Pacjenci z dolegliwościami sercowymi często zwlekają z wezwaniem pomocy. Przez pandemię leczenie zawałów serca cofnęło się o 15 lat

Kardiolodzy alarmują, że w 2020 roku zgłaszało się do nich znacznie mniej pacjentów z dolegliwościami sercowymi. Chorzy często bagatelizują objawy z obawy przed koronawirusem oraz niewydolnością służby zdrowia. – Przez pandemię cofnęliśmy się w leczeniu zawałów serca o 15 lat, coraz częściej trafiają do nas pacjenci z groźnymi konsekwencjami tzw. przechodzonych zawałów – mówi kardiochirurg Grzegorz Suwalski. Jednocześnie podkreśla, że walka z COVID-19 pokazała nowe zastosowanie dla sztucznego płuca, urządzenia wykorzystywanego od lat w kardiochirurgii, co może w przyszłości skutkować wdrożeniem innowacji w tym zakresie.

– Choroby, z którymi borykaliśmy się przed pandemią, istnieją cały czas i mają własną dynamikę. Faktycznie jako społeczeństwo przestaliśmy się nimi tak bardzo interesować, ale to jest właśnie efekt pandemii. Zawały serca, ostre zespoły wieńcowe czy inne schorzenia sercowe nie mogą zejść na drugi plan, bo zdrowie Polaków znacznie się pogorszy – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr n. med. Grzegorz Suwalski, kardiochirurg, prezes zarządu Quantum Innovations.

Już wiosną, na początku pandemii, kardiolodzy alarmowali, że zgłasza się do nich 25–30 proc. mniej pacjentów z dolegliwościami sercowymi. Spadła również liczba interwencji kardiologicznych.

Jak wskazuje Polskie Towarzystwo Kardiologiczne, rocznie stwierdza się w Polsce ok. 40 tys. zawałów mięśnia sercowego i 30 tys. tzw. niestabilnej choroby wieńcowej leczonej zabiegowo w trybie pilnym. W przypadku nieleczonego ostrego zawału (z uniesieniem odcinka ST – STEMI) śmiertelność wynosi ok. 40 proc., a w przypadku zawału leczonego za pomocą pierwotnej angioplastyki wieńcowej jest ona ośmiokrotnie niższa (3,5–5 proc.).

– Najlepsze w ostrym zawale serca jest leczenie inwazyjne. Często bywa niestety odraczane, chociażby z powodu tego, że pacjenci boją się zgłosić do szpitala czy wezwać pogotowie. W związku z tym nie widzimy istotnego wzrostu zawałów, ale widzimy, że ich leczenie przez pandemię nie jest optymalne. Jest takie, jak było 15 lat temu, czyli nie jest oparte na szybkich inwazyjnych technikach – podkreśla kardiochirurg.

Lekarze apelują, żeby mimo pandemii nie lekceważyć objawów innych chorób, bo ich konsekwencje mogą być groźne dla zdrowia i życia. Nieleczony zawał serca zwykle doprowadza do poważnego uszkodzenia mięśnia sercowego, a to może prowadzić do rozwinięcia niewydolności serca, która znacząco pogarsza jakość życia.

– Konsekwencją tzw. przechodzonych zawałów jest jednostka chorobowa, której nie widzieliśmy kilkanaście lat – pacjent trafia do leczenia dopiero w momencie, kiedy jest już ciężka niewydolność serca, kiedy często dochodzi do pęknięcia serca w wyniku trwania zawału. Mamy więc nieoptymalne leczenie zawału serca przez opóźnienie wdrożenia optymalnych technik – wyjaśnia dr n. med. Grzegorz Suwalski.

Kardiochirurdzy są zaangażowani w leczenie chorych na COVID-19 od początku pandemii. U dużej części pacjentów z ciężkim przebiegiem choroby zniszczenie płuc jest tak duże, że konieczne jest wykorzystanie respiratorów.

– Wówczas z pomocą przychodzi kardiochirurgia i zewnątrzustrojowa technika natleniania krwi. Jest to tzw. procedura ECMO, czyli zewnętrzne sztuczne płuco. Krew jest pobierana od pacjenta przez kaniulę, wprowadzana do urządzenia i oddawana z powrotem już natlenowana. W kardiochirurgii to urządzenie jest wykorzystywane od lat w leczeniu innych ciężkich chorób układu krążenia, a w czasie pandemii ujawniło się nowe zastosowanie – tłumaczy prezes zarządu Quantum Innovations.

Jego zdaniem pandemia może znacząco przyczynić się do rozwoju tej metody leczenia. Doświadczenie zdobyte w tym czasie umożliwi bowiem lekarzom zebrać informacje dotyczące leczenia nowej jednostki chorobowej, jaką jest COVID-19, za pomocą ECMO.

– Ta wiedza, która teraz jest zbierana, w ciągu roku–półtora zaowocuje nowymi pomysłami urządzeń. Pokaże, gdzie są problemy, następnie zrodzą się koncepcje i ruszą projekty, które będą te koncepcje weryfikować pod kątem ich skuteczności i bezpieczeństwa. Kiedy to się dokona, to ruszą innowacje sprzętowe, być może pojawią się nowe urządzenia do oksygenacji, być może inne urządzenia, które będą wspomagały procesy decyzyjne – prognozuje dr n. med. Grzegorz Suwalski.

Nawet 50 tys. zł miesięcznie mogą zarobić inżynierzy o wąskich specjalizacjach. Pracodawcy poszukują specjalistów od projektowania i wdrożeń sztucznej inteligencji

Pandemia zmniejszyła liczbę rekrutacji, spowodowała też redukcję etatów. Jednocześnie wzrosło zapotrzebowanie na nowe kompetencje. Obecnie wśród najbardziej pożądanych specjalizacji znajdują się programista PLC, elektryk, inżynier sprzedaży, inżynier testów czy inżynier produkcji. Na rynku pracy królować będzie także sztuczna inteligencja. – Ludzie, którzy potrafią wdrożyć SI czy projektować systemy np. obsługi klienta poprzez sztuczną inteligencję, są bardzo cenieni. To ludzie, którzy zarabiają często na rynku około 4050 tys. zł – podkreśla Tomasz Szpikowski, prezes Bergman Engineering.

– Przewidujemy, że wzrośnie zapotrzebowanie na osoby, które pracują na stanowiskach inżynieryjnych i są kreatywne, potrafią budować modele, w których klienci płacą pieniądze miesięcznie w abonamencie. Takie, które potrafią bardzo szybko pisać kody i potrafią to robić w sposób efektywny i tani. Będą poszukiwani ludzie, którzy mają pomysły na to, jak można pewne procesy przyspieszyć, którzy są w stanie wymyślić nowy software usprawniający pracę dotychczasowych systemów, czy ci, którzy potrafią sterować procesami z poziomu np. jednego pulpitu  czy jednego telefonu – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Tomasz Szpikowski, prezes Bergman Engineering.

Choć pandemia znacznie zmniejszyła liczbę prowadzonych rekrutacji i znacząco wpłynęła na redukcję etatów, pokazała też, że rośnie zapotrzebowanie na nowe kompetencje i specjalizacje. Poszukiwani są m.in. inżynierowie, którzy łączą kwalifikacje techniczne z kompetencjami miękkimi. Prężnie działają też firmy specjalizujące się w nowoczesnych technologiach i cyberbezpieczeństwie. Dane Bergman Engineering wskazują, że wśród najbardziej pożądanych specjalizacji znajdują się obecnie programiści PLC, elektrycy, inżynierzy sprzedaży, inżynierzy testów i inżynierzy produkcji.

– W tej chwili widzimy też bardzo duże zapotrzebowanie i na rynku mamy bardzo niewiele kompetencji przy okazji projektów związanych ze sztuczną inteligencją. Ludzie, którzy potrafią wdrożyć SI czy projektować systemy np. obsługi klienta poprzez SI, a także umiejący działać na Big Data, zagregować dane i sprzedawać te informacje na zewnątrz, są bardzo cenieni. To ludzie, którzy często zarabiają na rynku około 4050 tys. zł – podkreśla prezes Bergman Engineering.

Coraz więcej firm poszukuje też specjalistów z zakresu elektromobilności. W ciągu dwóch lat zapotrzebowanie na takich pracowników wzrosło o ponad 200 proc. Taki trend będzie się utrzymywać. Poszukiwani są także eksperci związani z transportem autonomicznym. Na brak propozycji pracy nie mogą narzekać także osoby związane z internetem rzeczy. Według szacunków IDC w 2025 roku do IoT będzie podłączonych już 55,9 mld urządzeń.

– Cały świat robi się w tej chwili jedną wielką siecią i ci inżynierowie, którzy potrafią pisać software i wyciągać dane, to będzie skarb na dłuższą metę – przekonuje prezes Bergman Engineering.

Jak podkreśla, rynek inżynieryjny stał się rynkiem bardzo niszowym, nie ma inżyniera od wszystkiego, jest natomiast inżynier o bardzo wąskiej specjalizacji. Pracodawcy szukają jednak nie tylko kompetencji technicznych, lecz także tych miękkich. Blisko 90 proc. pracodawców poszukuje specjalistów umiejących krytycznie myśleć, a dla ponad 70 proc. z nich ważna jest umiejętność łączenia świata tradycyjnego z cyfrowym i łatwa adaptacja do zmieniających się warunków pracy.

– Wyzwania stojące przed inżynierami, a zarazem ich szansa na rynku pracy, to specjalizacja, otwarcie się na nowości, języki obce, jak również śledzenie nowych technologii, które mogą pozwolić na szybkie dostosowanie się i pójście za tym, co akurat jest w tej chwili na rynku potrzebne. To także zdolność przystosowania się do tego, w jaki sposób zmienia się rynek – mówi  Tomasz Szpikowski.

Mimo pandemii i kryzysu gospodarczego specjaliści mogą liczyć na wzrost zarobków o 5–10 proc., a ci najlepsi, z większymi kompetencjami cyfrowymi, na znacznie więcej.

– Cały czas będzie trwała walka o talenty, które będą wyżej opłacane. Aby złowić najlepszych ludzi, firmy muszą zapłacić więcej. Per saldo najlepsi mogą zarabiać 20–30 proc. więcej niż do tej pory, dlatego że weszli w nowe technologie. Ci, którzy nie mają tych kwalifikacji, nie dostaną podwyżki, bo będą zweryfikowani przez rynek. Mimo że tempo pracy i inteligencja tych kodów nie jest taka wysoka, to średnio biorąc wszystkich inżynierów, informatyków na rynku, te podwyżki powinny być większe o około 5 do 10 proc. – wylicza prezes Bergman Engineering.

Czeka nas wysyp nowych technologii fotowoltaicznych. Innowacyjne rozwiązania pozwalają pozyskiwać energię za pomocą szyb czy farb

Energia słoneczna jest potężną alternatywą dla paliw kopalnych. Światło słoneczne padające na Ziemię dostarcza około 15 tys. razy więcej energii niż jej całkowite zużycie na świecie. Technologie pozyskiwania jak największej ilości energii słonecznej szybko się rozwijają. Dzięki panelom fotowoltaicznym można już nie tylko wytwarzać energię elektryczną, lecz także ogrzać dom czy wodę. Pojawiają się kolejne innowacyjne rozwiązania, jak szkło fotowoltaiczne, prototypy termoradiacyjnych urządzeń fotowoltaicznych czy odwróconych paneli słonecznych, które mogą wytwarzać energię elektryczną w nocy.

– Panele fotowoltaiczne możemy wykorzystać nie tylko do generacji energii elektrycznej, lecz także do generowania ciepła czy ocieplenia domu poprzez transmisję energii do folii grzewczych, zainstalowanych w murach czy podłogach, które się nagrzewają poprzez energię elektryczną  i ogrzewają dzięki temu dom – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Emmanuel Lickel-Skiba, współzałożyciel portalu dobryprad.pl. – Mamy już przykłady takiej technologii wdrożonej w Polsce. Mamy też instalację fotowoltaiczną, która generuje energię elektryczną wykorzystaną do zasilania pompy ciepła.

Jak podaje Instytut Energetyki Odnawialnej, na koniec 2020 roku łączna moc zainstalowanych w Polsce elektrowni fotowoltaicznych przekroczyła 3,5 GW. Coraz więcej osób decyduje się na panele słoneczne, które pozwalają nie tylko wyprodukować prąd, ale też ogrzać dom czy podgrzać wodę. Folia grzewcza na podczerwień to rewolucja w ogrzewaniu domów. Zasilana prądem emituje bezpieczne dla zdrowia promieniowanie podczerwone. Istnieją też systemy, które łączą panele fotowoltaiczne z pompami ciepła i rozwiązaniem inteligentnego domu. Technologia pomp ciepła stanowi efektywną ekonomicznie alternatywę dla kotłów na paliwa kopalne.

– Inwestycja w samą fotowoltaikę bez rozwiązań grzewczych opłaca się w ciągu od czterech do siedmiu–ośmiu lat, czasami nawet dłużej. Jeżeli sięgamy dodatkowo po inwestycje w rozwiązania grzewcze, to wtedy ten koszt może się pomnożyć razy dwa, czyli musielibyśmy liczyć na okres zwrotu inwestycji co najmniej osiem lat – wylicza Emmanuel Lickel-Skiba.

Rozwiązań jest jednak wiele. Zamiast tradycyjnych paneli można zamontować fotowoltaiczne dachówki. Na rynku dostępne są też farby, które pochłaniają światło słoneczne i parę wodną z otoczenia. Zgromadzona w ten sposób woda może zostać podzielona na wodór i tlen, a odnawialnym źródłem energii jest wodór, traktowany jako paliwo. Istnieją też farby słoneczne na bazie perowskitu.

Oprócz innowacyjnych materiałów pojawiają się również kreatywne metody pozyskiwania maksymalnej energii słonecznej. Na przykład szwajcarski start-up Insolight używa zintegrowanych soczewek jako wzmacniaczy optycznych w szkle ochronnym paneli, aby skoncentrować wiązki światła. Pojawiają się też prototypy termoradiacyjnych urządzeń fotowoltaicznych lub odwróconych paneli słonecznych, które mogą wytwarzać energię elektryczną w nocy. Innym innowacyjnym rozwiązaniem są przezroczyste okna słoneczne. Naukowcy w „Nature Energy” dowodzą, że przezroczyste materiały słoneczne mogą zbierać tyle energii, co większe jednostki słoneczne na dachach. Cienki, podobny do plastiku materiał może być stosowany na budynkach, szybach samochodowych czy telefonach komórkowych.

– Mamy już różne rozwiązania, które są wdrożone przez różne firmy za granicą, w Stanach Zjednoczonych, w Unii Europejskiej, też m.in. w Polsce. To np. szkło fotowoltaiczne, które pozwala generować energię elektryczną na podstawie instalacji okiennej. To produkty, które są obecnie testowane, myślę, że w ciągu następnych pięciu lat już zaczniemy je stosować na rynku – wskazuje współzałożyciel portalu dobryprad.pl.

Menedżerowie optymistycznie oceniają przyszłość gospodarki

Luty rozpoczynamy dobrymi danymi z przemysłu. PMI polskiego sektora przetwórstwa w styczniu wyniósł 51,9 pkt (51,7 pkt w grudniu 2020 r.). Oznacza to siódmy z rzędu miesiąc, kiedy wśród menedżerów logistyki optymiści przeważają nad pesymistami – co więcej przyrasta tych pierwszych.

Można odnieść wrażenie, że w dzisiejszych danych znalazły ujście: odporność polskiego eksportu i duże zapotrzebowanie krajowe na niektóre dobra (np. AGD) oraz nadzieje wzbudzone przez program szczepień.

Wskaźniki składowe PMI dostarczają jednak bardziej złożonego obrazu sytuacji w przetwórstwie. Wprawdzie notuje ono rosnącą liczbę nowych zamówień (w tempie znanym z długookresowych trendów), jednak systematycznie większy wkład mają zamówienia zza granicy (w styczniu najwyższe od 3 lat). Nie podąża za nimi produkcja (trzeci miesiąc spadków). IHS Markit zwraca uwagę na rolę kwarantann w ograniczaniu mocy produkcyjnych. Nie widzimy tego jednak w danych dla całej gospodarki. Niezależnie, deficyty kadr dają się we znaki – wzrost popytu uzasadniałby tzw. chomikowanie pracy (niezwalnianie, aby uniknąć kosztów rekrutacji przy szybkim odbiciu popytu) oraz rosnące zatrudnienie. Konsekwencją braków pracowników jest wzrost zaległości (błędnie postrzegany w PMI jako korzystny). Czas dostaw rośnie do poziomów znanych z marca i kwietnia.

Obserwujemy kumulujące się zapasy materiałów. Ich przyczyny są wielorakie: fizyczny brak dóbr a także ryzyko niedostępności oraz produkcja poniżej planowanej (za brakiem pracowników idą niewykorzystane surowce). Niedostępność materiałów to bardzo problematyczne zjawisko nie tylko z powodów technologicznych. Rzadkie dobra są cenione wyżej, stąd inflacja kosztów, która w styczniu osiągnęła poziomy nienotowane od niemal dekady.Zmniejszanie marż producentów nie jest dłużej możliwe, co doprowadza do przenoszenia części kosztów na klientów.

Optymizm na najbliższe 12 miesięcy wciąż wysoki (minimalny spadek w stosunku do grudnia). Nic dziwnego, polska gospodarka – nawet funkcjonująca w trybie pandemicznym – notuje popyt po stronie firm i producentów, a skuteczność szczepionek może tylko poprawić nastroje. Można jednak sobie wyobrazić również bardziej pesymistyczny scenariusz, w którym kolejne mutacje wirusa ponownie blokują światową gospodarkę.

dr Sonia Buchholtz, Konfederacja Lewiatan

Partycypacja społeczna w planowaniu przestrzennym, a reforma planistyczna

O potrzebie reformy planowania przestrzennego słyszymy od lat, nic więc dziwnego, że kolejna próba zmiany przestarzałego prawa także jest szeroko komentowana. Obowiązująca dziś ustawa z dnia 27 marca 2003 roku zmieniana była 60 razy, a w większości były to nowelizacje ustaw. Do konsultacji społecznych trafił właśnie dokument: „Reforma systemu planowania i zagospodarowania przestrzennego”,  zawierający wstępne założenia nowej ustawy planistycznej, które zapowiadają, że  mają zniknąć studia i pojawić się dwa rodzaje nowych planów. Na znaczeniu mają stracić obecne WZ, czyli warunki zabudowy. Natomiast tzw. “plan ogólny” ma być uchwalany obowiązkowo dla obszaru w granicach gminy. Podczas opracowywania dokumentów planistycznych, bardzo ważne jest zaangażowanie społeczne mieszkańców. Wynika to z podstawowych zasad przyjętych w planowaniu ładu przestrzennego i zrównoważonego rozwoju. Eliminacja konfliktów na tym polu może znacząco skrócić długość cyklu operacyjnego inwestorów oraz wpłynąć na lepszą dostępność gruntów, a co za tym idzie – zyskać mogłyby wszystkie strony. Obecny brak miejscowych planów jest czynnikiem blokującym rozwój inwestycji, a potęgowanym skomplikowanymi i niejasnymi procedurami. 

W przestrzeni dyskusji, jak dotąd brakuje również szerszego poruszenia aspektu zmian zasad partycypacji społecznej, które w istocie są niezwykle ważnym elementem. Jak potwierdzają badania, Polacy w zdecydowanej większości chcą uczestniczyć w tych procesach, ale do tej pory tego nie robią.

Nie przedstawiono jeszcze szczegółów proponowanych rozwiązań i przepisów przejściowych, a w kontekście zapowiadanych od dłuższego czasu zmian w systemie planowania przestrzennego władze wielu gmin stoją przed dużym dylematem, czy przystępować do opracowywania nowego studium, co jest czasochłonnym i kosztownym zadaniem, czy poczekać na zakończenie reformy.

Czy reforma planistyczna będzie korzystna dla mieszkańców?

Planowanie i gospodarka przestrzenna w obecnym kształcie są przedmiotem powszechnej krytyki. Uchwalona prawie dwie dekady temu ustawa nie spełnia swoich funkcji i nie przystaje do globalnych trendów, jak np. wzrost znaczenia eko budownictwa i zrównoważonego rozwoju, popularyzacja CSR-ów, wzrost świadomości, współdzielenie i zaangażowanie decyzyjne lokalnych społeczności. Aktualnie idea zrównoważonego rozwoju staje się podstawą planowania przestrzennego, a konsultacje społeczne są niezbędne do podejmowania trafnych decyzji oraz mogą zapobiegać lokalnym konfliktom.

Chociaż obecna ustawa o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym gwarantowała obywatelom udział w procesie planowania, większość osób nie korzystała z tego przywileju, a tym samym nie mogła wpływać na zagospodarowanie swojego otoczenia. W rezultacie, wyzwaniem dla procedur planistycznych opisanych w nowym projekcie ustawy o planowaniu przestrzennym staje się zagwarantowanie realnych możliwości partycypacji społecznej.

Jak potwierdziły badania, obywatele chcą aktywnie uczestniczyć w tych procesach. Prawie 90% badanych interesuje się planowanymi inwestycjami i przekształceniem gruntów w miejscowości lub gminie, gdzie zamieszkuje, zaś ponad 80% deklaruje potrzebę udziału przy podejmowaniu decyzji dotyczących zagospodarowania terenu swojego miasta czy gminy.

Nic powinno to zaskakiwać, bowiem plan zagospodarowania przestrzennego to dokument, który decyduje o wyglądzie naszego otoczenia. Na jego podstawie urzędnicy wydają pozwolenia na budowę. Na przykład plan zagospodarowania reguluje, że na danym terenie wybudować możemy tylko domy jednorodzinne, natomiast jeśli w planie widnieją tereny rekreacyjne, to w tym miejscu nie zostaną zbudowane zakłady produkcyjne, itd.

W przypadku planowania przestrzennego obowiązujące przepisy prawa umożliwiają udział społeczeństwa w procesie sporządzania poszczególnych dokumentów planistycznych, między innymi poprzez nałożenie na organy sporządzające te dokumenty obowiązku poddania ich konsultacjom społecznym. Natomiast, jak okazuje się w praktyce, mieszkańcy nie uczestniczą w tych ważnych procesach i to w zdecydowanej większości – aż 95% obywateli nie składała uwag czy wniosków do dokumentów planistycznych. Jednocześnie wskazuje się na niedostateczne informowanie społeczeństwa o planowanych zmianach dotyczących zagospodarowania terenu. Jaki będzie zatem  nowy sposób, przedmiot i zakres  udziału społeczeństwa w kształtowaniu otaczającej go przestrzeni? Tego na razie nie wiemy.

“Wuzetki”, czyli system planowania przestrzennego do góry nogami

Aktualnie “wuzetki”, które miały być wydawane tylko w wyjątkowych przypadkach, stały się normą, a plany miejscowe, które miały stanowić normę, należą do wyjątków. Według danych PZFD, najwyższy stopień pokrycia planami zagospodarowania ma  obecnie Kraków  i wynosi  65,4% , a najgorzej kształtuje się on w Rzeszowie, bo na poziomie 16,9%. Warszawa to  39,4%, a Łódź tylko 24,5%. Partycypacja społeczna w planowaniu przestrzennym oznacza proces, w którym zarówno władze, jak i mieszkańcy współdziałają w przygotowaniu planów, realizowaniu określonej polityki, a także podejmowaniu decyzji gwarantujących zachowanie zasady zrównoważonego rozwoju i ładu przestrzennego. Budowa domów i mieszkań powinna odbywać się przede wszystkim w oparciu o miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego. Niestety, zamiast tego masowo wydawane są „wuzetki”, czyli decyzje o warunkach zabudowy – na ich podstawie buduje się dziś ok. 50 proc. całości inwestycji mieszkaniowych w Polsce. W ubiegłym roku – jak podaje GUS – liczba mieszkań, na których budowę wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia z projektem budowlanym wzrosła o 2,8% r/r i wyniosła aż 275 938. „Wuzetka” powoduje liczne problemy, np. obowiązuje bezterminowo i bez uwzględnienia przyszłych możliwych zmian w otoczeniu. Co więcej, WZ nie muszą być zgodnie ze studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego, co powoduje gigantyczny bałagan urbanistyczny. Często są też postrzegane jako korupcjogenne, co rzutuje na negatywną percepcję społeczną dla całego procesu – wielokrotnie mówiono o wydawaniu korzystnych dla inwestorów „wuzetek” czy blokowaniu przez nich uchwalenia planu miejscowego niezgodnego z ich strategiami.

Planowanie przestrzenne to coś, dzięki czemu kreowane jest nasze otoczenie. Właśnie w oparciu o ustawę o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym powinny powstawać miejskie plany zagospodarowania przestrzennego. Po reformie, na terenach, dla których nie uchwalono planu zabudowy, mają obowiązywać określone w nowej ustawie standardy urbanistyczne.

Ministerialny dokument jak dotąd nic nie mówi o tym, jak długo po wejściu w życie nowej ustawy planistycznej będą obowiązywały wydane wcześniej warunki zabudowy. Projekt, który trafił dwa lata temu do konsultacji mówił, że gminy miałyby 3 lata na sporządzenie planów ogólnych, a istniejące miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego zachowałyby swoją ważność. W nowym projekcie nie ma o tym ani słowa. Dla decyzji o warunkach zabudowy (WZ) planowane było wprowadzenie terminu ważności. Trudno więc odnieść się do projektu bez poznania się z kluczowymi założeniami, które mogą być przyczyną gigantycznego bałaganu, czy wręcz chaosu.

Reforma, a rosnąca rola udziału społecznego

Coraz częściej mieszkańcy doceniają korzyści płynące z CSR-ów i wspierają projekty spełniające kryteria zrównoważonego rozwoju. Niezwykle istotne jest poszukiwanie modelu działania opartego na faktycznym dialogu i realnej partycypacji społecznej. Udział obywateli w procesie planowania przestrzennego jest bardzo ważny, ponieważ już na etapie tworzenia projektów planów zagospodarowania umożliwia rozwiązywanie problemów i spraw spornych, z korzyścią dla wszystkich stron.

Prawidłowa społeczna odpowiedzialność biznesu (CSR) to swoisty, społeczno-biznesowy ekosystem, korzystny dla mieszkańców, zawierający zrównoważony rozwój urbanistyczny, łączący wszystkie płaszczyzny: społeczną, środowiskową i ekonomiczną, szczególnie na etapach ich implementacji, kiedy wiele decyzji i rozwiązań jest uznaniowych lub intuicyjnych.

Odpowiedzialny społecznie rozwój sektora nieruchomości można zdefiniować jako działania podejmowane w celu zmniejszenia negatywnego wpływu budynków i konstrukcji na zdrowie ludzi i środowisko naturalne, przy jednoczesnym dążeniu do efektywnego wykorzystania energii, wody i innych zasobów. To również ochrona zdrowia mieszkańców i poprawa produktywności pracowników, a także zmniejszenie ilości odpadów, zanieczyszczeń i degradacji środowiska. Trzeba kłaść nacisk na ogólny wpływ inwestycji na otoczenie, a nie tylko na sam proces budowy. Istotne są też zmiany klimatyczne, które tworzą nowe wyzwania. Przestrzeń miejska musi być wentylowana, mieć możliwości wchłaniania wody opadowej, korzystać z zielonej energii, komunikacji elektrycznej czy budować ogrody na dachach i elewacjach. Natomiast pod pojęciem zrównoważonego rozwoju należy także rozumieć rozwój społeczno-gospodarczy, w którym następuje proces integrowania działań politycznych, gospodarczych i społecznych z zachowaniem równowagi przyrodniczej w celu gwarancji możliwości zaspokajania podstawowych potrzeb poszczególnych społeczności lub obywateli. Dlatego też włączenie lokalnych społeczności w proces miejscowego planowania przestrzennego jest tak bardzo istotne i kluczowe dla przyszłości.

Reforma planowania przestrzennego ma już kilkunastoletnią historię. Wszystkie rządy rozpoczynały pracę nad projektem ustawy w tej sprawie, ale żadnemu jak dotąd nie udało się ich zakończyć. Czy tym razem będzie inaczej? Prace nad nowymi przepisami trwają i trudno przewidzieć datę ich wejścia w życie.

Autor/fot.: Adam Białas, ekspert rynku, dziennikarz biznesowy, współzałożyciel  stowarzyszenia wspierającego zrównoważony rozwój przestrzeni miejskiej i korzyści płynących z CSR-ów – „Nowoczesna Warszawa 2030”, menedżer agencji komunikacji i marketingu.

Zmiany w zarządach spółek Toyota Financial Services w Polsce

Spółki należące do Toyota Financial Services wprowadziły zmiany w swoich strukturach kierowniczych. Do zarządu Toyota Bank Polska dołączył Krzysztof Krakowiak, któremu została powierzona rola Dyrektora Pionu Sprzedaży, Rozwoju Biznesu i Skarbu. Nowym Członkiem Zarządu spółki Toyota Leasing Polska została natomiast Dominika Cepek, która będzie jednocześnie pełnić funkcję Dyrektora Departamentu Sprzedaży, Marketingu i Kontaktu z Klientem w Toyota Bank Polska S.A.

Od dnia 1 lutego 2021 roku, Krzysztof Krakowiak został powołany do Zarządu Toyota Bank Polska S.A. w roli Dyrektora Pionu Sprzedaży, Rozwoju Biznesu i Skarbu. Do jego obowiązków należeć będzie nadzór nad Departamentem Sprzedaży, Marketingu i Kontaktu z Klientem, Departamentem Rozwoju Biznesu i Innowacji, a także Departamentem Skarbu.

Krzysztof Krakowiak ma za sobą 19-letnie doświadczenie w sprzedaży i rozwoju usług finansowych (m.in. w Fiat Bank Polska S.A.). Pracę w Toyota Bank Polska S.A. rozpoczynał w 2006 roku w Departamencie Sprzedaży i Kontaktu z Klientem jako Kierownik Sprzedaży. W 2016 roku dołączył do Zarządu Toyota Leasing Polska Sp. z o.o. W kolejnym roku objął stanowisko Dyrektora Departamentu Sprzedaży i Kontaktu z Klientem w Toyota Bank dzieląc swoje zaangażowanie pomiędzy reprezentację spółki leasingowej oraz rozwój sprzedaży w ramach grupy Toyota Financial Services oraz rozwój oferty produktowej w Toyota Leasing. Odpowiedzialny był m.in. za kompleksowy rozwój oferty FSL (Full Service Leasing).

Krzysztof Krakowiak jest absolwentem Technologii w procesach nauczania w Szkole Wyższej im. Pawła Włodkowica w Płocku.

Dominika Cepek wraz z początkiem lutego, objęła natomiast funkcję Członka Zarządu Toyota Leasing Polska Sp. z o.o. oraz stanowisko Dyrektora Departamentu Sprzedaży, Marketingu i Kontaktu z Klientem w Toyota Bank Polska S.A. Odpowiadać będzie za realizację celów strategicznych i planów budżetowych obydwu spółek oraz dalszy rozwój współpracy z Importerem oraz Dilerami Toyota i Lexus.

Dominika Cepek posiada ponad 20-letnie doświadczenie w dziedzinie marketingu zdobyte w pracy dla międzynarodowych korporacji branży finansowej (Toyota Bank, AXA Direct, PZU), FMCG (Coca-Cola Beverages, Pudliszki), kosmetycznej (AVON), rządowej organizacji marketingowej (Norwegian Seafood Export Council) i agencjach reklamowych (D’Arcy Masius Benton & Bowles, G7).

W 2014 roku rozpoczęła pracę w Toyota Bank Polska S.A. obejmując kierowanie Działem Marketingu i Analiz. Od stycznia 2020 r. pełniła rolę Dyrektora Departamentu Rozwoju Biznesu i Innowacji, kierując m.in. projektem automatyzacji obsługi klienta (AI – wdrożenie chatbotów i livechatów dla klientów, pracowników i dealerów) oraz koordynując inne projekty z obszaru optymalizacji, automatyzacji i digitalizacji.

Nowa Członek Zarządu jest absolwentką Zarządzania i Marketingu Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Dominika Cepek zastąpi na stanowisku Członka Zarządu Toyota Leasing Polska Sp. z o.o. dotychczas piastującego tę funkcję Krzysztofa Krakowiaka.

Toyota Bank Polska oraz Toyota Leasing Polska działające w strukturze Toyota Financial Services (TFS), na przestrzeni lat 2017-2019, podwoiły swój biznes. W 2020 roku pomimo zawirowań rynkowych wywołanych pandemią koronawirusa, spółki Toyota Bank i Toyota Leasing (TFS) nie tylko utrzymały wolumeny sprzedaży, ale odnotowały również lepsze wyniki finansowe względem roku 2019. Toyota Leasing Polska w 2020 roku odnotowała wzrost na poziomie 6,25% w finansowaniu sprzedaży samochodów osobowych względem spadku w sektorze leasingowym na poziomie 18,62% (źródło: SAMAR). Również mimo spadku stóp procentowych i znacznego pogorszenia atrakcyjności oferty depozytowej na całym rynku, Toyota Bank utrzymuje w swojej ofercie konkurencyjne oprocentowanie wybranych lokat i kont oszczędnościowych. Ponadto nadal prowadzony jest program cashback – Tankuj Korzyści, nagradzający klientów realizujących płatności za paliwo kartą płatniczą Toyota Bank.

Spółki Toyota Financial Services w dalszym ciągu będą rozwijać ofertę e-banking‘ową oraz nowoczesne produkty finansowe pozwalające na zakup czy też najem samochodów. Głównym celem na najbliższe lata jest jednak wsparcie globalnego projektu Toyoty, czyli tzw. „mobility”. Dlatego też oprócz leasingu, kredytów, czy wynajmu aut, firmy skupią się na wdrażaniu innowacyjnych narzędzi pomagających w przemieszczaniu się klientów. Wdrażanie kolejnych inicjatyw, w tym projektów z obszaru automatyzacji i digitalizacji wspierających obsługę klienta, pozwoli zaoferować spółkom pionierskie i wygodne dla klientów rozwiązania, z których pomocy będą mogli korzystać na co dzień.

Dlaczego antywirus na Maca jest niezbędny?

Przez długi czas panowało przeświadczenie, że wirusy nie zagrażają komputerom spod znaku Apple. Fakty są takie, że z pewnością były one mniej podatne na ataki, niż powszechniejsze pecety. Wiele prywatnych opinii mówiło też o tym, że użytkownicy Maca radzili sobie dobrze nie posiadając zainstalowanego antywirusa. Czasy się jednak zmieniły i choć wciąż Pecety padają częstszą ofiarą złośliwego oprogramowania i ataków, komputery Mac również są na nie bardziej narażone. Trzeba przyjąć do wiadomości i odpowiednio zabezpieczyć się przed hakerami, by chronić swój sprzęt i dane.

Program antywirusowy Mac to dodatkowe bezpieczeństwo

Głównym zagrożeniem dla każdego komputera jest zazwyczaj jego użytkownik. Niestety, ale beztroskie ściąganie plików ze stron o niepewnym źródle lub otwieranie dziwnych załączników w wiadomościach mailowych, to częsty powód problemów. Zdarza się to nawet tym najbardziej ostrożnym. Zwłaszcza, że coraz bardziej w codziennej pracy i rozrywce, polega się na komputerach. W natłoku linków i e-maili, łatwo jest coś przeoczyć. By ograniczyć związane z tym szkody, konieczne jest zainstalowanie na Macu odpowiedniego programu antywirusowego. Dzięki temu, nawet jeżeli klikniesz zawirusowany link, próba ataku natychmiast zostanie zidentyfikowana i automatycznie powstrzymana. Antywirus wykrywa zagrożenia w czasie rzeczywistym, działając w tle. Nie musisz robić nic samemu by zabezpieczyć się przed atakiem, a wszystkie podejrzane pliki trafią na kwarantannę, gdzie nie będą mogły wyrządzić żadnej szkody.

Przed czym jeszcze chroni antywirus Mac?

Popularne i sprawdzone programy antywirusowe na Maca, posiadają szereg innych przydatnych funkcji. Możesz skanować nimi konkretne pliki, sprawdzając czy są pozbawione zagrożeń. Chronią również przed phishingiem, czyli wirusami, które mają za zadanie wykraść wrażliwe dane osobowe. Z odpowiednim antywirusem na Maca, Twoje dane logowania i bankowe będą dużo bezpieczniejsze.

Wirusy przeznaczone na komputery z system Windows nie zagrażają Twojemu Macowi, ale nie oznacza to, że są zupełnie nieszkodliwe. Możesz przekazywać je dalej, na przykład za pośrednictwem dysków wymiennych, albo wiadomości mailowych. Dobry antywirus powinien posiadać też funkcje, które pozwalają wykryć i zneutralizować zagrożenia dla pecetów, które mógłbyś przekazać.

Jaki antywirus na Maca?

Posiadanie antywirusa na Maca jest konieczne dla bezpiecznego korzystania z sieci. Pytanie, tylko jaki program wybrać? Stawiaj na uznane marki z bieżącym wsparciem i aktualizacjami. Jedną z nich jest G Data. Odwiedź ich stronę i poznaj ich szczegółową ofertę!

Tylko 37% firm dysponuje technologiami i wykwalifikowanymi pracownikami potrzebnymi do realizacji projektów cyfrowych

Salesforce MuleSoft, dostawca najlepszej na świecie platformy integracji i interfejsów API, przedstawił wnioski z raportu The State of Business and IT Innovation („Stan innowacji biznesowych i informatycznych”). Jak wykazały badania1, które zostały przeprowadzone wśród 1739 kierowników działów przedsiębiorstw zatrudniających co najmniej 250 pracowników, tylko 37% organizacji dysponuje technologiami i wykwalifikowanymi pracownikami niezbędnymi do szybkiej realizacji projektów cyfrowych. Ma to spore znaczenie podczas pandemii COVID-19.

Zdecydowana większość (82%) respondentów potrzebuje szybkiego i łatwego dostępu do danych, systemów informatycznych i aplikacji, aby utrzymać swoją produktywność i wydajnie pracować. Dostęp do danych ma znaczenie newralgiczne. Ponad połowa (59%) kierowników działów jest zaangażowana w szukanie, proponowanie lub tworzenie nowych sposobów świadczenia zewnętrznych usług cyfrowych, takich jak budowanie samoobsługowych portali internetowych lub aplikacji mobilnych umożliwiających kontakty z klientami. Jednak tylko 29%, czyli niespełna jedna trzecia uważa, że ich przedsiębiorstwa efektywnie łączą i wykorzystują dane z różnych źródeł w celu generowania dodatkowych korzyści biznesowych.

„W świecie opartym na technologiach cyfrowych każda branża powinna się przygotować na szybkie zmiany, a każde przedsiębiorstwo musi reagować na nowe potrzeby swoich klientów szybciej niż kiedykolwiek” ― powiedział Brent Hayward, dyrektor generalny firmy MuleSoft. „Badania te wykazały, że dane są jednym z najważniejszych zasobów, których przedsiębiorstwa potrzebują do sprawnego działania i osiągania coraz lepszych wyników. Firma musi wyposażyć każdego pracownika w narzędzia i uprawnienia potrzebne do integrowania danych i wykorzystania ich potencjału niezależnie od tego, gdzie się znajdują. Umożliwi to szybką realizację kluczowych projektów, wdrażanie innowacji na dużą skalę oraz jeszcze lepsze połączenie produktów i usług”.

W raporcie State of Business and IT Innovation zwrócono szczególną uwagę na następujące wyzwania i możliwości związane z transformacją cyfrową w przedsiębiorstwach:

Silosy danych coraz częściej spowalniają realizację inicjatyw cyfrowych

Jak wynika z raportu firmy McKinsey, przedsiębiorstwa, które kiedyś tworzyły strategie cyfrowe na okres od roku do trzech lat, muszą teraz skalować swoje inicjatywy tak, aby mogły zostać zrealizowane w ciągu kilku dni lub tygodni. W raporcie tym zwrócono uwagę na fakt, że pandemia COVID-19 spowodowała wzrost liczby inicjatyw cyfrowych średnio o 11-23%2. Wyszczególniono również czynniki, które utrudniają firmom działalność, rozwój i spełnianie oczekiwań klientów:

  • Silosy danych. Jedna trzecia (33%) ankietowanych kierowników działów twierdzi, że pandemia COVID-19 zwróciła uwagę na brak połączeń między istniejącymi systemami informatycznymi, aplikacjami i danymi, który nie pozwala na efektywną realizację projektów cyfrowych.
  • Brak pracowników z kwalifikacjami w dziedzinie technologii cyfrowych. Zdaniem 29% respondentów kolejnym czynnikiem utrudniającym realizację takich projektów jest brak pracowników wykwalifikowanych w zakresie technologii cyfrowych.
  • Przeciążone zespoły informatyczne, które nie są w stanie wystarczająco szybko realizować projekty. Ponad połowa (51%) kierowników działów przedsiębiorstw jest niezadowolona z szybkości realizowania projektów cyfrowych przez działy informatyczne.

Problemy z integracją mają niekorzystny wpływ na przychody firmy i doświadczenia klientów

Ponad połowa (54%) respondentów twierdzi, że ma problemy z łączeniem różnych systemów informatycznych, aplikacji i danych. Wskaźnik ten nie dziwi, jeśli weźmiemy pod uwagę coraz większe problemy z wydajnością operacyjną przedsiębiorstw. Wielu kierowników działów postrzega te problemy jako zagrożenie dla swoich przedsiębiorstw oraz ich zdolności do zapewnienia klientom ujednoliconej obsługi.

  • Odseparowane systemy i silosy danych hamujące rozwój firmy. Kierownicy działów wiedzą, jakie następstwa może mieć brak połączeń między systemami, aplikacjami i danymi. Ponad połowa (59%) uważa, że wpływa on niekorzystnie na rozwój firmy i wzrost przychodów.
  • Niespójność obsługi klienta będąca następstwem odseparowanych systemów i aplikacji oraz silosów danych. Większość (59%) kierowników działów przedsiębiorstw zgodnie stwierdza, że brak połączeń między systemami, aplikacjami i danymi ma niekorzystny wpływ na doświadczenia klientów, od których zależy dziś w dużej mierze sukces przedsiębiorstwa.
  • Integracja warunkiem automatyzacji. Trzy piąte (60%) respondentów przyznaje, że brak połączeń między systemami, aplikacjami i danymi hamuje również inicjatywy w dziedzinie automatyzacji. Równocześnie coraz więcej firm dąży do automatyzacji procedur biznesowych za pomocą takich funkcji, jak robotyzacja procesów.

Przedsiębiorstwa muszą odblokować potencjał danych, aby przyspieszyć procesy dzięki technologiom cyfrowym

Gdy rośnie zapotrzebowanie na inicjatywy cyfrowe, przedsiębiorstwa z różnych branż muszą działać szybciej. Przeszkadzają im więc silosy danych, które spowalniają procesy, a tym samym utrudniają szybkie spełnianie oczekiwań klientów oraz wprowadzanie innowacji niezbędnych we współczesnym cyfrowym świecie, w którym standardem jest zdalna praca. W raporcie podkreślono potrzebę szerszego udostępnienia nowych możliwości i wyposażenia użytkowników biznesowych w narzędzia niezbędne do tego, aby szybko i łatwo odblokować potencjał danych, łączyć aplikacje i automatyzować procesy.

  • Konieczność rozszerzenia zakresu innowacji poza obszar IT. Większość (58%) respondentów uważa, że szefowie działów informatycznych przeznaczają więcej czasu na bieżącą obsługę systemów niż na wdrażanie innowacji. 44% stwierdza nawet, iż działy informatyczne w ich firmach blokują innowacje. W rozwiązaniu tego problemu pomaga model samoobsługowy, który umożliwia każdemu wykorzystanie potencjału danych. Za pomocą tego modelu dział informatyczny może wprowadzać innowacje w całym przedsiębiorstwie tak, aby nimi zarządzać, ale ich nie blokować. Gdy dział informatyczny zostanie uwolniony od zadań związanych z taktyczną integracją i serwisowaniem, będzie mógł lepiej skupić się na innowacjach i realizowaniu kluczowych projektów.
  • Współpraca z działem informatycznym kluczem do zwiększenia innowacyjności. Ponad dwie trzecie (68%) respondentów uważa, że pracownicy działu informatycznego i innych działów powinni połączyć siły, aby wspólnie wdrażać innowacje w całym przedsiębiorstwie.
  • Łatwy dostęp do danych warunkiem przyspieszenia pracy kierowników działów przedsiębiorstw. Zdecydowana większość (80%) respondentów uważa, że ich przedsiębiorstwa skorzystałyby, gdyby dane i funkcje informatyczne były dostępne w formie gotowych modułów. Wówczas kierownicy działów mogliby samodzielnie tworzyć rozwiązania cyfrowe i realizować projekty.
Metodyka

MuleSoft we współpracy z firmą Censuswide przeprowadził badania, w których wzięło udział 1739 kierowników działów przedsiębiorstw szczebla co najmniej średniego. Odpowiedzieli oni na pytania dotyczące innowacji i inicjatyw cyfrowych realizowanych w ich przedsiębiorstwach oraz swojego udziału w tych inicjatywach. Ankieta została przeprowadzona przez Internet we wrześniu 2020 roku w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Francji, Niemczech, Holandii, Australii, Singapurze, Hongkongu i Japonii. W badaniach uczestniczyli tylko wybrani kandydaci, którzy zostali zweryfikowani w ramach rygorystycznego, wielopoziomowego procesu selekcji. Wszyscy respondenci byli kierownikami działów przedsiębiorstw reprezentującymi co najmniej szczebel średni, zdefiniowanymi jako „osoby sprawujące funkcje kierownicze lub wyższe”.

Nie było wśród nich kierowników średniego szczebla wyspecjalizowanych w informatyce lub administracji. Wszyscy uczestnicy pracują w organizacjach zatrudniających co najmniej 250 pracowników. Censuswide zatrudnia członków organizacji Market Research Society i przestrzega jej reguł. Market Research Society działa w oparciu o zasady organizacji ESOMAR. Odniesienia do uzgodnień, zaangażowania, niezadowolenia lub korzyści dotyczą odczuć respondentów, które zostały przez nich ocenione jako umiarkowane lub silne.

2Pandemia COVID-19 doprowadziła do wzrostu liczby projektów cyfrowych w poszczególnych krajach o następujące średnie wielkości procentowe: Stany Zjednoczone 22%, Wielka Brytania 21%, Francja 15%, Niemcy 18%, Holandia 15%, Australia 17%, Singapur 23%, Hongkong 21%, Japonia 11%.

Konsumenci chcą bardziej przejrzystych opisów transakcji kartą płatniczą

Mastercard wprowadza nowe rozwiązanie dla bankowości cyfrowej, dzięki któremu użytkownicy kart płatniczych będą mogli łatwiej rozpoznawać transakcje zakupowe w historii swojego rachunku. Usługa ta, udostępniana bankom przez należącą do Mastercard spółkę Ethoca, zapewni ich klientom większą przejrzystość transakcji kartą dzięki dodatkowym informacjom, takim jak nazwa i logo sprzedawcy czy miejsce dokonania zakupu, widocznym w serwisie transakcyjnym online lub aplikacji mobilnej banku. Detaliści mogą już przesyłać swoje logotypy do systemu Ethoca, dzięki czemu zwiększą widoczność swojej marki w kanałach cyfrowej bankowości. Jednocześnie Mastercard współpracuje z wydawcami kart nad wprowadzeniem nowego standardu branżowego, tak aby do 2022 r. dostarczanie bardziej szczegółowych informacji o transakcjach w kanałach bankowości cyfrowej stało się powszechne.

Każdy z nas doświadczył, że przy przeglądaniu transakcji na koncie niektórych płatności nie sposób łatwo zidentyfikować. Przykładowo, nazwa sprzedawcy może być niezrozumiała lub zamiast niej wyświetla się nazwa pośrednika przetwarzającego płatność. Jak wynika z badania przeprowadzonego przez Kantar TNS na zlecenie Mastercard[1], dla wielu polskich konsumentów korzystających z bankowości cyfrowej jest to częsty problem, wywołujący negatywne emocje. Aż 84% respondentów czasami nie jest w stanie zidentyfikować niektórych zakupów w historii transakcji, natomiast prawie jednej piątej (17%) zdarza się to często lub bardzo często. W takich sytuacjach klienci czują się zaniepokojeni (43%), zirytowani (32%), zagubieni (17%) i bezradni (10%).

Reklamacje, których można uniknąć

Konsument, który nie może sobie przypomnieć danego zakupu, najczęściej próbuje wyjaśnić sytuację kontaktując się telefonicznie z bankiem (21%) lub, znacznie rzadziej, ze sprzedawcą (6%). Kontakt z bankiem zazwyczaj prowadzi do tego, że klient banku składa oficjalną reklamację (72%), np. w formie wniosku o chargeback. Po jej złożeniu często okazuje się ona jednak nieuzasadniona. Do takiego doświadczenia przyznaje się aż 35% respondentów – 26% z nich dopiero po czasie przypomina sobie o dokonanym zakupie, a 9% odkrywa, że transakcji dokonał inny członek rodziny. Kiedy jednak wniosek o chargeback zostanie już złożony, musi być rozpatrzony lub zamknięty przez wydawcę karty, co generuje po jego stronie koszty operacyjne związane z czasem przeznaczonym na kontakt z klientem, weryfikację transakcji oraz kwestie administracyjne. Procedura ta zajmuje przeciętnie do 2 tygodni.

Respondenci w badaniu Mastercard potwierdzają, że chcieliby widzieć dodatkowe informacje o płatnościach w zestawieniu swoich transakcji kartowych w bankowości internetowej i mobilnej, aby móc szybciej i łatwiej identyfikować swoje zakupy. Ich zdaniem najbardziej przydatnymi informacjami byłyby komercyjna nazwa sprzedawcy (67%), miejsce dokonania zakupu (51%) oraz jego logo (35%). Takie rozszerzone informacje na temat transakcji pomogłyby klientom szybko zidentyfikować zakup (61%) i sprzedawcę (58%), ale także zwiększyłoby ich poczucie bezpieczeństwa i kontroli nad swoimi płatnościami (47%).

Detaliści mogą już udostępniać swoje logotypy

Nowe rozwiązanie od Mastercard i Ethoca pomoże zwiększyć satysfakcję klientów i znacznie poprawi doświadczenie użytkownika, zmniejszając jednocześnie liczbę wniosków o reklamacje typu chargeback, obciążających finansowo zarówno banki, jak i detalistów. Wszyscy sprzedawcy mogą już bez żadnych dodatkowych opłat, po wypełnieniu odpowiedniego formularza przesyłać swoje logotypy na platformę Ethoca za pośrednictwem strony logo.ethoca.com. Dodatkowe informacje na ich temat zostaną powiązane z odpowiadającymi im płatnościami widocznymi w bankowości cyfrowej, co pozwoli sprzedawcom nie tylko zmniejszyć liczbę kosztownych i czasochłonnych reklamacji, lecz także zwiększyć rozpoznawalność swojej marki.

„Współpracujemy z wydawcami kart i detalistami, aby do 2022 r. funkcja ta stała się standardem dostępnym dla wszystkich użytkowników bankowości cyfrowej. Uważamy, że zwiększona w ten sposób przejrzystość transakcji zapewni klientom spokój ducha i poczucie kontroli nad ich wydatkami, znacznie poprawiając ich komfort podczas korzystania z usług bankowości elektronicznej. Z perspektywy wydawców kart, rozwiązanie to zwiększy liczbę interakcji użytkowników kart z kanałami cyfrowymi banku, natomiast detaliści zapewnią sobie większą widoczność swojej marki. Ponadto zarówno banki, jak i sprzedawcy, mogą spodziewać się mniejszej liczby reklamacji składanych przez ich klientów” — mówi Bartosz Ciołkowski, dyrektor generalny na Polskę, Czechy i Słowację w Mastercard Europe.

Rozwiązanie Mastercard i Ethoca ma szczególne znaczenie w czasach, gdy popularność bankowości internetowej i mobilnej rośnie w bezprecedensowym tempie. Obecnie kanały te stały się już głównymi, za pośrednictwem których klienci kontaktują się z bankami. Według badania Mastercard już 42% konsumentów z Polski korzysta z usług bankowości cyfrowej więcej niż raz w tygodniu, a co trzecia osoba (33%) robi to przynajmniej raz dziennie. Respondenci cenią sobie bankowość elektroniczną ze względu na jej dostępność w dowolnym miejscu i czasie (75%), oszczędność czasu (73%), lepszą kontrolę nad wydatkami (58%) oraz wygodne i łatwe w użyciu narzędzia do zarządzania finansami (53%). Poziom zaawansowania cyfrowego (65%) jest również jednym z trzech najważniejszych kryteriów podczas wyboru banku, obok jego wiarygodności (69%) i korzyści finansowych związanych z jego ofertą (66%).

[1] Badanie przeprowadzone w listopadzie 2020 r. przez Kantar TNS na zlecenie Mastercard, metodą wywiadów internetowych (CAWI) na próbie 3300 klientów banków w wieku 18-60 lat w następujących krajach regionu Europy Środkowo-Wschodniej: Polska, Ukraina, Czechy, Węgry, Rumunia, Grecja, Słowacja, Austria, Bułgaria, Serbia.

Złoty znów silny. Czy euro stanieje do 4,50 zł?

Jeszcze niedawno wydawało się, że poziom 4,50 zł nie będzie uchodził za atrakcyjny do zakupu euro. Szybko jednak okazało się, że działania NBP powodują, że ocena tego poziomu jest zupełnie inna. Dobre dane z gospodarki pozwalają jednak wierzyć w dalsze umacnianie się złotego.

Złoty znów silny

Inwestorzy szybko zapominają o negatywnych doświadczeniach. Ostatnie interwencje walutowe miały miejsce niecałe 2 miesiące temu, aczkolwiek strach przed kolejnymi szybko zniknął. Pod koniec ostatniego tygodnia rozpoczął się ruch umacniający złotego. Gdyby doszło do kolejnej interwencji Narodowego Banku Polskiego te pozycje inwestycyjne mogłyby mieć dużą stratę. Z drugiej strony dane makroekonomiczne dla Polski wypadają bardzo korzystnie, stąd im dalej jesteśmy od potencjalnej interwencji lub zapowiedzi o obniżce stóp procentowych, tym korzystniej inwestorzy patrzą na złotego. Dzisiaj nad ranem euro kosztowało już 4,51 zł.

Dane z zachodu

W piątek poznaliśmy dużo lepszy od oczekiwań odczyt PKB z Niemiec. Był to oczywiście spadek jak niemal we wszystkich gospodarkach w trakcie pandemii, ale jednak aż o 0,5% mniejszy niż oczekiwali analitycy. Dane te spowodowały kolejną przecenę dolara względem euro. Korektę tego ruchu mieliśmy już dzisiaj rano, kiedy to po znacznie słabszych danych na temat sprzedaży detalicznej dolar wracał na poprzednie pozycje.

Indeksy PMI

Dzisiejsze przedpołudnie upływa pod dyktando indeksów PMI. Są to badania pokazujące poziom optymizmu wśród menedżerów odpowiedzialnych za zamówienia. W przypadku Polski wynik był nieznacznie lepszy od oczekiwań i wyniósł 51,9 pkt, czyli powyżej 50 pkt oznaczających różnicę pomiędzy wzrostem a recesją. Dla całej strefy euro dane były niemal dokładnie równe oczekiwaniom, które mówiły o lekkim spadku optymizmu w ciągu ostatniego miesiąca.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – USA – indeks ISM dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl