Tomasz Kabarowski prezesem zarządu Neo24.pl

Funkcję nowego Prezesa Zarządu objął Tomasz Kabarowski, wcześniej związany z firmą jako dyrektor e-commerce i marketingu.

Tomasz Kabarowski posiada wszechstronne doświadczenie z zakresu realizacji projektów internetowych i IT. Przed rozpoczęciem pracy w NEO24.PL, przez 6 lat współpracował ze Spółką Money.pl, w której pełnił rolę CIO i był odpowiedzialny m.in. za tworzenie i realizację strategii IT całej Grupy Money.pl.

Doświadczenie zawodowe zdobywał również m.in. w takich firmach, jak BusinessClick.com, Levi, Ray & Shoup, Inc., Polskie Sieci Elektroenergetyczne SA czy Arthur Andersen Sp. z o.o. Tomasz jest absolwentem Politechniki Wrocławskiej na specjalności Inżynieria Oprogramowania / Sztuczna Inteligencja. Swoje wykształcenie uzupełnił na studiach Executive MBA oraz na podyplomowych studiach ICAN Management w ICAN Institute – program Harvard Business School.

Tobias Solorz nowym Prezesem Zarządu Polkomtelu

Rada Nadzorcza Polkomtelu, operatora sieci Plus, podjęła uchwałę, zgodnie z którą nowym Prezesem Zarządu Spółki został wybrany Tobias Solorz. Zygmunt Solorz-Żak oraz Wojciech Pytel zakończyli pełnienie swoich funkcji w Zarządzie Spółki i zostali wybrani przez Nadzwyczajne Zgromadzenie Wspólników do Rady Nadzorczej.

Decyzje te rozpoczynają nowy rozdział w rozwoju Polkomtelu i stanowią istotny krok w kierunku integracji z Cyfrowym Polsatem i budowy wartości obydwu połączonych Spółek. Są również kolejnym etapem, który ułatwi osiągnięcie celu, jakim jest uzyskanie jak największych korzyści oraz synergii wynikających z coraz bliższej współpracy obydwu firm.

Zygmunt Solorz-Żak:

„Kiedy obejmowałem funkcję Prezesa Zarządu postawiłem sobie pewne cele i dzisiaj mogę powiedzieć, że udało się je z sukcesem zrealizować. Przeprowadziliśmy firmę – wspólnie z całym Zarządem – przez najtrudniejszy etap restrukturyzacji po zakupie spółki w 2011 roku i stworzyliśmy fundamenty dla jej przyszłego rozwoju. Przygotowaliśmy również Spółkę do wejścia do Grupy Cyfrowego Polsatu. Mogę ze spokojem przekazać zarządzanie firmą nowemu Prezesowi. Oczywiście cieszę się i jestem szczęśliwy, że mój syn obejmuje tę funkcję. Podczas naszej wspólnej pracy w Zarządzie, Tobias wiele się nauczył i zdobył niezbędne doświadczenie, które niewątpliwie będzie teraz procentowało. Stał się wysokiej klasy menedżerem i jestem przekonany, że świetnie sobie poradzi i poprowadzi firmę ku kolejnym sukcesom. Zarówno jego, jak i cały Zarząd będę teraz wspierał pełniąc funkcję Przewodniczącego Rady Nadzorczej Spółki. Zacieśnienie współpracy Polkomtelu i Cyfrowego Polsatu oznacza również, że chciałbym aby Dominik Libicki, po zakończeniu transakcji dołączył do Zarządu Polkomtelu i będę go wówczas rekomendował na stanowisko Wiceprezesa Zarządu.”

Wojciech Pytel:

„Czas spędzony w Zarządzie Polkomtelu to z jednej strony bardzo intensywny i wymagający, ale jednocześnie fascynujący i inspirujący etap w mojej karierze zawodowej. Umówiliśmy się z Zygmuntem Solorzem-Żakiem na wspólne prowadzenie spółki w tym najtrudniejszym okresie, a teraz nadszedł moment, w którym możemy powiedzieć, że mamy go już za sobą. Strategia Polkomtelu od początku zbudowana była na czterech filarach, z których jednym były synergie w grupie i teraz nadszedł czas na ich realizację. Ten czas wymaga silnego powiązania przede wszystkim z Cyfrowym Polsatem.”

Tobias Solorz:

„Jestem dumny, że otrzymałem szansę kierowania tak wspaniałą firmą. Dziękuję Radzie Nadzorczej za okazane mi zaufanie i mogę obiecać, że zrobię wszystko, aby Spółka osiągała jak najlepsze wyniki, a miliony naszych klientów było jak najbardziej usatysfakcjonowanych z naszych produktów i usług. Przede mną i całym Zarządem stoi wiele wyzwań, w tym integracja z Cyfrowym Polsatem. Jestem przekonany, że Polkomtel i Cyfrowy Polsat wspólnie osiągną sukces, tworząc lidera na rynku medialno-telekomunikacyjnym w Polsce i zyskując zaufanie klientów poprzez oferowanie im unikalnego portfolio usług.”

W skład Rady Nadzorczej wchodzą obecnie: Zygmunt Solorz-Żak jako Przewodniczący, Heronim Ruta jako Wiceprzewodniczący oraz Członkowie: Józef Birka, Aleksander Myszka oraz Wojciech Pytel.

Już 44% Polaków posiada smartfony

Już 44% Polaków posiada smartfona. Tak wynika z najnowszego badania TNS Polska, którego wyniki zostały udostępnione w raporcie jestem.mobi “Marketing mobilny w Polsce 2013/2014”. Tym samym Polska osiągnęła już poziom średniej dla Europy z 2013 roku pod względem penetracji smartfonów.

Od dwóch lat wskaźnik ten wzrasta dla Polski mniej więcej o jedną trzecią: na początku 2012 roku mieliśmy 25% użytkowników smartfonów, w styczniu 2013 już 33%. Jeśli przyjąć, że tempo przyrostu będzie takie samo, to na początku 2015 powinniśmy osiągnąć poziom prawie 60%.

”Nie ma powodów zakładać, że popularność smartfonów wśród Polaków w ciągu najbliższych dwóch lat będzie rosła wolniej niż w latach poprzednich, biorąc choćby pod uwagę aktywność operatorów GSM oraz poprawiające się nastroje konsumenckie i koniunkturę w gospodarce” – komentuje Andrzej Olękiewicz, Strategic Account Director z TNS Polska.

Popularność smartfonów jest silnie zróżnicowana w zależności od wieku. Wśród najmłodszych badanych (15-19 lat) aż trzy czwarte (74%) używa smartfona. Wraz z wiekiem udział ten maleje do mniej więcej połowy w grupie 40-latków (52% w grupie 40-49 lat). Powyżej 50 lat następuje silniejszy spadek, ale nawet w grupie „60 lat i więcej” prawie co dziesiąty (9%) korzysta ze smartfona.

Bardzo ważne jest również to, że rośnie świadomość polskich konsumentów na temat telefonów nowej generacji. Teraz praktycznie każdy użytkownik smartfona odróżnia go od „zwykłej” komórki – już tylko 7% Polaków ma z tym problem. Jeszcze rok temu 42% ich posiadaczy nie była tego świadoma, a dwa lata temu aż 64%.

Na podstawie danych przedstawionych w raporcie “Marketing mobilny w Polsce 2013/2014” została przygotowana infografika pokazująca, jak w Polsce zmienił się sposób korzystania ze smartfonów w roku 2013 w porównaniu do roku 2012. Raport można pobrać ze strony: http://jestem.mobi/2014/02/nowy-raport-marketing-mobilny-w-polsce-2013-2014/

W 2013 roku 46% posiadaczy smartfonów korzystało z aplikacji mobilnych. To o 31% więcej niż w roku poprzednim. Z drugiej jednak strony więcej osób deklaruje całkowity brak zainteresowania aplikacjami. W roku 2012 z aplikacji nie korzystał co czwarty użytkownik smartfona, w roku 2013 już co trzeci.

Więcej osób surfuje po internecie z poziomu smartfonów. Z przeglądarek internetowych w smartfonach korzysta obecnie 64% Polaków – to aż̇ o 23 punkty procentowe więcej niż̇ przed rokiem. Zmniejszyła się̨ również̇ liczba tych, którzy deklarowali chęć́ surfowania w internecie w smartfonie i przekuli ją w działanie.

Wyraźnie spadło zainteresowanie QR kodami. W 2012 roku 7% Polaków deklarowało skanowanie QR kodów i aż̇ 33% deklarowało chęć́ skorzystania z tej możliwości w przyszłości. W 2013 roku kody QR nadal były wykorzystywane przez małą grupę̨ osób (6% Polaków) i nawet przez tą grupę̨ skanowane są̨ bardzo rzadko. Aż 43% osób mniej jest zainteresowanych skanowaniem QR kodów w przyszłości.

W roku 2013 zdecydowanie zwiększyła się popularność komunikatorów mobilnych, takich jak np. Facebook Messenger, GG, Viber, WhatsApp. Korzysta z nich już 37% Polaków, posiadających smartfony, podczas gdy przed rokiem było ich 20% Również częstotliwość korzystania jest zauważalnie wyższa w porównaniu do roku 2012. Jednak cały czas bardzo duża grupa osób (43%) deklaruje brak zainteresowania tego typu darmową aplikacją w smartfonie. SMS-y wciąż pozostają o wiele bardziej popularne. Ta funkcja telefonów, podobnie jak możliwość robienia zdjęć, jest mocno ukonstytuowana i w porównaniu do lat ubiegłych, niewiele się zmienia w częstotliwości jej użytkowania.

Poczta Polska pozwie Inpost i PGP

PGP SA, Integer SA i Ogólnopolski Związek Niepublicznych Operatorów Pocztowych oskarżyli publicznie Pocztę Polską o sabotowanie w listopadzie i grudniu 2013 roku obsługi sądów i prokuratur. Dowodem pomówienia miała być sprawa obsługi sądu rejonowego w Pabianicach. Rzecz w tym, że Poczta Polska nie obsługiwała tego sądu w zakresie, który nieuczciwie zarzucała jej konkurencja. Sprawa trafi do sądu.

Na konferencji prasowej 30 stycznia br. dziennikarze otrzymali od PGP SA, Integer SA i Ogólnopolskiego Związku Niepublicznych Operatorów Pocztowych plik 89 kserokopii potwierdzeń odbioru pism adresowanych przez I Wydział Cywilny Sądu Rejonowego w Pabianicach do Urzędu Skarbowego w tym samym mieście. Potwierdzenia te pokazywały, że dokumenty z sądu do urzędu szły miesiąc. Dla konkurentów Poczty Polskiej miał być to dowód na to, że Poczta Polska w listopadzie i grudniu 2013 roku sabotowała dostarczanie pism z sądów i prokuratur. To działanie miało przynieść efekt w postaci styczniowego zamieszania w polskim wymiarze sprawiedliwości.

Poczta Polska zweryfikowała nieuczciwe działania swojego konkurenta i rozpowszechnianie przez niego nieprawdziwych informacji. Prezes Sądu Rejonowego w Pabianicach sędzia Wioletta Kubasiewicz w przekazanym Poczcie piśmie stwierdziła, że pisma z sądu rejonowego do urzędu skarbowego, których potwierdzenia nadań PGP rozdała dziennikarzom, były w rzeczywistości dostarczane przez pracownika sądu, a nie przez Pocztę Polską.

– Pomówienia dotyczące obsługi sądu w Pabianicach obok kompletnie bezpodstawnego oskarżania listonoszy Poczty Polskiej o nakłanianie klientów do składania skarg na działalność konkurencji, pokazuje jak nieuczciwe chwyty w walce o rynek pocztowy stosuje InPost i PGP – mówi Zbigniew Baranowski, rzecznik prasowy Poczty Polskiej.

– Nowy dostarczyciel przesyłek sądowych nie radzi sobie z zadaniem, którego się podjął. Zamiast poprawić jakość swoich usług, winą za bałagan obarcza Pocztę Polską, która od 1 stycznia przesyłek sądowych już nie dostarcza. Wobec tak skrajnie nieuczciwych działań Poczta Polska nie mogła pozostać obojętna, dlatego kieruje sprawę do sądu – dodaje Baranowski.

Przypomnijmy, że prokuratura i CBA prowadzą śledztwo w sprawie podania nieprawdziwych informacji przez PGP dotyczących dysponowania placówką pocztową w każdej gminie na dzień złożenia oferty na obsługę dostarczania pism sądowych czyli na dzień 5. listopada 2013 roku.

Stanowiska w agencji interaktywnej, czyli właściwie kto czym się zajmuje

Lista stanowisk w agencji interaktywnej często budzi zainteresowanie osób, które na co dzień nie zajmują się tą dziedziną działalności. Nawet rozumienie angielskich nazw nie do końca wystarcza, by pojąć kto czym zajmuje się w rzeczywistości. Tymczasem specjalizacja kompetencji na poszczególnych stanowiskach i złożoność procesu profesjonalnej obecności w sieci sprawia, że warto wiedzieć kto właściwie kim jest.

Art/ Creative Director, po polsku Dyrektor Kreatywny lub Artystyczny, to człowiek- mózg przedsięwzięcia. Najważniejszy, odpowiedzialny za wygląd całej kampanii i jej nadzór.Pierwsza osoba, z którą zazwyczaj ma do czynienia potencjalny klient to natomiast New Business Manager. Odpowiada on za pozyskiwanie nowych klientów, poprzedzone analizą rynku i potrzeb. New Business Manager przygotowuje i prezentuje oferty dla poszczególnych klientów. To także on prowadzi spotkania na etapie negocjacji i podpisuje umowy.

Kolejna z niezbędnych w agencji interaktywnej osób to Project Manager- specjalista w zakresie zarządzania projektami. Najprościej ujmując to osoba odpowiedzialna za planowanie, organizację, integrację i kontrolę poszczególnych etapów określonego przedsięwzięcia.

PR Manager to natomiast specjalista od wizerunku marki w internecie. To także on odpowiada między innymi za kontakt z mediami, współpracę z blogerami i organizację konferencji prasowych.

Bezsprzecznie kojarzony z marketingiem w internecie- Social Media Manager to potocznie człowiek od Facebooka. W rzeczywistości zakres jego kompetencji jest znacznie szerszy, tak jak znacznie więcej serwisów zaczyna kształtować obszar social media. Osoba zatrudniona na tym stanowisku odpowiada więc nie tylko za komercyjne wykorzystanie Facebooka (Fanpage), ale przede wszystkim za całokształt komunikacji firmy przy wykorzystaniu narzędzi i serwisów social media.

Istotną rolę w marketingu internetowych odgrywa także WOOM, czyli marketing szeptany. Nim zajmuje się Specjalista ds. WOOM, inaczej Buzz Marketing Specjalist. Bierze on udział w szeroko pojętych dyskusjach w sieci. Aktywnie udziela się na forach, blogach i innych opiniodawczych serwisach.

Często przewijającym się w temacie agencji interaktywnych stanowiskiem jest również Copywriter-człowiek o lekkim piórze, kojarzony z tworzeniem artykułów, tekstów reklamowych i opisów produktów.

Absolutnie niezastąpiony w agencji interaktywnej jest również Web Designer- projektant stron www, a także Web Developer- programista oraz Specjalista SEM/SEO- odpowiedzialny za pozycjonowanie strony.

To oczywiście tylko niektóre ze stanowisk w agencji interaktywnej. Rozwój internetu wpływa mianowicie na kreację zupełnie nowych stanowisk specjalistycznych.

Internet to jeden z najbardziej perspektywicznych obszarów właśnie w zakresie marketingu. Warto więc związać zawodową przyszłość właśnie z agencją interaktywną- komentuje Katarzyna Kołodziejczyk, nowy Management Board Assistant Grupa365NET – Praca w tego rodzaju organizacji ma różne oblicza. Spełnią się tu specjaliści w różnych dziedzinach. Poza tym stawia ona przed pracownikiem ogromne możliwości rozwoju i ustawicznego poszerzania zakresu umiejętności i doświadczeń. Bez wątpienia to jednak praca dla osób z pasją, nie nastawionych na działanie w standardach typowego etatu. Internetowa rzeczywistość funkcjonuje mianowicie 24 h na dobę, 7 dni w tygodniu- dodaje.

Interactive Intelligence podsumowuje rok 2013: połowa zamówień firmy w modelu chmury

Interactive Intelligence Group Inc. (Nasdaq: ININ), ogłosiła wyniki finansowe 2013 roku. Całkowite przychody firmy wyniosły 318,2 mln dolarów, co oznacza 34 proc. wzrost w stosunku do roku poprzedniego. Liczba zamówień chmurowych wzrosła o 87 proc., osiągając wysokość połowy wszystkich zamówień otrzymanych przez firmę.

„2013 był znakomitym rokiem dla Interactive Intelligence. Przyniósł nam znaczący wzrost zamówień, przychodów, dochodów oraz środków pieniężnych. Liczba zamówień zwiększyła się aż o 30 procent, co przekroczyło nasze przewidywania z początku ubiegłego roku” – powiedział dr Donald Brown, założyciel i dyrektor generalny firmy. – „Naszym priorytetem pozostaje innowacja – zamierzamy kontynuować inwestycje w badania i rozwój oraz rozwijać infrastrukturę handlową. Obserwując rozwój sytuacji rynkowej zakładamy, że w 2014 roku ilość zamówień wzrośnie przynajmniej o 20 procent. Spodziewamy się również, że w roku 2014 kontrakty chmurowe osiągną 55 – 60 procent całkowitej liczby zamówień naszej firmy.”

Najważniejsze wyniki finansowe 2013 roku:
Przychody: Łączne przychody wyniosły 318,2 mln dolarów, co stanowi wzrost o 34 proc. w porównaniu z rokiem 2012. Przychody cykliczne wzrosły o 25 proc. do 148 mln dolarów. Obejmują one również przychody z usług chmurowych, które wzrosły o 55 proc. w ujęciu rocznym do 34.2 mln dolarów. Przychody z produktów i usług wyniosły odpowiednio 117,7 i 52,6 mln dolarów, w porównaniu do 88,6 i 30,4 mln dolarów w roku 2012.

Zamówienia: W porównaniu z rokiem 2012 łączna liczba zamówień wzrosła o 30 proc., a liczba kontraktów chmurowych wzrosła o 87 proc. Firma podpisała 192 nowe umowy o wartości przewyższającej 250 tys. dolarów, w tym 48 o wartości ponad jednego miliona dolarów. Kontrakty chmurowe osiągnęły poziom 50 proc. wszystkich zamówień, co stanowi wzrost o 35 proc. w porównaniu z rokiem 2012.

Zysk operacyjny: Zysk operacyjny według zasad GAAP wyniósł w roku 2013 14,4 mln dolarów w porównaniu do 1,1 mln dolarów w roku 2012.

Przepływy środków pieniężnych: W całym roku 2013 przepływy środków pieniężnych z działalności operacyjnej wyniosły 27,4 mln dolarów, z czego 20,8 mln dolarów przeznaczono na wydatki inwestycyjne, a 6,1 mln dolarów – na oprogramowanie do użytku wewnętrznego.

Ważne wydarzenia czwartego kwartału 2013 r.:
Oferta usług w chmurze Interactive Intelligence osiągnęła najwyższy poziom zgodności z normą PCI DSS dla transakcji kartami płatniczymi.

Wszechstronny pakiet oprogramowania do komunikacji IP Interactive Intelligence zdobył certyfikat Lync 2013, potwierdzający jego zgodność operacyjną z Microsoft Lync Server.

Firma Interactive Intelligence otrzymała nagrodę Cloud Computing Excellence Award 2013 przyznawaną przez Cloud Computing Magazine wydawnictwa TMC.

„Zimowa” lokata strukturyzowana w ofercie PKO Banku Polskiego

Bank rozpoczął subskrypcję nowej lokaty, której aktywem bazowym są akcje spółek sponsorujących wydarzenia sportowe, takie jak zimowe igrzyska olimpijskie w Soczi. Dwuletnia lokata, oprócz 100% gwarancji zwrotu zainwestowanego kapitału w dniu zakończenia inwestycji, daje możliwość dodatkowego zysku, uzależnionego od zachowania się cen akcji tych spółek. Minimalna inwestycja w lokatę wynosi 2 tysiące złotych. Subskrypcja potrwa do końca lutego.

Gotówka z IKO w bankomatach Euronet

Już w co trzecim bankomacie w Polsce można wypłacać gotówkę telefonem z IKO. Do sieci akceptującej tę formę wypłat zostało właśnie dołączonych 3200 bankomatów należących do sieci Euronet. Usługa jest dostępna zarówno dla posiadaczy aplikacji połączonej z rachunkiem w PKO Banku Polskim i Inteligo, jak i dla użytkowników portmonetki IKO.

Poziom korupcji w Unii Europejskiej przybrał niepokojące rozmiary

Rocznie kosztuje unijną gospodarkę 120 mld euro. Problem ten dotyczy nie tylko krajów, które niedawno przystąpiły do europejskiej wspólnoty, ale także państw założycielskich. To główne tezy raportu Komisji Europejskiej na temat zwalczania korupcji w UE. Jednocześnie KE docenia Polskę za walkę z tą patologią, w szczególności Najwyższą Izbę Kontroli za skuteczność podejmowanych przez nią działań.

Komisarz ds. wewnętrznych Unii Cecilia Malmström określiła poziom korupcji jako „zapierający dech w piersiach”. Choć państwa Unii uczyniły wiele na rzecz walki z tą patologią, to nadal ich działania są niewystarczające. Tym bardziej, że korupcja kosztuje europejską gospodarkę 120 mld euro rocznie. W audycie przeprowadzonym przez Komisję Europejską, który był podstawą raportu Malmström, aż trzy czwarte respondentów jest zdania, że korupcja jest zjawiskiem powszechnym. Nie dość że niszczy zaufanie do demokracji, to w dodatku powoduje transfer środków z legalnej gospodarki.

Komisarz Malmström wskazuje, że w poszczególnych krajach członkowskich występują różne problemy dotyczące korupcji. Niektóre państwa największy problem mają z procedurami finansowania partii, inne z kolei borykają się z korupcją w urzędach miejskich, a dla innych problemem są zaś łapówki w służbie zdrowia. Tym bardziej cieszy zaufanie Komisji Europejskiej co do skuteczności działań, jakie podejmuje Najwyższa Izba Kontroli w walce z różnymi przejawami korupcji w Polsce.

Izba w każdej kontroli sprawdza, czy w kontrolowanym obszarze występuje ryzyko korupcji. Kontrolerzy szczególną wagę przywiązują do identyfikowania mechanizmów korupcjogennych. Jednym z efektów kontroli są zawiadomienia kierowane do organów powołanych do ścigania przestępstw i wykroczeń. W 2012 roku NIK wysłała 136 takich zawiadomień, a w roku 2013 – 141. Z kolei informacje o naruszeniu dyscypliny finansów publicznych przekazywane są do odpowiednich rzeczników dyscypliny finansów publicznych. W 2012 r. przesłano 182 zawiadomienia, a w roku 2013 – 128.

W 2012 roku działania NIK w dziedzinie walki z korupcją doceniła Transparency International. TI szczególną uwagę zwróciła na przejrzystość funkcjonowania Izby i niezależność w prowadzeniu kontroli. W raporcie Mechanizmy przeciwdziałania korupcji w Polsce (z 2012 r.) Izbie przyznano 88 punktów na 100 możliwych. To najwyższa ocena wśród polskich instytucji państwowych.

Europejski rynek opon wykazuje stabilizację po trudnym początku w 2013 roku

Europejskie Stowarzyszenie Producentów Opon i Gumy opublikowało wyniki sprzedaży firm członkowskich za 2013 rok. Po trudnym roku 2012, kiedy odnotowano dwucyfrowy spadek sprzedaży we wszystkich segmentach, w roku 2013 pojawiły się oznaki ożywienia, które wykazały późniejszą kulminację.

W Polsce segment opon osobowych/dostawczych wykazał spadek na poziomie 5,65% w porównaniu z rokiem 2012. Wyniki kształtują się odpowiednio: dla opon letnich i sportowych spadek o 11,6%, natomiast dla opon zimowych spadek o 0,15%. Dane europejskie są nieco inne – w segmencie opon dostawczych/sportowych spadek na poziomie 0,7%, przy czym opony letnie i sportowe zanotowały wzrost o 1,2%, opony zimowe spadek o 4,1%. Ponadto w Polsce wystąpił znaczny wzrost sprzedaży opon 4×4, aż o 15,1%, w Europie sprzedaż zanotowała dwukrotnie mniejszą dynamikę wzrostu, pozostając na poziomie 7,7%. Jednakże pomimo stabilizacji rynku nie wszystkie segmenty wykazały ten sam poziom ożywienia. Analiza danych z poszczególnych krajów wykazała, ze największy spadek miał miejsce w Niemczech – największym rynku europejskim – oraz w Polsce. Trzeba jednak zauważyć, że ożywienie było widoczne w krajach takich, jak Francja, Włochy, Wielka Brytania oraz Hiszpania.

W europejskim segmencie samochodów ciężarowych i autobusów nastąpił 7,5% procentowy wzrost sprzedaży w porównaniu z rokiem poprzednim, w Polsce wzrost był większy, 9%.

– 2012 był szczególnie trudnym rokiem dla tego segmentu, który stracił 19% w porównaniu do 2011 roku. Poziom wyjścia był więc bardzo niski a nadzieja na wzrost bardzo duża – zauważa Fazilet Cinaralp, Sekretarz Generalna ETRMA. Dane rynkowe z obydwu segmentów rynku potwierdzają dominację importu z Chin, którego poziom oscyluje na wysokim poziomie 40% całkowitego importu opon konsumenckich i wykazuje spore, stałe wzrosty w segmencie ciężarówek. Import rośnie we wszystkich kategoriach, szczególnie w segmencie samochodów ciężarowych, gdzie stanowi już około 20% rynku europejskiego. Segmenty opon rolniczych oraz motocyklowych są dosyć stabilne, ze wzrostami na poziomie 1-2% w porównaniu z rokiem 2012. Ta stabilizacja tylko potwierdza bardzo słabą sprzedaż w 2012 roku i oczekiwanie na ożywienie.

– 2013 wyraźnie nie był rokiem przełomu na rynku opon, ale dane pokazują konsolidację rynku i powrót do wzrostu po negatywnym roku 2012. Mamy nadzieję, że ten trend zostanie potwierdzony w nadchodzącym roku 2014, w którym oczekujemy 2-3% wzrostów – podsumowuje Fazilet Cinaralp, Sekretarz Generalna ETRMA.

Biorąc pod uwagę fakt globalnego ożywienia gospodarczego (coraz bardziej widocznego również w Europie) można założyć, że powyższy wniosek będzie miał zastosowanie również na rynkach Europy Środkowowschodniej.

WPROST czwarty rok z rzędu najbardziej opiniotwórczym tygodnikiem w Polsce

Tygodnik WPROST czwarty rok z rzędu pozostaje najbardziej opiniotwórczym tygodnikiem w Polsce. W 2013 r. inne media powoływały się na publikacje WPROST 3043 razy. Tylko w prasie WPROST był cytowany 1145 razy.

Swoje dane opublikowały Instytut Monitorowania Mediów, który co miesiąc publikuje ranking „Najbardziej opiniotwórcze polskie media” oraz Newton Media, który bada liczbę cytatów w innych tytułach prasowych. Wśród materiałów opublikowanych na łamach tygodnika WPROST największym zainteresowaniem innych tytułów prasowych cieszyły się m.in. teksty Bartosza Janiszewskiego „Fundacja na rzecz prezesa” (nr 8/2013), w którym opisano problemy prezesa fundacji KidProtect.pl, Magdaleny Rigamonti „Mata Hari Kaczyńskiego” (nr 10/2013), o pozyskaniu przez Ilonę Klejnowską z Prawa i Sprawiedliwości poufnych informacji na temat Solidarnej Polski oraz Michała Majewskiego, Sylwestra Latkowskiego i Cezarego Bielakowskiego „Nowak – złote dziecko Tuska” (nr 17/2013). Za cykl publikacji na temat ministra Nowaka jego autorzy dostali Grand Press 2013 w kategorii „Dziennikarstwo śledcze”. Bartosz Janiszewski za swój tekst otrzymał nominację do Grand Pressa w kategorii News.

Dlaczego Twoja marka powinna znaleźć się na Instagramie?

Wielu ludzi frazę „social media” jednomyślnie kojarzy z Facebookiem. Jest to jednak jedynie część większej całości. Warto poszerzyć dystrybucję swoich komunikatów o inne pola, zwłaszcza w dobie ograniczania zasięgów na platformie Zuckerberga. Dobrym ruchem dla marek wydaje się rozszerzenie działalności na Instagrama. Czy słusznie?

Na początek garść statystyk. Serwis, który powstał w 2010 roku, ma w tym momencie 150 milionów aktywnych użytkowników w miesiącu. Codziennie, loguje się tam przynajmniej 70% zarejestrowanych użytkowników. Do tej pory zamieszczono tam ok. 16 miliarda zdjęć, dziennie średnio 55 milionów. Co sekundę zdjęcia te zbierają ok. 8500 polubień.

Czemu więc nie skorzystać z tego medium do komunikacji naszej marki? Na ten pomysł wpadło już wiele firm, jednak wciąż jest to niezagospodarowany rejon. Instagram bowiem stał się znaczącą częścią mobilnego życia wielu użytkowników, zmieniając ich w tzw. instagram junkie, czyli osoby uzależnione od dzielenia się swoim życiem na tej platformie.

Mimo, że perspektywa skorzystania z takiej bazy jest kusząca, warto pamiętać o regułach panujących na tym portalu – komentuje Bartłomiej Pałacki, Social Media Manager GRUPA 365 NET – Przede wszystkim Instagram nie jest przedłużeniem naszej działalności na Facebooku. Oczywiście – można i należy nawet łączyć te platformy w strategii komunikacyjnej – jednak treści które zamieszczamy, powinny się od siebie znacząco różnić. Facebook jest przede wszystkim nastawiony na informacje, natomiast Instagram na wrażenia, sprzedawanie emocji. – dodaje.

Instagram przede wszystkim sprawdza się również jako wsparcie komunikacyjne dla organizowanych przez markę eventów. Facebook bowiem bardzo ogranicza zasięgi postów, które zamieszczane są po kolei w małych odstępach czasu, natomiast na Instagramie nie ma tego problemu. Kolejną jego zaletą jest zdecydowanie lepsza responsywność jeśli chodzi o hashtagi, które na Facebooku się nie sprawdziły. Instagram ma również wielką przyszłość jako aplikacja mobilna, gdyż jak wynika z raportu IAB, ze smartfonów korzysta już 6 milionów Polaków, a liczba ta w przeciągu roku znacząco się zwiększy.

Z pewnością nie są to informacje, obok których należy przejść obojętnie. Wynika z nich bowiem dobitnie, że rozszerzanie swojej promocji o ten serwis, zdecydowanie się opłaci i otworzy nowe drogi dla marketerów i specjalistów od social media, ponieważ o ile mówienie o końcu Facebooka w najbliższym czasie wydaje się przesadzone, o tyle nie zaszkodzi przygotować się na taką ewentualność zawczasu.

Virtualo podsumowuje rok 2013 i przedstawia prognozę na 2014. Sprzedało prawie pół miliona książek elektronicznych

Nowe usługi, debiut nowych podmiotów oraz agresywna walka o miejsce na rynku – 2013 rok obfitował w ciekawe wydarzenia i istotne zmiany na rynku książek cyfrowych. Firma Virtualo, należąca do grupy Empik zakończyła rok z dobrym wynikiem sprzedażowym umacniając pozycję lidera w branży e-booków.

Dynamiczny wzrost sprzedaży książek cyfrowych

Wielkość sprzedaży na rynku e-booków w 2013 roku Virtualo oszacowało na poziomie 22 mln zł netto. Sprzedaż największego dystrybutora na rynku e-książek wzrosła prawie dwukrotnie w stosunku do 2012 roku. W 2013 roku pojawiły się natomiast znaczne różnice pod względem dynamiki wzrostu sprzedaży między różnymi podmiotami. Wahają się one między 10% a 400% wzrostu w stosunku do poprzedniego roku. Wynika to z doświadczeń, jakie nabyły wydawnictwa i sklepy o największej aktywności marketingowej i sprzedażowej. To one radzą sobie obecnie najlepiej na rynku e-booków i notują największe wzrosty sprzedaży. Miniony rok 2013 był dla nas dużym wyzwaniem i jednocześnie szansą, aby umocnić pozycję lidera na rynku e-booków – mówi Robert Rybski, Prezes Virtualo. Dzięki skutecznej strategii udało się osiągnąć założone, ambitne cele sprzedażowe i zamknąć rok dobrym wynikiem finansowym – dodaje. W 2013 roku Virtualo sprzedało prawie pół miliona książek elektronicznych – w tym 400 tysięcy w sprzedaży na sztuki i 100 tysięcy w innych modelach biznesowych.

Obecnie Virtualo współpracuje z 350 wydawcami i posiada ofertę ponad 31 tysięcy e-książek, wśród których ponad 15 tysięcy to treści komercyjne, w tym najważniejsze bestsellery i nowości, a także ponad 2 tysięcy audiobooków. Praktycznie wszystkie tytuły z kategorii beletrystyka dostępne są bez DRM i w opcji wygodnego multiformatu, co z pewnością zachęca do zmiany czytanej wersji z książki papierowej na e-bookową. Dodatkowo obserwujemy ciekawy trend – w 2013 roku Klienci, którzy kupowali e-booki już w 2012 roku, w 2013 kupili ich średnio o 40% więcej, możemy zatem stwierdzić, że w ich przypadku czytanie e-booków poskutkowało wzrostem czytelnictwa z 3,1 do 4,4 książki cyfrowej – komentuje Małgorzata Błaszczyk, Marketing Manager Virtualo.

Dynamikę wzrostu rynku e-booków, mimo nadal spadającego w Polsce czytelnictwa, kształtuje rosnąca liczba Klientów nabywających legalnie treści cyfrowe. Wśród najczęściej wybieranych przez nich gatunków literackich dominuje: literatura piękna, obyczajowa, proza, powieści, literatura faktu, które stanowią 32% wszystkich zakupów. W drugiej kolejności czytelnicy wybierają e-booki kryminalne, sensacyjne, horrory i thrillery – 26%. W 2013 roku dużą popularnością cieszyły się także romanse i erotyki – 10% oraz fantastyka 9%. Po 5% stanowiła również sprzedaż e-booków w kategoriach: nauki społeczne i historia; biznes oraz nauka języków obcych i podróże. Średnia cena e-booka w najbardziej popularnej kategorii – literatura piękna wynosiła 19,50zł brutto. E-bookowym bestsellerem 2013 roku został „Bezcenny” Zygmunta Miłoszewskiego.

Mimo dynamicznego wzrostu, na rynku e-booków nie ma dużo miejsca na nowe podmioty. Sklepy, które dopiero planują budować swoją pozycję i markę na tym rosnącym rynku muszą być przygotowane na silną rywalizację oraz ogrom pracy do wykonania. Obecnie działające podmioty bardzo mocno walczą o nowych Klientów, głównie ceną. Branże czeka również konsolidacja, wiele mniejszych sklepów może nie przetrwać kolejnego roku. Sprzedaż e-booków nie jest sprawą łatwą i wymaga zaufania Klientów, które buduje się latami – mówi Małgorzata Błaszczyk, Marketing Manager Virtualo. Kluczową kwestią jest dostęp do zakupionych treści cyfrowych, a mniejszy podmiot, którego przyszłość jest niepewna nie może zagwarantować swoim odbiorcom, że utrzyma się na rynku- dodaje.

Nowe usługi i projekty ważne dla branży

W 2013 roku Virtualo zrealizowało nowe projekty dla rynku książek cyfrowych. Jednym z nich jest usługa B2B kierowana do wydawców – zorganizowany system do konwersji książek do różnych formatów cyfrowych. Wydawcy są coraz bardziej zainteresowani jakością swoich publikacji elektronicznych i łatwiej przekonać ich do tej inwestycji niż kilka lat temu – mówi Robert Rybski, Prezes Virtualo.

Uruchomienie nowych usług e-publishingowych to część strategii kompleksowej obsługi rynku e-booków od składu cyfrowego po dostarczenie produktów do klientów końcowych i obsługi biblioteki cyfrowej. Virtualo posiada zaawansowaną, zintegrowaną platformę do dystrybucji kontentu cyfrowego, która w 2013 roku została rozbudowana o moduł do cyfrowej dystrybucji gier do ściągnięcia, na sprzedaż których zdecydował się empik.com.

Rozwój technologii i zmiana pokoleniowa

Siłą napędową rozwoju rynku treści cyfrowych są duże zmiany w obszarze nowych technologii, jak również zmiana pokoleniowa. Ogromny wpływ na dynamikę rozwoju rynku e-booków ma fakt, iż użytkownicy coraz częściej korzystają z treści za pośrednictwem urządzeń mobilnych. Zwiększenie aktywności zawodowej i tempa życia powoduje, iż ludzie nie rozstają się z telefonami komórkowymi i tabletami, wykorzystując czas na e-lekturę w komunikacji miejskiej, domach czy kawiarniach. Z książek cyfrowych jak wynika z przeprowadzonego przez Virtualo badania w 2013 roku „E-czytelnik w wielkim mieście” korzystają najchętniej młodzi ludzie (ponad 50%) i aktywni zawodowo specjaliści (ponad 21%). Potwierdza to potrzebę edukowania i zachęcania do e-czytelnictwa osób po 50 roku życia, którym warto przybliżyć temat wirtualnych książek.

Zbyt wysoki VAT na książki cyfrowe i piractwo

Jedną z największych barier rozwoju rynku treści cyfrowych w Polsce jest wciąż 23% stawka VAT na książki elektroniczne w odniesieniu do książek tradycyjnych, obłożonych tylko 5% stawką VAT. Odczuwają to przede wszystkim konsumenci, którzy wyraźnie sygnalizują, iż e-książki powinny być tańsze, niż ich papierowe odpowiedniki wymagające wyższych kosztów magazynowania i logistyki.

Negatywnym zjawiskiem, które osłabia również potencjał rynku e-booków jest piractwo internetowe dotykające każdej branży, bazującej na sprzedaży produktów w sieciach internetowych.

Prognozy na rok 2014 i 2015 – utrzymanie tempa wzrostu rynku

Wartość polskiego rynku książek cyfrowych w 2014 i 2015 roku Virtualo szacuje na 40 i 60 mln złotych. Mimo iż obecnie nie przekracza on 2-3% całego rynku książki tradycyjnej, to jednak, w przeciwieństwie do rynku książki papierowej, szybko rośnie. Na wzrost sprzedaży w kolejnych latach będzie wpływać rosnąca popularność czytników e-booków oraz aplikacji na tablety i smartfony. Dużą szansą na jeszcze szybszy wzrost rynku byłoby również zrównanie stawki VAT na e-booki do poziomu 5%.

W 2014 zamierzamy podwoić sprzedaż osiągniętą w roku 2013. Jest to cel jak najbardziej realny, posiadamy doświadczenia, które umożliwiają nam aktywne kształtowanie sytuacji oraz osiąganie najlepszych wyników dla naszych partnerów biznesowych – podsumowuje Robert Rybski, Prezes Virtualo.

Chcesz otrzymać godną emeryturę? – licz na siebie!

Do myśli, że przeciętny Kowalski – zanim przejdzie na emeryturę – będzie musiał pracować dłużej, Polacy zdążyli się przyzwyczaić. I o ile praca do 67. roku życia nie wzbudza już tak ogromnych emocji jak na początku, o tyle teraz każdy zastanawia się, jaka będzie wysokość świadczenia emerytalnego w przyszłości. Nurtującym pytaniem jest również to, kto ją wypłaci – Zakład Ubezpieczeń Społecznych czy Otwarty Fundusz Emerytalny?

Emerytura to zwieńczenie wielu lat pracy, niejednokrotnie ciężkiej i okupionej wyrzeczeniami. Przechodząc na nią, każdy chciałby żyć nie tyle na wysokim poziomie – jeździć na wycieczki w ciepłe kraje i w pełni korzystać z uroków życia na starość. Większość Polaków przede wszystkim nie chciałaby martwić się o to, że otrzymując pieniądze z emerytury musi wybierać – uiścić opłaty za mieszkanie czy kupić leki i żywność. Niestety rzeczywistość jest przykra. Comiesięczne wypłaty emerytur i coroczne waloryzacje zależą od bieżącej sytuacji gospodarczej kraju oraz decyzji polityków. Jedno jest pewne – w wyniku starzenia się społeczeństwa za kilkadziesiąt lat Polski nie będzie stać na wypłatę godziwych świadczeń.

Na jaką emeryturę z ZUS mogą liczyć 20-, 30-, 40-latkowie? Tego nikt nie umie powiedzieć. Jak zaznacza Zbigniew Derdziuk, Prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych „[…] wypłata świadczenia emerytalnego zależy od tego, kto ile pracuje i jaki ma rodzaj umowy. Dzisiaj młodzi ludzie nie mają stałej pracy, składki są niższe, dlatego słuszne jest, żeby budować tę bazę składkową nie tylko na dzisiaj, ale i na przyszłość. […] Składki można kontrolować. Na stronie ZUS-u można się zalogować i zobaczyć, ile zapłaciliśmy składek, jaka jest nasza przyszła emerytura.”

Emerytura wchodzącego na rynek pracy społeczeństwa będzie głodowa – podkreślają twórcy „Raportu o sytuacji ZUS”. Mariusz Pawlak, główny ekonomista Związku Pracodawców i Przedsiębiorców zaznacza, że „Głównym przesłaniem było pokazanie jak największej liczbie ludzi, że muszą zadbać sami o własną emeryturę. ZUS jest tak naprawdę tworem, który będzie istniał dopóki będzie mógł się zadłużać. A powiedzmy, że ten poziom już został osiągnięty.”

Stąd też teza postawiona przez twórców raportu, że w ciągu najbliższych lat ZUS zbankrutuje. W perspektywie średnio- i długoterminowej nie jest możliwe wypłacanie obecnie gwarantowanych świadczeń emerytalnych. Konieczne są strukturalne reformy systemu emerytalnego lub zwiększona presja fiskalna.

Zakład Ubezpieczeń Społecznych nie zbankrutuje, a świadczenia będą wypłacane, bo jest to jeden z podstawowych obowiązków państwa – zaznacza Władysław Kosiniak-Kamysz, Minister Pracy i Polityki Społecznej. „Oczywiście system musi ulegać zmianom i my te zmiany wprowadziliśmy. Zaproponowaliśmy chociażby wydłużenie wieku emerytalnego, zmiany w emeryturach mundurowych, emerytury pomostowe. To wszystko jest elementem niezmieniającym systemu. To ewoluuje, następuje cały czas – chociażby decyzje w sprawie OFE.”

W myśl ustawy jaka weszła w życie, każdy pracujący i płacący składki sam wybierze, czy chce przekazywać je do OFE, czy do ZUS. Łukasz Piechowiak, Główny Ekonomista portalu Bankier.pl wyjaśnia, że można zrobić to na 3 sposoby: „[…] pójść do ZUS czy OFE osobiście, wysłać list albo zrobić to drogą elektroniczną. Decyzję podjąć trzeba, inaczej zostaniemy z całym dobrodziejstwem przeniesieni do ZUS-u i wtedy nie będzie pola manewru.” Mamy na to czas od 1 kwietnia do 1 lipca 2014 r., albo przy rozpoczęciu pierwszej pracy. Swoją decyzję będzie można zmienić dopiero w 2016 r., a następnie co cztery lata.

Co wybrać? ZUS czy OFE? Eksperci nie widzą różnicy. Jak podkreśla Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Pracodawców i Przedsiębiorców „My jesteśmy zwolennikami emerytury obywatelskiej. To jest chyba jedyne wyjście w tej sytuacji demograficznej, czyli emerytura w wysokości 900-1000 złotych – równa dla wszystkich po przekroczeniu określonego wieku. Ten wiek prawdopodobnie będzie musiał być podnoszony, na 67 latach się nie skończy.”

Ustawa restrukturyzująca system emerytalny została podpisana przez Prezydenta Bronisława Komorowskiego 27 grudnia ubiegłego roku. Jednocześnie podjął on decyzję o przekazaniu ustawy do Trybunału Konstytucyjnego. Wniosek o zbadanie, czy jest ona zgodna z Konstytucją trafił do Trybunału w ostatni piątek. Zatem losy przyszłych emerytów póki co nie są jeszcze znane.

NIK sprawdzi jak polska administracja jest przygotowana do skorzystania z unijnych pieniędzy

82,5 mld euro może otrzymać Polska z budżetu UE w ramach unijnej polityki spójności. Nieprzestrzeganie europejskich regulacji może grozić utratą pieniędzy. NIK sprawdzi jak polska administracja jest przygotowana do skorzystania z unijnych pieniędzy w nowym okresie finansowania. Kontrola rozpoczyna się dzisiaj o 10.00 panelem ekspertów. Gospodarzem prowadzącym dyskusję z ekspertami będzie Prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski. W panelu stronę kontrolowanych podmiotów reprezentuje m.in. wicepremier Elżbieta Bieńkowska.

Rok 2014 rozpoczyna nową perspektywę budżetową Unii Europejskiej na lata 2014 – 2020. Polska stanie się jednym z największych beneficjentów funduszy unijnych. W ramach polityki spójności realizowanych będzie sześć programów krajowych oraz szesnaście programów regionalnych. Aby w pełni wykorzystać dostępne środki polska administracja musi podjąć skuteczne działania w zakresie wdrożenia polityki strukturalnej.

Najwyższa Izba Kontroli sprawdzi, jak Polska radzi sobie z wdrażaniem nowej polityki strukturalnej, czyli przygotowaniem niezbędnych dokumentów programowych, przygotowaniem krajowego systemu procedur oraz instytucji odpowiedzialnych za prawidłowe wykorzystanie funduszy z UE, a także z wypracowaniem na gruncie prawa krajowego rozwiązań niezbędnych do sięgnięcia po środki unijne. NIK przeprowadzi czynności kontrolne w Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju, które odpowiedzialne jest m.in. za przygotowanie wdrożenia funduszy strukturalnych i funduszu spójności, za uzgodnienia z Komisją Europejską szczegółowych warunków korzystania z tych funduszy oraz za przygotowanie sześciu krajowych programów operacyjnych. Izba skontroluje także zarządy województw, które z kolei odpowiadają za przygotowanie szesnastu regionalnych programów operacyjnych.

Kontrola rozpoczyna się panelem ekspertów. Przedstawiciele NIK, administracji rządowej i samorządowej oraz świata nauki, a także parlamentarzyści i reprezentanci organizacji pozarządowych będą dyskutować o najistotniejszych problemach i trudnościach, dotyczących systemu wdrażania polityki spójności na lata 2014 – 2020.

Największe niebezpieczeństwo, niosące groźbę opóźnień, stanowi ewentualne niezatwierdzenie przez Komisję Europejską umowy partnerstwa w terminie umożliwiającym rozpoczęcie realizacji programów i projektów jeszcze w 2014 roku. Na rozpoczęcie negocjacji z Polską Komisja przygotowała własne stanowisko. Może to spowodować wydłużenie rozmów oraz konieczność wprowadzenia zmian zarówno w projekcie umowy, jak i w projektach programów.

Opóźnienia mogą wystąpić również na etapie zatwierdzania przez Komisję Europejską krajowych i regionalnych programów operacyjnych. Jak wynika z wcześniejszych kontroli NIK (w latach 2007-2013) procedury uzgadniania zapisów w dokumentach trwały bardzo długo, czasami nawet około roku.

Inne problemy wiążą się z ustanowieniem systemów zarządzania i kontroli wykorzystania środków z UE. W przypadku niektórych programów nie podjęto bowiem jeszcze ostatecznej decyzji, które podmioty będą pełnić funkcję instytucji pośredniczących i wdrażających. Po raz pierwszy zadania instytucji certyfikującej, w przypadku programów regionalnych, będą realizować zarządy województw urzędy marszałkowskie. Istnieje ryzyko, że urzędy marszałkowskie nie dysponują odpowiednim potencjałem organizacyjnym i kadrowym.

Kolejne możliwe opóźnienia zostały wskazane w obszarze przygotowania i zatwierdzenia procedur wewnętrznych instytucji zaangażowanych w system zarządzania i kontroli. Może to wpłynąć bezpośrednio na opóźnienia we wdrażaniu programów. Bez przygotowanych procedur wewnętrznych Minister Infrastruktury i Rozwoju nie może wydać decyzji potwierdzającej (desygnacji) spełnienie warunków, które zapewniają prawidłową realizację programu operacyjnego. Takie potwierdzenie jest niezbędne do rozpoczęcia realizacji programów.

Problemy mogą pojawić się też w czasie przygotowania kontraktów terytorialnych, czyli umów pomiędzy rządem, a samorządami poszczególnych województw. Istnieje ryzyko, że dokumenty nie zostaną uzgodnione i podpisane w terminie.

I wreszcie, aby Polska mogła skutecznie wdrożyć unijne fundusze, musi dostosować prawo krajowe do nowych unijnych przepisów. System wdrażania polityki strukturalnej wymaga przygotowania szeregu aktów prawnych, które nieterminowo przyjęte – mogą wpłynąć na opóźnienia w wyborze i realizacji projektów w 2014 roku.

Dziś w Krakowie spotkanie w ramach Trójkąta Weimarskiego

Do 2020 roku udział przemysłu w PKB Unii Europejskiej ma wzrosnąć z 16 do 20 proc. Kraje członkowskie powinny dbać nie tylko o rozwój przemysłu, lecz także o jego konkurencyjność na arenie międzynarodowej. W tej sprawie Polska, Francja i Niemcy powinny mówić jednym głosem – uważa Olgierd Dziekoński, minister w Kancelarii Prezydenta RP. Dziś rozpoczyna się kolejne spotkanie w ramach Trójkąta Weimarskiego.

W czasie międzynarodowej konferencji „Gospodarczy Trójkąt Weimarski” przedstawiciele Francji, Niemiec i Polski oraz instytucji unijnych będą zastanawiać się, jak zwiększyć produkcję przemysłową w Europie. To ważne, by Unia stała się bardziej odporna na kryzysy. Niezbędna jest równowaga pomiędzy polityką klimatyczną a przemysłową.

 – Europa traci przemysł i stała się bardziej wrażliwa na kryzysy. W momencie kryzysu finansowego nastąpił odwrót od ideologii, która była dominującym przesłaniem w latach 90., że przemysł będzie zanikał, a na naszych rynkach będą dominowały usługi. Wydaje się, że powrót do wartości, jaką jest produkcja materialna, pokazuje, że przemysł stabilizuje gospodarkę i buduje jej konkurencyjność – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Olgierd Dziekoński, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP.

Dla państw Trójkąta Weimarskiego przemysł jest ważną częścią gospodarki narodowej. W Niemczech 23 proc. PKB pochodzi z przemysłu przetwórczego, w Polsce powyżej 18 proc., a we Francji ponad 10 proc. Unijna średnia to 16 proc. Trzy kraje razem produkują 40 proc. unijnego PKB.

Współpraca przy rozwoju przemysłu jest konieczna, by osiągnąć unijny cel, czyli zwiększenie udziału przemysłu w PKB wspólnoty do 20 proc. do 2020 roku. Dziekoński podkreśla, że to istotne również ze względu na miejsca pracy i zarobki, które w przemyśle są średnio o 10-15 proc. wyższe niż w całej gospodarce.

W ocenie ministra niezbędne jest określenie wspólnych interesów pomiędzy Niemcami, Francją i Polską. Jeśli uda się wypracować wspólne stanowisko, szanse na jego realizację znacznie wzrosną. Tym bardziej że kwestie polityki przemysłowej mają być jednym z tematów marcowego spotkania Rady Europejskiej.

Dziekoński podkreśla, że trudnym, ale koniecznym zadaniem jest znalezienie równowagi pomiędzy polityką klimatyczną i przemysłową. Koszty energii nie mogą być zbyt wysokie, ale równocześnie nie można być przeciwnym ochronie środowiska.

 – W zmianach dotyczących polityki energetycznej możemy dostrzec również pewne szanse i możliwości. Efektywność energii to są również nowe miejsca pracy i nowe technologie. Również energetyka rozproszona oparta o tradycyjne źródła zasilania – węgiel, gaz – jest szansą na rozbudowywanie nowych źródeł wzrostu w sferze nowych technologii przemysłowych – przekonuje sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP.

W jego ocenie większe znaczenie przemysłu przyczyni się do wzrostu pozycji Unii Europejskiej na arenie światowej. Obecnie Europa ma ok. 24-proc. udział w handlu światowym, a większa konkurencyjność przemysłu może przyczynić się do wzrostu tego udziału. W tym celu niezbędne jest wykorzystanie potencjału naukowego i połączenie dużego potencjału intelektualnego Europy z możliwościami przemysłowymi.

W polityce przemysłowej duże znaczenie powinien mieć też przemysł obronny. Dziekoński przypomina, że w krajach takich, jak Stany Zjednoczone, Izrael czy Korea Południowa to właśnie przemysł wojskowy jest źródłem innowacyjności i sukcesu gospodarczego.

 – Zastanówmy się, czy w Europie nie powinniśmy pójść wspólnie tym samym tropem działania, ale do tego potrzebna jest wspólna strategia bezpieczeństwa europejskiego, o którą zresztą prezydent Bronisław Komorowski od wielu lat zabiega – ocenia Dziekoński.

Co roku liczba lotów nad Polską będzie rosła o 10 proc.

Od końca listopada w Polsce działa nowy system kontroli lotów, który docelowo pozwoli na zwiększenie przepustowości. Kontrolerzy ruchu lotniczego ostrzegają jednak, że potrzeba dalszych inwestycji, by sprostać rosnącemu ruchowi. Konieczne jest m.in. wprowadzenie pionowego podziału przestrzeni powietrznej oraz szkolenie nowych kontrolerów.

 – Polska 26 listopada 2013 roku wprowadziła nowy system zarządzania ruchem lotniczym. I w swoim założeniu w najbliższej dekadzie system ten ma pozwolić na znaczący wzrost możliwości całego systemu zarządzania ruchem lotniczym – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Janusz Janiszewski, przewodniczący Związku Zawodowego Kontrolerów Ruchu Lotniczego. – Nowy system zarządzania ruchem lotniczym będzie mógł spełniać swoje możliwości tylko w momencie, kiedy przede wszystkim przejdziemy na podział pionowy, czyli wdrożymy nowe struktury przestrzeni powietrznej oraz wyszkolimy dodatkowe kadry.

Nowy system był niezbędny, bo w Polsce w ciągu ostatnich dziesięciu lat ruch lotniczy się podwoił. Do tego nad naszym krajem przebiega wiele dróg lotniczych, które wykorzystywane są przez samoloty z innych krajów. Każdego dnia przez polskie niebo przelatuje nawet do 2,5 tys. maszyn. W miarę poprawy koniunktury w Europie ruch lotniczy będzie dalej rósł. Janiszewski szacuje, że można się spodziewać 10-proc. przyrostu liczby lotów rocznie.

Nawet w kilku ostatnich latach, gdy inne kraje w Europie notowały spadki, Polska utrzymywała rokrocznie kilkuprocentowe wzrosty liczby połączeń, pasażerów i operacji lotniczych. Jednak teraz wyzwaniem jest poprawa efektywności systemu kontroli ruchu lotniczego.

 – Musimy zacząć inwestować w kadry, bardzo mocno musimy inwestować przede wszystkim w sprzęt radionawigacyjny, jak radary, urządzenia radionawigacyjne, czy też potocznie mówiąc radia służące do komunikacji z pilotami w powietrzu. Jak również w reorganizację przestrzeni powietrznej i wdrożenie podziału pionowego – apeluje Janiszewski.

Podział pionowy przestrzeni powietrznej znacznie poprawi efektywność i zmniejszy obciążenie poszczególnych kontrolerów. W Polsce tzw. przestrzeń kontrolowana rozciąga się od wysokości 9,5 tys. stóp (ok. 2,9 km) do wysokości 46 tys. stóp (ok. 14 km), obejmuje także rejony lotnisk. Jest podzielona na sektory, czyli obszary kontrolowane przez jedną osobę i mające inne częstotliwości radiowe. W zależności od natężenia ruchu może ich być maksymalnie dziewięć.

Wprowadzenie podziału pionowego oznaczałoby podzielenie przestrzeni kontrolowanej również w zależności od wysokości. Ułatwiłoby to rozdzielenie m.in. samolotów startujących i lądujących (czyli znajdujących się niżej) od lecących na wysokości przelotowej.

Janiszewski dodaje, że mimo prowadzonych inwestycji, Polska jest jednym z najtańszych krajów pod względem kontroli ruchu lotniczego w Europie, co świadczy o dużej efektywności systemu. Zgodnie z unijnymi przepisami ceny usług świadczonych przez Polską Agencję Żeglugi Powietrznej nie mogą być wyższe niż ponoszone koszty i inwestycje.

 – Już od 2007 i 2008 roku Polska notuje bardzo dobre wyniki, jeśli chodzi o wzrost efektywności. Jesteśmy na trzecim miejscu w całej Europie, jeśli chodzi o efektywność zarówno kosztową, jak i operacyjną. Kosztową nawet lepiej, ponieważ koszty usług, jakie świadczymy na rzecz linii lotniczych, to tylko 35,52 euro. Natomiast pakiet Single European Sky, czyli jednolite europejskie niebo zakłada, że w latach 2015-2019 średnia opłata jednostkowa ma wynosić w Europie 53 euro – tłumaczy Janiszewski.

Zgodnie z danymi organizacji Eurocontrol, agendy zrzeszającej narodowych zarządców przestrzeni powietrznej, w styczniu w kontynentalnej części UE najtańsze były Irlandia (opłata jednostkowa 30,77 euro) oraz Grecja (34,68 euro). Tańsze od Polski były też m.in. przestrzeń nad portugalskimi wyspami na Atlantyku (10,60 euro), Gruzja (24,28 euro), Malta (27,76 euro), Armenia (30,78 euro), Turcja (32,12) oraz Mołdawia (34,96 euro). Wszystkie te kraje są członkami organizacji Eurocontrol. W krajach Europy Zachodniej opłata jednostkowa często wynosi ponad 70 euro, np. w Niemczech w styczniu było to 77,47 euro.

Unia Europejska nie jest gotowa na ujednolicenie prawa o dopalaczach

CEO Magazyn Polska

Według opinii Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego Unia Europejska nie jest gotowa na ujednolicenie przepisów dotyczących tzw. dopalaczy. Zdaniem sprawozdawcy tej opinii, Davida Searsa, brakuje jak dotąd dostatecznych informacji na ten temat. Ponadto problem ten występuje tylko w niektórych krajach Unii, a opinie na jego temat są zróżnicowane. 

 To była najtrudniejsza opinia, jaką kiedykolwiek napisałem, nie dlatego, że temat był skomplikowany, lecz dlatego, że brakowało nam danych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes David Sears, członek Grupy Pracodawców należącej do Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego, instytucji doradczej UE zrzeszającej przedstawicieli społeczeństwa obywatelskiego.

Tzw. nowych substancji psychoaktywnych, nazywanych w Polsce dopalaczami, jest w sumie ok. 300 rodzajów, a co tydzień powstaje nowy gatunek. Często – w przeciwieństwie do klasycznych narkotyków takich, jak kokaina, heroina czy marihuana – nie są one formalnie zdelegalizowane. Jednak również prowadzą do uzależnień, problemów zdrowotnych, a w skrajnych przypadkach – do śmierci. Dlatego przedstawiciele Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego podkreślają, że dopalacze powinny być traktowane jako problem zdrowotny i społeczny, a nie działalność przestępcza.

Ich zdaniem, Komisja Europejska nie jest jednak gotowa do stworzenia ujednoliconych przepisów w kwestii dopalaczy, m.in. z powodu braku wiarygodnych informacji oraz faktu pozostawania polityki zdrowotnej w gestii państw członkowskich. Dlatego też proponują pozostawienie na razie zróżnicowanego prawa w tej kwestii. Tym bardziej że problem nie dotyczy w równym stopniu wszystkich krajów europejskich, dlatego też poglądy na temat jego uregulowanie się różnią. 

 Dopalacze to przede wszystkim trend widoczny w państwach północnej Europy – mówi Sears. Najwięcej tych narkotyków przenika do Irlandii. Polska, Wielka Brytania i Łotwa również zaliczają się do największych użytkowników. To zjawisko jeszcze nie występuje w całej Europie, co czyni trudniejszym dojście do konsensusu, bo nie wszystkie kraje członkowskie widzą problem – dodaje ekspert. 

Kwestia ta jest o tyle trudna do uregulowania, że dopalacze są łatwo dostępne dla młodych ludzi przez internet. Biznes ten nie musi być powiązany z  rynkiem danego kraju, co znacznie utrudnia kontrolę.   

 Handel takimi substancjami to biznes, który prowadzą często młodzi, obyci z internetem ludzie, dla których jest to forma walki z systemem – mówi Sears. Wygląda to tak, że młodzi ludzie wysyłają zamówienia do firmy farmaceutycznej czy chemicznej w Indiach czy Chinach, mówiąc: „zróbcie tę molekułę, a my ją sprzedamy”. Wystarczy więc zamówić przez internet coś o egzotycznej nazwie i dostają towar kilka dni później pocztą.

W Parlamencie Europejskim pierwsze czytanie dotyczące nowych substancji psychoaktywnych zostanie zakończone przed majowymi wyborami. Z kolei Rada UE powołała grupę roboczą, która ma na celu uzgodnienie wspólnego stanowiska na temat dopalaczy do końca roku.

Dobra obsługa klienta zwiększa sprzedaż

CEO Magazyn Polska

Polscy konsumenci przy zakupach wciąż najczęściej kierują się ceną, ale coraz ważniejszym czynnikiem przy wyborze sklepu lub usługodawcy jest jakość obsługi. Przedsiębiorcy zwiększają więc nakłady na poprawę relacji z klientami. Efekty widać. Według Polskiego Programu Jakość Obsługi wskaźnik satysfakcji klientów z obsługi wynosi dziś 75 proc., a w ciągu ostatnich dwóch lat wzrósł o 14 punktów procentowych.

W ciągu kilkunastu lat polskie firmy przeszły długą drogę i w bardzo poprawiły jakość obsługi. Wyniki badań w ramach Polskiego Programu Jakości Obsługi porównane na przestrzeni ostatnich kilku lat organizatorzy nazywają cudem.

 – Jeszcze kilka lat temu wskaźnik satysfakcji konsumenta pod względem jakości obsługi w Polsce wynosił zaledwie 44 proc., podczas gdy w Stanach Zjednoczonych – 75-76 proc. W tym roku poziom satysfakcji polskich konsumentów wynosi już 75 proc., a w ciągu ostatnich dwóch lat wykonaliśmy skok aż o 14 punktów procentowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mirosław Bartoń, prezes Grupy VSC, organizatora programu.

Przedsiębiorcy dostrzegają już rolę jakości i chętnie w nią inwestują, tym bardziej że, zdaniem prezesa VSC, mogą liczyć na szybki i wyraźny zwrot z takiej inwestycji. 

 – Z przeprowadzonych przez nas analiz wynika, że badanie jakości obsługi realizowane przez tajemniczych klientów, na przykład w sklepach obuwniczych, zwraca się sześćdziesięciokrotnie. O tyle rośnie wartość sprzedanego obuwia, o tyle więcej klientów korzysta z usług firmy – przekonuje prezes VSC.

Jego zdaniem, nakłady firm na podwyższanie jakości obsługi, mimo że rosną, są wciąż za małe, ale przedsiębiorcy dojrzewają do takich decyzji.

 – Przygotowaliśmy szereg narzędzi i porad ułatwiających firmom podjęcie tej decyzji. Po prostu wyliczamy, że to się opłaci – podkreśla Bartoń.

Według VSC wpływ jakości na wyniki sprzedażowe jest tak duży, że większy sens mają wydatki na poprawę jakości obsługi niż na różne formy tradycyjnych reklam, których efekty są trudne do zmierzenia. 

 – W przypadku jakości obsługi ten efekt możemy mierzyć z dokładnością do pojedynczego klienta i to jest niezwykle cenne – informuje Mirosław Bartoń.

Jakość obsługi klienta jest równie ważna w przypadku firm działających w internecie. W niektórych branżach, jak np. pożyczek online, gdzie ceny są porównywalne, jest to główne kryterium, jakim kierują się konsumenci.

 – Gotówkę może dostarczyć każdy, możemy pożyczyć od znajomego lub od przedsiębiorstwa takiego jak Vivus. Z pewnego powodu klienci wybierają nas – mówi Piotr Kaczmarski, dyrektor Departamentu Obsługi Klienta Vivus Finance, firmy, która została jednym z laureatów nagrody Gwiazda Jakości Obsługi 2014. – Jestem przekonany, że wybierają firmę Vivus dlatego, że doceniają jakość i szybkość, z jaką reagujemy na ich potrzeby i dostarczamy naszą gotówkę na ich konto. Dziś to krócej niż 3,5 minuty. W przyszłości ten czas będzie jeszcze krótszy, w przyszłości będziemy potrafili dotrzeć do szerszego grona klientów.

Tegoroczne plany firmy są jasne: więcej klientów, więcej gotówki dla klientów i jeszcze lepsza obsługa. Dyrektor z firmy Vivus Finance uważa, że rynek będzie w dalszym ciągu ewoluował w kierunku modelu obsługi, w którym najważniejsze będą szybkość i łatwość, z jaką klienci mogą sięgać po produkty finansowe.

Samar: inwestycja Volkswagena w Polsce bardzo prawdopodobna. Dałaby 3 tys. miejsc pracy

CEO Magazyn Polska

Nie ma jeszcze oficjalnego potwierdzenia decyzji Volkswagena dotyczącej budowy nowego zakładu w okolicach Poznania. Jest ona jednak bardzo prawdopodobna. Dostawczy Crafter składany byłby przypuszczalnie tylko w naszym kraju. Warto przypomnieć, że działająca już w Polsce fabryka Volkswagena jest wyłącznym europejskim producentem modelu Caddy. Obecnie niemiecki koncern wydaje się być jedyną firmą motoryzacyjną, rozważającą budowę fabryki w naszym kraju. 

 – Większość producentów boryka się dziś z nadprodukcją w swoich zakładach zlokalizowanych w Europie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wojciech Drzewiecki, prezes Instytutu Badań Motoryzacyjnych Samar. – Pamiętajmy jednak, że polski rynek ma ogromny, wciąż niewykorzystany potencjał. Dziś rejestruje się u nas około 300 tysięcy nowych samochodów, a szacuje się, że mogłoby być ich około miliona. Oczywiście, ze względu na nasze możliwości finansowe, nie będziemy kupowali tylu nowych aut, ale poziom 400-500 tysięcy jest realny.

Duży rynek zbytu w Polsce, szczególnie na auta dostawcze, jest, zdaniem Drzewieckiego, jednym z głównych czynników przemawiających za zlokalizowaniem nowej fabryki Volkswagena w naszym kraju. Przyciągnięcie nowych inwestycji wymaga jednak również zapewnienia firmom korzystnych warunków prowadzenia biznesu.

 – Liczą się przede wszystkim niskie koszy pracy, jej wysoka jakość oraz odpowiednie zaplecze, w postaci chociażby uczelni przygotowujących kadrę – wyjaśnia Wojciech Drzewiecki.

Inwestycja Volkswagena oznaczałaby powstanie około 3 tysięcy miejsc pracy w samym zakładzie produkcyjnym oraz kilka tysięcy następnych przy wytwarzaniu niezbędnych komponentów.

 – Temat miejsc pracy to nie wszystko. Ponieważ auta muszą być obsługiwane, a więc sieć dealerska obsługująca auta i dodatkowe podmioty, chociażby myjnie samochodowe, też na tym skorzystają – przekonuje ekspert.

Rośnie zainteresowanie firm ściąganiem nieprzeterminowanych należności przez zewnętrzne firmy

CEO Magazyn Polska

Firmy faktoringowe, które na rzecz firm zajmują się ściąganiem nieprzeterminowanych należności, osiągają dwucyfrowe wzrosty obrotów. Pozwala im to optymistycznie prognozować rozwój w tym roku. Rośnie wartość rynku, ale również, co ważne dla branży, liczba klientów. Dla nich firmy chcą wprowadzać innowacyjne rozwiązania.

Spółki skupione w Polskim Związku Faktorów (PZF) sfinansowały w ubiegłym roku wierzytelności o łącznej wartości 96,58 miliarda złotych. Wzrost wartości rynku o ok. 15,5 proc. jest co prawda niższy niż rok wcześniej (20 proc.), jednak osiągnięcie dwucyfrowej dynamiki obrotów w czasie gospodarczych zawirowań oznacza, że po wyjściu z okresu spowolnienia powinno być jeszcze lepiej.

 – W porównaniu do lat poprzednich rzeczywiście wzrost był słabszy, ale na tle trudnej rzeczywistości gospodarczej osiągnięty wynik napawa zadowoleniem. Szczególnie, co dla branży faktoringowej znaczące, wraz ze wzrostem obrotów wzrosła nam w takim samym stopniu liczba klientów, dłużników, kontrahentów, faktur. To doskonała baza na rok 2014 – komentuje Dariusz Steć, wiceprzewodniczący Komitetu Wykonawczego Polskiego Związku Faktorów.

Zachodzące zmiany i stopniowe wychodzenie ze spowolnienia gospodarczego sprzyjają także stopniowemu zmniejszaniu zatorów płatniczych. W okresie problemów gospodarczych firmy zachowują ostrożność, sprzedając swoje produkty kontrahentom i oczekując krótszych terminów płatności. Takie zjawiska odbiły się na obrotach branży, ale perspektywy zarówno w gospodarce, jak i samym faktoringu są, zdaniem Dariusza Stecia, bardzo dobre.

 – Nigdy nie jest tak, że będziemy w 100 proc. zadowoleni. Ale sygnałem wcześniej niespotykanym był bardzo dynamiczny przyrost liczby klientów w ubiegłym roku. To zdarzyło się po raz pierwszy od wielu lat i świadczy o wzroście popularności usług faktoringowych mierzonym nie tylko wzrostami obrotu. Dla branży to zjawisko kluczowe: w naszej działalności chodzi o to, by coraz więcej klientów korzystało z naszych usług – przekonuje wiceprzewodniczący.

Rosnąca popularność usług faktoringowych, czyli ściągania nieprzeterminowanych należności w imieniu klientów przez zewnętrzne instytucje, świadczy o tym, że rynek staje się coraz bardziej dojrzały. Zdaniem Stecia, czeka go etap wdrażania innowacyjnych rozwiązań.

 – Przede wszystkim będziemy szukać innowacji technologicznych. Będą to w głównej mierze modyfikacje i usprawnienia już istniejących rozwiązań. Będziemy je zmieniać tak, by faktoring stawał się coraz bardziej popularny, by usługi były łatwiejsze w użyciu i przyjemniejsze dla naszych klientów. Już dziś głównym narzędziem w faktoringu jest internet, współpraca odbywa się za pośrednictwem sieci. Jednak zawsze wszystko można udoskonalić, poprawić, zaproponować nową jakość klientom – informuje przedstawiciel PZF.

Warszawiacy mogą zdecydować, na co miasto wyda 25 mln zł. Trwa nabór projektów

CEO Magazyn Polska

Jednym z najskuteczniejszych narzędzi motywowania mieszkańców do uczestnictwa w życiu społecznym są budżety partycypacyjne. Po raz pierwszy ideę tę wcielono w życie w 2011 roku w Sopocie. W następnym roku w jego ślady poszły cztery inne miasta, a w kolejnym – kilkanaście następnych. Od 20 stycznia trwa na przykład pierwszy nabór projektów w Warszawie. W sumie do podziału przeznaczono 25 mln zł.

Choć dwie trzecie Polaków wyraża gotowość angażowania się w konsultacje społeczne, to zaledwie 10 proc. społeczeństwa bierze w nich udział – wynika z badań Fundacji Fundusz Współpracy. Jednym z najskuteczniejszych narzędzi motywowania mieszkańców do uczestnictwa w życiu społecznym są tzw. budżety partycypacyjne, w ramach których obywatele decydują, na jakie cele społeczne przeznaczą daną pulę pieniędzy.

Jak wynika z badań przeprowadzonych przez Fundację Fundusz Współpracy w ramach projektu „Decydujmy razem” – Polacy niechętnie angażują się w podejmowanie decyzji na poziomie lokalnym.

 – Mimo że około 60 proc. deklaruje chęć i wolę interesowania się sprawami lokalnymi, to jedynie jedna trzecia wszystkich Polaków w jakikolwiek sposób angażuje się w działania partycypacyjne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Daniel Prędkopowicz, koordynator projektu „Decydujmy razem” w Fundacji Fundusz Współpracy.

Udział w konsultacjach społecznych bierze zaledwie co dziesiąty ankietowany. Tych statystyk nie poprawia nawet prowadzenie konsultacji w internecie. Z badań wynika, że jedynie 2 proc. osób zaangażowanych w konsultacje skorzystało w tym celu z sieci.

W celu aktywizacji społeczeństwa Fundacja Fundusz Współpracy prowadzi szereg działań, takich jak szkolenia dla administracji publicznej, samorządowców czy animacje społeczne. Jedną z takich inicjatyw jest finansowany ze środków unijnych w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego projekt „Decydujmy razem”. Obecnie bierze w nim udział 108 samorządów, które budują zespoły robocze, opracowują dokumenty strategiczne, promują dobre praktyki oraz szukają w tym zakresie sprawdzonych rozwiązań zarówno w kraju, jak i za granicą.

 – Celem jest głównie zbudowanie systemu wsparcia dla partycypacji publicznej w Polsce, a więc pewnych mechanizmów, sprawdzonych działań, które będzie można wykorzystać w każdej gminie czy powiecie na terenie kraju – wyjaśnia Daniel Prędkopowicz.

Podkreśla przy tym, że efekty wydatkowania środków na aktywizację społeczeństwa są wymierne. Jego zdaniem, jeśli mieszkańcy danej społeczności poczują, że ich zdanie wpłynęło na decyzję lokalnych władz, zaczną interesować się sprawami, które dotychczas były im obojętne, a więc np. zagospodarowaniem przestrzeni, dokumentami rozwojowymi czy też zwykłymi problemami ich osiedli.

 – Widać efekty tych działań, widać efekty rozmów i prac, a przede wszystkim decyzji wypracowanych wspólnie z mieszkańcami – podkreśla. – Czyli jeżeli władze organizują cały proces związany z budżetem partycypacyjnym, decydują się na wydzielenie części własnego budżetu i oddają decyzję mieszkańcom, na co mają być przeznaczone te środki, to wiemy i mamy pewność, że te środki zostaną przeznaczone na tę czy inną inwestycję.

Firmy korzystające z leasingu chętniej inwestują w innowacje i pracowników

CEO Magazyn Polska

Dziś leasingować można niemal wszystko od samochodów, poprzez maszyny, oprogramowanie i sprzęt biurowy, aż po nieruchomości. Taka forma finansowania pozwala rozwijać działalność i inwestować w innowacyjne rozwiązania. Coraz chętniej korzystają z niej również małe i średnie firmy. Spółki korzystające z leasingu zwykle są bardziej innowacyjne i chętniej niż inne inwestują w pracowników.

– Małe firmy, które decydują się na leasing, są bardziej dojrzałe niż firmy, które niechętnie korzystają z zewnętrznego finansowania. Są one świadome potrzeb, szukają kolejnych aktywów niezbędnych do rozwoju. To spółki, które chcą inwestować, szczególnie inwestują we wszystkie rodzaje innowacji procesowych lub produktowych. Przygotowują nowe produkty, nowe usługi, wprowadzają innowacje marketingowe – komentuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan.

Innowacyjność, dążenie do ekspansji za granicą, chęć sprzedaży usług i produktów nie tylko w Polsce – wszystko to wymaga odpowiednich środków, rozwiązań informatycznych, maszyn i urządzeń. A leasing daje możliwość ich szybkiego pozyskania.

– Okazuje się, że wśród firm korzystających z leasingu jest znacznie więcej firm otwartych na świat niż wśród firm, które z leasingu nie korzystają – mówi główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan.

Z badań mikro-, małych i średnich przedsiębiorstw przeprowadzonych przez Konfederację Lewiatan wynika, że leasingobiorcy są bardziej otwarci na rozwój. Firmy, które leasingiem finansują aktywa, urządzenia i środki transportu, częściej niż firmy niekorzystające z leasingu twierdziły, że ich priorytetem biznesowym na najbliższe dwa lata jest inwestowanie w pracowników.

– To pozornie wydaje się dziwne, ale wyjaśnienie jest proste. Leasingobiorcy modernizują wytwarzanie, unowocześniają park maszynowy, kupują urządzenia i w efekcie potrzebują pracowników o wyższych kwalifikacjach, lepiej wyedukowanych i z większym doświadczeniem, by lepiej wykorzystać posiadane aktywa – mówi Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek.

Najbardziej rozpowszechniony wśród przedsiębiorców wszelkich branż jest leasing pojazdów.

– Korzystają z niego zarówno firmy transportowe, jak i przemysł. Każda działalność gospodarcza wymaga przynajmniej jednego środka transportu, a sfinansować go można właśnie leasingiem – mówi Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek.

Ekonomistka wskazuje też firmy zajmujące się działalnością naukową, techniczną, firmy doradcze, prawnicze czy podatkowe jako klientów innych przedmiotów leasingu, jak np. leasing zaawansowanego sprzętu biurowego.

Głównym źródłem finansowania zewnętrznego obok leasingu są kredyty bankowe. Leasing budzi jednak większe zainteresowanie niż kredyty, szczególnie wśród mniejszych spółek.

– Przedsiębiorstwa korzystają z leasingu często dlatego, że brakuje im zabezpieczeń dla kredytów, które są wymagane przez banki. Z reguły ich nie mają, a jeśli mają, to niewystarczające. To wyjaśnia czemu sięgają po leasing – tłumaczy ekonomistka.

Wartość leasingu w Polsce wzrosła w ubiegłym roku o 13 proc. do 35,3 mld zł.

W przyszłą sobotę ruszy TVP ABC dla dzieci. Na początek – materiały archiwalne i bez reklam

Telewizja Polska uruchomi 15 lutego nowy kanał dla dzieci – TVP ABC. Do końca miesiąca nie będzie reklam, pojawią się one dopiero po 1 marca. Nadawca zapowiada też wiele premier i produkcji własnych, choć ze względów finansowych na razie nie będzie studia. Program ma być bezpieczny dla dzieci, a od kwietnia ruszą też programy dla rodziców i opiekunów.

 – Ramówka jest już zamknięta, prawie wszystkie taśmy są już podstawione w wideotece, robimy ostatnie przeglądy emisyjne. W tej chwili koncentrujemy się na przygotowaniu oprawy, zwiastunów i wypełnieniu pozostałych wakatów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Małgorzata Mierzejewska-Wawryków, szefowa TVP ABC.

Stacja będzie nadawana na pierwszym multipleksie cyfrowym (MUX-1), więc będzie dostępna dla wszystkich odbiorców. Mierzejewska-Wawryków podkreśla, że nie będą potrzebne żadne zmiany w sprzęcie telewizyjnym, np. dekodery, a jedynie zakodowanie nowego programu na kanale. Wciąż trwają rozmowy z sieciami kablowymi i satelitarnymi, które są zainteresowane posiadaniem TVP ABC w swojej ofercie.

Choć koncesja TVP ABC zezwala na nadawanie od 6 do 23, początkowo program będzie nadawany od 7 do 21. Od kwietnia po godz. 21 w ramówce pojawią się specjalne programy dla rodziców, a od samego początku o godz. 17 w TVP ABC będzie pasmo premierowe.

Stacja będzie kierować swoje programy przede wszystkim do dzieci w wieku od lat 3 do 12. Mają one być bezpieczne i angażujące. Mierzejewska-Wawryków chciałby, aby rodzice mogli pozostawić dzieci same podczas oglądania TVP ABC bez obawy o treść programów. Młodzi widzowie mają nie tylko dobrze się bawić, lecz także poszerzać wiedzę dzięki ciekawym programom edukacyjnym.

TVP ABC będzie jedyną bezpłatną, choć objętą abonamentem, stacją telewizyjną dla dzieci.

 – Oferta pierwszych sześciu tygodni będzie opierała się przede wszystkim na archiwalnych programach Telewizji Polskiej, takich jak „Mama i ja”, „Domowe przedszkole”, „Zygzaki”, „Wirtulandia”, „Jedyneczka”, „Budzik”, tytuły, które pokolenie dzisiejszych rodziców doskonale zna. Ale też na filmach animowanych przez niektórych nazywane kultowymi, czyli „Bolek i Lolek”, „Koziołek Matołek”, „Miś Uszatek” – wylicza Mierzejewska-Wawryków.

Dodaje, że nie zabraknie też produkcji zagranicznych, takich jak „Smerfy” czy „Pszczółka Maja”. Telewizja Polska jest już w trakcie zakupu kolejnych licencji na znane programy dla dzieci.

Po okresie rozruchu w TVP ABC ma się pojawić więcej produkcji własnych. Nie będzie jednak studia, bo to zbyt kosztowne. Dopiero od 1 marca stopniowo zaczną się pojawiać reklamy.

Fuzja House of Skills i Grupy training&consulting

Łączą się dwaj ważni gracze branży doradczo – szkoleniowej. Z dniem 1 stycznia 2014 roku, Grupa training&consulting stała się integralną częścią House of Skills.

Fuzja House of Skills i Grupy training&consulting może być jednym z pierwszych wskaźników urzeczywistnienia prognoz mówiących o konsolidacji branży. Połączenie świadczy o dążeniu firm szkoleniowo-doradczych do wykorzystania efektu skali przy jednoczesnym zwiększeniu jakości i zakresu świadczonych usług.

Grupa training&consulting, której działalność koncentrowała się na projektach z obszaru negocjacji i budowania porozumienia, uzasadnia integrację z House of Skills potrzebą dotarcia do większej grupy klientów oraz oferowania im kompletnych zestawów rozwiązań, wspierających jakość i efektywność pracy na każdym etapie rozwoju organizacji. – Z punktu widzenia Grupy, połączenie z House of Skills, pozwoli na zwielokrotnienie skali naszych dotychczasowych działań – mówi Ewa Kastory, prezes Grupy training&consulting, obecnie Senior Partner w House of Skills. – Nadal będziemy realizować programy rozwojowe w obszarze porozumień i procesów negocjacyjnych, ale dzięki połączeniu z House of Skills, dostarczymy nasze usługi większym grupom pracowników, utrzymując przy tym międzynarodowe standardy – dodaje Kastory.

W następstwie fuzji, House of Skills poszerza obszar merytorycznych specjalizacji, które będzie kierować do kadry zarządzającej oraz pracowników szczebla operacyjnego dużych i średnich przedsiębiorstw. – Dzięki rozwiązaniom, w których specjalizowała się Grupa training&consulting, poszerzyliśmy naszą ofertę o kolejny, siódmy już, obszar kompetencji, „Negocjacje i porozumienia”. Jesteśmy przekonani, że to doskonałe uzupełnienie naszej dotychczasowej oferty – komentuje Aleksander Drzewiecki, prezes House of Skills. – Wierzymy, że wspólnymi siłami udało nam się stworzyć skuteczny pakiet rozwiązań, który pozwoli odpowiedzieć na potrzeby dynamicznie zmieniającego się rynku i funkcjonujących na nim organizacji – dodaje Drzewiecki.

W wyniku połączenia spółek struktura know-how House of Skills zbudowana jest obecnie z 7 obszarów, stanowiących odpowiedź na kluczowe wyzwania menedżerskie: Strategie biznesowe, Przywództwo i zarządzanie, Zarządzanie zmianą, Zwycięskie Zespoły, Umiejętności osobiste, Zarządzanie kapitałem ludzkim oraz nowopowstały obszar Negocjacje i porozumienia.

Dnia 5. lutego 2014 r. odbyła się konferencja prasowa House of Skills, lidera na rynku doradczo – szkoleniowym w Polsce, na której oficjalnie ogłoszono nową strukturę organizacji. Dzięki fuzji z Grupą training&consulting, House of Skills poszerzyło dotychczasową ofertę o kolejny obszar wyspecjalizowanego know-how, Negocjacje i porozumienia.
W ramach wydarzenia, Aleksander Drzewiecki – prezes spółki House of Skills – oraz Ewa Kastory, była prezes Grupy training&consulting, obecnie senior partner House of Skills, przedstawili motywy, jakimi się kierowali przy fuzji obu spółek oraz opowiedzieli o płynących z niej korzyściach. Drzewiecki zaprezentował również nowe obszary specjalizacji, jakie pojawiły się w ofercie House of Skills dzięki połączeniu z Grupą training&consulting.
Naświetlając kontekst transakcji, prelegenci akcentowali rosnące znaczenie multispecjalizacji – wysoko wyspecjalizowanych, a zarazem interdyscyplinarnych i kompleksowych rozwiązań rozwojowych, połączonych w jeden spójny proces, odpowiadający potrzebom danej organizacji. Według Aleksandra Drzewieckiego, oczekiwania odbiorców względem firm doradczo-szkoleniowych będą sprzyjać konsolidacji branży i wzmocnią dążenie do poszerzania ofert działających w niej podmiotów.

W efekcie fuzji, House of Skills do dotychczasowych specjalizacji (Strategie biznesowe, Przywództwo i zarządzanie, Zarządzanie zmianą, Zwycięskie Zespoły, Umiejętności osobiste, Zarządzanie kapitałem ludzkim) dodało nowy obszar kompetencji – Negocjacje i porozumienia. W ramach połączenia, dotychczasowe produkty Grupy training&consulting – w tym marka Roczna Szkoła Negocjacji – będą dostępne dla większego grona firm i organizacji.

Na zakończenie merytorycznej części konferencji, Ewa Kastory – odpowiedzialna za nowy obszar kompetencji House of Skills – zaprezentowała próbkę szkolenia z zakresu umiejętności negocjacyjnych. Uczestnicy mieli okazję wcielić się w negocjatorów i zrozumieć na czym polega innowacyjne podejście programu rozwojowego Kastory, akcentującego sytuacyjny kontekst interakcji (tzw. meta cele) oraz strategiczną rolę procesu budowania porozumienia.

Coraz wyższa jakość wzrostu gospodarczego w Polsce według indeksu ESCAPE

Jakość wzrostu gospodarczego w Polsce jest coraz wyższa. Według tegorocznego indeksu ESCAPE – opracowanego przez firmę doradczą PwC – Polska znalazła się na 21 pozycji wyprzedzając takie kraje jak Włochy czy Grecja, lokując się tuż za Francją i Wielką Brytanią. Wzrostem gospodarczym o najwyższej jakości mogą pochwalić się Szwecja, Szwajcaria i Singapur.

Indeks ESCAPE – opracowany przez PwC – opisuje całościowo rozwój kraju w aspekcie gospodarczym, społecznym, technologicznym, politycznym i środowiskowym. Poprzez pięć wymiarów takich jak:

  • wzrost i stabilność gospodarcza,
  • rozwój społeczny i spójność,
  • technologie informatyczne i komunikacjne,
  • instytucje polityczne, prawne i regulacyjne,
  • zrównoważony rozwój

określa zdolność danego kraju do ucieczki z pułapki średnich dochodów w przypadku gospodarek wschodzących oraz ucieczki od stagnacji po kryzysie finansowym dla gospodarek rozwiniętych.

„Polska po raz kolejny znalazła sie pośród 42 największych gospodarek świata analizowanych przez PwC pod kątem jakości wzrostu gospodarczego – czyli po pierwsze tego, czy wzrost ten jest trwały, a po drugie czy wpływa pozytywnie na jakość życia obywateli” – wyjaśnia Mateusz Walewski, starszy ekonomista PwC. „Z pułapką średnich dochodów mamy do czynienia wtedy, gdy poziom rozwoju gospodarczego danego kraju osiąga fazę plateau i ostateczną stagnację przed zakwalifikowaniem się do grupy państw wysoko rozwiniętych. Taka sytuacja może się pojawić, gdy w gospodarkach wschodzących rosną wynagrodzenia i następuje spadek konkurencyjności kosztowej czyli w efekcie nie jest możliwe ani konkurowanie z rozwiniętymi gospodarkami w zakresie innowacyjności i wysokich kwalifikacji, ani w zakresie taniej produkcji z gospodarkami o niskich dochodach”.

W zestawieniu ESCAPE bardzo wysokie miejsca od 2000 r. zajmują kraje Europy Północnej: Szwecja (1. miejsce), Szwajcaria (2. miejsce), Holandia(4. miejsce), Finlandia (5. miejsce) i Dania (6. miejsce). Poza Europą dobre wyniki osiągnął Singapur (3. miejsce), a coraz lepsze pozycje w indeksie mają także takie kraje jak Australia, która awansowała z 13. miejsca w 2000 roku na 7. w 2012 roku, czy Chile, przenosząc się na 16. miejsce w 2012 roku z 21. zajmowanego dwa lata wcześniej.

”Polska, Rumunia i Rosja wykazują w ostatnich latach szczególnie silny wzrost. Aby przejść do klubu zaawansowanych gospodarek w naszym zestawieniu, nie wystarczy po prostu dobrze radzić sobie według tradycyjnych wskaźników ekonomicznych takich jak wzrost PKB czy inflacja. Wskaźnik ESCAPE obejmuje znacznie szerszy zakres parametrów – m.in. jakość systemu zdrowia i edukacji, zaawansowanie technologii komunikacyjnych czy efektywne i stabilne otoczenie prawne – przekładających się z jednej strony na jakość życia, a z drugiej na długoterminowy wzrost gospodarczy. Są to więc czynniki istotne przy podejmowaniu decyzji o inwestycji w danym kraju zarówno w przypadku inwestycji produkcyjnych, jak i przy rozszerzaniu działalności handlowej na nasz rynek” – podkreśla Mateusz Walewski.

Więcej informacji o indeksie ESCAPE

Wskaźnik ESCAPE uwzględnia szereg krajów, wskaźników i okresów, wykorzystując dane na poziomie krajowym z oficjalnych źródeł takich jak Bank Światowy i MFW. Istnieje 20 indywidualnych zmiennych ujętych we wskaźniku, ważonych równo na poziomie 5% w celu uniknięcia nadmiernego wpływu pojedynczej zmiennej na ogólne wyniki. Wskaźnik obejmuje 42 największe gospodarki świata, co stanowi około 85% światowego PKB w 2012 roku. Wyniki dostępne są dla trzech lat: rok bazowy 2000, rok 2007 jako ostatni przed uderzeniem globalnego kryzysu finansowego oraz rok 2012 jako najnowsze dostępne dane wskazujące na szereg wskaźników uznawanych w niniejszym opracowaniu.

Aby uzyskać więcej informacji na temat wskaźnika ESCAPE opracowanego przez PwC, zapraszamy na naszą stronę internetową: http://www.pwc.co.uk/economic-services/the-economy.jhtml. 30 najlepszych krajów według wskaźnika w 2012 roku zostało wymienionych w poniższej Tabeli 2 (patrz pełny raport na naszej stronie internetowej w zakresie wyników dla wszystkich krajów według wskaźnika).

Informatycy potrzebują nowych wyzwań zawodowych

Najpoważniejsze cięcia budżetowe w IT są już za nami – tylko jeden na pięciu liderów IT przyznaje, że ich budżet w roku 2013 został zredukowany. Jednocześnie dyrektorzy IT chcą mieć bardziej strategiczny wpływ na swoje organizacje i takich też ról szukają w perspektywie swojego rozwoju zawodowego. Co trzeci menedżer reprezentujący tę branżę, biorący udział w globalnym badaniu „CIO 2013” przeprowadzonym przez firmę doradczą Deloitte, nie czuje się spełniony zawodowo. Także polscy dyrektorzy IT nie chcą być postrzegani jedynie jako specjaliści od naprawy sprzętu komputerowego w firmie. Przyznają jednak, że często brak im, tak potrzebnych w biznesie, kompetencji społecznych i interpersonalnych.

Badanie Deloitte „CIO 2013” ma charakter globalny, gdyż objęło siedmiuset liderów IT z trzydziestu sześciu krajów Europy, w tym Polski, obu Ameryk, Bliskiego Wschodu, Afryki, Azji i Australii. Wzięli w nim udział menedżerowie reprezentujący różne branże i sektory, w tym m.in. finansowy i ubezpieczeń oraz publiczny.

Wyniki badania wskazują, że inwestycje w obszarze IT rosną. Dotyczy to większości lokalizacji i branż. Jedynie 22 proc. badanych w skali globalnej przyznaje, że ich budżet w roku 2013 był niższy niż w roku poprzednim. „Godnym uwagi i jedynym wyjątkiem jest sektor publiczny, gdzie w roku 2013 ponad jedna trzecia kadry zarządzającej IT musiała stawić czoła trudnościom wynikającym z obniżenia budżetu. W przypadku 86 proc. polskich respondentów budżet wzrósł lub pozostał na tym samym poziomie, ale redukcja kosztów pozostaje jednym z ważniejszych priorytetów” – mówi Stanisław Bochnak, Dyrektor Grupy Technology Integration w Deloitte.

Na co są wydawane pieniądze w działach IT? W Polsce 55 proc., a na świecie 58 proc. budżetu jest przeznaczane na bieżącą działalność. Chociaż prawie 60 proc. to wciąż dużo, taki podział stanowi krok we właściwym kierunku dla tych działów IT, które są zainteresowane rozwojem. Pozostałe środki w skali globalnej (42 proc.) wydawane są właśnie na wspieranie zmian i rozwoju. Na rozwój biznesu i nowych produktów przeznaczane jest w Polsce tylko około 30 proc. budżetu IT, natomiast pozostałe 15 proc. jest przeznaczane na transformację działalności biznesowej i reorganizację. Na tym tle w badaniu wyróżnia się rodzimy sektor finansowy, który przeznacza więcej na inwestycje w rozwój biznesu (35 proc.), często koncentrując się na reorganizacji modelu operacyjnego IT. Na pytanie o priorytety w budżecie, 82 proc. liderów IT (w Polsce 88 proc.) podało, że najważniejszym z nich jest reagowanie na nowe potrzeby biznesu. Na drugim miejscu na świecie jest wspieranie strategii cyfrowej poprzez nowe technologie: aplikacje mobilne, cloud computing, media społecznościowe i analitykę. Inwestowanie w rozwój kadry IT okazuje się być także dużo częściej priorytetem dla polskich liderów IT, niż wynika to z badania światowego: prawie 75 proc. lokalnych liderów IT wskazało ten obszar jako priorytetowy wobec 50 proc. na świecie.

Liderzy IT zdają sobie sprawę, że informatycy są bardzo często postrzegani stereotypowo, tzn. jako specjaliści od naprawiania sprzętu komputerowego. Tymczasem oni sami chcą występować w roli partnera biznesowego. Prawie 70 proc. badanych uważa, że ich praca będzie przynosiła najlepsze rezultaty, jeśli sami oni będą wspierać realizację strategii biznesowej swojej firmy. Jednocześnie aż 61proc. respondentów oceniło obecne umiejętności swoich zespołów w zakresie partnerstwa IT z biznesem jako tylko dobre lub słabe, ograniczone jedynie do sporadycznej współpracy z innymi działami biznesowymi. „W Polsce połowa badanych czuje się w tym obszarze mocna. Jednocześnie jednak aż 63 proc. polskich respondentów wskazuje, że nie ma dedykowanego zespołu zarządzania relacjami IT z biznesem, a z tego tylko co trzeci ma w planach zbudowanie takiego zespołu” – mówi Stanisław Bochnak.

Polską specyfiką jest także to, że tam gdzie nie ma zespołu zarządzania relacjami wysoką samoocenę w zakresie partnerstwa z biznesem ma aż 65 proc. respondentów, natomiast tam gdzie taki zespół funkcjonuje, jedynie 43proc. wysoko oceniło swoje partnerstwo. Na podstawie poprzedniego badania CIO można postawić tezę, że ta wysoka samoocena wynika z uzasadnionego psychologicznie lepszego oceniania siebie.

Podobnie jak w badaniu globalnym, tak i w Polsce, jako główną barierą w efektywnym zarządzaniu relacjami IT z biznesem postrzegane jest brak zaangażowania biznesu i niewłaściwe rozumienie roli IT (47proc. respondentów) oraz kolidujące priorytety i ograniczone zasoby IT (ok. jedna trzecia respondentów).

Menedżerowie IT, którzy nie mogą spełniać się w biznesie, częściej niż inni myślą o zmianie pracy. Choć mniej więcej połowa respondentów stwierdziła, że gdy będą podejmować decyzję o kolejnym kroku zawodowym prawdopodobnie pozostaną w IT, to co czwarty w poszukiwaniu nowych wyzwań, aspiruje do zasiadania w zarządzie, w szczególności do stanowisk członka zarządu ds. operacji (COO) lub prezesa zarządu (CEO).

W Polsce aspiracje do pozostania prezesem zarządu zadeklarowało prawie 40 proc. respondentów. Najważniejszymi czynnikami, które skłoniłyby ich do zmiany ich obecnej roli są: nowe wyzwania (37 proc.) oraz większy wkład w tworzenie strategii biznesowej organizacji (23 proc.).

Okazuje się jednak, że przeszkodą dla menedżerów IT w szerszym zaistnieniu w biznesie jest także brak umiejętności interpersonalnych i społecznych. Wielu liderów IT nadal boryka się z problemem zachowania równowagi między wiedzą technologiczną a umiejętnościami potrzebnymi, by aktywnie funkcjonować w biznesie. Ponad połowa kadry zarządzającej IT ma problemy ze znalezieniem pracowników, którzy potrafią myśleć w kategoriach biznesu. Niewiele mniej niż połowa poszukuje pracowników, którzy myślą strategicznie i skutecznie się komunikują. W Polsce te wskaźniki wynoszą odpowiednio 49 i 53 proc. Prawie trzy czwarte polskich respondentów doświadczyło problemów przy rekrutacji odpowiednio wykwalifikowanego i doświadczonego personelu IT. Na tym tle wypadamy gorzej niż pozostałe badane kraje, gdzie na podobne problemy wskazywał co drugi respondent. Wśród brakujących kompetencji technicznych w polskich działach IT najczęściej wskazywane są: analiza biznesowa, zgodność, ryzyko i bezpieczeństwo oraz analityka / Big Data. „Nasze badanie dowodzi, że menedżerowie IT bardzo często czują się niespełnieni zawodowo. Chcą być pełnoprawnymi partnerami biznesowymi dla swoich zarządów i być źródłem innowacji dla swoich firm. Jednocześnie jednak ich zespołom brakuje kompetencji personalnych, które pozwoliłby im umiejętnie komunikować się z otoczeniem biznesowym. Naszym zdaniem jest to luka, o której wypełnieniu powinny pomyśleć także wyższe uczelnie techniczne, które oprócz umiejętności zawodowych powinny wyposażać swoich absolwentów w umiejętności społeczne” – podsumowuje Stanisław Bochnak.

Dlaczego znów nic nie wyszło z moich noworocznych postanowień?

Początek nowego roku to w obiegowej opinii najlepszy moment na większe zmiany w naszym życiu. Pierwszego stycznia postanawiamy zatem schudnąć, zacząć oszczędzać, rzucić w końcu palenie czy spędzać nieco mniej czasu w pracy. Plany często są niezwykle ambitne. Szybko okazać się jednak może, że nasza wola nie jest tak silna, jak początkowo zakładaliśmy.

Do przygotowania listy noworocznych postanowień większość z nas co roku zabiera się z niemałym zapałem. Wszak wszystkie umieszczane na nich zmiany wiążą się z jakąś poprawą – zdrowia, relacji rodzinnych, stanu oszczędności czy poziomu wykształcenia.

I o ile na samym początku zwykle nie brakuje nam motywacji do działania, to już po kilku tygodniach dopada nas proza dnia codziennego, przez co ambitne plany po raz kolejny zmuszeni jesteśmy odłożyć na następny rok. Jak bowiem pokazują liczne badania, styczniowe zobowiązania udaje się zrealizować średnio jedynie 15% z nas.

Czy to oznacza, że nie warto nawet próbować? Absolutnie nie! Zamiast tego powinniśmy sprawdzić, jakie błędy najczęściej popełniamy już na samym początku naszej drogi i co zrobić, by uniknąć wielu czyhających na nas pułapek.

Jedna zmiana na raz

Przede wszystkim powinniśmy uświadomić sobie, że siła woli działa niemalże jak nasze mięśnie: im bardziej eksploatowana, z tym mniejszym wysiłkiem może w danej chwili pracować.

Z tego powodu zamiast już od 1. stycznia zarzucać się szeregiem postanowień, lepiej je rozplanować i systematycznie wdrażać w nieco dłuższym okresie. Pozwoli nam to skupić się na jednej zmianie na raz, co z całą pewnością podniesie efektywność wszystkich działań.

Warto wiedzieć, że siłę woli można sukcesywnie budować poprzez regularne ćwiczenia. W tym przypadku sztangę i hantle zastępują wdrożenia kolejnych, pozytywnych nawyków i choćby drobne, ale konsekwentnie realizowane zobowiązania.

Istotne jest, aby zapewnić sobie przy tym wsparcie w postaci odpowiednich warunków, w których funkcjonujemy. Często popełnianym błędem jest przeszacowanie siły własnej woli. Jeśli więc postanowiliśmy np. schudnąć, zadbajmy o to, by nigdy nie mieć pod ręką żadnych słodyczy – także tych kupowanych przez rodzinę czy znajomych.

Poranek jak nowy rok

Jeśli z jakichś powodów wraz z początkiem roku nie udało nam się wprowadzić w naszym życiu żadnych istotnych zmian, to nic straconego. Idealnym momentem na wdrażanie postanowień jest każdy poranek, bowiem właśnie wtedy mamy najwięcej silnej woli.

Pamiętajmy jednocześnie, by zawsze „mierzyć siły na zamiary”. Jeśli ostatnio nie udało się nam zrealizować jakiegoś konkretnego zobowiązania, to tym razem warto zacząć od czegoś innego. Frustracja i rozczarowanie poprzednią porażką w niczym nam nie pomogą – lepiej jest wybrać coś prostszego, wzmocnić swoją wolę i do owego tematu wrócić później.

Planujmy z głową

Kolejnym istotnym elementem ułatwiającym wytrwanie w swoich postanowieniach jest solidne planowanie i przygotowanie mentalne. Na zmiany bowiem z całą pewnością nie warto decydować się pod wpływem chwili, gdyż w ten sposób zdobyta motywacja przeważanie szybko znika.

Każde zagadnienie należy najpierw dokładnie przemyśleć i wskazać elementy, na jakich najbardziej nam zależy. Później przychodzi czas na ułożenie planu – określenie i rozpisanie sposobu, w jaki nasz cel spróbujemy zrealizować.

W określeniu drogi do sukcesu często pomocne okazują się odpowiedzi na pytania: w jaki sposób chce zrealizować swoje postanowienie? Kiedy i gdzie będę to robił? Z czego zrezygnuję, by osiągnąć to, co sobie założyłem? Jakie przeszkody mogą się pojawić i jak przez nie przebrnę?

Ważne przy tym także jest umiejętne projektowanie swojego czasu. Nasze zobowiązania po upływie kilku dni, miesięcy czy nawet lat powinny dać się łatwo zmierzyć, co pozwoli stwierdzić, czy swój cel rzeczywiście osiągnęliśmy.

Im prościej, tym skuteczniej

Wprowadzając szereg rozmaitych zmian, prędzej czy później przydarzyć się nam może chwila słabości. To absolutnie normalne – istotne przy tym jednak jest, by potknięcie to nie zakłóciło realizacji naszego długofalowego planu.

Niekiedy może się też okazać, że wybrane przez nas postanowienie da się zrealizować wyłącznie w inny, niż zamierzony przez nas sposób, gdyż nie przewidzieliśmy niektórych przeciwności losu czy przeliczyliśmy się oceniając własną silną wolę. Modyfikacje te nie są niczym złym, pod warunkiem, że pozwolą nam osiągnąć upragniony cel.

Należy też pamiętać, by instrukcje przekazywane do mózgu były maksymalnie uproszczone. Przykładowo zamiast mówić wiele znaczące słowa „zacznę się zdrowo odżywiać” lepiej po prostu w swojej diecie zamienić słodycze na bakalie, a zdanie „będę się więcej ruszał” zastąpić postanowieniem chodzenia do pracy na piechotę.

Innymi słowy – kluczem do sukcesu w realizacji wszelkich zobowiązań jest skupienie się na prostych i konkretnych zachowaniach, które przybliżają nas do realizacji głównego celu, a jednocześnie dają się łatwo wykonać i zmierzyć.
Autor: Grzegorz Frątczak / CEO Solutions

Kompania Piwowarska oficjalnym partnerem i dostawcą piwa na Stadionie Narodowym w Warszawie

We wtorek 4 lutego 2014 r. Kompania Piwowarska oraz operator Stadionu Narodowego – spółka PL.2012+ podpisali umowę, na mocy której lider branży piwowarskiej został partnerem największego stadionu w Polsce. W ramach umowy KP otrzymała tytuł Oficjalnego Sponsora – Dostawcy Piwa. Umowa będzie obowiązywać przez 3 lata.

Dzisiejsza uroczystość podpisania umowy to efekt kilkumiesięcznych rozmów i negocjacji. Na mocy dokumentu Kompania Piwowarska zyskała status partnera Stadionu Narodowego i otrzymała tytuł Sponsora – Dostawcy Piwa. Tym samym od końca lutego kibice oraz uczestnicy imprez organizowanych na Stadionie Narodowym będą mogli napić się piwa Tyskiego oraz innych piw z portfolio KP.

– Jesteśmy dumni z tego, że Tyskie będzie towarzyszyć uczestnikom wydarzeń odbywających na Stadionie Narodowym – biznesowych, muzycznych, kulturalnych, które ostatnio goszczą tutaj coraz częściej, a przede wszystkim sportowych, tak silnie kojarzonych ze wspaniałym świętem, jakim jest wspólne przeżywanie przez polskich kibiców sportowych emocji. Stadion Narodowy to miejsce niezwykle atrakcyjne i prestiżowe, dlatego obecność na nim Kompanii Piwowarskiej, będącej liderem krajowego rynku piwa, oraz Tyskiego, ulubionego piwa Polaków, jest zupełnie naturalna.

Jesteśmy przekonani, że wspólnie z firmą PL.2012+ zapewnimy gościom Stadionu Narodowego obsługę i rozrywkę na najwyższym poziomie – mówi Marzena Piórko, wiceprezes Kompanii Piwowarskiej ds. sprzedaży.

Umowa między KP a PL.2012+ została podpisana na 3 lata. W jej ramach Kompania Piwowarska ma prawo do wykorzystania wizerunku Stadionu Narodowego w komunikacji marketingowej. Branding firmy i jej marek pojawi się na zewnątrz i wewnątrz obiektu, jak również na jego stronie internetowej. Oficjalnemu sponsorowi zostanie także udostępniony czas na ekranach LED zamontowanych nad płytą boiska.

– Naszym celem zawsze była współpraca z tymi firmami, które w sposób nowoczesny i innowacyjny myślą o marketingu i sprzedaży. Jesteśmy przekonani, że Kompania Piwowarska poprzez partnerstwo ze Stadionem Narodowym zyskuje unikalną możliwość dotarcia do naszych wspólnych klientów

w oparciu o emocje i unikalne wrażenia, jakich dostarcza każdy dzień na Stadionie Narodowym. Oczywiście zawsze ważny będzie fakt, że produkty wchodzące w skład portfolio Kompanii Piwowarskiej będą miały wyłączność na Narodowym, ale mam wrażenie, że dużo cenniejsze jest to, że Stadion jest miejscem jedynym w swoim rodzaju, o wyjątkowym charakterze, a przede wszystkim z najlepszą ofertą wydarzeń w Polsce. To doskonała platforma do tego, by wzbogacać doświadczenie marki – mówi Tomasz Zahorski dyrektor ds. partnerstw korporacyjnych w PL.2012+.

Dla Kompanii Piwowarskiej tytuł Oficjalnego Sponsora – Dostawcy Piwa Stadionu Narodowego stanowi bez wątpienia duże wyróżnienie i istotne przedsięwzięcie biznesowe. Jednocześnie to nie pierwszy w historii tej firmy alians ze sportem. KP poprzez swoje marki wspiera nie tylko konkretne drużyny i obiekty sportowe w wielu regionach kraju, ale także ważne wydarzenia, którymi żyje cała Polska. Wystarczy wspomnieć, że marka Tyskie od 2008 r. jest sponsorem polskiej reprezentacji olimpijskiej.

Ile dni wolnych w 2014 roku za święta przypadające w sobotę?

Dzięki orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego, od października 2012 roku ponownie możemy cieszyć się dodatkowym dniem wolnym za święto przypadające w sobotę. W ubiegłym roku żaden dzień ustawowo wolny od pracy nie wypadał w sobotę, jednak w 2014 roku będziemy mieli parę okazji, by skorzystać z obowiązującego przywileju i odebrać dodatkowe wolne.

– Wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 2 października 2012 przywrócił stan prawny sprzed 2011 roku i sprawił, że znów mamy prawo do dodatkowego dnia wolnego w przypadku, gdy święto wypada w dzień wolny inny niż niedziela – mówi Bożena Ryszka, prawnik w TGC Corporate Lawyers. – Każde święto, o ile nie wypada w niedzielę, obniża wymiar czasu pracy o 8 godzin, jeśli więc przypada ono w sobotę, a ta nie jest dniem pracującym w danej organizacji, pracodawca zobligowany jest do udzielenia podwładnym dodatkowego dnia wolnego – dodaje ekspert.

Jak wynika z kalendarza, w bieżącym roku dni świąteczne wypadną w sobotę dwukrotnie – 3 maja oraz 1 listopada. – Będzie więc okazja, by w porozumieniu z pracodawcą odebrać dzień wolny np. w piątek i w poniedziałek i tym samym nieco wydłużyć sobie świąteczne weekendy – mówi Bożena Ryszka z TGC Corporate Lawyers. Choć to jeszcze odległa perspektywa, także w 2015 roku taka możliwość pojawi się dwa razy – 15 sierpnia i 26 grudnia.

Polskie szpitale nieprzygotowane na szybką informatyzację

CEO Magazyn Polska

Na osiem miesięcy przed pierwotnym terminem uruchomienia pełnej Elektronicznej Dokumentacji Medycznej blisko 60 proc. szpitali deklaruje, że nie jest jeszcze na to gotowa. Co dziesiąty ocenia stan swoich przygotowań jako bardzo zły, a 20 proc. placówek twierdzi, że ma trudności z pozyskaniem środków finansowych na ten cel. Zdecydowana większość jednak zapowiada, że zdąży przed terminem, czyli 1 sierpnia 2017 roku.

 – Przejście z dokumentacji papierowej na elektroniczną wymaga wprowadzenia licznych zmian w infrastrukturze informatycznej placówek ochrony zdrowia  – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mariusz Rzepka, dyrektor na Polskę, Białoruś i Ukrainę z firmy informatycznej Fortinet, która przeprowadziła badanie wśród przedstawicieli szpitali.

1 sierpnia 2014 r., czyli pierwotnie wyznaczony termin wdrożenia systemów informatycznych umożliwiających całkowitą cyfryzację wszystkich danych, w tym np. karty chorób pacjentów okazał się niemożliwy do zrealizowania. Ministerstwo Zdrowia zaproponowało wydłużenie okresu przejściowego na wprowadzenie tego obowiązku do końca lipca 2017 roku. Projekt zmian w ustawy o systemie informacji  w ochronie zdrowia jest w procesie konsultacji. Możliwe, że zostanie przyjęty jeszcze w tym kwartale.

46 proc. ankietowanych przez Fortinet pracowników placówek medycznych stwierdziło, że na przygotowanie ich szpitala do wdrożenia tzw. Elektronicznej Dokumentacji Medycznej wystarczy rok. Możliwe trudności z dotrzymaniem terminu zadeklarowało 12 proc. badanych (wskazali, że potrzebują ponad trzech lat).

 – Najsprawniej z przygotowaniami radzą sobie szpitale prywatne, kliniczne oraz wojewódzkie. One najlepiej również użytkują środki pozyskane na ten cel, mają większą świadomość zagrożeń i są lepiej przygotowane do wdrożenia tejże ustawy – mówi Mariusz Rzepka.

Co piąty szpital ma trudność w pozyskiwaniu środków finansowych na ten cel. Mniej więcej tyle samo zapewnia, że określony budżet już posiada – projekty związane z informatyzacją mają być finansowane głównie ze środków własnych placówek i ze środków unijnych.

Problemem jest też kwestia zapewnienia bezpieczeństwa danych medycznych. Tylko 17 proc. szpitali ocenia, że dotychczasowe systemy są na tyle dobre, by odeprzeć większość ataków hakerów.

 – Informatycy narzekają na  brak należytych środków i brak pewności co do poziomu zabezpieczeń obecnie funkcjonujących systemów. Zwracają uwagę na konieczność dodatkowych zabezpieczeń w infrastrukturze informatycznej – mówi Rzepka.

Oprócz rozwiązań infrastrukturalnych szpitale zamierzają również zadbać o tzw. czynnik ludzki, czyli szkolenia dla personelu. Taki zamiar deklaruje blisko 60 proc. z nich.

Badanie zostało przeprowadzone w IV kwartale 2013 r. przez firmę Fortinet wśród działów IT polskich placówek medycznych. Na pytania ankieterów odpowiadali pracownicy wyższego szczebla administracji odpowiedzialni za wdrażanie systemów IT ze 100 szpitali publicznych i prywatnych. 

Unia Europejska wstrzyma finansowanie dla budowy lotnisk

CEO Magazyn Polska

Komisja Europejska nie da pieniędzy na nowe lotniska w Polsce do 2020 r. Eksperci oceniają, że to słuszna decyzja, bo samorządy chciały budować zbyt dużo portów lotniczych, które nie miały szans na rentowność. Na nowe lotnisko jest miejsce właściwie tylko na północnym wschodzie, ale zagrożone małym ruchem są też niektóre istniejące porty lotnicze.

 – Lotniska regionalne są sprawą dobrą i bardzo pożądaną, ale bez przesady. Lotnisko generuje przychody, nowe miejsca pracy, służy otwarciu regionu na świat, ale jest ograniczona liczba osób, która może skorzystać z jego usług. Jeżeli będziemy mieli blisko siebie, w promieniu 50 km, trzy duże lotniska, to one będą stały puste albo będą używane bardzo rzadko – ocenia Bartosz Głowacki ze „Skrzydlatej Polski”. 

Do podobnych wniosków doszli Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju oraz Komisja Europejska. Dlatego w obecnej, unijnej perspektywie budżetowej, która potrwa do 2020 r., nowe porty lotnicze nie mogą liczyć na wspólnotowe dofinansowanie. Pieniądze z Brukseli trafią jedynie do istniejących lotnisk wpisanych do Transeuropejskiej Sieci Transportowej TEN-T.

Brak finansowania z Unii może oznaczać problemy m.in. dla samorządów w Białymstoku oraz Kielcach, które planują nowe lotniska. Przebudowywany i reaktywowany port lotniczy w Szczytnie-Szymanach otrzyma jednak wsparcie z UE, gdyż projekt został zaakceptowany w ramach poprzedniej perspektywy budżetowej. Inwestycja na Warmii musi jednak zostać rozliczona do końca 2015 r., co może być trudne, bo trwają dopiero przetargi na budowę terminala. Na ukończeniu jest też budowa lotniska w Gdyni, ale nie wiadomo, czy KE nie nakaże zwrotu 91 mln zł dotacji otrzymanej przez spółkę od samorządów. Bruksela analizuje, czy lotnisko w Gdyni ma szansę na rentowność.

 – Lotnisko jest częścią infrastruktury i nie da się tego przełożyć wprost na bilans zysków i strat, ale w jakiejś perspektywie czasowej musi być rentowne. A takiego progu rentowności zarówno w przypadku lotniska w Szymanach, jak i lotniska w Gdyni w dającej się przewidzieć perspektywie czasowej nie widać – uważa Krzysztof Moczulski z lotnictwo.net.pl.

Głowacki dodaje, że w Polsce potrzebne jest obecnie jeszcze tylko jedno lotnisko – na północnym wschodzie kraju. Najbardziej zaawansowane są prace w Szymanach. W ostatnich latach analizowano również powstanie lotniska w Białymstoku, ale w styczniu zarząd województwa podjął decyzję o zaprzestaniu przygotowań do budowy, głównie ze względu na zapowiedź wycofania finansowania unijnego.

W Polsce w ciągu ostatnich dwóch lat uruchomiono dwa nowe lotniska, w Modlinie i Lublinie. Trwa budowa w Radomiu, własne lotnisko chce też mieć Koszalin (w Zegrzu Pomorskim). Jednak nawet niektóre starsze lotniska są zagrożone utratą połączeń i pasażerów.

 – Zauważmy, że poprawia się infrastruktura drogowa w naszym kraju. Kilka lat temu, zanim jeszcze powstał Modlin, promowano lotnisko Łódź-Lublinek tym, że można dojechać z Warszawy do Łodzi w niecałe dwie godziny. Teraz mamy kwestię odwrotną. Teraz z Łodzi do Warszawy można dojechać w godzinę bardzo dobrą drogą. Więc dlaczego pasażerowie mieliby korzystać z Lublinka, skoro mogliby skorzystać z Warszawy czy z Modlina – podkreśla Głowacki.

 – Powinniśmy popatrzeć na to, co się działo w Hiszpanii, gdzie lotniska były budowane na potęgę. I teraz duża część z nich stoi pusta. Warto sobie zadać pytanie, czy trzeba teraz się bić o to, żeby Ryanair nie obcinał tras z istniejących lotnisk, czy warto mieć mniej lotnisk, ale zapewniających na tyle dużą liczbę pasażerów, że o przewoźnika nie będzie trzeba się bić, ponieważ sam potencjał lotniska będzie wystarczająco zachęcający dla niego – ocenia Moczulski.

Ten rok będzie przełomowy dla specjalnych stref ekonomicznych. Czekają je duże zmiany

CEO Magazyn Polska

Specjalne strefy ekonomiczne czekają w tym roku duże zmiany. Zaczną przyciągać inwestorów nie tylko infrastrukturą i preferencyjnymi warunkami inwestowania, lecz także kadrą naukową i parkami technologicznymi. Powstanie specjalna platforma ułatwiająca współpracę pomiędzy inwestorami z różnych stref w całym kraju. Strefy chcą też angażować się w poprawę sytuacji w szkołach zawodowych.

 – Trwają negocjacje nad jedną z najważniejszych inwestycji w Polsce w tym roku. Są różne doniesienia prasowe, ale nie chciałabym jeszcze używać nazwy tego przedsiębiorstwa – mówi Teresa Kamińska, prezes Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

Kamińska zapowiada, że ten rok będzie przełomowy i bardzo ważny dla działalności stref, nie tylko ze względu na nowe duże inwestycje, lecz także na zmiany, jakie w tych strefach zachodzą.

 – Jest nowa perspektywa finansowa, jest też nowe oblicze stref. To już nie są strefy, które tylko przygotowują grunty, infrastrukturę, obsługują inwestorów. To strefy, które również dysponują parkami naukowo-technologicznymi, a więc oferują ośrodki badawczo-rozwojowe – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Teresa Kamińska.

Strefom ekonomicznym zależy na lepszym wykorzystaniu potencjału naukowców, parków technologicznych, a także poprawie szkolenia zawodowego. To wszystko ma przyciągnąć nowych inwestorów, którzy spowodują, że strefy staną się miejscem powstawania nowych technologii.

 – Szkolnictwo zawodowe i średnie techniczne, jak wiemy, jest problemem. Strefy w tej chwili bardzo mocno zaangażowały się w elastyczne szkolnictwo zawodowe. Każdy inwestor będzie mógł wykształcić sobie kadrę i w programach unijnych, i w programach strefowych, dostosowaną do jego potrzeb – wyjaśnia Kamińska. – Po drugie, jest kwestia parków naukowo-technologicznych, a więc jest możliwość pozyskania kadry i naukowej, i inżynieryjnej, do badań po bardzo preferencyjnych cenach.

Strefy chcą też zachęcać inwestorów do współpracy w ramach różnych sektorów. Kamińska chciałaby, by PSSE była inicjatorem i współtwórcą klastrów: rolno-spożywczego, stoczniowego i mechanicznego. Dzięki temu mogłaby stać się pośrednikiem pomiędzy inwestorami i pomagać im w znalezieniu klientów, podwykonawców i technologii. Powstaje w tym celu specjalna platforma o ogólnopolskim zasięgu, dzięki której inwestorzy będą mogli łatwiej znajdować partnerów.

 – Zaangażowaliśmy się w restrukturyzację terenów przemysłowych. Wchodzimy tam z restrukturyzacją terenów, infrastruktury, z przygotowaniem pod nowe inwestycje – dodaje Kamińska.

PSSE jest właścicielem Gdańskiego Parku Naukowo-Technologicznego oraz Bałtyckiego Portu Nowych Technologii, który znajduje się na części terenów byłej Stoczni Gdynia. Z założenia BPNT ma łączyć proces rewitalizacji tych terenów ze wsparciem rozwoju przedsiębiorczości na Pomorzu.

Oskładkowanie umów cywilnoprawnych może uderzyć w studentów

CEO Magazyn Polska

Pracodawcy nie będą zatrudniać nowych osób, a dokładać obowiązków już zatrudnionym pracownikom – taki może być efekt oskładkowania umów cywilnoprawnych. Inny, równie niekorzystny dla rynku pracy może być zwiększenie szarej strefy. Na proponowanych przez rząd zmianach mogą też stracić studenci, którzy zwykle dorabiają, pracując na umowy o dzieło lub umowy-zlecenia.

 – Z jednej strony rzeczywiście te propozycje powodują, że osoby, które są zatrudnione na umowach cywilnoprawnych, zyskają pewność etatu. Czy to zachęci pracodawców do zatrudniania? Uważam, że niekoniecznie – mówi Agnieszka Engel z Centrum Szkoleniowo-Rozwojowego Sapientia, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Szczecinie. – Wręcz przeciwnie, będzie to znowu powodowało omijanie prawa.

Jej zdaniem, omijanie prawa będzie polegało między innymi na wydłużaniu czasu pracy osobom już zatrudnionym na etat. Pracodawcom nie będzie się opłacało zatrudnianie pracowników na umowę-zlecenie na krótki czas, do doraźnych projektów. 

 – Na pewno rozwinie się szara strefa, czyli osoby będą zwyczajnie zatrudniane bez umów, mówiąc kolokwialnie na czarno albo zatrudniane na bardzo krótki wymiar, 1/16 etatu – mówi Engel. – Te rozwiązania dzisiaj już bardzo łatwo ominąć, bo jako argumenty podaje się to, że te osoby będą miały płacone składki. Zresztą osoby po 26. roku życia, zawierając umowę cywilnoprawną, umowę-zlecenie, muszą być oskładkowane.

Każdy, kto zechce, może być też ubezpieczony przez to, że sam płaci składkę zdrowotną ze swoich zarobków. A więc możliwość pełnego oskładkowania jest już w prawie zapewniona. Jak dodaje ekspertka, zatrudnienie na umowę-zlecenie tak naprawdę ogranicza tylko możliwość przynależności do związków zawodowych, bo nawet przed wypowiedzeniem etat nie chroni. 

 – Nie oszukujmy się, jeżeli przychodzi moment, że pracodawca jest zmuszony zwolnić pracownika, to go zwalnia, czy jest on na umowę o pracę, czy na umowę-zlecenie – przekonuje rozmówczyni Newserii Biznes.

Jak dodaje, zmiany uderzyć mogą także w studentów, którzy dziś są zwolnieni ze składek do ukończenia 26 lat. Jeśli rząd oskładkuje także tę grupę, pracodawcy będą woleli zatrudnić osoby w pełni dyspozycyjne, nie ograniczone grafikiem zajęć na uczelni. Problemy mogą mieć również tzw. freelancerzy.

 – Młode osoby zyskują dzięki temu po pierwsze wynagrodzenie, a po drugie doświadczenie. Osoby, które pracują jako freelancerzy, na zlecenie – im jest też tak wygodnie – mówi Engel. – W sytuacji, kiedy oczekujemy stabilizacji, sięgamy po umowę o pracę. Wszystko będzie się sprowadzało zawsze do jednego: potrzeb pracodawcy i potrzeb pracownika.

Sprzedaż tabletów w Polsce wzrośnie o ponad 15 proc. Popularność zyskują większe urządzenia

CEO Magazyn Polska

W Polsce wciąż jest popyt na nowe tablety. Na rynek wchodzą urządzenia w nowych rozmiarach i z funkcjonalnościami zaprojektowanymi specjalnie dla młodszych odbiorców, a nabywcy pierwszych modeli zaczynają już wymieniać swoje tablety na nowe. Lark szacuje, że wzrost rynku wyniesie w tym roku 15-30 proc.

W ubiegłym roku sprzedaż tabletów przekroczyła dużo ponad milion egzemplarzy. W tym roku wyniki mogą być znacznie lepsze. Poręczne urządzenia coraz częściej zastępują komputery i notebooki, a przydają się głównie jako narzędzie rozrywki. Boom rozpoczął się mniej więcej trzy lata temu i część użytkowników zaczyna poszukiwać nowych modeli.

 – Proces wymiany urządzeń będzie przyspieszał. Klienci, którzy kupili swój pierwszy tablet dwa, trzy lata temu, dzisiaj go wymieniają z uwagi na dramatyczny skok technologiczny w ciągu ostatnich lat, a użytkownicy coraz częściej przywiązują wagę do parametrów technicznych – liczby rdzeni procesora, matrycy, ilości pamięci – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Adamczuk, dyrektor sprzedaży w Lark Europe.

Spodziewa się w tym roku ilościowego wzrostu sprzedaży w przedziale między 15 proc. a 30 proc., przy czym za bardziej prawdopodobną uważa dolną granicę. Zwraca też uwagę na nowe modele, jak zaprezentowane niedawno na amerykańskich targach CES tablety 11-, 12- i 13-calowe. 

 – Nie sądzę, by osiągnęły one znaczący udział w rynku. Na pewno będzie rosła rola urządzeń 8-calowych jako alternatywy dla 7-calowych, gdzie akcent kładziemy na mobilność. Z drugiej strony duży udział będą miały modele o większych przekątnych, traktowane jako urządzenia domowe – tłumaczy Michał Adamczuk.

Wraz z rozwojem technologii zmienia się też wzornictwo i rozszerza funkcjonalność tabletów. Rośnie rola nowych kategorii, jak np. tablety przeznaczone dla dzieci.

 – Wyróżniają się nie tylko kolorową obudową, lecz także ergonomiczną konstrukcją, która przystosowana jest do potrzeb młodych klientów. Mają też specjalnie dla dzieci opracowane launchery [platformy do uruchamiania aplikacji – red.] i zapewniają sprawną kontrolę rodzicielską – mówi dyrektor.

Intensywnie rozwija się kategoria tabletów z dodatkowymi funkcjami, jak GPS czy tuner telewizji cyfrowej.

 – To są wartości dodane, dzięki którym znacząco poszerzamy możliwości tabletów. Liczymy także na  coraz intensywniejszy wzrost kategorii tabletów z wbudowanymi modemami 3G – dodaje.

Lark największą sprzedaż odnotowuje na półce cenowej do 499 zł. To urządzenia oparte o dwurdzeniowe procesory, zwykle 7-calowe, czasem większe.

 – Bardzo intensywnie rośnie sprzedaż urządzeń o nieco lepszych parametrach, o ciekawszym designie. Klient chętniej wyda 10-15 proc. więcej na tablet wyróżniający się na tle innych urządzeń. Ten trend utrzyma się także w tym roku – uważa dyrektor sprzedaży w Lark Europe.

Firma wprowadza na rynek modele 8-calowe o wysokich parametrach: wielordzeniowych procesorach, z matrycą IPS, cienkie, w aluminiowych obudowach ultra-slim.

 – Przy tej wielkości, niewielkiej grubości i masie urządzenie jest bardzo lekkie i świetnie leży w dłoni – przekonuje Michał Adamczuk.

Już wkrótce zmiany w kodeksie pracy dotyczące pracy w niedzielę i święta. Ustawa czeka na podpis prezydenta

Zapisana ustawowo możliwość pracy centrów usług biznesowych w niedziele i święta, które przypadają na dni robocze zagranicznych klientów, obniży koszty funkcjonowania i ułatwi rozwój branży, a to może oznaczać nowe miejsca pracy. Zmiana pozwoli na rezygnację z pracy zmianowej, co powinno być dobrze odebrane przez pracowników. Nie jest jednak do końca jasne, jakie firmy i w jakim dokładnie zakresie będą mogły z nowych przepisów skorzystać.

Planowane i niedawno wprowadzone regulacje w Kodeksie pracy dotyczą m.in.: płacy minimalnej, urlopów, elastycznego czasu pracy, reformy urzędów pracy i uporządkowania kwestii związanych pracą w niedziele i święta. Dla segmentu usług biznesowych, zatrudniającego – według danych ABSL (Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych w Polsce) – ponad 120 tysięcy specjalistów, ważnym zapisem jest regulacja tzw. usług transgranicznych.

 – Firmy, które świadczą usługi międzynarodowe głównie w zakresie IT, finansów czy księgowości, będą mogły kontynuować pracę w niedzielę i w święta, w które u obsługiwanego przedsiębiorcy zagranicznego wypada dzień pracy – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Katarzyna Dulewicz, radca prawny i partner w kancelarii CMS Cameron McKenna.

Prawniczka podkreśla, że nowy przepis pozytywnie wpłynie na rynek pracy. Nowe prawo spowoduje, że pracodawcy będą mogli zatrudnić mniejszą liczbę pracowników i świadczyć usługi w niedzielę i święta. Dotychczas praca centrów usług wspólnych w niedzielę i święta była niemożliwa. W zamian wprowadzono pracę zmianową – pracodawca musiał zatrudniać ludzi na dwie zmiany, najlepiej w taki sposób, żeby czasy ich pracy nie zachodziły na siebie. Rezygnacja z pracy zmianowej przyniesie więc centrom oszczędności.

 – W Polsce działa około 400 ośrodków outsourcingowych, które muszą prowadzić pracę zmianową lub tzw. pracę weekendową – wyjaśnia Katarzyna Dulewicz. – Takie rozwiązanie wymagało utrzymywania dużej liczby pracowników. Nowe przepisy są elastyczne. Dzięki nim Polska stanie się bardziej konkurencyjna wobec państw sąsiednich i ma szansę przyciągnąć nowe centra usług biznesowych.

Jednocześnie uważa, że zmiany powinny być również dobrze przyjęte przez samych pracowników.

 – Skończy się praca zmianowa, za pracę w niedzielę i święta pracownikom będzie przysługiwać dzień wolny. Pracownicy zostali należycie zabezpieczeni i ochronieni, a liczba miejsc pracy wzrośnie – dodaje ekspertka.

W przepisach pozostają jednak luki i niedociągnięcia. Prawniczka zwraca uwagę, że w uzasadnieniu do projektu uznano, że zmiany zostaną wprowadzone w celu zwiększenia inwestycji w nowe centra usług biznesowych.

Myślę, że na przykład firmy consultingowe czy prawnicze, które świadczą prawie stale usługi na rzecz klientów zagranicznych i również robią to za pomocą poczty e-mail i telefonu, też mogłyby z takich przepisów skorzystać. To szara strefa przepisu nie wiadomo, w którą stronę pójdzie interpretacja – stwierdza Katarzyna Dulewicz.

Drugi problem to kwestia osób, które mogą wykonywać prace w niedziele i święta. Według prawa można zatrudniać pracowników, którzy wykonują pracę przy pomocy poczty elektronicznej lub telefonu oraz osoby, które umożliwiają wykonanie tych usług.

 – Pytanie, kogo ta kategoria obejmuje? Na pewno informatyków, ale już chyba nie sprzątaczki. Czy może to być firma cateringowa? Pozostaje problem, czy można ściągnąć całą firmę w niedzielę do pracy, czy tylko niezbędną liczbę osób do zapewnienia minimum świadczenia usług – mówi partner w kancelarii CMS Cameron McKenna.

Dodatkowo nie sprecyzowano, czy praca ma być prowadzona wyłącznie przy pomocy poczty e-mail lub telefonu ani czy niezbędne jest pojawienie się pracowników w miejscu pracy.

 – Przy tak luźno sformułowanym przepisie bez lektury uzasadnienia ustawy może dochodzić do nadużyć – mówi Katarzyna Dulewicz.

Ostatni miesiąc na odliczenie podatku VAT od aut firmowych. Sejm zajmie się dziś przyjętym przez rząd projektem

Luty to prawdopodobnie ostatni miesiąc, w którym przedsiębiorcy mogą kupić lub wyleasingować pojazdy z homologacją dla samochodu ciężarowego na korzystnych warunkach, czyli z pełnym odliczeniem VAT-u od ceny auta i kosztów paliwa. Rząd chce szybkiego uchwalenia limitów odliczeń, a Sejm ma szansę przegłosować zmiany jeszcze w tym tygodniu.

Od początku roku przestały obowiązywać ograniczenia w odliczaniu podatku od samochodów firmowych traktowanych – dzięki homologacji – jako ciężarówki. Podatnikom przysługuje pełne prawo do odliczenia VAT-u zarówno przy nabyciu, jak i leasingu takich samochodów. Mogą też odliczać cały podatek VAT od paliwa i wszelkich wydatków eksploatacyjnych. W przypadku samochodów osobowych bez takiej homologacji kupujący mają prawo odliczyć do 60 proc. VAT-u, nie więcej jednak niż 6 tys. złotych. Mogą w całości odliczać ten podatek od wydatków eksploatacyjnych, ale już nie od zakupów paliwa. Taki stan potrwa najdłużej do końca marca, a prawdopodobnie tylko do końca lutego. Potem zmiany dotkną wszystkich użytkowników firmowych samochodów osobowych i ciężarowych.

 – W przypadku aut ciężarowych sytuacja nabywcy będzie różna od sytuacji leasingobiorcy. Ten pierwszy po wejściu w życie zmian będzie mógł odliczyć tylko 50 proc. VAT-u. Leasingobiorca, który zawrze umowę i odbierze pojazd przed wejściem zmian w życie, zachowa prawo do odliczania 100 proc. VAT-u od rat leasingowych – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marta Szafarowska, partner i doradca podatkowy w MDDP.

Wyjątkiem są pojazdy wyłącznie do użytku służbowego, gdzie odliczeniu podlega cały VAT, co jest jednak obwarowane szeregiem warunków i sankcji.

W obu przypadkach – i samochodów osobowych, i ciężarowych wykorzystywanych w celach służbowych i prywatnych – możliwość odliczenia VAT-u od wszelkich wydatków eksploatacyjnych zostanie ograniczona do połowy wysokości podatku.

 – To nowa sytuacja. Do tej pory serwis, naprawy, części zamienne czy usługi myjni traktowaliśmy jak wydatki uprawniające do odliczenia całości VAT – komentuje ekspertka.

Zmienią się też regulacje dotyczące kupna samochodów prywatno-służbowych. Po zmianach nabywca odliczy 50 proc. VAT-u.

 – Ale nie będzie już limitu kwotowego. Dziś możemy odliczyć 60 proc. VAT, ale maksymalnie do 6 tys. zł. W nowych przepisach kwota będzie dowolna, co dla przedsiębiorców może okazać się korzystne – informuje Marta Szafarowska.

Także leasingobiorcy będą mogli odliczać 50 proc. VAT-u przy wykorzystaniu samochodu osobowego w działalności gospodarczej.

Ministerstwo Finansów uniemożliwiło natomiast użytkownikom samochodów osobowych prywatno-służbowych odliczanie VAT-u od paliwa. Taka sytuacja ma obowiązywać do końca czerwca 2015 roku.

 – Tu niestety zachodzi obawa, że to zapis iluzoryczny i zakładany termin zostanie przesunięty w czasie – uważa partner MDDP.

Nawet jeśli termin zostanie utrzymany, przedsiębiorcy przez ponad rok nie będą mogli w ogóle odliczyć VAT-u z tytułu nabycia paliwa do samochodów osobowych.

W ten sposób podatnicy, którzy wykorzystują samochody osobowe, stracą w stosunku do obowiązujących dzisiaj regulacji. Z jednej strony zostaną pozbawieni części uprawnień w zakresie odliczania VAT-u od wydatków eksploatacyjnych, a z drugiej nie zyskają żadnych praw w zakresie odliczania podatku z tytułu zakupu paliwa. W przypadku paliwa samochody ciężarowe, dające odliczenie na poziomie 50 proc., nadal będą miały przewagę nad osobowymi – podsumowuje Marta Szafarowska.

Nowe przepisy wejdą w życie dwa tygodnie po ogłoszeniu w Dzienniku Ustaw. Przy narzuconym przez rząd i ustawodawcę tempie, prawdopodobnie zaczną obowiązywać od 1 marca.

Rośnie innowacyjność polskiej gospodarki. Zwiększa się też zainteresowanie naszymi produktami na rynkach zagranicznych

CEO Magazyn Polska

Wzrost eksportu zaawansowanych technologicznie produktów, który miał miejsce w ostatnim roku, pokazuje, że rośnie innowacyjność polskiej gospodarki. Choć blisko 80 proc. importerów i eksporterów widzi dla siebie więcej szans niż zagrożeń w nadchodzącym roku, wciąż mają wiele obaw, szczególnie związanych ze spadkiem zamówień i wahaniami kursów walut.

 – Główne zagrożenia firmy widzą przede wszystkim w obniżeniu liczby zamówień, w zmniejszeniu popytu na ich produkty – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Radosław Jarema, dyrektor zarządzający instytucji płatniczej Akcenta w Polsce. – Dużym zagrożeniem są też wahania kursów walut, to że będą się one kształtowały nie w taki sposób, jaki wynika z obliczeń tych importerów i eksporterów. A trzecim, najważniejszym zagrożeniem, które widzą, jest wzrost kosztów pracy.

Badania firmy Akcenta pokazują, że mniejszego popytu obawia się co drugi polski przedsiębiorca handlujący z zagranicą, a nieprzewidzianych wahań kursowych – co trzeci. Jedna czwarta firm boi się wzrostu kosztów pracy, przy czym obawy te są silniejsze wśród eksporterów (31 proc.) niż wśród importerów (22,3 proc.). 

W ciągu ostatniego roku obroty polskich przedsiębiorców w handlu zagranicznym wzrosły o 13 proc. Co najważniejsze rośnie również eksport bardziej zaawansowanych technologicznie towarów.

 – Wzrost eksportu polskiej żywności był dwa razy większy niż średnia krajowa wzrostu eksportu. Drugą gałęzią jest przemysł chemiczny. I pojawia się także przemysł elektromaszynowy, który jest na trzecim miejscu – wymienia dyrektor zarządzający firmy Akcenta. – Zaczyna wzrastać eksport, handel zagraniczny firm, które zajmują się produktami techniki wysokozaawansowanej, także widać, że innowacyjność gospodarki rośnie.

Blisko trzy czwarte polskich eksporterów i importerów patrzy w przyszłość z optymizmem. Oznacza to, że aż 40 proc. z nich oczekuje zwiększenia swoich zysków wobec ubiegłego roku, a 30 proc. ocenia, że będą one na porównywalnym poziomie.

 – Te dane potwierdzają wzrost obrotów naszych klientów, który był za ostatnie dwa kwartały wyższy w porównaniu do analogicznego okresu 2012 roku o 21 proc – dodaje Radosław Jarema.

Jak wynika z badania „Plany i nastroje importerów i eksporterów” instytucji płatniczej Akcenta – najbardziej optymistyczni są właściciele dużych przedsiębiorstw, którzy mają partnerów handlowych na rynku niemieckim, będącym głównym motorem polskiego eksportu. Poprawy oczekują też kontrahenci, którzy prowadzą wymianę handlową z europejskimi krajami, ale spoza strefy euro oraz z partnerami z rynków wschodzących, m.in. z Afryki czy Półwyspu Arabskiego.

Wynajem mieszkań będzie stawał się coraz popularniejszy. Pomogą inwestorzy instytucjonalni

CEO Magazyn Polska

Nad wprowadzeniem programu dopłat do mieszkań na wynajem pracuje Bank Gospodarstwa Krajowego. Zarządzany przez bank Fundusz Mieszkań na Wynajem planuje nabyć pierwsze budynki w II kwartale tego roku. Mieszkania w tych budynkach zaczną być wynajmowane pod koniec roku. Pojawienie się tak dużego inwestora instytucjonalnego i zachęcenie młodych do wynajmu może ożywić ten rynek, który w Polsce – w porównaniu do krajów zachodnioeuropejskich – wciąż jest stosunkowo słabo rozwinięty. 

Prowadzona przez Bank Gospodarstwa Krajowego spółka BGK Nieruchomości, która będzie zarządzać Funduszem Mieszkań na Wynajem, została zarejestrowana w KRS pod koniec stycznia. Fundusz będzie nabywał nie pojedyncze mieszkania, lecz całe budynki w największych miastach, m.in.: Warszawie, Krakowie czy Wrocławiu. Czynsze w wynajmowanych lokalach mają być wyższe od tych w mieszkaniach komunalnych, ale niższe niż w ich komercyjnych odpowiednikach.

Choć fundusz to inicjatywa rządowa mająca na celu zwiększenie mobilności zawodowej Polaków, ma działać na zasadach rynkowych i przynosić zyski. W przyszłości BGK nie wyklucza całkowitego wycofania się z inwestycji i sprzedania certyfikatów inwestycyjnych innym podmiotom. 

 Wejście na rynek inwestora instytucjonalnego powinno zwiększyć zainteresowanie inwestycjami w mieszkania pod wynajem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Sławek Muturi, prezes zajmującej się wynajmem firmy MZURI (mzuri.pl) i Stowarzyszenia Mieszkanicznik. Powstaje pewna podaż czynszówek, które gdy wejdą na rynek, będą w pewnej perspektywie dostępne też dla inwestorów instytucjonalnych.

Polski rynek najmu będzie się rozwijał

Obecnie rynek wynajmu jest w Polsce stosunkowo słabo rozwinięty. Większość Polaków, inaczej niż mieszkańcy państw Europy Zachodniej, woli kupić mieszkanie, nawet na kredyt, niż je wynajmować.

 – W Polsce dzisiaj mamy tylko ok. 3-5 proc. mieszkań, które są wynajmowane na zasadach komercyjnych, a na zachodzie Europy jest ich znacznie więcej – mówi  Sławek Muturi.

Brakuje też tradycji budowania mieszkań dla inwestorów, którzy chcieliby je później wynajmować innym.

 95 proc. mieszkań sprzedawanych przez deweloperów to mieszkania kupowane przez Kowalską czy Nowaka, którzy mają zamiar tam zamieszkać. Tymczasem na Zachodzie proporcje te są odwrotne. Sądzę, że rynek polski będzie zmierzać w tym kierunku – twierdzi Muturi.

Do zwiększenia inwestycji w nieruchomości na wynajem mogą zachęcić także stosunkowo wysokie stopy zwrotu, jakie można na nich uzyskać.

 – Sądzę, że wieloletni trend będzie sprzyjał zwiększaniu popularności najmu, zwłaszcza że przychody z najmu są relatywnie wysokie. Średnio można uzyskać 4-4,5 proc., a w naszej praktyce osiągamy zwroty rzędu 7-8, nawet 10 proc. – przekonuje Muturi.