TIM zapowiada zysk operacyjny i inwestycje warte 10 mln euro. Prezes spółki chce z zysków pokryć straty z ubiegłych lat

CEO Magazyn Polska

Dystrybutor elektronarzędzi, który opublikuje 13 listopada wyniki za III kwartał, po pierwszym półroczu odnotował rekordowy wzrost sprzedaży. Spółka jest w trakcie modernizacji i optymalizacji kosztów. Zamierza również sprzedać za 41 mln zł magazyn deweloperowi, który go rozbuduje, a potem go od niego wynająć. Pozyskane środki posłużą jako kapitał obrotowy.

Wśród planów na nowy rok jest budowa nowego magazynu. W tej chwili mamy około 12 tys. mkw. W czwartym kwartale tego roku powinniśmy podpisać umowę z deweloperem i postawić tam dodatkowe 30 tys. mkw. – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Krzysztof Folta, prezes zarządu TIM SA, dystrybutora materiałów elektrotechnicznych. – Chcemy też zautomatyzować starą i nową część magazynu.

Jak dodaje, na automatyzację magazynu spółka planuje przeznaczyć 10 mln euro. Najpierw jednak sprzeda grunt z istniejącym magazynem, który zostanie przez nabywcę czterokrotnie rozbudowany.

Sprzedajemy działkę z istniejącym magazynem deweloperowi, on dobudowuje dodatkowe 30 tys. metrów i wynajmujemy 40 tys. metrów od dewelopera. Uwalniamy środki na dalszy rozwój, bo jeśli chcemy się rozwijać, to musimy mieć kapitał obrotowy. I wtedy uwolnimy te środki jako kapitał obrotowy – tłumaczy Krzysztof Folta.

Jest to jeden z kolejnych elementów modernizacji i restrukturyzacji firmy, które mają wyprowadzić ją na prostą, po odnotowywaniu strat przez dwa lata z rzędu. Wcześniej w tym roku TIM wdrażał w życie plan optymalizacji kosztów.

Koszty operacyjne jeszcze w pierwszym półroczu 2014 roku stanowiły ok. 20 proc. przychodów. Rok później już niespełna 14,8 proc. Jednocześnie udało się zwiększyć liczbę przesyłek wysyłanych z centrum logistycznego o 50 proc. I półrocze roku było pod tym względem rekordowe w historii TIM SA. W porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej, sprzedaż wzrosła o 13 proc., a sprzedaż w segmencie e-commerce o 20 proc.

Zmiana modelu biznesowego polegała na zamknięciu lokalnych magazynów i przeniesieniu pracowników do biur. Nikt nie wiedział, ilu klientów stracimy, ilu przestanie u nas kupować. Byliśmy jednak bardzo pozytywnie zaskoczeni. Klienci uwierzyli w ten model – twierdzi Krzysztof Folta. – W tej chwili mamy około 70 proc. sprzedaży przez sklep internetowy i osiemdziesiąt kilka procent innych zamówień – dodaje.

Według niego efekty modernizacji będzie widać też w wynikach za III i IV kwartał 2015 roku, po których przedstawiciele firmy prognozują zysk operacyjny. Po pierwszym półroczu 2015 roku spółka i grupa kapitałowa odnotowały stratę netto: kolejno 0,24 mln i 0,64 mln zł. Rok wcześniej było to 7,4 mln i 7,2 mln zł.

Uczymy się zarządzania produktami, zarządzania sprzedażą, zarządzania magazynami i muszę powiedzieć, że jeśli chodzi o zarządzanie magazynem , to robimy to z sukces. Mamy około 60 tys. produktów na magazynie. Czas ich rotacji wynosi około 45 dni. Jeżeli chodzi o zarządzanie należnościami, to z płatnościami nie mamy żadnych problemów – twierdzi Krzysztof Folta.

Zapytany o wypłacenie dywidendy z ewentualnego zysku prezes spółki przypomina, że obecnie priorytetem jest pokrycie strat z ostatnich lat.

To jest około 30 mln zł skumulowanych strat. Chcemy na początku pokryć te straty, żeby nie było w bilansie takiej pozycji straty z lat ubiegłych. To jest podstawowy cel – wyjaśnia Krzysztof Folta. – Jak pokryjemy straty, to zobaczymy, co dalej – dodaje.

Creamfinance zdobywa nowe rynki dzięki własnej technologii. Obecnie pożyczkodawca uruchamia działalność w Hiszpanii

CEO Magazyn Polska

Creamfinance Poland jest częścią grupy Creamfinance. Operuje ona obecnie na siedmiu rynkach, z których główne to Polska, Czechy, Gruzja, Łotwa, Słowacja i od niedawna Nowa Zelandia. Obecnie spółka wchodzi z operacjami do Hiszpanii.

To, co pozwala nam na szybkie wejście na nowe rynki, to przede wszystkim nasza własna technologia, którą wypracowaliśmy – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Adam Dąbrowski, dyrektor zarządzający Creamfinance Poland. – To nasze IT, nasza aplikacja, nasze silniki scoringowe, które są przystosowane do integrowania narzędzi dostępnych na różnych międzynarodowych rynkach, przede wszystkim płatności oraz narzędzi ocen ryzyka.

Związek Firm Pożyczkowych ocenia, że polski rynek pożyczek pozabankowych może w tym roku wzrosnąć o niemal jedną czwartą i osiągnąć wartość 5,1 mld zł. Creamfinance prowadzi na tym rynku internetowe portale pożyczkowe LendOn.pl, Extraportfel.pl i Retino.pl. Oferuje za ich pośrednictwem chwilówki, czyli wysoko oprocentowane pożyczki dla klientów, którzy potrzebują pieniędzy szybko i na krótki czas, a z powodu małej wiarygodności lub braku czasu na procedury nie są w stanie uzyskać kredytu w banku.

Średnia wartość pożyczki w naszym portfelu to około 1,2 tys. zł informuje Adam Dąbrowski. Klienci w swoim 2,5-letnim cyklu życia, który dzisiaj obserwujemy, średnio korzystają 2 do 3 razy z naszych usług. Są to klienci, którzy w ogromnej większości terminowo regulują swoje zobowiązania. Jesteśmy takim dodatkiem do istniejących obecnie produktów finansowych, wpisujemy się w pewną niszę, która powstała na polskim rynku.

Chwilówki oferowane przez portale spółki kosztują od kilkunastu do ponad 20 proc. w skali miesiąca. Mimo to klientów nie brakuje. Jak informuje firma, do sierpnia 2015 roku pożyczyła klientom ponad 64 mln zł, a na jej portalach zarejestrowanych jest 250 tys. osób. W całym roku kwota pożyczek ma przekroczyć 100 mln zł. Dyrektor zarządzający Creamfinance Poland tłumaczy, że oferta jego firmy uzupełnia ofertę bankową.

– Stało się to po tym, jak banki ograniczyły akcję kredytową w tym najtrudniejszym momencie po kryzysie – mówi Dąbrowski. – Ponieważ działamy w internecie, mamy technologię, która pozwala nam szybko, sprawnie i przyjaźnie obsługiwać naszych klientów, a to oznacza, że rynek consumer finance należy do firm takich jak nasza.

Creamfinance prognozuje, że w tym roku jej przychody przekroczą 35 mln zł. Zysk netto sięgnąć ma 5,9 mln zł. W kolejnych latach wyniki firmy mają się systematycznie poprawiać, a za dwa lata zyski mają się podwoić, a przychody zwiększyć o 150 proc. Spółka sprzedała w październiku obligacje warte ponad 2 mln zł i zamierza te pieniądze zainwestować w pożyczki dla Polaków.

Głównym czynnikiem, który umożliwi nam wzrost, jest dostępność kapitału mówi Adam Dąbrowski z Creamfinance Poland. Nasze operacje, nasze procedury ryzyka, nasza technologia oraz nasze wewnętrzne zasoby są gotowe na to, żeby obsługiwać więcej klientów i żeby generować wysokie zwroty na kapitale, który inwestujemy.

Z mapy Polski stopniowo znikają białe plamy. Na 2016 rok zaplanowano kolejne inwestycje w infrastrukturę światłowodową

CEO Magazyn Polska

W Polsce poprawia się dostęp do internetu. W 2014 roku długość sieci wzrosła o 15 proc. – do 315 tys. km, przybyło też węzłów światłowodowych. W związku z tym dostęp do sieci o prędkości min. 30 Mb/s ma ponad 30 proc. budynków w miejscowościach powyżej 5 tys. mieszkańców. Zmniejsza się także liczba miejsc, w których żaden operator nie zadeklarował zasięgu sieci. W tym roku skończą się duże inwestycje związane z budową sieci regionalnych i budową sieci ostatniej mili prowadzone przez operatorów przy współudziale środków z UE, na przyszły rok zaplanowano kolejne inwestycje. 

Jeśli chodzi stan o infrastruktury telekomunikacyjnej w Polsce na koniec 2014 roku, to mamy się czym chwalić. Widać inwestycje, które zostały wykonane,  przez przedsiębiorców prywatnych z własnych i europejskich środków. Na koniec 2014 roku mieliśmy 315 tys. km sieci światłowodowych – o 15 proc. więcej niż w 2013 roku, kiedy było ich 272 tys. km – mówi agencji Newseria Biznes Magdalena Gaj, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

Z „Raportu pokrycia Polski infrastrukturą telekomunikacyjną w 2014 r.” przygotowanego przez UKE wynika, że przybywa też węzłów światłowodowych. Dane zebrane z 10,3 tys. miejscowości wskazują, że występuje w nich 90 tys. węzłów, co oznacza wzrost o 33 proc. względem 2013 roku.

W całym kraju zlokalizowano też 8,7 tys. budynków przygotowanych do świadczenia kolokacji urządzeń telekomunikacyjnych – najwięcej w województwach śląskim, mazowieckim i dolnośląskim. Dla porównania, na koniec 2013 roku było ich 7,5 tys.

W niewielkich miejscowościach, do tysiąca budynków, około 10 proc. gospodarstw domowych objętych jest szybką siecią, czyli o prędkości minimum 30 Mb/s. W większych miejscowościach, powyżej tysiąca budynków, ponad 35 proc. gospodarstw domowych objętych jest zasięgiem tej sieci – wskazuje prezes UKE.

Spada też liczba miejscowości, gdzie żaden operator nie zadeklarował dostępu do sieci stacjonarnych i radiowych. Z danych Urzędu wynika, że jest ich mniej o 2,5 proc., z czego 99 proc. to miejscowości najmniejsze, z liczbą mieszkańców nieprzekraczającą 100 osób. To nie więcej niż 8 proc. miejscowości w skali kraju. Prezes UKE wyjaśnia, że często są to pojedyncze kolonie czy leśniczówki.  Na wyraźnie niższym poziomie w porównaniu z resztą kraju pozostają dwa województwa ze ściany wschodniej – podkarpackie i świętokrzyskie.

Warto podkreślić, że są to informacje od przedsiębiorców, którzy zadeklarowali posiadanie infrastruktury. W małych miejscach często działają lokalni przedsiębiorcy, którzy nawet nie wiedzą, że mają obowiązek sprawozdawczy. Więc nie wszyscy informują nas o stanie infrastruktury telekomunikacyjnej. Myślę, że ta liczba punktów na mapie, gdzie zupełnie nie ma dostępu do sieci telekomunikacyjnej, może być co najmniej o połowę mniejsza – ocenia Magdalena Gaj.

Polska – jak podkreśla prezes UKE – wciąż jest wielkim placem budowy infrastruktury telekomunikacyjnej. W tym roku skończą się duże projekty budowy sieci regionalnych oraz współfinansowane z poprzedniej perspektywy UE projekty budowy sieci ostatniej mili prowadzone przez operatorów. Po zakończeniu projektów realizowanych w ramach działań 8.4 PO IG i 2.1 PO RPW dostęp szerokopasmowy ma uzyskać ponad 280 tys. gospodarstw domowych, z czego ponad 200 tys. w sieciach NGA. W perspektywie na lata 2007–2013 na tego typu inwestycje UE przekazała 1 mld euro. Część inwestycji zostało też wykonanych z własnych środków przedsiębiorców.

 Impulsem do inwestycji było uwolnienie w 2014 roku 76 obszarów gminnych spod regulacji. Operatorzy poczynili inwestycje w światłowody, a operatorzy mobilni – w rozbudowę sieci. Po przetargu przeprowadzonym przez UKE na częstotliwości z zakresu 1800 MHz był wielki boom inwestycyjny i podobnego spodziewamy się w 2016 roku na skutek zobowiązań inwestycyjnych, które zostaną nałożone. Wstępnie blisko 90 proc. gmin w Polsce zostanie objętych inwestycjami – zapowiada Magdalena Gaj.

Duże znaczenie mają środki europejskie na lata 2014–2020. Na dostęp do szerokopasmowego internetu przeznaczone zostanie 1 mld euro.

System viaTOLL może wspomóc organy ścigania. Warunkiem jest rozbudowa sieci płatnych dróg, również na wschodzie kraju

CEO Magazyn Polska

Nowe technologie sprzyjają wzmacnianiu bezpieczeństwa. Systemy monitoringu czy drony mogą być wykorzystywane w prewencji i do wykrywania przestępstw. Takim narzędziem może być również viaTOLL, czyli elektroniczny system poboru opłat. Gdyby sieć płatnych dróg była bardziej rozbudowana na wschodzie kraju, to mogłaby stanowić ważne wsparcie dla służb celnych.

Dzięki monitoringowi wizyjnemu w miastach policja i inne służby zdobywają dowody przestępstw. Moglibyśmy to przenieść na inne obszary kraju – mówi agencji Newseria Biznes Sławomir Kosieliński, prezes fundacji Instytut Mikromakro. – Możemy sobie wyobrazić, że podejrzana ciężarówka z towarem, który wzbudził zainteresowanie służb, wyjeżdża z Trójmiasta i przemieszcza na południe kraju. Dzięki możliwościom śledzenia tego pojazdu, policja będzie mogła złapać kierowcę na gorącym uczynku, kiedy będzie ten towar przekazywać odbiorcy.

Aby zwiększyć możliwości obserwacyjne, organy ścigania nie muszą budować nowych systemów, ale wykorzystywać już istniejące. Zdaniem Kosielińskiego dobrym narzędziem może być viaTOLL, elektroniczny system poboru opłat na drogach i autostradach.

Te wszystkie bramownice, które są rozstawione na drogach płatnych między Gdańskiem, Warszawą a Katowicami, pozwalają śledzić trasy pojazdów, np. trasę wspomnianej wcześniej ciężarówki. Z punktu widzenia walki z przestępczością warto się postarać o dostęp do takich danych – podkreśla prezes fundacji Instytut Mikromakro.

viaTOLL może jednak nie tylko wskazać trasę danego samochodu, lecz także pomagać w wykrywaniu różnych anomalii w czasie podróży, np. zbyt krótki czas przejazdu, zmianę naczepy czy zmianę wagi przewożonego ładunku.

Jest to możliwe oczywiście tylko wtedy, kiedy ciężarówka jedzie płatnymi drogami. Dziś system viaTOLL liczy ponad 3,1 tys. km. Jak podkreśla ekspert, większe zagęszczenie sieci mogłoby ułatwić walkę z przestępczością. Szczególnie, że niewiele dróg objętych viaTOLL-em znajduje się na wschodzie kraju.

Właściwie ta metoda walki z przestępczością sprawdzi się na północ, południe i zachód od Warszawy, a co ze wschodem kraju? Granica Unii Europejskiej wymaga zwiększonej uwagi – podkreśla Kosieliński.

Województwa przygraniczne nowoczesne systemy mogłyby wykorzystywać również do walki z przemytem i zjawiskiem nielegalnego przekraczania granic.

Ładunki, które przyjeżdżają spoza Unii Europejskiej, winny być monitorowane na całej długości trasy. Szczególnie, kiedy boimy się nielegalnych imigrantów, warto byłoby skontrolować tę ciężarówkę nie tylko na granicy z Ukrainą czy Białorusią, lecz także w głębi kraju – mówi Kosieliński. – Warto, by służby dzięki systemowi viaTOLL zyskały dodatkowe narzędzie do kontrolowania ładunków i do walki z przestępczością. To jest możliwe.

Jak podkreśla, dziś służby celne i straż graniczna szukają różnych sposobów na skuteczną walkę z przestępczością i sięgają w tym celu po nowoczesne technologie. Dla przykładu Nadbużański Oddział Straży Granicznej zdecydował się na drony. Teren patrolują więc cztery bezzałogowe maszyny FlyEye.

– Jeżeli mamy dobrze skonstruowany system obserwacyjny, monitoring, dorzucimy odpowiednio skonstruowany system patrolowania dróg przez poszczególne służby, urządzenia, które stoją lub są doczepiane do bramownic systemu viaTOLL, do tego dołożymy jeszcze drony, to powstanie komplementarna struktura bezpieczeństwa ładunków i transportu – przekonuje Sławomir Kosieliński.

Właśnie rynku dronów, które coraz częściej są wykorzystywane zarówno przez służby mundurowe, jak i cywilne, będzie dotyczył raport „Rynek dronów w Polsce. Księga popytu i podaży”, nad którym pracują eksperci fundacji Instytut Mikromakro w ramach programu „5 żywiołów”. Publikacja ma się ukazać w połowie listopada i prezentować aktualny stan prawny, możliwości biznesowe oraz społeczne aspekty wykorzystania dronów, w tym konieczność bezpiecznego i zgodnego z prawem ich użytkowania.

Pracownicy płacą za groźbę strajku w PKP Cargo

CEO Magazyn Polska

Na strajku związkowców PKP Cargo mogą stracić pracownicy. Od lipca, kiedy rozpoczął się spór zbiorowy, do końca października akcje spółki przewozowej spadły o ponad jedną piątą. Pracownicy, którzy są w posiadaniu pakietów akcji, w ciągu kilku miesięcy stracili średnio po ok. 800 zł, a dopiero od listopada wolno im sprzedawać papiery na GPW. Strajk może też narazić na szwank reputację firmy, jeśli z powodu przestoju nie dotrzyma ona umów na dostawę ładunków w trwającym szczycie przewozowym. Spółka liczy, że podczas czwartkowych rozmów uda się osiągnąć porozumienie i do strajku jednak nie dojdzie.

Dostaliśmy informację od strony społecznej, że 9 listopada rozpocznie się strajk kroczący w Tarnowskich Górach. Wiele wskazuje na to, że tak naprawdę powodem tego strajku jest 28 km, które dzieli Tarnowskie Góry od Katowic, czyli siedzibę centrali zakładu śląskiego od centrali w Katowicach i przeniesienie 200 osób z blisko 3 tys. pracowników śląskiego zakładu spółki do Katowic. To przeniesienie pracowników jest zgodne z obowiązującym w PKP Cargo Paktem Gwarancji Pracowniczych, którego sygnatariuszem były też związki zawodowe – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Łukasz Hadyś, członek zarządu ds. finansowych w PKP Cargo.

W poniedziałek PKP Cargo złożyło do sądu pozwy, które kwestionują legalność zapowiedzianego strajku. Zgodnie z opiniami prawnymi, którymi dysponuje spółka, kwestia legalności strajku dotyczy m.in. ważności referendum strajkowego przeprowadzonego w sierpniu tego roku. PKP wniósł też o zakaz prowadzenia strajków do czasu rozstrzygnięcia przez sąd zasadności pozwów.

Uważamy, że jesteśmy w stanie prowadzić dialog, liczymy na racjonalne podejście związków zawodowych. W czwartek, 5 listopada, mamy zamiar się spotkać i prowadzić dialog. Liczymy na to, że tego strajku nie będzie, bo nie leży on w interesie pracowników – tłumaczy Hadyś.

Jak podkreśla, strajk może mieć wymierne skutki finansowe dla spółki. Trwający od lipca spór zbiorowy spowodował znaczny spadek wartości papierów wartościowych przewoźnika. Tracą na tym również sami pracownicy.

Od momentu rozpoczęcia sporu zbiorowego kurs giełdowy spadł o ponad 20 proc. 90 proc. pracowników posiada akcje, oznacza to spadek wartości pakietu akcji pojedynczego pracownika o ponad 800 zł – zaznacza członek zarządu ds. finansowych w PKP Cargo.

Efekty strajku spółka może odczuwać przez lata. Konkurencja na rynku jest duża, a klienci oczekują, że terminy zostaną dotrzymane. PKP Cargo miesięcznie przewozi 10 mln ton towarów dla firm przemysłowych w Polsce, również dla sektora energetycznego.

Jesteśmy w trakcie szczytu przewozowego i zależy nam na tym, żeby nasze usługi zostały zrealizowane. Każdy nieprzewieziony wolumen może niekorzystnie wpłynąć na kontrakty nie tylko w tym rok, lecz także w kolejnych latach – podkreśla Łukasz Hadyś.

Blisko 90 proc. firm wybiera chmurę ze względu na bezpieczeństwo

CEO Magazyn Polska

Rynek usług oferowanych w technologii chmury jest najszybciej rozwijającym się segmentem branży IT. Bez cloud computingu trudno dziś wyobrazić sobie rozwój nowoczesnej firmy. Przedsiębiorstwa bez względu na rozmiar doceniają przede wszystkim bezpieczeństwo przechowywanych w chmurze danych. To kluczowy czynnik decydujący o migracji do chmury dla blisko 90 proc. z nich.

Chmura obliczeniowa umożliwia outsourcing procesów IT. W zależności od rodzaju usługi, użytkownik otrzymuje zdalny dostęp do wirtualnego sprzętu, środowiska czy aplikacji, których zakres może określać samodzielnie, dynamicznie i elastycznie. Może więc zrezygnować z własnej infrastruktury IT, co oznacza znaczne oszczędności dla firmy.

Polski rynek usług oferowanych w technologii chmury jest najszybciej rozwijającym się obszarem IT – tempo wzrostu jest siedmiokrotnie wyższe niż tradycyjnych usług. Według szacunków IDC w 2014 roku rynek chmury wart był ponad 130 mln dolarów (wzrost o 30,2 proc. rok do roku). Zdaniem Dariusza Nawojczyka, chief marketing officer w firmie Oktawave, polskiej chmurze obliczeniowej ten pozytywny trend utrzyma się także w kolejnych latach, a dynamika wzrostu będzie dwucyfrowa.

Polski biznes zaakceptował chmurę obliczeniową. Firma Oktawave jest obecna na tym rynku od trzech lat. W pierwszej fazie naszej działalności obserwowaliśmy adopcję chmury przez mniejsze podmioty, które są nieco bardziej elastyczne i bardziej skłonne do podjęcia ryzyka związanego z wdrożeniem nowej technologii – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Dariusz Nawojczyk.

Jak zaznacza ekspert, pod względem przechowywania danych osobowych, polskie prawo jest zwykle bardziej rygorystyczne niż prawo Unii Europejskiej, zaś unijne regulacje są z kolei bardziej restrykcyjne niż amerykańskie. W przypadku spółki Oktawave dane klientów przechowywane są w centrum o najwyższym standardzie bezpieczeństwa zlokalizowanym w Warszawie.

Jednym z mitów na temat chmury, w który  wierzy wielu przedsiębiorców, jest przekonanie, że oddając dane do chmury obliczeniowej, de facto nie wiemy, gdzie one się znajdują. Ten mit trzeba obalić – każdy profesjonalny dostawca usług cloud computingu bardzo precyzyjnie informuje swoich klientów o lokalizacji swoich centrów danych – podkreśla Dariusz Nawojczyk.

W Polsce nie ma prawnej definicji chmury obliczeniowej, jednak obowiązujące przepisy co do zasady pozwalają na jej wykorzystanie. To poza innymi korzyściami sprawia, że usługa w modelu cloud cieszy się rosnącym uznaniem wśród coraz większego grona polskich firm, w tym również tych dużych, zatrudniających powyżej 500 pracowników. Z badań Oktawave wynika, że decydującymi czynnikami przy wyborze chmury są stabilność, elastyczność i bezpieczeństwo (wskazania ponad 85 proc. badanych firm).

Potencjał chmury jest ogromny. Jestem przekonany, że w dużej mierze wyprze ona tradycyjny sposób zapewnienia infrastruktury. Mam na myśli serwery oraz całe systemy, które firmy budują, aby przechowywać tam dane – ocenia CMO Oktawave.

Stawiając własną infrastrukturę IT, przedsiębiorca powinien wiedzieć, czy jego firma zainwestuje wystarczające środki w fizyczne zabezpieczenie zasobów oraz w starannie zaprojektowaną infrastrukturę, zapewniającą odpowiednią przestrzeń dyskową.

Mija już siódmy rok, kiedy cloud computing podbija serca dyrektorów IT na całym świecie. I nagle okazuje się, że wszystkie obawy, które próbowali zasiać w głowach ludzi odpowiedzialnych za IT producenci sprzętu, mówiące o tym, że cloud computing jest w jakikolwiek sposób niebezpieczny, okazały się zwykłą bajką – mówi Dariusz Nawojczyk.

Chmura, będąca niegdyś technologicznym novum, wspiera dziś krytyczne systemy usprawniające działalność coraz większych rynkowych graczy. W tym roku z usług w chmurze korzystała jedna czwarta dużych przedsiębiorstw w Polsce.

E-handel napędza rynek powierzchni magazynowej. Do 2020 roku zapotrzebowanie może sięgnąć 700 tys. mkw.

CEO Magazyn Polska

Według PMR rynek handlu internetowego w tym roku może być wart ok. 32 mld zł. Każdy miliard złotych wydany w sieci generuje popyt na powierzchnię magazynową rzędu 18,5 tys. mkw. Do 2020 roku może to być łącznie ponad 700 tys. mkw. – wynika z analizy JLL i Prologis. Polski rynek magazynów jest dobrze przygotowany na zwiększony popyt i rosnące wymagania najemców e-commerce. Ze względu na niskie koszty i dostępność kadr do Polski ściągają zagraniczni gracze.

W ostatnich latach każdy dodatkowy miliard złotych wydany w internecie wygenerował popyt na powierzchnię magazynową rzędu 18,5 tys. mkw. Jeżeli ten mnożnik zostanie zachowany w kolejnych latach i przy założeniu, że rynek e-handlu będzie rósł mniej więcej o 15 proc. rocznie, to do 2020 sektor e-commerce według wstępnych szacunków powinien wygenerować popyt rzędu 700 tys. mkw. – mówi agencji Newseria Jan Zombirt, dyrektor w dziale badań rynku i doradztwa w JLL.

Ostatnie lata to dwucyfrowe wzrosty handlu internetowego. Firma PMR ocenia, że rynek w 2014 roku wart był 27,3 mld zł, a w tym ma osiągnąć wartość około 32 mld zł. Szacunki na kolejne lata są optymistyczne – w 2020 roku e-handel może osiągnąć 10 proc. sprzedaży detalicznej (dziś wynosi on ok. 3,9 proc.). To oznacza, że e-commerce będzie coraz istotniejszym graczem na rynku powierzchni logistycznych i magazynowych.

Patrząc na globalne portfolio firmy Prologis, widzimy, że prawie 10 proc. klientów to firmy z branży e-commerce, a dynamika wzrostu jest dużo większa. Ten sektor generuje rocznie prawie 15–20 proc. nowego popytu – mówi Paweł Sapek, country manager w Prologis Polska, firmie działającej na rynku nieruchomości przemysłowych.

Eksperci podkreślają, że polski rynek nieruchomości jest dobrze przygotowany na dynamiczny rozwój e-commerce – większą skalę działalności już istniejących firm i napływ nowych graczy. Wszystkie te podmioty zgłaszają popyt na nowoczesne centra logistyczne. Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej wynoszą dziś 9,6 mln mkw. Ponad 280 tys. mkw. jest w budowie na zasadach spekulacyjnych, czyli bez zawartych wcześniej umów najmu. W ciągu następnych sześciu miesięcy na rynku pojawi się 50 dużych modułów magazynowych.

Branża e-commerce zgłasza zapotrzebowanie na centra obsługi zamówień internetowych, huby kurierskie i sortownie, miejskie centra logistyczne oraz centra obsługi zwrotów, a także magazyny artykułów spożywczych sprzedawanych online.

Nie można powiedzieć, że to jest jeden typ nieruchomości. Są to zarówno magazyny wielkopowierzchniowe, jak i bardzo małe, cross-dockowe centra lokalizowane w centrum miast. Mamy też do czynienia z tzw. popytem wtórnym generowanym przez e-commerce – chodzi o centra zwrotów, które są zazwyczaj standardowymi magazynami wysokiego składowania – wyjaśnia Paweł Sapek.

W ciągu następnych pięciu lat 71 proc. ankietowanych przez Prologis i JLL operatorów logistycznych będzie zgłaszało zapotrzebowanie na centra obsługi zwrotów. Z badania wynika, że w najbliższych pięciu latach największymi wyzwaniami dla e-commerce będą: doręczanie zamówień tego samego dnia (100 proc.), obsługa zwrotów (60 proc.) i sprzedaż transgraniczna (40 proc.). Eksperci podkreślają, że pewność, terminowość i niskie ceny dostaw warunkują wszystkie inwestycje firm z branży.

Obecnie istniejące magazyny spełniają większość warunków, które branża ma wobec powierzchni magazynowych. Te warunki, nawet jeśli nie są spełnione, można w bardzo łatwy sposób uzupełnić. Chodzi tutaj o dodanie np. antresoli bądź zwiększenie mocy dostępnych w danym magazynie – wyjaśnia Zombirt.

Wśród innych wymogów zgłaszanych przez najemców z branży są m.in. wysoki poziom bezpieczeństwa, dodatkowe pomieszczenia socjalne czy obszerny parking dla pracowników. Magazyny i ich lokalizacja odgrywają kluczową rolę.

Sektor będzie wymagał lokalizacji, które będą w coraz większym stopniu zbliżać się do miast, czyli będą bliżej konsumenta i siły roboczej – mówi Jan Zombirt.

Firmy, które prowadzą działalność handlową na terenie całego kraju, chętnie wybierają magazyny w centrum Polski. Dużym powodzeniem cieszą się np. okolice Łodzi. Dynamicznie rośnie także zapotrzebowanie na powierzchnie magazynowe bliżej granicy z Niemcami.

Wynika to z faktu, że coraz więcej firm międzynarodowych, które działają np. w Niemczech, decyduje się przenieść swoje operacje logistyczne do Polski ze względu na niższe koszty. Polska Zachodnia jest bardzo dobrze usytuowana, żeby prowadzić obsługę rynków zachodnich – wyjaśnia dyrektor w JLL.

Dla inwestorów atrakcyjne są nie tylko niższe koszty pracy i wynajmu nieruchomości, lecz także dostępność kadr.

Ponad połowa Polaków przyznaje się do zbyt dużych wydatków na Boże Narodzenie. W tym roku będzie to 820 zł

CEO Magazyn Polska

Średnio 820 zł wyniosą w tym roku wydatki na święta Bożego Narodzenia. Wprawdzie połowa Polaków przyznaje, że na organizację świąt wydaje zbyt dużo, ale niewiele osób chce to zmienić. Część planowanych wydatków przeznaczymy na prezenty. W tym roku upominku pod choinką spodziewa się dwie trzecie Polaków. Jego średnia wartość to 170 zł.

Dla 53 proc. badanych kwoty, które wydajemy na organizację świąt, są za duże. Uważają, że moglibyśmy wydawać mniej i bardziej skupić się na przeżywaniu świątecznej atmosfery. Tylko 12 proc. postanowiło jednak, że spędzi te święta inaczej. Presja tradycji i otoczenia powoduje, że nie zmieniamy swoich zachowań. Możemy się więc spodziewać, że na święta wydamy około 800 zł – mówi agencji Newseria Biznes Przemysław Kasza z działu badań Provident Polska.

Z Barometru Providenta wynika, że 17 proc. respondentów przeznaczy na ten cel do 400 zł, a 12 proc. liczy się z wydatkami powyżej 1 tys. zł.

Poza planowanymi wydatkami kosztem są także nakłady pracy – w zakupy, sprzątanie i dekorowanie domu oraz przygotowywanie potraw.

Mniej więcej połowa badanych stwierdziła, że ich zaangażowanie będzie równie intensywne jak pozostałych domowników. Około 7 proc. badanych stwierdziło, że ich zaangażowanie będzie mniejsze, natomiast około 30 proc. stwierdziło, że będzie zaangażowanych bardziej niż pozostali domownicy – mówi Przemysław Kasza. – Widzimy też, że ok. 10 proc. mężczyzn przecenia swoje zaangażowanie w przygotowania świąteczne.

Co piąty Polak nie spodziewa się żadnego upominku pod choinką, jednak odsetek ten zmienia się wraz z wiekiem. W przypadku osób powyżej 59 roku życia jest on dwa razy wyższy (28 proc.) niż wśród młodych.

Jeżeli przyjrzymy się tym wynikom, uwzględniając zasobność portfela, to okazuje się, że osoby, którym starcza tylko na podstawowe wydatki, aż w 47 proc. nie spodziewają się otrzymania prezentu – mówi Kasza.

Wśród osób, które spodziewają się prezentów, blisko 40 proc. liczy na trzy lub więcej upominków. Średnia wartość podarunku to 170 zł. Co ciekawe, Polacy deklarują, że na najdroższy prezent zamierzają wydać w tym roku 168 zł.

Mężczyźni mówią o kwocie 190 zł na jeden prezent. Co zaskakujące, kobiety wskazują, że będzie to mniejsza kwota – 170 zł – wyjaśnia Karolina Łuczak, kierownik ds. komunikacji Provident Polska. – Najczęściej wybieramy prezenty, które są sprawdzone. Mówimy o odzieży, biżuterii czy kosmetykach – to rzeczy łatwo dostępne, które powinny ucieszyć. Na pewno kobietom nie kupujmy alkoholu, który jest prezentem częściej kupowanym mężczyznom. Z kolei prezentem, który na pewno otrzymają mężczyźni będą – jak co roku – krawaty i skarpetki.

Ankietowani najchętniej pod choinką znaleźliby odzież (21 proc.), kosmetyki (20 proc.) oraz elektronikę (17 proc.). Kobiety ucieszyłyby się również z biżuterii (23 proc.). Alkohol wybrało 12 proc. mężczyzn i 0,1 proc. kobiet.

Przygotowując święta, ważne jest, żeby rozsądnie je zaplanować – zajrzeć do swojego portfela i zastanowić się, ile w nim mamy środków i na ile możemy sobie pozwolić. Święta to okres pokus, kiedy łatwiej ulegamy wpływowi reklam, promocji, świątecznych Mikołajów i kolęd. Trzeba więc podejść do tego w sposób rozsądny i brać pożyczki tylko wtedy, kiedy jest to faktycznie wymagane, i nie stawiać na więcej, niż jesteśmy sobie w stanie pozwolić – podkreśla Karolina Łuczak.

Mostostal Warszawa: Budujemy dla Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego

Mostostal Warszawa Oddział Północny zdobył nowy kontrakt na Pomorzu wart 21 444 552,02 zł. W imieniu Mostostalu Warszawa umowę podpisał José Ángel Andrés López, Wiceprezes Zarzadu ds. Produkcji i Maciej Sasak, Dyrektor Oddziału Północnego. Dzięki temu będziemy wykonawcą tzw. „stanu zerowego” Centrum Medycyny Nieinwazyjnej w Gdańsku. Na przełomie roku władze uczelni mają ogłosić kolejny przetarg – na dokończenie obiektu.

Centrum Medycyny Nieinwazyjnej (CMN) powstanie przy ul. Smoluchowskiego 17 i ul. Dębinki 7 w Gdańsku. Będzie to drugi, po Centrum Medycyny Inwazyjnej, nowoczesny szpital należący do Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego (GUMed). Mostostal Warszawa został wybrany pierwszym generalnym wykonawcą tej wieloetapowej inwestycji.

Mostostal_Warszawa– Cieszymy się, że wzmocnimy naszą obecność na Pomorzu. Niedawno podpisaliśmy kontrakt na budowę Komendy Wojewódzkiej w Gdańsku, dostaliśmy również szansę na wykonanie robót budowlanych dla gdańskich sądów. Teraz zaczynamy działać dla GUMedu. Jako generalny wykonawca pierwszego etapu inwestycji będziemy odpowiedzialni za kompleksową realizację wszystkich niezbędnych robót i czynności „stanu zero” budynków B, C, D wchodzących w skład CMN. Na razie w zakres naszych prac wchodzą demontaże, rozbiórki, roboty ziemne czy prace polegające na zabezpieczeniu istniejących sieci. Będziemy też wykonywać od podstaw różne elementy sieciowe czy konstrukcyjne, jak np. płytę fundamentową budynku A wraz z żelbetowym kanałem technologicznym i niezbędnymi elementami izolacji przeciwwodnych i przeciwwilgociowych. Za pół roku będziemy się starać o kolejny kontrakt związany z budową CMN – powiedział Maciej Sasak, dyrektor Oddziału Północnego Mostostalu Warszawa.

Foto_Mostostal_Warszawa_1W ramach przedmiotu zamówienia Mostostal Warszawa wykona również: żelbetowe konstrukcje fundamentów, ścian i stropu nad poziomem -1 budynków B, C, D obiektu wraz z niezbędnymi elementami izolacji przeciwodnych i przeciwilgociowych, wykonanie elementów kanalizacji sanitarnej i deszczowej podposadzkowej, wykonanie elementów instalacji odgromowej i uziemiającej, budowę przyłącza kanalizacji sanitarnej, wykonanie zabezpieczenia wykopów: obudów m.in. wykopu z pali typu CFA, ścianek szczelnych. Na realizację tych zadań Mostostal Warszawa ma pięć miesięcy od podpisania umowy.

„Budowa Centrum Medycyny Nieinwazyjnej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego” to program wieloletni uchwalony decyzją Rady Ministrów. Okres realizacji inwestycji przewiduje się na lata 2015-2020.

Popołudniowy komentarz walutowy z 03.11.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 03.11.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl