cenieni w branży są przede wszystkim inżynierowie (szczególnie inżynierowie systemowi), analitycy danych, specjaliści od systemów satelitarnych, naukowcy i eksperci w dziedzinach technicznych i zarządzania. W firmach dominują zespoły zajmujące się: elektroniką i systemami wbudowanymi, mechaniką precyzyjną i materiałami kompozytowymi, optyką i optoelektroniką, oprogramowaniem i przetwarzaniem danych, robotyką, automatyką i mechatroniką oraz technologiami telekomunikacyjnymi i systemami zasilania (ARP).

Z analizy Smart Solutions HR wynika, że największy popyt dotyczy obecnie stanowisk takich jak:

  • Embedded Software Engineer (programista tworzący oprogramowanie dla urządzeń i systemów elektronicznych, np. satelitów czy elektroniki pokładowej),
  • Firmware Engineer (specjalista odpowiedzialny za niskopoziomowe oprogramowanie sterujące działaniem sprzętu elektronicznego),
  • C/C++ Developer (programista tworzący wydajne i szybkie systemy w językach C lub C++, wykorzystywane m.in. w technologii kosmicznej i systemach czasu rzeczywistego),
  • Real-Time Systems Engineer (inżynier projektujący systemy, które muszą reagować natychmiast i działać bez opóźnień, np. w satelitach czy systemach sterowania),
  • czy FPGA Engineer (specjalista programujący zaawansowane układy elektroniczne wykorzystywane tam, gdzie potrzebna jest bardzo szybka i niezawodna analiza danych).

Branża kosmiczna wymaga produkcji wyjątkowo precyzyjnych komponentów i lekkich konstrukcji wykonywanych z zaawansowanych materiałów, takich jak aluminium lotnicze, tytan czy specjalistyczne stopy metali wykorzystywane w przemyśle aerospace. Elementy satelitów, systemów elektronicznych czy urządzeń optycznych muszą być wykonane z ogromną dokładnością – często na poziomie pojedynczych mikronów, czyli tysięcznych części milimetra. Kluczowe znaczenie mają więc kompetencje związane z frezowaniem 5-osiowym, programowaniem CAM (Computer-Aided Manufacturing, komputerowego wspomagania produkcji), precision machining oraz kontrolą jakości. Duże zapotrzebowanie dotyczy również frezerów CNC (Computerized Numerical Control, komputerowego sterowania numerycznego), tokarzy CNC, operatorów maszyn 5-osiowych oraz specjalistów precision manufacturing i prototypowania krótkich serii.

Odpowiedni specjaliści stanowią dodatkowy impuls dla rozwoju polskiej branży kosmicznej i dorównania bardziej zaawansowanym w tym obszarze państwom. Jest tylko jeden problem – odpowiednich specjalistów niestety brakuje.

Stanowiska techniczne od dawna są jednymi z najtrudniejszych do obsadzenia i dokładnie to samo widzimy dziś w branży kosmicznej. Dotyczy to nie tylko programistów czy inżynierów systemowych, ale również operatorów CNC, frezerów i tokarzy. W space-tech operator CNC z umiejętnością programowania nie jest traktowany jak zwykły operator produkcji, ale jako część bardzo zaawansowanego procesu aerospace manufacturing, co dodatkowo zawęża liczbę odpowiednich kandydatów – mówi Kucharczuk.

Liczą się kompetencje praktyczne

W 2024 roku w polskim sektorze kosmicznym pracowało około 12 tys. osób (Polska Agencja Kosmiczna). Wedle raportu Agencji Rozwoju Przemysłu „Polski sektor kosmiczny 2025”  w rdzeniu 21 wiodących firm kosmicznych w latach 2022–2024 zatrudnienie wzrosło o ponad 30%, zatem można przypuszczać, że aktualnie liczba osób pracujących w tym obszarze jest jeszcze wyższa.

Co trzeba umieć, aby pracować w branży kosmicznej? Ogromne znaczenie ma wykształcenie w odpowiednim kierunku – inżynierii kosmicznej, lotniczej, elektronice czy informatyce. Kandydaci często, po odbyciu odpowiedniego szkolenia, są transferowani również  z sektorów pokrewnych, jak obronność czy telekomunikacja, np. specjalista od łączności satelitarnej mógłby przejść z branży IT/telekom po kursach z FPGA (Field-Programmable Gate Array, konfigurowalnych układów logicznych) czy RTOS (Real-Time Operating System, systemu czasu rzeczywistego). Operatorzy produkcji również mogą znaleźć swoją ścieżkę do aerospace. W Polsce i Europie popularne są szkolenia Siemens SITRAIN, akademie producentów obrabiarek oraz prywatne szkoły CNC, takie jak TBI Technology CNC Academy, które uczą obsługi maszyn, programowania, ustawiania narzędzi i pracy na sterowaniach. Typowa droga rozwoju prowadzi od szkoły technicznej, przez kurs CNC i pracę w produkcji, aż po wejście do firm aerospace, gdzie dodatkowo liczą się kompetencje CAM, znajomość wymagań jakościowych AS9100, doświadczenie z materiałami trudnymi w obróbce, np. tytanem, oraz gotowość do szkoleń pod konkretny model maszyny i standardy danego pracodawcy.

Najbardziej wartościowy profil potencjalnego kandydata powinien zawierać trzy elementy – CNC, programowanie i jakość, czyli specjaliści łączący umiejętności techniczne z praktycznym doświadczeniem produkcyjnym. Szczególnie cenione są osoby, które potrafią jednocześnie obsługiwać maszyny, programować CAM, czytać dokumentację techniczną, optymalizować procesy i rozumieć specyfikę materiałów aerospace. Firmy coraz częściej szukają osób, które rozumieją cały proces technologiczny, a nie wyłącznie jeden jego fragment – wskazuje ekspert.

Raport ARP wskazuje, że ponad 70-80% zatrudnienia w spółkach kosmicznych stanowią inżynierowie i specjaliści STEM, ale wraz z przejściem rozwoju branży z fazy „R&D” do fazy „komercjalizacji”, na znaczeniu zyskują także kompetencje uzupełniające. Najbardziej poszukiwane są osoby wykształcone w takich obszarach jak:

  • zarządzanie projektami (szczególnie znajomość metodyk zgodnych ze standardami ESA),
  • prawo i regulacje (zwłaszcza w obszarze własności intelektualnej, kontraktów międzynarodowych, compliance czy prawa kosmicznego),
  • marketing i komunikacja,
  • rozwój biznesu i sprzedaż,
  • zarządzanie finansami i projektami inwestycyjnymi.

Choć wynagrodzenia w polskim sektorze kosmicznym rosną, nadal pozostają niższe niż w Europie Zachodniej. Klasyczny operator CNC może dziś liczyć na wynagrodzenie na poziomie 6–9 tys. zł brutto miesięcznie. Doświadczeni frezerzy i tokarze CNC zarabiają zwykle od 10 do 16 tys. zł brutto, natomiast specjaliści aerospace, operatorzy 5-osiowi oraz eksperci CAM i precision manufacturing osiągają wynagrodzenia rzędu 15–25 tys. zł brutto. Pensja najbardziej doświadczonych ekspertów może przekraczać poziom 25–35 tys. zł miesięcznie.

Inwestycja w edukację = inwestycja w rozwój całego sektora

Raport ARP wskazuje kapitał ludzki jako kluczowy zasób determinujący innowacyjność i konkurencyjność branży. Jednym z najważniejszych warunków zwiększenia udziału Polski w europejskim rynku kosmicznym będzie dalsze wzmacnianie kompetencji inżynieryjnych. Znaczenie ma również rozwój edukacji oraz budowanie zainteresowania sektorem już na etapie szkół i uczelni technicznych. Rosnące potrzeby rynku już wpływają na rozwój edukacji. Specjalistyczne kierunki związane z technologiami kosmicznymi rozwijają m.in. Akademia Górniczo-Hutnicza, Politechnika Warszawska oraz Politechnika Wrocławska. Wsparcie dla startupów i młodych specjalistów oferuje również ESA BIC Poland, zapewniający doradztwo technologiczne, programy preinkubacyjne i rozwój kompetencji biznesowych. Jednym z ważniejszych elementów rozwoju kadr pozostaje Narodowy Program Stażowy w ESA (National Trainee Programme – NTP), który umożliwia polskim absolwentom zdobywanie doświadczenia zawodowego w międzynarodowym środowisku Europejskiej Agencji Kosmicznej. Program rozwija kompetencje m.in. z zakresu inżynierii systemowej, gospodarki kosmicznej, dyplomacji kosmicznej, technologii obserwacji Ziemi oraz wsparcia dla załogowych lotów kosmicznych.

Ważną rolę odgrywają także projekty popularyzujące technologie kosmiczne, w tym udział polskich astronautów w międzynarodowych misjach kosmicznych.

Wnioski z raportu Polskiej Agencji Kosmicznej sugerują, że misje kosmiczne mają znaczenie nie tylko technologiczne, ale również edukacyjne i kompetencyjne. Mogą inspirować kolejne pokolenia specjalistów i budować kadry potrzebne do realizacji przyszłych narodowych projektów kosmicznych. Miejmy nadzieję, że historyczna wyprawa dr. Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego jest zapowiedzią rosnącej konkurencyjności polskiej branży kosmicznej i zachęci młode osoby do podjęcia drogi zawodowej właśnie w tym sektorze – podsumowuje Włodzimierz Kucharczuk.

Źródła: Polska Agencja Kosmiczna „Ocena stanu rozwoju badań i użytkowania przestrzeni kosmicznej w Polsce za 2024 rok”, Agencja Rozwoju Przemysłu „Polski sektor kosmiczny 2025”, opracowanie własne Smart Solutions HR.

Spadek cen ropy poprawia nastroje. Rynek pracy w Polsce łapie zadyszkę. Produkcja przemysłowa słabsza od prognoz

Jeszcze kilka dni temu rynki zaczynały rozważać scenariusz inwazji lądowej USA w Iranie. Dzisiaj z kolei widać nadzieję na pokój. Dane z Polski okazały się w miarę neutralne dla złotego, choć martwi spadające tempo wzrostu płac.

Dalszy impas w Zatoce

Na razie nie ma przełomu w sprawie amerykańsko-izraelskiej agresji na Iran. Rynki uwierzyły jednak, że jesteśmy coraz bliżej rozwiązania. Wczoraj cena baryłki spadła o ponad 5 USD, co jasno pokazuje wzrost nadziei inwestorów. Iran przekazał kolejną propozycję przez mediatorów z Pakistanu. Podobno poczyniono duże postępy w temacie ograniczenia programu nuklearnego Iranu oraz częściowego zniesienia sankcji w zamian za odblokowanie Cieśniny Ormuz. Nadal pozostaje kwestia sytuacji w regionie, a w szczególności obecności wojsk USA i gwarancji bezpieczeństwa dla Iranu. Scenariusz zmiany władzy w Teheranie wydaje się być bardzo odległy. Im bliżej będziemy podpisania umowy pokojowej, tym tańszą powinniśmy oglądać ropę naftową. Na rynku walutowym z kolei powinno to się objawiać przeceną dolara wobec głównych walut.

Dane z Polski

Dzisiaj trafił na rynek pakiet danych z Polski. Produkcja przemysłowa okazała się słabsza od oczekiwań. Rośnie bowiem o 3,1%, a nie – jak zakładano – o 4,1%. Do tego trzeba dodać budowlano-montażową. Ta jednak pozytywnie zaskoczyła. Zobaczyliśmy wzrost o 4,5% przy prognozowanych 1,2%. W tle pojawiły się ceny produkcji sprzedanej przemysłu. W ciągu roku rosną one o 1,9%, czyli wolniej niż inflacja. To dobra wiadomość dla naszych portfeli, bo przynajmniej z tej strony presja cenowa nie zwiększa się tak bardzo. Po tych danych polski złoty się umacniał. Biorąc pod uwagę, że w tym samym czasie zyskiwały również forint i czeska korona, należy to raczej łączyć z ruchem na rynkach niż z sytuacją w kraju.

Płace w Polsce

Poznaliśmy dzisiaj dane na temat wynagrodzeń i zatrudnienia w przedsiębiorstwach zatrudniających więcej niż 9 pracowników. Nie obejmują one oczywiście całej gospodarki, ale to najbardziej precyzyjny odczyt dla polskiego rynku pracy pod kątem wynagrodzeń. Średnia płaca wyniosła 9530,74 zł – jest to jednocześnie wzrost o 5,4% oraz spadek względem zeszłego roku. Kwiecień bardzo często pokazuje spadki względem marca. Wtedy bowiem wypłacane są często premie roczne, co zaburza wskaźnik. Warto jednak zwrócić uwagę, że analitycy oczekiwali wzrostu płac o 6%. Pokazuje to, że rynek pracy powoli łapie zadyszkę. Zatrudnienie w przedsiębiorstwach spada o 0,9%, ale trzeba pamiętać, że nie przekłada się to od razu na bezrobocie. Dane te bowiem nie pokazują, jaki procent z tych osób faktycznie znika z rynku pracy, a jaki odnajduje się w mniejszych firmach.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Ropa coraz mocniej wpływa na rentowności obligacji, dolara i złoto

Ceny ropy przejmują kontrolę nad rynkami w obliczu sprzecznych sygnałów z frontu dyplomatycznego i ograniczającej się podaży.

  • Ropa nadal wpływa na ogólny apetyt na ryzyko poprzez oddziaływanie na oczekiwania inflacyjne, rentowności obligacji i dolara amerykańskiego.
  • Naprzemienna dyplomatyczna i konfrontacyjna retoryka Donalda Trumpa obniżyła ceny ropy, nie poprawiając jednak istotnie perspektyw ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz.
  • Wskaźniki rynku fizycznego nadal sygnalizują zacieśnienie, mimo ostatniego osłabienia kontraktów terminowych.
  • Podwyższona ujemna korelacja złota z ropą, rentownościami i dolarem pokazuje, jak silny wpływ ropa wywiera obecnie na różne klasy aktywów.

Jak tłumaczy Ole Hansen, dyrektor ds. strategii rynku surowców w Saxo Bank, ropa nadal oddziałuje daleko poza samym rynkiem energii. Bardziej niż jakiekolwiek inne aktywo w obecnym otoczeniu, ceny ropy kształtują szerszy sentyment rynkowy poprzez wpływ na oczekiwania inflacyjne, nastawienie banków centralnych, rentowności obligacji skarbowych oraz dolara amerykańskiego. W praktyce ropa stała się obecnie głównym mechanizmem transmisji dla rynków.

Wyniki różnych klas aktywów coraz wyraźniej odzwierciedlają tę zależność. Złoto, mimo utrzymującej się niepewności geopolitycznej, ma trudność z wypracowaniem trwałego popytu. Wyższe ceny ropy zwiększają obawy o uporczywość inflacji, podbijają rentowności obligacji i wzmacniają dolara, tworząc mniej sprzyjające warunki dla aktywów nieprzynoszących dochodu. Obecnie widoczna jest podwyższona ujemna korelacja między złotem z jednej strony a ropą, rentownościami obligacji i dolarem z drugiej. Dopóki ta relacja się nie zmieni, ropa prawdopodobnie pozostanie dominującym czynnikiem makroekonomicznym na rynkach.

Ostatnie ruchy cen ponownie pokazały, jak rynek jest wrażliwy na retorykę polityczną. Ceny ropy gwałtownie spadły po tym, jak Trump stwierdził, że Stany Zjednoczone są w „końcowej fazie” rozmów z Iranem, co zwiększyło nadzieje, że pewien przełom dyplomatyczny mógłby ostatecznie złagodzić zakłócenia podaży. Nadzieje te osłabły po kolejnych komentarzach, w których ostrzegł, że „czeka nas dalsza walka, jeśli Iran nie zmądrzeje”.

Rynki coraz wyraźniej wydają się uwięzione między tymi naprzemiennymi sygnałami. Efektem jest znacząca zmienność cen, bez jednego rozstrzygnięcia, które ma kluczowe znaczenie: ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz i normalizacji regionalnych przepływów energii.

Jednocześnie uwaga rynku coraz bardziej przesuwa się z wystrzeliwanych rakiet na logistykę i magazynowanie. Dane Kpler pokazują, że od połowy kwietnia żaden tankowiec przewożący irańską ropę nie przekroczył linii blokady, a załadunki ropy spadły z około 2,1 mln baryłek dziennie przed zakłóceniami do obecnych 640 tys. baryłek dziennie. Równocześnie pływające zapasy w Zatoce wzrosły z około 23 mln do 42 mln baryłek, a kolejne 15 mln baryłek gromadzi się na lądzie. Te rosnące zapasy oznaczają baryłki, które utknęły, a nie te usunięte z rynku – i stanowią punkt nacisku, który administracja USA ma nadzieję wykorzystać, aby ostatecznie skłonić Iran do powrotu do negocjacji.

Pojawiły się jednak pewne ostrożne sygnały ruchu. Ograniczony ruch tankowców z Chin i Korei Południowej został ostatnio wznowiony, a Indie przygotowują się do ponownego odbioru ładunków od dostawców z Bliskiego Wschodu. Wolumeny te pozostają jednak ułamkiem normalnych poziomów i nie wskazują jeszcze na znaczącą normalizację.

Najnowszy tygodniowy raport EIA dotyczący rynku ropy dostarczył kolejnych dowodów na utrzymujące się zacieśnienie rynku fizycznego. Łączne zapasy ropy w USA spadły o rekordowe 17,8 mln baryłek, choć niemal 10 mln baryłek tego spadku wynikało z uwolnienia surowca ze Strategicznej Rezerwy Ropy Naftowej. Komercyjne zapasy ropy zmniejszyły się jednak o znaczące 7,9 mln baryłek, a zapasy w Cushing spadły czwarty tydzień z rzędu.

Import wzrósł, wspierany przez dostawy ropy z Wenezueli, które osiągnęły najwyższy poziom od 2018 roku, ale zostało to w dużej mierze zrównoważone kolejnym wzrostem eksportu, ponieważ międzynarodowy popyt nadal kierował amerykańską ropę typu light sweet na globalne rynki. Zapasy destylatów wzrosły nieznacznie, ale pozostają blisko najniższych sezonowych poziomów od ponad dwóch dekad, co wzmacnia sygnały utrzymującego się napięcia w segmencie średnich destylatów.

Tymczasem Goldman Sachs szacuje, że widoczne globalne zapasy ropy i produktów naftowych spadają w rekordowym tempie, a w tym miesiącu zmniejszają się dotąd o 8,7 mln baryłek dziennie.

Na razie ceny kontraktów terminowych mogą nadal reagować na doniesienia dotyczące działań dyplomatycznych i zmieniającą się retorykę polityczną. Jeśli jednak nie przełożą się one na znaczący wzrost przepływów fizycznych, słabość cen może pozostać w większym stopniu napędzana oczekiwaniami niż fundamentami. Kontrakty terminowe reagują na doniesienia; natomiast rynki fizyczne nadal opierają się na rzeczywistych dostawach.

Podczas gdy Brent pozostaje w trendzie bocznym, ceny oleju napędowego i paliwa lotniczego spadły

Podczas gdy Brent pozostaje w trendzie bocznym, ceny oleju napędowego i paliwa lotniczego spadły – źródło: Bloomberg i Saxo

Dane EIA pokazujące spadek zapasów ropy i produktów naftowych oraz gwałtowny wzrost eksportu – źródło: Bloomberg i Saxo

Dane EIA pokazujące spadek zapasów ropy i produktów naftowych oraz gwałtowny wzrost eksportu – źródło: Bloomberg i Saxo

Hotel Gołębiewski w Pobierowie z rezerwacyjnym rekordem. Ponad 2 tys. zgłoszeń w dobę

Pierwsza rezerwacja wpłynęła jeszcze w pierwszej minucie. To, co wydarzyło się przez kolejne 24 godziny, rzadko zdarza się nawet na dojrzałych rynkach hotelarskich. Hotel Gołębiewski w Pobierowie po uruchomieniu możliwości rezerwacji na sezon wakacyjny 2026 przeżywa prawdziwe oblężenie, a liczba chętnych, mimo spodziewanego zainteresowania, przerosła oczekiwania.

Pierwsze minuty po uruchomieniu rezerwacji

W pierwszej dobie od uruchomienia systemu złożono 2 119 rezerwacji. Szczytowy ruch przypadł na godzinę 11:00–12:00, kiedy do systemu trafiało 229 zgłoszeń – jedno co 16 sekund. W pierwszej dobie strona internetowa odnotowała 249 501 tysięcy wejść.

Największym zainteresowaniem cieszy się termin 26 czerwca, który w ciągu zaledwie kilku godzin stał się najchętniej wybieraną datą w całej ofercie. To efekt rozpoczynających się wakacji, wielu Polaków planuje wyjazd bezpośrednio po zakończeniu roku szkolnego.

Spodziewaliśmy się dużego zainteresowania naszym nadmorskim obiektem, jednak skala przerosła nasze oczekiwania. Przez pierwszą dobę pracowaliśmy na mocno zwiększonych obrotach, jednak z dumą mogę powiedzieć, że stanęliśmy na wysokości zadania. Hotel Gołębiewski w Pobierowie rozpocznie sezon wakacyjny z przytupem – mówi Marta Masłowska, Dyrektor Sprzedaży Centralnej w Gołębiewski Holding.

Tempo, w jakim zapełniają się terminy w Pobierowie, nie ma precedensu w polskiej branży hotelarskiej w segmencie wypoczynkowym. To sygnał, że polski rynek turystyczny dojrzał do produktów, które do tej pory kojarzyły się wyłącznie z ofertą zachodnioeuropejską.

Widzimy ogromne zainteresowanie projektem, dlatego wychodząc naprzeciw oczekiwaniom przyszłych gości, dokładamy wszelkich starań, aby uruchomić hotel wcześniej niż pierwotnie zakładaliśmy i udostępnić go gościom być może jeszcze przed rozpoczęciem sezonu wakacyjnego. O postępach i kolejnych etapach realizacji będziemy informować na bieżąco. Wierzymy, że taki kompleks ma realny potencjał, by odczarować sezonowość nad Morzem Bałtyckim i przyciągać gości przez cały rok – dodaje Agnieszka Gawińska – Rucińska, Członek Zarządu Gołębiewski Holding.

Rynek pracy wysyła sygnał schłodzenia. Dynamika płac wyraźnie hamuje

Kwietniowe dane o wynagrodzeniach w sektorze przedsiębiorstw przyniosły wyraźne wyhamowanie dynamiki płac. Przeciętne wynagrodzenie brutto w firmach zatrudniających powyżej 10 osób, z wyłączeniem sektora publicznego, wzrosło o 5,4 proc. rok do roku, wobec oczekiwań rynkowych na poziomie 6,0 proc. Średnia płaca wyniosła 9 530,74 zł brutto.

Obecne dane potwierdzają wyraźne wygaszanie presji płacowej w gospodarce. Jeszcze kilka kwartałów temu szybki wzrost wynagrodzeń był wskazywany jako jeden z głównych czynników presji inflacyjnej. Dziś ryzyko to wyraźnie maleje, zwłaszcza w warunkach dominującego wpływu zewnętrznego szoku podażowego na rynku energii.

W takim otoczeniu Rada Polityki Pieniężnej utrzymuje ostrożne podejście i pozostaje w trybie „wait and see”. Oznacza to, że dalsze decyzje dotyczące stóp procentowych będą w najbliższych miesiącach uzależnione przede wszystkim od napływających danych makroekonomicznych, skali przenoszenia się inflacji na kolejne obszary gospodarki oraz oceny trwałości obecnych procesów inflacyjnych.