Katarzyna Pankiewicz wzmocniła zespół Golden Star Group

Do zespołu Golden Star Group, globalnej firmy inwestycyjnej, dołączyła Katarzyna Pankiewicz. Korzystając z ponad 25-letniego doświadczenia na międzynarodowych rynkach nieruchomości, odpowiada za wynajem nieruchomości biurowych znajdujących się w portfolio firmy w Polsce, ze szczególnym uwzględnieniem kompleksu Oxygen Park w Warszawie.

– Jest nam niezmiernie miło powitać Katarzynę jako Senior Leasing Managera w naszym zespole w Polsce. Katarzyna będzie koordynowała strategię komercjalizacji projektów biurowych, znajdujących się w naszym polskim portfelu. Jesteśmy przekonani, że jej wiedza, doskonała znajomość lokalnego rynku oraz oczekiwań najemców, przełożą się na sukcesy w komercjalizacji poszczególnych projektów i rozwój całego naszego portfolio – powiedział Gal Peleg, CEO Golden Star Group.

Katarzyna Pankiewicz posiada 25-letnie doświadczenie zawodowe, zdobyte w międzynarodowych firmach o profilu deweloperskim i inwestycyjnym. Przed dołączeniem do Golden Star Group, przez 7 lat pełniła funkcję Dyrektora ds. Wynajmu i Sprzedaży powierzchni biurowych w firmie Yareal. Wcześniej, przez ponad 16 lat pracowała w GTC, gdzie zajmowała stanowisko Dyrektora Komercyjnego, odpowiedzialnego za leasing wszystkich budynków znajdujących się w portfelu firmy.

– Niezwykle cieszę się z podjęcia nowej roli, w której będę miała przyjemność pracować w Golden Star Group i koordynować działania komercjalizacyjne dla nieruchomości biurowych, charakteryzujących się najwyższą jakością, dogodną lokalizacją oraz licznymi rozwiązaniami, przekładającymi się na komfort i bezpieczeństwo najemców. Moje działania będą koncentrowały się w pierwszej kolejności na warszawskim rynku biurowym i przygotowaniu nowoczesnych rozwiązań przestrzennych, które w pełni odpowiedzą na dynamicznie zmieniające się potrzeby naszych Klientów – skomentowała Katarzyna Pankiewicz, Senior Leasing Manager w Golden Star Group.

Oxygen Park, którego komercjalizację koordynuje Katarzyna Pankiewicz, to nowoczesny kompleks biurowy, zlokalizowany bezpośrednio przy Alejach Jerozolimskich w biznesowym obszarze Warszawy. Projekt składa się z dwóch sześciokondygnacyjnych budynków o łącznej powierzchni najmu ponad

18 000 m kw. Oxygen Park został zaprojektowany, aby zapewnić jak najlepsze i najbardziej komfortowe środowisko pracy. Całkowicie przeszklona fasada gwarantuje maksymalne doświetlenie światłem dziennym, a otwierane okna umożliwiają wentylację pomieszczeń świeżym powietrzem. Oprócz najwyższej jakości powierzchni biurowych, do dyspozycji najemców Oxygen Park są również zielone patio ze strefą relaksu oraz punkty handlowo-usługowe, obejmujące m.in. kantynę i piekarnię. W kompleksie przygotowano również 162 miejsca parkingowe w garażu podziemnym, stojaki rowerowe oraz szatnie z prysznicami. Projekt architektoniczny Oxygen Park powstał w renomowanej pracowni JEMS Architekci, a inwestycja została oddana do użytku w 2013 r.

Branża IT odporna na koronakryzys. Wyzwaniem stają się najnowsze technologie, takie jak automatyzacja i sztuczna inteligencja

Pandemia zmieniła oblicze biznesu oraz firm z branży IT. Według styczniowego raportu Banku Pekao sektor oprogramowania i usług IT rozwijał się w ostatnich latach dwukrotnie szybciej niż średnio cała polska gospodarka. Dane za I półrocze 2020 roku wskazują co prawda na niższą dynamikę tego sektora, jednak notowany jest wzrost, podczas gdy niemal cała gospodarka zaliczyła znaczące spadki. Branżę napędzać będzie nie tylko potrzeba cyfryzacji biznesu, lecz także wykorzystanie najnowszych technologii, takich jak sztuczna inteligencja czy uczenie maszynowe. Zmieniające się środowisko to jednak także wyzwanie dla firm i działów IT.

– Pandemia znacząco przyspieszyła zmiany, które były wprowadzane przez działy IT. W ciągu kilku dni, tygodni trzeba było się przestawić z pracy biurowej na pracę zdalną, a w takich branżach jak finanse, ubezpieczenia czy administracja publiczna to nie były oczywiste sposoby pracy, było dużo ograniczeń, regulacji, które trzeba było bardzo szybko dostosować do zmieniającego się świata. I na pewno przyspieszyły wszystkie zmiany, które były zaplanowane, przechodzenie do cyfryzacji wszystkich procesów tak, żeby każdy mógł z dowolnego miejsca zrealizować to, co wcześniej było wykonywane często ręcznie – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Piotr Biegun, członek zarządu firmy RevDeBug.

W czasie kryzysu wywołanego przez pandemię COVID-19 branża oprogramowania i usług IT okazała się być jednym z sektorów najbardziej odpornych na załamanie gospodarcze. Z raportu przygotowanego przez ekonomistów Banku Pekao „Oprogramowanie i usługi IT. Charakterystyka branży, perspektywy rozwojowe, główne obszary” wynika, że nagłe przeniesienie części życia zawodowego i prywatnego do kanałów zdalnych przyspieszyło proces transformacji cyfrowej, a istotną rolę odegrał w tym również wzmożony popyt na rozrywkę domową.

Według styczniowego raportu Pekao SA cała branża IT w Polsce osiąga przychody rzędu 85 mld zł, nie licząc obrotów mikrofirm. Sektor oprogramowania i usług IT generuje ok. 55 mld zł, czyli ok. 2/3 całej branży informatycznej, a zdaniem ekspertów udział ten systematycznie rośnie i zmierza do wartości powyżej 70 proc. Dane za I półrocze 2020 roku wskazują co prawda na niższą dynamikę tego sektora (wzrost o 6 proc. r/r), jednak to bardzo dobry wynik na tle całej gospodarki, w której większość branż zaliczyła znaczące spadki.

Nie oznacza to jednak, że branża przez pandemię nie odczuła żadnych kłopotów.

– Obecnie pracownicy działów IT borykają się najczęściej z problemami braku zasobów, ponieważ trzeba dostarczać oprogramowanie szybciej, trzeba więcej rzeczy cyfryzować, wdrażać nowe rozwiązania. I to, czego zawsze brakuje, to jest czas i zasoby. I oczywiście pojawiają się rzeczy specyficzne dla poszczególnych firm, czyli zmiany prawne, ale to zawsze kończy się tym samym, po prostu jest za mało zasobów. Obecnie według badań w Polsce brakuje około 200 tys. programistów, prawdopodobnie ta liczba jeszcze bardziej wzrośnie – wskazuje Piotr Biegun.

Krajobraz branży IT po pandemii powinien być bardzo pozytywny. Większość raportów branżowych mówi o tym, że wydatki w obszarze IT będą dynamicznie wzrastać. Ich wzrost powiązany jest z zapotrzebowaniem biznesu na nowe rozwiązania, oprogramowanie czy funkcjonalności i to powoduje, że firmy będą zatrudniać coraz więcej pracowników do działów IT i wydawać coraz więcej środków na nowe rozwiązania z tego obszaru.

– Rzeczą, która się mocno zmieni w świecie IT, jest to, że będziemy dużo rzeczy automatyzowali, będzie się pojawiało coraz więcej sztucznej inteligencji, machine learningu i to będzie powodowało nowe utrudnienia, z którymi będziemy musieli sobie poradzić. Z jednej strony będziemy mogli szybciej rozwiązywać bardziej skomplikowane problemy, ale w momencie, kiedy utracimy kontrolę nad tym, jak pewne rzeczy działają, będzie to też wymagało dostosowania się działów IT do nowej sytuacji – wskazuje ekspert.

Jak podkreśla, po ustaniu pandemii cały czas będzie dynamicznie wzrastać zapotrzebowanie na usługi działów IT.

– Będziemy mieli potrzebę cyfryzacji istniejących procesów, wdrażania nowych rozwiązań. Ciekawsze wydaje się to, co się dzieje w poszczególnych segmentach w samym IT, ponieważ wydatki w IT będą rosły po kilka procent rok do roku, natomiast obszary takie jak np. sztuczna inteligencja, machine learning będą rosły kilka razy szybciej – podkreśla członek zarządu firmy RevDeBug.

Wymiana energii między konsumentami pozwoli kupować ją po dużo niższych stawkach. Przyszłością branży jest technologia blockchain

Dzięki platformom sprzedaży łączącym bezpośrednio dostawców energii z konsumentami będzie można dokonywać transakcji po dużo niższych niż dotychczas cenach. Taki model już dziś sprawdza się m.in. w USA czy Niemczech, jednak w Polsce nie został jeszcze wdrożony z uwagi na obowiązujące prawo. Wprowadzenie go może przyspieszyć dynamiczny wzrost popularności energii odnawialnej, w tym paneli fotowoltaicznych. W skutecznych i bezpiecznych transakcjach pomoże natomiast technologia blockchain.

– Jest bardzo duży potencjał w digitalizacji energetyki – wszystkich spraw związanych z transakcją czy ułatwieniem procesu zmiany sprzedawcy bądź procesu zawarcia umowy na instalację fotowoltaiczną. To rynek, który jest związany z bardzo dużą biurokracją, która nie zawsze jest potrzebna i są sposoby, żeby to rozwiązać inaczej. Będziemy zaskoczeni postępem pod tym względem – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Emmanuel Lickel-Skiba, założyciel portalu dobryprad.pl.

Na świecie coraz mocniej odczuwalny jest trend decentralizacji sprzedaży energii elektrycznej. Na popularności zyskują platformy P2P, które bezpośrednio łączą dostawców i odbiorców prądu. Według autorów raportu, sporządzonego przez Międzynarodową Agencję Energii Odnawialnej, taki model sprzedaży sprawdzi się przede wszystkim w energetyce odnawialnej – dzięki bezpośredniej sprzedaży umożliwia wzmocnienie pozycji konsumentów, a także pozwala lepiej zarządzać energią poprzez równoważenie jej popytu i podaży.

– W Nowym Jorku właściciele dachów mieli możliwość zainstalować panele i handlować energią z sąsiadami, którzy nie mieli dostępu do paneli. Oczywiście ten sprawdzian miał charakter pilotażowy, ale okazał się prawidłowy, funkcjonujący. Powinniśmy wziąć przykład z USA i wdrożyć własne pilotaże na przykład w sektorze energetycznym w Polsce – wskazuje ekspert.

Według Technavio rynek obrotu energią elektryczną będzie rósł w średniorocznym tempie sięgającym 10 proc. Jednym z głównych czynników napędzających będzie wdrożenie technologii blockchain w procesie sprzedaży. Platformy wymiany działają już m.in. w USA, Niemczech czy Wielkiej Brytanii. Według raportu IRENA dzięki decentralizacji procesu sprzedaży australijska platforma Power Ledger pozwoliła odbiorcom energii zaoszczędzić na rachunkach średnio około 420 dol.

W Polsce taka wymiana handlowa nie jest na razie możliwa z uwagi na obowiązujące prawo. W najbliższych latach może jednak stać się rzeczywistością. Sprzyjać temu będzie przede wszystkim większa dostępność paneli fotowoltaicznych, których ceny będą spadać. W efekcie coraz więcej gospodarstw zacznie produkować energię, co będzie sprzyjało tworzeniu rynku łączącego dostawców i odbiorców.

– W związku z uwolnieniem tego rynku, ale też z decentralizacją rynku energii będziemy stopniowo widzieć odpowiednie rozwiązania prawne, które pozwolą odbiorcy indywidualnemu, który generuje dużo energii elektrycznej, np. z paneli fotowoltaicznych, odsprzedać tę energię swoim sąsiadom. Takie rozwiązania jeszcze nie istnieją w Polsce, ale będą powoli wdrażane, bo jest to w interesie każdego państwa, odbiorców, ale też operatorów sieci dystrybucyjnych, żeby każdy z nas był w stanie w ramach swoich możliwości generować energię – przekonuje Emmanuel Lickel-Skiba.

Tymczasem w skali światowej obserwowany jest duży wzrost zainteresowania technologią blockchain na rynku energetycznym. Według raportu sporządzonego przez QY Research rynek ten do 2025 roku przekroczy wartość miliarda dolarów. Dla porównania w 2019 roku było to 430 mln dol.

Czy wzrośnie akcyza na piwo?

W czasach kryzysu naturalne jest to, że rząd poszukuje nowych źródeł wpływów do skarbu państwa. Wiele propozycji mających podratować państwowy budżet obraca się wokół podatku akcyzowego i podatku VAT. Jedna z nich dotyczy podniesienia stawki podatku akcyzowego na wyroby alkoholowe, a w szczególności na piwo. Autorzy projektu chcą, by stawka akcyzy na piwo została zrównana ze stawką, która teraz nałożona jest na alkohole spirytusowe – takie jak wódki. Propozycja ta spotyka się ze zdecydowanym sprzeciwem browarników, dla których zmiana stawek może oznaczać utracenie konkurencyjności na rynku alkoholi.

– Projekt zrównania stawek na wódkę i piwo należy odebrać jako chęć przejęcia rynku piwa przez wyroby spirytusowe – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Bronicki, doradca podatkowy w BBGTAX. – Gdyby projekt ten został wprowadzony w życie, zagrożone byłoby istnienie wiele browarów – szczególnie tych małych. Zrównanie stawek akcyzowych w dużym stopniu uderzyłoby by w duże browary, które straciłyby dużą część rynku – ale przede wszystkim w browary małe. Mali przedsiębiorcy produkujący piwo korzystają co prawda z ulgi, w postaci połowy stawki podatku akcyzowego. Jednak zastosowanie stawki akcyzowej używanej przy wódce sprawiłoby, że opodatkowanie piwa wzrosłoby nawet czterokrotnie. To bardzo odciążyłoby rynek browarniczy – przestrzega Bronicki.

Różne stawki akcyzy to świadoma decyzja ustawodawcy

Rozmowa o systemie podatkowym często prowadzi do użycia sformułowania “luka prawna”. Luki w systemie podatkowym służą firmom i osobom fizycznym do omijania płacenia danin. Jednak w przypadku niektórych podatków powinniśmy być bardzo ostrożni z używaniem tego sformułowania. Jednym z nich jest akcyza. Apele o rzekome „urealnienie stawek akcyzy” czy też „usunięcie luki akcyzowej” są po prostu nietrafione. Są to najczęściej tezy firm zagranicznych, które mimo wysokich obrotów deklarują relatywnie niski podatek dochodowy w Polsce – a całość podatków próbują przerzucić na polskich konsumentów – i to w ramach ceny wyrobów ich rynkowych konkurentów. Padające w przestrzeni medialnej kwoty i liczby również opierają się na nierealnych założeniach, jakoby cena produktów nie miała wpływu na ich popyt, a więc że można dowolnie zwiększyć opodatkowanie akcyzą, a społeczeństwo kupi tyle samo produktów.

– To, że mamy różne stawki akcyzy na różne produkty absolutnie nie oznacza, że mamy do czynienia z lukami prawnymi. Nałożenie różnej wysokości akcyzy jest świadomą decyzją ustawodawcy – powiedział serwisowi eNewsroom Krzysztof Rutkowski, radca prawny, doradca podatkowy i partner w Kancelarii Doradztwa Celnego i Podatkowego Rutkowski i Wspólnicy sp. z o.o. – Jeśli ustawodawca zdecydował się opodatkować niżej auta elektryczne i auta hybrydowe od starych diesli, nie jest to żadna luka prawna – tylko świadoma decyzja. To samo dotyczy nowatorskich wyrobów tytoniowych, gdy porównujemy je do papierosów. Nie można mówić o żadnej luce: jest to świadoma decyzja ustawodawcy, podyktowana względami zdrowia publicznego i kosztu produkcji konkretnych wyrobów Zwiększenie akcyzy na jedną grupę wyrobów raczej przeniesie konsumpcję na inną kategorię wyrobów – np. zwiększenie akcyzy i wzrost cen piwa, skłoni społeczeństwo do picia wódki, a wzrost akcyzy na mniej szkodliwy tzw. podgrzewany tytoń spowoduje powrót do bardziej szkodliwych tradycyjnych papierosów.  Akcyza jest obecnie podatkiem dość szczelnym, zaś same różnice w stawkach akcyzy – np. w motoryzacji, wyrobach alkoholowych czy tytoniu – nie mają nic wspólnego z rzekomą „luką” –  wyjaśnia Rutkowski.

Jak nic się nie zmieni, to sprawy frankowiczów będą się ciągnąć w sądach przez następnych kilkanaście lat

Ten rok może być dla banków trudniejszy niż ubiegły pod względem liczby pozwów oraz unieważnionych umów kredytowych. Obecnie ok. 8% frankowiczów dochodzi swoich praw. Wkrótce drugie tyle może się na to zdecydować. Banki będą chciały złagodzić skutki tej walki, ale nie należy oczekiwać, że zaczną zawierać masowe ugody. Raczej zwrócą się o pomoc do państwa. Niemniej trudno uwierzyć, że taka sytuacja nastąpi w tym roku. Z kolei brak zmian spowoduje, że spory sądowe będą się ciągnęły aż do czasu wygaśnięcia umów. To w praktyce oznacza, że temat nie zniknie z przestrzeni publicznej jeszcze przez co najmniej kilkanaście lat.

Więcej pozwów

Dotychczas dopiero ok. 8% frankowiczów rozpoczęło starania w zakresie dochodzenia swoich roszczeń. Wyraźnie odczuwalny jest jednak wzrost zainteresowania tego typu postępowaniami. W zeszłym roku liczba nowych spraw kredytowych w niektórych kancelariach podwoiła się. Można zatem przewidywać, że w tym roku kolejne kilka bądź kilkanaście procent kredytobiorców złoży swoje pozwy. Patrząc zatem na sytuację, ostrożnie można szacować, że w całym kraju nawet 15-18% frankowiczów zacznie dochodzić swoich praw w procesach sądowych.

O przyszłości spraw frankowych w dużej mierze decydować będzie też sytuacja gospodarcza. Jeśli frank zdrożeje lub z powodów ekonomicznych, wynikających np. bezpośrednio z lockdownu, spłata rat okaże się zbyt trudna, to zapewne jeszcze więcej osób będzie chciało przeciwdziałać rosnącym zobowiązaniom, występując przeciwko bankom lub zaprzestając spłaty kredytu. Pogorszenie się sytuacji materialnej w wyniku pandemii może zmotywować wielu ludzi do pozbycia się wieloletnich obciążeń.

Dlatego rok 2021 będzie wyjątkowy pod względem kierowanych roszczeń. Odsetek wygranych spraw jest coraz wyższy. Kredytobiorcy właściwie codziennie mają możliwość zapoznania się z kolejnymi uzasadnieniami wyroków związanych z tożsamymi umowami kredytowymi jak te, które będą ich wiązać jeszcze przez kilka lub kilkanaście lat. To bardzo zachęca do dochodzenia swoich praw.

Banki walczą o swoje

Już pod koniec ub.r. przedstawiciele sektora bankowego zorientowali się, że ogromny przyrost nowych spraw może doprowadzić do poważnego kryzysu finansowego i upadłości wielu banków. Coraz głośniej słychać więc nawoływanie do przedstawiania kredytobiorcom propozycji ugodowych, które złagodzą poważne skutki toczącej się walki. Jednak na podstawie dotychczasowych obserwacji można wnioskować, że bankom wcale nie zależy na ugodach. Pod pretekstem starań o nie zapewne będą chciały w tym roku wymóc na Skarbie Państwa ustępstwa dla siebie. Trudno się jednak spodziewać, że NBP zgodzi się np. na dopłaty do każdego kredytu.

Podmioty rynku finansowego rozpoczęły rozmowy zmierzające do rozwiązania problemu frankowego. Jednak na ten moment nie wynika z nich nic, co realnie można by było wprowadzić. Banki raczej nie uzyskają pomocy państwa w formie ustawowej regulacji, choć to pewnie byłoby dla nich obecnie najlepszym rozwiązaniem.

Banki są już pod ścianą. W odpowiedzi na korzystne dla frankowiczów rozstrzygnięcia, polegające na unieważnianiu umów bądź eliminowaniu z nich niedozwolonych postanowień, zaczęły stosować politykę „zastraszania”. Polega ona na informowaniu kredytobiorców o możliwych przyszłych roszczeniach z tytułu korzystania z kapitału banku w przypadku uznania umowy za nieważną. Jednak nie ma do nich skutecznych podstaw prawnych, co potwierdzają orzeczenia sądów w pierwszych tego typu sprawach. Niewykluczone jest więc, że w tym roku banki będą szukały nowych pomysłów na zniechęcanie kredytobiorców do prowadzenia postępowań sądowych.

Zapchane sądy

Nie należy się spodziewać, że w tym roku zostanie rozwiązany problemem przewlekłości postępowań. Jest on bardzo złożony i wynika przede wszystkim z braków kadrowych. Wprawdzie w Sądzie Okręgowym w Warszawie powstaje nowy wydział przeznaczony tylko i wyłącznie do orzekania w sprawach frankowych. Jednak to niestety może sprawić, że kredytobiorcy będą jeszcze dłużej czekali na rozstrzygnięcia. Ministerstwo Sprawiedliwości nie widzi bowiem możliwości powołania dodatkowych etatów dla sędziów mających orzekać w tym wydziale.

Obecnie sprawy frankowe są rozpoznawane przez sześć wydziałów Sądu Okręgowego w Warszawie. Gdy powstanie nowa jednostka, wszystkie nowe postępowania będą kierowane do „wydziału kredytów frankowych”, w którym to jednak będzie orzekać tylko siedmiu lub ośmiu sędziów. Tym samym szybciej będą wydawane wyroki w innych sprawach rzeczowo właściwych dla tego sądu. Istnieje więc obawa, że dla kredytobiorców powstanie dedykowanego wydziału nic nie zmieni. Dalej na rozstrzygnięcie będą czekać latami.

Tylko nieliczni sędziowie mają już wypracowane podejście w sprawach kredytowych. Niestety większość z nich w dalszym ciągu błądzi, przesłuchując wszystkich zgłaszanych przez banki świadków, także tych, którzy nigdy nie mieli styczności z kredytobiorcami. Dotychczas średni czas oczekiwania na nieprawomocne rozstrzygniecie wynosił dwa lata. W Gdańsku czy w Warszawie proces w pierwszej instancji trwał około trzech lat. Natomiast w mniejszych miastach, takich jak np. Olsztyn, Białystok czy Toruń, postępowania kończą się już po roku.

Można stwierdzić, że procesy hamuje sceptyczne podejście samych sędziów do szybkiego wydawania wyroków i oddalania bezzasadnych wniosków dowodowych składanych przez banki. Opóźnienia generuje również powoływanie biegłych, którzy sporządzają swoje opinie średnio przez 6-8 miesięcy. Następnie banki składają do nich zastrzeżenia i zadają kolejne pytania, a to wiąże się z koniecznością wydania opinii uzupełniających w okresie kolejnych kilku miesięcy. Trudno przewidywać, że w tym roku tego typu praktyki samoistnie się zmienią.

Problem do rozwiązania

Sędzia, który na co dzień wydaje wyroki w tego typu sprawach, mając dostęp do orzeczeń bazujących na tożsamych wzorcach umów kredytowych, powinien pomijać wnioski dowodowe zgłaszane przez strony, które nie mają znaczenia w zakresie dochodzonego roszczenia. W przypadku wyroków ustalających, że umowa kredytu jest nieważna nie ma potrzeby przesłuchiwania świadków ani sporządzania opinii przez biegłego. W takiej sytuacji czas rozpoznania sprawy skraca się do minimum, tj. właściwie do jednej rozprawy, po której zapadałby wyrok. Ocenie podlega bowiem wyłącznie treść umowy. Jednak w praktyce to się prawie nie zdarza.

Jeszcze bardziej niezrozumiałym zjawiskiem jest niestosowanie przez sędziów art. 1561 k.p.c. Dzięki nowelizacji procedury cywilnej z dnia 4 lipca 2019 r. możliwe jest pouczenie stron o prawdopodobnym rozstrzygnięciu sprawy. To pozwalałoby na zawarcie większej liczby ugód. Wysyłając pozew do banku, sąd powinien poinformować o prawdopodobnym rozstrzygnięciu, a wtedy bank mógłby sam zainicjować rozmowy ugodowe i zaproponować korzystną dla obu stron ugodę. Bez tak jednoznacznych działań ze strony orzekających, będziemy mieli w 2021 roku kolejne informacje prasowe o rekordowych referatach sędziów i brakach miejsc na akta w sądowych szafach.

Można też z dużym prawdopodobieństwem przewidywać, że sprawy frankowiczów będą się toczyły jeszcze przez dobrych kilkanaście lat, czyli dopóki będą obowiązywały umowy kredytowe. Po spłaceniu zobowiązań więcej osób będzie zainteresowanych pójściem do sądów w celu dochodzenia roszczeń finansowych, bo znikną ich obawy np. przed egzekucją wynikającą z zabezpieczeń, tj. przejęcia nieruchomości przez bank. Niestety, ale w dalszym ciągu bardzo często kredytobiorcy przychodzący do kancelarii mając tego typu obawy.

Frankowicze często oczekują jedynie gwarancji, że sądy w Polsce będą respektowały obecne prawo, szczególnie to unijne. Jednak niestety sądy w Polsce nigdy nie zapewniały jednolitego orzecznictwa. Nie zmieni tego nawet oczekiwana uchwała Sądu Najwyższego, mająca na celu ujednolicenie stanowiska sądów w zakresie rozliczeń stron w sytuacji stwierdzenia nieważności umowy. Prezesi bądź przewodniczący wydziałów powinni zacząć kontrolować to, czy sędziowie, których wyroki są uchylane przez sądy odwoławcze, w kolejnych sprawach wyciągają z tego jakiekolwiek wnioski.

Oczywiście każda sprawa frankowa może w jakimś stopniu różnić się od poprzedniej. Do tego przegrana nie musi być wcale „winą” sędziego nierespektującego prawa oraz orzekającego wbrew orzecznictwu TSUE. Może być np. konsekwencją błędów procesowych, nieprawidłowego sformułowania roszczeń, braku prawidłowej argumentacji, nierzetelności dokonanych wyliczeń, a także nieprzedstawienia stosownych dokumentów pozwalających udowodnić dochodzone roszczenie. Banki wyolbrzymiają znaczenie nieistotnych okoliczności i wytkną każdy zauważony błąd.

Autorem publikacji jest adwokat Jacek Mikołajonek z Kancelarii MBM Legal

„#Szczepimy się!”. Ogólnopolski program szczepień przez pryzmat oglądalności stron rządowych

W połowie stycznia ruszył ogólnopolski program szczepień przeciw COVID-19. Analitycy Gemius i PBI sprawdzili, w jaki sposób przełożyło się to na zainteresowanie internautów stronami rządowym. Analizę uzupełniono o dane dotyczące kampanii Ministerstwa Zdrowia pod hasłem „#Szczepimy się”, zachęcającej do szczepień.

Możliwość zgłoszenia chęci szczepienia, a także rejestracji na nie, została udostępniona 15 stycznia za pośrednictwem witryny https://szczepimysie.pacjent.gov.pl/, stanowiącej część serwisu Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Funduszu Zdrowia – www.pacjent.gov.pl. Dużą porcję informacji znaleźć też można na stronie https://www.gov.pl/web/szczepimysie (część serwisu www.gov.pl), do której kieruje kampania promocyjna „Szczepimy się”, a także na witrynie NFZ – https://www.nfz.gov.pl/, dlatego też analiza objęła wszystkie te serwisy.

Jak wynika z danych, 15 stycznia, a więc w dniu uruchomienia rejestracji online, na wszystkich analizowanych stronach nastąpił wzrost liczby użytkowników (RU), przy czym największy skok zaobserwować można było w przypadku witryn www.gov.pl (1,9 mln RU) oraz www.pacjent.gov.pl (1,8 mln RU). Stronę Narodowego Funduszu Zdrowia także odwiedziło więcej internautów niż zwykle (254 tys. RU), chociaż różnica nie była tu tak znacząca, jak w przypadku dwóch wcześniej wymienionych serwisów. 22 stycznia, a więc w dniu udostępnienia rejestracji pacjentom powyżej 70 r.ż., również dało się zauważyć wzrost liczby internautów na witrynie www.pacjent.gov.pl (859,9 tys. RU), jednak mniej spektakularny niż tydzień wcześniej. Na wszystkich omawianych stronach liczba internautów wzrosła też 25 stycznia, w dniu startu szczepień seniorów, przy czym najbardziej widoczne jest to w przypadku www.gov.pl (973,3 tys.).Ogólnopolski program szczepień przez pryzmat oglądalności stron rządowych

Zwiększona aktywność internautów na omawianych witrynach odzwierciedlona jest również w liczbie wygenerowanych odsłon. Szczególnie duży wzrost widoczny jest w przypadku strony www.pacjent.gov.pl, na której 15 stycznia odnotowano aż 14,2 mln odsłon – o 10,9 mln więcej niż dzień wcześniej. Skok liczby odsłon na stronie www.gov.pl był znacznie mniejszy, choć również zauważalny – z 3,5 na 8,1 mln (14 vs 15 stycznia 2021). W dniu uruchomienia rejestracji dla pacjentów 70+ nastąpił wzrost liczby odsłon na obu stronach (3,7 mln na www.gov.pl i 6,2 mln na www.pacjent.gov.pl). Na uwagę ponownie zasługuje 25 stycznia – liczba generowanych odsłon wzrosła wówczas na wszystkich analizowanych witrynach (2,3 mln na www.nfz.gov.pl, 3,7 mln na www.gov.pl oraz 5,9 mln na www.pacjent.gov.pl).

Ogólnopolski program szczepień przez pryzmat oglądalności stron rządowych 2
Źródło: Mediapanel, styczeń 2021

Uruchomieniu programu szczepień towarzyszyły też szeroko zakrojone działania promocyjne w ramach ogólnopolskiej kampanii „#Szczepimy się”. Tylko w styczniu reklamy emitowane w ramach kampanii – zarówno w kanałach digital, jak i radiu i telewizji – dotarły do 31,4 mln użytkowników, przy łącznej liczbie kontaktów reklamowych na poziomie 1,2 mld.

Ogólnopolski program szczepień przez pryzmat oglądalności stron rządowych 3
Źródło: gemiusAdReal, styczeń 2021, wszystkie typy mediów

Szczególnie intensywne działania reklamowe prowadzono w radiu – to właśnie w tym medium wolumen wygenerowanych kontaktów reklamowych był w styczniu największy i osiągnął 640,1 tys.

Ogólnopolski program szczepień przez pryzmat oglądalności stron rządowych 4
Źródło: gemiusAdReal, styczeń 2021, wszystkie typy mediów

Jednocześnie warto zauważyć, że największy zasięg udało się osiągnąć w przypadku telewizji – spoty emitowane w tym kanale dotarły do 28,8 mln odbiorców (88,13%). Natomiast łączny zasięg kampanii w styczniu to 95,9%.

Ogólnopolski program szczepień przez pryzmat oglądalności stron rządowych 5
Źródło: gemiusAdReal, styczeń 2021, wszystkie typy mediów

Warto zwrócić też uwagę na intensyfikację działań reklamowych (wyrażoną poprzez liczbę wskaźnika Ad Contacts) począwszy od 12 stycznia, a więc tuż przed uruchomieniem rejestracji na szczepienia.

Ogólnopolski program szczepień przez pryzmat oglądalności stron rządowych 6
Źródło: gemiusAdReal, styczeń 2021, wszystkie typy mediów

Największy zasięg, spośród wszystkich działań reklamowych, osiągnął 15-sekundowy spot telewizyjny:Największy zasięg, spośród wszystkich działań reklamowych, osiągnął 15-sekundowy spot telewizyjny

Dotarł on do 83,14% odbiorców, co przekłada się na 27,2 mln RU, 216,7 mln kontaktów reklamowych oraz 662 GRP. Czas kontaktu z reklamą wyniósł w tym przypadku 13,4 s na użytkownika. Warto jednak podkreślić, że działania realizowane w kanałach digital cechowały się dużą efektywnością – reklamy na PC oraz Mobile dotarły do 21,1 mln RU przy jedynie 189,5 mln kontaktów reklamowych.

PE zatwierdził 672,5 mld euro na walkę z pandemią. Warunek – przestrzeganie praworządności

Parlament Europejski zatwierdził w środę Instrument na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności, który ma pomóc państwom Unii radzić sobie ze skutkami pandemii. 672,5 mld euro będzie skierowane na dotacje i pożyczki dla krajów członkowskich. Warunek – przestrzeganie praworządności.

Rozporządzenie dotyczące celów, finansowania i zasad dostępu do Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności przyjęto 582 głosami za, przy 40 głosach przeciw i 69 wstrzymujących się. Instrument ten jest najważniejszym elementem pakietu na rzecz odbudowy Next Generation EU o wartości 750 mld euro.

Kwota 672,5 mld euro będzie dostępna w postaci dotacji i pożyczek, z których będzie można finansować krajowe środki mające złagodzić gospodarcze i społeczne skutki pandemii. Z instrumentu można finansować również pokrewne projekty, których realizacja rozpoczęła się 1 lutego 2020 roku lub później. Środki finansowe będą dostępne przez trzy lata. Rządy państw członkowskich UE będą mogły zwracać się o zaliczki w wysokości maksymalnie 13 proc. na realizację swoich planów odbudowy i zwiększania odporności.

Do finansowania kwalifikują się krajowe plany odbudowy i zwiększania odporności, które dotyczą najważniejszych dziedzin polityki UE, tj. zielonej transformacji (z uwzględnieniem bioróżnorodności), transformacji cyfrowej, spójności gospodarczej i konkurencyjności, a także spójności społecznej i terytorialnej. Finansowanie można także otrzymać na realizację projektów, które dotyczą instytucjonalnej reakcji na kryzys i zapewniają wsparcie w przygotowaniu się do niego, oraz projektów dotyczących polityki względem dzieci i młodzieży, w tym kształcenia i umiejętności.

W każdym planie krajowym co najmniej 37 proc. budżetu należy przeznaczyć na klimat, a co najmniej 20 proc. – na działania w dziedzinie cyfryzacji. Plany muszą również mieć trwałe skutki społeczne i gospodarcze, mają obejmować kompleksowe reformy i solidne pakiety inwestycyjne i nie mogą znacząco utrudniać realizacji celów środowiskowych.

Rozporządzenie stanowi także, że fundusze z Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności przysługują tylko tym państwom członkowskim, które przestrzegają praworządności i szanują podstawowe prawa Unii Europejskiej.

Właściwe komisje Parlamentu mogą zwrócić się do Komisji Europejskiej, która jest odpowiedzialna za nadzór nad wdrażaniem Instrumentu, by raz na dwa miesiące zaprezentowała stan odbudowy Unii Europejskiej i sposób realizacji przez państwa członkowskie celów pośrednich i końcowych. Komisja ma ponadto udostępnić państwom członkowskim zintegrowany system informowania i monitorowania, w którym znajdą one porównywalne informacje na temat sposobu wykorzystywania środków.

Zadowolenie z przyjęcia przez PE Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności wyraziła Komisja Europejska. Jak podkreśliła, Instrument odegra decydującą rolę, pomagając Europie w przezwyciężeniu gospodarczo-społecznych skutków pandemii.

Po formalnym zatwierdzeniu rozporządzenia przez Radę UE, dokument wejdzie w życie po opublikowaniu w Dzienniku Urzędowym UE.

SpeedUp Energy Innovation inwestuje w estońskie drony inspekcyjne HEPTA

SpeedUp Energy Innovation ogłosił swoją najnowszą zagraniczną inwestycję. Fundusz zainwestował w HEPTA Airborne, spółkę  technologiczną z Estonii, opracowującą pierwszy autonomiczny system inspekcji sieci elektroenergetycznej. W transakcji uczestniczą także EIT InnoEnergy oraz pozostali, wcześniejsi inwestorzy spółki – fundusze z Litwy (Contrarian Ventures), Łotwy (Expansion Capital),  Estonii (ThorGateVentures) oraz Markku Jääskelainen. Łączna wartość inwestycji to 2 miliony Euro.

HEPTA to już dziś uznana w Estonii firma. Obecnie najważniejszym produktem w jej portfolio jest  hybrydowy dron inspekcyjny, z silnikiem spalinowo-elektrycznym. Inwestycja, której przewodzi Speedup Energy Innovation, zostanie przeznaczona na poszerzenie oferty o sprzedawaną w modelu SaaS platformę uBird zapewniającą cyfrowy sposób kontroli infrastruktury sieci poprzez automatyzację inspekcji, a także analizę danych. HEPTA planuje też dywersyfikację swojego modelu biznesowego i wejście na kolejne rynki geograficzne. W pierwszym etapie firma chce skupić się na Polsce, krajach skandynawskich i bałtyckich oraz na Ukrainie.

Widzimy duży trend wzrostowy w obszarze automatyzacji inspekcji linii energetycznych w najbliższych latach, którego Hepta już teraz jest liderem. Kiedy pojawia się temat „transformacji energetycznej”, można pomyśleć, że dotyczy on głównie odnawialnych źródeł energii. Jest w tym oczywiście racja, ale to stwierdzenie niewystarczająco obrazujące temat. Pomimo nowych metod produkcyjnych, istnieje duży obszar dotyczący cyfryzacji innych aspektów energetyki. Na całym świecie istnieje 100 milionów kilometrów linii energetycznych a 97% z nich jest dziś  sprawdzanych ręcznie. Jest to spora przestrzeń dla cyfrowych rewolucji i jest to obszar specjalizacji Hepta. Dzięki inwestycji możliwy stanie się proces automatyzacji inspekcji linii energetycznych i analizy danych w oparciu o uczenie maszynowe. – mówi Bartłomiej Gola, partner zarządzający funduszu Speedup Energy Innovation.

Obecnie na świecie analiza sieci energetycznych przeprowadzana jest często niedokładnymi i czasochłonnymi metodami „na piechotę” lub za pomocą oblotów helikopterami. Hepta Airborne, sprawia, że proces inspekcji jest bezpieczniejszy, bardziej  wygodny i po prostu szybszy. Dzięki wykorzystaniu narzędzi opartych o sztuczną inteligencję, firma automatyzuje kontrolę  stanu linii energetycznych i ich otoczenia, wykorzystując analizę danych pozyskiwanych za pomocą  dronów, helikopterów oraz satelity. System HEPTA oparty jest na automatycznej analizie dużych zbiorów danych, z wykorzystaniem opartej o Machine Learning technologii Image Recognition umożliwiającej monitoring otoczenia sieci energetycznej – w szczególności przyrostów roślinności. Pozwala również między innymi na wykorzystanie danych ze zmodyfikowanych inteligentnych czujników pomiarowych i bezzałogowych śmigłowców (UAV). Hepta oferuje pełną obsługę, od gromadzenia danych po ich analizę.  Wszystkie dane są dostarczane do „uBird”, które na ich podstawie automatycznie wykrywa uszkodzone linie energetyczne i inne wady infrastruktury.

Jak informuje CEO firmy Hepta, Henri Klemmer, rozwiązania Hepta zwiększają dokładność wyników końcowych o ponad 33% w porównaniu z metodami konwencjonalnymi. Oznacza to, że oprogramowanie „uBird”  wykrywa więcej błędów niż obecnie stosowane metody –  w ciągu 5 minut jest w stanie zebrać dane z ponad 250 km  linii elektroenergetycznych i zamienić je w przydatne wyniki końcowe. Jeden inżynier na wykonanie tego zadania potrzebuje ok. 30 dni. Osiągnęliśmy już nawet 400% większą dokładność, znajdując setki więcej usterek na pojedynczą linię energetyczną, niż w przypadku metod konwencjonalnych. – komentuje Henri Klemmer.

Kolejnym dużym problemem w tym obszarze, którego szybsze i bardziej wydajne rozwiązanie próbują znaleźć firmy energetyczne, są przerwy w dostawie prądu wywołane np. nagłymi zjawiskami atmosferycznymi. Drony Hepta mogą latać przy silnym wietrze – osiągającym 20 metrów na sekundę i więcej. Drony Hepta mogą latać bez przerwy do trzech godzin.

Plany na rozwój

Plany rozwojowe Hepta obejmują budowę tzw. digital twins, czyli cyfrowych bliźniaków tradycyjnych procesów dla różnych infrastruktur i gałęzi przemysłu –  sieci gazociągowych, kolejnictwa czy sektora telekomunikacyjnego. W 2021 roku firma planuje wprowadzić algorytmy, które będą zbierały i uwzględniały w analizie informacje o wilgotności, glebie i pogodzie. Pozwoli to symulować rzeczywiste warunki w środowisku cyfrowym i przewidywać przyszłe scenariusze i potencjalne wypadki. Możliwe będzie uzyskanie symulacji wegetacji drzew wokół sieci, czy burzy przechodzącej przez dany obszar w oparciu o prognozy pogody. Ma to pozwolić na przykład na identyfikację miejsc potencjalnie narażonych na uszkodzenia.

Hepta stworzyła innowacyjną i zrównoważoną technologię monitorowania infrastruktury, która jest realizowana za pomocą dronów. Zgodnie z naszymi prognozami i badaniami rynku uważamy, że istnieje ogromna potrzeba rozwiązań technologicznych i biznesowych Hepta Airborne nie tylko w Europie, ale również w innych częściach świata. W samej tylko Unii Europejskiej mamy ponad 11 milionów kilometrów linii energetycznych, których inspekcje prowadzone są w 90% przez tradycyjne patrole. Wierzymy w technologię Hepta, dlatego oprócz inwestycji finansowej staramy się wspierać spółkę w rozwoju modelu biznesowego i dotarciu do nowych rynków i klientów. – komentuje Łukasz Skarka, zarządzający portfelem inwestycyjnym EIT InnoEnergy Central Europe.

Jest to pierwsza w tym roku inwestycja cross borderowa funduszu SpeedUp Energy Innovation, zarządzanego przez  SpeedUp Management, spółkę rozwijaną przez Bartłomieja Golę, Tomasza Czaplińskiego, Marcina Fejfera, Kubę Dudka i Monikę Synoradzką, specjalizującą się w zarządzaniu funduszami typu VC i CVC. SpeedUp Energy Innovation planuje w najbliższych latach rozwój i koncentrację działań inwestycyjnych w obszarze transakcji międzynarodowych. Inwestycja w HEPTA Airborne przeprowadzona została w popularnej wśród amerykańskich funduszy venture formie convertible bond –  finalna wycena ustalona zostanie ustalana przy kolejnej rundzie inwestycyjnej. Zespół SpeedUp Energy Innovation nie zwalnia tempa i pracuje nad kolejnymi inwestycjami w spółki działające w obszarze energetyki, które zostaną ogłoszone w najbliższym czasie.

Autonomiczny transport przyszłości

Efektywność transportu decyduje o rozwoju gospodarek, wpływa na projektowane naszego otoczenia, kształtuje styl życia, nawyki, kulturę. Według ekspertów, automatyzacja transportu może przyczynić się m.in. do zwiększenia bezpieczeństwa, poprawy jakości środowiska czy rozwoju nowych gałęzi gospodarki oraz oszczędności. Dzięki niej koszty samej tylko emisji CO2 w przypadku Polski mogłyby spaść o ponad 600 mln zł rocznie. Transport autonomiczny to jeden z trendów opisanych w 9. edycji raportu Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości pt. „Monitoring trendów w innowacyjności”.

Efektywność transportu jest niezwykle ważna dla rozwoju gospodarek, wpływa na projektowanie naszego otoczenia, kształtuje styl życia, nawyki i kulturę. Autonomia transportu byłaby rozwiązaniem wielu problemów współczesności, w tym związanych z wielozadaniowością i starzeniem się społeczeństwa.

Autorzy raportu „Autonomiczny transport przyszłości” (2020 r.), przygotowanego przez Polski Instytut Ekonomiczny wspólnie z Ministerstwem Infrastruktury, wskazują, że do 2040 r. automatyzacja pozwoli na obniżenie zapotrzebowania na kierowców o 10 proc., jednocześnie podniesie znacząco komfort pracy kierowcy, zmniejszy jego odpowiedzialność i stres. Dodatkowo koszty pracy w branży transportowej po wprowadzeniu autonomicznych ciężarówek mogłyby spaść nawet o 10 proc. (ok. 2 mld zł), a koszty zużycia paliwa i materiałów w transporcie o 5 proc. (1,7 mld zł).

Zyska na tym również środowisko. Wdrożenie rozwiązań opartych na automatyzacji, takich jak np. platooning (zestawianie konwojów z pojazdów ciężarowych) daje szansę na zmniejszenie zużycia paliwa przez samochody ciężarowe o 4 proc., a emisji CO2 o 10 proc. W przypadku Polski oznaczałoby to obniżenie kosztów emisji o ponad 600 mln zł rocznie.

Już teraz korzystamy z mniej lub bardziej zautomatyzowanych pojazdów. W pociągach, samolotach i statkach automatyczne systemy sterowania rozwijają się od lat. Lecz najistotniejszy z punktu zarówno globalnej gospodarki, jak i przeciętnego człowieka jest transport drogowy – zauważa Anna Skowrońska z Departamentu Analiz i Strategii PARP.

Wśród licznych korzyści wynikających z rozwoju tej dziedziny technologii warto wyróżnić poprawę bezpieczeństwa (głównie na drogach) i związane z nią oszczędności – według wyliczeń amerykańskiego biura Roland Berger z 2016 r., prognozowano że w 2040 r. dzięki zastosowaniu rozwiązań automatycznych liczba wypadków może być niższa nawet o 90 proc. Przy powyższym założeniu, eliminacja kosztów związanych z kolizjami drogowymi dałaby oszczędności rzędu ponad 50 mld zł rocznie.

Podczas pandemii prace nabrały tempa

Jeśli chodzi o automatyzację aut, pionierem jest Japonia, która jako pierwsza na świecie oficjalnie dopuściła do ruchu po drogach publicznych auta seryjnie wyposażone w tryb jazdy autonomicznej poziomu 3 (warunkowo zautomatyzowane – pojazd wyposażony w zautomatyzowany system prowadzenia we wszystkich aspektach jazdy). Z pierwszej homologacji skorzystała Honda. Pierwszym modelem przystosowanym do jazdy automatycznej ma być Honda Legend.

Wybuch epidemii koronawirusa sprawił, że wiele projektów samojezdnych robotów czy dronów znacznie przyspieszyło. Z fazy badań i testów weszły do etapu pilotażu i faktycznych wdrożeń. Przykładów jest wiele: od robo-taksówek Google po BSP (bezzałogowe statki powietrzne) dostarczające próbki medyczne do szpitali m.in. w Polsce – wymienia Anna Skowrońska z Departamentu Analiz i Strategii PARP.

Joint venture Hyundaia i firmy Aptiv uruchomiło specjalną usługę dostaw żywności pojazdami autonomicznymi dla mieszkańców Las Vegas. To samo robi Cruise w San Francisco, a TuSimple (w firmę zainwestował kurierski UPS) – przy wykorzystaniu 40 samojezdnych ciężarówek – obsługuje w czasie kryzysu bank żywności w Teksasie. Startup Beep wozi próbki pobrane od pacjentów potencjalnie chorych na COVID-19 na terenie kampusu Mayo Clinic na Florydzie, Neolix środki medyczne w Pekinie, zaś JD.com w Wuhan. Te technologie właśnie teraz świetnie się sprawdzają, ograniczając kontakty między ludźmi. Przykłady można mnożyć.

Automatyzacja ratunkiem dla przyszłych pokoleń?

Choć w tej chwili rozwój autonomicznego transportu drogowego, hamują m.in. koszty (niezbędna jest m.in. odpowiednia infrastruktura), czy aspekty prawne (kto ponosi odpowiedzialność w razie wypadku z udziałem autonomicznego pojazdu), to nie ma wątpliwości, że jest naszą przyszłością.

Inwestowanie w mobilność autonomiczną spowoduje spadek liczby pojazdów, zwiększenie przepustowości dróg i mniejsze zapotrzebowania na miejsca parkingowe. Odzyskanie części przestrzeni miejskiej, zajętej obecnie przez parkingi stanowiłoby szansę rozwojową dla miast. W pełni autonomiczny transport podniesie także jakość życia starszych i niepełnosprawnych osób, które nie są w stanie prowadzić.