Polacy czekają na otwarcie noclegów. Gdzie planujemy podróże w 2021?

Poprzedni rok na całym świecie upłynął pod znakiem pandemii koronawirusa. Już wtedy, wśród miłośników podróżowania, zaczęły wyłaniać się nowe trendy. W związku z tym,
że COVID-19 towarzyszy nam także od początku stycznia 2021, wciąż otwartym pozostaje pytanie: które z tych tendencji pozostaną z nami na dłużej?

Zainteresowanie wyjazdami wciąż rośnie

Brak możliwości wyjazdu podczas ferii zimowych, a także późniejsze utrzymanie obowiązujących obostrzeń sprawiły, że Polacy z coraz większym utęsknieniem wyczekują końca lockdownu. W krótkim czasie od opublikowania pierwszej, rządowej decyzji
o przedłużeniu restrykcji, większość z nas pożegnała się z wizją zimowego urlopu. Jednocześnie nastąpiło jednak ogromne ożywienie tematyką wyjazdów wakacyjnych – aż 45% osób decyduje się na zabukowanie wyjazdu w trybie first minute. Zainteresowanie rezerwacjami – w porównaniu do stycznia ubiegłego roku – zwiększyło się o 28%.

Gdzie pojadą Polacy po zniesieniu obostrzeń?

Już w 2020 roku nie było żadnych wątpliwości, że koronawirus spowoduje znaczne ograniczenie wyjazdów za granicę. To z kolei stworzyło – i wciąż stwarza – nowe perspektywy dla turystyki krajowej. Na znaczeniu zyskują mniejsze, polskie kurorty. Od początku miesiąca duże miasta – takie jak Kraków czy Warszawa – odnotowują nawet 90% spadek zainteresowania noclegami.  Trend ogromnego wzrostu popularności obiektów, znajdujących się poza dużymi metropoliami, z pewnością nie zniknie wraz z epidemią. W styczniu, aż 69% rezerwacji dotyczyło niewielkich miasteczek i wsi, takich jak Borne Sulinowo, Górowychy, Szalejów Dolny. Faworytem został Karpacz, z 75% wzrostem zainteresowania w porównaniu do poprzedniego sezonu. Polacy wybierają także mniej uczęszczane regiony Polski, między innymi okolice Jeziora Rożnowskiego i Solińskiego, czy Góry Sowie.

Moda na odludzie

Polacy z entuzjazmem podchodzą do odpoczynku z dala od czterech ścian, nie tracąc przy tym jednak dozy zdrowego rozsądku. Trend na bezpieczne wyjazdy to także jedno z następstw trwającej epidemii. Już w ubiegłym roku, po zniesieniu lockdownu, mogliśmy zaobserwować ogromny wzrost zainteresowania noclegami w domkach letniskowych na uboczu. W styczniu 2021 utrzymuje się ono niemal na 6-krotnie wyższym poziomie, niż odnotowano w takim samym czasie, w roku 2020. Lawinowo rośnie też popularność wynajmu domów na wyłączność. Często rezerwowane są te z nich, które w cenie gwarantują dostęp do jeziora lub basenu, bez konieczności opuszczania miejsca zakwaterowania. Nad morzem, powodzeniem mogą cieszyć się też kwatery usytuowane w niewielkiej odległości od plaży. Chętnie wybierane obiekty najczęściej łączy także deklaracja o regularnej dezynfekcji pomieszczeń oraz dostępie do środków sanitarnych. Noclegi w domach na wyłączność, domkach i apartamentach postrzegane są jako te najbardziej bezpieczne. To właśnie one cieszą się zaufaniem turystów, mimo że ich wynajęcie oznacza z reguły wyższe opłaty.

Wakacje pod znakiem bonu turystycznego

Jak podaje Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii, do 17 grudnia 2020 r. bon turystyczny 500+ aktywowała dopiero ¼ uprawnionych, a zaledwie 8% beneficjentów wykorzystało już świadczenie. Zważając na ostateczny termin realizacji Polskiego Bonu Turystycznego, przypadający na koniec marca 2022 roku, można przypuszczać, że tegoroczne długie weekendy i wakacje będą idealnymi momentami na jego wykorzystanie. Potwierdzają to także dane portalu Noclegowo.pl. Zainteresowanie noclegami z bonem turystycznym nad morzem – w stosunku do sierpnia 2020, kiedy był on wprowadzany – wzrosło aż o 46%. Do 17 stycznia, obiektów realizujących świadczenie szukano głównie w Zakopanem, Karpaczu, Łebie, Międzyzdrojach i Kołobrzegu. Od pierwszego przedłużenia obostrzeń po feriach 2021, tendencja ulega jednak zmianie. Do puli popularnych destynacji dołącza coraz większa liczba małych, nadmorskich miejscowości. Największym wzrostem popularności w stosunku do zeszłorocznych wakacji mogą się poszczycić rodzinne kurorty, takie jak Dziwnów, Dąbki czy Dźwirzyno.

Jakie jest więc idealne miejsce na wyjazd po zniesieniu obostrzeń? To domek w niewielkiej miejscowości, z dala od tłumów, w którym czeka spokojny odpoczynek na łonie natury.
W roku 2021 ważna dla Polaków będzie także możliwość realizacji bonu turystycznego oraz polityka anulacji rezerwacji, w razie nagłej konieczności jej odwołania.

Radosław Kaskiewicz nowym dyrektorem zarządzającym 3M w regionie Europy Wschodniej

Radosław (Radek) Kaskiewicz został powołany na dyrektora zarządzającego 3M w regionie Europy Wschodniej (Polska, Czechy, Słowacja, Węgry, Ukraina, Gruzja), z dniem 1 lutego br. Przez ostatnie 4 lata funkcję tę pełnił Alain Simonnet, który zostanie dyrektorem zarządzającym 3M w regionie Europy zachodniośródziemnomorskiej (Francja, Hiszpania, Portugalia i Maroko).

Radek Kaskiewicz wcześniej był dyrektorem ds. transportu i elektroniki jednego z czterech sektorów 3M na region Europy Południowo-Wschodniej (Włochy, Grecja, Izrael, Turcja, Rumunia, kraje bałkańskie).

Kaskiewicz dołączył do 3M w 1995 roku. Od tego momentu sprawował różnorodne funkcje w ramach lokalnych, europejskich i globalnych struktur firmy. W latach 2004-2007 był liderem ds. rozwoju globalnego rynku w dziale taśm i klejów przemysłowych 3M, w St. Paul w USA. Po powrocie do Europy był szefem sektora przemysłowego i energetycznego w Polsce, a następnie dyrektorem zarządzającym 3M w regionie tworzonym przez Czechy, Słowację i Węgry.

Radek jest absolwentem Wydziału Elektroniki Politechniki Warszawskiej oraz Carlson School of Management Uniwersytetu w Minnesocie w zakresie marketingu strategicznego. Biegle włada językiem polskim, angielskim oraz rosyjskim.

Do głównych zadań Radka Kaskiewicza w jego nowej roli będzie należało budowanie reputacji marki 3M w regionie Europy Wschodniej oraz kształtowanie międzynarodowej kultury organizacyjnej w oparciu o etykę biznesową i zrównoważony rozwój.

Biuro dyrektora zarządzającego 3M na Europę Wschodnią jest zlokalizowane w Polsce, gdzie znajduje się też centrala regionu i Superhub – największe centrum produkcyjne firmy w Europie oraz centrum badawczo-rozwojowe. Radek Kaskiewicz będzie współpracował bezpośrednio z wiceprezesem ds. korporacyjnych 3M EMEA, Larsem Hanseidem.

Mniejsza konsumpcja i regulacje unijne – co spędza sen z powiek polskim rolnikom?

Rolnicy i sadownicy obawiają się tego, co spotka ich w 2021 roku. Obawy są przede wszystkim pokłosiem pandemii i kryzysu ekonomicznego, który dotknął wszystkich Polaków i zmienił ich zachowania konsumenckie. Już teraz aktywność klientów w sklepach jest zauważalnie mniejsza, a z półek wolniej znikają warzywa i owoce. Do tego dokłada się mniejszy zbiór jabłek – które teraz przy obniżonej aktywności konsumenckiej nie są w stanie uzyskać cen, jakie przyniosłyby sadownikom godny utarg. Jednak obok konsekwencji pandemicznych pojawia się drugi problem, który spędza polskim rolnikom i sadownikom sen z powiek. Unia próbuje sformułować wizję rolnictwa, która stawia na gospodarstwa wielokierunkowe i wielogatunkowe – czyli posiadające różne rodzaje produkcji. Jeżeli wyznaczymy taki kierunek rozwoju w Unii – to rolnicy i hodowcy, którzy zainwestowali w ostatnich latach w rozwój nowych technologii, zakupili sprzęt i postawili na nowoczesność w swoich wyspecjalizowanych gospodarstwach, mogą mieć problem z utrzymaniem się na rynku.

– Jesteśmy w trakcie precyzowania warunków nowej polityki rolnej na kolejną perspektywę Unii Europejskiej. Duże dyskusje wśród rolników budzą takie plany, jak Zielony Ład. Związana jest z nim wielka obawa: czy polscy rolnicy będą mogli na tym skorzystać, czy tylko stracą? – powiedział serwisowi eNewsroom Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP. – Idą trudne czasy dla rolnictwa towarowego, które utrzymuje się głównie ze sprzedaży produktów – zarówno na rynek wewnętrzny, jak i na rynki eksportowe. Kierunek rozwoju w Unii może być zagrożeniem nie tylko dla polskich gospodarstw. Rolnictwo Unii Europejskiej może nie poradzić sobie z rolnictwem światowym – na przykład wielkoobszarową produkcją mięsa w Ameryce Południowej, czy gospodarstwami farmerskimi w USA i Kanadzie. Zagrożeniem będą też produkty ze wschodu. Na Ukrainie i w Rosji mocno inwestuje się w rozwój nowych technologii i stawia się na wielkoprzemysłowe gospodarstwa farmowe. Ich wyroby będą zabierały miejsce na rynku wspólnotowym nie tylko polskim produktom, ale także tym wytworzonym w innych krajach Unii Europejskiej – ostrzega Maliszewski.

Specjaliści od e-commerce przebierają w ofertach z każdej branży

Wybuch pandemii koronawirusa spowodował, że firmy straciły możliwość sprzedaży tradycyjnymi kanałami. W efekcie dziś pracodawcy masowo poszukują specjalistów od e-commerce. Kandydaci znajdą zatrudnienie niemal w każdej branży i mogą liczyć na zarobki od 5 tys. zł do nawet 30 tys. złotych brutto miesięcznie.

Rok 2020 był w wielu aspektach bezprecedensowy. Zamknięte sklepy i galerie handlowe wymusiły rozwiązania, na które większość firm nie była przygotowana. Z raportu „E-commerce w Polsce. Gemius dla e-Commerce Polska” dowiadujemy się, że już 20 mln Polaków robi zakupy on-line.

Choć COVID-19 rzucił rynkowi e–commerce szereg wyzwań związanych m.in. z logistyką, dostawami i dostępnością produktów, to zaufanie do e-zakupów w Polsce rośnie. Pomimo zniesienia obostrzeń, spora część klientów ograniczyła wizyty w sklepach stacjonarnych, a preferencje zakupowe zmieniły się bezpowrotnie. Coraz częściej dotyczy to nie tylko ubrań czy elektroniki, ale też żywności oraz leków.

W ostatnich latach rola e-commerce systematycznie rosła, a wybuch pandemii sprawił, że trend ten jeszcze bardziej się rozwinął. W efekcie osoby posiadające doświadczenie w sprzedaży internetowej są dziś na wagę złota i mogą przebierać w ofertach pracy. W tej chwili na portalach rekrutacyjnych i ogłoszeniami można znaleźć ponad 1400 rekrutacji na stanowiska e-commerce[i]komentuje Elżbieta Sobiech, ekspert ds. rekrutacji digital i e-commerce w firmie rekrutacyjnej i outsourcingowej Devire.

Jakie branże poszukują specjalistów od e-commerce?

Jeszcze 5 lat temu wartość polskiego rynku e-commerce wynosiła 27 mld zł[ii]. Przed pandemią szacowano go na 70 mld zł, dziś na 100 mld zł. W efekcie pozycja specjalistów od digital i e-commerce jeszcze bardziej się umocniła. Organizacje poszukujące tego typu talentów coraz częściej sięgają po kandydatów z agencji i domów mediowych. Trend ten napędza rosnące zapotrzebowanie firm na specjalistyczny know-how ekspertów z różnych obszarów digitalu i e-commerce.

Największy rozkwit internetowego kanału sprzedaży obserwujemy w obszarach:

  • Retail – szczególnie w kategorii spożywczej i produktów świeżych, elektroniki użytkowej, a także remontowo-budowlanej i meblarskiej.
  • FMCG – środki czystości i produkty kosmetyczne.
  • Apteki – leki, suplementy diety.
  • Bankowość i ubezpieczenia – dalszy rozwój bankowości elektronicznej i usług on-line.
  • Home delivery – nieograniczone dostawy do domu, nie tylko z restauracji, ale również m.in.: sklepy convinience, apteki, kawa ze stacji, fachowa pomoc.

Wśród kategorii dóbr konsumenckich stabilną sytuację lub wzrosty obserwujemy wśród producentów i dystrybutorów materiałów higienicznych, kosmetyków i chemii gospodarczej, a także w kategoriach spożywczych: produkty świeże i suche np. konserwy i przetwory. Niezmiennie od kilku lat utrzymuje się też wzrostowy popyt na artykuły ekologiczne i z kategorii „bio”, w tym na portfolio produktów wegetariańskich i wegańskich.

Przed najtrudniejszym zadaniem stoją sieci oferujące produkty, które bazują na osobistym doświadczeniu klienta, takie jak kosmetyki kolorowe, perfumy. To sprawia, że od pracowników działu marketingu w tej kategorii oczekuje się nieszablonowych rozwiązań i pomysłów z pogranicza e-commerce oraz sprzedaży stacjonarnej.

Zarobki – czy opłaca się pracować w e-commerce?

Rosnące zapotrzebowanie profesjonalistów z obszaru e-commerce i digital marketingu utrzyma się w najbliższych latach i mogą oni liczyć na dalszy wzrost zarobków.

Firmy stawiają przede wszystkim na personalizację i zaawansowaną pracę z danymi, pozwalającą na precyzyjne dotarcie do użytkownika. Rosną inwestycje w technologie marketingowe i automatyzację, z naciskiem na jak najlepszy customer experience (doświadczenie klienta).

Dlatego też rok 2020 przyniósł dynamiczny wzrost ofert zatrudnienia dla kandydatów z obszarów CRM, marketing automation, programmaticu czy analityki danych digitalowych i CRM-owych – aż 90% kandydatów z branży zostało zaproszonych do udziału w rekrutacji – wynika z najnowszego badania Devire „Rynek Zmiany Pracy”. Firmy szukają również programistów, wytwarzających platformy i narzędzia e-commerce.

W przypadku tych obszarów w zależności od rodzaju stanowiska możemy mówić o wzrostach wynagrodzeń o 10-15% rok do roku. Poza tym widoczne są wzrosty w obszarach digital activationsocial mediów i komunikację on-line – mówi Elżbieta Sobiech z Devire.wynagrodzenia ecommerce

Strategiczna rola digitalu

Wyraźnie zarysowuje się trend strategicznego pozycjonowania zespołów digitalowych w organizacjach. Zauważamy zwiększony popyt na najbardziej doświadczonych kandydatów, którzy obejmują stanowiska kierownicze. W wielu firmach liderzy obszaru digital dołączają też do zarządów, co tylko potwierdza kluczową i strategiczną rolę tego obszaru w strukturach firm.

Branża potrzebuje menedżerów z doświadczeniem w zarządzaniu zmianą i wdrażaniu dużych projektów strategicznych. W związku z tym na ciekawe oferty mogą liczyć również kandydaci z doświadczeniem z firm consultingowych – podsumowuje Elżbieta Sobiech.

[i] LinkedIn Talent Insights, grudzień 2020

[ii] https://www.gemius.pl/files/reports/E-commerce-w-Polsce-2015.pdf

Pralnie straciły przez problemy hoteli – zadłużona 1/3 branży

Już prawie 250 polskich pralni chemicznych ma problem ze spłatą swoich zobowiązań. Zadłużone firmy to prawie 1/3 tej branży. Choć formalnie nie mają zakazu działalności spowodowanego pandemią, to w praktyce uzależnione są od działania hoteli, które przez długi czas pozostawały nieczynne. To mocno odbiło się na finansach pralni, które obecnie mają do oddania swoim wierzycielom prawie 6 mln zł. Jak pokazują dane Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA średnie zadłużenie jednej pralni sięga prawie 24 tys. zł. To blisko 7 tys. więcej niż w styczniu 2020 roku.

Do Krajowego Rejestru Długów za niespłacone zobowiązania wpisanych jest już 246 pralni chemicznych. Łącznie mają do oddania ponad 5,8 mln zł. Jeszcze w styczniu 2020 roku ich zadłużenie było o 1,4 mln zł niższe niż obecnie. Od marca, czyli od wybuchu pandemii i pierwszego zamknięcia hoteli w Polsce, stale rosło, sięgając prawie 6,1 mln zł w październiku. Od listopada zaczęło powoli spadać.

Pralnie chemiczne w Polsce to bardzo mały sektor gospodarki. Według oficjalnych danych, pod tym PKD funkcjonuje około pięciu tysięcy firm. Fizycznie jednak takich firm jest około siedmiuset. Podczas pierwszego zamrożenia gospodarki i ograniczeń związanych z pandemią, większość pralni stanęła, przestała działać. Wiele z tych firm uzależnionych jest od hoteli, które zostały zamknięte. Niestety rządzący, wyznaczając branże objęte tarczami, nie brali pralni pod uwagę. Nikt nie przypuszczał, że jest to sektor tak mocno uzależniony od branż dotkniętych lockdownem. Zmieniło się to dopiero w listopadzie, od kiedy dano pralniom możliwość skorzystania z Tarczy 6.0 – przyznaje Karol Tomczak, reprezentant branży w Polsce.

Biorąc pod uwagę fakt, ile realnie pralni działa na rynku, można wysnuć wniosek, że aż 1/3 z nich, mimo że nie ma zakazu działalności, notuje problemy finansowe. Warto zwrócić uwagę, że 88% z nich to jednoosobowe działalności gospodarcze, do których należy prawie 5,2 mln zł z łącznego zadłużenia.

Jedna branża, cztery sektory, dwie strony medalu

Najbardziej zadłużone są firmy pralnicze działające w Małopolsce. Ich łączne zadłużenie stanowi 1/5 zadłużenia wszystkich pralni w Polsce i sięga ponad 1,2 mln zł. Zaraz za nimi są firmy z województwa mazowieckiego, które muszą oddać wierzycielom prawie 931 tys. zł. Niechlubne podium zamykają firmy ze Śląska, mające do spłacenia kwotę bliską 703 tys. zł.

Tę branżę dzieli się na kilka sektorów. Pierwszy to pralnie chemiczne w galeriach, których obroty spadły, ponieważ przez brak oficjalnych spotkań, wieczorowych uroczystości czy przyjęć, Polacy przestali chodzić w wizytowych ubraniach, więc nie muszą ich czyścić. Przez to obroty tych firm spadły według szacunków branży nawet o 80 proc. Drugi sektor to właśnie pralnie współpracujące z hotelami, które teraz nie mają potrzeby prania pościeli czy obrusów. Pralnie są gotowe do świadczenia usług, jednak z powodu zamknięcia ich strategicznych klientów nie mogą pracować. Pozostają im jedynie hostele, które wynajmują pokoje dla cudzoziemców. Są one w stanie zapewnić niecałe 40 proc. obrotów pralni i to nie wszystkich, ponieważ nie każda ma takich klientów – mówi Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy.

Kolejną grupą są pralnie, którym lepiej się powodzi. Część z nich to podmioty, które piorą odzież roboczą, a inne współpracują ze szpitalami. Z reguły jednak są to większe firmy i spółki prawa handlowego. W KRD jest ich zaledwie 28.

Jeśli chodzi o pralnie odzieży roboczej, to mówimy tu o kilku liderach na runku, którzy sobie świetnie radzą. Natomiast firmy piorące pościele w szpitalach, cały czas pracują normalnie, a momentami nawet więcej niż przed pandemią. To jednak również wąska grupa przedsiębiorców. Zdecydowana większość pralni współpracuje bowiem z hotelami – dodaje Andrzej Kulik.

W podziale na województwa najlepiej radzą sobie firmy z Opolszczyzny. Tam tylko jeden przedsiębiorca ma zadłużenie sięgające zaledwie 8,5 tys. zł. Trochę gorzej wypadło województwo lubuskie, gdzie dwie firmy mają do oddania ponad 11 tys. zł. Na trzecim miejscu jest Podlasie. Tam do KRD BIG SA na kwotę 46 tys. zł wpisane są trzy przedsiębiorstwa.

Mała branża duże koszty

Kolejnym problemem małej branży są duże koszty prowadzenia działalności. Zadłużenie, jakie mają firmy wobec dostawców mediów, sięga ponad 800 tys. zł. Ten dług jeszcze może wzrosnąć.

Każda pralnia na początku roku określa, ile w najbliższych 12 miesiącach zużyje prądu czy gazu. W 2020 roku te warunki nie zostały spełnione. Dlatego też zgodnie z umową dostawcy mediów nakładają na działalności pralnicze kary. Za niedopełnienie warunków odbioru gazu czy prądu, można zapłacić nawet 70 tys. zł kary umownej – dodaje Karol Tomczak, reprezentant branży.

Jednak największe problemy w spłacaniu zobowiązań pralnicy mają wobec firm finansowych i ubezpieczeniowych. Zadłużenie za niespłacone raty pożyczek, kredytów, leasingów ale również wynikające z umów faktoringowych, sięga w tym sektorze ponad 2,5 mln zł, więc stanowi prawie połowę łącznego zadłużenia.

Hotele i DPS-y zalegają z płatnościami

Pralnie mają swoje zobowiązania i to spore jak na tak małą branżę. Z drugiej strony są również wierzycielami. Dłużnicy pralni muszą spłacić niecałe 435 tys. zł. Najwięcej z tego, bo prawie połowę mają do oddania firmom pralniczym właśnie hotele (246 tys. zł). Za nimi są szpitale i domy pomocy społecznej tzw. DPS-y, które muszą rozliczyć się za pranie w kwocie bliskiej 70 tys. zł.

Ale to nie jedyny i nie największy problem tego sektora. Zdaniem przedstawicieli branży, nawet jeśli rząd da zielone światło do działania hotelom, to nie jest powiedziane, że te ruszą z kopyta. Zwłaszcza dotyczy to hoteli w miastach przygranicznych, które zatrudniają obcokrajowców ze Wschodu, a ci na czas pandemii i lockdownu wrócili do domów.

Wartość transakcji M&A w Polsce wyniosła 11 mld euro – prawie 40% rynku CEE

Na obecnym etapie względnego opanowywania pandemii COVID-19, inwestorzy są raczej pozytywnie nastawieni co do perspektyw fuzji i przejęć w Europie Środkowo-Wschodniej i Południowo-Wschodniej (CEE/SEE), wynika z najnowszego badania przeprowadzonego przez Wolf Theiss i Mergermarket. Nieco ponad połowa (52%) respondentów stwierdziła, że wywołany pandemią kryzys zwiększy ich apetyt na transakcje w ciągu najbliższych 12 miesięcy.

Prognozy te następują po roku, w którym wartość fuzji i przejęć w regionie CEE/SEE wzrosła o 29% w porównaniu z 2019 r., osiągając 28,5 mld euro, co stanowi wyraźny kontrast w stosunku do 7% spadku globalnej wartości transakcji w tym samym okresie. Jednak spadek wolumenu transakcji o 22% rok do roku, do 406 transakcji, oznacza, że rynek CEE/SEE nie wyszedł z ubiegłego roku całkowicie bez szwanku.

Na potrzeby badania przeprowadzonego przez Wolf Theiss we współpracy z Mergermarket M&A Spotlight: CEE, zapytano 150 menedżerów wyższego szczebla, zarówno z firm korporacyjnych, jak i funduszy private equity (PE), o ich doświadczenia w obszarze transakcji M&A w regionie CEE/SEE oraz o ich oczekiwania na przyszłość.

Ponad dwie trzecie (69%) respondentów stwierdziło, że opierając się na wcześniejszych doświadczeniach prawdopodobnie zainwestuje w regionie CEE/SEE, a 65% stwierdziło, że jest skłonnych zainwestować ponownie ze względu na zadowolenie z ostatniej transakcji.

Co ciekawe, jeśli chodzi o spojrzenie na rynek M&A w odniesieniu do aktualnej sytuacji związanej z COVID-19, respondenci z funduszy private equity byli bardziej optymistyczni co do przyszłych transakcji niż respondenci z sektora korporacyjnego. Podczas gdy 43% nabywców z tego sektora stwierdziło, że ma mniejszy apetyt na transakcje, tylko 16% przedstawicieli funduszy private equity zgodziło się z tym stwierdzeniem. Jednocześnie tylko 10% respondentów z sektora korporacyjnego stwierdziło, że jest chętnych do przeprowadzania znacznie większej liczby transakcji, w porównaniu do 26% respondentów z PE, którzy odpowiedzieli tak samo.

„Silna pozycja funduszy PE wynika częściowo z ich nastawienia do podejmowania ryzyka w kontekście udziału w cyklu wzrostowym gospodarki,” powiedział Horst Ebhardt, partner w wiedeńskim biurze Wolf Theiss. „Jako kategoria aktywów, fundusze PE zgromadziły również znaczną gotówkę, którą muszą rozdysponować, a obecnie dostępnych jest ku temu wiele różnych strategii. Fundusze PE oferują szeroką gamę instrumentów finansowych, w zależności od sektora lub poziomu przewidywanej kontroli korporacyjnej. Dla przykładu, coraz częściej obserwujemy, że znaczące fundusze PE zajmują mniejszościowe pozycje w szybko rozwijających się firmach.”

Polska utrzymała swoją pozycję jako transakcyjny rynek numer jeden w regionie, a szczególnym zainteresowaniem cieszyły się branże technologii, mediów i telekomunikacji (TMT) oraz nieruchomości i budownictwa. Wartość transakcji wyniosła 11 mld euro, co stanowi prawie 40% rynku CEE. Liczby te uwzględniają drugą co do wielkości transakcję roku w regionie – przejęcie Play Communications, największej polskiej sieci komórkowej, z 15 mln abonentów, przez francuską grupę telekomunikacyjną Iliad. Wartość tej transakcji wyniosła 3,7 mld euro.

W całym regionie CEE w sektorze TMT zawarto transakcje o wartości 8,3 mld euro, co stanowi 29% udziału w rynku M&A. Podczas gdy w 2020 r. główną rolę w globalnych fuzjach i przejęciach odgrywała technologia, w regionie CEE prym wiodła telekomunikacja.

„W Polsce trwa konsolidacja większych grup telekomunikacyjnych,” powiedział Jacek Michalski, partner w warszawskim biurze Wolf Theiss. „Obecnie wyraźnie zaznacza się też trend podobny do tego, który można zaobserwować na wielu innych rynkach w Europie, gdzie operatorzy telekomunikacyjni sprzedają swoją infrastrukturę jako oddzielne aktywa – maszty telekomunikacyjne (towerco units), wspierane przez inwestorów infrastrukturalnych.”

W odniesieniu do całego rynku M&A w regionie CEE, kwestie środowiskowe, społeczne i zarządzania (environmental, social and governance – ESG) zostały podkreślone jako coraz bardziej istotny element. Prawie dwie trzecie (63%) respondentów stwierdziło, że kontrola transakcji pod kątem ESG wzrośnie w ciągu najbliższych trzech lat, a 37% uważa, że wzrost ten będzie znaczący.

„Zgodność przejmowanego biznesu ze standardami ESG stała się istotnym obszarem zainteresowania – zarówno dla nabywców strategicznych, jak i funduszy PE w całej Europie,” podsumował Florian Kusznier, partner w wiedeńskim biurze Wolf Theiss.

Deloitte: 62 proc. dyrektorów działów prawnych spodziewa się inwestycji w narzędzia cyfrowe

Niestabilna sytuacja gospodarcza wpłynęła na funkcjonowanie wszystkich obszarów w organizacjach. W ostatnich miesiącach działy prawne w firmach musiały poradzić sobie ze zwiększoną liczbą obowiązków. Jednocześnie zmalały budżety przeznaczone na te departamenty, a także zredukowano liczbę zatrudnionych tam osób. Jak wynika z raportu „Resilient leadership: Chief legal officers and COVID-19” firmy doradczej Deloitte ponad połowa dyrektorów działów prawnych uważa jednak, że COVID-19 pozytywnie wpłynął na pracę ich zespołów. Jako największą korzyść aż 72 proc. z nich wskazało organizację spotkań online.

Raport przedstawia wyniki badania przeprowadzonego latem 2020 roku, w którym wzięło udział ponad 130 dyrektorów prawnych (CLO – Chief Legal Officer) i pracowników wyższego szczebla ds. prawnych i compliance. Eksperci Deloitte przyjrzeli się, jak pandemia COVID-19 zmieniła ich codzienną pracę, a także wdrażane strategie.

Intensywny czas

Jak wynika z raportu Deloitte, organizacje odpowiadają na kryzys w ramach trzyetapowego procesu, do którego zalicza się: reakcję, powrót do normalnego funkcjonowania oraz rozwój.

W każdej z tych faz głównym wyzwaniem jest szybkie dostosowanie się do zmian. Dotyczy to również dyrektorów działów prawnych. Do ich zadań należy obecnie łagodzenie ryzyka wywołanego zakłóceniami w działalności, takiego jak spory dotyczące wykonywania umów. Dyrektorzy muszą również reagować na zapytania prawne, jakie przychodzą zarówno z wewnątrz, jak i spoza organizacji. 78 proc. badanych deklaruje, że w czasie pandemii są bardziej obciążeni pracą – mówi Zbigniew Korba, Radca prawny, Partner w Kancelarii Deloitte Legal.

Zadania działów prawnych skupiają się głównie na zagadnieniach związanych z COVID-19. Dwie trzecie CLO wskazuje, że to bezpieczeństwo pracowników jest kluczowe w ich obecnej pracy i jednocześnie wpłynie na funkcjonowanie organizacji w najbliższym czasie. Zapytani o wyzwania, badani wskazali również na: kwestie regulacyjne (47 proc.), benefity pracownicze (44 proc.), wpływ na łańcuch dostaw i kontraktów (43 proc.), a także zagadnienia cyberbezpieczeństwa (42 proc.).

Pomimo rosnącej liczby obowiązków, aż 66 proc. dyrektorów prawnych wskazuje, że musiało ograniczyć koszty, a w przypadku 54 proc. organizacji konieczna była redukcja etatów.

Technologie dla prawa

Zwiększający się zakres obowiązków wymaga podjęcia przez organizacje konkretnych kroków. 62 proc. respondentów spodziewa się inwestycji w narzędzia cyfrowe wspierające procesy prawne. Firmy najczęściej decydują się na sztuczną inteligencję, przetwarzanie języka naturalnego i automatyzację procesów. Zmienia się również podejście do zarządzania cyklem życia kontraktu (z ang. CLM – contract lifecycle management). 63 proc. CLO wskazało, że ich organizacja stosuje takie rozwiązania do analizy umów, na które miała wpływ pandemia COVID-19, a 89 proc. tych firm planuje zoptymalizować i ulepszyć CLM.

74 proc. badanych zamierza z kolei zwiększyć wykorzystanie alternatywnych dostawców usług prawnych (ALSP), podczas gdy jeszcze w lutym 2020 r. 80 proc. CLO chciało to użycie zredukować lub pozostawić na takim samym poziomie.

Dzięki outsourcingowi wybranych procesów operacyjnych, działy prawne mogą skupić się na sprawach priorytetowych, a nie zajmować się tymi, które nie przynoszą wartości dodanej. Jednocześnie dostawcy usług prawnych inwestują w ludzi, procesy i technologie. Specjalizują się przy tym w zapewnianiu kosztowo efektywnej i wysokojakościowej realizacji procesów. Dyrektorzy prawni powinni nawiązywać współpracę właśnie z podmiotami, które wdrożyły już takie innowacje i mają strategię, jak to robić w przyszłości – mówi Mateusz Ordyk, Radca prawny, Partner w Kancelarii Deloitte Legal.

 

Odporność na kryzys

Jak wynika z raportu, 51 proc. badanych ma nadzieję, że ich organizacja wróci do normalności w pierwszych dwóch kwartałach 2021 roku. Co ciekawe, ponad połowa dyrektorów prawnych zadeklarowała, że COVID-19 miał pozytywny wpływ na pracę ich działów. 72 proc. CLO doceniło spotkania online, 61 proc. pracę zdalną, a 54 proc. zmniejszoną liczbę podróży służbowych.

Z powodu pandemii dyrektorzy prawni zmienili swoje strategie i wyznaczyli nowe priorytety. Dla 66 proc. z nich najważniejsze jest teraz ustalenie zasad dotyczących powrotu do biur, 52 proc. wskazuje na zgodności z przepisami. Ponad jedna trzecia CLO za priorytet uznaje kwestie związane z cyberbezpieczeństwem.

Eksperci Deloitte wskazują, że dyrektorzy prawni muszą przygotować podległe im działy na kolejne niespodziewane sytuacje. Może to być znana już społeczeństwu pandemia, ale również inne trudne sytuacje niemające dotychczas precedensu. – Zastosowanie nowych technologii, outsourcing usług czy troska o bezpieczeństwo pracowników sprawią, że działy prawne, a dzięki nim również całe organizacje, będą bardziej odporne na kryzysy – dodaje Zbigniew Korba.

Prace nad Krajowym Planem Odbudowy na finiszu. Unijne miliardy mogą popłynąć do Polski w połowie roku

Projekt Krajowego Planu Odbudowy powinien trafić do publicznych konsultacji w pierwszej połowie lutego – zapowiedziała w ubiegłym tygodniu minister Małgorzata Jarosińska-Jedynak. Na jego realizację Polska dostanie z UE ponad 57 mld euro. Unijne środki będą wypłacane w transzach, mniej więcej od połowy tego roku. Popłyną m.in. do samorządów i prywatnych oraz państwowych przedsiębiorstw. KPO ma przede wszystkim odbudować polską gospodarkę po COVID-owym kryzysie i zapewnić jej odporność na przyszłe turbulencje.

W ramach instrumentu Next Generation UE państwa członkowskie UE dostaną w sumie 750 mld euro pomocy na walkę z gospodarczymi i społecznymi skutkami kryzysu po-COVID-owego. Jego największym elementem, z budżetem 672,5 mld euro w formie bezzwrotnych dotacji i pożyczek, jest Europejski Instrument na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności. Aby uruchomić te środki, członkowie UE muszą jednak opracować Krajowe Plany Odbudowy, czyli plan inwestycji i reform w poszczególnych krajach. Jak informował w połowie stycznia wiceprzewodniczący KE Valdis Dombrovskis, 11 z nich przedłożyło już komisji gotowe KPO.

– Pieniądze przeznaczone na Krajowe Plany Odbudowy i realizację projektów w nich zawartych powinny spływać mniej więcej od połowy roku. Potrzebne są ramy prawne, szczegółowe dokumenty przygotowane przez wszystkie kraje. Chodzi przede wszystkim o tzw. środki własne, czyli nowe źródła finansowania, które są rewolucją w najbliższej perspektywie finansowej. One wymagają ratyfikacji przez poszczególne kraje członkowskie i Bruksela liczy, że te procesy będą sprawnie przebiegać w najbliższym półroczu. KE liczy też, że dwóch pozostałych aktorów – czyli Rada i Parlament Europejski – będzie bardzo aktywnych i możliwie szybko zrealizuje swoje procedury – mówi agencji Newseria Biznes dr Marek Prawda, dyrektor Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce.

Polska będzie czwartym co do wielkości beneficjentem środków z Funduszu Odbudowy. Otrzyma 23,1 mld euro w postaci bezzwrotnych grantów i 34,2 mld euro w pożyczkach. Swój Krajowy Plan Odbudowy wraz z umową partnerstwa (dokument określający, na co zostaną przeznaczone fundusze z budżetu UE na lata 2021–2027) Polska powinna przedłożyć Komisji Europejskiej do końca kwietnia, ale wedle zapowiedzi ma to nastąpić wcześniej, żeby środki z Funduszu Odbudowy zaczęły spływać jak najszybciej. Prace nad dokumentem koordynuje Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej. Wstępny projekt został już pokazany KE.

– Krajowy Plan Odbudowy jest częścią tego budżetu, który ma być inwestycją w zmiany. Na najbliższą siedmiolatkę mamy dwa budżety, które z jednej strony mają odbudować gospodarki po pandemii, a z drugiej – zmieniać świat, w którym żyjemy. KPO to są nowe pieniądze, ale nie na stare plany i projekty – podkreśla dr Marek Prawda.

Reformy i inwestycje uwzględnione w KPO mają przede wszystkim wspierać cyfrową i zieloną transformację. Chodzi o to, by europejskie gospodarki i społeczeństwa dzięki reformom stały się bardziej zrównoważone, odporne i lepiej przygotowane na nowe wyzwania. KE zastrzegła, że co najmniej 37 proc. wydatków z Funduszu Odbudowy ma być przeznaczone na projekty wspierające cele klimatyczne.

– Dla UE bardzo ważne będzie to, żeby projekty zaproponowane przez poszczególne państwa odnosiły się do priorytetów unijnych – mówi dyrektor Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce. – Powinny dotyczyć głównie modernizacji technologicznej, reform, które pomogą Europie stać się bardziej konkurencyjną. Liczyć się będzie też to, jak dalece poszczególne kraje realizują zalecenia UE wskazujące, w jakich dziedzinach należy coś istotnego zrobić. Jesteśmy w takiej fazie, że te zalecenia będą brane dużo poważniej.

W ubiegłym tygodniu szefowa MFiPR Małgorzata Jarosińska-Jedynak poinformowała, że szczegóły Krajowego Planu Odbudowy są już dopinane i w ciągu najbliższych dwóch tygodni powinien on trafić do konsultacji publicznych. Następnie musi go przyjąć rząd, a później zostanie przedłożony Komisji Europejskiej. Kolejnym krokiem będzie zatwierdzenie KPO przez wszystkie kraje UE.

– Nowością jest to, że te krajowe plany będzie zatwierdzać nie tylko Komisja Europejska, ale również gremium złożone z przedstawicieli państw członkowskich. Chodzi o to, żeby ci, którzy wyłożyli na ten cel szczególnie duże pieniądze, mogli mieć dużo do powiedzenia na temat tego, jak one będą wydawane. Spodziewamy się, że do kwietnia bieżącego roku wszystkie krajowe plany będą już przyjęte – zapewnia dr Marek Prawda.

Pieniądze przeznaczone na realizacje Krajowych Planów Odbudowy popłyną do państw członkowskich UE w okolicy połowy tego roku, ale w ramach KPO będzie można rozliczyć też koszty poniesione od lutego 2020 roku, o ile te projekty znajdą się w zaakceptowanym już planie.

Wypłaty funduszy będą się odbywać w transzach w zależności od postępów w realizowaniu założonych celów (tzw. kamienie milowe). Polska w pierwszych latach (do końca 2022 roku) ma dostać 70 proc. z zaplanowanych 57 mld euro – 18,9 mld euro dotacji oraz dodatkowe 4,1 mld euro w kolejnym roku. O tym, czy dostanie kolejną transzę w 2023 roku, będzie decydował przegląd wskaźników gospodarczych, w szczególności spadek realnego PKB w 2020 i 2021 roku.

– Polska ma do wykonania ogromną pracę, ale dzięki tym inwestycjom z KPO można wykonać bardzo istotny skok rozwojowy, chociażby poprzez dokończenie reformy cyfryzacji administracji publicznej, upowszechnienie podpisów elektronicznych i e-dokumentów, co odbiurokratyzowałoby gospodarkę, przyspieszyło działania i zwiększyło pewność obrotu – wymienia Grzegorz Baczewski, dyrektor generalny Konfederacji Lewiatan. – Jeżeli zaś chodzi o zieloną transformację, tutaj mamy dużo do wykonania – zarówno w zakresie efektywności energetycznej produkcji, budynków etc., jak i w zakresie zmiany struktury energetycznej kraju na bardziej skoncentrowaną na OZE. W to powinniśmy inwestować przede wszystkim. Przy zachowaniu tzw. local content, czyli zaopatrzenia tych inwestycji opartego na rodzimych producentach, będziemy w stanie jednocześnie zwiększyć impuls rozwojowy dla całej gospodarki.

KPO ma przede wszystkim odbudować polską gospodarkę po COVID-owym kryzysie i zapewnić jej odporność na przyszłe turbulencje. Pieniądze otrzymane w ramach programu mają podnieść jej konkurencyjność, trafić do rodzimych firm i poprawić jakość życia Polaków. W ramach prac nad KPO swoje propozycje projektów do MFiPR zgłaszały samorządy i przedsiębiorcy (na dedykowaną skrzynkę spłynęło ponad 1,6 tys. zgłoszeń). Inwestycje były zgłaszane także przez marszałków województw, inne resorty i instytucje centralne, partnerów społecznych i gospodarczych. Z regionów i ministerstw zebrano w sumie 1,2 tys. projektów dotyczących m.in. energetyki, ochrony środowiska, transportu, innowacji i przedsiębiorczości, zdrowia, cyfryzacji i spójności terytorialnej. Znajdują się wśród nich zarówno plany budowy czy przebudowy infrastruktury drogowej i kolejowej, jak i projekty lokalne, jak np. budowa kanalizacji.

Resort dokonał selekcji zgłoszonych projektów na podstawie specjalnie opracowanej w tym celu tzw. matrycy KPO (narzędzie do porządkowania i oceniania zgłoszonych inwestycji pod kątem celów społeczno-gospodarczych). Wskazał również te, które – choć nie zmieściły się w KPO ze względu na ograniczony budżet – mogłyby zostać wsparte z innych źródeł, np. ze środków polityki spójności w nowej perspektywie finansowej na lata 2021–2027.

Ruszył pierwszy etap e-Urzędu Skarbowego. Podatnik złoży tam deklarację, wyśle wniosek do urzędu i zapłaci zaległy mandat

Zaczęło się 1 lutego, potrwa do września 2022 roku. Stopniowe wprowadzanie e-Urzędu Skarbowego na razie pozwala na złożenie e-PIT-u, załatwienie spraw poprzez aplikację e-mikrofirma oraz wgląd w nieopłacone mandaty. Za pomocą kilku kliknięć będzie można także złożyć wniosek lub pismo do urzędu oraz zapłacić online podatki, opłaty skarbowe czy zaległe mandaty. Wiele z tych rzeczy do tej pory trzeba było załatwić przy okienku.

Uruchomiony 1 lutego przez Ministerstwo Finansów i Krajową Administrację Skarbową e-Urząd Skarbowy (e-US) jest dostępny na stronie podatki.gov.pl.

Mamy tutaj dostęp do naszej sztandarowej usługi Twój e-PIT, która jest już zintegrowana z e-Urzędem Skarbowym. Za pomocą dwóch kliknięć można złożyć PIT i wywiązać się w ten sposób z obowiązku złożenia rocznej deklaracji – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Przemysław Koch, pełnomocnik ministra finansów ds. informatyzacji. – Mamy także dostęp do e-mikrofirmy, aplikacji służącej do przygotowania plików JPK i wysłania ich do fiskusa. Korzystają z niej głównie przedsiębiorcy prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą. W aplikacji jest dostęp do wszystkich wprowadzonych przez przedsiębiorcę faktur, a także historycznych plików JPK, które zostały już przekazane do fiskusa.

Ponadto w pierwszym etapie e-US będzie oferował użytkownikom dostęp do informacji o otrzymanych mandatach, np. z Policji, sanepidu, Straży Granicznej czy nadzoru budowlanego, możliwość płatności online (na początku przez osoby fizyczne w zakresie PIT, CIT, VAT, PCC, podatku od spadków i darowizn, karty podatkowej, opłaty skarbowej, pozostałych podatków i należności niepodatkowych i mandatów). W serwisie będzie też dostępna historia płatności online, możliwość złożenia w formie elektronicznej niektórych pism (np. wniosku o zaliczenie nadpłaty/zwrotu podatku na poczet innych zobowiązań) oraz dostępna będzie historia wysłanych dokumentów.

– Przygotowaliśmy kilka pism, które za pomocą kilku kliknięć mogą być przygotowane i przekazane do właściwego urzędu skarbowego – wylicza Przemysław Koch. – To m.in. wniosek o zaliczenie nadpłaty lub zwrotu podatku na poczet innych zobowiązań, pismo w sprawie zobowiązań i wyjaśnienia przeznaczenia wpłaty, zawiadomienie o popełnieniu czynu zabronionego, czyli tzw. czynny żal, pismo ogólne do urzędu skarbowego, czy zawiadomienie ZAW-NR, zawiadomienie o wykonaniu płatności na rachunek, którego nie znajdujemy na białej liście podatników VAT.

W kolejnym etapie e-Urząd Skarbowy udostępni szersze spektrum zaświadczeń, które będzie można przekazać do urzędu, także takich, które będą pozwalać na otrzymanie odpowiedzi online, w szczególności zaświadczenia o niezaleganiu z realizacją zobowiązań podatkowych. Zostanie też zintegrowany z systemem poboru opłat drogowych e-TOLL. Pełna wersja e-US ma być dostępna pod koniec 2022 roku.

W e-US w momencie zakończenia projektu znajdą się usługi dla podatnika – osoby fizycznej, płatnika, czyli przedsiębiorstwa, które przekazuje składki za swoich pracowników, dla przedsiębiorcy, który rozlicza się z podatków z urzędem skarbowym, ale także dla urzędników, którzy wykonują czynności na styku z fiskusem – wyjaśnia pełnomocnik ministra finansów ds. informatyzacji. – To, po pierwsze, komornicy, którzy będą tą drogą przekazywać do urzędów skarbowych wszystkie informacje niezbędne do wykonywania swoich czynności. Po drugie, stworzymy także przestrzeń dla notariuszy, żeby mogli wykonywać wszystkie swoje czynności na styku fiskus – notariusz.

Uruchomienie od 1 lutego e-US nie zmienia faktu, że standardowy kanał obsługi będzie cały czas dostępny, jednak podatnikom i płatnikom ma dać możliwość szybszego i sprawnego załatwienia urzędowych spraw.

– e-Urząd Skarbowy jest dostępny przez każde urządzenie podłączone do internetu, jest zbudowany w technologii RWD, czyli responsive web design. Dodatkowo jest zbudowany w technologii WCAG 2.0, czyli jest dostępny dla osób z niepełnosprawnościami, w szczególności osób niedowidzących – wyjaśnia Przemysław Koch. – Do uruchomienia e-Urzędu Skarbowego wystarczy aktualna wersja przeglądarki internetowej. Dostępne są takie metody uwierzytelnienia jak Profil Zaufany, e-Dowód czy uwierzytelnienie za pomocą bankowości elektronicznej.

Ministerstwo Finansów nie ma wątpliwości, że nowy projekt spotka się z zainteresowaniem podatników. Świadczyć o tym mogą wyniki usługi Twój e-PIT. W ubiegłym roku przez internet wpłynęło 18,3 mln deklaracji za 2019 rok (na blisko 21 mln).

Projekt e-Urzędu Skarbowego jest współfinansowany z funduszy europejskich (program operacyjny Polska Cyfrowa). Całkowita wartość przedsięwzięcia to niemal 102 mln zł, w tym dofinansowanie z UE to ok. 86 mln zł, a z budżetu państwa – ok. 15,6 mln zł.

KIGEiT: Poprzez nową ustawę o krajowym cyberbezpieczeństwie rząd chce zwiększyć swoją władzę. Powinien skupić się na wyzwaniach takich jak sztuczna inteligencja

W całej Unii Europejskiej trwają prace skupione wokół aspektu cyberbezpieczeństwa. Procedowana jest dyrektywa NIS 2, która zastąpi dotychczasowe regulacje, na podstawie których w Polsce wdrażany jest krajowy system cyberbezpieczeństwa. – To doskonały moment, aby rozważyć rewizję dyrektywy, a zatem również polskiej ustawy o KSC – uważa Jarosław Tworóg, wiceprezes Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji. Jak podkreśla, dyrektywa skupia się przede wszystkim na takich aspektach jak zapewnienie kontroli nad danymi osobowymi czy sztuczną inteligencją. Tymczasem w najnowszej nowelizacji polski rząd nie odnosi się do tych wyzwań, skupiając się m.in. na możliwości wykluczenia z rynku niektórych producentów.

16 grudnia 2020 roku Komisja Europejska zaprezentowała nowy pakiet cyberbezpieczeństwa, który zawiera m.in. zrewidowaną wersję dyrektywy NIS, mającą na celu wypracowanie wysokiego, wspólnego poziomu cyberbezpieczeństwa w całej Unii Europejskiej.

 To doskonały moment, aby rozważyć rewizję dyrektywy, a zatem również polskiej ustawy o KSC, w kontekście gorącej debaty na temat strategicznej autonomii i suwerenności cyfrowej w UE. To mogłaby być okazja do popularyzacji tego pojęcia jako zdolności do zapewnienia obywatelom kontroli nad ich życiem cyfrowym, w szczególności poprzez kontrolę ich danych osobowych. Dyrektywa odnosi się również do gotowości do wzmacniania cyfrowych zdolności podmiotu w zakresie jego sieci, bezpieczeństwa cybernetycznego i kontroli zaawansowanego oprogramowania takiego jak sztuczna inteligencja – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr inż. Jarosław Tworóg, wiceprezes Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji.

Jak wskazuje wiceprezes KIGEiT, projekt nowelizacji ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa w żaden sposób nie odnosi się do najważniejszych wyzwań związanych m.in. z toczącą się obecnie w UE dyskusją nad dyrektywą NIS 2, która nakłada większe niż dotychczas wymagania w zakresie ujawniania luk w zabezpieczeniach, testowania poziomu cyberbezpieczeństwa czy efektywnego wykorzystywania szyfrowania.

NIS 2 rozszerza także wymagania określające zakres krajowych strategii cyberbezpieczeństwa m.in. o identyfikację odpowiednich aktywów i zagrożeń dla cyberbezpieczeństwa w państwie członkowskim, określenie środków zapewniających gotowość, reakcję i usuwanie skutków incydentów, w tym współpracę między sektorem publicznym i prywatnym czy wykaz różnych organów i podmiotów zaangażowanych we wdrażanie krajowej strategii. Kwestie te w Polsce regulują dwie ustawy: o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa i o zarządzaniu kryzysowym. Ta pierwsza jest właśnie nowelizowana w sposób, który budzi rynkowe zastrzeżenia.

– Projekt nowelizacji ustawy o KSC ilustruje poziom niezrozumienia problemu w środowisku polityków. Cyberbezpieczeństwo ma charakter sieciowy, a nie sektorowy czy geograficzny. Zatem dekompozycja problemu na elementy sektorowe i skupienie na aspekcie krajowym, wyróżnianie mniej lub bardziej zaufanych dostawców, nie odzwierciedla istoty problemu – twierdzi dr inż. Jarosław Tworóg.

Nowelizacja zmian w ustawie o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa wynika z konieczności wdrożenia do polskich przepisów tzw. 5G Toolbox, które mają wzmocnić poziom cyberbezpieczeństwa w Europie w kontekście budowy sieci 5G. Pierwszy projekt nowelizacji, przygotowany we wrześniu 2020 roku, wzbudził wiele kontrowersji, nie tylko ze względu na wyjątkowo krótki czas procedowania, lecz także część zapisów. Nowelizacja umożliwiała m.in. wykluczenie części dostawców usług ze względu na kraj pochodzenia. Zgłoszono wówczas ok. 750 uwag, stąd przygotowany nowy projekt nowelizacji ustawy.

Jak jednak zauważa wiceprezes KIGEiT, choć zawiera on sporo zmian w porównaniu do wrześniowej wersji, w większości są to zmiany kosmetyczne.

– Choć ostateczny kształt projektu jest nie do przewidzenia, to można być pewnym, że rząd chce zwiększyć zakres swojej władzy m.in. poprzez uznaniowe, oparte na przesłankach politycznych, wykluczanie dostawców sprzętu i oprogramowania. W ocenie skutków regulacji zauważa się, że wykonanie obecnie obowiązującej ustawy pozostawia wiele do życzenia, a operatorzy usług kluczowych już dzisiaj mają trudności ze spełnieniem wyśrubowanych wymogów technicznych dla wewnętrznych struktur cyberbezpieczeństwa – wskazuje.

W nowelizacji wciąż znajdują się zapisy, które pozwalają wykluczyć z wdrażania 5G część dostawców na podstawie niemerytorycznych kryteriów, czyli np. kraju pochodzenia. Zgodnie z proponowanymi przepisami dostawców będzie oceniać Kolegium ds. Cyberbezpieczeństwa. Ci, którzy zostaną uznani za zagrożenie dla krajowego cyberbezpieczeństwa, zostaną wykluczeni z przetargów. Przedstawiciele branży telekomunikacyjnej wielokrotnie apelowali o wprowadzenie bardziej merytorycznych kryteriów oceny, jednak nieskutecznie.

 Musi to budzić niepokój, biorąc pod uwagę, że po ostatnich konsultacjach publicznych projektodawca zapowiedział, że wprowadzi zmianę i skupi się właśnie na aspektach technicznych. Mimo kontrowersji wynikłych w trakcie poprzednich konsultacji publicznych KPRM nie przewiduje drugiej rundy konsultacji, co dowodzi prymatu intencji politycznych o nieznanych celach nad dobrze zdefiniowanym interesem gospodarczym – podkreśla dr inż. Jarosław Tworóg.