Wpływ pandemii na rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce

Ograniczenia związane z COVID-19, wprowadzone przez polski rząd w marcu i przedłużone co najmniej do 19 kwietnia, wpływają na każdą z gałęzi gospodarki. O tym, jak zmieniają one oblicze sektora nieruchomości handlowych, biurowych oraz magazynowych mówią eksperci Cushman & Wakefield: Katarzyna Lipka-Nawrocka, Jan Szulborski, Małgorzata Dziubińska oraz Adrian Semaan.

eksperci Cushman & Wakefield: Katarzyna Lipka-Nawrocka, Jan Szulborski, Małgorzata Dziubińska oraz Adrian Semaan
Sytuacja gospodarcza

W marcu polski rząd, w ramach walki z rozprzestrzenianiem się pandemii koronawirusa, wprowadził liczne ograniczenia. W związku z dalszym rozwojem epidemii zostały one przedłużone co najmniej do 19 kwietnia.

Wprowadzone ograniczenia, mające największy wpływ na polską gospodarkę i rynek nieruchomości, to między innymi:

  • całkowity lockdown, czyli zakaz wychodzenia z domu poza sytuacjami koniecznymi, takimi jak wyjście do pracy, zakup niezbędnych produktów, wizyta u lekarza czy spacer z psem;
  • zawieszenie ruchu lotniczego oraz zamknięcie granic dla obcokrajowców co najmniej do 3 maja;
  • ograniczenia w funkcjonowaniu galerii handlowych o powierzchni ponad 2 tys. mkw., w których czynne mogą być wyłącznie punkty sprzedające niezbędne produkty lub świadczące niezbędne usługi, w tym sklepy spożywcze, apteki, drogerie i pralnie;
  • restauracje mogą oferować wyłącznie posiłki z dostawą lub na wynos;
  • wolnostojące markety budowlane są czynne, z wyjątkiem weekendów;
  • limit klientów, którzy mogą przebywać jednocześnie w sklepach lub supermarketach – do 3 osób na jedną kasę;
  • hotele i inne miejsca noclegowe, a także salony kosmetyczne i fryzjerskie pozostają zamknięte;
  • odległość pomiędzy stanowiskami pracy musi wynosić 1,5 m oraz konieczne jest zapewnienie środków do dezynfekcji.

Inne ograniczenia:

  • dystansowanie społeczne w miejscach publicznych – obowiązek zachowania przez pieszych odległości nie mniejszej niż 2 metry od siebie;
  • szkoły i przedszkola pozostają zamknięte co najmniej do 26 kwietnia;
  • obowiązuje zakaz korzystania z parków, plaż i bulwarów oraz rowerów miejskich;
  • dopuszczalna liczba pasażerów w środkach publicznego transportu zbiorowego to połowa liczby miejsc siedzących;
  • wszystkie muzea, biblioteki oraz centra rozrywki i kultury pozostają zamknięte;
  • obowiązek zakrywania nosa i ust w przestrzeni publicznej począwszy od 16 kwietnia.

Zgodnie z najnowszymi informacjami, polski rząd  planuje poluzowanie niektórych ograniczeń w celu stopniowego „odmrażania” gospodarki. Według doniesień z 16 kwietnia, pierwszy etap, mający obowiązywać od 20 kwietnia, będzie obejmował między innymi zwiększenie liczby osób mogących przebywać w sklepach, jak również otwarcie dostępu do lasów i parków oraz możliwość przemieszczania się w celach rekreacyjnych. Drugi etap zakłada otwarcie sklepów budowlanych w weekendy, jak również hoteli i innych miejsc noclegowych oraz niektórych instytucji kultury. Trzeci etap to między innymi otwarcie sklepów w galeriach handlowych, gastronomii, zakładów fryzjerskich i salonów kosmetycznych, natomiast czwarty – umożliwienie działalności siłowni, klubów fitness, salonów masażu i solariów, jak również kin i teatrów. Daty przejścia do kolejnych etapów nie zostały jeszcze podane i zależeć będą od stanu rozprzestrzeniania się koronawirusa.

Według Oxford Economics, wprowadzenie radykalnych środków ograniczających rozprzestrzenianie się koronawirusa spowoduje w Polsce znaczące zakłócenia w działalności gospodarczej w pierwszym półroczu, ale na drugą połowę 2020 roku prognozowane jest silne odbicie. Wskutek tego, PKB Polski w 2020 roku pozostanie zasadniczo w fazie stagnacji – wzrośnie o zaledwie 0,1% (to o 3% mniej w porównaniu z poprzednią prognozą sprzed wybuchu pandemii koronawirusa), natomiast w 2021 roku wzrost może przyspieszyć do 4,4%.

Sektor handlowy

Wskutek obowiązujących ograniczeń, właściciele i najemcy centrów handlowych oraz cały sektor handlowy ponoszą duże straty. Zmiany w tym sektorze będą zależały od okresu trwania pandemii i lockdownu. Klienci starają się nie chodzić do sklepów i miejsc publicznych – z tego względu za beneficjentów uważa się sieci handlowe, które są w stanie realizować zamówienia online z dostawą do domu.

Polska wprowadziła tarczę antykryzysową, zgodnie z którą obowiązywanie umów najmu w galeriach handlowych może zostać tymczasowo zawieszone w przypadku sklepów, które nie mogą prowadzić działalności – pod warunkiem że wynajmujący otrzyma od najemcy wiążącą ofertę przedłużenia umowy najmu o okres obowiązania zakazu i dodatkowo 6 miesięcy. Ponadto zakaz handlu w niedziele zostanie częściowo zniesiony, umożliwiając sklepom prowadzenie sprzedaży w niedziele.

Zarówno najemcy, jak i wynajmujący podejmują działania mające na celu wykorzystanie możliwości stworzonych przez nowe przepisy. Współpraca i partnerstwo obu stron są niezbędne do tego, aby pokonać obecne wyzwania.

Sektor biurowy

Budynki biurowe w Polsce pozostają otwarte. Jednak ze względu na przepisy dotyczące zachowania odległości pomiędzy stanowiskami pracy nie mniejszej niż 1,5 metra, mniej osób może pracować w biurach. Wskutek tego i biorąc pod uwagę dodatkowe środki bezpieczeństwa prowadzone przez poszczególne firmy, duża część pracowników biurowych w Polsce pracuje obecnie zdalnie.

Przepisy nie ograniczają prowadzenia prac budowlanych w Polsce i większość inwestycji biurowych jest kontynuowana. Jednak z powodu spowolnienia procesu wydawania pozwoleń i innych przeszkód wynikających z pandemii, realizacja części projektów biurowych, których zakończenie zaplanowano na najbliższe kilka miesięcy, może ulec nieznacznemu opóźnieniu.

Kluczowe dane statystyczne dotyczące warszawskiego rynku biurowego za pierwszy kwartał 2020 roku napawają optymizmem, ponieważ całkowity wolumen transakcji najmu osiągnął poziom zbliżony do odnotowanego w pierwszym kwartale 2019 roku, co spowodowało dalszy spadek wskaźnika pustostanów. Obserwujemy jednak wpływ pandemii na aktywność na rynku biurowym, ponieważ duża część najemców przyjęła strategię wyczekiwania, a niektórzy z nich już wstrzymali decyzje w sprawie relokacji.

Ponadto pewna grupa najemców w budynkach biurowych była zmuszona zamknąć lokale wskutek ograniczeń wprowadzonych przez rząd. Dotyczy to podmiotów z sektora usług, między innymi kawiarń, restauracji, klubów fitness, szkół językowych, salonów fryzjerskich i kosmetycznych, itp.

Obserwujemy również wzrost liczby najemców biur, którzy zgłaszają się do wynajmujących z prośbą o obniżenie lub zamrożenie płatności czynszu. Polski rząd nie ogłosił jednak stanu wyjątkowego, który pozwoliłby uczestnikom rynku na skorzystanie z klauzul dotyczących siły wyższej, wskutek czego najbardziej optymalnym sposobem dla wynajmujących i najemców jest mediacja i uzgodnienie rozwiązań zadowalających obie strony.

Operatorzy coworkingowi również odczuwają spadek popytu. Przedstawiciele Cushman & Wakefield przewidują, że mogą oni jednak skorzystać na odbiciu po zakończeniu pandemii, ponieważ większość firm najprawdopodobniej zdecyduje się na zmianę i poszerzenie swoich strategii dotyczących wykorzystywania powierzchni o elastyczne powierzchnie biurowe i pracę zdalną.

Sektor magazynowy

Sytuacja na rynku magazynowym w Polsce jest stosunkowo stabilna. Dominują obecnie procesy dostosowawcze – zabezpieczanie zdrowia pracowników i korygowanie poziomów zapasów w celu zapewnienia płynności dostaw, zwłaszcza w zakresie niezbędnych grup produktów. Eksperci Cushman & Wakefield przewidują, że popyt w pierwszym kwartale 2020 roku będzie dodatni z uwagi na dużą aktywność najemców zaobserwowaną w okresie poprzedzającym wybuch pandemii w Polsce.

Ze względu na fakt, że rynek najmu jest dość zróżnicowany, dalszy wpływ pandemii COVID-19 będzie uzależniony od kategorii najemcy. W grupie najemców odczuwających jej skutki najbardziej są sieci handlowe i firmy motoryzacyjne. Po drugiej stronie mamy jednak firmy kurierskie, które obsługują więcej przesyłek niż w okresie przedświątecznym, oraz najemców działających w kanałach online, którzy także odnotowali wzrost sprzedaży. Niektóre z tych trendów są krótkofalowe, ale niektóre utrzymają się po zniesieniu lockdownu.

Przewidujemy, że prace budowlane rozpoczęte na początku pierwszego kwartału bieżącego roku będą kontynuowane. Obecnie w budowie znajduje się ponad 1,9 mln mkw. powierzchni magazynowej w Polsce, z czego duża część jest przedmiotem negocjacji z najemcami. Inwestycje o charakterze spekulacyjnym stanowią ok. 40-50 % nowej powierzchni pozostającej w budowie.

Według ekspertów Cushman & Wakefield deweloperzy najprawdopodobniej zrewidują swoje plany inwestycyjne, zwłaszcza w odniesieniu do inwestycji realizowanych spekulacyjnie, ze względu na niepewność co do sytuacji w przyszłości i przewidywane spowolnienie gospodarcze. Niektóre procesy, szczególnie krótkoterminowe, mogą zostać zawieszone, a firmy będą uważnie monitorowały rynek. Jednocześnie podmioty, które podjęły strategiczne decyzje dotyczące inwestycji długofalowych, nie wstrzymają inwestycji w celu zachowania płynności finansowej.

Prognozy Cushman & Wakefield

Ze względu na szybko zmieniającą się sytuację trudno jednoznacznie przewidzieć wpływ, jaki pandemia COVID-19 będzie miała na rynek nieruchomości w Polsce.

Sektor handlowy z pewnością ucierpi najbardziej, dlatego też kluczowa jest współpraca wynajmujących z najemcami. Ponadto wszyscy uczestnicy rynku powinni już teraz przystąpić do rewizji swoich strategii i dostosowywania się do rzeczywistości po pandemii.

Mocne fundamenty sektora biurowego w Polsce, przy jednoczesnym braku ryzyka nadpodaży i aktualnie niskich wskaźnikach pustostanów, powinny umożliwić rynkowi stosunkowo szybki powrót do równowagi po spowolnieniu.

Rynek magazynowy w Polsce będzie nadal rozwijał się w długiej perspektywie dzięki bardzo silnym fundamentom. Przestawienie się dzisiejszych klientów na zakupy online przełoży się na ich zachowania w przyszłości, co z kolei wpłynie pozytywnie na popyt na powierzchnię magazynową. Kolejnym katalizatorem dalszego wzrostu może być relokacja części produkcji z Azji oraz chęć utrzymania jej w Europie, czyli bliżej miejsca konsumpcji. To stanowi wielką szansę dla regionu Europy Środkowo-Wschodniej, który jest nadal konkurencyjny w porównaniu z Europą Zachodnią pod względem wysokości stawek czynszowych i kosztów pracy.

Eksperci:

Katarzyna Lipka-Nawrocka , Head of Consulting & Research, Cushman & Wakefield

Jan Szulborski, Senior Consultant, Consulting & Research, Cushman & Wakefield.

Małgorzata Dziubińska, Associate Director, Consulting & Research, Cushman & Wakefield

Adrian Semaan, Research Consultant, Industrial & Logistics, Cushman & Wakefield

Restart gospodarki? Trudniejszy od jej zamrożenia

Restart gospodarki wymaga szczegółowego i odpowiednio wcześniej zapowiedzianego planu. A po rozpoczęciu tego procesu wymaga też testów, realizowanych na masową skalę oraz stałego monitoringu – oceniają Pracodawcy RP. Takie same zalecenia w tym zakresie opracowała właśnie Komisja Europejska.

„Restart nie będzie ani szybki, ani łatwy do przeprowadzenia. Musi być ściśle powiązany z sytuacją epidemiczną w Polsce i w Europie. Musimy mieć najpierw pewność, że pandemia została opanowana i wtedy ostrożnie zacząć restart. Jednocześnie nie możemy się z tym spóźnić, bo starty będą ogromne” – mówi dr Sławomir Dudek, Główny Ekonomista Pracodawców RP.

Według Pracodawców RP, konieczne jest zdobycie najpierw rzetelnej wiedzy o skali pandemii. Dopiero trwałe zmniejszenie liczby nowych infekcji, hospitalizacji i pacjentów intensywnej terapii będzie przesłanką do stopniowego luzowania ograniczeń. Analizy i modele epidemiologiczne nie mogą pozostawiać wątpliwości, że Polska na trwałe weszła na ścieżkę schodzącą. „Istotne jest, aby Polska miała swój własny plan wychodzenia. Nie możemy po prostu naśladować innych krajów. Stracilibyśmy wówczas przewagę wynikającą z tego, że relatywnie wcześnie wprowadziliśmy ograniczenia. Naszą krzywą zachorowań udało się utrzymać na relatywnie płaskim poziomie. To można i trzeba wykorzystać gospodarczo” – uważa dr Dudek.

Zdaniem eksperta Pracodawców RP, odmrożenia gospodarki nie będzie można ogłosić „z dnia na dzień”. Operacja ta musi zostać wcześniej zaplanowana i odpowiednio zakomunikowana, bo przedsiębiorcy muszą się do niej przygotować. Jest bowiem pewne, że działalność wielu, o ile nie wszystkich branż zostanie zmodyfikowana. Konieczne będą inwestycje, choćby przebudowa miejsc obsługi klientów, stanowisk pracy – tak, by były zgodne z nowymi wymogami. Niezbędne będzie wcześniejsze określenie wymogów sanitarno-epidemiologicznych dla firm, które stopniowo będą uruchamiały swoją działalność (w przypadku m.in. lokali usługowych, biurowych, produkcyjnych). Potrzebne jest wręcz coś w rodzaju „ISO bezpieczeństwa wirusowego”. Będą to np. przebudowy lad, kontuarów, wnętrz, aby oddzielić klientów od personelu i zapewnić wszystkim większe odstępy. Część tych zmian może być czasowa, inne będą na stałe – wszystkie będą jednak kosztować i wymagać czasu na przygotowanie. Przedsiębiorcy muszą być uprzedzeni, aby wprowadzić zmiany na czas. Działanie z odpowiednim wyprzedzeniem pozwoli jednocześnie uniknąć gigantycznego wzrostu cen usług modernizacyjnych.

Musimy również skoordynować nasze działania w ramach Unii Europejskiej – nie należy dopuścić do sytuacji, w której np. fabryki motoryzacyjne w Niemczech zostaną uruchomione, a nasz przemysł podzespołów i komponentów będzie nadal zamknięty. Dotyczy to m.in. wielu branż eksportowych. Należy zrobić wszystko, aby polska gospodarka nie wypadła z łańcuchów dostaw.

Jednocześnie trzeba prowadzić ciągły monitoring sytuacji. „Konieczne są ‘testy, testy, testy’. Mamy 3xI, a powinno oprócz tego, a nawet przede wszystkim 3xT. Wszędzie i przy najmniejszym podejrzeniu. Jeśli po restarcie gospodarki monitoring zawiedzie, to ani się obejrzymy i będziemy musieli się ponownie ‘zamrażać’. A to byłaby już katastrofa” – mówi dr Dudek.

Zgodnie z rekomendacjami Komisji Europejskiej, przy planowaniu strategii otwierania gospodarki należy brać pod uwagę trzy kryteria:

  1. Kryteria epidemiologiczne;
  2. Wydolność systemu opieki zdrowotnej;
  3. Odpowiednia zdolność monitorowania i testowania populacji.

System opieki zdrowotnej musi dysponować odpowiednią rezerwą, aby bezproblemowo przyjąć ewentualny krótkotrwały wzrost zakażeń wywołany zdjęciem ograniczeń. Komisja Europejska wskazuje, że plany otwierania gospodarki powinny opierać się na nauce i mieć zdrowie publiczne w centrum swojej uwagi. Decyzja o luzowaniu ograniczeń jest wielowymiarową decyzją polityczną, obejmującą równoważenie korzyści dla zdrowia publicznego z innymi skutkami społecznymi i gospodarczymi.

Znoszenie ograniczeń – cztery historie. Analiza Euler Hermes: Covid-19

W miarę jak coraz więcej krajów ogłasza przyszłe daty zakończenia blokad (Francja, Zjednoczone Królestwo, Niemcy), już rozpoczyna je łagodzić (Chiny, Austria i teraz Włochy i Hiszpania), wszystkie z nich prezentują swoje plany stopniowego wznowienia działalności. Należy jednak mieć na uwadze, że nie wszystkie kraje znajdują się w takiej samej sytuacji; każdy narażony jest na inne ryzyka w przededniu znoszenia ograniczeń. Zaczynając od warunków początkowych, z danych epidemiologicznych w sposób oczywisty wynika, że niewiele krajów jest już w momencie, aby rozpocząć znoszenie ograniczeń, tj. szczyci się szacowaną podstawową liczbą replikowania R0<1. Niemniej wiele z nich chciałoby rozpocząć łagodzenie restrykcji jak najwcześniej w celu wsparcia swoich gospodarek. Aby zrozumieć potencjalne strategie wyjścia i powiązane z nimi ryzyka, grupujemy kraje w oparciu o dwa wymiary, które analizują ich warunki początkowe, przed zniesieniem blokad: (1) gotowość zdrowotna do znoszenia ograniczeń i (2) podatność gospodarcza na ograniczenia.

Rysunek 1 – Ramy analityczne znoszenia ograniczeń

znoszenie ograniczeń
Źródło: Różnorodne dane ogólnodostępne, Euler Hermes, Allianz Research

Analiza Euler Hermes pokazuje cztery grupy krajów (zob. rysunek 2). Struktura jest dynamiczna, dlatego grupy mogą ewoluować z czasem wraz z postępami walki z wirusem oraz wraz ze zwiększaniem przez kraje swojego potencjału medycznego lub potencjału w zakresie wykonywania testów. Pierwsza grupa, głównie złożona z tzw. rynków wschodzących, jest wciąż nieprzygotowana na znoszenie ograniczeń, ponieważ rozprzestrzenianie wirusa przyspiesza, a opieka zdrowotna zmaga się z utrzymaniem swojej wydolności. Co więcej, kraje te są wysoce narażone, ponieważ „zamknięcie” jest trudniejsze do wdrożenia w wysoce zaludnionych obszarach (Brazylia, Indie…). Niedoinformowanie społeczeństw, braki w skutecznym dotarciu z informacją utrudniają stworzenie realnej sieci bezpieczeństwa społecznego, mimo że działalność stanęła (Meksyk), a co więcej –rośnie już polityczna presja ponownego uruchomienia gospodarki. Wpływ ograniczeń będzie nie tylko ogólnie niszczący, ale ich skutki mogą nawet hamować gospodarkę w perspektywie średnioterminowej. A ryzyko błędów polityki – zbyt szybkie uruchomienie gospodarki i zagrożenie wtórnego wybuchu epidemii – majaczy na horyzoncie. Stopniowe znoszenie ograniczeń wydaje się rozwiązaniem optymalnym, nawet jeżeli oznacza to niemrawe ożywienie w kształcie litery U.

Rysunek 2: Kraje podzielone według ich warunków początkowych

Kraje podzielone według ich warunków początkowych
Źródło: Różne, Euler Hermes, Allianz Research

Druga grupa, „ranne ptaszki”, jest blisko pokonania wirusa, zwiększając swój potencjał w zakresie wykonywania testów i potencjał medyczny. Wykazują również mniejszą wrażliwość (na epidemię jak i jej skutki) niż inne grupy ze względu na centralny odgórny proces decyzyjny (Chiny), skuteczne stabilizowanie aktywności gospodarczej i stworzoną sieć bezpieczeństwa społecznego (Dania) lub ograniczone kontrolowane zamknięcie (Korea Południowa). Ich strategie dotyczące znoszenia ograniczeń są ostrożne i stopniowe, jak widać po niedawnych zapowiedziach, wg. których niektóre podsektory usług pozostaną zamknięte do czerwca. Doświadczenie Chin pokazuje, że środki ograniczające rozprzestrzenianie się choroby są rozluźniane w sposób ostrożny lub niekiedy nawet ponownie zaostrzane w miastach, w których występuje ryzyko drugiej fali zakażeń ze względu na przypadki „importowane” lub asymptomatyczne.

Trzecia grupa obejmuje kraje z pogranicza, w których poczyniono postępy w zatrzymaniu rozprzestrzeniania wirusa (Włochy) lub w których potencjał medyczny i potencjał w zakresie wykonywania testów przewyższa potencjał krajów o porównywalnej gospodarce (Niemcy, Singapur). Jednak wiele z tych krajów jest względnie bardziej ekonomicznie podatne na ekonomiczne efekty ograniczeń w porównaniu do poprzedniej grupy „rannych ptaszków”. W tym przypadku prawdopodbne jest, że dążąc do zmniejszenia negatywnego wpływu gospodarczego ograniczeń (zwłaszcza na handel, turystykę i łańcuchy dostaw przemysłu), ich zniesienie nastąpiłoby wcześniej lub byłoby mniej stopniowe niż w poprzedniej grupie. W efekcie mielibyśmy do czynienia z wyższym ryzykiem wystąpienia nowej fali zakażeń (Singapur); mogłoby to zostać skompensowane jedynie dzięki wyższemu potencjałowi w zakresie wykonywania testów i śledzenia dróg rozprzestrzeniania się zakażenia.

Ostatnia grupa obejmuje kraje wciąż walczące z epidemią i w których poziom wykonywania testów nie osiągnął jeszcze standardu krajów mających nalepsze wyniki w tym względzie (w tej grupie jest Polska). W tej grupie odnajdziemy także kraje o gęsto zaludnionych obszarach miejskich (USA, Japonia, Zjednoczone Królestwo, Francja), w których z powodów logistycznych trudno egzekwować ograniczenia. Ponadto, niektóre kraje są wysoce podatne w ekonomicznym aspekcie na efekty pandemii m.in. ze względu na elastyczny rynek pracy (USA) i już wcześnie osłabioną gospodarkę (Japonia) lub ograniczoną swobodę w prowadzeniu polityki fiskalnej (Hiszpania). Wreszcie, wiele krajów jest podatnych na efekty blokady, ponieważ w krajach tych jest wysoka koncentracja działalności w sektorach najmocniej dotkniętych ograniczeniami. Optymalnym rozwiązaniem byłoby jeszcze bardziej stopniowe i powolne odblokowywanie działalności, aby uniknąć wtórnych wybuchów epidemii, a także dlatego, że niektóre z tych krajów (głównie w UE) muszą zmienić regulacje, aby móc wprowadzić aplikacje śledzące kontakty dla skutecznego śledzenia i zapobiegania zakażeniom. Kraje te mogłyby zdecydować się na pewien określony (większy) odstęp pomiędzy nakładaniem i znoszeniem ograniczeń, aby mieć pewność, że posiadają wystarczający potencjał zapobiegania chorobie w postaci zachowanych miejsc OIOM, rosnącej liczby wykonywanych testów i rygorystycznwego przestrzegania samoizolacji. Ryzyko zbyt wczesnego zniesienia ograniczeń z powodu nacisków gospodarczych (przypadek np. Hiszpanii, która zaczęła luzować ograniczenia w sektorze budowlanym i przemysłowym) jest realne.

Rysunek 3: Wstępne wnioski w odniesieniu do znoszenia ograniczeń: co należy, i czego nie należy robić

Długość i chronologia znoszenia ograniczeń –       W celu utrzymania R0 < 1 może byłoby optymalne nie znoszenie w pełni blokad do czasu wynalezienia szczepionki. Wtedy powrotu do „normalności” nie można by się spodziewać przed pierwszą połową 2021 r.

–       Jednak wydaje się, że osiemnastomiesięczne blokady są nie do utrzymania: stopniowe znoszenie ograniczeń (od minimum dwóch miesięcy do sześciu miesięcy) wydaje się akceptowanym standardem, ale muszą temu towarzyszyć: masowe wykonywanie testów, docelowa izolacja i identyfikacja przypadków asymptomatycznych.

Segmentacja sektorowa –       Efekt braku zaufania będzie długotrwały, więc nie powinniśmy spodziewać się natychmiastowego powrotu do konsumpcji: samoizolacja i strach będą trwać dłużej niż ograniczenia.

–       W pierwszej kolejności mogłyby zostać otwarte sektory o niskim ryzyku zakażenia, np. wysoce zautomatyzowane fabryki, oraz dotyczące osób mniej podatnych na zagrożenia, np. edukacja – przedszkola i szkoły. „Ważne sektory” mogłyby również wznowić działalność pod warunkiem przyjęcia rygorystycznych reguł zdrowotnych.

–       Sposób, w jaki sektory zorganizują proces dekoncentracji, ma kluczowe znaczenie dla zrozumienia procesu wychodzenia z kryzysu: nie wszyscy będą w stanie zrobić to szybko, w zależności od ich integracji w globalnym łańcuchu dostaw, ich akumulacji zapasów podczas ograniczeń, stopnia spadku zaufania konsumentów i od skali opóźnień logistycznych.

–       Należy uwzględnić komplementarności pomiędzy sektorami. Np. wiele ludzi mających dzieci nie może pójść do pracy, kiedy ośrodki opieki dziennej i szkoły są zamknięte;

Segmentacja geograficzna –       Regiony z większymi rezerwami w opiece zdrowotnej mogą otworzyć się wcześniej.

–       Jeżeli w pewnych regionach zostanie osiągnięta „odporność populacyjna”, to te regiony o wysokiej odporności mogą zostać otwarte wcześniej;

Restrykcje dotyczące poruszania się –       Utrzymanie zamkniętych granic lub egzekwowanie rygorystycznych ograniczeń w podróżowaniu będzie nową normą do końca roku. Unikanie przypadków „importowanych” będzie kluczowe, ponieważ znoszenie ograniczeń różni się co do czasu i strategii pomiędzy krajami

–       Pierwszeństwo należy dać łagodzeniu ograniczeń, które pociągają za sobą wysoki stres społeczny lub psychologiczny

Protokół zdrowotny –       Zarządzanie przypadkami asymptomatycznymi (nietypowymi, utajonymi): o ile nie będzie dokładnego szacunku liczby przypadków asymptomatycznych lub powszechnego wykonywania testów w celu ich wykrycia, zniesienie ograniczeń nie będzie nigdy kompletne. Przypadek Chin wskazuje, że bez względu na to, jakie będą odgórne wytyczne i ograniczenia, jednym z największych wyzwań jest zarządzanie rozprzestrzenianiem epidemii poprzez przypadki asymptomatyczne.

–       Śledzenie kontaktów wydaje się do dziś jednym z najlepszych sposobów monitorowania rozprzestrzeniania wirusa, jeżeli zostanie połączone z odpowiednim masowym wykonywaniem testów. Jednak wzbudza to obawy dotyczące prywatności i może być to trudniejsze do wdrożenia w Europie zważywszy na regulacje w zakresie ochrony prywatności. Masowe wykonywanie testów połączone ze ścisłym egzekwowaniem samoizolacji mogłyby być alternatywą sugerowaną w krajach europejskich.

Żródła: Różne, IFO, Blair Institute, McKinsey, Allianz Research

Autorzy:
GEORGES DIB
Ekonomista
LUDOVIC SUBRAN
Główny Ekonomista

Przy udziale:
Ana Boata, Szef Badań Makroekonomicznych
Alexis Garatti, Szef Badań Ekonomicznych
Françoise Huang, Starszy Ekonomista
Patrick Krizan, Starszy Ekonomista
Selin Ozyürt, Starszy Ekonomista
Manfred Stamer, Starszy Ekonomista
Katharina Utermöhl, Starszy Ekonomista
Ella Carmi i Bastien Patras, Asystenci Badań Ekonomicznych

Niniejsze oceny, jak zawsze, podlegają poniższemu zastrzeżeniu.

Uwaga dotycząca stwierdzeń wybiegających w przyszłość

Stwierdzenia zawarte w niniejszym dokumencie mogą zawierać perspektywy, stwierdzenia dotyczące przyszłych oczekiwań oraz innego rodzaju stwierdzenia wybiegające w przyszłość, oparte na aktualnych opiniach i założeniach kierownictwa firmy, obejmujących znane i nieznane czynniki ryzyka oraz niepewności. Rzeczywiste wyniki, rezultaty lub zdarzenia mogą w istotnym zakresie odbiegać od wyrażanych lub przewidywanych w takich stwierdzeniach, między innymi z powodu: (i) zmian ogólnych warunków ekonomicznych i sytuacji konkurencyjnej, w tym w szczególności warunków ekonomicznych i sytuacji konkurencyjnej w kluczowych sektorach działalności Grupy Allianz oraz na kluczowych dla niej rynkach, (ii) wyników osiąganych na rynkach finansowych, również ze względu na niestabilność i płynność rynku oraz zdarzenia związane z kredytami, (iii) częstotliwości oraz zakresu zdarzeń objętych ochroną ubezpieczeniową, w tym zdarzeń powodowanych przez klęski żywiołowe oraz wiążących się ze wzrostem wydatków na likwidację szkód, (iv) poziomów i tendencji śmiertelności i chorobliwości, (v) poziomu powtarzalności zdarzeń, (vi) w szczególności w działalności bankowej, skali ryzyka kredytowego, (vii) poziomu stóp procentowych, (viii) kursów wymiany walut, w tym m.in. kursu wymiany EUR/USD, (ix) zmian przepisów prawa i regulacji, w tym regulacji podatkowych, (x) wpływu przejęć spółek, w tym także kwestii związanych z integracją, i środkami reorganizacji, oraz (xi) ogólnych czynników związanych z konkurencją na szczeblu lokalnym, regionalnym, krajowym i/lub globalnym. Wystąpienie wielu z tych czynników może być bardziej prawdopodobne lub mogą one przyjmować bardziej wyraźną postać na skutek działań terrorystycznych i ich konsekwencji.

Brak obowiązku aktualizacji

Spółka nie zobowiązuje się do aktualizowania stwierdzeń lub informacji wybiegających w przyszłość zawartych w niniejszym dokumencie, z wyjątkiem informacji, podlegają ujawnieniu zgodnie z przepisami prawa.

COVID-19 obniżył wartość inwestycji na globalnym rynku nieruchomości, ale w II poł. roku można spodziewać się odbicia

Według wstępnych danych Colliers International wartość transakcji na globalnym rynku nieruchomości wyniosła w marcu 2020 zaledwie 48 miliardów dolarów, podczas gdy rok wcześniej było to 144 miliardów dolarów. Firma prognozuje jednak, że ożywienie inwestycyjne po pandemii COVID-19 nastąpi dużo szybciej i gwałtowniej niż po globalny kryzysie finansowym z 2008 r.

Colliers International zauważa, że pomimo spodziewanej globalnej recesji, ostatnie dane China Manufacturing PMI, po rekordowych spadkach w lutym, wskazują na stabilizację w marcu, co daje nadzieję na przyszłość. Według danych Oxford Economics po spadku globalnego PKB o 1,8 procent w pierwszym kwartale (w porównaniu kwartał do kwartału) i dalszym przewidywanym spadku o 0,3 procent w drugim kwartale, w trzecim i czwartym kwartale roku powinien nastąpić wzrost odpowiednio o około 1,5 procent i 1,8 procent.

– Globalny rynek przeżył bezprecedensowy szok. Jego efekt widzimy na całym świecie, również w państwach, takich jak Chiny czy Australia, których gospodarki relatywnie nie ucierpiały w trakcie globalnego kryzysu finansowego. Spadek globalnego PKB wystąpił równocześnie z innymi czynnikami, takimi jak: ograniczenie ruchu turystycznego i transportu towarów, spadek cen ropy oraz wahania na giełdach. Dobrą wiadomością jest to, że czas, w jakim oczekujemy odbicia dla każdego z tych czynników, będzie relatywnie krótki, a ożywienie dość gwałtowne – mówi Tony Horrell, dyrektor generalny Colliers International w Wielkiej Brytanii i Irlandii.

Colliers podkreśla, że od czasu globalnego kryzysu finansowego, światowe roczne wolumeny transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości komercyjnych wskazywały tendencję wzrostową. W 2018 r. zainwestowano rekordową kwotę 1,8 biliona dolarów, a w 2019 r. 1,7 biliona dolarów. W bieżącym roku odnotowano spadek wolumenu transakcji – wstępne dane wskazują 70-proc. spadek w skali globalnej (porównanie rok do roku) ze 144 miliardów dolarów w marcu 2019 do 48 miliardów dolarów w marcu br. Wartość transakcji za pierwszy kwartał 2020 r. wynosząca 250 miliardów dolarów jest najniższą od czasu drugiego kwartału 2012 r.

Nie wszędzie spadki

Z niektórych rynków płyną pozytywne informacje dotyczące I kwartału br. W Stanach Zjednoczonych wartość transakcji inwestycyjnych wyniosła 113 miliardów dolarów. To niewielka zmiana w porównaniu do 116 miliardów dolarów odnotowanych w zeszłym roku. W Wielkiej Brytanii, dzięki sprzedaży portfela nieruchomości iQ (akademiki) za 6 miliardów dolarów, odnotowano 9-procentowy wzrost z 16,9 miliardów dolarów w podobnym okresie w zeszłym roku do 18,4 miliardów dolarów w br. Szczególnie dużą aktywność w pierwszym kwartale odnotowano w Niemczech (+35% rok do roku), we Włoszech (+43% rok do roku) i Hiszpanii (+46% rok do roku).

Ostrożny optymizm

Model ekonometryczny Colliers wskazuje, że w drugim kwartale roku globalne wolumeny transakcji inwestycyjnych utrzymają się na podobnym niskim poziomie co w pierwszym kwartale. Mimo że Chiny już wracają do normalnej aktywności, wiele krajów nadal utrzymuje nakaz izolacji, w związku z czym w najbliższych tygodniach działalność gospodarcza pozostanie ograniczona. Model przewiduje jednak znaczny wzrost w trzecim i czwartym kwartale roku, kiedy to globalne wolumeny transakcji inwestycyjnych wrócą do poziomów odnotowywanych przed pandemią COVID-19.

– Ze względu na szybko zmieniający się charakter kryzysu związanego z pandemią COVID-19, niemożliwe jest przewidzenie, jak w ciągu najbliższych tygodni będzie się kształtował wolumen transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości komercyjnych. Istnieje jednak kilka powodów, które pozwalają na ostrożny optymizm. Rządy i banki centralne zareagowały o wiele szybciej i na większą skalę w porównaniu do czasów globalnego kryzysu finansowego. Dodatkowo globalny ciężar kapitału jest znacznie większy niż dekadę temu, inwestorzy będą chcieli dywersyfikować swoje portfolia. Nasz model przewiduje, że po krótkiej recesji, odnotujemy znaczny wzrost w drugiej połowie roku. Należy jednak pamiętać, że opiera się on na prognozach silnego ożywienia gospodarczego w drugiej połowie roku i należy go traktować z pewną ostrożnością – zaznacza Oliver Kolodseike, dyrektor w Dziale Badań i Prognoz Rynkowych w Colliers International w Wielkiej Brytanii.

Praca zdalna, bezpieczeństwo i chmura – fundamenty nowej normalności

Dni zmieniły się w tygodnie a pierwszy szok minął. Dla wielu organizacji, przyzwyczajonych do tej pory, że pracownicy codziennie rano zasiadają do biurek, praca zdalna stała się nową normą. Nie oznacza to, że zarządzający firmami mogą spocząć na laurach. O tym jak zbudować bezpieczne miejsce pracy zdalnej i przygotować się na prawdziwą technologiczną rewolucję opowiada Kristine Dahl-Steidel, wiceprezes ds. technologii End User Computing w VMware EMEA.

Według różnych badań średnio ponad 60 proc. działających w Polsce firm, które dotąd nie oferowały możliwości pracy zdalnej, zdecydowało się na taki krok w ostatnich tygodniach. To koniec działań ratunkowych czy dopiero początek rewolucji? 

Praca zdalna to coś co do tej pory było wyjątkiem. Dziś jest już pewnego rodzaju nową normą, która chroni zdrowie pracowników, a wielu organizacjom pozwala kontynuować normalne działanie. Atmosfera niepewności nadal jest jednak wyczuwalna, szczególnie, że wiele firm parę tygodni temu w pośpiechu przechodziło na pracę zdalną, oceniając pobieżnie, którzy pracownicy są niezbędni do normalnego funkcjonowania biznesu. Nikt nie wie jednak ile obecna sytuacja będzie trwać, a firmy muszą być przygotowane na działanie dziś, ale i w przyszłości. Aby utrzymać ciągłość biznesową wiele organizacji musi dzisiaj całkowicie przemodelować to jak działają. Pracownicy zdalni muszą mieć odpowiednie wsparcie IT, muszę tez wiedzieć z kim w ogóle mają rozmawiać w tym temacie. Pracownicy nie mogą się martwić się o dostęp do sieci, zacinające się systemy czy o to czy firmowe dane są odpowiednio zabezpieczone.

Przejście na pracę zdalną już wydaje się nie lada rewolucja dla firm, a do tego równania dochodzi jeszcze bezpieczeństwo. Czy aby na pewno firmy są dzisiaj na to gotowe. 

Wszystko musi dzisiaj działać jak należy z bezpieczeństwem potraktowanym jako priorytet. Niezależnie od tego, czy pracujemy zdalnie w domu, w biurze przy wsparciu ustalonych procedur, warto, aby wszystkie firmy sprawdziły, co i jak wdrożyły i czy firmowe systemy są naprawdę bezpieczne. Sieć zalewają obecnie setki ataków związanych z koronawirusem. Groźne są zarówno te socjotechniczne, żerujące na naszym strachu, jak i te bardziej wyrafinowane technologiczne, wykorzystujące nagły wzrost liczby aplikacji konsumenckich, które stosujemy m.in. do komunikacji.

Nie możemy w tym przypadku zastosować metody małych kroków i zacząć od edukacji pracowników, jak mają się zachowywać w sieci i jak mają postępować z firmowymi danymi?

Podstawowe zasady cyber-higieny są dzisiaj niezwykle istotne, ale faktem jest, że nawet te praktyki znacznie łatwiej można egzekwować gdy pracownicy korzystają z firmowych urządzeń, podpiętych do sieci na miejscu, w biurze. Wiele firm w ostatnich tygodniach postanowiło jednak wyposażyć pracowników w laptopy kupione naprędce od sprzedawców detalicznych lub wdrożyło z dnia na dzień podejście typu BYOD, czyli praca na własnym sprzęcie. W takich przypadkach utrzymanie pełnego bezpieczeństwa firmowych danych i systemów nie jest już tak możliwe jak firmy tego naprawdę potrzebują.

Jak więc zabezpieczyć firmowe dane w czasach pracy zdalnej?

W idealnym świecie rozwiązaniem byłby model zero-trust wdrożony we wszystkich organizacjach. Zamiast wierzyć, że wszystko co się dzieje w firmowych sieci i aplikacji jest bezpieczne, model ten weryfikuje każde żądanie o dostęp do danych. Dzieje się tak bez zględu na stanowisko pracownika. Każdy musi udowodnić, że on to on. Aby to było możliwie bez ograniczania wydajności, pracownicy muszą jednak mieć narzędzia do szybkiego uwierzytelnienia siebie i swoich urządzeń. Faktem jest jednak, że większość organizacji nie ma technicznych możliwości, by wdrożyć takie podejście z sukcesem i to zdalnie.

Skoro wszyscy pracujemy w domach oznacza to, że większość firm ma poważny problem. Każdy z nas jest potencjalnym źródłem awarii?

Tak, i organizację nie mają więc wyjścia – muszą znaleźć sposób na wdrożenie modelu zero-trust, bo tylko dzięki niemu zapewnią sobie pełne bezpieczeństwo, jednocześnie nie utrudniając pracownikom skutecznego dostępu do niezbędnych danych i zasobów. Inwestycja w zero-trust to jednak nie tylko działanie na teraz, a fundament bezpieczeństwa na przyszłość. To kompleksowa ochrona dla firmowych systemów, aplikacji i urządzeń pracowniczych. A to tylko część układanki. Firmy muszą przemyśleć również sposób zarządzania ruchem w swoich sieciach. Obecnie ogromne ilości urządzeń próbują łączyć się z firmowymi aplikacjami i systemami. Tradycyjne firmowe sieci nie są jednak przygotowane na taki scenariusz. Prowadzi to do sytuacji gdy firmowe systemy są po prostu przeciążone, a pracownicy mają problemy z dostępem.

Są jakieś sprawdzone metody na odciążenie firmowych sieci?

Tak, można np. ograniczyć kontakt pracowników z systemami wsparcia poprzez wdrożenie chatbotów, które mogą odpowiadać na najbardziej popularne pytania techniczne w organizacji. Istnieją również narzędzia do optymalizacji aplikacji.  Bez względu jednak na jakie działania się zdecydujemy trzeba mieć odpowiednie zasoby obliczeniowe i technologiczne. W obecnej sytuacji jest to poważne wyzwanie. Dostęp do nowych serwerów, zasobów magazynowych czy dysków sieciowych na zawołanie to problematyczna kwestia, ale także coś bez czego trudno dzisiaj funkcjonować firmom.

Co ma Pani na myśli?

Weźmy za przykład szpital polowy. Pracujący w nim ludzie potrzebują dostępu do danych i informacji medycznych, ale przecież nikt z dnia na dzień nie postawi obok serwerowni. Każdego dnia organizacje starają się także zwiększać możliwości swoich zdalnych pracowników i chciałby to robić na zawołanie. Tutaj z pomocą przychodzi jednak chmura obliczenia. Szybko i łatwo umożliwia pracownikom swobodną wymianę informacji i dostęp do firmowych zasobów, aplikacji oraz narzędzi, jednocześnie spajając to bezpieczną siecią. Naturą cloud computingu jest to, że nie zmusza przy tym firm do podejmowania długoterminowych i drogich inwestycji. Jeśli sytuacja zmieni się w ciągu kilku miesięcy, mogą zrezygnować z tej technologii bez ponoszenia kosztów infrastrukturalnych.

Chmura w Polsce jeszcze do niedawna była ciekawostką technologiczną, którą warto mieć, ale wiele firm finalnie nie decydowała się na wdrożenie. Czy to się teraz zmieni?

Dzisiejsza sytuacja to idealny egzamin dla technologii chmurowej, który pokazuje, że to rozwiązanie niemal dla każdej branży i każdego rynku. Korzyści odczuje zarówno niewielki sklep internetowy, który musi obsłużyć rosnącą liczbę zamówień, globalny bank wdrażający model pracy zdalnej czy szpital polowy, który potrzebuje tymczasowej infrastruktury IT. W każdym przypadku chmura pozwala swobodnie ustalić jakie dana organizacja ma priorytety i co pomoże je zrealizować. Krótko: chmura to swoboda, a w nieprzewidywalnych czasach musimy być gotowi na szybkie, często niestandardowe działania.

Kwarantanna coraz mocnej spowalnia gospodarkę

Minął ponad miesiąc życia Polaków i gospodarki na kwarantannie. Każdy kolejny dzień przynosi pogłębienie spadku sprzedaży przedsiębiorstw zablokowanych przez pandemię. W czwartym tygodniu ograniczeń, spadek sięgnął 41 proc. w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku – wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. O tyle bowiem zmalała liczba raportów sprawdzających wiarygodność płatniczą klientów w BIG InfoMonitor, które pobierają z rejestru sprzedający, upewniając się czy ich przyszły klient nie ma długów wobec innych.

Sprzedać czy nie sprzedać? Uwierzyć, że będzie rzetelnie opłacał abonament za telefon, kablówkę, internet lub raty pożyczki ewentualnie leasingowe? Czy też nie ufać? Czy z tym właśnie przedsiębiorstwem można zrobić biznes, czy na pewno płacił swoim kontrahentom za otrzymany towar? Każdego dnia, różnego rodzaju firmy szukają odpowiedzi na te pytania w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor. Online sprawdzają czy klient, osoba fizyczna lub przedsiębiorstwo, nie mają już długów wpisanych do rejestru dłużników przez innych. – Ale gdy nie ma sprzedaży, liczba takich zapytań spada. W pierwszym tygodniu paraliżu gospodarki było ich o ponad 20 proc. mniej niż w analogicznym tygodniu minionego roku, w kolejnych o ponad 30 proc., a w czwartym tygodniu spadek wyniósł już 41 proc. Kwarantanna coraz mocnej spowalnia gospodarkę – informuje Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

spadek sprzedaży firm przekroczył 40 proc
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor

Raporty z BIG InfoMonitor pokazują wiarygodność płatniczą i są potrzebne wszędzie tam, gdzie oferujący usługę czy towar z odroczonym terminem płatności chce się upewnić, że kupuje partner, który nie ma przeterminowanych długów. Oznacza to niższe ryzyko, że nie zapłaci podjętych zobowiązań. Zapytania sprawdzające wiarygodność płatniczą składają do BIG InfoMonitor m.in. operatorzy telewizji kablowej, dostawcy internetu, firmy telekomunikacyjne, leasingowe, faktoringowe, pożyczkowe, banki, franczyzodawcy oraz przedsiębiorstwa z różnych branż weryfikujące swoich partnerów biznesowych.

W całym zeszłym roku przedsiębiorcy zweryfikowali w rejestrze BIG InfoMonitor wiarygodność płatniczą blisko 7,5 mln osób i prawie 1,6 mln firm, co oznacza, że zapytali o niemal co piątego pełnoletniego Polaka i o ponad połowę działających na rynku przedsiębiorstw.

Aktywność inwestorów na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce w I kwartale 2020 roku

Łączna wartość transakcji inwestycyjnych na polskim rynku nieruchomości w pierwszym kwartale osiągnęła niemal 1,8 mld EUR, co jest historycznie drugim najwyższym wynikiem zarejestrowanym w ciągu pierwszych trzech miesięcy roku.

Jak wynika z naszych danych, łączna wartość transakcji inwestycyjnych sięgnęła prawie 1,8 mld EUR, co jest drugim najlepszym rezultatem zarejestrowanym w ciągu pierwszego kwartału w sektorze nieruchomości w Polsce. Tak doskonały wynik był możliwy dzięki szczególnej aktywności inwestorów na rynku magazynowym, w którym zrealizowano transakcje na ponad miliard EUR oraz biurowym, gdzie właścicieli zmieniły obiekty o łącznej wartości prawie 620 mln EUR. Oznacza to, że oba te segmenty zanotowały najlepszy początek roku w swojej historii. Dodatkowo, wartość transakcji na rynku magazynowym była większa od każdego całorocznego rezultatu osiągniętego przed 2018 rokiem. – Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych, JLL.

Wartość transakcji w segmencie handlowym wyniosła ok. 110 mln EUR, a w mieszkaniowym ponad 40 mln EUR. Do największych umów kupna/sprzedaży na rynku nieruchomości w Polsce należały: sprzedaż portfela pięciu obiektów Panattoni do Savills Investment Management (188 mln EUR), parków dystrybucyjnych Hines do CGL (140 mln EUR) oraz biurowca High5ive przez Skanska do Credit Suisse za nieujawnioną kwotę.

JLL brał udział w transakcjach odpowiadających za połowę kapitału zainwestowanego w nieruchomości w I kwartale 2020 roku. Eksperci firmy doradzali m.in. przy kupnie przez CPI Property Group biurowców Equator I (od Immofinanz) i II (od Karimpol Polska), sprzedaży Marynarska Business Park w Warszawie (przez Heitman na rzecz Benson Elliot), High5ive II w Krakowie (przez Skanska do Credit Suisse), czy zakupie przez GIC Private Ltd portolio sześciu obiektów logistycznych od funduszy zarządzanych przez grupę Apollo Global Management.
Wartość transakcji inwestycyjnych zawartych z udziałem doradców JLL wyniosła prawie 850 mln EUR.

Czy praca zdalna zostanie z nami na dobre?

Do niedawna temat pracy zdalnej, pracy z domy czy tak zwanego – w korporacjach – home-office traktowany był jako coś pożądanego. Pracodawcy, walcząc o pracowników, oferowali często możliwość pracy z domu jako dodatek pozapłacowy, inaczej mówiąc benefit pracowniczy. Nierzadko, możliwość otrzymania zgody na pracę z domu uzależniona była od wyników czy też stażu w firmie.

Nagle od kilku tygodni uprzedni element premiowania pracowników stał się codziennością i to chyba nie taką, na którą liczyliśmy. Czy zatem praca z domu zostanie z nami na zawsze? Czy firmy zrezygnują z części biur, żeby zaoszczędzić na kosztach wynajmu powierzchni? Czy też jednak powrócimy do dawnego modelu spotkań, podróży do klientów, żeby spotkać się z nimi twarzą w twarz?

Kusząca perspektywa?

Nikt nie jest w stanie dać konkretnej odpowiedzi, jednak przeniesienie części działalności firm na pracę zdalną może być kuszącą perspektywą. Wiele zależeć będzie od tego, jak długo restrykcje zostaną z nami, jak również od tego, czy nasze prawo – a w szczególności – prawo pracy zostanie bardziej dostosowane do warunków zdalnych niż obecne, które przewiduje jedynie telepracę, a ta z kolei obłożona jest wieloma obostrzeniami z zakresu chociażby BHP.

Obecna sytuacja wymusza na pracodawcach działania mniej standardowe, które jednak nie mogą wykraczać poza normy kodeksu pracy. A zatem nadal należy wyposażyć pracownika w odpowiedni sprzęt, jeśli oczekujemy, że pracować będzie z domu. Dopuszczalne jest jednak, by zatrudniony sam zakupił sprzęt, za który pracodawca zwróci mu koszty.

W przypadku jednak wypadku przy pracy w domu, konieczne jest zwołanie komisji i sporządzenie protokołu powypadkowego. Praktyka jednak pokazuje, że takie wypadki zdarzają się o wiele rzadziej niż w biurach. Czy zatem pracownicy wolą pracować z domu na stałe? Badania amerykańskiej formy Buffer, świadczącej usługi marketingowe on-line pokazują, że 19% z 2500 współpracowników firmy skarży się na poczucie samotności, co z kolei wpływa negatywnie na ich motywację do pracy, a co za tym idzie i na efekty działań.

Badania przeprowadzone również w Stanach Zjednoczonych na grupie 7 tysięcy pracowników stałych dowodzą, że aż 65% z respondentów pracę z domu uważa za bardziej wydajną, gdyż mogą się bardziej skupić, nie zajmują ich rozmowy z koleżankami i kolegami nie zawsze związane z tematem pracy. Badani wskazują również na oszczędność czasu, który przeznacza się na dojazdy do biura.

Mimo to jedynie 5% zawodowo czynnych Amerykanów decyduje się stale pracować w formie zdalnej, donoszą eksperci z Uniwersytetu Stanford w Kalifornii. Naukowcy opisali interesujący eksperyment z 2017 r., który przeprowadzono w jednej z największych agencji turystycznych w Chinach, zatrudniającej na co dzień ponad 16 tysięcy pracowników. W badaniu wzięło udział 500 z nich, którzy zostali podzieleni na dwie grupy – tych, którzy pracowali standardowo z biura oraz tych, którzy mając możliwości lokalowe, zdecydowali się przez pół roku pracować z domu.

Wnioski dla pracodawców

Okazało się, że w grupie pracującej z domu wzrosła wydajność pracy, o 50% zmniejszyła się absencja chorobowa oraz poziom spóźnień, które były ogromnym problemem w zakorkowanym codziennie Szanghaju. Firma zaoszczędziła również około 2000 USD na kosztach biura, licząc od każdego pracownika pracującego przez pół roku z domu. Kiedy jednak w ostatnich dniach eksperymentu przeprowadzono ankietę z pytaniem, kto z pracujących z domu wybrałby taką formę pracy na stałe, większość z respondentów odpowiedziała negatywnie. Motywowali to brakiem kontaktu ze współpracownikami i poczuciem odosobnienia, które się z tym wiązało.

Pamiętajmy również, że niechęć pracodawców do udzielania zgody na pracę zdalną wynikała nie tylko z troski o ich samopoczucie, ale również z troski o poufność danych na jakich pracują, a do których w warunkach biurowych mogą potencjalnie mieć dostęp osoby niepowołane. W obecnej sytuacji trudno jeszcze o wnioski, gdyż epidemia trwa i jesteśmy w dużej części zmuszeni pracować w odosobnieniu i kontaktować się z naszymi współpracownikami oraz klientami zdalnie. Można jedynie przewidywać, że duża część z pracodawców nie zdecyduje się na przedłużenie pracy zdalnej dłużej niż będzie to konieczne.

O autorze:

Marek Wróbel – Partner Zarządzający Optiveum Sp. z o.o. – ekspert rynku pracy, od ponad 15 lat pracujący na rynku HR w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej. Swoje doświadczenie zdobywał w wiodących firmach dostarczających rozwiązania z zakresu pozyskiwania personelu, pracy tymczasowej i innych usług HR, takich jak Randstad, HAYS, czy ManpowerGroup. Jego główne zainteresowania zawodowe i naukowe to elastyczne formy pracy w Polsce i Europie. Współzałożyciel szkoleniowo-doradczej firmy Optiveum sp. z o.o.

Koronawirus zmieni podejście do zarządzania cyberbezpieczeństwem

Szereg działań legislacyjnych podejmowanych jest w celu zapewnienia ochrony prywatności i bezpieczeństwa danych. Według prognoz World Economic Forum cyberataki będą stanowić jedno z największych zagrożeń w 2020 roku. W ostatnich tygodniach obserwujemy pojawienie się cyberataków wykorzystujących fake newsy związane z koronawirusem SARS-CoV-2. Jak pokazuje raport firmy doradczej Deloitte „Tech Bytes Part 3: Cyber. Three things chief legal officers can do now to become more cyber-savvy”, transformacja cyfrowa jest jednym z najważniejszych i najtrudniejszych aspektów zarządzania ryzykiem związanym ze środowiskiem cyfrowym. Może być ono jednak ograniczone dzięki stosowaniu odpowiednich wewnętrznych regulacji prawnych. Tymczasem 40 proc. działów prawnych nie ma pełnej świadomości tego, jak cyberobowiązki wynikające z przepisów oraz związane z tzw. compliance są realizowane we wszystkich funkcjach oraz liniach biznesowych wewnątrz firmy.

Trwająca pandemia koronawirusa SARS-CoV-2 bez wątpienia znacząco wpływa na funkcjonowanie firm w świecie wirtualnym. Wiele z nich zdecydowało się na wprowadzenie trybu pracy zdalnej, a spotkania zarządów odbywają się w ramach wideokonferencji. Obecna sytuacja rodzi tym samym wyzwania, przed którymi stają firmy, a są nimi zagrożenia związane z cyberbezpieczeństwem i ochroną danych, szczególnie tych krytycznych dla działania przedsiębiorstwa. Konieczne jest więc zaktualizowanie strategii cyberbezpieczeństwa. Według badania przeprowadzonego przez ekspertów Deloitte, by uprościć środowisko IT oraz zwiększyć jego wydajność, liderzy firm priorytetowo traktują wiele inicjatyw w zakresie transformacji cyfrowej. Co jednak warte odnotowania, na kwestie związane z unowocześnieniem firmowych systemów i procedur zarządy przeznaczają mniej niż 10 proc. budżetu. Na brak odpowiednich środków finansowych zwraca uwagę 13 proc. badanych. Wśród najtrudniejszych aspektów zarządzania bezpieczeństwem cyfrowym w organizacji 15 proc. ankietowanych dostrzega trudność w określeniu priorytetów dotyczących ryzyka cybernetycznego w całej firmie, jednocześnie 14 proc. podkreśla brak dostosowania sposobu zarządzania do określonych priorytetów. Tyle samo ankietowanych uważa również, że brakuje wykwalifikowanych specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa. Biorąc pod uwagę fakt, że to właśnie kwestie organizacyjne mogłyby w dużej mierze przyczynić się do zachowania najwyższego poziomu bezpieczeństwa cyfrowych zasobów przedsiębiorstwa, te statystyki budzą wiele pytań.

Departamenty prawne powinny stanowić nieodłączną, aktywną część procesu, mającego na celu zapewnienie cyberbezpieczeństwa organizacji. Z perspektywy dyrektorów działów prawnych luki systemowe i organizacyjne powinny być postrzegane jako poważny problem, ponieważ mogą szybko doprowadzić do incydentów o potencjalnie negatywnych skutkach operacyjnych, finansowych, regulacyjnych lub reputacyjnych. Pamiętajmy, że transformacja cyfrowa ze wszystkimi korzyściami, jakie oferuje, zwiększa jednocześnie ryzyko związane z cyberbezpieczeństwem – mówi Agata Jankowska-Galińska, radca prawny, senior managing associate w Deloitte Legal.

Monitoring zmieniających się regulacji

Wiele działań legislacyjnych na całym świecie podejmowanych jest w celu ochrony prywatności i bezpieczeństwa danych. Jest to tylko jeden z aspektów szybko zmieniającego się globalnego środowiska prawnego i regulacyjnego, obejmującego cyberprzestrzeń. Jak przygotowane są działy prawne do zrozumienia tych zmian i sprawnego reagowania? Ankieta przeprowadzona przez Deloitte wskazuje, że 40 proc. działów prawnych nie ma pełnej świadomości co do tego, jak obowiązki, wynikające z przepisów oraz związane z compliance, realizowane są w praktyce we wszystkich funkcjach oraz liniach biznesowych wewnątrz firmy. Prawnicy często nie wiedzą również, jak dokładnie działają inne funkcje oraz linie biznesowe wewnątrz tej samej organizacji. W rezultacie nie są w stanie wskazać wszystkich regulacji, które powinny znaleźć zastosowanie.

To poważny błąd. Organizacje powinny wykorzystać kompetencje prawników. Otoczenie prawe, zarówno na poziomie krajowym, jak międzynarodowym ulega ciągłym zmianom. Dlatego też niezwykle ważne jest, aby po stronie organizacji istniała świadomość tych zmian i działań, jakie powinny podjąć w celu zapewnienia zgodności. Po stronie prawników powinna leżeć z kolei dobra znajomość organizacji – mówi Agata Jankowska-Galińska.

Równolegle do znacznego postępu technologicznego powstają nowe obszary biznesowe, które należy objąć już istniejącymi lub nowymi regulacjami wewnętrznymi. To sprawia, że firmowe działy prawne powinny szybko i aktywnie wchodzić w proces zmian. Do tego niezbędne jest pozyskanie przez nich wiedzy na temat środowiska zagrożeń cybernetycznych, a także zmiana podejścia wewnątrz organizacji, polegająca na wprowadzeniu na stałe perspektywy prawnej do decyzji strategicznych, taktycznych i operacyjnych.

Wsparcie prawne w zakresie cyberbezpieczeństwa

Dyrektorzy działów prawnych nie mogą przyjmować biernej postawy. W związku z koniecznością budowania skutecznej strategii cyberbezpieczeństwa działy prawne powinny odznaczać się aktywnością, zaangażowaniem i wiedzą na temat najnowszych międzynarodowych regulacji w zakresie cyfryzacji danych. Stworzenie strategii bezpieczeństwa cyfrowego z uwzględnieniem w niej prawnego punktu widzenia sprawi, że firma będzie lepiej przygotowana do radzenia sobie z ryzykiem cybernetycznym.

Wsparcie prawne jest istotnym elementem budowy strategii bezpieczeństwa i odporności organizacji. Najczęściej jednak funkcjonuje w trybie reaktywnym, np. w odpowiedzi na wprowadzaną zmianę legislacyjną i niestety w trybie kaskadowym tzw. waterfall, a wiec wolno i nieelastycznie, przy wysokim koszcie wprowadzania kolejnych zmian – zauważa Marcin Ludwiszewski, dyrektor działu Cyberbezpieczeństwa w Deloitte.

Aktywność prawnicza mobilizuje organizację. Z drugiej strony – jeżeli nie jest stosowana w szerszym kontekście – koncentruje się jedynie na osiągnięciu niezbędnego minimum zgodności prawnej, a nie faktycznym zwiększeniu odporności na cyberataki. Działy prawne muszą dostosować się do nowej dynamiki biznesowej i otoczenia, aby proaktywnie i elastycznie wspierać organizację.

Zaangażowanie prawników ma również znaczenie przy opracowaniu wyjściowych standardów bezpieczeństwa. Powinny mieć taką formę, by biznes mógł z nich samodzielnie korzystać i angażować działy prawne tylko w razie wyjątków od przyjętych standardów. Pełne zaangażowanie prawne powinno też towarzyszyć adopcji nowych rozwiązań technologicznych, otoczenia prawnego i cyklu zmiany organizacji – uwzględniając przy tym możliwość podejmowania szybkich decyzji i ryzyka w danym zakresie. Oczywiście istnieje szereg innych działań, dla których ekspertyza prawna jest niezbędna, jak chociażby reagowanie na incydenty związane z danymi osobowymi, procedury odtwarzania sprawności działania czy procesy zarządzania kryzysowego. Trzeba przy tym pamiętać, że jak kiedyś dbałość o bezpieczeństwo, tak dziś zaangażowanie prawne może spowalniać podejmowanie inicjatyw.

Reagowanie na incydenty i naprawianie szkód

Według ekspertów Deloitte organizacje powinny mieć przygotowane procedury reagowania na incydenty cybernetyczne oraz naprawiania szkód. Są one przydatne szczególnie teraz w sytuacji wzmożonego zagrożenia cyberatakami z powodu trwającej pandemii koronawirusa SARS-CoV-2 i wynikających z niej ograniczeń. Wobec wzrostu użytkowania platform chmurowych oraz przeniesienia życia biznesowego do świata wirtualnego, warto zadbać o strategię odtwarzania awaryjnego, czyli procesy, polityki i procedury związane ze wznowieniem lub utrzymywaniem krytycznej dla organizacji infrastruktury teleinformatycznej po wystąpieniu katastrofy naturalnej lub wywołanej przez człowieka. W ramach określenia istniejących planów odzyskiwania danych w przypadku awarii i innych incydentów cybernetycznych ekspertyza prawników jest niezbędna do określenia tego, czy wypracowane metody spełniają wszelkie obowiązujące normy i przepisy branżowe. Warto włączyć dział prawny do procesu monitorowania programów cyberbezpieczeństwa. Aby umożliwić bardziej efektywne zaangażowanie strategiczne, taktyczne i operacyjne, należy rozważyć przeprowadzenie głębszych szkoleń z zakresu zagadnień cybernetycznych dla swojego działu prawnego lub jego podzespołu.

Aplikacja „Kwarantanna domowa” pod lupą. TakeTask odpowiada na wątpliwości branży i użytkowników

W aplikacji zarejestrowano już ponad 300 tys. kont. Jednak jej twórcy na samym starcie stanęli pod obstrzałem mediów, branży i samych użytkowników. Spółka TakeTask, która odpowiada za oprogramowanie, dopiero teraz tłumaczy, dlaczego wcześniej nie reagowała. W głównej mierze koncentrowała się na zapewnieniu bezpieczeństwa danych. Pracowała też nad utrzymaniem poprawnego działania aplikacji. Firma broni się też przed twierdzeniami, że niewłaściwie przetwarza dane w kwestii RODO. Odpowiada również na szeroko stawiane zarzuty o pojawiających się problemach technicznych oraz ich faktycznych przyczynach.

Próby „obejścia”

Od 1 kwietnia br. osoba przebywająca na obowiązkowej kwarantannie domowej musi korzystać z aplikacji, której twórcą jest spółka TakeTask. Jak informują przedstawiciele firmy, aplikacja posiada odpowiednie mechanizmy zabezpieczenia przed nadużyciami, m.in przeciwko działaniom typu „fake GPS”. Gdy takie oprogramowanie zostanie wykryte na urządzeniu, użytkownik musi je odinstalować.

– Do naruszeń dochodzi niemal każdego dnia. Setki osób próbują pobierać aplikacje typu „fake GPS”, ale jest to przez nas skutecznie blokowany proceder. Część z tych działań zapewne było realizowanych ze strony blogerów IT i dziennikarzy branżowych, którzy chcieli wykazać, że aplikację można łatwo oszukać. Jednak nie jest to takie proste. Przeciętny użytkownik nie jest w stanie takich zabezpieczeń ominąć – komentuje Sebastian Starzyński, założyciel i prezes zarządu TakeTask S.A.

Z kolei jak zaznacza Marek Mróz, współzałożyciel i CTO spółki, były też próby podszywania się pod osobę przebywającą na obowiązkowej kwarantannie. Ale okazały się nieskuteczne. Zdjęcia weryfikowane są przez technologię wykorzystywaną m.in do autoryzacji na urządzeniach mobilnych i komputerach przenośnych.

– Zdjęcia są przetwarzane przez algorytmy sztucznej inteligencji i na bieżąco przekazywane Policji. Nie wiemy, jak szybko reagują służby. Jest to poza naszą wiedzą. Nie możemy jednak publicznie ujawniać sposobów przesyłania danych, ale zapewniamy, że jest to wykonywane w sposób najbardziej bezpieczny jak to tylko możliwe. Liczba użytkowników oczywiście ma wpływ na tempo pracy systemu, ale jesteśmy daleko od skali, która mogłaby nas spowolnić. Grupa osób objętych kwarantanną musiałaby wzrosnąć dwudziestokrotnie, a i tak mielibyśmy możliwość dalszego skalowania aplikacji – podkreśla Starzyński.

W przestrzeni publicznej pojawiają się również opinie, że przesyłanie fotografii przez przysłowiowego Kowalskiego nie jest konieczne. Analiza zgodności twarzy i weryfikacja metadanych zdjęcia (czasu wykonania i geolokalizacji) mogłaby się odbywać lokalnie, tj. na docelowym urządzeniu. Natomiast Marek Mróz przyznaje, że niektóre urządzenia dają takie podejście. Jednak TakeTask musiało przygotować system, który obsłuży większość użytkowników, a nie tylko tych z najnowszymi smartfonami. I przyznaje, że pod uwagę były brane różne rozwiązania. Ale to rozpoznawanie twarzy przez AI jest najskuteczniejszym sposobem potwierdzenia, że mamy do czynienia z osobą, która jest monitorowana.

– Przetwarzanie danych na telefonie ma też dodatkowe konsekwencje, które wymagałyby dodatkowych zabezpieczeń. Ktoś mógłby podmienić swoje zdjęcie na fotografię żony i poprosić, aby ona się zalogowała za niego. Prowadząc centralną bazę, utrudniamy wiele potencjalnych prób oszukania systemu. Zależało nam na tym, aby był on możliwie szczelny i wydajny jednocześnie.

Błędy pod kontrolą

Zgodnie z regulaminem „Kwarantanny domowej”, odbiorcą danych, przetwarzanych w aplikacji i systemie, oprócz wielu służb, może być m.in. TakeTask. Jak podkreśla Sebastian Starzyński, spółka ma dostęp do danych użytkowników aplikacji, gdyż wykonuje prace technologiczne i administracyjne z nią związane. Jednak stanowczo zaznacza, że informacje są przetwarzane przez firmę tylko pod kątem zabezpieczenia poprawnego działania systemu.

– Do użytkowników trafiają zadania i SMS-y powiadamiające o nich. Generowane są raporty o naruszeniach oraz zgłoszeniach w zakresie potrzeb. Czasami dane są wykorzystywane do identyfikacji błędów. Gdy mamy wiadomość od konkretnej osoby i jej numer telefonu, to sprawdzamy w bazie danych i logach aplikacji, co mogło spowodować, że pojawiły się problemy – mówi Marek Mróz.

Z kolei prezes Starzyński przekonuje, że problemy z danymi były i będą. Ma to związek z tym, że codziennie kolejne osoby są dodawane do bazy i pojawiają się nowe urządzenia. Ekspert jednocześnie zaznacza, że najczęściej spotykanym typem zgłoszenia jest brak danych użytkownika w systemie. Informacje o osobach spływały z wielu jednostek państwowych. Początkowo obowiązywały formularze papierowe, co wydłużało czas wprowadzenia informacji do systemu. Zdarzało się, że były one błędnie wypełniane. Część ludzi podawała pomylone bądź nieprawdziwe adresy, numery telefonów itp. Obecnie proces odbywa się tylko elektronicznie, a dodatkowe procedury uszczelniły system i problemy praktycznie ustały.

– Inny typ zgłoszeń to szeroko rozumiane problemy technologiczne. Aplikacja się zawiesza lub nie uruchamia, ktoś nie widzi zadań, a przecież otrzymał SMS-a. Przyczyny tego mogą być różne. Ktoś ma np. wiele otartych aplikacji, mało pamięci czy starszą wersję Androida. Jednak to nie są kłopoty masowe. Skala zgłoszeń jest na poziomie błędu statystycznego – informuje współzałożyciel i CTO TakeTask.

Dotychczas zostały wdrożone dwie aktualizacje. Dzięki nim pojawiły się m.in. rozwiązania problemów dla konkretnych modeli telefonów i wybranych producentów. Prezes Starzyński dodaje, że w przypadku trudności do dyspozycji użytkowników jest infolinia. TakeTask ma dwie godziny na usunięcie błędów krytycznych, czyli dotyczących wielu lub wszystkich użytkowników. W przypadku pozostałych usterek czas jest mierzony od ośmiu do szesnastu godzin.

– Aplikacja działa poprawnie w większości przypadków. Dziennie zadania wykonują dziesiątki tysięcy osób. W systemie utworzono już ponad 300 tys. kont użytkowników. Pojedyncze problemy, mimo że bardzo głośne medialnie, nie są zwykle po stronie systemu, tylko poza nim. Natomiast wszystkie sytuacje są przez nas szczegółowo analizowane. Gdy zdarzają się tylko problemy w ramach naszego systemu, są one natychmiast usuwane – stwierdza Marek Mróz.

Poziom bezpieczeństwa

Zanim został wybrany twórca aplikacji, porównano m.in. czas wdrożenia. Jak informuje Sebastian Starzyński, TakeTask był jedyną firmą oferującą silnik, na bazie którego można było uruchomić stabilną produkcyjną wersję w zaledwie 3 dni robocze. W tym czasie przez jeden dzień tylko i wyłącznie analizowano zakres funkcjonalności, ceny oraz dostępność lokalnego wsparcia. Samo uruchamianie aplikacji trwało więc zaledwie 48 godzin.

– Dodatkowym atutem była wysoka dbałość o bezpieczeństwo danych, które są przetwarzane w bezpiecznym środowisku chmury obliczeniowej Microsoft Azure, należącej do Ministerstwa Cyfryzacji. To wszystko spełnia wymagania RODO. Ponadto resort, w ramach Government Security Program, dysponuje pełnym dostępem do informacji dotyczących bezpieczeństwa środowiska i usług Microsoft Azure. System przeszedł też gruntowne testy służb specjalnych – zaznacza Marek Mróz.

Przedstawiciele TakeTask podkreślają także, że żadne dane nie wypłynęły z ich systemu do osób nieuprawnionych. Jednak nie mogą udzielać odpowiedzi na pytanie, czy były takie próby i ataki hakerskie. W spółce dostęp do danych osobowych ma bardzo wąska grupa administratorów, którzy czuwają nad płynnością działania systemu. Każda z tych osób ma podpisane odpowiednie dokumenty o zachowaniu poufności. Nadzór nad wszystkim prowadzą Ministerstwo Cyfryzacji oraz ABW.

– Możemy również zapewnić, że przetwarzanie danych osobowych odbywa sią zgodnie z przepisami RODO, na podstawie zawartej z Ministerstwem Cyfryzacji umowy powierzenia przetwarzania. Resort ma pełną kontrolę nad tym procesem. TakeTask nie ma prawa do kopiowania tych danych i wykorzystywania ich w inny sposób niż tylko w celu zapewnienia poprawnego działania aplikacji. Nie obawiamy się też w tym zakresie żadnych kontroli, ponieważ wszystko jest robione zgodnie z prawem – podkreśla Starzyński.

Odpowiedź na kontrowersje

Według regulaminu aplikacji, zbiera ona: ID obywatela – techniczny identyfikator, imię, nazwisko, numer telefonu, deklarowany adres pobytu, zdjęcie, lokalizację obywatela, a także datę końca kwarantanny. Jednak w przestrzeni publicznej pojawiają się opinie, że aplikacja ma szersze uprawnienia. Mowa tu m.in. o identyfikacji sieci Wi-FI, z którą łączy się użytkownik, a także o odczytywaniu zawartości pamięci urządzenia i możliwości modyfikowania lub kasowania jego zawartości. Do tego dochodzą opinie o odczytywaniu identyfikatora urządzenia i informacji o połączeniu, dostępie do aparatu i mikrofonu (możliwość nagrywania dźwięku i wideo), sprawdzaniu lokalizacji na bazie danych z sieci komórkowej i GPS, a także kontroli nad latarką.

– Wi-Fi i dane operatorów komórkowych mogą zostać wykorzystane do weryfikacji lokalizacji. Pamięć urządzenia musi być zawsze dostępna, żeby skorzystać z obsługi aparatu telefonu. Wykonane zdjęcie trzeba bowiem zapisać lokalnie nawet na czas transmisji do serwera – odpowiada na to prezes Starzyński.

Z kolei Marek Mróz dodaje, że spółka nie odczytuje żadnych danych o połączeniach. Sprawdzane są ID urządzenia oraz inne aplikacje w zakresie wykrywania czegoś na wzór „fake GPS-ów.” Jeśli one zostaną wykryte, to pojawi się żądanie ich usunięcia. Jeżeli jest to normalna aplikacja, jak np. Facebook, to takie polecenie nie zostanie wysłane. I jak ekspert dodaje, gdyby aplikacja chciała wykorzystać dostęp do mikrofonu, użytkownik musiałby wyrazić na to dodatkową zgodę. Nie jest wykluczone, że w przyszłości może się pojawić weryfikacja osób poprzez wideo, które zawiera dźwięki. Póki co nie jest to na razie planowane.

– Potwierdzam, że pobieramy dane o lokalizacji urządzenia i dlatego blokujemy możliwość korzystania z aplikacji pozorujących GPS. Prawdą jest  również, że dostęp do aparatu w pewnych modelach telefonów daje możliwość kontroli latarki, ale tylko w celu oświetlania obiektów w formie lampy błyskowej. Dlatego niektórym użytkownikom wyświetliła się dodatkowa prośba o taką zgodę – dodaje Sebastian Starzyński.

Z regulaminu aplikacji wynika, że Ministerstwo Cyfryzacji może przechowywać dane użytkowników przez okres sześciu lat. Czas liczy się od chwili dezaktywowania aplikacji. Teoretycznie więc może się zdarzyć, że będą gromadzone informacje o osobach, które już zmarły, niekoniecznie z powodu koronawirusa. Marek Mróz jednak zaznacza, że ta kwestia zupełnie nie zależy od TakeTask. Spółka nie jest administratorem danych osobowych.

– Nie mamy też prawa kasować tych danych, gdyż one są własnością Ministerstwa Cyfryzacji. Będziemy je przetwarzać w bazie danych resortu tak długo, jak będzie obowiązywać nas umowa. Potem przestaniemy mieć do nich dostęp. I wyraźnie trzeba też podkreślić, że te dane nie są przechowywane na naszych serwerach, nie robimy także ich kopii – wyjaśnia prezes Starzyński.

Chcąc faktycznie sprawdzić, czy resort i TakeTask mówią prawdę, trzeba poznać kod źródłowy. Takie sugestie pojawiają się w Internecie ze strony różnych ekspertów. Jak zapewnia Marek Mróz, spółka nie zamierza, ale też nie może udostępnić go publicznie, ponieważ jest to jej szczególna własność, w tym wartość intelektualna. Ona jest przecież sprzedawana klientom w formie licencji. Dla przykładu, sam Microsoft nie udostępnia publicznie kodu źródłowego, np. do swojego flagowego systemu Windows. W tym zakresie również TakeTask musi bezwzględnie chronić swój know-how.

Koronawirus a smog. Czy wiosną problem zanieczyszczonego powietrza zniknie?

Wydawać by się mogło, że wiosną oraz latem problem smogu ucichnie, tym bardziej, że od dłuższego czasu cały świat żyje walką z epidemią koronawirusa. Tymczasem smog przyczynia się do szeregu chorób, które osłabiają układ oddechowy i krwionośny. To właśnie osoby z takimi schorzeniami są obecnie w grupie największego ryzyka. Na koronawirusa nie ma szczepionki ani lekarstwa. Jest za to sposób na eliminację smogu. Wynaleźli go polscy technolodzy. Sposób jest sprawdzony, a jego działanie potwierdzone naukowymi badaniami.

Wiosną problem smogu nie zniknie

Epidemia koronawirusa opanowała niemal cały świat. Efektem rozprzestrzeniania się wirusa jest nie tylko przymusowa kwarantanna, ale także całkowity kryzys gospodarczy. Wiele inwestycji zostało wstrzymanych, przedsiębiorstwa zawieszają działalność. Obecna sytuacja ma realny wpływ na to, jak będą wyglądały najbliższe miesiące, a nawet lata. Skutki pandemii nie ominą także kwestii zanieczyszczenia powietrza i przyszłorocznego sezonu grzewczego, o czym warto pomyśleć już teraz.

Pandemia koronawiurusa jest wszechobecna i już teraz wyrządza ogromne szkody nie tylko zdrowotne, ale również ekonomiczne czy społeczne. Wydarzenia ostatnich tygodni dobitnie pokazują, w jak dużym stopniu stabilizacja gospodarcza i finansowa poszczególnych krajów jest zależna od innych.

Smog zabija

O tym, że smog przyczynia się do szeregu chorób, w tym bardzo poważnych, prowadzących nawet do śmierci, nikogo nie trzeba przekonywać. Zanieczyszczone powietrze ma ogromny wpływ na kondycję układu oddechowego oraz krwionośnego. Koronawirus najbardziej niebezpieczny jest dla osób z tymi schorzeniami. Każdego roku smog po cichu zabija 45 tysięcy Polaków!

Na koronawirusa nie ma jeszcze szczepionki ani lekarstwa. Jest za to sposób na eliminację smogu.

Mają go wodzisławscy technolodzy, którzy w ramach Zespołu Autorskiego WNM wynaleźli Sorbent ER-1. Jest to środek, który nie tylko znacząco ogranicza zadymienie, ale także neutralizuje niebezpieczne związki, powstające na skutek spalania opału w przydomowych kotłowniach. Efekty widoczne są od razu – powietrze jest wolne od wszelkich groźnych substancji. Jest to przyjazny środowisku produkt, oparty na naturalnych składnikach, w znacznej mierze na kompozytach krzemu (glinokrzemian z rodziny kaolinitów ) i wapnia. Co ważne, skuteczność jego działania została potwierdzona badaniami przeprowadzonymi w Katedrze Inżynierii Chemicznej i Projektowania Procesowego Wydziału Chemicznego Politechniki Śląskiej.

Wyższe temperatury a kwestia smogu

Wiosną oraz latem problem smogu zwyczajowo schodzi na boczny tor. Tymczasem temat czystego powietrza należy podejmować cały rok, a nie dopiero jesienią, po przekroczeniu norm i alarmujących komunikatach. Warto pochylić się nad nim przed rozpoczęciem sezonu grzewczego i poznać sprawdzony sposób na eliminację smogu.

Warto podkreślić, iż zwolennicy tej metody zapewniają, że może to być rozwiązanie doraźne w żaden sposób nie negujące konieczności wymiany źródeł ciepła na ekologiczne. – W pełni zgadzam się, że wymiana pieców na nowe jest konieczna. Jednak proces ten potrwa nawet kilka lat. Proponujemy więc rozwiązanie na tu i teraz. Sorbet pozwoli cieszyć się czystym i zdrowym powietrzem natychmiast. Ta metoda może realnie wpłynąć na ludzkie zdrowie i życie, szczególnie osób zamieszkujących najbardziej zanieczyszczone obszary w Polsce – przekonuje Mariusz Dąbrowski, Generalny Dystrybutor produktu Sorbent ER-1, członek Zespołu Autorskiego WNM. Sorbent ER-1 jest proszkiem, stworzonym na bazie naturalnych składników, z którym miesza się węgiel w odpowiedniej proporcji. Zastosowanie odpowiedniej techniki spalania węgla (współprądowego) oraz techniki sorbentowej daje efektywne rezultaty i znacząco poprawia jakość powietrza.

Gospodarka w czasie pandemii

Okres epidemii koronawirusa wiąże się również z kryzysem gospodarczym. Wiele firm i przedsiębiorstw musiało zawiesić swoje działania, a obowiązkowa kwarantanna zatrzymała w domach pracowników. Skutkiem tych działań jest spowolnienie lub całkowite zatrzymanie inwestycji, wstrzymanie eksportu i importu, co już znacząco wpływa na gospodarkę tak w Polsce jak i na świecie.

Branża OZE, która miała stanąć na pierwszej linii walki ze smogiem, dostarczając rozwiązań z zakresu odnawialnych źródeł energii zarówno dla przemysłu jak i prywatnych gospodarstw, sama ucierpiała z powodu pandemii. Wstrzymane dostawy elementów z Chin wpłyną na opóźnienie realizacji wielu inwestycji. Tak naprawdę trudno przewidzieć skalę problemów.

Korzystanie ze starych, wieloletnich i dostępnych praktyk będzie w najbliższym czasie koniecznością. Już teraz należy pomyśleć o tym, co będzie za kilka miesięcy. Warto więc pochylić się nad produktem, który jako dodatek do opału, wpływa na jakość powietrza i oczyszcza je z niebezpiecznych substancji. Jest przy tym bezpieczny dla środowiska, ponieważ stworzony jest z kompozytów naturalnych minerałów. Co ważne, jest efektem pracy polskich technologów, produkowany w Polsce.

Iwona Cybulska/Advneture Media

Chińska gospodarka się kurczy. Dolar coraz mocniejszy

Dane o wzroście PKB z Chin jeszcze wczoraj miały absurdalnie długą passę pokazywania odczytów powyżej 6% rocznego wzrostu. Parametr 6% został tam utrzymany, jednakże dotyczy teraz spadku PKB, co pokazuje skalę problemów z koronawirusem.

Dolar coraz mocniejszy

Dane z USA nie były może najlepsze, ale pokazują, że nadchodzi pewna stabilizacja. Co ciekawe, bardzo dobrze wypadły dane z rynku nieruchomości. Zarówno jeżeli chodzi o pozwolenia na budowy domów, jak i rozpoczęte budowy. Są to dane za marzec, zatem ponad dwa tygodnie temu, ale w dalszym ciągu pokazują, że Amerykanie pomimo już gwałtownie rosnącej liczby wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w USA nie przerywali inwestycji. Liczba opublikowanych wczoraj wniosków jest wciąż na wysokim poziomie, aczkolwiek spada, co daje pewne szanse na stabilizację. Pomimo słabych indeksów koniunktury inwestorzy wciąż przychylnie patrzą na dolara.

Dane z Chin

Chińczycy podali dane za 1. kwartał 2020 roku. PKB w ujęciu rocznym spada o 6,8%. To pierwszy wynik niższy niż 6% wzrostu w tym millennium. Dane te są zgodne z oczekiwaniami analityków, w rezultacie tego (pomimo tak negatywnego odczytu) chiński juan zachowuje się bardzo spokojnie. Rynki nie mogą być zaskoczone, wiedzą przecież, co się dzieje. Z tego też powodu nawet giełda nie reagowała negatywnie na te informacje.

Kolejne tąpnięcie ropy

Gwałtownie rośnie różnica między ceną ropy w USA a w Europie. Powodem był gwałtowny spadek w USA po danych o rosnących zapasach gazu. Giełda w Nowym Jorku wycenia już surowiec w ⅔ ceny tego w Londynie. Są to różne gatunki ropy, ale tak duża rozpiętość jest ewenementem na tym rynku. Można się zatem spodziewać w kolejnych dniach kolejnych silnych ruchów na czarnym złocie. Rubel nie odczuwa tego tak silnie, gdyż jest raczej powiązany z londyńskimi notowaniami, dzięki czemu odrabia w dalszym ciągu gwałtowne straty z początku marca.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Co, poza COVID19, wstrzymuje inwestycje mieszkaniowe

Na rynek trafia ograniczona ilość nowych inwestycji, a oferta mieszkaniowa kurczy się. Dlaczego firmy zmuszone są wstrzymywać debiuty kolejnych projektów? Na jakie przeszkody we wprowadzaniu nowych inwestycji wskazują deweloperzy? Sondę przeprowadził serwis nieruchomości Dompress.pl.

Mirosław Kujawski, członek zarządu Develia S.A.

Mimo niesłabnącego zainteresowania ze strony kupujących deweloperzy mają problem z uzupełnieniem oferty. Zmniejszona podaż nie jest efektem wstrzymywania oferty przez deweloperów, ale zwyczajnie jej braku. Od kilku lat mamy problem z podażą gruntów, co przekłada się wprost na mniejszą liczbę mieszkań. Do tego dochodzą przeciągające się procedury związane z uzyskiwaniem uzgodnień i opóźnienia decyzji o pozwoleniu na budowę. Ponadto w Warszawie czy Krakowie w 2019 roku wydano ich mniej niż rok wcześniej.

Zbigniew Juroszek, prezes Atal

Przede wszystkim konieczne jest zwiększenie stabilności oraz przewidywalności otoczenia prawnego i polityki gospodarczej. Polskie prawo powinno być nie tylko bardziej przejrzyste i jednoznaczne, ale musi powstawać w racjonalny sposób, z uwzględnieniem interesu wszystkich uczestników polskiej gospodarki. Z punktu widzenia firmy deweloperskiej niezwykle istotne jest także zmniejszenie biurokracji oraz uproszczenie procedur administracyjnych. To z pewnością pozwoliłoby przyspieszyć proces inwestycyjny.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu i dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Bariery administracyjno-prawne czyli wydłużający się proces uzyskiwania pozwolenia na budowę to największa przeszkoda we wprowadzaniu kolejnych projektów, która jak wiemy dotyka wszystkich deweloperów. Z tego powodu klienci mają mniejszą ofertę. W ubiegłym roku J.W. Construction właśnie z powodu czasochłonnych, dodatkowych uzgodnień, nie wprowadził na rynek mieszkaniowy wielu atrakcyjnych inwestycji w Warszawie, Gdańsku i Pruszkowie.

Teraz dochodzi nowy czynnik niepewności, w postaci epidemii wirusa COVID-19. Nie sposób przewidzieć, jaki ona będzie miała wpływ na naszą ofertę i ofertę całej branży deweloperskiej. Jako stabilna firma, osiągająca przez lata ustabilizowane przychody i dysponująca zasobnym bankiem ziemi jesteśmy przygotowani na różne scenariusze i będziemy elastycznie reagować na nadchodzące wydarzenia.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Wprowadzanie na rynek nowych projektów utrudnia wzrost kosztów budowy, który na początku 2019 roku osiągnął absurdalny poziom. Są też problemy z uzyskaniem decyzji i pozwoleń niezbędnych do realizacji inwestycji. Trudności z dostępem do gruntów nie wydają się aż takim problemem, ponieważ wiele firm od dawna ma pokaźne banki ziemi.

Monika Perekitko, członek zarządu Matexi Polska

Aspekt podażowy w największym stopniu ograniczają dwa czynniki: przedłużające się znacznie postępowania administracyjne dla gruntów będących już w portfelu deweloperów oraz trudna dostępność i wysokie ceny działek inwestycyjnych.

Marcin Żurek, dyrektor ds. realizacji inwestycji w Nickel Development

Z naszego punktu widzenia, największym kłopotem jest podaż gruntów. Niestety najbardziej atrakcyjne działki budowlane w granicach miast są praktycznie na wyczerpaniu. Te, które pozostały są trudne lub drogie. Ich aktualne rynkowe ceny sprzedaży nie zapewniają więc odpowiedniej rentowności inwestycji. Biorąc pod uwagę jeszcze ostatnie wzrosty kosztów wytworzenia, realizacja nowych inwestycji jest znacznie większym wyzwaniem niż dotąd.

Należy też zwrócić uwagę, że ogromna większość deweloperów korzysta z finansowania zewnętrznego, a przy takich kosztach, z jakimi obecnie mamy do czynienia, spełnienie wymagań banków co do parametrów budżetu inwestycji staje się niezwykle trudne.

Wojciech Chotkowski, prezes zarządu Aria Development

Największymi przeszkodami we wprowadzaniu nowych projektów są przeciągające się procedury administracyjne, wysokie ceny oraz ograniczona podaż gruntów w dobrych, miejskich lokalizacjach. Poza tym, ostatnio obserwujemy silny wzrost kosztów budowy, będący efektem wyższych płac i kosztów materiałów. Występują też trudności związane ze znalezieniem rzetelnych wykonawców. Nasza firma ma jednak doświadczonych kierowników projektów oraz sprawdzonych podwykonawców i dostawców, z którymi pracujemy od początku realizacji swoich pierwszych inwestycji.

Cezary Grzebalski, dyrektor ds. rozwoju projektów w spółce mieszkaniowej Skanska

Obecnie w Skanska zauważamy dwa główne ograniczenia, które przyczyniają się do zmniejszenia liczby nowych inwestycji. Pierwszym jest obniżona dostępność gruntów z uregulowaną infrastrukturą, a tym samym gotowych do rozpoczęcia realizacji projektu. Drugim natomiast są wydłużające się procesy formalnoprawne, takie jak pozwolenie na budowę, decyzje lokalizacyjne, podziały gruntu, czy dostęp do drogi publicznej. Efektem takiej sytuacji może być przesunięcie rozpoczęcia budowy inwestycji, a niekoniecznie jej całkowite wstrzymanie.

Krzysztof Jabłoński, prezes spółki Iglica Nieruchomości

Faktycznie, w czwartym kwartale 2019 roku na sześciu największych rynkach w Polsce łącznie sprzedaż mieszkań przewyższyła nową podaż, więc dostępna oferta zmalała w porównaniu z końcem roku 2018. Pod koniec ubiegłego roku na nabywców czekało trochę ponad 50 tys. mieszkań, z czego lwia część, bo 92 proc. było w budowie. We Wrocławiu, gdzie działamy, nowa podaż przewyższyła liczbę sprzedanych lokali w ostatnim okresie 2019. Prowadzący tu działalność deweloperzy zanotowali w czwartym kwartale minionego roku wzrost sprzedaży o 12,5 proc. oraz wzrost liczby mieszkań wprowadzonych do sprzedaży o 39,5 proc. w porównaniu do analogicznego okresu 2018 roku. W tym roku te wyniki mogą zahamować bariery, takie jak zmniejszająca się podaż gruntów i wydłużony czas uzyskiwania pozwoleń na budowę kolejnych etapów inwestycji będących w trakcie realizacji.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Robyg SA.

Rynek mieszkaniowy w Polsce jest nadal w trendzie wzrostowym i szacujemy, że taka tendencja utrzyma się w całym 2020 roku. W Polsce nadal brakuje około 2-3 mln mieszkań. Oznacza to istotne zapotrzebowanie w perspektywie nawet 10-15 lat. Zauważalnym trendem w 2020 roku będzie nadal popyt inwestycyjny i pojawianie się nowych formatów w ofertach. Nasza firma także zaproponowała klientom ciekawą opcję inwestycyjną – mikroapartamenty Modern Space, które umożliwiają m.in. odliczenie VAT.

Autor: Dompress.pl

Mamy wreszcie skuteczny lek na COVID-19? Apetyt na ryzyko wraca na rynki

Apetyt na ryzyko wraca na rynki za sprawą doniesień o skutecznym leku na COVID-19, mimo że głębsza analiza raportu daje więcej powodów do zwątpienia i nakazuje kwestionować reakcję ryzykownych aktywów. Wygląda na to, jakby nikt z inwestorów nie chciałby się spóźnić na odjeżdżający pociąg hossy, ale w pośpiechu można wsiąść do złego składu.

W nocy pojawiła się informacja, że firma medyczna Gilead w testach leku remdesivir „obserwuje się szybki powrót do zdrowia pacjentów z gorączką i trudnościami w oddychaniu”. Testy przeprowadzono w Chicago wśród pacjentów w ciężkim stanie zachorowań na COVID-19. Według Bloomberga „prawie wszyscy pacjenci zostali wypisani w ciągu niecałego tygodnia, a tylko dwóch pacjentów zmarło”. Co wygląda na przełom w walce z wirusem, szybko zostało sprostowane przez samą firmę Gilead, zdaniem której raporty były „niepotwierdzone” i „bez mocy statystycznej”. Rynki jednak podtrzymały optymizm, ciągnąc futures na S&P500 w górę o p3 proc, a na FX przynosząc silny odwrót od USD i innych walut defensywnych.

Dla mnie jako analityka nastała trudna sytuacja, gdyż muszę ocenić zasadność (i trwałość) emocjonalnej reakcji, która jednak jest sprzeczna z dostępnymi faktami. Pod uwagę należy też wziąć, na ile rynki potrzebuje odreagowania po ostatniej fali pogorzenia nastrojów, ale też na ile informacja o leku jest tylko pretekstem do realizacji zysków z pozycji risk-off przed weekendem. A może potrzeba kurczowego trzymania się nadziei na wyjście z kryzysu zdrowotnego jest na tyle silna, że pozwoli zagłuszyć racjonalne wnioski? W krótkim okresie nigdy nie jest rozsądnym stawać na drodze rynku, który gremialnie przystąpił do rajdu pod wpływem jakiejś informacji. Jednak, gdy pierwsza gorączka osłabnie, to właśnie fakty wygrywają. Reakcja z nocy jest bez wątpienia przereagowaniem i wymaga wygaszenia. Powtórzę jednak po raz kolejny – na tym rynku nic nie będzie odbywać się w prostej linii i każda informacja może generować skok zmienność. I czasami nie tyle z własnej wagi, co ze strachu inwestorów, że nie doszacują wpływu informacji i inni uczestnicy rynku wyprzedzą ich w zajęciu pozycji.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych publikuje dane dotyczące warszawskiego rynku najmu w I kw. 2020

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK) publikuje zagregowane dane dotyczące warszawskiego rynku najmu powierzchni biurowych w I kwartale 2020 roku. Źródłem danych są firmy doradcze działające na rynku nieruchomości komercyjnych (BNP Paribas Real Estate, CBRE, Colliers International, Cresa, Cushman&Wakefield, JLL, Knight Frank, Savills), a informacje dotyczą zasobów nowoczesnej powierzchni biurowej, nowych projektów oddanych do użytku, wielkości transakcji wynajmu oraz ilości powierzchni niewynajętej.

  • Na koniec marca 2020 roku zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie wyniosły około 5 588 500 m kw.
  • W pierwszym kwartale 2020 roku na stołeczny rynek dostarczono 6700 m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej w ramach jednego projektu – Varso 1.
  • Na koniec I kwartału br. w Warszawie wskaźnik pustostanów osiągnął wartość 7,5% (spadek o 0,3 pp. w porównaniu z poprzednim kwartałem i spadek o 1,6 pp. w odniesieniu do porównywalnego okresu w roku ubiegłym), co oznacza, że dostępność powierzchni biurowej wynosiła 418 000 m kw. W strefach centralnych współczynnik pustostanów wyniósł 4,9%, natomiast poza centrum miasta sięgnął 9,1%.
  • W I kwartale 2020 roku popyt na nowoczesne powierzchnie biurowe osiągnął prawie 138 900 m kw. Największym zainteresowaniem cieszyły się strefy Centrum oraz Mokotów.
  • W I kwartale 2020 roku najwyższy udział w strukturze popytu przypadł nowym umowom – 55% (włączając umowy przednajmu oraz powierzchnie na potrzeby własne właściciela nieruchomości), przedłużenia obowiązujących kontraktów odpowiadały za 31% zarejestrowanego popytu, a ekspansje – 14%.
  • Największą umową, która została podpisana w I kwartale jest renegocjacja umowy poufnego klienta (sektor ubezpieczeń) w budynku Konstruktorska Business Center, obejmuje ona powierzchnię o wielkości 17 500 m kw.
  • Wśród pozostałych największych transakcji zawartych w I kwartale 2020 roku znalazły się trzy umowy przednajmu, a mianowicie: umowa klienta poufnego (sektor usług) na 8500 m kw. w Fabryce Norblina, CBRE na 4300 m kw. w Warsaw UNIT oraz Orsted na 3800 m kw. w budynku Varso 2.

Polacy masowo korzystają z kart płatniczych. To efekt koronawirusa. Hakerzy tylko na to czekają

Epidemia koronawirusa, zalecenia rządu i polityka sklepów zmusza Polaków do płacenia kartami kredytowymi. Obecnie 75 proc. Polaków posiadających karty w polskich bankach deklaruje, że płaci częściej kartą niż gotówką*. Prawie 90 proc. posiadaczy kart płaci zbliżeniowo. Wynika to bezpośrednio z obawy przed zakażeniem. Tymczasem hakerzy coraz częściej wykorzystują karty do kradzieży danych i pieniędzy.

Rosnąca popularność płatności kartami w sklepach i online stworzyła ogromny rynek dla nieuczciwych działań hakerów. Oszustwa w sektorze detalicznym szybko rosną, a cyberprzestępcy atakują terminale w punktach sprzedaży (PoS) jak i transakcje online, aby ukraść miliony danych z dowodów tożsamości i kart kredytowych. Jak wskazują analitycy firmy Check Point cyberprzestępcy wyczuwają ten nowy trend – blisko 17 proc. organizacji w Polsce padło w tym roku ofiarą zwiększonej aktywności hakerów i trojana bankowego DRIDEX.

Już w 2019 roku zwracaliśmy uwagę w Check Point Security Report na zagrożenie w postaci trojana bankowego Emotet, stanowiącego duże niebezpieczeństwo dla systemu finansowego na świecie – 18 proc. zainfekowanych przedsiębiorstw. Jednocześnie największa aktywność hakerów w tym zakresie odnotowana była w Europie – aż 21% proc. skutecznych ataków na firmy – podkreśla Wojciech Głażewski, Managing Director Check Point w Polsce.Oszustwa w sektorze detalicznym szybko rosną

W Polsce skokowy wzrost płatności kartami

Działania hakerów trafiają na bardzo podatny rynek kart płatniczych w Polsce w dobie koronawirusa. Zwiększyło się korzystanie z kart płatniczych i zbliżeniowych. Wzrost o 200 proc. płatności Blikiem w marcu 2020 odnotowały w Polsce sklepy w wybranych segmentach zakupowych (sprzęt elektroniczny, gospodarstwa domowego). To efekt przebywania w domu, aczkolwiek niektóre trendy mogą się utrwalić na dłużej – poinformował Polski Standard Płatności, operator systemu BLIK.

– Intensywniejsze przejście na płacenie bezgotówkowe widzimy u osób najstarszych (powyżej 55 roku życia), czyli najbardziej zagrożonych zakażeniem, a równocześnie tych, u których dotychczas był największy wskaźnik dokonywania płatności gotówką – zauważa prof. Dominika Maison z Wydziału Psychologii UW.

Aż 48% posiadaczy kart płatniczych twierdzi, że obecnie częściej płaci zbliżeniowo i wynika to bezpośrednio z obawy przed zakażeniem. Zwiększenie częstotliwości płacenia kartami zbliżeniowymi widoczne jest w grupie najstarszej, najbardziej zagrożonej. Dodatkowym impulsem do przyspieszenia tego trendu było podniesienie (20.03.2020) limitu płatności do 100 zł. Dotychczas (od 2017 r) limit był na poziomie 50 zł, choć zdecydowana większość (85 proc.) transakcji kartowych na kwoty powyżej 50 zł, realizowana była w technologii zbliżeniowej.

Według danych NBP, Polska należy do liderów płatności zbliżeniowych. Tylko Czesi robią to częściej (93 proc.), wyprzedziliśmy tymczasem Węgry i Słowację. Niemcy z 17-procentowym udziałem zbliżeniówek w transakcjach nie mogą się równać. Podobnie Szwedzi, gdzie ten udział wynosi 12 proc.

Eksperci finansowi podkreślają, że wysoki poziom płatności bezgotówkowych w sytuacji epidemii może utrzymać się na dłużej i na stałe zmienić zachowania konsumentów w kierunku zastępowania gotówki kartą płatniczą. Obecnie 15 proc. dorosłych Polaków płaci wyłącznie gotówką i odsetek ten może znacznie obniżyć się (nawet do 5 proc) po zakończeniu epidemii.

Brak ostrożności czyni okazję dla hakera

Niepokojące mogą być dane Warszawskiego Instytutu Bankowości z 2019 r, wskazujące na brak ostrożności Polaków w używaniu kart płatniczych. Okazuje się, że 22 proc. Polaków udostępniło (w ciągu ostatniego roku) innej osobie swój kod PIN do karty płatniczej, login lub hasło do bankowości internetowej **.

Takie postępowanie może skutkować utratą nie tylko środków finansowych, lecz danych osobowych – alarmują eksperci Check Point. Brak ostrożności firmy, będącej zewnętrznym dostawcą oprogramowania dla Amazon i eBay spowodował w marcu br. utratę informacji o 8 milionach klientów tych serwisów. Dane, które znajdowały się w niezabezpieczonym zbiorze to między innymi dokumenty sprzedaży zawierające imiona i nazwiska klientów, ich adresy e-mail, informacje dotyczące nabywanych towarów oraz cztery ostatnie cyfry numerów kart płatniczych!!

W 2019 roku hakerzy zdobyli dostęp do 2,5 miliona rekordów popularnego sklepu Morele.net. W marcu br. ofiarami hakerów padli klienci strony Cyfrowo.pl, tracąc adresy email (login) i hasła. Właściciel Cyfrowe.pl tłumaczył brak zabezpieczeń tak: Z przykrością informujemy, iż w wyniku celowego działania osób trzecich nastąpił nieautoryzowany dostęp do danych dostępowych do sklepu części naszych Klientów.

W ostatnich tygodniach hakerzy wykorzystują motyw koronawirusa używając ataki phishingowe – alarmują analitycy Check Point Research. Eksperci zwracają uwagę, że cyberprzestępcy próbują wykorzystać nieuwagę milionów użytkowników podszywając się pod najpopularniejszy na świecie serwis z filmami – Netflix.  Część fałszywych stron oferuje potencjalnym zainteresowanym opcje płatności za fikcyjne usługi streamingowe, pozyskując ich dane lub pieniądze z konta bankowego.

– Hakerzy są coraz bardziej pomysłowi i wykorzystują zainteresowanie pandemią wśród użytkowników Internetu, szukających map infekcji. W sieci pojawiło się już kilka stron, głównie udostępnianych przez światowe organizacje (m.in. WHO), które pokazują mapę z epidemią COVID-19. Hakerzy tworzą strony z mapami, które wgrywają specjalny kod albo skrypt na komputer użytkownika, który nie jest wykrywalny przez standardowe systemy ochronne, i pozwala na wykradanie danych o kartach kredytowych, czy też prywatnych danych osobowych – podkreśla Wojciech Głażewski z firmy Check Point.

Jak się zabezpieczyć?

Polacy dziś coraz częściej płacą za zakupy przy pomocy telefonu i możliwość utraty kontroli nad pieniędzmi przez kliknięcie w wiadomość od złodziei jest coraz częstsza. Dotyczy to szczególnie Polski, gdzie – jak wynika z danych Check Point – 74 proc. ataków dokonywanych było za pomocą zawirusowanego załącznika w wiadomości email.

Ale to nie jedyne błędy popełniane przez posiadaczy kart. – Standardowo lepiej nie tracić karty płatniczej z oczu, gdy dokonujemy transakcji. Nie należy również trzymać kodu PIN zapisanego na kartce w portfelu. Tak – niestety – czyni co piąty Polak, nieświadomy tego, że w takiej sytuacji bank może odmówić zwrotu pieniędzy, uzna bowiem, że nie dochowaliśmy należytej staranności i ułatwiliśmy kradzież z konta – radzi przedstawiciel Check Point.

* Źródło: Fundacja Forum Konsumentów

** Badanie „Płatności bezgotówkowe oczami Polaków 2019”, opublikowane przy okazji kolejnej edycji kampanii informacyjnej „Warto Bezgotówkowo”, zostało przeprowadzone przez pracownię Pollster na zlecenie Warszawskiego Instytutu Bankowości, na przełomie września i października 2019 r.

Pandemia może pogorszyć ściągalność alimentów

Ściągalność alimentów, która już przed pandemią nie przedstawiała się najlepiej, może się jeszcze pogorszyć. Po tym jak w wyniku paraliżu gospodarczego wywołanego pandemią, rodzice, którym sąd nakazał płacenie alimentów, stracą źródła dochodu, przybędzie dzieci, które nie otrzymają świadczeń. Pandemia już utrudniła drogę dochodzenia roszczeń alimentacyjnych przed sądem, ograniczyła też kontakt z kancelariami prawnymi. Do Rejestru BIG InfoMonitor dłużnika, tak jak wcześniej, można zgłosić bez wychodzenia z domu. Tylko w marcu przybyło ich niemal 2,6 tys. Łączne zaległości 286 tys. osób zbliżają się do 11,5 mld zł.

Pandemia może pogorszyć ściągalność alimentów
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor

Z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor wynika, że na koniec marca bieżącego roku, było zarejestrowanych 286 tys. osób, które nie wywiązują się z płacenia dzieciom alimentów. Zaległości alimentacyjne wynoszą obecnie prawie 11,5 mld zł, a gminy współpracujące z BIG stale przekazują kolejnych dłużników. Czas pandemii nie spowodował zmniejszenia się liczby przekazywanych informacji o zaległościach alimentacyjnych przez gminy z całej Polski. W pierwszych miesiącach roku dopisały one jeszcze więcej dłużników niż na początku 2019 r. Tylko w marcu do bazy dłużników trafiło 2586 nowych alimenciarzy.

– Skala problemu nie maleje. W ciągu 12 miesięcy, od kwietnia ubiegłego roku do marca tego roku, gminy przekazały do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor informacje o 27 588 osobach niepłacących alimentów. Jednocześnie część osób została z rejestru wykreślona z dwóch powodów. Pierwszy to zmiana prawa nakazująca usunięcie z rejestru dłużników, których dług powstał wcześniej niż przed 6 laty. Drugi to spłata zaległości – wyjaśnia Halina Kochalska, ekspert Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. – Korzystanie z rejestru dłużników to bezpieczna i łatwa droga do podjęcia działań w celu odzyskania alimentów. W sytuacji gdy lepiej nie wychodzić z domu, ważne jest, że zgłoszenia dłużnika do BIG można dokonać online. To apel także do tych osób, które już mają zasądzone alimenty. Mogą osobiście zadzwonić do nas i wpisać takiego dłużnika za symboliczną złotówkę – dodaje Halina Kochalska.

Odzyskano 3,5 mln zł zaległych alimentów

Konsekwencje wpisu do rejestru bywają surowe i skuteczne. Osoba, która się w nim znajdzie, ma ograniczony dostęp do wielu usług, w tym finansowania w banku, zakupów ratalnych, leasingu, korzystnych ubezpieczeń, czy dostępu do umowy na telefon i internet. Przekonali się o tym dłużnicy, którzy tu trafili zarówno za sprawą gmin, jak i indywidualnych zgłoszeń osób, które skorzystały z możliwości wpisania dłużnika alimentacyjnego do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor za 1 zł. Jedynym warunkiem, który musiały spełnić, było posiadanie orzeczenia sądowego o prawie do alimentów. Z akcji „Odzyskuj alimenty” prowadzonej przez BIG InfoMonitor wynika, że odzyskały one ponad 3,5 mln zł zaległych alimentów. Może te kwoty nie są duże, patrząc na skalę problemu, jednak to ważny krok w dochodzeniu należności i duże wsparcie dla rodzica wychowującego samotnie potomstwo.

– Problem niepłacenia alimentów w Polsce jest jednym z bardziej wstydliwych i budzących wiele negatywnych emocji tematów. Niestety coraz większe grono rodziców, mimo prawnego obowiązku i do niedawna dobrej sytuacji gospodarczej, rezygnuje z opłacania świadczenia alimentacyjnego na rzecz swego potomstwa. I choć w Polsce działa Fundusz Alimentacyjny, który wypłaca świadczenia poszkodowanym rodzinom, w praktyce tylko 1/3 uprawnionych spełnia restrykcyjne kryteria otrzymania pomocy finansowej. Pozostali muszą radzić sobie sami. A jak wiadomo, na całym zjawisku niealimentacji najbardziej cierpią dzieci, które nie są winne takiego stanu rzeczy – zaznacza Halina Kochalska.

Szacuje się, iż blisko milion dzieci nie otrzymuje od swoich rodziców alimentów, mimo sądowego orzeczenia o obowiązku alimentacyjnym.

Jeśli chcesz wpisać dłużnika alimentacyjnego online, bezpiecznie i bez wychodzenia z domu, można to zrobić przy wsparciu opiekuna z BIG InfoMonitor. Wystarczy zadzwonić pod numer 22 486 56 56 lub wysłać maila na adres [email protected], dodając w tytule maila „Wpis dłużnika alimentacyjnego za 1 zł”. W odpowiedzi przyjdzie specjalny kod uprawniający do wpisu za 1 zł.

Fala problemów z alimentami dopiero przed matkami

Do stowarzyszeń i fundacji zajmujących się problemem niealimentacji już zgłaszają się osoby obawiające się, że ich sytuacja finansowa się pogorszy, a szanse na uzyskanie alimentów zmaleją. Wzrost fali problemów pojawi się na przełomie kwietnia i maja – przewiduje Stowarzyszenie „Alimenty to nie prezenty”, współpracujące głównie z osobami, które już wcześniej nie otrzymywały alimentów. Obecnie zgłaszają się po radę i pomoc samotne matki, które obawiają się utraty pracy przez rodzica, któremu sąd nakazał płacenie alimentów, czy też problemów prowadzonych przez nich firm. W konsekwencji kwarantanny, którą wywołała pandemia, opiekunowie dzieci, na które nie chcą łożyć rodzice, już dostrzegają utrudnienia w drodze dochodzenia roszczeń alimentacyjnych przed sądem i ograniczenia w kontakcie z kancelariami prawnymi. Takimi obawami dzielą się między innymi mamy skupione wokół łódzkiej fundacji Happy Kids.

– Zagrożenie jest widoczne, otrzymujemy zapytania ze strony rodziców dotyczące zatorów płatniczych, które niedługo się zaczną. Wiele osób obawia się utraty pracy przez byłych mężów i partnerów i tego, że w tej sytuacji, nie będą mieli z czego płacić alimentów. Część mam boi się, że ojcowie ich dzieci, którzy prowadzą niewielkie firmy i z nich się utrzymują, potraktują epidemię koronawirusa jako pretekst do zlikwidowania legalnej działalności i przeniosą się do szarej strefy. Wówczas ściąganie alimentów może się okazać niemożliwe. Obawy matek podsycają ogromne zmiany, jakie zaszły w działalności sądów. Odwoływane są posiedzenia jawne do końca marca, z wyjątkiem spraw pilnych, a przesuwane kwietniowe rozprawy i posiedzenia przynajmniej do 20 maja. Droga do dochodzenia roszczeń alimentacyjnych przed sądem stałą się obecnie nierealna, a nawet gdy epidemia się skończy, to nie wiadomo, jak długo potrwa przywrócenie normalnego funkcjonowania sądów. Najbardziej przestraszone są te samotne mamy, które wynajmują mieszkania. Nikt nie zwolni ich z takich opłat, tylko dlatego, że nie otrzymują alimentów – wymienia obawy Aleksander Kartasiński, Prezes Zarządu Fundacji Happy Kids. – Dochodzi do tego brak skutecznych działań ze strony instytucji odpowiedzialnych za dochodzenie roszczeń dla dzieci umieszczonych w pieczy oraz tych matek, które odzyskały dzieci. Ograniczenie zakresu działania pracowników służb społecznych, powoduje brak wsparcia dla tych osób, które po trudnej sytuacji rodzinnej rozpoczynały normalne życie, licząc na stabilizację i przywracanie prawidłowych relacji rodzinnych. Należy pamiętać, że stabilność finansowa, jest w dużej mierze kryterium, jakimi sądy kierują się podejmując decyzje o reintegracji rodziny, a zwłaszcza dzieci z matkami, które samotnie je wychowują – dodaje Aleksander Kartasiński.

Fakt, że mówi się przede wszystkim o matkach nie powinien dziwić. Według danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor do bazy dłużników trafia zdecydowanie więcej ojców niż matek. Wśród 285 764 dłużników alimentacyjnych znajdujących się w rejestrze, 94,3 proc. to panowie.

Ojcowie szczególnie obojętni na Śląsku, Mazowszu i Dolnym Śląsku

Zadłużenie alimentacyjne dotyka całą Polskę. Zaległości najbardziej doskwierają opiekunom dzieci z województwa śląskiego, mazowieckiego i dolnośląskiego, w każdym z nich przekraczają miliard złotych. Tu też zamieszkuje najwięcej dłużników alimentacyjnych. Średni dług na osobę w kraju przekracza już 40 tys. zł, ale w dziesięciu województwach jest jeszcze wyższy.

Pandemia może pogorszyć ściągalność alimentów 2
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor

Jak zmieni się rynek pracy po epidemii?

Wzrośnie bezrobocie, wielu pracodawców nie przetrwa, pracownicy będą musieli się przekwalifikowywać – prognozuje dr Izabela Florczak, ekspertka od prawa pracy z Uniwersytetu Łódzkiego.

Czy pandemia wpłynie na rynek pracy?

Pandemia zdecydowanie wpłynie na funkcjonowanie rynku pracy, zarówno w kontekście lokalnym, krajowym, jak i globalnym. Poszczególne kraje mają różną specyfikę funkcjonowania rynku pracy. Specyfika ta wpływała na to, że borykały się one z różnymi problemami na rynku pracy już w okresie przedpandemicznym. W Polsce od ponad dwóch dekad nie rozwiązaliśmy problemu nadużywania umów cywilnoprawnych, nazywanych potocznie śmieciowymi oraz pozornego samozatrudnienia. Koronawirus niczym papierek lakmusowy ukazuje te problemy. Rzesze osób z dnia na dzień straciły pracę i jedyne źródło dochodu, często bez możliwości uzyskania wsparcia socjalnego. Kryzys w pierwszej kolejności uderzył w najsłabsze ogniwa rynku pracy – prekariuszy. Równolegle trzeba zauważyć ciekawą tendencję – okazało się bowiem, że prace uważane często za nieskomplikowane, a w związku z tym niecieszące się znacznym społecznym uznaniem, zyskały na znaczeniu.

Jakie to prace?

Na przykład prace wykonywane przez sprzedawców w sklepach oraz dostawców jedzenia. Na przykładzie Uniwersytetu Łódzkiego zauważalne jest to w odniesieniu do obsługi administracyjnej domów studenckich. Praca tych osób jest z pozoru spokojna, w zasadnie niedostrzegalna. Nagle ci pracownicy stanęli na pierwszej linii frontu będąc jedyną grupą, która nie mogła przejść w tryb pracy zdalnej. To daje do myślenia o tym czym jest praca ludzka i jak powinno się ją wyceniać. Ale refleksja nad tym to pieśń dalekiej przyszłości. Teraz i w najbliższym czasie rynek pracy czeka wiele zmian, które muszą być szybką reakcją na aktualne realia. Czeka nas między innymi wzrost bezrobocia (który spektakularnie widoczny jest już w Stanach Zjednoczonych) oraz przeformułowanie struktury zatrudnienia migrantów.

W jaki sposób pandemia wpłynie właśnie na migracje zarobkowe?

Sądzę, że zaistniała sytuacja w skali masowej spowoduje utratę pracy przez migrantów. Zwykło się mówić, że migranci zarobkowi stanowią grupę „last to hire, first to fire”. To zjawisko jest w samej Polsce już dostrzegalne. Wielu pracowników zza granicy, głównie z Ukrainy, już utraciło prace. Nie wiemy przy tym jak będzie wyglądała sytuacja na rynku pracy w okresie letnim, gdy wiele prac sezonowych w rolnictwie wykonywali właśnie pracownicy migrujący. Czy będą mogli przyjechać do Polski? Jeśli tak to na jakich zasadach? Z resztą nie jest to problem wyłącznie polski – również we Włoszech czy Hiszpanii większość prac sezonowych w rolnictwie wykonywali migranci. Nie wiadomo jak zorganizowany zostanie rynek pracy gdy ich zabraknie.

Czy nauka prawa pracy już bada zachodzące zjawiska?

Z naukowego punktu widzenia obecna sytuacja to prawdziwa kopalnia pomysłów na badania naukowe. W moim środowisku powstało kilka inicjatyw, w których uczestniczę. Pierwsza z nich jest nieformalna i polega na cotygodniowych, oczywiście zdalnych, spotkaniach naukowców z całego świata. Wymieniamy się informacjami o tym w jaki sposób poszczególne kraje oraz regiony świata radzą sobie ze skutkami pandemii. W spotkaniach uczestniczą naukowcy m.in. z Izraela, RPA czy Stanów Zjednoczonych. Ich obecność jest dodatkowo niesamowita zważywszy na różnice czasowe. Oprócz takich nieformalnych inicjatyw powstają też projekty sformalizowane. Obejmują one analizy krajowych rozwiązań dotyczących pomocy rynkowi pracy w związku z pandemią. Jak dotąd przygotowałam dwa raporty o tym, w jaki sposób polski rynek pracy jest wspomagany. Jedno opracowanie dla American Bar Association w ramach publikacji w International Labor and Employment Law Committee Newsletter (ten raport jest już opublikowany wraz z innymi raportami krajowymi). Drugie dla Italian Labour Law e-Journal, które ukaże się niebawem i będzie zawierało opis środków podjętych w kilkudziesięciu krajach. Porównanie obranych przez poszczególne kraje ścieżek pomocowych będzie niesamowicie inspirujące.
W Polsce powstał zespół przygotowujący publikację w formie komentarza do tzw. tarczy antykryzysowych. Przewodniczy mu Pan Profesor Krzysztof Baran z Uniwersytetu Jagiellońskiego, a w pracach uczestniczy kilku pracowników Katedry Prawa Pracy z naszego Uniwersytetu. Powstająca publikacje omawiać będzie rozwiązania prawne mające wpływ na wspieranie pracodawców i osoby wykonujące pracę.

Czy praca nad takim komentarzem jest trudna?

Ze względu na pośpiech, w którym prawo było i jest tworzone praca ta jest arcytrudna. Teksty są wewnętrznie niespójne, przeredagowane i chaotyczne. Z naukowego punktu widzenia musimy wszystkie te mankamenty opisać, równolegle starając się odczytać intencje ustawodawcy. Czytelnik musi otrzymać jasną odpowiedź z jakich instrumentów i w jaki sposób może skorzystać. Często nasza praca sprowadza się do interpretacji „co poeta >>prawodawca<< miał na myśli”. Dodatkowo wprowadzane regulacje są niemalże natychmiast nowelizowane. Nasz zespół pracuje równolegle nad skomentowaniem treści aktualnie obowiązującej jak i projektu tzw. tarczy II. Wszystko po to, aby publikacja była jak najbardziej aktualna. Jej wydanie w wersji e-booka planowane jest na drugą połowę kwietnia.

Spełnia się zatem przewrotne chińskie przysłowie „obyś żył w ciekawych czasach”?

Dokładnie tak! Rozmawiając ostatnio na wirtualnych zajęciach ze studentami podczas kursu „Migrants on the labour markets” doszliśmy do wniosku, że zazwyczaj zjawiska społeczne, powodujące zauważalne zmiany, trwają latami. A nam dane będzie zaobserwować w krótkim czasie cały wachlarz wydarzeń i ich skutków. Z początku wydało się nam przytłaczające, że nie mamy pełnego wpływu na rzeczywistość, która ma wpływ na nas. Jednak pomimo tego podeszliśmy do sprawy naukowo i przekształciliśmy omawiane kwestie w wyzwanie intelektualne zastanawiając się, jakie problemy będzie stawiała przed nami przyszłość postpandemiczna.

A co może nas czekać?

Wzrośnie bezrobocie, wielu pracodawców nie przetrwa, pracownicy będą musieli się przekwalifikowywać… Z pewnością również w większym stopniu zacznie się wykorzystywać pracę zdalną gdyż okazało się, że ta forma przy zastosowaniu odpowiednich środków i narzędzi jest w pełni wartościowa. Natomiast nie możemy oczekiwać, że wrócimy do stanu sprzed epidemii. Będzie po prostu inaczej.

Rozmawiała: Honorata Ogieniewska, główny specjalista ds. promocji nauki i badań w Centrum Promocji Uniwersytetu Łódzkiego

Ruch w handlu się poprawia. Eksperci: To tylko efekt świąt. Polacy muszą wyjść z domów, żeby było lepiej

Pomiędzy III a IV tygodniem tzw. narodowej kwarantanny ruch w sklepach spadł o ponad 14%. Natomiast przed świętami podniósł się o 18%. Największy wzrost odnotowano w supermarketach. W czołówce znalazły się też sieci convenience i dyskonty. Przed Wielkanocą ruch poprawił się również na stacjach paliw, tj. o przeszło 4%. Dla porównania, w poprzednim tygodniu spadek wyniósł 4,5%. Tak przedstawiają się wnioski z cyklicznego raportu firmy Proxi.cloud oraz UCE RESEARCH, przygotowanego na podstawie obserwacji prawie miliona dorosłych Polaków, a także ponad 20 tys. obiektów.

Z obserwacji sieci handlowych wynika, że przed świętami ruch w placówkach zaczął się pomału podnosić. W IV i V tygodniu tzw. narodowej kwarantanny zwiększył się o 18%. Przy tym warto zauważyć, że wcześniej spadki były na poziomie 14,2% (III vs IV tydzień), a także 12,7% (II vs IV tydz.).

– Ostatni wzrost jest wyłącznie efektem przedświątecznym. Sytuacja jeszcze się nie zmieniła. Ruch będzie stale rósł, gdy zostaną zniesione ograniczenia sanitarne – zaznacza dr Maria Andrzej Faliński, wieloletni ekspert rynku detalicznego.

Patrząc na cały analizowany okres, widać, że od I do V tygodnia ruch zmniejszył się o 46,9%. Natomiast spadek od I do IV tygodnia wyniósł 55% (I vs II tydzień – 48,5%, I vs III – 47,6%).

– Z tego wynika, że sytuacja zaczyna powoli wracać do normy. Oczywiście trzeba pamiętać o tym, że poprawa miała ścisły związek ze świętami. Polacy chociaż zostali w domach, nie zrezygnowali ze swoich potrzeb i robili wielkanocne zakupy. Zapewne nie były one tak duże, jakby branża sobie tego życzyła, ale mimo to można zauważyć poprawę sytuacji – mówi Krzysztof Zych z firmy doradczej UCE GROUP LTD.

Porównując wyniki poszczególnych formatów, widać, że pomiędzy IV a V tygodniem największy wzrost odnotowano w supermarketach – o 21%. Dalej w zestawieniu były sieci convenience – skok na poziomie 17,4%, dyskonty – 16,1%, hipermarkety – 15%, a także sieci cash&carry – 12,3%.

– Supermarkety znalazły się na pierwszym miejscu, ponieważ mają przewagę nad innymi formatami. Polega ona na stosunkowo dużej przestrzeni handlowej, w której klienci czują się bezpieczniej niż w mniejszych placówkach. Do mocnych stron tego typu sklepów należą też atrakcyjne cenowo oferty. W kolejnych tygodniach będą rosły w siłę – komentuje Marcin Lenkiewicz z aplikacji BLIX.

Ruch na stacjach paliw również poprawił się przed świętami. Pomiędzy IV i V tygodniem odwiedziny wzrosły o 4,4%. W poprzednich tygodniach były spadki (od III do IV – o 4,5%, a od II do IV – aż o 7,6%). Natomiast w okresie pięciu tygodni średni ruch obniżył się o 45,3%. Można więc powiedzieć, że zaczyna on powoli się podnosić, bo między I a IV tygodniem spadek wyniósł 47,6%.

– Sytuacja na stacjach nie ulegnie poprawie, dopóki ludzie będą pozostawać w domach. Lekko zwiększony ruch przed świętami wynikał tylko z tego, że pomimo obostrzeń niektórzy zdecydowali się jednak odwiedzać rodziny, a także jeździli samochodami na zakupy – tłumaczy dr Jakub Bogucki, analityk rynku paliw z portalu e-petrol.pl.

Wyniki pochodzą z cyklicznie wydawanego raportu „Handel w okresie pandemii 2020” firmy technologicznej Proxi.cloud i platformy analityczno-badawczej UCE RESEARCH. Monitoring trwał przez pięć tygodni tzw. narodowej kwarantanny, tj. od 09 marca do 12 kwietnia br. Obserwacji poddano łącznie 972 462 dorosłych Polaków. Analizą objęto 23 sieci handlowe, w tym hipermarkety, dyskonty, supermarkety, convenience i cash&carry (łącznie 16 746 placówek), a także 8 ogólnopolskich brandów stacji paliw (w sumie 3 491 obiektów) we wszystkich województwach.

Do końca marca podatek PIT za 2019 rok rozliczyło aż 87% podatników

W tym roku już 75% podatników deklaruje, że skorzysta z możliwości rozliczenia PIT przez internet. Najpopularniejszym sposobem na złożenie zeznania podatkowego przez internet jest usługa Twój e-PIT (52% wskazań). Składając zeznanie roczne 49% podatników skorzysta z ulg podatkowych, z czego najwięcej, 56% z ulgi na dzieci. W zeznaniu PIT 2019 z nowej ulgi termomodernizacyjnej skorzystało lub zamierza skorzystać 5% podatników. Bez zmian w stosunku do ubiegłego roku pozostała liczba Polaków, którzy przekazują 1 procent swojego podatku na rzecz organizacji pożytku publicznego – w zeznaniu podatkowym PIT 2019 wybraną przez siebie OPP zamierza wesprzeć 84% respondentów – wynika z najnowszego raportu KPMG.

Usługa Twój e-PIT przyjazna i bezpieczna zdaniem 97% użytkowników

Do końca marca 87% Polaków zadeklarowało, że złożyło już zeznanie podatkowe PIT za 2019 rok. Z badania KPMG w Polsce wynika, że ponad połowa podatników złożyła zeznanie w marcu, a więcej niż co trzecia osoba, mająca obowiązek rozliczenia się z urzędem skarbowym, zrobiła to już w lutym. Najpopularniejszym sposobem rozliczenia podatku PIT za 2019 rok jest złożenie zeznania przez internet. W tym roku tę formę rozliczenia z fiskusem zadeklarowało 75% respondentów, co oznacza wzrost o 6 punktów procentowych w stosunku do ubiegłego roku. 52% podatników rozliczających się przez internet skorzystało z usługi e-PIT, a kolejne 22% z systemu e-deklaracje.

Praktycznie wszyscy podatnicy (97% wskazań), którzy złożyli zeznanie podatkowe PIT za 2019 rok za pomocą usługi e-PIT, ocenili ją zdecydowanie lub raczej pozytywnie, uznając system za przyjazny i bezpieczny. Również sposób logowania do usługi e-PIT jest odbierany jako zdecydowanie lub raczej bezpieczny przez 96% respondentów. Podatnicy najczęściej (53%) logowali się do systemu e-PIT oraz uwierzytelniali swoją tożsamość za pomocą danych identyfikacyjnych takich jak: PESEL, imię i nazwisko oraz kwota przychodu w zeznaniu PIT 2018. Aż o 14 punktów procentowych w stosunku do ubiegłorocznej edycji badania (38% wskazań) wzrosła liczba podatników używających w celu uwierzytelnienia zaufanego profilu.

Patrząc na wyniki najnowszej edycji naszego badania, na uwagę zasługuje bardzo duży odsetek podatników, którzy rozliczyli się z fiskusem w zakresie zeznania podatkowego PIT na co najmniej miesiąc przed ustawowym terminem tj. 30 kwietnia, który został dodatkowo przedłużony przez przepisy w zakresie tzw. tarczy antykryzysowej o kolejny miesiąc. W dużej mierze jest to efekt wprowadzonej od poprzedniego roku przez Ministerstwo Finansów usługi Twój e-PIT, z której w tym roku skorzystało lub zamierza skorzystać ponad połowa podatników. Wstępnie przygotowane przez MF zeznania podatkowe PIT zostały udostępnione podatnikom już od 15 lutego br. – mówi Andrzej Marczak, partner i szef zespołu ds. PIT w KPMG w Polsce.pit 2020

Spada liczba Polaków deklarujących wspólne rozliczenie ze współmałżonkiem

W tegorocznej edycji badania o 2 punkty procentowe do 87% wzrosła liczba Polaków, którzy rozliczają się w miejscu zamieszkania będącym jednocześnie miejscem zameldowania, a 10% respondentów deklaruje, że rozlicza się w miejscu zamieszkania, ale nie jest tam zameldowanych. W miejscu samego zameldowania rozliczy się natomiast 3% Polaków. Ponad połowa Polaków biorących udział w badaniu KPMG zadeklarowała, że podatek roczny za 2019 rok rozliczy indywidualnie, z kolei 42% rozliczy się ze współmałżonkiem, co oznacza spadek o 8 punktów procentowych względem poprzedniego roku.

Blisko siedmiu na dziesięciu podatników uważa, że roczne rozliczenie z urzędem skarbowym jest bardzo łatwe lub raczej łatwe. Trudności z wypełnieniem zeznania PIT zgłasza jedynie 11% Polaków. O tym, że rozliczenie podatku nie sprawia większych problemów świadczy również fakt, że 88% podatników wypełnienie formularza PIT nie zajmuje więcej niż 1 godzinę, z czego 65% wypełnia PIT w mniej niż 30 minut.

pit 2020 infoBlisko połowa Polaków skorzysta z ulg podatkowych

Z możliwości odliczenia ulg podatkowych w PIT 2019 skorzystała lub jeszcze skorzysta połowa podatników (49% wskazań). Najpopularniejszą ulgą podatkową bez zmian w stosunku do ubiegłorocznej edycji badania pozostaje ulga podatkowa na dziecko. W tym roku o 6 punktów procentowych do 20% wzrosła liczba Polaków, którzy w swoim zeznaniu rocznym rozliczą ulgę z tytułu darowizn. Z wprowadzonej nowej ulgi podatkowej – ulgi dla młodych, w rozliczeniu PIT za 2019 rok skorzystało lub zamierza skorzystać 6% respondentów, a z ulgi termomodernizacyjnej 5% badanych osób.

ulgi podatkowe 2020Od zeznania rocznego PIT za 2019 rok, ustawodawca wprowadził nowe przywileje, w tym m.in. ulgę dla młodych oraz ulgę termomodernizacyjną. Przepisy o uldze dla młodych weszły w życie co do zasady z dniem 1 sierpnia 2019 r. i mają zastosowanie do przychodów uzyskanych od tego dnia. Co istotne, w 2019 r. płatnik nie miał obowiązku obliczania i pobierania zaliczek na PIT, jeżeli młody podatnik złożył mu oświadczenie, że jego dochody w całości korzystają ze zwolnienia od PIT. Podatnicy, którzy nie złożyli takiego oświadczenia, zwrot podatku z tytułu ulgi otrzymają w zeznaniu rocznym za 2019 r. Jak wynika z naszego badania, 59% respondentów, którym przysługuje ta ulga złożyło w ciągu roku podatkowego takie oświadczenie, natomiast 41% ulgę rozliczy dopiero w zeznaniu rocznym – mówi Grzegorz Grochowina, starszy menedżer w zespole ds. PIT w KPMG w Polsce.

84% podatników przekaże 1 procent podatku na rzecz OPP

Bez zmian w stosunku do ubiegłorocznej edycji badania, 84% Polaków mających obowiązek rozliczania się z urzędem skarbowym zadeklarowało, że przekazało lub przekaże 1 procent podatku na rzecz organizacji pożytku publicznego. Chęć przekazywania 1 procenta podatku rośnie wraz z wiekiem podatników. Zaledwie 65% Polaków do 24. roku życia, deklaruje chęć przekazania 1 procenta podatku na wybraną przez siebie organizację pożytku publicznego, gdzie wśród starszych podatników ten odsetek waha się od 83% do nawet 88%. Blisko 7 na 10 respondentów przekazujących swój 1 procent podatku przyznało, że dokonuje wyboru organizacji pożytku publicznego w oparciu o sugestię lub prośbę znajomych i rodziny. O 4 punkty procentowe do 17% zwiększyła się w porównaniu do poprzedniej edycji badania liczba podatników, którzy wybierają OPP w oparciu o informację z mediów.

Vivid Games złoży wniosek o otwarcie przyspieszonego postępowania układowego

Vivid Games podjął decyzję o przygotowaniu i niezwłocznym złożeniu w Sądzie Rejonowym w Bydgoszczy wniosku o otwarcie przyspieszonego postępowania układowego (PPU) z układem częściowym obejmującym jedynie wierzytelności wynikające z obligacji serii A. To konsekwencja braku wystarczającej frekwencji do przegłosowania rozłożenia spłaty obligacji serii A na raty na WZO, które miało odbyć się 23 kwietnia.

Vivid Games planuje skorzystać z możliwości układu częściowego i objąć postępowaniem jedynie wierzytelności wynikające z obligacji serii A podlegające wykupowi w dniu 5 maja 2020 roku. – Niestety pomimo dołożenia wszelkich starań z naszej strony, obligatariusze nie skorzystali z możliwości przegłosowania zmian na WZO. Nie udało zmobilizować ich w stopniu wystarczającym do zebrania wymaganego kworum 50% kapitału obligacji. Swoje pełnomocnictwa na WZO przekazali obligatariusze reprezentujący ok. 25% kapitału obligacji. Nie bez znaczenia na potencjalną frekwencje miała też sytuacja związana z COVID-19. W związku z tym Zgromadzenie Obligatariuszy, które planowane było na 23 kwietnia br. nie odbędzie się. Sytuacja ta zmusza nas do niezwłocznego złożenia wniosku o przyspieszone postępowanie układowe, które w optymalny sposób zabezpieczy interesy spółki jednocześnie pozwalając obligatariuszom obligacji serii A na uzyskanie pełnej spłaty ich wierzytelności wraz z odsetkami – tłumaczy Remigiusz Kościelny, prezes Vivid Games.

Główne propozycje układowe będą tożsame do zmian zaproponowanych przez spółkę obligatariuszom obligacji serii A w ogłoszeniu o zwołaniu zgromadzenia obligatariuszy (wszyscy, którzy zarejestrowali się na WZO deklarowali zgodę na proponowane rozwiązania). Będą zawierały propozycję rozłożenia wierzytelności wynikającej z wykupu obligacji serii A na dwanaście równych kwartalnych rat przy jednoczesnym zapewnieniu wypłaty odsetek w dotychczasowej wysokości do czasu spłaty całej wierzytelności wynikającej z wykupu obligacji.

– Chcemy zapewnić akcjonariuszy, że PPU nie będzie miało negatywnego wpływu na działalność operacyjną spółki czy realizacje prognoz. Od trzech kwartałów generujemy zysk netto, w tym 1 mln w I kwartale. Kolejne miesiące, dzięki silnym i długotrwałym wzrostom przychodów z Real Boxing 2 i Gravity Rider Zero na platformach mobilnych oraz kolejnym udanym premierom na Nintendo Switch zapowiadają się bardzo dobrze. Już niedługo czekają nas premiery kolejnych dużych gier: Overdrive Racing (multiplayerowej wersji gry Gravity Rider Zero), Smooths: Summer Games, Amusing Heroes oraz Knight Fights 2. W produkcji znajduje się również kilka gier segmentu casual. – podkreśla Kościelny.

W ramach PPU Vivid Games zamierza również zamknąć linię biznesową QUASU z możliwą sprzedażą składników majątkowych z nią związanych co oznacza około 1,5 mln zł oszczędności w ujęciu rocznym oraz konwersję pożyczek udzielonych przez znaczących akcjonariuszy w wysokości 2,0 mln zł na akcje spółki nowej emisji.

Wchodzimy w trzecią fazę psychicznej reakcji na kryzys spowodowany koronawirusem. Wiele osób będzie zmagać się z wyczerpaniem, strachem, a nawet depresją

Po fazie chaosu i dezorganizacji, która towarzyszyła nam w pierwszych dniach epidemii, nastąpiła faza adaptacji, kiedy zaczęliśmy przyzwyczajać się do nowego rytmu życia. – Większość z nas starała się wytrzymać do świąt, które stanowiły obietnicę normalności – podkreśla dr Beata Rajba, psycholożka z Dolnośląskiej Szkoły Wyższej. Teraz przed nami najtrudniejsza faza – wyczerpania i lęku. Wielu osobom może towarzyszyć zły nastrój, depresja, poczucie wypalenia, a także takie objawy fizyczne jak kołatanie serca. Najbardziej narażone na taki stan są osoby samotne i takie, które straciły w ostatnich tygodniach poczucie bezpieczeństwa.

– Reakcja na sytuację kryzysową zwykle zamyka się w trzech fazach. Pierwszą fazę dezorganizacji część z nas już ma za sobą, o ile dostaliśmy w pracy jasne instrukcje, wypracowaliśmy jakieś procedury, również te, które nas chronią przed zakażeniem, zorganizowaliśmy sobie życie domowe. To nam pozwoliło wejść w fazę adaptacji, mobilizacji sił i zdolności organizacyjnych, w której może nie funkcjonujemy optymalnie, ale jakoś sobie radzimy – mówi agencji Newseria Biznes dr Beata Rajba, psycholożka z Dolnośląskiej Szkoły Wyższej.

Istotną rolę w radzeniu sobie z nową, trudną sytuacją odgrywały zbliżające się Święta Wielkanocne. Mimo że wiele osób spędziło je inaczej niż co roku, zwykle w domach, to perspektywa świąt pozwoliła zająć się tradycyjnymi przygotowaniami i oderwać myśli od pandemii i związanych z nią problemów.

– Większość z nas starała się wytrzymać do świąt, które stanowiły obietnice normalności. Po świętach trudniej będzie wrócić do dawnej aktywności i znowu się zmusić do wysiłku, więc dla wielu będzie to początek fazy trzeciej, czyli fazy wyczerpania. Wtedy spada nasza efektywność, obniża się nastrój, pojawiają się zaburzenia snu, wzmacniają lęki, może się pojawić depresja, wypalenie, drażliwość czy objawy nerwicowe jak kołatanie serca – przestrzega dr Beata Rajba.

Kolejne tygodnie w izolacji sprawiają, że dotychczasowe mechanizmy obronne znacznie się osłabiają. Stale towarzysząca nam niepewność i strach o zdrowie własne i najbliższych zaczyna powodować coraz większe zmęczenie organizmu.

Według ekspertki najbardziej narażone na spadek nastroju są osoby, które wcześniej borykały się już z problemami psychicznymi. W grupie ryzyka jest również ta część społeczeństwa, która ze względu na obecną sytuację gospodarczą utraciła stałe źródło utrzymania. Są to także osoby samotne, chore i seniorzy. Z sytuacją kryzysową dużo lepiej poradzą sobie ci, których poczucie bezpieczeństwa nie zostało zburzone. Jak podkreśla dr Beata Rajba, obieramy różne strategie, ale nie wszystkie są pomocne. Wręcz przeciwnie, często mogą okazać się jeszcze bardziej destrukcyjne.

– Przykładowo, usiłujemy przewidzieć przyszłe niebezpieczeństwa, a tym samym snujemy katastroficzne wizje i nakręcamy się zupełnie niepotrzebnie. To niczemu nie pomaga. Niektórzy z nas będą się z kolei zastanawiać, co mogli zrobić, by uchronić siebie i bliskich, a tym samym wpadną w samoobwinianie. Jeszcze inni będą wyładowywać emocje na bliskich, będą uciekać w sen, w gry komputerowe, w alkohol, albo jeszcze zaprzeczać zagrożeniu i je bagatelizować – wymienia psycholożka.

Radzi, by na czas pandemii obniżyć wymagania stawiane sobie i innym. Warto przypominać sobie o sytuacjach, w których doskonale sobie poradziliśmy, by w ten sposób udowodnić sobie, że i tym razem damy radę. W utrzymaniu wewnętrznej równowagi pomaga również stały rytm dnia. Ważne jest zatem, aby organizować sobie czas w domu i planować poszczególne czynności, dzięki czemu zyskamy większe poczucie kontroli. W codziennym grafiku nie powinno zabraknąć czasu na przyjemności.

– Obejrzyjmy film, upieczmy ciasto. Warto również zadbać o codzienne ćwiczenia i dietę, dlatego że, jak mówi znane przysłowie: w zdrowym ciele zdrowy duch – aktywność wspomaga proces adaptacji – zaznacza ekspertka.

W trzeciej fazie psychicznego radzenia sobie z pandemią szczególnie ważne są kontakty społeczne. Aby poprawić sobie samopoczucie, dobrze jest porozmawiać przez telefon czy komunikatory z przyjaciółmi – wymienić się spostrzeżeniami dotyczącymi obecnej sytuacji i tym samym oswoić ją.

– Jeżeli sytuacja przekracza nasze możliwości radzenia sobie ze stresem, zachęcam do skorzystania z darmowej – telefonicznej lub internetowej – pomocy psychologicznej. Nikt z nas nie powinien przechodzić przez kryzys sam. Wsparcie, zarówno udzielane przez bliskich, jak i profesjonalistów, pozwala ograniczyć negatywne skutki – wyjaśnia dr Beata Rajba.

Pozytywny wpływ na nastrój może mieć także pomaganie innym.

– Moi zdolni studenci z pierwszego roku wykonali ostatnio badania, które wskazują, że osoby angażujące się we wspieranie innych mają znacznie lepszy nastrój. Mniej się boją, mniej cierpią, lepiej się adaptują do sytuacji izolacji – podkreśla psycholożka. – Doświadczenie pandemii sprawia, że wielu z nas bardziej dba o siebie nawzajem, ludzie się sobą opiekują, moi przyjaciele do mnie dzwonią, udzielamy sobie nawzajem wsparcia, a także społeczności organizują się w przepięknych, spontanicznych akcjach. To nie jest coś nowego, jak pokazuje choćby doświadczenie WOŚP, natomiast to utrwala pewną postawę odpowiedzialności społecznej, solidarności.

Piotr Soroczyński: Jak epidemia wpłynie na poziom inflacji?

Główny Urząd Statystyczny przedstawił dane dotyczące poziomu inflacji w marcu. W ubiegłym miesiącu ceny wzrosły przeciętnie o 0,2 proc., a w stosunku do zeszłego roku był to już wzrost o 4,6 proc., po zwyżce o 4,7 proc. w lutym. Wcześniej pojawiały się obawy związane z nagłym robieniem zapasów i zwiększonym popytem na produkty niezbędne do przetrwania w czasie epidemii. Wzrosły ceny żywności,  środków czystości i medykamentów. Potaniały za to paliwa. Najprawdopodobniej to ten czynnik utrzymał inflację w ryzach.
– Dane GUS potwierdzają także wpływ zamknięcia wielu lokali handlowo-usługowych na zmniejszenie popytu. To także skutek obostrzeń dotyczących poruszania się – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej.
– Wielu przedsiębiorców bardzo poważnie odczuwa już konsekwencje wprowadzonych zakazów, zwłaszcza ostatnich, które wyłączyły z normalnego funkcjonowania kolejne przedsiębiorstwa. Obecna sytuacja rodzi pytanie jak zmieni się poziom inflacji w przyszłości. Już wcześniej przewidywano, że pierwszy kwartał będzie bardzo zły. Następnie ze względu na efekty bazowe inflacja powinna stopniowo spadać. Istnieje szansa, że latem roczny wskaźnik wyniesie ok. 3,5 proc. W grudniu natomiast może spaść do poziomu 3 proc. Przy górnych widełkach celu inflacyjnego w postaci 3,5 proc., to nadal wysoki wynik. W tym przypadku prognozy są jednak szczególnie trudne. Mamy do czynienia z wyjątkowym rokiem, kiedy nie można przewidzieć tego, co będzie się działo w rolnictwie, przemyśle, czy z cenami usług, ze względu na istotny wzrost płacy minimalnej.
Dzisiaj jedną z podstawowych niewiadomych jest to, co będzie działo się z kursem walutowym. Gdyby na rynku światowym pojawiło się bardzo duże zamieszanie, a polski złoty znacząco by się osłabił, nastąpiłby dość mocny impuls proinflacyjny.
Obecnie złotówka jest już słabsza niż na początku kryzysu gospodarczego, ale na razie poziom ten nie jest jeszcze niepokojący. Z drugiej strony nie wiadomo, jak konsumenci będą reagowali na dobra i usługi oferowane na rynku. Ich struktura może się istotnie zmienić kiedy gospodarka będzie odmrażana. Być może będą chcieli wrócić do tego, co było, a może jednak zaczną inaczej oceniać, co im potrzebne i na co wydawać pieniądze. Stąd też wiele znaków zapytania jeśli chodzi o przyszłość inflacji. Ważne, że nie doszło do jej dramatycznego wzrostu w marcu, kiedy wzrosły ceny produktów, głównie spożywczych. Nadal możliwe, że pokaże się on w kwietniu, ze względu na wciąż widoczny wyższy poziom cen – dodał Soroczyński.

Rosyjska gospodarka w podwójnym kryzysie. Liczy na odbicie na rynku ropy i zniesienie unijnych sankcji

Najniższe od kilkunastu lat ceny ropy naftowej uderzają w rosyjską gospodarkę, która podobnie jak inne kraje boryka się z gospodarczymi skutkami epidemii koronawirusa. To prowadzi do osłabienia rubla i ubożenia rosyjskiego społeczeństwa. W przetrwaniu tego podwójnego kryzysu Rosjanom mają pomóc oszczędności gromadzone w Funduszu Dobrobytu Narodowego. Władimir Putin już zapowiedział wsparcie dla firm, personelu medycznego i dodatki pieniężne dla rodzin. Rosja liczy także na zniesienie unijnych sankcji i próbuje wykorzystać sytuację epidemii, by rozbić jedność UE w tym zakresie.

W Rosję uderzyły dwa kryzysy: ten związany z rozwojem epidemii, która uderza w rosyjskie mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwa, ale też ten związany z cenami ropy naftowej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr hab. Agnieszka Legucka, analityczka Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. – W marcu nie udały się negocjacje w ramach kartelu naftowego OPEC + Rosja i niektóre inne kraje. Główni negocjatorzy, czyli Rosja i Arabia Saudyjska, były w konflikcie, w jaki sposób poradzić sobie ze zmniejszającym się popytem na ropę naftową, który widać było w ostatnich miesiącach. To przyczyniło się do załamania rozmów i w efekcie do drastycznego obniżenia ceny tego surowca.

Cena europejskiej ropy brent spadła w marcu o połowę, z ok. 50 dolarów za baryłkę do mniej niż 25 dolarów. Cena teksańskiej WTI teraz jest poniżej poziomu 20 dolarów za baryłkę. Od początku roku, co związane jest z pandemią koronawirusa i wyhamowaniem globalnych gospodarek, a w związku z tym popytu na surowiec, ropa brent potaniała o ponad 55 proc., a WTI – o dwie trzecie. To spadki porównywalne do sytuacji z 1991 roku, gdy rozpadał się Związek Radziecki. Tymczasem w rosyjskim budżecie, którego dochody w ok. 40 proc. pochodzą ze sprzedaży surowców, założona jest cena 42,4 dol. za baryłkę ropy.

Oprócz konfliktu na linii Rosja – Arabia Saudyjska przeszkodą w osiągnięciu porozumienia był też sprzeciw Meksyku, który ostatecznie przystał na ograniczenie wydobycia, gdy Stany Zjednoczone obiecały rekompensatę części strat. Przed pandemią sama Rosja była zresztą przeciwna dalszemu ograniczeniu podaży, bo koszty wydobycia surowca są tam wyższe niż na Bliskim Wschodzie czy w USA. Ostatecznie12 kwietnia globalni producenci zgodzili się na cięcie produkcji o ok. 10 proc., czyli 9,7 mln baryłek dziennie przez maj i czerwiec 2020 roku. Jednak w reakcji na tę informację ropa lekko potaniała.

Arabia Saudyjska przez ostatni miesiąc prowadziła wojnę cenową, wypuściła na rynek bardzo dużą ilość taniego surowca, którym państwa zaczęły zapełniać sobie magazyny. One nadal są zapełnione, więc nie udało się osiągnąć tego efektu, na który w szczególności Rosja liczyła, czyli bardzo szybkiego wzrostu cen –  wyjaśnia Agnieszka Legucka. – Rosjan trochę ratuje to, że przez ostatnie lata oszczędzali na specjalnym funduszu, który pozwoli na utrzymanie poduszki finansowej na rzecz przedsiębiorstw, które borykają się z epidemią. To pomoc przedsiębiorstwom, żeby nie płaciły podatków, bądź też miały 6-miesięczne odroczenie od płacenia składek ubezpieczeniowych. Władimir Putin zapowiedział również wypłacanie od czerwca dodatków pieniężnych dla rodzin z dziećmi, a także podniesienie płac lekarzom, którzy pracują z koronawirusem.

Zasoby Funduszu Dobrobytu Narodowego w marcu szacowano na 123–124 mld dol., co w ocenie ekspertów powinno wystarczyć na opanowanie sytuacji w krótkiej perspektywie. Wszystko zależy jednak od tego, jak długo potrwa epidemia zarówno w samej Rosji, jak i na świecie. Według oficjalnych danych z 16 kwietnia w Rosji było prawie 28 tys. zachorowań (ponad trzy razy tyle co w Polsce) i 230 zgonów spowodowanych koronawirusem (w Polsce 286).

Jak podkreśla analityczka PISM, Rosja liczy także na zniesienie unijnych sankcji. Próbuje w tym celu wykorzystać kryzys i pomoc udzielaną innym krajom, polegającą na przekazywaniu sprzętu medycznego, maseczek czy wysyłaniu lekarzy do pomocy w najbardziej dotkniętych pandemią krajach.

Ta pomoc opakowana jest całym pakietem dezinformacji i propagandy, które widać wyraźnie na przykładzie tzw. operacji włoskiej, gdzie wysłano sprzęt medyczny, lekarzy, a jednocześnie już są doniesienia, że również służby specjalne brały w tym udział – mówi dr hab. Agnieszka Legucka. – Po tym wydarzeniu w mediach społecznościowych Rosjanie pokazywali filmiki, w których Włosi zdejmują flagę Unii Europejskiej, a w tle słychać hymn rosyjski bądź chiński.

Choć bezpośrednim celem może być doprowadzenie do zawieszenia sankcji, to długofalowo może chodzić o stworzenie całkiem innego ładu międzynarodowego.

Rosji chce podważyć zdolności Unii Europejskiej i NATO do zarządzania kryzysem takim jak epidemia koronawirusa i jednocześnie rozbić solidarność w ramach Unii Europejskiej. Rosji zależy na tym, żeby stworzyć długoterminowo nowy ład międzynarodowy, w którym chciałaby być takim języczkiem uwagi między Zachodem i Chinami. Wtedy w zależności od potrzeb stawiałaby się po jednej bądź po drugiej stronie barykady – wyjaśnia ekspertka PISM.

Branża fitness tylko w marcu zanotowała 400 mln zł straty. Kluby czeka fala bankructw

Koronawirus zamroził branżę fitness w Polsce. Straty już teraz wylicza się na 400 mln zł, a bez pracy zostało ok. 80 tys. osób. Tarcza antykryzysowa pomoże klubom i siłowniom tylko w niewielkim stopniu. Dla branży kluczowe koszty to czynsze. Tymczasem są z nich zwolnione tylko kluby znajdujące się w galeriach handlowych, te zaś stanowią maksymalnie 15 proc. rynku. – Oczekujemy zapisu, który pozwoli umorzyć czynsze najmu na wszystkich powierzchniach, które straciły 100 proc. przychodu. Inaczej branżę czeka fala bankructw – mówi Tomasz Napiórkowski z Polskiej Federacji Fitness.

Za marzec branża fitness ma ok. 400 mln zł straty. Rynek liczy 2,5 tys. klubów fitness oraz ponad 80 tys. miejsc pracy – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Napiórkowski, założyciel Polskiej Federacji Fitness.

Z danych Polskiej Federacji Fitness wynika, że już luty był znacznie gorszy niż jeszcze rok wcześniej, bo obroty spadły o ok. 30 proc. Od połowy marca kluby i siłownie nie działają w ogóle. Tym samym bez pracy zostało blisko 80 tys. osób, w większości zatrudnionych na podstawie umów cywilnoprawnych czy prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą. Tarcza antykryzysowa pomoże tylko na chwilę, zwłaszcza że dla branży największe koszty to czynsze.

– Przede wszystkim skupiamy się na negocjowaniu czynszów najmu z wynajmującymi. Stanowią one 70–80 proc. naszych kosztów – wskazuje Tomasz Napiórkowski. – Kiedy będziemy w stanie to opanować, możemy liczyć na to, że branża przez jakiś czas jeszcze wytrzyma ten kryzys.

Obecnie lokale, które są zlokalizowane w galeriach handlowych o powierzchni sprzedaży ponad 2 tys. mkw., są zwolnione z płacenia czynszu. Jednak tylko 10–15 proc. klubów znajduje się w galeriach handlowych, zdecydowana większość więc musi na własną rękę renegocjować umowy najmu.

– Prawo jasno mówi o tym, że w przypadku, kiedy to państwo zakazało działalności danym sektorom, to państwo ponosi za to odpowiedzialność. Więc oczekiwalibyśmy wsparcia chociażby w kwestii wynajmu całkowitego. Czyli niech zapis, który dotyczy umorzenia czynszów najmu w galeriach handlowych, dotyczy wszystkich powierzchni, które straciły 100 proc. przychodu, bo nie tylko nasza branża była postawiona w takiej sytuacji – postuluje założyciel PFF.

Polska Federacja Fitness oczekuje też pomocy w negocjacjach z leasingodawcami czy bankami. Dla większości przedsiębiorców klub fitness stanowi majątek życia, na który niejednokrotnie całkowicie się zapożyczyli. Bez pomocy państwa nie będą w stanie przetrwać kryzysu, zwłaszcza że nie wiadomo jak długo jeszcze kluby i siłownie będą jeszcze zamknięte.

 Prywatni właściciele, sieciowe czy lokalne kluby w dużych czy w mniejszych miastach mają środki na 2-3 miesiące – wylicza ekspert.

Branżę fitness na pewno czeka fala bankructw. Mogą upaść zarówno te najmniejsze, jak i sieciowe kluby. Obecnie trudno jednak oszacować możliwoą skalę upadłości.

– Niektóre kluby, które wysłały pismo do banków w odpowiednim terminie, nawet jeszcze przed ogłoszeniem przyjętego pakietu antykryzysowego, nie dostały odpowiedzi, a nawet zostały im pobrane raty kredytów. Więc to wsparcie tak naprawdę na ten moment nie jest dla nas odczuwalne. Gdy będziemy w stanie oszacować straty, na pewno wielu z nas rozważa złożenie pozwów, w których drugą stroną będzie Skarb Państwa – mówi Tomasz Napiórkowski.

Nawet w przypadku, gdyby siłownie zostały otwarte od maja, minie kilka miesięcy, zanim do klubów zacznie przychodzić tyle osób, co przed wybuchem pandemii. Dlatego część siłowni próbuje działać już teraz, np. oferując ćwiczenia z instruktorem online, poprzez stream za część zwykłej ceny. Dla instruktorów to w tym momencie jedyne źródło zarobku.

– Już teraz szacuje się bezrobocie na poziomie 20, może nawet 30 proc., jeśli kwarantanna będzie trwać zbyt długo. To, co rekomendujemy jako branża, to objęcie kwarantanną tych, którzy są najbardziej narażeni na koronawirusa, a pozwolenie pozostałym działać i stawiać gospodarkę na nowo – podkreśla Tomasz Napiórkowski.

Rośnie problem zatorów płatniczych. 57 proc. małych i średnich firm nie będzie płacić na czas kontrahentom

Co trzecie mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwo usłyszało już od swoich odbiorców, że z powodu pandemii nie zapłacą im w terminie – wynika z badania na zlecenie BIG InfoMonitor. Z drugiej strony prawie 60 proc. z nich uznaje za prawdopodobne, że sami przestaną płacić swoim kontrahentom, by ratować sytuację firmy. Przedsiębiorcy obawiają się, że pandemia koronawirusa i związany z nią kryzys przyniosą im problemy, takie jak spadek obrotów, konieczność zamrożenia płac pracowników czy opóźnienia w zamówieniach i dostawach. Aż siedem na dziesięć firm z sektora MŚP przyznaje, że zagrożona jest ich płynność finansowa.

W zwykłych realiach gospodarczych prawie połowa firm regularnie doświadcza opóźnień płatności od kontrahentów. Pandemia koronawirusa niestety spotęguje ten problem. Jak wynika z badania Research & Grow dla BIG InfoMonitor, już na początku paraliżu gospodarki wywołanego kwarantanną co trzecie mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwo usłyszało od swoich odbiorców, że z powodu pandemii nie zapłacą im w terminie. Przy czym co szósta firma dostała taki sygnał od wielu swoich kontrahentów.

– Pewne jest, że po pandemii koronawirusa rozliczenia B2B nie będą już takie same jak wcześniej. Kondycja gospodarki mocno się pogorszy, wiele przedsiębiorstw będzie miało kłopoty z utrzymaniem się na powierzchni, co przełoży się na ich płynność finansową, będą więc opóźniały płatności – mówi agencji Newseria Biznes Halina Kochalska, ekspertka Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor.

W badaniu BIG InfoMonitor aż dwie trzecie mikrofirm zatrudniających do dziewięciu osób przyznało, że prawdopodobnie same też przestaną płacić swoim kontrahentom w terminie. W całym sektorze MŚP odsetek ten wynosi 57 proc. Jak podkreśla Halina Kochalska, część opóźnionych płatności będzie wynikać z realnych kłopotów finansowych przedsiębiorstw. Są jednak obawy, że niektórzy kontrahenci przestaną płacić przez zapobiegliwość i w trosce o własny biznes będą zatrzymywać gotówkę na koncie na wszelki wypadek.

– Niestety wcale nie jest rzadkością, że wiele płatności nie przychodzi do dostawców na czas tylko dlatego, że odbiorca po prostu ma taki styl bycia i kredytuje się ich kosztem, przeciągając kredyt kupiecki w nieskończoność. W sytuacji ogromnych napięć płynnościowych tego typu zachowania będą bardzo niebezpieczne i mocno nieetyczne. Firmy, które stosunkowo dobrze sobie radzą, powinny teraz wykazać się wyjątkową solidarnością i płacić swoim dostawcom w terminie, aby nie pogłębiać problemów gospodarki – podkreśla  ekspertka.

Przedsiębiorcy nie mają wątpliwości, że pandemia koronawirusa i związany z nią kryzys przyniosą im kłopoty, przede wszystkim spadek obrotów (87 proc.) i konieczność zamrożenia płac pracowników (75 proc.). Siedem na dziesięć firm obawia się o swoją płynność finansową, a niewiele mniej – opóźnień w zamówieniach i dostawach. Prawie połowa przedsiębiorców ma również obawy, że inni będą wywierać silniejszą presję na odzyskiwanie długów.

– Jedna trzecia przedsiębiorców deklaruje, że będzie teraz z większą empatią podchodzić do rozliczeń ze swoimi kontrahentami. Tylko 16 proc. zamierza być bardziej restrykcyjnych, a połowa nie będzie – przynajmniej na razie – zmieniać swojego podejścia do egzekwowania należności. Jednocześnie połowa przewiduje, że jednak ich partnerzy będą bardziej natarczywie niż wcześniej upominać się o zapłatę – wskazuje Halina Kochalska.

Jak podkreśla, firma może wykazać większą empatię wobec stałych odbiorców, którzy do tej pory jej nie zawodzili. Powinna natomiast zachować daleko idącą ostrożność w rozliczeniach z kontrahentami, którzy przysparzali problemów z płatnościami nawet w okresie dobrej koniunktury. – Warto stosować na fakturach pieczęci ostrzegawcze, które pokazują, że ważne są dla nas terminowe rozliczenia. Warto też dzwonić, odzywać się, by nie zostawiać wrażenia, że termin płatności nie ma dla naszej firmy większego znaczenia. Gdy kontrahent jednak zwleka, motywująco może zadziałać wezwanie do zapłaty ostrzegające o wpisie do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. A w ostateczności sam wpis do rejestru plus powiadomienie o podjęciu takiego kroku. W wysyłaniu takich pism skutecznie pomaga i wyręcza BIG tłumaczy specjalistka.  

– Wielu przedsiębiorców wyjdzie z kwarantanny mocno poturbowanych, dlatego trzeba będzie przywiązywać większą wagę do rozliczeń  B2B. Sprawdzać kondycję partnerów biznesowych, upewniać się, czy są w stanie płacić i czy należy utrzymywać ciągłość dostaw – mówi Halina Kochalska.

W obecnych warunkach rośnie ryzyko współpracy z potencjalnym bankrutem.

– Przeszukując bazę BIG InfoMonitor, można sprawdzić, czy kontrahent nie ma długów. W samym naszym Rejestrze Dłużników jest odnotowanych ponad 240 tys. firm z zaległościami. Za zgodą weryfikowanego przedsiębiorcy można też poprzez BIG InfoMonitor dowiedzieć się, jak radzi sobie on ze spłatą kredytów – mówi ekspertka. – Firma może również włączyć stały monitoring, który na bieżąco weryfikuje, czy współpracujące z nią podmioty nie trafiły z negatywnym wpisem do Rejestru Dłużników. Gdy to nastąpi, od razu otrzyma mail z taką informacją i jest to ważny sygnał ostrzegawczy – dodaje.

Jak wynika ze wstępnych statystyk BIG InfoMonitor oraz Biura Informacji Kredytowej, zaległości przedsiębiorstw wobec partnerów biznesowych i banków na koniec lutego br., czyli jeszcze przed pandemią, były warte blisko 32,6 mld zł. Liczba firm-niesolidnych płatników przekroczyła 307 tys. (licząc aktywne, zawieszone i zamknięte). W całej gospodarce udział firm z problemami w spłacie zobowiązań wyniósł 5,9 proc.

Stworzona przez Polaków aplikacja zamienia mowę na logiczny i składny tekst, zrobi też notatki ze spotkania. Rozwiązanie może ułatwić pracę w czasie pandemii

Rozwijana przez polski start-up aplikacja Kristalic najpierw zamieni nagraną rozmowę na tekst, a potem ułoży transkrypcję w logiczne, poprawne stylistycznie, ortograficznie i interpunkcyjnie zdania. W sporządzonych notatkach można znaleźć ważne informacje, szukając ich według fraz – tak jak w klasycznych wyszukiwarkach internetowych. Aplikacja rozpoznawania mowy i tworzenia zdań uczy się na całym zasobie tekstowym internetu. Rozwiązanie początkowo będzie przeznaczone dla biznesmenów. Docelowo ma jednak znaleźć zastosowanie u każdego użytkownika. Zintegrowanie z platformą Zoom może się okazać pomocne w czasach pandemii i pracy zdalnej.

– Aplikacja Kristalic służy do automatycznego robienia notatek i klasyfikowania wiedzy ze spotkań biznesowych. Obecnie nasz produkt jest kierowany głównie do inwestorów, którzy rozmawiają z ekspertami. Robimy dla nich notatki i podsumowujemy odpowiedzi na pytania, które oni im zadają, oraz klasyfikujemy całą tę wiedzę tak, żeby ładnie to przedstawić – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Filip Kozera, założyciel start-upu Kristalic.

Podstawą działania aplikacji jest konwersja mowy na tekst. Tego typu funkcjonalność jest już dostępna w wielu aplikacjach mobilnych. W podstawowym zakresie zapewnia ją m.in. dedykowana dla iPhone’a Dictate. Dragon Anywhere pozwala natomiast nie tylko na prostą konwersję, lecz również tworzenie własnego słownika czy wyszukiwanie głosowe fraz w stworzonych dokumentach.

Aplikacja rozwijana przez polski start-up idzie jednak o krok dalej. Wykorzystane w niej algorytmy sztucznej inteligencji nie tylko sprawnie przekształcają mowę na tekst, ale i nadają notatkom logiczny sens.

– Nasze algorytmy szkolimy praktycznie na całym dostępnym tekście w internecie. To są ogromne petabajty danych. Algorytm uczy się tworzyć nowe zdania, które mają logiczny sens. Kiedy mówimy, to często w naszych zdaniach nie ma zbyt dobrej składni ani logicznego składu. My tworzymy dużo lepiej uformowane zdania, które lepiej podsumowują temat. Szkolimy algorytm na danych, które sami stworzyliśmy, czyli długich wypowiedziach, które nie za bardzo mają sens, a później zostały przez ludzi podsumowane do czegoś dużo krótszego – wyjaśnia Filip Kozera.

Rozwiązanie oferowane przez polskich inżynierów zapewnia wsparcie dla 120 języków i może być zintegrowane z niezwykle popularną w czasach pandemii koronawirusa platformą Zoom. Algorytmy automatycznie identyfikują, który z rozmówców w danej chwili mówi. W ramach funkcjonalności mieści się nie tylko transkrypcja i budowanie zdań logicznych, lecz także poprawnych pod względem ortograficznym i interpunkcyjnym. Na razie rozwiązanie przeznaczone jest dla wąskiego grona odbiorców.

– Kierujemy się do inwestorów, którzy rozmawiają z ekspertami pomagającymi im ocenić różne inwestycje. Te rozmowy są bardzo drogie. Kosztują około 1 tys. dol. za pół godziny. Inwestorom bardzo zależy więc na tym, żeby mieli idealne notatki i żeby mogli łatwo się podzielić tą wiedzą. My stworzyliśmy dla nich platformę online, na której mogą bardzo szybko przeczytać podsumowanie oraz w takiej formie jak w Google zadać pytania na temat każdej z rozmów – mówi założyciel Kristalic.

Celem start-upu jest dotarcie do szerokiego grona użytkowników. Aplikację można już pobrać w App Store oraz Google Play.

– Kristalic będzie zmierzał w kierunku odbiorcy końcowego, którą może zostać każda osoba. Będzie to aplikacja mobilna, która w zasadzie już kiedyś istniała w bardzo futurystycznym wydaniu, ponieważ słuchaliśmy wszystkiego, co dana osoba mówiła i słyszała w ciągu dnia, klasyfikowaliśmy te dane i robiliśmy taki Google dla informacji personalnych. Po tym, jak nasza aplikacja przestanie być  niszowa, chcemy się skierować do wszystkich konsumentów – deklaruje Filip Kozera.

Według Verified Market Research światowy rynek oprogramowania i aplikacji do zarządzania notatkami został wyceniony w 2018 roku na niemal 900 mln dol. Do 2026 roku ma on osiągnąć wartość 1,35 mld dol.

Ranking ubezpieczeń OC – marzec 2020 r.

Pierwszy kwartał 2020 roku był z całą pewnością ciekawy na rynku obowiązkowych ubezpieczeń komunikacyjnych. Warto wspomnieć chociażby o dużym wzroście kosztów OC dla kierowców w lutym 2020 r.

Marzec był spokojniejszy pod względem cenowym, ale mimo tego doszło do ciekawych przetasowań w rankingu porównywarki Ubea.pl. Warto zatem sprawdzić wyniki z marca 2020 r. i przy okazji dowiedzieć się, jak wyglądała klasyfikacja cenowa ubezpieczycieli w całym pierwszym kwartale bieżącego roku.

Jak oceniono towarzystwa ubezpieczeń?

Ranking ubezpieczeń jest przygotowywany przez ekspertów Ubea.pl w 4 kategoriach:

– OC bez dodatków,
– OC + NNW,
– OC + AC,
– OC + AC + NNW.

Każdy ubezpieczyciel mógł uzyskać notę wynoszącą od 0 do 5 punktów. Najniższy wynik sugerowałby, że dany zakład ubezpieczeń we wszystkich pojedynczych porównaniach (uwzględniających tę firmę) ulokował się na ostatniej pozycji. Towarzystwo ubezpieczeń z najwyższą liczbą punktów (5,00 pkt.) musiałoby natomiast zająć pierwsze miejsce w każdej kalkulacji z jego udziałem. Bardzo skrajne wyniki są jednak czysto teoretyczne.

„Marcowy ranking opierający się na ponad 100 000 kalkulacji internautów potwierdza, że ubezpieczyciele osiągają zwykle wyniki na poziomie od 2 do 4 punktów” – tłumaczy Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.

Potrójne zwycięstwo Link4

Kto zatem zwyciężył w marcowym rankingu? Od 1 do 31 marca najwięcej punktów zebrali następujący ubezpieczyciele:

– w rankingu OC: Link4 – 4,07 pkt.
– w rankingu OC + NNW: Link4 – 3,96 pkt.
– w rankingu OC + AC: Link4 – 4,26 pkt.
– w rankingu OC + AC + NNW: Benefia – 4,09 pkt.

Link4 utrzymał więc prowadzenie w trzech kategoriach, które wywalczył w zeszłym miesiącu.

„W kategorii OC + AC + NNW na pierwsze miejsce wskoczyła natomiast Benefia kosztem Avivy” – zauważa Andrzej Prajsnar, ekspert Ubea.pl.Ceny OC w marcu 2020

Kto zwyciężył w kwartalnej klasyfikacji?

Na koniec marca warto również podsumować wyniki w całym pierwszym kwartale 2020 r. Okazuje się, że od stycznia do marca najwięcej punktów zebrali następujący ubezpieczyciele:

– w rankingu OC: Link4 – 12,33 pkt. na 15 pkt. możliwych do zdobycia
– w rankingu OC + NNW: Link4 – 12,04 pkt. na 15 pkt.
– w rankingu OC + AC: Link4 – 12,89 pkt. na 15 pkt.
– w rankingu OC + AC + NNW: Benefia – 12,16 pkt. na 15 pkt.

„Powyższe zestawienie udowadnia, że minione trzy miesiące były bardzo korzystne dla firmy Link4. Warto nadmienić, że w kategorii OC + AC + NNW ta firma należąca do grupy PZU zajęła drugie miejsce (z niewielką stratą do Benefii). Obecnie Link4 to zdecydowanie lider cenowy na rynku ubezpieczeń samochodu” – podsumowuje Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.

Ulga termomodernizacyjna – w tym roku odliczysz ocieplenie od podatku

Ulga termomodernizacyjna to projekt, który może pozwolić wielu osobom na realizację przedsięwzięć termomodernizacyjnych. Możemy odliczyć ją od dochodu do kwoty aż 53 000 złotych, dlatego warto bliżej się jej przyjrzeć. Co warto wiedzieć na ten temat?

Kto może skorzystać z ulgi?

Z ulgi mają prawo skorzystać wszyscy współwłaściciele lub właściciele budynków jednorodzinnych, którzy opodatkowują swoje dochody wedle podatkowej skali lub według jednolitej, klasycznej 19-procentowej stawki podatku liniowego lub ci, którzy opłacają ryczałt od swoich przychodów ewidencjonowanych. Osoby, które są posiadaczami budynku bez prawa własności, nie będą mogli skorzystać z ulgi termomodernizacyjnej. Więcej o zasadach korzystania z ulgi dowiesz się na stronie: https://columbusenergy.pl/2019/04/25/ulga-termomodernizacyjna-kiedy-mozna-z-niej-skorzystac/

Jaki budynek można nazwać jednorodzinnym?

Ulga termomodernizacyjna odnosi się do budynku mieszkalnego jednorodzinnego, czyli w zabudowie bliźniaczej, grupowej, szeregowej czy po prostu wolno stojącego. Budynek powinien być samodzielną całością. Maksymalnie mogą się w nim znajdować dwa lokale mieszkalne lub jeden użytkowy i jeden mieszkalny. W tym drugim wypadku powierzchnia użytkowa nie może być większa niż 30 procent całości. Kiedy mamy do czynienia z kolektorami słonecznymi czy instalacją fotowoltaiczną ulga bierze również pod uwagę montaż na budynku gospodarczym, który służy konkretnemu budynkowi mieszkalnemu, lub garażu, jeśli na dachu domu jednorodzinnego po prostu nie ma technicznych możliwości zamontowania instalacji. 

Czas realizacji

Ulga termomodernizacyjna odnosi się do wydatków, jakie zostały poniesione przez podatnika, jeśli modernizacyjne pracą zostaną sfinalizowane w ciągu 3 lat od końca podatkowego roku, w którym zdecyduje się on na pierwszy wydatek. Jeśli termin nie zostanie dotrzymany, podatnik będzie zmuszony do zwrócenia ulgi wraz z kwotą, jaka poprzednio została odliczona od dochodu za rok, w którym upłynęła pora na zakończenie całego przedsięwzięcia.

Jakie cele ma przedsięwzięcie termomodernizacyjne

Termomodernizacja to przedsięwzięcie, którego celem jest ograniczenie zapotrzebowania budynków na energię. Wedle ustawy w jej ramach ma dojść do:

  • Ulepszeń, których skutkiem będzie mniejsze zapotrzebowanie na energię, jaka jest dostarczana w celu ogrzewania oraz podgrzewania wody użytkowej, a także ogrzewania budynków mieszkalnych, do takich działań możemy zaliczyć wymianę okien czy wykonanie izolacji zewnętrznych ścian.
  • Ulepszeń, które doprowadzą do zmniejszenia strat pierwotnej energii w ciepłowniczych sieciach lokalnych, a także źródłach ciepła, jakie je zasilają. Jednak tylko i wyłącznie pod warunkiem, że konkretne budynki mieszkalne, które korzystają z sieci energetycznej, spełniają określone wymagania w zakresie oszczędności energii lub zostały podjęte działania, których celem jest ograniczenie zużycia energii, jaka jest dostarczana do tych budynków. Takim krokiem jest na przykład wymiana kotła.
  • Technicznego przyłączenia do konkretnego źródła ciepła, na przykład instalacja węzła cieplnego wraz z odpowiednim programatorem temperatury.
  • Całkowitej czy częściowej zamian źródeł energii na tak zwany źródła odnawialne, czyli pompy ciepła czy panele fotowoltaiczne.

Jak duża jest ulga termomodernizacyjna?

Kwota odliczenia nie może być większa niż 53 000 złotych na jednego podatnika, bez względu na ilość inwestycji czy budynków, która są jego własnością. Jeśli dwóch małżonków czy współwłaścicieli razem korzysta z opodatkowania i dokona termomodernizacji w konkretnym, jednym budynku to każdy z nich będzie miał prawo odliczyć wszystkie koszta, jakie poniósł na te cele. 

VPN – sposób na ochronę firmy w Internecie

Jesteś właścicielem firmy bądź zarządzasz instytucją? Zastanawiasz się jak zadbać o zwiększenie prywatności w zakresie przepływu informacji wewnątrz Twojego przedsiębiorstwa? Dzięki inwestycji w to rozwiązanie nie będziesz musiał martwić się o ewentualne ataki hakerów, czy też kradzież danych. Sprawdźmy więc, co właściwie kryje się pod nazwą VPN.

Czym jest sieć VPN?

VPN, to nic innego jak wirtualna sieć prywatna (virtual private network), która jest jednym z najbardziej popularnych (oraz efektywnych) rozwiązań zapewniających bezpieczeństwo w Internecie. Niezależnie od tego, czy jesteś w pracy, czy w delegacji na końcu świata posiadając tę usługę, masz gwarancję połączenia się z Internetem poprzez wirtualny, szyfrowany tunel, który odporny jest na wszelakiego typu ataki w cyberprzestrzeni. Jednym zdaniem jest to ochrona tożsamości użytkownika sieci. Co więcej, korzystając z sieci VPN, masz również gwarancję ochrony przed organizacjami śledzącymi aktywność Twojej firmy w Internecie oraz dostęp do treści ograniczonych przez cenzurę.

Sieci VPN nie tylko szyfrują przesyłane informacje, ale również maskują adres IP, dzięki czemu możesz bezpiecznie i anonimowo przeglądać Internet. Dostępu do danych nie ma nawet dostawca Internetu, co jest niezwykle istotne, gdyż niejednokrotnie mają miejsce sytuacje, kiedy to firmy dostarczające Internet przekazują nasze szczegółowe dane reklamodawcom, instytucjom rządowym, firmom specjalizującym się w marketingu oraz wszelkim innym niepowołanym do ich posiadania podmiotom. W rezultacie, dzięki VPN, otrzymujesz rozwiązanie, które chroni i szyfruje Twoje dane niczym sejf, do którego klucz ma tylko jego właściciel. VPN net

Jak działa VPN?

Najprościej mówiąc jest to sposób na połączenie z siecią, bez ingerencji dostawcy Internetu – owszem korzystamy wówczas z jego usług, jednakże strony które odwiedzamy, płatności których dokonujemy i wszelkie inne działania są przed nim ukryte. Wszystko to dzięki wirtualnej sieci prywatnej (VPN), która  przekierowuje ruch internetowy do skonfigurowanego serwera VPN, tym samym ukrywając adres IP użytkownika i zaszyfrowując wszystkie wysyłane oraz odbierane przez niego dane.

Jest to nad wyraz istotne, zwłaszcza jeżeli chodzi o firmy, w których niemal codziennie przez komputery, tablety i służbowe telefony przechodzą setki wrażliwych danych, które nie powinny trafić w niepowołane ręce.

VPN, a prywatność Twojej firmy

  • służbowe e-maile;
  • zapisy księgowe;
  • dane dot. bankowości internetowej;
  • programy korporacyjne;
  • komunikacja wewnętrzna;
  • briefy, prezentacje, projekty;

To tylko niektóre z wrażliwych danych, jakie codziennie przesyłane są do siebie między pracownikami Twojej firmy. Z pewnością domyślasz się, co mogłoby się wydarzyć, gdyby ujrzały ono światło dzienne i przedostały się, chociażby do konkurencji. Bez odpowiedniego zabezpieczenia Twoje przedsiębiorstwo i wszelkie dane, które przedostają się do sieci, staje się dziecinnie prostym łupem dla hakerów oraz instytucji, którym zależy na kradzieży danych Twojej firmy. A wbrew pozorom takich może być naprawdę sporo.

Dzięki sieci VPN: 

  • Zabezpieczysz firmowe e-maile – sieć VPN zapewnia dodatkową ochronę w komunikacji online, uniemożliwiając przechwycenie wrażliwych danych;
  • Ukryjesz historię przeglądanych stron przed podmiotami zewnętrznymi – sieć VPN ukrywa wszystkie dane osobowe i nie pozostawia śladów, które następnie mogłyby zostać wykorzystane przez dostawcę Internetu (np. poprzez wyświetlanie określanych reklam) lub szkodliwe oprogramowanie;
  • Będziesz miał możliwość bezpiecznie łączyć się z siecią z dowolnego miejsca – dzięki sieci VPN Twoje połączenie będzie zabezpieczone niezależnie od tego, czy Twoi pracownicy będą korzystali z Internetu na laptopie, tablecie czy smartfonie;
  • Ochronisz swoją firmę przed atakami hakerów i narzędziami szpiegowskimi – VPN zadziała niczym tarcza obronna, która powstrzyma nawet najbardziej uzdolnionego cyberprzestępcę chcącego wykraść dane Twojego przedsiębiorstwa;
  • Uszczelnisz wszystkie możliwe luki w ochronie Twojej firmy;
  • Zabezpieczysz się przed nadzorem państwowym – inwigilacja rządu wbrew pozorom nie jest tylko i wyłącznie wymysłem Edwarda Snowdena, dlatego też, jeśli nie chcesz by wszelkie dane, wiadomości oraz działania były monitorowane i przechowywane przed organy państwowe, zapewnij swojej firmie wysoki stopień prywatności w postaci usługi VPN;
  • Bez obaw będziesz mógł korzystać z serwisów wymiany plików – przesyłanie plików oraz danych poprzez serwisy, których przepustowość ograniczona jest przez dostawców Internetu? Nie z siecią VPN. Dzięki niej nie będziesz musiał martwić się o intencjonalnie spowolnioną transmisję danych oraz ustalenie Twojej tożsamości. Poprzez ukrycie adresu IP oraz szyfrowanie pobieranych i wysłanych plików, dane Twojej firmy zostaną pod ścisłą ochroną, a Ty będziesz mógł spać spokojnie;

Czym charakteryzuje się VPN, któremu warto zaufać?

Tak jak każda usługa VPN musi spełniać dane wymagania, by można było bez obaw powierzyć losy bezpieczeństwa naszej firmy w jego ręce.

Wg twórców rankingu TOP VPN, musi on przede wszystkim:

  • Mieć dużą ilość serwerów w lokalizacjach na całym świecie;
  • Charakteryzować się szybkim działaniem;
  • Być szyfrowany na zaawansowanych protokołach szyfrujących;
  • Mieć jasną politykę odnośnie zapisywania logów;
  • Udzielać wsparcie swoim użytkownikom;

Rośnie liczba osób korzystających z profilu zaufanego

  • Już ponad 660 tysięcy klientów założyło profil zaufany za pośrednictwem Santander Bank Polska
  • W ciągu miesiąca klienci banku skorzystali z autoryzacji profilem zaufanym ponad pół miliona razy

Coraz więcej nowych użytkowników i autoryzacji przy pomocy profilu zaufanego

W marcu klienci Santander Bank Polska założyli ponad 80 tysięcy profili zaufanych. Od czasu wprowadzenia przez rząd pierwszych ograniczeń związanych z pandemią koronawirusa otwieranych jest średnio niemal 3000 profili zaufanych dziennie, a w niektóre dni liczba ta jest nawet ośmiokrotnie wyższa niż jeszcze na początku marca.

Przez miesiąc znacznie wzrosła także liczba spraw autoryzowanych profilem zaufanym przez klientów Santander Bank Polska: w minionych 30 dniach było to ponad pół miliona autoryzacji – 567 tysięcy.

Wykres 1: liczba autoryzacji profilem zaufanym dokonanych przez klientów Santander Bank PolskaRośnie liczba osób korzystających z profilu zaufanego

Czym jest profil zaufany?

W związku z pandemią wiele urzędów i instytucji publicznych, jak na przykład ZUS, zamknęły swoje stacjonarne oddziały, przenosząc działalność do sieci. Załatwienie wielu urzędowych formalności drogą elektroniczną jest możliwe właśnie dzięki profilowi zaufanemu.

Również sam profil zaufany można założyć bez wychodzenia z domu, na przykład poprzez bankowość elektroniczną. Możliwość taką oferuje między innymi Santander Bank Polska. Bank może potwierdzić tożsamość i dane klienta dzięki ich uwierzytelnieniu dokonanemu podczas zakładania konta, dlatego nie jest konieczna osobista wizyta w urzędzie. Profil zaufany można także założyć poprzez kwalifikowany podpis elektroniczny oraz nowy dowód osobisty.

Jakie możliwości daje profil zaufany?

Profilu zaufanego można użyć na stronach:

  • gov.pl – umożliwiającej m.in. zakładanie firmy czy zawieszenie jej działalności, a także załatwienie innych spraw urzędowych,
  • gov.pl (Elektroniczna Platforma Usług Administracji Publicznej) – dającej możliwość podpisywania i składania rozmaitych dokumentów w urzędach, takich jak wniosek o wydanie dowodu osobistego lub odpisów aktów stanu cywilnego czy zgłoszenie urodzenia dziecka,
  • mpips.gov.pl – portalu informacyjno-usługowym dla pobierających od państwa rożnego rodzaju świadczenia, pozwalającym także zawnioskować m.in. o 500+ czy Kartę Dużej Rodziny,
  • pl – (PUE ZUS), gdzie można nie tylko znaleźć dane związane z ubezpieczeniami społecznymi, sprawdzać swoje zwolnienia lekarskie oraz informacje o stanie swojego konta ubezpieczeniowego w ZUS, ale także złożyć wniosek o zwolnienie ze składek ZUS, co umożliwia przedsiębiorcom „tarcza antykryzysowa”,
  • gov.pl – gdzie można m.in. sprawdzić liczbę punktów karnych i termin ich wygaśnięcia,
  • gov.pl – umożliwiającą otrzymanie e-recepty, e-zwolnienia, a także przechowywanie historii zdrowia/choroby.

Profil zaufany można założyć i korzystać z niego bezpłatnie. Jest ważny 3 lata. Pełna lista spraw i usług, które można realizować zdalnie jest dostępna na stronie obywatel.gov.pl.

Jak rozliczyć PIT bez wychodzenia z domu?

Standardowo na rozliczenie PIT-u mamy czas do końca kwietnia. W tym roku wyjątkowo czas ten został przedłużony do końca maja. Ministerstwo Finansów zapewnia, że osoby rozliczające się na formularzach PIT-37 i PIT-38 (a jest ich w Polsce ponad 20 milionów) mają już automatycznie przygotowane propozycje rozliczenia w ramach usługi Twój e-PIT. Dotyczy to wszystkich, którzy uzyskali dochody z tytułu umów o pracę, umów o dzieło i zlecenie, a także z tytułu zysków kapitałowych. Co ważne, jeśli podatnik do 30 kwietnia nie wykaże aktywności w systemie Twój e-PIT, jego rozliczenie zostanie automatycznie zaakceptowane. Natomiast do 31 maja będzie można jeszcze, poprzez Twój e-PIT, aplikację e-Deklaracje lub też w sposób tradycyjny, na wydrukowanym formularzu, dokonać niezbędnych korekt, w tym zmienić lub dodać organizację pożytku publicznego. Także osoby prowadzące działalność gospodarczą mogą w tym roku złożyć zeznanie roczne do 31 maja.

Geotrans w I kwartale 2020 roku z ponad 3-krotnym wzrostem zysku netto

Geotrans S.A, wiodący podmiot zajmujący się gospodarką odpadową, W I kwartale 2020 roku osiągnął najwyższe kwartalne wyniki finansowe w swojej kilkunastoletniej historii działalności. Spółka zanotowała 3,5 mln zł zysku netto (wobec 1,1 mln zł przed rokiem) przy ponad 70 proc. wzroście sprzedaży, która wyniosła 10,1 mln zł. Spółka w otoczeniu spowolnienia gospodarczego oczekuje wypracowania w 2020 roku rekordowych rezultatów, wynikających z posiadania dużego portfela decyzji administracyjnych na zagospodarowanie odpadów, wprowadzania kolejnych przepisów ograniczających szarą strefę i aktualnej sytuacji pandemicznej, skłaniającej spółki wodociągowo – kanalizacyjne do priorytetowej realizacji usług przetwarzania ustabilizowanych osadów ściekowych.

Geotrans prowadzi działalność w czterech segmentach: zagospodarowania ustabilizowanych osadów ściekowych, kompostu nienormowanego, ubocznych produktów spalania oraz świadczy usługi rekultywacji terenów zdegradowanych. Spółka w I kwartale 2020 roku wypracowała przychody ze sprzedaży rzędu 10,1 mln zł (+71,5 proc. r/r), zysk EBIT był wyższy wobec okresu sprzed roku o 214,9 proc. i wyniósł  4,3 mln zł, a zysk netto: 3,5 mln zł (+224,2 proc. r/r). Spółka w I kwartale pozyskała kolejne kontrakty na usługi odbioru, transportu oraz zagospodarowania odpadów poprocesowych w postaci ustabilizowanych komunalnych osadów ściekowych. Łączna wartość umów (dużych, tj. raportowanych poprzez sprawozdawczość giełdową) wynosi ok. 10,9 mln zł, a okres ich obowiązywania to 1-2 lata.

I kwartał 2020 roku okazał się dla naszej Spółki najbardziej udanym okresem od jej założenia. Osiągnęliśmy wysokie wyniki oraz poprzez pozyskanie kolejnych umów budowaliśmy dalsze podstawy pod kolejne dobre rezultaty zarówno finansowe, jak i operacyjne, zobrazowane wolumemami, liczbą klientów i skalą biznesu. Od niedawna dodatkowym czynnikiem wsparcia jest sytuacja epidemiologiczna. Geotrans został włączony do systemu Rządowego Centrum Bezpieczeństwa jako podwykonawca operatora infrastruktury krytycznej, tj. niezbędnej dla realizacji podstawowych potrzeb społeczeństwa. W praktyce widzimy pozytywną presję naszych klientów z branży wod-kan na wspólnie z nami osiąganą najwyższą jakość realizowanych usług zagospodarowania odpadów. Jednocześnie pozyskujemy kolejne kontrakty i chcemy utrzymać ten trend
w następnych miesiącach
– mówi Przemysław Weremczuk, Prezes Zarządu Geotrans S.A.

Geotrans systematycznie rozszerza skalę biznesu poprzez dobudowywanie kolejnych usług związanych z gospodarką odpadową. W minionym roku spółka rozpoczęła świadczenie usług zagospodarowania kompostu nienormowanego, a w kwietniu br. poinformowała o zawarciu listu intencyjnego z Columbus Energy S.A. Intencją stron jest współpraca w zakresie realizacji inwestycji fotowoltaicznych na zrekultywowanych terenach zdegradowanych, zamkniętych składowiskach odpadów oraz na obiektach oczyszczalni ścieków, tj. miejscach prowadzenia działalności operacyjnej Geotransu.

– Naturalnym kierunkiem rozwoju Spółki jest rozszerzanie zakresu jej usług o kolejne komplementarne obszary. Takim dla nas są farmy fotowoltaiczne. Wstępnie z naszym partnerem planujemy wykonać dwie pierwsze instalacje pilotażowe i jesteśmy dobrej myśli w zakresie powodzenia tego projektu  – uzupełnia Przemysław Weremczuk.

W kontekście bardzo dobrej sytuacji gotówkowej i płynnościowej, Prezes Spółki podtrzymuje chęć realizacji polityki dywidendowej. Szczegółowa rekomendacja zarządu zostanie przedstawiona w późniejszym okresie, po publikacji raportu rocznego za 2019 rok (Geotrans wtedy osiągnął 28,4 mln zł sprzedaży przy 7,1 mln zł zysku netto).

Verizon przejmuje konkurenta Zoom Video Communications

Dziś indeksy giełdowe w Stanach Zjednoczonych zachowują się relatywnie spokojnie mimo publikacji kolejnych danych z tamtejszego rynku pracy. Około 5,25 miliona pracowników, którzy stracili pracę, ubiegało się w zeszłym tygodniu o zasiłek dla bezrobotnych, co zwiększyło łącznie sumę wniosków powyżej 21 milionów w ciągu zaledwie jednego miesiąca. Ogromny wzrost bezrobocia prawdopodobnie podniósł stopę bezrobocia do około 15%, najwyższego poziomu od Wielkiego Kryzysu w latach 30. XX wieku.

To jednak nie przestraszyło inwestorów na Wall Street, którzy wciąż liczą na ogromną pomoc Fed oraz rządu, który jak najszybciej będzie chciał zlikwidować negatywne gospodarcze skutki pandemii. W tym kontekście inwestorzy szukają oznak, że pandemia się zmniejsza, a niektóre kraje europejskie, takie jak Austria, już zaczynają znosić pewne ograniczenia. Pojawia się nowa nadzieja, że globalna działalność gospodarcza wkrótce zostanie wznowiona, w tym ze Stanami Zjednoczonymi na czele.

Z ciekawych wiadomości ze spółek Verizon Communications zapowiedział w czwartek, że zgodził się na zakup firmy do wideokonferencji BlueJeans Network Inc, rywala Zoom Video Communications Inc, za mniej niż 500 milionów dolarów. O firmie Zoom pisaliśmy kilkukrotnie we wcześniejszych komentarzach. Jej wartość rynkowa wynosi 42 miliardy dolarów, a aktywni użytkownicy codziennie osiągają liczbę 200 milionów. Jest to wzrost z 10 milionów użytkowników, zanim pandemia zaczęła się rozprzestrzeniać, a pracownicy nie musieli pracować z domu.

Tymczasem BlueJeans, który nie ujawnił publicznie liczby użytkowników, zalicza do swoich klientów duże przedsiębiorstwa, takie jak Facebook Inc, LinkedIn i Viacom oraz duże banki, takie jak Goldman Sachs, Morgan Stanley i JPMorgan Chase. Verizon zapowiedział, że zintegruje BlueJeans z planem produktów 5G, mając na celu wykorzystanie takich dziedzin, jak telemedycyna i kształcenie na odległość.

Departament Zarządzania Aktywami

Copernicus Capital TFI S.A.

Zarządzanie kadrami i płacami z perspektywy międzynarodwej, w dobie kryzysu

Nie ma na świecie firmy, która nie doświadczyłaby skutków działania koronawirusa. W związku z tym, że rynki światowe rozwijają się, a pracownicy zostali uziemieni, nadchodzące tygodnie i miesiące wystawią na próbę plany ciągłości działania firm, jak nigdy dotąd.

Wiele rządów szybko wprowadza nowe środki mające na celu wsparcie gospodarki i ludności w tych trudnych warunkach. Lista międzynarodowych rządowych programów wsparcia znajduje się tutaj: https://www.tmf-group.com/en/news-insights/coronavirus/government-support-schemes/

Przedsiębiorstwa będą musiały dostosować swoje systemy i struktury, aby nadążać za zmieniającym się ustawodawstwem. Firmy powinny zawsze priorytetowo traktować najlepszy interes swoich pracowników, gdy tylko jest to możliwe, a kwestie kadrowe i płacowe powinny być teraz w centrum uwagi.

Zapewnienie ludziom odpowiedniego wynagrodzenia w odpowiednim czasie ma kluczowe znaczenie dla utrzymania zaufania i motywacji pracowników i może być wyzwaniem w każdej chwili. Obecnie, w związku z ostrym szokiem ekonomicznym, firmy każdej wielkości znajdą się pod silną presją, aby to załatwić.

Ewoluujące prawa

Firmy mają obowiązek podążać za przepisami dotyczącymi sytuacji kryzysowych i szybko włączać je do swojej polityki. W przypadku przedsiębiorstw i korporacji wielonarodowych powoduje to jeszcze jeden kłopot. Jasna komunikacja i procesy są ważniejsze niż kiedykolwiek i będą miały kluczowe znaczenie dla zarządzania niepewnością wśród pracowników i osób trzecich w miarę rozwoju sytuacji.

Z punktu widzenia kadr i płac nastąpią zmiany związane z płacami chorobowymi, nadgodzinami i urlopami.

W Wielkiej Brytanii, na przykład, nastąpiło już przejście od rządu do finansowania ustawowych zasiłków chorobowych (SSP) związanych z koronaawirusem dla przedsiębiorstw zatrudniających mniej niż 250 pracowników. Podobnie zmieniono przepisy, aby umożliwić wypłacanie zasiłku chorobowego od pierwszego, a nie czwartego dnia, jak to zwykle ma miejsce. Firmy muszą teraz zapewnić, aby ta aktualizacja znalazła odzwierciedlenie w ich systemach i aby listy płac zostały dostosowane.

Z dużym prawdopodobieństwem, inne kraje przyjmą podobne środki, a w dalszej kolejności zasiłek chorobowy może zostać rozszerzony na dłuższe okresy.

Podatki od wynagrodzeń to kolejny obszar, w którym kraje przyjęły przepisy mające na celu pomoc przedsiębiorstwom. Na przykład w Australii odstąpiono od płacenia podatku od wynagrodzeń w Queensland, Australii Zachodniej i Tasmanii. Każdy schemat działania zawiera inne detale, takie jak czas odroczenia i kwoty płac. Konieczne jest, aby firmy zwracały baczną uwagę na nowe przepisy i stosowały je do swoich obecnych systemów płacowych w każdej jurysdykcji.

Świadczenia dla bezrobotnych są kolejnym przedmiotem zainteresowania rządów na całym świecie, ponieważ przedsiębiorstwa są zamykane na czas nieokreślony. Na przykład w Holandii przedsiębiorstwa borykające się z utratą obrotów mogą ubiegać się o rządowy program „Emergency fund bridging employment”, który ma na celu umożliwienie przedsiębiorstwom płacenia swoim pracownikom na podstawie stałej i elastycznej umowy.

Nowa rzeczywistość

Ponieważ dobrostan pracowników jest priorytetem, niektóre firmy mogą zdecydować się na wyjście poza wymogi prawne i dobrowolnie przyjąć środki mające na celu zmniejszenie stresu i obciążenia finansowego swoich pracowników.

Pomoże to również firmom utrzymać silną reputację pracodawcy, gdy kryzys dobiegnie końca. Taka polityka może obejmować płatne urlopy, aby umożliwić ludziom opiekę nad krewnymi lub wsparcie w trakcie przymusowej kwarantanny.

Przy istniejących ograniczeniach w podróżowaniu i chorobie powodującej nagłe zmiany planów, wzrośnie liczba pracowników chcących odwołać lub przenieść urlop. Elastyczność w zakresie dostosowania płatnych i bezpłatnych urlopów to kolejny obszar, który niektóre firmy będą mogły przetestować. Uwzględnienie tej kwestii będzie wymagało wprowadzenia zmian w polityce i wewnętrznych praktykach pracy, aby wszystko pozostało zsynchronizowane.

Może zaistnieć potrzeba ponownego rozważenia polityki dotyczącej nadgodzin i korzystania z usług podwykonawców, ponieważ pracownicy szukają rozwiązań w nowej normie. Będzie to miało wpływ na płace i podatki zarówno w perspektywie krótko- jak i średnioterminowej.

Jak sobie radzić ze zmianami?

W obliczu zdumiewającej ilości zmian, firmy muszą skupić się na utrzymaniu jasnej komunikacji z pracownikami, w tym na aktualizacji dotychczasowych przepisów. Muszą one zapewnić, że wszystkie nowe polityki są spójne we wszystkich jurysdykcjach, ale mieszczą się w granicach lokalnych przepisów prawa.

Istnieje również zagrożenie w postaci braku odpowiedniego personelu, który zajmowałby się wypełnianiem i przetwarzaniem zgłoszeń, a także opóźnień w płatnościach osób trzecich. Przepływy pracy i procesy będą musiały zostać dostosowane do zastanej rzeczywistości.

Łagodzenie ryzyka związanego z opóźnieniami w płatnościach lub brakiem płatności musi być priorytetem. Jeżeli spodziewamy się jakichkolwiek opóźnień w płatnościach, należy to wyraźnie i wcześnie zaznaczyć.

Pierwszym krokiem jest przeprowadzenie analizy przepływu pracy w celu zidentyfikowania procesów, które mają kluczowe znaczenie dla płacenia pracownikom i wypełniania zobowiązań podatkowych. Czy wszystkie procesy mogą być zarządzane zdalnie?

Kolejną kwestią, którą należy rozważyć, jest zaopatrzenie. Czy istnieje odpowiedni personel rezerwowy, jeśli kluczowi członkowie zespołu są niedostępni? Na ile to możliwe, firmy muszą zapewnić szeroką bazę wiedzy i unikać silosowania zestawów umiejętności.

Osoby trzecie i partnerzy muszą być informowani o wszelkich zmianach w sposobach pracy lub potencjalnych opóźnieniach w płatnościach lub przetwarzaniu. One również mogą wprowadzać nowe systemy pracy i zmiany te muszą być odzwierciedlone i rozpowszechniane wśród przedsiębiorstw.

Wreszcie – i co najważniejsze – konieczna jest jasna komunikacja z pracownikami.

W obliczu dalszej niepewności, zapewnienie polityk i systemów wspierających pracowników i podążanie za ciągle zmieniającymi się przepisami prawnymi w każdej jurysdykcji, w której działa firma, musi być bezpośrednim przedmiotem zainteresowania wszystkich firm.

Tekst przygotował: Gary Wright, HR & Payroll Solutions Architect TMF Group

Polska firma rusza z produkcją przyłbic ochronnych na szeroką skalę

Epidemia koronawirusa wymusza na przedsiębiorcach podejmowanie wielu nowych decyzji. Jak się okazuje, niektóre z nich mogą pomóc w walce z rozprzestrzenieniem się zagrożenia. Jednym z takich przykładów jest uruchomienie produkcji przyłbic ochronnych, czyli najnowszego produktu w klasie Etisoft Personal Protection.

Wykorzystano dotychczasowe zasoby

Do produkcji przyłbicy wykorzystany został dotychczasowy park maszynowy dostępny w ramach Grupy Etisoft. Procesy sztancowania, druku, montażu i pakowania wykonywane są w fabrykach zlokalizowanych w całej Polsce. Większość komponentów wytwarzana jest na miejscu z profesjonalnych materiałów pochodzących od renomowanych producentów.

Przyłbica ochronna – trwała i funkcjonalna

Poliwęglan zastosowany do produkcji szyby w przyłbicy jest jednym z najbardziej odpornych tworzyw sztucznych. Właśnie dlatego odpowiednie użytkowanie zapewni długotrwałą eksploatację produktu ochronnego. Dodatkowym atutem jest funkcja unoszenia i opuszczania przyłbicy na zawiasie. Prostota wykonania pozwala na szybki i intuicyjny montaż i demontaż produktu przez użytkownika (szyba przyłbicy jest mocowana na zatrzaskach). Niewątpliwą zaletą tego rozwiązania jest również fakt, że można je dopasować do rozmiaru głowy, a wstawka z pianki poliuretanowej zapewnia wygodę użytkowania. Przyłbice umożliwiają pracę w okularach, a pozycja szyby pozwala na swobodne działanie. Do czyszczenia szyby należy używać spirytusu lub płynu do czyszczenia ekranów LCD.

Nie tylko komercyjnie

Zarząd firmy Etisoft zdecydował się bezpłatnie przekazać część wyprodukowanych przyłbic szpitalom z Gliwic, jak i jednostkom wojewódzkim, które mają oddziały zakaźne.

Zdajemy sobie sprawę, że szpitale to instytucje, które w tej chwili najbardziej potrzebują tego rodzaju produktów – mówi Michał Majnusz, Prezes Zarządu Etisoft. – Naszym obowiązkiem jest wspierać tych, którzy każdego dnia walczą o zdrowie i życie innych osób. Właśnie dlatego zdecydowaliśmy się przekazać im nasz nowy produkt – dodaje przedstawiciel Etisoft.

Jeśli zaistnieje takie zapotrzebowanie, zarząd zapewnia, że zaplanowana zostanie produkcja samych szyb, jako elementu wymiennego.

Badanie ZPP: koniunktura jest zła, będzie jeszcze gorsza, ale póki co większość firm nie zwalnia pracowników

Badanie nastrojów sektora MSP w zw. z epidemią koronawirusa: koniunktura jest zła, będzie jeszcze gorsza, ale póki co większość firm nie zwalnia pracowników. 62% firm z sektora MSP negatywnie ocenia obecną koniunkturę gospodarczą, a aż 85% uważa, że w najbliższym półroczu jeszcze się ona pogorszy. Niemal co czwarty przedsiębiorca z sektora planuje zwalniać pracowników. Badani uważają, że w świetle spowodowanych epidemią zmian na rynku pracy, konieczne jest obniżenie pozapłacowych kosztów pracy (65%) i uelastycznienie kodeksu pracy (34%).

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców zlecił badania mające na celu poznanie nastrojów i oceny aktualnej sytuacji wśród przedsiębiorców z sektora małych i średnich firm. Wyniki badania nie są optymistyczne i dotyczą 3 głównych bloków:

1. Nastrój i koniunktura gospodarcza:

Nastroje wśród przedsiębiorców są negatywne aż 76% badanych martwi się obecną sytuacją zw. z epidemią koronawirusa. Sektor MSP w większości negatywnie ocenia obecną koniunkturę gospodarczą (62%). 25% respondentów ocenia ją pozytywnie, a 13% nie ma jasnej oceny aktualnej sytuacji.

Aż 85% firm z sektora MSP przewiduje pogorszenie się koniunktury gospodarczej, podczas gdy tylko 15% przewiduje jej polepszenie lub brak zmiany w najbliższym półroczu.koniunktura jest zła

2. Kondycja firmy:

65% przedsiębiorców z sektora MSP deklaruje, że epidemia już pogorszyła działalność i kondycję ich firm. 30% twierdzi, że epidemia nie wpłynęła istotnie na funkcjonowanie firm.

Aktualnie 45% przedsiębiorców negatywnie ocenia kondycję swojej firmy, a 39% pozytywnie. Jednak już zdecydowana większość, bo 58%, przewiduje pogorszenie kondycji firmy na koniec 3-ego kwartału tego roku, 33% nie przewiduje istotnych zmian. 19% firm zwolniło pracowników w związku z epidemią, a 23% planuje zwolnienia pracowników w najbliższym czasie.

3. Tarcza antykryzysowa:

Większość przedsiębiorców negatywnie ocenia tarczę antykryzysową (55%). Należy podkreślić, że badanie zostało przeprowadzone jeszcze przed ogłoszeniem „tarczy finansowej” PFR, więc jego wyniki dotyczą wyłącznie „tarczy” uchwalonej w Sejmie. Najgorzej oceniają ją przedsiębiorcy najmniejsi, zatrudniający do 9-ciu pracowników. Co więcej, większość badanych ocenia, że tarcza antykryzysowa nie będzie skuteczna (58%), tylko 26% przewiduje jej skuteczność.

Najważniejszymi zmianami do wprowadzenia w świetle zmian na rynku pracy spowodowanych epidemią koronawirusa przedsiębiorcy uważają obniżenie pozapłacowych kosztów pracy (65%), uelastycznienie kodeksu pracy (34%), zahamowanie podwyżek płacy minimalnej (30%), zwiększenie środków na podnoszenie kompetencji pracowników (19%) oraz przyspieszenie procedur zatrudniania cudzoziemców (10%).

koniunktura jest zła 2

Komentarz Prezesa ZPP, Cezarego Kaźmierczaka:

Nie ulega wątpliwości, że sektor MSP obawia się gospodarczych skutków epidemii. Koronawirus już w tej chwili wywarł duży negatywny wpływ na działalność firm, co widać w wynikach badań. Nie unikniemy również zwolnień, jednak wyniki w tym zakresie pokazują, że przedsiębiorcy starają się trzymać nerwy na wodzy – na redukcję zatrudnienia zdecydował się na ten moment co piąty przedstawiciel sektora, zaś niemal co czwarty zadeklarował takie plany. Oznacza to, że większość firm nie zwalnia i nie planuje zwalniać. Ponadto sytuacja zmienia się dynamicznie – przedstawiona w ubiegłym tygodniu „tarcza finansowa” może spowodować, że znaczna część tych firm, które zwolnienia planowały, jednak z nich zrezygnuje. Wydaje się, że dodatkowo mogłoby pomóc obniżenie pozapłacowych kosztów pracy i uelastycznienie przepisów.

***
Informacja o badaniu:

Badanie zostało przeprowadzone na panelu Ariadna w dniach 8 – 14 kwietnia 2020 roku, na ogólnopolskiej próbie przedsiębiorców MSP (N=566). Metoda: CAWI (ang. Computer-Assisted Web Interview).

Środowisko naturalne a nowe wyzwania społeczne – jak zmienia się odpowiedzialny biznes?

To już 18. edycja Raportu „Odpowiedzialny biznes w Polsce. Dobre praktyki” i kolejna z większą niż poprzednia liczbą praktyk. O około 10 proc. zwiększyła się, sięgając 1700, liczba działań CSR zaprezentowanych w dorocznej publikacji Forum Odpowiedzialnego Biznesu.

Po raz kolejny Forum Odpowiedzialnego Biznesu zaprezentowało Raport „Odpowiedzialny biznes w Polsce. Dobre praktyki”, czyli największy w Polsce przegląd CSR, z rekordową liczbą działań odpowiedzialnego biznesu. W sumie w edycji za 2019 roku znalazło się 1696 praktyk zgłoszonych przez 214 firm. Około 10-procentowy wzrost udało się osiągnąć mimo wprowadzonego w tym roku limitu ograniczającego do 10 liczbę zgłaszanych nowych dobrych praktyk. Praktyki długoletnie (takie, które ukazały się w jednej z poprzednich edycji i były realizowane także w 2019 roku) nie podlegały temu ograniczeniu.

Najdynamiczniej rozwijającym się obszarem okazały się praktyki związane z troską o środowisko – wzrost o ponad 35 proc. w odniesieniu do poprzedniej edycji. Wśród 321 (w poprzedniej edycji: 235 praktyk) przykładów działań zgłoszonych przez 129 firm (w poprzedniej edycji: 101 firm) znalazły się m.in. działania z zakresu ograniczenia zużycia plastiku, gospodarki obiegu zamkniętego, ochrony bioróżnorodności, edukacji środowiskowej czy przeciwdziałania kryzysowi klimatycznemu.

Rok 2019 można uznać za rok środowiska naturalnego, a najnowsza edycja Raportu „Odpowiedzialny biznes w Polsce. Dobre praktyki” potwierdza tę tezę. Odnotowaliśmy wyraźny wzrost liczby praktyk w obszarze „środowisko”, mimo wprowadzenia ograniczenia w zgłaszaniu nowych działań do raportu. Firmy postawiły na rozwiązania prośrodowiskowe, bo też dla szerokiego grona interesariuszy stał się to wręcz kluczowy temat. To pozytywna zmiana, która wierzymy, że będzie kontynuowana przez firmy. Oczywiście pierwszy kwartał 2020 roku ukazał, że przed biznesem kolejne, pilne wyzwania o charakterze społecznym. Kryzys związany z pandemią koronawirusa SARS-CoV-2 dowiódł, że firmy potrafią reagować szybko, niosąc pomoc i wsparcie. Na portalu odpowiedzialnybiznes.pl w sekcji „Biznes w odpowiedzi na COVID-19” od marca pojawiło się około 80 przykładów działania firm partnerskich Forum Odpowiedzialnego Biznesu. Dookoła obserwujemy kolejne, liczne akcje solidarnościowe i pomocowe. Ważne, by po tym zrywie, nie nastąpiła zapaść. Już widać, że zachodząca na naszych oczach zmiana jest wielowymiarowa. To oznacza, że pojawią się nowe wyzwania, ale też pilniejszymi mogą okazać się te, znane już wcześniej, takie jak np. kwestia wykluczenia cyfrowego czy przeciwdziałania przemocy, bezdomności. Są one ściśle związane z sytuacją ekonomiczną i społeczną, spodziewanymi zmianami na rynku pracy oraz specyficznymi formami pracy, takimi, jak – obecnie szeroko praktykowana – praca zdalna. Bardzo ważna będzie oczywiście kwestia rozwiązań propracowniczych w kontekście przeciwdziałania możliwym redukcjom zatrudnienia. Na naszych oczach powraca, po raz kolejny, także temat form zatrudnienia – czy rzeczywiście chcemy i, jako społeczeństwo, możemy sobie pozwolić na to, żeby ratownik medyczny czy pielęgniarka pracowali na samozatrudnieniu? To pytania, na które wspólnie musimy poszukiwać odpowiedzi i które na długo mogą ukształtować naszą rzeczywistość. Jednak nie mniej istotne, są też kwestie środowiskowe – ważne, by nie zeszły na dalszy plan. Największy test na odpowiedzialność firm i potwierdzenie, że zrównoważony rozwój jest faktycznie w ich DNA, dopiero przed nami. Ograniczenie jest jednak często, zwłaszcza w biznesie, impulsem dla wyjątkowej kreatywności, tworzenia rozwiązań, które wielowymiarowo odpowiadają na potrzeby: społeczne, ekonomiczne i środowiskowe. To przykład nie tylko małych organizacji czy start-upów. Głęboko wierzymy, że odzwierciedlenie takich praktyk znajdą Państwo w naszym kolejnym raporcie za 2020 rok. Tymczasem zapraszam do lektury i szukania inspiracji w edycji raportu za 2019 rokmówi Marzena Strzelczak, dyrektorka generalna Forum Odpowiedzialnego Biznesu.

W 18. edycji Raportu „Odpowiedzialny biznes w Polsce. Dobre praktyki” opublikowanych zostało 1696 dobrych praktyk (poprzednia edycja: 1549), zgłoszonych przez 214 firm (poprzednia edycja: 229 firm). Warto jednak zaznaczyć, że w związku z ograniczeniem możliwości zgłoszenia nowych praktyk ich liczba spadła z 826 do 712.  Znacząco natomiast zwiększyła się liczba praktyk długoletnich – 983 w porównaniu z 723 praktykami w poprzedniej edycji publikacji. 55 firm pochodzi z sektora małych i średnich przedsiębiorstw (poprzednia edycja: 60). Najliczniej reprezentowanymi branżami w raporcie są: finanse, usługi oraz handel.

Dobre praktyki przedstawione w raporcie pokazane są też w kontekście Celów Zrównoważonego Rozwoju, ogłoszonych  przez ONZ w 2015 roku.  Najwięcej praktyk wspiera realizację  cel 4. „dobra jakość edukacji” i cel 3. „dobre zdrowie i jakość życia”. To potwierdzenie trendu z poprzednich edycji. O ponad 100 proc. zwiększyła się liczba praktyk przyporządkowana celowi 5. „równość płci” oraz celowi 10. „mniej nierówności”. Odnotowany został również wzrost w realizacji celu 12. „odpowiedzialna konsumpcja i produkcja” – blisko o 60 proc. Koresponduje to z istotnymi z perspektywy najnowszej edycji raportu kwestiami środowiskowymi.

W raporcie głównym kluczem podziału praktyk pozostaje 7 obszarów wyznaczonych przez normę ISO 26000. Należą do nich: ład organizacyjny, prawa człowieka, praktyki z zakresu pracy, środowisko, uczciwe praktyki operacyjne, zagadnienia konsumenckie, zaangażowanie społeczne i rozwój społeczności lokalnej. Dobre praktyki pogrupowane w obszary, następnie dzielone są na kategorie, czyli wiodące tematy w danych obszarach. Liczba praktyk w kategorii oddaje zmiany zachodzące w aktywności firm, ich zaangażowaniu, ale też pokazuje stojące przed nimi wyzwania.

Największy wzrost liczby dobrych praktyk w raporcie wystąpił w obszarze środowiska i to mimo wprowadzonego w tym roku po raz pierwszy ograniczenia do 10 w zgłaszaniu nowych działań CSR. W najnowszej edycji raportu w obszarze „środowisko” znalazło się 321 praktyk, co stanowi wzrost o ponad 35 proc. w porównaniu do zeszłorocznej edycji. Także wysoki, bo blisko 30-proc. wzrost nastąpił pod względem liczby firm, które zgłosiły praktyki środowiskowe. Najczęściej dotyczą one edukacji prośrodowiskowej obejmującej m.in. pracowników, dzieci, społeczności i mieszkańców miast. Wciąż nieliczne są jednak inicjatywy związane z edukacją rynku. Szereg praktyk odnosi się również do dużych programów środowiskowych, związanych m.in. z efektywniejszym zarządzaniem zasobami. Coraz większego znaczenia, czego dowodzi także przegląd działań w obszarze środowiska, nabierają zagadnienia związane z gospodarką obiegu zamkniętego i ochrony bioróżnorodności. Najprostsze przykłady działań dla środowiska naturalnego opisane zostały w kategorii ekobiuro i dotyczą takich praktyk jak np. rezygnacja z plastiku.

Co trzecia praktyka zgłoszona do raportu znajduje się w obszarze „zaangażowanie społeczne i rozwój społeczności lokalnej” (564 to suma praktyk nowych i długoletnich w tym obszarze). Potwierdza to stałą tendencję do wysokiego zainteresowania realizacją praktyk społecznych przez firmy. W obszarze znalazło się aż 17 kategorii, a do  najliczniej reprezentowanych należą: działania charytatywne i filantropijne oraz edukacja dzieci i młodzieży. Najsłabiej reprezentowane są nowe praktyki dotyczące rozwoju przedsiębiorczości i zrównoważonych miast – po dwie w kategorii. W stosunku do poprzedniego raportu znacząco wzrosła liczba nowych praktyk w kategorii innowacji społecznych.

W tym roku, w związku ze zmianą zasad zgłaszania dobrych praktyk do raportu (wspomniane już ograniczenie w zgłaszaniu do 10 nowych praktyk), w obszarze praktyk pracowniczych nastąpił istotny spadek. Zgłoszonych zostało 185 nowych praktyk, podczas gdy w zeszłym roku było ich 237. Tym samym liczba jest bardziej porównywalna do tej sprzed dwóch lat (175). Odwrotnie jest w praktykach długoletnich, których w tym roku zgłoszono 288, a w zeszłym było ich 180 (tu nie było ograniczeń w liczbie zgłoszeń). W porównaniu z zeszłym rokiem największe zmiany zaszły w kategoriach „zdrowie pracowników” oraz „wolontariat pracowniczy”, gdzie liczba praktyk zmniejszyła się o kilkanaście. Uwagę zwraca natomiast kategoria obejmująca szkolenia i rozwój, gdzie praktyk jest wyraźnie więcej.

Do obszaru „zagadnienia konsumenckie” zaklasyfikowano 95 praktyk zgłoszonych przez 41 firm. Liczby są porównywalne z ubiegłorocznymi. Temat pozostaje istotny, ale rozwija się mniej dynamicznie niż inne obszary CSR. Praktyki zostały podzielone na sześć kategorii. Najliczniejszą z nich jest  edukacja konsumentów (14 praktyk), później kolejno: dostępność produktów i usług (siedem praktyk), ułatwienia dla klientów (trzy praktyki), partycypacja konsumentów (dwie praktyki), odpowiedzialna konsumpcja (jedna praktyka), zdrowie i bezpieczeństwo konsumentów (jedna praktyka).

Obszar „ładu organizacyjnego” prezentuje praktyki w kategoriach: compliance, dialog z interesariuszami, etyka, raportowanie oraz zarządzanie. Dominują działania z zakresu etyki, stanowiące blisko 40 proc. wszystkich 96 praktyk zakwalifikowanych do obszaru.  Autorzy raportu w kategorii „zarządzanie” wskazują na trend, mający na celu wprowadzanie dodatkowych regulacji czy polityk środowiskowych. Służą one uporządkowaniu kwestii związanych z gospodarką obiegu zamkniętego czy aktywnością w zakresie przeciwdziałania zmianom klimatycznym.

Podobnie jak w poprzedniej edycji raportu najmniej licznymi obszarami pozostały prawa człowieka i uczciwe praktyki operacyjne, odpowiednio 74 i 73 praktyki.  W przypadku obu obszarów nastąpił wzrost dobrych praktyk w porównaniu z poprzednią edycją raportu. Na obszar „prawa człowieka” składają się w dużej mierze działania z zakresu zarządzania różnorodnością, wspierające budowanie włączającej kultury organizacyjnej. Ze względu na rozwój tematu, zagadnienie „kobiety w biznesie” stanowi oddzielną kategorię, drugą co do liczby zgłoszeń po kategorii „różnorodność”. Do niej kwalifikują się rozwiązania podnoszące kwestie nierówności płac, zatrudnienia czy godzenia życia prywatnego z zawodowym.

W 18. edycji raportu najmniej praktyk zawiera obszar „uczciwe praktyki operacyjne”, który dotyczy etycznego postępowania w kontaktach firmy z innymi organizacjami. Obejmuje zasady kształtowania tych relacji, a także działania edukacyjne na rzecz dostawców, organizacji branżowych czy innych interesariuszy. Firmy, których praktyki znalazły się w obszarze w zdecydowanej większości skupiają się na działaniach z zakresu edukacji rynku oraz kształtowania relacji z dostawcami.

Premiera raportu

Ogłoszenie Raportu „Odpowiedzialny biznes w Polsce 2019. Dobre praktyki” odbyło się 16 kwietnia br. w formie online. Gościem specjalnym wydarzenia był dr hab. Adam Bodnar, Rzecznik Praw Obywatelskich. Relacja z premiery miała miejsce na stronie facebook.com/ForumOdpowiedzialnegoBiznesu. Także w tym dniu Forum Odpowiedzialnego Biznesu zainaugurowało jubileusz „20 lat partnerstwa na rzecz zrównoważonego rozwoju w Polsce”, związany z 20-leciem zaangażowania organizacji i firm partnerskich FOB w upowszechnianie standardów odpowiedzialnego biznesu i zrównoważonego rozwoju. (czytaj więcej »

Raport „Odpowiedzialny biznes w Polsce. Dobre praktyki” to najważniejsza cykliczna publikacja Forum Odpowiedzialnego Biznesu, wydawana od 2002 roku. Raport jest przeglądem aktywności firm, które zgłosiły swoje działania w zakresie CSR, oraz podsumowuje najważniejsze kwestie związane z odpowiedzialnym biznesem w danym roku w Polsce. W części wprowadzającej znajdują się artykuły i komentarze ekspertów/ekspertek. Stałym elementem publikacji jest także przegląd wybranych artykułów prasowych oraz kalendarium wydarzeń związanych z CSR.

Pobierz raport w wersji PDF >> http://odpowiedzialnybiznes.pl/publikacje/raport-2019/

Wszystkie praktyki z kolejnych edycji raportu publikowane są w wyszukiwarce dobrych praktyk, dostępnej na stronie: http://odpowiedzialnybiznes.pl/dobre-praktyki/.

Jak pandemia koronawirusa wpłynęła na środowisko

Obecnie nie ma jeszcze dokładnych analiz na temat znacznych ograniczeń w działalności powodującej emisje zanieczyszczeń do atmosfery tj. produkcji przemysłowej czy energetyce. W związku z tym, że ostatnio zmienił się sposób naszej aktywności (pozostajemy w domach i mniej się przemieszczamy), należy spodziewać się zmniejszenia emisji z sektora transportu i poprawy jakości powietrza szczególnie w centrach miast, gdzie właśnie ruch samochodowy ma kluczowe znaczenie. Podobne wyniki rejestrują stacje pomiarowe Głównego Inspektora Ochrony Środowiska zlokalizowane w pobliżu tras tranzytowych – urządzenia rejestrują 30% spadek zanieczyszczeń pochodzących z ruchu samochodowego (np. NOx). Natomiast sytuacja jest odmienna na obszarach o zabudowie jednorodzinnej, gdzie główną rolę w zakresie jakości powietrza odgrywa sektor bytowo-komunalny, czyli emisja z indywidualnych źródeł spalania paliw wykorzystywanych do odgrzewania domów. W tym przypadku możemy się liczyć ze wzrostem emisji.

W obliczu koronawirusa ludzie będą teraz częściej oglądać telewizję i używać energochłonnych urządzeń domowych. W jakim stopniu to może przyczynić się do zużycia energii?

Wydaje się, że energetyka pracuje bez dodatkowych obciążeń, głównie ze względu na podobne lub wyższe zużycie prądu w miejscach pracy (serwery, oświetlenie, centralne system wentylacji itd.) względem urządzeń domowych. Jak podają Polskie Sieci Elektroenergetyczne, obserwuje się wręcz spadek zapotrzebowania na moc o około 12%. Przyczyną tego jest zarówno zamknięcie szkół, uczelni, centrów handlowych czy zakładów przemysłowych, jak i pogoda. Zużycie energii elektrycznej zależy od temperatury i nasłonecznienia, a te różnią się znacznie w stosunku do ubiegłego roku oraz poprzednich tygodni, więc nie można jednoznacznie wnioskować o przyczynach tego spadku. Ponadto obecnie urządzenia elektroniczne są naprawdę energooszczędne i nie stanowią istotnego udziału w zużyciu energii elektrycznej w gospodarstwach domowych.

Czy masowa produkcja jednorazowych środków higienicznych i powrót do łask plastiku może przyczynić się do wytworzenia rekordowych odpadów?

Tak, może. I powinniśmy pamiętać o tym, że odpady stanowią zagrożenie zarówno dla nas, jak również dla środowiska. Bardzo ważne jest, abyśmy zadbali o to, żeby porzucone maseczki na twarz i jednorazowe rękawiczki nie zalegały na trawnikach czy w lasach. Także nawet w tych trudnych czasach nie zapominajmy o podstawowych zasadach porządku i czystości. Maseczki i rękawiczki używane przez osoby indywidualne są odpadami komunalnymi i powinny trafić do śmieci zmieszanych.

Mamy teraz często myć ręce – czy to oznacza też większe zużycie wody?

To zależy od zasad higieny indywidualnej, z którą w Polsce do tej pory nie było najlepiej. Według badania przeprowadzonego przez stowarzyszenie WIN/Gallup International zaledwie 68% Polaków myje ręce wodą z mydłem po skorzystaniu z toalety. Co więcej, nawet teraz Miejskie Przedsiębiorstwa Wodociągowe nie zauważają większego poboru wody w marcu – w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Pamiętajmy również o tym, że oprócz prawidłowej techniki mycia rąk, która powinna obejmować całą dłoń, powinniśmy zakręcać wodę podczas namydlania – w tym czasie nie jest nam potrzebna. Zachęcam do stosowania tej zasady również podczas szczotkowania zębów.

Pojawiły się informacje o powrotach zwierząt do miast. Czy są prawdziwe i o jakich zwierzętach mówimy?

Nie są to wiarygodne informacje w kontekście koronawirusa. Na wiosnę, zwierzęta zawsze zbliżały się do miast celem poszukiwania łatwego dostępu do pokarmu. Tak więc pojedyncze przypadki, takie jak np. łanie w Zakopanem, mogą się zdarzyć. Ponadto należy wziąć pod uwagę fakt, że to my coraz częściej zajmujemy tereny należące do zwierząt – przybywa nowych dróg, domów, różnej zabudowy. W związku z powyższym nie możemy się dziwić, że dzikie zwierzęta pojawiają się na terenach zurbanizowanych. To zjawisko jest coraz bardziej widoczne na całym świecie i prawdopodobnie będzie się nasilać.
Mówiąc o koronawirusie, nie sposób pominąć tematu zwierząt i chorób odwzwierzęcych.

Pojawienie się rolnictwa i rozwój populacji ludzkiej około 11 tys. lat temu były kluczowe dla stworzenia warunków do rozprzestrzeniania się chorób. Historyczne choroby, takie jak tzw. grypa „hiszpanka” – pochodziły od wirusów zwierząt domowych (np. świń), a powodowana przez bakterie dżuma – od szczurów i żyjących na nich pcheł. Koronawirusy to wirusy odzwierzęce, zaś 2019-nCoV, prawdopodobnie pojawił się na targu owoców morza w Wuhan pod koniec 2019 r.Wyniki badań pokazują, że pochodzące od zwierząt epidemie zakaźnych chorób ludzi, takich jak gorączka krwotoczna Ebola, bliskowschodni zespół niewydolności oddechowej MERS, czy ptasia grypa występują coraz częściej, czego przyczyną jest zarówno zajmowanie coraz większych obszarów należących do zwierząt, jak i zmiany klimatu. Patogeny przenoszą się ze zwierząt na ludzi i bardzo szybko rozprzestrzeniają po świecie.

Czy pandemia była to przewidzenia?

Gdy Bill Gates ostrzegał w 2018 roku, że świat nie jest przygotowany na wypadek pandemii, wielu sceptycznie oceniało wypowiedź biznesmena. W ostatnim stuleciu ryzyko wystąpienia nowych ognisk chorób wirusowych wzrasta w związku z postępującymi zmianami klimatu oraz niszczenia naturalnych ekosystemów Ziemi. Kolonizacja dzikich obszarów przez ludzi i odebranie innym gatunkom ich siedlisk oraz niezrównoważona eksploatacja dóbr naturalnych, sprzyjają przenoszeniu się nowych chorób z dzikiej przyrody na ludzi. Amerykańskie Centrum Kontroli i Prewencji Chorób (CDC) szacuje, że 3/4 nowych zagrażających ludziom chorób ma źródło w zwierzętach. Obecne tempo przyrostu globalnej populacji, postępująca urbanizacja i rozwój transportu, który między innymi sprawił, że jesteśmy w stanie udać się do niemal każdego zakątka świata, spowodowały wzrost ryzyka zarażenia.

Odpowiedzi udzielił
dr inż. Krystian Szczepański
Dyrektor Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego

Globalna pandemia zmieniła zasady komunikowania

Podczas gdy reklamy i media tracą, na popularności zyskują agencje PR. To one stoją na pierwszej linii działań. Zarządzają takimi kwestiami jak zmiany organizacyjne, utrzymanie ciągłości działalności, czy przede wszystkim są odpowiedzialne za komunikowanie kryzysowe.

W ostatnich tygodniach wyraźnie można było zauważyć firmy redukujące ich koszty marketingowe, co naturalnie odbiło piętno na ich agencjach partnerskich. Agencje Public Relations nie są wyłączone z tego kryzysu, lecz prowadząc odpowiedzialną i rzetelną komunikację, mogą zyskać. Organizacje szukają niezależnych poglądów i profesjonalnego wsparcia, ponieważ stoją przed nowymi wyzwaniami w komunikacji do klientów, pracowników i partnerów biznesowych podczas izolacji w trakcie epidemii.

Każda firma powinna się zastanowić, na jakiej zasadzie zobowiązuje się pracować z klientem. Czy dodaje wartość, dzięki której klient będzie mógł rozwiązać problem, czy stara się zamieścić w mediach dotychczasowe komunikaty sprzedażowe ubrane w formę informacji prasowej. W obecnej rzeczywistości warto wykorzystać konkretne działania, które pomogą nam zmierzyć się z kryzysem i skutecznie prowadzić relacje z mediami i otoczeniem zewnętrznym organizacji.

Segmentacja klientów to klucz

Pierwszym krokiem powinno być zidentyfikowanie swoich klientów, aby prowadzić z nimi dialog. Ten podział powinien opierać się na tym, w jaki sposób dany klient prowadzi z firmą interakcje np. będąc w sklepie, online, czy za pośrednictwem zewnętrznego medium. Bardziej precyzyjne docieranie do odbiorców to rzecz priorytetowa w czasach kryzysu. Strategie i narzędzia targetowania B2B, takie jak marketing oparty na koncie (Account Based Marketing) wykorzystujący segmentację oraz pozycjonowanie, umożliwia firmom dotarcie do bardzo wąskich grup odbiorców z bardzo precyzyjnym przekazem.

Warto zastanowić się również, czy niektóre grupy naszych odbiorców nie potrzebują jednak bardziej regularnej lub szczegółowej komunikacji. Mogą to być klienci o wysokich wydatkach, ale też o określonych potrzebach lub wzorcach zakupowych. Warto docenić lepiej spersonalizowane treści: marki B2B muszą starać się odzwierciedlać obecne problemy klientów poprzez strategiczną segmentację, lepiej spersonalizowane wiadomości i przekonujące artykuły, które przemawiają do wyobraźni klientów.

Przykładem może być komunikacja sklepów medycznych, które np. pomagają swoim pacjentom poprzez umożliwienie dostępu do specjalistycznych porad pielęgniarskich wideo on-line, informują na temat zmian, które następują w przepisach i umożliwiają pacjentom zakup sprzętu przez Internet, ale również cały czas prowadzą działania z zakresu public affairs zmierzające do wprowadzenia kolejnych ułatwień dla pacjentów.

Na każdym z tych etapów działań biznesowych firmy te prowadzą skuteczną komunikację w mediach ogólnopolskich i regionalnych, własnych kanałach social media oraz poprzez organizacje zrzeszające pacjentów komunikację do organów władzy. Firma pokazuje tym samym, że doskonale zna potrzeby pacjentów oraz rozumie ich problemy z dostępem do odpowiedniego sprzętu i stara się robić wszystko, by ich potrzeby zostały zaspokojone. Jest ich głosem w debacie publicznej i reprezentuje ich interesy.

Kontynuacja komunikacji w tej formie, nie tylko zapewnia organizacji dopływ nowych klientów obecnie, ale również buduje silną więź na przyszłość, gdyż mogą oni poczuć, że organizacja cały czas się nimi opiekuje i nawet w trudnych momentach pozostaje z nimi w kontakcie.

Jak dotrzeć do klienta?

To bardzo ważny aspekt, aby dobrać najlepszą drogę dotarcia do klienta podczas szczególnych warunków, które nas otaczają. Niezbędnym jest przygotowanie się pod różne scenariusze wydarzeń. Oczywistym jest, że obecnie komunikacja związana z koronawirusem jest wiodącą. Media są zapełniane wiadomościami jak radzić sobie z nową sytuacją epidemiologiczną. Trzeba jednak wziąć pod uwagę fakt, że ten czas przeminie. Firmy już powoli wracają do komunikowania bieżącego, robią to jednak online. Warto zastanowić się jak przenieść codziennie działania marki w formę zdalną, internetową.

Jeśli Twoja firma posiada szczególny program lojalnościowy, bądź newsletter, warto z niego skorzystać, gromadząc dane. Kanały online są obecnie główną drogą przekazu informacji. Jeśli wcześniej nie były prowadzone działania marki w social mediach, być może to najlepszy czas, aby je zacząć. Patrząc na polski ruch internetowy to zdecydowanym wygranym mediów elektronicznych jest wideo. Podczas epidemii to ten rodzaj treści konsumujemy najchętniej. Platformy streamingowe biją rekordy oglądalności. Jeżeli masz możliwość prowadzenia komunikacji poprzez film, to zdecydowanie najlepszy moment, aby to zrobić. Warto się również zastanowić, czy twoja firma nie posiada ekspertów, którzy mogliby zabrać głos podczas trwającej epidemii występując przed kamerą.

Wiele firm musi znacząco przebudować swoje działania. Odwołane wydarzenia przygotowywane przez kilka miesięcy, często przekształcają się w wirtualne eventy, które dzięki innowacyjnej formie, gromadzą wokół siebie szerokie zainteresowanie medialne. Zamiast komunikować bieżące wyniki finansowe wiele firm znalazło drogę, aby pokazywać mediom, ale też swoim klientom jak mogą lepiej radzić sobie w czasach pandemii. Organizacje zrzeszające producentów owoców oprócz komunikacji dotyczącej rozpoczynającego się sezonu sadowniczego przekazują najświeższe informacje z Europy dotyczące bezpieczeństwa spożywania owoców w czasie pandemii, przepływów żywności pomiędzy krajami, potencjalnych problemów z zaopatrzeniem oraz edukacją nt. diety warzywno-owocowej budującej odporność organizmu. Biura maklerskie i ich analitycy wskazują na trendy rynkowe związane z pandemią, kliniki medyczne pokazują jak poradzić sobie z chorobami przewlekłymi bez wizyt lekarskich lub przestawiają swoje działanie na porady on-line. Kosmetolodzy edukują nt. pielęgnacji domowej i budują sobie rzesze wiernych fanów w Internecie na czas po pandemii. W tych wszystkich zabiegach pomaga komunikacja on-line, wideo, oraz pozycjonowanie ekspertów w mediach elektronicznych.

Błyskawiczna aktualizacja

Pandemia zmieniła sposób, w jaki ludzie żyją, pracują i wchodzą w interakcje. Łatwo zauważyć również wiele zmian w relacjach agencja-klient i stylu pracy. Poza konkretnymi wydarzeniami i komunikatami bieżącymi dotyczącymi fuzji, przejęć, nowych członków zarządu, zdajemy sobie sprawę, że firmy B2B będą szybko potrzebować innych sposobów wypełnienia pustki i utrzymania ciągłej interakcji z klientami i potencjalnymi klientami.

„ Zapotrzebowanie mediów na informacje w trakcie trwania epidemii może zmienić się błyskawicznie. Dlatego ważne jest, aby zawsze być w bieżącym nurcie przepływu informacji. Komunikaty dla mediów należy elastycznie dostosowywać do bieżącej sytuacji. Temat epidemii w pewnym momencie może stać się nużący. Media mogą, więc uznać, że temat koronawirusa w dużej mierze został wyczerpany i jednak trzeba się zająć bieżącą komunikacją związaną z ratowaniem gospodarki. Dlatego elastyczność jest najważniejsza. Wiele zależy od umiejętności tworzenia scenariuszy i strategii komunikacji, które wesprą biznesy w drugim etapie komunikowania o pandemii, czyli w momencie uruchamiania gospodarki. Codziennie śledzenie mediów i monitoring źródeł on-line i off-line to klucz dla firmy, aby zaistnieć w natłoku informacyjnym” – podkresla Iwona Kubicz z agencji Procontent.

Aktywność i szczerość

Organizacje, które komunikują się z klientami regularnie, otwarcie i proaktywnie podczas kryzysu, mają większe szanse zyskać zaufanie. Warto zadecydować jak często chcesz się komunikować z klientem i przestrzegać tego. Zajmowanie czołowych miejsc w celu uczciwego rozwiązywania problemów, komunikowania danych rozwiązań i aktualizowania wszelkich podejmowanych działań odnośnie epidemii koronawirusa, jest bardzo skutecznym sposobem na zachowanie, a nawet wzmocnienie ważnych relacji z klientami.

Cisco po raz trzeci z rzędu najlepszym miejscem pracy w Polsce

Jak wynika z dwunastej edycji badania Great Place To Work, Cisco zostało najlepszym miejscem pracy w Polsce trzeci rok z rzędu, w kategorii przedsiębiorstw zatrudniających powyżej 500 pracowników. Firma została także uhonorowana tytułem „Legendy”, przyznawanym przedsiębiorstwom, które przynajmniej po raz piąty z rzędu wzięły udział w badaniu i znalazły się w gronie laureatów.

Największy wpływ na pozycję Cisco miały opinie pracowników, którzy stwierdzili, że firma jest zarządzana w sposób etyczny i sprawiedliwy, a każdy pracownik traktowany równo niezależnie od stanowiska jakie zajmuje. Menedżerowie wspierają swoje zespoły, są opiekuńczy, a dostęp do nich nie jest ograniczony, gdyż firma nie tworzy sztucznych barier. Ponadto osoby zatrudnione w Cisco twierdzą, że organizacja stworzyła najlepsze środowisko pracy, w którym ludzie czują się swobodnie i mogą realizować swoje cele zawodowe. Z uwagi na niecodzienne warunki, gala wręczenia nagród obyła się wirtualnie.

Cisco Polska posiada dwa oddziały, zatrudniające łącznie prawie 2000 osób: biuro odpowiedzialne za sprzedaż w Warszawie i centrum kompetencyjne w Krakowie, w którym specjaliści firmy zajmują się usługami z zakresu monitoringu sieci, cyberbezpieczeństwa i obsługi klienta. Cisco Global Services Center w Krakowie to obecnie największe centrum zaawansowanych usług technicznych i biznesowych Cisco w Europie. W stolicy małopolski znajduje się również jedno z trzech, po Stanach Zjednoczonych i Japonii, Cisco Security Operations Center (SOC). Firma jest także aktywna na płaszczyźnie społecznej odpowiedzialności biznesu. Od lat realizuje program Cisco Networking Academy mający na celu podniesienie poziomu edukacji informatycznej oraz umożliwienie uczniom i studentom podjęcie pracy w branży IT, co w związku z dynamicznym rozwojem technologii bezpośrednio przekłada się na konkurencyjność polskiej gospodarki.

„Główna nagroda przyznana trzeci raz z rzędu to dla nas ogromne wyróżnienie i wartość tym większa, że o pozycji w rankingu decydują przede wszystkim pracownicy. Jest to dla nas motorem napędowym do dalszego działania i jeszcze większego angażowania się w sprawy naszego zespołu oraz umacnianie wyjątkowej kultury naszej firmy. Ostatnie wydarzenia pokazują, że bezpieczeństwo i komunikacja cyfrowa są ważniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Dzięki technologii Cisco, nasi pracownicy, mimo pracy z domu, nadal tworzą zgrany zespół, pomagając naszym klientom, partnerom i społecznościom lokalnym w obecnej kryzysowej sytuacji” – powiedział Przemysław Kania, Dyrektor Generalny Cisco w Polsce.