Siła rekomendacji — dlaczego klienci wystawiają opinie o sklepach internetowych?

Pisze się je zazwyczaj w porze kolacji, mają od 2 do nawet 20 tysięcy znaków, a sklepy internetowe zyskują dzięki nim zaufanie klientów. Mowa o opiniach konsumenckich. Opineo.pl postanowiło sprawdzić, dlaczego internauci wystawiają recenzje i co zazwyczaj się w nich zawiera. Wyniki badań mogą zaskakiwać.

Opineo infografikaOpinie konsumenckie to bardzo ważne narzędzie dla e-biznesu. Dzięki nim klienci nabierają zaufania do marki, a konwersja rośnie. Według Dimensional Research już 90% internautów przed podjęciem decyzji zakupowej sprawdza, co o danym sklepie i produkcie zostało napisane w sieci. Pozytywne opinie potrafią przyciągać klientów jak magnes. Negatywne — jeśli jest ich sporo — sprawiają, że klienci rezygnują z zakupów.

Zbieranie opinii nie należy jednak do zadań prostych i przyjemnych. Wśród wszystkich użytkowników Opineo, 30% stanowią osoby, które aktywnie opiniują sklepy, produkty i usługi. Co sprawia, że klienci poświęcają wolną chwilę na napisanie recenzji?

 Wystarczy poprosić

Klienci najczęściej decydują się na wystawienie opinii, ponieważ… poprosił ich o to sprzedawca. Odpowiedź taką wskazało aż 31% respondentów badania, jakie Opineo przeprowadziło w maju i czerwcu na grupie 1200 użytkowników. Nieco mniejszą grupę – jedną czwartą ankietowanych – do napisania komentarza motywuje zadowolenie z zakupów. Rozczarowanie jest motorem do działania dla zaledwie 5% internautów. Prawie 20% recenzuje produkty i usługi po praktycznie każdym zakupie, zaś 18% przyznaje, że bardzo rzadko zdarza im się pozostawić opinię konsumencką w sieci.

Oznacza to, że internauci wciąż nie mają dostatecznego nawyku opiniowania usług i produktów. Bardzo ważnym zadaniem, przed którym stają przedsiębiorcy z obszaru e-commerce, jest więc zachęcenie konsumentów do dzielenia się swoimi doświadczeniami zakupowymi.


Polak w sieci lubi pomagać

Serwis Opineo sprawdził również, dlaczego konsumenci wystawiają opinie o sklepach internetowych. Zarówno w przypadku negatywów, jak i pozytywów powód napisania komentarza jest praktycznie ten sam – użytkownicy chcą pomóc innym kupującym. W przypadku pochlebnych recenzji powodem jest chęć nagrodzenia uczciwego sprzedawcy (43%) i pomoc innym w podjęciu właściwej decyzji zakupowej (41%). Autorzy negatywnych komentarzy chcą zaś przestrzegać konsumentów przed nierzetelnymi sklepami (58%) i służyć dobrą radą (38%).

Mechanizmy rządzące motywacją ludzi wystawiających opinie rozumie Morele.net – jeden z liderów pod względem liczby opinii w serwisie Opineo. Jego sukces w dużej mierze wynika z komunikatów wysyłanych w wiadomościach posprzedażowych. Zawarta w nich formuła „Twoje spostrzeżenia i rady sprawią, że kolejne osoby zainteresowane podobnym zakupem będą miały możliwość dokonania najlepszego wyboru” odnosi się do jednego z najczęstszych powodów wystawiania opinii przez internautów – chęci doradzenia i niesienia pomocy innym kupującym. Takie podejście zaowocowało ponad 100 tysiącami opinii, 97-procentowym zadowoleniem klientów w serwisie Opineo i tytułem najlepszego Megasklepu w Rankingu Sklepów Internetowych 2015.

Fenomen słowa „polecam”

Tendencja ta ma odzwierciedlenie również w zawartości samych komentarzy wystawianych w serwisie Opineo. Analiza blisko 7 milionów opinii wykazała, że internauci przy opisywaniu swoich doświadczeń zakupowych najczęściej używają słowa „polecam”. W pozytywnych komentarzach zostało ono użyte aż 92 tysiące razy, zaś „nie polecam” w negatywnych opiniach wystąpiło w 36 tysiącach przypadków.

Oprócz tego autorzy opinii zwracają uwagę na cechy usług i produktów: jakość, przesyłka, doradztwo, kontakt, zwroty, czas realizacji. W pozytywach lubią używać określeń: bezproblemowe, OK, dobry, serdeczny, pozytywne, zgodne, super; a w negatywach: słabe, oszustwo, negatywna, brak kontaktu, niezgodny, powolny. Dzięki nim łatwo ustalić, na jakie aspekty zakupów użytkownicy zwracają w szczególności uwagę i które elementy obsługi warto doskonalić, jeśli chce się zbierać same pozytywne komentarze.

W moc komentarzy konsumenckich wierzy już większość czołowych graczy polskiego e-commerce. Najbardziej znany e-sklep motoryzacyjny – Oponeo.pl – od lat rozwija się m.in. dzięki skrupulatnej lekturze opinii. – Dzięki komentarzom poprawiliśmy komunikację z klientem. Wypracowaliśmy m.in. system informowania mailowo i esemesowo o wszelkich opóźnieniach w realizacji zamówienia. Ponadto jeszcze częściej aktualizujemy stany magazynowe, aby klient miał dostęp do jak najbardziej aktualnych informacji – mówi Monika Siarkowska, PR & IR manager w Oponeo.pl.

Czytanie opinii konsumenckich już stało się jednym z ważniejszych etapów podejmowania decyzji zakupowej. Tendencja ta będzie się nasilać. Według ostatniego raportu Nielsena „Global Trust in Advertising” komentarze internautów są obecnie drugim najbardziej zaufanym źródłem informacji o marce i wiarę w ich rzetelność deklaruje aż 70% użytkowników sieci. Przewiduje się, że w przeciągu następnych 4 lat odsetek ten ma wzrosnąć o kolejne 15%.

Koniec mitu millenialsów. Badania VMware wykazały, że transformację cyfrową napędzają pracownicy w każdym wieku, nie tylko ci najmłodsi

71% przebadanych pracowników regionu EMEA jest zdania, że powszechne korzystanie z umiejętności cyfrowych podnosi konkurencyjność. Czy firmy rzeczywiście w pełni wykorzystują ten potencjał?

Bartłomiej Ślawski
Bartłomiej Ślawski

VMware, globalny lider w dziedzinie infrastruktury środowiska chmury i rozwiązań mobilnych dla biznesu, opublikował wyniki badań, które obalają mit millenialsów. Dowodzą one, że pracownicy – bez względu na swój wiek – mają istotny wpływ na tempo transformacji cyfrowej przedsiębiorstw oraz że zdają sobie sprawę z ważnej roli umiejętności cyfrowych* w zapewnieniu rozwoju i konkurencyjności firmy.

W badaniu wzięło udział 5700 pracowników z Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (region EMEA). Wykazało ono, że kompetencje cyfrowe są priorytetem dla wszystkich grup demograficznych – nie tylko millenialsów i osób z pokolenia Z, jak do tej pory zwykło się uważać. Ma to istotny wpływ na sposób pracy oraz działalność całych przedsiębiorstw. Prawie trzy czwarte ankietowanych (71%) uważa, że powszechne wykorzystanie umiejętności cyfrowych podnosi konkurencyjność firmy, 67% jest zdania, że umożliwiają one lepszą współpracę między pracownikami, a według dwóch trzecich (66%) badanych rozpowszechnienie wykorzystywania umiejętności cyfrowych w pracy może prowadzić do wzrostu rentowności firmy w ciągu najbliższych pięciu lat.

Fakt, że prawie dwie trzecie (64%) badanych wyraziło chęć uczenia się nowych sposobów pracy i rozwoju umiejętności cyfrowych podnoszących produktywność jasno pokazuje, że pracownicy zdają sobie sprawę z potencjału, jaki drzemie w znajomości nowych technologii oraz że chcą oni ten potencjał wykorzystać. Co więcej, starsze pokolenia pracowników dążą do rozwinięcia tego typu kompetencji także pod kątem technicznym. 39% badanych z grupy wiekowej 45-54 czynnie poszukuje możliwości zasięgnięcia porad lub odbywania szkoleń w dziedzinie projektowania i tworzenia aplikacji mobilnych, a prawie jedna trzecia (31%) osób z grupy 55+ podejmuje te same działania również w zakresie programowania i tworzenia treści online.

Pomimo wysokiej świadomości pracowników mniej niż połowa (48%) badanych wierzy, że jest w stanie w pełni wykorzystać swoje umiejętności cyfrowe w swojej organizacji. Przeszkody stojące na drodze do pełnego rozwoju potencjału zatrudnionych są wielorakie i dotyczą między innymi: braku uwzględnienia zadań cyfrowych na liście obowiązków pracowników (51%), braku środków finansowych (43%), braku odpowiedniego wsparcia ze strony zespołu IT (40%) oraz zbyt restrykcyjnych polityk przedsiębiorstw (39%).

„Zasadnicza zmiana zestawu umiejętności pracowników w obecnej epoce cyfrowej prowadzi do transformacji sposobu prowadzenia działalności w firmach oraz wpływa na proces tworzenia strategii, wyznaczania kierunków i podejmowania decyzji” – mówi Matt Crosby, Head of expertise na region Wielkiej Brytanii i Irlandii w globalnej firmie konsultingowej Hay Group. „W tej sytuacji zarówno szanse jak i wyzwania wiążą się z koordynacją pracy starszej kadry posiadającej wieloletnie doświadczenia nabyte w epoce przedcyfrowej z młodszymi pracownikami wnoszącymi do organizacji nową specjalistyczną wiedzę i umiejętności, a także posiadającymi nowe oczekiwania i reagującymi na inne źródła motywacji. Każda firma musi dołożyć starań, aby odnaleźć taki system pracy, w którym takie wielopokoleniowe zespoły będą mogły współpracować, realizując również niektóre ze „starych” zadań, takich jak rozliczanie z obowiązków czy ewaluacja wydajności i efektów, upewniając się jednocześnie, że nowe pomysły i sposoby realizacji obowiązków zawodowych mogą się swobodnie rozwijać”.

Koordynacja działań zespołu IT i starszej kadry kierowniczej powinna odgrywać znaczącą rolę w budowaniu organizacji skupionej w większym stopniu na technologiach cyfrowych. To właśnie działy IT zajęły pierwsze miejsce na liście podmiotów odpowiedzialnych za taką zmianę (w opinii 34% respondentów), lokując się ponad dyrektorami zarządzającymi i generalnymi (19%), zarządem (16%) oraz dyrektorami poszczególnych działów (13%). Jednocześnie, zdaniem wielu badanych, zmiana sposobu działalności firmy wymaga także bardziej aktywnych działań ze strony starszej kadry menadżerskiej. Jedynie połowa (50%) ankietowanych uznała, że ich przełożeni zachęcają pracowników do wdrażania nowych sposobów pracy w organizacji.

Ponadto ankietowani wskazali obszary priorytetowe dla zmiany modelu pracy: zwiększenie nakładów na szkolenia w zakresie umiejętności cyfrowych (54%), ulepszenie systemu nagród zachęcających do korzystania z umiejętności cyfrowych (47%) oraz rozwój kultury pracy, która w większym stopniu promuje korzystanie z takich umiejętności (44%).

„W dzisiejszym świecie biznesu skuteczna transformacja cyfrowa opiera się na kulturze pracy, ludziach i umiejętnościach. Duże inwestycje przedsiębiorstw w pozyskiwanie cyfrowych talentów są słusznym posunięciem, zmierzającym do wykorzystania kluczowych umiejętności, które wspomagają proces ewolucji i przyspieszają wdrażanie innowacji w organizacjach oraz umożliwiają lepszy kontakt z klientami. Wszystkie te elementy przekładają się na wyniki finansowe firm. VMware pomaga organizacjom w lepszym zrozumieniu idei nowych możliwości tkwiących w rzeczywistej transformacji modelu pracy zgodnie z wymogami epoki cyfrowej bez ryzyka związanego z obniżeniem poziomu bezpieczeństwa lub wydajności operacji. To konieczne, aby firmy mogły w pełni wykorzystać umiejętności i potencjał pracowników bez względu na ich wiek” – komentuje Bartłomiej Ślawski, Country Manager for Poland, VMware.

Czy złoty traci z powodu wyborów?

Od początku tygodnia złoty wyraźnie traci wobec pozostałych walut. Przedstawiciele Rosji dołączą dzisiaj do spotkania państw OPEC. Lepsze dane gospodarcze z USA a gorsze z Japonii.

Od kilku dni na notowaniach par złotowych ciążą nadchodzące wybory parlamentarne. Widać to wyraźnie porównując notowania złotego do innych walut naszego regionu. Złotówka od początku tygodnia straciła już niemal 1% względem euro bez wyraźnego powodu w danych makroekonomicznych. Najprawdopodobniej jest to strach przed nieznanym czy przed wynikami niedzielnych wyborów. Niewykluczone, że jeszcze przed końcem tygodnia zobaczymy korektę tego ruchu. Jeżeli okaże się, że złoty osłabi się zbyt mocno na rynku znajdą się inwestorzy chcący wykorzystać strach do osiągnięcia dodatkowych zysków. Do momentu kiedy się to nie wydarzy, zapowiada się kilka naprawdę nerwowych dni dla kredytobiorców frankowych, gdyż waluta ta zbliża się do 3-miesięcznych maksimów.

Rosja dołączy dzisiaj do technicznej narady OPEC. Stowarzyszenie debatuje co robić by ceny czarnego złota wróciły do poziomów sprzed spadków. Problemem jest to, że wydobycie i to bez powrotu Iranu na rynku rośnie szybciej niż nadmiernie optymistycznie zaprognozowana konsumpcja. Na razie nie ma chętnych by zmniejszyć wydobycie, o czym świadczą poszukiwania nowych rynków zbytu w regionach tradycyjnie zdominowanych przez inne kraje. Dobrym przykładem są dostawy z Arabii Saudyjskiej do Polski będącej dotychczas jak cały nasz region w strefie wpływów Rosji. Bardziej prawdopodobne jest to, że tego typu animozje zdominują to posiedzenie, niż że dojdzie na nim do przełomu w wydobyciu. Gdyby doszło do przełomu, głównym beneficjentem na rynku walutowym powinien być, tradycyjnie powiązany z cenami surowców energetycznych, rubel.

Wczorajsze dane z USA zostały dobrze przyjęte przez rynki. Co prawda wydano mniej od oczekiwań pozwoleń na budowę domów, ale z kolei wskaźnik rozpoczętych budów okazał się lepszy od oczekiwań. Przełożyło się to na umacnianie się dolara wobec euro, co zaszkodziło również walutom naszego regionu.

Gorsze od oczekiwań dane z Japonii powoli nie powinny już nikogo dziwić. Eksport wzrósł o 0,6% wobec oczekiwań o 3,4%. Import spadł o 11,1% co było i tak lepsze niż prognozowany spadek o 11,7%.

Dzisiaj warto zwrócić uwagę na następujące dane:

16:00 – Kanada – zmiana stóp procentowych i raport na temat polityki monetarnej,

16:30 – USA – tygodniowa zmiana zapasów paliw.

EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 20.07.2015 do 20.10.2015Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 20.07.2015 do 20.10.2015

Kurs EUR/PLN od połowy sierpnia znajduje się w trendzie wzrostowym. Po osiągnięciu maksimum na poziomie 4,2600, kurs kontynuuje wzrosty. Dla ruchu w górę najbliższym oporem jest poziom 4,2700 gdzie znajduje się nowe maksimum lokalne. W przypadku spadków kolejne wsparcie stanowi linia łącząca minima lokalne na 4,2100 a następnie minima w okolicach 4,1550-4,1600.

CHF/PLN

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 20.07.2015 do 20.10.2015Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 20.07.2015 do 20.10.2015

Kurs CHF/PLN przeszedł w trend wzrostowy. Po przebicia testowanej linii oporu na 3,8950 kolejnym istotnym oporem są okolice 3,9400 gdzie znajdują się ostatnie ważne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,8650, a następnie ostatnie minimum, czyli 3,8090.

USD/PLN

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 20.07.2015 do 20.10.2015Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 20.07.2015 do 20.10.2015

Kurs USD/PLN Znajduje się w trendzie bocznym. Dla ruchu w górę najbliższym oporem jest linia łącząca ostatnie maksima na 3,8100. dla ewentualnego ruchu w dół najbliższym wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,6800.

GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 20.07.2015 do 20.10.2015Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 20.07.2015 do 20.10.2015

Kurs GBP/PLN podążał jeszcze w zeszłym tygodniu w krótkoterminowym trendzie spadkowym. Wczoraj doszło do wybicia i najbliższymi ograniczeniami dla wzrostu kursu są obecnie maksima lokalne na 5,8100. W przypadku spadków ważnym wsparciem jest 5,6600 czyli ostatnie minimum.

Jak zmniejszyć świąteczne wydatki w dwa miesiące?

Co prawda święta dopiero za dwa miesiące, jednak już dziś warto zadbać o domowy budżet, by nie odczuć w grudniu pustki w portfelu.

W ubiegłym roku, wg raportu Deloitte „Zakupy świąteczne 2014″, polska rodzina na przygotowania do świąt Bożego Narodzenia wydała ok. 1158 zł. To spora kwota biorąc pod uwagę fakt, iż jest ona wydawana w krótkim czasie, zwykle tuż przed świętami. Jak bez bólu rozstać się z tymi pieniędzmi?

Jacek Kasperczyk, Comperia
Jacek Kasperczyk, Comperia

Grosz do grosza, a będzie kokosza

Jednym ze sposobów na oszczędzenie kwoty np. 1200 zł, jest ograniczenie wydatków na tzw. codzienne przyjemności, jak np. poranna kawa kupowana w drodze do pracy, czy zakup papierosów. – Przyjmijmy, że kawa to koszt ok. 9 zł, jeśli do świąt będziemy ją kupować w każdy dzień roboczy, wówczas wydamy aż 405 zł. Jeszcze większe obciążenie poniesiemy puszczając przysłowiowego dymka. Paląc 1 paczkę papierosów dziennie, która kosztuje ok. 13 zł, do wigilijnej wieczerzy spalimy 819 zł. Odmawiając sobie tych dwóch przyjemności jesteśmy w stanie odłożyć aż 1224 zł, czyli nieco więcej niż wynoszą średnie świąteczne wydatki wg raportu Deloitte – wylicza Jacek Kasperczyk, analityk porównywarki finansowej Comperia.pl. Rezygnacja akurat z tych dwóch używek nie tylko wpłynie pozytywnie na nasze zdrowie, ale też na stan konta.

Czy umiem oszczędzać?

Drugim sposobem na zaoszczędzenie wspomnianej kwoty 1200 zł jest odłożenie z miesięcznych dwóch pensji kwot po 600 zł. W ten sposób w szybki sposób zaoszczędzimy pieniądze na święta, bez codziennego pilnowania się z wydatkami. Jednak czy umiemy w sposób tak drastyczny zmienić swoje przyzwyczajenia? Jest to metoda dyskusyjna, szczególnie w obliczu ostatniego badania Fundacji Kronenberga pt. „Postawy Polaków wobec oszczędzania”, z którego wynika, że tylko co ósmy Polak regularnie oszczędza pieniądze, zaś średnie oszczędności na głowę to ok. 3,5 tys. euro. – Niestety Polacy mają problem z oszczędzaniem. Większość była zmuszona do przestawienia się w tryb oszczędzania z powodu zaciągniętych kredytów np. hipotecznych. Jednak tegoroczne badanie NBP pokazuje, że tylko 55 proc. polskich dłużników odkłada pieniądze na tzw. czarną godzinę, a prawie 59 proc. z nich po odcięciu dochodów przetrwałaby tylko miesiąc – mówi Jacek Kasperczyk, analityk Comperia.pl. Jeżeli nie wcielimy w życie oszczędzania, nie tylko nie poradzimy sobie ze świątecznymi wydatkami, ale też stracimy gwarancję tzw. poduszki finansowej, która powinna stanowić dla nas pomoc w nieoczekiwanych sytuacjach życiowych.

Gdy sam nie dam rady?

Niestety, większość z nas pomyśli o wydatkach świątecznych dopiero w grudniu, co w nie jednym portfelu spowoduje pustki. – Jednym ze sposobów rozłożenia w czasie świątecznych wydatków jest skorzystanie z pożyczki bankowej. Niestety, nie jest to dobre rozwiązanie, bowiem po pierwsze w pośpiechu zaciągnięty kredyt może wiązać się z niekorzystnym oprocentowaniem, w efekcie czego wydamy więcej pieniędzy niż zakładaliśmy. Po drugie zaś, za niespełna 4 miesiące będą nas czekać kolejne święta, na które również będą nam potrzebne pieniądze. Czy i w tym przypadku będziemy uciekać w stronę pożyczek? – komentuje Jacek Kasperczyk, analityk Comperia.pl.

Tak jak zima zaskakuje drogowców, tak świąteczne wydatki co rok sieją spustoszenie w naszych portfelach. Może jednak warto już dziś pomyśleć o świątecznym budżecie, by faktycznie nadchodzące święta spędzić nie tylko w rodzinnym gronie, ale z czystą kartą w spisie polskich dłużników.

Toyota Mirai – nowa ikona popkultury

Tak to się robi w Ameryce. Toyota zrobiła najmocniejszą premierę nowego modelu, godną samochodu przyszłości. Toyota ściągnęła z 1985 roku samego Martiego McFly. Podróżnik w czasie zjawił się nie za sprawą wehikułu czasu, lecz Toyoty Mirai, samochodu na wodór o nazwie „Przyszłość”.  

Od premiery pierwszej części serii „Powrót do przyszłości” minęły już trzy dekady. Aktorzy Michael J. Fox i Christopher Lloyd spotkali się po latach, żeby porozmawiać o tym, które przewidywania na rok 2015 z drugiego filmu serii się sprawdziły. Nagle rozmowę przerywa im szalony naukowiec, który twierdzi, że pokaże im prawdziwy samochód napędzany śmieciami, który przeniesie ich w czasie.

Toyota Mirai
Mirai wykorzystuje wodór do wytwarzania energii elektrycznej, emitując zamiast spalin parę wodną.

Czwarty film z serii „Napędzany czymkolwiek” został opublikowany w dniu premiery Toyoty Mirai w Ameryce. Data wejścia na amerykański rynek samochodu o nazwie „Przyszłość” jest nieprzypadkowa. W drugiej części słynnej serii filmowej Marty McFly wylądował wehikułem czasu w przyszłości 21 października 2015, czyli dzisiaj. Z tej okazji o 30 lat starsi Marty i doktor Brown, czyli Michael J. Fox i Christopher Lloyd, spotkali się, żeby powspominać rok 2015. Oczywiście ten z „Powrotu do przyszłości II”.
„Przez lata mieliśmy dużo zabawy, przewidując, które fikcyjne wynalazki z drugiego filmu serii rzeczywiście będą w użyciu w 2015 roku – powiedział Michael J. Fox.  – dziś, gdy naprawdę znaleźliśmy się w tym momencie, sądzę, że fani będą czerpali mnóstwo frajdy z jazdy samochodem na wodór, w którym Toyota widzi wielką szansę dla transportu. Uważam, że to naprawdę świetny pomysł”.

Dziś na ulice Kalifornii wyjadą pierwsze Toyoty Mirai, samochody napędzane wodorowymi ogniwami paliwowymi, które według Toyoty są pojazdami przyszłości. Jak pokazała kampania internetowa „Napędzany czymkolwiek”, paliwo wodorowe może być produkowane z wykorzystaniem odnawialnych źródeł energii, takich jak słońce, wiatr, woda czy biogaz. Samochody na wodór nie emitują żadnych spalin, a jedynie czystą wodę. Ich wielką zaletą względem aut elektrycznych jest to, że tankuje się je tylko w 3 minuty.

Internetowa kampania „Napędzany czymkolwiek” powstała po to, żeby w ciekawy i zabawny sposób pokazać ogromny potencjał tej technologii – tak dla motoryzacji, jak i dla społeczeństwa. W latach osiemdziesiątych Robert Zemeckis może przewidział produkcję biopaliwa z odpadów i latające samochody, a nawet że Toyota będzie nadal produkować wypasione pick-upy, ale napędzanie auta wodorem przerosło jego wyobrażenia. A tu – proszę. Toyota Mirai wchodzi na amerykański rynek dokładnie 21 października 2015 roku, mając już na koncie ponad 1500 zamówień od spragnionych ekologicznych nowości Kalifornijczyków.

„Od premiery Powrotu do przyszłości minęło 30 lat. Mniej więcej tyle samo czasu zajęło opracowanie rynkowej wersji samochodu napędzanego ogniwami paliwowymi – powiedział Bill Fay group vice president Toyota Motor Sales, U.S.A. – świętowanie wejścia na amerykański rynek Toyoty Mirai wraz z fanami filmu, który tak śmiało wybiegał myślą w przyszłość, to najlepszy sposób, żeby dać wyraz ekscytacji z powodu tego punktu zwrotnego w historii motoryzacji”.

Korekta deklaracji VAT bez uzasadnienia od stycznia 2016

Prezydencki projekt nowelizacji Ordynacji podatkowej wnosi kilka zmian do tego aktu prawnego. Nowością jest na przykład brak konieczności uzasadniania złożenia korekty deklaracji podatkowej. Zmiany w ustawie w tym zakresie wejdą w życie już na początku roku 2016.

Andrzej Lazarowicz, Prezes wfirma.pl
Andrzej Lazarowicz, Prezes wfirma.pl

Korekta deklaracji podatkowej i jej uzasadnienie

Podatnicy powinni złożyć korektę deklaracji podatkowej, jeśli w deklaracji pierwotnej znalazły się błędy. Mogą to być pomyłki:

  1. formalne – nie mają one wpływu na wysokość zobowiązania podatkowego, kwoty przeniesienia na kolejny okres rozliczeniowy lub kwoty zwrotu, ale może utrudnić identyfikację podatnika (na przykład gdy nie uzupełni on poprawnie deklaracji lub nie złoży pod nią podpisu),
  2. rachunkowe – mogą powodować poważniejsze konsekwencje, gdyż wpływają na wysokość zobowiązania podatkowego, kwotę przeniesienia na kolejny okres rozliczeniowy lub kwotę zwrotu podatku.

Jeżeli podatnik odpowiednio szybko i dobrowolnie zareaguje i dokona korekty deklaracji, nie poniesie kary za przestępstwo skarbowe, jednak tylko w sytuacji, gdy razem ze złożeniem korekty dokona wpłaty za zaległość podatkową.

Kontrola podatkowa i korekta deklaracji

Nie we wszystkich sytuacjach złożenie korekty deklaracji podatkowej będzie skuteczne –  dotyczy to przypadku, gdy podatnik złoży ją podczas trwania postępowania podatkowego lub kontroli podatkowej i gdy dotyczy ona okresu, którego dotyczy postępowanie lub kontrola. Podatnik może jednak bez przeszkód skorygować deklarację za okres, który akurat nie podlega postępowaniu podatkowemu ani kontroli.

Korekta deklaracji podatkowej i jej uzasadnienie w roku 2015

Art. 81 § 2 Ordynacji podatkowej mówi, że korekty dokonuje się poprzez złożenie deklaracji korygującej wraz z uzasadnieniem. To właśnie ono decyduje o tym, czy deklaracja zostanie skorygowana – podatnik musi wyjaśnić, dlaczego w deklaracji pierwotnej znalazły się błędy. Przedsiębiorca może także skorygować deklarację już skorygowaną.

Korekta deklaracji podatkowej i jej uzasadnienie w roku 2016

W nowelizacji Ordynacji podatkowej zrezygnowano z obowiązkowego uzasadniania korekty ze względu na trudności w wyegzekwowaniu go od składających korektę podatników. Brak uzasadnienia nie spowoduje, że korekta straci moc prawną, jednak organ podatkowy będzie mógł wezwać podatnika do uzupełnienia skorygowanej deklaracji. Jeżeli braki nie zostaną uzupełnione, organ rozpocznie postępowanie wyjaśniające, a także wyda decyzję, która określi prawidłową wysokość zobowiązania. Według twórców nowej Ordynacji wszystkie te działania wydłużają i niepotrzebnie utrudniają procedurę składania deklaracji.
W świetle nowych przepisów składanie korekty będzie o wiele prostsze – od roku 2016 do korekty deklaracji podatkowej będzie można dołączyć uzasadnienie, nie będzie to jednak obowiązkiem podatnika.

W roku 2015 wzrośnie wartość rynku usług telekomunikacyjnych w Polsce

Wg prognoz PMR opublikowanych w raporcie „Rynek telekomunikacyjny w Polsce 2015. Prognozy rozwoju na lata 2015-2020”, rynek usług operatorskich w Polsce wzrośnie w 2015  o 1,8%. Wartość rynku usług telekomunikacyjnych w Polsce w 2014 r. wyniosła 35,5 mld zł. W porównaniu do roku wcześniejszego, wartość rynku w 2014 spadła o 1,7%. Po wyraźnie słabszym roku 2013, rok 2014 przyniósł wyhamowanie negatywnej dynamiki. 

Kluczowe znaczenie dla wyników sektora w 2014 r. miały wyniki operatorów telefonii komórkowej, których skumulowane przychody, okazały się wyższe niż rok wcześniej, choć nominalnie wzrost wyniósł zaledwie nieco ponad 200 mln zł. Warto przy tym zaznaczyć, że był to wynik uwzględniający całkowite przychody operatorów, w tym również sprzedaż urządzeń, telefonów i innego sprzętu, która towarzyszy nabywaniu usług telekomunikacyjnych. Jest to o tyle istotne, że operatorzy komórkowi w ostatnim czasie wydzielili sprzedaż sprzętu do osobnych umów decydując się na wejście w system ratalny, w przeciwieństwie do klasycznych subsydiów. Negatywnie na wynik całej branży oddziaływały spadki w sektorze telefonii stacjonarnej, gdzie po raz kolejny przychody operatorów na rynku detalicznym i hurtowym topniały w tempie dwucyfrowym. Nie było to jednak specjalnym zaskoczeniem.

Do odwrócenia trendu doszło na rynku transmisji danych i dostępu do internetu, który – według danych PMR – stracił w roku ubiegłym 1,2%. Poziom nasycenia usługami internetowymi i rywalizacja na pakiety, nie pozwoliły na wzrost skumulowanych przychodów. Na stagnację na rynku masowym nałożyły się też ostre przeceny i renegocjacje kontraktów w segmencie B2B. W efekcie rynek po raz pierwszy w historii zanotował spadek, choć w praktyce od trzech lata balansował na granicy.

wartosc rynku telekomunikacujnegoPMR prognozuje, że rynek usług operatorskich w Polsce wzrośnie w 2015 r. o 1,8%. Analizując choćby wyniki za dwa pierwsze kwartały bieżącego roku, jesteśmy zdania, że w tym roku skumulowane przychody sieci komórkowych i operatorów wirtualnych w Polsce wzrosną. Po raz pierwszy od wielu lat rynek komórkowy nie odczuje w zasadzie żadnego bezpośredniego wpływu regulatora, który w przeszłości konsekwentnie obniżał stawki MTR. Kluczowe znaczenie będą mieć czynniki stricte rynkowe i konkurencja między operatorami.

Naszym zdaniem w kolejnych latach najwięksi operatorzy pozostaną przy swoich obecnych strategiach tworzenia swojego rodzaju konglomeratów telekomunikacyjnych, oferujących klientom szeroki wachlarz usług przekrojowo z każdego segmentu rynku. Oczywiście w przypadku każdej z firm wyeksponowane zostaną przede wszystkim korzyści wynikające z charakteru prowadzonej działalności (tańsze połączenia po IP, mobilność, cyfrowa jakość odbieranego kanału itp.). Im więcej usług, tym większa możliwość dosprzedaży i większa lojalność klientów, bardzo istotna w momencie wysokiego nasycenia rynku.

Rosnące nasycenie usługami i statystyki w zakresie migracji klientów wywierają dużą presję na operatorów. Pomijając już nawet korzyści wynikające z wyższego ARPU, im większą liczbą usług operatorzy zwiążą w przyszłości swoich klientów, tym mniejsza szansa, że będą oni skłonni do zmiany. Niska rotacja bazy w sytuacji wysokiego nasycenia rynku jest sprawą o kapitalnym znaczeniu. Jest to w zasadzie główny powód – co przyznają w rozmowach sami operatorzy – który bardzo mocno scala obecne podejście i nie zachęca do gwałtownych zmian. Można się zastanawiać, na ile klienci realnie potrzebują niektórych usług, czy rzeczywiście pakiety przynoszą dodatkowe przychody, albo jak się dostawcy usług telekomunikacyjnych odnajdują w roli detalistów na rynku energii elektrycznej. Można kwestionować marżowość dodatkowych usług, które mogą przynosić 1-2% lub nawet w ogólnie nie wnosić nic z punktu widzenia czystej zyskowności. Mimo to, nadal wskaźniki dotyczące churn są i będą dla operatorów wskazówką by strategię pakietów kontynuować.

Aleksander Łaszek (Fundacja FOR): Polska gospodarka wkrótce spowolni. Wtedy problem z długiem publicznym będzie dużo poważniejszy

CEO Magazyn Polska

Wzrost polskiego długu publicznego maskowany jest w Polsce przez relatywnie wysoki wzrost gospodarczy. Jego tempo nie będzie się jednak utrzymywało w nieskończoność. Jak oceniają eksperci z FOR, kraj wkrótce czeka spowolnienie, a by zapobiec dalszemu nadmiernemu zadłużaniu się państwa, trzeba wprowadzić reformy fiskalne. Tymczasem obie główne partie startujące w wyborach deklarują większe wydatki.

– W świetle naszych badań oraz prognoz Komisji Europejskiej czy OECD Polsce w najbliższej przyszłości grozi silne spowolnienie gospodarcze. Społeczeństwo się starzeje, mało inwestujemy, a jednocześnie tempo wzrostu produktywności, która jest głównym silnikiem ekonomii, spowalnia – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Aleksander Łaszek, członek zarządu Fundacji FOR. – Gdy mamy chroniczne problemy w finansach publicznych, które dotąd były maskowane przez relatywnie szybki wzrost, to gdy on spowolni, wtedy bardzo wzrasta zagrożenie kryzysem – dodaje.

Jak zaznacza ekspert, od 2010 roku, w którym to Fundacja Forum Obywatelskiego Rozwoju uruchomiła licznik długu publicznego, zadłużenie Polski wzrosło z ponad 700 mld zł do biliona zł, wciąż nie uwzględniając umorzenia części obligacyjnej środków zgromadzonych w Otwartych Funduszach Emerytalnych (153 mld zł), które miało miejsce półtora roku temu.

Czekamy na wyrok Trybunału Konstytucyjnego, więc na razie nie pokazujemy tego na liczniku. Istotne jest to, że dług wzrósł w relacji do PKB z 47 proc. w 2010 roku do 50 proc., jeżeli uwzględnimy skok na OFE, lub do 60 proc., jeśli go nie uwzględnimy – tłumaczy Aleksander Łaszek. – Gdyby dług publiczny pozostał na poziomie z 2010 roku, a przez ten czas nie mielibyśmy deficytu, toby obecnie był blisko 40 proc. PKB – dodaje.

To właśnie deficyt budżetowy sprawia, że polski dług publiczny wciąż rośnie. Na ten rok rząd założył, że wydatki państwa wyniosą 343,25 mld zł, przychody natomiast 297,2 mld zł. Deficyt wynosi więc 46 mld zł, czyli 15,5 proc. przychodów. Przyszłoroczny projekt zakłada dalsze powiększenie dziury budżetowej, która może sięgnąć nawet 55 mld zł.

– Jest to kwestia polityki, bo Sejm regularnie chce wydawać więcej, niż wynoszą dochody państwa, ale także zasad. Tego, jak budżet jest konstruowany, jakie reguły obowiązują. Na szczęście teraz wprowadziliśmy dobrze zapowiadającą się regułę wydatkową, która ma ograniczyć wzrost wydatków w dobrych czasach – twierdzi Aleksander Łaszek. – Gospodarka rozwija się cyklicznie. Sztuka polega na tym, żeby w momencie, kiedy czasy są dobre, umieć oszczędzać na trochę gorsze. Reguła wydatkowa ma iść w tę stronę.

Aleksander Łaszek dodaje, że potrzebne jest także opracowanie odpowiedniego pakietu reform fiskalnych, przede wszystkim skoncentrowanych na ograniczeniu nieproduktywnych wydatków publicznych.

Nie jest tak, że jak rząd zmniejsza wydatki, to gospodarka od razu musi spowalniać. Jeśli jest to celowy pakiet reform adresujących różne problemy, np. źle wydawane wydatki socjalne, to wzrost gospodarczy może przyspieszyć. To, co jest najbardziej szkodliwe dla wzrostu, to jeżeli próbujemy ograniczyć deficyt przez wzrost podatków albo ograniczenie inwestycji – twierdzi Aleksander Łaszek.

Creamfinance emituje obligacje, by podwoić wartość pożyczanych klientom pieniędzy. W razie powodzenia oferty planuje dalsze emisje

CEO Magazyn Polska

Creamfinance Poland, właściciel portali pożyczkowych, emituje obligacje, by pozyskać z rynku pieniądze na podwojenie swojej akcji kredytowej. W ramach trwających do czwartku zapisów spółka chce sprzedać papiery denominowane w złotych i euro warte ponad 4 mln zł. W razie zainteresowania inwestorów planuje kolejne emisje. Spółka zapowiada, że dzięki inwestycjom zamierza podnieść przychody w 2016 roku do 20 mln euro.

Inwestując pieniądze z obligacji, Creamfinance, do którego w Polsce należą takie portale, jak LendOn.pl, Extraportfel.pl i Retino.pl, liczy na to, że zdoła podwoić swoją akcję kredytową oraz obroty.

Zapisy trwają do 22 października, następnie obligacje zostaną wprowadzone do obrotu na Catalyst informuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Adam Dąbrowski, dyrektor zarządzający Creamfinance Poland.  Pierwsza emisja to dwie transze – jedna denominowana w złotych, druga w euro, 2 mln zł, 0,5 mln euro. Jeśli będzie sukces w tych dwóch emisjach, to będziemy kontynuować do końca roku kolejne transze.

Obligacje Creamfinance oprocentowane są na 9 proc. rocznie w złotych i na 6 proc. rocznie w przypadku euro. Spółka specjalizuje się w udzielaniu pożyczek krótkoterminowych i pożyczek ratalnych na krótki okres wyłącznie przez internet.

Na polskim rynku pełną parą następuje rewolucja technologiczna w finansach konsumenckich. Jesteśmy jedną ze spółek, które odnotowują dynamiczny wzrost w zakresie pożyczek krótkoterminowych oraz pożyczek ratalnych udzielanych wyłącznie drogą internetową deklaruje Adam Dąbrowski. – W kolejnym roku chcemy podwoić nasze obroty, udało się to w roku obecnym, a nowe finansowanie ma właśnie pomóc w realizacji tych planów podwojenia akcji kredytowej.

Do sierpnia 2015 roku spółka udzieliła pożyczki warte ponad 64 mln zł. Na jej portalach zarejestrowanych jest 250 tys. klientów. Creamfinance zakłada, że w tym roku jej zysk netto sięgnie 5,9 mln zł, a przychody przekroczą 35 mln zł.

Mamy nadzieję, że w 2016 roku nasze przychody będą na poziomie 20 mln euro deklaruje Adam Dąbrowski z Creamfinance Poland. Spółka jest na takim etapie rozwoju, że wzrost akcji kredytowej jest głównym celem, który chcemy zrealizować poprzez pozyskane środki. Jesteśmy gotowi na dalszy rozwój akcji kredytowej.

Złoty powinien zyskiwać do dolara, euro i franka. Wszystko w rękach największych banków centralnych

CEO Magazyn Polska

W najbliższym czasie złoty powinien zyskiwać na wartości w stosunku do dolara, franka i euro, ten scenariusz wymaga jednak spełnienia kilku warunków. Jeśli Europejski Bank Centralny zdecyduje się na kolejne działania stymulujące gospodarkę Eurolandu i rozszerzenie programu QE, to polska waluta umocni się o kilka groszy. Potencjał umocnienia względem dolara wynosi co najmniej 4-5 groszy i zależy od polityki monetarnej Fedu. Ograniczenie zawirowań rynkowych w przypadku stabilizacji sytuacji gospodarczej w Chinach oraz na rynkach towarowych wpłynie na stopniowe osłabienie franka do euro, co również będzie wspierać notowania złotego.

– Na rynku euro-złotego kluczowe będzie pokonanie w dół poziomu 4,20, który jest psychologiczną granicą. Będzie to także związane z tym, czy zostanie rozszerzony program QE Europejskiego Banku Centralnego – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Mirosław Boniecki, prezes zarządu spółki Wspólnego Rynku, organizatora rynku wymiany walut pomiędzy przedsiębiorstwami.

Ogłoszony w styczniu 2015 roku program luzowania ilościowego (QE) prowadzony przez Europejski Bank Centralny zakłada skup obligacji państw strefy euro o wartości do 60 miliardów euro miesięcznie. Według deklaracji prezesa EBC program ma być realizowany do września 2016 roku, a całkowita wartość QE szacowana jest na 1,1 biliona euro.

Rozmówca wyjaśnia, że zwiększenie, rozszerzenie i przedłużenie czasu trwania europejskiego QE, które jest związane z wyzwaniami stojącymi przed gospodarką strefy euro wynikającymi z globalnego spowolnienia gospodarczego, powinno spowodować wzrost siły polskiego złotego i obniżenie notowań euro poniżej poziomu 4,20 zł, warunkiem jest poprawa klimatu wokół rynków wschodzących.

– Na rynku dolar-złoty możemy się spodziewać spadku poniżej poziomu 3,70, a w konsekwencji również 3,66, ale to wymagałoby zmniejszenia oczekiwań na podwyżki stóp w Stanach Zjednoczonych w I kw. przyszłego roku – wyjaśnia Boniecki.

Obecnie większość analityków oczekuje, że Fed rozpocznie cykl podwyżek stóp procentowych właśnie w I kwartale 2016 roku. Ostateczna decyzja uzależniona jest jednak od kondycji amerykańskiego rynku pracy oraz danych na temat poziomu inflacji, a zgodnie z ostatnimi wypowiedziami przedstawicieli FED także zmniejszenia negatywnego wpływu globalnego spowolnienia ekonomicznego na koniunkturę w gospodarce amerykańskiej.

– Z kolei w przypadku franka szwajcarskiego sytuacja będzie pochodną zmienności na rynkach finansowych. Frank szwajcarski przez wielu inwestorów jest uznawany za bezpieczną walutę, stąd przy jakichkolwiek zawirowaniach kapitał przepływa w stronę franka szwajcarskiego – tłumaczy prezes Wspólnego Rynku.

Ekspert rynku walutowego przewiduje, że w przypadku spełnienia scenariusza bazowego frank szwajcarski będzie stopniowo tracił na wartości w stosunku do euro. Oznacza to osłabienie z obecnego poziomu wynoszącego około 1,09 franka za euro. Deprecjacja szwajcarskiej waluty przełoży się również na umocnienie polskiego złotego, który obecnie notowany jest w okolicach 3,87 zł za franka.