Odwiedzalność centrów handlowych w drugim tygodniu marca

  • Średnia odwiedzalność centrów handlowych od poniedziałku do soboty w drugim tygodniu marca ukształtowała się na poziomie o 24 proc. niższym (76 proc.) od wyniku z analogicznego okresu w 2019 roku, kiedy handel nie był ograniczony lockdownem. Taki poziom odwiedzalności utrzymuje się w okresach otwarcia centrów handlowych pomiędzy kolejnymi lockdownami.
  • Kumulacja popytu klientów i wzrosty odwiedzalności w obiektach handlowych następują w wyniku decyzji rządu o zamknięciach i otwarciach obiektów handlowych, co przyczynia się do gwałtownego zainteresowania zakupami i niepotrzebnej wzmożonej aktywności klientów w krótkim czasie.
  • Dane przedstawione przez Polską Radę Centrów Handlowych pokazują, że ruch w centrach handlowych przed wprowadzeniem obostrzeń w kolejnych województwach był ustabilizowany i utrzymywał się na poziomie umożliwiającym zachowanie wszelkich parametrów bezpieczeństwa zarówno przez klientów, jak i pracowników.
  • Obiekty handlowe funkcjonują z zachowaniem najwyższych standardów sanitarnych, są dostosowane do krajowych zaleceń Głównego Inspektoratu Sanitarnego i Ministerstwa Rozwoju Pracy i Technologii oraz wytycznych międzynarodowych np. WHO.

Upłynął rok od potwierdzenia pierwszego w Polsce przypadku zakażenia koronawirusem. W analogicznym okresie ubiegłego roku ogłoszono stan pandemii i niewiele później wprowadzono w Polsce pierwszy lockdown ograniczający m.in. funkcjonowanie centrów handlowych. Dlatego też przygotowane przez Polską Radę Centrów Handlowych dane dotyczące odwiedzalności galerii handlowych w okresie od 8 do 14 marca bieżącego roku zestawiane są z liczbą wizyt klientów z analogicznego tygodnia w 2019 roku, kiedy obiekty handlowe działały bez zakłóceń.

Średnia odwiedzalność centrów handlowych od poniedziałku do soboty w drugim tygodniu marca ukształtowała się na poziomie 76 proc., czyli o 24 proc. niższym od wyniku z analogicznego okresu w 2019 roku.

Jak pokazują dane z ostatnich tygodni ustabilizowany ruch w galeriach handlowych pozwala na kontrolowanie liczby przebywających w nich osób, zapewnienie koniecznego dystansu oraz przestrzeganie obowiązujących zasad bezpieczeństwa sanitarnego.

Wyniki z poszczególnych dni drugiego tygodnia marca br. osiągały od 69 proc. do 85 proc. odwiedzalności odnotowanej w analogicznym okresie 2019 roku. Najmniejszy ruch zaobserwowano w największych galeriach o powierzchni powyżej 60 tys. mkw. GLA – w dni handlowe utrzymywał się on na poziomie 70 proc. odwiedzalności z 2019 roku. Wyraźnie niższy średni tygodniowy footfall odnotowano w regionach Północnym – niecałe 62 proc. i Wschodnim – 65 proc. wyników z analogicznego okresu sprzed rozpoczęcia pandemii.

ZPP: Po dwóch miesiącach widzimy, że podatek cukrowy uderza w konsumentów i firmy, generując niewielkie wpływy finansowe

Robiąc zakupy na początku nowego roku, część konsumentów mogła być zaskoczona. Ceny ich ulubionych napojów okazały się nawet o kilkadziesiąt procent wyższe, niż jeszcze w grudniu. To rezultat wejścia w życie podatku cukrowego, który – wbrew swojej nazwie – obejmuje nie tylko napoje słodzone cukrem, lecz również te zawierające niskokaloryczne substancje słodzące, a także kofeinę i taurynę. Po pierwszych dwóch miesiącach obowiązywania podatku widzimy jak na dłoni, że tracą konsumenci i firmy z branży napojowej, zaś budżet państwa zyskuje znacznie mniej, niż przewidywali projektodawcy. Każe to zadać poważne pytania o rzetelność przygotowanych w toku procesu legislacyjnego analiz skutków wprowadzanej regulacji.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców konsekwentnie opowiadał się przeciwko wprowadzaniu podatku cukrowego. W toku procesu legislacyjnego wskazywaliśmy, że wszelkiego rodzaju podatki sektorowe jedynie komplikują system i doprowadzają do zaburzeń na rynku. Co więcej, w przypadku tego konkretnego obciążenia, projektodawca powoływał się również na argumenty odnoszące się do polityki zdrowotnej, które wydawały nam się całkowicie nieprzekonujące. Nie wierzymy, by opodatkowanie określonej kategorii produktów miało stanowić adekwatną odpowiedź na wyzwania związane z rosnącym problemem otyłości w społeczeństwie. Zwłaszcza, że podatkiem cukrowym objęte są również niskokaloryczne substancje słodzące, co naturalnie zmniejsza skłonność producentów do reformulacji (zmiany składów w celu obniżenia kaloryczności produktów) i poddaje w wątpliwość „prozdrowotny” cel nowego obciążenia.

Marzec 2020 roku przyniósł epidemię koronawirusa w Polsce i daleko idące zmiany w życiu gospodarczym. Część firm została dotknięta głębokimi restrykcjami związanymi z ograniczeniami w prowadzeniu działalności, w niektórych branżach pojawiło się zagrożenie przerwania łańcuchów dostaw, inni mierzyli się z organicznym spadkiem popytu wywołanym zagrożeniem epidemicznym. Dzisiaj wiemy, że rok 2020 był pierwszym od kilkudziesięciu lat rokiem recesji w polskiej gospodarce. Przedsiębiorcy do tej pory mierzą się z reperkusjami trwającej epidemii, a niektórzy z nich (również istotny z punktu widzenia branży napojowej sektor horeca) w dalszym ciągu funkcjonują w szczątkowym zakresie. Przez cały rok 2020 i pierwsze miesiące roku 2021 podkreślaliśmy konsekwentnie – epidemia jest najgorszym czasem na wprowadzanie nowych podatków, firmy i tak mierzą się z wieloma trudnościami i rząd nie powinien dokładać im obciążeń. Niestety, mimo naszych apeli zdecydowano się uchwalić szereg nowych podatków, w tym podatek cukrowy – posługując się zresztą budzącą poważne wątpliwości formułą nowelizowania jeszcze nieuchwalonego aktu prawnego.

Po pierwszych dwóch pełnych miesiącach obowiązywania podatku cukrowego jesteśmy w stanie zidentyfikować pierwsze jego skutki. Najbardziej oczywistym z nich jest wzrost cen, czyli zwiększenie obciążeń konsumentów, w tym trudnym dla wielu gospodarstw domowych czasie. Skala podwyżek zaskoczyła znaczną część klientów sklepów, jednak w znacznej mierze odpowiada ona konstrukcji podatku. Składa się on bowiem z kilku składników, obciąża szereg substancji (nie tylko cukier) i sumuje się do maksymalnej kwoty 1,20 zł w przeliczeniu na litr napoju.

Rosnące ceny doprowadziły w oczywisty sposób do spadku wartości sprzedaży napojów o nawet kilkanaście procent. Takie proste obniżenie popytu na napoje słodzone cukrem i słodzikami w żaden sposób nie przekłada się na wiarygodne wskaźniki związane z walką z problemem otyłości, czy poprawą zdrowia Polaków. W tej chwili straty producentów oznaczają namacalnie jedynie zmniejszone inwestycje i realną groźbę redukcji zatrudnienia, zwłaszcza w warunkach utrzymującej się pandemii. Dodatkowo, nie wiadomo czy nie nastąpiło zjawisko substytucji produktów lepszej jakości, produktami tańszymi, lecz również gorszymi jakościowo.

Co więcej, z uwagi na brak precyzji i wieloznaczność przepisów, pojawiło się wiele wątpliwości dotyczących szczegółowych aspektów objęcia napojów nowym podatkiem. Firmy poniosły wobec tego dodatkowe koszty związane ze zlecaniem analiz prawnych. Najgorszą okolicznością jest jednak fakt, że instytucje publiczne „przerzucają się” odpowiedzialnością za udzielenie jakkolwiek wiążących wyjaśnień (formalnie podatek cukrowy, mimo swojego fiskalnego charakteru i konstrukcji, jest „opłatą cukrową”, z której wpływy zasilają w znacznej części Narodowy Fundusz Zdrowia).

Drenaż kieszeni konsumentów i realne problemy przedsiębiorców branży napojowej i ich pracowników nie przyniosły jednak istotnych wpływów. Jak wynika z danych Ministerstwa Finansów, w styczniu wpływy z tytułu podatku cukrowego sięgnęły 76 mln zł. Przyjmując utrzymanie tej dynamiki wpływów przez pozostałe miesiące, wpływy w ciągu całego 2021 roku ledwo przekroczą 900 mln zł. Jest to kwota znacznie niższa, niż pierwotnie zakładane przez projektodawcę 2 mld zł, które miały zasilić NFZ (a w rzeczywistości prawdopodobnie budżet państwa, z którego do Funduszu trafiałyby odpowiednio niższe subwencje). Realne wpływy niższe o ponad 50% od zakładanych każą zadać pytania o rzetelność i prawidłowość prognoz towarzyszących projektowi ustawy ws. podatku cukrowego. Skoro skutki makroekonomiczne w postaci zasilenia sektora finansów publicznych zostały w tak dużym stopniu przeszacowane, powstają oczywiste wątpliwości dot. rzetelności analiz sugerujących jakikolwiek „prozdrowotny” wpływ podatku.

Reasumując, ZPP w dalszym ciągu opowiada się przeciwko podatkom sektorowym i wprowadzaniu nowych obciążeń w czasie epidemii, konsekwentnie będąc również przeciwko podatkowi cukrowemu. Po pierwszych dwóch miesiącach widzimy, że podatek uderza w konsumentów i firmy, przynosząc marginalne (zwłaszcza w skali wydatków związanych z przeciwdziałaniem COVID-19) wpływy. Podtrzymujemy nasz apel o wprowadzenie co najmniej dwunastomiesięcznego moratorium na wszelkie nowe obciążenia.

Coraz więcej powierzchni biurowej do podnajmu. W lutym na rynek trafiło 30,609 mkw.

Analitycy REDD, największej bazy danych o rynku biurowym w Polsce informują, że w ciągu pierwszych dwóch tygodni marca w Polsce na rynku nieruchomości biurowych przybyło prawie 8 tys. mkw. powierzchni dostępnej do podnajmu, a tylko w lutym było to ponad 30 tys. mkw.

Dane REDD pokazują, że w ciągu pierwszych dwóch tygodni marca na rynku nieruchomości biurowych przybyło w całej Polsce 7,892 mkw. powierzchni dostępnej do podnajmu. Zakładając obecne tempo wzrostu podaży, do końca marca możemy oczekiwać przyrostu powierzchni biurowych dostępnych do podnajmu o ok. 15 tys. mkw.  – wylicza Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.

Dla porównania w lutym 2021 przyrost podaży powierzchni dostępnej do podnajęcia wyniósł 30,609 mkw.  REDD1

–  Analizując rynki regionalne pod względem wolnych powierzchni biurowych dostępnych do podnajmu możemy stwierdzić, że obecnie w Warszawie znajduje się 122,631 mkw. powierzchni. W Krakowie na podnajemców czeka 35,918 mkw.,  a we Wrocławiu obecnie istnieje możliwość podnajęcia ok. 35,112 mkw. powierzchni biurowej – wylicza Piotr Smagała z REDD. REDD2

Czynsz za 1 mkw. powierzchni do podnajmu średnio 12,80 EUR

Według danych REDD średnia stawka czynszu dla nowoczesnych powierzchni biurowych do podnajmu na głównych rynkach Polski wynosi 12,80 EUR/mkw.

Warszawa niezmiennie utrzymuje pozycję lidera polskiego rynku pod względem wysokości czynszu za nowoczesne lokale biurowe znajdujące się w podnajmie. Średnio w stolicy za 1 mkw. powierzchni biurowej podnajemcy powinni zapłacić 14,94 EUR.

Na drugim miejscu plasuje się Gdynia, cena za metr podnajętej powierzchni biurowej ukształtowała się tam na poziomie 13,96 EUR. Z kolei w Krakowie 1 mkw. w podnajmie wyceniany jest na 13,52 EUR. REDD3

Najemca związany terminową umową najmu nie może rozwiązać jej bez konsekwencji, przed upływem wskazanego w umowie terminu. To problem szczególnie obecnie kiedy wiele firm musi albo szukać oszczędności, albo nie potrzebuje już tak dużej przestrzeni. W takiej sytuacji firma może zdecydować się na podnajem swojej powierzchni, po wyrażeniu zgody przez wynajmującego – mówi Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.

Oświadczenie Polskiej Rady Centrów Handlowych w związku z ogłoszeniem kolejnych ograniczeń w funkcjonowaniu handlu

Polska Rada Centrów Handlowych od wielu tygodni podkreśla, że centra handlowe cały czas funkcjonowały i funkcjonują w  najwyższym reżimie sanitarnym. Także przedstawiciele rządu podczas konferencji prasowej w dn. 28 stycznia potwierdzili, że obiekty handlowe nie sprzyjają transmisji wirusa. Klienci odwiedzają je w pojedynkę, przebywają w nich krócej i w określonym celu. Planują zakupy odpowiedzialnie, co oznacza, że bezpieczeństwo i troska o najbliższych stały się najważniejsze. Galerie handlowe w czasie pandemii pełnią funkcję zaspokajania najważniejszych potrzeb zakupowych, nie przyciągają klientów z powodów rozrywkowych, ani nie są miejscem  spędzania wolnego czasu.

Zgromadzone przez PRCH dane nt. wizyt klientów w centrach handlowych jednoznacznie wskazują, że w czasie pandemii odwiedzalność utrzymuje się na poziomie niższym od 20 do 40 proc. w porównaniu do podobnego okresu w latach bez obostrzeń epidemicznych, co pozwala na swobodne zachowanie zasad bezpieczeństwa, w tym w szczególności zachowania dystansu społecznego.

Nasze dane potwierdzają, że decyzje rządu o częściowym zamykaniu i otwieraniu obiektów handlowych wywołują nagłe, niepotrzebne przyrosty odwiedzalności. Stabilne, nieograniczone działanie, przy jednoczesnym respektowaniu obowiązujących zasad bezpieczeństwa, umożliwia zaplanowanie zakupów pozwalających na realizację najpilniejszych potrzeb w bezpiecznych warunkach.

Niezrozumiałe jest także nierówne traktowanie podmiotów zajmujących się handlem – te same sklepy działające poza centrami handlowymi mogą prowadzić nieograniczoną działalność, a te w centrach już nie. Trudno znaleźć uzasadnienie ze względów epidemicznych, zakupy odbywają się zawsze w sklepach, a nie poza nimi.

Każde kolejne ograniczenia działalności obiektów handlowych, pogłębiają i tak już dramatyczne straty branży. Dziś już nie pytamy, czy będą redukcje zatrudnienia i bankructwa, tylko kiedy. Według szacunków Polskiej Rady Centrów Handlowych w wyniku pandemii i trzech ogólnopolskich lockdownów branża centrów handlowych odnotowała lukę w obrotach w wysokości ponad 33 mld zł, kolejne obostrzenia regionalne to utrata obrotów rzędu około 2 mld zł. Ogólnokrajowy lockdown to kolejne miliardy utraconych obrotów, a co za tym idzie ogromnych strat poszczególnych przedsiębiorstw.

Właściciele i zarządcy obiektów handlowych ponieśli ogromne koszty związane z ustawowym zawieszeniem czynszów (art. 15 ze), które jest niezgodne z Konstytucją RP, polskim porządkiem prawnym i umowami międzynarodowymi oraz pomocą dla najemców w postaci obniżek czynszów w łącznej kwocie ok. 5 mld zł, co stanowi  45 proc. ich rocznych przychodów.

Żałujemy, że rząd wprowadza kolejne restrykcje nie analizując dostępnych danych i powoduje gwałtowne zainteresowanie zakupami, co będzie widoczne szczególnie teraz przed okresem świątecznym, jednocześnie odbierając przedsiębiorstwom możliwość minimalnego generowania obrotów i ratowania miejsc pracy.

Kolejna emisja obligacji PKN ORLEN

N ORLEN dywersyfikuje źródła finansowania, pozyskując środki w ramach emisji obligacji zrównoważonego rozwoju. Jeszcze w marcu Koncern wyemituje obligacje o łącznej wartości 1 mld zł, z 10-letnim okresem wykupu oraz stałym kuponem na poziomie 2,875% w skali roku, z możliwością jego zwiększenia o 0,1% lub 0,2% w zależności od poziomu ratingu ESG, nadawanego przez agencję MSCI ESG Research (UK) Limited. Będzie to już druga emisja obligacji zrównoważonego rozwoju zrealizowana przez PKN ORLEN, która wprowadza do portfela zobowiązań dłużnych stabilny instrument o długim terminie zapadalności, poprawiając tym samym bezpieczeństwo finansowe całej Grupy ORLEN.

– Jako lider transformacji energetycznej w Polsce, zamierzamy zrealizować wiele ambitnych projektów, które wpłyną na ograniczenie emisji CO2 i rozwój odnawialnych źródeł energii. Zgodnie z naszą strategią, ich przeprowadzenie w znaczącym stopniu będzie oparte o zrównoważone finansowanie. Jesteśmy doświadczonym graczem na rynku kapitałowym i umiejętnie odczytujemy potrzeby jego uczestników. Stąd decyzja o kolejnej, drugiej już emisji obligacji opartych o rating ESG, na które jest duże zapotrzebowanie. W ten sposób nie tylko przybliżamy się do realizacji strategicznych celów, ale też umacniamy zaufanie wśród inwestorów, jako wiarygodnego i odpowiedzialnego partnera – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Środki z emisji przeznaczone zostaną na cele ogólnokorporacyjne, w tym realizację celu ESG, jakim jest utrzymanie lub poprawa ratingu ESG. Nabywcami obligacji są inwestorzy, którzy upatrują wartości w aktywach stałokuponowych o długim terminie wykupu. Największy udział w emisji przypadł ubezpieczycielom i funduszom inwestycyjnym. Koordynatorem i agentem emisji jest Bank Pekao S.A.

Pierwsza emisja obligacji PKN ORLEN opartych o rating ESG z grudnia 2020 r. spotkała się z bardzo dużym zainteresowaniem ze strony inwestorów – łączna wartość zapisów w procesie budowy księgi popytu wyniosła 2,2 mld zł, czyli ponad 2 razy więcej niż łączna wartość nominalna obligacji. Koncern uzyskał bardzo korzystne warunki finansowania – najniższe oprocentowanie w historii spółki i jednocześnie najniższą marżę od czasu kryzysu finansowego w 2008 roku. Pierwsza emisja otrzymała rating kredytowy na poziomie BBB- przyznany przez agencję ratingową Fitch Ratings.

PKN ORLEN konsekwentnie dąży do neutralności emisyjnej, efektywności energetycznej i wysokich standardów bezpieczeństwa. Rosnące kompetencje koncernu w obszarze ESG odzwierciedla poprawa oceny ratingowej agencji Sustainaltytics z 2020 r. PKN ORLEN uplasował się na piątej pozycji spośród 86 firm z segmentu Oil & Gas Refining and Marketing (kategoria Refiners & Pipelines). Jednocześnie koncern awansował do kategorii ocen „Medium Risk” (w 2019 r. znajdował się w kategorii „High Risk”), dla której istnieje średnie ryzyko wystąpienia negatywnych skutków finansowych ze względu na czynnik ESG).

Zrównoważony rozwój i odpowiedzialny biznes to kluczowe elementy strategii neutralności emisyjnej spółki do 2050 r. W ramach jej realizacji, na początku września br. PKN ORLEN zadeklarował do 2030 r. redukcję emisji CO2 o 20% z obecnych aktywów rafineryjnych i petrochemicznych oraz o 33% CO2/MWh z produkcji energii elektrycznej. Zgodnie z założeniami, inwestycje realizowane w ramach strategii neutralności emisyjnej będą współfinasowane m.in. poprzez obligacje zrównoważonego rozwoju i zielone obligacje emitowane przez PKN ORLEN na europejskim rynku kapitałowym.

Branża narciarska i snowboardowa: bez szans na pomoc od rządu?

Producenci, dystrybutorzy i sprzedawcy specjalistycznego sprzętu narciarskiego oraz snowboardowego czekają na pomoc od państwa. Ich PKD 47.64.Z czyli sprzedaż detaliczna sprzętu sportowego prowadzona w wyspecjalizowanych sklepach czy 32.30.Z – produkcja sprzętu sportowego, snowboardowego, outdoorowego znajdują się nadal poza tzw. tarczami z pomocą dla przedsiębiorców, a – zdaniem należących do Komitetu przedsiębiorców – powinna ona zależeć wyłącznie od spadku obrotów. Takie rozwiązania obowiązują w innych krajach Unii Europejskiej. – Jesteśmy zdani wyłącznie na siebie, a właśnie rozpoczął się nowy lock down w 4 województwach i sezon narciarski dobiega końca – informują przedsiębiorcy.

Przedsiębiorcy z Komitetu Narty Snowboard Outdoor (KNSO) są konsekwentni. Regularnie wysyłają do prezesa PFR i ministerstwa rozwoju propozycje rozmowy. Miała by ona zaowocować włączeniem PKD należących do Komitetu firm na listę pomocową znajdującą się w tzw. tarczach.

– Po długim okresie milczenia, otrzymaliśmy w końcu z ministerstwa rozwoju odpowiedź, że PKD sprzedawców odzieży jest w tzw. tarczy. Tyle tylko, że chodzi o „zwykłą” odzież. Ta specjalistyczna – dla narciarzy i snowboarderów – cały czas jest poza zasięgiem jakiejkolwiek pomocy ze strony władzy czy PFR – mówi Arkadiusz Walus z Komitetu Narty Snowboard Outdoor.

Interpelację w sprawie pomocy dla branży narciarskiej i snowboardowej złożyło też dwoje małopolskich posłów. Odpowiedź, jaką otrzymali z resortu rozwoju, łudząco przypomina tę, którą kilka dni wcześniej resort udzielił Komitetowi. Niektóre akapity wyglądają niemal jak przekopiowane z jednej korespondencji do drugiej.

– Za nami stracony sezon. Pierwszy w ponad 30 letniej historii naszej branży. Przez 2/3 tego czasu stoki pozostawały zamknięte, a centra handlowe, w których działają sklepy ze specjalistyczną odzieżą i sprzętem narciarskim też przez kilka miesięcy miały zakaz działalności. Dziś wrócił on w 4 województwach, co z pewnością jeszcze bardziej utrudnia nam i tak mocno storpedowane funkcjonowanie – zauważa Arkadiusz Walus i wskazuje, że dziś wiele firm z reprezentowanej przez niego branży balansuje na krawędzi upadku.

– Domagamy się rządowej pomocy – tak samo, jak mają inne poszkodowane przez wywołany pandemią kryzys branże. Głównym kryterium powinien być spadek obrotów, a doświadcza go przecież cała nasza branża – deklaruje Arkadiusz Walus. Zwraca uwagę, że

główne PKD 47.64.Z branży czyli sprzedaż detaliczna sprzętu sportowego prowadzona w wyspecjalizowanych sklepach i 32.30.Z – produkcja sprzętu sportowego znajdują się nadal poza tarczami: zarówno „zimową” 2.0, jak i 6.0, czy 8.0.

Arkadiusz Walus tłumaczy też, że odcięcie od pomocy dotyczy także wypożyczalni specjalistycznego sprzętu narciarskiego i snowboardowego, pomimo tego, że ich PKD znalazł się w Tarczy 2.0. Wszystko za sprawą warunków przyznania im tej pomocy, które de facto im ją uniemożliwiły. Chodziło o:

  • ilość osób zatrudnionych na 31 września – wypożyczalnie działają sezonowo i zatrudniają pracowników zwykle od listopada do marca włącznie.
  • spadek obrotów o 30% w Q4 2020 w stosunku do 2019 – stoki działały w grudniu, więc ciężko było wykazać stratę w tym okresie.

– Z rządowych i PFRowskiej tarcz korzystać mogą dziś tylko przedsiębiorcy, których PKD znalazły się na listach wsparcia. To właśnie ich numery decydują o przyznaniu im pomocy. Wszystkie inne  – w tym należące do branży narciarsko snowboardową – pozostają bez niej. Można się spodziewać, że wiele firm sektora upadnie, a wkrótce w ich miejsce wejdą zagraniczne, o większym potencjale, które dzięki pomocy swoich rządów, przetrwają do kolejnego sezonu – przewiduje Arkadiusz Walus i podtrzymuje gotowość do udziału w konsultacjach z rządem i PFR w sprawie skierowania do branży koniecznej pomocy, zwłaszcza, że szanse na jakiekolwiek odrobienie strat są dziś nawet ujemne, gdyż sezon na zimowe sporty kończy się zwykle mniej więcej w połowie marca.

Według szacunków Komitetu branża Narty Snowboard Outdoor, obejmuje:
– Producentów i dystrybutorów sprzętu sportowego
– Sieci handlowe
– Ponad 1000 specjalistycznych sklepów narciarskich, snowboardowych i outdoorowych
–  Ponad 1000 wypożyczalni nart

Zatrudnia w Polsce ponad 50 tysięcy osób oraz generuje obrót ponad 5 miliardów złotych rocznie w samych miesiącach zimowych. Tylko w miesiącu listopadzie 2020, firmy z branży zanotowały spadki obrotów rzędu 50-80% w stosunku listopada roku 2019.

Przedsiębiorca bez prawa do obrony w starciu z UOKiK

Nowe regulacje zawarte w projekcie nowelizacji ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów osłabią prawo przedsiębiorcy do obrony w trakcie postępowania przed UOKiK lub wręcz, w niektórych przypadkach, pozbawią go tej obrony – ostrzega Konfederacja Lewiatan.

UOKiK proceduje projekt nowelizacji ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów (dokładnie: projekt ustawy o zmianie ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów oraz niektórych innych ustaw UC69). Jego głównym zadaniem jest transpozycja prawa unijnego tj. dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/1 z 11 grudnia 2018 r. mająca na celu nadanie organom ochrony konkurencji państw członkowskich uprawnień w celu skuteczniejszego egzekwowania prawa i zapewnienia należytego funkcjonowania rynku wewnętrznego.

– Nowe przepisy budzą wiele zastrzeżeń. Źródłem wątpliwości są te zagadnienia, których nie ma w dyrektywie, a które znalazły się w projekcie nowelizacji ,,przy okazji”, ale też i te, które choć występują w dyrektywie, to proponuje się ich niewłaściwą i nieefektywną transpozycję. Można wskazać szereg propozycji, które w praktyce osłabiałyby prawo do obrony przedsiębiorcy w trakcie postępowania przed UOKiK lub wręcz, w niektórych przypadkach, pozbawiałby go tej obrony – mówi mec. Adrian Zwoliński, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Przykładowo, co prawda wprowadza się zasadę, że jeśli w trakcie przeszukania urzędnik natrafi na materiały, które według przeszukiwanego są korespondencją z adwokatem lub radcą prawnym, to pozostawi je na miejscu. Ale w tym samym artykule wprowadza się wyjątek – ,,przeszukujący może zapoznać się pobieżnie z pismem lub dokumentem, w sposób pozwalający na ustalenie autora, adresata, tytułu oraz przedmiotu pisma lub dokumentu oraz daty jego sporządzenia”. Czyli przeszukujący urzędnik z jednej strony nie ma dostępu do materiału objętego tajemnicą adwokacką, ale z drugiej strony, może się z nim ,,pobieżnie zapoznać”. To grozi całkowitą i pozbawioną kontroli uznaniowością, a w efekcie iluzoryczną ochroną praw przeszukiwanego.

– W projekcie znajdują się też regulacje, które np.: ograniczałyby dostęp do informacji oraz prawa świadka, czy wprowadzałyby niejasne zasady przerwania biegu terminu przedawnienia. Całościowo prowadzi on do osłabienia prawa przedsiębiorcy do obrony i należy ocenić go, choć nie tylko z tego powodu, negatywnie – dodaje Adrian Zwoliński.

PwC CEO Survey: Prezesi firm w Polsce najbardziej ostrożni w ocenie wzrostu globalnej gospodarki

53% prezesów firm w Polsce, którzy wzięli udział w 24. badaniu PwC CEO Survey, jest przekonanych, że w ciągu najbliższych 12 miesięcy będziemy świadkami wzrostu globalnej gospodarki. Prezesi firm na świecie i w regionie Europy Środkowo-Wschodniej są większymi optymistami – takiego zdania jest odpowiednio 76% i 64%. Jako największe ryzyka biznesowe zarządzający firmami w Polsce wskazują jednak na nadmierne regulacje, liczne zmiany podatkowe i później na pandemię. W porównaniu do średniej światowej wyróżnia nas znacznie niższa niż na świecie chęć przeznaczenia wydatków na zrównoważony rozwój i inicjatywy ESG oraz transformację cyfrową.

Pomimo globalnej recesji rekordowa liczba prezesów na świecie uważa, że nastąpi odbicie w gospodarce. Takiego zdania jest 76% respondentów badania PwC CEO Survey na świecie i 63% w Europie Środkowo-Wschodniej. W Polsce grupa “optymistów” jest najmniejsza spośród wszystkich badanych państw i wynosi 53%.

Jednocześnie zdecydowana większość liderów biznesu spodziewa się wzrostu przychodów swoich biznesów. Pewnych takiego scenariusza w perspektywie 12 miesięcy jest 76% polskich prezesów, a w perspektywie 3 lat aż 86% badanych (na świecie odpowiednio 85% i 88%).

Warto przypomnieć, że w poprzednim badaniu, które było przeprowadzone na jesieni 2019 r., mieliśmy do czynienia z rekordowym pesymizmem jeśli chodzi o ocenę perspektyw globalnej gospodarki. Wówczas 53% liderów biznesu na świecie spodziewało się spowolnienia gospodarczego, ale w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej ta grupa respondentów wyniosła 43% i była najmniejsza spośród wszystkich badanych regionów. Dziś optymizm wśród polskich menedżerów jest znacznie ostrożniejszy niż u kolegów na świecie, cieszy natomiast fakt, że pewność co do wzrostu przychodów firm jest na bardzo wysokim poziomie. – Adam Krasoń, prezes PwC w Polsce

Oczekiwanie na wzrost, ale z licznymi ryzykami na horyzoncie

Wśród kluczowych ryzyk wymienianych przez prezesów firm na świecie pierwsze 3 miejsca zajmują: cyberzagrożenia (85% odpowiedzi), niepewny wzrost gospodarczy (83%) oraz pandemia i inne kryzysy zdrowotne (81%). W Polsce na pierwszym miejscu znalazła się niepewność co do regulacji podatkowych (90% odpowiedzi po zsumowaniu “jestem tym bardzo zaniepokojony” i “jestem tym w pewnym stopniu zaniepokojony”). Na kolejnych pozycjach respondenci wymienili niepewny wzrost gospodarczy (88%) i później dopiero pandemię (86%).

W pierwszej 15 największych zagrożeń wskazywanych przez polskich menedżerów nie znalazły się ani ryzyka związane z dostępnością pracowników z kluczowymi umiejętnościami, ani dezinformacją wywołaną falą fake newsów. Nadal jednak znaczna część prezesów wyraża zaniepokojenie tymi zjawiskami – 61% w odniesieniu do kluczowych umiejętności i 63% do dezinformacji (po zsumowaniu odpowiedzi “bardzo zaniepokojony” i “w pewnym stopniu zaniepokojony”). Wśród prezesów firm na świecie te ryzyka było wymieniane częściej – odpowiednio 72% i 70%.

Na świecie w ciągu ostatniego roku widzimy znaczne przyspieszenie inicjatyw związanych z ładem środowiskowym, społecznym i korporacyjnym. Pojęcie ESG (od angielskiego Environmental, Social, and Corporate Governance) odnosi się do trzech głównych czynników pomiaru trwałości i wpływu społecznego inwestycji w spółkę lub biznes. Martwić może jednak fakt, że polskie spółki wydają się nie traktować tych kwestii z wystarczającą powagą. – Piotr Rówiński, partner w PwC, lider zespołu ds. zarządzania ryzykiem

35% prezesów z Polski przyznaje, że powinni robić więcej w kwestii mierzenia i raportowania wpływu na środowisko (globalnie jest to odpowiednio 39% i 43%). Mimo to, zaledwie 22% liderów biznesu w Polsce deklaruje, że zmiany klimatu i szkody środowiskowe znalazły się w ich strategii zarządzania ryzykiem (40% globalnie).

Mam nadzieję, że w 2021 r. spółki poświęcą znacznie więcej uwagi, środków i zaangażowania w kwestie ESG, aby utrzymać swoją konkurencyjność i atrakcyjność w oczach klientów, partnerów biznesowych, inwestorów i instytucji finansowych. – Piotr Rówiński, partner w PwC, lider zespołu ds. zarządzania ryzykiem.

W co zamierzają inwestować prezesi w czasie post-covid

W najbliższych 12 miesiącach firmy zamierzają skupić się na szukaniu efektywności operacyjnej – takiej odpowiedzi udzieliło 69% polskich respondentów (77% na świecie). Pozostałe priorytety to wzmacnianie wzrostu organicznego (59% badanych w Polsce, 73% na świecie) oraz opracowanie nowego produktu i/lub usługi (odpowiednio 51% i 56%). Dodatkowo 31% CEOs z Polski deklaruje, że rozważa w najbliższym roku fuzje i przejęcia; na świecie taki ruch deklaruje 38% badanych.

Z kolei w najbliższych 3 latach aż 83% prezesów na świecie planuje zwiększyć swoje wydatki na transformację cyfrową, 76% na inicjatywy wzmacniające efektywność kosztową, a 72% na cyberbezpieczeństwo i ochronę danych. W Polsce to efektywność kosztowa będzie priorytetem dla zarządzających przy zwiększaniu inwestycji – takiej odpowiedzi udzieliło 82% badanych. Na drugim miejscu znalazła się transformacja cyfrowa (73% – o 10 pkt proc. niżej niż w przypadku globalnych wskazań), a dalej cyberbezpieczeństwo i ochrona danych oraz programy wzmacniające wzrost organiczny (po 57% odpowiedzi).

W porównaniu do swoich kolegów na świecie i w regionie polscy respondenci dużo mniejsze inwestycje planują w: zrównoważony wzrost i inicjatywy ESG (25% różnicy względem globalnej średniej), przywództwo i rozwój talentów (18% różnicy), cyberbezpieczeństwo (15%) oraz transformację cyfrową (10%).

Ochrona miejsc pracy w trakcie pandemii COVID-19

W czasie pandemii ochrona miejsc pracy stała się jednym z priorytetów dla rządów państw i liderów biznesów. Z odpowiedzi uzyskanych od polskich respondentów badania wynika, że 43% przedsiębiorstw nie zmieniło poziomu zatrudnienia w ostatnich 12 miesiącach.

Co więcej, 22% firm przyznaje, że zwiększyła liczbę pracowników. Jednocześnie, 35% badanych deklaruje, że w ciągu ostatniego roku liczba zatrudnionych została zmniejszona.

Perspektywa kolejnych miesięcy i lat wygląda bardzo obiecująco. 43% firm z Polski zamierza zwiększyć zatrudnienie w tym roku, a w ciągu 3 lat takie plany deklaruje aż 78% badanych. Tylko 10% firm w Polsce (w porównaniu do 21% na świecie i 18% w regionie) spodziewa się spadku liczby zatrudnionych w swoich organizacjach w tym roku.

O raporcie PwC CEO Survey

PwC przeprowadziło badanie wśród 5050 prezesów firm w 100 krajach w styczniu i lutym 2021 r. W tej grupie było 163 respondentów z Europy Środkowo-Wschodniej, w tym 49 prezesów z Polski. Nie wszystkie liczby na wykresach sumują się do 100% w wyniku zaokrąglania wartości procentowych i decyzji, by w niektórych przypadkach nie pokazywać odpowiedzi „inne”, „żadne z powyższych” i „nie wiem”.

Rzecznik MŚP w piśmie do Wicepremiera Jarosława Gowina proponuje własne rozwiązania w zakresie umorzenia składek na ubezpieczenia społeczne

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców zawnioskował do Ministra Rozwoju, Pracy i Technologii o wprowadzenie zmian w ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych.

  1. Dokonanie zmian w ustawie z dnia 13 października 1998 r. o systemie ubezpieczeń społecznych w zakresie należności z tytułu składek na ubezpieczenia społeczne ubezpieczonych będących równocześnie płatnikami składek na te ubezpieczenia mogą być umarzane w przypadkach uzasadnionych względami społecznymi lub gospodarczymi oraz ważnym interesem zobowiązanego, pomimo braku ich całkowitej nieściągalności, a nie tak jak obecnie praktycznie tylko ważnym interesem zobowiązanego.
  2. Skrócenie z „co najmniej trzech lat” do „co najmniej jednego roku” okresu, w którym przedsiębiorca podjął działalność gospodarczą w danym sektorze, ustalanym na dzień przed datą złożenia wniosku o udzielenie pomocy. Chodzi o objęcie szerszej liczny przedsiębiorców, czyli takich, u których wskutek trwającej epidemii COVID-19 wystąpiły problemy z płynnością finansową lub/oraz ponoszą one istotne szkody.
  3. Doprecyzowanie lub rezygnację z warunku wskazanego w Projekcie art. 1 pkt 1 (zmieniającego brzmienie art. 2 ust. 1 pkt 3 nowelizowanej ustawy), dotyczącego wykonywania działalności gospodarczej na rynku, na którym występuje lub może występować długookresowa strukturalna nadprodukcja. W ocenie Rzecznika brak jest określonych kryteriów, które przesądzałyby o występowaniu, możliwości występowania, bądź braku występowania długookresowej strukturalnej nadprodukcji.

Szerzej w poprzednim komunikacie https://rzecznikmsp.gov.pl/21-03-przedsiebiorcy-coraz-czesciej-wnioskuja-o-umorzenie-skladek/

Rzecznik MŚP działając na podstawie art. 9 ust. 1 pkt 1 ustawy o Rzeczniku, zawnioskował w piśmie z dnia 12 marca 2021 r do Wiceprezesa Rady Ministrów, Ministra Rozwoju, Pracy i Technologii Jarosława Gowina o wprowadzenie zmian w ustawie z dnia 13 października 1998 r. o systemie ubezpieczeń społecznych[1], wnosząc w projekcie ustawy o zmianie ustawy o udzielaniu pomocy publicznej w celu ratowania lub restrukturyzacji przedsiębiorców (dalej: Projekt) propozycję treści art. 3 Projektu w brzmieniu:

  • Należności z tytułu składek na ubezpieczenia społeczne ubezpieczonych będących równocześnie płatnikami składek na te ubezpieczenia mogą być umarzane w przypadkach uzasadnionych względami społecznymi lub gospodarczymi oraz ważnym interesem zobowiązanego, pomimo braku ich całkowitej nieściągalności (zmiana treści przepisu art. 28 ust. 3a ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych);
  • Minister właściwy do spraw zabezpieczenia społecznego określi, w drodze rozporządzenia, przypadki umarzania, z uwzględnieniem przesłanek uzasadniających umorzenie, o których mowa w ust. 3a. (zmiana treści przepisu art. 28 ust. 3b ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych).

Powyższa zmiana jest podyktowana, w szczególności, trwającą od marca 2020 r. epidemią koronawirusa na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, skutkiem, której sytuacja finansowa przedsiębiorców w wielu branżach uległa pogorszeniu, wielu spośród nich zostało zmuszonych do zawieszenia działalności gospodarczej lub jej istotnego ograniczenia – nakazami administracyjnymi. Do Rzecznika docierają informacje, że chociaż wzrosła (w stosunku do 2019 roku) liczba wniosków o umorzenie należności z tytułu składek, z którymi przedsiębiorcy zwrócili się do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, zmalała liczba pozytywnych decyzji wydanych w tym zakresie. ZUS wyjaśnia m.in., że w przypadku zaistnienia przesłanki ważnego interesu osoby zobowiązanej może umarzać należności na ubezpieczenia społeczne ubezpieczonym (płatnikom tych składek), o ile zobowiązany spełni warunki umorzenia określone w § 3 ust. 1 pkt 1-3 rozporządzenia Ministra Gospodarki Pracy i Polityki Społecznej z dnia 31 lipca 2003 r. w sprawie szczegółowych zasad umarzania należności z tytułu składek na ubezpieczenia społeczne[2].

W sytuacji trwającego stanu epidemii COVID-19, każdy przedsiębiorca, który złoży wniosek o umorzenie należności z tytułu składek i wykaże dostępnymi mu środkami dowodowymi (lub Zakład ustali z urzędu), że sporne należności powstały na skutek trwającej od marca 2020 r. klęski pandemii oraz, że zdarzenie to ma wpływ na możliwość płacenia należności z tytułu składek, winien zostać rozpatrzony pozytywnie, jako spełniający przesłankę ważnego interesu zobowiązanego – komentuje Adam Abramowicz, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.

Rzecznik MŚP zgłosił również uwagi do opublikowanego na stronie Rządowego Centrum Legislacji Projektu. Zawnioskował o rozważenie zmiany w art. 1 pkt 1 Projektu zmieniającego brzmienie art. 2 ust. 1 pkt 1 nowelizowanej ustawy, tj. skrócenie okresu „co najmniej trzech lat” do „co najmniej jednego roku”. W ocenie Rzecznika przedmiotowa zmiana może być istotna dla przedsiębiorstw z sektora MŚP borykających się z niewystarczającą płynnością finansową lub/oraz ponoszących istotne szkody wskutek trwającej epidemii COVID-19. Ze względu na wyjątkowy charakter tej epidemii szkód takich nie można było przewidzieć, a są one znaczące i w związku z tym stawiają przedsiębiorstwa w sytuacji znacząco odmiennej od warunków rynkowych, w których podmioty te zazwyczaj prowadzą działalność. (pkt 8, Komunikat Komisji z dnia 20 marca 2020 r. – Tymczasowe ramy środków pomocy państwa w celu wsparcia gospodarki w kontekście trwającej epidemii COVID-19)[3].

Jednocześnie Rzecznik MŚP zarekomendował doprecyzowanie lub rezygnację z warunku wskazanego w Projekcie art. 1 pkt 1 (zmieniającego brzmienie art. 2 ust. 1 pkt 3 nowelizowanej ustawy), dotyczącego wykonywania działalności gospodarczej na rynku, na którym występuje lub może występować długookresowa strukturalna nadprodukcja. W ocenie Rzecznika brak jest określonych kryteriów, które przesądzałyby o występowaniu, możliwości występowania, bądź braku występowania długookresowej strukturalnej nadprodukcji. Zatem warunek ten jest bardzo ocenny i niezwykle trudno jest stwierdzić występowanie, bądź niewystępowanie tej przesłanki, która miałaby, wszakże przesądzić o możliwości uzyskania (bądź nie) pomocy przez przedsiębiorcę.

[1] Dz. U. z 2021 r. poz. 423; dalej: „ustawa o systemie ubezpieczeń społecznych”

[2] Dz. U. z 2003 r. Nr 141, poz. 1365; dalej: „rozporządzenie”

[3] Dz. UE 2020/C 91 I/01; dalej: „Komunikat Komisji”

Instytut Genetyki Człowieka PAN: już w 90 proc. próbek z Wielkopolski jest wariant brytyjski

Laboratorium Diagnostyki COVID19 Instytutu Genetyki Człowieka PAN w Poznaniu w ostatnich dniach przeanalizowało pozytywne próbki z rutynowej diagnostyki zakażeń SARS-CoV-2 pod względem występowania wariantu brytyjskiego. Stwierdzono, że prawie 90 proc. badanych osób pozytywnych pod względem obecności wirusa było zakażonych właśnie brytyjskim wariantem koronawirusa, który charakteryzuje się zdecydowanie wyższą zakaźnością.

Niebezpieczny wyspiarz

Wariant brytyjski koronawirusa – B.1.1.7 po raz pierwszy zidentyfikowany został w Wielkiej Brytanii we wrześniu 2020 r. Wystąpienie tego wariantu wirusa odnotowano już w ponad 100 krajach na całym świecie, a jego rozprzestrzenianie się nadal postępuje. W przebiegu zakażenia wariantem B.1.1.7 ryzyko infekcji osób młodszych  jest znacznie podwyższone.

  • W ciągu ostatnich dni w Laboratorium Diagnostyki COVID-19 Instytutu Genetyki Człowieka PAN w Poznaniu stwierdziliśmy obecność brytyjskiej odmiany koronawirusa w prawie 90 proc. przypadków zakażeń. Ta odmiana to klon starego wirusa, który różni się od niego pod względem sekwencji. Cechuje go podwyższona śmiertelność i nasilone objawy kliniczne, w tym bóle mięśni, stawów i ciężki kaszel. Są dni, w których wszystkie pozytywne próbki zawierają właśnie ten wariant wirusa. – wyjaśnia prof. Andrzej Pławski, kierownik Laboratorium Diagnostyki COVID-19 w Instytucie Genetyki Człowieka PAN w Poznaniu.

Wynik w ciągu kilku godzin

Wirus brytyjski szybciej się rozprzestrzenia, stąd jego pojawienie musiało doprowadzić do sytuacji, w której jego odsetek wśród osób zakażonych staje się wyższy. Skuteczna i szybka diagnostyka jest dziś jeszcze bardziej kluczowa niż kiedykolwiek wcześniej.

  • Badamy pacjentów ze Szpitala Wojewódzkiego w Poznaniu i kilku mniejszych, gdzie testy wykonywane są przed przyjęciem na planowe świadczenia medyczne oraz osoby prywatne, które wybierają się w podróż zagraniczną. Wynik naszego testu wydajemy już w ciągu kilku godzin, stąd duże zainteresowanie działaniem naszego laboratorium. O naszych nowych ustaleniach powiadomiłem już konsultanta wojewódzkiego w dziedzinie mikrobiologii, to także kluczowa informacja dla służb sanitarnych i rządu. – podkreśla profesor.

Sukces ewolucyjny wirusa

Wariant brytyjski dzięki większej zakaźności szybko uzyskał przewagę i zaczął wypierać inne typy koronawirusa na świecie, również w Polsce.

  • Wszystkie organizmy żywe są poddawane naturalnej selekcji. To samo dotyczy wirusów, mimo że trudno je zaliczyć do świata ożywionego. Im patogenny gatunek jest bardziej zaraźliwy, tym szybciej się rozprzestrzenia i odnosi większy sukces ewolucyjny, ponieważ taki gatunek zyskuje zdolność do zasiedlenia nowych grup żywicieli, w tym przypadku osób młodszych. Mutacja brytyjska, podobnie jak ta południowoafrykańska, powodują najwięcej trwałych zmian w układzie oddechowym.  Zmienność wirusa powoduje że powstają nowe warianty, których zakaźność będzie rosła ponieważ właśnie takie linie osiągają sukces ewolucyjny i te właściwości wirusa powinny być brane pod uwagę przy planowaniu strategii walki z pandemią