Miliony ze streamów Łatwoganga i pytania o podatki. Ekspert wyjaśnia zasady

Miliony złotych zebrane podczas charytatywnych streamów Łatwoganga dla dzieci chorych na DMD wywołały nie tylko falę wsparcia, ale także pytania o podatki. Czy organizatorzy internetowych zbiórek rzeczywiście muszą obawiać się, że fiskus potraktuje wpłaty od darczyńców jak zwykły dochód? Zdaniem ekspertów Zrzutka.pl – nie.

Niedawno zakończył się drugi charytatywny stream youtubera Łatwogang, podczas którego zebrano miliony złotych na rzecz chłopców chorujących na dystrofię mięśniową Duchenne’a (DMD). W ślad za sukcesem akcji w mediach pojawiło się wiele publikacji sugerujących, że organizatorzy zbiórek prowadzonych za pośrednictwem popularnych polskich platform, takich jak zrzutka.pl, mogą obawiać się kontroli urzędu skarbowego. Autorzy tych materiałów wskazywali, że fiskus może uznać środki wpłacane przez darczyńców nie za darowizny, lecz za tzw. „przychód z innych źródeł”, podlegający opodatkowaniu według skali podatkowej.

Przyczyną tego zamieszania są niektóre interpretacje podatkowe wydane w ostatnim czasie przez Krajową Informację Skarbową – mówi adwokat Paweł Maliszewski, kierujący działem prawnym Zrzutka.pl sp. z o.o. – Organ przyjmuje w nich, że wpłaty od anonimowych darczyńców lub osób, których nie można zidentyfikować, nie spełniają definicji darowizny określonej w art. 888 Kodeksu cywilnego, ponieważ nie da się ustalić, kto jest darczyńcą. W konsekwencji uznaje, że wpłaty dokonywane za pośrednictwem portali zbiórkowych, które nie zawierają co najmniej imienia i nazwiska darczyńcy, nie są darowiznami i powinny być traktowane jako przychód z innych źródeł – dodaje.

Jest to błędna interpretacja przepisów.

Art. 888 Kodeksu cywilnego stanowi jedynie, że przez umowę darowizny darczyńca zobowiązuje się do bezpłatnego świadczenia na rzecz obdarowanego kosztem swojego majątku. Przepis nie wymaga, aby dane osobowe darczyńcy były znane obdarowanemu. Tymczasem organy skarbowe utożsamiają brak znajomości danych darczyńcy z niemożnością uznania danej czynności za darowiznę.

Na co dzień bez problemu zawieramy różne umowy z ludźmi, których danych nawet nie znamy. Kupując produkt w sklepie nie musimy znać danych właściciela sklepu, a on nie musi znać naszych. Nie budzi to jednak żadnych wątpliwości co do ważności umowy sprzedaży. Tak samo jest w przypadku darowizny – tłumaczy Paweł Maliszewski.

Dane darczyńcy są za to wymagane na etapie składania formularza podatkowego SD-3, który należy złożyć w przypadku otrzymania darowizny przekraczającej ustawowe limity zwolnienia z podatku. W przypadku osób niespokrewnionych próg ten wynosi obecnie 5 733 zł.

W praktyce mamy do czynienia z sytuacją, w której organy skarbowe chciałyby dostosować rzeczywistość do formularza deklaracji podatkowej, zamiast dostosować formularz do rzeczywistości. Problematyczne przy darowiźnie od nieznajomego otrzymanej przez internet nie jest ustalenie, czy mamy do czynienia z darowizną, lecz prawidłowe wypełnienie formularza. Nie widzę przeszkód, by zgodnie z prawdą wpisać w odpowiednich rubrykach słowo „nieznane” lub pozostawić je niewypełnione, a następnie odprowadzić należny podatek od darowizny otrzymanej od osoby, której danych nie znamy – podkreśla Paweł Maliszewski.

Pojedyncze wpłaty na zbiórki internetowe są darowiznami. Dopóki pojedynczy darczyńca nie przekroczy ustawowego limitu 5 733 zł, organizator nie ma obowiązku zapłaty podatku.

Zdaniem Zrzutka.pl nie ma również wątpliwości co do charakteru prawnego wpłat dokonywanych za pośrednictwem portali zbiórkowych. Jeżeli z opisu zbiórki wynika, że organizator prosi o darowizny i nie oferuje darczyńcom żadnego świadczenia wzajemnego, to dokonanie wpłaty oznacza zawarcie umowy darowizny.

Podobnie jak na portalu aukcyjnym wybierając produkt, klikając „kup” i dokonując płatności zawieramy umowę sprzedaży, tak na portalu zbiórkowym wybierając zbiórkę i dokonując wpłaty zawieramy umowę darowizny. Nie ma znaczenia, czy organizator zna dane konkretnego darczyńcy – wyjaśnia Paweł Maliszewski.

Ekspert zwraca także uwagę, że w rzeczywistości internetowej nie istnieją całkowicie anonimowe wpłaty. Nawet jeśli organizator nie zna danych darczyńcy, organy podatkowe mają możliwość ich ustalenia. W przypadku płatności realizowanych za pomocą systemu BLIK możliwe jest prześledzenie numeru transakcji i pozyskanie danych osoby dokonującej wpłaty od odpowiednich podmiotów obsługujących płatność.

Jak zatem prawidłowo rozliczać środki otrzymywane za pośrednictwem internetowych zbiórek?

Wpłaty na zbiórki, z których opisu wynika, że organizator nie oferuje darczyńcom żadnego świadczenia zwrotnego, niewątpliwie stanowią darowizny. Należy rozliczać je właśnie w ten sposób, traktując każdą wpłatę jako odrębną darowiznę (zliczając ewentualne wpłaty pochodzące od jednej osoby). W praktyce oznacza to, że obowiązek złożenia deklaracji podatkowej i zapłaty podatku będzie pojawiał się bardzo rzadko, ponieważ wpłaty przekraczające 5 733 zł należą do wyjątków (dla przykładu średnia wartość wpłaty na portalu zrzutka.pl to około 80 zł, a wartość 5 733 zł osiąga mniej niż 0,036% wpłat). Jeżeli jednak taka wpłata się pojawi, należy złożyć odpowiednią deklarację i odprowadzić podatek od nadwyżki ponad tę kwotę – podsumowuje Paweł Maliszewski.

W ocenie ekspertów Zrzutka.pl medialne doniesienia o rzekomym opodatkowaniu całej wartości internetowych zbiórek wynikają w pełni z błędnej interpretacji przepisów dotyczących darowizn i nie znajdują oparcia w obowiązującym prawie.

Znaczenie tej kwestii wykracza daleko poza pojedyncze zbiórki. Na największej polskiej platformie crowdfundingowej zrzutka.pl założono już ponad 1,35 mln zbiórek, a każdego dnia powstaje ich ponad 400. Do tej pory zgromadziły one ponad 21 mln wpłat o łącznej wartości przekraczającej 1,7 mld zł.

Najwięcej pracy w budownictwie, najwyższe podwyżki w logistyce. Przemysł nadal szuka specjalistów

Polski przemysł pozostaje pod presją rosnących kosztów, niestabilnego popytu i niepewności geopolitycznej. Obraz sektora nie jest jednolity. Podczas gdy część przedsiębiorstw ogranicza etaty, inne zwiększają zapotrzebowanie kadrowe. Największy popyt na pracowników utrzymuje się w budownictwie, natomiast wynagrodzenia najszybciej rosną w logistyce i centrach dystrybucyjnych, wynika z „Raportu wynagrodzeń w sektorze przemysłowym 2026” Grafton Recruitment. Firmy nadal poszukują zarówno pracowników fizycznych, jak i inżynierów, automatyków czy ekspertów logistyki.

Kondycja sektora

Mimo poprawy względem ub. roku oczekiwane odbicie koniunktury w przetwórstwie przemysłowym nie nastąpiło – w marcu 2026 r. indeks PMI wzrósł do poziomu 48,7 pkt., pozostając jednak poniżej 50 pkt., co świadczy o przedłużającej się niskiej aktywności w sektorze. Potwierdza to wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury, który wyniósł w analogicznym okresie -5,2 wobec -6,3 rok wcześniej. W budownictwie wzrósł z -4,9 do -2,8, co sugeruje odbudowywanie optymizmu w branży. Z kolei w transporcie i gospodarce magazynowej spadł do -3,4, głównie pod wpływem rosnących cen paliw oraz niestabilności na rynkach surowcowych.

Ubiegłoroczne prognozy zakładały znaczącą poprawę koniunktury w polskim przemyśle. Mimo oznak ożywienia rodzimy sektor przemysłowy nie wrócił jeszcze na ścieżkę wzrostu. Firmy nadal mierzą się ze słabnącym popytem, niepewnością oraz zakłóceniami w łańcuchach dostaw i niedoborami surowców. Perspektywy dla całej gospodarki pozostają niepewne, na co wpływają m.in. napięcia geopolityczne oraz sytuacja na rynkach energii i surowców – wyjaśnia Danuta Protasewicz, Manager Regionalny Grafton Recruitment.

W takich warunkach wiele firm ostrożnie podchodzi do zwiększania zatrudnienia, skupiając się na efektywności i kontroli kosztów. W marcu br. zatrudnienie w większości gałęzi przemysłu było niższe niż rok wcześniej. Największe spadki odnotowano w branży automotive (-3,6 proc.) oraz produkcji mebli (- 3,4 proc.), a także w produkcji wyrobów z gumy i tworzyw sztucznych (-2,8 proc.) i urządzeń elektrycznych (-2,7 proc.). Jednocześnie część segmentów korzystających z nowych inwestycji i modernizacji przemysłu zwiększa zatrudnienie. Dotyczy to przede wszystkim produkcji maszyn i urządzeń (+1,5 proc.) oraz magazynowania, działalności wspomagającej transport oraz produkcji artykułów spożywczych (+0,3 proc.).

Zapotrzebowanie zależne od branży, największe w budownictwie

Jak wynika z „Raportu wynagrodzeń w sektorze przemysłowym 2026” Grafton Recruitment, popyt na pracowników poszczególnych branż jest silnie zróżnicowany.

– Obraz sektora nie jest jednorodny. Część firm nadal odczuwa skutki gorszej koniunktury i ostrożniej podchodzi do zatrudnienia. Inne, głównie z branży energetycznej, budowlanej czy z sektora obronnego, korzystają z napływu nowych inwestycji, zwiększając zapotrzebowanie kadrowe. W efekcie różnice pomiędzy poszczególnymi branżami są dziś widoczne zarówno w skali prowadzonych rekrutacji, jak też oczekiwaniach dotyczących kompetencji kandydatów – wyjaśnia Danuta Protasewicz, Regional Manager w Grafton Recruitment.

Liderem pod względem zapotrzebowania na pracowników jest budownictwo, które jako jedyna kategoria utrzymuje wyraźną przewagę nad średnią rynkową. W I kwartale 2026 roku wskaźnik popytu osiągnął tu poziom 1,39. Wysoka aktywność inwestycyjna związana z modernizacją infrastruktury, transformacją energetyczną, rozwojem OZE oraz projektami energetycznymi generuje zapotrzebowanie zarówno na pracowników fizycznych, jak i wykwalifikowanych specjalistów.

Tymczasem indeks popytu na pracowników dla obszaru produkcji, jakości, procesów i utrzymania ruchu wyniósł 0,99, czyli tyle, ile rynkowy benchmark. Dane sugerują jednak stopniowe osłabienie aktywności rekrutacyjnej, widoczne od drugiej połowy 2025 roku.

Firmy sektora nadal inwestują w rozwój zakładów i modernizację procesów, jednak coraz większy nacisk kładą na efektywność operacyjną oraz optymalizację kosztów, co przekłada się na bardziej selektywne podejście do zatrudnienia. Z drugiej strony rozwój projektów związanych transformacją energetyczną, rozbudową infrastruktury czy inwestycjami w sektorze obronnym zwiększa popyt zarówno na pracowników fizycznych, wykwalifikowanych specjalistów, jak i kadrę managerską – tłumaczy Antonio Carvelli, Prezes Zarządu Gi Group.

W logistyce i zarządzaniu łańcuchem dostaw, zapotrzebowanie na pracowników pozostaje stabilne, z lekką tendencją wzrostową. Wskaźnik popytu osiągnął poziom 0,84.

Najmniejsze zapotrzebowanie widoczne jest w obszarze badań i rozwoju. Indeks popytu na pracowników dla centrów R&D i centrów inżynieryjnych wyniósł zaledwie 0,37 – to najniższy poziom spośród wszystkich analizowanych kategorii stanowisk. Wynik ten potwierdza utrzymujące się od 2024 roku zmniejszenie skali rekrutacji w sektorze, który jeszcze kilka lat temu należał do najmocniejszych magnesów dla inwestycji badawczo-rozwojowych w Europie Środkowo-Wschodniej.

Widoczne wyhamowanie w branży badań i rozwoju nie oznacza utraty potencjału, raczej przesunięcie decyzji inwestycyjnych w czasie. Wiele wskazuje na to, że impulsem do odbudowy mogą stać się megaprojekty, które w najbliższych latach będą wymagały zaawansowanych kompetencji inżynieryjnych – ocenia Danuta Protasewicz, Regional Manager w Grafton Recruitment.Popyt na pracowników_Stanowiska_Wynagrodzenia w przemysle_Grafton

Zapotrzebowanie na pracowników fizycznych nadal wysokie

Największe zapotrzebowanie niezmiennie dotyczy niewykwalifikowanych pracowników fizycznych, w tym pracowników produkcji oraz budowlanych – tu indeks popytu w I kwartale 2026 roku wyniósł 1,4.  Oznacza to, że mimo obserwowanego spowolnienia w porównaniu z rokiem ubiegłym firmy nadal zatrudniają pracowników produkcyjnych i budowlanych częściej niż wynikałoby to ze średniej dla całego sektora.

Odporne na cykliczne wahania pozostaje zapotrzebowanie na wykwalifikowanych pracowników fizycznych, m.in. mechaników, elektryków, automatyków, serwisantów, monterów, spawaczy czy kontrolerów jakości. Popyt na te specjalizacje wzrósł do 1,05, co potwierdza, że przedsiębiorstwa w pierwszej kolejności zabezpieczają kompetencje kluczowe dla ciągłości procesów produkcyjnych i utrzymania ruchu. To właśnie te role odpowiadają dziś za sprawność operacyjną zakładów, efektywność wykorzystania parku maszynowego oraz wdrażanie kolejnych etapów automatyzacji.

W przypadku stanowisk specjalistycznych, w szczególności inżynierów jakości, inżynierów utrzymania ruchu i procesu oraz specjalistów ds. logistyki i zakupów, popyt pozostaje stabilny (075), choć niższy od średniej dla wszystkich ról. Pracodawcy prowadzą rekrutacje selektywnie, koncentrując się na specjalistach kluczowych dla utrzymania ciągłości produkcji. Poszukiwani są specjaliści posiadający wysokie kompetencje techniczne, ale także osoby, które potrafią łączyć je z umiejętnością optymalizacji procesów, pracy projektowej czy analizy danych.Popyt na pracowników_Branże_ Wynagrodzenia w przemysle_Grafton

Firmy ostrożniejsze z podwyżkami, ale specjaliści nadal mogą liczyć na wysokie stawki

W 2026 r. podwyżki są bardziej selektywne i coraz częściej koncentrują się na stanowiskach mających bezpośredni wpływ na efektywność biznesową, realizację inwestycji oraz rozwój nowych technologii.

Najwyższą dynamikę wzrostu płac odnotowały centra dystrybucyjne (+5,1 proc. r/r) oraz centra rozwoju i R&D (+4,3 proc.), podczas gdy bardziej umiarkowane podwyżki obserwowano w sektorze automotive (+1,6 proc.) oraz farmacji i chemii (+2,1 proc.). Z perspektywy kategorii stanowisk najszybciej rosły wynagrodzenia specjalistów (+3,4 proc. r/r), w przypadku kadry menedżerskiej dynamika wzrostu płac wyniosła 2,2 proc., a pracowników fizycznych 2,1 proc.

W obszarze centrów dystrybucyjnych kierownicy magazynów mogą liczyć na wynagrodzenia do 17 tys. zł brutto miesięcznie, a wzrost dolnych widełek płac sięgnął tam nawet 20 proc. r/r. Kierownik logistyki zarabia do 21,5 tys. zł miesięcznie, natomiast dyrektor centrum dystrybucyjnego nawet do 32 tys. zł brutto. W logistyce szczególnie szybko rosły również wynagrodzenia kierowników transportu, specjalistów ds. logistyki oraz pracowników odpowiedzialnych za zarządzanie magazynami i operacjami wysyłkowymi. Operatorzy wózków widłowych mogą obecnie liczyć na wynagrodzenia sięgające 8 tys. zł miesięcznie, a specjaliści ds. logistyki nawet 13 tys. zł w najlepiej wynagradzanych lokalizacjach.

Najwyższe wynagrodzenia w całym sektorze przemysłowym nadal oferują centra rozwoju i R&D. Dyrektorzy R&D mogą liczyć na wynagrodzenia sięgające 57 tys. zł brutto miesięcznie, kierownicy działów projektowania do 35 tys. zł, liderzy zespołów projektowych do 28 tys. zł, a programiści systemów wbudowanych do 24 tys. zł.

W budownictwie wynagrodzenia rosły średnio o 2,4 proc. r/r, jednak podobnie jak w innych branżach największa presja płacowa koncentrowała się wokół stanowisk związanych z realizacją inwestycji oraz kompetencjami technicznymi. Rosnące nakłady na infrastrukturę, energetykę i projekty transformacji energetycznej utrzymują wysokie zapotrzebowanie na kierowników budów, kierowników kontraktów, projektantów oraz inżynierów posiadających uprawnienia budowlane. To właśnie te grupy zawodowe pozostają jednymi z najlepiej wynagradzanych w branży. Wynagrodzenia dyrektorów kontraktów sięgają obecnie około 28–33 tys. zł, kierowników budów 16–20 tys. zł, a doświadczeni projektanci i inżynierowie mogą liczyć na wynagrodzenia przekraczające 15 tys. zł.

W przeciwieństwie do części gałęzi przemysłu, gdzie podwyżki wynikają głównie z konieczności utrzymania kluczowych kompetencji, w budownictwie nadal są one w dużej mierze napędzane przez realny wzrost liczby projektów inwestycyjnych – zauważa rekruter Grafton Recruitment.

W farmacji i chemii wynagrodzenia plant managerów sięgają obecnie około 30-35 tys. zł, kierowników produkcji 18-22 tys. zł, a specjalistów ds. jakości 8-14 tys. zł. W branży motoryzacyjnej wynagrodzenia dyrektorów sięgają 35 tys. zł, stawki kierowników produkcji wahają się w granicach 15-20 tys. zł, a inżynierów automatyków 9,5-14 tys. zł miesięcznie. W FMCG najwyżej wynagradzani pozostają dyrektorzy zakładów produkcyjnych, których wynagrodzenia sięgają 33 tys. zł, podczas gdy kierownicy utrzymania ruchu otrzymują 13-18 tys. zł, a inżynierowie produkcji 8,5-13 tys. zł.

Dane pokazują, że rynek odchodzi od modelu równomiernych podwyżek. Coraz częściej o poziomie wynagrodzenia decyduje nie tyle branża, ile dostępność wyspecjalizowanych kompetencji i ich znaczenie dla realizowanych inwestycji.

Rynek najbardziej premiuje dziś osoby posiadające kompetencje, które trudno pozyskać i które mają bezpośredni wpływ na efektywność operacyjną, automatyzację procesów oraz realizację kluczowych inwestycji. Dotyczy to zarówno specjalistów technicznych, jak i ekspertów łączących wiedzę inżynieryjną z doświadczeniem w zarządzaniu projektami i optymalizacji procesów – mówi Ewa Gumbarewicz, rekruterka w Grafton Recrtuitment.

Uczelnie techniczne odzyskują zainteresowanie kandydatów

Po kilku latach spadków pozytywnym sygnałem dla rynku jest wzrost liczby studentów na kierunkach związanych z techniką, przemysłem i budownictwem. Choć skala zmiany pozostaje umiarkowana, może oznaczać początek odwracania trendu, który od lat budził obawy pracodawców. Przedsiębiorcy podkreślają jednak, że problem niedoboru kompetencji technicznych pozostanie jednym z największych wyzwań rynku pracy w kolejnych latach. W wielu specjalizacjach liczba dostępnych kandydatów nadal jest niewystarczająca względem potrzeb przedsiębiorstw, a rozwój nowych inwestycji będzie dodatkowo zwiększał konkurencję o wykwalifikowane kadry.

Nawet w okresie słabszej koniunktury firmy nie rezygnują z rekrutacji inżynierów, automatyków czy specjalistów utrzymania ruchu. To pokazuje, że długoterminowa konkurencyjność polskiego przemysłu będzie zależała przede wszystkim od jakości kształcenia technicznego oraz zdolności do przyciągania młodych ludzi do zawodów inżynierskich i technicznych – podkreśla Danuta Protasewicz, Regional Manager w Grafton Recruitment.

O raporcie: „Raport wynagrodzeń w sektorze przemysłowym 2026” to już 10. edycja cyklicznego opracowania przygotowanego przez ekspertów Grafton Recruitment. Zawiera zestawienia wynagrodzeń pracowników wszystkich szczebli (fizycznych, specjalistów, aż po kadrę menedżerską) w różnych gałęziach przemysłu, takich jak farmacja i chemia, motoryzacja i produkcja urządzeń, FMCG, badania i rozwój, centra inżynieryjne i dystrybucyjne, budownictwo oraz branża zbrojeniowa. Badanie wynagrodzeń zostało przeprowadzone od marca do kwietnia 2026 roku na próbie 9345 kandydatów pracujących w sektorze przemysłowym oraz 178 firm. Publikacja została wzbogacona o komentarze ekspertów, które pokazują aktualne wyzwania i perspektywy rozwoju sektora.

Mabion reaktywuje projekt MabionCD20. Spółka rozpoczyna współpracę z Oddifact

  • 16 czerwca br. Mabion S.A. i Oddifact SAS zawarły umowę regulującą zasady pierwszego etapu współpracy (zgodnie z podpisanym między stronami listem intencyjnym) w zakresie zbadania i oceny możliwości zastosowania leku MabionCD20 w nowym wskazaniu klinicznym w obszarze chorób sierocych
  • Pierwszy etap współpracy obejmuje prace przygotowujące projekt MabionCD20 do konsultacji z amerykańską Agencją Żywności i Leków (FDA) w wybranym przez strony wskazaniu terapeutycznym. W ocenie Spółki potencjalna roczna wartość rynkowa leczenia przeciwciałem monoklonalnym CD20 w tym wskazaniu w Stanach Zjednoczonych może być szacowana na ok. 100 mln USD
  • Współpraca z Oddifact SAS stanowi kolejny krok w realizacji Strategii Mabion na lata 2025–2030. Oprócz rozwijania działalności CDMO i świadczenia usług dla klientów zewnętrznych, Spółka konsekwentnie wykorzystuje swoje wieloletnie kompetencje w obszarze rozwoju przeciwciał monoklonalnych do budowy projektów o wysokiej wartości dodanej opartych na własnym know-how i własności intelektualnej
  • Mabion zapewni dostęp do danych i dokumentacji w zakresie dotychczasowego rozwoju MabionCD20 oraz wsparcie naukowe i techniczne, a Oddifact SAS wesprze dalszy rozwój projektu z wykorzystaniem zaawansowanych narzędzi analitycznych i sztucznej inteligencji (AI), w tym zaprojektowanie programu badań klinicznych
  • W związku z zawarciem umowy Zarząd Mabion S.A. zdecydował o odwróceniu odpisu aktualizującego wartość zapasów przypisanych ewidencyjnie do projektu MabionCD20 w kwocie ok. 4,79 mln PLN

„Zawarcie umowy z Oddifact SAS uruchamia pierwszy etap prac, które mają zweryfikować potencjał MabionCD20 w nowym obszarze terapeutycznym. Współpraca łączy nasze doświadczenie w rozwoju przeciwciał monoklonalnych z podejściem opartym na zaawansowanej analityce i narzędziach AI, co może pomóc w sprawnym przygotowaniu projektu do dialogu regulacyjnego z FDAkomentuje Gregor Kawaletz, Prezes Zarządu Mabion S.A.

„Dzisiejsza umowa potwierdza, że Mabion konsekwentnie realizuje założenia Strategii 2025–2030. Widzimy istotną wartość nie tylko w rozwijaniu działalności CDMO, ale również w selektywnym wykorzystaniu aktywów i kompetencji wypracowanych przez Spółkę na przestrzeni ostatnich lat. MabionCD20 jest projektem, który dzięki współpracy z Oddifact może uzyskać nowe życie i stać się przykładem efektywnego połączenia naszego doświadczenia biologicznego z nowoczesnym podejściem do rozwoju leków opartym na danych i sztucznej inteligencji dodaje.

„MabionCD20 pozostaje projektem o istotnym potencjale naukowym i biznesowym. Pomyślna realizacja pierwszego etapu oraz konsultacje z FDA będą podstawą do rozmów o kolejnym etapie współpracy, obejmującym dalszy rozwój projektu w wybranym wskazaniupodsumowuje Detlef Behrens, Dyrektor ds. Biznesowych Mabion S.A.

Na podstawie zawartej umowy Mabion S.A. i Oddifact SAS rozpoczną prace, których efektem ma być przygotowanie projektu MabionCD20 do konsultacji z FDA. Przedmiotem konsultacji będzie rozwój projektu w wybranym przez strony wskazaniu terapeutycznym z obszaru chorób sierocych.

Zgodnie z ustaleniami, strony będą współpracować przy przygotowaniu dokumentacji regulacyjnej, zaprojektowaniu programu badań klinicznych oraz opracowaniu strategii rejestracyjnej, produkcyjnej i komercjalizacyjnej MabionCD20 w wybranym wskazaniu. Jeśli prace w ramach pierwszego etapu oraz konsultacje z FDA przebiegną pomyślnie, strony przystąpią do uzgodnienia zasad drugiego etapu współpracy.

Równolegle Zarząd Mabion S.A. przeprowadził ponowną analizę ekonomicznej użyteczności zapasów materiałów przypisanych do projektu MabionCD20 i objętych dotychczas odpisem aktualizującym w wysokości ok. 4,8 mln PLN. W świetle obecnych przesłanek dotyczących wykorzystania tych materiałów w reaktywowanym projekcie Zarząd uznał za zasadne przywrócenie ich wartości bilansowej i podjął decyzję o odwróceniu odpisu aktualizującego w kwocie ok. 4,79 mln PLN.

Reaktywacja projektu MabionCD20 wpisuje się w strategiczny cel dywersyfikacji działalności Mabion poprzez rozwój wybranych programów własnych, które mogą uzupełniać podstawowy model biznesowy CDMO i wzmacniać długoterminowy potencjał wzrostu Spółki.

Turyści na celowniku hakerów. W maju powstało ponad 47 tys. domen związanych z podróżami

Osoby planujące wakacje oraz sektor turystyczny to aktualny cel hakerów. W maju 2026 roku firmy z branży doświadczały średnio 2291 cyberataków tygodniowo. To o 24 proc. więcej niż rok wcześniej i aż o 122 proc. więcej niż trzy lata temu. Cyberprzestępcy polują również na turystów, tworząc setki fałszywych stron znanych operatorów – Booking, Airbnb czy SkyScanner.

Cyberprzestępcy celują w turystykę. Wzrost ataków o 122%

W maju 2026 roku zarejestrowano ponad 47 tysięcy nowych domen związanych z podróżami. Aż o 33 proc. więcej niż w kwietniu – wynika z danych Check Pointa. Co szczególnie niepokojące, część z nich (1 na 112) została już sklasyfikowana jako złośliwa lub podejrzana. Przestępcy wykorzystują nazwy bardzo podobne do znanych serwisów rezerwacyjnych, licząc na to, że użytkownik nie zauważy jednej zmienionej litery lub dodatkowego znaku w adresie strony – wśród wykorzystywanych marek są m.in. Booking, Airbnb czy SkyScanner.

Fałszywe strony www pod które podszywali się cyberprzestępcy

Fałszywe strony www pod które podszywali się cyberprzestępcy

Celem jest wyłudzenie loginów, haseł, danych kart płatniczych oraz zaliczek za nieistniejące rezerwacje. Dla ofiary taki scenariusz może oznaczać nie tylko utratę pieniędzy, ale również przejęcie kont internetowych czy kradzież danych osobowych wykorzystywanych później w kolejnych oszustwach.

Ataki w tym okresie nie są przypadkowe. Cyberprzestępcy planują swoje działania dokładnie tak samo jak firmy z branży turystycznej planują sezon sprzedażowy. Latem użytkownicy częściej podejmują szybkie decyzje zakupowe, działają pod presją czasu i obawiają się utraty atrakcyjnej oferty. – To właśnie nasze emocje – pośpiech, ekscytacja i chęć zaoszczędzenia pieniędzy – są jednym z najskuteczniejszych narzędzi wykorzystywanych przez oszustów – zaznacza Wojciech Głażewski, dyrektor zarządzający polskim oddziałem firmy Check Point Software.       Cyberprzestępcy celują w turystykę. Wzrost ataków o 122%

Bank Japonii podnosi stopy do 1 proc. Tak wysoko nie były od 31 lat

BoJ podnosi stopy procentowe, aktualna stawka 1% ostatni raz widziana była 31 lat temu. Główny Urząd Statystyczny potwierdza wstępny szacunek inflacji CPI sprzed dwóch tygodni na poziomie 3,1%. Spadki na notowaniach ropy naftowej wyhamowały, WTI utrzymuje się tuż pod granicą 80 USD za baryłkę.

7 członków za podwyżką

Stało się to o czym analitycy spekulowali już dłuższy czas – Bank Japonii podniósł stopy procentowe do poziomu 1%. W teorii nic nadzwyczajnego tyle tylko, że mówimy o kraju, który przez ćwierć wieku był globalnym orędownikiem zerowego kosztu pieniądza. Ostatni raz tak „wysoko” stopy procentowe w Kraju Kwitnącej Wiśni były 31 lat temu, więc można mówić o sytuacji bez precedensu. W samym gremium decyzyjnym panowała praktycznie jednomyślność, a stosunek głosów za podwyżką wyniósł 7-1. Powodem takiego scenariusza jest inflacja w Japonii, która staje się głównym problemem, a konflikt na Bliskim Wschodzie w tej materii jeszcze go uwypukla. Co ciekawe, wskaźnik CPI wynosi raptem 1,4%, ale to tylko wyimaginowany obraz, bo prawda jest taka, że wiele elementów jest przez rząd dotowanych, choćby paliwa czy edukacja. Prawdę mówi przykładowo inflacja producencka, która wyniosła 6,3% w maju, a jej dynamika była najmocniejsza od 3 lat. W komunikacie BoJ znalazła się informacja o tym, że wysokie ceny ropy znajdą swoje odzwierciedlenie w cenach konsumenckich. Oznacza to, że presja inflacyjna rozleje się na całą gospodarkę, więc jedynym stosownym kierunkiem jest podnoszenie stóp. Kluczowe pytanie dla inwestorów na teraz jest takie: co dalej? Spekuluje się, że jeszcze w tym roku dojdzie do kolejnej podwyżki, a w przyszłym poziom stóp może osiągnąć 1,5%. Mimo dzisiejszej decyzji jen zachowuje się dość spokojnie, a notowania USD/JPY oscylują w pobliżu „granicy bólu”, czyli 160.

Pozytywne 3,1%

Wczoraj opublikowano ostateczny wynik inflacji CPI z krajowej gospodarki za maj – potwierdził się wstępny szacunek sprzed dwóch tygodni na poziomie 3,1%. Przypomnijmy, że oczekiwania analityków były znacznie wyższe, a miał się pojawić odczyt na poziomie 3,7%. To z pewnością duże zaskoczenie, bo rzadko widzimy taki rozstrzał między publikacją a oczekiwaniami. To także duży argument dla RPP, że aktualne stanowisko utrzymywania stóp procentowych bez zmian jest tym prawidłowym. Zagłębiając się w strukturę CPI, obserwujemy mimo wszystko zaskakujący spadek cen żywności w ujęciu miesięcznym, biorąc oczywiście większe koszty po stronie dostaw i widmo przerzucenia ich na konsumenta. Patrząc na ostatnie doniesienia z Bliskiego Wschodu i możliwe już w tym tygodniu podpisanie porozumienia, dostrzegamy perspektywę dla obniżek cen ropy naftowej, co mogłoby się przełożyć na mniejszą presję inflacyjną w kolejnych miesiącach. Co jeszcze ważniejsze, odsuwa się też czarny scenariusz pojawienia się symptomów stagflacyjnych w Polsce, czyli wyższej inflacji przy hamowaniu wzrostu gospodarczego. Krajowa waluta zachowuje się dzisiaj stabilnie o poranku, a EUR/PLN znajduje się tuż pod granicą 4,25.

Delikatne zwątpienie

W ostatnich dniach rynki zdecydowanie żyły tematem zakończenia wojny na Bliskim Wschodzie, a notowania ropy naftowej w przypadku odmiany WTI spadły w okolice 80 USD za baryłkę. Wtorkowy poranek przynosi jednak wyhamowanie tempa spadków, a po fali optymizmu nastąpiła chwila zwątpienia nad brakiem szczegółów odnośnie tego porozumienia. Zaczęły się też pojawiać wątpliwości w kontekście ponownego uruchomienia cieśniny Ormuz dla żeglugi i przede wszystkim tego, w jakim czasie zostanie przywrócony normalny transfer ropy naftowej czy gazu ziemnego na świat. Inna sprawa to kwestia bezpieczeństwa, czy będzie można bez przeszkód przepłynąć tym wąskim gardłem i czy rzeczywiście nic nie grozi statkom. Każdy ewentualny sygnał, że ugoda może podpisana być w późniejszym czasie, może spowodować, że znów zobaczymy zmienność na notowaniach ropy naftowej, która jest bardzo wrażliwa na wszelkie doniesienia. Jeszcze pozostaje jedna kwestia, czyli niezadowolenie Izraela z porozumienia, który uważa, że jest katastrofalne. Ewentualne nierespektowanie założeń planu pokojowego, może spowodować, że stół negocjacyjny znów się wywróci.

Ceny żywności poniżej inflacji GUS. Dyskonty hamują wzrosty cen w sklepach

Analiza blisko 90 tys. cen detalicznych wykazała, że w maju br. codzienne zakupy w sklepach zdrożały średnio o 3,4% rdr. W kwietniu wzrost rdr. był na poziomie 3,7%, z kolei w marcu – 3,8% rdr. Widać, że w sklepach wciąż jest drogo, ale dynamika wzrostów coraz bardziej słabnie. Według autorów raportu, to w dużej mierze efekt cen żywności, które ostatnio poszły w górę rdr. o 2,4%. Ten wynik jest poniżej ogólnej wartości inflacji podawanej przez GUS. Do tego jest wyraźnie niższy niż w poprzednich miesiącach. W kwietniu i marcu wynosił odpowiednio – 3,3% i 3,2% rdr.

Jak wynika z najnowszej edycji raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito, w maju br. codzienne zakupy w sklepach zdrożały średnio o 3,4% rdr. Analiza objęła łącznie 17 kategorii, w tym m.in. żywność, napoje bezalkoholowe i alkoholowe oraz pozostały asortyment, np. chemię gospodarczą i art. dla dzieci. W kwietniu wzrost rdr. wyniósł 3,7%, a w marcu – 3,8% rdr. Widać, że ogólnie ceny w sklepach wciąż rosną, ale sam wzrost jest coraz mniejszy.

– Ważne jest, aby poprawę sytuacji prawidłowo interpretować. Ceny nie spadają, tylko wolniej rosną. To zasadnicza różnica, którą trzeba na każdym kroku podkreślać. Dla przeciętnego konsumenta oznacza to, że portfel jest obciążany nieco mniej dotkliwie niż kilka miesięcy temu, ale skumulowany efekt poprzednich podwyżek wciąż jest bardzo odczuwalny – komentuje dr Robert Orpych z Uniwersytetu WSB Merito.

Z ww. raportu wiadomo też, że w maju ceny samej żywności poszły w górę średnio o 2,4% rdr. W kwietniu wzrost rdr. wyniósł 3,3%, a w marcu – 3,2% rdr. Zdaniem dr inż. Anny Motylskiej-Kuźmy z Uniwersytetu DSW Ideis, obecny odczyt oznacza zauważalne przyspieszenie procesu stabilizacji cen w jednej z najważniejszych kategorii zakupowych dla gospodarstw domowych. Istotne jest to, że obserwowane wyhamowanie nie wynika wyłącznie z efektów statystycznych czy wysokiej bazy odniesienia. Według wstępnych danych GUS, ceny żywności i napojów bezalkoholowych spadły w maju o około 1% względem kwietnia.

– Mamy do czynienia z okresową korektą cenową w części kategorii żywnościowych. Na taki obraz rynku zasadniczo mogło wpłynąć kilka czynników. Po pierwsze, utrzymała się silna konkurencja pomiędzy sieciami handlowymi, które w warunkach wysokiej wrażliwości cenowej konsumentów mają ograniczone możliwości dalszego podnoszenia cen. Po drugie, poprawiła się sytuacja podażowa w części kategorii żywnościowych, zwłaszcza produktów sezonowych. Po trzecie, relatywnie stabilne pozostają koszty importu, wspierane przez stosunkowo mocnego złotego – analizuje ekspertka.

Patrząc na wszystkie analizowane kategorie, widać spadek wzrostu cen mdm. Natomiast wynik samej żywności jest nawet poniżej ogólnej wartości inflacji podawanej przez GUS. Dr Robert Orpych zwraca uwagę na to, że obecnie żywność drożeje wolniej niż reszta koszyka detalicznego. Wynika to z tego, że jest szczególnie wrażliwa na konkurencję cenową. Sklepy wiedzą o tym, że to właśnie ceny chleba, mleka czy mięsa konsument sprawdza najuważniej i to właśnie tu rywalizacja między sieciami jest najbardziej odczuwalna.

– Powyższy wynik żywności, będący poniżej CPI, to z kolei efekt tego, że koszyk GUS obejmuje szerszy zakres dóbr i usług, w tym te które w ostatnim czasie drożały szybciej. Natomiast sam rynek żywnościowy w sklepach, w obliczu dużej podaży i walki dyskontów o klienta, wyhamował. To dobra informacja szczególnie dla gospodarstw domowych o niższych dochodach, gdzie żywność stanowi znaczącą część ich wydatków – uważa ekspert z Uniwersytetu WSB Merito.

Z kolie analitycy z UCE RESEARCH podkreślają, że ceny w sklepach nie rosły w maju tak szybko, jak niektórzy eksperci rynkowi zapowiadali w kontekście sytuacji geopolitycznej na świecie. – W znacznym stopniu wpłynęły na to ceny żywności. Było to tym bardziej zaskakujące, że po wydarzeniach marcowych, związanych z agresją USA na Iran, część ekonomistów zakładała, iż zawirowania na rynku ropy i gazu będą oddziaływać w kierunku wzrostu cen – mówi dr inż. Anna Motylska-Kuźma.

Ekspertka dodaje również, że najnowsze dane potwierdzają prognozy z początku roku, formułowane przed eskalacją konfliktu amerykańsko-irańskiego. Wskazywały one, że możliwe będzie dalsze ograniczanie dynamiki wzrostu cen. Obecnie widać, że te procesy rzeczywiście zachodzą. Nie oznacza to jednak, że presja kosztowa zniknęła. Nadal obserwujemy wzrost kosztów energii oraz paliw w ujęciu rocznym, co wpływa na funkcjonowanie całego łańcucha dostaw. W praktyce oznacza to, że ceny w sklepach pozostają podatne na ewentualne zewnętrzne szoki kosztowe.

– Wpływ konfliktu na Bliskim Wschodzie na polskie ceny detaliczne jest pośredni, bowiem dociera do nas przede wszystkim przez ceny ropy, koszty transportu morskiego i globalne notowania surowców rolnych. Tymczasem żaden z tych mechanizmów nie uruchomił się w skali, która przełożyłaby się na wyraźny wzrost cen w polskich sklepach. Do tego sieci handlowe, obawiając się utraty klientów, postawiły na utrzymanie konkurencyjnych cen, a nie na ich podnoszenie. Zamiast przerzucać potencjalne ryzyka kosztowe na konsumenta, część z nich wzięły na siebie. To dowód na dojrzałość rynku i ogromną siłę konkurencji, szczególnie między dyskontami – zaznacza dr Robert Orpych.

Jak ostrzega ekspertka z Uniwersytetu DSW Ideis, wpływ wydarzeń geopolitycznych na ceny detaliczne często pojawia się z opóźnieniem. Koszty energii, paliw czy transportu nadal pozostają ważnym elementem kształtującym ceny w handlu detalicznym, jednak w maju zostały one przyćmione przez czynniki działające w przeciwnym kierunku. Można więc powiedzieć, że rynek okazał się bardziej odporny na zewnętrzne szoki kosztowe, niż zakładano jeszcze kilka miesięcy temu, ale ryzyko ponownego wzrostu presji cenowej w przypadku pogorszenia sytuacji geopolitycznej nadal pozostaje aktualne.


***
Opis metody analitycznej/badawczej

Dane pochodzą z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” (powstającego co miesiąc od ponad 9 lat), autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito (dawniej Wyższych Szkół Bankowych). Analiza pokazuje średnią wartość cenową (cen regularnych oraz w promocjach), notowaną miesiąc do miesiąca i rok do roku. W najnowszej odsłonie porównano wyniki z maja 2026 r. i tego samego okresu z 2025 r. Dotyczyło to 17 kategorii i ponad 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Łącznie zestawiono ze sobą blisko 90 tys. cen detalicznych z prawie 41 tys. sklepów należących do 62 sieci handlowych. Badaniem objęto wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience oraz cash&carry docierające ze swoją ofertą do większości konsumentów w Polsce.

Sloneek wchodzi do Polski. Start-up chce uprościć procesy HR

Na polski rynek HR wkracza nowy gracz. Sloneek to europejski start-up z ponad 500 klientami w 25 krajach, który właśnie otwiera rozdział w Polsce. Cel jest prosty: HR bez zbędnej komplikacji. Jedna platforma obejmująca wszystkie procesy — od rekrutacji i onboardingu aż po płace i raportowanie — w kilku kliknięciach. I bez konieczności utrzymywania osobnych narzędzi dla każdego z nich. Operacje HR napędzane przez AI jako odpowiedź na realia polskiego rynku pracy.

Polski rynek pracy jest pod realną presją. Polska należy do najszybciej rozwijających się gospodarek UE, a bezrobocie utrzymuje się na poziomie około 3% — firmy nieustannie rywalizują o pozyskanie i utrzymanie pracowników. Koszty wynagrodzeń rosną w tempie 7–8% rocznie, a w najbardziej poszukiwanych specjalizacjach nawet o 10–15%. Dynamiczny wzrost, niedobór talentów i niedoinwestowane technologie HR tworzą razem poważne nieefektywności i prowadzą do wypalenia zespołów HR.

„Przeciętna polska firma traci około 30% kosztów pracowniczych przez rotację, odpływ talentów, błędne decyzje rekrutacyjne i niedopasowane wynagrodzenia — i to jeszcze bez strat produktywności. To ogromne kwoty, zwłaszcza że koszty zatrudnienia w Polsce stale rosną. Menedżerowie HR mogliby to zmienić, ale większość z nich tonie w rutynowej administracji i rzadko ma przestrzeń na prawdziwie strategiczne działania. Właśnie to chcemy zmienić” — mówi Filip Lukáč, dyrektor generalny i współzałożyciel Sloneek.

Polska staje się rynkiem priorytetowym — lokalne firmy otrzymają obsługę, której globalni gracze nie są w stanie zapewnić

Sloneek należy do europejskich pionierów wdrożenia agentycznej AI w HR — to właśnie ten atut napędza jego międzynarodowy rozwój i przyczynił się do pozyskania nowej rundy inwestycyjnej w wysokości 6 milionów dolarów od Orbit Capital i VFF. Te możliwości trafiają teraz do Polski. Firma buduje lokalny zespół pod kierownictwem Beaty Jaroszewskiej, co pozwoli na nawiązanie partnerskich i długofalowych relacji z polskimi firmami niezależnie od ich wielkości czy branży.

„Sloneek stworzył produkt cyfrowy głęboko zakorzeniony w realiach firm z sektora MŚP, często stając się ich pierwszym systemem wykorzystywanym w całej organizacji. Zwróciły naszą uwagę tempo i skuteczność, z jakimi spółka rozwija nowe narzędzia, w pełni wykorzystując potencjał AI. Połączenie wysokiej efektywności kapitałowej i wyraźnego potwierdzenia rynkowego sprawia, że venture debt naturalnie wpisuje się w finansowanie jej dalszego wzrostu. To spółka, która udowodniła, że potrafi skutecznie przekuwać kapitał w rozwój biznesu – wspierając zarówno rozwój technologii, jak i ekspansję na nowe rynki” — mówi Vít Javůrek, Orbit Capital.

Sloneek obejmuje wszystko, czego potrzebuje specjalista HR: ATS, rekrutację i onboarding, zarządzanie danymi pracowników, ewidencję czasu pracy i nieobecności, monitorowanie wyników, analitykę personalną oraz mapowanie kompetencji zespołu. To, co naprawdę go wyróżnia, to Sloneek Intelligence — flagowa funkcja AI, która dzięki nowej inwestycji będzie się dalej rozwijać. Sloneek Intelligence eliminuje do 90% rutynowej administracji HR za pomocą dedykowanego agenta HR, a co być może najważniejsze — daje polskim zespołom HR coś, czego dotąd nie miały: pełny, aktualny obraz organizacji i jej pracowników w czasie rzeczywistym.

„Polskie firmy mierzą się teraz z wyjątkowo trudnym zestawem wyzwań: dynamiczny wzrost, rosnące koszty wynagrodzeń i działy HR, które wciąż pracują na arkuszach kalkulacyjnych albo zestawie niepołączonych narzędzi. Efekt to chaos raportowy, niekończące się ręczne zadania i bardzo mało czasu na HR, który naprawdę robi różnicę. Zapotrzebowanie na automatyzację i narzędzia AI w Polsce jest duże — firmy aktywnie szukają rozwiązań. Ale wiele z nich nadal nie może znaleźć narzędzia, które połączy cały cykl życia pracownika w jednym miejscu” — mówi Beata Jaroszewska, szefowa zespołu Sloneek Polska.

Platforma wspiera zarząd i liderów jako warstwa strategicznych danych HR dla całego zespołu zarządzającego — wspiera analitykę talentów, planowanie sukcesji, śledzenie wyników i efektywność zasobów ludzkich w całej organizacji. Wszystko w bezpiecznym środowisku zaprojektowanym z myślą o odpowiedzialnym przetwarzaniu wrażliwych danych pracowniczych.

„Naszą ambicją w Polsce nie jest wprowadzenie kolejnego narzędzia HR na rynek. Chcemy stać się zaufanym partnerem HR dla polskich firm — łącząc cały cykl życia pracownika, od rekrutacji i onboardingu po płace i raportowanie, w jednym zintegrowanym ekosystemie i w kilku kliknięciach. Lokalna obecność pozwala nam być blisko klientów i reagować na ich potrzeby szybciej i trafniej niż platformy działające bez bezpośredniej obecności na rynku” — dodaje Beata Jaroszewska.

AI nie ma zastępować specjalistów HR — ma dawać im więcej czasu na to, co robią najlepiej: rozwój ludzi i budowanie silnych organizacji

„Chcemy być pierwszą agentyczną platformą HR, którą można obsługiwać w całości głosem lub poleceniami tekstowymi. Kierunek jest jasny: za kilka lat nikt nie będzie myślał o Sloneeku jak o aplikacji, ale jak o partnerze, który jest tam, gdzie jest potrzebny. Przy pisaniu maila, w narzędziach używanych na co dzień, naturalnie wbudowanym w rozwiązania AI i złożone dane firmowe” — wyjaśnia Filip Lukáč. „Od analizy CV i przygotowania wiadomości do konkretnego pracownika, przez zmianę umowy o pracę, stworzenie kluczowej prezentacji dla zarządu, aż po przygotowanie materiałów dla księgowej ds. płac. To, co dziś zajmuje godziny pracy, będzie możliwe do wykonania jednym poleceniem głosowym.”

Znaczna część inwestycji zostanie przeznaczona na dokończenie unifikacji wszystkich procesów HR w ramach jednej platformy. Bezpośrednie integracje z lokalnymi systemami ATS, narzędziami płacowymi i portalami pracy sprawią, że Sloneek znajdzie się w wąskim gronie platform oferujących naprawdę kompleksowe doświadczenie HR od początku do końca. Platforma będzie też mogła komunikować się z innymi agentami AI w obszarach finansów, marketingu i innych działów — stając się częścią ogólnofirmowej sieci.

„To wyraźnie określa naszą rolę: platforma AI-first i all-in-one, która znacząco redukuje liczbę systemów HR potrzebnych firmie i uwalnia organizacje każdej wielkości od prowadzenia akt pracowniczych w wielu miejscach i opłacania kilku platform jednocześnie” — mówi Filip Lukáč. „Mamy realną przewagę w AI, zbudowaną na latach własnego rozwoju i głębokiej wiedzy dziedzinowej. Naszym celem nie jest zastąpienie specjalistów HR — chodzi o to, by dać im najpotężniejsze narzędzie, jakie mogą sobie wyobrazić, żeby mogli skupić się na tym, czego AI nie zastąpi: na ludzkim wymiarze zarządzania i troski o ludzi.”

To podejście znajduje odzwierciedlenie w historii Sloneek jako jednego z najszybciej rosnących start-upów HRIS w Europie. Roczne przychody powtarzalne (ARR) wynoszą obecnie 2,5 miliona euro i podwajają się rok do roku. Z platformy korzysta już ponad 500 firm na całym świecie, które łącznie zarządzają procesami HR i ścieżkami zawodowymi około 50 000 pracowników. Wśród klientów znajdują się Grant Thornton, MAN, WPP Media i Twisto.

„Z niecierpliwością czekamy na powitanie nowej fali wybitnych polskich firm w naszej społeczności — i na to, by pomagać im rosnąć i utrzymywać przewagę, zarówno na lokalnym rynku, jak i w całej Europie” — podsumowuje Filip Lukáč.

Pure Biologics podpisał umowy z inwestorami multiQure

Biofund Capital Management oraz JD Copilot, inwestorzy projektu, podpisali umowę objęcia akcji z Pure Biologics, a w zamian za nie wnieśli w formie wkładu niepieniężnego 100 procent udziałów w spółce Dystrogen Gene Therapies Inc, będącej właścicielem projektu multiQure. Jednocześnie, umowę objęcia akcji w zamian za potrącenie wierzytelności podpisał ACRX Investments Limited, istotny akcjonariusz Pure Biologics. Podpisane umowy są następstwem uchwał podjętych na niedawnym NWZ. Ostatnim, warunkowym krokiem do wprowadzenia multiQure na giełdę jest pozyskanie finansowania w ramach emisji akcji serii S.

Jesteśmy o krok od wprowadzenia na giełdę niezwykle perspektywicznego projektu biotechnologicznego, nie tylko na tle Polski i Europy, ale w skali globalnej. Mamy zgodę Akcjonariuszy oraz podpisane umowy, które sprawiają, że polscy inwestorzy niebawem uzyskają ekspozycję na platformę multiQure. Ostatnim krokiem do realizacji wszystkich postanowień WZA jest pozyskanie finansowania w ramach emisji akcji serii S. Trwają już przygotowania do tego procesu, a o jego rozpoczęciu poinformujemy oficjalnymi kanałami komunikacji – komentuje dr Kris Siemionow, czołowy inwestor projektu multiQure, jeden z udziałowców funduszu Biofund.

W ramach podpisanej umowy inwestorzy projektu multiQure obejmą 146 700 000 akcji serii Q po cenie 1,00 zł za akcję, z czego 112 850 000 akcji trafi do funduszu Biofund Capital Management, a do JD Copilot LLC – pozostałe 33 850 000 akcji. Tytułem zapłaty za akcje inwestorzy wnieśli w formie wkładu niepieniężnego do spółki Pure Biologics 100 procent udziałów w spółce Dystrogen Gene Therapies Inc, będącej wyłącznym właścicielem projektu multiQure.

W tym samym czasie spółka Pure Biologics podpisała umowę objęcia 16 804 603 akcji serii R skierowanych wyłącznie do ACRX Investments Limited z siedzibą w Nikozji, dotychczasowego największego akcjonariusza Pure Biologics, w zamian za konwersję na akcje pożyczek udzielonych Spółce przez ACRX. Dzięki tej operacji ACRX zwiększa swoje zaangażowanie w nowej strukturze właścicielskiej, a Spółka istotnie obniża zadłużenie oraz poprawia strukturę bilansu.

Podczas NWZ, które odbyło się 10 czerwca br., akcjonariusze Pure Biologics zatwierdzili również emisję akcji serii S – do 50 000 000 nowych papierów wartościowych w drodze oferty publicznej skierowanej do inwestorów kwalifikowanych oraz inwestorów nabywających akcje o łącznej wartości co najmniej 100 tys. Euro na jednego inwestora. Cena emisyjna zostanie ustalona przez Zarząd w oparciu o wyniki procesu budowania księgi popytu. Pozyskane w ten sposób środki zasilą rozwój platformy multiQure RNAi – przede wszystkim projekt terapii na chorobę Huntingtona.

Platforma RNAi rozwijana przez multiQure to terapia na chorobę Huntingtona i inne choroby poliglutaminowe. Jej rewolucyjność polega na tym, że celuje w przyczynę choroby, zatrzymując jej postęp, a przy odpowiednio wczesnym i właściwym zastosowaniu ma potencjał do zapobiegania wystąpieniu jej objawów. Kolejną ogromną zaletą jest jednorazowy charakter zabiegu. Potencjał ekonomiczny projektu był przedmiotem wyceny ekspertów firmy Baker Tilly, którzy oszacowali jego wartość na obecnym etapie na 111,3 mln USD, co w przeliczeniu na PLN wynosi ponad 400 mln zł.

Niemcy nie chcą znieść kontroli na granicy. Przedsiębiorcy mówią o kosztach dla gospodarki

Komisja Europejska oraz Polska stanowczo wzywają Niemcy do zniesienia tymczasowych kontroli na granicach wewnętrznych strefy Schengen. Berlin jednak odrzuca te apele, uzależniając decyzję o powrocie do normalnego ruchu bez kontrolnego od pełnego wdrożenia unijnej polityki azylowej. Eksperci nie mają wątpliwości, że nie ma szans, by w 2026 roku sytuacja uległa zmianie. O ile przedsiębiorcy starają się funkcjonować możliwie sprawnie, tak trudno nie myśleć o negatywnych konsekwencjach długoterminowo trwających kontroli.

„Element polityki wewnętrznej Niemiec”

Pakt o Migracji i Azylu funkcjonuje w Europie od 12 czerwca 2026 roku. Jest on efektem kompromisu w całej Europie, ale jednocześnie momentami budzi krytykę wewnętrzną. Niemcy zarzucają Polsce, że zawieszona w Polsce jest polityka azylowa w przypadku migrantów na granicy białoruskiej, a Polska krytykuje Niemcy za utrzymywane kontrole na granicy, mimo że odnotowywany jest wyraźny spadek nielegalnych migrantów na granicy.

– Daleka jestem od tego, by dyktować stronie niemieckiej rozwiązania dotycząca kreowania polityki azylowej i troski o bezpieczeństwo granic. Wiemy, że Niemcy przez lata borykali się z gigantycznym problemem związanym z migracją, a efekty sytuacji z lat 2018-2023 są w tym kraju odczuwalne do dzisiaj. Wprowadzone już blisko trzy lata temu kontrole na granicy, zamiast być narzędziem doraźnym, stały się trwałym elementem życia na pograniczu, co uznajemy za marnowanie wypracowywanych przez lata wspólnych wartości związanych ze swobodnym przepływem towarów i usług między Polską, a Niemcami – Komentuje Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie

– Trwające i przedłużające się kontrole na granicy należy traktować jako element polityki wewnętrznej Niemiec, która odbija się na relacjach z sąsiednimi krajami, a także na naszej współpracy gospodarczej. Stoimy na stanowisku, że bezpieczeństwo jest najważniejsze, ale należy chronić zewnętrznych granic Unii Europejskiej, a wewnętrznych pilnować przy jednoczesnym przestrzeganiu zasad choćby Strefy Schengen. Północna Izba Gospodarcza popiera więc apel Komisji Europejskiej, by kontrole na granicy ze strony niemieckiej zostały zracjonalizowane –  dodaje Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie

Konsekwencje gospodarcze wynikające z sytuacji są poważne dla Polski

Przedsiębiorcy z jednej strony przyznają, że kontrole nie są najbardziej uciążliwe, ale z drugiej dla handlu, usług i życia na pograniczu jest to problem.

– Mówimy o długotrwałym efekcie utracie naszej inwestycyjnej renty geograficznej. Nie wiemy tak naprawdę, ilu inwestorów zrezygnowało z lokowania inwestycji na pograniczu polsko-niemieckim przez to, że trwają kontrole, a sytuacja związana z migracją była mocno komentowana jako potencjalne niebezpieczeństwo. Odbieramy także sygnały, że kontrole graniczne bywają problemem dla sektora TSL, z zaznaczeniem, że sytuacja najtrudniejsza jest na przejściu granicznym w Zgorzelcu lub po świętach i długich weekendach – mówi Hanna Mojsiuk.

Z tą tezą zgadza się prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych Dariusz Matulewicz.

– Sytuacja zależy od przejścia granicznego. W województwie zachodniopomorskim nie ma obecnie wielkich problemów. One pojawiają się np. po długich weekendach czy po czasie świątecznym, gdy ruch jest zintensyfikowany. Najpoważniejsza sytuacja ma jednak miejsce np. w Zgorzelcu, gdzie kolejki aut ustawiają się na kilka lub nawet kilkanaście kilometrów. Jest wiele europejskich przejść dla pieszych, gdzie obecnie na granicach jest duży problem. W województwie zachodniopomorskim udaje się przejść przez sytuację w miarę bez wielkich strat – dodaje prezes Dariusz Matulewicz.

8 lipca PIP zyska nowe uprawnienia. Umowy B2B i zlecenia pod większą kontrolą

Ryzyko reklasyfikacji umów cywilnoprawnych od 8 lipca br. znacząco wzrośnie. Wchodząca w życie nowelizacja ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy (PIP) daje okręgowym inspektorom pracy nowe narzędzie: możliwość administracyjnego stwierdzenia istnienia stosunku pracy, gdy rzeczywisty sposób świadczenia pracy odpowiada przesłankom zawartym w kodeksie pracy. To istotna zmiana dla firm korzystających z modeli współpracy opartych na B2B, umowach zlecenia czy innych kontraktach cywilnoprawnych.

Ryzyko reklasyfikacji umowy cywilnoprawnej w umowę o pracę od lat pozostaje jednym z najważniejszych zagadnień dla pracodawców. O charakterze relacji nie decyduje bowiem nazwa kontraktu, lecz faktyczny sposób wykonywania pracy. Kluczowe znaczenie mają przesłanki wskazane w art. 22 § 1 Kodeksu pracy, takie jak podporządkowanie organizacyjne, osobiste wykonywanie pracy, odpłatność czy wykonywanie obowiązków w miejscu i czasie wyznaczonym przez zatrudniającego.

Jeżeli te elementy występują, relacja może zostać uznana za stosunek pracy niezależnie od ustaleń stron. Dotychczas ostateczne rozstrzygnięcie w tym zakresie należało przede wszystkim do sądów. Od lipca inspekcja pracy zyska jednak znacznie silniejsze kompetencje.

„Przez lata wielu przedsiębiorców zakładało, że ostateczna ocena charakteru współpracy nastąpi dopiero przed sądem. Od lipca punkt ciężkości przesuwa się na etap kontroli. To oznacza, że firmy powinny analizować nie tylko treść umów, ale przede wszystkim codzienną organizację współpracy z kontraktorami” – mówi Anna Panek, Senior Associate w kancelarii Wolf Theiss.

Nowe uprawnienia inspekcji pracy

Nowelizacja ustawy o PIP przyznaje okręgowym inspektorom pracy kompetencję do administracyjnego stwierdzenia istnienia stosunku pracy, jeżeli ustalą, że sposób jej wykonywania odpowiada cechom stosunku pracy.

Przed wydaniem decyzji inspektor będzie zobowiązany najpierw wydać polecenie usunięcia stwierdzonych naruszeń. Termin jego wykonania zostanie określony w taki sposób, aby możliwa była jeszcze w trakcie kontroli weryfikacja podjętych działań. Dopiero niewykonanie polecenia otworzy drogę do wydania decyzji administracyjnej.

Przy ocenie charakteru współpracy inspektor będzie musiał uwzględnić również wolę stron dotyczącą rodzaju zawartej umowy, ale tylko wtedy, gdy pozostaje ona zgodna z przepisami prawa pracy i nie prowadzi do obejścia prawa.

Skutki mogą wykraczać poza prawo pracy

Decyzja stwierdzająca istnienie stosunku pracy będzie wywoływała skutki od momentu jej wydania, nie tylko na gruncie prawa pracy, lecz także w obszarze ubezpieczeń społecznych, zdrowotnych oraz rozliczeń publicznoprawnych. Reklasyfikacja za okresy wcześniejsze nadal będzie wymagała rozstrzygnięcia sądowego.

Nowelizacja przewiduje również przyspieszoną procedurę sądową dla spraw dotyczących ustalenia stosunku pracy. Pierwsze posiedzenie powinno odbyć się nie później niż miesiąc od wniesienia pozwu lub usunięcia jego braków formalnych.

Czas na audyt modeli współpracy

Zmiany obejmują także podwyższenie sankcji za naruszenia przepisów prawa pracy, możliwość występowania o interpretacje indywidualne dotyczące kwalifikacji konkretnej relacji oraz rozszerzenie współpracy i wymiany danych pomiędzy PIP, ZUS i Krajową Administracją Skarbową.

Jednocześnie ustawodawca przewidział rozwiązanie pozwalające pracodawcom uporządkować istniejące modele współpracy. Podmioty, które w ciągu 12 miesięcy od wejścia nowych przepisów w życie dobrowolnie dostosują relacje do wymogów prawa pracy, będą mogły skorzystać z przewidzianych w ustawie mechanizmów ograniczających odpowiedzialność za wcześniejsze naruszenia. W praktyce oznacza to, że nie będą podlegać odpowiedzialności za naruszenie polegające na zastępowaniu umowy o pracę umową cywilnoprawną, o którym mowa w art. 281  Kodeksu pracy. Warto jednak podkreślić, że zakres tego rozwiązania jest ograniczony – wyłączenie odpowiedzialności dotyczy wyłącznie wskazanego wykroczenia i nie obejmuje innych potencjalnych konsekwencji.

„Największym błędem byłoby skupienie się wyłącznie na dokumentacji. Nawet najlepiej przygotowana umowa B2B nie zminimalizuje ryzyka, jeżeli w praktyce wykonawca pracuje pod stałym nadzorem, w określonych godzinach i na zasadach typowych dla pracowników. Właśnie te elementy będą miały kluczowe znaczenie podczas kontroli. W praktyce oznacza to konieczność realnego przeanalizowania sposobu organizacji pracy – w szczególności poziomu podporządkowania, zakresu autonomii oraz sposobu rozliczania współpracy. To nie zapisy umowne, lecz faktyczne warunki wykonywania pracy będą decydować o ocenie inspekcji” – podkreśla Anna Panek, Senior Associate w kancelarii Wolf Theiss.

Dla pracodawców najbliższe tygodnie powinny być okresem przeglądu wszystkich modeli współpracy opartych na umowach cywilnoprawnych. Od 8 lipca większe znaczenie niż kiedykolwiek wcześniej będzie miało nie to, jak strony nazwały swoją relację, ale jak faktycznie wygląda ona w codziennej praktyce. Weryfikacja obowiązujących rozwiązań jeszcze przed pierwszymi kontrolami może okazać się najskuteczniejszym sposobem ograniczenia ryzyka prawnego, finansowego i organizacyjnego.