Rynek nieruchomości hamuje i spadają ceny. Dodatkowo banki zaostrzają kryteria przyznawania kredytów

Koronawirus wystraszył klientów na rynku nieruchomości, przynajmniej chwilowo. W marcu zmniejszył się popyt na kredyty mieszkaniowe, chociaż już w pierwszym tygodniu kwietnia widoczne było odbicie w liczbie zapytań o kredytobiorców – wskazują statystyki BIK. O kredyt hipoteczny może być jednak coraz trudniej, bo część banków zaczęła stosować zaostrzone kryteria przy ocenie ryzyka i wydawaniu decyzji kredytowych. Do zakupu nieruchomości klientów mogą zachęcić niskie stopy procentowe oraz to, że pandemia powinna zatrzymać trwający od kilku lat wzrost cen mieszkań, choć według ekspertów będzie to zjawisko krótkotrwałe.

Jak prognozuje Polski Instytut Ekonomiczny, w związku z pandemią SARS-CoV-2 ceny mieszkań na polskim rynku mogą spaść po raz pierwszy od ośmiu lat. Jednym z głównych czynników, który je kształtuje, jest ogólna koniunktura gospodarcza. W Polsce ostatni spadek cen mieszkań miał miejsce podczas spowolnienia w 2012 roku, a kiedy koniunktura zaczęła się poprawiać, ich ceny zaczęły nieprzerwanie rosnąć. Teraz – w opinii ekspertów PIE – można się spodziewać, że przy rosnącym bezrobociu i wolniejszym wzroście płac spowodowanym przez pandemię stawki za 1 mkw. na polskim rynku spadną lub przynajmniej ich wzrost zostanie wyhamowany.

 Możemy spodziewać się przecen na rynku nieruchomości. Gdy zakończy się pandemia i rozpocznie się powrót do normalności, wiele osób ocknie się, że jeszcze jest tanio i należy ponownie zainwestować na rynku nieruchomości. Wtedy także potencjalni nabywcy będą już wiedzieć, czy pozostaną w swoim miejscu pracy i będzie ich stać na taki zakup. Jednak spadek cen utrzyma się około pół roku, maksymalnie rok, a potem ponownie zaczną one stopniowo rosnąć wraz ze wzrostem popytu na mieszkania i odbudową gospodarki – mówi agencji Newseria Biznes ekonomista dr Rafał Parvi, ekspert Wyższej Szkoły Bankowej w Opolu.

Jak wynika z ankiety przeprowadzonej 11 i 12 marca wśród agentów sieci Metrohouse, samo zbliżające się zagrożenie pandemią SARS-CoV-2 przyczyniło się do zmniejszenia popytu na mieszkania (potwierdziło to 44 proc. badanych), co wywołało zamęt na rynku nieruchomości. Zdaniem 81 proc. ankietowanych pośredników rynek mieszkaniowy odczuje zmniejszenie popytu także w nadchodzącym czasie.

– Rynek nieruchomości hamuje i to w szybkim tempie. Coraz mniej klientów szuka mieszkań, notariusze są zmuszeni do zamykania kancelarii, chcąc skorzystać z ulg dla zatrudniających do dziewięciu pracowników, banki zmniejszają obroty związane z udzielaniem kredytów. Wobec powyższego koronawirus negatywnie wpływa na obroty na rynku nieruchomości, a klienci są coraz mniej zainteresowani zakupem mieszkań – mówi dr Rafał Parvi. – Wiele osób zastanawia się, czy utrzyma swoje miejsce pracy, a 7 na 10 firm obawia się o swoją płynność finansową, z czym wiążą się zwolnienia pracowników. To jest w tej chwili największy problem, a nie wybór mieszkania.

Marcowe statystyki BIK wskazywały na spadające zainteresowanie kredytami hipotecznymi. W marcu tego roku liczba wnioskowanych kredytów mieszkaniowych była o 7,6 proc. niższa w porównaniu z marcem 2019 roku. Co istotne, w analizach wyraźnie wyróżniają się okresy sprzed pandemii i w jej trakcie. Liczba wniosków w dniach 16–22 marca spadła o 19,1 proc. w stosunku do tego samego okresu roku poprzedniego oraz o 12,9 proc. w stosunku do ostatniego tygodnia przed pandemią (9–15 marca). Jednak ostatnie dane BIK z okresu 30 marca – 5 kwietnia wskazują, że liczba zapytań o wnioskodawców ubiegających się o kredyt mieszkaniowy wzrosła o blisko 18 proc. w porównaniu z poprzednim tygodniem. W ujęciu rocznym wynik nadal jest ujemny.

Z jednej strony kredytobiorców wspierają dwie ostatnie obniżki i tak już niskich stóp procentowych. Z drugiej jednak strony uzyskanie kredytu w banku może być trudniejsze. Eksperci wskazują, że banki już zaczęły stosować zaostrzone kryteria przy ocenie ryzyka i wydawaniu decyzji kredytowych, zwłaszcza w stosunku do osób zatrudnionych w branżach najbardziej dotkniętych pandemią albo na umowach cywilnoprawnych.

– Banki nie są już skore do rozdawania pieniędzy na zakup nieruchomości. Pobłażliwość wobec kredytobiorców, czyli na przykład pomijanie lub minimalizowanie wymagań dotyczących wkładu własnego na poziomie 10 proc., nie wchodzi już w grę. Teraz banki będą finansować nieruchomości w 80 proc. i trzeba się liczyć z wkładem własnym w wysokości 20 proc. Zatem zaostrzono egzekwowanie przepisów, które obowiązywały już wcześniej, ale nie były rygorystycznie stosowane, bo banki liczyły na większą liczbę i wartość udzielonych kredytów przy niskich stopach procentowych. Te zostały jeszcze obniżone w marcu i kwietniu, co oznacza niższe wpływy z odsetek dla banków – mówi ekspert Wyższej Szkoły Bankowej w Opolu.

Ekonomista podkreśla także, że strach przed zakażeniem oraz rządowe ograniczenia w kontaktach i przemieszczaniu się sprawiły, że aktualnie problemem stało się nawet samo przedstawienie oferty i poszukiwanie mieszkania.

– W czasie pandemii nawet prezentacja nieruchomości jest wyzwaniem – mówi dr Rafał Parvi. – Załączenie nowych ofert jest niemożliwe, ponieważ muszą one zostać zweryfikowane przez biura nieruchomości, które nie chcą narażać swoich klientów na potencjalne oszustwa. Ten proces jest teraz trudny do wykonania.

Pomoc dla samozatrudnionych rozszerzona. Nie będzie kryterium przychodowego przy postojowym

Zwolnienie ze składek na ubezpieczenia społeczne zostało rozszerzone na osoby samozatrudnione, które rozpoczęły działalność między 1 lutego a 1 kwietnia 2020 roku – to jedna ze zmian wprowadzonych w nowelizacji ustawy o szczególnych instrumentach wsparcia w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2, podpisanej 17 kwietnia przez prezydenta. Jak się jednak okazuje, komunikowana zmiana dotycząca zwolnienia jednoosobowych działalności z konieczności opłacenia składek ZUS bez względu na wysokość osiągniętego przychodu nie znalazła się w tarczy antykryzysowej 2.0. Kryterium to zostało zniesione przy świadczeniu postojowym.

– Samozatrudnieni mogą skorzystać ze zwolnienia z obowiązku opłacania należności z tytułu składek ZUS za miesiące marzec – maj 2020 roku. Należy jednak mieć na uwadze, że nie następuje to automatycznie – mówi agencji Newseria Biznes Barbara Bil, adwokat w Kancelarii Bil (AdWise Group).

Zwolnienie ze składek ZUS to forma wsparcia dla samozatrudnionych przewidziana w ramach tzw. tarczy antykryzysowej. Dotyczy ono składek na ubezpieczenia społeczne, zdrowotne, Fundusz Pracy, Fundusz Solidarnościowy, FGŚP i FEP – na trzy miesiące obowiązek ich opłacania przejmie za przedsiębiorców państwo. Kryterium przychodowe nie zostało zniesione przez tarczę antykryzysową 2.0, co oznacza, że samozatrudniony w miesiącu poprzedzającym złożenie wniosku do ZUS musi osiągnąć przychód nie wyższy niż ok. 15,5 tys. zł, czyli 300 proc. przeciętnego prognozowanego wynagrodzenia brutto. Rozszerzono jednak zwolnienie na tych samozatrudnionych, którzy rozpoczęli prowadzenie działalności przed 1 kwietnia 2020 roku. Przed nowelizacją ze zwolnienia mogli skorzystać tylko samozatrudnieni, którzy rozpoczęli działalność przed 1 lutego.

– Samozatrudniony spełniający ustawowe przesłanki, chcąc uzyskać zwolnienie, jest zobowiązany złożyć wniosek RDZ do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych w terminie do 30 czerwca br. Można to zrobić drogą tradycyjną, tzn. wydrukować, podpisać i wysłać za pośrednictwem poczty, albo wrzucić do bezdotykowej skrzynki kontaktowej, z której ZUS odbiera korespondencję. Można również złożyć taki wniosek za pośrednictwem systemu teleinformatycznego ZUS PUE, gdzie po zalogowaniu należy wypełnić odpowiedni wniosek i następnie podpisać go bezpiecznym podpisem kwalifikowanym lub za pośrednictwem Profilu Zaufanego – mówi Barbara Bil.

Samozatrudnieni, którzy nie są uprawnieni do zwolnienia ze składek ZUS, a mają chwilowe problemy finansowe, uniemożliwiające im pozyskanie środków na terminowe uregulowanie składek, mogą ubiegać się o inny rodzaj pomocy ze strony państwa, tj. o odroczenie terminu ich płatności. W tym przypadku nie ma znaczenia to, od kiedy prowadzona jest działalność, a nowy termin płatności składek zostanie ustalony w umowie z ZUS.

– Co ważne, wniosek o odroczenie płatności składek ZUS składamy na formularzu RDU, a ZUS nie pobiera za jego rozpatrzenie opłaty prolongacyjnej. Należy także pamiętać, że odroczenie terminu płatności może dotyczyć tylko i wyłącznie składek należnych za okres od 1 stycznia 2020 roku – mówi adwokat z Kancelarii Bil. – Oprócz tego samozatrudnieni mają także możliwość ubiegania się o świadczenie postojowe.

Zasady postojowego, czyli nieopodatkowanego i nieoskładkowanego świadczenia dla samozatrudnionych, również się zmieniły w wersji tarczy antykryzysowej 2.0. Zniesiono warunek granicznej kwoty przychodu, czyli warunek, że przychód uzyskany w miesiącu przed miesiącem, w którym składany jest wniosek o świadczenie postojowe, nie może przekroczyć 300 proc. przeciętnego prognozowanego wynagrodzenia brutto. Zamiast jednorazowej wypłaty kwoty 2080 zł samozatrudnionemu, który spełni określone warunki, przysługiwać będą nie więcej niż trzy takie świadczenia, pod warunkiem że jego sytuacja materialna wskazana we wniosku się nie poprawi. O postojowe mogą ubiegać się osoby, których przychód w miesiącu złożenia wniosku spadł co najmniej o 15 proc. w stosunku do poprzedniego miesiąca.

 Samozatrudnieni, którzy rozliczają się w postaci karty podatkowej, są zwolnieni z opłacania podatku VAT oraz nie mają innych tytułów do ubezpieczeń społecznych, otrzymają niższe świadczenie postojowe w wysokości 1300 zł – mówi Barbara Bil. – Aby uzyskać świadczenie postojowe, przedsiębiorcy także muszą złożyć wniosek do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Jest to wniosek RSP-D, który składa się podobnie, czyli w formie papierowej za pośrednictwem poczty, bezdotykowej skrzynki kontaktowej lub też za pośrednictwem ZUS PUE.

Jak ocenia ekspertka, tarcza kryzysowa w obecnej formie nadal nie stanowi zbyt dużej, realnej pomocy dla przedsiębiorców, a wsparcie państwa – z uwagi na to, że pandemia wciąż trwa – w najbliższych miesiącach będzie niewystarczające.

– Począwszy od 20 kwietnia, rząd zapowiada powolne odmrażanie polskiej gospodarki, ale na chwilę obecną nadal jest zbyt wiele niewiadomych, a chaos informacyjny tylko wzmaga stres wśród przedsiębiorców wyczekujących możliwości powrotu do codziennych obowiązków. Wprowadzone zmiany w tarczy antykryzysowej 2.0 niestety nie spowodują, że w najbliższym czasie przedsiębiorcy odzyskają płynność finansową, zaczną z dnia na dzień zarabiać i nie dojdzie do fali bankructw, gdyż część z nich, zwłaszcza tych z branży gastronomicznej czy transportowej, znajduje się już w tak trudnej sytuacji finansowej, że wsparcie państwa może nie wystarczyć na pokrycie wszystkich ich zobowiązań – mówi adwokat z Kancelarii Bil.

Koronawirus zmienił sposób funkcjonowania firm technologicznych. Premiery odbywają się online, a na popularności zyskują sprzęty do domowej rozrywki [DEPESZA]

Pandemia koronawirusa wymusiła na firmach z sektora technologicznego zmianę formuły działania i przestawienie się na sprzedaż, promocję oraz prezentację sprzętu wyłącznie za pośrednictwem kanału internetowego. Korporacje inwestują w innowacyjne metody komunikacji z klientami i stawiają na sprzedaż tych urządzeń, które ułatwiają i uprzyjemniają przetrwanie kwarantanny. Konsumenci z kolei chętniej sięgają po sprzęt, który wzbogaca domową rozrywkę, lecz także pozwala odizolować się od domowników.

– Sytuacja, z jaką przyszło zmierzyć się nam w ostatnim czasie, spowodowała, że wolny czas możemy spędzać w zasadzie jedynie w domu. To z kolei ma wpływ na większe zainteresowanie np. soundbarami, które są w stanie wznieść naszą domową rozrywkę na wyższy poziom. Konieczność pozostania w domu spowodowała również większe zainteresowanie słuchawkami, które pozwalają na słuchanie muzyki, oglądanie filmów, a także naukę bez przeszkadzania pozostałym domownikom – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Bartłomiej Kaziród, menedżer produktu marek JBL i Harman Kardon w Polsce.

O tym, że sprzedaż sprzętu elektronicznego w czasie pandemii może wzrosnąć, przekonuje firma analityczna NPD Group. Według ekspertów zachęta do pracy zdalnej oraz przymusowa izolacja dużej części społeczeństwa odbiją się korzystnie m.in. na rynku laptopów czy peryferiów komputerowych, które ułatwiają bądź uprzyjemniają pracę z domu. Ze wstępnych analiz wynika, że w pierwszych miesiącach marca w USA sprzedano o 40 proc. więcej komputerów niż w roku ubiegłym. W tym czasie znacznie wzrosła także liczba sprzedanych słuchawek (114 proc.), monitorów (138 proc.) oraz kamer internetowych (179 proc.).

– W ostatnim czasie poziom sprzedaży się zmienił. Myślę, że jest to spowodowane przede wszystkim koniecznością zamknięcia sklepów stacjonarnych, które cieszyły się bardzo dużym zainteresowaniem klientów, między innymi ze względu na możliwość posłuchania i porównania „na własne ucho” modeli, którymi byli zainteresowani. Aktualnie cała sprzedaż odbywa się przez internet, zatem wszyscy klienci są zmuszeni do przestawienia się na ten model zakupów – mówi ekspert.

Restrykcje związane z przemieszczaniem się wymusiły na wielu firmach z sektora technologicznego przejście na tryb działalności online. Jedną z pierwszych dużych premier, która odbyła się wyłącznie za pośrednictwem internetu, była prezentacja smartfonów Huawei z linii P40, a redakcje technologiczne otrzymały urządzenia do testów przed premierą, aby mogły zapoznać się z telefonami w bezpiecznych, domowych warunkach.

O krok dalej poszedł Microsoft, który zapowiedział, że wszystkie konferencje i spotkania wewnętrzne do połowy 2021 roku będą organizowane za pośrednictwem środków komunikacji elektronicznej. Oznacza to, że prezentacja konsoli Xbox Series X oraz prezentacje nowych produktów i usług na takich targach jak Gamescom czy E3 odbędą się wyłącznie w internecie, bez udziału publiczności.

W dłuższej perspektywie koronawirus może także napędzić sprzedaż telewizorów oraz systemów audio, gdyż większość premier kinowych przełożono albo zorganizowano za pośrednictwem platform VoD. A te w ostatnim czasie gwałtownie zyskały na popularności. Z raportu opublikowanego przez redakcję Forbesa wynika, że w dniach 9–16 marca liczba subskrybentów usługi Disney+ się potroiła. W tym samym czasie liczba godzin spędzonych przez użytkowników platformy HBO Now w skali miesiąca wzrosła o 40 proc.

– Marki JBL oraz Harman Kardon bardzo dużą uwagę przywiązują do tego, by produkty oferowane online były prezentowane z kompletnymi, dokładnymi opisami, zdjęciami, a także w miarę możliwości filmami informacyjnymi. Nasze urządzenia dostarczamy również do obiektywnych testerów, mogących przedstawić swoją ocenę produktu oraz jego zastosowanie w praktyce, co ułatwia klientom podjęcie decyzji przy wyborze właściwego sprzętu – mówi Bartłomiej Kaziród.

Według analityków z firmy Research And Markets wartość globalnego rynku systemów hi-fi w 2020 roku wyniosła 13,6 mld dol. Przewiduje się, że do 2024 roku wzrośnie do 17,5 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 15 proc.

WIG odrobił już 45% spadków

Pod wpływem malejącej liczby ofiar spowodowanych koronawirusem w Europie, niektóre państwa zaprezentowały swój plan odmrażania gospodarki, w tym Polska. Odmrażanie wprowadzane będzie etapami, a dokładne terminy będą zależne od panującej sytuacji. Także w nadchodzącym tygodniu inwestorzy wciąż będą śledzić rozwój pandemii na świecie. W ostatnich tygodniach na rynkach akcji panuje raczej optymizm. SP500 odrobiło już ponad połowę spadków i to w zaledwie miesiąc. Sytuacja nie wygląda gorzej na innych parkietach, polski WIG odrobił już 45% spadków. Biorąc pod uwagę, że recesja w gospodarce jest nieunikniona, to wzrosty są rzeczywiście imponujące.

Na koniec ubiegłego tygodnia GPW w Warszawie zanotowała wzrost. Indeks szerokiego rynku WIG zyskał 1,92%. Notowania największych spółek (tworzących index WIG20) zyskały 0,61%. Z kolei indeksy małych i średnich spółek zakończyły tydzień następująco: sWIG80 wzrósł o 6,88%, a mWIG40 o 4,55%.

W nadchodzącym tygodniu poznamy krajowe dane z gospodarki realnej w marcu. We wtorek (21.04.2020) podane zostaną dane o produkcji przemysłowej, a w środę (22.04.2020) poznamy sprzedaż detaliczną. W czwartek opublikowane zostaną wstępne odczyty indeksów PMI za kwiecień w strefie euro. Prognozowane jest pogorszenie nastrojów, przede wszystkim w usługach, które bardziej odczuwają skutki pandemii.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

Lokatorzy pod specjalną ochroną tarczy antykryzysowej

Zgodnie z Tarczą Antykryzysową, nie można podnosić czynszu lokatorom ani wypowiedzieć im umowy, nawet gdy zalegają z czynszem.

Tarcza Antykryzysowa wprowadziła również możliwość przedłużenia umowy najmu na warunkach dotychczasowych do 30 czerwca 2020 r., na wniosek najemcy. Takie przedłużenie dotyczy umów zawartych przed dniem wejścia ustawy, czyli przed 1 kwietnia br., których okres obowiązywania upływa przed dniem 30 czerwca 2020 r.

– Ustawodawca miał na celu zabezpieczenie interesów najemców, którzy byliby zmuszeni do szukania nowego mieszkania w tak trudnym okresie, jakim jest epidemia – mówi w rozmowie z MarketNews24 Monika Wystrychowska-Zawiślak, radca prawny w Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Przedłużenie następuje poprzez złożenie oświadczenia woli przez najemcę, czyli to najemca decyduje, że chce skorzystać z możliwości przedłużenia umowy. Takie oświadczenie powinno być przekazane właścicielowi mieszkania najpóźniej w dniu zakończenia ważności umowy.

Tarcza Antykryzysowa przewiduje również wyjątki od możliwości przedłużenia umowy najmu. Najemca nie będzie uprawniony do takiego przedłużenia, jeżeli przysługuje mu tytuł prawny do innego lokalu mieszkalnego, zlokalizowanego w tej samej bądź pobliskiej miejscowości.

A jeżeli lokator stracił pracę i chce się przenieść do innego mieszkania, którego wynajem będzie tańszy? Czy będzie mógł wcześniej rozwiązać umowę, czyli przed zakończeniem okresu jej obowiązywania?

– Niestety, tarcza antykryzysowa nie daje takiej możliwości, chyba że zostanie to wynegocjowane pomiędzy najemcą i wynajmującym. – wyjaśnia M. Wystrychowska-Zawiślak z Kancelarii Ożóg Tomczykowski.

Natomiast jeżeli właściciel mieszkania wypowiedział umowę w tej części, która dotyczy wysokości czynszu i wprowadził podwyżkę, a zrobił to przed dniem wejścia ustawy w życie (a termin tego wypowiedzenia jeszcze nie minął), to istnieje możliwość złożenia wynajmującemu oświadczenia o wydłużeniu okresu wypowiedzenia warunków umowy. Wówczas będziemy korzystać z lokalu na warunkach niezmienionych do 30.06.2020 r.

Celem ustawodawcy było przede wszystkim umożliwienie najemcy odbywania kwarantanny w dotychczas wynajmowanym mieszkaniu.

Pandemia- kolejne wyzwanie dla zarządców

Pandemia koronawirusa jest to ogromne wyzwanie również dla wspólnot i zarządców nieruchomości. Pojawiają się jednak wątpliwości co do rozdzielenia obowiązków zarządców oraz władz sanitarnych, brakuje również sprawnego przepływu informacji i wsparcia finansowego.

Widzimy ewidentny brak konkretnych regulacji mogących uporządkować podział obowiązków pomiędzy zarządcą nieruchomości a służbami sanitarnymi. Mamy obecnie bardzo duży problem z kwestiami codziennymi jak np. dezynfekcja klatek schodowych i miejsc wspólnych w inwestycjach. Mieszkańcy domagają się od nas takich czynności niemal natychmiast, zwłaszcza w sytuacjach takich jak zabranie jednego z mieszkańców nieruchomości, którą zarządzamy przez karetkę na oddział zakaźny. Wszyscy żyją teraz w bardzo dużym napięciu, a brak solidnie uporządkowanych procedur nie służy studzeniu emocji mocno już zaniepokojonego społeczeństwa.

Moim zdaniem brakuje jednoznacznego rozdzielenie obowiązków zarządcy od obowiązków władz sanitarnych. W momencie kontaktu ze służbami administracji państwowej np. z oddziałem Sanepidu dowiadujemy się, że jeśli będzie koniczność dokładnej dezynfekcji nieruchomości w związku z interwencją sanitarną każdorazowo stacja  nas o tym poinformuje. Do tej pory, na kilkanaście tysięcy mieszkań, którymi zarządzamy nigdy to się nie wydarzyło. Realizujemy to we własnym zakresie zgodnie z aktualnymi możliwościami. Ponadto nie dostajemy żadnych informacji np. o kwarantannie w danych inwestycjach lub np. o zakażeniu konkretnych mieszkańców koronawirusem. Taka informacja pomogłaby nie tylko w podjęciu odpowiednich środków ostrożności, ale pozwoliłaby na wdrożenie koniecznych zmian, na przykład dostawienia nowego pojemnika dedykowanego na wywóz nieczystości od osób zakażonych lub objętych kwarantanną.

Co więcej, nie ma absolutnie żadnego dodatkowego wsparcia finansowego dla wspólnot i zarządców, którzy ponoszą dziś ogromne koszty związane ze zleceniem dodatkowych czynności jak częstsze mycie poręczy, klamek i przycisków w windach. Obecnie większe wydatki ponosimy na każdym z obiektów, wiąże się to z zakupem specjalistycznych środków do dezynfekcji. Rząd nie przewidział wsparcia finansowego w tym zakresie.

Odpowiednie rozporządzenia nie muszą być elementem tarczy antykryzysowej, ale powinny być natychmiast wdrażane równolegle do projektów zapobiegającym eskalacji kryzysu gospodarczego. To niezwykle ważne, aby zapanować nad chaosem, który obecnie panuje w regulacjach pomiędzy państwem, zarządcami a obywatelem.

Komentarz przygotował Mariusz Łubiński, Prezes Zarządu Admus Sp. z o.o., firmy wyspecjalizowanej w zarządzaniu nieruchomościami.

Tarcza antykryzysowa 2.0 : Kolejne rozwiązania dla przedsiębiorców weszły w życie

17 kwietnia 2020 r. podpisana została Ustawa o szczególnych instrumentach wsparcia w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2, która wprowadza kolejne rozwiązania mające wspierać przedsiębiorców w walce z kryzysem wywołanym COVID-19 lub modyfikuje rozwiązania wprowadzone Tarczą antykryzysową.

Poniżej przedstawiamy analizę wybranych rozwiązań mogących mieć kluczowe znaczenie dla zachowania płynności finansowej i możliwości kontynuacji działalności.

Rozwiązania dotyczące zobowiązań podatkowych oraz składek ZUS

  • Ustawa rozszerzyła grono podmiotów zwolnionych ze składek na płatników składek zgłaszających do ubezpieczeń społecznych od 10 do 49 osób. Zwolnienie będzie przysługiwało w wysokości 50 proc. łącznej kwoty nieopłaconych  należności z tytułu składek za miesiące marzec-maj 2020 r.
  • Zmieniony zostaje termin graniczny prowadzenia działalności dla skorzystania ze zwolnienia przez osoby samozatrudnione – z 1 lutego na 1 kwietnia 2020 r. Przedsiębiorcy, którzy rozpoczęli działalność od 1 lutego a przed 1 kwietnia 2020, będą mogły wnosić o zwolnienie ze składek;
  • Wprowadzenie możliwości odstąpienia przez ZUS, na wniosek dłużnika, ze względów gospodarczych związanych z wystąpieniem COVID-19, od pobierania odsetek za zwłokę należności z tytułu składek należnych za okres przypadający po dniu 31 grudnia 2019 r.,
  • Odroczenie terminów płatności, rozłożenie płatności na raty lub umorzenie zobowiązań podatkowych w związku z COVID w oparciu o zapisy Ordynacji podatkowej jest pomocą publiczną udzielaną w oparciu o Tymczasowych ramy środków pomocy państwa w celu wsparcia gospodarki w kontekście trwającej epidemii COVID-19 z limitem 800 tys. EUR. Oznacza to możliwość skorzystania z pomocy przed podmioty, które miały wykorzystany limit pomocy de minimis. Zmiana ta jest przedmiotem notyfikacji do Komisji Europejskiej – udzielane pomocy ze zwiększonym limitem możliwe będzie po uzyskaniu akceptacji. Wysokość pomocy wyliczana jest jako Ekwiwalent Dotacji Brutto – nie jest to zatem wartość odroczenia / umorzenia lub odsetek od tych kwot. Powyższe zasady rozszerzono również na zaniechanie poboru odsetek za zwłokę w drodze rozporządzenia Ministra Finansów oraz określanie przez Radę Ministrów w drodze rozporządzenia innych okresów zwolnienia z obowiązku płacenia składek ZUS niż wprowadzane wprost przepisami,
  • Złagodzenie wymogów dla podatkowych grup kapitałowych – warunek braku zaległości w podatkach stanowiących dochód budżetu państwa lub udziału dochodów w przychodach min. 2% uważa się za spełniony, jeśli podatnik poniósł w 2020 r. negatywne konsekwencje ekonomiczne z powodu COVID-19,
  • Zwolnienie z PCC sprzedaży i zamiany walut wirtualnych,
  • Rozszerzenie możliwości wprowadzenia przez radę gminy, w drodze uchwały, zwolnień od podatku od nieruchomości oraz przedłużenia terminu płatności tego podatku, o organizacje pozarządowe,
  • Przedłużenie  określonych terminów dotyczących dokumentacji cen transferowych,
  • Wskazanie, że przychody z tytułu zwolnienia z obowiązku opłacania składek nie stanowią przychodu nie tylko w rozumieniu przepisów o podatku dochodowym od osób fizycznych, ale też przepisów o podatku dochodowym od osób prawnych,
  • Dodatkowo, na podstawie odrębnych rozporządzeń, które już weszły w życie, w szczególności (poza rozwiązaniami sygnalizowanymi w naszym newsletterze z 1 kwietnia 2020 r.):

– Do 31 sierpnia 2020 r. wprowadzono zwolnienie z VAT dla importu i wewnątrzwspólnotowego nabycia m.in. wyrobów medycznych, testów diagnostycznych i środków ochrony indywidualnej na cele darowizn przeznaczonych na walkę z COVID-19 dokonywanych na rzecz Agencji Rezerw Materiałowych, Centralnej Bazy Rezerw Sanitarno-Przeciwepidemicznych oraz podmiotów wykonujących działalność leczniczą.

– Zostały wydłużone terminy na sporządzenie i zatwierdzenie rocznego sprawozdania finansowego jeśli termin wykonania ww. obowiązków nie upłynął przed dniem 31 marca 2020 r.,

Dofinansowanie wynagrodzeń z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych

  • Rozszerzenie grona odbiorców dofinansowania o organizacje pozarządowe i państwowe osoby prawne,
  • Dopuszczenie obniżenia wymiaru etatu maksymalnie do 20% , nie więcej, niż do 0,5 etatu (w miejsce dotychczasowego zapisu zakładającego zmniejszenie wymiaru zatrudnienia o 20%),
  • Zniesienie obowiązku utrzymania zatrudnienia po zakończeniu wypłaty dofinansowania przez okres odpowiadających okresowi objętemu wsparciem,
  • Przyznawanie świadczeń począwszy od miesiąca, w którym został złożony wniosek (dotychczasowy zapis zakładał wsparcie od dnia złożenia wniosku), przez 3 pełne miesiące.

Wsparcie udzielane przez Agencję Rozwoju Przemysłu

  • Ustawa reguluje zasady udzielania wsparcia przez Agencję Rozwoju Przemysłu – wsparcie firm z sektora MŚP w formie leasingu operacyjnego oraz pożyczek obrotowych, w tym na finansowanie wynagrodzeń. Wniosek o wsparcie powinien być rozpatrzony niezwłocznie, maksymalnie w ciągu 14 dni od złożenia wniosku.

Rozszerzona możliwość uzyskania świadczenia postojowego

  • Usunięty został wymóg przychodu (dotychczas nie mógł być wyższy od 300% przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia z poprzedniego kwartału ogłaszanego przez Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego na podstawie przepisów o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych), aby móc wnosić o to świadczenie,
  • Ustawa przewiduje możliwość ponownego przyznania świadczenia postojowego – nie więcej niż trzykrotnie,
  • Ponowne przyznanie świadczenia postojowego będzie mogło nastąpić nie wcześniej niż w miesiącu następującym po miesiącu wypłaty po raz  pierwszy tego świadczenia. Warunek to wykazanie w oświadczeniu, że sytuacja materialna się nie poprawiła.

Zwiększenie dostępności pożyczek dla mikroprzedsiębiorców

  • Ustawa zakłada rozszerzenie kręgu mikroprzedsiębiorców, którzy będą uprawnieni do skorzystania z pożyczki, o podmioty, które nie zatrudniają pracowników,
  • Aby skorzystać z umorzenia pożyczki, mikroprzedsiębiorca będzie musiał prowadzić działalność przez okres 3 miesięcy od dnia udzielenia pożyczki,
  • Przychód z tytułu umorzenia pożyczki na zasadach, określonych powyżej, nie będzie stanowił przychodu w rozumieniu przepisów o podatku dochodowym od osób fizycznych oraz przepisów o podatku dochodowym od osób prawnych.

Wniosek o ogłoszenie upadłości może poczekać

  • Ustawa wprowadza zawieszenie obowiązku złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości, jeżeli podstawa do ogłoszenia upadłości dłużnika powstała w okresie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii ogłoszonego z powodu COVID-19, a stan niewypłacalności powstał z powodu COVID-19,
  • Bieg terminu do złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości, nie rozpoczyna się, a rozpoczęty ulega przerwaniu. Po tym okresie termin ten biegnie na nowo,
  • Przepis ten wszedł w życie z mocą od dnia 13 kwietnia 2020 r.

Spadki rentowności obligacji w Polsce zatrzymane

Spadek rentowności 10-letnich obligacji skarbowych został zatrzymany dokładnie tam, gdzie swój dołek oprocentowanie znalazło na początku marca, czyli w rejonie 1,35 proc. Warto jednak zauważyć, że Polska doświadczyła bardzo szybkiego spadku oprocentowania w ostatnim czasie m.in. dzięki szybkim działaniom Narodowego Banku Polskiego w postaci cięcia stóp procentowych oraz uruchomienia odpowiednika zagranicznych programów QE.

Kontynuując wątek NBP i Rady Polityki Pieniężnej, należy odnotować fakt przesunięcia terminu majowego posiedzenia. Pierwotnie spotkanie Rady miało się odbyć w dniach 5-6 maja. Zostało jednak przełożone na dzień 28 maja. Będzie to jednodniowe decyzyjne spotkanie członków RPP. Być może Rada chce dać sobie więcej czasu na ocenę sytuacji gospodarczej i rozwój wydarzeń bliżej wakacji, gdy być może wtedy epidemia nie będzie rozprzestrzeniać się tak szybko. Co ciekawe rynek stopy procentowej wciąż szacuje, że poziom stopy referencyjnej w najbliższych miesiącach może dalej spadać. Mowa o możliwym cięciu o 15 p.b.

Z punktu widzenia krzywej rentowności sytuacja w naszym kraju wygląda dość dobrze. Wcześniej wspominaliśmy o odwróconej krzywej, a następnie o jej wypłaszczeniu. Teraz wręcz krzywa na całej swojej długości ma normalne wzrostowe nachylenie. W krótkim horyzoncie oprocentowanie jest niskie i rośnie systematycznie dla zapadalności w kolejnych latach. Niemniej cała krzywa przesunęła się do dołu, czyli spadło oprocentowanie w każdym z terminów zapadalności obligacji względem tego, co chociażby obserwowaliśmy jeszcze miesiąc temu.

Pozytywną informacją jest także to, że 5-letni CDS na polskie obligacje przestał rosnąć, co oznacza, że rynek nie zwiększa ceny ubezpieczenia od niewypłacalności naszego kraju. Również z tej perspektywy korzystnie wygląda spread względem 10-letnich obligacji Niemiec, który utrzymuje się przy poziomie 190 pkt. Jest to najniższa wartość od lat.

W o wiele gorszej sytuacji są kraje południa Europy, jak Włochy czy Hiszpania, gdzie rentowności długu systematycznie rosną. 10-letnie obligacje emitowane przez rząd w Rzymie sięgają już prawie 2 proc. Rynek boi się pożyczać pieniądze władzy, która może mieć później problem z podniesieniem gospodarki. Dlatego z punktu widzenia rynku długu kluczowe może być spotkanie Eurogrupy w sprawie emisji wspólnych obligacji. Już raz rozmowy zakończyły się fiaskiem. Może w tym tygodniu będzie inaczej, co mogłoby pomóc obniżyć koszty obsługi długu krajom najbardziej dotkniętym przez epidemię.

Departament Zarządzania Aktywami
Copernicus Capital TFI S.A.

Na rynek walutowy wracają pozory normalności

Ubiegły tydzień przyniósł długo wyczekiwany czas względnego spokoju na rynku walutowym. Jest to miła odmiana po konwulsjach, jakie targały rynkiem przez dwa poprzednie miesiące.

Większość walut G10 w ubiegłym tygodniu radziła sobie dobrze. Wyjątkiem była korona norweska, której znów nie sprzyjał spadek cen ropy naftowej. Źle radziły sobie również waluty emerging markets najbardziej narażone na zmiany cen ropy naftowej (m.in. meksykańskie i kolumbijskie peso), jak i te o słabych fundamentach (m.in. rand południowoafrykański i lira turecka).

Biorąc pod uwagę, że niektóre państwa zaczynają stopniowo luzować środki mające zapobiegać rozprzestrzenianiu się koronawirusa, rynki będą ze szczególną uwagą obserwować dane o liczbie nowych zakażeń w krajach decydujących się na taki ruch. W tym tygodniu poznamy również wstępne, kwietniowe odczyty indeksów aktywności biznesowej PMI w strefie euro, Stanach Zjednoczonych i w Wielkiej Brytanii. Można jednak zakładać, że wskaźniki te znajdą się na tak niskich poziomach, że ich faktyczna użyteczność będzie ograniczona. Istotną publikacją w tym tygodniu będzie również kolejny odczyt cotygodniowych danych o liczbie wniosków o zasiłek składanych przez nowych bezrobotnych w Stanach Zjednoczonych, który rzuci jeszcze więcej światła na krajobraz zniszczeń, który dotknął amerykański rynek pracy w związku z pandemią koronawirusa.

PLN

Polski złoty zakończył tydzień umocnieniem w parze z euro. Z informacji z Polski w oczy rzucają się wieści dotyczące znacznych zakupów obligacji ze strony Narodowego Banku Polskiego. Po pozyskaniu papierów o wartości ponad 30 mld zł w zeszłym tygodniu, suma skupionych przez bank obligacji wzrosła do ok. 50 mld zł, czyli ok. 5% państwowego długu. Równocześnie z działaniami prowadzonymi przez NBP obserwujemy spadek rentowności polskiego długu – obecnie w przypadku papierów 10-letnich znajdują się one w okolicach rekordowo niskich poziomów. Wygląda na to, że NBP bardzo gorliwie wywiązuje się ze swojego planu. Duża skala zakupów budzi jednak pewne obawy, m.in. w kontekście kursu walutowego. Na ten moment jednak obaw tych nie uznajemy za bardzo zasadne.

Oprócz informacji dotyczących zakupów NBP, w zeszłym tygodniu opublikowane zostały dane o inflacji konsumenckiej w marcu, która okazała się wyższa od oczekiwań konsensusu. Nie powinno to jednak budzić zbyt dużego zainteresowania, ponieważ wszystko obecnie wskazuje na to, że w kolejnych miesiącach, m.in. w związku z pandemią, Polskę czekać będzie spadek dynamiki cen. Hamować go może jednak potencjalna głębsza susza, która może podbić i tak już wysoką dynamikę cen żywności. W tym tygodniu poznamy dość dużo danych z Polski, z których kluczowe będą marcowe odczyty produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej. Oczekuje się oczywiście złych odczytów pokazujących spadki w ujęciu rok do roku. Zeszłotygodniowe dane z Chin pokazały wyraźnie głębszy spadek sprzedaży niż produkcji przemysłowej. Podobny scenariusz z dużym prawdopodobieństwem zrealizował się również w Polsce.

GBP

Dotychczas w kwietniu funt brytyjski charakteryzował się dość ograniczoną zmiennością. W najbliższych dniach może się to jednak zmienić. Z Wysp napłynie bowiem szereg danych makroekonomicznych, które pokażą skalę zniszczeń związanych z wpływem koronawirusa na Wielką Brytanię.

Oprócz wspomnianych wyżej indeksów PMI, które niemal na pewno pokażą rekordowo niskie poziomy, w przypadku Wielkiej Brytanii sporą uwagę skupią na sobie również dane o sprzedaży detalicznej w marcu, które poznamy w piątek. Dane najpewniej będą wyjątkowo ponure, zwłaszcza biorąc pod uwagę lockdown wprowadzony w kraju, który objął część miesiąca. Warto jednak podkreślić, że oczekiwania względem tych danych są wyjątkowo niskie. We wtorek opublikowany zostanie również najnowszy raport z brytyjskiego rynku pracy, który jest jednak raportem dość wstecznym i odzwierciedli głównie nieistotne zmiany przed wybuchem kryzysu zdrowotnego.

EUR

Wstępne odczyty indeksów aktywności biznesowej PMI w kwietniu z pewnością przykują uwagę rynków, jednak prawdopodobnie znajdą się na poziomach tak niskich, że zmiana indeksów o kilka punktów w górę czy w dół nie przyniesie zbyt wielu informacji. Obserwujemy natomiast pewne poruszenie w związku z czwartkowym spotkaniem Rady Europejskiej i piątkową rewizją ratingu kredytowego Włoch przez S&P. Jesteśmy jednak zdania, że obawy w ich kontekście są nadmierne. Sądzimy, że programy Europejskiego Banku Centralnego (zwłaszcza nowy program PEPP uruchomiony w związku z pandemią) powinny pozwolić Hiszpanii i Włochom na dostarczenie niezbędnej stymulacji fiskalnej, jaką rządy tych państw uznają za właściwą. Uważamy również, że agencja S&P zaakceptuje tę nową rzeczywistość gospodarczą i pozostawi rating Włoch na niezmienionym poziomie. Byłby to jednocześnie wyraźnie pozytywny sygnał dla euro, który mógłby wesprzeć wspólną europejską walutę w parze z dolarem amerykańskim w następnym tygodniu.

USD

W marcu sprzedaż detaliczna w USA spadła o 8,7% w ujęciu miesięcznym, notując rekordowy miesięczny spadek w ramach tego szeregu czasowego.

Dynamika sprzedaży detalicznej w USA (1991 – 2020)

Dynamika sprzedaży detalicznej w USA
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 20/04/2020

Zgodnie z cotygodniowymi danymi o liczbie składanych przez nowych bezrobotnych w USA wniosków o zasiłek, pracę w związku z pandemią straciło dodatkowe 5,25 milionów osób. Naszym zdaniem skala uderzenia w amerykański rynek pracy przewyższy tę, jaką obserwować będziemy w strefie euro. W przypadku krajów strefy euro, błogosławieństwem okazać powinny się bardziej rygorystyczne zasady dotyczące zatrudnienia i większe trudności ze zwalnianiem pracowników. Z drugiej strony, w przypadku Stanów Zjednoczonych w kontekście rynku pracy pozytywne powinny być zaakceptowane przez Kongres w odpowiedzi na kryzys zmiany w świadczeniach dla bezrobotnych, które tradycyjnie były dość skromne. Nadal jednak spodziewamy się słabszego dolara amerykańskiego w relacji do walut Starego Kontynentu.

Autor: Enrique Díaz-Alvarez, Ebury

Optymizm konsumencki jednym z kluczowych czynników wychodzenia z kryzysu

Jeszcze do połowy marca w odniesieniu do wpływu pandemii na polską gospodarkę panował optymizm. Instytucje już wtedy skorygowały w dół swoje wcześniejsze prognozy, wciąż jednak przewidywały, że spadek PKB będzie dotyczył tylko II kwartału, a w skali roku gospodarka urośnie. Warto zwrócić uwagę, że prognozy przewidujące skurczenie się gospodarki w całym 2020 r. zaczęły być publikowane po decyzji rządu o nałożeniu ograniczeń na działalność m.in. branży gastronomicznej i rozrywkowej (14 marca) oraz zamknięciu granic i zawieszeniu pasażerskich połączeń lotniczych i kolejowych (15 marca). Na przełomie marca i kwietnia wiele instytucji po raz kolejny obniżyło prognozy wzrostu gospodarczego dla Polski, zgodnie przewidując recesję.

Nastąpiło to w czasie, gdy stało się już oczywiste, że restrykcje nałożone na aktywność ekonomiczną i mobilność ludności nie zostaną zniesione zaraz po świętach wielkanocnych. Publikowane prognozy różnią się między sobą nawet o 4 p.p., a analizując raporty towarzyszące prognozom można zauważyć, że rozbieżności wynikają w dużej mierze z różnic w założeniach dotyczących długości trwania pandemii oraz związanych z nią ograniczeń i co za tym idzie jej wpływu na kluczowe zmienne, takie jak produkcja przemysłowa, zatrudnienie, konsumpcja czy inwestycje. Większość aktualnych prognoz zakłada stopniowe likwidowanie ograniczeń od początku maja bądź czerwca. Zapowiadany obecnie przez rząd nieco szybszy początek łagodzenia restrykcji (od 20 kwietnia) stwarza nadzieję na łagodniejszą recesję, ale tylko w wypadku, gdy kolejne kroki mające służyć odmrażaniu gospodarki nie spowodują gwałtownych przyrostów liczby zakażonych koronawirusem. Przewidywania są zatem obarczone dużą niepewnością. Nie pozwalają one na precyzyjne określenie, ile wyniesie spadek PKB. Ich wartość polega jednak nie na podaniu dokładnego szacunku, ale na wskazaniu, że recesja nieuchronnie nastąpi.

Patrząc na spójność ostatnich prognoz, trudno mieć w tym względzie jakiekolwiek wątpliwości. To ważna informacja dla firm, konsumentów, a także rządzących. Do tych ostatnich należy podjęcie kroków zaradczych w ramach polityki fiskalnej i monetarnej oraz szeroko rozumianych działań w celu ochrony miejsc pracy. Właściwa reakcja strony rządowej może złagodzić negatywne konsekwencje recesji, ale już jej nie odwróci. Najnowsze prognozy uwzględniają zresztą program tarczy antykryzysowej. Dlatego firmy oraz konsumenci powinni się przygotować na trudny okres wzrostu bezrobocia, spadku konsumpcji i inwestycji. Umiarkowanie optymistyczne scenariusze przewidują jednak, że gospodarka dość szybko znajdzie się ponownie na ścieżce wzrostu.

Czy w 2021 r. nastąpi odbicie?

Jeśli pandemia nie będzie się przedłużać i nie doprowadzi do znaczących zmian strukturalnych w gospodarce, jest szansa na stopniową poprawę koniunktury już w drugim półroczu bieżącego roku i wzrost gospodarczy w 2021 r. Z prognoz wynika wyraźnie, że po recesji powinno nastąpić odbicie, sięgające nawet 5%.

Tak jak w przypadku prognoz na 2020 r., tutaj również nie należy traktować szacunków zbyt dosłownie. Najistotniejsze jest, że instytucje zgodnie przewidują ograniczenie recesji do jednego roku. Jest to pozytywna wiadomość. Odbudowa jednak raczej nie będzie gwałtowna, jak zakładają najbardziej optymistyczne prognozy. Z recesji będziemy wychodzić stopniowo i to nie tylko ze względu na namacalne i dające się policzyć szkody wywołane zamrożeniem wielu gałęzi gospodarki. W przypadku obecnego kryzysu ważne okażą się czynniki behawioralne, trwała zmiana sposobu postępowania oraz oczekiwań zarówno po stronie konsumentów, jak i producentów. Szybkie wygaśnięcie pandemii wywołałoby zapewne przypływ nadziei, optymizmu i woli walki, które w połączeniu z brakiem znaczących problemów strukturalnych w gospodarce dałyby szansę na błyskawiczną odbudowę. Patrząc jednak na rozwój wypadków w Polsce oraz w pozostałych krajach, trudno już w tym momencie liczyć na to, że wirus zniknie, zapomnimy o nim i płynnie wrócimy do tego, co było. Dużo bardziej prawdopodobne jest, że będziemy musieli się nauczyć żyć i rozwijać gospodarkę w sytuacji wciąż obecnego zagrożenia, przynajmniej w najbliższych miesiącach (jeśli nie latach), co może utrwalić pesymistyczne nastroje w dużej części społeczeństwa. W związku z utrzymującymi się obawami w odniesieniu do przyszłości oraz niższymi dochodami ludzie nie powrócą szybko do beztroskiej konsumpcji. Dodatkowo, można się spodziewać, że ze względu na stan finansów publicznych, państwo będzie miało ograniczone możliwości, by pobudzać konsumpcję za pomocą wydatków socjalnych. Należy przy tym pamiętać, że na sposób oraz tempo wychodzenia z kryzysu wpływ będą miały nie tylko czynniki wewnętrzne, ale i zewnętrzne, obejmujące rozwój sytuacji w innych krajach, zwłaszcza tych, z którymi powiązana jest polska gospodarka.

Kto ucierpi najbardziej?

To, na ile dana gospodarka ucierpi w związku z pogorszeniem się globalnej koniunktury zależy w dużej mierze od jej otwartości i co za tym idzie głębokości powiązań z innymi krajami. Bardzo otwarte gospodarki znalazły się w szczególnie trudnej sytuacji ze względu na zamykanie granic i zakłócenia w międzynarodowych łańcuchach dostaw. Jednym z mierników otwartości jest trade openness index[1] (wskaźnik otwartości na handel międzynarodowy) publikowany przez Konferencję Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju (UNCTAD). W 2018 r. wskaźnik ten wyniósł dla Polski 44,19, co zapewniło nam dość wysoką, 32 pozycję wśród 194 państw. Niższa otwartość charakteryzuje m.in. Niemcy (34,92), Rumunię (34), Włochy (24,38), Japonię (14,65) czy Stany Zjednoczone (10,28). Liderami są m.in. Chiny (161,17), Słowacja (84,09) czy Czechy (64,83). Choć Polska nie znalazła się w ścisłej czołówce otwartych gospodarek, nie ma wątpliwości, że jednym z motorów zmian koniunktury w polskiej gospodarce będzie stan koniunktury u naszych partnerów handlowych, przede wszystkim Niemiec.

Nawet optymistyczne prognozy dla gospodarki niemieckiej opublikowane przez Economist Intelligence Unit[2] przewidują recesję wynoszącą 0,1% w 2020 r. Bardziej prawdopodobne są jednak szacunki mówiące o recesji rzędu 6% (Capital Economics) czy nawet 9% (Instytut Gospodarki Światowej w Kilonii – IfW). Dostępne prognozy na 2021 r. są już pozytywne i przewidują wzrost gospodarczy, który zdaniem IfW wyniesie od 7,2% do 10,9%. To dobra wiadomość, ponieważ szybka odbudowa niemieckiej gospodarki, połączona ze skutecznym pakietem stymulacyjnym (wartość zaproponowanego pakietu przekracza 20% niemieckiego PKB) stanowiłyby wsparcie również dla polskiej gospodarki, zwłaszcza dla eksporterów.

W 2020 r. recesji należy oczekiwać nie tylko w Niemczech, ale u większości partnerów handlowych Polski, w tym w całej strefie euro, oraz w Stanach Zjednoczonych. Natomiast w przypadku Chin przewidywany jest znaczny spadek tempa wzrostu gospodarczego. 14 kwietnia MFW opublikował prognozy, z których wynika, że gospodarka amerykańska skurczy się w 2020 r. o 5,9%, strefa euro o 7,5%, natomiast wzrost gospodarczy w Chinach wyniesie zaledwie 1,2%. MFW, podobnie jak większość instytucji, przewiduje odbicie już w 2021 r. we wszystkich wspomnianych regionach. Należy się spodziewać, że wiele krajów zacznie równolegle wychodzić z kryzysu, choć nie u wszystkich odbudowa będzie równie szybka.

Polska nadzieja na wyjście z recesji

Najbardziej aktualne prognozy dla Polski wskazują na recesję w 2020 r. i następnie wzrost gospodarczy w 2021 r. Kierunek trendu może jednak wzbudzać obawy. Czy w miarę upływu czasu nie dojdzie do kolejnej korekty prognoz w dół? Z pewnością nie da się tego całkowicie wykluczyć. W najbardziej pesymistycznym scenariuszu, rozprzestrzenianie się wirusa nie zostaje w pełni zatrzymane – zwalnia ono w okresie letnim, by ponownie uderzyć z pełną siłą jesienią, a szczepionka czy leki nie pojawiają się w najbliższym czasie. Sądzę, że taki przebieg pandemii mógłby doprowadzić do recesji w 2020 i 2021 roku, wyhamowania procesów globalizacyjnych, przekształceń strukturalnych w gospodarce, trwałych zmian postaw i zachowań konsumentów oraz utrzymującego się spadku zatrudnienia. Póki co, pozytywne sygnały napływające z krajów, które jako pierwsze padły ofiarą pandemii, pozwalają mieć nadzieję, że tak się jednak nie stanie. W Chinach, Korei Południowej czy Singapurze wyraźny jest spadek potwierdzonych przypadków COVID-19, a w wielu europejskich krajach można z kolei mówić o obniżaniu się procentowych przyrostów nowych zachorowań. Stąd, niektóre rządy rozpoczęły już stopniowe znoszenie ograniczeń nałożonych na działalność gospodarczą oraz mobilność ludności.

To czy obecne prognozy się zrealizują, czy będą konieczne kolejne korekty zależy przede wszystkim od sposobu przebiegu pandemii (pojawienia się bądź braku drugiej fali zachorowań). Z jednej strony dużą rolę odegra więc sama natura wirusa (np. sposób mutacji), z drugiej zaś szybkość opracowania i upowszechnienia się szczepionki. Możliwe są dwa podstawowe scenariusze: stosunkowo szybkie ustąpienie pandemii i wywołany tym powszechny optymizm oraz stopniowe wygaszanie na przestrzeni wielu miesięcy, przeplatane okresami gwałtownych wzrostów zachorowań, prowadzące do utrwalenia się nastrojów pesymistycznych. W zależności od tego, który z nich się zmaterializuje, gospodarka polska oraz światowa ucierpi w mniejszym lub większym stopniu, a sama odbudowa będzie gwałtowna bądź powolna.

Aleksandra Falkowska
Ekspert ds. analiz ekonomicznych
Sustainability and Economics Consulting Central Europe, Deloitte.

Przypisy:
[1] Stosunek średniej importu i eksportu towarów do PKB.
[2] Ośrodek analityczny należący do wydawcy tygodnika The Economist.

Rozwody w kwarantannie

Domowa izolacja to czas, kiedy nie można realizować swoich pasji poza domem, a uwięzienie w czterech ścianach powoduje, że na głowie są dzieci, lekcje on-line, praca on-line i współmałżonek. Przymusowo znikają schematy działania, aktywności, nie można rano wyjść do pracy i zapomnieć chwilowo o domowych kłopotach. Nie pomagają spacery z psem, bo to zbyt krótki moment na oderwanie się od problemów czterech ścian.

W izolacji wychodzą na wierzch wszystkie problemy dotychczas często „zamiatane pod dywan”. Te kłopoty, które były na porządku dziennym, nagle urastają do monstrualnych rozmiarów.  W rodzinach, w których już wcześniej brakowało harmonii i odpowiedniej komunikacji, wybucha przemoc psychiczna i fizyczna.  Ofiary zamknięte z oprawcami nie mogą prosić o pomoc.

Bardziej odważne osoby już teraz podejmują kroki zmierzające do rozwodu. W stosunku do poprzednich miesięcy, liczba złożonych wniosków o mediacje rozwodowe wzrosła ponad dwukrotnie. Z przeprowadzonych wstępnych rozmów wynika, że decyzje zostały podjęte w wyniku braku porozumienia pomiędzy małżonkami w kwestiach wychowawczych oraz fatalnych relacji pomiędzy nimi.

Przemoc domowa (każdego rodzaju) jest główną przyczyną rozpadu małżeństw w czasie kwarantanny i eskaluje również na świecie. W Paryżu zanotowano o 36 proc. więcej przypadków przemocy domowej w porównaniu do okresu sprzed rozpoczęcia ogólnonarodowej samoizolacji. Podczas gdy we Francji wzrasta liczba przypadków przemocy domowej, brytyjska minister spraw wewnętrznych przypomina, że ofiary mają prawo do łamania kwarantanny. W Hiszpanii w ubiegłym roku 55 kobiet poniosło śmierć z rąk obecnych lub byłych partnerów. To najgorsze dane od kilku lat. Podobne zjawisko w czasie kwarantanny zaobserwowano w Chinach – wzrost o ponad 50 proc.,  ale też w Australii czy Nowej Zelandii.

W Polsce policja nie udostępnia na bieżąco danych. Kwarantanna, mająca swoją dobrą stronę ograniczającą rozprzestrzenianie się wirusa, jest jednak bardzo niebezpieczna dla ofiar przemocy domowej i związków jako takich.

Krzywdzący stają się silniejsi, bo wiedzą, że ofiara nie może szukać pomocy poza domem, a osoby krzywdzone czują się jeszcze bardziej osamotnione ze swoimi problemami. Jak dotąd Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej nie zajęło stanowiska w sprawie przemocy domowej w czasie kwarantanny. Rzecznik Praw Obywatelskich zaobserwował ten problem i przekazał swoje uwagi do specustawy na temat koronawirusa. Podkreślił, że brak ujęcia w katalogu tzw. „spraw pilnych” nakazu opróżnienia lokalu mieszkalnego przez sprawcę przemocy w rodzinie oraz wstrzymania wykonania tytułów wykonawczych dotyczących eksmisji sprawców przemocy domowej może przyczynić się do wzrostu zagrożenia życia i zdrowia osób doświadczających przemocy domowej.

Jak podaje CBOS, aż 71% ankietowanych uważa, że człowiek powinien dążyć do osobistego szczęścia i, jeżeli nie jest szczęśliwy w obecnym związku, powinien się rozwieść i próbować ułożyć sobie życie na nowo. Na 100 ankietowanych, tylko 3 osoby były za trwaniem w związku pomimo przemocy.

Obecnie osoby decydujące się na rozwód często korzystają z pomocy mediatora. Chcą mieć ugody rozwodowe w rękach, kiedy sądy wrócą do pracy. Zawierając w taki sposób ugodę rozwodową osoby nie przechodzą przez dramat rozpraw sądowych, świadków, adwokatów i nie skazują się na kolejne długie lata razem z powodu odległych terminów w sądach. „Mediacyjne” złagodzenie rozstania z pewnością pozwoli, z perspektywy czasu, przyjaźniej spojrzeć na rozwiązane małżeństwo.

Autorem komentarza jest Celina Szumska, mediator przy Sądach Okręgowych.

Czy to ostatnie dobre dane z polskiego rynku pracy?

Marcowe dane z rynku pracy nie uwzględniają jeszcze w pełni wpływu koronawirusa. Są słabsze, ale nie można ich jeszcze nazwać złymi. Pełny wpływ poznamy jednak dopiero za miesiąc.

Dobre dane z Polski

Poznaliśmy dane na temat wynagrodzenia i zatrudnienia za marzec. Problem w tym, że to prawdopodobnie ostatni dobry odczyt tego parametru na jakiś czas. W marcowych danych wciąż widać jeszcze wzrost zatrudnienia w skali roku, aczkolwiek gwałtownie spowalniający. Widać również wzrost średniej płacy do niemal 5500 zł brutto. Kwietniowe dane będą o tyle  interesujące, że w przypadku zatrudnienia wielu analityków spodziewa się spadków, ale nie ma zgody, co do wynagrodzeń. Część ekonomistów wskazuje, że jeżeli prace będą szybciej tracić osoby o najniższych kwalifikacjach, może wręcz dojść do wzrostu płac.

Co z cenami ropy?

Ropa naftowa teoretycznie dalej spada. Czemu teoretycznie? Ponieważ jej cena na giełdzie w USA nagle wzrosła. Powodem jest pewna specyficzna prawidłowość – ceny ropy podaje się jako ceny najnowszego kontraktu. Dzisiaj wygasa starszy kontrakt i w jego miejsce wchodzi nowy. Inwestorzy powoli (nie mając już gdzie magazynować surowca) nie są zainteresowani realizacją kontraktu pomimo bardzo korzystnej ceny. Na rynku cały czas mamy silną presję na spadek cen. Surowiec stracił nie tylko w piątkowy wieczór na wartości, ale również dzisiaj rano.

Chiny tną stopy procentowe

Bank Chin obniżył dzisiaj w nocy stopę pożyczkową z 4,05% na 3,85%. Powód jest oczywisty i jest to próba utrzymywania gospodarki na właściwym torze w sytuacji spowolnienia gospodarczego wywołanego koronawirusem. Patrząc na sytuację w Państwie Środka i istniejące tam już bańki spekulacyjne oraz ogólny poziom zadłużenia można oczekiwać, że cięcia stóp procentowych nie będą tam na razie aż tak głębokie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Akcjonariusze ENERGI odpowiedzieli na wezwanie

PKN ORLEN wszedł w kolejny kluczowy etap procesu przejęcia kapitałowego Grupy ENERGA. 20 kwietnia br. Biuro Maklerskie PKO BP, pośredniczące w wezwaniu do zapisywania się na sprzedaż wszystkich akcji wyemitowanych przez gdańską grupę, poinformowało, że zapisami została objęta liczba akcji uprawniających do wykonywania co najmniej 66% ogólnej liczby głosów.

Jesteśmy coraz bliżej realizacji strategicznego celu, jakim jest budowa jednej multienergetycznej grupy, która będzie w stanie sprostać wymaganiom konkurencyjnego rynku. Mamy pewność, że przyszłość należy do silnych koncernów o zdywersyfikowanych obszarach działalności, odpornych na czynniki makroekonomiczne, a także na tak nadzwyczajne sytuacje, jak stan epidemii. Mamy już mocny pion energetyczny, który po przejęciu ENERGI będziemy jeszcze bardziej rozwijać. Zwiększy to stabilność funkcjonowania całej grupy, wzmocni bezpieczeństwo energetyczne kraju, a w konsekwencji również polską gospodarkę – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Dwa dni wcześniej PKN ORLEN podpisał porozumienie ze Skarbem Państwa dotyczące planowanego przejęcia Grupy ENERGA, w którym zadeklarował kontynuację strategicznych inwestycji gdańskiej grupy z możliwością weryfikacji warunków ich dalszego prowadzenia. W szczególności może to dotyczyć budowy Elektrowni Ostrołęka C. Zapewnił również o utrzymaniu polityki zatrudnienia Grupy ENERGA umożliwiającej prawidłowe funkcjonowanie jej spółek.

PKN ORLEN zobowiązał się również, że po przejęciu kontroli nad ENERGĄ, wykonane zostaną zobowiązania spółek z jej grupy, dotyczące m.in. utrzymania łącznej mocy zainstalowanej z odnawialnych źródeł energii, wytwarzania i zapewnienia ciągłości dostaw ciepła przy wykorzystaniu funkcjonujących w grupie jednostek wytwórczych, a także prawidłowego działania i niezawodności sieci dystrybucyjnej ENERGA, zgodnie z zatwierdzanymi przez Prezesa URE planami rozwoju.

Porozumienie wejdzie w życie z dniem przeniesienia akcji ENERGI należących do Skarbu Państwa na PKN ORLEN. Koncern w wezwaniu na sprzedaż 100% akcji pomorskiej grupy podwyższył ostatnio z 7 zł do 8,35 zł cenę za jedną jej akcję. Z kolei pod koniec marca bezwarunkową zgodę na przejęcie Grupy ENERGA wyraziła już Komisja Europejska.

PRCH RRF Crisis – pierwszy raport z cyklu Covid-19, dotyczący kondycji branży obiektów handlowych

Co trzeci konsument planuje zrobić zakupy w ciągu tygodnia od otwarcia centrów handlowych. Ograniczenia wydatków w handlu detalicznym mogą spaść od 8,3% do nawet 23,7%, a footfall po ogłoszeniu stanu epidemicznego w analizowanych centrach handlowych spadł o nawet kilkadziesiąt procent – te i jeszcze więcej innych danych zostało zaprezentowanych w najnowszym raporcie COVID-19. Polska Rada Centrów Handlowych wraz z wiodącymi agencjami badawczymi: GfK, Inquiry, TOP-KEY, PwC zaprezentowała raport przedstawiający zachowania konsumenckie oraz plany zakupowe po kryzysie COVID-19.

Na podstawie tworzonego przez Polską Radę Centrów Handlowych od ponad 11 lat projektu Retail Research Forum, powstała inicjatywa pod nazwą PRCH RRF Crisis. To grupa kilkunastu wybitnych ekspertów, badaczy oraz analityków z cenionych firm branży nieruchomości handlowych, których celem nadrzędnym jest wymiana wiedzy, doświadczeń, a co za tym idzie dzielenie się wnioskami z całą branżą.

Prezentowany dzisiaj przez nas raport jest odpowiedzią na potrzeby rynku w tym trudnym dla nas wszystkich czasie. Cieszę się, że kluczowi analitycy i badacze rynku tak szybko odpowiedzieli na nasze zaproszenie i wspólnie udało nam się przygotować materiał, który pokazuje zjawiska i wnioski ważne z punktu widzenia kryzysu wywołanego epidemią COVID-19. Agencje badawcze zaprezentowały najnowsze badania i dane, które prezentują zmiany na rynku oraz oczekiwania polskich konsumentów odnośnie zakupów w obiektach handlowych. Planujemy, aby takie raporty powstawały co 3-4 tygodnie – podkreśla Anna Zachara-Widła, Research & Education Manager PRCH.

W pierwszym raporcie kryzysowym „COVID-19” swoje siły połączyli kluczowi badacze i analitycy rynku retail: Agnieszka Górnicka (Inquiry), Przemysław Dwojak (GfK), Marcin Guziński (TOP-KEY) oraz Andrzej Jarosz (PwC).

Z badania przeprowadzonego w dniach 14-15 kwietnia przez firmę Inquiry, wynika, że ponad połowa respondentów (56%) zamierza odwiedzić centrum handlowe pierwszego tygodnia od uruchomienia sklepów. Co ciekawe, to mężczyźni z większą niecierpliwością oczekują na otwarcie centrów handlowych (35%), w stosunku do 21% badanych pań. Konkretne plany zakupowe posiada już 59% badanych planujących wizytę w galerii, a w pierwszych dniach po otwarciu do centrum handlowego planują się wybrać przede wszystkim mieszkańcy regionu centralnego.

Szeroką analizę zmian zachowań, stylu życia i nastrojów konsumenckich przeprowadziła firma GfK. Jak pokazują wyniki po wprowadzeniu stanu epidemicznego, a następnie stanu epidemii Indeks Nastrojów Konsumenckich Polaków w ciągu jednego tygodnia spadł o 20 punktów i osiągnął najniższą wartość od początku pomiaru (2004 r.). Nastroje konsumenckie stały się gorsze niż w czasie kryzysu finansowego w 2008 roku. 68% ankietowanych uważa, że w sytuacji pogorszenia się sytuacji finansowej gospodarstwa domowego jest gotowa ograniczyć dotychczasowe standardowe zakupy i wydatki. Ograniczenia wydatków w handlu detalicznym mogą spaść od 8,3% do nawet 23,7% w zależności od gminy.

Jak podaje firma TOP-KEY średnia dzienna odwiedzalność blisko 200 centrów handlowych w Polsce oraz wybranych najemców różnych branż przed wystąpieniem epidemii wynosiła ok. 5 mln osób dziennie. W momencie wprowadzenia stanu epidemicznego oraz wszystkich obostrzeń obniżenie średniej liczby klientów odnotowanych przez nadzorowane przez firmę TOP-KEY systemy, spadło do poziomu około 1 mln osób dziennie. Co jest warte odnotowania, mimo ograniczenia liczby otwartych sklepów znajdujących się w centrach, czas robienia zakupów spadł jedynie o 15-20% wobec średniego  czasu pobytu w centrum.

Ekspert z PwC przybliżył zagadnienia związane z trudnością w mierzeniu odwiedzalności oraz wskaźniki, na jakie należy dodatkowo zwracać uwagę analizując szerzej klientów. Oprócz stricte wskaźnika footfallu warto analizować również takie parametry jak occupancy czy dwell time. Szczególnie teraz kiedy to oprócz monitoringu obciążenia obiektu i ograniczenia liczby klientów w budynku, centrum będzie też musiało reagować na nadmierne zagęszczanie klientów w jednym miejscu. Pogłębione analizy footfallu pozwalają diagnozować dynamikę zmian zarówno odwiedzalności jak i obciążenia obiektu, a także długości przebywania w centrum. Wyzwaniem dla centrów jest odbudowa straconej bazy klientów, co w praktyce można porównać z nowym otwarciem i to nie klasycznie jako pojedynczy obiekt na rynku, ale równolegle z pozostałymi lokalnymi konkurentami.

PRCH w swoim pierwszym Raporcie z cyklu PRCH Crisis RRF skomentowała również pierwsze efekty epidemii widoczne w danych za luty 2020. Pokazują one wyraźnie zmianę zachowań klientów centrów handlowych w kontekście zbliżającego się zagrożenia epidemią Covid-19. Średnio odwiedzalność obiektów handlowych była o 7,6% wyższa niż w roku ubiegłym. Biorąc pod uwagę, że rokrocznie luty był najsłabszym miesiącem pod kątem odwiedzalności i obrotów widać wyraźnie wpływ zbliżającego się na teren Polski zagrożenia koronawirusem i wzmożoną aktywność konsumentów w zakresie robienia zapasów.

Raport do pobrania dostępny jest na stronie Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Opłata licencyjna za znak towarowy jako koszt podatkowy

Korzystanie ze znaków towarowych, a co za tym idzie ponoszenie opłat licencyjnych wynikających z tego tytułu niejednokrotnie stanowi nieodłączny element prowadzonej przez przedsiębiorcę działalności. Jednak czy można przyjąć, że tego rodzaju wydatki stanowią koszt uzyskania przychodu w oparciu o przepisy o podatku dochodowym?
Stosownie do ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych (art. 22 ust. 1), jak i na gruncie ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych (art. 15 ust. 1) za koszty uzyskania przychodów uznajemy zasadniczo koszty, które zostały poniesione, dążąc do osiągnięcia przychodów lub zachowania czy też zabezpieczenia źródła przychodów.
Nie sposób mieć wątpliwości co do tego, że dokonanie opłaty licencyjnej wynikającej z korzystania z określonego znaku towarowego może mieć bezpośredni związek z produkcją oraz w rezultacie sprzedażą produktów przez dany podmiot. W zależności bowiem od profilu działalności konsekwencją braku uprawnienia do używania danego znaku mogłoby być nawet zaprzestanie określonej produkcji, a w końcu utrata potencjalnych korzyści przez przedsiębiorcę.

Przesłanki

Przechodząc do głębszej analizy zaprezentowanej wyżej materii, należy jednak podkreślić, iż w celu zakwalifikowania opłaty jako kosztu uzyskania przychodu, obligatoryjnie, muszą być kumulatywnie spełnione następujące warunki:
1) poniesienie kosztu następuje w celu osiągnięcia przychodu lub zachowania albo zabezpieczenia źródła przychodu;
2) rodzaj kosztu nie jest uwzględniony przez przepisy prawa wśród wydatków niestanowiących kosztów uzyskania przychodów;
3) musi być należycie udokumentowany.

Ocena i kwalifikacja poniesionych kosztów

Zaznaczenia w tym miejscu wymaga jednak okoliczność, że samo poniesienie wydatku w powiązaniu z prowadzoną działalnością nie przesądza ze swej istoty o wypełnieniu wymogu celowości wynikającego z przywoływanych regulacji podatkowych. Nie można bowiem w sposób zerojedynkowy przyjąć, że każdy koszt ponoszony w zakresie prowadzonej działalności gospodarczej zmierza do uzyskania przewidywanych przez przepisy prawa przychodów lub zachowania albo zabezpieczenia ich źródła. Aby zatem mówić o możliwości zaliczenia wydatków odnoszących się do opłat licencyjnych, uiszczanych w celu uzyskania uprawnienia do korzystania ze znaku towarowego do kosztów podatkowych, konieczna jest każdorazowa, wnikliwa ocena stanu faktycznego.

Dokonując takiej oceny, należy w szczególności rozważyć kwestie takie, jak: przeznaczenie oraz cele i zasadność, a także niezbędność wydatku licencyjnego dla podmiotu; możliwość wpływu danego wydatku na uzyskanie przychodu lub zachowanie albo zabezpieczenie źródła przychodów.

Limity w odliczaniu kosztów nabywanych od podmiotów powiązanych a opłata licencyjna
Pochylając się nad kwestią opłat licencyjnych, a przede wszystkim ich analizy pod kątem realizacji warunku celowości, warto zwrócić uwagę na dotykające tej materii stanowisko Ministerstwa Finansów w zakresie ograniczeń co do kosztów uzyskania przychodu przez podatników.

Faktem jest bowiem, że limitowi takiemu podlegają wszelkiego rodzaju opłaty i należności uiszczone na poczet korzystania lub prawa do korzystania z praw i wartości wskazanych w art. 16b ust. 1 pkt 4-7 ustawy o CIT, a więc także wszelkiego rodzaju opłaty licencyjne. Niemniej należy mieć na uwadze, że ustawodawca wyłączył spod limitowania koszty usług, a także praw bezpośrednio związanych z wytworzeniem bądź nabyciem towaru albo świadczeniem usług przez podatnika.

Zdaniem Ministerstwa, aby prawidłowo dokonać interpretacji zakresu wyłączenia, należy uprzednio precyzyjnie ustalić znaczenie terminu „kosztów bezpośrednio związanych” z wytworzeniem lub nabyciem towaru lub wykonywaniem usługi przez podatnika. W przytoczonej opinii Ministerstwa Finansów jako przykład tego typu kosztów wskazano opłaty licencyjne uiszczane przez dystrybutora. Licencja jest w tym przypadku wykorzystywana w celu prowadzenia przez taki podmiot działalności na określonym rynku, a bez uprawnień do używania znaku towarowego prowadzenie tego przedsiębiorstwa nie byłoby możliwe. W takich okolicznościach dopuszczalne jest uznanie opłaty licencyjnej za koszt bezpośrednio związany z nabyciem towaru. Analogicznej oceny należy dokonać w odniesieniu do działalności producentów, co potwierdzają liczne interpretacje indywidualne.

Nie można pominąć nadto szeregu konkretnych argumentów przemawiających za powyższą tezą, a wskazujących na to, że opłaty licencyjne są:
1. nieodłącznym elementem wytworzenia produktu;
2. bezpośrednio związane z jednostkowym produktem;
3. uwzględniane przy ustaleniu ceny sprzedaży produktów;
4. uiszczane niezależnie od tego, czy produkt zostanie sprzedany, czy też nie;
5. elementem kosztu wytworzenia w odniesieniu do dokonania wyceny magazynowania zapasów towaru.

Konkludując, zarówno na gruncie stanowiska Ministerstwa Finansów, jak również szeregu wydanych interpretacji indywidualnych opłaty licencyjne ponoszone w powiązaniu z działalnością tak dystrybucyjną, jak i produkcyjną nie podlegają limitowi, o ile doszło do spełnienia przytoczonych powyżej przesłanek oraz ustalono, że mają one bezpośredni związek z wytworzeniem lub nabyciem produktu.

Opłata licencyjna – koszt pośredni czy bezpośredni?

Niebagatelne dla przedmiotowej materii znaczenie ma fakt, iż zawarcie umowy licencyjnej nie przenosi na licencjobiorcę prawa własności danego znaku towarowego, lecz przyznaje jedynie uprawnienie do korzystania z niego na określonych warunkach. Z uwagi na powyższe ponoszone przez podmiot opłaty wynikające z uzyskania licencji powinny zostać zakwalifikowane jako koszty inne niż związane bezpośrednio z przychodami, czyli tzw. koszty pośrednie. W świetle doktryny i praktyki mianem wydatków bezpośrednich określane są wydatki, które przyczyniają się wprost do uzyskania skonkretyzowanych przychodów, czyli np. poniesienie kosztów prowadzących do wytworzenia towaru, ze sprzedaży którego przedsiębiorca uzyskuje następnie przychód. W przeciwieństwie do przywołanych kosztów bezpośrednich za pośrednie uznawane są wydatki, które nie są wprost ujęte w wartości sprzedawanych towarów czy świadczonych usług, choć bezsprzecznie są z nimi nierozerwalnie związane. Stosownie do przepisów dotyczących podatku dochodowego tego typu koszty potrącalne są zasadniczo w dacie ich poniesienia. Nadmienienia wymaga, że w sytuacji, gdy rzeczone koszty odnoszą się do okresu przekraczającego rok podatkowy, a obiektywnie nie da się oszacować, w jakim zakresie dotyczą one danego roku podatkowego, wówczas przyjmuje się, że stanowią one koszty uzyskania przychodów w proporcjach adekwatnych do okresu, którego dotyczą.

Wartość początkowa prawa z licencji

Jeśli chodzi o oszacowanie wartości początkowej kosztu poniesionego w wykonaniu umowy licencyjnej, jest to o tyle proste, że stosownie do przepisów ustawy o podatku dochodowym wartość początkowa praw majątkowych, nie wyłączając licencji i autorskich praw majątkowych, jest tożsama z ceną nabycia tych praw. W sytuacji zaś, gdy wynagrodzenie uzgodnione przez strony w umowie licencyjnej zależne jest od wysokości przychodów z licencji bądź praw, które uzyskał licencjobiorca, ustalając wartość początkową praw majątkowych, a zatem również licencji, nie należy brać pod uwagę tej części wynagrodzenia.

Autor: radca prawny Robert Nogacki
Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Najemcy oraz właściciele nieruchomości handlowych nie czekają na drugą Tarczę

Właściciele ponad 200 małych centrów i parków handlowych prowadzą od kilku tygodni rozmowy z przedsiębiorcami, którzy są najemcami ich powierzchni. Branża handlowa została bardzo boleśnie uderzona przez obecny kryzys, a wypracowane w toku negocjacji porozumienie pozwoli pogodzić różnorodne i często sprzeczne interesy najemców oraz właścicieli nieruchomości. Inicjatywa jest wskazówką dla innych sektorów i branż – można się dogadać, nie czekając na kolejne „tarcze”. Porozumienia z częścią najemców zostały już podpisane.

Trei Real Estate Poland, Mallson Polska i RWS Investment Group to na co dzień konkurenci na rynku małych formatów handlowych. Firmy te zostały wybrane przez społeczność zrzeszającą większość właścicieli parków handlowych działających w Polsce do ich reprezentowania w rozmowach z najemcami. Celem inicjatywy jest wypracowanie pakietu rozwiązań, dzięki którym parki handlowe będą mogły działać i sprawnie przejść przez okres spowolnienia gospodarczego, dając przy okazji przykład innym sektorom gospodarki, jak sprawnie radzić sobie w dobie pandemii. Skoordynowane rozmowy z operatorami sklepów prowadzą do wypracowania metodologii działań zaradczych korzystnych zarówno dla najemcy, jak i właściciela nieruchomości.

Najważniejsze jest wspólne zarządzanie płynnością. Pomożemy naszym najemcom zachować ciągłość finansową i wykorzystać zapasy magazynowe. Pracujemy nad rozwiązaniami indywidualnymi, które różnicujemy ze względu na kondycję finansową danej firmy oraz jej branżę. Innej pomocy potrzebują bowiem drogerie, sklepy z elektroniką czy odzieżowe. Dziś należy zadbać przede wszystkim o to, aby koszty czynszu nie zabrały naszym najemcom środków na zatowarowanie i pozwoliły prowadzić operacje w tym trudnym dla gospodarki okresie, mówi Jacek Wesołowski, dyrektor zarządzający Trei Real Estate Polska.

Ustalenia i aneksy umów najmu będą obejmowały okres działalności parków handlowych w czasie najostrzejszych obostrzeń wynikających z walki z pandemią, a dla branż, które tego oczekiwały – także w okresie po jej zakończeniu. Zakładają one zwrot kosztów ponoszonych teraz przez właścicieli obiektów w bardziej stabilnej gospodarczo przyszłości. Inicjatywa przedstawicieli parków handlowych na rzecz ustabilizowania współpracy z najemcami w czasie koronakryzysu jest dobrym przykładem aktywnie podjętej współpracy i zjednoczenia branży w momencie trudnej konfrontacji z bezprecedensową sytuacją.
Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że powrót do normalności nie nastąpi z dnia na dzień. Dlatego wypracowujemy rozwiązania wspierające najemców w zachowaniu płynności finansowej. To jasne, że ani parki handlowe, ani właściciele działających w nich sklepów nie wyjdą z koronakryzysu bez szwanku. Stąd tak istotne jest zjednoczenie się graczy sektora handlowego i wypracowane wspólnie środków zaradczych, które w dłuższej perspektywie sprawią, że łatwiej będzie ruszyć z biznesem po zakończeniu pandemii. Dzięki temu powstają rozwiązania dostosowane do faktycznych potrzeb właścicieli nieruchomości i ich najemców, które zadziałają efektywniej niż te proponowane na poziomie ogólnym, podsumowuje Maciej Mazur, prezes Mallson Polska.

VMware: firmom brakuje spójnych strategii w zakresie widoczności sieci i bezpieczeństwa

Coraz więcej firm na świecie dostrzega znaczenie nowoczesnych sieci. Ten swoisty firmowy krwiobieg łączy systemy i urządzenia, dostarcza ludziom aplikacje i chroni wrażliwe dane. Jednocześnie prawie dwie trzecie europejskich dyrektorów ds. IT uważa, że budowa i uzyskanie kompleksowej widoczności takiej sieci jest niezwykle trudnym zadaniem – wynika z najnowszego badania VMware oraz IDC. Prawie połowa ankietowanych stwierdziła, że ten brak stanowi jedno z największych biznesowych wyzwań m.in. pod kątem cyberbezpieczeństwa.

W toku trwającej dzisiaj digitalizacji dużo mówi się o wirtualnych rozwiązaniach, które z dnia na dzień rewolucjonizują biznes. Każda współczesna firma działa jednak zarówno w oparciu o systemy i aplikacje, jak i fizyczny sprzęt IT oraz flotę urządzeń mobilnych. Dla bezpieczeństwa i skuteczności współczesnego biznesu ważne jest więc kto, gdzie i kiedy podłącza taki element do firmowej sieci. Według internetowej ankiety VMware zrealizowanej przez IDC, wiele firm jest jednak zagrożonych, ze względu na problem z uzyskaniem tej widoczności. Przeprowadzone z kolei Forresterem badanie VMware dorzuca do tej układanki jeszcze jeden kłopotliwy aspekt: wewnętrzny konflikt w firmach, którego kością niezgody są priorytety biznesowe i podejście do sieci.

Firmowa wojna domowa

Ponad 37 proc. europejskich dyrektorów ds. IT przyznało, że sygnalizowany przez VMware oraz IDC, problem braku widoczności sieci, prowadzi do konfliktów i niedopowiedzeń na linii IT – działy cyberbezpieczeństwa. Niestety, ale 29 proc. z nich, zapytanych przez firmę Forrester, na zlecenie VMware, czy zamierzają w najbliższym czasie stworzyć dla swoich organizacji kompleksową strategię bezpieczeństwa i rozwoju IT, odpowiedziało przecząco.

Nowoczesna sieć dostarcza nam dzisiaj aplikacje, łączy firmowe chmury i centra danych oraz urządzenia końcowe. Biorąc to pod uwagę, sieć może w znaczący sposób chronić firmowe dane na każdym poziomie infrastruktury – od miejsca, gdzie powstały, aż po użytkownika końcowego. To wymaga jednak programowego podejścia do technologii oraz współpracy ze strony IT, oraz innych działów – komentuje Jeremy Van Doorn, Starszy Dyrektor działu Software Defined Data Center w VMware EMEA.

Obecnie tylko 38 proc. zespołów ds. rozwoju firmowych sieci, bierze aktywny udział w opracowywaniu strategicznych dokumentów i procedur bezpieczeństwa. Jednocześnie 60 proc. z nich jest angażowanych w działania mające na celu bieżącą ochronę firmowych danych i aplikacji. Według raportu VMware, działy IT i bezpieczeństwa nie mają jednocześnie pełnej wiedzy i świadomości co do tego, kto jest finalnie odpowiedzialny za bezpieczeństwo sieci. Zdaniem analityków, to znak, że działy te nie traktują specjalistów sieciowych jak równych sobie, a sieci jako istotnego komponentu firmowej infrastruktury.

Współpraca albo krach

Uzyskane przez VMware, IDC i Forrestera wyniki badań pozostają w wyraźnej sprzeczności z faktem, że nowoczesne sieci są postrzegane przez firmy jako niezbędny element biznesowego cyberbezpieczeństwa i ciągłości działania. Według IDC ponad 43 proc. europejskich firm oraz instytucji przyznaje, że cyfryzacja infrastruktury sieciowej to dla nich priorytet do 2021 roku. Badania VMware wykazały, że firmy muszą koniecznie postawić na współpracę poszczególnych działów, by zapewnić sobie spójny model bezpieczeństwa, bez którego nie da się zrealizować strategicznych celów europejskich firm. Według ankietowanych obecnie są to: przyspieszenie postępu technologicznego (56 proc.), zdolność do szybkiego reagowania na zmiany (56 proc.) oraz zwiększony poziom bezpieczeństwa (55 proc).

Firmy, które chcą szybko dostosowywać się do bieżących warunków rynkowych, muszą mieć nieprzerwany i bezpieczny dostęp do innowacyjnych aplikacji z poziomu data center, chmury i to bez względu na urządzenie końcowe. Gwarantem tej swobody działania jest dzisiaj sterowana programowo sieć Virtual Cloud Network. Taka sieć musi z kolei na stałe wpisać się w DNA europejskich firm. Musi być strategicznym orężem, a nie tylko linią na wykresach poszczególnych działów zajmujących się technologiami w firmie – komentuje Van Doorn z VMware.

Według VMware, priorytety działów IT i specjalistów ds. bezpieczeństwa są jednak całkowicie odmienne i nie widzą one potrzeby ścisłej współpracy. Dla 51 proc. ankietowanych administratorów najważniejsze jest zapewnienie efektywności działań w obszarze IT, z kolei 49 proc. ekspertów ds. cyberochrony stawia na szybkie rozwiązywanie problemów po ataku. Jednocześnie, mniej niż jedna trzecia z nich bierze aktywny udział w realizacji firmowej strategii bezpieczeństwa. Zdaniem ekspertów jest to szczególnie rażące w czasach, gdy zagrożenia ewoluują każdego dnia, a stan infrastruktury IT należy monitorować kompleksowo. Zaniedbania w tym obszarze mogą kosztować setki tysięcy dolarów strat.

Bezpieczeństwo = gra zespołowa

Zmiany wymagają jednak kompleksowych działań na kilku firmowych szczeblach. 45 proc. ankietowanych przez VMware specjalistów uważa, że wspólna strategia, opracowana zarówno przez IT, działy sieciowe i cyberbezpieczeństwa, pozwoliła by znacząco ograniczyć liczbę incydentów oraz wycieków i przyspieszyłaby identyfikację nowych zagrożeń. Sami ankietowani przyznali jednak, że jest to zadanie trudne w realizacji. 84 proc. z nich mówi wprost, że ich działy nie mają dobrych relacji.

Musimy zacząć postrzegać cyberbezpieczeństwo jako grę zespołową, niestety jest ono nadal ofiarą firmowych silosów kompetencyjnych. Kluczem do sukcesu nowoczesnego IT i bezpieczeństwa jest jednak silna współpraca ze wspólną odpowiedzialnością za powierzone zadania, ze wspólną strategią oraz gwarancja, że każdy element bezpieczeństwa, w tym sieci, jest od samego początku wbudowany w podstawę całej firmowej strategii – mów ekspert VMware.

Ponad połowa organizacji chce więc przymusić szeroko rozumiane działy technologiczne do współpracy, wdrażając w ciągu najbliższych 3-5 lat model wspólnej odpowiedzialności. Dla 58 proc. organizacji kluczowa jest współpraca w zakresie ochrony infrastruktury IT, dla 51 proc. przy wykrywaniu zagrożeń, a dla 43 proc. bezpieczeństwo chmurowe.

To jednak tylko wierzchołek góry lodowej, współpraca musi być bardziej kompleksowa, a jej początek musi stanowić odpowiednia infrastruktura sieciowa, która łączy, napędza i chroni każdy element firmowej infrastruktury – przyznają eksperci.

O badaniu firmy Forrester na zlecenie VMware

Badanie zostało przeprowadzone w lutym 2020 r. na grupie 665 dyrektorów ds. IT i cyberbezpieczeństwa, w 17 krajach regionu EMEA m.in w Niemczech, Francji, Wlk. Brytanii, Rosji i Polsce. Ankietowani reprezentowali firmy z takich branż jak handel, edukacja, usługi finansowe czy telekomunikacja.

Nowa taktyka ransomware zagraża szpitalom i przedsiębiorstwom

Szpitalom oraz organizacjom na całym świecie zagraża nowa fala ataków ransomware – ostrzega Check Point Software Technologies. Już listopadzie 2019 zaobserwowano pierwsze próby, nowych – wzbogaconych o dodatkowy etap, ataków ransomware, jeszcze skuteczniej wymuszających okup od ofiar.

Badacze z Check Pointa zidentyfikowali w ostatnim czasie wzrastające wykorzystywanie nowej taktyki ransomware. W nazwanym przez ekspertów „podwójnym wymuszeniu”, taktyka polega na tym, że osoby atakujące dodają dodatkowy etap do ataku ransomware – przed zaszyfrowaniem bazy danych ofiary hakerzy wyodrębnią duże ilości poufnych informacji, grożąc ich opublikowaniem w przypadku nieopłacenia okupu, przez co wywierają większą presję na ofiary, w celu realizacji żądań. Aby udowodnić zasadność zagrożenia, cyberprzestępcy doprowadzają do wycieków niewielkich ilości poufnych informacji do Dark Netu, grożąc, że kolejne informacje zostaną udostępnione, jeśli ofiara natychmiastowo nie opłaci okupu.

Pierwszy opublikowany przypadek podwójnego wymuszenia miał miejsce w listopadzie 2019 r. i dotyczył Allied Universal, dużej amerykańskiej firmy zajmującej się ochroną. Gdy ofiary odmówiły zapłacenia okupu w wysokości 300 Bitcoinów (około 2,3 miliona USD), cyberprzestępcy, którzy korzystali z oprogramowania ransomware „Maze”, zagrozili wykorzystaniem poufnych informacji uzyskanych z systemów Allied Universal, a także skradzionych wiadomości e-mail i certyfikatów nazw domen, w celu przeprowadzenia kampanii spamowej podszywającej się pod Allied Universal.

Następnie atakujący opublikowali próbkę skradzionych plików, w tym umowy, dokumentację medyczną, certyfikaty szyfrujące itp. Natomiast w późniejszym poście na rosyjskim forum hakerskim napastnicy zamieścili link do 10% skradzionych informacji, a także o 50% wyższe żądanie okupu!

Od tego czasu Maze opublikowało dane kilkudziesięciu firm, kancelarii prawnych, dostawców usług medycznych i firm ubezpieczeniowych, które nie poddały się ich żądaniom. Szacuje się, że wiele innych firm unikało publikacji swoich poufnych danych, płacąc żądany okup.

Szpitale na celowniku

Check Point Research ostrzega przede wszystkim szpitale. Według najnowszych analiz ataki ransomware dotknęły ponad 1000 organizacji opieki zdrowotnej w samych Stanach Zjednoczonych, a ich koszty wyniosły ponad 157 mln USD.

W 2017 r. dziesiątki brytyjskich szpitali zostało dotkniętych oprogramowaniem ransomware znanym jako WannaCry, co spowodowało tysiące odwołanych wizyt i zamknięcie niektórych oddziałów ratunkowych. Z kolei w 2019 r. kilka szpitali w USA musiało odmówić konsultacji oraz realizacji zabiegów po kolejnej fali ataków oprogramowania ransomware.

Podwójne wymuszanie to wyraźny i rosnący trend w atakach ransomware, a w pierwszym kwartale 2020 roku byliśmy świadkami wielu tego typu prób. Gracze zagrażają jeszcze bardziej swoim ofiarom, doprowadzając do wycieków poufnych informacji w najciemniejsze miejsca w sieci, aby przedstawić dowody uzasadniające żądania okupu. Szczególnie martwi nas to, że również szpitale, w ciężkim okresie pandemii, muszą stawić czoła temu zagrożeniu. Stąd, zwracamy się do szpitali i dużych organizacji, zachęcając ich do tworzenia kopii zapasowych danych i edukowania swoich pracowników – mówi Lotem Finkelsteen, manager działu wywiadu zagrożeń w firmie Check Point.

Jak możemy się chronić?

W toczącej się walce z ciągle rozwijającymi się taktykami ransomware najlepszą obroną jest przede wszystkim zapobieganie. Check Point szczegółowo opisał najlepsze praktyki pozwalające uniknąć stania się ofiarą oprogramowania ransomware:

  1. Utwórz kopię zapasową danych i plików

Bardzo ważne jest, aby konsekwentnie tworzyć kopie zapasowe ważnych plików, najlepiej przy użyciu zewnętrznej pamięci masowej. Włącz automatyczne tworzenie kopii zapasowych, abyś nie musiał polegać jedynie na samodzielnym wykonywaniu kopii przez pracowników.

  1. Ucz pracowników, aby rozpoznawali potencjalne zagrożenia

Najczęstszymi metodami infekcji stosowanymi w kampaniach ransomware są nadal spam i wiadomości phishingowe. Dość często świadomość użytkownika może zapobiec atakowi przed jego wystąpieniem. Poświęć trochę czasu na edukację użytkowników i upewnij się, że jeśli zauważą coś niezwykłego, natychmiast powiadomią o tym zespoły bezpieczeństwa.

  1. Ogranicz dostęp tych, którzy tego nie potrzebują

Aby zminimalizować potencjalny wpływ udanego ataku ransomware na Twoją organizację, upewnij się, że użytkownicy mają dostęp tylko do informacji i zasobów wymaganych do wykonania swoich zadań. Wykonanie tego kroku znacznie zmniejsza prawdopodobieństwo ataku ransomware przemieszczającego się w poprzek sieci. Rozwiązanie problemu ataku ransomware na jeden system użytkownika może być kłopotliwe, ale implikacje ataku obejmującego całą sieć są znacznie większe.

  1. Aktualizuj zabezpieczenia oparte na sygnaturach

Z punktu widzenia bezpieczeństwa informacji z pewnością korzystne jest utrzymywanie i aktualizowanie programów antywirusowych i innych zabezpieczeń opartych na sygnaturach. Chociaż same zabezpieczenia oparte na sygnaturach nie są wystarczające do wykrywania i zapobiegania wyrafinowanym atakom ransomware zaprojektowanym w celu uniknięcia tradycyjnych zabezpieczeń, są one ważnym elementem kompleksowej postawy bezpieczeństwa. Aktualne zabezpieczenia antywirusowe mogą zabezpieczyć Twoją organizację przed znanym złośliwym oprogramowaniem, które było wcześniej widoczne i ma istniejący i rozpoznany podpis.

  1. Wdróż wielowarstwowe zabezpieczenia, w tym zaawansowane technologie zapobiegania zagrożeniom

Oprócz tradycyjnych zabezpieczeń opartych na sygnaturach, takich jak antywirus i IPS, organizacje muszą wprowadzić dodatkowe warstwy, aby zapobiec nowemu nieznanemu złośliwemu oprogramowaniu, które nie ma znanej sygnatury. Dwa kluczowe elementy do rozważenia to ekstrakcja zagrożeń (odkażanie plików) i emulacja zagrożeń (zaawansowany sandboxing). Każdy element zapewnia odrębną ochronę, która w połączeniu z obszernym rozwiązaniem zapewnia ochronę przed nieznanym złośliwym oprogramowaniem na poziomie sieci i bezpośrednio na urządzeniach końcowych.

Polski sektor nieruchomości komercyjnych pyta o tarczę

Polski sektor nieruchomości komercyjnych (biura, magazyny, powierzchnie handlowe) odpowiadający za 12% polskiego PKB, jak wyliczył Colliers, był dotąd stabilnym źródłem wpływów budżetowych Państwa oraz lokalnych samorządów. Nowoczesne inwestycje biurowe były jednym z ważnych katalizatorów rozwoju wielu gałęzi gospodarki, w tym sektora nowoczesnych usług biznesowych oraz nowych technologii.

Według danych ABSL, w ostatnich trzech latach branża ta tworzyła średnio 85 nowych miejsc pracy dziennie, a tej dynamice towarzyszyły inwestycje w sektorze nieruchomości. Łącznie w firmach BPO/SSC, które działają zarówno w dużych aglomeracjach jak i miastach średniej wielkości, pracuje dziś 307 tys. osób. Dzięki aktywności inwestorów oraz właścicieli budynków biurowych udało nam się stworzyć unikalne w tej części Europy rynki pracy w miastach regionalnych, które z powodzeniem konkurują nie tylko z Warszawą, ale również innymi stolicami Europy Środkowej. ABSL oraz Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK) zgodnie twierdzą, że nie można traktować nieruchomości komercyjnych w oderwaniu od innych branż i sektorów, które z tym sektorem współpracują.

Dlatego w trosce o utrzymanie potencjału sektora oraz w celu minimalizowaniu skutków kryzysu gospodarczego i społecznego, Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych opracowała szereg postulatów, które mogą pomóc w ratowaniu płynności finansowej przedsiębiorstw sektora i pomóc w przezwyciężeniu trudności wynikających z sytuacji epidemicznej.
Projekt tarczy antykryzysowej dla nieruchomości wg PINK:

  1. Zniwelowanie braku symetrii pomiędzy najemcami obiektów handlowych i właścicielami wprowadzonych zawieszeniem umów najmu poprzez wprowadzenie ulg dla właścicieli (np. w zakresie umorzeń lub odroczeń podatków czy wsparcia finansowego). Wprowadzenie precyzyjnych zapisów dotyczących umów w okresie zamknięcia obiektów handlowych.
  2. Powrót do odbiorów branżowych i ostatecznych prac budowlanych. Zapis z uzupełnień do tarczy opublikowany 9.04 nie poprawia sytuacji odbiorów częściowych (strażak, sanepid, itp.).
  3. Kwestie podatkowe: uwolnienie środków z rachunków VAT (brak stałego wpływu na budżet); brak opóźnień w realizacji zwrotów VAT / zwrotów nadpłat w podatku dochodowym (brak stałego wpływu na budżet); odroczenie płatności podatków (brak stałego wpływu na budżet).
  4. Wprowadzenie systemowych rozwiązań w zakresie odroczenia spłat kredytów deweloperskich i inwestycyjnych.
  5. Zmiany w zakresie art. 15g, tak aby warunek posiadania braku zaległości na koniec 3 kwartału uważało się za spełniony, jeżeli przedsiębiorca dysponuje zaświadczeniem o niezaleganiu z ZUS i / lub organów podatkowych wydanych w dowolnym okresie późniejszym.

Brak symetrii w ochronie właścicieli nieruchomości komercyjnych i najemców nawet w krótkiej perspektywie czasowej może doprowadzić do utraty płynności właścicieli nieruchomości będzie mieć katastrofalne skutki na cały rynek nieruchomości oraz na lokalne rynki pracy. W konsekwencji uderzy to w budżet państwa – mówi Agnieszka Jachowicz, Dyrektor Operacyjna Polskiej Izby Nieruchomości Komercyjnych PINK.

Sektor nieruchomości komercyjnych napędzany branżą nowoczesnych usług dla biznesu przez ostatnie dwadzieścia lat fundamentalnie przyczynił się do rozwoju polskiej gospodarki – zwiększając konkurencyjność i atrakcyjność inwestycyjną naszego kraju w Europie. Polska z pewnością wyróżnia się na tle krajów europejskich ofertą i jakością nieruchomości. Dlatego teraz musimy dołożyć starań, aby chronić jeden z naszych podstawowych filarów dzięki, któremu mogliśmy się dotąd rozwijać. Liczymy, że postulaty opracowane w gronie ekspertów branży nieruchomości i praktyków biznesu zostaną uwzględnione w pracach rządu przy Tarczy Antykryzysowej 2.0 – mówi Piotr Dziwok, Prezes ABSL.

Jak wynika z danych JLL w ubiegłym roku najemcy z sektora nowoczesnych usług dla biznesu wynajęli w Polsce 400 000 mkw. powierzchni, co przełożyło się na 25% popytu i na aż 54% popytu poza Warszawą. Taka aktywność firm z branży BPO/SSC była m.in. możliwa dzięki wysokiej dostępności nowoczesnych projektów biurowych. Bez tego aspektu nie mielibyśmy szans na ściągnięcie kolejnych międzynarodowych graczy, a ci obecni nie mieliby pola do rozwoju swojego biznesu w naszym kraju. Dlatego tak ważne jest zabezpieczenie interesów właścicieli nieruchomości komercyjnych, również tych realizujących budynki biurowe. To umożliwi im bowiem przynajmniej częściowe utrzymanie dotychczasowych planów związanych z realizacją przyszłych projektów. Sektor nieruchomości analizuje obecną sytuację patrząc na jej długofalowe skutki, takie też podejście powinno zostać przyjęte przy wprowadzaniu poprawek do Tarczy Antykryzysowej – komentuje Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLL.

Bazooka FED: Strzał o dalekim zasięgu

3 marca stopa docelowa funduszy federalnych wciąż znajdowała się na poziomie 1,75%, podczas gdy bilans Rady Rezerwy Federalnej wynosił 4,2 bln USD. Sześć tygodni później (15 kwietnia) Fed obniżył stopę procentową do 0,25% i powiększył bilans o 2,1 bln USD do 6,3 bln USD.

Rysunek 1: Powiększanie bilansu Fed

Powiększanie bilansu Fed
Tygodnie od początku powiększania bilansu Fed

Źródła: Rada Rezerwy Federalnej H.4.1 i Allianz Research

To zasadnicze powiększenie bilansu kredytowego Fed do wysokości 6,3 bln USD może być bez wątpienia imponujące. W ujęciu bezwzględnym przyćmiewa ono wzrosty notowane w znacznie dłuższych okresach czasu, podczas QE1 (pierwszego luzowania ilościowego) (+1,4 bln USD od września 2008 r. do marca 2010 r.), QE2 (drugiego luzowania ilościowego) (+0,5 bln USD od listopada 2010 r. do czerwca 2011 r.) a nawet QE3 (trzeciego luzowania ilościowego) (+1,6 bln USD od września 2012 do sierpnia 2014 r.). W ujęciu względnym, jak pokazano na Rysunku 1, przyćmiewa ono ponownie QE2 i QE3, ale nie (do tej pory) QE1, ponieważ w tym przypadku punkt wyjściowy był znacznie niżej. Jeżeli to powiększenie bilansu Fed ma wywrzeć wrażenie swoim tempem i wielkością na rynkach kapitałowych, jest także jednocześnie świadectwem skali szoku spowodowanego przez epidemię Covid-19. Rzeczywiście, wszystkie pierwsze wskaźniki dostępne za marzec (wstępne roszczenia ubezpieczeniowe z tytułu utraty pracy, płace w sektorze przedsiębiorstw, sprzedaż detaliczna, produkcja przemysłowa, liczba rozpoczętych budów) wskazywały na bezprecedensowe skurczenie się gospodarki USA.

Stwierdziwszy powyższe, należy mieć na uwadze, że obecny kryzys bardzo różni się od wielkiego kryzysu finansowego, który wybuchł w latach 2007-2008. Jak sugeruje jego nazwa, wielki kryzys finansowy powstał w sektorze usług finansowych. Obecny kryzys został spowodowany przez prawdziwy zewnętrzny wstrząs, który nagle zatrzymał przepływ ludzi, towarów, usług i zatem pieniądza w realnej gospodarce. Oznacza to, że polityka pieniężna i budżetowa będzie musiała sprostać całkiem innego rodzaju wyzwaniom. W 2008 r. pierwszą linię obrony stanowił sektor bankowy: uratowanie go przed upadkiem było warunkiem wstępnym ochrony realnej gospodarki. Tym razem, pierwszą linię obrony stanowi realna gospodarka: uratowanie jej przed upadkiem to jedyny sposób, aby powstrzymać obecny kryzys przed przekształceniem w kryzys bankowy. Dlatego, bardziej niż kiedykolwiek, rozstrzygające znaczenie ma ocena, czy płynność kreowana przez Rezerwę Federalną dosięga realnej gospodarki czy nie.

Innymi słowy, ważne jest, aby przyjrzeć się zmianom zarówno po stronie aktywów, jak i pasywów Rezerwy Federalnej: aktywom na potrzeby wykorzystania płynności banku centralnego, pasywom, aby sprawdzić, gdzie ta płynność wylądowała. Jak pokazano w Tabeli 1, nieco ponad 60% wzrostu wartości aktywów o 2,1 bln USD pochodzi z zakupu skarbowych papierów wartościowych USA. Drugi co do wielkości wkład (prawie 18%) pochodzi ze swapów płynności banku centralnego. Na kolejnych miejscach znalazły się papiery wartościowe zabezpieczone hipotecznie (prawie 10%) oraz pożyczki (5,7%), które obejmują Primary Dealer Credit Facility (PDCF) oraz Money Market Mutual Fund Liquidity Facility (MMLF– Instrument Płynności Funduszy Rynku Pieniężnego). Na dzień 15 kwietnia umowy odkupu (pożyczki zabezpieczone papierami wartościowymi) praktycznie nie uległy zmianie od 04 marca, ale wzrost o 250 mld USD do 18 marca, pobudzony przez niestabilność rynku, spowodował wezwania do uzupełnienia depozytu zabezpieczającego i nie rozwinął się po terminach rozliczenia transakcji na instrumentach pochodnych.

Rzeczywiście, dopiero 23 marca Fed ogłosił swój plan zakupu obligacji korporacyjnych zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym. I, oczywiście, ogłaszając po porostu plany poszerzenia swoich interwencji na rynkach kredytowych, Fed mógł sprawić, że staną się one zbędne, przynajmniej do czasu, gdy nowe „złe” wiadomości, takie jak niewywiązywanie się ze zobowiązań kredytowych ponownie pojawią się na rynkach kredytowych. Tym niemniej jednak na razie słuszne wydaje się stwierdzenie, że dotychczas prywatny sektor niefinansowy w bardzo ograniczonym zakresie skorzystał bezpośrednio z interwencji FED. Np. ogłoszony 17 marca instrument finansowania papierów komercyjnych wciąż czeka na uruchomienie.

Przegląd zobowiązań Fed potwierdza tę ocenę. Rezerwy zdeponowane przez banki w Fed pochłonęły 63% wzrostu kredytu Fed o 1,8 bln USD. Drugim co do wielkości beneficjentem w tej kwocie był rachunek ogólny Skarbu USA, wykorzystując 34% tej sumy Na dalszych miejscach wśród beneficjentów plasują się rezerwy utrzymywane przez izby rozliczeniowe (7%), gotówka w obiegu (4%) i umowy odkupu zwrotnego (2%). Dowodem na to, że polityka fiskalna rzeczywiście przyczynia się do ratowania gospodarki realnej, będzie kurczenie się ogólnego rachunku skarbu państwa, jak na razie Skarb USA jedynie akumuluje „wojenne” rezerwy.

Aby zakończyć to badanie transmisji polityki pieniężnej, w Euler Hermes, przyjrzeliśmy się cotygodniowym aktywom banków komercyjnych w USA. Według ostatnich dostępnych danych z dnia 8 kwietnia, prawie dwie trzecie wzrostu aktywów banków o 1,5 bln USD od 04 marca wiązało się z aktywami pieniężnymi, z czego większość tworzyły rezerwy w Fed. Co ciekawe, fundusze federalne, tj. rezerwy pożyczane i zaciągane na rynku międzybankowym, skurczyły się o 235 mld USD, tak więc w ujęciu netto, szerzej zdefiniowane aktywa gotówkowe tłumaczą prawie połowę wzrostu aktywów banków. Natomiast kredyty komercyjne i dla przedsiębiorstw odpowiadają jedynie za jedną trzecią wzrostu wartości aktywów banków. Według niepotwierdzonych informacji duża część tego wzrostu kredytów komercyjnych i dla przemysłu została wywołana przez firmy dążące do skorzystania z rezerwowych linii kredytowych (odnawialnych linii kredytowych) wynegocjowanych jeszcze przed kryzysem. Innymi słowy, ekspansja pożyczek komercyjnych i przemysłowych w mniejszym stopniu odzwierciedla gotowość banków do udzielania pożyczek, a w większym pęd ich klientów korporacyjnych za gotówką. Spadek na rynku pożyczek konsumpcyjnych wskazuje ten sam trend. Początek sezonu wyników z I kw. pokazuje, że banki spodziewają się wzrostu strat z tytułu udzielonych pożyczek. Bez pewnej formy gwarancji pożyczek udzielonej przez Skarb USA nowe kredyty bankowe mogą być problematyczne, jeżeli w ogóle nie zostaną poddane kwarantannie.

AUTOR ANALIZY: ERIC BARTHALON
Szef Badań Rynków Kapitałowych

Kolejne specjalne rozwiązania dla cudzoziemców

W sobotę weszły w życie kolejne zmiany w prawie przewidujące m.in. szczególne rozwiązania dla cudzoziemców w Polsce. W ramach rozszerzenia tzw. tarczy antykryzysowej wprowadzono m.in. przedłużenie legalnego pobytu osób przebywających w kraju na podstawie wiz Schengen czy ruchu bezwizowego. Obowiązujące obecnie przepisy umożliwiają tym samym legalne pozostanie w kraju osobom, które chcą realizować dotychczasowy cel pobytu lub nie mogą opuścić Polski w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2.

Przedłużenie legalnego pobytu cudzoziemca przebywającego w Polsce na podstawie zezwolenia na pobyt czasowy, wizy krajowej lub krótkoterminowych tytułów pobytowych (m.in. wiz Schengen i ruchu bezwizowego) dotyczy sytuacji, w których ostatni dzień legalnego pobytu przypadnie na czas obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii. Jest to zatem okres od 14 marca 2020 r. kiedy ogłoszono stan zagrożenia epidemicznego. Wówczas okres legalnego pobytu w Polsce będzie ulegał przedłużeniu z mocy prawa do upływu 30-go dnia następującego po dniu odwołania tego stanu, który obowiązywał jako ostatni.

W przypadku cudzoziemców przebywających w Polsce na podstawie krótkoterminowych tytułów pobytowych (m.in. wiz Schengen i ruchu bezwizowego), uznanie pobytu za legalny będzie dotyczyło tylko osób, które 14 marca 2020 r. były w kraju na podstawie takich tytułów. Nie dotyczy natomiast osób, które wjechały do Polski później – w takiej sytuacji cudzoziemiec może skorzystać z warunkowego legalnego pobytu i złożenia wniosku o zezwolenie na pobyt w przedłużonym terminie.

Przedłużenie legalności pobytu nie będzie wiązało się z umieszczeniem w dokumencie podróży cudzoziemca nowej naklejki wizowej, wydaniem nowej karty pobytu czy innych dokumentów. Nie będzie także konieczne składanie żadnych wniosków.

Cudzoziemiec będzie miał możliwość realizowania dotychczasowego celu pobytu w Polsce np. wykonywania pracy. Przedłużone zostały bowiem zezwolenia na pracę i na pracę sezonową oraz dozwolony okres pracy na podstawie oświadczenia o powierzeniu wykonywania pracy cudzoziemcowi. Będzie mógł również opuścić Polskę bez ryzyka wejścia w nielegalny pobyt.

Nowe przepisy przewidują także przedłużenie z mocy prawa okresów ważności kart pobytu oraz tymczasowych zaświadczeń tożsamości cudzoziemca (TZTC – dokumenty wydawane cudzoziemcom ubiegającym się o udzielenie ochrony międzynarodowej), jeżeli ich koniec wypadałby w okresie stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii. Okres ważności tych dokumentów ulegnie przedłużeniu do upływu 30-go dnia następującego po dniu odwołania tego ze stanów, który obowiązywał jako ostatni.

Ustawa wprowadza również wydłużenie terminów składania wniosków o udzielenie zezwoleń pobytowych, przedłużenie wiz oraz przedłużenie pobytu w ramach ruchu bezwizowego, jeżeli termin ten wypadłby w okresie stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii. Jak dotychczas, wnioski te będzie można złożyć w urzędach wojewódzkich do 30-go dnia następującego po dniu odwołania stanu, który obowiązywać będzie jako ostatni.

Ponadto przesunięte zostają terminy na opuszczenie przez cudzoziemców terytorium Polski oraz dobrowolnego powrotu określone w decyzjach o zobowiązaniu cudzoziemca do powrotu.

Urząd do Spraw Cudzoziemców przygotował podsumowanie wprowadzonych specjalnych rozwiązań dla obcokrajowców – można je znaleźć na stronie www.udsc.gov.pl.

Mijają 2 lata od wybuchu afery GetBack. Poszkodowani tracą cierpliwość i pozywają Skarb Państwa

Dokładnie 2 lata temu nastąpiło zawieszenie obrotu instrumentami finansowymi emitowanymi przez spółkę GetBack. Szacuje się, że konsumenci stracili ponad 2 mld złotych. Sami poszkodowani donoszą, że do sądów zostały już wniesione pozwy przeciwko Skarbowi Państwa. I dodają, że na taki krok zdecydują się kolejne osoby. Jednocześnie oceniają działania prokuratury jako niepełne. Liczą na to, że pod koniec roku może zostać wniesiony do sądu akt oskarżenia. Jednak prawnicy studzą te oczekiwania i ostrzegają, że sprawa może ciągnąć się kolejne, długie lata.

17 kwietnia br. minęły 2 lata od wydania przez Komisję Nadzoru Finansowego komunikatu ws. zawieszenia obrotu instrumentami finansowymi wyemitowanymi przez spółkę GetBack. Poszkodowani przekonują, że niestety od tego czasu niewiele zmieniło się w tej kwestii. Jednocześnie występują przeciwko Skarbowi Państwa – KNF, domagając się całości utraconej kwoty.

– W skali ogólnokrajowej zostały wniesione do sądów pozwy na rzecz kilkunastu osób poszkodowanych przez GetBack. Łączna kwota wynosi obecnie kilka milionów złotych. W perspektywie maksymalnie kilku miesięcy realne jest dołączenie kilkudziesięciu kolejnych osób – komentuje Artiom Bujan, prezes Stowarzyszenia Poszkodowanych Obligatariuszy GetBack SA.

Raport NIK-u ze stycznia tego roku wydaje się wzmacniać stanowisko osób występujących wobec KNF. Jednak nie brakuje opinii, że obecnie istnieje znacznie łatwiejsza droga dochodzenia roszczeń niż tego rodzaju powództwo. Zdaniem ekspertów z Kancelarii MBM Legal, największe szanse powodzenia ma obecnie dochodzenie roszczeń obligatariuszy wobec dystrybutorów obligacji z powodu naruszenia m.in. przepisów ustawy o obrocie oraz wymogów dyrektywy MIFID. Podmioty obracające obligacjami GetBack wielokrotnie wykonywały usługi maklerskie (jak oferowanie papierów wartościowych czy doradztwo inwestycyjne) z pominięciem wymogów ustawy o obrocie instrumentami finansowymi i bez stosownych zezwoleń KNF-u.

Z kolei jak informują sami poszkodowani, chcą oni doprowadzić do tego, żeby Prokuratura Regionalna w Warszawie dokonała zabezpieczeń dla osób fizycznych na kontach bankowych. I zwracają uwagę na wyłudzenia, a także korzyści w postaci wielomilionowej prowizji, jaką uzyskały instytucje sprzedające obligacje.

– Zabezpieczenia na poczet przyszłych kar oraz w celu naprawienia szkody majątkowej u poszkodowanych są wykonywane względem osób, którym postawiono zarzuty. Liczenie na to, że obligatariusze będą w stanie w całości zaspokoić się w tym zakresie, jest jednak błędem. Droga do uzyskania tych środków jest niezwykle długotrwała i kłopotliwa. Konieczne jest m.in. prawomocne zakończenie postępowania karnego, co – jak pokazuje przykład Amber Gold – może trwać bardzo długo. Łatwiejsze i szybsze jest odzyskanie środków bezpośrednio od dystrybutorów obligacji, oferujących nabywanie instrumentów finansowych bez posiadania wymaganych zezwoleń – stwierdza Jakub Bartosiak, adwokat z Kancelarii MBM Legal.

Zdaniem poszkodowanych, należy ująć sprawców, na rzecz których pracował były prezes spółki GetBack i zarząd jednego z banków. W wyniku tych działań konsumenci finalnie ponieśli stratę w kwocie ponad 2,3 mld zł. O podjęcie takich kroków wniosły do prokuratury osoby, które uważają, że od nich wyłudzono środki finansowe. Wnioskowały one o dokonanie zabezpieczeń ww. kwot na kontach spółek, do których zostały przeniesione pieniądze po dokonaniu wyłudzenia. Jednak pisma złożone w 2019 roku nie zostały do dzisiaj rozpoznane przez prokuratorów prowadzących śledztwo.

– W mojej opinii, twierdzenie, że ujęcie sprawców i ich ukaranie wpłynie znacząco na możliwość całkowitego zaspokojenia roszczeń obligatariuszy, jest zbyt optymistyczne. Śledztwo prowadzone przez Prokuraturę Regionalną wciąż się toczy. Ocenianie, jak długo będzie jeszcze prowadzone, to jedynie spekulacje. Sporządzenie aktu oskarżenia, następujący po nim długoletni proces karny i ewentualny wyrok skazujący nie wpłyną w sposób znaczący na możliwość całkowitego odzyskania środków – dodaje mec. Bartosiak.

Do tego sami poszkodowani oceniają działania prokuratury jako niepełne. Podkreślają, że zatrzymano szereg sprawców – wykonawców, którzy otrzymali zarzuty związane z wyłudzeniem. Jednak brakuje zarzutów dot. uzasadnionego podejrzenia sfałszowania formularzy nabycia obligacji przez pracowników jednego z banków. Nie ma też zarzutów za podszycie się pod klientów w formularzach nabycia obligacji. Prokuratura również nie wyłączyła sprawy wyłudzenia do odrębnego postępowania, chociażby ze względu na konflikt interesów. Obecnie w jednym śledztwie znajdują się pokrzywdzeni konsumenci oraz spółki, które wprowadziły ich w błąd, uzyskując z całego procederu wielomilionowe korzyści.

– Prokuratura zapewne prowadzi postępowanie przygotowawcze według przyjętego przez siebie planu. Na tym etapie nie sposób ocenić, czy jest on właściwy i czy jego realizacja odbywa się prawidłowo. Należy jednak pamiętać, że zadaniem prokuratury jest przede wszystkim zbadanie, czy doszło do popełnienia przestępstwa, ewentualnie do jakiego konkretnie i przez kogo. Główną rolą prokuratorów nie jest wykonywanie czynności zmierzających do zaspokojenia roszczeń pokrzywdzonych – tłumaczy adwokat Jakub Bartosiak.

W opinii Stowarzyszenia Poszkodowanych Obligatariuszy GetBack SA, kompleksowy akt oskarżenia może zostać wniesiony przez prokuraturę do sądu pod koniec tego roku. Uwzględniałby on wszystkie wnioski pokrzywdzonych, a także osób zlecających oraz umożliwiających podległym sprawcom dokonywania de facto wyłudzeń.

– Warto zwrócić uwagę na to, że w przypadku Amber Gold akt oskarżenia został wniesiony dopiero po blisko trzech latach śledztwa. Ta sprawa dotyczyła kwoty ok. 850 mln zł, zatem blisko trzykrotnie niższej niż w sprawie GetBack. Nie spodziewam się, żeby tu działano szybciej. Jeśli sprawa trafi do sądu już w 2020 roku, będzie to naprawdę bardzo dobra wiadomość, ale 2021 lub nawet 2022 rok nie jest mało prawdopodobny. Wynika to z obszerności sprawy i ograniczonych możliwości śledczych, konieczności oczekiwania na opinie biegłych, przesłuchania dużej liczby świadków – podsumowuje ekspert z kancelarii MBM Legal.

RICS wzywa do etycznych działań, szczególnie w czasach kryzysu: najemcy i właściciele nieruchomości powinni wspólnie wypracować akceptowalne rozwiązania

Wobec aktualnego rozwoju sytuacji na rynku nieruchomości, a w szczególności w handlu detalicznym w centrach handlowych, w którym zgodnie z Ustawą z dnia 31 marca 2020* nastąpiło czasowe zawieszenie wszelkich zobowiązań finansowych stron, RICS wydaje niniejsze oświadczenie. Podstawą stanowiska RICS są standardy dotyczące etycznego i zawodowego postępowania oraz działania stowarzyszenia w interesie publicznym. Interes społeczny powinien być traktowany jako dobro najwyższe.

Seweryna Afanasjew MRICS
Seweryna Afanasjew MRICS, członek zarządu RICS Europe

Seweryna Afanasjew MRICS, członek zarządu RICS Europe: „Wszyscy uczestnicy rynku zostali dotknięci korona-kryzysem i wszyscy powinniśmy, zwłaszcza w tej trudnej rynkowo sytuacji, postępować przede wszystkim etycznie. Zarówno najemcy, jak i właściciele nieruchomości powinni zastanowić się teraz nad nadrzędnym dobrem i szukać rozwiązań, które pozwolą przetrwać wszystkim uczestnikom rynku. Każda ze stron będzie musiała pójść na ustępstwa, nie będzie zwycięzców ani pokonanych, jeżeli w ramach odpowiedzialnych działań gospodarczych oraz w duchu dobrej współpracy rynkowej, opartej na mocnych etycznych standardach, strony wspólnie będą negocjować, szukając akceptowalnych rozwiązań. Należy wykorzystać ścieżkę negocjacji, abyśmy wszyscy mogli wspólnie przejść test kryzysowy”.

Obecnie zaproponowane oficjalne rozwiązania wpływają niekorzystnie na relacje na linii właściciel – najemca pozbawiając strony niejako szans na negocjacje i indywidualne podejście czy też pomijając problemy, z którymi borykają się wynajmujący. Sytuacja taka nie leży w interesie wszystkich uczestników rynku nieruchomości. Prawo mające łagodzić skutki pandemii Covid-19 nie rozwiązuje napiętej sytuacji. Konsekwencje kryzysu zostaną złagodzone tylko wtedy, gdy wszyscy razem zaczniemy wspólnie poszukiwać rozwiązań, pamiętając, że tworzymy jeden organizm i jesteśmy od siebie wzajemnie zależni. W tej chwili dobro wspólne musi być najważniejsze. Wzywamy wszystkie strony do rozważań w tym zakresie.

Obecna sytuacja pokaże, czy zasady etyczne pozostaną jedynie pustymi oświadczeniami w marketingowych broszurach, czy też uczestnicy rynku są gotowi wdrażać je w konkretnych działaniach. Kryzys nie powinien być wykorzystywany dla krótkoterminowych zysków kosztem długotrwałych partnerstw.

Joanna Plaisant Country Manager RICS w Polsce (1)
Joanna Plaisant, Country Manager RICS Polska

RICS zachęca także uczestników rynku do korzystania z alternatywnych metod rozwiazywania sporów, szczególnie w sytuacji zawieszenia działalności sądów. Joanna Plaisant, Country Manager RICS Polska: “Zastosowanie mediacji staje się coraz ważniejsze dla zapobiegania konfliktom związanym z kryzysem wywołanym pandemią Covid-19. Mediacja to skuteczne narzędzie w rękach uczestników rynku, które może mieć zastosowanie do szerokiego wachlarza zagadnień tak, aby znaleźć szybkie i opłacalne rozwiązanie sporów przy jednoczesnym przywróceniu zaufania między stronami”.

* Ustawa o zmianie ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych oraz niektórych innych ustaw: http://prawo.sejm.gov.pl/isap.nsf/DocDetails.xsp?id=WDU20200000568

Czas pandemii to praktyczny sprawdzian umiejętności zarządczych liderów

Pandemia COVID-19 postawiła wszystkich liderów przed ogromnym wyzwaniem. Dla dużej części z nich to prawdopodobnie najtrudniejszy moment w karierze zawodowej i największy test z przywództwa. Trudność obecnej sytuacji polega na tym, że nikt z nas nie miał wcześniej do czynienia z kryzysem o takim charakterze i na taką skalę.

Każdy dzień przynosi nowe informacje, a każdy tydzień narodowej kwarantanny to ogromny cios dla gospodarki. W gąszczu codziennych newsów i danych wyzwaniem jest umiejętność wyselekcjonowania tych, które są wiarygodne i ważne z punktu widzenia naszej branży i firmy. W końcu lider musi być najlepiej poinformowaną i rozeznaną osobą, aby móc podejmować szybkie i trafne decyzje.

Komunikacja to podstawa

Informacja jest podstawą komunikacji, która w czasach kryzysowych nabiera jeszcze większego znaczenia, niż zwykle. Liderzy powinni być aktywni i stale widoczni. Jest to szczególnie ważne w sytuacji, w jakiej znalazła się większość firm w Polsce i na świecie, masowo przechodząc na zdalny model pracy.

Niewiedza jest fundamentem strachu. Ten z kolei jest destrukcyjny dla komfortu psychicznego i zaburza nasze funkcjonowanie, co w oczywisty sposób przekłada się na to, jak pracujemy. Dobry lider powinien więc dbać o stały przepływ informacji w firmie, a w swojej komunikacji być szczerym i otwartym. Ukrywanie ważnych informacji czy zaklinanie rzeczywistości mogą rodzić brak zaufania, a także być źródłem plotek czy fake newsów, które są szkodliwe dla całej firmy. Pamiętajmy, że poprzez odpowiednią komunikację jesteśmy w stanie utrzymać poczucie bezpieczeństwa i stabilności w zespole. W tym trudnym okresie nasi pracownicy muszą widzieć, że ich liderzy panują nad sytuacją.

Podtrzymać energię

Największym wyzwaniem i prawdziwą próbą dla liderów podczas pracy zdalnej jest utrzymanie działania firmy i zespołu na pełnych obrotach. Samo przygotowanie techniczne nie wystarczy. Ten egzamin zdamy tylko wtedy, gdy będziemy w stanie podtrzymać w ludziach energię i siłę do działania. I tutaj właśnie ogromną rolę mają do odegrania managerowie – od najniższego do najwyższego szczebla, pamiętając, że przykład idzie z góry. Podczas kryzysu to szef jest siłą napędową dla swojego zespołu, pokazując, że nawet w trudnej sytuacji potrafimy się odnaleźć i dobrze funkcjonować.

Zbudować autorytet

Każdy kryzys to czas sprawdzianu i pokazania w praktyce naszych umiejętności zarządczych. Ale też tego, jakimi jesteśmy ludźmi. Jeśli wcześniej, w okresie prosperity, nie zbudowaliśmy naszego autorytetu i nie wypracowaliśmy dobrej kultury organizacji, to teraz, podczas kryzysu, te braki wyjdą na jaw. Nasz autorytet powinien opierać się na trzech filarach: transparentności, autentyczności i zaufaniu.

Empatia i zaufanie

To właśnie ta ostatnia cecha jest absolutną podstawą w pracy zdalnej, z której firmy zdają obecnie test na masową, nieznaną wcześniej skalę. Ale oprócz zaufania, liderzy powinni też wykazywać się empatią i uważnie słuchać swoich pracowników, by umiejętnie diagnozować nastroje panujące w zespole. Nie możemy zapominać, że nie wszyscy dysponują w domu dobrymi warunkami do pracy, inaczej też reagujemy na stres, którego źródłem może być kryzysowa sytuacja. Dlatego tak ważne jest, aby w czasie długotrwałej pracy zdalnej dać pracownikom wsparcie i okazać zrozumienie.

Kultura organizacji

Z obecnej sytuacji firmy powinny wyciągnąć naukę, jak ważne jest budowanie kultury organizacji. Choć w okresie prosperity wielu szefom mogło się to wydawać zbędne, w czasie kryzysu te braki bardzo się uwidaczniają. Idealnym przykładem jest przygotowanie pracowników do pracy zdalnej, zarówno pod kątem technologicznym, jak i mentalnym. Elastyczny model pracy to część kultury organizacyjnej Colliers, którą praktykujemy już od wielu lat, co bardzo nam pomogło – z dnia na dzień, w ciągu zaledwie jednej doby, sprawnie przenieśliśmy prawie całą 300-osobową załogę na home office.

Prawdziwy lider

Jest takie zdanie, które mocno zapadło mi w pamięć i stanowi dla mnie inspirację w codziennej pracy, zwłaszcza teraz: dobry lider dba o to, aby jego ludzie czuli się z nim dobrze, ale prawdziwy lider dba o to, aby ludzie czuli się dobrze sami ze sobą. Zachęcam liderów, aby motywowali swoich pracowników do rozwoju, nie tylko pod kątem biznesowym, ale też personalnym, bo to da im siłę i wzmocni poczucie własnej wartości. Namawiam też do otwartej komunikacji, dzielenia się sukcesami, ale i troskami. Jesteśmy tylko ludźmi, mamy wzloty i upadki. Oczywiście pracujmy nad swoimi słabościami, ale bądźmy dla siebie i dla swoich współpracowników dobrzy i wyrozumiali.

Monika Rajska-Wolińska – partner zarządzająca Colliers International w Polsce

Pierwsze skutki wpływu koronawirusa na warszawski rynek biurowy

Wpływ pandemii koronawirusa na dane za pierwszy kwartał 2020 r. dla rynku nieruchomości biurowych w Warszawie był dość umiarkowany, podaje firma doradcza Savills. Mimo to widać, że najemcy rozpoczęli już proces optymalizacji kosztów. Może się to wkrótce przełożyć na większą liczbę renegocjacji kosztem relokacji, a także zwiększone zapotrzebowanie na podnajem powierzchni. Firmy mogą również zacząć poszukiwać bardziej elastycznych warunków najmu i tańszych lokalizacji.

Zgodnie z najnowszym raportem firmy Savills, w pierwszym kwartale 2020 r. w Warszawie oddano do użytku tylko jeden nowy budynek. Był to pierwszy obiekt kompleksu Varso Place, który dostarczył 6700 m kw. powierzchni biurowej, a także 1600 m kw. powierzchni handlowej i hotel sieci Nyx. Inwestycja ta zwiększyła całkowite zasoby biurowe stolicy do 5,59 miliona m kw.

W Warszawie w budowie pozostaje obecnie blisko 792 000 m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej, z czego jeszcze w tym roku planowane jest oddanie ponad 421 000 m kw. Większość tegorocznej nowej podaży (70%) to projekty wielkoskalowe, które są już w ponad 85% wynajęte na zasadzie umowy przednajmu lub zabezpieczenia listem intencyjnym. Niewykluczone jednak, że wpływ obecnej sytuacji na dostępność materiałów budowalnych i pracowników może doprowadzić do opóźnień, zwłaszcza w kontekście rozpoczynania nowych projektów deweloperskich.

„Pandemia koronawirusa zmusiła już dużą liczbę firm do zrewidowania swojego zapotrzebowania na powierzchnię biurową. Część z nich może zacząć rozważać podnajem obecnie wykorzystywanej powierzchni lub renegocjowanie warunków podpisanej wcześniej umowy przednajmu. Najemcy będą szukać sposobów na optymalizację kosztów, np. poprzez łączenie wynajmu tradycyjnej powierzchni biurowej z dodatkową powierzchnią coworkingową, czy też implementacje w większym wymiarze pracy zdalnej lub rozwiązań takich jak hot desking. Dążenie do wygenerowania oszczędności może również skłonić niektóre firmy do rozważenia tańszych lokalizacji, chociażby na Służewcu” – mówi Monika Wakulska, dyrektor z działu powierzchni biurowych, reprezentacja wynajmującego, Savills.

W pierwszym kwartale 2020 r. odnotowano umiarkowany popyt na powierzchnie biurową. W tym czasie w Warszawie wynajęto ok. 138 900 m kw., czyli mniej więcej tyle samo co w analogicznym okresie ubiegłego roku. Pozacentralne lokalizacje cieszyły się większą popularnością, niż obszary biurowe zlokalizowane w ścisłym centrum miasta. Prym wiódł Służewiec i okolice ronda Daszyńskiego, gdzie wynajęto podobną ilość powierzchni biurowej  w pierwszym kwartale (odpowiednio 37 200 m kw. i 37 100 m kw.). Popyt generowany był głównie przez firmy z sektora finansowego (23%), usług (22%) i nowych technologii (12,5%).

“W nadchodzących miesiącach spodziewamy się spadku popytu na powierzchnię biurową. Trwające obecnie procesy najmu będą kontynuowane, ale nowe będą rozpoczynane coraz rzadziej, gdyż najemcy, o ile będzie to możliwe, będą woleli odłożyć tę decyzję w czasie. Firmy dużo częściej będą się skłaniać do pozostawania w obecnie zajmowanych budynkach, niż do przenoszenia do nowych lokalizacji. Mogą chcieć również dążyć do uzyskania bardziej elastycznych warunków najmu, pozwalających im na bieżąco dostosowywać wielkość zajmowanej powierzchni do ich aktualnych potrzeb” – dodaje Monika Wakulska z Savills.

Warszawa posiada obecnie niski współczynnik niewynajętej powierzchni biurowej, kształtujący się na poziomie 7,5% (30 punktów procentowy mniej w porównaniu do poprzedniego kwartału i 160 punktów procentowych mniej w porównaniu do analogicznego kwartału 2019 r.). Jak podaje Savills w raporcie „Rynek biurowy w Warszawie”, w Centralnym Obszarze Biznesu oraz w Centrum czynsze nominalne nie uległy zmianie. W najlepszych lokalizacjach w Centrum dochodzą do 22,5 – 25,5 euro za m kw. miesięcznie, a na Służewcu, największym pozacentralnym obszarze biznesowym stolicy, wynoszą od 13 do 15 euro za m kw. miesięcznie.

„Pomimo stabilnego poziomu czynszów na niekorzyść najemców działa spadający kurs złotego. Ponadto prognozowane wyhamowanie popytu, którego należy się spodziewać przynajmniej w krótkiej perspektywie czasowej, może przynieść wzrost poziomu pustostanów w najbliższych kwartałach” – podsumowuje Monika Wakulska.

Zasięg koronawirusa COVID-19. Mariusz Gromada analizuje najnowsze dane

Okres kilku dni po świętach Wielkiej Nocy przyniósł w Polsce wzrosty zachorowań. W dniu 19 kwietnia zanotowano 545 nowych infekcji, co jest niestety rekordem od początku epidemii. W Austrii, Czechach i Portugalii dzienne przyrosty nowych infekcji maleją, natomiast w Rosji wykazują cechy niekorzystnego wzrostu wykładniczego. Stany Zjednoczone spłaszczyły krzywą zachorowań, co jest dużym sukcesem przy tak dużej dynamice (30 tys. nowych infekcji dziennie).                           

Mimo wzrostu zachorowań w ostatnich kilku dniach Polska nadal znajduje się wśród krajów Europy z najniższą liczbą chorych. Miejmy nadzieję, że wzrosty są przejściowe i nie oznaczają trwałej zmiany trendu.covid-7-europe-20200419covid-7-pl-20200419

W bardzo poważnej sytuacji znajduje się Rosja. Łączna liczba chorych oraz dzienne przyrosty wykazują cechy niekorzystnego wzrostu wykładniczego. Rosja pilnie wdraża szereg poważnych ograniczeń. Przypomnijmy, że to jest okres prawosławnych świąt Wielkiej Nocy.covid-7-ru-20200419

Liczba chorych w Stanach Zjednoczonych nadal rośnie i przekracza już 730 tys. potwierdzonych zakażeń. USA spłaszczyło krzywą – to duży sukces przy tak dużej dynamice (30 tys. nowych infekcji dziennie). Każdego dnia napływają coraz bardziej optymistyczne dane z najbardziej dotkniętego Stanu Nowy Jork: maleje liczba hospitalizacji, liczba intubacji oraz liczba zgonów.covid-7-us-20200419

Napływające dane z Austrii i Czech przedstawiają zdecydowane spadki nowych dziennych zachorowań. Austria od 2 maja planuje otworzyć galerie handlowe, a dwa tygodnie później restauracje i hotele. Również bardzo konkretny plan odmrażania gospodarki mają Czesi.covid-7-au-20200419covid-7-cz-20200419

Źródło: Mariusz Gromada, matematyk, statystyk, dyrektor Departamentu Customer Intelligence w Banku Millennium, opracowanie własne z dnia 19.04.2020 na podstawie danych udostępnianych przez The Johns Hopkins University https://github.com/CSSEGISandData/COVID-19

W poszukiwaniu normalności

Ubiegły tydzień rynki zakończyły mocnym akcentem, jednak po weekendzie wraca nerwowość wraz z nasileniem spadków cen ropy naftowej. Ryzyko rozczarowania cały czas grozi nastrojom, co skłania do utrzymywania optymizmu w ryzach. Mimo to inwestorzy szukają punktu zaczepienia w planach restartu głównych gospodarek Europy i USA, a także starają się gonić każdy strzępek pozytywnych informacji w temacie walki z wirusem.

Jeśli jednak ten głód nie będzie systematycznie zaspokajany, wątpliwości mogą przejąć kontrolę nad kierunkiem dla ryzykownych aktywów. Samo stwierdzenie, że „całe zło jest już ujęte w cenach” nie wystarczy, by wykluczyć powrót wyprzedaży. Ponieważ optymizm opiera się głównie na nadziejach (na restart gospodarek, znalezienie leku, uchronienie przed drugą falą zachorowań), łatwo będzie zdusić ten entuzjazm. Na starcie nowego tygodnia uwaga skupia się na spadkach cen ropy naftowej w związku z obawami o gwałtowne kurczenie się przestrzeni do magazynowania surowca i spekulacjami, że producencie w USA wkrótce zaczną dopłacać odbiorcom, by Ci drudzy wzięli ropę do swoich tankowców. Zeszłotygodniowe porozumienie OPEC+ o redukcji wydobycia o 9,7 mln b/d okazuje się niewystarczające przy 3-krotnie większym załamaniu popytu i minie trochę czasu, zanim rynek wypracuje poziom równowagi. W międzyczasie spadki cen ropy będzie można przekuć w obawy o zapaść sektora naftowego, konieczność wsparcia fiskalnego (wyższe zadłużenia) i ryzyka deflacyjne. I w zasadzie tylko od inwestorów zależy, w jakim stopniu zechcą się tymi kwestiami zamartwiać, a na ile zamierzają pasywnie czekać na pozytywną niespodziankę (jak to miało miejsce w piątek z doniesieniami o leku).

Preferuję nie gonić rajdu ryzykownych aktywów, biorąc pod uwagę jego kruche podstawy. Przynajmniej na początku tygodnia nadzieje są zbyt rozdmuchane, by wzmocnić je jeszcze bardziej i ryzyko technicznego odreagowania jest wyższe. W kolejnych dniach dane makro pozostaną gorzkim przypomnieniem, z czym mierzy się globalna gospodarka i jak to będzie się odbijać na wynikach spółek. W czwartek indeksy PMI dla przemysłu i usług z Eurolandu, Wielkiej Brytanii i USA będą najważniejsze. Wskaźniki aktywności gospodarczej powinny pokazać dalsze pogorszenie sytuacji względem marca, choć z uwagi na już niski punkt startowy dalszy spadek będzie ograniczony w skali. Będzie to jednak oznaczać, że przedsiębiorcy widzą sytuację gorzej niż w poprzednim miesiącu, co samo w sobie jest negatywnym sygnałem. Natomiast każdy powrót indeksów PMI do 50 będzie tylko informował, że sytuacja jest taka sama, jak miesiąc wcześniej, co w obecnych warunkach oznacza, że jest dalej źle.

Złoty ma się nadzwyczaj dobrze w tym mieszanym otoczeniu, a na przestrzeni ostatnich pięciu dni jest jedyną walutą z regionu, która zyskała do USD. Benchmarkowa para EUR/PLN zbliża się do psychologicznego poziomu 4,50. Mam wątpliwości, czy w najbliższym czasie uda się zahaczyć o ten poziom. Jak napisałem wcześniej, otoczenie zewnętrzne nie stwarza dogodnych warunków dla umocnienia waluty rynków wschodzących, chyba że dojdzie do medycznego przełomu. Jednocześnie generalne opinie wokół złotego na rynku pozostają dość ostrożne w związku z ostatnimi decyzjami RPP o obniżkach stóp procentowych. To przynajmniej w krótkim terminie stwarza ryzyko, że wysokie poziomy złotego będą kusić do odnawiania sprzedaży, a dyskonto przyszłej poprawy apetytu na ryzyko dojdzie do złotego z opóźnieniem.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Warszawski rynek biurowy po I kwartale 2020 r.

W ciągu pierwszych trzech miesięcy roku popyt sięgnął blisko 139 000 mkw., co jest niemal takim samym wynikiem, jak w I kw. 2019. Współczynnik pustostanów spadł o 0,3 pp., natomiast w budowie pozostaje 770 000 mkw. powierzchni.

Pierwszy kwartał tego roku, a raczej jego końcówkę, zdominowały zmiany. Firmy tymczasowo przeniosły swoją działalność online i wdrożyły model pracy zdalnej na niespotykaną wcześniej skalę. Dostosowanie się do nowej rzeczywistości to duże wyzwanie, ale także potężny impuls do transformacji technologicznej i optymalizacji modelu pracy. – Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLL

Home office i popyt na biura? Jedno nie wyklucza drugiego

Jak wynika z danych JLL, w I kwartale najemcy podpisali w Warszawie umowy najmu na prawie 139 000 mkw. powierzchni, co jest wynikiem bardzo zbliżonym do rezultatu z pierwszych trzech miesięcy 2019 roku.

Niektóre transakcje najmu mogą ulec przesunięciu, ale warto podkreślić, że aktywność najemców utrzymuje się na wysokim poziomie. Tę aktywność generuje również fakt, że wiele umów dobiega końca, co oznacza konieczność albo ich odnowienia, albo relokacji do innych projektów biurowych. Przewidujemy, że udział renegocjacji i wydłużeń kontraktów najmu będzie wzrastać. Ponadto, stolica nadal cieszy się zainteresowaniem inwestorów, co dobrze wróży rynkowi w perspektywie długoterminowej. – Jakub Sylwestrowicz, Dyrektor Działu Reprezentacji Najemcy, JLL

Do największych transakcji I kwartału 2020 należały: odnowienie najmu w Konstruktorska Business Center (17 500 mkw., poufny najemca z sektora ubezpieczeń), umowa przednajmu w Fabryce Norblin (8 500 mkw., poufny najemca), umowa przednajmu w Warsaw Unit (4 300 mkw., CBRE), umowa przednajmu w Varso 2 (3 800 mkw., Orsted Polska).

Jakub Sylwestrowicz
Jakub Sylwestrowicz, Dyrektor Działu Reprezentacji Najemcy, JLL

Pierwszy kwartał roku był interesujący również pod kątem struktury popytu. Najemcy ponownie skupili swoją uwagę na Centrum i Mokotowie, które razem odpowiadały za blisko 70% wolumenu zawartych transakcji. Podczas gdy prestiżowa, centralna część stolicy już wkrótce zaoferuje jedne z najbardziej spektakularnych projektów biurowych w regionie CEE, Mokotów broni się swoją skalą, atrakcyjnymi stawkami czynszów, a także ciągle poprawiającym się poziomem infrastruktury i zróżnicowaniem funkcji obecnych w tym obszarze. – Jakub Sylwestrowicz, Dyrektor Działu Reprezentacji Najemcy, JLL

Podaż – panoramę Warszawy czekają zmiany

W I kw. oddano do użytku zaledwie jeden budynek – Varso 1, jednak na resztę roku jest planowane ukończenie kolejnych spektakularnych projektów – takich jak The Warsaw Hub, Mennica Legacy Tower, Chmielna 89 czy Varso 2.

Oddanie do użytku niektórych budynków może ulec przesunięciu, nie zmienia to jednak faktu, że już prawie 43% z ok. 770 000 mkw. pozostających w realizacji jest
zabezpieczona umowami przednajmu. Zdecydowana większość, bo ok. 80%, projektów w budowie znajduje się w centralnej części miasta. Niebawem będziemy mieli do czynienia z bardzo ograniczoną liczbą opcji najmu dla firm szukających biura w nowych budynkach zlokalizowanych poza Centrum miasta. – Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLL

Rynek inwestycyjny

Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych, JLL
Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych, JLL

I kwartał 2020 roku był bardzo intensywny na rynku inwestycyjnym w Warszawie.
Łączna wartość transakcji inwestycyjnych na rynku biurowym w Warszawie przekroczyła w I kw. 440 mln EUR. Na stolicę przypadło aż 8 z 11 transakcji sfinalizowanych w ciągu pierwszych trzech miesięcy rynku biurowym w Polsce ogółem. – Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych, JLL

Pustostany i czynsze

Współczynnik pustostanów w Warszawie obniżył się do 7,5% (4,9% w strefach centralnych i 9,1% poza nimi), co jest spadkiem o 1,6 p.p. r-d-r. Tak niski wakat przekłada się na ograniczoną dostępność opcji najmu w istniejących budynkach, szczególnie w strefach centralnych, przez co wzrasta wolumen przednajmów.

Najwyższe czynsze transakcyjne dla najlepszych nieruchomości w szerokim centrum wynoszą od 18 do 24 euro za mkw. miesięcznie, a poza nim do 16 euro za mkw. miesięcznie.

Polskie firmy produkcyjne nieprzygotowane na cyberataki. Brakuje im kompetencji i budżetów na wdrażanie zabezpieczeń

Systemy automatyki przemysłowej warunkują ciągłość działania przemysłu, ale i krajowej infrastruktury krytycznej. Sterują m.in. działaniem bloków energetycznych, stacji uzdatniania wody czy linii produkcyjnych.  W coraz większym stopniu są jednak narażone na ataki hakerskie, gdyż firmy i instytucje mają problem z ich monitorowaniem i odseparowaniem od biurowych systemów IT. Tymczasem zakłócenie ich działania może spowodować poważne zakłócenia w funkcjonowaniu krajowej infrastruktury, a firmom przynieść dotkliwe straty finansowe i wizerunkowe.

Monitorowanie systemów przemysłowych i ich separacja od systemów biurowych są dzisiaj słabym ogniwem w wielu firmach. Wirusy i inne zagrożenia mogą się przenosić z jednej sieci na drugą, a ponieważ firma tego nie monitoruje, to nawet nie wie, że one przeszły – mówi agencji Newseria Biznes Michał Borucki, prezes zarządu Blue Energy.

Systemy automatyki przemysłowej są wykorzystywane m.in. w firmach produkcyjnych, przemyśle, górnictwie, energetyce, logistyce i usługach użyteczności publicznej. Składają się na nie maszyny i urządzenia (zawory, pompy, wyłączniki, czujniki) oraz oprogramowanie, które steruje procesami i dostarcza danych. Na ich podstawie można np. optymalizować procesy produkcyjne, rozliczać pracowników i szybko reagować na awarie.

Systemy te sterują m.in. działaniem bloków energetycznych, stacji uzdatniania wody czy linii produkcyjnych. Często nie są one wyizolowane od biurowych sieci IT. To problem o tyle, że poprzez sieć biurową hakerzy mogą też zakłócić działanie systemów automatyki przemysłowej. Jak wynika z danych firmy doradczej PwC, 40 proc. takich systemów jest narażonych na ataki hakerów amatorów.

– Firmy bardzo różnie podchodzą do cyberbezpieczeństwa. Część je bagatelizuje, twierdząc, że skoro do tej pory nic się nie stało, to wszystko jest dobrze. Inne firmy robią analizę, wiedzą, że sytuacja jest poważna, i próbują wdrażać zabezpieczenia na miarę swoich potrzeb – mówi Michał Borucki.

PwC ocenia, że polskie firmy są wciąż niedostatecznie przygotowane na wirtualne zagrożenia, a wiele z nich je bagatelizuje. O ile prezesi na całym świecie zaliczają je do pięciu najważniejszych ryzyk dla biznesu, o tyle w Europie Środkowo-Wschodniej ten obszar ciągle jeszcze nie stanowi priorytetu. Częstą postawą jest tzw. cyberruletka, czyli liczenie na szczęście lub fałszywe przekonanie, że firma jest dobrze zabezpieczona. Tymczasem blisko 50 proc. z nich nie posiada procedur reagowania na zagrożenia, budżety na bezpieczeństwo stanowią raptem ok. 3 proc. całkowitych budżetów IT, a 20 proc. średnich i dużych firm nie ma ani jednego pracownika ds. cyberbezpieczeństwa. Tylko 8 proc. przedsiębiorstw jest pod tym względem dojrzałych i dobrze przygotowanych – wynika z badania PwC („Cyber-ruletka po polsku. 5. edycja Badania Stanu Bezpieczeństwa Informacji”).

Zabezpieczenia wdrażane przez firmy mogą być różnego rodzaju: systemy monitorujące ruch w sieci przemysłowej, systemy separujące sieć przemysłową od sieci biznesowej, zabezpieczenia monitorujące dostęp firm trzecich do sieci przemysłowej albo też zabezpieczenia samych stacji, za pomocą których odbywa się sterowanie siecią przemysłową – wymienia prezes Blue Energy.

Jak podkreśla, organizacja cyberbezpieczeństwa wciąż jest słabym ogniwem w wielu firmach produkcyjnych. Część z nich posiada co prawda zabezpieczenia techniczne, ale w ramach całej struktury nie współpracuje przy zarządzaniu nimi, przez co takie rozwiązania są całkiem nieefektywne.

Jeżeli firma dobrze przeprowadziła analizę ryzyka, to wie, ile może na tym stracić. Z kolei w przypadku niektórych przedsiębiorstw zacofanie technologiczne działa na ich korzyść – ich systemy są tak stare, że trudno je zatrzymać atakiem cybernetycznym, bo ręczne sterowanie nadal działa. Dlatego też każda firma musi sama oszacować potencjalne straty z tym związane i położyć je na szali z kosztami zabezpieczeń, by na tej podstawie podjąć decyzję – mówi Michał Borucki.

Jak wynika z ubiegłorocznego „Barometru cyberbezpieczeństwa” KPMG, ataki hakerskie na firmy są w Polsce coraz powszechniejsze. Blisko 70 proc. badanych przedsiębiorstw doświadczyło już przynajmniej jednego takiego incydentu. Co czwarta firma odnotowała w 2018 roku wzrost ich liczby. Według KPMG globalne straty spowodowane cyberprzestępczością są szacowane na ok. 1 proc. światowego PKB. Z kolei firma doradcza PwC wskazuje, że w Polsce już 44 proc. firm poniosło straty finansowe na skutek cyberataków.

Cyberzagrożenia mogą spowodować w najgorszym wypadku zatrzymanie procesów biznesowych firmy, czyli utratę realnych pieniędzy. Dodatkowo jeśli firma przestanie świadczyć swoje usługi, klienci z pewnością będą narzekać, prasa się dowie i wizerunek przedsiębiorstwa może na tym bardzo ucierpieć – mówi prezes Blue Energy.

Jak ocenia, największą barierą dla firm we wdrażaniu zabezpieczeń wciąż pozostają koszty i brak kompetencji w tym obszarze. Potwierdza to też ubiegłoroczny „Barometr cyberbezpieczeństwa” KPMG, według którego na każdy z tych czynników wskazuje ponad 60 proc. badanych.

– Utrzymanie zabezpieczeń, szczególnie ich monitorowanie, może wiązać się z dużymi kosztami. System monitorujący wyświetla alerty o zagrożeniach i potrzebny jest człowiek, który będzie umiał je zinterpretować. To oznacza, że trzeba mieć etaty i kompetencje, żeby wiedzieć, czy zagrożenie, które system pokazuje, jest poważne, czy można je zbagatelizować. Zazwyczaj jednak wdrożenie zabezpieczenia kosztuje dużo mniej, niż wynoszą potencjalne straty finansowe – mówi Michał Borucki.

Badanie KPMG pokazuje, że 6 proc. polskich firm w ogóle nie prowadzi monitoringu w zakresie cyberbezpieczeństwa, a 61 proc. robi to nieregularnie lub opiera się wyłącznie na wpisaniu takiego wymogu w obowiązki administratorów. Tylko co trzecia deklaruje, że aktywnie szuka śladów cyberataków w swoich systemach i ma ku temu dedykowany zespół.

Co istotne, firmy rzadko testują też skuteczność wdrożonych przez siebie zabezpieczeń na atak, a tylko 57 proc. z nich ma gotowe procedury reagowania bądź plany zarządzania kryzysowego na wypadek wystąpienia cyberataku.

Przy wybieraniu zabezpieczeń firma powinna wziąć pod uwagę przede wszystkim swoją specyfikę i standardy w swoim sektorze. Od kolegów po fachu można się dowiedzieć, czy dane rozwiązanie faktycznie działa i było warte wydanych pieniędzy. Jednak na dalszym etapie każda firma powinna już wybierać zabezpieczenia, kierując się swoimi specyficznymi wymaganiami – mówi prezes zarządu Blue Energy podczas konferencji InfraSEC 2020 Cyberbezpieczeństwo Twardej Infrastruktury.

Jak wynika z badania PwC, uzyskanie danych do systemów i danych firmy zajmuje hakerowi przeciętnie około 4 godz. 31 proc. takich ataków kończy się modyfikacją lub ujawnieniem firmowych danych.

Za naruszenie zasad bezpieczeństwa pracy w związku z koronawirusem przedsiębiorcy grozi nawet 30 tys. zł kary. Może być także narażony na odpowiedzialność karną

Za niedostosowanie się do zaleceń służb sanitarnych i rządu dotyczących bezpieczeństwa pracy w związku z koronawirusem przedsiębiorcom grożą kary finansowe, nawet do 30 tys. zł. W określonych przypadkach, kiedy ich zaniechania mogą doprowadzić do rozprzestrzeniania się epidemii, muszą liczyć się także z odpowiedzialnością karną – do ośmiu lat pozbawienia wolności.

– Jest kilka ryzyk, jakie grożą firmom w związku z nieprzestrzeganiem przez nie obowiązków nałożonych przez organy państwa w wyniku pandemii koronawirusa. Te zagrożenia związane z nieprzestrzeganiem przepisów można podzielić na dwa główne obszary. Pierwszy dotyczy przestrzegania zasad bezpieczeństwa i higieny pracy, a drugi – ich ewentualnego naruszenia, które mogą skutkować odpowiedzialnością karną menadżera czy przedsiębiorcy – mówi agencji Newseria Biznes Robert Gniezdzia, radca prawny i partner w kancelarii Chmielniak Adwokaci.

Przedsiębiorcy muszą m.in. stosować się do decyzji, zaleceń i wytycznych wydawanych przez Główny Inspektorat Sanitarny bądź wojewódzki inspektorat sanitarny. Organy administracyjne, przede wszystkim wojewoda ale i służby sanitarne, mogą wydawać przedsiębiorcom polecenia w drodze decyzji administracyjnej w związku z przeciwdziałaniem COVID-19. Takie polecenia, co do zasady, nie wymagają uzasadnienia i podlegają natychmiastowej wykonalności.

Firmy zyskały z kolei m.in. możliwość oddelegowania pracowników do pracy zdalnej, wykonywanej poza miejscem zamieszkania. W przypadku niektórych branż jest to jednak niemożliwe, dlatego na przedsiębiorcy spoczywa konieczność zapewnienia bezpieczeństwa i higieny w miejscu pracy. Zalecenia kierowane przez służby sanitarne do pracodawców muszą być przestrzegane. Za nieprzestrzeganie przepisów dotyczących bezpieczeństwa i higieny pracy przedsiębiorcy grożą sankcje finansowe. Z kolei w przypadku, kiedy jego zaniechanie doprowadzi do bezpośredniego niebezpieczeństwa utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, wówczas może być to nawet odpowiedzialność karna.

 Naruszenie zasad bezpieczeństwa i higieny pracy jest zagrożone grzywną w wysokości od 1 tys. do 30 tys. zł i o tym mówi Kodeks pracy w art. 283. Inna sankcja, z którą mogą się spotkać przedsiębiorcy, wynika bezpośrednio z Kodeksu karnego. Tutaj chodzi przede wszystkim o przestępstwa związane z obowiązkiem zapewnienia bezpieczeństwa pracownikom przez osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo i higienę pracy opisane w art. 220 Kodeksu karnego oraz dalej idący przepis w art. 165 Kodeksu karnego, który mówi o odpowiedzialności za sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia poprzez dopuszczenie do rozprzestrzeniania się epidemii i szerzenia się choroby zakaźnej. On także przewiduje odpowiedzialność karną – mówi Robert Gniezdzia.

Zgodnie z art. 165 Kodeksu karnego za sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia innych osób poprzez spowodowanie szerzenia się choroby zakaźnej grozi kara pozbawienia wolności od sześciu miesięcy do nawet ośmiu lat (przestępstwa nieumyślne są zagrożone karą do trzech lat). Na ryzyko podobnych kar narażają się także przedsiębiorcy, którzy nie dostosują się do obostrzeń wynikających ze stanu epidemicznego, który został wprowadzony na terenie Polski 14 marca br. Rozporządzenie ministra zdrowia nałożyło też na firmy daleko idące ograniczenia prowadzenia działalności gospodarczej. Wprowadzono m.in. zakaz prowadzenia działalności gastronomicznej (z wyłączeniem usług na wynos i z dowozem), ograniczenia dotyczące handlu i imprez masowych oraz zakaz organizowania imprez kulturalnych i sportowych.

– Podstawowe nakazy, którym przedsiębiorca musi się poddawać, są związane m.in. z ograniczeniem działalności, czyli konieczność zamknięcia określonych przedsiębiorstw, konieczność poddania się określonym rygorom związanym m.in. z kwarantanną. Przykładowo otwarcie lokalu gastronomicznego i prowadzenie sprzedaży mimo tych obostrzeń byłoby naruszeniem obowiązujących przepisów, które może powodować, w pewnym uproszczeniu, odpowiedzialność prawnokarną właśnie z art. 165 prawa karnego – mówi radca prawny i partner w Kancelarii Chmielniak Adwokaci.

Co istotne, sankcje finansowe i karne są przewidziane już za samo utrudnianie lub udaremnianie działalności organów Państwowej Inspekcji Sanitarnej. Grozi za to kara 30 dni aresztu, ograniczenia wolności bądź grzywna do 5 tys. zł.

– Menadżerowie i osoby kierujące komórkami organizacyjnymi w firmach muszą w tej chwili zachować daleko idącą czujność. Oczywiście w pierwszej kolejności wszyscy myślą o zachowaniu płynności finansowej i zabezpieczeniu bieżących faktur, płatności i należności. Najpierw jednak należy zadbać o bezpieczeństwo i zdrowie pracowników oraz interesariuszy w ogóle. Rozprzestrzenianie się epidemii może spowodować daleko idące skutki, dlatego przedsiębiorcy i menadżerowie powinni uważnie śledzić wszystkie komunikaty ogłaszane przez Główny Inspektorat Sanitarny. Dzięki temu mogą uniknąć ewentualnego ryzyka, na jakie mogliby się narazić – podkreśla Robert Gniezdzia.

Tylko 2/3 Polaków ma oszczędności na wypadek utraty pracy. 39 proc. z nich poradzi sobie maksymalnie przez trzy miesiące [AUDIO]

0

Blisko 2/3 Polaków ma oszczędności, które pozwolą im poradzić sobie po ewentualnej utracie pracy wskutek pandemii koronawirusa. Duże rozbieżności dotyczą jednak tego, na jak długi czas wystarczy tych środków. Tylko co piąty rodak deklaruje, że przetrwa dzięki nim około pół roku – wynika z ubiegłotygodniowego badania KRD. Choć statystyki pokazują, że z każdym rokiem stopa oszczędności Polaków systematycznie wzrasta, to jednak wciąż jest ona dużo niższa niż w innych krajach Unii Europejskiej. Eksperci podkreślają, że jedną z przyczyn jest nadmierny konsumpcjonizm. Oszczędności na „czarną godzinę” powinny odpowiadać co najmniej równowartości trzech comiesięcznych pensji.

– Polacy coraz chętniej oszczędzają i to jest na pewno bardzo optymistyczne. Coraz mniej ludzi twierdzi, że nie oszczędza w ogóle. Niemniej trudno  oszacować, jak duża część populacji naszych rodaków posiada oszczędności, które pozwoliłyby im w miarę bezstresowo poradzić sobie z utratą pracy i zaspokoić ich podstawowe potrzeby – mówi agencji Newseria Biznes dr Piotr Majewski z Instytutu Finansów i Rachunkowości Wyższej Szkoły Bankowej w Toruniu.

Jak wynika z opublikowanego kilka dni temu badania Krajowego Rejestru Długów, 62 proc. Polaków posiada oszczędności, które pozwolą im funkcjonować po ewentualnej utracie pracy na skutek koronawirusa. W tym gronie 39 proc. osób deklaruje, że zgromadzone środki wystarczą im na przeżycie i pokrycie wydatków przez trzy miesiące. Tylko co piąty ocenia, że przetrwa dzięki nim do pół roku.

– Niestety wiele osób posiada oszczędności bardzo krótkoterminowe, na konkretny cel: na wakacje, zmianę auta czy sprzęt RTV i AGD. Ewentualnie są to oszczędności emerytalne, ale one nie zawsze mogą zostać wykorzystane do zaspokojenia podstawowych potrzeb. Ten komfort w postaci oszczędności, które pozwolą pokryć wydatki przez co najmniej sześć miesięcy bez obniżenia poziomu życia, dotyczy niestety niewielkiej grupy – mówi dr Piotr Majewski.

Kwietniowe badanie KRD pokazuje również duże rozbieżności dotyczące tego, na jak długi czas wystarczą Polakom oszczędności. Przykładowo, kobiety znacznie częściej deklarują, że będą mogły za zgromadzone pieniądze przetrwać do trzech miesięcy (blisko 46 proc. vs 26 proc. mężczyzn). Cechuje je też większa niepewność: 14 proc. z nich nie potrafi określić, na jaki okres wystarczy im pieniędzy, podczas gdy wśród mężczyzn deklaruje tak jedynie 8,5 proc. Jednak wpływ na oszczędności mają też inne czynniki, takie jak miejsce zamieszkania i koszty życia, które są wyższe w dużych miastach. Dlatego też osoby mieszkające na wsi częściej deklarują dłuższy okres funkcjonowania za zgromadzone środki, czyli do pół roku oraz rok i dłużej (46,5 proc.), niż mieszkańcy miejskich ośrodków.

– Wysokość środków zgromadzonych na trudne czasy powinna zależeć od sytuacji danego gospodarstwa domowego, m.in. od tego, czy ma zadłużenie, które musi regularnie spłacać, jak np. kredyt hipoteczny. Niezbędnym minimum jest równowartość trzech miesięcznych wynagrodzeń. Poniżej tej kwoty sytuacja jest już niebezpieczna. Nawet jeżeli gospodarstwo domowe nie ma kredytu, rozsądna wysokość poduszki finansowej to sześć pełnych miesięcznych wpływów. Jeśli natomiast posiada kredyt hipoteczny, bezpieczne minimum to 12 miesięcznych wynagrodzeń, czyli roczny dochód gospodarstwa domowego. Tyle powinniśmy posiadać, aby móc sobie poradzić. Kredyt można co prawda odłożyć w czasie i rozłożyć raty na dłuższy okres, ale to też będzie kosztowało – mówi ekspert.

Choć badania pokazują, że stopa oszczędności Polaków systematycznie rośnie, to jest wciąż niższa niż w innych krajach UE.

– Przyczyn jest wiele, ale na pewno nadmierny konsumpcjonizm jest jedną z nich. Polacy, podobnie jak w zasadzie przedstawiciele wszystkich społeczeństw, bardzo chętnie ulegają wpływowi reklamy i dążą do posiadania tego, co widzą w telewizji czy internecie. Chcą mieć sprzęt RTV, AGD, ubrania, samochody, atrakcyjne nieruchomości. Niestety poziom dochodów nie pozwala na realizację wszystkich tych potrzeb. Z kolei w badaniach od lat widoczne jest to, że oszczędzanie zależy głównie od nawyku, a niekoniecznie od poziomu dochodów. Wielu ludzi o bardzo wysokim dochodzie również nie posiada oszczędności – mówi dr Piotr Majewski.

Ekspert toruńskiej WSB wskazuje, że jest wiele bezbolesnych metod wprowadzenia oszczędności w domowym budżecie. Podstawową jest unikanie zbędnej konsumpcji, czyli np. wymiany działającego sprzętu elektronicznego tylko dlatego, że pojawił się nowszy model. Drobne oszczędności można także wprowadzić w rachunkach za media, takich jak prąd i woda, np. redukując temperaturę wody o kilka stopni lub piorąc w niższej temperaturze, przesiadając się z samochodu na rower lub publiczny transport albo przy okazji codziennych zakupów.

– Takie metody przynoszą wymierne oszczędności w długim okresie, ale przede wszystkim trzeba mądrze robić zakupy, żeby nie marnować jedzenia. Szacuje się, że przeciętnie gospodarstwo, wyrzucając jedzenie, marnuje w ten sposób kilkadziesiąt złotych miesięcznie. Trzeba korzystać z promocji w dyskontach spożywczych, gdzie można bardzo tanio kupić podstawowe produkty, zrezygnować z całkowicie zbędnych, często powtarzanych zwyczajów, jak np. jedzenie fast foodów. Każdy powinien opracować własny sposób organizacji domowego budżetu i zastanowić się, co jest mu niezbędne. Nie oszczędzać też na tym, co sprawia nam największą przyjemność, ale za to postarać się ograniczyć te aktywności, które generują koszty, a nie przynoszą nam aż takiego zadowolenia – mówi dr Piotr Majewski.

Czarne scenariusze rozwoju pandemii koronawirusa w Afryce. Brakuje zaplecza medycznego, środków ochrony i artykułów higienicznych

W Afryce potwierdzono dotychczas ponad 21 tys. zachorowań i tysiąc zgonów z powodu koronawirusa. Zdaniem ekspertów liczba ta jest jednak znacznie zaniżona, a zakażonych może być dużo więcej. Brakuje lekarzy i testów, w związku z czym wielu nosicieli SARS-CoV-2 nie jest tego świadomych. Eksperci z Komisji Gospodarczej Narodów Zjednoczonych ds. Afryki szacują, że w zależności od skali podjętych środków zapobiegawczych pandemia może spowodować śmierć nawet 3 mln Afrykanów. Tym bardziej że na kontynencie brakuje nie tylko sprzętu ochronnego, ale i podstawowych środków higieny czy dostępu do wody.

– Zdecydowana większość państw afrykańskich nie jest przygotowana na walkę z koronawirusem ze względu na bardzo niewydolną służbę zdrowia. Brakuje łóżek szpitalnych, lekarzy, pielęgniarek, intensywnej terapii, która jest kluczowa. Niektóre państwa lepiej wychwytują chorych, ponieważ mają doświadczenie w związku z innymi zarazami, które były problemem Afryki wcześniej, np. wirusem Ebola – mówi agencji Newseria Biznes Rafał Grzelewski, rzecznik prasowy Polskiej Akcji Humanitarnej.

Zgodnie z danymi Światowej Organizacji Zdrowia z 18 kwietnia liczba osób zakażonych koronawirusem na całym świecie przekroczyła 2 mln. W Afryce zachorowań jest jeszcze stosunkowo niewiele na tle Europy czy obu Ameryk – ponad 13 tys., a ponad 600 zmarło. Do tego dochodzi kilka tysięcy zachorowań i kilkaset ofiar koronawirusa w krajach Afryki Północnej, kwalifikowanych przez WHO jako region Morza Śródziemnego. Najgorsza sytuacja jest w RPA, Algierii, Egipcie i Maroku.

Eksperci alarmują jednak, że te dane mogą nie mieć pokrycia w rzeczywistości. W wielu państwach afrykańskich brakuje lekarzy i testów, chorzy nie są diagnozowani, często nie mają nawet środków na to, by dotrzeć do najbliższego szpitala. Chorują, a często umierają, nie wiedząc nawet, że przyczyną jest COVID-19.

 Jeśli w Afryce rzeczywiście doszłoby do pandemii koronawirusa, to żniwo tej choroby byłoby dramatyczne. Wiele osób po prostu umrze, ponieważ i tak są osłabione, niedożywione, mają bardzo niską odporność. Ryzyko śmierci z powodu koronawirusa w Afryce będzie wyjątkowo wysokie – ocenia rzecznik prasowy PAH.

Afryka Subsaharyjska ma najsłabszy na świecie system opieki zdrowotnej i najwyższy poziom ubóstwa. Połowa populacji nie ma dostępu do nowoczesnych usług zdrowotnych. Z danych Komisji Gospodarczej Narodów Zjednoczonych ds. Afryki wynika, że 56 proc. mieszkańców miast na kontynencie mieszka w przepełnionych i niedostatecznie wyposażonych lokalach. Poważnym czynnikiem ryzyka jest niedożywienie dzieci i dorosłych – prawie 40 proc. dzieci poniżej piątego roku życia jest niedożywionych. Do tego dochodzi wysoki odsetek chorych na gruźlicę czy zarażonych HIV. To wszystko może prowadzić do wyższego poziomu śmiertelności. Pojawiły się już prognozy, że w ciągu najbliższych sześciu miesięcy w Afryce może dojść do nawet 10 mln ciężkich przypadków choroby COVID-19, a życie może stracić od 300 tys. do nawet 3 mln osób. WHO ostrzega, że Afryka może stać się kolejnym epicentrum pandemii.

– Większość państw afrykańskich zmaga się przede wszystkim z brakiem dostępu do czystej, bezpiecznej wody. W niektórych krajach nawet połowa mieszkańców nie ma dostępu do wody, więc nie jest w stanie umyć rąk, co jest podstawą w prewencji choroby. Brakuje też środków czystości i możliwości zastosowania kwarantanny – przekonuje Rafał Grzelewski.

Polska Akcja Humanitarna włączyła się w pomoc w walce z koronawirusem w Afryce. Działa m.in. w Somalii i Sudanie Południowym. Rozszerza programy pomocowe tak, żeby ze wsparciem dotrzeć do osób szczególnie narażonych na zakażenie.

 W odpowiedzi na zagrożenie koronawirusem w Afryce wiele organizacji humanitarnych, takich jak Polska Akcja Humanitarna, zintensyfikowało i rozszerzyło swoje działania, np. poprzez zwiększanie dostępu do wody albo przez bardzo intensywne szkolenia z higieny i dystrybucję środków czystości – wskazuje rzecznik PAH.

Danych z urządzeń internetu rzeczy będzie przybywać. Potrzebne są odpowiednie przepisy regulujące, kto jest ich właścicielem

W dobie pandemii koronawirusa przesyłanych danych przybywa lawinowo. Coraz częściej zbierane są one przez urządzenia podłączone do internetu. Szacuje się, że już teraz na świecie działa ponad 20 mld urządzeń IoT podłączonych do sieci. W 2030 roku może ich już być 125 mld. Aby jednak w pełni korzystać z możliwości, jakie daje internet rzeczy, konieczne są zmiany regulacyjne i decyzja, kto jest właścicielem gromadzonych danych. – Jeżeli tego nie rozstrzygniemy, to nie dojdzie do przetwarzania danych, ponieważ do kogo innego będą przypisane  związane z nimi prawa ocenia Jarosław Smulski, analityk IDC Polska.

– W przypadku internetu rzeczy wyzwaniem regulacyjnym jest zmiana definicji urządzenia końcowego. Nie może być ono traktowane na równi z abonentem, nie powinny mu przysługiwać takie same prawa dotyczące ochrony zbieranych danych. Bez nowego podejścia trudno będzie zbudować dobre przykłady wykorzystywania tych danych, przedrzeć się przez bariery związane z nadmierną regulacją tego rynku, a tym samym będzie bardzo trudno budować korzystne przykłady wdrożeń – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Jarosław Smulski, analityk IDC Polska.

Według analiz Gartnera w 2020 roku na świecie może działać już ponad 20 mld urządzeń IoT. Analitycy IHS Markit prognozują, że w 2030 roku może to już być 125 mld. Wraz ze wzrostem liczby urządzeń rośnie liczba przesyłanych przez nie danych. Dane IoT są mierzone w zettabajtach, jednostce równej 1 bln gigabajtów. Cisco szacuje, że w 2019 roku obszar IoT mógł wygenerować ponad 500 zettabajtów danych, a w kolejnych latach liczba ta będzie rosnąć wykładniczo, a nie liniowo.

Urządzenia IoT zmieniają życie przeciętnego użytkownika, pozwalają też znacznie lepiej zarządzać np. firmą. Łączą się między sobą i wymieniają informacjami, wszystko po to, by maksymalnie ułatwić życie. Jak jednak zaznacza analityk IDC, w Polsce konieczne jest wprowadzenie odpowiednich regulacji i rozstrzygnięcie, kto jest właścicielem gromadzonych danych i kto może je przetwarzać. W przeciwnym wypadku z części danych po prostu nie będzie można  korzystać.

– Przykładem mogą być nowoczesne fabryki, które gromadzą bardzo dużo danych. Jeżeli nie będą w stanie umożliwić ich przetwarzania firmom telekomunikacyjnym, to być może nie będą mogły korzystać z tego typu usług i tym samym nie będą potrafiły wykorzystać wartości, która jest zgromadzona w tych danych – tłumaczy Jarosław Smulski.

Dane zbierane przez internet rzeczy były już wykorzystywane przez prokuraturę – np. w 2015 roku prokuratura na podstawie danych rejestrowanych przez wannę z hydromasażem oskarżyła kogoś o morderstwo. Z drugiej jednak strony IoT stwarza ogromne możliwości dla hakerów, zwłaszcza że według Gemalto 57 proc. dostawców tych rozwiązań twierdzi, że ich urządzenia przechowują niezaszyfrowane dane, dzięki czemu osoby atakujące mogą je łatwo uzyskać. Stąd niezbędne są przepisy, które uregulują rynek, ale też pozwolą w pełni wykorzystać możliwości połączonych między sobą urządzeń.

– W zasadzie wystarczy skopiować rozwiązania wprowadzane w innych państwach, które potrafiły rozwiązać problem z przekazywaniem danych. I jeżeli po prostu wykorzystamy te dobre praktyki, które zostały już opracowane w innych krajach, bardzo szybko możemy zniwelować ten problem – przekonuje analityk IDC Polska.

Rzecznik MŚP wnioskuje o umożliwienie przedsiębiorcom z branży fitness prowadzenie działalności gospodarczej od 4 maja 2020 r.

W dniu 18 kwietnia 2020 r. Rzecznik MŚP działając na podstawie art. 9 ust. 1 pkt 10 oraz art. 8 pkt 1 ustawy z dnia 6 marca 2018 r. o Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorców wskazał, aby wyznaczono datę 4 maja 2020 r., dla przedsiębiorców z branży fitness, prowadzących baseny, siłownie, łaźnie, sauny w celu umożliwienia prowadzenia działalności gospodarczej w tych zakresach.

Rzecznik MŚP w nawiązaniu do komunikatu opublikowanego pt. ,,Rozporządzenie w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii – konsultacje robocze” z datą 17 kwietnia 2020 r. i planowanym na 20 kwietnia 2020 r. wejściem w życie I etapu znoszenia ograniczeń związanych z COVID-19, jak również w nawiązaniu do licznych głosów przedsiębiorców z branży fitness, prowadzących baseny, siłownie, łaźnie, saun itp., którzy znaleźli się w trudnej sytuacji ekonomicznej na skutek wprowadzenia ograniczeń, zawnioskował, aby wyznaczyć datę 4 maja 2020 r., jako punkt odniesienia do cofnięcia nałożonych ograniczeń dla tych sektorów naszej gospodarki.

Ponadto w opinii Rzecznik MŚP podkreślił, że wśród zasad prawidłowego żywienia związanych z Piramidą Zdrowego Żywienia i Aktywności Fizycznej, opracowanych w Instytucie Żywności i Żywienia podkreślono, że aktywność fizyczna jest kluczem do zdrowia i dobrego samopoczucia.

Scenariusze wychodzenia z kryzysu i odmrażania gospodarki

Nie ma kraju, który ma gotowy pomysł na powrót do normalności. Jednak o próbach wznawiania działalności gospodarczej świadczą dane dotyczące ruchu samochodowego.

Cieszy, że sytuacja w Chinach wraca do normy. Otwarcie Wuhan jest symbolem powrotu do względnej normalności. Jednak dane napływające z Chin trzeba traktować z ostrożnością.

Jeżeli spojrzymy na dane dotyczące ruchu samochodowego, to widać, że Chińczycy wrócili do pracy – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – W godzinach pracy ruch samochodowy jest już wysoki, ale w weekendy nadal jest katastrofalnie niski, co świadczy o postawach konsumenckich.

Istnieje ryzyko, że w Europie walka z koronawirusem będzie trwała dłużej niż w Chinach. My będziemy mogli podejmować decyzje patrząc co robią kraje, które mają za sobą szczyt zarażeń koronawirusem.

Presja na przywracanie niektórych biznesów jest coraz większa, ale to będzie spacer po polu minowym, powinniśmy się przyzwyczaić do myśli, że niektóre ograniczenia będą przywracane.

– Sytuację można porównać do wyłączania prądu, gdy robimy to jednym wyłącznikiem, a przywracając prąd włączamy pojedyncze małe bezpieczniki, patrząc czy nie ma zwarcia – porównuje ekspert XTB.

Trusted Shops nr 1 w zakresie budowania zaufania

W grudniu 2019 roku firma Trusted Shops obchodziła 20-lecie swojego istnienia. Z branżą e-commerce jest zatem od kołyski. Podczas dwóch dekad zbudowała sobie pozycję europejskiego lidera w zakresie reputacji w e-commerce.

Trusted Shops dla firm

Trusted Shops oferuje przedsiębiorcom szeroki wachlarz usług. Sztandarowym produktem jest system opinii oraz audyt prawny sklepu e-commerce.

Każdy sklep, który chce zyskać możliwość do posługiwania się Znakiem jakości Trusted Shops, musi zostać oficjalnie certyfikowany, czyli przejść przez audyt. Kryteria jakości stosowane w audycie Trusted Shops są mocno wyśrubowane.

Weryfikacja sklepu nie jest wyłącznie sprawdzeniem, czy sklep spełnia wymogi prawne. Audytor reprezentuje konsumenta, wciela się zatem w jego rolę. Zatem wiele wymogów postawionych przez audytora dotyczy poprawienia doświadczeń konsumenta, na przykład poprawienia czytelności informacji o czasie dostawy na stronie e-sklepu.

Co więcej, ochrona prawna konsumenta zapewniona przez profesjonalny audyt z ramienia Trusted Shops, przekłada się na większe zaufanie do sklepu. W dalszym etapie zwiększa – zwiększa to konwersję, co potwierdziły tak zwane testy A/B.

Podsumowując, w skrócie, audyt sklepu weryfikuje takie aspekty jak:

  1. Identyfikacja i kontakt ze sprzedawcą
  2. Ochrona i bezpieczeństwo danych osobowych
  3. Oferowane produkty i sposób prezentacji cen
  4. Dostawa i płatność
  5. Proces składania zamówienia
  6. Aspekty prawne regulaminu np. odstąpienie od umowy zawartej na odległość

Po otrzymaniu certyfikacji, sklep może posługiwać się Znakiem jakości. Dla wielu sklepów e-commerce jest to duże wyróżnienie. Duma, wynikająca z tego powodu, powoduje, że sklepy decydują się na utworzenie osobnych podstron na temat uzyskanego certyfikatu. Przykłady:

  1. Znak Jakości Trusted Shops dla Cyfrowe.pl
  2. Bezpieczne zakupy z gwarancją Trusted Shops
  3. Trusted Shops – Grawernia.pl

Trusted Shops dla konsumentów

Konsumenci z kolei w trakcie dokonywania zakupów w certyfikowanych sklepach, mają możliwość wykupienia dodatkowej gwarancji. Trusted Shops jako strona trzecia zabezpiecza transakcję zakupu pomiędzy sklepem, a konsumentem. W wielu przypadkach dodatkowa gwarancja dla konsumenta jest dostępna za darmo.

Garść statystyk

O popularności rozwiązań firmy Trusted Shops świadczą statystyki. Każdego dnia pojawia się 35 tysięcy nowych opinii w systemie opinii Trusted Shops, a 200 tysięcy zakupów zostaje objętych gwarancją.infografika na temat Trusted Shops

Trusted Shops jest dostępny w większości krajów europejskich:

  1. Polska
  2. Niemcy
  3. Szwajcaria
  4. Austria
  5. Francja
  6. Hiszpania
  7. Włochy
  8. Holandia
  9. Belgia
  10. Luksemburg
  11. Wielka Brytania
  12. Portugalia
  13. kraje skandynawskie

Jednocześnie jest to firma multikulturowa. W jej strukturach znajdują się pracownicy z 40 różnych narodowości.

Otwarcie gospodarki USA coraz bliżej. Netflix bjie rekordy

Podczas ostatniej sesji w tym tygodniu dominują rynkowe byki. Inwestorzy na Wall Street z optymizmem przyjęli wiadomości o możliwym leku na COVID-19 oraz informacje o planie odmrażania gospodarki USA, który przedstawił prezydent Donald Trump. Główne amerykańskie indeksy w piątkowe popołudnie rosną od 1,4 proc. do ponad 2 proc. odpowiednio w przypadku Nasdaq, S&P 500 i Dow Jones Industrial Average.

W indeksie DJIA silnie zwyżkują akcje Boeinga, które podrożały o ponad 12 proc. American Express czy JPMorgan Chase drożeją o ponad 5,5 proc., a Exxon Mobil o ponad 4 proc. W indeksie Nasdaq 100 prym wiedzie spółka Gilead Sciences, drożejąc o ponad 8 proc. To właśnie ta firma odpowiada za produkcję leku, który może pomóc w walce z objawami choroby wywołanej przez koronawirusa.

Według najnowszych wytycznych płynących Białego Domu poszczególne stany mogą zostać otwarte już 1 maja lub nawet wcześniej. To gubernatorzy podejmą własne decyzje dla każdego stanu, jeśli zostaną spełnione konkretne kryteria. Stąd też stany najmniej dotknięte wirusem mogą zostać ponownie otwarte już w tym miesiącu. Stan może zacząć znosić ograniczenia, gdy między innymi zaobserwuje spadek liczby nowych przypadków zachorowań przez 14 dni z rzędu. Stany te będą musiały mieć możliwość chronić pracowników w kluczowych branżach, zapewniać bezpieczne systemy transportu lub zapewniać dodatkowe zasoby swoim szpitalom w przypadku ponownego pojawienia się wirusa.

Nadal będą obowiązywać podstawowe środki ochronne. Obywatele USA będą zachęcani do noszenia masek w miejscach publicznych, aby zachować dystans społeczny, chorzy będą musieli pozostać w domu, a pracodawcy będą musieli zapewnić bezpieczeństwo swoim pracownikom, dając im możliwość zmierzyć temperaturę lub regularnie czyścić obszary kontaktu z innymi osobami.

Jeśli ten plan się powiedzie, to jest szansa, że latem sytuacja wróci do normy i tym samym amerykańskie akcje także odzyskają formę po ostatniej korekcie. Już teraz wiele z popularnych spółek notuje najwyższe poziomy w historii jak Amazon czy Netflix. To właśnie wyniki tej ostatniej spółki mogą przykuwać uwagę inwestorów w przyszłym tygodniu, ponieważ popularność serwisu ogromnie wzrosła. Spółka należała też do kategorii, którą we wcześniejszych komentarzach określano jako “stay at home trade”.

Departament Zarządzania Aktywami

Copernicus Capital TFI S.A.

Wpływ bezrobocia na ceny mieszkań. Czego możemy się spodziewać?

Raczej mało kto nie zdaje sobie sprawy z mocno zawansowanej zależności stanu koniunktury na rynku mieszkaniowym od parametrów rynku pracy. Warto jednak przyjrzeć się tematowi bliżej, ponieważ oddziaływanie to ma w rodzimych warunkach zaskakująco wymierny charakter, czego warto mieć świadomość zwłaszcza w obecnych „ciekawych czasach”.

W połowie lutego br., a więc na krótko przed eksplozją powszechnej świadomości zagrożenia epidemicznego, portal RynekPierwotny.pl opublikował analizę obrazującą ścisłą dodatnią korelację pomiędzy cenami nowych mieszkań a zarobkami w Polsce. Urzędowe wyznaczenie ścieżki wzrostu płacy minimalnej w kraju z punktem docelowym na poziomie 4 tys. zł w 2024 roku, jednoznacznie sugerowało analogicznie silną zwyżkę stawek mkw. deweloperskiego lokum nawet w wymiarze 50 proc. w perspektywie kolejnych 4 lat.

Niestety nagła wolta sytuacji gospodarczej kraju i świata w wyniku pandemii koronawirusa całkowicie zanegowała tę prowzrostową prognozę, zastępując ją przede wszystkim zupełną konsternacją i niepewnością rozwoju sytuacji zwłaszcza w dłuższym terminie. Tym samym stało się raczej oczywiste, że do roku 2024 zarówno perspektywa 4 tys. zł pensji minimalnej w Polsce jak i wzrostu cen mieszkań o dziesiątki procent zdecydowanie straciła na aktualności.

Tymczasem być może dużo ciekawszym od dynamiki płac parametrem rynku pracy z punktu widzenia zaskakująco wysokiej, acz tym razem dla odmiany ujemnej korelacji z mieszkaniówką jest wskaźnik bezrobocia. Na zaprezentowanym wykresie, przedstawiającym jego ewolucję na tle dynamiki cen nowych mieszkań, wyraźnie widać dość ścisłą symetryczność przebiegu obu krzywych z dającą się z grubsza wyznaczyć osią symetrii, co w sumie dobrze przypomina lustrzane odbicie. Wg portalu ekspertów RynekPierwotny.pl ta dość wierna zależność utrzymuje się nieprzerwanie co najmniej od roku 2004, czyli momentu przystąpienia Polski do struktur UE, a także początku pierwszego ożywienia koniunkturalnego z prawdziwego zdarzenia w krajowej mieszkaniówce.

Co więcej, na podstawie ewolucji w czasie dotychczasowych statystyk obu parametrów można dość dokładnie określić wymierny charakter permanentnego oddziaływania poziomu bezrobocia na dynamikę zmienności cenników deweloperskich.

Jak się bowiem okazuje, w trakcie siedmiu lat ostatniego boomu spadek bezrobocia o 1 p.p. odpowiadał wzrostowi cen mieszkań z pierwszej ręki o około 5,5 proc. Również w odwrotną stronę można wyznaczyć analogiczną relację z okresu bessy lat 2008 – 2013. W tym przypadku średni spadek stawek rynku pierwotnego o około jedną czwartą był reakcją na wzrost odsetka bezrobotnych z poziomu 9,5 do 13,4 proc. A to oznacza, że każdy 1 p.p. wzrostu bezrobocia implikował zniżkę stawek mkw. nowego lokum aż o ponad 6 proc.Wykres 1 – Ceny mieszkań a wskaźnik bezrobocia

Pytanie, czy tego typu relacja jest czymś absolutnie niezawodnym i niezmiennym w czasie. Oczywiście trudno przyjąć takie założenie bez jakichkolwiek zastrzeżeń. Skoro jednak od kilkunastu lat z powodzeniem funkcjonuje, należy oczekiwać, że będzie kontynuowana w przewidywalnej przyszłości, a więc także w tej najbliższej.

Zapewne więc i tym razem da się zaobserwować podobną „lustrzaną” koegzystencję wskaźników bezrobocia i dynamiki cen w pierwotnym segmencie mieszkaniówki. Jedyną kwestią pozostaje wymiar przelicznika wskaźnika bezrobocia na cenniki deweloperów. W mediach nastąpił ostatnio prawdziwy wysyp wszelkich prognoz oczekiwanych parametrów gospodarki, także tych dotyczących rodzimego rynku pracy. Decydujące będą jednak oficjalne komunikaty rządowe, na które przyjdzie zapewne jeszcze trochę poczekać, a które pozwolą na zdecydowanie bardziej wiarygodną ocenę wpływu pandemii na koniunkturę rynku mieszkaniowego.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Jak epidemia koronawirusa zmieni krajowy sektor handlu detalicznego

Wydatki Polaków w handlu wywołane długotrwałym wychodzeniem ze stanu powszechnej izolacji, prognozowanym bezrobociem wywołanym kryzysem po epidemii czy wstrzemięźliwością zakupową mogą spaść od 8,3 do 23,7 proc. w zależności od powiatu.

Opierając się własnych danych pochodzących z badań nad potencjałem siły nabywczej Polaków na różne kategorie produktów analitycy GfK oszacowali 4 możliwe scenariusze rozwoju wypadków w polskim handlu detalicznym. W każdej z 4 prognoz uwzględniono założenia dotyczące potencjalnej długości okresu izolacji oraz ilości czasu, jaki zajmie sektorowi powrót do stanu „normalności”, czyli do poziomu sprzedaży sprzed epidemii.

  1. I tak w scenariuszu pierwszym, najbardziej optymistycznym, zakładającym 2-miesięczny okres izolacji oraz powrót do poziomów sprzedaży sprzed epidemii jeszcze w grudniu bieżącego roku, prognozowany ogólny spadek wydatków Polaków w handlu detalicznym może w nadchodzących miesiącach wynieść od 8,3 do 14,2 proc. (w zależności od powiatu).
  2. W scenariusz drugim, zakładającym także 2-miesięczny okres zamknięcia Polaków w domach, ale okres dochodzenia do poziomów sprzedaży sprzed epidemii kończący się w maju przyszłego roku, prognozowany spadek wydatków konsumentów w sklepach wyniesie w tym okresie od 10,7 do 17,7 proc. (w zależności od powiatu).
  3. Scenariusz trzeci zakłada spadek wydatków Polaków w handlu między 11,7 a 19,3 proc. w zależności od powiatu, jeśli izolacja potrwa 2 miesiące, ale powrót do poziomów sprzedaży sprzed epidemii nastąpi dopiero w grudniu 2021 roku.
  4. W scenariuszu czwartym, najbardziej pesymistycznym prognozowana jest największa skala spadków, pomiędzy 14,4 a 23,7 proc. Dojdzie do nich przy założeniach, iż izolacja Polaków potrwałaby łącznie 4 miesiące (2 miesiące wiosną i 2 miesiące jesienią 2020 roku), a powrót do poziomów sprzedaży sprzed epidemii w nastąpiłby w grudniu 2021 roku.

handel po epidemii

Polski handel to około 437 miliardów złotych rocznych obrotów. Centra handlowe (pow. 5 tys. m kw.) odpowiadają za około 30 proc. tej wartości, a udział handlu online kształtował się na poziomie około 9 proc. Oznacza to, w pewnym uproszczeniu i bez uwzględnienia sezonowości, że przy zamknięciu centrów handlowych przez miesiąc nie wygenerują one sprzedaży na poziomie około 10,5 miliarda złotych. Długość okresu izolacji i wstrzemięźliwość zakupowa Polaków w okresie po zniesieniu ograniczeń zadecydują o głębokości przeobrażeń, którym z pewnością ulegnie krajowy sektor handlu – komentuje Przemysław Dwojak, Senior Director w GfK.

O badaniu
Badanie siły nabywczej Polaków (GfK Purchasing Power) analizuje nominalny dochód rozporządzalny, bez inflacji. Badanie opiera się na danych statystycznych dotyczących wysokości dochodów, podatków i świadczeń społecznych oraz na prognozach instytucji finansowych. Siła nabywcza rozumiana jest jako dochód rozporządzalny na mieszkańca po odjęciu podatków i darowizn na cele dobroczynne. Badanie wskazuje poziom siły nabywczej na osobę w danym roku wyrażony w euro i jako wartość zindeksowana.

Konsumenci wykorzystują ogólną siłę nabywczą do pokrycia wydatków na artykuły spożywcze, mieszkanie, usługi, energię, składki na prywatne plany emerytalne i ubezpieczenia oraz innych wydatków, takich jak wakacje, koszty przejazdów czy wydatki konsumpcyjne.

NBP nie wyklucza znacznego złagodzenia polityki pieniężnej

W ostatnich latach polski bank centralny miał bardzo konserwatywne podejście do polityki pieniężnej. NBP, w przeciwieństwie do innych banków centralnych w Europie, nie zmieniał ustawień polityki pieniężnej. Teraz, gdy sytuacja zaczyna się zmieniać po ostatnich obniżkach stóp procentowych, wg. członkini komisji, Grażyny Ancyparowicz, NPB jest gotowy do kolejnego znacznego złagodzenia polityki pieniężnej. Może to prowadzić do obniżenia stopy referencyjnej poniżej zera. Jednocześnie NBP rozważa rozpoczęcie zakupu obligacji korporacyjnych. Tym sposobem idzie śladami innych banków centralnych, takich jak Fed, Czeski Bank Narodowy czy Europejski Bank Centralnym, które łagodzą politykę pieniężną (przy czym EBC ma ograniczone możliwości do tego typu działań). Swoją politykę rozluźnia również Chiński Bank Narodowy, który obniżył stopy procentowe z 3,15% na 2,95% i zmniejszył wymagania dotyczące rezerw bankowych, dając większe możliwości ich inwestowania i wspierania tym samym gospodarki. A ta wyraźnie tego potrzebuje, widać tu już bowiem spadek wartości PKB w pierwszym kwartale. W porównaniu rocznym wyniósł 9,8%, a w zestawieniu kwartalnym 6,8%.

Złoty skorygował część swoich strat z początku marca. Jego kurs w stosunku do euro spadł, w piątek rano wynosił 4,536 PLN/EUR. Pod wpływem miesięcznego spadek sprzedaży detalicznej o 8,7% spadł również kurs eurodolara. Główna para walutowa w piątek rano notowana była na poziomie 1,083 USD/EUR.

Komentarz walutowo-makroekonomiczny Malwiny Krakus, analityczki AKCENTY