Warszawski rynek biurowy 2025: mniej nowych budynków, większe wymagania najemców

Warszawski rynek biurowy rozpoczął 2025 rok w stabilnej formie, notując wzrost w popycie i lekkie obniżenie poziomu pustostanów. Nowa podaż pozostaje ograniczona, a właściciele nieruchomości biurowych koncentrują się na jakości i modernizacji istniejących zasobów. Rynek wchodzi w fazę selektywnego rozwoju, odpowiadając na zmieniające się potrzeby biznesu. Największa polska firma doradcza na rynku nieruchomości komercyjnych AXI IMMO prezentuje najnowszy raport pt. „Rynek biurowy w Warszawie w I kwartale 2025 roku”.

Całkowita podaż nowoczesnej powierzchni biurowej na warszawskim rynku biurowym koniec marca 2025 r. wyniosła 6,28 mln mkw., co oznacza jedynie symboliczny wzrost rok do roku, ale też pokazuje, że zasoby biurowe utrzymują się na stabilnym poziomie. W praktyce nowa podaż równoważona jest przez wycofywanie z oferty starszych i nieefektywnych obiektów. W I kwartale br. oddano do użytku tylko jeden nowy budynek – siedzibę CD Projekt na Pradze-Północ. Z kolei w budowie pozostaje około 210 tys. mkw. nowej powierzchni, z czego aż 90% przypada na centralne strefy biurowe – z wyraźnym skupieniem wokół Ronda Daszyńskiego. Współczynnik pustostanów w stolicy nieznacznie się obniżył do 10,5%. W centrum – wskaźnik ten kształtuje się na poziomie 7,4%, natomiast poza centrum sięga już 13%, a w strefie Służewca nawet 20,4%.

Emilia Trofimiuk, Research Manager, Dział Badań i Analiz Rynkowych, AXI IMMO, mówi: „Obserwujemy postępującą utratę konkurencyjności starszych obiektów biurowych. Ich właściciele coraz częściej rezygnują z aktywnego ofertowania powierzchni, które nie spełniają obecnych oczekiwań najemców – czy to pod względem technicznym czy środowiskowym. Część tych budynków czeka na modernizację, inne są przekształcane, najczęściej na funkcje mieszkaniowe. Rynek staje się bardziej świadomy, a przestrzeń – lepiej dopasowana do zmieniających się potrzeb. To naturalny etap dojrzewania warszawskiego rynku biurowego”.

Pozytywnym trendem w I kw. 2025 r. jest rosnący poziom aktywności najemców, który wyniósł 160 tys. mkw. (+ 16% r/r). Największe zainteresowanie odnotowano w centralnych lokalizacjach – w Centralnym Obszarze Biznesu i strefie Centrum-Zachód, ale także na Służewcu, który mimo wyzwań, wciąż dysponuje znacznym wolumenem dostępnych biur. Biorąc pod uwagę całkowity wolumen transakcji na stołecznym  rynku biurowym najemcy najczęściej podpisywali umowy najmu i przednajmu (66%), przedłużenia stanowiły 25%, z kolei ekspansje 9%. Średnia wielkość umów w analizowanym okresie wyniosła ok. 1 000 mkw.

Bartosz Oleksak, Associate Director, Działu Powierzchni Biurowych, AXI IMMO, wyjaśnia: „Obserwujemy rosnącą świadomość wśród najemców – firmy są bardziej ostrożne, ale jednocześnie konkretne w swoich decyzjach. Często szukają powierzchni skrojonej na miarę: nowoczesnej, komfortowej, dobrze skomunikowanej i przyjaznej pracownikom. Centralne lokalizacje, szczególnie te wokół Ronda Daszyńskiego, zyskują na znaczeniu nie tylko ze względu na prestiż, ale też jako realna odpowiedź na potrzeby nowoczesnych organizacji. Jednocześnie rośnie zainteresowanie elastycznymi umowami i możliwością późniejszej ekspansji w obrębie tego samego budynku – to odpowiedź na nadal obecne elementy niepewności co do dalszego modelu pracy biurowej”.

W analizowanym okresie od stycznia do końca marca 2025 r. analitycy AXI IMMO wskazują, że stawki ofertowe na warszawskim rynku biurowym pozostają stabilne. W prestiżowych budynkach w centralnych lokalizacjach czynsze wahają się od 19 do 26,50 EUR/mkw./mies., przy czym w budynkach o najwyższym standardzie stawki mogą pozostawać wyższe. Poza centrum najemcy mogą liczyć na stawki rozpoczynające się od około 10 EUR/mkw./mies.

Jak zostać agentem ubezpieczeniowym – szczegóły współpracy z multiagencją ubezpieczeniową

Praca w branży ubezpieczeń daje dużą swobodę działania i możliwość realnego wpływu na wysokość własnych zarobków. To, ile zarabia agent ubezpieczeniowy, zależy przede wszystkim od zaangażowania, rodzaju współpracy oraz zakresu oferowanych produktów i umiejętności sprzedażowych. Coraz więcej osób rozważa wejście do tej branży, szukając nie tylko stabilnych dochodów, ale też elastycznych warunków współpracy. Jak zostać agentem ubezpieczeniowym multiagencji? Odpowiedzi na to i inne towarzyszące zagadnieniu pytania znajdziesz w tym artykule.

Kim jest agent ubezpieczeniowy i na czym polega jego praca?

Agent ubezpieczeniowy to osoba, która pośredniczy w zawieraniu umów pomiędzy klientem a towarzystwem ubezpieczeniowym. Jego głównym zadaniem jest rozpoznawanie potrzeb klienta (profilowanie) i dobieranie odpowiednich rozwiązań – zarówno pod względem zakresu ochrony, jak i ceny. Może specjalizować się w różnych rodzajach polis, takich jak komunikacyjne, majątkowe, życiowe czy turystyczne, jednak powinien posiadać dogłębne rozeznanie w każdym z tych zagadnień.

Praca agenta wymaga dobrej znajomości produktów ubezpieczeniowych, umiejętności doradczych i budowania trwałych relacji z klientami. Obejmuje również działania administracyjne, obsługę posprzedażową oraz dbanie o odnawialność polis. W zależności od formy współpracy agent może działać jako przedstawiciel jednego towarzystwa lub – jak w przypadku współpracy z multiagencją – oferować produkty różnych ubezpieczycieli, co znacząco zwiększa jego konkurencyjność i możliwości sprzedażowe.

Agent wyłączny a agent multiagencji – na czym polega różnica?

Na rynku ubezpieczeniowym funkcjonują dwa podstawowe modele współpracy: agent wyłączny oraz agent multiagencji. Różnią się one zakresem oferty, sposobem działania oraz możliwościami rozwoju.

Agent wyłączny reprezentuje jedno, konkretne towarzystwo ubezpieczeniowe i sprzedaje wyłącznie jego produkty. Oznacza to ograniczony wybór ofert dla klienta, a tym samym mniejszą elastyczność sprzedażową. Ten model często wiąże się z większą kontrolą ze strony ubezpieczyciela, ściśle określonymi standardami i mniej samodzielnym charakterem pracy.

Agent współpracujący z multiagencją – jak w przypadku CUK Ubezpieczenia – ma natomiast dostęp do szerokiego katalogu produktów wielu towarzystw, co pozwala mu realnie doradzać klientom i oferować rozwiązania najlepiej dopasowane do ich potrzeb. Taka forma współpracy daje również większą swobodę w zakresie prowadzenia działalności, wyboru modelu pracy (punkt, mobilnie, online) i budowania własnej marki lokalnej.

Dzięki powyższym argumentom agent multiagencji może szybciej rozwijać swoją sprzedaż, budować relacje oparte na zaufaniu i skuteczniej odpowiadać na zmieniające się oczekiwania rynku.

Jak zostać agentem ubezpieczeniowym? Wymagania formalne i pierwsze kroki

Rozpoczęcie kariery w zawodzie agenta ubezpieczeniowego wiąże się z koniecznością spełnienia określonych wymagań. Kandydat musi posiadać co najmniej średnie wykształcenie, mieć pełną zdolność do czynności prawnych oraz nie być karanym za przestępstwa umyślne, zwłaszcza przeciwko mieniu i dokumentom.

Po stronie formalnej konieczne jest także odbycie szkolenia oraz zaliczenie egzaminu organizowanego przez zakład ubezpieczeń lub multiagencję. Egzamin ten potwierdza wiedzę z zakresu ubezpieczeń oraz znajomość zasad etyki zawodowej. Następnie, po uzyskaniu pozytywnego wyniku, przyszły agent zostaje wpisany do rejestru prowadzonego przez Komisję Nadzoru Finansowego.

W praktyce pierwszym krokiem dla agenta powinien być natomiast swobodny wybór formy współpracy, dostosowanej do własnych możliwości i oczekiwań. W przypadku nawiązania relacji biznesowej z multiagencją taką jak CUK Ubezpieczenia, początkujący agent może liczyć na kompleksowe wsparcie – od pomocy w formalnościach, przez szkolenia wdrożeniowe, po dostęp do systemów sprzedażowych i materiałów marketingowych.

Dlaczego warto nawiązać współpracę z multiagencją ubezpieczeniową?

Dla wielu początkujących agentów nawiązanie współpracy z multiagencją stanowi efektywny i elastyczny sposób wejścia do branży. Zamiast ograniczać się do oferty jednego towarzystwa, agent może zaproponować klientowi rozwiązania dopasowane do jego potrzeb i możliwości – wybierając spośród propozycji wielu ubezpieczycieli.

W przypadku współpracy z CUK Ubezpieczenia na partnerów czekają liczne korzyści:

  • dostęp do ofert 40 towarzystw ubezpieczeniowych,
  • nowoczesne narzędzia sprzedażowe,
  • wsparcie merytoryczne oraz pomoc operacyjna na każdym etapie,
  • materiały marketingowe i gotowe kampanie promocyjne,
  • elastyczna forma pracy – stacjonarnie, mobilnie lub online,
  • szkolenia wdrożeniowe oraz możliwość dalszego rozwoju zawodowego.

Dzięki temu agent może też skoncentrować się na budowaniu relacji z klientami, a nie na organizacyjnych trudnościach typowych dla samodzielnego startu w branży.

Dlaczego warto nawiązać współpracę z multiagencją ubezpieczeniową?

Współpraca z CUK Ubezpieczenia zapewnia też dostęp do nowoczesnych narzędzi, które usprawniają proces sprzedaży i obsługi klienta. Agenci korzystają ponadto z rozpoznawalnej marki CUK, co zwiększa zaufanie klientów i ułatwia pozyskiwanie nowych kontaktów.

Na czym polega współpraca z CUK Ubezpieczenia? Dostępne modele i możliwości

Zastanawiasz się, jak zostać agentem ubezpieczeniowym multiagencji i na jakich zasadach działa taka współpraca? W przypadku CUK Ubezpieczenia odpowiedź jest prosta: to elastyczny model partnerski, w którym agent otrzymuje realne wsparcie i swobodę działania – bez względu na to, czy dopiero zaczyna, czy ma już doświadczenie w sprzedaży.

​CUK oferuje cztery elastyczne modele współpracy, które pozwalają agentom dostosować formę działania do swoich potrzeb i możliwości:​

Placówka franczyzowa

To propozycja dla osób, które chcą prowadzić profesjonalny punkt stacjonarny pod marką CUK. Model ten zapewnia pełne wsparcie operacyjne, dostęp do szerokiej oferty ubezpieczeń oraz korzystanie z rozpoznawalnej marki, co przekłada się na zwiększenie sprzedaży. ​

Punkt partnerski

Idealny dla przedsiębiorców prowadzących już działalność w pokrewnej branży, którzy chcą rozszerzyć swoją ofertę o sprzedaż ubezpieczeń. Model ten umożliwia korzystanie z narzędzi CUK przy minimalnym brandingu punktu sprzedaży. ​

Agent CUK

Dla osób posiadających doświadczenie w sprzedaży ubezpieczeń, które chcą działać pod marką CUK, korzystając z jej narzędzi i wsparcia, ale bez konieczności prowadzenia własnego punktu sprzedaży. ​To rozwiązanie łączy niezależność z korzyściami wynikającymi z działania w ramach rozpoznawalnej i sprawdzonej struktury.

Niezależny doradca

Opcja dla tych, którzy chcą działać samodzielnie, korzystając z oferty CUK i jej narzędzi, ale bez formalnego związania się z marką. To elastyczny model dla osób ceniących niezależność. Dzięki temu można prowadzić sprzedaż w swoim tempie, bez konieczności utrzymywania punktu stacjonarnego czy spełniania wymogów identyfikacji wizualnej.

Każdy z tych modeli oferuje dostęp do szerokiej oferty ubezpieczeń, nowoczesnych narzędzi sprzedażowych oraz wsparcia ze strony CUK, umożliwiając agentom dostosowanie współpracy do własnych preferencji.

Jak zostać agentem ubezpieczeniowym multiagencji CUK?

Proces dołączenia do grona partnerów CUK Ubezpieczenia jest prosty i dostosowany do różnych potrzeb – zarówno osób z doświadczeniem w branży, jak i tych, które dopiero rozpoczynają swoją drogę zawodową. W pierwszym etapie wystarczy skontaktować się z zespołem CUK i określić preferowany model współpracy oraz oczekiwania względem własnego rozwoju. Wstępne rozmowy nie wymagają żadnych zobowiązań – liczy się nastawienie i gotowość do działania.

Szczegółowe informacje oraz możliwość zgłoszenia dostępne są w zakładce współpraca z multiagencją ubezpieczeniową, gdzie opisano dostępne modele działania, zakres wsparcia oraz najważniejsze korzyści dla przyszłych partnerów.

Po wstępnej rozmowie i analizie potrzeb, kandydat przechodzi przez proces wdrożenia – CUK zapewnia pomoc w formalnościach, szkolenia wstępne, produktowe oraz dostęp do narzędzi niezbędnych do rozpoczęcia sprzedaży. Dzięki temu nowy agent może szybko i sprawnie wejść w rynek, korzystając z renomy rozpoznawalnego partnera oraz sprawdzonego zaplecza operacyjnego.

Dlaczego strategia marketingowa w B2B musi być inna niż w B2C? Praktyczny przewodnik dla firm

Marketing w sektorze B2B różni się od działań prowadzonych dla klientów indywidualnych niemal na każdym etapie – od sposobu komunikacji, przez długość procesu zakupowego, aż po kanały, które warto wykorzystywać. Firmy działające w modelu business-to-business muszą podejmować świadome decyzje strategiczne, jeśli chcą przyciągać wartościowych klientów i rozwijać sprzedaż.

Ten przewodnik pomoże zrozumieć, dlaczego marketing B2B wymaga innego podejścia niż B2C, oraz jak zbudować skuteczną strategię dostosowaną do tego typu odbiorcy.

Czym różni się marketing B2B od B2C?

Zanim przejdziemy do budowania strategii, warto dobrze zrozumieć podstawowe różnice między marketingiem B2B a B2C. Pomimo wielu podobieństw na poziomie narzędzi i kanałów komunikacji, cele i sposób podejmowania decyzji przez odbiorców są zupełnie inne.

Decyzje zakupowe podejmowane są przez zespoły, nie jednostki

W marketingu B2B decyzje nie zapadają impulsywnie – często wymagają konsultacji z kilkoma osobami w organizacji. To oznacza, że kampanie marketingowe muszą być projektowane z myślą o różnych rolach w firmie: decydentach, użytkownikach końcowych, działach zakupów czy IT.

Proces zakupowy jest dłuższy i bardziej skomplikowany

Ścieżka zakupowa klienta B2B często trwa tygodnie lub nawet miesiące. Zanim firma zdecyduje się na zakup usługi lub produktu, potrzebuje wielu informacji, case studies, konsultacji i testów. Strategia marketingowa powinna więc wspierać każdy etap tego procesu – od edukacji, przez budowanie zaufania, aż po finalną decyzję.

Wartość koszyka zakupowego jest wyższa

W B2B sprzedaż rzadko ogranicza się do pojedynczych produktów – to często długofalowa współpraca, kontrakty lub cykliczne zamówienia. To sprawia, że każdy lead ma znacznie większą wartość niż w przypadku konsumenta indywidualnego. Z tego powodu warto skupić się nie tylko na ilości pozyskanych kontaktów, ale przede wszystkim na ich jakości.

Jakie elementy musi zawierać skuteczna strategia marketingowa B2B?

Skuteczna strategia marketingowa w B2B musi uwzględniać specyfikę branży, grupę docelową i długoterminowy charakter współpracy. Nie wystarczy skopiować działań z kampanii B2C i liczyć na te same efekty.

Jasno określony buyer persona

Zrozumienie, kim jest Twój klient biznesowy, to podstawa działań marketingowych. W B2B jeden produkt może być oceniany zupełnie inaczej przez dyrektora finansowego, kierownika projektu i specjalistę IT. Warto opracować kilka person zakupowych i dopasować komunikaty do ich potrzeb.

Treści wspierające decyzje

W marketingu B2B content marketing odgrywa ogromną rolę. Dobrze przygotowane treści edukacyjne pomagają budować zaufanie, wyjaśniać złożone produkty czy usługi i odpowiadać na najczęstsze pytania klientów. Na tym etapie warto korzystać z takich formatów jak:

  • artykuły eksperckie,
  • case studies,
  • webinary i nagrania wideo,
  • e-booki i poradniki branżowe.

Dobrze zaprojektowany lejek sprzedażowy

Lejek marketingowy w B2B składa się z wielu punktów styku. Na każdym etapie należy zadbać o odpowiednie treści i działania:

  • Top of Funnel (ToFu) – treści edukacyjne i informacyjne (np. blog, social media),
  • Middle of Funnel (MoFu) – materiały pokazujące wartość oferty (np. e-booki, demo),
  • Bottom of Funnel (BoFu) – treści nastawione na konwersję (np. konsultacje, kalkulatory ROI, szczegółowe oferty).

Personalizacja i segmentacja

W B2B skuteczna komunikacja opiera się na personalizacji. Oznacza to nie tylko dostosowanie treści do branży, ale też do konkretnego etapu procesu decyzyjnego. Warto wdrożyć marketing automation, który pozwala na automatyczne dostarczanie odpowiednich treści właściwym osobom w odpowiednim czasie.

Kanały komunikacji, które działają w marketingu B2B

Nie wszystkie kanały marketingowe sprawdzają się tak samo w B2B i B2C. Warto postawić na te, które pozwalają budować profesjonalny wizerunek i precyzyjnie trafiać do osób decyzyjnych.

LinkedIn – idealne miejsce do działań B2B

LinkedIn to najważniejsza platforma społecznościowa dla firm działających w sektorze B2B. Umożliwia dotarcie do osób decyzyjnych, budowanie relacji i prezentowanie eksperckiej wiedzy. Świetnie sprawdzają się tutaj:

  • kampanie reklamowe kierowane do konkretnych stanowisk,
  • publikacje eksperckie pracowników,
  • promocja case studies i wydarzeń branżowych.

E-mail marketing z wartością dodaną

Newslettery i sekwencje e-mailowe to skuteczny sposób na budowanie relacji w dłuższej perspektywie. W B2B ważne jest, aby wiadomości miały charakter edukacyjny, a nie sprzedażowy – klient biznesowy oczekuje konkretów, przykładów i wartościowych danych.

SEO i content marketing

Potencjalni klienci B2B często rozpoczynają proces zakupowy od wyszukiwarki. Dlatego dobrze zoptymalizowany blog, rozbudowana sekcja wiedzy czy baza wiedzy na stronie internetowej to inwestycja, która może przynieść długofalowe korzyści. Wysoka jakość treści przekłada się na lepsze pozycje w Google i buduje autorytet marki.

Webinary i wydarzenia online

Zamiast prezentacji handlowych coraz więcej firm stawia na webinary i wydarzenia online. To doskonała okazja, by podzielić się wiedzą, zbudować ekspercki wizerunek i jednocześnie pozyskać wartościowe kontakty.

Czego unikać w marketingu B2B?

Wielu marketerów próbuje przenosić schematy z kampanii B2C na grunt B2B. Niestety, takie podejście rzadko się sprawdza. Oto kilka błędów, których warto unikać:

Nadmierny nacisk na emocje

Choć storytelling ma swoje miejsce także w B2B, to jednak klient biznesowy potrzebuje przede wszystkim konkretów: danych, wykresów, referencji, ROI. Zbyt ogólna i emocjonalna narracja może zniechęcić profesjonalnego odbiorcę.

Brak cierpliwości

B2B wymaga czasu. Lead pozyskany dzisiaj może przynieść sprzedaż dopiero za kilka miesięcy. Strategia marketingowa powinna być długoterminowa i wspierać każdy etap procesu decyzyjnego.

Jednolity przekaz do wszystkich

W B2B nie istnieje coś takiego jak „uniwersalna wiadomość dla wszystkich”. Personalizacja i segmentacja to absolutna podstawa – zarówno w e-mail marketingu, jak i treściach na stronie czy kampaniach reklamowych.

Podsumowanie

Marketing B2B rządzi się swoimi prawami. Wymaga cierpliwości, precyzyjnie dobranych kanałów komunikacji, wartościowych treści i zrozumienia, że za decyzją zakupową stoi nie jedna osoba, a cały zespół. Firmy, które chcą skutecznie działać w tym obszarze, powinny zainwestować w dobrze przemyślaną strategię i współpracować z ekspertami, którzy rozumieją specyfikę rynku B2B.

Jeśli szukasz wsparcia w budowaniu skutecznej komunikacji i pozyskiwaniu klientów biznesowych, sprawdź ofertę agencji marketingu B2B na stronie https://inmarketing.pl/.

Phishing w sklepach internetowych – jak skutecznie się przed nim bronić?

Jeśli prowadzisz sklep internetowy lub dowolną stronę www, temat phishingu powinien być dla Ciebie priorytetem. Oszuści coraz częściej celują w właścicieli witryn, wykorzystując ich nieuwagę i zaufanie klientów. Ataki phishingowe mogą narazić Twoją firmę na poważne straty wizerunkowe i finansowe. Zadbaj o bezpieczeństwo swojej strony, zanim będzie za późno.

Na czym polega phishing?

Phishing to metoda wyłudzania danych, która polega na podszywaniu się pod zaufane marki, firmy lub instytucje. Jako właściciel strony www możesz stać się zarówno celem, jak i nieświadomym pośrednikiem ataku. Oszuści tworzą kopie Twojej witryny, wysyłają fałszywe e-maile do klientów lub kontaktują się jako rzekomi partnerzy. Ich celem jest wyłudzenie danych logowania, numerów kart płatniczych lub innych poufnych informacji.

Twoim obowiązkiem jest dbałość o to, aby Twoja strona była maksymalnie bezpieczna. Podstawą jest certyfikat SSL. Umożliwia on szyfrowanie danych przesyłanych między przeglądarką a serwerem, co chroni użytkowników przed przechwyceniem informacji. Każda profesjonalna witryna powinna również działać w oparciu o sprawdzony hosting domeny, który oferuje aktualne zabezpieczenia i monitoring zagrożeń.

Rodzaje ataków phishingowych

Jako właściciel strony www powinieneś znać różne typy ataków phishingowych. Najczęstszy z nich to e-mail phishing, gdzie oszust podszywa się pod Twoją firmę i rozsyła wiadomości do Twoich klientów. Zawierają one linki do fałszywych stron, które wizualnie przypominają Twoją witrynę.

Inny sposób to smishing, czyli phishing przez SMS. Klienci mogą otrzymać wiadomości z informacją o rzekomym problemie z zamówieniem lub płatnością. Link przekierowuje ich na fałszywą stronę. W przypadku vishingu, czyli phishingu telefonicznego, oszust dzwoni i udaje pracownika Twojej firmy, by wyłudzić dane.

Bardzo niebezpieczny jest również phishing skierowany bezpośrednio do Ciebie. Oszuści mogą podszywać się pod firmy hostingowe, operatorów domen czy partnerów biznesowych. Wysyłają faktury, które wyglądają autentycznie, proszą o dane dostępowe lub proponują podejrzane współprace. Zadbaj o to, by hosting domeny, z którego korzystasz, miał dobre opinie i oferował skuteczną ochronę.

Jakie są sposoby ochrony przed phishingiem?

Zabezpieczenie Twojej strony internetowej to obowiązek, który warto potraktować poważnie. Pierwszym krokiem jest wdrożenie certyfikatu SSL. To dziś standard, który świadczy o profesjonalizmie i trosce o klientów. Twoja domena powinna zawsze zaczynać się od https://, a obok adresu URL powinna być widoczna ikona kłódki.

Dobrze dobrany hosting domeny to kolejna podstawa. Wybieraj dostawców, którzy zapewniają nie tylko szybkość działania, ale też aktywne wsparcie w zakresie cyberbezpieczeństwa. Unikaj tanich, niezweryfikowanych usług, które dopiero co powstały. Pamiętaj też, że fałszywe domeny internetowe mogą bardzo przypominać Twoją. Oszuści potrafią zmienić jeden znak w adresie i podszyć się pod Twoją firmę.

Dbaj o regularne aktualizacje systemów, wtyczek i motywów. Nieaktualne oprogramowanie to najczęstsza luka wykorzystywana przez cyberprzestępców. Używaj też dwuetapowego logowania do panelu administracyjnego i ogranicz dostęp tylko do zaufanych osób.

Edukacja to równie ważny element ochrony. Zadbaj o to, by Twoi pracownicy wiedzieli, jak rozpoznać podejrzane wiadomości. Ustal wewnętrzne procedury reagowania na podejrzane sytuacje. Cyberbezpieczeństwo to proces, który powinien być częścią codziennego zarządzania stroną.

Phishing to realne zagrożenie dla każdego właściciela strony www. Jeśli prowadzisz sklep internetowy, tym bardziej musisz dbać o zaufanie klientów. Zainwestuj w certyfikat SSL, postaw na solidny hosting i kontroluj opłacając swoje domeny internetowe, tak aby nikt nie mógł ich przejąć. W świecie online reputacja jest bezcenna – nie pozwól, by zniszczył ją jeden fałszywy e-mail.

Rynek znowu wierzy w cięcia stóp w USA – dolar w odwrocie, akcje w natarciu

Wall Street zdołała już odrobić w 100 proc. spadki, które miały miesjce po 2 kwietnia. Najpierw ulegę przyniosło odroczenie większości taryf o 90 dni a następnie spekulacje dotyczące tego, że Trump „dogada się” jakoś z Chinami i w ostatecznym rozrachunku poziom taryf będzie zdecydowanie mniejszy. Ostatnio pozytywnie zostały odebrane wypowiedzi płynące z Fed, które dały rynkowi większe nadzieje na szybsze cięcia stóp w USA.

Wycena rynkowa przyszłej ścieżki stóp procentowych w USA nie zmieniła się jakoś diametralnie. W tym roku rynek oczekuje nieco więcej niż trzech cięć po 25 punktów bazowych, co daje łącznie mniej więcej 84 pb redukcji. Szanse na ruch w dół już w czerwcu lekko urosły do 56 proc.

Wszystko za sprawą Beth Hammack z Cleveland, która wprost zaznaczyła, że czerwiec jest realnym terminem obniżki stóp procentowych. Należy pamietać, że wchodzi ona w skład obozu „jastrzębi” w Fed, zatem każda wzmianka o łagodzeniu warunków monetarnych z jej strony może wzbudzać nieco większe zainteresowanie. Rynek zaczyna zakładać, że w Rezerwie Federalnej może następować zmiana nastawienia, proces ten jest jak na razie bardzo powolny, ale każde tego rodzaju sygnały będą przez inwestorów „wyłapywane”.

Z danych makro poznamy dziś zrewidowany (finalny) indeks koniunktury konsumenckiej podawany przez Uniwersytet Michigan. Wstępne dane za kwiecień pokazały ostatnio najniższy wynik w całej historii tego badania. Istotną rolę odegrały tutaj obawy o wzrost inflacji. Ostatni odczyt nie obejmował jeszcze okresu, kiedy administracja Białego Domu dokonała złagodzenia tonu w ramach prowadzonej polityki handlowej. Możliwe zatem, że zobaczymy dziś pozytywne zaskoczenie w danych.

Jeśli chodzi o rynek walutowy, to należy zaznaczyć, że od początku roku dolar amerykański znajduje się pod silną presją, a polityka prowadzona przez rząd USA wywiera negatywny wpływ na jego notowania za pośrednictwem kilku kanałów. USD stracił od początku roku około 7,5 proc. w relacji do średniej walut G10, wymazując tym samym cały wzrost, jaki osiągnął w czwartym kwartale 2024 roku. Dotyczy to nie tylko relacji względem euro, ale szerzej – wobec koszyka głównych walut światowych. Co w tym momencie stoi za osłabieniem amerykańskiej waluty? Jedną z przyczyn jest fakt, że w ostatnich miesiącach inwestorzy zaczęli kwestionować dotychczasową reputację amerykańskich obligacji rządowych jako najbezpieczniejszego aktywa w czasach globalnej niepewności. Wpływ na to mają zarówno spory polityczne wokół limitu zadłużenia i finansowania rządu, jak i rosnące obawy o fiskalną stabilność USA w dłuższym okresie. Do tego dochodzi możliwy koniec przewagi wzrostowej USA nad innymi gospodarkami rozwiniętymi. Dolar czerpał w ostatnich latach korzyści z relatywnie wyższego wzrostu gospodarczego Stanów Zjednoczonych (w porównaniu do Europy czy Japonii). Jeśli dane makro dla USA będą się pogarszać, może to wywrzeć dodatkową presję na „zielonego”. Innym czynnikiem wpływającym na deprecjację jest potencjalne zagrożenie dla statusu dolara jako globalnej wauty rezerwowej. Na koniec trzeba wspomieć o zagrożeniu dla niezależności Rezerwy Federalnej, ten czynnik osłabia również zaufanie do USD.

W tym momencie rosnąca liczba czynników strukturalnych oraz politycznych działa na niekorzyść amerykańskiej waluty. Ryzyko dalszej deprecjaji pozostaje jak realne.

Autor: Łukasz Zembik, OANDA TMS Brokers

Jedynie 4 z 10 złotych przeznaczonych na zbrojenia polskiej armii trafi do krajowych firm

Kraje Europy Środkowej zwiększają budżety obronne w tempie nienotowanym od zakończenia zimnej wojny. Polski rząd tylko w tym roku zapowiada wzrost nakładów do 4,7 proc. PKB, a podobne tendencje widać również w krajach bałtyckich, Rumunii czy w Czechach. Jednak szybki wzrost wydatków nie przekłada się automatycznie na zwiększenie potencjału militarnego przez to, że region wciąż mierzy się z trzema poważnymi barierami rozwoju: chronicznym niedofinansowaniem przemysłu zbrojeniowego, brakiem skali produkcyjnej oraz ograniczonym dostępem do własności intelektualnej. Jak wynika z raportu „Nowa architektura bezpieczeństwa: rola państwa i przemysłu obronnego w Europie Środkowej” firmy doradczej Deloitte, aby uniknąć utraty kontroli nad skalą inwestycji, kraje regionu powinny zdefiniować nowy model współpracy między rządem, przemysłem państwowym i prywatnym kapitałem.

Po zimnej wojnie przemysł obronny w Europie Zachodniej i Środkowej rozwijał się w różnym tempie i kierunku. Państwa zachodnioeuropejskie postawiły na konsolidację, dywersyfikację i globalizację swoich sektorów zbrojeniowych, podczas gdy w krajach Europy Środkowej drastycznie ograniczono wydatki na obronność, co doprowadziło do stopniowego obniżenia potencjału krajowego przemysłu zbrojeniowego. Dziś państwa regionu, zmuszone do szybkiej odbudowy zdolności militarnych w obliczu zmieniającej się sytuacji geopolitycznej, stają przed wyjątkowo trudnym zadaniem. Zaniedbany przez dekady sektor nie jest przygotowany na przyjęcie rekordowych budżetów – brakuje nie tylko nowoczesnych mocy produkcyjnych, ale też jasnych ram strategicznych, zachęt dla prywatnych inwestorów oraz sprawnych mechanizmów transferu technologii. W takiej sytuacji istotną rolę w budowie nowych zdolności powinno odegrać państwo i jego infrastruktura przemysłowa.

Nie mamy kilku dekad na przeprowadzenie tej transformacji – wojna w Ukrainie i agresywna polityka Rosji nie pozostawiają złudzeń. Znaleźliśmy się w sytuacji, w której konieczne jest nie tylko wzmocnienie zdolności obronnych, ale w wielu obszarach ich całkowite odbudowanie. Co więcej, musi to nastąpić w tempie i przy skali finansowania, do których sektor zbrojeniowy w naszej części Europy nie był dotąd przyzwyczajony. To ogromne wyzwanie, które wymaga wspólnego wysiłku – rządów, przedsiębiorstw państwowych i prywatnych. Te pierwsze powinny pełnić rolę stratega, integratora i inwestora, z kolei spółki Skarbu Państwa powinny być gotowe, by szybko zwiększyć swoje możliwości i skutecznie współpracować z sektorem prywatnym – podkreśla Mariusz Ustyjańczuk, partner, lider sektora obronnego, Deloitte w Europie Środkowej.

Nowy paradygmat bezpieczeństwa

Kraje Europy Środkowej przez długi czas korzystały z tzw. „dywidendy pokoju”, co doprowadziło do poważnego osłabienia krajowego przemysłu obronnego. Dziś, w odpowiedzi na zmieniającą się sytuację geopolityczną, muszą nie tylko nadrobić zaległości, ale też sprawnie zbudować system zdolny konkurować z zachodnimi gospodarkami. Jak wynika z analizy Deloitte, kraje regionu borykają się z trzema poważnymi barierami: chronicznym niedofinansowaniem przemysłu zbrojeniowego, brakiem skali produkcyjnej oraz ograniczonymi zdolnościami w postaci własnych technologii. Wieloletnie niedoinwestowanie doprowadziło do poważnych luk w wiedzy przemysłowej, niedoborów wykwalifikowanych kadr oraz niedostosowania infrastruktury technicznej do wymogów produkcji i serwisu zaawansowanego sprzętu wojskowego. Dodatkowo, struktura sektora obronnego w Europie Środkowej pozostaje rozdrobniona – opiera się głównie na małych, wyspecjalizowanych firmach, którym brakuje wystarczającej skali i zasobów, by konkurować na rynkach międzynarodowych czy samodzielnie pozyskiwać duże kontrakty eksportowe.

Z szacunków zawartych w raporcie Deloitte „Inwestycje obronne Polski” wynika, że w latach 2024-2035 jedynie 41 proc. zakupów zbrojeniowych zostanie zrealizowanych fizycznie w Polsce. W ujęciu finansowym udział ten może być jeszcze niższy, ponieważ duża część sprzętu będzie budowana na zagranicznych licencjach lub oparta na importowanych komponentach, jak w przypadku czołgów K2, armatohaubic K9 czy transporterów opancerzonych „Rosomak”. Taka struktura zakupów ogranicza rozwój autorskich kompetencji technologicznych, a co za tym idzie, osłabia zdolność krajowych firm do skalowania działalności.

Rola rządu w transformacji

Rządy mają zasadnicze znaczenie w kształtowaniu ram strategicznych i w rozwijaniu przemysłu obronnego, zwłaszcza w krajach środkowoeuropejskich. Przezwyciężenie istniejących barier wymaga szerokiej współpracy, przemyślanych inwestycji oraz długofalowej strategii, w której państwo będzie pełniło cztery fundamentalne role: stratega, inicjatora współpracy, inwestora w kluczowe zasoby oraz głównego integratora systemów.

Każda z tych ról niesie ze sobą konkretne zadania i odpowiedzialności. Jako strateg, władze powinny jasno wyznaczać priorytety zakupowe i rozwojowe, redukując niepewność inwestycyjną. W roli inicjatora współpracy promować partnerstwa między firmami państwowymi, prywatnymi i środowiskiem naukowym. Jako inwestor, może wzmacniać kluczowe zasoby przez bezpośrednie wsparcie i system zachęt, np. dla firm rozwijających technologie dronowe czy AI. Natomiast jako integrator, państwo powinno dbać o kompatybilność i spójność systemów – szczególnie w obszarach takich jak obrona powietrzna, gdzie skuteczność zależy od koordynacji wielu elementów – dodaje Mariusz Ustyjańczuk.

Przedsiębiorstwa państwowe zajmują wyjątkowe miejsce w sektorze zbrojeniowym: realizują strategie rządu i są integralnym elementem ekosystemu obronnego. Aktualnie jednak nie są gotowe do absorpcji nagłego przypływu finansowania. Aby mogły pełnić funkcję motoru innowacji, konieczna jest ich adaptacja do współczesnych warunków rynkowych – zarówno operacyjnie, jak i strategicznie. Obejmuje to m.in. realistyczną ocenę zasobów, dostosowanie do strategicznych celów (przez rozwój nowych technologii i współprace z innymi podmiotami), poprawę sprawności operacyjnej, a także potwierdzenie wartości podejmowanych inicjatyw. Po udanej transformacji ich zadaniem powinno być rozwijanie krajowych zasobów, zapewnianie długoterminowej stabilności nawet w przypadku nieregularnego popytu, zabezpieczenie łańcuchów dostaw i stymulowanie dalszego rozwoju.

Współpraca kluczem do sukcesu

Rewitalizacja przemysłu obronnego w Europie Środkowej to wyzwanie pokoleniowe, które wymaga nie tylko długofalowej strategii na poziomie państw, lecz także ścisłej współpracy sektora publicznego i prywatnego. Co więcej, równolegle konieczna będzie ścisła regionalna kooperacja w ramach NATO i Unii Europejskiej, która pozwoli na uniknięcie dublowania inwestycji oraz efektywny podział kompetencji pomiędzy państwa członkowskie. W kontekście planowanych przez Polskę wydatków na obronność rzędu 1,9 bln zł do 2035 roku, kluczowe jest, aby część inwestycji była projektowana w sposób otwierający rynek na podmioty prywatne i pozwalający zwiększyć efektywność wydatkowania środków publicznych.

Dzięki zastosowaniu modeli PPP lub tzw. projektów dźwigni publicznej (public leverage) możliwe jest angażowanie firm prywatnych w realizację celów obronnych państwa. Dotyczy to m.in. budowy i utrzymania ośrodków szkoleniowych, centrów logistycznych czy infrastruktury IT, gdzie sektor prywatny może finansować przedsięwzięcie, a następnie świadczyć usługi na rzecz państwa w zamian za długoterminowe opłaty. Rozpisywanie takich kontraktów w formule otwartych zamówień publicznych umożliwia szerszemu gronu firm dostęp do przetargów, sprzyjając konkurencji i innowacyjności. Ponadto w czasie pokoju część wolnych mocy produkcyjnych, np. zdolność przewozowa tankowców lotniczych, może być udostępniana innym użytkownikom, co dodatkowo zwiększa efektywność wykorzystania zasobów.

Brak stabilności i poczucia bezpieczeństwa może zniechęcać inwestorów do lokowania kapitału w nową infrastrukturę czy rozwój przedsiębiorstw, dlatego długofalowe inwestycje w sektor obronny powinny iść w parze z przemyślaną strategią. Nadrzędnym celem takich nakładów nie jest jednak napędzanie wzrostu gospodarczego, lecz zapobieganie konfliktowi, który zawsze niesie za sobą poważne konsekwencje ekonomiczne. Istotne jest to, by pieniądze przeznaczane na modernizację armii nie tylko zwiększały nasze zdolności obronne, ale także wspierały rozwój krajowego przemysłu i innowacji. Jeśli wydatki będą rozsądnie podzielone pomiędzy podmioty krajowe i zagraniczne, możemy liczyć na transfer technologii oraz wzrost potencjału do dalszego rozwoju polskich firm – podkreśla Julia Patorska, partnerka, liderka portfolio Sustainability & Climate w Polsce i Europie Środkowej w Deloitte.

600 tys. firm zniknęło po Polskim Ładzie. Przedsiębiorcy apelują do prezydenta o podpisanie ustawy zmniejszającej składkę zdrowotną

Z apelem o podpisanie ustawy o składce zdrowotnej płaconej przez osoby wykonujące pozarolniczą działalność gospodarczą wystąpiła do prezydenta Andrzeja Dudy Organizacja Pracodawców Rada Przedsiębiorców. W specjalnym liście skierowanym do głowy państwa prezes Rady Przedsiębiorców – Adam Abramowicz podkreślił, że choć ustawa ta nie usuwa wszystkich szkód spowodowanych przez Polski Ład, to jednak w realny sposób poprawi sytuację około 2 milionów mikro i małych firm. 

„To właśnie sektor MŚP najdotkliwiej ucierpiał na drastycznym podniesieniu wysokości składki zdrowotnej dla przedsiębiorców w 2022 roku. W latach 2022–2023 zamknęło lub zawiesiło działalność blisko 600 tysięcy firm. Było to w ogromnej mierze konsekwencją dotkliwych i niesprawiedliwych dla przedsiębiorców zmian dotyczących składki zdrowotnej”
– przypomina w liście Adam Abramowicz, były rzecznik MŚP, obecnie prezes Organizacji Pracodawców Rada Przedsiębiorców. Przed Polskim Ładem przedsiębiorcy płacili rocznie
9 mld zł składki zdrowotnej, po jego wprowadzeniu płacą aż 19 mld zł.

„Pan Prezydent wielokrotnie podkreślał, jak ważny jest sektor MŚP i jak pilnie trzeba poprawiać warunki funkcjonowania polskich firm rodzinnych. Podpisanie przez Pana Prezydenta ustawy nowelizującej zasady naliczania składki zdrowotnej będzie potwierdzeniem tych słów. Przyczyni się także do rozwoju sektora MŚP i wzrostu jego konkurencyjności w tak trudnej obecnie sytuacji gospodarczej” – dodaje w liście Abramowicz.

Kilkanaście dni temu z prezydentem Andrzejem Dudą spotkali się przedstawiciele środowisk lewicowych, którzy apelowali o zawetowanie tej ustawy, argumentując, iż obniżenie składki zdrowotnej dla mikro i małych firm pociągnie za sobą uszczerbek w budżecie NFZ, a tym samym negatywnie odbije się na jakości publicznej służby zdrowia. – To nieprawdziwy argument. Minister finansów wielokrotnie podkreślał, że ubytek ten uzupełniony zostanie
z budżetu państwa – podkreśla prezes Rady Przedsiębiorców.

– Tak samo fałszywym argumentem jest ten, że uchwalone przez Sejm zmiany doprowadzą do wzrostu liczby osób pracujących na B2B. Ustawa ta nie poprawia warunków prowadzenia B2B w porównaniu do stanu prawnego sprzed Polskiego Ładu, a jedynie ułatwia prowadzenie działalności małym firmom o dochodach mniejszych niż 1,5 średniej krajowej – zauważa z kolei Robert Bodendorf, wiceprezes Organizacji Pracodawców Rada Przedsiębiorców.

Autorzy listu do prezydenta przypominają, że obniżenie składki zdrowotnej dla przedsiębiorców było zarówno obietnicą przedwyborczą partii tworzących dzisiejszą koalicję rządową, jak i deklaracją ze strony Prezesa Prawa i Sprawiedliwości, który zmiany wprowadzone przez Polski Ład uznał za błąd. – Prezes Jarosław Kaczyński publicznie zapowiedział, że po powrocie PiS do władzy przywrócone zostaną przepisy obowiązujące przed Polskim Ładem. Nie były to obietnice gołosłowne, ponieważ rok temu klub parlamentarny PiS złożył projekt przewidujący obniżenie składki na ubezpieczenia zdrowotne dla przedsiębiorców i możliwość odliczenia jej od podatku. Co prawda projekt ten został odrzucony, ale jego wysunięcie było równoznaczne z uznaniem obowiązujących obecnie przepisów za szkodliwe dla gospodarki i zagrażające nie tylko konkurencyjności, ale wręcz istnieniu wielu małych firm – zaznacza Adam Abramowicz.

Z sondażu IBRIS dla dziennika „Rzeczpospolita” przeprowadzonego w listopadzie ubiegłego roku wynika, że aż 73 proc. Polaków opowiada się za obniżeniem składki zdrowotnej dla mikroprzedsiębiorców i osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą. To kolejny dowód na to, jak duża część opinii publicznej zdaje sobie sprawę, że obecny system jest niesprawiedliwy i szkodliwy dla polskich przedsiębiorców.

– Przewidziane przez ustawę obniżenie składki zdrowotnej jest co prawda zdecydowanie skromniejsze niż zapowiadane w kampanii przez ówczesne partie opozycyjne, niemniej przepisy obniżają składkę i upraszczają sposób jej wyliczenia dla 2 milionów przedsiębiorców o dochodach mniejszych niż 1,5 średniej krajowej, czyli dla właścicieli mikro i małych firm. Dlatego przekonujemy Pana Prezydenta, że warto tę ustawę podpisać – podkreśla Robert Bodendorf.

Na wtorek 6 maja na godz. 13.00 przedstawiciele Organizacji Pracodawców Rada Przedsiębiorców zapowiadają zorganizowanie pikiety przed Pałacem Prezydenckim. – Przedsiębiorcy, jeżeli chcecie płacić w przyszłym roku mniej i rozliczać się prostym sposobem z NFZ-em, przyjdźcie tego dnia przed Pałac Prezydencki przy Krakowskim Przedmieściu, aby wspólnie z nami przekonać prezydenta Andrzeja Dudę do podpisania tej ustawy – apeluje Adam Abramowicz.

Źródło: Organizacja Pracodawców Rada Przedsiębiorców

Rynek biurowy w regionach: popyt rośnie, nowej podaży brak – czy grozi nam deficyt?

0

W pierwszym kwartale 2025 roku regionalne rynki biurowe w Polsce znalazły się w wyjątkowej sytuacji – popyt na powierzchnię biurową rósł, podczas gdy nowa podaż praktycznie zanikła. Jak wynika z najnowszego raportu Savills, w okresie od stycznia do marca deweloperzy dostarczyli jedynie 2400 m kw. nowej powierzchni w budynku Dymka 188 w Poznaniu. To ponad 40 razy mniej niż średnia dla pierwszych kwartałów z lat 2015-2024 wynosząca 100 500 m kw. Niska aktywności deweloperów i jednoczesny wzrost popytu przełożą się na spadek współczynnika pustostanów, a w dłuższej perspektywie mogą być jednym z powodów dla potencjalnych wzrostów czynszów i do ograniczenia wyboru dla najemców.

STRUKTURA ZASOBÓW

Na koniec marca całkowite zasoby biurowe ośmiu głównych miast regionalnych wynosiły 6,76 mln m kw. Najbardziej rozwiniętymi rynkami pozostają Kraków, Wrocław i Trójmiasto, które łącznie koncentrują 63% zasobów. W każdym z tych miast znajduje się ponad 1 mln  m kw. nowoczesnej powierzchni. Katowice, Poznań i Łódź razem odpowiadają za 31% zasobów, natomiast Lublin i Szczecin za pozostałe 6%.

W budowie pozostaje niespełna 203 000 m kw., czyli o 26% mniej niż przed rokiem. Dla porównania średnioroczne wolumeny z lat 2015-2019 sięgały 908 000 m kw., a z lat 2020-2024 – 522 000 m kw. Tak wyraźne ograniczenie nowych inwestycji może w perspektywie kolejnych kwartałów skutkować dalszym spadkiem dostępnej powierzchni, a co za tym idzie również zmniejszeniem opcji najmu dla najemców.

PUSTOSTANY

Na koniec marca w regionach pozostawało 1,18 mln m kw. niewynajętej powierzchni, co przekłada się na średni wskaźnik pustostanów 17,5% (spadek o 0,3 p.p. r/r). W pięciu miastach wskaźnik pustostanów wyniósł co najmniej 15%, a były to Łódź (22,3%), Katowice (21,1%), Wrocław (20,4%), Kraków (14,6%) i Poznań (15,0%). W pozostałych miastach dostępność powierzchni była niższa, a wskaźnik ten był pomiędzy 8% w Szczecinie a 12,6% w Trójmieście.

Daniel Czarnecki, dyrektor działu powierzchni biurowych, reprezentacja właściciela, Savills
Daniel Czarnecki, dyrektor działu powierzchni biurowych, reprezentacja właściciela, Savills

Ograniczona podaż stawia właścicieli w dość komfortowej pozycji, bo potencjalnie otwiera pole do wzrostu czynszów w niedługim horyzoncie. Mimo to, przy obecnym wysokim współczynniku pustostanów oraz silnej konkurencji, sukces komercjalizacji wymaga dziś wyjątkowo aktywnych działań, aby pozyskać i utrzymać najemców – zaznacza Daniel Czarnecki, Head of Landlord Representation, Office Agency, Savills.

POPYT I SEKTORY NAPĘDZAJĄCE RYNEK

Pomimo nikłej nowej podaży to popyt w miastach regionalnych utrzymał się na wysokim poziomie i w pierwszym kwartale osiągnął 176 900 m kw. To wynik o 27% lepszy niż rok temu i o 17% powyżej średniej z pierwszych kwartałów lat 2020-2024. Najemcy byli szczególnie aktywni w Krakowie (56 600 m kw.) i Wrocławiu (43 800 m kw.). Wyższy popyt brutto niż w tym samym okresie poprzedniego roku zanotowano również w Trójmieście, Katowicach, Poznaniu i Lublinie.

Cztery branże – IT, usługi dla biznesu, produkcja oraz finanse – wygenerowały łącznie 58% całkowitego popytu. Największy udział miał sektor IT (18%), tuż przed usługami dla biznesu (16%), produkcją (14%) i finansami (10%). 5% przypadło na operatorów biur flex, którzy zdecydowali się rozwijać swój biznes w regionach. Struktura transakcji wskazuje, że niemal połowę wolumenu stanowiły renegocjacje istniejących umów (48%), natomiast nowe kontrakty odpowiadały za 41%. Ponadto zanotowano 8% udział ekspansji i 3% umów przednajmu.

Jarosław Pilch, Savills
Jarosław Pilch, Savills

Średni poziom wakatów w regionach wciąż wynosi około 18% i może dawać złudne poczucie komfortu, jednak przy historycznie niskiej nowej podaży ta „poduszka” może się skurczyć szybciej, niż to się wydaje. Firmy planujące ekspansję lub relokację powinny więc z dużym wyprzedzeniem rezerwować powierzchnie i szybko finalizować umowy, aby zagwarantować sobie najlepsze lokalizacje i warunki – mówi Jarosław Pilch, Head of Tenant Representation, Office Agency, Savills.

CZYNSZE I KOSZTY EKSPLOATACYJNE

Stawki bazowe w biurowcach klasy A w regionach kształtowały się pomiędzy 12,00 a 17,00 EUR/m kw./miesiąc. Najwyższe czynsze obowiązują w Poznaniu (do 17 EUR), a tuż za nim plasują się Kraków i Wrocław (do 16,50 EUR). Opłaty eksploatacyjne co do zasady nie przekraczają 37 PLN/m kw./miesiąc, choć ich wysokość zależy głównie od efektywności budynku.

PERSPEKTYWY

Do końca 2027 r. deweloperzy deklarują dostarczenie nawet 475 000 m kw. nowej powierzchni. Zdecydowana większość z tej powierzchni może trafić na rynek dopiero w ostatnim roku prognozy. Wiele jednak zależy od warunków rynkowych, czyli m.in.: od dalszego spadku dostępności biur, wzrostu aktywności najemców oraz dostępu do finansowania na realizację projektów – komentuje Wioleta Wojtczak, Head of Research, Savills.

Obecna sytuacja na rynku sprzyja właścicielom najlepiej zlokalizowanych i zrównoważonych budynków, ale jednocześnie podnosi poprzeczkę dla projektów planowanych – tylko te o najwyższym standardzie, dobrze skomunikowane i z potwierdzonym popytem w postaci umów przednajmu – będą miały szansę na komercjalizację.

Rynek pracy w USA odporny na kryzys? Recesja nie musi oznaczać masowych zwolnień

Rynek pracy w USA: jak bardzo może się osłabić? Jak na razie trzyma się mocno – nawet masowe zwolnienia pracowników federalnych nie wpłyną znacząco na wzrost bezrobocia. Przyczyny: ograniczenie importu, ograniczona podaż produkcyjna przy niedoborze pracowników, w okresach dostosowania – strategia ograniczania godzin pracy a nie zatrudnienia, silne finanse amerykańskich przedsiębiorstw. Ostatecznie na ratunek przyjdzie FED obniżając stopy – koszt pieniądza dla firm.

  • Rynek pracy w Stanach Zjednoczonych utrzymał się (w niezłej kondycji) pomimo narastających przeciwności gospodarczych, a wskaźniki prognostyczne sugerują, że ta odporność powinna utrzymać się także w 2. kwartale 2025 roku
  • Recesja tak, masowe zwolnienia – raczej nie: Wskaźnik wolnych miejsc pracy jako pierwszy zasygnalizuje recesję (spodziewaną w II-III kwartale), ale nie spodziewamy się masowych zwolnień
  • Brak dostaw z zewnątrz – trzeba produkować (zatrudniać) lokalnie: Gospodarka Stanów Zjednoczonych stoi w obliczu wyjątkowej kombinacji ograniczeń podażowych (większych niż tradycyjnie sądzono) i bardziej restrykcyjnej polityki imigracyjnej. W związku z tym firmy są bardziej skłonne do gromadzenia ograniczonej siły roboczej w porównaniu z poprzednimi epizodami recesji, ca zapobiega znacznemu wzrostowi bezrobocia
  • Dodatkowo, rekordowe zyski firm stanowią na razie bufor pozwalający znieść cła (obok niedoborów siły roboczej wpływają na brak skłonności biznesu do redukcji zatrudnienia)
  • Wzrost bezrobocia – będzie, ale stopniowy a nie nagły: spodziewamy się, że stopa bezrobocia osiągnie szczyt na poziomie 5% do 1. kwartału 2026 roku. Nawet jeśli zwolnieni lub odchodzący pracownicy federalni nie znajdą innej pracy (ale pozostaną na rynku pracy), sam ten fakt spowodowałby wzrost stopy bezrobocia o zaledwie +0,3 punktu procentowego w 2025 roku
  • FED na ratunek: stałe stopniowe pogarszanie się sytuacji na rynku pracy będzie powodem, według naszych ocen, z powodu którego Fed przyspieszy obniżki stóp procentowych pod koniec 2025 r. i na początku 2026 r., po gwałtownym wzroście inflacji już tego lata, a wywołanym przez cła

Amerykański rynek pracy trzyma się dobrze pomimo narastających przeciwności gospodarczych, w tym gwałtownego wzrostu niepewności politycznej.

Wzrost liczby zatrudnionych poza rolnictwem o 228 000 w marcu w opinii Allianz Trade sugeruje, że amerykański rynek pracy pozostaje solidny. Zatrudnienie w sektorze prywatnym z wyłączeniem edukacji i opieki zdrowotnej (najbardziej cykliczny składnik zatrudnienia) było liderem (wykres 1), szczególnie w sektorze usług (zwłaszcza w handlu detalicznym oraz transporcie i magazynowaniu), choć zatrudnienie w sektorze produkcyjnym ledwo wzrosło. Stopa bezrobocia wzrosła tylko nieznacznie do 4,2%. Całkowita liczba rządowych miejsc pracy wzrosła o +19,000, nieco poniżej ostatniej średniej. W ramach rządu, płace w rządzie federalnym spadły tylko o -4,000, pomimo nacisków DOGE na zwolnienie pracowników federalnych. Odporność ta prawdopodobnie odzwierciedla prawny sprzeciw wobec zwalniania pracowników zatrudnionych na okres próbny. Ogłoszone przez Challengera redukcje etatów w marcu i cotygodniowe wstępne wnioski o bezrobocie do końca marca potwierdzają niedawną jeszcze odporność amerykańskiego rynku pracy. [1]

Wykres 1: Struktura zatrudnienia poza rolnictwem (tys. miejsc pracy, miesięcznie)

Struktura zatrudnienia poza rolnictwem

Źródła: LSGE Workspace, Allianz Research

Wskaźniki prognostyczne sugerują, że ta odporność prawdopodobnie utrzyma się w drugim kwartale 2025 roku.

Przyglądamy się czterem zmiennym, aby przewidzieć wyniki rynku pracy na najbliższe trzy miesiące: ankiecie NFIB dotyczącej odsetka firm, które planują zwiększyć zatrudnienie i odsetka zgłaszających trudności z obsadzeniem stanowiska pracy; ankiecie Conference Board dotyczącej łatwości znalezienia pracy przez gospodarstwa domowe oraz wzrostowi liczby tymczasowych miejsc pracy z badania zatrudnienia poza rolnictwem (wykres 2). W przeszłości te cztery zmienne miały tendencję do wykrywania dynamiki na amerykańskim rynku pracy w ciągu najbliższych kilku miesięcy. Chociaż obecnie wysyłają one mieszane sygnały, ogólnie nie wskazują na pogorszenie sytuacji na rynku pracy w ciągu najbliższych kilku miesięcy. Dla porównania, w ostatnich dwóch recesjach w USA (2020 i 2008 r.[2]) przyjrzeliśmy się trzem podstawowym danym: wzrostowi zatrudnienia, stopie bezrobocia i wskaźnikowi wolnych miejsc pracy (wykres 3). Aby uchwycić podstawową dynamikę i przebić się przez szum, dane są wyrażone w % zmianie 6m/6m (zatrudnienie) i %-pt zmianie 6m/6m (stopa bezrobocia i stopa wakatów). Z dwóch poprzednich recesji w opinii Allianz Trade można wywnioskować, że wskaźnik wolnych miejsc pracy pogorszył się jako pierwszy. Podczas recesji w 2008 r., nawet cztery miesiące po jej rozpoczęciu, stopa bezrobocia i wzrost zatrudnienia nie uległy znacznemu pogorszeniu[3]

Wykres 2: Perspektywiczne wskaźniki amerykańskiego rynku pracy (z-score)

Perspektywiczne wskaźniki amerykańskiego rynku pracy

Źródła: LSGE Workspace, Allianz Research

Wykres 3: Wskaźniki rynku pracy podczas poprzednich recesji w USA (z-score)

Wskaźniki rynku pracy podczas poprzednich recesji w USA

Żródła: LSGE Workspace, Allianz Research

Uwaga: wzrost zatrudnienia wyrażony jest w % zmiany 6m/6m, a stopa wakatów/stopa bezrobocia w pp zmiany 6m/6m.

Pomimo inflacyjnych skutków gwałtownych podwyżek ceł i utrzymującej się wysokiej niepewności politycznej, nie spodziewamy się dużych zwolnień, ponieważ amerykańskie firmy nadal cieszą się dobrymi zyskami, a także borykają się z podwyższonym niedoborem siły roboczej. Niemniej jednak oczekujemy, że stopa bezrobocia stopniowo będzie rosła, osiągając szczyt na poziomie 5% w I kwartale 2026 r.

Obok stosunkowo solidnego stanu bilansów i dochodów amerykańskich gospodarstw domowych[4] , ograniczone tylko pogorszenie sytuacji na rynku pracy w ciągu najbliższych kilku miesięcy jest kolejnym czynnikiem podtrzymującym odporność (gospodarki). Po pierwsze, poziom wolnych mocy produkcyjnych w amerykańskiej gospodarce pozostaje bardzo ograniczony. W rzeczywistości nasza własny wskaźnik luki produktowej – skonstruowany w oparciu o miary ankietowe, takie jak wykorzystanie mocy produkcyjnych w przemyśle lub stopa bezrobocia – jest nadal w dużej mierze dodatni (wykres 4) i jest ona bardziej podwyższona niż inne, alternatywne szacunki luki produktowej. Wskazuje to, że firmy są  bardziej ograniczone od strony podaży niż konwencjonalnie sądzono, a w tym środowisku bardziej prawdopodobne jest zatrzymanie pracowników, zwłaszcza że restrykcyjna polityka imigracyjna zwiększa niedobór siły roboczej. W rzeczywistości liczba godzin pracy na pracownika stale spada od czasu kryzysu związanego z pandemią Covid-19, co w opinii Allianz Trade wskazuje na strategię dostosowywania godzin pracy, a nie liczby pracowników, do zmieniających się warunków gospodarczych. Po drugie, zyski przedsiębiorstw (w ujęciu skorygowanym o inflację) są wysokie (wykres 4).

Wykres 4: Luka produktowa i realne zyski przedsiębiorstw

Luka produktowa i realne zyski przedsiębiorstw

Źródła: LSGE Workspace, Allianz Research

Amerykańskie korporacje, w ujęciu zagregowanym, dysponują buforami pozwalającymi im przetrwać cła i prawdopodobnie będą preferować tymczasowe niższe zyski niż masowe zwolnienia. W międzyczasie zwolnienia federalne napędzane przez DOGE prawdopodobnie nie wstrząsną rynkiem pracy. Zwolnienia pracowników nieetatowych w agencjach takich jak Departament Edukacji i USAID zaczną być widoczne w danych w nadchodzących miesiącach. W samym październiku raport o zatrudnieniu prawdopodobnie uwzględni wpływ 75 000 pracowników federalnych, którzy zdecydowali się na odroczenie rezygnacji. W sumie spodziewamy się, że zatrudnienie w sektorze federalnym spadnie w tym roku o blisko 200 000 osób, co stanowi ponad 10% rocznego wzrostu zatrudnienia. Jednak nawet w skrajnym scenariuszu, w którym zwolnieni lub odchodzący pracownicy federalni nie znajdują innej pracy (ale pozostają na rynku pracy), stopa bezrobocia wzrosłaby o zaledwie +0,3 punktu procentowego w 2025 roku.

Tomasz Starus, prezes Zarządu Allianz Trade w Polsce
Tomasz Starus, prezes Zarządu Allianz Trade w Polsce

W opinii Tomasza Starusa, Prezesa Allianz Trade w Polsce „Polski rynek pracy także jest silny, podobnie jak amerykański – nawet jeśli aktualnie ustał okres podwyżek płac i dominacji pracowników na rynku. Pomimo spadku wyników przetwórstwa przemysłowego, budownictwa oraz usług (wyniku finansowego i rentowności netto) polskie firmy nie zwalniały pracowników  i zapewne nadal nie będą. Mamy najniższe bezrobocie w UE (2,6% za Eurostat w lutym), a pracodawcy obawiają się o odpływ pracowników z Ukrainy. Przedsiębiorcy zdają sobie sprawę, iż ich największym atutem są właśnie ich pracownicy, a w skali kraju – największym atutem Polski są Polacy. Rosnące z czasem obroty w przemyśle ciężkim, w budownictwie, w turystyce i gastronomii wymagały będą zatrudnienia pracowników i zwiększania zatrudnienia. Obserwujemy obecnie prawdziwą falę zamykania jednoosobowych działalności gospodarczych, co i tak nie zwiększa bezrobocia –  pomimo wyższych kosztów firmy absorbują więc tych ludzi na etatach, wykorzystując ich doświadczenie. Dlatego pomimo tego, iż rentowność polskich przedsiębiorstw (i ich akumulacja kapitału) nie jest tak dobra jak w USA, to firmy zatrudniają i będą zatrudniać, stąd perspektywy dla polskiego rynku pracy są podobnie jak w USA – niezłe” .

[1] W marcu liczba zwolnień w sektorze prywatnym zmniejszyła się. Liczba ta gwałtownie wzrosła w sektorze rządowym, ale nie przełożyła się na faktyczną utratę miejsc pracy z powodu prawnego sprzeciwu wobec zwalniania pracowników na okres próbny.

[2] Szacujemy, że recesja w 2008 r. rozpoczęła się w marcu 2008 r., a nie w grudniu 2007 r., jak ogłosił NBER, ponieważ przed marcem 2008 r. większość danych dotyczących aktywności gospodarczej nie wskazywała na recesję.

[3] Przyglądamy się trzem podstawowym zmiennym: wzrostowi zatrudnienia, stopie bezrobocia i wskaźnikowi wolnych miejsc pracy (wykres X3). Aby uchwycić podstawową dynamikę i przebić się przez szum, dane są wyrażone w 6m/6m % zmiany (zatrudnienie) i 6m/6m pp zmiany (stopa bezrobocia i stopa wakatów).

[4] Zobacz AllianzTrade | Czy amerykański konsument wytrzyma?.

Rynek domów w I kwartale 2025: ostrożność deweloperów i wybredność kupujących

W ujęciu rocznym sprzedaż domów deweloperskich odnotowała spadek. Jednak już dane kwartalne pokazują poprawę wyników w większości analizowanych miast. Widać sezonowe ożywienie w popycie, ale deweloperzy są ostrożni we wprowadzaniu na rynek nowych projektów. Ograniczają ich liczbę w obawie przed nadpodażą.

W marcu oferta deweloperów w granicach siedmiu głównych miast (Warszawa, Kraków, Poznań, Wrocław, Trójmiasto, Łódź, Katowice) obejmowała ponad 2 tys. domów, czyli więcej o 4% kw./kw. oraz o 18% r/r. Średnia cena za mkw. na tych rynkach osiągnęła 11,5 tys. zł (+3% kw./kw., +15% r/r). Jednak warto zauważyć, że więcej domów buduje się na obrzeżach miast. Całkowita oferta uwzględniająca zarówno liczbę domów w granicach miast, jak w ich aglomeracjach wyniosła w marcu 6,1 tys., co stanowi minimalny wzrost kwartalny (0,5%), lecz wyraźny, bo o 14%, spadek w ujęciu rocznym. Średnia cena domów sięgnęła 9 tys. zł za mkw. (+ 2% kw./kw., +8% r/r).

Dom od dewelopera

Sprzedaż domów w granicach miast

W pierwszym kwartale 2025 r. deweloperzy wprowadzili do sprzedaży na siedmiu głównych rynkach 440 domów, czyli o jedną piątą więcej niż w ubiegłym kwartale, jednak o 8% mniej niż w analogicznym okresie rok temu. Jednocześnie sprzedali w tym czasie 370 domów – o 17% mniej kw./kw. oraz 19% mniej r/r. Przy zauważalnym aktualnie niższym popycie w miastach, deweloperzy coraz częściej decydują się na wprowadzanie bardziej intensywnych strategii cenowych (rabaty, promocje) lub wdrożenie dodatkowych zachęt sprzedażowych (gratisy w postaci miejsc parkingowych czy dodatkowe eko-rozwiązania, system smarthome).

Kwartalny wzrost sprzedaży w aglomeracjach

1,2 tys. – tyle wyniosła liczba nowych ofert uwzględniająca największe miasta i sąsiadujące powiaty, co oznacza spadek o 16% kw./kw. oraz o 22% r/r. Ograniczenie liczby nowych inwestycji może być reakcją na wolniejszą w ostatnich miesiącach sprzedaż i wyzwania związane z absorpcją dostępnych ofert.

Dom od dewelopera
Wykres na podstawie danych Otodom

Sprzedaż domów uwzględniająca miasta wraz z aglomeracjami w tym okresie osiągnęła poziom 1,3 tys. Mimo rocznego spadku sprzedaży (-15%), kwartalny wzrost (+11%) to pozytywny sygnał dla deweloperów świadczący o dalszym zainteresowaniu nabywców zakupem domów na przedmieściach.

„Warto podkreślić, że oba segmenty rynkowe trafiają do różnych grup odbiorców – osoby wybierające domy w granicach miast cenią dogodną lokalizację, komfort życia w domu zamiast mieszkania w bloku i są gotowe ponieść wyższe koszty, by zdobyć dom w atrakcyjnych, wygodnych lokalizacjach. Tymczasem nabywcy poszukujący domów w aglomeracjach są bardziej wrażliwi na koszty, koncentrują się na ekonomicznych rozwiązaniach i są skłonni zrezygnować z lokalizacji na rzecz niższych cen”, mówi Agata Stachowiak, ekspertka rynku nieruchomości Otodom.

2,5 tys. domów w Warszawie i aglomeracji

Większość analizowanych miast wraz z aglomeracjami odnotowała wzrost oferty domów deweloperskich w ujęciu rocznym. Jest on szczególnie widoczny w Katowicach (+33% r/r), Warszawie (+28% r/r) oraz Trójmieście (+22% r/r). Jednak ​ w Poznaniu (-12% r/r) i Wrocławiu (-5% r/r) oferta zmalała. W pierwszym kwartale 2025 r. w wielu miastach nastąpił znaczący spadek liczby domów wprowadzonych do sprzedaży w porównaniu do analogicznego kwartału rok wcześniej. W Poznaniu i sąsiednich powiatach nowa podaż spadła o 61%, we Wrocławiu i aglomeracji o 38%, a w Warszawie i okolicy o 25%.

„Deweloperzy przyjęli bardziej ostrożną strategię inwestycyjną. Słabsze wyniki odnotowali oni również w kategorii domów sprzedanych. W porównaniu do pierwszego kwartału 2024 r. najbardziej odczuwalne osłabienie popytu nastąpiło w Krakowie wraz z aglomeracją (-30%) i Poznaniu wraz z powiatami (-46%). Spadek sprzedaży sugeruje możliwy wpływ czynników makroekonomicznych, takich jak wyższe stopy procentowe, trudniejsza dostępność kredytów hipotecznych oraz wzrost kosztów życia”, wyjaśnia Stachowiak z Otodom.

Sprzedaż kwartalnie

Choć r/r obserwujemy spadki w wynikach sprzedażowych deweloperów, w porównaniu kw./kw. sprzedaż wzrosła w 4 z 7 wspomnianych regionów. Warszawa i aglomeracja odnotowała 27% wzrost sprzedaży między kwartałami. W Katowicach i okolicy sprzedaż wzrosła o 19%, a we Wrocławiu i aglomeracji o 11%. W Poznaniu i okolicach deweloperzy sprzedali o 10% więcej domów niż w ostatnim kwartale 2024 r. Aktualnie oferta na tym rynku jest najniższa od kwietnia 2022 r. Brak nowych projektów deweloperskich w tym obszarze może skutkować ograniczeniem dostępności oferty w kolejnych kwartałach. W Łodzi i aglomeracji sprzedaż była podobna do tej z ubiegłego kwartału, w Trójmieście i okolicy spadła o 6%, a w Krakowie wraz z aglomeracją o 15%.

Najdrożej znów w Warszawie

Analizując zmiany cen ofertowych za mkw. domów w największych miastach Polski i ich aglomeracjach, można zauważyć kilka istotnych trendów. Przede wszystkim największe roczne podwyżki cen zaobserwowano w Poznaniu oraz Warszawie. Poznań wraz z aglomeracją odnotował 11% wzrost, co świadczy o dynamicznym rozwoju tego rynku i rosnącej atrakcyjności regionu. Z kolei w Warszawie i okolicy mkw. wzrósł przez rok 10%, przez co stolica ponownie przejęła rolę lidera pod względem ceny za mkw. domu (10,4 tys.).

Dom od dewelopera ceny
Wykres na podstawie danych Otodom

W przypadku Katowic i Łodzi również odnotowano znaczące roczne wzrosty cen na poziomie odpowiednio 8,5% i 5%. Region śląski stale przyciąga uwagę zarówno mieszkańców, jak i inwestorów, dzięki niskiej bazie wyjściowej cen (7,1 tys. za mkw.) i rozwijającej się infrastrukturze. Łódź i aglomeracja zanotowały wzrost o 5% (8,4 tys. za mkw.). Umiarkowana podwyżka cen miała miejsce również w Trójmieście i sąsiadujących powiatach, gdzie stawka za mkw. wzrosła o 4%. Na przeciwległym biegunie znajdują się Wrocław i Kraków wraz z aglomeracjami, gdzie roczne wzrosty cen były minimalne i nie przekroczyły 1%. Natomiast Kraków wydaje się stabilizować po wcześniejszych dynamicznych latach zwiększania się zarówno oferty, jak i wysokości cen.

Najem mieszkań tańszy, a wybór większy. Tak wygląda pierwszy kwartał 2025

Pierwszy kwartał 2025 r. przyniósł potężne odbicie liczby unikalnych ofert mieszkań na wynajem w całym kraju. Eksperci portalu GetHome.pl sprawdzili, jak wygląda sytuacja na rynkach najmu w siedmiu największych miastach.

Z uwagi na sezonowość, którą charakteryzuje się rynek najmu, dla nikogo nie powinna być zaskoczeniem rosnąca oferta mieszkań o tej porze roku. Jednak raczej mało kto się spodziewał, że wzrost będzie aż tak spektakularny – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl. Z danych przeszukiwarki portali nieruchomości Adradar wynika, że w Warszawie w marcu na najemców czekało ok. 19,3 tys. lokali. To aż o 54% więcej niż w końcówce ubiegłego roku. Potężny, bo aż 63% wzrost oferty w pierwszym kwartale Adradar odnotował w Krakowie (8,3 tys. mieszkań). O ponad 50% poszła w górę oferta mieszkań na wynajem we Wrocławiu (6,2 tys. lokali), Poznaniu (3,7 tys.) i Katowicach (2,4 tys.), a o ponad 40% – w Łodzi (3,4 tys.). W Gdańsku wybór lokali zwiększył się tylko o 6%, a co gorsza marzec przyniósł spadek oferty.

Liczba unikalnych ofert wynajmu mieszkan

Ekspert przypomina, że ubiegły rok zaczął się od spadków przeciętnych stawek czynszów w największych miastach. Czy podobnie było w tym roku? Z danych portalu GetHome.pl wynika, że w pierwszym kwartale aż o 10% spadła mediana miesięcznego czynszu w Warszawie (do ok. 4,3 tys. zł), o 6% w Katowicach (do ok. 2 tys. zł), o 5% w Łodzi (do ok. 2,1 tys. zł), o 3% we Wrocławiu (do ok. 2,9 tys. zł) i o 2% w Poznaniu (do ok. 2,6 tys. zł). Natomiast w Gdańsku mediana czynszu wzrosła o 1% (do ok. 3 tys. zł), a w Krakowie – o 3% (do 3,1 tys.). Przy czym w tej drugiej metropolii marzec przyniósł jej spadek względem lutego o 3%.

Dlaczego mediana czynszu, a nie średnia? Ekspert wyjaśnia, że mediana jest bardziej zbliżona do „typowej” stawki czynszu. Nie windują jej bowiem w górę, ani nie ściągają w dół, skrajnie drogie lub tanie mieszkania, których na rynku najmu nie brakuje.

Mediana miesiecznego czynszu

Ekspert zwraca uwagę, że wysokość obniżek lub podwyżek była bardzo zróżnicowana także w zależności od liczby pokoi. Np. w przypadku kawalerek mediana czynszu spadła w pierwszym kwartale w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu i Katowicach. Mieszkania dwupokojowe potaniały tylko w Warszawie i Gdańsku, a trzypokojowe – w Krakowie i Poznaniu.

Czy trend spadkowy utrzyma się w kolejnych miesiącach? Rok temu dominowały podwyżki, bo rósł popyt ze strony najemców. A kiedy jesienią, jak co roku, na rynku najmu pojawili się studenci, oferta mieszkań dramatycznie się skurczyła.

W tym roku ten scenariusz może się nie powtórzyć. W całym kraju mieszkań na wynajem już jest więcej niż w ubiegłym roku we wrześniu, po którym nastąpiło podażowe tąpnięcie. Po drugie, prawdopodobnie poprawi się dostępność kredytów, więc część najemców zamieni czynsz na ratę spłaty kredytu na zakup własnego M – komentuje Marek Wielgo.Liczba unikalnych ofert wynajmu mieszkan.

Autor: Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl

SprawdzaMY: 49 postulatów deregulacyjnych już w realizacji. Zobacz listę zmian w prawie

Inicjatywa SprawdzaMY – Wielka Siódemka deregulacji nabiera tempa. Aż 49 postulatów deregulacyjnych, opracowanych przez społeczny zespół ekspertów pod przewodnictwem Rafała Brzoski, trafiło do realizacji – część jako projekty ustaw rządowych, a część jako zmiany w rozporządzeniach. Celem tych zmian jest ułatwienie życia obywatelom i odciążenie sektora MŚP przez likwidację zbędnych obowiązków, uproszczenie procedur i budowę bardziej przyjaznego, nowoczesnego państwa.

W odpowiedzi na otwartość strony rządowej, by na bieżąco weryfikować postępy prac nie tylko deregulacyjnych, ale także na słowa Premiera RP – że „każdy minister ma nie tylko mieć nazwę ministerstwa, ale w nawiasie (minister ds deregulacji)” – Rafał Brzoska rzucił wyzwanie, by podjąć największy możliwy challenge: każdy nowy akt prawny niech spowoduje wyeliminowanie 2 innych – najstarszych, nieobowiązujących, nieprzystających do obecnych czasów. Dzięki temu poprawa w stanowieniu prawa będzie miała charakter ciągły.

Rafał Brzoska, Pełnomocnik Przedsiębiorców ds. Deregulacji„Zamiast dodawać kolejne tysiące maszynopisu do obowiązujących setek tysięcy – będziemy obserwować odchudzanie. To byłby największy skok jakościowy w historii polskiej legislacji od 89 roku. Cieszę się również ze stanowiska Pana Premiera, by prace nad deregulacją i projektami rozwojowymi absolutnie nie miały pieczątki partyjnej – ale aby decydowało kryterium jakości merytorycznej. Dlatego już dzisiaj przekazaliśmy nasze pozytywne stanowisko inicjatywy SprawdzaMY do wybranych poprawek zgłosoznych przez Klub Parlamentarny PIS do prac nad ustawą Ministra Paszyka” – wskazał Rafał Brzoska, Pełnomocnik Przedsiębiorców ds. Deregulacji.

Deregulacja nabiera tempa – skala inicjatywy i postępy prac

Proces deregulacji wyraźnie przyspieszył w ostatnich tygodniach. Premier Donald Tusk spotkał się z członkami zespołu SprawdzaMY oraz Rządowego Zespołu ds. Deregulacji, aby omówić postępy i kolejne kroki. Efekt współpracy rządu z inicjatywą społeczną jest wymierny: tylko około 17% pomysłów odrzucono ze względu na konieczność ochrony stabilności budżetu państwa.

Dotychczasowa statystyka postulatów deregulacyjnych:

  • 259 opublikowanych
  • 202 przekazane stronie rządowej
  • 197 rozpatrzonych przez stronę rządową
  • 122 przyjętych do realizacji (61%)
  • 49 JUŻ w realizacji (40%)

Dla 202 postulatów przekazanych stronie rządowej uruchomiono na stronach www.SprawdzaMY.com zegary, które odliczają uzgodnione 100 dni do wdrożenia legislacyjnego, mają również opisany status, informujący na jakim etapie legislcyjnym i wdrożenia w życie się znajdują.

Od początku działania inicjatywy SprawdzaMY obywatele i przedsiębiorcy zgłosili ponad 14 tysięcy propozycji zmian prawa, z czego aż 70% pochodzi od obywateli. Spośród setek zidentyfikowanych barier wyselekcjonowano siedem obszarów priorytetowych, tzw. Wielką Siódemkę deregulacji, obejmujących: podatki, cyfryzację usług, wymiar sprawiedliwości, energetykę, prawo unijne, zdrowie oraz usprawnienie administracji i bezpieczeństwa. W tych właśnie silosach tematycznych opracowano pierwsze pakiety usprawnień. Do czerwca br. zespół planował przedłożyć łącznie 300 usprawnień, jednak tempo wskazuje, że uda się opracować znacznie więcej. Pierwsze efekty prac są spodziewane już w maju – rząd zapowiada, że część ułatwień zacznie obowiązywać niemal natychmiast po uchwaleniu nowych przepisów.

Badania Ibris

Według badań IBRIS od 5 marca do 5 kwietnia 2025 roku społeczna znajomość deregulacji wśród Polaków wzrosła do 61,8% (+10,8pp).

Najważniejsze korzyści z nowych uproszczeń dla obywateli i firm

Proponowane zmiany koncentrują się na praktycznych udogodnieniach, które Polacy odczują na co dzień – od szybszego załatwiania spraw urzędowych, przez przyjazne podatki, po łatwiejsze procedury dla przedsiębiorców. Poniżej przedstawiamy wybrane postulaty (spośród 24 aktualnie procedowanych) wraz z ich konkretnymi korzyściami, pogrupowane tematycznie:

PODATKI I FINANSE PUBLICZNE

  1. Domniemanie niewinności podatnika – podatnik będzie chroniony przed bezpodstawnymi zarzutami skarbowymi.
  2. Vacatio legis minimum 6 miesięcy – przedsiębiorcy otrzymają odpowiedni czas na przygotowanie się do nowych regulacji.
  3. Leasing elektroniczny – łatwiejsze zawieranie umów leasingowych, obniżające koszty operacyjne firm.
  4. Zakaz częściowej korekty deklaracji po kontroli celno-skarbowej – jasne zasady kończenia kontroli podatkowych.

CYFRYZACJA

  1. Rozszerzenie usług aplikacji mObywatel – więcej spraw urzędowych możliwych do załatwienia przez telefon.
  2. Integracja systemów administracyjnych – zmniejszenie liczby formalności i szybszy dostęp do danych urzędowych.
  3. Pełna digitalizacja umów o pracę – ułatwione i bezpieczniejsze zawieranie oraz aneksowanie umów.
  4. Elektroniczne doręczanie załączników do decyzji administracyjnych – szybsza i wygodniejsza komunikacja obywateli z urzędami.

OCHRONA KONSUMENTÓW

  1. Ograniczenie kradzieży tożsamości – skuteczniejsze zabezpieczenie obywateli przed wyłudzeniami finansowymi.
  2. Uproszczenie procedur dla e-commerce – jasne zasady określania statusu konsumenta, upraszczające handel internetowy.
  3. Informacja o śmierci posiadacza rachunku – zabezpieczenie rachunków bankowych bez konieczności składania dodatkowych dokumentów.

SĄDOWNICTWO I ADMINISTRACJA

  1. Cyfryzacja postępowań sądowych – wymiana dokumentów online, co przyspieszy procesy sądowe.
  2. Zdalne rozprawy przed KIO – oszczędność czasu i kosztów dla przedsiębiorców uczestniczących w przetargach.
  3. Usprawnienie mediacji sądowych i administracyjnych – szybsze i skuteczniejsze rozwiązywanie sporów.
  4. Nowoczesna definicja rzemiosła – dostosowanie prawa do potrzeb nowoczesnych, cyfrowych firm rzemieślniczych.
  5. Zasada jednoinstancyjności w postępowaniach administracyjnych – szybsze uzyskiwanie ostatecznych decyzji.
  6. Możliwość umorzenia dawno zawieszonych postępowań administracyjnych – kończenie przeciągających się postępowań, zmniejszające biurokrację.

ENERGETYKA I ŚRODOWISKO

  1. Podniesienie limitu instalacji energetycznych do 500 kW – większe możliwości inwestowania firm w odnawialne źródła energii na własne potrzeby.
  2. Czytelne rachunki za prąd – łatwiejsze zarządzanie wydatkami za energię elektryczną dzięki prostszym rachunkom.

BEZPIECZEŃSTWO I OBRONNOŚĆ

  1. Certyfikowanie firm uczestniczących w przetargach – przejrzystość zamówień publicznych i większa pewność uczciwości przedsiębiorstw.
  2. Przegląd przypadków goldplatingu – ograniczenie dodatkowych obciążeń wynikających z nadgorliwego wdrażania przepisów unijnych.

ZDROWIE I USŁUGI SPOŁECZNE

  1. Rozszerzenie IKP o dostęp do wyników badań – szybki dostęp pacjentów do własnych wyników medycznych online.
  2. Pakiet kolejkowy – poprawa efektywności organizacji kolejek w placówkach ochrony zdrowia.
  3. Integracja baz danych KRS, CEIDG oraz VAT – uproszczenie prowadzenia działalności gospodarczej poprzez łatwiejszą obsługę administracyjną.

Wypowiedź przedstawiciela inicjatywy

Rafał Brzoska, Pełnomocnik Przedsiębiorców ds. Deregulacji„Deregulacja nie jest celem samym w sobie, ale narzędziem do poprawy jakości życia wszystkich obywateli” – podkreśla Rafał Brzoska, lider inicjatywy SprawdzaMY . „Chcemy wspólnymi siłami uprościć przepisy tak, by państwo stało się bardziej przyjazne dla obywateli i przedsiębiorców. Nasz zespół pokazuje konkretnie, gdzie prawo powinno się zmienić – to pospolite ruszenie ekspertów, urzędników i obywateli ma sprawić, że każdy Polak odczuje realną różnicę w swoim codziennym życiu. Jednak naszym celem są także projekty rozwojowe – dzięki którym nasz kraj będzie mógł iść do przodu” – dodaje.

Podsumowanie i dalsze kroki

Inicjatywa SprawdzaMY – Wielka Siódemka deregulacji koncentruje się na rozwiązaniach, które odciążą obywateli i MŚP, usuwając zbędne bariery biurokratyczne. To pierwsze tak szerokie partnerstwo rządu i społeczności ekspertów, nastawione na szybkie efekty. Społeczny zespół deregulacyjny będzie nadal monitorować postępy i proponować kolejne usprawnienia – zgodnie z zasadą, że prawo ma służyć ludziom, a nie ich przytłaczać.

Organizatorzy zachęcają do śledzenia postępów prac na oficjalnej stronie internetowej sprawdzamy.com, gdzie opublikowano pełną listę zgłoszonych postulatów. Każdy obywatel może tam również zgłosić własną sugestię deregulacyjną lub skomentować istniejące propozycje – do tej pory internauci zamieścili już setki komentarzy do opublikowanych pomysłów. Dzięki wspólnemu zaangażowaniu rządu i społeczeństwa, kolejne miesiące przyniosą dalsze decyzje ograniczające nadmierne przepisy i uwalniające polską gospodarkę od zbędnych obciążeń. Nowe, przyjazne regulacje mają sprawić, że prowadzenie firmy stanie się prostsze, a załatwianie urzędowych spraw – szybsze i mniej stresujące. Inicjatorzy Wielkiej Siódemki deregulacji zapowiadają bieżące informowanie o losach poszczególnych ułatwień i kontynuowanie misji budowania nowoczesnego państwa na miarę oczekiwań obywateli XXI wieku.

Rajd złota przerwany. Czy to koniec wzrostów?

W środę ceny złota doświadczyły największego jednodniowego spadku od prawie czterech lat, co wywołało pytania o trwałość dotychczasowego rajdu cenowego na tym rynku. Gwałtowny spadek był bezpośrednią reakcją na złagodzenie retoryki prezydenta Donalda Trumpa w sprawie ceł wobec Chin oraz na rosnącą niepewność dotyczącą przyszłości szefa Rezerwy Federalnej.

Jeszcze na początku tygodnia złoto osiągnęło rekordowy poziom przekraczający 3 500 USD za uncję. Wzrost ten napędzany był głównie przez obawy związane z agresywną polityką handlową Stanów Zjednoczonych oraz krytyczne wypowiedzi prezydenta Trumpa pod adresem Fed. Jednak późniejsza zmiana tonu wypowiedzi prezydenta znacząco złagodziła napięcia, co doprowadziło do gwałtownej korekty cen.

Po początkowym spadku, notowania złota odbiły się do poziomu powyżej 3 330 USD za uncję. Inwestorzy starali się odnaleźć w gąszczu sprzecznych sygnałów płynących z Waszyngtonu. Z jednej strony prezydent prezentował łagodniejsze stanowisko wobec Chin, z drugiej zaś sekretarz skarbu Scott Bessent wyraził wątpliwości co do szybkiego zakończenia wojny handlowej, co utrzymało wysoki poziom niepewności na rynkach.

Napięcia nie ograniczały się jedynie do Stanów Zjednoczonych – również na rynkach azjatyckich odnotowano silne wahania. W szczególności kontrakty terminowe na złoto w Szanghaju zanotowały największy dzienny spadek od 2013 roku, a wolumen obrotów osiągnął rekordowy poziom.

Obecna sytuacja potwierdza, że ceny złota pozostają wyjątkowo wrażliwe na zmiany polityczne, zwłaszcza w kontekście polityki handlowej USA. Dotychczasowy wzrost cen był w dużej mierze napędzany emocjami i obawami inwestorów, a nie twardymi fundamentami rynkowymi. To z kolei pokazuje, jak dynamicznie i gwałtownie mogą zmieniać się notowania metali szlachetnych pod wpływem sygnałów płynących ze sceny politycznej.

Krzysztof Kamiński – Oanda TMS

Repolonizacja kosztów, emigracja wartości – pułapki gospodarczej naiwności

Politycy z bardzo różnych opcji ideologicznych na całym świecie ciągle ulegają złudzeniu, że można przy pomocy decyzji administracyjnych sterować takimi złożonymi systemami jak gospodarki narodowe, które działają w jeszcze bardziej złożonym układzie międzynarodowym.

Dla polskiego ekonomisty zajmującego się teoriami przedsiębiorstw i konkurencji trudno o spełnienie piękniejszego marzenia niż prowadzenie badań dotyczących sukcesów polskich przedsiębiorców na krajowych i globalnych rynkach konkurencyjnych. Tak samo jak pasjonującym i dumnym zajęciem jest zajmowanie się ekonomisty holenderskiego firmą ASML, duńskiego – Novo Nordisk czy francuskiego – Dassault Aviation.

Aktywa przedsiębiorstw mają narodowość! Ale dobrych aktywów przedsiębiorstw dobrze służącym narodom nie jest dużo. Dlatego muszą być profesjonalnie zarządzane i muszą mieć zdolność do przyciągania i wchodzenia w synergię z zagranicznymi aktywami bliższymi tzw. Światowej Granicy Technologicznej (ŚGT), dzięki czemu kraje – nie tylko mniej rozwinięte – mają możliwość zwiększania dobrobytu swoich gospodarstw domowych.

Nie ulega wątpliwości, że często przedsiębiorstwa zagraniczne dostarczające Polsce aktywów bliskich ŚGT miały za sobą silne wsparcie dyplomatyczne swoich krajów oraz przede wszystkim skuteczną światową pomoc prawną: sądową i arbitrażową. Odczuwały więc dużą przewagę konkurencyjną wynikającą nie tylko z technologii, zarządzania i marketingu, ale i też z tych – jak to nazywa Donald Trump – pozataryfowych wspomagań. Wielu polskich przedsiębiorców było bardziej narażonych na polskie polityczne zawirowania niż silne przedsiębiorstwa zagraniczne.

W większości jednak przypadków, ze względu na jeden z najwyższych udziałów w Europie przedsiębiorstw państwowych w gospodarce, mamy do czynienia permanentnie z bardzo silną polonizacją działalności gospodarczej, i to realizowaną raczej przy pomocy młota, a nie skalpela rodem z jakiejś wyrafinowanej polityki przemysłowej. Dodanie do tej polonizacji jeszcze przedrostka „re”, a także zwolnienie ich z „maksymalizacji zysków”, niczego dobrego nie wróży.

Zmniejszenie konkurencji zagranicznej dla wysoko skoncentrowanych polskich przedsiębiorstw (z pozycjami dominującymi, a nawet monopolistycznymi) to nie tylko odsuwanie się od ŚGT, ale też pozbawianie się ostatnich możliwości stymulowania w nich efektywności. To wzmacnianie w nich takich negatywnych zjawisk, jak opisane w literaturze ekonomicznej X–nieefektywności Leibensteina (spadek presji na wzrost wydajności zarządzania i pracy), wawrzyn Arrowa (demoralizacja przywilejami), pokusy nadużycia (moral hazard), pokusa wazeliniarstwa (oileness hazard), sięganie po mniej ambitne rozwiązania (adverse selection), wykonywanie działań nie służących rozwojowi przedsiębiorstw (hidden actions), blokowanie innowacyjnych dyfuzji (spillover) między zagranicznymi i polskimi przedsiębiorstwami, itp.

Politycy z bardzo różnych opcji ideologicznych na całym świecie permanentnie ulegają złudzeniu, że można skutecznie sterować przy pomocy decyzji administracyjnych takimi złożonymi systemami jak gospodarki narodowe, które działają w jeszcze bardziej monstrualnie złożonym układzie międzynarodowym. Na przykład, że można w Polsce 2,8 mln przedsiębiorstw, 12,5 miliona gospodarstw domowych i ponad 100 tys. rynków krajowych zmusić do zachowań zgodnych z pożądanymi wynikami. Donald Trump i jego doradcy w USA szybko i boleśnie zdążyli się przekonać, że reakcje gospodarstw domowych, przedsiębiorstw i rynków, w tym rynków międzynarodowych, są niemożliwe do opanowania nawet przez najbardziej silną i sprawną administrację państwową. Pozytywne i negatywne efekty takich działań jak repolonizacja w złożonym systemie gospodarki narodowej zazwyczaj są (i będą) subiektywnie bardzo eksponowane.

Rola przedsiębiorstw zagranicznych i handlu zagranicznego w sukcesach polskiej transformacji była i nadal jest bardzo pozytywna. Z reguły nawet w bardzo solidnych analizach statystycznych i empirycznych jawi się jako wyraźnie niedoszacowana – szczególnie w zakresie zbliżania Polski do ŚGT, efektów spillover czy wywierania presji konkurencyjnej na wzrost efektywności i innowacyjności. W publicystyce natomiast nadmiernie eksponuje się patologiczne zaangażowanie kapitału zagranicznego w polską gospodarką, które wymagało oczywiście prokuratorskiego i sądowego wyjaśniania, ale było relatywnie niewielkie w porównaniu z doświadczeniami wszystkich krajów budujących – zazwyczaj brutalnie – przez setki lat kapitalistyczną gospodarkę rynkową.

Daniel Okimoto w klasycznej już pracy „Between MITI and the Market. Japanese Industrial Policy for High Technology” z 1990 r. podważa „mit słynnego japońskiego MITI” [Ministerstwa Międzynarodowego Handlu i Przemysłu – red.] w kreowaniu sukcesów japońskich przedsiębiorstw. Wskazuje, że obok eksponowanych sukcesów miały miejsce ogromne porażki, ale przede wszystkim społeczeństwo ponosiło wysokie koszty japonizacji gospodarki realizowanej przez to ministerstwo. Jeszcze większe koszty poniosło społeczeństwo chińskie płacąc za międzynarodowe sukcesy „swoich” przedsiębiorstw wymuszonymi wysokimi oszczędnościami i niską konsumpcją.

Takich kosztów nie poniesie żadne społeczeństwo liberalnej demokracji, w tym, a może przede wszystkim polskie, które mogło utrzymywać wyższą konsumpcję dzięki importowanemu kapitałowi. Jednakże repolonizacja przedsiębiorstw i zwolnienie z „maksymalizacji zysków” firm z własnością państwa zwiększa repolonizację kosztów i migrację wartości za granicę, co od razu brutalnie dostrzegła giełda, a w przyszłości odczuje społeczeństwo.

Autor: Adam Noga – jest profesorem ekonomii w Akademii Leona Koźmińskiego i członkiem TEP

Złoto osiąga nowy rekord, po czym spada o 5% – fala realizacji zysków

0
  • Na rynku surowców uwaga inwestorów pozostaje skupiona na złocie, które w tym tygodniu wzrosło do nowego rekordowego poziomu 3 500 USD, po czym doświadczyło gwałtownej korekty o 5%.
  • Niestety, ostatnia fala zmienności rynkowej przypadła na okres Wielkanocy, kiedy niektóre giełdy były zamknięte, co skutkowało ograniczoną płynnością.
  • Z technicznego punktu widzenia, wybicie szczytowe w okolicach 3 500 USD, a następnie gwałtowna korekta, zwiększyły w krótkim terminie prawdopodobieństwo wejścia w fazę konsolidacji. Pierwszy poziom wsparcia znajduje się obecnie na poziomie 3 292 USD.
  • Ponadto, warto wziąć pod uwagę niepopartą naukowo obserwację dotyczącą złota. Podkreśla ona konieczność monitorowania aktywności w Azji, która w ostatnim miesiącu była największym źródłem popytu na złoto.

Ole Hansen, Dyrektor ds. strategii surowców w Saxo w najnowszej analizie wskazuje, że na rynku surowców uwaga inwestorów pozostaje konsekwentnie skupiona na złocie, które w tym tygodniu wzrosło do nowego rekordowego poziomu 3 500 USD – co stanowi imponujący 33%-owy wzrost od początku roku – po czym nastąpiła równie gwałtowna korekta o 5%. Taki rajd sprawił, że cena złota osiągnęła naszą niedawno skorygowaną w górę prognozę znacznie wcześniej, niż zakładaliśmy. Jednocześnie coraz częściej pojawiają się pytania o zdolność rynku do kontynuacji tego trendu wzrostowego bez uprzedniego wejścia w kolejną fazę konsolidacji.

Gwałtowny wzrost cen złota obrazuje szerszy trend na rynku surowców, który w dalszym ciągu jest mocno zależny od czynników makroekonomicznych i geopolitycznych, w szczególności narastającej wojny handlowej między USA a Chinami. Wraz z eskalacją napięć między dwiema największymi gospodarkami świata, rosną obawy o potencjalny wpływ tego konfliktu na globalny wzrost gospodarczy oraz ryzyko wzrostu inflacji. Dodatkowo, do czynników napędzających trwającą od roku hossę na rynku złota należy zaliczyć również osłabienie dolara amerykańskiego, proces dedolaryzacji prowadzony przez część banków centralnych oraz rosnące obawy o stan finansów publicznych w USA.

Niestety, ostatnia fala zmienności rynkowej przypadła na okres Wielkanocy, kiedy w wielu krajach giełdy były zamknięte, co ograniczyło płynność i spotęgowało reakcje rynku na presję polityczną wywieraną na Rezerwę Federalną USA. Prezydent Trump ponownie zakwestionował niezależność Fed, publicznie nawołując do obniżki stóp procentowych, co zaniepokoiło rynki finansowe. Akcje spadły, a dolar amerykański osiągnął najniższy poziom od trzech lat. Jednak bardzo negatywna reakcja rynku na atak na Jaya Powella prezesa Fed, który w skrajnym przypadku mógłby doprowadzić nawet do kryzysu finansowego, skłoniła Trumpa do zmiany stanowiska. Ostatecznie stwierdził, że nie zamierza zwalniać prezesa Fed, co równocześnie dało mu pretekst, by zrobić z Powella kozła ofiarnego odpowiadającego za nadchodzące spowolnienie gospodarcze w USA.

Wraz ze złagodzeniem stanowiska w sprawie ceł nałożonych na Chiny i odnowionymi nadziejami na pokojowe rozwiązanie wojny rosyjsko-ukraińskiej, rynek otrzymał zastrzyk adrenaliny, który przyczynił się do wzrostów na giełdach, a dolar amerykański częściowo odrobił wcześniejsze straty. Złoto, które wcześniej korzystało na wzmożonej awersji inwestorów do ryzyka, tym razem obrało odwrotny kierunek i w krótkim czasie straciło 5%, gdy inwestorzy realizujący zyski oraz tzw. gracze momentum i FOMO zaczęli wychodzić z rynku.

Z technicznego punktu widzenia, gwałtowne wybicie w rejonie 3 500 USD, a następnie dynamiczne odwrócenie trendu, zwiększyło w krótkim terminie ryzyko głębszej korekty. Jednakże, analizując rynek w oparciu o poziomy zniesienia Fibonacciego, cena złota jak dotąd zdołała utrzymać się przy poziomie wsparcia 3 292 USD, który odpowiada poziomowi zniesienia 0,382, co obecnie sugeruje płytką korektę w ramach silnego trendu wzrostowego. W przypadku pogłębienia korekty, inwestorzy mogą skierować uwagę na poziom 3 228 USD, a następnie na kluczowy poziom 3 164 USD, którego przełamanie mogłoby sygnalizować potencjalny powrót w okolice 3 000 USD.

Cena złota spot, źródło: Saxo

Cena złota spot

Nienaukowa obserwacja dotycząca złota

Na przestrzeni ostatnich 20 lat, gdy złoto znacząco odbiegało – w górę lub w dół – od swojej 200-dniowej średniej kroczącej, zazwyczaj następowała korekta. Wczorajszy gwałtowny rajd do poziomu 3 500 USD sprawił, że cena spot była ponad 20% powyżej 200-dniowej średniej, co – patrząc historycznie – może sugerować wejście w przedłużoną fazę konsolidacji, pozwalającą średniej „dogonić” rynek. Należy jednak zauważyć, że popyt ze strony banków centralnych, będący jednym z kluczowych motorów wzrostu od 2022 roku, raczej nie reaguje na sygnały techniczne tego typu, co może ograniczyć prawdopodobieństwo powtórzenia dotychczasowych scenariuszy.

Cena złota spot i jego 200-dniowa średnia krocząca, źródło: Bloomberg

Cena złota spot i jego 200-dniowa średnia krocząca

W najbliższych dniach: obserwacja reakcji Azji

W nadchodzących dniach kluczowe będzie monitorowanie reakcji inwestorów i traderów z Azji, która w ostatnich miesiącach stanowiła stałe i istotne źródło popytu na złoto. Dane Morgan Stanley, analizujące aktywność handlową na COMEX w sesjach „pit” i „non-pit”, wskazują na wyraźne rozbieżności: w ciągu ostatniego miesiąca notowania złota spadły o 5,9% w trakcie sesji „pit” (08:20–13:30 czasu EST), podczas gdy w sesji „non-pit” (obejmującej handel poranny w Azji i Europie) zyskały aż 14,7%.

Choć krótkoterminowe perspektywy dla złota stały się bardziej wymagające – szczególnie jeśli prezydent USA przyjmie łagodniejszy ton – na rynkach może pojawić się nerwowość w oczekiwaniu na dane mówiące o wpływie ceł na wzrost gospodarczy i poziom inflacji. Podtrzymujemy pozytywną długoterminową ocenę dla złota. Niemniej jednak, osiągnięcie naszego prognozowanego celu na poziomie 3 500 USD sprawia, że dalsze wzrosty mogą zależeć od pogorszenia warunków gospodarczych lub politycznych.

Ole Hansen przypomina o głównych czynnikach wspierających cenę złota:

Oczekiwania dotyczące stóp procentowych Fed: Uczestnicy rynku uważnie śledzą oczekiwania dotyczące stóp procentowych ustalanych przez Rezerwę Federalną, ponieważ mają one duży wpływ na atrakcyjność złota. Obecnie rynek kontraktów terminowych wycenia możliwość obniżki stóp procentowych o 75–100 punktów bazowych przed końcem roku, co sugeruje bardziej łagodną politykę monetarną. Niższe stopy procentowe obniżają koszt alternatywny posiadania złota (które nie generuje dochodu odsetkowego), co wspiera jego cenę.

Popyt inwestycyjny na „papierowe” złoto generowany przez kontrakty terminowe i fundusze ETF: Popyt na produkty finansowe oparte na złocie zależy od rynkowych czynników technicznych, takich jak momentum cenowe, a także wskaźników makroekonomicznych. Ponadto, ważnym czynnikiem przy inwestowaniu w fundusze ETF jest koszt przechowywania aktywów, które nie przynoszą odsetek, takich jak złoto. Niższe koszty finansowania oraz obawy o nadchodzącą recesję mogą zwiększać popyt na takie inwestycje. Obecne znane zasoby w funduszach ETF opartych na złocie wynoszą 2 773 tony, co stanowi wzrost o 269 ton w porównaniu do maja ubiegłego roku, ale nadal jest dalekie od rekordowego poziomu z 2020 roku, wynoszącego 3 453 tony.

Rosnące oczekiwania inflacyjne w USA: Inwestorzy często sięgają po złoto jako zabezpieczenie przed inflacją. Ostatnio spadające rzeczywiste rentowności (rentowności nominalne pomniejszone o oczekiwaną inflację) na całej krzywej rentowności amerykańskich obligacji skarbowych sygnalizują rosnące obawy o przyszłą inflację. Wraz ze wzrostem oczekiwań inflacyjnych maleje realny zwrot z aktywów o stałym dochodzie, co zwiększa względną atrakcyjność złota.

Ryzyka geopolityczne: Globalna niestabilność skłania inwestorów do poszukiwania aktywów bezpiecznych, takich jak złoto. Ostatnia korelacja między akcjami firm obronnych a złotem sugeruje, że w miarę wzrostu napięć geopolitycznych, takich jak konflikty, wojny czy napięcia dyplomatyczne, inwestorzy szukają bezpieczeństwa w złocie, co wspiera jego cenę. Ponadto, obecna wojna handlowa zwiększa ryzyko spadku wzrostu gospodarczego, jednocześnie podnosząc temperaturę geopolityczną, szczególnie pomiędzy USA a Chinami, dwoma największymi gospodarkami świata.

Popyt ze strony banków centralnych w kontekście dalszego nacisku na zmniejszenie zależności od USD: Coraz więcej banków centralnych dywersyfikuje swoje rezerwy, odchodząc od dolara amerykańskiego i często decydując się na złoto jako neutralny składnik rezerw. W szczególności Chiny, Indie, Turcja i Rosja przewodzą temu trendowi. W ciągu ostatnich trzech lat (do 2024 roku) banki centralne kupiły ponad 1 000 ton złota każdego roku, a proces ten ma się utrzymać także w 2025 roku oraz w kolejnych latach. Takie zakupy wspierają rynek, ponieważ zmniejszają dostępną podaż złota.

Silny popyt na złoto w Azji, szczególnie ze strony chińskich inwestorów, wynika z obaw o krajową niestabilność gospodarczą, słabość rynków nieruchomości i akcji, a także z chęci zabezpieczenia się przed ewentualną dewaluacją juana, w kontekście presji wywołanej przez cła eksportowe.

Pięcioletnie wykresy historyczne wspomnianych surowców są dostarczane w celach zgodności z przepisamiPięcioletnie wykresy historyczne wspomnianych surowców są dostarczane w celach zgodności z przepisami

USA kontra Chiny. Kto straci, a kto zyska na wojnie celnej 2.0?

Chiny mogą przekierować towary nadal objęte nowymi, wysokimi cłami USA przez gospodarki i porty azjatyckie lub (a raczej równolegle) przekierować sprzedaż dotychczas kierowaną do USA na inne rynki. Bardziej prawdopodobna jest przewaga drugiego scenariusza – tak było podczas pierwszej wojny handlowej prezydenta Trumpa, co obecnie oznaczać będzie m.in. 6% rokroczny wzrost importu z Chin do UE (ale też do innych krajów) w ciągu trzech najbliższych lat. Branża, która nie korzysta z żadnych wyłączeń w wojnie celnej – odzież i tekstylia może odczuć ją w największym stopniu na swoich marżach.

  • Zwolnienia administracji USA (z podwyższonych stawek) produktów takich jak laptopy, tablety i smartfony przyniosą pewną ulgę azjatyckim eksporterom, ale stawka celna na Chiny pozostaje na oszałamiającym poziomie 103% (-27 punktów procentowych).
  • Aby złagodzić skutki, chińskie firmy mogą rozważyć zmianę trasy przez kraje sąsiednie lub skierowanie się na inne rynki eksportowe. Chociaż w opinii Allianz Trade teoretycznie istnieje możliwość przekierowania do 64% chińskiego eksportu zwykle kierowanego do USA, spowodowałoby to obciążenie innych portów azjatyckich, globalnych łańcuchów dostaw i żeglugi morskiej.
  • W ciągu najbliższych trzech lat dywersyfikacja handlu może spowodować wzrost importu z Chin nawet o +6% rocznie w UE, Wielkiej Brytanii, Wietnamie, Tajwanie, Malezji, Indonezji, Meksyku, Singapurze, Arabii Saudyjskiej i Nigerii.
  • Ostatecznie jednak amerykańskie firmy z sektorów elektroniki, sprzętu gospodarstwa domowego i tekstyliów nie mogą obejść się bez chińskiej produkcji, biorąc pod uwagę krytyczne zależności. Podczas gdy geopolityczne zawirowania mogą omijać firmy z sektora elektronicznego, w opinii Allianz Trade te z branży tekstylnej mogą nie mieć tyle szczęścia i będą zapewne narażone na uderzenie w ich marże.

Rozszyfrowanie wojny handlowej: dodatkowe zwolnienia zmniejszają globalną stawkę celną importową USA o -4,2 punktu procentowego do 21,4%, a stawkę celną USA na produkty z Chin o -27 punktów procentowych do 103%. 11 kwietnia Biały Dom opublikował rozszerzenie listy towarów, które są zwolnione z podwyżek ceł w Dniu Wyzwolenia, o produkty takie jak laptopy, tablety i smartfony. W rezultacie zwolnienie ma teraz zastosowanie do 32% importu z USA, zamiast 24% poprzednio, dzięki czemu globalna amerykańska średnia ważona taryfa importowa wynosi 21,4% zamiast 25,5% poprzednio.

Na zmianie w opinii Allianz Trade skorzystali w szczególności azjatyccy eksporterzy: 70% amerykańskiego importu z Tajwanu jest teraz zwolnione z najnowszych podwyżek ceł (w porównaniu z 18% początkowo), 45% dla Tajlandii (w porównaniu z 18% początkowo), 39% dla Wietnamu (w porównaniu z 12% początkowo), 58% dla Malezji (w porównaniu z 33% początkowo), 48% dla Filipin (w porównaniu z 23% początkowo) i 44% dla Chin (w porównaniu z 23% początkowo). Niemniej jednak szacujemy, że efektywna stawka celna USA na import z Chin nadal wynosi 103%, obniżona o -27 punktów procentowych dzięki dodatkowym zwolnieniom, ale nadal znacznie wyższa niż przed 2 kwietnia (patrz Tabela 1). W naszym scenariuszu bazowym porozumienie między USA a Chinami może zostać osiągnięte jeszcze w tym roku, ale ostatecznie amerykańska stawka ceł importowych na Chiny będzie o +60 punktów procentowych wyższa niż przed drugą prezydenturą Donalda Trumpa.

Tabela 1: Stawki celne USA

Stawki celne USA

Źródła: różne, Allianz Research.

Chiny – możliwości radzenia sobie: dwa główne scenariusze

Aby złagodzić ten wpływ, chińskie firmy mogłyby przekierować do 64% eksportu przez inne kraje azjatyckie, w których obowiązują niższe stawki celne w USA. Spowodowałoby to jednak przeciążenie portów i prawdopodobnie zwiększyłoby podatność na zagrożenia globalnych łańcuchów dostaw i żeglugi morskiej.

Przekierowanie handlu oznacza, że chińskie firmy będą w większym stopniu polegać na krajach sąsiednich w zakresie transformacji, montażu lub transportu towarów, które są częściowo lub nawet w przeważającej części produkowane w Chinach. W ten sposób produkty te mogą być ponownie eksportowane do USA w ramach pochodzenia z innego kraju o niższej stawce celnej. Przekierowanie chińskiego eksportu jest wykonalne na poziomie taktycznym, szczególnie w przypadku towarów o wysokiej marży i małej objętości (np. niektóre urządzenia gospodarstwa domowego i elektronika, robotyka itp.). Jednak jako strategia na dużą skalę,  w tym nagła zmiana tras, napotyka ograniczenia logistyczne i geopolityczne, w tym ograniczoną przepustowość portów morskich i rosnącą kontrolę ze strony amerykańskich organów regulacyjnych. Z logistycznego punktu widzenia, przepustowość portów regionalnych sąsiadów Chin stanowi główne wyzwanie. W dziesięciu największych azjatyckich krajach eksportujących z wyłączeniem Chin (patrz wykres 1) tygodniowe zawinięcia do portów stale rosły od zakończenia pandemii, osiągając w drugim tygodniu kwietnia około 47 200 – zaledwie 3% poniżej szczytowego poziomu z połowy 2022 r., wynoszącego 48 600. Sugeruje to pozostałą przepustowość około 1400 cotygodniowych zawinięć do portów, które teoretycznie można by wykorzystać do przekierowania chińskiego eksportu. Ta dostępna przepustowość obejmuje około 64% wolumenu, który Chiny zazwyczaj wysyłają do USA, podczas gdy 54% wartości chińskiego eksportu do USA stoi w obliczu podwyżek ceł. Teoretycznie więc porty w pozostałej części Azji w opinii Allianz Trade mogłyby wchłonąć przekierowania z Chin. Spowodowałoby to jednak zwiększenie ich przepustowości i potencjalnie obciążyłoby globalne łańcuchy dostaw i żeglugę morską. Co więcej, jeśli regiony takie jak Europa również odwrócą się od rynków amerykańskich i będą zachęcać do pogłębiania więzi handlowych z krajami Azji i Pacyfiku, zwiększy to presję na już zatłoczone porty regionalne.

Wykres 1: Liczba zawinięć do portów 10 największych partnerów handlowych Chin w Azji, dane tygodniowe

Liczba zawinięć do portów 10 największych partnerów handlowych Chin w Azji, dane tygodniowe

Źródła: Bloomberg, Allianz Research: Uwzględnione kraje: Wietnam, Tajlandia, Tajwan, Korea Południowa, Singapur, Malezja, Japonia, Indonezja, Indie i Hongkong.

Inną strategią może być przeniesienie handlu na inne rynki eksportowe. UE, Wielka Brytania, Wietnam, Tajwan, Malezja, Indonezja, Meksyk, Singapur, Arabia Saudyjska i Nigeria najprawdopodobniej wchłoną chiński eksport, który nie jest już kierowany do USA. Zakładając, że to odchylenie handlowe może potrwać trzy lata, import z Chin w tych krajach może wzrosnąć nawet o +6% rocznie.

Rynki wschodzące przechodzące szybką industrializację i urbanizację mogą generować popyt na chińskie maszyny, materiały infrastrukturalne i towary konsumpcyjne. Ponadto siła produkcyjna Chin, konkurencyjne ceny i odporność łańcucha dostaw sprawiają, że jest to preferowany partner dla projektów handlowych, infrastrukturalnych i technologicznych. Dobry przykład daje doświadczenie wojny handlowej między USA a Chinami pod rządami pierwszej administracji Trumpa. W ciągu trzech lat między 2017 a 2019r. udział chińskiego eksportu do USA spadł o -2,2 punktu procentowego do 16,8%. Jest to wyraźne negatywne przełamanie długoterminowego trendu, który poprzedzał pierwszą wojnę handlową, kiedy to udział chińskiego eksportu do USA zmienił się o zaledwie -1,4 punktu procentowego w ciągu 18 lat od 2000 do 2017 roku. Odwrotnie, pozytywną zmianę zaobserwować można było w przypadku UE28, Wietnamu, Tajwanu, Malezji, Indonezji, Meksyku, Singapuru, Arabii Saudyjskiej i Nigerii. Udział chińskiego eksportu do tych miejsc docelowych wyraźnie wzrósł szybciej w latach 2017-2019 (+3,3 punktu procentowego do 34%) niż w latach 2000-2017 (+ 4,3 punktu procentowego do 29,7%). Zakładając, że straty w chińskim eksporcie do USA z powodu wojny handlowej mogą wynieść do 234 mld USD i że kwota ta zostanie skierowana na wyżej wymienione rynki w ciągu trzech lat, ich import z Chin wzrośnie nawet o +6% w ujęciu rocznym.

Wykres 2: Zmiana udziału Chin w eksporcie podczas pierwszej wojny handlowej USA-Chiny, 2017-2019 (w pkt. proc.)

Zmiana udziału Chin w eksporcie podczas pierwszej wojny handlowej USA-Chiny

Źródła: ITC, Allianz Research.

Świat (w tym USA) nie może obejść się bez chińskiej produkcji

Chociaż rola Chin jako „fabryki świata” ewoluowała, ustępując miejsca innym krajom azjatyckim, koncentracja zakładów produkcyjnych w Chinach nadal stanowi podstawę ich centralnej roli w globalnym handlu i łańcuchach dostaw. Analizując odsetek zakładów produkcyjnych zlokalizowanych w Chinach według sektorów na całym świecie (wykres 3), widać wyraźnie, że elektronika (35%), sprzęt gospodarstwa domowego (32%) i tekstylia (31%) mają najgłębsze korzenie w krajobrazie przemysłowym kraju. Rzeczywiście, te trzy branże pozostają w dużym stopniu zależne od Chin w zakresie produkcji, a znaczna część ich globalnych łańcuchów dostaw jest zakorzeniona w chińskich centrach produkcyjnych. Oznacza to, że są to sektory, których towary staną się droższe w USA w kontekście nowych wyższych ceł, ponieważ równolegle odsetek zakładów produkcyjnych zlokalizowanych w USA wynosi odpowiednio tylko 6%, 3% i 9%. Jednocześnie, jeśli amerykańscy konsumenci nie będą skłonni do płacenia wyższych cen, a Chiny nie będą w stanie zapewnić sobie alternatywnych partnerów handlowych, aby zrównoważyć utracony popyt w USA, kraj ten może stanąć w obliczu nadprodukcji elektroniki, sprzętu AGD i tekstyliów w nadchodzących kwartałach, do czasu gdy on sam dostosowuje poziomy produkcji.

Analizując łańcuchy dostaw amerykańskich firm, żaden sektor w USA nie ma (średnio) więcej niż 12% swoich zakładów produkcyjnych zlokalizowanych w Chinach. Oznacza to, że na poziomie uśrednionym dla całej gospodarki ryzyko niedoborów produkcyjnych w USA jest stosunkowo ograniczone, ale poszczególne sektory lub firmy mogą być bardziej zagrożone.

Elektronika i tekstylia są ponownie najbardziej wrażliwymi sektorami, a amerykańskie firmy mają odpowiednio 10% i 11% swoich zakładów zlokalizowanych w Chinach, co oznacza, że jedna dziesiąta zarówno gotowych produktów, jak i komponentów do lokalnej produkcji pochodzi z Chin. W związku z tym, w kontekście obecnej dwustronnej wojny handlowej, amerykańskie firmy w tych sektorach mogą stanąć w obliczu droższego lub zakłóconego dostępu do kluczowych surowców. W poszczególnych przypadkach niektórych dużych amerykańskich firm – takich jak Apple i Intel – ich zależność od produkcji, ale też rynku zbytu w Chinach nie jest publiczną tajemnicą. Pozwala to lepiej zrozumieć decyzję administracji prezydenta Trumpa o zwolnieniu telefonów, komputerów i chipów z ceł w Dniu Wyzwolenia. Apple ma prawie 11% swoich zakładów w Chinach (29% w USA), a jego głównym dostawcą jest Hon Hai (33% COGS Apple). W przypadku Intela, choć tylko 6% jego dostawców ma siedzibę w Chinach, kraj ten odpowiada za prawie 30% całkowitych przychodów tej firmy! Ze strategicznego punktu widzenia zarówno Apple, jak i Intel powinny być chronione, ponieważ mają kluczowe znaczenie dla amerykańskiego przywództwa technologicznego, innowacji i obronności, a także mają kluczowe znaczenie w tworzeniu nowych miejsc pracy.

Tekstylia i odzież pozostają zatem jedynym sektorem o dużej ekspozycji na chińską produkcję, który do tej pory nie był chroniony przed skutkami wojny handlowej. Firmy w tym sektorze będą miały trudności z pozyskiwaniem lokalnych dostawców po konkurencyjnych cenach, co oznacza, że amerykańscy producenci będą musieli szybko znaleźć alternatywnych dostawców lub staną w obliczu zmniejszenia marży.

Wykres 3: % zakładów produkcyjnych zlokalizowanych w Chinach, według sektora (średnia globalna) i średnia firm amerykańskich

Wykres 3: % zakładów produkcyjnych zlokalizowanych w Chinach, według sektora (średnia globalna) i średnia firm amerykańskich

Źródła: Bloomberg, Allianz Research. Dla globalnej średniej sektorowej wybraliśmy 20 największych spółek (kapitalizacja rynkowa) według sektora

Rynek biurowy w Warszawie – podsumowanie I kwartału 2025 r.

W pierwszym kwartale 2025 roku nowoczesne zasoby biurowe w Warszawie osiągnęły poziom 6,28 mln mkw. W tym okresie dostarczono tylko jeden nowy projekt – siedzibę CD Projekt w strefie biurowej Wschód, która powiększyła podaż o 5 600 mkw. Całkowita powierzchnia biurowa w budowie lub modernizacji wyniosła około 210 000 mkw. Popyt brutto osiągnął poziom 160 500 mkw., a wskaźnik pustostanów – kwartał do kwartału – nieznacznie spadł do 10,5%.

Rynek biurowy w Warszawie – podsumowanie I kwartału 2025

Rynek wciąż wykazuje umiarkowaną, ale stabilną aktywność deweloperską – do końca 2025 roku planowane jest oddanie ponad 130 000 mkw. nowej powierzchni biurowej. Po 2027 roku zapowiedziano niewiele nowych inwestycji. Coraz wyraźniejszy jest trend modernizacji i zmiany funkcji starszych budynków.

Popyt

Najbardziej aktywnymi obszarami pozostały Centrum i Centralny Obszar Biznesu (CBD), które odpowiadały łącznie za ponad 60% całkowitego wolumenu najmu w mieście. Wskaźnik pustostanów wyniósł 7,4% w strefach centralnych i 13% poza nimi. Łączna powierzchnia niewynajętych biur w Warszawie to blisko 660 000 mkw. Największy popyt generował sektor „Usług biznesowych” – 13% wynajętej powierzchni. Na kolejnych miejscach znalazły się sektory „Bankowości, ubezpieczeń i inwestycji” oraz „Produkcji” – po 10%.

Rynek biurowy w Warszawie – podsumowanie I kwartału 2025 

Struktura popytu

Nowe umowy najmu oraz przednajmy odpowiadały za 49% całkowitej aktywności najemców. „Najbliższe 2-3 lata mogą przynieść kilka dużych transakcji typu pre-let. W związku z ograniczoną liczbą nowych projektów w trybie spekulacyjnym, pre-let może stać się głównym sposobem na pozyskanie powierzchni spełniającej oczekiwania najemców pod względem lokalizacji, układu oraz standardu.” – komentuje Robert Pastuszka, Director, Office Agency.

Warunki najmu

Czynsze w lokalizacjach centralnych wahały się od 22 do 28 EUR/mkw./miesiąc, a w lokalizacjach poza centrum – od 16 do 19,5 EUR/mkw./miesiąc. Stawki za powierzchnie w najlepszych lokalizacjach, na najwyższych piętrach, przekraczają 30 EUR/mkw./miesiąc. Opłaty eksploatacyjne wynoszą średnio około 27 PLN/mkw./miesiąc.

Rynek wynajmujących

Warunki rynkowe coraz wyraźniej sprzyjają właścicielom budynków. Coraz częściej zawierane są umowy na dłuższe okresy – siedmioletnie kontrakty stają się nowym standardem. Po latach dominacji najemców, równowaga sił się zmienia. Obecnie coraz trudniej jest spełnić wygórowane oczekiwania negocjacyjne, a ograniczona podaż wywiera presję na wzrost stawek czynszowych, wzmacniając pozycję wynajmujących. To naturalna część cyklu rynkowego, ale stawia przed najemcami nowe wyzwania.

Czas ma znaczenie

Dla dużych firm kluczowe staje się wcześniejsze rozpoczęcie negocjacji najmu – nawet 2-3 lata przed końcem obowiązującej umowy – co pozwala na zabezpieczenie najlepszych opcji. Z kolei mniejsze firmy mogą zyskać przewagę poprzez uproszczenie procesów decyzyjnych, co umożliwia szybszą reakcję na pojawiające się możliwości. Doświadczenia ostatnich lat pokazują, że opóźnione decyzje mogą niepotrzebnie wydłużać cały proces najmu, dlatego elastyczność i szybkie działanie mają kluczowe znaczenie przy wyborze odpowiedniej powierzchni.

Co dalej?

Wraz ze wzrostem kosztów adaptacji powierzchni do potrzeb najemców, długość zawieranych umów najmu również się wydłuża. W nowych budynkach standardem są już umowy siedmioletnie, a w istniejących – co najmniej pięcioletnie. Umowy krótkoterminowe, np. na trzy lata, stają się coraz rzadsze.

W najbliższej przyszłości można się również spodziewać wzrostu opłat eksploatacyjnych ze względu na indeksację – użytkowanie powierzchni będzie droższe. Jednocześnie coraz większy udział w rocznym wolumenie transakcji będą miały renegocjacje.

Autorzy:

Agnieszka Bykowska, Research Analyst w Avison Young

Robert Pastuszka, Director, Office Agency

Zysk netto Tesli spada o 71%, akcje rosną – inwestorzy nadal wierzą Muskowi

Tesla zanotowała dramatyczny spadek wyników – w pierwszym kwartale 2025 roku przychody firmy zmniejszyły się o 20 proc., a zysk netto spadł aż o 71 proc. Mimo to akcje spółki rosną, a inwestorzy wierzą, że kluczem do przyszłości będzie sukces robotaksówek. Elon Musk przekonuje, że już wkrótce przestaniemy kupować własne samochody, zastępując je usługami autonomicznego transportu. Symbolem wysokiego poziomu niepewności oraz trudności w prognozowaniu jest fakt, że Tesla nie przedstawiła prognozy wyników na cały rok.

Wczoraj wieczorem poznaliśmy wyniki Tesli za pierwszy kwartał tego roku. Jest to pierwszy pełny kwartał, w którym Elon Musk poświęcił więcej czasu na politykę i pracę dla rządu niż na zajmowanie się sprawami Tesli. Mimo jednak że przychody Tesli spadły o 20 proc., a zyski o 71 proc., akcje spółki niespodziewanie wzrosły o prawie 6 proc. w handlu pozasesyjnym. Elon Musk snuje wizję przyszłości, w której ludzie nie kupują już własnych samochodów, lecz korzystają z usług automatycznych taksówke bez kierowcy. Idzie jeszcze dalej – jego zdaniem świat zdominuje technologia humanoidalnych robotów, a Tesla stanie się niekwestionowanym liderem tego rynku, wyprzedzanym jedynie przez chińskich producentów. Mimo wielu niedotrzymanych obietnic i poważnego uszczerbku na wizerunku marki z powodu politycznego zaangażowania, inwestorzy cały czas dają Elonowi Muskowi kredyt zaufania. Symbolem wysokiego poziomu niepewności oraz wyrazem trudności w prognozowaniu jest fakt, że Tesla nie przedstawiła prognozy wyników na cały rok. Tę poznamy dopiero za trzy miesiące, przy okazji wyników za drugi kwartał.

Po wcześniejszym ogłoszeniu 13-proc. spadku globalnej sprzedaży samochodów w I kwartale, wczorajsze dane finansowe nie były dla inwestorów dużym zaskoczeniem. Przychody kwartalne spadły z 17,3 do 14 mld dolarów, a zysk netto z 1,4 mld do 409 mln dolarów. Na plus można zapisać wzrost przychodów z magazynowania energii (+67 proc.) oraz usług serwisowych (+15 proc.), które nieco złagodziły negatywny obraz. Tesla w I kwartale przygotowywała również odświeżoną wersję Modelu Y – najlepiej sprzedającego się samochodu elektrycznego na świecie. Musk zapowiedział, że w II kwartale znacząco ograniczy swoją aktywność polityczną, co może wpłynąć na ograniczenie kryzysu wizerunkowego firmy.

Większość inwestorów wierzy, że mocniejsze zaangażowanie Muska w zarządzanie firmą powinno pomóc w poprawie wyników finansowych. Wciąż widzą w Musku wizjonera, który wcześniej dokonał z Teslą i SpaceX rzeczy prawie niemożliwych. Jednak najnowsze wizje miliardera mogą szybko zostać zweryfikowane, bowiem już w czerwcu firma planuje w Austin w Teksasie uruchomienie pilotażowego programu robotaksówek. Na początku będzie to test z udziałem 10–20 pojazdów, ale docelowo mają to być dostępne na całym świecie taksówki bez kierownicy, dostępne na żądanie, co znacząco ograniczyłoby potrzebę posiadania samochodu na własność. Musk prognozuje również, że jego humanoidalny robot Optimus przejmie wiele codziennych obowiązków w ciągu pięciu lat. To, czy ta jego wizja okaże się realistyczna, pozostaje kwestią oceny inwestorów.

Decyzja Tesli o przesunięciu ogłoszenia prognoz finansowych na 2025 rok o trzy miesiące wydaje się zrozumiała. W obecnej sytuacji podobne problemy z prognozowaniem wyników za cały 2025 rok, ma wiele firm publikujących swoje wyniki. Podczas konferencji wynikowej Musk przyznał, że produkcja robota Optimus opiera się na metalach ziem rzadkich sprowadzanych z Chin. Dyrektor finansowy Taneja dodał, że każdy samochód Tesli sprzedawany w USA może podrożeć nawet o 2 tys. dolarów, gdyby w życie weszły wszystkie planowane przez prezydenta Trumpa cła importowe – mimo że 85 proc. komponentów pochodzi z produkcji krajowej. Trump ogłosił 90-dniowe okno negocjacyjne w sprawie nowych umów handlowych m.in. z Chinami. Wynik tych rozmów pozostaje niepewny, ale będzie kluczowy dla Tesli – szczególnie w kontekście dostępu do surowców, czego inwestorzy zdają się wciąż nie doceniać. Sam Musk apeluje do Trumpa o obniżenie ceł, ale nie ma pewności, czy jego głos zostanie wysłuchany. W tym świetle wzrost kursu akcji po wynikach można również odczytywać jako wyraz zaufania inwestorów do tego, że Trump nie zostawi Muska samego – być może w zamian za dalsze wsparcie DOGE – w tym kluczowym momencie dla Tesli.

Analityk rynków eToro, Paweł Majtkowski

PMI w strefie euro: przemysł zaskakuje pozytywnie, sektor usług rozczarowuje

PMI dla przemysłu w kwietniu w strefie euro wyniósł 48,7 pkt. Jest to poziom porównywalny z tym osiągniętym w poprzednim miesiącu. Odczyt okazał się jednak zdecydowanie lepszy od prognoz (47,4).

Odczyt PMI dla sektora usług w strefie euro wyniósł 49,7 pkt. Oznacza to, że wskaźnik dla sektora usług spadł poniżej poziomu oddzielającego wzrost od spadku aktywności ekonomicznej. Szczególnie zawiódł odczyt z Francji, gdzie wskaźnik dla usług spadł do 46,8 pkt, a także Niemiec przy odczycie 48,8.

Zbiorczy wskaźnik PMI w kwietniu w strefie euro wyniósł 50,1 wobec 50,4 miesiąc wcześniej. Słabość sektora przemysłowego nadal się utrzymuje (chociaż widać pewne oznaki poprawy), a sektor usług coraz mocniej spowalnia i nie jest siłą napędową gospodarek jak jeszcze kilka miesięcy wcześniej. Odczyty PMI mogą być ważnym argumentem dla dalszych decyzji EBC. Kolejne oznaki słabości gospodarek i słabsze perspektywy dla wzrostu gospodarczego mogą być uzasadnieniem dla kolejnych obniżek stóp procentowych w strefie euro.

Bartosz Wałecki, analityk, trader, Michael / Ström Domu Maklerskiego.

Jak prowadzić kilka biznesów jednocześnie i zarabiać więcej? Automatyczne myjnie RedConst w praktyce.

Czy możliwe jest efektywne prowadzenie kilku biznesów jednocześnie, bez konieczności poświęcania każdemu z nich dużej ilości czasu? Dzięki automatyzacji, zdalnemu zarządzaniu oraz kompleksowemu wsparciu operacyjnemu, myjnie samochodowe marki RedConst umożliwiają przedsiębiorcom zwiększenie dochodów bez nadmiernego angażowania się w codzienne obowiązki. O tym, jak mądrze inwestować swój czas oraz pieniądze, rozmawiamy z twórcą marki RedConst Marcinem Orlikiem.

Coraz więcej osób szuka dodatkowego źródła dochodu, które mogłyby prowadzić równolegle ze swoją główną działalnością. Czy Pana zdaniem automatyczna myjnia samochodowa jest dobrym pomysłem na tego typu dodatkowy biznes?

Uważam, że automatyczna myjnia samochodowa jest doskonałym przykładem biznesu, który można efektywnie prowadzić równolegle z inną działalnością zawodową lub gospodarczą. W dzisiejszych czasach coraz częściej mamy do czynienia z przedsiębiorcami, którzy nie mogą poświęcić dużo czasu na zarządzanie dodatkowym biznesem, ale poszukują źródeł stabilnych i przewidywalnych dochodów. Automatyczna myjnia samochodowa Redconst spełnia właśnie takie kryteria – dzięki wysokiemu stopniowi automatyzacji, minimalnej konieczności obsługi oraz zdalnym systemom zarządzania właściciel może ograniczyć swoje osobiste zaangażowanie, jednocześnie osiągając wysoką rentowność, nawet do 30% w skali roku. Jeżeli biznes jest dobrze prowadzony, inwestycja zwraca się najpóźniej w 5 lat. Generowane zyski stanowią stabilny, przewidywalny i atrakcyjny dodatek do dochodów generowanych z innych źródeł.

Jakie warunki musi spełniać biznes prowadzony równolegle, aby nie obciążał właściciela nadmiernymi obowiązkami, a jednocześnie przynosił atrakcyjne i regularne zyski?

Kluczem do sukcesu równoległego biznesu jest przede wszystkim ograniczenie czasochłonności i konieczności osobistego nadzoru. Dodatkowa działalność nie może wymagać codziennej, fizycznej obecności inwestora, ponieważ byłoby to nie do pogodzenia z głównym zajęciem czy innymi obowiązkami zawodowymi. Właśnie dlatego najlepszym wyborem są modele biznesowe oparte na automatyzacji procesów, które pozwalają zminimalizować zaangażowanie czasowe właściciela, jednocześnie zapewniając regularność oraz przewidywalność dochodów. Ponieważ nie ma pracowników, więc nie ma też kosztów pracowniczych, a myjnie działają 24 godziny na dobę, również w dni świąteczne. Niezwykle ważnym elementem jest także możliwość zdalnego monitorowania oraz sterowania biznesem, ponieważ pozwala to właścicielowi zachować pełną kontrolę bez konieczności częstych wizyt w punkcie usługowym. Właśnie takie warunki spełniają nasze automatyczne myjnie samochodowe – właściciel może za pośrednictwem aplikacji mobilnej czy systemów online na bieżąco obserwować wszystkie kluczowe parametry operacyjne, a wszelkie decyzje podejmować wygodnie z dowolnego miejsca. Dzięki temu można prowadzić równolegle kilka biznesów, zachowując jednocześnie wysoką produktywność i rentowność każdej działalności.

W jaki sposób automatyzacja oraz zdalne zarządzanie, które oferują Państwa rozwiązania, wpływają na produktywność i rentowność przedsiębiorców prowadzących równocześnie kilka biznesów?

Nasze myjnie są projektowane właśnie z myślą o takim nowoczesnym podejściu do prowadzenia biznesu. Dzięki zaawansowanym systemom technologicznym właściciel może na bieżąco monitorować zużycie mediów, zarządzać programami mycia, śledzić obroty finansowe oraz reagować na wszelkie zdarzenia w czasie rzeczywistym. Taka kontrola umożliwia maksymalną optymalizację kosztów operacyjnych – co bezpośrednio wpływa na podniesienie rentowności. Jednocześnie ograniczenie konieczności fizycznego nadzoru pozwala przedsiębiorcom skoncentrować się na strategicznych decyzjach biznesowych lub rozwoju innych działalności zawodowych. Mówiąc krótko: automatyzacja i zdalne zarządzanie, jakie oferujemy w RedConst, nie tylko redukują obciążenie właściciela, ale przede wszystkim umożliwiają efektywne rozwijanie kilku biznesów jednocześnie, podnosząc produktywność całego portfela inwestycyjnego i zapewniając stały, stabilny dochód. Jest to więc, w pewnym sensie, biznes pasywny.

Jak od strony praktycznej wygląda współpraca z RedConst – jakie obowiązki spoczywają na inwestorze, a jakie działania biorą Państwo na siebie, aby inwestycja była jak najmniej angażująca i jak najbardziej dochodowa?

Nasza współpraca jest oparta na kompleksowej obsłudze inwestora, co sprawia, że jego zaangażowanie ogranicza się praktycznie do podejmowania kluczowych decyzji biznesowych oraz bieżącego monitorowania rezultatów. RedConst może wziąć na siebie prawie wszystkie aspekty związane z organizacją biznesu – począwszy od doradztwa przy wyborze odpowiedniej lokalizacji, przez załatwienie wszelkich formalności administracyjnych, środowiskowych i budowlanych, aż po projektowanie i instalację gotowej myjni. W ramach współpracy dostarczamy również pełne wsparcie marketingowe, pomagając naszym klientom szybko pozyskać pierwszych użytkowników oraz budować lojalną bazę klientów, np. poprzez wdrożenie aplikacji mobilnych czy programów rabatowych. Również serwisowanie urządzeń jest po naszej stronie – inwestor nie musi martwić się o kwestie techniczne czy konserwację. Dzięki temu modelowi właściciel skupia się przede wszystkim na nadzorze biznesowym, otrzymując gotowe, sprawdzone rozwiązania, które od pierwszych dni zaczynają przynosić realne zyski.

Współczesny inwestor często oczekuje czegoś więcej niż samego produktu – szuka partnera. Jak RedConst buduje długofalowe relacje z klientami?

Z naszego doświadczenia wynika, że kompleksowa obsługa jest kluczowym argumentem dla inwestorów, szczególnie tych, którzy mają już inne zobowiązania zawodowe lub nie posiadają dużego doświadczenia w branży myjni samochodowych. Każda inwestycja wiąże się z pewnym poziomem ryzyka – często przedsiębiorcy obawiają się biurokracji, niepewności dotyczącej kwestii technicznych czy marketingowych oraz problemów formalnych. W RedConst bierzemy na siebie wszystkie te zagadnienia, co pozwala klientom uniknąć najczęstszych pułapek administracyjnych oraz błędów na etapie uruchamiania inwestycji. Inwestor, który otrzymuje od nas kompletny pakiet obejmujący formalności prawne, instalację techniczną, obsługę marketingową i wsparcie serwisowe, może szybciej osiągać zakładane wyniki finansowe oraz prowadzić działalność bez niepotrzebnego stresu. Kompleksowa obsługa inwestycji to dla naszych klientów nie tylko wygoda, ale przede wszystkim gwarancja, że cały proces będzie szybki, bezproblemowy i efektywny ekonomicznie.

Wielu przedsiębiorców zastanawia się nad ryzykiem związanym z wejściem w nową branżę. Jak Państwo wspieracie klientów, którzy wcześniej nie mieli doświadczenia na rynku usług myjni samochodowych, aby ich inwestycja była bezpieczna i rentowna?

Doskonale rozumiemy, że dla osób rozpoczynających inwestycję w nowej branży istotne jest poczucie bezpieczeństwa i pewności. Dlatego w RedConst szczególny nacisk kładziemy na wsparcie merytoryczne i strategiczne naszych klientów już od pierwszego etapu współpracy. Każdy klient otrzymuje od nas szczegółową analizę lokalnego rynku, pełną dokumentację biznesową oraz symulacje ekonomiczne, które pomagają mu dobrze poznać branżę i podjąć racjonalną, przemyślaną decyzję inwestycyjną. Przez cały czas jesteśmy do dyspozycji inwestora, wspierając go nie tylko w kwestiach technicznych czy administracyjnych, ale także doradzając w zakresie strategii cenowej, marketingowej czy pozyskiwania klientów flotowych. Dzięki tej kompleksowej opiece przedsiębiorca nie musi mieć wcześniejszego doświadczenia w branży myjni – nasza wiedza i doświadczenie są wystarczające, by zapewnić mu pełne wsparcie oraz bezpieczny, szybki start działalności. Dla nas sukces inwestora jest również naszym sukcesem, dlatego robimy wszystko, aby każdy nowy klient szybko osiągnął stabilne i atrakcyjne zyski ze swojej inwestycji.

Kurs dolara znów niosą polityczne deklaracje. Czy to początek trwałego trendu?

Wczoraj na Wall Street widoczne było odreagowanie poniedziałkowych spadków. Skala wzrostów w UAS przewyższyła te osiągnięte w Europie. SP500 zdołał zyskać 2,5 proc. podczas gdy Dax jedynie 0,4 proc. Na GPW WIG 20 urósł o 2,1 proc. Dolar lekko zyskał na wartości. Kurs EUR/USD spadł i osiągnał poziom bliski 1,13. Na rynku długu widoczny był wzrost rentowności amerykańskich papierów dłuznych na krótkim końcu. Te z długim terminem zapadalności obniżyły się. Rynek cały czas jest podatny na doniesienia dotyczące polityki celnej USA oraz nakładanej presjii na Fed. Z danych makro poznamy wskaźniki PMI dla Europy oraz USA. W przypadku Polski istotny będzie wynik sprzedazy detalicznej, który może w pewnym stopniu przybliżyć nas do pierwszej obniżki stóp procentowych.

Para walutowa EUR-USD nie zdołała utrzymać się powyżej poziomu 1,15 – zamiast tego obserwowaliśmy wczoraj szeroką odbudowę wartości dolara amerykańskiego i spadek w kierunku 1,13. Do tej zmiany mogło przyczynić się kilka czynników. Jednym z istotniejszych była wypowiedź prezydenta Donalda Trumpa. Ogłosił on, że nie ma zamiaru zwalniać prezesa Rezerwy Federalnej Jerome’a Powella, co w krótkim terminie powinno ograniczyć uzasadnione obawy o niezależność amerykańskiego banku centralnego. Taka deklaracja może działać stabilizująco na oczekiwania rynkowe wobec przyszłej polityki pieniężnej USA.

Dodatkowo, na rynku pojawiły się liczne informacje sugerujące możliwe złagodzenie napięć handlowych, przynajmniej w krótkim okresie. Z jednej strony mówi się o szybkim zawarciu umów handlowych z Japonią i Indiami, z drugiej – pojawiły się ostrożne sygnały deeskalacji konfliktu z Chinami. Prezydent Trump zapowiedział znaczne obniżenie obecnych chińskich ceł a sekretarz skarbu USA wyraził oczekiwanie na rychłe złagodzenie napięć.

Czy oznacza to, że dolar amerykański wchodzi w fazę trwałego umocnienia?. Administracja USA wielokrotnie sugerowała, że preferuje słabszego dolara, co ma wspierać konkurencyjność eksportu. Styl prowadzenia polityki przez Trumpa pozostaje nieprzewidywalny, a w przypadku dalszego osłabienia realnej gospodarki amerykańskiej – spowodowanego wojną handlową, Trump nadal może obarczać odpowiedzialnością Powella, niezależnie od faktycznych przyczyn.

Choć pojawiły się pierwsze oznaki złagodzenia napięć, to do trwałego umocnienia dolara potrzeba wyraźniejszych i bardziej konsekwentnych sygnałów politycznych oraz gospodarczych. W obecnych warunkach trudno o taką pewność, a notowania EURUSD mogą pozostać w przedziale wahań (1,12-1,15), dopóki rynek nie otrzyma mocniejszych fundamentów do kontynuacji trendu.

Autor: Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Publiczne pieniądze na prywatne zasięgi? Komentarz ekspercki przypadku MFiPR

Wirtualna Polska ujawniła, że Ministerstwo Funduszy płaci za promowanie postów publikowanych przez ministrę Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz na swoich prywatnych profilach. Promocja dotyczy wpisów związanych z pracami MFiPR. Ministra broni się tym, że profil realnej osoby działa na odbiorców lepiej niż profil instytucji – i to jest trafny argument, z którym można się zgodzić. Nadużycie w tym przypadku można jednak wykluczyć jedynie pozornie.

Komentarz Mikołaja Chałasa, Partnera w Chałas i Wspólnicy:

Praktyka dotycząca promowania przez Ministerstwo materiałów publikowanych przez Panią Minister, na jej prywatnym profilu, nie jest bynajmniej zagadnieniem błahym ani oczywistym. Kwestia transparentności przekazu, w szczególności w mediach społecznościowych, jest od dłuższego czasu przedmiotem wzmożonych działań Prezesa UOKiK.

Organ ten od dłuższego czasu walczy o oznaczanie przez osoby działające w mediach społecznościowych postów sponsorowanych. By zobrazować powagę tego zagadnienia warto wspomnieć, że na początku marca wydał w tym zakresie decyzję, w ramach której nałożył na trzech influencerów kary na łączną kwotę prawie pół miliona złotych.

Większość promowanych przez Prezesa UOKiK praktyk dotyczy zapewnienia jak największej transparentności charakteru publikowanych materiałów, tj. przejrzystego rozdziału pomiędzy działalnością publiczną a aktywnością prywatną – szczególnie w mediach społecznościowych, które dziś pełnią istotną rolę w komunikacji marketingowej, czy politycznej.

Łatwo jest zauważyć, że dokładnie takie przesłanki wzbudzają wątpliwość co do prawidłowości działania Ministerstwa i samej Pani Minister. W przypadku promocji za środki publiczne, użytkownik ma prawo wiedzieć, że ma do czynienia z materiałem sponsorowanym, a także zrozumieć, kto za tę promocję zapłacił i w jakim celu. W przeciwnym razie dochodzi do rozmycia granic między komunikacją urzędową a politycznym marketingiem.

Jednocześnie, tłumaczenie że „profil realnej osoby działa na odbiorców lepiej niż profil instytucji”, jest tym samym co linia obrony powielana przez niektórych influencerów, że posty oznaczone jako sponsorowane odbierane są gorzej od tych nieoznaczonych. Jak się łatwo domyślić, taka linia obrony – stawiająca na skuteczność budowania zasięgów, kosztem braku uświadomienia odbiorców, że mają do czynienia z materiałem, komercyjnym – jest niechybnie skazana na porażkę.

Autor: Mikołaj Chałas, Partner Chałas i Wspólnicy

Mikołaj ChałasAdwokat, który specjalizuje się w prawie gospodarczym – w szczególności w sprawach korporacyjnych, kontraktowych oraz transakcyjnych. Doradza podmiotom na każdym etapie rozwoju. Wspiera przedsiębiorców w skutecznym zabezpieczaniu ich interesów. Działa na rzecz propagowania dochodzenia roszczeń w oparciu o instytucje tzw. private enforcement

Mikołaj aktywnie współpracuje z branżą social media marketingu – wspiera agencje reklamowe, domy mediowe i influencerów w zgodnym z prawem prowadzeniu działań promocyjnych, minimalizując ryzyka prawne. Tematy związane z influencer marketingiem, reklamą w środowisku cyfrowym oraz światem gamingu to jego osobiste pasje – dlatego tak dobrze rozumie potrzeby tych branż i z powodzeniem reprezentuje ich interesy również w postępowaniach sądowych.

Trump znów uderza w Fed. Kurs dolara w odwrocie

Ostatni tydzień był na rynku walutowym stosunkowo spokojny, w Wielki Piątek Trump wszystko to jednak zniweczył, w chaotyczny sposób atakując Fed w mediach społecznościowych. Złoty w niełatwych warunkach pozostaje jedną z najlepiej radzących sobie walut na świecie.

Kluczowe punkty:

  • Spokojny tydzień został zakończony przez atak Trumpa na Fed.
  • USD spada do nowych minimów przez narrację „sprzedaż USA”.
  • Kurs EUR/USD rośnie powyżej 1,15 mimo gołębiego EBC.
  • PLN pozostaje jedną z najlepiej radzących sobie walut świata.
  • Niska inflacja w Wlk. Brytanii otwiera drzwi do obniżki stóp BoE w maju.

Trump dopuścił się serii ataków personalnych na prezesa Rezerwy Federalnej Jerome’a Powella, a jeden z jego najważniejszych doradców potwierdził, że rozważa on zwolnienie prezesa. Trudno określić, czy to legalne, a sam Powell oświadczył, że nie wierzy, by prezydent mógł to zrobić. Niemniej najnowsza napaść na instytucje USA jeszcze bardziej zdenerwowała inwestorów, którzy po otwarciu rynku w niedzielę ponownie wyprzedawali amerykańskie akcje, obligacje i walutę, co jest rzadkim i niepokojącym trendem rynkowym.

Nie wiadomo, na ile rynki będą mogły skupić się w tym tygodniu na czymkolwiek innym niż nieprzewidywalne komunikaty administracji Trumpa. Poza wieściami dotyczącymi ceł, polityki monetarnej i innych w tym tygodniu poznamy również pierwsze szacunki szkód, jakie spowodowała chaotyczna polityka Trumpa. W środę (23.04) opublikowane zostaną wstępne wskaźniki PMI za kwiecień z głównych gospodarek, co da nam możliwość oceny jej wpływu na zaufanie biznesowe. Na realne dane gospodarcze będziemy musieli jeszcze zaczekać – jedynymi w tym tygodniu będzie liczba nowych deklaracji bezrobotnych w USA (czwartek 24.04), która nabiera teraz dodatkowego znaczenia.

Polski złoty – PLN

Dla złotego był to dość spokojny tydzień, zakończony skromnym umocnieniem względem euro. Tyle wystarczyło, by uplasował się w gronie pięciu najlepiej radzących sobie walut świata, siła euro bowiem nie słabnie. PLN Korzysta na odpływie środków z USA oraz znacznej stabilności instytucjonalnej, stając się swego rodzaju safe haven. Sprzyja to wszystkim walutom regionu, które w zestawieniu za 2025 r. wyprzedzają jedynie korona szwedzka oraz bezpieczne przystanie – jen japoński i funt szwajcarski.

Złoty, choć odrabia poniesione straty, nieznacznie ustępuje w rankingu pozostałym walutom regionu, ucierpiał bowiem nieco na gołębim zwrocie RPP. Przysłuchując się komunikatom członków rady, można dojść do wniosku, że obecnie pytaniem nie jest to, czy w maju dojdzie do obniżki, ale jaka będzie jej skala. Odczyty z ostatnich dni nie stoją jej z resztą na przeszkodzie – bazowa miara inflacji znalazła się co prawda nieco powyżej oczekiwań (3,6% r/r), dane z sektora przemysłowego pozostają jednak dość słabe. Spowalnia także wzrost płac, co może sprzyjać dezinflacji – marcowy odczyt wykazał ich najniższą dynamikę od lutego 2021 r. W najbliższych dniach obraz polskiej gospodarki w marcu uzupełnią dane dotyczące sprzedaży detalicznej (środa 23.04) oraz stopy bezrobocia (czwartek 24.04), kluczowe dla notowań złotego powinny pozostać jednak wieści z zewnątrz, w szczególności informacje w zakresie ceł dochodzące do nas z Białego Domu.

Euro – EUR

Euro umacniało się wraz z innymi walutami G10, co oznacza, że w ubiegłym tygodniu na rynkach panował raczej trend wyprzedaży dolara, a nie kupowania euro. Od „dnia wyzwolenia” wspólna waluta radzi sobie jednak niemal najlepiej spośród głównych walut, z wyjątkiem franka szwajcarskiego, co sugeruje, że rynki strefy euro zyskują dużą część kapitału odpływającego z USA. Potwierdza to fakt, że euro zyskuje nawet po dość gołębim posiedzeniu Europejskiego Banku Centralnego w ubiegłym tygodniu.

Podczas czwartkowej konferencji prasowej prezeska Christine Lagarde właściwie potwierdziła, że wiadomości o cłach zmusiły EBC do kwietniowej obniżki, ostrzegając przy tym, że handlowy protekcjonizm może doprowadzić do recesji w bloku. Zasygnalizowała również, że w obliczu obecnego szoku EBC jest gotowy obniżyć stopy poniżej ich neutralnego poziomu. Rynki wyceniają obecnie ostateczny poziom stóp procentowych poniżej 1,5%, rynek walutowy zdaje się jednak na razie nie przejmować niskimi stopami, większą uwagę zwracając na stosunkową stabilność instytucjonalną w strefie euro.

Dolar amerykański – USD

Jedynymi odzwierciedlającymi chaos i zamieszanie po „dniu wyzwolenia” informacjami makroekonomicznymi, jakie dotąd otrzymaliśmy, są dane dotyczące sentymentu. Jak na razie wszystkie te wskaźniki malują dość posępny obraz. Konsumenci i producenci obawiają się wyższych cen spowodowanych cłami i – szczególnie ci drudzy – przez niepewność wycofują się silnie ze swoich planów inwestycyjnych. Jest to niezwykłe, ponieważ właśnie amerykańscy producenci mieli zgodnie z planem na cłach zyskać.

Jedynym godnym zaufania odczytem jest jednak liczba zadeklarowanych bezrobotnych, która nie wzrosła i sugeruje, że ta niepewność nie przełożyła się dotąd na masowe zwolnienia. W tym tygodniu poznamy kolejne dane za kwiecień: cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych (czwartek 24.02) i kolejne regionalne ankiety Fedu. Znajdą się one w centrum uwagi o tyle, o ile pozwolą na to wiadomości ze strony prezydenta Trumpa.

Funt szterling – GBP

W ubiegłym tygodniu funt, podobnie jak euro, umacniał się względem dolara, podczas gdy inwestorzy starali się odnaleźć sens w panującym obecne na rynkach chaosie. Istotne, choć opóźnione, dane z zeszłego tygodnia obejmowały najnowszy raport z rynku pracy i marcowy odczyt inflacji. Sytuacja na rynku pracy jest wciąż dobra mimo wzrostu kosztów przedsiębiorców spowodowanego przez jesienny budżet – kreacja miejsc pracy jest stabilna, a solidny wzrost płac normuje się. Inflacja w marcu była niższa niż oczekiwano, co było dla Banku Anglii pozytywną informacją i otworzyło mu drogę do majowego cięcia stóp procentowych, które jest teraz w pełni wyceniane przez rynki.

Wydaje się, że będzie to dla funta kolejny interesujący tydzień. Uwagę przyciągną wstępne wskaźniki PMI za kwiecień (środa 23.04) oraz sprzedaż detaliczna w marcu (piątek 25.04). W planie jest również kilka przemówień członków Rady banku, którzy prawdopodobnie przygotują grunt pod obniżkę stóp procentowych w maju. Ogólnie uważamy, że biorąc pod uwagę stosunkowo niską ekspozycję na amerykańskie cła, odporny popyt i perspektywy bliższych relacji z Unią Europejską, funt jest w dobrej pozycji, by zyskać na rynkowej zmienności.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Trump gra va banque. Kurs dolara i stabilność rynków zagrożone

  • Nasilające się ataki prezydenta Trumpa na prezesa Rezerwy Federalnej, Jerome’a Powella rzucają cień na niezależność Fed, zwiększając niepewność i zmienność na rynkach finansowych.
  • Inwestorzy muszą liczyć się z potencjalną niestabilnością rynkową, w tym z presją na akcje, obligacje oraz kurs dolara amerykańskiego. To wyraźny sygnał dla inwestorów: dywersyfikacja portfela to dziś nie wybór, lecz konieczność.
  • Inwestorzy długoterminowi powinni zachować spokój, strategicznie dywersyfikować inwestycje na rynkach międzynarodowych oraz uważnie monitorować inflację, aby chronić swoje inwestycje.

– Ostra konfrontacja Trumpa z przewodniczącym Fed, Jerome’em Powellem, wywołuje silne wstrząsy na rynkach globalnych. Coraz bardziej agresywna retoryka prezydenta USA budzi obawy, że „America First” może nieoczekiwanie przeobrazić się w niepożądany scenariusz „Sell America First” – komentuje Jacob Falkencrone, główny strateg inwestycyjny w Saxo.

Ataki Trumpa na szefa Rezerwy Federalnej nie są kolejnym politycznym sporem – to jak wrzucenie kamienia do spokojnego jeziora finansów: fale rozchodzą się błyskawicznie, destabilizując wszystko, w tym twoje inwestycje.

Trump ponownie zaostrzył swoje ataki na Powella, domagając się obniżek stóp procentowych i nazywając szefa Fed „wielkim przegranym”. Dlaczego to powinno interesować inwestorów? Ponieważ ta nasilająca się konfrontacja zagraża stabilności i przewidywalności – fundamentom, na których opiera się portfel inwestycyjny.

Dlaczego Trump bierze na celownik Fed?

Mówiąc wprost: prezydent Trump chce, aby Fed znacznie obniżył stopy procentowe, twierdząc, że ostrożne podejście Powella dławi wzrost gospodarczy. Źródłem frustracji Trumpa jest coraz bardziej napięta wojna handlowa, a nałożone cła grożą gospodarce stagflacją, czyli niebezpiecznym połączeniem rosnących cen i spowalniającego wzrostu gospodarczego. Trump argumentuje, że natychmiastowe cięcia stóp procentowych mogłyby złagodzić te skutki, wzmacniając odporność gospodarczą, a także – co równie istotne – jego pozycję polityczną przed kluczowymi wyborami w połowie kadencji w 2026 roku.

W charakterystycznym dla siebie stylu, prezydent Trump osobiście zaatakował przewodniczącego Fed, Jerome’a Powella, nazywając go „wielkim przegranym”, który „zawsze reaguje zbyt późno” na zagrożenia dla gospodarki. W ostrych słowach ostrzegł: „jego dymisja nie może nadejść wystarczająco szybko”. Tego typu wypowiedzi znacząco eskalują napięcia, pokazując, że nie mamy do czynienia jedynie z różnicą zdań na tematy ekonomiczne, lecz zgłęboko osobistym i politycznym konfliktem.

Jacob Falkencrone zwraca uwagę, że kluczowy problem polega jednak na tym, że walka z inflacją zazwyczaj wymaga podnoszenia, a nie obniżania stóp procentowych. Wywierając presję na Powella w kierunku cięć, Trump stawia Fed w sytuacji niemal bez wyjścia. Uleganie politycznym żądaniom mogłoby wywołać obawy o wzrost inflacji, podczas gdy opór wobec nich prowokuje kolejne ataki polityczne, podważając niezależność Fed. Jednak Powell, jest zdeterminowany, by zachować niezależność banku centralnego, i podkreśla: „Nasza niezależność to kwestia prawa, a nie polityki”.

Czy Trump faktycznie może odwołać Powella?

Z prawnego punktu widzenia usunięcie Powella nie jest proste. Przewodniczący Fed podkreśla, że może zostać odwołany jedynie „z ważnej przyczyny” (czyli np. poważnych naruszeń etycznych), co nie obejmuje różnic w polityce monetarnej. Mimo to, administracja Trumpa podobno rozważa radykalne scenariusze: od redefinicji pojęcia „ważna przyczyna” po zaskarżenie niezależności Fed w Sądzie Najwyższym poprzez próbę zmiany interpretacji prawa.

Jednak Trump wcale nie musi formalnie usuwać Powella, by go osłabić. Znacznie subtelniejszym – a potencjalnie równie skutecznym – ruchem byłoby wskazanie „cienia przewodniczącego Fed”, czyli publicznego kandydata na następcę Powella, co mogłoby podważyć jego autorytet bez konieczności bezpośredniego starcia prawnego.

Koncepcja „cienia przewodniczącego Fed” przypomina sytuację, w której dwóch pilotów walczy o stery w trakcie lotu.

Rynki w takich momentach reagują niepewnością, która sprawia, że inwestorzy w pośpiechu szukają wyjścia awaryjnego. Nie miejmy złudzeń – ta bezprecedensowa presja polityczna zagraża fundamentom, na których opierają się inwestorzy: stabilności i niezależności najważniejszego banku centralnego na świecie.

Dlaczego niezależność Fed ma (ogromne) znaczenie

Niezależność Rezerwy Federalnej to nie tylko akademicka teoria – to fundament zaufania inwestorów. Bez niezależnego Fedu rynki musiałyby się mierzyć z niekontrolowaną inflacją, nieprzewidywalną polityką monetarną i systemową niestabilnością. Politycznie podporządkowany bank centralny podważa zaufanie nie tylko w USA, ale i na rynkach globalnych.

Zagraniczni inwestorzy trzymają biliony dolarów w amerykańskich obligacjach skarbowych właśnie dlatego, że niezależność Fed zapewnia przewidywalność i stabilność.

Najnowsze groźby Trumpa podkopują to zaufanie. To szczególnie niebezpieczne w momencie, gdy cła już nadwyrężają relacje międzynarodowe, sprawiając, że Ameryka może przestać być postrzegana jako przewidywalny i wiarygodny partner gospodarczy, na którym świat dotąd polegał.

Gdy globalni inwestorzy zaczynają kwestionować wiarygodność finansową Ameryki, powoli zaczynają wycofywać swoje środki.

Rynki nie znoszą chaosu – a konflikt Trump vs. Powell dostarcza go aż nadto

To nie jest odległe, polityczne starcie, a rynki finansowe już odczuwają jego skutki. Giełda Wall Street zareagowała błyskawicznie i w poniedziałek indeksy gwałtownie spadły. Jeszcze bardziej niepokojąca jest jednoczesna wyprzedaż amerykańskich akcji, obligacji i dolara – rzadkie zjawisko typu „sell America”, przypominające atmosferę z czasów kryzysu finansowego w 2008 roku.

Kurs dolara znajduje się obecnie na najniższym poziomie od trzech lat, co odzwierciedla rosnący kryzys zaufania. Nawet zazwyczaj bezpieczne amerykańskie obligacje skarbowe również zostały ostatnio wyprzedane, co spowodowało gwałtowny wzrost rentowności. Dlaczego? Ponieważ inwestorzy obawiają się politycznej ingerencji w politykę monetarną. Gdy ta święta zasada zostaje naruszona, trudno potem przywrócić zaufanie.

Jacob Falkencrone podkreśla, że gdy banki centralne stają się pionkami w politycznym sporze, rynki przygotowują się na sytuację, której zasady mogą zmieniać się w trakcie gry. Inwestorzy nie boją się samych zmian stóp procentowych – boją się nieprzewidywalności.

Bloomberg, Saxo

Źródło: Bloomberg, Saxo.

Czy globalni inwestorzy mogą zacząć „sprzedawać Amerykę”?

Globalna dominacja dolara – stanowiącego niemal 60% rezerw banków centralnych i będącego fundamentem światowego handlu – opiera się w dużej mierze na wiarygodności Stanów Zjednoczonych. Agresywna polityka celna Trumpa oraz presja polityczna wywierana na Fed podważają to zaufanie, skłaniając inwestorów na całym świecie do przemyślenia swojej zależności od amerykańskich rynków finansowych.

Niepokojące szepty o trendzie „Sell America” stają się coraz głośniejsze. Choć zastąpienie dolara jako globalnej waluty rezerwowej nie nastąpi z dnia na dzień, konfrontacyjna polityka Trumpa może skłonić inwestorów do stopniowego odchodzenia od amerykańskich aktywów. Taki powolny odpływ kapitału może w dłuższej perspektywie przeobrazić globalny system finansowy i zapoczątkować porządek gospodarczy mniej zorientowany na USA.

Mimo to, dostępne alternatywy są ograniczone – żaden inny rynek nie dorównuje głębokością i płynnością amerykańskiemu. Niemniej jednak, nawet stopniowa utrata zaufania może mieć trwałe konsekwencje.

Czy sytuacja jest poważna?

Zdecydowanie tak, ale to nie moment na panikę. Nie jest to pierwszy kryzys zaufania, z jakim mierzą się Stany Zjednoczone. USA przetrwały odejście od parytetu złota, globalny kryzys finansowy z 2008 roku i wiele innych wstrząsów. Za każdym razem ostatecznie zwyciężała odporność amerykańskiej gospodarki.

Jednak inwestorzy muszą zrozumieć, że konflikt Trumpa z Powellem to nie tylko osobista rywalizacja – to spór o fundamentalne zasady. Kluczowe jest, czy amerykańskie instytucje gospodarcze nadal będą postrzegane jako godne zaufania.

Zachowaj spokój, zadbaj o dywersyfikację

W przypadku inwestorów najważniejsza jest wyważona reakcja. Oto konkretne, praktyczne kroki, które warto rozważyć:

  • Dywersyfikuj globalnie: Chroń swój portfel, rozpraszając inwestycje na rynkach międzynarodowych. Uwzględnij akcje zagraniczne, obligacje i złoto jako zabezpieczenie.
  • Zachowaj spokój i myśl strategicznie: Unikaj impulsywnych decyzji pod wpływem medialnych nagłówków. Trzymaj się swojej długoterminowej strategii inwestycyjnej.
  • Uważnie monitoruj poziom inflacji: Problemy z niezależnością Fed mogą prowadzić do wzrostu inflacji. Uwzględnij obligacje chronione przed inflacją lub inwestycje w surowce jako ochronę.

Dywersyfikacja to klucz do zapewnienia stabilności w niepewnych czasach, a inwestowanie w zagraniczne aktywa pozwala na rozpraszanie ryzyka na różne kraje i sektory gospodarki. Saxo, platforma inwestycyjna z duńską licencją bankową, oferuje szeroki dostęp do międzynarodowych rynków, dając możliwość inwestowania w różnorodne instrumenty finansowe, które mogą przynieść większe zyski niż instrumenty dostępne na rynku krajowym. Saxo oferuje ponadto szereg narzędzi, które pomagają chronić przed inflacją, takich jak obligacje zabezpieczone przed inflacją (TIPS), inwestycje w surowce oraz fundusze inwestujące w aktywa zyskujące w otoczeniu wysokiej inflacji. Dodatkowo, platforma umożliwia korzystanie z opcji i kontraktów terminowych, które pozwalają zabezpieczyć portfel przed zmiennością inflacyjną – mówi Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku.

Finansowe burze pojawiają się i znikają, ale przetrwają ci inwestorzy, którzy myślą w dłuższej perspektywie i nie ulegają szumowi informacyjnemu. Konflikt między Trumpem a Powellem nie polega na opowiadaniu się po którejś stronie, lecz na zrozumieniu ryzyka i odpowiednim dopasowaniu inwestycji.

Jacob Falkencrone podkreśla, „rynki przetrwają prezydentów, szefów Fed i polityczne spory. Twój portfel też przetrwa, jeśli będziesz działać rozważnie, spokojnie i dywersyfikować.”

Deweloperzy zwalniają, inwestorzy indywidualni trzymają poziom. Analiza rynku budownictwa mieszkaniowego po I kwartale 2025

Opublikowane przez GUS dane o skali nowego budownictwa mieszkaniowego w Polsce potwierdzają, że rynek mieszkaniowy trwa w oczekiwaniu na zmiany w jego otoczeniu. We wszystkich kategoriach aktywności w budownictwie mieszkaniowym – mieszkania oddawane do użytku, budowy rozpoczynane i pozwolenia na budowę – dane GUS wskazują na wyniki gorsze niż przed rokiem.

Liczba mieszkań i domów oddanych do użytku w Polsce w marcu była w porównaniu do lutego o 6% wyższa, ale względem wyników sprzed roku o 9 % niższa. Wyniki kwartalne są bardziej jednoznaczne. W pierwszym kwartale 2025 roku w całej Polsce do użytku oddanych zostało zaledwie 46,1 tys. mieszkań i domów, co oznacza wynik najsłabszy ​ od siedmiu lat. W marcu wszystkie grupy inwestorów oddały łącznie 15,7 tys. lokali. W tej puli firmy deweloperskie odpowiadały za budowę 9,4 tys. mieszkań, czyli wzrost o 6% w porównaniu do lutego i ponad 13% spadek w porównaniu z marcem ubiegłego roku. Ten kilkunastoprocentowy spadek r/r (rok do roku) wskazuje nie tylko na pojedynczy słabszy wynik miesięczny, ale uprawdopodabnia również prognozy, zgodnie z którymi pod względem liczby oddanych mieszkań 2025 rok będzie najsłabszy w ciągu ostatnich pięciu lat.

„Nie można obiektywnie analizować i oceniać tegorocznych danych GUS prezentujących liczby mieszkań oddawanych przez firmy deweloperskie, nie mając przed oczami liczby rozpoczynanych przez te podmioty budów w pierwszej połowie 2023 roku. Warto pamiętać, że zgromadzona – jako efekt nowych rozwiązań legislacyjnych – przez deweloperów w 2022 roku duża liczba pozwoleń w połączeniu ze słabnącą w następstwie skokowo rosnących kosztów kredytu hipotecznych – sprzedażą, zaowocowały w pierwszej połowie 2023 roku ​ spowolnieniem w budownictwie mieszkaniowym. Deweloperzy uzyskali w tym okresie niewiele pozwoleń i rozpoczęli rekordowo małe liczby nowych budów. Efektem był spadek liczby rozpoczynanych przez deweloperów budów z poziomu 12 tys. miesięcznie w latach 2021-2022 do 8 tys. w I połowie 2023 roku. Następstwa tego wstrzymania sprzed dwóch lat będziemy zapewne obserwowali w niskiej liczbie oddawanych mieszkań w pierwszej połowie bieżącego roku. Wyniki z marca dobitnie to ​ potwierdzają”, komentuje Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka działu badań w Otodom.

Struktura i skala rynku mieszkaniowego

Firmy deweloperskie odpowiadają za 60% wszystkich oddanych do użytku w marcu lokali mieszkalnych. Wyniki inwestorów indywidualnych są bardziej stabilne niż efekty działalności deweloperów a ich udział w całości budownictwa mieszkaniowego w Polsce od kilku miesięcy utrzymuje się na poziomie 35% – 38% ogólnej liczby oddawanych lokali. W marcu i pierwszym kwartale wyniósł 37%. W porównaniu do marca 2024 roku gospodarstwa domowe (w terminologii GUS to inwestorzy indywidualni) zakończyły budowę o 3% mniej domów/mieszkań, ale w porównaniu z poprzednim miesiącem ich wynik był o 5% lepszy.

Wzrost liczby nieruchomości oddawanych do użytku przez firmy deweloperskie w ujęciu miesiąc do miesiąca, nie znajduje potwierdzenia w ​ danych prezentowanych w postaci narastającej od początku roku sumy zrealizowanych lokali. W okresie styczeń-marzec firmy deweloperskie przekazały do użytkowania 27,7 tys. mieszkań i domów, czyli wyraźnie mniej niż przed rokiem (29,4 tys.). W tym samym czasie inwestorzy indywidualni zrealizowali 17,1 tys. lokali, czyli o 6% mniej niż w analogicznym okresie 2024 roku.

Wykres przygotowany przez Otodom
Wykres przygotowany przez Otodom

„Wiele wskazuje na to, że taką tendencję będziemy obserwować również w kolejnych miesiącach 2025 roku. Starania różnych grup inwestorów o uzyskanie pozwoleń na budowę w marcu przyniosły lepsze efekty niż w lutym. Jednak w porównaniu do wyników z 2024 roku wyniki te są o kilkadziesiąt procent niższe. Wiemy z danych zagregowanych dla 12 i 36 miesięcy, że liczba pozwoleń na budowę lokali mieszkalnych wciąż wyraźnie przekracza liczbę budów rozpoczynanych w analogicznych okresach. W efekcie w całej Polsce utrzymuje się wyraźna nadwyżka pozwoleń na budowę, która istotnie zwiększa możliwości wprowadzenia przez firmy deweloperskie na rynek nowej podaży, czyli rozpoczęcia budowy nowych mieszkań”, mówi Kuniewicz z Otodom.

Perspektywa przyszłych inwestycji

Łączna liczba pozwoleń wydanych w marcu przekroczyła 22 tys., a 13,9 tys. z nich dostali deweloperzy, 7,1 tys. inwestorzy indywidualni. W efekcie suma uzyskanych w marcu pozwoleń była o 11% wyższa niż w lutym. Jednak w porównaniu do marca sprzed roku liczba pozwoleń na budowę spadła o 20,5%. Powodem była wyraźnie niższa w tej kategorii niż w marcu ubiegłego roku aktywność firm deweloperskich. Liczba lokali mieszkalnych, na budowę których różne grupy inwestorów uzyskały pozwolenie w pierwszym kwartale 2025 roku (styczeń-marzec), jest wyraźnie niższa niż rok temu. Z danych GUS wynika, że w pierwszych trzech miesiącach bieżącego roku deweloperzy uzyskali pozwolenia na budowę łącznie 40,4 tys. mieszkań i domów (o 20,8% mniej r/r), a inwestorzy indywidualni 18,3 tys. (o 4,6% więcej).

Wykres opracowany przez Otodom
Wykres opracowany przez Otodom

Statystyki GUS po marcu dotyczące rozpoczynanych w całej Polsce budów wskazują na wyraźne odbicie w stosunku do lutego, jest to jednak naturalne wiosenne wzmożenie. Wprawdzie liczba rozpoczynanych przez wszystkie grupy inwestorów budów zmniejszyła się w ciągu roku o 8%, ale w wolnej od wahań rynkowych kategorii budownictwa indywidualnego, czyli domów budowanych przez gospodarstwa domowe, GUS odnotował wzrost zarówno miesiąc do miesiąca (o 52%), jak i rok do roku (o 9,4%).

„Warto także zaznaczyć, że początek ubiegłego roku charakteryzował się wyjątkowo wysokim wolumenem rozpoczynanych budów. Działo się tak głównie za sprawą firm deweloperskich, które pod wpływem wyjątkowo wysokiej sprzedaży wspieranej “Bezpiecznym kredytem 2%” przystąpiły do realizacji nowych inwestycji. Na tle ostatnich pięciu lat pierwszy kwartał 2024 roku w kategorii budowy rozpoczynane był wyjątkowy, więc analiza liczby rozpoczynanych w pierwszych miesiącach 2025 roku budów musi uwzględniać ten fakt”, zaznacza dyrektorka badań rynku, Otodom.

Wszystkie grupy inwestorów w marcu 2025 roku rozpoczęły budowy 21,9 tys. lokali mieszkalnych, czyli o 32% więcej niż w lutymi o 8% mniej niż w marcu 2024 roku. Ten kilkuprocentowy spadek w kategorii „ogółem” to przede wszystkim efekt ograniczenia działalności firm deweloperskich, które zaczęły w tym roku budowę wyraźnie mniejszej liczby lokali niż rok temu (o 17,6% mniej). Jednak w stosunku do średniej z lat 2021-2023 wyniki deweloperów w tym zakresie są wyraźnie wyższe.

Bieżące dane GUS o rozpoczynanych budowach należy interpretować także w kontekście statystyki udzielanych pozwoleń. Od początku roku różnica między liczbą uzyskanych pozwoleń i liczbą rozpoczynanych budów wynosi 6,1 tys., co oznacza, że 10% uzyskiwanych pozwoleń nie ma kontynuacji w realizowanych budowach. Warto odnotować, że prawie ⅓ (2 tys.) tej nadwyżki powstała za sprawą pozwoleń na budowę mieszkań komunalnych i społecznych-czynszowych, co potwierdza zapowiedź powstawania coraz większej liczby mieszkań na wynajem o umiarkowanym czynszu.

Jak wskazuje Katarzyna Kuniewicz: „wyniki firm deweloperskich w kontekście nadwyżki pozwoleń nad rozpoczynanymi budowami należy oceniać nieco inaczej, jednak również w tej grupie inwestorów początek 2025 roku wygląda optymistycznie. W 2024 roku deweloperzy odłożyli 25% uzyskanych pozwoleń, podczas gdy w pierwszym kwartale 2025 roku zaledwie 10%. Porównanie wyników z marca dotyczących liczby pozwoleń uzyskiwanych przez firmy deweloperskie z liczbą rozpoczynanych przez te firmy budów pokazuje, że możemy mieć do czynienia ze zmianą dotychczasowej ​ tendencji, a w efekcie redukcją rekordowej nadwyżki pozwoleń zgromadzonych w latach 2022-2023”.

Wykres przygotowany przez Otodom
Wykres przygotowany przez Otodom

Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka działu badań w Otodom

Złoty zyskuje mimo wolnego dnia. Niepewność wokół USA osłabia dolara

Gdy większość rynków na świecie wczoraj pracowała, polscy finansiści odpoczywali. Nie przeszkodziło to złotemu umocnić się w stosunku do głównych walut. Poniedziałkowe zyski PLN były związane z osłabieniem dolara. Pogorszenie kondycji amerykańskiej waluty ponownie przypisujemy prezydentowi USA, który zaskakuje rynki swoimi pomysłami. Wtorkowa sesja to delikatne odreagowanie wczorajszej wyprzedaży dolara. Dziś poznaliśmy także szereg danych z polskiej gospodarki.

Słabnące zaufanie do USA

Inwestorzy tracą cierpliwość do taryfowej niepewności Stanów Zjednoczonych. Mimo trwającej 90-dniowej pauzy na większość ceł, rynkom ciąży wydłużający się impas na linii USA-Chiny. Na horyzoncie nie widać nawet światełka w tunelu, które sugerowałoby osiągnięcie kompromisu między dwoma mocarstwami. Zwłaszcza że Chińczycy nieszczególnie kwapią się do negocjacji, jeżeli miałyby być prowadzone w dotychczasowym tonie. Zdezorientowana jest także Japonia, która – jak wynika z medialnych doniesień – nie może uzyskać od USA konkretów dotyczących przyszłych relacji handlowych. Rynkom ewidentnie nie wystarczają słowa o „znacznych postępach” czy „owocnych negocjacjach”, które usłyszeliśmy po raz kolejny – tym razem po spotkaniu z premierem Indii. Inwestorzy chcą konkretów, gdyż dla nich nawet zła informacja jest lepsza od wizji dalszej niepewności, do której nie wiadomo, jak się dostosować. Wczoraj do tej chaotycznej układanki dołączyły słowa Trumpa o chęci zwolnienia przewodniczącego FED. Ta wypowiedź wystarczyła, aby zasiać niepewność co do przyszłej niezależności amerykańskiego banku centralnego. Malejąca wiarygodność USA doprowadziła do ucieczki kapitału ze Stanów.

Przetasowanie bezpiecznych przystani

Wyprzedaż długu USA połączona ze spadkami na amerykańskiej giełdzie i osłabieniem kursu dolara owocują nadszarpnięciem pozycji amerykańskich obligacji oraz waluty jako bezpiecznych przystani. Korzystają na tym inne tzw. safe haven. Zacznijmy od złota. Szlachetny kruszec dziś po raz kolejny wybił nowy historyczny szczyt. Tym razem wycena otarła się o poziom 3500 USD za uncję. A jeśli skierujemy wzrok w stronę forex, zobaczymy zyski japońskiego jena. Kurs USD/JPY zszedł do wsparcia 140 JPY. Umacnia się także frank szwajcarski. Notowania USD/CHF odbiły się wczoraj od dna 0,804 CHF. Tak nisko wykres znajdował się ostatnio w 2011 roku. Osłabienie amerykańskiej waluty od momentu objęcia urzędu przez obecnego prezydenta USA jest imponujące. Dla zobrazowania strat – w dniu inauguracji Trumpa złoto kosztowało 2730 USD, a za jednego dolara płaciliśmy 155 JPY lub 0,90 CHF.

Dane z Polski

We wtorkowym kalendarzu makroekonomicznym królują odczyty z krajowej gospodarki. Produkcja budowlano-montażowa spadła o 1,1% r/r. Wzrosła natomiast produkcja przemysłowa. Zwyżka o 2,5% to jednak mniej niż prognozowane 3,6% r/r. Poniżej oczekiwań znalazło się wynagrodzenie (7,7% r/r, konsensus 7,9% r/r). Dodatkowo trzeci raz w tym roku utrzymał się spadek zatrudnienia na poziomie -0,9% r/r. Szczególną uwagę analityków zwróciła przeciętna płaca brutto w Polsce. Kwota 9055,92 PLN w firmach zatrudniających powyżej 9 pracowników to najwyższy wynik w historii (po raz pierwszy powyżej granicy  9000 zł). Odczyty nie miały większego wpływu na krajową walutę, która odreagowuje umocnienie z wczorajszej sesji. We wtorek o godzinie 14 kurs EUR/PLN to 4,285 PLN (wczoraj 4,267 PLN), natomiast kurs USD/PLN wzrasta do 3,725 PLN (wczoraj 3,70 PLN).

Autor: Dawid Górny, analityk walutowy Walutomat.pl

Rok 2025 zaczyna się ostrożnie. Mniej pozwoleń na budowę, stabilna liczba nowych inwestycji

Początek roku przyniósł wyraźne ochłodzenie w planach inwestycyjnych deweloperów. Choć liczba rozpoczętych budów utrzymała się na stabilnym poziomie, pozwoleń na nowe inwestycje było aż o 21 proc. mniej niż rok temu. Branża czeka na bodziec – może nim być zapowiadana obniżka stóp procentowych.

Dane Głównego Urzędu Statystycznego za pierwszy kwartał 2025 r. pokazują spadki w mieszkalnictwie w porównaniu do początku 2024 r. Jest mniej pozwoleń na budowę i mniej nowych inwestycji. Patrząc jednak na statystyki widać, że dane za marzec są lepsze od tych za luty.

Rozpoczęte inwestycje

Zestawienie liczby mieszkań, których budowę rozpoczęto z tempem sprzedaży lokali na rynku pierwotnym każe sądzić, że nie ma obecnie rynkowych przesłanek świadczących o presji na wzrost cen mieszkań. Dane z pierwszego kwartału świadczą raczej o kontynuacji trendu stabilizacyjnego na rynku nieruchomości.Rozpoczęte inwestycje

Od stycznia do marca br. deweloperzy rozpoczęli budowę 36 531 nowych mieszkań, co przełożyło się na bardzo zbliżony wynik do obserwowanych w dwóch kwartałach poprzedzających. Jednak gdy porównamy dane z I kwartału z analogicznym okresem w 2024 r., widzimy, że liczba nowo budowanych mieszkań spadła o 13 proc.

Nie jest to jednak alarmujące zjawisko. Spadek jest bowiem efektem wysokiej bazy, którą obserwowaliśmy na początku zeszłego roku, gdy deweloperzy zwiększali swoje wysiłki inwestycyjne w związku z popytem wygenerowanym przez program Bezpieczny Kredyt 2 proc. oraz wizją wprowadzenia nowego instrumentu pomocowego – komentuje Patryk Kozierkiewicz, radca prawny w Polskim Związku Firm Deweloperskich.

Można zakładać, że w związku z rekordowym poziomem oferty mieszkań w sprzedaży, inwestorzy będą spowalniać tempo nowych wprowadzeń. Bodźcem do uruchamiania nowych przedsięwzięć mogą stać się jednak zapowiedzi Rady Polityki Pieniężnej na temat potencjalnej obniżki stóp procentowych. – Ich spadek przyczyniłby się bowiem do zwiększenia zdolności kredytowej i mógłby stanowić impuls dla tych, którzy przez ostatni rok wstrzymywali się z decyzją o zakupie własnego M – twierdzi Patryk Kozierkiewicz.

Pozwolenia na budowę

Pierwszy kwartał zakończył się na jeszcze większym minusie pod względem liczby pozwoleń na budowę. Względem I kwartału 2024 r., pierwsze trzy miesiące 2025 r. przyniosły znaczny, bo niemal 21 proc. spadek liczby pozwoleń na budowę uzyskiwanych przez deweloperów.

Wydaje się, że w skali kraju spadek ten może być symptomem niezadowalającego popytu i wysokiego poziomu oferty. Jeżeli bowiem inwestor boryka się z niedostatecznym tempem wyprzedaży mieszkań, których budowę aktualnie prowadzi, stan ten może odwieść go od poszukiwania nowych okazji do inwestycji – podkreśla radca prawny PZFD.

Warto również zauważyć, że obniżenie tempa uzyskiwania pozwoleń może w przyszłych okresach wpłynąć na spadek wolumenu nowo rozpoczynanych inwestycji, choć będzie dotyczyło to głównie mniejszych podmiotów, które nie mogą pozwolić sobie na symultaniczną realizację kilku projektów.

Umiarkowane przyspieszenie inwestycji mieszkaniowych w I kwartale 2005 r.

Kwietniowa informacja GUS, publikująca wstępne dane budownictwa mieszkaniowego w marcu oraz pierwszym tegorocznym kwartale, prezentuje umiarkowane przyśpieszenie wszystkich trzech kategorii danych. Jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl jest to efekt wiary deweloperów w trwałą poprawę ich statystyk sprzedażowych, choć tymczasem wydaje się być zdecydowanie za wcześnie na ogłaszanie końca spowolnienia koniunktury sprzedażowej w pierwotnym segmencie krajowej mieszkaniówki.

Rozpatrując wyniki inwestycyjne pierwotnego rynku mieszkaniowego w pierwszym tegorocznym kwartale, można próbować doszukać się pewnej korelacji ze statystykami sprzedaży deweloperów mieszkaniowych za ostatnie trzy miesiące, które wg. danych serwisu BIG DATA RynekPierwotny.pl uległy pewnej poprawie. Jednocześnie jednak wciąż wolumeny nowych wprowadzeń przewyższają te dotyczące bieżącej kontraktacji, co w efekcie winduje ofertę mieszkaniowego rynku pierwotnego na rekordowe od lat poziomy.
Wyk.1 - Statystyki GUS mieszkaniowych inwestycji deweloperskich w latach 2021-2025

O ile początek pierwszego kwartału br. okazał się jeszcze dość wyraźnie asekuracyjny inwestycyjnie w odniesieniu do analogicznego okresu 2024 roku, to już w marcu nastąpiło dość zdecydowane odbicie. Najwyraźniej widać to w przypadku wzrostowego odreagowania wolumenów rozpoczętych inwestycji, z kolei w nieco mniej radykalnym zakresie w kwestii nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym, czyli kategoriach GUS-owskich danych o pierwszorzędnym znaczeniu dla oceny stanu bieżącej koniunktury.

W sumie w ubiegłym miesiącu inwestorzy ruszyli z budową blisko 22 tys. mieszkań, co jest rezultatem o 8 proc. gorszym od uzyskanego w marcu ub. roku, za to aż o 32 proc. lepszym licząc miesiąc do miesiąca. Dość udanie wypadli sami deweloperzy z wynikiem bez mała 13 tys. rozpoczętych w marcu lokali, czyli o prawie jedną piątą więcej niż miesiąc wcześniej i ponad 17 proc. poniżej rezultatu w relacji rdr.

Z kolei inwestorzy indywidualni z wynikiem 8,4 tys. rozpoczętych domów, poprawili wynik w relacji rok do roku o blisko jedną dziesiątą, natomiast w stosunku do poprzedzającego miesiąca lutego aż o ponad połowę.

W sumie w trzech pierwszych miesiącach 2025 roku w Polsce ruszyła budowa prawie 56 tys. mieszkań i domów, co oznacza spadek w stosunku do rezultatu z analogicznego okresu ub. roku o 7 proc. Z kolei sami deweloperzy z wynikiem 36,5 tys. lokali, obniżyli loty w relacji rok do roku o 13 proc. Take rezultaty, uwzględniając relatywnie wysoką bazę, komunikują mimo wszystko dość wyraźne przyspieszenie koniunktury inwestycyjnej pierwotnego rynku mieszkaniowego.

Na utrzymującą się względną poprawę nastrojów inwestorów wskazują też GUS-owskie dane dotyczące nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym. Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl w sumie w marcu w ramach wszystkich form budownictwa wydano nieco ponad 22 tys. przedmiotowych decyzji administracyjnych, natomiast w całym pierwszym kwartale prawie 62 tys. W obu przypadkach są to rezultaty gorsze od uzyskanych w relacji rdr, odpowiednio o 20 i 11 proc., jednak i tu należy wziąć poprawkę na zdecydowanie wywindowaną bazę porównawczą, wygenerowaną w związku z planowanym przed rokiem wprowadzeniem w życie nowych warunków technicznych.

Tradycyjnie w ostatnich okresach statystyki lokali oddawanych do użytkowania stanowią tylko tło danych sygnalnych GUS budownictwa mieszkaniowego w pierwszym kwartale tego roku. W marcu było takich mieszkań w sumie blisko 16 tys., czyli 9 proc. mniej licząc rok do roku, i o 6 proc. więcej niż w poprzednim miesiącu lutym. Natomiast wynik kwartalny rzędu 46 tys. lokali oddanych jest również gorszy od uzyskanego w analogicznym okresie ub. roku, tym razem o symboliczne 4 proc.

Lektura najnowszej informacji GUS o stanie budownictwa mieszkaniowego w Polsce wydaje się więc mieć wymowę umiarkowanie optymistyczną. Perspektywa uruchomienia w drugiej połowie roku programu „Pierwsze klucze”, który tak czy inaczej może znaleźć pozytywne przełożenie na koniunkturę rynku nowych mieszkań, w korelacji z pierwszymi sygnałami odwilży na rynku hipotek, zaczyna działać mobilizująco na popyt mieszkaniowy. Do tego przyśpieszająca prezydencka kampania wyborcza jak zazwyczaj może pobudzić rynek mieszkaniowy kolejnymi obietnicami wzrostu dobrobytu Polaków.

W sumie coraz więcej czynników zaczyna przemawiać za perspektywą wychodzenia krajowej mieszkaniówki z koniunkturalnego dołka już w perspektywie bieżącego roku, co nie pozostanie bez wpływu na prawdopodobnie poprawiające się z miesiąca na miesiąc statystyki GUS budownictwa mieszkaniowego. Tego typu tezę zdaje się w pełni potwierdzać aktywność inwestorów giełdowych, którzy w ostatnim czasie, pomimo nie najlepszej koniunktury sprzedażowej na rynku mieszkań z pierwszej ręki, ponownie wywindowali indeks WIG-Nieruchomości na nowe szczyty już 13-letniej deweloperskiej hossy.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

PCP: Program Czyste Powietrze wymaga pilnych korekt i wsparcia ze strony banków

Związku PCP apeluje o wdrożenie rozwiązań naprawczych w programie Czyste Powietrze i uruchomienie dodatkowych operatorów bankowych.

Wielomiesięczne opóźnienia w wypłatach dotacji wciąż obciążają beneficjentów i rzetelnych wykonawców, a wdrażanie nowej odsłony programu przez samorządy nie działa lub zawiera szereg nieprawidłowości – alarmuje Związek Pracodawców Czystego Powietrza (PCP).

Związek PCP zwraca uwagę na utrzymujące się, znaczne opóźnienia w wypłatach końcowych w ramach programu Czyste Powietrze.

Z dużym niepokojem obserwujemy rosnące zaległości w wypłatach dotacji, które według naszych danych sięgają nawet sierpnia ubiegłego roku. Tak długie przestoje nie powinny mieć miejsca w programie o strategicznym znaczeniu dla transformacji energetycznej Polski, generują bowiem nieproporcjonalne obciążenia zarówno dla beneficjentów, jak i dla firm wykonawczych twierdzi Mariusz Dąbek, prezes Związku PCP.

Związkowcy podkreślają, że program Czyste Powietrze jest jednym z najbardziej złożonych przedsięwzięć wdrożeniowych w Polsce, z uwagi na ogromną liczbę realizowanych inwestycji, szeroką sieć interesariuszy oraz wyzwania systemowe, odziedziczone po jego wczesnym etapie rozwoju. Tym bardziej zasadne jest oczekiwanie sprawnej, konstruktywnej współpracy instytucji zarządzających programem – zarówno wewnętrznie, jak i z partnerami zewnętrznymi – nad pilnym opracowaniem realnego scenariusza wychodzenia z zaległości oraz skutecznego zarządzania ryzykiem operacyjnym.

Przedstawiciele Związku PCP twierdzą, że cała branża wykonawcza ponosi skutki błędów systemowych i przypadków nadużyć, które można było wcześniej zidentyfikować i wyeliminować. W rezultacie wielu rzetelnych wykonawców znajduje się dziś w bardzo trudnej sytuacji płynnościowej, a beneficjenci – zamiast cieszyć się komfortem cieplnym i niższymi rachunkami – mierzą się z przedłużającym się stresem związanym z brakiem rozliczenia inwestycji.

Rodziny modernizujące swoje domy są zdezorientowane i sfrustrowane. Nie oczekujemy taryfy ulgowej, ale systemu, który nie penalizuje uczciwych wykonawców. Dziś rzetelna praca spotyka się z systemowym opóźnieniem. To musi się zmienićmówi Aleksandra Piotrowicz-Przyłuska, wiceprezeska Związku PCP.

Dodatkowo Związkowcy zauważają, że wdrożenie nowego modelu z udziałem gmin jako operatorów programu budzi poważne zastrzeżenia.

Z docierających do nas sygnałów wynika, że w wielu przypadkach samorządy zmagają się z poważnymi brakami kadrowymi i kompetencyjnymi. Odnotowujemy też pierwsze sygnały o nieprawidłowościach, takich jak uznaniowe oskarżenia pod adresem uczciwych wykonawców, czy nieformalne preferowanie konkretnych, lokalnych firm, często znanych osobiście pracownikom urzędów. To niszczy sens i ideę programu – dodaje Wiceprezeska.

Doceniając intencję wzmacniania lokalnej przedsiębiorczości w tym programie, Związkowcy podkreślają, iż sposób wdrażania takiego podejścia powinien pozostawać w zgodzie z zasadami równego traktowania i przejrzystości, jak również z duchem programu Czyste Powietrze i oczekiwaniami NFOŚiGW. Z nadzieją oczekują więc uruchomienia dodatkowych operatorów, w szczególności banków, które mogą wnieść do programu niezbędną sprawność, przejrzystość i stabilność operacyjną.

Rozumiemy złożoność i skalę wyzwań programu, ale sytuacja, w której odpowiedzialne firmy i tysiące beneficjentów ponoszą konsekwencje systemowych opóźnień, jest nie do utrzymania. Apelujemy o szybkie działania, partnerską współpracę i pilne uruchomienie operatorów bankowych w nowej odsłonie programukomentuje Mariusz Dąbek. – Nie możemy zgodzić się na uznaniowe eliminowanie wykonawców spełniających programowe warunki – potrzebujemy transparentności i równego traktowania.

Związek PCP deklaruje gotowość do merytorycznej współpracy i dyskusji nad konkretnymi rozwiązaniami – w tym nad przyspieszeniem wypłat, uproszczeniem i ujednoliceniem procesu oceny wniosków końcowych oraz przywróceniem równowagi pomiędzy kontrolą a sprawnością operacyjną systemu.

Redukcja kosztów priorytetem dla 87% działów prawnych – technologia ma pomóc, ale nie AI

0

Wyniki badania EY – General Counsel Study – wskazują, że geopolityka (76%), środowisko regulacyjne (75%) i postęp technologiczny (74%) to trzy główne wyzwania stojące przed działami prawnymi. Rosnąca presja na znajdywanie odpowiedzi na coraz bardziej kompleksowe zagadnienia stojące przed przedsiębiorstwami wymusza ewolucję sposobu funkcjonowania. Ten proces jest jednak hamowany przez ograniczenia budżetowe – aż 87% ankietowanych liderów obszarów prawnych w firmach wskazywało redukcję kosztów jako priorytet. Sytuacja powinna jednak ulegać zmianie, gdyż 83% respondentów przewiduje wzrost dostępnych zasobów finansowych w perspektywie kolejnych 12 miesięcy.

Rosnąca niepewność prowadzenia biznesu w bezpośredni sposób oddziałuje na funkcjonowanie działów prawnych. Stają one w obliczu rosnącej presji, aby rozwijać swoją wiedzę, szybkość i operacyjną sprawność niezbędną do radzenia sobie z coraz bardziej złożonymi sprawami. Jak wskazują wyniki badania EY – General Counsel Study – zmiany są warunkowane przede wszystkim przez geopolitykę (76%), zmienność środowiska regulacyjnego (75%) oraz postęp technologiczny (74%). Co ciekawego na zrównoważony rozwój wskazała nieco ponad połowa (54%) badanych.

Do tej listy należy jednak dołączyć również wyzwania o charakterze wewnętrznym. Główną barierą w tempie i zakresie wprowadzanych korekt w funkcjonowaniu działów prawnych są ograniczenia budżetowe. Aż 87% respondentów wskazało, że redukcja kosztów stanowi najwyższy priorytet. Sytuacja będzie jednak ulegała stopniowej poprawie, gdyż aż 83% ankietowanych liderów działów prawnych przewiduje wzrost posiadanych zasobów finansowych w perspektywie najbliższych 12 miesięcy. Najczęściej (43%) nie powinien on przekroczyć 10%, a kolejne 32% badanych przewiduje że będzie on wynosił pomiędzy 10 a 20%.

– W przypadku działów prawnych jak w soczewce widać jak zmienne stało się środowisko biznesowe. Równocześnie toczy się szereg dynamicznych procesów na płaszczyźnie technologicznej, regulacyjnej oraz geopolitycznej. Często pierwsze prośby o analizę wpływu na firmę kierowane są właśnie do działu prawnego. Stanowi to znaczące wyzwanie dla struktury organizacyjnej, która wymaga czasu na dostosowanie. Tego zaś brakuje, co sprawia że działy prawne coraz powszechniej sięgają po zewnętrzne wsparcie – mówi Zuzanna Zakrzewska, Partnerka Zarządzająca Kancelarią EY Law.

Technologia kluczem do sukcesu

Pomimo obecnych ograniczeń budżetowych, opracowywanie strategii technologicznych oraz wprowadzanie nowych rozwiązań pozostaje wysokim priorytetem. Aż 75% ankietowanych przedstawicieli działów prawnych twierdzi, że prowadzi w tym obszarze szereg aktywności. W ramach tego procesu działy prawne napotykają jednak bariery. Do najważniejszych należą problemy z nieuporządkowanymi danymi (52%) oraz niekompatybilnymi systemami prawnymi i biznesowymi (44%). Co jednak szczególnie ciekawe, tylko 25% respondentów wskazuje, że wykorzystanie generatywnej sztucznej inteligencji stanowi wysoki priorytet dla działu prawnego, a 63% postrzega zwiększenie zakresu wykorzystywania technologii przede wszystkim jako szansę na lepszą kontrolę kosztów. Nie może więc dziwić, że najczęściej zakończony został proces wdrożeniowy wokół kwestii administracyjnych takich jak automatyzacja weryfikacji faktur (38%).

Znaczące wyzwania w tym obszarze potwierdzają wyniki ostatniej edycji badania – Jak polskie firmy wdrażają AI. Jedynie 5% organizacji w naszym kraju, które realizują procesy implementacji narzędzi sztucznej inteligencji zdecydowało się je wdrożyć w obszarze compliance. Dla porównania przypadku obsługi klienta lub marketingu i analiz rynku ten współczynnik wynosi 41%. Może to wskazywać, że w przypadku kwestii prawno-proceduralnych dostępna technologia nie odpowiada w wystarczającym stopniu na wyzwania związane np. z koniecznością zachowania najwyższych standardów poufności danych.

– Dane wykorzystywane np. przez działy prawne mają często bardzo wrażliwy charakter. Sprawia to, że wdrożenie w tym obszarze narzędzi bazujących na sztucznej inteligencji musi być przeprowadzone w sposób niezwykle ostrożny. Równocześnie należy pamiętać, że analiza aspektów prawnych w procesie implementacji AI jest jednym z kluczowych elementów całego procesu. Dotyczy to nie tylko obszaru AI Act, ale również kwestii ochrony danych osobowych, ochrony własności intelektualnej, cyberbezpieczeństwa. W efekcie żadne wprowadzenie narzędzi AI nie powinno się odbywać bez zaangażowania działów prawnych bez względu na sektor, w którym odbywa się wdrożenie sztucznej inteligencji – dodaje Justyna Wilczyńska-Baraniak, Partnerka EY, Liderka Zespołu Prawa Własności Intelektualnej, Technologii i Danych Osobowych w Kancelarii EY Law.

Nawigacja w zakresie zgodności regulacyjnej i zarządzania ryzykiem

W obliczu niezwykle dynamicznie rozwijających się zagadnień, takich jak sztuczna inteligencja, ochrona danych i zrównoważony rozwój, obszar compliance stanowi priorytet dla większości działów prawnych (93%). Równocześnie monitorowanie zmian regulacyjnych w różnych jurysdykcjach (60%), przygotowywanie wykładni przepisów, gdy pozostają one niejasne (50%) oraz dostęp do danych potrzebnych do odpowiedniego zarządzania ryzykiem lub raportowania (48%) to jedne z głównych zgłaszanych barier w radzeniu sobie ze złożonością regulacyjną.

Wyniki badania wskazują również na znaczący rozdźwięk pomiędzy oczekiwaniami, a stanem faktycznym. Aż 81% respondentów oczekuje, że ich organizacja zwiększy inwestycje w obszarze zarządzania ryzykiem. Tymczasem tylko 49% posiada wypracowane odpowiednie procedury, a mniej niż 30% udokumentowało kluczowe elementy w tym obszarze.

Stwarza to możliwość dla działów prawnych, aby odegrały kluczową rolę w poprawie zarządzania ryzykiem, pomagając w stworzeniu większej przejrzystości działań i zgodności w przedsiębiorstwie. Tymczasem w czasie ostatnich 12 miesięcy jedynie 11% działów prawnych przeprowadziło rozmowy z kluczowymi interesariuszami w firmie, a 17% ustawiło procesy umożliwiające porównanie dojrzałości organizacyjnej na tle innych obszarów firmy.

– Działy prawne mają niepowtarzalną okazję, aby stać się kluczowymi partnerami w zarządzaniu ryzykiem w organizacjach. Wzrost znaczenia compliance nie tylko podkreśla potrzebę skutecznych procedur, ale także wskazuje na konieczność jeszcze ściślejszej współpracy między działami prawnymi a innymi obszarami przedsiębiorstwa. Przejrzystość działań oraz proaktywne podejście mogą nie tylko pomóc w spełnieniu wymogów prawnych, ale także w budowaniu zaufania wśród kluczowych interesariuszy. Niezbędne jest jednak podęcia w tym zakresie konkretnych działań, budujących wewnętrznie odpowiedni wizerunek działów prawnych – podsumowuje Magdalena Kasiarz, Partnerka i Liderka Zespołu Restrukturyzacji w Kancelarii EY Law.

Metodologia
Badanie – 2025 EY Law General Counsel study – zostało przeprowadzone na zlecenie EY przez Oxford Economics. Na jego potrzeby przebadano 1000 liderów obszarów prawnych w organizacjach o przychodach przekraczających 1 miliard dolarów. Reprezentowali oni 21 krajów oraz 7 sektorów gospodarki. Wyniki badania zostały wsparcie przez wnioski z pogłębionych wywiadów zrealizowanych z wybranymi liderami obszarów prawnych z całego świata. Badanie zostało przeprowadzone w okresie listopad 2024 – marzec 2025.

3500 dolarów za uncję złota. Inwestorzy uciekają od dolara

Wielkanocny tydzień przyniósł nowe rekordy na rynku złota, a we wtorek 22 kwietnia królewski metal dotarł do kolejnej, psychologicznej granicy, sięgając pułapu 3500 dolarów za uncję. Czy to dopiero początek? Sprawdzamy, co stoi za dynamicznym wzrostem ceny kruszcu.

Rynek złota nie przestaje zaskakiwać inwestorów. W przedświątecznym tygodniu cena kruszcu ustanowiła nowy rekord wszech czasów, przekraczając pułap 3300 dolarów za uncję. A najnowsze, poświąteczne informacje wskazują na kontynuację dynamicznego wzrostu. We wtorek 22 kwietnia 2025 roku cena złota dotarła do granicy 3500 dolarów za uncję, ustanawiając nowe, historyczne maksimum na poziomie 3499,95 USD/oz. Według Goldman Sachs, w połowie przyszłego roku kurs może dojść nawet do 4000 USD/oz.

Dodajmy, że już wielkanocny poniedziałek przyniósł gwałtowne zawirowania na rynkach i spadki na amerykańskiej giełdzie. Inwestorzy zareagowali w ten sposób na groźbę odwołania przewodniczącego Fedu Jerome’a Powella przez Donalda Trumpa. Szef amerykańskiej Rezerwy Federalnej kolejny raz został w ostrych słowach skrytykowany przez prezydenta USA, który stwierdził, że Fed powinien obniżyć stopy procentowe, dodając, że “jeśli będzie tego chciał, Powell bardzo szybko odejdzie ze stanowiska”.

To spowodowało, że ceny złota osiągnęły w poniedziałek nowy rekordowy poziom, przekraczając 3385 dolarów za uncję, przy jednoczesnym spadku kursu dolara do najniższego poziomu od początku 2024 roku. Jak podkreślają analitycy szybki wzrost cen złota wskazuje, że rynki mają najmniej zaufania do USA niż kiedykolwiek, a komentarze prezydenta Trumpa spowodowały ucieczkę kapitału z amerykańskiego rynku akcji i obligacji oraz mocne osłabienie kursu dolara.

Warto przypomnieć, że kadencja Powella wygasa w maju przyszłego roku, a zgodnie z amerykańskim prawem przewodniczący Rezerwy Federalnej jest nieusuwalny przed jej zakończeniem, nie było też dotąd takiego precedensu w historii. Nie istnieje zatem żadna procedura, w myśl której prezydent USA może zdymisjonować szefa Fedu. Rynki odczytują więc te zachowania Donalda Trumpa jako rażącą presję na niezależność najważniejszego banku centralnego świata.

Wojna handlowa głównym katalizatorem wzrostów

Jednym z głównych czynników wpływających na rekordowe ceny złota w ostatnim czasie pozostaje eskalacja konfliktu handlowego między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Ostatnie decyzje administracji USA doprowadziły do nałożenia ceł sięgających nawet 245% na wybrane towary importowane z Państwa Środka. Choć Biały Dom później tłumaczył, że chodzi o „maksymalną możliwą stawkę” obejmującą tylko niektóre produkty, reakcje rynku były natychmiastowe.

Peter Schiff, znany amerykański analityk rynku złota, ostrzega, że obecna polityka celna może prowadzić do poważnych konsekwencji gospodarczych. Według niego, cła nakładane przez USA i odwetowe działania innych państw prowadzą do wzrostu cen, co skutkuje kryzysem inflacyjnym. To z kolei negatywnie wpływa na firmy, które w obliczu trudności zaczynają ograniczać inwestycje, co prowadzi do spadku produktywności i długoterminowych strat w gospodarce amerykańskiej.

Niepewność związana z wojną handlową wpływa również na decyzje banków centralnych. Podczas gdy Europejski Bank Centralny obniżył już stopy procentowe o 25 punktów bazowych, Jerome Powell stwierdził, że Fed będzie uważnie monitorował sytuację gospodarczą i na razie wstrzymuje się z obniżkami stóp procentowych ze względu na zbyt wiele zmiennych. To właśnie ta postawa spotkała się z krytyką ze strony Donalda Trumpa, który wezwał Powella do ustąpienia.

Chiny reagują na amerykańskie cła i kupują złoto

Władze w Pekinie koncentrują się obecnie na wzmocnieniu handlu wewnętrznego i stymulacji własnej gospodarki. Chiny, mimo nałożonych ceł, odnotowały w pierwszym kwartale 2025 roku wzrost PKB na poziomie 5,4%. Analitycy sugerują, że może to być krótkoterminowy efekt przyspieszonych zakupów dokonywanych przez amerykańskich importerów w obawie przed wprowadzeniem jeszcze wyższych ceł.

Odpowiedzią Pekinu jest też przyspieszona dywersyfikacja partnerów handlowych. Chiny aktywnie poszukują bowiem alternatywnych rynków i dostawców, co widać na przykładzie Brazylii, która znacząco zwiększyła swój eksport produktów rolnych do Państwa Środka. W rezultacie to właśnie Brazylia może okazać się jednym z głównych beneficjentów tej wojny gospodarczej.

W obliczu globalnej niepewności Chiny kontynuują strategię gromadzenia rezerw złota. Bank Ludowy Chin regularnie dokonuje zakupów kruszcu i oficjalnie je raportuje, choć niektóre analizy sugerują, że rzeczywista skala tych zakupów może być znacznie większa.

Równolegle rośnie też popyt ze strony chińskich obywateli i funduszy ETF. Jak podaje Światowa Rada Złota, chińskie ETF-y w marcu 2025 roku zainwestowały w kruszec ponad 770 milionów dolarów, zwiększając swój stan posiadania o 7,7 ton – łącznie do 138 ton złota.

Srebro z niedocenianym potencjałem

Coraz częściej mówi się również o niedoszacowaniu srebra. Choć jego cena pozostaje znacznie niższa od złota, rosnące zapotrzebowanie przemysłowe – szczególnie w sektorze odnawialnych źródeł energii – może wkrótce wywindować jego wartość. Popyt systematycznie przewyższa podaż, a producenci zaczynają szukać alternatyw dla drożejącego metalu, takich jak miedź.

Jednak zanim do tego dojdzie, srebro może doświadczyć znaczącego wzrostu wartości. Eksperci prognozują, że cena tego metalu będzie systematycznie rosła, „goniąc” złoto. Oczywiście nie oznacza to zrównania cen obu metali, ale może wskazywać na atrakcyjną okazję inwestycyjną dla osób rozważających dywersyfikację swojego portfela.

W obliczu rekordowych cen złota i rosnącego napięcia w relacjach handlowych między największymi gospodarkami świata, metale szlachetne pozostają atrakcyjnym aktywem dla inwestorów poszukujących bezpiecznej przystani. Zarówno złoto, jak i srebro mogą stanowić istotny element zdywersyfikowanego portfela inwestycyjnego, szczególnie w czasach zwiększonej niepewności gospodarczej.

Autor: Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldsaver.pl, Grupa Goldenmark

Warszawski rynek biurowy w I kwartale 2025: mocny popyt, ograniczona podaż

Międzynarodowa agencja doradcza Cushman & Wakefield podsumowała sytuację na warszawskim rynku biurowym w I kwartale 2025 roku. Aktywność najemców zanotowała dwucyfrowy, bo 16-procentowy wzrost r/r. Wyższy popyt w połączeniu z ograniczoną realizacją nowych inwestycji skutkuje kontynuacją trendów spadkowych w dostępności powierzchni.

PODAŻ: nowa powierzchnia biurowa ograniczona do centrum

W I kwartale 2025 roku całkowite zasoby powierzchni biurowej w Warszawie wyniosły niecałe 6,3 mln mkw.

Według szacunków Cushman & Wakefield warszawski rynek biurowy powiększy się w tym roku o ok. 135 000 mkw. w ramach pięciu budynków, które będą zlokalizowane wyłącznie w strefach centralnych. Ograniczenie realizacji nowych inwestycji do obszaru centrum, rozważne podejście najemców wobec zmiany siedziby oraz wyższe koszty budowy czy finansowania inwestycji sugerują, że stagnacja na rynku biurowym pod względem realizacji nowych inwestycji utrzyma się w najbliższych latach, tłumaczy Jan Szulborski, Business Development & Insight Manager, Cushman & Wakefield.

POPYT: mocny początek roku

Całkowita aktywność najemców w I kwartale 2025 roku wyniosła ponad 160 000 mkw., co mimo relatywnie niedużej wielkości oznacza wzrost o ok. 16% r/r. Warto podkreślić, że pierwsze trzy miesiące tego roku zostały zdominowane przez nowe umowy, które odpowiadały za blisko połowę popytu. Udział renegocjacji był z kolei relatywnie niewielki i wyniósł 25%. Ponadto odnotowano także podwyższoną wielkość powierzchni zajętej przez właściciela – 17%, a udział ekspansji zamknął się wynikiem 9%. Z naszych obserwacji wynika, że do wzrostu zainteresowania na powierzchnie biurowe w Warszawie przyczynia się szybki rozwój sektora SSC/BPO. Natomiast sektorami z potencjałem do wzrostu pozostają firmy z IT, banki oraz farmaceutyczne, komentuje Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research Poland, Cushman & Wakefield.

Największe transakcje w I kwartale dotyczyły powierzchni zajętych przez właściciela, z kolei wśród pozostałych umów warto wyróżnić renegocjację najmu Elanco w The Warsaw Hub B (4400 mkw.), renegocjację DLA Piper w Atrium 2 (3850 mkw.) czy umowę przednajmu Maersk w Office House (3750 mkw.)

Cushman & Wakefield prognozuje utrzymanie się aktywności najemców na warszawskim rynku biurowym w najbliższych kwartałach na zbliżonym poziomie do lat 2023-2024, chociaż pozostaje również potencjał do przekroczenia tych poziomów.

WSKAŹNIK PUSTOSTANÓW: dostępność powierzchni w trendzie spadkowym

Wskaźnik powierzchni niewynajętej na koniec marca 2025 roku w Warszawie wyniósł 10,5% i był o 0,5 pp. niższy w porównaniu do analogicznego okresu w 2024 roku i o 0,1 pp. niższy niż w ubiegłym kwartale.

Obecny wskaźnik pustostanów przekłada się na dostępność powierzchni na poziomie niecałych 660 000 mkw., co oznacza spadek o ok. 6500 mkw. względem ubiegłego kwartału. Wraz ze spodziewanym ograniczeniem nowej podaży w latach 2025-2027, będziemy obserwować dalszą kompresję wskaźnika powierzchni niewynajętej. Pozwoli to warszawskiemu rynkowi na wchłonięcie nadwyżki dostępnej powierzchni biurowej w istniejącym zasobie, dodaje Vitalii Arkhypenko, Analityk Rynku, Cushman & Wakefield.

Dodatkowo, struktura pustostanów różni się w zależności od lokalizacji. Obecnie wyższy wskaźnik pustostanów utrzymuje się w strefach niecentralnych (13,0%) i jest na lekko podwyższonym poziomie w porównaniu do lat 2021-2023. Natomiast w strefie centralnej, dostępność powierzchni w marcu 2025 roku wyniosła 7,4%, co świadczy o utrzymującym się tam spadkowym trendzie dostępnej powierzchni. Wskaźnik ten w szczytowym momencie 2021 roku wynosił 13,8%.

STAWKI CZYNSZÓW: wzrosty przede wszystkim w centrum

W marcu 2025 roku stawki za najlepsze powierzchnie biurowe w Warszawie wyniosły przeciętnie 24,00-27,00 EUR/ mkw./ miesiąc w strefie Centrum oraz 15,00-18,50 EUR/ mkw./ miesiąc w lokalizacjach poza centralnych.

W ubiegłym kwartale wzrosty czynszów były przede wszystkim obserwowane w nowo oddawanych budynkach w centrum. Z kolei w budynkach istniejących, zarówno tych w strefach centralnych i poza centralnych o wysokim poziomie obłożenia, stawki rosły na poziomie zbliżonym do wskaźnika inflacji, poprzez indeksację czynszu ofertowego. Przewidujemy, że w kolejnych kwartałach, presja na wzrost stawek czynszu będzie nadal widoczna przede wszystkim w projektach w budowie oraz w najbardziej atrakcyjnych obiektach zlokalizowanych w centralnej strefie stolicy. W większości obiektów w lokalizacjach niecentralnych wzrost czynszów będzie ograniczony ze względu na większą konkurencję i wyższy poziom wakatu, podsumowuje Piotr Capiga, Deputy Head of Occupier Services, Office Department, Cushman & Wakefield.

Co dalej z dolarem? Kurs waluty reaguje na politykę konfrontacji

Agresywna retoryka prezydenta Trumpa, zwłaszcza wobec Rezerwy Federalnej i jej prezesa Jeroma Powella, nasilające się wojny handlowe oraz realizacja doktryny „America First” prowadzą do erozji zaufania wobec stabilności gospodarki Stanów Zjednoczonych oraz pozycji dolara jako globalnej waluty rezerwowej. Rynki finansowe reagują odpływem kapitału z amerykańskich aktywów, a inwestorzy coraz częściej kwestionują status dolara i obligacji skarbowych USA jako bezpiecznych przystani.

Podważanie niezależności Fed przez administrację Trumpa dodatkowo osłabia wiarygodność amerykańskich instytucji finansowych. Przejawia się to m.in. we wzroście rentowności 10-letnich obligacji oraz spadku wartości dolara, co sygnalizuje malejące zainteresowanie zagranicznych inwestorów papierami wartościowymi emitowanymi w USA. Indeks dolara spadł do swoich 3-letnich minimów, tracąc 10.77% w ledwie 100 ostatnich dni.

Obecnie inwestorzy zagraniczni posiadają około 31 bilionów USD w amerykańskich akcjach, obligacjach skarbowych i korporacyjnych. Istnieje jednak poważne ryzyko, że w obliczu dalszej niepewności politycznej i gospodarczej globalni gracze zaczną stopniowo redukować swoje zaangażowanie. Potencjalne ograniczenie ekspozycji na amerykańskie aktywa może mieć długofalowe skutki dla pozycji Stanów Zjednoczonych na międzynarodowych rynkach finansowych.

Dodatkowo, zmiana tonu w polityce zagranicznej USA, wyrażająca się m.in. w bardziej stanowczych oczekiwaniach wobec sojuszników dotyczących współfinansowania bezpieczeństwa oraz kosztów dostępu do dolara, zwiększa niepewność i potęguje globalne obawy. Sytuację pogarszają niestabilność w podejściu do konfliktu na Ukrainie, a także rosnące zadłużenie USA, które osiągnęło już poziom 29 bilionów USD, oraz prognozowane deficyty budżetowe rzędu 1.9 biliona USD w 2025 roku.

Jeśli spadek zaufania do USA się utrzyma, świat może szybciej niż dotychczas zacząć aktywnie poszukiwać alternatyw dla dolara jako głównej waluty rezerwowej. W rezultacie, dotychczasowa dominacja Stanów Zjednoczonych w globalnym systemie finansowym staje się przedmiotem poważnych wątpliwości. Kontynuacja polityki konfrontacyjnej może przyspieszyć głębokie zmiany w architekturze finansów międzynarodowych, co w dłuższej perspektywie odbije się negatywnie na gospodarce USA.

Krzysztof Kamiński – Oanda TMS

Dynamika wzrostu płac wyhamowuje. W marcu wzrost o 7,7% r/r

Wzrost przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw w marcu 2025 roku wyniósł 7,7 proc r/r i jest zgodny z oczekiwaniami rynkowymi. Przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw ukształtowało się na poziomie 9 055,92 złotych w marcu.

Dynamika wzrostu wynagrodzeń kontynuuje hamowanie po rekordowym 2024 roku, w którym w Polsce nastąpił najszybszy wzrost płac od 20 lat.

Konsekwentny spadek presji płacowej jest kolejnym argumentem za poluzowaniem polityki pieniężnej, co zwiększa prawdopodobieństwo obniżek stóp procentowych już w maju.

Jan Karczewski, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Marcowy PPI zgodny z oczekiwaniami – spadek cen producenckich wyniósł -1,1% r/r

Marcowy odczyt wskaźnika PPI w skali roku w Polsce wynosi -1,1 proc. i jest zgodny z oczekiwaniami rynku.

Spadek cen producenckich wg wskaźnika PPI utrzymuje się już od sierpnia 2023 r. i choć tempo tego spadku wyraźnie wyhamowuje, to z pewnością wraz z niższym niż zakładano wzrostem płac w sektorze korporacyjnym (7,7 proc. vs oczekiwane 7,8 proc.) i wyraźnie niższym wzrostem produkcji przemysłowej (2,5 proc. vs oczekiwane 3,6 proc.) będzie istotnym czynnikiem przemawiającym za rozpoczęciem cyklu obniżek stóp procentowych już w maju.

Piotr Bawolski, CFA, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Cyfrowa Polska: Bez zmian w uldze B+R stracimy inwestorów i innowacje

Eksperci Związku Cyfrowa Polska, w ramach konsultacji prowadzonej przez Ministerstwo Finansów, przedstawili stanowisko dotyczące reformy ulgi na działalność badawczo-rozwojową (B+R). Ich zdaniem bez gruntownej rewizji obecnych przepisów nasz kraj może stracić na konkurencyjności wobec innych państw.

Stanowisko zostało przedstawione w związku z konsultacjami dot. reformy ulgi B+R w celu dostosowania jej do systemu GloBE. W ocenie ekspertów organizacji, w świetle nowych regulacji dotyczących Globalnego Podatku Minimalnego obecny model ulgi na działalność badawczo-rozwojową traci na atrakcyjności w oczach międzynarodowych grup kapitałowych, które – korzystając z  tego mechanizmu – mogą być zobowiązane do zapłaty podatku wyrównawczego w kraju swojej rezydencji. A taka sytuacja może przełożyć się bezpośrednio na decyzje inwestycyjne, osłabiając pozycję Polski na tle konkurencji.

Czas na konkretne zmiany. Reforma ulgi B+R to nie tylko korekta przepisów. To inwestycja w przyszłość polskiej innowacyjności i gospodarki. Dlatego doceniamy otwartość Ministerstwa Finansów na dialog i chęć współpracy z przedsiębiorcami w tym zakresie  – mówi Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska.

I dodaje, że inwestycje w B+R ściśle wiążą się z rozwojem polskiej nauki, miejscami pracy dla wysoko wykwalifikowanych specjalistów oraz transferem nowoczesnych technologii. – Międzynarodowe grupy kapitałowe wnoszą realną wartość do polskiego ekosystemu innowacji i nie możemy pozwolić, by zrezygnowały z naszej gospodarki tylko dlatego, że inne państwa oferują bardziej przewidywalne i dostosowane do globalnych standardów rozwiązania – twierdzi Michał Kanownik.

Czego oczekują przedsiębiorcy? Konkretne postulaty zmian

Pozostaje jednak pytanie: jeśli reformować, to jak? Wśród postulatów Związku Cyfrowa Polska znalazło się m.in. umożliwienie rozliczania ulgi „osobowej” za lata ubiegłe, wprowadzenie mechanizmu przenoszenia jej na kolejne lata podatkowe, a także rozszerzenie katalogu kosztów kwalifikowanych o inne należności publicznoprawne – np. składki na ubezpieczenia społeczne. Kluczowe jest również utrzymanie obecnej efektywnej stawki ulgi na poziomie 38 proc.

Cyfrowa Polska w stanowisku do resortu finansów opowiedziała się również za rozwiązaniami, które umożliwią firmom skuteczne i elastyczne korzystanie z ulgi. Preferowany scenariusz pozwalałby na łączenie różnych typów wydatków kwalifikowanych i miałby wejść w życie już w obecnym roku podatkowym.

Mamy nadzieję, że Ministerstwo Finansów uwzględni głos środowiska przedsiębiorców i ekspertów podatkowych w procesie kształtowania przepisów, które zadecydują o przyszłości inwestycji w innowacje w Polsce. Reforma ulgi B+R nie powinna być postrzegana jedynie jako techniczne dostosowanie do przepisów międzynarodowych. To strategiczny krok w kierunku budowy konkurencyjnej, nowoczesnej i otwartej na nowe technologie gospodarki – podsumowuje prezes Związku Cyfrowa Polska.

Nowy rząd Niemiec, stare dylematy: ambitne cele Merza, ograniczone możliwości koalicji

Odwieczny dylemat: co można by zrobić, a na co pozwala rzeczywistość (wymogi koalicji): energia skupiła się na celach do realizacji, zabrakło zgody co do oszczędności. Celem nadrzędnym zwiększenie konkurencyjności niemieckiej gospodarki – zaproponowano rozwiązania na dobry początek, w dłuższej perspektywie potrzebny jest konsensus co do kolejnych kroków. Podobnie w kwestii „nowej umowy społecznej” – wiele ciekawych rozwiązań nie zastąpi kluczowej decyzji o poziomie emerytur czy o wstrzymaniu wzrostu płacy minimalnej.

  • Największa gospodarka UE jest na drodze do bardziej stabilnego rządu, z wyborem Friedricha Merza na kanclerza i zaprzysiężeniem członków gabinetu zaplanowanym na 7 maja
  • Porozumienie koalicyjne wywołuje jednak mieszane uczucia i nie przynosi wielu nowych zmian, na które liczono (zwłaszcza po uchwalonym wcześniej pakiecie stymulacyjnym)
  • Po stronie pozytywów, umowa koalicyjna koncentruje się na reformach pro-biznesowych, w tym proponowanym 30-procentowym odpisie amortyzacyjnym przez trzy lata, niższych podatkach od osób prawnych od 2028 r. oraz zniesieniu ustawy o łańcuchu dostaw
  • W planie brakuje jednak kluczowych reform strukturalnych, szczególnie w obszarach emerytur, zachęt do pracy i zabezpieczenia społecznego
  • Luka budżetowa – nadmierne wydatki przy minimalnych oszczędnościach: przy szacowanych rocznych wydatkach w wysokości ponad 50 mld EUR na cele określone w umowie koalicyjnej i tylko około 10 mld EUR wymiernie uzgodnionych oszczędności
  • Konieczne wydaje się przemyślenie priorytetów: rozbieżne poglądy koalicji na gospodarkę sprawiają, że rzeczywiste przywrócenie równowagi gospodarczej i poprawa konkurencyjności są mało prawdopodobne

Brak nowego początku. Niemcy są na dobrej drodze do utworzenia funkcjonującego rządu, a Friedrich Merz prawdopodobnie zostanie wybrany na kanclerza 7 maja. Podczas gdy program potencjalnej koalicji w opinii Allianz Trade zawiera obiecujące środki pro-biznesowe – takie jak 30% odpis amortyzacyjny przez trzy lata, niższe podatki od osób prawnych od 2028 r., zniesienie ustawy o łańcuchu dostaw i obniżenie kosztów energii elektrycznej, to jednocześnie brakuje w nim spójnej długofalowej strategii. Brakuje kluczowych reform strukturalnych, szczególnie w obszarze emerytur, podatków i ubezpieczeń społecznych. Przy ponad 50 mld EUR planowanych rocznych wydatków i zaledwie 10 mld EUR zidentyfikowanych oszczędności (wykres 1), program zawiera zbyt wiele obietnic bez solidnego wsparcia budżetowego, co sprawia, że prawdziwy reset gospodarczy i przywrócenie konkurencyjności jest mało prawdopodobne z przyczyn budżetowych – zwłaszcza w obliczu globalnych wstrząsów, chyba że zmienią się priorytety. Rozbieżne poglądy gospodarcze w ramach przyszłej koalicji dodatkowo zmniejszają prawdopodobieństwo wprowadzenia tak potrzebnego resetu, powstrzymującego spadek konkurencyjności Niemiec.

Zachęty inwestycyjne i podatek dochodowy od osób prawnych: dwa mocne sygnały z kilkoma niedociągnięciami. Na froncie podatkowym – dobre wieści dla niemieckich firm. Wyróżnić tu warto dwa kluczowe środki: po pierwsze zachętę inwestycyjną oferującą 30% super amortyzację na zakup sprzętu w latach 2026-2028. Ten ograniczony czasowo impuls, kosztujący (budżet) około 7 mld EUR rocznie, może zwiększyć inwestycje o +0,6% rocznie i zwiększyć PKB o +0,1 pp rocznie. Chociaż nie jest to trwała zmiana strukturalna, to zachęca ona do podjęcia wcześniej i to od razu większych inwestycji, a firmy skutecznie spłacą tę ulgę poprzez wyższe w przyszłości dochody podatkowe. Po drugie, począwszy od 2028 r. podatek od osób prawnych będzie stopniowo obniżany o 1 punkt procentowy rocznie przez pięć lat z obecnego poziomu 29,9% (2023 r.). Przy szacowanym rocznym koszcie fiskalnym w wysokości 4 mld EUR, ta stopniowa redukcja utrzymuje koszty w ryzach i wysyła silny sygnał do inwestujących – chociaż do 2032 roku Niemcy nie osiągną konkurencyjnego w skali globalnej poziomu podatkowego. Jednym z minusów jest trwałe przedłużenie obniżenia 7% stawki VAT dla gastronomii, co stanowi ekonomicznie nieuzasadnioną roczną dotację w wysokości 4 mld EUR.

Wykres 1: Wymierne wydatki i oszczędności programu koalicyjnego, w mld EUR rocznie

Wymierne wydatki i oszczędności programu koalicyjnego, w mld EUR rocznie

Źródło: Allianz Research. Uwagi: *do 2028 r., **od 2028 r., *** wcześniejsza emerytura, wyższy zasiłek rodzicielski, BAföG, promocja e-samochodów, kontynuacja Deutschlandticket, subsydiowanie rolniczego oleju napędowego i obniżenie podatku lotniczego, **** dodatek podróżny, nieopodatkowane nadgodziny, wcześniejsza emerytura, samotni rodzice.

Podatek dochodowy: pomimo pewnych uproszczeń – ogólnie jednak niewykorzystana szansa na prorozwojowe zmiany. Niewiele pozostało z kompleksowej reformy podatku dochodowego. W opinii Allianz Trade plan wprowadzenia szerszych zmian w połowie kadencji jest niejasny i mało ambitny, bez jasnych deklaracji i przede wszystkim – liczb. Jednak ukierunkowane środki, takie jak zwiększone ulgi podatkowe dla emerytów, osób samotnie wychowujących dzieci, wolontariuszy i osób dojeżdżających do pracy oraz zwolnienie z podatku za nadgodziny, zapewnią około 7 mld EUR rocznej ulgi dla podatników. Najważniejszym z nich jest nowy dodatek za dzień pracy. Zastąpi on jednak w dużej mierze dodatek dla osób dojeżdżających do pracy, który zostanie podniesiony do 38 centów za kilometr – dodatkowe 2,3 mld euro rocznie. Jeśli chodzi o zachęty do pracy w godzinach nadliczbowych, wynik jest mieszany: nieopodatkowany dochód za pracę po przejściu na emeryturę ma sens, ale zwolnienie premii za nadgodziny raczej nie będzie miało znaczącego wpływu na ilość przepracowanych godzin pracy. W połączeniu z kosztownymi darowiznami, takimi jak obniżony VAT dla gastronomii i rozszerzona ulga podatkowa dla osób dojeżdżających do pracy, powstaje niewielka przestrzeń fiskalna dla znaczącej reformy podatkowej. W międzyczasie na horyzoncie pojawiają się kosztowne środki emerytalne, wywierające dodatkową presję na budżet.

Środki dotyczące kosztów energii przynoszą pewną ulgę. Niemieckie firmy od dawna zmagają się z kosztami energii elektrycznej wyższymi o ponad 10 centów za kWh niż średnia UE, co osłabia ich konkurencyjność w skali Wspólnoty. Nowa koalicja planuje zmniejszyć to obciążenie o połowę – o około 5 centów za kWh – poprzez obniżenie podatku od energii elektrycznej i ograniczenie opłat sieciowych. Kontynuowane będzie również subsydiowanie cen energii elektrycznej dla przedsiębiorstw energochłonnych. Chociaż tym szeroko zakrojonym środkom brakuje precyzji ekonomicznej, wysyłają one sygnał o wspieraniu przemysłu. Łącznie środki te złożą się na ulgę w skali roku w wysokości 11 mld EUR, finansowaną z opłat za emisję CO2. Aby jednak osiągnąć trwałą poprawę, należy zająć się brakiem niezawodnej mocy podstawowego obciążenia (sieci) w Niemczech. W tym celu rząd planuje zachęcić do budowy do 2030 r. nowych bloków gazowych o mocy 20 GW, co może zwiększyć krajową produkcję energii o około +6% obecnego zużycia. Warto zauważyć, że nie ma w agendzie koalicji ponownego otwarcia elektrowni jądrowych.

Ograniczenie biurokracji: obiecujące kroki, ale nadal wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi. Nowa niemiecka koalicja ogłosiła „program natychmiastowych działań” swojego rządu do końca 2025r. w celu ograniczenia biurokracji, uciążliwej zwłaszcza dla małych i średnich przedsiębiorstw (MŚP); biurokracji, która wzrosła niepomiernie, co pociąga za sobą wzrost kosztów jej obsługi do 146 mld EUR rocznie, przy czym koszty bezpośrednie szacowane są na 65 mld EUR (rysunek 2). Zasadą nadrzędną jest przejście od kontroli i regulacji do zaufania. Planowane środki obejmują zmniejszenie liczby obowiązkowych przedstawicieli firm, złagodzenie wymogów dotyczących szkoleń i dokumentacji oraz uproszczenie obciążeń związanych z przestrzeganiem przepisów. Koalicja popiera również dyrektywę zbiorczą UE w sprawie zrównoważonego rozwoju, w tym CSDD, CSRD, taksonomię i CBAM – ale nalega na „odbiurokratyzowane” ich wdrożenie, zwłaszcza dla MŚP. Na poziomie krajowym niemiecka ustawa o łańcuchu dostaw przedsiębiorstw ma zostać uchylona i zastąpiona unijną dyrektywą CSDD, choć dopiero okaże się, czy rzeczywiście będzie to oznaczać zmniejszenie biurokracji. W połączeniu z innymi działaniami deregulacyjnymi, takimi jak uchylenie ustawy o ogrzewaniu, rząd zamierza zmniejszyć biurokrację o 25% w ciągu czterech lat, zapewniając gospodarce ulgę szacowaną na 16 mld EUR. Aby zmodernizować administrację publiczną, uruchomiona zostanie kompleksowa platforma cyfrowa dla obywateli i przedsiębiorstw, umożliwiająca zakładanie firm w ciągu 24 godzin. Do 2029 r. liczba pracowników ministerstw i agencji federalnych zostanie zmniejszona o -8%, po tym jak w ciągu ostatniej dekady wzrosła ona o ponad 30%, co potencjalnie pozwoli zaoszczędzić 2 mld EUR rocznie. Nowe Ministerstwo Spraw Cyfrowych poprowadzi tę „domyślnie cyfrową” transformację. Zatwierdzanie projektów infrastrukturalnych ma również zostać przyspieszone na mocy nowej ustawy zapewniającej szybszy dostęp do funduszu infrastrukturalnego o wartości 500 mld EUR na projekty takie jak drogi, koleje i szkoły.

Projekty uznawane za reprezentujące „nadrzędny interes publiczny” według uproszczonej procedury. Aby naprawdę przyspieszyć zatwierdzanie projektów infrastrukturalnych i faktycznie móc wykorzystać 500 mld EUR ze specjalnego funduszu infrastrukturalnego, który ma zostać ostatecznie wydany głównie na drogi, mosty, koleje i szkoły, nowy rząd federalny zamierza przyspieszyć procedury planowania i zatwierdzania w ramach przyszłej ustawy o infrastrukturze. Projekty te mają być realizowane w „nadrzędnym interesie publicznym”, co skróci kwestie prawne. Nie jest jednak jasne, czy ograniczone będą także nadmierne prawa organizacji ekologicznych do udziału i podejmowania działań prawnych. W umowie koalicyjnej nie ma wyraźnego zobowiązania do tego.

Wykres 2: Zmiany bieżących kosztów przestrzegania przepisów od 2011 r., w mld EUR

Zmiany bieżących kosztów przestrzegania przepisów od 2011

Źródła: Normenkontrollrat, Allianz Research

Rosnące pozapłacowe koszty pracy przy ograniczonej jednak reformie emerytalnej. Starzejące się niemieckie społeczeństwo nadal wywiera presję na system zabezpieczenia społecznego, a pozapłacowe koszty pracy wciąż istotnie rosną. Całkowite koszty pracy wzrosły o +20% od I kwartału 2021 r., jednocześnie pozapłacowe koszty pracy wzrosły o jedną trzecią, przewyższając tym samym wzrost płac. Ponieważ w opinii Allianz Trade oczekiwać można, że do 2029 r. na emeryturę przejdzie prawie 5 mln osób, prawdopodobne są dalsze wzrosty (kosztów). Mimo to koalicja planuje utrzymać obecny poziom emerytur w wysokości 48% do 2031 r., z ponowną oceną w 2029 r., oraz nadal umożliwiać pełne przejście na emeryturę po 45 latach opłacania składek. Nowe dotacje, takie jak „aktywna emerytura” (nieopodatkowany dochód do 2000 euro miesięcznie po przejściu na emeryturę, co kosztować będzie budżet 2,2 mld euro rocznie) i kosztowna emerytura dla matek (4 mld euro rocznie) dodatkowo obciążą system. Brakuje kompleksowej reformy, ale wyróżnia się kilka konstruktywnych inicjatyw: promowanie emerytur pracowniczych, zwłaszcza dla MŚP i osób o niskich dochodach; planowana reforma Riester; zwiększenie akcjonariatu pracowniczego i nowy „emerytalny zestaw startowy” („Frühstartrente”) dla dzieci w wieku 6-18 lat, ze składkami państwowymi w wysokości 10 EUR miesięcznie. Podczas gdy ten ostatni program jest obiecującym krokiem mającym zachęcić do jak najwcześniejszego oszczędzania, to jego długoterminowa skuteczność będzie zależeć od silnych zachęt do kontynuowania składek po ukończeniu 18 roku życia. Ogólnie rzecz biorąc, koszty nadal rosną, a reformy strukturalne są nadal ograniczone.

Niewiele zmian strukturalnych w polityce pracy, ale – mimo wszystko istotne ustępstwa. Podczas gdy umowa koalicyjna zawiera pewne inicjatywy w zakresie polityki społecznej i pracy, brakuje w niej poważnych reform strukturalnych. Kluczowe propozycje obejmują reformę dochodu obywatelskiego jako nowej formy podstawowego zabezpieczenia, utworzenie agencji „Work & Stay” w celu wspierania lepszej integracji na rynku pracy oraz ostrzejsze stanowisko w sprawie migracji poprzez wprowadzenie kontroli granicznych, odrzucenie nielegalnej migracji i zaostrzenie zasad przyznawania obywatelstwa, z naturalizacją możliwą dopiero po pięciu latach. Kroki te są jednak raczej stopniowe niż reformatorskie. Co więcej, jeden znaczący krok może mieć duży wpływ na rynek pracy: planowany wzrost płacy minimalnej do 15 EUR do 2026 roku. Oznaczałoby to skok o +17%, czyli znacznie powyżej oczekiwanego ogólnego wzrostu płac o +5,2% w 2024 r. i +2,8% w 2025 r. oraz +2,7% w 2026 r. Choć oznacza to silne wsparcie dla pracowników o niskich dochodach, może to stanowić wyzwanie dla firm, zwłaszcza w sektorach o niskich płacach.

Mieszane sygnały dotyczące polityki klimatycznej, wydatków socjalnych i planów bezpieczeństwa. Jeśli chodzi o politykę klimatyczną, program koalicji to krok wstecz, utrzymując dopłaty do oleju napędowego dla rolnictwa – kosztujące 0,5 mld euro rocznie – i oferując ulgi podatkowe dla elektrycznych samochodów służbowych, co jest kosztownym i nieefektywnym sposobem na zmniejszenie emisji CO₂. Środki te w dużej mierze przynoszą korzyści przemysłowi motoryzacyjnemu, zamiast napędzać rzeczywiste zmiany pro-środowiskowe. Rozbudowa sieci ładowania pojazdów elektrycznych jest jednak pożądaną i rozsądną inwestycją w infrastrukturę. Ponadto wiele mniejszych zobowiązań, takich jak wcześniejsze emerytury, wyższe świadczenia rodzicielskie, rozszerzony BAföG, zachęty do nabywania pojazdów elektrycznych, „Deutschlandticket” i obniżony podatek od podróży lotniczych, sumują się do około 12 mld EUR rocznie. Umowa koalicyjna zawiera wiele więcej dobrych punktów. Na przykład w zakresie obronności i bezpieczeństwa planuje się dalszy rozwój Federalnej Rady Bezpieczeństwa, krajowego centrum sytuacyjnego i zespołu kryzysowego w ramach Urzędu Kanclerskiego oraz zwiększenie wydatków na obronność (bez podania konkretnej kwoty), a także przyspieszenie planowania i prawa zamówień publicznych dla Bundeswehry, przy jednoczesnym rozważeniu rozszerzenia obowiązkowej służby wojskowej na zasadzie dobrowolności (na razie!) na wzór szwedzki. Na poziomie sektorowym koalicja chce zapewnić większe wsparcie dla start-upów i branż zaawansowanych technologii.

Podsumowując, plan koalicji obejmuje ponad 50 mld EUR wydatków, przy zaledwie około 10 mld EUR wymiernych oszczędności. Podczas gdy wzrost wynikający z wdrożenia niektórych inicjatyw może zwiększyć przychody budżetowe, jest mało prawdopodobne, aby w pełni zrównoważyło to koszty, a wdrożenie wielu zamierzonych środków będzie możliwe tylko wtedy, gdy hamulec zadłużenia zostanie jeszcze bardziej poluzowany. Oznacza to, że koalicja będzie musiała selektywnie wybierać reformy i obietnice, które będą traktowane priorytetowo. Kamienie węgielne, które mają wprowadzić Niemcy na ścieżkę wyższego potencjalnego wzrostu, są już ustalone (wykres 3), ale ostatecznie rząd musi wybrać odpowiednie środki, aby pobudzić niemiecki wzrost i wzmocnić gospodarkę.

Wykres 3: Kamienie węgielne umowy koalicyjnej na rzecz wyższego potencjalnego wzrostu w perspektywie długoterminowej

Kamienie węgielne umowy koalicyjnej na rzecz wyższego potencjalnego wzrostu w perspektywie długoterminowej

Źródła: Allianz Research

Rynek najmu w marcu: więcej ofert, stabilne ceny, rosnące zainteresowanie

W marcu o 37% w ujęciu rocznym wzrosła liczba odpowiedzi na ogłoszenia dotyczące wynajmu mieszkań, w tym o 9% w porównaniu z lutym. Oznacza to, że coraz częściej i chętniej poszukujemy nieruchomości na wynajem. Jest w czym wybierać – ponad 26 tysięcy ofert to wzrost o 4% względem ubiegłego miesiąca. Skąd takie ożywienie w sektorze najmu teraz? 

„Rynek najmu charakteryzuje pewna sezonowość. Rokrocznie zwiększony ruch w tym segmencie notujemy bliżej wakacji, kiedy wchodzimy w okres już wynajmu krótkoterminowego. Jednak aktualnie wzmożone zainteresowanie da się zaobserwować wcześniej. Możliwe, że w pewnym stopniu ma to związek ze strategią oczekiwania na program Pierwsze klucze, z którego część najemców mogłaby skorzystać. Zanim projekt rządowych subsydiów ruszy na dobre, na rynku najmu pozostanie odsetek młodych dorosłych i rodzin, którzy z takiego wsparcia będą chcieli skorzystać”, komentuje Agata Stachowiak, ekspertka rynku mieszkaniowego. 

Najemcy nie mogą narzekać – jest w czym wybierać

W jednym zdaniu rynek najmu w marcu można opisać tak: wzrosła liczba dostępnych ofert, utrzymało się zainteresowanie najemców, a średnie ceny nie uległy zmianie względem lutego. Niby niewiele się zmieniło, jednak ten segment nieruchomości mieszkaniowych jest niezwykle ważnym elementem dzisiejszej rzeczywistości i warto śledzić dokładnie, co się na nim dzieje. Zatem czy to początek nowej fazy na rynku? Na pewno dążymy do równowagi sygnalizowanej choćby wygaszaniem wysokiej do tej pory dynamiki zmian przy zachowaniu szerokiej oferty i wysokim popycie.

W marcu 2025 roku liczba dostępnych ogłoszeń mieszkań na wynajem na portalu nieruchomościowym Otodom osiągnęła poziom 26,2 tys., co oznacza wzrost o 4% m/m. To trzeci z rzędu miesiąc z dodatnią dynamiką podaży (w styczniu było to +15%, w lutym +5%), jednak wyraźnie widać spowolnienie tempa wzrostu. Największe miasta – Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań, Trójmiasto, Katowice i Łódź – zgromadziły łącznie 17,3 tys. ofert, czyli ponad dwie trzecie całego rynku. W porównaniu z marcem 2024 roku całkowita liczba ogłoszeń spadła o niecałe 2%, ale w największych aglomeracjach pozostała stabilna r/r.

„Ważnym czynnikiem w obserwacji rynku najmu jest weryfikacja, jak prezentuje się długość publikacji oferty. W marcu na rynku nieruchomości przeciętnie były to 23 dni, czyli o jeden dzień dłużej niż w lutym, ale też trzy dni krócej niż rok wcześniej. 317 tysięcy odpowiedzi na ogłoszenia świadczy o dość wysokim zainteresowaniu najemców. Widać też, że sektor nieruchomości na wynajem w Polsce zaczyna się nasycać, a dostępność mieszkań równoważyć popyt. To może być wstęp do nowej fazy tego rynku – bardziej przewidywalnej i mniej dynamicznej”, wyjaśnia Milena Chełchowska, ekspertka Otodom.

Wśród lokalnych rynków wyróżnia się Szczecin, gdzie liczba ofert wzrosła o 16% m/m, a także Kielce i Bydgoszcz (wzrosty w przedziale 11–13%). Z drugiej strony spadki odnotowano w Zielonej Górze (-22%) i Trójmieście (-9%), co może wskazywać na lokalne ograniczenia w dostępności nowych mieszkań do wynajęcia.

Najem się ceni, ale stabilnie

W marcu przeciętna stawka ofertowa za wynajem mieszkania wyniosła 3 581 zł. Jest to najniższy poziom od września ubiegłego roku. Tym samym marzec był kolejnym miesiącem bez podwyżek, a średnia cena pozostała bez zmian w stosunku do lutego. Choć krótkoterminowy trend pokazuje spadek, ceny za wynajem pozostają o 2% wyższe niż w marcu 2024 roku. W ujęciu rocznym rynek najmu cechuje się umiarkowaną, ale systematyczną dynamiką podnoszenia stawek, z miesiąca na miesiąc średnio o 0,3% w ostatnim roku.

Co słychać w największych miastach w Polsce? Stawki najmu wahają się od 2 019 zł w Kielcach do 4 906 zł w Warszawie. Stolica niezmiennie utrzymuje pozycję lidera pod względem wysokości czynszów, a tuż za nią plasują się Kraków (3 273 zł), Trójmiasto (3 164 zł) oraz Wrocław (3 057 zł). Środek zestawienia cenowego tworzą miasta takie jak Szczecin, Rzeszów, Poznań oraz Lublin, gdzie stawki wynajmu mieszczą się w przedziale 2 500–2 800 zł. W większości badanych miast ceny najmu lekko się obniżyły. Wśród wyjątków jest Opole, gdzie odnotowano najwyższy wzrost – o 2,5%. Podwyżki odnotowano również w Białymstoku (+1,9%), Katowicach (+1,3%), Bydgoszczy (+0,6%) oraz w Krakowie i Kielcach (po +0,4%). Natomiast najbardziej zauważalne spadki miały miejsce w Rzeszowie (-1,8%) i Zielonej Górze (-1,6%), co było zauważalne już w lutym. Z kolei w ujęciu rocznym rynek wciąż wykazuje tendencję wzrostową, choć tempo podwyżek wyraźnie osłabło. Największe wzrosty r/r można zaobserwować w Bydgoszczy (+10,6%) i Zielonej Górze (+10,1%), jednak są one wyraźnie niższe niż kilka miesięcy wcześniej, gdy roczne zmiany dochodziły nawet do 16–19%. W takich miastach jak Warszawa i Wrocław, mimo relatywnie wysokich cen ofertowych, zmiany r/r są symboliczne i wyniosły zaledwie 0,3%. Katowice i Białystok również odnotowują wzrosty odpowiednio 0,6% i 1,7%.

„Na uwagę zasługuje również fakt, że układ miast w rankingu według wysokości czynszów pozostał praktycznie bez zmian względem lutego, co potwierdza utrzymującą się stabilność struktury cenowej w największych ośrodkach miejskich”, zauważa Milena Chełchowska.

Najem wszędzie – co to będzie?

Względnie wysoka aktywność najemców prawdopodobnie utrzyma się w kolejnym miesiącu. Tak samo jak nie zmienią się ich preferencje. Ewidentnie rządzą dwa pokoje powyżej 40 mkw. (22% wyszukań) lub na metrażu około 30 mkw. (16% wyszukań). Łącznie połowa wszystkich wyszukiwań dotyczyła lokali dwupokojowych, co pokazuje niezmienną strukturę popytu. Pod względem akceptowalnego czynszu sytuacja wygląda różnie w zależności od miasta na przykład do 2 000 zł w Białymstoku, Olsztynie, do 2 500 zł w Kielcach, Lublinie, Katowicach, Poznaniu, Łodzi, Zielonej Górze, a do 3 000 zł w Krakowie, Wrocławiu, Warszawie, Trójmieście, Opolu, Szczecinie. W Olsztynie zanotowano wyrównany poziom zainteresowania mieszkaniami do 2 000 i 2 500 zł (po 16,4%), a w Kielcach doszło do zmiany – dominuje teraz poszukiwanie mieszkań do 2 500 zł, co oznacza przesunięcie w górę względem lutego.

„Podsumowując, sytuacja w marcu wskazuje na pewne wyhamowanie dynamiki zmian podaży przy zachowanej długości publikacji oferty i utrzymującym się wysokim popycie. Potwierdza to tylko możliwość zmiany dotychczasowego trendu. Jednak nie jest jeszcze jednoznacznym zwrotem akcji – raczej sygnałem, że rynek zaczyna dojrzewać i uspokajać swój rytm. Co się stanie, gdy zaczną odpływać klienci skuszeni programem rządowych dopłat? Jaki odsetek najemców zamieni wynajem na pierwsze klucze do własnego M? Takiego scenariusza możemy się spodziewać, ale skala tego zjawiska dopiero przed nami”, mówi Chełchowska, ekspertka Otodom.

Sankcja kredytu darmowego coraz bliżej sądowego mainstreamu

Ostatni wyrok TSUE potwierdził, że sankcja kredytu darmowego (SKD) skutecznie chroni konsumentów. W razie naruszenia obowiązków informacyjnych, banki muszą liczyć się z koniecznością zwrotu wszystkich zapłaconych przez kredytobiorcę kosztów, w tym odsetek, prowizji i opłat. Z tego powodu na rynku widać wzrost zainteresowania tematem, jednak temat nie jest taki prosty, na jaki z góry wygląda. Skala wadliwych umów kredytowych i pożyczkowych w Polsce może być liczona w milionach. Banki oczywiście szukają polubownych rozwiązań konfliktów, aby uniknąć długich procesów i strat. Sądy krajowe powinny natomiast skrupulatnie badać wpływ niedoinformowania klientów na ich decyzje. To z kolei może sprzyjać różnicowaniu rozstrzygnięć. Konsument, który wykryje uchybienie w swojej umowie, będzie musiał je udowodnić, wskazując na konkretny zapis lub treść korespondencji z bankiem.

Nadciąga fala pozwów?

Orzeczenie TSUE z 13 lutego br. to kontynuacja silnego trendu unijnej ochrony konsumentów. Wydając wyrok, Trybunał przypomniał, że banki i instytucje finansowe powinny rygorystycznie wypełniać obowiązki informacyjne wobec klientów. Brak rzetelnego poinformowania o wszystkich elementach kosztów kredytu skutkuje możliwością skorzystania przez konsumenta z sankcji kredytu darmowego. To w praktyce oznacza darmowy kredyt, bo w takiej sytuacji instytucja nie ma prawa osiągnąć zysku z udzielenia finansowania.

Z perspektywy dotychczasowej praktyki w sprawach SKD, TSUE potwierdził, że sankcja może być adekwatnym środkiem reakcji na naruszenia obowiązków informacyjnych. Na rynku już teraz widać wzrost zainteresowania tym roszczeniem. Ten trend może się wzmocnić, jeśli w obiegu publicznym utrzyma się przekonanie, że banki nie zawsze rzetelnie komunikowały wszystkie koszty.

Obserwacje rynkowe wskazują, że skala wadliwych umów kredytowych i pożyczkowych na polskim rynku może być liczona wręcz w milionach. Rzetelne statystyki są trudne do uzyskania, bo zarówno banki, jak i pośrednicy finansowi dysponują różnymi, zmieniającymi się wzorcami dokumentów. Wielkość problemu zależy też od rodzaju produktu. Warto też dodać, że popularne pożyczki konsumenckie, zwłaszcza udzielane przez instytucje pozabankowe, w praktyce bywają bardziej narażone na błędy formalne niż klasyczne kredyty hipoteczne w dużych bankach.

Banki gaszą pożary

Część instytucji poprawiła już wzory umów kredytowych. Nastąpiło to po kontrolach Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Jednakże niedociągnięcia w realizacji obowiązków informacyjnych w umowach kredytowych i pożyczkowych nadal często się zdarzają. Dotyczą m.in. nieprawidłowego wyliczania RRSO, niepodania wszystkich elementów kosztów pozaodsetkowych, niejasnych zasad zmiany oprocentowania, braku wskazania dokładnych terminów i procedury spłaty czy niewłaściwego poinformowania o prawie do wcześniejszej spłaty.

Część banków już teraz stara się załatwiać spory polubownie i uwzględniać reklamację, aby uniknąć potencjalnie kosztownego oraz wizerunkowo ryzykownego procesu. Te, które nie poprawiły jeszcze wszystkich klauzul w umowach, prawdopodobnie dokonają weryfikacji i zaktualizują dokumentację. Banki mogą też jeszcze bardziej zaostrzyć wewnętrzne procedury, aby maksymalnie precyzyjnie informować o warunkach kredytu, w tym o kosztach, RRSO czy zasadach zmienności oprocentowania.

Zdarzają się też banki, które wolą przeciągać postępowania, kwestionując np. status konsumenta lub podnosząc, że niedociągnięcie w umowie nie miało wpływu na decyzję kredytobiorcy. Ta strategia ma jednak coraz mniejsze szanse powodzenia, zwłaszcza po wyroku TSUE, który wprost wskazał, że w przypadku naruszeń obowiązków informacyjnych sankcja może być stosowana, jeśli one mogły realnie wywrzeć wpływ na decyzję kredytową.

W tej sytuacji banki powinny się liczyć z dalszym rozwojem spraw i intensywniej prowadzić dialog z klientami. Niektóre będą dążyć do rozwiązań ugodowych, inne mogą przyjmować strategię obrony w sądzie. Ogółem jednak perspektywa kolejnych wyroków nakazujących zwrot pobranych kosztów jest dość realna. Przepisy wymagają ścisłego i formalnego spełnienia poszczególnych obowiązków, a wszelkie odstępstwa zazwyczaj działają na niekorzyść kredytodawcy. To może mocno niepokoić banki.

Sądy przychylne klientom

Dotychczasowe orzecznictwo w sprawach SKD było względnie rozproszone, lecz w ostatnich latach dominował pogląd dość przychylny kredytobiorcom. Jeżeli sąd stwierdzał, że doszło do naruszenia obowiązków, to zasądzał zwrot zapłaconych kosztów. Zdarzały się zarazem orzeczenia, w których sądy przyjmowały, że uchybienia były czysto formalne i nie wywoływały żadnych sankcji.

Wyrok TSUE umocnił stanowisko, że nawet pozornie „mniejsze” uchybienia (np. błędne RRSO czy brak przejrzystego podziału kosztów) mogą być istotne. Przy tym Trybunał wyraźnie przypomniał o zasadzie proporcjonalności i o tym, że sąd krajowy ma badać wpływ naruszenia na decyzję kredytobiorcy. W praktyce sądowej może więc dojść do lepszego zróżnicowania poszczególnych sytuacji, ale zarazem rośnie świadomość, że mechanizm SKD nie jest „martwy” i może być skutecznie dochodzony.

Jednocześnie konsument nie ma obowiązku wykazywać w sądzie, że bank celowo nie dopełnił swoich obowiązków. Wystarczy rzetelne pokazanie uchybień w samej dokumentacji lub stricte w procedurze informacyjnej. Najważniejsze jest udowodnienie, że w danej umowie kredytowej rzeczywiście wystąpiły naruszenia, co często nie jest takie łatwe. Kluczowa pozostaje ocena sądu, czy wpłynęły one na decyzję konsumenta. Jeżeli bank sformułował klauzule w sposób niejasny albo wprowadził szereg klauzul uznaniowych, to klient obiektywnie nie miał szans w pełni zrozumieć ryzyka. W takiej sytuacji powstaje podstawa do żądania SKD.

Choć przepisy precyzyjnie określają wymogi formalne, to w praktyce każda umowa jest inna i wymaga indywidualnego podejścia. W ostatnich latach banki stosowały wiele różnych wzorów dokumentów. Dlatego nieprawidłowości mogą być mniej oczywiste niż w sprawach frankowych, gdzie występowały powtarzające się klarowne klauzule abuzywne. Dopiero po zidentyfikowaniu konkretnego naruszenia można skutecznie wykazywać przed sądem, że bank nie wypełnił należycie obowiązku informacyjnego. Tylko skrupulatna analiza danej umowy pozwoli to stwierdzić. W razie wykrycia uchybień, konsument powinien przedstawić dowody w postaci dokumentów umownych i korespondencji otrzymanej od banku.

Skrajnie rozbieżne opinie

W wydanym komunikacie Związek Banków Polskich (ZBP) twierdzi, że przepisy o SKD w Polsce są nieproporcjonalne. Trybunał przypomina, że sankcja powinna być współmierna do uchybienia. Teza o nieproporcjonalności, gdy naruszenie nie wywarło wpływu na decyzję konsumenta, stanowi wytyczną dla sądów, by badać, czy wady w informacji faktycznie zniekształciły jego wybór. Jeżeli np. klient i tak znał realne warunki, miał świadomość wszystkich kosztów, to sąd może uznać, że sankcja kredytu darmowego byłaby zbyt surowa. W praktyce jednak niewłaściwe informowanie dość często powoduje realne wprowadzenie w błąd, więc banki nie powinny zakładać, że łatwo się obronią, powołując się na tę „nieproporcjonalność”.

Ewentualna modyfikacja regulacji mogłaby wprowadzić mechanizm bardziej zróżnicowanej sankcji (np. sankcja częściowa zamiast pełnego zwrotu wszystkich kosztów), ale wymagałoby to głębokich analiz zgodności z dyrektywą 2008/48/WE. Z punktu widzenia konsumentów zmiana mogłaby oznaczać osłabienie ich pozycji, natomiast dla banków byłaby korzystniejsza (niższe ryzyko finansowe). Opinie o tym, czy jest to potrzebne, są skrajnie rozbieżne.

Wyrok TSUE raczej podpowiada, że sama proporcjonalność sankcji ma być oceniana przez sąd w konkretnych realiach sprawy, a nie wprowadzana poprzez automatyczne przepisy, które ograniczą ochronę konsumentów. Wydaje się więc, że istotniejsze jest właściwe stosowanie już istniejących przepisów niż ich gruntowna nowelizacja.

Autorem komentarza jest Adrian Goska, publicysta prawny i wieloletni ekspert rynku kredytowego oraz radca prawny z kancelarii SubiGo.

Sztuczna inteligencja po polsku. Krajowe LLM-y rosną w siłę

Duży sukces Chińczyków i ich modelu DeepSeek oraz niedawna premiera francuskiego Mistral AI Le Chat, czyli odpowiednika modelu ChatGTP, który dostępny jest jako natywna aplikacja dla systemu Apple iOS na nowo wzbudziła dyskusję, czy Polska również powinna opracować duży, generatywny model językowy (LLM). Sukces Mistral AI Le Chat pokazał, że inne państwa również mogą skutecznie rozwijać swoje LLM-y. W Polsce też od kilku lat trwają prace nad krajowymi modelami, które może nie są popularne na całym świecie, jednak bardzo efektywne dla potrzeb polskich firm i instytucji.

Czy warto opracować polski ChatGPT lub DeepSeek?

Eksperci są zgodni – powinniśmy tworzyć i rozwijać polskie LLM-y. W interesie nas wszystkich leży bowiem dynamiczny rozwój branży IT i środowiska naukowego w Polsce. Modele takie są niezbędne, jeżeli nie chcemy zostać w tyle za innymi państwami. Polska gospodarka i nauka potrzebują modeli polskojęzycznych, gdyż ich odpowiedniki anglojęzyczne są dużo mniej efektywne dla naszego języka.

Zdecydowanie warto budować i rozwijać polskie LLM-y. Sprawdzają się one lepiej dla tekstów opublikowanych w naszym języku. W Polsce doskonale zdajemy sobie z tego sprawę, dlatego kilka czołowych jednostek w ostatnich latach prowadzi prace w tym kierunku, a najlepszym przykładem jest chociażby model PLLuM, który został opracowany przez sześć czołowych jednostek naukowych z obszaru sztucznej inteligencji i językoznawstwa, w tym ekspertów z Ośrodka Przetwarzania Informacji – Państwowego Instytutu Badawczego (OPI PIB). Warto jednak zastanowić się, czy koniecznie musimy się ścigać z USA i Chinami w budowaniu dużych modeli – mówi dr hab. inż. Jarosław Protasiewicz, dyrektor Ośrodka Przetwarzania Informacji – Państwowego Instytutu Badawczego.

Polska potrzebuje dużych LLM-ów?

Warto zadać pytanie, czy koniecznie potrzebujemy w naszym kraju dużych modeli językowych? Przykładowo modele DeepSeek v3/R1 mają ok. 700 mld parametrów, a do ich uruchomienia potrzeba minimum 16 kart H100, z których każda jest warta ok. 200 000 złotych. Aby wyskalować całość do odpowiedniej wydajności, nawet dla małego zbioru użytkowników, należy daną liczbę zwiększyć do kilkudziesięciu kart. Konieczne są więc naprawdę duże środki na zakup, a do tego jeszcze trzeba dodać koszty energii elektrycznej, oraz wsparcia administratorów. Należy wziąć pod uwagę, że zdecydowana większość polskich małych, średnich i nawet dużych firm, nie potrzebuje asystenta do otwartej rozmowy na każdy temat. Bardziej przydatne są dla nich dedykowane LLM-y, które będą dotyczyć 10-20 konkretnych scenariuszy biznesowych. A taki cel da się osiągnąć strojąc mniejsze modele na domenowych danych, które są tańsze w douczaniu.

Przewiduję, że modele ogólnego użytku jak DeepSeek, GPT4 będą powstawać, aby zachwycać ludzi dużym zróżnicowaniem kompetencji. Będę one głównie używane do pomocy w różnych zadaniach i problemach dnia codziennego. Natomiast tam, gdzie występuje ryzyko utraty przewagi konkurencyjnej bazującej na prywatnych danych, będziemy szli w dużo mniejsze modele szyte na miarę konkretnych firm lub instytucji. Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że dostosowanie DeepSeeka do mniejszych modeli drogą destylacji, np. do LLam-y 70B, odbywa się z dużą stratą jakościową – mówi dr inż. Marek Kozłowski, kierownik AI Labu w Ośrodku Przetwarzania Informacji – Państwowym Instytucie Badawczym.

W Polsce nie dysponujemy takim zapleczem technicznym jak Chiny czy USA. Możemy jednak budować mniejsze modele do 100 mld wag, które są porównywalne lub lepsze uwzględniając pewne kryteria (np. w obszarze znajomości tematów typowych dla naszej kultury czy historii), w porównaniu z takimi modelami jak DeepSeek.

LLMs we wszystkich językach UE

Ośrodek Przetwarzania Informacji – Państwowy Instytut Badawczy (OPI PIB) jest partnerem projektu „Duże modele językowe dla Unii Europejskiej (LLMs4EU)”, realizowanego w ramach programu Komisji Europejskiej „Cyfrowa Europa”. Celem projektu jest zachowanie europejskiej różnorodności językowej i kulturowej poprzez zapewnienie ścisłej współpracy między podmiotami gospodarczymi a środowiskami akademickimi. Projekt ma zapobiec marginalizacji części języków europejskich w erze cyfryzacji na skutek niewystarczających zasobów niezbędnych do trenowania modeli językowych.

Projekt zrzesza wiodących ekspertów w dziedzinie AI, zapewniając europejskim firmom, zwłaszcza małym i średnim przedsiębiorcom, dostęp do narzędzi i zasobów wspierających ich konkurencyjność w zakresie technologii językowych i dużych modeli językowych (LLM). Jego kluczowym celem jest udostępnienie LLMs oraz narzędzi niezbędnych do ich wykorzystania we wszystkich językach Unii Europejskiej w ramach otwartych danych, bazując na istniejących programach i zasobach europejskich. Udostępniane firmom rozwiązania obejmą cały proces – od trenowania modeli aż po dostosowanie ich do przepisów unijnych, takich jak AI Act czy RODO.

Powołane do realizacji projektu konsorcjum skupia organizacje działające w ponad 20 krajach, zapewniając szeroki zasięg geograficzny i językowy. Projekt obejmuje także opracowanie studiów przypadków, które mają za zadanie wykazać zdolność europejskich instytucji do współtworzenia rozwiązań odpowiadających na potrzeby różnych sektorów gospodarki, w tym energetyki, turystyki, telekomunikacji czy nauki. W celu zagwarantowania wsparcia dla wszystkich języków UE, w ramach projektu utworzone zostaną nowe zbiory danych.