Znieść zakaz handlu w niedziele – apel Pracodawców RP dot. Pakietu Antykryzysowego

Pracodawcy RP apelują o całkowite zniesienie zakazu handlu w niedziele, które musi zostać zawarte w pakiecie antykryzysowym – na kolejne nowelizacje i zmiany nie ma czasu. W pakiecie ustaw tzw. Tarczy Antykryzysowej zaproponowano jedynie możliwość przyjmowania towaru w sklepach w niedziele – to tylko pozorne złagodzenie zakazu, który należy natychmiast znieść dla naszego bezpieczeństwa! Skończmy z politycznymi kalkulacjami, społeczeństwo oczekuje realnego wsparcia, a nie kombinowania, jak nie narazić się Solidarności.

Nie chodzi tylko o firmy czy biznes – chodzi o bezpieczeństwo całego społeczeństwa, o możliwość zapewnienia wszystkim stałej dostępności produktów pierwszej potrzeby.

W przekazanym stronie społecznej pakiecie ustaw antykryzysowych proponuje się jedynie możliwość „wykonywania czynności związanych z handlem, polegających na rozładowywaniu, przyjmowaniu i ekspozycji towarów pierwszej potrzeby oraz powierzania pracownikowi lub zatrudnionemu wykonywania takich czynności” w niedziele. Jeśli więc w małej miejscowości zabrakłoby towarów pierwszej potrzeby, a dostawa dotarłaby w niedzielę, to lokalna społeczność musiałaby czekać na możliwość zakupienia niezbędnych produktów i żywności do poniedziałku. Taki scenariusz w dobie stanu epidemii do czysty absurd. Łatwo wyobrazić sobie ponadto, jakiej presji społecznej poddani byliby pracownicy takiego sklepu – będąc w pracy nie mogliby otworzyć go i sprzedać towaru potrzebującym!

Równie istotna jest kwestia bezpieczeństwa zdrowotnego. Wszyscy apelują obecnie, abyśmy zachowywali bezpieczną odległość między sobą, aby do placówek handlowych wpuszczać po kilka osób. Zniesienie zakazu handlu w niedziele jest tu idealnym rozwiązaniem, rozszerzającym możliwość dokonywania zakupów w czasie i ułatwiającym zapewnienie mniejszego zagęszczenia wśród kupujących.

Duży spadek tempa wzrostu PKB w roku 2020, ale prawdopodobna recesja nie potrwa długo

Obserwując stan gospodarki chińskiej, ekonomiści generalnie przewidują duży, silnie skoncetrowany w czasie spadek tempa wzrostu polskiego, a także europejskiego i swiatowego PKB – połączony w kwartałach II i III 2020 prawdopodobnie z recesją gospodarczą.

– Natomiast po tych dwóch, trzech kwartałach kryzysu, w niektórych branżach spodziewałbym się stosunkowo szybkiego odbicia – powiedział serwisowi eNewsroom Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club, członek Polskiej Akademii Nauk.

Należy zauważyć różnicę między obecnym kryzysem, a tym w 2008 roku, który zaczął się od kłopotów spowodowanych nadmiernym zadłużeniem gospodarstw domowych i rządów, często tak dużym, że niezdolnych do obsługi długów. Upadające w rezultacie banki doprowadziły w drugiej fazie i na dość długo do problemów w życiu wielu osób, przedsiębiorstw i państw.

Tym razem jest odwrotnie. Rozprzestrzeniający się po świecie wirus, uderza w pierwszej fazie w sferę realną, wpływając negatywnie na finanse prywatne i publiczne w drugiej fazie.

– W odróżnieniu od poprzednich kryzysów gospodarczych, mamy tym razem do czynienia najpierw z szokiem w obszarze zdrowotnym, a dopiero następnie z szokiem w sferze gospodarczym, w dodatku początkowo silnie powiększonym działaniami administracyjnymi władz publicznych, nakierowanymi na obronę życia ludzi i ograniczenie czasu trwania szoku zdrowotnego. Oczekiwałbym więc początkowo dużego spadku tempa wzrostu PKB w skali światowej, także polskiego i europejskiego PKB – nawet stanu recesji w następnych dwóch, trzech kwartałach. W niektórych branżach czeka nas bowiem niemal całkowite zamrożenie aktywności. Z kolei zapowiadane teraz przez rządy, a wprowadzane już przez banki centralne działania w odpowiedzi na te dwa szoki, zmierzają lub będą zmierzać do ograniczenia czasu trwania szoku gospodarczego. W rezultacie w przyszłym roku, a prawdopodobnie już w kwartale IV spodziewajmy się powrotu do może nie całkiem normalnej sytuacji, ale do w miarę zadawalającej – uspokaja Gomułka.

Pracodawcy RP: Należy zawiesić wypłatę 13. i 14. emerytur albo katastrofa

W nadzwyczajnej sytuacji trzeba szukać oszczędności, w innym przypadku finansom publicznym grozi katastrofa. Polska, jak każdy kraj, nie ma zasobów bez dna – obecny budżet centralny wymaga poważnej przebudowy, dlatego należy natychmiast zawiesić wypłatę 13. i 14. emerytur – uważają Pracodawcy RP.

„13. i 14. emerytura to świadczenia dodatkowe, których wprowadzenie uzasadniano dobrą sytuacją budżetową i gospodarczą. Tyle, że dziś to już odległa historia” – przypomina dr Sławomir Dudek, Główny Ekonomista Pracodawców RP i podkreśla: „Dzisiejsza sytuacja wymusza jedyną rozsądną decyzję – zawieszenie tych dodatkowych świadczeń do momentu, kiedy sytuacja gospodarcza i finansowa państwa wróci do stanu sprzed recesji wywołanej koronawirusem”.

Skali kosztów, jakie trzeba będzie ponieść w związku z pandemią jeszcze nie znamy. „Już wiemy, że musimy przekroczyć regułę wydatkową, że budżet będzie nowelizowany – on wymaga nie korekty, tylko poważnej przebudowy. Potrzebne jest olbrzymie wsparcie dla gospodarki, już dziś są w naszym kraju branże, w których przychody spadły dosłownie do zera” – podkreśla dr Dudek.

Przypomnijmy, że aby ratować płynność polskich firm i miejsca pracy, Narodowy Bank Polski zdecydował się na wyjątkowe, niestandardowe działania, będące w istocie monetyzacją  długu publicznego, zwaną w ekonomii drukowaniem pieniądza.

Odpowiedzialny przedsiębiorca, któremu brakuje dziś pieniędzy na normalne wynagrodzenia czy zaliczki na podatki, zrezygnuje z rozdawania swojemu zespołowi drogich prezentów z okazji nadejścia wiosny – to przecież oczywiste. Oczekujemy, że dla odpowiedzialnych za finanse publiczne takie samo postępowanie z budżetem centralnym będzie równie oczywiste.

#ZostańWDomu – jak mieszkańcy Polski, Włoch i Wielkiej Brytanii ograniczają rozprzestrzenianie się koronawirusa

Warszawska spółka specjalizująca się w Big Data – Cloud Technologies – wzięła pod lupę aktywności Polaków, Włochów i Brytyjczyków. Trzy diametralnie inne nacje, z trzech różnych regionów Europy o trzech różnych nastawieniach. Analiza danych geolokalizacyjnych pokazuje, że Polacy na tle innych narodów dotychczas najbardziej ograniczyli swoją mobilność i zdecydowali się pozostać w domach.

Koronawirus rozprzestrzenia się w dynamicznym tempie na całym świecie. Portale informacyjne, telewizja i prasa porzuciły inne tematy, skupiając się wyłącznie na raportowaniu i prognozowaniu skutków, jakie wywołuje globalna panika. A ta, niczym echo, wpływa już nie tylko na obywateli, ale i na całą gospodarkę.

Nic więc dziwnego, że każdy wypatruje końca pandemii i z utęsknieniem czeka na powrót do normalności, kiedy wszyscy chodzili do pracy, dzieci do szkoły, a świat funkcjonował normalnie. Kiedy skończy się ta sytuacja – tego jeszcze nie wiemy. Jednak dzięki analizie Big Data, możemy ocenić, która nacja najpoważniej i najszybciej zareagowała na nowe zagrożenie.

21 dni później

Analitycy Cloud Technologies, spółki przetwarzającej na co dzień anonimowe dane o kilku miliardach urządzeń podłączonych do Internetu na 200 rynkach świata, dokonali analizy mobilności społeczeństwa na podstawie danych geolokalizacyjnych pochodzących głównie ze smartfonów. W tym celu zebrano informacje z okresu od 24 lutego do 15 marca, jednocześnie ignorując wcześniejsze dni trwania epidemii, ponieważ wówczas obowiązywały jeszcze ferie zimowe, a te mocno zakłóciłyby realny obraz sytuacji i to, jak poruszali się ludzie na terenie Europy. Co istotne, przy analizie nie zostały uwzględnione dane o zachowaniach użytkowników, którzy odbywali dłuższe podróże w jedną stronę, co wskazywało na to, że mamy do czynienia na przykład z osobami powracającymi do domu po urlopie.

Celem analizy było sprawdzenie, czy obywatele poszczególnych krajów ograniczyli swoje życie towarzyskie, co może pomóc w ograniczeniu rozpowszechniania się wirusa. – zauważa Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies i dodaje: – W naszej analizie wykorzystaliśmy dane mobilne, pochodzące głównie z telefonów komórkowych, a geolokalizacja została oparta o system GPS. Na co dzień taką samą technologią wspieramy naszych klientów przy tworzeniu kampanii reklamowych on-line.

W ramach opracowanej analizy odległości zostały znormalizowane, tak aby możliwe było porównanie między różnymi krajami. Potrzeba normalizacji wynika z tego, że średnie odległości w poszczególnych krajach znacząco się różnią (wpływ na to może mieć średnia odległość między miejscem zamieszkania a miejscem pracy, czy chociażby klimat i pogoda).

Trzy narody – trzy podejścia

W swojej analizie analitycy z Cloud Technologies wzięli pod lupę trzy nacje, które zamieszkują skrajnie różne rejony Europy oraz reprezentują zupełnie różne podejścia do tematu prewencji epidemiologicznej. Polacy, Włosi i Brytyjczycy byli “badani” przez okres trzech tygodni pod kątem tego, jaką odległość pokonał statystyczny mieszkaniec tych rejonów.

Przygotowane wykresy przy pomocy współczynnika aktywności przedstawiają średnią odległość, jaką pokonał statystyczny mieszkaniec danego kraju. Ciągła niebieska linia określa średnią dzienną odległość, zaś przerywana bordowa linia to punkt odniesienia, który przedstawia średni dystans, jaki mieszkańcy danego kraju przebyli w ciągu tygodnia przed wybuchem epidemii. Dzięki temu łatwo możemy porównać stopień aktywności sprzed i w trakcie trwania badania.

Polska:Polska

Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies S.A.
Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies S.A.

Analizując sytuację w Polsce, wyraźnie widać, że od 9 marca, czyli 5 dni po odnotowaniu pierwszego przypadku zakażenia koronawirusem w kraju, odległość przebyta przez statystycznego Polaka ma tendencję spadkową. Na przedstawionym wykresie uwidaczniają się też periodyczne, dwudniowe spadki – są to weekendy (01.03 i 08.03 – niedziele).

Co natomiast widoczne jest już na pierwszy rzut oka to drastyczny spadek aktywności Polaków. Nasi rodacy wykazali się największą wstrzemięźliwością w przemieszczaniu spośród wszystkich badanych przez nas nacji, co może przyczynić się do ograniczenia skutków działania wirusa. Nasza aktywność spadła blisko o połowę, co oznacza, że sumiennie i solidarnie podeszliśmy do apelów władz i pozostaliśmy w domach. – zauważa Piotr Prajsnar z Cloud Technologies.

Kolor czerwony oznacza urządzenia należące do osób, które przemieszczały się. Zielone natomiast to urządzenia, które należały do osób niezmieniających miejsca pobytu.

Włochy:Włochy

Jak pokazuje wykres, dopóty nie wprowadzono we Włoszech zakazu zgromadzeń w całym kraju oraz dopóki nie zamknięto szkół i uniwersytetów, mieszkańcy półwyspu apenińskiego dosyć luźno podchodzili do kwestii zagrożenia, jakie niesie za sobą rozprzestrzenianie się wirusa – co może być przyczyną obecnej sytuacji, w jakiej znaleźli się Włosi.

Mimo dużo wcześniejszego pojawienia się koronawirusa we Włoszech w porównaniu z Polską, dopiero od 9 marca, gdy wprowadzono odpowiednie zakazy, Włosi zmobilizowali się, by pozostać w domach. Wówczas możemy zaobserwować wyraźny spadek aktywności, rozumianej jako przemieszczanie się. Pomimo tego, że Włosi to dziś jedna z najbardziej dotkniętych epidemią nacji na świecie, nie zredukowali oni tak swoich aktywności, jak miało to miejsce w Polsce.

Kolor czerwony oznacza urządzenia należące do osób, które przemieszczały się. Zielony natomiast to urządzenia, które należały do osób niezmieniających miejsca pobytu.

Wielka Brytania:Wielka Brytania

Ciekawy punkt odniesienia stanowi tu na pewno Wielka Brytania, gdzie decyzje podejmowane przez rząd budziły sporo kontrowersji. Brytyjskie władze do 15 marca, czyli do momentu trwania badania, nie wprowadzały żadnych ograniczeń w zakresie funkcjonowania społeczeństwa czy gospodarki.

Ma to swoje potwierdzenie w danych. Wykres wyraźnie wskazuje, że faktycznie Brytyjczycy w żadnym stopniu nie zrezygnowali z życia towarzyskiego, a ich sposób funkcjonowania nie uległ specjalnym zmianom.

Kolor czerwony oznacza urządzenia należące do osób, które przemieszczały się. Zielone natomiast to urządzenia, które należały do osób niezmieniających miejsca pobytu

Dane będzie nam wyzdrowieć

Przeprowadzona przez Cloud Technologies analiza, uwidacznia wiele różnic, jakie odnotowano pomiędzy poszczególnymi nacjami, jednak czy ma to przełożenie na to w jakim tempie i kiedy ludzie, jak i gospodarki zaczną zdrowieć?

To bardziej pytanie do epidemiologów, ekonomistów, jak i psychologów społecznych, aczkolwiek więcej jak oczywistym wydaje się, że ograniczenie aktywności jest czynnikiem, który może wpłynąć na ograniczenie rozprzestrzeniania się koronawirusa. Patrząc w ten sposób, możemy być dumni z naszych rodaków, którzy tak odpowiedzialnie podeszli do tej kwestii. Pozostaje mieć nadzieję, że taką postawą będą się cechować do końca obowiązywania zalecanych ograniczeń w kontaktach i przemieszczaniu się. – zauważa Piotr Prajsnar z Cloud Technologies.

Gdy już wygramy wojnę o zdrowie, przyjdzie nam zmierzyć się z równie poważnym skutkiem pandemii – gospodarka, będzie wymagała od nas wiele pracy i poświęceń, jednak nie jest to nic z czym ludzkość by sobie nie poradziła w przeszłości. Jak twierdzi Światowe Forum Ekonomiczne: choroby zakaźne kształtowały ekonomię od stuleci – pomyśl o Czarnej Śmierci, dżumie, cholerze, hiszpańskiej grypie i SARS. Nowy koronawirus (Covid-19) najprawdopodobniej zostanie dodany do tej listy i stanie się częścią naszej zbiorowej pamięci jako wydarzenie, które ukształtowało społeczeństwa i gospodarki.

Przedstawione analizy zostały wykonane na podstawie anonimowych danych, jakie pozyskano z urządzeń mobilnych, w tym przede wszystkim telefonów komórkowych podłączonych do Internetu. Aby zapewnić odpowiednią precyzję, geolokalizacja została określona w oparciu o system GPS.

Aktualnie na rynkach Polski, Włoch i Wielkiej Brytanii w sumie analizowane są 394 miliony urządzeń. Wykorzystane dane były zbierane między 24 lutego a 15 marca tego roku i poddane zostały normalizacji w celu umożliwienia porównania poszczególnych rynków.

PGS apeluje o ostrożne planowanie ograniczeń transportu i zawieszenie zmian stawek VAT

Polska Grupa Supermarketów (PGS), skupiająca ponad 600 placówek handlu spożywczego w kraju, funkcjonujących pod szyldem m.in. Top Market, zwraca się do rządu z apelem o ostrożne planowanie ograniczeń transportu – inicjatywa, która może sparaliżować sprawny system zaopatrzenia sklepów spożywczych.

Nasz apel kierowany jest do Prezesa Rady Ministrów w obliczu pojawiających się przestrzeni publicznej informacji o planowanym zamknięciu lub ograniczeniu dostępu do Warszawy. Pragniemy zwrócić uwagę na fakt, iż decyzje takie wraz z wprowadzeniem podziału stolicy na strefy skutkowałby znacznym ograniczeniem możliwości transportu towarów spożywczych i w konsekwencji ograniczeniem bieżącego dostępu obywateli do żywności – podkreśla Michał Sadecki, prezes PGS.

PGS zwraca uwagę na coraz trudniejsze warunki pracy wielu placówek spożywczych w kraju i w stolicy: stałe dbanie o zaopatrzenie sklepów w artykuły antybakteryjne oraz zabezpieczenia w postaci ochrony kas, współpraca i monitoring pracowników, obawiających się w swoje zdrowie w miejscu pracy, negocjacje cenowe z dostawcami jako środek zapobiegawczy w sytuacji rosnących cen produktów (mięso, warzywa, produkty mleczne), utrzymanie terminowego łańcucha dostaw do wszystkich placówek w kraju.

W tak trudnej sytuacji, gdzie działania właścicieli pojedynczych, małych sklepów skoncentrowane są na ochronie pracowników oraz Klientów przy jednoczesnym dbaniu o utrzymanie minimalnych poziomów rentowności, PGS wzywa do podjęcia przez rząd natychmiastowych działań wspierających przedsiębiorców w tym sektorze – w tym pilnego przesunięcia wprowadzenia zmiany stawek VAT oraz nowej struktury JPK, które mają zostać wprowadzone od 1 kwietnia 2020r.

– W tej trudnej dla wszystkich sytuacji rząd winien ułatwić pracę przedsiębiorcom, odstąpić od kolejnych zmian i utrudnień administracyjnych, dając im nadzieję na lepszą perspektywę w przyszłości – postuluje prezes PGS.

Pogarszają się nastroje przedsiębiorców

Wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury gospodarczej pogorszył się dla wszystkich analizowanych branż – podał dzisiaj GUS.

Dzisiejszy komunikat GUS o koniunkturze gospodarczej dostarcza pierwszych danych o sentymentach polskich przedsiębiorstw już po tym jak koronawirus zaczął dyrygować gospodarką. Nie jest zaskoczeniem, że wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury gospodarczej pogorszył się dla wszystkich analizowanych branż – przy czym składowe dotyczące stanu bieżącego pozostają jeszcze na plusach (nawet dla najwcześniej i najsilniej dotkniętych branż), podczas gdy składowe prognostyczne są najczęściej na minusach, ewentualnie wyraźnie korygowane w dół.

Koniunktura w analizowanych przez GUS sektorach:

  • przetwórstwo przemysłowe (dane wyrównane sezonowo -2,8/dane niewyrównane: -1,1); jeszcze w marcu na niewielkim plusie, ale przy wyraźnie pogarszających się perspektywach na przyszłość. Dane sprzed miesiąca najprawdopodobniej uwzględniały w większym stopniu ograniczenia po stronie podażowej, aniżeli zamrożony w wielu branżach popyt. Z uwagi na charakter szoku, przetwórstwo jest bardzo zróżnicowane wewnętrznie, czego dane GUS nie mogą pokazać. Spodziewamy się, że przetwórstwo rolno-spożywcze i chemiczne, czy produkcja urządzeń wybranych typów deklaruje poprawę.
  • budownictwo (-2,3/-1,9): budownictwo dawało w ostatnich miesiącach nadzieję, że hamowanie gospodarki nie będzie tak ostre. To już nieaktualne, co więcej jego problemy będą funkcją sytuacji innych działów.
  • handel: w handlu hurtowym sentymenty firm na niewielkim plusie (+1,3/+0,4), co jednak stanowi wyraźne pogorszenie w stosunku do ostatnich miesięcy; w handlu detalicznym systematycznie gorzej (-2,7/-3,1) – trudno oczekiwać poprawy, wziąwszy pod uwagę ograniczenia w handlu w wybranych lokalizacjach oraz wyraźną zmianę preferencji konsumenckich, wynikającą z niepewności. Nawe wyraźna orientacja klientów na handel online nie rozwiązuje problemu tego sektora. Dodatkowo, akumulowane zapasy dość naturalnie ograniczają popyt w przyszłości.
  • transport i logistyka (-6,1/-5,8): branża, która pełni funkcję pomocniczą wobec innych. W efekcie zamrożenie działalności gospodarczej uderza rykoszetem. A nie jest to pierwsze ryzyko biznesowe, jakie w ostatnich miesiącach doświadczyło ten sektor – warto przypomnieć choćby Brexit.
  • zakwaterowanie i gastronomia (-8,1/-9,1): tu uderzenie jest bezpośrednie, a jego skala jest jeszcze daleko niedoszacowana. Wspomnianą wcześniej zmianę preferencji potęgują ograniczenia w sposobie świadczenia usług gastronomicznych.
  • informacja i komunikacja (+16,1/+16,8): wygaszenie aktywności gospodarczej w całej gospodarce oraz ryzyka związane w bankructwami mogą w długim okresie ograniczyć popyt; w krótkim, o ile istnieją możliwości świadczenia usług, kluczowe jest zapotrzebowanie klientów.
  • finanse i ubezpieczenia (niewyrównane sezonowo +22,6): tu paradoksalnie rośnie zapotrzebowanie na usługi, przede wszystkim po stronie klientów instytucjonalnych, a zapowiadana interwencja publiczna.

Pewną podpowiedź na temat tego, jakiej trajektorii możemy spodziewać się w kwietniowym komunikacie, dostarczają dane z Niemiec. Tam koniunktura w biznesie notuje drastyczne spadki, których skala jest porównywalna z rzeczywistością kryzysu 2008-2009, a to jeszcze nie koniec. W szczególności, spadków doświadczy np. budownictwo, które w takich sytuacjach reaguje z opóźnieniem.

Komentarz Sonii Buchholtz, ekspertki ekonomicznej Konfederacji Lewiatan

Budownictwo mieszkaniowe w okresie styczeń-luty 2020 r.

W okresie dwóch pierwszych miesięcy 2020 roku oddano do użytkowania więcej mieszkań niż przed rokiem. Wzrosła również liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto, natomiast spadła liczba mieszkań, na których budowę wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia z projektem budowlanym.

Mieszkania oddane do użytkowania

Według wstępnych danych, w okresie styczeń-luty 2020 r. oddano do użytkowania 33,5 tys. mieszkań, tj. o 3,3% więcej niż przed rokiem. Deweloperzy przekazali do eksploatacji 20,0 tys. mieszkań (0,7% więcej niż w analogicznym okresie 2019 r.), natomiast inwestorzy indywidualni – 12,8 tys. mieszkań, tj. o 9,1% więcej niż w 2019 r. W  ramach tych form budownictwa wybudowano łącznie 98,0% ogółu mieszkań oddanych do użytkowania (odpowiednio 59,8% i 38,2%). Więcej mieszkań niż przed rokiem oddano do użytkowania w budownictwie spółdzielczym (328 wobec 280); w pozostałych formach (komunalne, społeczne czynszowe i zakładowe) łącznie oddano 339 mieszkań (wobec 515 w ub. roku).

Powierzchnia użytkowa mieszkań oddanych w okresie styczeń-luty 2020 r. wyniosła 3,1 mln m2, czyli o  7,1% więcej niż w analogicznym okresie roku 2019. W porównaniu do okresu styczeń-luty 2019 r. przeciętna powierzchnia użytkowa 1 mieszkania zwiększyła się o 3,3 m2 – do poziomu 93,5 m2.

Tablica 1. Mieszkania oddane do użytkowania

Wyszczególnienie

2020

II I-II
Liczba mieszkań II 2019=100 I 2020=100 Liczba mieszkań I-II 2019=100
Ogółem
16 050 106,6 92,2 33 459 103,3
Indywidualne 6 355 116,6 98,8
12 789
109,1
Przeznaczone na sprzedaż lub wynajem 9 381 102,5 88,3 20 003 100,7
   w tym na wynajem 87 103,6 107,4 168 55,3
Spółdzielcze 80 40,2 32,3 328 117,1
Komunalne 130 94,9 Ponad 8-krotnie więcej 145 59,2
Społeczne czynszowe 102 129,1 113,3 192 94,1
Zakładowe 2 5,6 . 2 3,0

 

Mieszkania, na których budowę wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia z projektem budowlanym

W pierwszych dwóch miesiącach 2020 r. wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia budowy 37,3 tys. mieszkań, tj. o 0,5% mniej niż w analogicznym okresie roku 2019. Pozwolenia na budowę największej liczby mieszkań otrzymali deweloperzy (23,3 tys.) oraz inwestorzy indywidualni (13,8 tys.), tj. odpowiednio o 2,5% mniej i 9,8% więcej niż w okresie

styczeń-luty 2019 r. Łącznie w ramach tych form budownictwa otrzymano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia budowy z projektem budowlanym dla 99,6% ogółu mieszkań. Mniej niż w analogicznym okresie 2019 r. odnotowano mieszkań, na których budowę wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia z projektem budowlanym w budownictwie spółdzielczym (27 mieszkań wobec 326) oraz w pozostałych formach budownictwa (117 wobec 643).

Tablica 2. Mieszkania, na których budowę wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia
z projektem budowlanym

Wyszczególnienie

2020

II I-II
Liczba mieszkań II 2019=100 I 2020=100 Liczba mieszkań I-II 2019=100
Ogółem
18 920 112,3 103,0 37 290 99,5
Indywidualne 7 028 106,8 103,2
13 841
109,8
Przeznaczone na sprzedaż lub wynajem 11 855 118,9 103,5 23 305 97,5
Spółdzielcze 23 8,0 575,0 27 8,3
Komunalne 14 107,7 13,6 117 29,2
Społeczne czynszowe . . .
Zakładowe . . .

 

Mieszkania, których budowę rozpoczęto

W okresie styczeń-luty 2020 r. rozpoczęto budowę 33,8 tys. mieszkań, tj. o 12,1% więcej niż w analogicznym okresie roku 2019. Deweloperzy rozpoczęli budowę 20,6 tys. mieszkań, a inwestorzy indywidualni 12,3 tys., czyli łącznie 97,5% ogólnej liczby mieszkań. Zarówno w budownictwie przeznaczonym na sprzedaż lub wynajem, jak i w budownictwie indywidualnym odnotowano wzrosty odpowiednio o 2,4% i 31,5% r/r. Więcej mieszkań, których budowę rozpoczęto, zaobserwowano również w budownictwie spółdzielczym (471 mieszkań wobec 292), a także w pozostałych formach budownictwa (385 wobec 356).

Tablica 3. Mieszkania, których budowę rozpoczęto

Wyszczególnienie

2020

II I-II
Liczba mieszkań II 2019=100 I 2020=100 Liczba mieszkań I-II 2019=100
Ogółem
17 875 107,2 112,5 33 766 112,1
Indywidualne 6 845 114,3 126,3
12 265
131,5
Przeznaczone na sprzedaż lub wynajem 10 616 102,7 105,9 20 645 102,4
    w tym na wynajem 63 80,8 37,1 233 197,5
Spółdzielcze 314 430,1 200,0 471 161,3
Komunalne 28 40,0 59,6 75 85,2
Społeczne czynszowe 32 14,9 14,3 256 95,5
Zakładowe 40 . 285,7 54 .

 

Szacuje się, że na koniec lutego 2020 r. w budowie pozostawało 825,8 tys. mieszkań,
tj. o 4,1% więcej niż w analogicznym okresie roku 2019.

Wykres 1. Ruch budowlany w obszarze budownictwa mieszkaniowego w Polsce

Ruch budowlany w obszarze budownictwa mieszkaniowego w Polsce
Źródło: GUS

Najwięcej mieszkań, na których budowę wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia
z projektem budowlanym oraz których budowę rozpoczęto w okresie styczeń-luty 2020 r., odnotowano w województwie mazowieckim (odpowiednio 7,2 tys. i 7,5 tys.) i wielkopolskim (4,1 tys. i 4,4 tys.). Największą liczbą mieszkań oddanych do użytkowania charakteryzowało się województwo mazowieckie (6,1 tys. mieszkań) i małopolskie (4,5 tys.).

Wykres 2. Ruch budowlany w obszarze budownictwa mieszkaniowego według województw (styczeń-luty 2020 r.)

Ruch budowlany w obszarze budownictwa mieszkaniowego według województw
Źródło: GUS

Pomoc publiczna w czasach pandemii

Przedsiębiorcy otrzymali w ostatnich dniach wiadomość elektroniczną z informacją, że Minister Rozwoju pracuje nad pakietem osłonowym dla firm w związku z ogłoszoną pandemią SARS-CoV-2. Opracowywany pakiet osłonowy to zestaw propozycji zmian w prawie, które mają pomóc przedsiębiorcom odczuwającym negatywne skutki związane z rozprzestrzenieniem się koronawirusa. Najważniejsze ułatwienia mają dotyczyć: ulg w należnościach, w tym udogodnienia w płatnościach podatków i składek ZUS. Nie wszyscy jednak wiedzą, że wiele z tych rozwiązań dostępnych jest już dzisiaj. Możliwości te wyjaśnia adwokat dr Jacek Drosik z Kancelarii Prawnej Ślązak, Zapiór i Wspólnicy w Katowicach.

Ulgi w spłacie zobowiązań w sprawach indywidualnych

Przede wszystkim każdy przedsiębiorca może ubiegać się o udzielanie indywidualnych ulg w spłacie zobowiązań podatkowych czy ZUS. Taka możliwość wynika wprost z przepisów art. 67a i nast. ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. – Ordynacja podatkowa (t.j. Dz. U. z 2019 r. poz. 900 z późn. zm. – dalej OrdPU) oraz art. 29 ust. 1 ustawy z dnia 13 października 1998 roku o systemie ubezpieczeń społecznych (tekst jedn. Dz.U. z 2015 roku, poz. 121 z późn. zm.) i może być zastosowana niezależnie od regulacji jakiejkolwiek specustawy. Podobne ulgi, na podstawie art. 64 w związku z art. 55, art. 60 i 68 ustawy z dnia 27 sierpnia 2009 r. o finansach publicznych (t.j. Dz. U. z 2019 r. poz. 869 z późn. zm. – dalej UFP) mogą być stosowane wobec niepodatkowych należności budżetowych o charakterze publicznoprawnym, czyli takich jak dotacje czy mandaty karne, a także w stosunku do zobowiązań stanowiących należności pieniężne mające charakter cywilnoprawny, przypadające organom administracji rządowej, państwowym jednostkom budżetowym czy państwowym funduszom celowym, co wynika z art. 55 UFP. Do tych ostatnich zobowiązań zalicza się m.in. opłaty za użytkowanie wieczyste.

Pomoc generalna

Poza indywidualną pomocą dla przedsiębiorców, ustawodawca przewidział również możliwość udzielania ulg w spłacie zobowiązań podatkowych o charakterze generalnym. Na podstawie art. 22 § 1 pkt 1 OrdPU minister właściwy do spraw finansów publicznych może, w drodze rozporządzenia, w przypadkach uzasadnionych interesem publicznym lub ważnym interesem podatników, odstąpić w całości lub w części z poboru podatków, określając rodzaj podatku, okres, w którym następuje zaniechanie, i grupy podatników, których to dotyczy.

Ulgi indywidualne wymagają wniosku przedsiębiorcy

Żadna z przywołanych  form pomocy (indywidualna czy generalna) nie jest realizowana automatycznie, ponieważ w każdym z przytoczonych przepisów ustawodawca posłużył się zwrotem „może”, który jest techniczną formą upoważnienia do rozstrzygnięcia sprawy na zasadzie uznania administracyjnego (zob. E. Ochendowski, Prawo administracyjne. Część ogólna. Toruń 2005, s. 201). Uznanie administracyjne istnieje wtedy, gdy administracja dla urzeczywistnienia stanu prawnego, może wybierać między różnymi rozwiązaniami. Norma prawna nie determinuje wówczas w sposób jednoznaczny skutku prawnego, lecz pozostawia w sposób wyraźny dokonanie takiego wyboru organowi administracyjnemu (Ibidem). Niemniej, bez względu zatem na to, czy parlamentarzyści uważają za stosowne tworzenie kolejnych ustaw specjalnych, Minister Finansów mógł już wcześniej i może nadal podjąć działania, do których upoważnia go Ordynacja Podatkowa, a które mogą pomóc podatnikom dostosować się do zmieniających warunków związanych z pandemią koronawirusa. Wobec bierności ministra, przedsiębiorcy już teraz mogą występować z wnioskami indywidualnymi. Za pozytywnym rozpatrzeniem tych wniosków przemawiają przesłanki udzielenia ulg, którymi są interes publiczny lub ważny interes podatnika.

Kiedy pomoc może zostać udzielona

Przez interes publiczny rozumiemy dążenie do osiągnięcia określonych celów, które zamierza osiągnąć społeczeństwo (zob. S. Presnarowicz [w:] C. Kosikowski, L. Etel,  R. Dowgier, P. Pietrasz, S. Presnarowicz, Ordynacja podatkowa, Warszawa 2006, str. 780)., „miarodajna jest tutaj konstytucja i zgodne z nią ustawodawstwo, a właściwie całe prawodawstwo” (E. Ochendowski, Prawo administracyjne…, str. 23). Interes publiczny powinien być więc badany przez cele, które przede wszystkim wynikają z ustaw. Będzie to zatem przede wszystkim ochrona zdrowa, która wprost wynika z art. 68 ust. 1 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia 1997 r. (Dz. U. Nr 78, poz. 483 z późn. zm.), ale również ochrona pracy, która zgodnie z art. 24 tej ustawy znajduje się pod ochroną Rzeczypospolitej Polskiej. Odstąpienie od poboru podatków czy udzielenie ulgi indywidualnej z pewnością pozwoli przedsiębiorcy przeznaczyć zaoszczędzone pieniądze na zakup  większej liczby artykułów pierwszej potrzeby oraz skorzystanie z usług kurierów, co ograniczy konieczność wychodzenia z domu i zmniejszy ryzyko zakażenia siebie, ale i innych. Może być to zakup środków dezynfekujących, zmiana organizacji pracy etc. Dziwić może, że Minister Finansów rozporządzeniem z dnia 11 lipca 2018 r. w sprawie zaniechania poboru podatku od czynności cywilnoprawnych od umowy sprzedaży lub zamiany waluty wirtualnej (Dz. U. poz. 1346 z późn. zm.) zwolnił z podatku podatników uzyskujących z tego źródła przychody, nie korzysta natomiast z tej kompetencji w sytuacji pandemii koronawirusa. Bierność Ministra Finansów jest o tyle niezrozumiała, że urzędnicy Ministerstwa Rozwoju szukają rozwiązań, które Minister Finansów może natychmiast wprowadzić w oparciu o posiadane kompetencje. Nie ulega wątpliwości, że pomoc leży nie tylko w interesie publicznym, ale także w sferze ważnych interesów podatników. Udzielenie okresowej ulgi, wielu przedsiębiorcom pozwoli przetrwać najtrudniejszy okres pandemii, dzięki czemu w przyszłości nadal będą płacić podatki. Tych podatków państwo nie uzyska, jeżeli przedsiębiorcy nie poradzą sobie z trudnościami spowodowanymi pandemią, w efekcie czego będą zmuszeni ogłosić upadłość lub podjąć decyzje o likwidacji działalności gospodarczej.

Z kolei ważny interes to „taki, od którego wiele zależy, mający dla kogoś dużą wagę, duże znaczenie, znaczący, doniosły, cenny” (Nowy Słownik Języka Polskiego pod redakcją E. Sobol, Warszawa 2002, str. 1111). Nie ma ważniejszego interesu, niż życie, zdrowie, ochrona miejsc pracy.

Sama możliwość udzielenia pomocy nie wystarczy

Organy administracyjne dysponują już zatem kompetencjami niezbędnymi do pomocy przedsiębiorcom walczącym ze skutkami pandemii. Przedsiębiorcy nie powinni czekać i  już dziś powinni składać wnioski. Należy jednak pamiętać, że pomoc nie jest automatyczna, stąd zasadnicze znaczenie będzie miał, w przypadkach spraw indywidualnych, dobrze umotywowany i udokumentowany wniosek. Organ administracyjny nie sporządzi wniosku za przedsiębiorcę, bo to przedsiębiorca jest tym uczestnikiem postępowania wyjaśniającego, który jest najlepiej zorientowany w jej sytuacji (zob. M. Szubiakowski [w:] M. Szubiakowski, M. Wierzbowski (red.) A. Wiktorowska, Postępowanie administracyjne – ogólne, podatkowe i egzekucyjne, Warszawa 2002, s. 115), dlatego tylko on może wskazać związek pandemii korona wirusa z jego sytuacją ekonomiczną, rodzinną, finansową itp. Innymi słowy tylko dobrze umotywowanym wnioskiem może przekonać, że za udzieleniem mu pomocy od Państwa, przemawia jego ważny interes lub pomoc leży w interesie publicznym.

Nie ma sensu czekać na rozwój prac parlamentarnych. Prawodawca już upoważnił organy administracyjne do działania. Użycie zwrotu niedookreślonego, a takie występują przecież w każdym z przytoczonych na wstępie przepisów, może być rozumiane tak, jak gdyby ustawodawca powiedział decydentowi „ty, wykształcony prawniczo, mądry, doświadczony decydencie, akceptujący moje wartości (dobitnie podkreślmy – akceptowane społecznie) i dysponując rzeczywistym rozeznaniem konkretnej sytuacji uczyń tak jak ja – ustawodawca uczyniłbym, gdybym dysponował pełnym konkretnym rozeznaniem sytuacji”(zob. Z. Ziembiński, Teoria prawa, Warszawa-Poznań 1978, s. 201). Warto mieć na uwadze fakt, że Minister Rozwoju pracuje wprawdzie nad pakietem osłonowym dla firm. Nie wiadomo jednak, jaka będzie finalna wersja zaproponowanych udogodnień i przede wszystkim – kiedy wejdą w życie. Tymczasem przedsiębiorcy muszą już gromadzić pieniądze na zaliczkę, na podatek dochodowy (do 20go marca) i VAT (płatny do 25go marca).

„Biznes w czasach zarazy”, czyli działania osłonowe innych państw

USA, Francja, Hiszpania, Szwajcaria i Australia przedstawiły działania osłonowe swoich rządów podczas webinarium „Biznes w czasach zarazy” Międzynarodowej Organizacji Pracodawców (IOE), do której – jako jedyny polski przedstawiciel – należą Pracodawcy RP.

„Uczestnicy dzielili się doświadczeniami swoich krajów z walki z wirusem, działaniami podejmowanymi przez ich rządy w celu łagodzenia skutków gospodarczych i sposobami, jakimi ich organizacje podchodzą do problemów firm członkowskich” – relacjonuje Marta Kaźmierczak, ekspert Pracodawców RP ds. międzynarodowych. „Podkreślano, że koronawirus to nie tylko kryzys zdrowotny, ale i ekonomiczny – o zasięgu globalnym, który wpłynie na firmy i pracodawców” – dodaje ekspertka.

3 klucze

Jak zaznacza ekspertka Pracodawców RP, uczestnicy webinarium podkreślali, że planując działania osłonowe należy brać pod uwagę trzy czynniki: konieczność działania z wyprzedzeniem, odpowiedzialność w doborze środków, które nie zawsze będą łatwe dla otoczenia biznesowego oraz nowe sposoby pracy.

JAK NIEKTÓRE PAŃSTWA WSPIERAJĄ SWOJE ŚRODOWISKA BIZNESOWE

USA (relacja – Gabriella Rigg Herzog, USCIB)

Pakiet pomocowy (Stimulus Package) został ogłoszony w poniedziałek 16.03. Rynki zareagowały błyskawicznie. Sekretarz Stanu zachęca do szybkiego tempa pracy w legislacji. Kongres USA zatwierdził kwotę do 7 miliardów dolarów na niskooprocentowane pożyczki na katastrofy, szczególnie na małe firmy dotknięte COVID-19.

Braki w sklepach dotyczą materiałów i wyrobów medycznych (np. płyny dezynfekujące), ale obserwuje się innowacyjne podejście niektórych firm (m.in. destylarni, browarów), które wykorzystując w swych procesach produkcyjnych wysokoprocentowe alkohole, zaczynają wytwarzać brakujące środki.

Organizacja USCIB (United States Council for International Business) śledzi sytuację uważnie, pracuje zdalnie i jest w stałym kontakcie ze swoimi członkami w celu pracy nad inicjatywami o kluczowym znaczeniu, m.in. nad inicjatywą w ramach partnerstwa dla zrównoważonego rozwoju („Business Fights Poverty”). Federalna organizacja SBA (Small Business Administration) planuje pomoc w ramach programu pożyczek na wypadek szkody gospodarczej (Economic Injury Disaster Loans Program) dla firm, które poniosły poważne szkody w kwalifikującym się obszarze klęski żywiołowej.

FRANCJA (relacja – Anne Vauchez, MEDEF)

Francuska gospodarka w styczniu br. miała problemy z łańcuchem dostaw i zanotowała pierwsze zaburzenia w działaniu firm. W lutym gwałtowne spadki dotknęły m.in. branż hotelarskiej, restauracyjnej i transportowej. W marcu, z związku z ogłoszeniem zakazu zgromadzeń powyżej 5 000 osób, negatywny wpływ odczuły sektory związane z organizacją wydarzeń masowych, usług przewozowych czy gastronomicznych. Francuski indeks akcji CAC40 zanotował spadek o 35 proc. w porównaniu do stanu z 1 stycznia br.

W ramach ekonomicznych i finansowych środków rząd będzie wspierał firmy w negocjacjach w sprawie zmiany harmonogramu pożyczek bankowych oraz zagwarantuje do 300 miliardów euro w ramach pożyczek bankowych. Ponadto zawieszone zostaną płatności składek społecznych i podatków bezpośrednich (w pewnych indywidualnych przypadkach, na wniosek, stosowane będą zwroty podatku) oraz rachunków i opłat (opłaty za wodę, gaz, energię elektryczną). Utworzony zostanie specjalny fundusz w wysokości jednego miliarda EUR dla 400 tys. mikroprzedsiębiorców (samozatrudnienie, restauracje, sklepy) o obrotach mniejszych niż 1 milion EUR, którzy utracili 70 proc. obrotu w okresie pomiędzy marcem 2019 r. a marcem 2020 r. Pierwsza wypłata kwoty będzie miesięcznie wynosiła 1500 EUR, a potem odbywać się to będzie na podstawie analizy konkretnego przypadku.

W ramach środków społecznych jako regułę przyjęto telepracę we wszystkich przypadkach, gdzie jest to możliwe (40 proc., 8 milionów pracowników). Jeśli nie jest możliwa, pracodawca ma obowiązek odpowiedniego dostosowania organizacji pracy (odpowiednia odległość, ograniczenia spotkań, podróży, stołówki z siedzeniami oddalonymi od siebie o 1 metr).  Wszystkie firmy doświadczające spadku aktywności mogą zastosować skrócony czas pracy. Przewidywane jest również wsparcie dla pracowników będących rodzicami dzieci poniżej 16. roku życia, których dotknęło zamknięcie szkół i przedszkoli – będą oni korzystać z zasiłków chorobowych.

Organizacja MEDEF (Mouvement des Entreprises de France) na bieżąco uczestniczy w dialogu z władzami i gromadzi informacje od swoich członków o aktualnych problemach w poszczególnych sektorach. W marcu br. zaproponowała rządowi przyjęcie awaryjnych środków i prowadzi rozmowy dotyczące dodatkowego wsparcia dla biznesu. Organizacja powołała w swoich strukturach jednostkę kryzysową do udzielania odpowiedzi na problemy związane z koronawirusem.

HISZPANIA (relacja – Miriam Pinto Lomena, CEOE)

Organizacja CEOE (Confederacion Espanola de Organizaciones Empresariales) przedstawiła rządowi Hiszpanii listę oczekiwań firm członkowskich zmagających się z sytuacją kryzysową – w zakresie płynności (szybkie mechanizmy wsparcia dla MŚP i samozatrudnionych), tymczasowych zwolnień z procedur (uproszczenie i usprawnienie), składek społecznych (zawieszenie obowiązku płatności), telepracy (usprawnienie wdrażania), płatności podatków (automatyczne i nieoprocentowane odroczenia oraz gwarancji publicznych (usprawnienie dostępu do kredytów).

13 marca br. przyjęto pierwszy plan pomocy z budżetu państwa. Przewidziano m.in. pomoc w wysokości 14,4 miliarda EUR dla MŚP i samozatrudnionych oraz 3,8 miliarda EUR dla systemu opieki zdrowotnej – nie jest ona jednak wystarczająca. 18 marca rząd hiszpański zmobilizował dodatkowe środki w wysokości 200 miliardów EUR (20 proc. PKB Hiszpanii).

Podkreślono, że problemem w Hiszpanii są też znaczące braki w środkach ochrony osobistej, która jest niezbędna dla sklepów. Dodatkowe wyzwanie to telepraca, w szczególności wymogi sprzętowe, wydajność, raportowanie czasu pracy.

SZWAJCARIA (relacja – Blaise Matthey, FER)

Środki podejmowane przez rząd Szwajcarii na poziomie federalnym są minimalne. W najbliższych 3 miesiącach spodziewana jest recesja w ubezpieczeniach społecznych. Na złagodzenie skutków społecznych pandemii ma zostać przeznaczone 10 miliardów CHF. Fundusze zatrudnienia nie zapewnią wystarczającej pomocy.

Organizacja FER (Federation des Entreprises Romandes) skupia się na negocjacjach z rządem swojego kraju – tak, aby zostały niezwłocznie przyjęte rozwiązania najlepsze dla szwajcarskiego biznesu.

AUSTRALIA (relacja – Scott Barklamb, ACCI)

Australia przechodzi najgorszy kryzys od 1997 r., co wynika także z konsekwencji niedawnych pożarów, które pustoszyły kraj. Środki ograniczające dotknęły m.in. handel detaliczny, transport, organizację masowych wydarzeń. Biznes reorganizuje swoją pracę w kierunku pracy zdalnej. Obserwuje się dużą elastyczność australijskich pracodawców, co do miejsca i czasu wykonywania pracy przez pracowników (praca zmianowa, korzystanie z urlopów, niestandardowe formy pracy).

Australijska Izba Przemysłowo-Handlowa (ACCI) opracowała dla swoich członków  „Employer Guide” – przewodnik, w którym odpowiadają na pytania stawiane przez ich członków. W tym celu Izba organizuje również regularnie konferencje tematyczne. Po kataklizmie pożarów zastosowano zwolnienie z opłat członkowskich w lokalnych organizacjach zrzeszających przedsiębiorców.

Pracodawcy RP

Hotelarze: Tarcza rządu to nie jest dla nas realna pomoc! Straty branży hotelarskiej to już pół miliarda i każdego miesiąca dochodzi kolejne pół miliarda złotych

Branża hotelarska negatywnie zareagowała na rządowe propozycje, które miałyby pomóc w związku z sytuacją związaną z koronawirusem. Ich zdaniem rządowa „tarcza antykryzysowa” to pozorowane, ogólnogospodarcze propozycje, które w nikłym stopniu mogą pomóc polskim hotelarzom w trakcie największego kryzysu gospodarczego, zwłaszcza dla nich. Dlatego w kolejnym liście do premiera Mateusza Morawieckiego apelują do rządu o wprowadzenie rozwiązań sektorowych, które uratują polskich hotelarzy przed bankructwem.

Z apelem wyszli hotelarze z Pomorza Zachodniego, w którym funkcjonuje 20 proc. wszystkich miejsc noclegowych w Polsce, dotknięci restrykcjami oraz ograniczeniami wprowadzonymi przez rząd. Jednak już do tej pory postulaty poparło prawie 150 hotelarzy z całego kraju, którzy dołączyli się do apelu.

Konieczna większa pomoc, by uniknąć zwolnień pracowników

We wspólnym liście, który trafił do polskiego rządu alarmują, że ich sytuacja z dnia na dzień staje się coraz bardziej dramatyczna – spadki obłożenia osiągają dziś drastyczny poziom pomiędzy 90 a 100 proc. Straty liczone są już w wysokości poł miliarda złotych, a każdy kolejny miesiąc przyniesie kolejne pół miliarda strat. Ich zdaniem przy 90 proc. zamkniętych hoteli i przestoju powinno dojść do zniesienia wymogu minimalnego wynagrodzenia wraz z przejęciem przez państwo większej części płacy. Bo – jak podkreślają – nawet niskie wypłaty wydają się korzystniejsze niż masowe zwolnienia. W przypadku urlopu bezpłatnego powinien być wypłacany zasiłek. Hotelarze zwracają uwagę na brak uproszczenia uciążliwej i nieskutecznej procedury odroczenia terminu płatności składek na ZUS. „Za trzy miesiące będzie trzeba zapłacić skumulowaną kwotę, gdy może dopiero wtedy będziemy wychodzili z kryzysu. Składki ZUS i podatki za pracowników powinni być umorzone lub skutecznie odroczone” – zauważają w liście do polskiego rządu. Tymczasem w projekcie ustawy dotyczącej tzw. tarczy, pomimo zapowiedzi nie znalazło się nawet to odroczenie. Proponowana jest zmiana terminu płatności za użytkowanie wieczyste z marca do czerwca, gdy w tym czasie nie będzie najprawdopodobniej żadnych przychodów, więc to jest równie niedorzeczne.

Większe możliwości kredytowe i elastyczność w płatnościach dla hotelarzy

Hotelarze krytykują też fakt, że proponowane przez polski rząd zawieszenie płatności spłacania kredytów dotyczy tylko osób fizycznych, a nie przedsiębiorców. Ich zdaniem takie rozwiązanie powinno obejmować zarówno operatorów hoteli, jak i inwestorów – bo problemy tych ostatnich też spowodują zamykanie hoteli. W ocenie branży hotelowej w zaproponowanej tarczy antykryzysowej zabrakło również konkretnych rozwiązań kredytowych dla małych i dużych przedsiębiorstw, którymi często są większe hotele. Zdaniem hotelarzy „pożyczki na poziomie 5 tys., mają charakter upokarzający”. I apelują o kredyty obrotowe na poziome przychodów w miesiącu poprzedzającym kryzys. Zdaniem hotelarzy w rozwiązaniach rządowych powinny pojawić się propozycje, które doprowadziłby do niezwłocznego zwrotu podatków dla przedsiębiorstw na podstawie złożonych już deklaracji. W ich ocenie w „tarczy antykryzysowej” nie uwzględniono postulatu czasowego zawieszenia płatności i wstrzymania egzekucji skarbowej bieżących podatków, składek i innych danin publicznych w branży hotelarskiej. Podobnie brak możliwości odliczenia straty z zyskiem do opodatkowania z ubiegłego roku pomiędzy powiązanym inwestorem a operatorem hotelu.

Czego jeszcze oczekują hotelarze? Na przykład przynajmniej zawieszenia bez odsetek na 6 miesięcy opłat za odbiór odpadów czy media, takie jak energia woda czy ciepło. Pojawiły się zapowiedzi w tym zakresie, a ostatecznie mają dotyczyć osób fizycznych.

Hotelarzom grozi bankructwo

Jak podkreślają hotelarze, nieprzyjęcie ich postulatów będzie oznaczało pozostawienie hotelarzy samych sobie oraz narażenie na bankructwo dużych i małych przedsiębiorstw hotelarskich. „Warto przypomnieć, że turystyka stanowi 7 proc. PKB Polski oraz 10 proc. PKB i wszystkich zatrudnionych w województwie, więc to będzie problem dla wszystkich lokalnie i w kraju” – zaznaczają w liście do rządu hotelarze z Pomorza Zachodniego i wskazują, że przykładowo na Węgrzech takie wsparcie sektorowe zostało już wprowadzone. W tzw. tarczy nawet branże energochłonne i technologiczne, które nie zostały dotknięte w takim stopniu jak branża hotelarska, zostały dodatkowo uwzględnione.

Wynagrodzenie pracownika w czasie epidemii. Czy pracodawca musi je wypłacać?

Ogłaszamy na obszarze Polski stan zagrożenia epidemicznego – powiedział rząd i pozamykał lub ograniczył klientom dostęp do poszczególnych form działalności i przemieszczania się. Co więcej, cały kraj funkcjonuje pod hasłem „zostań w domu”. Jak w tych warunkach funkcjonować mają przedsiębiorcy, których firmy nie mogą zrobić sobie wakacji, tak jak uczniowie? Nie ma odbiorców towarów i usług, nie ma przychodu przedsiębiorstwa, nie ma środków na kredyty, leasingi, rachunki i wynagrodzenia. Te ostatnie pracodawca musi wypłacać. Czy na pewno?

Na mocy uregulowań Kodeksu cywilnego, przede wszystkim artykułów 357¹, 471 i 495, wskutek wystąpienia siły wyższej, czy też nadzwyczajnej zmiany okoliczności, zobowiązany do świadczenia może się z jego spełnienia zwolnić, czy też za pośrednictwem sądu rozwiązać wiążącą go z innym podmiotem umowę. Wykazując związek przyczynowy między panującą epidemią koronawirusa, a wprowadzanymi w związku z nią odgórnie ograniczeniami rynkowymi, przedsiębiorcy mogą uwolnić się od obowiązku spełniania ciążących na nich zobowiązań kontraktowych, spłat rat kredytowych i leasingowych, bez ponoszenia za to odpowiedzialności odszkodowawczej. Przepis art. 471 stanowi bowiem, że dłużnik jest zobowiązany do naprawienia szkody wynikłej z niespełnienia ciążącego na nim świadczenia, pod warunkiem, że powodem jego niespełnienia była okoliczność, za którą to on ponosi odpowiedzialność.

Co pracodawca musi i czego nie może?

Powyższe regulacje nie mają jednak zastosowania do stosunków pracy, jako szczególnie chronionych przez państwo i prawo. Dotyczy to tylko stosunków opartych o umowę o pracę. Pracownicy wykonujący dla pracodawcy pracę na umowę zlecenie lub dzieło są pozbawieni tej szczególnej ochrony. Zatem pracodawcy, pomimo wystąpienia siły wyższej – takiej jak ogólnoświatowy kryzys gospodarczy spowodowany epidemią koronawirusa – nie mogą nie spełnić wobec pracowników podstawowych świadczeń, takich jak wypłata wynagrodzenia. Pracownicy mogą więc – nawet mimo niezależnej od pracodawcy niewypłacalności zakładu pracy – domagać się zapłaty, nawet jeśli nie świadczą pracy. Przepis art. 81 § 1 Kodeksu pracy stanowi bowiem, że: „Pracownikowi za czas niewykonywania pracy, jeżeli był gotów do jej wykonywania, a doznał przeszkód z przyczyn dotyczących pracodawcy, przysługuje wynagrodzenie wynikające z jego osobistego zaszeregowania, określonego stawką godzinową lub miesięczną, a jeżeli taki składnik wynagrodzenia nie został wyodrębniony przy określaniu warunków wynagradzania – 60% wynagrodzenia. W każdym przypadku wynagrodzenie to nie może być jednak niższe od wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę, ustalanego na podstawie odrębnych przepisów” (Dz.U. 1974 nr 24 poz. 141, ze zm.).

Oznacza to, że pracownikom, którzy nie mają wynagrodzenia prowizyjnego, ani nie pracują na akord, a mają w umowie określoną stawkę godzinową lub wysokość stałego miesięcznego wynagrodzenia, należy się zasadnicze wynagrodzenie w normalnej wysokości. Jeśli takie warunki wynagradzania nie zostały określone w umowie o pracę, pracującym na akord lub otrzymującym wynagrodzenie prowizyjne należy się wynagrodzenie w wysokości 60%. Niemniej w obu przypadkach wysokość wypłacanego w takich okolicznościach wynagrodzenia nie może być niższa od minimalnego wynagrodzenia za pracę. To tzw. wynagrodzenie postojowe, należne pracownikowi nawet jeśli nie wykonuje żadnej pracy, a gotowość do niej wykazuje w trakcie trwającego stosunku pracy. Oczywiście, pracodawca może w czasie epidemii skierować pracownika do wykonywania innej pracy i zlecić jej wykonywanie zdalnie, ale jeśli nie ma takich możliwości lub charakter prowadzonej przez niego działalności na to nie pozwala, to musi pracownikowi wypłacać pensję, bez względu na to, czy pracownik ten wykona dla niego pracę czy nie.

Odesłanie pracownika na urlop bezpłatny

Pracodawca nie spełniając obowiązku wypłaty wynagrodzenia, prócz konieczności jego wypłaty, naraża się dodatkowo na sankcje z art. 282 § 1 Kodeksu pracy, a więc grzywnę w wysokości od 1 000 do 30 000 zł. Wydawać by się mogło że w tych warunkach najbardziej salomonowym rozwiązanym byłoby odesłanie pracownika do domu na bezpłatny urlop, bez rozwiązywania stosunku pracy, na czas trwającego kryzysu. Zachowałby pracę, do której powróciłby po ustaniu epidemii powodującej utratę płynności finansowej przedsiębiorstwa, a pracodawca mógłby tę pogłębiającą się niewypłacalność zatamować.

Jednak nawet to jest według polskiego prawa pracy niemożliwe jednostronną decyzją pracodawcy. Prawo pracy nie przewiduje bowiem instytucji przymusowego urlopu. Zgodnie z art. 174 § 1 Kodeksu pracy, na bezpłatny urlop można wysłać pracownika jedynie na jego pisemny wniosek.

Urlop zaległy i okres wypowiedzenia

Kodeks pracy przewiduje pośrednie, korzystne dla pracodawcy rozwiązanie. Może skierować pracownika na zaległy urlop płatny, jeśli ten nie wykorzystał go do 30 września. Potwierdza to na swojej stronie internetowej Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej: „W przypadku zaległego urlopu wypoczynkowego, który nie został wykorzystany do 30 września następnego roku kalendarzowego, pracodawca ma prawo wysłać pracownika na zaległy urlop – nawet bez jego zgody – np. w okresie zagrożenia koronawirusem. Stanowisko to jest prezentowane przez Państwową Inspekcję Pracy” (www.gov.pl/web/rodzina). To samo uprawnienie przysługuje pracodawcy wobec pracownika, który znajduje się w okresie wypowiedzenia.

Co jeśli przyczyny nie dotyczą pracodawcy?

Tyle że w przepisie art. 81 § 1 Kodeksu pracy ustawodawca zawarł sformułowanie: „doznał przeszkód z przyczyn dotyczących pracodawcy”. Można więc wysunąć uzasadnione domniemanie, że jeśli przyczyna, dla której pracownik nie może wykonywać pracy nie leży po stronie pracodawcy, to ten pracodawca nie musi wypłacać pracownikowi wynagrodzenia postojowego, a za przyczynę taką należy uznać sytuację, jaka nastąpiła w związku z epidemią koronawirusa. Jednakże nie może się na nią powołać każdy pracodawca, który stał się niewypłacalny w związku ze światową pandemią, powodowanym nią kryzysem gospodarczym i takimi ograniczeniami działalności, jakie wprowadził w Polsce ogłoszony stan zagrożenia epidemicznego.

To nie pracodawca odbiera pracownikom pracę

Każdy przypadek, każdego przedsiębiorcy, powinien być rozpatrywany indywidualnie. Trzeba bowiem rozróżnić sytuację, gdy pracodawca nie może korzystać z pracy swojego pracownika, bo sklep w którym tę pracę miałby świadczyć znajduje się w galerii handlowej, której działalność zamknął rząd rozporządzeniem Ministra Zdrowia z 13 marca 2020 r. (Dz.U. 2020 poz. 433). Tu pozbawienie pracownika pracy nie jest wynikiem „przyczyny” leżącej po stronie pracodawcy, a wydanego w odpowiedzi na panującą epidemię aktu władzy państwowej. W takim wypadku to do niej – a nie do przedsiębiorcy – pracownik takiego zamkniętego przez Ministra Zdrowia sklepu powinien zwrócić się o rekompensatę, czy też wypłatę owego wynagrodzenia postojowego.

Co innego, gdy działalność sklepu, czy restauracji nie została zamknięta odgórnie, a jej prowadzenie jest jedynie ograniczone zarówno formalnie rozporządzeniem rządu, jak i praktycznie – brakiem przepływu klientów. To właściciel takiego zakładu pracy podejmuje decyzję i ryzyko gospodarcze, czy w takich warunkach przywoływać pracownika do pracy. Brakiem powodzenia ekonomicznego podjętego ryzyka nie może później obarczać pracownika, który pracę wykonał, odmawiając mu wypłaty wynagrodzenia. W tych okolicznościach powinien on, nie chcąc owego ryzyka podejmować, odesłać pracownika do domu na przymusowy urlop bezpłatny. W przypadku powstałych w przyszłości ewentualnych sporów wywołanych na tym tle przez pracownika, siła wyższa epidemii koronawirusa i spowodowana nią nadzwyczajna zmiana sytuacji będą stanowić podstawę do obrony swojego stanowiska przez pracodawcę. Przy całkowitym braku porozumienia między pracownikiem a pracodawcą okoliczności te mogą także stanowić podstawę rozwiązania stosunku pracy.

Przedsiębiorca nie może być jedynym, który ponosi ciężar epidemii

Rząd przedstawił 18 marca 2020 r. projekt tarczy antykryzysowej, której pierwszym i głównym filarem jest ochrona miejsc pracy. Zakłada on państwową gwarancję wypłat wynagrodzeń w wysokości 80%, w podziale: 40% pracodawcy, 40% państwo. Państwo zdaje więc sobie sprawę, że płacenie w obecnej sytuacji wynagrodzeń postojowych w wysokości 100%, a nawet 60%, to zbyt duże, a przede wszystkim niesprawiedliwe, obciążenie dla przedsiębiorców. Zwłaszcza, że to samo państwo ogranicza lub zamyka przedsiębiorcom możliwość normalnego funkcjonowania.

Oczywistym jest, że pracownicy chcą otrzymać wynagrodzenie za wykonaną pracę, jak i mając swoje zobowiązania, nie chcą być wysyłani na bezpłatny urlop. Co w takiej sytuacji ma zrobić przedsiębiorca-pracodawca, który z uwagi na panującą epidemię koronawirusa po prostu nie ma pieniędzy na wypłaty, bo on nie ma możliwości zarobić na swoje zobowiązania.

Pracodawca nie może być jedynym, który poniesie konsekwencje zaistniałej sytuacji i jedynym, którego kosztem państwo toczyć będzie walkę z epidemią. Wydaje się najbardziej uczciwym rozwiązaniem, by pracownik zgadzał się w tym okresie na tymczasowe odejście na bezpłatny urlop. Być może uratuje to pracodawcę, jego zakład pracy, a więc i miejsce pracy pracownika. To bardziej solidarnościowe rozwiązanie, niż domaganie się od ratującego ten zakład przedsiębiorcy wynagrodzenia za czas postoju, czyli za niewykonywanie pracy. Wybór postępowania w tej kryzysowej dla wszystkich sytuacji pozostaje zostawić pracownikom i pracodawcom. Ewentualne powstałe później spory rozstrzygać będzie sąd, a jak orzekł Sąd Najwyższy w wyroku z 3 lutego 2016 r.: „Wykładnia art. 81 § 1 k.p. powinna uwzględniać zarówno interesy pracodawcy, jak i pracownika” (sygn akt II PK 339/14).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Koronawirus (COVID-19) a polskie prawo ochrony konkurencji i konsumentów

Epidemia koronawirusa ma istotny wpływ na prowadzenie działalności gospodarczej. Zarówno przedsiębiorcy, jak i konsumenci spotykają się z niecodziennymi sytuacjami na rynku. Poniżej przedstawiamy ogólną analizę wpływu epidemii COVID-19 na poszczególne aspekty polskiego prawa ochrony konkurencji oraz zakres kompetencji Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji
i Konsumentów („UOKiK”) w związku z zaistniałą sytuacją.

Kontrola koncentracji

Jak dotąd żadne szczególne środki dotyczące systemu kontroli koncentracji nie zostały wprowadzone. Zatem wciąż możliwe jest dokonywanie zgłoszeń zamiaru koncentracji, które powinny zostać rozpoznane w ustawowym terminie 1 miesiąca (sprawy w I fazie) lub 5 miesięcy (sprawy zakwalifikowane do II fazy). Należy mieć na uwadze, że czas trwania postępowań antymonopolowych w sprawach kontroli koncentracji może być dłuższy niż zwykle, nawet w przypadku spraw nieskomplikowanych (niemniej UOKiK ma obowiązek wydania decyzji w ustawowym terminie). Również prowadzenie badań rynku w sprawach bardziej skomplikowanych może być utrudnione. W przeciwieństwie do Komisji Europejskiej czy francuskiego Urzędu Ochrony Konkurencji (Autorité de la concurrence), UOKiK nie zwrócił się dotychczas do przedsiębiorców o powstrzymanie się z notyfikacjami, które mogą zostać złożone w późniejszym terminie. Niemniej, zważywszy na powagę sytuacji, rekomendacja taka wydaje się uzasadniona. Możliwe, że UOKiK będzie bardziej skłonny do kontaktów pre-notyfikacyjnych z przedsiębiorcami (co w porównaniu do innych jurysdykcji rzadko ma miejsce w Polsce), w celu wcześniejszego zbadania koncentracji przed formalnym ich zgłoszeniem[1].

Praktyki ograniczające konkurencję

Po pierwsze trwająca sytuacja kryzysowa może spowodować zmianę kwalifikacji prawnej porozumień lub jednostronnych działań przedsiębiorców mających pozycję dominującą. W szczególności, niektóre rodzaje porozumień horyzontalnych (tj. zawartych pomiędzy konkurentami), które stanowiłyby naruszenie art. 101 ust. 1 TFUE[2]  lub art. 6 ust. 1 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów[3], mogą zostać uznane za legalne w aktualnej sytuacji. Porozumienia tego rodzaju mogą skorzystać z wyłączenia indywidualnego określonego w art. 101 ust. 3 TFUE lub art. 8 ust. 1 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów.

Należy jednak mieć na uwadze, że postanowienia takich antykonkurencyjnych porozumień mogą stać się legalne po jednoczesnym spełnieniu czterech warunków, takich jak:

  • przyczynienie się do polepszenia produkcji, dystrybucji towarów lub do postępu technicznego lub gospodarczego;
  • zapewnienie nabywcy lub użytkownikowi odpowiedniej części wynikających z porozumień korzyści;
  • niezbędności;
  • brak możliwości wyeliminowania konkurencji na rynku.

Ponadto, to na przedsiębiorcy spoczywa obowiązek wykazania spełnienia przesłanek wyłączenia indywidualnego. Zatem, niezależnie od dynamicznej sytuacji, a także mając na uwadze 5-letni okres przedawnienia, pożądane jest gromadzenie wszelkiego rodzaju dowodów, takich jak dane rynkowe oraz korespondencja, aby mieć możliwość wykazania w przyszłości, że określona forma współpracy była konieczna. Podobnie przedstawia się sytuacja jednostronnych praktyk przedsiębiorców dominujących, którzy mogą np. w czasie kryzysu wstrzymywać dostawy na rzecz swoich stałych klientów.

Opisane powyżej podejście jest zgodne z bieżącą polityką zagranicznych organów ochrony konkurencji. Dobrym przykładem jest komunikat brytyjskiego Competition and Markets Authority, który oświadczył, że „nie ma zamiaru prowadzić działań wymierzonych we współpracę przedsiębiorców lub ograniczanie dostępności produktów, jeśli rozwiązania takie są niezbędne dla ochrony konsumentów, np. w celu zabezpieczenia dostaw”. Jednocześnie, organ Zjednoczonego Królestwa ostrzegł, że “nie będzie tolerował niegodziwych działań przedsiębiorców wykorzystujących sytuację kryzysową jako „przykrywkę” zmowy, która nie jest niezbędna. Dotyczy to wymiany informacji o długoterminowej strategii cenowej i biznesowej, gdy nie jest to konieczne z perspektywy potrzeb obecnej sytuacji”[4]. W podobnym duchu wypowiedział się kanadyjski Komisarz ds. Konkurencji Matthew Boswell. Z jednej strony zapowiedział on uważne monitorowanie nieuczciwych praktyk przez organ, a z drugiej zaznaczył, że „kanadyjskie prawo ochrony konkurencji dopuszcza prokonkurencyjne współdziałanie przedsiębiorców w celu zapewnienia dostaw towarów i usług po przystępnych cenach, aby zaspokoić potrzeby Kanadyjczyków”[5].

Jednocześnie organy antymonopolowe uważnie monitorują działania przedsiębiorców w czasie kryzysowej sytuacji. Przykładowo UOKiK wszczął postępowanie w sprawie wypowiedzenia umów przez hurtownie zaopatrujące szpitale w sprzęt ochronny (w tym maski chirurgiczne). Zgodnie z komunikatem prasowym, tego rodzaju nagłe rozwiązanie umów mogło mieć na celu uzyskanie znacznie wyższych cen od aktualnych klientów (szpitali)[6]. Obecnie UOKiK przygląda się działaniom dwóch hurtowni farmaceutycznych. Organ bada, czy miało miejsce naruszenie zakazu praktyk ograniczających konkurencję (antykonkurencyjnego porozumienia lub nadużycia pozycji dominującej). Ponadto UOKiK uruchomił specjalną infolinię dla szpitali.

Po drugie niektórzy przedsiębiorcy mogą zostać zmuszeni przez władze publiczne do działań o charakterze antykonkurencyjnym. Dobrym przykładem są przepisy art. 11 ust. 2-5 polskiej specustawy dotyczącej COVID-19[7], które ustanawiają podstawy prawne do wydawania przez Prezesa Rady Ministrów wiążących poleceń lub zawierania umów przez podmioty niepubliczne, w tym przedsiębiorców. Niektóre z tego rodzaju środków mogą mieć charakter ograniczający konkurencję. Niemniej mogą one skorzystać z tzw. state action defense, zgodnie z którą działania przedsiębiorców wymuszone przez władze publiczne nie stanowią naruszenia art. 101 ust. 1 lub art. 102 TFUE oraz art. 6 ust. 1 lub 9 ust. 1 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów. Dobrym przykładem jest decyzja Prezesa Rady Ministrów nakładająca na serwisy internetowe Allegro oraz OLX obowiązek zaprzestania sprzedaży niektórych produktów farmaceutycznych i paramedycznych. Należy jednak pamiętać, że doktryna state action – będąca wyjątkiem od ogólnych zakazów określonych w przywołanych przepisach – jest zawężająco interpretowana przez sądy unijne. Zatem, w sytuacjach tego rodzaju zalecana jest konsultacja z doradcą z zakresu prawa konkurencji.

Relacje konsumenckie

Kryzys związany z COVID-19 może skłaniać do zachowań skutkujących wyrządzeniem szkody konsumentom. Dotyczy to między innymi:

  • odmowy zwrotu opłaconego z góry wynagrodzenia z tytułu świadczenia usług;
  • wprowadzania w błąd konsumentów co do właściwości niektórych produktów, np. w zakresie antybakteryjnego działania;
  • podnoszenia cen niektórych produktów.

W oficjalnym komunikacie UOKiK poinformował, że zgodnie z odpowiednimi przepisami, podróżujący (klienci biur podróży) są uprawnieni do zwrotu kosztów, jeżeli zostali zmuszeni do rezygnacji z imprezy na skutek nadzwyczajnych okoliczności. Sytuacja pasażerów (klientów linii lotniczych) jest niejednoznaczna ze względu na brak specyficznych regulacji w tym zakresie. Niemniej, Prezes UOKiK Tomasz Chróstny wyraził oczekiwanie, że „linie lotnicze także powinny zachować się odpowiedzialnie i monitorować bieżącą sytuację, aby uniknąć zagrożenia dla zdrowia pasażerów”[8]. Nie można wykluczyć, że UOKiK będzie skłonny wszczynać postępowania przeciwko przedsiębiorcom, którzy odmówili konsumentom zwrotu kosztów usług, które nie były faktycznie świadczone w czasie stanu zagrożenia epidemiologicznego.

Odnośnie informacji wprowadzających w błąd, tego rodzaju komunikaty mogą stanowić nieuczciwe praktyki rynkowe stanowiące również, zgodnie z art. 24 ust. 2 pkt 3 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów, praktyki naruszające zbiorowe interesy konsumentów. Stosowanie tego rodzaju praktyk zagrożone jest karą pieniężną w wysokości do 10% rocznego obrotu przedsiębiorcy, która to kara może zostać nałożona przez UOKiK.

Najbardziej problematyczna sytuacja związana jest z podwyżkami cen. Chociaż organy antymonopolowe zwykle powstrzymują się z ingerowaniem w polityki cenowe przedsiębiorców, UOKiK zakomunikował, że nieuczciwe podwyżki cen detalicznych będą traktowane jako pobieranie marż sprzecznych z zasadami współżycia społecznego[9]. Taka kwalifikacja prawna może skutkować wszczynaniem przez UOKiK postępowań dotyczących naruszenia zbiorowych interesów konsumentów. Zatem, detaliści powinni być w stanie przedstawić dowody na okoliczność, że podwyżka cen była niezbędna w aktualnej sytuacji (np. ze względu na wzrost cen surowców).

Panująca sytuacja jest wnikliwie monitorowana przez UOKiK, który utworzył zespół przeznaczony do zwalczania nieuczciwych praktyk handlowych w czasie kryzysu związanego z COVID-19. Zatem, należy oczekiwać, że UOKiK będzie prowadził w najbliższych latach postępowania dotyczące tego rodzaju praktyk.

Podejście UOKiK nie różni się w istotny sposób od działań organów ochrony konkurencji we Włoszech[10], Wielkiej Brytanii[11] oraz Australii[12].

Przewaga kontraktowa

Zważywszy na znaczenie łańcucha dostaw żywności w czasie epidemii COVID-19, praktyki dużych przedsiębiorców (dostawców lub nabywców) względem słabszych kontrahentów mogą być oceniane na gruncie tzw. ustawy o przewadze kontraktowej[13]. Zgodnie z art. 6 tej ustawy, zakazane jest nieuczciwe wykorzystywanie przewagi kontraktowej, który to zakaz skierowany jest zarówno do dostawców, jak i nabywców. Przewaga kontraktowa została natomiast definiowana jako znacząca dysproporcja w potencjale ekonomicznym stron. Dotychczas ustawa ta była wykorzystywana przez UOKiK jako narzędzie walki z dużymi przedsiębiorcami, którym zarzucano wykorzystywanie mniejszych kontrahentów, co miało miejsce np. w relacjach między dużymi przetwórcami żywności zaopatrywanymi przez rolników indywidualnych[14] lub relacje pomiędzy sieciami supermarketów a mniejszymi dostawcami[15]. Mając na uwadze sytuację spowodowaną epidemią COVID-19 oraz niejasność podstawowych pojęć ustawy, regulacja ta może być wykorzystywana przez UOKiK w szczególności do walki ze znaczącymi podwyżkami cen hurtowych lub cen surowców. Tego rodzaju podejście zostało również zakomunikowane przez Prezesa UOKiK w oficjalnym oświadczeniu[16].

Zatory płatnicze

Z dniem 1 stycznia 2020 r. UOKiK uzyskał kolejną kompetencję, tj. możliwość prowadzenia postępowań przeciwko przedsiębiorcom, którzy nie regulują wymagalnych zobowiązań pieniężnych w sytuacji, gdy suma wartości świadczeń pieniężnych niespełnionych oraz spełnionych po terminie wynosi co najmniej 2 mln zł w okresie 3 kolejnych miesięcy[17]. UOKiK ma kompetencję do nakładania kar pieniężnych proporcjonalnych do wartości świadczenia oraz kwoty odsetek w sytuacji, gdy wobec przedsiębiorcy zostanie stwierdzone opóźnianie się ze spełnieniem świadczeń pieniężnych. Jednakże w odniesieniu do zatorów powstałych na skutek COVID-19 dłużnik może podnosić, że opóźnienie spowodowane było działaniem siły wyższej. Zgodnie z kodeksem postępowania administracyjnego[18], administracyjna kara pieniężna nie może zostać nałożona w takich okolicznościach. Niemniej, przedsiębiorca powinien być w stanie wykazać, że opóźnienie spowodowane było epidemią COVID-19.

Autor: Szymon Gołębiowski, adwokat, senior associate w Taylor Wessing w Warszawie

[1] Przykładowo, amerykańska Federalna Komisja Handlu (Federal Trade Commission) przyjmuje wyłącznie zgłoszenia w formie elektronicznej (dokumenty papierowe nie są przyjmowane od 17 marca 2020 r.). Zob.: https://www.ftc.gov/news-events/blogs/competition-matters/2020/03/changes-bureau-procedure-during-covid-19-coronavirus

[2] Traktat o funkcjonowaniu Unii Europejskiej (Dz.Urz. C 326, 26.10.2012, s. 47–390).

[3] Ustawa z dnia 16 lutego 2007 r. o ochronie konkurencji i konsumentów (tekst jednolity – Dz.U. 2019 r. poz. 369 z późn.zm.).

[4] https://www.gov.uk/government/news/covid-19-cma-approach-to-essential-business-cooperation

[5] https://www.canada.ca/en/competition-bureau/news/2020/03/statement-from-the-commissioner-of-competition-regarding-enforcement-during-the-covid-19-coronavirus-situation.html

[6] https://www.uokik.gov.pl/aktualnosci.php?news_id=16260

[7] Ustawa z dnia 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych (Dz.U. 2020 r. poz. 374).

[8] https://www.gov.uk/government/topical-events/coronavirus-covid-19-uk-government-response

[9] https://www.uokik.gov.pl/aktualnosci.php?news_id=16322

[10] https://en.agcm.it/en/media/press-releases/2020/3/ICA-Coronavirus-the-Authority-intervenes-in-the-sale-of-sanitizing-products-and-masks

[11] https://www.gov.uk/government/topical-events/coronavirus-covid-19-uk-government-response

[12] https://www.accc.gov.au/consumers/consumer-rights-guarantees/covid-19-coronavirus-information-for-consumers

[13] Ustawa dnia 15 grudnia 2016 r. o przeciwdziałaniu nieuczciwemu wykorzystywaniu przewagi kontraktowej w obrocie produktami rolnymi i spożywczymi (tekst jednolity – Dz.U. 2019 r. poz. 517 z późn.zm.).

[14] Np. decyzja UOKiK z dnia 1 października 2019 r. RGB-15/2019; decyzja Prezesa UOKiK z dnia 5 marca 2018 RGB-3/2018.

[15] https://www.uokik.gov.pl/aktualnosci.php?news_id=15796

[16] Zob. przypis 9.

[17] Art. 13b ust. 2 ustawy z dnia 8 marca 2013 r. o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych (tekst jednolity – Dz.U. 2019 r. poz. 118 z późn.zm.).

[18] Art. 189e ustawy z dnia 14 czerwca 1960 r. – Kodeks postępowania administracyjnego (tekst jednolity – Dz.U. 2020 r. poz. 256 z późn.zm.).

Tarcza antykryzysowa. Nie zaimponuje Europie, która nie cofnie się nawet przed nacjonalizacją

Ogłoszona w dniu wczorajszym przez premiera Mateusza Morawieckiego tzw. tarcza antykryzysowa jest niewątpliwie znaczącym kołem ratunkowym dla polskiego biznesu, która, na pierwszy rzut oka, robi wrażenie. 212 mld zł na sanację polskiej gospodarki i wsparcie przedsiębiorców, to kwota wydawałoby się imponująca. Diabeł wszak, jak zwykle, tkwi w szczegółach, a jeśli się im przyjrzeć to okaże się, iż tak naprawdę tylko 61,3 mld zł (a więc niecałe 14 mld euro) ma pochodzić z budżetu, pozostała część to m.in. gwarancje zapewnione przez Bank Gospodarstwa Krajowego.

Środowiska przedsiębiorców i pracodawców (BCC, Lewiatan, Polska Rada Biznesu) doceniając szybką reakcję rządu, pozostają sceptyczne wobec wielu rozwiązań uważając, iż nie przedstawiono wizji dla biznesu nakreślonej na 2-3 lata. Niektórzy w mocnych słowach określają cały pakiet jako dobrze skrojoną propagandę, z której nic nie wynika (np. Janusz Jankowiak).

Istotnie, premier na konferencji prasowej nie omieszkał triumfalnie obwieścić, iż żaden kraj Europy nie przygotował tak szerokiego, spójnego, komplementarnego pakietu ochronnego dla swoich przedsiębiorców, jak to uczyniła Polska. Czyżby? Warto się więc przyjrzeć niektórym deklaracjom i działaniom europejskich przywódców.

Aby na wstępie nie sięgać po przykłady ekonomicznych gigantów, dysponującymi potencjałami nieporównywalnymi z Polską, warto nadmienić, iż w dziewięciomilionowej Szwecji, w dniu 16 marca 2020 r. tamtejszy bank centralny „dorzucił” 30 mld dolarów do programu skupu obligacji, dzięki czemu całkowity pakiet obejmujący finansowanie bankowe i pomoc państwa sięgnął już blisko 200 mld dolarów. W obliczu takich kwot, polskie 220 mld zł (w istocie 61,3 mld zł – 15 mld dolarów) wygląda dość blado. Nie warto więc nadmiernie chełpić się polskimi programami, zwłaszcza, że za chwilę wkroczymy w świat kwot astronomicznych.

Pomysły na nacjonalizację

Nacjonalizacja w liberalnej gospodarce wolnorynkowej nigdy nie była dobrym rozwiązaniem, ale słowo to coraz częściej pojawia się w ustach prominentnych polityków i finansistów. Zacznijmy od Francji, która gotowa jest sięgnąć po tę najcięższą broń z ekonomicznego arsenału, aby chronić swoje największe firmy przed zawirowaniami rynkowymi. Francja zrywa swoje dotychczasowe plany budżetowe, a jej minister finansów, Bruno Le Maire, zapowiedział, iż państwo będzie interweniować wszelkimi niezbędnymi sposobami, aby chronić majątek kraju i nie zawaha się nawet przed nacjonalizacją.

Kogo miałaby dotyczyć nacjonalizacja? Już w zeszłym tygodniu Le Maire zapowiedział, że rząd wesprze firmy, w których ma udziały. Obejmuje to szeroki katalog firm począwszy od sektora turystycznego, który został szczególnie mocno dotknięty. Rząd posiada znaczne udziały m.in. w Airbus SE i Renault SA, Air France-KLM i Aeroports de Paris, a także pośredni pakiet akcji w spółce PSA Group produkującej Peugeota.

Air France-KLM uziemił samoloty i podjął kroki w celu uzyskania środków pieniężnych, ostrzegając, że drastyczna redukcja kosztów to jedynie połowa utraconej w 90% zdolności sprzedaży. Globalny operator lotniska ADP został również dotknięty wstrzymaniem ruchu lotniczego, najpierw do Chin, a następnie do Stanów Zjednoczonych. Obecnie już niemal wszędzie.

Europejscy producenci samochodów, w tym PSA, Fiat Chrysler Automobiles NV i Volkswagen AG, podjęli również nadzwyczajne kroki, aby przeżyć. Mimo to nacjonalizacje i dokapitalizowanie oznaczają delikatne i złożone negocjacje z innymi państwami. Rządy holenderski i francuski dyskutowały już o dokapitalizowaniu Air France-KLM, ale każdy ruch musi być skoordynowany.

Wielka Brytania jest również gotowa na nacjonalizację. Brytyjski minister transportu Grant Shapps zasugerował w Izbie Gmin, że linie lotnicze, przewoźnicy kolejowi i firmy autobusowe, w razie konieczności, mogą zostać czasowo znacjonalizowane, aby zapewnić ciągłość transportu podczas pandemii koronawirusa. Środek ten może zapobiec „upadkowi” wielkich przewoźników. Paradoksalnie konserwatyści sięgają po pomysł Partii Pracy z wyborów z 2017 r., która zobowiązała się przywrócić własność publiczną kolei i zwiększyć rolę miejskich publicznych spółek autobusowych. Partia Pracy jest w opozycji, ale jej obietnice mogą zrealizować konserwatyści, którzy 3 lata temu o takich pomysłach nie śnili w najczarniejszych koszmarach. W kolejce do upaństwowienia stoi brytyjski przemysł lotniczy prosząc o pomoc w wysokości wielu miliardów funtów, ostrzegając, że ograniczenie podróży zagroziło jego rentowności.

Włochy zamierzają ratować bankrutującą Alitalię

Włoski rząd oświadczył, że planuje renacjonalizację tego przewoźnika w ramach awaryjnego planu ratowania gospodarki, który został nakreślony w dekrecie rządowym opublikowanym 16 marca 2020 r. Włoskie media podały, że ponowna nacjonalizacja linii lotniczej może kosztować podatników do 600 mln euro (670 mln dolarów). Szczegóły włoskiego programu ratowniczego mają zostać sfinalizowane w przyszłym miesiącu.

Warto wiedzieć, iż Alitalia przegrywała ostrą konkurencję z tanimi przewoźnikami, jak EasyJet i Ryanair. Analitycy ostrzegają, że firma jest zbyt mała, za to ma nadmierną liczbę pracowników w stosunku do obsługiwanych lotów. Przewoziła tylko 22 mln pasażerów, a jej udział w rynku we Włoszech spadł do 14% w 2018 roku. Dla porównania, każdego roku niemieckie linie Lufthansa i Delta Airlines z Atlanty przewoziły około 180 mln pasażerów.

Państwa przejmują odpowiedzialność za utrzymanie firm i pracowników

Lepszym pomysłem niż nacjonalizacja wydają się duże programy pomocowe kierowane do przedsiębiorstw i pracowników. Wielcy gracze ekonomiczni składają poważne deklaracje. Ułatwia im to Unia, która rozluźniła ograniczenia dotyczące pomocy publicznej, aby dać szansę rodzimym przemysłom.

Prezydent Francji Emmanuel Macron ogłosił, iż państwo, które „jest na wojnie”, udzieli gwarancji nawet na 300 mld euro (335 mld dolarów) pożyczek bankowych dla francuskiego biznesu. Co więcej, Macron obiecał, iż wszystkie proponowane reformy – w tym jego własna, kontrowersyjna reforma emerytalna – zostaną wstrzymane, rząd zapewni, że żadna firma nie upadnie, a specjalny fundusz solidarności zostanie przeznaczony dla pracowników dotkniętych skutkami rozprzestrzeniania się wirusa. W tej chwili przygotowuje się awaryjny budżet, który wyniesie 45 mld euro na pokrycie pensji robotników. Zadłużenie Francji wzrośnie powyżej 100% produkcji gospodarczej, ale rząd się nie zawaha.

Rząd kanclerz Angeli Merkel zamierza sfinansować plan stymulacyjny o wartości nawet 150 mld euro (162 mld dolarów), aby zrekompensować skutki kryzysu gospodarczego wywołanego koronawirusem. Oprócz tego istnieje program płynności dla przedsiębiorstw o wartości 610 mld dolarów. To jednak wydaje się nadal niewystraczające. Tak uważa m.in. Markus Soeder, przywódca Bawarii. Dodatkowo rząd rozważa dodatkową pomoc dla małych firm i osób prowadzących działalność na własny rachunek. Uważa się, że tu potrzeba dużego pakietu finansowania na poziomie krajowym w wysokości co najmniej 100 mld euro, a prawdopodobnie 150 mld euro. Program płynności, który rząd Merkel ogłosił w zeszłym tygodniu, może być bezużyteczny, ponieważ wiele banków nie byłoby w stanie udzielić niezbędnych pożyczek.

Według magazynu Der Spiegel rząd planuje przeznaczyć 40 mld euro na dodatkową pomoc dla osób prowadzących działalność na własny rachunek, a także dla małych firm. Z tego 30 mld euro stanowiłoby pożyczki dla zagrożonych przedsiębiorstw.

Indeks Instytutu Ifo prognozuje, że największa gospodarka Europy może w tym roku skurczyć się o 1,5–6%.

Hiszpania zobowiązała się zmobilizować środki w wysokości 200 mld euro na działania pomocowe dla rodzimego biznesu. Premier Hiszpanii Pedro Sánchez ogłosił połączenie gwarancji kredytowych, dotacji państwowych i finansowania prywatnego, które może wynieść nawet 20% PKB kraju. Uznał, że „są to wyjątkowe okoliczności, które wymagają wyjątkowych środków”.

Czy rząd Polski docenia skalę zagrożenia?

Pytanie o nacjonalizację w warunkach polskich prawdopodobnie (z naciskiem na to słowo) nie ma sensu, ponieważ wielkie flagowe przedsiębiorstwa albo pozostają w rękach państwa, albo ma ono w nich poważne udziały.

Sens ma natomiast inne pytanie: czy rząd ogłaszając „tarczę antykryzysową” ma świadomość istoty i powagi zagrożenia? Istnieją co do tego wątpliwości. Jedno dziś jest pewne – program „nie powala”, zwłaszcza w kontekście działań, jakie podejmują państwa Europy. Zdaniem niektórych ekspertów (np. Grzegorza Baczewskiego, dyrektora generalnego Konfederacji Lewiatan) albo rząd i prezydent nie doceniają skali zagrożenia gospodarki albo nie mają pomysłu, co mogli by w tej sytuacji zrobić. Wydaje się brakować rozwiązań dla firm, które już znalazły się na granicy upadłości. Gwarancje i odroczenia kredytowe nie wystarczą.

Należy pamiętać, iż szumnie ogłaszana tzw. „praca zdalna”, to w większości wypadków fikcja. Zakłady produkcyjne stoją, transport nie funkcjonuje – duże firmy przestają zarabiać co uniemożliwia wypłatę pensji. Realne rozwiązanie polegałoby na przejęciu przez Skarb Państwa zobowiązań do wypłaty pensji pracownikom.

Rada Dialogu Społecznego nie ma wątpliwości, iż rząd nie tylko nie docenia zagrożenia, ale kompletnie nie konsultuje swoich decyzji „wypracowywanych na kolanie”, na potrzeby konferencji prasowych. Zarzuca, iż brak jest w programie mechanizmów niezbędnych do zachowania płynności finansowej przedsiębiorstw.

Wydaje się, iż rząd istotnie winien zasiąść do szybkich, ale wszechstronnych konsultacji. To jedyne rozwiązanie, które w jakimś sensie pozwoli mu podzielić się odpowiedzialnością, a z drugiej strony rozładuje strach o dalszy los firm i pracowników, który bynajmniej nie został rozładowany „tarczą antykryzysową”.

Autorzy: radca prawny Robert Nogacki, dr Marek Ciecierski, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 23.03-27.03.2020

Dane makro stały się drugorzędne, gdyż historyczne odczyty nie znaczą już nic, a bieżące badania nastrojów są niezaskakująco fatalne. W konsekwencji inwestorzy będą wypatrywać posunięć rządów w walce z wirusem i oceniać środki zaradcze łagodzące szkody wynikające z zastopowania funkcjonowania gospodarek.

Przyszły tydzień: III pakiet fiskalny USA, PMI z USA/EU/Wlk. Brytanii, wnioski o zasiłek z USA, BoE

USA

W danych z USA powinno pokazać się wiele dowodów wpływu COVID-19. Choć jeszcze dane o sprzedaży domów (wt) pokazać załamanie popytu z opóźnieniem, tak w odczytach PMI (wt) i zamówieniach na dobra trwałe (śr) już będzie można zobaczyć wpływ zakłóceń łańcucha dostaw. Prawdziwym szokiem może być gwałtowny skok liczby nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych (czw) w związku z zamknięciem wielu punktów usługowych i zakładów pracy. Szczyt w czasie Globalnego Kryzysu Finansowego wyniósł 665 tys., ale tym razem może być szybko przebity. Jedyne, co może zatrzymać wzrost liczby wniosków przed przekroczeniem 1 mln to opóźnienia w procesowaniu wniosków przez urzędy. Finalny odczyt indeksu nastrojów konsumentów (pt) nie utrzyma wstępnego wyniku i należy spodziewać się silnej korekty w dół. Na to wszystko musi szybko odpowiedzieć rząd USA i uwaga będzie skupiona na szczegółach trzeciego pakietu fiskalnego wysokości ok. 1 bln USD, który ma zostać przedstawiony już w poniedziałek. Jeśli pakiet rozczaruje, Wall Street wróci do silnych spadków. Jeśli nie, stabilizacja klimatu inwestycyjnego może osłabić presję w poszukiwaniu płynności w USD, co przejściowo może osłabiać walutę.

Strefa euro

Wstępne odczyty indeksów PMI dla sektorów przemysłowego i usługowego ze strefy euro (wt) wskażą silne spadki, odzwierciedlając szok gospodarczy wywołany epidemią koronawirusa. Ponieważ dane będą niepełne z częścią ankiet z pierwszej połowy miesiąca, należy się nastawić na dwustopniowe uderzenie z negatywną korektą w odczytach finalnych na początku kwietnia. Rewizja niemieckiego indeksu Ifo (śr) oraz indeks nastrojów konsumentów KE (pon) potwierdzą drastyczne pogorszenie sytuacji gospodarczej. Europa staje się epicentrum kryzysu, co już znajduje ujście w wycenie europejskich aktywów.

Wielka Brytania

Podobnie jak w strefie euro, tak i w Wielkiej Brytanii marcowe odczyty indeksów PMI (wt) powinny pokazać silne tąpnięcie. Nawet pomimo tego, że ograniczenia prowadzenia działalności na Wyspach następowały z pewnym opóźnieniem względem wydarzeń w Europie kontynentalnej, to i tak indeksy powinny pokazać silne wyhamowanie aktywności. Bank Anglii w tym miesiącu ma już za sobą dwa nadzwyczajne posiedzenia, po których doszło do obniżek stopy procentowej (łącznie do 0,1 proc.), uruchomienia programu wsparcia finansowania przedsiębiorstw i ogłoszenia nowego QE na 200 mld GBP. Bank prawdopodobnie kupił sobie trochę czasu na obserwowanie rozwoju sytuacji. Nie spodziewamy się dalszego luzowania po przyszłotygodniowym posiedzeniu (czw).

Polska

W Polsce podaż pieniądza (pon) i stopa bezrobocia (wt) będą miały charakter drugorzędny. Wstępna presja na wyprzedaż złotego została opanowana przy 4,60 za euro z podejrzeniem interwencji instytucjonalnej. W kolejnych dniach intersujące będzie, czy przy następna fala paniki rynkowej spotka się z podobnym blokowaniem osłabienia waluty. Zainteresowaniem będą się też cieszyć kolejne aukcje skupu obligacji i operacje repo przez bank centralny jako źródło informacji o potrzebach płynnościowych sektora bankowego.

Australia i Nowa Zelandia

W Australii w przyszłym tygodniu powinien być przedstawiony nowy pakiet fiskalny. PMI i indeks nastrojów konsumentów (pon) więcej powiedzą o bieżącej sytuacji. W Nowej Zelandii dane o bilansie handlowym za luty (wt) powinny pokazać spadek eksportu towarów rolnych do Chin z powodu COVID-19. AUD i NZD pozostaną pod presja przy podwyższonej wrażliwości na pogorszenie perspektyw globalnego wzrostu.

Kanada

W Kanadzie przed nami tydzień bez ważnych danych, chyba że Bank Kanady dokona niezapowiedzianej obniżki stóp procentowych. Sprowadzenie stóp procentowych do zera przez Fed jest pewnym drogowskazem dla BoC i sygnały o pogorszeniu sytuacji gospodarczej prędzej czy później skłonią bank do luzowania. Poza tym CAD pozostaje zdany na pęd ku pozyskiwaniu płynności w USD i huśtawkę cen ropy naftowej – obie niekorzystne czynniki w ostatnim czasie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

6 działań, które muszą się znaleźć w tarczy antykryzysowej

Dziś priorytetem wszystkich środowisk powinno być: ratowanie miejsc prac oraz utrzymanie płynności przedsiębiorstw. Zapewni to Polakom środki do życia, a firmy ochroni przed bankructwami. Lewiatan przeprowadził szerokie konsultacje z firmami i wybrał sześć priorytetowych postulatów, które muszą znaleźć się w tzw. tarczy antykryzysowej.

Wśród najważniejszych postulatów znalazły się:

  1. Abolicja wszelkich danin publicznych co najmniej do 1 lipca, w tym przede wszystkim podatków i składek ZUS oraz odroczenie terminów na złożenie deklaracji i zeznań podatkowych do 1 lipca 2020 r.
  2. Dofinansowanie wynagrodzeń w czasie przestoju ekonomicznego lub obniżonego wymiaru czasu pracy przy obniżonych obrotach, zmniejszonej skali lub wstrzymaniu działalności firm dla utrzymania zatrudnienia.
  3. Zapewnienie pracownikom zasiłku chorobowego w przypadku zwolnień, odosobnienia pracowników z powodu COVID-19, zamiast wynagrodzenia.
  4. Wsparcie płynności poprzez uwolnienie środków pieniężnych zgromadzonych na kontach VAT i przyspieszenie zwrotów podatku VAT z deklaracji.
  5. Odroczenie wejścia w życie nowej matrycy stawek VAT oraz wprowadzenia JPK_V7M i JPK_V7K do końca 2020 r.
  6. Wydłużenie ważności orzeczeń lekarskich i odstąpienie od badań wstępnych medycyny pracy. Zatrudnienie cudzoziemców.

Poniżej omówienie najważniejszych postulatów Konfederacji Lewiatan:

1. Abolicja wszelkich danin publicznych co najmniej do 1 lipca, w tym przede wszystkim podatków i składek ZUS oraz odroczenie terminów na złożenie deklaracji i zeznań podatkowych do 1 lipca 2020 r.

Wprowadzenie od 1 marca do 1 lipca br. powszechnej abolicji dla firm od wszelkich danin publicznych, w tym przede wszystkim podatków PIT, CIT VAT oraz składek płaconych do ZUS (ubezpieczenie emerytalne, rentowe, chorobowe, wypadkowe, zdrowotne, Fundusz Pracy, Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych). W przypadku składek na ZUS należy zadbać o ciągłość praw ubezpieczonych, zwłaszcza w zakresie ubezpieczenia zdrowotnego i chorobowego. Pomimo nieopłacania składek przez płatników, na indywidulanych kontach ubezpieczonych należałoby dokonać zapisów pozwalających na uwzględnienie tego okresu do późniejszej wysokości świadczenia, na podstawie średniej składki z poprzednich miesięcy.

W obecnej sytuacji, w której firmy nie mogą zapewnić ciągłości funkcjonowania, i w związku z absencją pracowników, niezbędne jest odroczenie terminów na złożenie deklaracji i zeznań podatkowych do 1 lipca 2020 r.

2. Dofinansowanie wynagrodzeń w czasie przestoju ekonomicznego lub obniżonego wymiaru czasu pracy przy obniżonych obrotach, zmniejszonej skali lub wstrzymaniu działalności firm dla utrzymania zatrudnienia.

Należy dostosować ustawę o szczególnych rozwiązaniach związanych z ochroną miejsc pracy do obecnej sytuacji. Okres 6 miesięcy spadku obrotów, który uprawniałby do wsparcia, jest zbyt długi w stosunku do konieczności pilnego podjęcia działań służących ochronie miejsc pracy. Należy wprowadzić możliwość składania wniosku na podstawie spadku obrotu za miesiąc marzec i kolejne w stosunku do analogicznego okresu 2019 r. Przy czym warunek powinien dopuszczać także uwzględnianie okresów przyszłych, o ile przedsiębiorca udowodni spadek obrotów na podstawie udokumentowanych informacji o zmniejszonych zamówieniach, zerwanych kontraktach itp. Mając na uwadze wzrost wysokości płacy minimalnej w ostatnich latach, kwota dofinansowania powinna zostać podwyższona, co najmniej do 40% średniej krajowej.

3. Zapewnienie pracownikom zasiłku chorobowego w przypadku zwolnień, odosobnienia pracowników z powodu COVID-19, zamiast wynagrodzenia.

Proponujemy wprowadzenie rozwiązania, które zmniejszy obciążenia finansowe pracodawców w sytuacji, kiedy brak możliwości świadczenia pracy przez pracownika wynika z decyzji właściwego organu. W takim przypadku pracodawca nie był zobowiązany do wypłaty wynagrodzenia. Pracownik otrzymywałby zasiłek chorobowy.

4. Wsparcie płynności poprzez uwolnienie środków pieniężnych zgromadzonych na kontach VAT i przyspieszenie zwrotów podatku VAT z deklaracji.

Kluczowe znaczenie dla firm w okresie kryzysu związanego z epidemią COVID-19 i późniejszym ryzykiem wystąpienia głębokiego spowolnienia gospodarczego, bądź recesji, jest zachowanie płynności finansowej. Stosowanie mechanizmu podzielonej płatności oznacza blokowanie ogromnych kwot podatku na kontach VAT. Uwolnienie tych środków może nastąpić poprzez dokonanie wpłaty należności podatkowych lub poprzez płatność w mechanizmie podzielonej płatności.

Postulujemy, aby w kryzysowym okresie, tj. do końca 2020 r. urzędy skarbowe zwalniały środki zgromadzone na koncie VAT w maksymalnie skróconym terminie – 14 dni. Jednocześnie zwrot kwoty podatku VAT wynikający z deklaracji VAT, a dokonywany na wniosek podatnika na konto VAT, powinien być dokonywany niezwłocznie, nie dłużej jak w terminie 5 dni, biorąc pod uwagę, że pieniądze te, z punktu widzenia budżetu państwa, będą „bezpieczne”, tj. możliwe do wykorzystania wyłącznie w ramach mechanizmu podzielonej płatności.

Zasadne jest także zobowiązanie urzędów skarbowych do dokonywania standardowych zwrotów podatku VAT w maksymalnym terminie 14 dni, a nie jak ma to miejsce obecnie w terminie maksymalnym wynoszącym 60 dni.

5. Odroczenie wejścia w życie nowej matrycy stawek VAT oraz wprowadzenia JPK_V7M i JPK_V7K do końca 2020 r.

Mając na uwadze potrzebę prowadzenia prac związanych z wdrożeniem nowej matrycy stawek VAT wspólnie ze zmianami w JPK_VAT, postulujemy odroczenie wejścia w życie tych zmian do końca 2020 r. Efektem będzie przywrócenie stanu, w którym oba te pakiety (JPK_V7M i JPK_V7K oraz CN) wejdą w życie równocześnie.

Przesunięcie terminu do 1 stycznia 2021 (i odpowiednie przesunięcie dla kolejnych grup) składania nowych struktur JPK_VAT jest konieczne, ponieważ składanie nowych plików JPK_VAT nie dotyczy, wbrew powszechnie panującemu przekonaniu, tylko połączenia JPK_VAT z formularzem deklaracji VAT, ale przede wszystkim wymuszają dokonanie czasochłonnej i wielowymiarowej analizy w obszarze grup produktów i usług, typów (procedur) transakcji oraz typów dokumentów w celu oznaczenia ich w systemach księgowych w nowy, niespotykany wcześniej sposób.

6. Wydłużenie ważności orzeczeń lekarskich i odstąpienie od badań wstępnych medycyny pracy. Zatrudnienie cudzoziemców.

Konieczne jest wydłużenie ważności badań wstępnych, kontrolnych, okresowych przez okres obowiązywania ustawy z 2 marca 2020 r. dotyczącej przeciwdziałania COVID-19.

Należy odstąpić od badań wstępnych, kontrolnych w szerszym zakresie niż jest to obecnie dopuszczalne. W najbliższym okresie, tam gdzie do pracy nie są wymagane wyjątkowo szczegółowe badania, możemy opierać się na oświadczeniach pracowników, iż nie ma przeciwskazań do podjęcia określonej pracy albo przeprowadzać telefoniczną rozmowę z lekarzem, który potwierdzałby elektronicznie firmie czasowe dopuszczenie do pracy.

W przypadku cudzoziemców konieczne jest również wydłużenie okresu obowiązywania oświadczeń, zezwoleń o pracę i zezwoleń na pobyt czasowy przez okres obowiązywania tzw. specustawy z dnia 2 marca 2020 r.

Koronawirus u pracownika – procedura postępowania dla pracodawcy

Prezentujemy procedurę wskazującą krok po kroku, w jaki sposób powinien zachować się pracodawca, kiedy dowiaduje się, że u jego pracownika stwierdzono koronawirusa.

Oto jakie czynności zobowiązany jest podjąć pracodawca:

  1. Poinformować o zagrożeniu pracowników – wynika to z art. 207(1) Kodeksu pracy (dalej – Kp) – pracodawca jest obowiązany przekazywać pracownikom informacje o zagrożeniach dla zdrowia i życia.
  2. Poinformować o sytuacji Sanepid – wynika to z art. 5 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych.
  3. Podjąć działania, które doprowadzą do zorganizowania pracy w sposób zapewniający bezpieczeństwo (art. 207 par. 2 Kp), które w tym konkretnym przypadku mogą polegać na:
  • zarządzeniu dezynfekcji stanowiska pracy chorego pracownika, narzędzi, które używał;
  • wydaniu polecenia pracy zdalnej tym pracownikom, którzy mogą tak pracować – do czasu wydania decyzji w sprawie kwarantanny przez Sanepid;
  • można wydać pracownikom wykorzystanie zaległego urlopu;
  • nowe przepisy nie rozstrzygają, co z pracownikami, którym nie da się zlecić pracy zdalnej – tu w zależności od sytuacji i zaleceń sanepidu do czasu rozstrzygnięcia przez sanepid, czy osoby te będą objęte kwarantanną, czy nie – pracodawca może zdecydować o zarządzeniu przestoju/porozumieć się z pracownikiem, co do zwolnienia z obowiązku świadczenia pracy/ porozumieć się z pracownikiem, że uda się do lekarza po zwolnienie/ porozumieć się z pracownikiem w sprawie wykorzystania bieżącego urlopu wypoczynkowego/kontynuować pracę;
  • mierzeniu temperatury ciała wszystkich pracowników. Nie ma co prawda oficjalnego stanowiska Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych w tej sprawie, ale zdążył się wytworzyć jednolity pogląd, że jest to dopuszczalne.
  1. Poinformować pracowników o działaniach podjętych w związku z zaistniałą sytuacją – wynika to z art. 207 (1) Kp.
  2. Sanepid może zdecydować o poddaniu osoby zdrowej, która miała styczność z chorym kwarantannie na okres 21 dni licząc od ostatniego dnia styczności. Ostatni dzień styczności jest więc początkiem okresu wliczanego do kwarantanny. Decyzja o zastosowaniu kwarantanny wskazuje jej okres i miejsce odbywania. Jest doręczana tylko pracownikowi. Pracownik ma obowiązek niezwłocznie poinformować pracodawcę o treści decyzji (to wynika z zasad usprawiedliwiania każdej z nieobecności określonych w rozporządzeniu), ale zgodnie z wyjaśnieniami ZUS dostępnymi na tej stronie samą decyzję o kwarantannie pracownik może dostarczyć pracodawcy/ZUS już po zakończeniu kwarantanny – to wynika stąd, że nie może opuszczać miejsca kwarantanny, ale oczywiście informacyjnie powinien przesłać skan/zdjęcie tak szybko, jako będzie możliwe.
  3. Okres kwarantanny zarządzonej przez Sanepid (i tej po powrocie z zagranicy) zrównany jest w ustawie o świadczeniach pieniężnych w razie choroby i macierzyństwa z okresem niezdolności do pracy wskutek choroby – przysługuje za nie wynagrodzenie chorobowe (do 33 dni w roku kalendarzowym, a w przypadku pracowników po 50 roku życia – do 14 dni płatne przez pracodawcę) i zasiłek chorobowy. Być może nowa specustawa to zmieni (są takie postulaty) i zasiłek chorobowy będzie przysługiwał od pierwszego dnia kwarantanny (czyli pracodawca w ogóle nie będzie ponosił jej kosztu).

Dorota Brzezińska-Grabarczyk, adwokat, partner w Kancelarii Brzezińska Narolski Adwokaci. Specjalizuje się w rozwiązywaniu sporów sądowych z zakresu prawa pracy, prawa spółek, nieuczciwej konkurencji oraz w sprawach budowlanych. Ekspert w dziedzinie projektów inwestycyjnych.

Zapłata podatku, a koronawirus jako siła wyższa

Koronawirus sparaliżował działanie polskich przedsiębiorców. Panująca obecnie sytuacja stała się przyczyną kryzysu, którego nie można było przewidzieć. Przedsiębiorcy nie mając żadnych szans odczytać nadchodzącego załamania, zostali postawieni przed faktem dokonanym w postaci braku możliwości przeciwdziałania oraz wdrożenia odpowiednich rozwiązań. Taki stan rzeczy dotyczy głównie mikroprzedsiębiorców, którzy stanowią ponad 90% wszystkich przedsiębiorstw funkcjonujących w Polsce. Brak odpowiedniej wysokości kapitału własnego takich podmiotów w połączeniu ze spadającą płynnością finansową oraz wzrostem bieżącego zadłużenia nie pozwala na regulowanie bieżących zobowiązań, w tym zobowiązań podatkowych. Stąd już krótka droga do upadłości, bowiem trudno wyobrazić sobie implementację działań naprawczych w obliczu nagłego odpływu odbiorców.

W świetle powyższego, zasadnym staje się pytanie czy w takiej sytuacji możliwe jest zaprzestanie zapłaty podatków z uwagi na siłę wyższą jaką niewątpliwie jest koronawirus.

Obowiązek zapłaty podatku

Zgodnie z Konstytucją, każdy jest obowiązany do ponoszenia ciężarów i świadczeń publicznych, w tym podatków, określonych w ustawie. Według konstytucjonalistów, powinność ta wynika z obowiązku utrzymywania kraju, a więc zapewnieniu możliwości suwerennego funkcjonowania i wypełniania zadań dla dobra wspólnego. Jest to zatem obowiązek o charakterze powszechnym i dotyczy wszystkich, którzy pozostają w związku z Polską, korzystając przy tym z jej opieki[1].

Tyle na temat przymusowego obowiązku płacenia podatków mówi Konstytucja. W rezultacie, w samej Konstytucji, jak również w innych aktach prawnych brak jest regulacji prawnych, które zawieszałyby lub eliminowałyby ten obowiązek w przypadku sytuacji nadzwyczajnej z jaką mamy obecnie do czynienia. To pierwsza zła wiadomość dla podmiotów z ujemnym bilansem. Niestety, druga wiadomość również nie napawa optymizmem. Ustawy podatkowe wprowadzają bowiem memoriałową metodę rozpoznawania przychodów. Oznacza to, że przychód podatkowy powinien zostać rozpoznany w momencie realizacji świadczenia. Z analogiczną sytuacją mamy do czynienia na gruncie podatku od towarów i usług. Obowiązek podatkowy powstaje w momencie wykonania usługi bądź dostawy towaru. W konsekwencji, obowiązek podatkowy powstaje już w momencie wykonania świadczenia, pomimo braku fizycznego otrzymania środków. Skutki są łatwe do przewidzenia. Najlepiej zobrazuje to umowa najmu z miesięcznym okresem rozliczeniowym. Upływ każdego takiego okresu generuje obowiązek zapłaty podatku, niezależnie od wpływu środków do kasy przedsiębiorstwa.

Ani Konstytucja, ani ustawy podatkowe nie zawierają zatem uprawnienia pozwalającego na brak zapłaty podatku. Obowiązujące prawo nie wprowadza więc klauzuli generalnej na którą mogą powołać się podatnicy dotknięci skutkami zaistniałej sytuacji.

Wygaśnięcie zobowiązania podatkowego

Powyższe zdaje się potwierdzać Ordynacja podatkowa, która wyraźnie mówi w jakich okolicznościach wygasa zobowiązanie podatkowe, a więc kiedy przestaje istnieć więź prawna obligująca podatnika do zapłaty podatku. Pośród katalogu takich przypadków trudno odnaleźć możliwość powołania się na stan w jakim obecnie przyszło nam funkcjonować. Podatnikowi pozostaje zatem zapłata podatku albo skorzystanie z ulg, również uregulowanych przez Ordynację.

Ulgi

Przedmiotowe ulgi mogą przybrać formę odroczenia terminu płatności podatku, rozłożenia go na raty oraz umorzenia zaległości podatkowej.

Tym co najbardziej zainteresuje przedsiębiorców jest zapewne umorzenie zaległości podatkowej, uwarunkowanej zaistnieniem ważnego interesu przedsiębiorcy. Dopiero tutaj możemy się doszukać pewnego podobieństwa do braku obowiązku zapłaty podatku w ogóle. Niestety, skorzystanie z tego dobrodziejstwa jest uzależnione od decyzji organu podatkowego. Dobra wiadomość jest jednak taka, że koronawirus i jego następstwa mogą stanowić ku temu racjonalne uzasadnienie.

Niestety, ustawodawca pozostawił organom dość dużą swobodę. Przejawia się ona w użyciu przez prawodawcę zwrotu „organ może”, co oznacza, że fiskus nie ma obowiązku każdorazowego umorzenia podatku w przypadku wystąpienia ważnego interesu podatnika. Potwierdza to najnowsze orzecznictwo NSA, w którym stwierdza się, że w przypadku uznania, iż spełniona została przesłanka do umorzenia, to jednak organ dokonuje wyboru opcji decyzyjnej: zastosuje ulgę albo odmówi jej udzielenia. Nawet wystąpienie „ważnego interesu podatnika” lub „interesu publicznego”, nie obliguje organu podatkowego do zastosowania ulgi w każdym przypadku, bowiem nie istnieje wprost prawo podatnika do uzyskania ulgi (por. wyrok II FSK 1362/19 – wyrok NSA z dnia 2019.12.04).

Podsumowując, pomimo że obowiązujące prawo dopuszcza możliwość niepłacenia podatku, to jednak jest ona w całości uzależniona od decyzji aparatu skarbowego. Dodając do tego, że skorzystanie z instytucji umorzenia wymaga przeprowadzenia postępowania podatkowego, to wygaśnięcie obowiązku zapłaty nastąpi dopiero po jego zakończeniu i otrzymaniu pozytywnej decyzji. Zakładając bardzo korzystny scenariusz, czyli wydanie decyzji przez organ podatkowy w terminie 2 miesięcy, okazać się może, że w tym okresie fiskus zdąży przeprowadzić postępowanie egzekucyjne, które jeszcze bardziej pogorszy sytuację przedsiębiorcy.

Odpowiedzialność karna

Brak zapłaty podatku – jako wykroczenie skarbowe – jest penalizowane przez Kodeks karny skarbowy. Aby jednak doszło do popełnienia omawianego wykroczenia musi istnieć wina podatnika rozumiana tutaj jako obiektywna zdolność zachowania się zgodnie z prawem. Innymi słowy, wykroczenie nie wystąpi, jeśli od podatnika nie można wymagać zachowania zgodnego z prawem, którego nie jest w stanie wykonać. Nie będzie ryzykiem przyjęcie, że wystąpienie namacalnego związku pomiędzy obecną sytuacją epidemiczną w kraju, a brakiem środków na zapłatę podatku, wyeliminuje winę.

Taką tezę potwierdzają zresztą wypowiedzi resortu finansów, który zamierza odroczyć termin zapłaty zobowiązań podatkowych właśnie z uwagi na utratę płynności finansowej przez przedsiębiorców.

Podsumowanie

W krajowym porządku prawnym brak jest regulacji prawnych pozwalających przedsiębiorcom na jednostronne wstrzymanie, bądź całkowite zaprzestanie płacenia podatków. Wola w tym zakresie należy tylko do prawodawcy, co może przejawić się w uchwaleniu odpowiedniej ustawy.

Przedsiębiorcom pozostaje jedynie skorzystanie z możliwości umorzenia zaległości podatkowej, co z kolei jest uzależnione do dyskrecjonalnej woli urzędu skarbowego.

Skutkiem tego, w obecnym stanie prawnym brak jest możliwości powołania się na siłę wyższą, powodującą wygaśnięcie zobowiązania podatkowego.

Korzystna wiadomość jest taka, że brak zapłaty podatku nie powinien wiązać się z nałożeniem odpowiedzialności karnej.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

[1] Art. 84 Konstytucja RP, Komentarz, red. Safjan/Bosek 2016.

Pakiet antykryzysowy to za mało. Zrezygnujmy ze split payment, zawieśmy podatki i ZUS

Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt
Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt

18 marca zostały przedstawione założenia pakietu antykryzysowego. Projekt oparty jest na pięciu filarach, a dwa pierwsze skierowane są dla pracowników i przedsiębiorców.

Pracownicy

Przedsiębiorcom, którzy spełnią kryteria związane ze spadkiem obrotów czy zarejestrowaniem straty finansowej, państwo ma pokryć 40 proc. pensji pracowników do wysokości średniego wynagrodzenia w gospodarce. Pracodawca będzie mógł też obniżyć płace o 60%, o ile nie przeprowadzi zwolnień. Należy pamiętać, że wypłacana pensja nie może być w tej sytuacji niższa niż płaca minimalna.

Z kolei samozatrudnieni, osoby na umowach zleceniach i o dzieło w związku ze spadkiem dochodów otrzymają jednorazowe świadczenie w wysokości około 2 tys. zł. Pakiet przewiduje także dodatkowy zasiłek opiekuńczy na czas 14 dni dla osób, które opiekują się dzieckiem do 12 roku życia. Zmieni się także termin złożenia PIT. Podatnicy będą musieli to zrobić do końca czerwca.

Przedsiębiorcy

W drugim filarze, skierowanym do przedsiębiorców, planowane są m.in. gwarancje kredytowe, mikropożyczki do wysokości 5 tysięcy zł na 12 miesięcy, leasing operacyjny dla sektora transportowego oraz szereg rozwiązań o charakterze gwarancyjnym i płynnościowym dostarczanych przez Polski Fundusz Rozwoju, Bank Gospodarstwa Krajowego i Agencję Rozwoju Przemysłu.

Pakiet zakłada również odroczenie płatności składek ZUS o 3 miesiące lub rozłożenie ich na raty.  Ponadto wprowadza rozwiązanie, na mocy którego umowy o usługi budowlane zawarte w trybie zamówień publicznych będą przedłużone o czas trwania zagrożenia epidemicznego.

Czy to wystarczy?

Zaproponowane zmiany to o wiele za mało. Przykładowo: czy pożyczka w wysokości 5 tysięcy złotych pozwoli zachować płynność finansową przedsiębiorcy? Albo czy odroczenie płatności ZUS o trzy miesiące będzie korzystne, skoro już od czerwca przedsiębiorcy będą musieli płacić skumulowane składki? Najprawdopodobniej będzie to przecież moment, w którym przedsiębiorstwa dopiero będą próbowały się podnieść po czasie kryzysu.

Moim zdaniem rząd mógłby zdecydować się na odstąpienie od płatności split payment, a dodatkowo uwolnić środki zgromadzone na koncie VAT. Taki zabieg z pewnością mógłby poprawić płynność finansową wielu przedsiębiorców. Przypomnijmy, że stosowanie mechanizmu split payment jest od 1 listopada 2019 roku obowiązkowe dla niektórych branż i usług. Za niestosowanie się do niego grożą kary. Z obawy przed nimi wielu przedsiębiorców stosuje taki tryb płatności, nawet jeśli wymóg prawny ich nie dotyczy.

Kolejną dobrą propozycją mogłoby być np. niepłacenie podatków z wystawionych, a nieopłaconych przez nabywców faktur. Oczywiście, dziś przedsiębiorca może skorzystać z tzw. ulgi na złe długi, jednak musi czekać na przeterminowanie płatności aż 90 dni. W obecnej sytuacji można by było umożliwić podatnikom rozliczenia podatków w formie kasowej, tj. w okresie, za który otrzymali płatność za wykonane zlecenie. Taka ulga mogły by być stosowana do faktur przychodowych. Najlepszym rozwiązaniem byłoby odejście od ściągania należności publicznoprawnych i to nie na trzy miesiące, tak jak w przypadku ZUS, ale na okres o wiele dłuższy. Z pewnością pomogłoby to w zachowaniu płynności wielu przedsiębiorcom.

Na koniec warto zauważyć, że wiele punktów medycyny pracy jest zamkniętych albo odmawia przyjęcia pracowników na badania. W związku z tym należałoby zwolnić czasowo od obowiązków przechodzenia badań wstępnych lub okresowych do pracy.

Inwestycyjny boom mieszkaniowy w potrzasku koronawirusa

Ciąg dalszy przesuwania środka ciężkości inwestycyjnej prosperity w kierunku budownictwa indywidualnego. Jednak w świetle bezprecedensowej sytuacji zagrożenia epidemicznego i oczekiwanego gospodarczego trzęsienia ziemi, załamanie boomu na pierwotnym rynku mieszkaniowym wydaje się przesądzone.

W lutym statystyki inwestycyjne pierwotnego rynku mieszkaniowego wyglądały jak na początek roku w pełni standardowo. Jest to okres ich stabilizacji na stosunkowo niskim poziomie przed wiosenno-letnim sezonem budowlanym, gdy to następuje ich wybicie. Jego pierwsze symptomy widać było już w lutym w przypadku danych mieszkań rozpoczętych oraz oddanych do użytkowania. Tym samym rynek już nastawiał się na kolejne miesiące ciężkiej pracy i windowania statystyk inwestycyjnych.

Po raz kolejny dała o sobie znać tendencja silnie rosnącej dynamiki danych dotyczących indywidualnego budownictwa jednorodzinnego, przy względnej stabilizacji tych dotyczących aktywności inwestycyjnej deweloperów.

I tak budujący na własne potrzeby po dwóch miesiącach br. oddali do użytkowania 12,8 tys. lokali – o 9,1 proc. więcej rdr, a deweloperzy niemal równo 20 tys., co oznacza roczny progres rzędu zaledwie ułamka procenta. W przypadku mieszkań rozpoczętych wygląda to odpowiednio: 12,3 tys. i 31,5 proc. indywidualne oraz 20,6 tys. i 2,4 proc. deweloperzy. W nowych pozwoleniach zaś 13,8 tys. i 9,8 proc. oraz 23,3 tys. i minus 2,5 proc.

Rynek inwestycyjny potwierdza więc rysujący się już w poprzednich raportach GUS trend coraz silniej rosnącego zainteresowania Polaków indywidualnym budownictwem jednorodzinnym, przy względnej stabilizacji dynamiki budownictwa deweloperskiego. Trudno oprzeć się wrażeniu, że to postępująca drożyzna lokali deweloperskich jest, albo raczej była jednym z głównych powodów takiego stanu rzeczy.

Niestety, w związku z bezprecedensową sytuacją globalnego zagrożenia epidemicznego, która niesie ze sobą zagrożenie dla parametrów rodzimej gospodarki oraz sytuacji społeczno-ekonomicznej mieszkańców kraju, raczej nieunikniona wydaje się jakaś forma załamania koniunktury na mieszkaniowym rynku pierwotnym w każdym z możliwych aspektów.

Pierwszym symptomem oczekiwanego cofnięcia parametrów inwestycyjnych mieszkaniówki są docierające sygnały o paraliżu urzędów odpowiedzialnych za formalności konieczne do uruchamiania budów, przede wszystkim za wydawanie pozwoleń na budowę. Tym samym ich statystyki w kolejnych miesiącach zapewne spadną, niewykluczone, że do wręcz symbolicznych wartości.

Jednak nawet niezależnie od statystyk nowych pozwoleń należy oczekiwać spadku także wolumenów rozpoczynanych budów, tak przez deweloperów jak i inwestorów indywidualnych. Jest to oczywiste w świetle bezprecedensowego zagrożenia i w konsekwencji niespotykanego dotąd w powojennej historii kraju potencjału rzeczywistości kryzysowej.

Wg portalu RynekPierwotny.pl jedynie dane dotyczące mieszkań oddawanych do użytkowania mogą w przewidywalnej perspektywie uniknąć gwałtowniejszych turbulencji. Deweloperzy z dużą determinacją będą bowiem dążyć do zakończenia szczególnie tych najbardziej zaawansowanych inwestycji, by przekazać je nabywcom i ostatecznie zamknąć.

Przede wszystkim należy mieć świadomość, że obecna sytuacja społeczno – gospodarcza kraju jest wciąż bardzo trudna do precyzyjnej oceny, przede wszystkim z racji swojej precedensowości. Stąd pojawiające się jeszcze dość często opinie bagatelizujące destrukcyjny wpływ pandemii koronawirusa m.in. na krajowy rynek nieruchomości, w tym głównie mieszkaniowych, wg których już za 3-4 miesiące wszystko wróci do normy. Tymczasem szanse na tak optymistyczny scenariusz są dosłownie zerowe, a co gorsza, możemy mieć i najprawdopodobniej już mamy do czynienia z kryzysem o niespotykanej sile rażenia, którego skutki zostaną rozłożone na lata. Niestety, inwestycyjny boom w mieszkaniówce znalazł się na dobre w potrzasku koronawirusa.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

W lutym produkcja w górę, ale w marcu już tak dobrze nie będzie

W lutym br. produkcja wzrosła. To optymistyczna wiadomość. W kolejnym miesiącu zobaczymy już kumulację wygaszania produkcji wynikającej z braku materiałów, popytu, braku pracowników i wymogów sanitarnych.

Jak podaje dzisiaj GUS, w lutym br. dynamika produkcji sprzedanej przemysłu wyniosła 4,9% r/r (przed rokiem 6,9%) oraz 2,2% m/m. Korekta sezonowa przyniosła wzrosty o odpowiednio 3,2% r/r oraz 1,3% m/m. W lutym dodatnia dynamika dotyczyła wszystkich grup produktów: najsilniej inwestycyjnych (5,9% r/r), ale i dobra konsumpcyjne trzymały się mocno (3,6-4,6%). Zupełnie nietypowo na tle ostatnich miesięcy znaczna większość branż przemysłu (28, z udziałem wartości dodanej na poziomie 95,6%) była na plusie. W szczególności nieco powyżej średniej znalazło się przetwórstwo (a na ogólny wynik in minus wpłynęło górnictwo). Najwyższe, ponad 10-procentowe dynamiki odnotowały produkcja pozostałego sprzętu transportowego (16,8% r/r, tu jednak typowe są duże jednostkowe zakupy), urządzeń elektrycznych (12,1%) i wyrobów z metali (11,5%).

Byłaby to więc dość optymistyczna wiadomość, gdyby nie fakt, że to ostatnie takie dane, a komunikat marcowy przyniesie zaostrzenie spadków. W kolejnym miesiącu zobaczymy już kumulację wygaszania produkcji wynikającej z (chronologicznie): braku materiałów, braku popytu, braku pracowników i wymogów sanitarnych. Wzrostów można spodziewać się w branżach priorytetowych w dobie pandemii, np. chemicznej, ewentualnie produkcji sprzętu medycznego. Pod znakiem zapytania stoi sposób statystycznego opisu przebranżowionej produkcji (np. z tekstylnych, które rozpoczną produkcję maseczek chirurgicznych).

Komentarz Sonii Buchholtz, ekspertki ekonomicznej Lewiatana

W czasach pandemii 88 proc. firm wykorzystuje pracę zdalną

Praca zdalna została wdrożona w 88 proc. firm, a 13 proc. pracodawców wskazało, że część ich pracowników przebywa na kwarantannie. W ponad 70 proc. przedsiębiorstw pracownicy skorzystali z zasiłku opiekuńczego na dziecko w wieku do 8 lat, wprowadzonego w związku z epidemią koronawirusa – wynika z ankiety przeprowadzonej przez Konfederację Lewiatan.

Ustawa z 2 marca br. wprowadziła możliwość uzyskania zasiłku opiekuńczego na dziecko do lat 8 w związku z zapobieganiem epidemii COVID-19. Skorzystali z tej możliwości pracownicy ponad 70 proc. przedsiębiorstw, które wzięły udział w ankiecie. Swoje obowiązki w formie pracy zdalnej wykonywało 21 proc. pracowników, a taką możliwość zatrudnienia wdrożyło 88 proc. firm.

– Z ankiety wynika, że 11 proc. zatrudnionych była nieobecna w pracy. Z tej grupy najwięcej osób nie pracowało z powodu zawieszenia lub ograniczenia produkcji (m.in. branża automotive, produkcja obuwia), choć ta przyczyna dotyczyła tylko kilku zakładów produkcyjnych – mówi Monika Fedorczuk, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Pozostałe nieobecności były związane z urlopami (w tym bezpłatnymi) i zwolnieniami chorobowymi z powodów innych niż COVID -19. 13 proc. pracodawców wskazało, że wśród ich pracowników są osoby przebywające na kwarantannie domowej.

Ankieta została przeprowadzona 16 marca i objęła 210 przedsiębiorstw zatrudniających prawie 110 tys. pracowników.

Pracodawcy RP apelują do Ministra Zdrowia o zapewnienie bezpiecznych warunków pracy wszystkim jednostkom służby zdrowia

Apelujemy o zapewnienie bezpiecznych warunków pracy nie tylko wydzielonym szpitalom zakaźnym, ale również wszystkim jednostkom służby zdrowia, które realizują swój obowiązek pomocy pacjentom – piszą Pracodawcy RP w liście do Ministra Zdrowia Łukasza Szumowskiego.

– Pracodawcy RP popierają wszelkie działania zmierzające do skutecznego zapobiegania oraz zwalczania chorób zakaźnych, w tym wirusa SARS-CoV-2. Doceniamy również dotychczasowy wysiłek Pana Ministra i całego resortu zdrowia, a także olbrzymi wysiłek oraz poświęcenie wszystkich profesjonalistów medycznych, jednak w dalszym ciągu dostrzegamy kwestie, które wymagają priorytetowego podejścia – czytamy w liście.

– Dzisiaj droga pacjenta do lekarza jest znacząco utrudniona, a przecież wszyscy jesteśmy pacjentami. Nie należy też zapominać, że prawa pacjenta wciąż obowiązują i wszyscy pacjenci pozostają pod taką samą ochroną jak dotychczas, bez względu na rodzaj postawionego rozpoznania – podkreślają Pracodawcy RP.

– Polscy pacjenci oraz polscy świadczeniodawcy znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji. Z jednej strony jest potężne zagrożenie związane z epidemią koronawirusa, a z drugiej – pacjenci z olbrzymim spektrum chorób będący w trakcie terapii lub oczekujący na pomoc medyczną, często konieczną, wymagającą natychmiastowych decyzji terapeutycznych i działania – zwracają uwagę eksperci.

Pracodawcy RP

Koronawirus a spłata kredytów i rat leasingowych przez przedsiębiorców

Generalną regułą stosunków zobowiązaniowych, umów, jak i podstawowym obowiązkiem ich stron, jest spełnienie ciążących na nich zobowiązań. Potwierdza to przepis art. 353 Kodeksu cywilnego, stanowiący, że w stosunkach tych wierzyciel może żądać od dłużnika świadczenia, a dłużnik powinien świadczenie spełnić. Od reguły tej istnieją odstępstwa, a jedną z przesłanek takich odstępstw jest wystąpienie siły wyższej, czyli czynnika, który uniemożliwia dłużnikowi spełnienie świadczenia. Takim czynnikiem jest panująca obecnie epidemia koronawirusa, powodująca utratę płynności finansowej przedsiębiorców. Czy przedsiębiorcy mogą się na nią powoływać i nie spłacać rat leasingowych oraz rat zaciągniętych kredytów?

W środę 18 marca 2020 r., rząd ogłosił projekt specustawy, będącej tarczą antykryzysową krajowej gospodarki. Przewiduje ona 212 mld zł wsparcia dla zakładów pracy, celem zachowania miejsc pracy w obliczu problemów finansowych przedsiębiorstw. – „Dla przedsiębiorców, których obroty spadną, przewidujemy możliwość dopłat do wynagrodzeń pracowników” – zadeklarował Premier Mateusz Morawiecki.

Świadomość władzy co do pogłębiającego się kryzysu gospodarczego, w wyniku postępującej epidemii nowego wirusa, zmusiła rządzących do przeznaczenia części środków antykryzysowej tarczy na wsparcie firm w spłacie ich zobowiązań. Ma ono przybrać postać udzielania gwarancji kredytowych, zapewnienie płynności finansowej poprzez m.in. preferencyjne mikropożyczki, czy warunki leasingu operacyjnego, a także odroczenie lub rozłożenie na raty płatności składek ZUS.

W dobie epidemii Państwo chce ratować gospodarkę i niewypłacalnych przedsiębiorców przed upadłością, mając świadomość skali sytuacji nadzwyczajnej, w jakiej się znaleźli. A jak informuje Światowa Organizacja Zdrowia, pandemie mogą trwać miesiącami lub latami. Jak więc mają sobie radzić ze spłatą swoich bieżących zobowiązań przedsiębiorcy, do których pomoc państwa jeszcze nie dotarła lub też okaże się niewystarczająca?

Raty kredytów i leasingów

Pacta sunt servanda, czyli obowiązująca w obrocie gospodarczo-prawnym reguła prawa rzymskiego stanowi, że umów należy dotrzymywać. Podstawowym obowiązkiem strony umowy jest spełnienie zaciągniętego na jej podstawie zobowiązania. Z obowiązku tego zostaje jednak zwolniona, gdy spełnić zobowiązania nie może wskutek wystąpienia przeszkody, za którą nie ponosi odpowiedzialności. Potwierdza to treść art. 471 Kodeksu cywilnego: „Dłużnik jest obowiązany do naprawienia szkody wynikłej z niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania, chyba że niewykonanie lub nienależyte wykonanie jest następstwem okoliczności, za które dłużnik odpowiedzialności nie ponosi” (Dz.U. 1964 nr 16 poz. 93, ze zm.).

W przedmiocie zaciągniętych przez przedsiębiorców kredytów i zawartych leasingów oznacza to, że nieregulowanie przez nich wynikających z tych umów rat i opłat z powodu siły wyższej, nie będzie obarczone odpowiedzialnością za powstałe z tego powodu szkody. Epidemia koronawirusa, jako okoliczność niewykonania zobowiązania za którą przedsiębiorca nie ponosi odpowiedzialności, skutkuje uwolnieniem go od kar umownych, czy innej odpowiedzialności odszkodowawczej.

Samo powołanie się na siłę wyższą nie wystarczy

Chcąc uwolnić się od konieczności realizacji zobowiązania z powodu epidemii koronawirusa przedsiębiorcy muszą pamiętać o niezwykle istotnej kwestii, na którą zwrócił uwagę Sąd Najwyższy w uchwale z 26 października 2007 r. (sygn. akt. III CZP 30/07). Wystąpienie siły wyższej nie stanowi o automatycznym zwolnieniu z odpowiedzialności. Niezbędne jest zajście związku przyczynowego oraz zbieżności w czasie pomiędzy zdarzeniem będącym siłą wyższą, a brakiem realizacji umowy.

Dlatego też, tak jak powołać się na nią może obecnie np. właściciel sieci kin, dyskoteki, restaurator, szkoły prywatnej, organizator koncertów, teatry, czy biura turystyczne, tak trudno byłoby o to firmie farmaceutycznej, producentowi masek ochronnych, czy płynów do dezynfekcji. Podczas gdy przedstawiciele jednych branż stają przed widmem upadłości, z powodu odgórnego podczas zagrożenia epidemicznego ograniczenia ich działalności lub całkowitego jej zakazu, inni notują rekordowe zyski. Oczywiście producent leków może w dobie epidemii ogłosić, że nie jest w stanie spłacać rat kredytu i opłat leasingowych, bo jego firmę zamknięto na wiele dni z powodu kwarantanny, po której pracownicy nie powrócili do pracy, a on nie mógł znaleźć nowych. Jednak to na nim spoczywa obowiązek wykazania tego. Ciężar udowodnienia związku przyczynowego między epidemią koronawirusa, a niemożnością regulowania swoich zobowiązań spoczywa na tym, który na siłę wyższą się powołuje.

Dodatkowe umowy, aneksy

Siła wyższa zawiesza wykonanie zobowiązania na czas jej trwania, zwalnia dłużnika z obowiązku spełnienia świadczenia, a przede wszystkim z odpowiedzialności za powstałe z tego tytułu szkody. Zaistnienie przeszkody w spłacie rat kredytowych i leasingowych, w postaci siły wyższej, zwalnia więc przedsiębiorcę z obowiązku ich regulowania w okresie trwania tej siły wyższej. Nie oznacza jednak, że spowoduje wygaśnięcie umów, czy zezwoli bankom i leasingodawcom na ich wypowiedzenie. Przedsiębiorcy będą po prostu zobowiązani do wypełnienia tych umów do końca po ustaniu siły wyższej.

Ale to obostrzenia kodeksowe. Nic nie stoi na przeszkodzie, by strony umów rozszerzyły je poprzez zapisy umowne. Wówczas, jeśli to zostanie wyraźnie wskazane w umowie, rozszerzeniu może też ulec odpowiedzialność przedsiębiorcy o przypadki siły wyższej. Dlatego lepiej dla przedsiębiorców, by nie podpisywali przedkładanych im obecnie przez banki i leasingodawców dodatkowych umów, czy aneksów. Poprzez ich zawarcie mogą wyłączyć bowiem swoją kodeksową ochronę przed odpowiedzialnością za niewykonanie lub nienależyte wykonanie zobowiązania, nawet jeśli byłoby to skutkiem niezależnej od nich siły wyższej.

Podsumowanie

W czasie trwania siły wyższej wierzyciel nie może domagać się wykonania zobowiązania. Przedsiębiorcy, którzy w obecnej sytuacji nie są w stanie regulować swoich zobowiązań leasingowych i kredytowych, nie muszą zawierać z bankami, czy leasingodawcami żadnych dodatkowych uzgodnień, w przedmiocie ich spłaty. Jeśli niewypłacalność, a zatem niemożność spełnienia wskazanych zobowiązań, jest następstwem okoliczności, za które przedsiębiorcy ci nie ponoszą odpowiedzialności, a taką okolicznością jest panująca pandemia koronawirusa, to spełnią je po jej ustaniu.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

BPO/SSC: nawet odporni odczują skutki kryzysu wywołanego pandemią koronawirusa

Sektor nowoczesnych usług w Polsce wykorzystuje całą swoją wiedzę by sprawnie zarządzać kryzysem – wynika z badań firmy Mercer przeprowadzonych w połowie marca wśród członków Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych ABSL. W chwili ogłoszenia pandemii aż 80% badanych firm miało gotowe plany utrzymania ciągłości biznesu, a 70% z nich od razu było zdolnych przestawić się na tryb pracy zdalnej. Jednak samo przygotowanie nie ochroni sektora przed skutkami pandemii.  Przedstawiciele ABSL postulują o wprowadzenie długofalowych rozwiązań umożliwiających realizację zadań. 

Gotowi na kryzysy

Sektor nowoczesnych usług zatrudnia w Polsce blisko 310 000 osób w centrach obsługi procesów biznesowych (BPO), centrach usług wspólnych (SSC/GBS), IT czy centrach badawczo-rozwojowych(R&D).

Aż połowa z obecnych w Polsce podmiotów działa w skali globalnej. Znakomita większość (80%) w momencie pojawienia się wirusa w Polsce posiadała gotowy plan utrzymania ciągłości działania (Business Continuity Plan) lub program naprawczy (Disaster Recovery Plan), często przygotowywane i testowane m. in. w Indiach, a ostatnio również w Chinach, w szczycie koronowirusowego kryzysu.

Praca zdalna tak, choć nie zawsze możliwa

Firmy sektora nowoczesnych usług obsługują z Polski jednostki biznesowe rozsiane po całym świecie. Posiadają technologie oraz know-how pozwalający na pracę zdalną, a dzięki inwestycjom w infrastrukturę teleinformatyczną w większości przypadków zdolne są do szybkiego przestawienia swoich pracowników na pracę z domu. Już w pierwszych dniach kryzysu koronawirusowego z takiej możliwości skorzystało 30% pracowników branży, a możliwość natychmiastowego wdrożenia trybu zdalnego deklarowało 70% firm zrzeszonych w ABSL.

–  Z naszego badania wynika, że blisko jedna trzecia badanych (30%) nie zgłasza obecnie żadnych problemów z przejściem pracowników na pracę zdalną. 40% jednak przyznaje, że charakter niektórych prac na to nie pozwala – podkreśla Krzysztof Nowak, Partner, Mercer.

Przygotowani, ale świadomi trudności

Chociaż sektor nowoczesnych usług jest przygotowany, nie oznacza to, że pandemia nie zachwieje jego funkcjonowaniem. Aż 71% badanych przez Mercer firm przyznaje, że będą zmuszone do przesunięcia realizacji niektórych projektów. Prawie jedna trzecia (29%) obawia się zakłóceń w swoim łańcuchu dostaw, identyczny odsetek spodziewa się opóźnień w realizacji zleceń.

Mimo trudnej sytuacji, firmy z branży dość pozytywnie postrzegały swoją sytuację. W chwili realizacji badania zakończonego 19 marca, tylko 15% badanych już zdecydowało o korekcie swoich celów biznesowych. Jedna trzecia (33%) rozważała taką możliwość, zaś ponad połowa (52%) była zdecydowana zrealizować plany.  Paweł Panczyj, Dyrektor ds. Strategii i Rozwoju, ABSL jednocześnie stanowczo podkreśla – Sytuacja może jednak ulec zmianie, na co największy wpływ będą miały m. in. rozwiązania zaproponowane przez rząd.

Ważne są rozwiązania wspierające procesy

Sytuacja sektora usług wspólnych uzależniona jest od wielu czynników pozasektorowych.  Ogłoszona przez rząd tarcza antykryzysowa to krok w dobrym kierunku. Czterdziestoprocentowe dopłaty do wynagrodzeń z pewnością pomogą wielu firmom utrzymać płynność finansową oraz zatrudnienie. Szczególnie tam, gdzie konieczna okaże się np. zatrzymanie produkcji lub świadczenia usług. – W przypadku sektora nowoczesnych usług kluczowe są rozwiązania wspierające realizację procesów, szczególnie, że marzec to miesiąc sporządzania bilansów rocznych. Dlatego ABSL apeluje m. in. o odroczenie niektórych terminów, doraźne zmiany w systemie rozliczeń podatkowych oraz o zdalną komunikację z urzędami skarbowymi – dodaje Paweł Panczyj, Dyrektor ds. Strategii i Rozwoju, ABSL

Komentarz: Paweł Panczyj, Dyrektor ds. Strategii i Rozwoju, ABSL

Nieobecność wielu pracowników może powodować niewydolność działów księgowych w firmach. Biura rachunkowe, z których usług korzysta większość przedsiębiorców, nie są wstanie zapewnić terminowego wypełnienia licznych obowiązków sprawozdawczych ciążących na podatnikach. Niezbędne jest zatem odroczenie przez rząd terminów na złożenie deklaracji i zeznań podatkowych.

Przedsiębiorcy zrzeszeni w ABSL uważają, że w obecnej sytuacji pierwszy obowiązek sprawozdawczy powinien zostać odroczony. Warto dodać też, że nie został jeszcze opublikowany wzór raportu, który ma być składany przez przedsiębiorców. W przypadku dużych podatników przeprowadzających w skali miesiąca wiele transakcji handlowych, każdy nowy obowiązek sprawozdawczy oznacza zmiany w systemach księgowych, a zmiana w systemach księgowych i automatyczne rozwiązania wymagają dyskusji i analiz w ramach przedsiębiorstwa, w tym z ekspertami IT. W konsekwencji, od momentu opublikowania wzoru raportu, do chwili jego wdrożenia musi być zapewniony odpowiedni czas na przygotowanie się do nowego obowiązku.

Wnosimy też o umożliwienie zdalnej komunikacji z organami podatkowymi – nie tylko poprzez ePUAP, ale i urzędowe skrzynki mailowe inspektorów podatkowych. Zabiegamy o przywrócenie kwartalnego rozliczenia VAT dla wszystkich podatników oraz uproszczenie procedur korzystania ze środków zgromadzonych na rachunku VAT.

Jak widać potrzeb i oczekiwań jest wiele – wszystkie postulaty, które zgłosiły nasze firmy członkowskie, zostały przekazane do odpowiednich Ministerstw.

Niby stabilizacja

Kurs złotego teoretycznie ustabilizował swój poziom. Nie ustabilizował jednak zmienności. 203% zmiany w ciągu dnia, to wartości, które w normalnych warunkach wystepują na rynkach kryptowalutowych i spółkach spekulacyjnych, a nie walutach państw na naszym poziomie rozwoju.

Korekta na rynkach

Po wczorajszym odbiciu się od okolic 4,60 zł dzisiaj złoty odzyskał trochę na wartości. Kosztuje już “zaledwie” 4,52 zł. W dół szły również inne waluty za wyjątkiem funta. Frank kosztuje 4,30 zł po przecenie 5 groszowej. Dolar z kolei 4,20 po niemal 10 groszowej przecenie. Przy tak silnych ruchach korekty nie mogą dziwić. Inwestorzy/spekulanci muszą bowiem kiedyś realizować zyski, a przy takiej zmienności na rynku jest mniej zleceń oczekujących, w związku z czym mniejsze oferty powodują większą zmienność. Nie znaczy to wcale, że pomimo dobrego początku dnia złoty nie zakończy tygodnia na nieciekawych poziomach dla kupujących.

Obligacje nieatrakcyjne

Początek obecnego kryzysu był związany z przenoszeniem kapitału z rynków ryzykownych do bezpieczniejszych. W dół szły giełdy i surowce energetyczne, a w górę obligacje, czy złoto. Jednak już tydzień temu inwestorzy przyjęli jeszcze większą awersję do ryzyka i zaczęli przenosić środki do gotówki, która nie powinna stracić (po za inflacją). W rezultacie widzieliśmy silną przecenę, zarówno złota, jak i obligacji państwowych. Przecena przeważnie sięgała około 0,75% w przypadku rentowności 10 letnich obligacji. Oznacza to, że taka obligacja traciła na wartości około 7,5%. Warto zwrócić uwagę, że pomimo tej przeceny inwestorzy dalej są skłonni dopłacać do niemieckich obligacji, bo to tańszy sposób trzymania gotówki w euro niż bank przez ujemne stopy procentowe.

Wielka Brytania ponownie obniża stopy procentowe

Wczoraj Bank Anglii jednogłośnie doprowadził do obniżki stóp procentowy z 0,25% do 0,1%. Poprzednia redukcja była o 0,5%, aczkolwiek teraz zbliżając się nieuchronnie do 0% i potencjalnie ujemnych wartości Brytyjczycy nie chcą powtórzyć błędu strefy euro i pozostać bez możliwości reakcji. Stąd najprawdopodobniej pozostawienie dodatniej symbolicznej wartości 0,1%. Po tej decyzji było widać pewną przecenę funta, ale zbiegła się ona w czasie z jego bardzo silnym umacnianiem i bardzo szybko została skorygowana.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

15:00 – USA – sprzedaż domów na rynku wtórnym.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl 

Areszty i więzienia potencjalnymi epicentrami koronawirusa

Amerykanie biją na alarm: areszty i więzienia szybko stają się niebezpiecznym miejscem dla więźniów i personelu – wylęgarnią koronawirusa. Ale to nie tylko problem amerykański, ale również świata, a więc i polski. Nie ma tu miejsca na półśrodki – należy podjąć działania radykalne, wręcz rewolucyjne.

Koronawirus gorszy niż HIV

Nikogo nie trzeba przekonywać, iż koronawirus już wpływa na systemy odbywania kar. Przeniknął przez mury więzień i dotknął specyficznej grupy – wyjątkowo podatnej na zarażenie i choroby. Niesprzyjające warunki w więzieniach, aresztach i innych obiektach izolacji ułatwią jego rozprzestrzenianie się w najbliższej przyszłości. Łatwo to zobrazować na przykładzie już obecnego w więzieniach wirusa HIV z tym, że w porównaniu z koronawirusem, może okazać się problemem mało znaczącym. Według Światowej Organizacji Zdrowia (ang. World Health Organization – WHO) rozpowszechnienie HIV w więzieniach jest 15 razy wyższe niż w całej populacji dorosłych. Zalecane środki leczenia HIV są zazwyczaj niedostępne w zakładach karnych, tylko około 5% krajów realizuje programy zapobiegające rozprzestrzenianiu się HIV w warunkach izolacji. Współdzielenie strzykawek wśród więźniów zażywających narkotyki jest powszechne. Inne czynniki ryzyka HIV to niebezpieczny seks ze względu na brak dostępności prezerwatyw, przemoc seksualna, inne zachowania seksualne wysokiego ryzyka oraz tatuowanie i przekłuwanie ciała (piercing).

Tymczasem koronawirus, który jest bardziej śmiercionośny i zaraźliwy niż grypa, może poczynić w zakładach karnych prawdziwe spustoszenie i mieć dalekosiężne konsekwencje. W krajach, w których pandemia na dobre się zadomowiła, koronawirusem zostali zarażeni zarówno strażnicy, jak i więźniowie. Wirus przetoczył się przez chińskie więzienia pod koniec lutego, odnotowano około 500 przypadkach zachorowań w co najmniej czterech placówkach odosobnienia, zlokalizowanych w trzech prowincjach. We Włoszech, drugim po Chinach kraju dotkniętym koronawirusem w największym stopniu, co najmniej 7 więźniów zmarło nie w wyniku zarażenia, ale z powodu zamieszek i protestów, jakie wybuchły po wprowadzeniu przez władze więzienne ograniczeń dotyczących odwiedzin. W marcu Iran tymczasowo uwolnił około 70 000 więźniów, aby rozładować zagęszczenie i pomóc w powstrzymaniu epidemii.

Problem jest niezwykle poważny, bowiem statystyki są nieubłagane. Każdego dnia w więzieniach na świecie przebywa ok. 10 milionów osób, w tym osoby tymczasowo aresztowane. Prawie połowa z nich przypada na Stany Zjednoczone, Rosję i Chiny. W ciągu roku na całym świecie 30 milionów osób, na dłużej lub krócej, doświadcza pozbawienia wolności, a na wszystkich 5 kontynentach liczba więźniów systematycznie wzrasta.

System penitencjarny USA ma problem

W Stanach Zjednoczonych obawy związane z potencjalną epidemią koronawirusa w więzieniach są szczególnie uzasadnione, ponieważ kraj ma największą więzienną populację na świecie. Około 2,3 miliona osób jest izolowanych w więzieniach, aresztach, domach poprawczych, ośrodkach detencyjnych, czy szpitalach psychiatrycznych. Wskaźnik uwięzienia wynoszący 655 na 100 000 osób oznacza, że w USA zamyka się ludzi w dwa razy większym tempie niż w Rosji, ponad pięć razy większym niż w Chinach, ponad sześć razy większym niż w Kanadzie i Francji, prawie dziewięć razy większym niż Niemczech i prawie 17 razy większym niż Japonii (New York Times z 17.03.2020). Nawet stany, w których liczba uwięzionych jest najmniejsza, zamykają więcej osób niż większość innych krajów. Szacuje się, że wskaźnik uwięzienia w Massachusetts – najmniej represyjnym stanie – był ponad dwukrotnie wyższy niż w Anglii i Walii i prawie trzykrotnie wyższy niż w Korei Południowej.

Istnieje stereotyp, że więzienia to zamknięte środowiska. Tak nie jest, a więźniowie nie stanowią populacji objętej kwarantanną – do więzień codziennie napływają setki tysięcy pracowników więziennych, sprzedawców, pracowników służby zdrowia, nauczycieli i gości – wszyscy mogą przenosić wirusa z więzienia do swoich domów i społeczności.

W więzieniach niemożliwy jest fizyczny dystans między ludźmi, zaś opieka medyczna obciążona i na niskim poziomie. Szczególnie dotkliwy jest brak mydła, środków dezynfekujących. W więzieniach i aresztach ludzie dzielą łazienki, pralnie i jadalnie. Toalety w celach rzadko mają pokrywy. Zbiornik toalety służy również jako zlew do mycia rąk, szczotkowania zębów i innych czynności higienicznych. Tymczasem odkażanie rąk nie jest dozwolone w większości więzień ze względu na zawartość alkoholu w środkach dezynfekujących.

Pracownicy są pełni obaw, bowiem już odnotowuje się pierwsze przypadki zarażeń. W federalnym systemie więziennictwa USA, w którym przebywa ponad 175 000 osób, zawieszono wszystkie wizyty na 30 dni, w tym większość wizyt prawników. Zakazano również transferu więźniów między zakładami, z kilkoma wyjątkami. Wiele stanowych i lokalnych więzień, w których przetrzymywana jest większość uwięzionych, również zawiesiła wizyty. 13 marca 2020 r. Federalny Departament Korekcyjny ogłosił, że we wszystkich 122 federalnych zakładach poprawczych wstrzymuje się odwiedziny rodzin, przyjaciół i adwokatów na 30 dni. Adwokaci alarmują, że zakłady poprawcze nie są odpowiednio przygotowane do powstrzymania epidemii w swoich murach. Rekomendacje udzielane przez federalne Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom – takie jak trzymanie się w odległości 6 stóp od innych osób i rutynowe dezynfekowanie powierzchni – są prawie niemożliwe do wykonania za kratami. Więzienne służby medyczne są źle zaopatrzone na co dzień, więc gdyby zarażenia koronawirusem miały przybrać masowy charakter, więźniowe będą transportowani do „cywilnych” szpitali. Tymczasem pracownicy szpitali w rozmowie z „NYT” nie wyobrażają sobie, aby lokalny szpital dawał więźniom pierwszeństwo, jeśli trzeba będzie podejmować trudne decyzje dotyczące ratowania życia.

Jakie podejmować środki zaradcze?

Według ekspertów, więzienia i areszty wkrótce staną się epicentrami pandemii koronowirusa, jeśli będzie kontynuowana dotychczasowa profilaktyczna bezczynność. Ta prognoza nie dotyczy wyłącznie więziennictwa Stanów Zjednoczonych.

Stowarzyszenia publicznych adwokatów w Nowym Jorku wezwały do uwolnienia zatrzymanych w miejskich więzieniach, w tym na wyspie Rikers, gdzie są przetrzymywane osoby za naruszenia warunków zwolnienia warunkowego, mają ponad 50 lat i wcześniej zdiagnozowane problemy zdrowotne.

Szybko należy rozwiązać problem tymczasowo aresztowanych. Statystki w USA są przerażające. Podczas gdy rocznie ponad 600 000 osób przekracza bramy więzień, każdego dnia do tymczasowego aresztu trafia około 612 000 osób. Ponad połowa osób przebywających w areszcie pozostaje tam tylko przez 2-3 dni. Podobnie, chociaż w mniejszej skali, problem wygląda w innych krajach.

Pojawiają się kolejne inicjatywy. Niektóre prokuratury polecają swoim prokuratorom, aby nie sprzeciwiali się wnioskom obrońców o uchylenie aresztowania z powodu wykroczeń lub drobnych przestępstw, jeżeli osoba oskarżona nie stanowi zagrożenia dla bezpieczeństwa publicznego.

Kolejnym powodem do niepokoju jest duża populacja starszych i chorych więźniów. 40% osadzonych w USA cierpi na schorzenia przewlekłe. Zwykle są to starsi więźniowie, stanowiący grupę ryzyka jeśli chodzi o wirus COVID-19. W więzieniach stanowych i federalnych w Stanach Zjednoczonych przebywa 274 000 osób w wieku 50 lat lub starszych. Gdyby tę grupę wyizolować od reszty więźniów, to stanowiłaby siódmą pod względem liczebności populację więzienną na świecie.

Statystki wyraźnie wskazują, iż wskaźnik recydywy wśród starszych więźniów, zwolnionych po odbyciu długich wyroków, jest bliski zeru. Gubernatorzy i wymiar sprawiedliwości rozważają więc jednorazowy przegląd tej grupy osadzonych pod kątem zapewnienia natychmiastowej opieki medycznej lub zwolnienia z dalszego odbywania kary. Ważne jest, aby decyzje zapadały szybko. Organy wymiaru sprawiedliwości mogą zmniejszać liczbę osadzonych na kilka sposobów:

  • wykroczenia i przestępstwa, które nie zagrażają bezpieczeństwu publicznemu, przekwalifikować na czyny niepodlegające karze więzienia,
  • stosowanie nadzoru zamiast aresztowań za wszystkie przestępstwa o niskiej szkodliwości społecznej,
  • zwolnienie wszystkich aresztowanych, którzy nie mogą uiścić kaucji.

Ale i te kroki nie idą wystarczająco daleko. Należy sięgać po bardziej radykalne, które proponują przedstawiciele Inicjatywy Polityki Więziennej (ang. Prison Policy Initiative), określając je jako „zasady zdrowego rozsądku”. Do tych, które mogą spacyfikować potencjalną epidemię w więzieniach zaliczają:

  • uwolnienie wszystkich chorych i starszych więźniów,
  • zaprzestanie pobierania opłat za opiekę medyczną w więzieniach,
  • ograniczanie decyzji o areszcie tymczasowym do wyjątkowych wypadków,
  • przerwanie odbywania kar pozbawienia wolności za naruszenia rygorów zwolnienia warunkowego, naruszenie nadzoru policyjnego itp.

W tym samym duchu sformułowane są wytyczne waszyngtońskiego Stowarzyszenia Szeryfów i Szefów Policji (ang. Washington Association of Sheriffs and Chiefs Police), szczególnie istotne dla stanu Waszyngton, który ma drugą, po stanie Nowy Jork, najwyższą liczbę zgłoszonych przypadków zarażenia koronawirusem. Stowarzyszanie postuluje zwolnienie z więzień wybranych grup osadzonych, masowe udzielanie urlopów zwłaszcza osobom starszym i chorym. Trzeba to uczynić natychmiast, bo późniejsze zwolnienia tylko rozleją falę zakażeń na terenie kraju.

Reasumując, wybuch epidemii koronawirusa w więzieniach i aresztach może przerodzić się w koszmar. Więzienia nie są gotowe na pandemię. Jej wybuch może potencjalnie rozprzestrzenić się także na powiązane społeczności. Wybuch epidemii w miejscu odosobnienia może nadwerężyć lokalne, „cywilne” systemy opieki zdrowotnej, ponieważ setki lub tysiące zarażonych nagle będą potrzebować opieki medycznej, której więzienia nie są w stanie zapewnić.

Więzienia i areszty wciąż mają czas na przygotowanie się do walki z koronawirusem, ale ten czas się powoli kończy. Może to być kilka dni, może tydzień lub dwa… W miarę rozprzestrzeniania się koronawirusa możliwości się kurczą. Wiele krajów będzie musiało stawić czoła nowym wyzwaniom w swoich więzieniach, ale Stany Zjednoczone są wyjątkowe, ponieważ mają miliony ludzi uwięzionych w tysiącach więzień, aresztach i innych ośrodkach, z których każdy może stać się siedliskiem epidemii.

Wszystkie inne strategie hamowania tempa zakażeń są istotne, ale wtórne. Chodzi tu m.in. o organizowanie widzeń bez kontaktu lub za pomocą połączenia wideo-telefonicznego, wzmożenie codziennej higieny. Postuluje się także badania przesiewowe więźniów, a następnie izolowanie ich, jeśli uzyskają wynik pozytywny.

W warunkach polskiego systemu penitencjarnego zwolnienie z aresztów osób, które nie są oskarżone o przestępstwa przeciwko zdrowiu i życiu, wydaje się rozsądnym rozwiązaniem z uwagi na dużo większe zagrożenie epidemiologiczne w aresztach i ich przeludnienie.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Test przywództwa. Jakich liderów potrzebujemy w kryzysie?

Wybuch epidemii koronawirusa i jego konsekwencje w turystyce, transporcie, gastronomii i wielu innych branżach skutkuje nie tylko kryzysem ekonomicznym, ale nasila również poczucie strachu. Z końcem lutego 2020r. ARC Rynek i Opinia podało, że 75 % Polaków przewiduje wpływ koronawirusa na polską gospodarkę, a 87% na gospodarkę światową. Specjalistom trudno przewidzieć realny wpływ na ekonomię. W zależności od źródła, między 30%, a 100 % przedsiębiorstw w Polsce odczuło już negatywne skutki kryzysu i mierzy się z rosnącą obawą
o jutro. 

„Nie zatrzymasz fal, ale możesz nauczyć się surfować” – Jon Kabat-Zinn

– Brak informacji wzmaga stres i nasila chęć redukcji niepewności. Nietolerancja wobec niepewności jest jednym z kluczowych czynników wywołujących depresję i lęk. Sposób, w jaki musimy zaakceptować ją lub coś nieznanego może doprowadzić do załamania naszego stanu emocjonalnego. – komentuje sytuację Katarzyna Richter, międzynarodowy specjalista w zakresie HR i psychologii międzykulturowej.

Zdaniem socjologów nieprzewidywalne, globalne i radykalne skutki przemian, zachodzące
we wszystkich obszarach życia człowieka, powodują permanentny stan niepokoju, niepewności i zagrożenia. Tolerancja niepewności jest często opisywana jako ważna umiejętność liderów (Cohen i March 1986, Huber 2003).

Jakich liderów potrzebujemy w kryzysie?

– Osoby, które posiadają dobrze rozwiniętą tolerancję niepewności zachowają spokój i będą lepiej funkcjonować w trudnych warunkach. Zatem, co wpływa na jej poziom? Między innymi takie czynniki, jak: przewidywanie skutków, branie odpowiedzialności za własne działania, umiejętność szybkiego dostosowania się do zmieniających się warunków (takich, jak cyfryzacja czy umiejętność pracy zdalnej), umiejętność zachowania zimnej krwi przy jednoczesnej szybkiej zmianie perspektywy, umiejętność radzenia sobie z pojawiającymi się przeszkodami, odporność psychiczna. – wyjaśnia Katarzyna Richter.

Czy polskie firmy są przygotowane na kryzys? Mogłoby się wydawać, że tak. Większość wdrożyła procedury antykryzysowe, szybko dostosowując się do zmian rynkowych. Jaki jest jednak stan faktyczny? Aktualna sytuacja to prawdziwy test, który zweryfikuje, czy firmy faktycznie były przygotowane na kryzys i jak sobie z nim poradzą.

Świadomy lider

– Obecna sytuacja to przede wszystkim test przywództwa. Pokazuje nasze przygotowanie, myślenie długoterminowe i przewidywanie, a także posiadaną elastyczność działania, gotowość uczenia się i wychodzenia poza schemat. Aktualnie potrzebujemy liderów, którzy dostrzegają w trudnej sytuacji możliwości, są otwarci na wyzwania, posiadają samodyscyplinę i dobre nawyki. Tacy liderzy  będą lepiej radzić sobie w tych i każdych innych okolicznościach. – mówi Katarzyna Richter oraz dodaje:

– Przykładem szybkiego działania i przystosowania się do sytuacji kryzysu epidemiologicznego może być LVMH, która wstrzymała produkcję perfum Dior i Givenchy i zaczęła produkować żel antybakteryjny, podobnie jak Verdant Spirits, szkocki producent ginu, który przestawił linię produkcyjną i rozpoczął produkcję żelu do dezynfekcji rąk, czy AskHenry, która oferuje usługi konsjerża i wprowadza do swojej oferty wykonywanie zakupów spożywczych dla swoich klientów.

Świadomy lider to osoba, która potrafi zarządzać sobą i innymi. Potrafi zapanować nad emocjami i podejmować decyzje z głową wolną od piętrzących się myśli. Rola uważności i wellbeingu odgrywa w sytuacjach kryzysowych zasadniczą rolę. Świadomy lider przejdzie do działania według procedur antykryzysowych, a jeśli w firmie nie ma planu działania kryzysowego, to skupi się na szybkim jego stworzeniu. Ważne przy działaniu jest spojrzenie na sytuację z perspektywy pracownika, jak wpłynie to na jego stan psychofizyczny. Zastanowienie się, jak pracownicy radzą sobie z tolerancją sytuacji niepewnej. O czym myślą? Co ich stresuje? Najczęściej jest to martwienie się o ciągłość pracy, zapewnienie opieki nad dzieckiem, stabilność finansowa.

Rola komunikacji w sytuacji kryzysowej jest nie do przecenienia

Autentyczność, transparentność i czas przekazania informacji pracownikom jest kluczowa, wpływa na  to, jak pracownicy odpowiedzą na sytuację kryzysową.

Rozpoczęcie komunikacji z pracownikami leży po stronie lidera. Rozmowa może zredukować stres i pomóc w zrozumieniu sytuacji, ponieważ uzyskają oni wiedzę o tym, jak obecny kryzys  wpływa na ich pozycję i co pracodawca będzie robić, aby ich wesprzeć. Cisza i brak komunikacji z pracownikami jest najgorszą opcją, jaką można wybrać, gdyż powoduje rozprzestrzenianie się negatywnych emocji takich, jak strach i niepokój oraz szerzenie plotek i utratę zaufania. – podkreśla Katarzyna Richter oraz dodaje:

– Ważne jest, aby liderzy pozostali jak najlepiej poinformowani i czerpali wiedzę z wiarygodnych źródeł. Przy konstruowaniu komunikatów do pracowników warto wziąć pod uwagę ich perspektywę, sprawić, aby komunikat odnosił się do ich uczuć i obaw oraz był spójny z wartościami organizacji, którą reprezentują.

Sytuacja pandemii to lekcja pokory dla nas wszystkich, w której kluczową rolę odegrają spokój, tolerancja niepewności oraz umiejętność szybkiego dostosowywania się do dynamicznie zmieniających się warunków.  

Cisza na rynkach, ale jeszcze nie koniec burzy

Rynek akcji kontynuuje rajd ulgi po pozytywnej sesji w czwartek i zdaje się, że zmęczenie spadkami i chęć równoważenia pozycji przed weekendem stwarza wrażenie ulgi. Trzeba jednak pamiętać, że w kwestii walki z pandemią niewiele uległo zmianie na lepsze i choć władze fiskalne i monetarne dokładają starań, szkody dla gospodarki globalnej wyrządzone przez kryzys będą olbrzymie.

Wczorajsze dane z Niemiec i USA były tylko preludium tego, co przyniosą kolejne tygodnie. Indeks niemieckiego instytut Ifo wskazał na najgorsze nastroje w biznesie od sierpnia 2009 r. przy największym miesięcznym pogorszeniu nastrojów do 1991 r. Historyczny spadek z miesiąca na miesiąc zaliczył też indeks aktywności biznesowej w rejonie Filadelfii. Wzrost liczby nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w USA w ubiegłym tygodniu był jeszcze reaktywnie skromny (z 211 tys. do 282 tys.), ale kolejne odczyty mogą pójść w miliony, kiedy o zasiłek zaczną się zgłaszać osoby z zamkniętych restauracji, kin i innych punktów usługowych. Jakkolwiek w Europie działania w zakresie ochrony miejsc pracy i wynagrodzeń są bardziej proaktywne, tak nieuniknione jest obniżenie konsumpcji prywatnej, nie mówiąc o zamrożeniu inwestycji. Nie widomo, jak długo potrwa lockdown i jak hojne będą rządy w ratowaniu firm zagrożonych upadłością. W USA doradca ekonomiczny Białego Domu zasugerował przejmowanie udziałów w spółkach, choć nie wiadomo jak będzie się to odnosić do aktualnych akcjonariuszy. Z tego może zrodzić się kolejny chaos na Wall Street (a za nim na innych giełdach).

Obserwowane dziś rano mocne odbicie indeksów może stwarzać wrażenie powrotu optymizmu, ale osobiście zachowałbym czujność. Przed weekendową przerwą inwestorzy mogą przejawiać tendencję do redukcji ryzyka, co w obliczu ostatnich spadków sugeruje wychodzenie z krótkich pozycji. Polowanie na okazje wśród przecenionych aktywów może dodatkowo podsycać wzrosty, ale ta grupa inwestorów równie łatwo będzie porzucać papiery przy pojawieniu się najmniejszego powodu do obaw. Także na FX wyróżnia się przerwanie ośmiodniowego rajdu USD, jednak sygnały z rynku pieniężnego sugerują, że zaburzenia w postaci masowego poszukiwania płynności w USD nie zniknęły. Otwarcie nowych linii swapowych w USD przez Fed z innymi bankami centralnymi (które mogą teraz pożyczać dolary lokalnym instytucjom) pomaga, ale jeszcze nie powstrzymuje pędu ku bezpiecznej walucie rezerwowej świata. Rynek walutowy może wkrótce stać się następnym obszarem (po stabilizacji rynku długu i wsparciu pożyczkowym banków i firm), który będzie wymagał interwencji banków centralnych, by pohamować umocnieni USD. To z pewnością jeszcze nie koniec burzliwych czasów dla rynków finansowych.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Oglądalność youtuberów wzrosła o 30% w czasie pandemii

W czasie pandemii oglądalność wideo youtuberów zrzeszonych w sieciach grupy LTTM wzrosła o 30%. Znacząco wydłużył się czas oglądania materiałów (o 30%) oraz zwiększyła się liczba wyświetleń filmów (o 27%). Tylko od 12 do 15 marca łączna liczba wyświetleń na YouTube wyniosła aż 133 miliony, a średni czas oglądania 753 miliony minut (522 dni).

Porównując te dane do analogicznych dni (piątek – niedziela) pierwszego tygodnia marca zauważalny jest wzrost na poziomie 28 milionów wyświetleń oraz 170 milionów minut czasu oglądania (watchtime). Ta zmiana została odnotowana w sieci LTTM we wszystkich grupach demograficznych widzów. Większą popularnością cieszą się zarówno kanały dziecięce, gamingowe, edukacyjne, jak i te z kategorii beauty, rozrywki czy specjalistycznych treści tematycznych i hobby. Dane zostały opracowane na podstawie ponad 800 kanałów zrzeszonych w sieci.

O 30% wzrosła oglądalność YouTube w czasie pandemii

Czas pandemii oznacza nie tylko czasu zwiększonej konsumpcji mediów, ale także zaobserwowany przez nas wzrost aktywności twórców treści. Dzięki temu wielu klientom pomogliśmy w ekspresowym tempie przenieść budżety, między innymi z działań OOH na kampanie z influencerami. W naturalny sposób obserwujemy też zwiększone zainteresowanie e-commersów influencer marketingiem – specjalnie dla tej grupy wprowadziliśmy nowe możliwości rozliczeń współprac z influencerami, między innymi w oparciu o modele CPM, CPC lub wykorzystanie kodów rabatowych – komentuje Paweł Stano, wiceprezes grupy LTTM i prezes LifeTube.

Influencerzy nie tylko angażują się w akcje edukacyjne czy informacyjne (takie jak zainicjowana niedawno akcja #KoronaCizGłowyNieSpadnie, w której wzięło udział już ponad 60 topowych twórców), ale tworzą obecnie więcej treści skierowanych do ich społeczności. Swoje materiały często tworzą w domowym studio, nie korzystając ze wsparcia ekipy filmowej lub ograniczając je do niezbędnego minimum – dzięki temu produkcja ich treści nie została w większości przypadków wstrzymana.

6 wskazówek dla firm, które pomogą usprawnić zdalny proces onboardingu

Ograniczenia mające zapobiec rozprzestrzenianiu się wirusa COVID-19 z dnia na dzień zwiększyły liczbę osób pracujących zdalnie. W konsekwencji proces związany z wdrożeniem nowej osoby do firmy zmienia swoje oblicze. Organizacje, które ostatnio zatrudniły nowych pracowników stoją przed wyzwaniem, jak skutecznie wdrożyć ich w wykonywanie obowiązków w ramach pracy zdalnej. Jak usprawnić ten proces? Antal przedstawia 6 najważniejszych elementów skutecznego onboardingu online.

Sprawne przeprowadzenie onboardingu online jest bardzo trudnym zadaniem, szczególnie dla firm, które nigdy nie pracowały zdalnie i zwłaszcza kiedy organizacje przechodzą na taki model pracy w trybie pilnym. Jeśli jednak przedsiębiorstwo wcześniej, choćby w niewielkim stopniu wykorzystywało home office to na pewno ma duże szanse, aby w zdalny sposób sprawnie wdrożyć do pracy nowego pracownika, nawet jeśli będzie się to odbywało w bardzo przyśpieszonym tempie. Aby proces się udał, konieczne jest podejmowanie szybkich decyzji i stosowanie niestandardowych działań, takich jak wysłanie kurierem segregatora z dokumentami czy przewiezienie taksówką służbowego laptopa. Jakie dodatkowe działania należy podjąć, aby przeprowadzić skuteczny onboarding online? Firma rekrutacyjna Antal dzieli się swoimi doświadczeniami, które zdobyła dzięki współpracy z rekruterami pracującymi zdalnie oraz praktykami, które zdały egzamin na przestrzeni ostatnich lat. Oto poradnik Antal.

  1. Plan działań kluczem do sukcesu

Wprowadzenie nowego pracownika do organizacji to spore wyzwanie w tradycyjnych warunkach, a co dopiero w sytuacji, gdy onboarding musi zostać przeprowadzony w całości zdalnie. Jednak nie jest to zadanie niewykonalne. Aby uniknąć chaosu, warto przyjąć konkretną strategię działań, która umożliwi nowo zatrudnionej osobie poznanie wszelkich tajników nowej pracy bez stresu. Ważne, aby taka osoba czuła się dobrze poinformowana i zaopiekowana. Im lepiej nowy pracownik zaaklimatyzuje się w pracy, tym bardziej efektywnie będzie wykonywał swoje obowiązki w przyszłości.

Ostatnie dni to dla wielu firm czas wyzwań, dlatego pracodawcy muszą się przestawić na nowe myślenie i podjąć niestandardowe działania. Firmy nadal aktywnie prowadzą procesy rekrutacyjne, a pracownicy potrzebują skutecznego onboardingu i komunikacji. Tyle, że w nowych warunkach. Obecna sytuacja wymaga szeregu szybkich działań operacyjnych takich jak dostosowanie i udostępnienie odpowiednich rozwiązań technologicznych oraz szkoleń, także dla menedżerów, z wykorzystania różnych środków komunikacji. Tego typu działania pozwolą usprawnić pracę zdalną, co w konsekwencji przełoży się na bardziej elastyczne i sprawne działania całych zespołów – mówi Artur Skiba, Prezes Antal

  1. Baza wiedzy online

Co zrobić, aby adaptacja nowego pracownika poszła zgodnie z planem? Przede wszystkim należy stworzyć bazę wiedzy online dla nowych pracowników i zamieścić w niej informacje, które ułatwią im pierwsze tygodnie i miesiące pracy, np.: prezentacje wdrożeniowe, przewodniki, informacje o narzędziach, z których korzysta zespół, wzory dokumentów i regulaminy, informacje o produktach i usługach świadczonych przez firmę.

  1. Szeroki wachlarz narzędzi

W zależności od specyfiki firmy, proces onboardingu można wspierać na wiele sposobów. Warto wykorzystać takie narzędzia jak: webinary, video konferencje, zahasłowane miejsce online z podstawową wiedzą, potrzebną do wdrożenia. Dla przedsiębiorców onboarding online to przede wszystkim wyzwanie organizacyjne. Obecnie dedykowane rozwiązania technologiczne dla pracy zdalnej stają się coraz bardziej popularne. Jednym z nich jest Microsoft Teams, narzędzie, które oferuje wszystkie niezbędne funkcjonalności (video konferencje, czat do pracy projektowej). Warto również sięgnąć po darmowe komunikatory, ułatwiające koordynację pracy zdalnej, np. Slack. Dobrym pomysłem jest zaprzyjaźnienie się z Todoist, Trello czy Asaną, czyli tzw. menedżerami zadań. Charakteryzują się one przejrzystością i są łatwe w obsłudze.

Okazuje się, że w obliczu panującej pandemii wiele firm i branż funkcjonuje praktycznie bez uszczerbku i nie mam tu na myśli producentów maseczek ochronnych. Przoduje tu oczywiście branża IT. Większość naszych kontrahentów bezbłędnie radzi sobie w ciągu ostatnich dni – wszelkie spotkania, również te z kandydatami do pracy, odbywają się on- line. W dzisiejszych czasach funkcjonuje wiele narzędzi umożliwiających również wieloosobowe spotkania w sieci. Nawet nasi najwięksi klienci korporacyjni dość łatwo zaadaptowali się do takiej formy funkcjonowania. Docierają do mnie informacje, że rekrutacje, łącznie z on- boardingiem nowych pracowników, nigdy nie odbywały się tak sprawnie jak teraz. Większość stanowisk pracy, pod kątem których dotychczas poszukiwaliśmy osób do pracy u naszych klientów jest nadal otwarta, a, paradoksalnie, udogodnieniem w tym trudnym czasie jest to, że cały proces rekrutacyjny można bezpiecznie przejść nie ruszając się z domu- mówi Anna Teodorowska, IT Regional Menager, Antal.

  1. Opieka mentorów

Profesjonalne wprowadzenie nowego pracownika to zawsze must-have, ale w przypadku zdalnego onboardingu nabiera ono jeszcze wyższej rangi. Nowi pracownicy mają zawsze mnóstwo pytań i wątpliwości – w tradycyjnej, biurowej rzeczywistości zawsze mogą zadać je komuś, kogo tam spotkają. Pracując zdalnie, są ze swoimi wątpliwościami całkiem sami. Dlatego warto wskazać osobę z firmy, która będzie pełniła rolę mentora. Nowy pracownik będzie mógł się zwrócić do niej z pytaniami związanymi z realizacją zadań, a także z nieformalnymi zwyczajami panującymi w firmie.

  1. Zaufanie skuteczną przesłanka zaangażowania pracowników

Niektórzy pracownicy zdalni są proszeni o przesyłanie co pół godziny podsumowania dotychczas zrealizowanych działań swojemu przełożonemu, aby przedstawić mu, czym się zajmują i na jakim są etapie pracy. Firmy powinny zastanowić się, czy taki nadzór jest im faktycznie potrzebny. Dojrzali pracownicy podczas trwania home office mogą być jeszcze bardziej efektywni. W związku z tym, pierwszym krokiem do onboardingu online i wdrożenia pracy zdalnej powinno być właściwe przygotowanie zespołów i managerów: odpowiednia komunikacja, wyznaczenie jasnych zasad funkcjonowania takiego trybu oraz zapewnienie wszystkich, że jest to normalny dzień pracy, tylko
w nieco innych warunkach.

Menedżerowie powinni dać pracownikom więcej elastyczności i kontrolować ich zadania rzadziej, a raczej skupić się na efekcie końcowym, który jest wspólnym celem zespołu. Więc zamiast dopytywać „Jak Ci idzie?” lepiej postawić na narzędzia do zarządzania projektami np. Trello czy Clickup. Należy też przekazać pracownikowi ważne kontakty do osób z organizacji, które mogą być pomocne, podczas realizacji projektu. Nowego pracownika trzeba poinformować, że w razie  problemu może w każdej chwili skontaktować się z bezpośrednim przełożonym i poprosić o wsparcie. Pomocny będzie również harmonogram działań oraz spotkania statusowe np. dwa razy w tygodniu, kiedy cały zespół się zdzwania i rozmawia o projekcie czy ewentualnych problemach Z kolei menedżerowie swoje wolne moce powinni przenieść na osoby, które potrzebują więcej czasu na wdrożenie i wsparcie ich w odnalezieniu się w nowych okolicznościach. Nie wszystkie osoby mogą mieć też naturalne predyspozycje do dobrego zarządzania własnym czasem i samodzielnej organizacji zadań – tym osobom warto pomóc w przygotowaniu planu zadań oraz na bieżąco sprawdzać ich postępy.

  1. Ewaluacja

Bardzo istotny jest stały monitoring działań onboardingowych. Feedback uzyskany podczas rozmowy lub w formie ankiety na temat tego, co nowym pracownikom się podobało, a zwłaszcza tego, co można poprawić, pozwoli zoptymalizować cały proces, a tym samym wpłynąć na większe zaangażowanie i efektywność zespołu.

Zmiany są nieodłącznym elementem ewolucji, której wymaga dzisiejszy rynek pracy

Praca zdalna stała się w tej chwili koniecznością, ale taka elastyczna forma współpracy już wcześniej była pozytywnie oceniana – i pożądana – przez pracowników i partnerów biznesowych. Z tego też powodu coraz więcej firm daje taką możliwość zatrudnionym, wprowadza innowacyjne usługi i atrakcyjne systemy pracy. Przykładem firmy, która wdrożyła tego typu nowoczesne rozwiązanie jest Antal. Firma stworzyła platformę rekrutacyjną REX opartą na modelu, w którym wybrany projekt rekrutacyjny jest udostępniany grupie rekruterów, pracujących na zasadach freelance i zdalnie. Bezpośrednim beneficjentem jest firma, która ma dostęp do szeregu rekruterów docierających do wyspecjalizowanych kandydatów w możliwie krótkim czasie. Z kolei freelancerzy, którzy nie są zainteresowani pracą na etacie lub muszą pracować zdanie, cenią sobie niezależność, potrafią pracować samodzielnie i są ekspertami rynku w ramach swojej specjalizacji.

Dla nas rzeczywistość pracy z domu jest naturalnym rozwojem wypadków, którego się spodziewaliśmy w przyszłości. Wszyscy nasi współpracownicy mają dostęp do platformy, która uczy ich jak pracować zdalnie oraz do szkoleń dotyczących budowania swojego wizerunku w sieci, dzięki czemu wzmacniamy nasze zasięgi dotarcia do kandydatów i komunikacji z nimi. Bardzo nas cieszy pozytywny odbiór naszego płynnego przejścia na prace zdalną, dzięki czemu pracodawcy nie tylko maja zapewnioną ciągłość procesów rekrutacyjnych, ale również obsługę na najwyższym poziomie. Mimo, że nie spodziewaliśmy się pandemii, to jednak wiedzieliśmy ze świat przyjmie wymiar pracy zdalnej prędzej czy później- mówi Karolina Korzeniewska, ReX Project Manager, Antal.

Polacy coraz częściej donoszą na spalających odpady. Strażnicy miejscy przyjmują więcej zgłoszeń

W ubiegłym roku straże miejskie przyjęły więcej zgłoszeń w sprawie zadymienia i prawdopodobnego spalania odpadów niż rok wcześniej. Biorąc pod uwagę jednostki z miast wojewódzkich, najwięcej takich przypadków odnotowano w Krakowie. Statystyki wzrosły też m.in. w Poznaniu, Bydgoszczy, Białymstoku, a także Kielcach. Z kolei mniej donosów było w Katowicach, Gdańsku czy Warszawie. Jednak podjęta interwencja nie zawsze skutkuje mandatem czy skierowaniem sprawy do sądu. Rzadziej niż kiedyś dochodzi również do używania jako rozpałki plastikowych butelek.

3814 zgłoszeń o zadymieniu i prawdopodobnym spalaniu odpadów przyjęła w 2019 roku Straż Miejska w Krakowie. Rok wcześniej było ich mniej, bo 3728. Tego typu wzrosty odnotowano również w Poznaniu (z 3309 do 3571), Bydgoszczy (z 1640 do 2193), Białymstoku (z 808 do 1194), Kielcach (z 1116 do 1179), Opolu (z 739 do 861), Olsztynie (z 327 do 424) oraz Zielonej Górze (z 157 do 162). Natomiast w Katowicach liczba zgłoszeń zmniejszyła się z 2530 do 2048. Spadki nastąpiły też w Gdańsku (z 1296 do 1106), Warszawie (z 1184 do 1077), Lublinie (z 1160 do 1008) i Gorzowie Wielkopolskim (z 268 do 228).

– W Bydgoszczy te statystyki cały czas wzrastają, a początek smogofobii czy smogomanii był w 2017 roku. Wówczas mieliśmy 1304 zgłoszenia, a rok wcześniej – 668, czyli widzimy wzrost o prawie 100%. Trudno jednoznacznie powiedzieć, dlaczego tak się dzieje. 3 lata temu odczyty dot. jakości powietrza w sezonie grzewczym były gorsze niż w 2016 roku. Teoretycznie więc liczba zgłoszeń powinna spaść – komentuje Arkadiusz Bereszyński, rzecznik Straży Miejskiej w Bydgoszczy.

Jak przekonuje st. insp. Maria Plutka, rzecznik prasowy Straży Miejskiej w Kielcach, z roku na rok wzrasta świadomość ekologiczna społeczeństwa. Ludzie wiedzą, że spalanie substancji niedozwolonych to nie tylko łamanie prawa, ale przede wszystkim zagrożenie zdrowia swojego i swoich najbliższych. I jak podkreśla, mieszkańcy Kielc są na tym punkcie bardzo wyczuleni.

– W sezonie jesienno-zimowym do Straży Miejskiej wpływają zgłoszenia o zadymieniu i prawdopodobnym spalaniu odpadów. Strażnicy podejmują interwencje również z własnej inicjatywy. W szczególności takimi działaniami objęte są dzielnice domów jednorodzinnych, gdzie często mieszkańcy korzystają z pieców opalanych węglem i drewnem – informuje Jacek Kucharczyk, komendant Straży Miejskiej Miasta Lublin.

Natomiast Przemysław Piwecki, rzecznik Straży Miejskiej z Poznania podkreśla, że funkcjonariusze mogą kontrolować w zakresie gospodarki odpadami komunalnymi, w tym ich spalania. Te problemy w 99% są przypisane do nieruchomości mieszkalnych. Z kolei w zakładach pracy najczęściej mamy do czynienia ze spalaniem odpadów produkcyjnych, a nie komunalnych. Tego typu kontrole wykonuje Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska.

– Oczywiście, zdarzają się również zgłoszenia dot. np. zakładów produkcyjnych lub lokali gastronomicznych. W takich przypadkach zazwyczaj kierujemy je do właściwych podmiotów. W ubiegłym sezonie sprawdzaliśmy jakość używanego paliwa. Teraz, w związku z całkowitym zakazem używania paliw stałych na terenie Krakowa, wygląda to inaczej. Kontrolujemy, czy zakaz jest przestrzegany i czy stosowane przez mieszkańców paliwa są legalne – mówi Edyta Ćwiklik z biura prasowego Straży Miejskiej w Krakowie.

Od 2019 roku szczecińskim strażnikom pomaga dron antysmogowy. Jest on wydzierżawiony od specjalistycznej firmy na określoną liczbę nalotów. W ub.r. zostało przeprowadzonych 230 takich interwencji. Z kolei Arkadiusz Bereszyński podkreśla, że tylko poprzez kontrolę palenisk można stwierdzić wykroczenie, a nie z drona. W Bydgoszczy działa specjalistyczna grupa składająca się z sześciu osób. Natomiast Przemysław Piwecki podkreśla, że w przypadkach szczególnych pobierane są próbki popiołu. One trafiają do badań laboratoryjnych w celu sprawdzenia, czy spalano odpady.

– Część zgłoszeń się powtarzała i dotyczyła tych samych posesji. Niejednokrotnie w trakcie kontroli okazywało się, że są tam spalane legalne paliwa, takie jak węgiel i drewno. Silne zadymienie powstawało jedynie w momencie rozpalania pieca, póki nie osiągnął on właściwej temperatury. W takiej sytuacji strażnicy nie mają podstaw do ukarania danej osoby – podkreśla komendant Kucharczyk.

Jak zaznacza Piotr Piętak, zastępca komendanta Straży Miejskiej w Katowicach, zgłoszenia dotyczą m.in. wyczuwalnej uciążliwości zapachowej czy silnego zadymienia (dym zabarwiony, widoczny). Mieszkańcy informują również o podejrzeniu spalania odpadów, substancji bądź paliw niedozwolonych w paleniskach domowych ewentualnie na przestrzeni otwartej. Zdarza się, że wskazują miejsca i czas takich praktyk, dołączając zdjęcia czy materiały filmowe.

– Zgłaszający nie ma obowiązku przedstawienia się, może to zrobić anonimowo. Z naszego punktu widzenia istotne jest precyzyjne wskazanie miejsca. Prosimy więc o podanie nazwy ulicy i numeru posesji, w której mogą być spalane odpady. Osoba zgłaszająca nie zostaje świadkiem w postępowaniu sądowym, chyba że widziała, jak ktoś wkładał odpady do pieca – opisuje Arkadiusz Bereszyński.

Kontrolujący jest uprawniony m.in. do wstępu na teren nieruchomości, co podkreśla st. insp. Joanna Wojtach, rzecznik Straży Miejskiej w Szczecinie. I dodaje, że uniemożliwienie przeprowadzenia czynności kontrolnych to przestępstwo. Z kolei komendant Kucharczyk zaznacza, że w przypadku stwierdzenia spalania niedozwolonych materiałów bądź substancji możliwe jest wystawienie mandatu w wysokości do 500 zł. Inna opcja to skierowanie wniosku o ukaranie do sądu.

– Strażnicy podkreślają, że świadomość mieszkańców dotycząca tego, czym można palić w piecach cały czas się zwiększa. Podczas interwencji nie są już świadkami tak patologicznych sytuacji, jakie miały miejsce jeszcze kilka lat temu. Kiedyś na porządku dziennym było wykorzystywanie jako rozpałki plastikowych butelek. Palono gumowe kalosze, a raz nawet strażnicy znaleźli w palenisku kawałek nadpalonej opony. Teraz już takich drastycznych odkryć nie ma – podsumowuje st. insp. Wojtach.

W przypadku długotrwałej pandemii ceny będą rosły, a promocje zanikały

Sieci handlowe mogą teraz dynamicznie zmieniać promocje w gazetkach i na półkach. Niektórzy eksperci przewidują, że retailerzy będą mocniej promować produkty świeże i o krótkim terminie ważności. Jednak ogólnie będzie coraz mniej obniżek. Jednym z głównych wyzwań dla handlu jest teraz utrzymanie harmonijnych dostaw. Ceny podstawowych produktów mogą zostać podniesione, z uwagi na rosnące koszty dystrybucji. Część sieci prawdopodobnie wykorzysta też obecną sytuację. Ale nagłe i silne wzrosty raczej są wykluczone ze względu na konkurencję i względy wizerunkowe.

Z uwagi na masowe wykupywanie towarów przez Polaków, sieci handlowe mogą dynamicznie zmieniać promocje w gazetkach i na półkach. Jak zauważa Tomasz Jabłoński z aplikacji BLIX, poza problemami z zaopatrzeniem i logistyką, retailerzy wstrzymują kampanie reklamowe i spontanicznie zmieniają strategie cenowe. Od obniżek ważniejsza jest teraz dostępność produktów, która generuje ruch w sklepach oraz bezpieczeństwo klientów robiących zakupy.

– To nie jest dobry czas dla promocji, gdyż pewne towary, np. makarony, ryże czy mydła, są kupowane bez względu na ich ceny. Sądzę, że sieci zmienią swoje strategie. Przy okazji sprzedaży kryzysowej będą promowały produkty świeże i o krótkim terminie ważności. Z całą pewnością jednak wielkość ich nabycia spadnie – przewiduje dr Maria Andrzej Faliński, prezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego.

Dr Urszula Kłosiewicz-Górecka, członek Zespołu Foresightu Gospodarczego w Polskim Instytucie Ekonomicznym, podkreśla, że sytuacja jest dość dynamiczna. Dni, a nawet godziny mogą spowodować radykalne zmiany w zachowaniach, obserwowanych trendach i strategiach przedsiębiorstw handlowych. Dlatego trzeba pamiętać o tym, że wszystkie prognozy i analizy obarczone są dużymi błędami.

– Obecna sytuacja ma charakter wyłącznie przejściowy, co trzeba wyraźnie podkreślić. Zwiększone zakupy były reakcją konsumentów na informację o zamknięciu placówek oświaty. Ten stan nie będzie trwał ciągle, zatem nie ma powodu, żeby zmieniać globalnie strategie marketingowe, tym bardziej że zaopatrzenie i handel funkcjonują stabilnie – przekonuje Maciej Ptaszyński, Wiceprezes Zarządu Polskiej Izby Handlu.

Natomiast dr Kłosiewicz-Górecka dodaje, że zwiększone zakupy żywności i środków higienicznych oraz czystości wyciszą się, o ile radykalnie nie pogorszy się sytuacja epidemiologiczna. Obecnie ważne jest zachowanie dostępności sklepów, utrzymanie sprawności łańcuchów dostaw i harmonijnie uzupełniane towarów na półkach. To jest kluczowe w sytuacji możliwych problemów z utrzymaniem odpowiedniego poziomu zatrudnienia. Niezwykle istotne jest zachowanie bezpieczeństwa żywności, pracowników i klientów. Spełnianie tych podstawowych funkcji handlu jest obecnie największym wyzwaniem dla firm i będzie miało odzwierciedlenie w strategiach działania.

– Sytuacja będzie kształtować się dynamicznie, w zależności od decyzji władz, liczby zachorowań i poziomu paniki społecznej. Jeśli rozprzestrzenianie się koronawirusa zostanie unormowane, klienci będą przyciągani do sklepów atrakcyjnymi ofertami, dla których zaczną nawet naruszać zasady kwarantanny. Ostatecznie wszyscy wypatrywać będą opanowania sytuacji z nadzieją na zmianę kontekstu zakupowego w związku ze zbliżającymi się świętami – mówi Tomasz Jabłoński.

Z kolei Hubert Majkowski z Hiper-Com Poland, nie przewiduje w najbliższym czasie wahań liczby obniżek prezentowanych w gazetkach. Ekspert spodziewa się natomiast zmiany ilości promocji w samych sklepach. Może ona ogólnie wzrosnąć w przypadku produktów nie pierwszej potrzeby, na które jest mniejszy popyt.

– Najbardziej niezbędne produkty szybko się wyprzedadzą. Mniej trwałych artykułów nie da się zaoszczędzić. Dlatego promocji będzie coraz mniej – zarówno tych w gazetkach, jak i na sklepowych półkach. Jednocześnie konkurencja powstrzyma duże sieci przed podnoszeniem cen w trybie nadzwyczajnym. Przyczynią się do tego też względy wizerunkowe – prognozuje dr Faliński.

Z kolei eksperci z platformy analityczno-badawczej UCE RESEARCH zauważyli, że w ostatnich dniach sieci nieco podniosły ceny nowego asortymentu, wykładanego na półki. Te produkty, które były wcześniej w promocji, zaczęły znikać.

– Sieci prawdopodobnie podniosą ceny większości artykułów, w związku z rosnącymi kosztami logistyki. Natomiast wysoki popyt na produkty podstawowe znosi potrzebę ich silnego promowania. Jeżeli uda się szybko opanować pandemię, jej skutki będą mało widoczne dla konsumentów. W innym wypadku ceny będą rosły, a promocje – znikały – ostrzega Hubert Majkowski.

Jak wyjaśnia ekspert z aplikacji BLIX, sieci obawiają się spadków sprzedaży. Atmosferę podgrzewa fakt, że nie wiadomo, jak długo potrwa kwarantanna Polaków. Obecnie koszt zakupu asortymentu pierwszej potrzeby nie odgrywa dla konsumenta kluczowej roli. Dlatego sieci mogą podnosić ceny, tym samym dywersyfikując ryzyko zamknięcia sklepów czy zmniejszenia ilości odwiedzin.

– Nie jest wykluczony czasowy niewielki wzrost cen żywności i środków higienicznych w kolejnych dostawach. Może on wynikać z różnicy kosztów, ale też z uznania przez część przedsiębiorstw obecnej sytuacji jako szansy na poprawę sytuacji ekonomicznej. Z kolei promocje art. nieżywnościowych mogą okazać się zasadne i bardziej doceniane przez klientów w nieco dłuższej perspektywie, gdy koronawirus zostanie już opanowany – uważa dr Kłosiewicz-Górecka.

W najbliższych tygodniach głównym problemem może nie być cena towaru, lecz jego produkcja i dostawa, na co zwraca uwagę Andrzej Wojciechowicz, ekspert Komisji Europejskiej. Nawet jedna zakażona osoba w zakładzie produkcyjnym może inicjować 14-dniową kwarantannę przedsiębiorstwa. Interesariusze całego łańcucha dostaw są pod tą samą presją. To czarny scenariusz, który chyba jednak nam nie grozi. Rozdrobnienie i pozorna słabość polskich producentów żywności w tych warunkach są zbawienne dla całego systemu zaopatrzenia w artykuły FMCG.

W dobie epidemii koronawirusa firmy kierują się w stronę sprzedaży internetowej. O czym należy pamiętać

Ogłoszona pandemia wirusa SARS-Cov-2 wywołującego chorobę COVID-19 wymusiła podjęcie przez Rząd trudnej decyzji o wprowadzeniu stanu zagrożenia epidemicznego, co pociągnęło za sobą duże zmiany dla handlu. Firmy, które nie chcą drastycznie zmniejszyć obrotów szukają alternatywnych rozwiązań. Naturalnym kierunkiem jest przeniesienie działań do sklepów internetowych, jednak należy się do tego odpowiednio przygotować pod kątem prawnym.

Wiele stron internetowych jest dobrze przygotowanych pod kątem funkcjonalnym i technicznym, ale już jeśli chodzi o kwestie prawne, to pozostawiają one wiele do życzenia. Nieoczekiwanym skutkiem epidemii koronowirusa może być poprawa tego stanu rzeczy. I choć cześć podmiotów w pośpiechu próbuje dostosować swoje strony internetowe do wymogów określonych przepisami prawa, to niestety nadal wielu przedsiębiorców nie jest przygotowanych na tę okoliczność w sposób odpowiedni.

Problem dotyczy kwestii prawidłowego określenia na stronach internetowych zasad świadczenia usług drogą elektroniczną, potocznie mówiąc – zamieszczenia odpowiednich i wymaganych przez prawo regulaminów, w tym wolnych od klauzul abuzywnych. Problemem jest również właściwe uregulowanie kwestii przetwarzania danych osobowych tak w związku z działaniem strony internetowej, jak i samą transakcją – komentuje mec. Andrzej Wilk, senior associate w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Najczęstszym błędem jest brak na stronie internetowej regulaminu świadczenia usług drogą elektroniczną, który często utożsamiany jest z regulaminem sklepu – zazwyczaj nie jest to jednak to samo. Warto wspomnieć, iż usługą świadczoną drogą elektroniczną jest sam przekaz danych (art. 2 pkt. 4 u.o.ś.u.d.e), okoliczność, iż na stronie internetowej nie ma sklepu internetowego nie zwalnia więc z obowiązku określenia regulaminu świadczenia usług drogą elektroniczną.

Obowiązek wdrożenia regulaminu świadczenia usług drogą elektroniczną i jego elementy są ściśle określone – chodzi tu m.in. o tzw. wymagania techniczne, rodzaj i zakres usługi np. możliwość zapoznania się z poradnikami na stronie internetowej, działania jakie użytkownik nie może podejmować na stronie internetowej np. propagowanie rasizmu itp. Regulamin sklepu internetowe reguluje zaś kwestie związane z samą transakcją zakupu towarów lub usług – dodaje mec. Andrzej Wilk.

W sytuacji gdy na stronie internetowej jest sam regulamin sklepu internetowego, który nie reguluje świadczenia usług drogą elektroniczną, to może to narażać osobę prowadzącą stronę internetową na konsekwencje prawne, w tym roszczenia użytkowników (kwestie uszkodzenia sprzętu, braku dostępności strony internetowej, braku świadomości o zagrożeniach), a także grzywnę, jeśli usługodawca nie przedstawił na swoje stronie internetowej enumeratywnie wymaganych przepisami prawa informacji (art. 5 i 23. u.o.ś.u.d.e).

Regulaminy nie mogą zawierać klauzul abuzywnych np. zastrzegać dowolną zmianę przez usługodawcę w każdym czasie treści Regulaminu. Regulaminy nie mogą też naruszać zasady równowagi kontraktowej w stosunkach B2B np. zastrzeżeń rozległych uprawnień tylko na rzecz jednej strony umowy. Jest to podstawa do podnoszenia zarzutu nieważności takiego zapisu.

Co z RODO?

W ostatnich dniach wiele artykułów odnosiło się do kwestii rzekomego „zawieszenia stosowania rozporządzenia Rodo” w związku z epidemią koronawirusa. Urząd ochrony danych osobowych wskazał, iż przepisy o ochronie danych osobowych ulegają pewnym ograniczeniom w związku ze zwalczaniem ww. zagrożenia, ale tylko w niezbędnym do tego zakresie. Nie ma mowy o nie stosowaniu przepisów rozporządzenia RODO w zakresie działalności handlowej, w tym tej w Internecie, czy też działalności marketingowej.

– Na stronie internetowej czy fanpagu na portalach społecznościowych powinny znaleźć się stosowne informacje dot. przetwarzania danych osobowych (klauzule informacyjne). Należy podkreślić, że nie chodzi tylko o przetwarzanie danych osobowych podczas i w związku z transakcją, ale także w zakresie użytkowania, czyli przeglądania strony internetowej – dodaje mec. Wilk.

Najczęstszym błędem jest brak klauzul informacyjnych na stronach internetowych lub ich niepełna treść w dumnie brzmiących politykach prywatności lub politykach cookies.
Trzeba rozgraniczyć te dokumenty. Polityka prywatności powinna ogólnie wskazywać i definiować narzędzia jakie stosowane są na stronie internetowej. Polityka cookies powinna określać jakie cookies oraz w jakich celach będą stosowane. Pozostaje jeszcze kwestia przekazania informacji o przetwarzaniu danych osobowych w sposób przejrzysty i przystępny – najlepiej w osobnym dokumencie (klauzuli informacyjnej). Zawieranie zapisów dot. przetwarzania danych osobowych w długich regulaminach lub politykach może budzić wątpliwość w zakresie zasady przejrzystości wynikającej z art. 5 rozporządzenia RODO – twierdzi mec. Wilk.

Klauzule informacyjne często zawierają błędne podstawy prawne przetwarzania, co może skutkować wysokimi karami dla prowadzących strony internetowe.

Niezbędne zgody

Częstymi i istotnymi błędami są braki w zakresie pozyskiwania na stronie internetowej tzw. zgody telekomunikacyjnej (użycie urządzenia końcowego) oraz zgody na przesyłanie informacji handlowych drogą elektroniczną. Błędy te również obwarowane są wysokimi sankcjami. Warto w tym kontekście pamiętać, iż jeśli na stronie internetowej ma być newsletter to trzeba w sposób profesjonalny uregulować w regulaminie kwestię jego dystrybucji – tak aby nie narażać się na roszczenia z tytułu naruszenia dóbr osobistych użytkownika wobec spamu.

W kwestii tzw. zgód na stronach internetowych warto zadbać o to, by nie kumulować w ramach tzw. jednego checkboxu kilku zgód, w tym razem zgód na przetwarzanie danych osobowych, zgód telekomunikacyjnych, zgód na przesyłanie informacji handlowych drogą elektroniczną. Użytkownik musi mieć zagwarantowane prawo wyboru – zgoda nie może być wymuszana, bo będzie nieważna. Checkboxy zgód nie mogą być domyślnie zaznaczane. Warto też pamiętać o kilku praktycznych kwestiach: numer IP, oraz dane zawarte w cookies są danymi osobowymi, a korzystanie z popularnych narzędzi na stronie internetowej np. statystycznych może prowadzić do transferu danych poza EOG, ceny w sklepach internetowych powinny być prezentowane zgodnie z przepisami.

A to dopiero wierzchołek wymagań, które należy zapewnić z uwagi na mnogość regulacji prawnych.Kluczem do sukcesu dla firm w czasach epidemii może się okazać przeniesienie biznesu do e-commerce, co wiąże się nie tylko z udostępnieniem oferty, ale również dostosowaniem strony do wymogów prawnych, o czym warto pamiętać.

Koronawirus a zobowiązania związane z realizacją umów

Wydarzenia ostatnich tygodni spowodowane zagrożeniem wirusem COVID-19 nie mają precedensu w historii ostatnich kilkudziesięciu lat. Z każdym dniem coraz większa liczba przedsiębiorców nie jest w stanie wywiązać się ze swoich zobowiązań cywilnoprawnych. Skalę wyzwań tym wywołanych można śmiało porównać do skutków nagłego wybuchu wojny.

Złożoność aktualnego stanu wynika m.in. stąd, iż prawo łatwiej radzi sobie z rozwiązywaniem spraw, w których – mówiąc kolokwialnie – zawiniła konkretna strona. W przypadku koronawirusa jest inaczej. Wywiązanie się z umów jest trudne bądź niemożliwe także dla podmiotów działających w dobrej wierze. Dodatkowym problemem jest niemożność rozstrzygania tych sporów przez sądy.

Znaczenie klauzul ogólnych

Przedsiębiorcy, nie będąc winnymi zaistniałej sytuacji, nie są w stanie wywiązać się ze zobowiązań, więc powołują się na tzw. siłę wyższą (łac. vis maior). Rozumie się przez nią zdarzenie nagłe (lub sekwencję zdarzeń), których wystąpienia nie można było przewidzieć i których skutkom nie można było zapobiec.

Zapisy dotyczące siły wyższej stosuje się często w umowach cywilnoprawnych jako formę zabezpieczenia się przed roszczeniami drugiej strony. Warto zauważyć, iż polskie prawo cywilne – choć używa pojęcia siły wyższej – w praktyce jej nie definiuje. Siła wyższa jest więc tzw. klauzulą ogólną przyjętą i powszechnie stosowaną w prawodawstwie, nie zaś konkretnym przepisem.

Brak zawarcia w umowie cywilnoprawnej jednoznacznego zapisu o możliwości wycofania się ze zobowiązań z powodu zaistnienia „siły wyższej” nie oznacza, iż strony umowy nie mogą powoływać się na tę klauzulę w szczególnych sytuacjach, a jest nią niewątpliwie chaos spowodowany koronawirusem. Tego właśnie obawiają się liczni przedsiębiorcy, którym wcześniej nie przeszło nawet przez myśl dookreślanie zapisów umownych związanych ze zdarzeniami nieprzewidywalnymi i nie wpisali tej klauzuli do umowy.

Nadzwyczajność obecnej sytuacji sprawia, że znaczenie klauzul ogólnych prawa przy rozwiązywaniu sporów jest dużo większe niż normalnie. Poza siłą wyższą pod uwagę trzeba brać w szczególności klauzulę zasad współżycia społecznego. Odwołuje się ona do uniwersalnych wartości i ustalonych zwyczajów przyjętych powszechnie i stosowanych w kulturze polskiej i europejskiej.

Indywidualne podejście

Samo wystąpienie nadzwyczajnych okoliczności nie zwalnia automatycznie z obowiązku wykonania zobowiązania umownego ani też jego zawieszenia. Jeżeli jednak z powodu koronawirusa przedsiębiorca odmówi wypełnienia swoich zobowiązań powołując się na siłę wyższą (nawet jeśli pojęcie to nie zostało zawarte w umowie), to jego przypadek wymagać będzie każdorazowo indywidualnej oceny i zbadania wszystkich okoliczności. W wielu przypadkach jego argumenty będą uzasadnione.

Zgodnie z art. 471 Kodeksu cywilnego osoba (dłużnik) niewykonująca lub nienależycie wykonująca swoje zobowiązania nie ponosi konsekwencji z tego tytułu, jeśli wynika to z okoliczności, za które nie ponosi on odpowiedzialności.

Nie są to jedyne przepisy chroniące przedsiębiorców niezdolnych do wypełnienia swoich zobowiązań z powodu siły wyższej. Art. 476 K.c. zwalnia także stronę niewywiązującą się z umowy z odpowiedzialności za opóźnienie w spełnieniu świadczenia, jeśli opóźnienie to jest następstwem okoliczności za które strona ta nie ponosi odpowiedzialności.

Strona niewywiązująca się ze swoich zobowiązań nie może jednak podnosić argumentu siły wyższej w każdej sytuacji. Kluczową sprawą jest tutaj jej osobista wiedza nt. możliwości realizacji zobowiązania. Ważne jest przede wszystkim ustalenie, czy w chwili zawarcia umowy strona zobowiązana mogła wiedzieć o tym, iż z jakichś powodów wykonanie zobowiązania będzie niemożliwe. Z mocy prawa nieważne są bowiem umowy, których nie można zrealizować (art. 387 § 1 K.c.). Co więcej, strona, która w chwili zawarcia umowy wiedziała o niemożliwości świadczenia, a drugiej strony z błędu nie wyprowadziła, obowiązana jest do naprawienia szkody, którą druga strona poniosła przez to, że zawarła umowę nie wiedząc o niemożliwości świadczenia (art. 387 § 2 K.c.). Może to mieć miejsce np. w sytuacji gdy zobowiązanie jest od początku sprzeczne z obowiązującymi przepisami.

Warto mieć na uwadze, że kryzys koronawirusowy wybuchł w Polsce z całą siłą w połowie marca 2020 r. Jednakże jego symptomy znane były wielu przedsiębiorcom znacznie wcześniej. Przykładowo już w styczniu 2020 r. importerzy wielu produktów nie mogli sprowadzić ich z Chin, ponieważ tamtejsze fabryki były już zamknięte. Były to informacje znane i łatwe do uzyskania, choć niekoniecznie funkcjonujące w tzw. przestrzeni medialnej.

Powoływanie się zatem na siłę wyższą w sytuacji, kiedy umowa – np. na dostawę towarów których nie można dostarczyć – została zawarta już po pojawieniu się sygnałów o problemach w Chinach, może zostać uznane za nieskuteczne.

Problem z wypłatami

Czy pracodawca może się powołać na siłę wyższą, gdy nie ma z czego zapłacić pracownikom? Również i w tym przypadku każda sprawa musi być rozpatrywana indywidualnie, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności.

W wielu przypadkach takie wyjaśnienie będzie zasadne. Dowodem na to jest także reakcja Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, który zazwyczaj podchodzi do spraw mało elastycznie. Ogłosił on, iż firmy mające problemy finansowe z powodu koronawirusa będą mogły uzyskać trzymiesięczne zwolnienie z opłacania składek ZUS.

Analogicznie, jak w przypadkach opisanych wcześniej, przedsiębiorcy nie mogą używać argumentu siły wyższej w sytuacji, kiedy poznali już okoliczności powodujące brak możliwości późniejszej zapłaty pracownikom. Dotyczy to też umów cywilnoprawnych z zewnętrznymi podwykonawcami, np. umów o dzieło czy zlecenia.

O ile można przyjąć argument siły wyższej w przypadku umów podpisanych wcześniej, o tyle ma on wątpliwe podstawy w sytuacji, gdy umowa została podpisana już po wybuchu kryzysu koronawirusowego, a zleceniodawca miał świadomość, że skutkiem zamieszania będzie m.in. problem ze znalezieniem pieniędzy na zapłatę.

Przerwane dostawy

Skutkiem obecnej sytuacji rynkowej jest m.in. częste przerywanie łańcuchów dostaw. W efekcie firmy nie mogą otrzymać towarów lub komponentów do produkcji, za które chciałyby zapłacić i – co więcej – dostały już na to pieniądze od swoich kontrahentów. Co zatem może zrobić przedsiębiorca, który pobrał zaliczkę na zakup towaru do realizacji zlecenia bądź usługi, którego nie może wykonać z powodów niezależnych od siebie?

Jeżeli do tego dojdzie, zaliczkę należy bezwzględnie zwrócić i nie można tłumaczyć się siłą wyższą. Zgodnie z art. 495 § 1 K.c. odmowa zwrotu zaliczki w takim wypadku traktowana jest jako bezpodstawne wzbogacenie się.

To jednak tylko jeden z możliwych scenariuszy. Często zdarza się, iż zlecenie zostało już częściowo zrealizowane, ale nie można go dokończyć właśnie z przyczyn niezależnych. W takim wypadku przedsiębiorca dostarczający towar bądź usługę może zachować część zaliczki od częściowo wykonanego zlecenia. Druga strona ma jednak prawo całkowicie odstąpić od umowy, jeżeli częściowo wykonane już zlecenie nie ma dla niej znaczenia z powodu „właściwości zobowiązania”.

Przykładem może być kontrakt na dostawę i montaż instalacji przemysłowej, który przestał być realizowany na wczesnym etapie i pozostała jeszcze daleka droga do ukończenia projektu.

Również w takiej sytuacji powodem odstąpienia od umowy przez zamawiającego może być fakt, iż wykonawca mógł w pewnym momencie posiąść wiedzę i informacje wskazujące na to, iż z przyczyn niezależnych nie będzie w stanie w całości wypełnić zlecenia.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Geny a koronawirus SARS-CoV-2. Genetycy zauważają pewne zależności

Osoby o określonych cechach genetycznych mogą mieć potencjalnie większą podatność na zakażenia koronawirusem. Jak twierdzi dr hab. Mirosław Kwaśniewski, kierownik Centrum Bioinformatyki i Analizy danych Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, wcześniejsze badania wykazały, że w obrębie ludzkiego genu ACE2 zidentyfikowano szereg wariantów mogących wpływać na podatność na infekcję innymi koronawirusami: SARS-CoV i NL63. Jednak, jak podkreśla naukowiec, zależności pomiędzy podatnością na zachorowanie i przebiegiem COVID-19 są nadal nieznane, konieczne są też kolejne badania.

Zdaniem immunologów, dzięki znajomości mechanizmów odpowiedzialnych za przenikanie wirusów do organizmu i analizie genów kodujących białka biorące udział w procesie, można przewidzieć, czy różnice w DNA pomiędzy ludźmi mają wpływ na podatność na zakażenie. Dotyczy to wielu znanych i groźnych chorób.

Dr Paweł Gajdanowicz
dr Paweł Gajdanowicz

Badania genetyczne i analizy asocjacyjne umożliwiły wykrycie związków pomiędzy genetycznymi różnicami a podatnością na zakażenia takimi wirusami jak: HIV, HBV, HCV, wirus dengi, bakteriami wywołującymi gruźlicę, trąd, zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych oraz pasożytami wywołującymi malarię – wymienia dr Paweł Gajdanowicz z Katedry i Zakładu Immunologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. – Dla przykładu, mutacja w genie kodującym receptor CCR5 czyni osoby mniej podatnymi na zakażenie HIV, a podobne zależności można mnożyć.

Osoby posiadające określone cechy genetyczne, czyli np. warianty genów, mają różną podatność na zakażenia oraz inaczej reagują na leki używane w terapii. W konsekwencji, sam przebieg choroby może być zależny od indywidualnych predyspozycji genetycznych. Wiedza ta jest niezwykle cenna i zaczyna przekładać się na efekty kliniczne.

Geny a koronawirus SARS-CoV-2

Tak jak w przypadku innych chorób, w przypadku koronawirusa SARS-CoV-2, również istotną rolę mogą odgrywać geny; jednym z najlepiej opisanych jest gen ACE2. Wcześniejsze badania nad koronawirusem SARS-CoV, który spowodował pandemię w 2002 i 2003 roku, wykazały związek pomiędzy ilością białek kodowanych przez gen ACE2, występujących na powierzchni pęcherzyków płucnych, a zakażeniem tym wirusem. Podobnie może być teraz w przypadku SARS-CoV-2. Pomimo wczesnych etapów epidemii nowym koronawirusem, naukowcy wiedzą coraz więcej o sposobie, w jaki ten wirus może zakażać ludzkie komórki.

Dr hab. Mirosław Kwaśniewski
dr hab. Mirosław Kwaśniewski

Mechanizm infekcji komórek płuc przez wirusa SARS-CoV-2 związany jest z aktywacją białek wirusa, przez specyficzny enzym, znajdujący się na powierzchni komórek płuca. Wykazano, że aktywowane białka wirusa – podobnie jak w przypadku pandemii SARS-Cov w 2002 roku – łączą się z ludzkim receptorem kodowanym przez wspomniany wyżej gen ACE2, powodując zakażenie – tłumaczy dr hab. Mirosław KwaśniewskiReceptor ACE2 może być zatem wykorzystywany przez wirusy do wniknięcia do komórki gospodarza, wewnątrz której dochodzi do ich namnożenia. Spośród tysięcy zidentyfikowanych wariantów w obrębie genu ACE2, wiele z nich może potencjalnie wpływać na podatność na infekcję koronawirusami takimi jak SARS-CoV i NL63. Nadal jednak nie można potwierdzić, czy podobna zależność występuje w przypadku obecnego koronawirusa – SARS-CoV-2. Do dalszych badań epidemiologicznych w kontekście rozprzestrzeniania się wirusa i jego inwazyjności, potrzebne będą wielkoskalowe analizy genetyczne przeprowadzane na wielu populacjach.

Czy można sprawdzić, że jesteśmy w grupie ryzyka?

Co ciekawe, we wcześniejszych badaniach udowodniono związek zmian genetycznych w obrębie genu ACE2 u pacjentów z podatnością na wiele innych chorób, w tym np. kardiologicznych.

Widzimy, że na przebieg COVID-19 może wpływać nie tylko wiek pacjentów, ale również choroby współistniejące, takie jak cukrzyca czy nadciśnienie, a więc takie, których podłoże również może zależeć od uwarunkowań genetycznych i stylu życia. Dopiero teraz, w sytuacji kryzysowej, wszyscy zaczynamy bardziej dostrzegać wagę takich zależności – kontynuuje dr hab. Mirosław Kwaśniewski.

Zdaniem naukowców, dostępność nowoczesnych technologii umożliwiających sekwencjonowanie genomów w dużej skali (nawet całej populacji), globalny dostęp do informacji o zakażeniach i przebiegu choroby oraz zaawansowane metody analityczne mogą stanowić broń w walce z nowymi, groźnymi wirusami. Identyfikacja genetycznych predyspozycji wpływających na przebieg infekcji lub skuteczność leczenia może odegrać z kolei istotną rolę w zarządzaniu systemem opieki zdrowotnej w sytuacji kryzysowej – m.in. poprzez identyfikację osób o zwiększonej podatności na zachorowanie lub osób, u których przebieg kliniczny choroby może mieć ciężki charakter. Wiedza o predyspozycjach genetycznych oraz uwarunkowaniach behawioralnych i środowiskowych może umożliwić dobór najskuteczniejszej terapii.

O ekspertach:

dr hab. Mirosław Kwaśniewski – genetyk, biolog molekularny, bioinformatyk, kierownik Centrum Bioinformatyki i Analizy Danych Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Koordynator prac grup badawczych w projektach z zakresu Medycyny Spersonalizowanej i genomiki wielkoskalowej, skupionych głównie wokół problemów chorób cywilizacyjnych, w szczególności nowotworów, cukrzycy typu II i chorób układu krążenia. W ramach tych projektów współpracuje z wiodącymi ośrodkami naukowymi w Polsce i na świecie. W swojej pracy wykorzystuje najnowsze metody analityczne z zakresu genomiki i biologii systemowej. Pełni rolę doradcy organizacji międzynarodowych i firm biotechnologicznych w dziedzinie nowych technologii genomiki i analizy danych biomedycznych. Laureat nagrody Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego za osiągnięcia naukowe.

Dr Paweł Gajdanowicz – adiunkt w Katedrze i Zakładzie Immunologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Autor prac naukowych z obszarów immunologii, alergologii, onkologii biologii molekularnej i medycyny spersonalizowanej. Doświadczenie zdobywał w prestiżowych instytucjach badawczych w Polsce i Europie. Zaangażowany w realizację licznych projektów naukowych i badawczo-rozwojowych. Członek Rady Młodych Naukowców 3 kadencji oraz Europejskiej Akademii Alergologii i Immunologii Klinicznej (EAACI).

Premium Fund S.A. przejmuje Mousetrap Games

Premium Fund S.A. (w trakcie zmiany nazwy na Oxygen S.A.), Spółka notowana na rynku NewConnect, przejęła 100% udziałów w Mousetrap Games Sp. z o.o. Z kolei udziałowcy Mousetrap Games objęli większościowy pakiet akcji w Premium Fund S.A., a Prezesem Zarządu Spółki został Edward Mężyk.

Podczas Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Spółki Premium Fund S.A. w dniu 17 marca 2020 roku podjęto uchwałę o podwyższeniu kapitału zakładowego w drodze emisji nowych akcji serii E na pokrycie, których wniesione zostały, jako wkład niepieniężny, wszystkie udziały w spółce Mousetrap Games Sp. z o.o.

Dzięki przejęciu większościowego pakietu akcji w Premium Fund przez wspólników Mousetrap Games spółka w ramach Grupy Kapitałowej rozpoczyna działalność w segmencie gier mobilnych. Po finalizacji transakcji nabycia udziałów MTG Spółka rozpocznie prace nad realizacją nowej strategii rozwoju.

W czasie NWZ powołano również nową Radę Nadzorczą w składzie: Tomasz Nietubyć, Tomasz Czechowski, Marcin Krok, Marcin Bużantowicz oraz Łukasz Łoziński. Na nowego Prezesa Zarządu Spółki wybrany został Edward Mężyk, który jest jednocześnie Prezesem Zarządu Mousetrap Games Sp. z o.o.

„Mousetrap Games staje się spółką zależną Premium Fund S.A., a dzięki swojej spółce-matce notowanej na giełdzie otwierają się przed nią zupełnie nowe możliwości i drogi rozwoju.” – mówi Edward Mężyk, CEO Mousetrap Games i Prezes Premium Fund S.A. „Od wielu miesięcy przy wsparciu udziałowców opracowywałem strategię rozwoju na najbliższe cztery lata, która w całości opiera się na analizie danych i współpracy z doświadczonymi partnerami.” – dodaje.

Premium Fund S.A. pierwotnie nazywała się Smoke Shop S.A. i powstała w 2010 r. w wyniku przekształcenia ze spółki z ograniczoną odpowiedzialnością w Spółkę Akcyjną. Spółka prowadziła sieć salonów zajmujących się detalicznym handlem artykułami tytoniowymi oraz akcesoriami do palenia tytoniu. W grudniu 2010 r. Smoke Shop S.A. zadebiutowała na rynku NewConnect.

W 2016 r. spółka dokonała sprzedaży zorganizowanej części przedsiębiorstwa, stanowiącej część działalności operacyjnej i zmieniła nazwę na Exchange Invest S.A. W 2017 r. miała miejsce kolejna zmiana nazwy Spółki na Premium Fund S.A. W 2019 r. w akcjonariacie Spółki pojawili się nowi inwestorzy, a podczas walnego zgromadzenia akcjonariusze zadecydowali o zmianie nazwy na Oxygen S.A. oraz zmianie siedziby na Kraków.

Cyfryzacja w kadrach i płacach jest niezbędna

Choć digitalizacja dokumentów pracowniczych wymaga zaangażowania zarówno zasobów ludzkich, jak i finansowych, to długoterminowe korzyści tego procesu mogą okazać się nieocenione dla firmy. Aktualne wydarzenia i obowiązek przenoszenia pracy z przedsiębiorstw do domów tylko to potwierdzają.

Ostatnie wydarzenia – m.in. praca zdalna dużej części pracowników z powodu zagrożenia COVID-19 – utwierdzają w przekonaniu, że cyfryzacja i automatyzacja procesów jest niezwykle istotna we współczesnym przedsiębiorstwie. Jest to dobrze widoczne także w obszarze kadr i płac, gdzie tradycyjny model prowadzenia dokumentacji wydaje się być skazany na porażkę i będzie musiał ustąpić nowoczesnym metodom gromadzenia i udostępniania danych – zwłaszcza, że digitalizacji sprzyjają aktualne uwarunkowania prawne.

Przypomnijmy, że rok 2019 rozpoczął się przełomowymi zmianami w przepisach dotyczących dokumentacji pracowniczej, wprowadzonymi ustawą z 10 stycznia 2018 r. o zmianie niektórych ustaw w związku ze skróceniem okresu przechowywania akt pracowniczych oraz ich elektronizacją (DzU poz. 357; dalej: ustawa). Jako akt wykonawczy do ustawy wydano rozporządzenie ministra rodziny, pracy i polityki społecznej z 10 grudnia 2018 r. w sprawie dokumentacji pracowniczej (DzU poz. 2369; dalej: rozporządzenie), implementujące szereg istotnych modyfikacji związanych z prowadzeniem i przechowywaniem tej dokumentacji.

Plusy cyfryzacji w kadrach i płacach

Obecnie bez trudu możemy znaleźć coraz bardziej zaawansowane rozwiązania informatyczne, umożliwiające transformację cyfrową, która znacznie ułatwia życie przedsiębiorcom i pracownikom. W obszarze zarządzania zasobami ludzkimi są to nie tylko systemy kadrowo-płacowe, ale także np. portale pracownicze umożliwiające bieżący wgląd do danych i dokumentów. Korzystanie z tego typu rozwiązań istotnie skraca czas obsługi administracyjnej szeregowych pracowników oraz kadry menedżerskiej, pozwalając przeznaczyć go na inne zadania przynoszące wymierne korzyści dla organizacji.

Digitalizacja dokumentacji przynosi także inne profity, choćby w postaci możliwości zastosowania lepszych zabezpieczeń przed zniszczeniem czy dostępem niepowołanych osób, co czasem ciężko utrzymać w odniesieniu do dokumentacji w wersji papierowej. Skutki nieprzestrzegania zasad przechowywania i ochrony danych osobowych (w tym także dokumentów pracowniczych) mogą zaś przejawiać się w bardzo dotkliwych karach finansowych.

Oczywiście trzeba mieć na uwadze, że proces implementacji elektronicznej postaci dokumentów pracowniczych wymaga zaangażowania określonych zasobów – zarówno ludzkich, jak i finansowych, a także może trwać kilka miesięcy. Jednak inwestycja w ten obszar z pewnością jest warta rozważenia.

Podpowiedzi dla przedsiębiorców

Co więc powinny wiedzieć firmy chcące postawić na cyfryzację w obszarze kadr i płac? Przed wdrożeniem takiej zmiany, zawsze powinna być ona poprzedzona analizą i określeniem zakresu elektronizacji, czyli sprecyzowaniem, która część dokumentacji pracowniczej zostanie zdigitalizowana.

Po podjęciu decyzji o prowadzeniu dokumentacji pracowniczej w formie elektronicznej, należy wybrać narzędzia informatyczne, które obsłużą wybrane procesy z uwzględnieniem obowiązujących przepisów. Rozporządzenie wskazuje, że dokumentacja pracownicza w postaci elektronicznej powinna być prowadzona i przechowywana w systemie informatycznym zapewniającym:

  • zabezpieczenie jej przed uszkodzeniem, utratą oraz nieuprawnionym dostępem,
  • integralność treści dokumentacji i metadanych polegającą na zabezpieczeniu przed wprowadzaniem zmian, z wyjątkiem zmian wprowadzanych w ramach ustalonych i udokumentowanych procedur,
  • stały dostęp do dokumentacji osobom do tego upoważnionym,
  • identyfikację osób mających dostęp do dokumentacji oraz rejestrowanie dokonywanych przez te osoby zmian w dokumentacji i metadanych,
  • skuteczne wyszukiwanie dokumentacji na podstawie metadanych (tj. identyfikatora dokumentu, identyfikatora dokumentacji, rodzaju dokumentu, daty powstania dokumentu, daty opatrzenia skanu kwalifikowaną pieczęcią elektroniczną lub kwalifikowanym podpisem elektronicznym, numerem PESEL pracownika, imienia i nazwiska pracownika, nazwy pracodawcy, daty utworzenia uporządkowanego zbioru dokumentów),
  • wydawanie, w tym przez eksport w postaci elektronicznej, dokumentacji albo części dokumentacji,
  • funkcjonalność wydruku dokumentacji.

Kolejny krok, który musi wykonać przedsiębiorstwo, to opracowanie harmonogramu prac oraz wyznaczenie osób odpowiedzialnych za realizację. Należy także zadbać o upoważnienie wykonawców prac do przetwarzania danych osobowych w taki sposób, aby spełnić wymogi RODO.

Przenoszenie dokumentacji

Zgodnie z zapisami kodeksu pracy, pracodawca może zmieniać postać, w której prowadzi i przechowuje dokumentację pracowniczą. Zmiana postaci dokumentacji pracowniczej z papierowej na elektroniczną następuje przez sporządzenie odwzorowania cyfrowego, w szczególności skanu, i opatrzenie go kwalifikowanym podpisem elektronicznym lub kwalifikowaną pieczęcią elektroniczną pracodawcy lub kwalifikowanym podpisem elektronicznym upoważnionej przez pracodawcę osoby, potwierdzającym zgodność odwzorowania cyfrowego z dokumentem papierowym.

Obowiązujące przepisy nakazują zabezpieczyć dokumentację przechowywaną w postaci elektronicznej. Rozporządzenie wskazuje, że właściwe zabezpieczenie polega m.in. na:

  • systematycznym dokonywaniu analizy zagrożeń,
  • opracowaniu i stosowaniu procedur zabezpieczania dokumentacji i systemów ich przetwarzania, w tym procedur dostępu, tworzenia kopii zapasowych oraz przechowywania,
  • stosowaniu środków bezpieczeństwa adekwatnych do zagrożeń,
  • bieżącym kontrolowaniu funkcjonowania wszystkich organizacyjnych i techniczno-informatycznych sposobów zabezpieczenia, a także okresowym dokonywaniu oceny skuteczności tych sposobów,
  • przygotowaniu i realizacji planów przechowywania dokumentacji w długim czasie, w tym jej przenoszenia na nowe informatyczne nośniki danych i do nowych formatów danych, jeżeli tego wymaga zapewnienie ciągłości dostępu do dokumentacji.

Należy pamiętać o pracownikach

Co szczególnie istotne, planując cały proces, należy również pamiętać o realizacji jego końcowego etapu, czyli przekazaniu pracownikom papierowej wersji dokumentacji.

Pracodawca nie ma obowiązku informować pracowników o  rozpoczęciu prac nad transformacją dokumentacji z wersji tradycyjnej na elektroniczną. Musi ich natomiast powiadomić o zmianie postaci prowadzenia i przechowywania dokumentacji pracowniczej oraz o możliwości odbioru papierowej postaci dokumentacji w terminie 30 dni od dnia przekazania tej informacji. Dlatego warto odpowiednio wcześniej przygotować protokoły przekazania, lokując je w komplecie z dokumentacją. Przyspieszy to wydawanie dokumentów i skróci czas oczekiwania na nie.

Podsumowując, w przedsiębiorstwach, które mają już za sobą proces cyfryzacji, znacznie łatwiej dostosowywać się do zmieniających się warunków w funkcjonowaniu – tak jak to ma miejsce obecnie. Dlatego decyzja o digitalizacji w obszarze kadr i płac w pozostałych firmach nie powinna być odkładana w zbyt daleką przyszłość.

Autorka: Barbara Kochańska-Mierzejewska, Senior Manager w MDDP Outsourcing

Żywności w Polsce nie zabraknie. W kolejnych miesiącach jej ceny powinny spadać

Choć trudno przewidzieć, jak rozwinie się pandemia koronawirusa w Europie, na razie nie ma zagrożenia brakiem towarów w sklepach. Polska jest jednym z największych producentów żywności w Europie. W zdecydowanej większości kategorii produkuje znacznie więcej jedzenia, niż konsumuje. Braki niektórych towarów są przejściowe, spowodowane jedynie większymi zakupami na zapas. Gorsza sytuacja na rynku pracy i w budżetach gospodarstw domowych powinna oddziaływać na spadek cen żywności w kolejnych kwartałach – oceniają eksperci Credit Agricole. 

– Uważamy, że epidemia SARS-CoV-2 będzie miała ograniczony wpływ na sytuację podażową na krajowym rynku żywności. Z kolei obserwowany obecnie silny wzrost popytu na żywność ma charakter przejściowy i w najbliższych dniach wygaśnie – opiniują analitycy Credit Agricole w najnowszej wiosennej edycji kwartalnika agrobiznesu „AgroMapa”. – Łańcuchy dostaw w sektorze rolno-spożywczym są o wiele krótsze od tych w innych działach produkcji przemysłowej. Wiele firm jest zintegrowana pionowo, czyli ich działalność obejmuje cały cykl produkcyjny. Jednocześnie cykle produkcyjne podstawowych rodzajów żywności, takich jak pieczywo, mięso oraz produkty mleczne, są na ogół w całości zlokalizowane na terenie Polski. W konsekwencji ryzyko zerwania łańcuchów dostaw w sektorze rolno-spożywczym na terenie kraju oceniamy jako niskie.

Jak wynika z danych GUS i obliczeń Credit Agricole, w 2019 roku Polska wyprodukowała nadwyżki zbóż, wieprzowiny, mleka, cukru, jaj, drobiu i wołowiny oraz wystarczające dla zaspokojenia krajowego popytu ilości roślin strączkowych, ziemniaków, pozostałych warzyw i owoców. Dlatego też duża część żywności jest eksportowana, głównie do innych krajów Unii Europejskiej. W ubiegłym roku według danych Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa wartość polskiego eksportu żywności wyniosła 31,4 mld euro, a importu – tylko 21,1 mld euro. Dodatnie saldo w handlu artykułami rolno-spożywczymi wyniosło więc 10,4 mld euro, co jest trzecim najwyższym wynikiem w UE po Niderlandach i Hiszpanii. Jednak to właśnie eksporterzy i importerzy mogą najwięcej stracić na przywróceniu kontroli na granicach i braku dostępu do rynków, na których epidemia zatoczyła o wiele szersze kręgi niż w Polsce.

Sytuacja ta widoczna jest m.in. w przypadku polskiego sektora wołowiny, gdzie ze względu na problemy ze sprzedażą mięsa do Włoch, będących największym odbiorcą polskiego eksportu, obserwowany jest silny spadek cen skupu bydła – wyjaśnia raport Credit Agricole. – Ze względu na dynamiczny rozwój sytuacji trudno jest jednak na tym etapie wskazać rodzaje produkcji rolnej, które są szczególnie narażone zarówno na problemy z eksportem, jak również importem dóbr pośrednich.

Pytanie o bezpieczeństwo dostaw żywności pojawiło się w głowach wielu Polaków, gdy obserwowali puste półki i lodówki po mięsie, makaronach i innych produktach suchych czy daniach gotowych. Zdaniem analityków był to tylko efekt zaskoczenia: po zamknięciu szkół, sklepów z towarami innymi niż podstawowe czy placówek kultury wielu konsumentów rzuciło się do sklepów robić zapasy, a te nie były przygotowane na tak duży popyt i nie nadążały z uzupełnianiem zapasów. Sytuacja powinna się jednak unormować, gdy konsumenci ochłoną, a sklepy dostosują się do nowych potrzeb rynku.

Zarząd zauważył istotny wpływ tej sytuacji na zwiększenie sprzedaży firmy w drugiej połowie pierwszego kwartału 2020 roku. W styczniu, lutym i marcu spółka z miesiąca na miesiąc odnotowuje rekordowe poziomy sprzedaży – poinformował w czwartek BioPlanet zajmujący się dystrybucją produktów ekologicznych, nieco droższych od standardowych.

– W związku z pandemią i powiązanymi z nią ograniczeniami w sklepach sieci Take&GO średnia liczba produktów w koszyku klienta wzrosła o 30 proc., a średnia wartość pojedynczych zakupów zwiększyła się o 20 proc. Jednocześnie konsumenci zgodnie z zaleceniami rzadziej wybierali się na zakupy – sieć zanotowała spadek liczby transakcji o 11 proc. – zakomunikował właściciel bezgotówkowych sklepów bezobsługowych z Poznania.

Korzystając ze zwiększonego popytu, część dostawców i sklepów podniosła też ceny. Jednak bardzo szybko zareagował Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wraz z podległą mu Inspekcją Handlową, wszczynając kontrole zarówno w sklepach internetowych, jak i stacjonarnych. Mimo że żywność w ostatnim roku podrożała o 7,5 proc. i była głównym motorem inflacji, Credit Agricole podtrzymało swoje prognozy spowolnienia wzrostu cen w dalszej części roku.

W kolejnych kwartałach czynnikiem oddziałującym na spowolnienie wzrostu cen żywności będzie pogorszenie sytuacji na rynku pracy i obniżenie dynamiki dochodów gospodarstw domowych. W konsekwencji podtrzymujemy nasz scenariusz, zgodnie z którym dynamika cen żywności osiągnie swoje maksimum lokalne w I kwartale br., a w kolejnych miesiącach będzie kształtowała się w łagodnym trendzie spadkowym – podsumowuje raport.

Witold Orłowski: Pakiet pomocowy rządu za mały i zbyt powolny

Premier zapowiedział wprowadzenie gospodarczej i społecznej tarczy antykryzysowej dla bezpieczeństwa przedsiębiorców oraz pracowników w związku z pandemią wirusa SARS-CoV-2. Pakiet pomocowy będzie obejmował wsparcie pracowników i pracodawców, oferując pokrycie części wynagrodzeń z umów cywilno-prawnych oraz zamortyzowanie strat osób samozatrudnionych i pracujących na umowę zlecenie czy o dzieło. Środki pójdą na odroczenie spłat pożyczek i opłat, a także na mikropożyczki wspierające działanie firm. Eksperci chwalą rząd za to, że pakiet pomocowy powstaje. Wątpliwości budzi jednak tempo prac oraz ilość przeznaczonych na tarczę antykryzysową środków.

– Stworzenie tego pakietu trwa już bardzo długo, a jego uruchomienie potrwa kolejne tygodnie. Nie sądzę żeby jakikolwiek przedsiębiorca zobaczył jakiekolwiek pieniądze wcześniej niż za ładnych parę tygodni – powiedział serwisowi eNewsroom profesor Witold Orłowski, ekonomista, rektor Akademii Finansów i Biznesu Vistula. – Pakiet nie jest również specjalnie szczodry. Jest to tylko kilkadziesiąt miliardów złotych, głównie w formie odroczonych płatności – które mają być później uregulowane. Pakiet został więc stworzony przy założeniu, że sytuacja zacznie się normalizować po miesiącu lub dwóch. Tymczasem rząd ma obowiązek założyć – przy całej niejasności, jak potoczą się dalsze wydarzenia związane z COVID-19 – że epidemia dopiero się zaczyna. Pakiet powinien być przewidziany na sytuację, w której będziemy mieli do czynienia z wielomiesięcznymi problemami w gospodarce. Powinien również zapewnić jak najszybszą pomoc, by pieniądze dotarły do firm i pracowników zanim przedsiębiorstwa upadną – zaznacza Orłowski.

Rosnące zobowiązania – jak pozbyć się długu?

Czasami zobowiązania przerastają możliwości dłużnika, który w pewnym momencie traci płynność finansową. Nie jest to jednak sytuacja bez wyjścia, ponieważ istnieją sposoby na wyjście z trudnej sytuacji materialnej.

Osoby z poważnymi problemami finansowymi najczęściej wybierają jedną z dwóch dróg do wyjścia z zadłużenia. Pierwszą jest próba umorzenia długu, natomiast drugą jest połączenie kilku zobowiązań w jedno, łatwiejsze do spłaty. Jak tego dokonać?

Kiedy można umorzyć dług?

Ewentualność umorzenia długu, czyli zrzeczenia się wierzyciela wszelkich roszczeń wobec dłużnika może mieć miejsce po spełnieniu kilku warunków. Wszelkie prawne kwestie związane z umorzeniem długu zawarte są w Kodeksie cywilnym. Umowa powinna być jasno skonstruowana i sporządzona na piśmie. Chodzi o porozumienie między wierzycielem a dłużnikiem, w konsekwencji którego dług przestaje istnieć. Drugą formą jest odstąpienie od pozwu, jeżeli sprawa trafiła na wokandę sądu. Inną możliwością na umorzenie długu jest przejęcie go przez osobę trzecią. W efekcie zobowiązanie u pierwotnego dłużnika wygasa, natomiast miano nowego dłużnika przyjmuje wspomniana osoba trzecia, która zobowiązuje się do uregulowania należności. Tutaj również niezmiernie ważne jest, aby umowa miała charakter pisemny.

Czy umorzenie długu może być korzystne?

Z pozoru mogłoby się wydawać, że trudno znaleźć argumenty za umorzeniem pożyczki, skoro oznacza to jedynie stratę dla wierzyciela. Jednak sytuacja wcale nie musi być tak jednoznaczna. W wielu przypadkach uciążliwy proces, ciągłe koszty ponoszone na próby wyegzekwowania należności mogą z czasem okazać się wyższe, niż sam dług. Dotyczy to zwłaszcza osób czy przedsiębiorstw na granicy bankructwa. Często uruchomione są już procedury upadłościowe, co oznacza dla wierzyciela kolejne wydłużenie. W związku z tym sytuacje, kiedy dochodzi do umorzenia zobowiązania lub umorzenia części długu wcale nie należą do odosobnionych przypadków. Niekiedy wierzyciel woli odzyskać chociażby szczątkową część należności, wliczając dług oraz naliczone przez czas zwłoki odsetki w koszty uzyskania przychodu.

Pożyczki dla zadłużonych

Niekiedy ostatnią deską ratunku dla osób będących dłużnikami jest pożyczka dla zadłużonych. Pieniądze uzyskane w ten sposób mogą posłużyć na spłatę najbardziej pilnych zobowiązań, a dłużnik zyskuje w ten sposób czas na znalezienie lepszego rozwiązania swoich kłopotów finansowych. Tego typu pomoc oferują niektóre firmy, specjalizujące się w udostępnianiu dodatkowych środków osobom w potrzebie. Dla przykładu pożyczka w Eurocent to oferta długoterminowa, a zatem spora szansa dla osób, które dotychczas ratowały się chwilówkami. Nawet jeśli dłużnik posiada negatywną historię kredytową, może starać się o pożyczkę w instytucji pozabankowej, która nie wymaga szeregu zabezpieczeń oraz nieskazitelnej sytuacji kredytowej.

Czym jest konsolidacja?

Istnieje jeszcze jedna droga dla osób zadłużonych. Bardzo często, kiedy przez dłuższy czas sytuacja finansowa nie ulega poprawie, ludzie zaciągają kilka zobowiązań jednocześnie. W efekcie muszą regularnie spłacać należności kilku osobom lub podmiotom, co z pewnością nie poprawia ich sytuacji. Rozwiązaniem takiego impasu może być konsolidacja, czyli połączenie wszystkich zobowiązań w jedną pożyczkę. Jak to możliwe? Otóż konsolidowanie kredytów, pożyczek oraz innych zobowiązań to dość częsta praktyka, przypominająca nieco przeniesienie długu. Nie zmienia się jednak dłużnik, a wierzyciel. Przy okazji nowej pożyczki konsolidacyjnej można wynegocjować korzystniejsze warunki oraz dłuższy okres spłaty.