Eksmisje w Polsce

Dane Ministerstwa Sprawiedliwości wskazują, że znów spadła liczba wykonywanych eksmisji. Wg portalu RynekPierwotny.pl częste eksmisje lokatorów gminnych mieszkań nadal stanowią jednak problem.

Informacje resortu sprawiedliwości dotyczące 2017 r. sugerowały, że liczba wykonywanych eksmisji z lokali mieszkalnych wyraźnie spadła po raz pierwszy od dłuższego czasu. Po sprawdzeniu nowych danych Ministerstwa Sprawiedliwości okazało się, że w minionym roku spadek liczby eksmitowanych lokatorów był jeszcze większy.

Ta zmiana prawdopodobnie wynika m.in. z lepszej sytuacji finansowej gospodarstw domowych oraz spadku bezrobocia. Warto jednak dodać, że najnowsze dane dotyczące eksmisji nie są do końca pozytywne. Liczba osób eksmitowanych z gminnych lokali nadal pozostaje bardzo dużym problemem.

Liczba wykonywanych eksmisji nadal może spadać …

Coroczna liczba eksmisji po pewnym czasie reaguje na poprawę sytuacji gospodarczej i spadek bezrobocia. Właśnie dlatego można było przypuszczać, że w 2018 r. liczba eksmitowanych Polaków znów spadnie. Duża skala tej zmiany może jednak stanowić zaskoczenie (zobacz poniższy wykres). Konkretniej rzecz ujmując, liczba wykonanych eksmisji spadła z 8368 (2017 r.) do 6724 (2018 r.). Analogiczne wyniki dotyczące poprzednich lat wyglądały następująco:

  • 2008 r. – 7 035 eksmisji
  • 2009 r. – 7 439 eksmisji
  • 2010 r. – 7 014 eksmisji
  • 2011 r. – 7 260 eksmisji
  • 2012 r. – 7 812 eksmisji
  • 2013 r. – 8 665 eksmisji
  • 2014 r. – 8 679 eksmisji
  • 2015 r. – 8 671 eksmisji
  • 2016 r. – 8 744 eksmisje

Powyższe dane oraz informacje z wykresu wskazują, że w latach 2013 – 2016 liczba wykonanych eksmisji utrzymywała się na bardzo stabilnym poziomie. Spadkowy trend widoczny po tym okresie stabilizacji może dotyczyć również 2019 roku. Informacje Ministerstwa Sprawiedliwości mówią bowiem, że w 2017 r. oraz 2018 r. do komorników wpłynęło znacznie mniej nowych spraw związanych z eksmisją niż poprzednio.Eksmisje RP 19 wyk.1

Problem z komunalnymi eksmisjami cały czas narasta

Jeżeli chodzi o eksmisje, to warto przyjrzeć się nie tylko danym resortu sprawiedliwości. Co najmniej tak samo interesujące są informacje GUS-u. Dotyczą one między innymi liczby wykonanych eksmisji z podziałem na rodzaj opróżnionych lokali mieszkalnych. Eksperci RynekPierwotny.pl przy pomocy „GUS-owskich” danych obliczyli, z jakich mieszkań w latach 2007 – 2018 najczęściej eksmitowano lokatorów. Wyniki z poniższej tabeli wskazują, że w 2018 r. aż siedem na dziesięć wykonanych eksmisji dotyczyło gminnych mieszkań. Podobne wyniki notowano również wcześniej (np. w 2015 r. i 2016 r.). Warto jednak zwrócić uwagę, że jeszcze w 2007 r. eksmisje z mieszkań gminnych stanowiły mniej niż połowę wszystkich opróżnień lokali mieszkalnych. To sugeruje, że problem dotyczący niewypłacalności lokatorów gminnych mieszkań narastał przez lata.Eksmisje RP 19 tab.1

Eksmisje z mieszkań gminnych są aż 49 razy częstsze

Można argumentować, że bardzo duża liczba eksmisji dotyczących mieszkań gminnych jest efektem wielkości zasobu takich lokali (około 840 000 mieszkań pod koniec 2018 r.). Jeżeli jednak przeliczymy liczbę wykonanych w 2018 r. eksmisji na 10 000 lokali, to wyniki będą następujące:

  • eksmisje z mieszkań gminnych – 49 eksmisji na 10 000 mieszkań gminnych
  • eksmisje z mieszkań zakładowych – 43 eksmisje na 10 000 mieszkań zakładowych
  • eksmisje z mieszkań Skarbu Państwa – 30 eksmisji na 10 000 mieszkań Skarbu Państwa
  • eksmisje z mieszkań społecznych (TBS) – 12 eksmisji na 10 000 mieszkań z TBS
  • eksmisje z mieszkań spółdzielczych – 4 eksmisje na 10 000 mieszkań spółdzielczych
  • eksmisje z mieszkań własnościowych – 1 eksmisja na 10 000 mieszkań własnościowych (mieszkań osób fizycznych we wspólnotach mieszkaniowych)

Powyższe porównanie wskazuje, że eksmisja z mieszkania gminnego jest aż 49 razy częstsza niż podobna procedura dotycząca własnościowego lokum. Eksmisyjny kłopot dotyczy również mieszkań zakładowych oraz lokali należących do Skarbu Państwa. Takie „M” stanowią jednak mniejszy problem, ponieważ ich liczba pozostaje niewielka. Sytuacja dotyczącą lokali z gminnego zasobu powinna natomiast zwrócić uwagę polityków. Problemu z niewypłacalnymi lokatorami gminnych mieszkań nie można trwale rozwiązać poprzez zaostrzenie zasad eksmisji, które miało miejsce 21 kwietnia 2019 r.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

MedTech to przyszłość świadczenia opieki zdrowotnej i usług medycznych

Nowoczesne rozwiązania technologiczne zmieniają system opieki medycznej i stanowią istotne wsparcie dla lekarzy na całym świecie. Systematycznie rosną też oczekiwania pacjentów – liczy się dostęp do świadczeń w domu lub podróży czy też możliwość śledzenia swojego stanu zdrowia na smartfonie lub innym urządzeniu elektronicznym. Z raportu firmy doradczej Deloitte „Winning in the future of Medtech” wynika, że choć wiele firm z sektora medycznego jest dobrze przygotowanych do zaspokajania zdrowotnych potrzeb klientów w erze cyfrowej, to będą w tym zakresie potrzebować wsparcia. Nawiązanie partnerstwa z uczestnikami rynku technologicznego będzie zaś jednym z warunków utrzymania przez nich konkurencyjności.

Nowoczesna opieka zdrowotna opiera się na cyfryzacji, digitalizacji oraz skutecznej analizie danych. Według autorów badania, aby ulepszyć swoje spektrum świadczonych usług, rynek medtech powinien przejść od stopniowego udoskonalenia urządzeń medycznych do wykorzystania technologii na różnych szczeblach organizacji.

Firmy technologiczne już dziś odgrywają dużą rolę w rozwoju sektora medycznego. Ich zdolność do gromadzenia, przechowywania oraz analizowania ogromnych ilości danych zdrowotnych nie tylko usprawnia obsługę pacjenta, lecz też wpływa na rentowność opieki medycznej. Dodatkowo, technologie pozwalają klientom kontrolować ich stan fizyczny i konsultować go ze specjalistami w dogodny dla nich sposób. Z nawiązania tego typu partnerstwa korzyści będą czerpać obie strony zarówno sektor medyczny, jak i firmy technologiczne mówi Maciej Dalecki, Dyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego, Deloitte.

Medycyna przyszłości, czyli jaka?

Firmy medtech szczególną uwagę zwracają na rozwój sprzętu medycznego. Według ekspertów Deloitte, w ciągu najbliższych lat dane zebrane z tych urządzeń będą bardziej wartościowe niż samo wyposażenie. Zdolność do wykorzystania uzyskanych informacji stanie się czynnikiem wyróżniającym firmy medyczne na tle konkurencji. Umiejętne zarządzanie danymi pozwoli nie tylko poprawić samopoczucie pacjentów, przewidzieć ich problemy zdrowotne, lecz także wspomóc w zmianie zachowań, które już dzisiaj mają wpływ na ich zdrowie.

Zamiast koncentrować się wyłącznie na tym, jak skutecznie leczyć choroby, sektor medyczny skupi się w przyszłości przede wszystkim na ich diagnozowaniu na jak najwcześniejszym etapie. Medycynę przyszłości zdefiniują technologie ery cyfrowej takie jak sztuczna inteligencja i wirtualna rzeczywistość, a także coraz większa ilość możliwych do pozyskania danych oraz współpraca z firmami technologicznymi spoza branży zdrowotnej – mówi Maciej Dalecki.

Sektor ochrony zdrowia niewątpliwie czekają zmiany. Eksperci Deloitte przewidują, że technologie zrewolucjonizują branżę medyczną w trzech obszarach: zarządzaniu danymi, zapewnieniu dobrego samopoczucia i w upowszechnieniu dostępu do opieki zdrowotnej. Pozyskiwane dane będą pochodziły z różnych źródeł i w przyszłości mogą posłużyć do wypracowania narzędzi analitycznych, które ułatwią proces decyzyjny podczas leczenia. Sukces natomiast odniosą te organizacje, które zapewnią dobre samopoczucie i należytą opiekę poprzez zastosowanie nowoczesnych urządzeń ze specjalnym oprogramowaniem do zbierania i analizy danych.

Nowocześni strażnicy zdrowia

Innowacyjność jest jednym z warunków utrzymania konkurencyjności firm medycznych. Wraz ze wzrostem popularności działań profilaktycznych w opiece zdrowotnej rola technologii w tym sektorze będzie się zmieniać. W ramach badania aż 80 proc. ankietowanych ekspertów z rynku medycznego, technologicznego, startupów zadeklarowało, że znaczący wkład w rozwój medycyny przyszłości wniesie sztuczna inteligencja (AI), robotyka – 53 proc. i nanotechnologia – 47 proc. Przy wdrażaniu nowych mechanizmów organizacje te będą jednak potrzebowały pomocy ze strony inwestorów na rynku technologii konsumenckich (consumer tech). Połączenie wiedzy specjalistycznej w zakresie danych i sztucznej inteligencji, jaką posiadają te firmy ze zdolnością organizacji medtech do opracowywania aplikacji i algorytmów medycznych mogą stworzyć potężną ofertę, która poprawi pakiet medyczny. Takie firmy jak Google, Apple, Amazon czy Microsoft są coraz lepiej przygotowane do wdrażania innowacyjnych rozwiązań obarczonych niskim ryzykiem dla pacjentów (np. urządzenia wearables, czyli odzież z funkcją pomiarową). Stanowią one obecnie 35 proc. wszystkich urządzeń medtech, oferując korzyści w zakresie gromadzenia, przechowywania i analizy danych.

Technologie w branży medycznej

Firmy z sektora medtech prawdopodobnie odegrają znaczącą rolę w redukcji kosztów leczenia, optymalizacji pracy chirurgów i poprawie wyników leczenia. Zdaniem 72 proc. badanych, aby zmaksymalizować swój wpływ na całokształt świadczonych usług, firmy z tego obszaru powinny oferować zdalne monitorowanie pacjentów. Z kolei 67 proc. uważa, że wiodącą rolę pełnić będzie przechowywanie i integracja uzyskanych danych. To z kolei umożliwi lekarzom podjęcie świadomych decyzji dotyczących zdrowia badanych. Ponadto, 45 proc. osób stwierdziło, że firmy z sektora medycznego mogą pomóc w osiąganiu lepszych wyników poprzez poprawę wydajności klinicznej.

Zdalne monitorowanie mogłoby dostarczać ostrzeżeń i aktualizacji stanu zdrowia zespołowi opieki zdrowotnej, tym samym zapobiegając postępowi chorób. Zintegrowane dane natomiast mogą pomóc lekarzom w podejmowaniu bardziej świadomych decyzji. Z poprawą wydajności wiążą się zaś możliwości wykorzystania wirtualnej rzeczywistości w szkoleniu lekarzy, pielęgniarek i innych pracowników służby zdrowia. Wszystko to wniesie swój wkład w zbudowanie medycyny przyszłości – mówi Tomasz Borowy, Dyrektor w Dziale Konsultingu, Deloitte.

Przyszłość pod znakiem nowych możliwości

Firmy z sektora medtech powinny zastanowić się również nad rolą, jaką chciałyby odgrywać na rynku medycznym: dostawcy danych i platform, firmy świadczącej usługi zdrowotne, ośrodka opieki czy jednocześnie wszystkich trzech. – W najbliższym czasie powinny one określić kierunki rozwoju, które będą kontynuować. Należą do nich inwestycje w infrastrukturę danych i technologię, budowa potencjału analitycznego i sztucznej inteligencji, rozwój rozwiązań z zakresu zdalnego monitorowania, nawiązanie partnerstwa strategicznego z dostawcami usług oraz lepszego zrozumienia potrzeb klientów. Niezależnie od ścieżki rozwoju, wiele opcji opiera się na możliwości generowania i analizy danych. To z kolei zapewni im partnerstwo z firmami consumer tech, które dysponują zarówno wiedzą technologiczną, jak i zrozumieniem potrzeb konsumenckich – podsumowuje Krzysztof Wilk, Partner Associate w Dziale Doradztwa Podatkowego, Deloitte.

Wyniki finansowe firm budowlanych poprawiają się

Ostatnie miesiące na rynku budowlanym to stopniowe wyhamowanie inwestycji. Osłabienie popytu przyniosło oczekiwaną stabilizację cen i wpłynęło pozytywnie na rentowność realizowanych kontraktów. Wyniki finansowe sektora poprawiają się. Zaległości sektora rosną wolniej niż przed rokiem i w całej gospodarce. W pierwszym półroczu nieopłaconych i opóźnionych zobowiązań firm budowlanych przybyło o ponad 171 mln zł do 4,92 mld zł – wynika z raportu „Sytuacja branży budowlanej. Poprawa kondycji sektora w warunkach umiarkowanego schłodzenia koniunktury”, przygotowanego przez BIG InfoMonitor oraz BIK, we współpracy z Polskim Związkiem Pracodawców Budownictwa.

Według GUS produkcja budowlano-montażowa w październiku była niższa o 4,0 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ub. roku oraz o 3,8 proc. w stosunku do września. Również pierwsze półrocze 2019 upłynęło pod znakiem schłodzenia koniunktury. Spadek liczby realizowanych projektów ustabilizował ceny materiałów, usług i wynagrodzeń na rynku budowlanym, a to przełożyło się na poprawę kondycji finansowej firm. Przedsiębiorcom udało się wypracować niemal dwukrotnie wyższy wynik finansowy i poprawić wskaźniki rentowności w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku.

Z danych Rejestru Dłużników Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor oraz Biura Informacji Kredytowej wynika, że przeterminowane zaległości firm budowlanych na koniec czerwca 2019 r. wynosiły 4,92 mld zł. Oznacza to, że branża wprawdzie wychodzi na finansową prostą, ale problem zaległych zobowiązań cały czas istnieje. W pierwszej połowie br. przeterminowane zadłużenie wzrosło o 171,1 mln zł, czyli o 3,6 proc. Do powiększenia zaległości przyczyniły się zarówno mniejsze, jak i większe podmioty. Zaległości firm prowadzonych przez osoby fizyczne oraz spółek cywilnych zwiększyły się o 98,6 mln zł (o 6,1 proc.), natomiast relatywnie większych spółek handlowych o 72,4 mln zł (o 2,3 proc.). Warto jednak zauważyć, że w poprzednich kwartałach zaległości dużych firm malały. Średnie przeterminowane zobowiązanie wynosi obecnie 109,5 tys. zł i jest o 3 tys. zł niższe niż pół roku wcześniej.

Problem z terminowym regulowaniem zobowiązań dotyczy w sumie 44 894 przedsiębiorstw budowlanych co stanowi 5,8 proc. firm. z puli firm działających, zawieszonych oraz zamkniętych i znajdujących się w KRS oraz CEiDG. Niesolidnych dłużników jest obecnie o 2195 więcej niż na koniec 2018 r. Choć znacząco przybyło niesolidnych firm, to jednoczesny wzrost liczby przedsiębiorstw działających w sektorze sprawił, że odsetek podmiotów z problemami w płatnościach obniżył się z 5,9 proc. do 5,8 proc.

– Liczba niesolidnych dłużników z sektora budowlanego przedstawia się stosunkowo korzystnie na tle pozostałych sektorów gospodarki. Jest to m.in. zasługa niższego w ostatnich 12 miesiącach przyrostu liczby podmiotów nieregulujących terminowo zobowiązań – o 3 981 (9,7 proc.), podczas gdy wcześniej zdarzały się okresy, w których roczna dynamika wzrostu liczby dłużników przekraczała 20 proc. – mówi Sławomir Grzelczak, Prezes BIG InfoMonitor.Słabnąca koniunktura przynosi poprawę finansów firm budowlanych

Skala problemów zależy od specjalizacji

Największy odsetek niesolidnych płatników ma podsektor zajmujący się budową obiektów inżynierii lądowej i wodnej (8,4 proc.). Drugi jest podsektor odpowiedzialny za wznoszenie budynków (7,2 proc.). Najkorzystniej sytuacja przedstawia się w firmach zajmujących się robotami specjalistycznymi, które stanowią około dwóch trzecich wszystkich przedsiębiorstw na krajowym rynku budowlanym. Wśród nich odsetek nierzetelnych płatników utrzymuje się na poziomie 5,1 proc.

Pod względem liczby niesolidnych dłużników i kwoty przeterminowanego zadłużenia dominuje Mazowsze. Ponad 6,5 tys. firm z woj. mazowieckiego jest zadłużonych na sumę 1,04 mld zł. Ich średnia zaległość (157,9 tys. zł) jest niemal o połowę wyższa od średniego przeterminowanego zadłużenia firm budowlanych w Polsce, które wynosi 109,5 tys. zł.

Drugi pod względem sumy nieuregulowanych zobowiązań wśród firm budowlanych jest woj. dolnośląskie. Pochodzące stąd prawie 4,8 tys. niesolidnych dłużników nie zapłaciło na czas 577 mln zł, a średnie zadłużenie wyniosło 120,6 tys. zł. Na trzecim miejscu jest Wielkopolska z długami na poziomie 513 mln zł wygenerowanymi przez niemal 4,4 tys. firm. Mimo spadku zaległości małopolskich firm o prawie 46 mln zł, województwo to pozostaje na czwartym miejscu pod względem przeterminowanych zobowiązań – 3,3 tys. przedsiębiorstw ma łącznie 418 mln zł długu.Skala problemów zależy od specjalizacji

Podwykonawcy są w lepszej sytuacji

Jeszcze w zeszłym roku gorsze wyniki finansowe firm budowlanych paradoksalnie były spowodowane hossą na rynku. Kumulacja inwestycji doprowadziła do wzrostu cen surowców, materiałów i usług podwykonawczych. Między I kw. 2016 r. a II kw. 2019 r. cena asfaltu wzrosła o 76 proc., betonu o 44 proc., stali zbrojeniowej o 45 proc. Stawki dla pracowników zwiększyły się natomiast o ponad 30 proc. Ostatnie miesiące przyniosły stopniowe wyhamowanie inwestycji, co wpłynęło na oczekiwaną stabilizację cen i przełożyło się na wzrost rentowności realizowanych kontraktów przede wszystkim tych z segmentu infrastruktury transportowej i energetycznej.

Wciąż jednak relatywnie najgorsze wyniki odnotowują właśnie firmy budujące drogi, zwłaszcza duże spółki wykonawcze realizujące kontrakty drogowe podpisane w latach 2015-2017 (czyli w okresie silnego spadku liczby zamówień publicznych współfinansowanych z środków UE). Dopiero ich stopniowa finalizacja i sukcesywne zastępowanie nowymi zleceniami pozyskiwanymi na lepszych warunkach pozwala prognozować poprawę wyników. Trudną sytuację firm realizujących prace w segmencie drogowym i kolejowym widać też w rozliczeniach z bankami i partnerami biznesowymi. Opóźnione płatności ich zobowiązań wzrosły w pierwszej połowie roku w największym stopniu, bo o 13 proc. Zaległości generowane przez przedsiębiorstwa specjalistyczne zwiększyły się o 6 proc. a firm wznoszących budynki jedynie o 1 proc.

Najlepiej wypadają za to małe i średnie spółki, czyli głównie firmy podwykonawcze, którym udało się wykorzystać ograniczone moce wytwórcze dużych wykonawców w okresie kumulacji prac i uzyskać wyższe ceny za świadczone usługi.

– Co prawda średnie i małe firmy podwykonawcze do tej pory osiągały bardzo dobre wyniki, jednak oczekiwana relatywnie mniejsza liczba robót budowlanych w kraju i nasilająca się konkurencja cenowa ze strony innych podmiotów może doprowadzić do pogorszenia ich sytuacji finansowej w przyszłości – komentuje dr Damian KaźmierczakGłówny Ekonomista Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.

– Obecnie obserwujemy pewną stabilizację jeżeli chodzi o ceny w nowych przetargach – nie przekraczają one znacznie przyjętych budżetów, a jednocześnie zamawiający zwiększyli środki na realizację projektów w programach drogowych i kolejowych. Niepokoją nas natomiast problemy budżetowe polskich samorządów. To z pewnością wpłynie niekorzystnie na branżę budowlaną w kolejnych latach, szczególnie na projekty infrastrukturalne, tak ważne dla lokalnych społeczności – mówi Wojciech Trojanowski, Członek Zarządu STRABAG.

– Na szczęście zapoczątkowane w ostatnich miesiącach zmiany pozwalają patrzeć na przyszłą kondycję branży budowlanej z większym optymizmem. Wydaje się, że od feralnego okresu 2016-17, każdy odrobił lekcje i wykonał po swojej stronie parę istotnych ruchów: branża poprzez ostrożniejsze podejście do wycen kontraktów, ustawodawca poprzez uchwalenie nowego Prawa zamówień publicznych czy zabezpieczenie interesu podwykonawców, a także zamawiający reagując w bardziej otwarty sposób niż uprzednio – zwraca uwagę Janusz Władyczak, Prezes Zarządu KUKE. 

– Zagrożeniem interesów inwestorów mogą być agresywne zachowania konkurencji, np. składanie agresywnych cenowo ofert przez podmioty, które często nie mają lokalnego doświadczenia w realizacji trudnych kontraktów. Uważamy, że zamawiający powinni bardziej krytycznie podchodzić do weryfikowania składanych ofert i oceny doświadczenia potencjalnych wykonawców w realizacji projektów budowlanych – przestrzega Dariusz Blocher, Prezes Budimex. 

– Cała polska branża budowlana to prawie pół miliona zatrudnionych osób. Szacuje się, że aktualnie brakuje na rynku 100-150 tys. pracowników. Branża dotkliwie odczuwa brak wysoko wykwalifikowanych robotników, a ich niedobór powoduje dużą rotację, co z kolei skutkuje niechęcią pracodawców do zwiększania nakładów na podnoszenie ich kwalifikacji. To szczególnie niekorzystne sprzężenie zwrotne wymaga pilnej zmiany systemu szkolenia nowych kadr – mówi Przemysław Janiszewski, Wiceprezes Zarządu Polimex Mostostal.

– Nadchodzący rok 2020 będzie szczególnie istotny dla licznych firm budowlanych, które koncentrują swoje działania bądź planują rozwój w ramach kontraktów publicznych. Z początkiem 2021 w życie wchodzi bowiem zupełnie nowa ustawa prawo zamówień publicznych. W kolejnych miesiącach opracowane zostaną aż 23 nowe akty wykonawcze do PZP – mówi Jan Styliński, Prezes zarządu PZPB, Członek Rady Zamówień Publicznych.

Banki nie mogą żądać od frankowiczów opłaty za korzystanie z kapitału

Po ogłoszeniu wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej dotyczącego kredytów we frankach banki szukają sposobu, by egzekwować pieniądze od kredytabiorców. Coraz więcej klientów ubiega się drogą sądową o unieważnienie umów frankowych, w których banki przeforsowały nieuczciwe klauzule dotyczące przewalutowania. Ostatnio słyszy się o pomyśle, wedle którego banki miałyby żądać od klientów zapłaty za zarządzanie kapitałem – który po sądowym unieważnieniu umowy do klienta nie należał. To jednak pomysł nie mający żadnego oparcia w prawie. Jedyną formą opłaty za korzystanie z kapitału, którą bank może wymagać od klienta, są odsetki. Jest to jednak opłata ściśle związana z wysokością kapitału i terminem jego spłaty. Prawnicy wskazują na to, że banki nie mają prawa żądać dodatkowych opłat, gdy roszczenie o zwrot kapitału już się przedawniło.

– Roszczenia banków o odsetki ulegają przedawnieniu. Przedawnienie odsetek, zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego, musi nastąpić najpóźniej w terminie przedawnienia roszczeń o zwrot kapitału. Ponieważ roszczenia banku w większości przypadków już się przedawniły – konsekwentnie należy uznać, że roszczenie o jakiekolwiek odsetki również się przedawniło – powiedziała serwisowi eNewsroom Barbara Garlacz, radczyni prawna. 

– Banki łamią kolejne zapisy prawne, ubiegając się o dodatkowe opłaty. Artykuł 7 dyrektywy 93/13 przewiduje, że usunięcie z umowy postanowień nieuczciwych i stwierdzenie nieważności tych umów ma mieć charakter odstraszający dla kolejnych nieuczciwych kredytodawców. Banki forsują koncepcję, w której bank proponujący nieuczciwe umowy dostaje takie samo wynagrodzenie za korzystanie z kapitału, co banki uczciwe – nawet, gdy zostanie przyłapany i osądzony. To oznaczałoby, że nieuczciwy przedsiębiorca niczym nie ryzykuje. Gdy bank żąda odsetek za korzystanie z kapitału udostępnionego według unieważnionej umowy, kredytobiorcy mają prawo powołać się również na artykuł 5 z kodeksu cywilnego. Wysuwając takie żądanie bank narusza zasady współżycia społecznego, co prowadzi do nadużycia prawa do żądania odsetek – podpowiada Garlacz.

Do 2025 r. zniknie zapotrzebowanie na pięć popularnych zawodów

Do 2025 roku znacząco zmniejszy się lub praktycznie zniknie zapotrzebowanie na przedstawicieli pięciu popularnych dziś zawodów, prognozuje Kodilla.com. Choć obowiązki, które wykonują, zostaną przejęte przez maszyny, oni sami, zamiast skończyć na bezrobociu, staną się lepiej opłacanymi specjalistami. Bo, jak zbadali eksperci, posiadają umiejętności warte tysiące złotych.

Kiedy w latach 90. XX wieku komputer IBM Deep Blue pokonał w grze w szachy ówczesnego mistrza świata, Garri Kasparowa, ludzie z niedowierzaniem przecierali oczy. Dziś sztuczna inteligencja żyje wokół nas, a technologiczne nowości nikogo już nie zaskakują. Zwróćmy uwagę choćby na samoobsługowe kasy, asystentów głosowych, inteligentne domy czy autonomiczne systemy stosowane w samochodach. Wszystkie te technologie przyjmowane są jako naturalny efekt postępu technologicznego, który ma prowadzić do tego, aby ludziom żyło się wygodniej i bezpieczniej.

Maszyny wygenerują 133 mln nowych miejsc pracy

Dynamicznie postępująca automatyzacja, robotyzacja i AI mają też drugą stronę medalu. Powodują bowiem, że w niektórych czynnościach, szczególnie tych rutynowych i powtarzalnych, praca człowieka staje się zbędna. Z kolei delegowanie obowiązków na maszyny nieuchronnie prowadzi do wygaszania niektórych zawodów, co potwierdzają krajowe i światowe raporty:

  • Jak podaje McKinsey Global Institute, do 2030 roku z koniecznością przebranżowienia się do innego zawodu zmierzy się 800 milionów osób.
  • W raporcie organizacji World Economic Forum czytamy, że do 2022 roku bez pracy w swoim zawodzie zostanie 75 mln księgowych, sekretarek, listonoszy i robotników przemysłowych.
  • Z prognozy ekspertów szkoły programowania online Kodilla.com wynika, że do 2025 roku na polskim rynku pracy znacząco zmniejszy się lub zniknie zapotrzebowanie na przedstawicieli przynajmniej pięciu popularnych dziś zawodów.

Jednocześnie te same maszyny bardzo szybko zrekompensują poniesione straty i to ze znaczną nadwyżką. W miejsce starych miejsc pracy powstaną dziesiątki milionów nowych:

  • World Economic Forum mówi o pojawieniu się w ciągu najbliższych 2 lat 133 mln miejsc pracy dla pracowników wyspecjalizowanych w takich obszarach, jak m.in. programowanie, analityka danych czy wsparcie klienta.
  • Polskie Ministerstwo Cyfryzacji szacuje, że do 2025 roku w Polsce potrzebnych będzie przynajmniej 200 tys. specjalistów tworzących sztuczną inteligencję.
  • Z kolei eksperci z Kodilla.com zbadali predyspozycje osób zagrożonych utratą pracy na rzecz maszyn i wskazali, do jakich zawodów mogą się przebranżowić, aby zapewnić sobie lepsze niż do tej pory warunki pracy i poziom wynagrodzenia.

Księgowy, kasjer, recepcjonista, telemarketer, pracownik biurowy – prognoza przebranżowienia i porównanie zarobków

W Polsce, zgodnie z szacunkami Kodilla.com, na utratę pracy na rzecz maszyn najbardziej narażeni są księgowi, kasjerzy, telemarketerzy, recepcjoniści i pracownicy biurowi. Eksperci prognozują, że w ciągu najbliższych 5 lat zapotrzebowanie na te zawody znacząco zmniejszy się lub zupełnie wygaśnie. Utrata pracy nie oznacza jednak wizji bezrobocia. Analiza predyspozycji przedstawicieli tych zawodów pokazała bowiem, że posiadają oni kompetencje warte tysiące złotych, a gdyby przebranżowili się do pracy na innych stanowiskach, zyskaliby zdecydowanie lepsze warunki zatrudnienia oraz atrakcyjniejszy poziom wynagrodzenia.

Kasjer będzie lepszym programistą

Pierwszy w Polsce sklep Take&Go, oferujący klientom obsługę bez kas, powstał w 2018 roku w Poznaniu. W tym roku w pełni samoobsługowy sklep otworzył też Carrefour. W Warszawie przy ul. Światowida można robić zakupy 24/h przez 7 dni w tygodniu. Zamiast sprzedawców klientów obsługują maszyny vendingowe, które podają wybrane towary za pomocą wind. Wszystkie transakcje prowadzone są w sposób bezgotówkowy. Normą są też kasy samoobsługowe w supermarketach, takich jak np.: Tesco, Auchan. Nawet mniejszy sklep, jakim jest Rossmann, sprzedaje w ten sposób już od 2017 roku, a o wprowadzeniu bezobsługowych kas myślą także liderzy w segmencie dyskontów spożywczych, tj. Biedronka i Lidl. Nic dziwnego, że aż 64 proc. kasjerów ma świadomość, że technologia może pozbawić ich pracy, jak wynika z badania Proxi.cloud i Qpony-Blix.

Tymczasem umiejętności doświadczonego kasjera dają bazę do przebranżowienia się na… programistę. Obok kompetencji miękkich, bardzo pożądanych w branży IT, jak skrupulatność, dokładność, systematyczność, dbałość o szczegóły, posiada on także umiejętności analitycznego myślenia czy zdolności matematyczne (nabyte np. podczas rozliczania codziennego salda i kasy, płatności gotówkowych czy prowadzonych inwentaryzacji).

Choć dla wielu osób wizja kasjera przebranżawiającego się na programistę może brzmieć utopijnie, trzeba tu zapomnieć o stereotypach. Programowania może nauczyć się każdy, nawet osoba nietechniczna, bez żadnego doświadczenia w branży. Oczywiście nauka “od zera” będzie trudniejsza i dłuższa, ale jest to cel jak najbardziej możliwy do osiągnięcia – przekonuje Magdalena Rogóż, ekspertka ds. rynku IT ze szkoły programowania online Kodilla.com, i dodaje: – Ułatwiony start w IT na pewno będą mieli kasjerzy, którzy do tej pory pracowali w instytucjach bankowych, urzędach, sądach, czyli w tzw. “okienkach kasowych” – ze względu na posiadane, rozbudowane kompetencje techniczne, potrzebne do obsługi programów księgowych i innych umożliwiających wprowadzanie wpłat do systemu.

A co z zarobkami? Według serwisu Wynagrodzenia.pl mediana zarobków kasjera to 2,6 tys. zł brutto/m-c. Z kolei średnie wynagrodzenie programisty to 6,9 tys. zł brutto/m-c. Najwięcej zarabiają Java developerzy – średnio 8,2 tys. zł brutto/m-c.

Recepcjonista może testować oprogramowanie

Jeżeli prognozy sprawdzą się, już za kilka lat praca recepcjonisty może zostać całkowicie przejęta przez interaktywne ekrany czy maszynę. Już teraz na rynku można spotkać robota o nazwę Pepper, który potrafi witać gości, rejestrować wizyty, opowiadać o firmie, a nawet odczytywać intencje rozmówcy i udzielać natychmiastowych odpowiedzi. Peppera można spotkać w recepcji w jednej z opolskich firm, a już niedługo będzie obsługiwać gości także w jednym ze znanych hoteli w Bieszczadach.

Recepcjonista, który chciałby zmienić zagrożony wygaszeniem zawód, może próbować swoich sił w IT, na stanowisku testera oprogramowania. W wystartowaniu w branży pomogą mu bardzo pożądane w tym zawodzie umiejętności, które już posiada. Z kompetencji miękkich to m.in. spostrzegawczość, dokładność, komunikatywność i dobra organizacja pracy. To cechy, które są niezbędne, gdy wykonuje się pracę polegającą na szukaniu “dziury w całym”, czyli wyszukiwaniu wszelkiego rodzaju błędów, niedociągnięć i nieintuicyjnych rozwiązań. Poza tym w zawodzie przydadzą się umiejętności interpersonalne recepcjonisty, ponieważ tester ściśle współpracuje z programistami, raportując im znalezione błędy i usterki. Z kompetencji twardych recepcjonisty pomocna będzie z kolei znajomość funkcjonowania oprogramowania do zarządzania obiektami, umiejętności związane z prowadzeniem dokumentacji i rozliczaniem klientów, a także bardzo dobra znajomość języka angielskiego.

Na testera oprogramowania można przebranżowić się “od zera”. Co więcej, w tym zawodzie wcale nie trzeba umieć programować. Zarobki są z kolei zdecydowanie lepsze – średnie wynagrodzenie recepcjonisty to 3 tys. zł brutto/m-c, a testera oprogramowania – 6 tys. zł brutto/m-c.

Telemarketer w roli specjalisty HR

Telemarketer to kolejny zawód, który stopniowo zaczyna być automatyzowany. Docelowo pracownika call center zastąpią roboty i inne skomplikowane programy, które wykorzystują technologię rozpoznawania i rozumienia mowy. Już teraz popularnie są choćby  chatboty, czyli programy, które rozmawiają z człowiekiem wykorzystując sztuczną inteligencję i optymalizację.

Jednak maszyny mają problem z doradztwem personalnym. A w niektórych dziedzinach, np. w przypadku rozmów rekrutacyjnych, kontakt bezpośredni z kandydatem jest nieoceniony. Z pomocą przychodzą więc specjaliści HR i doradcy zawodowi. W tych zawodach umiejętności telemarketera: łatwość w komunikacji, smykałka do sprzedaży, analizowanie, sprawdzą się doskonale.

Za przebranżowieniem recepcjonisty na specjalistę HR przemawiają też zarobki. Średnie wynagrodzenie telemarketera to 3,6 tys. zł brutto/m-c, a specjalisty ds. HR – 4,9 tys. zł brutto/m-c.

Pracownik biurowy przeprojektuje się w UX Designer’a

Już teraz boty mogą wykonywać wiele biurowych czynności, do tej pory realizowanych przez pracownika, takich jak wyodrębnianie danych z dokumentów i tworzenie z nich dokumentów w formie raportów, łączenie danych z wielu źródeł, przeprowadzanie obliczeń i wprowadzanie danych do formularzy. Choć praca biurowa w ciągu kilku lat może zostać całkowicie zastąpiona przez roboty, to kompetencje osoby wykonującej ten zawód można wykorzystać w lepiej płatnej pracy – na stanowisku UX Designer’a. Przydadzą się tu takie umiejętności, jak multitasking, komunikatywność, zmysł estetyczny oraz analityczne myślenie,  bo UX Designer zajmuje się projektowaniem makiet, np. stron internetowych tak, aby były intuicyjne i przyjazne dla odbiorców. Nieocenione będą też kompetencje twarde pracownika biurowego, czyli znajomość bardziej i mniej popularnych programów biurowych (np. MS Office, OfficeWord, FocusWriter, AbiWorld, WordPerfect Office, OpenOffice.org, Microsoft Exel, GS-Calc, Microsoft PowerPoint, Corel Presentation, Impress, DTP Publisher, Microsoft Outlook, Elmo, Eudora, Microsoft Office Acess). Poza tym dobrą bazą do przebranżowienia się na UX Designera jest znajomość programów graficznych, np. Adobe Photoshop, Corel Photo-Paint, Corel Draw, Adobe Illustrator, 3dMax, Blender czy Cinema 4D.

Czy warto zmienić zawód? Średnie wynagrodzenie X Designer’a wynosi o 7,4 tys. zł brutto/m-c. Tymczasem pracownik biurowy zarabia mniej niż połowę z tego, bo ok. 3,3 tys. zł brutto/m-c.

Księgowy zostanie specjalistą od Big Data

Księgowy już nie jest kojarzony ze stosem papierów i kalkulatorem w ręku. Nowoczesne systemy odczytywania faktur, integratory do wyciągów bankowych, elektroniczny obieg dokumentów, systemy do zarządzania czasem pracy – digitalizacja księgowości sprawiają, że zawód ten już od kilku lat przechodzi metamorfozę. W efekcie niedługo może zostać całkowicie zautomatyzowany.

Jednak umiejętność pracy na liczbach i z danymi może księgowemu zapewnić świetlaną przyszłość zawodową na stanowisku analityka Big Data. Wykonywanie tego zawodu polega na pozyskaniu danych przy pomocy odpowiednich narzędzi, analizowaniu ich i raportowaniu. Średnie wynagrodzenie w tym zawodzie wynosi 7 tys. zł brutto/m-c, a najlepsi specjaliści zarabiają ponad 9,9 tys. zł brutto/m-c. Dla porównania średnie zarobki księgowego to 4,2 tys. zł brutto/m-c.

Automatyzacja i robotyzacja jest nieunikniona, jednak to nie rozwój technologii jest problemem na rynku pracy, ale brak kwalifikacji pracowników do wykonywania zawodów, które będą potrzebne w ciągu kilku następnych lat. Oczywiście, z niektórych stanowisk łatwiej jest się przebranżowić, a zmiana innych będzie wymagała gruntownego przekwalifikowania. Posiadając jednak odpowiednie predyspozycje i przede wszystkim motywację do działania, zmiana zawodu na lepszy niż obecny jest na wyciągnięcie ręki dla każdego, niezależnie od wieku, wykształcenia i doświadczenia zawodowego – podsumowuje Magdalena Rogóż.

Źródło: Kodilla.com

Organizacja konferencji – o co warto zadbać organizując takie wydarzenie.

Organizacja konferencji to niezwykle trudne zadanie. Ilość spraw, o jakie należy zadbać jest ogromna, a czasem nawet najdrobniejszy szczegół może zaważyć o sukcesie całego przedsięwzięcia. Bez względu na to, czy organizujemy konferencję biznesową, handlową czy naukową, a może nawet i polityczną, konieczne jest zadbanie o kilka rzeczy,  które naszym zdaniem znacząco wpłyną na wizerunek eventu. Poniżej omówimy te, naszym zdaniem, najważniejsze.

Zanim przejdziemy do meritum, upewnij się że masz przygotowane podstawy swojej konferencji. N tym etapie musisz znać konkretny temat oraz cel organizowanego wydarzenia. Musisz wiedzieć, kiedy je zorganizujesz oraz kogo na nie zaprosisz. Istotne będzie także ustalenie ostatecznego budżetu z zachowanym marginesem błędu. Nie może mieć miejsce sytuacja, że na kluczową sprawę zabraknie Ci później odpowiednich funduszy. Zatem o co należy zadbać, aby konferencja się w pełni udała?konferencja2

Miejsce z odpowiednim zapleczem technicznym w dobrej lokalizacji

Mimo, że ten podpunkt wydaje się oczywistością, na każdym kroku należy podkreślać jak ważne jest odpowiednie miejsce. Obiekt, w którym będziesz organizować swoją konferencję musi posiadać odpowiedniej wielkości sale wyposażone w szereg podstawowych rzeczy takich jak:

  • Nagłośnienie
  • Regulowane oświetlenie
  • Wygodne siedzenia z miejscem do robienia notatek
  • Multimedia: rzutnik, ekran, wskaźniki, tablice do pisania
  • Klimatyzacja

Jeśli któregoś z tych elementów na starcie zabraknie, a menagement obiektu nie jest w stanie zapewnić brakujących rzeczy, nie trać czasu i od razu poszukaj centrum konferencyjnego z prawdziwego zdarzenia.

Dodatkowym atutem będzie dobra lokalizacja obiektu. Wywiezienie gości na przedmieścia lub nawet za miasto, jeśli w okolicy lub w samym budynku nie ma odpowiedniego zaplecza noclegowego, może skutecznie zniechęcić potencjalnych uczestników na starcie.

Catering

Jak to mówi się od wieków, przez żołądek do serca! W obecnych czasach przerwa kawowa oraz lunch to nieodzowny element każdej konferencji. To właśnie w tym czasie uczestnicy mogą ze sobą porozmawiać, poznać się, a także co ważne, nawiązać kontakty biznesowe! Czasem to właśnie w trakcie takich spotkań, w trakcie lunchu czy przy kawie, powstają wspaniałe współprace. Dlatego też catering musisz potraktować niezwykle poważnie i nie możesz na tym oszczędzić. Oczywiście nie wszystko musi być wyjęte rodem z Master Chefa, jednakże wszystko musi być świeże, elegancko wystawione i zaprezentowane i na bieżąco uzupełniane. Korzyści przyjdą same!

Sponsorzy

Dobrym pomysłem będzie poszukanie sponsora konferencji. Pamiętaj jednak, że nie zawsze będziesz mógł liczyć na wsparcie finansowe. Sponsoring takiej imprezy z powodzeniem działa również na zasadach barteru. Np. w zamian za ekspozycję loga, wywieszenie banneru czy dodanie informacji o sponsorze w materiałach prasowych, możesz liczyć na gadżety czy upominki, którymi później obdarujesz swoich gości. A skoro o tym mowa…

Gadżety oraz upominki

Prezenty w postaci gadżetów dla uczestników nie są koniecznością, ale zawsze taka praktyka jest w dobrym guście i pozytywnie wpływa na wizerunek organizatora. Jeden sposób na pozyskanie prezentów dla uczestników już podaliśmy. Wymiana barterowa ze sponsorem to naprawdę bardzo dobre rozwiązanie. Ty nic nie tracisz, a zyskujesz coś, co z pewnością będzie dobrze odebrane, czyli upominki.

Ten wydatek możesz również wpisać w budżet całego eventu. Wszystko zależy od skali i zasięgu Twojej konferencji. Z pewnością jest też coś, co Twoja firma może zaoferować gościom, a nie będzie kosztować majątku.

Atrakcje

Zadbaj o swoich gości w czasie wolnym! Jeśli Twoja konferencja trwa kilka dni, pomyśl o dodatkowych atrakcjach dla uczestników. Gry i zabawy integracyjne, które z powodzeniem zamkną się w dwóch, maksymalnie trzech godzinach pozwolą na chwilę wytchnienia, pozwolą na rozluźnienie się i przyczynia się do bliższego poznania się zgromadzonych. Na wieczór warto zaplanować także imprezę tematyczną lub mini bankiet.

Materiały konferencyjne

Każdy uczestnik Twojej konferencji powinien otrzymać broszury informacyjne co, gdzie i kiedy się odbywa. Zawrzyj tam także skrótowe biografie prelegentów, opis swojej firmy, mapkę itp. Obiekt, w którym odbywać się będzie wydarzenie należy także odpowiednio oznakować. Nie chcesz przecież, aby goście snuli się po korytarzach szukając w ciemno właściwej sali, prawa?

Materiał powstał we współpracy z agencją Argentum Event. Jeśli organizujesz konferencję lub podobny event i chciałbyś spać spokojnie nie martwiąc się o powodzenie swojego przedsięwzięcia, sprawdź  ofertę Argentum: https://www.argentum-event.pl/oferta/konferencje-i-kongresy/

Wzrasta poziom oszczędności Polaków. Nadal odkładamy jednak dużo mniej niż Czesi czy Niemcy

Oszczędności Polaków rosną, obecnie posiada je już blisko 70 proc. To głównie efekt dobrej koniunktury w gospodarce, wzrostu wynagrodzeń i rządowych programów socjalnych jak choćby 500+. Jednak w dalszym ciągu stopa oszczędności, czyli relacja odkładanej kwoty do wysokości wynagrodzeń brutto, jest w Polsce bardzo niska i wynosi 2,5 proc. Dla porównania, w sąsiednich Czechach jest dwukrotnie większa. – Niższe oszczędności to przede wszystkim wina konsumpcjonizmu i błędnego przekonania, że dobra koniunktura będzie trwać cały czas – wskazuje dr Joanna Wieprow z wrocławskiej WSB.

Statystyki potwierdzają jednoznacznie, że poziom oszczędności Polaków wzrasta. Według badań Open Finance posiada je blisko 70 proc. Polaków, a przeciętne gospodarstwo domowe dysponuje w tym roku o około 1/3 większym budżetem niż jeszcze trzy lata temu. Jak pokazują dane GUS, jeszcze w 2017 roku Polacy odkładali miesięcznie średnio 422 zł, w ubiegłym ta kwota wzrosła już do 506 zł miesięcznie. O pozytywnym trendzie świadczy też kwota odłożona przez Polaków w bankach. Według NBP na koniec września br. wynosiła ona 871 mld zł, co oznacza 11-proc. wzrost w ujęciu rocznym.

– Wynika to przede wszystkim z dobrego stanu gospodarki – mamy rosnące PKB, różne programy społeczne, niskie bezrobocie i niską inflację, a nasze wynagrodzenia rosną – mówi agencji Newseria Biznes ekonomistka dr Joanna Wieprow, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu.

Jednak w Polsce nadal stopa oszczędności (relacja kwoty, którą oszczędzamy do wysokości wynagrodzeń brutto) jest bardzo niska i wynosi 2,5 proc. Dla porównania, w Niemczech sięga 10 proc., w Czechach – 5,5 proc., a w Szwecji – aż 16 proc. (dane Związku Banków Polskich).

– Niższy poziom oszczędności w porównaniu do innych krajów europejskich wynika z kilku przyczyn. Pierwszą jest konsumpcjonizm, czyli spirala zakupów. Kupujemy rzeczy, które nie mieszczą się w naszym budżecie domowym, często pod wpływem emocji. To powoduje, że oszczędności nam topnieją. Drugim elementem jest myślenie krótkoterminowe. Zakładamy, że skoro teraz jest dobra sytuacja, to tak będzie cały czas. Tymczasem gospodarka jest zmienna, cykliczna i po okresie dobrej koniunktury może przyjść kryzys. Ostatni element to niski poziom edukacji ekonomicznej. Badania potwierdzają, że Polacy po prostu nie znają form oszczędzania, nie znają instrumentów finansowych – mówi dr Joanna Wieprow.

Jak podkreśla, oszczędności zapewniają poczucie bezpieczeństwa i komfort finansowy, który daje pewność, że poradzimy sobie w przypadku sytuacji awaryjnej. Według ekspertów minimalny poziom rezerwy finansowej powinien być takiej wysokości, żeby można było pokryć z niego koszty życia i bieżące potrzeby przez ok. 6 miesięcy.

– Dla przeciętnego Polaka komfort finansowy zapewnia kwota ok. 25–30 tys. zł – mówi dr Joanna Wieprow. – Aby zapewnić sobie taki komfort, musimy oszczędzać regularnie. Zaleca się, żeby poziom oszczędności wynosił 10 proc. naszych miesięcznych dochodów. To zapewni poczucie finansowego komfortu, ale nie naruszy znacząco naszego domowego budżetu.

Jak wynika z tegorocznego „Finansowego Barometru ING”, obecnie 50 proc. Polaków posiadających oszczędności deklaruje, że poziom odłożonych środków daje im poczucie komfortu. To o 16 pkt proc. więcej niż jeszcze w 2017 roku.

Segment przesyłek międzynarodowych notuje rekordowy wzrost. Przed świętami Polacy wysyłają do bliskich za granicą dwa razy więcej paczek

W ostatnich latach segment przesyłek międzynarodowych notuje wzrost sięgający aż 40 proc. rocznie. To efekt rosnącej popularności polskich e-sklepów wśród klientów z zagranicy, ale także rosnącej liczby przesyłek od klientów indywidualnych w Polsce, którzy – zwłaszcza w okresie przedświątecznym – chętnie wysyłają paczki do bliskich mieszkających w innych krajach UE. W tym roku DHL uruchomił narzędzie, które pozwala nadać taką paczkę online, przy pomocy telefonu bądź komputera. Operator podkreśla, że w ostatnim roku zanotował aż 70-proc. wzrost przesyłek nadawanych tym kanałem.

– Przesyłki wysyłane z Polski za granicę w okresie przedświątecznym rosną dwa razy szybciej niż w każdym innym miesiącu roku. Te wzrosty w ostatnich latach w ogóle są bardzo duże, bo ponad 40-procentowe – mówi agencji Newseria Biznes Anna Kania-Okieńczyc, dyrektor marketingu w DHL Parcel Polska.

Jak podkreśla, jest to spowodowane dwoma czynnikami. Pierwszy to rosnąca popularność polskich e-sklepów wśród klientów z zagranicy, głównie z Niemiec, Wielkiej Brytanii, Czech i Słowacji.

– Klienci z tych państw chętnie kupują w polskich sklepach internetowych. Te są dla nich coraz bardziej atrakcyjne – dobrze odpowiadają na potrzeby zagranicznych klientów jakością oferty, ale również procesu zakupowego, konstrukcji sklepu internetowego czy integracji płatności. Jest to również związane z faktem, że my – jako dostawcy przesyłek – bardzo dobrze odpowiadamy na oczekiwania klientów zagranicznych. Integracja z uznanym w Europie dostawcą przesyłek podnosi wiarygodność takiego sklepu. To wszystko sprawia, że ten segment bardzo dobrze się rozwija – mówi Anna Kania-Okieńczyc.

Głównym partnerem dla polskich e-sklepów są Niemcy. Jak wynika z danych Ecommerce Foundation, tamtejszy rynek e-commerce był w ubiegłym roku wart 58,5 mld euro i odnotował 9-proc. dynamikę wzrostu. Niemieccy klienci chętnie robią zakupy online – również w polskich sklepach – i przeznaczają na nie coraz wyższe kwoty. Równie istotna jest Wielka Brytania, niekwestionowany lider europejskiego e-commerce, z rynkiem wartym już blisko 200 mld euro. Według danych za ubiegły rok Brytyjczycy na zakupy w sieci przeznaczają średnio 3,2 tys. euro rocznie, co czyni z nich pożądanych klientów również dla polskich e-sklepów.

Motorem napędowym dla segmentu przesyłek międzynarodowych w Polsce są również klienci indywidualni, którzy – zwłaszcza w sezonie przedświątecznym – wysyłają paczki do swoich bliskich mieszkających i pracujących za granicą. Te trafiają głównie do Wielkiej Brytanii i Niemiec, gdzie rezyduje największa Polonia. Według danych GUS jest to odpowiednio 793 tys. i 703 tys. osób. Spory wolumen przesyłek trafia także do Holandii, Włoch i Francji.

– Akurat ten segment rośnie przed świętami bardzo szybko. Polaków za granicą jest już ponad 2,5 mln, a to jest czas wyjątkowy, kiedy chcemy dzielić się z bliskimi – mówi Anna Kania-Okieńczyc.

Dyrektor marketingu w DHL Parcel Polska podkreśla, że w segmencie biznesowym, czyli po stronie sklepów internetowych, wszystkie przesyłki są generowane online. Z kolei klienci indywidualni do tej pory mogli nadać paczkę tradycyjnie bądź przez internet. Ten drugi kanał cieszy się rosnącą popularnością, dlatego firma już w ubiegłym roku uruchomiła aplikację „DHL dla Ciebie”, która pozwala przy pomocy telefonu, komputera lub tabletu nadać paczkę w mniej niż 3 minuty, bez konieczności wychodzenia z domu. Do tej pory taka możliwość istniała tylko dla przesyłek krajowych. W tym roku – w odpowiedzi na duże zainteresowanie – DHL Parcel rozszerza usługę także o przesyłki międzynarodowe.

– W tym roku umożliwiliśmy wysyłanie paczek również za granicę, do wszystkich krajów Unii Europejskiej. Widzimy, że nasi klienci bardzo chętnie korzystają z tego narzędzia, lubią je i wracają. 70-proc. wzrost zamówień w segmencie klientów indywidualnych jest wyjątkowy, więc cieszy nas, że udało się odpowiedzieć na ich oczekiwania – mówi Anna Kania-Okieńczyc.

Aplikacja „DHL dla Ciebie” pozwala obecnie nadać paczkę do dowolnego kraju Unii Europejskiej w kilku krokach. W tym celu należy wprowadzić dane, opłacić przesyłkę w dowolnej formie i utworzyć online etykietę paczki. Następnie trzeba nadać ją w jednym z punktów sieci partnerskiej, która liczy już blisko 8 tys. jednostek.

Małe auta na prąd mogą podbić polskie miasta. Pomogą dopłaty od państwa

Użytkowanie małych samochodów elektrycznych nie powoduje pogorszenia jakości powietrza, a dzięki niewielkim rozmiarom ułatwiają one poruszanie się po wąskich ulicach miast. Dlatego miejskie samochody na prąd są coraz częściej brane pod uwagę przy wyborach konsumentów, ale też stawiają na nie niektóre koncerny motoryzacyjne. MINI – brytyjska marka wyspecjalizowana w miejskiej mobilności segmentu premium – w marcu wypuści na rynek swoje pierwsze w pełni elektryczne auto. Marka pracuje nad tym, żeby w Polsce zarówno producenci flotowi, jak i indywidualni mogli przy jego zakupie skorzystać z rządowej dopłaty.

Elektromobilność to w tej chwili jeden z głównych trendów w motoryzacji. Eksperci firmy doradczej EY i ING Banku Śląskiego (raport „Samochody elektryczne. Którym pasem zamierzamy jechać?”) prognozują, że najpóźniej do 2030 roku zniknie już większość barier dla elektryków, które do tego czasu będą odpowiadać za ok. 6 proc. całkowitej sprzedaży aut. Z kolei według McKinsey Center for Future Mobility w globalnej skali około 60 proc. podróży samochodami to przejazdy na dystansie krótszym niż 8 km, co oznacza, że duża ich część mogłaby się odbywać właśnie z wykorzystaniem rozwiązań mikromobilności.

Zasięg elektryków waha się pomiędzy 200 a 400 kilometrów, co spokojnie wystarcza na poruszanie się po mieście, bo dziennie przejeżdżamy średnio 30–40 km. Natomiast w sytuacji, kiedy podróżujemy poza miasto, wyjeżdżamy na weekend, dobrym rozwiązaniem są samochody hybrydowe, które na co dzień pozwalają poruszać się w trybie bezemisyjnym na dystansie 50–60 km. Z kolei podczas dłuższych wyjazdów mamy do dyspozycji silniki spalinowy i elektryczny, które dają jeszcze większy zasięg – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Rafał Znyk, dyrektor MINI Polska.

Według McKinsey’a potencjał rynku mikromobilności w samej Europie sięga 100–150 mld dol. Z kolei według ubiegłorocznego badania PSPA i firmy doradczej PwC producenci samochodów elektrycznych w bieżącym i 2020 roku prognozują 100-proc. wzrost dynamiki sprzedaży rok do roku.

Pierwszy elektryk MINI pojawi się w sprzedaży w marcu 2020 roku. Będzie pierwszym małym samochodem z napędem elektrycznym w segmencie premium. Model jest wyposażony w silnik elektryczny o mocy 184 KM i akumulator litowo-jonowy zapewniający zasięg od 235 do 270 km.

Pierwszy w pełni elektryczny MINI Cooper SE jest samochodem typowo miejskim. Pozwala przemieszczać się po mieście do 270 km na jednym ładowaniu baterii. Jest to auto nadające się nawet dla małej rodziny, ponieważ jego funkcjonalność jest taka sama, jak w samochodzie z silnikiem spalinowym. Dzięki bateriom pod podłogą samochodu zachowaliśmy jego pełną funkcjonalność, pojemność bagażnika i ilość miejsca w środku, poprawiły się też właściwości jezdne, ponieważ środek ciężkości tego auta jest niżej. Frajda z jazdy tym samochodem jest jeszcze większa, ponieważ jest bezemisyjny – przekonuje Rafał Znyk.

Jak podkreśla Rafał Znyk, na polskim rynku MINI skupi się na zagwarantowaniu jak najlepszej oferty klientom flotowym i korporacyjnym, których w późniejszym terminie obejmie rządowy program dopłat dla elektryków. Jak na razie, od 19 listopada zostały nim objęte osoby fizyczne (klienci indywidualni), które mogą uzyskać dofinansowanie w wysokości 30 proc. (ale nie więcej niż 37,5 tys. zł) do zakupu elektrycznego samochodu, którego cena nie przekracza 125 tys. zł.

Co trzeci Polak kupi świąteczne prezenty w internecie. Zdecydowana większość wybierze płatność online

Chociaż to w sklepach stacjonarnych wydamy większość świątecznych budżetów, to udział zakupów online rośnie z roku na rok o ok. 5 proc. – wynika z badania Deloitte nt. gwiazdkowych wydatków. Co trzeci badany zamierza kupić prezenty przez internet, płacąc głównie kartą lub cyfrowymi portfelami. W tym roku mogą paść kolejne rekordy transakcyjne, co pokazał już ruch w e-sklepach podczas Black Friday. W systemie Paybynet średnia płatność wynosiła tego dnia 225 zł, czyli o 19 proc. więcej niż w październiku, a łączna wartość transakcji była prawie o połowę większa niż przed rokiem.

  W 2018 roku w Black Friday wzięło udział 59 proc. Polaków, natomiast w tym roku szacuje, że ta liczba dobiła już do 68 proc. Szacuje się, że wydaliśmy w ciągu tego dnia ponad 2 mld zł. To przekłada się również na dane z naszego systemu płatności internetowych Paybynet, ponieważ średnia wartość koszyka wynosiła ponad 225 zł i była ona wyższa o 19 proc. niż w przypadku innych dni, które poprzedzały okres gorących wyprzedaży [189 zł – red.] – mówi agencji Newseria Biznes Przemysław Soboń, dyrektor linii biznesowej płatności internetowe w Krajowej Izbie Rozliczeniowej.

Z danych platformy Picodi wynika, że w czarnopiątkowych wyprzedażach przodują kobiety – aż 77 proc. deklarowało, że skorzysta z niższych cen (przy 65 proc. mężczyzn). Choć panie kupują nieco więcej niż panowie (odpowiednio 3,9 i 3,4 produktów), to mężczyźni wydają w Black Friday dwukrotnie więcej niż kobiety. Przeciętna Polka jest gotowa wydać 476 zł, natomiast Polak – 877 zł. Wynika to przede wszystkim z rodzaju zakupów. Mężczyźni najchętniej kupują elektronikę, a kobiety – odzież i buty.

 Black Friday to nie jest jedyna okazja do tego, abyśmy mogli dokonać zakupów na preferencyjnych warunkach cenowych. Obecnie sprzedawcy oferują swoje produkty już często dzień czy dwa dni przed umownym Czarnym Piątkiem i trwają one przeważnie kilka dni. Mamy również Cyber Monday, a potem również dodatkowe wyprzedaże, które związane są z okresem przedświątecznym – zauważa Przemysław Soboń.

W ubiegłym roku promocje związane z Czarnym Piątkiem zdecydowanie bardziej zachęcały Polaków do zakupów niż przeceny oferowane w Cyber Monday. W ubiegłym roku w czasie wyprzedażowego poniedziałku wydaliśmy średnio 160 zł, w tym 208 zł – to wzrost o 30 proc.

Analitycy Picodi wskazują, że choć piątkowa wyprzedaż nie jest jedyną listopadową promocją (wyprzedaże 11 listopada, czyli Dzień Singla), to wśród osób, które miały zamiar z nich skorzystać, 86 proc. wskazało na Black Friday. Niemal połowa badanych (47 proc.) zakupy podczas piątkowej wyprzedaży robi przez internet.

– Obecna technologia pozwala na przygotowanie systemów płatności na bardzo dużą wydajność klientów. Wszyscy operatorzy, którzy oferują takie rozwiązanie na rynku, nauczeni doświadczeniem lat poprzednich, są przygotowani na takie sytuacje. Dziś obsługa tak dużego ruchu nie stanowi najmniejszego problemu dla tak wydajnych systemów informatycznych, jakie posiadamy – mówi Soboń.

Z raportu „E-commerce w Polsce. Gemius dla e-Commerce Polska” wynika, że 62 proc. internautów kupuje online. To o 6 pkt proc. więcej niż jeszcze w 2018 roku. Jako zalety e-zakupów Polacy wskazują możliwość kupowania w każdym momencie (75 proc.), brak konieczności jechania do sklepu (72 proc.) oraz nieograniczony czas wyboru (68 proc.). Według internautów e-sklepy dają coraz większe możliwości wyboru produktów niż sklepy tradycyjne. E-zakupy są też wygodniejsze, łatwiejsze i często tańsze.

– Wartość rynku e-commerce szacuje się na ok. 51 mld zł, a liczbę osób korzystających z różnych zakupów na ponad 28 mln. Płatności nie dokonujemy już wyłącznie przez stronę internetową, kupujemy również przez aplikacje na naszych smartfonach, media społecznościowe. Przekłada się to również na wzrost liczby transakcji. Porównując rok 2018 do 2019, liczba transakcji w systemie Paybynet wzrosła o ponad 28 proc., natomiast ich wartość o ponad 44 proc. – wylicza Przemysław Soboń.

Paybynet to system płatności internetowych dostępny 24 godziny na dobę, dzięki któremu płatności przekazywane są bezpośrednio z konta klienta na konto e-sklepu.

W Polsce ok. 180 tys. osób jest leczonych na schizofrenię. Prawie połowa z nich całkiem wycofuje się z życia społecznego

0

Schizofrenia to jedna z najcięższych i najbardziej stygmatyzujących chorób z obszaru zdrowia psychicznego. W Polsce ok. 180 tys. pacjentów jest leczonych z jej powodu, choć faktyczna liczba chorych może być dużo wyższa. Stereotypowy obraz schizofrenii to osoba z urojeniami i omami, często nieprzewidywalna i nadmiernie pobudzona. Dotyczy to jednak tylko około połowy chorych. Druga połowa cierpi na schizofrenię z przeważającymi objawami negatywnymi. Osoby te całkiem wycofują się z życia zawodowego i społecznego, są aspołeczne, wycofane emocjonalnie i obojętne na świat zewnętrzny. Lekarze podkreślają, że w poprawie jakości życia tej grupy pacjentów ważna jest świadomość występowania objawów negatywnych, ich odpowiednia diagnoza i terapia.

W Polsce ze schizofrenią żyje około 250 tys. osób, spośród których ok. 180 tys. jest leczonych farmakologicznie i korzysta ze świadczeń opieki zdrowotnej. Jednak ze względu na osoby niezdiagnozowane i niekorzystające z pomocy medycznej rzeczywista liczba chorych może sięgać nawet 400 tys. – wynika z raportu społecznego „Schizofrenia z objawami negatywnymi. Obciążenie chorobą pacjentów i ich bliskich”, objętego patronatem przez Polskie Towarzystwo Psychiatryczne.

W tej grupie pacjentów [180 tys. osób – przyp. red.] około połowa wykazuje dość intensywne objawy negatywne, czyli m.in. wycofanie społeczne, apatię, izolację – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes prof. dr hab. n. med. Agata Szulc z Kliniki Psychiatrycznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i Mazowieckiego Specjalistycznego Centrum Zdrowia w Pruszkowie.

Objawy schizofrenii dzieli się na dwie grupy: pozytywne (wytwórcze) i negatywne (ubytkowe). Objawy pozytywne to m.in. urojenia czy omamy, niemające odzwierciedlenia w rzeczywistości. Te są łatwiejsze do zdiagnozowania i bardziej zauważalne, bo pacjent z objawami psychotycznymi bardziej zwraca na siebie uwagę.

Przeważające objawy negatywne w schizofrenii to m.in. awolicja, czyli niezdolność do działania, apatia czy asocjalność, która powoduje, że pacjent wycofuje się z życia społecznego, zamyka się w sobie, nie ma potrzeby pełnienia ról społecznych. Następną jest anhedonia, czyli niezdolność do przeżywania przyjemności. O ile w innych jednostkach chorobowych, np. w depresji, jest to cecha przemijająca, o tyle w schizofrenii z dominującymi objawami negatywnymi może trwać przez całe życie – mówi prof. dr hab. n. med. Jerzy Samochowiec z Katedry i Kliniki Psychiatrii Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie.

Pacjenci z objawami negatywnymi w schizofrenii wycofują się zupełnie z życia społecznego: nie wychodzą z domu, wypadają z ról społecznych, wycofują się z życia towarzyskiego.

Występuje niezdolność do okazywania afektu, mówieniu o swoich odczuciach: czyli „nie przeżywam, nie pokazuję emocji na zewnątrz”. Inna osoba, rozmawiając z chorym na schizofrenię z dominującymi objawami afektywnymi, będzie mieć poczucie, że on/ona go w ogóle nie słucha, nie jest zainteresowany/a albo nie jest w stanie zrozumieć, o czym jest rozmowa – mówi prof. Jerzy Samochowiec. – Wśród negatywnych objawów występuje też alogia, czyli niezdolność do logicznego budowania zdań, niezdolność do mówienia o pewnych rzeczach, wynikająca m.in. z mniejszego zasobu słów u pacjenta w toku choroby.

Osoby, które zachorowały w młodości, nie mając wyrobionej rutyny samodzielnego funkcjonowania, nie skończą studiów, nie rozpoczną pracy zawodowej i nie nawiążą żadnych bliskich relacji z drugim człowiekiem. Potrzebują stałej mobilizacji, zachęty i wsparcia w wykonywaniu codziennych czynności, jak choćby higiena osobista czy przygotowanie posiłków. Co istotne, schizofrenia z objawami negatywnymi jest trudniejsza do zdiagnozowania, bo jej symptomy są często bagatelizowane przez otoczenie i utożsamiane np. z lenistwem pacjenta.

Schizofrenia z ostrymi objawami przebiega bardzo burzliwie, ale też się cofa i wtedy pacjent może funkcjonować normalnie, wchodząc w swoje role zawodowe i społeczne. Natomiast w przypadku objawów negatywnych takiego happy endu nie ma – mówi prof. Jerzy Samochowiec – Jeżeli tej choroby się nie leczy, nie rehabilituje, te objawy powoli narastają, narastają dysfunkcje poznawcze, pojawiają się objawy rezydualne. Lekarze mogą jednak powiedzieć, że tę grupę pacjentów ciężko się leczy, ponieważ nie przychodzą na umówione wizyty, więc trudno o efekty i powstaje błędne koło niemożności.

Jak wynika z raportu „Schizofrenia z objawami negatywnymi. Obciążenie chorobą pacjentów i ich bliskich”, ponad 80 proc. chorych z objawami negatywnymi mieszka z opiekunami, a jeżeli zabraknie bliskich, mogą zostać dotknięci bezdomnością. Wśród całej populacji pacjentów cierpiących na schizofrenię około 20,5 tys. osób spełnia ścisłe kryteria przeważających i przetrwałych objawów negatywnych, czyli z wyraźnie zaznaczonymi objawami negatywnymi, które utrzymują się od co najmniej sześciu miesięcy. Zakres samodzielności takich pacjentów jest niewielki – tylko 21 proc. jest aktywnych zawodowo (z czego 9 proc. w ramach pracy chronionej) i jedynie co trzeci jest w stanie samodzielnie chodzić na wizyty do lekarza psychiatry.

Oczywiście statystyki mówią, że ok. 20 proc. takich pacjentów mieszka samodzielnie, co trzeci idzie sam do lekarza, natomiast jest to olbrzymia praca rodziny i cierpliwego, pokornego terapeuty. Rokowania są lepsze, gdy pacjenci uczęszczają stale na terapie i mają opiekunów, którzy pilnują stałego przyjmowania leków – podkreśla prof. Jerzy Samochowiec.

Najlepsze wyniki leczenia osiąga się, łącząc farmakoterapię z rehabilitacją i leczeniem środowiskowym – mówi prof. Agata Szulc. – O ile farmakologicznie nieźle radzimy sobie z ostrymi objawami psychozy, o tyle objawy negatywne są trudne do leczenia. W tej chwili leczenie farmakologiczne nie jest satysfakcjonujące i nie spełnia wszystkich potrzeb. A ono jest potrzebne po to, żeby pacjent mógł skorzystać z rehabilitacji. On musi na nią przyjść, być zainteresowany, chcieć przynajmniej trochę współpracować, a właśnie pacjenci z objawami negatywnymi rzadko takie chęci wykazują. To jest główny problem.

Jednak – jak podkreśla konsultant krajowy w dziedzinie psychiatrii prof. dr hab. n. med. Piotr Gałecki – zmiany wdrażane od roku w ramach Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego wpisują się w potrzeby chorych na schizofrenię z przeważającymi i przetrwałymi objawami negatywnymi.

Po roku funkcjonowania Centrów Zdrowia Psychicznego (CZP) wiemy już, że znacząco wzrosła liczba porad ambulatoryjnych, porad w Zespole Leczenia Środowiskowego, a spadła liczba i długość hospitalizacji. CZP wychodzą naprzeciw potrzebom pacjentów z negatywnymi objawami schizofrenii. Taki pacjent jest aspołeczny, wycofany, apatyczny, najchętniej przebywałby w domu sam, bez potrzeby interakcji społecznej, i nagle pojawia się u niego lekarz, pielęgniarka środowiskowa czy terapeuta, którzy rozpoznają jego potrzeby, rozpoznają, jakie leczenie jest niezbędne, żeby mu pomóc. Koordynator leczenia w CZP decyduje o tym, jak często pojawia się u niego ktoś z zespołu leczenia środowiskowego – mówi prof. Piotr Gałecki.

Lekarze podkreślają, że dla poprawy jakości życia tej grupy pacjentów ważna jest przede wszystkim większa świadomość występowania objawów negatywnych w schizofrenii i tego, że choroba może mieć również drugie oblicze – pacjenta wycofanego, obojętnego na świat zewnętrzny.

Potrzebna jest ściślejsza współpraca z opieką społeczną i przede wszystkim – większa świadomość społeczna. Przez jej brak pacjenci, którzy cierpią na schizofrenię z objawami negatywnymi, znacząco później mają pierwszy kontakt z lekarzem psychiatrą niż pacjenci ze schizofrenią bez takich objawów – mówi prof. Piotr Gałecki.

Wideo 360 stopni to już standard na rynku. Kamery VR mogą być przyszłością kinematografii, a sztuczna inteligencja pozwoli błyskawicznie montować filmy nawet na smartfonie

Rynek kamer sportowych, nieruchomości czy amatorskiego fotografowania przeszedł już na filmowanie w 360 stopniach. Rejestrowanie obrazu dookoła pozwala na immersyjne przeżycia i zanurzenie się w przekazywanej treści. Handlowcom pomaga to przenieść klienta do oferowanej inwestycji, nawet jeśli nie zostały jeszcze wylane pod nią fundamenty. W tej chwili producenci skupiają się przede wszystkim na ułatwianiu obsługi coraz bardziej zaawansowanych kamer, w czym pomaga m.in. sztuczna inteligencja. Kamery VR mogą być z kolei przyszłością kinematografii.

– Magia kamer o kącie widzenia 360 stopni polega na tym, że mogą uchwycić wszystko. Łącząc taką kamerę z funkcjami najwyższej jakości stabilizacji oraz niewidzialnego selfie sticka, można wykonywać niezwykle efektowne zdjęcia i filmiki. Kamery sportowe powinny umożliwiać ich użytkownikom filmowanie dowolnych chwil z życia, pozwalając na cieszenie się nimi, uprawianie sportów w najlepszy możliwy sposób bez martwienia się o kwestie techniczne – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Max Richter, dyrektor marketingu Insta360.

Na rynku fotografowanie w 360 stopniach staje się standardem. Pojawia się coraz więcej zaawansowanych urządzeń, potrafiących rejestrować obraz dookoła. Nacisk kładziony jest przede wszystkim na prostotę użytkowania. Firma Ricoh już w 2015 roku wprowadziła na rynek pierwsze urządzenie z linii Theta, a w tym roku wypuściła jego najnowszą odsłonę – Theta SC2. Sprzęt ten opracowano z myślą o fotografach-amatorach i wyposażono w dwa obiektywy 180° rejestrujące obraz w rozdzielczości 4K. Obsługa kamery ogranicza się do wciśnięcia przycisku rejestracji obrazu, cały proces montażu odbywa się automatycznie, Theta SC2 sama składa ujęcia z dwóch matryc w jeden obraz sferyczny.

Potencjał tej technologii doceniła również firma GoPro. Najnowsze GoPro MAX, łączy zalety typowych kamer sferycznych oraz sportowych. W jednym urządzeniu otrzymujemy sprzęt zdolny do rejestracji obrazu sferycznego przy wykorzystaniu dwóch szerokokątnych obiektywów, zaawansowany stabilizator oraz narzędzie do automatycznego łączenia obrazów i edycji nagrań sferycznych. Użytkownik przy tym ma możliwość zaawansowanej obróbki materiału za pośrednictwem aplikacji mobilnej. Oprogramowanie umożliwia przeprowadzenie postprodukcji na smartfonie i błyskawiczne udostępnienie materiału w najpopularniejszych serwisach społecznościowych.

Producenci zaczynają już eksperymentować ze sztuczną inteligencją właśnie na poziomie zarówno samych kamer, jak również oprogramowania.

– Obecnie łatwiej jest wykonać właściwe ujęcie niż podzielić się nim z przyjaciółmi. Dlatego wkładamy wiele wysiłku w tworzenie technologii sztucznej inteligencji do edycji obrazu oraz odpowiednich algorytmów, dzięki czemu użytkownik nie musi trudzić się kwestiami edycji czy doboru odpowiednich ujęć, ponieważ SI wykona te zadania za niego – tłumaczy ekspert Insta360.

Kamery sferyczne coraz chętniej wykorzystywane są także przez profesjonalnych filmowców. Insta360 Titan rejestruje materiały w rozdzielczości 11K. Dzięki wykorzystaniu ośmiu obiektywów szerokokątnych twórcy mogą nagrywać filmy sferyczne w wysokiej, kinowej jakości.

– Insta360 Titan o rozdzielczości 11K jest najwyższej jakości sprzętem na potrzeby produkcji filmów i zdjęć VR. Jej odbiorcami są zatem specjaliści. Znajdują one również zastosowanie np. w produkcjach hollywoodzkich, na potrzeby których wykorzystuje się kamery VR do modyfikacji ujęć lub wykonywania zdjęć pod kątami niemożliwymi do uzyskania przy pomocy tradycyjnych kamer. W Chinach i Korei popularne są również transmisje na żywo w technologii 5G, co jest niezwykle ekscytujące – mówi Max Richter.

Kolejnym rynkiem, na którym kamery 360 stopni mogą się wkrótce zadomowić są wideokonferencje. Inżynierowie Katai zaprojektowali wideokonferencyjną kamerę dookolną BlueJay zintegrowaną z systemem rozpoznawania twarzy. Oprogramowanie automatycznie identyfikuje osoby, które znajdują się w zasięgu obiektywu, po czym wyświetla na całym ekranie wyłącznie uczestników spotkania. System działa w czasie rzeczywistym, dzięki czemu automatycznie przycina kadry i dodaje do streamu kolejne osoby, które wejdą w zasięg kamery. Zastosowań jest znacznie więcej.

– Mamy również profesjonalne kamery VR, które są używane na potrzeby profesjonalistów, np. z branży nieruchomości, do organizacji wirtualnych wizyt na terenie nieruchomości. Nasze produkty znajdują również profesjonalne zastosowanie w oświacie – twierdzi ekspert.

Według analityków z firmy badawczej Research Nester do końca 2024 roku wartość rynku kamer sferycznych wzrośnie do 19 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 34,3 proc.

Przenośne ładowarki w kształcie karty płatniczej pozwalają wydłużyć życie baterii w podróży. Rośnie liczba gadżetów ułatwiających życie poza domem

Miniaturowe pralki, żelazka i odkurzacze, urządzenia utrzymujące łączność nawet przy niedostępnej sieci, namioty drzewne – to tylko przykłady nowych rozwiązań dla podróżników. Specjalna butelka pozwoli oczyścić każdą wodę, nadmuchiwana lampa wytworzy do 16 godzin światła LED, a przenośny hotspot oferuje nieograniczoną usługę LTE w ponad 130 krajach. Główny nacisk kładziony jest jednak ciągle na bycie online, a co za tym idzie – posiadanie przy sobie odpowiednich źródeł zasilania dla smartfona, który stał się centrum naszego życia, nie tylko w podróży.

– Budujemy narzędzia dla współczesnych nomadów, a w XXI wieku telefon znalazł się w centrum naszego życia. Jest czymś więcej niż tylko przyrządem do wykonywania połączeń telefonicznych – pełni funkcję aparatu fotograficznego,  komputera osobistego czy kalendarza, więc utrzymanie odpowiedniego poziomu naładowania jest bardzo istotne. Tworzymy rozwiązania do ładowania telefonu dopasowane do stylu życia użytkownika. Można z nich korzystać w razie potrzeby i nie stanowią obciążenia, kiedy przestają być potrzebne – mówi agencji Newseria Innowacje Noah Dentzel, prezes Nomad Goods.

Na rynku nie brakuje nowoczesnych urządzeń, które ułatwią życie podróżnikom. Mini-podróżne żelazko parowe z 420-watowym silnikiem ma rozmiar myszy komputerowej. Torba Scrubba to kieszonkowa torba, która dzięki zaledwie 2 litrom wody i odrobinie płynu pomoże zrobić pranie w dowolnym miejscu. VAGO to automatyczna pompa próżniowa, która usuwa całe powietrze z walizki, zagęszczając ubrania do połowy ich wielkości.

Przenośne butelki w 15 sekund oczyszczą każdą wodę, nadmuchiwana lampa LuminAID po 6-7 godzinach ładowania na słońcu wytwarza do 16 godzin światła LED, ważąc przy tym zaledwie 56 gramów. Skyroam Solis, czyli mobilny hotspot oferuje z kolei nieograniczony internet 4G w ponad 130 krajach na świecie.

Wszystkie te urządzenia, zwłaszcza w podróży, potrzebują jednak źródła zasilania. Dlatego nie brakuje gadżetów, które przedłużają życie baterii.

– Stale rośnie liczba osób, które prowadzą cyfrowy styl życia, będąc w ruchu. Nasze telefony stają się tym samym coraz ważniejsze, więc musimy chronić je przed rozładowaniem. Ponieważ takie urządzenia zużywają coraz więcej energii, zawsze przyda się kolejne narzędzie do ich ładowania – przekonuje Noah Dentzel.

Nomad Goods produkuje akcesoria dla elektroniki użytkowej – m.in. przewody do ładowania, przenośne zestawy akumulatorów i ładowarki. ChargeCard to super cienka ładowarka USB, która zmieści się w każdym portfelu.  Chargekey ma z kolei rozmiar klucza domowego, więc pasuje do niemal każdego pęku kluczy. Działa podobnie jak standardowy kabel USB do ładowania smartfona z dowolnego portu USB. Stacja bazowa Pro, dzięki zintegrowanemu bezprzewodowemu ładowaniu Air FreePower, umożliwia łatwe ładowanie. Algorytmy FreePower szybko lokalizują urządzenie i ładują do 3 urządzeń w jednym momencie.

– Praca staje się w coraz większym stopniu częścią naszego życia. Niezależnie od tego, czy chodzi o sprawy zawodowe, czy osobiste, telefon daje nam możliwość pozostawania w kontakcie, np. odbieranie maili czy zachowanie kontaktu z dziećmi podczas podróży biznesowej, dlatego posiadanie stale naładowanego telefonu jest kluczowe, jeśli chodzi o życie pełnią życia – wskazuje Noah Dentzel.

Pomoc dla zadłużonych – gdzie jej szukać?

Spirala zadłużenia to stan, w którym sięgamy po kolejne pożyczki na spłatę poprzednich. Gdzie w takiej sytuacji szukać pomocy dla zadłużonych? Warto pomyśleć o pożyczce od rodziny. Nie niesie ona ze sobą żadnych opłat. Możemy również sięgnąć po chwilówki bez BIK i KRD, a także pożyczkę ratalną. Pamiętajmy jednak, że przy niekorzystnej historii finansowej będzie od nas wymagane zabezpieczenie transakcji. Jakie może mieć formy?

Spirala zadłużenia – najczęstsze przyczyny

Coraz więcej osób decyduje się na wzięcie pożyczki, aby zrealizować swoje marzenia czy pokryć niespodziewane wydatki. Niestety istnieją osoby, które nie wywiązują się z podpisanej z pożyczkodawcą umowy i nie spłacają w terminie zobowiązań finansowych. Zaciągając kolejne pożyczki na spłatę poprzednich wpadają w spiralę zadłużenia. Jakie są jej najczęstsze przyczyny?

  • podpisywanie umów bez zapoznania się z jej treścią;
  • zgoda na warunki, które trudno będzie klientowi spełnić;
  • wzięcie pożyczki w kwocie przewyższającej możliwości finansowe;
  • nieterminowe regulowanie płatności za pożyczkę;
  • brak kontaktu z pożyczkodawcą w trakcie problemów ze spłatą pożyczki;
  • utrata pracy i niepoinformowanie o tym pożyczkodawcy;
  • wybór kosztownego zobowiązania.

Kumulacja zobowiązań i brak możliwości ich uregulowania sprawiają, że czujemy się upokorzeni i nie chcemy dzielić się problemem z innymi. Często jest to jednak jedyna droga wyjścia z trudnej sytuacji.

Pomoc finansowa dla zadłużonych

Jeśli nie chcemy, aby nasi bliscy dowiedzieli się o naszych problemach finansowych, możemy skorzystać z szybkich pożyczek online dla osób zadłużonych. Gdzie szukać pomocy finansowej online? Wystarczy znaleźć w sieci ranking pożyczek bez BIK i KRD i znaleźć ofertę odpowiadającą naszym możliwościom. Możemy wybrać szybką chwilówkę, która udzielana jest bez zaświadczeń. Pożyczkodawca nie sprawdzi więc dokładnego miejsca naszej pracy oraz wysokości dochodu. Jego wartość musimy jednak podać w specjalnym oświadczeniu. Chwilówki przyznawane są od 18 roku życia. Często wypłata pieniędzy następuje nawet w kilkanaście minut po rozpatrzeniu wniosku pożyczkowego. Zastrzyk gotówki możemy więc mieć na koncie nawet tego samego dnia. Pomocą dla zadłużonych może być także pożyczka ratalna dostępna np. w https://askredyt.pl/. Nie dostaniemy jej jednak w momencie, gdy nasza historia finansowa wygląda fatalnie. W takiej sytuacji nasz wniosek zostanie odrzucony lub zostaniemy poproszeni o zabezpieczenie transakcji. Najczęściej stosowaną formą ochrony finansów jest ich ubezpieczenie, zastaw wartościowej rzeczy lub poręczenie wypłacalności klienta przez osobę trzecią. Musimy jednak pamiętać, że wzięcie kolejnej pożyczki to powiększenie naszego długu. Jeśli nie mamy pewności co do jego terminowej spłaty, nie warto ryzykować. Ważne: bank nie udzieli nam kredytu ze złą zdolnością finansową. Warto więc jeszcze przed złożeniem wniosku wiedzieć, jakie warunki należy spełnić, aby otrzymać kredyt w tej instytucji.

Pożyczka od rodziny – sposób na wyjście z długów

Jeśli nie chcemy wiązać się kolejną umową, warto pomyśleć o pożyczce od rodziny. Bliscy z pewnością mają odłożone pieniądze na czarną godzinę i pomogą nam wyjść ze spirali zadłużenia. Pamiętajmy jednak, że tylko pożyczka do kwoty 9637 zł będzie całkowicie darmowa. Pożyczając na wyjście z długów powyżej tej kwoty, będziemy musieli zapłacić podatek. Zwolnieni z opłaty będziemy w momencie, gdy transakcja następuje między osobami należącymi do pierwszej grupy podatkowej. Należą do niej:

  • rodzeństwo;
  • zięciowie;
  • teściowie;
  • synowe;
  • małżonkowie;
  • zstępni;
  • wstępni;
  • macochy;
  • ojczymowie;
  • pasierbowie.

Często wyjście z długów możliwe jest tylko dzięki naszym bliskim, dlatego warto skorzystać z ich pomocy.

Biuro Rzecznika Praw Dłużnika – pomoc dla zadłużonych z komornikiem

Pomoc dla zadłużonych z komornikiem niesie również Biuro Rzecznika Praw Dłużnika. Osoby, które mają na swoim koncie zadłużenie, mogą skontaktować się z pracownikami instytucji i zaczerpnąć darmowej porady finansowej. Co oferuje Biuro Rzecznika Praw Dłużnika?

  • bezpłatną pomoc dla osób zadłużonych;
  • porady finansowe udzielane przez fachowców;
  • anonimowość i indywidualne podejście do sprawy;
  • bezpłatną infolinię.

Biuro Rzecznika Praw Dłużnika może nam pomóc podjąć ważne kroki w związku z aktualnymi zobowiązaniami finansowymi. Aby skontaktować się z przedstawicielami instytucji, wystarczy zadzwonić pod numer: 800 889 988.

Jak nie wpaść w pętlę zadłużenia?

Pożyczki nie oznaczają długów, jeśli po dodatkowe pieniądze sięgamy odpowiedzialnie. Poniżej znajduje się kilka wskazówek, dzięki którym nie wpadniemy w pętlę zadłużenia.

    1. Wybierz ofertę dopasowaną do swoich możliwości finansowych – w ten sposób nie obciążysz domowego budżetu;
    2. Pilnuj terminu spłaty zadłużenia – dzięki temu nie zostaną Ci naliczone odsetki;
    3. W razie problemów ze spłatą skontaktuj się z pożyczkodawcą – wspólnie możecie znaleźć rozwiązanie niekorzystnej sytuacji;
    4. Nie pożyczaj, jeśli wiesz, że nie uregulujesz na czas pożyczki – pomoże Ci to uniknąć ewentualnych kłopotów finansowych.

Co w sytuacji, gdy jesteśmy już posiadaczami pożyczki? Warto wtedy pomyśleć o dodatkowym dochodzie, który pozwoli nam spłacić zadłużenie. Możemy również wnioskować w pracy o podwyżkę lub pójść na ugodę z pożyczkodawcą. W ten sposób zyskamy dodatkowy czas na regulację płatności.

Komentarz PKN ORLEN do artykułu Gazety Wyborczej „Orlen chce wchłonąć Energę. Opozycja: „Fatalna wiadomość dla Pomorza”

Informujemy, że nie są prawdziwe wypowiedzi polityków zawarte w artykule pt. „Orlen chce wchłonąć Energę. Opozycja: „Fatalna wiadomość dla Pomorza” autorstwa red. Michała Tokarczyka, który ukazał się na łamach portalu trójmiasto.wyborcza.pl w dniu 06.12.2019 r.

W odniesieniu do stwierdzenia cytowanej w publikacji Pani Agnieszki Pomaski że „Wykorzystywanie spółki do celów politycznych jest niedopuszczalne!” pragniemy przypomnieć, że PKN ORLEN jest spółką prawa handlowego z udziałem Skarbu Państwa, która prowadzi działalność na rzecz Akcjonariuszy i przed nimi odpowiada. PKN ORLEN obowiązują takie same prawa i obowiązki, jak inne spółki akcyjne.

Nie jest też prawdą stwierdzenie zawarte w cytacie Pani Agnieszki Pomaski, że „Orlen (…) nie przedstawił żadnych analiz, które uzasadniałyby takie posunięcie”.

Wezwanie do sprzedaży 100 proc. akcji Grupy ENERGA poprzedziły szczegółowe analizy, dotyczące  zarówno synergii, jak i ryzyk związanych z transakcją. Korzyści wynikające z transakcji zostały przedstawione mediom i opinii publicznej w prezentacji, która jest dostępna na stronie internetowej spółki: https://www.orlen.pl/PL/BiuroPrasowe/Strony/ORLEN-og%C5%82osi%C5%82-wezwanie-na-akcje-Grupy-ENERGA.aspx

Ponadto szczegółowe warunki i założenia transakcji zostały zaprezentowane podczas konferencji prasowych zorganizowanych w Warszawie i Gdańsku. W dniu 06.12.2019 r. odbyło się także spotkanie Daniela Obajtka, Prezesa Zarządu PKN ORLEN z przedstawicielami Związków Zawodowych Grupy ENERGA, które przebiegało w dobrej i konstruktywnej atmosferze.

Nie jest również prawdą stwierdzenie Pani Agnieszki Pomaski, że „(…)to nie jest decyzja korzysta dla Pomorza. Rząd wyprowadza z Gdańska dużą spółkę, która płaci tutaj podatki.”
Transakcja jest wyłącznie decyzją biznesową i jest korzystna, zarówno dla PKN ORLEN, Grupy ENERGA, jak i ich Akcjonariuszy i Konsumentów. Z punktu widzenia podatkowego, Grupa ENERGA zachowa pełną odrębność. To oznacza dalsze wpływy do regionalnego budżetu na identycznych zasadach jak to się dzieje dzisiaj. Wystarczy spojrzeć na historię przejęć Grupy ORLEN w ostatnich latach. Zarówno wykupiony przez PKN ORLEN włocławski ANWIL, jak i czeski Unipetrol zachowały swoją odrębność. Co więcej są konsekwentnie rozwijane, a realizowane inwestycje znacząco wzmacniają ich rynkową pozycję.
Przejęcie kapitałowe Grupy ENERGA przez PKN ORLEN to także szansa dla pracowników gdańskiej spółki.  Zwiększą się bowiem ich możliwości rozwojowe, dzięki zatrudnieniu w silnej, zdywersyfikowanej, międzynarodowej Grupie. PKN ORLEN jest jedną z niewielu o tak szerokiej obecności międzynarodowej, rozpoznawalnej marce oraz potencjale inwestycyjnym.

Wejście do zintegrowanej Grupy to olbrzymia szansa rozwojowa dla Grupy ENERGA. Tworzenie koncernów multi-utility wpisuje się w megatrendy i działania realizowane przez inne, międzynarodowe koncerny z branży paliwowej. Dywersyfikacja źródeł przychodów zwiększa bowiem odporność spółki na wahania rynkowe i zmiany w otoczeniu makroekonomicznym. W ten sposób budowana jest dodatkowa wartość dla Klientów i Akcjonariuszy. W tym kierunku swoją działalność biznesową rozwijają od lat  regionalni gracze – konkurenci Grupy ORLEN, jak MOL, OMV, Repsol, a także światowi giganci, jak BP, Shell czy Total.

Z kolei cytowana w publikacji Pani Jolanta Banach twierdzi, że „budowa kolejnych farm nie wymaga konsolidacji dwóch dużych spółek”. Połączenie potencjału inwestycyjnego oraz wspólnych kompetencji PKN ORLEN i Grupy ENERGA umożliwią realizację projektów w ramach źródeł odnawialnych na zdecydowanie szerszą skalę. Grupa ENERGA będzie mogła połączyć kompetencje w budowie i eksploatacji farm wiatrowych z opisanym potencjałem PKN ORLEN. Należy też pamiętać, że inwestycja w morską energetykę wiatrową to koszty rzędu kilkunastu miliardów złotych. Grupa ENERGA takich pieniędzy nie posiada, a dzięki tej transakcji będzie mogła uczestniczyć w budowie tak znaczącego przedsięwzięcia.

Czytelników wprowadza również w błąd stwierdzenie Pani Jolanty Banach, że w transakcji  „Chodzi tylko o jedno – wsparcie nierentownej Elektrowni Ostrołęka, której udziałowcem jest Energa. Z jednej strony prezes Obajtek mówi o kolejnych inwestycjach w OZE, a z drugiej – zamierza inwestować w szkodliwą dla środowiska energetykę węglową. To nieszczere intencje.” To nieprawda. Jak poinformował PKN ORLEN podczas spotkań z mediami i przedstawicielami Związków Zawodowych Grupy ENERGA, decyzje dotyczące wszystkich strategicznych projektów Grupy ENERGA, w tym dalszego rozwoju projektu „Ostrołęka C” podjęte zostaną po finalizacji transakcji i przeprowadzeniu szczegółowej analizy projektu.

Nie są również prawdą stwierdzenia zawarte w wypowiedzi Pana Tadeusza Aziewicza, że „Wezwanie Orlenu uderza w jeden z fundamentów pomorskiej gospodarki, bo suwerenność Energi, podobnie jak Lotosu, jest dla rozwoju naszego regionu absolutnie kluczowa.” PKN ORLEN wielokrotnie podkreślał, że jednym z głównych beneficjentów procesu przejęcia Grupy LOTOS będzie Pomorze i jego mieszkańcy. Dzięki wzmocnieniu LOTOSU wzrośnie liczba i skala zamówień, firma wejdzie w nowe obszary działalności i jeszcze bardziej będzie rozwijać te, w których jest już aktywna, m.in. elektromobliność i wydobycie. Siedziba spółki pozostanie w Gdańsku i tu, na takich samych zasadach jak dzisiaj, trafiać będzie część podatków CIT. Budynki Grupy LOTOS wciąż będą użytkowane, więc wpływy z podatków od nieruchomości pozostaną w Gdańsku. Podobnie będzie z redystrybucją dochodów z PIT pracowników do lokalnego samorządu. W przypadku Grupy ENERGA przewidywany jest taki sam scenariusz w odniesieniu do kwestii podatkowych i inwestycji rozwojowych. Zupełnie chybione są też tezy o utracie suwerenności. Przypominamy, że kontrolującym akcjonariuszem PKN ORLEN, LOTOSU oraz Grupy ENERGA jest Skarb Państwa. Budowa czempionów narodowych jest w interesie zarówno Skarbu Państwa jak i lokalnych społeczności, które zyskują dzięki znaczącemu rozwojowi tych podmiotów. Historia PKN ORLEN to historia akwizycji i wieloletniej budowy wartości i międzynarodowej obecności. Dzięki realizowanym akwizycjom zarówno LOTOS, jak i Grupa ENERGA będą brać czynny udział w realizacji strategii budowanego Koncernu mogącego skutecznie rywalizować na arenie międzynarodowej w wielu sektorach gospodarki od petrochemii po źródła odnawialne. To też szansa na trwały wzrost wartości wszystkich podmiotów.

W związku z tym, iż  artykuł pt. „Orlen chce wchłonąć Energę. Opozycja: „Fatalna wiadomość dla Pomorza” zawiera wiele niepopartych faktami spekulacji,  sugestii i insynuacji uderzających w dobre imię, wizerunek oraz renomę PKN ORLEN.

Jaki napływ kapitału na GPW jest możliwy dzięki PPK?

Warszawska giełda jest od 2010 r. nieszczęściem dla inwestorów. Teraz mają ją wzmocnić pieniądze z PPK, ale ich napływ na GPW będzie mniejszy niż początkowo myślał rząd. Nie tylko z powodu słabszego zainteresowania PPK ze strony pracowników.

– Dla wielu inwestorów ostatnia dekada na GPW była koszmarna, od kilku lat nie mamy nawet namiastki hossy – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Jeżeli popatrzymy na to, co dzieje się na Wall Street, to można mieć dużo wewnętrznego żalu. Dziś relacja WIG-20 do indeksu S&P 500 to jest zaledwie ok. 40 proc. tej relacji z 2010 r.

Jedną z istotnych przyczyn jest to, że w indeksie WIG-20 mamy dużo banków i państwowych spółek energetycznych. Inną, odpływ kapitału powiązanego z systemem emerytalnym.

Mogą to zmienić inwestycje Pracowniczych Planów Kapitałowych na GPW. Na giełdę może trafić ok. 60 proc. kapitału PPK.

– Według naszych szacunków dużego napływu kapitału na giełdę należy się spodziewać od 2021 r. – ocenia ekspert XTB. – Wtedy na GPW może napłynąć 6-7 mld zł.

Ta kwota będzie systematycznie rosła, do wysokości 8,5-9 mld zł. w 2025 r.

Największą niewiadomą jest stopa partycypacji w programie. Wiadomo już, że będzie dużo niższa niż zakładał to rząd.

Ale konstrukcja systemu emerytalnego jest te taka, że będzie następował odpływ kapitału z GPW, który XTB szacuje na 3 mld zł rocznie.

GPW Benchmark złożyła wniosek w zakresie WIBID i WIBOR

  • 6 grudnia 2019 r. GPW Benchmark złożyła do Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) wniosek o udzielenie zezwolenia na pełnienie funkcji administratora w zakresie Stawek Referencyjnych WIBID i WIBOR.
  • Wskaźnik WIBOR, z uwagi na systemowe znaczenie dla rynku finansowego, znajduje się na liście kluczowych wskaźników referencyjnych prowadzonej przez Komisję Europejską, obok wskaźników LIBOR, EURIBOR, EONIA i STIBOR

6 grudnia 2019 r. GPW Benchmark, zgodnie z harmonogramem, złożyła do KNF wniosek o udzielenie zezwolenia na pełnienie funkcji administratora wskaźników referencyjnych stopy procentowej, w tym kluczowego wskaźnika referencyjnego. Do wniosku została załączona pełna dokumentacja Stawek Referencyjnych WIBID i WIBOR, dostosowana do Rozporządzenia o Wskaźnikach Referencyjnych.

– Złożenie do KNF dostosowanej do Rozporządzenia BMR dokumentacji dotyczącej wskaźników WIBID i WIBOR jest efektem prac prowadzonych przez GPW Benchmark w ścisłej współpracy z sektorem bankowym i w konsultacji z instytucjami publicznymi, od chwili przejęcia kontroli nad opracowywaniem stawek, czyli od 30 czerwca 2017 r. – mówi Aleksandra Bluj, Wiceprezes Zarządu GPW Benchmark.

Stawki referencyjne WIBID i WIBOR obecnie korzystają z okresu przejściowego, który trwa do momentu wydania przez KNF decyzji o udzieleniu zezwolenia, pod warunkiem złożenia wniosku przed 1 stycznia 2020 r. Dzięki temu zostanie zachowana ciągłość możliwości stosowania stawek WIBID i WIBOR przez podmioty nadzorowane w umowach i instrumentach finansowych, zarówno zawartych przed 1 stycznia 2020 r., jak i tych, które będą zawierane po tej dacie.

– Dziękujemy wszystkim zaangażowanym w ten wymagający etap procesu dostosowywania Stawek Referencyjnych WIBID i WIBOR. Złożenie wniosku nie kończy procesu dostosowania. Przed nami etap postępowania administracyjnego, składania ewentualnych uzupełnień i wyjaśnień w jego toku oraz dokonywania zmian na żądanie organu nadzoru. Równolegle będzie się toczyć faza wdrożeniowa wymogów nowej dokumentacji tak w GPW Benchmark, jak i u Uczestników Fixingu. Przed podjęciem decyzji organ nadzoru musi się upewnić, czy wszystko w praktyce działa tak, jak zostało opisane w dokumentach. Rok 2020 będzie zatem czasem jeszcze bardziej wytężonej pracy – dodaje Aleksandra Bluj.

Uczestnikami Fixingu Stawek Referencyjnych WIBID i WIBOR są: Bank Gospodarstwa Krajowego, Bank Handlowy w Warszawie, Bank Millennium, Bank Polska Kasa Opieki, BNP Paribas Bank Polska, Deutsche Bank Polska, ING Bank Śląski, mBank, PKO Bank Polski, Santander Bank Polska.

GPW od samego początku udziela GPW Benchmark szerokiego wsparcia w tym ważnym dla polskiego rynku finansowego procesie. WIBID i WIBOR są dla nas priorytetowe. Cieszymy się, że prace realizowane są terminowo. GPW będzie aktywnie wspierać inicjatywy mające na celu wzmocnienie rynku pieniężnego – mówi Jacek Fotek, Wiceprezes GPW.

Po uzyskaniu zezwolenia w zakresie kluczowego wskaźnika stopy procentowej, jakim jest WIBOR, GPW Benchmark będzie mogła dostarczać rynkowi inne wskaźniki stopy procentowej.

Na stronie www.gpwbenchmark.pl dostępne są niektóre dokumenty dotyczące złożonego wniosku, a także prezentowane są tam już kalkulowane indeksy stopy procentowej, które mogą stać się wskaźnikami alternatywnymi.

Przyszła pora na MIŚ-ie

  • sWIG – indeks małych i średnich spółek odrabia straty
  • Zmiany kadrowe w Pekao S.A. zachwiały kursem banku
  • WIG20 pod kreską

Początek grudnia na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie nie jest satysfakcjonujący dla inwestorów. Polska giełda, w tym roku,  jest jedną z najsłabszych w Europie.

Na WIG20 dominują spadki. Powodem słabej kondycji tego indeksu jest przecena sektora bankowego. Po stanowisku TSUE polskie sądy wydają więcej pozytywnych orzeczeń dla kredytobiorców. Coraz więcej umów może być „odfrankowionych”. Dodatkowo w ubiegłym tygodniu Sąd Najwyższy stwierdził, że kredyt frankowy może zostać przewalutowany i zachować referencyjną wysokość oprocentowania LIBOR. Inwestorzy szybko zareagowali na te decyzję, w związku z czym część banków zaczęła mocno tracić na wartości. Najwięcej straciły PKO BP, Millenium i Santander. Dodatkowo na wycenę sektora bankowego negatywnie wpłynęła również decyzja TSUE w sprawie prowizji pobieranych przy gotówkowych kredytach konsumenckich. Zdaniem Trybunału kredytobiorcy, który spłacili kredyt przed czasem, powinni otrzymać zwrot części opłat i prowizji.

Kolejnym istotnym czynnikiem, który negatywnie odbił się na sektorze finansowym, była niedawna informacja o rezygnacji prezesa Pekao S.A Michała Krupińskiego, oraz dwóch członków zarządu banku: Michała Lehmanna i Piotra Wetmańskiego z pełnionych stanowisk. Przetasowania kadrowe zaskoczyły inwestorów i znacząco odbiły się na kursie spółki.

Dobre wiadomości płyną natomiast z sWIGu, notowania indeksu wzrosły. Wpływ na to mogło mieć kilka czynników. Po pierwsze, zakończył się sezon wyników za trzeci kwartał br. Wiele spółek opublikowało wyniki lepsze od oczekiwanych. Po drugie, możemy mówić o pewnym zjawisku sezonowym, kiedy to na przełomie roku rosną notowania małych i średnich spółek. Wspierająco na notowania wpłynęła również dodatnia projekcja salda kupna i sprzedaży akcji przez OFE,  oraz ruszająca w styczniu kolejna tura PPK.

Szum informacyjny nie pomaga rynkom

  • Brexit już nie straszny, kurs funta umacnia się
  • Spór wokół sytuacji w Honkongu i Sinciang nie wpływa na postęp negocjacji
  • Wskaźniki makroekonomiczne dla strefy euro notują wzrosty

W listopadzie na giełdach dominowały nastroje „risk-on”. Indeksy akcji poszły w górę. Wciąż głównym czynnikiem wpływającym na decyzje inwestorów jest wojna handlowa pomiędzy Pekinem a Waszyngtonem. Inwestorzy otrzymują sprzeczne sygnały dotyczące postępów w negocjacjach. Jednego dnia dowiadujemy się, że strony konfliktu doszły do porozumienia w kluczowych kwestiach, następnego czytamy tweet Prezydenta Donalda Trumpa, że podoba mu się pomysł, aby z umową poczekać do wyborów w przyszłym roku.

Przełomową datą w negocjacjach może okazać się 15 grudnia, kiedy to zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami powinna zakończyć się I faza rozmów. Po tym terminie mają wejść w życie kolejne podwyżki ceł na chińskie towary. Czy tak się stanie, dowiemy są za tydzień. W tej chwili możliwe są dwa scenariusze. Pierwszy to przesunięcie sankcji z połowy grudnia na początek przyszłego roku. Drugi scenariusz przewiduje podpisanie pierwszej fazy porozumienia przed terminem. Oba warianty są realne.

Negocjacje dodatkowo komplikują działania Chin w Hongkongu i Sinciangu. Postępowanie Państwa Środka potępiła Izba Reprezentantów USA, która przyjęła we wtorek ustawę krytykującą działania władz w Pekinie. Chińczycy odpowiedzieli notą dyplomatyczną Ministerstwa Spraw Zagranicznych, oskarżając Stany Zjednoczone o wtrącanie się w wewnętrzne sprawy Chin. Pomimo tego incydentu rozmowy dotyczące zakończenia wojny handlowej są kontynuowane. Wszystko wskazuje jednak na to, że na finał rozmów przyjdzie nam jeszcze poczekać.

Przeciągający się konflikt handlowy nie wpłynął negatywnie na nowojorski indeks S&P500, który w tym roku wzrósł już o 25 proc. Jednoznacznie pozytywnie na stopę zwrotu wpływają działania banków centralnych, które prowadzą ekspansywną politykę monetarną.

W Europie uwagę inwestorów zwracają dwa wydarzenia polityczne. Pierwsze to przedterminowe wybory w Wielkiej Brytanii, które zadecydują o kształcie brexitu. Partia premiera Borisa Johnsona wygrywa w sondażach i wygląda na to, że torysi mogą wygrać wybory. Jeśli te prognozy się potwierdzą, to brexit za porozumieniem stron jest realny. Sondaże, dające zwycięstwo Partii Konserwatywnej, pozytywnie wpłynęły na umocnienie kurs funta

Wskaźniki makroekonomiczne dla strefy euro notują delikatne wzrosty. Drobne odbicie w sektorze przemysłowym widać też w niemieckiej gospodarce. Pojawiają się nawet pierwsze głosy, że widmo recesji mamy już za sobą.

Odejście od bezdeficytowego budżetu w Niemczech?

  • RPP: stopy procentowe pozostaną bez zmian
  • Tempo wzrostu w Polsce zgodne z projekcją
  • Wraca temat stymulusa fiskalnego w Niemczech

Na ostatnim w tym roku posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej podjęto decyzję o utrzymaniu wysokości stóp procentowych na dotychczasowych poziomach. Stopa referencyjna NBP wynosi nadal 1,5 proc. Prof. Adam Glapiński powtórzył, że do końca trwania jego kadencji, czyli do kwietnia 2022 roku, stopy procentowe pozostaną bez zmian. Prezes NBP uważa, że lekkie spowolnienie gospodarcze i wzrost inflacji są przejściowe. Tym samym — jego zdaniem – tempo wzrostu PKB w 2020 roku będzie zgodne z listopadową projekcją i zostanie na poziomie 3,5-4 proc. r/r.

Warto jednak zwrócić uwagę na gołębie nastawienie dwóch członków Rady, profesorów Eryka Łona i Jerzego Żyżyńskiego, którzy nie wykluczają obniżki stóp. Prof. Żyżyński podkreśla, że jeśli osłabienie PKB będzie istotne (poniżej 3 proc.), to pomimo wysokiej inflacji, jest miejsce na obniżkę o 50 pb. Rynek zaczyna ją powoli wyceniać, jednak najbardziej prawdopodobny konsensus, dotyczący oczekiwań co do stóp procentowych sugeruje, że będą one bez zmian w przyszłym i prawdopodobnie w 2021 roku.

Możemy spodziewać się, że w I kw. 2020 roku inflacja przekroczy 3 proc. Najświeższe prognozy są już nawet na poziomie 3,3 proc. – czyli w górnym pasie przedziału celu inflacyjnego RPP.

Inwestorzy zagraniczni zmniejszają pozycję w polskich obligacjach skarbowych

Inwestorzy zagraniczni wciąż sprzedają polskie papiery skarbowe. Od  2018 roku sprzedali już 55 mld obligacji – ok. 10 proc całości obligacji na rynku. Nie wpłynęło to znacząco na rynek długu, ponieważ podaż spotkała się z popytem. Obligacje skarbowe kupiły krajowe banki. Dzisiaj w rękach inwestorów zagranicznych jest 23 proc. wszystkich polskich obligacji na kwotę  155 mld.

Powraca temat luzowania polityki fiskalnej w Niemczech

U naszych zachodnich sąsiadów odbyły się wewnętrzne wybory w partii SPD (Socjaldemokratyczna Partia Niemiec), która rządzi w koalicji z chadeckim blokiem CDU/CSU. Priorytetem działań nowego zarządu partii jest odejście od polityki oszczędności i utrzymywania zrównoważonego budżetu. Nowe władze są też zwolennikami wprowadzenia pakietu klimatycznego oraz silnej podwyżki płacy minimalnej. Koalicjanci CDU/CSU są przeciwni tym zmianom. Reakcją na wygraną lewicowych polityków i napięcie wewnątrz wielkiej koalicji był poniedziałkowy wstrząs niemieckich obligacji. Mamy do czynienia ze spowolnieniem i część analityków uważa, że gospodarka niemiecka powinna wprowadzić stymulus fiskalny. Rośnie również grupa zwolenników postulujących odejście w Niemczech od bezdeficytowego budżetu.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 9.12 – 13.12

Rynki w większości przypadków kontynuują konsolidację, a inwestorzy zachowują ostrożną postawę. Wciąż pozostajemy bez rozstrzygnięć w sporze handlowym, ale z nadziejami na pozytywny finał. Dane makro sugerują odbijanie od dna, ale tempo poprawy nie jest zadowalające. Odczyty w kolejnych dniach przypomną o wyzwaniach czekających w 2020 r. Posiedzenia Fed i EBC nie powinny przynieść zmiany retoryki. Po wyborach w Wielkiej Brytanii oczekuje się zwycięstwa Borisa Johnsona i przyspieszenia prac nad wdrożeniem brexitu.

Przyszły tydzień: FOMC, CPI/sprzedaż z USA, ZEW, EBC, wybory w Wlk. Brytanii, SNB, indeksy zaufania konsumentów i biznesu z Australii

USA

Ostatnim razem Fed przyrzekł powstrzymanie się od zmian w polityce pieniężnej do końca roku i zakładamy, że na najbliższym posiedzeniu (wt-śr) dotrzyma obietnicy. W ujęciu netto od ostatniego razu warunki ekonomiczne uległy nieznacznej zmianie. Silny rynek pracy i poprawa w twardych danych z przemysłu spotkała się z oznakami chwiejności w indeksach koniunktury. Dodatkowo członkowie FOMC w indywidualnych wystąpieniach podkreślali przejście banku w tryb „wait-nad-see”. W związku z powyższym spodziewalibyśmy się niewielkich zmian w prognozach makroekonomicznych, podczas gdy projekcja ścieżki stóp procentowych powinna implikować brak zmian w 2020 r. z utrzymaniem wzrostowego nachylenia w kolejnych latach. Komunikat i konferencja powinny być utrzymane w ostrożnym tonie wskazującym, że w przyszłości obniżki są bardziej prawdopodobne niż podwyżki. Z raportów CPI (śr) i sprzedaż detaliczna (pt) będą najbardziej interesujące, choć w tygodniu z posiedzeniem FOMC tracą na znaczeniu. Wydaje się mało prawdopodobne, aby wydźwięk decyzji FOMC mógł zaszkodzić dolarowi.

Strefa euro

Jeśli wierzyć optymizmu odzwierciedlonemu w notowaniach DAX, indeks ZEW (wt) powinien pokazać dalszą poprawę oczekiwań inwestorów i analityków. Mimo to bez podobnej poprawy w twardych danych makro, wpływ na EUR może być marginalny. Grudzień przyniesie pierwsze posiedzenie Rady EBC z udziałem nowej prezes Christine Lagarde (czw). Nie spodziewamy się zmian w parametrach polityki, a uwaga skupi się na tym, jakie podejście zamierza przyjąć nowa prezes i jak zmieniły się prognozy gospodarcze EBC. Wydaje się za wcześnie, aby Lagarde wprowadzała swój porządek, więc w tym aspekcie niespodzianka może być największa.

Wielka Brytania

W czwartek Brytyjczycy idą do wyborów, które mogą mieć kluczowy wpływ na przyszłość brexitu. Sondaże dają wyraźną przewagę Partii Konserwatywnej i przejęcie kontroli nad parlamentem przez Borisa Johnsona powinno przyspieszyć prace nad opuszczeniem UE do końca stycznia 2020 r. Pod tym kątem zwycięstwo torysów oznacza impuls do wstępnego rajdu funta, choć rozwód z Unią to tylko jedno z wielu trudnych zadań przed nowym rządem, a zatem sprzedaż faktów jest ryzykiem dla notowań GBP nim dobrniemy do weekendu. Wynik implikujący rząd mniejszościowy podniesie ryzyko kolejnego odroczenia brexitu.

Szwajcaria

Ponieważ EUR/CHF od września pozostaje stabilny pomimo nowej ofensywy monetarnej EBC, Szwajcarski Bank Narodowy nie jest zmuszony do naganiającego luzowania. Po grudniowym posiedzeniu (czw) stopy procentowa powinna pozostać na -0,75 proc., a SNB powtórzy mantrę o przewartościowaniu franka.

Polska

Najbliższe dni nie przynoszą odczytów z Polski i złoty pozostanie na pastwie czynników zewnętrznych. Póki utrzymuje się ślepa nadzieja na pozytywne rozstrzygnięcia w sporze handlowych USA-Chiny, aktywa rynków wschodzących są chronione przed presją wyprzedaży. Sądzimy jednak, że z obecnego położenia złoty ma więcej do stracenia niż zyskania, szczególnie jeśli zbliżanie się do świątecznej przerwy będzie skłaniać inwestorów od domykania pozycji.

Australia

W Australii gorszy od oczekiwań odczyt sprzedaży detalicznej i rozczarowujący wkład konsumpcji prywatnej w PKB w III kw. przerzucają uwagę na postawę konsumenta. Pod tym kątem indeks zaufania konsumentów (śr), ale też indeks zaufania biznesu (wt) będą istotne dla notowań AUD w najbliższym czasie. AUD ma za sobą dobre kilka dni, więc jego wrażliwość na słabe dane będzie większa.

Kanada

Zapowiada się ubogi w wydarzenia kalendarz z Kanady (dane z rynku mieszkaniowego – pon), co da czas na porządki po ostatnich zawirowaniach. Neutralne stanowisko Banku Kanady dało impuls do umocnienia CAD, ale fatalny raport z rynku pracy przywrócił dyskusję o złagodzeniu polityki. W krótkim terminie narastanie pesymizmu wobec waluty powinno dominować.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Librexit, czyli Unia ostrożna wobec kryptowalut

Komisja Europejska i Rada Europy we wspólnym oświadczeniu de facto włączyły czerwone światło przed projektami opartymi o stablecoiny, czyli kryptowaluty, których wartość zależy od tradycyjnych aktywów, np. dolarów. Choć w komunikacie nie pada nazwa Facebook ani jego stablecoinowe dziecko – libra, to oświadczenie zostało wywołane właśnie tym produktem – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

W opublikowanym w czwartek komunikacie czytamy m.in., że „…globalne projekty oparte o ustalenia dotyczące stablecoinów nie powinny się rozpocząć, dopóki wszystkie ryzyka i wątpliwości nie zostaną odpowiednio rozwiązane”. Tym samym obawy wyrażane już kilka miesięcy temu przez amerykański Kongres przeniosły się także do Unii Europejskiej.

Strażnicy obecnego porządku finansowego

W komunikacie pada stwierdzenie: „Inicjatywy te [stablecoiny – red.] nie powinny podważać istniejącego porządku finansowego i monetarnego, a także suwerenności monetarnej w Unii Europejskiej”. Podobnie jak Kongres USA, tak też instytucje UE tym bardziej obawiają się takich, gdy stoją za nimi firmy, które potencjalnie byłyby w stanie szybko udostępnić stablecoiny milionom swoich użytkowników czy też – jak w przypadku Facebooka – ponad miliardowi klientów.

Czwartkowy komunikat dotyczy wszystkich projektów opartych o stablecoiny – zarówno przyszłych, jak i aktualnych. Jednak to, że cała sprawa dotyczy przedsięwzięcia, za którym stoi Facebook, da się wywnioskować z fragmentu: „Niektóre ostatnie projekty o wymiarze globalnym nie dostarczyły wystarczających informacji na temat tego, jak dokładnie zamierzają zarządzać ryzykiem i prowadzić swoją działalność”.

To kolejny cios dla ogłoszonej w połowie br. libry. Wcześniej z projektu wycofali się najwięksi partnerzy, m.in. Visy, Mastercard, eBay czy PayPal.

Żeby te plusy nie przesłoniły wam minusów…

UE dostrzegła jednak w stablecoinach także pozytywy dla systemu finansowego. Miałby one dotyczyć sposobów na tanie i szybkie płatności, zwłaszcza transgraniczne. Samo pojawianie tego typu inicjatyw podkreśla, w ocenie Komisji Europejskiej i Rady Europy, „znaczenie ciągłej poprawy ustaleń dotyczących płatności w celu spełnienia oczekiwań rynku i konsumentów”. Niemniej jednak obecnie ponad ew. korzyści Unia zwraca uwagę na ryzyka związane z: ochroną konsumentów, prywatnością, podatkami, bezpieczeństwem cybernetycznym i odpornością operacyjną, praniem pieniędzy, finansowaniem terroryzmu, integralności rynku, zarządzaniem i prawodawstwem.

Uzasadniona miriada obaw, nawet wobec stablecoinów, pokazuje, jak odległa może być powszechna adaptacja do codziennych rozliczeń w zdecentralizowanych kryptowalutach, takich jak np. bitcoin czy ethereum, które nie są poparte żadnymi aktywami. Dziś bardziej prawdopodobne wydaje się wprowadzenie do systemu finansowego scentralizowanych kryptowalut. Agencja Reuters także w czwartek poinformowała, że europejscy ministrowie finansów pochwalili Europejski Banki Centralny „za pracę nad publiczną wirtualną walutą, która może stanowić alternatywę dla inicjatyw prywatnych”.

Bitcoin w locie opadającym?

Coraz większe obawy o stablecoiny Facebooka, odejścia największych partnerów oraz spadek ogólnej ekspozycji kryptowalut w globalnych mediach przyczyniły się w istotny sposób do spadku ceny bitcoina z blisko 14 tys. dol. w połowie br. do ok. 7,4 tys. dol. obecnie.

Notowania najpopularniejszej i największej pod względem kapitalizacji kryptowaluty w dalszym ciągu utrzymują się poniżej 200-dniowej średniej ruchomej ceny (ok. 8,2 tys. dol. wg stanu z 6 grudnia). Wspomniana średnia jest jednym z kluczowych dla inwestorów wskaźników wsparcia, nie tylko w przypadku kryptowalut.

Ostatni raz bitcoin notowany był poniżej tej granicy od końcówki maja 2018 r. do początku kwietnia br. To może utrudniać jakiekolwiek istotne odbicie ceny w górę. Komunikat płynący z UE otwiera wręcz drogę do zwiększenia presji podażowej i głębszego spadku ceny bitcoina do ok. 4-5 tys. dol.

W Polsce Cyber Monday przegrywa z Black Friday

Podczas 4 dni obejmujących dwa marketingowe wydarzenia – Black Friday i Cyber Monday użytkownicy zapłacili BLIKIEM blisko 4 miliony razy, wartość transakcji wyniosła w tym czasie blisko 600 milionów złotych. Analiza danych pokazuje, że polski ecommerce wciąż nie wykorzystuje potencjału marketingowego Cyber Poniedziałku, koncentrując swoje działania promocyjne głównie na Czarnym Piątku. Coraz większe znaczenie w polskim ecommerce ma także chiński Dzień Singla, przypadający na 11 listopada.

Black Friday staje się BLIK Friday

Podczas tegorocznego Black Friday padł rekord transakcji BLIKIEM – było ich łącznie 1,2 miliona, z czego 1 milion zrealizowane w ecommerce. To dwukrotnie więcej niż średnia dzienna liczba transakcji odnotowywana w trzecim kwartale tego roku (śr. 615 tys.).

Tego dnia użytkownicy zrobili zakupy za 211 milionów zł, z czego blisko 150 mln przypadło na zakupy w sieci. – Piątki są zwykle najmniej intensywnym dniem roboczym pod względem liczby transakcji realizowanych BLIKIEM, ich udział tego dnia we wszystkich dniach tygodnia wynosi 13,6 proc. Tak więc siła marketingowa Black Friday skłoniła konsumentów do znacznie  intensywniejszych zakupów w ten konkretny dzień. Jednak analizując dane widzimy, że kolejne trzy dni również były zakupowo bardzo intensywne. W sobotę odnotowaliśmy prawie 800, a w niedzielę blisko 900 tys. transakcji – czyli również powyżej średniej – mówi Monika Król, wiceprezes Polskiego Standardu Płatności, operatora systemu BLIK.

Z roku na rok potencjał marketingowy Black Friday w Polsce rośnie. Liczba transakcji BLIKIEM jest w tym roku większa o 125 proc. a ich wartość o 138 proc. Warto także pamiętać, że specjalne promocje u większości sprzedawców startują już kilka dni wcześniej, a w skrajnych przypadkach zmieniają się w całe „Black Weeks”.

Dla sprzedawców ecommerce nieco rozczarowujące mogą być natomiast dane dotyczące aktywności zakupowej w Cyber Mondey – czyli dzień, w którym tradycyjnie na zachodzie to właśnie sklepy internetowe ruszają do promocyjnej ofensywy. W tym roku użytkownicy zapłacili BLIKIEM w ten dzień w sieci 869 tys. razy i kupili produkty o wartości 106 milionów złotych – o blisko 40 mln mniej niż w Black Friday. W porównaniu rok do roku widać jednak znaczne wzrosty – w liczbie transakcji o 150 proc. a w ich wartości aż o 183 proc.

– Sprzedawcy, dla których głównym kanałem dystrybucji jest internet, jeszcze nie wykorzystują naszym zdaniem potencjału Cyber Poniedziałku, koncentrując się na Czarnym Piątku. Trzeba jednak pamiętać, że wówczas muszą konkurować nie tylko między sobą, ale także ze sklepami stacjonarnymi. Z naszych obserwacji wynika, że nie ma zbyt wielu ofert specjalnych przygotowywanych wyłącznie na poniedziałek – mówi Krzysztof Ziewiec, dyrektor departamentu marketingu i PR w Polskim Standardzie Płatności, operatorze systemu BLIK. – Tymczasem, porównując dane rok do roku widać, że konsumenci polubili te dni marketingowego święta i bardzo zwracają na nie uwagę – dodaje.

Eksperci BLIKA wskazują także na coraz większą popularność w polskim ecommerce, jaką cieszy się chińskie święto zakupowe, czyli przypadający na 11 listopada Dzień Singla. Zapoczątkowany przez platformę Aliexpress dzień specjalnych okazji jest coraz intensywniej wykorzystywany przez inne podmioty. W tym roku podczas Dnia Singla użytkownicy BLIKA zrealizowali w sieci 973 tys. transakcji, z czego jedna trzecia przypadała właśnie na platformę Aliexpress. Łączna wartość zakupów wyniosła tego dnia ponad 95 milionów zł. Rok do roku liczba i wartość transakcji wzrosły trzykrotnie. Porównanie danych pokazuje, że Dzień Singla cieszy się wśród kupujących podobnym zainteresowaniem jak Black Friday i Cyber Monday, a warto zauważyć, że jest o wile mniej nagłaśniany marketingowo.

Giełdowy Indeks Produkcji utrzymuje się na historycznym minimum

W listopadzie wartość Giełdowego Indeksu Produkcji utrzymała się na rekordowo niskim poziomie ustanowionym w ubiegłym miesiącu. Wartość 786,06 jest tylko o 0,33% wyższa od najniższej w historii wartości indeksu GIP60 z października 2019. Negatywne nastroje, które opanowały europejski przemysł oraz warszawski parkiet skutecznie osłabiają popyt na akcje polskich producentów.

Analitycy z DSR podsumowali Giełdowy Indeks Produkcji (GIP) za miesiąc listopad. W poniższym komunikacie dr Maciej Zaręba – analityk i współtwórca GIP, z DSR S.A.  pisze:

Wzrost produkcji sprzedanej o 3,5% w porównaniu z październikiem ub. roku (3,7% po wyeliminowaniu wpływu czynników sezonowych) oznacza osłabienie dynamiki wzrostu w przemyśle. W dotychczasowym okresie 2019 roku produkcja sprzedana przemysłu była o 4,3% wyższa niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Najświeższe dane o dynamice produkcji sprzedanej przemysłu w październiku br. po raz kolejny nie potwierdziły w pełni złych nastrojów jakie panują w branży produkcyjnej oraz w mediach, ale dowiodły, że ochłodzenie koniunktury przemysłowej w Polsce stało się faktem.

Trudna sytuacja panuje od dawna również na warszawskiej GPW, która w tym roku jest jednym z najsłabszych rynków kapitałowych w Europie. W listopadzie największe spółki z indeksu WIG20 straciły kolejne 1,6% m/m, a indeks szerokiego rynku WIG spadł o 0,5% m/m. Względna słabość GPW negatywnie wpływa również na polskie spółki produkcyjne, które od wiosny systematycznie tracą na wartości. W październiku słabnące zaufanie inwestorów do polskich spółek produkcyjnych doprowadziło do spadku wartości indeksu GIP60 do poziomów nieznanych od początku jego pomiaru czyli od stycznia 2016 roku. Niestety w listopadzie polskim producentom udało się jedynie kosmetycznie poprawić rekordowo słabe odczyty z października i zakończyć przedostatni miesiąc roku 0,33% wyżej niż przed miesiącem, głównie dzięki poprawie sentymentu inwestorów względem małych (SWIG80 +3,6% m/m) i średnich (MWIG +2,1% m/m) spółek, których reprezentacja w indeksie GIP60 jest największa.

Analizując listopadowe wyniki w ujęciu branżowym można zauważyć zdecydowaną przewagę spółek z branży tworzyw sztucznych, które średnio zwiększyły swoją wartość rynkową niemalże o 10%. Jest to zasługa głównie dwóch spółek: ERGIS, który podrożał o 17,02% m/m i IZO-BLOK, który zwiększył swoją wartość rynkową o ponad jedną czwartą, co jest drugim wynikiem w listopadowym rankingu GIP60. Również spółki z branży meblarskiej i producenci materiałów budowlanych radziły sobie w listopadzie całkiem nieźle wypracowując średnie wzrosty odpowiednio na poziomie 5,84% i 4,43%. Zdecydowanie gorzej w tym czasie rynek potraktował producentów z branży motoryzacyjnej (średnio -4,22% m/m), spożywczej (-3,54%) i przemysłu lekkiego (-3,16%).

Innowacyjności do pary z wartością

Mimo słabej sytuacji polskich spółek produkcyjnych na GPW, w listopadowym rankingu GIP60 zanotowano zaciętą rywalizację o pozycję lidera, a pozycję na podium dał wzrost wartości rynkowej co najmniej o jedną czwartą.

Na miejscu trzecim, za wzrost wartości o 23,84% m/m, znalazła się spółka VIGO SYSTEM. Ta niewielka, ale bardzo innowacyjna spółka z Ożarowa Mazowieckiego, która jest znana przede wszystkim z zaawansowanych technologicznie detektorów podczerwieni oferowanych klientom na całym świecie, trafiła na podium comiesięcznej klasyfikacji GIP60 nie po raz pierwszy. Wysokie nakłady na projekty rozwojowe nie odstraszają inwestorów, którzy zdają się doceniać wysoki potencjał spółki i wypracowaną pozycję na rynku globalnym. Dobre wyniki za 3Q2019, potwierdzające planowy dynamiczny rozwój spółki, wzmocniły dodatkowo popyt na akcje spółki.

Miejsce drugie dla IZO-BLOK za wzrost wartości rynkowej o 25,09% m/m. Jest to spółka z branży przetwórstwa tworzyw sztucznych, która specjalizuje się w przetwarzaniu polipropylenu spienionego (EPP) i przewodzi w Europie pod względem produkcji elementów z EPP dla branży motoryzacyjnym. Akcje spółki skorzystały z dobrego czasu dla branży przetwórstwa tworzyw sztucznych, a pojawiające się sygnały o kolejnych przejęciach jeszcze podkręciły popyt inwestorów.

Zwycięstwo w listopadowym rankingu GIP60 przypadło wrocławskiej spółce SELENA FM, której wartość rynkowa wzrosła w miesiąc o 28,07%. Producent i dystrybutor chemii budowlanej może się pochwalić trzecią pozycją na świecie wśród producentów piany poliuretanowej na potrzeby budownictwa i posiada swoje zakłady produkcyjne aż w 17 krajach. Akcje spółki zyskiwały na wartości od początku miesiąca, jednak dopiero ostatnie sesje okazały się dla spółki wyjątkowo hojne po publikacji raportu okresowego za trzeci kwartał 2019 roku. Poza wzrostem przychodów o niecałe 10% w porównaniu z trzema kwartałami ubiegłego roku, spółka znacznie poprawiła swoje zyski: operacyjny o 34% r/r, a netto o 98,6% r/r.

Europejska depresja producentów

Nastroje wśród producentów europejskich w listopadzie ciągle znajdowały się poniżej neutralnego poziomu. Do grona pesymistów dołączyli producenci z Holandii, gdzie PMI® spadł do poziomu 49,6 pkt. Pogrążony w największym kryzysie przemysł niemiecki poprawił odczyt PMI® o 2 pkt, ale wystarczyło to jedynie na 44,1 pkt czyli w dalszym ciągu znacznie poniżej neutralnego poziomu 50 pkt, przełożyło się to na wzrost zagregowanej oceny nastrojów dla całej Eurostrefy, która wyniosła w listopadzie 46,9 pkt. Również wśród polskich producentów zaobserwowano niewielką poprawę nastrojów, ale niezmiennie wyraźny pesymizm względem przyszłej produkcji nie pozwolił wskaźnikowi PMI® przekroczyć poziomu 46,7 pkt. Zgoła odmienne nastroje panują za oceanem, gdzie optymizm zyskał na sile podbijając PMI® w USA do poziomu 52,6 pkt. Na problemach producentów europejskich zdają się zyskiwać również producenci azjatyccy, w tym Chiny, gdzie PMI® wzrósł do poziomu 51,8 pkt.

Czy koniec 2019 roku przyniesie odwilż dla akcji polskich spółek produkcyjnych? Niskie wyceny i tradycyjny wzrost popytu w ostatnim miesiącu roku (tzw. rajd Świętego Mikołaja) wcale nie dają gwarancji odbicia, które pozwoliłoby zarobić inwestorom. Spadki zaobserwowane na największych rynkach akcji podczas pierwszych sesji grudniowych nie wyglądają na zapowiedź udanego miesiąca, ale pozory mogą mylić.

Trendy na rynku nieruchomości w Europie 2020

Nieruchomości wciąż na celowniku inwestorów w Europie – Urban Land Institute i PwC opublikowały raport Emerging Trends in Real Estate® Europe 2020

Wraz z utrzymującymi się niższymi stopami procentowymi oraz spadkiem rentowności obligacji, europejskie nieruchomości niezmiennie przyciągają inwestorów, zwłaszcza w porównaniu z innymi rodzajami aktywów. Dostępność finansowania jest wysoka, a inwestorzy częściej wybierają nieruchomości logistyczne lub alternatywne, a także bardziej świadomie uwzględniają trendy związane z mobilnością oraz wpływ zmian klimatycznych na ich portfel inwestycyjny. Doceniane są przede wszystkim miasta, które charakteryzuje największa płynność i stabilność rynku. Warszawa uplasowała się na 14. miejscu wśród najlepiej rokujących 31 aglomeracji w Europie.

Już 17. edycja corocznego raportu Emerging Trends in Real Estate® Europe 2020 przygotowanego przez firmę doradczą PwC oraz Urban Land Institute bazuje na opiniach ponad 900 profesjonalistów branży nieruchomości, w tym inwestorów, deweloperów, ekspertów finansowych i doradców. Ponad dwie trzecie z nich za największe wyzwanie w nadchodzącym roku uważa rosnące koszty realizacji projektów budowlanych. Wśród głównych zagrożeń na poziomie makroekonomicznym, 81% respondentów wskazało niestabilność polityki międzynarodowej. Niemal 60% ankietowanych wykazało też zaniepokojenie sytuacją polityczną w konkretnych krajach, np. Wielkiej Brytanii czy Niemczech.

Ponadto, ponad dwie trzecie badanych zwróciło uwagę na zagrożenia środowiskowe towarzysząc rozwojowi ich biznesu, a także rosnącą presję ze strony inwestorów instytucjonalnych na wdrażanie odpowiednich inicjatyw w tym zakresie. Widoczna jest również rosnąca świadomość ryzyk związanych ze zmianami klimatycznymi – już blisko połowa respondentów uważa, że mają one wpływ na ich portfel inwestycyjny, 73% twierdzi, że ryzyko to wzrośnie w ciągu najbliższych pięciu lat.

“Rok 2019 to czas kontrastów. Z jeden strony prognozy dotyczące kondycji globalnej gospodarki pogarszają się, z drugiej – nieruchomości na całym świecie, a zwłaszcza w Europie, generują solidne zyski. Polska również przyciąga uwagę, co jest pochodną jej awansu do grona rynków rozwiniętych według FTSE Russell w 2018 roku. Do zwiększenia poziomu akceptowalnego ryzyka w 2019 roku przyczynił się powrót banków centralnych do akomodacyjnej polityki pieniężnej. Ponowne uruchomienie programu luzowania ilościowego przez EBC sprawiło, że inwestorzy znowu intensywnie poszukują źródeł dochodów, a potencjał wzrostu rentowności i dochodów z nieruchomości budzi olbrzymie zainteresowanie – podczas polskiej premiery raportu powiedział Philip Lawlor, Managing Director Global Markets Research w FTSE Russel.

Najbardziej perspektywiczne miasta w Europie

Tegoroczny ranking najlepiej ocenianych miejsc do lokowania kapitału odzwierciedla stosunkowo ostrożne podejście inwestorów oraz ich  koncentrację na stabilnych i dojrzałych rynkach. Na czele uplasował się Paryż, który w opinii ekspertów zyskuje na znaczeniu nie tylko w związku z planami relokacyjnymi niektórych firm na skutek Brexitu, ale też dzięki igrzyskom olimpijskim, które odbędą się w stolicy Francji w 2024 roku oraz kompleksowemu projektowi rozwoju całej aglomeracji, znanemu pod nazwą „The Grand Paris”. Niezależnie od zawirowań politycznych i gospodarczych, na liście nie brakuje największych miast Niemiec i Wielkiej Brytanii. Dynamika podaży i popytu sprawia, że wysoko oceniane są również Amsterdam czy Madryt.

Według nowych zasad rankingu, pozwalających na bardziej miarodajne porównywanie rynków o różnej wielkości i płynności, Warszawa uplasowała się na 14. miejscu – najwyższym spośród sklasyfikowanych miast spoza Europy Zachodniej. Szczególnie cenione są stołeczne nieruchomości biurowe oraz logistyczne.

Dorota Wysokińska-Kuzdra, ULI Poland Chair
Dorota Wysokińska-Kuzdra, przewodniczącą ULI Poland

„Nastawienie inwestorów wobec Warszawy jest pozytywne. Stołeczny rynek biurowy, co do którego część ekspertów wyrażała pewne obawy, ma się dobrze, a zapotrzebowanie na nowoczesne, dobrze zlokalizowane budynki utrzymuje się na wysokim poziomie. Widać również stały ruch na rynku inwestycji hotelowych czy prywatnych akademików. Stopy zwrotu w Warszawie są nadal satysfakcjonujące, co przyciąga inwestorów także z nowych kierunków geograficznych np. z Azji, ale także z krajów ościennych, jak Czechy czy Węgry” – komentuje Dorota Wysokińska-Kuzdra, przewodniczącą ULI Poland.

Zaciera się granica pomiędzy nieruchomościami tradycyjnymi i alternatywnymi

Na pierwszym miejscu wśród najpopularniejszych aktywów w Europie kolejny raz utrzymały się nieruchomości logistyczne, na które popyt napędza dynamiczny rozwój rynku e-commerce. Aż sześć z dziesięciu miejsc na liście zajmują też obiekty zaspokajające potrzeby mieszkaniowe różnych generacji użytkowników. W sektorze handlowym zwraca uwagę zainteresowanie nieruchomościami, których przeznaczenie może ewoluować w stronę projektów typu mixed-use, zwłaszcza w dzielnicach śródmiejskich.

„W branży rośnie liczba projektów, które dotyczą lub umożliwiają zmianę funkcji w trakcie ‘życia’ budynku. Ten trend w kolejnych latach będzie się umacniał. Zmiana przeznaczenia aktywów jest po prostu opłacalna i stanowi coraz częściej poszukiwaną opcję dla wielu inwestorów. Warto zwrócić uwagę, że dla części inwestorów alternatywne segmenty rynku nieruchomości, takie jak mieszkania studenckie, domy opieki długoterminowej, obok tradycyjnych obiektów logistycznych, stały się obszarem głównej uwagi i będą wysoce pożądanymi klasami aktywów w 2020 roku” – mówi Kinga Barchoń, partner w PwC, lider zespołu usług doradczych dla sektora nieruchomości.

Inteligentne rozwiązania i mobilność

Około 80% respondentów w badaniu ULI i PwC wskazało na szeroko rozumianą infrastrukturę komunikacyjną, w tym rozwiązania mobilne, jako kluczowy czynnik oceny potencjału danej lokalizacji podczas podejmowania decyzji inwestycyjnych. Wypożyczalnie rowerów, hulajnóg czy pojazdów elektrycznych nie tylko zmieniają tradycyjny model planowania miast i ich sieci komunikacyjnej, ale są też postrzegane jako elementy zwiększające atrakcyjność i poszerzający funkcje konkretnych projektów.

O Urban Land Institute

Urban Land Institute to międzynarodowa organizacja non-profit oraz instytut badawczy, którego misją jest wytyczanie odpowiedzialnych sposobów planowania i rozwoju miast, sprzyjających tworzeniu i umacnianiu lokalnych społeczności. ULI zostało założone w 1936 roku. Obecnie zrzesza ponad 40 tysięcy osób – specjalistów w obszarach takich jak nieruchomości, urbanistyka i architektura. W Europie ULI skupia ponad 3,5 tysięcy członków w 14 oddziałach krajowych, w tym ULI Poland.

Hipoteka przymusowa – czym jest i jak ją ustanowić?

Na mocy art. 244 Kodeksu Cywilnego hipoteka zalicza się do zamkniętego katalogu ograniczonych praw rzeczowych. Cechą charakterystyczną tego typu praw jest to, że przyznają one osobie niebędącej właścicielem uprawnienia do rzeczy cudzej, które są skuteczne wobec osób trzecich (erga omnes). Zakres tych uprawnień jest każdorazowo definiowany w przepisach stanowiących podstawę ustroju konkretnego prawa. Co więcej, osobie, której przynależy ograniczone prawo rzeczowe, przysługują określone w przepisach prawa uprawnienia do ochrony tego prawa. Z tym korespondują także obowiązki innych osób powstrzymywania się od działań, które uniemożliwiałyby lub utrudniałyby wykonywanie uprawnień przez osobę, której przynależy ograniczone prawo rzeczowe. Powyższa ochrona odnosi się także do właściciela rzeczy obciążonej tym prawem.

Czym jest hipoteka?

Podstawę ustroju instytucji hipoteki kształtuje ustawa z 6 lipca 1982 r. o księgach wieczystych i hipotece. Zgodnie z art. 65 tej ustawy hipoteka jest prawem, na mocy którego wierzyciel może dochodzić zaspokojenia z nieruchomości bez względu na to, czyją stała się własnością, i z pierwszeństwem przed wierzycielami osobistymi właściciela nieruchomości, ustanawianym w celu zabezpieczenia oznaczonej wierzytelności wynikającej z określonego stosunku prawnego. Specyficznym rodzajem hipoteki jest hipoteka przymusowa, o której mowa w art. 109 i następnych ww. ustawy.

Charakterystyka hipoteki przymusowej

Cechą charakterystyczną hipoteki przymusowej, jak wynika już z samej jej nazwy, jest fakt, iż jest to hipoteka ustanawiana niezależnie od woli właściciela (w przeciwieństwie np. do hipoteki umownej, która jest spotykana często w relacji kredytobiorca – kredytodawca [bank]). Podstawą do ustanowienia tego typu hipoteki jest istnienie tytułu wykonawczego, tzn. tytułu egzekucyjnego zaopatrzonego w klauzulę wykonalności. Takim tytułem wykonawczym może być prawomocny wyrok sądu czy decyzja administracyjna. Wierzyciel, który dysponuje tytułem wykonawczym (tzn. jego wierzytelność została potwierdzona przez właściwy organ), może na tej podstawie zwrócić się o uzyskanie hipoteki na wszystkich nieruchomościach dłużnika. W przypadku, gdy właścicielem nieruchomości jest Skarb Państwa, hipoteka przymusowa może być ustanowiona w konkretnych wypadkach przewidzianych w przepisach prawa.

Hipoteka przymusowa w przepisach Ordynacji podatkowej

Jednymi z podmiotów, którym przysługuje uprawnienie utworzenia hipoteki przymusowej, są Skarb Państwa i jednostki samorządu terytorialnego. Na mocy art. 34 Ordynacji podatkowej podmiotom tym przysługuje hipoteka na wszystkich nieruchomościach podatnika, płatnika, inkasenta, następcy prawnego lub osób trzecich z tytułu zobowiązań podatkowych powstałych z dniem doręczenia decyzji organu podatkowego ustalającej wysokość zobowiązania podatkowego, a także z tytułu zaległości podatkowych w podatkach stanowiących dochód ww. podmiotów oraz odsetek za zwłokę od tych zaległości. Katalog podmiotów, na których nieruchomości można ustanowić hipotekę przymusową, stanowi w praktyce listę wszystkich kategorii podmiotów występujących w prawie podatkowym mogących wystąpić w charakterze dłużników. Opisana powyżej instytucja ma jak najbardziej charakter hipoteki przymusowej, bowiem ustanowienie takiej hipoteki jest niezależne od woli podatnika czy innej osoby z katalogu wskazanego powyżej, której dotyczy postępowanie.

Przepisy przewidują, że przedmiotem takiej hipoteki przymusowej może być: 1) część ułamkowa nieruchomości, jeżeli stanowi udział podatnika; 2) nieruchomość stanowiąca przedmiot współwłasności łącznej podatnika i jego małżonka; 3) nieruchomość stanowiąca przedmiot współwłasności łącznej wspólników spółki cywilnej lub część ułamkowa nieruchomości stanowiąca udział wspólników spółki cywilnej – z tytułu zaległości podatkowych spółki; 4) użytkowanie wieczyste wraz z budynkami i urządzeniami na użytkowanym gruncie stanowiącymi własność użytkownika wieczystego lub udział w tym prawie; 5) spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu lub udział w tym prawie; 6) wierzytelność zabezpieczona hipoteką; 7) statek morski lub statek morski w budowie wpisane do rejestru okrętowego. Jak zatem wynika ze wskazanego katalogu, przedmiotem opisywanej hipoteki przymusowej może być nieruchomość, określone ograniczone prawo rzeczowe, wierzytelność zabezpieczona hipoteką czy statek morski (ruchomy wyjątek od zasady, że hipoteka odnosi się do nieruchomości).

Tryb wpisu hipoteki do księgi wieczystej

Opisywana hipoteka przymusowa w obecnym stanie prawnym ma charakter jawny – powstaje wyłącznie w razie dokonania wpisu w księdze wieczystej. Stanowi to realizację zasady rękojmi wiary księgi wieczystej, której celem jest zwiększenie zaufania nabywcy do stanu prawnego nieruchomości ujawnionego w księgach wieczystych. Wyjątkiem od tej zasady jest sytuacja, w której przedmiot hipoteki przymusowej nie posiada księgi wieczystej – wówczas zabezpieczenie zobowiązań podatkowych dokonywane jest przez złożenie wniosku o wpis do zbioru dokumentów. Wpisu hipoteki przymusowej do księgi wieczystej dokonuje właściwy sąd rejonowy, chyba że wpis miałby dotyczyć hipoteki morskiej przymusowej – w takiej sytuacji wpisu dokonywać będzie właściwa izba morska na wniosek organu podatkowego.

Podstawą wpisu hipoteki przymusowej do księgi wieczystej jest co do zasady doręczona decyzja:

  1. ustalająca wysokość zobowiązania podatkowego,
  2. określająca wysokość zobowiązania podatkowego,
  3. określająca wysokość odsetek za zwłokę,
  4. o odpowiedzialności podatkowej płatnika lub inkasenta,
  5. o odpowiedzialności podatkowej osoby trzeciej,
  6. o odpowiedzialności spadkobiercy,
  7. określająca wysokość zwrotu podatku.

Wyjątkiem od zasady jest wystawienie tytułu wykonawczego lub zarządzenia zabezpieczenia bez wydawania ww. decyzji, jeżeli taki tryb przewidują przepisy o postępowaniu egzekucyjnym w administracji.

Zaspokojenie z przedmiotu hipoteki przymusowej będzie następowało w trybie przewidzianym dla postępowania egzekucyjnego w administracji, chyba że z przedmiotu hipoteki jest prowadzona egzekucja przez sądowy organ egzekucyjny. Co istotne, jeżeli zachodzi uzasadniona obawa niewykonania zobowiązania podatkowego przez dłużnika, organ podatkowy ma obowiązek wezwać w toku postępowania podatkowego, kontroli podatkowej lub kontroli celno-skarbowej taką osobę do złożenia oświadczenia (pod rygorem odpowiedzialności karnej) dotyczącego nieruchomości i praw majątkowych, które mogą być przedmiotem hipoteki przymusowej oraz o rzeczach ruchomych, a także zbywalnych prawach majątkowych, które mogą być przedmiotem zastawu skarbowego. Strona takiego postępowania lub kontrolowany mogą bez żadnych konsekwencji odmówić złożenia tego typu oświadczenia.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Niemcy zwalniają, a Japonia stymuluje

Kolejne dane z niemieckiego przemysłu znów okazują się słabsze od oczekiwań. Rząd Abe Shinzo zaakceptował kolejny gigantyczny projekt stymulacyjny.

Słabe dane z Niemiec

Dzisiaj od rana poznaliśmy dane na temat wzrostu produkcji przemysłowej w Niemczech. Wzrost jest tutaj akurat słabym określeniem, skoro produkcja przemysłowa spada. W ujęciu miesięcznym, pomimo oczekiwań na poziomie 0,1% wzrostu, realizacja wynosi spadek aż o 1,7%. W ujęciu rocznym jest to spadek aż o 5,4%. Rynki przyjęły to wstępnie spokojnie, ale z czasem euro zaczęło słabnąć względem głównych walut.

Japonia stymuluje

Abe Shinzo zapowiedział kolejny pakiet stymulacyjny dla gospodarki. Jego skala jest imponująca, bo jest to równowartość około 450 miliardów złotych. Powód jest taki, jak poprzednio, czyli stymulacja wzrostu gospodarczego. Co prawda, kraj już 7 lat nie ma recesji, ale wzrost gospodarczy jest wyjątkowo niski. Po tej informacji jen zaczął się umacniać względem dolara.

Bezrobotni mniej istotni niż zamówienia

Wczoraj poznaliśmy pakiet danych z USA. Najpierw o 14:30 pojawiły się dane na temat wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Okazały się one niższe od oczekiwań o około 5%. Warto przypomnieć, że są to tygodniowe dane, zatem odchylenia od oczekiwań są dosyć częste. Później o 16:00 poznaliśmy dane na temat zamówień w przemyśle. Okazały się, one delikatnie słabsze od oczekiwań. W rezultacie cały dzień dolar tracił względem głównych walut (w tym euro). Głównym efektem dla złotego było kolejne osłabienie się dolara względem naszej walut. Zielony staniał wczoraj do 3,85 zł.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – sytuacja na rynku pracy,
  • 16:00 – USA – raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Gdzie przybyło najwięcej mieszkań?

W Polsce systematycznie wzrasta liczba mieszkań przypadających na 1000 osób. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, na terenie których miast i powiatów tempo takich zmian było najszybsze.

Polsce wciąż jest daleko do poziomu nasycenia mieszkaniami typowego dla krajów Europy Zachodniej. Mowa o wynikach na poziomie 450 mieszkań – 500 mieszkań/1000 osób. Warto jednak zwrócić uwagę, że relacja pomiędzy liczbą mieszkań oraz mieszkańców Polski systematycznie się poprawia. Obecnie kształtuje się ona na poziomie około 380 mieszkań/1000 osób, czyli o wiele wyższym niż jeszcze 10 lat temu (345). Nie we wszystkich częściach kraju zmiany następują tak samo szybko. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili sprawdzić, na terenie których powiatów i miast pełniących rolę powiatów nasycenie mieszkaniami rosło najszybciej.

Analizę statystyczną warto rozpocząć od wskazania tych powiatów i miast na prawach powiatu, w których pod koniec 2018 r. stosunek liczby mieszkań (lokali i domów) oraz liczby mieszkańców był najlepszy. Mowa o następujących lokalizacjach:

  • Warszawa – 549 mieszkań/1000 osób
  • Sopot – 536 mieszkań/1000 osób
  • Łódź – 524 mieszkania/1000 osób
  • Wrocław – 514 mieszkań/1000 osób
  • Świnoujście – 512 mieszkań/1000 osób
  • hajnowski – 512 mieszkań/1000 osób
  • Kraków – 505 mieszkań/1000 osób
  • Katowice – 493 mieszkania/1000 osób
  • Chorzów – 491 mieszkań/1000 osób
  • Gdańsk – 491 mieszkań/1000 osób
  • Poznań – 488 mieszkań/1000 osób
  • Gdynia – 465 mieszkań/1000 osób
  • Siemianowice Śląskie – 464 mieszkania/1000 osób
  • Sosnowiec – 457 mieszkań/1000 osób
  • Lublin – 456 mieszkań/1000 osób

Miasta i powiaty cechujące się wysokim nasyceniem mieszkaniami, niekoniecznie przodują pod względem tempa wzrostu analizowanego wskaźnika (liczba domów i lokali/1000 osób). Po uwzględnieniu danych GUS z lat 2013 – 2018 można stwierdzić, że relacja liczby mieszkań i mieszkańców najbardziej poprawiła się w następujących powiatach i miastach na prawach powiatu:

  • Wrocław – poprawa o 12%
  • Rzeszów – 12%
  • Gdańsk – 11%
  • wrzesiński – 11%
  • koszaliński – 11%
  • Kraków – 11%
  • kołobrzeski – 10%
  • jeleniogórski – 10%
  • Poznań – 10%
  • Lublin – 9%
  • średzki – 9%
  • śremski – 8%
  • Katowice – 8%
  • leszczyński – 8%
  • Biała Podlaska – 8%

Na powyższej liście oprócz miast cechujących się dużą aktywnością deweloperów (Wrocław, Rzeszów, Poznań, Kraków i Gdańsk), można znaleźć również obszary atrakcyjne dla budownictwa jednorodzinnego (np. pow. wrzesiński oraz pow. średzki).

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Firmy leasingowe sfinansowały inwestycje o wartości 56,9 mld zł

  • 56,9 mld zł wyniosła wartość wszystkich kontraktów sfinansowanych przez polską branżę leasingową w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy tego roku.
  • Dynamika rynku leasingu po trzech kwartałach br. była na poziomie
    -2,4% r/r.
  • Branża leasingowa dodatnie dynamiki osiągnęła w zakresie finansowania maszyn i urządzeń oraz środków transportu ciężkiego.

Związek Polskiego Leasingu, reprezentujący polski sektor leasingowy podał, że w ciągu trzech pierwszych kwartałów 2019r. firmy leasingowe sfinansowały aktywa inwestycyjne o łącznej wartości 56,9 mld zł, przy ujemnej dynamice rynku na poziomie -2,4% r/r. (dane ZPL po trzech kwartałach 2019r.).ZPL_Infografika_po 3 kw. 2019_Liczby

„Na rynku leasingu mamy zbliżoną sytuację do tej, która miała miejsce w 2012 roku, kiedy nasz sektor wyhamował z dwucyfrowego wzrostu do poziomu z 2011 roku. Z tą jednak różnicą, że wówczas spowolnienie trwało bardzo krótko i już w kolejnym roku tempo wzrostu wróciło do poziomu dwucyfrowego. Tym razem z uwagi na wyraźne sygnały płynące z gospodarki, dotyczące zmniejszającej się dynamiki PKB, spodziewamy się wyhamowania także rozwoju rynku leasingu. W kolejnym 2020 roku oczekujemy dodatnich wyników tj. powrotu do poziomu finansowania branży leasingowej z roku 2018. Jednak przewidywany wzrost nie będzie już dwucyfrowy” – powiedział Andrzej Sugajski, dyrektor generalny Związku Polskiego Leasingu.

Dane ZPL pokazują, że w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy tego roku firmy leasingowe za pośrednictwem leasingu i pożyczki inwestycyjnej, najczęściej finansowały pojazdy osobowe i dostawcze do 3,5 tony. Mają one 43,1% udział w strukturze rynku. Drugą najważniejszą kategorią aktywów były maszyny i inne urządzenia – w tym IT, z udziałem na poziomie 29%, natomiast trzecie miejsce zajmują środki transportu ciężkiego (26,3 % udział). Zarówno nieruchomości jak i inne aktywa mają niewielki, wynoszący poniżej 1 procenta udział w rynku.ZPL_Infografika_po 3 kw. 2019_Aktywa

Pojazdy osobowe i dostawcze  do 3,5 tony

Branża leasingowa w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy tego roku sfinansowała pojazdy lekkie o łącznej wartości 24,5 mld zł, co stanowiło wynik o -8,5 proc. niższy przed rokiem. W ramach tej kategorii rynku raportowane są zarówno samochody osobowe, które odnotowały ujemną (-10,6 proc. r/r) dynamikę, jak i pojazdy dostawcze do 3,5 tony (+3,8 proc. dynamika r/r). W tym segmencie rynku przeważają umowy dotyczące finansowania samochodów osobowych (83 proc. udział) nad pojazdami dostawczymi do 3,5 tony (17 proc. udział).

Maszyny i inne urządzenia oraz środki transportu ciężkiego

Drugim obszarem bardzo istotnym dla branży leasingowej jest finansowanie maszyn i innych urządzeń (w tym IT). Ten segment rynku wyróżnił się +4,8 proc. dynamiką wzrostu (r/r), dzięki sfinansowaniu przez branżę leasingową aktywów o łącznej wartości 16,5 mld zł (dane po trzech kwartałach tego roku). W tym segmencie rynku dodatnie dynamiki były obserwowane w zakresie finasowania maszyn budowalnych (+4,3% r/r), maszyn do produkcji tworzyw sztucznych i obróbki metali (+4,2% r/r), IT (+14,9% r/r) czy innych maszyn (+22,8% r/r), natomiast w strefie spadków pozostawało finasowanie maszyn rolniczych (-7,7% r/r), maszyn poligraficznych (-12,7% r/r), maszyn dla przemysłu spożywczego (-8,7% r/r) czy sprzętu medycznego (-10,7% r/r).

Od stycznia do końca września 2019r., polscy leasingodawcy podpisali także nowe kontrakty, odnoszące się m.in. do takich aktywów jak ciągniki siodłowe, naczepy/przyczepy, pojazdy ciężarowe powyżej 3,5 tony, autobusy, samoloty, statki czy środki transportu kolejowego, o łącznej wartości niemal 15 mld zł. Dynamika finansowania środków transportu ciężkiego po trzech kwartałach br. wyniosła +0,5 proc. (r/r). Finansowanie ciągników siodłowych w omawianym okresie wzrosło o +4,7% r/r, pojazdów ciężarowych powyżej 3,5 tony o +1,6% r/r, samolotów, statków i środków transportu kolejowego o +4,5% r/r, a pozostałych pojazdów o +23,8% r/r. Ujemne dynamiki uzyskało finansowanie naczep i przyczep (-2,3% r/r) oraz autobusów (-29,8% r/r).

Od początku roku do końca września br. branża leasingowa sfinansowała także nieruchomości warte 0,4 mld zł, przy ujemnej dynamice finansowania na poziomie -20,6% r/r.

Klienci firm leasingowych

Szacunki Związku Polskiego Leasingu pokazują, że największą, bo liczącą ok 71,4 proc. grupę korzystających z leasingu stanowią klienci o obrotach do 20 mln zł. Do tej grupy zaliczane są mikro i małe firmy. 28,3% stanowią klienci o obrotach powyżej 20 mln zł, a klienci indywidualni 0,2%. Finansowanie sektora publicznego w dalszym ciągu pozostaje marginalne.

Wyniki badania koniunktury branży leasingowej

ZPL_Infografika_po 3 kw. 2019_StrukturaKwartalny pomiar badania koniunktury branży leasingowej pokazuje, że w IV kwartale br. ankietowane firmy leasingowe oczekują nieznacznego wzrostu zatrudnienia, ale też pogorszenia jakości portfela. Jednocześnie w ostatnim kwartale roku firmy spodziewają się wyraźnego przyspieszenia aktywności sprzedażowej. Wyższy poziom finansowania jest oczekiwany we wszystkich badanych grupach środków trwałych, a wyraźne wzrosty finansowania mają dotyczyć pojazdów lekkich oraz maszyn i IT. Zdecydowanie słabsze, ale wciąż jeszcze pozytywne perspektywy rysują się dla finansowania środków transportu ciężkiego. Dodatnią dynamikę wzrostu w IV kw. br. powinien uzyskać również sektor finansowania nieruchomości.

Prognoza na koniec 2019r.

Prognoza wyników branży leasingowej pokazuje istotne wyhamowanie po 6 latach intensywnego rozwoju rynku. Dynamika sektora leasingowego na koniec 2019r. może wynieść -4,5% r/r. W 2019r. firmy leasingowe mogą udzielić łącznego finansowania o wartości 78,8 mld zł.

Deloitte rozbudowuje usługi technologiczne – Sławomir Lubak liderem obszaru Strategii i Integracji Technologii

Sławomir Lubak został w Deloitte Partnerem i liderem obszaru Strategii i Integracji Technologii oraz programu branżowego TMT. Ekspert posiada 20-letnie doświadczenie operacyjne i doradcze w zakresie biznesu i technologii. Podstawą działań zespołów technologicznych firmy doradczej Deloitte jest kompleksowa obsługa cyfrowej transformacji klienta. Jest to możliwe dzięki kompetencjom w projektowaniu, wdrażaniu i utrzymywaniu rozwiązań technologicznych.

Od kilku lat konsekwentnie wzmacniamy swoją pozycję w zakresie świadczenia usług technologicznych, umacniając i rozwijając kompetencje w tym zakresie. Jest to jeden z naszych priorytetów, a technologia obecna jest w wielu obszarach świadczonych przez nas usług, nie tylko w konsultingu, ale również w doradztwie podatkowym czy prawnym. Budowanie pozycji lidera realizujemy zarówno poprzez istotne partnerstwa, takie jak np. z firmą Google, czy poprzez przyciąganie ekspertów z ogromnym doświadczeniem i wiedzą. Sławomir to doskonały lider z kilkudziesięcioletnią, imponującą praktyką w zakresie świadczenia usług w obszarze transformacji cyfrowej – mówi Andrzej Lachowski, Partner Zarządzający działem konsultingu w Polsce.

Sławomir Lubak przez wiele lat był związany z branżą telekomunikacyjną, mediową oraz technologiczną. Doświadczenie zawodowe zdobywał w Polsce, na rynkach europejskich i Bliskim Wschodzie.

Karierę rozpoczął od współtworzenia Internet Technologies Polska, która świadczy między innymi usługi z zakresu rozwiązań telekomunikacyjnych i stała się częścią największego dostawcy alternatywnego Internetu w Polsce. Nowy Partner w Deloitte jest specjalistą w zarządzaniu transformacją biznesową za pomocą nowoczesnych rozwiązań technologicznych. Przez wiele lat swoje doświadczenie w tym zakresie z powodzeniem wykorzystywał między innymi w Accenture, gdzie prowadził projekty związane właśnie z transformacją biznesową oraz technologiczną.

Nowe siły

Podczas realizacji usług z obszaru technologii i transformacji cyfrowej, Deloitte korzysta z wiedzy oraz doświadczenia zarówno swoich lokalnych, jak i globalnych zespołów. Na polskim rynku firma zatrudnia nie tylko konsultantów, ale również kierowników projektów i programów, architektów technicznych i biznesowych, programistów, testerów, specjalistów DevOps, pokrywając cały cykl pracy projektowej, od strategii do wdrożenia i utrzymania rozwiązań biznesowo – technologicznych, w tym dla rozwiązań opartych o chmurę.

Deloitte świadczy usługi technologiczne na rzecz sektora finansowego, ubezpieczeniowego oraz telekomunikacyjnego. Eksperci firmy wspierają klientów w tzw. modelu „end to end” (E2E) – od początku do końca procesu transformacji, na wszystkich etapach wdrażania nowych rozwiązań, począwszy od doradztwa, projektowania i strategii, przez dostawę i utrzymanie, ich integrację, rozwój, testowanie czy analizę systemów.

Aby móc efektywnie realizować cele klientów ery cyfrowej, eksperci tego obszaru mierzą się z wciąż nowymi wymaganiami i wyzwaniami rynku. Zachodzące na nim zmiany wymagają ciągłego uzupełniania kompetencji w tym segmencie. W Deloitte temu rozwojowi towarzyszy integracja zespołów technologicznych i pozyskiwanie wykwalifikowanych ekspertów. Takie podejście pozwala w lepszym stopniu zrozumieć i poznać możliwości oraz zagrożenia, jakie niosą za sobą gwałtowne zmiany w sektorze TMT.  Dla klientów to możliwość korzystania ze zróżnicowanej wiedzy i doświadczenia, które pozwolą na identyfikację trendów i prognoz w czasach nowych technologii.

Technologia to dziś jeden z kluczowych czynników, który kształtuje biznesową rzeczywistość. Naszym celem jest ciągłe budowanie doświadczonego i kompetentnego zespołu, który obserwując rynkowe zmiany, będzie mógł tworzyć oraz oferować naszym klientom innowacyjne rozwiązania. To, co nas wyróżnia to fakt, że dzięki szerokim kompetencjom naszych zespołów jesteśmy w stanie spojrzeć kompleksowo na potrzeby rynku, tworzyć całościowe, a nie fragmentaryczne rozwiązania i towarzyszyć klientowi w całym procesie transformacji cyfrowej. Cieszę się, że mogłem dołączyć do firmy o takiej pozycji na rynku i współtworzyć w niej zespół ekspertów technologicznych – mówi Sławomir Lubak, Partner, Lider obszaru Strategii oraz Integracji Technologii i TMT w Deloitte.

Sklepy rezygnują z żywych karpi. Eksperci: Polacy wolą mrożone ryby, bo tak jest szybciej i łatwiej

Sieci handlowe, które dotąd nie oferowały żywych karpi, trzymają się swoich dotychczasowych strategii. Pozostałe w większości zaczynają stawiać wyłącznie na artykuły chłodzone i mrożone. Tłumaczą, że nie chcą eskalować cierpienia zwierząt. Z tego trendu wyłamuje się tylko Carrefour, który wciąż będzie sprzedawać żywe ryby. Wyjaśnia to potrzebami swoich klientów. Tymczasem karp staje się coraz mniej istotnym zakupem dla Polaków. W niektórych sklepach śledź i łosoś szybciej schodzą przed świętami.

Stanowcze „nie”

Analitycy serwisu agencyjnego MondayNews zapytali działające w Polsce dyskonty, supermarkety, hipermarkety, sieci convenience oraz cash&carry o to, czy w tym roku zamierzają sprzedawać żywe karpie. Poprosili je również o uzasadnienie podjętych decyzji.

– Od początku naszej działalności, czyli od 2002 roku, sprzedajemy tylko oprawionego karpia, gotowego do obróbki termicznej. Dzięki temu klienci płacą za samo mięso do spożycia. Przetwarzając je samodzielnie, odrzucamy ok. 50-55% jego masy. Oferowany przez nas karp pochodzi wyłącznie z polskich stawów i jest niemrożony – mówi Aleksandra Robaszkiewicz z Lidl Polska.

Jak informuje Justyna Radwańska z ALDI Polska, ta sieć również nigdy nie prowadziła w swoich sklepach sprzedaży żywych karpi. Jest to podyktowane strategią handlową oraz przejrzystą polityką, związaną z dobrostanem zwierząt, która wykracza znacznie poza działania na rzecz zrównoważonego rybołówstwa.

– W tym roku, podobnie jak w latach ubiegłych, nasze sklepy nie będą sprzedawały żywych karpi. Taką decyzję podjęliśmy, kierując się dobrostanem ryb oraz uwzględniając opinie wciąż rosnącej grupy klientów, którzy krytycznie oceniają tego typu sprzedaż – zaznacza Bartosz Pietruszka  z POLOmarketu.

Ponadto Mariola Skolimowska z Netto zapewnia, że ta sieć nigdy nie oferowała i nie zamierza sprzedawać żywych karpi. Jak komentuje Katarzyna Grochowska z Hiper-Com Poland, taka polityka pozytywnie wpływa na wizerunek sklepów. Polacy są coraz bardziej świadomymi konsumentami i niechętnie podchodzą do zakupu wigilijnej ryby w ww. formie.

Różne strategie

– Z roku na rok coraz więcej sieci deklaruje, że nie zaoferuje żywego karpia, mając na względzie dobrostan ryb. W ub.r. był on dostępny m.in. w wybranych sklepach Auchan, E.Leclerc, Carrefour czy Tesco. Decyzja o sprzedaży często była poprzedzona badaniami opinii klientów. I stąd w ogóle do takiej sprzedaży dochodziło – wskazuje dr Paweł Jurowczyk z Instytutu Badawczego ABR SESTA.

Z kolei E.Leclerc Polska zwraca uwagę na to, że decyzje dotyczące sprzedaży karpi oraz formy, w jakiej są one dostępne, zawsze należą do poszczególnych sklepów. Tak było w latach ubiegłych i będzie w tym roku. Wynika to z faktu, że placówki działające pod szyldem marki są niezależnymi przedsiębiorstwami.

– W tym roku nie zaoferujemy żywych karpi. Zawsze zapewnialiśmy najwyższe standardy ich przechowywania, transportu i sprzedaży. Rozumiemy jednak, iż stale rosnąca grupa klientów krytycznie ocenia ten zwyczaj w polskim handlu. Wierzymy, że wychodzimy naprzeciw oczekiwaniom konsumentów. W naszej ofercie będą tylko chłodzone i mrożone produkty rybne – zapowiada Tesco Polska.

Grupa Schiever, zarządzająca w Polsce siecią bi1 i dwoma hipermarketami Auchan, od 2017 roku nie prowadzi sprzedaży żywych karpi. Jest to podyktowane troską o dobrostan zwierząt. Ubój ryb odbywa się w warunkach zapobiegających ich cierpieniu. Natomiast Selgros Cash&Carry od tego roku całkowicie rezygnuje z oferowania żywych karpi.

– Rezygnacja ze sprzedaży nie wynika raczej z tego, że zarządy sieci nagle przejmują się ich losem. Nie bądźmy naiwni. To szersze zagadnienie, obejmujące m.in. standardy hodowli, transportu i magazynowania. Hodowcy wolą przekształcać własne biznesy w zakłady przetwórstwa i sprzedawać gotowe produkty. Rezygnują z pośrednika, czyli ze sklepu, aby oferować wyższą jakość. Świeże, odpowiednio porcjowane i przechowywane ryby nie tracą na wartości w formie chłodzonej czy mrożonej – wyjaśnia Katarzyna Grochowska.

Trzeba też dodać, że Grupa Eurocash nie ma żywych ryb w ofercie hurtowej. Karp jest dostępny wyłącznie w postaci świeżych lub mrożonych płatów czy filetów. Takie rozwiązanie jest uznawane za najlepsze, zarówno ze względów humanitarnych, jak i oczekiwań konsumentów, którzy coraz częściej sięgają po produkty gotowe i łatwe do samodzielnego przygotowania.

– W naszej tradycji trudno wyobrazić sobie Wigilię bez karpia. Wielu konsumentów uważa, że żywa ryba jest gwarancją najlepszej jakości i smaku. Jednak nie we wszystkich regionach Polski to przekonanie jest tak samo silne. Dlatego w ub.r. tylko wybrane sklepy oferowały ww. towar, a teraz kolejne z tego rezygnują – zauważa ekspert z Instytutu Badawczego ABR SESTA.

Wbrew trendowi

Carrefour Polska zamierza kontynuować sprzedaż żywych karpi. I jak komunikuje, decyzja sieci jest podyktowana szacunkiem do przekonań i potrzeb tych konsumentów, którzy chcą kultywować polską tradycję. Jednocześnie firma będzie zachęcać klientów do zmiany nawyków zakupowych i wyboru patroszonych ryb lub innych elementów z ich przerobu. W przypadku karpia z wody możliwe będzie skorzystanie z jego uboju w sklepie.

– Większość hipermarketów deklaruje wprost, że nie sprzedaje już żywych karpi. Być może Carrefour upatruje w tym szansę na zyski. Skoro coraz trudniej będzie dostać taki towar, to głośne oferowanie go może przyciągnąć wielu klientów, którzy nie chcą rezygnować z dotychczasowego zwyczaju – analizuje ekspert z Hiper-Com Poland.

Dr Maria Andrzej Faliński, wieloletni obserwator rynku detalicznego, stwierdza, że Carrefour oferuje to, co jest „naturalne”. Jednocześnie z uwagą podchodzi do tradycji. I w ten sposób kształtuje swój wizerunek. Podjął istotny wysiłek utrzymania warunków humanitaryzmu przy sprzedaży żywych karpi, co nie jest proste technicznie, higienicznie, prawnie i społecznie.

– Postawa ww. sieci nie odwróci już aktualnych trendów. Pamiętajmy, że tzw. tradycja kupowania żywego karpia przed świętami i trzymania go w wannie, wzięła się z powszechnego braku lodówek. Dawniej łatwiej było przechować rybę pływającą w wodzie niż porcjowane mięso w domowych warunkach. Dziś mamy zupełnie inne realia. I klienci wymuszają na sieciach zmianę standardów sprzedaży – tłumaczy Katarzyna Grochowska.

Z kolei dr Faliński przekonuje, że zasady sprzedaży żywych karpi trzeba uporządkować. Ustawa dot. dobrostanu zwierząt, w ślad za dyrektywą, ramowo określa takie warunki. Jednak w przypadku ryb potrzebna jest specyficzna regulacja, np. na poziomie rozporządzenia. Wprawdzie co roku Główny Inspektorat Weterynarii publikuje zbiór wytycznych w tej sprawie, ale to niepotrzebnie pozostawia miejsce dla zmienności przepisów. Trwa to już przynajmniej od dekady.

Spada pozycja karpia

– Dotychczas nie sprzedawaliśmy żywych karpi i nie zamierzamy tego zmieniać. Co ciekawe, ta ryba znajduje się dopiero na 3. miejscu wśród najchętniej kupowanych u nas przed świętami. W ub.r. najlepiej sprzedawał się śledź. Za nim był łosoś i dopiero potem – karp – informuje Jan Kołodyński z sieci Biedronka.

Ekspert z Hiper-Com Poland przypomina, że zwyczaj przyrządzania karpia na Wigilię nie wziął się z zamiłowania Polaków do jego walorów smakowych. Osiągnął powodzenie dzięki planowanej gospodarce w latach 50. XX w. Hilary Minc, minister przemysłu, zdecydował wówczas, że karpie zastąpią ryby morskie, których brakowało na rynku. Stworzono też hasło – „Karp na każdym wigilijnym stole”. Poza sezonem trudno było dostać ten towar i to umocniło jego „odświętność”.

– Karp w świecie ubogiego rynku i biednego konsumenta był istotnym, uświęconym tradycją daniem. Dziś, kiedy już klient poznał alternatywy i na co dzień ma do czynienia z kilkudziesięcioma gatunkami ryb, na które go stać, sięga po inne przysmaki. I dlatego karp przegrywa m.in. z łososiem przed świętami – dodaje dr Faliński.

Zdaniem Katarzyny Grochowskiej, to jest oczywiste, że klienci coraz częściej sięgają po inne ryby. Karp jest trudny w przygotowaniu. Nie każdy lubi jego smak. Dlatego Polacy zamiast smażyć to, co ich dziadkowie, zaczynają gotować tak, aby im smakowało. I to jestem efektem rosnącej świadomości rynku.

Deloitte Liderem Doradztwa dla Zrównoważonego Rozwoju

Deloitte Polska zdobył nagrodę Sustainable Economy Awards w kategorii firm doradczych, przyznawaną w ramach Sustainable Economy Summit. Firma otrzymała tytuł Lidera Doradztwa dla Zrównoważonego Rozwoju. Została doceniona za efektywne działania pomagające klientom pozytywnie wpływać na otoczenie gospodarcze, społeczne i ekonomiczne.

Kapituła doceniła Deloitte Polska za najwyższy poziom projektów przygotowujących firmy i instytucje sektora publicznego do lokalnych i globalnych wyzwań społeczno-ekonomicznych. Firma doradcza zawdzięcza wygraną wieloletniemu efektywnemu wspieraniu klientów w proaktywnym zarządzaniu ich wpływem na otoczenie.

Zrównoważony rozwój to już nie jest pieśń przyszłości, o której może kiedyś warto by pomyśleć. To się dzieje tu i teraz. I nikt za nas tego nie zrobi. Jesteśmy dumni, że tak szacowne grono jury dostrzegło i doceniło doświadczenie oraz wysiłki Deloitte. Tytuł Lidera Doradztwa to powód do dumy i motywacja do dalszej pracy – mówi Irena Pichola, Partner w Deloitte, Lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Europie Środkowej.

Pomagają, by zwyciężać

Zespół ekspertów Deloitte Polska od lat specjalizuje się w analizach łączących zagadnienia ekonomii i zrównoważonego rozwoju, a także stosowania narzędzi ekonomicznych do analiz problemów w różnych dziedzinach, takich jak np. walka ze smogiem czy gospodarka odpadami. Proponowane rozwiązania dostosowuje do specyfiki i skali działania danej organizacji, uwzględniając związane z jej funkcjonowaniem ryzyka, potrzeby i oczekiwania interesariuszy.

Dostrzegając zmieniające się otoczenie społeczne i biznesowe, Deloitte spełnia oczekiwania klientów, oferując szerokie wsparcie m. in.: w raportowaniu zintegrowanym i pozafinansowym według międzynarodowych standardów, zarządzaniu i raportowaniu wpływu organizacji na otoczenie, budowaniu strategii zrównoważonego rozwoju, planowaniu działań dotyczących obniżania śladu środowiskowego, w tym emisji gazów cieplarnianych. Oferta dotyczy również zarządzania w oparciu o wartości etyczne, projektowania odpowiedzialnych łańcuchów dostaw, a także zrównoważonej oraz technologicznej transformacji miast i regionów. W ostatnich latach zespół Deloitte zrealizował kilkaset projektów dla klientów prywatnych i publicznych w Polsce oraz krajach Europy Środkowej.

Prestiżowe wyróżnienie

Sustainable Economy Awards to projekt, który ma podkreślać znaczenie zaangażowania polskich przedsiębiorców we wdrażanie idei zrównoważonego i odpowiedzialnego biznesu. W skład kapituły wchodzą wybitne osobistości zaangażowane w obszar zrównoważonego rozwoju, przewodniczy jej prof. Michał Kleiber, Wiceprezes Europejskiej Akademii Nauk i Sztuk oraz Prezydent organizacji ECCOMAS. Organizatorem wydarzenia jest Executive Club, organizacja biznesowa zrzeszająca przedstawicieli top managementu. Klub integruje elity biznesowe oraz służy budowaniu relacji i rozwojowi polskiego biznesu. Jest to pierwsza i największa organizacja o takim profilu w Polsce, o ugruntowanej pozycji zbudowanej w oparciu o współpracę z najważniejszymi podmiotami rynkowymi z kraju i z zagranicy.

Apel europejskiej branży cyfrowej do rządów krajów UE ws. Kodeksu Usług Cyfrowych

Organizacje reprezentujące branżę cyfrową i nowoczesnych technologii z dziewięciu krajów Europy Północnej, Centralnej i Wschodniej, w tym z Polski, zwróciły się do rządów państw członkowskich UE ze wspólnym stanowiskiem w sprawie projektowanego Kodeksu Usług Cyfrowych (Digital Services Act), nad którym będzie pracować Komisja Europejska. Apelują, by nowe przepisy nie doprowadziły do zahamowania innowacyjności Europy, a służyły rozwojowi usług internetowych, biznesowych, kreatywności, kultury i sztuki, pluralizmowi mediów oraz edukacji.

Apel ma związek z zaplanowanym na najbliższy poniedziałek w Warszawie spotkaniem przedstawicieli państw Grupy D9+ (Belgii, Danii, Finlandii, Estonii, Holandii, Luksemburga, Irlandii, Szwecji i Wielkiej Brytanii oraz mających status obserwatora Polski i Czech). To kraje Unii Europejskiej, które prezentują podobne podejście do praw cyfrowych. Wśród tematów ich najbliższych rozmów będą m.in. kwestie dot. regulacji proponowanych w ramach planowanego Kodeksu Usług Cyfrowych (DSA). Mają one m.in. zmienić obecne przepisy zawarte w Dyrektywie  o handlu elektronicznym (która głównie wprowadza wyłączenia dotyczące odpowiedzialności platform internetowych za treści na nich publikowane) i być również odpowiedzią na współczesne wyzwania w internecie, jak np. mikrotargetowanie czy tzw. fake newsy.

Pod wspólnym stanowiskiem podpisało się w sumie 11 organizacji reprezentujących przedsiębiorców sektora cyfrowego i nowoczesnych technologii z Finlandii (FiCom), Holandii (NL Digital oraz DINL), Danii (Duńskie Stowarzyszenie Przedsiębiorczości), Szwecji (IT&Telekomföretage), Niemiec (Deutsche Startups i ECO) oraz krajów Grupy Wyszehradzkiej – Węgier (IVSZ), Czech (Konfederacja Przemysłu Republiki Czeskiej), Słowacji (ITAS) oraz Polski (Związek Cyfrowa Polska).

Pogodzić regulacje z ideą Jednolitego Rynku Cyfrowego

Zdaniem sygnatariuszy listu, unijny Kodeks Usług Cyfrowych musi przede wszystkim chronić wartości podstawowe zawarte dziś w Dyrektywie o handlu elektronicznym, która pozwoliła na rozwój szerokiej gamy usług internetowych, nowatorskich modeli biznesowych europejskiej kreatywności, kultury i sztuki, pluralizmu mediów i możliwości szerokiej edukacji. Ważne jest również to, aby wszelkie nowe regulacje nie hamowały innowacji i wzrostu Unii – w tym wzrostu PKB. „W tym celu wzywamy rządy państw członkowskich z Europy Północnej, Środkowej i Wschodniej do współpracy w nadchodzącym procesie uchwalania tego podstawowego aktu prawnego w celu osiągnięcia perspektywicznej regulacji dla gospodarki cyfrowej UE” — napisano we wspólnym stanowisku, opublikowanym w piątek.

Europejskie organizacje branży cyfrowej podkreślają również, że wszystkie projektowane regulacje dotyczące usług cyfrowych, w tym handel elektroniczny, zasady dotyczące odpowiedzialności, jak np. odpowiedzialności algorytmicznej oraz zasady dot. treści i reklamy internetowej, powinny być zgodne z ideą Jednolitego Rynku Cyfrowego.

„Jednolity rynek, który pozwoli na skalowanie i rozpowszechnianie innowacyjnych pomysłów w Europie powinien funkcjonować bez zbędnych ograniczeń oraz musi być zgodny z rozbieżnymi lokalnymi przepisami i regulacjami, umożliwiając europejskim konsumentom i przedsiębiorstwom czerpanie korzyści z cyfryzacji” – twierdzą sygnatariusze pisma.

W ich opinii, oznacza to, że każde nowe zobowiązanie i odpowiedzialność nałożone na podmioty świadczące usługi muszą być jasne, precyzyjne i systemowe dla wszystkich państw członkowskich. Ewentualne rozdrobnienie przepisów będzie miało negatywny wpływ na poszczególne kraje, np. poprzez w rozbieżności w interpretacjach i orzecznictwie.

Zapewnić bezpieczeństwo i prywatność użytkowników

Należy również wziąć pod uwagę różnice między konkretnymi usługami online. Ich różnorodna działalność i cele muszą być dobrze zrozumiane i odzwierciedlone w projektowanych przepisach. To, co ma sens w przypadku platform do udostępniania treści, może nie być odpowiednie ani technicznie wykonalne dla wyszukiwarek— mówi prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik. I dodaje: — Ważne jest także to, aby europejski Kodeks Usług Cyfrowych zapewnił poszanowanie prywatności użytkowników oraz ich prawo do wyrażania poglądów i wolności słowa, a także zapewniała ich bezpieczeństwo.

W opublikowanym stanowisku europejska branża cyfrowa odnosi się również do kwestii odpowiedzialności za zamieszczanie niezgodnych z prawem treści w internecie. W jej opinii należy podtrzymać obowiązujący obecnie zakaz ogólnego monitorowania sieci, ale powinno się też uwzględnić klauzulę tzw. „dobrego samarytanina”, aby umożliwić platformom wyszukiwanie i usuwanie szkodliwych treści. Ich zdaniem treści  „zgodne z prawem, ale szkodliwe” nie powinny wchodzić w skład systemu odpowiedzialności platform internetowych.

Stanowisko europejskiej branży cyfrowej trafiło do rządów krajów z Europy Północnej oraz Środkowo-Wschodniej, w tym także w Polsce – do Ministerstwa Cyfryzacji, Ministerstwa Rozwoju oraz do sekretarza stanu ds. europejskich w Kancelarii Premiera, Konrada Szymańskiego.

NFP prezentem czy rózgą dla dolara?

Dotarliśmy do końca tygodnia, gdzie wszyscy wyczekują raportu z rynku pacy USA. Przy postępującej słabości USD w ostatnich dniach zasadnym jest założenie, że rynek nastawia się na gorszy odczyt. Rozczarowania w wynikach ISM i ADP wspierają te oczekiwania. Ale jak zły musiałby być raport NFP, by pchnąć Fed do kolejnej obniżki stóp procentowych w tym roku?

Raport z rynku pracy za listopad może być trudniejszy do interpretacji niż zwykle w związku z obciążeniami z tytułu zdarzeń jednorazowych. Miesiąc temu słaby wynik przyrostu zatrudnienia (128 tys.) był skutkiem strajku pracowników General Motors, którzy według zasad Departamentu Pracy USA nie wliczają się do aktywnej siły roboczej. To zdarzenie odebrało ok. 40 tys. z odczytu, jednak zakończenie strajku przyniesie wzrost zatrudnienia w listopadzie o taką samą liczbę. Jednocześnie trudne warunki atmosferyczne, które wystąpiły w USA w listopadzie w tygodniu przeprowadzania statystyk będą wpływać na obniżenie zatrudnienia. Niepracujący wskutek ataku zimy pracownicy sektora budowalnego lub niektórych usług będą traktowani jako bezrobotni. Stąd sugerowane przez konsens odbicie zatrudnienia w listopadzie do 185 tys. może być trudne od osiągniecia. Dodatkowo po rozczarowującym raporcie ADP (67 tys. vs 135 tys.) rynek obniżył swoje oczekiwania przed dzisiejszymi danymi. Za to wskazania z danych ISM są niejednoznaczne. Subindeks zatrudnienia w ISM dla przemysłu spadł do 46,6 z 47,7, ale przemysł stanowi jednak ok. 12 proc. PKB, podczas gdy w dominujących usługach (80% PKB) subindeks zatrudnienia skoczył do 55,5 z 53,7.

Choć ADP wskazuje na negatywne ryzyka dla piątkowego odczytu, to oczyszczone ze zdarzeń jednorazowych dane powinny wskazywać na utrzymanie solidnego tempa wzrostu zatrudnienia, jak na ten etap cyklu koniunkturalnego. Mimo to w pierwszej chwili może być trudno „odkopać” oczyszczoną wartość i rynki finansowe będą polegać na porównaniu do konsensusu. Biorąc poprawkę na wydźwięk ADP, sądzę, że nieformalny punkt wyjścia został obniżony do ok. 160 tys. Stąd odczyt dopiero poniżej tego pułapu powinien być traktowany jako negatywny dla USD.

Pytaniem jest, jak bardzo różniący się od oczekiwań wynik jest w stanie odbić się na dolarze? Lepsze od oczekiwań dane jedynie potwierdzą przejście Fed do neutralnego nastawienia przy wciąż mało realnych podwyżkach stóp procentowych. Z kolei gorsze dane (w połączeniu z pozostałymi raportami z USA z tego tygodnia) będą podnosić obawy o dalsze hamowanie ożywienia w 2020 r. Jednak jest mało prawdopodobne, aby Fed widział w danych jednoznaczny powód do przerwania okresu pauzy i przeprowadzenia kolejnej obniżki stóp procentowych w przyszłym tygodniu. Spokój rynku stopy procentowej to potwierdza – pomimo słabych wyników ADP i ISM wycena szans cięcia w tym miesiącu pozostaje bliska 0 proc. Mimo to złe dane będą musiały znaleźć odniesieni w komunikacie FOMC, co już teraz będzie dyskontowane przez rynek i może uderzać w USD. Nie można jednak zapominać o wyjątkowym statusie dolara i jeśli źle się dzieje w gospodarce USA, to nie są to dobre wieści dla nikogo. Jeśli awersja do ryzyka będzie silniejsza od awersji do dolara, na koniec dnia USD może wcale nie być słabszy.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Skarb Państwa obejmie akcje Grupy Azoty Police w Ofercie Publicznej współfinansującej Projekt Polimery Police

Zarząd Grupy Azoty Zakłady Chemiczne „Police” S.A. [„Spółka”] 5 grudnia 2019 roku zawarł Umowę Inwestycyjną ze Skarbem Państwa, dotyczącą nabycia akcji w Ofercie Publicznej z Prawem Poboru, dedykowanej finansowaniu Projektu Polimery Police. Umowa jest następstwem pozytywnego rozpatrzenia wniosku Spółki o objęcie akcji przez Prezesa Rady Ministrów. Skarb Państwa jest uprawniony do objęcia 5 513 722 akcji o wartości ok. 56,2 mln zł (wg ceny emisyjnej 10,2 zł). Zapisy na akcje w Ofercie kończą się 9 grudnia br.

Zarząd spółki Grupa Azoty Zakłady Chemiczne „Police” S.A. 5 grudnia 2019 r. podpisał ze Skarbem Państwa reprezentowanym przez Prezesa Rady Ministrów Umowę Inwestycyjną w związku z emisją nowych akcji serii C Spółki w ramach prowadzonej przez Spółkę publicznej oferty akcji serii C z zachowaniem praw poboru akcjonariuszy. Na podstawie Umowy Inwestycyjnej Skarb Państwa obejmie 5.513.722 nowe akcje serii C emitowane przez Spółkę w wykonaniu przysługujących Skarbowi Państwa praw poboru za środki w łącznej kwocie 56.239.964,40 złotych. Spółka zobowiązała się wobec Skarbu Państwa, że przeznaczy Środki w całości na realizację przez podmiot zależny Spółki, Grupę Azoty Polyolefins S.A., projektu inwestycyjnego obejmującego budowę instalacji do produkcji propylenu oraz polipropylenu wraz z infrastrukturą towarzyszącą.

Z zadowoleniem przyjęliśmy decyzję Skarbu Państwa o wsparciu kapitałowym realizacji Projektu Polimery Police. Jesteśmy przekonani o strategicznym wpływie przedsięwzięcia na rozwój gospodarczy i społeczny Polski, w tym regionu zachodniopomorskiego. Projekt m.in. oznacza wzrost polskich możliwości eksportowych w obszarze sprzedaży zaawansowanych tworzyw sztucznych i pozwoli dołączyć naszej gospodarce do europejskich liderów rynku, jak Niemcy, Francja bądź Belgia. Projekt Polimery Police ma kluczowe znaczenie również dla Grupy Azoty. Jego realizacja pozwoli na rozszerzenie działalności o atrakcyjny i rosnący rynek tworzyw sztucznych oraz dywersyfikację przychodów ze sprzedaży – wskazuje dr Wojciech Wardacki, Prezes Zarządu Grupy Azoty S.A. oraz Grupy Azoty Zakłady Chemiczne „Police” S.A.

W skład zintegrowanego kompleksu chemicznego Polimery Police będzie wchodził: terminal przeładunkowo-magazynowy (gazoport), infrastruktura logistyczna oraz odpowiednie instalacje pomocnicze. Sercem Projektu będą instalacje do produkcji propylenu oraz do produkcji polipropylenu. Obie instalacje zostały zaprojektowane w oparciu o nowoczesne amerykańskie licencje (Oleflex od firmy Honeywell Universal Oil Product oraz Unipol od firmy Grace), umożliwiające wysoką elastyczność produkcji i dostarczanie szerokiej gamy rodzajów polipropylenu.

Identyfikujemy inne długofalowe korzyści wynikające z Inwestycji. To m.in. potencjalne „efekty mnożnikowe” dla rozwoju polskiego przemysłu, zwłaszcza sektora chemicznego. Projekt stworzy kilkaset wysokospecjalistycznych miejsc pracy oraz pozytywnie wpłynie na rozwój polskiej nauki i sektora B+R. Wreszcie, budowa jednego z największych terminali importowych LPG w Polsce, który będzie w stanie obsługiwać statki o tonażu do 22 tys. ton, poprawi bezpieczeństwo energetyczne Polski – – uzupełnia dr Wojciech Wardacki.

Całkowity szacowany budżet realizacji Projektu Polimery Police wynosi ok. 1,5 mld EUR, z czego ok. 1,2 mld EUR stanowić będą nakłady inwestycyjne – m.in. wynagrodzenie wykonawcy, zakupy licencji, prace przygotowawcze, skapitalizowane koszty wynagrodzeń. Na pozostałą kwotę składać się będą nieskapitalizowane koszty funkcjonowania spółki celowej Grupa Azoty Polyolefins S.A., koszty finansowe w okresie budowy oraz zakładane rezerwy na obsługę zadłużenia.

Zastrzeżenie prawne:

Informacje zawarte w niniejszym materiale nie stanowią oferty sprzedaży ani zachęty do składania ofert kupna, ani też nie nastąpi sprzedaż papierów wartościowych, o których mowa w niniejszym materiale, w żadnej jurysdykcji, w której oferta taka, zachęta lub sprzedaż byłaby bezprawna przed rejestracją, zwolnieniem z rejestracji lub upoważnieniem na podstawie przepisów o papierach wartościowych danej jurysdykcji. Rozpowszechnianie tego dokumentu w niektórych państwach może być zabronione. Niedozwolona jest dystrybucja niniejszego dokumentu na terytorium Stanów Zjednoczonych Ameryki, Kanady, Japonii lub Australii. Informacje zawarte w załączonym dokumencie nie stanowią oferty sprzedaży ani zaproszenia do złożenia oferty nabycia papierów wartościowych w Stanach Zjednoczonych Ameryki, Kanadzie, Japonii lub Australii. Niniejszy materiał ma wyłącznie charakter promocyjny i w żadnym przypadku nie stanowi oferty ani zaproszenia, jak również podstaw podjęcia decyzji w przedmiocie inwestowania w papiery wartościowe spółki Grupa Azoty Zakłady Chemiczne „Police” S.A. („Spółka”). Prospekt emisyjny („Prospekt”), sporządzony w związku z ofertą i dopuszczeniem akcji Spółki oferowanych w ofercie do obrotu na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie S.A., zatwierdzony przez Komisję Nadzoru Finansowego w dniu 5 listopada 2019 roku (z ewentualnymi suplementami) jest jedynym prawnie wiążącym dokumentem zawierającym informacje o Spółce i publicznej ofercie jej akcji w Polsce („Oferta”). W związku z Ofertą i dopuszczeniem akcji Spółki oferowanych w Ofercie do obrotu na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie S.A, Spółka udostępniła Prospekt na swojej stronie internetowej pod adresem http:/zchpolice.grupaazoty.com. Niniejsza komunikacja nie stanowi rekomendacji w rozumieniu Rozporządzenia (UE) nr 596/2014 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 16 kwietnia 2014 w sprawie nadużyć na rynku (rozporządzenie w sprawie nadużyć na rynku) oraz uchylającego dyrektywę 2003/6/WE Parlamentu Europejskiego i Rady i dyrektywy Komisji 2003/124/WE, 2003/125/WE oraz 2004/72/WE.

Przemysł tekstylny, odzieżowy i obuwniczy skarży się na małe zainteresowanie młodych pracowników

Doświadczeni przedsiębiorcy z branży tekstylno-odzieżowej zgadzają się, że odpowiedzią na problemy sektora z zatrudnieniem nowych, młodych pracowników jest odbudowa szkolnictwa zawodowego. Niedawna zapaść w tym sektorze edukacyjnym doprowadziła do luki pokoleniowej, która daje się we znaki właścicielom firm. Obecnie największym wyzwaniem przedsiębiorstw tekstylnych, odzieżowych i obuwniczych jest pozyskanie nowych pracowników, którzy chcą łączyć ścieżkę swojej kariery z przyszłością sektora.

Odpowiedzią na to wyzwanie powinna być oczywiście atrakcyjna oferta ze strony właścicieli firm, która przyciągnie pracowników i zatrzyma ich na stanowisku. Są to przede wszystkim zadowalająca płaca, bezpieczne zatrudnienie i nowoczesne produkty. Oferta firm powinna nadążać za potrzebami zarówno klientów, jak i młodych specjalistów – chcących budować przyszłość branży tekstylno-odzieżowej.

– Młody człowiek musi się utożsamiać z produktami firmy. By przyciągnąć pracownika, przedsiębiorca musi oferować atrakcyjną wypłatę, bezpieczeństwo zatrudnienia i pasję. Bez tych elementów cała układanka się posypie – powiedział serwisowi eNewsroom Tadeusz Wawrzyniak, Prezes Związku Pracodawców Przemysłu Odzieżowego i Tekstylnego PIOT. – Jeśli zaś chodzi o kwestie związane z wyborem szkoły, bardzo ważną rolę odgrywają rodzice naszych przyszłych pracowników. Mówimy bowiem o dzieciakach, które mają teraz 15 lat – zaraz będą kończyć szkoły podstawowe i wybierać swój przyszły zawód. Jeśli w mentalności samych rodziców wizerunek branży nie zmieni się, będzie stanowić to dla nas duży problem. Na szczęście od trzech lat sukcesywnie wzrasta ilość uczniów wybierających specjalności odzieżowe, tekstylne czy obuwnicze. Liczymy na to, że ten proces zasili nasze przedsiębiorstwa młodymi talentami – zapowiada Wawrzyniak.

Blisko 200 mln euro trafi na transport kolejowy i paliwa alternatywne. BGK i Komisja Europejska rozdysponują granty na realizację takich projektów

Przyspieszenie rozwoju europejskiej sieci transportowej oraz paliw alternatywnych – to dwa priorytety finansowania w ramach instrumentu CEF Transport Blending Facility. Prywatne i publiczne podmioty mogą się ubiegać w nim o unijne granty na realizację projektów z tych obszarów. Do rozdysponowania jest w sumie 198 mln euro. Dofinansowanie w minimalnej wysokości 1 mln euro na projekt przyznaje Komisja Europejska. Dotacja łączy się z kredytem udzielanym przez Bank Gospodarstwa Krajowego. To pierwsza instytucja narodowa, która współpracuje z Komisją Europejką przy wdrażaniu tego programu.

– W kilku ostatnich latach sytuacja w Polsce szybko się zmienia, inwestycje przebiegają bardzo sprawnie, jesteśmy rozwijającą się gospodarką. Jest to również efekt tego, że mamy możliwość korzystania ze środków europejskich – mówi agencji Newseria Biznes Grzegorz Puda, wiceminister funduszy i polityki regionalnej. – CEF Blending Facility jest instrumentem, który ma połączyć wszystkie kraje europejskie. Polska jest liderem w wykorzystaniu środków z instrumentu Connecting Europe Facility i wiele krajów zwraca się do nas z pytaniem, jak rozwiązać niektóre problemy techniczne. Najwięcej tych środków trafiło właśnie do Polski, głównie na rozwój kolei.

Głównym celem programu CEF Transport Blending jest dalszy i szybszy rozwój europejskiej sieci transportowej. W ramach tego instrumentu sfinansować można m.in. punkty doładowania paliw alternatywnych dla transportu zbiorowego czy urządzenia do magazynowania energii. O fundusze mogą się ubiegać podmioty – zarówno publiczne, jak i prywatne – które planują inwestycje w tych dwóch obszarach.

– Ten program jak na europejskie standardy jest bardzo wąsko sprofilowany. Dotyczy stosowania paliw alternatywnych, czyli gazu, elektryczności i wodoru. Drugi obszar tematyczny to Europejski System Zarządzania Ruchem Kolejowym. Tylko te dwa typy projektów są możliwe do realizacji z dofinansowaniem –mówi Przemysław Cieszyński, członek zarządu Banku Gospodarstwa Krajowego. – Cel dalekosiężny to ekologia oraz zwiększenie przepustowości sieci kolejowej.

Bank Gospodarstwa Krajowego – jako pierwsza instytucja narodowa – podpisał w tym tygodniu z Komisją Europejską umowę na realizację programu CEF Blending Facility. To oznacza, że BGK będzie pełnić w Polsce rolę partnera wdrażającego, odpowiedzialnego za realizację programu.

– CEF Blending Facility łączy finansowanie zwrotne w postaci kredytu z grantem, czyli dotacją. Źródłem dotacji jest Komisja Europejska, która po analizie projektu podejmuje decyzję o jej udzieleniu. Natomiast kredyt będzie udzielany ze środków własnych Banku Gospodarstwa Krajowego. W nomenklaturze europejskiej jesteśmy instytucją wdrażającą, co oznacza, że to my przeprowadzamy selekcję projektów i wyszukujemy potencjalnych partnerów – precyzuje Przemysław Cieszyński. – Jesteśmy pierwszym narodowym bankiem rozwoju, który uczestniczy w tym programie. Obok BGK rolę partnera wdrażającego pełni również Europejski Bank Inwestycyjny.

Umowa z Komisją Europejską oznacza, że do zadań BGK będzie należeć m.in. ocena projektów pod kątem spełnienia celów programu, udzielenie promesy dofinansowania zwrotnego. Kredyt udzielany przez BGK będzie wynosić minimalnie 5 mln euro dla projektu.

Bank od dawna angażuje się w programy bezpośrednio zarządzane przez Komisję Europejską. Jak podkreślają jego przedstawiciele, nowo zawarta umowa jest wyrazem zaufania KE i podkreśla rolę BGK jako instytucji doświadczonej w skutecznym wdrażaniu środków europejskich.

– Wdrażamy w tej chwili program pilotażowy. Działania zostały zapoczątkowane w celu przygotowania się do następnego okresu finansowania, w którym będziemy wdrażać podobne instrumenty w szerszym zakresie – mówi Olivier Silla, szef działu inwestycji transportowych w Dyrekcji Generalnej ds. Mobilności i Transportu Komisji Europejskiej (DG MOVE).

Alokacja środków w ramach CEF Blending Facility wynosi 198 mln euro, ale nowe możliwości finansowania otworzą się wraz z kolejną unijną perspektywą na lata 2021–2027.

– Najbliższe miesiące są ostatnią szansą na wykorzystanie linii w dotychczasowym budżecie UE. Z tego powodu nasze pierwsze działania nie mają zbyt wielu priorytetów ani przesadnie dużego budżetu. Wraz z nową perspektywą finansową i nowym budżetem w 2021 roku będziemy mogli wdrażać instrument CEF na szerszą skalę i przy uwzględnieniu większej liczby priorytetów – podkreśla Olivier Silla.

Pracodawcy RP: Wprowadzenie prezydenckiego pomysłu emerytur stażowych doprowadziłoby do braku pracowników. Wypłacane świadczenia byłyby niskie

Kobiety po 35 latach pracy, a mężczyźni po 40 latach mogliby zyskać prawo do wcześniejszej emerytury stażowej – proponuje Andrzej Duda. Eksperci podkreślają, że jest to postulat, który spodoba się związkowcom, natomiast pracodawcy mogą mieć problem ze znalezieniem pracowników, bowiem osoby ze średnim wykształceniem zyskiwałyby prawo do świadczenia o około 5–7 lat wcześniej niż obecnie. Zdaniem głównego ekonomisty Pracodawców RP przy obecnym stanie demografii sami zainteresowani będą się borykać z niskim poziomem emerytur, niewystarczającym na zaspokojenie podstawowych potrzeb.

Samo hasło dla pracobiorców brzmi na pewno atrakcyjnie. Z drugiej strony, dla pracodawców może być swoistym sygnałem alarmowym i doprowadzać do pewnego paraliżu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Leszek Juchniewicz, główny ekonomista Pracodawców RP. – Mnie się wydaje, że taką koncepcję trzeba powiązać generalnie z reformą systemu emerytalnego, ponieważ przy tej cezurze 35 lat stażu pracy dla kobiet i 40 dla mężczyzn boję się, że będziemy mieli nadmiar młodych emerytów, a pojawi się problem wysokości świadczeń dla nich. Dziś stopa zastąpienia kształtuje się na poziomie około 50 proc., za lat 20 będzie wynosić zaledwie 30 proc., w związku z tym pojawi się problem, z czego ci młodzi emeryci będą żyli.

Wysokość emerytury to wypadkowa wysokości wynagrodzenia, przepracowanych lat i przewidywanej długości życia na emeryturze. Im więcej lat bez pracy, tym niższe świadczenie, bo wypracowane składki muszą wystarczyć na dłuższy czas na emeryturze. Tymczasem według prognozy ludności do 2050 roku opracowanej przez GUS długość życia kobiet wzrośnie w tym czasie o 5–6 lat, a mężczyzn o około 8 lat. Dzisiejsza demografia już jest wyzwaniem dla systemu ubezpieczeń społecznych, a będzie jeszcze gorzej. O ile mediana wieku mężczyzn w 2020 roku ma wynieść 40 lat, o tyle w 2050 roku wzrośnie o dekadę. Dla kobiet to odpowiednio 43,6 i niemal 55 lat.

Wtedy pojawiają się zwykle problemy zdrowotne, potrzebne są środki finansowe na podstawowe świadczenia opieki lekarskiej, na zakup lekarstw. Jeśli emerytury będą niskie, a już dzisiaj są one bardzo niskie, bo przeciętna emerytura kształtuje się na poziomie 2,2 tys. zł, to jest to kwota, która nie wystarcza na zaspokojenie wszystkich bytowych potrzeb i potrzeb związanych z samorealizacją, np. z wyjazdami na wczasy. Trzeba pracować dłużej, trzeba oszczędzać w pracowniczych planach kapitałowych, trzeba rozwijać system przyszłego bezpieczeństwa finansowego po zakończeniu aktywności zawodowej – wymienia dr Leszek Juchniewicz. – Żeby przekonać Polaków do tego, że powinniśmy pracować dłużej, wydajniej, efektywniej, trzeba prowadzić nieustanną pracę organiczną, tłumaczyć, pokazywać następstwa.

Wprawdzie projekt budżetu na 2020 rok przewiduje najniższą od 15 lat dotację na FUS, bo zaledwie w wysokości nieco ponad 26 mld zł, kwota ta uwzględnia jednak m.in. jednorazowe wpływy, takie jak opłata przekształceniowa za przeniesienie środków z OFE do IKE czy środki pozyskane ze zniesienia limitu 30-krotności składek ZUS, który to projekt został wycofany przez sam PiS. Tylko z tego ostatniego źródła miało pochodzić 5 mld zł.

Z drugiej strony, mimo że stopa bezrobocia jest w Polsce od kilku lat na jednym z najniższych poziomów w Europie, niski jest także wskaźnik zatrudnienia. W połowie 2019 roku biernych zawodowo było 43,8 proc. Polaków powyżej 15. roku życia, a to dobrze ponad 13 mln osób. Pracujących było niewiele więcej, bo niespełna 16,5 mln osób.

Wprowadzenie emerytur stażowych oznaczałoby dla pracodawców swoisty stan zagrożenia, ponieważ zaczęłoby brakować pracowników. Już dziś w wielu branżach mamy wiele problemów, nie potrafimy też zagospodarować ludzi zawodowo nieaktywnych, w związku z tym pomnażanie tej armii niepracujących musi budzić wątpliwość – ocenia dr Leszek Juchniewicz. – Aczkolwiek zdaję sobie sprawę z tego, że oczekiwania społeczne są takie, że będziemy krócej pracować i tym samym będziemy mieli więcej czasu na realizację swoich osobistych zamierzeń niezwiązanych z pracą zawodową.

Nie wiadomo, jakie szanse na realizację ma pomysł prezydenta Andrzej Dudy, bo według wstępnych zapowiedzi przedstawicieli rządu, nie znajduje on szerokiego poparcia.

Klienci niechętni udostępnianiu fintechom swoich danych transakcyjnych. Bezpieczeństwo kluczowym aspektem zmian w bankowości

Dyrektywa PSD2, która wdraża otwartą bankowość, pozwala fintechom tworzyć całkiem nowe usługi finansowe dla klientów banków. Otwiera także nowe możliwości współpracy tych podmiotów z bankami. Może się jednak okazać, że największym beneficjentem nowych przepisów będą nie fintechy, ale właśnie zaawansowane technologicznie banki. Wynika to po części z niechęci klientów do udostępniania swoich danych transakcyjnych innym podmiotom.

– Dyrektywa PSD2 w założeniu stwarza możliwość takiej lekkiej integracji fintechów z bankami. Nie wiem jednak, czy wszyscy uczestnicy tego rynku chcieliby działać w jednym systemie bankowym. Działają już tzw. huby PSD2, gdzie start-upy mogą się podłączać i korzystać z nowych funkcjonalności, jakie stwarza ta dyrektywa, bez konieczności posiadania licencji, w zamian korzystając z licencji udostępnianych właśnie przez takie huby. Są to pewne zalążki ekosystemów dla instytucji niefinansowych – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Jakubczyk, Strategic Business Development, start-up CASHAP.

Unijna dyrektywa PSD2 wprowadziła nową kategorię dostawców usług płatniczych. To tzw. podmioty trzecie (Third Party Providers, TPP). Główną zmianą jest otwarcie dla nich rynku finansowego – to tzw. koncepcja open banking, czyli otwartej bankowości. Od września br. banki muszą udostępniać TPP otwarte środowisko API (otwarty interfejs programowania aplikacji). W praktyce oznacza to, że fintechy, start-upy finansowe czy serwisy płatnicze zyskują dostęp do informacji zarezerwowanych do tej pory tylko dla banków, takich jak dane transakcyjne, historia płatności i inne informacje zgromadzone na rachunkach klientów. W oparciu o nie TPP będą mogły projektować całkiem nowe aplikacje, usługi finansowe oraz np. inicjować płatności z rachunku klienta za jego zgodą, ale bez konieczności posiadania umowy z bankiem.

Komunikacja między bankiem i TPP wymaga jednak nie tylko odpowiedniego interfejsu, lecz także zabezpieczeń. Te obejmują dwa specjalne, kwalifikowane certyfikaty do PSD2 (certyfikat uwierzytelniania stron internetowych i kwalifikowany certyfikat pieczęci elektronicznej). W Polsce obydwa posiada Krajowa Izba Rozliczeniowa, która jest jednocześnie podmiotem uprawnionym do ich wydawania. KIR udostępnia również rozwiązanie ułatwiające implementację PSD2 – to tzw. HUB PSD2, czyli ustandaryzowany interfejs do komunikacji pomiędzy bankami a podmiotami trzecimi.

Jak podkreśla KIR, HUB PSD2 ma być pierwszym krokiem w budowie polskiego ekosystemu otwartej bankowości i jest unikalny w skali Europy. Ma on zapewnić nie tylko ujednolicony, lecz przede wszystkim bezpieczny dostęp TPP do rachunków płatniczych prowadzonych przez banki.

– Chciałbym uspokoić, że usługi generowane przez fintechy są co do zasady bezpieczne. Odpowiednie przepisy prawne nakazują rejestrację fintechom i małym instytucjom wchodzącym na ten rynek. W przypadku PSD2 trzeba uzyskać odpowiedni status i licencję, trzeba posiadać certyfikaty, które gwarantują, że usługa świadczona przez fintech jest bezpieczna – mówi Tomasz Jakubczyk. – Na naszym rynku są też możliwości dla firm zaczynających swoją przygodę z fintechem, aby zarejestrować to jako tzw. small payment institution. Jest to rejestr prowadzony przez KNF. Chciałbym uspokoić, że działalność fintechowa podlega regulacjom i nadzorcy rynku uważnie przyglądają się takim instytucjom.

Eksperci podkreślają, że bezpieczeństwo to kluczowy element zmian wynikających z PSD2. Jak pokazuje marcowe badanie KPMG i Związku Banków Polskich („PSD2 i Open Banking. Rewolucja czy ewolucja?”), zaledwie 9 proc. przedstawicieli bankowości uważa, że tzw. podmioty trzecie będą w stanie chronić dane klientów tak dobrze, jak robią to banki.

Ten aspekt jest też równie istotny dla samych klientów – 61 proc. ankietowanych konsumentów zadeklarowało, że nie przekaże innym podmiotom swojej historii transakcji, nawet w zamian za korzystniejszą ofertę finansową. Z kolei w badaniu Deloitte 43 proc. respondentów stwierdziło, że nie czuliby się komfortowo, gdyby musieli dzielić się z zewnętrznymi podmiotami danymi na temat swojego konta.

– Jeszcze przed wejściem w życie PSD2 mieliśmy do czynienia z różnego rodzaju instytucjami, które umożliwiają płatności, i to nie tylko poprzez bank, lecz także dyrektywa podchodzi do tego szerzej. Na pewno pojawią się nowe usługi, które nie istniały do tej pory. W szczególności mówię o bankach, które będą w stanie zaoferować usługi bankowe pochodzące z niebankowej domeny we własnym środowisku online – mówi Tomasz Jakubczyk.

Polskie banki już w tej chwili są jednymi z najbardziej zaawansowanych technologicznie w Europie, same odgrywając rolę fintechów. Z drugiej strony współpraca z fintechami odgrywa w ich strategiach coraz ważniejszą rolę (według PwC 44 proc współpracuje, a 17 proc. kupuje od nich produkty i usługi). Dlatego to właśnie banki mogą być największym beneficjentem zmian wynikających z wdrożenia PSD2. W raporcie „PSD2: Voice of the Consumer” eksperci Deloitte oceniają, że w najbliższych latach to właśnie otwarta bankowość i API zadecydują o konkurencyjności polskich banków i utrzymaniu się w europejskiej czołówce.

Jak wynika z badania KPMG i ZBP, sami przedstawiciele bankowości mają na ten temat różne opinie. 34 proc. postrzega nowe prawo jako szansę, a 26 proc. – jako zagrożenie. Blisko połowa (44 proc.) obawia się odpływu klientów do innych banków. Z kolei wśród przedstawicieli instytucji pozabankowych aż 96 proc. sądzi, że dyrektywa PSD2 spowoduje rozwój nowych innowacyjnych usług finansowych na polskim rynku.

96 proc. rodziców świadomie planuje posiłek w podróży z dziećmi. Przy wyborze miejsca kierują się głównie bezpieczeństwem żywności i czystością

Prawie wszyscy rodzie podróżujący z dziećmi na dłuższych trasach świadomie planują posiłki w drodze – wynika z raportu Federacji Konsumentów „Posiłki w podróży z dziećmi”. Przy wyborze miejsca postoju najważniejsza jest higiena przygotowywania posiłków, czystość miejsca i zróżnicowane menu. 82 proc. wybiera restauracje sieciowe. 

– Aż 96 proc. zapytanych przez nas respondentów deklaruje, że wyjeżdżając w podróż, która ma trwać dłużej niż 2 godziny, planują posiłek w trasie. Planują go jeszcze przed wyjazdem, więc jest to decyzja przemyślana – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Kamil Pluskwa-Dąbrowski, prezes Federacji Konsumentów.

Raport z badania „Posiłki w podróży z dziećmi” przygotowany przez Federację Konsumentów wskazuje, że co najmniej raz w miesiącu z dziećmi podróżuje samochodem 57 proc. Polaków. W wakacje ten odsetek rośnie do 84 proc. Niemal wszyscy (96 proc.) zatrzymują się na posiłek. Zasadnicza większość z nich ma na uwadze to, aby ich pociechy otrzymały jedzenie przygotowany w higieniczny sposób.

– Największy odsetek rodziców decyduje się na zatrzymywanie się z dziećmi przy restauracjach sieciowych. Aż 82 proc. naszych respondentów wskazało właśnie taki typ lokalu gastronomicznego jako preferowany podczas podróży – wskazuje Kamil Pluskwa-Dąbrowski.

Na kolejnych miejscach najczęściej wybieranych miejsc znalazły się sieciowe kawiarnie i bistra stacji benzynowych (54 proc.), a także niesieciowe restauracje i zajazdy przy stacjach (45 proc.).

– Rodzice chcą przewidywalnej oferty, przewidywalnych miejsc. Wśród głównych kryteriów wyboru jest bezpieczeństwo przygotowania żywności, to, że się nie zatrujemy, żywność będzie odpowiedniej jakości  i wiemy, co dostaniemy – ocenia Marcin Zawadzki, prezes zarządu Związku Pracodawców HoReCa.

Podczas wyboru miejsca postoju z dziećmi najważniejsze są kwestie związane z czystością lokalu (90 proc.) i higieną przygotowywania posiłków (88 proc.). Zwracamy też uwagę czystość toalet (87 proc.), szybkość obsługi i łatwość zjazdu z trasy (po 85 proc.).

Możliwość zatankowania pojazdu jest ważna dla ponad połowy badanych. Coraz częściej przy wyborze kierują się oni też kwestiami ekologicznymi (68 proc.) i możliwością zamówienia potraw dla wegetarian i wegan (43 proc.). Jest to czynnik istotny szczególnie dla osób z większych ośrodków miejskich, podróżujących ze starszą młodzieżą.

– Na rynku możemy zaobserwować coraz szerszą ofertę wegetariańską i wegańską, która wzbudza coraz większe zainteresowanie konsumentów, w tym rodziców z dziećmi. Podróżujący z dziećmi często mają specyficzne potrzeby żywieniowe. Wymagania dotyczące diety powodują, że korzystamy z oferty danego lokalu, który akurat to zapotrzebowanie spełnia – ocenia Marcin Zawadzki.

– Zapytaliśmy również konsumentów, czy oczekiwania, które mają względem lokali, są spełniane, kiedy już w tym lokalu się znajdą, czy rzeczywiście jest czysto, higienicznie i czy czują się tam dobrze. Okazuje się, że generalnie te oczekiwania są spełniane – mówi Kamil Pluskwa-Dąbrowski.

Procentowo oczekiwania rodziców najczęściej spełniane są w restauracjach sieciowych i bistrach stacji benzynowych. Jak deklarują ankietowani, to właśnie tam higiena przygotowania posiłków, czystość i zróżnicowane menu są na najwyższym poziomie. Biorąc pod uwagę ogół przydrożnych lokali, na przeciwnym końcu spektrum znajdują się udogodnienia dla najmniejszych dzieci.

– Miejsca, w których z reguły zatrzymują się rodzice, w ponad 80 proc. przypadków spełniają oczekiwania podróżnych. Są przewidywalne, czyste, mają zróżnicowaną ofertę, która zapewnia spokojną i pewną konsumpcję, bez zatrucia kolejnego dnia – tłumaczy Marcin Zawadzki.