Co czytają Polacy podczas kwarantanny?

Obostrzenia, wprowadzone przez rząd w związku z pandemią koronawirusa, zaskoczyły niemal wszystkich Polaków. Wielu z nich szybko jednak przyłączyło się do akcji #zostańwdomu i poddało dobrowolnej kwarantannie. Jak ten swoisty areszt domowy wpłynął na decyzje zakupowe?  Książki, gry i seks – to część aktywności, jakie Polacy podejmują w dobie kryzysu. 

Zamknięte szkoły, instytucje kultury, galerie handlowe, praca zdalna… Z dnia na dzień życie Polaków ograniczyło się właściwie do własnych czterech ścian. U progu kryzysu najważniejsze stało się zaspokojenie podstawowych potrzeb życiowych, co nie pozostało bez wpływu na branżę e-commerce.

Pierwsze godziny kryzysu z perspektywy e-commerceKsiążki, gry, seks. Jakie decyzje zakupowe podejmują Polacy podczas kwarantanny

W środę, 11 marca, premier ogłosił zamknięcie szkół, uczelni i placówek kulturalnych z powodu koronawirusa. Tysiące uczniów i pracowników z dnia na dzień miało pozostać w domach. Zagrożenie było więc coraz bardziej realne. Dla klientów priorytetem stało się zrobienie zapasów jedzenia i niezbędnych środków higienicznych. Branża e-commerce odczuła to na własnej skórze. Jak ilustruje wykres, porównujący te same dni tygodnia w latach 2019 i 2020, sprzedaż w sklepie internetowym Gandalf.com.pl drastycznie spadła.

Pierwsze dni kwarantanny – wielki powrót do e-handlu

Konsumenci szybko uświadomili sobie jednak, że żywność i papier toaletowy to trochę za mało, a czas, który dotychczas spędzali poza domem trzeba będzie jakoś spożytkować. Nadszedł weekend, emocje opadły, a klienci ruszyli na zakupy on-line w poszukiwaniu rozrywki. Pojawiło się wielu nowych użytkowników. W porównaniu do wcześniejszego tygodnia, sprzedaż wzrosła o 41 proc.Książki, gry, seks. Jakie decyzje zakupowe podejmują Polacy podczas kwarantanny2

Topowe kategorie w czasie kryzysu

Jak pokazują dane sklepu internetowego Gandalf.com.pl, szczególnym wzięciem cieszą się obecnie gry i zabawki. Najmłodszym członkom społeczeństwa najtrudniej przetrwać przymusową izolację. W dobie kryzysu Polacy przypomnieli sobie także o radości płynącej z czytania. Wzrost sprzedaży, w porównaniu rok do roku, jest znaczący.zakupy podczas epidemii

Lektury na czas kwarantanny: seks i epidemie

Cieszy fakt, że w okresie kwarantanny wzrosła sprzedaż książek. Konsumenci zainteresowani są zarówno lekturami papierowymi, jak i e-bookami. Co czytają? Niewątpliwą liderką, w związku z premierą filmu „365 dni”, jest Blanka Lipińska. Po piętach depczą jej jednak książki poświęcone epidemiom. Klienci sklepu internetowego Gandalf.com.pl coraz chętniej sięgają po „Dżumę” Alberta Camusa, „Zarazę” Jerzego Ambroziewicza czy „Miłość w czasach zarazy” Gabriela Garcii Marqueza. Wygląda więc na to, że w literaturze Polacy poszukują odpowiedzi na pytania, jak zachować się wobec pandemii wirusa i jak wpłynie ona na ich życie.

Pozostając w domu, więcej uwagi można poświęcić swojemu partnerowi czy partnerce. Ten fakt również znajduje odzwierciedlenie w decyzjach zakupowych. „Sztuka kochania”, „Sztuka kobiecości”, „Kamasutra 2.0” – z pomocą książek klienci dokształcają się w zakresie sztuki miłosnej. Czasu na praktykę z pewnością teraz nie brakuje ;). A seks to przecież bardzo korzystna aktywność. Nie tylko pozwala dwojgu ludzi się do siebie zbliżyć, ale także poprawia kondycję czy redukuje stres.

Nieoczekiwane bestsellery czasów kryzysu:

  • „Dżuma” Albert Camus
  • „Miłość w czasach zarazy” Gabriel Garcia Marquez
  • „Sztuka kochania” Michalina Wisłocka
  • „Kamasutra 2.0. 99 obłędnych seks pozycji”

Analogowe rozrywki na długie popołudnia z rodziną

Zamknięcie szkół i przedszkoli, a także praca zdalna sprawiają, że Polacy siłą rzeczy więcej czasu spędzają z bliskimi i dbają o zdrowie. Dlatego też coraz ważniejszym aspektem jest bezpieczeństwo.

Mimo początkowych wahań, wyraźnie obserwujemy, że w dobie kryzysu Polacy chętnie korzystają ze sklepów internetowych. Duży wpływ mają na to z pewnością kwestie bezpieczeństwa. Zakupy on-line nie wymagają bezpośredniego kontaktu z innymi ludźmi, obecnie nawet kurierami. Do tego dochodzi szeroki wybór oferty oraz możliwość zakupu wszystkich produktów w jednym miejscu. Dzięki temu nawet osoby do tej pory nieprzekonane do zakupów online, decydują się dać im szansę – podkreśla prezes Gandalf.com.pl, Anetta Wilczyńska.

Jak wynika z danych sklepu Gandalf.com.pl, Polacy bardzo dobrze pożytkują dodatkowy czas spędzany w domu. Zamiast siedzieć przed telewizorem, sięgają po analogowe formy rozrywki, na przykład gry planszowe i puzzle. Dla dorosłych to dobra okazja do odbycia sentymentalnej podróży – w okresie kwarantanny coraz więcej klientów sięga po popularny niegdyś Eurobiznes. Wspólny wysiłek umysłowy, konieczność kooperacji, mnóstwo śmiechu i dobrej zabawy sprzyjają zacieśnianiu więzi rodzinnych. Przy planszy, albo tworząc coś z niczego mają możliwość poznać się na nowo. Taka kreatywna zabawa stanowi także świetne uzupełnienie domowej edukacji. Wygląda jednak na to, że w „domowym przedszkolu” nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem. Wśród najpopularniejszych książek można dostrzec bowiem… „Instrukcję obsługi dzieci”.

Jak się zmieniły postawy klientów e-commerce

Widzimy, że obecna sytuacja ma głęboki wpływ na odmienne postawy w wielu aspektach życia. Nie tylko czytamy inne książki, podjadając nagromadzone wcześniej zapasy spożywcze. Samo zachowanie klientów sklepów internetowych także uległo zmianie, co ocenia menedżerka działu analityki w agencji Semahead, zajmującej się digital marketingiem.

Pierwsze strumienie danych, które spływają do nas z rynku e-commerce po rozpoczęciu powszechnej społecznej kwarantanny, wskazują na spadek liczby sesji skorelowany ze wzrostem współczynnika konwersji. Co to oznacza?  Wnioski są takie, że w związku z obecną sytuacją rośnie udział tych osób, które zdecydowane są na dokonanie transakcji w sklepie internetowym po jego odwiedzeniu. Mniejsza liczba wizyt, które nie kończą się transakcją może sugerować, że zakupy w ostatnim czasie stały się mniej impulsowe. Mimo mniejszego ruchu, stał się on bardziej wartościowy. Dane te są pierwszym sygnałem, że nastąpiła znaczna zmiana w strukturze procesu decyzyjnego klientów sklepów – konstatuje Ewa Kańczuk.

Podpis elektroniczny usprawni pracę firm oraz podmiotów administracji publicznej. Może być nieoceniony zwłaszcza w czasie epidemii

Postępująca cyfryzacja gospodarki daje szansę na szerokie wdrożenie platform akceptacji dokumentów za pośrednictwem podpisu elektronicznego. Z potencjału tej technologii korzystają dziś m.in. firmy z sektora finansowego, które wykorzystują ją do zawierania umów na odległość. Przejście na cyfrowy model zatwierdzania treści pozwoli ograniczyć zużycie papieru oraz sprawniej archiwizować dokumenty. W czasie epidemii może także znacząco ograniczyć konieczność wizyt w banku.

– Bank jest instytucją, która podpisuje bardzo dużo dokumentów. Paradoks polega na tym, że dzisiaj wszystkie dokumenty powstają elektronicznie. Wprowadzamy podpis elektroniczny po to, żeby było wygodniej, efektywniej kosztowo i bardziej ekologicznie oraz żeby uprościć wszystkim życie. Dla wielu klientów zdalny dostęp do usług i bankowości elektronicznej, które są w smartfonach, to wygoda. Choć dla części klientów nadal wygodniejsze będzie pójście do lokalu – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje podczas Digital Finance Summit 2020 Grzegorz Wójcik, założyciel i prezes zarządu Autenti.

Wdrożeniem systemów autoryzacji za pośrednictwem podpisu kwalifikowanego w głównej mierze zainteresowane są instytucje finansowe, które nieustannie przetwarzają wiele umów i dokumentów. Jedną z instytucji, która zdecydowała się wdrożyć takie rozwiązanie na szeroką skalę, jest PKO Bank Polski. Podpis elektroniczny umożliwia korporacji zautomatyzowanie szeregu czynności, w tym m.in. zdalne podpisywanie przez klientów dokumentów za pośrednictwem urządzeń mobilnych, bez angażowania pracowników banku. Takie rozwiązanie sprawdzi się zwłaszcza w czasie epidemii, w którym powinno się ograniczać wszelkie kontakty międzyludzkie.

Do wdrożenia rozwiązania zaangażowano start-up Autenti, wyspecjalizowany w produkcji systemów obiegu dokumentów i e-podpisu. Firma zajmuje się projektowaniem narzędzi do automatyzacji obiegu dokumentów poprzez przenoszenie procesów do środowiska cyfrowego, w tym integrację z systemami weryfikacji tożsamości. Rozwiązania Autenti umożliwiają bezpieczne podpisywanie wszelkich dokumentów za pośrednictwem urządzeń mobilnych oraz ich automatyczną archiwizację, dzięki czemu usprawniają proces przetwarzania dużych ilości danych.

– Dla wielu osób podjęcie skomplikowanych decyzji wymaga kontaktu z drugą osobą, poradzenia się jej. W zakresie obsługi takich prostych, powtarzalnych transakcji wygodniej jest skorzystać z aplikacji mobilnej, z rozwiązań technicznych, które ułatwiają życie. Jednak tam, gdzie trzeba doradzić, jaki produkt wybrać, w jaki sposób podejść do ryzyka związanego z danym produktem finansowym, tam jeszcze przez długi czas człowiek będzie niezastąpiony. I pod tym względem długo jeszcze będziemy potrzebowali bezpośredniego kontaktu – twierdzi ekspert.

Coraz więcej instytucji decyduje się na wprowadzenie podpisu elektronicznego, a liczba jego dostawców stale rośnie. Każdą nowo pojawiającą się technologię musi zatwierdzić Narodowe Centrum Certyfikacji. Nadzór nad usługami zaufania prowadzi Minister Cyfryzacji, który ma szczególne zadania w zakresie usług kwalifikowanych. Wykorzystanie w zabezpieczeniu dokumentów kwalifikowanych certyfikatów podpisu i pieczęci elektronicznej pozwala na pewność co do wiarygodności dokumentu w postępowaniu przed urzędami i sądami.

Cyfrowy podpis uprościł także współpracę z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych dzięki wdrożeniu elektronicznej metody weryfikacji tożsamości za pośrednictwem Platformy Usług Elektronicznych. To autorskie rozwiązanie ZUS-u, dzięki któremu wnioski można składać wyłącznie przy użyciu podpisu osobistego. Nowe narzędzie upraszcza tym samym komunikację z placówką, przenosząc ją do internetu. Urzędowy podpis osobisty można wyrobić podczas składania wniosku o wydanie dowodu osobistego. Konto na PUE można zarejestrować także poprzez serwis bankowości elektronicznej.

Podobną technologię wdrożyła również firma Żabka, która planuje uprościć i przyspieszyć obieg dokumentów, przenosząc komunikację między sklepami a centralą do internetu. Podpis elektroniczny umożliwia przedsiębiorstwu zoptymalizowanie procesu obiegu informacji, co przyspieszy wymianę dokumentacji i zminimalizuje liczbę błędów generowanych podczas zawierania umów z franczyzobiorcami.

– Start-upy zajmują się tym, żeby w innowacyjny sposób patrzeć na rzeczy, które nas otaczają, zrewolucjonizować dotychczasowy sposób podejścia i wprowadzić rozwiązania, które są po prostu wygodniejsze dla użytkowników. Obszar bankowy oraz obszar regulacyjny stawiają dużo większe wyzwanie, bo nie tylko trzeba w nich zrewolucjonizować proces biznesowy, ale również trzeba spełnić wiele wymagań – mówi Grzegorz Wójcik.

Według analityków z firmy MarketsandMarkets wartość globalnego rynku podpisu elektronicznego do 2023 roku wzrośnie do 5,5 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 36,7 proc.

Orłowski: W czasie kryzysu zapłacimy za niefrasobliwość finansową ostatnich lat

Pakiet pomocowy, który polskim przedsiębiorcom proponuje rząd, jest zdecydowanie za mały. W porównaniu z działaniami innych krajów, gdzie przeznacza się na walkę z kryzysem bardzo duże środki – plany polskiego rządu przedstawiają się mizernie. Przedsiębiorcy mają prawo z zazdrością patrzeć na inne kraje, które szczodrze dopłacają do wynagrodzeń pracowniczych, całkowicie uchylają składki i obniżają podatki. Tuż za naszą zachodnią granicą do walki z gospodarczym zahamowaniem rzucone są prawie nieograniczone środki finansowe. Niemcy, mimo kilku lat gorszej koniunktury, odpowiedzialnie zarządzały swoimi finansami. Powstała w ten sposób nadwyżka budżetowa może być teraz użyta do ratowania przedsiębiorstw i obywateli. Chociaż w Polsce mieliśmy przez ostatnie parę lat wzrost gospodarczy, możliwości naszego skarbu państwa są dużo mniejsze.

– Środki budżetowe polskiego rządu zostały w ciągu ostatnich kilku lat przehulane, głównie na kupowanie głosów wyborczych – powiedział serwisowi eNewsroom profesor Witold Orłowski, ekonomista. – Najbardziej rażącym przykładem niefrasobliwości finansowej państwa jest Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Z definicji on właśnie dzisiaj powinien zapewnić miliardy na uzupełnianie pensji, których pracodawcy nie są w stanie wypłacać. Został jednak prawie całkowicie wyczerpany na zupełnie inne działania. Rządowi szkoda było nie wydać pieniędzy, które leżały bezczynnie. Przez to dzisiaj nie mamy środków, by zapewnić przedsiębiorcom i pracownikom wystarczające wsparcie. W czasie kryzysu epidemicznego będziemy więc płacić za niefrasobliwość finansową ostatnich lat – ocenia Orłowski.

Koronawirus spowoduje ostrą globalną recesję w 2020 roku

Świat przechodzi obecnie nowy rodzaj kryzysu gospodarczego i zdrowotnego, który wywiera silną presję na wszystkie przedsiębiorstwa. Pomiędzy przerwami w działalności gospodarczej, zakłóceniami w handlu i środkami ograniczającymi, gospodarka międzynarodowa znajduje się w stanie zawirowań.

  • Globalny wzrost PKB w drugim kwartale sięgnie dna koniunktury: spadek o -15% w ujęciu rocznym
  • Prognoza globalnego PKB za cały rok skorygowana w dół z 2,4% do 0,8%
  • Wzrost liczby niewypłacalności na całym świecie o +14% w 2020 r
  • 65 milionów pracowników w całej UE może potrzebować pomocy

Eksperci Allianz Research i Działu Analiz Ekonomicznych Euler Hermes zweryfikowali scenariusze perspektyw gospodarczych na rok 2020. Od stycznia skutki gospodarcze epidemii koronawirusa Covid-19 rozwinęły się w trzech fazach: od szoku podażowego w centrum, którego były Chiny, który wywołał fale sejsmiczne w światowym handlu i zakłócił łańcuch dostaw, po rozprzestrzenienie się go na rynki finansowe, gdy inwestorzy zdali sobie sprawę z nieuniknionej recesji, po gwałtowny szok popytowy, uderzający w konsumpcję i inwestycje w Chinach, Europie i Stanach Zjednoczonych.

Ekonomiści Allianz i Euler Hermes spodziewają się ostrej globalnej recesji w pierwszej połowie 2020 r. w przeważającej większości gospodarek rozwiniętych i wschodzących, po której nastąpi ożywienie w kształcie litery „U”. Koszt powstrzymania epidemii może stanowić w skali miesiąca nawet 20-30% wstrząsu, jaki ponosi obecnie każda z gospodarek.

Epidemia Covid-19 wywołuje duże poruszenie w handlu międzynarodowym. Według Allianz i Euler Hermes, każdy kwartał zakłóceń w handlu międzynarodowym będzie kosztować handel światowy 722 mld USD, głównie z powodu obostrzeń wprowadzonych na granicach Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych.

– Zmniejszyliśmy nasze szacunki dotyczące wzrostu światowego PKB w 2020 r. do +0,8% z wcześniejszych +2,4%. Spodziewamy się, że w II kwartale światowy PKB skurczy się o -15% w ujęciu rocznym, czyli o tyle samo, co w latach 2008-2009 łącznie. W tym kontekście spodziewamy się wzrostu PKB o +0,5% w USA i spadku PKB o -1,8% w strefie euro i w Niemczech„, powiedział Ludovic Subran, Główny Ekonomista w Allianz i Euler Hermes.

W tych bezprecedensowych czasach rządy i banki centralne są zmuszone do przyjęcia równie bezprecedensowych środków wsparcia. Czy będą skuteczne? Czy pomogą one krajom uniknąć recesji, czy też pomogą jedynie ograniczyć pęknięcie?

Zakładając, że działania ograniczające rozprzestrzenianie się choroby zakończą się sukcesem, Allianz i Euler Hermes spodziewają się ożywienia działalności gospodarczej w drugiej połowie 2020 roku. Wyjście z recesji będzie nadal stanowić poważne wyzwanie dla niektórych firm, zwłaszcza dla tych nadmiernie zadłużonych i mających mały kapitał własny, ponieważ straty w obrotach podczas kryzysu będą trudne do zrekompensowania do końca roku. Liczba bankructw przedsiębiorstw na świecie wzrośnie o +13% – szacują ekonomiści Allianz i Euler Hermes.

– Po kryzysie świat będzie innym miejscem. COVID-19 z pewnością zmieni nasze postrzeganie: inwestycji w zdrowie i zdefiniowanie kapitalizmu sprzyjającego integracji społecznej; „miękkiej siły Chin”; globalizacji; walki ze zmianami klimatu – kolejne gwałtowne, prawdopodobne wyzwanie zbiorowe przed nami i być może także to, w jaki sposób oszczędzamy na różne, także nieprzewidziane wydarzenia życiowe – uważa Główny Ekonomista Allianz i Euler Hermes.

Firmy mogą teraz wykorzystywać nadpłatę podatków

W obecnej sytuacji, czyli w obliczu rosnącej liczby zakażeń COVID-19 i ograniczonej działalności wielu biznesów, przedsiębiorstwa muszą zmierzyć się m.in. z wyzwaniem zachowania płynności finansowej. Dlatego warto przypomnieć, że do bieżącego regulowania zobowiązań podatkowych firmy mogą wykorzystać wcześniejszą nadpłatę.

Ostatnie tygodnie wywróciły świat wielu firm do góry nogami. W przypadku części branż – np. restauracje, biura podróży – nastąpił gwałtowny spadek przychodów. Niestety zobowiązania finansowe pozostały na podobnym poziomie.

Gdzie szukać pomocy? Ratunkiem dla przedsiębiorców mogą okazać się nadpłaty wykazywane w rocznych zeznaniach PIT, CIT czy miesięcznych deklaracjach VAT. I tak też podatnicy CIT, którzy wykażą nadpłatę w zeznaniu rocznym CIT-8 nie będą musieli czekać trzech miesięcy na jej zwrot ze strony urzędu, będą uprawnieni do jej wykorzystania w celu uregulowania bieżących zobowiązań podatkowych np. w PIT czy VAT.

A co należy zrobić, aby takie przeksięgowanie było skuteczne? Wystarczy złożyć przed terminem płatności danego podatku stosowne pismo w tym zakresie we właściwym dla siebie urzędzie. Jednak co istotne, należy pamiętać, że nadpłata musi wynikać ze złożonej deklaracji, tylko w takim przypadku urząd możesz rozpatrzyć wniosek o przeksięgowanie.

Niestety powyższa opcja nie jest adresowana do wszystkich przedsiębiorców, a tylko do tych, którzy posiadają nadpłaty w określonych podatkach. Niemniej jednak warto ją rozważyć w tym niezwykle trudnym czasie, zwłaszcza gdy konkretnych i realnych rozwiązań w zakresie ulg w spłacie zobowiązań brak.

Pobierz wzór wniosku

Autorka: Agnieszka Piętak, ekspert ds. podatku CIT w MDDP Outsourcing

Rynki akcji i inne aktywa ryzykowne kontynuują rajd

Rynki akcji i inne aktywa ryzykowne kontynuują rajd zapoczątkowany we wtorek, a dziś oznaki porozumienia w sprawie pakietu fiskalnego w USA pomagają nakręcać lepsze nastroje. Nie zapominajmy jednak, że mamy do czynienia z kryzysem zdrowotnym i nie ma jeszcze rozwiązania medycznego, by zatrzymać pandemię. Nie będzie brakować powodów do zmienności w obu kierunkach.

Statystyką dnia z wczoraj jest wzrost Dow Jones o 11,36 proc., który był największy od 1933 r. Brzmi imponująco i może rozbudzić oczekiwania, że przychodzi zwrot, ale nie można zapominać o otoczeniu, w jaki rynki się znajdują. Jedną bardzo silną sesją udało się wymazać zaledwie 4 dni spadków, podczas gdy z perspektywy samego marca Dow Jones wciąż jest 18 proc. niżej. Wczorajszy rajd nie zmienia nic na rynku, gdzie zmienność pozostanie dwustronna. Po dramatycznych przecenach przychodzą dni odwrotu. Miniony wtorek był trzecim z rzędu, kiedy rynek stara się odreagować poniedziałkową wyprzedaż. Zdecydowane reakcje władz (jak ostatnio nielimitowany skup aktywów Fed, czy pakiet fiskalny USA za 2 bln USD) oferują pewne wsparcie, ale problemem dla globalnej gospodarki pozostaje zagrożenie wirusowe, na które wciąż nie ma skutecznego rozwiązania pozwalającego na wznowienie aktywności gospodarczej. Jak fatalny w skutkach jest lockdown przekonaliśmy się wczoraj przy publikacji szacunków PMI z Europy i USA, gdzie indeksy dla sektora usługowego notują rekordowe spadki. Kolejne dowody recesji czy niekontrolowanego rozprzestrzeniania się wirusa w USA lub Europie Zachodniej – to będą powody dla ponownego przebudzenia awersji do ryzyka. Kupić tanio i sprzedać trochę drożej dwa dni później – to nie jest dobre hasło reklamowe dla rynków, które mają zdrowieć.

Powodem do niepokojów jest ścieżka, która podąży gospodarka USA. Trzeci pakiet fiskalny za 2 bln USD w formie wydatków i ulg podatkowych brzmi imponująco i oferuje wiele rozwiązań mających złagodzić stan wstrzymania aktywności gospodarczej. Jednocześnie z Waszyngtonu docierają niepokojące sygnały rozmijania się gospodarczych oczekiwań administracji Trumpa ze skalą zagrożenia, jaką niesie COVID-19. Prezydent Trump podtrzymuje swoje chęci przywrócenia gospodarki do działania po Wielkanocy, podczas gdy symulacje wskakują, że USA są mniej więcej tam, gdzie Włochy były dwa tygodnie temu. Z Włoch nie słyszymy wiele pozytywnych doniesień i choć rynki mogłoby pozytywnie przyjąć informacje o restarcie aktywności w USA, wątpliwości narastają w odniesieniu do bezpieczeństwa życia Amerykanów. Z tego powodu nie zniknie niepewność wobec krótkoterminowych perspektyw ekonomicznych.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Pracownicy kolejnych branż obawiają się o swoje miejsca pracy. Niskie wskaźniki bezrobocia nie do utrzymania

– Trudno na razie prognozować, jak wielu pracowników jest zagrożonych utratą pracy, ale trudno też sobie wyobrazić, by po wielu tygodniach przestoju gospodarki stopa bezrobocia nie wzrosła – podkreśla Lucyna Pleśniar, prezes zarządu People. Z problemami już teraz borykają się zatrudnieni w takich branżach jak turystyka, hotelarstwo, gastronomia, transport czy usługi, ale pewnie nie mogą się czuć także pracownicy sektorów uważanych za bezpieczne, np. e-commerce czy IT. Efektem kryzysu może być nowy rodzaj relacji między pracodawcą a kadrą, ale także odsunięcie w czasie robotyzacji procesu rekrutacji.

Wzrost bezrobocia jest nieunikniony. Tuż przed pandemią koronawirusa stopa bezrobocia w Polsce była bardzo niska i wynosiła 5,2 proc. w grudniu oraz 5,5 proc. w styczniu i lutym. Trudno sobie wyobrazić, aby takie wskaźniki utrzymały się po wielu tygodniach przestoju gospodarki – komentuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Lucyna Pleśniar, prezes firmy rekrutacyjnej People. – Pierwsze sygnały, że rynek pracownika zacznie wyhamowywać, można było obserwować już przed pandemią, teraz ten proces niewątpliwie radykalnie przyspieszy.

Najbardziej optymistyczny wariant, na który wszyscy liczą, to szybkie zahamowanie rozprzestrzeniania się wirusa i rozpoczęcie procesu odbudowy firm, dzięki czemu większość pracowników zachowa lub odzyska miejsca pracy. Jednak – jak prognozują analitycy Polskiego Instytutu Ekonomicznego – nawet jeśli gospodarka od maja zacznie wracać do normalności, wzrost PKB wyraźnie spowolni i wyniesie w tym roku zaledwie 1,1 proc. (z prognozowanych wcześniej 3,4 proc.). W scenariuszu trzecim – najbardziej pesymistycznym, który zakłada nawrót zachorowań jesienią i zakażenie ponad połowy populacji w kraju – prognozowany spadek PKB wynosi blisko 5 proc. To poziom notowany w niektórych krajach Unii Europejskiej podczas kryzysu finansowego sprzed dekady.

Jak wiele osób może się obawiać o pracę? Nie sposób dzisiaj odpowiedzieć. Dla pracodawców priorytetem jest obecnie pozostanie na rynku i jak najszybsze odnalezienie się w nowej rzeczywistości. Mam nadzieję, że istotna dla nich będzie też ochrona miejsc pracy. Dla mojej firmy było to celem w czasie kryzysu 2008 roku i jest teraz – mówi Lucyna Pleśniar. – Pamiętajmy, że dla bardzo wielu osób to już nie jest tylko obawa o przyszłość, ale to rzeczywistość, z którą muszą mierzyć się teraz, zamknięci w czterech ścianach.

Z największymi problemami od samego początku wprowadzenia ograniczeń borykają się firmy i pracownicy z sektorów gastronomii, turystyki, hotelarstwa, sprzedaży detalicznej, usług, logistyki czy transportu. Jednak ich kłopoty już przekładają się na kolejne branże. Coraz więcej firm wstrzymuje swoją produkcję.

Jak podkreśla ekspertka, w lepszej sytuacji są firmy, które mają zdolność przeniesienia całości lub większości operacji do formuły pracy zdalnej. Po kilkunastu dniach widać jednak, że ich też nie omijają problemy, zwłaszcza jeśli nie miały wcześniej wypracowanych standardów w tym zakresie.

Można spekulować, że na uprzywilejowanej pozycji będą IT, e-commerce, księgowość, niektóre gałęzie FMCG, sektor farmaceutyczny. Dziś to jednak wróżenie z fusów. Pewne jest, że wygrają ci – tak przedsiębiorcy, jak i pracownicy – którzy będą zdolni do improwizacji, uważnego obserwowania sytuacji, proaktywności, adaptacji i zwinności. Każdy, kto będzie chciał działać w ramach wyuczonych schematów i obowiązujących dotąd procedur, będzie w kłopocie – podkreśla prezes firmy People.

Obie strony rynku pracy liczą na pomoc państwa. Rząd zapowiedział m.in. wprowadzenie dopłat do wynagrodzeń, odroczenie składek ZUS, łatwiejszy dostęp do pożyczek i gwarancje kredytowe dla firm. Prawdopodobnie będą też potrzebne przepisy wprowadzające bardziej elastyczne podejście na rynku pracy oraz przejęcie przez państwo niektórych funkcji opiekuńczych i ochronnych wobec pracowników.

Ten trudny czas, bez względu na to, jak długo potrwa, powinien przynieść zmianę modelu współpracy i postrzegania wzajemnych relacji między pracownikami a pracodawcami.

– Będzie to już nowa formuła, w której zatrudnieni będą czuć się współodpowiedzialni za możliwie najlepsze prosperowanie swoich pracodawców, doceniając na nowo wartość, jaka płynie z możliwości pracy w ogóle, nie wspominając już o aspektach związanych z rozwojem kariery i samorealizacją w obszarze zawodowym – podkreśla Lucyna Pleśniar. – Jeśli ktoś ma to szczęście, że może pracować zdalnie, niech robi to tak solidnie jak to możliwe, bo od tego może zależeć dalsze istnienie jego miejsca pracy.

Duże zmiany czekają także samą branżę rekrutacyjną, która – przynajmniej w krótkim okresie – będzie musiała poszukać nowych sposobów działania i przyzwyczaić się do spotkań wirtualnych. Zdaniem prezes People to może być trend, którego nawet po pokonaniu kryzysu nie da się już odwrócić.

Zastanawiam się jednak, co stanie się z wyraźnie rysującym się przed pandemią trendem angażowania sztucznej inteligencji do procesu rekrutacji. Kiedy w tym trudnym okresie obserwuję, jak bardzo ludzie pragną kontaktu, wzmocnienia, wymiany, jak wymieniają się energią, śmiem twierdzić, że wizja zastąpienia szczerych międzyludzkich relacji przez technologię bardzo mocno się oddala – podsumowuje.

Polskie fintechy z rozwiązaniami na światowym poziomie. Wciąż jednak nie działają globalnie

Polskie fintechy z rozwiązaniami na światowym poziomie. Wciąż jednak nie działają globalnie 1

Rynek nowoczesnej bankowości rozwija się zarówno w Polsce, jak i na świecie. Fintechy są w stanie oferować wygodne oraz bezpieczne rozwiązania dla klientów, którzy są coraz bardziej otwarci na finansowe innowacje. Widać to również w stale rosnącej wartości globalnej tego sektora. Jednak by polskie rozwiązania miały szansę przebić się na międzynarodowej arenie, muszą być opracowywane z myślą o skali globalnej.

– Nie mamy jeszcze fintechów, które operują globalnie, a coraz więcej takich powstaje na świecie. Mocno wierzę, że przy liczbie inwestycji, które mają być w regionie CEE, lecz także w Polsce w fintechy, będziemy w stanie dojść do skali światowej i pojawią się firmy tego typu, które będą walczyć nie tylko lokalnie, ale też globalnie. Na pewno mamy bardzo dynamiczną scenę, która ma rozwiązania na światowym poziomie – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Karol Sadaj, country manager w Revolut Polska.

Polacy już odnoszą pierwsze sukcesy w globalnym rynku fintech. Start-up Klarna oferuje m.in. odroczone płatności. Został założony w 2005 roku w Sztokholmie przez Sebastiana Siemiątkowskiego. Obecnie rozważa wejście na amerykańską giełdę w ciągu najbliższych dwóch lat.

Z kolei Digital Fingerprints znalazł się wśród 10 najbardziej obiecujących fintechów w zakresie cyberbezpieczeństwa w 2020 roku na liście stworzonej przez jeden z ważniejszych serwisów start-upowych EU-Startups.com. Polski start-up oferuje rozwiązanie do permanentnego uwierzytelniania, oparte na biometrii behawioralnej i sztucznej inteligencji. Rozpoznaje ono sposób, w jaki użytkownik korzysta z komputera (np. myszy czy klawiatury), by w sposób ciągły potwierdzać jego tożsamość.

– Rynek fintech na pewno zmierza w kierunku globalizacji. W najbliższym czasie do branży finansowej wejdą duże firmy i spółki technologiczne. Ci, którzy pierwsi będą mieli globalne rozwiązania i zaczną globalnie oferować finanse, będą mogli stanąć w szranki z dużymi graczami. Z pewnością będą następowały fuzje i większe konotacje z bankami i ten rynek na pewno będzie bardzo ciekawy. Branża się bardzo globalizuje – mówi Karol Sadaj.

Współpracę fintechów i banków już widać. Jednym z nich jest Alior. W 2018 roku objął 20 proc. udziałów w PayPo, spółce oferującej odroczone płatności za zakupy internetowe. Wcześniej start-up ten wziął udział w programie akceleracyjnym RBL_Start, przygotowanym przez instytucję. Banki coraz chętniej decydują się na współpracę, a nawet przejęcia fintechów, z uwagi na to, że Polacy pokochali innowacyjne rozwiązania finansowe.

– Polacy bardzo chętnie korzystają z innowacyjnych, fintechowych rozwiązań. Najlepszym przykładem jest Revolut, który ma już ponad 900 tys. użytkowników w Polsce. Od momentu, gdy wystartowaliśmy w Polsce z oddziałem w Warszawie, przez 24 miesiące nasz biznes urósł 40 razy. Jak widać, jest zapotrzebowanie na dobre usługi – twierdzi country manager Revolut Polska.

Fintechy często stawiają na pierwszym miejscu kwestie bezpieczeństwa. Dla przykładu w Revolucie klienci mogą pozyskać kartę, która zmienia numer po każdej transakcji. Jeśli dojdzie do sytuacji, że numer karty gdzieś wycieknie, i tak nie można już go użyć.

– Fintechy są często przodownikami w takich kwestiach jak np. bezpieczeństwo zakupów w sieci – mówi Karol Sadaj. – Nasza branża rozwija się w kierunku zabezpieczenia naszych użytkowników przed atakami w sieci i szeroko pojętego cyberbezpieczeństwa. To przede wszystkim wykorzystanie sztucznej inteligencji, ale też wykorzystanie rozwiązań, które są bardziej analogowe, np. numery kart albo wirtualne karty, po to, żeby nasi użytkownicy kupując w sieci, byli jak najbardziej zabezpieczeni.

Według wyliczeń The Business Research Company globalna wartość rynku fintech w 2022 roku przekroczy 309 mld dol.

Bezrobocie wzrośnie nawet do 10% jeśli firmy nie otrzymają wsparcia

Problemy branży automotive, hotelarskiej, turystycznej, eventowej, drobnych usług czy handlu i wielu innych, w związku z epidemią koronawirusa, będą skutkowały nieuchronną falą zwolnień w najbliższych miesiącach. Jej skala będzie zależeć od wielkości wsparcia, jakie otrzymają firmy. Dzisiaj GUS podał dane o bezrobociu w lutym br.

W świetle tego co dzieje się obecnie w związku z epidemią COVID-19 i jej skutków społeczno – gospodarczych, dane GUS o bezrobociu w Polsce w lutym 2020 roku stanowią przysłowiowy obraz przed bitwą. Warto je jednak przywołać i przyjrzeć się im bliżej, ponieważ będą stanowiły punkt odniesienia dla porównań o skutkach epidemii dla naszego rynku pracy.

Według opublikowanych danych, w lutym 2020 roku stopa bezrobocia rejestrowanego w Polsce wyniosła 5,5% i nie zmieniła się w stosunku do stycznia br. W ostatnich dwóch latach również nie było zmian w wysokości bezrobocia. Bez zmian pozostawała lista województw o najniższej stopie bezrobocia: wielkopolskie – 3,1%, śląskie – 3,9, małopolskie – 4,4% i mazowieckie 4,6%, na przeciwległym biegunie były województwa warmińsko – mazurskie (9,6%), podkarpackie i świętokrzyskie (8,3%) i kujawsko – pomorskie (8,1%).

Z uwagi, że w rejestrach bezrobotnych pozostaje niespełna 920 tys. osób, można postawić tezę, że wzrost liczby zarejestrowanych w powiatowych urzędach pracy w grudniu i spadek w pierwszych miesiącach wiosny jest uzależniony zarówno od harmonogramu prac sezonowych (choć nie widać, żeby osoby bezrobotne łatwiej znajdowały zatrudnienie w grudniowym szczycie handlowym), jak i od terminów uruchomienia programów aktywizacyjnych, które z kolei są zależne od przekazywania środków przez resort pracy. Potwierdzeniem tej tezy wydaje się być struktura osób zarejestrowanych – największą grupę (47,5% czyli około 437 tys.) stanowią osoby długotrwale bezrobotne, drugą co do liczebności – osoby posiadające co najmniej jedno dziecko w wieku do 6 roku życia (19,7%). Dodatkowo warto zwrócić uwagę, że wśród osób zarejestrowanych w lutym 2020 roku aż 81,4% stanowiły osoby rejestrujące się po raz kolejny, czyli posiadające już wcześniejsze doświadczenie bezrobocia.

Analizując grupę bezrobotnych pod względem innych cech mieliśmy 12,1% osób, które dotychczas nie pracowały, a 30,5% nie posiadało kwalifikacji zawodowych. Oznacza to, że mimo dobrej sytuacji na rynku pracy, jaką mieliśmy przed epidemią koronawirusa, osoby te miały większe trudności w znalezieniu zatrudnienia z uwagi na brak kwalifikacji lub też z uwagi na prezentowane postawy wobec pracy.

W lutym br. w urzędach pracy zarejestrowało się jako bezrobotne 116,3 tys. osób, a wyrejestrowało 118,7 tys. osób. Wśród powodów skreślenia z listy bezrobotnych dominującą rolę odgrywały: podjęcie pracy niesubsydiowanej (49,9 tys. osób), brak potwierdzenia gotowości do pracy (20,6 tys. osób) rozpoczęcie stażu lub szkolenia (12,8 tys. osób), dobrowolna rezygnacja ze statusu bezrobotnego (9,6 tys. osób) i podjęcie pracy subsydiowanej (8,5 tys. osób).

GUS podał również dane o liczbie zgłaszanych do urzędów pracy ofert pracy. W lutym pracodawcy przesłali 112,7 tys. ofert zatrudnienia i było to o 7% mniej niż rok wcześniej.

Obecna sytuacja na rynku pracy podlega bardzo dużym zmianom. Problemy branży automotive, hotelarskiej, turystycznej, eventowej, drobnych usług czy handlu i wielu innych będą skutkowały nieuchronną falą zwolnień. Jej wielkość zależy od wielkości i zakresu wsparcia, jakie rząd ustali i zrealizuje w zapowiadanej i oczekiwanej z niecierpliwością przez pracodawców tarczy antykryzysowej. Jeśli działania będą nietrafione lub spóźnione, możemy powrócić do dawno nie widzianych dwucyfrowych wskaźników bezrobocia.

Komentarz Moniki Fedorczuk, ekspertki Konfederacji Lewiatan

PRCH w imieniu branży retail przekazuje postulaty Ministerstwu Rozwoju

24 marca, za pośrednictwem Polskiej Rady Centrów Handlowych, branża retail przekazała Ministerstwu Rozwoju swoje stanowisko i postulaty zmian legislacyjnych do projektów ustaw w ramach pakietu „Tarcza Antykryzysowa”. Szczegóły rozwiązań zostały wypracowane w wewnętrznych grupach roboczych najemców i zarządców oraz firm finansujących. Przedstawione rekomendacje to kolejny etap rozmów Polskiej Rady Centrów Handlowych z resortem rozwoju.

PRCH po wewnętrznych konsultacjach w szerokim gronie przedstawicieli branży handlowej, wypracowało listę najważniejszych rozwiązań, które zostały przekazane do Ministerstwa Rozwoju. Organizacja od momentu wprowadzenie stanu epidemicznego w dniu 13 marca jest w stałym kontakcie z Ministerstwem Rozwoju i Zdrowia. Po ogłoszeniu pierwszych założeń w ramach „Tarczy Antykryzysowej”, Polska Rada Centrów Handlowych została poproszona przez resort rozwoju o pomoc w doprecyzowaniu postulatów branży retail. Dzisiejsze wytyczne branży retail, to rezultat wspólnie wypracowanych ustaleń zarówno najemców, jak i zarządców.

Poniżej prezentujemy wybrane postulaty, na które zdaniem branży należy położyć główny nacisk.

  1. Wsparcie pracowników i pracodawców
  • zwiększenie dofinansowania do wynagrodzeń pracowniczych do kwoty 80%, wzorem takich państw jak Wielka Brytania, Niemcy i Czechy;
  • zawieszenie – w miejsce odroczenia – obowiązku uiszczania składek z tytułu ubezpieczeń społecznych w okresie stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii oraz w okresie 3 miesięcy następujących po tym okresie;
  • wprowadzenie zasady, zgodnie z którą działaniami pomocowymi objęci będą wszyscy przedsiębiorcy, którzy odnotowali spadek przychodów (spadek sprzedaży) w odniesieniu do analogicznych miesięcy w roku 2019 – zamiast przyjętego obecnie rozwiązania zakładającego uśrednienie wartości przychodów/sprzedaży;
  • określenie możliwości wydłużenia okresu rozliczeniowego dla pracowników
    do 12 miesięcy, z jednoczesny przyznaniem pracodawcom uprawnienia
    do zmniejszenia pracownikowi wymiaru etatu z uwagi na aktualną sytuację gospodarczą;
  • zniesienie tzw. doby pracowniczej i doprecyzowanie przepisów dotyczących nieprzerwanego odpoczynku dobowego i tygodniowego pracownika;
  • czasowe (tj. do końca 2020 r.) zniesienie obowiązku zapewnienia pracownikowi nieprzerwanego 10-dniowego urlopu wypoczynkowego – obowiązek ten będzie niezmiernie problematyczny w wakacyjnym sezonie urlopowym;
  • przyjęcie przez państwo płatności:
    • zasiłku chorobowego już od 1. dnia nieobecności pracownika w pracy
      z powodu choroby;
    • zasiłku opiekuńczego – zamiast obecnego jego rozliczenia przez ZUS;
  • przyznanie możliwości zawieszenia obowiązku uiszczania składek z tytułu ubezpieczeń społecznych także dużym przedsiębiorcom, z zastrzeżeniem, że zawieszenie to przewidziane zostanie na okres 6 miesięcy
  1. Zawieszenie płatności czynszów przez wynajmujących oraz jednocześnie, w związku z zaproponowanym rozwiązaniem, konieczność wprowadzenia kasowej metody rozliczania podatku VAT i podatku CIT w odniesieniu do firm (zarówno najemców jak i wynajmujących), w odniesieniu do których zastosowanie znajdzie mechanizm zawieszenia płatności czynszów najmu przez najemców, których działalność – z uwagi na stan zagrożenia epidemicznego lub stan epidemii – została zakazana lub ograniczona. Takie rozwiązanie pozwoli zminimalizować obciążenia podatkowe wynajmujących w sytuacji, w której wymagalność należności z tytułu czynszu najmu została zawieszona.
  2. Zniesienie ograniczenia handlu w niedziele
  • Wprowadzenie takiego rozwiązania wpłynie pozytywnie nie tylko na wynajmujących powierzchnię sprzedaży w wielkopowierzchniowych obiektach handlowych i ich najemców, lecz również na setki podmiotów świadczących usługi powiązane (np. ochrona, konserwacja).
  • Jest to postulat składany przez wszystkich najemców jak i wynajmujących, a także firm eventowych, serwisowych i innych, które upatrują tu możliwość ponownego zwiększenia zatrudnienia i pobudzania gospodarki.
  1. Doprecyzowanie przepisów dotyczących stanu epidemii
  • Konieczność ponownego doprecyzowania wymaga katalogu wyłączeń spod generalnego ograniczenia handlu detalicznego w obiektach wielkopowierzchniowych.
  • W związku z rozszerzeniem się wirusa COVID-19 rekomendowane jest rozszerzenie obowiązywania rozporządzenia także w obiektach poniżej 2000 m2.

Koronawirus zaczyna dawać się we znaki rynkowi pracy

Stopa bezrobocia wyniosła w lutym br. 5,5 proc. i utrzymała się na poziomie ze stycznia, jak podał właśnie Główny Urząd Statystyczny. To niestety wszystko, jeśli chodzi o dobre wiadomości dotyczące wskaźników gospodarczych na najbliższe miesiące – koronawirus już zbiera plony na rynku pracy.

Liczba zarejestrowanych osób bezrobotnych była na koniec lutego niższa o 0,6 proc. w stosunku do lutego ubiegłego roku, ale należy pamiętać, że takie spadki notowano w analogicznym okresie także w poprzednich latach oraz, że są to dane sprzed pojawienia się koronawirusa. „Międzynarodowa Organizacja Pracy szacowała już wcześniej, że pandemia spowoduje likwidację miejsc pracy i w konsekwencji wzrost stopy bezrobocia – taki scenariusz dotyczy niestety także Polski” – przypomina Katarzyna Siemienkiewicz, ekspert ds. prawa pracy Pracodawców RP. „Zaproponowany przez rząd program pomocy przyniesie skutki najwcześniej za kilka tygodni – zanim tam pomoc zostanie uruchomiona, rynek może skurczyć się o wiele miejsc pracy” – dodaje.

Tzw. „Tarcza Antykryzysowa”, mimo że będzie wsparciem, nie jest w stanie ochronić wszystkich miejsc pracy i wszystkich firm przed utratą płynności finansowej. „Środki zagwarantowane na tę pomoc są ograniczone i nie pokryją 100 procent zapotrzebowania. Pamiętajmy, że o ich przyznaniu zdecyduje kolejność złożenia wniosku” – komentuje ekspertka Pracodawców RP. „W przypadku takiego szoku gospodarczego, z jakim mamy obecnie do czynienia, najważniejsze jest utrzymanie płynności finansowej oraz potencjału ludzkiego i produkcyjnego w firmach, aby w chwili, kiedy ograniczenia związane z pandemią zostaną zniesione móc jak najszybciej wrócić do sprawności gospodarczej sprzed kryzysu” – podkreśla dr Sławomir Dudek, Główny Ekonomista Pracodawców RP i przypomina, że w 2019 r. bezrobocie w Polsce było na rekordowo niskim poziomie. „Jeżeli pracodawcy i pracownicy nie uzyskają większego wsparcia, znów możemy pobić rekord – ale tym razem niechlubny” – podkreśla dr Dudek.

Na amerykańskim parkiecie zawitała wiosna. Nvidia z szansą na zdobycie kolejnego rynku?

W Stanach Zjednoczonych sesja rozpoczęła się od solidnych wzrostów. Inwestorzy wykazywali pozytywne nastawienie już podczas sesji azjatyckiej, a następnie europejskiej. Teraz fala zakupów akcji trafiła również na Wall Street, gdzie indeks S&P 500 rośnie o 7 proc., Dow Jones Industrial Average o prawie 8 proc., a Nasdaq o nieco ponad 6 proc.

Najsilniejszy wzrosty w wymienionych kolejno indeksach osiągają Chevron, który zwyżkuje o prawie 20 proc., American Express, Boeing, Walt Disney czy McDonald’s, drożeją od 13 do 15 proc. Silnie odbijają też linie lotnicze. American Airlines i United Airlines rosną o około 24 proc. Dla tych spółek z pomocą mogą przyjść Demokraci, którzy w Izbie Reprezentantów złożyli propozycję udzielenia im i ich kontrahentom pomocy na kwotę 40 mld USD. Z kolei ze spółek technologicznych o ponad 6 proc. drożeje Facebook, Microsoft i Google notowane są o ponad 5 proc. powyżej wczorajszego zamknięcia.

Inwestorzy z radością przyjęli omawiane wczoraj działania Fed, czyli m.in. program skupu obligacji bez limitu oraz pomoc przedsiębiorcom i pracownikom. W ten sposób, oprócz planów prezydenta i Kongresu, Stany Zjednoczone chcą wspierać gospodarkę i uchronić ją, jak tylko się da, przed negatywnymi ekonomicznymi skutkami epidemii koronawirusa. Mówi się również o tym, że jeszcze dziś może zostać uchwalony pakiet pomocowy dla gospodarki na kwotę 2 bln dolarów, co także wspiera rynek akcji.

Jedną z silnie rosnących dziś spółek jest znana chyba wszystkim Nvidia. Cena akcji pnie się w górę o 15 proc., a analitycy Needham podnieśli rekomendację z trzymaj do kupuj. Zdaniem analityków inwestorzy powinni faworyzować firmy o lepszych bilansach i silnych wolnych przepływach pieniężnych w niepewnych czasach. Co więcej, NVDA nie tylko spełnia te kryteria, ale jest szansa, że będzie rósł popyt na procesory graficzne do zastosowań medycznych w świetle pandemii COVID-19. Jak podano, ta kategoria układów przyspieszy analizę genomów. Dodatkowo proces przejścia na wykorzystanie sztucznej inteligencji podczas pandemii zdecydowanie przyspieszy, co może być korzystne dla spółki i jej wyników, bo pojawić się może duży popyt z zupełnie dla Nvidii nowego segmentu rynku. Cena docelowa została ustanowiona na poziomie 270 USD. Na Wall Street Nvidia ma 32 rekomendacje kupna, 6 trzymaj i 4 sprzedaj. Średnia cena docelowa to 301 USD. Obecnie akcje można nabyć za około 243 USD.

Departament Zarządzania Aktywami
Copernicus Capital TFI S.A.

Potrzebne regulacje pracy zdalnej poszerzające opcję telepracy

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) oraz Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE) postulują, by wprowadzić do Kodeksu Pracy nowe przepisy regulujące pracę zdalną. Obejmować powinny m.in.: możliwość wskazania dodatkowego miejsca pracy, warunki, w jakich następować może praca zdalna, zagadnienia dot. maksymalnego czasu trwania stosunku pracy i jej czasu oraz rozliczania, zasady porozumiewania się pomiędzy pracodawcą i pracownikiem w ramach pracy, możliwe sposoby dostarczania jej efektów, a także zasady kontroli pracownika oraz kwestie korzystania ze sprzętu oraz ochrony danych firmy.

Coraz więcej pracowników korzysta z możliwości pracy zdalnej. Dzieje się tak dzięki dostępności technologii cyfrowej i Internetu – ale praca zdalna odpowiada także na zmieniające się potrzeby pracowników i rosnącą konkurencję na rynku pracy. Gdy poszukiwany przez przedsiębiorcę pracownik opiekuje się dziećmi, daleko mieszka, lub inny czynnik społeczno-ekonomiczny powstrzymuje go przed przyjazdem do biura – pracodawcy często decydują się na zatrudnienie zdalne.

Taka forma pracy ma wiele dobrych stron – pozwala pracownikowi na ustalanie własnego grafiku, przez co polepsza się jego wydajność i zwiększa się możliwość połączenia życia zawodowego z prywatnym. Tak elastyczne podejście do zatrudnienia pozwala realizować się na rynku pracy wielu osobom, które z różnych względów nie chcą lub nie mogą pracować w tradycyjny sposób. Praca zdalna niesie jednak za sobą pewne niebezpieczeństwa.

„Praca zdalna jest utożsamiana z prawnie uregulowaną telepracą. W praktyce te pojęcia są mylone, co skutkuje problemami z właściwym ich stosowaniem. W myśl art. 675 § 1 Kodeksu pracy za telepracę uważa się pracę, która jest wykonywana regularnie poza zakładem pracy, z wykorzystaniem środków komunikacji elektronicznej w rozumieniu przepisów o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Pojęcie to budzi wątpliwości i wyklucza prace, które są podejmowane w podobnych warunkach – ale nie identycznych, jak wynika z dosłownego brzmienia przepisu. Wystarczy, że praca odbywa się nieregularnie albo jej wyniki nie zawsze są przesyłane elektronicznie pracodawcy. W konsekwencji wielu pracowników nie można zaklasyfikować do kategorii osób zatrudnionych w formule telepracy. Dlatego zasadne jest przyjęcie ogólnego pojęcia pracy zdalnej i unormowania wzajemnych praw i obowiązków w sposób jak najbardziej elastyczny. Praca zdalna musi zostać uregulowana – podczas świadczenia usług przez pracownika pojawiają się wątpliwości co do kwestii ochrony danych, powierzenia sprzętu i odpowiedzialności za niego, a także wypadków w miejscu pracy. Takie aspekty pracy zdalnej powinny zostać uregulowane przepisami. Pracodawcy oczekują więc, że nastąpią zmiany w prawie pracy. Potrzebujemy wprowadzenia pojęcia pracy zdalnej i określenia jej podstawowych zasad – tak, żeby mogła być powszechnie stosowana w sposób legalny i przewidziany w przepisach kodeksu pracy” – apeluje Grażyna Spytek-Bandurska, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP) oraz Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Dynamicznie zmienia się w Polsce kultura pracy oraz struktura zatrudnienia. Pozwolił na to rozwój internetu – jako formy komunikacji, a także cyfryzacja, globalizacja czy wzrost konkurencji. Takie zmiany na rynku wymagają od przedsiębiorców elastyczności i wykorzstania atypowych form pracy, m.in. pracy zdalnej. Coraz częściej pracownicy oczekują autonomii i swobody organizacyjnej co do miejsca i czasu świadczenia pracy, a pracodawcy efektywności i wydalności – praca zdalna może więc być korzystna dla obu stron stosunku pracy.

Zgodnie z Kodeksem pracy telepraca musi być wykonywana z wykorzystaniem środków komunikacji elektronicznej w rozumieniu Ustawy z dnia 18 lipca 2002 roku o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Według art. 2 pkt 5 są to rozwiązania techniczne, w tym urządzenia teleinformatyczne i współpracujące z nimi narzędzia programowe, umożliwiające indywidualne porozumiewanie się na odległość przy wykorzystaniu transmisji danych między systemami teleinformatycznymi, a w szczególności poczty elektronicznej. Aby nazwać pracę „telepracą”, pracownik musi wykonywać powierzone zadania poza zakładem pracy, a z ich wykonania rozliczać się za pomocą komunikacji elektronicznej.

Charakterystyka stosunku pracy pomiędzy pracownikiem a pracodawcą jednak nie zawsze odpowiada definicji telepracy. Problemy rodzi m.in. kwesta tego, czy obowiązujące przepisy pozwalają na wykonywanie stosunku pracy poza siedzibą firmy według potrzeby pracownika – reguralnie bądź sporadycznie – nie nakładając na obie strony obowiązków związanych ze świadczeniem telepracy. Jeśli nie, zaistniałaby w każdym takim przypadku potrzeba zmiany formy zatrudnienia na telepracę – co wiązałaby się z koniecznością przeprowadzenia przez przedsiębiorców stosownych procedur, w szczególności wprowadzenia regulaminu pracy wymaganego przepisami Kodeksu Pracy.

Amortyzacja praw do znaku towarowego

Przepisy regulujące instytucje podatku dochodowego od osób fizycznych oraz od osób prawnych wśród praw podlegających amortyzacji przewidują zarówno autorskie lub pokrewne prawa majątkowe, licencje, jak i inne prawa określone przez Prawo własności przemysłowej. Nie ulega wątpliwości, że do tego katalogu zaliczyć należy również prawo autorskie do znaku towarowego. Jakie są jednak warunki amortyzacji przywołanych składników?

Na gruncie art. 22b ust. 1 ustawy o PIT oraz analogicznie art. 16b ust. 1 ustawy o CIT amortyzacji podlegają m.in. nabyte od innego podmiotu, nadające się do gospodarczego wykorzystania w dniu przyjęcia do używania:

  • autorskie lub pokrewne prawa majątkowe,
  • licencje,
  • prawa określone w ustawie – Prawo własności przemysłowej,
  • know-how.

O ile licencje, know-how czy prawa autorskie nie pozostawiają większych wątpliwości co do ich interpretacji, o tyle nie jest oczywiste, jakie dokładnie instytucje powinniśmy rozumieć przez prawa określone w ustawie – Prawo własności przemysłowej.

Amortyzować znak towarowy czy prawo do niego?

Rozstrzygając powyższą kwestię, w pierwszej kolejności należy zwrócić uwagę na art. 6 ust. 1 przywołanego aktu, stanowiący, że na warunkach określonych w ustawie udzielane są m.in. patenty oraz dodatkowe prawa ochronne na wynalazki, prawa ochronne na wzory użytkowe i znaki towarowe, a także prawa z rejestracji na wzory przemysłowe. Przekładając powyższe na zastosowanie regulacji podatkowych, należy przede wszystkim dostrzec różnicę między znakiem towarowym a prawem ochronnym do znaku towarowego. Mianowicie sam znak towarowy nie jest uznawany za wartość niematerialną i prawną, nie podlegając tym samym amortyzacji, zaś prawo do niego stanowi już wartość niematerialną oraz prawną, podlegając równocześnie amortyzacji.

Kluczem rejestracja

Ponadto zaakcentowania wymaga, że oznaczone w ustawie uprawnienia dotyczą wyłącznie prawa do wzoru i znaku zarejestrowanego. Co istotne, następuje to dopiero z chwilą faktycznej rejestracji, gdyż decyzja o udzieleniu ochrony w tym zakresie ma charakter konstytutywny, a nie deklaratoryjny. Amortyzacji nie podlega wobec tego prawo do znaku towarowego niezarejestrowanego, jak również zgłoszonego do rejestracji, jeśli nie doszło jeszcze do finalizacji postępowania rejestracyjnego.

Nie bez znaczenia pozostaje również fakt, iż prawo do znaku towarowego, podlegając amortyzacji, nie może zostać zakwalifikowane jako utwór w rozumieniu prawa autorskiego. Zgodnie bowiem z prawem własności przemysłowej znak towarowy to każde oznaczenie, umożliwiające odróżnienie towarów jednego przedsiębiorstwa od towarów innego przedsiębiorstwa, możliwe do przedstawienia w rejestrze znaków. W szczególności będzie to wyraz, rysunek, litera, cyfra, kolor, forma przestrzenna, w tym kształt towaru lub opakowania, a także dźwięk. Utwór natomiast definiowany jest jedynie jako przejaw twórczej działalności o indywidualnym charakterze. Mając na uwadze przywołane względy, uznać powinno się, że płatnik do amortyzacji wykorzystać może zarejestrowany uprzednio znak towarowy.

Przesłanki poddania znaku towarowego amortyzacji

Amortyzację prawa do znaku towarowego można rozpocząć, jeżeli spełni ono następujące przesłanki:

  1. a) zostało nabyte od innego podmiotu,
  2. b) nadaje się do gospodarczego wykorzystania w dniu przyjęcia do używania,
  3. c) przewidywany okres jego używania przekracza rok,
  4. d) jest wykorzystywane przez podatnika na potrzeby związane z prowadzoną przez niego działalnością gospodarczą albo oddane przez niego do używania na podstawie umowy licencyjnej (sublicencji), umowy najmu, dzierżawy lub umowy leasingu.

Warto w tym miejscu zaakcentować w szczególności dwa z przytoczonych wymogów, sprawiające, że w rezultacie prawo ochronne znaku towarowego nie może być amortyzowane w niektórych przypadkach. Chodzi przede wszystkim o okoliczność, kiedy przedsiębiorca nabywa prawa majątkowe, których przewidywany okres używania w chwili rozpoczęcia amortyzacji nie przekracza roku. Amortyzacji nie będą podlegać także prawa do znaku towarowego, jeżeli nie zostały przez podatnika uprzednio nabyte, lecz wytworzone przez niego samego. Przez nabycie trzeba głównie rozumieć tzw. nabycie wtórne, polegające na pozyskaniu prawa ochronnego na znak towarowy od podmiotu trzeciego. W praktyce będzie polegało to najczęściej na zawarciu umowy sprzedaży, zamiany, darowizny bądź na dokonaniu aportu albo też przekazaniu prawa drogą spadku.

W doktrynie stawiana jest jednak teza, w świetle której brakuje argumentów przemawiających za twierdzeniem, że na gruncie regulacji podatkowych pojęcie „nabyte” nie obejmuje uzyskania przez podatnika prawa ochronnego na znak towarowy poprzez decyzję Urzędu Patentowego. UP udziela bowiem prawa ochronnego na znak towarowy, wydając decyzję o charakterze konstytutywnym, co prowadzi równocześnie do nabycia prawa do znaku przez jej adresata.

Materią ściśle powiązaną z powyższym jest amortyzacja tzw. kosztów praw rozwojowych. Dochodzi do niej w sytuacji, gdy przedsiębiorca nie nabywa, lecz sam tworzy znak towarowy. Wówczas, jeżeli prace nad nim osiągną oczekiwany rezultat, ich koszt jednoznacznie wykazany, stanowiąc szczególny rodzaj aktywów, podlegać może amortyzacji w oderwaniu od uzyskanego następnie prawa ochronnego dla znaku.

Kroki zmierzające ku amortyzacji

Jedną z kluczowych czynności, bez których niemożliwe jest dokonanie amortyzacji, jest ustalenie wartości początkowej prawa jej poddawanego. Tryb ustalenia wartości początkowej środków trwałych nierozerwalnie związany jest ze sposobem nabycia danego środka trwałego, a zatem w zależności od rodzaju czynności prawnej może to być np. wartość rynkowa określona w umowie darowizny czy sprzedaży. Następnym krokiem powinno być wprowadzenie określonego prawa do ewidencji środków trwałych, co musi być dokonane przed upływem miesiąca od nabycia prawa do znaku towarowego. Po sfinalizowaniu powyższego amortyzacja może być rozpoczęta.

Nie sposób nie wspomnieć, że amortyzacja wartości niematerialnych może być realizowana co do zasady wyłącznie metodą liniową, sprowadzającą się do dokonywania cyklicznych, comiesięcznych odpisów o równych wartościach. Jeśli chodzi zaś o okres, w którym amortyzacja jest dokonywana, w odniesieniu do prawa do znaku towarowego nie może być on krótszy niż 60 miesięcy.

Wybór należy do podatnika

Swego rodzaju wyjątek od powyższych rozważań prezentują liczne organy skarbowe, które w wydawanych przez siebie interpretacjach aprobują koncepcję, w świetle której amortyzacji podlegać może również znak towarowy jeszcze przed zarejestrowaniem. Stanowi on wówczas przedmiot praw autorskich, które przecież na gruncie przywoływanych przepisów także mogą być amortyzowane. Co istotne, następcze uzyskanie rejestracji amortyzowanego już znaku nie ma wpływu na jego status jako autorskiego prawa majątkowego. W rezultacie podatnik uprawniony będzie do kontynuacji tego sposobu amortyzacji. Wybór zaś podstawy oraz momentu rozpoczęcia amortyzacji związanej ze znakiem towarowym należy wyłącznie do jego dysponenta.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Wysyp przejęć na krajowym rynku nieruchomości w ciągu ostatnich 3 lat

Jeszcze nigdy w historii krajowego rynku nieruchomości nie doszło w tak krótkim czasie do tak spektakularnej akwizycji spółek deweloperskich przez zagranicznych inwestorów, jaką można było zaobserwować w ostatnich miesiącach. 

Wysyp przejęć „za pięć dwunasta”

Zaczęło się w 2017 roku od przejęcia spółki Robyg, jednego z głównych tuzów rodzimej deweloperki mieszkaniowej, przez fundusz kontrolowany przez Goldman Sachs. Koszt akwizycji przekroczył 1 mld zł, a po skutecznym wezwaniu na sprzedaż pozostałych w obrocie akcji dewelopera, został on w 2018 roku wycofany z warszawskiego parkietu.

Seria kolejnych przejęć na dobre ruszyła w roku ubiegłym, a pierwszy na celowniku inwestorów zagranicznych znalazł się wrocławski deweloper Vantage Development, a ściślej jego segment mieszkaniowy. W tym przypadku 100-procentowy pakiet akcji trafił do niemieckiego funduszu nieruchomościowego TAG Immobilien, który za sprawą akwizycji zamierza budować w Polsce mieszkania na wynajem, który pozostaje jego głównym przedmiotem działalności.przejęcia nieruchomości deweloperzy

Najciekawiej w ostatnim czasie prezentuje się jednak aktywność na polskim rynku nieruchomości inwestorów węgierskich. Najpierw pod koniec ubiegłego roku Wing – węgierski potentat nieruchomościowy nr 1 – przejął większościowy, wart ponad miliard złotych pakiet największego krajowego dewelopera o profilu komercyjno-mieszkaniowym – Echo Investment. Niedługo potem Cordia International pomogła tonącemu w giełdowych notowaniach Polnordowi, przejmując najpierw 65 proc. jego akcji, a następnie ogłaszając wezwanie na pozostałe w obrocie, które potrwa jeszcze do kwietnia.

Ostatnim akcentem seryjnej akwizycji na krajowym rynku deweloperskim było niedawne nabycie ponad 98 -procentowego pakietu akcji Murapolu przez fundusz AEREF V PL Investment, spółkę kontrolowaną przez Ares Management Corporation i fundusz Griffin Real Estate.

Uwagę zwraca jednak wyjątkowy timing operacji zmian właścicielskich u ścisłej czołówki rodzimych deweloperów, przede wszystkim mieszkaniowych. Niemal w komplecie wypadł on bowiem dosłownie tuż przed załamaniem rynków wywołanym pandemią koronawirusa. Przypadek? Zapewne tak, jednak z tego rodzaju, które na długo zapadają w pamięci.

Skąd takie zainteresowanie inwestorów zagranicznych?

Uwagę zwraca fakt zainteresowania zagranicznych inwestorów wyłącznie deweloperami z absolutnie najwyższej półki, o mocno ugruntowanej pozycji rynkowej, dysponujących największym potencjałem rozwoju, bogatym portfelem realizowanych inwestycji oraz zasobnym bankiem ziemi. Pytanie, skąd ta  nieoczekiwana kumulacja zainteresowania polskim rynkiem deweloperskim przez głównych graczy unijnego rynku nieruchomości.

Odpowiedzi należy szukać w okolicznościach swoistej korelacji nadmiaru poszukujących bezpiecznej przystani kapitałów wypracowanych przez ostanie lata przez europejskie firmy i fundusze nieruchomościowe z coraz bardziej docenianymi perspektywami polskiej mieszkaniówki.

W Polsce deficyt mieszkaniowy ocenia się na minimum 2 mln mieszkań, a wynajem komercyjny to wciąż niecałe 5 procent zasobów mieszkaniowych kraju. I wreszcie ta szczególna klasyfikacja, pozycjonująca Polskę jako trzeci w Europie kraj pod względem liczby nowo powstających mieszkań na tysiąc mieszkańców, przy przedostatniej lokacie w kwestii lokali na ten sam tysiąc ludności istniejących.

W tym stanie rzeczy wybór polskiej mieszkaniówki na ulokowanie przez inwestorów strategicznych około miliarda euro może wydawać się wyborem oczywistym i dobrym pretekstem do otwierania szampana. Niestety, w świetle najnowszej pandemicznej historii Europy i świata, nic oczywiste już wydawać się nie może.

Kto beneficjentem, a kto przegranym?

Tak czy inaczej wejście tej klasy inwestorów branżowych czy portfelowych o specjalizacji stricte nieruchomościowej, to niezależnie od zaistniałej sytuacji społeczno-gospodarczej świetna wiadomość dla krajowego rynku nieruchomości. Z pewnością zarządy przejętych ostatnio firm deweloperskich mogą poczuć się komfortowo w tych nie najciekawszych czasach, mając za sobą najbardziej renomowane podmioty klasy międzynarodowej, specjalizujące się od lat w podnoszeniu wartości spółek nieruchomościowych.

Głównymi beneficjentami deweloperskich akwizycji pozostaną więc same przejmowane spółki, którym łatwiej będzie przetrwać okres ewentualnego koniunkturalnego spowolnienia. Z kolei po jego zakończeniu mogą liczyć na przyśpieszony rozwój i umacnianie swej dominującej pozycji rynkowej.

Z kolei jedynym faktycznie przegranym okaże się najprawdopodobniej warszawska GPW. Notowani tu przejęci ostatnio deweloperzy, najpewniej raczej prędzej niż później, idąc za śladem Robyga, opuszczą stołeczny parkiet, istotnie deprecjonując jego renomę.
Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Dramat przedsiębiorców – ponad 50% całkowicie traci dochody

Ponad połowa przedsiębiorców przewiduje, że środki bezpieczeństwa wprowadzone w związku z pandemią koronawirusa wpłyną na trwałe zmniejszenie sprzedaży bliskie lub równe 100% – wynika z badania przeprowadzonego przez Polską Izbę Firm Szkoleniowych wśród ponad 470 firm z branży. ⅓ planuje redukcję zatrudnienia – zagrożonych jest 100 tys. miejsc pracy.

Zwolnienia (33%), kłopoty z wypłacaniem pensji (43%) i rozliczeniami z dostawcami (29%) – to tylko niektóre z następstw apokalipsy, która zmierza w kierunku branży szkoleniowej. 84% przedsiębiorców spodziewa się anulacji zamówień, prawie tyle samo widzi duże utrudnienia w pozyskiwaniu nowych kontraktów, a 55% opóźnień w płatnościach za już zrealizowane usługi. Wszystko to sprawia, że ponad połowa (54%) spodziewa się całkowitej utraty dochodów. Przedsiębiorcy mówią o upadłości nie tylko ich biznesów, ale i całej branży.

Badanie zostało przeprowadzone tydzień po ogłoszeniu założeń Tarczy Antykryzysowej przez rząd. Jego wyniki najlepiej pokazują, że zaproponowane rozwiązania są niewystarczające, a nasza branża znajduje się na równi pochyłej i nie tygodnie, a dni dzielą ją od całkowitej klęski – mówi Piotr Piasecki, Prezes Polskiej Izby Firm Szkoleniowych.

Co zdaniem przedsiębiorców w największym stopniu pomogłoby im w poradzeniu sobie z obecną sytuacją? 56% wskazuje na odroczenie płatności i zobowiązań wobec skarbu państwa, 43% na finansowanie wynagrodzeń i rozliczeń z podwykonawcami, a 35% na pomoc w zmianie modelu biznesu i inwestycjach w tym zakresie. Mamy świadomość, że część z tych działań jest planowanych, ale podkreślam – w niewystarczającym charakterze – dodaje Piasecki.

Polska Izba Firm Szkoleniowych uważa za konieczne zwiększenie wymiaru wsparcia dla samozatrudnionych i mikro firm, które są najbardziej zagrożone upadkiem. Co więcej, w stosunku do wielu podmiotów, wobec skali i nieodwracalności utraty przychodów, odroczenie terminów nie zapobiegnie ryzyku upadłości, dlatego Izba postuluje uwzględnienie najprostszych form, przynajmniej częściowo umarzanych pożyczek, dostępnych dla mikro, małych firm, w tym także samozatrudnionych. Wnioskuje również o rozszerzenie katalogu podstaw do zasiłku o decyzję zakazującą organizacji szkoleń z bezpośrednim udziałem osób.

Badanie przeprowadzono metodą CAWI przez Polską Izbę Firm Szkoleniowych w dniach 21-23 marca 2020 r. na grupie 472 firm z sektora usług szkoleniowych.

Dokonana przez spółkę wpłata należności na rzecz fundacji bez podatku CIT

Fundacja przeznaczająca uzyskane dochody na swoją działalność statutową, zbieżną z niektórymi celami użyteczności społecznej wskazanymi w art. 17 ust. 1 pkt 4 ustawy o CIT zwolniona jest w ich zakresie z ciężaru podatku dochodowego od osób prawnych. Spółka z o.o. wystąpiła do organu podatkowego o wydanie interpretacji, czy zwolnienie to będzie miało zastosowanie także wtedy, gdy dochodami fundacji będą odsetki spłacane przez spółkę od wkładu, jaki fundacja ta wniosła, wstępując w rolę udziałowca spółki.

Poza podmiotami wskazanymi w art. 17 ust. 1c ustawy o CIT, czyli m.in. przedsiębiorstwami państwowymi, spółdzielniami i spółkami czy samorządowymi zakładami budżetowymi, pozostali podatnicy, których celem statutowym zgodnie z ust. 1 pkt 4 tego przepisu jest np. działalność naukowa, naukowo-techniczna, oświatowa, kulturalna, ochrony środowiska – w części przeznaczonej na te cele – zwolnieni są z opodatkowania podatkiem dochodowym od osób prawnych.

Fundacja zagraniczna udziałowcem polskiej spółki z o.o.

Na powyższy przepis powołała się polska spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, występując do organu podatkowego, której jedną z prowadzonych działalności są badania naukowe i prace rozwojowe w różnych dziedzinach życia. W 2017 r. nawiązała współpracę z nowym inwestorem – zagraniczną fundacją, która nabyła część jej udziałów. Fundacja zagraniczna jest organizacją pożytku publicznego, wspierającą m.in. inicjatywy z zakresu edukacji i działalności naukowej i naukowo-technicznej. Współpraca owocuje realizacją projektów szkoleniowych i przeprowadzaniem badań naukowych.

Umowa cichej spółki

Polska spółka z o.o. zawarła z fundacją umowę o utworzenie cichej spółki, w ramach której fundacja została cichym udziałowcem spółki i wniosła do niej wkład pieniężny. W 2018 r. oba podmioty zawarły kolejną umowę cichej spółki. Fundacja znów wniosła wkład, ale obie strony tym razem uzgodniły, że spółka prowadzić będzie dwa konta rozliczeniowe dla cichego udziałowca: konto dla wniesionego wkładu oraz konto prywatne, na którym gromadzone będą zyski i rozliczane ewentualne straty oraz dokonywane wypłaty. Z tytułu wniesionego wkładu fundacja zagraniczna otrzymywać będzie od spółki odsetki. Wartość wkładu stanowi również podstawę obliczania tych odsetek w ustalonej przez strony umowy wysokości – 2%. Dodatkowo strony umówiły się, że fundacja otrzymywać będzie 5% wartości rocznego zysku polskiej spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. W tej samej wysokości cichy wspólnik uczestniczyć ma w stratach spółki. Gromadzone na prywatnym koncie fundacji zyski będą podlegać 2,5% oprocentowaniu.

Odsetki od udzielonego kapitału

Fundacja ma prawo wglądu w dokumentację spółki jedynie w zakresie weryfikacji prawidłowości ustalenia zysku lub straty, w których partycypuje. Nie posiada natomiast żadnych uprawnień kontrolnych nad spółką. Choć umowa spółki cichej została zawarta na czas nieokreślony, to zastrzeżono, iż w przypadku jej zakończenia spółka z o.o. zwróci fundacji wniesiony wkład, pomniejszony o wartość ewentualnych strat.

Zgodnie z polską ustawą o rachunkowości wniesione przez fundację do spółki środki traktowane są jak pożyczka, stąd wszelkie zwrotne świadczenia wpłacane przez spółkę na rzecz fundacji będą traktowane jako odsetki od udzielonego kapitału. Tak uzyskane środki, podobnie jak inne środki uzyskiwane w ramach udziału w zyskach spółki, fundacja przeznacza i przeznaczać będzie wyłącznie na swoje statutowe cele działalności pożytku publicznego, na potwierdzenie czego spółka przy każdej wypłacie odsetek i ewentualnych dywidend będzie w posiadaniu stosownej pisemnej deklaracji fundacji. Spółka zapytała więc organ interpretacyjny, czy słusznie stoi na stanowisku, że wypłacając fundacji odsetki i dywidendy, zważywszy na wynikające z art. 17 ust. 1 pkt 4 ustawy o CIT zwolnienie, nie będzie musiała jako płatnik pobierać z tego tytułu zryczałtowanego podatku dochodowego.

Nieopodatkowane dywidendy, ale odsetki z 20% podatkiem

Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej przyznał spółce rację, ale tylko w kwestii wypłaty dywidend. Stwierdził, że na mocy art. 26 ust. 1a ustawy o CIT będzie ona mogła nie pobierać podatku od źródła tych dochodów, jako że w przepisie tym zwolnione z tego ciężaru są właśnie dochody uzyskane z dywidend oraz z innych przychodów z tytułu udziałów w zyskach osób prawnych, jednak pod warunkiem, że spółka będzie w posiadaniu deklaracji, że zagraniczna fundacja przeznaczy te dochody na cele statutowe, o których mowa w art. 17 ust. 1 pkt 4 tej ustawy.

Z drugiej jednak strony organ wskazał, że właśnie z uwagi na wymienione w art. 26 ust. 1a rodzaje dochodów spółka nie będzie mogła skorzystać ze zwolnienia z poboru podatku w odniesieniu do wypłacanych fundacji odsetek, bowiem nie mogą one być uznane za dochody z dywidend czy innych udziałów w zyskach osób prawnych, a za przychody wskazane w art. 21 ust. 1 pkt 1 ustawy o CIT. Zgodnie z treścią tego przepisu 20% podatek dochodowy od podatników niemających zarządu lub siedziby na terytorium Polski pobiera się w zakresie przychodów z odsetek uzyskanych przez tych podatników na tym terytorium. Zdaniem organu odsetki wpłacane fundacji przez polską spółkę spełniają te przesłanki.

Sąd przyznał rację spółce

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Szczecinie stanął po stronie spółki i to jej przyznał rację. Sąd uznał, że rozstrzygnięcie organu narusza art. 14c § 1 i 2 Ordynacji podatkowej w zakresie wymogów, jakie powinna spełniać interpretacja podatkowa. Organ nie dokonał w niej bowiem jednoznacznej oceny stanowiska spółki, a mimo to je zanegował. Zdaniem natomiast sądu w opisie stanu faktycznego sprawy spółka wyraźnie wskazała, że przepisy ustawy o CIT pozwalają wprost skorzystać przez podatników ze zwolnienia w CIT, jeśli tylko zdołają wykazać, że dochód zostanie wydatkowany na jedne z celów wskazanych w art. 17 ust. 1 pkt 4 tej ustawy. A takim celem jest działalność naukowa i naukowo-techniczna, na którą swój dochód przeznacza fundacja. Jednocześnie spółka spełnia pozostały wymóg do skorzystania z przedmiotowego zwolnienia – posiada deklarację, potwierdzenie, że uzyskiwane przez fundację dochody będą w ten sposób wydatkowane. Uchylając interpretację Dyrektora KIS, WSA w Szczecinie orzekł:

„Prawidłowe jest zatem stanowisko Wnioskodawcy, że w przedstawionym stanie faktycznym, tj. wypłaty przez Spółkę odsetek z tytułu umorzenia Obligacji, Fundacja jest uprawniona do skorzystania ze zwolnienia przedmiotowego przewidzianego w art. 17 ust. 1 pkt 4 ustawy o CIT, a w konsekwencji Spółka nie była zobowiązana jako płatnik (…) do potrącenia i wpłaty 20% podatku u źródła” (sygn. I SA/Sz 764/19).

Przedsiębiorcy mogą korzystać z oferowanych przez prawo zwolnień w ciężarach podatkowych

To nie organ podatkowy, a przedsiębiorcy prowadzą działalność gospodarczą i to oni ponoszą związane z tym ryzyko gospodarcze. By zagrożenie to niwelować, mogą korzystać z polskich i zagranicznych struktur organizacyjnych, w tym takich właśnie jak ww. fundacja, która okazała się potrzebnym inwestorem posiłkującym działalność spółki pożądanym przez nią kapitałem. To, że fiskus chciałby „ściągać” z przedsiębiorców więcej, nie oznacza, iż działania te mogą stać w sprzeczności z wolą ustawodawcy, powołującego przepisy stworzone właśnie z myślą o przedsiębiorcach.

Jak bowiem podkreślił w swoim wyroku WSA w Szczecinie, powołując się zresztą na rozstrzygnięcie innego organu podatkowego: „…skoro Fundacja spełnia przesłanki dla korzystania ze zwolnienia (…) jest ona uprawniona do zwolnienia z podatku już w chwili wypłaty jej dochodu w postaci odsetek. Z brzmienia ustawy o CIT wynika, że zamiarem ustawodawcy w takim przypadku było zwolnienie płatnika z obowiązku poboru podatku” (sygn. I SA/Sz 764/19).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Osoby fizyczne mają złożyć PIT do 30 kwietnia, odroczenia płatności dla pracodawców

Zgodnie z informacjami przekazanymi przez rząd termin złożenia zeznania w podatku dochodowym od osób fizycznych miał zostać przesunięty. Jednak w projekcie tzw. „tarczy antykryzysowej”, który pojawił się późnym wieczorem w sobotę, nie ma o tym żadnej wzmianki.

Jednocześnie zgodnie z projektem zmienia się termin zapłaty podatku przez płatników m.in. z tytułu umów o pracę czy też umów zlecenie za miesiące marzec oraz kwiecień. Nowy termin to 1 czerwca 2020 roku. Oznacza to, że płatnik do tego czasu pobiera podatek od wynagrodzeń, ale z płatnością do budżetu może poczekać aż do 1 czerwca 2020 r.

W związku z tym, że termin zostaje ustalony ustawowo, przedsiębiorcy nie będę musieli składać wniosków o odroczenie zapłaty podatku. Nie wystąpią tu zatem żadne dodatkowe koszty po ich stronie, jak np. opłata prolongacyjna. Jest to dużo lepsze rozwiązanie niż w przypadku odroczenia terminu zapłat składek ZUS, ponieważ podatnik nie musi pisać żadnych dodatkowych i skomplikowanych wniosków.

Należy też pamiętać, że jest to tylko odroczenie, a nie umorzenie. Przedsiębiorca i tak będzie w konsekwencji musiał zapłacić podatek. Wszystkie te przesunięcia mogą więc spowodować kumulację spłat, a to dla przedsiębiorstw, które zaczną po kryzysie odrabianie strat, może się okazać przytłaczające.

Niewątpliwie odroczenia w zapłatach są potrzebne, ale najbardziej pożądane byłyby po prostu zwolnienia z PIT na czas pandemii. Jednak jeśli rządzący zdecydują się na odroczenia, to zdecydowanie potrzebny byłby dłuższy czas – na przykład do końca roku. Wówczas przedsiębiorcy mogliby w dłuższym czasie spłacać odroczone zobowiązania publicznoprawne, tak żeby zminimalizować negatywne skutki kumulacji składek.

Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt

Euro najdroższe od kryzysu 2008 r.

Poziom 4,63 zł za euro to najwyższy kurs od wyskoku waluty po kryzysie z 2008 roku. Wtedy dotarła do 4,92 zł, mamy zatem jeszcze sporo zapasu. Taka perspektywa z pewnością nie cieszy importerów.

Waluty jednak niespokojne

Wczoraj pisaliśmy o względnie spokojnym otwarciu na rynku. Taki był poranek, jednak popołudnie spowodowało, że na rynku działo się znów bardzo dużo. Euro w szczytowym momencie drożało aż 10 groszy i dotarło do 4,63 zł. Frank szwajcarski osiągnął 4,38 zł, czyli poziomy niewidziane od wyskoku franka z początku 2015 roku. Dolar przebił maksima z 2016 roku przekraczając 4,30 zł. Funt w dalszym ciągu nie może się odnaleźć i znajduje się wciąż poniżej 5 zł.

Indeksy koniunktury

Najnowsze indeksy koniunktury zawierają już dane z początku restrykcji związanych z koronawirusem i wiele mówią o przyszłości. Łączny indeks dla przemysłu w Unii Europejskiej spadł z 49,2 punktów na 44,8 punktów, jest to duża zmiana, ale nie można jej nazwać niespodzianką. Znacznie ciekawiej było w przypadku subindeksu dla usług. Ten zanurkował z 52,6 punktów na 28,4 punktów. Zmiana ta przejdzie z pewnością do historii, o ile potwierdzi się w finalnych danych. Usługi cierpią obecnie mocniej niż przemysł z powodu ograniczeń związanych z rozprzestrzenianiem wirusa.

Dla odmiany wzrosty na giełdach

Na głównych parkietach zmienność jest wyjątkowo wysoka. Dzisiaj dla odmiany otwarcia na giełdach przyniosły 3-4% wzrosty. Analitycy zwracają uwagę, że o wszystkim decydują tutaj emocje. Zarówno skala spadków jak i wzrostów jest trudna do wyjaśnienia, nie odwołując się do silnych emocji. Najgorsze jest to, że nie wiadomo jak długo potrwa ta sytuacja. Zmienność dodatkowo napędzana jest automatycznymi zleceniami, które tylko pogłębiają wahania.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Węgry – decyzja w sprawie stóp procentowych,

14:45 – USA – indeks PMI dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Co zrobić, gdy firmie grozi wypowiedzenie umowy kredytu?

Kryzys związany z pandemią koronawirusa SARS-CoV-2może spowodować problemy z płynnością finansową u wielu przedsiębiorców. Zaburzenia te mogą z kolei pociągnąć za sobą naruszenie przez nich postanowień często dawno nieodkurzanych umów kredytu. Trzeba pamiętać, że także przejściowe problemy z frekwencją pracowników lub dostępnością na rynku określonego rodzaju usług mogą doprowadzić do czasowej lub trwałej niemożności wywiązania się z obowiązków przez kredytobiorcę. W związku z tym warto wiedzieć, jakie prawa mu przysługują, jak wygląda proces potencjalnego wypowiedzenia umowy kredytu przez bank i jak tego uniknąć.

Zakłócenia w prowadzeniu działalności gospodarczej związane z trwającą pandemią koronawirusa z pewnością spowodują co najmniej przejściowe zaburzenia w przychodach i przepływach pieniężnych wielu przedsiębiorstw. Kredytodawcy oczywiście dostrzegają nadzwyczajną sytuację panującą w gospodarce i starają się wdrożyć specjalne środki pozwalające kredytobiorcom pokonać czasowe trudności finansowe.

Ułatwienia

Jednym z przejawów takich działań jest opublikowany 16 marca 2020 r. komunikat Związku Banków Polskich w sprawie działań pomocowych podejmowanych przez banki w związku z pandemią koronawirusa SARS-CoV-2. Związek Banków Polskich jest organizacją, która zrzesza znaczną większość banków w Polsce, a zatem komunikat należy potraktować jako oddolną inicjatywę, będącą odpowiedzią kredytodawców na sytuację kryzysową.

Zgodnie z nim w związku z pandemią planowane jest podjęcie przez banki działań polegających m.in. na odroczeniu (zawieszeniu) spłaty rat kredytów i w związku z tym wydłużeniem o ten okres terminu spłaty, umożliwieniu odnowienia istniejącego finansowania i ułatwieniu dostępu do kredytu krótkoterminowego. Do pomysłów pozytywnie odniosła się Komisja Nadzoru Finansowego wydając 18 marca 2020 r. Pakiet Impulsów Nadzorczych na rzecz Bezpieczeństwa i Rozwoju. Jest to opracowanie polskiego nadzoru finansowego dotyczące działań dodatkowo wzmacniających odporność sektora bankowego i możliwości finansowania gospodarki w związku z pandemią koronawirusa SARS-CoV-2.

Przed zażądaniem spłaty całości kredytu bank musi wypowiedzieć umowę kredytu, a to, wbrew pozorom, dość skomplikowany i niejednokrotnie przedłużający się proces. Niezależnie od tego, umowy dopuszczają też zazwyczaj możliwość naprawienia przez kredytobiorcę zaistniałego naruszenia, dzięki czemu zniknie podstawa do jej wypowiedzenia. Terminy te są jedną z najintensywniej negocjowanych części umów kredytu. Pozwalają one kredytobiorcy w ściśle określonym czasie np. poprawić wskaźniki finansowe dzięki wniesieniu wkładów pieniężnych przez wspólników, skutkiem czego naruszenie będzie traktowane jako niezaistniałe. Warto na tym etapie podjąć rozmowy z bankiem – często jest to bowiem jeden z ostatnich momentów, w których można nie tylko poprawić sytuację przedsiębiorcy, ale i dostosować samą umowę do nieoczekiwanie zmienionej sytuacji. Często rozmowy z bankiem finansującym podjęte na tym właśnie etapie przynoszą najlepszy rezultat, choćby w postaci zmiany harmonogramu spłaty zadłużenia.

Zanim bank wypowie umowę – restrukturyzacja zadłużenia

Procedura wypowiedzenia umowy kredytu rozpoczyna się od złożenia przez bank oświadczenia o wypowiedzeniu umowy. Zgodnie z art. 75 ustawy Prawo bankowe, termin wypowiedzenia wynosi co najmniej 30 dni, a w razie zagrożenia upadłością kredytobiorcy – 7 dni. Termin wypowiedzenia zaczyna biec od dnia następującego po dniu, w którym kredytobiorca otrzymał oświadczenie banku. Dopiero po upływie tego terminu kredyt staje się w całości wymagalny.

Jeśli kredytobiorca opóźnia się ze spłatą zobowiązania, przed zażądaniem spłaty całości kredytu (a zatem przed wypowiedzeniem umowy) bank jest zobowiązany do umożliwienia kredytobiorcy restrukturyzacji zadłużenia na podstawie art. 75c ust. 3 ustawy Prawo bankowe. W tym przypadku bank musi wezwać kredytobiorcę do dokonania spłaty, wyznaczając termin nie krótszy niż 14 dni roboczych od dnia otrzymania pisma. Pismo to musi również zawierać informację o możliwości złożenia przez kredytobiorcę do banku wniosku o restrukturyzację zadłużenia. Art. 75c ust. 3 ustawy Prawo bankowe zobowiązuje bank do umożliwienia kredytobiorcy restrukturyzacji zadłużenia poprzez zmianę określonych w umowie warunków lub terminów spłaty kredytu, jeżeli jest to uzasadnione dokonaną przez bank oceną sytuacji finansowej i gospodarczej kredytobiorcy. Jest to więc kolejna okazja do podjęcia rozmów z bankiem finansującym, w którego interesie bynajmniej nie jest upadłość jego klientów. Ponadto, odrzucenie przez bank wniosku kredytobiorcy o restrukturyzację zadłużenia wymaga przekazania mu szczegółowych wyjaśnień dotyczących przyczyn odrzucenia. Jeśli ta – co najmniej druga okazja do zrestrukturyzowania zadłużenia – nie przyniesie rezultatów, bank może złożyć wobec kredytobiorcy oświadczenie o wypowiedzeniu umowy kredytu najwcześniej równocześnie z przekazaniem kredytobiorcy wyjaśnień dotyczących przyczyn odrzucenia wniosku o restrukturyzację.

Nawet jednak na tym etapie, kredytobiorca może zdecydować o wszczęciu sądowej restrukturyzacji swojego przedsiębiorstwa. Taka możliwość jest przewidziana przepisami ustawy Prawo restrukturyzacyjne.

Postępowanie restrukturyzacyjne. Co dalej?

Brak wywiązania się ze zobowiązań określonych umową kredytu rzadko pozostaje oderwany od ogólnej kondycji finansowej kredytobiorcy. W przypadku kredytobiorców, względem których toczy się postępowanie restrukturyzacyjne (przyspieszone układowe, układowe lub sanacyjne) zastosowanie znajdą jednak przepisy szczególne określone ustawą Prawo restrukturyzacyjne. Zgodnie z art. 256 ust. 1 i 2 ustawy Prawo restrukturyzacyjne (oraz odpowiednimi odniesieniami zawartymi w art. 273 i 297 tej ustawy), od dnia otwarcia przyspieszonego postępowania układowego, postępowania układowego lub sanacyjnego, do dnia zakończenia każdego z nich (lub uprawomocnienia się postanowienia o jego umorzeniu), nie jest dopuszczalne, bez zgody rady wierzycieli, wypowiedzenie przez bank umowy kredytu w zakresie środków pozostawionych do dyspozycji kredytobiorcy przed dniem otwarcia odpowiedniego postępowania restrukturyzacyjnego. Wyjątek od powyższej reguły stanowi art. 256 ust. 3 ustawy Prawo restrukturyzacyjne. Zgodnie z nim, gdy podstawą wypowiedzenia umowy kredytu jest niewykonywanie przez dłużnika po dniu otwarcia odpowiedniego postępowania zobowiązań nieobjętych układem lub inna okoliczność przewidziana w umowie zaistniała po dniu otwarcia postępowania, opisany powyżej zakaz wypowiadania umowy kredytu nie ma zastosowania.

Naruszenie postanowień umowy kredytu powoduje komplikacje nie tylko dla kredytobiorcy, ale również dla banków. W najbliższych miesiącach ryzyko tych ostatnich związane z udzielonymi lata temu kredytami ulegnie istotnemu zwiększeniu. W takiej sytuacji najlepszą radą dla kredytobiorców jest stałe monitorowanie wypełniania swoich zobowiązań (również niepieniężnych) określonych postanowieniami umów kredytu, a w razie wystąpienia problemów możliwie szybkie podjęcie rozmów z bankami. Nie warto czekać z rozwiązaniem tych kwestii na ostatni moment, bowiem wczesne ich zidentyfikowanie daje najszerszy wachlarz środków służących poprawie sytuacji.

Komentarz Agnieszki Ziółek, radcy prawnego, partnera w Deloitte Legal i Mariusza Banasia, adwokata, managing associate w Deloitte Legal

Przestępstwo dowolnego zaspokajania wybranych wierzycieli

Ogólna charakterystyka przestępstwa z art. 302 § 1 Kodeksu karnego

Do najczęściej popełnianych przestępstw przeciwko obrotowi gospodarczemu należą te związane z naruszeniem interesów wierzyciela. Art. 302 § 1 Kodeksu karnego przewiduje odpowiedzialność karną za dokonanie przestępstwa tzw. dowolnego zaspokajania wybranych wierzycieli.

Celem postępowania upadłościowego jest równomierne zaspokojenie wszystkich dłużników. Z tego względu penalizowane jest działanie mające na cele złamanie tej zasady i nierównomierne zaspokajanie wszystkich lub niektórych dłużników.

Sprawca przestępstwa

Sprawcą przestępstwa może być dłużnik albo jego reprezentant, jeżeli występują okoliczności wskazujące na groźbę jego upadłości lub niewypłacalności. Konieczne jest ponadto, aby majątek dłużnika nie wystarczał na zaspokojenie wszystkich wierzycieli. Przestępstwo opisane w art. 302 § 1 Kodeksu karnego może zaistnieć tylko w sytuacji częściowej niewypłacalności dłużnika. Do popełnienia przestępstwa wybiórczego zaspokajania wierzycieli nie dojdzie, jeżeli dłużnik posiada majątek pozwalający na swobodne zaspokojenie wszystkich wierzycieli. W takiej sytuacji zaspokojenie części wierzycieli nie stanowi przestępstwa. Podobnie przestępstwa z art. 302 § 1 Kodeksu karnego nie stanowi sytuacja, w której dłużnik w ogóle nie posiada majątku i nie zaspokaja żadnego z wierzycieli. Taka regulacja wynika wprost z pierwszego zdania art. 302 § 1 Kodeksu karnego. Precyzuje ona, że przepis jest stosowany tylko w przypadku stanu zagrożenia niewypłacalnością lub upadłością.

Dla ustalenia, czy dłużnik znajduje się w stanie zagrożenia niewypłacalnością, pomocne mogą być ustalenia wyroku Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu z 5 listopada 2008 r. (sygn. II AKa 203/08). Wynika z nich, że zagrożonym niewypłacalnością jest ten przedsiębiorca, który, pomimo iż wywiązuje się ze swoich zobowiązań, to jest oczywiste, opierając się na rozsądnej ocenie ekonomicznej, że w niedługim czasie stanie się niewypłacalny. Z kolei dłużnika uznaje się za niewypłacalnego, jeżeli utracił zdolność do wykonywania swoich wymagalnych zobowiązań pieniężnych, przy czym przyjmuje się, że takie opóźnienie powinno trwać co najmniej trzy miesiące. Oczywiste jest, że zanim nastąpi stan niewypłacalności, musi najpierw zaistnieć stan zagrożenia niewypłacalnością. Sąd, który będzie weryfikował, czy doszło do realizacji znamion przestępstwa, będzie musiał zweryfikować, czy obiektywnie doszło do takiego zagrożenia.

Przestępstwo z art. 302 § 1 Kodeksu karnego popełnia także ten, kto takim zachowaniem kieruje, poleca jego wykonanie, nakłania do niego albo pomaga w nim zgodnie z zasadami opisanymi w art. 18 Kodeksu karnego.

Liczba wierzycieli

W doktrynie oraz orzecznictwie kwestią sporną jest zagadnienie, czy dla zaistnienia przestępstwa dowolnego zaspokajania wybranych wierzycieli koniecznie jest, aby dłużnik posiadał co najmniej czterech wierzycieli, czy też wystarczające jest posiadanie przynajmniej dwóch wierzycieli. Sporne jest także, czy musi nastąpić zaspokojenie lub zabezpieczenie co najmniej jednego, czy też co najmniej dwóch wierzycieli oraz, czy w konsekwencji konieczne jest pokrzywdzenie co najmniej jednego, czy też dwóch wierzycieli.

W doktrynie przeważający jest pogląd, zgodnie z którym, aby zrealizowane zostały znamiona przestępstwa wybiórczego zaspokajania wierzycieli, dłużnik musi posiadać co najmniej czterech wierzycieli. Zabronione zachowanie polega na zaspokojeniu roszczeń tylko niektórych (co najmniej dwóch) wierzycieli, co powoduje, że nie mogą zostać w pełni zaspokojeni pozostali, co najmniej dwaj wierzyciele.

Co szczególnie istotne, w orzecznictwie sądów powszechnych oraz Sądu Najwyższego dominujący wydaje się natomiast pogląd, zgodnie z którym dla bytu przestępstwa z art. 302 § 1 Kodeksu karnego wystarczające jest, aby dłużnik posiadał co najmniej dwóch wierzycieli. W związku z tym znamiona tego przestępstwa wyczerpuje także ten, kto w razie grożącej mu niewypłacalności lub upadłości, nie mogąc zaspokoić wszystkich wierzycieli, spłaca lub zabezpiecza przynajmniej jednego wierzyciela, działając tym samym na szkodę chociażby jednego, innego wierzyciela, co znacznie poszerza krąg penalizowanych zachowań.

Czynność sprawcza

Czynność sprawcza omawianego przestępstwa polega na spłacaniu lub zabezpieczaniu wierzycieli. Pojęcie „spłaty” należy interpretować jako wszelkie czynności, które mają na celu zmniejszenie lub zlikwidowanie długu (oczywiście, o ile są one prawnie dopuszczalne i ważne z perspektywy przepisów prawa). Przesłankę z art. 302 § 1 Kodeksu karnego należy rozumieć w ten sposób, że chodzi o jakąkolwiek formę spłaty lub zabezpieczenia roszczenia wierzyciela. Przy ocenie działań dłużnika niezbędne jest posiłkowanie się normami określonymi np. w art. 342 ustawy Prawo upadłościowe, art. 1025 Kodeksu postępowania cywilnego, art. 496 § 1 Kodeksu spółek handlowych, czy art. 25 § 3 Kodeksu karnego wykonawczego, które określają zasady spłaty dłużników.

Popełniać to przestępstwo można tak długo, jak długo trwa stan zagrożenia upadłością lub niewypłacalnością. Co istotne, przestępstwo to można popełnić jedynie w sposób umyślny, zarówno z zamiarem bezpośrednim, jak i ewentualnym (tj. sprawca musi mieć świadomość działania na szkodę wierzycieli i chcieć lub co najmniej godzić się na to, że podejmowane zachowania im zaszkodzą). Przestępstwo to ma charakter publicznoskargowy, (czyli jest ścigane z oskarżenia publicznego) i formalny (tj. niezależny od wystąpienia szkody).

Aby dane zachowanie dłużnika zostało uznane za działanie na szkodę wierzycieli w rozumieniu art. 302 § 1 Kodeksu karnego, takie spłaty lub zabezpieczenie muszą przekraczać granice zwykłych czynności niezbędnych do zachowania swojego majątku w stanie niepogorszonym lub do jego bieżącego utrzymania. Nie będą zatem uznane za stanowiące przestępstwo drobne spłaty, które mają na celu np. utrzymanie majątku czy złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości. Nie będą też stanowić przestępstwa działania, mające na celu spłacenie lub zabezpieczenie wierzycieli, którzy mają pierwszeństwo przed innymi na podstawie przepisów prawa.

Omawiane przestępstwo zagrożone jest karą grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch.

Jak się zabezpieczyć

W związku z licznymi wątpliwościami interpretacyjnymi dotyczącymi znamion omawianego przestępstwa zasadne jest skorzystanie z profesjonalnej oceny i pomocy prawnej. Może to być przydatne zarówno przed podjęciem decyzji co do dokonania spłaty niektórych wierzycieli, jak i na etapie ewentualnego postępowania przygotowawczego lub sądowego. Profesjonalny pełnomocnik będzie w stanie ocenić, czy działania podjęte lub planowane przez dłużnika realizować mogą znamiona przestępstwa określonego w art. 302 § 1 Kodeksu karnego, a w przypadku toczącego się postępowania karnego przygotować taktykę. Jest to szczególnie istotne dla członków zarządu, rady nadzorczej, komisji rewizyjnej albo likwidatorów, którzy w przypadku prawomocnego skazania za omawiane przestępstwo nie mogliby, stosownie do treści art. 18 § 2 Kodeksu Spółek Handlowych, dalej pełnić swoich funkcji.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Eksperyment w polskich firmach – praca zdalna na niespotykaną skalę

Czy polskie firmy poradziły sobie z nagłym przejściem na home office? Kto na tym ucierpi, a kto wyjdzie bez szwanku?

Sytuacji, z jaką mamy teraz do czynienia, nikt nie mógł przewidzieć. Jednak w dużej mierze można było się do niej przygotować, podążając za obecnym już od kliku lat trendem pracy elastycznej. Tym firmom, które dostrzegły w niej korzyść i zaczęły już wcześniej wdrażać tryb pracy zdalnej, z pewnością łatwiej było przejść na masowy home office. Colliers International już w 2014 roku uruchomił biuro, które działa w formie elastycznej i jest w pełni przystosowane od strony infrastruktury technicznej do pracy zdalnej.

Podstawowym narzędziem jest sprzęt. Aby pracownicy mogli efektywnie działać spoza biura potrzebują laptopów zamiast komputerów PC. W dzisiejszych czasach jest to już bardzo popularne, aczkolwiek wciąż wiele firm działa na urządzeniach stacjonarnych. W momencie, gdy mobilność pracowników staje się konieczna, napotykamy pierwszą barierę. Nam w Colliers wymiana całego sprzętu na laptopy zajęła trzy lata. Można rozłożyć ten proces w czasie, jednak ważne jest, aby stopniowo dążyć do pełnej elastyczności.

Drugim istotnym filarem jest infrastruktura informatyczna umożliwiająca dostęp do dysków i zasobów firmowych spoza biura. Do tego służy system VPN (virtual private network), pozwalający połączyć się przez internet z serwerem firmowym z dowolnego miejsca na Ziemi.

Trzecim krokiem jest tak zwane Collaboration services. Pracownik wykonujący swoje obowiązki z domu nadal potrzebuje w jakiś sposób skomunikować się z resztą zespołu lub z klientami. Do tego firmy wykorzystują najczęściej narzędzia takie, jak Skype czy Microsoft Teams. Tego typu programy, posiadające funkcje chatu, tele i videokonferencji lub prezentowania dokumentów z pulpitu, ułatwiają pracę grupową i stałą wymianę informacji.

Bez tych trzech elementów naprawdę trudno mówić o efektywnej pracy zdalnej. Przygotowanie infrastruktury, odpowiednich narzędzi oraz dobrych praktyk w firmie sprawi, że pracownicy bez problemu wejdą w nowy system działania.

W Colliers International z dnia na dzień przenieśliśmy na pracę elastyczną 240 osób. Choć było to duże przedsięwzięcie, dzięki odpowiedniemu przygotowaniu odbyło się sprawnie i bezproblemowo.  Zarówno infrastruktura zadziałała bezbłędnie, jak i zespół szybko poradził sobie z nagłą zmianą. Wszystko dzięki temu, że już wcześniej mieliśmy możliwość pracy z domu i każdy wiedział, jak funkcjonować w takim trybie. Obecnie cała organizacja działa zupełnie normalnie i nie obserwujemy nawet najmniejszego spadku wydajności.

Home Office nie dla wszystkich

Jednak nie wszystkie organizacje mogą funkcjonować bez biura w dłuższej perspektywie. Zależy to przede wszystkim od specyfiki firmy. Z pewnością łatwiej będzie miał sektor usługowy niż firmy produkcyjne, które mogą przenieść na pracę zdalną jedynie pracowników biur, zaś fabryki w zagrożeniu pandemii muszą zostać zamknięte.

Przykładem korporacji mogących długo funkcjonować bez biura są firmy z branży software development. Wiele z nich pracuje w tym trybie cały czas. Często nad jednym projektem pracują programiści mieszkający w innych miastach, a nawet krajach. Ta branża jest najlepszym dowodem, że można pracować bez biura długo, a wręcz permanentnie.

Niestety nie wszystkie procesy w firmie, nawet tej mogącej działać zdalnie, mogą zostać przeniesione online. W Colliers takim procesem okazała się paradoksalnie tak prosta czynność, jak odbiór poczty i przesyłek kurierskich, do którego musieliśmy wyznaczyć dyżur recepcji. Nowa rzeczywistość spowodowała, że stanęliśmy też przed wyzwaniem elektronicznego obiegu dokumentów. Wszystkie umowy, gdzie przepisy prawa dają taką możliwość, są teraz sygnowane podpisem elektronicznym.

Czynnik ludzki ważniejszy od technologii

Nawet firma najlepiej przygotowana do elastycznej pracy, przechodząc na stuprocentowy home office, napotka pewne trudności. Przede wszystkim jest to zmiana nawyków i przyzwyczajeń ludzi. Jedną grupą są pracownicy, którzy muszą odnaleźć się w tym, jak pracować i realizować swoje zadania, zaś drugą są managerowie. Stanęli oni przed wyzwaniem stworzenia zupełnie innego modelu zarządzania zespołem, organizacji pracy grup, delegowania zadań i nadzoru podwładnych.

Powszechne stereotypowe myślenie polskich szefów to: „pracownicy w domu nie pracują”. Oczywiście nie każdy ma predyspozycje do pracy z domu, jednak są sposoby, aby nawet takie osoby wciąż wypełniały swoje obowiązki efektywnie.

Podstawą jest ustalenie zasad i nowych nawyków. Jeśli nasza praca jest typowo zespołowa, wymaga wypracowania nowego rytmu działania. Przykładem może być umowa, że wszyscy siedzą przed komputerem między 9.00 a 15.00 oraz dwa razy dziennie odbywają się krótkie, 15-minutowe telekonferencje, podczas których omawiamy bieżące tematy.

Kluczem do sukcesu w efektywnym zarządzaniu zespołem podczas pracy zdalnej będzie częsty i stały kontakt pracowników. Regularne zdzwanianie się lub video konferencje w formie tak zwanych stand up meeting zapewniają stałą weryfikację działań do wykonania oraz stopień ich realizacji. Dzięki temu manager z łatwością rozdzieli zadania między swój zespół oraz ma kontrolę nad tym, co robią poszczególni pracownicy bez konieczności instalowania systemów monitorujących ich pracę.

Drugi aspekt to miejsce do pracy. Nie każdy ma do tego dogodne warunki. Często w domu mamy rodzinę i nie możemy wydzielić osobnej przestrzeni, w której moglibyśmy w ciszy i skupieniu wypełniać swoje obowiązki. Kolejną kwestią jest brak podstawowych narzędzi jak duży monitor, ergonomiczny fotel czy drukarka. To z pewnością znaczne utrudnienie w dłuższej perspektywie home office. W Colliers, aby sprostać temu wyzwaniu, umożliwiliśmy naszym pracownikom wypożyczenie sprzętu potrzebnego do pracy (monitorów, stacji dokującym itd.)

Trudnościami, jakie niesie za sobą praca zdalna w przypadku, gdy nasza firma nie spełnia trzech podstawowych filarów przedstawionych na początku, jest problem z dostępem do systemów i zasobów firmowych, czyli brak wspomnianego VPN, a także utrudniony kontakt z innymi pracownikami – niedostosowanie infrastruktury do pracy grupowej.

Wiele firm od dawna przygotowywało się i powoli wkraczało w wirtualny świat, ale obecna sytuacja rzuciła wszystkich na głęboką wodę – całkowitej pracy zdalnej. Dla wielu przedsiębiorstw z pewnością był to szok, ale też ważna lekcja na przyszłość.

W kryzysie epidemii koronawirusa widzę promyk nadziei na rozwój polskiego rynku pracy elastycznej. Być może obecna sytuacja nagłego zderzenia z nowym systemem pracy zmieni podeście do trybu zdalnego wśród tych, którzy jeszcze nie są do niego przekonani. Zazwyczaj to nie pracownicy mają problem z home office, lecz managerowie. I to oni muszą zweryfikować swoje podejście do pracy elastycznej, aby przekonać się, że przy wykorzystaniu odpowiednich narzędzi może ona być tak samo efektywna jak w biurze, a pracownicy bardziej zadowoleni.

Komentarz ekspercki Małgorzaty Michalczyk, dyrektor administracji w Colliers International

Ulga w spłacie zobowiązań podatkowych – co należy wiedzieć?

Choć coraz więcej mówi się o procedurach rozkładania i odraczania należności podatkowych, wciąż nie wiadomo dokładnie od kiedy zaczną one obowiązywać. Dlatego przedsiębiorcy borykający się z trudnościami finansowymi skazani są na korzystanie z obowiązujących regulacji i przewidzianych w nich rozwiązań w zakresie ulg w spłacie zobowiązań. Warto podsumować informacje w tym zakresie.

Podatnicy i płatnicy mający problem z terminową zapłatą należności podatkowych obecnie mogą rozważyć skorzystanie z jednej z form wsparcia, oferowanych przez przepisy ordynacji podatkowej. W myśl art. 67a Ordynacji podatkowej, możliwe jest ubieganie się o:

  • Odroczenie terminu płatności podatku lub rozłożenie zapłaty podatku na raty;
  • Odroczenie lub rozłożenie na raty zapłatę zaległości podatkowej wraz z odsetkami za zwłokę lub odsetki od nieuregulowanych w terminie zaliczek na podatek;
  • Umorzenie w całości lub w części zaległości podatkowych, odsetek za zwłokę lub opłatę prolongacyjną.

Wniosek o odroczenie terminu płatności lub rozłożenie na raty

Należy pamiętać, że wniosek taki jest podaniem, a co za tym idzie powinien zawierać: treść żądania, wskazanie osoby, podmiotu od którego pochodzi, adres siedziby, miejsca prowadzenia działalności gospodarczej, identyfikator podatkowy. Ponadto, we wniosku należy wskazać konkretną ulgę, o którą wnioskujemy, należność podatkową, której ma dotyczyć ta ulga i uzasadnienie. Sam wniosek jednak nie wystarczy. Dodatkowo wymagane jest załączenie do niego dokumentów towarzyszących tj.:

  • ORD-ZH Oświadczenie o nieruchomościach oraz prawach majątkowych, które mogą być przedmiotem hipoteki przymusowej i rzeczach ruchomych oraz zbywanych prawach majątkowych, które mogą być przedmiotem zastawu skarbowego;
  • Oświadczenie podmiotu ubiegającego się o ulgę w spłacie zobowiązań podatkowych/niepodatkowych należności w ramach pomocy de minimis;
  • Oświadczenie o sytuacji finansowej i majątkowej;
  • Formularz informacji przedstawianych przy ubieganiu się o pomoc de minimis;
  • Dokumenty finansowe jednostki: sprawozdania finansowe z 3 ostatnich lat oraz bilans, rachunek zysków i strat za bieżący rok.

Należy mieć także na uwadze, że przyznanie ulgi podatkowej lub umorzenie zaległości podatkowych ma formę uznaniową, a organ podatkowy wydaje decyzję kierując się ważnym interesem podatnika lub interesem publicznym. Warto jednak zauważyć, iż zgodnie z komunikatem Ministerstwa Finansów z 11 marca 2020 r. urzędy skarbowe będą brać pod uwagę szczególne okoliczności spowodowane sytuacją zdrowotną w kraju. Co więcej, wnioski składane w trybie art. 67a ordynacji będą rozpatrywane w pierwszej kolejności.

Jak i gdzie należy złożyć wniosek?

Wniosek składa się do właściwego miejscowo urzędu skarbowego dla podatnika. A jak złożyć wniosek zdalnie? Można pokusić się o przygotowanie papierowej wersji, ale ilość czasu potrzebna na jej przygotowanie i skompletowanie podpisów może mocno wydłużyć cały proces. Wobec powyższych okoliczności właściwym rozwiązaniem wydaje się być użycie firmowego profilu zaufanego.

Pewnym jest, że dzięki elektronizacji sprawozdań finansowych, możliwość podpisania dokumentu podpisem elektronicznym lub profilem zaufanym ma obecnie każdy członek zarządu w Polsce. Oznacza to, że wniosek o rozłożenie na raty lub odroczenie można podpisać elektronicznie, a samo przekazanie wniosku odbędzie się poprzez skrzynkę zaufanego profilu firmowego.

Taki wniosek podpisany elektronicznie można składać na adres elektronicznej skrzynki podawczej urzędu skarbowego za pośrednictwem Elektronicznej Platformy Usług Administracji Publicznej (ePUAP) przy użyciu usługi „Pismo ogólne do podmiotu publicznego” według aktualnego wzoru pisma ogólnego. Dostępne ono jest w Centralnym Repozytorium Wzorów Dokumentów Elektronicznych (CRWDE) ePUAP, po wybraniu pola „Inne pismo” z listy rozwijanej.

Powyższa procedura może być zbliżona do tej związanej z podpisem oświadczenia o dokumentacji cen transferowych, którą przedsiębiorcy testowali we wrześniu ubiegłego roku, wywiązując się z obowiązku informowania urzędów o przygotowanej  dokumentacji. Wydaje się, że na ten moment  złożenie wniosku w takiej formie może okazać się najbardziej efektywnym i bezpiecznym rozwiązaniem dla wszystkich zaangażowanych w taki proces. Jednocześnie forma taka powinna być również w pełni akceptowana przez urzędy, mając na uwadze fakt, iż użycie kwalifikowanych podpisów elektronicznych i profilu zaufanego dają pełną gwarancję oraz pewność co do tożsamości składającego wniosek.

Dlaczego warto posiadać profil zaufany?

W tym miejscu należy przypomnieć, że poprzez profil zaufany przedsiębiorca może załatwić także wiele innych spraw np.:

  • Ustanowić pełnomocnika do podpisywania deklaracji składanej za pomocą środków komunikacji elektronicznej (UPL-1);
  • Zawiadomić o odwołaniu pełnomocnictwa do podpisywania deklaracji składanej za pomocą środków komunikacji elektronicznej (OPL-1);
  • Złożyć zaświadczenie o niezaleganiu w podatkach.

Autorka: Agnieszka Piętak, ekspert ds. podatku CIT w MDDP Outsourcing

Nadzór nad finansami Europy a pandemia

Pandemia COVID-19 bez wątpienia wpłynie na rynki finansowe w Europie. Jak zareagowały europejskie agencje powołane do sprawowania nadzoru nad systemem finansowym Unii – tłumaczy dr Katarzyna Wojtkiewicz, prawnik i ekonomista z Uniwersytetu SWPS.

W odpowiedzi na kryzys w roku 2008 europejska administracja publiczna wzbogaciła się o trzy agencje tworzące (razem z Europejską Radą ds. Ryzyka Systemowego, i Europejskim Systemem Nadzoru Finansowego). Są to: Europejski Urząd Nadzoru Bankowego (EBA), Europejski Urząd Nadzoru nad Ubezpieczeniami i Pracowniczymi Programami Emerytalnymi (EIOPA) oraz Europejski Urząd Nadzoru nad Rynkami i Papierami Wartościowymi (ESMA). Mandat każdej z nich sprowadza się do realizacji działań w obszarze ochrony uczestników rynku, zapewnienia stabilności finansowej oraz analizy i komunikacji o sytuacji gospodarczej.

Dopiero w połowie marca EBA, EIOPA i ESMA zamieściły na swoich stronach komunikaty dotyczące pandemii. Wiązały się z trybem pracy agencji, ogólnym planem działań rekomendowanych dla danego sektora w związku z epidemią, konkretnymi zaleceniami wydanymi w odniesieniu do poszczególnych reżimów raportowych opisanych w dyrektywach, których wykonanie zlecone jest danej agencji.

Wszystkie agencje podjęły decyzję o wysłaniu od 16 marca swoich pracowników do pracy z domu. Biorąc pod uwagę rozwój pandemii odpowiednio we Francji i Niemczech oraz fakt, że właściwie wszystkie czynności urzędników tych instytucji mogą być wykonywane zdalnie, trudno oprzeć się wrażeniu, że działanie to jest o kilka tygodni spóźnione.

Każda z nich zamieściła ogólne oświadczenie związane z działaniami w obliczu epidemii (najwcześniej, bo 11 marca, komunikat wydała ESMA). Treść komunikatów jest rozczarowująca. Agencje powtórzyły po prostu to, co wynika z ogólnych zasad działania na rynkach finansowych.

Podkreślono konieczność posiadania planów ciągłości działania oraz posiadania obowiązków informowania o zdarzeniach, które mają wpływ na funkcjonowanie podmiotów nadzorowanych. Nakazano raportowanie oraz stosowanie polityki przejrzystości działań korporacyjnych oraz przekazywanych informacji. Na końcu zalecano przestrzegać zasad zarządzania ryzykiem korporacyjnym. Wszystkie te punkty wynikają wprost z obowiązujących aktów prawnych i trudno się zgodzić, że komunikat w sytuacji epidemii powinien po prostu je powtarzać.

Wydane komunikaty sugerują, że agencje lokują swoje misje daleko od faktycznego wsparcia podmiotów. Przenoszą odpowiedzialność za poradzenie sobie z kryzysem na szczebel krajowy. Biurokratyczne podejście do nominalnego traktowania zapisów ustaw, które powołują je do życia, przeważyło nad celowościową wykładni przepisów. Pozwala ona, a nawet nakazuje, żeby przedsiębrać czynności faktycznie zmierzające do uzyskania stabilności finansowej i zapobiegania skutkom epidemii na rynkach.

Ustawa, która powołuje agencje, zakłada, że będą one prowadzić swoje działania w sposób skoordynowany. A tam, gdzie to możliwe, wykorzystają synergię i spojrzą na problem ponadgranicznie i ponadsektorowo. Niestety taki sposób działania nie stał się jeszcze praktyką tych unijnych urzędów.

Komunikat, w którym urząd europejski spowalnia terminy raportowania, motywując to potrzebą nadania wyższych priorytetów pozostałym działaniom nadzorowanych firm, byłby (i jest – vide działania KNF) zrozumiały na szczeblu krajowym. Z perspektywy europejskiej jest jednak niejasny. Nie trzeba wielkiego doświadczenia w działaniach na rynku finansowym, aby wiedzieć, że pozyskiwanie aktualnej i pełnej informacji o sytuacji podmiotów nadzorowanych jest czynnikiem absolutnie kluczowym dla wprowadzania adekwatnych form wsparcia w sytuacji rozwijającej się pandemii i badania jej wpływu na rynek. Tymczasem oświadczenie EBA wskazuje, że urzędy nadzoru krajowego powinny w pełni wykorzystać możliwość uelastycznienia wymagań w istniejących regułach raportowania, a EIOPA podkreśla możliwość wydłużania okresu spełnienia wymagań kapitałowych wobec podmiotów dotkniętych kryzysem.

Komunikat urzędu europejskiego powinien skupić się na wartości dodanej, jaką urząd może zapewnić uczestnikom rynku w dobie kryzysu. Tą wartością jest szybkie, ustandaryzowane zbieranie aktualnych danych dotyczących rozwoju sytuacji na rynkach krajowych oraz takie zestawianie ich w ujęciu europejskim (a jeszcze lepiej światowym), które pozwoli podejmować skuteczne decyzje urzędom krajowym i samym podmiotom.

Te kwestie nie są jednak objęte komunikatami. Brakuje także informacji o wsparciu technicznym, np.: stworzeniu platformy wymiany informacji i doświadczeń w obliczu pandemii, przekazywania najlepszych praktyk, które sprawdziły się na szczeblu krajowym, możliwości zainicjowania i podejmowania dodatkowych szybkich działań prawotwórczych, którego beneficjentami byłyby wszystkie kraje członkowskie i wszystkie sektory rynku finansowego. Takich działań z perspektywy europejskiej mogą oczekiwać urzędy krajowe, instytucje nadzorowane i uczestnicy rynku.

Rada Interesariuszy EBA zarekomendowała wprowadzenie konkretnych działań adresowanych do nadzorowanych instytucji kredytowych, które obejmują, m.in.:

– zgodę na bezkosztowe zmiany w harmonogramach spłat kredytów i proste ich komunikowanie;

– pomoc w restrukturyzacji zadłużenia;

– wsparcie potencjału kredytowego banków poprzez złagodzenie wymogów (wprowadzenie czasowego funkcjonowania banków poniżej wymogu połączonego bufora);

– wprowadzenie instrumentów płynnościowych odniesionych do stanu rezerw i wskazanie konkretnych dat obowiązywania tych złagodzeń i obowiązywania tymczasowych instrumentów oraz wskazania okresu przejściowego na powrót do pełnego spełniania wymogów regulacyjnych.

Trzeba podkreślić, że wszystkie trzy agencje dysponują instrumentami wspomagającymi nadzorowane instytucje w przejściu przez uderzenie fali kryzysu jak najmniejszym kosztem. Z jednej strony jest to inicjatywa poziomu drugiego procesu legislacyjnego, z drugiej – możliwość wprowadzania wytycznych i rekomendacji w ramach każdego z sektorów rynku. Są jednak obszary, w których działania powinny być skoordynowane w ramach całego rynku. Dotyczy to np. spójnych zaleceń technicznych, mechanizmów ochrony konsumenta, polityki informacyjnej itp. Zsynchronizowanie pracy w tych obszarach i synergia pomiędzy agencjami mogłyby przyczynić się do skierowania “urzędniczych zasobów ludzkich” do opracowywania bardziej efektywnych niż do tej pory mechanizmów nadzoru europejskiego na froncie walki z wirusem.

Na tle działań wprowadzanych na poziomie europejskim trzeba pozytywnie odnotować komunikaty Komisji Nadzoru Finansowego wydane dla sektora bankowego, kapitałowego i ubezpieczeniowego. W zeszłym tygodniu KNF wydał Pakiet Impulsów Nadzorczych (PIN) skierowany do każdego z sektorów. Zawiera on wykaz działań, które KNF zamierza podjąć (działania legislacyjne) albo po prostu podejmuje (informacja o wykonywaniu zadań w sposób dostosowany do sytuacji), aby przeciwdziałać skutkom kryzysu.

Jedynym zgrzytem jest silosowe podejście do sektorów i ich usprawnień. Zrozumiałe jest, że wymogi specyficzne dla każdego sektora są omawiane odrębnie, wg klasyfikacji narzuconej przez regulacje sektorowe. Jednak działania, które „umożliwiają koncentrację na obsłudze klientów oraz kluczowych procesach” czy też „ułatwiają zawieranie umów […]” dotyczą w tym samym stopniu każdego sektora rynku i powinny być przez urząd Komisji formułowane tak, aby w jednolity i usystematyzowany sposób wpływać tak na działalność banku, firmy inwestycyjnej, jak i ubezpieczeniowej.

dr Katarzyna B. Wojtkiewicz, prawnik, ekonomista, Uniwersytet SWPS 

Fed w akcji

Tradycyjnie wtorek przynosi dzień odwrotu po ponurych notowaniach dzień wcześniej, a przynajmniej pierwsze godziny oferują próby odreagowania. Lepsze doniesienia na froncie walki z wirusem oraz zapowiedź nielimitowanego skupu aktywów przez Fed pomagają poprawić nastroje. Przed nami jednak gorzkie przypomnienie o rzeczywistości gospodarczej dotkniętej pandemią – poznamy wstępne szacunki PMI z Europy i USA. Bezprecedensowe spadki wydają się pewne.

Rezerwa Federalna weszła na wyższy poziom w realizacji popularnego motta „whatever it takes” i od teraz zamierza zbierać z rynku cokolwiek będzie oferowane (czyli „take whatever is there”). Fed zapowiedział nielimitowany skup obligacji skarbowych, podbijając ofertę ponad wcześniej komunikowane 700 mld USD na zakupy. Poza papierami wartościowymi, których zabezpieczenie stanowią wierzytelności hipoteczne (MBS), Fed ustanawia dwa wehikuły do dostarczania płynności na rynek obligacji korporacyjnych, a także zamierza wymieniać na gotówkę instrumenty oparte o kredyty studenckie, samochodowe, pożyczki małych przedsiębiorstw i dług z tytułu kart kredytowych. W skrócie – płaci za wszystko. Wachlarz programów sugeruje, że banki komercyjne nie będą miały jak się zasłaniać niewystarczającymi środkami na zwiększanie akcji kredytowej. Tym sposobem chce uchronić gospodarkę przed falą bankructw i zamrożeniem rynku kredytowego. Ponadto Fed przygotowuje program bezpośredniego finansowania przedsiębiorstw niefinansowych, co jest pierwszą tego typu inicjatywa na świecie.

Fed stara się nie dopuścić, aby kryzys biologiczny przerodził się w kryzys kredytowy. Niewykluczone, że to wciąż nie jest ostatnie słowo Fed, ale też decyzja wskazuje kierunek dla innych banków centralnych. Przede wszystkim powinniśmy spodziewać się więcej bezpośredniego wsparcia przedsiębiorstw niefinansowych przez banki centralne.
Z perspektywy USD zalew płynnością powinien częściowo załagodzić masowy popyt na dolara, jednak całkowicie go nie zahamuje. Awersja do ryzyka wciąż będzie generować ucieczkę w jakość i płynność i pod tym kątem USD wciąż jest królem, nawet jeśli krótkoterminowy rajd ulgi to przejściowo zagłuszy. Dodatkowo dolar wciąż będzie potrzebny do sfinansowania rosnących deficytów na rachunkach bieżących gospodarek rozwijających się, które boleśnie odczują zastopowanie globalnej gospodarki.

Nie jesteśmy jeszcze w punkcie zwrotnym z perspektywy ryzykownych aktywów. Kryzys zdrowia publicznego i gospodarczy wciąż jest w fazie rozwoju. Nawet wieści o spowolnienia tempa zachorować we Włoszech są pokrzepiające, nastawiajmy się na coraz gorsze wieści z USA czy Wielkiej Brytanii. Dla rynków będzie to kluczowe źródło niepokojów. Wciąż też czekamy na decyzje w polityce fiskalnej, a ociąganie się Kongresu USA w zatwierdzeniu trzeciego pakietu fiskalnego nie pomaga. Wreszcie dane makro wkraczają w fazę, kiedy coraz mocniej będą odzwierciedlać szok gospodarczy. Dziś gorzkim przypomnieniem mogą być wstępne szacunki indeksów PMI z Eurolandu, Wielkiej Brytanii i USA. Ryzyka przeważają na rzecz wyznaczenia najgorszych poziomów do 2009 r.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rozszerzona rzeczywistość rozwiązaniem dla e-sklepów nie tylko na czas pandemii. Klienci szybciej decydują się na zakup i rzadziej go zwracają

Rozszerzona rzeczywistość pozwala sklepom internetowym zwiększyć sprzedaż i zminimalizować wskaźnik zwrotów od 34 do nawet 42 proc. w zależności od branży. Klienci znacznie szybciej podejmują też decyzję o zakupie, bo mogą dany produkt najpierw „przymierzyć”. Na polskim rynku takie rozwiązania dopiero raczkują, a prym pod względem wykorzystania technologii AR w handlu wiodą Stany Zjednoczone i Wielka Brytania. Rozszerzoną rzeczywistość szybko przyswaja jednak coraz szersze grono klientów, którzy wręcz oczekują jej od sklepów. Są to zwłaszcza młodzi ludzie, którzy już znają AR z gier czy Snapchata.

 Rozszerzona rzeczywistość to dość nowe i innowacyjne rozwiązanie na rynku e-commerce. Dzięki niej jesteśmy w stanie przenieść dany produkt do środowiska klienta i pozwolić mu go wypróbować w swoim domu czy biurze, sprawdzić, czy tam pasuje – mówi agencji Newseria Biznes Bartosz Kotlarski, prezes Arlity.

Polska jest jednym z najszybciej rosnących rynków e-commerce w Europie, a według Gemiusa zakupy w sieci robi już 62 proc. internautów i z roku na rok ten odsetek rośnie. Mimo to wciąż mocną pozycję ma segment handlu tradycyjnego. Według PwC udział e-commerce w handlu detalicznym ogółem wynosi w Polsce raptem ok. 5 proc., podczas gdy w krajach takich jak Niemcy czy Wielka Brytania jest ponad dwukrotnie wyższy. Wynika to m.in. z faktu, że część klientów przed zakupem chce mieć możliwość dotknięcia, przetestowania bądź przymierzenia produktu. Potwierdza to również ubiegłoroczny „SAP Consumer Propensity Report”, z którego wynika, że taką potrzebę zadeklarowało 49 proc. polskich klientów, podczas gdy w Niemczech odsetek ten wyniósł 29 proc., a w Wielkiej Brytanii – 34 proc. Dlatego też technologia rozszerzonej rzeczywistości może mieć dla e-commerce kluczowe znaczenie.

– 42 proc. klientów deklaruje, że gdyby mieli możliwość wypróbowania produktu dzięki rozszerzonej rzeczywistości, pozwoliłoby im to szybciej podjąć decyzję o zakupie w danym sklepie internetowym – mówi Bartosz Kotlarski.

Według „Retail Perceptions Report” 40 proc. konsumentów byłoby też skłonnych wydać więcej na produkt, gdyby wcześniej mogli wejść z nim w interakcję za pośrednictwem rozszerzonej rzeczywistości, a 61 proc. preferuje zakupy w sklepach internetowych, które zapewniają im taką możliwość.

– Konsumenci, którzy stykają się z tą technologią, oczekują, że będą mogli łatwo i szybko przenieść produkt do swojej rzeczywistości i go wypróbować, np. zobaczyć, jak lampa czy fotel będą wyglądały w danym pomieszczeniu. Chcą sprawdzić wielkość produktu, jego wygląd w różnych konfiguracjach i kolorach – mówi Bartosz Kotlarski. – Aż 69 proc. konsumentów oczekuje wprowadzenia rozszerzonej rzeczywistości przez sklepy internetowe, więc jest to bardzo dobry feedback.

Technologia AR sprawdza się zwłaszcza w takich segmentach handlu jak moda czy kosmetyki. Dzięki niej można np. przyspieszyć i uprościć przymierzanie ubrań, a na dodatek klientów nie będzie ograniczać dostępność w sklepie określonych rozmiarów czy kolorów. Rozszerzona rzeczywistość pozwala też np. dopasować kolor kosmetyku czy farby do włosów – wystarczy, że klient skieruje w tym celu kamerę na siebie, żeby móc testować różne opcje.

 Nasze rozwiązania pozwalają nie tylko na konfigurację, ale w przypadku niektórych branż także na bardzo dokładną personalizację produktu pod konkretnego klienta. Umożliwia to projektowanie różnego typu przedmiotów bezpośrednio w przeglądarce internetowej, bez użycia żadnego dodatkowego oprogramowania, w bardzo dobrej jakości – mówi prezes Arlity.

Technologię AR szybko przyswaja zwłaszcza młode pokolenie konsumentów, które zna ją już z rozrywki czy Snapchata.

 Średnia wieku – jak pokazują badania – wynosi 25–38 lat. To jest typowy klient, który wykorzystuje to rozwiązanie przy dokonywaniu zakupów, jeżeli sklep internetowy oferuje taką opcję – mówi Bartosz Kotlarski.

Jak podkreśla, zastosowanie technologii rozszerzonej rzeczywistości w e-commerce pozwala również zminimalizować wskaźnik zwrotów.

 Jak pokazują badania, klienci, którzy zastosowali rozszerzoną rzeczywistość, są w stanie zmniejszać w wybranych branżach zwroty o 34–42 proc. – podkreśla prezes Arlity.

Na polskim rynku takie rozwiązania wciąż dopiero raczkują, ale zagraniczne korzystają z nich z powodzeniem od dłuższego czasu. Wiodącymi rynkami pod tym względem są dziś Stany Zjednoczone i Wielka Brytania.

– Przyszłość dla takich rozwiązań rysuje się owocnie. 9 na 10 największych firm inwestuje w rozszerzoną rzeczywistość, a Facebook, Apple i Google wpisały ją w swoje cele strategiczne na najbliższe lata. Mówi się, że jest to kolejny przełom po erze PC, smartfonów, mediów społecznościowych na następną dekadę – mówi Bartosz Kotlarski.

Co istotne, augmented reality znajduje zastosowanie zarówno w internetowym, jak i tradycyjnym handlu. Dzięki niej można zaprezentować klientowi np. wszystkie wersje kolorystyczne danego produktu, nie ponosząc przy tym kosztów związanych z utrzymaniem dużego sklepu czy magazynu.

– Już dzisiaj w Stanach Zjednoczonych i Europie powstają pierwsze sklepy, które zajmują zdecydowanie mniejszą powierzchnię i w ofercie mają tylko wybrane produkty, natomiast pozostałe są prezentowane właśnie w wirtualnej rzeczywistości. Według badań Deloitte do 2030 roku już 30 proc. produktów w sklepach będzie dostępnych właśnie w tej technologii – mówi Bartosz Kotlarski.

Trwają prace nad reformą prawa koncernowego. Istniejące prawo nadzoru właścicielskiego jest niewystarczające

Komisja ds. Reformy Nadzoru Właścicielskiego ma stworzyć prawo, które da polskim przedsiębiorstwom prywatnym i publicznym dobry impuls do skutecznej konkurencji z podmiotami zagranicznymi. Działające od lutego gremium zajmuje się m.in. kwestią zmian w prawie koncernowym, zarządzania grupą spółek i odpowiedzialności członków zarządu. Jeśli koronawirus nie przeszkodzi w pracach, projekt zmian powinien być gotowy w maju, a następnie trafi do szerokich konsultacji społecznych.

Jak podkreśla Jacek Sasin, wicepremier i minister aktywów państwowych, zmiany dotyczące funkcjonowania rad nadzorczych oraz obowiązków informacyjnych spółek wobec akcjonariuszy są niezbędne, bo od ostatniej nowelizacji minęło 20 lat.

– Wchodzimy w materię nadzoru właścicielskiego, bo świat należy dzisiaj do grup spółek. Istniejące ustawodawstwo jest niewystarczające, bo naraża członków zarządu spółek zależnych na odpowiedzialność cywilną czy karną, jeśli będą się stosować do poleceń spółki dominującej, które będą wyrządzały szkodę własnej spółce. Z drugiej strony mówimy coraz częściej o potrzebie efektywnego nadzoru nie tylko nad spółką, ale właśnie nad grupą spółek. Rada nadzorcza spółki dominującej ma w jakimś stopniu efektywnie nadzorować spółkę zależną, podobnie jak zarząd spółki dominującej ma efektywnie zarządzać całą grupą spółek – mówi agencji Newseria Biznes prof. dr hab. Andrzej Szumański, przewodniczący zespołu ds. prawa koncernowego przy Ministerstwie Aktywów Państwowych.

Dziś brakuje im jednak ku temu narzędzi. Członkowie rady nadzorczej spółki dominującej, którzy odpowiadają za grupę spółek, nie mają żadnych mechanizmów nadzorczych. Konieczne są więc nowe regulacje w randze ustawy, a nie tylko zmiany w regulaminach rad nadzorczych czy statutach spółek.

 Przyjmiemy konstrukcję minimalistyczną, bo będzie to regulacja w ramach Kodeksu spółek handlowych, czyli aktu napisanego bardzo ogólnie. Nie chcemy przez nadregulację zepsuć jego ogólności – zapewnia ekspert.

Jak podkreśla, zespół ds. prawa koncernowego będzie dążyć do tego, żeby uregulować kwestie wiążących poleceń spółki dominującej względem spółki zależnej, gdy dojdzie do konfliktu interesów. Tu potrzebna jest procedura przyjmowania wiążącego polecenia bądź odmowy jego wykonania. Kolejna ważna regulacja to dostęp spółki dominującej do informacji na temat spółek zależnych – bez tego trudno bowiem mówić o efektywnym zarządzaniu grupą.

– W grupach spółek występuje bardzo wiele grup interesów, ponieważ istnieje nie tylko spółka dominująca i spółka zależna, ale są również wierzyciele spółki zależnej i jej drobni wspólnicy. Jeżeli przykładowo spółka dominująca stworzy ze spółki zależnej centrum strat, to na tym tracić będą drobni wspólnicy, a nie spółka dominująca, która w inny sposób to zrekompensuje. Potrzebna jest więc ochrona tzw. wolnych akcjonariuszy – tłumaczy przewodniczący zespołu ds. prawa koncernowego.

Temu służyć mógłby obowiązek informowania o transakcjach powiązanych między spółką dominującą a zależną, co wynika również z ustawodawstwa Unii Europejskiej, ale tylko w spółkach publicznych.

Nie piszemy ustawodawstwa pod spółki Skarbu Państwa czy spółki publiczne, piszemy je jak najszerzej. W związku z tym trzeba się zastanowić, czy niedawno wprowadzonych w życie reguł z ustawy o ofercie publicznej nie przetransponować do nas – wyjaśnia prof. Andrzej Szumański.

Zdaniem eksperta od prawa spółek handlowych, jeżeli wspólnicy mniejszościowi uznają, że źle się dzieje w ich spółce, powinni mieć prawo do wyznaczenia rewidenta ds. szczególnych, który zbada zaistniałą sytuację.

– Ostatni problem, chyba najtrudniejszy, bo nie dotyczy przyczyn prawnych, tylko ekonomicznych, to tzw. prawo do sell outu, albo mówiąc bardziej dosadnie, prawo do głosowania nogami – mówi prof. Andrzej Szumański. – Sell out polega na tym, że spółka powinna spłacić według wartości rynkowej drobnego akcjonariusza, który chce się wycofać.

Sprawy przymusowego odkupu akcji reguluje art. 418 Kodeksu spółek handlowych. Zgodnie z nim akcjonariusz lub akcjonariusze reprezentujący nie więcej niż 5 proc. kapitału zakładowego mogą żądać umieszczenia w porządku obrad najbliższego walnego zgromadzenia sprawy podjęcia uchwały o przymusowym odkupie ich akcji przez nie więcej niż pięciu akcjonariuszy reprezentujących łącznie nie mniej niż 90 proc. kapitału zakładowego, z których każdy posiada nie mniej niż 5 proc. kapitału zakładowego (akcjonariusze większościowi).

 Pytanie, czy spółkę stać na to, żeby dokonywać tak dużych wypłat. Kiedyś mieliśmy pracowniczych akcjonariuszy w spółkach energetycznych. Gdyby im przysługiwało prawo sell outu, to mogłoby zachwiać pozycją prawną tych podmiotów. Jest to więc bardziej problem ekonomiczny – wyjaśnia prof. Andrzej Szumański.

Zespół – zgodnie z planem z lutego br. – ma przygotować projekt zmian do końca kwietnia, a następnie uzgodnić go z pozostałymi zespołami pracującymi w ramach Komisji ds. Reformy Nadzoru Właścicielskiego.

– Chcemy poddać projekt jak najszerszej konsultacji społecznej, bo nikt nie ma monopolu na mądrość. Od 10 lat zajmuję się prawem holdingowym legislacyjnie, a akademicko – od prawie 30 lat, ale zawsze pochylam się nad głosami praktyków. Nie piszemy prawa na potrzeby uniwersytetu, tylko dla ludzi biznesu, którzy ryzykują swoje własne pieniądze – podsumowuje ekspert od prawa spółek handlowych.

[DEPESZA] Ruch lotniczy w Polsce spadł o prawie 90 proc. Przed końcem maja większość przewoźników na świecie może ogłosić bankructwo

Bez pomocy finansowej przed końcem maja większość linii lotniczych na świecie będzie zmuszona ogłosić bankructwo – prognozuje specjalizująca się w analizach rynku lotniczego CAPA – Centre for Aviation. Wiele z nich już teraz jest na etapie bankructwa technicznego i nie obsługuje zobowiązań, a ich rezerwy gotówkowe szybko się wyczerpują, ponieważ floty są uziemione. O wsparcie dla przewoźników, którzy walczą o przetrwanie po załamaniu rynku wywołanym przez SARS-CoV-2, apeluje też IATA. Według danych Eurocontrol od początku kryzysu spowodowanego przez koronawirusa ruch lotniczy w Polsce spadł o blisko 90 proc., ale część rynków znalazła się w jeszcze gorszej sytuacji.

W Polsce od połowy marca zawieszone są krajowe i międzynarodowe pasażerskie połączenia lotnicze, z wyjątkiem lotów cargo, bez załadunków i pasażerów, lotów państwowych i lotów wykonywanych w celu ochrony ratowania życia lub zdrowia ludzkiego oraz ochrony porządku publicznego. Według danych Eurocontrol ograniczenia w transporcie i kryzys związany z koronawirusem przyczyniły się do dramatycznych spadków na europejskim rynku lotniczym. Wśród państw Unii Europejskiej najbardziej ucierpiały Malta (-94,9 proc.), Słowacja (-94,2), Słowenia (-92,2), Włochy (-92,2), Łotwa (-91,6), Austria (-89,2), Polska (-88,1) czy Cypr (-87,1). Cierpią także duże rynki: Hiszpania (-83,9 proc.), Francja (-77,4 proc.), Niemcy (-70,1 proc.) czy Wielka Brytania (-64,2 proc.).

– Skala obecnego kryzysu jest znacznie gorsza i większa niż po 11 września, podczas SARS czy globalnego kryzysu finansowego. Linie lotnicze walczą o przetrwanie. Europejski ruch lotniczy doświadczył bezprecedensowych spadków. Stawką są miliony miejsc pracy. Linie lotnicze potrzebują pilnych działań rządowych, jeśli mają wyjść z tego kryzysu i być gotowe do działania po pokonaniu SARS-CoV-2 – podkreślił w ubiegłym tygodniu cytowany w komunikacie IATA dyrektor generalny tej organizacji Alexandre de Juniac.

Ograniczenia w transporcie międzynarodowym i regionalnym zmniejszyły liczbę operacji pasażerskich, więc przychody linii lotniczych gwałtownie spadają. Żeby załagodzić finansowe skutki SARS-CoV-2, przewoźnicy tną koszty, ale IATA podkreśla, że przy średnich rezerwach gotówkowych na około dwa–trzy miesiące linie lotnicze stoją w obliczu kryzysu płynności. Organizacja szacuje, że branży potrzeba pomocy finansowej w wysokości ok. 200 mld dol., żeby zapobiec przemysłowej katastrofie i pomóc liniom przetrwać kryzys.

Co istotne, jeszcze na początku marca organizacja podawała, że pandemia koronawirusa zmniejszy tegoroczne przychody linii lotniczych o 113 mld dol. Teraz podkreśla, że te szacunki są już znacznie zaniżone, bo w międzyczasie wiele państw wprowadziło kolejne ograniczenia w podróżowaniu, a skala kryzysu okazała się dużo większa. Upadłość ze skutkiem natychmiastowym już na początku marca ogłosiły linie Flybe, które obsługiwały około połowy krajowych połączeń lotniczych w Wielkiej Brytanii, przewoziły ok. 9 mln pasażerów rocznie i zatrudniały 2 tys. pracowników. Upadek Flybe – największego przewoźnika regionalnego w Europie – był pochodną pandemii koronawirusa, która wpłynęła na poziom rezerwacji (choć linia problemy miała już wcześniej).

Ograniczenia w przewozach pasażerskich poważnie ograniczyły też dostępność przewozów cargo, które – jak podkreśla IATA – mają przecież kluczowe znaczenie dla transportu międzynarodowego, w tym również leków, sprzętu medycznego, żywności czy innych wrażliwych na upływ czasu materiałów, w pośredni sposób wspierając walkę z pandemią SARS-CoV-2. Agencja apeluje więc, by operacje cargo były wykluczone z regulacji ograniczających podróże, a także by likwidować przeszkody ekonomiczne, takie jak opłaty lotniskowe czy ograniczenia slotowe.

Specjalizująca się w analizach rynku lotniczego CAPA (Centre for Aviation) spodziewa się, że bez rządowego wsparcia i pomocy finansowej przed końcem maja większość linii lotniczych na świecie będzie zmuszona ogłosić bankructwo. Wiele już teraz jest na etapie bankructwa technicznego i nie obsługuje zobowiązań, a ich rezerwy gotówkowe szybko się wyczerpują, ponieważ floty są uziemione.

O pomoc rządów i instytucji międzynarodowych apeluje też IATA, która podkreśla, że sektor lotniczy ma olbrzymie znaczenie dla globalnej gospodarki. W całej Europie wspiera 12,2 mln miejsc pracy, generując PKB w wysokości 823 mld dol. Linie lotnicze przewożą około 35 proc. światowego handlu, a każde stanowisko w transporcie lotniczym wspiera kolejne 24 w łańcuchu wartości w branży turystycznej i turystycznej – w sumie prawie 70 mln miejsc pracy.

– Świat przetrwa ten kryzys. A kiedy to nastąpi, będzie potrzebował funkcjonującego sektora transportu lotniczego. Bez wsparcia finansowego nie jest to zagwarantowane – wskazał Brian Pearce, główny ekonomista IATA.

Organizacja wskazuje trzy formy pomocy dla przewoźników. Pierwsza to bezpośrednie wsparcie finansowe dla linii lotniczych, które ma wspomóc ich płynność i zrekompensować utracone dochody. Druga to pożyczki, gwarancje kredytowe i wsparcie rynku obligacji korporacyjnych przez rząd lub banki centralne, a trzecia – ulgi podatkowe, odroczenie lub wydłużenie terminów płatności podatków dochodowych i innych opłat nakładanych przez rządy do końca roku. IATA wskazuje, że rządy państw UE nie mogą czekać, bo pomoc dla lotnictwa jest potrzebna „na już” i w każdej formie, na przykład w postaci obniżenia opłat, które linie lotnicze ponoszą na lotniskach, czy złagodzenia wymogów wynikających z unijnego rozporządzenia UE 261 (dotyczy praw pasażerów – prawa do opieki i odszkodowania, kiedy lot został opóźniony lub odwołany).

 Bez pomocy linie lotnicze nie będą w stanie wznowić operacji. Wiele z nich może w ogóle przestać istnieć. Wsparcie pozwoli utrzymać podstawowe usługi cargo, zachować jak największą liczbę miejsc pracy oraz zapewni szybkie przywrócenie łańcuchów dostaw i turystyki – powiedział cytowany w komunikacie wiceprezes regionalny IATA na Europę Rafael Schvartzman.

Organizacja na początku marca zwróciła się już do Komisji Europejskiej o czasowe zawieszenie zasady 80–20 „wykorzystuj albo tracisz”. Linie lotnicze mają przydzielony określony czas na start lub lądowanie na danym lotnisku, ale ryzykują jego utratą, jeśli nie utrzymają minimum 80 proc. slotów w ciągu roku kalendarzowego. Dlatego też są zmuszone do latania pustymi „lotami widmo” w celu utrzymania slotów. Komisja Europejska wyraziła już zgodę na odstąpienie od tej zasady, ale IATA obawia się, że ma to nastąpić dopiero od czerwca, i apeluje o przyspieszenie.

Według opublikowanego w ubiegłym tygodniu raportu S&P Global Ratings kryzys wywołany koronawirusem ma przyczynić się do spadku liczby pasażerów linii lotniczych o średnio 70 proc. w okresie trzymiesięcznym i około 20–30 proc. na koniec tego roku w regionach najbardziej dotkniętych epidemią. Z kolei w 2021 roku spodziewany jest wzrost o ok. 15–20 proc. względem obecnego, a w 2022 roku – dalszy, 10-proc. wzrost. Analitycy podkreślili jednak, że obecny kryzys będzie mieć bezprecedensowy wpływ na globalne podróże lotnicze, a wzrost liczby pasażerów mogą spowolnić obawy związane z podróżami nawet po ustaniu rozprzestrzeniania się koronawirusa.

BCC, Pracodawcy RP i SAZ krytycznie o tarczy antykryzysowej

Pracodawcy do rządu: działajcie szybciej i bardziej zdecydowanie! Stowarzyszenie Agencji Zatrudnienia (SAZ), Business Centre Club i Pracodawcy RP krytycznie odnoszą się do propozycji zawartych w „tarczy antykryzysowej”.

Zwolnić firmy z obowiązku składek ZUS i wszystkich podatków, a nie tylko je odroczyć, przyspieszyć zwrot podatku VAT, pokryć ze środków Skarbu Państwa 50% kosztów związanych z decyzją o zawieszeniu działalności podjętych przez inspektorów sanitarnych, umożliwić pracownikom szybkie przebadanie się na koszt pracodawcy – to tylko kilka z ponad 30 punktów, przedstawionych dziś przez Business Centre Club na spotkaniu Rady Dialogu Społecznego.

Postulaty popiera także Stowarzyszenie Agencji Zatrudnienia (SAZ), jedna z największych tego typu organizacji branżowych w Polsce.

– Propozycje Ministerstwa oceniamy jako niewystarczające. Zakres pomocy jest dla nas praktycznie niewiadomy, bo nie ma żadnych gwarancji na otrzymanie pomocy – większość propozycji nie jest zobowiązaniem, ale niewiążącą deklaracją. Brak także jasnych kryteriów udzielania pomocy. Wiele przepisów tworzonych jest na zasadzie „kto pierwszy ten lepszy” do wyczerpania środków – mówi adwokat Joanna Torbé ekspertka BCC i SAZ z kancelarii Joanna Torbé & Partnerzy, która była jedną z osób opracowujących uwagi do dokumentów przekazanych przez Kancelarię Premiera RP. Bardzo wiele uzależnia się też od niezalegania firm ze składkami ZUS czy wobec fiskusa. Tworzenie takich konstrukcji dzisiaj budzi duże wątpliwości – dodaje.

Pracodawcy chcą też znać odpowiedź na pytanie, dlaczego ustawy pomocowej nie przygotowani wcześniej. Organizacje otrzymały do zaopiniowania ponad stustronicowy dokument w nocy z soboty na niedzielę i już w poniedziałek musiały przedstawić woje stanowisko.

– Wydaje nam się, że sytuację można było przewidzieć przynajmniej już w styczniu i o wiele wcześniej stworzyć i skonsultować tego typu dokument, zwłaszcza że porusza on bardzo istotne materie tak z punktu widzenia przedsiębiorców, pracowników, jak i Skarbu Państwa – mówi Joanna Torbé.

Krytycznie do projektu odnieśli się także Pracodawcy Rzeczpospolitej Polskiej.

– Trudno zaproponowane rozwiązania uznać za tarczę, która ma ochronić polski rynek pracy przed skutkami koronawirusa i nadchodzącym spowolnieniem gospodarczym. Dopłaty do pensji to zdecydowanie za mało. To działania jedynie doraźne, a rynek pracy potrzebuje konkretnych reform. Najwidoczniej rządzącym zabrakło odwagi, aby do walki z kryzysem wytoczyć ciężkie działa. Ale machanie szabelką może okazać się dla rynku pracy niewystarczające. Potrzebne są konkrety – powiedział „Rzeczpospolitej” Arkadiusz Pączka, dyrektor Centrum Monitoringu Legislacji Pracodawców RP.

Stanowisko ZPP ws. „tarczy antykryzysowej”

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców uważa, że główne kierunki wsparcia przedsiębiorców zaproponowanego przez rząd w ramach tzw. „tarczy antykryzysowej” są słuszne, jednak szczegółowe elementy poszczególnych propozycji sprawiają, że przewidziana pomoc dla firm może być znacznie mniej efektywna, niż jest to potrzebne. Pragniemy jednocześnie podkreślić znaczenie czasu. Nie wiemy, w jakim tempie będzie przybywać osób chorych, niemożliwe jest również dokładne przewidzenie jak długo trwać będzie stan podwyższonego ryzyka, z którym w tej chwili musimy się mierzyć. Wiemy natomiast, że już w tej chwili rzesze przedsiębiorców, szczególnie mikro i małych, walczą o przetrwanie. Część z nich nie może prowadzić działalności z uwagi na szczególne rozwiązania wprowadzone w związku z pandemią, inni mierzą się z drastycznie obniżonym popytem. Dlatego też wyrażamy nadzieję, że „tarczę” uda się możliwie szybko uchwalić w ramach procesu legislacyjnego, oczywiście we współpracy z zainteresowanymi partnerami społecznymi.

Mając na uwadze powyższe, chcemy jednoznacznie wskazać, że w odniesieniu do istotnej części przedstawionych rozwiązań dostrzegamy pola do koniecznych korekt. W toku prac nad „tarczą” pojawiają się również propozycje, które uważamy za absolutnie kuriozalne i szkodliwe. Wobec tego chcielibyśmy tym silniej zaapelować o wyjątkowo intensywną pracę i dialog z partnerami społecznymi, tak by w ciągu najbliższych dni udało się wspólnie wypracować projekt skutecznie łagodzący negatywny wpływ pandemii koronawirusa na polską gospodarkę.

Przed przedstawieniem oceny konkretnych rozwiązań zawartych w tarczy, chcielibyśmy zaznaczyć, że z naszego punktu widzenia efektywne wsparcie przedsiębiorców w tym kryzysowym czasie powinno spełniać kilka warunków. Po pierwsze, za absolutnie kluczowe uznajemy zapobieżenie masowym upadłościom mikro i małych firm, dla których zaburzenia płynności finansowej spowodowane malejącymi przychodami są szczególnie niebezpieczne. Uważamy, że w celu zabezpieczenia tego „gospodarczego mrowiska” generującego ponad 50 proc. PKB i odpowiadającego za niemal 60 proc. zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw, należy umożliwić mniejszym podmiotom jak najszybszy i najłatwiejszy dostęp do kapitału obrotowego. Po drugie, projektowane w związku z ograniczeniem negatywnych skutków pandemii zmiany prawne, powinny być w dużej mierze skupione na deregulacji i ograniczeniu liczby oraz uciążliwości obowiązków administracyjnych i sprawozdawczych. Takie podejście przyniosłoby dwa pozytywne rezultaty. Umożliwiłoby bowiem przedsiębiorcom skupienie się – w tym trudnym czasie – na faktycznym prowadzeniu biznesu, co jest szczególnie istotne w obliczu niesprzyjających okoliczności wywołujących znacznie obniżony popyt. Ponadto, pozwoliłoby na szybsze i skuteczniejsze „odbicie” polskiej gospodarki w momencie, w którym problem pandemii przestanie mieć tak niebezpieczną skalę. Po trzecie w końcu, przy projektowaniu rozwiązań ukierunkowanych na ulżenie przedsiębiorcom w kontekście zobowiązań publicznoprawnych, należy uciekać od pułapki wszelkiego rodzaju „odroczeń”. O ile mogą one nieco poprawić sytuację w tej konkretnej chwili, o tyle znacznie silniej odczuwalny będzie ich negatywny wpływ na firmy w momencie, w którym staną one przed koniecznością uiszczania np. zwielokrotnionych składek na ubezpieczenia społeczne. Nawet jeśli przewidziany byłby preferencyjny mechanizm rozłożenia ich na raty, wzrost obciążeń wciąż należałoby uznać za niewskazany w sytuacji, w której firmy będą odbudowywały skalę działalności.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców zaproponował już szereg rozwiązań, których umieszczenie w „tarczy” rekomenduje – wszystkie z nich są zgodne z przedstawionym wyżej generalnym kierunkiem. Z zadowoleniem dostrzegamy fakt, że część z naszych rekomendacji została, choćby częściowo, ujęta w przedstawionym projekcie.

Uwagi szczegółowe

W pierwszej kolejności pragniemy zwrócić uwagę na element, który nie został jeszcze zawarty w projekcie przesłanym do konsultacji, lecz był już szeroko komunikowany – niestety w bardzo niespójny sposób. Podczas ogłaszania generalnej koncepcji „tarczy”, zapowiedziano odroczenie spłaty składek na ubezpieczenia społeczne przedsiębiorców. Deklaracja ta spotkała się z naszą krytyką, ponieważ – spójnie z generalnym poglądem wyrażonym powyżej – uważamy, że odraczanie zobowiązań publicznoprawnych w tej sytuacji jest pułapką, która może utrudnić szybki restart gospodarki po pandemicznym kryzysie. W trakcie formułowania roboczej wersji projektu doszło jednak do spotkania przedstawicieli projektodawców (Ministerstwa Rozwoju) z Prezydentem Andrzejem Dudą, w trakcie którego ustalono, że zamiast odroczenia, projekt będzie przewidywał zwolnienie ze składek ZUS. Wątpliwości pojawiają się jednak co do zakresu podmiotowego tego zwolnienia, ponieważ doniesienia dot. tej kwestii są sprzeczne. Według jednej z wersji, zwolnienie miałoby obejmować samozatrudnionych, których przychody spadły, oraz wszystkich mikroprzedsiębiorców zatrudniających przynajmniej jednego pracownika, niezależnie od tego, czy pandemia jakkolwiek wpłynęła na generowane przychody. W naszym przekonaniu, taka formuła byłaby najbardziej optymalna – pozwoliłaby bowiem na szybkie uruchomienie pomocy, bez konieczności weryfikacji dodatkowych kryteriów. Według drugiej z przedstawianych w mediach wersji, zwolnienie ze składek miałoby dotyczyć wyłącznie tych podmiotów, które mogłyby wykazać spadek przychodów. O ile jest to oczywiście rozwiązanie znacznie lepsze od dotychczas proponowanego odroczenia składek, o tyle wydaje się, że objęcie zwolnieniem wszystkich mikroprzedsiębiorców zatrudniających pracowników pozwoliłoby na dużo bardziej efektywne (bo szybsze) udzielenie pomocy. Jak już wspomniano, kwestia zwolnienia ze składek nie została jeszcze włączona do treści projektu ustawy, jednak z pojawiających się w przestrzeni publicznej dwóch opcji, zdecydowanie rekomendowalibyśmy przyjęcie pierwszej.

Jeśli chodzi o rozwiązania, które w projekcie się znalazły, w pierwszej kolejności wypadałoby zdecydowanie pochwalić propozycje ograniczenia bądź przesunięcia terminów spełniania określonych obowiązków administracyjnych, czy sprawozdawczych. Przewiduje się bowiem m.in. umożliwienie unieszkodliwiania odpadów medycznych o właściwościach zakaźnych, powstających w związku z zagrożeniem epidemicznym, w instalacjach nieposiadających stosownych decyzji administracyjnych, jeśli nie byłoby możliwości ich przetworzenia w uprawnionych spalarniach. Ta rozsądna propozycja zasługiwałaby na kontynuację w ramach „regularnego”, a nie kryzysowego reżimu prawnego. W nadchodzących tygodniach można się naturalnie spodziewać szczególnego wzrostu wolumenu niebezpiecznych odpadów medycznych, jednak jeszcze przed rozwojem epidemii w Polsce, w zakresie unieszkodliwiania tego rodzaju odpadów popyt wielokrotnie przewyższał podaż, co powodowało gwałtowny wzrost cen utylizacji. Koszt ten ponoszą oczywiście szpitale, zaś niewystarczająca liczba instalacji spowodowana jest – poza trudnościami związanymi z koniecznością uzyskania decyzji środowiskowych – radykalnym ograniczeniem katalogu możliwych do wykorzystania metod utylizacji niebezpiecznych odpadów medycznych.

Powyższy element projektu jest przykładem dosyć szczegółowej propozycji o charakterze udrażniającym system, a jednocześnie w pewnym sensie deregulacyjnej. Projekt zawiera jednak szereg innych rozwiązań o takim charakterze. Do takich należy zaliczyć m.in. zawieszenie obowiązku wykonywania okresowych badań lekarskich pracowników, przesunięcie obowiązku składania nowego pliku JPK_VAT, czy też przesunięcie obowiązku utworzenia PPK w średnich przedsiębiorstwach. Z uwagi na noworoczne zamieszanie związane z koniecznością rejestracji w Bazie Danych Odpadowych i związaną z nią elektronizacją, przedsiębiorcy z pewnością dostrzegą również propozycję wydłużenia okresu, w którym możliwe jest sporządzanie dokumentów ewidencji odpadów w formie papierowej, do końca 2020 roku. Zadowolenie musi budzić ponadto fakt, że projektodawca uwzględnił pojawiające się z wielu stron rekomendacje przesunięcia terminu składania obowiązkowych sprawozdań, jednak pewne wątpliwości budzi tryb w którym takie przesunięcie może się odbyć. Wprowadzany do uchwalonej na początku marca 2020 roku specustawy „koronawirusowej” przepis art. 15zze deleguje na ministra finansów kompetencję do wydania rozporządzenia, w którym określiłby inne terminy wypełniania obowiązków w zakresie ewidencji oraz sporządzania, zatwierdzenia, udostępnienia i przekazania do właściwego rejestru, jednostki lub organu sprawozdań lub informacji, o których mowa w ustawie o rachunkowości. Konstrukcja ustawowa generuje wobec tego konieczność wydania nowych aktów prawnych, co może powodować pewne zamieszanie. Rekomendowanym podejściem byłoby jednak odraczanie i zawieszanie terminów mocą ustawy, tak by uniknąć chaosu powodowanego koniecznością bieżącego śledzenia przez uczestników życia gospodarczego dzienników ustaw w celu uzyskania informacji, czy zostało wydane odpowiednie rozporządzenie.

Jednocześnie dostrzegamy negatywny przykład wydłużania ustawowych terminów. Wśród propozycji przedstawionych w projekcie znajduje się przepis przedłużający o aż trzy miesiące termin wydania interpretacji indywidualnej w odniesieniu do wniosków złożonych i nierozpatrzonych przed wejściem w życie ustawy. Uważamy, że biznes potrzebuje – szczególnie w tej chaotycznej sytuacji – minimum stabilizacji umożliwiającej uregulowanie swoich stosunków prawnych. Nie ma zatem żadnego uzasadnienia dla tego, by wydłużony został termin wydawania interpretacji, zwłaszcza że aktywność organów podatkowych w trakcie stanu epidemii będzie z naturalnych przyczyn ograniczona. Apelujemy o wycofanie się z tej regulacji.

W zakresie swoistej deregulacji, czy udrażniania procedur, za godne pochwały uznajemy również przepisy wydłużające termin składania wniosków o udzielenie prawa pobytu, a także przedłużające już wydane karty pobytu. To bardzo ważny obszar, szczególnie z punktu widzenia rynku pracy, który w wielu branżach już w tej chwili w dużej mierze opiera się na imigrantach zarobkowych z zagranicy. Dostrzegamy jednocześnie możliwość jeszcze dalej idących zmian, tj. wydłużenia czasu obowiązywania zarejestrowanych oświadczeń o powierzeniu pracy cudzoziemcowi, upłynnienia procedur w sytuacji, w której podstawą legalizacji pobytu cudzoziemca w Polsce są okoliczności inne niż praca (np. nauka), czy też elektronizacji pewnych elementów procedur (np. w formie umożliwienia odbierania zarejestrowanych oświadczeń o powierzeniu pracy cudzoziemcom, drogą elektroniczną).

Na aprobatę zasługują również niektóre z zaproponowanych przepisów podatkowych, m.in. umożliwienie odliczenia straty poniesionej w 2020 roku od dochodu z 2019 roku (do kwoty 5 mln zł), o ile przychody uzyskane w 2020 roku byłyby co najmniej o 50 proc. niższe niż w 2019 roku. Jest to rozwiązanie ukierunkowane oczywiście na przyszłość, nie natychmiastową pomoc, jednak może stanowić dla wielu firm cenny impuls w procesie odbudowy biznesu. Pozytywnie należy również ocenić odroczenie podatku od sprzedaży detalicznej do 1 stycznia 2021 roku. Wejście w życie jakichkolwiek nowych obciążeń fiskalnych w trakcie roku, w którym mamy do czynienia z tak głębokim problemem gospodarczym wywołanym pandemią, byłoby całkowicie nieakceptowalne. Na uwagę zasługuje również umożliwienie samorządom wprowadzenia za część 2020 roku zwolnienia z podatku od nieruchomości o charakterze podmiotowym, mianowicie obejmującym przedsiębiorców których płynność finansowa uległa pogorszeniu w związku z ponoszeniem negatywnych skutków epidemii. W ramach obowiązującego reżimu prawnego, zwolnienia od podatku od nieruchomości ustanawiane przez gminę, mogą mieć charakter wyłącznie przedmiotowy – wprowadzenie takiej możliwości należy zatem uznać za jak najbardziej potrzebne posunięcie. Jedyne wątpliwości dotyczyć mogą skali przedstawionych działań. O ile zapowiadane koszty realizacji postanowień „tarczy” muszą budzić wrażenie, o tyle są państwa, które w zakresie rozwiązań podatkowych idą nieco dalej. W Danii zdecydowano się na przyznanie firmom dotkniętym negatywnym skutkom koronawirusa ulg podatkowych o wartości 20 miliardów dolarów (czyli w praktyce mniej więcej równowartości całego filaru „tarczy” ukierunkowanego na wsparcie przedsiębiorców, wliczając w to, poza bezpośrednimi ulgami i świadczeniami, instrumenty płynnościowe, tj. m.in. gwarancje). Wielka Brytania zdecydowała się zamrozić pięć różnego rodzaju danin, zaś Norwegia rozważa redukcję obniżonej stawki VAT z poziomu 12 proc. do 8 proc. Rozwiązania podatkowe są na pewno godnym aprobaty elementem tarczy, jednak poddajemy pod rozwagę możliwość ich rozszerzenia. Za przykładową propozycję dodatkowej regulacji należałoby rozszerzyć możliwość kasowego rozliczania podatków dochodowych i podatku VAT na wszystkich podatników. Kryzysowa sytuacja już w tej chwili powoduje narastanie zatorów płatniczych, które w kombinacji z koniecznością uiszczenia danin publicznoprawnych mogą wiązać się z zachwianiem płynności nawet relatywnie sporych podmiotów. Dlatego też wprowadzenie na czas epidemii możliwości kasowego rozliczenia dla wszystkich powinno stanowić pozytywny impuls dla gospodarki.

Krokiem w dobrym kierunku jest „rozluźnienie” zakazu handlu w niedzielę, poprzez czasowe umożliwienie rozładowywania, przyjmowania i ekspozycji towaru pierwszej potrzeby w tym dniu. Pozytywnie oceniając tę propozycję, stoimy na stanowisku że ostatecznie przyjęte rozwiązanie powinno iść znacznie dalej i zakładać czasową rezygnację z zakazu handlu w ogóle. Tym samym możliwe stałoby się „rozładowanie” ruchu w sklepach, co jest z pewnością pożądane z punktu widzenia ograniczania dalszego rozpowszechniania się wirusa. Trzymając się wątku handlu, pragniemy ponadto przypomnieć nasze, opublikowane wcześniej rekomendacje, odnoszące się do umożliwienia sprzedaży na odległość szerszego katalogu produktów, w tym m.in. leków na receptę, czy alkoholu. Uważamy, że szczególnie w sytuacjach takich jak pandemia wyjątkowo zaraźliwego wirusa, potencjał handlu online powinien być wykorzystywany.

Pandemia koronawirusa stanowi ogromny problem z punktu widzenia toczących się postępowań administracyjnych i sądowych. Zwracaliśmy na to uwagę w naszym poprzednim stanowisku, dlatego cieszyć musi fakt, że projektodawca również pochylił się nad tego rodzaju trudnościami, z którymi mierzą się zarówno przedsiębiorcy, jak i obywatele nieprowadzący działalności gospodarczej. Co interesujące, w toku procesu przygotowywania „tarczy” pojawiły się uzupełniające się koncepcje rozwiązania tego problemu. W przedstawionym projekcie zawarto przepisy umożliwiające zawieszenie postępowania lub kontroli prowadzonych na podstawie Ordynacji podatkowej, a także kontroli celno-skarbowej, przez organ – z urzędu lub na wniosek – w razie ogłoszenia stanu zagrożenia. Ponadto, minister finansów miałby prawo wydać rozporządzenie, którym zawiesiłby te postępowania i kontrole, wskazując w nim nie tylko okres, na który następuje zawieszenie, lecz również jego zakres terytorialny. Możliwe byłoby zatem zawieszenie postępowań tylko w części kraju, podczas gdy w innych regionach postępowania toczyłyby się „jak w normalnych warunkach”, mimo ograniczeń wywołanych pandemią. Co więcej, projekt przewiduje że Rada Ministrów mogłaby – również rozporządzeniem – wstrzymać administracyjne postępowania egzekucyjne należności pieniężnych, na analogicznych zasadach. Ministerstwo Sprawiedliwości w swoim projekcie przepisów zaproponowało zawieszenie biegu terminów w postępowaniach sądowych, administracyjnych, egzekucyjnych w administracji i innych postępowaniach prowadzonych na podstawie ustawy. Uznając propozycje zawarte w projekcie za bardzo potrzebne (chociaż w naszym przekonaniu zawieszenie postępowań powinno mieć charakter generalny i odbywać się w automatycznie, jako konsekwencja przepisów umieszczonych bezpośrednio w ustawie – uwaga jest zatem analogiczna do tej przedstawionej wobec możliwości przesunięcia terminu składania sprawozdań), postulujemy uzupełnienie ich o rozwiązanie postulowane przez Ministerstwo Sprawiedliwości i z pewnością oczekiwane przez podmioty gospodarcze.

Projekt zawiera szereg zmian o charakterze co najmniej zaskakującym. Proponuje się bowiem m.in. bardzo głęboką ingerencję w stosunki wynikające z umów najmu lokali, zarówno mieszkalnych jak i o innym przeznaczeniu. Zgodnie z przedstawionymi regulacjami, obowiązujące umowy najmu miałyby być automatycznie wydłużane do dnia 30 czerwca 2020 roku, na dotychczasowych warunkach, na podstawie oświadczenia woli najemcy. Co prawda przewidziano od tej reguły wyjątki (z prawa takiego nie mogliby skorzystać najemcy pozostający w zwłoce z zapłatą opłat za używanie lokalu), jednak zaproponowany przepis w bardzo istotnym stopniu ogranicza swobodę dysponowania swoim majątkiem przez wynajmujących. Jeszcze ciekawsza jest propozycja, by obowiązujące umowy najmu nie mogły być wypowiedziane przez najemcę, w okresie do 30 czerwca 2020 roku. W tym przypadku ingerencja wydaje się być jeszcze głębsza, jako że przewidziano możliwość wyjątkowego wypowiedzenia umowy np. w sytuacji, w której najemca wynajął, podnajął albo oddał do bezpłatnego używania lokal lub jego część bez pisemnej zgody właściciela, lecz nie wówczas gdy najemca jest w zwłoce z zapłatą czynszu lub innych opłat za używanie lokalu. Tym samym, projektodawca de facto uniemożliwił wynajmującym wypowiedzenie umów najmu lokatorom, którzy nie uiszczają opłat za używanie lokalu. Jest to regulacja, którą w tym kształcie trudno jest poprzeć. Innym przykładem propozycji ukierunkowanej na ustawowe uregulowanie stosunków najmu jest propozycja obniżenia o 90% czynszu najemców lokali w galeriach handlowych, którzy zostali objęci faktycznym czasowym zakazem prowadzenia działalności z uwagi na specjalne środki bezpieczeństwa wprowadzone w związku z przeciwdziałaniem epidemii. Zwracamy uwagę na fakt, że jest to – analogicznie – bardzo głęboka ingerencja w stosunki umowne, wiążąca się z poważnymi konsekwencjami po stronie wynajmujących. Jednocześnie, aby regulacja miała charakter kompleksowy, należałoby uwzględnić w niej również sytuację przedsiębiorców, którzy dalej prowadzą działalność gospodarczą, jednak w znacznie ograniczonym stopniu. Adekwatnym rozwiązaniem mogłoby być w ich przypadku automatyczne przejście na czynsz uzależniony od wysokości obrotu (jeżeli umowa taki przewiduje), bez czynszu minimalnego. Dodatkowo, najemcy zwracają uwagę również na potrzebę obniżenia opłat za inne należności wynikające z umowy najmu przestrzeni handlowej, np. za korzystanie z lobby. Co znamienne, w projekcie nie przewidziano ustawowej redukcji czynszów za najem nieruchomości od spółek skarbu państwa czy innych podmiotów publicznych – wydaje się, że skoro celem projektodawcy jest stosunkowo szeroko pojęta ochrona najemców, również ten obszar powinien być przez niego zaadresowany.

Nie sposób uciec od oceny tych elementów projektu, które wiążą się z konkretną pomocą finansową – czy to w formie dofinansowania wynagrodzeń, wypłaty świadczeń, czy też udostępnienia pożyczek. W projekcie przewidziano pewien instrument, który konstrukcyjnie jest wprost idealnie przystosowany do zabezpieczenia płynności finansowej najmniejszych firm. Chodzi tu o pożyczki udzielane mikroprzedsiębiorcom przez starostów, pochodzące ze środków Funduszu Pracy. Procedura jest maksymalnie uproszczona – o pożyczkę może ubiegać się każdy mikroprzedsiębiorca, który prowadził działalność gospodarczą przed 1 marca 2020 roku, a formą zabezpieczenia jest domyślnie weksel własny in blanco. Niestety, podstawowym problemem tego instrumentu jest bardzo mała kwota maksymalna pożyczki, ustanowiona na poziomie 5 tysięcy złotych. Są to środki całkowicie nieprzystające do celu pożyczki, jakim ma być – zgodnie z przepisami – „pokrycie bieżących kosztów prowadzenia działalności gospodarczej”. Dysproporcja ta widoczna jest jeszcze mocniej, jeśli uwzględni się fakt, że pożyczka ulega umorzeniu (wraz z odsetkami), jeśli mikroprzedsiębiorca przez pół roku od jej udzielenia nie zmniejszy stanu zatrudnienia w stosunku do końca lutego 2020 roku. Taka konstrukcja wskazuje, że projektodawca chce premiować mikroprzedsiębiorców utrzymujących zatrudnienie mimo trudniejszego gospodarczo czasu. Niestety, kwota 5 tysięcy złotych nie skłoni żadnego przedsiębiorcy zatrudniającego pracowników do utrzymania stanu zatrudnienia w warunkach gwałtownie malejących przychodów. Omawiane rozwiązanie jest wobec tego konstrukcyjnie generalnie zbieżne z postulowanym przez nas kierunkiem szybkich, łatwych w dostępie i tanich pożyczek dla najmniejszych firm, jednak kwota przewidzianego w tym zakresie wsparcia jest zdecydowanie niewystarczająca. Uważamy, że tego rodzaju pożyczki powinny być dostępne w kwocie do 15 proc. przychodów za rok poprzedni, lecz nie więcej niż 300 tys. zł.

Podstawową słabością pozostałych instrumentów pożyczkowych jest z kolei zbyt wysoki poziom sformalizowania oraz zbyt długi czas na wydanie decyzji w kwestii udzielenia wsparcia. Przedsiębiorca ubiegający się o „pomoc na ratowanie” powinien złożyć m.in. analizę i ocenę sytuacji finansowej za ostatnie 2 lata obrotowe oraz wszelką dokumentację taką jak sprawozdania finansowe i raporty biegłego rewidenta z badań sprawozdań, podczas gdy minister rozwoju lub Agencja Rozwoju Przemysłu ma mieć 30 dni na ocenę merytoryczną i formalną wniosku. Część przedsiębiorców potrzebujących pomocy może nie przetrwać skumulowanego okresu potrzebnego na zgromadzenie niezbędnej dokumentacji oraz, następnie, poświęconego przez ministra lub ARP na analizę wniosku. Pomoc musi być udzielana szybciej, w związku z czym zasadne wydawałoby się skrócenie tego terminu i uproszczenie procedury.

Uzupełniając powyższą uwagę należy zwrócić uwagę na wysoki poziom rozdrobnienia przewidywanych instrumentów pomocowych, co z pewnością nie wpływa na przejrzystość systemu wsparcia. Poszczególne instrumenty przypisane są do różnych instytucji, obowiązują w ich przypadku odmienne procedury i formularze. Wydaje się, że w celu uproszczenia systemu zasadne byłoby jego skoncentrowanie i przyznanie jasnej kompetencji do dystrybuowania pomocy jednej-dwóm instytucjom, z innymi odgrywającymi co najwyżej rolę pomocniczą. Dodatkowo konieczne jest maksymalne odformalizowanie procedury. Nadmierny poziom biurokracji i wydłużające się terminy ograniczą dostępność instrumentów dla tych podmiotów, które koniecznie ich potrzebują.

Analogiczne zastrzeżenie można mieć do konstrukcji wypłaty świadczeń „postojowych” dla samozatrudnionych i osób zatrudnionych na podstawie umów cywilnoprawnych. Świadczenie to wypłacane jest wyłącznie wówczas, gdy w następstwie wystąpienia COVID-19 doszło do trwającego nieprzerwanie co najmniej 30 dni kalendarzowych przed miesiącem złożenia wniosku przestoju w działalności samozatrudnionego albo zleceniodawcy lub zamawiającego, z którymi została zawarta umowa cywilnoprawna. Zakładając, że wnioskodawca spełnia kryteria przychodowe i inne określone w projekcie (m.in. brak dofinansowania do wynagrodzeń udzielonego zleceniodawcy), ZUS wypłaca mu świadczenie w terminie nie dłuższym niż 30 dni od „dnia wyjaśnienia ostatniej okoliczności niezbędnej do jego przyznania”. Jako że pierwszy przypadek zakażenia koronawirusem w Polsce odnotowano 8 marca, pierwsze 30-dniowe nieprzerwane przestoje nastąpią najpewniej dopiero w kwietniu. W maju możliwe stanie się zatem złożenie wniosku o udzielenie tego jednorazowego (!) świadczenia, które przez ZUS wypłacone zostanie w ciągu 30 dni, lecz nie od dnia wpłynięcia wniosku, tylko od dnia wyjaśnienia ostatniej okoliczności niezbędnej do jego przyznania. Wcale niewykluczone zatem, że pierwsze świadczenia wypłacone byłyby w czerwcu lub lipcu, co całkowicie podważa sens udzielania tego rodzaju wsparcia.

Zarzut zbytniego skomplikowania należy postawić również systemowi wsparcia zatrudnienia. O ile sama jego koncepcja wydaje się być zrozumiała i zasadna, o tyle – ponownie – zdecydowano się na rozdzielenie finansowania na dwa strumienie pieniężne: jeden pochodzący z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych (który, notabene, będzie musiał z pewnością być zasilony gigantycznymi środkami w celu realizowania tego zadania), administrowany przez wojewódzkie urzędy pracy, drugi pochodzący z Funduszu Pracy i administrowany przez starostów. W sytuacji nadto już dokuczliwego chaosu spowodowanego epidemią, generowanie dodatkowych komplikacji systemu wydaje się być całkowicie niezasadne. Zwłaszcza, że nie zdecydowano się na wykorzystanie taniego i efektywnego modelu sprawdzonego przy okazji realizacji programu „500+”, to jest automatycznych wypłat dla podmiotów objętych programem. Zamiast tego, mamy procedurę wnioskową, w ramach której uzyskanie dofinansowania jest uzależnione od wykazania utraty przychodów, a w niektórych przypadkach wiąże się również z podejmowaniem osobnych ustaleń z organizacjami związkowymi. Wszystko to powoduje, że od systemu wsparcia automatycznie odcięte mogą być podmioty najsłabsze, niedysponujące zasobami do analizowania i realizacji tych zadań biurokratycznych, zaś do reszty pomoc może trafić z istotnym opóźnieniem, co naraża polską gospodarkę na redukcję miejsc pracy liczoną w setkach tysięcy etatów. Dodatkowo rozważyć należałoby zniesienie limitu ograniczenia wymiaru czasy pracownika do połowy etatu i wprowadzenie możliwości ograniczenia wymiaru czasu pracy o połowę aktualnego wymiaru zatrudnienia. Doprecyzowując, należałoby również wskazać wyraźnie moment, od którego mogą być realizowane regulacje dotyczące dofinansowania z FGŚP i zmian w zakresie zatrudnienia (czy np. liczy się to od 14 marca, czyli od dnia wprowadzenia stanu zagrożenia epidemicznego).

Interesujące są ponadto propozycje zgłoszone przez ZUS i UOKiK. Trudno zrozumieć, dlaczego Zakład zdecydował się na „ukrycie” w swojej propozycji regulacji świadczeń postojowych, wprowadzenia obowiązku każdorazowego informowania go o zawarciu jakiejkolwiek umowy o dzieło. Wydaje się, że jest to całkowicie niezwiązane z podstawowym celem pakietu i jako takie powinno stanowić propozycję analizowaną w ramach osobnego procesu legislacyjnego.

Z zadowoleniem odnotowujemy tymczasem deklaracje Prezesa UOKiK o wycofaniu się ze szkodliwej propozycji regulacji rynku kredytu konsumenckiego. Należy docenić ten wyraz autorefleksji i mieć nadzieję, że podobny los spotka inny postulat zakładający wprowadzenie możliwości ustanawiania cen maksymalnych określonych produktów (czyli de facto mechanizmu zaburzania prawa popytu i podaży, który nie zadziałał skutecznie nigdy w historii).

Reasumując, istotną część rozwiązań zawartych w projekcie „tarczy” możemy ocenić pozytywnie. Jednocześnie, rozbudowana warstwa administracyjno-biurokratyczna zaproponowana przez projektodawcę, jak i rozdrobnienie poszczególnych strumieni wsparcia, może znacznie zmniejszyć efektywność udzielanej pomocy. Wydaje się ponadto, że z uwagi na szczególny charakter wyzwania, z którym przychodzi się mierzyć polskiej gospodarce, zasadne byłoby uruchomienie szczególnych, tj. niekonwencjonalnych środków, i podjęcie odważnego wysiłku deregulacyjnego. Liczymy wobec tego na skłonność projektodawcy do dalszej pracy nad projektem i uwzględnienie przedstawionych w powyższym stanowisku uwag.

Pandemia topi rynki, a panika napędza umocnienie dolara amerykańskiego

Miniony tydzień charakteryzował się bardzo silną zmiennością na rynkach finansowych. Jak w kontekście zamieszania związanego z koronawirusem radził sobie rynek walutowy?

Drastyczne środki podjęte przez państwa, mające ograniczyć rozprzestrzenianie się wirusa, w ostatnich dniach siały spustoszenie na światowych rynkach finansowych. Reakcją inwestorów była ucieczka od ryzyka i skupowanie bezpiecznego (zdaniem inwestorów) dolara amerykańskiego. Każda główna waluta doświadczyła istotnej wyprzedaży w relacji do dolara. Sile amerykańskiej waluty poddał się nawet japoński jen. Największe straty notowały jednak waluty krajów, których gospodarki uzależnione są od wydobycia ropy naftowej, czyli surowca, którego cena w ostatnim czasie leciała na łeb, na szyję. Dołożyło się to do ogólnej atmosfery strachu, która i tak nie sprzyjała tym walutom.

W tym tygodniu opublikowane zostaną dane, które pozwolą zacząć określać skalę strat spowodowanych epidemią. We wtorek poznamy wstępne marcowe odczyty indeksów aktywności biznesowej PMI dla strefy euro i Wielkiej Brytanii, z kolei w czwartek w Stanach Zjednoczonych opublikowany zostanie zyskujący na znaczeniu cotygodniowy raport o liczbie zadeklarowanych wstępnych bezrobotnych. Wszystkie wspomniane odczyty najpewniej pokażą, że sytuacja z jaką mamy do czynienia jest najgorsza w historii. Dla rynku walutowego istotniejsze będą jednak informacje o zakażeniach w krajach, które albo już wprowadziły istotne środki ostrożnościowe, wskazując obywatelom pozostanie w domach, albo rozważają tego typu krok. Trwałość umocnienia dolara amerykańskiego może zostać poddana w wątpliwość w związku z istotnym pogarszaniem się sytuacji w kontekście koronawirusa w Stanach Zjednoczonych – zwłaszcza jeśli analogiczne dane dotyczące sytuacji Włoch i Hiszpanii przestaną się pogarszać.

Stoimy obecnie przed niespotykanym dotąd w historii kryzysem gospodarczym. Są jednak kwestie budzące nadzieję. Na bezprecedensową sytuację światowe banki centralne i rządy przygotowują równie bezprecedensowe rozwiązania. Wydatki publiczne, gwarancje kredytowe i zastrzyki płynności na ogromną skalę są ogłaszane praktycznie każdego dnia. Biorąc pod uwagę, że rządy zdają się być gotowe do zrobienia wszystkiego, co trzeba, powrót do sytuacji gospodarczej zbliżonej do tej sprzed wybuchu epidemii może być możliwy, jak tylko uda się ujarzmić koronawirusa.

PLN

Ubiegły tydzień przyniósł kontynuację słabości polskiego złotego. Podobnie jak inne waluty EM, w związku z rynkowym odwrotem od ryzyka, złoty był wyprzedawany i tracił w relacji do głównych walut. Walucie nie pomogły też działania krajowych decydentów, którzy rozluźnili politykę pieniężną, ogłaszając przeprowadzanie kilku rodzajów operacji (w tym skupu obligacji) i istotnie obniżając stopy procentowe. Oprócz powyższych, otrzymaliśmy również informacje o działaniach rządu w kontekście walki ze skutkami koronawirusa mające obejmować zarówno bezpośrednie wsparcie finansowe (szczególnie dla pracowników), zmiany regulacyjne, jak i dodatkową płynność. W najbliższych dniach dla złotego dane makroekonomiczne z kraju nie będą miały znaczenia. Wygląda też na to, że bardziej istotne od wieści dotyczących walki z koronawirusem w Polsce będą te dotyczące sytuacji globalnej.

GBP

W zeszłym tygodniu funt brytyjski otrzymał większy cios niż wspólna europejska waluta. Za deprecjacją szterlinga stała między innymi nagła zmiana retoryki gabinetu Borisa Johnsona, który obecnie stwierdza, że w celu powstrzymania wirusa niewykluczone jest wprowadzenie lockdownu. Bank Anglii zdecydował się na kolejną obniżkę stóp procentowych, jednocześnie ogłaszając dodatkowy skup aktywów o wartości 200 mld funtów, jak również zwiększając program mający wspierać sytuację finansową małych i średnich przedsiębiorstw. Odczyty indeksów PMI dla Wielkiej Brytanii, które poznamy we wtorek, bez wątpienia pokażą dramatyczne załamanie aktywności przedsiębiorstw. Niemniej w tym tygodniu ważniejsze będzie czwartkowe spotkanie decyzyjne Banku Anglii, które ma odbyć się pomimo drastycznych środków, jakie bank ogłosił podczas nadzwyczajnego posiedzenia w zeszłym tygodniu.

EUR

Biorąc pod uwagę stan pełnej kwarantanny we Włoszech i Hiszpanii, jak i szereg rosnących ograniczeń wprowadzanych w innych gospodarkach bloku walutowego, można bez wątpienia stwierdzić, że strefę euro czeka ostra recesja. Ulgę państwom wspólnego bloku przynieść jednak powinny agresywne działania Europejskiego Banku Centralnego, który w ubiegłym tygodniu zobowiązał się do dodatkowego skupu aktywów o wartości 750 mld EUR, wspierając tym samym rynek obligacji rządowych, co pozwoli państwom na sfinansowanie ogromnych deficytów fiskalnych bez obawy o sytuację rynku. W istocie, gwałtowny spadek spreadów obserwowany w ostatnich trzech dniach jest promykiem nadziei wyzierającym ponad chmury posępnych wieści.

W najbliższym czasie będziemy pilnie obserwować codzienne dane o nowych zakażeniach, licząc na to, że drastyczne rozwiązania wprowadzone w ostatnich tygodniach pozwolą na rozpoczęcie „wypłaszczenia” krzywej pandemii.

USD

Pierwotnym instynktem uczestników rynku walutowego w sytuacji globalnego kryzysu jest lgnięcie do „bezpiecznego” dolara amerykańskiego. Obecna pandemia, przynajmniej do tej pory, nie stanowiła wyjątku od tej zasady. Umocnienie amerykańskiej waluty wspierał fakt, że Europa do tej pory otrzymała największy cios w kontekście wirusa. Należy jednak zaznaczyć, że porównywalnie lepsza sytuacja w USA może wiązać się z ograniczoną liczbą testów jakie dotychczas przeprowadzono w tym kraju. Co warte uwagi, w momencie pisania niniejszego komentarza Stany Zjednoczone prześcignęły Włochy w liczbie odnotowywanych dziennie nowych przypadków zakażeń. Wzrost liczby przeprowadzanych testów będzie objawiał się pogorszeniem statystyk, ograniczając potencjał dolara amerykańskiego do dalszej aprecjacji z obecnych poziomów. W najbliższym czasie oczekujemy ogłoszenia pakietu działań fiskalnych w USA w odpowiedzi na kryzys i czekamy na czwartkowe dane dotyczące liczby zadeklarowanych wstępnych bezrobotnych w Stanach Zjednoczonych, które zgodnie z naszymi oczekiwaniami będą najgorsze w historii.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Branża pożyczkowa zagrożona propozycjami UOKiK

W sobotę, 21 marca, do projektu ustawy o zmianie ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych dodano propozycje poszczególnych resortów i urzędów administracji publicznej. Podmioty zrzeszone w ZPF oceniają propozycje UOKiK jako prowadzące do likwidacji legalnie działającej części sektora rynku finansowego i wyrażają wobec nich zdecydowany sprzeciw. Nie zapewniają one bowiem efektów minimalizujących skutki rozprzestrzeniania się wirusa SARS-CoV-2, lecz je wzmacniają.

UOKiK proponuje, aby na wniosek kredytobiorcy, kredytodawca był zobowiązany zawiesić spłatę kredytu konsumenckiego albo kredytu hipotecznego na okres 365 dni (po tym terminie bowiem proponowane przepisy miałyby stracić swoją moc). Kolejną propozycją UOKiK jest ograniczenie maksymalnych pozaodsetkowych kosztów kredytu konsumenckiego do:

  1. 15% + 6% całkowitych kosztów kredytu w skali roku dla kredytów i pożyczek o okresie spłaty powyżej 30 dni
  2. 5% całkowitych kosztów kredytu dla kredytów i pożyczek o okresie spłaty do 30 dni
  3. 45% całkowitych kosztów kredytu w całym okresie kredytowania.

– Propozycja obniżenia limitu kosztów pozaodsetkowych kredytu w żaden sposób nie została zmierzona co do jej skutków, stąd decyzja o jego wdrożeniu, niemająca aktualnie żadnego merytorycznego uzasadnienia, w okresie wpadania w kryzys jest szczególnie ryzykowna – wskazuje Andrzej Roter, Prezes Zarządu ZPF. – Brak jest możliwości zmierzenia tych skutków natychmiast, czyli w tempie prac nad propozycjami włączonymi w pakiet antykryzysowy, więc ewentualna merytoryczna dyskusja nad tą kwestią powinna być przeniesiona na czas, kiedy dzięki pogłębionym analizom będziemy mogli podjąć merytoryczną próbę zweryfikowania także skutków w postaci osłabienia instrumentarium służącego wychodzeniu z kryzysu i przywracania efektywności procesów gospodarczych.

W obecnej sytuacji przewidywać już można – także na podstawie historycznych doświadczeń – szereg konsekwencji tak drastycznego obniżenia limitu kosztu kredytu konsumenckiego.

  1. W okresie kryzysu ryzyko ogólnogospodarcze i koszty ryzyka kredytowego istotnie wzrastają. Instytucje finansowe, racjonalnie i profesjonalnie realizujące polityką kredytową, będą zmuszone ograniczyć grupę docelową klientów oraz dostępność produktów kredytu konsumenckiego. To zaś oznacza, że nawet przy utrzymaniu aktualnego poziomu limitu kosztów, znacznie wzrośnie skala wykluczenia z rynku kredytowego, jeszcze przed pandemią wynoszącą ok. 20%.
  2. Proponowane obniżenie limitu wpłynie negatywnie na pozycję finansową banków, zwiększając ich zapotrzebowanie na kapitał, ograniczając możliwości efektywnego wykorzystania instrumentarium związanego z poluźnieniem wymogów kapitałowych i zdolności do utrzymania aktywności kredytowej. Ta jest zaś niezbędna do zachowania procesów gospodarczych w okresie pandemii i do wychodzenia z kryzysu po jej ustaniu.
  3. Proponowany limit wpłynie również negatywnie na wiarygodność płatniczą instytucji pożyczkowych, korzystających z zewnętrznych źródeł finansowania bieżącej działalności pożyczkowej – w tym wobec posiadaczy obligacji emitowanych przez instytucje pożyczkowe oraz wobec banków, w części również finansujących działalność pożyczkową kredytem. W efekcie należy spodziewać się nawet utraty wyłożonych w ten sposób środków. Wskutek tego w przypadku wielu firm sektora pożyczkowego dojdzie do całkowitego zatrzymania strumienia przychodów z bieżącej działalności. To spowoduje poważne zawirowanie na rynku kapitałowym, jednocześnie znacząco osłabiając potencjał gospodarki do odtworzenia sprawności procesów gospodarczych po ustaniu pandemii.
  4. Obniżenie limitu wpłynie na „zerową” skłonność banków do zaoferowania oprocentowania depozytów dla klientów indywidualnych, mogących wyrażać zainteresowanie lokowaniem oszczędności w bankach. Oferowane warunki depozytów wywołają ich dynamiczny odpływ z banków oraz wzrost skłonności lokowania w bardziej ryzykowne, ale proponujące wyższy zwrot produkty finansowe. Często, niestety, także w przedsięwzięcia o charakterze wyłudzeń, niekiedy wielkiej skali, z czym mieliśmy już do czynienia w historii rynku finansowego ostatnich lat w Polsce. Jego efektem będzie obniżenie zaufania do całego systemu finansowego i do państwa, które w odniesieniu do zorganizowanych z premedytacją przestępstw, wyłudzeń nie wykazywało dotąd wystarczającej skuteczności w ich przeciwdziałaniu.
  5. Aktualne wyniki badań, prowadzonych przez Instytut Rozwoju Gospodarczego SGH i ZPF pokazują, że co najmniej 13,2% klientów sektora kredytowego spośród tych, którym zostanie kredyt odmówiony, zwróci się o to finansowanie do podziemia pożyczkowego. Już tylko wykluczenie połowy klientów sektora pożyczkowego (wariant i tak optymistyczny) sprawi że pojawi się nawet ponad 100 tysięcy osób, które wpadną w szpony mafii pożyczkowej. To zaś oznacza, że mafia pożyczkowa pozostanie bezkarna.
  6. Obniżenie limitu kosztów to w efekcie także drastyczne ograniczenie wpływów z podatków CIT, PIT i VAT – szacunki tylko branży instytucji pożyczkowych wskazują na możliwe uszczuplenie dochodów nawet o kwotę przekraczającą 2 miliardy złotych rocznie, co ograniczy źródła finansowania pomocy ze strony budżetu państwa dla gospodarki.
  7. Obniżenie limitu jest praktycznie jednoznaczne z likwidacją nawet 40 tysięcy miejsc pracy w sektorze pożyczkowym i sektorach blisko powiązanych, w tym m.in. pośrednictwa finansowego, usług outsourcingu, a także dostarczania danych czy rozwiązań z zakresu nowoczesnych technologii. Tym samym powiększą się koszty koniecznego wsparcia ze strony budżetu państwa dla pracowników tych sektorów w wyniku utraty miejsca zatrudnienia.

Jednocześnie nastąpi ograniczenie możliwości oferowania produktów klientom dokonujących zakupów online. Obniżenie limitu kosztów kredytu spowoduje ogromne straty wielu sektorów gospodarki, oferujących swoje produkty i usługi do sprzedaży w kanale online, finansowanej w znacznej części w modelu tzw. odroczonej płatności. Tym samym należy przewidywać poważne ograniczenie bieżącego funkcjonowania w wielu obszarach gospodarki, przesuwającej się dynamicznie do modelu sprzedaży online w okresie pandemii. Już w roku 2019 e-commerce miał wartość około 50 mld zł, rósł w tempie 20% rocznie, z którego korzystało około 18 milionów klientów. W efekcie wrosną koszty koniecznego wsparcia dla tych sektorów, zmuszonych do powiększania skali wypowiedzeń i likwidacji miejsc pracy.

– Należy też podkreślić, że czas kryzysu wywołanego pandemią, wbrew pojawiającym się opiniom w kręgach rządowych, może się okazać tylko i wyłącznie korzystnym dla mafii pożyczkowej, działającej poza oficjalnym i profesjonalnym obrotem – dodaje Andrzej Roter, Prezes Zarządu ZPF. – Wskaźnik tzw. odmów udzielenia finansowania już przed wybuchem pandemii wyniósł w branży pożyczkowej 60 proc. Nie ma żadnego merytorycznego uzasadnienia do twierdzenia, że w sytuacji drastycznego podwyższenia ryzyka kredytowego, profesjonalne instytucje pożyczkowe, miałby zwiększać swój apetyt na ryzyko, ryzykując nie tylko brak możliwości spłaty swoich zobowiązań wobec inwestorów, ale i utratę możliwości prowadzenia działalności gospodarczej.

Darmowe gorące napoje na stacjach ORLEN dla służb walczących z koronawirusem

PKN ORLEN wesprze służby bezpośrednio zaangażowane w walkę z epidemią koronawirusa. Od dziś na stacjach ORLEN pracownicy pogotowia ratunkowego, policji, straży pożarnej, straży miejskiej, wojska, straży granicznej oraz Inspekcji Transportu Drogowego obsługiwani będą poza kolejnością i otrzymają bezpłatnie wybrany gorący napój. PKN ORLEN konsekwentnie zwiększa też bezpieczeństwo pracowników i klientów na stacjach paliw w całej Polsce. Dostawy paliw do całej sieci detalicznej koncernu są stabilne i przebiegają zgodnie z założonym harmonogramem.

– Dostrzegamy z jak wielkim zaangażowaniem i poświęceniem pracują przedstawiciele służby zdrowia i służb mundurowych. Ich praca jest nieoceniona. Wykonując swoje codzienne obowiązki korzystają ze stacji ORLEN. To oczywiste, że powinni być obsługiwani w pierwszej kolejności, otrzymają też bezpłatnie kawę lub herbatę – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN. – Jako firma odpowiedzialna społecznie, nie możemy pozostać obojętni w tym trudnym czasie. Nasze działania obejmują kilka obszarów. Staramy się, aby nasze wsparcie w walce z epidemią koronawirusa miało charakter kompleksowy. Nie zapominamy przy tym o zapewnieniu bezpieczeństwa naszych pracowników na stacjach paliw i klientów – dodaje Prezes Obajtek.

Włączając się w walkę z epidemią koronawirusa PKN ORLEN uruchomił m.in. produkcję płynu do dezynfekcji rąk w Zakładzie ORLEN OIL w Jedliczu, który w pierwszej kolejności przekazany został Agencji Rezerw Materiałowych. Na potrzeby pracowników służb medycznych zakupiono 5 tys. maseczek ochronnych. Dodatkowo Fundacja ORLEN przekazała na wsparcie szpitali 6 mln złotych. W działania wspierające walkę z epidemią wpisują się również obniżki cen paliw na stacjach ORLEN.

W celu zapewnienia bezpieczeństwa pracowników stacji paliw i ich klientów, wszystkie obiekty pod marką ORLEN są regularnie sprzątane i dezynfekowane. Przy kasach i na wejściu do większości stacji dostępny jest płyn do dezynfekcji rąk. Na niemal wszystkich stacjach zostały zamontowane bariery z pleksi zabezpieczające pracowników i klientów. W celu ochrony ich zdrowia, PKN ORLEN zapewnia też dodatkowe wyposażenie. Wszystkie stacje zostaną zaopatrzone w przyłbice ochronne i termometry do bezdotykowego mierzenia temperatury ciała.

Tankowanie paliwa przez klientów odbywa się w jednorazowych rękawiczkach, co nadzoruje pracownik stacji. Jeśli klient nie użyje jednorazowych rękawiczek, pistolet dystrybutora jest dezynfekowany przez pracownika. Pracownicy obsługujący klientów są wyposażeni w jednorazowe rękawiczki.

Punkty restauracyjne na stacjach są zamknięte. Funkcjonują strefy gastronomiczne z m.in. hot dogami, kanapkami, burgerami. Został jednak wprowadzony zakaz konsumpcji na terenie budynku stacji. Akcesoria do gorących napojów, takie jak wieczka do kubków czy mieszadełka, zostały wycofane ze stref samoobsługowych i są dostępne u pracowników.

Wprowadzone zostały ograniczenia związane z liczbą osób jednocześnie przebywających w budynku stacji. Na stacjach przy autostradach i drogach ekspresowych, czyli na tzw. Miejscach Obsługi Podróżnych może maksymalnie przebywać do 10 osób i do 1 osoby na małych stacjach. Stacje wyposażone w okienko do sprzedaży nocnej mogą prowadzić sprzedaż z wykorzystaniem tego rozwiązania. Informujemy klientów o konieczności zachowania odstępu przebywając w budynku stacji. Klienci są również zachęcani do płatności kartą lub za pomocą aplikacji ORLEN Pay lub VITAY bezpośrednio przy dystrybutorze. To rozwiązanie cieszy się dużym zainteresowaniem ze strony kierowców.

PKN ORLEN włączył się ponadto do rządowej kampanii edukacyjnej. Na stacjach paliw wywieszone są plakaty oraz udostępnione ulotki na temat zasad higieny, wpływające na minimalizowanie ryzyka zakażenia. Na wybranych stacjach tranzytowych wyświetlany jest film przygotowany przez Ministerstwo Zdrowia i Państwową Inspekcję Sanitarną. PKN ORLEN uruchomił dodatkowo wewnętrzną infolinię wsparcia dla stacji paliw.

Za mało pieniędzy na wsparcie firm w tarczy antykryzysowej

Dostępność pomocy dla przedsiębiorców jest w ustawie dotyczącej tarczy antykryzysowej bardzo ograniczona z powodu zbytniej biurokracji i przeznaczenia na ten cel zaledwie 800 mln zł.

Ustalenie limitów wydatków na takim poziomie wskazuje na brak zrozumienia powagi sytuacji. Dla przykładu jeśli średnie wsparcie dla przedsiębiorcy z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych w przeliczeniu na pracownika wynosić będzie wraz z ZUS około 2 000 zł, to pomocą w okresie 3 miesięcy można objąć tylko około 140 tys. pracowników. Czy wobec realnych zagrożeń gospodarki program kierowany do zaledwie 2%, może 3% zatrudnionych, biorąc pod uwagę także środki Funduszu Pracy u starostów jest realna pomocą?. Warto podkreślić, że dobrze, że pomoc będzie udzielana także przez Powiatowe Urzędy Pracy, tyle, że aby miała realny wymiar trzeba dodatkowych środków. Postulujemy na ochronę miejsc pracy minimum 3 mld zł z FGŚP i 3 mld zł z FP, wraz z możliwością odpowiednich zmian w planach finansowych tych funduszy.

Oznaczałoby to w przybliżeniu możliwość objęcia pomocą w okresie 3 miesięcy z tych dwóch instrumentów tj. przestoju i działań starosty – około 1 mln miejsc pracy. Dodatkowo potrzebne jest radykalne uproszczenie procedury przyznania pomocy przedsiębiorcy, uproszczony elektroniczny wniosek, czas na konsultacje ze związkami zawodowymi nie więcej niż 3 dni i zagwarantowanie rozpatrzenia wniosku i uruchomienia środków w terminie 10 dni od złożenia wniosku. Warto też rozważyć możliwość wydłużenia programu do 6 miesięcy.

Tylko wtedy zbudujemy realną pomoc dla przedsiębiorców i pracowników, która pozwoli przetrwać ten trudny okres chroniąc miejsca pracy.

Komentarz prof. Jacka Męciny, doradcy zarządu Konfederacji Lewiatan, Uniwersytet Warszawski

Tarcza antykryzysowa: pakiet osłonowy dla przedsiębiorców (projekt ustawy)

W ostatnich dniach do konsultacji przesłany został projekt ustawy, w którym przybliżone zostały kolejne szczegóły dotyczące rządowego pakietu osłonowego („tarcza antykryzysowa”) w związku z kryzysem wywołanym pandemią koronawirusa SARS-CoV-2.

Rozwiązania dotyczące terminu płatności podatku

  • Wydłużenie terminu na przekazanie przez płatników zaliczek na podatek od wynagrodzeń pobranych za marzec i kwiecień. Planuje się, że zapłata tych zaliczek będzie mogła być dokonana do 1 czerwca 2020 r.
  • Rezygnację z opłaty prolongacyjnej z tytułu rozłożenia na raty lub odroczenia terminu płatności podatków i zaległości podatkowych, które są dochodem budżetu państwa w przypadku złożenia wniosku w trakcie obowiązywania stanu epidemicznego i 30 dni po jego odwołaniu, jak również z tytułu składek należnych za okres od 1 stycznia 2020 roku (art. 15z i 15y).
  • Możliwość wprowadzenia przez radę gminy zwolnień z podatku od nieruchomości dla przedsiębiorców w związku z ponoszeniem negatywnych konsekwencji ekonomicznych z powodu koronawirusa, jak również odroczenia płatności rat podatku przez wójtów za kwiecień-czerwiec 2020 roku (nie później niż do końca miesiąca września).

Dofinansowania na rzecz przedsiębiorców

  • Przedsiębiorcy mogą ubiegać się o dofinansowanie ze środków Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych wynagrodzeń wraz ze składkami na ubezpieczenie społeczne pracowników (osoby zatrudnione w oparciu o umowę o pracę, umowę o pracę nakładczą, umowę zlecenia lub innej umowy o świadczenie usług) objętych przestojem ekonomicznym i obniżonym wymiarem czasu pracy. Dofinansowanie wypłacane jest przez 3 miesiące od podpisania umowy, a przyznanie wsparcia możliwe będzie do wyczerpania środków.

– Wynagrodzenie w okresie przestoju ekonomicznego obniżone może być maksymalnie o 50%, jednak nie może być niższe niż minimalne wynagrodzenie za pracę. Dofinansowanie wynosi do 50% minimalnego wynagrodzenia.

– W przypadku spadku obrotów (spadek sprzedaży towarów lub usług w ujęciu ilościowym lub wartościowym w wysokości i na zasadach określonych w ustawie), przedsiębiorca może ograniczyć wymiar czasu pracy pracowników o 20% (do nie mniej niż 0,5 etatu, przy zachowaniu minimalnego wynagrodzenia) i uzyskać dofinansowanie połowy wynagrodzeniawypłacanego pracownikom przy obniżonym wymiarze czasu pracy, jednak nie więcej niż do 40% przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia z kwartału poprzedzającego złożenie wniosku o wsparcie.

  • Starosta powiatu, w którym zarejestrowany jest przedsiębiorca, może dofinansować część kosztów wynagrodzeń i składek na ubezpieczenie społeczne mikro, małym i średnim przedsiębiorcom, u których nastąpił spadek obrotów w wyniku pandemii COVID-19. Dofinansowanie może być udzielone na okres 6 miesięcy (mikro i mali przedsiębiorcy) i 3 miesięcy (średni przedsiębiorcy) w wysokości stanowiącej iloczyn:

– liczby pracowników i 50% kwoty minimalnego wynagrodzenia w przypadku spadku obrotów o co najmniej 30%,

– liczby pracowników i 70% kwoty minimalnego wynagrodzenia w przypadku spadku obrotów o co najmniej 50%,

– liczby pracowników i 90% kwoty minimalnego wynagrodzenia w przypadku spadku obrotów o co najmniej 80%,

jednak nie więcej niż faktycznie wynagrodzenie faktycznie wypłacone.

Jak wskazaliśmy wcześniej, opisane powyżej instrumenty stanowią pomoc de minimis.

Rozliczenia podatkowe

  • Możliwość wstecznego rozliczania strat podatkowych w PIT i CIT.  Stratę poniesioną w 2020 r. podatnicy będą mogli odliczyć od dochodu uzyskanego w 2019 r., przy czym nie więcej niż 5 milionów złotych. W tym celu, podatnicy złożą korektę zeznania za 2019 r. Będą tak mogły zrobić te osoby/spółki, których przychody osiągnięte w 2020 r. spadną o co najmniej 50% w stosunku do przychodów osiągniętych w 2019 r.
  • Przedłużenie terminu do zapłacenia podatku minimalnego od nieruchomości komercyjnych za miesiące marzec-maj 2020 r. do 20 lipca 2020 r. Podobnie jak wyżej, przesłanka wymagana do skorzystania ze wskazanej preferencji to 50% spadek przychów w porównaniu do miesiąca roku poprzedniego.
  • Wyłączenie stosowania regulacji w podatkach dochodowych dotyczących tzw. złych długów w odniesieniu do dłużników, którzy powinni uwzględniać niezapłacone zobowiązania przy obliczaniu zaliczek na podatek dochodowy. Prawo do skorzystania z tej preferencji ograniczone zostało do podatników, których przychody osiągnięte w okresach rozliczeniowych (miesięcznych albo kwartalnych) w stosunku do analogicznych okresów w 2019 r. zmniejszą się przynajmniej o 50%. Ewentualnie do osób, które nie osiągnęły w poprzednim roku przychodów, ale w 2020 r. ponoszą negatywne konsekwencje ekonomiczne pandemii.
  • Wprowadzenie możliwości rezygnacji z uproszczonych zaliczek w 2020 r. i obliczanie zaliczek miesięcznych od bieżących dochodów. Zrezygnować z uproszczonych zaliczek za okres marzec-grudzień 2020 r. będą mogli jednak wyłącznie „mali podatnicy”.
  • Wprowadzenie odliczenia w podatku PIT i CIT z tytułu darowizn (pieniężnych lub rzeczowych) przekazanych na cele związane z zapobieganiem oraz zwalczaniem zakażenia koronawirusem dla określonych kategorii podmiotów.
  • Zwolnienia z podatku od czynności cywilnoprawnych udzielanych pożyczek w związku z pogorszeniem sytuacji finansowej pożyczkobiorcy w efekcie zaistniałej pandemii.
  • Przesunięcie wprowadzenia nowej matrycy stawek VAT z 1 kwietnia na 1 lipca 2020 r.

Obowiązki sprawozdawcze

  • Odroczenie do 1 lipca 2020 r. obowiązku składania nowych JPK_VAT (JPK V7M, zwany również VDEK) z deklaracją dla dużych przedsiębiorców
  • Odroczenie do 13 lipca 2020 r. zgłoszeń do Centralnego Rejestru Beneficjentów Rzeczywistych (CRBR).
  • Ceny transferowe: do 30 grudnia 2020 r. przedłużono termin do złożenia informacji o cenach transferowych (TP-R) (art. 11t ust. 1 UPDOP), w przypadku podmiotów, których rok podatkowy rozpoczął się po 31 grudnia 2018 r. a zakończył przed 31 grudnia 2019 r. UWAGA: nie wydłużono terminów ustawowych dla podmiotów, których rok podatkowy rozpoczął się przed 31 grudnia 2018 r. a zakończył przed 31 grudnia 2019 r. (ani na złożenie CIT-TP, ani na sporządzenie dokumentacji podatkowej).
  •  Zawieszenie terminów dotyczących raportowania schematów podatkowych, innych niż schematy transgraniczne, w okresie od 31 marca do dnia 30 czerwca 2020 r.
  • Termin na wydanie indywidualnych interpretacji prawa podatkowego wydłużony o dodatkowe 3 lub nawet 6 miesięcy.
  • Wydłużenie terminu na złożenie zawiadomienia o dokonaniu płatności na rachunek spoza „białej listy” do 14 dni.

Pracodawcy RP: „Tarcza Antykryzysowa” jeszcze zbyt cienka, by ochronić gospodarkę

Pomoc Państwa w kształcie zaproponowanym w pakiecie ustaw tzw. „Tarczy Antykryzysowej” jest kierunkowo dobra, ale jeszcze niewystarczająca – rozwiązania muszą być dalej idące i elastyczne – uważają Pracodawcy RP i proponują kilkadziesiąt konkretnych zmian w pięciu obszarach.

„Kluczowe są  w tej chwili pomoc ‘tu i teraz’ i działania wyprzedzające, a nie tylko reagowanie na fakty. Pakiet pomocowy idzie we właściwym kierunku, ale ma wiele braków i wymaga niezbędnych korekt, aby spełnił swój cel” – mówi Arkadiusz Pączka, dyrektor Centrum Monitoringu Legislacji Pracodawców RP. „W celu zapewnienia bezpieczeństwa ekonomicznego kraju, przetrwania firm i zachowania miejsc pracy konieczne jest poniesienie adekwatnych nakładów finansowych przy jednoczesnym zachowaniu stabilności finansowej państwa” – podkreśla dr Sławomir Dudek, Główny Ekonomista Pracodawców RP.

Zdaniem Pracodawców RP, konieczne są poprawki w „Tarczy” w zakresie: utrzymania płynności finansowej przedsiębiorstw, wsparcia funkcjonowania rynku pracy, wsparcia ochrony zdrowia, niezbędnych rozwiązań prawno-administracyjnych/otoczenia biznesu, konieczne jest też obniżenie klina podatkowego zamiast programu inwestycji publicznych.

  1. Utrzymanie płynności finansowej przedsiębiorstw, w tym m.in. możliwość dokonania zwrotu podatku VAT i skrócenie czasu weryfikacji zwrotów z 60 do maksymalnie 14 dni oraz czasowe zawieszenie regulacji w zakresie obowiązkowego mechanizmu split payment i uwolnienie środków z rachunków VAT.

„Proponowane kryterium spadku przychodów o 50 proc. dla przyznania ulgi jest nie do przyjęcia. Nagły spadek przychodów o połowę oznacza najczęściej bankructwo” – podkreśla dr Sławomir Dudek.

  1. Wsparcie funkcjonowania rynku pracy, w tym m.in. rozwiązania dla elastycznego czasu pracy oraz zabezpieczenie możliwości pobytu lub wjazdu do kraju cudzoziemcom zatrudnianym w kraju.

„Projekt nie rozwiązuje wielu problemów praktycznych, z którymi borykają się teraz pracodawcy, dotyczy to np. ułatwień w zatrudnianiu cudzoziemców oraz braku zapowiadanej wcześniej możliwości wydłużenia okresu rozliczeniowego” – komentuje Arkadiusz Pączka.

Niezbędne rozwiązania prawno-administracyjne/otoczenie biznesu, m.in. poprzez uproszczenie administracji – odejście od skomplikowanych formularzy i procedur oraz restrykcyjnych przepisów, odroczenie terminów płatności danin.

„Ustawa winna dać delegację poszczególnym resortom do proponowania szybkich rozwiązań w reakcji na aktualną sytuację i potrzeby. Jesteśmy gotowi wspólnie z Rządem wypracować wykaz takich obszarów, które byłyby przedmiotem tych delegacji” – podkreśla dr Sławomir Dudek. Proponowane zmiany powinny być proste i pomocne, a nie są. Na przykład nowelizując konkretne przepisy albo zawieszając ich stosowanie należy przedłużyć terminy rozliczeń rocznych CIT i PIT do 30 czerwca. Zapomniano także o sprawozdaniach finansowych, które wedle aktualnych przepisów należy podpisać elektronicznie do 31 marca – to wymaga natychmiastowych zmian” – dodaje.

Obniżenie klina podatkowego zamiast programu inwestycji publicznych oraz rezygnacja ze świadczeń dodatkowych, które nie są absolutną koniecznością.

„W przesłanym pakiecie brak informacji o Funduszu Rozwoju i Bezpieczeństwa, który miał wydatkować 30 mld zł na projekty inwestycyjne. Pracodawcy RP od samego początku stoją na stanowisku, że pakiet fiskalny dotyczący inwestycji publicznych nie jest najlepszym rozwiązaniem na obecną sytuację kryzysową – w obliczu niepewności co do rozwoju sytuacji musimy lepiej dobierać instrumenty reakcji. Musimy też przebudować budżet, aby przekierować środki na utrzymanie bezpieczeństwa ekonomicznego, środki na dodatkowe świadczenia muszą być przesunięte na wsparcie firm i miejsc pracy” – podkreśla dr Sławomir Dudek.

 Ochrona zdrowia – zapewnienie podmiotom leczniczym odpowiednich do sytuacji środków pomocowych i stworzenie specjalnych warunków pracy dla personelu medycznego, w tym m.in. przedłużenie okresu ważności orzeczeń lekarskich do 90 dni zamiast wskazanych w projekcie 60 lub 30.

„Konieczne jest m.in. uzupełnienie projektu o rozwiązania rozszerzające możliwość wykonywania badań, w tym poprzez dopuszczenie wykonywania badań laboratoryjnych w pojazdach i w obiektach przenośnych” – mówi Arkadiusz Pączka.

Pracodawcy RP zwracają też uwagę, że w projektowanych przepisach w zasadzie brak jest rozwiązań skierowanych do dużych przedsiębiorców, którzy przecież także nie są odporne na aktualne problemy ekonomiczne.

Komentarz prawny: Dyskryminacja w pracy w dobie koronawirusa

Epidemia koronawirusa sprawiła, że wiele osób pracuje obecnie w tzw. modelu „home office”. Niestety, nie wszyscy pracownicy na rynku mogli przejść w tryb pracy zdalnej ze względu na rodzaj i specyfikę wykonywanej pracy. Sytuacja, w której część osób jest delegowana do pracy zdalnej, a część musi pozostać na stałych stanowiskach pracy, może prowadzić do zjawiska dyskryminacji w rozumieniu prawnym. Powstaje również problem zwrotu wydatków poniesionych przez pracowników.

W związku z sytuacją epidemiologiczną pracodawcy podjęli różne próby zabezpieczenia zarówno swoich pracowników, jak i swoich interesów gospodarczych. Wielu pracodawców, korzystając z uregulowań jakie wprowadziła ustawa o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19 wysłało pracowników na tzw. „pracę zdalną”, tj. wykonywanie, przez czas oznaczony, pracy określonej w umowie o pracę, poza miejscem jej stałego wykonywania. Rozwiązanie to pozwoli na ograniczenie lub znaczne zmniejszenie rozprzestrzeniania się wirusa. Kluczowe jest to, aby w momencie dokonywania decyzji organizacyjnych, pracodawcy mieli na uwadze przepisy dotyczące zakazu dyskryminacji w miejscu pracy.

Zakaz dyskryminacji w stosunku pracy

Zgodnie z art. 183a § 1 Kodeksu Pracy, pracownicy powinni być równo traktowani w zakresie warunków zatrudnienia bez względu na ich cechy indywidualne. Katalog cech stanowiących przyczynę dyskryminacji jest otwarty, może to być np. w szczególności płeć, wiek, niepełnosprawność, przekonania polityczne, przynależność związkowa, pochodzenie etniczne, wyznanie, orientacja seksualna, zatrudnienie na czas określony lub nieokreślony, zatrudnienie w pełnym lub w niepełnym wymiarze czasu pracy. Selektywne i dowolne delegowanie pracowników do pracy zdalnej w dobie koronawirusa, na podstawie niejasnych kryteriów, może być postrzegane jako dyskryminacja.

Praca powinna być organizowana w sposób zapewniający rotacyjność oraz sprawiedliwe obciążenie obowiązkami wszystkich pracowników. Nie może być tak, iż tylko niektórzy pracownicy znajdujący się w tej samej sytuacji są w sposób nieuzasadniony narażani lub bardziej narażani na ryzyko zakażenia wirusem – komentuje mec. Andrzej Wilk, senior associate w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Z powyższym wiąże się także kwestia wyboru pracowników, którzy będą pracowali zdalnie, w sytuacji, gdy ze względów technicznych część osób musi pozostać w dotychczasowym miejscu pracy.

Wybór powinien opierać się o kryteria obiektywne, konkretne, zrozumiałe dla pracowników i uzasadnione w tej szczególnej sytuacji. Zastosowanie kryterium niespełniającego warunków klarowności, może stanowić przejaw dyskryminacji pośredniej, tj. gdy na skutek pozornie neutralnego postanowienia, zastosowanego kryterium lub podjętego działania występują lub mogłyby wystąpić niekorzystne dysproporcje albo szczególnie niekorzystna sytuacja wobec wszystkich lub znacznej liczby pracowników, należących do grupy wyróżnionej ze względu na jedną lub kilka swoich cech – dodaje z kolei mec. Katarzyna Świerkot, associate w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Racjonalnym kryterium może być np. dojazd do miejsca pracy w sposób niesprzyjający rozprzestrzenianiu się chorób, brak czynników zwiększających zagrożenie zachorowaniem lub rozprzestrzenianiem się wirusa, obiektywna niemożliwość wykonywania pracy zdalnej. Wybór pracowników może być też oparty o ich dobrowolne zgłoszenie się do pracy w biurze.

Epidemia nie rozróżnia stanowisk

Nie może dochodzić do sytuacji, że tylko kadra managerska ma prawo pracować zdalnie, podczas gdy szeregowi pracownicy są zmuszani do przychodzenia do biura. Również sytuacja odwrotna nie jest dopuszczalna. Życie i zdrowie każdego człowieka stanowi konstytucyjnie chronioną wartość. Podobnie należy zadbać oto, aby wybór pracownika, który nie będzie pracował zdalnie nie stanowił „kary” dla tej osoby.

W szczególności należy wprowadzić rotacyjność pracowników pracujących zdalnie w stosunku do pracowników świadczących pracę z siedziby firmy. Zmiany pracowników powinny następować w równych odstępach czasu, np. co 3 dni lub co tydzień lub kilka godzin w zależności od długości trwania pracy zdalnej, aby wszystkim pracownikom zapewnić odpowiednią ochronę życia i zdrowia oraz obłożenie pracą. W kwestii sankcji, możliwe jest bardzo szerokie spektrum podstaw odpowiedzialności prawnej pracodawcy począwszy od przepisów kodeksu pracy tj. art. 18 ze znaczkiem 3d, poprzez odpowiedzialność cywilnoprawną z art. 471 k.c. w zw. z art. 300 k.p.(z tytułu nienależytego wykonania umowy), czy art. 415 k.c. w zw. z art. 300 k.p. (odpowiedzialność deliktową) czy wreszcie odpowiedzialność z tytułu naruszenia dóbr osobistych pracownika (jakim również jest zdrowie i życie) art. 23 i 24 k.c. w zw. z art. 448 k.c – podkreśla mec. Andrzej Wilk.

Warto mieć na uwadze, że cechą charakterystyczną stosunku pracy jest wykonywanie pracy „na ryzyko” pracodawcy, który dostarcza pracownikowi narzędzi, materiałów i innych środków niezbędnych do wykonywania umówionych obowiązków. Istota stosunku pracy wyklucza, by to pracownik w całości ponosił te koszty, bowiem wskazywałoby to na odmienny od umowy o pracę stosunek prawny tj. umowę cywilnoprawną. Pracodawca powinien wobec tego zapewnić pracownikom odpowiednie narzędzia i sprzęty oraz materiały do wykonywania pracy zdalnej.

W tym obowiązku również kryje się obowiązek pracodawcy dotyczący niedyskryminowania pracowników. Pracodawca powinien w równy sposób dostarczyć wszystkim pracownikom sprzęt oraz narzędzia konieczne do wykonywania pracy np. laptopów, telefonów służbowych. Nie może dochodzić do sytuacji, w której przedmioty są dostarczane jedynie części pracowników, zatrudnionych na wyższych stanowiskach w zakładzie pracy, a pozostałe osoby są zmuszane do korzystania z prywatnych zasobów
– wspomina mec. Katarzyna Świerkot.

Zwrot wydatków poniesionych przez pracownika

Praca pracownika na prywatnym sprzęcie oraz zasobach powinna prowadzić do refundacji poniesionych wydatków np. na energię elektryczną czy Internet.
Ustawodawca nie uregulował kwestie zwrotu wydatków jakie pracownik ponosi w związku z pracą zdalną. Brak takich ustaleń poczynionych przez pracodawcę może powodować ryzyko roszczeń ze strony pracowników. Czas epidemii i pracy zdalnej może znacząco się przedłużyć, co spowoduje, iż koszty pracy zdalnej leżące po stronie pracownika będą przez niego odczuwalne – wskazuje mec. Andrzej Wilk.

Wielu pracodawców nie zadbało o to i nie zdaje sobie sprawy z tego, iż de facto wydatki ponoszone przez pracowników mogą stanowić nieopodatkowany przychód pracodawcy. – dodaje z kolei mec. Katarzyna Świerkot.

Rynek inwestycyjny nieruchomości komercyjnych w obliczu pandemii COVID-19

Wybuch pandemii COVID-19 wywołał wstrząs gospodarczy i finansowy na rynkach EMEA, jak i na całym świecie. W pierwszej kolejności odbiło się to na Chinach, w których zamknięto 50% fabryk, co z kolei wywarło ogromny wpływ na globalne łańcuchy dostaw. Aktywność na niektórych szlakach handlowych z Chin zmniejszyła się o 20%-40%, przy czym prognozuje się, że import z tego regionu zmniejszy się o około 12% w I kwartale br., a do II kwartału cały globalny handel zmniejszy się aż o 7%. Oznacza to, że wzrost gospodarczy na świecie wyniesie w tym roku jedynie około 2% (w porównaniu do 3,5% w 2019 roku), co stanowi najwolniejsze tempo rozwoju w ostatniej dekadzie.

– Trudno w tej chwili oszacować, jaki finalnie będzie wpływ koronawirusa na rynek nieruchomości w regionie EMEA, ale najszybciej jego skutki odczują branże turystyki, handlu oraz rekreacji i wypoczynku. Optymistyczny scenariusz dla EMEA zakłada zerowy wzrost gospodarczy w drugiej połowie roku po spadku w II i III kwartale br., zaś wstrząs na rynkach nieruchomości ograniczałby się głównie do sektora hotelowego, handlowego oraz do logistyki i produkcji zależnej od towarów niezaliczających się do produktów pierwszej potrzeby lub pochodzących z chińskiego łańcucha dostaw – mówi Monika Rajska-Wolińska, partner zarządzająca Colliers International w Polsce.

Umiarkowanie optymistyczny scenariusz zakłada ożywienie gospodarcze dopiero w pierwszym kwartale 2021 r., przy czym skutki będą mocniej odczuwalne na rynkach biurowych, zależnych od najbardziej narażonych na spadki firm (np. linii lotniczych, agencji eventowych, biur podróży, banków, ubezpieczycieli czy przedsiębiorstw energetycznych).

– Na rynkach kapitałowych działalność zostanie zamrożona, ale główni gracze nadal są aktywni na tzw. bezpiecznych rynkach (safe-haven), zwłaszcza w odniesieniu do bardziej odpornych obiektów handlowych, sektora logistycznego i przemysłowego oraz budynków biurowych i mieszkaniowych. W zależności od tego, czy mamy do czynienia ze scenariuszem umiarkowanie czy bardzo optymistycznym, inwestorzy wstrzymają się z decyzjami do czasu, aż ceny i dostępność lub koszt kapitału staną się bardziej przejrzyste. W przypadku inwestorów międzynarodowych zmienność kursów walutowych w II III kwartale oraz brak możliwości fizycznej weryfikacji aktywów wpłynie na wyhamowanie aktywności – mówi Monika Rajska-Wolińska.

Potrzeba co najmniej trzech miesięcy, aby rynek inwestycyjny poradził sobie z ostrym wstrząsem gospodarczym na świecie i w Europie.

– Część inwestorów, zwłaszcza tych, którzy potrzebują kapitału, może być zmuszona do zrewidowania swoich aktywów, co doprowadzi do sprzedaży niektórych nieruchomości w celu zrównoważenia portfeli. Drugim wyzwaniem jest finansowanie i zmienność kursowa, które utrudniają oszacowanie zwrotu z inwestycji, oraz zmiana wartości stóp zwrotu i poziomu cen, które mogą wystąpić w przypadku przedłużającego się pogorszenia koniunktury – zauważa Monika Rajska-Wolińska.

– Sytuacja zmienia się bardzo dynamicznie, dlatego aby w tym trudnym czasie na bieżąco dostarczać aktualnych informacji o wpływie koronawirusa na rynki regionu EMEA uruchomiliśmy portal Colliers’ COVID-19 Insights, na którym nasi eksperci każdego tygodnia  udostępniają nowe informacje i analizy dotyczące wpływu pandemii na poszczególne sektory rynku nieruchomości komercyjnych  – mówi Monika Rajska-Wolińska

ZPP apeluje do rządu o poważne potraktowanie zagrożeń jakie stoją przed Polską

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców apeluje o poważne potraktowanie zagrożeń jakie stoją przed Polską. Nadzwyczajna sytuacja wymaga od rządu i parlamentu ponownego przeanalizowania rozwiązań zapisanych w projekcie nazwanym „Tarczą antykryzysową”.

Jeszcze trzy miesiące temu mieliśmy najniższe bezrobocie od 1989 roku, nieprzerwany wzrost gospodarczy od trzech dekad i szybko rosnącą wydajność naszych przedsiębiorstw. Te czasy są za nami. Wkraczamy w nową rzeczywistość i nie możemy działać jak zwykle.

Nie tylko tu i teraz, ale też z myślą o dniach kiedy przyjdzie nam odbudowywać gospodarkę w trudnych warunkach i w zmienionym otoczeniu ekonomicznym na świecie. Bogatsze i wyżej rozwinięte państwa jak Stany Zjednoczone prognozują wzrost bezrobocia nawet do 30 proc. Dla wielu rozwiniętych państw to może oznaczać cofnięcie się w rozwoju do poziomu sprzed 10 lat. Dla Polski, jako kraju dopiero raczkującego w grupie państw rozwiniętych, to może oznaczać powrót do kategorii, z której dwa ostatnie pokolenia pracowników i pracodawców wydostały nas swoją ciężką pracą.

Rząd i Sejm muszą zrozumieć, że tym razem nie będzie drugiej szansy. Powagę sytuacji najlepiej oddają programy stabilizacyjne innych państw europejskich i Stanów Zjednoczonych, których lekturę polecamy uwadze autorom projektu ustawy i parlamentarzystom.

ZPP odnajduje w propozycjach rządu szereg godnych pochwały zapisów. Do nich niewątpliwie należą propozycje deregulacyjne. Mowa tu przede wszystkim o ograniczeniu bądź przesunięciu terminów spełniania niektórych obowiązków administracyjnych, czy sprawozdawczych. Na szczególną uwagę zasługują przepisy regulujące unieszkodliwianie odpadów medycznych, przepisy dotyczące energii odnawialnej, zawieszenie obowiązku wykonywania okresowych badań lekarskich pracowników, przesunięcie obowiązku składania nowego pliku JPK_VAT, zawieszenie terminów sądowych (stanowiące część propozycji przedstawionej przez Ministerstwo Sprawiedliwości) i niektórych postępowań. Za godne pochwały uznajemy również przepisy wydłużające termin składania wniosków o udzielenie prawa pobytu, a także przedłużające już wydane karty pobytu. To bardzo ważny obszar z punktu widzenia rynku pracy – funkcjonowanie wielu branż już w tej chwili w dużej mierze opiera się na imigrantach zarobkowych z zagranicy.

ZPP zobowiązuje się monitorować w najbliższych miesiącach skutki tych ułatwień, w przekonaniu, że wiele z nich zasłuży na wprowadzenie ich w życie na stałe. W tym kontekście z uznaniem przyjęliśmy propozycję „rozluźnienia” zakazu handlu w niedzielę, poprzez czasowe umożliwienie rozładowywania, przyjmowania i ekspozycji towaru pierwszej potrzeby w tym dniu. Podobne, choć precyzyjniej sformułowane i wcześniej, podjęło większość państw europejskich, w tym Niemcy gdzie większość sklepów w niedziele pozostawała dotychczas zamknięta. Apelujemy jednocześnie o podjęcie odważniejszego kroku i zrezygnowanie – przynajmniej czasowe – z zakazu w ogóle.

Z rzeczy, które w naszym przekonaniu wymagają natychmiastowego zaadresowania to jednoznaczna deklaracja rządu o umorzeniu składek na ubezpieczenia społeczne przedsiębiorców. Rozumiemy, że to trudny okres, ale przeciągający się wielogłos w kwestii składek ZUS wprowadza coraz większy niepokój w naszym środowisku i coraz więcej małych i mikro firm może po prostu zawiesić swoją działalność, co nie tylko przysporzy większych bieżących problemów finansowych państwu, ale w przyszłości zaważy na newralgicznym sektorze gospodarki. Niejasności jest więcej. Wątpliwości pojawiają się jednak co do zakresu podmiotowego tego zwolnienia, ponieważ doniesienia dot. tej kwestii są sprzeczne. Według jednej z wersji, zwolnienie miałoby obejmować samozatrudnionych, których przychody spadły, oraz wszystkich mikroprzedsiębiorców zatrudniających przynajmniej jednego pracownika, niezależnie od tego, czy pandemia jakkolwiek wpłynęła na generowane przychody. Według drugiej z przedstawianych w mediach wersji, zwolnienie ze składek miałoby dotyczyć wyłącznie tych podmiotów, które mogłyby wykazać spadek przychodów. Uważamy, że tylko rozwiązania proste i możliwie łatwe do wdrożenia mają sens w obecnej sytuacji. Jakiekolwiek wartościowanie i stawianie warunków skazuje całą idę wsparcia na porażkę. Jeszcze raz – sytuacja jest nadzwyczajna. Tu nie ma miejsca na tradycyjne obrządki urzędników ZUS, którzy na co dzień mogą do woli celebrować podania, sprawdzać zeznania, stawiać przedsiębiorców na baczność, nie licząc się z ich czasem i kosztami jakie dodatkowo pochłaniać będą księgowi i doradcy podatkowi. Ta sama kwestia dotyczy pomocy w finansowaniu wynagrodzeń pracowników, która zakłada trzystopniową strukturę przyznawania wsparcia dla pracowników. Rozumiemy tradycyjny strach urzędników, że ktoś dostanie za dużo. Chcemy jednak zwrócić uwagę, że w obecnej sytuacji, jeżeli te pieniądze trafią do ludzi w czerwcu, albo i we wrześniu, to sens utrzymywania urzędników skarbowych, również będzie ograniczony.

Z nieukrywanym rozbawieniem przeczytaliśmy propozycje odnoszącą się do pożyczek dla przedsiębiorców. 5 tysięcy złotych. Z całym szacunkiem dla urzędniczych pensji, są to środki w żaden sposób nieprzystające do celu pożyczki, jakim ma być – zgodnie z przepisami – „pokrycie bieżących kosztów prowadzenia działalności gospodarczej”. Dysproporcja ta widoczna jest jeszcze mocniej, jeśli uwzględni się fakt, że pożyczka ulega umorzeniu (wraz z odsetkami), jeśli mikroprzedsiębiorca przez pół roku od jej udzielenia nie zmniejszy stanu zatrudnienia w stosunku do końca lutego 2020 roku. Taka konstrukcja wskazuje, że projektodawca chce premiować mikroprzedsiębiorców utrzymujących zatrudnienie mimo trudniejszego gospodarczo czasu. 5 tysięcy złotych nie skłoni żadnego przedsiębiorcy zatrudniającego pracowników do utrzymania stanu zatrudnienia w warunkach gwałtownie malejących przychodów. O wyższych sumach pożyczanych przy zastrzeżeniu, że minister rozwoju lub Agencja Rozwoju Przemysłu ma mieć 30 dni na ocenę merytoryczną i formalną wniosku, nawet nie wspominamy. Odsyłamy do propozycji i procedur jakie dla swoich przedsiębiorców przygotowały inne rządy zatroskane o los gospodarki państwa.

Na koniec, jako kuriozum i dowód oderwania autorów projektu od realiów zwracamy uwagę na propozycje zgłoszone przez ZUS i UOKiK. ZUS najwyraźniej korzystając z chaosu i desperacji wielu postanowił wprowadzić nam dodatkowy obowiązek każdorazowego informowania urzędu o zawarciu jakiejkolwiek umowy o dzieło. To propozycja nie tyko zwiększająca, w takiej chwili, obowiązki raportowania przedsiębiorców, ale też porażający biurokratycznym brakiem empatii.

Bezmyślny i jednoznacznie szkodliwy jest postulat UOKiK, którego projekt zakłada m.in. wprowadzenie możliwości ustanawiania cen maksymalnych określonych produktów, oraz faktyczną likwidację rynku pożyczek poprzez wprowadzenie absurdalnej konstrukcji zawieszenia wykonywania umowy kredytu konsumenckiego (również hipotecznego) na okres 12 miesięcy, na wniosek złożony przez konsumenta. W propozycji nie przewidziano absolutnie żadnych kryteriów, które powinien spełniać wnioskodawca. Urząd stworzony dla ochrony konsumentów, w takiej chwili proponuje rozwiązania w oczywisty sposób nie tylko niszczące rynek finansowy, ale nade wszystko szkodliwy dla samych konsumentów , którzy w praktyce zostaliby odcięci od źródeł finansowania zewnętrznego. W chwili kiedy cały świat walczy o udrożnienie rynku kapitałowego, polski rząd proponuje jego destabilizację i zdanie się na lichwę.

ZPP docenia, że projekt powstawał w krótkim czasie i często w godzinach nocnych, ale jeszcze raz napomina rządzących o potraktowanie sytuacji w jakiej znalazł się kraj i nasza gospodarka bardzo poważnie. My naprawdę jedziemy na jednym wózku.

Postępowania restrukturyzacyjne szansą na przetrwanie dla przedsiębiorcy zagrożonego niewypłacalnością

W okresie intensywnej walki ze światową pandemią COVID – 19, jak i wobec wynikającej z niej konieczności podjęcia nadzwyczajnych środków, wielu przedsiębiorców jest zmuszonych do radzenia sobie w niecodziennej sytuacji, a niekiedy nawet do czasowego zawieszania swojej działalności lub przemodelowania sposobu jej prowadzenia. Obecna sytuacja powoduje, że koniunktura na rynku jest zachwiana, zaś sytuacja ekonomiczna wielu przedsiębiorców już jest niestety niepewna lub może stać się taką w nieodległej perspektywie. Dlatego też warto pamiętać o możliwościach ratunku dla biznesu zagrożonego niewypłacalnością. Możliwości te oferują postępowania restrukturyzacyjne.

 Jest to bardzo istotne, szczególnie, że na dzień dzisiejszy niestety nadal brak jest szczegółowych rozwiązań przygotowanych przez Radę Ministrów dla właścicieli prywatnych biznesów, w związku z zaistniałymi trudnościami. W tej sytuacji, tym bardziej warto wiedzieć jakie możliwości ratunku oferuje obowiązujące blisko od 4 lat Prawo Restrukturyzacyjne.

Jakie korzyści dają postępowania restrukturyzacyjne?

  1. Układ z wierzycielami

Ustawa oferuje możliwości:

  • Zawarcia przez przedsiębiorcę układu z wierzycielami w ramach jednego z postępowańt.j. postępowania o zatwierdzenie układu, przyspieszonego postępowania układowego, postępowania układowego oraz postępowania sanacyjnego. Układ ten ma na celu rozłożenie na raty wymagalnych zobowiązań lub też ich umorzenie – częściowe lub całkowite. Nie jest wykluczone połączenie powyższych rozwiązań i dokonanie częściowego umorzenia zobowiązań przy jednoczesnym rozłożeniu ich na możliwe do spłaty raty. Co więcej, do przyjęcia układu i uzyskania korzyści z niego wynikających nie jest konieczna zgoda wszystkich wierzycieli, a także nie jest konieczne, aby wszyscy wierzyciele uczestniczyli w głosowaniu nad układem.
  • Zawarcia przez dłużnika układu wyłącznie z niektórymi spośród wierzycieli (układ częściowy), których to wierzytelności szczególnie wymagają restrukturyzacji z punktu widzenia interesów przedsiębiorcy. Niewątpliwie przekłada się to na szybkość postępowania.
  1. Ochrona przed egzekucją

Warto pamiętać, że przy otwarciu postępowania restrukturyzacyjnego dochodzi już do zawieszenia, a następnie do umorzenia postępowań egzekucyjnych dotyczących zobowiązań upadłego powstałych przed jego otwarciem, zaś wszczęcie postępowania egzekucyjnego do wierzytelności objętej układem jest po tym czasie niedopuszczalne. Tym samym dłużnik może uzyskać ochronę przed toczącymi się egzekucjami komorniczymi, jak i uniknąć wszczęcia ich w niedalekiej przyszłości, co niekiedy jest kluczowe, w celu zachowania ciągłości prowadzonej działalności przedsiębiorstwa.

  1. Szybkość procedowania

Postępowania restrukturyzacyjne, w szczególności postępowanie o zatwierdzenie układu, jak i przyspieszone postępowanie układowe, cechuje znaczna dynamikaWarto wskazać postępowanie o zatwierdzenie układu, które jest w zasadzie prowadzone samodzielnie przez dłużnika przy udziale profesjonalnego nadzorcy układu i może w zasadzie zostać zakończone praktycznie w ciągu 4 tygodni od jego rozpoczęcia (sąd ma bowiem w takim przypadku 2 tygodnie na podjęcie decyzji, co do zatwierdzenia przyjętego układu). Z kolei przyspieszone postępowanie układowe modelowo powinno się zakończyć w ciągu 2 – 3 miesięcy.

  1. Możliwość uzyskania pomocy publicznej na szczególnych warunkach

Postępowania restrukturyzacyjne stanowią odrębny tytuł do uzyskania przez dłużnika będącego przedsiębiorcą pomocy publicznej, która nie stanowi pomocy de minimis, bez konieczności przeprowadzania długotrwałej procedury notyfikacyjnej przed Komisją Europejską. Tym samym przedsiębiorca może uzyskać znaczne korzyści finansowe w postaci chociażby ulg w spłacie należności publicznoprawnych o znacznej wysokości (przewyższającej wysokość maksymalnej wartości pomocy de minimis, która wynosi dla większości przedsiębiorców obecnie kwotę 200 000 EUR brutto w ciągu 3 lat).

  1. Odstąpienie od niekorzystnych umów oraz restrukturyzacja majątku i zatrudnienia

W ramach postępowania sanacyjnego istnieje możliwość odstąpienia od niekorzystnych umów zawartych przez przedsiębiorcę, a także dokonania restrukturyzacji zatrudnienia w jego przedsiębiorstwie na zasadach analogicznych, jak ma to miejsce w toku postępowania upadłościowego, a tym samym z pominięciem wielu przepisów dotyczących ochrony pracowników przed rozwiązaniem stosunku pracy. W toku sanacji istnieje rownież możliwość dokonania szybkiego zbycia zbędnych przedmiotów majątkowych wchodzących w skład przedsiębiorstwa dłużnika przez profesjonalnego zarządcę prowadzącego postępowanie. To może przyczynić się do szybkiego pozyskania finansowania na dalszą restrukturyzację.

NIEWYPŁACALNOŚĆ LUB ZAGROŻENIE NIĄ STANOWI PRZESŁANKĘ OTWARCIA POSTĘPOWAŃ RESTRUKTURYZACYJNYCH

Co istotne, postępowania restrukturyzacyjne mogą być otwarte już wobec dłużników, którzy są zagrożeni niewypłacalnością. Tym samym nie jest konieczne, aby stali się oni niewypłacalni, jak ma to miejsce w przypadku postępowania upadłościowego. Jest to logiczna konsekwencja tego, iż głównym celem postępowań restrukturyzacyjnych jest zachowanie w obrocie przedsiębiorstwa dłużnika i uniknięcie stanu niewypłacalności, w którym to już konieczne będzie złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości.

Wniosek dłużnika konieczny do otwarcia postępowań restrukturyzacyjnych

Postępowania restrukturyzacyjne (z wyjątkiem postępowania sanacyjnego względem osoby prawnej) mogą zostać otwarte wyłącznie wskutek złożenia przez dłużnika pisemnego wniosku. Wniosek ten podlega opłacie w kwocie 1.000,00 zł. Ponadto w przypadku przyspieszonego postępowania układowego konieczne jest uiszczenie zaliczki na wydatki w kwocie przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw, bez wypłat nagród z zysku w trzecim kwartale roku poprzedniego, ogłoszonego przez Prezesa GUS.

Warto także mieć na uwadze, iż najważniejszym warunkiem otwarcia i prowadzenia postępowania sanacyjnego, jak i postępowania układowego jest posiadanie możliwości bieżącego zaspokajania kosztów postępowania, co w konsekwencji uzasadnia wniosek, iż zbyt późne podjęcie decyzji o dokonaniu restrukturyzacji swojego przedsiębiorstwa może skutecznie zamknąć ku temu drogę, co sprawi, że konieczne będzie złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości.

W trudnym i niepewnym okresie gospodarczym jaki niewątpliwie nastał dla wielu branż, konieczne jest podejmowanie dynamicznych, a niekiedy i trudnych decyzji, celem umożliwienia dalszego istnienia na rynku w stabilniejszym okresie, który – jak wszyscy mamy nadzieję – nadejdzie jak najszybciej. W obliczu takich decyzji nieocenioną pomoc stanowi wsparcie i doradztwo prawne ze strony doświadczonych partnerów.