Początek roku trudny dla firm

Miesięczny Indeks Koniunktury (MIK) wyniósł w lutym 77,8 pkt., co oznacza spadek o 8,1 pkt. w porównaniu do wyniku ze stycznia. Odzwierciedleniem pogarszającej się koniunktury są zmniejszone przychody, które zanotowało 60 proc. badanych firm. Najtrudniejszą sytuację obserwujemy w sektorze MMSP, w którym aż 70 proc. przedsiębiorstw odnotowało spadki sprzedaży. Najlepiej  swoją sytuację  oceniły firmy produkcyjne, w których lutowy odczyt wyniósł 111,2 pkt. – jak wynika z drugiego notowania wskaźnika opracowanego  przez Polski Instytut Ekonomiczny we współpracy z Bankiem Gospodarstwa Krajowego.

Lutowy niski poziom MIK jest przede wszystkim efektem spadku sprzedaży, który zgłosiło 60 proc badanych firm. Wzrostu przychodów doświadczyła co dwunasta firma (8 proc.). Najczęściej spadek wartości sprzedaży deklarowały mikro- i małe firmy oraz branże: budownictwo, handel i produkcja. Wyjątkiem jest logistyka i transport (TSL), w których odsetek firm ze spadkiem sprzedaży zmniejszył się o 6 pkt. proc. m/m.

Miesięczny Indeks Koniunktury według branżMiesięczny Indeks Koniunktury według branż

Miesięczny Indeks Koniunktury według wielkości przedsiębiorstwMiesięczny Indeks Koniunktury luty

Koniunktura dla polskich przedsiębiorstw znalazła się pod presją trwającej pandemii
i związanych z nią restrykcji. W lutym obserwujemy dalszy negatywny wpływ koniunktury na sytuację firm, szczególnie mikro, małych i średnich. Niższy poziom MIK w lutym spowodowany był głównie spadkami wartości sprzedaży obserwowanymi przede wszystkim w budownictwie i usługach. Wśród pozytywnych czynników należy wymienić ocenę płynności finansowej przedsiębiorstw. Większość ma wystarczające środki finansowe pozwalające na funkcjonowanie na rynku ponad 3 miesiące, choć w handlu o 11 pkt. proc. zmalała pula tych przedsiębiorstw w relacji m/m. Na rynku pracy widoczny jest również mniejszy entuzjazm, zarówno pod względem potencjalnych rekrutacji, jak
i podwyżek, choć bilans nadal jest pozytywny i potwierdza stabilizację w tym wymiarze
powiedziała Katarzyna Dębkowska, kierownik Zespołu Foresightu Gospodarczego Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Sytuacja finansowa firm

Odsetek firm deklarujących płynność finansową pozwalającą na prowadzenie działalności dłużej niż trzy miesiące zmniejszył się z 57 proc. w styczniu do 55 proc. w lutym. Jednocześnie zwiększył się udział firm nieposiadających płynności finansowej (z 6 do 8 proc.). Istotne różnice w zakresie posiadanej płynności finansowej występują ze względu na wielkość firmy. O ile płynność wystarczającą na funkcjonowanie firmy dłużej niż trzy miesiące wykazuje ok. 3/4 firm średnich i dużych, to w przypadku mikro i małych jest to mniej niż połowa. Brak płynności sygnalizuje najwięcej jednostek produkcyjnych i usługowych (odpowiednio 15 proc. i 12 proc.). W porównaniu z poprzednim miesiącem wyraźnie wzrósł odsetek firm produkcyjnych sygnalizujących niedostateczną płynność (o 12 pkt. proc.), głównie za sprawą mikro- i małych przedsiębiorstw produkcyjnych. Zaobserwowano też niewielkie pogorszenie w zakresie dostępu do finansowania zewnętrznego. Na trudności w tym obszarze wskazało 33 proc. firm (w styczniu 27 proc.). Wydatki inwestycyjne na wyższym lub takim samym poziomie, jak w poprzednich trzech miesiącach, wskazało 38 proc. przedsiębiorstw, o 5 pkt. proc. mniej niż miesiąc temu.
W blisko co piątej firmie (19 proc.) wydatki inwestycyjne wzrosły. Są to najczęściej przedsiębiorstwa średniej wielkości (23 proc.) oraz branży handlowej i TSL (po 21 proc.).

Wyniki MIK luty 2021 r.  potwierdzają silne zróżnicowanie oddziaływania kryzysu na firmy w zależności od ich wielkości i branży. Zdecydowanie najlepiej swoją sytuację oceniają duże firmy przemysłowe i budowlane, a zdecydowanie najgorzej mikro- i małe przedsiębiorstwa z branż usługowych i handlowych. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że szczególnie w tym drugim przypadku występuje bardzo silne zróżnicowanie wewnętrzne – nie tylko między poszczególnymi branżami, ale także konkretnymi specjalizacjami czy wręcz lokalizacjami, w których działają firmy. Zróżnicowanie to jest wyzwaniem dla polityki gospodarczej, gdyż utrudnia dobre dopasowanie rozwiązań antykryzysowych.  Jest też wyzwaniem dla instytucji finansujących, ponieważ zwiększa poziom ryzyka ich działalności. Firmy, szczególnie mniejsze, odczuwają to w postaci utrudnienia w dostępie do finansowania zewnętrznego oraz zaniechania lub redukowania wydatków inwestycyjnych. Jako bank rozwoju dostarczamy rozwiązania rynkowe ułatwiające firmom dostęp do finansowania powiedział Mateusz Walewski, Główny Ekonomista BGK.

Brak wydatków inwestycyjnych w ostatnich trzech miesiącach deklaruje ponad połowa firm (51 proc.), wśród nich blisko co druga nie inwestowała z powodu braku możliwości finansowych. Ten powód wskazywały głównie firmy małe (31 proc.) oraz usługowe
i handlowe (po 29 proc.).

Perspektywy na kolejne miesiące

Indeks diagnostyczny wyznaczony na podstawie aktualnej wartości sprzedaży, liczby nowych zamówień, mocy produkcyjnych oraz poziomu inwestycji wskazuje na dość negatywną ocenę koniunktury gospodarczej. Mniej pesymistyczna jest ocena przyszłości. Indeks prognostyczny wyznaczony na podstawie ocen przedsiębiorców dotyczących planowanej wielkości sprzedaży, planów dotyczących zatrudnienia i wynagrodzeń pracowników oraz oceny płynności finansowej wskazuje jednak nadal na dość negatywną ocenę przyszłości i plasuje się poniżej ustalonego na 100 pkt. poziomu neutralnego.

Miesięczny Indeks Koniunktury diagnostyczny i prognostycznyMiesięczny Indeks Koniunktury diagnostyczny i prognostyczny

Nota metodologiczna

Miesięczny Indeks Koniunktury (MIK) jest narzędziem badającym nastroje gospodarcze przedsiębiorstw w Polsce opracowanym przez Polski Instytut Ekonomiczny oraz Bank Gospodarstwa Krajowego. MIK powstaje co miesiąc na podstawie pomiarów dokonanych w siedmiu kluczowych obszarach działalności przedsiębiorstw: wartość sprzedaży, nowe zamówienia, zatrudnienie, wynagrodzenia, moce produkcyjne, wydatki inwestycyjne, sytuacja finansowa. Poziomy liczbowe MIK obliczamy na podstawie wyników badań ankietowych przeprowadzanych na reprezentatywnej próbie 500 przedsiębiorstw w czterech kategoriach wielkościowych i pięciu branżowych. Poziomy MIK przyjmują wartości z przedziału <0;200>, a punkt odniesienia wskaźnika stanowi odczyt 100, który jest poziomem neutralnym.

Łódzki rynek powierzchni biurowych z wysokim popytem w 2020 r.

Łódzki rynek powierzchni biurowych, w trudnym 2020 roku zanotował bardzo dobry wynik, bliski rekordu popytu z 2016 roku. Według danych Colliers podpisano umowy na łącznie 62,4 tys. mkw. – prawie o 10 tys. mkw. więcej niż w 2019 i jedynie niecałe 5 tys. mkw. mniej niż w najlepszym pod względem popytu roku 2016. W strukturze popytu dominowały nowe umowy.

Na ten wynik złożyły się przede wszystkim bardzo dobre pierwsze dwa kwartały 2020 r. W I kw. wynajęto aż 36 tys. mkw. powierzchni biurowej, ponad 20 tys. więcej niż w analogicznym okresie 2019. Główny udział w kształtowaniu zeszłorocznego popytu miała jedna z największych transakcji najmu w Polsce, czyli przednajem 16,3 tys. mkw. firmy Fujitsu w kompleksie Fuzja – nowym projekcie mixed-use budowanym przez firmę Echo Investment, do którego firma wprowadzi się już w maju 2022 roku. Najemcę w tej transakcji reprezentowała firma Colliers.

— Łącznie w 2020 roku wspieraliśmy najemców w 10 transakcjach na prawie 27 tys. mkw., a wynajmującym doradzaliśmy w 3 transakcjach na sumę ponad 4,2 tys. mkw. Jest to szczególnie ważny dla nas rok, bo mierzyliśmy się ze świadomością wyzwań, jakie stanęły przed zarządami naszych klientów. Te doświadczenia pomogły nam świadomie określić, czego teraz poszukują: elastyczności, oszczędności, bezpieczeństwa i nowych technologii — mówi Marcin Włodarczyk, dyrektor regionalny łódzkiego biura Colliers.

Nowe punkty na mapie biurowej

Wysokiemu popytowi towarzyszy w tym roku relatywnie wysoka nowa podaż. W 2020 do użytku oddano 50,8 tys. mkw. nowej powierzchni, co stanowiło 16% spadek w porównaniu do 2019 r. Zakończone zostały największe, długo wyczekiwane projekty, w tym realizowany przez firmę Skanska drugi z budynków kompleksu Brama Miasta, o powierzchni biurowej 14,1 tys. mkw., zlokalizowany tuż przy dworcu kolejowym Łódź Fabryczna oraz Hi Piotrkowska – wielofunkcyjny kompleks firmy MMG przy centrum przesiadkowym zwanym Stajnią Jednorożców, o łącznej powierzchni biurowej 21 tys. mkw. W 2020 r. do użytkowania oddano również obiekty Cross Point C (5,3 tys. mkw., Mermaid), Łódź.Work (4,5 tys. mkw., Okam) oraz Zielony by Synergia (4,4 tys. mkw., Synergia). Około 1/3 tej powierzchni została już wynajęta.

Do najważniejszych projektów typu mixed-use na rynku łódzkim zalicza się centrum Monopolis – miejsce, w którym biznes spotyka się ze sztuką, dobrą kuchnią i rozrywką. Przestrzeń powstała w budynku Monopolu Wódczanego, wchodzącego w skład kompleksu fabrycznego wybudowanego w roku 1902, który swoją pierwotną działalność zakończył w 2008 r. Teraz przemysłowy charakter fabryki odzyskał dawny blask, czego potwierdzeniem jest otrzymanie prestiżowej nagrody MIPIM Awards.

— Nowe inwestycje dostarczają na rynek unikatową w skali miasta jakość pracy i łączą nowoczesność z prawdziwie łódzkim charakterem. W planach na najbliższe dwa lata jest oddanie blisko 45 tys. mkw. powierzchni biurowej będącej obecnie w budowie, która może stanowić atrakcyjny wybór dla rozwijającego się intensywnie sektora nowoczesnych usług dla biznesu, a także firm z branży IT czy produkcyjnej. Zauważamy również zainteresowanie Łodzią zagranicznych firm, szukających optymalizacji kosztów poprzez relokację niektórych funkcji do krajów takich jak Polska — mówi Marcin Włodarczyk.

Więcej wolnej powierzchni

Wysoka podaż w 2020 r. przyczyniła się do wzrostu wskaźnika pustostanów. Obecnie do wynajęcia jest ponad 94 tys. mkw. co stanowi 16,4% całej powierzchni biurowej w mieście, o 5,2 punktów procentowych więcej niż w 2019 r. Jest to najwyższy wskaźnik pustostanów od 2013 r. Na jego zwiększenie w następnych kilkunastu miesiącach może wpłynąć zakończenie budowy II fazy Monopolis (8,6 tys. mkw.), React (15 tys. mkw.) i Fuzji (ok. 20 tys. mkw.), planowane na lata 2021-2022. Część tych obiektów została już jednak skomercjalizowana.

Na wzrost wskaźnika pustostanów wpływa również to, że wiele firm nie zdecydowało się jeszcze na powrót do biur z pracy zdalnej lub pozostało przy modelu hybrydowym. Eksperci Colliers szacują, że z przestrzeni biurowej korzysta obecnie ok. 8-15% pracowników, w zależności m.in. od wielkości i struktury działania firmy. W większości to duże korporacje decydują się na pozostawienie swojego zespołu w domu – odsetek osób przychodzących do biura spada tu nawet do 3-7%. Natomiast małe firmy, 5-10-osobowe, często całkowicie powróciły do stacjonarnego modelu pracy.

— Przewidujemy, że wraz z wychodzeniem z obostrzeń pandemicznych sytuacja na rynku nieruchomości zacznie się normalizować — mówi Andrzej Szczepanik, ekspert z łódzkiego biura Colliers.

— Spodziewamy się, że w 2021 r. wskaźnik pustostanów będzie jednak dalej rosnąć. Będzie to częściowo wynik utrzymania się trendu podnajmowania niewykorzystanej powierzchni – na krok ten decyduje się wiele firm, poszukujących dodatkowych oszczędności. Jesteśmy obecnie świadkami przeobrażania się modelu pracy i weryfikacji przez organizacje ich potrzeb lokalowych. Rozluźnianie obostrzeń może spowodować, że firmy będą bardziej skłonne podejmować wiążące decyzje w odniesieniu do zapotrzebowania na powierzchnię biurową w przyszłości. Pierwsze kwartały 2021 r. są dobrym momentem na rozpoczęcie procesu zmiany i zaplanowania, w jaki sposób dostosować powierzchnię biurową do nowych modeli pracy i wyzwań przyszłości — podsumowuje Andrzej Szczepanik.

Złoty pozostaje mocny, a NBP tym razem wspiera walutę

W ciągu ostatniej doby nic konkretnego nie aspirowało do miana katalizatora zmian rynkowych, ale w tle dominuje pozytywny sentyment, który pomaga ryzykownym aktywom. Dolar traci czwarty dzień z rzędu przy powrocie strategii reflacyjnej, a dziś dodatkowe impulsy mogą pojawić się po odczycie inflacji CPI z USA i przemówieniu prezesa Powella. Złoty pozostaje mocny, a NBP tym razem wspiera walutę.

Wiadomości takie, jak np. o zaszczepieniu przeciw COVID-19 co dziesiątej osoby w USA pomagają przywrócić oczekiwania na odbicie globalnego ożywienia i skłaniają do odnowienia pozycji w aktywach ryzykownych. Podobnie każda kolejna informacja o postępach w uchwalaniu planu fiskalnego w USA utrzymuje indeksy na Wall Street wysoko, co daje sygnał dla wzrostów giełd dookoła świata. Mimo że gospodarka USA ma się mieć lepiej, ma to większe znaczenie dla generalnego apetytu na ryzyko niż miałoby wspierać USD. Silne odbicie notują waluty surowcowe, jak NOK, NZD i AUD. EUR/USD wrócił powyżej 1,21 i daje sygnał dla innych crossów z USD, że jest potencjał na ruch wyżej. Pod warunkiem, że dzisiejsze wydarzenia w tym nie przeszkodzą. Uwaga jest na styczniowym odczycie inflacji CPI oraz wieczornym wystąpieniu prezesa Fed Powella. Główna dyskusja w odniesieniu do polityki Fed krąży wokół tego, czy napędzana przyspieszającym ożywieniem inflacja nie zmusi Fed do szybszego ograniczania luzowania. Wyższy odczyt CPI mógłby wspierać te spekulacje, ciągnąc w górę rentowności obligacji skarbowych i dolara. Sądzę jednak, że Fed jest bardziej cierpliwy w reagowaniu na wzrost inflacji i oczekiwań inflacyjnych, niż rynek aktualnie szacuje. Skutkiem tego realne stopy procentowe (nominalne oprocentowanie skorygowane o inflację) powinny pozostać nisko, co w średnim terminie będzie negatywnie odbijać się na wycenie dolara. Bardzo możliwe, że dziś wieczorem prezes Fed przypomni, że dyskusja o ograniczaniu QE czy podwyżkach stóp procentowych nie pojawi się na posiedzeniach FOMC jeszcze przez wiele miesięcy. W takim układzie ewentualny podskok USD dziś po południu (gdyby CPI wypadło powyżej prognoz) może być krótkotrwały.

Zewnętrzny klimat inwestycyjny pozostają sprzyjający dla walut rynków wschodzących, co widać też po notowaniach złotego. EUR/PLN ociera się o 4,47 i jest coraz bliżej technicznego wsparcia na 4,45. Ale aprecjacja polskiej waluty nie postępuje szybko, na co zapewne wpływ ma ostrożna postawa inwestorów przy niezerowym ryzyko interwencji NBP. Tymczasem bank centralny zabrał głos w sprawie swojego udziału w przewalutowaniu bankowych kredytów we franku szwajcarskim. W ostatnich dniach rozpoczęła się dyskusja, jak na złotego wpłynęłaby konieczność przewalutowania kredytów przez banki, jeśli zostałyby do tego prawnie zmuszone. Jeśli jednak franki pochodziłyby z rezerw NBP, a nie z rynku, zniknęłoby zagrożenie nagłego osłabienia złotego. Wczoraj NBP poinformował, że jest gotowy do ewentualnego zaangażowania w proces przewalutowania, ale postawił warunki, m.in. udział dużej ilości instytucji i kredytobiorców, a także wyeliminowanie wątpliwości prawnych. Stanowisko NBP jest bardzo ważne i gotowość pomocy powinna hamować przed tworzeniem się negatywnej premii za ryzyko w wycenie złotego.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Oceniając transakcje między podmiotami powiązanymi, organy nie mogą stracić z pola widzenia racjonalności gospodarczej

W wyniku kontroli podatkowej fiskus stwierdził, że firma zaniżyła o blisko pół miliona złotych wykazany w roku podatkowym przychód, niedopuszczalnie pomniejszając wysokość prowizji za poręczenia kredytów bankowych wobec swoich podmiotów powiązanych. Po stronie przedsiębiorcy stanął Naczelny Sąd Administracyjny, orzekając, że organy podatkowe nie wykazały, jakoby powiązania między spółkami miały wpływ na narzucenie warunków przeprowadzonych transakcji, a które to warunki miałyby odbiegać od tych, jakie przyjęłyby podmioty od siebie niezależne, zwłaszcza gdy ustalona wysokość marży mieściła się w rynkowych normach.

Organ stwierdził zaniżenie wysokości prowizji za poręczenie kredytowe

Spółka z o.o. działająca na rynku sprzedaży używanych pojazdów ciężarowych należała do grupy spółek. W 2011 r. udzieliła innym przedsiębiorcom z grupy poręczeń kredytów bankowych, za co pobierała prowizję w wysokości 0,25% kwartalnie od salda poręczanego kredytu. Spółka wykazała z tego tytułu roczny przychód w wysokości 359 793,29 zł. Ale naczelnik urzędu skarbowego po przeprowadzeniu kontroli podatkowej oszacował, że przychód ten powinien wynosić 849 209,51 zł. Stąd w opinii organu przedsiębiorca zaniżył wykazany przychód o 489 318,97 zł.

Dyrektor izby administracji skarbowej jako organ odwoławczy podtrzymał w mocy rozstrzygnięcie naczelnika, stwierdzając, że spółka przy ustalaniu stawki wynagrodzenia za poręczenie kredytów porównała cenę przedmiotu transakcji między podmiotami powiązanymi z ceną przedmiotu transakcji stosowaną w porównywalnych transakcjach przez podmioty niepowiązane. Wysokość swojej prowizji ustaliła natomiast w oparciu o informacje uzyskane tylko z jednego banku. Z kolei według organu podatkowego spółka powinna zastosować metodę porównywalnej ceny niekontrolowanej w oparciu o porównanie zewnętrzne. Pozyskując informacje z czterech innych banków, które wskazywały wyższe wartości prowizji, fiskus stwierdził, że spółka powinna przy ustalaniu swojej marży wziąć pod uwagę przedział wartości rynkowych, a nie jedno wskazanie od jednego banku.

Spółka jest sama sobie winna, że organ musiał przystąpić do oszacowania jej dochodu

Za niezasadne dyrektor uznał zarzuty odwołania, jakoby przyjęte przez organy do porównania informacje z innych banków nie uwzględniają indywidualnej sytuacji finansowej podmiotów, ich ratingów, wiarygodności finansowej, wskaźników finansowych oraz innych danych wpływających na wiarygodność podmiotu. W opinii organu ustalanie dochodu w drodze szacowania obarczone jest ryzykiem, że ustalenie to nie będzie dokładnie takie samo, jak dochód rzeczywisty. Ale ryzyko to obarcza podatnika, który prowadzi swoją ewidencję przychodów w sposób nierzetelny.

Organ zauważył również, że wskazana przez spółkę wysokość prowizji 0,25% została ustalona w oparciu o indywidualne negocjacje stawki z bankiem, a do tego nie w 2011 r., a w 2016 r., czyli dopiero w związku z przeprowadzoną w spółce kontrolą podatkową. Dokumentacja podatkowa za 2011 r., uwzględniająca przychód z tytułu udzielenia poręczeń, nie była więc prowadzona na bieżąco, a przyjęty przez spółkę wskaźnik prowizji nie był wskaźnikiem rynkowym, obowiązującym w 2011 r.

Fiskus wyliczył stawkę prowizji na podstawie rynkowej średniej arytmetycznej

Spółka wniosła skargę na decyzję fiskusa. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Olsztynie stanął jednak po stronie organów podatkowych, stwierdzając, że w sposób przekonujący wykazały, iż przy dokonaniu przedmiotowych transakcji poręczenia spółka z o.o. nie stosowała cen rynkowych. Zgodził się również, że istniejące pomiędzy spółkami grupy powiązania miały wpływ na poziom marży ustalonej przez skarżącą spółkę za poręczenie kredytu. Stwierdził ponadto, że naczelnik urzędu skarbowego, występując do większej liczby banków trudniących się profesjonalnym udzielaniem poręczeń kredytowych o udzielenie informacji w zakresie wysokości prowizji i opłat stosowanych w 2011 r., słusznie ustalił, w oparciu o dane z 5 banków (wliczając ten wskazany przez spółkę), które pobierały wynagrodzenie w przedziale od 0,25% do 0,75% kwartalnie, marżę za takie poręczenia na poziomie 0,59% kwartalnie.

Pytanie o racjonalność

Od tego wyroku spółka wniosła skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Podniosła w niej, że ustaliła wysokość prowizji za swoje poręczenie kredytowe w oparciu o poziom rynkowy takich prowizji. Natomiast organy błędnie uznały, że słusznie ustalają ją na poziomie rynkowym, czyniąc to jedynie w oparciu o ceny ofertowe. Spółka nie rozumiała też, dlaczego organy ustalają wartość marży poprzez wyliczenie średniej arytmetycznej marży wykazanych przez wybrane banki, a nie przyjmują, że uzasadnionym w tym przypadku było po prostu przyjęcie najniższej opłaty, jaką spółka powiązana musiałaby zapłacić podmiotowi spoza grupy spółek.

Arm’s length principle

NSA wskazał na przepis art. 11 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych w brzmieniu z 2011 r., regulujący zagadnienie cen transferowych stosowanych między podmiotami powiązanymi. W przepisie tym zawarta jest reguła stosowania ceny rynkowej, z ang. arm’s length principle, a więc wymagająca ustalania pomiędzy takimi podmiotami cen w sposób, w jaki ustaliłyby je między sobą podmioty od siebie niezależne, działając w warunkach rynkowych i podobnych okolicznościach faktycznych. Natomiast jeśli w takich podobnych warunkach rynkowych i faktycznych podmioty powiązane postanowią zawrzeć transakcję odbiegającą od tych, jakie zawierają podmioty niepowiązane, a i wystąpią inne okoliczności, o których mowa w art. 11 ustawy o CIT, wówczas urząd skarbowy może domagać się od przedsiębiorców korekty.

Sąd zwrócił uwagę, że przy dokonywaniu oceny co do wpływu powiązań między podmiotami na ustalenie lub narzucenie warunków, różniących się od warunków, które ustaliłyby między sobą niezależne podmioty, nie wolno stracić z pola widzenia gospodarczej racjonalności przeprowadzanej transakcji, w tym racjonalności uzgodnionej w jej ramach ceny. Jak przypomniał NSA, organy na podstawie zebranych ofert z 5 banków ustaliły, że kwestionowana stawka prowizji od salda poręczanego kredytu wahała się w granicach od 0,25% do 0,75% kwartalnie, i na tej podstawie wyliczyły średnią wynoszącą 0,59%. Naczelny Sąd Administracyjny w listopadzie 2020 r. uchylił zaskarżony przez spółkę wyrok WSA w Olsztynie, wydany na korzyść fiskusa, bo jak orzekł:

„…dokonana analiza przez organy podatkowe zebranego w sprawie materiału dowodowego nie wykazuje bezspornie, że istniejące powiązania między spółkami miały wpływ na ustalenie lub narzucenie warunków, różniących się od warunków, które ustaliłyby między sobą niezależne podmioty w sytuacji, gdy ustalona przez skarżącą wysokość wynagrodzenia za udzielenie poręczenia podmiotom powiązanym mieściła się w przedziale cen stosowanych za tego typu usługi przez podmioty niezależne (0,25%)” (wyrok z 18 listopada 2020 r., sygn. akt II FSK 1949/18).

Podsumowanie

To kolejny, zresztą jeden z wielu przykładów potwierdzających, że przedsiębiorcy mogą skutecznie walczyć z urzędniczym bezprawiem, i zwycięsko kończyć spór z organami w ochronie swojego majątku. A spoglądając na takie, skierowane przeciwko firmom działania organów, można odnieść wrażenie, że dla obrony interesów fiskusa urzędnicy niejako z automatu podejmują niekorzystne wobec przedsiębiorcy rozstrzygnięcia, być może licząc, że nie podejmie on sądowej walki w obronie swoich interesów. A nawet jeśli, to co fiskus ma do stracenia…

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

2021 rok oczami deweloperów. Co przyniesie przyszłość?

2020 rok na długo zapadnie w pamięci jako jeden z najbardziej nieprzewidywalnych okresów w światowej gospodarce. Branża deweloperska w Polsce poradziła sobie jednak nad wyraz dobrze z kryzysem. Portal RynekPierwotny.pl postanowił więc zadać pytanie liderom rynku deweloperskiego czego spodziewają się i na co przygotowują w 2021 roku.

W nadchodzącym roku możemy liczyć na kontynuację trendu zakupu nieruchomości w celach inwestycyjnych – jako ochrona kapitału przed inflacją, a także długoterminowa lokata. Nieruchomości od dawna są postrzegane jako jedna z najbardziej bezpiecznych form lokowania środków – nie tylko generują przypływy w postaci dochodów z najmu, ale w długoterminowej perspektywie mieszkanie w dobrej lokalizacji może przynieść zysk ze sprzedaży. Natomiast wśród klientów zainteresowanych zakupem nieruchomości pod własne cele mieszkaniowe, rosnącą popularnością cieszą się przestronne balkony, loggie, tarasy oraz ogródki stanowiące dodatkową przestrzeń życiową.

Jednym z najbardziej docenianych atutów mieszkania staje się elastyczna przestrzeń, którą można przearanżować w zależności od aktualnych potrzeb. Nabywcy coraz częściej oczekują także korzystnej oferty programów wykończeniowych, które umożliwiają dopasowanie projektu mieszkania do indywidualnych potrzeb. Potwierdza to fakt, że blisko połowa klientów ATAL decyduje się na zakup mieszkania wykończonego pod klucz w programie ATAL Design.

W przyszłym roku zapewne jeszcze większego znaczenia nabierać będzie marka dewelopera. Z naszych obserwacji wynika, że klienci zwracają obecnie większą uwagę na to, które firmy są odporne na ewentualne trudności i rynkowe perturbacje. Istotne stają się gwarancja bezpieczeństwa zakupu, stabilność finansowa oraz brak opóźnień na budowach i przy oddawaniu mieszkań.

2020 był też rokiem przełomowym, jeśli chodzi o digitalizację procesu sprzedaży. Widzimy, jak chętnie klienci korzystają ze zdalnych form kontaktu i porównania oferty, które rozszerzyliśmy w tym roku o możliwość podpisania umów rezerwacyjnych. Takie możliwości na stałe zostaną na rynku mieszkaniowym. I choć nadal wiele osób preferuje kontakt osobisty w biurze sprzedaży, to sądzimy, że kanał online będzie systematycznie zyskiwał na znaczeniu.

ZBIGNIEW JUROSZEK, PREZES ZARZĄDU ATAL S.A.

Ostatnie miesiące pokazały, że branża deweloperska jest stosunkowo stabilna, nawet w niepewnym otoczeniu. Dotyczy to szczególnie segmentu popularnego, w którym działa Develia, i w którym popyt na mieszkania jest największy, a ceny stabilne. Oczywiście sytuacja wciąż jest dynamiczna, dlatego deweloperzy nadal powinni uważnie obserwować rynek i się dostosowywać.

Spodziewam się, że jeszcze przez dłuższy czas gospodarka będzie odczuwać skutki lockdownu, co może w pewnym stopniu przełożyć się na sprzedaż mieszkań. Jednak prognozując sytuację, należy wziąć pod uwagę, że już od sześciu kwartałów liczba inwestycji wprowadzanych na rynek systematycznie spada. Jest to konsekwencja głównie mniejszej liczby wydanych decyzji o pozwoleniu na budowę, ale także ograniczonej ilości gruntów. W związku z mniejszą podażą mieszkań, tempo ich sprzedaży utrzyma się i deweloperzy nie będą mieli przesłanek do obniżki cen.

Ponadto można spodziewać się, że nieruchomości nadal będą dla inwestorów atrakcyjną formą lokowania środków, a po wygaśnięciu pandemii, osoby, które wstrzymywały się z zakupem mieszkania ze względu na niepewność, wrócą do biur sprzedaży. Ich potrzeby mieszkaniowe nadal są aktualne i jest to kwestia czasu, kiedy zdecydują się na zakup. W związku z tym Develia przygotowuje kolejne inwestycje deweloperskie do realizacji. Bank gruntów grupy Develia to 7550 lokali. W zależności od sytuacji na rynku, będziemy uruchamiać nowe inwestycje w następnych miesiącach.

MIROSŁAW KUJAWSKI, CZŁONEK ZARZĄDU DEVELIA S.A.

Określenie kondycji polskiej gospodarki w najbliższych miesiącach jest w tej chwili niezwykle trudne. Jednak wydaje się, że sam rynek mieszkaniowy będzie odporny na zawirowania związane z pandemią, podobnie jak to miało miejsce w 2020 roku.

Kluczowa jest obserwacja czynników, które dotychczas wspierały popyt na mieszkania: rynek pracy, stopy procentowe oraz dostępność kredytów. Jednocześnie zyskowność deweloperów mieszkaniowych nadal będzie pozostawać pod silnym wpływem cen gruntów i kosztów realizacji inwestycji. W obecnej sytuacji rynkowej istotne jest posiadanie pewnych i stabilnych źródeł finansowania.

GRZEGORZ SMOLIŃSKI, DYREKTOR DZIAŁU SPRZEDAŻY,

PROKURENT W DOM DEVELOPMENT S.A.

W 2021 roku zakładamy, że sytuacja na świecie, jak i w polskiej gospodarce zacznie się stabilizować. Możliwość szczepienia na COVID-19 oraz bezpieczniejsza sytuacja na rynku pracy przełoży się na wzrost popytu wśród osób szukających pierwszego mieszkania, które w 2020 r. zawiesiły swoje plany ze względu na niepewność sytuacji zdrowotnej czy zatrudnienia.

Jesteśmy przekonani, że niezależnie od finalnych konsekwencji epidemii, nadal będzie istniał duży, naturalny popyt na mieszkania – przede wszystkim w miastach o najsilniejszej gospodarce i rynku pracy. Dodatkowo przewidujemy, że w związku ze zmianą modelu życia i łączenia pracy z czasem prywatnym pojawi się duża grupa klientów, która będzie chciała zmienić swoje mieszkanie na bardziej dopasowane do swoich potrzeb. Powyższe zmiany, a także stały niedobór mieszkań w Polsce powoduje, że popyt na mieszkania jest niezmiennie wysoki.

Dodatkowo uważamy, że utrzyma się wysoki popyt na mieszkania ze strony inwestorów indywidualnych, ponieważ w długiej perspektywie nieruchomości wciąż są jedną z najbezpieczniejszych klas aktywów, a działek pod świetne lokalizacje na rynku jest bardzo mało.

DAWID WRONA,

DYREKTOR SPRZEDAŻY W DZIALE PROJEKTÓW

MIESZKANIOWYCH W ECHO INVESTMENT S.A.

Jeśli chodzi o rok 2021, zakładamy stopniowe obniżanie ryzyka i niepewności będących pochodną sytuacji pandemicznej w kraju oraz zrównoważony rozwój rynku deweloperskiego.

Czynniki takie, jak wciąż niezaspokojone potrzeby mieszkaniowe Polaków oraz fakt, że nieruchomości są jedną z najbardziej atrakcyjnych form inwestowania kapitału, zwłaszcza w czasach turbulencji gospodarczych, niskich stóp procentowych i stosunkowo wysokiego ryzyka utraty wartości pieniądza w czasie, pozwalają sądzić, że sytuacja w branży w rozpoczynającym się roku pozostanie dobra. W kolejnych miesiącach liczba mieszkań oddawanych do użytkowania powinna wzrastać z podobną dynamiką, jak w ostatnim czasie, wraz z postępem rozpoczętych jeszcze przed pandemią inwestycji. Wprawdzie w minionym roku branża mieszkaniowa odnotowała spadek liczby nowo rozpoczynanych budów, ale prognozujemy, że w br. sytuacja powinna się unormować.

Z dniem 1 stycznia weszła w życie nowelizacja prawa budowlanego, której zapowiedź wywołała kumulację wniosków o pozwolenia na budowę jeszcze w końcówce grudnia. Ich wydanie nastąpi już w bieżącym kwartale 2021 r. i da początek nowym inwestycjom nieruchomościowych, a powstające w nich mieszkania będą odpowiadać na niesłabnące zainteresowanie zakupem ze strony klientów zarówno podstawowych, jak i inwestycyjnych.

NIKODEM ISKRA,

PREZES ZARZĄDU MURAPOL S.A.

W branży nieruchomości mieszkaniowych na 2021 rok zakładamy wzrost popytu inwestycyjnego – zwłaszcza, że WIBOR jest rekordowo niski, co może zachęcać do inwestycji w nieruchomości. Lokowanie kapitału w nieruchomości daje obecnie znacznie wyższe stopy zwrotu niż lokaty bankowe czy na rynku kapitałowym. Jako dobrą lokatę klienci będą coraz częściej postrzegać mikroapartamenty. Nieduże metraże i promocyjne ceny lokali pozwalają na szeroki wybór dla każdego. Taka inwestycja jest jeszcze bardziej opłacalna w przypadku skorzystania z opcji odliczenia podatku VAT.

Sądzimy, że ceny mieszkań w 2021 roku nie będą spadać – w niektórych lokalizacjach nawet wzrosną. Spodziewamy się raczej ustabilizowania cen, ale nie ich spadku. Klienci szukają coraz lepszych projektów, z balkonami i tarasami – w dobrych lokalizacjach. Doceniają też wsparcie w obszarze procedur kredytowych – przyspieszenia i ułatwienia możliwości otrzymania kredytu. Dlatego mamy specjalne umowy z bankami, aby zrealizować te oczekiwania.

Grupa ROBYG ma obszerny bank ziemi, który zabezpiecza naszą działalność na kolejne 3-4 lata. W latach 2019-2020 roku sfinalizowaliśmy znaczące zakupy gruntów na łącznie ponad 10 tys. mieszkań. W Warszawie i Gdańsku mamy ugruntowaną pozycję na rynku inwestycji mieszkaniowych, rozwijamy się także intensywnie we Wrocławiu i Poznaniu. W ofercie zapewniamy klientom atrakcyjne lokalizacje, ale nie spoczywamy na laurach.

Mamy zabezpieczone środki na zakupy gruntów i kolejne inwestycje. Naszym celem jest utrzymanie dotychczasowego poziomu działalności – co oznacza sprawne uruchamianie kolejnych projektów osiedli. W 2021 roku będziemy kontynuować dotychczasową strategię i rozwijać się zgodnie z założeniami. Wierzymy, że rynek nieruchomości mieszkaniowych będzie odporny na koronawirusa.

JOANNA CHOJECKA,

DYREKTOR DS. SPRZEDAŻY I MARKETINGU

NA WARSZAWĘ I WROCŁAW W ROBYG S.A.

Prognozowanie 2021 roku przypomina obecnie wróżenie z fusów. Dużo zależy od tego, jak inne branże wybronią się z pandemii i jak sama pandemia będzie się rozwijać. Według mojej oceny rynek skurczy się o ok. 10-20%, jeśli chodzi o wolumen sprzedaży. Mniejsza będzie też skala uruchomień ze strony deweloperów. Ceny pozostaną stabilne, z lekką tendencją zwyżkową.

Styczeń i luty 2021 roku będą raczej miesiącami słabszymi. Natomiast informacje o szczepionce dają nadzieję, że od wiosny wrócimy na dobre tory. My w RONSONIE założyliśmy oczywiście pozytywny scenariusz, który przewiduje uruchamianie kolejnych etapów naszych inwestycji, kończenie już rozpoczętych i powiększanie banku ziemi.

ANDRZEJ GUTOWSKI,

WICEPREZES ZARZĄDU, RONSON DEVELOPMENT S.A.

W 2021 roku będziemy kontynuować i rozwijać wszystkie rozwiązania, nad którymi pracujemy już od dawna. Wiemy, że klienci w dalszym ciągu chcą lokować pieniądze w nieruchomościach – zakup mieszkania wciąż postrzegany jest jako bezpieczna forma inwestycji. Dlatego też w Skanska zamierzamy nadal stosować rozwiązania wpływające na komfort życia i bezpieczeństwo mieszkańców, które w 2020 roku stały się dla klientów niezwykle istotne: zieleń na terenie osiedla; podział osiedli na strefę publiczną, półprywatną i prywatną; oddzielne balkony, duże okna, zapewniające światło dzienne w mieszkaniach i wiele, wiele innych. Widzimy duży potencjał w tego typu podejściu do funkcjonalności i jakości w przestrzeniach mieszkalnych.

Planujemy również konsekwentnie rozwijać zielone rozwiązania Skanska. Zamierzamy przystąpić do kolejnych certyfikacji środowiskowych w systemie BREEAM, które zyskają jeszcze większe znaczenie w 2021 roku. Zatem istotne będzie dla nas stosowanie w inwestycjach mieszkaniowych, m.in.: paneli fotowoltaicznych; filtrów antysmogowych; systemów, które ułatwią zarządzanie energią w mieszkaniach i pozwolą mieszkańcom poczynić oszczędności na rachunkach za jej zużycie. Doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że klienci doceniają naszą jakość, świadomość środowiskową oraz innowacyjne rozwiązania, które wprowadzamy na naszych inwestycjach, a te wpisane są na stałe w filozofię Skanska.

Co więcej, wszystkie proekologiczne praktyki i działania, które podejmiemy w 2021 roku, pozwolą nam również przybliżyć się do zrealizowania naszego zobowiązania środowiskowego – ograniczenia emisji dwutlenku węgla o 50 proc. do 2030 roku, a w konsekwencji osiągnięcie zerowej emisji netto do roku 2045.

ALEKSANDRA GOLLER,

DYREKTOR DS. SPRZEDAŻY I MARKETINGU W SPÓŁCE MIESZKANIOWE SKANSKA

Jak działają promocje bankowe i jak z nich skorzystać?

Nowoczesne banki robią wszystko by zdobyć klientów. Reklama typu ulotki i banery wiszące w miastach nie wywierają na klientach już praktycznie żadnego wrażenia. Dobry bank pozwoli klientom bawić się zarabianiem na swoich produktach. Pozwala również generować oszczędności na opłatach bankowych.

Wyścig o klienta trwa w każdej branży. Banki starają się zdobywać klientów w rozmaity sposób. To co sprawdzało się dawniej, dzisiaj może wcale nie działać. Marketing skuteczny w XX wieku w ogóle nie musi sprawdzać się współcześnie. Czasy, w których klienci nie mieli zbyt dużego wyboru dotyczącego banków, przeszły już do historii. Dzisiaj przeciętny klient oczekuje od banku zaangażowania – to bank ma kusić klientów i rywalizować w promocjach bankowych z innymi bankami. Nowoczesny klient doskonale wie, że bank, który nie oferuje żadnych korzyści, nie jest bankiem godnym wieloletniej współpracy.

Firma a dobry rachunek bankowy

Klienci nie powinni się godzić na sytuacje, w których to gołym okiem widać, że ze współpracy z bankiem może nic nie wynikać. Czyli otwierają firmowe konto i nie dostają za to nic w zamian. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: zazwyczaj generują spore obroty na koncie, przechowują środki pieniężne, korzystają z rozmaitych opcji kredytowania bieżącej działalności gospodarczej. Z powodu stanu epidemii w Polsce banki zmieniły opłaty, zatem raczej nie można spodziewać się bezpłatnego prowadzenia rachunku bankowego. Wyjątkiem mogą być konta dla jednoosobowej działalności gospodarczej, gdzie faktycznie funkcjonują oferty prowadzenia rachunku za zero zł. Najnowszy ranking kont firmowych 2021 ułatwi znalezienie najkorzystniejszej oferty na prowadzenie konta dla biznesu.

Które banki najlepiej rozumieją potrzeby klientów?

Banki XXI-go wieku doskonale wiedzą, że klienci szukają dobrych okazji – w tym przypadku idealne są promocje finansowe. Czasy pandemii to znakomity moment by zastanowić się nad własnymi finansami osobistymi i dokonać zmiany banku lub firmy ubezpieczeniowej. Zwolnienie stylu życia pozwala mieć czas na dokonywanie analiz dotyczących własnych potrzeb finansowych. Jest to moment dobry na zmiany – jeśli do tej pory ktoś nie miał satysfakcji ze współpracy z bankiem, to ma teraz czas by bank zmienić na inny. Przy zmianie można uzyskać na przykład dodatkowe środki na rachunku bankowym przy spełnieniu warunków obowiązującej promocji, można otrzymać środki na zakupy do sklepu współpracującego z bankiem w ramach akcji promocyjnej lub skorzystać na najniższej w Polsce bankowej tabeli opłat związanych z prowadzeniem konta. 

Czy rzeczywiście można zarobić na bankach?

Ludzie często słyszą od swoich znajomych: „zarabiaj na bankach„. Niektórzy podchodzą do tematu z niedowierzaniem, ale przecież przykładem mogą być kreatywne promocje niektórych banków, które dawały możliwość odzyskania jakiegoś procentu z zakupów. Nie jest więc to hasło – reklama, ale fakt autentyczny. Na bankach można zarobić, kwoty zależą od skali zaangażowania. Obecnie banki bardzo chętnie oferują dodatkową gotówkę dla nowych klientów w zamian za założenie rachunku bankowego. Mogą oferować też inne rozwiązania typu vouchery do sklepów partnerskich. By zarobić na banku trzeba zapoznać się z regulaminem promocji – bez spełnienia warunków nie będzie zysku. Jeśli dopilnuje się zasad i terminów, to należy spodziewać się obiecanego przez bank wpływu na konto. 

Rynek biurowy w Warszawie – podsumowanie 2020 r. i trendy na 2021

Na zmagającym się ze skutkami pandemii rynku biurowym w Warszawie w 2020 r., pomimo pobicia rekordu pod względem wielkości pojedynczej transakcji najmu, odnotowano najniższy od dziesięciu lat popyt, przy jednej z najwyższych w historii podaży nowej powierzchni, podaje firma doradcza Savills. Presji nie poddają się czynsze, które póki co utrzymują się na stabilnym poziomie, a stopa pustostanów nadal nie osiągnęła poziomów z czasów ostatniej górki podażowej sprzed pięciu lat.

Jak wynika z najnowszego raportu firmy doradczej Savills, w 2020 roku Warszawa wzbogaciła się o 314 000 m kw. nowej powierzchni biurowej, co zwiększyło jej całkowite zasoby do 5,9 mln m kw. Do tej pory w stolicy tylko raz, w 2016 r., przybyło więcej powierzchni biurowej. Około połowę nowej podaży stanowiły obiekty oddane do użytku w okolicy ronda Daszyńskiego. Niewątpliwie był to również rok dużych inwestycji, gdyż na tak wysoki wolumen złożyło się zaledwie 12 projektów. Największe z nich to: The Warsaw HUB B i C (88 900 m kw.), Mennica Legacy Tower (47 900 m kw., wieża) oraz Varso I i II (46 600 m kw.). Na koniec grudnia 2020 r. w budowie pozostawało ok. 559 000 (wliczając Skyliner, oddany do użytku w styczniu 2021 r.), czyli najmniej od 10 lat. Ponad 90% tej powierzchni to projekty rozpoczęte jeszcze przed pandemią.

Zgodnie z danymi Savills, w 2020 r. w Warszawie podpisano umowy najmu na 602 000 m kw. powierzchni biurowej, co oznacza spadek o 31 p.p. rdr i stanowi najniższy wynik od 2011 r. Pomimo bardzo ostrożnej postawy przyjętej w wyniku pandemii przez większość najemców, wielu z nich zdecydowało się na zwiększenie powierzchni w ramach aktualnie zajmowanego biura. Udział ekspansji (8,7%) był w 2020 r. wyższy niż rok wcześniej (6,5%).

Zgodnie z prognozami, w drugiej połowie roku, w następstwie pandemii, wzrósł udział renegocjacji, jednakże aktywność na rynku najmu, wbrew obawom, nie ograniczyła się jedynie do przedłużeń umów. W tym okresie najemcy niemal tak samo często decydowali się pozostać w obecnej siedzibie, jak przenieść się do nowej lokalizacji. W skali całego roku przedłużenia aktualnych umów stanowiły 37% wszystkich transakcji, a więc o zaledwie 3 p.p. więcej niż rok temu.

Na rynku odnotowano również znaczący wzrost ofert biur dostępny w formie podnajmu. Szacuje się, że na koniec grudnia 2020 r. w tej formule w Warszawie dostępnych było ponad 110 000 m kw. Całkowita powierzchnia, jaką udało się wynająć w tej formule w całym zeszłym roku, to jednak zaledwie ok. 15 000 m kw.

„W 2020 r. aktywność na rynku najmu powierzchni biurowej w Warszawie była zauważalnie niższa, niż rok wcześniej, co jest jednak zrozumiałe w obliczu wyzwań, z jakimi przyszło się mierzyć firmom w obliczu pandemii. Popyt na poziomie ponad 600 000 m kw. pokazuje jednak, że rynek się nie zatrzymał. Zdecydowaną większość wolumenu transakcji najmu stanowiły przy tym nowe umowy, w tym umowy przednajmu. Wielu najemców odłożyło w czasie decyzje dotyczące biur, ale nie mogą być one odwlekane w nieskończoność. W 2021 r. coraz więcej firm będzie wybierać gdzie i w jakim trybie chciałyby, by w przyszłości pracowali ich pracownicy” – mówi Daniel Czarnecki, dyrektor działu powierzchni biurowych, reprezentacja właściciela, Savills.

W 2020 r., pomimo pandemii, podpisano największą umowę najmu w historii warszawskiego rynku biurowego. Nowa siedziba główna PZU o powierzchni 46 500 m kw. mieścić się będzie w budynku wieżowym Generation Park Y. Drugą pod względem wielkości (20 000 m kw.) umowę najmu podpisała firma DSV w nowo wybudowanej siedzibie na warszawskim Służewcu. Mokotów był drugą najpopularniejszą lokalizacją pod względem ilości wynajętej powierzchni biurowej w 2020 r., co pokazuje, że ta część Warszawy nadal potrafi przyciągać najemców. Trzecia na podium transakcja, czyli renegocjacja i ekspansja Poczty Polskiej w Domaniewska Office Hub (19 800 m kw.), to potwierdzenie, że spółki z udziałem Skarbu Państwa zadomowiły się już w nowoczesnych obiektach biurowych.

 

„Po fali podnajmów, która zalała rynek biurowy w 2020 r. kolejnym etapem optymalizacji kosztów najmu może być chęć poszukiwania alternatywnych lokalizacji. Zyskać na tym mogą starsze biurowce, zwłaszcza te w lokalizacjach pozacentralnych o niższym czynszu oraz obiekty, które w czasie pandemii przeszły modernizację i oferują obecnie zbliżoną jakość do nowych projektów. Jeśli ostrożne podejście deweloperów do rozpoczynania nowych inwestycji utrzymałoby się w dłuższej perspektywie, to za kilka lat tendencja powrotów najemców do starszych biurowców będzie jeszcze silniej odczuwalna, ze względu na ryzyko pojawienia się luki podażowej” – dodaje Daniel Czarnecki.

 

Na koniec grudnia 2020 r. współczynnik powierzchni niewynajętej w Warszawie wyniósł 9,9%, co oznacza wzrost o 2,1 p.p. w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku. Jak podaje Savills, zauważalna jest różnica pomiędzy budynkami starszymi, mającymi 10 lub więcej lat, w których poziom pustostanów wynosi 11,7%, a budynkami, które powstały po 2010 r., gdzie średni wakat spada do 7,6%.

 

Pomimo niższej aktywności najemców, w 2020 r. czynsze za nowoczesną powierzchnię biurową pozostały na niezmienionym poziomie. Zgodnie z danymi Savills, w najlepszych lokalizacjach centralnych utrzymują się one w przedziale 22,5 – 25,5 euro za m kw. miesięcznie, a na Służewcu, największym pozacentralnym obszarze biznesowym stolicy, wynoszą od 13 do 15 euro za m kw. miesięcznie. Najemcy mogą jednak liczyć na dodatkowe pakiety zachęt, zwłaszcza w starszych budynkach.

„Nadal jest za wcześnie, by określić w jakim zakresie w dalszej przyszłości stosowany będzie model pracy zdalnej, jednak funkcjonowanie większości przedsiębiorstw całkowicie bez wykorzystania powierzchni biurowej wydaje się bardzo mało prawdopodobne. Rynek niewątpliwie jest w trakcie transformacji. Pomimo wciąż niskiego obłożenia powierzchni biurowej, pustostany nie przekroczyły poziomu, jaki odnotowywany był w stolicy w latach 2014-2016. Presji nie poddają się póki co również czynsze. Te dane, w połączeniu z naturalnym potencjałem biznesowym, jakim dysponuje Warszawa, pozwalają z optymizmem spoglądać na przyszłość rynku biurowego” – podsumowuje Daniel Czarnecki z Savills.

Czemu e-papierosy mają niższą akcyzę?

Na różnice między akcyzą nakładaną na tradycyjne wyroby tytoniowe i wyroby nowatorskie wpływa kilka czynników. Jednego z nich trzeba szukać u samego źródła akcyzy, czyli obowiązku nakładania dodatkowego podatku na wyroby tytoniowe, narzuconego Polsce przez dyrektywę Unijną. Wymaga ona od państw członkowskich nakładania co najmniej minimalnych stawek akcyzowych na wyroby tytoniowe, szczególnie papierosy. Inaczej jest w przypadku wyrobów nowatorskich: nie jesteśmy zobligowani przez UE do nałożenia na nie akcyzy. Akcyzy służą – oprócz celów fiskalnych – także jako instrument polityki prozdrowotnej, czy – w wypadku akcyz od wyrobów energetycznych – prośrodowiskowej. Unia Europejska między innymi dlatego przeprowadziła ograniczoną jedynie harmonizację akcyz, aby państwa członkowskie mogły za ich pomocą realizować funkcje pozafiskalne. W części korzystanie z pozafiskalnych funkcji akcyz jest prawnym obowiązkiem państw członkowskich UE – np. w stosunku do papierosów na mocy ramowej konwencji WHO o ograniczeniu użycia tytoniu. Ponadto w najbliższej przyszłości można spodziewać się zmian dyrektywy tytoniowej – UE przyjmie ogólne zasady opodatkowania wyrobów nowatorskich, płynu do e-papierosów i innych wyrobów alternatywnych. Należy poczekać na te regulacje, aby uniknąć kolejnych zmian zasad opodatkowania, w tym stawek.

– Członkowie Unii Europejskiej muszą nakładać akcyzę na papierosy, z zastosowaniem co najmniej minimalnych stawek przewidzianych w dyrektywie 2011/64. Jeśli chodzi jednak o wyroby nowatorskie, które od kilku lat wchodzą na rynek – takie jak e-papierosy – nie są one objęte harmonizacją opodatkowania. Państwa członkowskie nie muszą więc na te wyroby nakładać podatku akcyzowego – powiedział serwisowi eNewsroom dr hab. Krzysztof Lasiński-Sulecki, profesor Katedry Prawa Finansów Publicznych wydziału Prawa i Administracji na UMK w Toruniu. – Niemniej jednak w Polsce nakładana jest już akcyza na wyroby nowatorskie. Nasze regulacje wpisują się tutaj w pewne trendy, występujące również w innych państwach członkowskich Unii. Jednak tak, jak w większości państw, które zdecydowały się na opodatkowanie wyrobów nowatorskich – tak i u nas akcyza ta jest zdecydowanie niższa niż w przypadku papierosów. Taki stan rzeczy wynika z tego, że akcyza od wyrobów tytoniowych ma pełnić funkcje o charakterze pozafiskalnym. Wpływ akcyzy na cenę produktu ma zniechęcić część konsumentów do używania papierosów. Taka praktyka wynika z prawa międzynarodowego, z konwencji zawartych w ramach Światowej Organizacji Zdrowia. Dlatego wysokość akcyzy z założenia wpływa na zachowania konsumenckie. Mniejsze opodatkowanie mniej szkodliwych wyrobów nowatorskich może pozytywnie wpłynąć na stan zdrowia publicznego – ocenia Sulecki.

W czasie pandemii wzrosła rola PR-u w biznesie. Agencje coraz częściej współtworzą strategie firmy, a nie tylko je komunikują

COVID-19 nie pozostał bez wpływu na kondycję branży public relations, ale po przejściowych trudnościach większość działających w Polsce agencji PR spodziewa się powrotu na ścieżkę wzrostu w I kwartale bądź w połowie tego roku – wynika z badania przeprowadzonego przez Związek Firm Public Relations. Co istotne, pandemia przyczyniła się do wzrostu znaczenia branży, bo w czasie koronakryzysu PR okazał się dla biznesu na wagę złota, a rola profesjonalnych doradców do spraw komunikacji rosła. Zapowiedzi odrodzenia w branży widać m.in. po rekordowej liczbie zgłoszeń do tegorocznej edycji konkursu Złote Spinacze, nagradzającego najlepsze kampanie PR.

Istotną zmianą, która z nami pozostanie po pandemii, dotyczy roli public relations. To już nie jest tylko kanał komunikacji i promocji. Firmy i organizacje sięgnęły po tę dyscyplinę jako funkcję zarządzania, włączając ją w planowanie biznesowej komunikacji, a nie dołączając na kolejnym etapie tego procesu. To jest dobry trend, którego realizacja wiąże się z korzyściami dla biznesu – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Adam Jarosz, prezes Związku Firm Public Relations.

Branża PR już od kilku lat coraz bardziej zyskuje na znaczeniu, przesuwając się w kierunku doradztwa strategicznego. Potwierdza to też najnowszy „World PR Report 2020–2021” przygotowany przez International Communications Consultancy Organisation (ICCO). Zdaniem 41 proc. ankietowanych CEO i dyrektorów agencji PR to właśnie doradztwo strategiczne będzie głównym motorem wzrostu branży w perspektywie nadchodzących pięciu lat. Kolejne pod względem liczby wskazań jest zarządzanie strategią korporacyjną – 35 proc. Eksperci prognozują, że coraz mniejszą rolę w branży będzie za to odgrywać obszar komunikacji marketingowej.

– Pandemia powiedziała „sprawdzam” w wielu aspektach funkcjonowania gospodarczego, biznesowego i społecznego, tak też było w naszej branży. Uważam jednak, że solidny serwis w PR opierający się na wartościach i profesjonalnym standardzie się obroni. Paradoksalnie można powiedzieć, że pandemia wpływa na profesjonalizację usług naszego sektora – przekonuje Adam Jarosz.

Eksperci twierdzą, że COVID-owy rok nauczył agencje PR dużej elastyczności w planowaniu – nie tylko w działaniach na rzecz klienta, lecz również własnych inicjatyw. Możliwe, że robienie planów z rocznym wyprzedzeniem odejdzie w zapomnienie, a zastąpi je planowanie bardziej krótkoterminowe – na pół roku lub kwartał do przodu.

– To był rok bezprecedensowej zmiany, której branża PR doświadczała podwójnie – po pierwsze, sama jej podlegała, po drugie, jeszcze w niej towarzyszyła klientom, bo nie można mówić o profesjonalnym, efektywnym zarządzaniu zmianą bez komunikacji PR – mówi prezes Związku Firm PR. – Wydaje się, że zmiana będzie stałym elementem naszej rzeczywistości, w związku z tym bardziej racjonalne – zamiast pisania szeregu scenariuszy na różne przypadki – będzie po prostu jej doświadczanie, czerpanie z niej i wyciąganie wniosków do bieżącej i przyszłej działalności.

W czasie pandemii PR okazał się być na wagę złota dla firm, które musiały komunikować swoim inwestorom, pracownikom i konsumentom m.in. o działaniach podejmowanych w związku z rozprzestrzenianiem się koronawirusa.

Jak podkreśla Adam Jarosz, branża PR jako jedna z pierwszych przystosowała się do nowych realiów i przeniosła pracę w tryb zdalny już na samym początku pandemii. Z tym jednak wciąż wiąże się wiele wyzwań.

 PR jest pracą na relacjach. Klienci oczekują tego, że my tę relację będziemy kultywować, a oni będą odnosić z niej korzyści. Kluczem do relacji jest bycie w łączności – mówi ekspert. – To dotyczy także pracowników. Wyzwaniem jest zadbanie o talenty. Praca w izolacji, na odległość niesie ze sobą również  negatywne konsekwencje, w związku z tym zadaniem menedżerów jest przyjrzeć się tym relacjom po to, aby utrzymać zmotywowane zespoły.

COVID-19 nie pozostał bez wpływu na kondycję branży. Badanie przeprowadzone przez Związek Firm PR w połowie ubiegłego roku pokazało, że co trzecią agencję PR dotknęły obniżki wynagrodzeń, a 39 proc. było zmuszonych ciąć zatrudnienie. Najdotkliwiej ucierpiały małe podmioty, zatrudniające do 20 osób. Prawie co piąta mała agencja podczas pierwszej fali pandemii (18 proc.) zanotowała aż 50-proc. spadek przychodów.

Także globalne badanie przeprowadzone przez ICCO pokazuje, że agencje PR odczuły wpływ koronawirusa w postaci odwołanych i opóźnionych kampanii (62 proc.), straty przychodów (46 proc.) czy opóźnionych płatności od klientów (38 proc.)

– Jeżeli chodzi o zmiany budżetów klientów w kontekście pandemii, sytuacja jest bardzo różnorodna, będziemy mogli pewnie o tym więcej powiedzieć za parę miesięcy. W perspektywie krótko- i średnioterminowej możemy mówić o pewnych spadkach – mówi prezes ZFPR.

Po przejściowych trudnościach spowodowanych pandemią większość działających w Polsce agencji PR spodziewa się powrotu na ścieżkę wzrostu w I kwartale bądź w połowie tego roku.

– 2020 był rokiem niebywałej energii w środowisku PR-owym od pierwszego dnia pandemii – determinacja do realizacji nowych celów funkcjonowania i naszej pracy dla klientów. Tę energię pamiętam z początku swojej pracy zawodowej, z lat 90., choć wtedy przyczyny były inne – dodaje Adam Jarosz. – Ta energia znalazła też ujście w realizacjach projektów public relations, co odzwierciedla rekordowa liczba zgłoszeń do tegorocznej edycji konkursu Złote Spinacze.

Organizowany przez ZFPR konkurs Złote Spinacze – który odbył się w tym roku po raz 18. – nagradza najskuteczniejsze, najbardziej kreatywne i najlepiej przygotowane projekty i kampanie PR. W tym roku – spośród rekordowej jak dotąd liczby 394 zgłoszeń – jury przyznało 21 Złotych, 32 Srebrne oraz 26 Brązowych Spinaczy w 33 kategoriach konkursowych. Największym powodzeniem cieszyła się nowa kategoria – Covid-19 PR Response, utworzona w związku z globalną pandemią. Z okazji jubileuszu 20-lecia ZFPR w tym roku przyznana została również dodatkowa nagroda specjalna dla przełomowej kampanii PR, która znacząco wpłynęła na rozwój całej branży. Tytuł ten trafił do Hill+Knowlton Strategies, GSK, Polskiej Unii Onkologii oraz Fabryki Komunikacji Społecznej za projekt Ogólnopolski Program dla Młodzieży „Mam Haka na Raka”.

To już ostatnia prosta do wprowadzenia nowego systemu opłat drogowych. Testowany e-TOLL zacznie działać od kwietnia

Trwają testy oprogramowania dla e-TOLL, czyli nowego systemu poboru opłat za przejazd drogami krajowymi aut powyżej 3,5 tony. Komercyjne wdrożenie nastąpi w kwietniu, a z końcem czerwca już w pełni zastąpi on obecny system viaTOLL. Przygotowany i wdrażany przez Ministerstwo Finansów e-TOLL będzie bazował na geolokalizacji, a dane lokalizacyjne kierowców będą przekazywane na cztery różne sposoby, m.in. przez aplikację mobilną lub urządzenia pokładowe. Będzie także zintegrowany z unijnym systemem EETS.

 W projekcie budowy nowego systemu poboru opłat drogowych e-TOLL, zbudowanego w technologii pozycjonowania satelitarnego, weszliśmy w etap testów. Weryfikujemy, czy przygotowane przez nas oprogramowanie spełnia wszystkie wymagania, jest stabilne i jest gotowe do uruchomienia produkcyjnego – mówi agencji Newseria Biznes Przemysław Koch, pełnomocnik ministra finansów ds. informatyzacji.

Testujący system kierowcy i eksperci Instytutu Łączności sprawdzają m.in. gotowość systemu do rejestracji pojazdów, użytkowników oraz urządzeń zbierających dane o lokalizacji.

– Realizujemy także testy w obszarze przejazdów po drogach płatnych w Polsce i weryfikujemy, czy przygotowane przez nas oprogramowanie, a w szczególności aplikacja mobilna i inne urządzenia do przekazywania danych geolokalizacyjnych działają poprawnie, przekazują dane dobrej jakości, a następnie, czy na podstawie tych danych nasze komponenty w sposób poprawny naliczają opłatę za zrealizowany przejazd – wyjaśnia Przemysław Koch.

Nowy system poboru opłat drogowych e-TOLL za przejazd pojazdów o masie powyżej 3,5 tony po drogach krajowych zastąpi wykorzystywany dotychczas viaTOLL. Zgodnie z grudniową decyzją resortu finansów wyłączenie obecnego nastąpi z końcem czerwca br. Nowy na starcie ma obsługiwać 1,5 mln pojazdów.

– Projekt prowadzimy w ten sposób, aby dać użytkownikom dróg płatnych komfort przejścia ze starego systemu viaTOLL na nowy system e-TOLL w okresie przejściowym. Planujemy, że potrwa on mniej więcej od kwietnia do końca czerwca 2021 roku. W tym okresie przejściowym kierowca, przewoźnik będzie mógł wybrać dogodny dla siebie moment, w którym przełączy się ze starego systemu na nowy – tłumaczy pełnomocnik ministra finansów ds. informatyzacji.

Nowy system poboru opłat drogowych ma być bardziej efektywny, a przy tym bardziej nowoczesny od stosowanego obecnie. Zgodnie z zapowiedziami resortu finansów ma być także wygodniejszy dla kierowców. Nie będzie wymagał kontaktu z urzędnikami, a cała obsługa będzie możliwa za pośrednictwem uruchomionego niedawno e-Urzędu Skarbowego.

Nowy system będzie oparty na pozycjonowaniu satelitarnym (obecny opiera się na pozycjonowaniu radiowym). Do uiszczenia opłaty, zamiast urządzeń pokładowych służących wyłącznie płatnościom, można wykorzystać cztery różne metody – m.in. aplikację mobilną, urządzenia fabrycznie montowane w pojazdach (zintegrowane systemy lokalizacyjne) połączone z e-TOLL czy urządzenia on-board unit (OBU).

 Ostatnia metoda to EETS, przygotowana przez Unię Europejską i wykorzystywana przez przewoźników poruszających się po drogach UE. Także tych przewoźników będziemy podłączać do naszego systemu, po pozytywnie przeprowadzonych testach akredytacyjnych. Dla przewoźników poruszających się po drogach płatnych w UE będzie to duże ułatwienie, bo jedno urządzenie pozwoli na rozliczenie się za przejazd po drogach płatnych nie tylko w Polsce, ale także w innych krajach Unii – zapowiada Przemysław Koch.

Trwają również prace nad rozszerzeniem funkcjonalności nowego systemu o obsługę pojazdów lekkich. Dzięki temu możliwy będzie przejazd autostradami bez konieczności zatrzymywania pojazdów na bramkach. Jak zapowiada Ministerstwo Finansów, przejazd odcinkami Konin–Stryków (autostrada A2) i Wrocław–Sośnica (autostrada A4) w trybie free flow będzie dostępny od grudnia br.