Gatta w sanacji – priorytetem jest ciągłość produkcji i sprzedaży

W związku pandemią COVID-19 oraz obostrzeniami związanymi z zakazem handlu spółki zarządzające marką GATTA rozpoczęły postępowanie sanacyjne. Dzięki temu utrzymana zostanie ciągłość produkcji i sprzedaży. Wszystkie placówki oferujące produkty GATTA mają gwarancję stałego zatowarowania, ochronione zostaną także miejsca pracy.

Patryk Filipiak
dr Patryk Filipiak, zarządca restrukturyzacyjny spółek, prezes zarządu ZFR S.A.
„Postępowanie restrukturyzacyjne to najlepsze rozwiązanie, chroniące przedsiębiorstwo w obliczu pandemii COVID-19. Pozwala na prowadzenie rozmów z kontrahentami bez uszczerbku dla ciągłości biznesu i bez zmian w zarządzie spółki. Dzięki temu można uniknąć upadłości i ochronić miejsca pracy. Dla naszych partnerów to szansa na uzyskanie wyższego poziomu spłaty: układ i kontynuacja działalności są korzystniejsze niż likwidacja firmy. Wtedy na uprzywilejowanej pozycji stoją w zasadzie wyłącznie wierzyciele hipoteczni i zastawnicy. W ramach postępowania spółka musi prowadzić bardzo konserwatywną politykę płynnościową – wszystkie bieżące płatności powinny być regulowane na bieżąco. Dla firm handlowych obecnie największym wyzwaniem są czynsze za lokale. Choć państwo narzuciło model, w ramach którego centra handlowe nie pobierają czynszów za okres, gdy sklepy są zamknięte, to wymagane były aneksy korzystne dla wynajmujących Zazwyczaj wiązały się ze zrzeczeniem się przez najemcę dochodzenia w przyszłości roszczeń odszkodowawczych z tytułu pandemii. Obniżka czynszu była możliwa na kilka miesięcy w zamian za wydłużenie umowy najmu na warunkach sprzed lockdownu o kilkanaście, kilkadziesiąt miesięcy. Było to de facto przesunięcie płatności w czasie, a nie obniżka. Najemcy nie mogą wycofać się z lokalizacji i muszą trwać do czasu zakończenia umowy. Za wyjście z lokalu przed końcem umowy grożą im bardzo wysokie kary umowne. Wyjątkiem jest postępowanie sanacyjne, które daje możliwość najemcy odstąpienia – za zgodą sądu – od każdej umowy najmu” – wyjaśnia dr Patryk Filipiak, zarządca restrukturyzacyjny spółek, prezes zarządu ZFR S.A.

„Zarówno sklepy stacjonarne, jak i sklep internetowy działają płynnie, codzienna sprzedaż oraz wysyłki są realizowane zgodnie z zamówieniami, konsumenci mają stały i swobodny dostęp do pełnej oferty produktowej, a także bez przeszkód mogą korzystać m.in. z prawa do reklamacji czy zwrotu zakupionego towaru. Naszym celem jest utrzymanie pozycji lidera w produkcji wyrobów pończoszniczych w Polsce. Nie chcemy zmniejszać naszej sieci sprzedaży – jednak zweryfikujemy swoją obecność w galeriach handlowych. To obecnie najmniej efektywny i bardzo kosztochłonny kanał sprzedaży ze względu na długotrwałe zamknięcia i zmianę przyzwyczajeń konsumentów. Każdą lokalizację zbadamy pod kątem rentowności i wyników. Jeśli wynajmujący wyrażą chęć renegocjacji czynszów, będziemy otwarci na rozmowy. Jednak jeśli nie uda się osiągnąć oczekiwanej rentowności konkretnych salonów, będziemy niestety musieli odstąpić od tych umów najmu – na co pozwala nam postępowanie sanacyjne.” – mówi adw. Tomasz Henclewski, pełnomocnik spółki FERAX, Kancelaria Henclewski & Wyjatek.

Sąd Rejonowy dla Łodzi – Śródmieścia w Łodzi, XIV Wydział Gospodarczy do Spraw Upadłościowych i Restrukturyzacyjnych wyraził zgodę na rozpoczęcie procesu sanacyjnego wobec spółek FERAX Sp. z o.o. oraz Wola Sp. z o.o.

Praca 4.0 czy bezrobocie technologiczne

Pandemia Covid-19 zmieniła rynek pracy. Można sobie zadać pytanie, czy te zmiany to rewolucja, po której już nic nie będzie takie samo, czy po prostu przyspieszenie procesów, które przebiegały powoli, a teraz po prostu nasiliły się pod wpływem okoliczności zewnętrznych.

– Jednym z pierwszych widocznych trendów jest upowszechnienie się pracy zdalnej. Krokiem milowym było na pewno pojawienie się tego pojęcia w prawie. Wcześniej mieliśmy tylko telepracę. Przeregulowaną, nieco z innego świata, a tym samym rzadko stosowaną. Jeden przepis z tzw. ustawy antycovidowowej wystarczył, aby to co było rzeczywistością wielu pracowników nagle stało się zauważonym faktem prawnym – mówi Monika Fedorczuk, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Wraz z upowszechnieniem pracy zdalnej wzrosło znaczenie takich kompetencji pracowniczych jak: organizacja pracy własnej, szczególnie w sytuacji, kiedy czasowo brak jest bezpośredniego nadzoru, umiejętne łączenie obowiązków zawodowych i pozazawodowych w tym samym czasie, co było zadaniem szczególnie rodziców mających pod opieką dzieci, które nie mogły w tym czasie korzystać z żłobków i przedszkoli, a także – co wcześniej było wielokrotnie podnoszone – kompetencje cyfrowe.

Właściwie każdy pracownik, który z dnia na dzień trafił z realizacją własnych zadań w zacisze swojego domu, musiał zmierzyć się z koniecznością nauki (często samodzielnej) programów, które umożliwiały na przykład wirtualne spotkania. Warto również podkreślić, że od osobistych cech charakteru zależało i zależy to, jak pracownicy radzą sobie z pracą zdalną – dla jednych jest to rozwiązanie sprzyjające skupieniu, a tym samym efektywności, dla innych – wzmaga poczucie odosobnienia, oderwania od firmy, a tym samym obniża ich efektywność i poziom kreatywności. Oczywiście można sobie zadać pytanie, czy dalekosiężnym skutkiem upowszechnienia pracy zdalnej nie będzie migracja części pracowników, również – a może przede wszystkim – wysokowykwalifikowanych i dobrze zarabiających do mniejszych miejscowości w Polsce, oferujących możliwość innego stylu życia.

– Pandemia przyspieszyła procesy automatyzacji, które już obserwowaliśmy w 2019 i na początku 2020 r. Główną przyczyną decyzji firm o zastąpieniu pracy ludzkiej rozwiązaniami technologicznymi była coraz mniejsza dostępność pracowników (to efekt trendów demograficznych) i rosnących kosztów pracy (za sprawą znacznego wzrostu płacy minimalnej, ale też zwiększania się oczekiwań płacowych pracowników). Kalkulacje ekonomiczne i trudności w rekrutacji powodowały decyzje o inwestycjach w bazę techniczną – podkreśla Monika Fedorczuk.

Od marca ubiegłego roku doszła do tego obawa przed zarażeniem i przenoszeniem wirusa. Początek pandemii to również bardzo restrykcyjne zalecenia dotyczące kwarantanny pracowników w przypadku stwierdzenia zakażenia. Na to nałożyły się rozwiązania pozwalające rodzicom korzystać z zasiłku opiekuńczego, co w części firm znacznie zmniejszyło liczbę pracujących. Przed poważnym problemem stanęły sieci handlowe, produkcja i wszystkie te branże, gdzie trudno jest wyeliminować bezpośredni kontakt. Tam gdzie było to możliwe i gdzie istniały środki na takie inwestycje, widoczny jest postęp automatyzacji. Ich wskaźnikiem może być choćby proporcja pomiędzy kasami samoobsługowymi a tymi tradycyjnymi.

– Zmiany, które zachodzą na rynku pracy mogą nasilić zjawisko bezrobocia technologicznego, o czym stosunkowo rzadko wspominano w ostatnich latach. Osoby bez umiejętności pozwalających na odnalezienie się w zakładzie pracy o wyższym stopniu zautomatyzowania czy gorzej radzące sobie w świecie zdominowanym przez spotkania on-line są zagrożone utratą pracy lub wykonywaniem pracy poniżej ich rzeczywistych kwalifikacji (rozumianych jako sumę wszystkich umiejętności i wiedzy), a tym samym gorzej opłacane. Dlatego też nie możemy ulec przekonaniu, że niskie bezrobocie rejestrowane i to według BAEL jest dowodem na dobrą sytuację na rynku pracy. Jeśli nadal wskaźniki będą utrzymywały się na stosunkowo niskim poziomie, to oznacza, że mamy darowany ekstra czas na zajęcie się realnymi problemami rynku pracy. Jeśli prześpimy ten moment, plan wyjścia z pułapki niskiego dochodu może pozostać tylko ambitnym zamierzeniem – dodaje Monika Fedorczuk.

Sprawnie funkcjonujący rynek pracy będzie ważnym elementem odbudowy gospodarki w okresie wychodzenia z pandemii. Proces definiowania celów i środków, jakie mają służyć wsparciu rynku pracy, został już rozpoczęty.

PGE i Ørsted wspólnie zbudują morskie farmy wiatrowe na Bałtyku

PGE Polska Grupa Energetyczna i Ørsted podpisały umowę o utworzeniu spółki joint venture 50/50, której celem będzie rozwój, budowa i eksploatacja dwóch morskich projektów wiatrowych na Morzu Bałtyckim o łącznej mocy do 2,5 GW.

Ørsted obejmie nowe udziały stanowiące 50% kapitału zakładowego w dwóch projektach morskich elektrowni wiatrowych PGE: Elektrownia Wiatrowa Baltica-3 sp. z o.o. („Baltica 3”) o mocy ok. 1 GW oraz Elektrownia Wiatrowa Baltica-2 sp z o.o. („Baltica 2) o mocy ok. 1,5 GW za kwotę 657 mln zł.

Oba projekty PGE kwalifikują się do uczestnictwa w 2021 r. w pierwszej fazie działania systemu wsparcia dla morskiej energetyki wiatrowej w Polsce dla farm o łącznej mocy wynoszącej 5,9 GW. Najbardziej zaawansowanym z projektów jest projekt Baltica 3, który może zacząć produkować energię elektryczną w 2026 roku.

Zamknięcie transakcji jest przewidywane w I kwartale 2021 r., pod warunkiem uzyskania zgody organu regulacyjnego.

Morska energetyka wiatrowa to ogromna szansa dla polskiej gospodarki i polskich przedsiębiorców. Szacuje się, że ponad 100 krajowych podmiotów z powodzeniem może zostać włączonych w procesy przygotowania, budowy i eksploatacji farm wiatrowych w polskiej części Morza Bałtyckiego. Potencjał morskiej energetyki na Bałtyku oceniany jest na ok. 11 GW do 2040 r., a szacowana łączna wartość inwestycji w morskie projekty wiatrowe to nawet 160 mld zł. Potencjał Morza Bałtyckiego w kontekście pozyskiwania energii z morskich farm wiatrowych jest ogromny. Dlatego też, liczymy, że nasza współpraca przyczyni się do wykorzystania posiadanych doświadczeń i sprawnego przygotowania obu projektów do etapu eksploatacji. Szczególnie, że plany PGE w zakresie rozwoju morskiej energetyki wiatrowej są ambitne. Do 2040 roku chcemy posiadać co najmniej 6,5 GW zainstalowanej mocy offshore – powiedział Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Polska staje się liderem w dziedzinie morskiej energetyki wiatrowej na Morzu Bałtyckim i z niecierpliwością czekamy na wejście na polski rynek w ramach spółki joint venture z PGE. Transakcja ta stanowi połączenie osiągnięć firmy Ørsted w zakresie rozwoju i budowy wielkoskalowych morskich elektrowni wiatrowych z rozległą wiedzą i doświadczeniem PGE na temat polskiego rynku energetycznego i jego regulacji. Nasza nowa spółka joint venture jest mocno zdeterminowana do realizacji ambitnych planów polskiego rządu w zakresie rozwoju morskiej energetyki wiatrowej – powiedział Martin Neubert, wiceprezes Ørsted Offshore.

Z niecierpliwością czekamy na rozpoczęcie wspólnego projektu budowy morskich farm wiatrowych Baltica-2 i Baltica-3 wraz z firmą Ørsted. Dwa projekty, które wspólnie zrealizujemy, należą do jednych z najbardziej zaawansowanych projektów offshore w Polsce. Zapewnią zieloną energię 4 milionom gospodarstw domowych i pozwolą uniknąć emisji ponad 8 milionów ton CO2 rocznie. Udział PGE w nakładach inwestycyjnych na realizację projektu Baltica 2 i 3 stanowi nasz bardzo ważny wkład w transformację energetyczną Polski – dodała Monika Morawiecka, prezes zarządu PGE Baltica.

Decyzja polskiego rządu, o wsparciu 11 GW mocy w morskiej energetyce wiatrowej do 2027 r. jest doskonałym punktem wyjścia do transformacji energetyki. Jest to również kamień węgielny pod budowę nowego ośrodka przemysłowego dla morskiej energetyki wiatrowej w regionie Morza Bałtyckiego. Wiążemy duże nadzieje ze współpracą z PGE. Wspólnie będziemy inwestować w rozwój odnawialnych źródeł energii na Morzu Bałtyckim, wspierać działalność biznesową wokół tworzącego się sektora oraz wzmacniać lokalny łańcuch dostaw i tworzyć w Polsce przemysł, który może wygenerować tysiące miejsc pracy w obszarze produkcji, eksploatacji i konserwacji morskich farm wiatrowych – dodaje Rasmus Errboe, wiceprezes Ørsted Offshore, odpowiedzialny za Europę kontynentalną.

W ramach porozumienia, Ørsted i PGE wspólnie ustanowią ramy działania, które umożliwią skuteczną integrację oraz wykorzystanie mocnych stron i wiedzy obu partnerów. Połączenie światowej klasy doświadczenia Ørsted w obszarze morskiej energetyki wiatrowej z wiedzą i doświadczeniem PGE na polskim rynku energetycznym stworzy solidne podstawy do skutecznej realizacji największego portfela projektów morskich farm wiatrowych w I rundzie alokacji w 2021 r.

Raiffeisen Bank pozywa Dziubaków i domaga się blisko 800 tys. zł

Raiffeisen Bank domaga się od państwa Dziubaków, którzy wygrali sprawę przed TSUE, zwrotu zwaloryzowanego o inflację kapitału oraz kosztów poniesionych w związku z bezumownym korzystaniem z pieniędzy, po stwierdzeniu nieważności umowy o kredyt we frankach – podaje serwis Prawo.pl. Umowa opiewała na 400 tys. złotych, bank żąda blisko dwa razy tyle.

Rozstrzygnięcie 3 października 2019 roku przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej pytań prejudycjalnych w sprawie Justyny i Kamila Dziubaków przeważyło szalę na korzyść frankowiczów w sporach z bankami. Po tym, jak dzięki TSUE 3 stycznia 2020 roku Sąd Okręgowy w Warszawie unieważnił ich umowę, bank pozwał ich o 790 995,07 złotych.

Raiffeisen Bank wyjaśnił serwisowi Prawo.pl, że koszty obejmują równowartość użyczonego kapitału w złotówkach wraz z jego waloryzacją o wskaźnik inflacji (zgodnie z danymi GUS), a także poniesiony przez bank koszt obsługi kredytu, wyliczony w oparciu o dane ze sprawozdań finansowych banku. „Bank podkreśla, że nie ubiega się o wynagrodzenie za bezumowne korzystanie z kapitału. I zaznacza, że decyzja o pozwie była konieczna ze względu na ochronę interesu wszystkich klientów banku – m.in. depozytariuszy, akcjonariuszy” – tłumaczy bank.

„Będziemy walczyć do końca, bo to roszczenie jest bezprawne” – mówi serwisowi Prawo.pl Agnieszka Plejewska, adwokat i pełnomocnik państwa Dziubaków. Prawnicy broniący frankowiczów zwracają uwagę, że choć bank mówi o kosztach poniesionych w związku z bezumownym korzystaniem z kapitału, to ma na myśli wynagrodzenie.

Jak informuje portal, o tym, że bankom nie powinno przysługiwać wynagrodzenie za korzystanie z ich kapitału po unieważnieniu umowy, przekonani są: Rzecznik Praw Obywatelskich, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, a także Rzecznik Finansowy. 25 marca głos w tej sprawie ma zabrać Sąd Najwyższy.

Dolar dalej słabnie

Słaba passa dolara trwająca od piątku jest wciąż kontynuowana. Euro w tym czasie podrożało już niemal 2 centy, a patrząc na reakcje rynków na dane makroekonomiczne dolar może być nadal pod presją.

Wzrost cen w Niemczech

Nad ranem poznaliśmy poziom wzrostu cen u naszego zachodniego sąsiada. W ciągu roku wzrósł on do 1,0%, co dokładnie pokryło się z oczekiwaniami analityków. Jest to w dalszym ciągu relatywnie niski poziom, aczkolwiek patrząc na sytuację ekonomiczną widać powody ograniczające wzrost cen. Dane te zostały jednak dobrze odebrane przez rynki i euro kontynuowało swój marsz w górę względem dolara.

Rosnące bezrobocie w Turcji

Dzisiaj nad ranem poznaliśmy dane na temat bezrobocia w Turcji. Wzrosło ono do 12,9% wobec oczekiwanego poziomu 12,7%. W tym miejscu należy przypomnieć, że 12,7% to najniższy poziom od końca 2018 roku. W związku z czym trudno obecny poziom uznać za wysoki, pomimo tego, że w wielu państwach byłaby to tragedia. Waluta zareagowała na tę decyzję spokojnie. Lira turecka w dalszym ciągu kontynuuje dobrą passę wywołaną podwyżką stóp procentowych. Kraj ten podobnie jak inne państwa na początku pandemii ciął stopy procentowe, jednakże w związku z gwałtowną utratą wartości waluty i rosnącą inflacją pod koniec roku gwałtownie je podniósł. Ruch ten nie tylko ustabilizował lirę, ale spowodował odzyskanie sporej części strat, od początku listopada lira zyskała imponujące 15% względem euro.

Szwecja nie zmienia stóp procentowych

Dzisiaj poznaliśmy decyzję centralnego banku Szwecji w sprawie stóp procentowych. Zgodnie z oczekiwaniami analityków utrzymano poziom 0% na głównej stopie procentowej. Patrząc na reakcję rynków w tym silne umocnienie korony szwedzkiej względem euro po publikacji widać, że nie wszyscy inwestorzy byli zgodni co do kierunku zmian.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
13:00 – USA – wnioski o kredyt hipoteczny,
14:30 – USA – inflacja konsumencka,
20:00 – USA – budżet federalny.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Koło naukowe, które nakręca młodych ludzi do pomagania innym

Ul, który dba o życie pszczół, cyfrowy mechanizm dla baletnicy, która przeszła amputację nogi czy też elektroniczna proteza ręki – w zakończonej, 8. edycji Koła Naukowego ABB młodzi ludzie pokazali, że chcą łączyć technologię z odpowiedzialnością społeczną. Nic nie wskazuje na to, aby ten trend się zmienił. Właśnie ruszył nabór do kolejnej edycji.

Pani Karolina od dziecka marzyła o balecie. Na lekcje uczęszczała kilka razy w tygodniu, jeszcze na krótko przed urodzeniem córki była bardzo aktywną osobą. Jednak nieszczęśliwy wypadek wywrócił jej życie do góry nogami. Historia pani Karoliny – baletnicy, której lekarze musieli amputować nogę, zainspirowała studentki do stworzenia prototypu elastycznej protezy. Z mięśnia czworogłowego uda pobierane są impulsy nerwowe, sygnał biegnie do mikrokontrolera, który steruje serwomechanizmem. Ten z kolei porusza syntetyczną stopą. Test prototypu, przeprowadzony przez panią Karolinę na sali baletowej, wypadł pomyślnie.

– Największym wyzwaniem, jakie napotkałyśmy po drodze, było napisanie programu sterującego – mówi Anna Wątek, jedna z dwóch autorek projektu. W tym jednak pomogli specjaliści z ABB.Re ABB baletnica

– Studenci mają w sobie zapał, żeby zmieniać świat. Nie ograniczają ich formalne bariery, bo często po prostu nie zdają sobie z nich sprawy. Ma to swoje duże plusy, bo młodzi ludzie nie widzą przeciwności, które zauważyliby ich starsi koledzy, więc prą naprzód. Wkładają w te projekty swoją pasję i czas, a my dajemy im wsparcie merytoryczne i finansowe, żeby pomóc im wprowadzać oryginalne pomysły w życie – wyjaśnia Robert Fiołek, pracownik Korporacyjnego Centrum Technologicznego ABB w Krakowie i jeden z opiekunów Koła Naukowego.
To właśnie jednostka badawczo-rozwojowa ABB stoi za inicjatywą, w ramach której studenci i uczniowie szkół technicznych mogą wcielać w życie swoje pomysły (również te na pierwszy rzut oka dość awangardowe) z zakresu mechatroniki, elektroniki, energetyki, inżynierii materiałowej, informatyki oraz innych pokrewnych dziedzin. Co istotne, zawodowi naukowcy z międzynarodowej korporacji nie wyręczają młodszych kolegów w realizacji, ale dają narzędzia i przede wszystkim bezcenny „know-how”. Uczestnicy Koła rozwijają swoje pomysły przez 10 miesięcy – samodzielnie lub zespołowo. Pracują nad nimi we własnym zakresie, a eksperci ABB monitorują postępy, wspierając młodych ludzi również w kwestiach technicznych i organizacyjnych.

Re ABB kolo naukowe 010– W tym roku zespoły uczestników Koła rozwijały cztery projekty: robota o nazwie Kanalia przeznaczonego do badania systemów kanalizacyjnych, specjalistycznej protezy nogi dla baletnicy, systemu walczącego z roztoczami zagrażającymi pszczelim rodzinom oraz elektronicznej protezy ręki. Tematyka tych przedsięwzięć pokazuje, że młodzi ludzie coraz chętniej łączą technologie z odpowiedzialnością społeczną. Chcą zmieniać rzeczywistość na lepsze i wydaje mi się, że tego typu projekty są dla nich najbardziej satysfakcjonujące – mówi Przemysław Zakrzewski, dyrektor Korporacyjnego Centrum Technologicznego ABB w Krakowie.

Jak dodaje, Koło Naukowe ma pokazywać, że nauka jest dla wszystkich, a w realizacji dobrych pomysłów można liczyć na wsparcie osób, które mają już za sobą drogę, jaką młodzi dopiero rozpoczynają. W ciągu ostatnich ośmiu lat w inicjatywie wzięło udział kilkudziesięciu studentów i uczniów. Bilans jest imponujący. Samouczący się robot „Julia”, inteligentny kosz na śmieci, elektroniczny układ do wykrywania i powiadamiania o wystąpieniu padaczki, maszyna do robienia pierogów czy automatyczny transporter dla górnictwa – to tylko co bardziej oryginale projekty, jakie rozwijali uczestnicy poprzednich edycji.

Jak pokazała historia, udział w Kole to nie tylko poszerzanie wiedzy z zakresu technologii i realizacji projektów. Uczestnicy rozwijają swoje umiejętności miękkie i inne kompetencje, które później ułatwiają im odnalezienie się w rzeczywistości, gdzie nauka musi przenikać się z biznesem. Niektórzy z nich otrzymują możliwość dalszego rozwijania skrzydeł podczas stażu w ABB. Dla innych udział w Kole to furtka do komercjalizacji projektu lub pokazania go większej społeczności. Tak było m.in. w przypadku zeszłorocznej uczestniczki, Agnieszki Tkaczyk, której pomysł na elektroniczną protezę dłoni, sterowaną impulsami mięśniowymi zdobył pierwszą nagrodę w kategorii „Studencki projekt roku” w prestiżowym, ogólnopolskim konkursie Pro Juvenes.

Korporacyjne Centrum Technologiczne ABB od lat angażuje się we współpracę z polskimi uczelniami oraz organizację inicjatyw dla studentów. Oprócz Koła Naukowego jest m.in. pomysłodawcą wydarzenia „Piękna płeć, piękny umysł”, Akademii Centrum Technologicznego ABB czy Konkursu o Nagrodę ABB. Realizuje także indywidualne projekty, m.in. z Akademią Górniczo-Hutniczą, Politechniką Warszawską, Gdańską, Łódzką czy Krakowską – od badań nad materiałami funkcjonalnymi po wykorzystanie sztucznej inteligencji w muzyce.

– Uważamy, że wspieranie takich inicjatyw oraz lokalnych społeczności to nasza odpowiedzialność. Chcemy dzielić się wiedzą i pomagać uczelniom w tworzeniu nieszablonowych projektów, a także w docieraniu z nimi do młodych naukowców. Dodatkowo, w ramach naszych inicjatyw, takich jak choćby Koło Naukowe, szukamy pasjonatów, którzy chcą zrobić coś nowego, mają świeże spojrzenie na problem, który jest im bliski. Pokazujemy im, że chcieć to móc – dodaje Przemysław Zakrzewski.

Nabór do kolejnej edycji Koła Naukowego ABB już się rozpoczął. Aby zgłosić swój projekt, należy wypełnić formularz dostępny na stronie internetowej abb.pl/kolonaukowe. Zgłoszenia przyjmowane są do 12 marca.

Droższe „małpki” w małych sklepach nadal lądują w co trzynastym koszyku

Opłata od „małpek” przyczyniła się do wzrostu cen detalicznych wódek o pojemnościach 100 i 200 mililitrów w handlu tradycyjnym. Od początku stycznia 2021 wyraźnie widoczny był stopniowy wzrost cen „małpek”. Do początku lutego wzrosty sięgnęły nawet 26% dla najpopularniejszych wódek czystych i 22% dla kolorowych. Województwa podkarpackie i lubelskie wyróżniły się znacznie niższym wzrostem cen niż reszta kraju. Natomiast liczba „małpek” sprzedanych w całym kraju nie spadła aż tak znacząco jak można byłoby się spodziewać – wynika z danych M/platform zrzeszającej 12 tysięcy małych sklepów detalicznych.

Obok kilku innych podatków z dniem 1 stycznia 2021 roku weszła w życie opłata od tzw. „małpek”, czyli napojów alkoholowych o pojemności mniejszej niż 300 mililitrów, a konsumenci i analitycy przystąpili do porównywania cen obecnych do ubiegłorocznych. Analiza danych tygodniowych z M/platform potwierdza, iż w sklepach handlu tradycyjnego, zgodnie z przewidywaniami, ciężar nowej opłaty został w praktyce przeniesiony na konsumenta i od początku stycznia widoczny był stopniowy wzrost cen tego typu produktów. W analizie na uwagę zasługują jednak wyniki dotyczące liczby sprzedanych „małpek” – pomimo wzrostu cen, rotacja nie spadła aż tak znacząco jak można byłoby się spodziewać – oraz różnice regionalne, najwyraźniej widoczne w województwach wschodnich.

W jednej z największych pod względem wartości sprzedaży kategorii w Polsce – kategorii wódki – największe zmiany odczuwalne w portfelach konsumentów zaobserwować można było w ostatnim tygodniu stycznia 2021 roku, kiedy w stosunku do średnich cen z okresu listopad-grudzień 2020 zapłaciliśmy za najmniejsze pojemności wódek nawet do 22% więcej w przypadku wódek czystych oraz do 18% więcej w przypadku wódek kolorowych.

Wzrosty cen najpopularniejszych wódek czystych w opakowaniach 100 i 200 mililitrów widoczne były w zdecydowanej większości województw i wahały się od kilkunastu do nawet 26%. Bardzo podobny trend zaobserwować można było w przypadku wódek kolorowych w małych opakowaniach, przy czym w ich przypadku były to głównie wzrosty w przedziale od kilku do kilkunastu procent. Zarówno w przypadku wódek czystych, jak i kolorowych szczególnie wyraźnie wzrosły ceny produktów będących liderami sprzedaży w swoich segmentach.

Ceny w górę, ale popyt nie spada aż tak znacząco

Podwyżkom cen nie towarzyszył jednak znaczący spadek rotacji małych opakowań tego trunku. W styczniu 2021 roku rotacja „małpek” w przypadku wódki czystej była jedynie o 1,3% niższa niż średnia w ostatnich dwóch miesiącach poprzedniego roku. Nieco większy spadek rotacji, bo blisko 4%, towarzyszył małym opakowaniom wódki kolorowej. Płacimy zatem więcej, ale tymczasem wyższe ceny ograniczają nasze zakupy „małpek” w nie aż tak wielkim stopniu i każdego dnia pojawiają się one na co trzynastym paragonie pochodzącym z tradycyjnego sklepu.

Opłata od „małpek” jest już widoczna w małych sklepach. Ceny wódek o pojemnościach 100 i 200 mililitrów rosną, choć nie wszędzie tak samo szybko. Średnia podwyżka dla segmentu wódek białych to obecnie 26% względem okresu listopad-grudzień 2020, a dla kolorowych odpowiednio 22%. „Stare” ceny zniknęły szybko wraz z wyczerpaniem się zapasów z 2020 roku. Są to produkty o tradycyjnie wysokiej rotacji, które pomimo istotnej zmiany cen, odnotowały spadek średniej rotacji o 1,3% dla wódek białych oraz 4% dla kolorowych, chociaż na poziomie poszczególnych produktów można było zaobserwować zmiany o silniejszym charakterze. „Małpki” nadal pojawiają się na co trzynastym paragonie pochodzącym z tradycyjnego sklepu – mówi Ewa Rybołowicz, dyrektor ds. analiz rynkowych w Comp Centrum Innowacji, dostawcy technologii stojącej za M/platform.

Na wschodzie taniej

Zauważalną różnicę w stosunku do pozostałych województw można było natomiast zaobserwować w województwach graniczących z Ukrainą. W województwie podkarpackim wzrosty cen w segmencie wódek czystych nie przekroczyły 15-17% dla kilku najchętniej wybieranych produktów, a dla większości zmieniły się o 6-8%. W przypadku wódek kolorowych, znacząco niższe podwyżki cen w stosunku do pozostałych rejonów Polski widoczne były w województwie podkarpackim, ale także lubelskim.


Badaniami objęto próbkę n = 8629 reprezentatywnych sklepów z segmentu handlu tradycyjnego, wybranych spośród ponad 12 tysięcy sklepów, które przystąpiły do M/platform.

Atak na CD Projekt – komentarz Check Pointa

CD Projekt RED, stojący za hitami Cyberpunk 2077 oraz Wiedźmin, poinformował o poważnym naruszeniu bezpieczeństwa swojej sieci.

Cyberprzestępcy świętują Dzień Bezpiecznego Internetu (przypadający na 9 lutego) na swój, specyficzny sposób. Ataki ransomware są zagrożeniem dla każdej firmy, a w ostatnich tygodniach zaobserwowaliśmy dramatyczny ich wzrost. W ciągu ostatniego roku oprogramowanie ransomware miało wpływ na około 1% organizacji na świecie, ale 2021 może okazać się rokiem ransomware: w styczniu aż 7% europejskich organizacji spotkało się z atakami ransomware. Nasze badania pokazują, że w ujęciu globalnym średnio co 10 sekund organizacja staje się ofiarą oprogramowania ransomware.

Konsekwencją tego typu ataków może być bardzo wysoki okup za uwolnienie danych, a wytropienie napastników w przypadku płatności bitcoinem jest praktycznie niemożliwe.

Jak na razie nie posiadamy precyzyjnych informacji na temat tego konkretnego przypadku (ataku na CD Projekt – przyp. red), ale z dostępnych informacji wynika, że nie był to tradycyjny atak ransomware, a tzw. podwójne wymuszenie, w którym hakerzy najpierw wydobywają duże ilości poufnych informacji, zanim zaszyfrują bazy danych ofiary, a następnie grożą, że je opublikują, jeśli nie zostaną spełnione żądania okupu. W trzecim kwartale 2020 roku prawie połowa wszystkich incydentów z udziałem ransomware posiadała właśnie taki schemat.

Jest to trend, który będzie się nadal rozwijał, ponieważ wywierana jest tu dodatkowa presja na organizacje, aby opłaciły okup. W innym przypadku ryzykują np. nałożenie poważnych grzywn ze strony organów nadzorujących dane osobowe.

Zalecamy by wszystkie organizacje broniły się przed rosnącym zagrożeniem ransomware za pomocą rozwiązań, które mogą zapobiegać takim atakom i wyciekom danych, a także rekomendujemy by szkolić pracowników w zakresie zagrożeń związanych z wiadomościami typu phishing. To właśnie za pomocą ataków phishingowych uruchamianych jest wiele exploitów ransomware.

– w imieniu firmy Check Point w Polsce wypowiada się Wojciech Głażewski, Country Manager.

Związek Cyfrowa Polska powołał Komitet ds. Cyberbezpieczeństwa

W Związku Cyfrowa Polska powstał nowy Komitet, który będzie zajmować się kwestiami dotyczącymi cyberbezpieczeństwa. – To odpowiedź na dzisiejsze potrzeby, z którymi mierzy się rynek cyfrowy i nowoczesnych technologii. Zwłaszcza, że na horyzoncie mamy sieć piątej generacji – mówi prezes Związku Michał Kanownik.

Firmy, które weszły w skład Komitetu ds. Cyberbezpieczeństwa to: Asseco, Ericsson, HP, HPE, IS-Wireless oraz Samsung. Do jego zadań będzie należało m.in. monitorowanie i opiniowanie projektów ustaw oraz innych regulacji prawnych z zakresu cyberbezpieczeństwa, doradzanie w kwestiach związanych z bezpiecznym prowadzeniem biznesu, podnoszenie świadomości dot. cyberbezpieczeństwa wśród przedsiębiorców i administracji publicznej.

Najróżniejsze ekspertyzy pokazują, że w Polsce cały czas niestety brakuje wiedzy, jak bezpiecznie korzystać z narzędzi cyfrowych. Dlatego bardzo ważnym wyzwaniem jest budowanie takiej świadomości – ocenia Michał Kanownik. I podkreśla, że w perspektywie uruchomienia 5G cyberbezpieczeństwo staje się kluczowe dla funkcjonowania całego państwa. – Sieć piątej generacji przyniesie nam wiele nowych usług i narzędzi na nieznaną dotąd skalę. Zapewnienie bezpieczeństwa cybernetycznego będzie miało fundamentalne znaczenie do rozwoju wszystkich sektorów gospodarki – dodaje Michał Kanownik.

Sektor nowoczesnego handlu przechodzi ciężki test, fundamentalne zmiany stają się faktem

Rok 2020 na rynku nieruchomości handlowych w Polsce, ale również w skali globalnej, został zdominowany przez pandemię COVID-19. Branża modowa oraz rozrywkowo-gastronomiczna w największym stopniu odczuły skutki kilkukrotnych „lockdownów” oraz obostrzeń sanitarnych.

W ciągu ostatnich kilku lat segment nowoczesnego handlu w Polsce wszedł w fazę dojrzałości, tempo przyrostu nowej powierzchni wyraźnie zwolniło, a rynek kształtują raczej zmiany jakościowe, niż ilościowe. Jeszcze na początku 2020 r. prognozy dotyczące kondycji sektora obiektów handlowych były optymistyczne, nawet pomimo coraz wyraźniej postępujących zmian w trendach konsumenckich, rosnącej roli e-handlu czy narastającej tendencji klientów do zakupów w małych, lokalnych „centrach zakupów”. Po wybuchu pandemii COVID-19 zarówno właściciele centrów handlowych, jak i najemcy , zwłaszcza z sektora rozrywki, ale również pozostałych branż, zamiast planować dalsze etapy rozwoju zaczęli walczyć o przetrwanie w niepewnych warunkach rynkowych – kolejnych ograniczeń działalności i funkcjonowania w dobie surowych reżimów sanitarnych. Polska Rada Centrów Handlowych szacuje utracone obroty najemców z powodu trzykrotnego ograniczenia funkcjonowania obiektów handlowych w Polsce na kwotę ok. 30 mld zł. Wiosenny „lockdown” skutkował spadkiem przychodów na ponad 17,5 mld zł. Listopadowe zamknięcia w galeriach przyniosły ok. 8 mld zł strat w obrotach, a konsekwencją wprowadzenia kolejnych ograniczeń w handlu od 28 grudnia 2020 roku będzie dziura w obrotach branży na poziomie ponad 4 mld zł. Branża rozrywkowa, która nawet w czasie otwarcia obiektów handlowych pozostawała zamknięta albo działała w bardzo ograniczonym zakresie, poniesie największe straty.

W 2020 r. wolumen nowoczesnej powierzchni handlowej w Polsce przyrósł jedynie o ok. 330 tys. m kw. Od kilkunastu kwartałów najszybsze tempo wzrostu notują rynki handlowe miast o liczbie mieszkańców do 100 tys. W minionym roku właśnie w miastach tej wielkości dostarczono ponad 50% podaży nowej powierzchni, zazwyczaj w formacie małych parków lub centrów handlowych. Segment takich obiektów pełniących funkcję lokalnych centrów zakupów wciąż notuje dynamiczne wskaźniki wzrostu, do czego przyczynia się kombinacja kilku sprzyjających czynników. Obecna praktyka pokazuje, że to właśnie obiekty typu „convenience” obsługujące lokalne społeczności, z rozbudowaną ofertą „codziennych zakupów”, zlokalizowane blisko domu, a także z racji niedużych rozmiarów zapewniające lepsze poczucie bezpieczeństwa, mogą pochwalić się najlepszą kondycją w obecnych, pełnych niespodziewanych wyzwań czasach ograniczenia życia społecznego. Rok 2020 zdecydowanie należał do tego sektora.

Na rynki największych aglomeracji przypadło jedynie ok. 24% nowej powierzchni handlowej. W minionym roku żaden z nowych obiektów handlowych oddanych do użytkowania nie przekroczył 25 tys. m kw. powierzchni. W formacie centrów handlowych największe otwarcia 2020 r. to Galeria Wiślanka w Żorach (20 tys. m kw.) i Dekada w Nysie (19 tys. m kw.).

Na koniec grudnia 2020 r. w budowie było ok. 352 tys. m kw. powierzchni najmu, z planowanym terminem ukończenia do końca 2021 r. W dłuższej perspektywie spodziewamy się jeszcze większego ograniczenia wolumenu nowej podaży, gdyż pandemia spowodowała wstrzymanie decyzji dotyczących dużej ilości planowanych inwestycji, co spowoduje znaczne opóźnienia ich realizacji.

Z wolumenu budowanej obecnie powierzchni największa część – ok. 67% – przypadnie miastom o liczbie mieszkańców do 100 tys. Warto podkreślić wysoki udział formatu parków handlowych, który stanowi około 34% realizowanej obecnie nowej powierzchni. Dominują projekty małe, o powierzchni najmu 5-10 tys. m kw., ulokowane w miastach o liczbie mieszkańców poniżej 100 tys. Format ten, generujący zarówno niższe koszty budowy, jak i działalności operacyjnej, wciąż cieszy się stabilnym poziomem zainteresowania ze strony najemców. Tylko około 13% budowanej obecnie powierzchni zasili rynki największych metropolii, o liczbie mieszkańców przekraczającej 400 tys.

Pandemia i wszystkie związane z nią obostrzenia nakładane na segment handlu stacjonarnego przyspieszyły wzrost sektora e-commerce w Polsce. Według różnych szacunków, wartość sprzedaży przez internet powiększyła się w 2020 r. o 25-30%, czyli uzyskała tempo rozwoju nienotowane od kilku lat. Zgodnie z danymi GUS podczas pierwszego „lockdownu” udział sprzedaży e-commerce w wartości sprzedaży detalicznej w kwietniu osiągnął rekordową wartość 11,9%. W kolejnych miesiącach, w związku z luzowaniem obostrzeń i otwarciem branży handlu stacjonarnego, udział ten stabilizował się stopniowo do poziomu ok. 6%-7% w okresie wakacyjnym. Kolejne ograniczenia nałożone na centra handlowe w listopadzie ponownie spowodowały wzrost udział e-handlu do poziomu 11,4%. Tak wysoki udział sprzedaży przez internet w wartości sprzedaży detalicznej jest efektem nie tylko ograniczeń w działalności tradycyjnych obiektów handlowych, ale i coraz szybciej postępujących zmian w zachowaniach zakupowych polskiego konsumenta. Warto zwrócić uwagę zwłaszcza na rosnącą grupę klientów starszego pokolenia, z których niektórzy po raz pierwszy dokonali e-zakapów w czasie pandemii, oraz rosnącej popularności zakupów spożywczych on-line. Dynamicznie rosnący udział e-commerce i szansa, jaką daje „omnichannel” na kontynuowanie działalności w dobie surowych ograniczeń pandemicznych, skłoniły wiele sieci handlowych do zwiększenia inwestycji w technologie umożliwiające sprzedaż online. W kolejnych latach spodziewamy się wzmocnienia tego trendu, zwłaszcza w kontekście spodziewanego wejścia na polski rynek globalnych platform zakupowych takich jak Amazon czy Alibaba.

Chociaż w obecnej pandemicznej rzeczywistości rynkowej częściej docierają głosy o zamykaniu niż otwieraniu lokalizacji handlowych, w 2020 roku odnotowano jednak wejście na polski rynek nowych marek, które są ważnym aspektem dla rozwoju sektora handlowego w Polsce. Najbardziej spektakularnym i długo oczekiwanym debiutem było otwarcie sklepu Primark w warszawskiej Galerii Młociny oraz Urban Outfitters w Elektrowni Powiśle. Sukcesywnie ogłaszane są kolejne lokalizacje tego giganta w wiodących centrach handlowych.

Jaki będzie rok 2021 w sektorze handlowym?

Fundamentalne zmiany w obrazie nowoczesnego handlu w Polsce mogą jeszcze przyspieszyć. Wraz ze zmianą zachowań konsumenta trend związany z „lokalnością” życia został dostrzeżony przez wielu najemców, którzy do tej pory zazwyczaj lokowali swoje sklepy w galeriach handlowych. Przyszłość przyniesie dalszy wzrost inwestycji w małe centra i parki handlowe o profilu zakupów codziennych. Ekspansja operatorów handlowych z ofertą o profilu „ekonomicznym” nie będzie zwalniać tempa. Z kolei najbardziej dotknięte pandemią sektory – gastronomiczny i rozrywkowy będą poszukiwać nowych modeli funkcjonowania. Nasileniu ulegnie również tendencja do zastępowania starych formatów handlowych, których formuła już się wyczerpała, nowymi rozwiązaniami łączącymi kilka różnorodnych funkcjonalności. Niebagatelna będzie też waga nowoczesnych technologii i ich implementacja w działalności sieci handlowych, która może zadecydować o zajęciu najlepszych pozycji w walce o portfel konsumenta w czasach zmian strukturalnych – Fabrice Paumelle, Dyrektor Działu Powierzchni Handlowych, Europa Środkowa i Wschodnia, BNP Paribas Real Estate Poland