Andrzej Arendarski (KIG): czy na prawdę branża fitness jest szczególnie narażona na działanie koronawirusa?

Za kilka tygodni minie rok, odkąd borykamy się z pandemią koronawirusa. Nastroje przedsiębiorców są coraz gorsze a w przypadku niektórych branż wręcz buntownicze. Trudno się dziwić frustracji biznesu. Szczególnie wtedy, gdy okazuje się, że decyzje o zamykaniu całych branż podejmowane są przez rząd w oparciu o jeden artykuł w amerykańskim czasopiśmie.

Autorzy opublikowanego w listopadzie ubiegłego roku w amerykańskim magazynie „Nature” artykułu na temat rozprzestrzeniania się koronawirusa byliby zapewne mocno zaskoczeni, gdyby dowiedzieli się jak bardzo poważnie ich analizy potraktował polski rząd. Przypomnijmy, że powołując się na przedstawione tam symulacje, zdecydowano o zamknięciu branży fitness. Opublikowane w „Nature” badania opierały się na modelu matematycznym, zrealizowanym na podstawie logowań użytkowników sieci komórkowych. Według tego modelu, miejscami, gdzie pojawia się największe ryzyko zarażenia są restauracje, kluby fitness oraz siłownie, kawiarnie, bary i hotele. Rząd zaprezentował grafikę z wykresem, gdzie na czele są wyżej wymieniane miejsca, natomiast, jako najbezpieczniejsze pokazywane są m.in. centra handlowe i sklepy spożywcze. Eksperci, komentując badania opisane w amerykańskim czasopiśmie, wskazują na wiele jego braków, m.in. to, że nie bierze pod uwagę stosowanych zabezpieczeń i nie różnicuje np. ryzyka w sklepie i przychodni lekarskiej. Badanie nie odnosi się również do faktycznej częstości zakażeń w danych miejscach użyteczności publicznej, bo jej nie badano. Modeluje jedynie zagęszczenie ludzi i na tej podstawie szacuje prawdopodobieństwo zakażeń.

Błędy i niedoskonałości badania to rozważania dla naukowców, które w normalnej sytuacji ograniczyłby się do akademickich dyskusji. Kłopot w tym, że nasz rząd przyjął wyniki badań za pewnik i co gorsza zdecydował na ich podstawie o zamrożeniu działalności wielu firm. Czego rząd nie mówi, jeśli chodzi o wspomniane badanie? Przede wszystkim tego, że nie jest to jedyne badanie, na podstawie, którego można było decydować o lockdownie np. dla siłowni i klubów fitness. Istnieją również inne analizy ryzyka zakażenia, w dodatku oparte o empiryczne dane a tylko nie matematyczne modele. Przykłady? Raport Think Active z 13 państw Europy i Wielkiej Brytanii, oparty na realnych danych pokazuje, że przy ponad 100 milionach wizyt w siłowniach i klubach fitness, zarażeń było 311.  W Norwegii na portalu medrixiv.com 17 listopada 2020 r. opublikowano wyniki badania przeprowadzonego w Oslo 22 maja, przy zachowaniu zaostrzonego reżimu sanitarnego. Badaniem wtedy objęto próbkę 3764 osób, z czego 1896 przypisano do grupy trenujących. Po 14 dniach przeprowadzono testy na obecność wirusa. Zaledwie jedna osoba z grupy ćwiczących okazała się zakażona Covidem, ale – jak się okazało w wyniku wywiadu sanitarnego – do zakażenia doszło w miejscu pracy, a nie na siłowni.  Idźmy dalej. Brytyjska aplikacja NHS Test&Trace pokazała, że spośród 128 808 osób z pozytywnym wynikiem testu między 9 a 15 listopada 2020r., tylko 1,1% odwiedziło obiekt sportowy przed diagnozą, w supermarkecie w tym samym czasie było 18% osób.

Uczciwie byłoby gdyby rząd zamykając całe branże brał pod uwagę wyniki wielu badań a nie tylko jednego i do tego mocno dyskusyjnego. A najlepiej, gdyby zawczasu zlecił wykonanie takich badań w Polsce zamiast zasłaniać się ustaleniami „amerykańskich naukowców”.

Jakie nowe trasy dla warszawskich kierowców w 2021 roku?

W nowym roku służby drogowe oddadzą do użytku kilka kluczowych odcinków dróg ekspresowych w Warszawie i pod Warszawą. Chociaż nowych inwestycji pojawi się w stolicy mało, będziemy mogli cieszyć się zakończeniem kilku, które ciągną się już od ładnych paru lat. Najważniejszą jest oczywiście obwodnica Warszawy – której południowy odcinek powinien zostać domknięty jeszcze w pierwszej połowie roku. Pod koniec pierwszego kwartału zakończą się prace nad ponad pięciokilometrowym odcinkiem, w skład którego wchodzi tunel pod Ursynowem. Możliwe, że kierowcy pojadą nim jeszcze przed wakacjami. Na przyszłość zaplanowana jest budowa nowej autostrady A50 i drogi ekspresowej S50, które mają stworzyć duży ring wokół Warszawy. Wycenione na kolosalną kwotę 25 miliardów złotych autostrada i ekspresówka miałyby być oddane razem z Centralnym Portem Komunikacyjnym – czyli w 2027 roku.

– Nic nie wskazuje na to, żeby miało dojść do kolejnego opóźnienia: odcinek obwodnicy Warszawy ma zostać oddany do odbiorów na koniec pierwszego kwartału. Mam nadzieję, że służby budowlane staną na wysokości zadania i szybko te odbiory przeprowadzą – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Furgalski, prezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. – Gorzej przedstawia się sytuacja ze wschodnim odcinkiem obwodnicy. Największym problemem jest fragment przez Wesołą, który został zaskarżony decyzją środowiskową. Optymistyczne prognozy podają, że odcinek powinien być gotowy dopiero w 2025 roku. Trudności pojawiły się także na budowie trasy S7 w kierunku Grójca – gdzie z ekspresówką ma się połączyć nowy wylot Warszawy. W grudniu został oddany niewielki fragment tego odcinka – ale na pełną trasę poczekamy niestety kolejne 2 lata. Największym problemem jest jednak przejście trasy przez dzielnicę Bemowo. Mimo, że mają być tam budowane tunele, projekt prowokuje dużo protestów społecznych. Oprócz tego wciąż trwają prace przy węźle Lubelska – gdzie wpada południowa obwodnica Warszawy i autostrada A2, uruchomiona w roku ubiegłym. Więc w Warszawie sporo się dzieje. Mimo opóźnień wydaje się, że wszędzie tam, gdzie pojawiały się problemy, wyszliśmy na prostą – uważa Furgalski.

Głosowanie we wspólnocie: kiedy wszyscy są równi?

Głosowanie we wspólnocie mieszkaniowej zwykle uwzględnia wielkość lokali należących do członków. Tę zasadę można jednak łatwo zmienić.

Sprawiedliwość głosowania we wspólnocie mieszkaniowej można definiować rozmaicie. Niektóre osoby uważają, że najbardziej sprawiedliwe jest rozwiązanie, zgodnie z którym siła głosu zależy od wielkości lokalu. Argumentem popierającym ten pogląd jest między innymi fakt, że właściciele większych „M” płacą proporcjonalnie wyższe składki na fundusz remontowy. Inne osoby mogą jednak uważać, że głosowanie we wspólnocie powinno się odbywać wedle zasady „jeden właściciel – jeden głos”. Warto wiedzieć, że obowiązujące przepisy przewidują możliwość zastosowania takiego wariantu. Postanowiliśmy wyjaśnić, w jakich sytuacjach członkowie wspólnoty mieszkaniowej mogą stać się zupełnie równi podczas głosowania.

Poniżej prezentujemy wszystkie najważniejsze informacje powiązane z głosowaniem niezależnym od wielkości lokalu i wyjaśniamy, kiedy taki wariant może być dobry.

Równościowe głosowanie zwykle jest dobrowolne

Wszystkie najważniejsze kwestie związane z działalnością wspólnoty mieszkaniowej prezentuje ustawa z dnia 24 czerwca 1994 r. o własności lokali (Dz.U. 1994 nr 85 poz. 388). Wspomniany akt prawny wskazuje, że w przypadku wspólnoty mieszkaniowej zasadą jest głosowanie uwzględniające wielkość udziału każdego z członków w nieruchomości wspólnej. Warto w tym kontekście przypomnieć, że udział danego członka wspólnoty zależy od stosunku wielkości jego lokalu oraz pomieszczeń przynależnych do powierzchni użytkowej wszystkich lokali i pomieszczeń przynależnych. „Jeżeli dana osoba posiada ułamkową współwłasność, to jej udział w nieruchomości wspólnej zostaje proporcjonalnie pomniejszony” – przypomina Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Wspomniana wcześniej ustawa o własności lokali przewiduje trzy wyjątki od ogólnego sposobu głosowania i obliczania większości. Głosowanie we wspólnocie wedle zasady „jeden właściciel – jeden głos” jest dopuszczalne jeśli właściciele mieszkań oraz lokali użytkowych wybrali taki wariant w uchwale lub umowie. „Odpowiednia uchwała musi zostać przyjęta większością głosów liczoną w tradycyjny sposób (tzn. z uwzględnieniem wielkości udziału w części wspólnej)”- podkreśla Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Ustawa o własności lokali potwierdza, że wprowadzenie równościowego głosowania jako stałej zasady poprzez umowę określającą sposób zarządzania nieruchomością wspólną jest jak najbardziej możliwe. Taki wariant wzbudza jednak pewne wątpliwości, gdyż jest nieelastyczny. „Lepszym rozwiązaniem może być zastosowanie zasady „jeden właściciel – jeden głos” wtedy, gdy dane głosowanie we wspólnocie nie dotyczy kwestii bezpośrednio związanym z różnym wkładem finansowym członków w remonty i konserwację budynku” – uważa Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Czasem ustawa wymusza równościowe głosowanie

Ustawodawca zdecydował się także na wprowadzenie obowiązku równościowego głosowania w dwóch przypadkach. Głosowanie we wspólnocie bez uwzględnienia różnic wielkości lokali będzie konieczne, jeżeli odpowiednie żądanie zgłosili właściciele lokali posiadający łącznie co najmniej 20% udziałów w nieruchomości wspólnej, a wszystkie udziały członków wspólnoty nie sumują się do 1,00/100%. „Taka sytuacja czasem występuje, gdy doszło do błędów w obliczaniu udziałów lub zostały one ustalone na podstawie różnych przepisów (tzn. starszych i nowszych)” – mówi Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Osoby posiadające łącznie przynajmniej dwudziestoprocentowe udziały mogą wymusić głosowanie we wspólnocie wedle zasady „jeden właściciel – jeden głos” również wtedy, gdy inny właściciel lokalu ma większościowy udział. Takie rozwiązanie uniemożliwia dyktat osoby, która jest właścicielem odpowiednio dużego lokalu. „Brak opisywanych przepisów umożliwiałby takiemu większościowemu udziałowcowi samodzielne przyjmowanie każdej uchwały” – wyjaśnia Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Sądy przez lata wyjaśniły kilka wątpliwych kwestii …

Praktyka pokazuje, że w wielu sprawach związanych z działalnością wspólnot mieszkaniowych sądy musiały udzielić odpowiedzi na powstałe pytania. Taka sądowa interpretacja przepisów była konieczna również w przypadku równościowego głosowania. Najważniejsze wydają się następujące wyroki, jakie krajowe sądy wydały w związku z głosowaniem w trybie „jeden właściciel – jeden głos”:

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 22 września 2005 roku (sygn. akt I ACa, 195/05) mówiący, że po zgłoszeniu żądania dotyczącego równościowego głosowania przez osoby posiadające co najmniej 1/5 udziałów, nie jest konieczne podejmowanie dodatkowej uchwały (tzn. od razu można przejść do głosowania nieuwzględniającego różnic w wielkości lokali).

Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 26 kwietnia 2006 roku (sygn. akt II CSK 47/06) potwierdzający, że w przypadku wyboru opisywanego trybu głosowania osoba posiadająca więcej niż jeden lokal w budynku będzie miała tylko jeden głos.

Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 20 lipca 2017 roku (sygn. akt IV CSK 586/16), który informuje, że równościowe głosowanie we wspólnocie można wprowadzić na stałe dla pewnego zakresu uchwał.

Trzeba podkreślić, że najnowsze spośród analizowanych orzeczeń jest dość kontrowersyjne. „Sądy powszechne w przeciwieństwie do Sądu Najwyższego często przyjmowały bowiem, że głosowanie we wspólnocie bez uwzględnienia wielkości lokali powinno być wybierane każdorazowo (z uwzględnieniem indywidualnego charakteru uchwały) o ile członkowie nie zawarli odpowiedniej umowy” – podsumowuje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Źródło: Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Ponad 65% pracowników wykorzystuje sprzęt służbowy w celach prywatnych

Niedługo minie już rok, odkąd biznes funkcjonuje w cieniu pandemii koronawirusa. Wiele firm przeszło niespodziewanie na tryb pracy zdalnej i nie wszystkie były do tego odpowiednio przygotowane. Jak jednak wygląda sytuacja teraz? Czy przejście na home office zmieniło nasze nawyki jako pracowników? Czy może to mieć wpływ na bezpieczeństwo firmy? To niektóre pytania, które zadał Kingston Technology w swojej ankiecie dotyczącej bezpieczeństwa danych.[1]

Wyzwanie: zapewnienie odpowiednich warunków do pracy

Jedynym z problemów, z którymi musiały zmierzyć się firmy, było zapewnienie odpowiednich narzędzi i warunków do pracy. Na pytanie o to, co pod kątem sprzętu i technologii stanowi problem dla pracowników, zbyt wolny internet oraz problemy z połączeniem VPN wskazała prawie połowa (49% ankietowanych). Dla 13% problematyczne są również ograniczenia związane z zabezpieczeniami (blokada linków, blokada stron www, blokada załączników w poczcie e-mail) oraz zbyt mało miejsca na poczcie e-mail. Bezpieczne połączenia VPN czy podstawowe zabezpieczenia wykorzystywanego do pracy sprzętu – jak choćby uniemożliwienie instalowania bez udziału administratora programów pobranych z internetu, to „must-have” w kontekście zapewnienia bezpieczeństwa firmy. Należy jednak pamiętać, że stosowana polityka bezpieczeństwa nie powinna wpływać na komfort pracy. Takie podejście umożliwia budowanie partnerstwa między pracownikami a pracodawcą w tym zakresie i może wpływać na ich nastawienie do przestrzegania tych zasad – mówi Robert Sepeta, Business Development Manager w Kingston Technology w Polsce. Odpowiednie zabezpieczenie danych ma duże znaczenie także ze względu na to, że ponad 65% ankietowanych pracowników przyznało, że wykorzystuje sprzęt służbowy w celach prywatnych, w tym prawie 45% robiło to również podczas pracy w biurze. Ponad 49% biorących udział w badaniu zapisuje również prywatne pliki na służbowym sprzęcie – prawie 15% robi to odkąd przeszło na tryb home office, najczęściej są to dokumenty i zdjęcia.

Zabezpieczenia sprzętowe

Ponad 50% uczestników badania wskazało, że ich sprzęt służbowy jest wyposażony w urządzenia szyfrujące, w dodatku większość, bo 47,5% została o tym fakcie poinformowana przez pracodawcę. Jednak ponad 34% ankietowanych nie ma wiedzy w tym temacie. 34% badanych wykorzystuje w pracy również nośniki zewnętrzne i ponad połowa z nich (52,6%) to urządzenia szyfrowane. Używanie szyfrowanego sprzętu ma istotne znaczenie nie tylko w kontekście przechowywania ważnych danych biznesowych, ale także danych wrażliwych i spełniania wymogów RODO. Warto pamiętać, że część pracowników korzysta z możliwości, jakie daje praca zdalna i wykonuje swoje obowiązki z różnych miejsc. Wiąże się to więc z koniecznością transportu sprzętu, a tym samym danych. Szyfrowanie sprzętowe jest skutecznym sposobem zabezpieczenia w przypadku kradzieży lub zgubienia urządzeń. – wyjaśnia Robert Sepeta.

Świadome bezpieczeństwo

Nawet w przypadku najlepszych technicznych zabezpieczeń, ważną kwestią w kontekście cyberbezpieczeństwa stanowi czynnik ludzki. Brak świadomości związanej zarówno z dobrymi praktykami w tym zakresie, jak i potencjalnymi konsekwencjami wycieku danych (które mogą dla firmy oznaczać nawet wielomilionowe straty), może powodować, że zabezpieczenia te nie będą wystarczające. I choć aż dla 73,8% respondentów bezpieczeństwo danych w ich firmie wydaje się sprawą o dużym znaczeniu, to jedynie 44,3% odpowiedziało, że zna politykę bezpieczeństwa firmy, wie, do kogo zwrócić się z ewentualnymi pytaniami lub ma regularne szkolenia na ten temat, a 24,6%, że zna procedury cyberbezpieczeństwa wprowadzone w organizacji. Jednocześnie jednak aż 23% wybrało odpowiedź: „wydaje mi się, że znam, ale nie dostaję regularnie informacji na ten temat”, a 8,2% wskazało, że nie ma poczucia, że posiada wszystkie potrzebne informacje o bezpieczeństwie. Co więcej, mimo że aż ponad 60% ankietowanych ma tyle samo szkoleń, co do tej pory, 19,7% wskazało, że nie mieli i nadal nie mają w firmie regularnych szkoleń w zakresie obowiązujących przepisów o ochronie danych osobowych oraz bezpieczeństwa teleinformatycznego. Regularne szkolenia i edukowanie pracowników w zakresie cyberbezpieczeństwa powinno być traktowane przez biznes priorytetowo. Nawet najlepsze zabezpieczenia nie uchronią przed wyciekiem danych, jeśli pracownicy nie będą przekonani, że to, co robią i jak budują swoje nawyki w pracy (gdzie zapisują dane, w jaki sposób zabezpieczają je podczas transportu, czy korzystają z pewnych źródeł w przypadku plików pobieranych z internetu itd.) ma kluczowe znaczenie. Konieczna jest oczywiście inwestycja finansowa i czasowa w odpowiednie szkolenia i regularne przekazywanie wiedzy, jednak w kontekście potencjalnych kar wynikających z nieprzestrzegania przepisów RODO czy konsekwencji dla biznesu w przypadku wycieku danych – nie powinno być żadnych wątpliwości, co do słuszności ich podjęcia. – dodaje Robert Sepeta.

[1] Badanie zostało przeprowadzone za pomocą ankiety online na grupie badawczej w wielkości 65 respondentów, w okresie 28 grudnia 2020-25 stycznia 2021. 29,2% badanych pracuje w firmie poniżej 50 pracowników, 30,8% między 51-100 pracowników, 6,2% 101-250 pracowników, 10,8% – 251-1000 pracowników i pozostałe 23,1% w organizacjach powyżej 1000 pracowników. Badanie skierowane było do osób, które przynajmniej częściowo lub w modelu hybrydowym pracuje obecnie w trybie home office.

Program dla prawników Amberlo ma nowych inwestorów

Amberlo, litewski startup oferujący oparte o chmurę oprogramowania dla prawników, pozyskał inwestycję w wysokości 1 miliona euro na rozwój działalności w Polsce i UE. Wiodącym inwestorem jest fundusz Iron Wolf Capital z Litwy, wspierany przez Next Road Ventures i Corvus Ventures z Polski, 70 Ventures z Litwy, a także kilku prywatnych inwestorów. Pozyskane środki mają zostać wykorzystane na przyśpieszenie ekspansji w Polsce, wejście na kolejne rynki unijne, a także rozwój oprogramowania.

Rozwiązanie Amberlo zostało wprowadzone na rynek w 2017 roku, a głównym powodem jego stworzenia był brak bezpiecznych, niedrogich i łatwych w użyciu rozwiązań IT dla małych i średnich firm prawniczych w Unii Europejskiej.

„W 2015 roku większość małych i średnich kancelarii prawnych korzystała z programów Outlook i Excel w zarządzaniu sprawami prawnymi. W wielu kancelariach prawnych nic się nie zmieniło od tego czasu. Stwarza to olbrzymią przestrzeń do usprawnień i cyfryzacji branży prawnej. Programy Microsoft są świetne, ale jeśli idzie o zarządzenie kancelarią prawną, to brakuje im wielu ważnych funkcji, które wynikają ze specyfiki tej branży” – mówi Aidas Kavaliauskas, założyciel  i dyrektor generalny Amberlo.

Jak tłumaczy Kavaliauskas, Amberlo został zbudowany w taki sposób, aby maksymalnie ułatwić firmom prawniczym zarządzanie prowadzonymi przez nie sprawami. Obejmuje to łatwy wgląd w dane kontaktowe wszystkich stron, dokumenty sprawy, terminy w kalendarzu, zadania dla zespołu, korespondencję e-mail i informacje rozliczeniowe. W ten sposób program usprawnia współpracę, zwiększa bezpieczeństwo, a także efektywność działań kancelarii.

„Amberlo umożliwia kompleksowe zarządzanie firmą prawniczą, w tym zapewnia funkcje systemu CRM, ułatwia planowanie, zarządzanie zespołem i pracą grupową, zarządzanie obsługiwanymi sprawami, dokumentami, a także rejestrowanie i rozliczanie godzin pracy. Oszczędności wynikające z informatyzacji tych zadań, umożliwiają każdej kancelarii zwiększenie liczby rozliczanych godzin o 20–30% na miesiąc, co przekłada się na ponad 1000% zwrotu z inwestycji w ciągu zaledwie jednego roku” – mówi Aidas Kavaliauskas.

Z rozwiązania Amberlo korzysta aktualnie około 1000 kancelarii prawnych z ponad 20 krajów na świecie, w tym 5 międzynarodowych sieci kancelarii. Co miesiąc dołączają dziesiątki nowych firm.

„Głównym powodem tak dużej popularności naszego rozwiązania jest intuicyjny i przyjazny interfejs użytkownika, który jednocześnie oferuje dostęp do zaawansowanych funkcji. Nasz system wyróżnia także bardzo dobra wydajność, pełne bezpieczeństwo danych, a także szybkie wsparcie. Wszystkie dane są przechowywane w chmurze, a z Amberlo można także korzystać na aplikacjach na Androida i iOS. System jest też w pełni zintegrowany z platformą Microsoft 365, ma otwarty interfejs API oraz konkurencyjne ceny. Wszystko to sprawia, że Amberlo to dobry wybór zarówno dla małych, jak i dużych firm prawniczych” – przekonuje  przedstawiciel Amberlo.

Najbliższe plany Amberlo obejmują powiększenie zespołu w Polsce, który obecnie liczy 3 osoby, a także otwarcie biura w Warszawie w lutym. W ramach prac rozwojowych Amberlo ma zostać zintegrowany z kolejnymi popularnymi rozwiązaniami biurowymi. Planowane jest również rozbudowanie funkcji zapewniających współpracę i automatyzację przepływu pracy z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Zmiany te powinny jeszcze bardziej usprawnić wydajność działania firm prawniczych korzystających z Amberlo.

„Cieszymy się, że możemy dołączyć do zespołu założycieli Amberlo, którzy mają ponad 20-letnie doświadczenie w tworzeniu oprogramowania w chmurze. Główne zalety Amberlo to znakomite customer experience, otwarta architektura API i wysokie standardy bezpieczeństwa. Dzięki naszej inwestycji Amberlo będzie mógł jeszcze szybciej rozwijać się na głównych rynkach europejskich – w Polsce, Hiszpanii i Niemczech. Oczekuje się, że światowy rynek oprogramowania legal tech eksploduje w nadchodzących latach – od 1 miliarda euro dziś do 12 mld euro w 2026 roku” – powiedział Žygimantas Susnys, Partner w Iron Wolf Capital.

„Zdecydowaliśmy się zainwestować w Amberlo po rozmowie z kilkunastoma polskimi prawnikami i uświadomieniu sobie, że branża prawna jest daleko w tyle za innymi w zakresie wdrażania nowych technologii. Nadal bowiem korzysta ona z takich narzędzi, jak mieszanka Excel’a, Outlook’a i Dropbox’a, albo też z dedykowanych rozwiązań, które jednak wyglądają, jakby zostały stworzone na początku 2000 roku. Amberlo ma prosty interfejs, kompleksowe funkcje oraz zapewnia świetny UX. W połączeniu z doskonałymi funkcjami w obszarze cyberbezpieczeństwa i doświadczonym zespołem, rozwiązanie to ma potencjał, aby długofalowo wspierać prawników w cyfrowej transformacji i po prostu pomóc im w zarabianiu większych pieniędzy” – powiedział Maciej Kowalczyk, Partner Zarządzający w Corvus Ventures.

„Widzimy duży potencjał w przestrzeni technologii prawnych, ponieważ potrzeba cyfryzacji tej branży jest ogromna. Według dostępnych danych, ponad połowa kancelarii prawnych nie korzysta z żadnego dedykowanego oprogramowania. Termin naszej inwestycji nie mógł być lepszy, ponieważ oczekuje się, że światowy rynek oprogramowania do zarządzania firmami prawniczymi wzrośnie 12-krotnie w ciągu najbliższych kilku lat. Dlatego też widząc, gdzie obecnie jest rynek i gdzie powinien być w nadchodzących latach, zdecydowaliśmy się zainwestować w Amberlo i jego wyjątkowy zespół z silną wiarą, że zostanie europejskim liderem” – powiedziała Ewa Chronowska, Partner w Next Road Ventures.

Bezrobocie w styczniu trochę wzrosło. Firmy ostrożnie będą zatrudniać na etat

Resort rozwoju, pracy i technologii szacuje, że stopa bezrobocia na koniec stycznia br. wyniosła 6,5%, a to oznacza wzrost tego wskaźnika, w stosunku do grudnia ubiegłego roku, o 0,3 pkt proc.

Od lat obserwujemy na rynku pracy zjawisko sezonowego wzrostu bezrobocia, będącego wynikiem zakończenia w ostatnim miesiącu ubiegłego roku umów terminowych oraz udziału osób bezrobotnych w działaniach aktywizacyjnych. Wzrost tego wskaźnika nie powinien dziwić. Na tle danych z wcześniejszych miesięcy raczej pewną niespodzianką było utrzymywanie stopy bezrobocia na poziomie 6,1% przez kolejne sześć miesięcy 2020 roku. Jednym z czynników, które powstrzymywały wzrost bezrobocia było wprowadzenie zasiłku solidarnościowego wypłacanego przez ZUS dla osób, które utraciły pracę z powodu COVID-19 oraz przyjęcie innych rozwiązań finansowanych ze środków publicznych, których głównym celem było utrzymanie zatrudnienia.

Wydaje się, że – inaczej niż w latach ubiegłych – część pracowników, szczególnie z branż takich jak gastronomia, hotelarstwo, turystyka, nie znajdzie w kolejnych miesiącach stałego zatrudnienia. Pytanie, jak będzie wyglądała sytuacja w budownictwie, gdzie coraz ostrożniej zapadają decyzje o rozpoczęciu nowych inwestycji. Wielu pracodawców wyraża obawy o przyszłość firm, a dalsze zamrożenie części działalności gospodarczej i brak jasnego planu luzowania restrykcji w zależności od liczby zachorowań powodują dużą ostrożność w zatrudnieniu na stałe nowych pracowników. Należy się spodziewać wzrostu liczby umów cywilno-prawnych, które nie wiążą pracodawców i pracowników na stałe.

Oczywiście, na polskim rynku pracy nadal są firmy, które poszukują intensywnie rąk do pracy. To chociażby branża informatyczna i telekomunikacyjna. Jednak możliwości przepływu pracowników z branż w istotny sposób dotkniętych obecną sytuacją pandemiczną do tych, które mają możliwość rozwoju jest bardzo ograniczona z uwagi na fakt, iż firmy poszukują osób o konkretnych, często technicznych kwalifikacjach. Jedną z cech polskich pracowników od lat wskazywaną w różnego typu opracowaniach jest niska mobilność, co przekłada się na szanse podjęcia pracy w miejscu innym niż miejsce zamieszkania.

Kolejne miesiące będą weryfikacją skuteczności tarcz w utrzymaniu zatrudnienia. To, co do tej pory działało, na dłużą metę może być nieskuteczne, co pokazują aktualne protesty przedsiębiorców. Niezależnie od planu rządu dotyczącego wprowadzania i luzowania obostrzeń, osoby tracące prace potrzebują skutecznego programu podnoszenia i uzupełniania kwalifikacji, aby móc się zatrudnić w innych niż dotychczas branżach. Rola urzędów pracy w tym zadaniu wydaje się być dominująca. Pozostaje pytanie czy posiadają one odpowiednie środki i możliwości.

Monika Fedorczuk, Konfederacja Lewiatan

Finansowanie dłużne nieruchomości – co nas czeka w 2021 roku?

W ubiegłym roku, z powodu niepewności wywołanej przez pandemię i lockdown, banki zmieniły swoją politykę w zakresie udzielania kredytów deweloperom oraz inwestorom. Mogliśmy zauważyć wzmożoną ostrożność w podejściu do finansowania prawie wszystkich rodzajów nieruchomości – zwiększyły się oczekiwania odnośnie zabezpieczeń, wydłużyły procesy decyzyjne, a czasami pojawiały się nawet wymogi analizy wrażliwości wartości poszczególnych obiektów. Wzrosły też marże banków, zwłaszcza w stosunku do trudniejszych projektów. Wyjątkiem były centra logistyczne, ponieważ zapotrzebowanie na powierzchnie magazynowe wzrosło dzięki przyśpieszonemu rozwojowi e‑commerce. Najtrudniej było pozyskać finansowanie na hotele i centra handlowe. Jak polityka kredytowa banków może się kształtować w 2021 roku?

Boom na magazyny trwa w najlepsze

Według danych Savills, w 2020 roku w Polsce oddano do użytku ok. 2,2 mln m2 nowoczesnej powierzchni magazynowej. We wrześniu odnotowano rekord pod względem wolumenu transakcji kupna/sprzedaży obiektów logistycznych, a po trzech pierwszych kwartałach pod względem najmu (3,7 mln m2). Prognozy pokazują, że polski rynek magazynowy będzie się dalej rozwijał. Sprzyja temu trend nearshoringu, w który Polska świetnie się wpisuje dzięki centralnemu położeniu na mapie Europy, a także rozwój logistyki ostatniej mili, napędzanej przez sprzedaż internetową i coraz ważniejszej w budowaniu przewagi konkurencyjnej dla wielu firm. W związku z tym banki są i nadal będą zainteresowane finansowaniem centrów logistycznych. Z racji trwającego boomu na magazyny nie muszą jednak walczyć o każdy projekt, dlatego na najlepsze warunki kredytowe mogą liczyć obiekty najbardziej atrakcyjne – położone w strategicznych lokalizacjach na mapie kraju, a także magazyny miejskie, zwłaszcza typu mulit-let.

Mieszkania i biurowce z perspektywą

Polski rynek mieszkaniowy okazał się bardziej odporny na recesję, niż się spodziewaliśmy na początku pandemii. Najlepszym dowodem jest wzrost sprzedaży mieszkań w sześciu największych lokalizacjach w kraju w ostatnim kwartale 2020 roku, w porównaniu do kwartału trzeciego. Deweloperzy szybko dopasowali się do nowych warunków, a dodatkowo utrzymuje się zainteresowanie mieszkaniami ze strony inwestorów instytucjonalnych. To wszystko pozwala patrzeć w przyszłość optymistycznie, dlatego banki są stale skłonne finansować inwestycje mieszkaniowe.

Na kredyty mogą też liczyć firmy, które planują inwestować w biurowce. Jednak dopóki sytuacja epidemiczna nie ulegnie znaczącej poprawie, banki będą nadal preferowały projekty z dużym potencjałem – zlokalizowane w dogodnych, dobrze skomunikowanych miejscach, oferujące wysoki standard techniczny oraz nowoczesne i elastyczne rozwiązania, a ponadto realizowane przez renomowane firmy. Obecnie wymagany jest większy niż przed pandemią poziomu przednajmu. Banki bardziej wnikliwe przyglądają się przy tym profilowi najemców kredytowanych nieruchomości – biorą pod uwagę, jakiego rodzaju działalność prowadzi dana firma, w jakim stopniu jej branża jest odporna na kryzys i jakie są długoterminowe perspektywy dla tego rodzaju biznesu. Mile widziane są także dodatkowe gwarancje ze strony inwestora czy projekty w strukturach umożliwiających krzyżowe zabezpieczenie oraz zapewniających zwiększony margines bezpieczeństwa (np. finansowanie zdywersyfikowanych portfeli, wysokie zaangażowanie środków własnych kredytobiorcy, niskie LTV).

W handlu liczy się format

Ciągle trudno uzyskać finansowanie dla inwestycji w obiekty handlowe. Pandemia wzmocniła i przyśpieszyła zmiany, które mogliśmy obserwować na rynku tego typu nieruchomości już od kilku lat. Zainteresowanie deweloperów oraz inwestorów tradycyjnymi galeriami handlowymi spadło jeszcze bardziej na korzyść parków handlowych i centrów convenience, zwłaszcza tych z wiodącym udziałem sklepów spożywczych. Formaty te nie zostały objęte dużymi restrykcjami, dlatego były relatywnie najbardziej odporne na lockdown. Dodatkowo, w okresie spowolnienia gospodarczego rośnie popyt na ofertę dyskontów, które często są najemcami takich obiektów. Z tego względu to właśnie parki handlowe i centra convenience mogą najbardziej liczyć na finansowanie. Należy jednak zaznaczyć, że banki prawdopodobnie jeszcze przez długi czas będą prowadzić restrykcyjną politykę kredytową w odniesieniu do nieruchomości handlowych. Wszystko zależy od tego, jak szybko uporamy się z epidemią i w jakim tempie gospodarka będzie powracała na właściwe tory.

Hotele niezupełnie bez szans

W ubiegłym roku praktycznie niemożliwe było pozyskanie finansowania na hotele. W 2021 roku sytuacja ma szansę ulec zmianie. Banki powinny zacząć kredytować tego typu obiekty, jak tylko przywrócona zostanie ich działalność, zwłaszcza że w Polsce wciąż jeszcze brakuje hoteli w odpowiednim standardzie. Dodatkowo, po całym roku siedzenia w domach, Polacy mają duży apetyt na podróżowanie, a ze względów bezpieczeństwa wiele osób postawi zapewne na turystykę krajową. Ponadto przejście na pracę zdalną w wielu firmach będzie się przyczyniało do rozwoju stylu podróżowania zwanego b-leisure (business & leisure). To z kolei stanowi szansę dla hoteli wypoczynkowych, które będą mogły efektywniej funkcjonować poza sezonem. Na popularność nie powinny też w przyszłości narzekać obiekty z zapleczem medycznym i rehabilitacyjnym, pomagające powrócić do zdrowia i równowagi psychicznej osobom dotkniętym skutkami pandemii.

Inwestycje alternatywne coraz bardziej popularne

Na koniec warto zwrócić uwagę także na obiekty typu mixed-use oraz inwestycje alternatywne, np. z segmentu PRS czy akademików. Wielofunkcyjne kompleksy o charakterze miastotwórczym, łączące np. budynek mieszkalny z biurowcem lub aparthotelem, postrzegane są jako przyszłość polskiego rynku nieruchomości. Deweloperzy nie powinni mieć zatem problemu z pozyskiwaniem kredytów na takie projekty. Banki są także skłonne rozmawiać o finansowaniu inwestycji alternatywnych. W tym przypadku kluczowe jest doświadczenie inwestora oraz wyniki osiągane na przestrzeni wielu lat. Dodatkowo, preferowane są całe portfele, a nie pojedyncze obiekty.

Miejsce na nowych graczy

Podsumowując, mogę powiedzieć, że 2021 rok powinien przynieść lepsze warunki finansowania dłużnego, choć banki będą nadal wykazywać się ostrożnością, wnikliwie analizując poszczególne projekty. Biorąc pod uwagę niski poziom stóp procentowych, który prawdopodobnie utrzyma się jeszcze przez dłuższy czas, na rynku może powstać miejsce dla nowych graczy konkurujących z bankami jako dostawcy długu. Przykładem mogą być fundusze dłużne czy firmy ubezpieczeniowe. Takie podmioty są obecne na bardziej dojrzałych rynkach i mogą coraz śmielej pojawiać się w Polsce, oferując finansowanie projektów znajdujących się na granicy zainteresowania banków lub bezpośrednio z nimi konkurując w wybranych lokalizacjach, sektorach lub strukturach. Co prawda finansowanie pozabankowe jest z reguły droższe, ale za to bardziej elastyczne. Można je też szybciej uzyskać. Większa dywersyfikacja źródeł finansowania jest obecnie bardzo pożądana.

Marcin Wielgus, Director – Debt Financing, Hines Polska Sp. z o.o.

Czym jest social commerce, f-commerce i social selling?

Media społecznościowe już od kilku lat zmieniają zasady gry w sektorze e-commerce. Trend utrzymuje się wraz z kolejnymi aktualizacjami największych serwisów, a rynek na bieżąco reaguje na zmieniającą się rzeczywistość. Co kryje się pod enigmatycznymi hasłami social selling i social commerce?

Sprzedaż na wallu

Oba hasła są na tyle zbliżone, że często traktuje się je synonimicznie, jednak social commerce jest niezaprzeczalnie pojęciem szerszym. W publikacji Should Firms Invest in Social Commerce? An Integrative Perspective autorstwa m.in. Hugo K.S. Lama i Andy’ego C.L.Yeunga, badacze zaznaczają, iż esencją takiego podejścia jest wykorzystanie kanałów społecznościowych do transakcji internetowych. Social selling z kolei ma wyłącznie pomóc usprawnić cały proces poprzez budowanie wiarygodnej marki.

Kariera social commerce rozpoczęła się w 2005 roku, kiedy to na łamach Yahoo! pojawiło się wówczas jeszcze enigmatyczne pojęcie sprzedaży z wykorzystaniem mediów społecznościowych. Wtedy nie mówiło się o dedykowanych marketplace’ach, które już teraz zyskują popularność porównywalną do dużych koncernów takich jak Amazon, czy eBay. O cechach social sellingu, który miałby wspierać social commerce, pisał w tamtym okresie m.in. Steve Rubel, amerykański specjalista ds. PR. Jego zdaniem kluczem do skutecznego handlu internetowego jest wykorzystanie wiedzy i autorytetu badaczy, analityków, czy samych producentów danego produktu.

Bezosobowy e-commerce?

Pomimo sporego stażu myśli Rubela (swoje prognozy opublikował w 2006 roku), budowę zaufania wśród klientów, opartą o wykorzystanie autorytetów, z sukcesami wykorzystują również współcześni gracze na rynku social commerce i e-commerce. Niektórzy w swoich wnioskach idą nawet o krok dalej — przyszłością nie jest sklep internetowy, jako dobro samo w sobie. Witryna nie wnosi większej wartości bez narzędzi social sellingowych, czyli ciągłej pracy na rzecz kontaktu z potencjalnym klientem właśnie poprzez media społecznościowe, ale i dedykowane platformy.

Czy sam sklep internetowy to za mało? Też nie. Działania onsite social commerce, czyli procesów w ramach witryny rozwijał zespół amerykańskiego Zazzle (zachęcając klientów do publikacji swoich zakupów na łamach platformy), dom towarowy Macy’s (dając możliwość publikacji ankiet, które miałyby pomóc w poszukiwaniu pożądanego produktu w gąszczu fizycznych alejek), czy Fab.com (wprowadzając baner przedstawiający zakupy innych klientów w czasie rzeczywistym). To wszystko — przed nastaniem ery social mediów. W tej kategorii sporo namieszał przede wszystkim koncern Facebooka.

Nowy wymiar handlu, czyli f-commerce

Przełomem dla niszy social commerce było wprowadzenie protokołu Facebook Open Graph. Niepozorny kod, który pierwotnie należało wpisać w head strony internetowej, umożliwiał szybką integrację treści z social mediami. Słowem — wpis, czy oferta na sklepie mogła być udostępniona z poziomu witryny (teraz ikonka “Lubię to!” jest standardem nie tylko w przypadku Facebooka). Ten ruch rozszerzył funkcjonalności Facebooka i był podstawą kolejnego kamienia milowego — Facebook Marketplace.

Specjalna przestrzeń w ramach medium do sprzedaży lub wymiany produktów zadebiutowała w USA, Wielkiej Brytanii, Australii i Nowej Zelandii, aby chwilę później — w roku 2017 — pojawić się również na rynku polskim. Facebook nie obsługuje dostaw, ale “wypożycza” miejsce do wystawienia własnej oferty. Myślano, że rozwiązanie amerykańskiego koncernu będzie początkiem końca polskich marketplace’ów, jednak jak na razie wszyscy gracze idą łeb w łeb. Jeśli nie f-commerce, co może być social commercowym game-changerem?

Social commerce na raty?

Znaczącą wadą m.in. f-commerce jest brak jednoznacznego systemu płatności. Gdyby Facebook wyszedł z inicjatywą pośredniczenia również na poziomie rozliczenia transakcji, spora część klientów przyklasnęłaby takiej inicjatywie. Czy social commerce to z jednej strony filozofia atrakcyjna, ale z drugiej — co najmniej wybrakowana? Niekoniecznie. Zwłaszcza użytkownikom, którzy decydują się na zakup droższych towarów, zależy na bezpiecznych i prostych wymianach z poziomu społecznościowych marketplace’ów, dlatego też z pewnym rozwiązaniem wychodzi krajowy rynek fintechowy.

Zakup samochodu, sprzętu z wyższej półki, czy nawet mieszkania (tak, istnieje taka możliwość w ramach f-commerce) to często wydatek, który uzupełniamy systemem ratalnym. Czy uproszczony jeszcze schemat działania social commerce jest w stanie udźwignąć takie transakcje? Bez pomocy odpowiednich narzędzi — nie. Jednym z najbardziej sprawdzonych instrumentów do tego typu procesów jest m.in. LoanByLink zespołu spółki Provema. Jak działa płatność ratalna z poziomu f-commerce? Wystarczy specjalnie wygenerowany link, który przeniesie klienta do zewnętrznej platformy transakcyjnej. Właśnie takie rozwiązania mogą być skutecznym odbiciem dla mediów platform społecznościowych z ambicjami do wejścia na rynek sprzedaży internetowej.

W dobie tak intensywnego rozwoju handlu internetowego zwłaszcza rynek komercyjny powinien wychodzić z inicjatywą rozszerzania funkcjonalności zarówno social selling, jak i social commerce. Jeśli inne firmy pójdą śladami m.in. spółki Provema, już wkrótce klienci będą w stanie jeszcze sprawniej finalizować transakcje nie tylko z poziomu witryn, ale i platform społecznościowych. Kiedy możemy spodziewać się znaczących zmian? W świetle tak sprawnego wykorzystywania algorytmów przez krajowe fintechy era social commerce może nadejść szybciej, niż zakładano.

Autor: Bartosz Tomczyk, przewodniczący Rady Nadzorczej w polskim fintech’u Provema.

Zmiana na stanowisku Prezesa innogy Polska

Na podstawie decyzji Zarządu Grupy E.ON z dniem 1 kwietnia 2021 roku dr Filip Thon obejmie stanowisko Prezesa spółki E.ON Energie Deutschland. Na stanowisku Prezesa innogy Polska zastąpi go dr Andrzej Modzelewski.

Z dniem 1 kwietnia 2021 r. dr Filip Thon przejmie od Victorii Ossadnik stanowisko Prezesa spółki E.ON Energie Deutschland. Dr Filip Thon zajmuje obecnie stanowisko SVP Customer Solutions Central Europe oraz Prezesa Zarządu innogy Polska S.A. Swoją karierę rozpoczął w 1995 r. w firmie konsultingowej Accenture, a w 2003 r. podjął pracę w Grupie RWE. Od tego momentu był odpowiedzialny za zadania związane z sieciami energetycznymi oraz gazowymi i sprzedażą na różnych międzynarodowych stanowiskach kierowniczych, najpierw w RWE, a następnie w innogy oraz E.ON. Posiada bogate doświadczenie w zakresie obsługi klienta i sprzedaży.

– Powołanie mnie na tak odpowiedzialne stanowisko w strukturach Grupy E.ON jest niewątpliwym wyróżnieniem. Wierzę, że doświadczenie, które zdobyłem kierując innogy Polska przez 13 lat na dynamicznym i wymagającym polskim rynku będzie pomocne w mojej nowej roli. Andrzejowi życzę wielu sukcesów w kierowaniu firmą. Jestem przekonany, że pod jego przywództwem będzie ona dalej umacniać swoją rynkową pozycję i cieszyć się rosnącym zaufaniem klientów – powiedział dr Filip Thon, Prezes innogy Polska.

Jako następcę dr. Filipa Thona na stanowisku Prezesa Zarządu powołano dr. Andrzeja Modzelewskiego, który od 2018 r. pełni funkcję Członka Zarządu innogy Polska. Andrzej Modzelewski zdobył bogate doświadczenie na stanowiskach kierowniczych w Grupie RWE i innogy. Był odpowiedzialny za strategię i rozwój spółki, wdrażanie nowych produktów, a także za koordynację obszarów związanych z infrastrukturą sieciową oraz sprzedażą energii i gazu w Europie Środkowo-Wschodniej. Przez kilka ostatnich lat zasiadał w zarządach EDF Polska, a następnie PGE Energia Ciepła, gdzie odpowiadał m.in. za inwestycje w sektorze elektrociepłowniczym oraz rozwój usług okołoenergetycznych. Pracował także jako konsultant w firmie doradczej ConEnergy.

– Decyzja Zarządu E.ON dotycząca powołania mnie na stanowisko Prezesa Zarządu innogy Polska jest dla mnie wielkim zaszczytem – powiedział dr Andrzej Modzelewski, Członek Zarządu innogy Polska. Przychodzi ona w wyjątkowym momencie, gdy jesteśmy coraz bliżej pełnej integracji ze strukturami Grupy E.ON, ale także w istotnym czasie fundamentalnych zmian na rynku energii. innogy Polska jako część międzynarodowej Grupy E.ON przyczyni się do szybkiej transformacji i modernizacji polskiego rynku energii. Dołożę wszelkich starań, abyśmy nadal w pełni realizowali swój potencjał, oferując naszym obecnym i przyszłym klientom stabilną, atrakcyjną i kompleksową ofertę energetyczną – dodał dr Andrzej Modzelewski.

Ile kosztuje działka pod dom? Raport 2021 r.

Cena gruntu jest bardzo ważnym składnikiem łącznych kosztów zakupu lub wzniesienia budynku mieszkalnego. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, ile przeciętnie kosztuje działka pod dom lub blok.

Koszt zakupu gruntu to czynnik, który bardzo znacząco wpływa na zróżnicowanie cen zakupu nowych domów i lokali w poszczególnych częściach Polski. Ma on duże znaczenie również w kontekście kosztów budowy nowego domu. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili zatem sprawdzić, jak wyglądają koszty zakupu działki na cele mieszkaniowe. Taka analiza jest możliwa dzięki transakcyjnym danym, które zebrał GUS.

Główny Urząd Statystyczny dopiero niedawno przedstawił bardzo ciekawe informacje na temat średnich cen działek pod zabudowę mieszkaniową w 2019 r. Pomimo opóźnienia czasowego, wspomniane informacje są interesujące ze względu na swój transakcyjny charakter. Mówią one, że przeciętny koszt zakupienia 1 mkw. działki pod dom lub blok wynosił:

  • cała Polska – 72,6 zł
  • dolnośląskie – 86,4 zł
  • kujawsko-pomorskie – 55,9 zł
  • lubelskie – 53,4 zł
  • lubuskie – 64,6 zł
  • łódzkie – 33,3 zł
  • małopolskie – 71,3 zł
  • mazowieckie – 92,5 zł
  • opolskie – 51,5 zł
  • podkarpackie – 67,3 zł
  • podlaskie – 87,8 zł
  • pomorskie – 109,7 zł
  • śląskie – 74,1 zł
  • świętokrzyskie – 36,1 zł
  • warmińsko–mazurskie – 30,5 zł
  • wielkopolskie – 121,3 zł
  • zachodniopomorskie – 55,0 zł

Ile kosztuje działka pod dom

Jak widać, we wszystkich województwach jest widoczne duże zróżnicowanie pomiędzy cenami mieszkaniowych gruntów z miast oraz wsi. Jeżeli chodzi o cały kraj, to w 2019 r. przeciętna cena zakupu działki pod zabudowę mieszkaniową na terenie miasta wynosiła 120,3 zł/mkw. Jeszcze droższe były grunty z miast na prawach powiatu (164,2 zł/mkw.). Średni wynik dla całej Polski obniżały natomiast ceny wiejskich działek na cele mieszkaniowe (przeciętnie: 59,1 zł/mkw. w 2019 r.).

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl