Izraelski dystrybutor wypromuje gry Mousetrap Games

Studio Mousetrap Games, należące do notowanej na NewConnect spółki Oxygen SA, podpisało  umowę dystrybucyjną z izraelskim wydawcą, firmą App Central Ltd. Umowa obejmuje współpracę firm, między innymi w zakresie promocji, dystrybucji i wsparcia gier mobilnych MTG.

Mousetrap Games to specjalizująca się w grach mobilnych spółka-córka notowanej na NewConnect Oxygen SA. W 2020 roku firma wydała 15 tytułów kierowanych do różnych typów graczy, między innymi gry premium, casual oraz 5 gier z gatunku hyper casual. Uwagę App Central przykuł szczególnie ostatni gatunek – dystrybutor planuje włączyć niektóre gry hyper casualowe Mousetrap Games w tzw. bundle, czyli pakiety gier.

Bundle oferują możliwość pobrania lub zakupu kilku aplikacji w ramach jednego pakietu, który może zostać stworzony zarówno dla płatnych, jak i bezpłatnych aplikacji. Użytkownicy korzystają dzięki temu z odnawialnych subskrypcji lub jednorazowej płatności, dającej dostęp do wszystkich gier z bundle’a. Dzięki współpracy z App Central Ltd., wybrane produkcje mobilne Mousetrap Games będą dystrybuowane w takich pakietach wraz z grami innych producentów.

  • Podpisanie umowy z App Central to dla nas szansa na dotarcie z grami Mousetrap Games do innego segmentu użytkowników. Współpraca zakłada inwestycję ze strony dystrybutora w marketing, ale też podział zysków osiągniętych ze sprzedaży gier i reklam. Cieszymy się, że pozyskaliśmy partnera rynkowego, dzięki któremu firma może się szybko rozwijać – mówi Edward Mężyk, Prezes Oxygen SA.

App Central Ltd. to wydawnictwo korzystające z najnowocześniejszych algorytmów monetyzacji i optymalizacji, które oferuje twórcom gier i aplikacji mobilnych rozwiązania wykraczające poza tradycyjne działania marketingowe. Firma korzysta z pakietu SDK, opartego na sztucznej inteligencji, który, działając według wielu parametrów, optymalizuje zakupy i subskrypcje aplikacji mobilnych.

Oxygen SA to polska spółka działająca w sektorze gamingowym, do której należą zarówno wrocławska spółka Mousetrap Games, jak i HyperCat (dawniej Glass Cannon Games). Spółka notowana jest na giełdzie NewConnect. Grupa kapitałowa Oxygen skupia się na produkcji i działalności wydawniczej na rynku gier mobilnych ze szczególnym uwzględnieniem gier z kategorii hyper casual, casual i mid-core. Spółka wspierana jest przez znaczące  podmioty z branży gamedev, jakie jak The Knights of Unity czy C-Shark.

Pierwsza akwizycja w Grupie Kapitałowej Transition Technologies w 2021 roku

Transition Technologies PSC, największa spółka Grupy Kapitałowej Transition Technologies, podpisała umowę inwestycyjną o przejęciu pakietu kontrolnego polskiej firmy Algomine, specjalizującej się w dostarczaniu innowacyjnych rozwiązań informatycznych do monetyzacji potencjału danych.

Algomine, to Data Science House, który wykorzystuje Big Data, uczenie maszynowe, sztuczną inteligencję i rozwiązania chmurowe do realizacji indywidualnych rozwiązań dla firm, przynoszących im oszczędności i zwiększających przychody.

– W ciągu 5 lat działalności naszej firmy zbudowaliśmy unikalne kompetencje w zakresie monetyzacji danych oraz bardzo szerokie portfolio klientów z różnych branż. Integracja z Transition Technologies PSC to dla nas realna możliwość rozwoju na skalę globalną. Kluczowa jest tu komplementarność naszych usług, dzięki czemu razem będziemy w stanie kompleksowo odpowiadać na potrzeby naszych klientów – mówi Marcin Górzyński, Członek Zarządu Algomine.

Ambitne plany GK TT związane z dalszym rozwojem

Działająca od 30 lat na rynku Grupa Kapitałowa Transition Technologies w 2020 roku odnotowała rekordowy poziom przychodów, większy o ok 20% od wyniku z roku poprzedniego

– Kontynuujemy proces rozbudowy Grupy Kapitałowej nie tylko  poprzez organiczny wzrost wszystkich spółek, ale również poprzez akwizycję komplementarnych firm, które uzupełnią portfolio Grupy. Takie działania w strategii niewątpliwie będą znaczące przed planowanymi debiutami giełdowymi spółek z Grupy. Liczymy też na szybki wzrost gospodarczy w 2021 r. i oceniamy, że nasze tegoroczne przychody ukształtują się na poziomie 550-600 mln zł, przy backlogu zamówień na poziomie 65% – mówi prof. Konrad Świrski, Prezes Grupy Kapitałowej Transition Technologies.

Płatne webinary w 2020 – raport ClickMeeting

W 2020 roku na popularności bardzo zyskały platformy do spotkań online i webinarów – częstotliwość wyszukiwania przez polskich Internautów hasła „webinar”* wyniosła 3294 proc. w porównaniu do 2019 roku. W zeszłym roku wzrosło również zainteresowanie płatnymi spotkaniami online – rekordzista w Polsce za pośrednictwem platformy webinarowej ClickMeeting zarobił jednorazowo 57 tys. zł, a łącznie wszystkie wydarzenia uzyskały przychód w wysokości 2,5 mln zł.

Miniony rok 2020 dla wielu przedsiębiorców był czasem destabilizacji, ograniczenia lub nawet całkowitej utraty przychodów. Jednak problemy ekonomiczne często okazywały się jednocześnie impulsem pobudzającym przedsiębiorczość i skłaniającym do szukania nowych rozwiązań technologicznych. Na popularności zyskały narzędzia umożliwiające zarabianie w Internecie. W porównaniu do 2019 roku w 2020, według danych ClickMeeting, znacząco wzrosła liczba płatnych webinarów, średnie zarobki na webinarach oraz łączne przychody całej branży.

Wydarzeniem płatnym może być każdy kurs, lekcja, szkolenie, konferencja, które są oferowane komercyjnie przez Internet. Jest to narzędzie często wykorzystywane podczas konsultacji online czy e-learningu. Z kolei eventy czy na przykład debaty mogą być organizowane zarówno całkowicie w trybie online jak w trybie hybrydowym. Wtedy dają chętnym możliwość wyboru – udział w nich możliwy jest zarówno w formie stacjonarnej, jak i przez Internet. Obie metody w czasie pandemii stały się niezwykle popularne i mogą stać się źródłem przychodu- tylko od organizatora wydarzenia zależy, czy udział będzie darmowy, czy płatny.

Rekordowe zarobki webinarowe w 2020 rokuCM_Najwyzszy_przychod_z_platnego_webinaru2020 CM_Sredni_przychod_z_platnego_webinaru_2020

Jak wynika z raportu ClickMeeting „Webinary i wideokonferencje w czasach pandemii”, dla 44 proc. organizatorów webinarów stanowią one źródło dochodów. Korzystają z nich obecnie zarówno freelancerzy, jak i korporacje zatrudniające kilkanaście tysięcy osób. W Polsce rekordowy webinar zorganizowany na platformie ClickMeeting zarobił w 2020 roku 57 tys. zł. Z kolei patrząc na dane z całego świata, rekordzista w Wielkiej Brytanii zebrał w trakcie jednego spotkania prawie 90 tys. zł (18,3 tys. funtów), w Stanach Zjednoczonych wynik był bardzo podobny – 89,5 tys. zł (24 tys. dolarów), natomiast w Niemczech najwyższa uzyskana kwota wyniosła 37,8 tys. zł (8,4 tys. euro).

 

Średni przychód z webinaru

Średni przychód z płatnych webinarów ClickMeeting w Polsce w 2020 roku wyniósł 995 zł, w Kanadzie 5568 zł (1920 dolarów kanadyjskich), w Wielkiej Brytanii 1395 zł (272 funty), w USA 1335 zł (355 dolarów) i w Niemczech 1089 zł (238 euro).

Łączne zarobki webinarowe

W 2020 roku na platformie ClickMeeting w Polsce odbyło się 4721 płatnych wydarzeń do końca  listopada, czyli o 162 proc. więcej niż w 2019 roku. Łącznie zarobiły aż 2,5 miliona zł, z kolei w Niemczech 2,45 mln zł (540 tys. euro), w Stanach Zjednoczonych 1,68 mln zł (452 tys. dolary), w Wielkiej Brytanii 707,5 tys zł (139 tys. funtów) oraz w Kanadzie 411,6 tys. zł (140 tys. dolarów kanadyjskich). W Europie, nie licząc Polski, liczba płatnych sesji online wzrosła o 470 proc. i zarobiły one w sumie 2,47 mln zł (543 687 euro). W zeszłym roku na polskiej platformie ClickMeeting wydarzenia online zarobiły łącznie 7 633 776 zł (1 677 753 euro).

Eventy online

Wiele sektorów gospodarki musiało diametralnie zmienić swój sposób działania, by dostosować się do nowej sytuacji. Przykładem takiej adaptacji może być część firm z branży eventowej. Według danych firmy ClickMeeting na dostarczanej przez nią platformie w tym roku odbyło się o 787 proc. w Polsce i 186 proc. na całym świecie więcej wydarzeń online niż jeszcze rok temu. Wzrosła też frekwencja podczas wydarzeń organizowanych w sieci. W spotkaniach z liczbą uczestników powyżej 1000 w 2020 roku brało udział o 55 proc więcej osób niż w całym 2019 roku.

Szkoleniowcy, trenerzy biznesu, marketingowcy i sprzedawcy nie mieli wyboru – jeśli chcieli przetrwać, musieli przenieść swoją działalność do Internetu i tam na niej zarabiać. Dla nich właśnie możliwość prowadzenia płatnych webinarów i eventów ma kluczowe znaczenie.

Organizacja spotkań online daje ogromne możliwości – mówi Dominika Paciorkowska, Dyrektor Zarządzająca ClickMeetingPozwala dotrzeć do znacznie większej liczby osób, niż byłoby to możliwe w formie stacjonarnej, niezależnie od lokalizacji – przede wszystkim w małych miejscowościach. W przypadku ClickMeeting w wydarzeniu tego typu może brać udział nawet 10 tys. osób jednocześnie. Zgromadzenie takiej liczby odbiorców „na żywo” jest bardzo trudne i kosztowne. Wymaga wynajęcia ogromnej powierzchni i sprzętu scenicznego, uzyskania masy pozwoleń i zatrudnienia dużej liczby odpowiednio przeszkolonych osób. W przypadku wydarzenia online zazwyczaj wystarczy tylko zadbać o stabilne narzędzie i łącze internetowe.

Korzystne zmiany w programach gwarancyjnych dla firm

Mniejsze firmy i większe przedsiębiorstwa, zainteresowane gwarancjami BGK, mogą z nich skorzystać na specjalnych warunkach również w 2021 r. Pakiet pomocowy został przedłużony do 30 czerwca br., a dodatkowo część gwarancji dostępna jest na jeszcze korzystniejszych warunkach. Bank Millennium oferuje finansowanie zabezpieczone gwarancjami BGK. Proces wnioskowania odbywa się z wykorzystaniem kanałów cyfrowych i podpisu kwalifikowanego, z kwalifikowanym znacznikiem czasu.

W przypadku programu gwarancji de minimis (program dla mikro-, małych i średnich firm), do 30 czerwca br. utrzymano brak prowizji za pierwszy rok korzystania z gwarancji oraz 80% poziom ochrony. Wydłużono też okres gwarancji do 75 miesięcy dla kredytu obrotowego i do 120 miesięcy dla kredytu inwestycyjnego oraz zwiększono kwotę gwarancji de minimis z 3,5 mln PLN do równowartości 1,5 mln EUR.

W ramach gwarancji płynnościowych dot. kredytów (program dla średnich i dużych firm) utrzymano wysoki poziom ochrony do 80%, wyższą kwotę kredytu objętego gwarancją – do 200 mln zł oraz podwyższoną łączna kwotę gwarancji – do 250 mln zł. Wprowadzono też możliwość skorzystania z gwarancji również w przypadku kredytów w walucie obcej.

W zakresie faktoringowych gwarancji płynnościowych do 30 czerwca br. wprowadzono wydłużony okres limitu faktoringowego – do 24 miesięcy oraz wydłużony termin ważności gwarancji – do 72 miesięcy.

Dzięki Planowi Odbudowy Dla Europy polskie PKB wzrośnie o 66,7 mld zł w 2022 roku

Globalny kryzys ekonomiczny związany z pandemią koronawirusa ma zdecydowanie unikalny charakter. Rządy wielu państw, a także przedstawiciele biznesu dostrzegają, że proces wychodzenia z recesji musi zachodzić w sposób zrównoważony. W tym celu Unia Europejska zdecydowała się na instrument Next Generation UE (NGEU). To 380 mld euro dotacji dla państw członkowskich UE i możliwość uzupełnienia ich pożyczkami do kolejnych 360 mld euro. O tym, w jak dużym stopniu polska gospodarka ucierpiała w wyniku kryzysu i jak może pomóc jej Unia Europejska, opowiedzą eksperci DNB Bank Polska i firmy doradczej Deloitte w czasie konferencji prezentującej raport „Kierunki 2021. Nowy Plan Marshalla. Odbudowa polskiej gospodarki po COVID-19”. Gościem honorowym wydarzenia będzie Herman Van Rompuy, były Przewodniczący Rady Europejskiej.

Celem na lata 2021-2022 powinno być jak najszybsze wprowadzenie gospodarki na ścieżkę ożywienia gospodarczego. Pierwszy krok w tym kierunku to pokonanie wirusa poprzez efektywne systemy szczepień. Po drugie, ekonomiczne ożywienie ułatwi również Plan Odbudowy dla Europy uzupełniony o krajowe środki wspierające rozwój. Skuteczne działanie w tych dwóch obszarach jest obecnie niezbędne. Europejska strategia sprawi, że wszystkie państwa staną się silniejsze w tej samej perspektywie czasowej. Wzmocni to skalę poprawy gospodarczej również w Polsce – mówi Herman Van Rompuy, były Przewodniczący Rady Europejskiej.

Program NGEU to uzupełnienie tradycyjnego, 7-letniego budżetu Unii Europejskiej. Dla Polski rozszerzenie o antykryzysowy dodatek oznacza podobną kwotę wsparcia w relacji do PKB jak w poprzednim budżecie na lata 2014-2020, rozwiewając obawy o znaczący spadek napływu funduszy unijnych po 2020 roku. Nowy Plan Marshalla zakłada trzy kluczowe zadania, które muszą zrealizować jego beneficjenci: odbudowa gospodarki po pandemii oraz przyspieszenie transformacji cyfrowej i ekologicznej.

Wyznaczanie kierunków na 2021 r. jest trudnym zadaniem. W raporcie przeanalizowaliśmy to, co będzie szczególnie istotne w polskiej gospodarce w najbliższych miesiącach. Punktem wyjścia stała się oczywiście pandemia COVID-19 i działania Unii Europejskiej, które mają powstrzymać negatywne skutki kryzysu. Skupiliśmy się na programie Next Generetion EU, który zakłada 100 mld euro dotacji dla Polski. Chcemy odpowiedzieć na pytanie, jak możemy z tych funduszy skorzystać i czy środki pozwolą na ograniczenie luki rozwojowej między rodzimą a zachodnią gospodarką – mówi Artur Tomaszewski, Prezes Zarządu DNB Bank Polska S.A.

Jak wynika z raportu przygotowanego przez DNB Bank Polska i firmę Deloitte, największy efekt NGEU mierzony przyrostem PKB w Polsce wystąpi w latach 2022-2023 i wyniesie odpowiednio: 66,7 mld zł oraz 61 mld zł. W tym czasie wpływ funduszy NGEU odpowiadać będzie za ponad połowę całkowitego wzrostu PKB w tym okresie.

Na potrzeby raportu „Kierunki 2021. Nowy Plan Marshalla. Odbudowa polskiej gospodarki po COVID-19” przeprowadzono badanie, w którym wzięli udział klienci DNB Bank Polska, czyli duże firmy z różnych sektorów gospodarki. Wynika z niego, że nie wszyscy podchodzą optymistycznie do planów Unii Europejskiej.  Jedynie w przypadku inicjatywy „Zwiększenie mocy“ więcej niż połowa ankietowanych przedsiębiorstw wskazała, że może się ona przyczynić do rozwoju firmy.

Optymizm na rynkach. Bałagan na Wall Street

Koniec pandemii jest jeszcze daleko przed nami. Mimo, że ciężko w tym momencie podać jakąś konkretną datę całkowitego odejścia od ograniczeń a ryzyko mutacji wirusa wciąż jest duże, to na rynku walutowym oraz akcyjnym ponownie zagościł optymizm. Nie widać presji na waluty emerging markets (silny PLN, HUF oraz TRY), technologiczny indeks zza oceanu w dwa dni wrócił w okolice historycznych szczytów a ropa naftowa jest najdroższa od lutego 2020 roku.

Trzeba przyznać, że perspektywy gospodarcze na całym świecie poprawiły się wraz ze wzrostem rozpoczęcia kampanii szczepień. Świat czeka teraz na szczepionkę od J&J, która będzie kolejną cegiełką do przyspieszenia całego procesu. Obserwowane ożywienie jest niestety nierównomierne. Chiny przodują, zaraz z nimi są Stany Zjednoczone, natomiast strefa euro pozostaje mocno w tyle. Taką ostatnio ocenę wydał Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Rynki w tym momencie żyją pakietem stymulacyjnym w USA (1,9 bln USD), który z dużą determinacją chce wprowadzić w życie Joe Biden. W Senacie trwają prace. Strona republikańska jest gotowa do rozmów ale jakiekolwiek trudności w głosowaniu mogą wprowadzić zamęt na rynkach.

Ostatnie wydarzenia na Wall Street (ponadprzeciętne wzrosty GameStop i innych mniejszych spółek) Financial Times nazwał bałaganem. Zamieszanie wokół portalu Reddit spowodowało, że szeroki rynek spadał (ubiegły tydzień) a firmy o wątłych fundamentach ponadprzeciętnie zyskiwały. Ten tydzień pokazuje powrót do starych zasad. GameStop stracił już 60 proc. podczas gdy NASDAQ testuje ponownie ATH (all-time high). Porządek na giełdzie w USA będzie teraz kontrolował Gary Gensler, który został nominowany w poniedziałek przez prezydenta USA na szefa komisji papierów wartościowych (SEC). Wg Bloomberga zatwierdzenie jego kandydatury przez Senat jest już niemal pewne. Gensler może być jednym z bardziej agresywnych regulatorów na Wall Street od 20 lat. Wcześniej pracował w Goldamn Sachs i był szefem komisji regulującej rynek futures. Oczekuje się od niego, że będzie sprawnie prowadził sprawy przeciwko dużym korporacjom i bankom.

Na uwagę zasługuje również ropa naftowa, która podobnie jak rynek akcyjny od poniedziałku rozpoczęła kolejny rajd na północ. WTI oraz brent są najdroższe od lutego ubiegłego roku a wzrosty dodatkowo są wspierane przez wczorajszy duży spadek zapasów w USA, który podała firma API. Dziś oczy inwestorów będą skierowane na publikacje Departamentu Energii o 16:30. Tak duży optymizm jest związany z tym, że rynek oczekuje silnego odbicia popytu w 2021 roku oraz dalszych ograniczeń wydobycia strony krajów OPEC+. W lutym poznamy kolejne decyzje.

Swój rajd zakończył inny surowiec, czyli srebro. Ceny w ostatnim czasie zostały mocno wywindowane przez inwestorów z grupy WallStreetBets. Rajd nie był aż tak spektakularny jak na spółce GameStop, co pokazuje, że rynek srebra jest dużo większy i ciężko go w podobny sposób zmanipulować. Od poniedziałkowego szczytu (ok 30 USD/oz) ceny spadły już ponad 10 proc. Dodatkowo silniejszy dolar nie pomaga cenom wszystkich metali szlachetnych.

Dziś poznamy decyzję Rady Polityki Pieniężnej na temat stóp procentowych. Lutowe posiedzenie RPP nie wniesie prawdopodobnie niczego nowego. W komunikacie liczymy na powtórzenie, że bank zamierza dalej wspierać gospodarkę niskimi stopami procentowymi i poprzez program skupu aktywów, a także przypomni, że może interweniować na rynku walutowym. Nie sądzimy, aby NBP miał się w najbliższym czasie zdecydować na coś więcej, niż tylko werbalne ostrzeżenia, choć ostatnie zejście EUR/PLN pod 4,50 testuje determinację banku centralnego do kontroli kursu. Od strony sytuacji gospodarczej Rada nie ma powodu istotnie zmieniać tonu komunikatu. Pozytywne sygnały z gospodarki – lepsze wyniki grudniowej sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej oraz zaskakujący wzrost produkcji budowlano-montażowej – będą równoważone obawami o rozwój pandemii w Europie i przedłużaniem restrykcji, które negatywnie wpływają na aktywność gospodarcza w kraju i na kontynencie.

Łukasz Zembik
Kierownik Departamentu Analiz TMS

BADANIE: Blisko 70% Polaków rozumie przedsiębiorców, którzy wznawiają biznesy mimo obostrzeń

Prawie sześciu na dziesięciu badanych uważa, że kolejne przedłużenie rządowych obostrzeń jest złą decyzją. Blisko 85% rodaków twierdzi, że w czasie lockdownu nie korzystało z usług objętych zakazem. Do tego ponad połowa Polaków nie zamierza w najbliższym czasie odwiedzać miejsc, które zostaną otwarte mimo restrykcji. Jednak niemal siedem na dziesięć osób popiera przedsiębiorców działających wbrew narzuconym ograniczeniom. Co więcej, przeszło 70% jest zdania, że służby nie powinny ich za to karać. Takie wnioski płyną z ogólnopolskiego badania UCE RESEARCH i SYNO Poland.Ponad połowa Polaków nie zamierza korzystać z usług firm, które otwierają się mimo rządowych obostrzeń

Aż 55,8% badanych Polaków uważa, że rząd podjął złą decyzję w sprawie przedłużenia lockdownu do 14 lutego br. Natomiast 32% jest przeciwnego zdania, a 12,2% nie ma jeszcze wyrobionej opinii. Według Krzysztofa Zycha, głównego analityka UCE RESEARCH, rodacy są mocno zmęczeni obostrzeniami. Ekspert nie jest jednak przekonany, czy przeszło połowa ww. ankietowanych bierze pod uwagę dramatyczną sytuację przedsiębiorców. Być może większe znaczenie ma własna wygoda i utrata pewnego rodzaju swobody.

– Ci, którzy uznali decyzję za błędną, zapewne kierują się informacjami o bardzo negatywnych konsekwencjach lockdownu dla gospodarki. Z jednej strony przedsiębiorcy zaznaczają, że straty wynikające z restrykcji są duże i już wyczerpują możliwości finansowe firm. Z drugiej strony ludzie też nie są zbyt przekonani do argumentów rządu. Uważają bowiem, że otwarcie małych biznesów, np. restauracji czy siłowni, nie wpłynie znacząco na zagrożenie epidemiczne – komentuje prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC i były wiceminister finansów.

Natomiast, jak zaznacza Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny, Polacy coraz częściej słyszą o zwolnieniach. Zapowiada się, że ruszą one dużą falą od kwietnia. Zdaniem eksperta, ludzie zaczynają się obawiać tego scenariusza, co jest uzasadnione w obecnej sytuacji gospodarczej. A przedłużenie obostrzeń zwiększa wydatnie ryzyko znalezienia się w gronie bezrobotnych.

– Społeczeństwo w pewien sposób nauczyło się już żyć w wirusem i jego konsekwencjami. Z tego też wynika luźniejsze podejście do restrykcji, tym bardziej że od dłuższego czasu liczba zakażeń utrzymuje się na dość stabilnym poziomie. To oczywiście w pewien sposób też wpływa na myślenie o stosowanych obostrzeniach – dodaje Zych.

Badanie pokazuje, że 84,8% osób nie skorzystało w trakcie lockdownu z zakazanych form działalności. Mowa tu o np. wizytach w barze, restauracji, hotelu, klubie fitness czy na siłowni bądź na stoku narciarskim. Tylko 13,3% przyznało się do tego, a 1,9% nie pamiętało. Według mec. Parola, te wyniki świadczą nie tyle o tym, że Polacy boją się wirusa. Widać przede wszystkim brak realnych możliwości korzystania z obiektów użyteczności publicznej. Dopiero teraz zaczynają być otwierane lokale gastronomiczne czy kluby fitness. Wszystko to wynika z braku odpowiedniej pomocy ze strony państwa.

– Taka postawa może być spowodowana strachem przez ewentualnymi karami. Natomiast wśród osób, które przyznały się do tego, że korzystały z zabronionych usług, częściej mamy mężczyzn niż kobiety. Z kolei patrząc na wielkość miast, widać, że najbardziej aktywni pod tym względem byli badani z miejscowości liczących od 20 tys. do 49 tys. mieszkańców, od 200 tys. do 499 tys. zamieszkałych osób oraz od 100 tys. do 199 tys. – wskazuje analityk z UCE RESEARCH.

Z raportu wynika też, że 52,3% Polaków nie zamierza w najbliższym czasie korzystać z miejsc, które zostały otwarte mimo lockdownu. Z kolei 35,6% twierdzi, że zrobi to, a 12,1% nie ma wyrobionej opinii w tej kwestii. Jak zaznacza prof. Gomułka, większość osób nie zdecyduje się na ten krok, ponieważ wcześniej nie korzystały one z tego typu ofert. Dla nich nie jest problemem rezygnacja z takiej wizyty, choć przedsiębiorcy zapewniają o swojej determinacji w zakresie zachowania rygorów zdrowotnych.

– Część badanych nie będzie korzystała z tego typu usług z powodu obaw przed zakażeniem. Ale moim zdaniem, decydujące znaczenie ma sytuacja ekonomiczna. Polacy zdecydowanie boją się o swoją przyszłość. Do tego dochodzi wzrost cen i towarzysząca temu inflacja, która jest mocno zauważalna dla zwykłego Kowalskiego. Ludzie nie mają pieniędzy i widoków na szybką poprawę sytuacji – podkreśla Adrian Parol.

Natomiast Andrzej Głowacki, prezes DGA, jest przekonany, że stopniowo, w reżimie sanitarnym, Polacy zaczną odwiedzać bary, kluby fitness itd. I bez wątpienia prym będą wieść młodzi ludzie. Z kolei osoby po 60. roku życia zapewne zdecydują się na to dopiero po zaszczepieniu się.

– Konsekwencją otwierania tych biznesów będzie to, że służby będą wyjątkowo notorycznie je kontrolowały i konsekwentnie nakładły mandaty, żeby pokazać społeczeństwu, że należy przestrzegać obostrzeń. Co jakiś czas będziemy też słyszeć o wyjątkowo dynamicznych akcjach. One będą miały skłonić ludzi do tego, żeby jednak nie korzystali z tego typu usług – przewiduje Krzysztof Zych.

Zdaniem 67,5% respondentów, przedsiębiorcy mają rację, że mimo zakazu otwierają swoje firmy. Z kolei 18,8% jest przeciwnego zdania, a 13,7% nie ma wyrobionego stanowiska w tej sprawie. Jak przekonuje prezes Głowacki, los mikrofirm i małych przedsiębiorstw jest tragiczny. Świadomi tego są także Polacy, którzy mają zapewnione stałe miesięczne wypłaty. Wynik badania jest wyrazem solidarności.

– Widać duże wsparcie dla przedsiębiorców, ale dobre słowo nie przełoży się na ich dochody. Skoro ponad połowa Polaków nie zamierza ich odwiedzać w tym czasie, to dalej będą stać w miejscu. Do tego służby będą nakładać na nich kary, a to z kolei wiąże się z dalszą walką o swoje prawa w sądach – podkreśla ekspert z UCE RESEARCH.

Polacy nie są za karaniem przedsiębiorców. Aż 70,7% ankietowanych uważa, że policja, sanepid itp. instytucje nie powinny bezwzględnie nakładać mandatów na osoby, które mimo zakazu wznowią swoją działalność. Przeciwnego zdania jest 18% badanych, a 11,3% nie ma wyrobionej opinii. Według Andrzeja Głowackiego, każdy Polak jest świadomy zagrożenia zakażeniem COVID-19, zatem karanie przedsiębiorców za otwarcie obiektów nie jest zbyt uzasadnione.

– To sygnał dla służb do rewizji swojego podejścia wobec przedsiębiorców odmrażających w desperacji swoje biznesy. Państwo w dobrze pojętym własnym interesie powinno raczej udzielić wsparcia przedsiębiorcom. Stosowanie kar i restrykcji może osiągnąć zupełnie odwrotne skutki i to zupełnie nieprzewidywalne oraz długotrwałe dla sporej części gospodarki – podsumowuje mec. Parol.

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 29-31.01.2021 r. metodą CAWI przez UCE RESEARCH i SYNO Poland dla Gazety Wyborczej na reprezentatywnej próbie 1009 dorosłych Polaków w wieku 18-80 lat.

Konsolidacja w Grupie Seris Konsalnet

  • Seris Konsalnet Cleaning powstał w wyniku połączenia Seris Klinet i Seris AS PAK. Jest częścią polskiej Grupy Kapitałowej Seris Konsalnet, oferującej usługi ochrony fizycznej, monitoringu i usługi czystości, wchodzącej jednocześnie w skład międzynarodowej Grupy Seris.
  • Konsolidacja pozwoli na zdynamizowanie rozwoju usług utrzymania czystości w Grupie Seris Konsalnet obok kluczowych usług ochrony i monitoringu.
  • Seris Konsalnet Cleaning wprowadza na polski rynek najnowocześniejsze technologie sprzątania, tworząc innowacyjny model działania – Cleaning 4.0.
  • Obserwowany jest wzrost znaczenia usług utrzymania czystości w obliczu pandemii COVID-19, przy jednoczesnej zwiększonej dbałości o efektywność kosztową i ochronę środowiska.
  • Seris Konsalnet Cleaning łącząc obszary ogłasza wprowadzenie trzech innowacyjnych linii usługowych: Q BOT, Q EYE i Q EKO.

Grupa Kapitałowa Seris Konsalnet Holding S.A. ogłasza zakończenie procesu konsolidacji spółek świadczących kompleksowe usługi sprzątające w obszarze B2B w Polsce: Seris Klinet i Seris AS PAK. W wyniku tej strategicznej operacji powstała spółka Seris Konsalnet Cleaning sp. z o.o., którą kieruje dotychczasowy zarząd Seris Klinet, Andrzej Chodacz i Tomasz Lichota. Powodem połączenia spółek jest dynamiczny wzrost zapotrzebowania na nowoczesne usługi sprzątania i dezynfekcji, które w okresie pandemii nabierają jeszcze większego znaczenia.

Od wielu lat posiadamy w Grupie Seris Konsalnet spółkę świadczącą usługi utrzymania czystości – mówi Tomasz Wojak, Prezes Zarządu Seris Konsalnet Holding S.A. – W dyskusjach na temat przyszłości jesteśmy zgodni w zarządzie firmy, że rynek usług, które wykonujemy zmienia się i będzie się zmieniał dynamicznie w najbliższych latach, z powodu nie tylko rozwoju technologii, ale też rosnących kosztów pracy oraz zmieniających się oczekiwań Klientów. Zbudowaliśmy więc silny, profesjonalny zespół, z którym stworzyliśmy strategię na kolejne lata. Sądzimy, że tak jak zmienia się sposób sprzedaży towarów, tak samo ewoluować będzie biznes usługowy. Mając ambicje bycia liderem w usługach, które świadczymy, podejmujemy szybkie decyzje i działania inwestując w rozwój, a nasza strategia zakłada postępującą digitalizację procesów sprzedaży i obsługi Klienta. Uważamy również, że dalszy rozwój w oparciu o technologie przyjazne środowisku i człowiekowi to obowiązkowy element strategii każdej nowoczesnej firmy i w oparciu o takie wartości zamierzamy działać w kolejnych latach – dodaje Tomasz Wojak.

– Usługi utrzymania czystości rozwijamy w większości segmentów rynku, od przemysłu poprzez powierzchnie komercyjne aż po instytucje publiczne – mówi Andrzej Chodacz, Prezes Zarządu Seris Konsalnet Cleaning. – W tym celu wdrażamy kluczowe w naszej ocenie przewagi technologiczne: automatyzację i informatyzację usług przy jednoczesnym zwiększaniu kompetencji pracowników. Chcemy być liderem na polskim rynku, tworząc zupełnie nowy wymiar usług, nowy model działania – Cleaning 4.0. To połączenie nowoczesnych, wysokich technologii, monitoringu, mapowania pomieszczeń, programowania robotów sprzątających, szkolenia ekip nadzorujących oraz monitorowanie wykonanej pracy. Dzięki temu mamy możliwość przedstawienia klientowi raportu z wykonania naszej pracy, a nawet monitorować ją w czasie rzeczywistym online. Wszystko to w celu podniesienia wydajności, konkurencyjności i wygody klienta w trudnym dla nas wszystkich okresie COVID-19 i po jego zakończeniu – podkreśla Andrzej Chodacz.

Cleaning 4.0 – co to jest

Koncepcja Cleaning 4.0 jest zbudowana na czterech głównych filarach: robotyzacji, automatyzacji, digitalizacji oraz zaawansowanej ochronie środowiska, które stają się liniami produktowymi, tworząc zintegrowany model działania, choć mogą być stosowane także pojedynczo. Ich wspólnym mianownikiem staje się zaangażowanie technologii, Internetu
w budowanie usług o możliwie wysokiej jakości, dlatego wszystkie mają wspólny symbol Q.

Nowe usługi i wdrożenie filozofii Cleaning 4.0 mają na celu osiągnięcie przez Seris Konsalnet Cleaning pozycji lidera nowoczesnych technologii w branży sprzątającej, ugruntowanie pozycji rynkowej marki Seris Konsalnet oraz dostarczenie klientom usług w jakości nieosiągalnej dotychczas na polskim rynku. Jednocześnie wpisują się w dynamikę zmiennego otoczenia biznesowego i wyzwań, z jakimi – zwłaszcza w okresie pandemii – muszą mierzyć się klienci i partnerzy biznesowi Seris Konsalnet Cleaning. W obliczu COVID-19 obserwowany jest intensywny wzrost znaczenia i zapotrzebowania na usługi czystości przy jednoczesnym nacisku na ich aspekty ekologiczne oraz zapewnienie zgodności z rygorami sanitarnymi.

Dynamiczny wzrost zapotrzebowania na nowoczesne usługi utrzymania czystości jest widoczny zwłaszcza w branży przemysłowej, logistycznej oraz retail. Pojawiły się nowe potrzeby – m.in. dezynfekowania dużych powierzchni i obiektów, w których pracują i przebywają ludzie, takich jak: galerie handlowe, supermarkety, zakłady produkcyjne czy magazyny. Wpisuje się w to również wzmożona konieczność ochrony pracowników oraz podwyższone standardy bezpieczeństwa i higieny pracy – m.in. w zakresie zapobiegania rozprzestrzenianiu się wirusa SARS-CoV-2 i konieczności monitorowania stref, w których przebywają zespoły pracowników.

Wejście w życie nowej ustawy o cyberbezpieczeństwie może kosztować polską gospodarkę nawet 40 mld zł. Ucierpi nie tylko branża telekomunikacyjna, lecz także konsumenci

Najnowsze raporty wskazują, że wykluczenie Huaweia z budowy sieci 5G w Polsce może kosztować całą polską gospodarkę 40 mld zł w ciągu najbliższych pięciu lat. Tylko branża telekomunikacyjna może stracić w tym czasie 15 mld zł. Nowelizowana właśnie ustawa o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa może wykluczyć technologicznego giganta z polskiego rynku ze względu na jego chińskie pochodzenie. – W dyskusjach wprost mówi się, że nowe regulacje mogą być wymierzone w dostawców z Chin. Jednak tego typu regulacje mają to do siebie, że nigdy nie wiadomo, kiedy, jak i wobec kogo zostaną użyte. To powoduje ogromną niepewność na rynku, na którym inwestycje są liczone w miliardach złotych – mówi adwokat dr Michał Kuliński.

Branżowe instytucje i eksperci, prawnicy i wszystkie podmioty działające na rynku telekomunikacyjnym od pół roku uważnie śledzą plany nowelizacji ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa. Wpłynie ona bowiem na kształt całego polskiego rynku telekomunikacyjnego, jak i wdrażanie w Polsce sieci 5G oraz wybór dostawców infrastruktury dla tej technologii. Do pierwszej wersji noweli – zaproponowanej przez ówczesne Ministerstwo Cyfryzacji we wrześniu ub.r. – ponad setka różnych podmiotów zgłosiła w sumie ok. 750 uwag. Z kolei w połowie stycznia pojawiła się druga propozycja zmian w tym akcie prawnym, która wywołała nie mniejsze kontrowersje niż poprzednia.

– Nowy projekt nowelizacji ustawy o cyberbezpieczeństwie z 21 stycznia br., choć w kilku szczegółach uwzględnia  uwagi zgłaszane do wcześniejszej wersji projektu, nadal jednak przewiduje wprowadzenie kluczowych rozwiązań, którym zarzucano niezgodność z prawem europejskim, regulacjami międzynarodowymi, a także z polskim porządkiem prawnym – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Michał Kuliński, adwokat z Kancelarii Radców Prawnych i Adwokatów Battara Bartoszek Kuliński BBK. – W dyskusjach wprost mówi się, że regulacje mogą być wymierzone w dostawców z Chin, ale tego typu regulacje mają to do siebie, że nigdy nie wiadomo, kiedy, jak i wobec kogo zostaną użyte. To powoduje ogromną niepewność na rynku, na którym inwestycje są liczone w miliardach złotych.

Aktualny projekt zmian w ustawie o KSC może wykluczyć z polskiego rynku chińskich dostawców, tymczasem koncern technologiczny Huawei jest w tej chwili jednym z głównych dostawców infrastruktury dla sieci 5G. Jak wynika z grudniowego raportu Oxford Economics, producent już w tej chwili ma dość istotny wkład do krajowej gospodarki. W 2019 roku firma wygenerowała 750 mln zł wpływów do budżetu, zatrudniała w Polsce niemal 10 tys. pracowników, a jej bezpośredni wkład do polskiego PKB wyniósł ponad 407 mln zł.

Najnowszy raport „Prawne i ekonomiczne skutki ograniczenia konkurencji wśród dostawców sprzętu sieciowego 5G w Polsce”, przygotowany przez firmę Audytel i kancelarię Dentons na zlecenie Huaweia, wskazuje, że wykluczenie tego producenta z polskiego rynku może powodować łączne straty dla całej polskiej gospodarki w wysokości nawet ponad 40 mld zł. Dlatego branża telekomunikacyjna postuluje o zmianę zapisów ustawy.

– Jest propozycja, by ocenę dostawców sprzętu i technologii, pozwalającą wykluczyć ich z rynku, oprzeć na kryteriach technicznych związanych z certyfikacją urządzeń, tak jak to zrobiło kilka krajów europejskich. Operatorzy wskazują też, by usunięcie sprzętu dostawcy uznanego za niebezpiecznego wydłużyć do okresu zbliżonego do amortyzacji takiego sprzętu. Obecny projekt jako zasadę przewiduje siedem lat, ale okres ten może być skrócony do pięciu lat. Operatorzy wskazują, że 10 lat to powinno być minimum. Inaczej Polska naraża się na procesy o ogromne odszkodowania – mówi adwokat.

Bezpośrednim skutkiem potencjalnie arbitralnej decyzji o wykluczeniu danego dostawcy z rynku może być wymuszona wymiana sprzętu sieciowego wykorzystywanego w sieciach telekomunikacyjnych. Analitycy Audytelu wskazują, że w przypadku wykluczenia Huawei straty operatorów w wyniku większego zużycia energii, zwiększonych kosztów utrzymania i kosztów potencjalnych sporów prawnych mogą sięgnąć 14,9 mld zł. Gdyby zaś wykluczono dwóch chińskich dostawców, w tym Huaweia, sam koszt wymiany urządzeń sieciowych przekroczyłby 6,8 mld zł w pespektywie 10 lat.

Z analiz Audytelu wynika, że wzrosnąć mogą także ceny sprzętu innych dostawców, zwłaszcza zaawansowanych technologii do budowy sieci 5G. Wzrost może sięgać nawet 23 proc. Analitycy wskazują także na możliwe opóźnienia we wdrażaniu sieci nowej generacji w Polsce – o co najmniej 14 miesięcy przy wykluczeniu chińskich dostawców aż do nawet trzech lat, gdyby pojawiły się ryzyka techniczne, strategiczne i logistyczne. Wówczas straty finansowe dotkną nie tylko operatorów, lecz także konsumentów i całą gospodarkę.

 Wejście w życie nowelizacji w obecnym kształcie spowoduje ogromną niepewność na rynku, na którym inwestycje są liczone w miliardach złotych. Wdrożenie niektórych z tych rozwiązań spowoduje niemal pewne procesy o ogromne odszkodowania skierowane przeciwko Polsce – mówi ekspert kancelarii Battara Bartoszek Kuliński BBK. – Pojawiły się też dodatkowe zapisy, wcześniej niekonsultowane publicznie, które również wzbudzają zastrzeżenia. Dotyczy to m.in. nowo dodanych zmian w ustawie Prawo telekomunikacyjne. Przewidują one bardzo szybką ścieżkę powołania operatora hurtowego, który w drodze administracyjnej, poza przetargiem, mógłby dostać częstotliwości do dalszej odsprzedaży. Nowy, zapewne państwowy operator może otrzymać właściwie dowolne częstotliwości. Taki podmiot ma być wyznaczany przez premiera. To otwarcie drogi do całkowitego przemodelowania rynku.

Zmiany proponowane w ustawie o KSC zawierają m.in. pomysł państwowego operatora telekomunikacyjnego, który będzie działał jako spółka Skarbu Państwa i dostarczał instytucjom publicznym (np. KPRM, Kancelarii Sejmu, Prezydenta RP, Wojsku Polskiemu czy Policji) usługi telekomunikacyjne na potrzeby realizacji celów związanych z obronnością, bezpieczeństwem i porządkiem publicznym. Państwowy operator będzie działać w ramach częstotliwości zapewnionych mu przez UKE i korzystać z infrastruktury operatorów komercyjnych. Ci będą zobowiązani odpłatnie udostępnić mu swoje zasoby.

– Jeśli operatorzy nie zawrą z tym podmiotem umowy w ciągu 30 dni, to warunki dostępu do ich infrastruktury ustali rząd. Te warunki mogą nie być rynkowe, operatorzy mogą również nie mieć technicznych możliwości podłączenia tego podmiotu, a wówczas UKE może wymuszać rozbudowę. Jak zwykle kluczowe znaczenie ma to, jak dane przepisy będą stosowane w praktyce, ale ewidentnie otwiera to furtkę do wywierania przez władzę dużego wpływu na rynek telekomunikacyjny. Trudno to pogodzić z wymogami Europejskiego kodeksu łączności elektronicznej, który powinien być wdrożony w Polsce – zauważa dr Michał Kuliński.

Ubezpieczenie pomoże na podatkowy ból głowy?

  • Zmiany prawne i podatkowe, np. rejestr umów o dzieło czy kary za błędy w JPK_VAT niepokoją przedsiębiorców, którzy coraz bardziej obawiają się kar. Polska jest w ogonie rankingu przyjazności systemu podatkowego OECD.
  • Coraz więcej firm i księgowych sięga po polisy skarbowe, zwłaszcza że chronią też przed nieprawidłowościami w rozliczaniu tarcz antykryzysowych. Ceny zaczynają się od kilkuset złotych.
  • Ubezpieczenie skarbowe warto uzupełnić polisą OC zarządu, żeby zapewnić sobie całościową ochronę przed skutkami błędów.

System podatkowy nieustannie się zmienia, co przyprawia przedsiębiorców o ból głowy. W rankingu przyjazności i konkurencyjności systemu podatkowego przeprowadzanym przez Tax Foundation wśród 36 badanych krajów OECD Polska niezmiennie od wielu lat plasuje się w jego ogonie. W 2020 r. zajęła 34. miejsce, wyprzedzając jedynie Chile i Włochy. Do tego cały czas firmy muszą mierzyć się z ograniczeniami spowodowanymi pandemią. Zamieszanie potęgują też po części tarcze antykryzysowe, które oprócz wsparcia nakładają na biznes także dodatkowe obowiązki.

Kolejne projekty zmian prawnych, które obecnie są dyskutowane, także nie napawają podatników optymizmem. Warto tu wymienić projekt ustawy odbierającej możliwość odmowy przyjęcia mandatu czy ustawy wprowadzającej tzw. prekluzję dowodową w postępowaniach skarbowych, przez którą podatnicy utracą możliwość przedstawiania nowych faktów po zakończeniu kontroli skarbowej. Przedsiębiorcy szukają zatem dodatkowej pomocy i sposobów na zabezpieczenie się przed ewentualnymi karami. Jednym z rozwiązań zyskującym obecnie na popularności są polisy skarbowe chroniące właśnie przed konsekwencjami finansowymi błędów w rozliczeniach z Urzędem Skarbowym – mówi Łukasz Górny, radca prawny, Dyrektor Departamentu Rozwoju EIB SA.

Organy skarbowe dysponują coraz bardziej zaawansowanymi narzędziami kontroli podatników i nie wahają się z nich szeroko korzystać. To obecnie przede wszystkim spędza sen z powiek przedsiębiorcom:

·        Od 1 października podatnikom grożą kary w wysokości 500 złotych za każdy, pojedynczy błąd w wypełnianiu nowego pliku JPK_VAT.

·        Od 1 stycznia obowiązuje wprowadzony tarczą antykryzysową obowiązek zgłaszania do ZUS umów o dzieło. Na podstawie tworzonego rejestru kontrolerzy będą badać, czy zamiast nieoskładkowanych umów o dzieło nie powinny być zawierane oskładkowane umowy zlecenia lub wręcz umowy o pracę.

·        11 stycznia ruszyły kontrole celno-skarbowe, które nie ominą też przedsiębiorców, którzy zawiesili działalność w czasie pandemii

 

Kogo chroni polisa skarbowa?

Ubezpieczenie to chroni osoby wykonujące czynności księgowe lub płacowe w organizacji oraz wykonujące czynności zarządcze, lub nadzorcze w tym obszarze. Ubezpieczeniem można objąć konkretne osoby, wskazane z imienia i nazwiska, lub opisaną zajmowanymi stanowiskami bezimienną grupę osób, np. pracowników działu księgowości. Umowę ubezpieczenia może zawrzeć również osoba prowadząca działalność gospodarczą.

Jakie wsparcie zapewnia ubezpieczenie skarbowe?

Standardowo ochrona w ramach polisy składa się z dwóch sekcji: OC wobec pracodawcy za błędy lub zaniechania w wykonywaniu obowiązków z zakresu rachunkowości oraz z klauzuli karno-skarbowej. W przypadku osób prowadzących działalność gospodarczą sekcja OC wobec pracodawcy jest wyłączona, za to zgodnie z warunkami klauzuli karno-skarbowej taka osoba może liczyć na pokrycie wszelkich kosztów obrony w postępowaniu karnym lub karno-skarbowym, a także na refundację grzywien karno-skarbowych nałożonych na taką osobę.

Warto podkreślić, że klauzula nie zawiera wyłączenia winy umyślnej osoby ubezpieczonej. Bez tego ochrona mogłaby być bezcelowa, bo zdecydowana większość spraw karno-skarbowych kończy się niestety orzeczeniem winy umyślnej. Co więcej, w ubiegłym roku wprowadzono na rynek dodatkową klauzulę – pomocy antycovidowej – przygotowaną z myślą o wszystkich przedsiębiorcach korzystających z jednej z kilkunastu dostępnych form pomocy publicznej – wskazuje Łukasz Górny z EIB SA.

Co daje klauzula pomocy antycovidowej w polisie skarbowej?

Rozszerzenie to obejmuje odpowiedzialność za błędy w przygotowaniu wniosków, monitorowaniu wykorzystania czy rozliczeniu uzyskanej pomocy publicznej, a także rozszerza klauzulę karno-skarbową o wszczęcie postępowania karnego skarbowego oraz karnego z art. 233 kodeksu karnego (kk) (złożenie oświadczenia niezgodnego z prawdą) i art. 297 kk (wyłudzenie pomocy publicznej). Na mocy tej klauzuli nie można jednak pokryć roszczeń z tytułu błędnego przygotowania wniosku, skutkującego nieprzyznaniem pomocy publicznej w ogóle lub w niepełnej wysokości.

Obecnie ceny za ubezpieczenie indywidualne zaczynają się od kilkuset złotych za rok ochrony. Przy polisach grupowych i wyższych sumach, rzędu 5 mln złotych, składki oscylują zazwyczaj między trzydziestoma a pięćdziesięcioma tysiącami złotych. Otwartym pytaniem jest to, jak długo takie stawki się utrzymają, wobec rosnącego ryzyka kar – dodaje Łukasz Górny z EIB SA.

Warto też posiadać polisę D&O

Obok ubezpieczenia skarbowego warto też mieć wykupione ubezpieczenie OC zarządu, które swoim zakresem obejmuje m.in. odpowiedzialność za zobowiązania publicznoprawne z art. 116 lub 116a Ordynacji Podatkowej. Połączenie tych dwu ubezpieczeń – skarbowego i D&O – z uwagi na ich komplementarny charakter zapewnia całościową ochronę przed błędami. Przedsiębiorcy zainteresowani jeszcze większym zminimalizowaniem ryzyka błędu powinni zwrócić uwagę także na ubezpieczenia podatkowe i doradcze, które w uproszczeniu można porównać do atrakcyjnego cenowo abonamentu na usługi renomowanej kancelarii podatkowej.

Źródło: EIB SA.