PZU strategicznym inwestorem w spółce ELVITA

PZU kupił 98.82% udziałów w spółce ELVITA Jaworzno III – jednej z największych na południu Polski nowoczesnych sieci placówek medycznych, zapewniających pacjentom kompleksowe usługi profilaktyki zdrowotnej i leczenia w ramach wszystkich specjalności. Ta transakcja to element strategii PZU w obszarze zdrowia – planów budowy ogólnokrajowej sieci placówek.

– Cieszymy się, że udało nam się sfinalizować tę transakcję. Umacnianie pozycji PZU na rynku świadczeniodawców zdrowotnych to element naszej strategii. Chcemy konsekwentnie zwiększać nasz biznes w obszarze zdrowia – powiedział Rafał Grodzicki, członek zarządu PZU Życie, odpowiedzialny w PZU za obszar zdrowotny.

Bezpośrednim nabywcą akcji jest Fundusz Inwestycyjny Zamknięty Aktywów Niepublicznych BIS 2 – działający na rzecz podmiotów z Grupy Kapitałowej PZU SA.

Grupa PZU planuje dalszy rozwój zakupionej spółki w oparciu zarówno o kontrakty NFZ jak i klientów komercyjnych. Ubezpieczyciel widzi również duży potencjał w oferowaniu abonamentów i ubezpieczeń medycznych instytucjom z obszaru Śląska. W celu podniesienia komfortu pacjentów, Grupa PZU przeprowadzi dodatkowe inwestycje w placówkach spółki.

PR zaczyna się wewnątrz

pr wewnetrzny
Komunikacja wewnętrzna w firmie pełni kluczową rolę nie tylko w odniesieniu do efektywności i spójności prowadzonych działań, realizowanych projektów. To także ona jest bowiem zalążkiem budowy wizerunku. Aktywne działania podejmowane na zewnątrz już dawno przestały być wystarczające.

Efektywność wewnętrznej komunikacji stanowi fundament dobrego zarządzania, zarówno w obszarze motywacji, jak też podejmowania decyzji, oceny i analizy działań. Dialog kształtowany w świadomy sposób jest najlepszym, a jednocześnie niezbędnym budulcem relacji wewnętrznych. To też środek zapobiegawczy w stosunku do kryzysów, które nierzadko przesądzają o skutkach współpracy. To wszystko wpływa zaś bezpośrednio na atmosferę, która jest składową satysfakcji i motywacji. Wszystkie te elementy są więc niczym system naczyń połączonych, dlatego właśnie o cały wewnętrzny PR naprawdę warto zadbać.

Oczywiście sposoby budowania wewnętrznego PR-u uzależnione są przede wszystkim od wielkości firmy, jej charakteru, branży, jak też w końcu od możliwości finansowych. Szczególnie, że metod służących temu celowi jest naprawdę wiele, nawet jeżeli niektórym wciąż się wydaje, że wątek ten otwiera się i kończy na wyjazdach motywacyjno – integracyjnych czy firmowych imprezach. Komunikacja wewnętrzna, jako bardzo istotny składnik PR-u, budowana jest każdego dnia. W niej swoje korzenie ma cała kultura organizacyjna, przy jej użyciu wprowadza się też zmiany oparte na dobrych praktykach – komentuje Katarzyna Kołodziejczyk, Key Account Manager GRUPA 365 NET.

W ramach podstawowych narzędzi wewnętrznego PR-u warto wymienić mailing i cały system audiowizualnej komunikacji z uwzględnieniem stosowanych narzędzi, adekwatnych do potrzeb i wielkości firmy. Świetnie sprawdzają się również spotkania z zarządem, listy zarówno z okazji szczególnych, jak i okresowe o charakterze podsumowująco – motywującym. Duże firmy mogą pozwolić sobie też na tworzenie wewnętrznego newslettera czy organizację konkursów.

Chociaż rzeczywiście wydaje się, że paleta po którą mogą sięgać duże organizacje jest nieporównywalnie szersza od tej dostępnej dla niewielkich firm, trzeba pamiętać, że każdy wysiłek podjęty w celu budowy wewnętrznego PR-u po prostu się opłaca. To właśnie pracownicy są bowiem świetnymi ambasadorami marki, a ich lojalność i wierność ma bezpośredni wpływ na koszty generowane przez organizację.

W ciągu roku przybyło ponad milion aktywnych klientów bankowości internetowej

Po pierwszym kwartale 2014 r. liczba klientów indywidualnych mających podpisaną umowę bankowości elektronicznej wyniosła ponad 22,4 mln. To o 2,62% więcej niż odnotowano na koniec 2013 r. i blisko o 10% niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Wśród nich, 12,7 mln przynajmniej raz w miesiącu logowało się serwisu w swoim banku. Dynamika wzrostu liczby klientów, którzy aktywnie korzystają z bankowości internetowej jest wyższa niż wzrostu liczby samych umów. Oznacza to, że stopniowo coraz więcej osób, które do tej pory nie korzystały z bankowości internetowej, a miały taką możliwość, przekonuje się do tego rozwiązania. W ciągu minionego roku liczba aktywnych klientów indywidualnych wzrosła o ponad 1,3 mln – to przyrost rzędu 12%. Liczba klientów bankowości internetowej w segmencie MSP zbliżyła się do 2 mln, wzrastając w ciągu kwartału o 3,63% i o 7,95% w ciągu całego roku.

Ogólna liczba kart płatniczych na koniec I kwartału 2014 wzrosła w odniesieniu do końca roku 2013, przy czym wzrost ten zawdzięczamy większej liczbie wydanych kart debetowych, która osiągnęła 28,3 mln (wzrost o 0,41%). Ogólna liczba kart z funkcją płatności zbliżeniowych wzrosła o ok. 900 tys. sztuk (4,5%), a na przestrzeni całego roku o blisko 30%. Liczba będących w użyciu kart kredytowych zmniejszyła się, do niespełna 6,1 mln (spadek 0,56%). Sukcesywny spadek liczby kart kredytowych obserwowany jest od 2009 roku, niemniej jego dynamika jest coraz mniejsza. Stopniowo, choć w stosunkowo wolnym tempie zwiększa się natomiast udział operacji bezgotówkowych w ogóle transakcji kartowych. Na koniec marca wyniósł on 67,1% w liczbie i 32,15% w wartości transakcji kartowych.

I kwartał to tradycyjnie spadek zarówno liczby, jak i wartości wszystkich transakcji bezgotówkowych, odnotowywany sezonowo po okresie świątecznym w końcu mijającego roku. Liczba transakcji bezgotówkowych w systemach ELXIR i EuroELIXIR i ich wartość były nieco niższa niż na koniec roku 2013 (odpowiednio o 1,44% i 4,21% w ujęciu ilościowym i 7,38% i 5,74% w ujęciu wartościowym), niemniej w dalszym ciągu w obu przypadkach znajdujemy się w trendzie wzrostowym. Sezonowego spadku popularności nie odnotowano natomiast w przypadku przelewów natychmiastowych w systemie Express ELIXIR, gdzie w ciągu roku liczba operacji zwiększyła się o 119%, a ich wartość o 171%.

Zdecydowana większość Polaków uważa, że bankowość internetowa jest przede wszystkim szybka, wygodna i „z przyszłością”. Bardziej stonowane opinie pojawiają się w zakresie oceny trudności korzystania z niej, choć i tu większość ocenia, że jest bardziej intuicyjna niż skomplikowana. Większość Polaków twierdzi też, że bankowość internetowa nie jest kosztowna. Opinie w zakresie bezpieczeństwa są podzielone – 40% podziela opinię, że bankowość internetowa jest bezpieczna, 22% twierdzi, że korzystanie z niej jest ryzykowne. 1/3 nie ma w tej kwestii wyrobionej opinii.

Wśród przyczyn niekorzystania z bankowości internetowej w opinii publicznej najczęściej pojawiają się stwierdzenia wskazujące na brak wiedzy i umiejętności po stronie klientów – uważa tak w sumie 50% ankietowanych. W następnej kolejności plasuje się przyzwyczajenie do odwiedzania oddziałów (49%), niechęć do nowości (47%) i poczucie braku bezpieczeństwa transakcji, na które wskazuje 43%.

„Bankowość internetowa w Polsce jest nowoczesna i bezpieczna. Banki stosują wielostopniowe systemy autoryzacji transakcji dokonywanych w serwisach internetowych i przykładają ogromną wagę do zapewnienia najwyższego poziomu zabezpieczeń swoich systemów, których jeszcze nikomu nie udało się pokonać. Brak umiejętności i poczucie braku bezpieczeństwa jako istotne przyczyny niekorzystania z bankowości internetowej wśród części opinii publicznej to w naszej ocenie sygnał, że potrzebne są działania edukacyjne, zwiększające poziom świadomości klientów banków w tym zakresie.” – mówi Krzysztof Pietraszkiewicz, Prezes ZBP.

GUS: deflacja wyniosła w lipcu 0,2 proc.

Pierwszy od 1989 r. spadek cen konsumenckich w ujęciu rocznym został zanotowany w lipcu 2014 r.

Deflacja konsumencka wyniosła w lipcu br. 0,2 proc. w porównaniu do cen w tym samym miesiącu ub.r., podał GUS w komunikacie. Dla porównania, w czerwcu zanotowano niski, ale wzrost cen na poziomie 0,3 proc. w ujęciu rocznym.

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych w ujęciu miesięcznym spadły także o 0,2 proc.

Mamy deflację. W lipcu ceny spadały

Lipiec 2014 roku przejdzie do historii gospodarczej Polski, bo w tym miesiącu pierwszy raz odnotowaliśmy deflację. Ceny dóbr i usług konsumpcyjnych spadły w lipcu o 0,2% w ujęciu rocznym i o tyle samo w ujęciu miesięcznym – poinformował dziś GUS. Ceny spadły dzięki embargu Rosji, ale w głównej mierze z powodu niezadowalającej koniunktury w polskiej gospodarce.

Deflacja jest dobra dla portfela przeciętnego obywatela. Jednak to, co jest dobre dla konsumentów, niekoniecznie jest dobre dla gospodarki.

– Po raz pierwszy w najnowszej historii wskaźnik CPI zszedł poniżej zera. Poprzedni rekord – 0,2% – padł w maju oraz w czerwcu ubiegłego roku. Miesiąc temu inflacja wynosiła natomiast jeszcze 0,3% – głównie ze względu na akcyzę, która podniosła ceny alkoholu i papierosów – zauważa Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Na skutek blokady eksportu wieprzowiny, warzyw i owoców na Wschód zwiększyła się podaż tych towarów, więc ceny odrobinę spadły. Ponadto, w zeszłym roku o ok. 1%. spadły ceny energii. Gospodarka Polski wyhamowała, zanim zdążyła się rozpędzić.  – Zatrudnienie minimalnie rośnie, przedsiębiorcy nie są skłonni do zwiększania ryzyka inwestycyjnego, a banki niespecjalnie zwiększają ekspansję kredytową. Powyższe sprawia, że dynamika PKB w 2014 roku najprawdopodobniej będzie jednak niższa niż 3% – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Czy RPP obniży stopy procentowe?

Wystąpienie deflacji sprawia, że oczy osób spłacających kredyty ponownie kierują się na Radę Polityki Pieniężnej. Obecnie coraz częściej słychać głosy „namawiające”  RPP do kolejnej obniżki.

– Konsumenci powinni być szczęśliwi, że rośnie siła nabywcza ich pieniądza, ale wynik na poziomie -0,2% jest w praktyce nieodczuwalny dla przeciętnego Kowalskiego. Zresztą nie wyklucza to wystąpienia inflacji np. w niektórych regionach kraju. Nie wszędzie ceny musiały spaść – dodaje Piechowiak.

Więcej na ten temat w artykule: http://www.bankier.pl/wiadomosc/Mamy-deflacje-7217264.html

Analizy Bankier.plCEO Magazyn Polska

Scalenie akcji Izolacji-Jarocin

Decyzja o scaleniu akcji Izolacji-Jarocin w stosunku 1:3 zatwierdzona przez KRS.

Decyzja akcjonariuszy spółki Izolacja-Jarocin SA, producenta wyrobów hydroizolacyjnych i uszczelniających dla budownictwa, o scaleniu akcji została zatwierdzona przez sąd 11 sierpnia 2014 r. W wyniku rejestracji kapitał zakładowy dzieli się na 3,8 tys. akcji zwykłych na okaziciela serii A o wartości nominalnej 0,21 zł każda. Przed scaleniem kapitał zakładowy w wysokości 798 tys. zł dzielił się na 11,4 tys. akcji.

KRS podjął decyzję ws. uchwały Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia z dnia 11 czerwca 2014 r.

Santander zwiększa udziały w BZ WBK

Santander kupił od swojej spółki zależnej akcje BZ WBK i zwiększył liczbę głosów na WZA o ponad 5 pkt proc.

Bank Zachodni WBK SA otrzymał 13 sierpnia 2014 r. od Banco Santander SA powiadomienie dotyczące zwiększenia bezpośredniego udziału Santandera w ogólnej liczbie głosów na walnym zgromadzeniu banku z 65,99 proc. do 71,41 proc. w związku z zakupem akcji banku przez Santander tego samego dnia, wynika z komunikatu banku. Akcje odpowiadają 5,42 proc. ogólnej liczby głosów na walnym zgromadzeniu BZ WBK.

Santander kupił akcje od Santander Consumer Finance SA, spółki zależnej od Santandera w drodze transakcji pakietowej.

INC SA: Krajowy Rejestr Sądowy zatwierdził scalenie akcji

Scalenie akcji INC SA 1:4 zatwierdzone przez sąd. Powiadomienie z KRS spółka otrzymała 13 sierpnia br.

Krajowy Rejestr Sądowy zatwierdził 6 sierpnia 2014 r. postanowienie akcjonariuszy spółki INC SA, firmy działającej w obszarze inwestycji oraz doradztwa na rynku kapitałowym, o zwiększeniu wartości nominalnej akcji z 0,5 zł do 2 zł, podała spółka w komunikacie. Połączenie akcji oznacza jednoczesne proporcjonalne zmniejszenie liczby akcji z 33 372 396 do 8 343 099 sztuk, czyli scalenie akcji, przy zachowaniu niezmienionej wysokości kapitału zakładowego oraz zachowaniu niezmienionych uprawnień z akcji. Wszystkie akcje zachowują swoje dotychczasowe uprawnienia.

Zmiany w statucie na temat scalenia zostały zatwierdzone przez Zwyczajne Walne Zgromadzenie uchwałą 20 maja br.

Klienci BZ WBK Asset Management posiadają ponad 5 proc. akcji MCI

0

Klienci BZ WBK Asset Management (BZ WBK AM), których rachunki objęte są umowami o zarządzanie mają łącznie 3.200.369 akcji MCI Management. Stanowi to 5,12 proc. kapitału MCI.

Przed przekroczeniem progu 5 proc. klienci BZ WBK AM posiadali 3.109.839 akcji, które uprawniały do wykonywania 4,98 proc. głosów na walnym zgromadzeniu.

Cieszymy się, że w naszym akcjonariacie ujawnił się nowy inwestor z udziałem powyżej 5 proc. To znak, że kolejni uczestnicy rynku kapitałowego patrzą optymistycznie na naszą strategię inwestycyjną i perspektywy dalszego wzrostu. Obecna niska wycena naszych akcji może być sygnałem do dalszych zakupów mówi Cezary Smorszczewski, Prezes Zarądu MCI Management.

BZ WBK AM będzie trzecim, po Tomaszu Czechowiczu (który razem z podmiotem od niego zależnym AIP posiada 50,83 proc. udział w ogólnej liczbie głosów na walnym zgromadzeniu) i funduszach związanych z Quercus TFI S.A. (posiadają 6,87 proc. głosów na walnym zgromadzeniu), największym akcjonariuszem MCI Management.

Budownictwo w Polsce może stracić specjalistów na rzecz USA

Może wzrosnąć eksport polskich umysłów ścisłych, architektów czy księgowych do USA, jeśli wejdzie w życie porozumienie o wolnym handlu między UE a USA.

Negocjowane porozumienie o wolnym handlu między UE a USA może otworzyć amerykański rynek pracy polskim specjalistom z wykształceniem z zakresu nauk ścisłych.

Potrzebne będą bardzo konkretne kompetencje, głównie oparte na naukach ścisłych, takich jak matematyka, czyli kompetencje analityczne. Poszukiwani będą też audytorzy, księgowi i architekci – mówi agencji Newseria Biznes Agnieszka Cieślok, menadżer w firmie HRK Financial Markets.

Drenaż może dotyczyć głównie architektów i inżynierów budowlanych, jeśli gospodarka amerykańska zacznie rozwijać się po latach kryzysu. Efektem tego będzie ponowny rozwój budownictwa.

Jeżeli gospodarka w Stanach Zjednoczonych po latach kryzysu i spowolnienia gospodarczego zacznie odbijać mocniej niż europejska, może to zachęcić do wyjazdu np. architektów i inżynierów budowlanych. W wielu zawodach popyt na pracowników jednak jest związany z koniunkturą gospodarczą – zauważa Agnieszka Cieślok.

Specjaliści nie podejmą wyzwania wyjazdu, jeśli nie będzie wynegocjowanych specjalnie warunków przyjazdu, zauważa ekspert.

Znając obecnie obowiązujące trendy, firmy ze Stanów Zjednoczonych być może znajdą taki mechanizm, który umożliwi pracodawcom przygotowanie miejsca pracy, łącznie ze zniesieniem wymogu wizowego, po to, by zachęcić i przekonać dobrego specjalistę z Polski do wyjazdu – twierdzi menedżerka w firmie HRK Financial Markets.

Kupiec SA prognozuje znaczący wzrost zysków w III kw.

0

W II kw. roku spółka zajmująca się spedycją i transportem zanotowała 5-krotny spadek zysku. Firma tłumaczy to restrukturyzacją.

Kupiec SA, firma transportowo-spedycyjna, zanotowała w II  kw. br. 6,12 mln zł przychodów ze sprzedaży, czyli o ponad 67 proc. więcej w ujęciu rocznym. W minionym kwartale Kupiec S.A. osiągnął 33 tys. zł zysku netto, podczas gdy roku temu było to 155 tys. zł.

Zakończona w czerwcu restrukturyzacja oraz związane z nią koszty nie powinny już wpływać negatywnie na wyniki finansowe w kolejnych okresach – tłumaczy spółka w komunikacie.

Warunkiem wypracowania zadowalających zysków w następnych kwartałach jest utrzymanie obrotów na poziomach przekraczających 2 mln zł miesięcznie. W mojej ocenie należy prognozować dalsze wzrosty obrotów, gdyż w lipcu ten poziom przekroczyliśmy prawie o 30 proc. Tym bardziej że są one stabilne i nie opierają się na jednostkowych kontraktach, a na mocno zdywersyfikowanej sprzedaży – tłumaczy Leszek Wróblewski, prezes zarządu Kupiec SA. – Planuję, że III kwartał, jako już nieobciążony kosztami restrukturyzacji, będzie pierwszym, który przyniesie znaczący wzrost zysków.

Kupiec SA jest notowany na rynku NewConnect od sierpnia 2011 r.

Wzrost rentowności Grupy ENERGA po dwóch kwartałach 2014 roku

Wzrost EBITDA o 15 proc., a zysku netto o 16 proc. odnotowała Grupa ENERGA w pierwszym półroczu 2014 roku. Poprawie uległa rentowność – marża EBITDA wzrosła o 5 pkt. proc., natomiast marża na poziomie wyniku netto wzrosła o 2 pkt. proc. w porównaniu z pierwszym półroczem 2013 roku.

W pierwszym półroczu 2014 roku Grupa ENERGA wypracowała zysk netto na poziomie 606 mln zł (wzrost o 16 proc.), a EBITDA w wysokości 1 281 mln zł (wzrost o 15 proc.). Wyniki te zostały osiągnięte przy niższych o 9 proc. przychodach, które wyniosły 5 287 mln zł. Stabilne rezultaty Grupa wypracowała dzięki poprawie efektywności działania. W pierwszym półroczu 2014 roku ENERGA o 5 pkt. proc. poprawiła marżę EBITDA, która osiągnęła poziom 24 proc. W samym drugim kwartale jej wzrost wyniósł 2 pkt. proc. w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego.

W drugim kwartale Grupa wypracowała 2 539 mln zł przychodów wobec 2 856 mln zł w tym samym okresie zeszłego roku. Zysk netto wyniósł 292 mln zł (spadek o 16 proc.), a EBITDA ukształtowała się na poziomie 638 mln zł (spadek o 2 proc.) Na wyniki osiągnięte w drugim kwartale istotny wpływ miało zwiększenie kosztów związanych z rezerwami aktuarialnymi, dodatkowe koszty wynikające z obowiązku umarzania „żółtych” i „czerwonych” certyfikatów oraz pełnieniem przez ENERGA-OBRÓT funkcji sprzedawcy z urzędu.

– Koncentrujemy się na poszczególnych obszarach i w każdym z nich rozwijamy nasz biznes – mówi Mirosław Bieliński, Prezes Zarządu Energa SA. – W dystrybucji dzięki niższym kosztom wzrosła efektywność realizowanych w segmencie inwestycji. Dodatkowo, w pierwszym półroczu przekroczyliśmy milion zdalnych odczytów z liczników AMI i mamy szanse na dwa miliony w ciągu kolejnych sześciu miesięcy. W segmencie sprzedaży zmieniamy strategię i prowadzimy działania restrukturyzacyjne, dzięki czemu poprawiamy rentowność w tym obszarze. Natomiast w wytwarzaniu zwiększyliśmy moc wytwórczą Grupy o kolejne 25 MW, oddając blok biomasowy w Elblągu – dodaje.

Jednostkowy zysk netto, który jest podstawą do wypłaty dywidendy, po sześciu miesiącach wyniósł 700 mln zł i wzrósł o 24 proc. w porównaniu z pierwszym półroczem 2013 roku. Stabilna pozycja finansowa wspiera realizację ambitnej polityki dywidendy, która zakłada wypłatę do 92 proc. jednostkowego zysku netto wypracowanego na przestrzeni roku. Intencją Zarządu jest konsekwentna realizacja zapowiadanej polityki spółki w zakresie wypłaty zysku.

Perspektywy na drugą połowę roku

Wyniki w drugiej połowie roku będą uzależnione od wysokości dodatkowych kosztów związanych z obowiązkiem umarzania żółtych i czerwonych certyfikatów, cen energii elektrycznej oraz terminowości przyznawania praw majątkowych. Wzrost kosztów spodziewany jest w segmencie dystrybucji. Wyniki w wytwarzaniu, w szczególności w obszarze OZE, uzależnione będą od warunków pogodowych i hydrometeorologicznych.

Milion zdalnych odczytów, wzrost mocy z OZE i zmiana strategii sprzedaży

Segment dystrybucji w pierwszym półroczu 2014 roku odnotował wyniki zbliżone do analogicznego okresu ubiegłego roku. EBITDA wyniosła 794 mln zł i odpowiadała za 61 proc. wyniku Grupy. Rezultaty poprawiły się pomimo spadku średnio ważonego kosztu kapitału (WACC), który ma wpływ na przychody w tym obszarze. ENERGA dostarczyła w pierwszym półroczu 10 TWh energii elektrycznej, czyli ilość zbliżoną do zeszłorocznego poziomu. W drugim kwartale segment dystrybucji zrealizował zaplanowane inwestycje przy niższych kosztach. Ponadto, Grupa w coraz większym stopniu wykorzystuje inteligentne rozwiązania. Liczba zdalnych odczytów z liczników AMI na potrzeby fakturowania przekroczyła w drugim kwartale milion, osiągając poziom 150 tys. odczytów miesięcznie.

Grupa pracuje nad stałą poprawą efektywności w dostarczaniu energii. Wprawdzie w pierwszym półroczu wskaźniki ciągłości zasilania okresowo wzrosły, natomiast w okresie ostatnich kilku lat widoczny jest istotny spadek. Średnia długość przerw w dostawach prądu na odbiorcę (wskaźnik SAIDI) obniżyła się w stosunku do pierwszego półrocza 2011 roku o około 40 proc., natomiast średnia częstotliwość przerw na odbiorcę (wskaźnik SAIFI) spadła w tym okresie o około 32 proc.

Wzrost średniej długości przerw w dostawach prądu (SAIDI) w pierwszym półroczu w dużej mierze wynikał z prowadzonych modernizacji stacji transformatorowych pod infrastrukturę inteligentnego opomiarowania (AMI). W przyszłości prace te przełożą się na istotne korzyści dla klientów. Średnia częstotliwość przerw (wskaźnik SAIFI) była wyższa niż odnotowana w pierwszym półroczu 2013 roku, co spowodowane było m.in. rozległymi awariami spowodowanymi niekorzystnymi warunkami pogodowymi w pierwszym kwartale roku.

Segment wytwarzanie wypracował EBITDA na poziomie 373 mln zł wobec 99 mln zł w ubiegłym roku. Na skalę wzrostu wyniku w tym obszarze wpływ miał zeszłoroczny odpis z tytułu trwałej utraty wartości bloku B w ENERGA Elektrownie Ostrołęka SA, który obniżył wynik finansowy o 123 mln zł. Na wynik segmentu w pierwszym półroczu pozytywnie przełożył się wzrost produkcji w elektrowni konwencjonalnej oraz dodatkowe dochody z przejętych w zeszłym roku aktywów wiatrowych. Grupa wytworzyła w tym okresie 2,5 TWh energii elektrycznej, czyli o ok. 2 proc. więcej niż w pierwszym półroczu zeszłego roku. Większa produkcja energii z węgla oraz produkcja z wiatru skompensowały spadek produkcji z wody spowodowany gorszymi warunkami hydrologicznymi. Ponadto, w pierwszym półroczu zakończyła się budowa nowego bloku biomasowego w Elektrociepłowni Elbląg, co zwiększyło moce OZE zainstalowane w Grupie o 25 MWe i 30 MWt.

Segment sprzedaży utrzymał EBITDA na poziomie 77 mln zł, czyli analogicznym do poziomu z zeszłego roku, pomimo negatywnego wpływu kosztów ponoszonych w związku z pełnieniem funkcji sprzedawcy z urzędu i przywrócenia obowiązku umarzania „czerwonych” i „żółtych” praw majątkowych. Wolumen energii elektrycznej sprzedanej odbiorcom końcowym przez spółkę ENERGA-OBRÓT w pierwszym półroczu wyniósł 8,1 TWh, co oznacza spadek o 13 proc. Spadek w największym stopniu dotyczył grup taryfowych A i B, w których ENERGA rezygnuje z przedłużania nierentownych umów.

Odszkodowanie i zadośćuczynienie – to nie to samo!

W wielu powszechnie dostępnych materiałach i źródłach, terminów „zadośćuczynienia” i „odszkodowania” używa się zamiennie. W praktyce, różnice między nimi są znaczne, a ich nieznajomość może narazić nas na poważne straty.

O odszkodowaniu możemy mówić w przypadku gdy poniesiona szkoda ma charakter materialny i można ją wycenić. W tym kontekście, o odszkodowaniach najczęściej słyszymy w nawiązaniu do wypadków komunikacyjnych. Jeśli zatem prowadzimy samochód i w wyniku kolizji spowodowanej przez innego kierowcę zostaje on uszkodzony – możemy liczyć na odszkodowanie z polisy OC sprawcy. Firma ubezpieczeniowa odpowiedzialna za likwidację szkody ocenia wówczas skalę zniszczeń naszego pojazdu i na tej podstawie określa sumę należnego nam odszkodowania. Sytuacja komplikuje się i wygląda nieco inaczej w przypadku gdy oprócz uszkodzeń samochodu, sami doznajemy obrażeń. W tej sytuacji, należy pamiętać o dokładnej dokumentacji wszelkich kosztów jakie ponieśliśmy z tego tytułu. Dotyczy to zarówno płatnych konsultacji medycznych, zabiegów i leków, jak i strat materialnych powstałych w następstwie wypadku. Jeśli więc doszło np. do złamania nogi i ze względu na charakter wykonywanej pracy (np. zawodowy kierowca), nie jesteśmy w stanie jej podejmować przez okres rekonwalescencji, to mamy prawo ubiegać się o odszkodowanie z tytułu utraconych zarobków (art. 361 § 2 k.p.c.).

W odróżnieniu od odszkodowania, zadośćuczynienie może zostać przyznane w przypadku tzw. krzywdy, czyli szkody o charakterze niematerialnym. Może być to zatem rekompensata za doznane cierpienie fizyczne, degradację stanu zdrowia czy naruszenie dóbr osobistych.

W mediach z kolei znacznie częściej słyszy się o zadośćuczynieniu za doznany ból po stracie osoby bliskiej, którego możemy dochodzić na podstawie art. 446 § 4 k.c, który wszedł w życie 3 sierpnia 2008 roku. Tutaj sytuacja jest o tyle skomplikowana, że przecież nie sposób „wycenić” krzywdy doznanej po śmierci członka rodziny. Decyzję w tej sprawie może podjąć jedynie Sąd, który określa kwotę należnego zadośćuczynienia na podstawie przedstawionej dokumentacji, materiału dowodowego i opinii biegłych. Warto w tym miejscu nadmienić, że istnieje również możliwość ubiegania się o zadośćuczynienie za doznaną krzywdę po stracie osoby najbliższej, w przypadku gdy śmierć nastąpiła na skutek deliktu (czynu niedozwolonego), nawet jeśli wypadek zdarzył się przed 3 sierpnia 2008 roku. Uregulowała to uchwała Sądu Najwyższego z dn. 22 października 2010, do którego Sąd II Instancji skierował wniosek o rozstrzygnięcie kwestii przyznania zadośćuczynienia bliskim kobiety zmarłej w 2007 roku. – „Nikt nie zwróci nam życia najbliższych ale warto korzystać z prawa, które nam przysługuje, a zadośćuczynienie może pozwolić na łatwiejszy powrót do normalnego życia” – mówi mec. Joanna Smereczańska-Smulczyk z Kancelarii Radców Prawnych EuCO, która reprezentowała interesy poszkodowanych w opisywanej sprawie. – „Należy pamiętać, że zadośćuczynienie jest wypłacane na wniosek a nie z urzędu […], dlatego warto zadbać o odpowiednie udokumentowanie doznanej krzywdy” – dodaje.

Rosną wyniki BZ WBK-Aviva. Spada tylko składka z życiówek

Towarzystwa BZ WBK-Aviva w I poł. 2014 r. zanotowały 72-proc. wzrost zysku r/r.

BZ WBK-Aviva Towarzystwa Ubezpieczeń osiągnęły w pierwszym półroczu 2014 r. ok. 26 mln zł zysku netto. To w ujęciu rocznym o 72 proc. więcej w porównaniu do tego samego okresu ub.r.

TU zanotowały wzrost przypisu składki w spółce majątkowej – o 47 proc. r/r. Wzrosła także o 62 proc. w ujęciu rocznym sprzedaż produktów ochronnych w spółce życiowej. Spadła natomiast całkowita składka w ubezpieczeniach życiowych 11 proc. r/r

Wpłynęła na to niższa sprzedaż programu inwestycyjnego In Plus opartego o UFK – tłumaczy TU BZ WBK-Aviva w komunikacie.

Zysk BGŻ wzrósł o 31,5 proc.

0

Józef Wancer

Rosną wyniki Banku Gospodarki Żywnościowej zarówno z odsetek, jak i z prowizji.

Wynik z tytułu odsetek Banku Gospodarki Żywnościowej SA wyniósł po I poł. br. 546,8 mln zł i był o 14,2 proc. wyższy r/r. Wynik z tytułu opłat i prowizji był w ujęciu rocznym wyższy o 15,7 proc. i był na poziomie 153,8 mln zł, wynika z raportu finansowego BGŻ.

Zysk netto banku wzrósł do 108,5 mln zł, czyli był o 31,5 proc. wyższy niż w tym samym okresie ub.r.

Zadłużenie z tytułu kredytów dla osób prywatnych zwiększyło się na koniec czerwca 2014 r. o 3,6 proc. r/r. Zdecydowały o tym: utrzymujące się ożywienie na rynku kredytów mieszkaniowych oraz dalsza wyraźna poprawa sytuacji na rynku kredytów konsumpcyjnych – tłumaczy bank w raporcie. – Wzrost sprzedaży kredytów mieszkaniowych w ujęciu rocznym, który miał miejsce w pierwszej połowie 2014 r., odnotowano, mimo zaostrzenia przez banki wymogów w zakresie wkładu własnego (związanego z wejściem w życie znowelizowanej Rekomendacji S) oraz powolnego podwyższania przez nie marż kredytowych.

(Newseria Inwestor)

Re-otwarcie hali MAKRO w Rzgowie

0

Warszawa 13 sierpnia 2014r.: 13 sierpnia odbyło się re-otwarcie ostatniej z pięciu hal MAKRO objętych procesem przebudowy. W jej wyniku w rzgowskiej hali powstała jedna z największych w Polsce mroźni o powierzchni 1.130m2. Celem procesu remodelingu wybranych hal było zapewnienie najwyższej jakości usług w ramach multikanałowego modelu działania firmy.

MAKRO jest siecią hurtową działającą wielokanałowo, co oznacza, że jej klienci mogą dokonać zakupów w sposób tradycyjny w jednej z hal, ale również skorzystać z usługi delivery lub złożyć zamówienie przez Internet w sklepie MAKRO Biuro Online. Klientami firmy są właściciele niezależnych biznesów, dla których wielką wartością jest czas, cena i elastyczne formy współpracy. Dlatego w celu zapewnienia najwyższego poziomu swoich usług, MAKRO podjęło decyzję o wyodrębnieniu 1/3 powierzchni w pięciu wybranych halach (w Rzgowie, Kaliszu, Koszalinie, Szczawnie i Toruniu) na potrzeby dostaw oraz sklepu internetowego.

Proces przebudowy hali w Rzgowie objął nie tylko wyodrębnienie powierzchni magazynowej na potrzeby usługi dostawy, ale również stworzenie mroźni dedykowanej m.in. sieci IKEA, która jest jednym z kluczowych klientów MAKRO. Mroźnia ma powierzchnię 1.130m2 i wysokość 6,8m. Innowacją w rzgowskiej hali jest wykorzystanie oświetlenia typu LED, co pozwoli zmniejszyć zużycie energii.

W pięciu przebudowanych halach MAKRO zdecydowano się utrzymać asortyment z uwzględnieniem preferencji zakupowych klientów. Wprowadzono do nich prezentację paletową artykułów promocyjnych w dedykowanych, łatwo dostępnych obszarach, lepszą prezentacją artykułów w ramach danego stoiska, (np. minidrogeria z ofertą kosmetyków), dostępność na zamówienie lub poprzez sklep internetowy części produktów przemysłowych.

Jestem przekonany, że model wielokanałowy to przyszłość, także w sektorze hurtowym. Pozwala on zaoferować klientowi najwygodniejsze dla niego rozwiązanie: zrobienie zakupów w hali, usługę delivery lub zamówienia produktów poprzez sklep internetowy MAKRO Biuro Online – mówi David Boner, Prezes MAKRO Cash&Carry.

Zachęcamy do zapoznania się z materiałem filmowym, z którego dowiedzą się Państwo więcej o koncepcji hal wielokanałowych, o których opowiada David Boner, Prezes MAKRO Cash & Carry.

Agnieszka Borzym dyrektorem zarządzającym WPROST BIZNES

Agnieszka Borzym

Agnieszka Borzym dołączyła do zespołu Platformy Mediowej Point Group SA jako dyrektor zarządzający WPROST BIZNES. „Moim celem jest rozwój tygodnika WPROST BIZNES. Chcę doprowadzić do sytuacji, gdy po wydanie elektroniczne będą sięgali nie tylko menadżerowie czołowych polskich spółek, ale wszyscy zajmujący się biznesem. Pragnę, by ten tygodnik stał się wiodącym opiniotwórczym magazynem we wszystkich kwestiach biznesowych” – mówi Agnieszka Borzym. „Jednocześnie doświadczenia związane z rozwojem pierwszego e-magazynu w Grupie PMPG będą mogły być wykorzystane w innych tytułach Grupy” – dodaje.

Borzym od 13 lat jest związana z rynkiem mediów. Współtworzyła sukcesy rynkowe i sprzedażowe Wydawnictwa Westa-Druk, wydawcy tytułów „Angora”, „Mobile Internet” i „F1 Racing”. Jest ekspertem rynku mediów i komunikacji marketingowej, ma bogate doświadczenie menadżerskie. Ukończyła studia doktoranckie na Uniwersytecie Warszawskim.

Jako dyrektor zarządzający WPROST BIZNES będzie się zajmowała całokształtem spraw związanych z pierwszym wyłącznie cyfrowym magazynem w Platformie Mediowej Point Group SA Dotyczy to zarówno wypracowania strategii produktu, precyzyjnego określenia grup docelowych, jak i współpracy z partnerami biznesowymi i mediowymi.

Redaktorem prowadzącym WPROST BIZNES jest Grzegorz Sadowski, szef działu Biznes we WPROST.

WPROST BIZNES to tygodnik gospodarczy dostępny wyłącznie w formie e-wydania. Zawiera specjalnie wyselekcjonowane najważniejsze informacje ekonomiczne z Polski i ze świata. Gospodarka, giełdy, ruchy kadrowe, wydarzenia polityczne. Liczba tygodnia, cytat tygodnia, kalendarium. Informacje podane w taki sposób, by czytelnik mógł widzieć skutki i konsekwencje tego, o czym właśnie czyta.

Serinus: wzrost produkcji i przychodów netto w drugim kwartale

Serinus: wzrost produkcji i przychodów netto w drugim kwartale

Przychody netto Serinus Energy wzrosły w drugim kwartale o ponad 56 proc. do 33,6 mln USD. Produkcja spółki od początku roku wyniosła średnio 4.965 baryłek ekwiwalentu ropy naftowej dziennie. Do końca grudnia, Spółka planuje osiągnąć poziom 6 tys. baryłek ekwiwalentu dziennie. Mają to umożliwić intensywne prace modernizacyjne w Tunezji oraz planowane prace poszukiwawcze na Ukrainie.

Podsumowanie

Produkcja w drugim kwartale wyniosła 4.965 baryłek ekwiwalentu ropy naftowej dziennie, co oznacza wzrost o 56 proc. w porównaniu do drugiego kwartału 2013 r. Wzrost wynika z produkcji z nabytych aktywów w Tunezji – 1.311 boe/d oraz wzrostu wydobycia na Ukrainie o 475 boe/d.

Średnia cena gazu na Ukrainie w drugim kwartale wyniosła 10,23 USD za tysiąc stóp sześc. surowca w porównaniu do 8,55 USD w pierwszym kwartale roku. W drugim kwartale ubiegłego roku za tysiąc stóp sześc. płacono 11,51 USD. W Tunezji ceny wynosiły: 108,13 USD za baryłkę ropy naftowej oraz 14,47 USD za tysiąc stóp sześc. gazu.
Wartość retroaktywna netto (netback) na aktywach Spółki w drugim kwartale osiągnęła poziom 44,38 USD za baryłkę ekwiwalentu ropy naftowej, co oznacza wzrost o ponad 17 proc. w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku. Umożliwił to wyższy netback na Ukrainie – 41,76 USD (w Q2 2013 – 37,8 USD) oraz doliczenie wyniku z Tunezji – 54,83 USD.

Przepływy z działalności operacyjnej wzrosły do poziomów odpowiednio: 21 mln USD oraz 35,7 mln USD za trzy oraz sześć miesięcy br. Dla porównania, w analogicznych okresach roku 2013 ich poziom wynosił: 8,9 mln USD oraz 18,9 mln USD.

Przychody netto za okres trzech oraz sześciu miesięcy br. wyniosły odpowiednio: 33,6 mln USD oraz 61,5 mln USD, w porównaniu do 21,5 mln USD oraz 42,7 mln USD w analogicznych okresach 2013 roku.

Zysk netto w drugim kwartale wyniósł 8,7 mln USD (5,3 mln USD przypadające na akcjonariuszy Serinus), co oznacza wzrost o 172 proc. w porównaniu do analogicznego okresu 2013 r.

Serinus spłacił całą kwotę 15 mln USD pożyczki od Dutco. W lipcu, zwrócona została ostatnia część kredytu, o wysokości 8 mln USD. Wcześniej, w dwóch transzach Spółka spłaciła 7 mln USD.
Rozpoczęte w czerwcu badania sejsmiczne 3D na terenie pola Sanrhar są ukończone w ok. 90 proc.

W czerwcu produkcję rozpoczął odwiert M-17. Wynosi ona średnio 243,5 tys. m sześc. gazu dziennie od momentu podłączenia (169 tys. m sześc. netto dla Serinus).

W lipcu rozpoczęto prace nad odwiertem Winstar-12bis. Ma on osiągnąć głębokość docelową 3.900 m w połowie września.
Badania i testy zajmą około czterech tygodni.

W Tunezji, z powodzeniem zmodernizowano odwiert CS Sil-1. Produkcja z niego osiągnęła poziom 40-50 baryłek ropy oraz 11-14 tys. m sześc. gazu dziennie. Nie udało się niestety skutecznie odnowić odwiertu CS Sil-10. Obydwa zostaną poddane analizom, mającym na celu odnalezienie dalszych możliwości zwiększenia wydobycia.
Mając na uwadze bezpieczeństwo załogi oraz prowadzonych operacji, Spółka czasowo zawiesiła działania związane z zagospodarowaniem pól. Produkcja oraz sprzedaż gazu są kontynuowane. Spółka planuje wkrótce wznowić prace, ale niemożliwe jest w tym momencie określenie dokładnego terminu powrotu.

„Pomimo czasowych utrudnień na Ukrainie, możemy uznać pierwsze półrocze 2014 r. za udane, szczególnie porównując je do ubiegłego roku. Ważnym wydarzeniem dla Spółki było podłączenie do produkcji odwiertu M-17, dzięki któremu produkcja na Ukrainie wynosi obecnie ponad 1,1 mln m sześc. gazu i 120 baryłek kondensatu dziennie. Obecnie ze szczególną ciekawością oczekujemy na pierwsze rezultaty prac na polu Sabria w Tunezji. Śledzimy również sytuację na Ukrainie i staramy się reagować na każdą istotną dla nas zmianę. Jednocześnie przygotowujemy się do ewentualnego powrotu do wykonywania nowych odwiertów, ze względu na znacznie lepsze warunki podatkowe określone w nowym prawie, które na razie ma obowiązywać do końca 2014 roku.” – powiedział Jakub Korczak, Wiceprezes ds. Relacji Inwestorskich i Dyrektor Operacji w Europie Środkowo-Wschodniej.

Produkcja

Całkowita produkcja Spółki wyniosła w drugim kwartale 2014 r. 4,965 baryłek ekwiwalentu ropy naftowej dziennie, co oznacza wzrost o 56 proc. w porównaniu do drugiego kwartału 2013 r., kiedy to wynik ten wyniósł 3,179 boe/d. Na wynik złożyła się produkcja na Ukrainie ponad 603 tys. m sześc. gazu i 102 baryłki kondensatu dziennie – oraz Tunezji – 1.310 baryłki ekwiwalentu ropy naftowej dziennie.

Średnia produkcja Spółki w trzecim kwartale wynosi ok. 5,610 baryłek ekwiwalentu ropy naftowej dziennie. Wzrost jest efektem podłączenia odwiertu Makiejewskoje-17.

Perspektywy

Wydarzenia na Ukrainie zmusiły Serinus do weryfikacji planów zwiększenia wydobycia. Obecnie, planowany poziom produkcji na koniec roku wynosi 6 tys. baryłek ekwiwalentu ropy naftowej dziennie. Spółka zdefiniowała cztery miejsca potencjalnych kolejnych odwiertów na Ukrainie. Są to NM-4 (nad którym prace się rozpoczęły, ale ze względu na sytuację w kraju musiały zostać zawieszone), M-22, M-15 i M-18. Cztery odwierty planowo mają zostać poddane stymulacji: NM-3, O-11, O-15 oraz prawdopodobnie strefa S7 w odwiercie M-17.

Prace w Tunezji i Rumunii kontynuowane będą zgodnie z wcześniejszym planem, a finansowane odpowiednio: ze środków z kredytu EBOR oraz bieżącego cash-flow.

Grupa Banku BGŻ: 108,5 mln zł zysku netto w pierwszym półroczu

Józef Wancer

W pierwszym półroczu 2014r. zysk netto Grupy Banku BGŻ wzrósł o 31,5% i wyniósł 108,5 mln zł. Poprawa wyniku netto była głównie efektem znacząco lepszych wyników z podstawowej działalności operacyjnej Banku, odsetek oraz opłat i prowizji, przy słabszych wynikach z działalności handlowej i inwestycyjnej.

– W gospodarce odczuwaliśmy zapoczątkowane w 2013 roku ożywienie. Rosła konsumpcja, nastąpił spadek bezrobocia, a firmy zwiększały inwestycje i tym samym popyt na finansowanie. Pozytywne nastroje przełożyły się również na wyniki sektora finansowego, w tym także Banku BGŻ – powiedział Józef Wancer, prezes Zarządu Banku BGŻ. Dodał, że w Banku BGŻ nastąpiła poprawa powtarzalnych dochodów z podstawowej działalności. – Kontynuowaliśmy wzrost w działalności komercyjnej – zwiększyliśmy wartość depozytów i kredytów – podkreśla Józef Wancer.

W pierwszym półroczu zapadły ważne dla Banku decyzje korporacyjne. W maju Walne Zgromadzenie Banku BGŻ podjęło uchwałę o połączeniu Banku BGŻ z Rabobank Polska, a 18 czerwca nastąpiła rejestracja połączenia w Krajowym Rejestrze Sądowym. Od tego dnia połączone organizacje działają pod jednym logo – Bank BGŻ.

W lipcu Komisja Europejska zgodziła się na przejęcie przez Grupę BNP Paribas 98,5% akcji Banku BGŻ. – Kolejnym etapem będzie decyzja Komisji Nadzoru Finansowego dotycząca nabycia przez Grupę BNP Paribas od Grupy Rabobank akcji Banku BGŻ, co zbliży nas do integracji Banku BGŻ z BNP Paribas Bank Polska. Mam nadzieję, że decyzję nadzoru poznamy w niedługim czasie – podkreśla Józef Wancer.

Więcej z odsetek, opłat i prowizji
W pierwszym półroczu wynik z tytułu odsetek, stanowiący główne źródło przychodów, wyniósł 546,8 mln zł i był o 14,2% wyższy r/r. Wzrost wyniku odsetkowego był rezultatem zarówno optymalizacji struktury finansowania (brak odnowień emisji zapadających certyfikatów depozytowych), optymalizacji marż płaconych za depozyty klientów, przy jednoczesnym, zwiększeniu bazy depozytowej o 1,6 mld zł (+6%), jak również wzrostu portfela kredytowego.
Znacząca poprawa wyniku z tytułu opłat i prowizji (15,7% r/r) była efektem zwiększenia liczby rachunków, wzrostu ilości transakcji przy użyciu kart kredytowych i debetowych oraz zmian wprowadzonych w taryfie opłat i prowizji. Poprawa wyniku na prowizjach kredytowych była rezultatem wzrostu poziomu sprzedaży kredytów dla mikroprzedsiębiorstw oraz kredytów gotówkowych. W pierwszym półroczu 2014 r. wzrosła również liczba operacji brokerskich oraz transakcji sprzedaży funduszy inwestycyjnych, jak również opłat pobranych z tego tytułu.

Koszty pod kontrolą przy rosnącej skali biznesu
W pierwszym półroczu Bank utrzymał poziom kosztów na poziomie porównywalnym z analogicznym okresem roku ubiegłego (+0,3%), przy rosnącej skali działalności biznesowej. W efekcie nastąpiła znacząca poprawa wskaźnika C/I z poziomu 71,5% w pierwszej połowie 2013 r. do 66,9% w analogicznym okresie 2014 r.

Odpisy netto z tytułu utraty wartości kredytów i pożyczek w pierwszym półroczu 2014 wyniosły 111,2 mln zł i były wyższe o 19,8 mln zł r/r. Należy zaznaczyć, iż w pierwszej połowie 2013 roku Bank dokonał jednorazowego rozwiązania rezerw w kwocie 18,9 mln zł wyniku przeglądu modelu wyliczania odpisów metodą kolektywną. Przy uwzględnieniu eliminacji efektu jednorazowych pomniejszeń odpisów w 2013 r. poziom odpisów z tytułu utraty wartości kredytów jest porównywalny w obu okresach i wskazuje na adekwatny poziom kontroli ryzyka portfela kredytowego Banku.

Wzrost portfela kredytowego
Wartość bilansowa portfela kredytowego brutto na 30 czerwca 2014 wyniosła 30,3 mld zł, co oznacza wzrost o 11,7% r/r. W segmencie detalicznym wzrost portfela kredytowego wynikał głównie ze wzrostu kredytów gotówkowych – o 36% w ujęciu rocznym. W segmencie przedsiębiorstw głównym czynnikiem wzrostu były kredyty dla mikroprzedsiębiorstw – o 24% r/r oraz efekt przejęcia portfela kredytów Rabobank Polska w wysokości 2,1 mld zł, według stanu na dzień połączenia.

Sektor rolno-spożywczy
Bank kontynuował umacnianie pozycji w sektorze rolno-spożywczym. Portfel kredytowy wzrósł o 17% r/r do poziomu 13,6 mld zł, co dało Bankowi 28,7% udział w tym segmencie rynku. W segmencie depozytów dla klientów agro udział rynkowy Banku BGŻ wynosi 13%.

Płynność i kapitał na bezpiecznym poziomie
Wskaźnik kredytów do depozytów wzrósł z poziomu 101,6% do poziomu 107,2% według stanu na 30 czerwca 2014 w wyniku przejęcia portfela kredytów Rabobank Polska. W dniu transakcji połączenia banków, 18 czerwca 2014, Bank BGŻ podpisał z Grupą Rabo umowę zapewniającą finansowanie przejętego portfela. Pozycja płynnościowa Banku pozostaje na bezpiecznym poziomie. Wskaźnik kredytów do depozytów, po wyłączeniu przejętego portfela Rabobank Polska, pozostaje na stabilnym poziomie 102%, co jest efektem zrównoważonego wzrostu portfela kredytowego oraz bazy depozytowej. Łączne depozyty klientów na dzień bilansowy wyniosły 28,3 mld zł i były o 6% wyższe r/r.

Współczynnik wypłacalności wyniósł na koniec czerwca 2014 r. 14,03% wobec 13,27% na koniec roku 2013. Fundusze własne Banku na 30 czerwca 2014 osiągnęły poziom 3,88 mld zł, co oznacza wzrost o 335 mln zł w stosunku do wartości na koniec roku 2013. Wzrost wartości funduszy własnych Banku był wynikiem ujęcia kapitału powstałego z połączenia z Rabobank Polska oraz zaliczenia całości wyniku netto za rok 2013 na poczet kapitału zapasowego Banku.

Przybywa klientów
Bank systematycznie zwiększał bazę klientów. Na koniec półrocza 2014 r. łączna liczba klientów wynosiła 1,2 mln i była o 7% wyższa r/r. Wzrost osiągnięto głównie w segmencie rolno-spożywczym (+12%), detalicznym (+6% łącznie z BGŻOptima).

Na koniec pierwszego półrocza sieć Banku BGŻ liczyła 390 placówek.

Zadatek czy zaliczka? Porady UOKiK

0

Jeden z ośrodków w Jastrzębiej Górze wymagał wpłaty z góry całej kwoty za pobyt tytułem zadatku. Gdy klient rezygnował z rezerwacji, nie mógł liczyć na zwrot pieniędzy. W wyniku interwencji UOKiK, przedsiębiorca zaprzestał stosowania tej praktyki. W jakiej wysokości wpłacać zadatek, a może warto wybrać zaliczkę? UOKiK przypomina o zasadach

Zadatek czy zaliczka? Z praktyki UOKiK wynika, że konsumenci nadal mają problem z rozróżnieniem tych dwóch form płatności. Takie przedpłaty są wymagane przez sprzedawców wtedy, gdy skorzystanie z usługi czy wydanie produktu odbędzie się za jakiś czas. Najczęściej gwarantują konsumentowi, że dojdzie do realizacji usługi, a przedsiębiorcy – że dostanie zapłatę. Pamiętaj: między zadatkiem a zaliczką jest zasadnicza różnica, ale dopiero w momencie niewykonania umowy przez którąś ze stron. Jakie obowiązują zasady?

  • Ustal konkretnie z przedsiębiorcą, czy wpłacasz zaliczkę, czy zadatek.
  • Ile zapłacić: zaliczka, zadatek nie mogą odpowiadać 100 proc. wynagrodzenia za zamawianą usługę. Z właścicielem hotelu, czy fachowcem ustal wcześniej, jaki procent kwoty trzeba zapłacić.
  • Gdy się rozmyślisz: jeżeli zrezygnujesz z usługi, po wpłacie zaliczki – możesz liczyć na jej zwrot. Gdy wpłaciłeś zadatek i zmieniłeś zdanie – wykonawca ma prawo go zatrzymać w takiej wysokości.
  • Gdy rozmyśli się usługodawca: jeżeli umowa nie zostanie wykonana z winy przedsiębiorcy, np. hotel odwoła rezerwację, to wysokość kwoty, którą odzyskasz zależy od tego, czy wpłacałeś zadatek czy zaliczkę. Zaliczka – jest zwracana klientowi w takiej wysokości, w jakiej została wpłacona. Zadatek – wykonawca zwraca w podwójnej wysokości.
  • Okoliczności nadzwyczajne: Jeśli niewykonanie usługi nastąpiło wskutek okoliczności, za które żadna ze stron nie ponosi odpowiedzialności, albo za które ponoszą odpowiedzialność obie strony, wtedy zadatek lub zaliczka zostają zwrócone konsumentowi.

W jednej z najnowszych decyzji UOKiK zakwestionował praktykę przedsiębiorcy prowadzącego Ośrodek BALT-TUR Vital&Active w Jastrzębiej Górze, polegającą na pobieraniu zadatku w wysokości 100 proc. całej kwoty do zapłaty, która nie była zwracana, gdy konsument zrezygnował z zakwaterowania. UOKiK nie kwestionuje prawa przedsiębiorcy do pobierania zadatku i jego zatrzymywania, gdy klient wycofa się z umowy. Jednak wysokość zadatku nie może odpowiadać całemu wynagrodzeniu przedsiębiorcy. Praktyka została zaniechana.

Jazda pożyczonym autem bez ważnego OC może kosztować nawet milion złotych

0

CEO Magazyn Polska

80 proc. kierowców nie zdaje sobie sprawy z tego, że siadając za kierownicę cudzego samochodu, trzeba najpierw sprawdzić, czy jego właściciel ma aktualną polisę OC – wynika z badań przeprowadzonych przez GFK Polonia. Spowodowanie wypadku lub kolizji nieubezpieczonym pojazdem może się wiązać z poważnymi konsekwencjami finansowymi. Będzie je musiał ponieść zarówno posiadacz auta, jak i kierujący.

Co czwarta osoba kierująca pojazdem i powodująca szkodę, to osoba, która wypożyczyła pojazd – mówi agencji informacyjnej Newseria Hubert Stoklas, wiceprezes Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego.

Decyzję o pożyczeniu samochodu podejmuje się w ciągu sekundy. Ale jej konsekwencje, jeśli auto jest nieubezpieczone, mogą ciągnąć się latami, zwłaszcza jeśli spowoduje się wypadek, w którym ktoś poniesie śmierć lub dozna poważnego uszczerbku na zdrowiu.

Przed pożyczeniem pojazdu trzeba się upewnić, czy jego właściciel zawarł umowę ubezpieczenia OC. Jeżeli osoba, która kieruje pojazdem, a nie jest jego właścicielem, będzie sprawcą szkody komunikacyjnej, kolizji czy wypadku, ponosi konsekwencje, tak samo jak właściciel pojazdu – tłumaczy Hubert Stoklas.

Poszkodowani w wypadku spowodowanym przez nieubezpieczony pojazd otrzymują odszkodowanie z Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego. Po wypłacie świadczenia instytucja występuje jednak o zwrot wypłaconej sumy – tzw. regresu – zarówno do kierującego, jak i właściciela nieubezpieczonego pojazdu.

Pożyczenie pojazdu może się wiązać z dużymi konsekwencjami finansowymi. Są to kwoty, które mogą sięgać od kilku, kilkunastu tysięcy złotych, nawet do ponad miliona złotych – wyjaśnia Hubert Stoklas.

Średni regres sięga 10 tysięcy złotych, czyli ponad dwadzieścia razy więcej niż wynosi średnia składka za ubezpieczenie komunikacyjne OC w Polsce. Rekordzista musi oddać UFG 1,6 mln złotych. Z danych Funduszu wynika, że na polskich drogach jeździ ok. 200-250 tys. nieubezpieczonych aut.

Umowa o wolnym handlu między UE i USA będzie korzystna dla pracowników

CEO Magazyn Polska

Negocjowane porozumienie o wolnym handlu między UE a USA może otworzyć nowe szanse przed polskimi pracownikami. Na amerykańskim rynku pracy będą poszukiwane osoby z konkretnymi kompetencjami, np. audytorzy, księgowi, architekci. Nie należy się jednak spodziewać, że spowoduje to masowy odpływ specjalistów z Polski.

Amerykańskie badania trendów na rynku pracy pokazują, że w najbliższych latach działające w Stanach Zjednoczonych przedsiębiorstwa i instytucje będą poszukiwały osób posiadających wykształcenie z zakresu nauk ścisłych.

Potrzebne będą bardzo konkretne kompetencje, głównie oparte na naukach ścisłych, takich jak matematyka, czyli kompetencje analityczne. Poszukiwani będą też audytorzy, księgowi i architekci. – mówi agencji Newseria Biznes Agnieszka Cieślok, menadżer w firmie HRK Financial Markets.

Nie wiadomo jednak zdaniem ekspertki, na ile związane z umową otwarcie rynku pracy w Stanach Zjednoczonych będzie atrakcyjne na przykład dla prawników. Polski i amerykański system prawny znacząco się różnią. Dla krajowego prawnika zdaniem Agnieszki Cieślok wyjazd oznaczałby w dużej mierze budowanie kompetencji zawodowych w zupełnie innym otoczeniu.

Znając obecnie obowiązujące trendy, firmy ze Stanów Zjednoczonych być może znajdą taki mechanizm, który umożliwi pracodawcom przygotowanie miejsca pracy, łącznie ze zniesieniem wymogu wizowego, po to, by zachęcić i przekonać dobrego specjalistę z Polski do wyjazdu – twierdzi menedżerka w firmie HRK Financial Markets. – Wydaje mi się, że bez gotowego miejsca pracy i prostej procedury formalno-prawnej kompetentny specjalista zastanowi się nie dziesięć, a sto razy, czy naprawdę warto wyjechać.

Nie należy obawiać się jednak, że otwarcie rynku pracy za oceanem spowoduje masowy odpływ specjalistów z Polski. Nic takiego nie nastąpiło po otwarciu unijnych rynków pracy, które stopniowo od 2004 roku stają się dostępne dla Polaków.

Emigracja do Stanów Zjednoczonych ma w Polsce długą tradycję, a język angielski, który pozwala funkcjonować na całym świecie, jest zwykle pierwszym obcym językiem specjalistów – zauważa Agnieszka Cieślok. – Jeśli jednak przyjrzymy się rynkowi architektów czy inżynierów budowlanych, to można zauważyć, że oni raczej podążają za dużymi, ciekawymi inwestycjami, a nie konkretnym miejscem.

Ciekawe inwestycje z kolei wiążą się z koniunkturą gospodarczą w danym regionie.

Dzisiaj dobra koniunktura jest w Azji, na Bliskim Wschodzie i w Ameryce Południowej. Jeżeli gospodarka w Stanach Zjednoczonych po latach kryzysu i spowolnienia gospodarczego zacznie odbijać mocniej niż europejska, może to zachęcić do wyjazdu np. architektów i inżynierów budowlanych. W wielu zawodach popyt na pracowników jednak jest związany z koniunkturą gospodarczą – zauważa Agnieszka Cieślok.

W rywalizacji o krajowych specjalistów Polska jednak nie jest bez szans. Jak dowodzą badania rynku pracy coraz więcej wysoko wykwalifikowanych fachowców wraca do kraju. Głównym powodem są relacje rodzinne i większe niż w przypadku zatrudnionych z innych krajów (np. azjatyckich) przywiązanie do środowiska (otoczenia), w którym dorastali.

Szczególnie w momencie, kiedy Polacy myślą o założeniu rodziny, liczą na wsparcie rodziców – mówi specjalistka z HRK. – Zwykle twierdzą, że obawiają się założenia rodziny i wychowywania potomstwa w nowym otoczeniu, nawet gdy pomoc innego państwa jest w tym zakresie lepsza niż w Polsce.

Mobilność polskich pracowników, która przez lata była "piętą achillesową" krajowego rynku pracy, zdaniem menedżerki HRK Financial Markets, jest jednak coraz większa.

Polacy wykazują przedsiębiorczość, otwartość, gotowość do mobilności, niemniej nie za wszelką cenę – podkreśla Agnieszka Cieślok. – Pamiętajmy, że w Polsce ścieżki kariery budowane są szybciej, bo rynek wciąż jest mniej rozwinięty. Wysokie kompetencje danej osoby powodują, że oferta dla niej jest bardziej unikalna niż na innych rynkach.

Producenci drobiu i pasz zachęcają do konsumpcji jajek klatkowych

CEO Magazyn Polska

Producenci drobiu i pasz chcą przekonywać do konsumpcji jajek z nadzorowanej, fermowej produkcji. Jak podkreślają, w ostatnich latach spadła ona o 20 proc., co powoduje problemy producentów, którzy dwa lata temu musieli ponieść duże koszty związane z koniecznością wymiany klatek na większe. Zapewniają, że jajka z ferm są bezpieczniejsze dla konsumentów ze względu na realizowane przez nie programy zwalczania salmonelli.

Polscy klienci idąc za modą na ekologię, często sięgają po jaja bazarowe, kupowane na targowiskach, licząc na to, że kupują tam towar zdrowszy, lepszy, smaczniejszy. Nie zawsze tak jest, a już na pewno narażają się na ryzyko zatruć salmonellą – mówi agencji Newseria Biznes Piotr Lisiecki, wiceprezes Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz.

Przedstawiciele Izby podkreślają, że na fermach ryzyko to ograniczają programy zwalczania salmonelli i stały nadzór weterynaryjny.

W naturze funkcjonuje ponad 300 gatunków salmonelli, wiele z nich jest bardzo groźnych dla człowieka. Najlepiej rozwijają się w temperaturach, które notowane są obecnie (od 20 do 40 stopni Celsjusza).

Dlatego przestrzegamy konsumentów, by dobrze się zastanowili, zanim kupią jajka nieznanego pochodzenia – mówi Piotr Lisiecki. – Na smak i walory kulinarne jajek wpływ ma przede wszystkim właściwy dobór paszy. Możemy kupić bardzo dobre jajka z klatek, tak samo jak beznadziejne z chowów przyzagrodowych, przydomowych.

KIPDiP chce przekonywać konsumentów do najwyższych standardów jaj z systemów klatkowych. Jak podkreślają przedstawiciele Izby, po wymianach klatek na większe w 2012 r. zabrakło informacji na temat tego, że systemy te prowadzone są zgodnie z wymaganiami dobrostanu, gwarantują jakość i bezpieczeństwo zdrowotne.

Jak zauważa Piotr Lisiecki, wiceprezes KIPDiP, jaja fermowe, tzw. klatkowe, mimo złej prasy nadal cieszą się największą popularnością, są bowiem najtańsze.

Właściciele piekarni, ciastkarni i zakładów produkujących żywność, którzy sięgają po pochodzące z ferm jajka klatkowe, twierdzą z całym przekonaniem, że produkty te są znacznie bezpieczniejsze, ponieważ nie niosą ryzyka zarażeń poprzez skorupkę – twierdzi Lisiecki. – Trudno, aby cała branża produkcji, w której wykorzystywane są jajka, pozostawała w błędzie.

KIPDiP zapowiada rozpoczęcie w najbliższym czasie akcji informacyjnej, której celem będzie przekonanie Polaków do spożywania jajek z nadzorowanej, fermowej produkcji. Jej celem jest odbudowanie ok. 20-proc. spadku spożycia jaj klatkowych przynajmniej do poziomu sprzed czterech lat, czyli do 205 sztuk na mieszkańca rocznie.

Izba apeluje także do producentów, aby przeciwstawiali się w swoich środowiskach promowaniu produkcji przyzagrodowej.

Jak podkreślono w stanowisku KIPDiP, producenci wciąż odczuwają skutki kosztownego procesu wymiany klatek na większe.

Niestety, nie sprawdziły się zapewnienia Komisji Europejskiej, że rynek zrekompensuje koszty poniesione za poprawę dobrostanu kur, a konsumenci zaakceptują wyższe ceny jaj – podkreślił prezes Izby, Rafał Ratajczak.

100% PL – polski producent z europejskimi sukcesami

0

Choć nikt nie podważa znaczenia zagranicznego kapitału dla polskiej gospodarki, nie ulega wątpliwości, że patriotyzm gospodarczy jest postawą sprzyjającą jej rozwojowi. Firmy, które mogą pochwalić się polskim kapitałem, odnoszące jednocześnie sukcesy na rynkach zagranicznych, przyczyniają się do wzrostu gospodarczego i budowania pozytywnego wizerunku Polski na świecie.

Osiem biur regionalnych na terenie całej Polski, dwanaście europejskich rynków zbytu, 100% polskiego kapitału: tak wygląda w liczbach Galeco – producent systemów odprowadzania wody deszczowej, szerokiemu gronu klientów znany ze swojego flagowego produktu, systemów rynnowych. Specjalizujemy się w projektowaniu, produkcji i dystrybucji systemów rynnowych, a cały proces wytworzenia produktów Galeco rozpoczyna się i kończy się na terenie Polski. Uważamy, że to powód do dumy i nie przestajemy podkreślać naszego pochodzenia w konsekwentnie rozwijającej się działalności międzynarodowej – mówi Tomasz Piotrowski, Dyrektor Sprzedaży i Marketingu firmy Galeco.

Do października 2014 roku trwać będzie prowadzony przez Galeco program Polski Dekarz na 100%. Uczestnicy programu, którzy dokonają zakupów produktów Galeco na najwyższe kwoty, mają szansę wygrać atrakcyjne nagrody. Program ma przypomnieć konsumentom, że wybierając polskie produkty, mają realny wpływ na tworzenie nowych miejsc pracy i wzrost polskiego PKB.

Docierać jak najdalej

Obok szerokiej sieci dystrybucyjnej na terenie kraju, Galeco posiada trzy spółki zależne, reprezentujące firmę na rynkach krajowych na Węgrzech, Słowacji i Ukrainie. Kontynuowana od 2001 r. ekspansja na rynki europejskie skutkuje dzisiejszą obecnością Galeco także na Białorusi, Litwie i Łotwie, w Czechach, Mołdawii, Islandii, Kazachstanie i Rumunii. – Nie poprzestajemy na tym: najbliższe kierunki ekspansji to Turcja i Tadżykistan, planujemy rozszerzyć działalność także na Zachodzie. W najbliższej perspektywie będzie to Wielka Brytania. Ostatnio udało nam się nawiązać współpracę z firmą kanadyjską – zdradza Tomasz Piotrowski z Galeco.

Zaufanie – podstawa udanej współpracy

Dyplomy, certyfikaty, nagrody – to nie tylko efektowne pozycje w portfolio. Dla klientów i partnerów handlowych to jasny komunikat potwierdzający nie tylko jakość produktów, ale i rzetelność firmy na wszystkich polach działalności. Certyfikaty zdobyte w programach Euro Marka, Najlepsza Marka Europejska czy Solidna Firma – Programie Gospodarczo-Konsumenckim objętym patronatem Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej, to dowody na wysokie standardy obowiązujące wewnątrz firmy. – Przekonanie klientów do naszych systemów rynnowych nie jest trudne: jakość i opatentowane rozwiązania bronią się same. Zdobycie zaufania instytucji i podmiotów gospodarczych na rynkach zagranicznych to zupełnie inne sprawa. Dysponując dobrym produktem i nagrodami, które potwierdzają jakość i rzetelność, można jednak zdziałać wiele – przekonuje Tomasz Piotrowski z Galeco. – Obok nagrody Laur Klienta 2014, Galeco otrzymało w tym roku także Laur Dekady 2004-2014. To najlepszy dowód na to, że konsekwencja i trzymanie się dobrych standardów w biznesie się opłacają – dodaje Tomasz Piotrowski.

 

Impexmetal notuje 30-proc. spadek zysku, rośnie sprzedaż

Rośnie wolumen sprzedaży Impexmetalu, ale ze względu na ceny surowców na świecie i wahania kursu dolara przychody i zysk spadają.

Przychody Impexmetalu w I półroczu 2014 r. spadły o 1,4 proc. w stosunku do tego samego okresu ub.r. i wyniosły 1,36 mld zł. Zysk netto wyniósł natomiast 33,7 mln zł i był niższy o ponad 30 proc. r/r.

Niższe wyniki finansowe spowodowane są, jak tłumaczy spółka w raporcie, uzależnieniem od światowych cen metali i wahań kursowych. Wolumeny sprzedaży rosną natomiast we wszystkich segmentach.

W związku z prowadzeniem działalności operacyjnej przede wszystkim w branży metali nieżelaznych (prawie 90 proc. przychodów) Grupa Kapitałowa jest narażona na wahania średnich cen metali na Londyńskiej Giełdzie Metali (LME). W omawianym okresie spadły średnie ceny aluminium o 9 proc., miedzi o 8 proc., ołowiu o 4 proc. Spośród czterech podstawowych metali wzrosła jedynie cena cynku, o 6 proc. – czytamy w raporcie finansowym Impexmetalu.

Spadają przychody, rośnie natomiast ilość sprzedanych towarów we wszystkich segmentach operacyjnych. Największy segment – segment miedzi zanotował dla przykładu przychody w wysokości 492,1 mln zł, w zeszłym roku było to 511,0 mln zł, natomiast wolumen to 23,7 tys. ton, dla porównania w I półroczu 2013 r. było to 21,5 tys. ton.

Pomimo trudnej sytuacji w budowlance firmy notują zyski

CEO Magazyn Polska

Nawet w trudnym otoczeniu biznesowym firmy budowlane mogą osiągać dobre wyniki dzięki odpowiedniemu zarządzaniu ryzykiem. To zależy przede wszystkim od wewnętrznej organizacji firmy. Lider polskiej branży budowlanej, firma Skanska, właśnie dzięki temu w kryzysowym ubiegłym roku osiągnęła zysk operacyjny w wysokości 170 mln zł.

Inwestor czy klient ma duży wpływ na to, w jaki sposób proces budowlany jest zorganizowany, zaprojektowany, czy dokumentacja projektowa jest profesjonalna oraz w jaki sposób realizacja tego projektu jest nadzorowana. Ale moim zdaniem każdy musi skupić się na tym, co zależy od niego. Czyli my jako firma musimy skupić się na tym, żeby profesjonalnie robić to, za co ponosimy odpowiedzialność – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Andrulewicz, prezes Skanska.

Andrulewicz podkreśla, że właśnie rygorystyczna wewnętrzna organizacja pozwoliła skandynawskiej firmie osiągnąć w ubiegłym roku bardzo dobry wynik. Na polskim rynku spółka zatrudniająca ponad 7 tys. pracowników miała przychody w wysokości 4,2 mld zł, a zysk operacyjny wyniósł 170 mln zł. Zgodnie z raportem rocznym Skanska wskaźnik rentowności netto w Polsce w ubiegłym roku był na poziomie 4 proc. i należał do najwyższych wśród wszystkich rynków, na których działa spółka.

Te wyniki Skanska osiągnęła pomimo słabej kondycji całej branży. W całym ubiegłym roku, zgodnie z danymi Coface, w branży budowlanej ogłoszono 213 postanowień o upadłości w budownictwie, czyli tylko nieznacznie mniej niż rok wcześniej. Jan Styliński, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa, przewidywał jednak w rozmowie z Newserią Biznes, że w tym roku kondycja sektora nie ulegnie poprawie, a może wręcz się pogorszyć.

Andrulewicz zauważa jednak, że to często zbyt ambitne plany spółek, które rywalizowały w wielu przetargach, doprowadzały do ich problemów. Skanska ma wewnętrzny system, który zapobiega takim sytuacjom.

Chcemy bardzo profesjonalnie zarządzać ryzykiem, przede wszystkim odnosi się to do tego, w jaki sposób jesteśmy zorganizowani wewnątrz. Nasza działalność jest oparta o strategię pięciu zer, czyli zero wypadków, zero naruszeń etyki, zero usterek, zero naruszeń środowiska i wreszcie zero stratnych projektów. Jeżeli mamy stratny projekt, to znaczy, że nie byliśmy profesjonalni na etapie wyboru albo realizacji danego projektu – podkreśla Andrulewicz.

W co trzeciej wyprawce szkolnej znajdzie się czytnik e-booków, tablet lub smartfon

CEO Magazyn Polska

Co trzeci rodzic kompletując wyprawkę szkolną, kupi swojemu dziecku urządzenie elektroniczne. Ponad połowa deklaruje, że będzie to czytnik e-booków, który będzie służył do nauki. W tym roku większość rodziców wyda na podręczniki, zeszyty i inne akcesoria miedzy 300 a 700 zł. Cztery razy więcej Polaków niż przed rokiem zdecyduje się na zakupy online.

Blisko 70 procent Polaków planuje wydać na podręczniki i przybory szkolne od 300 do 700 zł na jedno dziecko. Pieniądze na ten cel pochodzić będą głównie z budżetu domowego – mówi Piotr Lipiński z PAYBACK.

Z badania PAYBACK Opinion Poll wynika, że od kilku lat wydatki na wyprawkę szkolną kształtują się na zbliżonym poziomie – czyli między 301 a 700 zł. W ubiegłym roku taką kwotę zadeklarowało 69 proc. rodziców, w 2012 – 65 proc. Większą kwotę na zakupy (nawet o 500 zł) przeznaczy w tym roku 20 proc. Polaków.

Rodzice szukają możliwości jak najtańszych zakupów, coraz częściej więc decydują się na zakupy przez internet. W e-sklepach w przybory i akcesoria szkolne zaopatrzy się cztery razy więcej Polaków niż przed rokiem. Podręczniki kupione przez internet mogą być tańsze niż w stacjonarnych księgarniach o kilka czy nawet kilkanaście złotych. Ponadto internetowe księgarnie często oferują również rabaty na zakup reszty wyprawki lub bezpłatną wysyłkę.

Połowa badanych zakupi podręczniki w internecie, to półtora razy więcej osób niż w zeszłym roku. Co ciekawe co trzeci Polak planuje zakup urządzeń elektronicznych, ponad połowa z nich czytniki e-booków, które mają służyć dzieciom do nauki – zaznacza Lipiński.

Wydatki może też obniżyć zakup używanych podręczników na kiermaszach lub od osób prywatnych. Jeśli książki są aktualne i niezbyt zniszczone, na wyposażenie dziecka do szkoły rodzice mogą dzięki temu wydać nawet o kilkadziesiąt złotych mniej. Mimo to większość rodziców decyduje się na zakup nowych podręczników (70 proc.).

Choć rodzice starają się robić szkolne zakupy z głową, to ponad 65 proc. badanych przyznaje, że podczas zakupów część przedmiotów trafia do koszyka spontanicznie – przede wszystkim rzeczy, które nie są w szkole niezbędne. Duży wpływ na to ma obecność dzieci podczas zakupów.

Większość Polaków (ponad 75 proc.) decyduje się na kupno wyprawki jeszcze przez rozpoczęciem roku szkolnego. Pozwala to nie tylko na skompletowanie potrzebnych książek i przyborów bez pośpiechu, lecz także na oszczędność, ponieważ niektórzy wydawcy w wakacje proponują korzystne rabaty.

 – Istnieje również możliwość dofinansowania zakupu podręczników z budżetu państwa. Taki rządowy program dofinansowania istnieje od 2002 roku, niestety tylko połowa rodziców wie, komu takie dofinansowanie przysługuje i w jaki sposób się o nie ubiegać – podkreśla ekspert.

Program „Wyprawka szkolna” jest przeznaczony na zakup podręczników m.in. dla uczniów II, III i VI klasy szkoły podstawowej, III klasy szkoły ponadgimnazjalnej oraz dla dzieci niepełnosprawnych. Na pomoc mogą liczyć rodziny, w których dochód na jedną osobę nie przekracza 539 zł. Według szacunków Ministerstwa Edukacji Narodowej z programu będzie mogło skorzystać 488 tys. uczniów (w tym 121 tys. z orzeczeniem o potrzebie kształcenia specjalnego).

Lipiec przerwał dobrą passę funduszy inwestycyjnych

CEO Magazyn Polska

Mimo słabego lipca, kiedy aktywa zgromadzone w TFI spadły o 3,7 mld zł, fundusze inwestycyjne są zadowolone z wyników osiąganych w tym roku. TFI korzystają na tym, że są niskie stopy procentowe, które zmniejszają atrakcyjność lokat bankowych. Kolejnym wyzwaniem dla banków mogą być niedługo fundusze celu. Mają one osiągać określoną stopę zwrotu, np. 5 proc., przy ryzyku porównywalnym z lokatą bankową.

Do funduszy napłynęło w pierwszym półroczu 5,5 mld zł. Prawie 10 proc. tej kwoty stanowiły nasze fundusze. Jesteśmy w pierwszej czwórce, przed nami jest tylko PZU, PKO BP, Pioneer. W pierwszym półroczu napłynęło do Aviva TFI około 1 mld 100 mln złotych brutto, czyli mniej więcej pół miliarda netto – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Przybylski, prezes zarządu Aviva Investors TFI.

W lipcu wartość aktywów zgromadzonych w TFI spadła o 3,7 mld zł do 199 mld zł. Powodem były rekordowe w skali miesiąca wypłaty środków z jednego z funduszy niepublicznych, które sięgnęły 3,5 mld zł – wynika z raportu przygotowanego przez Analizy Online i Izbę Zarządzających Funduszami i Aktywami. Dla segmentu funduszy detalicznych lipiec był jednak udanym miesiącem, ponieważ saldo wpłat i umorzeń wyniosło +900 mln zł. Innym powodem spadku wartości aktywów dla całego rynku TFI był ujemny wynik zarządzania w wysokości -1,0 mld zł.

Inwestycjom w fundusze sprzyjają rekordowe niskie stopy procentowe NBP, ponadto coraz więcej analityków i ekonomistów spodziewa się, że RPP będzie zmuszona złagodzić swoją politykę. To jeszcze bardziej zmniejszy atrakcyjność lokat bankowych w stosunku do inwestycji na rynku kapitałowym. Biorąc pod uwagę 2-letni horyzont inwestycyjny, akcje notowane na GPW powinny dać wyższe zyski niż obligacje skarbowe, korporacyjne czy instrumenty rynku pieniężnego.

Mimo wielu ryzyk, które ciążą segmentowi akcji, naszym zdaniem jest to rynek, który powinien przynosić najlepsze wyniki w horyzoncie kolejnych 24 miesięcy. Tu można spodziewać się kilkunastoprocentowych stóp zwrotu w optymistycznym scenariuszu – przewiduje Marek Przybylski.

TFI wychodzą naprzeciw preferencji inwestorów odnośnie stopy zwrotu i ryzyka, poszerzając stale ofertę dostępnych funduszy. Klienci coraz częściej chcą inwestować w fundusze celu (target funds), zamiast samodzielnie dobierać do swojego portfela fundusze, które pozwolą im uzyskać pożądaną relację oczekiwanego zysku i ryzyka.

Klient w tej chwili nie myśli o funduszach w ten sposób, że chce zarobić więcej niż rynek akcji, a w czasie bessy stracić mniej niż rynek akcji, tylko chce zrealizować swój cel. Nasz pierwszy fundusz celu ma przynieść klientowi znacznie wyższą stopę zwrotu niż depozyt bankowy, celujemy w 5 punktów procentowych rocznie, z niewiele większą zmiennością, czyli z niewiele większym ryzykiem niż depozyt – wyjaśnia prezes Aviva Investors TFI.

Fundusz celu ma być dostępny na polskim rynku pod koniec 2014 r. lub na początku 2015 r. Aviva Investors planuje także uruchomić fundusz, który zapewni ochronę siły nabywczej pieniędzy przed inflacją.

Kolejnym pomysłem jest fundusz, który będzie generował w miarę stabilny strumień dochodów dla klienta, który chce co kwartał, co pół roku wypłacać pieniądze i mieć w ten sposób dodatkowe wsparcie z funduszy. Taki jest kierunek podejmowanych przez nas działań. Nie będziemy już inwestować w kolejne rynki czy kolejne klasy aktywów, tylko raczej będziemy realizowali cele klientów, wprowadzając nowe produkty – twierdzi Marek Przybylski.

Saturn inwestuje w sklepy dla fanów nowych technologii

0

Saturn SamsungSaturn, sieć sklepów z elektroniką użytkową, będzie intensywniej rozwijać sieć mniejszych, specjalistycznych sklepów z produktami najwyższych technologii. Przy współpracy z producentem sprzętu firmą Samsung sieć otworzyła pierwszy Saturn Samsung Store w Galerii Katowickiej.

Saturn liczy na sukces tego przedsięwzięcia, bo – jak podkreślają przedstawiciele sieci – nowy format jest odpowiedzią na potrzeby rynku i klientów.

To pierwszy sklep Samsung Saturn Store. To, czy będą kolejne, zależy od powodzenia tego eksperymentu – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Sławomir Uherek, dyrektor zarządzający sieci Saturn. – Głęboko wierzę, że skończy się to sukcesem, bo zarówno marka Saturn, jak i Samsung są liderami technologii w swoich branżach. Wierzę, że klienci odpowiedzą na to wieloma wizytami i dobrymi zakupami.

Pierwszy Samsung Saturn Store jest znacznie mniejszy od typowego sklepu sieci Saturn. To świadoma decyzja. Przedstawiciele Saturna opierając się na badaniach preferencji klientów, zauważyli, że ostatnio rośnie grupa kupujących, którzy poszukują wyspecjalizowanych sklepów i chcą mieć w zasięgu ręki wszystko, co ich interesuje.

W dużych sklepach mamy ofertę wielu działów, ofertę przekrojową innych asortymentów, nie tylko wysokie technologie. Natomiast małe formaty zlokalizowane w centrach o wysokim trafficu czy dużej liczbie klientów, są skonstruowane tak, by klient, w miejscu do którego często przychodzi, czyli w galerii handlowej, na małej powierzchni miał dostęp do wszystkich najnowszych technologii – zaznacza dyrektor zarządzający sieci Saturn.

Podkreśla, że dziś klienci poszykują produktów elektronicznych, z którymi mogą się przemieszczać. Najlepiej sprzedają się takie urządzenia, jak smartfony, tablety i laptopy, czyli te umożliwiające korzystanie z mobilnego internetu.

Skupiamy się teraz na najwyższych technologiach, co też bardzo wyraźnie komunikujemy razem z liderem tych technologii, czyli Samsungiem – mówi Sławomir Uherek. – Nasze przedsięwzięcie odpowiada na potrzeby klientów, na rozwijający się rynek właśnie w kategorii urządzeń mobilnych i nowoczesnych technologii.

W nowym sklepie dostępne będą jednak nie tylko urządzenia mobilne, lecz także innowacyjne produkty AGD z segmentu premium, m.in. lodówki i pralki.

Saturn Samsung Store to element nowej oferty sieci. W ubiegłym roku Saturn uruchomił format specjalistycznych sklepów poświęconych technologiom mobilnym i akcesoriom.

Ponad 200 dzieci urodziło się w pierwszym roku rządowego wsparciu in vitro. Do połowy 2016 r. do programu trafi prawie 250 mln zł

CEO Magazyn Polska

W pierwszym roku rządowego programu finansowania zapłodnienia in vitro na świat przyszło ponad 200 dzieci poczętych w ten sposób. W programie, który potrwa do połowy 2016 r., pomoc ma uzyskać 15 tys. par. Rząd zarezerwował na ten cel 250 mln zł. Wsparcie jest niezbędne, bo niepłodność jest coraz większym problemem, a zapłodnienie in vitro najskuteczniejszą metodą jej leczenia.

Zgodnie z danymi Europejskiego Towarzystwa Reprodukcji Człowieka i Embriologii ponad 1,5 miliona par w naszym kraju zmaga się z problemem niepłodności. Według Światowej Organizacji Zdrowia na świecie liczba ta sięga nawet 80 milionów.

Skala problemu niepłodności w ciągu dziesięcioleci narasta. Nad czynnikiem żeńskim, który dawniej dominował, zaczyna w tej chwili przeważać czynnik męski, który jest bardzo trudny do leczenia. Co więcej pary decydują się znacznie później na posiadanie dzieci, co dodatkowo utrudnia zajście w ciążę – mówi agencji informacyjnej Newseria dr Jarosław Niemoczyński, ginekolog-położnik z Kliniki Leczenia Niepłodności INVICTA.

Uruchomiony od początku lipca ubiegłego roku rządowy Program Leczenia Niepłodności Metodą Zapłodnienia Pozaustrojowego, czyli dofinansowywanie procedury zapłodnienia in vitro, ma pomóc zmniejszyć skalę tego zjawiska. Na trzyletni program przewidziano 247,2 mln zł. Już w pierwszym roku obowiązywania programu, jak wynika z danych Ministerstwa Zdrowia, zgłosiło się prawie 12 tys. par. Do leczenia zakwalifikowanych zostało ponad 8 tys.

Dzięki dofinansowaniu w pierwszym roku obowiązywania programu urodziło się 214 dzieci. Plan resortu zakładał pomoc 2,5 tys. par w 2013 r., 5,5 tys. w obecnym oraz 7,5 tys. w 2015 r. i pierwszej połowie 2016 r. Wsparcie mogą otrzymać tylko te pary, którym nie pomagają inne metody. Jak podkreśla Ministerstwo Zdrowia, przed rozpoczęciem rządowego programu dostęp in vitro był znacznie ograniczony z powodów finansowych.

Niepłodność coraz częściej wiąże się z problemami psychologicznymi. W badaniu przeprowadzonym przez specjalistów z Kliniki Położnictwa i Ginekologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego 78 proc. kobiet i 62 proc. mężczyzn z par leczących się na niepłodność zgłaszało przygnębienie, poczucie beznadziejności oraz utratę radości życia.

In vitro, czyli zapłodnienie pozaustrojowe, jest obecnie najskuteczniejszą metodą leczenia niepłodności. Twórca metody, brytyjski biolog Robert Geoffrey Edwards, otrzymał za jej opracowanie Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny.

W Polsce zabiegi in vitro wykonywane są z sukcesem już od 1987 r.

Od tego czasu bardzo dużo się zmieniło, jeśli chodzi o dostępność zabiegów in vitro w Polsce: liczba miejsc, w których można ten zabieg wykonać, oraz koszty, jakie pacjent musi ponosić. Z naukowego punktu zmienił się sposób przygotowania i technika medyczna  mamy coraz lepsze leki do stymulacji jajeczkowania, coraz lepsze techniki uzyskiwania, zmienił się też sposób przechowywania zarodków – tłumaczy Jarosław Niemoczyński.

Zgodnie z szacunkami przedstawionymi w rządowym programie finansowania in vitro każda próba zapłodnienia pozaustrojowego kosztuje łącznie ok. 7,5 tys. zł. Skuteczność cykli wynosi 30 proc., program zakłada zatem przeprowadzenie do trzech prób dla każdej pary. Łącznie w programie przewidziano niemal 32 tys. cykli. Poza samym przeprowadzaniem zabiegów w koszty programu wliczone są też koszty stworzenia i prowadzenia rejestru osób leczonych metodą in vitro (ponad 400 tys. zł) oraz posiedzeń Rady Naukowej (90 tys. zł).

Firmy otwierają się na pracowników tuż po studiach. Biedronka zatrudni tysiąc absolwentów

CEO Magazyn Polska

Duże firmy powoli otwierają się na zatrudnianie osób tuż po studiach, bez doświadczenia zawodowego. Przykładem jest sieć sklepów Biedronka, która zaoferuje absolwentom tysiąc nowych miejsc pracy. Firmy wychodzą również z inicjatywą ściślejszej współpracy z uczelniami. Takie inicjatywy mają pomóc w ograniczeniu najważniejszego problemu rynku pracy, czyli bezrobocia wśród młodych.

W grupie wiekowej do 25 lat wskaźnik bezrobocia jest na poziomie powyżej 25 proc. To jest duży problem rynku pracy – bezrobocie młodych, którzy kończą szkoły średnie, uczelnie i bardzo trudno jest im znaleźć dla siebie miejsce na rynku pracy – podkreśla Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

To nie tylko problem Polski, bo z danych Eurostatu wynika, że bez pracy pozostaje 23 proc. młodych Europejczyków. Dlatego duże firmy powoli zaczynają otwierać się na zatrudnianie młodych ludzi. Przykładem jest Europejska Inicjatywa na rzecz Zatrudniania Ludzi Młodych firmy Nestlé, do której przystąpiły takie firmy, jak: EY, Google, AXA czy Facebook, a we wrześniu przystąpią również partnerzy z Polski.

Na polskim rynku przykładem inicjatywy skierowanej do młodych jest akcja sieci sklepów Biedronka, która obok planów zatrudnienia na poziomie 5 tys. osób w tym roku, zamierza w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy zatrudnić tysiąc absolwentów wyższych uczelni na stanowiska kierownicze w sklepach. Młodzi mogą liczyć również na stanowiska pracy tworzone przez giganta w obszarze e-commerce, czyli firmę Amazon.

Tych programów, które firmy szykują, na razie jest niewiele i jak widać głównie w obszarze handlu, ale od czegoś trzeba zacząć – podkreśla Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek.

Jej zdaniem oprócz nowych miejsc pracy ważna jest również ściślejsza współpraca między firmami a uczelniami.

To, czego uczymy młodych ludzi, czy to na poziomie średnim, czy na poziomie wyższym, ma się, nie chcę powiedzieć nijak, ale w niewielkim stopniu do tego, jakie są oczekiwania przedsiębiorców – ocenia główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan. – Dlatego, jak przedsiębiorcy mówią o tym, jakich pracowników poszukują, to na pierwszym miejscu wymieniają doświadczenie, ponieważ wiedzą, że informacje, które uzyskujemy w procesie edukacji, są absolutnie niewystarczające.

Dostrzegają to sami zainteresowani. Ponad połowa studentów uważa, że program studiów w niewystarczającym stopniu uwzględnia obowiązkowe staże i praktyki – wynika z badania Polskiego Stowarzyszenia Zarządzania Kadrami w ramach kampanii społecznej „Staż. Sprawdź, zanim pójdziesz!”. Co trzeci twierdzi, że studia nie przygotowują ich do podjęcia pierwszej pracy.

Wiedzę teoretyczną młodzi ludzie mają, i to całkiem przyzwoitą. Czasami nawet ponad to, co jest im i będzie im w życiu zawodowym potrzebne. Natomiast to, czego na pewno nie mają po procesie edukacji to doświadczenie – mówi Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek. – Mam nadzieję, że programy, które będą uruchamiane przez duże firmy skierowane do absolwentów, będą zbudowane tak, aby mogli oni zdobywać doświadczenia nie tylko w jednym miejscu w firmie, lecz także żeby mogli przejść przez wiele działów, poznać, na czym polega praca w firmie, żeby ich kompetencje były wzbogacone o znacznie szersze doświadczenia.

Jak podkreśla ekonomistka, sytuacja na rynku pracy poprawia się, ale bardzo wolno, tym bardziej że w okresie prac sezonowych to normalne zjawisko. W lipcu 2014 bezrobocie spadło do 11,9 proc. – wynika z danych resortu pracy. Ministerstwo liczy, że na koniec roku będzie na poziomie ok. 12,5 proc.

Pytanie, co się wydarzy we wrześniu czy październiku, kiedy zmniejszy się liczba osób zatrudnionych przy pracach sezonowych, a także, kiedy zapewne będziemy mieć już pierwsze skutki embarga rosyjskiego na wiele produktów, w szczególności rolno-spożywczych – zastanawia się główna ekonomistka Lewiatana.

Na razie z gospodarki płyną sprzeczne sygnały. Produkt Krajowy Brutto w I kw. 2014 wzrósł  o 3,4 proc. To jeden z lepszych wyników w Unii Europejskiej. Mimo to zatrudnienie w firmach wzrosło w niewielkim stopniu, a lipcowy wskaźnik PMI opisujący nastroje menadżerów w przemyśle spadł, pokazując, że nie są one najlepsze. Według ekonomistki pozytywne jest to, że pracodawcy nie planują zwolnień.

Nawet jeśli gospodarka nie rośnie tak szybko, jak byśmy tego oczekiwali, to jednak przedsiębiorcy niechętnie pozbywają się pracowników – ocenia Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek. – Uważają, że ci pracownicy, którzy już są w firmie i ją znają, są wartością dodaną dla tej firmy.

Z mBankiem na stałym kursie

Do końca sierpnia trwa subskrypcja nowej lokaty strukturyzowanej mBanku Stały kurs. Roczna inwestycja oparta jest o kurs EUR/PLN i daje możliwość zysku do 5 proc. w skali roku przy jednoczesnej gwarancji kapitału. Minimalna kwota inwestycji to tysiąc złotych.

Aktywem bazowym lokaty jest średni kurs EUR wyrażony w PLN, publikowany przez Narodowy Bank Polski w każdym dniu roboczym.

Wysokość oprocentowania zależny od utrzymania się poziomu kursu walutowego w określonym przedziale. Jego zakres zostanie wyznaczony pierwszego września br. według następującej formuły: dolny poziom przedziału będzie o 14 groszy niższy, a górny wyższy o 2 grosze niż kurs EUR/PLN opublikowany tego dnia. Maksymalny zysk z lokaty może wynieść 5 proc. Jeśli natomiast warunek dziennej obserwacji będzie spełniony w 75 proc. obserwacji, to zwrot z lokaty będzie na poziomie 3,75 proc.

– Konstrukcja lokaty zakłada umocnienie złotego. Zdaniem ekonomistów mBanku w realizacji tego założenia polskiej walucie sprzyjać ma wzrostowa faza cyklu koniunkturalnego oraz postrzeganie jej jako satelity strefy euro. Ten ostatni element jest dla nich szczególnie ważny w kontekście globalnie niskich stóp procentowych, ponieważ generuje dodatkowy popyt na polski dług – traktowany jako alternatywę dla obligacji strefy euro – mówi Kajetan Kędzior, z Wydziału Produktów Inwestycyjnych mBanku.

Lokatę Stały kurs nabyć można do 31 sierpnia br. Minimalna kwota inwestycji wynosi tysiąc złotych, a z jej otwarciem nie wiążą się żadne opłaty. Lokata objęta jest całkowitą gwarancją kapitału w dniu zakończenia. Inwestycja potrwa od 1 września 2014 roku do 1 września 2015 roku. Podczas trwania lokaty klient może w każdej chwili sprawdzić, jaka jest jej teraźniejsza wartość w serwisu bankowości elektronicznej.

Z nowej emisji akcji Lotos sfinansuje rozwój własnego wydobycia

Rozwój rafinerii i rozwój własnego wydobycia paliw Lotos chce sfinansować z emisji nowych akcji.

Lotos planuje pozyskać ok. 1 mld zł emisji nowych akcji, które zostaną zaoferowane dotychczasowym akcjonariuszom spółki. Wpływy z emisji zostaną przeznaczone na dalsze prace nad wzrostem własnego wydobycia węglowodorów oraz zwiększeniem kompleksowości rafinerii

Decyzja o podwyższeniu kapitału zakładowego poprzez emisję nowych akcji zapadnie 8 września br. na zaplanowanym Nadzwyczajnym Walnym Zgromadzeniu Grupy Lotos SA.

W ramach planowanego podwyższenia kapitału zakładowego proponowana jest emisja do 55 mln nowych akcji zwykłych, skierowana do akcjonariuszy Lotosu, którym przysługiwać będzie prawo poboru. Proponowany dzień prawa poboru to 18 listopada 2014 r. Za każdą jedną akcję posiadaną na koniec dnia prawa poboru akcjonariuszowi będzie przysługiwało jedno prawo poboru.

– Wielkość wpływów z emisji będzie uzależniona m.in. od sytuacji makroekonomicznej, sytuacji na rynkach kapitałowych, popytu na akcje oraz ostatecznie ustalonych warunków emisji – zastrzega Lotos w komunikacie.

(Newseria Inwestor)

mBank: pierwszy bank obecny na Instagramie

0

mBank po raz kolejny wyprzedza rynek, sięgając po innowacyjne sposoby komunikacji z klientem. Jako jedyna instytucja finansowa w Polsce ma konto na Instagramie – niezwykle popularnym fotograficznym serwisie społecznościowym. Do aktywności na profilu zachęca też klientów, a autorów najciekawszych zdjęć nagradza mobilnymi gadżetami.

mBank jest ikoną bankowości mobilnej. Tytuł ten potwierdzają działania podejmowane zarówno w sferze produktowej (nowy serwis bankowości elektronicznej w internecie oraz aplikacja mobilna), jak i komunikacyjnej. mBank był pionierem w zakresie komunikacji z klientami w internecie za pośrednictwem bloga i forum. Jako jeden z pierwszych pojawił się też na Facebooku i Twitterze. Teraz przeciera szlaki na Instagramie, pokazując bank „od kuchni”.

Osoby obserwujące profil mBanku w serwisie fotograficznym mogą zobaczyć m.in. zdjęcia zrobione podczas wydarzeń, którym patronuje bank, jak również fotografie autorstwa jego pracowników (hasztag #okiempracownika). Teraz do aktywności na Instagramie zachęcani są także klienci, dla których bank przygotował specjalny konkurs – Tour de mBank.  Do wygrania są m.in. czytniki książek oraz rower miejski.

– Zabawa potrwa do 28 września br. Aby wziąć w niej udział wystarczy zrobić zdjęcie, na którym w ciekawy sposób pokazany zostanie rower oraz temat przewodni konkursu, publikowany co siedem dni na stronie www.mbank.pl/rower. Do 17 sierpnia będzie nim hasło mMural – mówi Izabela Kwiatkowska z mBanku, odpowiedzialna za organizację konkursu oraz działania banku na Intagramie. Zdjęcie należy zamieścić wraz z hashtagami: #mobilnymBank oraz wpisem odpowiednim dla danego tygodnia. Akcja przygotowana została we współpracy z agencja VML Poland, która pracując nad koncepcją konkursu inspirowała się rzeczywistymi zachowaniami internautów, którzy publikowali w sieci zdjęcia z rowerami miejskimi.

Podczas konkursu mBank promuje korzystanie z rowerów miejskich, jako letnią alternatywę komunikacyjną dla zatłoczonych miast i dobry sposób spędzania wolnego czasu. Na rowerach z logo banku można jeździć już w ośmiu miastach Polski.mBank: pierwszy bank obecny na Instagramie 1

Energa notuje spadek przychodów, ale wzrost zysku

Przychody Energii spadły w I poł. br. o 9 proc., zysk wzrósł o 11 proc.

Energa SA, grupa zajmująca się wytwarzaniem, dystrybucją i sprzedażą energii, zanotowała po I poł. 2014 r. przychody ze sprzedaży w wysokości 5,28 mld zł, co wobec tego samego okresu ub.r. stanowi spadek o 9 proc.

Firma miała jednak wzrost zysku netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej. W I poł. roku na czysto firmy grupy Energa zarobiły 595,4 mln zł, co jest wynikiem wyższym od ubiegłorocznego o ponad 11 proc. Różnica wynika ze spadku kosztów sprzedaży.

W II kw. 2014 r. całkowita zainstalowana moc wytwórcza Grupy Energa wyniosła 1,3 GW. Grupa wytworzyła brutto 1,3 TWh energii elektrycznej: 62 proc. wytworzonej energii brutto pochodziło z węgla kamiennego, 19 proc. z wody, 14 proc. z biomasy i 5 proc. z wiatru. Dla porównania, w tym samym okresie ub.r. Energa wyprodukowała z węgla procentowo mniej energii – 61 proc., natomiast 26 proc. było wyprodukowane z wody, a 13 proc. z biomasy.

Produkcja ciepła brutto wyniosła 635,4 TJ. Spółka dystrybucyjna Grupy, Energa-Operator SA, dostarczyła 5,1 TWh energii elektrycznej do 2,9 mln odbiorców.

Spadają przychody i zysk Open Finance

W I poł. br. Open Finance zanotował spadek przychodów o 12 proc. i spadek zysku prawie o połowę.

Open Finance, spółka zajmująca się doradztwem finansowym, zanotowała w I półroczu br. spadek przychodów o 12 proc. r/r do poziomu 194 mln zł, podano w raporcie finansowym.

Największy wpływ na spadek przychodów miała sprzedaż produktów inwestycyjnych. W I poł. roku Open Finance sprzedał ich na kwotę 58,5 mln zł – to o ponad 41 proc. mniej niż przed rokiem. Wzrosła, choć nieznacznie, sprzedaż usług pośrednictwa w obrocie nieruchomościami. W obrocie lokalami z rynku pierwotnego spółka miała przychody na poziomie 15,4 mln zł. To o 6 proc. więcej r/r, ale też jedyny segment działalności, gdzie zanotowano wzrost przychodów.

Zysk netto miał jeszcze większy spadek w ujęciu rocznym, prawie o połowę – z poziomu 2,3 mln do 14,9 mln zł w I poł. 2014 r.

Zawisła wiecha na kolejnym etapie osiedla Hochtief na Bielanach

CEO Magazyn Polska

Budynki etapu IIA osiedla Sokratesa Park & Art osiągnęły stan surowy. Hochtief ma zakończyć prace nad budynkiem w II kw. 2015 r.

Firma Hochtief Polska zakończyła realizację stanu surowego obiektów powstających w etapie IIA budowy osiedla Sokratesa Park & Art w Warszawie. Inwestycja, na której właśnie zawieszono symboliczna wiechę, budowany jest na działce przy ul. Sokratesa 13 w Warszawie, w dzielnicy Bielany. Inwestorem obiektu jest firma Sokratesa Development.

Zakończenie budowy etapu IIA osiedla zaplanowano na II kwartał 2015 roku. Na wrzesień br. planowane jest rozpoczęcie robót etapu IIB, a ich zakończenie na luty 2016 roku.

Zakończyliśmy prace stanu surowego budynków w etapie IIA osiedla, obecnie realizujemy roboty murowe wewnętrzne i instalacyjne. Rozpoczęliśmy prace na elewacjach i dachach budynku. Zgodnie z harmonogramem w najbliższym czasie rozpoczniemy przebudowę w ulicy Sokratesa umożliwiającą wjazd na teren całego osiedla realizowanego w etapie II, jak również dostęp do lokali usługowych zlokalizowanych wzdłuż ulicy – powiedział Wojciech Kasprowicz, kierownik kontraktu z warszawskiego oddziału Hochtief Polska.

W ramach projektu powstają dwa  9-kondygnacyjne budynki z dwiema kondygnacjami podziemnymi przeznaczonymi na garaże. Na parterze budynków znajdzie się siedem lokali usługowe. Autorem projektu obu etapów inwestycji jest pracownia MKC Architekci.

(Newseria Inwestor)

Trudne półrocze dla domów maklerskich. Nadzieją poprawa koniunktury i zmiany na GPW

CEO Magazyn Polska

Domy maklerskie mają za sobą trudne półrocze – na podstawowej działalności praktycznie nic nie zarobiły. Bardziej zapobiegliwi funkcjonują głównie w oparciu o własne inwestycje i pozabrokerskie usługi dla klientów. Szans na nowych inwestorów i większą liczbę debiutów upatrują w działaniach nowych władz giełdy. Zdaniem brokerów powinny one w większym stopniu zaangażować się w aktywizację inwestorów.

Podstawowym problemem domów maklerskich są obecnie niskie obroty, a właśnie prowizje stanowią dla większości z nich główne źródło dochodów.

 Działalność maklerska wśród biur maklerskich jest obecnie deficytowa – przyznaje w rozmowie z agencją Newseria Inwestor Jacek Rachel, prezes zarządu DM BDM. – Cała branża w pierwszym półroczu wypracowała praktycznie zerowy wynik na działalności maklerskiej, a te niewielkie zyski, które się pojawiły w rachunkach wyników, wynikają z działalności inwestycyjnej biur maklerskich, którą podejmują na własny rachunek.

Według danych GPW wartość obrotów sesyjnych akcjami na rynku głównym w lipcu tego roku spadła o 5,4 proc. w stosunku do wartości z lipca 2013 r. Nie przybywa też nowych rachunków – ostatni duży wzrost ich liczby był związany z debiutem PKP Cargo jesienią ubiegłego roku. Niewiele jest też nowych spółek na giełdzie, a zupełnie już brakuje prywatyzacji.

 Receptą na tę sytuację jest zdywersyfikowana struktura przychodów – mówi prezes BDM. – Nasze biuro w tej chwili świadczy praktycznie pełny zakres usług maklerskich. Zajmujemy się bankowością inwestycyjną, jesteśmy brokerem klientów indywidualnych, świadczymy usług dla instytucji, wypełniamy także funkcję animatora, dbamy o płynność. Jesteśmy liderem w pełnieniu funkcji animatora na rynku NewConnect, który jest coraz większy na giełdzie.

Maklerzy liczą na poprawę koniunktury, ale też na zmianę sytuacji na samej GPW i realizację pomysłów jej nowego prezesa. To zrozumiałe, że giełda jako firma musi zarabiać, ale musi też uwzględniać interes swoich uczestników – podkreśla Rachel

(Newseria Inwestor)

DM Citi Handlowy: Spółki energetyczne są zbyt drogie

CEO Magazyn Polska

WIG-energia urósł od początku roku o blisko jedną czwartą, podczas gdy indeks obejmujący wszystkie spółki stał w miejscu. Inwestorzy chętnie kupowali akcje spółek energetycznych, ponieważ rosła awersja do ryzyka, a sam sektor skutecznie redukował koszty. Marże pozostają jednak niskie, a wyniki są silnie uzależnione od pojedynczych wydarzeń. W rezultacie przez najbliższe lata niektóre spółki będą odnotowywały mniejsze wpływy niż wydatki.

Indeks WIG-energia urósł od początku roku o blisko 25 proc., podczas gdy WIG30 jest teraz niemal na tym samym poziomie, co w styczniu, a nawet lekko spadł. Na przestrzeni ostatniego roku najmocniej zdrożały akcje PGE (ok. 35 proc.), Energi (ok. 30 proc.) oraz czeskiego CEZ (blisko 20 proc.). Słabiej na tym tle wypadły walory Tauronu i Enei, które podrożały odpowiednio o 9 i niespełna 1 proc. Według Piotra Dzięciołowskiego, analityka sektora energetycznego w DM Citi Handlowy, nie ma już obecnie podstaw do tego, by spółki energetyczne kosztowały więcej niż obecnie.

Gdyby spojrzeć na ich realne zyski, zabrać im darmowe CO2, zabrać im subsydia na zielone certyfikaty, dołożyć trochę długu, który będzie w związku z inwestycjami, to jednak płacenie za akcję kwot siedmiokrotnie przekraczających wskaźnik EV/EBITDA roku 2016–2017, to już jest dosyć agresywna wycena. Patrząc na perspektywy dywidend, możemy przypuszczać, że nie będą one przekraczać 3 proc. w przypadku Tauronu i  4-5 proc. w przypadku PGE. Tak więc nie widzę specjalnie dużych możliwości wzrostu – ocenia w rozmowie z agencją  informacyjną Newseria Inwestor Piotr Dzięciołowski, analityk sektora energetycznego w DM Citi Handlowy.

Po wyłączeniu korzystnych czynników związanych z regulacjami, analiza fundamentalna nie daje podstaw do wyceny polskiej energetyki wyżej, niż są wyceniane benchmarkowe firmy w Europie.

– Nie wiemy do końca, jak rozwiąże się kwestia rynku mocy i znormalizowania ich sposobu zarabiania pieniędzy na elektrowniach konwencjonalnych, nie mamy również pewności, czy wolne przepływy pieniężne przez najbliższą dekadę będą ponad kreską. Czyli kupujemy tak naprawdę perspektywy po roku 2020, bo wtedy będą zarabiały realny cash. Po tych wycenach według mnie nie jest to atrakcyjne – mówi Dzięciołowski.

Według prognoz DM Citi Handlowego spółki zanotują niższe wyniki dopiero w przyszłym roku, co będzie jeszcze konsekwencją trudnego 2013 r. Dzięciołowski uważa, że presja na marże pozostaje bardzo silna, zwłaszcza w segmencie sprzedaży, gdzie nie ma już dużej możliwości obniżenia kosztów.

Na tle konkurencji dobrze prezentuje się Energa, która zdaniem Dzięciołowskiego oferuje stabilne wyniki, a w konsekwencji także dywidendy. Jej atutem jest to, że wyniki nie będą obciążone przez nierentowne inwestycje w duże bloki węglowe. Analityk DM Citi Handlowego zaznacza jednocześnie, że cena akcji powyżej 20 zł to dość dużo, gdyż przyszłe dywidendy nie mają całkowitego pokrycia w prognozowanych wolnych przepływach pieniężnych w spółce Energa.

Jej perspektywy związane są w większości z segmentem dystrybucji, który jest przewidywalny i w jakimś tam stopniu wzrostowy. O ile podlega pod te fluktuacje związane ze zmianami stóp procentowych poprzez przeniesienie tego na regulowany zwrot z kapitału, o tyle jednak spółka powinna móc wygenerować wystarczająco dużo pieniędzy, by płacić dywidendę w kolejnych 2-3 latach – prognozuje Dzięciołowski.

Aleksandra Bluj (Ipopema): Rosną szanse na obniżki stóp procentowych

CEO Magazyn Polska

Sankcje ekonomiczne ze strony Rosji bezpośrednią uderzą we wzrost PKB, który po drugim kwartale zdaniem ekonomistów będzie rozczarowujący. Embargo na polski eksport wyhamuje jeszcze bardziej inflację, która już teraz jest w pobliżu zera. Obniżka stóp procentowych to jednak dobra wiadomość dla kredytobiorców, którzy mogą z powrotem rozruszać polską gospodarkę. Według analityków RPP może wykonać taki ruch najwcześniej we wrześniu.

Wydaje się, że Rada Polityki Pieniężnej powinna rozważyć obniżki stóp procentowych. Tym bardziej że wprowadzone sankcje, pomimo że nie uderzają co do skali w polski eksport, to jednak będą oddziaływały na ceny, czyli na ultraniski poziom inflacji w Polsce. Prawdopodobnie będzie to też oddziaływało na nastroje, dlatego RPP musi brać to pod uwagę. Wydaje się, że będziemy dyskutować o prawdopodobieństwie obniżki, a czy to się stanie zależy od tego, jak źle pracował nasz PKB w II kwartale – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Aleksandra Bluj, analityk rynku stopy procentowej w Ipopema Securities SA.

Analitycy banku inwestycyjnego Goldman Sachs spodziewają się, że RPP obniży stopy procentowe w IV kwartale 2014 r. lub na początku przyszłego roku. W opublikowanej 8 sierpnia prognozie jednak wskazują, że będzie to zależało od dynamiki PKB w drugim i następnym kwartałach oraz prognoz inflacji, które NBP aktualizuje co kwartał. Inwestorzy na rynku od dłuższego czasu obstawiają, że RPP będzie zmuszona poluzować politykę pieniężną, co widać po rentownościach obligacji.

Trudno ocenić to jako presję, bo Rada Polityki Pieniężnej broni się przed tymi obniżkami, ponieważ chce być pewna, że nie będzie działała procyklicznie. Zresztą rynek obligacji w taki sposób nie oddziałuje z pewnością na Radę Polityki Pieniężnej – uważa Bluj.

Obawom części ekonomistów o silne wyhamowanie gospodarki w II kwartale towarzyszą jednak ciągle pozytywne dane z rynku pracy. Według najnowszych szacunków MPiPS w lipcu stopa bezrobocia spadła do 11,9 proc. i ma się jeszcze obniżyć do 11,5 proc. w sierpniu.

– Spadek do ok. 11 proc. jest bardzo dobrym sygnałem, dlatego jeżeli rzeczywiście się wydarzy, to powinien być bardzo optymistycznie odebrany przez Radę Polityki Pieniężnej. O ile jeszcze w I kwartale oczekiwaliśmy, że wzrost w II kwartale powinien się kształtować w okolicach 3,3-3,4 proc., tak teraz prawdopodobnie będzie na ostrzu noża, czyli 3 proc,. i będzie balansował między 2,9 a 3 proc. wzrostu w skali roku – prognozuje analityk Ipopema Securities.

Dalsza poprawa sytuacja na rynku pracy będzie wspierać popyt wewnętrzny, który w ubiegłym roku – w przeciwieństwie do eksportu netto – negatywnie wpływał na wzrost PKB. Rosnącym wydatków konsumpcyjnym i inwestycyjnym w kraju będzie sprzyjać także stabilna sytuacja w sektorze bankowym, który może bez obaw zwiększać akcję kredytową.

– Konsumpcja prywatna w Polsce rośnie stabilnie i stopniowo, kredyt również. Jesteśmy jednym z niewielu krajów, w których kredyt konsumpcyjny rośnie. Abstrahuję od tego, że są różne zawirowania, jeżeli chodzi o kredyty i depozyty przedsiębiorstw. Ważne, że możemy w ogóle mówić o tej dynamice, i to nas rzeczywiście wyróżnia wśród krajów rozwijających się – twierdzi Aleksandra Bluj.

(Newseria Inwestor)