Fundusze giełdowe szybko zyskują na popularności, oferując efektywny i niedrogi dostęp do rynku. Mimo że są łatwo dostępne, inwestowanie warto zacząć od planu, który uwzględnia cele, tolerancję ryzyka i horyzont czasowy, ponieważ długoterminowy sukces zależy od dobrze zdefiniowanych ram inwestycyjnych.
Zrozumienie działania funduszy typu ETF
Fundusz typu ETF to instrument inwestycyjny, który posiada koszyk aktywów, takich jak akcje, obligacje lub towary, i jest przedmiotem obrotu na giełdzie papierów wartościowych w taki sam sposób jak pojedyncze akcje. Taka struktura pozwala inwestorom uzyskać zdywersyfikowaną ekspozycję na rynek, region lub sektor za pośrednictwem jednego papieru wartościowego, ułatwiając dostęp do szerszego udziału w rynku.
Większość tych funduszy śledzi indeks, na przykład S&P 500, MSCI World lub europejskie indeksy referencyjne, takie jak STOXX Europe 600. Odzwierciedlając wyniki takich indeksów, fundusze indeksowe umożliwiają inwestorom dostęp do dużych segmentów rynku bez konieczności wybierania poszczególnych papierów wartościowych. Akcje są przedmiotem ciągłego obrotu w ciągu dnia, więc ich ceny zmieniają się w zależności od podaży i popytu, łącząc cechy zarówno tradycyjnych funduszy inwestycyjnych, jak i akcji notowanych na giełdzie.
Czym fundusze giełdowe różnią się od funduszy inwestycyjnych
Fundusze giełdowe i fundusze inwestycyjne gromadzą kapitał, ale różnią się mechanizmami działania. Fundusze inwestycyjne są wyceniane codziennie według wartości aktywów netto, podczas gdy fundusze ETF są przedmiotem obrotu przez cały dzień na giełdach. Fundusze ETF często stosują pasywne strategie indeksowe, co skutkuje niższymi opłatami i większą przejrzystością niż w przypadku wielu aktywnie zarządzanych funduszy inwestycyjnych.
Określenie celów inwestycyjnych przed wejściem na rynek
Przed wyborem konkretnego funduszu inwestorzy powinni najpierw określić rolę, jaką inwestycja ta będzie odgrywać w ich szerszej strategii finansowej. W praktyce ten krok jest często pomijany przez początkujących inwestorów, których przyciąga prostota zakupu pojedynczego produktu. Cele inwestycyjne mogą się znacznie różnić. Niektórzy inwestorzy stawiają na długoterminowy wzrost kapitału, na przykład gromadzenie majątku na emeryturę lub długoterminowe oszczędzanie. Inni mogą dążyć do uzyskania regularnego dochodu poprzez fundusze zorientowane na dywidendy lub preferować instrumenty skupione na ochronie kapitału przy zachowaniu ograniczonej ekspozycji rynkowej. Jasno zdefiniowany cel zawęża zakres odpowiednich opcji inwestycyjnych i pomaga zapobiegać wpływowi krótkoterminowych zmian rynkowych na długoterminowe decyzje strategiczne.
Ocena tolerancji ryzyka i horyzontu inwestycyjnego
Oprócz określenia celów, tolerancja ryzyka staje się kluczowym czynnikiem przy rozważaniu pierwszej inwestycji w ETF. Chociaż fundusze te są często postrzegane jako stosunkowo stabilne instrumenty, ich wyniki ostatecznie odzwierciedlają aktywa, które śledzą.
Na przykład produkt śledzący globalne akcje będzie zazwyczaj wykazywał wyższą zmienność niż ten skupiony na obligacjach rządowych lub papierach wartościowych o ratingu inwestycyjnym, odzwierciedlając różne profile ryzyka tych klas aktywów. Inwestorzy o krótszym horyzoncie inwestycyjnym lub niższej tolerancji na wahania rynkowe mogą zatem preferować strategie kładące nacisk na ekspozycje defensywne.
Horyzont czasowy jest ściśle powiązany z tą decyzją. Inwestorzy długoterminowi są często w lepszej sytuacji, aby przetrwać tymczasowe spadki na rynku, ponieważ mają czas na odrobienie strat spowodowanych cyklicznymi wahaniami, podczas gdy inwestorzy krótkoterminowi mogą preferować bardziej konserwatywne alokacje.
Wybór odpowiedniej platformy brokerskiej
Dostęp do tych instrumentów notowanych na giełdzie wymaga posiadania rachunku inwestycyjnego na platformie brokerskiej, która zapewnia dostęp do odpowiednich giełd papierów wartościowych. W przypadku polskich inwestorów mogą to być zarówno krajowe domy maklerskie, jak i platformy międzynarodowe oferujące dostęp do notowań europejskich i światowych.
Przy wyborze brokera należy wziąć pod uwagę kilka praktycznych kwestii, w tym koszty transakcyjne, dostępne produkty, użyteczność platformy oraz nadzór regulacyjny. Wiele funduszy dostępnych dla inwestorów europejskich jest emitowanych w ramach UCITS, którego celem jest zapewnienie przejrzystości i ochrony inwestorów na rynkach UE.
Dostępność dokumentów zawierających kluczowe informacje (KID), wymaganych zgodnie z europejskimi przepisami dotyczącymi PRIIP, gwarantuje, że inwestorzy otrzymują standardowe informacje na temat ryzyka, kosztów i potencjalnych wyników przed podjęciem decyzji inwestycyjnej.
Zrozumienie wskaźników kosztów i kosztów transakcyjnych
Chociaż te instrumenty inwestycyjne są powszechnie uważane za niedrogie, ich struktura kosztów nadal różni się w zależności od strategii i ekspozycji rynkowej. Najbardziej widocznym kosztem jest wskaźnik kosztów, który reprezentuje roczną opłatę za zarządzanie wyrażoną jako procent aktywów funduszu.
Fundusze śledzące szerokie indeksy, które odzwierciedlają główne benchmarki, zazwyczaj charakteryzują się stosunkowo niskimi wskaźnikami kosztów. Bardziej wyspecjalizowane produkty, takie jak te ukierunkowane na konkretne sektory lub strategie tematyczne, mogą wiązać się z wyższymi kosztami zarządzania ze względu na węższy zakres działania. Oprócz opłat za zarządzanie, na całkowity koszt inwestycji mogą wpływać prowizje maklerskie, opłaty za przewalutowanie oraz spready między ceną kupna a sprzedaży, szczególnie w przypadku obrotu funduszami notowanymi na giełdach zagranicznych.
Dlaczego wielu inwestorów zaczyna od strategii opartych na szerokich indeksach
Dla wielu początkujących inwestorów fundusze śledzące główne światowe indeksy stanowią logiczny punkt wejścia na rynek. Produkty powiązane z powszechnie uznanymi benchmarkami zapewniają zdywersyfikowaną ekspozycję na wiele sektorów, spółek i regionów geograficznych, zmniejszając zależność od wyników poszczególnych akcji.
Na przykład szeroko notowane fundusze UCITS powiązane z indeksami takimi jak MSCI World lub FTSE All-World są często wykorzystywane jako podstawowe pozycje w portfelu, ponieważ oferują ekspozycję na setki, a nawet tysiące spółek na rynkach rozwiniętych.
W Polsce i w całej Europie inwestorzy zapoznający się z koncepcją, jaką jest fundusz ETF, często najpierw spotykają się z tymi strategiami opartymi na szerokich indeksach, ponieważ są one powszechnie postrzegane jako podstawowe elementy portfela w ramach długoterminowych strategii inwestycyjnych. Ta dywersyfikacja pomaga inwestorom czerpać korzyści z wyników całego rynku, ograniczając jednocześnie ekspozycję na ryzyko związane z poszczególnymi spółkami.
Rola dywersyfikacji w budowaniu portfela
Dywersyfikacja pozostaje centralną zasadą nowoczesnego budowania portfela. Rozdzielając kapitał na wiele aktywów lub sektorów, inwestorzy dążą do złagodzenia wpływu słabych wyników w jednym obszarze rynku na ogólne zwroty z portfela.
Fundusze indeksowe ułatwiają efektywną dywersyfikację, ponieważ pojedynczy instrument może obejmować dziesiątki, a nawet setki papierów wartościowych, umożliwiając inwestorom uzyskanie ekspozycji na całe rynki lub branże poprzez jedną decyzję inwestycyjną.
Dla profesjonalistów biznesowych, którzy zarządzają kapitałem osobistym przy jednoczesnym prowadzeniu wymagającej kariery, taka struktura może uprościć zarządzanie portfelem, przy jednoczesnym utrzymaniu ekspozycji na globalne rynki finansowe.
Świadomość, że ryzyko rynkowe nadal istnieje
Nawet produkty zdywersyfikowane pozostają narażone na cykle rynkowe, ponieważ ich wyniki odzwierciedlają aktywa bazowe, które śledzą. Szersze zmiany gospodarcze, takie jak zmiany stóp procentowych, napięcia geopolityczne lub zmiany warunków handlowych, mogą zatem wpływać na zwroty.
Fundusze sektorowe mogą charakteryzować się większą zmiennością, jeśli branża, którą śledzą, boryka się z wyzwaniami strukturalnymi lub cyklicznymi spadkami koniunktury. Strategie oparte na akcjach światowych pozostają natomiast wrażliwe na zmiany makroekonomiczne w wielu regionach.
Dyscyplinowane podejście inwestycyjne, kładące nacisk na strategię długoterminową, a nie na krótkoterminowe spekulacje, pozostaje zatem niezbędne przy włączaniu tych instrumentów do portfela.
Podsumowanie
Pierwszym krokiem w inwestowaniu w fundusze ETF jest stworzenie jasnych ram. Określając cele, tolerancję ryzyka i koszty, inwestorzy mogą strategicznie wykorzystywać fundusze ETF. Ich skuteczność zależy od przemyślanego planowania i zdyscyplinowanego zarządzania, a nie od impulsywnych decyzji.
Decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowaniu ustawy dotyczącej udziału Polski w mechanizmie SAFE otworzyła nowy front sporu politycznego i gospodarczego. Według Fitch Ratings sprawa nie dotyczy wyłącznie technicznego modelu pozyskiwania środków na wojsko. Agencja ocenia, że to kolejny sygnał narastających napięć między najważniejszymi ośrodkami władzy, które mogą osłabiać zaufanie inwestorów do stabilności polityki gospodarczej państwa.
Analitycy podkreślają, że problem pojawia się w szczególnie wymagającym momencie. Polska zwiększa wydatki na obronność do historycznie wysokich poziomów, a jednocześnie działa w warunkach dużej presji fiskalnej. W takiej sytuacji każdy konflikt wokół źródeł finansowania armii przestaje być jedynie sporem politycznym, a zaczyna wpływać na ocenę wiarygodności kredytowej kraju.
SAFE miał dać Polsce tańszy dostęp do kapitału
Mechanizm Security Action for Europe, czyli SAFE, został przygotowany przez Komisję Europejską jako program preferencyjnych pożyczek dla państw członkowskich inwestujących w przemysł obronny. Łączna pula środków ma wynieść 150 mld euro w latach 2025–2030. Z racji położenia geopolitycznego i skali planowanych zakupów wojskowych Polska była wymieniana wśród potencjalnie największych beneficjentów tego instrumentu.
Szacunki wskazywały, że Warszawa mogłaby uzyskać z tego źródła około 44 mld euro. Weto prezydenta z 13 marca 2026 roku zablokowało jednak szybkie przyjęcie rozwiązań prawnych potrzebnych do uruchomienia tej ścieżki finansowania. Oznacza to, że Polska straciła możliwość sprawnego sięgnięcia po środki, które miały wesprzeć modernizację sił zbrojnych.
Stawką nie była wyłącznie perspektywa wieloletnich pożyczek. W grę wchodziła także zaliczka szacowana na około 6,6 mld euro, która mogłaby zostać uruchomiona szybciej. Choć rząd zapowiada dalsze działania na rzecz pozyskania pieniędzy z SAFE, obecny konflikt instytucjonalny znacząco utrudnia realizację tego planu.
Rynki patrzą nie tylko na politykę, ale przede wszystkim na koszty
Dla inwestorów kluczowe znaczenie ma nie sam polityczny wymiar sporu, lecz jego skutki dla finansów publicznych. Pożyczki unijne są z reguły tańsze niż finansowanie pozyskiwane na rynku obligacji. Pozwalają ograniczać koszty obsługi długu, wydłużać termin jego zapadalności i poprawiać przewidywalność polityki budżetowej.
Właśnie dlatego Fitch zwraca uwagę, że brak dostępu do SAFE może w kolejnych latach zwiększać obciążenie budżetu. Według prognoz agencji koszty odsetkowe Polski mogą do 2027 roku dojść do poziomu około 7 proc. dochodów budżetowych. Byłby to wynik wysoki na tle państw o zbliżonej ocenie ratingowej.
W praktyce oznacza to, że wybór droższego finansowania może pogłębiać presję fiskalną już i tak widoczną w polskiej gospodarce. Z punktu widzenia rynków problem polega więc nie tylko na tym, że Polska może zapłacić więcej za zbrojenia, ale także na tym, że sposób podejmowania decyzji staje się mniej przewidywalny.
Obrona priorytetem, ale budżet ma coraz mniej przestrzeni
Polska od kilku lat przyspiesza modernizację armii, a wydatki wojskowe należą dziś do najwyższych w NATO w relacji do PKB. W 2025 roku mają sięgnąć około 3,5 proc. produktu krajowego brutto. To poziom, który wzmacnia bezpieczeństwo państwa, ale jednocześnie wymaga stabilnych i dobrze zaplanowanych źródeł finansowania.
Równolegle rząd musi utrzymywać wysokie nakłady socjalne i ponosić rosnące koszty funkcjonowania całego sektora publicznego. Według szacunków deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych może wynieść około 6,7 proc. PKB. W takim otoczeniu każda dodatkowa niepewność związana z finansowaniem obronności natychmiast staje się problemem makroekonomicznym.
Dodatkowym elementem tej układanki jest Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych, przez który finansowana jest część zakupów wojskowych poza głównym budżetem państwa. Taki model zwiększa elastyczność działania, ale równocześnie budzi pytania o pełną przejrzystość zadłużenia. To właśnie dlatego agencje ratingowe i inwestorzy śledzą nie tylko poziom wydatków, ale też ich księgowanie i strukturę finansowania.
Pomysł z rezerwami NBP budzi ostrożność analityków
Po zawetowaniu ustawy dotyczącej SAFE pojawiła się alternatywna propozycja finansowania wydatków obronnych, przedstawiona przez prezydenta i prezesa NBP Adama Glapińskiego. Zakłada ona wykorzystanie części rezerw walutowych i złota zgromadzonych przez bank centralny. W debacie publicznej rozwiązanie to przedstawiane jest jako wariant o bardzo niskim, a nawet zerowym koszcie finansowania.
Fitch podchodzi jednak do tej koncepcji ostrożnie. Agencja zwraca uwagę, że wiązałaby się ona z dodatkowymi ryzykami, w tym z wrażliwością na zmiany cen złota i pytaniami o granice zaangażowania banku centralnego w finansowanie potrzeb państwa. Dla rynków jest to temat szczególnie delikatny, bo dotyka jednej z podstawowych zasad stabilności makroekonomicznej, czyli niezależności banku centralnego.
Ekonomiści podkreślają, że włączenie rezerw NBP w projekty o charakterze fiskalnym mogłoby zostać odebrane jako niebezpieczny precedens. Nawet jeśli formalnie dałoby się taki mechanizm uzasadnić, to z punktu widzenia inwestorów sam sygnał polityczny miałby duże znaczenie. W takich przypadkach liczy się nie tylko konstrukcja prawna, ale również to, jak dany ruch zostanie odczytany przez rynek.
SAFE stał się symbolem głębszego konfliktu politycznego
Spór o sposób finansowania obronności nie funkcjonuje w próżni. Wpisuje się w coraz bardziej napięte relacje między prezydentem a rządem, które od sierpnia 2025 roku coraz częściej przybierają formę otwartej konfrontacji. Weto wobec ustawy związanej z SAFE stało się jednym z najbardziej wyraźnych przykładów tej kohabitacji.
Dla agencji ratingowych znaczenie ma nie tylko samo starcie polityczne, lecz jego wpływ na zdolność państwa do podejmowania przewidywalnych decyzji. Im częściej kluczowe reformy lub ustawy finansowe stają się zakładnikiem konfliktu instytucjonalnego, tym większe ryzyko, że polityka fiskalna będzie trudniejsza do prowadzenia. To z kolei może osłabiać obraz Polski jako kraju stabilnego z punktu widzenia inwestorów zagranicznych.
Fitch sugeruje, że przedłużający się impas może utrudnić konsolidację finansów publicznych przed wyborami parlamentarnymi planowanymi na 2027 rok. W takiej sytuacji negatywna perspektywa ratingu „A-” nabiera większego znaczenia. Jeżeli napięcia polityczne będą dalej wpływać na sposób finansowania strategicznych wydatków, ryzyko pogorszenia oceny kredytowej może wzrosnąć.
Kluczowy będzie kompromis między bezpieczeństwem a stabilnością finansów
W polskiej polityce nie ma dziś poważnego sporu co do potrzeby wzmacniania armii. Różnice dotyczą raczej metod pozyskiwania środków i relacji między instytucjami odpowiedzialnymi za podejmowanie decyzji. To właśnie na tym tle mechanizm SAFE urósł do rangi testu dla sprawności państwa.
Dla rynków najważniejsze będzie teraz to, czy Polska potrafi wypracować wiarygodny i przewidywalny model finansowania obronności bez podważania stabilności fiskalnej i instytucjonalnej. Jeśli ten cel nie zostanie osiągnięty, koszty mogą okazać się większe niż sam brak dostępu do unijnych pożyczek. Chodzi już nie tylko o pieniądze na wojsko, lecz także o reputację państwa w oczach inwestorów i agencji ratingowych.
Rynki podczas wtorkowej sesji dalej pozostają głównie pod wpływem doniesień z Bliskiego Wschodu. Jednak coraz więcej innych czynników dochodzi do głosu. Warto zwrócić uwagę na maraton decyzji banków centralnych.
Warto być przyzwoitym
Poniedziałkowy optymizm na rynkach surowcowych okazał się krótkotrwały, co trudno odbierać w kategoriach niespodzianki. Ropa Brent, która w ciągu dnia spadła do 93 $ po komentarzach sekretarza skarbu Scotta Bessenta, który stwierdził, że USA pozwala irańskim tankowcom przepłynąć przez Cieśninę Ormuz, we wtorek rano wróciła z impetem powyżej 103 $. Powodem są tu kolejne ataki Teheranu. Iran w nocy zaatakował infrastrukturę energetyczną wokół Zatoki Perskiej – dron uderzył w zbiornik paliwa w pobliżu lotniska w Dubaju, wywołując pożar i tymczasowe zawieszenie lotów, a kolejne ataki uderzyły w rafinerie w Bahrajnie. Kurs WTI rano wzrósł do 95-97 $, podczas gdy diesel na amerykańskich stacjach przekroczył 5 dolarów za galon po raz pierwszy od 2022 roku. Prezydent Trump kontynuuje lekko już desperackie próby zbudowania międzynarodowej koalicji do eskortowania tankowców, ale odpowiedzi pozostają niezmiennie negatywne – wygląda na to, że prezydent USA przechodzi przyspieszony kurs pod tytułem „dlaczego nie warto gnębić sojuszników”.
Rodzynek wśród banków centralnych
W tym tygodniu spotykają się wszystkie najważniejsze banki centralne świata – między innymi Fed, EBC, Bank Anglii i Bank Japonii – ale tylko jeden zdecydował się na podwyżkę stóp. Reserve Bank of Australia dzisiaj rano podniósł stopę kasową o 25 punktów bazowych do 4,10%, najwyższego poziomu od… 10 miesięcy. Analitycy podkreślają, jak bardzo niejednomyślna była ta decyzja. Decydenci podzielili się w stosunku 5:4, co pokazuje, jak trudną dyskusję musieli przeprowadzić członkowie RBA. Jest to druga z rzędu podwyżka, przez co australijski bank centralny wymazał już większość obniżek dokonanych w ubiegłym roku. Warto odnotować również mocny komunikat gubernator Michele Bullock, która ostrzegła, że może być zmuszona wpędzić Australię w recesję, jeśli inflacja nie wróci do celu. Podkreśliła przy tym, że CPI na poziomie 3,8% i inflacja bazowa równa 3,4% są zdecydowanie za wysokie. Rynek wycenia 40% szans na kolejną podwyżkę już w maju, co mogłoby doprowadzić stopę do 4,35%. Tymczasem dzisiaj o godzinie 16:00 czasu polskiego rozpocznie się dwudniowe posiedzenie FOMC, które zakończy się jutro wieczorem decyzją Rezerwy Federalnej. Sama decyzja jest raczej znana, kluczowa będzie potencjalna ścieżka dla stóp procentowych zarysowana na wykresie dot-plot.
Dużo się dzieje na wykresach
Ciekawe rzeczy dzieją się na wykresach. Eurodolar powrócił w okolice 1,152$, co jest o tyle istotne, że wcześniej ten poziom funkcjonował jako wsparcie dla kursu. Po jego gwałtownym przebiciu wygląda na to, że obserwujemy klasyczny techniczny retest i przemianę tego poziomu w opór. Następne godziny dla tej pary będą kluczowe. Jeśli technika zadziała, będziemy obserwować kontynuację trendu spadkowego, w przeciwnym wypadku rysuje się szansa powrotu w okolice 1,166 $. Dolar słabo sobie radzi także w relacji do złotego, gdzie udaje się przełamać w dół poziom 3,70 zł. Technicznie punkt przegięcia zarysowuje się także na parze USDJPY. Po dotarciu w okolice 160 jenów za dolara widzimy szanse na ruch w dół. Jest ona wspierana także ostatnimi wypowiedziami płynącymi z Banku Japonii, sugerującymi, że inflacja wraca do celu i nie będą potrzebne kolejne podwyżki stóp procentowych. Ciekawie wygląda także sytuacja na złocie, które konsoliduje się przy pułapie 5000 $, wybicie jej dołem może uruchomić całkiem poważną przecenę tego jakże cennego kruszcu.
MedTech Solutions S.A., notowana na rynku NewConnect spółka medtech, zawarła Term Sheet, rozpoczynający kluczowy etap procesu przejęcia 100 proc. udziałów polskiej firmy dystrybuującej wyroby medyczne w obszarze ortopedii i chirurgii ortopedycznej, obecnej w ponad 100 szpitalach w całym kraju. Transakcja ma charakter mieszany – część udziałów Partnera zostanie wniesiona aportem w zamian za nowo wyemitowane akcje MedTech Solutions S.A., a pozostała część nabyta w drodze sprzedaży.
– Rozpoczynający się proces akwizycji to kluczowy moment w historii naszej spółki. Domknięcie transakcji pozwoli nam nie tylko znacząco poszerzyć zakres działalności, lecz także wzmocnić pozycję w strategicznych obszarach ortopedii i chirurgii. Dostęp do ponad 100 szpitali otwiera nowe możliwości rozwoju portfela produktów oraz budowania trwałych relacji z klientami instytucjonalnymi, co w konsekwencji przełoży się na wzrost wartości dla naszych akcjonariuszy. Finalizację planujemy możliwie szybko. – podkreśla Jarosław Kaim, prezes zarządu MedTech Solutions S.A.
W Term Sheet określono podstawowe założenia dotyczące struktury transakcji oraz sposobu ustalenia wynagrodzenia. Nabycie udziałów Partnera, a tym samym rozliczenie Transakcji, ma zostać dokonane w formule mieszanej: część udziałów Partnera zostanie nabyte przez Medtech Solutions SA poprzez wniesienie udziałów Partnera tytułem aportu na poczet objęcia nowo wyemitowanych akcji w podwyższonym kapitale zakładowym Spółki, zaś pozostała część udziałów Partnera zostanie nabyta przez Spółkę w ramach umowy sprzedaży udziałów za kwotę 500.000,00 zł. Podstawą ustalenia wynagrodzenia będzie wycena Partnera, potwierdzona przez niezależnego biegłego rewidenta. Partner w 2025 roku odnotował zysk na poziomie 1 mln zł oraz osiągnął kilku milionowe przychody, co też potwierdza potencjał wzrostu w strategicznych segmentach działalności MedTech Solutions S.A. Dodatkowo gotowy i w pełni operacyjny zespół współpracujący z ponad 100 szpitalami będzie odpowiadał za sprzedaż produktów w zakresu dystrybucji MedTech Solutions SA, a nowy dyrektor sprzedaży wykorzysta swoje ponad 25- letnie doświadczenie do budowania kolejnych zespołów dla całego asortymentu produktowego MedTech Solutions SA.
Dotychczasowy właściciel Partnera, po finalizacji transakcji, obejmie kierownictwo nad pionem sprzedaży w strukturze MedTech Solutions, zapewniając integrację oferty oraz realizację synergii operacyjnych. Będzie on odpowiedzialny za strategię sprzedaży, rozwój i zarządzanie zespołem handlowym oraz integrację oferty Partnera. Rozwiązanie to zapewni ciągłość operacyjną oraz wsparcie efektywnej realizacji synergii biznesowych. Integracja struktur MedTech Solutions S.A. i Partnera ma też na celu optymalizację operacyjną, zwiększenie efektywności handlowej oraz budowę trwałej przewagi konkurencyjnej.
Celem akwizycji jest wzmocnienie pozycji MedTech Solutions SA w strategicznych segmentach ortopedii i chirurgii ortopedycznej, poszerzenie portfolio produktów, zapewnienie stabilnych i rosnących przychodów oraz przejęcie dotychczasowych umów dystrybucyjnych. Dzięki temu spółka zwiększa swój portfel ofertowy i buduje komplementarność w zakresie współpracy ze szpitalami. Szerokość oferty dodatkowo wzmacnia jej pozycję na rynku zamówień publicznych. Równolegle MedTech Solutions S.A. kontynuuje rozwój innowacyjnych projektów, w tym pilotaż autorskiego systemu Reffer AI, wspierającego rekrutację pacjentów do badań klinicznych.
Strony przewidują zawarcie umowy inwestycyjnej, określającej ostateczne warunki transakcji, niezwłocznie po ustaleniu warunków brzegowych umowy inwestycyjnej. W tym okresie MedTech Solutions S.A. przysługuje wyłączność negocjacyjna w zakresie planowanej transakcji, co oznacza, że Partner zobowiązał się nie prowadzić, bezpośrednio ani pośrednio, negocjacji dotyczących tożsamej lub podobnej transakcji z innymi podmiotami.
– Ostatnie kwartały to dla nas czas intensywnego rozwoju i konsekwentnej realizacji kluczowych inicjatyw strategicznych – od ekspansji zagranicznej i wzmacniania kanałów dystrybucyjnych, po wdrażanie innowacyjnych rozwiązań, takich jak Reffer AI w badaniach klinicznych. Wszystkie te działania mają jeden cel – usprawniać dostęp pacjentów do nowoczesnych terapii. Jesteśmy gotowi na kolejne etapy rozwoju, a nasza strategia, oparta na innowacjach, synergii biznesowej oraz bliskiej współpracy z partnerami instytucjonalnymi, otwiera przed nami perspektywy dalszego wzrostu i budowania wartości spółki. – podsumowuje Michał Janiszewski, wiceprezes MedTech Solutions S.A.
12 marca 2026 r. Akces NCBR podpisał porozumienie o współpracy z Narodowe Centrum Nauki, którego celem jest wzmocnienie wsparcia dla naukowców rozwijających projekty oparte na wynikach badań oraz budowanie spójnej ścieżki przejścia od badań do technologii
i rozwiązań rynkowych.
Programy akceleracyjne Akces NCBR realnie wspierają polskich naukowców w przekształcaniu wyników badań w rozwiązania o potencjale rynkowym. Dzięki doświadczeniu w rozwijaniu technologii i pracy ze startupami Akces NCBR pomaga zespołom badawczym przejść przez jeden z najtrudniejszych etapów – przełożenie wyników badań na technologie gotowe do dalszego rozwoju i komercjalizacji.
W ekosystemie wsparcia dla innowacji w Polsce istnieje wiele instrumentów finansujących badania naukowe. Wyzwaniem pozostaje jednak etap pośredni – moment, w którym projekt badawczy wymaga kompetencji biznesowych, technologicznych i rynkowych, aby mógł stać się realnym rozwiązaniem rynkowym. Właśnie tę lukę w systemie wypełniają programy akceleracyjne Akces NCBR.
Podpisane porozumienie z NCN wzmacnia kolejne ogniwo w łańcuchu wsparcia dla innowacji – od finansowania badań, przez rozwój technologii, aż po przygotowanie projektów do wdrożenia rynkowego i dalszego skalowania.
Pierwszy konkretny efekt współpracy
Jednym z pierwszych efektów podpisanego porozumienia będzie wprowadzenie preferencyjnych punktów dla projektów naukowych w najbliższym naborze do programu akceleracyjnego Horyzontalny Program Naukowy Impakt, realizowanego przez Akces NCBR.
Rozwiązanie to oznacza dodatkowe punkty dla zespołów rozwijających technologie oparte na wynikach badań naukowych finansowanych przez NCN, które będą mogły rozwijać swoje projekty w ramach programów akceleracyjnych Akces NCBR.
Nabór do programu Impakt rozpocznie się pod koniec marca. Jego celem jest wspieranie zespołów rozwijających projekty oparte na wynikach badań naukowych i pracach rozwojowych w kierunku budowy technologii o potencjale wdrożeniowym i rynkowym.
Nauka jako źródło innowacji
Arleta Malasińska, Prezes Zarządu Akces NCBR:
„Akces NCBR od początku swojej działalności konsekwentnie stawia na naukę jako jedno z najważniejszych źródeł innowacji. Polscy naukowcy powinni być główną siłą napędową budowania przewagi konkurencyjnej naszego kraju. Już dziś w Grupie Narodowego Centrum Badań i Rozwoju patrzymy na wsparcie naukowców w sposób kompleksowy – na każdym etapie rozwoju ich projektów dopasowujemy odpowiednie instrumenty wsparcia. Dzięki współpracy z Narodowym Centrum Nauki możemy jeszcze wcześniej identyfikować najbardziej obiecujące projekty badawcze i tworzyć dla nich ścieżkę rozwoju w kierunku technologii i komercjalizacji.”
Marcin Liana, Zastępca Dyrektora Narodowe Centrum Nauki:
„W Polsce prowadzonych jest wiele dobrych badań, wyzwaniem pozostaje ich skuteczne przełożenie na innowacje. Połączenie potencjału naszych naukowców z biznesowym wsparciem ze strony Akces NCBR to krok, który ma to zmienić. Chcemy pomóc badaczom w tym, aby ich odkrycia łatwiej zamieniały się w rynkowe produkty i gotowe firmy” – dodał dr Marcin Liana, Zastępca Dyrektora Narodowego Centrum Nauki.
Dzięki takim działaniom Akces NCBR wzmacnia system wspierania innowacji w Polsce, budując pomost pomiędzy światem nauki a ekosystemem startupowym i biznesowym. Programy akceleracyjne pozwalają zespołom badawczym rozwijać technologie, zdobywać kompetencje rynkowe oraz przygotowywać projekty do dalszego rozwoju i skalowania.
Minister Klimatu i Środowiska wydał decyzję o przeniesieniu koncesji na wydobycie węgla kamiennego z PG Silesia na Bumech S.A. To długo wyczekiwane rozstrzygnięcie otwiera nowy etap dla KWK Silesia i umożliwia kontynuację działalności wydobywczej zakładu. Decyzja oznacza spełnienie jednego z kluczowych warunków zawartej wcześniej warunkowej umowy dzierżawy Zorganizowanej Części Przedsiębiorstwa PG Silesia, tym samym umowa wchodzi w życie, co pozwala na formalne przejęcie operacyjnego prowadzenia kopalni przez Bumech.
Do decyzji odniósł się rzecznik Ministerstwa Klimatu i Środowiska, Marek Pogorzelski, w swoim wpisie na platformie X: „MKiŚ wydało decyzję o przeniesieniu koncesji na wydobywanie węgla kamiennego ze złoża Silesia. Koncesja przechodzi z PG Silesia sp. z o.o. w restrukturyzacji do spółki Bumech S.A. To kluczowy krok dla stabilizacji operacyjnej kopalni. Poza zmianą podmiotu, warunki koncesji pozostają bez zmian.”
Postanowienie, na które czekał cały region
Decyzja o przeniesieniu koncesji na wydobycie węgla kamiennego i metanu ze złoża Silesia była od kilku tygodni jednym z najczęściej poruszanych tematów w regionie. Umowa dzierżawy przewidywała, że koncesja zostanie przeniesiona do 2 marca 2026 r. Po tym terminie zainteresowanie wokół tematu wzrosło i stało się przedmiotem apeli wystosowanych przez m.in. przedstawicieli lokalnego samorządu i społeczności, które zabiegały o wydanie decyzji, wskazując, że jej rozstrzygnięcie ma kluczowe znaczenie dla dalszego funkcjonowania zakładu, utrzymania miejsc pracy i stabilności regionu.
– Uzyskanie koncesji to kluczowy moment dla przyszłości kopalni. Ta decyzja pozwala na utrzymanie wydobycia i zapewnia stabilne funkcjonowanie zakładu oraz zachowaniemiejsc pracy, tak ważnych dla nas i lokalnej społeczności – podkreśla prezes Bumech S.A. Jonasz Drabek. Spółka zapowiada kontynuację działalności zgodnie z obowiązującą koncesją i dokumentacją techniczną.
Lepsze perspektywy dla wydobycia
Obecnie ceny węgla energetycznego i paliw w Polsce rosną w związku z niepewną sytuacją na Bliskim Wschodzie. Ta sytuacja zwiększa rentowność bieżącej działalności kopalni i poprawia perspektywy finansowe spółki. Jednocześnie wyższe ceny węgla pozwalają Bumechowi na stabilne planowanie wydobycia i dalsze inwestycje w infrastrukturę kopalni.
– Obecna sytuacja rynkowa sprzyja poprawie wyników kopalni. Wzrost cen węgla daje realną szansę na stabilizację finansową i regulowanie zobowiązań. Jednocześnie przygotowujemy nową ścianę wydobywczą, co pozwoli dodatkowo zwiększyć potencjał produkcyjny zakładu – wskazuje prezes Bumechu.
Krok w stronę szerszej transformacji
– PG Silesia to dla nas nie tylko wydobycie węgla. Na tym terenie widzimy przestrzeń dla projektów związanych z energetyką, z uwzględnieniem zwłaszcza odnawialnych źródeł energii – m.in. magazynów energii czy geotermii. To kierunek zgodny z transformacją energetyczną regionu i całego kraju. Niezależnie od tego, kontynuujemy wydobycie węgla i skupiamy się na realizacji planu produkcji – zapewnia Jonasz Drabek.
Uzyskanie koncesji zamyka najtrudniejszy etap niepewności wokół przyszłości kopalni i daje realną podstawę do dalszego działania. Przed spółką kolejne wyzwania, ale decyzja pozwala dziś skupić się na tym, co najważniejsze – utrzymaniu wydobycia, miejsc pracy i stopniowej odbudowie stabilności zakładu.
Projekt nowelizacji ustawy o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko (UD224) przewiduje szereg zmian w procedurze uzyskiwania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach (DŚU). Dotyczy to między innymi ułatwień w przenoszeniu decyzji na nowych inwestorów, doprecyzowania pojęcia strony postępowania i przeniesienia kompetencji do wydawania DŚU z gmin do powiatów, które w założeniu mają usprawnić proces inwestycyjny. „Jednocześnie możemy być świadkami rewolucji w systemie opłat za decyzje środowiskowe, które mają wzrosnąć z kilkuset do nawet 30 tys. zł oraz nowych obowiązków w zakresie oceny środowiskowej” – komentują Paulina Buczek i Kamil Król, prawnicy w kancelarii Wolf Theiss.
Jedną z kluczowych zmian jakie ma wprowadzić nowelizacja jest uproszczenie procedury przenoszenia decyzji środowiskowej na inny podmiot. Zamiast odrębnej „cesji”, zmiana inwestora ma następować w drodze zmiany decyzji administracyjnej. Co więcej, nowy właściciel lub użytkownik wieczysty nieruchomości objętej inwestycją automatycznie przejmie prawa i obowiązki wynikające z DŚU.
„To kolejne uproszczenie procesu inwestycyjnego po zmianach z 2020 r. w Prawie budowlanym, które ułatwiły przenoszenie pozwolenia na budowę. Kierunek jest spójny, gdyż ustawodawca dostosowuje procedury do realiów rynku inwestycyjnego oraz daje komfort inwestorom, że nabywając nieruchomość mogą również w sposób uproszczony przejąć pakiet ważnych decyzji administracyjnych”, komentuje Kamil Król, Associate w kancelarii Wolf Theiss.
Projekt precyzyjnie określa także, kto będzie stroną w postępowaniu o wydanie decyzji środowiskowej. Oprócz inwestora, będą to właściciele i użytkownicy nieruchomości znajdujących się m.in. w promieniu 100 metrów od terenu inwestycji lub na obszarze, na który przedsięwzięcie może oddziaływać.
„Doprecyzowanie pojęcia strony należy ocenić pozytywnie. Transparentne określenie kręgu podmiotów uprawnionych do udziału w postępowaniu ograniczy praktykę sabotowania inwestycji przez podmioty, które nie mają rzeczywistego interesu prawnego. Otwartym pytaniem praktycznym jest natomiast czy omawiana zmiana faktycznie umożliwi organom orzekającym szybsze wydawanie decyzji odmawiających udziału podmiotom sabotującym proces. Pamiętajmy bowiem, że nawet w sprawach, gdzie brak prawa podmiotu do udziału w postępowaniu jest oczywisty, to rozstrzygnięcie w tej sprawie niejednokrotnie zapada dopiero po wielu tygodniach, a nawet miesiącach, co może przesądzać o realizacji inwestycji.”, dodaje Kamil Król.
Zmiana ta według ustawodawcy ma przyspieszyć procedury i ograniczyć liczbę odwołań składanych nierzadko wyłącznie w celu wstrzymania inwestycji.
Projekt zakłada również przeniesienie kompetencji do wydawania decyzji środowiskowych z poziomu gminy na poziom powiatu. W tym przypadku uzasadnieniem jest niewielka liczba takich postępowań w wielu gminach oraz brak wyspecjalizowanych kadr.
„Decyzja środowiskowa to kluczowy dokument poprzedzający m.in. warunki zabudowy czy pozwolenie na budowę, niejednokrotnie „najtrudniejszy” do osiągnięcia z punktu widzenia inwestora. Prawidłowe ustalenie zakresu oddziaływania na środowisko, wyznaczenie stron postępowania, a także określenie czy sporządzanie raportu oddziaływania na środowisko jest konieczne, stanowiły realne wyzwania, z którymi gminy zmagały się merytorycznie. Zasadne będzie więc scedowanie na starostę, jako jeden organ, kompetencji do wydawania zarówno decyzji środowiskowych, jak i pozwoleń na budowę. Należy też pamiętać, że starosta prowadzi Ewidencję Gruntów i Budynków (EGiB), co umożliwi mu sprawne działanie w procesie wydawania decyzji środowiskowej, chociażby w zakresie precyzyjnego ustalenia stron postępowania”, komentuje Kamil Król.
Odczuwalną zmianą dla inwestorów może być wprowadzenie zróżnicowanych opłat za wydanie decyzji środowiskowej. Zamiast jednolitej opłaty w wysokości 205 zł, stawka będzie uzależniona od stopnia skomplikowania sprawy i może wynieść maksymalnie 30 tys. zł.
„To znaczący wzrost kosztów, który inwestorzy będą musieli uwzględnić w budżetach projektów.Dodatkowo, przejście z jednej stałej stawki na system zróżnicowanych opłat wymaga stworzenia bardziej skomplikowanej struktury, która będzie wymagała dodatkowego nadzoru i kontroli. Niezbędne będzie ustalenie jasnych kryteriów, pozwalających określić odpowiednią wysokość opłaty w zależności od rodzaju inwestycji”, komentuje Kamil Król.
Nowelizacja wprowadza także zmiany w zakresie oceny oddziaływania na środowisko (OOŚ). W przypadku przedsięwzięć mogących potencjalnie znacząco oddziaływać na środowisko, wniosek inwestora o przeprowadzenie OOŚ będzie wiążący dla organu, niezależnie od lokalizacji przedsięwzięcia. Oznacza to, że razem z wnioskiem o wydanie DŚU inwestor będzie mógł złożyć raport OOŚ. W aktualnym stanie prawnym, wniosek inwestora w tym przedmiocie wiąże organ wyłącznie w przypadku przedsięwzięć mogących potencjalnie znacząco oddziaływać na środowisko, które są planowane na obszarach objętych formami ochrony przyrody.
Kolejną, planowaną zmianą jest obowiązek uwzględnienia w raporcie OOŚ oraz karcie informacyjnej przedsięwzięcia emisji światła w trakcie realizacji i eksploatacji przedsięwzięcia.
„Z perspektywy ochrony środowiska takie rozwiązanie zasługuje na aprobatę. W opinii publicznej coraz częściej podejmowany jest temat zanieczyszczenia światłem i jego negatywnego wpływu na środowisko. Jednocześnie, w aktualnym stanie prawnym brak przepisów regulujących tę kwestię. Warto również mieć na uwadze, że planowana zmiana odpowiada założeniom dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2011/92/UE (tzw. dyrektywy EIA) dotyczącej systemu OOŚ. Światło – obok zanieczyszczeń, hałasu czy odpadów – zostało wymienione wprost w załączniku IV dyrektywy EIA jako jedno z „rodzajów” emisji, które powinny być analizowane w raporcie OOŚ” – komentuje Paulina Buczek.
Projekt przewiduje również zmiany w zakresie wariantów planowanego przedsięwzięcia. Wyłącznie w przypadku, gdy wariant wybrany do realizacji będzie jednocześnie wariantem najkorzystniejszym dla środowiska, autor raportu będzie mógł ograniczyć się do przedstawienia tylko dwóch wariantów.
W projekcie wprowadzono też formalną procedurę legalizacji przedsięwzięć realizowanych lub zrealizowanych bez wymaganej DŚU. Podmiot będzie miał możliwość złożenia wniosku o wydanie DŚU dla takiego przedsięwzięcia w terminie 60 dni od dnia, w którym dowiedział się, że jest ona wymagana.
„W praktyce ustalenie dnia, od którego biegnie termin na złożenie wniosku o wydanie DŚU, będzie problematyczne i może prowadzić do sporów z organami. O ile w przypadkach, gdy podmiot uzyskał taką wiedzę od organu (np. w toku kontroli czy wskutek odmowy zgody na rozpoczęcie użytkowania inwestycji) termin początkowy nie powinien budzić istotnych wątpliwości, o tyle sytuacja, w której inwestor sam dowiedział się o tym braku (np. w ramach procesu inwestycyjnego czy badania przedsięwzięcia w związku z planowaną transakcją) może być problematyczna” – komentuje Paulina Buczek.
Jak podkreślają specjaliści, projekt nowelizacji ustawy środowiskowej przewiduje wiele innych rozwiązań, które będą mieć praktyczny wpływ na planowane inwestycje (np. dotyczące zawieszenia i umorzenia postępowania w sprawie wydania DŚU). Zawiera zarówno propozycje usprawniające proces inwestycyjny, jak i rozwiązania wzmacniające kontrolę administracyjną przedsięwzięć. Z jednej strony upraszcza procedury, porządkuje krąg stron i profesjonalizuje wydawanie decyzji poprzez przeniesienie kompetencji do powiatów. Z drugiej – wprowadza dodatkowe obciążenia finansowe i rozszerza zakres obowiązków inwestorów.
Omówione wyżej postanowienia projektu nowelizacji mogą ulec jeszcze istotnym zmianom. Projekt został poddany konsultacjom publicznym i opiniowaniu, jednak na stronie Rządowego Centrum Legislacyjnego nie zostały dotychczas udostępnione uwagi opiniujących oraz odniesienie się do nich.
Luty przyniósł jednocześnie wzrost podaży o 4% miesiąc do miesiąca oraz korektę popytu. Liczba odpowiedzi na ogłoszenia spadła o 8% względem stycznia. Na horyzoncie pojawia się jednak nowy czynnik, który może znacząco wpłynąć na rynek. Mowa o zmianach dotyczących najmu krótkoterminowego. Jeśli samorządy zaczną aktywnie korzystać z uprawnień wynikających z unijnego rozporządzenia STR, część mieszkań dostępnych obecnie na platformach takich jak Airbnb może zasilić najem długoterminowy. Na ile zmieni to równowagę między popytem a podażą?
– Miniony miesiąc utrzymał pozytywny trend podażowy z początku roku. Na koniec lutego liczba aktywnych ogłoszeń sięgnęła 24,5 tys. Dynamika wzrostu była nieco słabsza niż w styczniu (wówczas +8% m/m), ale to nie powinno dziwić. Krótszy miesiąc naturalnie ogranicza skalę zmian po stronie podaży. Warto natomiast odnotować, że rosnąca liczba ofert może być częściowo efektem zbliżających się regulacji dotyczących najmu krótkoterminowego, których wdrożenie planowane jest na maj tego roku – wyjaśnia Paweł Jarząbek, menedżer ds. badań rynku i analiz Otodom.
Właściciele mieszkań, obawiając się nowych restrykcji i dodatkowej biurokracji związanej z najmem krótkoterminowym, coraz częściej mogą decydować się na bezpieczniejszą alternatywę. Przesunięcie części ofert w stronę najmu długoterminowego może w rezultacie skokowo zwiększyć liczbę ogłoszeń. Efekt byłby szczególnie odczuwalny w miastach o dużym ruchu turystycznym, między innymi w Krakowie, Trójmieście czy Wrocławiu, gdzie zwiększona podaż mogłaby wywrzeć dodatkową presję na obniżkę czynszów.
Stabilna liczba nowych ofert mimo krótszego miesiąca
Liczba nowych ogłoszeń wyniosła 15,6 tys., czyli praktycznie tyle samo co w styczniu. Biorąc pod uwagę krótszy miesiąc, można to uznać za oznakę dużej stabilności po stronie podaży. W tym samym czasie zakończono 19,0 tys. ofert najmu, czyli o około 9% mniej niż w styczniu. Ten rezultat, z uwagi na specyfikę lutego, także należy zaliczyć do solidnych.
Patrząc na 18 analizowanych przez Otodom miast, liderem wzrostów okazała się Zielona Góra (+43%), wyprzedzając Łódź (+15%) i Bydgoszcz (+14%). Wśród największych ośrodków miejskich przyrost oferty zanotowały również Warszawa i Wrocław (+6%) oraz Kraków i Poznań (+3%). Z kolei po drugiej stronie tabeli znalazły się Białystok (-10%), Opole (-9%) oraz Kielce i Lublin (-4%). Jak przyznaje Paweł Jarząbek, oznacza to, że spadki były stosunkowo nieliczne, ale wyraźniejsze niż miesiąc wcześniej.
W efekcie, mimo krótszego miesiąca, ogólnopolska podaż wzrosła o około 900 ofert względem początku lutego.
Popyt lekko wyhamował
W minionym miesiącu nastąpiła korekta popytu. Liczba interakcji z ogłoszeniami spadła o 8% miesiąc do miesiąca, co można uznać za naturalną reakcję po noworocznym odbiciu. Zapytań o najem było też mniej w ujęciu rocznym – o niecałe 19%.
Miesięczny spadek aktywności nie powinien jednak budzić większego niepokoju. W dużej mierze wynika on z dwóch czynników. Po pierwsze, luty ma mniej dni. Po drugie, część najemców zrealizowała swoje potrzeby mieszkaniowe już w styczniu. Dodatkowo warto pamiętać o zwiększonej sprzedaży mieszkań deweloperskich w 2025 roku, szczególnie w jego końcówce. Niektórzy dotychczasowi najemcy mogli w tym czasie zdecydować się na zakup własnego lokum, czemu sprzyjały lepsze warunki kredytowe.
– Warto obserwować czy trend zwiększonego zainteresowania rynkiem deweloperskim się utrzyma. Jeśli tak, z jednej strony część potencjalnych najemców może nadal przesuwać się w stronę własności, co ograniczałoby popyt na najem – zwłaszcza w grupie osób o wyższej zdolności kredytowej. Z drugiej strony, przy wysokich cenach mieszkań oraz niepewności co do dalszego kierunku stóp procentowych, najem pozostaje dla wielu gospodarstw domowych racjonalną strategią przeczekania i obserwowania sytuacji – mówi menedżer ds. badań rynku i analiz Otodom.
Dane dotyczące struktury popytu wskazują na wyraźne i powtarzalne preferencje najemców. Łączny udział zapytań o mieszkania dwupokojowe sięga 51%, co oznacza, że co drugie wyszukiwanie na platformie Otodom dotyczy właśnie tego typu lokali.
Ile aktualnie kosztuje wynajem mieszkania?
W lutym średnia ofertowa cena najmu mieszkania w Polsce wyniosła 3 588 zł (71 zł za mkw.). To poziom o niespełna 1% niższy niż w styczniu oraz o około -1,4% w ujęciu rocznym, co wskazuje na utrzymującą się tendencję do stopniowego łagodzenia stawek.
– Ubiegły miesiąc cechował się też wyraźną przewagą korekt cenowych nad podwyżkami. W ujęciu miesięcznym jedynym miastem, w którym odnotowano wzrost przeciętnej stawki najmu był Białystok (+2,4%). Na wszystkich pozostałych rynkach zarejestrowano spadki – największe w Zielonej Górze (-3,0%), Olsztynie (-2,9%) oraz Rzeszowie (-2,4%). W większości miast korekty miały jednak umiarkowany charakter i nie przekraczały 1,5% – dodaje Paweł Jarząbek.
Najwyższe średnie czynsze niezmiennie utrzymują się w Warszawie (4 880 zł). Powyżej 3 000 zł płacą również najemcy w Trójmieście (3 177 zł), Krakowie (3 148 zł) i Wrocławiu (3 115 zł). Segment średnich stawek (około 2 200-2 900 zł) obejmuje między innymi Szczecin, Poznań, Lublin, Rzeszów, Opole i Łódź. Z kolei najtaniej mieszkanie można wynająć w Kielcach (2 025 zł) i Białymstoku (2 079 zł).
W ujęciu rocznym najsilniejszy wzrost stawek odnotowano w Olsztynie (+7,6%), Opolu (+6,4%) oraz Łodzi (+3,4%). Natomiast spadki rok do roku dotyczą przede wszystkim Rzeszowa (-8,3%) i Zielonej Góry (-6,8%), a także Krakowa (-3,5%) i Lublina (-0,8%).
Jak sytuacja na Bliskim Wschodzie wpływa na rynek nieruchomości?
Dodatkową niewiadomą, która może istotnie zmienić krajobraz rynku nieruchomości w kolejnych miesiącach, pozostaje sytuacja na Bliskim Wschodzie.
– Ceny ropy wzrosły globalnie o ponad 25% od początku wojny, a konflikt doprowadził już do zawieszenia dostaw około 20% światowej produkcji ropy i gazu. Jeśli sytuacja się przedłuży, presja inflacyjna może przełożyć się na wyższe koszty utrzymania gospodarstw domowych i ograniczyć zdolność kredytową. Z jednej strony może to zmniejszyć popyt na zakup mieszkań i skierować część poszukujących z powrotem na rynek najmu, z drugiej zaś uderzyć w budżety samych najemców i wymusić dalszą korektę akceptowalnych stawek czynszów – prognozuje Paweł Jarząbek.
W efekcie rynek nieruchomości znajduje się obecnie w punkcie zwrotnym, gdzie splot lokalnych regulacji i globalnych napięć buduje nową, trudną do przewidzenia rzeczywistość zarówno dla właścicieli, jak i najemców.
Bank centralny Australii ponownie zaostrzył politykę pieniężną, podnosząc główną stopę procentową do 4,1% z 3,85%. To już druga podwyżka z rzędu i zarazem wyraźny sygnał, że Rezerwa Banku Australii znów mocniej koncentruje się na walce z inflacją. Decyzja, podjęta stosunkiem głosów 5 do 4, oznacza częściowe odwrócenie wcześniejszego luzowania polityki pieniężnej z ubiegłego roku i jest pierwszą serią dwóch kolejnych podwyżek od połowy 2023 roku.
Głównym powodem takiego ruchu są rosnące obawy o presję inflacyjną, w szczególności wynikającą ze wzrostu cen energii. W tle decyzji znajduje się konflikt wokół Iranu oraz zakłócenia w rejonie Cieśniny Ormuz, które wywindowały ceny ropy powyżej 100 dolarów za baryłkę. Szefowa RBA Michele Bullock podkreśliła, że inflacja nadal pozostaje zbyt wysoka, a bank obawia się wtórnych efektów wzrostu cen energii, czyli sytuacji, w której droższe paliwa i energia zaczynają wpływać także na ceny innych towarów i usług w całej gospodarce. RBA ocenia, że istnieje istotne ryzyko, iż inflacja pozostanie powyżej celu 2–3% dłużej, niż wcześniej zakładano.
Rynek odebrał komunikat po decyzji jako jastrzębi. Po konferencji wzrosły rentowności 3-letnich obligacji, a inwestorzy zaczęli wyceniać blisko 60% prawdopodobieństwa kolejnej podwyżki już w maju. Wśród ekonomistów coraz częściej pojawia się scenariusz wzrostu stopy do 4,35%, a część z nich uważa również, że inflacja CPI w Australii może sięgnąć nawet 5%. To byłby poziom wyraźnie wyższy od lutowej prognozy samego RBA, który wcześniej zakładał szczyt inflacji na poziomie 4,2% w tym roku. Także skarbnik Australii Jim Chalmers ostrzegł, że presja związana z kosztami życia może się jeszcze nasilić, a inflacja może przekroczyć 4,5%.
Podzielony wynik głosowania pokazuje, że wewnątrz banku centralnego trwa dyskusja nie tyle o tym, czy stopy powinny rosnąć, lecz raczej o tempie i momencie dalszych działań. Taki wniosek płynie również z ocen części analityków, którzy wskazują, że gospodarka Australii nadal funkcjonuje blisko pełnych mocy, a niski poziom bezrobocia daje przestrzeń do utrzymania bardziej restrykcyjnej polityki pieniężnej. Jednocześnie scenariusz, w którym wyższe ceny energii przełożą się na szerszy wzrost cen w gospodarce, pozostaje ryzykiem, a nie przesądzonym faktem.
Dla australijskiej gospodarki oznacza to, że RBA obecnie bardziej obawia się utrwalenia inflacji niż osłabienia wzrostu gospodarczego. Bank zakłada, że gospodarka i rynek pracy są wystarczająco mocne, by wytrzymać wyższy koszt kredytu, jednak dla gospodarstw domowych może to oznaczać dalsze nasilenie presji związanej z kosztami życia. Przekaz banku centralnego jest więc jednoznaczny: inflacja w Australii wciąż nie została opanowana, a wzrost cen energii może dodatkowo pogorszyć sytuację. Z tego powodu RBA wrócił do podwyżek stóp i pozostawił sobie otwartą drogę do kolejnego ruchu już w maju. Przed godziną 9:00 para walutowa AUDUSD jest wyceniana na poziomie 0,7066.
Globalny rynek chmury wchodzi w nową fazę, w której coraz większe znaczenie zyskuje lokalizacja i jurysdykcja danych. Według prognoz Gartnera w 2026 r. wydatki na suwerenną infrastrukturę chmurową sięgną 80 mld USD, rosnąc o 35,6 proc. rok do roku. Jednocześnie nawet 20 proc. obecnych obciążeń obsługiwanych dziś przez globalnych hyperscalerów może zostać przeniesionych do lokalnych dostawców infrastruktury. Wynika to z także z faktu, że w tle pojawiają się napięcia geopolityczne, rosnące wymagania regulacyjne oraz coraz większa świadomość ryzyk związanych z jurysdykcją danych.
Globalny zwrot w stronę suwerenności cyfrowej
– Suwerenność cyfrowa przestaje być abstrakcyjnym pojęciem. W praktyce oznacza możliwość egzekwowania krajowej jurysdykcji nad danymi, kontrolę nad miejscem ich przechowywania i przetwarzania oraz nad mechanizmami bezpieczeństwa – w tym systemami zarządzania kluczami szyfrującymi. Dla wielu organizacji staje się to dziś elementem zarządzania ryzykiem operacyjnym i cyberbezpieczeństwa, a nie tylko kwestią wizerunkową – mówi Albert Szczepaniak, Dyrektor Działu Bezpieczeństwa i Jakości w Polcom.
Gartner wskazuje, że wraz ze wzrostem napięć geopolitycznych organizacje spoza Stanów Zjednoczonych i Chin inwestują w suwerenne środowiska chmurowe, aby budować niezależność cyfrową i technologiczną. Celem jest utrzymanie generowania wartości gospodarczej w granicach własnego kraju oraz wzmocnienie lokalnych ekosystemów technologicznych.
Największymi nabywcami pozostaną rządy, a następnie branże regulowane i operatorzy infrastruktury krytycznej – energetyka, usługi komunalne i telekomunikacja. W ujęciu regionalnym najszybciej rosnąć będą wydatki na Bliskim Wschodzie i w Afryce (89 proc.), w dojrzałym regionie Azji i Pacyfiku (87 proc.) oraz w Europie (83 proc.).
Choć w 2026 r. pod względem wartości wydatków dominować będą Chiny (47 mld USD) i Ameryka Północna (16 mld USD), dynamika wzrostu w obu regionach wyniesie około 20 proc. Prognozy wskazują, że już w 2027 r. Europa wyprzedzi Amerykę Północną pod względem wydatków na suwerenne usługi udostępniane w modelu IaaS.
Co istotne, 80 proc. wydatków na te usługi będzie pochodziło z nowych projektów cyfrowych lub starszych obciążeń oczekujących na migrację do chmury. Oznacza to, że suwerenność przestaje być wyłącznie korektą modelu operacyjnego, a staje się elementem długofalowej strategii transformacyjnej.
Presja na hyperscalerów
Zmiana trendu oznacza rosnącą presję na globalnych dostawców usług chmurowych. Lokalni operatorzy zyskują udział w rynku, a rządy coraz częściej wymagają regionalizacji platform w celu spełnienia wymogów regulacyjnych i bezpieczeństwa narodowego.
W praktyce kluczowym zagadnieniem staje się jurysdykcja, której podlega dostawca usług chmurowych. Nawet jeśli dane są fizycznie przechowywane w Europie, mogą podlegać regulacjom prawnym kraju pochodzenia operatora technologii, co w określonych sytuacjach umożliwia dostęp do nich zagranicznym instytucjom.
– Traktowanie suwerenności cyfrowej wyłącznie jako kwestii zgodności z przepisami nie wystarczy. Aby skutecznie konkurować o lokalnych klientów, dostawcy technologii muszą dostosować modele operacyjne do wymogów poszczególnych państw – zarówno pod kątem jurysdykcji danych, jak i realnej kontroli nad infrastrukturą. Oznacza to konieczność projektowania usług w taki sposób, aby zapewnić możliwość egzekwowania prawa krajowego i unijnego wobec podmiotów działających w oparciu o inne systemy prawne – wskazuje Albert Szczepaniak.
Polska: lokalizacja danych jako kluczowy argument
Globalny zwrot ku suwerennej chmurze znajduje odzwierciedlenie także w Polsce. Z raportu Polcom „Barometr cyfrowej transformacji polskiego biznesu 2025–2026” wynika, że aż 48 proc. firm przy wyborze dostawcy chmury kieruje się lokalizacją danych w centrum przetwarzania znajdującym się na terytorium Polski. To pokazuje, że kwestia suwerenności danych przestaje być wyłącznie tematem regulacyjnym, a zaczyna wpływać bezpośrednio na decyzje inwestycyjne przedsiębiorstw.
Badanie pokazuje rosnące zrozumienie dla konieczności zachowania suwerenności danych jako strategicznego filaru cyberodporności. Jednocześnie – mimo gotowości technologicznej polskich dostawców – nadal brakuje licznych referencji i przykładów wdrożeń usług cyfrowych przez krajowe firmy w obszarze administracji publicznej.
Bariery systemowe i ryzyko jurysdykcyjne
Dane z raportu Polcom wskazują również na wyraźne preferencje w kontekście polityki wsparcia rynku. 15 proc. respondentów uważa, że państwo wyraźnie preferuje globalnych dostawców technologii, a 25 proc. dostrzega brak mechanizmów realnego wsparcia dla polskich producentów i operatorów IT. Tylko 6 proc. ankietowanych wskazuje na faktyczne działania wspierające polskich lub europejskich dostawców – i taki sam odsetek wierzy w równe szanse w projektach strategicznych.
– Jeżeli strategiczne systemy administracji czy infrastruktury krytycznej opierają się na rozwiązaniach podlegających obcym jurysdykcjom, państwo traci pełną kontrolę nad jednym z kluczowych zasobów – danymi. W warunkach rosnącej niestabilności geopolitycznej to ryzyko, którego nie można bagatelizować – podkreśla Dyrektor Działu Bezpieczeństwa i Jakości w Polcom.
Krytyczne informacje przechowywane w zagranicznych centrach danych podlegają obcym porządkom prawnym. W kontekście regulacji takich jak dyrektywa NIS2, która nakłada na organizacje obowiązek zarządzania ryzykiem w całym łańcuchu dostaw ICT, kwestia jurysdykcji dostawcy chmury oraz możliwości audytu infrastruktury staje się elementem oceny bezpieczeństwa cyfrowego.
Suwerenność jako element strategiczny
Coraz więcej podmiotów – w tym inicjatywy takie jak Polska Chmura – podejmuje dialog i działania edukacyjne podkreślające konieczność budowania spójnej polityki w zakresie suwerenności technologicznej.
Oznacza to potrzebę wzmocnienia lokalnych ekosystemów cyfrowych poprzez równe zasady dostępu do zamówień publicznych i projektów strategicznych, tworzenie programów preferencyjnych dla polskich i europejskich dostawców IT oraz inwestycje w rozwój krajowych centrów danych.
– Suwerenna chmura nie oznacza wyłącznie fizycznej lokalizacji danych w kraju. Kluczowe znaczenie ma również kontrola nad warstwą zarządzania usługą, systemami szyfrowania oraz jurysdykcją, której podlega operator technologii. Bez tych elementów trudno mówić o realnej suwerenności cyfrowej – zaznacza Albert Szczepaniak z Polcom.
Z perspektywy rynku pytanie nie brzmi już, czy suwerenna chmura będzie zyskiwać na znaczeniu, lecz jak szybko poszczególne państwa zbudują wokół niej własne kompetencje i przewagi konkurencyjne. W praktyce konkurencja na rynku usług chmurowych coraz częściej dotyczy nie tylko ceny i wydajności infrastruktury, ale również poziomu kontroli nad danymi i zgodności z krajowymi regulacjami.
Decyzja Rady Polityki Pieniężnej o obniżeniu stóp procentowych Narodowego Banku Polskiego do poziomu 3,75% zbiegła się z wydarzeniami, które w krótkim czasie zwiększyły niepewność w globalnej gospodarce. Interwencja militarna Stanów Zjednoczonych i Izraela w Iranie oraz reakcja Teheranu wywołały gwałtowne wahania na rynku surowców energetycznych, w tym przede wszystkim ropy naftowej i gazu. Choć skala wzrostu cen nie osiągnęła poziomów obserwowanych w pierwszych miesiącach wojny w Ukrainie, sam fakt nagłego szoku podażowego pokazuje, jak silnie sytuacja geopolityczna może oddziaływać na gospodarki krajów importujących energię, do których należy Polska.
Szerszy efekt makroekonomiczny
Dla polskiego biznesu kluczowe znaczenie ma w tym kontekście nie tylko bezpośredni wzrost kosztów energii, lecz także szerszy efekt makroekonomiczny. Wyższe ceny surowców mogą w kolejnych miesiącach podnosić presję inflacyjną, wpływać na kurs złotego oraz zmieniać oczekiwania dotyczące polityki pieniężnej. W takiej sytuacji decyzje podejmowane przez bank centralny stają się szczególnie trudne. Z jednej strony pojawia się przestrzeń do dalszego łagodzenia polityki pieniężnej w warunkach relatywnie niskiej inflacji, z drugiej jednak rosnące ceny energii mogą szybko zmienić tę równowagę.
Z punktu widzenia przedsiębiorstw oznacza to funkcjonowanie w środowisku zwiększonej zmienności. Wysokie ceny ropy i gazu wpływają bezpośrednio na koszty produkcji i transportu, ale również pośrednio oddziałują na popyt konsumencki. Jeśli presja kosztowa utrzyma się dłużej, gospodarstwa domowe mogą ograniczać wydatki na dobra i usługi o charakterze mniej podstawowym. W efekcie firmy działające w wielu branżach mogą jednocześnie mierzyć się z rosnącymi kosztami operacyjnymi i słabszym popytem.
Niepewność na globalnych rynkach
Istotnym czynnikiem pozostaje także kurs walutowy. Wzrost cen surowców energetycznych zwiększa rachunek importowy Polski, co w naturalny sposób wywiera presję na osłabienie złotego. Jednocześnie większa niepewność na rynkach globalnych może prowadzić do odpływu części kapitału z rynków wschodzących. Z drugiej strony stabilizującą rolę odgrywa w tym roku spodziewany znaczący napływ środków unijnych, który może ograniczać skalę wahań krajowej waluty i stanowić bufor dla gospodarki.
W takich warunkach kluczowe znaczenie dla przedsiębiorstw ma zdolność do zarządzania płynnością i elastycznego reagowania na zmiany w otoczeniu gospodarczym. Okresy zwiększonej niepewności zwykle skłaniają firmy do ostrożniejszego podejmowania decyzji inwestycyjnych, choć w Polsce perspektywy inwestycji pozostają relatywnie solidne właśnie dzięki środkom europejskim. Jednocześnie rosnąca zmienność cen energii oraz kursów walut przypomina, że stabilność finansowa przedsiębiorstw coraz częściej zależy od sprawnego zarządzania przepływami pieniężnymi i dostępem do kapitału obrotowego.
Najbliższe tygodnie pokażą, czy napięcia na Bliskim Wschodzie okażą się krótkotrwałym epizodem, czy też przerodzą się w dłuższy okres podwyższonej niepewności na rynkach surowców. Dla polskiej gospodarki i krajowego biznesu kluczowe będzie to, jak długo utrzyma się presja kosztowa oraz czy wpłynie ona na dalsze decyzje dotyczące polityki pieniężnej. W tym sensie wydarzenia oddalone geograficznie o tysiące kilometrów ponownie pokazują, jak silnie globalne zależności kształtują warunki prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce.
Wojna w Zatoce Perskiej to nie tylko wysokie ceny paliw, to również wyższe koszty kredytowania się Polski po ucieczce kapitału z rynku obligacji. Inflacja bazowa w Polsce daje nadzieję dla naszych portfeli. W rejonie Cieśniny Ormuz wciąż jest gorąco.
Poniedziałkowa „stabilizacja”
Wczorajszy dzień wojny trudno nazwać stabilizacją. Z jednej strony doszło do ataków m.in. na lotnisko w Dubaju, co wstrzymało loty na kilka godzin. To pokazuje, że Iran kontynuuje wywieranie presji, atakując cele cywilne. Z drugiej strony jeden tankowiec – po uzgodnieniu ze stroną irańską – przekroczył wczoraj Cieśninę Ormuz. Jak reagują rynki? Cena ropy spadła wczoraj w okolice 100 USD za baryłkę, by dzisiaj nad ranem znów wrócić do 104 USD. Kurs euro względem dolara również szedł w górę. Była to korekta po ostatnich umocnieniach amerykańskiej waluty. Ciężko jednak powiedzieć, czy to stabilizacja, czy oddech ulgi po mniej ekstremalnym weekendzie, niż zakładali analitycy. Wraz z umacniającym się euro względem dolara, zyskiwał wobec amerykańskiej waluty również złoty.
Inflacja bazowa w Polsce
Wczoraj poznaliśmy jeden z najważniejszych wskaźników – inflację bazową. Jest to miara inflacji bez wpływu cen żywności i energii. Za luty zobaczyliśmy 2,5%, czyli dokładnie środek naszego celu inflacyjnego. Jest to o tyle istotny parametr, że w obliczu aktualnych wydarzeń standardowy wskaźnik inflacji zostanie wkrótce silnie zaburzony szokiem, jakim jest wzrost cen paliw. Inflacja bazowa powinna być jednak względnie stabilna i pokazywać nam, co faktycznie się dzieje z cenami – zakładając, że po wojnie w Zatoce Perskiej ropa wróci cenowo w okolice punktu wyjścia. Inflacja bazowa w lutym okazała się o symboliczne 0,1% niższa od oczekiwań. Jest to argument wspierający ostatnią decyzję RPP o cięciu stóp procentowych.
Czy to spadek zaufania do Polski?
Rentowność polskich obligacji od początku wojny wzrosła z okolic 5% do poziomu 5,7%. Po drodze znajdowała się nawet w okolicach 5,9%. Co to oznacza? Rentowność obligacji to rynkowa stawka, po której inwestorzy są skłonni inwestować w dane papiery dłużne. Im wyższy parametr, tym większa jest oczekiwana marża. Obecnie mamy zatem gwałtowny wzrost oczekiwanej marży skoro rentowność rośnie. Nie jest jednak tak, że jest to problem wyłącznie Polski. Podobnie zachowują się inne państwa z naszego regionu, czyli Czechy i Węgry. Wzrost rentowności dotknął również Niemcy czy Francję, ale tam te ruchy nie były aż tak duże. Gdyby politycy w dyskusji o programie zbrojeń SAFE chcieli używać więcej argumentów merytorycznych zamiast emocjonalnych, pewnie szerzej byśmy o tym słyszeli. Musimy pamiętać, że wyższa rentowność obligacji to przede wszystkim droższe finansowanie długu Polski. W rezultacie może to zwiększać i tak imponujący już deficyt budżetowy. W długiej perspektywie może to osłabiać złotego. Z drugiej strony, tak tanie obligacje, jak polskie – gdy tylko uspokoi się w geopolityce – powinny iść jak ciepłe bułeczki i umocnić złotego. Jak tylko się uspokoi…
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.
Rosnące zapotrzebowanie na infrastrukturę dla sztucznej inteligencji oraz usług chmurowych napędza rozwój rynku centrów danych w Europie – wynika z raportu CBRE „European Data Centres”. Polska zaczyna odgrywać w tym procesie coraz większą rolę. Zdaniem ekspertów, do 2030 roku łączna moc rynku centrów danych w Polsce może osiągnąć 500 MW. Największa koncentracja obiektów pozostanie w rejonie Warszawy, która już dziś stanowi główny hub infrastruktury cyfrowej w kraju, ale ambicje realizacji dużych projektów mają także Bełchatów, Szczecin czy Bielsko-Biała i Choczewo.
W IV kwartale 2025 roku w Europie oddano do użytku 517 MW nowych centrów danych. W całym 2025 roku operatorzy dostarczyli 859 MW nowej powierzchni. Pięć największych rynków centrów danych w Europie (Frankfurt, Londyn, Amsterdam, Paryż i Dublin) odpowiadało za trzy czwarte całkowitej nowej podaży w 2025 roku. W Londynie i Frankfurcie, dwóch największych rynkach w tej grupie, oddano łącznie 433 MW, co stanowiło połowę całej podaży w Europie w 2025 roku.
Boom na moce obliczeniowe
Popyt na centra danych w Europie zwiększa się, ale dostępność pozostaje ograniczona. W 2026 roku zapotrzebowanie ma osiągnąć poziom 848 MW i ponownie przewyższyć nową podaż, która wyniesie około 710 MW. Będzie to czwarty raz w ciągu ostatnich pięciu lat, gdy popyt przekroczy nowe inwestycje. W efekcie wskaźnik pustostanów na europejskim rynku ma spaść do rekordowo niskiego poziomu 5,7 proc.
– Coraz większe zapotrzebowanie na infrastrukturę dla sztucznej inteligencji generują przede wszystkim firmy określane jako „neoclouds”, a więc dostawcy usług w chmurze dla sztucznej inteligencji, oraz globalni operatorzy chmury – hyperscalerzy. W związku z rozwojem nowych regionów chmurowych oraz potrzebą instalowania coraz większej liczby urządzeń obsługujących zadania AI, hyperscalerzy rozwijają również własne centra danych. Segment inwestycji typu self-build w Europie ma w tym roku osiągnąć poziom 4,2 GW, co oznacza wzrost o 24 proc. rok do roku. To już siedemnasty rok z rzędu, gdy wzrost jest dwucyfrowy – mówi Agnieszka Jankowska, Director, Advisory & Transaction Services, Data Center, CBRE.
Około 60 proc. infrastruktury typu self-build hyperscalerów działającej w IV kwartale 2025 roku znajduje się w Irlandii, Holandii, Szwecji i Belgii.
Silny popyt zderza się jednak z ograniczeniami po stronie dostępności gruntów, mocy przyłączeniowych oraz procesów planistycznych. W rezultacie deweloperzy coraz częściej poszukują nowych lokalizacji poza największymi europejskimi klastrami centrów danych, które mogą zapewnić odpowiednią infrastrukturę energetyczną dla dużych projektów.
Polska jako perspektywiczny rynek
Obecnie rynek centrów danych w Polsce sięga ok. 200 MW. Jak wskazują analizy CBRE, do 2030 ta wielkość rynku się podwoi i może urosnąć do 500 MW. Rozwój tego sektora w naszym kraju koncentruje się przede wszystkim w rejonie Warszawy i taka sytuacja się utrzyma. W okolicach stolicy projekty o mocy nawet 5–10 MW mogą być atrakcyjne dla inwestorów i operatorów. Im większa moc przyłączeniowa na nieruchomości pochodząca z dwóch niezależnych GPZ, tym bardziej atrakcyjna dla inwestora i operatora.
Jednocześnie rośnie zainteresowanie inwestycjami data center w miastach regionalnych, które przygotowują się do przyjęcia rosnącego popytu z strony operatorów skoncentrowanych na technologii AI.
– Wiele miast w Polsce dostrzega szansę w rozwoju centrów danych, traktując je jako alternatywne wykorzystanie terenów poprzemysłowych i sposób na stworzenie nowych lokalizacji poza Warszawą. Kluczowym czynnikiem przyciągającym inwestorów jest dostępność wysokiej mocy przyłączeniowej, im większa i szybciej dostępna, tym większe zainteresowanie. Najbardziej pożądane są działki, które już dziś posiadają zabezpieczoną moc, co znacząco skraca czas realizacji inwestycji i podnosi atrakcyjność lokalizacji – dodaje Agnieszka Jankowska, CBRE.
Inflacja i reakcje na drożejącą ropę znajdują się obecnie w centrum uwagi światowych inwestorów. Ten tydzień można bez przesady nazwać tygodniem banków centralnych, bo decyzje podejmują najważniejsze instytucje świata, z Fed, EBC i Szwajcarskim Bankiem Narodowym na czele, a w naszym regionie także czeski bank centralny. To wszystko dzieje się w momencie, gdy drożejąca ropa zaczyna na poważnie komplikować walkę z inflacją. Jeszcze dwa tygodnie temu w Polsce doszło do obniżki stóp procentowych, ale dziś taki ruch byłby już znacznie trudniejszy do obrony. Coraz mocniej rezonuje też słowo stagflacja, czyli połączenie słabego wzrostu gospodarczego i wysokiej inflacji. Bank Rezerw Australii właśnie drugi raz z rzędu podniósł stopy, a jeśli ropa utrzyma się na dłużej powyżej 100 dolarów za baryłkę, inflacja w Polsce może wzrosnąć nawet o około 1 pkt proc.
Z danych o światowym handlu wynika, że niemal dziewięć na dziesięć baryłek przepływających przez Cieśninę Ormuz trafia do Azji. Same Chiny zużywają blisko 5 mln baryłek dziennie, czyli około 38 proc. całego transportu przez tę cieśninę. Kolejne miejsca zajmują Indie, Korea Południowa i Japonia. W praktyce od 84 do 89 proc. ropy transportowanej przez cieśninę trafia na rynki azjatyckie. Udział Europy i Stanów Zjednoczonych pozostaje marginalny.
Skoro tak jest, to dlaczego u nas tak mocno rosną ceny benzyny i oleju napędowego? Nawet jeśli dany kraj nie kupuje ropy z Cieśniny Ormuz, ropa pozostaje surowcem globalnym. Skoro rynek zaczyna wyceniać ryzyko ubytku 20 proc. światowej produkcji, rośnie presja popytowa, a kupujący z Azji zaczynają agresywnie konkurować z Europą o baryłki z Libii czy Norwegii. To szybko podnosi ceny dla wszystkich. Dystrybutorzy nie ustalają cen na podstawie tego, ile zapłacili za paliwo znajdujące się już w zbiornikach, kupione często wiele miesięcy wcześniej, gdy Brent był wyraźnie tańszy. Patrzą raczej na to, ile będzie kosztować kolejna dostawa. Jeśli cena kontraktów na ropę Brent z dostawą w maju 2026 roku gwałtownie rośnie, ceny na stacjach reagują natychmiast, bo firmy muszą zapewnić sobie płynność potrzebną do finansowania przyszłych zakupów.
Podczas gdy spółki z sektora ropy i gazu mogą być zadowolone z obecnej sytuacji, dla banków centralnych jest to trudny scenariusz. Przede wszystkim rośnie ryzyko stagflacji. Wyższe ceny energii mogą ponownie rozpędzić inflację, a jednocześnie osłabić wzrost gospodarczy. Jeszcze dwa tygodnie temu, na samym początku konfliktu z Iranem, RPP obniżyła stopy o 25 pkt bazowych. Teraz scenariusz obniżek stóp na świecie jest coraz mniej prawdopodobny. To ważne, bo w tym tygodniu decyzje o stopach mają podejmować najważniejsze banki centralne świata. Poza Fed i EBC jest to także Bank Szwajcarii, a także czeski bank centralny.
Najważniejsze decyzje podejmują oczywiście Rezerwa Federalna i Europejski Bank Centralny. W obu przypadkach oczekiwane jest pozostawienie stóp bez zmian. W USA inwestorzy zakładają dziś, że stopy procentowe będą obniżane później i ostrożniej. Obecnie rynek wycenia tylko jedną obniżkę stóp w 2026 roku, w grudniu, choć jeszcze tydzień temu nie zakładano żadnej. Jeszcze ważniejsze będą jednak konferencje prasowe po posiedzeniach. Z uwagi na obecne uwarunkowania i duży poziom niepewności można oczekiwać wyraźnej zmiany tonu. Utrzymujące się wysokie ceny ropy przemawiają obecnie za bardziej jastrzębim nastawieniem i wstrzymaniem się z łagodzeniem polityki.
Dziś stopy po raz drugi z rzędu podniósł Bank Rezerw Australii. W komunikacie podkreślono, że ryzyka inflacyjne ponownie wzrosły. Inflacja w Australii w styczniu wyniosła 3,8 proc., podczas gdy jeszcze w czerwcu 2025 roku było to 1,9 proc.
Silny wzrost cen ropy zmienia perspektywy inflacji i burzy dotychczasową opowieść o polityce pieniężnej. Nie wiadomo, jak i kiedy zakończy się konflikt w Zatoce. A to, jak długo potrwa szok na rynku ropy, będzie kluczowe dla światowej gospodarki. Krótkotrwały skok cen surowca światowa gospodarka zwykle może przetrwać bez większych konsekwencji. Jednak długotrwały kryzys energetyczny byłby znacznie większym problemem. Jeśli ceny utrzymają się przez kilka miesięcy powyżej 100 dolarów za baryłkę, presja na inflację i wzrost gospodarczy prawdopodobnie wyraźnie się nasili. W Polsce w takim scenariuszu inflacja mogłaby wzrosnąć o około 1 pkt proc. Z drugiej strony każdy sygnał świadczący o wygaszaniu konfliktu natychmiast odbije się na cenach surowców i nastrojach na rynkach finansowych. Trzeba jednak pamiętać, że obecnie samo wznowienie transportu ropy przez Cieśninę Ormuz nie oznaczałoby od razu pełnej normalizacji sytuacji. Powrót do sytuacji sprzed obecnego konfliktu potrwałby pewnie co najmniej kilka miesięcy, a niektóre skutki mogłyby się utrzymywać nawet dłużej.
Szok cenowy na rynku energii opóźni jedyną spodziewaną obniżkę stóp procentowych Fed w 2026 r. Rosnące ceny energii zapewne spowodują wzrost inflacji w USA do +3,6% r/r w kwietniu i maju, w porównaniu z +2,8% oczekiwanym przed rozpoczęciem konfliktu na Bliskim Wschodzie, przy założeniu, że ceny ropy utrzymają się w II kwartale średnio na poziomie około 90 USD/bbl. Pomimo wciąż słabej sytuacji na rynku pracy Fed będzie musiał utrzymać stopy na niezmienionym poziomie przynajmniej do końca lata ze względu na uwolnienia się z kotwicy oczekiwań inflacyjnych. Nadal w Allianz Trade spodziewamy się tylko jednej obniżki stóp o 25 pb w tym roku, ale przesuniętej na wrzesień.
Kandydat na stanowisko prezesa Fed, Kevin Warsh, łączy gołębie podejście do stóp procentowych z jastrzębim stanowiskiem wobec bilansu Fed, co mogłoby wyssać płynności z silnie lewarowanego systemu finansowego.Narastające napięcia na amerykańskim rynku pieniężnym miałyby globalny wpływ na rynki finansowe, głównie poprzez kanał zmienności kursów walutowych i stóp procentowych. Warsh sprzeciwiał się kolejnym rundom luzowania ilościowego (QE) w dekadzie 2010, ostrzegając, że przedłużające się długotrwały skup aktywów tworzy nadmiar kapitału i grozi ryzykiem inflacji. Z perspektywy czasu jego obawy dotyczące zbyt luźnych warunków finansowych i wycen aktywów wydają się częściowo uzasadnione. Jednak drastyczna redukcja bilansu Fed, a nawet powrót do systemu ograniczonych rezerw (reżim rzadkich rezerw (ang. scarce-reserves regime) to system, w którym bank centralny utrzymuje w systemie bankowym dokładnie tyle gotówki (rezerw), ile banki komercyjne potrzebują, by spełnić wymogi prawne), oznaczałoby ignorowanie mechanizmów pośrednictwa, na których opiera się amerykański rynek finansowania od czasu globalnego kryzysu finansowego (GFC). Kluczową kwestią nie jest wielkość rezerw, ale bilanse dealerów dostępne do „przechowywania” obligacji skarbowych (Treasuries) i pośredniczenia w przepływach repo. Dealerzy podlegają ograniczeniom regulacyjnym, które ograniczają wielkość ich bilansów. Nie mogą oni robić dwóch rzeczy jednocześnie: absorbować dużych emisji obligacji skarbowych i zapewniać płynne finansowanie dla sektora prywatnego. Spowodowałoby to wzrost cen instrumentów zabezpieczających (spready swapowe i bazy cross-currency), ale w najgorszym scenariuszu takie niedopasowanie mogłoby wywołać spiralę delewarowania, wpływającą na wyceny ryzykownych aktywów i zwiększając ryzyko niewypłacalności podmiotów o wysokiej dźwigni (np. funduszy hedgingowych). Departament Skarbu i Fed mają możliwości złagodzenia tej sytuacji, ale wymagałoby to poluzowania na duża skalę regulacji dotyczących dźwigni finansowej i/lub znacznego zmniejszenia emisji obligacji skarbowych, przy czym pierwsze rozwiązanie jest bardziej prawdopodobne niż drugie.
W Allianz Trade spodziewamy się, że Fed zacznie ostrożnie dążyć do umiarkowanego zmniejszenia bilansu najwcześniej od IV kwartału 2026 r., utrzymując stan posiadania obligacji skarbowych (Treasuries) na stałym poziomie, a jednocześnie kontynuując redukcję portfela papierów wartościowych zabezpieczonych hipoteką (MBS) o wartości 2 bln USD. Ograniczyłoby to zmienność na rynku pieniężnym, ale nadal wiązałoby się z ryzykiem wzrostu oprocentowania kredytów hipotecznych. Wojny zazwyczaj wiążą się z monetyzowaniem deficytu, tj. wznowieniem luzowania ilościowego (QE) i odejściem od zapowiedzi Warsha dotyczących szybkiego zacieśniania ilościowego (QT). Fed prawdopodobnie przyjmie model hybrydowy: „odchudzony” bilans połączony ze stałymi instrumentami repo jako stałym zabezpieczeniem płynności (standing repo facilities), co pozwoli zachować kontrolę nad stopami przy jednoczesnym łagodzeniu systemowego ryzyka finansowania. Zmiany w regulacjach dotyczących płynności banków mogłyby również wesprzeć proces przechodzenia w stronę niższych rezerw bankowych. W Allianz Trade spodziewamy się, że stan rezerw bankowych będzie łagodnie spadał z obecnych 9,5% PKB, osiągając poziom z krachu na rynku pieniężnym z 2019 r. (poniżej 7% PKB) dopiero w IV kwartale 2028 r., choć niepewność jest duża, a epizody zmienności na rynku pieniężnym prawdopodobnie staną się częstsze. Redukcja portfela MBS osłabi jednak zapewne próby administracji zmierzające do obniżenia stóp procentowych kredytów hipotecznych. Konflikt na Bliskim Wschodzie mógłby również radykalnie zmienić kierunek polityki pieniężnej w USA. W scenariuszu pesymistycznym konieczne może być luzowanie ilościowe, aby sfinansować wysiłek wojenny.
Szok cenowy na rynku energii opóźni jedyną obniżkę stóp procentowych Fed w 2026 r.
Fed prawdopodobnie utrzyma stopy procentowe na niezmienionym poziomie podczas najbliższego posiedzenia 18 marca w obliczu presji inflacyjnej, która według naszych analiz osiągnie szczytowy poziom 3,6% w kwietniu lub maju. Konflikt na Bliskim Wschodzie stawia Fed przed trudnym dylematem, ponieważ inflacja ma przyspieszyć w związku z wyższymi cenami energii, podczas gdy sytuacja na rynku pracy nadal wydaje się niestabilna. W lutym liczba zatrudnionych poza rolnictwem spadła o 92 tys., i choć część tego spadku wynikała ze strajków w sektorze opieki zdrowotnej, to sektor prywatny z wyłączeniem opieki zdrowotnej nadal redukował zatrudnienie. Jednak w sytuacji, gdy inflacja od pięciu lat utrzymuje się powyżej docelowego poziomu 2%, Fed najwyraźniej nie może sobie pozwolić na skupianie się na ryzyku związanym z rynkiem pracy. Oczekiwania inflacyjne są szczególnie wrażliwe na ceny energii (i żywności) i mogą ulec rozregulowaniu, jeśli Fed będzie postrzegany jako zbyt pobłażliwy wobec ryzyka inflacyjnego. W Allianz Trade spodziewamy się, że Cieśnina Ormuz zostanie ponownie otwarta do końca kwietnia. W międzyczasie częściowe przywrócenie dostaw, dodatkowa produkcja (Rosja, USA) oraz wykorzystanie rezerw strategicznych powinny pokryć ponad 50% luki w dostawach ropy i gazu, ograniczając ceny ropy do średnio 90 USD/bbl w II kwartale 2026 r. Szacujemy, że wskaźnik CPI energii w USA wzrośnie z +0,4% r/r w lutym do szczytowego poziomu około +15% w kwietniu. Inflacja bazowa wzrosłaby z +2,4% do szczytowego poziomu +3,6% w kwietniu-maju (wykres 1).
Nadal w Allianz Trade spodziewamy się jednej obniżki stóp procentowych o 25 punktów bazowych w tym roku, ale przesuniętej na wrzesień. Od dawna zakładaliśmy, że możliwości Fed w zakresie obniżania stóp procentowych w 2026 r. będą ograniczone, a przed wybuchem konfliktu na Bliskim Wschodzie spodziewaliśmy się jedynie jednej obniżki stóp w czerwcu – co stanowiło znacznie bardziej jastrzębie stanowisko niż to, które obecnie uwzględniają rynki finansowe. Obecnie w Allianz Trade spodziewamy się, że Fed poczeka do września, kiedy to inflacja powinna zacząć spadać, choć nadal pozostanie powyżej celu. Rynek pracy prawdopodobnie pozostanie słaby, a nawet ulegnie dalszemu osłabieniu w okresie letnim, ponieważ wyższa inflacja pochłania dochody gospodarstw domowych i marże zysku niektórych przedsiębiorstw. Jeśli Fed w najbliższym czasie wstrzyma się z decyzjami (utrzyma stopy bez zmian), ryzyko wystąpienia efektów drugiej rundy w cenach, które potęgowałyby pierwotny szok cenowy na rynku energii, może być mniejsze niż w 2022 roku
Wykres 1: Prognoza inflacji CPI w USA (po lewej)
Źródła: LSEG Datastream, Allianz Trade Research
Naciski Kevina Warsha na zmniejszenie bilansu Fed mogą zyskać na sile…
Kevin Warsh, kandydat prezydenta Trumpa na stanowisko przewodniczącego Fed, uspokoił rynki finansowe dzięki swoim imponującym osiągnięciom i postrzeganiu go jako ostrożnego w podejściu do polityki pieniężnej. Warsh, który ma objąć stanowisko w maju, zasiadał w zarządzie Fed w latach 2006–2011, w szczytowym momencie globalnego kryzysu finansowego (GFC). W tamtym czasie popierał agresywne działania monetarne mające na celu stabilizację rynków. Jednak gdy ożywienie gospodarcze nabrało tempa, sprzeciwił się drugiej i trzeciej rundzie luzowania ilościowego (QE) i zrezygnował ze stanowiska w 2011 r., podobno w związku z różnicami w poglądach na temat dalszego skupu aktywów. Co ważne, jego obawy dotyczące QE koncentrowały się na zacieraniu się granic między polityką pieniężną a fiskalną. Ostrzegał przed ryzykiem dla stabilności finansowej, bańkami spekulacyjnymi i presją inflacyjną wynikającą z rozszerzonego bilansu. Z perspektywy czasu wiele poglądów Warsha okazało się słusznych: warunki finansowe są bardzo luźne od czasu globalnego kryzysu finansowego, rynki akcji są w dobrej kondycji, ryzyko finansowe uległo kumulacji, a inflacja wzrosła – choć później, niż zakładał. Inni krytycy polityki bilansowej Fed to m.in. sekretarz skarbu Bessent, którego zarzuty skupiają się na stratach operacyjnych netto, jakie ponosi Fed, płacąc odsetki od rezerw banków – choć Bessent nie naciska na gwałtowne zmniejszenie bilansu Fed. Niedawno, w 2025 r., Warsh w artykule redakcyjnym opowiedział się za znacznym zmniejszeniem aktywów Fed.
Jednak jastrzębie poglądy Warsha dotyczące bilansu idą w parze z bardziej gołębim stanowiskiem w sprawie stóp procentowych. Warsh twierdzi, że polityka pieniężna jest zbyt restrykcyjna dla małych przedsiębiorstw i wzywa do obniżenia stóp procentowych. Uważa on, że silny wzrost PKB wynika z pozytywnego szoku podażowego – zwłaszcza związanego ze sztuczną inteligencją – który powinien wywołać skutki deflacyjne, a te z kolei zostaną wzmocnione przez program deregulacyjny administracji. Ponadto w 2025 r. Warsh napisał, że Fed „powinien porzucić dogmat, zgodnie z którym inflacja jest spowodowana zbyt szybkim wzrostem gospodarczym i zbyt wysokimi wynagrodzeniami pracowników”, sygnalizując ograniczone obawy związane z wystąpieniem presji inflacyjnej napędzanej popytem. Zasugerował również, że „hojność” bilansu „można wykorzystać w postaci niższych stóp procentowych w celu wsparcia gospodarstw domowych oraz małych i średnich przedsiębiorstw”. Chociaż implikacje operacyjne pozostają niejasne, może to oznaczać preferencję dla przejścia od zakupów aktywów w kierunku bardziej bezpośrednich mechanizmów wsparcia kredytowego.
Krytyka Warsha dotycząca nadmiernie rozbudowanego bilansu Fed może znaleźć poparcie wśród członków FOMC. Fed już znacznie zmniejszył swój bilans z najwyższego poziomu w 2022 r., wynoszącego 35% PKB, do poniżej 20%, poprzez redukcję portfela aktywów (obligacji skarbowych i papierów wartościowych zabezpieczonych hipoteką). Wszystkie terminy zapadalności obligacji skarbowych zostały skrócone, z wyjątkiem obligacji długoterminowych (wykres 2, po lewej). Średnia wartość bilansu Fed przed globalnym kryzysem finansowym wynosiła blisko 5% PKB, kiedy to Fed działał w ramach systemu rezerw „na wypadek”, a nie rezerw „nadwyżkowych”: salda rezerw banków przed globalnym kryzysem finansowym wynosiły zasadniczo zero (wykres 2, po prawej). Pod koniec 2025 r., w następstwie napięć na rynku repo, Fed podjął decyzję o uruchomieniu programu zakupów w ramach zarządzania rezerwami (RMP), tj. zakupów obligacji skarbowych o krótkich terminach zapadalności (bony skarbowe), aby ponownie zwiększyć salda rezerw. Zakupy bonów skarbowych są częściowo finansowane z reinwestycji spłat papierów wartościowych zabezpieczonych hipoteką (MBS) oraz dłużnych papierów skarbowych o dłuższym terminie zapadalności. Wśród członków FOMC pojawiły się jednak pewne rozbieżności co do zakresu, w jakim Fed powinien zwiększyć swoje zakupy, a w protokole odnotowano, że „kilku uczestników dodało, iż skuteczne stałe operacje repo mogą pozwolić na zmniejszenie bilansu”.
Wykres 2: Główne pozycje pasywów (głównie rezerwy bankowe i gotówka w obiegu) bilansu Fed (po lewej); portfel obligacji skarbowych Fed według terminów zapadalności (po prawej) – w mld USD
Źródła: LSEG Datastream, Allianz Trade Research
…ale byłaby to ryzykowna strategia przy niewielkich korzyściach
Przejście w kierunku zmniejszenia bilansu wiązałoby się z ryzykiem dla stabilności finansowej, ponieważ system polityki pieniężnej przeszedł od precyzyjnego dostosowywania rezerw do pośrednictwa sektora prywatnego. Obecna polityka bilansowa oparta na obfitych rezerwach jest wynikiem zmian strukturalnych spowodowanych globalnym kryzysem finansowym. Przed 2007 r. Fed stosował system korytarza ograniczonych rezerw na rynku finansowania, który charakteryzował się pożyczkami niezabezpieczonymi na dużą skalę, niewielkimi bilansami dealerów, luźnymi ograniczeniami dźwigni finansowej (przed Bazyleą III), pozabilansowymi transakcjami repo oraz ograniczoną rolą podmiotów niebankowych (funduszy rynku pieniężnego, funduszy hedgingowych itp.) w podaży gotówki. Po załamaniu płynności podczas globalnego kryzysu finansowego Fed zwiększył swój bilans poprzez zakupy aktywów na dużą skalę – tworząc taką nadwyżkę rezerw, że system korytarza rezerwowego nie mógł już być obsługiwany za pomocą precyzyjnie dostosowanych operacji otwartego rynku – i przyjął rolę animatora rynku ostatniej instancji. Struktura amerykańskiego rynku finansowania zmieniła się z systemu, w którym banki arbitrażowały niewielkie niedobory rezerw poprzez pożyczki międzybankowe, na system, w którym ceny są ustalane przez stopy administracyjne i instrumenty banku centralnego, a dealerzy, których bilans jest ograniczony, pośredniczą między podmiotami niebankowymi a Fed. W rezultacie punkt krytyczny systemu przesunął się z wielkości rezerw na wielkość bilansu dealerów dostępnego do przechowywania obligacji skarbowych i pośredniczenia w przepływach repo. Jeśli możliwości bilansowe są ograniczone, płynność rynkowa może być niska pomimo dużych rezerw. Powrót do systemu niedoboru (rzadkich) rezerw sprzed globalnego kryzysu finansowego nie byłby „powrotem do tego, co działało przez dziesięciolecia”, lecz po prostu ignorowaniem pośredniczącej natury amerykańskiego rynku finansowania. Obecny system oparty na obfitych rezerwach (floor system), wraz z oprocentowaniem sald rezerw (IORB) oraz stałymi instrumentami (odwrotne repo jednodniowe ON RRP, stały instrument repo SRF), stanowi kluczowy filar ograniczania zmienności przez banki centralne w erze po GFC. Dzisiejsze zmiany w poziomie rezerw mają jedynie minimalny wpływ na ruchy spreadów na rynku pieniężnym. W poprzednim reżimie „rzadkich rezerw” zmiana poziomu rezerw o 1% mogła wywołać reakcję spreadów rynkowych rzędu nawet 3–4 punktów bazowych (Wykres 3). Powrót do rzadkich rezerw z codziennymi operacjami otwartego rynku stworzyłby zmienność i zakłócenia stóp rynkowych, ponieważ to zdolność do pośrednictwa (intermediation capacity), a nie proste zarządzanie rezerwami, jest obecnie kluczowym punktem napięć (point of friction).
Rysunek 3: Elastyczność popytu na rezerwy: reakcja różnicy między EFFR* a IORB na 1-procentową zmianę rezerw
Elastyczność popytu na rezerwy to wrażliwość spreadów rynkowych (różnicy między efektywną stopą Fed a oprocentowaniem rezerw IORB oraz między stawką SOFR a IORB) na zmiany w podaży rezerw – czyli nachylenie krzywej popytu na rezerwy. Gdy napięcia rynkowe (tarcia) są niskie, nachylenie to jest bliskie zeru, a spready niemal się nie zmieniają. Gdy transmisja pieniądza jest zakłócona, krzywa staje się bardziej stroma, a niewielkie szoki w podaży rezerw prowadzą do dużych zmian spreadów na rynku pieniężnym. W 2009 roku zwiększenie rezerw o 1% prowadziło do zawężenia spreadów rynkowych o 3–4 punkty bazowe, podczas gdy obecnie jest to zaledwie 0,15 punktu bazowego. Elastyczność relacji SOFR-IORB charakteryzuje się większą zmiennością, ponieważ odzwierciedla ona transmisję między rynkiem pieniężnym niezabezpieczonym a rynkiem zabezpieczonym (opartym na kolateralu).
*EFFR = efektywna stopa funduszy federalnych
Źródła: LSEG Datastream, Allianz Trade Research
Zniesienie oprocentowania rezerw (IORB) przyniosłoby więcej negatywnych niż pozytywnych skutków, co sprawia, że jest to mało prawdopodobne. Oprócz dyskusji na temat bilansu Fed toczy się również debata dotycząca zniesienia odsetek od rezerw (IORB). IORB ma na celu sterowanie zachowaniem banków poprzez zagwarantowanie im administracyjnie ustalonej stopy zwrotu z ich rezerw. Koszty i korzyści związane z funkcjonowaniem tego systemu są przedmiotem kontrowersji politycznych. Krytycy postrzegają IORB jako subsydia dla amerykańskiego sektora bankowego. Fed natomiast widzi w IORB cenę za podtrzymanie przepływu kredytów bankowych. Wyeliminowanie IORB „byłoby nadzwyczaj destrukcyjne”, ponieważ upośledziłoby kontrolę Fed nad krótkoterminowymi stopami procentowymi, zmniejszyło wolumen transakcji w których pośredniczą banki, a tym samym ograniczyło płynność sektora prywatnego.. Ponadto spowodowałoby to ogromną zmienność na rynku pieniężnym i presję na obniżenie stóp krótkoterminowych, ponieważ banki zastąpiłyby rezerwy alternatywnymi instrumentami oprocentowanymi, takimi jak nowo wyemitowane obligacje skarbowe lub instrument odwróconego repo Fed (RRP, który stanowi dolną granicę korytarza stóp polityki pieniężnej). Zastąpienie rezerw obligacjami skarbowymi zwiększyłoby ryzyko płynności banków i podniosłoby wymogi kapitałowe wynikające z Bazylei III, co zwiększyłoby popyt banków na płynność z banku centralnego, a tym samym przeciwdziałałoby wysiłkom zmierzającym do zmniejszenia bilansu Fed. Przejście na RRP spowodowałoby również zmniejszenie marż odsetkowych netto banków, ograniczenie ich zdolności kredytowej i zahamowanie podaży kredytu dla gospodarki. Biorąc pod uwagę te niekorzystne konsekwencje, koszty zniesienia IORB przewyższają korzyści fiskalne.
Fed działa już w warunkach niedoboru
Fed stoi w obliczu paradoksu finansowania, w którym obszerny bilans idzie w parze z ograniczonymi możliwościami pośrednictwa. Chociaż dyskusja koncentruje się na niedoborze rezerw, stwierdzamy, że Fed już teraz działa w warunkach deficytu, tyle że od strony pośrednictwa. Pośrednictwo na rynkach finansowania to gotowość i zdolność dealerów oraz banków – ograniczonych wymogami bilansowymi (podlegających regulacyjnym limitom dźwigni i płynności) – do występowania w roli brokera między zasobnymi w gotówkę podmiotami niebankowymi (fundusze rynku pieniężnego, fundusze emerytalne itp.) a posiadającymi dużo zabezpieczeń (kolaterału) emitentami (Skarb Państwa USA, przedsiębiorstwa itp.). W erze QE – luzowania ilościowego ograniczenia bilansowe rzadko stanowiły krytyczna barierą. Wraz z QT (zacieśnianiem ilościowym) nadpłynność spadła, a zdolność bilansowa dealerów zmalała, podobnie jak ich zdolność do absorpcji długu. Taka sytuacja utrzymuje się do dziś. Ponieważ emisja obligacji skarbowych (zwłaszcza bonów skarbowych – T-Bills) zajmuje coraz większą część ograniczonego bilansu dealerów, finansowanie staje się droższe dla innych inwestorów, szczególnie tych prowadzących lewarowane, ryzykowne strategie (np. basis trade, asset swap spread tj. transakcje bazowe, spread swapów aktywów). Na wykresie 4 widać efekt deficytu bilansowego: im bardziej rośnie emisja obligacji skarbowych, tym bardziej dealerzy muszą zwiększać ich zasoby w swoich księgach. Ich koszt utrzymania pozycji (cost of carry) znajduje odzwierciedlenie w premii za ryzyko, którą jest asset swap spread, oraz w zwiększonym popycie na gotówkę, widocznym w spreadzie między stawkami SOFR a Fed Funds (SOFR można rozumieć jako cenę za zdolność bilansową), a także w zmienności stóp krótkoterminowych.
Wykres 4: Ilustracja deficytu zdolności bilansowej
Źródła: LSEG Datastream, Allianz Trade Research
Niedawną decyzję Fed o wznowieniu zakupów krótkoterminowych amerykańskich obligacji skarbowych (T-Bills) należy postrzegać jako reakcję na ten niedobór; działanie to ma służyć jako wsparcie gotówkowe w celu absorpcji ogromnych emisji Skarbu Państwa USA. Jeśli deficyt pośrednictwa będzie się utrzymywał, będziemy świadkami dalszych interwencji Fed, głównie poprzez instrumenty SRF (tymczasowe operacje otwartego rynku) oraz dalszy skup aktywów. Prawdopodobieństwo interwencji Fed jest powiązane ze stosunkiem rezerw bankowych do całkowitych aktywów banków. Powyżej 10% rezerwy uznaje się za „obfite” (abundant), poniżej 10% za „wystarczające” (ample), natomiast poziom 8% oznacza, że rezerwy są „rzadkie” (scarce). Jak pokazano na wykresie 5, gdy rynek osiąga poziom stresu absorpcyjnego, Fed zazwyczaj interweniuje i przywraca płynność rynkową. Interwencjom tym często towarzyszą ogłoszenia o nowych instrumentach (SRF we wrześniu 2019 r.) lub programach (np. BTFP po kryzysie Silicon Valley Bank w marcu 2023 r.).
Wykres 5: Ramy interwencji Fed – cena pieniądza, poziomy rezerw i wykorzystanie stałego instrumentu repo SRF
Źródła: LSEG Datastream, Allianz Trade Research
Fed przechodzi od bycia strukturalnym dostawcą płynności do roli zaworu bezpieczeństwa, podczas gdy bilans odgrywa ograniczoną rolę. Problem polega na tym, że podmioty niebędące bankami (zwłaszcza lewarowane fundusze hedgingowe) nie są „podłączone” do zaworów Fed. Podwyższone i zmienne stopy repo przy bardziej restrykcyjnych redukcjach wartości zabezpieczeń mogą zmusić je do likwidacji ryzykownych strategii lewarowanych (takich jak transakcje bazowe) i sprzedaży obligacji skarbowych na mniej płynnym rynku, co wzmocni zmiany cen i zmienność. Taką destabilizującą spiralę delewarowania obserwowano na przykład w marcu 2020 r. Departament Skarbu i Fed mają możliwość złagodzenia tych zagrożeń. Znaczne złagodzenie regulacji dotyczących dźwigni finansowej (tj. SLR, ISLR) mogłoby złagodzić niektóre ograniczenia bilansowe i uwolnić środki pieniężne, które mogłyby złagodzić presję na płynność. Znaczne spowolnienie emisji obligacji skarbowych również mogłoby uwolnić możliwości bilansowe, ale pozostaje to mało prawdopodobne. Oba rozwiązania miałyby zresztą tylko charakter tymczasowy.
Fed może stracić kontrolę nad globalną zmiennością
Amerykańskie rynki pieniężne są głównymi dostawcami płynności i dźwigni finansowej w całym globalnym systemie finansowym. Gdy spready na amerykańskich rynkach pieniężnych ulegają rozszerzeniu, a zmienność wzrasta w wyniku presji na stopę SOFR, głównymi kanałami transmisji stają się rynek swapów walutowych (FX swap) oraz swapów stóp procentowych (IRS). W przypadku swapów walutowych dzieje się tak, ponieważ ci sami pośrednicy wykorzystują swoje ograniczone bilanse do wyceny instrumentów pochodnych na waluty. W związku z tym pośrednicy mogą przenieść koszt ograniczonych bilansów poprzez wyższe premie za ryzyko na użytkowników końcowych, co skutkuje większą zmiennością kursów walutowych i poszerzeniem bazy międzywalutowej, a także aprecjacją (umocnieniem) dolara amerykańskiego, co z kolei powoduje zaostrzenie globalnych warunków finansowych.
Kanał transmisji poprzez swapy stóp procentowych działa poprzez dynamikę emisji obligacji skarbowych. Spready swapowe odzwierciedlają płynność w określonych terminach zapadalności, a także zdolność absorpcyjną systemu bankowego. Jeśli nowo wyemitowany dług nie zostanie w wystarczającym stopniu objęty przez sektor prywatny, dealerzy pierwotni (banki) muszą zgodnie z prawem utrzymywać go w swoich księgach, co wpływa na ich zdolność do finansowania sektora prywatnego. Ujemne spready swapowe są oznaką, że absorpcja emisji jest ograniczona. Zmniejsza to popyt na długoterminowe instrumenty, zwiększa spready między ceną kupna a sprzedaży, ogranicza wolumeny obrotu i powoduje wypłaszczenie lub stromienie krzywej dochodowości. Efekt ten jest wzmacniany przez ogromne pozycje funduszy hedgingowych w transakcjach bazowych obligacji typu basis trade (długa pozycja w obligacjach gotówkowych, krótka pozycja w kontraktach terminowych), finansowanych na amerykańskich rynkach pieniężnych. Oficjalne dane CFTC (Komisji Handlu Kontraktami Terminowymi Towarowymi) wskazują na łączny wolumen w wysokości 1 300 mld USD, przy czym pozycja krótka netto w transakcjach bazowych w USA wynosi 1 000 mld USD (wykres 6).
Wykres 6: Fundusze hedgingowe posiadają minimalną pozycję krótką netto w wysokości 1000 mld USD w kontraktach terminowych na obligacje skarbowe USA
*wartość netto otwartych pozycji w USD dla funduszy lewarowanych według danych CTFC (Commodity Futures Trading Commission)
Źródła: LSEG Datastream, Allianz Trade Research
Niska płynność rynku pieniężnego stwarza zatem ryzyko wyprzedaży na rynku obligacji (fixed income) i zwiększa ryzyko masowej spirali delewarowania. Rynek amerykańskich obligacji skarbowych jest obecnie bardziej narażony na to ryzyko, ponieważ fundusze hedgingowe stały się marginalnym nabywcą amerykańskich obligacji skarbowych, odkąd amerykańska krzywa dochodowości (przy uwzględnieniu zabezpieczenia ryzyka walutowego) stała się stosunkowo nieatrakcyjna dla inwestorów zagranicznych. Fundusze hedgingowe nie są jednak inwestorami typu „kup i trzymaj”; wykorzystują one te amerykańskie obligacje skarbowe jako zabezpieczenie (collateral) do pożyczania gotówki na rynku repo w celu finansowania pozycji lewarowanych, takich jak arbitraż krzywej dochodowości, spready swapowe, spready kredytowe, produkty sekurytyzowane oparte na obligacjach, kryptowaluty czy indeksy giełdowe. Ten popyt ze strony inwestorów lewarowanych obniża zmienność implikowaną w wielu klasach aktywów i jest przyczyną niezwykle niskiej zmienności globalnej. Mechanizm ten działa jednak tylko tak długo, jak długo zmienność stóp na rynku pieniężnym pozostaje stłumiona. Właśnie dlatego jakakolwiek zmiana w systemie polityki pieniężnej Fed byłaby bardzo ryzykowna (Wykres 7).
Wykres 7: Ograniczenie zmienności jest powiązane z polityką pieniężną i fiskalną
Źródła: LSEG Datastream, Allianz Trade Research
Jak przebiegałby globalny szok zmienności?
Przenoszenie rosnącej zmienności stóp na rynku pieniężnym odbywa się poprzez wyższe premie za ryzyko, co mogłoby negatywnie wpłynąć na dźwignię finansową, wpłynąć na wyceny aktywów ryzykownych oraz zwiększyć ryzyko niewypłacalności w systemie bankowym i pozabankowym. Proces ten przebiegałby w następujący sposób:
Po pierwsze, wezwanie do uzupełnienia depozytu (margin call) wynikające ze zmienności stóp wywołałoby nagły popyt na refinansowanie, a w konsekwencji wyprzedaż lewarowanych aktywów. Jako pierwsze poddałyby się korekcie aktywa niszowe/peryferyjne (fringe assets), takie jak lewarowane kryptowaluty czy fundusze ETF o wysokiej dźwigni.
Po drugie, wzrosłoby ryzyko niewypłacalności wśród inwestorów lewarowanych (funduszy hedgingowych). Ponieważ fundusze te zazwyczaj finansują się na rynku sponsored repo[1] , banki pełniące rolę sponsorów musiałyby ostatecznie wkroczyć i ratować izbę rozliczeniową, gdyby fundusze hedgingowe upadły.
Ta procykliczność jest wynikiem strategii „aktywnej emisji skarbowych papierów wartościowych” (ATI). Jej celem jest masowa emisja bonów skarbowych (T-bills) w celu uwolnienia nadwyżki płynności wygenerowanej przez luzowanie ilościowe (QE) i zdeponowanej w programie RRP (reverse repo program), aby przeciwdziałać restrykcyjnym skutkom zacieśniania ilościowego (QT). Jednak ta agresywna podaż bonów skarbowych zwiększyła również potencjał transakcji lewarowanych dla podmiotów niebędących bankami (funduszy hedgingowych). Strategia ATI przyczyniło się zatem do napędzania cen aktywów i tłumienia ich zmiennościJak dotąd nie widzimy stresu na rynku sponsored repo, ale wolumeny wskazują na lekki trend delewarowania od początku roku.
Ryzyko delewarowania ze strony sektora niebankowego jest wzmacniane przez dodatkowe warstwy dźwigni finansowej: transformację zabezpieczeń (collateral transformation) oraz ponowne wykorzystanie zabezpieczeń (collateral re-use).
Transformacja zabezpieczeń to praktyka, w której kontrahenci wymieniają aktywa niższej jakości (np. obligacje korporacyjne o ratingu inwestycyjnym) na aktywa wysokiej jakości (jak amerykańskie obligacje skarbowe) na pozagiełdowych rynkach bilateralnych. Transakcje te odbywają się poza bilansem, a ich skala jest trudna do oszacowania.
Ponowne wykorzystanie zabezpieczeń (rehypothecation) występuje, gdy dealerzy ponownie wykorzystują otrzymany zastaw, tworząc „łańcuchy zabezpieczeń”, w których ten sam składnik aktywów przechodzi przez wiele transakcji. Jest to powszechna praktyka – szacuje się, że około 85% zabezpieczeń otrzymanych przez największych głównych dealerów jest wykorzystywanych ponownie.
W scenariuszu masowej wyprzedaży ponowne wykorzystanie zabezpieczeń może wywołać reakcję łańcuchową na rynkach, którą płynnościowe „bezpieczniki” Fed (backstops) mogłyby powstrzymać tylko częściowo, ponieważ zjawisko to zachodzi poza sferą wpływów banku centralnego – w sektorze niebankowym lub w nierozliczanych segmentach dolarowych rynków pieniężnych (system eurodolarowy).
Fed będzie redukował swój bilans w zwolnionym tempie
Biorąc pod uwagę te słabości rynku, w Allianz Trade spodziewamy się, że Fed wkroczy na ścieżkę redukcji bilansu bardzo ostrożnie, najwcześniej od IV kwartału 2026 roku. Portfel obligacji skarbowych (Treasuries) może pozostać na niezmienionym poziomie, podczas gdy Fed może kontynuować wyprzedaż portfela papierów wartościowych zabezpieczonych hipoteką (MBS) o wartości 2 bln USD. Zamiast tego Fed w większym stopniu polegałby na stałych instrumentach repo jako permanentnych zabezpieczeniach płynności (backstops), co pozwoliłoby zachować kontrolę nad stopami procentowymi przy jednoczesnym łagodzeniu systemowego ryzyka finansowania w miarę spadku rezerw.
Zmiany w regulacjach dotyczących płynności banków, takie jak obniżenie wymogów płynnościowych (które obejmują rezerwy bankowe), mogłyby wesprzeć proces przechodzenia w stronę mniejszego bilansu i niższych rezerw. Utrzymałoby to stabilność rynków finansowych, ale niosłoby ryzyko wyższych stóp procentowych kredytów hipotecznych. W Allianz Trade spodziewamy się, że przekonanie większości członków FOMC (Komitetu Otwartego Rynku) przez Warsha do rozpoczęcia redukcji bilansu zajmie trochę czasu. Najprawdopodobniej kompromis zostanie wypracowany wokół utrzymania stałego poziomu całkowitych zasobów obligacji skarbowych (zamiast ich kurczenia), przy jednoczesnym pozwoleniu na dalsze wygaszanie portfela MBS w obecnym tempie około -17 mld USD miesięcznie.
W tym scenariuszu bazowym w Allianz Trade spodziewalibyśmy się, że Fed rozpocznie zmniejszanie swojego bilansu w IV kwartale 2026 r. Rezerwy banków spadłyby z obecnych 9,5% PKB do poniżej 7% w IV kwartale 2028 r. – poziomu zbliżonego do tego z okresu załamania rynku pieniężnego z 2019 r. Innymi słowy, przy ostrożnej redukcji bilansu minie trochę czasu, zanim Fed potencjalnie stanie w obliczu zmienności na rynku pieniężnym spowodowanej zmniejszonymi rezerwami. Prognozowanie wiąże się jednak z dużą niepewnością. W szczególności, gdyby nominalny PKB rósł szybciej niż się w Allianz Trade spodziewamy, moglibyśmy zaobserwować szybszą redukcję rezerw jako udziału w PKB.
Wykres 8: Rezerwy banków w Fed i aktywa Fed (obligacje skarbowe + MBS), % PKB
Źródła: LSEG Datastream, Allianz Trade Research
[1]Rynek repo sponsorowanego obejmuje rozliczane transakcje repo, w ramach których dealer (bank) wprowadza klientów niebędących dealerami (takich jak fundusze hedgingowe lub fundusze rynku pieniężnego) do centralnej platformy rozliczeniowej Fixed Income Clearing Corporation, umożliwiając tym klientom pośredni dostęp do centralnie rozliczanych transakcji repo, przy czym dealer gwarantuje wypełnienie ich zobowiązań.
Po okresie dużych oczekiwań i szybkich testów wokół sztucznej inteligencji liderzy biznesu coraz częściej przechodzą na bardziej realistyczne i pragmatyczne podejście. Najnowsze badania Capgemini Research Institute pokazują, że AI przestaje być modnym eksperymentem, a zaczyna realnie wspierać podejmowanie decyzji na poziomie zarządów. Raporty „The multi-year AI advantage: Building the enterprise of tomorrow” oraz „How AI is quietly reshaping executive decisions” pokazują, jak organizacje wchodzą w kolejny etap wykorzystania tej technologii. U progu 2026 roku coraz wyraźniej widać, że pełna wartość AI nie wynika z samego wdrożenia narzędzi, lecz z dojrzałych decyzji dotyczących governance, kompetencji, odpowiedzialności oraz jakości współpracy człowieka z technologią.
To już nie pokaz możliwości. AI ma dziś realne zadania
Sztuczna inteligencja coraz częściej przestaje być domeną pilotaży i demonstracji technologicznych. Z badań Capgemini Research Institute wynika, że liderzy biznesu zaczęli wykorzystywać AI w praktyce – także w procesach decyzyjnych na najwyższym szczeblu. Ponad połowa CXO deklaruje, że już dziś korzysta z AI, aby wspierać swoje decyzje strategiczne, głównie w obszarach analizy, badań rynkowych i pracy z informacją. To wyraźny sygnał, że technologia została włączona w realne procesy zarządcze i przestała już funkcjonować wyłącznie jako narzędzie pomocnicze.
Firmy liczą, selekcjonują i odpuszczają. AI wchodzi w fazę porządkowania
Wraz z dojrzewaniem podejścia do AI organizacje coraz świadomiej zarządzają portfelem inicjatyw. Zamiast rozwijać wiele równoległych projektów, skupiają się na tych, które przynoszą mierzalną wartość biznesową. Niemal dwie trzecie firm deklaruje, że wstrzymuje projekty o niższym potencjale, aby przekierować zasoby do obszarów o największym wpływie. Jednocześnie dwie trzecie liderów biznesu przyznaje, że brak szybkiego skalowania AI w porównaniu z konkurencją może oznaczać utratę strategicznych szans i przewagi rynkowej. To pokazuje, że decyzje dotyczące AI przestają być eksperymentem, a stają się elementem twardej gry konkurencyjnej.
Produktywność to za mało. AI ma dziś znacznie poważniejsze zadania
Zmienia się również sposób mierzenia sukcesu wdrożeń AI. Redukcja kosztów i poprawa produktywności nie są już jedynymi punktami odniesienia. Organizacje coraz częściej oceniają wpływ sztucznej inteligencji przez pryzmat wzrostu przychodów, zarządzania ryzykiem i zgodności regulacyjnej, zarządzania wiedzą oraz jakości doświadczeń klientów. To przesunięcie pokazuje, że SI zaczyna być postrzegana jako narzędzie wspierające długofalowy rozwój i odporność biznesu, a nie wyłącznie sposób na optymalizację operacji.
Nie tylko Gen AI. Coraz więcej organizacji patrzy w stronę agentów AI
Choć generatywna AI coraz częściej wychodzi poza fazę testów, organizacje równolegle eksplorują bardziej zaawansowane modele wykorzystania technologii. Z raportu „The multi-year AI advantage: Building the enterprise of tomorrow” wynika, że 38% firm już operacyjnie wdraża generatywną AI, a sześć na dziesięć aktywnie bada zastosowania systemów agentowych. To rozwiązania, które mogą wspierać decyzje i realizować zadania w bardziej autonomiczny sposób, przy zachowaniu nadzoru człowieka. Skala tego zainteresowania pokazuje, że organizacje coraz częściej myślą o AI jako o trwałej zdolności wbudowanej w funkcjonowanie firmy.
Technologia jest gotowa. Organizacje – jeszcze nie do końca
Rosnące wykorzystanie AI uwidacznia jednak bariery po stronie organizacyjnej. Dwie trzecie CXO przyznaje, że jaśniejsze ramy zarządzania i odpowiedzialności pomogłyby im lepiej wykorzystywać AI w procesach decyzyjnych. Liderzy coraz wyraźniej dostrzegają też znaczenie kontroli nad kluczowymi zasobami – ponad połowa organizacji priorytetowo traktuje dziś suwerenność danych, chcąc zachować pełną kontrolę nad danymi wrażliwymi i regulowanymi. W odpowiedzi na te wyzwania firmy planują w 2026 roku dalsze przyspieszenie inwestycji w AI, koncentrując się na fundamentach: infrastrukturze, danych, governance oraz podnoszeniu kompetencji pracowników. Średnio organizacje deklarują przeznaczenie 5% rocznego budżetu biznesowego na inicjatywy AI w 2026 roku, wobec 3% rok wcześniej.
– Weszliśmy w nową, bardziej pragmatyczną fazę transformacji opartej na AI, skoncentrowaną na długoterminowych, skalowalnych wdrożeniach. Pytanie nie brzmi już, czy korzystać z AI, lecz jak osadzić ją w DNA organizacji – podkreśla Przemysław Struzik, Director Strategy & Transformation Consultant (Business Services) w Capgemini Polska.
Człowiek nadal na czele, ale już nie sam
Choć AI coraz śmielej wspiera liderów w analizie i prognozowaniu, odpowiedzialność za decyzje pozostaje po stronie człowieka. Badania pokazują, że zaufanie do AI w obszarze decision-making wciąż jest ograniczone – jedynie 41% CEO, CFO i COO deklaruje ponadprzeciętny poziom zaufania do technologii w tym zakresie. Tylko 1% liderów uważa, że AI mogłaby w najbliższych latach autonomicznie podejmować strategiczne decyzje, a zaledwie 11% CXO otwarcie komunikuje publicznie wykorzystanie AI w decyzjach biznesowych. To wyraźnie pokazuje, że kluczowym wyzwaniem kolejnego etapu rozwoju nie jest zastąpienie człowieka technologią, lecz zbudowanie dojrzałej, odpowiedzialnej współpracy między nimi.
– Technologia sama w sobie nie wystarczy. O powodzeniu AI decydują dziś fundamenty: dane, bezpieczeństwo danych, governance, kompetencje oraz gotowość liderów do wzięcia odpowiedzialności za sposób jej wykorzystania. To one pozwolą przełożyć potencjał AI na trwałą wartość biznesową – dodaje Przemysław Struzik, Director Strategy & Transformation Consultant (Business Services) w Capgemini Polska.
Polska branża cyfrowa ostrzega przed skutkami nieprecyzyjnego wdrożenia unijnej dyrektywy o kredycie konsumenckim. Brak jasnych definicji w projekcie ustawy może zwiększyć koszty płatności online i ograniczyć dostępność części usług dla konsumentów. Związek Cyfrowa Polska zwrócił się do Komisji Nadzoru Finansowego z apelem o proporcjonalne i spójne regulacje, które nie będą obejmować usług płatniczych wykorzystywanych w handlu internetowym.
Zdaniem organizacji kluczowym problemem w projekcie przepisów wdrażających dyrektywę UE 2023/2225 jest niejasne pojęcie „nabycia kredytu”, które nie posiada jednoznacznej definicji w prawie polskim ani unijnym. Może to prowadzić do rozbieżności interpretacyjnych i niepewności regulacyjnej na rynku.
W praktyce przepisy mogą objąć regulacjami usługi, które nie są kredytem konsumenckim. Chodzi przede wszystkim o usługi przetwarzania i rozliczania płatności pomiędzy stronami transakcji w e‑commerce.
– Zakup na fakturę z terminem płatności do 14 dni jest jedną z ważnych metod płatności stosowanych w handlu internetowym. Dla konsumenta oznacza to możliwość zapłaty po otrzymaniu towaru, bez odsetek i opłat, co odpowiada na oczekiwania części klientów w zakresie bezpieczeństwa i wygody transakcji online – wyjaśnia Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska. – Rozwiązanie to bywa szczególnie użyteczne przy zakupach wariantowych, gdy klient wybiera spośród kilku wersji tego samego produktu, na przykład jeśli chodzi o rozmiar albo kolor – precyzuje.
Prezes Cyfrowej Polski dodaje, że kluczowe jest, aby przepisy dotyczące kredytu konsumenckiego były stosowane zgodnie z ich celem, czyli ochroną konsumenta przed ryzykiem kredytowym. Nie powinny natomiast obejmować usług płatniczych, które pełnią wyłącznie funkcję rozliczeniową.
Możliwe skutki dla rynku
Zdaniem organizacji objęcie usług rozliczeniowych przepisami dotyczącymi kredytu konsumenckiego mogłoby zniechęcić część podmiotów do świadczenia takich usług w Polsce. W konsekwencji wzrosłyby koszty akceptacji płatności dla sklepów internetowych. A te mogłyby ostatecznie zostać przeniesione na konsumentów.
Branża ostrzega również przed ograniczeniem dostępności części metod płatności w handlu internetowym oraz osłabieniem konkurencyjności polskiego rynku e-commerce.
Związek Cyfrowa Polska proponuje doprecyzowanie projektu ustawy tak, aby jasno wskazywał, że „nabycie kredytu” oznacza zmianę podmiotową po stronie kredytodawcy. W takim przypadku przepisy nie obejmowałyby usług rozliczeniowych w e-commerce.
Organizacja deklaruje również gotowość do dalszych konsultacji z administracją publiczną oraz przedstawienia danych rynkowych dotyczących funkcjonowania płatności w e-commerce. Jej zdaniem proporcjonalne wdrożenie dyrektywy pozwoli jednocześnie chronić konsumentów i utrzymać stabilny rozwój rynku cyfrowego w Polsce.
Inflacja bazowa po wyłączeniu cen żywności i energii wyniosła w lutym 2026 roku 2,5 proc. rok do roku. To wynik nieco niższy od oczekiwań rynkowych, które wskazywały na poziom 2,6 proc.
Co istotne, jest to pierwszy odczyt inflacji bazowej mieszczący się dokładnie w celu inflacyjnym wyznaczonym przez Narodowy Bank Polski, a jednocześnie najniższy poziom od 2019 roku.
Warto jednak pamiętać, że obecny odczyt nie oddaje jeszcze wpływu najnowszych wydarzeń geopolitycznych – eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie. Potencjalne konsekwencje będą widoczne w kolejnych odczytach – zwłaszcza z uwagi na wyższe ceny ropy naftowej i gazu ziemnego, a także umacniającego się dolara amerykańskiego.
Dla analizy trendów inflacyjnych kluczowe znaczenie mają właśnie miary inflacji bazowej. Pozwalają one bowiem oddzielić trwałe procesy cenowe w gospodarce od krótkoterminowych wahań, które często wynikają z czynników zewnętrznych – takich jak zmiany cen surowców energetycznych czy żywności. Dzięki temu inwestorzy mogą lepiej ocenić rzeczywistą skalę presji inflacyjnej w gospodarce i potencjalny kierunek przyszłych decyzji banku centralnego.
Rozwiały się wszelkie wątpliwości czy dolar utrzymał swój status bezpiecznej przystani w czasie zawirowań geopolitycznych.
Kluczowe punkty:
PLN nadal w ogonie zestawienia walut.
Nie widać oznak rychłego zakończenia wojny w Iranie.
Cieśnina Ormuz pozostaje właściwie zamknięta, kontrakty futures na ropę przekraczają 100 USD.
USD umacnia się względem pozostałych walut G10, inwestorzy wybierają bezpieczne aktywa.
Wiele banków centralnych G10 podejmie w tym tygodniu decyzje.
Jastrzębi oficjele EBC wskazują na podwyżkę stóp procentowych w dalszej części roku.
W obliczu braku jakichkolwiek oznak, że wojna w Iranie wkrótce się zakończy, dolar w ubiegłym tygodniu wciąż umacniał się względem wszystkich pozostałych walut. Najgorzej radzą sobie waluty europejskie, ponieważ z uwagi na trwającą blokadę Cieśniny Ormuz i związany z tym wzrost cen ropy, które ponownie przekroczyły 100 USD za baryłkę, rynki obawiają się zależności Starego Kontynentu od importu surowców energetycznych. Choć aktywa ryzykowne wydają się chybotliwe, amerykańskie akcje spadły tylko do poziomów sprzed trzech miesięcy. Globalnie obligacje skarbowe odnotowują wciąż kiepskie wyniki, a większość inwestorów w tę klasę aktywów liczy straty, które poniosła od początku roku przez obawy dotyczące wyższej inflacji na świecie.
Najważniejsze dla rynków pozostają w tym tygodniu wiadomości dotyczące wojny w Iranie, w szczególności prób podjętych przez USA, by przywrócić ruch przez cieśninę Ormuz. Mamy również do czynienia z rzadką sytuacją, kiedy w ciągu 24 godzin odbędą się posiedzenia Rezerwy Federalnej (środa 18.03) oraz Banku Anglii i Europejskiego Banku Centralnego (czwartek 19.03). Wysokość stóp procentowych nie ulegnie zmianie – uwaga skupi się przede wszystkim na tym, jak decydenci oceniają skutki skoku cen ropy i agresywnych, jastrzębich zmian wycen oczekiwań dotyczących stóp procentowych. Uważamy, że w obecnej sytuacji wszystkie trzy banki będą unikać wszelkich wiążących deklaracji.
PLN
Za złotym kolejny trudny tydzień, podczas którego radził sobie gorzej od większości pozostałych walut rynków wschodzących i osłabił się względem dolara o 2%. Choć uwaga w kraju skupiła się na politycznym sporze dotyczącym programu SAFE (niskooprocentowanych unijnych pożyczek na obronność), wobec którego prezydent Karol Nawrocki ogłosił weto, jego reperkusje dla rynków nie były bardzo znaczące. Najważniejszym czynnikiem wpływającym na złotego oraz rynki akcji i obligacji są napięcia na Bliskim Wschodzie, które wzmagają obawy dotyczące perspektyw gospodarczych, szczególnie w kontekście inflacji.
Choć w typowych warunkach byłyby one niezwykle istotne, opublikowane w ubiegłym tygodniu dane inflacyjne obliczone w oparciu o nowy koszyk tracą na znaczeniu, ponieważ ze względu na walki na Bliskim Wschodzie tracą one swoją aktualność. Główna miara utrzymała się na poziomie 2,1% w lutym, niemniej w krótkim terminie prawdopodobnie wzrośnie, a skala i trwałość wzrostu będą zależały od tego, jak dotkliwe okażą się zakłócenia w globalnym przepływie surowców energetycznych. W tym tygodniu poznamy kilka odczytów makroekonomicznych, mało prawdopodobne jednak, by miały one większy wpływ na kurs złotego – kluczowe pozostają wydarzenia wokół Iranu.
EUR
W wyniku oczekiwań, że wojna w Iranie potrwa jeszcze tygodnie, a cieśnina Ormuz będzie właściwie zamknięta znacznie dłużej, niż się spodziewano, wspólna waluta zbliżyła się w parze z dolarem do poziomu 1,14. Co ciekawe, wojna w Iranie i spowodowany nią gwałtowny wzrost cen ropy poskutkowały jedną z największych od kilku lat rozbieżności między wycenami rynkowymi i oczekiwaniami ekonomistów dotyczącymi stóp procentowych. Inwestorzy wyceniają obecnie niemal dwie pełne obniżki ze strony EBC w pozostałej części roku, podczas gdy tylko nieliczni stratedzy spodziewają się choć jednej.
Komunikacja EBC po czwartkowym (19.03) posiedzeniu będzie wymagała szczególnej ostrożności. Uczestnicy rynku będą żywić nadzieję, że prezeska Christine Lagarde wskaże, która narracja jest słuszna, i rzuci światło na reakcję banku na perspektywę kolejnego skoku cen energii, w czasie gdy wzrost gospodarczy jest nadal stłumiony, a odczyty z Niemiec pozostają rozczarowujące. Niektórzy oficjele EBC przyjęli zaskakująco jastrzębie stanowisko w swoich wypowiedziach w ubiegłym tygodniu – interesujące jest, czy Lagarde pójdzie w ich ślady. Choć spodziewamy się, że wspomni o potencjalnych konsekwencjach inflacyjnych trwającego konfliktu, wątpimy, by przekazała jasne sygnały dotyczące przyszłych działań, póki Rada Prezesów nie będzie miała wyobrażenia, jak długo może trwać wojna w Iranie.
USD
Ucieczka do bezpiecznych aktywów oznacza, że na dolara nie wpłynęły słabe dane makroekonomiczne z USA z ostatnich tygodni. Warto zauważyć, że umacnia się on nawet mimo tego, że Fed jest niemal jedynym głównym bankiem centralnym, względem którego wciąż oczekuje się w tym roku raczej obniżki stóp procentowych niż ich podwyżki – można to przypisać statusowi USA jako eksportera ropy netto. Sprawia to, że posiedzenie Rezerwy Federalnej w środę (18.03) jest równie istotne jak posiedzenia innych banków centralnych w tym tygodniu, szczególnie że rynki łakną wskazówek decydentów dotyczących tego, jak mogą oni zareagować na wojnę.
Uważamy, że prezes Jerome Powell zrobi co w jego mocy, by wskazać rynkom, że FOMC przyjmuje postawę „wait and see”, przy czym może zasugerować, że niepewność i wzrost cen energii związane z otoczeniem geopolitycznym mogą odsunąć w czasie obniżki stóp procentowych w USA. Biorąc pod uwagę, że Stany Zjednoczone są eksporterem ropy netto, wyższe jej ceny wspierają realny wzrost PKB i nie są szczególnie proinflacyjne. Jako że rynek pracy w USA również słabnie, naszym bazowym scenariuszem pozostaje wznowienie przez Fed cięć w dalszej części roku, przy czym na tym etapie Powell nie zobowiąże się do tego.
GBP
Funt w dalszym ciągu radzi sobie lepiej niż euro – od początku wojny w Iranie stracił względem dolara tylko połowę tego co wspólna waluta. Odzwierciedla to częściowo fakt, że brytyjska gospodarka jest relatywnie mniej wystawiona na międzynarodowe ceny energii niż strefa euro, oraz bardziej agresywną korektę stóp procentowych Banku Anglii w górę niż w przypadku Europejskiego Banku Centralnego. Ubiegłotygodniowy odczyt miesięcznego PKB w styczniu był rozczarowujący (płaski wzrost względem oczekiwanych +0,2%), niemniej przyćmiły go wydarzenia w Iranie i nie wzbudził specjalnego zainteresowania, ponieważ dana ta jest zwykle bardzo zmienna i nieprzewidywalna.
Wydaje się, że ten tydzień będzie dla funta szczególnie istotny. W centrum uwagi znajdzie się posiedzenie BoE (czwartek 19.03), zwłaszcza reakcja Komitetu na perspektywę znacznie wyższych cen energii i rynkowe założenie, że bank zakończył już obniżanie stóp procentowych. Choć w kontraktach swap wyceniana jest obecnie ich podwyżka w dalszej części roku, sądzimy, że może być na to trochę za wcześnie – nie wiadomo jeszcze, czy wzrost cen energii będzie wystarczający, by wywołać efekty drugiej rundy lub istotnie odkotwiczyć oczekiwania inflacyjne. Przed posiedzeniem BoE opublikowany zostanie szereg danych z rynku pracy.
Komisja Nadzoru Finansowego zatwierdziła Prospekt Scanway S.A. w związku z planowanym przeniesieniem notowań wszystkich akcji Spółki z NewConnect na rynek regulowany prowadzony przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie. Scanway, polski lider technologii obserwacyjnych z kosmosu, zadebiutował na rynku NewConnect 11 października 2023 roku. Od tego czasu kapitalizacja Spółki wzrosła z 58 mln zł do ponad 500 mln zł, a skumulowane obroty na akcjach Scanway za okres styczeń-luty br. przekroczyły 100 mln zł, odpowiadając za ponad 25% udziału w całym rynku NewConnect.
Scanway S.A. jest wiodącym eksporterem technologii kosmicznych w Polsce, który od lat aktywnie wspiera rozwój ekonomii kosmicznej. Realizuje projekty konstelacyjne dla globalnych klientów, rozwijając kompetencje w zakresie projektowania i budowy instrumentów optycznych do obrazowania z kosmosu. W 2025 roku Spółka ogłosiła strategię rozwoju na lata 2026–28, której celem jest wejście do grupy największych europejskich integratorów ładunków optycznych.
– Zatwierdzenie Prospektu Scanway S.A. to bardzo pozytywna wiadomość, która istotnie przybliża nas do debiutu na Głównym Rynku GPW. Od początku naszej historii z rynkiem kapitałowym celowaliśmy w znalezienie się pośród największych i najbardziej płynnych spółek na polskiej giełdzie. Po dwóch latach obecności na NewConnect i intensywnym okresie budowania naszej rozpoznawalności, pozycji rynkowej oraz przede wszystkim długoterminowych relacji z inwestorami, mogę z pełnym przekonaniem stwierdzić, że jesteśmy gotowi dołączyć do spółek z głównego parkietu. W naszym akcjonariacie z udziałem powyżej pięciu procent znajduje się czołowy polski fundusz TFI, a obroty na akcjach Scanway w 2026 roku plasują nas na poziomie mediany spółek z indeksu mWIG40. Pierwszego notowania akcji spodziewamy się na przełomie marca i kwietnia br. – komentuje Jędrzej Kowalewski, Prezes Zarządu Scanway S.A.
16 marca 2026 roku KNF podjęła decyzję o zatwierdzeniu: Dokumentu Rejestracyjnego, Dokumentu Ofertowego i Podsumowania, składających się na Prospekt Scanway S.A. Opublikowanie prospektu na stronie Spółki (sekcja Relacje inwestorskie) oraz firmy inwestycjnej Domu Maklerskiego Navigator S.A. (sekcja Aktualne oferty papierów wartościowych) planowane jest w dniu 17 marca 2026 roku. Przeniesieniu notowań Spółki z NewConnect na Główny Rynek GPW nie będzie towarzyszyć emisja akcji.
Według Zarządu Scanway, debiut Spółki na Głównym Rynku GPW może odbyć się na przełomie marca i kwietnia br., po uzyskaniu wymaganych zgód formalnych. Przejście na duży parkiet stanowi realizację długoterminowej strategii obecności Spółki na rynku kapitałowym oraz potwierdza jej pozycję jako wiodącego podmiotu z branży deep tech.
– Giełda stanowi dziś atrakcyjną ścieżkę rozwoju dla polskich spółek kosmicznych, które planują intensywny rozwój i wyjście ze swoją ofertą na międzyrodowe rynki. W naszym przypadku ten scenariusz sprawdził się bardzo dobrze, a na procesach pozyskania kapitału na realizację przedsięwzięć rozwojowych Spółki skorzystała zarówno cała organizacja, jak i nasi inwestorzy. Wierzę, że branża kosmiczna będzie coraz mocniej reprezentowana na polskiej giełdzie, a nasz debiut na Głównym Rynku GPW umożliwi jeszcze szerszemu gronu inwestorów zajęcie ekspozycji na ten unikalny i ważny dla polskiej gospodarki sektor – dodaje Jędrzej Kowalewski.
Zgodnie z raportem okresowym za Q4 2025, Scanway odnotował po czterech kwartałach 2025 roku 24,3 mln zł przychodów ogółem, wzrost o +94% r/r i 2,2 mln zł zysku EBITDA, wzrost o 1,9 mln zł r/r. Backlog Spółki na dzień 16 lutego 2026 roku wzrósł o 215% r/r do poziomu 54,0 mln zł. Środki pieniężne na koniec grudnia 2025 roku wzrosły do historycznie najwyższego poziomu 25,5 mln zł, na co istotny wpływ miało pozyskanie 15,3 mln zł brutto od TFI PZU SA, które nabyło 100 tys. akcji Spółki w listopadzie 2025 roku, stanowiących obecnie 5,98% udziałów.
Strategicznym, długofalowym dążeniem Scanway S.A. jest wejście do światowej czołówki największych komercyjnych integratorów ładunków optycznych. Kluczowym celem do końca 2028 roku jest osiągnięcie pozycji jednego z największych integratorów ładunków optycznych w Europie, co wymaga przekształcenia organizacji z dostawcy pojedynczych rozwiązań, do seryjnego dostawcy instrumentów optycznych dla globalnego rynku New Space. Scanway jest obecnie w trakcie intensywnego procesu skalowania działaności operacyjnej i technologicznej, dzięki czemu zamierza osiągnąć możliwość produkcji kilkunastu ładunków optycznych rocznie w przedziale cenowym 0,5–2,0 mln EUR.
Rynek wciąż pozostaje głównie pod wpływem wydarzeń na Bliskim Wschodzie. Mocne dane z Chin kontrastują ze słabością tych ze Stanów. W Polsce inflacja bazowa wreszcie hamuje. Forex na razie ostrożnie rozpoczyna handel.
Ormuz wciąż na pierwszym planie
Rozpoczynamy trzeci tydzień wojny na Bliskim Wschodzie. Wyceny ropy na otwarciu dotarły do szczytów z 2022 roku, zaliczając trzycyfrowe wartości. Jest to oczywiście efekt tego, że Cieśnina Ormuz pozostaje w większości zamknięta dla ruchu tankowców. Prezydent Trump zwrócił się do siedmiu krajów – w tym Chin, Francji, Japonii i Korei Południowej – o wsparcie w tworzeniu koalicji eskortującej statki. Reakcja międzynarodowa jest jednak wyraźnie chłodna: Wielka Brytania odmawia udziału w „szerszej wojnie”, Japonia unika zobowiązań, Australia kategorycznie mówi „nie”. Pewien optymizm budzi fakt, że w weekend nielicznym tankowcom jednak udało się przepłynąć – po negocjacjach z Iranem, który selektywnie otwiera przejście dla wybranych partnerów. Paradoksalnie złoto zamiast rosnąć spada – po piątkowym zamknięciu na poziomie 5061$, dzisiaj futures otworzyły się poniżej okrągłego poziomu. Potwierdza to tezę, że złoto w ostatnim czasie przestaje być postrzegane jako safe haven, a inwestorzy widzą w nim bardziej aktywo mocno spekulacyjne.
Chiny pozytywnie zaskakują, USA rozczarowuje
Poniedziałkowy pakiet danych makroekonomicznych przyniósł mieszane sygnały z największych gospodarek. Chiny pozytywnie zaskoczyły: produkcja przemysłowa za luty wzrosła o 6,3% r/r wobec prognozy 5,1%, sprzedaż detaliczna o 2,8% r/r przy oczekiwanych 2,5%, co sugeruje powolne ożywienie konsumpcji wewnętrznej. Lokalnie o godzinie 14:00 GUS opublikował odczyt o inflacji bazowej – wskaźnik bez cen żywności i energii spadł do 2,5% r/r z 2,7%, nieznacznie poniżej prognozy 2,6%, co teoretycznie daje NBP argument za kontynuacją „nie-cyklu” cięcia stóp. Z USA napłynęły gorsze odczyty: indeks NY Empire State zanotował spadek do -0,2 wobec prognozy 3,2 i poprzedniego 7,1, sygnalizując osłabienie produkcji w regionie. Produkcja przemysłowa w lutym wzrosła o 0,2% m/m przy prognozie 0,1%, ale słabszy odczyt NY Empire zdominował sentyment. Kanada ogłosiła inflację CPI na poziomie 1,8% r/r wobec prognozy 1,9%, co potwierdza dezinflacyjny trend w Ameryce Północnej.
Czekając na FOMC
Nadchodzący tydzień przyniesie jedno z najważniejszych wydarzeń miesiąca, czyli posiedzenie FOMC 17-18 marca z decyzją w sprawie stóp procentowych w środę o godz. 19:00 czasu polskiego i konferencją Jerome’a Powella pół godziny później. Rynek jest absolutnie pewien utrzymania stóp na poziomie 3,50-3,75%, ale kluczowe znaczenie będzie miał dot plot, czyli wykres ukazujący predykcje członków co do przyszłego kształtowania się kosztu pieniądza. Obecna mediana projekcji wskazuje zaledwie jedną obniżkę o 25 pb w 2026 roku. Co ważne Summary of Economic Projections uwzględni już w pewnym stopniu wpływ wojny w Iranie i szalejące wyceny ropy.
Rynek forex rozpoczyna tydzień ostrożnie: EUR/USD spadł do nowych minimów rocznych w okolicach 1,141$, po czym jednak odbił w górę, USD/JPY utrzymuje się blisko 159,5 jenów za dolara. Polski złoty dobrze zaczyna tydzień. Dolar tanieje do 3,71 zł, a euro kosztuje 4,265 zł.
Zmienność rynku wymusza na kadrze zarządzającej szybkie podejmowanie trafnych decyzji w oparciu o rzetelne dane z systemów. Tradycyjne metody raportowania często zawodzą, ponieważ nie dostarczają aktualnych informacji o stanie realizacji poszczególnych zadań w firmie. Dyrektorzy generalni oczekują teraz pełnej przejrzystości działań operacyjnych, aby skutecznie sterować rozwojem organizacji w obliczu rosnącej konkurencji. Transparentność procesów staje się niezbędnym elementem sprawnego zarządzania każdym nowoczesnym przedsiębiorstwem o rozproszonej strukturze.
Jakie korzyści przynosi prezesowi stały dostęp do danych projektowych?
Bieżący podgląd postępów pozwala na błyskawiczne reagowanie na wszelkie odchylenia od założonego harmonogramu prac. Dzięki temu zarząd może unikać niepotrzebnych kosztów wynikających z opóźnień w realizacji ważnych inicjatyw biznesowych. Odpowiednio wdrożony system PPM dostarcza zestawienia, które ułatwiają ocenę rentowności prowadzonych działań. Takie narzędzie gromadzi wszystkie istotne parametry w jednym miejscu, co znacząco przyspiesza procesy analityczne w biurze.
Przejrzysta struktura raportowania pomaga liderom w lepszym zrozumieniu sposobu wydatkowania dostępnego budżetu firmowego. Optymalizacja procesów decyzyjnych następuje poprzez eliminację domysłów na rzecz twardych faktów płynących prosto z systemu. Kadra zarządzająca może dzięki temu precyzyjnie alokować środki finansowe w najbardziej perspektywiczne obszary działalności. Warto zwrócić uwagę na następujące aspekty sprawowania nadzoru nad portfelem zadań:
monitorowanie realnego stopnia realizacji wyznaczonych celów strategicznych;
identyfikacja wąskich gardeł blokujących postęp w ważnych obszarach;
analiza wydajności poszczególnych zespołów zaangażowanych w procesy;
weryfikacja zgodności działań z przyjętym planem operacyjnym.
W jaki sposób nowoczesne narzędzia wspierają nadzór nad zasobami?
Skuteczne planowanie obłożenia pracowników wymaga precyzyjnych informacji o ich dostępności oraz aktualnych kompetencjach. Nowoczesne aplikacje pozwalają na automatyczne generowanie wykresów pokazujących poziom wykorzystania potencjału ludzkiego w organizacji. Praktyczne wskazówki dotyczące tego obszaru znajdziesz na flexi-project.com w formie poradnika. Dostęp do takich danych pozwala unikać konfliktów o zasoby pomiędzy różnymi działami wewnątrz firmy.
Unikanie przeciążenia personelu chroni firmę przed spadkiem jakości dostarczanych rozwiązań oraz przedwczesnym wypaleniem zawodowym specjalistów. Lepsze rozdzielanie obowiązków przekłada się bezpośrednio na terminowość kończenia etapów w każdym realizowanym przedsięwzięciu. Systemy IT umożliwiają sprawne przesuwanie osób między zadaniami w zależności od priorytetów ustalonych przez kierownictwo. Dzięki temu każdy pracownik dokładnie wie, jakie cele musi zrealizować w nadchodzącym tygodniu pracy.
Czego dyrektorzy będą oczekiwać od raportów w roku 2026?
Przyszłość zarządzania należy do zintegrowanych platform, które łączą dane finansowe z informacjami o postępie prac technicznych. Zarządy będą wymagały prezentacji wyników w formie interaktywnych pulpitów sterowniczych dostępnych na urządzeniach mobilnych. Taki sposób prezentacji danych oszczędza cenny czas i pozwala skupić się na najważniejszych kierunkach wzrostu. Każdy raport powinien być intuicyjny, aby prezes mógł od razu dostrzec najważniejsze trendy rynkowe.
Automatyzacja powtarzalnych raportów zdejmuje z managerów ciężar ręcznego przygotowywania zestawień dla wyższego szczebla zarządzania. Dzięki sztucznej inteligencji systemy będą mogły samodzielnie wskazywać potencjalne zagrożenia zanim wpłyną one na końcowy wynik. Nowoczesna firma musi stawiać na technologie, które budują zaufanie między pracownikami a kadrą dyrektorską. Precyzyjne prognozowanie przyszłych zdarzeń stanie się standardem w codziennej pracy każdego odpowiedzialnego managera.
Wiosna to idealny moment na odświeżenie przestrzeni, w której zespół spędza większość dnia roboczego. Czyste i uporządkowane biuro bezpośrednio przekłada się na lepsze samopoczucie pracowników oraz efektywność pracy. Warto zaplanować te działania systemowo, aby wiosenne porządki w firmie nie zakłóciły bieżących procesów biznesowych.
Optymalizacja stanowisk pracy i segregacja dokumentów
Pierwszym krokiem do odzyskania kontroli nad przestrzenią jest dokładny przegląd biurek oraz szaf z dokumentacją. Wyeliminowanie zbędnych papierów i nieużywanych akcesoriów biurowych pozwala na szybsze odnajdywanie potrzebnych informacji w codziennej pracy. Warto przy tym pamiętać o procedurach związanych z RODO i bezpiecznym niszczeniu danych wrażliwych.
Czysty blat to nie tylko estetyka, ale przede wszystkim mniejsza liczba rozpraszaczy dla umysłu. Wprowadzenie systemu „clean desk policy” pomaga utrzymać ten stan na dłużej. Wiosna sprzyja również weryfikacji stanów magazynowych materiałów eksploatacyjnych, co zapobiega przestojom w działaniu urządzeń biurowych.
Profesjonalne czyszczenie powierzchni i tekstyliów
Standardowe sprzątanie często omija miejsca, które wymagają sezonowej interwencji, takie jak tapicerki meblowe czy wykładziny. Dogłębne pranie foteli biurowych oraz czyszczenie dywanów usuwa nagromadzony kurz i alergeny, co znacząco poprawia jakość powietrza w pomieszczeniach. Jest to kluczowe dla zachowania zdrowego środowiska pracy, szczególnie w okresie pylenia roślin.
Podczas planowania prac warto zwrócić uwagę na następujące elementy:
umycie okien oraz czyszczenie żaluzji i rolet zewnętrznych,
dezynfekcja sprzętów elektronicznych, w tym klawiatur i telefonów,
odświeżenie kratek wentylacyjnych oraz wymiana filtrów w klimatyzacji,
gruntowne mycie lodówek i szafek w części socjalnej.
Czyste przeszklenia wpuszczają do wnętrza więcej naturalnego światła, co poprawia nastrój zespołu. Regularny serwis klimatyzacji przed sezonem letnim gwarantuje natomiast, że systemy chłodzenia będą działać bezawaryjnie podczas pierwszych upałów.
Reorganizacja części wspólnych i archiwum
Strefy relaksu i kuchnie firmowe to miejsca, gdzie nieporządek narasta najszybciej. Wiosenne porządki w firmie powinny obejmować przegląd terminów przydatności produktów spożywczych oraz reorganizację wspólnej przestrzeni przechowywania. Jasne zasady korzystania z kuchni ułatwiają utrzymanie czystości na co dzień.
W archiwum firmowym warto natomiast sprawdzić, które dokumenty mogą zostać zutylizowane zgodnie z okresami przechowywania. Przeniesienie starszych roczników dokumentacji do zewnętrznego archiwum lub ich cyfryzacja zwalnia cenne miejsce w siedzibie firmy. Dobrze zorganizowana przestrzeń magazynowa pozwala na lepsze zarządzanie zasobami i szybszy dostęp do archiwalnych danych.
Gdzie kupić chemię do sprzątania siedziby firmy?
Zaplanowanie wiosennych porządków w firmie to dopiero połowa sukcesu. Równie ważne jest dobranie profesjonalnych detergentów, które znacznie ułatwią usuwanie brudu. Sprawdź zatem ofertę Czystego Sklepu i wybierz najwyższej jakości chemię do sprzątania!
Jak wynika z najnowszego raportu największej polskiej firmy doradczej na rynku nieruchomości komercyjnych AXI IMMO pt. „Rynek biurowy w Krakowie 2025”, krakowski rynek biurowy zakończył rok 2025 z wysokim poziomem popytu oraz wyraźną polaryzacją pomiędzy centralnymi a niecentralnymi lokalizacjami. Eksperci AXI IMMO wskazują, że aktywność najemców osiągnęła 270 000 mkw., co jest najwyższym wynikiem w historii rynku, podczas gdy nowa podaż wyniosła zaledwie 10 000 mkw.
Popyt: wysoki wynik w ujęciu brutto i przewaga renegocjacji
W 2025 roku popyt brutto na krakowskim rynku biurowym osiągnął poziom 270 000 mkw. (+1% r/r), co stanowi najlepszy wynik w historii miasta. Popyt netto wyniósł 100 000 mkw. (-13% r/r). W strukturze transakcji dominowały renegocjacje i przedłużenia, które odpowiadały za 63% całkowitej aktywności najemców. Najbardziej aktywne sektory to: IT (26%), produkcja (17%), usługi dla biznesu (15%) oraz energetyka (14%).
Do największych transakcji roku należały m.in.: Shell – 22 900 mkw. (DOT Office, przedłużenie), Motorola Solutions – 17 100 mkw. (Green Office, przedłużenie), Aptiv – 14 300 mkw. (Enterprise Park A, przedłużenie), Cognizant – 4900 mkw. (Quattro Business Park FIVE, nowa umowa), OPmobility Lighting – 4300 mkw. (Wita B, nowa umowa).
Podaż: ograniczona nowa powierzchnia i umiarkowana aktywność deweloperów
Karolina Słysz, Head of Regional Markets, Dział Powierzchni Biurowych, AXI IMMO, komentuje: „Kraków funkcjonuje dziś jako rynek dwóch prędkości. W centrum obserwujemy bardzo niską dostępność powierzchni, co napędza presję na czynsze i zwiększa konkurencję o najlepsze lokalizacje. Tymczasem poza centrum poziom pustostanów pozostaje wysoki, co wymusza na właścicielach większą elastyczność i otwartość na nowe formaty, np. biura elastyczne”.
Na koniec 2025 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Krakowie wyniosły 1,84 mln mkw. (+1% r/r). W ciągu roku na rynek trafiło jedynie 10 000 mkw. nowej powierzchni, czyli o połowę mniej niż w 2024 r. Na koniec 2025 r. w budowie znajdowało się 60 000 mkw. (+9% r/r).
W 2025 roku ukończono dwa projekty: Stella Office oraz budynek biurowy w odrestaurowanej kamienicy przy ul. Długiej. Największym realizowanym obecnie projektem pozostaje Tischnera Green Park 1 o powierzchni 24 000 mkw.
Pustostany: kluczowa dysproporcja między Centrum a strefami niecentralnymi
Średni wskaźnik pustostanów w Krakowie wyniósł 18,4%, jednak sytuacja różni się znacząco w zależności od lokalizacji. W strefie Centrum pustostany spadły do 6,4% (-4,0 p.p. r/r), natomiast poza centrum wzrosły do 22% (+0,4 p.p. r/r). Ta ponad 15-punktowa różnica jest jednym z najważniejszych sygnałów dla rynku i będzie kluczowym czynnikiem wpływającym na strategie najemców i właścicieli w 2026 roku.
Emilia Trofimiuk, Research Manager, AXI IMMO, wyjaśnia: „Różnica ponad 15 punktów procentowych między Centrum a strefami niecentralnymi to cecha, która będzie kształtowała rynek w 2026 roku. Najemcy coraz częściej wybierają lokalizacje centralne ze względu na prestiż, dostępność komunikacyjną i łatwość pozyskiwania talentów. Właściciele obiektów poza centrum muszą na to reagować większą elastycznością, podziałem powierzchni na mniejsze moduły czy dodatkowymi zachętami”.
Czynsze: stabilne, z presją wzrostową w najlepszych lokalizacjach
Jak wynika z danych AXI IMMO, na koniec 2025 roku czynsze ofertowe w Krakowie utrzymywały się w przedziale 10,00–18,50 EUR/mkw./m-c, pozostały stabilne w ujęciu rocznym. W projektach będących w budowie stawki sięgały nawet 20 EUR/mkw./m-c, co potwierdza rosnącą presję na wzrost czynszów w najbardziej atrakcyjnych lokalizacjach. Najwyższe stawki nadal obserwowane były w strefie Centrum oraz w wybranych projektach poza nią.
Prognoza na 2026 rok
Analitycy AXI IMMO zakładają, że krakowski rynek biurowy pozostanie stabilny, jednak najemcy będą coraz bardziej selektywni, koncentrując się na dobrze skomunikowanych lokalizacjach centralnych, podczas gdy właściciele obiektów poza centrum będą musieli konkurować większą elastycznością i dodatkowymi zachętami. Niski poziom pustostanów w centrum wskazuje, że to właśnie tam – oraz w jego bezpośrednim sąsiedztwie – będzie koncentrował się potencjał nowej podaży, podczas gdy starsze obiekty na obrzeżach miasta mogą wymagać modernizacji lub alternatywnych formatów takich jak biura elastyczne
Elżbieta Golik, Associate Director, Dział Powierzchni Biurowych, AXI IMMO, dodaje: „W nadchodzących kwartałach kluczowe będzie umiejętne dopasowanie oferty do zmieniających się oczekiwań najemców. Firmy coraz częściej szukają biur, które nie tylko spełniają funkcje operacyjne, ale także wspierają kulturę organizacyjną i przyciągają pracowników — to właśnie takie projekty będą wygrywać na krakowskim rynku”.
Analitycy ESET odkryli kampanię phishingową, w której cyberprzestępcy podszywają się pod fikcyjnego pracownika Uniwersytetu Jagiellońskiego. Mail z prośbą o złożenie oferty, kierowany jest do podwykonawców i powoduje zainstalowanie na ich komputerach trudnego do wykrycia złośliwego oprogramowania.
Ofiary przestępców otrzymywały wiadomość nakłaniającą do złożenia oferty Uniwersytetowi Jagiellońskiemu za pomocą załączonego formularza. Formularz, który z pozoru przypomina plik PDF (w ten sposób wyświetli go większość programów pocztowych i eksploratorów dokumentów), w rzeczywistości jest paczką zawierającą złośliwe oprogramowanie. To oprogramowanie (dokładnie infostealer Formbook) kradnie m.in. dane ze schowków, naciśnięcia klawiszy, zrzuty z ekranu i dane z pamięci przeglądarki. Cały zestaw narzędzi cyberprzestępców to tzw. malware-as-a-service czyli złośliwe oprogramowanie, które sprzedawane jest na podziemnych forach internetowych.
Ten rodzaj złośliwego oprogramowania jest bardzo często wykorzystywany do ataków na polskich użytkowników. W drugiej połowie 2025 roku blisko 1/3 prób ataku za jego pomocą była zarejestrowana w Polsce.
– Obecnie cyberprzestępcy nie muszą być osobami o bardzo wysokich kompetencjach informatycznych. Duża dostępność gotowego do użytku złośliwego oprogramowania powoduje, że coraz więcej osób jest w stanie atakować użytkowników. To, co przynosi cyberprzestępcom bardzo duże zyski, to przede wszystkim spryt. W tym przypadku posłużyli się autorytetem prestiżowej instytucji. Wiadomość nie musi być nawet idealnie sformułowana. Wystarczy, że zawiera podpis przedstawiciela ważnej instytucji, jej logotyp – na pierwszy rzut oka przypomina prawdziwą. Z pewnością wiele osób kliknie w załącznik, zanim zastanowi się, czy wiadomość faktycznie pochodzi od pracownika Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wielu z nas wydaje się, że jesteśmy odporni na powszechne dziś oszustwa phishingowe, jednak nic bardziej mylnego. Nawet specjalistom IT zdarza się paść ich ofiarą. Każdy miewa dni, kiedy trudniej jest się skoncentrować, kiedy mamy bardzo dużo do zrobienia i tracimy czujność. Wystarczy jedno kliknięcie, aby wpuścić na swoje urządzenie niebezpieczny program. Dlatego właśnie bardzo istotne jest zapewnienie sobie dobrego oprogramowania zabezpieczającego, które po prostu nie pozwoli nam pobrać podejrzanego pliku ani wejść na niebezpieczną stronę – mówi Kamil Sadkowski, analityk cyberzagrożeń z ESET.
Tego typu wiadomości wysyłane bywają często dużym grupom odbiorców, aby zmaksymalizować szanse przestępców na osiągnięcie zysku i pobranie przez ofiary złośliwego oprogramowania. W tym przypadku mamy do czynienia z podszyciem się pod jeden z najstarszych uniwersytetów na świecie, a głównym celem kampanii cyberprzestępców były firmy, które mogą być zainteresowane współpracą z UJ. Jeśli ofiara otworzy fałszywy formularz na firmowym sprzęcie, biznes może być narażony na poważne problemy. Warto pamiętać, że kluczową metodą ochrony przed takimi atakami jest uważność. Każda wiadomość, którą otrzymujemy, powinna zostać przez nas dokładnie zweryfikowana. Zanim klikniemy w link czy załącznik, powinniśmy upewnić się, że wiadomość pochodzi od prawdziwego nadawcy. Zalecanym sposobem weryfikacji jest kontakt z instytucją za pomocą oficjalnego adresu e-mail lub telefonicznie i sprawdzenie czy informacje zawarte w mailu są prawdziwe.
Konflikt USA i Izraela z Iranem to źródło olbrzymiej niepewności dla światowej gospodarki, a zarazem czynnik uzasadniający rewizję prognoz ekonomistów. Analitycy sektorowi Banku Pekao S.A. w swojej corocznej publikacji przedstawiają m.in. obszerny scenariusz rozwoju sytuacji w branżach polskiej gospodarki w przypadku potencjalnego przedłużania się konfliktu.
Dwie alternatywne prognozy dla sektorów
Analitycy Banku Pekao, jak co roku w publikacji „Barometr Sektorowy”, podsumowują sytuację w kluczowych branżach polskiej gospodarki w 2025 roku oraz przedstawiają prognozy na rok bieżący. Tegoroczna edycja ukazuje się w szczególnym momencie, bo w czasie trwania gwałtownego konfliktu w regionie Zatoki Perskiej, który wstrząsnął światowymi rynkami surowców energetycznych i spowodował olbrzymi wzrost niepewności, budząc obawy zwłaszcza o stronę kosztową działalności firm i stan europejskiej gospodarki. Konflikt Izraela i USA z Iranem już teraz stał się impulsem do korekty prognoz makroekonomicznych. Obniżeniu uległy przewidywania dotyczące wzrostu gospodarczego, konsumpcji czy inwestycji. Kluczowe czynniki tej rewizji to wyższe ceny paliw i energii, opóźnienie cyklu obniżek stóp procentowych oraz słabszy popyt krajowy i zagraniczny.
– Napięta sytuacja geopolityczna i niepewność co do dalszego rozwoju wydarzeń na Bliskim Wschodzie skłoniła nas do przygotowania dwóch prognoz dla branż polskiej gospodarki. Pierwsza uwzględnia wciąż stosunkowo łagodny scenariusz bazowy. Druga, alternatywna, zakłada, że konflikt w Zatoce Perskiej potrwa dłużej, a ceny ropy Brent utrzymają się przez dłuższy czas powyżej 100 USD za baryłkę. W takim scenariuszu sytuacja może
z punktu widzenia kosztów firm przypominać tę z szoku energetycznego w 2022 roku, lecz tym razem w warunkach słabszej koniunktury, co utrudni firmom przerzucanie kosztów na odbiorców – twierdzi Krzysztof Mrówczyński, menedżer ds. analiz sektorowych, współautor i kierujący pracami nad raportem.
2025 rokiem umiarkowanej poprawy sytuacji polskich firm
W minionym roku Polska ponownie znalazła się w czołówce europejskich gospodarek pod względem tempa wzrostu PKB (+3,6% r/r), napędzana głównie przez silny popyt konsumpcyjny oraz odradzające się przetwórstwo przemysłowe. Wciąż jednak nie doczekaliśmy się ożywienia w budownictwie, a presja kosztowa – zwłaszcza ze strony wynagrodzeń – pozostała istotnym wyzwaniem dla firm. Rentowność sektora przedsiębiorstw poprawiła się, a odsetek firm nierentownych utrzymuje się na relatywnie wysokim poziomie (w pierwszych trzech kwartałach straty ponosiła co czwarta średnia i duża firma). Sygnałów poprawy kondycji finansowej firm było jednak pod koniec roku coraz więcej, dając uzasadnione podstawy do optymizmu odnośnie rozwoju wydarzeń w kolejnych 12 miesiącach.
W kontekście poprzedniego roku sprawdziły się przewidywania dotyczące utrzymania dobrej kondycji sektora rolnego i energetyki, mimo niekorzystnych trendów cenowych. Zgodnie
z oczekiwaniami w bardzo dobrej sytuacji pozostała branża gospodarki odpadowej, a pomimo presji płacowej solidne wyniki odnotowało także wiele sektorów usługowych (w tym zakwaterowanie i gastronomia, informacja i komunikacja czy usługi biznesowe dla firm).
W handlu utrzymała się silna konkurencja cenowa i presja na marże w handlu pojazdami oraz FMCG. W trudnej sytuacji pozostawały zaś firmy handlujące dobrami inwestycyjnymi
i pośrednimi, głównie z uwagi na przedłużające się ożywienie w budownictwie, które miało miejsce dopiero w ostatnim kwartale roku.
– Nie brakowało zaskoczeń – zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. Szybszą od oczekiwanej poprawę sytuacji finansowej firm odnotowano m.in. w branży motoryzacyjnej, przemyśle maszynowym oraz budownictwie kubaturowym. Z kolei brak przewidywanego odbicia w eksporcie rzutował wciąż na wyniki branży drzewno-meblarskiej, a słabszy wzrost inwestycji pogorszył kondycję spółek budowlanych z segmentu inżynieryjnego. To przełożyło się na utrzymujące się problemy energochłonnych branż dostarczających materiały, takich jak przemysł mineralny czy metalowy – Paweł Kowalski, współautor raportu.
Wpływ konfliktu na Bliskim Wschodzie – kanały oddziaływania
Wydłużający się konflikt w regionie Zatoki Perskiej może mieć fundamentalny wpływ na kondycję polskich branż, oddziałując przede wszystkim dwoma kanałami. Po pierwsze, poprzez wzrost kosztów surowców energetycznych – ropy, gazu, a w konsekwencji także energii elektrycznej i materiałów. Najbardziej narażone są sektory o wysokiej energochłonności, takie jak przetwórstwo metalowe, mineralne, chemiczne, papiernicze czy drzewne, a także transport i budownictwo. W rolnictwie kluczowym wyzwaniem mogą stać się ceny nawozów, których ekonomika produkcji jest silnie uzależniona od cen gazu ziemnego. Kryzys może w 2026 roku skutkować także presją na marże firm z sektora użyteczności publicznej. Po drugie, konflikt może osłabić popyt w strefie euro – utrzymujące się wysokie notowania surowców podbiją bowiem inflację, prowadząc do spowolnienia tamtejszej konsumpcji i eksportu. Z tego powodu branże wytwarzające dobra konsumpcyjne charakteryzujące się silną ekspozycją na rynki unijne, takie jak produkcja sprzętu RTV/AGD mebli czy tekstyliów, mogą w 2026 roku nie doczekać się długo oczekiwanego ożywienia.
Inne czynniki wpływające na kondycję sektorów w 2026 roku
Choć konflikt na Bliskim Wschodzie pozostaje głównym źródłem niepewności, na sytuację firm w 2026 roku oddziaływać będą także inne czynniki. Pozytywnym impulsem rozwojowym, raczej odpornym na aktualne wydarzenia, będzie spodziewane i już teraz widoczne ożywienie inwestycji publicznych, napędzane środkami unijnymi.
– Od strony popytowej zyskiwać na nim będzie zwłaszcza budownictwo, branże wytwarzające materiały budowlane – mineralna, metalowa i wyrobów z metali, firmy wykonujące różne usługi na rzecz budownictwa – transport towarów, magazyny i logistyka, wynajem i dzierżawa czy biura projektowe, a także przemysł zbrojeniowy i wytwórcy dóbr inwestycyjnych – elektronika, maszyny i urządzenia – Krzysztof Mrówczyński.
Dużym wyzwaniem dla firm może okazać się jednak wzrost kosztów materiałów, oprócz konfliktu w Zatoce napędzany przez intensyfikację inwestycji infrastrukturalnych oraz implementację podatku granicznego CBAM (wzrost cen półproduktów metalowych
i chemicznych importowanych spoza UE). W 2026 roku mniejszym problemem dla firm powinny być z kolei koszty pracy – presja płacowa będzie słabła, choć nadal pozostanie istotnym wyzwaniem, zwłaszcza w przetwórstwie i budownictwie. Otoczenie regulacyjne przyniesie nowe obowiązki – dyrektywy ESG, regulacje dotyczące energetyki, budownictwa, rynku pracy i sztucznej inteligencji przesuwają presję ze sprawozdawczości na operacje
i produkt. Z kolei rewolucja technologiczna AI wymusi dalszą automatyzację procesów, zwiększając presję na produktywność i innowacyjność, zwłaszcza w usługach biznesowych
i przetwórstwie.
Sektorowe prognozy na 2026 rok
W scenariuszu bazowym, zakładającym szybkie wygaszenie konfliktu, najlepsze perspektywy mają branże usługowe – zakwaterowanie i gastronomia, informacja i komunikacja, usługi biznesowe – które korzystają z solidnego popytu krajowego i większej elastyczności w polityce cenowej. Przetwórstwo przemysłowe i budownictwo, pomimo spodziewanej poprawy koniunktury, pozostają najbardziej wrażliwe na potencjalne szoki kosztowe i popytowe.
W scenariuszu kryzysowym, gdy konflikt w Zatoce Perskiej trwa dłużej, pogarszają się prognozy dla większości sektorów – zwłaszcza energochłonnego przetwórstwa metalowego, mineralnego, papierniczego czy drzewnego. Byłaby to również zła wiadomość zwłaszcza dla transportu i budownictwa (znacznie silniejsza presja kosztowa). Są również potencjalni nieliczni beneficjenci. Na wzroście cen surowców (w tym węgla kamiennego) przejściowo skorzystać może górnictwo. Z kolei na ograniczeniu konkurencji z Bliskiego Wschodu
i wyższych cenach półproduktów zyskiwać mogą m.in. nieliczne segmenty branży chemicznej. Jako relatywnie odporne na negatywne skutki kryzysu i przedstawiające umiarkowanie korzystne perspektywy nawet w pesymistycznym wariancie wskazywane są ponadto m.in. usługi biznesowe, informacja i komunikacja oraz gospodarka odpadowa.
Raport „Barometr Sektorowy 2026. Gospodarka w cieniu wojny na Bliskim Wschodzie. Prognozy pogody dla branż w dwóch scenariuszach” został przygotowany przez Zespół Analiz Sektorowych Banku Pekao S.A. w składzie: Krzysztof Mrówczyński, Paweł Kowalski, Grzegorz Rykaczewski, Ewa Kurek, Marcin Gancarz oraz Wiktor Mrozowski.
Niemal co druga (47%) badana instytucja finansowa w Europie jest na etapie pilotażu lub już wdraża agentową sztuczną inteligencję – wynika z badania Red Hat i FStech. Jednocześnie 36% nie ma obecnie planów jej wprowadzenia. Ten podział nie oznacza braku zainteresowania takimi rozwiązaniami, lecz ostrożne podejście do ich implementacji. Wśród 41% respondentów za kluczowy element strategii AI (ważny dla 32% podmiotów) uznawana jest suwerenność danych, a rozwój agentowych systemów jest ściśle zależny od możliwości zapewnienia kontroli nad nimi i dostosowania się do regulacji branżowych.
Firmy, które już wdrażają agentową AI, wykorzystują ją głównie w obszarach, gdzie najważniejsze jest zachowanie zgodności z przepisami. Najczęściej wskazywane zastosowania to wykrywanie nadużyć (71%), monitorowanie zgodności regulacyjnej (66%) oraz procesy KYC (Know Your Customer) używane w działaniach na rzecz przeciwdziałania praniu pieniędzy (61%). Rozwiązania skierowane bezpośrednio do klientów są wymieniane znacznie rzadziej, co pokazuje, że sztuczna inteligencja w branży finansowej rozwijana jest aktualnie tam, gdzie poziom tolerancji na ryzyko jest najniższy, a nadzór nad mechanizmami technicznymi najwyższy.
Jednocześnie zarządy instytucji finansowych wyraźnie wskazują na regulacyjne i prawne czynniki ryzyka związane z wdrażaniem AI. Najczęściej obawiają się niezgodności z lokalnymi przepisami (72%), wycieków danych (55%) oraz konfliktów regulacyjnych między systemami prawnymi innych państw (51%). To właśnie te aspekty sprawiają, że rozwój agentowych systemów coraz silniej wiąże się z koniecznością kontroli nad danymi i dbałości o architekturę zapewniającą zgodność z wymogami prawnymi.
Ta roztropność w działaniu wpisuje się w szerszą zmianę priorytetów branży. Przez lata dążenie do zapewnienia przewagi konkurencyjnej bazowało na szybkości i ograniczaniu kosztów. Obecnie zdolność do utrzymania nieprzerwanego działania i do reagowania na zakłócenia staje się kwestią nadrzędną. W badaniu Red Hat 34% respondentów wskazuje, że to właśnie zastosowania AI w obszarze odporności operacyjnej i ciągłości biznesowej będą miały największy wpływ na ich przedsiębiorstwa w ciągu najbliższych trzech lat. Temat ten przestaje być zarezerwowany głównie dla działów IT, a staje się czynnikiem bezpośrednio wpływającym na stabilność finansową i zaufanie klientów.
Autonomia wymaga nowego fundamentu
Wzrost znaczenia odporności jest spowodowany rosnącym wykorzystaniem systemów AI i ich zwiększającą się autonomią. Dwa przedsiębiorstwa na pięć (43%) uważają, że w perspektywie trzech lat generatywna sztuczna inteligencja będzie wykorzystywana do usług obejmujących kontakt z klientami, a także w obszarach zaawansowanej analityki danych i wspierania procesów podejmowania decyzji. Coraz częściej modele agentowe będą nie tylko analizować dane, ale inicjować i podejmować działania w sposób zautomatyzowany i w bardzo krótkim czasie. Oznacza to, że pojedyncza błędna decyzja może szybko przełożyć się na istotne konsekwencje operacyjne. Należy także pamiętać, że wyzwania w obszarze sztucznej inteligencji dotyczą nie tylko precyzji modeli, lecz także możliwości wyjaśniania ich zachowań oraz nieprzewidywalnych interakcji pomiędzy różnymi komponentami AI w złożonym środowisku technicznym.
W takiej rzeczywistości tradycyjne podejście do nadzoru nad rozwiązaniami technicznymi przestaje być wystarczające. Kontrola nad AI nie może ograniczać się do okresowych audytów czy raportów przygotowywanych po fakcie. Tymczasem 62% badanych przez Red Hat firm nadal bazuje na manualnej analizie incydentów bezpieczeństwa, a co czwarty podmiot (26%) nie ma wyodrębnionego monitoringu sztucznej inteligencji. Tylko 43% przedsiębiorstw wdrożyło zautomatyzowane procedury reagowania na naruszenia. W nowoczesnym ekosystemie mechanizmy ochronne i weryfikacyjne powinny być wbudowane bezpośrednio w architekturę agentów i zapewniać stały nadzór nad ich funkcjonowaniem. Skalowanie agentowej AI wymaga nowego podejścia do zarządzania, które obejmuje nie tylko pojedyncze modele, lecz także relacje i przepływy danych pomiędzy nimi.
Drugim filarem transformacji wykorzystania agentowej AI jest suwerenność danych, którą 73% respondentów uznaje za element kluczowy lub ważny dla swojej strategii wdrażania sztucznej inteligencji. Co ważne, przedsiębiorstwa coraz rzadziej rozważają w tym kontekście wyłącznie miejsce przechowywania danych, a coraz częściej, gdzie i w jaki sposób są one przetwarzane. Z badania wynika, że 59% instytucji finansowych dąży do ograniczenia zależności od globalnych dostawców chmury, a taki sam odsetek chce zyskać większą kontrolę nad swoją architekturą IT. Co druga badana firma wskazuje wśród celów również zwiększenie zaufania i poziomu przejrzystości, zaś 47% ochronę wrażliwych danych klientów.
Mimo rosnącej świadomości znaczenia suwerenności i odporności, wiele firm znajduje się dopiero na początku tej drogi. Ponad 60% badanych przez Red Hat przedsiębiorstw wciąż nie posiada formalnej strategii w zakresie wzmacniania suwerenności danych. Wśród najczęściej wskazywanych barier wdrożeniowych pojawiają się wysokie koszty (64%) oraz niedobór odpowiednich kompetencji w przedsiębiorstwach (58%). Skalowanie agentowej AI nie jest wyłącznie wyzwaniem technicznym, lecz także inwestycyjnym i organizacyjnym, które wymaga spójnej strategii oraz jasno zdefiniowanego modelu operacyjnego.
W tej sytuacji kluczowe staje się pytanie nie o to, czy wdrażać agentową AI, lecz na jakich zasadach i na bazie jakich modeli technicznych. Połowa badanych instytucji finansowych już wykorzystuje lub wchodzi w okres pilotażu rozwiązań wykorzystujących otwartą sztuczną inteligencję, a kolejne 21% dostrzega ich potencjał. Wskazuje to, że otwarta architektura staje się istotnym elementem strategii suwerenności i kontroli w branży finansowej. Autonomia AI bez odporności i suwerenności może stać się źródłem dodatkowego ryzyka, zamiast przewagi konkurencyjnej. Dlatego instytucje finansowe coraz częściej koncentrują się na budowie spójnej architektury bazującej na rozwiązaniach open source, która zapewnia kontrolę nad danymi, modelami i infrastrukturą w środowiskach hybrydowych oraz wielochmurowych. W erze autonomicznych agentów kluczową strategiczną decyzją nie jest wybór konkretnego modelu, lecz stworzenie stabilnych, przejrzystych i suwerennych fundamentów, które pozwolą tę autonomię bezpiecznie skalować.
***
O badaniu
FStech i Red Hat przeprowadziły ankietę wśród 101 decydentów z sektora usług finansowych w Wielkiej Brytanii i Europie, aby ocenić, w jaki sposób organizacje podchodzą do adopcji AI w obliczu rosnących ograniczeń związanych z suwerennością danych i bezpieczeństwem. W badaniu przeanalizowano postawy i priorytety inwestycyjne w takich obszarach jak oprogramowanie otwarte, gotowość do bezpiecznego i zgodnego z przepisami wdrażania AI oraz ryzyka związane z transgranicznym przepływem danych. Respondenci reprezentowali szeroki przekrój instytucji finansowych, w tym główne banki detaliczne i inwestycyjne, ubezpieczycieli oraz dostawców usług płatniczych. Ta różnorodność zapewnia wyważony obraz tego, w jaki sposób kwestie suwerenności i zarządzania wpływają na strategię AI w całym sektorze finansowym.
Autor: Lubomir Stojek, Country Manager Red Hat w Polsce
Najwyższa Izba Kontroli po raz kolejny bardzo krytycznie oceniła funkcjonowanie Funduszu Sprawiedliwości. W opublikowanej 16 marca 2026 r. informacji NIK wskazała, że w kontrolowanym okresie od 1 stycznia 2021 r. do 9 maja 2025 r. fundusz działał z naruszeniem podstawowych zasad finansów publicznych, a łączna kwota stwierdzonych nieprawidłowości wyniosła blisko 270 mln zł. Negatywna ocena objęła zarówno samo funkcjonowanie Funduszu, jak i działania Ministra Sprawiedliwości jako jego dysponenta.
Fundusz Sprawiedliwości został utworzony w 2012 r. jako państwowy fundusz celowy, którego podstawowym zadaniem miała być pomoc osobom pokrzywdzonym przestępstwem oraz wsparcie postpenitencjarne dla byłych osadzonych. Według NIK późniejsze zmiany prawne, zwłaszcza rozszerzenie w 2017 r. zakresu jego działania o szeroko rozumiane „przeciwdziałanie przestępczości”, doprowadziły jednak do rozmycia pierwotnej roli funduszu i umożliwiły finansowanie zadań o bardzo luźnym związku z jego ustawowym celem.
Kontrola rozpoczęta w maju 2024 r. objęła nie tylko Ministerstwo Sprawiedliwości, ale też 22 beneficjentów, w tym jedną uczelnię i 21 organizacji pozarządowych. Badaniem objęto 30 umów o łącznej wartości ponad 260 mln zł, co stanowiło nieco ponad 30 proc. wartości wszystkich umów obowiązujących w tym okresie. NIK analizowała trzy główne obszary aktywności funduszu: pomoc postpenitencjarną, pomoc dla osób pokrzywdzonych przestępstwem i świadków oraz działania określane jako przeciwdziałanie przestępczości.
Zdaniem Izby jednym z głównych problemów było wprowadzenie mechanizmów pozwalających na swobodne i słabo kontrolowane dysponowanie środkami. NIK oceniła, że pozanaborowy tryb przyznawania dotacji dawał ministrowi możliwość przekazywania pieniędzy niemal dowolnym podmiotom i na cele, które jedynie pozornie mieściły się w zadaniach funduszu. Wśród przykładów finansowanych przedsięwzięć NIK wymieniła m.in. inwestycję budowlaną wykorzystywaną do celów własnych fundacji, budowę i utrzymanie portali publikujących materiały wspierające konkretne partie polityczne, zakup kampera, biegi uliczne i górskie, festiwale filmowe czy edukację prawną i menedżerską wybranych grup. Izba wskazała też, że ponad 66 mln zł trafiło na inwestycję Fundacji Profeto.pl, która tylko przez rok była zobowiązana do świadczenia pomocy osobom pokrzywdzonym.
Szczególnie ostre zarzuty dotyczą sposobu rozdzielania środków w konkursach. NIK stwierdziła, że konkursy często miały jedynie formalny charakter, a zasady uczciwej konkurencji były naruszane. Według ustaleń kontrolerów wybrane podmioty miały otrzymywać nieformalne wsparcie od pracowników resortu jeszcze przed złożeniem ofert, a nawet przed ogłoszeniem konkursów. Wskazano też na mechanizmy wpływania na oceny komisji konkursowych, w tym sugestie dotyczące zmiany punktacji oraz kierowanie części ofert do ponownej oceny przez innych oceniających, jeśli pierwotna punktacja nie dawała szans na uzyskanie dotacji. NIK podała, że w obszarze przeciwdziałania przestępczości aż 16 z 18 objętych kontrolą dotacji, o łącznej wartości 98,7 mln zł, przyznano niecelowo.
Izba zarzuciła także dysponentowi funduszu brak należytego zabezpieczenia interesów Skarbu Państwa w umowach dotacyjnych. Według NIK część wykonawców uzyskiwała nieuprawnione przychody z ryczałtowo rozliczanych i niedokumentowanych kosztów administracyjnych, a system nadzoru nad realizacją umów był nieskuteczny. Kontrolerzy wskazali również na konflikty interesów oraz brak rzetelnej weryfikacji efektów i kosztów finansowanych zadań. W ocenie NIK działania osób zarządzających funduszem w latach 2021–2023 bywały nie tylko nierzetelne, ale nierzadko miały charakter intencjonalny i służyły wspieraniu określonej grupy podmiotów.
Osobnym obszarem krytyki były wydatki na promocję Funduszu Sprawiedliwości. NIK wskazała, że decyzje dotyczące kierunków i natężenia działań promocyjnych były podejmowane uznaniowo, a wykonawców wybierano z naruszeniem przepisów lub przy zachowaniu jedynie pozorów konkurencji. Zdaniem Izby szczególne nasilenie takich działań wystąpiło w 2023 r., czyli w roku kampanii wyborczej do Sejmu i Senatu, a część działań promocyjnych służyła także budowaniu wizerunku konkretnych osób.
NIK negatywnie oceniła również przekroczenie limitów kosztów obsługi funduszu. W 2021 r. limit wynoszący 6,4 mln zł został przekroczony prawie o 1 mln zł, a w 2023 r. limit 11,6 mln zł przekroczono aż o 16,6 mln zł, czyli o 142 proc. Według Izby wynikało to przede wszystkim z radykalnego wzrostu kosztów promocji w trakcie kampanii wyborczej i bezpośrednio przed nią, co oznaczało, że środki przeznaczone na pomoc ofiarom przestępstw oraz readaptację byłych osadzonych były wykorzystywane niezgodnie z obowiązującymi regulacjami.
Raport pokazuje też szerszy problem systemowy. NIK zaznaczyła, że mimo regularnych wcześniejszych kontroli i kierowanych do resortu wniosków, nieprawidłowości nie zostały usunięte, a wręcz się pogłębiały. Izba odnotowała wprawdzie, że od grudnia 2024 r. wprowadzono przepisy ograniczające ryzyko uznaniowego i nietransparentnego rozdysponowywania środków, co oceniła pozytywnie, ale jednocześnie podkreśliła, że nadal brakuje szczegółowego katalogu zadań funduszu oraz spójnej koncepcji jego dalszego funkcjonowania.
Równolegle Ministerstwo Sprawiedliwości deklaruje odbudowę transparentności funduszu. Resort zapowiada, że przyszłość Funduszu Sprawiedliwości ma opierać się na trzech filarach: merytoryce, decentralizacji i pełnej jawności wydatkowania środków. Ministerstwo podaje też, że w konkursie na pomoc pokrzywdzonym na 2026 r. trwa ocena ofert, a część środków ma trafić na kompleksowe wsparcie prawne, psychologiczne, medyczne i bytowe dla ofiar przestępstw.
W swoich wnioskach NIK domaga się pilnych działań naprawczych. Izba postuluje m.in. nową koncepcję funkcjonowania Funduszu Sprawiedliwości, doprecyzowanie ustawowych zadań, ograniczenie i uszczegółowienie finansowania działań z zakresu „przeciwdziałania przestępczości”, stworzenie obiektywnych zasad oceny ofert, wzmocnienie nadzoru nad beneficjentami oraz wprowadzenie rozwiązań przeciwdziałających konfliktom interesów i mechanizmom korupcjogennym. W ocenie NIK tylko takie zmiany mogą przywrócić funduszowi charakter rzeczywiście celowy i skierować środki tam, gdzie miały trafiać od początku, czyli przede wszystkim do ofiar przestępstw i osób opuszczających zakłady karne.
Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych nałożył na spółkę Restaurant Partner Polska, prowadzącą platformę Glovo, administracyjną karę pieniężną w wysokości 5 898 064 zł. Powodem było naruszenie przepisów RODO poprzez pozyskiwanie – bez odpowiedniej podstawy prawnej – skanów i zdjęć dokumentów tożsamości użytkowników aplikacji mobilnej.
Sprawa jest efektem kontroli przeprowadzonej przez Prezesa UODO, która dotyczyła sposobu przetwarzania danych osobowych użytkowników aplikacji „Glovo – dostawa jedzenie i inne”. Organ nadzorczy badał m.in. cele, zakres oraz podstawy prawne przetwarzania danych.
Dodatkowa weryfikacja przy podejrzeniu oszustwa
Jak ustalił UODO, spółka w określonych sytuacjach związanych z podejrzeniem nadużycia żądała od użytkowników przesłania skanu lub zdjęcia dowodu osobistego albo paszportu. Takie przypadki miały dotyczyć m.in. zgłoszeń od kurierów o próbie kradzieży zamówienia przez klienta, użyciu fałszywych pieniędzy, rozbieżności między danymi karty płatniczej a danymi użytkownika czy podejrzenia, że w przesyłce mogą znajdować się nielegalne substancje.
Restaurant Partner Polska tłumaczyła, że działała w oparciu o art. 6 ust. 1 lit. f RODO, czyli prawnie uzasadniony interes administratora. Zdaniem spółki miało to służyć weryfikacji tożsamości osoby podejrzewanej o oszustwo. Firma argumentowała również, że takie działania miały charakter wyjątkowy, a ich wdrożenie poprzedzono oceną skutków dla ochrony danych oraz testem równowagi.
UODO: uzasadniony interes to za mało
Prezes UODO nie zgodził się z tym stanowiskiem. W ocenie organu powołanie się na uzasadniony interes administratora nie mogło usprawiedliwiać tak szerokiego zakresu pozyskiwanych danych osobowych, jakie znajdują się w dokumentach tożsamości.
Urząd podkreślił, że kopiowanie lub utrwalanie dokumentów tożsamości może następować wyłącznie w szczególnych przypadkach, przez podmioty wyraźnie upoważnione do tego w przepisach prawa. Taka możliwość wynika np. z ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu, ale tylko wobec ściśle wskazanych instytucji. Restaurant Partner Polska nie należy do tej kategorii, dlatego – zdaniem organu – nie mogła korzystać z takich uprawnień.
UODO wskazał też, że podstawy do żądania pełnych skanów dokumentów nie dawała również ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Według organu taki zakres danych nie był niezbędny ani do zawarcia, ani do wykonania czy rozwiązania umowy pomiędzy użytkownikiem a platformą.
Naruszenie zasady minimalizacji danych
Kluczowe znaczenie w tej sprawie miała również zasada minimalizacji danych. UODO uznał, że przeciwdziałanie oszustwom nie może prowadzić do pozyskiwania danych nadmiarowych. Tymczasem zakres danych przetwarzanych przez spółkę obejmował bardzo szeroki katalog informacji znajdujących się w dokumentach tożsamości.
Chodziło m.in. o:
imię i nazwisko, nazwisko rodowe, imiona rodziców, datę i miejsce urodzenia, numer PESEL, serię i numer dokumentu, datę jego wydania i ważności, adres zamieszkania, wizerunek oraz inne dane widoczne na dokumencie.
W ocenie Prezesa UODO oznacza to naruszenie art. 6 ust. 1 RODO, ponieważ dane były przetwarzane bez podstawy prawnej, w zakresie nieadekwatnym do deklarowanego celu. Organ stwierdził również naruszenie zasad zgodności z prawem, rzetelności i przejrzystości oraz minimalizacji danych, wynikających z art. 5 ust. 1 lit. a i c RODO.
Dodatkowo UODO uznał, że skoro przetwarzanie nie było legalne, to doszło także do naruszenia zasady rozliczalności, o której mowa w art. 5 ust. 2 RODO.
Organ nadzorczy zwrócił ponadto uwagę na przepisy ustawy o dokumentach publicznych. Zgodnie z nią dowód osobisty i paszport należą do dokumentów publicznych pierwszej kategorii, objętych szczególnym reżimem ochronnym. Zdaniem UODO działania spółki były wątpliwe także z perspektywy celu tej ustawy, którym jest ochrona najważniejszych dokumentów publicznych przed nadużyciami.
Ponad 3,4 mln użytkowników i wieloletni okres naruszenia
Na wysokość kary wpływ miały nie tylko sam charakter i ciężar naruszenia, ale także długość jego trwania. Jak wskazał Prezes UODO, nieprawidłowości miały miejsce od lipca 2019 roku. Organ wziął pod uwagę również skalę działalności spółki, ponieważ baza danych objęta sprawą dotyczyła ponad 3,4 mln aktywnych użytkowników w Polsce.
Według UODO istniało realne ryzyko szkody niemajątkowej po stronie użytkowników, polegającej m.in. na obawie przed utratą kontroli nad swoimi danymi oraz możliwością kradzieży tożsamości.
Prezes Urzędu uznał naruszenie za poważne, ponieważ dotyczyło podstawowych zasad przetwarzania danych osobowych. W ocenie organu nałożona kara ma być skuteczna, proporcjonalna i odstraszająca.
Nakaz usunięcia danych i wstrzymania praktyki
Oprócz kary finansowej UODO nakazał spółce:
zaprzestanie pozyskiwania i dalszego przetwarzania skanów oraz zdjęć dowodów osobistych i paszportów użytkowników aplikacji Glovo, a także usunięcie danych zebranych w ten sposób.
Na wykonanie tego obowiązku spółka ma 30 dni od doręczenia decyzji.
Decyzja Prezesa UODO pokazuje, że nawet działania podejmowane w ramach procedur antyfraudowych muszą mieścić się w granicach prawa. Sam cel, taki jak przeciwdziałanie oszustwom, nie daje jeszcze administratorowi prawa do pozyskiwania pełnych skanów dokumentów tożsamości.
Sprawa Glovo może stać się ważnym sygnałem dla innych firm działających w gospodarce cyfrowej. UODO jednoznacznie wskazuje, że środki bezpieczeństwa i procedury weryfikacyjne nie mogą prowadzić do zbierania nadmiarowych danych bez wyraźnej podstawy ustawowej.
W konfliktach zbrojnych jest taki moment, że rynki zaczynają traktować je jako nową normę i emocje gwałtownie spadają. Tak było w przypadku rosyjskiej agresji na Ukrainę i podobnie powoli zaczyna być teraz w Zatoce Perskiej. Nadal jednak kapitał ostrożnościowo wybiera dolara.
Niby spokojny weekend
Biorąc pod uwagę jak wyglądały poprzednie dwa weekendy, ten można by nazwać spokojnym. Jest to oczywiście przesada, ale na ich tle faktycznie niewiele się zmieniło. Ropa naftowa zakończyła poprzedni tydzień na poziomie 104 USD za baryłkę. Dzisiaj otworzyła się na 102 USD, ale od rana drożeje i na moment pisania tego tekstu rośnie do 106 USD. Dla porównania tydzień temu rynek zamknął się przed weekendem na 93 USD, a otworzył na 110. Z czego wynika to uspokojenie? Głównie z tego, że sytuacja jest stabilnie zła – ani wyraźnie się nie poprawia, ani wyraźnie nie pogarsza. W mediach pojawiają się plotki o możliwej inwazji lądowej, ale analitycy na razie uważają ten scenariusz za bardzo mało prawdopodobny. Z drugiej strony Iran nadal bardzo skutecznie ogranicza żeglugę przez Cieśninę Ormuz do pojedynczych statków.
Dolar wciąż bardzo mocny
Na rynkach nadal widać wyraźny przepływ kapitału do dolara. Powody są teoretycznie dwa: wojna w Zatoce Perskiej i ucieczka do tzw. bezpiecznej przystani oraz oddalające się obniżki stóp procentowych. W praktyce można to sprowadzić do tego pierwszego czynnika. Powodem spadających szans na obniżki są bowiem obawy o poziom inflacji. Ta z kolei jest silnie uzależniona od cen produktów na bazie ropy, które ostatnio poszły gwałtownie w górę w wyniku wojny w Zatoce Perskiej. Najbliższe posiedzenie Federalnego Komitetu Otwartego Rynku już w najbliższą środę. Decyzja nie powinna nas zaskoczyć – utrzymanie stóp procentowych wydaje się pewne. Kluczowa dla rynków powinna być konferencja po samej decyzji. W rezultacie dolar kolejny dzień jest najsilniejszy względem euro od sierpnia zeszłego roku.
Co ze złotym?
Polska waluta – jak to często bywa podczas zwiększonych ryzyk na rynkach światowych – nie ma się najlepiej. Kurs euro wynosi obecnie 4,27 zł, co oznacza delikatne umocnienie od rana. Złoty, podobnie jak inne uważane za bardziej ryzykowne aktywa, traci przed weekendem i zyskuje po nim, o ile okazuje się, że nie było nadmiernej eskalacji. Obecne poziomy względem euro są i tak dużo korzystniejsze niż poprzednie szczyty – kurs EUR/PLN kilkukrotnie od początku wojny przekraczał już 4,30 zł. Inaczej wygląda sytuacja amerykańskiej waluty, która umacnia się bowiem względem euro. W rezultacie kurs USD/PLN pierwszy raz od sierpnia osiągnął w piątek poziom 3,75 zł. Jeżeli sytuacja będzie eskalować, możemy oczekiwać dalszej słabości złotego. Natomiast jeśli z kolei będzie się uspokajać, należy spodziewać się umacniania polskiej waluty.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto wskazać na:
Mieszkanie jak marchewka na targowisku? „Różnice cen ofertowych i transakcyjnych mogą się znacząco różnić”.
Rynek nieruchomości powoli szykuje się do podsumowania I kwartału roku 2026. Prognozy są dobre, zainteresowanie rośnie, ale rosną także… ceny. Szczególnie na rynku pierwotnym. Czy to oznacza, że niebawem przyjdzie nam płacić za mieszkania jeszcze więcej? – Wzrost cen jest swojego rodzaju złudzeniem optycznym – mówi wprost ekspert rynku nieruchomości Mirosław Król. – Ceny są często ustawiane wyżej po to, by negocjacje były pełniejsze. Klienci chcą mieć możliwość wpływu na cenę. O ile na rynku wtórnym regulacja zależy tylko od relacji klienta i konsumenta, tak na rynku deweloperskim po zmianie ustawy i wprowadzeniu jawności cen deweloperzy są mniej skłonni do promocji i ofert specjalnych – mówi Mirosław Król.
„Rynek wtórny bardziej elastyczny niż deweloperski”
Pierwsze miesiące roku 2026 są kontynuacją zapowiedzi dobrej koniunktury na rynku. Stopy procentowe są niższe, ceny wydają się być stabilniejsze, a Polacy ostatnie miesiące zwykle mocno oszczędzali, by móc kupić swoje wymarzone lokale. Na rynku wtórnym jest mnóstwo ciekawych ofert w atrakcyjnych cenach. Co więcej, zapowiadane wzrosty cen, zwykle są wzrostami tylko teoretycznymi.
– Na rynku wtórnym jest mnóstwo interesujących ofert. Zdarzają się mieszkania w dużych miastach w cenach około 8-9 tysięcy złotych za metr kwadratowy. Oczywiście wszystko zależy od stanu nieruchomości, lokalizacji i miasta. Trudno spodziewać się, by w Krakowie, Trójmieście, Poznaniu czy w Warszawie mieszkania trafiały na „wyprzedaże”. Jedno jest jednak pewne: te ceny są dużo atrakcyjniejsze niż jeszcze rok temu. Wynika to z faktu, że ruch jest większy i klienci są zainteresowani zakupem, a sprzedawcy na rynku wtórnym są bardziej ugodowi, bo niektórzy od miesięcy próbują sprzedać mieszkania – przyznaje Mirosław Król.
Na rynku wtórnym mówi się nawet o „studniówkach” lub „rocznikach”.
– Zdarza się, że sto dni, pół roku albo nawet rok mieszkanie czeka na nabywcę. Tutaj zwykle mamy do czynienia z właścicielem, który też nie chce negocjować ceny, a to właśnie te negocjacje poszczególnych nabywców często interesują najbardziej – dodaje Król.
– Rynek wtórny musi być bardziej elastyczny. Podaż mieszkań na rynku deweloperskim mocno spadła. Na rynku wtórnym też widzimy częściej „wracające oferty” niż używane mieszkania wystawiane na sprzedaż kolejny raz – dodaje ekspert.
Do 20% różnicy? „Czas negocjatorów”
Jak mocno różnią się ceny ofertowe od transakcyjnych? Rekordy to nawet ponad 70 tysięcy złotych. To kwestia licytacji? Niekoniecznie. Dla sprzedających często istotną rolę odgrywa np. gotówka lub czas sprzedaży.
– Przykład to mieszkanie w Poznaniu, które ostatnio sprzedawałem. Cena startowa wynosiła 800 tysięcy złotych, potem 775 tysięcy, a ostatecznie piękne, przestronne mieszkanie zostało sprzedane za równe 700 tysięcy. To kwestia jednej informacji: mam 700 tysięcy złotych w gotówce, umowę możemy podspisać choćby dzisiaj. Właściciel mieszkania właśnie wykańczał wymarzony dom i wizja czekania kolejnych miesięcy lub sprzedaży taniej, ale za gotówkę i od razu, okazała się kusząca – mówi Mirosław Król.
– Takie negocjacje nie są codziennością, ale rozbieżność między cenami ofertowymi, a transakcyjnymi na rynku pierwotnym i wtórnym są znaczące. U deweloperów to negocjowanie jest trudniejsze, a na rynku wtórnym może sięgać nawet 15-20%, czyli faktycznie kilkudziesięciu tysięcy złotych. Wiele zależy od naszej cierpliwości, ale także faktu czy posiadamy całą kwotę na mieszkanie. Trudniej negocjować gdy naszym kapitałem jest obietnica kredytu – przyznaje wprost Mirosław Król.
Eksperci dodają, że najtrudniej negocjuje się ceny małych mieszkań.
– Tutaj ceny ofertowe i transakcyjne są minimalnie różne. Negocjacje zaczynają się od mieszkań typowo rodzinnych, czyli dwa pokoje lub więcej. Kawalerka wciąż jest produktem deficytowym i bardziej inwestycyjnym niż kupowanym pod potrzeby konkretnej osoby. Oczywiście nie ma tutaj reguły – przyznaje Mirosław Król.
Choć w 2025 roku liczba niesolidnych płatników w Polsce zaczęła spadać, łączna kwota przeterminowanych zobowiązań przedsiębiorstw nadal rośnie. Na koniec ubiegłego roku zaległe długi firm przekroczyły 45 mld zł, obciążając ponad 309 tys. przedsiębiorstw – wynika z danych BIG InfoMonitor oraz BIK.
Eksperci wskazują, że sytuacja jest coraz bardziej zróżnicowana regionalnie i branżowo. Mimo spadku liczby zadłużonych firm rośnie średnia kwota długu przypadająca na jedno przedsiębiorstwo, co oznacza koncentrację problemów finansowych w części gospodarki.
Mniej dłużników, ale większe długi
Polski biznes zakończył 2025 rok z bardzo wysokim poziomem przeterminowanego zadłużenia. Łączna wartość zaległości przekroczyła 45 mld zł, choć liczba niesolidnych płatników spadła.
Z baz BIG InfoMonitor i BIK ubyło w ciągu roku blisko 22 tys. zadłużonych podmiotów, podczas gdy rok wcześniej liczba firm mających problemy z regulowaniem zobowiązań wzrosła o ponad 12 tys.
Jednocześnie zwiększyła się średnia kwota zadłużenia przypadająca na jednego przedsiębiorcę:
2023 r. – 131 218 zł
2024 r. – 132 241 zł
2025 r. – 145 612 zł
Oznacza to skok o ponad 13 tys. zł w ciągu jednego roku, znacznie większy niż w poprzednich latach. Zdaniem ekspertów świadczy to o tym, że problemy finansowe kumulują się przede wszystkim wśród firm już wcześniej zadłużonych.
Jak podkreśla Paweł Szarkowski, prezes BIG InfoMonitor, taka sytuacja zwiększa ryzyko dla kontrahentów.
Tak gwałtowny wzrost średniej kwoty długu przy mniejszej liczbie dłużników dowodzi, że problemy finansowe „puchną” u firm już zadłużonych. Dla kontrahentów oznacza to radykalny wzrost ryzyka transakcyjnego – współpraca z podmiotem posiadającym zaległości jest dziś znacznie bardziej niebezpieczna niż jeszcze dwa lata temu.
Mapa zadłużenia w Polsce
Analiza danych pokazuje wyraźne różnice między regionami. Najwyższe średnie zadłużenie firm odnotowano w dwóch województwach:
Podkarpackim
Mazowieckim
W obu regionach przeciętna kwota zaległości przekracza 190 tys. zł na firmę.
Jednocześnie Mazowsze pozostaje zdecydowanym liderem pod względem wartości zaległych zobowiązań, co wynika w dużej mierze ze skali działalności gospodarczej w regionie.
Największe łączne zadłużenie przedsiębiorstw występuje w:
Mazowieckim – ok. 12 mld zł
Śląskim – ponad 5,6 mld zł
Wielkopolskim – ok. 4,6 mld zł
Eksperci wskazują jednak, że wysoka średnia wartość długu na Podkarpaciu może oznaczać szczególnie trudną sytuację pojedynczych przedsiębiorstw funkcjonujących na mniejszych rynkach lokalnych.
Gdzie długi rosną najszybciej
Tempo narastania problemów finansowych firm również jest bardzo zróżnicowane regionalnie.
Największy wzrost zaległości w 2025 roku odnotowano w:
woj. zachodniopomorskim – wzrost o 13,3 proc. rok do roku
woj. małopolskim – wzrost o 10,3 proc. rok do roku
Może to świadczyć o pogorszeniu lokalnej koniunktury gospodarczej lub większej wrażliwości firm na zmiany kosztów działalności i popytu.
Z kolei najlepszą poprawę sytuacji zanotowano w:
woj. świętokrzyskim – spadek zaległości o 9,3 proc.
woj. łódzkim – spadek o 8,4 proc.
W tych regionach przedsiębiorstwa relatywnie lepiej poradziły sobie z presją kosztową i spowolnieniem gospodarczym.
Cztery sektory z największymi długami
Największe problemy z przeterminowanymi zobowiązaniami dotyczą kilku kluczowych branż polskiej gospodarki.
Liderem pozostaje handel hurtowy i detaliczny, którego zaległości sięgają 8,7 mld zł. Kolejne miejsca zajmują:
przemysł – 7,5 mld zł
budownictwo – 5,9 mld zł
transport i logistyka (TSL) – 3,3 mld zł
W dwóch sektorach – handlu i TSL – odnotowano niewielką poprawę sytuacji. Zaległości spadły tam odpowiednio o 3 proc. i 1 proc. w porównaniu z końcem 2024 roku.
W pozostałych branżach problemy narastają.
Największe wzrosty zadłużenia wystąpiły w:
przemyśle – wzrost o 686 mln zł (10 proc.)
budownictwie – wzrost o 295 mln zł (5,3 proc.)
sektorze nieruchomości – wzrost o 533 mln zł (21,4 proc.)
działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej – przekroczenie 3 mld zł zadłużenia (wzrost o 9,4 proc.)
Transport najbardziej ryzykowną branżą
Pod względem odsetka niesolidnych płatników zdecydowanie wyróżnia się branża transportowa i logistyczna (TSL).
Problemy z terminowym regulowaniem zobowiązań ma tam 8,6 proc. firm, co oznacza, że co dwunasta firma transportowa zalega z płatnościami.
Do innych sektorów o wysokim poziomie ryzyka należą:
gospodarka odpadami i ściekami – 7,1 proc. firm z problemami
górnictwo – 6,7 proc.
Jeszcze bardziej niepokojące dane pojawiają się przy analizie poszczególnych działalności gospodarczych według kodów PKD.
Przykładowo:
wynajem samochodów (PKD 7711Z) – problemy finansowe ma ok. 16 proc. firm,
produkcja margaryny (PKD 1042Z) – aż 27 proc. przedsiębiorstw figuruje jako niesolidni dłużnicy.
Pierwsze oznaki stabilizacji
Mimo wysokiego poziomu zadłużenia eksperci dostrzegają pierwsze sygnały poprawy sytuacji w gospodarce.
W 2025 roku:
łączna kwota zaległości wzrosła o 1,24 mld zł,
rok wcześniej wzrost wyniósł 1,95 mld zł.
Oznacza to spowolnienie dynamiki przyrostu długu z 4,7 proc. w 2024 r. do 2,8 proc. w 2025 r.
Dla porównania jeszcze w 2023 roku tempo wzrostu zaległości wynosiło około 6 proc.
Udział niesolidnych płatników w gospodarce ustabilizował się natomiast na poziomie około 5 proc. przedsiębiorstw.
Niepewna przyszłość dla firm
Eksperci podkreślają jednak, że sytuacja przedsiębiorstw nadal pozostaje krucha.
Rok 2025 przyniósł stopniową stabilizację po trudnym 2024, ale wiele firm wciąż funkcjonuje pod silną presją kosztową. Rosnące wynagrodzenia, drożejąca energia oraz import tańszych produktów – zwłaszcza z Chin – obniżają marże przedsiębiorstw.
Dodatkowo eksporterzy mierzą się z osłabionym popytem w Unii Europejskiej oraz umacniającym się złotym, który ogranicza konkurencyjność polskich towarów na rynkach zagranicznych.
Zdaniem dr. hab. Waldemara Rogowskiego, głównego analityka BIG InfoMonitor, przyszłość gospodarki będzie zależeć także od sytuacji geopolitycznej.
Konflikty na świecie – w szczególności na Bliskim Wschodzie – mogą wpłynąć na ceny energii i tempo globalnego wzrostu gospodarczego. Długotrwały wzrost cen ropy i gazu mógłby ponownie podbić inflację i zahamować ożywienie gospodarcze.
W skrajnym scenariuszu część gospodarek mogłaby znaleźć się na ścieżce stagflacji, czyli połączenia wysokiej inflacji z niskim wzrostem gospodarczym.
Ryzyko dla inwestycji i rynku pracy
Wysokie zadłużenie firm oraz rosnąca koncentracja problemów finansowych w wybranych sektorach mogą mieć szersze konsekwencje dla gospodarki.
Słabsza kondycja przedsiębiorstw może ograniczać:
inwestycje,
zatrudnienie,
tempo rozwoju lokalnych gospodarek.
Dlatego – jak podkreślają analitycy – coraz większego znaczenia nabiera weryfikacja wiarygodności płatniczej kontrahentów, zwłaszcza w branżach o podwyższonym ryzyku.
Dane BIG InfoMonitor i BIK pokazują, że choć liczba niesolidnych dłużników spada, to ryzyko współpracy z zadłużonym partnerem biznesowym jest dziś większe niż jeszcze kilka lat temu.
W ostatnich miesiącach podwyżki cen w sklepach utrzymywały się na stabilnym poziomie, choć przewyższającym wskaźnik CPI. W lutym codzienne zakupy podrożały o 3,8% rdr. Natomiast obecnie eksperci przewidują, że już w marcu wpływ podwyżek cen paliw może podnieść „szeroką” inflację o około 0,5 p.p. Autorzy raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” podkreślają, że sytuacja na Bliskim Wschodzie jest dynamiczna i trudno oszacować dokładny efekt proinflacyjny. Jednocześnie uważają, że przed samą Wielkanocą ceny w sklepach nie pójdą mocno w górę. Proces przenoszenia kosztów w handlu detalicznym zwykle trwa znacznie dłużej. Jeśli wzrosty cen energii i paliw utrzymają się przez kolejne miesiące, to może dojść do wyraźnego przyspieszenia dynamiki wzrostów cen w sklepach, szczególnie chemii gospodarczej, pieczywa i żywności przetworzonej.
Według raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito, w lutym br. codzienne zakupy zdrożały średnio o 3,8% rdr. W styczniu br. wzrost wyniósł 3,7%, a w grudniu ub.r. – 3,8% rdr. Analiza w każdym miesiącu obejmowała łącznie 17 kategorii, w tym żywność, napoje bezalkoholowe i alkoholowe oraz pozostały asortyment, np. chemię gospodarczą i art. dla dzieci. Autorzy raportu podkreślają, że ostatnio mieliśmy do czynienia z pewną stabilizacją cenową. Jednak obecny konflikt zbrojny na Bliskim Wschodzie może realnie spowodować, że ceny w polskich sklepach nabiorą większej dynamiki.
– Sytuacja zmieniła się fundamentalnie z końcem lutego. Eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie, zwłaszcza gdy obejmuje główne szlaki transportu ropy, może windować ceny surowców energetycznych, a to przez łańcuch zależności uderzy w koszty transportu, produkcji i energii w Polsce. W konsekwencji stosunkowo szybko przeniesie się na ceny na półkach sklepowych. Oczywiście mamy do czynienia z ryzykiem, a nie z prognozą rynkową. Jeśli wzrosty cen energii i paliw utrzymają się przez kolejne miesiące, możemy być świadkami wyraźnego przyspieszenia dynamiki cen w sklepach, szczególnie chemii gospodarczej, pieczywa i żywności przetworzonej – mówi dr Robert Orpych z Uniwersytetu WSB Merito.
Natomiast dr Michał Pronobis z Uniwersytetu WSB Merito uważa, że najszybciej mogą reagować kategorie silnie zależne od transportu i energii, takie jak żywność, produkty importowane, a także niektóre artykuły przemysłowe. Jednak ekspert uspokaja, że skala i tempo tych zmian przed samą Wielkanocą nie będą raczej skokowe – proces przenoszenia kosztów w handlu detalicznym zwykle trwa kilka tygodni lub nawet miesięcy. Do tego dr Robert Orpych samym konsumentom doradza spokój, ponieważ informacja o napięciach geopolitycznych nie jest jeszcze powodem do paniki zakupowej, która dopiero może wywołać szoki cenowe w sklepach.
– W mojej ocenie, wpływ konfliktu na Bliskim Wschodzie na ceny w Polsce będzie niestety bezpośredni i dość szybki. W ostatnim czasie widzimy już kilkudziesięcioprocentowe wzrosty notowań niektórych paliw energetycznych, co bardzo szybko przekłada się na ceny benzyny, oleju napędowego i gazu. To ma istotny potencjał rozlania się na pozostałe kategorie cenowe, ponieważ paliwo jest kluczowym kosztem w logistyce, transporcie i produkcji. W efekcie po pewnym czasie presja kosztowa może pojawić się także w cenach wielu produktów w sklepach – zaznacza dr Michał Pronobis.
Z kolei Robert Biegaj, konsultant merytoryczny raportu z Shopfully Poland, uważa, że gdyby ceny paliw i energii mocno rosły w wyniku dalszych napięć geopolitycznych, świąteczne podwyżki mogłyby być wyższe niż standardowo. Zdaniem eksperta, zamiast typowych kilku procent w tym okresie, wzrost cen w wybranych kategoriach mógłby sięgnąć około 5-8%, a w przypadku produktów szczególnie wrażliwych na koszty energii i transportu – nawet ok. 10%.
– Nie byłby to jednak efekt wyłącznie decyzji sieci handlowych. Raczej byłoby to konsekwencją wzrostu kosztów w całym łańcuchu dostaw – od producentów, przez logistykę, aż po handel detaliczny. Niemiej jednak uważam, że w tym roku przed świętami zaznamy standardowych wzrostów cen w sklepach, bo retailerzy nie będą chcieli dopuścić do tego, aby konsumenci się wystraszyli. Ceny mocnej mogą pójść w górę dopiero w kolejnych okresach – wyjaśnia Robert Biegaj.
Na ten moment dr Michał Pronobis szacuje, że wpływ wzrostu cen paliw może podnieść szeroką inflację o około pół punktu procentowego już w marcu. Skala tego efektu w dużej mierze będzie zależała od tego, jak długo utrzymają się napięcia geopolityczne oraz podwyższone ceny surowców energetycznych. – Sytuacja jest dynamiczna i trudno oszacować dokładny efekt proinflacyjny. Jeśli napięcie utrzyma się dłużej, możliwy jest wtórny impuls inflacyjny, wynikający z przenoszenia wyższych kosztów energii i transportu na ceny kolejnych produktów i usług. Wówczas szok inflacyjny może być już silniejszy i bardziej trwały – dodaje ekspert.
Jak podkreśla dr Marek Szymański z Uniwersytetu WSB Merito, szokowej podwyżce już ulegają ceny paliw, bezpośrednio narażone na napięcia na Bliskim Wschodzie. Dodatkowo nawet brak bezpośredniego wpływu sytuacji na giełdach towarowych na rzeczywiste koszty gotowego paliwa nie zabezpiecza przed drożyzną na stacjach benzynowych. W ciągu pierwszych 10 dni konfliktu ceny benzyny na polskich stacjach poszły w górę o 10%, a oleju napędowego – o 17%, choć sprzedawane paliwo z pewnością zostało wyprodukowane z surowca kupionego znacznie przed początkiem amerykańskich nalotów na Iran.
– Rafinerie jeszcze przez kilka tygodni będą przerabiać ropę kupioną po starych, niższych cenach. Jednak dystrybutorzy już teraz wyceniają przyszłe dostawy nowych kontraktów i zabezpieczają swoje marże z wyprzedzeniem. Mechanizm jest stosunkowo prosty. Stacja benzynowa podnosi cenę dziś, bo jutro będzie musiała kupić droższy surowiec, nawet jeśli w jej zbiornikach wciąż jest ropa z zeszłotygodniowych, tańszych dostaw. W gruncie rzeczy to standardowe zabezpieczanie kosztów przyszłych zakupów. Tylko rachunek za tę ostrożność płaci kierowca tankujący już teraz – podsumowuje dr Robert Orpych.
***
Opis metody analitycznej/badawczej
Dane pochodzą z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” (powstającego co miesiąc od ponad 9 lat), autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito (dawniej Wyższych Szkół Bankowych). Analiza pokazuje średnią wartość cenową (cen regularnych oraz w promocjach), notowaną miesiąc do miesiąca i rok do roku. W najnowszej odsłonie porównano wyniki z lutego 2026 r. i tego samego okresu z 2025 r. Dotyczyło to 17 kategorii i ponad 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Łącznie zestawiono ze sobą ponad 84 tys. cen detalicznych z przeszło 39,5 tys. sklepów należących do 62 sieci handlowych. Badaniem objęto wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience oraz cash&carry docierające ze swoją ofertą do większości konsumentów w Polsce.
Odpowiedź na pytanie, jaka w najbliższej przyszłości będzie inflacja, zależy od tego, jak długo potrwa wojna w Iranie. Zarówno w przypadku konfliktu krótszego, jak i dłuższego niepewność co do przyszłych procesów inflacyjnych jest bardzo duża.
Z punktu widzenia procesów cenowych w Polsce mamy niewielki „zapas” w postaci inflacji nieco niższej od celu banku centralnego. W lutym dynamika cen towarów i usług konsumpcyjnych wyniosła w porównaniu z analogicznym miesiącem ubiegłego roku 2,1 proc., wobec celu NBP wynoszącego 2,5 proc.
Przy tej okazji warto zauważyć zmiany metodologiczne w liczeniu wskaźnika CPI. Od tego roku jest on obliczany według nowej klasyfikacji COICOP 2018. Według informacji GUS, to sprawia, że precyzyjniej uwzględniono aktualne wzorce wydatków oraz pojawianie się nowych towarów i usług.
Ważnym elementem jest coroczna aktualizacja systemu wag stosowanego w obliczeniach wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych. W strukturze wydatków gospodarstw domowych wzrósł udział m.in. żywności i napojów bezalkoholowych oraz użytkowania mieszkania lub domu. Z punktu widzenia czynników ryzyka dla kształtowania się wskaźnika CPI w przyszłości ważny jest szczególnie spadek udziału wydatków na transport (z 11,07 proc. do 10,18 proc.), który był efektem wyraźnych spadków cen w tej kategorii w ubiegłym roku.
Spadł również udział wydatków m.in. na napoje alkoholowe i wyroby tytoniowy, wyposażenie mieszkania i prowadzenie gospodarstwa domowego oraz na odzież i obuwie. Zmiana wag spowodowała, że według ostatecznych danych w styczniu ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły o 2,1 proc. w ujęciu rok do roku, wobec wstępnie szacowanego wzrostu o 2,2 proc.
Oczywiście przyszłe zmiany dynamiki cen będą w dużym stopniu uzależnione od notowań ropy i gazu oraz od efektów przenoszenia wyższych cen surowców energetycznych na pozostałe kategorie towarów i usług. Część analityków przyjmuje założenie o krótkiej wojnie w Zatoce Perskiej – przede wszystkim dlatego, że dla niektórych krajów dłuższy konflikt może oznaczać bardzo poważne konsekwencje gospodarcze. Dotyczy to np. amerykańskich konsumentów, dla których cena paliwa stanowi ważny punkt odniesienia przy ocenie rządzących polityków.
Blokada Cieśniny Ormuz uniemożliwia bezpieczny transport zarówno ropy, jak i gazu skroplonego. Szczególnie wrażliwą kwestią jest właśnie transport LNG, bo gaz jest stosowany nie tylko do ogrzewania domów, ale również do produkcji energii elektrycznej czy nawozów sztucznych. Po jednym z irańskich ataków przedsiębiorstwo QatarEnergy, dostarczające światu jedną piątą LNG, wstrzymało jego produkcję.
Co prawda część gazu na świecie dociera do odbiorców rurociągami z innych źródeł, jednak przerwa w dostawach katarskich stanowi spory problem dla części krajów Azji, w tym Indii, Tajwanu, Japonii czy Korei Południowej. Szczególnie dla Indii to poważny problem: gaz dla dużych przedsiębiorstw jest tam racjonowany praktycznie od początku wojny w Iranie. Brak dostaw LNG znad Zatoki Perskiej będzie się przekładał na spowolnienie dynamiki produkcji w kluczowych dla gospodarki światowej regionach oraz na erozję łańcuchów dostaw.
W jaki sposób ta sytuacja może przełożyć się na polską gospodarkę? Ostatnia projekcja inflacji NBP była nieaktualna już w dniu jej publikacji, ponieważ nie zawierała kluczowego elementu ryzyka – efektu wojny w Iranie (prace nad projekcją zakończono przed wybuchem wojny). Z tego powodu, dla usprawnienia komunikacji między bankiem centralnym a uczestnikami rynku z pewnością pomocny byłby jakiś rodzaj aneksu lub krótkiego opracowania ze strony zespołu analitycznego NBP, które odnosiłoby się do możliwego wpływu wyższych cen ropy i gazu na polską gospodarkę.
Pierwsze efekty wojny w Iranie widzimy na stacjach paliw, ale również w wypowiedziach członków RPP wskazujących na brak możliwości kolejnej obniżki stóp procentowych. W kwietniu pojawią się pierwsze dane uwzględniające skutki konfliktu nad Zatoką Perską.
Wraz z wyższymi cenami ropy będą rosły oczekiwania inflacyjne. Nadal jednak jesteśmy daleko od sytuacji z 2022 r., kiedy po ataku Rosji na Ukrainę ceny ropy i gazu poszły w górę jeszcze bardziej. Dodatkowo stan finansów publicznych nakazuje szczególną ostrożność w podejmowaniu jakichkolwiek działań mogących pogłębić nierównowagę fiskalną. Podejmowanie dziś decyzji mających ograniczyć efekty wzrostu cen paliw byłoby przedwczesne.
Autor: dr Jarosław Janecki –jest przewodniczącym Rady Towarzystwa Ekonomistów Polskich.
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów rozwija projekt wykorzystujący sztuczną inteligencję do identyfikowania tzw. dark patterns, czyli manipulacyjnych technik stosowanych w handlu internetowym. Inicjatywa ma pomóc organom nadzorczym skuteczniej reagować na nieuczciwe praktyki cyfrowe oraz stworzyć standardy korzystania z narzędzi AI w ochronie konsumentów.
Efekty prac zostaną zaprezentowane także przedstawicielom instytucji współpracujących w ramach Międzynarodowej Sieci Ochrony Konkurencji i Konsumentów (ICPEN), która skupia organy odpowiedzialne za ochronę praw konsumentów w wielu krajach świata.
Manipulacyjne techniki zakupowe w internecie
W środowisku handlu elektronicznego coraz częściej stosowane są mechanizmy określane mianem dark patterns. Są to rozwiązania projektowe w interfejsach stron internetowych i aplikacji, które mają skłonić użytkownika do podjęcia określonej decyzji zakupowej – często nie w pełni świadomej.
Do najczęściej spotykanych przykładów należą m.in.:
automatyczne dodawanie produktów do koszyka,
domyślne zaznaczanie dodatkowo płatnych usług,
liczniki czasu wywierające presję na szybki zakup,
bardzo proste uruchomienie subskrypcji przy jednoczesnym utrudnieniu jej anulowania,
przyciski „Kup” lub „Zamów” wyróżnione kolorystycznie przy niemal niewidocznej opcji „Zrezygnuj”.
Projektanci interfejsów wykorzystują w takich przypadkach wiedzę z zakresu psychologii decyzji oraz marketingu behawioralnego. Często stosowane są komunikaty emocjonalne lub zawstydzające użytkownika, aby skłonić go do skorzystania z oferty.
Dlaczego dark patterns są skuteczne
Mechanizmy manipulacyjne bazują na naturalnych sposobach podejmowania decyzji przez ludzi. Kluczową rolę odgrywają tu heurystyki, czyli uproszczone reguły myślenia stosowane w sytuacji ograniczonego czasu lub niepewności.
Choć heurystyki pomagają podejmować szybkie decyzje przy niewielkim wysiłku poznawczym, mogą prowadzić także do błędów poznawczych. W środowisku zakupów online takie mechanizmy bywają wykorzystywane do wywoływania presji lub zniekształcania oceny sytuacji przez konsumenta.
Według prezesa UOKiK Tomasza Chróstnego dynamiczny rozwój rynku cyfrowego sprawia, że tradycyjne metody nadzoru nie zawsze nadążają za tempem zmian technologicznych.
– Rynek cyfrowy rozwija się szybciej niż tradycyjne narzędzia nadzorcze. Dlatego musimy sięgać po nowe technologie, aby skutecznie chronić konsumentów. Tym bardziej że sektor e-commerce już dziś wykorzystuje zaawansowane rozwiązania, w tym AI, do analizowania zachowań użytkowników – podkreśla prezes UOKiK.
Projekt finansowany z funduszy UE
W odpowiedzi na rosnącą skalę problemu w 2023 roku UOKiK rozpoczął realizację projektu „Wykrywanie i zwalczanie dark patterns za pomocą sztucznej inteligencji” (Detecting and combating dark patterns with Artificial Intelligence). Projekt finansowany jest ze środków Unii Europejskiej.
Jego główne cele to:
opracowanie standardów wykorzystania AI w ochronie konsumentów,
stworzenie narzędzia analizującego strony internetowe pod kątem manipulacyjnych elementów,
lepsze zrozumienie mechanizmów stosowanych w projektowaniu interfejsów sprzedażowych.
Analiza setek stron internetowych
Pierwsza faza projektu polegała na szczegółowej analizie rynku. Eksperci UOKiK przeanalizowali ponad 300 stron internetowych, głównie z sektora e-commerce, aby zidentyfikować najczęściej stosowane techniki manipulacyjne.
Na podstawie tej analizy powstał zbiór danych wykorzystywany do trenowania narzędzia AI. Równolegle przeanalizowano także skargi konsumentów, co pozwoliło wskazać branże szczególnie podatne na stosowanie dark patterns.
Dodatkowo eksperci przeprowadzili analizę kodu źródłowego 100 stron internetowych, które wcześniej zidentyfikowano jako stosujące manipulacyjne rozwiązania. W kodzie wyodrębniono fragmenty odpowiedzialne za funkcjonowanie poszczególnych elementów interfejsu, takich jak liczniki czasu czy domyślne zaznaczanie opcji dodatkowych.
Zebrane dane posłużyły jako materiał treningowy dla algorytmów sztucznej inteligencji.
Badania neuromarketingowe
Projekt obejmował również badania nad reakcjami użytkowników na manipulacyjne komunikaty marketingowe. W eksperymentach wykorzystano metody neuromarketingowe, takie jak:
eye tracking, czyli śledzenie ruchu gałek ocznych,
facial tracking, analizujący reakcje emocjonalne na twarzy użytkownika,
Dzięki temu możliwe było zbadanie, które elementy interfejsu najbardziej przyciągają uwagę użytkowników oraz jakie emocje wywołują określone komunikaty sprzedażowe.
Badania uzupełniono ankietą internetową, w której uczestnicy podejmowali decyzje zakupowe w symulowanych scenariuszach zakupowych.
Zakupy online pod presją
Z badań UOKiK wynika, że zakupy w internecie są bardzo powszechne w Polsce. Aż 69 proc. osób w wieku 18–65 lat dokonuje zakupów online co najmniej kilka razy w miesiącu, a 15 proc. robi to nawet kilka razy w tygodniu.
Najczęściej wskazywanymi powodami zakupów internetowych są:
wygoda (72 proc.),
oszczędność czasu (68 proc.),
możliwość znalezienia niższych cen (65 proc.).
Jednocześnie wyniki badań pokazują, że komunikaty wywołujące presję czasową mają istotny wpływ na decyzje zakupowe. Ponad połowa respondentów przyznała, że zdarzyło im się kupić produkt pod wpływem informacji o kończącej się promocji.
Konkretnie:
53 proc. badanych reaguje na komunikaty o kończącej się promocji,
51 proc. na informacje o ograniczonej dostępności produktu,
45 proc. na liczniki odliczające czas do końca oferty.
Testy narzędzia AI
W ramach projektu UOKiK testował różne rozwiązania technologiczne, w tym możliwości modeli językowych takich jak GPT-4 opracowany przez firmę OpenAI.
Testy pilotażowe pozwoliły stworzyć prototyp narzędzia AI, które:
analizuje strukturę i układ stron internetowych,
identyfikuje elementy manipulacyjne w interfejsach,
sprawdza kod źródłowy witryn,
wykorzystuje wyniki badań behawioralnych i neuromarketingowych.
Kolejna faza projektu koncentruje się na testowaniu narzędzia w praktyce oraz opracowaniu wytycznych dotyczących jego wykorzystania w działaniach nadzorczych.
Konferencja o ochronie konsumentów w erze AI
Jedną z okazji do prezentacji wyników projektu będzie konferencja „Protecting Consumers in the Digital Age: AI and Dark Pattern Detection”, która odbędzie się 17 marca w Bydgoszczy.
W wydarzeniu wezmą udział przedstawiciele instytucji współpracujących w ramach ICPEN. Spotkanie będzie poświęcone wymianie doświadczeń oraz dyskusji o tym, jak organy ochrony konsumentów mogą przygotować się na coraz większe wykorzystanie sztucznej inteligencji w gospodarce cyfrowej.
AI jako narzędzie wspierające nadzór
Zdaniem prezesa UOKiK sztuczna inteligencja nie zastąpi instytucji publicznych w egzekwowaniu prawa, ale może znacząco zwiększyć skuteczność działań nadzorczych.
– Skuteczna ochrona konsumentów w erze cyfrowej wymaga połączenia wiedzy prawnej, psychologii decyzji, analizy danych i nowoczesnych technologii. AI nie zastąpi organów ochrony konsumentów, ale może stać się ważnym narzędziem w walce z manipulacyjnym designem – podkreśla Tomasz Chróstny.
Rozwój narzędzi opartych na sztucznej inteligencji może w przyszłości umożliwić automatyczne monitorowanie tysięcy stron internetowych oraz szybsze wykrywanie nieuczciwych praktyk w handlu online. Wraz z rosnącą skalą e-commerce takie rozwiązania stają się coraz ważniejszym elementem systemu ochrony konsumentów.
Europa Środkowo-Wschodnia (CEE) umacnia swoją pozycję w strategiach niemieckich firm, już 63% z nich spodziewa się wzrostu znaczenia regionu w ciągu najbliższych pięciu lat – wynika z corocznego badania KPMG w Niemczech i Komisji Wschodniej Niemieckiej Gospodarki pt. „German-Central and Eastern European Business Outlook 2026”. Największym beneficjentem tego trendu pozostaje Polska, którą jako kierunek inwestycji wskazuje 56% niemieckich przedsiębiorstw planujących inwestycje w CEE – to wzrost o 11 p.p. r/r i zdecydowanie najwyższy wynik w regionie. Jednocześnie 16% ankietowanych firm wskazuje na nasilającą się presję ze strony przedsiębiorstw z Chin, które systematycznie zwiększają aktywność inwestycyjną i eksportową w regionie.
Polska przyciąga inwestorów
Polska pozostaje najatrakcyjniejszym kierunkiem inwestycyjnym w Europie Środkowo-Wschodniej dla niemieckich firm. W 2026 roku aż 56% firm z tego kraju planujących inwestycje w regionie wskazuje Polskę jako cel ulokowania kapitału. Na drugim miejscu znalazła się Ukraina (43% wskazań) – 19% przedsiębiorstw deklaruje gotowość inwestowania nawet w przypadku kontynuacji wojny, a kolejne 19% jest już obecnych na tym rynku. Trzecie miejsce zajmują Rumunia i Czechy, wskazane przez 35% respondentów. W porównaniu z poprzednim rokiem największy wzrost zainteresowania inwestorów pod kątem inwestycji odnotowała Polska, a następnie Czechy i Ukraina, podczas gdy Serbia, Węgry i Rumunia zanotowały spadek.
Rosnące znaczenie Europy Środkowo-Wschodniej dla niemieckich przedsiębiorstw
Europa Środkowo-Wschodnia coraz wyraźniej zajmuje trwałe miejsce w strategiach firm niemieckich. Potwierdzają to plany inwestycyjne firm działających w regionie – 55% z nich zamierza inwestować w CEE w perspektywie najbliższych pięciu lat, a 32% planuje projekty powyżej 5 mln euro. Najczęściej wskazywanymi obszarami inwestycji są usługi (31%) oraz rozbudowa zdolności produkcyjnych (29%), natomiast około 22% przedsiębiorstw zamierza wzmocnić swoje struktury eksportowe i dystrybucyjne.
W odpowiedzi na rosnące wyzwania coraz więcej firm analizuje możliwości relokacji części produkcji – 26% firm rozważa przeniesienie części produkcji z Niemiec do CEE – motywowane rosnącymi kosztami pracy, niedoborami kadrowymi i strukturalnymi wyzwaniami na rynku niemieckim.
Transformacja gospodarcza i rosnąca rola innowacji
Proces transformacji Europy Środkowo-Wschodniej przyspiesza dzięki populacji liczącej ok. 155 mln mieszkańców, rosnącej sile nabywczej oraz prognozowanemu wzrostowi gospodarczemu na poziomie blisko 2,9% w 2026 roku, wspieranemu przez dalszą integrację z jednolitym rynkiem UE i strefą euro. Na tle regionu szczególnie wyróżnia się Polska, pozostająca jego gospodarczym filarem, choć – mimo trwającej wojny – niemieckie firmy dostrzegają także znaczący potencjał rynku ukraińskiego. Rosnąca atrakcyjność regionu oznacza jednocześnie większą konkurencję: 16% ankietowanych firm wskazuje na nasilającą się presję ze strony przedsiębiorstw chińskich zwiększających aktywność inwestycyjną i eksportową w CEE.
Handel pomiędzy Niemcami a CEE bije rekordy. W 2025 roku wymiana handlowa osiągnęła 529,3 mld euro – więcej niż łączna wartość handlu z USA (240,5 mld euro) i Chinami (251,8 mld euro).
Region coraz wyraźniej staje się także hubem innowacji i B+R – wśród priorytetów dominują sztuczna inteligencja i automatyzacja (38%), wyprzedzając infrastrukturę cyfrową (23%) i sektor obronny (20%). Jednocześnie najbardziej perspektywicznymi rynkami zbytu w CEE pozostają energia odnawialna (45%), elektromobilność i technologie bateryjne (40%) oraz przetwarzanie surowców (36%), czyli sektory o wysokiej intensywności działalności badawczo-rozwojowej.
Wyniki badania pokazują wyraźną zmianę percepcji regionu – z zaplecza kosztowego w kierunku zintegrowanego rynku wzrostu. Dla Polski, ale także dla pozostałych krajów CEE, stanowi to szansę na przyciąganie bardziej zaawansowanych projektów inwestycyjnych, szczególnie w kontekście trendu nearshoringu oraz rosnącego znaczenia bezpieczeństwa łańcuchów dostaw. Warto podkreślić, że coraz więcej firm niemieckich postrzega CEE nie tylko jako lokalizację produkcyjną, ale także jako miejsce do prowadzenia działalności badawczo-rozwojowej i wdrażania innowacji. Zachęty podatkowe dostępne w regionie, takie jak specjalne strefy ekonomiczne, ulga B+R czy IP Box, a także unijne i krajowe programy dotacyjne mogą dodatkowo wspierać realizację inwestycji oraz nowych projektów. Jednocześnie dane dotyczące ryzyk politycznych, korupcji czy biurokracji przypominają, że utrzymanie konkurencyjności wymaga konsekwentnej poprawy jakości otoczenia regulacyjnego oraz stabilności instytucjonalnej – mówi Kiejstut Żagun, Partner w Dziale Doradztwa Podatkowego, Szef Zespołu ds. Innowacji, Ulg i Dotacji w KPMG w Polsce.
Stabilne perspektywy zatrudnienia
Niemieckie firmy w większości pozytywnie oceniają swoją obecną sytuację w krajach Europy Środkowo-Wschodniej – 47% określa ją jako dobrą lub bardzo dobrą, 39% jako stabilną, a jedynie 14% jako słabą. W perspektywie pięciu lat 75% przedsiębiorstw oczekuje poprawy warunków prowadzenia biznesu w regionie, podczas gdy pogorszenia spodziewa się tylko 5%. Przekłada się to na umiarkowanie optymistyczne plany zatrudnieniowe: w ciągu najbliższego roku 56% firm zakłada utrzymanie obecnego poziomu zatrudnienia, około jedna czwarta (23%) planuje jego zwiększenie, a tylko co dziesiąta badana organizacja zamierza redukować liczbę pracowników. W dłuższej, pięcioletniej perspektywie 61% respondentów deklaruje tworzenie dodatkowych miejsc pracy, natomiast jedynie 3% rozważa redukcję zatrudnienia.
Centra usług wspólnych dominują jako model produkcyjny w Europie Środkowo-Wschodniej – spośród wszystkich kategorii lokalizacyjnych to właśnie SSC/BPO uzyskały najwyższy wynik jako priorytet produkcyjny w regionie (74% wskazań).
Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że organizacje nie tylko planują inwestycje, ale także zakładają wzrost zatrudnienia w dłuższym horyzoncie czasowym. Oznacza to, że decyzje inwestycyjne mają charakter strategiczny i są powiązane z budową trwałej obecności operacyjnej. W polskim kontekście szczególnie widoczne jest to w dynamicznym rozwoju sektora usług – Polska pozostaje jedną z najatrakcyjniejszych lokalizacji dla centrów Shared Services / Business Process Outsourcing w Europie, a rosnące zainteresowanie niemieckich firm funkcjami o wyższej wartości dodanej, takimi jak finanse, HR, IT, a nawet obsługa zaawansowanych procesów biznesowych (supply chain, working capital, direct sales support), dodatkowo wzmacnia tę pozycję. Wyniki badania potwierdzają, że region – a w szczególności Polska – pozostaje jednym z głównych beneficjentów reorganizacji europejskich łańcuchów wartości, także w wymiarze usługowym – mówi Radosław Jankie, Partner, Advisory, Szef Zespołu ds. Centrów Usług Wspólnych i Outsourcingu w KPMG w Polsce.
O raporcie:
“German-Central and Eastern European Business Outlook 2026” to coroczne badanie opinii przygotowane wspólnie przez KPMG w Niemczech oraz Komisję Wschodnią Niemieckiej Gospodarki (niem. Ost-Ausschuss der Deutschen Wirtschaft). Raport powstał na podstawie ankiet przeprowadzonych między listopadem 2025 a styczniem 2026 wśród 115 firm – niemieckich przedsiębiorstw oraz lokalnych spółek zależnych grup niemieckich działających w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Badanie obejmuje 20 krajów CEE i koncentruje się na ocenie bieżącej sytuacji biznesowej, planach inwestycyjnych oraz szansach i wyzwaniach dla niemieckiego biznesu w regionie. Uzupełnieniem wyników ankietowych jest przekrojowy przegląd makroekonomiczny regionu, oparty na danych IMF, Eurostatu, Bundesbanku i Transparency International.
Po dwóch dniach rozmów i spotkań na MIPIM 2026 w Cannes rynek europejski wysyła wyraźny sygnał: kapitał wraca do procesów inwestycyjnych, ale robi to z większą selektywnością niż przed cyklem podwyżek stóp procentowych. Inwestorzy nie uciekają od ryzyka, jednak uczą się je precyzyjniej wyceniać.
Największym zainteresowaniem cieszą się dziś aktywa z potencjałem wzrostu wartości oraz sektor mieszkaniowy, który pozostaje najaktywniejszą częścią europejskiego rynku nieruchomości. Równolegle rośnie apetyt na stabilne obiekty z długoterminowymi umowami najmu w najlepszych lokalizacjach, szczególnie tam, gdzie perspektywy wzrostu czynszów są realne.
Z rozmów na MIPIM wynika, że inwestorzy wracają do Polski i regionu, choć z większą ostrożnością niż jeszcze kilka lat temu. Poszukują aktywów, które oferują albo wyraźny potencjał wzrostu wartości, albo przewidywalny dochód i mocną lokalizację. Przypadkowych inwestycji dziś nikt nie robi.
Mieszkaniówka napędza rynek
Rynek mieszkaniowy pozostaje najsilniejszym segmentem i jednym z dominujących tematów tegorocznego MIPIM. Deweloperzy aktywnie poszukują gruntów pod nowe projekty w największych polskich miastach. W centrum uwagi są działki pozwalające na realizację inwestycji o skali około 5–10 tys. m² PUM oraz projekty wieloetapowe, które dają elastyczność w dostosowaniu tempa realizacji do zmieniających się warunków rynkowych.
Kapitał koncentruje się na Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Gdańsku i Poznaniu. To właśnie w tych ośrodkach płynność rynku gruntów i głębokość popytu nabywczego uzasadniają dziś nowe inwestycje.
Warszawa nieustannie w centrum uwagi
Warszawa wracała w rozmowach na MIPIM jako bezsprzecznie najważniejszy rynek nieruchomości w Polsce i jeden z kluczowych punktów odniesienia w regionie CEE. Zainteresowanie inwestorów, zarówno tych rozważających wejście na polski rynek, jak i przygotowujących kolejne akwizycje dotyczy przede wszystkim gruntów mieszkaniowych w centralnych lokalizacjach, projektów biurowych z potencjałem value-add oraz inwestycji mixed-use. Argumentem, który regularnie pojawia się w rozmowach, jest płynność warszawskiego rynku na tle innych stolic regionu.
Rynek biurowy zaczyna się stabilizować
Sektor biurowy przestaje być postrzegany wyłącznie przez pryzmat ryzyka. Kluczowym czynnikiem zmiany nastroju jest ograniczona podaż nowych projektów. W wielu miastach realizacja nowych biurowców została wstrzymana lub przesunięta, co w perspektywie kolejnych lat może istotnie poprawić warunki na rynku najmu.
W Warszawie deweloperzy coraz wyraźniej sygnalizują wzrost czynszów w najlepszych lokalizacjach biurowych. To bezpośredni efekt malejącego strumienia nowej podaży przy stabilnym popycie ze strony najemców. W rezultacie część inwestorów ponownie analizuje możliwość zakupu budynków biurowych w stolicy, szczególnie obiektów z potencjałem poprawy komercjalizacji lub wzrostu stawek czynszowych.
Oczekiwanie na kapitał core
W rozmowach z inwestorami wyraźnie widać ewolucję strategii. Po kilku latach dominacji podejścia value-add rynek zaczyna wypatrywać powrotu kapitału core, skierowanego do stabilnych, najlepiej zlokalizowanych aktywów z długoterminowymi umowami najmu. Część bieżących procesów sprzedaży sugeruje, że ten kapitał znów przygląda się Polsce, choć ostrożnie i selektywnie.
Nowi gracze w parkach handlowych
Parki handlowe utrzymują opinię jednego z najbardziej przewidywalnych segmentów rynku. Charakterystyczną cechą w tym momencie jest jednak zmiana profilu kupujących. Rosnącą aktywność wykazują inwestorzy z regionu Europy Środkowo-Wschodniej – z Czech, Słowacji i krajów bałtyckich oraz wybrane podmioty z Francji.
Przyjęta przez nich strategia to najczęściej akwizycja pojedynczych aktywów z myślą o stopniowym budowaniu portfela, który w kolejnych latach może zostać spieniężony jako większy pakiet. To model, który pozwala zarządzać ryzykiem przy jednoczesnym budowaniu skali.
Logistyka płynna, ale wciąż ostrożna
Logistyka pozostaje jednym z najbardziej aktywnych segmentów rynku. Trwa wiele procesów sprzedaży, zarówno pojedynczych aktywów magazynowych, jak i większych portfeli. Jednocześnie widoczne jest oczekiwanie na powrót instytucjonalnego kapitału core, który w poprzednich latach dominował w tym sektorze. Zainteresowanie koncentruje się na projektach z długimi umowami najmu, gwarantującymi stabilność dochodów. Ogólny obraz logistyki na MIPIM 2026 pozwala patrzeć w tym roku na sektor z ostrożnym optymizmem.
Nowe klasy aktywów zyskują na znaczeniu
Coraz częściej tematem rozmów są segmenty, które mogą rosnąć szybciej niż tradycyjne klasy aktywów. Szczególnie wyróżniają się data centers, centra badawczo-rozwojowe oraz nieruchomości medyczne i placówki opieki zdrowotnej. Napędza je zbieżność dwóch równoległych megatrendów – transformacji technologicznej i zmian demograficznych.
Polska jako stabilny punkt w niepewnym otoczeniu
Wątek geopolityczny nie znika z rozmów, ale zmienia swój charakter. Inwestorzy coraz powszechniej uznają, że ryzyko związane z wojną w Ukrainie zostało w znacznym stopniu wycenione i zdyskontowane w stopach zwrotu. Więcej niepewności generuje dziś sytuacja na Bliskim Wschodzie i jej potencjalne konsekwencje dla globalnej gospodarki. Na tym tle Polska jest coraz konsekwentniej postrzegana jako stabilny i przewidywalny rynek w regionie CEE.
Nowa faza cyklu
MIPIM 2026 potwierdza, że rynek nieruchomości wchodzi w nową fazę cyklu. To nie powrót do euforii sprzed kilku lat, ale stopniowe odbicie oparte na selektywności i dyscyplinie kapitałowej. Inwestorzy wracają tam, gdzie widzą jakość, przewidywalność dochodu lub wyraźny potencjał wzrostu wartości. W Polsce na tym trendzie korzysta dziś przede wszystkim mieszkaniówka, najlepsze projekty biurowe w Warszawie oraz wybrane aktywa handlowe i logistyczne.
Decyzja administracji USA o czasowym dopuszczeniu zakupu części rosyjskiej ropy już znajdującej się w transporcie należy interpretować jako doraźną próbę stabilizacji rynku surowcowego w warunkach podwyższonego ryzyka geopolitycznego. Waszyngton, mierząc się z konsekwencjami wojny na Bliskim Wschodzie i presją na wzrost cen paliw, zdecydował się na drugi, rozszerzony wyjątek od dotychczasowych restrykcji. Tym razem obejmuje on ładunki załadowane przed 12 marca i obowiązuje przez miesiąc, co oznacza, że skala działania jest z definicji ograniczona i podporządkowana krótkoterminowemu celowi, jakim jest zwiększenie dostępnej podaży ropy bez istotnego wzmacniania dochodów Rosji.
Pokazuje to, że administracja USA pozostaje gotowa do elastycznego podejścia w sytuacji zagrożenia dla stabilności cen energii. Jednocześnie sam charakter tej decyzji pokazuje, że nie mamy do czynienia ze zmianą strategiczną, lecz z rozwiązaniem awaryjnym. Ograniczenie wyjątku wyłącznie do ładunków już będących w drodze sprawia, że wpływ na globalny bilans rynku będzie niewielki, zwłaszcza jeśli uwzględnić logistykę dostaw i krótki horyzont obowiązywania zwolnienia. To raczej próba złagodzenia napięcia niż działanie, które mogłoby trwale odwrócić kierunek notowań ropy. Rynek odebrał ten ruch z ostrożnością, co dobrze oddaje fakt, że notowania Brent wciąż utrzymują się w okolicach 100 dolarów za baryłkę. Oznacza to, że inwestorzy nie traktują zwiększonej podaży rosyjskiego surowca jako rozwiązania problemu, lecz jedynie jako czynnik częściowo ograniczający skalę zwyżek. Kluczowym źródłem niepokoju pozostaje bowiem Bliski Wschód, a więc region o fundamentalnym znaczeniu dla globalnych dostaw. Dopóki utrzymuje się ryzyko dalszej eskalacji konfliktu, zwłaszcza w rejonie newralgicznych szlaków transportowych, premia geopolityczna w cenach ropy będzie trudna do trwałego wyeliminowania.
Na ten obraz nakładają się także szacunki analityków, według których realnie dostępna dodatkowa podaż jest mniejsza, niż mogłoby wynikać z samej skali rosyjskiej ropy znajdującej się na morzu. Istotna część ładunków znajduje się w pobliżu Chin i może trafić do magazynów, kolejne wolumeny są już blisko Indii i prawdopodobnie zostaną tam wykorzystane, a tylko pozostała część daje większą elastyczność dla innych nabywców. W praktyce oznacza to, że mowa o buforze, który może jedynie częściowo zrekompensować potencjalne zakłócenia podaży z Zatoki Perskiej. To pomoc istotna z punktu widzenia krótkoterminowego sentymentu, ale zbyt mała, by zmienić fundamenty rynku. Warto również zauważyć, że decyzja USA wpisuje się w szerszy zestaw działań mających ograniczyć presję cenową. Obok czasowego poluzowania zasad dotyczących rosyjskiej ropy pojawił się plan uwolnienia 172 mln baryłek z rezerw strategicznych, a także rozważania dotyczące innych form interwencji. Dla inwestorów to wyraźny sygnał, że administracja jest zdeterminowana, by przeciwdziałać gwałtownym wzrostom cen energii, które mogłyby negatywnie odbić się zarówno na inflacji, jak i na nastrojach konsumenckich oraz wycenach aktywów.
Z punktu widzenia rynku akcji i obligacji znaczenie tej decyzji wykracza poza sam segment surowcowy. Każde działanie, które choć częściowo ogranicza ryzyko dalszego wzrostu cen ropy, jest potencjalnie korzystne dla oczekiwań inflacyjnych i może łagodzić obawy o utrzymanie restrykcyjnej polityki pieniężnej. Z drugiej strony inwestorzy mają świadomość, że jest to instrument o ograniczonej skuteczności. Jeżeli sytuacja w rejonie Zatoki Perskiej ponownie się zaostrzy, a szczególnie jeśli wzrośnie zagrożenie dla transportu przez cieśninę Ormuz, presja na kolejne nadzwyczajne działania może się zwiększyć, włącznie z dalszym łagodzeniem podejścia do rosyjskiej podaży.
Rosnąca popularność platform cyfrowych sprawia, że działalność twórców internetowych coraz częściej przekształca się w pełnoprawny biznes. Influencerzy zarabiają na reklamach, współpracach z markami czy sprzedaży produktów. Wraz ze wzrostem przychodów pojawia się obowiązek prawidłowego rozliczania podatków. Podatek dla influencerów zależy od źródła dochodu, formy współpracy z markami oraz sposobu prowadzenia aktywności zarobkowej.
Twórcy internetowi a obowiązki podatkowe
Rozwój rynku cyfrowego sprawił, że aktywność w mediach społecznościowychstała się istotnym elementem współczesnej gospodarki internetowej. Wielu twórców internetowychbuduje własne marki osobiste i realizuje kampanie promocyjne dla firm. Wraz z rosnącą skalą takich działań pojawia się jednak konieczność uporządkowania kwestii podatkowych, ponieważ dochody uzyskiwane w sieci podlegają przepisom o podatku dochodowymod osób fizycznych. Zgodnie z obowiązującymi regulacjami ustawy o pitprzychody influencerów mogą zostać zakwalifikowane do kilku kategorii. Najczęściej są to dochody z działalności gospodarczej, przychody z działalności wykonywanej osobiściealbo inne źródła przychodu.
Najczęstsze źródła przychodów twórców internetowych
W przypadku działalności twórców szczególnie ważne jest prawidłowe określenie, jakie są źródła przychodów. To właśnie ich klasyfikacja decyduje o sposobie opodatkowania oraz rodzaju rocznej deklaracji podatkowej. Do najczęstszych form zarabiania należą:
współprace reklamowe realizowane w modelu influencer marketing,
publikowanie materiałów promocyjnychdla marek,
udział w programach partnerskich i afiliacyjnych,
transmisje na żywo, podczas których twórca otrzymuje napiwki będących najczęściej wielokrotnymi wpłatami,
sprzedaż kursów online oraz sprzedaży własnych produktów.
W wielu przypadkach twórca otrzymuje wynagrodzenieza promocję towarów lub usług w ramach usług reklamowychczy szerzej rozumianych usług marketingowych.
Kiedy influencer powinien założyć firmę?
Na początku wiele osób działa w internecie okazjonalnie, publikując treści w mediach społecznościowych lub na własnej stronie internetowej. Jeśli jednak taka aktywność staje się regularna i zaczyna przynosić stabilne dochody, może zostać uznana za działalność gospodarczą. W takiej sytuacji influencer prowadzi działalność gospodarcząw sposób zorganizowany i nastawiony na zysk. Najczęściej praca przyjmuje formę jednoosobowej działalności gospodarczej, a twórca funkcjonuje na rynku podobnie jak inni przedsiębiorcydziałający w sektorze usług cyfrowych.
Początkujące osoby mogą jednak korzystać z rozwiązania, jakim jest działalność nierejestrowana, o ile osiągane przychody nie przekraczają ustawowego limitu. Gdy jednak aktywność zaczyna generować znaczące przychody, zwykle konieczne staje się formalne założyć działalność gospodarczą.
Formy opodatkowania działalności influencerów
Osoby prowadzące biznes w internecie mogą wybrać różne formy opodatkowania. Odpowiednia decyzja w tym zakresie ma dużeznaczeniedla rentowności prowadzonej działalności. Najczęściej wykorzystywane rozwiązania to:
Skala podatkowa – rozliczenie na zasadach ogólnychze stawkami 12% oraz 32% dla dochodów przekraczających 120 tys. zł rocznie.
Podatek liniowy – stała stawka 19%, wybierana często przez przedsiębiorców osiągających wyższe przychody.
Ryczałt od przychodów ewidencjonowanych – uproszczony model, w którym podatek obliczany jest od przychodu, bez możliwości rozliczania wielu wydatków.
Koszty działalności twórców
Istotnym elementem rozliczeń jest możliwość zaliczania wydatków do kategorii kosztów podatkowych. W przypadku influencerów koszty uzyskania przychodumogą obejmować m.in.:
sprzęt komputerowy i fotograficzny,
kamery, mikrofony oraz oświetlenie,
oprogramowanie do montażu wideo,
działania promocyjne zwiększające zasięgi publikowanych treści.
Takie wydatki mogą stanowić koszt uzyskania przychodu, jeżeli pozostają w związku z prowadzoną aktywnością i zostały odpowiednio udokumentowanew ewidencji podatkowej. Dzięki temu możliwe jest odliczanie kosztówi prawidłowe wykazanie uzyskania przychodóww rozliczeniu rocznym.
Jak wygląda rozliczenie przychodów z YouTube i TikToka?
Dochody z platform wideo mogą pochodzić z różnych źródeł, takich jak reklamy, współprace sponsorskie czy napiwki przekazywane przez widzów. Oznacza to, że rozliczenie pit z youtubezależy przede wszystkim od tego, czy twórca działa jako przedsiębiorca, czy jako osoba prywatna.
Podobne zasady obowiązują w przypadku TikToka. Rozliczenie pit tiktokobejmuje przychody z transmisji na żywo, kampanii reklamowych oraz programów wspierających twórców.
Po zakończeniu roku podatkowego twórca internetowy musi złożyć odpowiednią deklarację. PIT dla twórcówzależy od formy działalności oraz sposobu osiągania dochodów. W przypadku przychodów uzyskiwanych z umów cywilnoprawnych często stosowany jest formularz PIT-37. W jego przygotowaniu pomocny może być program do rozliczenia pit-37, który ułatwia wprowadzanie danych i obliczenie należnego podatku. Coraz więcej podatników korzysta również z elektronicznych narzędzi administracji skarbowej. System e pitumożliwia szybkie przygotowanie deklaracji oraz przesłanie jej bezpośrednio do urzędu skarbowego, co znacząco upraszcza proces rozliczeń podatkowych.
Rynek twórców działających w internecie rozwija się bardzo dynamicznie, a działalność influencerów coraz częściej przypomina klasyczny model biznesowy. Wielu prowadzący działalność gospodarczątwórców inwestuje w sprzęt, marketing i rozwój marki, budując w ten sposób swoją przewagi konkurencyjnejw branży cyfrowej. Bardzo ważne jest planowanie podatków oraz przejrzyste uporządkowanie finansów, które jest istotnym elementem profesjonalnej aktywności online. Dzięki temu influencerzy mogą rozwijać swoje projekty bez ryzyka niejasności podatkowych, a jednocześnie prowadzić biznes zgodnie z obowiązującymi przepisami.
Zdaniem Rady TEP europejski mechanizm finansowania obronności SAFE spełnia kluczowe kryteria odpowiedzialnego finansowania wydatków obronnych – zapewnia natychmiastowy dostęp do stabilnych i długoterminowych źródeł finansowania, po niższych kosztach niż byłyby finansowane przez Polskę, co ma fundamentalne znaczenie dla bezpieczeństwa państwa. Warunków takich nie spełnia natomiast propozycja finansowania tzw. „SAFE 0%”.
W obliczu międzynarodowych zagrożeń oraz potrzeb modernizacyjnych polskiego sektora obronnego konieczne jest zapewnienie finansowania na odpowiednim i przewidywalnym poziomie. Wynegocjowany przez polski rząd europejski mechanizm finansowania obronności SAFE stwarza realne gwarancje szybkiej realizacji celów związanych ze zwiększaniem potencjału obronnego kraju. Jednocześnie koszt pozyskania środków w ramach tego mechanizmu jest niższy w porównaniu z alternatywnymi sposobami finansowania na rynku krajowym oraz na rynkach międzynarodowych.
Wymienionych wyżej cech nie spełnia propozycja tzw. „SAFE 0%”. Przede wszystkim, misją NBP jest utrzymywanie stabilności pieniądza, a nie wchodzenie w kompetencje rządu i parlamentu. Zgodnie z obowiązującymi regulacjami prawnymi (ustawa o Narodowym Banku Polskim, art. 69) część rocznego zysku NBP podlega odprowadzeniu do budżetu państwa. Decyzje dotyczące przeznaczenia tych środków należą do kompetencji Ministra Finansów.
Jeśli chodzi o propozycję opartą na koncepcji tzw. SAFE 0% i finansowania w ramach nowego Polskiego Funduszu Inwestycji Obronnych, to – nawet gdyby była ona zgodna z Konstytucją (a nie jest z uwagi m.in. na art. 227 Konstytucji RP wskazujący na zakres kompetencji banku centralnego) – to nie stanowi rozwiązania zapewniającego natychmiastowy dopływ dodatkowych środków na obronność, albowiem zgodnie z obowiązującymi przepisami wypłata ewentualnego zysku NBP za dany rok następuje w kolejnym roku. Ponadto, proponowane rozwiązanie nie jest wolne od kosztów, między innymi z uwagi na koszty finansowania do momentu wpływu środków z zysku NBP, dodatkowe koszty sterylizacji nadpłynności na rynku finansowym oraz inne koszty administracyjne. Po trzecie, rozwiązanie to nie gwarantowałoby stabilnego finansowania o określonej wartości w dłuższym horyzoncie czasowym. Wynika to między innymi z możliwości wystąpienia czynników pogarszających wynik finansowy NBP. W ocenie możliwości uzyskania przez NBP w przyszłości potencjalnego zysku należy uwzględnić nie tylko ewentualne dodatkowe dochody, ale również koszty jakie ponosi w danym okresie bank centralny.
Sposób finansowania wydatków przeznaczanych na obronę państwa nie powinien być przedmiotem bieżących sporów politycznych, lecz obszarem odpowiedzialnego, ponadpartyjnego porozumienia w sprawach kluczowych dla bezpieczeństwa Polski.