PIU: wyniki ubezpieczeń należności handlowych 2020 r.

Rok 2020 był przykładem tego, jak ubezpieczenia kredytu kupieckiego mogą stabilizować gospodarkę w okresach niepewności. Suma ubezpieczonych obrotów firm przekroczyła po raz kolejny 500 mld zł i była o ponad 40 mld zł wyższa niż rok wcześniej. Ubezpieczyciele nie zmniejszyli zaangażowania we wsparcie przedsiębiorców, pomimo pandemii i związanych z nią ograniczeń.

Mimo załamania na rynkach finansowych w marcu 2020 r., zakłady ubezpieczeń zwiększyły nieznacznie limity kredytowe, przyznawane ubezpieczonym przedsiębiorstwom. O 8 proc. zwiększyła się także wartość ubezpieczonych obrotów.

Ryzyko gospodarcze wciąż jest realne

– Przekroczone zostały wartości notowane w ubiegłych latach, charakteryzujących się dobrą koniunkturą. Przedsiębiorcy w czasach niepewności docenili rolę ubezpieczeń kredytu kupieckiego. Polisy pozwoliły im utrzymywać dotychczasowe i zdobywać nowe kontrakty, dzięki czemu mogli bezpiecznie zbywać swoje towary i usługi. Trzeba pamiętać też o tym, że kłopoty nie skończyły się wraz z ubiegłym rokiem. W wielu krajach, w tym w Polsce, utrzymywane są lub przywracane ograniczenia aktywności obywateli i przedsiębiorstw. Trudno przewidzieć, jak będzie wyglądać sytuacja płatnicza na poszczególnych rynkach w kolejnych miesiącach czy nawet tygodniach – mówi Rafał Mańkowski, ekspert Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Ubezpieczenia należności handlowych, dane w mln PLN 2019 2020 Dynamika 2020/2019
Ekspozycja krajowa (na 31 grudnia) 105 358 106 111 101%
Ekspozycja eksportowa (na 31 grudnia) 59 510 62 567 105%
Ekspozycja łączna (na 31 grudnia) 164 868 168 678 102%
Ubezpieczone obroty krajowe 415 283 448 646 108%
Ubezpieczone obroty eksportowe 118 182 126 261 107%
Ubezpieczone obroty łącznie 533 465 574 907 108%
Składka przypisana brutto 722 761 105%
Odszkodowania i świadczenia wypłacone brutto 337 381 113%


Ekspozycja
– jest to ryzyko finansowe, jakie ponoszą zakłady ubezpieczeń. Innymi słowy jest to suma limitów kredytowych przyznanych przez ubezpieczycieli dla wszystkich przedsiębiorstw korzystających z ubezpieczeń należności handlowych

Ubezpieczone obroty – łączna wartość obrotów, które były objęte ochroną ubezpieczeniową w danym okresie

Zakłady ubezpieczeń prowadziły zrównoważoną i stabilną politykę zarządzania ryzykiem. W ciągu całego roku nie występowały znaczące odchylenia w łącznej wysokości dostępnych limitów kredytowych w porównaniu z latami ubiegłymi.

Jak działa ubezpieczenie należności handlowych?

Standardem wśród przedsiębiorców jest sprzedaż produktów i usług z odroczonym terminem płatności, czyli stosowanie kredytu kupieckiego. Ubezpieczenie należności handlowych zapewnia firmom ochronę finansową w przypadku strat wynikających z opóźnień w płatnościach bądź nawet bankructwa kontrahenta. Co więcej, dzięki know-how ubezpieczyciela, przedsiębiorstwo otrzymuje profesjonalny i stały dostęp do monitoringów informujących o aktualnej kondycji finansowej kontrahenta.

Magazynowy Zachód nie taki dziki

Całkowita podaż nowoczesnej powierzchni magazynowej na obszarze Polski Zachodniej, po oddaniu do użytku 73,3 tys. mkw. w 2020 r., wyniosła pod koniec grudnia 693 tys. mkw. Większość inwestycji to projekty typu BTS. Zauważalny jest jednak wzrost udziału parków magazynowych typu multi-tenant z powierzchnią oferowaną na wynajem.

Obszar Polski Zachodniej to najmłodszy wśród rynków magazynowych w Polsce. Obejmuje dość rozległy obszar, na który składają się miasta położone wzdłuż zachodniej granicy Polski, w większości w województwie lubuskim, ale także częściowo w województwie dolnośląskim, a dokładnie w podregionie legnicko-głogowskim. Do głównych ośrodków zalicza się Legnica, Zielona Góra i Gorzów Wielkopolski. Żaden z tych rynków jednak nie dominuje wyraźnie pod względem zasobów nowoczesnej powierzchni magazynowej. W 2020 r. odpowiadały kolejno za 18%, 16% i 7% całkowitej podaży.

– Potencjał Polski Zachodniej jest coraz częściej zauważany przez największych deweloperów, którzy doceniają jej strategiczne położenie względem zachodnich rynków. Dzięki rozwiniętej sieci dróg, bliskości dworców towarowych oraz lotnisk we Wrocławiu i Zielonej Górze tereny te zapewniają sprawną komunikację nie tylko z pozostałymi regionami Polski, ale również z krajami Europy Zachodniej. Firmy mogą liczyć również na duże zaplecze potencjalnych pracowników. Możemy spodziewać się, że zainteresowanie inwestycjami w magazyny w Polsce Zachodniej będzie systematycznie rosnąć – prognozuje Agnieszka Bogucka, analityk w Dziale Doradztwa i Badań Rynku w Colliers.

BTS głównym wyborem inwestorów

– Rynek nowoczesnych powierzchni magazynowych w Polsce Zachodniej rozwija się od 2012 r. i przez kolejne lata opierał się w zasadzie wyłącznie na magazynach typu BTS, wznoszonych na potrzeby konkretnych najemców, takich jak m.in. Faurecia Automotive, Syncreon Logistic, Ideal Automotive, BMW czy H&M. Od 2018 r. obserwujemy rozwój rynku powierzchni oferowanych na wynajem w projektach typu multi-tenant – w minionym roku wszystkie oddane do użytku obiekty magazynowe w Regionie Zachodnim należały do tego typu inwestycji –  mówi Maciej Chmielewski, senior partner, dyrektor Działu Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych w Colliers.

Najwyższą aktywnością w regionie wykazała się firma Panattoni, która w ubiegłym roku dostarczyła na rynek 70% nowo oddanej powierzchni magazynowej w ramach pierwszych hal parków Panattoni Park Legnica I (26,2 tys. mkw.) i Panattoni Park Gorzów Wielkopolski (18,8 tys. mkw.) oraz kolejnego etapu Panattoni Park Zielona Góra (6,8 tys. mkw.). Czwartym nowym projektem był natomiast Hillwood Słubice (21,5 tys. mkw.).

– Wraz z powstawaniem nowych parków logistycznych równolegle rosną zasoby magazynów typu BTS – w III kw. 2021 r. do użytku ma zostać oddany projekt dla firmy Amazon o powierzchni 203,4 tys. mkw. To już dziesiąta tego typu inwestycja światowego giganta branży e-commerce w Polsce. Łącznie w budowie w Regionie Zachodnim znajduje się obecnie 226 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej – dodaje Agnieszka Bogucka.

Wskaźnik pustostanów bliski zeru

W 2020 r. wolumen popytu w Polsce Zachodniej osiągnął poziom 265,3 tys. mkw., głównie dzięki transakcji BTS na 200,4 tys. mkw. pomiędzy deweloperem Panattoni i koncernem Amazon, która stanowiła 76% popytu. Na pozostałe 24% wynajętej powierzchni magazynowej złożyły się w większości nowe umowy. Do dużych transakcji zalicza się również podpisanie umowy na obiekt typu BTO w Sulechowie firmy Panattoni o powierzchni 61 tys. mkw., nie jest ona jednak uwzględniania w statystykach zbiorczych.

– Specyfika rynku magazynowego Polski Zachodniej oparta na obiektach typu BTS oraz w ostatnich latach również na parkach logistycznych, w których powierzchnia w większości jest wynajęta jeszcze przed oddaniem projektów do użytku, sprawiła, że aż do końca I poł. 2020 r. współczynnik pustostanów kształtował się na poziomie 0%. Dopiero na koniec III kw. poziom wskaźnika wzrósł do 4,2% ze względu na ukończenie w tym okresie inwestycji niezabezpieczonych wcześniej umowami najmu. Współczynnik ten jednak już pod koniec roku wrócił do niskiego poziomu i wyniósł zaledwie 1,6%. Możemy zatem mówić o stabilnym wysokim popycie na magazyny w Regionie Polski Zachodniej – mówi Agnieszka Bogucka.

Coface: Analiza skutków zmienności cen ropy naftowej na Bliskim Wschodzie i w Afryce

  • Po spadku poniżej 15 USD w połowie kwietnia średnie ceny ropy Brent powróciły do średniego poziomu 41,7 USD w skali 2020 r. (dla porównania: 64,3 USD w 2019 r.). Oczekuje się, że w 2021 r. średni poziom wyniesie 60 USD.
  • Wyższą zależność od ropy naftowej pod względem udziału w PKB posiadają kraje takie jak Oman, Iran, Angola, Kongo i Gwinea Równikowa.
  • Bliski Wschód skupia niemal połowę potwierdzonych światowych zasobów ropy naftowej oraz 65 proc. potwierdzonych zasobów OPEC. Pomimo wdrażania programów dywersyfikacyjnych większość krajów bliskowschodnich pozostaje zależna od ropy naftowej pod względem eksportu, przychodów budżetowych i PKB. Pomimo odbicia się cen w 2021 r. saldo rachunków publicznych tych krajów będzie nadal ujemne, a jednocześnie wzrośnie ich wskaźnik relacji długu publicznego do PKB.
  • W rejonie Zatoki Perskiej przychody z węglowodorów stanowią od 50 do 80 proc. całkowitych wpływów budżetowych i od 20 do 90 proc. całkowitego eksportu. Poziom uzależnienia produkcji krajowej od sektora węglowodorowego utrzymuje się w przedziale od 20 do 50 proc.
  • Znaczenie Afryki w światowej branży naftowo-gazowej, pomimo wyróżniającej się pozycji kilku krajów, jest niewielkie. Kontynent ten posiada odpowiednio 7,2 proc. i 7,5 proc. znanych światowych rezerw ropy naftowej i gazu oraz generuje 8,9 proc. i 6 proc. ich produkcji, 10,2 proc. i 9,1 proc. ich eksportu oraz 4,2 proc. i 3,8 proc. ich zużycia.
  • Na eksport przeznacza się 75 proc. wyprodukowanej ropy naftowej, a wszystkie kraje afrykańskie z wyjątkiem czterech (Algierii, Wybrzeża Kości Słoniowej, Konga i Nigru) są importerami netto produktów ropopochodnych.
  • Choć ropę naftową i gaz wytwarza się w dwudziestu państwach afrykańskich, to za ponad 80 proc. kontynentalnej produkcji odpowiada pięć z nich: Algieria, Angola, Nigeria, Egipt i Libia (w tym ostatnim przypadku dotyczy to normalnych czasów, ponieważ na większą część 2020 r. wstrzymano zarówno produkcję, jak i eksport).
  • Zróżnicowanie pod względem wzrostu pomiędzy rokiem 2019 a rokiem 2020 będzie znaczne w tych krajach, gdzie ropa naftowa i gaz odgrywają kluczową rolę w gospodarce, czyli w Algierii (95 proc. eksportu, 52 proc. wpływów do budżetu, 25 proc. PKB), Czadzie (odpowiednio 59 proc., 30 proc. i 13 proc.), Kongu (80 proc., 63 proc. i 61 proc.) i Nigerii (90 proc., 55 proc. i 8 proc.).
  • Wiele przedsięwzięć inwestycyjnych w sektorze węglowodorów odłożono na później, realizacja innych się opóźnia. Na ogół jednak nie kwestionuje się ich zasadności, szczególnie jeśli chodzi o gaz, który uważa się za najbliższy energetyce odnawialnej.
  • W przypadku niektórych krajów energia odnawialna stanowi istotne źródło dywersyfikacji (Zjednoczone Emiraty Arabskie, Arabia Saudyjska), podobnie jak turystyka, finanse, transport i budownictwo (Katar, Zjednoczone Emiraty Arabskie), rolnictwo, leśnictwo oraz inne gałęzie przemysłu wydobywczego (Kamerun, Czad, Kongo, Gabon).
  • Zagraniczni inwestorzy – czy to z branży tradycyjnych lub odnawialnych źródeł energii, czy to spoza niej – będą wrażliwi na jakość otoczenia biznesowego, które w wielu krajach jest problematyczne.

Wyścig po grunty inwestycyjne. Pod jakie projekty poszukują gruntów inwestorzy?

Przede wszystkim poszukiwane są grunty pod projekty magazynowe, produkcyjne i mieszkaniowe. Szczególnie optymistycznym sygnałem jest rosnąca ilość zapytań, jakie otrzymujemy od inwestorów produkcyjnych FDI, którzy chcą relokować do Polski produkcję czy działalność dystrybucyjną. W minionym roku mogliśmy obserwować już także pakietowe transakcje dotyczące nabywania gruntów inwestycyjnych.

Ze względu na rozkwit logistyki i sektora magazynowego dużym powodzeniem cieszą się działki położone na obrzeżach dużych miast. Szczególnie lokalizacje w pobliżu Warszawy, Wrocławia, Krakowa, Trójmiasta, czy Poznania, oferujące dobry dostęp do największych szklaków komunikacyjnych. Daje się również zauważyć zainteresowanie gruntami usytuowanymi w mniejszych ośrodkach miejskich, co wynika z konieczności rozbudowy logistyki dla szybko wzrastającego sektora e-commerce.

Deweloperzy mieszkaniowi potrzebują ziemi pod tradycyjne inwestycje skierowane do klientów indywidualnych, ale także pod projekty dla coraz bardziej aktywnych w Polsce inwestorów z segmentu PRS. Obserwujemy również stabilne zainteresowanie gruntami w najlepszych, centralnych lokalizacjach ze strony sektora biurowego. Należy jednak zaznaczyć, że inwestorzy odchodzą od projektów spekulacyjnych w miejscach oddalonych od centrów miast. Nie zmieniła się natomiast otwartość na realizację inwestycji w obrębie centralnych obszarów miejskich. Niektóre projekty biurowe przeprojektowywane są na mieszkaniowe, a w przygotowywanych kompleksach multifunkcyjnych planowana jest budowa większej ilości mieszkań.

Pandemia wpłynęła na zmianę strategii wielu inwestorów. Niektórzy deweloperzy częściowo odsprzedają posiadane grunty, chcąc skupić się tylko na projektach z sektora, który stanowi podstawę ich działalności. I tak, na przykład firmy budujące mieszkania, które przed pandemią planowały realizację biurowe czy hotelowe odchodzą od tych zamierzeń. Stąd m.in. w atrakcyjnych punktach Wrocławia, czy Gdańska pojawiły się interesujące parcele pod projekty biurowe.

Na uwagę zasługuje również coraz silniejsze zainteresowanie naszym rynkiem ze strony inwestorów, którzy dotąd nie lokowali kapitału w Polsce. Pokazują to choćby ogłoszone niedawno decyzje szwedzkiego operatora Heimstaden, czy amerykańskiej firmy Nuveen oraz zapowiedź cyklu kolejnych transakcji w nadchodzących miesiącach.

Nie sposób nie zauważyć, że zdecydowanie dłużej trwa obecnie proces decyzyjny. Inwestorzy są bardziej ostrożni. Analizy techniczne i komercyjne przed zakupem gruntów przeprowadzane są w jeszcze bardziej drobiazgowy sposób niż wcześniej.

Ze względu na rosnące trudności z uzyskiwaniem finansowania bankowego firmy poszukują też alternatywnych form zabezpieczania gruntów, jak na przykład JV. Na początku tego roku mieliśmy m.in. okazję przeprowadzić proces doradczy przy tworzeniu JV dla projektu o wartości ponad 140 mln zł. Był to już trzeci tego typu projekt, w którym uczestniczyliśmy w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Pokazuje to również, że uczestnicy rynku coraz chętniej otwierają się na bardziej nieszablonowe rozwiązania.

Jak kształtują się ceny?

W poprzednich latach notowany był regularny wzrost cen gruntów pod inwestycje we wszystkich segmentach. Aktualnie stawki utrzymują się na poziomie sprzed roku. Jestem jednak przekonany, że długofalowo ceny najciekawszych gruntów inwestycyjnych nadal będą rosły. Spadająca rentowność alternatywnych źródeł alokacji kapitału zachęca bowiem do inwestowania w nieruchomości. Poza tym, atrakcyjnych działek jest mało, wiec ich ceny pozostaną wysokie, a w niektórych lokalizacjach wkrótce znów zobaczymy ich wzrost.

Z najwyższymi stawkami wywoławczymi dotyczącymi gruntów pod magazyny mamy do czynienia w aglomeracji warszawskiej, będącej największym centrum logistycznym w kraju. W obrębie Warszawy ziemia kosztuje od 450 zł/mkw. do 650 zł/mkw. Działki usytuowane przy głównych drogach, które znajdują się kilkanaście do około 30 km od miasta są wyceniane już o połowę niżej.

Kolejną lokalizacją, w której koszt zakupu ziemi pod magazyny jest największy to Kraków. W stolicy Małopolski ceny zaczynają się od 400 zł/mkw. W aglomeracji wrocławskiej, gdzie obserwujemy aktualnie największy skok zainteresowania inwestycjami w segmencie logistycznym, stawki są nieco niższe niż w Krakowie. Ceny kształtują się od 200 zł/mkw. Za najatrakcyjniejsze tereny pod logistykę ostatniej mili trzeba jednak zapłacić około 300 zł/mkw. W pobliżu Poznania grunty pod magazyny w porównaniu z Wrocławiem są dwukrotnie tańsze.

Gorącym towarem wciąż są działki pod inwestycje mieszkaniowe w dobrze skomunikowanych obszarach największych miast. I tu znów najwyższymi cenami charakteryzuje się Warszawa. Wśród ostatnich transakcji mamy na przykład sprzedaż działek na warszawskim Mokotowie, gdzie kupujący płacili za metr od 14 tys. zł nawet do przeszło 16 tys. zł. W ciągu ostatniego roku, pomimo pandemii, w najciekawszych dzielnicach Krakowa i Warszawy ziemia nadal drożała.

W zewnętrznych dzielnicach Warszawy ceny są niższe, pokaźnych rozmiarów parcele na obszarach mniej zurbanizowanych sprzedawane są w cenie 2 tys. zł – 3 tys. zł/mkw.

Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner/CEO w Walter Herz

Gastronomia i fitness na dnie, branża noclegowa sobie radzi

  • W lutym liczba faktur wystawionych przez firmy MSP była znacznie mniejsza niż w grudniu – o 15,6% i nieco większa – o 2,3% niż w styczniu.
  • Na niewielki wzrost w lutym wpłynęło poluzowanie obostrzeń i otwarcie m.in. hoteli – w tej branży odnotowano wzrost liczby faktur w stosunku do stycznia, a nawet grudnia.
  • Niestety wiele branż jest na dnie – restauracje i inne stałe placówki gastronomiczne w lutym wystawiły o 37% mniej faktur niż w styczniu, a pozaszkolne formy edukacji sportowej oraz zajęć sportowych i rekreacyjnych o 51% mniej. Buntu restauratorów i branży fitness zatem nie było.

Dane pochodzą z serwisu faktura.pl. To jedna z największych w Polsce platform do wystawiania faktur. Działa od 20 lat, a konto służące do wystawiania faktur ma na niej ponad 50 tys. małych firm. Porównano liczbę faktur wystawionych w lutym w stosunku do stycznia 2021 i grudnia 2020. Dane są uporządkowane branżowo wg kodów PKD.

W lutym nieco lepiej niż w styczniu, ale gorzej niż w grudniu

Porównując łączną liczbę faktur wystawionych na platformie faktura.pl w lutym z wartościami z grudnia widać wyraźne spadki – aż o ponad 15%. Ostatni miesiąc ubiegłego roku, wraz z odmrożeniem sklepów w galeriach handlowych, przyniósł duże ożywienie w biznesie. Firmy działały, produkowały i sprzedawały, a swoje działania fakturowały i na nich zarabiały. Pierwsze miesiące tego roku są pod tym względem wyraźnie gorsze. W lutym widać jednak niewielką poprawę: wzrost liczby faktur – o 2,3%. Luty był wprawdzie o 3 dni krótszy od stycznia, jednak poluzowanie części obostrzeń pobudziło niektóre branże biznesu i zaowocowało wzrostem łącznej liczby faktur.

Przede wszystkim chodzi o ożywienie w obiektach noclegowych turystycznych i miejscach krótkotrwałego zakwaterowania. W lutym firmy z tych branż wystawiły o 42% więcej faktur niż w styczniu i o 37% więcej niż w grudniu. Od 12 lutego ruszyły m.in. stoki narciarskie co wygenerowało zapotrzebowanie na miejsca noclegowe. Hotele warunkowo mogły wznowić działalność i to widać w liczbie wystawianych faktur.

Otwarte stoki i możliwość jazdy na nartach wyraźnie pobudziła do życia branżę hotelarską. To bardzo ważne, bo hotelarze i wynajmujący kwatery to ludzie, którzy w roku Covidu ucierpieli bardzo mocno. Teraz nieco odrabiają, a korzystają też na tym dostawcy usług do hoteli – producenci żywności, pralnie, serwisy sprzątające, a przede wszystkim zatrudnieni tam ludzie, którzy też często działają jako jednoosobowe firmy – mówi Grzegorz Grodek z faktura.pl

Przez lockdown gastronomia głoduje

Wpływ zamrożenia gospodarki na kondycję biznesu dobrze widać nie tylko na przykładzie hoteli – im umożliwiono działanie, co od razu przełożyło się na większą liczbę wystawianych faktur. Podobnie, ale niestety odwrotnie jest w przypadku gastronomii – brak złagodzenia restrykcji, a szczególnie podtrzymanie zakazu spożywania posiłków na miejscu, coraz bardziej pogrąża tę branżę. W lutym przedsiębiorcy działający na kodzie PKD restauracje i inne stałe placówki gastronomiczne wystawili o 37% mniej faktur niż w grudniu (a podobną liczbę co w styczniu). Z pewnością wpływ na to miały także świąteczne cateringi.

Te dane potwierdzają problemy restauracji, branża w 2021 roku jest w coraz gorszym stanie. Brak możliwości jedzenia w lokalu jest bardzo dotkliwy. Skala buntu polegającego na otwieraniu lokali pomimo obostrzeń była dosyć widoczna, ale jak wynika z danych fakturowych, jednak symboliczna w swojej skali.

Buntu nie było też w siłowniach i obiektach fitness

Przedsiębiorcy z tej branży (pozaszkolne formy edukacji sportowej oraz zajęć sportowych i rekreacyjnych) w lutym wystawili o 42% mniej faktur niż w styczniu i aż o połowę mniej niż w grudniu. Fitness i rekreacja sportowa są w coraz gorszej formie, a kolejni przedsiębiorcy zawieszają lub likwidują działalność.

W lutym znacznie mniej faktur wystawili też przedsiębiorcy działający w branży reklamowej – o 33% niej niż w grudniu.

Biznes ma się źle, więc oszczędza. Przedsiębiorcy starają się zachować przede wszystkim zatrudnienie, park maszynowy czy nieruchomości. W pierwszej kolejności obcięciu podlegają wydatki reklamowe. Można powiedzieć, że to najniższy koszt jaki przedsiębiorcy mogą ponieść, z drugiej strony ucierpi na tym tysiące ludzi obsługujących do tej pory potrzeby reklamowe biznesu – Marek Sikorski z Finea.

Oszczędności biznesu widać także w innych branżach. Coraz więcej firm obcina wydatki, co w dłuższej perspektywie będzie bardzo niekorzystne dla całej gospodarki.

Jakie branże były na plusie?

Cały czas stać nas na budowlane prace wykończeniowe.

Branża, w której w lutym widać wyraźne ożywienie to wykonywanie pozostałych robót budowlanych wykończeniowych. Działający w niej przedsiębiorcy w lutym wystawili o 36% więcej faktur niż w styczniu i o 22% więcej niż grudniu. To kontynuacja trendu z poprzedniego roku – ludzie uziemieni w domach robią remonty i naprawy. Zatrudniają do tego także fachowców. Branża wykończeniowa dobrze się czuje w Covidzie. Dane pokazują, że w tym roku to się nie zmieni, a Polacy ciągle maja spore środki do wydania na wykańczanie mieszkań i remonty.

Na plusie w lutym była też działalność rachunkowo-księgowa; doradztwo podatkowe – tu wystawiono o 13% więcej faktur niż w styczniu i o 43% więcej niż w grudniu.

– Zapewne w części wpłynął na to czas rocznych rozliczeń podatkowych. Możliwa jest też inna przyczyna: wiele firm i całych branż jest w trudnej sytuacji, brakuje im środków na bieżące funkcjonowanie. Szukają pomocy u doradców finansowych, sprawdzają, jak odsunąć w czasie płatności, skąd wziąć gotówkę na przetrwanie. Podobną sytuację widzimy w naszej działalności faktoringowej – trafia do nas coraz więcej firm szukających finansowania. Biznes odrzucony przez banki, w niektórych przypadkach, może u nas znaleźć środki na przeżycie. Faktoring w roku covidowym, był jedynym rosnącym i dosyć dostępnym narzędziem finansowania firm. W 2021 roku to się nie zmieniło – Marek Sikorski Dyrektor Sprzedaży Finea.

Nowy Ład? Nowe podatki i dodatkowe daniny, rosnąca inflacja, zamknięte biznesy

System podatkowy w Polsce od lat spędza przedsiębiorcom sen z powiek. Głównie ze względu na nieprzewidywalność danin, które co roku są powiększane i dodawane. Ten rok nie jest wyjątkiem – czekają nas dodatkowe podatki w różnych sferach życia pracownika i przedsiębiorcy – mimo tego, że poobijana po pandemii gospodarka z trudem je udźwignie. Niestety, nie można dokładnie obliczyć, jak bardzo zwiększył się realny koszt danin przekazywanych przez obywateli do skarbu państwa. Dzieje się tak, ponieważ wiele z nich nie jest wprost nazywana podatkami. Mówi się o nich półgębkiem, nadaje inne nazwy i ukrywa przed opinią publiczną. A jednak bardzo realnie wpływają one na zarobki Polaków i ich dobrobyt. Dobrym sposobem na uzmysłowienie sobie, jak ilość danin i składek się zmienia, jest obliczenie stosunku tych wszystkich opłat do Produktu Krajowego Brutto. Przez długie lata stosunek ten oscylował w okolicach 39%. Przy sumowaniu wszystkich danin, łącznie z opłatami ZUSowskimi. Obserwujemy, że w niektórych, bardziej rozwiniętych krajach zachodnich, to jest raczej poziom 45%. Teraz nagle okazuje się, że zaczynamy krok za krokiem iść w ich stronę. To prędzej czy później osłabi pulę, jaką w kieszeni mają konsumenci – czyli wartość nabywczą pieniądza.

– Gdy ktoś pyta mnie o to, czym są parapodatki, odpowiadam: popatrz, co się dzieje z kosztem wody, energii, wywozu śmieci. A teraz doszła do tego opłata cukrowa i dodatkowa porcja akcyzy. To są różne inne opłaty, o których się mało mówi. To jest naprawdę bardzo poważny problem dla naszej gospodarki, trudny do wymierzenia w cenach – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. – Do tego mamy w tej chwili 2021 rok – który jest skrajnie niedobry, żeby wprowadzać nowe podatki. Jesteśmy bardzo mocno poobijani tym, co się działo w poprzednim roku. Wiele branż wciąż czeka na to, by klienci wreszcie zaczęli wydawać u nich pieniądze. Ze zwiększonymi daninami tych pieniędzy będzie dużo mniej. Rząd podnosi podatki – a potem się dziwi, że przedsiębiorcy nie chcą inwestować. Inwestowanie, zwłaszcza w sektorze prywatnym, łączy się z ryzykiem. Jeśli nie mamy głębokiego przekonania, że przez długi czas otoczenie ekonomiczne, prawne i podatkowe nie zmieni się diametralnie – to nie podejmujemy tego ryzyka. To dotyczy też obywateli. Mało kto ma w taki czas odwagę na to, żeby zdecydować się na inwestowanie pieniędzy. Już niedługo problem pojawi się na poziomie gospodarstw domowych – które będą się zastanawiać, czy kupić nieruchomość, czy zainwestować swoje pieniądze. To znacząco wpłynie na Polską gospodarkę – podkreśla Soroczyński.

Sztuczna inteligencja pomoże biurowcom. REDD kończy kluczową fazę badań nad projektem Space AI

REDD Real Estate Digital Data (REDD) jeszcze w tym półroczu zaprezentuje narzędzie Space AI dla właścicieli biurowców, które pomoże zredukować negatywne efekty pandemii COVID-19, która uderzyła w rynek. REDD to polski startup proptech, który zbudował największą bazę danych o nieruchomościach biurowych w Polsce. Platforma od ponad dwóch lat rewolucjonizuje rynek nieruchomości komercyjnych.

Algorytmy Space AI już w fazie testów zapewniają dokładność prognoz na poziomie 89 proc., a co za tym idzie, pokazują przyszły popyt na biura w Polsce.

Od ponad roku pracujemy nad narzędziem opartym na sztucznej inteligencji, które pozwoli właścicielom biurowców na skuteczne prognozowanie wynajmu. Space AI pokaże, ile czasu potrzebują biura w konkretnym budynku na wynajęcie oraz które elementy poprawić, aby te biura wynajęły się szybciej. To będzie rewolucja na rynku. Naszym celem jest dwukrotne skrócenie okresu, w którym biura stoją puste – mówi Tomasz Ogrodzki, twórca REDD.

Dziś, jak wynika z REDD Index*, biura stoją puste w Polsce przez 296 dni.

Puste biura to gigantyczna strata

Dane REDD pokazują, że w 2020 roku wiele biur opustoszało. Wskaźniki mówią, że na koniec 2020 roku bez najemcy pozostawało prawie 1,8 mln mkw. w budynkach oddanych, a w obiektach budowanych kolejnych 740 tys. mkw. było już komercjalizowanych.

Pustostany biurowe generują ogromne straty dla właścicieli nieruchomości, które przy obecnym poziomie wolnych powierzchni mogą sięgać nawet 1 mld zł rocznie – mówi Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.

Sztuczna inteligencja i big data to strategiczne paliwo rynku nieruchomości komercyjnych. Jako największy dostawca danych, który zgromadził w ciągu ostatnich dwóch lat ponad 10 milionów danych i monitoruje 2000 budynków biurowych mamy realny wpływ na kształt tego rynku  – dodaje Tomasz Ogrodzki, współzałożyciel REDD.

Za system Space AI obok Tomasza Ogrodzkiego, który od ponad 10 lat realizuje projekty technologiczne dla nieruchomości, odpowiada również Piotr Smagała. W 2014 zakładał startup „Talkin’ Things”. Jest laureatem konkursu „Impuls dla biznesu” dla najbardziej innowacyjnych startupów.

Twórcy deklarują, że projekt jest w ostatniej fazie, w której model sztucznej inteligencji jest optymalizowany pod kątem nowych danych, które na bieżąco napływają do baz danych REDD.

REDD współpracuje z GUS

Platforma REDD z początkiem lutego podpisała także porozumienie z Głównym Urzędem Statystycznym (GUS). W ramach pilotażowego projektu REDD dostarczać będzie do GUS dane analityczne pozwalające prowadzić eksperymentalne badania statystyczne, których celem jest monitorowanie zmian zachodzących na rynku nieruchomości biurowym w Polsce.

Polacy nagrabili sobie u ubezpieczycieli. Nawet co 10 szkoda z OC może trafiać pod lupę detektywów

Szacuje się, że już nawet co 10 szkoda z OC trafia w ręce detektywów. Jednak wielu ubezpieczycieli nie chce w ogóle tego komentować. Z kolei z danych PIU wynika, że tylko w 2019 roku było niemal 12 tys. prób wyłudzeń na łączną kwotę blisko 272 mln zł. Branża podkreśla, że proceder stale rośnie, więc musi się bronić. Eksperci, komentując to, twierdzą, że w praktyce detektywi nie tyle szukają wielkich przestępstw, co błędów, żeby odmówić wypłaty odszkodowania. Świadczy o tym fakt, że później sporo osób wygrywa spory w sądach. Do tego specjaliści twierdzą, że liczba ww. prób nie jest zbyt duża w stosunku do ilości zdarzeń na polskich drogach.

Detektyw na pomoc

W przestrzeni publicznej mówi się, że towarzystwa ubezpieczeniowe coraz częściej korzystają z usług detektywów podczas likwidacji szkód komunikacyjnych. Większość ubezpieczycieli nie chce wypowiadać się na ten temat. Jednak szacuje się, że nawet co 10 przypadek w kwestii OC jest kierowany do takiego rozpoznania, o czym informuje Maciej Kamiński, ekspert rynku ubezpieczeniowego, prezes zarządu HELPER CPP. I dodaje, że dotyczy to też pozornie niewielkich szkód. W praktyce często wyszukiwane są błędy w celu niewypłacenia odszkodowań. Dzięki temu ubezpieczyciele oszczędzają duże kwoty. Z doświadczenia eksperta wynika, że nie wszystkie odmowy są zasadne, o czym świadczą wygrywane przez poszkodowanych sprawy w sądach. Co warto podkreślić, tylko 10% z nich kieruje pozwy, więc ubezpieczycielom zwyczajnie opłaca się odmawiać.

– Korzystanie z usług detektywa jest praktyką powszechną i niestety niezbędną w sytuacji, gdy proceder wyłudzeń na rynku rośnie. Chcąc ustrzec się przed wypłacaniem liczonych rocznie w milionach złotych kwot nienależnych odszkodowań, ubezpieczyciele w wielu przypadkach po prostu nie mają innego wyjścia – komentuje Aneta Rządkowska, dyrektor Departamentu ds. Świadczeń i Odszkodowań w Pocztowym Towarzystwie Ubezpieczeń Wzajemnych.

W 2019 roku było 11 737 prób wyłudzeń ubezpieczeń komunikacyjnych na łączną kwotę 271,8 mln zł, co podkreśla Marcin Tarczyński, rzecznik prasowy Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU). Z kolei statystyki za rok wcześniejszy to odpowiednio 8 548 prób i 155,8 mln zł. Jak stwierdza ekspert, poziom wykrywania wyłudzeń ubezpieczeniowych w Polsce rośnie z roku na rok. Towarzystwa są do tego dobrze przygotowane, a pozytywne efekty daje stała współpraca z policją i prokuraturą. Jednak zdaniem prezesa Kamińskiego, liczba potwierdzonych prób wyłudzeń jest dosyć nikła w stosunku do tego, ile faktycznie zdarzeń komunikacyjnych występuje każdego roku na polskich drogach.

– Należy zdecydowanie podkreślić wzrostową tendencję przestępstw ubezpieczeniowych. Powszechną praktyką wśród TU jest korzystanie z usług wykwalifikowanych podmiotów, które pomagają w przeciwdziałaniu temu problemowi. Częstotliwość takiego wsparcia zależna jest od czujności i doświadczenia osób operacyjnych zajmujących się procesem likwidacji szkód. Próby wyłudzeń odszkodowań są coraz bardziej wyrafinowane, stąd często powołuje się odpowiednio wyspecjalizowane jednostki mające na celu współpracę z organami ścigania – informuje Anna Szyszka, menadżer Zespołu Likwidacji Szkód Reklamacji i Regresów w Credit Agricole Towarzystwo Ubezpieczeń S.A.

Analiza zdarzenia

Działania detektywów w postępowaniu odszkodowawczym są legalną praktyką, o czym informuje adwokat Marta Piątkowska. Ubezpieczyciele mogą w toku prowadzonych likwidacji szkód korzystać z usług podmiotów zewnętrznych oraz własnych specjalistów. Natomiast zakres czynności będących ww.  kwestiami reguluje art. 2 Ustawy o usługach detektywistycznych. To m.in. sprawdzanie wiarygodności informacji dotyczących szkód zgłaszanych zakładom ubezpieczeniowym.

– Przy szkodach komunikacyjnych najczęściej mamy do czynienia ze zgłoszeniem zdarzenia, które w rzeczywistości nie miało miejsca, albo z nieprawdziwym opisem okoliczności. Do wykrycia takiego rodzaju wyłudzeń wystarczy opinia doświadczonego likwidatora szkód lub ewentualnie eksperta, który jest w stanie ocenić, czy stan pojazdu zgadza się z informacjami podanymi przez osobę zgłaszającą szkodę – zaznacza rzecznik prasowy PIU.

Jak podkreśla Katarzyna Niegowska-Redo, dyrektor Biura Promocji i Organizacji Sprzedaży w Towarzystwie Ubezpieczeń Wzajemnych TUW, prowadzone są działania zmierzające do ograniczenia skali przestępczości ubezpieczeniowej. Wyspecjalizowana kadra ubezpieczyciela systematycznie podnosi swoje kwalifikacje zawodowe, żeby prawidłowo weryfikować próby wyłudzenia nienależnego odszkodowania. Dopuszcza się także możliwość skorzystania z usług profesjonalnych podmiotów, które prowadzą działalność polegającą na ustalaniu okoliczności zdarzenia, ale jedynie w sytuacji, gdy zaistnieje uzasadnione podejrzenie usiłowania lub faktycznego popełnienia przestępstwa ubezpieczeniowego.

– W przypadku szkód podwyższonego ryzyka, usługi likwidatora nie zawsze wystarczają. Dlatego w pierwszej kolejności TU zleca dodatkowe czynności rzeczoznawcy mobilnemu. Są to z reguły dodatkowe oględziny pojazdu poszkodowanego i sprawcy, miejsca kolizji czy wizja lokalna z udziałem uczestników zdarzenia. Gdy jednak te działania nie są wystarczające, ubezpieczyciele korzystają z usług profesjonalnych firm detektywistycznych – podkreśla Aneta Rządkowska.

Jak stwierdza prezes Kamiński, powodami skorzystania z usług detektywa mogą być takie kwestie, jak m.in. wysokość szkody, wartość auta czy nietypowa marka. Nieufność może też wzbudzić specyficzne miejsce zdarzenia czy uczestnictwo w nim kilku pojazdów. Istotne są też takie czynniki, jak szkodowość kierowcy i danego pojazdu, a także podejrzenie ukrycia szkód z poprzedniego zdarzenia. Ekspert dodaje, że ostatnio zdarzają się również sytuacje, kiedy przedsiębiorcy chcą zrezygnować z leasingu lub kredytu, powodując celowo pewne zdarzenia, bo w dobie pandemii mają problemy z bieżącym regulowaniem zobowiązań. Do tego detektywi badają głównie sprawy dot. OC, gdyż odszkodowania z ich tytułu są wyższe niż w przypadku AC. Ale zdarzają się też wyjątki.

Warto rozmawiać

– Obowiązek udzielania informacji detektywom spoczywa na osobach uczestniczących w zdarzeniu komunikacyjnym. Mówi o tym art. 16 Ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych. Na tej właśnie podstawie TU korzystają w trakcie likwidacji szkody z usług detektywistycznych – mówi mec. Piątkowska.

Natomiast Maciej Kamiński zwraca uwagę na to, że detektyw powinien jednoznacznie poinformować poszkodowanego i sprawcę, kim jest. Musi też powiedzieć, że działa z ramienia towarzystwa i chce potwierdzić okoliczności zdarzenia. Jednak w praktyce różnie to bywa, bo czasem się zdarza, że detektyw działa nieoficjalnie. Szuka różnych śladów, rozmawia z ludźmi, nie mówiąc, kim właściwie jest. Natomiast to są złe praktyki, bo wszystko powinno być jawne. Niestety w Polsce nieważne jest to, jak został zdobyty dowód, który potem jest przedstawiany w sprawie przed sadem.

– Należy również dodać, że brak współdziałania poszkodowanego z TU w procesie likwidacji szkody może powodować negatywne dla niego konsekwencje. Wynikają one z art. 17 Ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych. Jeśli naruszenie nastąpiło przez sprawcę, ubezpieczyciel może jedynie żądać zwrotu części wypłaconego odszkodowania. Gdy niedopełnienie obowiązków nastąpiło za sprawą poszkodowanego, wówczas towarzystwo może ograniczyć wysokość wypłaconych środków i żądać zwrotu części odszkodowania – dodaje adwokat Piątkowska.

Droższe składki

Z kolei Marcin Tarczyński przypomina, że środki wypłacane poszkodowanym pochodzą ze składek płaconych przez wszystkich ubezpieczonych. Każdy, kto próbuje wyłudzić odszkodowanie, działa na szkodę ogólną osób płacących składki. Jak przekonuje rzecznik Polskiej Izby Ubezpieczeń, im większe jest przyzwolenie na tego typu zachowania, tym niestety droższe są ubezpieczenia.

– Faktem jest, że na rynku coraz częściej pojawiają się grupy wyspecjalizowane w wyłudzeniu odszkodowań komunikacyjnych. Firmy ubezpieczeniowe korzystają więc z usług detektywów, żeby bronić własnego interesu. Co więcej, tym działaniem dbają również o uczciwych ubezpieczonych. Jeśli jednak chodzi o składki, to one rosną nie tylko z powodu niesłusznych odszkodowań, jak twierdzą firmy ubezpieczeniowe. Na podwyżki wpływa też ilość roszczeń przy jednym zdarzeniu drogowym, a ich przybyło w ostatnich latach – wyjaśnia prezes HELPER CPP.

Warto również przypomnieć, że kiedyś wypłata świadczenia zamykała się w samym odszkodowaniu za uszkodzone auto. Obecnie przy jednym zdarzeniu drogowym pojawia się nawet kilka roszczeń. Dotyczą one holowania, parkingu, pojazdu zastępczego, doznanych urazów ciała, śmierci, a także szkód rzeczowych, które uległy uszkodzeniu podczas zdarzenia. Dlatego firmy ubezpieczeniowe często muszą balansować na granicy, żeby wyjść na swoje. W ocenie ekspertów, z tego powodu rola detektywa w kolejnych latach z pewnością będzie rosła.

Polacy największymi zwolennikami powrotu do biur – wynika z badania Skanska

Około 86 proc. polskich pracowników pojawia się dziś z różną częstotliwością w biurze mimo pandemii, z czego ponad połowa robi to codziennie. Tylko 15 proc. badanych uważa pracę zdalną za bardziej efektywną – mimo, że większość ma dostęp do oddzielnego pokoju w miejscu zamieszkania. Co ciekawe, to właśnie Polacy wyróżniają się w tym względzie najwyższym wynikiem w porównaniu do innych przebadanych krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Dotyczy to również bezpieczeństwa w biurach – ponad 70 proc. z nich uważa biura za bezpieczne. To tylko niektóre z wniosków, jakie płyną z badania przeprowadzonego na zlecenie spółki biurowej Skanska.Do you feel safe in the office Nowadays, more people work in the office than during the first wave of the lockdown The biggest advantages of working in the office WELL Health-Safety Rating

Badanie zostało przeprowadzone na zlecenie Skanska w czterech krajach Europy Środkowo-Wschodniej – w Polsce, Czechach, Rumunii oraz na Węgrzech. Jego głównym celem była analiza obecnej sytuacji na rynku pracy w kontekście trwającej już od roku pandemii koronawirusa. Odpowiedzi pokazują, jakie jest nastawienie pracowników do nowych modeli pracy po 12 miesiącach obostrzeń związanych z pandemiczną rzeczywistością.

Polacy najliczniejszą grupą pracującą w biurach

Wśród pracowników biurowych w CEE obserwowane jest znużenie pracą z domu. – Odsetek osób, który w pierwszej fali lockdownu pracował tylko z domu i pozostał w takim modelu pracy, istotnie spadł. Do biura codziennie chodzi co drugi pracownik biurowy i jest to wzrost o 26 proc. w porównaniu do okresu marzec–maj 2020 – komentuje Małgorzata Głos, partner w firmie analityczno-badawczej Zymetria odpowiedzialnej za badanie.

W przypadku Polski, pomimo restrykcji i utrudnień, ponad połowa polskich pracowników codziennie uczęszcza do biura. Jest to 32 proc. więcej niż w okresie pierwszego lockdownu w Polsce w ubiegłym roku. 86 proc. polskich respondentów pojawia się w biurze z różną częstotliwością, zależnie od obranego modelu pracy w swojej firmie. Blisko 20 proc. respondentów w Polsce wskazało ograniczenia związane z pracą zdalną jako jeden z największych problemów w trakcie pandemii koronawirusa – jest to najwyższy wynik wśród przebadanych krajów. W przypadku modelu hybrydowego, to właśnie Polacy najchętniej będą pracować w biurze. Respondenci przyznali, że chcieliby spędzać tam około 2/3 czasu pracy w ciągu tygodnia. Średnia dla regionu CEE to połowa czasu w biurze, a połowa w trybie pracy zdalnej.

Połowa polskich pracowników niezadowolona z pracy z domu

Wyróżniający się pozytywny stosunek do pracy w biurze wśród polskich pracowników nie idzie w parze z gorszymi warunkami do pracy z domu. Ponad 60 proc. zadeklarowało posiadanie specjalnie wydzielonej przestrzeni do pracy w miejscu zamieszkania. Jednocześnie, niespełna połowa (46 proc.) przyznała, że jest mniej efektywna w pracy zdalnej niż pracując w biurze. Jest to największa grupa wśród pracowników we wszystkich przebadanych krajach (średnia dla regionu CEE – 39 proc.).

Przez ostatnich dwanaście miesięcy Polacy mieli okazję doświadczyć wszystkich zalet i wad pracy z domu. Okazuje się, że biuro wydaje się być dla wielu z nas cennym elementem codzienności, a dom nie jest go w stanie w pełni zastąpić. Prawie połowa przebadanych respondentów z Polski uważa, że praca z domu nie jest efektywna, a zaledwie 15 proc. wskazuje, że praca zdalna wiąże się z większą efektywnościąkomentuje Arkadiusz Rudzki, wiceprezes ds. sprzedaży i najmu w spółce biurowej Skanska na region CEE.

Praca zdalna i work-life balance

Respondenci we wszystkich krajach byli zgodni, że największym wyzwaniem są trudności z oddzieleniem czasu pracy od czasu wolnego. W związku ze złamanym rytuałem wychodzenia z biura na koniec dnia, pracownicy mają problem z przystosowaniem się do nowych warunków i odpoczynku w czasach pandemii. Średnio 45 proc. badanych wskazało ten problem jako najbardziej dokuczliwy.

Po raz kolejny widzimy niezastąpioną rolę biura – dotyczy to również kwestii ogólnej jakości życia codziennego. Wielu respondentów podkreślało też przede wszystkim ograniczenia w relacjach z innymi, szczególnie mające znaczenie w przypadku pracy zespołowej. Biura są miejscem, gdzie pracodawcy mogą wykorzystywać w pełni potencjał ich pracowników. Nie obejdzie się tutaj bez integracji, możliwości bezpośredniego spotkania czy też wzmacniania kultury wewnątrz firmy. Jest to głęboko zakorzenione w każdej organizacji, nie tylko w Polsce. Musimy się dostosowywać do nowej rzeczywistości, ale pewne preferencje i potrzeby się nie zmienią – mówi Arkadiusz Rudzki. 

Bezpieczeństwo w biurach ciągle obecne

Mimo trwającej pandemii, biura w oczach polskich pracowników w dalszym ciągu uchodzą za bezpieczne. Ponad 70 proc. respondentów z Polski wyraziło takie zdanie, co przy średniej dla regionu na poziomie 66 proc. i wynikach w poszczególnych krajach, jest najwyższym rezultatem w Europie Środkowo-Wschodniej. Dodatkowo, 61 proc. zadeklarowało jeszcze większe poczucie bezpieczeństwa w przypadku biur, którym przyznano certyfikaty, np. WELL Health-Safety Rating – Wynik ten bardzo nas cieszy, ponieważ 8 naszych projektów w regionie CEE zdobyło wspomniany certyfikat. WELL Health-Safety Rating został tak zaprojektowany, aby wyróżnić budynki, w których skutecznie wprowadzono nowe, istotne standardy poparte badaniami naukowymi, zapewniające poczucie bezpieczeństwa oraz możliwość powrotu do miejsca pracy swoim pracownikom i najemcom – dodaje Arkadiusz Rudzki.

O badaniu:

Badanie przeprowadziła firma analityczno-badawcza Zymetria na zlecenie spółki biurowej Skanska w Europie Środkowo-Wschodniej. W ramach ilościowego badania online metodą CAWI, zebrano odpowiedzi od 1200 pracowników biurowych w dużych ośrodkach miejskich w czterech krajach – Polsce, Rumunii, Czechach i na Węgrzech.

¾ uczniów ma zaległości w nauce – raport „Jak oceniamy naukę zdalną po roku pandemii?”

Mija rok od ogłoszenia pandemii COVID-19 oraz wprowadzenia nowej rzeczywistości opartej na ograniczeniach i restrykcjach, szczególnie w edukacji. Jak wynika z najnowszego badania ClickMeeting, za całkowitą nauką zdalną opowiada się mniejszość, natomiast model hybrydowy, łączący naukę wirtualną z tradycyjną, to dla 38 proc. badanych najbardziej skuteczne rozwiązanie – również po ustąpieniu pandemii. Obecny system nauki zdalnej, mimo że w ciągu minionego pół roku  liczba osób oceniających go pozytywnie wzrosła dwukrotnie, według 71 proc. ankietowanych powoduje zaległości w nauce. Zdaniem 32 proc. respondentów skutkuje on również większym obciążeniem zadaniami domowymi.

Jedną z najbardziej radykalnych zmian było błyskawiczne przeniesienie nauki do trybu online od 16 marca zeszłego roku. Od tej pory dla uczniów, studentów i nauczycieli zaczął się okres niepewności – szkoły i uczelnie otwierały się i zamykały, do ostatniej chwili nie było wiadomo, w jaki sposób mają się odbywać egzaminy czy w jakim trybie będzie funkcjonowała edukacja w nowym roku szkolnym i akademickim. We wrześniu 2020 r. ClickMeeting, polska firma dostarczająca rozwiązania webinarowe, opublikowała badanie sprawdzające, jak Polacy oceniają nowe realia nauki online. Teraz nadszedł czas na porównanie wyników z obecną sytuacją i analizę nastrojów w kontekście nauki zdalnej równo 12 miesięcy po zamknięciu szkół i uczelni.ClickMeeting_rok_nauki_zdalnej_przygotowanie_placowek_edukacyjnych ClickMeeting_rok_nauki_zdalnej_zaleglosci_w_nauce

Obecnie nauka funkcjonuje w trybie nadzwyczajnym, który w domyśle ma się kiedyś zakończyć. Ta sytuacja jest wymagająca dla wszystkich jej uczestników – uczniów, studentów, rodziców i nauczycieli. Jednak pandemia trwa cały czas i nie sposób przewidzieć, kiedy powrót do normalności będzie w pełni możliwy. Rozwiązanie łączące tryb zdalny i stacjonarny jest wygodne i optymalne, być może pozostanie z nami już na zawsze – komentuje Dominika Paciorkowska, Dyrektor Zarządzająca ClickMeeting.

Szkoły i uczelnie nadal są nieprzygotowane do nauki zdalnej, ale jest lepiej

Z najnowszego badania ClickMeeting „Jak oceniamy naukę zdalną po roku pandemii?” wynika, że w ciągu ostatniego półrocza dwukrotnie wzrosła liczba osób pozytywnie oceniających przygotowanie placówek edukacyjnych do nauki zdalnej, jednak nadal nie ma ich wiele – tylko 23 proc. Niemal 77 proc. ankietowanych uważa, że placówki edukacyjne, mimo funkcjonowania od roku w formie zdalnej, nadal nie są do tego przygotowane. We wrześniu było to 86 proc., można więc mówić o pewnej poprawie nastrojów.

Większe obciążenie pracą i zaległości w nauce

Według ankietowanych przez ClickMeeting nauka zdalna często wiąże się z nadmiarem pracy. Aż 32 proc. respondentów twierdzi, że obecnie dostaje więcej prac domowych niż przed pandemią. Zdaniem tylko 15 proc. nauka zdalna wiąże się z mniejszą liczbą prac domowych. Najwyraźniej jednak nie przekłada się to na efekty – 71 proc. ankietowanych uważa, że wskutek nauki zdalnej uczniowie i studenci mają zaległości i nie nadążają za programem nauczania. Przeciwnego zdania było tylko 18 proc. respondentów, a dla 11 proc. był to temat trudny do rozstrzygnięcia.

Egzaminy i testy online postrzegane pozytywnie

Nauka to nie tylko lekcje, wykłady i zadania domowe, ale również konieczność zdawania egzaminów, sprawdzianów i testów. Ponad połowa ankietowanych – 56 proc. –  uważa, że sprawdzanie wiedzy w formie zdalnej jest dla nich komfortowe. To niewielki wzrost w porównaniu do września, kiedy tę odpowiedź wskazało 52 proc. osób. Jednak nadal aż 30 proc. ma problem ze zdawaniem egzaminów online.

Nauka hybrydowa rozwiązaniem na przyszłość?

Tylko dla niecałych 7 proc. ankietowanych nauka zdalna wypada najlepiej. Zdaniem 53 proc. respondentów najlepiej sprawdza się nauka stacjonarna, a zdaniem 38 proc. – hybrydowa, łącząca formę stacjonarną i zdalną. To zmiana na korzyść tradycyjnego modelu – we wrześniu tyle samo osób opowiadało się za formą stacjonarną i hybrydową – po 44 proc. Jednocześnie 56 proc. ankietowanych opowiada się za wyborem nauki w formie hybrydowej również po ustąpieniu pandemii. Tylko 17 proc. ankietowanych uważa, że nauka zdalna powinna zostać utrzymana.

Wiele osób korzysta z platformy ClickMeeting w celach edukacyjnych, dlatego zdecydowaliśmy się na udostępnienie szeregu funkcji, które to ułatwiają  – dodaje Dominika Paciorkowska, Dyrektor Zarządzająca ClickMeeting – Na naszej stronie udostępniamy również porady dla prowadzących, jak sprawnie i dobrze prowadzić zajęcia online. Cieszy nas, że ocena jakości edukacji zdalnej w ciągu ostatnich miesięcy uległa poprawie, bo to oznacza, że nieustające działania na rzecz rozwoju naszej platformy i wsparcia jej użytkowników przynoszą efekty.