Pekao Investment Banking wsparło przejęcie przez polski fundusz Luma Automation spółki na Węgrzech

Pekao Investment Banking było wyłącznym doradcą transakcyjnym przy przejęciu przez polską Luma Automation (część grupy kapitałowej Luma Holding) 100 proc. udziałów węgierskiego producenta metalowych komponentów dla przemysłu motoryzacyjnego oraz maszynowego spółki Iron-Tech Zrt.

Do zadań Pekao Investment Banking należała strukturyzacja transakcji, modelowanie biznesowe i finansowe oraz wsparcie klienta przy pozyskaniu finansowania z dwóch międzynarodowych banków. Zamknięcie transakcji nastąpiło 18 lutego.

– Cieszę się, że grupa Pekao mogła wziąć udział w tej transakcji, a moja satysfakcja jest tym większa, że mogliśmy pomóc w ekspansji polskiego holdingu, który dynamicznie rozwija się na rynkach zagranicznych – powiedział Jerzy Kwieciński, wiceprezes Banku Pekao S.A., nadzorujący w grupie Pekao bankowość korporacyjną i inwestycyjną.

– Pekao Investment Banking jest i chce być liderem polskiego rynku bankowości inwestycyjnej, a to oznacza, że chce na nim wyznaczać trendy. Bez wątpienia takim trendem jest ekspansja zagraniczna polskich firm i coraz mocniejsza integracja regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Ta transakcja jest wyjątkowa, bo jest transgraniczna, ale także dlatego, że udało się ją zrealizować w niezwykle trudnym czasie epidemicznym – powiedział Maciej Jacenko, prezes Pekao Investment Banking.

Luma Automation jest polskim wyspecjalizowanym funduszem inwestycyjnym należącym do grupy Luma Holding. Fundusz buduje kompetencje w branży zaawansowanych technologii produkcji i obróbki metali. Inwestycja na ważnym dla tej branży rynku węgierskim wzmacnia obecność grupy Luma Holding w Europie Środkowej oraz w samej branży motoryzacyjnej.

Iron-Tech jest węgierskim przedsiębiorstwem zajmującym się precyzyjną obróbką metali i inżynierią mechaniczną, skupiającym się na klientach z branż: motoryzacyjnej, kolejowej i maszynowej. Zakłady spółki są zlokalizowane w południowo-zachodnich Węgrzech w miejscowości Szigetvar. Zapewnia dobry dostęp do krajów Europy Środkowo-Wschodniej oraz regionu DACH (Niemcy, Austria, Szwajcaria). Wśród klientów spółki są światowi liderzy w swoich dziedzinach, w tym Denso, Borg Warner, Bosch Rexroth, Knorr-Bremse. W 2020 roku Iron-Tech odnotował, według wstępnych danych, 64 mln zł przychodów, przy 17 mln zł EBITDA.

Przed nami kolejna fala hossy na rynku materiałów budowlanych?

Materiały budowlane stanowią zasadniczy koszt każdej budowy, stąd tendencje cenowe ich dotyczące mają podstawowe znaczenie dla kształtowania stawek metra kwadratowego mieszkań deweloperskich. Portal RynekPierwotny.pl sprawdził, czy ubiegłoroczne sygnały nadchodzącej korekty hossy rynku materiałów budowlanych pozostają aktualne.

Grubo ponad połowa kosztów budowy każdej nieruchomości mieszkaniowej dotyczy materiałów budowlanych. Dlatego ich ceny i perspektywy kształtowania w bliższej i dalszej przyszłości są niezwykle ważnym elementem planowania wszelkich inwestycji na rynku mieszkaniowym. W ostatnich latach jednym z koronnych argumentów tendencji wzrostowej cen mieszkań było bowiem powszechne przekonanie o nieuchronności „wiecznej” hossy na rynku materiałów budowlanych.Tabela – Dynamika cen materiałów budowlanych

Decydujący wpływ na trendy cenowe rynku materiałów budowlanych wywierają, publikowane co miesiąc, dane Głównego Urzędu Statystycznego, dotyczące budownictwa mieszkaniowego. Dotyczy to głównie statystyk nowo rozpoczynanych budów oraz nowych pozwoleń na budowę. Te w głównym stopniu determinują obecny oraz przewidywany w przyszłości popyt na materiały budowlane. Innymi słowy, postępująca drożyzna materiałów budowlanych w ciągu kilku ostatnich lat była pokłosiem rosnącego popytu na mieszkania i boomu inwestycyjnego w mieszkaniówce. Tymczasem dane GUS budownictwa mieszkaniowego, niezależnie od komplikującej się sytuacji gospodarczej kraju na skutek pandemii, wciąż sygnalizują bardzo wysoką aktywność inwestycyjną mieszkaniowego rynku pierwotnego.

Wg analityków portalu RynekPierwotny.pl silna hossa na rynku materiałów budowlanych była jednym z głównych, o ile nie zasadniczym stymulatorem wzrostów cen nowych mieszkań w ostatnich latach koniunkturalnej prosperity. Jednak cały rok 2020 przebiegał pod znakiem wyraźnego spadku dynamiki zwyżek cen wiodących materiałów dla budownictwa. We wrześniu ub. roku zniżkowała ona do poziomu zaledwie 1 proc., czyli blisko trzykrotnie niższego licząc rok do roku, co wyglądało na wiarygodną zapowiedź korekty.

Jak jednak wynika z publikowanych co miesiąc danych Grupy Polskie Składy Budowlane (PSB), hossa na rodzimym rynku materiałów budowlanych wciąż trwa i nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Wspomniana powyżej minimalna 1-procentowa wartość dynamiki wzrostów okazała się bowiem dołkiem, od którego trwa systematyczne czteromiesięczne odbicie. W efekcie w tegorocznym styczniu wartość ta uległa prawie podwojeniu osiągając pozom 1,8 proc.  Poza tym na dwudziestu monitorowanych grup towarowych w dziewiętnastu przypadkach zanotowano wzrosty, przy jedynie pojedynczym spadku cen w relacji rok do roku.Wykres – Średnia dynamika cen materiałów budowlanych

Sytuacja ta jednak jak na razie nie odwróciła spadkowej tendencji linii trendu na wykresie uśrednionej dynamiki cen materiałów budowlanych w relacji rok do roku. Dopóki to nie nastąpi, obserwowane czteromiesięczne odbicie należy traktować jako krótkoterminową korektę wzrostową w zapoczątkowanym blisko 2 lata temu trendzie spadkowym.

Obserwowana sytuacja wynika z faktu braku oczekiwanego przez rynek materiałów budowlanych wyraźniejszego osłabienia statystyk GUS budownictwa mieszkaniowego. Poddał się on za to medialnej retoryce silnej odporności pierwotnego segmentu krajowej mieszkaniówki na ekonomiczne skutki COVID-19. Tymczasem te ostatnie najprawdopodobniej dadzą o sobie znać w nieco mniej optymistycznej wymowie dopiero w kolejnych miesiącach bieżącego roku. A w takiej sytuacji trudno będzie producentom i dystrybutorom tej kategorii towarów utrzymać dynamikę wzrostów cen na dotychczasowym poziomie.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Demolish Games S.A. rozpoczyna ofertę publiczną akcji

Demolish Games S.A., producent gier z gatunku symulatorów na PC, rozpoczął dziś pierwszą transzę oferty publicznej w związku z emisją nowych akcji. Zapisy od indywidualnie oznaczonych, większych inwestorów, przyjmowane są do 1 marca. Druga transza oferty, skierowana do wszystkich zaineresowanych, rozpocznie się 2 marca. Celem emisji akcji jest pozyskanie 1 mln zł. Środki te spółka przeznaczy na nowe produkcje. Usługę oferowania akcji Demolish Games wykonuje Dom Maklerski INC S.A. Do końca br. Spółka zamierza wprowadzić akcje do obrotu na rynku NewConnect.

– Rozpoczęliśmy dziś pierwszą transzę oferty publicznej akcji Demolish Games, skierowaną do większych inwestorów. W tej rundzie chcemy pozyskać 0,5 mln zł. Naszym głównym celem jest dynamiczny rozwój, dywersyfikowanie działań oraz produkcja nowych tytułów. Mamy wiele pomysłów na gry o dużym potencjale sprzedażowym. Wierzymy, że efekty naszej pracy spełnią oczekiwania inwestorów, którzy nam zaufają – mówi Paweł Dywelski, prezes zarządu Demolish Games S.A.

Od 22 lutego na platformie CrowdConnect.pl oraz stronie https://demolish-games.com/ dostępne są informacje o akcjach oraz warunkach składania zapisów na akcje wraz z dokumentem ofertowym.

Pierwsza transza oferty publicznej potrwa do 1 marca. Dzień później Spółka rozpocznie drugą transzę oferty, skierowaną do wszystkich zainteresowanych. Jednorazowy zapis na akcje Spółki w ramach drugiej transzy nie może przekroczyć 15 tys. zł.

W obu transzach oferty publicznej chcemy pozyskać łącznie 1 mln zł. Środki przeznaczymy na produkcję nowych gier. Aktualnie pracujemy m.in. nad naszym największym projektem Demolish & Build 2022. W rozgrywce zastosujemy rozwinięty system zniszczeń oraz wprowadzimy nowości w zakresie sterowania pojazdami oraz zarządzania firmą. Chcemy także, aby tytuł wyróżniał się realistyczną oprawą wizualną i odwzorowywał jak najlepiej wyburzanie budynków. W grze pojawią się elementy, których nie obejmowały poprzednie wersje, np. angażujące gracza zagrożenia prądowe, czy instalacje gazowe, które mogą wybuchnąć – informuje Paweł Dywelski.

Demolish Games jest właścicielem dwóch tytułów z popularnej serii Demolish & BuildDemolish & Build 2017 i Demolish & Build 2018.  Oba symulatory budowlane otrzymały bardzo pozytywny feedback od graczy, o czym świadczą m.in. wysokie oceny od użytkowników. Gra Demolish & Build 2017 sprzedała się w nakładzie ok. 40 tys. egzemplarzy (Steam) i zgromadziła 73 proc. pozytywnych opinii. Demolish & Build 2018 w wersji na PC kupiło ok. 115 tys. osób, z czego ponad 7 tys. nabyło ją od momentu przejęcia gry przez Demolish Games.

W ramach rozgrywki Demolish & Build gracz wciela się w kierownika firmy budowlanej, przyjmuje i wykonuje zlecenia na wyburzenia, zatrudnia personel, obsługuje maszyny budowlane oraz kupuje posiadłości.

W portfolio Spółki znajduje się także gra Car Demolition Clicker. Obecnie trzy tytuły Demolish Games – Explosive Demolition Simulator, WW2 Underground oraz Malone In Nightmares – są w fazie preprodukcji.

Wszystkie gry Spółki będą dostępne na PC oraz konsole Nintendo Switch, Xbox Series X/S i PlayStation 5. Wydawcą wersji dedykowanych komputerom stacjonarnym będzie Demolish Games, wydaniem na konsole zajmie się Ultimate Games S.A., która jest głównym akcjonariuszem Spółki.

Demolish Games do końca br. zamierza wprowadzić akcje do obrotu na rynku NewConnect.

Dane GUS: W styczniu prawie 13% mniej mieszkań deweloperskich niż rok wcześniej. Koszty budowy wzrosły przez pandemię?

Znaczący spadek liczby oddanych mieszkań od deweloperów i ogólny wzrost cen produkcji budowlano-montażowej – to tylko niektóre dane Głównego Urzędu Statystycznego na temat sytuacji w branży nieruchomości na początku 2021 roku. Zdaniem ekspertów Angel Poland Group w najbliższych miesiącach sporym wyzwaniem dla deweloperów będą rosnące koszty prowadzenia prac. Na rynku obserwujemy znaczący wzrost rozpoczętych inwestycji i wydanych pozwoleń na budowę.

Na początku 2021 roku oddano do użytku ponad 17 tys. mieszkań – to o 7,5% mniej niż rok wcześniej w analogicznym okresie. Duże spadki zaliczyli przede wszystkim deweloperzy, którzy przekazali klucze do 10 tys. mieszkań (12,6% mniej niż rok wcześniej). Co ciekawe, inwestorzy indywidualni nieznacznie (o 2,8%) poprawili swoje wyniki sprzed dwunastu miesięcy i w styczniu 2021 oddali do użytku prawie 7 tys. mieszkań. W ocenie ekspertów rynku nieruchomości z Angel Poland Group, choć dane GUS z punktu widzenia deweloperów nie prezentują się zbyt pozytywnie, to nie wszystkie wskaźniki są dla nich niekorzystne.

Analizując dane GUS bardziej szczegółowo, można dojść do wniosku, że choć liczba oddanych mieszkań okresowo spadła, inne wskaźniki budzą optymizm na rynku nieruchomości. W styczniu deweloperzy otrzymali ponad 30% więcej zezwoleń na budowę niż rok wcześniej. Jednym z głównych powodów jest oczywiście to, że pod koniec ubiegłego roku nastąpiło przyspieszenie w składaniu wniosków o pozwolenie na budowę, aby zdążyć przed zmianami w zakresie norm energetycznych. W styczniu deweloperzy rozpoczęli budowę ponad 12 tysięcy mieszkań, co oznacza wzrost o 24% w porównaniu rok do roku. Dodajmy dla kontrastu, że inwestorzy indywidualni zaczęli budowę 4,7 tys. mieszkań, co przekłada się na spadek o niemal 13% – podkreśla Tomasz Karpiel, dyrektor operacyjny Angel Poland Group i ekspert ds. rynku nieruchomości.

Koszty idą w górę – winna droższa stal?

Pewne trendy są jednak niekorzystne zarówno dla deweloperów, jak i inwestorów indywidualnych. Chodzi naturalnie o rosnące ceny produkcji budowlano-montażowej. W porównaniu ze styczniem 2020 roku koszty te wzrosły o 2,3%. Eksperci nie mają wątpliwości – branża nieruchomości odczuwa wzrost cen materiałów od kilkunastu miesięcy.

W 2020 roku można było zauważyć wzrost cen wielu podstawowych materiałów budowlanych, a zwłaszcza cementu, nawet o 10%. To naturalnie przekładało się na cenę mieszkanki betonowej i – ostatecznie – na wzrost kosztów produkcji. W pierwszej połowie ubiegłego roku ceny materiałów ustabilizowały się, ale w drugiej ponownie zaczęły rosnąć. W 2021 roku gwałtownie wzrosły, a raczej poszybowały, ceny stali, nawet o 30% – zauważa Bartłomiej Kostecki, Project Manager w Angel Construction.

Produkcja drożeje, bo brakuje pracowników?

W ocenie ekspertów, rosnące ceny materiałów budowlanych to tylko jeden z elementów wpływających na większe koszty prowadzenia inwestycji. Część rynkowych procesów związanych jest bowiem bezpośrednio z trwającą pandemią koronawirusa.

W pierwszych miesiącach pandemii branża odnotowała odpływ wielu pracowników ze wschodu, zwłaszcza z Ukrainy, co tylko powiększyło deficyty w zakresie pracowników budowlanych. Choć ostatnio widać pewną stabilizację, branża nadal boryka się z brakiem odpowiedniej liczby specjalistów. To prawdopodobnie będzie też największa bolączka wielu firm w nadchodzącym czasie. Inne wyzwania to m.in. podwyższone od 2021 roku wynagrodzenie minimalne w Polsce, które realnie przełoży się na koszty prowadzenia inwestycji. Te wszystkie elementy sprawiają, że klienci w nadchodzących miesiącach nie powinni się raczej spodziewać spadków cen mieszkań, a wręcz przeciwnie, umocnienia trendu wzrostowego – podsumowuje Marcin Kaznowski, prezes Angel Construction i ekspert ds. rynku nieruchomości.

Jak wynika z danych GUS, powierzchnia użytkowa mieszkań oddanych w styczniu 2021 r. wyniosła 1,6 mln m2, czyli o 3,2% mniej niż przed rokiem.

Chris Bain: koszty produkcji i inflacja rośnie, a ceny gier pozostają bez zmian

Ceny gier komputerowych na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat praktycznie się nie zmieniły, pomimo znaczących wzrostów kosztów produkcji. Dlaczego realna cena, po uwzględnieniu inflacji, wręcz maleje, zastanawiają się eksperci z wydawnictwa All in! Games.

Jak podaje portal arstechnica.com w 2020 roku realna cena wysokobudżetowej gry komputerowej w wydaniu pudełkowym była najniższa w historii. Wobec aktualnych 60 dolarów, w 2000 roku wynosiłaby blisko 100.

– Pomimo tego, że koszty produkcji wzrosły kilkukrotnie, ceny nominalne pozostają praktycznie na tym samym poziomie. Moim zdaniem wynika to z faktu, iż wydawcy w coraz większym stopniu posiłkują się dystrybucją cyfrową, ograniczając w ten sposób koszty i zwiększając marżę. Poza tym powstające nowe, alternatywne kanały dystrybucji elektronicznej zmusiły dystrybutorów do obniżenia swoich marż, umożliwiając utrzymanie stałych cen. Do tego dochodzą również kolejne metody monetyzacji IP gier, takie jak edycje kolekcjonerskie, mikro-transakcje, dodatki DLC, zakupy wewnątrz gry, czy też season passes, które są dodatkowym źródłem przychodu – tłumaczy Chris Bain senior strategy advisor z notowanego na GPW wydawnictwa gier komputerowych, All in! Games. – Zainteresowanie grami cały czas rośnie, więc pomimo stagnacji cen firmy są w stanie zwiększać swoje obroty, a rynek jest cały czas chłonny – dodaje.

Ceny gier pozostają stabilne również z powodu presji ze strony części graczy, którzy są przyzwyczajeni do pewnych standardów. Każde odchylenie od nich, w tym podwyżka cen, byłoby bardzo negatywnie przez tę grupę odebrane. Większość wydawców woli nie podejmować tego ryzyka, choć zdarzają się wyjątki jak w przypadku Call of Duty: Black Ops Cold War, czy też NBA 2K21, które na konsole nowej generacji kosztować będą blisko 70 dolarów, zamiast dotychczasowych 60.

– Można potraktować te przykłady jako swego rodzaju test dla rzeczywistej elastyczności cenowej popytu. Pozwoli on ocenić czy wzrost cen tych tytułów na konsole next-gen nie odbije się negatywnie na przychodach i zysku ich wydawców – tłumaczy Bain.

Do 2013 wzrost cen, potem spadek

Patrząc na statystyki na platformie Steam zebrane przez steamspy.com, można zauważyć, że od 2013 roku liczba wydawanych gier rośnie w tempie 60% rocznie, a cena średnia oraz mediana spadają. Wynika to najprawdopodobniej z faktu, iż na tej pecetowej platformie pojawia się coraz więcej tytułów indie (autorstwa małych studiów developerskich), które plasują się w dolnych widełkach cenowych. Do 2013 roku średnia wzrastała (do 12,5$), ale mediana pozostawała na stałym poziomie (9,99$).

W latach 2009-2013 na Steam wydawanych było od 300 do 600 gier rocznie, czyli stosunkowo niewiele, więc wystarczyło kilka produkcji AAA, by średnią zawyżyć. Właśnie w latach 2011-2013 zaczęło się na tej platformie pojawiać coraz więcej tytułów z najwyższej półki, a za spadek średniej ceny po 2013 odpowiada zdecydowanie większa liczby tańszych gier indie.

– Obecnie nie przewidujemy znaczących wzrostów cen rzeczywistych w najbliższej przyszłości. Cena 70 USD dotyczyła zaledwie kilku gier AAA i spodziewamy się, że gracze wciąż będą mieli dostęp do świetnych tytułów w wielu różnych przedziałach cenowych. Gry będą zapewniać rozrywkę na wysokim poziomie dla coraz liczniejszej i bardziej zróżnicowanej publiczności na całym świecie – podsumowuje Bain.

ceny gier pozostają bez zmian
Dane: steamspy.com, opracowanie All in! Games

Wodór może być stabilizatorem gospodarki energetycznej opartej na OZE

Paliwem przyszłości, które najprawdopodobniej odegra kluczową rolę w transformacji gospodarki energetycznej w zeroemisyjną, jest wodór. Polska produkuje go już w dość dużych ilościach – wykorzystując jednak do jego elektrolizy energię pochodzącą z węgla. To sprawia, że wyprodukowany wodór nie jest zeroemisyjny – nazywamy go “szarym” wodorem. Większość udziałów w produkcji mają obecnie spółki państwowe. Wodór jest produkowany i prawie w całości konsumowany od razu w rafineriach, a także w spółkach państwowych produkujących nawozy. Jednak w przyszłości sposób i miejsce produkcji wodoru powinny się zmienić. Energię elektryczną z wodoru można produkować w wodorowych ogniwach paliwowych. Są one już stosowane w samochodach osobowych, autobusach oraz pojazdach ciężkich i długodystansowych. Dodatkowo wodorowe ogniwa paliwowe mogą służyć po prostu jako źródła energii. Szczególnie dobrze sprawdzają się jako źródło zasilania awaryjnego – na przykład w elektrowniach lub w miejscach, gdzie potrzebne jest ciągłe zużycie prądu.

– Wodór będzie produkowany metodą elektrolizy z udziałem odnawialnych źródeł energii. Spółki, które mają w swoich aktywach odnawialne źródła energii, naturalnie będą do tego dokładały produkcję wodoru – powiedziała serwisowi eNewsroom Magdalena Maj, starsza analityczka zespołu energii i klimatu w Polskim Instytucie Ekonomicznym. – Rozwój nisko lub zeroemisyjnej gospodarki wodorowej jest ściśle związany z odnawialnymi źródłami energii. Wszystkie takie źródła są niestabilne – produkują energię tylko w momencie korzystnych warunków atmosferycznych. Dlatego jeśli mamy nadwyżki produkcji, konieczne jest magazynowanie energii elektrycznej. W przypadku wielkoskalowej produkcji mniej efektywnym sposobem magazynowania są baterie elektryczne. Jako magazyn energii może zaś posłużyć wodór. Nadwyżki energii zużywamy w elektrolizerze do produkcji wodoru z wody, który może być później przechowywany w zbiornikach, albo pod ziemią. Następnie zaś może służyć do produkcji energii elektrycznej w momencie jej największego zapotrzebowania – wyjaśnia Maj.

Polska na podium partnerów handlowych Ukrainy, wzrost liczby ukraińskich firm w RP

Według najnowszych badań Państwowej Służby Statystycznej Ukrainy z 2020 roku, Polska awansowała o jedną pozycję i stała się trzecim co do wielkości partnerem handlowym Ukrainy zaraz po Chinach i Niemczech z dwustronnym obrotem towarowym o wartości 7,36 mld USD i pozostaje drugim co do wielkości rynkiem na świecie po Chinach dla ukraińskiego eksportu towarów o wartości prawie 3,3 mld dolarów. Całkowity handel między Ukrainą a Polską w ubiegłym roku wyniósł 7,36 mld dolarów. Przyczyniło się to m.in. do  wzrostu liczby ukraińskich przedsiębiorców i inwestycji w Polsce.

Pomimo trudnego 2020 roku spowodowanego wybuchem pandemii, wynik ten jest zaledwie o 0,58% niższy w porównaniu do roku 2019. Polska weszła do pierwszej trójki, wyprzedzając Rosję i prawie doganiając Niemcy. Według wydziału gospodarczego Ambasady Ukrainy w RP: Polska w wymianie handlowej z Ukrainą straciła na rzecz Niemiec tylko 48 mln USD, biorąc pod uwagę dynamikę ukraińskiego eksportu do Polski w ostatnich miesiącach 2020 r., zwyczajnie nie starczyło czasu, aby Warszawa wyprzedziła Berlin pod względem tego wskaźnika.  Wzrosła, również liczba ukraińskich firm i inwestycji w RP na koniec 2020 roku w Polsce działało 16,5 tys. firm, w których przynajmniej jeden ze współwłaścicieli był obywatelem Ukrainy to 17% wszystkich firm z kapitałem zagranicznym w Polsce, a liczba ta stale rośnie. Najwięcej inwestycji ukraińskich przedsiębiorców odnotowano w województwach: mazowieckim 6,2 tys., małopolskim 2 tys., dolnośląskim 1,6 tys.

Centrum analityczne Gremi Personal obserwuje kilka trendów związanych z działalnością gospodarczą ukraińskich przedsiębiorców w Polsce. Obywatele Ukrainy często przyjeżdżają do Polski jako pracownicy fizyczni, po opanowaniu języka polskiego, zdobyciu doświadczenia w polskich firmach i przejściu wstępnej adaptacji zajmują stanowiska kierownicze lub otwierają własną firmę. Zwykle Ukraińców interesują następujące obszary biznesu: przed pandemią popularne były hotele i gastronomia, salony kosmetyczne i handel; obecnie jest to drobna produkcja rzemieślnicza, albo wiele konsultacji, a także handel. Obecnie zdecydowanie wzrósł udział usług w branży kreatywnej (IT, marketing i PR, produkcja wideo itp.).

Celem władz Ukrainy jest osiągnięcie wolumenu bilateralnego handlu z Polską na poziomie 10 mld dolarów. Jest to możliwe za 2-3 lata prognozują ukraińscy ekonomiści. Polska pozostaje drugim co do wielkości rynkiem ukraińskiego eksportu na świecie. W szczególności Ukraina wyeksportowała do Polski w ubiegłym roku 3,3 mld USD, wykazując niewielki spadek w roku 2020 o 0,7%. Eksportowane są przede wszystkim produkty rolne (28,3%), metalurgia (18%), produkty mineralne (17,4%), wyroby drzewne (9,9%) oraz produkty elektromaszynowe (7,7%).

Zastąp transgraniczną optymalizację podatkową lokalną racjonalizacją biznesu

Obowiązująca w polskim systemie prawa od 15 lipca 2016 roku klauzula przeciwko unikaniu opodatkowania została od 1 stycznia 2019 roku tak zmodyfikowana, że daje organom podatkowym jeszcze większe pole do działania przy ocenie czy dana czynność była sztuczna, a jej głównym lub jednym z głównych celów było osiągnięcie korzyści podatkowej. Najczęstszym przykładem zastosowania przepisów klauzuli przez organy podatkowe jest wydawanie postanowień o odmowie wydania interpretacji indywidualnej prawa podatkowego, przy czym wystarczy uzasadnione podejrzenie organu, że przedstawione we wniosku o wydanie interpretacji indywidualnej elementy zdarzenia przyszłego lub stanu faktycznego stanowią  unikanie opodatkowania.

Zmiany w prawie podatkowym, zwłaszcza w zakresie transgranicznych struktur organizacyjnych, z którymi przedsiębiorcy będący polskimi rezydentami podatkowymi musieli się zmierzyć w ostatnich latach, niosą ze sobą konieczność weryfikacji posiadanych rozwiązań optymalizacyjnych. Największe obostrzenia przepisów, a zatem i zagrożenia sankcjami przewidziano dla przedsiębiorców posiadających zagraniczne spółki, fundacje prywatne, czy trusty, a także zagraniczne rachunki bankowe. Aktualnie mamy do czynienia nie tylko z przepisami o CFC („Controlled Foreign Company”) i CRS („Common Reporting Standard”), ale także przepisami Konwencji MLI („Multilateral Instrument to Modify Bilateral Tax Treaties”) oraz regulacjami dotyczącymi raportowania MDR („Mandatory Disclosure Rules”). Ponadto polskie spółki są zobligowane do ujawniania danych swoich beneficjentów ostatecznych – tzw. UBO („Ultimate Beneficial Owner”) w Centralnym Rejestrze Beneficjentów Rzeczywistych.

Uszczelnienie systemu podatkowego nastąpiło poprzez zobowiązanie instytucji finansowych do zbierania danych osobowych beneficjentów rzeczywistych rachunków bankowych (założonych zarówno przez osoby fizyczne jak i prawnych) i ujawniania ich innym państwom – właściwym pod względem rezydencji podatkowej osób fizycznych, bezpośrednio lub pośrednio sprawującej kontrolę nad daną strukturą, które ostatecznie partycypują przy dystrybucji środków/majątku danego podmiotu zagranicznego. A pondto poprzez rozszerzenie definicji CFC tj. kryteriów uznania za zagraniczną spółkę kontrolowaną nie tylko podmiotów posiadających siedzibę w egzotycznych destynacjach ale także takich, które są założone na terenie UE lub EOG jeśli są pasywne lub pomimo prowadzenia operacyjnej działalności ich udziały są posiadane przez jednego UBO lub kilku, powiązanych koneksjami rodzinnymi etc.

Polskie spółki mają od zeszłego roku także obowiązek ujawniania w Centralnym Rejestrze Beneficjentów Rzeczywistych, osób fizycznych pozostających na szczycie nawet najbardziej skomplikowanej struktury korporacyjnej, również z udziałem podmiotów zagranicznych.

Należy również pamiętać, że zapobieganie erozji podstawy opodatkowania i przenoszeniu zysku do innego państwa, to cel wielostronnej Konwencji MLI, która objęła polskich rezydentów podatkowych, osiągających dochody w innym kraku.

Nie bez znaczenia pozostaje także fakt, że przedsiębiorcy przenoszący za granicę aktywa o wartości przekraczającej 4 mln zł, muszą zapłacić 19-procentowy podatek od tej nadwyżki tj. tzw zwany „Exit Tax”, będący konsekwencją implementacji dyrektywy unijnej, przy czym Polska wprowadziła te regulacje jako pierwsza w UE i w zakresie odnoszącym się nie tylko do osób prawnych, ale także fizycznych.

Nierozłącznym tematem związanym z optymalizacją podatkową jest obecnie także obowiązek raportowania schematów podatkowych, zwanym raportowaniem MDR. Schematy podatkowe, to uzgodnienia, instrukcje działania, zespół czynności, w których udział bierze podatnik, a które mogą mieć wpływ na wysokość jego zobowiązania podatkowego. Taki schemat wyróżnia np. występowanie w nim trudnego do ustalenia beneficjenta rzeczywistego, lub gdy jego głównym celem jest korzyść podatkowa. I choć obowiązek raportowania spoczywa na podmiotach profesjonalnych, takich jak: adwokaci, radcy prawni, doradcy podatkowi, notariusze, główni księgowi, pracownicy banków i instytucji finansowych, to obowiązujące przepisy przewidują również sytuacje, gdy obowiązek raportowania do Szefa Krajowej Administracji Skarbowej spadnie na przedsiębiorcę, podatnika, któremu schemat podatkowy został udostępniony i który wystąpi w roli tzw. korzystającego.

Mając na uwadze powyższe regulacje, struktury korporacyjne z elementem zagranicznym, ale także inne rozwiązania optymalizacyjne jak umowy powiernicze, licencje na znaki towarowe, operacje wewnątrz spółek, zastosowane wiele, lub kilka lat temu, a z których nadal korzystają polscy podatnicy, lub z których zamierzają skorzystać, są dziś pod szczególną obserwacją organów skarbowych. Częste i liczne zmiany przepisów utrudniają prowadzenie działalności i prowadzą niejednokrotnie przedsiębiorców do rezygnacji z transgranicznych rozwiązań optymalizacyjnych związanych obecnie z dużym poziomem ryzyka gospodarczego. Zwłaszcza, że prowadzenie działalności z elementem międzynarodowym na pewno wiąże się w dzisiejszych czasach z koniecznością posiadania rzeczywistej substancji ekonomicznej w miejscu jej wykonywania, którą urzędy skarbowe weryfikują w pierwszej kolejności.

Z całą pewnością tzw. „międzynarodowa optymalizacja podatkowa” nie zdaje już egzaminu w obecnych realiach i może przynieść podmiotowi posiadjącemu w Polsce nieograniczony obowiązek podatkowy, więcej problemów niż korzyści. Przedsiębiorcy, wychodząc naprzeciw nowym, skomplikowanym regulacjom powinni skłaniać się raczej ku racjonalizacji biznesu i przemodelowaniu  posiadanych struktur polskich zgodnie z obowiązującymi przepisami. Mamy lokalnie w tym zakresie szereg możliwości związanych z rozdzieleniem działalności operacacyjnej od sfery majątkowej, która powinna być objęta szczególną ochroną. Ponadto każdy przedsiębiorca powinien zacząć „przebudowę” biznesu od analizy czy, aby na pewno działa w najlepszej możliwej formie prawnej ze względu na prowadzoną działalność i wyznaczone cele ekonomiczne. Bardzo istotne znaczenie dla każdego przedsiębiorcy ma także możliwość inwestycji lub reinwestycji zysków w danej strukturze, która powinna być dokonywana za pomocą podmiotu, kreującego jak najmniejsze obciążenia fiskalne w ramach wyznaczonych przez prawo.

Aneta Czarnecka-Teuchmann
Radca Prawny z Działu Prawa Handlowego i Obrotu Międzynarodowego Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy.

Venture INC zwiększa zaangażowanie w Intelliseq

Venture INC, fundusz venture capital notowany na GPW, obejmuje udziały w Intelliseq, krakowskiej spółce rozwijającej  globalną  platformę do analizy genomu ludzkiego. Tym samym zwiększa ekspozycję portfela  na globalnie rosnący trend genomiki obliczeniowej w sektorze ochrony zdrowia. Po podwyższeniu kapitału zakładowego fundusz będzie posiadał 53% kapitału Intelliseq.

Venture INC, w wyniku podwyższenia kapitału Intelliseq, objął 177 nowych udziałów za kwotę 700 tys. zł. Po rejestracji, fundusz zostanie inwestorem większościowym posiadającym 53,27% udziałów w spółce.

Zdecydowaliśmy się na zwiększenie zaangażowania w Intelliseq, ponieważ widzimy coraz większe, globalne zainteresowanie obszarem badań genetycznych. Jego zastosowanie dotyczy nie tylko rynku konsumenckiego ale również obszaru badań i farmakogenomiki. Wysokie kompetencje zespołu i obrany kierunek rozwoju biznesowego został już wcześniej potwierdzony przez nawiązaną współpracę z amerykańską platformą Helix ale także przez nowe kontrakty, m.in z Instytutem Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej w Warszawie, firmą farmaceutyczną Boehringer Ingelheim czy niemiecki instytutem badawczym BiomedX – komentuje Jakub Sitarz, Prezes Venture INC.

Intelliseq specjalizuje się w genomice obliczeniowej, oferując oprogramowanie do analizy badań genetycznych. Obecnie prowadzi dwa projekty. Pierwszym z nich jest PGx Plus zakładajacy opracowanie oprogramowania do farmakogenomiki, które bada wpływ genomu danej osoby na leki i pozwala na ich optymalny dobór. Celem drugiego projektu Mobigen jest z kolei opracowanie aplikacji mobilnej, która w przejrzysty i czytelny sposób zaprezentuje użytkownikowi informacje z dziedziny genetyki personalnej. Firma rozwija też system do analizy danych genetycznych z NGS (Next Generation Sequencing). Współpraca z Intelliseq jest kolejną inwestycją funduszu w obszarze ochrony zdrowia, po Infermedica.

Spółka współpracuje z klientami z Polski: z Instytutem Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej w Warszawie (IMDiK) oraz Akademią Wychowania Fizycznego i Sportu w Gdańsku (AWFiS). Klienci zagraniczni to duża niemiecka firma farmaceutyczna Boehringer Ingelheim oraz niemiecki instytut badawczy BiomedX, a także amerykańskie firmy takie jak SCC Soft Computer oraz Vitalleo. Dodatkowo, Intelliseq poszerzył ofertę B2B w zakresie genetyki konsumenckiej o analizę danych przydatnych do oceny ryzyka ciężkiego przebiegu zakażeń wirusem COVID-19.

Intelliseq kontynuuje pracę nad platformą IntelliseqFlow oraz rozpoczęcie testów i sprzedaży oprogramowania u potencjalnych odbiorców, a także uruchomienie usług analizy odczytów genomów/transkryptomów w modelu SaaS.

Spółka planuje również pierwsze wdrożenie systemu GeneTraps razem ze spółką Analityk Genetyka, na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, w Zakładzie Medycyny Regeneracyjnej, kierowanym przez profesora Ratajczaka oraz wspólnie z firmą SCC Soft Computers w firmie Prodia.

Chińscy hakerzy sklonowali amerykańskie narzędzie cyberofensywne

Amerykańskie firmy ofiarami exploitów NSA? Nowe dowody w sprawie chińskich narzędzi hakerskich.

Amerykańskie firmy mogły być ofiarami eksploitów stworzonych przez NSA. Jak donoszą eksperci Check Point Research, wykryte kilka lat temu chińskie narzędzie hakerskie przyznające uprawnienia w systemach Windows jest najprawdopodobniej klonem oprogramowania „EpMe”, którego autorami byli hakerzy powiązani z NSA.

Chińscy hakerzy sklonowali amerykańskie narzędzie cyberofensywne

Firma Check Point Research (CPR) ustaliła, że chińscy hakerzy sklonowali i aktywnie wykorzystali narzędzie amerykańskiej jednostki hakerskiej o nazwie Equation Group. Klon programu został uruchomiony przez chińską grupę hakerską APT31 między 2014 a 2017 rokiem – trzy lata przed ujawnieniem grupy.

Narzędzie hakerskie, po raz pierwszy wykryte przez zespół reagowania na incydenty Lockheed Martin, a następnie szczegółowo omówione przez Microsoft w 2017 roku, było zdolne do ataków typu zero-day opartych o uprawnienia, wymierzonych w komputery z systemem Windows XP i Windows 8. Cyberprzestępcy mogliby użyć programu, aby uzyskać najwyższe dostępne przywileje i swobodnie wykorzystywać zainfekowane komputery – w tym instalować programy, przeglądać, zmieniać lub usuwać dane, czy tworzyć nowe konta z pełnymi uprawnieniami administratora. Firma Microsoft załatała lukę wykorzystywaną przez narzędzie, dokumentując jednocześnie poprawkę jako CVE-2017-0005 i przypisując wykorzystywanie podatności chińskiej grupie hakerskiej o nazwie APT31.

Nowe dowody firmy Check Point wskazują jednak, że narzędzie wykorzystywane przez APT31 było jedynie klonem programu o kryptonimie „EpMe”, opracowanego przez amerykańską firmę Equation Group, czyli grupę APT uważaną za jednostkę TAO (Tailored Access Operations) NSA.

Chińska replika – nazwana przez ekspertów “Jian” – działała przez trzy lata do momentu zgłoszenia pierwszych incydentów firmie Microsoft, który załatał podatności swojego systemu.  Miało to miejsce tuż przed tym, jak grupa hakerska „Shadow Brokers” publicznie ujawniła szpiegowski kod autorstwa Equation Group (w tym „EpMe ”Exploit CVE-2017-0005).

Oznacza to, że oryginał należący do Equation Group służył amerykańskim agencjom bezpieczeństwa co najmniej kilka miesięcy dłużej. Eksperci Check Pointa zakładają, że przejęcie narzędzia mogło mieć miejsce podczas amerykańskiego ataku na któryś z chińskich podmiotów lub podczas działań Equation w sieciach, które obserwowała chińska grupa hakerów. Nie można wykluczyć również bezpośredniego ataków chińskiego APT31 na Equation Group.

Mimo że „Jian” został przejęty i przeanalizowany przez Microsoft na początku 2017 r., a Shadow Brokers ujawniło narzędzia Equation Group prawie cztery lata temu, wciąż można się wiele nauczyć z analizy tych przeszłych wydarzeń. Sam fakt, że cały moduł eksploatacyjny, zawierający 4 różne eksploity, leżał niezauważony przez cztery lata na GitHubie, uczy nas o ogromie przecieku wokół narzędzi Equation Group. – mówi Yaniv Balmas, szew działu badań i rozwoju produktów w Check Point.

Atak przeprowadzany za przy pomocny Jian opierały się na trzech fazach: 1) przejęcia komputera z systemem Windows; 2) uzyskaniu najwyższego stopnia uprawnień; 3) instalacji programów typu malware. Należy zaznaczyć, że zarówno Jian jak i EpMe, realizowały faze drugą, polegającą na przyznaniu uprawnień, pozwalających na swobodne wędrowanie i pełną obsługę systemu.

Zasadniczo, nasze badania pokazują, w jaki sposób jedna grupa APT wykorzystuje narzędzia innej grupy APT do swoich własnych operacji, co utrudnia badaczom bezpieczeństwa dokładne przypisywanie ataków. Ukazuje to również jak złożona jest rzeczywistość stojąca za tymi atakami. Mamy nadzieję, że opracowana przez nas technika badawcza śledzenia wykorzystanych luk w zabezpieczeniach może doprowadzić do nowych wniosków, które do tej pory były niedostatecznie analizowane przez branżę bezpieczeństwa – dodaje Balmas.

Pełna analiza techniczna dostępna jest pod linkiem: The Story of Jian – How APT31 Stole and Used an Unknown Equation Group 0-Day – Check Point Research