Do 2022 roku większość firm przeniesie się do kanałów cyfrowych. To czas na inwestycje w poprawę obsługi klienta

COVID-19 wymusił na firmach migrację do kanałów cyfrowych. Tego trendu nie da się już odwrócić, bo w trakcie pandemicznych miesięcy klienci przyzwyczaili się do załatwiania spraw czy kupowania towarów i usług przez internet. Firmy, które chcą utrzymać konkurencyjność w tym cyfrowym środowisku, muszą postawić mocny akcent na customer experience i budowanie pozytywnych doświadczeń klientów. Zwłaszcza że ich oczekiwania dotyczące kanałów cyfrowych i obsługi online w ostatnim roku poszybowały w górę. 

– Do 2022 roku większość firm przeniesie się do kanałów cyfrowych i będzie w stanie zapewniać swoim klientom bardzo dobre doświadczenia cyfrowe. W marcu, gdy wybuchła pandemia, wszyscy zaczęli uświadamiać sobie, że kanał cyfrowy jest ważniejszy, niż im się wcześniej wydawało. Wiele przedsięwzięć związanych z digitalizacją uzyskało zielone światło i trafiło na listę priorytetów, a firmy musiały zacząć działać szybciej i stać się bardziej przewidujące – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Zsolt Balogh, dyrektor generalny na region Europy Środkowo-Wschodniej w Liferay.

Pandemia COVID-19 nawet o kilka lat przyspieszyła procesy cyfryzacji w firmach. Większość z nich podjęła w ostatnich miesiącach intensywne działania w tym zakresie, skupiając się m.in. na wdrożeniu telepracy, przeniesieniu procesów wewnętrznych do online’u czy digitalizacji obsługi i sprzedaży – pokazał wrześniowy raport „Trusted Economy w nowej rzeczywistości. Ograniczanie ryzyka związanego z szybką cyfryzacją” opracowany przez Deloitte, Obserwatorium.biz i Asseco Data Systems. Firmy musiały w ekspresowym tempie cyfryzować swoje procesy zwłaszcza w pierwszym okresie lockdownu, kiedy restrykcje związane z pandemią były najdotkliwiej odczuwalne.

– Oczekiwania dotyczące kanałów cyfrowych poszybowały w górę w minionym roku – mówi Zsolt Balogh. – Zapewnienie znakomitych doświadczeń klientom w całym cyklu sprzedaży, nie tylko w kontakcie fizycznym, jest niezmiernie ważne. Jeśli firma jest w stanie stworzyć wysokiej jakości warunki w świecie realnym, to chcąc osiągnąć sukces, powinna je przenieść także na grunt cyfrowy, ponieważ dziś już wszystko stało się cyfrowe. Lokalizacja firmy traci na znaczeniu, a konkurencja między firmami się nasila, bo produkty lub usługi można już zamówić z każdego miejsca, kraju, nawet z całego świata. Dlatego tak kluczowe w rywalizacji z innymi jest zapewnienie klientom dobrych doświadczeń.

Dyrektor generalny na region CEE w Liferay wskazuje, że przedsiębiorstwa przechodzą obecnie od budowania doświadczenia klientów na różnych platformach (multichannel) na strategię tworzenia kompleksowego doświadczenia (omnichannel), a 87 proc. deklaruje, że jest to dla nich wręcz kluczowe. Kalifornijska firma, która współpracuje m.in. z T-Mobile, Boschem czy Volkswagenem, wspomaga je w tym procesie za pomocą wielokanałowych platform digital experience (DXP).

 To rozwijająca się kategoria oprogramowania, która odpowiada na potrzeby spółek przechodzących transformację cyfrową, a jej ostatecznym celem jest zapewnienie lepszych doświadczeń klientom – mówi Zsolt Balogh. – Platformy digital experience mogą stanowić jeden produkt lub też zintegrowany pakiet rozwiązań programistycznych. DXP budują architekturę dla firm, która pozwala im digitalizować działalność, zapewniać połączone doświadczenia klientów i zbierać praktyczne informacje na ich temat.

Platforma Liferay ma charakter „open source”, a jej obsługa nie wymaga specjalistycznych umiejętności programistycznych. Dzięki temu np. marketingowcy mogą tworzyć spersonalizowane treści bez potrzeby pisania kodu i publikować je przy użyciu interfejsu użytkownika na platformie DXP. Narzędzie zapewnia też bogaty zestaw funkcji dostępnych „od ręki”, niezależnie od tego, czy firma poszukuje systemu CMS z łatwymi w użyciu szablonami, czy platformy do zarządzania dokumentami.

– Liferay DXP gromadzi wszystkie rozwiązania związane z obecnością w internecie – strony internetowe, portale samoobsługowe dla klientów i pośredników czy platformy internetowe i handlowe, a przy tym zapewnia też kompleksowe narzędzie analityczne. Użytkownik zyskuje dostęp do zintegrowanego pakietu narzędzi, które bardzo dobrze działają razem, a przy okazji do niezbędnych danych analitycznych, które pozwalają mu zaoferować klientom w pełni spersonalizowane doświadczenia – mówi dyrektor generalny na region CEE w Liferay.

Platforma Liferay działa w modelu PaaS (platform as a service, czyli platforma jako usługa), dzięki czemu firma otrzymuje kompletną platformę (sprzęt, oprogramowanie i infrastrukturę) do tworzenia, uruchamiania i zarządzania aplikacjami w chmurze bez konieczności ponoszenia dużych kosztów. Dzięki oparciu się na jednym dostawcy platformy i kodu firma może na dodatek zaoszczędzić na szkoleniach, szkoląc programistów z jednego narzędzia, aby na jego bazie mogli opracować kolejne, dodatkowe rozwiązania dla zespołów.

Co istotne, w ostatnich kilku latach to właśnie usługi chmurowe były głównym kierunkiem cyfrowej transformacji przedsiębiorstw, a pandemia COVID-19 tylko wzmocniła ten trend. Jak wynika z badania EY „Digital Investment Index 2020”, 61 proc. firm na świecie planuje inwestować w rozwiązania chmurowe w kolejnych dwóch latach. Przetwarzanie danych w chmurze zyskuje popularność zwłaszcza wśród firm z MŚP, które zyskują dostęp do oprogramowania użytkowego za pośrednictwem szybkiego łącza internetowego, ale bez konieczności ponoszenia dużych inwestycji.

– Rozwiązania PaaS obejmują infrastrukturę, serwery i sieci pamięci masowych, ale także narzędzia programistyczne typu middleware, narzędzia do analityki biznesowej, systemy zarządzania bazami danych i inne technologie. PaaS projektuje się tak, aby obsługiwać pełny cykl życia aplikacji – tworzenie, testowanie, wdrożenie, zarządzanie i aktualizowanie. To pozwala firmom uniknąć kosztów i złożonego procesu nabywania licencji na oprogramowanie oraz zarządzania nimi, zapewnienia odpowiedniej infrastruktury dla aplikacji, rozwiązań typu middleware i orkiestracji – tym wszystkim zajmuje się właśnie PaaS. Firmy powinny stawiać na to rozwiązanie, ponieważ pozwala im szybciej dotrzeć do rynku, co w dzisiejszych czasach ma niebagatelne znaczenie – mówi Zsolt Balogh.

Branża noclegowa gotowa na otwarcie. Duże zainteresowanie turystów podróżami i wykorzystaniem bonu turystycznego

Zniesienie ograniczeń dotyczących zakwaterowania w hotelach od 12 lutego pozwoli hotelarzom i właścicielom pensjonatów przyjąć połowę maksymalnej liczby gości. Restauracje i bary nadal będą serwowały posiłki na wynos, ale w reżimie sanitarnym czynne będą stoki narciarskie i muzea. Zainteresowanie gości wyraźnie wzrosło od momentu ogłoszenia przez rząd luzowania obostrzeń. – Bon turystyczny może nam mocno pomóc i wypchnąć tę turystykę na inny poziom – mówi Natalia Jaworska z Noclegi.pl.

Branża turystyczna jest jedną z najbardziej dotkniętych kryzysem podczas pandemii koronawirusa. Według wyliczeń Światowej Organizacji Turystyki w całym 2020 roku spadek liczby turystów sięgnął 74 proc (to ok. 1 mld podróży mniej). Straty szacowane są na 1,3 bln dol. (UNWTO World Tourism Barometer). Co najmniej 100 mln osób pracujących w branży turystycznej na świecie stanęło w obliczu zagrożenia utraty pracy.

Kondycja polskich firm z branży turystycznej również mocno ucierpiała w wyniku pandemii. Z danych Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego wynika, że co piąty hotel w Polsce w grudniu 2020 roku był zamknięty, a w większości działających obiektów frekwencja gości nie przekraczała 10 proc. W 54 proc. hoteli liczba sprzedanych noclegów w ubiegłym roku zmniejszyła się o więcej niż połowę.

Nadzieją dla hoteli jest szybkie zniesienie restrykcji i ożywienie w branży MICE, czyli organizacja różnego rodzaju konferencji, seminariów, spotkań biznesowych – zakłada Natalia Jaworska. – Dużą pomocą ze strony rządu jest uruchomienie bonu turystycznego. Może on pomóc przenieść turystykę na inny poziom. Obecnie obserwujemy, że ponad 85 proc. gości Noclegi.pl od początku stycznia zarezerwowało nocleg z płatnością bonem turystycznym online.

Z początkiem roku rząd wprowadził zmiany w funkcjonowaniu Polskiego Bonu Turystycznego. Można nimi opłacić nie tylko noclegi, lecz również jednodniowe wycieczki oferujące co najmniej dwie różne usługi, np. przejazd autokarem i wizytę w muzeum. Dzięki temu korzyści z bonu odniesie większa grupa przedsiębiorców z branży turystycznej. Kwotę 500 zł na każde dziecko można wykorzystać do końca marca 2022 roku.

Widzimy w bonie duży potencjał. Jeśli restrykcje powoli będą znoszone, jest szansa na to, że branża turystyczna będzie mogła wrócić do normy. Nie wiem, czy nastąpi to po dwóch, czy trzech sezonach, ale dość szybko – mówi ekspertka Noclegi.pl

Jej zdaniem część obiektów noclegowych na pewno wypadnie z rynku i nie przetrwa próby czasu, jednak oferta noclegowa nadal będzie szeroka.

Z reguły obiekty noclegowe po sezonie inwestowały nadwyżki finansowe w rozwój oferty i poprawę standardu usług. W tym roku nie będzie inwestycji i nie możemy się spodziewać, że podniesie się standard hoteli. Będzie to raczej walka o przetrwanie i dotrwanie do kolejnego sezonu – dodaje Natalia Jaworska.

Wśród niewielu dobrych wiadomości jest ta, że na kilkadziesiąt tysięcy obiektów, z którymi współpracuje Noclegi.pl, tylko niewielki odsetek informuje serwis o zamknięciu.

Zdarzają się takie obiekty, które zaprzestają swojej działalności, bo nie są już w stanie wytrzymać presji restrykcji, jednakże nie jest to rażące zjawisko – ocenia ekspertka. – Obecnie ceny noclegów są nieco niższe, jednak po otwarciu hoteli, w miarę spadku dostępności, można się spodziewać wzrostu cen. Tym bardziej że hotelarze będą zainteresowani odrobieniem strat poniesionych podczas pandemii, więc ceny mogą dalej rosnąć.

Jak wynika z badania Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego, w grudniu 2020 roku wskaźnik średniej ceny pozostał na tak samo niskim poziomie jak w listopadzie. 79 proc. hoteli oferowało niższe ceny niż w grudniu 2019 roku, przy czym dla 63 proc. spadki były większe niż o 10 proc. Jednocześnie 18 proc. hoteli utrzymało średnie ceny zbliżone do roku poprzedniego.

– Pandemia już zmieniła branżę turystyczną i sposób podróżowania. Polacy z reguły wybierają obiekty oddalone od miast, głównie domki lub apartamenty, tam gdzie mogą być we własnym gronie. Myślę, że ten trend utrzyma się jeszcze przez jakiś czas, bo ludzie nadal będą się obawiać zarażenia koronawirusem i ważnym kryterium wyboru noclegu będzie możliwość odizolowania się od pozostałych gości – dodaje Natalia Jaworska.

Jak zaznacza, po pandemii pozostaną również niektóre inne przyzwyczajenia, szczególnie te, które dotyczą higieny. Polacy bardziej niż kiedykolwiek zwracają uwagę na czystość w otoczeniu, używają płynów do dezynfekcji, maseczek i utrzymują dystans społeczny.

Pandemia napędza rynek urządzeń internetu rzeczy. Wyposażone w sztuczną inteligencję pomagają w śledzeniu koronawirusa

Jedną z branż, które najmocniej wykorzystują połączenie sztucznej inteligencji i internetu rzeczy, jest automotive, w tym samochody autonomiczne i elektryczne. Jednak IoT już na dobre zadomowił się także w życiu przeciętnego Kowalskiego, który korzysta już z urządzeń inteligentnego domu czy inteligentnych bransoletek i zegarków monitorujących aktywność czy stan zdrowia. Mocnym impulsem dla branży była też pandemia. – Pandemia koronawirusa wywróciła nasze życie do góry nogami, nie tylko z perspektywy lockdownu, lecz także nowych technologii. Rynek przyniósł nam nowe potrzeby, takie jak np. monitorowanie zachorowań czy identyfikowanie ich źródeł – wskazuje Marcin Mizgalski z Inetum Polska.

– Praktycznie każda dziedzina naszego życia wykorzystuje już w coraz większym stopniu technologie, które podają nam urządzenia IoT. Mówimy tutaj zarówno o rynku konsumenckim, jak również o rynku produkcyjnym czy enterprise. Na rynku konsumenckim Kowalski na szeroką skalę korzysta już z dobrodziejstw, które przynoszą urządzenia IoT. To m.in. bardzo modny ostatnio smart home automation czy też inteligentne bransoletki, zegarki, które wspierają jego aktywność sportową, czy też urządzenia medyczne, które już na dobre zadomowiły się u Kowalskiego i pozwalają mu monitorować stan jego zdrowia – mówi agencji Newseria Innowacje Marcin Mizgalski, dyrektor ds. sprzedaży w Inetum Polska.

W następnych latach czeka nas boom na rynku rozwiązań internetu rzeczy. Według szacunków Gartnera liczba urządzeń IoT miała przekroczyć już w 2020 roku 20 mld. Kolejne 30 mld ma się pojawić do 2030 roku. Największy wpływ IoT jest zauważalny w takich obszarach jak smart city czy automotive. To właśnie inteligentne systemy transportowe, jak również samochody autonomiczne mogą  być największymi beneficjentami technologii internetu rzeczy. Skorzystają na niej również posiadacze aut elektrycznych.

– Samochody autonomiczne wyjeżdżają już na drogę publiczną bez korzystania z kierowcy. Mamy tu do czynienia z połączeniem potężnych technologii, jakie niesie sztuczna inteligencja, z inteligentnymi urządzeniami IoT skomponowanymi w ramach jednego pojazdu. Bardziej przyziemnym przykładem, który jest coraz popularniejszy w Polsce, są samochody elektryczne. Aby skorzystać z publicznej ładowarki, muszą one potrafić dogadać się z nią, tzn. ta ładowarka musi zidentyfikować, że pojazd należy do pana Kowalskiego, umożliwić usługę ładowania energią i na sam koniec musi potrafić rozliczyć się finansowo bez udziału człowieka – tłumaczy Marcin Mizgalski.

Jednym z motorów napędzających branżę IoT jest pandemia koronawirusa, która spowodowała wzrost zainteresowania różnego rodzaju technologiami. Internet rzeczy wykorzystywany jest jednak także do samej walki z wirusem i COVID-19.

– Pandemia koronawirusa wywróciła nasze życie do góry nogami i to nie tylko z perspektywy ogólnoświatowego lockdownu, ale również z perspektywy nowych technologii. Rynek przyniósł nam nowe potrzeby, takie jak np. monitorowanie zachorowań albo identyfikowanie źródła tych zachorowań czy ognisk zapalnych, również w kontekście przeciwdziałania dalszemu rozprzestrzenianiu się zakażeń – mówi ekspert.

Zbieranie danych z różnego rodzaju czujników i urządzeń podłączonych do internetu pomaga m.in. w śledzeniu przyrostu zachorowań na COVID-19. Jak podkreśla Marcin Mizgalski, poza zbieraniem danych potrzebny jest również odpowiedni sposób ich przetwarzania. Tutaj w sukurs przychodzi sztuczna inteligencja.

– Stworzyła się potrzeba wyciągania wniosków, jak przeciwdziałać dalszemu rozprzestrzenianiu się pandemii. I te wnioski możemy budować na bazie coraz większej ilości danych, nie tylko twardych, które pozyskujemy bezpośrednio z monitorujących nas urządzeń, ale też danych kontekstowych. Zaczynamy więc zbierać informacje nie tylko o tym, gdzie mieszkamy, gdzie się przemieszczamy, z kim się spotykamy, ale paradoksalnie zaczynamy się interesować również tym, w jaki sposób żyjemy czy czym się odżywiamy. Do tej pory tak duża ilość danych nie była przez nas korelowana, dane te pochodzą z coraz większej ilości źródeł i my musimy nauczyć się wydobywać te informacje – mówi dyrektor ds. sprzedaży w Inetum Polska.

Rozwiązania IoT bardzo dynamicznie ewoluują, stają się coraz bardziej inteligentne. Zbierają też coraz więcej danych dotyczących ludzi, otoczenia, a nawet innych urządzeń i dzielą się nimi.

– To będzie najprawdopodobniej jeden z głównych trendów, wokół których rozwiązania IoT będą się rozwijać. Wróćmy do przykładu samochodu autonomicznego, w którym to urządzenia badają lokalne warunki atmosferyczne, w jakich dany pojazd się porusza. I te urządzenia między sobą wymieniają informacje o potencjalnym zagrożeniu lub też potrafią przekazać tę informację do pozostałych samochodów, które akurat znajdują się w tej określonej lokalizacji. I to jest jeden z głównych trendów, wokół których właśnie będą ewoluować tzw. urządzenia brzegowe, czyli szeroko pojęte urządzenia edge IoT albo też edge computing – wskazuje Marcin Mizgalski.

Robot polskiej firmy zaproponuje i zrobi drinka. Dzięki sztucznej inteligencji sprawdzi, czy klient jest pełnoletni

Roboty coraz częściej zastępują barmanów. Mieszają drinki, a koktajle można zamówić za pośrednictwem aplikacji lub po prostu wciskając odpowiedni przycisk. Część robotów może zrobić drinka z kilkuset butelek, inne zaprogramowane są na kilka najpopularniejszych. Polski start-up poszedł krok dalej, konstruując autonomicznego robota, który nie tylko przygotuje wybrany drink, ale dzięki sztucznej inteligencji zaproponuje ciekawe połączenie smaków na podstawie wcześniejszych preferencji klienta. Urządzenie pozwoli skrócić czas oczekiwania na drinka do kilkunastu sekund, a firmom zwiększyć obroty o co najmniej 10 proc.

– Poley.me jest autonomiczną maszyną przygotowującą drinki i pobierającą za nie opłatę. Można powiedzieć, że jest to taka miniaturowa linia produkcyjna, która jest w stanie wykonać różnorodne mieszaniny z dostarczonych płynów – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Kamil Paśko, wspólnik w Poley.me.

Drinki coraz częściej przygotowywane są już przez roboty. W 2017 roku w Las Vegas otwarto Tipsy Robot, pierwszy na świecie bar na lądzie, w którym zatrudnia się robotycznych barmanów. Wcześniej technologia była stosowana m.in. na statkach wycieczkowych Royal Caribbean. Gdy koktajl jest gotowy, nazwisko gościa pojawia się na dużym ekranie. Następnie klienci skanują kod QR, który został wysłany na ich telefon komórkowy, aby odebrać napój. Robot jest w stanie przygotować 120 koktajli na godzinę. Inne roboty są zintegrowane z mobilną aplikacją, za pomocą której można zamówić konkretnego drinka.

Polacy opracowali natomiast robota, który dzięki sztucznej inteligencji sam zaproponuje ciekawe połączenie smaków na podstawie preferencji klienta. Według twórców, to technologia z przyszłości, która jest dostępna już dzisiaj.

– Ciekawostką w Cyberpunku jest bardzo ciekawa misja, w której głównym bohaterem jest automat wydający napoje, potrafiący z nami rozmawiać, znający nasze preferencje. Oczywiście, taka wizja maszyny, która z nami rozmawia jest jeszcze odległa, natomiast znając upodobania użytkowników jesteśmy w stanie zasugerować mu ciekawe smaki albo nowe drinki. Dokładnie tak, jak Netflix sugeruje nam ciekawe seriale na podstawie tego, co do tej pory obejrzeliśmy – tłumaczy Kamil Paśko.

Robot polskiej firmy jest też całkowicie bezpieczny, bo dzięki sztucznej inteligencji oceni, czy klient jest pełnoletni. Jak zapowiadają przedstawiciele Poley.me, robot pomoże rozładować kolejki, skróci czas oczekiwania na napój, umożliwi też lokalom gastronomicznym zwiększenie obrotów o co najmniej 10 proc.

– Typowy czas, jaki gość lokalu spędza przy barze wynosi od 1 do nawet 8 minut. Na ten czas składa się przyjęcie zamówienia, przyjęcie płatności, przygotowanie czasem skomplikowanego drinka. Natomiast największą wartością jest czas oczekiwania w kolejce do baru, który może wynosić nawet 30 minut. My ten czas chcemy skrócić o rząd wielkości nawet do kilkunastu sekund – podkreśla ekspert.

Pierwsze roboty mogą stanąć we wrocławskich barach, klubach muzycznych czy pracować podczas imprez masowych w 2022 roku. Powstał już prototyp urządzenia, a jak wskazują przedstawiciele start-upu, rozwiązanie spotkało się z dużym zainteresowaniem, choć początki nie były łatwe.

– Własnymi finansami zbudowaliśmy proof of concept, aby faktycznie udowodnić, że to jest możliwe. Zainteresowanie przerosło nasze najśmielsze oczekiwania. W momencie, w którym zrobiliśmy wydarzenie i wystawiliśmy naszą maszynę pierwszy raz, nie dość, że ludzie chcieli z tego korzystać, to jeszcze dzwonili po swoich znajomych i zapraszali ich. Oznaczali nas na Instagramie. Okazuje się, że naprawdę taka maszyna nie tylko potrafi wzbudzić zainteresowanie, lecz także potrafi przynieść dodatkowy przychód dla właścicieli lokali – przekonuje Kamil Paśko.

Pierwsze miasto na świecie zainwestuje w kryptowaluty?

Cena bitcoina we wtorek, 9 lutego biła rekord, przekraczając barierę 48 tys. dolarów. Doszło do tego tuż po ogłoszeniu informacji, że biznesowy gigant firma Tesla kupuje bitcoiny za kwotę 1,5 mld dolarów. Wkrótce Miami na Florydzie może stać się pierwszym miastem na świecie, które zainwestuje w kryptowaluty – pisze Daniel Kostecki, analityk spółki Conotoxia Ltd, świadczącej usługę Forex dla użytkowników portalu Cinkciarz.pl.

Rok 2021 na rynkach finansowych nie przestaje zaskakiwać, a tempo wydarzeń jest bardzo szybkie. Dolar amerykański i obligacje skarbowe USA zdają się tracić pozycje podstawowych aktywów do utrzymywania w bilansach firm czy nawet samorządów. Miejsce robi sobie nowy nurt, który może bazować na umowie, bo na razie nie na wartości użytkowej. Chodzi o ewentualność inwestycji w kryptowaluty jako dywersyfikację bilansów.

 

Tak właśnie postąpiła firma Tesla, która poinformowała, że idzie w ślady takich spółek jak MicroStrategy czy Square, kupując BTC za kwotę 1,5 mld dolarów. Tesla ma mieć ok. 20 mld wolnych środków i zdecydowała się przeznaczyć 7,5 proc. na zakup najpopularniejszej kryptowaluty.

To wywołało euforię na tym rynku. Dziś rano (wtorek, 9 lutego) kurs BTC/USD wzrósł do ponad 48 tys. Zdaniem obserwatorów rynku decyzja zarządu Tesli może otwierać drogę dla innych spółek, których akcjonariusze mogą niedługo pytać: dlaczego nie przeznaczymy kilku proc. środków na zakup BTC? Pytanie wydaje się zasadne w momencie, gdy oczekiwania inflacyjne w USA pną się w górę, a podaż pieniądza rośnie w rekordowym tempie. Gdy w grę wchodzą dziesiątki czy setki miliardów dolarów, każdy procent straty, ze względu na ujemne realne stopy procentowe, oznacza znaczące kwoty.

Niebawem może się okazać, że kryptowaluty są pożądane jako aktywa rezerwowe, nie tylko dla inwestorów z Wall Street, ale także dla samorządów amerykańskich miast. Już chce się o to ubiegać burmistrz Miami na Florydzie, zwolennik upowszechnienia kryptowalut. Wkrótce Miami może być pierwszym miastem na świecie, które część swojego budżetu ulokuje w bitcoinach. Decyzja może zapaść już w tym tygodniu.

Daniel Kostecki, analityk Conotoxia Ltd., spółki świadczącej usługę Forex dla użytkowników portalu Cinkciarz.pl.

Powyższa publikacja nie stanowi rekomendacji inwestycyjnej ani informacji rekomendującej lub sugerującej strategię inwestycyjną w rozumieniu Rozporządzenia (UE) nr 596/2014 z dnia 16 kwietnia 2014 r. Została ona sporządzona w celach informacyjnych i nie powinna stanowić podstawy do podejmowania decyzji inwestycyjnych. Ani autor opracowania, ani Conotoxia Ltd. nie ponoszą odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie informacji zawartych w niniejszej publikacji.

76,44 proc. rachunków inwestorów detalicznych odnotowuje straty pieniężne w wyniku handlu kontraktami CFD u niniejszego dostawcy. Zastanów się, czy rozumiesz, jak działają kontrakty CFD i czy możesz pozwolić sobie na wysokie ryzyko utraty pieniędzy.

Odwiedzalność centrów handlowych w pierwszym tygodniu po zakończeniu trzeciego lockdownu o ok. 20 proc. niższa

Wskaźnik PRCH Daily Footfall Index opisujący poziom odwiedzalności w galeriach handlowych, w pierwszym tygodniu lutego był średnio o 20 proc. niższy w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku. Największą popularnością cieszyła się sobota, 6 lutego, gdy odwiedzalność wyniosła 82 proc. wartości ubiegłorocznych. Większe zainteresowanie klientów zakupami w pierwszym tygodniu handlu po 5 tygodniach lockdownu, to efekt odrabiania zaległości zakupowych. Przewidujemy, że odwiedzalność w kolejnych tygodniach będzie na poziomie ok. 70-75 proc. w stosunku do ub. roku.

Zebrane od obiektów handlowych dane pokazują, że konsumenci czekali na możliwość zrobienia stacjonarnych zakupów i odłożyli je w czasie, a szczególnym zainteresowaniem cieszyły się takie kategorie zakupowe, jak odzież i obuwie ze względu długi czas zamknięcia sklepów, powrót najmłodszych  dzieci do szkół i zmieniające się warunki pogodowe.

PRCH Daily Footfall Index PRCH pokazuje, że najwyższa odwiedzalność w porównaniu do poprzedniego roku została odnotowana w średniej wielkości centrach handlowych (o powierzchni 20-40 tys. mkw. GLA). Dane nie wskazują wyraźnych różnic w odwiedzalności pomiędzy poszczególnymi regionami kraju, nieznacznie mniej kupujących odnotowano w regionie wschodnim, północno i południowo-zachodnim.

Branża centrów handlowych apeluje do kupujących o odpowiedzialność i troskę o bezpieczeństwo własne i pozostałych osób przebywających na terenie obiektów handlowych. PRCH w ramach akcji edukacyjnej #KupujeBezpiecznie, jak również właściciele i zarządzający obiektami handlowymi stale przypominają konsumentom o zasadach bezpiecznych zakupów. Pamiętajmy, że bezpieczeństwo zależy także od odpowiedzialności odwiedzających je klientów i rzetelnego stosowania się do zasad DDM. Dlatego raz jeszcze przypominamy, że w czasie wizyty w centrum handlowym należy bezwzględnie zachowywać dystans od innych kupujących, dezynfekować ręce i używać maseczki w prawidłowy sposób. Bądźmy uprzejmi i cierpliwi, słuchajmy komunikatów głosowych i reagujmy na polecenia obsługi. Nasze zdrowie, to zdrowie naszych najbliższych. Dbajmy o siebie nawzajem.

Nestlé stawia na rolnictwo regeneracyjne – również w Polsce

Zmiany klimatyczne to ogromne zagrożenie dla przyszłości żywności. Jej produkcja jest jednym z głównych źródeł emisji gazów cieplarnianych. Z tego względu zrównoważenie całego systemu jest dziś kluczowym krokiem. W zaprezentowanej przez Nestlé mapie drogowej do osiągnięcia zerowej emisji netto do 2050 roku ważnym punktem są działania w obszarze rolnictwa regeneracyjnego[1]. W ciągu pięciu lat firma będzie w ten sposób pozyskiwać 20% kluczowych surowców, zaś do 2030 roku – połowę.  

Jak podkreśla Artur Jankowski, prezes Nestlé w Polsce: Jako wiodący producent żywności, patrzymy w przyszłość całego sektora. W Polsce już dziś wszystkie nasze fabryki korzystają z odnawialnej energii elektrycznej, dynamicznie optymalizujemy nasze procesy i zmieniamy portfolio produktów. W 2021 roku ważnym obszarem będzie także współpraca z lokalnymi dostawcami. Pragniemy inspirować ich, by wspólnie z nami tworzyli dobrą żywność – taką, która podnosi jakość życia ludzi i jest wyrazem szacunku dla naszej planety.

Rolnictwo regeneracyjne znajdzie się w centrum działań realizowanych dla rolników w Polsce. Istotnym obszarem będzie rozpoczęcie analizy obiegu dwutlenku węgla w gospodarstwach. Celem badań jest optymalizacja obiegu składników odżywczych i zwiększanie zawartości węgla organicznego w glebie. W pierwszej kolejności w projekt będą zaangażowani rolnicy współpracujący z fabryką Nestlé w Rzeszowie.

Prowadzone będą także działania edukacyjne, w tym warsztaty online oraz wykłady z zakresu odpowiedniej kultywacji ukierunkowanej na regenerację gleby oraz zwiększenie biomasy realizowane we współpracy z naukowcami z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie. Te ostanie, realizowane są w ramach trzeciej edycji programu wsparcia zrównoważonych upraw buraka ćwikłowego. Drugim kontynuowanym programem jest Młody Rolnik, dzięki któremu młodzi przedsiębiorcy będą mieli dostęp do wsparcia ekspertów oraz otrzymają programy do zarządzania gospodarstwem.

Obecnie w zakresie zrównoważonego rolnictwa w Polsce z Nestlé współpracuje blisko 60 dostawców kluczowych warzyw i owoców – jabłek, marchwi, dyni i buraka ćwikłowego.

– Zrównoważony system żywnościowy wymaga[2], by produkcja żywności odbywała się w myśl zasad rolnictwa regeneracyjnego, którego podstawą jest ochrona gleby, cykli wodnych i bioróżnorodności. W Polsce już od dawna blisko współpracujemy z rolnikami oraz środowiskiem naukowym, by przyczyniać się do pozytywnych zmian w prowadzeniu lokalnych gospodarstw i ograniczania ich wpływu na środowisko. W nadchodzących latach będziemy dodatkowo intensyfikować nasze działania w tym obszarze – mówi Tomasz Korytkowski, Kierownik ds. Integracji i Zrównoważonego Rozwoju Nestlé w Polsce.

Zobowiązania Nestlé na świecie i w regionie

W ramach globalnego zobowiązania do 2030 roku firma ograniczy swoją emisję dwutlenku węgla o połowę, by w 2050 roku osiągnąć zerową emisję netto. W ciągu najbliższych pięciu lat firma przewiduje inwestycje o łącznej wartości 3,2 mld CHF, które przyspieszą realizację tych zobowiązań. Z tej kwoty 1,2 mld CHF przeznaczone będzie na wsparcie rolnictwa regeneracyjnego w łańcuchu dostaw firmy.

 

Jak podkreślają przedstawiciele firmy, ponad 2/3 emisji dwutlenku węgla Nestlé w wymiarze globalnym ma źródło właśnie w surowcach pochodzenia rolnego. Z tego względu firma zainwestuje w działania, które pozwolą zastąpić intensywne praktyki rolnictwem regeneracyjnym – z korzyścią dla przyrody i dochodów rolników. Pozostałe obszary zmian to m.in. optymalizacja funkcjonowania fabryk i przejście na 100% odnawialnej energii elektrycznej we wszystkich oddziałach firmy do 2025 roku, transformacja portfolio produktów i rozwój w obszarze żywności na bazie roślin, a także dalsze intensywne prace nad opakowaniami tak, by do 2025 roku wszystkie nadawały się do recyklingu lub ponownego wykorzystania.

– Pragniemy być wzorem w dążeniu do zerowej emisji netto dla całego przemysłu spożywczego. Obecnie w Europie Środkowo-Wschodniej obsługujemy 70 milionów konsumentów. Tutaj też odbywa się znaczna część naszej produkcji. Tak silna obecność w regionie pomoże nam skutecznie rozwijać rolnictwo regeneracyjne wśród lokalnych społeczności. Pozwoli nam także zwiększać skalę działań w kierunku zrównoważonego rozwoju poprzez przejście na zieloną energię elektryczną, wspieranie ekologicznego transportu oraz rozszerzenie gamy marek neutralnych pod względem emisji. Wszystko to, by nasi konsumenci mogli lepiej żyć, wybierając produkty dobre dla nich oraz planety – komentuje Michiel Kernkamp, CEO Nestlé w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

[1] Rolnictwo regeneracyjne – podejście do systemów żywnościowych i rolniczych oparte na ochronie i odnowie. Skupia się ono na regeneracji wierzchniej warstwy gleby, zwiększeniu bioróżnorodności, poprawie obiegu wody, wzmocnieniu ekosystemów, wspieraniu biosekwestracji, zwiększeniu odporności na zmiany klimatu oraz wzmocnieniu kondycji i żyzności gleby rolnej.

[2] Zrównoważony system żywnościowy – zespół procesów towarzyszących produkcji żywności, który zapewnia wysoką jakość produktów, przy zachowaniu równowagi środowiskowej, ekonomicznej i społecznej.

Pandemia COVID-19 zwiększyła podatność Europy na zagrożenia w zakresie bezpieczeństwa żywnościowego

Pandemia COVID-19 zwiększyła podatność Europy na zagrożenia w zakresie bezpieczeństwa żywnościowego, a aktualne praktyki rolnicze nadal szkodzą środowisku – podkreśla Komitet Regionów. Samorządowcy zaproponowali zestaw środków wspierających agroekologię w UE.

Jak wskazują samorządowcy, agroekologia zmniejsza ślad węglowy rolnictwa i sprzyja odbudowie różnorodności biologicznej. Przywraca też żyzność gleby, zapobiega zanieczyszczaniu powietrza i wody, zwiększa odporność ekonomiczną i społeczną gospodarstw rolnych oraz zapewnia zdrową i dostępną żywność.

Przedstawiciele Komitetu Regionów podkreślają, że rolnictwo zajmuje połowę terytorium lądowego Europy i emituje 10 proc. rocznych emisji dwutlenku węgla w UE. Ich zdaniem, trwająca obecnie reforma wspólnej polityki rolnej (WPR) ma więc kluczowe znaczenie dla realizacji Europejskiego Zielonego Ładu – unijnej strategii osiągania neutralności klimatycznej do 2050 r.

Członkowie KR są przy tym zgodni, że reforma WPR jest niepowtarzalną okazją do „zazielenienia” sektora rolnego, zmniejszenia jego negatywnego wpływu na środowisko i zapewnienia bezpieczeństwa żywnościowego w UE.

W ocenie samorządowców, agroekologii – opartej na małych i średnich gospodarstwach – nie da się rozwinąć, jeżeli płatności bezpośrednie w ramach WPR nadal będą przydzielane na hektar, a nie na osobę aktywną w gospodarstwie. Dlatego KR proponuje stopniowe przejście od płatności podstawowej na hektar do płatności podstawowej uzależnionej od liczby osób pracujących w gospodarstwie oraz przydzielenie płatności bezpośrednich przede wszystkim na małe i średnie gospodarstwa agroekologiczne.

Członkowie organu doradczego UE wzywają Komisję Europejską do przedstawienia nowej europejskiej dyrektywy w sprawie gleb rolnych, aby powstrzymać spadek zawartości materii organicznej w glebie, zatrzymać erozję i priorytetowo traktować życie glebowe w praktykach rolniczych.

KR apeluje też do Komisji i państw członkowskich, by dalej promowały rozwój krótkich łańcuchów dostaw. Zaleca szkolenia techniczne i doradztwo w zakresie krótkich łańcuchów dostaw i przetwarzania produktów rolnych na małą skalę.

Samorządowcy domagają się ponadto przyjęcia nowych przepisów dotyczących gruntów rolnych i zabudowy, rozwijania chronionych obszarów rolnych, tworzenia gospodarstw pokazowych w dziedzinie agroekologii, chcą także narzędzi do monitorowania realizacji transformacji agroekologicznej.

Unijne zgromadzenie władz lokalnych i regionalnych wzywa również, by opracowano prawodawstwo UE wykluczające nasiona zmodyfikowane genetycznie lub zmutagenizowane oraz by zaprzestano przywozu produktów rolnych, które nie spełniają europejskich społecznych i środowiskowych norm produkcji.

Aby przyspieszyć transformację ekologiczną w rolnictwie, KR zaleca państwom członkowskim wprowadzenie systemu premii i kar w ramach ekoprogramów nowej wspólnej polityki rolnej. Na przykład: premia za większą dywersyfikację upraw finansowana z obniżki nałożonej z powodu stosowania nawozów chemicznych, pestycydów i antybiotyków, premia za hodowlę pastwiskową finansowana z obniżki nałożonej z powodu emisji gazów cieplarnianych, wypłacana proporcjonalnie do liczby hodowanych przeżuwaczy. W ocenie samorządowców, ekoprogramy powinny stanowić co najmniej 30 proc. środków pierwszego filaru.

Członkowie KR-u nalegają też na przekształcenie obecnej hodowli w hodowlę przewidującą w jak największym stopniu chów wolnowybiegowy i samowystarczalność w żywieniu zwierząt. KR wzywa jednocześnie do zaprzestania chowu klatkowego.

Aby zachęcić do zrównoważonej konsumpcji i produkcji, KR proponuje obniżenie podatku VAT na produkty ekologiczne, lokalne i sezonowe, wprowadzenie bonów żywnościowych na produkty „z najbliższej okolicy” oraz wykorzystywanie znacznego odsetka takich produktów w gastronomii.

Komitet proponuje „długie umowy na innowacje agroekologiczne” między grupami rolników a władzami lokalnymi lub regionalnymi oraz podkreśla potrzebę wzmocnienia pozycji rolników w łańcuchu wartości w sektorze spożywczym.

Samorządowcy wzywają UE do koordynowania i animowania sieci gmin, które zdecydowały się podjąć działania na rzecz odpornych i zrównoważonych systemów rolniczych i żywnościowych, tak jak to miało miejsce w przypadku Porozumienia Burmistrzów w sprawie Klimatu i Energii.

Przyjęta przez Komitet Regionów opinia w sprawie agroekologii trafi teraz do unijnych instytucji, jako oficjalne stanowisko władz samorządowych UE.

kic/

Źródło informacji: Serwis Samorządowy PAP

Bitcoin znów bije rekordy

Handel kryptowalutami okazuje się ostatnio na tyle zyskownym zajęciem, że dołączyła do niego Tesla. Już nie tylko Elon Musk wspiera inwestycje swoimi wypowiedziami, ale również zaangażowano tam potężne środki.

Dane z Niemiec

Dzisiaj poznaliśmy dane na temat bilansu handlowego Niemiec. Nadwyżka handlowa wzrosła zgodnie z oczekiwaniami o 0,1 mld zł. Powodem jest spadek importu o 0,1% i wzrost eksportu o 0,1%. Warto zaznaczyć, że analitycy spodziewali się spadku o odpowiednio 1,1% i 1,3%. Jest to zatem korzystny odczyt dla tamtejszej gospodarki, szczególnie w obliczu obecnego kryzysu i umocnienia euro względem dolara w ostatnich kwartałach. Dane te powodują zresztą kolejną podwyżkę cen euro względem dolara.

Słabsze dane z Włoch

Po lepszych danych z Niemiec przyszedł czas na słabszy odczyt z Włoch. Produkcja przemysłowa spada o 0,2%, co jest znacznie gorszym wynikiem od oczekiwanego wzrostu o 0,3%. Z drugiej strony miesiąc temu był to spadek o 1,4%, zatem kierunek zmian jest korzystny. Odczyt ten nie zatrzymał dzisiejszego ruchy euro w górę.

Bitcoin znów szybuje w górę

Najważniejsza kryptowaluta świata idzie wyraźnie w górę po informacjach, że Tesla skupiła ją za równowartość 1,5 mld USD. Wartość ta oczywiście wzrosła w wyniku tej informacji i spółka posiada większy zasób. Ta informacja plus fakt, że za produkty spółki być może będzie można płacić kryptowalutami, jest jednym z ważnych powodów ostatnich wzrostów. W tym tygodniu mieliśmy drugi w historii ruch powyżej 40 000 dolarów za bitcoina, dzisiaj rano jednak osiągnęliśmy aż 48 000 dolarów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Transformacja cyfrowa w handlu B2B musi znacząco przyspieszyć i podążyć za trendami wdrożonymi w B2C

  • Dynamicznie zmieniający się ekosystem gospodarczy, pandemia i coraz większe zainteresowanie otwieraniem kolejnych kanałów sprzedaży skłoniły Unity Group do prześledzenia procesów transformacji handlu w segmencie B2B.
  • Wspólnie z agencją badawczą CubeResearch Unity Group przeprowadziło szeroko zakrojone badanie*. Jego głównym celem było sprawdzenie poziomu i potencjału cyfrowej transformacji handlu w firmach działających w modelu B2B na polskim rynku.
  • Z raportu wynika, że 57 proc. badanych odnotowuje wpływ pandemii na digitalizację sprzedaży. Ponad 80 proc. ankietowanych firm prowadzi sprzedaż online, ale dla 79 proc. tej grupy stanowi ona mniej niż jedną dziesiątą obrotów – jak poprawić te notowania i wykorzystać potencjał?

Transformacja cyfrowa: obecnie na rynku dominują dwa skrajne trendy w zakresie funkcjonowania przedsiębiorstw w obszarze cyfryzacji. Podmioty będące już w zaawansowanej fazie procesu transformacji wiedzą, co i jak chcą osiągnąć, co chciałyby dalej zmieniać. Często nie mają one jednak wystarczającej ilości zasobów – przede wszystkim czasu i ludzi – by dalej te zmiany przeprowadzać. Z drugiej strony widać także grupę firm, które mają czas oraz pracowników, ale nie odczuwają potrzeby zmiany lub brakuje im pomysłów na to, jakiego rodzaju unowocześnienia wprowadzić. Mimo trendów tempo, w jakim postępuje na przestrzeni ostatnich lat transformacja cyfrowa biznesu, zwłaszcza handlu, jest błyskawiczna. Liczby dot. sprzedaży w kanale B2B na światło dzienne wydobyła w raporcie „Polski rynek B2B vs Cyfrowy Megatrend” spółka Unity Group. Do komentowania danych zaproszono ekspertów z PFR, LPP SA, eRecruiter, Selena FM S.A i in.

Cel, który przyświecał nam podczas tworzenia raportu, był jasny chcieliśmy sprawdzić poziom i potencjał cyfrowej transformacji handlu w firmach działających w modelu B2B na polskim rynku. Już dzisiaj e-sprzedaż ma możliwość dynamicznego rozwoju, lecz na kawałek tego tortu mają szansę tylko ci, którzy dogonią resztę rynku w kontekście transformacji cyfrowej. Co ciekawe, z naszych obserwacji wynika, że B2B powoli zaczyna adaptować trendy rozwinięte przez B2C, a siłą napędową całego procesu są szybko przebiegające zmiany potrzeb klientów B2B. Jako firma zajmująca się uruchamianiem kanałów B2B, obserwujemy ten trend od ponad 10 lat, ale od zeszłego roku on bardzo dynamicznie przyspieszył, ponieważ od czasu wybuchu pandemii kanał online był dla wielu firm jedyną możliwością prowadzenia sprzedaży – mówi Grzegorz Rudno-Rudziński, Managing Partner, Unity Group.

– Co więcej, dochodzi do swoistej „konsumeryzacji B2B”, która oznacza, że klienci przyzwyczajeni do standardów B2C będą oczekiwać tego samego komfortu zakupów także w obszarze biznesowym, a firmy tego sektora muszą podjąć rękawicę, ponieważ pandemia spowodowała, iż walka o klienta w sieci będzie teraz jeszcze bardziej zawzięta – dodaje Grzegorz Rudno-Rudziński.

Zmiana zachowań konsumenckich to nie tymczasowa sytuacja, a raczej trwały zwrot w preferencjach zakupowych. Dlatego dziś rynek jest dużo bardziej zainteresowany inwestycjami w innowacyjne rozwiązania, które mogą pomóc wyprzedzić konkurencję oraz się od niej odróżnić. Podobnie jak wśród priorytetowych projektów rozwojowych zyskuje na znaczeniu automatyzacja procesów, która pozwala się zabezpieczyć przed nieprzewidzianymi sytuacjami, takimi jak wystąpiły w ostatnim roku. Co to oznacza? Według Grzegorza Rudno-Rudzińskiego w 2021 roku pytanie nie brzmi już czy warto zainwestować w realizację cyfrowej transformacji handlu, ale jak to zrobić szybko i optymalnie kosztowo, bo każdy dzień zwłoki pogłębia trudną sytuację wielu firm i oddala szansę wykorzystania zachodzących zmian.

Niewykorzystany potencjał

sprzedaż internetowaZgodnie z badaniem ponad 80 proc. ankietowanych firm prowadzi sprzedaż online, ale dla 79 proc. tej grupy stanowi ona mniej niż jedną dziesiątą obrotów. Z kanału online nie korzysta jedynie 16 proc. biznesów B2B. Wśród firm handlowych cyfrowe kanały sprzedaży są jednak szczególnie ważne – tam odsetek takich, którzy nie prowadzą sprzedaży internetowej, kurczy się do zaledwie 4 proc.

O obrotach w online powyżej 20 proc. może mówić jedno na dziesięć przedsiębiorstw, przy czym w handlu i usługach już ponad 14 proc. firm cieszy się taką strukturą obrotów. Oznacza to, że dla handlu i usług digitalizacja sprzedaży B2B, rozumiana jako zmiana technologiczna, przekroczyła próg adopcji na rynku.

Strategia rozwoju e-commerce wymaga myślenia długofalowego i wielowątkowego. Należy unikać skupiania się wyłącznie na aplikacji sprzedażowej, która jest oczywiście ważna, ale też bezpośrednio związana z wieloma innymi systemami firmy. Staramy się działać wyprzedzająco, przygotowując nasze platformy tak, aby mogły się łatwo skalować i być gotowe na różne scenariusze. Efekty tego zaowocowały podczas lockdownu, którego oczywiście nikt nie przewidział, ale systemy były gotowe do szybkiej adaptacji na potrzeby zmiany strategii sprzedaży. To oraz nasza metodyka pracy (agile) pozwoliły nam wykorzystać szanse, jakie przyniósł kryzys – mówi Arkadiusz Wróbel, dyrektor IT, LPP S.A.

Pandemia zmienną jest

Ponad połowa badanych podmiotów odnotowuje wpływ pandemii na digitalizację sprzedaży, przy czym dla firm o rocznych obrotach powyżej 50 milionów zł odsetek ten wrasta do ponad 60 proc., a wśród firm z obrotami do 50 milionów zł jest on mniejszy – zbliżony do 40 proc.

Respondenci jako główny powód wprowadzania nowych rozwiązań w tym obszarze wskazywali podniesienie efektywności działania firmy (51 proc.) oraz zmiany zachowań konsumentów na rynku (48 proc). Na pandemię wskazało 26 proc. badanych.

cyfrowa transformacja sprzedaży

Transformacja bez planu i motywacji

Wyniki przeprowadzonego badania pokazują wyraźny rozdźwięk w postrzeganiu gotowości organizacji w modelu B2B do zmiany pomiędzy właścicielami, zarządami i kierownikami. Im niżej w strukturze, tym większy sceptycyzm wobec zmian. Wynika to z faktu, że właściciele oceniają swoje wizje i pomysły w perspektywie czasowej od 12 do 24 miesięcy. Natomiast kierownicy i wiele zarządów funkcjonują w systemie premiowym, więc ich plany dotyczą perspektywy krótszej niż rok. Dla nich transformacja to często tylko dodatkowa praca, za którą nie zostaną nagrodzeni w horyzoncie czasowym, w którym się poruszają – mówi Grzegorz Rudno-Rudziński.

Ponad połowa badanych firm (54 proc.) nie posiada strategii transformacji cyfrowej. Jednocześnie te firmy, które posiadają taką strategię lub są w trakcie jej opracowywania (pozostałe 46 proc. ankietowanych), jeśli wdrożą ją z sukcesem, mogą liczyć na skokowy wzrost poziomu ich digitalizacji. Co istotne, wśród nich tylko około 19 proc. firm zadeklarowało w sposób zdecydowany, że posiada strategię cyfrową, a 18 proc., że prowadzi transformację cyfrową.

Sprzedaż online a posiadana architektura systemów IT

Podstawą systemów IT są wdrażane już od lat 90. ubiegłego wieku w fazie digitalizacji tradycyjnych kanałów sprzedaży CRM (system zarządzania relacjami z klientami) i ERP (system do zarządzania zasobami przedsiębiorstwa). Posiada je lub w ciągu roku planuje wdrożyć 75 proc. firm. Natomiast rozwiązania typu WMS (zarządzanie procesami magazynowymi) i CMS (system do zarządzania treścią) osiągną niebawem poziom 70-proc. upowszechnienia. Są to systemy bazowe dla automatyzacji handlu. Drugą falę digitalizacji i transformacji cyfrowej wyznaczają rozwiązania e-commerce, Business Intelligence (analityka biznesowa, BI) i POS, które posiada ok. 42 proc. firm. Eksperci Unity Group oceniają , że docelowo w ciągu roku poziom ten powinien wzrosnąć do blisko 60 proc.

– Zaskoczeniem przeprowadzonego badania jest to, że pomimo trudnych warunków pandemii aż 37 proc. respondentów nie planuje inwestycji w e-commerce oraz BI. To oznacza, że te firmy nie będą w stanie ocenić co i jak sprzedają, a tym bardziej nie będą w stanie samodzielnie sprzedawać online – mówi Grzegorz Rudno-Rudziński.

Które rozwiązania są przez firmy pomijane najczęściej? Bardzo niedocenione pozostają rozwiązania służące do integracji – tych  nie planuje wdrażać aż 60 proc. firm. Odróżnia to analizowaną branżę B2B od dojrzałej branży B2C. Na drugim biegunie są narzędzia typu PIM (systemy zarządzania informacją produktową), które z całej architektury omnichannel notują najszybsze tempo wzrostu. Co prawda posiada je obecnie zaledwie 20 proc. firm, ale kolejne 30 proc. ma w planach ich wdrożenie. To słuszny kierunek, bo dobra jakość i spójność opisów produktów jest kluczowa w marketingu online.

Badanie wyraźnie również pokazało, że firmy osiągające istotną skalę przychodów online inwestują nie tylko w sam front e-commerce, ale w całą architekturę rozwiązań, budującą fundament omnichannel.

*Prezentowane wnioski stworzono na podstawie wyników badania zrealizowanego w październiku 2020 roku na próbie 502 osób decyzyjnych w firmach z sektora B2B. Zostało ono przeprowadzone metodą łączoną CATI (wywiady telefoniczne) i CAWI (wywiady online). W badaniu zastosowano ważenie danych tak, aby struktura odpowiedzi lepiej oddawała rzeczywistą sytuację w firmach.