Coca-Cola HBC powierza Piotrowi Imbrzykowskiemu rozwój portfolio Premium Spirits & Beer

Coca-Cola HBC Polska i Kraje Bałtyckie powołała Piotra Imbrzykowskiego na stanowisko Premium Spirits & Beer Business Director. Związany z organizacją od ponad 20 lat lider objął nową rolę 1 kwietnia 2026 roku. Zmiana potwierdza strategiczne podejście organizacji do rozwoju talentów i awansów wewnętrznych.

Coca-Cola HBC Polska i Kraje Bałtyckie konsekwentnie buduje swoją przewagę konkurencyjną, inwestując w rozwój ludzi i wzmacnianie wewnętrznych ścieżek kariery. Awans Piotra Imbrzykowskiego jest naturalnym krokiem w tym kierunku i jednocześnie elementem dalszego rozwoju biznesu Premium Spirits & Beer.

Piotr to doświadczony lider komercyjny, który od lat buduje silne relacje z klientami i rozwija nasze kompetencje sprzedażowe w kluczowych kanałach. W swojej karierze wielokrotnie udowodnił, że potrafi tworzyć wysoko efektywne zespoły i skutecznie wzmacniać naszą strategię 24/7. Jego awans jest odzwierciedleniem naszego podejścia do rozwoju talentów i wspierania długofalowych ścieżek kariery w Coca-Cola HBC. Jestem przekonana, że Piotr będzie dalej wzmacniał rozwój biznesu Premium Spirits & Beer w Polsce i krajach bałtyckich – mówi Ruža Tomić, General Manager Coca-Cola HBC Polska i kraje bałtyckie.

Piotr Imbrzykowski jest związany z Coca-Cola HBC Polska i Kraje Bałtyckie od 2004 roku. Swoją karierę rozpoczął jako Business Developer, a następnie obejmował szereg kluczowych ról sprzedażowych i liderskich, w tym Group National Key Account Manager oraz Indirect & Fragmented Trade Manager. Przed objęciem nowej roli, pełnił funkcję Sales Managera w kanale Out of Home.

W trakcie swojej kariery zdobył szerokie doświadczenie w zarządzaniu klientami, rozwijaniu strategii sprzedaży oraz budowaniu kompetencji zespołów. Jego działania przyczyniały się do wzmacniania pozycji firmy w dynamicznie zmieniającym się otoczeniu rynkowym.

To dla mnie ogromne wyróżnienie i jednocześnie duża odpowiedzialność. Przez lata miałem okazję rozwijać się w Coca-Cola HBC Polska i Kraje Bałtyckie oraz pracować z wyjątkowymi zespołami, które są fundamentem naszego sukcesu. W nowej roli chcę dalej wzmacniać nasze kompetencje, przyspieszać egzekucję i rozwijać portfolio Premium Spirits & Beer w sposób, który zapewni trwały, zrównoważony wzrost – komentuje Piotr Imbrzykowski.

W nowej roli Piotr Imbrzykowski będzie odpowiadał za wspieranie rozwoju portfolio Premium Spirits & Beer 24/7 w Polsce i krajach bałtyckich. Jego priorytetem będzie dalsze budowanie silnych kompetencji zespołu oraz zwiększanie efektywności operacyjnej.

Decyzja o powierzeniu tej roli wewnętrznemu kandydatowi wpisuje się w szerszą strategię Coca-Cola HBC, w której rozwój ludzi stanowi jeden z fundamentów długoterminowego wzrostu. Firma konsekwentnie wspiera rozwój kompetencji, mobilność wewnętrzną oraz budowanie przywództwa, tworząc organizację gotową na przyszłe wyzwania rynku.

Sprzedaż Bio Planet rośnie. Spółka raportuje 117,7 mln zł przychodów od początku roku

0

Firma Bio Planet S.A. opublikowała dane sprzedażowe za kwiecień 2026 r. Spółka osiągnęła przychody na poziomie 26,7 mln zł, co oznacza wzrost o 6 % rok do roku. Kwiecień to kolejny miesiąc, w którym Bio Planet poprawia wyniki umacniając tym samym swoja pozycję na rynku.

Narastająco, po czterech miesiącach 2026 r., przychody Bio Planet S.A. osiągnęły poziom 117,7 mln zł, wobec 106,6 mln zł w analogicznym okresie 2025 r. Oznacza to wzrost o 10 % rok do roku. Spółka nie osiada na laurach i planuje dalszy rozwój oraz kolejne inwestycje.

Kwietniowy, stabilny wzrost sprzedaży oraz dwucyfrowa dynamika narastająca od początku roku pokazuję, że nasze decyzje dotyczące optymalizacji oferty przynoszą oczekiwane efekty. Widzimy również, że żywność ekologiczna na stałe wpisuje się w koszyk zakupowy konsumentów, a rynek rozwija się w sposób przewidywalny i długoterminowy. Kontynuujemy działania ukierunkowane na rozwój oferty oraz dalsze wzmacnianie relacji z partnerami handlowymi. Kolejne dobre wyniki sprzedaży oraz ambitne plany pozwalają ze spokojem patrzeć w przyszłość zarówno nam jaki i naszym akcjonariuszom” – mówi Sylwester Strużyna, Prezes Zarządu Bio Planet S.A.

Spółka podkreśla, że utrzymujący się wzrost sprzedaży oraz stabilna dynamika narastająco od początku roku stanowią solidną podstawę do dalszego wzmacniania pozycji rynkowej w kolejnych miesiącach 2026 r.

Wyniki finansowe Grupy Heimstaden w pierwszym kwartale 2026 roku

W pierwszym kwartale 2026 roku Grupa Heimstaden zwiększyła przychody z najmu o 4,2 proc. w ujęciu like-for-like, utrzymując bardzo wysoki poziom wynajęcia na poziomie 98,7 proc. Pomimo utrzymującej się zmienności geopolitycznej, Grupa potwierdziła odporność swojego modelu biznesowego, osiągając rekordową marżę NOI. W ramach programu prywatyzacji sprzedano 634 lokale o łącznej wartości 2 609 mln SEK.

W pierwszym kwartale Heimstaden kontynuował stabilny wzrost oraz wysoką efektywność operacyjną. Wzrost czynszów przewyższający inflację oraz wysoki poziom wynajęcia przełożyły się na dalszą poprawę wyników operacyjnych. Marża NOI w ujęciu LTM osiągnęła rekordowy poziom 72,6 proc., a kwartalna marża NOI wzrosła do 70,8 proc. Solidne fundamenty operacyjne wsparły również wzrost wartości nieruchomości o 0,8 proc.

Wskaźnik LTV netto uległ dalszej poprawie i wyniósł 48,6 proc., przy jednoczesnym wzroście wskaźnika pokrycia odsetek (ICR) do poziomu 2,3x. W pierwszym kwartale Grupa wyemitowała również obligacje hybrydowe o wartości 500 mln EUR, wzmacniając strukturę finansowania i ograniczając ryzyko refinansowania w krótkim terminie.

Pierwszy kwartał 2026 roku przyniósł bardzo dobre wyniki w zakresie prywatyzacji. Na wszystkich rynkach sprzedano łącznie 634 mieszkania z premią 30,4 proc. względem wartości księgowej, co potwierdza utrzymujące się silne zainteresowanie inwestorów sektorem mieszkaniowym.

– Rozpoczęliśmy 2026 rok z dużą dynamiką. Silne fundamenty operacyjne, wzrost czynszów powyżej inflacji oraz wysoki poziom wynajęcia pozwoliły nam osiągnąć nowy rekord marży NOI – podkreśla Helge Krogsbøl, Co-CEO Heimstaden.

– Jesteśmy dobrze przygotowani na funkcjonowanie w obecnym, zmiennym otoczeniu rynkowym. Ograniczone potrzeby refinansowania zapewniają nam wysoką przewidywalność i odporność na krótkoterminowe wahania, a jednocześnie obserwujemy utrzymujące się, silne zainteresowanie banków finansowaniem nieruchomości mieszkaniowych, wspierane przez znaczną dostępność kapitału– dodaje Christian Fladeland, Co-CEO Heimstaden.

– W Polsce utrzymujemy stabilne wyniki operacyjne przy dynamicznym modelu biznesowym, osiągając bardzo wysoką marżę operacyjną – najwyższą spośród dotychczas raportowanych – wspartą solidnym wzrostem czynszów (4,6 proc., pomimo uwzględnienia efektu pustostanów). Przychody z najmu wyniosły 52 mln SEK, a wartość portfela, po uwzględnieniu efektu prywatyzacji, ponownie wzrosła do ok. 4,3 mld SEK. Jednocześnie aktywnie realizujemy sprzedaż – w pierwszym kwartale jej wartość wyniosła 239 mln SEK z portfela wynajmowanego. Uwzględniając również projekt Oh!Praga, był to nasz najlepszy kwartał pod względem sprzedaży mieszkań od początku procesu prywatyzacji. Równocześnie podpisaliśmy ponad 300 nowych umów najmu – podkreśla Paweł Romańczuk, Head of Asset Management & Operations w Heimstaden Poland.

Eskalacja w Zatoce Perskiej zmienia nastroje na rynkach. Drożeje ropa, rosną rentowności obligacji

Wczorajszy silny wzrost cen ropy był reakcją rynku na ponowną eskalację napięcia na Bliskim Wschodzie. Ropa Brent podrożała o około 6 proc. i zakończyła sesję w okolicach 113 dolarów za baryłkę, a od początku wojny jej cena wzrosła już o 57 proc. Wymiana ognia między USA i Iranem pokazała, jak kruchy może być obecny rozejm. Rynek uznał te wydarzenia za sygnał, że konflikt może ponownie wejść w gorącą fazę. Taka informacja działa natychmiast, a inwestorzy szybko podnoszą premię za ryzyko. To szczególnie ważne po tygodniach wzrostów cen akcji, gdy rynki częściowo ignorowały ryzyko ponownej eskalacji.

Amerykańskie wojsko odparło wczoraj ataki irańskich dronów i rakiet podczas eskortowania dwóch statków przez cieśninę Ormuz. Do eskalacji zostały wciągnięte także Zjednoczone Emiraty Arabskie, które poinformowały o przechwyceniu irańskich pocisków. Irański dron miał też wywołać duży pożar w porcie Fudżajra. Dodatkowo ZEA po raz pierwszy od rozpoczęcia rozejmu wydały alerty rakietowe dla mieszkańców. To była silna wymiana ciosów w momencie, gdy inwestorzy liczyli raczej na powolne uspokojenie sytuacji.

Spadki dotknęły także rynku akcji. Najmniej traciły spółki technologiczne, które zyskują za sprawą dobrych wyników finansowych. Nasdaq spadł o 0,19 proc., S&P 500 stracił 0,41 proc., a przemysłowy Dow Jones zniżkował o 1,13 proc. Polski rynek także odczuł skutki globalnych perturbacji, choć reakcja WIG20 była spokojna. Indeks wzrósł o 0,11 proc., co pokazuje, że lokalnie inwestorzy nie zareagowali gwałtowną wyprzedażą.

Wzrost cen ropy coraz mocniej uderza także w rynek długu. Rentowność amerykańskich obligacji 30-letnich po raz pierwszy od lipca zeszłego roku przekroczyła 5 proc. Inwestorzy zaczęli wyceniać ryzyko, że Fed nie tylko odłoży obniżki stóp procentowych, ale może zostać zmuszony do ponownej podwyżki. Rynek wycenia już około 70 proc. prawdopodobieństwa podwyżki stóp przez Fed w ciągu najbliższego roku, co jest dużą zmianą wobec oczekiwań sprzed rozpoczęcia konfliktu, gdy inwestorzy zakładali serię cięć. To pokazuje, że ropa przestała być wyłącznie problemem rynku surowców. Droższa energia zmienia ścieżkę inflacji, a przez to także ścieżkę stóp procentowych. W takim otoczeniu banki centralne mają coraz mniej miejsca na łagodzenie polityki, bo każda kolejna fala wzrostu cen paliw może szybko przełożyć się na oczekiwania inflacyjne.

Obecny układ jest dla rynków trudny. Amerykańskie dowództwo unikało wczoraj jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy rozejm został formalnie zerwany. Iran z kolei twierdzi, że rozmowy z USA robią postępy, ale jednocześnie ostrzega Waszyngton i ZEA przed ponownym wciągnięciem w konflikt. W tej sytuacji osiągniecie przez rynki stabilizacji może być trudne. A każda kolejna informacja może zmienić wycenę ropy, akcji, obligacji i walut w ciągu kilku minut. Szczególnie, że Donald Trump przedstawił wczoraj także plan „Freedom Project”. Chodzi o pomoc w wyprowadzaniu uwięzionych statków z Zatoki Perskiej, który może być źródłem kolejnych napięć.

Głównym punktem sporu pozostaje Cieśnina Ormuz. Iran blokuje większość ruchu morskiego i uzależnia ponowne otwarcie cieśniny od zniesienia przez USA blokady irańskich portów. W takim układzie energia staje się ważnym narzędziem negocjacyjnym. To nie jest już tylko surowiec, którego cena wynika z bilansu podaży i popytu.

Obecnie najbardziej prawdopodobnym scenariuszem pozostaje przedłużający się konflikt z okresowymi walkami i utrzymującymi się wysokimi cenami ropy. To scenariusz szczególnie niewygodny dla inwestorów, bo przedłuża okres silnej niepewności. Nie ma pełnoskalowej wojny, , ale nie ma też pokoju, który pozwoliłby zmniejszyć premię za ryzyko. Jest stan pośredni, w którym rynek żyje od komunikatu do komunikatu, a ceny ropy i gazu pozostają podatne na gwałtowne ruchy.

Podsumowanie europejskiego rynku IPO w I kwartale 2026 roku

Wartość pierwotnych ofert publicznych (Initial Public Offering, IPO) przeprowadzonych na europejskich giełdach w pierwszym kwartale 2026 r. wyniosła 4,7 mld euro (łącznie było to 12 debiutów). Aktywność w zakresie pierwotnych i wtórnych emisji akcji pokazuje, że inwestorzy nadal dysponują znacznymi zasobami kapitału, jednak rynek pozostaje trudny. Wzrost zmienności obserwowany pod koniec marca, w połączeniu z utrzymującą się niepewnością geopolityczną, może w krótkim terminie ograniczać apetyt inwestorów na nowe oferty publiczne do momentu ustabilizowania się otoczenia makroekonomicznego i politycznego – wynika z najnowszego raportu „IPO Watch EMEA” przygotowanego przez ekspertów PwC Polska.

Podsumowanie I kwartału 2026 r. na GPW w Warszawie

Wraz z początkiem roku 2026, na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie odnotowano minimalną aktywność w zakresie ofert publicznych. Miejsce miał tylko jeden debiut na alternatywnym rynku NewConnect, gdzie zadebiutowała Farm Innovations, która prowadzi działalność w obszarze innowacyjnych technologii dla zwierząt domowych i hodowlanych. Wartość oferty wyniosła 4,7 mln zł (około 1,1 mln euro), co oznacza spadek aktywności na warszawskiej giełdzie o 99,7% w porównaniu do analogicznego okresu w 2025 roku, kiedy to przeprowadzono dwie oferty, w tym debiut Diagnostyka S.A., o łącznej wartości 1,7 mld zł (około 403 mln euro).

Mimo braku nowych debiutów na rynku głównym GPW w pierwszym kwartale, rynek uważnie śledził informacje o planowanych ofertach polskich spółek. Szczególne znaczenie ma IPO Rex Concepts  – franczyzobiorcy marek Burger King i Popeyes – które będzie pierwszym debiutem na GPW po ponad 10 miesiącach od wejścia na główny rynek GPW spółki Arlen. Spółka uplasowała pełną pulę akcji po cenie 14 zł (20% niższej od ceny maksymalnej), co przełoży się na pozyskanie ok. 448 mln zł brutto z nowej emisji.

“Należy zauważyć, że oferta była w skierowana także do inwestorów instytucjonalnych spoza Polski, w tym kwalifikowanych inwestorów z USA, natomiast do inwestorów indywidualnych trafiło jedynie 3,4% oferowanych akcji. Z jednej strony pokazuje to, że polski rynek kapitałowy pozostaje atrakcyjny dla globalnych inwestorów instytucjonalnych i jest w stanie przyciągać stosunkowo duże oferty nawet w otoczeniu podwyższonej niepewności. Z drugiej – istotna obniżka ceny względem poziomu maksymalnego oraz niski udział inwestorów indywidualnych wskazują na ostrożny apetyt. IPO Rex Concepts będzie więc ważnym testem dla całego rynku: zarówno jako sygnał powrotu większych debiutów na GPW, jak i barometr realnej gotowości inwestorów – polskich i zagranicznych – do finansowania wzrostu krajowych spółek poprzez giełdę” – mówi Kamil Wardzyński, dyrektor w zespole ds. rynków kapitałowych PwC Polska.

Podsumowanie europejskiego rynku ofert pierwotnych

Początek 2026 roku przyniósł umiarkowane ożywienie na europejskim rynku IPO, będące kontynuacją poprawy widocznej w drugiej połowie 2025 roku. W pierwszym kwartale inwestorzy zachowywali ostrożny optymizm, a rynki europejskie wykazały się większą odpornością niż amerykańskie. Podczas gdy indeks S&P 500 spadł o ok. 5%, europejskie indeksy pozostawały względnie stabilne, choć wzrost zmienności pod koniec marca, związany z eskalacją napięć geopolitycznych na Bliskim Wschodzie, ponownie zwiększył niepewność rynkową.

W I kwartale 2026 r. na europejskich giełdach zadebiutowało 12 spółek, które łącznie pozyskały 4,7 mld EUR, co oznacza wzrost wartości IPO o około 50% w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku. Aktywność była jednak silnie skoncentrowana wokół pojedynczych dużych transakcji. Największym debiutem było IPO spółki CSG o wartości 3,3 mld EUR na Euronext Amsterdam – było to największe IPO w Europie od 2022 roku oraz największa historycznie oferta w globalnym sektorze obronnym. Struktura rynku wyraźnie pokazuje przesunięcie zainteresowania inwestorów w stronę sektorów uznawanych za bardziej odporne na zmienność makroekonomiczną. Spółki z sektora przemysłowego, a zwłaszcza obronnego, odpowiadały za około 83% wartości europejskich debiutów w pierwszym kwartale, a trzy z pięciu największych IPO w Europie należały do firm z branży obronnej. Poza CSG, do największych transakcji zaliczały się debiuty  Vincorion (405 mln EUR) oraz Gabler Group (116 mln EUR) na Deutsche Börse, a także General Oceans (93 mln EUR) na Oslo Børs. To skutek silnych trendów popytowych, zwiększonych wydatków na bezpieczeństwo oraz relatywnie dobrej wyceny. Jednocześnie wielu emitentów zdecydowało się przesunąć plany debiutu na drugą połowę 2026 roku lub na rok 2027, oczekując bardziej stabilnych warunków rynkowych.

Obecnie dla globalnego rynku IPO, podobnie jak dla globalnej gospodarki, najważniejszym i podstawowym znakiem zapytania jest rozwój sytuacji geopolitycznej na Bliskim Wschodzie.

“Szybka deeskalacja konfliktu mogłaby sprzyjać ponownemu otwarciu okien transakcyjnych w drugiej połowie 2026 roku, natomiast jego przedłużanie się niesie ryzyko dodatkowej presji inflacyjnej oraz negatywnego wpływu na globalny wzrost gospodarczy. Taki scenariusz byłby dla rynków kapitałowych fatalny i zahamowałby dobry, budowany od ponad roku trend wzrostowy. Warto bowiem podkreślić, że silny pipeline spółek gotowych do IPO oraz dojrzewające aktywa private equity stwarzają korzystne warunki dla rynków kapitałowych w momencie poprawy sytuacji geopolitycznej. Przesuwające się na drugą połowę i na kolejny rok plany debiutów odzwierciedlają oczekiwania emitentów i akcjonariuszy co do bardziej sprzyjającego okna rynkowego, które pozwoli zarówno na realizację ambicji wycenowych, jak i zapewni trwały, pozytywny wynik w długim okresie po debiucie” – mówi Bartosz Margol, partner, lider zespołu ds. rynków kapitałowych PwC Polska.

Aktywność na europejskim rynku IPO w I kw. od 2022* r.

Aktywność na europejskim rynku IPO w I kw. od 2022* r.

* Dane obejmują wyłącznie IPO o wartości powyżej 5 mln USD – więcej szczegółów nt. metodologii w sekcji O raporcie IPO Watch EMEA oraz w Raporcie.

Aktywność na europejskim rynku IPO (kwartalnie) od 2022*

Aktywność na europejskim rynku IPO (kwartalnie) od 2022*

* Dane obejmują wyłącznie IPO o wartości powyżej 5 mln USD – więcej szczegółów nt. metodologii w sekcji O raporcie IPO Watch EMEA oraz w Raporcie.

O raporcie IPO Watch EMEA

Począwszy od I kwartału 2024 roku, raport IPO Watch Europe został zastąpiony przez IPO Watch EMEA, który w ramach analizy rynku IPO, poza Europą, obejmuje także regiony Bliskiego Wschodu oraz Afryki. Poprzednie edycje IPO Watch Europe są dostępne pod adresem: www.pwc.pl/ipowatch.

Raport IPO Watch EMEA obejmuje debiuty na głównych giełdach w regionie EMEA (włączając w to giełdy w Unii Europejskiej, Wielkiej Brytanii, Islandii, Norwegii, Turcji, Serbii, Szwajcarii, Bliskiego Wschodu oraz Afryki) i jest publikowany kwartalnie. Przeniesienia pomiędzy rynkami w ramach jednej giełdy, nie zostały uwzględnione w statystykach. Raport dotyczy okresu od 1 stycznia do 31 marca 2026 roku i został sporządzony w oparciu o daty debiutów akcji lub praw do akcji.

Raport IPO Watch EMEA obejmuje wyłącznie oferty o wartości powyżej 5 mln USD, dane nie obejmują debiutujących na giełdach funduszy zamkniętych, firm zajmujących się rozwojem biznesu (tzw. Business Development Companies) oraz transakcji na rynkach nieregulowanych. Dla zapewnienia porównywalności, dane za poprzednie okresy prezentowane w raporcie IPO Watch EMEA zostały odpowiednio przekształcone. Komentarz do rynku polskiego omawia wszystkie debiuty na rynku głównym GPW w Warszawie oraz rynku nieregulowanym NewConnect, niezależnie od ich wartości.

Ropa drożeje po wymianie ognia w Cieśninie Ormuz. Rynki wracają do dolara

Po kilku tygodniach spokoju doszło do poważnej wymiany ognia. W rezultacie znowu obserwujemy powrót do dolara i wzrosty cen ropy. Sporym zaskoczeniem są zwyżki na kryptowalutach. W tle mamy też trzecią z rzędu podwyżkę stóp procentowych.

Wymiana ognia w Zatoce

Wczoraj doszło do pierwszej od dawna poważnej wymiany ognia w Zatoce Perskiej, a konkretnie w Cieśninie Ormuz i jej okolicach. Amerykanie po raz kolejny próbowali udrożnić ten szlak morski. Iran ostrzelał zarówno okręty amerykańskie, jak i statki handlowe. W odpowiedzi USA zatopiły kilka irańskich łodzi szturmowych. Jakby tego było mało, Iran przeprowadził symboliczny, ale jednak atak rakietowy na Zjednoczone Emiraty Arabskie. Z powodów ostrożnościowych przekierowano sporą część połączeń lotniczych do sąsiedniego Omanu, co tylko dalej destabilizuje sytuację. O ile atak rakietowy okazał się mało skuteczny, o tyle Iranowi udał się atak dronowy na zakłady petrochemiczne Emiratczyków. Jak nietrudno się domyślić, skoro sytuacja eskaluje, a atakowana jest infrastruktura petrochemiczna, to ropa pójdzie w górę. Wczorajszy dzień zaczynaliśmy przy cenie baryłki Brent na poziomie 108 USD, a skończyliśmy na 114 USD.

Jak reaguje reszta rynków?

Gdy trwoga, to do dolara. Amerykańska waluta umocniła się wczoraj wobec euro o około pół centa. W odwrocie był również polski złoty. Tracił on więcej względem dolara niż do euro z powodu słabości wspólnej waluty wobec amerykańskiej na rynkach światowych. Co ciekawe, wraz ze wzrostem ryzyka spada złoto, które wczoraj w szczytowym momencie potaniało około 100 USD za uncję. Dla odmiany – w górę szedł bitcoin. Jak widać, kapitał spekulacyjny szuka okazji. To z kolei sugeruje, że inwestorzy powoli zaczynają wypatrywać stóp zwrotu.

Australia podnosi stopy procentowe

Bank Rezerwy Australii został postawiony przez sytuację pod ścianą i zmuszony do podnoszenia stóp procentowych. Problemem jest oczywiście inflacja. Bank centralny jeszcze w lutym rozpoczynał cięcia, a ostatnie miało miejsce w sierpniu.  W tym czasie inflacja zaczęła istotnie rosnąć, a wojna w Zatoce Perskiej i skoki cen ropy naftowej tylko skomplikowały sytuację. Wzrost cen dotarł do poziomu 4,6% w skali rocznej. W rezultacie na trzech ostatnich posiedzeniach trzykrotnie podniesiono stopy procentowe. Rynki powoli przestają wierzyć w kontynuację tego trendu. Wczoraj po decyzji byliśmy świadkami umacniania się dolara australijskiego wobec pozostałych walut. Jeżeli konflikt na Bliskim Wschodzie będzie trwał, możemy zobaczyć kolejne podwyżki.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Jak eksploatować akumulatory AGM SSB, by maksymalnie wydłużyć ich żywotność?

Żywotność niemieckiej marki akumulatorów AGM, SSB, to w przypadku niektórych modeli nawet 15 lat. Jak sprawić, aby działały tak długo i niezawodnie? Kluczowe znaczenie ma sposób ich eksploatacji. Oto kilka wskazówek, które pomogą bezpiecznie korzystać z akumulatorów AGM SSB przez wiele lat.

Krok pierwszy: dopasowanie akumulatora do urządzenia

Niemiecki producent SSB Battery ma w ofercie kilka serii produktowych. Żywotność akumulatorów AGM SSB zależy w dużym stopniu od tego, czy zostaną właściwie dopasowane do rodzaju i parametrów zasilanego urządzenia.

 

Jak zrobić to prawidłowo?

  • Seria SB/SBH to akumulatory 6 V i 12 V o wielu zastosowaniach. Nadają się do zasilaczy UPS, systemów alarmowych, urządzeń mobilnych, kas fiskalnych. Mają pojemność od 1,3 do 7 Ah. Ich żywotność wynosi 6-9 lat.
  • Seria SBL to akumulatory AGM SSB przeznaczone do pracy buforowej w dużych instalacjach: systemach UPS, bateriach centralnych, siłowniach telekomunikacyjnych, systemach zasilania rezerwowego. Mają pojemność od 7,2 do 260 Ah (akumulatory 12 V) i od 200 do 3000 Ah (ogniwa 2 V). Projektowana żywotność przy pracy buforowej to 12 lat.
  • Seria SBL HR, stworzona z myślą o zasilaniu UPS, o zwiększonej wydajności. Akumulatory są w stanie dostarczać nawet 6118 W energii w ciągu 10 minut, a ich przewidywana żywotność to 15 lat.
  • Seria SBLFT to akumulatory odpowiednie do pracy cyklicznej i buforowej. Wykorzystuje się je w 19- i 23-calowych szafach, a ich montaż jest ułatwiony dzięki specjalnym zaciskom. Mają szerokie zastosowanie: w urządzeniach medycznych, sprzęcie wojskowym i radiokomunikacyjnym, systemach alarmowych i sterowania elektronicznego, zasilania gwarantowanego, oświetlenia awaryjnego i specjalnego. Ich żywotność to nawet 12 lat.

Krok drugi: bezpieczne użytkowanie akumulatorów AGM SSB

Akumulatory typu AGM określa się jako bezobsługowe. Nie wymagają uzupełniania elektrolitu ani kontrolowania jego poziomu. Nie oznacza to jednak, że nie trzeba zwracać uwagi na sposób ich użytkowania.

 

Tego typu akumulatorom szkodzą przede wszystkim skrajnie wysokie i niskie temperatury, przeładowanie i głębokie rozładowanie. Przy nieprawidłowej eksploatacji ich żywotność może okazać się znacznie krótsza od deklarowanej przez producenta. Aby działały jak najdłużej, warto pamiętać o:

  • Stabilnej temperaturze otoczenia – optymalne warunki do pracy akumulatorów AGM SSB to 15-20 stopni. Należy unikać umieszczania akumulatora w pełnym słońcu. W wydłużeniu żywotności pomoże także zapewnienie wentylacji – wówczas urządzenie nie będzie się przegrzewać.
  • Optymalnych parametrach ładowania – przeładowania można uniknąć dzięki stosowaniu ładowarek z kontrolą napięcia, przeznaczonych do akumulatorów AGM. Podłączanie akumulatora do zasilania, gdy poziom naładowania wynosi ok. 50%, pozwoli chronić go przed głębokim rozładowaniem.
  • Pracy w odpowiedniej pozycji – umieszczenie akumulatora w pozycji pionowej pomaga chronić zawory przed degradacją.

 

Równie ważna jest regularna kontrola parametrów i stanu akumulatorów AGM SSB. Dzięki temu można szybko wykryć ewentualne nieprawidłowości i uniknąć poważnych problemów.

 

Poznaj pełną ofertę akumulatorów AGM SSB na https://wamtechnik.pl/ 

 

FISH w Warszawskiej Szkole Filmowej. Nowe studia dla twórców ery AI i multimediów

Warszawska Szkoła Filmowa uruchamia Filmowe Interdyscyplinarne Studia Humanistyczne (FISH), nowy kierunek studiów dla osób, które chcą rozwijać się na styku filmu, gier, nowych mediów, storytellingu i technologii. To propozycja dla kandydatów, którzy nie chcą zbyt wcześnie zamykać się w jednej specjalizacji, lecz chcą zdobywać kompetencje potrzebne do tworzenia i realizowania projektów audiowizualnych w różnych mediach. Kierunek łączy edukację twórczą z praktycznym przygotowaniem do pracy w środowisku, w którym rośnie znaczenie ról hybrydowych, interdyscyplinarności i narzędzi AI.

FISH wyróżnia się na tle klasycznych kierunków filmowych. Zamiast wymuszać wczesny wybór specjalizacji, przez pierwsze dwa lata studiów daje studentom możliwość poznania różnych form, narzędzi i języków opowiadania historii: od filmu, przez media cyfrowe, po narracje interaktywne i projekty gamingowe. Dopiero na trzecim roku studenci świadomie wybierają swoją dalszą ścieżkę twórczą i zawodową.

Stworzyliśmy kierunek, który odpowiada na to, jak dziś naprawdę wygląda praca w branżach kreatywnych. Twórcy coraz rzadziej funkcjonują w ramach jednego medium, a coraz częściej łączą film, internet, gry i nowe technologie. FISH daje przestrzeń, by najpierw poznać te obszary, sprawdzić się w nich i zrozumieć ich specyfikę, a dopiero potem świadomie wybrać własną drogę – mówi Maciej Ślesicki, kanclerz Warszawskiej Szkoły Filmowej i współtwórca kierunku.

Edukacja dopasowana do realiów rynku

Branże kreatywne przechodzą dziś dynamiczną transformację. Coraz większe znaczenie mają projekty realizowane na styku filmu, gier, mediów cyfrowych i nowych technologii, a także umiejętność tworzenia opowieści w różnych formatach i dla różnych kanałów dystrybucji. FISH przygotowuje studentów do pracy właśnie w takim środowisku.

Program studiów kładzie nacisk nie tylko na rozwój warsztatu twórczego, ale także na elastyczność, pracę projektową, współpracę interdyscyplinarną i świadome poruszanie się między różnymi mediami. Absolwenci będą przygotowani do pracy m.in. przy produkcji filmowej, tworzeniu gier, projektach digitalowych, komunikacji wizualnej i rozwijaniu formatów przeznaczonych do internetu oraz platform streamingowych.

AI jako narzędzie, nie zastępstwo

Jednym z istotnych elementów programu jest świadome wykorzystanie sztucznej inteligencji w procesie twórczym. W FISH AI traktowana jest jako narzędzie wspierające pracę nad pomysłem, research, rozwój koncepcji i przygotowanie projektu, a nie jako substytut ludzkiej kreatywności, wrażliwości i odpowiedzialności twórczej.

Technologia zmienia warsztat pracy twórców i będzie wpływać na kolejne etapy procesu kreatywnego. Nie zastąpi jednak wyobraźni, wrażliwości ani umiejętności budowania opowieści. Dlatego uczymy nie tylko korzystania z narzędzi AI, ale także rozumienia ich ograniczeń, konsekwencji i odpowiedzialnego zastosowania – podkreśla Maciej Ślesicki.

Twórczość to także odporność psychiczna

Jednym z wyróżników kierunku jest uwzględnienie psychologii twórczości oraz dobrostanu psychicznego w procesie kształcenia. Program obejmuje pracę nad blokadami twórczymi, odpornością na krytykę i stresem, a także przygotowuje studentów do funkcjonowania w wymagającym i często niestabilnym środowisku branż kreatywnych.

Takie podejście ma wspierać studentów nie tylko w rozwoju kompetencji zawodowych, ale również w budowaniu dojrzałości twórczej, samoświadomości i długofalowej gotowości do pracy w zawodach kreatywnych.

Kompetencje na rynek, który się zmienia

AI zmienia narzędzia pracy, ale nie znosi potrzeby twórczego myślenia, wrażliwości i umiejętności budowania opowieści. Analizy Polskiego Instytutu Ekonomicznego pokazują, że na wpływ AI szczególnie narażone są zawody oparte na pracy poznawczej i informacyjnej. Z kolei dane przywoływane przez PARP wskazują, że w warunkach niskiego bezrobocia o pozycji kandydatów coraz częściej decydować będzie nie sam dyplom, lecz jakość, elastyczność i praktyczny zakres kompetencji. Podobne trendy widać także w analizach rynku amerykańskiego, gdzie rośnie presja AI na część zawodów umysłowych i kreatywnych. FISH kształci właśnie takich wszechstronnych twórców: osoby, które rozumieją fundamenty pracy kreatywnej, potrafią łączyć je z technologią i świadomie korzystać z nowych narzędzi w zmieniającym się środowisku zawodowym.

Naturalna ścieżka rozwoju

FISH odpowiada na potrzeby kandydatów, którzy chcą rozwijać się na styku filmu, gier i nowych mediów, ale nie chcą zbyt wcześnie zamykać się w jednej specjalizacji. Idea kierunku opiera się na prostym założeniu: najpierw poznać różne obszary twórczości, a dopiero potem świadomie wybrać własną drogę.

Naturalnym punktem wejścia do tego świata może być także Liceum Filmowe i Kreacji Gier Wideo, działające w ekosystemie Warszawskiej Szkoły Filmowej. Uczniowie już na etapie szkoły średniej zdobywają pierwsze doświadczenia projektowe, rozwijają portfolio i poznają praktyczny wymiar pracy twórczej.

Chcemy pokazać młodym ludziom, że film, gry i multimedia mogą być nie tylko pasją, ale także świadomie wybraną drogą zawodową – mówi Agnieszka Kowalczyk-Marzec, dyrektor Liceum Filmowego i Kreacji Gier Wideo.

Kupujesz używane Audi lub BMW? Dane CARFAX pokazują wysokie ryzyko ukrytych problemów

Transparentność polskiego wtórnego rynku motoryzacyjnego pozostawia wiele do życzenia. Nowe badanie CARFAX pokazuje niepokojący trend – trzech na czterech Polaków, którzy sprawdzili historię używanego auta i odkryli w niej szkody, nie zostało o nich wcześniej poinformowanych przez sprzedającego. Może to być szczególnie problematyczne w segmencie premium: w przypadku marek takich jak Audi czy BMW odsetek pojazdów obciążonych czynnikami ryzyka przekracza odpowiednio 90 i 80 proc.

Aż 74 proc. Polaków, którzy w marcu i kwietniu tego roku przed zakupem używanego auta sprawdziło jego historię w bazie CARFAX i znalazło w niej informacje o szkodach, nie zostało o nich wcześniej poinformowanych przez sprzedającego. Baza CARFAX zawiera dane o ponad 21 mln używanych samochodów zarejestrowanych w Polsce. W minionym roku wśród aut sprawdzanych przez użytkowników CARFAX  63 proc. miało w swojej historii odnotowane uszkodzenia, a 84 proc. różne ryzykowne czynniki (np. nietypowe wskazania licznika czy niespójność w historii importu).

Raporty z początku roku jednoznacznie wskazują na wyraźny spadek wolumenu transakcji i liczby pierwszych rejestracji aut używanych z importu. Mieliśmy do czynienia z rynkowym ochłodzeniem (dopiero w marcu widać lekkie ożywienie), które przekłada się na wydłużony czas rotacji aut i zamrożenie kapitału np. w komisach. W warunkach niskiego popytu presja na maksymalizację marży z każdego sprzedanego egzemplarza rośnie. Ukrywanie wad staje się dla wielu sprzedawców zimno kalkulowaną strategią na utrzymanie rentowności – mówi Robert Lewandowski, Business Development Manager CARFAX Polska. – Zwracam przy tym uwagę na nowy czynnik, który wkrótce może zmienić sytuację konsumentów, czyli rosnący import aut używanych z Chin. Między innymi hermetyczność tamtejszego sektora motoryzacyjnego i odmienne regulacje prawne sprawiają, że weryfikacja historii serwisowej czy faktu wystąpienia szkody w aucie z tego kierunku są dla europejskiego konsumenta mocno utrudnione. 

Dla nieuczciwych importerów to okazja do sprowadzania uszkodzonych pojazdów i wprowadzania ich na polski rynek bez śladu w ogólnodostępnych rejestrach. Wymaga to od kupujących zmiany postępowania, a może i preferencji bezpieczeństwa ponad atrakcyjną cenę. Deklaracje sprzedawców nie powinny być traktowane jako wystarczające zwłaszcza jeśli import dotyczy kierunku, z którego pozyskanie wiarygodnych danych jest mocno utrudnione. Jeśli już jednak decyzja o zakupie auta używanego z Chin jest tą, którą kupujący zamierza podjąć, najlepszym koniecznym zabezpieczeniem transakcji staje się niezależny, fizyczny audyt stanu technicznego i blacharskiego pojazdu przeprowadzony przed podpisaniem umowy.

Najbardziej ryzykowne są marki premium

Analiza danych CARFAX na temat polskiego rynku aut używanych  pod kątem konkretnych marek wskazuje, że najwyższe miejsca wśród aut najmocniej obciążonych ryzykami zajmują te z segmentu premium:

Odsetek aut obciążonych ryzykami Odsetek aut dotkniętych uszkodzeniami Odsetek egzemplarzy importowanych
Audi 91 proc. 48 proc. 83 proc.
BMW 88 proc. 54 proc. 74 proc.
Ford 86 proc. 47 proc. 70 proc.
Opel 85 proc. 42 proc. 70 proc.
Volkswagen 85 proc. 39 proc. 73 proc.

Portret polskiego auta: 15 lat i ponad 3 właścicieli

Najchętniej wybieraną przez Polaków marką na rynku wtórnym jest Volkswagen (10 proc.), kolejne miejsca należą do Opla (8 proc.) oraz Forda (7 proc.). Wysokie pozycje Audi i BMW (łącznie 13 proc.) w zestawieniu z ich wysokim wskaźnikiem ryzyka potwierdzają, że to właśnie kupujący te marki powinni zachować najwyższą czujność.

W 2025 roku w Polsce właścicieli zmieniło ok. 3,5 mln używanych samochodów. Statystyczny egzemplarz miał 15 lat i przeszedł przez ręce średnio 3,6 właścicieli. Kluczowym czynnikiem wpływającym na niejasną przeszłość aut jest import. Aż 72 proc. tych aut trafiło do Polski z zagranicy, co może utrudniać weryfikację historii serwisowej bez dostępu do międzynarodowych baz danych. 

Powyższe dane jasno wskazują, że sprawdzenie historii używanego samochodu w bazach danych takich jak CARFAX, odbycie jazdy próbnej i wizyta w niezależnym warsztacie w celu przeprowadzenia kompleksowej inspekcji, mogą znacząco zmniejszyć ryzyko zakupu wadliwego pojazdu. Czynności te należy wykonywać za każdym razem przed zakupem używanego samochodu. 

PZFD: Deweloperzy mieszkaniowi z marżą netto na poziomie 17,1% w 2025 roku

Większość deweloperskich spółek mieszkaniowych notowanych na GPW opublikowała już wyniki finansowe za 2025 rok. Z analizy raportów wynika, że średnia marża netto największych firm z sektora wyniosła 17,1 proc. To poziom zbliżony do średniej z ostatniej dekady oraz zgodny z oczekiwaniami banków finansujących inwestycje mieszkaniowe.

Dane finansowe opublikowane przez największe spółki deweloperskie notowane na GPW pokazują, że rentowność branży mieszkaniowej pozostaje stabilna. Średnia marża netto za 2025 rok wyniosła 17,1 proc., wobec 16,1 proc. rok wcześniej. Średnia z ostatnich 10 lat kształtuje się na poziomie około 16,2 proc.

Polski Związek Firm Deweloperskich zwraca uwagę, że właśnie marża netto jest właściwym wskaźnikiem do oceny faktycznej rentowności przedsiębiorstw. Uwzględnia ona bowiem nie tylko wynik na sprzedaży, ale także koszty finansowania, podatki, koszty sprzedaży, administracji, obsługi działalności oraz ryzyka związane z kilkuletnim procesem inwestycyjnym.

– W debacie publicznej często pojawiają się wysokie wartości marż brutto, które bywają błędnie utożsamiane z końcowym zyskiem dewelopera. Tymczasem marża brutto i marża netto to dwa różne wskaźniki. Marża brutto pokazuje wynik na sprzedaży, ale nie uwzględnia pełnych kosztów prowadzenia działalności. Dopiero marża netto pokazuje realną rentowność przedsiębiorstwa. Dane za 2025 rok potwierdzają, że średnia rentowność największych deweloperów mieszkaniowych utrzymuje się na poziomie kilkunastu procent, zbliżonym do średniej z ostatniej dekady – mówi Patryk Kozierkiewicz, radca prawny Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

Poziom marży netto odnotowany w 2025 roku jest również spójny z praktyką instytucji finansujących projekty mieszkaniowe. Banki oceniają inwestycje nie tylko przez pryzmat potencjalnego zysku, ale także ryzyka realizacyjnego, poziomu wkładu własnego, lokalizacji, harmonogramu sprzedaży, przedsprzedaży oraz odporności projektu na wzrost kosztów.

– Z perspektywy banków finansujących inwestycje mieszkaniowe minimalna oczekiwana marża na projekcie wynosi obecnie najczęściej około 15 proc. Preferowany poziom to około 18 proc. Wyjątkowo, przy bardzo wysokim wkładzie własnym inwestora, atrakcyjnej lokalizacji projektu oraz wysokim poziomie przedsprzedaży, bank może zaakceptować rentowność na poziomie około 10 proc., ale są to sytuacje rzadkie i dotyczą zazwyczaj największych, najbardziej doświadczonych podmiotów. Warto natomiast podkreślić, że dzięki długotrwałej stabilizacji otoczenia rynkowego banki coraz częściej finansują zakupy gruntów, co jeszcze niedawno było dla inwestorów praktycznie niedostępne – wskazuje Iwona Załuska, partner w Upper Finance Group.

Działalność deweloperska jest procesem kapitałochłonnym i rozłożonym w czasie. Od zakupu gruntu, przez projektowanie, procedury administracyjne, finansowanie, budowę, sprzedaż lokali i rozliczenie inwestycji mija często od kilku do kilkunastu kwartałów. W tym okresie firmy ponoszą ryzyka związane ze zmianą kosztów wykonawstwa, cen materiałów, dostępnością finansowania, tempem sprzedaży, zmianami regulacyjnymi oraz przewlekłością procedur administracyjnych.

– Rentowność netto na poziomie około 16–17 proc. należy oceniać w kontekście całego cyklu inwestycyjnego, a nie jako prosty udział zysku w cenie mieszkania. Jest to poziom pozwalający utrzymać zdolność do realizacji kolejnych projektów, pozyskiwania finansowania i zapewniania stabilnej podaży nowych mieszkań – tłumaczy Bartosz Guss, dyrektor generalny PZFD.

Kasynowe eldorado nad Wisłą. Ponad 6 tysięcy nielegalnych kasyn na jedno legalne

Ponad 6 100 aktywnych nielegalnych stron oferujących gry kasynowe jest dostępnych dla polskich użytkowników – przy zaledwie jednym legalnym kasynie online. Dane zebrane przez Stowarzyszenie Graj Legalnie pokazują skalę zjawiska, która – zdaniem ekspertów – wymyka się spod kontroli i podważa skuteczność obecnego modelu regulacyjnego. To oznacza, że znaczna część rynku funkcjonuje dziś poza realnym nadzorem państwa.

– Na jedną legalnie działającą platformę kasyna online przypada dziś ponad sześć tysięcy nielegalnych serwisów. To nie jest już luka w systemie – to dowód na jego nieskuteczność. Mówimy o rynku, na którym Polacy w ciągu jednego roku wpłacili około 15 miliardów złotych do nielegalnych operatorów. To są środki, które w praktyce wypływają poza Polskę i są poza jakąkolwiek kontrolą – często do podmiotów zarejestrowanych w rajach regulacyjnych, ale realnie powiązane z kapitałem rosyjskim – mówi Zdzisław Kostrubała, prezes Stowarzyszenia Graj Legalnie.

Nielegalne podmioty działają na terenie Polski poza jakąkolwiek kontrolą polskich służb.

– Problem dotyczy ponad 3 milionów użytkowników w Polsce, którzy korzystają z tych serwisów poza jakąkolwiek ochroną państwa. To oznacza nie tylko ryzyko utraty pieniędzy i danych, ale również poważne zagrożenia systemowe – w tym ryzyko prania pieniędzy oraz potencjalnego finansowania działalności przestępczej czy terrorystycznej. Jeżeli zestawimy to z rynkiem zakładów wzajemnych, gdzie funkcjonuje model licencyjny, widzimy zupełnie inną skalę – około 200 nielegalnych stron na jednego legalnego operatora. To pokazuje jedną rzecz – tam gdzie działa model licencyjny, szara strefa jest realnie mniejsza. – dodaje.

Z przeprowadzonych analiz wynika, że na rynku kasyn online funkcjonuje ponad 6 100 nielegalnych domen, podczas gdy działa tylko jedna legalna platforma. To oznacza, że przeciętny użytkownik ma dziś wielokrotnie większy dostęp do nielegalnej oferty niż do legalnej. W segmencie zakładów wzajemnych istnieje ponad 3 500 nielegalnych stron wobec 17 legalnych operatorów.

– Zestawienie tych danych pokazuje wyraźnie, że obecny model monopolu w obszarze kasyn online sprzyja rozwojowi szarej strefy w sposób nieporównywalnie większy niż system licencyjny. Różnica jest blisko trzydziestokrotna – podkreśla Zdzisław Kostrubała.

Jak wskazuje Stowarzyszenie, problemem nie jest wyłącznie liczba nielegalnych podmiotów, ale również ich realna dostępność. Tysiące stron pozostaje dostępnych dla użytkowników w Polsce mimo istnienia rejestru domen zakazanych.

– Mamy do czynienia z sytuacją, w której narzędzia państwa istnieją, ale nie zapewniają skutecznej ochrony rynku. System blokowania nie nadąża za rzeczywistością cyfrową, a użytkownicy mają w praktyce nieograniczony dostęp do nielegalnych serwisów – wskazuje Zdzisław Kostrubała.

Analizy Graj Legalnie pokazują również, że operatorzy działający poza systemem korzystają z powszechnie dostępnych metod płatności, takich jak BLIK, karty płatnicze, Revolut, portfele cyfrowe czy kryptowaluty. Oznacza to, że użytkownik może zasilić nielegalne kasyno w kilka sekund, korzystając z tych samych narzędzi co w legalnej gospodarce.

– Fakt, że jedna z najpopularniejszych metod płatności w Polsce jest wykorzystywana w nielegalnych serwisach hazardowych, rodzi poważne pytania o skuteczność obecnych mechanizmów kontrolnych – zaznacza Zdzisław Kostrubała.

Do materiału przekazanego Ministerstwu Finansów Stowarzyszenie dołączyło szczegółowe zestawienie domen funkcjonujących poza systemem prawnym. Lista obejmuje tysiące adresów działających w wielu wariantach, co pozwala operatorom na omijanie blokad i utrzymywanie stałej dostępności dla użytkowników.

– Nie mówimy już o problemie branżowym, lecz o realnym zagrożeniu dla bezpieczeństwa konsumentów i stabilności państwa. Bez pilnych, systemowych zmian skala szarej strefy będzie dalej rosła – podsumowuje Zdzisław Kostrubała.

Wiele krajów europejskich odeszła od modelu monopolu w kierunku systemu licencyjnego, które pozwalają skutecznie kontrolować rynek i ograniczają szarą strefę. Polska pozostaje jednym z nielicznych wyjątków w tym obszarze.

Paweł Turek partnerem w kancelarii DLA Piper

0

Paweł Turek został awansowany na stanowisko partnera w warszawskim zespole Finance kancelarii DLA Piper. Awans stanowi element dalszego wzmocnienia praktyki finansowej kancelarii w Polsce oraz konsekwentnej rozbudowy zespołu w kluczowych obszarach doradztwa dla sektora bankowego i finansowego.

Paweł Turek jest radcą prawnym specjalizującym się w transakcjach finansowania. Doradza bankom, instytucjom finansowym, kredytobiorcom, podmiotom inicjującym przy złożonych i skomplikowanych projektach lokalnych i wielojurysdykcyjnych, ze szczególnym uwzględnieniem finansowania strukturyzowanego.

Posiada bogate doświadczenie w projektowaniu i wdrażaniu struktur sekurytyzacyjnych, w tym przy największych transakcjach na polskim rynku, co czyni go jednym z kluczowych ekspertów kancelarii w tym obszarze. Brał udział w pierwszych na rynku polskim transakcjach sekurytyzacyjnych spełniających kryteria STS. Reprezentował klientów w projektach true sale, finansowaniach dotyczących budowy portfeli wierzytelności oraz sekurytyzacjach syntetycznych. Dotyczyły one różnorodnych aktywów, w tym pożyczek konsumenckich, pożyczek (kredytów) korporacyjnych, pożyczek samochodowych, leasingów, pożyczek BNPL, MCA czy wierzytelności handlowych.

Jego kompetencje potwierdzają liczne rekomendacje w międzynarodowych rankingach prawniczych, w tym Legal 500 EMEA oraz IFLR1000.

Awans Pawła na partnera jest wyrazem uznania dla jego doświadczenia oraz wkładu w realizację projektów dla naszych klientów, a także odpowiedzią na rosnące wymagania rynku w zakresie doradztwa przy złożonych transakcjach finansowych, w szczególności w obszarze sekurytyzacji – mówi Mariusz Hyla, partner, szef praktyki Finance w DLA Piper.

Gratulujemy Pawłowi tego awansu i doceniamy jego dotychczasowe osiągnięcia, w szczególności wkład w realizację wymagających projektów finansowych oraz rozwój specjalistycznych kompetencji zespołu. Jesteśmy przekonani, że w nowej roli będzie dalej umacniał swoją pozycję jako eksperta oraz wspierał budowanie silnej praktyki Finance w Polsce i w ramach naszej globalnej platformy – mówi Krzysztof Kycia, partner współzarządzający kancelarią DLA Piper w Polsce.

Nominacja na stanowisko partnera w DLA Piper to dla mnie duże wyróżnienie oraz ważny moment w mojej karierze zawodowej. Rynek finansowy, w tym obszar sekurytyzacji, dynamicznie się rozwija, a klienci coraz częściej oczekują doradztwa łączącego kompetencje lokalne z globalnym spojrzeniem. Cieszę się, że będę mógł wspierać ich w ramach tak zintegrowanej i międzynarodowej platformy – komentuje Paweł Turek.

Entuzjazm wobec AI słabnie. Tylko 7% MŚP czuje się gotowych do wdrożenia rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji

Tylko 7% polskich MŚP wysoko lub bardzo wysoko ocenia swoje przygotowanie do wdrażania rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji, wynika z najnowszego Barometru AI na I półrocze 2026 roku, realizowanego przez EFL. To wyraźna zmiana wobec poprzedniego pomiaru, kiedy wysoką samoocenę deklarowała prawie co czwarta firma. Połowa badanych ocenia swoje kompetencje jako umiarkowane, a 43% jako niskie. To pokazuje, że polskie firmy wychodzą z fazy entuzjazmu i coraz częściej patrzą na sztuczną inteligencję przez pryzmat realnych kompetencji, zasobów i praktycznych wdrożeń. Zdecydowana większość MŚP nadal rozwija AI własnymi siłami, robi tak 97% firm.

– Najnowsze wyniki Barometru AI pokazują, że polskie MŚP zaczynają patrzeć na sztuczną inteligencję bardziej realnie. Jeszcze kilka miesięcy temu część firm deklarowała gotowość do AI przez pryzmat zainteresowania technologią, pierwszych testów lub przekonania, że trzeba być na czasie. Dziś ta samoocena osadza się w konkretnych realiach biznesowych. Przedsiębiorcy coraz lepiej rozumieją, że wdrożenie AI to nie tylko dostęp do narzędzia, ale przede wszystkim warunki konieczne: dane, procesy, ludzie, bezpieczeństwo i umiejętność mierzenia efektów. Dlatego spadek wysokich ocen nie musi oznaczać cofnięcia się rynku. Może być bardziej sygnałem jego dojrzewania. Firmy deklarują mniej, ponieważ zaczynają mierzyć się z realiami wdrożeń: jaki jest punkt startu, co potrafią zrobić sami, gdzie potrzebują ekspertów i jak wykorzystać AI bez nadmiernej rewolucji w codziennym biznesie – mówi Paweł Bojko, wiceprezes EFL.

Mniej pewności, więcej realizmu

Z najnowszego Barometru AI na I półrocze 2026 roku wynika, że wysoki lub bardzo wysoki poziom przygotowania do wdrożenia rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji deklaruje 7% przedsiębiorstw. To wyraźny spadek wobec poprzedniego pomiaru, w którym wysokie przygotowanie deklarowało trzykrotnie więcej badanych (24%).

Jednocześnie 43% firm ocenia swoje przygotowanie jako niskie lub bardzo niskie. To nieco mniej niż pół roku temu, kiedy taki poziom wskazywało 46% badanych. Największą grupę stanowią dziś przedsiębiorstwa, które określają swoją gotowość jako umiarkowaną, tak odpowiedziało 50% respondentów.

Podobnie jak w poprzednim pomiarze, najwyższą samoocenę mają średnie przedsiębiorstwa. W tej grupie 13% firm ocenia swoje przygotowanie do AI jako wysokie lub bardzo wysokie. W mikroprzedsiębiorstwach wysoką gotowość wskazuje tylko 3% badanych, a aż 51% z nich ocenia swoje przygotowanie jako niskie lub bardzo niskie. W małych firmach pozytywne odpowiedzi są częstsze niż w mikrofirmach, ale nadal dotyczą niewielkiej grupy, łącznie ok. 7% badanych.

Marketing trzyma poziom, ICT mocno ostrożniejsze

W podziale branżowym najwyżej swoją gotowość do AI nadal ocenia sektor kreatywny i marketing. 32% firm z tej branży wskazuje wysoki lub bardzo wysoki poziom przygotowania. To jednak także wynik niższy niż w poprzednim pomiarze, kiedy pozytywną samoocenę deklarowało 47% przedsiębiorstw z tego sektora.

Największą zmianę widać w ICT. W poprzednim pomiarze wysokie przygotowanie deklarowało 40% firm technologicznych, obecnie pozytywne oceny spadły do 9%. To może oznaczać, że firmy z największym doświadczeniem w pracy z technologią zaczynają bardziej krytycznie oceniać własną gotowość do wdrożeń AI.

Szczególnie nisko oceniają się firmy z przemysłu wytwórczego i przetwórczego oraz sektora zdrowia i opieki społecznej. W obu tych branżach nie odnotowano odpowiedzi wskazujących na wysoki lub bardzo wysoki poziom przygotowania do wykorzystania AI.

AI najczęściej robimy sami

Mimo ostrożniejszej samooceny, firmy nie rezygnują z wdrożeń. Z Barometru AI wynika, że działania związane z rozwojem sztucznej inteligencji są realizowane przede wszystkim własnymi siłami. Taką odpowiedź wskazało aż 97% badanych MŚP. To znaczący wzrost wobec poprzedniego pomiaru, kiedy projekty AI własnymi zasobami realizowało 70% firm. Model samodzielnego wdrażania jest dziś dominujący niezależnie od wielkości przedsiębiorstwa.

Średnie firmy znacznie częściej współpracują z niezależnymi ekspertami, robi to 80% z nich. W małych przedsiębiorstwach taką współpracę deklaruje 33%, a w mikrofirmach 11%. Ogółem z niezależnymi ekspertami współpracuje 37% MŚP. To wynik taki sam jak pół roku temu, ale przy zdecydowanie większym udziale firm działających samodzielnie.

– Dominacja własnych zasobów pokazuje, że AI bardzo szybko staje się częścią codziennego działania firm, a nie wyłącznie projektem zlecanym na zewnątrz. Z jednej strony to dobra wiadomość, bo oznacza, że przedsiębiorcy próbują budować kompetencje wewnątrz organizacji. Z drugiej strony, przy tak niskiej samoocenie gotowości, może to rodzić ryzyko wdrożeń fragmentarycznych, bez szerszego planu, zabezpieczeń i mierników efektywności. Dlatego kluczowe będzie dziś nie samo zainteresowanie AI, ale umiejętność połączenia samodzielności z mądrym wsparciem zewnętrznym tam, gdzie firma nie ma jeszcze wystarczających kompetencji – dodaje Paweł Bojko z EFL.

ORLEN i Equinor uruchomili wydobycie gazu ze złoża Eirin na Morzu Północnym

0

ORLEN Upstream Norway i Equinor uruchomili eksploatację z nowego złoża na Morzu Północnym. W szczytowym okresie produkcji, Eirin będzie dostarczać ORLEN 270 mln m sześc. gazu zimnego rocznie. Wydobycie prowadzone jest za pomocą instalacji zasilanych elektrycznością z odnawialnych źródeł energii.

– Gaz wydobywany na Norweskim Szelfie Kontynentalnym jest kluczowy dla zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego Europy i Polski. Nasza obecność w Norwegii ma charakter strategiczny i długofalowy. Uruchomienie produkcji ze złoża Eirin wzmacnia pozycję ORLEN w regionie oraz potwierdza determinację i skuteczność w realizacji inwestycji, które rozwijają potencjał wydobywczy Szelfu. Gaz, który wydobywamy z Eirin, już płynie do Polski, wzmacniając gwarancję niezawodności dostaw dla klientów ORLEN, pomimo napiętej sytuacji międzynarodowej – powiedział Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

Złoże Eirin zlokalizowane jest na Morzu Północnym, ok. 250 km na zachód od Stavanger. Jego zasoby wynoszą 27,6 mln baryłek ekwiwalentu ropy naftowej, w tym 3 mld m sześc. gazu ziemnego. ORLEN Upstream Norway posiada 41,3 proc. udziałów w złożu, co oznacza, że zasoby Eirin przypadające na spółkę to prawie 11,5 mln baryłek ekwiwalentu ropy, w tym ponad 1,2 miliarda metrów sześciennych gazu. Pozostałe udziały należą do Equinor, który jest operatorem koncesji.

Zgodnie z zaakceptowanym w styczniu 2024 roku planem zagospodarowania, odwiert produkcyjny na Eirin został podłączony platformy na pobliskim złożu Gina Krog, w którym ORLEN Upstream Norway również jest udziałowcem.

– Wykorzystanie istniejącej infrastruktury to w tym przypadku nie tyko mniejszy koszt i krótszy czas inwestycji, ale również dodatkowe wolumeny gazu. Zgodnie z przewidywaniami operatora, dzięki podłączeniu Eirin, będziemy mogli wydłużyć okres eksploatacji Gina Krog o siedem lat, a tym samym zwiększyć stopień sczerpania tego złoża. Pozwoli to na wydobycie dodatkowych 9,6 mln baryłek ekwiwalentu, z czego 4 miliony baryłek dla ORLEN. To doskonały przykład naszej efektywności w zarządzaniu portfelem aktywów w celu maksymalizacji jego wartości – powiedział Wiesław Prugar, Członek Zarządu ORLEN ds. Wydobycia.

Eksploatacja Eirin poprzez platformę Gina Krog oznacza, że produkcja z nowego złoża zasilana jest energią pochodzącą przede wszystkim ze źródeł odnawialnych. Od 2023 r. Gina Krog jest połączona podmorskim kablem elektrycznym z lądem, gdzie ok. 90 proc. elektryczności wytwarzana jest w elektrowniach wodnych a kolejne 8 proc. – wiatrowych. W efekcie emisje związane z wydobyciem z Eirin będą wynosić jedynie 3 kilogramy CO2 na baryłkę ekwiwalentu ropy. To zdecydowanie mniej niż średnia dla całego Norweskiego Szelfu Kontynentalnego – 6,7 kg – i średnia światowa, wynosząca ok. 16 kilogramów CO2 na baryłkę (dane za Offshore Norge Climate and Environmental Report 2025).

Gaz produkowany z Eirin i Gina Krog jest przesyłany do kompleksu platform na złożu Sleipner, w którym ORLEN ma również udziały. Tam surowiec jest dostosowany do parametrów handlowych, a następnie kierowany do punktu wyjścia w Nybro łączącego norweski system przesyłowy z duńskim. Stąd gaz jest przesyłany do Polski gazociągiem Baltic Pipe.

ORLEN Upstream Norway i Equinor zakładają, że w sąsiedztwie Gina Krog i Eirin mogą znajdować się dodatkowe zasoby węglowodorów. Dlatego w kolejnych latach planują prowadzić na tym obszarem dalsze prace poszukiwawcze.

Europa a sztuczna inteligencja – paradoksy, wyzwania i szanse

Raport „The State of AI in Europe: The Invisible AI Giant” bardzo trafnie pokazuje, że Europa nie ma problemu z potencjałem – ma problem z jego wykorzystaniem i skalowaniem. Te trzy paradoksy są dziś kluczowe dla zrozumienia pozycji kontynentu w globalnym wyścigu AI.

Paradoks talentu

Europa rzeczywiście dysponuje jednym z największych zasobów kompetencji na świecie – ponad 325 tys. specjalistów AI oraz znaczącym udziałem w globalnej nauce (w tym czołowi, najczęściej cytowani badacze). Jednocześnie dane OECD i McKinsey & Company pokazują, że najbardziej produktywne zespoły badawcze i wdrożeniowe koncentrują się w USA, gdzie trafia znacząca część europejskich talentów. To nie tylko klasyczny „brain drain”, ale coraz częściej „value drain” – odpływ wartości dodanej, patentów i komercjalizacji.

Paradoks użycia

Europa jest jednym z największych rynków konsumenckich dla AI – szacunkowo ponad 130 mln aktywnych użytkowników miesięcznie. Jednak dominujące modele, platformy i infrastruktura należą głównie do firm amerykańskich i chińskich. Oznacza to, że – jak wskazują analizy World Economic Forum – Europa importuje technologię, zamiast eksportować jej standardy, oddając jednocześnie kontrolę nad danymi, regulacjami operacyjnymi i strumieniami przychodów.

Paradoks startupów

Europejski ekosystem startupowy jest dynamiczny i innowacyjny na wczesnym etapie, ale napotyka barierę skalowania. Według raportów McKinsey & Company, luka kapitałowa między Europą a USA w obszarze venture capital sięga setek miliardów dolarów w perspektywie dekady, co przekłada się na mniejszą zdolność do budowy globalnych liderów technologicznych. W efekcie wiele firm przenosi działalność, IP i finansowanie za ocean.

Warto dodać, że według World Economic Forum aż 44% kompetencji na rynku pracy zmieni się do 2027 roku, co dodatkowo wzmacnia presję na systemy edukacyjne i innowacyjne w Europie. Problem nie dotyczy więc wyłącznie technologii, ale całego ekosystemu – od edukacji, przez kapitał, po regulacje.

Co to oznacza w praktyce?

Inżynier przyszłości nie może już funkcjonować wyłącznie w paradygmacie technologicznym. Musi rozumieć globalne przepływy kapitału i talentów, modele biznesowe oparte na danych i AI, konsekwencje regulacyjne (np. europejskie podejście do AI Act) oraz geopolityczny wymiar technologii.

Z perspektywy edukacyjnej – także doświadczeń Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych – widać wyraźnie, że tradycyjny model kształcenia przestaje być wystarczający. Coraz większą rolę odgrywają elastyczne, rynkowe formy edukacji, które łączą technologię z biznesem, prawem i kompetencjami społecznymi.

Prywatny sektor edukacyjny staje się tu katalizatorem zmian – szybciej reaguje na potrzeby rynku, rozwija kompetencje interdyscyplinarne i przygotowuje specjalistów do działania w globalnym, konkurencyjnym środowisku AI.

Wniosek

Europa nie jest „w tyle” w AI – jest raczej niewidzialnym gigantem, który jeszcze nie nauczył się w pełni monetyzować własnego potencjału. A to oznacza, że przyszłość nie rozstrzygnie się wyłącznie w laboratoriach technologicznych, ale na styku: technologii, kapitału, edukacji i strategii. I właśnie w tym miejscu pojawia się nowa rola inżyniera – nie tylko twórcy rozwiązań, ale świadomego uczestnika globalnego ekosystemu AI.

Plus rozpocznie wyłączanie sieci 3G w grudniu 2026 r.

Plus kontynuuje modernizację swojej sieci, konsekwentnie rozwijając technologie 4G/LTE i 5G. Proces wyłączania sieci 3G rozpocznie się w grudniu 2026 roku, ale już dziś warto sprawdzić, czy obecnie wykorzystywany telefon nie będzie wymagał wymiany.

W grudniu 2026 Plus rozpocznie proces wyłączania technologii 3G. Zastąpienie 3G przez 4G/LTE i 5G to naturalny etap rozwoju sieci, który pozwala efektywniej wykorzystać pasmo i dalej podnosić jakość usług. Uwolnione zasoby umożliwią rozwój sieci 4G/LTE i 5G, dzięki czemu klienci Plusa zyskają szybszy, stabilniejszy internet mobilny oraz lepszą jakość połączeń głosowych. Choć dla większości klientów zmiana będzie nieodczuwalna, istnieje grupa użytkowników, która w dalszym ciągu korzysta z kart SIM lub telefonów, które nie obsługują nowoczesnych technologii 4G/LTE i 5G.

W związku z planowanym wyłączaniem technologii 3G Plus wdraża szereg rozwiązań wspierających klientów w przygotowaniu się do nadchodzących zmian. Każdy użytkownik może w prosty sposób samodzielnie sprawdzić, czy karta SIM oraz telefon, których obecnie używa są gotowe na tą zmianę – wystarczy wysłać bezpłatnego SMS-a.

ID Logistics: Mocny początek roku ze wzrostem przychodów o 17,2% w Q1 2026 r.

0

Grupa ID Logistics rozpoczęła 2026 rok ze wzrostem przychodów na poziomie 14,2% (+17,2% w ujęciu like-for-like). W I kwartale Grupa osiągnęła przychód 990,7 mln euro, a także utrzymała wysoką dynamikę sprzedaży dzięki podpisaniu nowych kontraktów.

Europejski lider w logistyce kontraktowej ID Logistics opublikował wyniki finansowe za pierwszy kwartał 2026 r. Grupa utrzymała wysoką dynamikę sprzedaży dzięki podpisaniu nowych kontraktów, między innymi we Francji, Włoszech i Stanach Zjednoczonych. Przychody za pierwszy kwartał 2026 roku w wysokości 990,7 mln euro potwierdzają, że model biznesowy firmy jest odporny na zmiany geopolityczne, a ID Logistics jest dobrze przygotowane do utrzymania wzrostu w perspektywie długoterminowej.

– Bazując na dynamice wzrostu z 2025 roku, ID Logistics odnotowało mocny początek roku obrotowego 2026, osiągając wzrost w pierwszym kwartale na poziomie 17,2% przy stałych kursach walutowych. Trend ten potwierdza siłę modelu biznesowego i trafność pozycjonowania rynkowego. Tak dobre wyniki są napędzane przez zdywersyfikowane portfolio klientów, szczególnie w sektorach dóbr konsumpcyjnych i e-commerce, o zrównoważonej ekspozycji geograficznej. Działalność Grupy, skoncentrowana na magazynowaniu, realizacji zamówień i usługach dodanych, jest efektywna energetycznie i wykazuje dużą odporność w niepewnym otoczeniu gospodarczym. Dzięki solidnemu wzrostowi organicznemu i utrzymującej się dynamice handlowej, ID Logistics potwierdza swoją zdolność do kontynuowania silnego wzrostu w 2026 rokukomentuje Eric Hémar, CEO i prezes zarządu Grupy ID Logistics.

Przychody w mln euro 2026 2025 Zmiana Zmiana w ujęciu like-for-like*
I kwartał 990.7 867.8 +14.2% +17.2%

(1) zobacz załącznik

WZROST PRZYCHODÓW W I kw. 2026 R.: +14,2% (+17,2% W UJĘCIU LIKE-FOR-LIKE)

ID Logistics odnotowało przychody w wysokości 990,7 mln euro w pierwszym kwartale 2026 roku, co oznacza wzrost o 14,2%. Po uwzględnieniu niekorzystnego wpływu wahań kursów walut w tym kwartale, głównie dolara amerykańskiego, wzrost wyniósł 17,2% w ujęciu like-for-like w porównaniu z pierwszym kwartałem 2025 roku, w którym odnotowano już silny wzrost na poziomie 17,9%.

W pierwszym kwartale 2026 roku zaobserwowano następujące istotne czynniki:

  • Silna aktywność biznesowa we Francji, ze wzrostem przychodów o 4,9% (24% przychodów Grupy);
  • Wzrost przychodów w Europie z wyłączeniem Francji (48% przychodów Grupy) o 17,3% w ujęciu like-for-like napędzany w szczególności przez Niemcy, Wielką Brytanię i Hiszpanię;
  • Utrzymująca się bardzo silna dynamika w Ameryce Północnej (21% przychodów Grupy), ze wzrostem przychodów o +40,6% w ujęciu porównywalnym;
  • Wzrost o +8,7% w ujęciu porównywalnym w Ameryce Łacińskiej i Azji (7% przychodów Grupy).

W ostatnim kwartale ID Logistics uruchomiło 5 nowych projektów.

NOWE UMOWY

W pierwszym kwartale 2026 roku Grupa ID Logistics regularnie brała udział w przetargach. Grupa wygrała lub ogłosiła następujące nowe kontrakty:

  • We Francji ID Logistics kontynuuje ekspansję w sektorze kosmetycznym z francuską firmą SVR, należącą do Grupy KRESK. Grupa otwiera zakład o powierzchni 16 000 metrów kwadratowych na południe od Paryża, w którym zatrudni około 50 osób.
  • We Włoszech Grupa ID Logistics otworzyła zakład o powierzchni 60 000 metrów kwadratowych dla Michelin, światowego lidera w produkcji opon i nowego klienta Grupy. Zakład z siedzibą w Turynie zatrudnia 50 osób.
  • W Stanach Zjednoczonych ID Logistics i Nutrabolt, specjalista w dziedzinie odżywek sportowych, działający pod markami C4 i XTEND, rozszerzają współpracę, otwierając nowy zakład o powierzchni 37 000 metrów kwadratowych w Wisconsin i rozbudowując historyczny obiekt w Salt Lake City. Od ponad 10 lat ID Logistics rozwija operacje magazynowania, dystrybucji i co-packingu dla Nutrabolt w czterech lokalizacjach w całym kraju.
  • W Brazylii ID Logistics podpisało partnerstwo z dużym brazylijskim graczem e-commerce i uruchamia kilka projektów o łącznej powierzchni operacyjnej ponad 40 000 m², co daje łącznie 750 miejsc pracy. Projekt ten podkreśla kompetencje zespołów ID Logistics w zakresie e-commerce w Brazylii.

PERSPEKTYWY

W niepewnym globalnym otoczeniu makroekonomicznym, ID Logistics jest dobrze przygotowane do utrzymania wzrostu w perspektywie długoterminowej. Model biznesowy firmy, który koncentruje się wyłącznie na logistyce krajowej i jest w dużej mierze odporny na wahania cen paliw, ogranicza jej ekspozycję na międzynarodowe cykle gospodarcze. Grupa nie prowadzi działalności w regionach wrażliwych geopolitycznie, takich jak kraje Zatoki Perskiej. W ciągu ostatnich kilku lat ID Logistics wykazało odporność i siłę swojego modelu biznesowego.

Botanika Farm zwiększyła przychody o ponad 50% i przygotowuje debiut na głównym parkiecie GPW

Botanika Farm S.A., spółka z segmentu FoodTech, podsumowuje rok 2025 jako okres intensywnych zmian operacyjnych i strategicznych inwestycji, które już przynoszą wymierne efekty finansowe i operacyjne w 2026 roku. Spółka odnotowała znaczący wzrost przychodów oraz zakończyła kluczowy etap konsolidacji działalności produkcyjnej.

W 2025 roku przychody ze sprzedaży netto wyniosły 74,17 mln zł, co oznacza wzrost o ponad 50% rok do roku. Zysk operacyjny (EBIT) osiągnął poziom 5,54 mln zł, a zysk netto 3,17 mln zł. Na poziom EBIT wpłynęły jednorazowe zdarzenia związane z relokacją zakładów oraz odpisami księgowymi. Po ich wyłączeniu zdolność spółki do generowania zysku pozostaje silnie skorelowana ze wzrostem skali działalności.

Kluczowym wydarzeniem zeszłego roku była skuteczna relokacja zakładów w Oławie i Wałbrzychu do Mietkowa. Dzięki temu rozpoczęliśmy optymalizację procesów produkcji, które przyczyniły się do zmniejszenia kosztów prowadzenia naszej działalności. Relokacja dała nam również możliwość zwiększenia produkcji do 50 000 ton począwszy od 1 kwartału 2026 r.

– Rok 2025 był dla naszego zespołu bardzo intensywny nie tylko z uwagi na nietypowe zbiory spowodowane deszczową pogodą, ale również z uwagi na prowadzone inwestycje. Ich realizacja pozwoliła nam rozpocząć rok 2026 z dużym impetem, gdyż zakład w Mietkowie pracuje z pełną wydajnością, co ma odzwierciedlenie w wyniku finansowym za I kwartał. W ostatnich dniach marca zakończyliśmy prace nad prospektem emisyjnym, a 2 kwietnia złożyliśmy go do Komisji Nadzoru Finansowego. W ciągu nadchodzących dni spodziewamy się pierwszych pytań od przedstawicieli UKNF-u. Co do terminu zapowiadanego debiutu na Giełdzie Papierów Wartościowych, to podtrzymujemy nasze zamierzenie zakończenia procesu jeszcze w tym roku, niemniej jest on uzależniony od daty zatwierdzenia prospektu przez KNF. – komentuje Bartosz Radziszewski, Prezes Zarządu Botanika Farm S.A.

Koniec zeszłego roku był w ocenie zarządu trudny ze względu na deszczową pogodę, co mocno opóźniło zbiory. Spółka skutecznie zabezpieczyła odpowiednią ilość surowca, zapewniając ciągłość produkcji.

Jednocześnie zarząd poświęcił się pracy nad zakończeniem prac nad prospektem emisyjnym i pracach z biegłem rewidentem, co umożliwiło jego złożenie do KNF-u na koniec I kw. br. Zarząd jasno deklaruje chęć przeprowadzenia debiutu spółki na głównym parkiecie GPW jeszcze w pierwszej połowie 2026 roku.

Mieszkania w Krakowie droższe o 68% w pięć lat. Kupujący szukają tańszych lokali pod miastem

Ceny ofertowe mieszkań deweloperskich w Krakowie wzrosły o 68% w pięć lat, ale dla kupujących szansą na niższe koszty są inwestycje podkrakowskie. Podczas gdy w stolicy Małopolski średnia stawka sięga już 16,8 tys. zł/mkw., w tzw. obwarzanku bariera 11 tys. zł/mkw. nadal nie została przekroczona. Efekt? Własne M pod Krakowem można dziś kupić taniej niż w Katowicach – drugim najtańszym rynku spośród siedmiu największych miast w Polsce.

Kraków umacnia się na pozycji trzeciego najdroższego rynku mieszkaniowego w Polsce, ustępując miejsca jedynie Warszawie (19,7 tys. zł/mkw.) i Trójmiastu (17,6 tys. zł/mkw.). Przy obecnych stawkach zakup przeciętnego mieszkania o powierzchni 55 mkw. oznacza wydatek rzędu 913 tys. zł – kwotę, która dla wielu mieszkańców regionu staje się finansową barierą. Choć według danych GUS średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w Małopolsce wzrosło do 9,6 tys. zł brutto, statystyczny pracownik musiałby przeznaczyć aż 95 pełnych pensji na zakup takiego lokalu. Oznacza to blisko osiem lat pracy bez ponoszenia jakichkolwiek innych kosztów życia.

– Tuż poza granicami administracyjnymi Krakowa rynek rządzi się zupełnie innymi prawami. Mieszkania deweloperskie w obwarzanku są średnio o 7 mkw. większe niż te dostępne w mieście, a ich przeciętna cena całkowita pozostaje niższa o 260 tys. zł. To kwota, która finansuje ponad połowę 58-metrowego lokalu w Częstochowie, oddalonej od stolicy Małopolski o mniej więcej 120 km – wylicza Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku Otodom.

Z danych Otodom wynika, że obecne stawki ofertowe w krakowskim obwarzanku (średnio 10,5 tys. zł/mkw.) odpowiadają poziomowi cen, z jakim w Krakowie mieliśmy do czynienia w czerwcu 2021 roku. Dziś za mieszkanie od dewelopera w Krakowie trzeba zapłacić średnio ponad 6 tys. zł/mkw. więcej niż za nowy lokal pod miastem.

Obwarzanek, czyli powiaty okalające największe miasta, staje się dziś naturalnym wyborem dla tych, którzy przez wysokie ceny są zmuszeni szukać alternatyw poza rynkiem metropolitalnym. Co ciekawe, aglomeracja krakowska okazuje się tańsza nawet niż mniejsze miasta na południu Polski. Średnie ceny ofertowe mieszkań deweloperskich w Bielsku-Białej, Kielcach czy Rzeszowie osiągnęły już 11 tys. zł/mkw. Trzeba jednak pamiętać, że obok ceny samej nieruchomości istotnym elementem tej kalkulacji są także wydatki związane z ewentualnym codziennym dojazdem do centrum – mówi ekspertka.

Sąsiednie województwa. 230 tys. zł różnicy

W obecnych warunkach rynkowych dla wielu kupujących, zwłaszcza tych, którzy nie chcą zrezygnować z miasta, naturalnym krokiem staje się też rozszerzenie poszukiwań poza Kraków, w stronę sąsiednich metropolii, z Katowicami na czele. Za takim wyborem stoją konkretne liczby.

Średnia cena metra kwadratowego w Katowicach wynosi około 12,5 tys. zł, czyli o 4,3 tys. zł mniej niż w Krakowie. W efekcie przeciętne 54-metrowe nowe mieszkanie w Katowicach kosztuje średnio 680 tys. zł, a więc 230 tys. zł mniej niż lokal o zbliżonym metrażu w Krakowie (55 mkw.) – dodaje dyrektorka badań rynku Otodom.

W obu miastach jest jednak z czego wybierać. Na koniec kwietnia dostępna oferta deweloperska w stolicy Małopolski wynosiła 10 tys. mieszkań, a w Katowicach 5,6 tys. lokali.

Bartłomiej Krzyżak i Marcin Purgal współzarządzającymi działem inwestycyjnym Avison Young

Bartłomiej Krzyżak, który do tej pory obejmował stanowisko Senior Director, zostaje awansowany na stanowisko Co-Head of Investment Department. Bartłomiej jest znanym i cenionym brokerem z ok. 18-letnim doświadczeniem na rynku nieruchomości komercyjnych. Swoją karierę zawodową rozwijał pracując w wielu firmach doradczych, m.in. CBRE, Cushman & Wakefield, Savills. Od 2017 roku związany jest z Avison Young, gdzie odpowiada za szukanie nowych możliwości inwestycyjnych, zarządzanie procesami kupna i sprzedaży nieruchomości, koordynowanie procesów due diligence oraz analiz finansowych. Bartłomiej posiada szeroką wiedzę na temat rynku i na swoim koncie wiele zrealizowanych transakcji we wszystkich sektorach. Ostatnia zrealizowana przez niego transakcja – reprezentowanie kupującego przy pozyskaniu obiektu biurowego Royal Wilanów w Warszawie – była największą i jedyną przekraczającą wartość 100 milionów euro transakcją w sektorze biurowym w pierwszym kwartale 2026.

Marcin Purgal, MRICS, do tej pory Senior Director, obejmuje stanowsko Co-Head of Investment Department. Marcin jest członkiem RICS i doświadczonym dyrektorem, aktywnym na rynkach nieruchomości komercyjnych w Polsce i regionie CEE od ok. 23 lat. Doświadczenie zawodowe zdobywał w Savills a także Knight Frank. W swojej karierze zawodowej Marcin doprowadził do zamknięcia na polskim rynku nieruchomości komercyjnych wielu istotnych transakcji, działając we wszystkich sektorach, w tym głównie w sektorze biurowym i handlowym. W Avison Young Marcin jest odpowiedzialny za doradztwo i koordynację procesów kupna i sprzedaży nieruchomości realizowanych przez zespół doradztwa inwestycyjnego. Do jego obowiązków należy również dbanie o pozytywne relacje z klientami, pozyskiwanie nowych projektów i zarządzanie procesami transakcyjnymi.

„Jestem bardzo dumny z awansów Bartłomieja i Marcina a także z poszerzenia zakresu ich odpowiedzialności za rozwój działu inwestycyjnego. – komentuje Michał Ćwikliński, Principal, Managing Director for EMEA Region – Z Bartłomiejem wspólnie otwieraliśmy oddział Avison Young w Polsce, a Marcin dołączył niedługo później, istotnie wzmacniając firmę. Obaj są świetnymi brokerami, a ich umiejętności i doświadczenie będą się doskonale uzupełniać, mając na celu jeszcze lepszą realizację usług świadczonych dla naszych klientów.”

Obecnie dział inwestycyjny Avison Young w Polsce doradza klientom przy około 40 projektach na różnych etapach procesu sprzedaży, obejmujących nieruchomości komercyjne ze wszystkich kluczowych sektorów rynku, zlokalizowane zarówno w Warszawie, jak i w miastach regionalnych.

RBA podnosi stopy procentowe. Australia wchodzi w okres wyższej inflacji i wolniejszego wzrostu

Bank Rezerw Australii podniósł stopę procentową o 25 pb, do 4,35%, uznając, że inflacja przez pewien czas pozostanie powyżej celu, a bilans ryzyk nadal jest przesunięty w stronę jej wyższego poziomu. Głównym nowym szokiem dla gospodarki stał się konflikt na Bliskim Wschodzie, który doprowadził do silnego wzrostu cen ropy, LNG oraz innych surowców istotnych dla rolnictwa i przemysłu. W marcu inflacja CPI wzrosła do 4,6%, z czego droższe paliwa dodały około 0,8 pkt proc., a inflacja bazowa mierzona średnią wygładzoną (ang. trimmed mean) wyniosła 3,5% r/r, co potwierdza, że presja cenowa nie ogranicza się wyłącznie do energii.

RBA zakłada, że w scenariuszu bazowym stopa procentowa wzrośnie zgodnie z wyceną rynkową do około 4,7% pod koniec 2026 r. Wyższe ceny paliw mają obniżać realne dochody gospodarstw domowych, a bardziej restrykcyjne warunki finansowe ograniczać konsumpcję i inwestycje. W efekcie prognoza wzrostu PKB została obniżona: gospodarka ma rosnąć o około 1,3% r/r pod koniec 2026 r. i o około 1,4% w latach 2027–2028. Rynek pracy pozostaje relatywnie napięty, ale według RBA będzie stopniowo słabł; stopa bezrobocia, która w marcu wynosiła 4,3%, ma wzrosnąć do około 4,7% w połowie 2028 r.

Inflacja ma obniżać się powoli. RBA przewiduje, że CPI osiągnie szczyt na poziomie około 4,8% w połowie 2026 r., spadnie do 4,0% pod koniec roku i zbliży się do 2,5% w połowie 2028 r. Bank szczególnie obawia się efektów drugiej rundy, czyli sytuacji, w której droższe paliwa przełożą się na ceny innych towarów i usług, a następnie na oczekiwania inflacyjne oraz płace. Krótkoterminowe oczekiwania inflacyjne już wzrosły, choć długoterminowe pozostają zakotwiczone w pobliżu środka celu inflacyjnego. Utrwalenie oczekiwań wyższej inflacji mogłoby jednak wymusić bardziej restrykcyjną politykę pieniężną.

Raport banku wskazuje również, że konsumpcja gospodarstw domowych była słabsza od oczekiwań jeszcze przed wybuchem konfliktu, a po jego eskalacji pogorszyły się nastroje konsumentów i firm. RBA zaznacza jednak, że na razie nie widać silnego spadku faktycznych wydatków. Warunki finansowe w Australii zaostrzyły się, ponieważ banki przenoszą wcześniejsze i bieżące podwyżki stóp na oprocentowanie kredytów hipotecznych oraz biznesowych, a rentowności obligacji wzrosły. Jednocześnie kredyt nadal rośnie szybko, zwłaszcza mieszkaniowy i biznesowy, co utrudnia ocenę, jak silnie restrykcyjna jest obecna polityka pieniężna. Dolar australijski umocnił się w ujęciu ważonym handlem, m.in. dzięki wzrostowi rentowności w Australii względem innych gospodarek rozwiniętych.

Najważniejsze ryzyka dla Australii pozostają związane z dłuższym konfliktem, utrzymaniem wysokich cen energii, wzrostem oczekiwań inflacyjnych, słabszą konsumpcją, ograniczeniem inwestycji firm, pogorszeniem sytuacji u partnerów handlowych oraz możliwymi napięciami na rynkach finansowych. RBA wskazuje też na ryzyka płynące z Chin, gdzie nadal widoczna jest słabość rynku nieruchomości i popytu kredytowego gospodarstw domowych, mimo wsparcia ze strony finansowania publicznego. Gospodarki azjatyckie są szczególnie narażone na długotrwały wzrost cen energii, ponieważ wiele z nich jest importerami energii i ma duży udział energochłonnego przemysłu. Ogólny wniosek RBA jest taki, że Australia nie znajduje się w scenariuszu recesyjnym, ale stoi przed trudnym okresem podwyższonej inflacji, wolniejszego wzrostu gospodarczego i stopniowego wzrostu bezrobocia. Obecnie dysparytet stóp procentowych między Australią a USA wynosi 35 pkt bazowych na rzecz AUD, a kurs AUDUSD znajduje się na poziomie 0,72017.

TYR TFI przeznaczyło 214 mln zł na finansowanie projektów nieruchomościowych

TYR TFI, jeden z najaktywniejszych graczy na rynku funduszy długu prywatnego, zamknął ubiegły rok z wynikiem 25 pozytywnych decyzji inwestycyjnych dotyczących finansowań projektów. Łączny wolumen udzielonego wsparcia kapitałowego wyniósł 214 mln zł. Wypracowane wyniki potwierdzają rosnące znaczenie alternatywnych źródeł finansowania w strukturze kapitałowej polskich przedsiębiorstw oraz silnie zaznacza istotę polskiego kapitału na naszym rynku.

Model działania Towarzystwa opiera się na finansowaniu konkretnych projektów za pośrednictwem zarządzanych funduszy, ze szczególnym uwzględnieniem sektora nieruchomości. W portfelu dominują projekty  mieszkaniowe (ok. 35 proc.), uzupełnione projektami komercyjnymi – głównie  handlowymi (ok. 20 proc.). Fundusz wspiera deweloperów i przedsiębiorców na różnych etapach inwestycji: od zakupu gruntu, przez budowę, aż po uwalnianie kapitału z istniejących aktywów.

W przypadku części projektów nieruchomościowych ograniczeniem nie jest ich potencjał, ale sposób sfinansowania. Dotyczy to szczególnie inwestycji na wcześniejszych etapach lub bardziej skomplikowanych projektów, które nie zawsze wpisują się w standardowe procedury bankowe. W takich sytuacjach finansowanie zapewniają fundusze private debt – tłumaczy Mariusz Mikulski, prokurent i dyrektor ds. inwestycji w TYR TFI.

Główną przewagą funduszy długu prywatnego nad tradycyjnym sektorem bankowym jest szybkość działania oraz umiejętność dopasowania struktury finansowania do specyfiki przedsięwzięcia.

Dla wielu przedsiębiorców duże znaczenie ma dziś czas i możliwość dopasowania finansowania do projektu. W naszym przypadku proces decyzyjny zajmuje do kilku tygodni, a nie miesięcy, co przy bardziej dynamicznych inwestycjach ma kluczowe znaczenie – dodaje Mariusz Mikulski.

Skuteczność TYR TFI wynika z silnej specjalizacji zespołu w rynku nieruchomości. Każdy projekt poddawany jest wnikliwej analizie w trybie eksperckim, co pozwala na efektywne zarządzanie ryzykiem portfela przy jednoczesnym zachowaniu dynamiki rozwoju finansowanych podmiotów i projektów.

Przewagą konkurencyjną strategii TYR jest odpowiednia analiza prawna oprócz typowej analizy biznesowej każdego projektu. Dodatkowo na naszą korzyść działa silna specjalizacja w rynku projektów handlowych i mieszkaniowych. Pozwala to na dostrzeganie potencjału zanim zrobią to inni – podsumowuje Mikulski.

Z roku na rok rośnie też pula aktywów, jakimi zarządza Towarzystwo oraz liczba transakcji.

–  W ubiegłym roku zarządzający funduszami TYR TFI podjęli 25 decyzji inwestycyjnych. Widać, że na rynku deweloperskim coraz większe znaczenie ma dziś nie tylko dostęp do kapitału, ale też tempo decyzji i możliwość dopasowania struktury finansowania do konkretnego projektu. W 2026 roku ten kierunek powinien się utrzymać, szczególnie przy bardziej złożonych inwestycjach – wyjaśnia Marcin Wiński, prezes zarządu i zarządzający funduszami w TYR TFI.

Creotech Quantum rozważa pozyskanie ok. 55-60 mln zł w ramach planowanej emisji akcji

Creotech Quantum, notowana na GPW polska spółka rozwijająca i komercjalizująca technologie kwantowe, w związku z realizacją strategii rozwoju oszacowała swoje potrzeby kapitałowe na ok. 55-60 mln zł. Środki mają zostać wykorzystane w ciągu najbliższych dwóch lat na realizację kluczowych celów strategicznych oraz wejście spółki w fazę dynamicznego wzrostu. W celu ich zabezpieczenia spółka rozważa emisję akcji w ramach kapitału docelowego, zakładając pozyskanie finansowania do końca I półrocza 2026 roku.

Zidentyfikowane potrzeby kapitałowe odzwierciedlają naszą ambicję wejścia w fazę dynamicznego wzrostu – równoległego dalszego rozwoju i wdrażania technologii, jak i wzmocnienia kompetencji sprzedażowych i marketingowych. Koncentrujemy się dziś nie tylko na dalszym doskonaleniu rozwiązań, ale przede wszystkim na ich skutecznej komercjalizacji. Widzimy rosnące zapotrzebowanie na technologie komunikacji kwantowej, zwłaszcza w obszarze bezpieczeństwa danych i infrastruktury krytycznej, i chcemy aktywnie budować swoją pozycję w tym segmencie rynku. Naszym celem jest rozwój skalowalnego modelu biznesowego opartego na własnym IP i kompetencjach budowanych w projektach międzynarodowych – komentuje dr Anna Kamińska, Prezes Zarządu Creotech Quantum S.A.

Jednocześnie, zgodnie ze swoimi dotychczasowymi deklaracjami, Spółka zamierza kontynuować współfinansowanie działalności badawczo-rozwojowej ze środków zewnętrznych, w tym w ramach programów krajowych i międzynarodowych, w szczególności projektów realizowanych na zlecenie Komisji Europejskiej oraz Europejskiej Agencji Kosmicznej.

Około 50–65% planowanych środków ma zostać przeznaczone na kontynuację działalności badawczo-rozwojowej oraz dalszą rozbudowę organizacji. W tym zakresie Creotech Quantum koncentruje się m.in. na opracowaniu nowej generacji systemów kwantowej dystrybucji klucza (QKD) dla infrastruktury naziemnej, rozwoju detektorów pojedynczych fotonów oraz odbiorników dla optycznych stacji naziemnych, a także na tworzeniu zaawansowanych rozwiązań w obszarze bezpieczeństwa kosmicznego i elektroniki dla procesorów kwantowych. Równolegle Spółka planuje wzmocnienie struktur operacyjnych poprzez wdrożenie standardów ISO i NIS2, rozbudowę infrastruktury bezpieczeństwa, zwiększenie zdolności integracyjnych i testowych oraz inwestycje w zaplecze inżynieryjne i nowe technologie IT.

Pozostała część środków zostanie przeznaczona na rozwój działalności biznesowej oraz komercjalizację produktów. Obejmuje to m.in. realizację prac przedwdrożeniowych i pilotażowych związanych z wprowadzeniem na rynek pierwszego systemu QKD spółki oraz kolejnych produktów z tej linii, w szczególności detektorów pojedynczych fotonów dla naziemnych stacji optycznych. Creotech Quantum planuje także budowę urządzeń demonstracyjnych – w tym kamer astronomicznych i „kwantowych” (czyli używanych do odczytu stanu kubitów i korekcji błędów) – które będą wykorzystywane w testach pilotażowych w celu bardziej efektywnego wejścia na rynek.

Istotnym elementem strategii jest również rozbudowa kompetencji sprzedażowych i marketingowych, w tym rozwój działalności na rynkach zagranicznych oraz zwiększenie obecności spółki na kluczowych wydarzeniach branżowych. Creotech Quantum zakłada również zwiększenie skali produkcji własnych rozwiązań, co pozwoli skrócić czas realizacji zamówień, poprawić konkurencyjność oferty oraz zoptymalizować koszty.

Spółka nie wyklucza, że realizacja strategii – w tym osiągnięcie wskazanych celów – może być wspierana poprzez przejęcia lub częściowe przejęcia podmiotów komplementarnych technologicznie lub biznesowo.

Creotech Quantum planuje zabezpieczenie wskazanych potrzeb kapitałowych w sposób elastyczny, z uwzględnieniem aktualnych warunków rynkowych oraz dostępnych źródeł finansowania, tak aby zapewnić skuteczną realizację strategii rozwoju.

Zidentyfikowane kierunki inwestycji wpisują się w długoterminowy cel spółki, jakim jest budowa silnej pozycji na europejskim rynku technologii kwantowych.

Ceny mieszkań kontra wynagrodzenia. Pensje rosną, ale mieszkania nadal są poza zasięgiem wielu nabywców

Choć wynagrodzenia nadal rosną, nie wszędzie poprawia się dostępność mieszkań. Najnowsze dane GUS i BIG DATA RynekPierwotny.pl pokazują wyraźny podział między metropoliami, w których relacja cen do dochodów ulega poprawie, oraz tych, gdzie przeciętni nabywcy – mimo korzystniejszych warunków makroekonomicznych – tracą grunt pod nogami.

W Gdańsku roczny wskaźnik dostępności nowych mieszkań spadł z około 0,72 mkw. w 2022 r. do około 0,61 mkw. w 2025 r. i na początku 2026 r. Jeszcze wyraźniej widać to w Warszawie, która od kilku lat pozostaje najmniej dostępnym rynkiem mieszkaniowym w kraju. W I kwartale 2026 r. przeciętna pensja pozwalała tam kupić już tylko około 0,59 mkw. nowego mieszkania.

Jeszcze niedawno w przestrzeni publicznej głośno było o bańce cenowej na rynku mieszkaniowym. Ostrzeżenia przed gwałtowną korektą pojawiały się regularnie, podsycane rekordowymi podwyżkami cen i ograniczoną dostępnością kredytów. Ostatnio jednak temat niemal zniknął z pierwszych stron mediów. I nie bez powodu. W 2024 i 2025 r. wzrost cen mieszkań na ogół nie był już całkowicie oderwany od dochodów, a rynek wszedł w fazę większej równowagi.

– Problem w tym, że zniknięcie pojęcia „bańki” z debaty publicznej nie oznacza poprawy dostępności mieszkań – zwraca uwagę Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl. – Z danych rocznych wynika, że w wielu metropoliach, mimo relatywnie stabilnych relacji cen do dochodów, przeciętna siła nabywcza mieszkańców miasta systematycznie się obniża.

Co naprawdę pokazuje wskaźnik dostępności

Marek Wielgo podkreśla, że wskaźnik dostępności nie jest dosłowną miarą możliwości zakupu mieszkania. Pokazuje on hipotetyczny metraż, jaki można kupić za przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw, przy założeniu aktualnych średnich cen ofertowych mieszkań. Największą wartością wskaźnika jest możliwość obserwowania zmian relacji między cenami a dochodami w czasie – oraz porównań między miastami.

Co istotne, wskaźnik ten silnie reaguje nie tylko na wzrost wynagrodzeń, lecz także na strukturę oferty deweloperskiej. To właśnie ona w ostatnich kwartałach w coraz większym stopniu decydowała o różnicach między poszczególnymi rynkami.

Kraków i Warszawa – dwa rynki, dwa kierunki

Najlepiej ilustruje to kontrast między Krakowem a Warszawą. W Krakowie dostępność nowych mieszkań wyraźnie się poprawiła – z ok. 0,61 mkw. pod koniec 2023 r. do ok. 0,71 mkw. w I kwartale 2026 r. Stało się tak dlatego, że deweloperzy wprowadzili na rynek dużą pulę relatywnie tańszych mieszkań, co zahamowało wzrost średniej ceny metra kwadratowego. W efekcie nawet umiarkowany wzrost wynagrodzeń przełożył się na realną poprawę siły nabywczej.

W Warszawie zadziałał mechanizm odwrotny. Choć przeciętne wynagrodzenie brutto wzrosło tam nieco bardziej niż w Krakowie, rynek został w coraz większym stopniu zdominowany przez drogą ofertę z segmentu premium. Apartamenty w najlepszych lokalizacjach, często bardzo drogie w przeliczeniu na metr kwadratowy, wywindowały średnie ceny mieszkań i skutecznie zneutralizowały pozytywny wpływ wzrostu płac.

Gdzie dostępność rośnie, a gdzie topnieje

Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl i GUS wynika, że w I kwartale 2026 r. przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto – w zależności od miasta – pozwalało kupić od 0,59 do 0,85 mkw. nowego mieszkania.

Najwyższy poziom dostępności niezmiennie notują Katowice, gdzie przeciętna pensja wystarczała na zakup ok. 0,85 mkw. nowego mieszkania. Choć wynik ten jest nieco słabszy niż kwartał wcześniej, to w ujęciu rocznym dostępność mieszkań w stolicy Górnego Śląska wyraźnie się poprawiła.

dostępność mieszkań

Bardzo dobrze wypada także Łódź, gdzie w ciągu ostatnich 12 miesięcy dostępność nowych mieszkań poprawiła się najbardziej, a w I kwartale 2026 r. przeciętna pensja pozwalała kupić już około 0,76 mkw. To efekt relatywnie wolniejszego wzrostu cen mieszkań przy jednoczesnym wzroście wynagrodzeń. Łódź coraz wyraźniej dystansuje pod tym względem Poznań, Kraków czy Trójmiasto.

Poprawę siły nabywczej widać również w Krakowie i Wrocławiu, gdzie dostępność nowych mieszkań wzrosła odpowiednio do ok. 0,71 i 0,66 mkw. Poprawę w obu miastach widać zarówno w ujęciu kwartalnym, jak i rocznym. Widać, że zadziałał tam mechanizm równoważenia się rynku: ceny mieszkań rosną wolniej niż kilka kwartałów temu, a wynagrodzenia – choć już nie tak dynamicznie jak w latach boomu inflacyjnego – nadal idą w górę.

Mniej powodów do optymizmu mają natomiast mieszkańcy Poznania. W I kwartale 2026 r. przeciętna pensja wystarczała tam na zakup jedynie 0,69 mkw., podczas gdy jeszcze rok wcześniej możliwe było nabycie wyraźnie większego metrażu. W tym przypadku mamy do czynienia z klasycznym przykładem spadku siły nabywczej: tempo wzrostu cen mieszkań wyprzedziło dynamikę wynagrodzeń.

Stagnacja widoczna jest także w Gdańsku, gdzie wskaźnik dostępności od kilku kwartałów krąży wokół 0,61 mkw. Choć rynek uspokoił się po wcześniejszej fali podwyżek, wysokie ceny – w dużej mierze napędzane przez segment premium i lokalizacje nadmorskie – skutecznie ograniczają poprawę dostępności mieszkań dla przeciętnie zarabiających gospodarstw domowych.

Na końcu zestawienia ponownie znalazła się Warszawa. Stolica jest jedyną metropolią, w której dostępność nowych mieszkań nie tylko pozostaje najniższa, ale w skali roku jeszcze się pogorszyła.

Cicha bariera dostępności

Z perspektywy ostatnich 12 miesięcy widać wyraźnie, że poprawa dostępności nowych mieszkań nie była zjawiskiem powszechnym, lecz selektywnym. Najwięcej zyskały miasta o bardziej „masowej” strukturze nowej podaży, natomiast metropolie o wysokim udziale drogiej oferty – na czele z Warszawą – pozostają poza zasięgiem wielu gospodarstw domowych. I nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie ta mapa dostępności miała się radykalnie zmienić.

– Choć dziś niewielu mówi już o bańce cenowej, dane pokazują, że problem dostępności mieszkań w wielu miastach narasta po cichu, kwartał po kwartale – bez spektakularnych wzrostów cen, ale z równie dotkliwymi konsekwencjami dla nabywców. Bo brak bańki cenowej nie oznacza jeszcze rynku przyjaznego dla przeciętnie zarabiających – komentuje Marek Wielgo.

Tomasz Bocheński z Polska Press Grupy nagrodzony w prestiżowym konkursie Society for News Design

Tomasz Bocheński, dyrektor artystyczny Polska Press Grupy, został laureatem 47. edycji międzynarodowego konkursu Society for News Design (SND47) Best of News Design. Jury doceniło Polaka w kategorii „Portfolio indywidualne autora”, wyróżniając projekty realizowane dla marek należących do portfela Polska Press Grupy.

Society for News Design to najważniejszy na świecie konkurs w dziedzinie projektowania mediów, wizualnego storytellingu i edycji. Tegoroczna edycja była historyczna – jury obradowało stacjonarnie w dwóch lokalizacjach jednocześnie: w San Francisco (UC Berkeley) oraz w Singapurze (siedziba Reutersa), oceniając blisko 4200 prac z całego świata.

– Otrzymanie nagrody w tak silnej, międzynarodowej konkurencji, w której znalazły się np. »The New York Times«, »The Washington Post« czy »Die Zeit« jedynie potwierdza, że polski design może śmiało równać się z najlepszymi redakcjami globu. Ta nagroda jest dla całego zespołu Polska Press Grupy – powiedział laureat – Tomasz Bocheński.

Wygrana Bocheńskiego to sukces całego polskiego designu. Jury SND słynie z rygorystycznych ocen, biorąc pod uwagę nie tylko estetykę, ale przede wszystkim funkcjonalność i umiejętność opowiadania złożonych historii obrazem – kompetencji niezbędnych w nowoczesnej komunikacji cyfrowej.Tomasz Bocheński Portfolio indywidualne autora Tomasz Bocheński Portfolio indywidualne autora Tomasz Bocheński Portfolio indywidualne autora Tomasz Bocheński Portfolio indywidualne autora Tomasz Bocheński Portfolio indywidualne autora

Euro pod presją danych i polityki fiskalnej. Dolar pozostaje mocny

Początek tygodnia na rynku walutowym przynosi umiarkowaną zmienność, przy jednoczesnym utrzymaniu kluczowych tematów z poprzednich dni. Inwestorzy koncentrują się na sytuacji geopolitycznej, sygnałach z Europy oraz świeżych danych makroekonomicznych. Istotne znaczenie mają dziś publikacje indeksów PMI, które rzucają nowe światło na kondycję europejskiej gospodarki.

Trump otwiera, tylko klucz nie pasuje

Pierwsze godziny tygodnia upływają pod znakiem utrzymującej się niepewności geopolitycznej związanej z konfliktem na Bliskim Wschodzie. Brak przełomu w rozmowach między USA a Iranem podtrzymuje napięcie wokół regionu, co przekłada się na umiarkowany wzrost awersji do ryzyka. Na rynku walutowym widoczne jest to w relatywnej sile dolara, który zyskuje jako bezpieczna przystań, choć skala ruchu pozostaje ograniczona. Równocześnie obserwujemy podwyższone ceny ropy oraz złota, co wynika z obaw o potencjalne zakłócenia dostaw surowców. Warto jednak zaznaczyć, że reakcja rynków nie ma charakteru panicznego – inwestorzy zakładają raczej scenariusz ograniczonej eskalacji konfliktu, co ogranicza presję na bardziej dynamiczne przepływy kapitału.

UE robi to, co umie najlepiej – debatuje

Drugim istotnym wątkiem jest spotkanie Eurogrupy, które może nadać ton europejskim aktywom w kolejnych dniach. W centrum uwagi znajdują się kwestie fiskalne oraz koordynacja polityki gospodarczej w warunkach nierównomiernego ożywienia. Choć rynek nie oczekuje przełomowych decyzji, to ewentualne sygnały dotyczące większej elastyczności fiskalnej lub wsparcia dla gospodarki mogą mieć znaczenie dla euro. W szerszym kontekście wspólna waluta pozostaje wrażliwa na dane makro, jednak stabilizacja wskaźników koniunktury może ograniczać presję spadkową na EUR/USD i sprzyjać bardziej zrównoważonemu zachowaniu kursu w krótkim terminie.

Optymizm w przemyśle

Opublikowane dziś indeksy PMI wskazują na utrzymanie aktywności gospodarczej powyżej poziomu 50 pkt, co sugeruje kontynuację ekspansji w przemyśle. To istotna zmiana względem wcześniejszych miesięcy, gdy część odczytów sygnalizowała spowolnienie. Dane te mogą wspierać sentyment wobec bardziej ryzykownych aktywów i ograniczać popyt na bezpieczne przystanie. W dalszej części tygodnia uwaga inwestorów przesunie się na dane z rynku pracy w USA oraz komunikację banków centralnych, które pozostają kluczowe dla oczekiwań dotyczących stóp procentowych. W przypadku złotego globalne tło nadal odgrywa dominującą rolę – przy stabilizacji nastrojów możliwe jest utrzymanie EUR/PLN w relatywnie wąskim przedziale wahań między 4,24-4,26 zł, podczas gdy EUR/USD będzie reagował głównie na napływające dane i zmiany apetytu na ryzyko.

Dlaczego firmy nie mają problemu z liczbą leadów, tylko z jakością procesu marketingowego? Odpowiadają eksperci z SUASIO

Większość firm B2B i e-commerce nie ma problemu z liczbą leadów. Ma problem z procesem, który gubi je na każdym etapie – między reklamą a stroną docelową, między formularzem a handlowcem, między pierwszym kontaktem a decyzją zakupową. 

Dzisiejszy konsument potrzebuje średnio 27 punktów styku z marką przed zakupem – to o 10 więcej niż kilka lat temu. Tymczasem większość firm wciąż projektuje proces tak, jakby klient kupował w linii prostej. Dlaczego liczba leadów to mylący wskaźnik i co naprawdę decyduje o sprzedaży? Pytamy o to ekspertów z firmy doradczo-szkoleniowej Suasio.

Lejek pełen leadów na górze, pusty na dole – klasyczny obraz złego procesu

Firmy chętnie mierzą liczbę leadów, bo to wskaźnik łatwy do raportowania. Marketingowcy chwalą się 500 zapisami z kampanii, handlowcy narzekają, że „ci ludzie nie chcą rozmawiać”, a zarząd patrzy na malejący zwrot z inwestycji. Każda strona ma swoje liczby, ale żadna nie pokazuje pełnego obrazu.

– W procesie generowania leadów kluczowe jest nie tylko to, ile kontaktów pozyskujesz, ale przede wszystkim jaka jest ich jakość. Lead, który wypełnił formularz „od niechcenia”, to strata czasu dla handlowców – zauważa Mateusz Adamiak, Marketing Strategy Consultant w Suasio.

To rozróżnienie jest podstawowe. Lead marketingowy (MQL) to osoba, która wykazała zainteresowanie ofertą, ale nie jest jeszcze gotowa do rozmowy ze sprzedawcą. Lead sprzedażowy (SQL) to kontakt, który spełnia kryteria idealnego klienta i jest gotowy do rozmowy. I właśnie na granicy między tymi dwoma stanami firmy najczęściej gubią potencjał.

Klasyczny lejek nie opisuje już tego, jak ludzie kupują

Drugi powód, dla którego liczba leadów myli, jest głębszy. Sam model lejka, na którym oparty jest cały marketing wielu firm, przestał działać. Konsumenci nie poruszają się od góry do dołu. Krążą.

Z badań Google z 2020 roku opartych na analizie 310 000 symulowanych scenariuszy zakupowych wynika, że 30-40% konsumentów zmienia preferencje w momencie, gdy dostaje alternatywę. Ten wniosek jest niewygodny dla każdego, kto planuje kampanie według klasycznego AIDA.

– Konsumenci poruszają się w sposób chaotyczny między różnymi źródłami – wyszukiwarki, strony marek, porównywarki, media społecznościowe, recenzje, fora. I robią to wielokrotnie. Nie ma tutaj linearnej progresji. Jest pętla – mówi Piotr Rychel, Marketing Strategy Consultant w Suasio. Google nazywa tę przestrzeń „messy middle” – chaotyczny środek, w którym potencjalny klient krąży między eksploracją (poszerzaniem opcji) a ewaluacją (zawężaniem opcji), zanim w ogóle pomyśli o zakupie.

Praktyczna konsekwencja jest taka: marketingowiec, który wlewa setki leadów do lejka liczącego na ich liniową konwersję, projektuje proces na konsumenta, który przestał istnieć. Firma traci leady nie dlatego, że jest ich za mało – tylko dlatego, że nie potrafi się z nimi spotkać w momentach, w których faktycznie podejmują decyzje.

Cztery miejsca, w których typowa firma gubi leady

Mateusz Adamiak, na podstawie kilkudziesięciu konsultacji w ramach doradztwa marketingowego Suasio, wymienia cztery konkretne miejsca, w których firmy najczęściej tracą potencjalnych klientów. Każde z nich to nie kwestia braku leadów, tylko źle zaprojektowanego procesu.

Pierwsze miejsce to niespójność między reklamą a stroną docelową. Reklama obiecuje „darmowy raport o trendach w branży”, potencjalny klient klika, trafia na stronę główną – i nigdzie nie widzi obiecanego materiału. Konkretny przypadek z praktyki Suasio: firma B2B prowadziła kampanię na LinkedInie z dokładnie taką obietnicą. Większość osób, które kliknęły, opuszczały stronę, bo nie potrafiły znaleźć raportu. Lead został zdobyty na poziomie reklamy i utracony w pierwszych 5 sekundach na stronie.

Drugie miejsce to zbyt skomplikowana ścieżka konwersji. W jednym z analizowanych przez Suasio sklepów internetowych użytkownik mobilny musiał wykonać 3-4 kliknięcia, przewinąć kilka sekcji i pominąć widget czatu, żeby dotrzeć do formularza. Każdy dodatkowy krok to moment, w którym klient rezygnuje. – Klient powinien móc zostawić dane w maksymalnie 2 krokach – rekomenduje Adamiak.

Trzecie miejsce to brak follow-upu po pozyskaniu leada. To prawdopodobnie najbardziej bolesne miejsce, bo firma już wydała pieniądze na pozyskanie kontaktu, a potem… go ignoruje. Suasio przeprowadziło test „tajemniczego klienta” w jednej z firm usługowych – po wysłaniu zapytania przez formularz, w skrzynce odbiorczej nie pojawiła się żadna wiadomość. Ani po 15 minutach, ani po godzinie. Klient w takiej sytuacji nie wie, czy ma czekać, czy szukać innej firmy. Większość wybiera to drugie.

Czwarte miejsce to brak systemu kwalifikacji. Bez scoringu firma traktuje wszystkie leady jednakowo – i handlowcy spędzają tyle samo czasu na kontakcie, który nigdy nie kupi, ile na kontakcie z budżetem i decyzją. – Marketer może pochwalić się liczbą leadów, ale jeśli handlowcy nie są w stanie zamknąć transakcji, coś jest nie tak – zauważa Adamiak.

Brak automatyzacji to najdroższy błąd procesu

Czwarty problem – brak systemu reakcji na leady – dotyczy nie tylko firm B2B. W e-commerce wygląda to podobnie, tylko mierzy się go inną metryką. Filip Przybylski, Marketing Automation Specialist w Suasio, przypomina podstawową statystykę: średni wskaźnik porzuconego koszyka w e-commerce wynosi 70%. Siedmiu na dziesięciu klientów dodaje produkt do koszyka i nie kończy zakupu.

Przybylski podkreśla, że to nie jest problem z liczbą wejść do koszyka. To problem z procesem, który nie reaguje na zachowanie klienta. – Marketing automation to narzędzie i proces, który pozwala reagować na zachowania Twoich klientów w czasie rzeczywistym. Klient porzucił koszyk? System dostarczy mu powiadomienie. Potencjalny klient zapisał się do newslettera? Otrzymuje spersonalizowaną serię powitalną – tłumaczy FIlip Przybylski.

Liczby z wdrożeń Suasio pokazują skalę różnicy, jaką robi sam proces. Bez automatyzacji firma traci 10-20% potencjalnej wartości zamówień bezpowrotnie. Z automatyzacją – odzyskuje. Klient z branży beauty po uruchomieniu zaledwie dwóch ścieżek e-mailowych (porzucony koszyk i porzucona strona) odnotował wzrost obrotów miesiąc do miesiąca o około 40%. Klient z branży winiarskiej po zmianie szablonów kampanii e-mail – wzrost przychodów o ponad 45%. To te same leady, ten sam ruch, ten sam budżet reklamowy. Inny jest tylko proces.

W B2B mechanizm jest podobny, choć rezultaty mierzy się inaczej. Automatyzacja pracuje z leadami przez lead scoring, ogrzewa zimne kontakty i przekazuje gorące do działu handlowego dopiero wtedy, gdy mają realny potencjał. To oszczędza czas handlowców i zwiększa konwersję – bez konieczności zwiększania bazy leadów.

Co odróżnia firmę z dobrym procesem od firmy z dużą bazą leadów

Zestawiając wyżej opisane wnioski widać wyraźnie, że jakość procesu marketingowego sprowadza się do kilku obserwowalnych elementów. Firmy, które konwertują leady na sprzedaż, mają je. Firmy, które gonią za liczbą – nie mają.

Spójność komunikatu na całej ścieżce. To, co obiecuje reklama, musi pojawić się na stronie. To, co pokazuje strona, musi pojawić się w follow-upie. Klient nie powinien czuć, że na każdym kroku trafia w inny komunikat.

Prosta ścieżka do konwersji. Maksymalnie 2 kroki do pozostawienia danych. Formularz na pierwszym ekranie, nie ukryty. Wersja mobilna sprawdzona tak samo, jak desktopowa.

Natychmiastowa reakcja na lead. Automatyczne potwierdzenie wysłania formularza. Jasna informacja o czasie odpowiedzi. Alert dla handlowca o nowym kontakcie w CRM. To wszystko można skonfigurować raz – i działa potem przez lata.

System kwalifikacji oparty na zachowaniu i danych. Scoring, który przypisuje punkty za zachowania (pobranie e-booka, wizyta na stronie cennika, otwarcie newslettera) i cechy demograficzne (stanowisko, branża, wielkość firmy). Tylko leady przekraczające próg trafiają do handlowców.

Wspólna definicja „dobrego leada” dla marketingu i sprzedaży. Bez tego marketingowcy generują kontakty, których handlowcy nie chcą, a handlowcy odrzucają leady, których marketingowcy nie potrafią poprawić. Cotygodniowe spotkania, wspólne metryki i SLA między działami załatwiają większość tarć.

Automatyzacja powtarzalnych procesów. Sekwencje powitalne, porzucone koszyki, reaktywacja, nurturing – wszystko, co można zaprojektować raz i pozwolić działać 24/7. Nie po to, żeby zastąpić zespół, tylko po to, żeby zespół miał czas na decyzje, których nie da się zautomatyzować.

Od czego zacząć, jeśli proces nie działa? Rekomendacje ekspertów z SUASIO

Najdrożej kosztuje firmę próba naprawienia tego od strony reklamy. Zwiększanie budżetu na kampanie w sytuacji, gdy proces gubi 70% wartości na dalszych etapach, to wlewanie wody do dziurawego wiadra. Eksperci Suasio konsekwentnie rekomendują inną kolejność.

Pierwszy krok to audyt obecnej ścieżki. Przejście przez nią jak „tajemniczy klient” – od kliknięcia w reklamę, przez stronę docelową, formularz, follow-up, aż do rozmowy z handlowcem. Każde miejsce, w którym pojawia się tarcie, niespójność albo cisza, jest miejscem utraty leada. Większość firm nigdy tego testu nie zrobiła na sobie.

Drugi krok to uporządkowanie narzędzi. CRM jako centrum dowodzenia, Google Analytics do analizy źródeł, Microsoft Clarity do nagrywania sesji użytkowników i zobaczenia, gdzie faktycznie się gubią. To narzędzia darmowe lub niedrogie, a dają konkretne dane, na których można pracować.

Trzeci krok to wdrożenie podstawowej automatyzacji. Pięć ścieżek, które dają największy zwrot – w B2C to seria powitalna, porzucony koszyk, post-purchase, reaktywacja i kampanie okazjonalne. W B2B – onboarding, lead nurturing, reaktywacja zimnych leadów, nurturing po webinarze i kampanie post-purchase. Te pięć ścieżek odpowiada za większość wartości, którą można odzyskać bez zwiększania budżetu reklamowego.

Czwarty krok to ustalenie współpracy między marketingiem a sprzedażą. Wspólna definicja leada, regularne spotkania, wspólne metryki. To brzmi banalnie, ale w większości firm B2B to właśnie tu jest największe źródło strat.

Lead generation to dyscyplina procesu, nie reklamy

Dobre kampanie reklamowe są ważne, ale nie są wąskim gardłem. Jest nim proces – wszystko, co dzieje się od kliknięcia w reklamę do podpisania umowy. I tu większość firm ma najwięcej do nadrobienia.

– Pozyskanie leada to dopiero połowa sukcesu. Druga połowa to skuteczne śledzenie leadów przez cały lejek i przekazanie ich w odpowiednim momencie do handlowców. Tylko wtedy biznes odczuje prawdziwy zwrot z inwestycji – podsumowuje Mateusz Adamiak z Suasio.

Firmy, które to rozumieją, przestają mierzyć liczbę leadów i zaczynają mierzyć konwersję leada na klienta, koszt pozyskania klienta i wartość życiową klienta (LTV). Te metryki pokazują, czy proces działa – liczba leadów pokazuje tylko, czy reklama dociera. A to dwie zupełnie różne rzeczy.

Bank Światowy: Złoto i srebro z historycznymi rekordami w 2026 roku, ale nadchodzi korekta

Rynek metali szlachetnych znajduje się w punkcie zwrotnym. Podczas gdy inwestorzy indywidualni i instytucjonalni coraz śmielej spoglądają w stronę złota i srebra, najnowszy raport Banku Światowego (Commodity Markets Outlook) kreśli fascynujący, choć niejednoznaczny scenariusz na najbliższe lata.

Ostatnie dni ubiegłego miesiąca na rynku złota przyniosły pewne zaskoczenie – 28 kwietnia cena kruszcu spadła poniżej poziomu 4600 dolarów za uncję, potem nieco przekroczyła ten pułap i przez majówkę utrzymywała się w okolicy 4600 USD/oz. Choć dla części inwestorów krótkoterminowych może to być sygnał do niepokoju, głębsza analiza fundamentów sugeruje, że mamy do czynienia jedynie z techniczną korektą w drodze po nowe szczyty.

Głównym czynnikiem hamującym złoto jest obecnie „wyższa inflacja na dłużej”. Raport Banku Światowego Commodity Markets Outlook prognozuje wzrost cen energii aż o 24% w ciągu 2026 roku. Paradoksalnie, złoto, które jest tradycyjną ochroną przed inflacją, staje się jej „ofiarą” w ujęciu polityki monetarnej – wyższa inflacja zmusza banki centralne (w tym Fed) do utrzymywania wysokich stóp procentowych, co wzmacnia dolara i wywiera presję na ceny kruszców.

Mimo to, optymizm wśród inwestorów pozostaje rekordowy. Mediana prognoz Reutersa na 2026 rok to aż 4916 dolarów za uncję – najwięcej od czternastu lat. Dlaczego? Ponieważ po raz pierwszy w historii wartość złota w rezerwach banków centralnych przewyższyła wartość amerykańskich obligacji skarbowych.

Banki centralne traktują kruszec jako jedyne pewne aktywo w obliczu niestabilności dolara i rosnącego zadłużenia USA, zatem konsekwentnie zwiększają swoje rezerwy kruszcu. Tu jako ciekawostkę warto przytoczyć przykład Banku Centralnego Turcji, który w 2 tygodnie zwiększył swoje zasoby o 36,4 tony w wyniku zamykania operacji swapowych.

Czy prognozy Banku Światowego ostudzą „gorączkę złota”?

Bank Światowy prognozuje, że rok 2026 będzie rekordowy dla całego sektora. Średnie ceny metali szlachetnych mają wzrosnąć o 42% rok do roku, osiągając najwyższy poziom w historii. Samo złoto ma podrożeć o ok. 37%, znajdując silne oparcie w niepewności geopolitycznej oraz zakupach banków centralnych. Co ciekawe, mimo wysokich cen, Bank Światowy przewiduje, że wydobycie w kopalniach pozostanie stabilne, a podaż z recyklingu (stanowiąca 30% rynku) spowolni, co może dodatkowo wywierać presję wzrostową na ceny.

Najbardziej zaskakującym elementem raportu jest prognoza na 2027 rok, przewidująca 9-procentowy spadek cen złota. Teza ta stoi w jaskrawej sprzeczności z rynkowymi prognozami najodważniejszych analityków, którzy wieszczą marsz w kierunku 10 tys. dolarów za uncję do 2030 roku. Bank Światowy argumentuje swoje stanowisko osłabieniem popytu jubilerskiego (konsumenci uciekają od rekordowo drogich wyrobów) oraz stabilizacją podaży.

Jeszcze dynamiczniejszą trajektorię Bank Światowy przewiduje dla srebra. W 2026 roku cena ma wynieść średnio 70 dolarów za uncję (wzrost o 76% r/r!). Kluczowym czynnikiem, oprócz inwestycji, jest rosnące wykorzystanie srebra i platyny w przemyśle (fotowoltaika, AI), co ma pogłębić niedobór podaży na rynku. To potwierdza tezę o „srebrnym gambicie” Chin, które masowo gromadzą kruszec, dostrzegając jego strategiczne znaczenie.

Eksperci Banku Światowego ostrzegają: największą przeszkodą dla stabilnego wzrostu pozostaje inflacja. Jej paliwem jest gwałtowny wzrost cen energii i towarów (prognozowany skok cen energii o 24% w 2026 r.). Może to stworzyć paradoksalną sytuację, w której złoto stanie się „ofiarą” własnej natury – wyższa inflacja zmusi banki centralne do utrzymywania wysokich stóp procentowych, co wzmocni dolara i okresowo uderzy w wyceny kruszców.

Podsumowując: choć Bank Światowy studzi nastroje, prognozując lekki spadek cen złota w 2027 roku, rynek patrzy znacznie dalej. W obliczu niedoborów podaży srebra i platyny w przemyśle oraz niesłabnącego popytu inwestycyjnego, złoto pozostaje fundamentem bezpieczeństwa w portfelu na 2026 rok.

Cyberataki są szybsze i bardziej zautomatyzowane. Liczba ofiar ransomware wzrosła o 389% r/r

Fortinet 2026 Global Threat Landscape Report wskazuje na gwałtowny wzrost cyberprzestępczości wykorzystującej sztuczną inteligencję, który przełożył się na zwiększenie o 389% liczby ofiar ransomware rok do roku.

Fortinet opublikował opracowany corocznie przez zespół FortiGuard Labs dokument 2026 Global Threat Landscape Report. Zebrane w nim informacje zostały przygotowane wyłącznie na podstawie danych telemetrycznych FortiGuard Labs i przedstawiają obraz aktywnego krajobrazu zagrożeń oraz trendów zaobserwowanych w 2025 roku. Raport zawiera także kompleksową analizę technik wykorzystywanych w cyberatakach zgodnie z frameworkiem MITRE ATT&CK. Dane te pokazują, że cyberprzestępczość nie funkcjonuje już jako seria odrębnych kampanii. Działa raczej jak spójny system, w którym cyberprzestępcy realizują cały proces ataku od początku do końca, a stosowanie przez nich autonomicznych narzędzi wspierających działania dodatkowo skraca czas potrzebny do przeprowadzenia ataku.

Cyberprzestępczość jest jednym z najbardziej powszechnych i kosztownych zagrożeń na świecie, a nasz najnowszy raport pokazuje, że cyberprzestępcy zaczynają wykorzystywać autonomiczne agentowe systemy AI do prowadzenia coraz bardziej zaawansowanych ataków – mówi Derek Manky, Chief Security Strategist oraz globalny wiceprezes w dziale Threat Intelligence w Fortinet FortiGuard Labs. – Wraz ze wzrostem poziomu wykorzystania sztucznej inteligencji przez przestępców zespoły odpowiedzialne za bezpieczeństwo muszą rozwijać swoją działalność operacyjną i wdrażać narzędzia bazujące na AI, które pozwalają reagować z taką samą szybkością, z jaką rozwijają się współczesne zagrożenia.

Techniki ataków i branże będące celem cyberprzestępców

Współczesna cyfrowa przestępczość przekracza granice państw, sektorów gospodarki, a często także tradycyjne definicje samego przestępstwa. Raport FortiGuard Labs wskazuje na kilka kluczowych zjawisk:

  • Tempo działania staje się dziś jednym z kluczowych czynników ryzyka, ponieważ skraca się czas wykorzystania podatności. Sztuczna inteligencja przyspiesza rozpoznanie celu, przygotowanie narzędzi i realizację ataków. Dane FortiGuard Intelligence pokazują, że w przypadku krytycznych zagrożeń czas od ujawnienia podatności do jej wykorzystania (Time-To-Exploit, TTE) wynosi obecnie zaledwie 24-48 godzin. We wcześniejszych raportach było to średnio 4,76 dnia. Praktyka pokazuje, że o powodzeniu ataku mogą decydować nawet minuty – próby wykorzystania podatności React2Shell rozpoczęły się już w ciągu kilku godzin od jej publicznego ujawnienia.
  • Liczba ofiar ransomware gwałtownie rośnie: FortiRecon zidentyfikował na świecie 7831 potwierdzonych ofiar ataków ransomware – wobec około 1600 wskazanych w dokumencie Fortinet 2025 Global Threat Landscape Report, co oznacza wzrost o 389 proc. rok do roku. Przyczyniła się do tego dostępność gotowych narzędzi dla cyfrowych przestępców, takich jak WormGPT, FraudGPT i BruteForceAI. Trzy najczęściej atakowane branże to: produkcja (1284 ofiary), usługi biznesowe (824) i handel detaliczny (682). Najwięcej ofiar odnotowano w: USA (3381), Kanadzie (374) i Niemczech (291).
  • Rosnąca liczba cyfrowych tożsamości zwiększa ryzyko w środowiskach chmurowych: Dane zebrane przez platformę FortiCNAPP (Cloud-Native Application Protection Platform) pokazują, że większość potwierdzonych incydentów chmurowych w 2025 roku wynikała ze skradzionych, ujawnionych lub niewłaściwie wykorzystywanych danych uwierzytelniających, a nie z ataków na samą infrastrukturę. Analiza branżowa wskazuje, że głównym celem były placówki ochrony zdrowia oraz firmy handlu detalicznego. Duża liczba kont użytkowników, federacyjne modele dostępu oraz złożone integracje chmurowe czynią te podmioty szczególnie podatnymi na ataki.

Jak działają współcześni cyberprzestępcy wykorzystujący AI?

Jak przewidywali autorzy raportu FortiGuard Labs Cyberthreat Predictions for 2026, najbardziej zaawansowane grupy przestępcze działają jak częściowo autonomiczne przedsiębiorstwa. Wspierają je zautomatyzowane narzędzia (shadow agents), brokerzy dostępu i operatorzy botnetów oferujący swoje usługi na żądanie. Oto kluczowe wnioski zaprezentowane w dokumencie 2026 Global Threat Landscape Report:

  • Zautomatyzowane autonomiczne narzędzia obniżają wymagania dotyczące kompetencji operatorów, jednocześnie przyspieszając tempo działań. Dane z dark webu pozyskiwane przez rozwiązanie FortiRecon wykazały obecność wykorzystujących sztuczną inteligencję ofensywnych narzędzi, oferowanych zarówno jako usługi, jak i produkty. Obejmują one m.in. ulepszone wersje WormGPT i FraudGPT, a także nowe rozwiązania, takie jak HexStrike AI (ofensywne narzędzie wykorzystujące AI do automatycznego prowadzenia rekonesansu i wyznaczania ścieżek ataku) oraz BruteForceAI (narzędzie do testów penetracyjnych, które integruje duże modele językowe LLM do inteligentnej analizy formularzy i potrafi przeprowadzać zaawansowane wielowątkowe ataki).
  • Dzięki AI cyberprzestępcy działają skuteczniej, zamiast pracować ciężej. Dane telemetryczne zgromadzone przez rozwiązanie FortiGate IPS odnotowały spadek liczby prób brute force o 22 proc. rok do roku, co wskazuje na wzrost efektywności działań przestępców. Dzięki zoptymalizowanym, bardziej inteligentnym technikom brute force atakujący podejmują mniej prób wobec lepiej dobranych celów, zwiększając prawdopodobieństwo powodzenia dla każdej testowanej pary danych uwierzytelniających. Odnotowanych zostało około 67,65 miliarda zdarzeń brute force na świecie, czyli około 185 milionów prób dziennie, 1,3 miliarda tygodniowo oraz 5,6 miliarda miesięcznie. Jednocześnie dane wywiadowcze wskazały na wzrost liczby prób wykorzystania podatności na świecie o 25,49 proc. rok do roku.
  • Skradzione zestawy danych są obecnie częściej wykorzystywane niż wycieki danych uwierzytelniających. Pracujący w strukturach FortiGuard Labs autorzy ubiegłorocznego dokumentu 2025 Global Threat Landscape Report odnotowali wzrost o 500 proc. liczby logów pochodzących z systemów przejętych przez malware typu infostealer. W 2026 roku dane FortiRecon wykazały kolejny wzrost – tym razem o 79 proc. – oraz przesunięcie w kierunku kradzieży bardziej kompletnych zestawów danych, wspieranej przez autonomiczne systemy AI. W obrocie bazami danych w dark webie dominowały pakiety danych wykradzionych przez malware typu infostealer, które stanowiły 67,12 proc. oferowanych i udostępnianych zbiorów. Wyprzedziły one listy loginów i haseł pochodzących z różnych wycieków (16,47 proc.) oraz same wykradzione dane uwierzytelniające (5,96 proc.). Tego typu logi przyczyniają się do ograniczenia nakładu pracy po stronie atakujących, ponieważ zawierają nie tylko dane tożsamościowe, ale także dodatkowe informacje kontekstowe, w tym dane przechowywane w przeglądarkach, co umożliwia ich natychmiastowe wykorzystanie i daje szybsze efekty niż klasyczne ataki brute force czy password spraying.
  • Złośliwe oprogramowanie wykradające dane uwierzytelniające nadal pozostaje istotnym elementem cyberprzestępczego ekosystemu. Szkodliwe narzędzia wykradające dane wciąż stanowią dochodowy segment rynku i jedno z głównych źródeł pozyskiwania informacji do wykorzystania w kolejnych atakach. Telemetria narzędzia FortiRecon pokazuje, że aktywność w tym obszarze była zdominowana przez RedLine (912 tys. infekcji, 50,8%), Lumma (500 tys. infekcji, 27,8%) oraz Vidar (237 tys. infekcji, 13,2%).

Przekuwanie wiedzy o zagrożeniach w konkretne działania: zakłócanie działalności ekosystemów cyberprzestępczych

Fortinet zobowiązuje się do aktywnego działania na rzecz ograniczania cyberprzestępczości poprzez gromadzenie i udostępnianie informacji o zagrożeniach oraz bezpośrednie zaangażowanie w walkę z cyfrowymi zagrożeniami na skalę globalną.

Niedawna wspólna operacja, kierowana przez INTERPOL i wspierana przez Fortinet w ramach inicjatywy World Economic Forum Cybercrime Atlas, doprowadziła do rozbicia jednej z sieci cyberprzestępczych. Operacja Red Card 2.0 przyczyniła się do likwidacji infrastruktury oraz zatrzymania osób odpowiedzialnych za internetowe oszustwa, wyłudzenia za pośrednictwem płatności mobilnych oraz fałszywe wnioski kredytowe w Afryce. Fortinet jest członkiem założycielem Cybercrime Atlas – globalnej inicjatywy współpracy sektora publicznego i prywatnego prowadzonej przez World Economic Forum, która wykorzystuje ogólnodostępne źródła informacji do mapowania sieci cyberprzestępczych, identyfikowania słabych punktów ich infrastruktury oraz wspierania wspólnych działań operacyjnych prowadzonych z organami ścigania, takich jak niedawne operacje Red Card 2.0 i Serengeti 2.0.

2026 Global Threat Landscape Report pokazuje, że wspieranie działań zakłócających działalność cyberprzestępców nigdy nie było tak istotne jak obecnie. Aby pomóc obrońcom wyprzedzać ich działania, Fortinet oraz Crime Stoppers International uruchomiły program Cybercrime Bounty, który zapewnia obywatelom i etycznym hakerom bezpieczny oraz anonimowy kanał przekazywania informacji o cyfrowych zagrożeniach.

Warszawski rynek biurowy pod presją. Podaż spada, a czynsze rosną

Raport „Warsaw Office Market” firmy doradczej Savills pokazuje, że zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie na koniec marca 2026 roku wyniosły 6,28 mln m kw., jednak skala nowej podaży i aktywności deweloperskiej pozostaje bardzo ograniczona. W I kwartale oddano do użytku niespełna 43 tys. m kw., a w całym roku może to być jedynie ok. 72 tys. m kw. To jeden z najniższych wyników w historii rynku, wyraźnie poniżej średnich z ostatnich 5 i 10 lat (odpowiednio 163 tys. m kw. i 220 tys. m kw.).

PODAŻ I AKTYWNOŚĆ DEWELOPERSKA

Nowa podaż obejmowała dwa projekty biurowe – Vena (15,4 tys. m kw.) oraz budynek Studio B (24 tys. m kw.) – a także modernizację niewielkiego obiektu przy ul. Przemysłowej. Kolejne inwestycje planowane na ten rok to m.in. Skyliner II oraz projekty przy ul. Puławskiej i Przemysłowej.

Jednocześnie aktywność po stronie deweloperów spadła do ok. 120 tys. m kw., co jest najniższym poziomem w historii. Aż 89% realizowanych projektów znajduje się w strefach centralnych.

Obecnie obserwujemy najniższy w historii poziom aktywności deweloperskiej. Szacujemy, że przez najbliższe trzy lata całkowity wolumen nowej powierzchni może wynieść zaledwie 217 000 m kw. To nie jest już tylko chwilowe spowolnienie, ale głęboka luka podażowa, która w nadchodzących kwartałach ograniczy wybór najemcom. Przy tak ograniczonej podaży rośnie znaczenie istniejących, dobrze zlokalizowanych budynków, które szybciej znajdują najemców – mówi Daniel Czarnecki, Head of Landlord Representation w Savills.

PUSTOSTANY I DOSTĘPNOŚĆ POWIERZCHNI

Ograniczona dostępność powierzchni jest szczególnie widoczna w centralnych lokalizacjach. Na koniec marca uśredniony współczynnik pustostanów w stolicy wyniósł 9,5%. Łącznie na rynku dostępne było 597 tys. m kw. biur, a absorpcja netto wyniosła nieco ponad 10 tys. m kw.

Najemcy stają dziś przed coraz trudniejszym wyborem. Z jednej strony chcą zabezpieczyć atrakcyjne biura, które pomogą przyciągnąć pracowników, z drugiej strony, dostępność powierzchni w centralnych lokalizacjach szybko się kurczy – komentuje Jarosław Pilch, Head of Tenant Representation w Savills. – Wskaźnik pustostanów w centrum to już tylko 6,5%. Firmy, które odkładają decyzje, muszą brać pod uwagę, że za rok czy dwa wybór będzie wyraźnie mniejszy i będą miały mniej elastyczności przy negocjacjach.

W odpowiedzi na rosnącą złożoność procesu wyboru biura Savills rozwija narzędzia wspierające najemców w podejmowaniu decyzji. Nowa platforma officemarket.pl wykorzystuje mechanizmy oparte na sztucznej inteligencji do dopasowywania ofert na podstawie opisanych własnymi słowami potrzeb użytkownika, a także umożliwia porównywanie biur i generowanie zestawień w formie raportów. Narzędzie obejmuje zarówno tradycyjne biura, jak i powierzchnie elastyczne, umożliwiając analizę dostępności biur nie tylko w Warszawie, ale w całej Polsce.

CZYNSZE POD PRESJĄ WZROSTOWĄ

Spadająca dostępność powierzchni i ograniczona podaż przekładają się na wzrost stawek czynszowych. W najlepszych budynkach w centrum wynoszą one obecnie 23–28 EUR/m kw./miesiąc, a w projektach w budowie sięgają nawet 30 EUR. Na Służewcu czynsze pozostają stabilne na poziomie 13,5-15,5 EUR/m kw./miesiąc. Autorzy raportu zaznaczają, że opłaty eksploatacyjne w najlepszych lokalizacjach dochodzą do 30-40 zł/m kw./miesiąc.

POPYT I STRUKTURA TRANSAKCJI

Popyt na powierzchnie biurowe w I kwartale wyniósł 133,8 tys. m kw., co oznacza wynik o 9% niższy rok do roku i poniżej średniej dla pierwszych kwartałów z lat 2020–2025 (159,1 tys. m kw.). Aktywność najemców była relatywnie równomiernie rozłożona pomiędzy lokalizacje centralne (54%) i poza centrum (46%). Najwięcej powierzchni wynajęto w strefie Centrum (57,7 tys. m kw.), a następnie na Służewcu (25,7 tys. m kw.) i w CBD (14,4 tys. m kw.).

Struktura popytu pokazuje dominację nowych umów (51%), przy istotnym udziale renegocjacji (39%). Ekspansje i umowy typu pre-let miały mniejsze znaczenie, odpowiadając odpowiednio za 9% i 3% wolumenu.

Choć początek roku był spokojniejszy, nie zmienia to ogólnego obrazu rynku. Przy ograniczonej podaży nawet umiarkowany popyt będzie miał realny wpływ na dostępność powierzchni i poziom czynszów. W kolejnych kwartałach możemy spodziewać się większego udziału renegocjacji – dodaje Wioleta Wojtczak, Head of Research w Savills.

PERSPEKTYWA RYNKU

W dłuższej perspektywie ograniczona liczba nowych projektów i koncentracja inwestycji w centrum będą kluczowymi czynnikami kształtującymi rynek, zarówno po stronie dostępności powierzchni, jak i warunków najmu.

Ruch na lotnisku w Dubaju tąpnął o blisko 66 proc.

Międzynarodowe Lotnisko w Dubaju (DXB) zanotowało w marcu bezprecedensowy spadek liczby pasażerów. Gwałtowne zaostrzenie konfliktu na Bliskim Wschodzie i związane z nim zamknięcia przestrzeni powietrznej doprowadziły do skurczenia się ruchu o 65,7 proc. r/r. W efekcie, zarządca portu drastycznie tnie prognozy na 2026 rok.

Jak wynika z najnowszych danych operatora Dubai Airports, w marcu 2026 r. przez port DXB przewinęło się zaledwie 2,5 mln osób. Choć styczeń i większa część lutego przyniosły relatywnie mocne wyniki, marcowy paraliż zaciążył na ostatecznym bilansie całego pierwszego kwartału.

Podsumowanie I kwartału 2026 r. na lotnisku w Dubaju DXB:

  • Ruch pasażerski: 18,6 mln osób (spadek o 20,6 proc. r/r w porównaniu z rekordowymi 23,4 mln w analogicznym okresie 2025 r.).
  • Liczba operacji lotniczych: 88 tys. (spadek o 20,8 proc. r/r).
  • Wolumen cargo: 399,6 tys. ton (spadek o 22,7 proc. r/r).

Największym rynkiem dla dubajskiego portu w I kwartale pozostały Indie (2,5 mln pasażerów), a kolejne miejsca zajęły Arabia Saudyjska i Wielka Brytania. Wśród miast najpopularniejszym kierunkiem był Londyn, który obsłużył 752 tys. podróżnych.

Geopolityka paraliżuje niebo nad Bliskim Wschodem

Bezpośrednią przyczyną pogorszenia statystyk były poważne zakłócenia w ruchu lotniczym, ściśle powiązane z eskalacją konfliktu zbrojnego obejmującego Stany Zjednoczone, Izrael i Iran.

Pierwsze uderzenie w operacje lotnicze nastąpiło 28 lutego. Zjednoczone Emiraty Arabskie podjęły wówczas decyzję o częściowym zamknięciu przestrzeni powietrznej z przyczyn bezpieczeństwa, w odpowiedzi na amerykańsko-izraelskie uderzenia na Iran. Władze Dubai Airports były zmuszone czasowo zawiesić działalność zarówno na DXB, jak i na pobliskim lotnisku Al Maktoum, apelując do podróżnych o nieprzyjeżdżanie do terminali.

Mimo wznowienia ograniczonych operacji 2 marca, kolejne tygodnie przyniosły dalsze turbulencje. 16 marca incydent z udziałem drona doprowadził do pożaru zbiornika z paliwem w pobliżu DXB, co wymusiło przekierowanie części maszyn do portu Al Maktoum. Dzień później ZEA zdecydowały się na całkowite, choć trwające zaledwie kilka godzin, zamknięcie przestrzeni powietrznej.

W połowie marca port DXB operował na ułamku swoich możliwości – obsługiwano zaledwie 25–37 proc. standardowego ruchu, który w normalnych warunkach przekracza 1000 lotów dziennie. Aby rozładować zatory, od 20 kwietnia wprowadzono limity dla zagranicznych przewoźników, ograniczając ich operacje do jednego lotu w obie strony dziennie.

W okresie największych perturbacji (od 28 lutego do 30 kwietnia) dubajskie lotniska obsłużyły zaledwie 6 mln pasażerów, 32 tys. operacji lotniczych oraz 213 tys. ton ładunków.

Rewizja prognoz. Hubu nie da się łatwo zastąpić

Oznaki ożywienia pojawiły się pod koniec kwietnia. 24 kwietnia linie lotnicze ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich po raz pierwszy od początku kryzysu przekroczyły granicę 1000 lotów dziennie. Ostatecznie 2 maja władze ZEA oficjalnie poinformowały o zniesieniu wszelkich ograniczeń i powrocie ruchu lotniczego do normy.

Dyrektor generalny Dubai Airports, Paul Griffiths, komentując sytuację, przypomniał o strategicznym znaczeniu zarządzanego przez siebie portu. Zaznaczył, że DXB odpowiada za około 32 proc. całego ruchu tranzytowego na Bliskim Wschodzie, co czyni go kluczowym ogniwem globalnej siatki połączeń, którego roli nie da się płynnie przenieść na inne huby.

Marcowy paraliż wymusił jednak drastyczną korektę planów biznesowych. Na początku 2026 r. zakładano, że DXB zbliży się do historycznej bariery i obsłuży 99,5 mln pasażerów w całym roku (po rekordowych 95,2 mln w 2025 r.). Zaktualizowana prognoza, uwzględniająca straty z I kwartału, zakłada obecnie wynik na poziomie 83,6 mln pasażerów.

EBC utrzymał stopy procentowe, ale rynek oswaja się z możliwą podwyżką w czerwcu

Europejski Bank Centralny utrzymał w ubiegłym tygodniu stopy procentowe na niezmienionym poziomie, ale najnowsze dane inflacyjne oraz wypowiedzi części decydentów wskazują, że w czerwcu możliwy jest powrót do zacieśniania polityki pieniężnej. Głównym źródłem presji pozostają ceny energii, które po eskalacji napięć na Bliskim Wschodzie ponownie stały się najważniejszym czynnikiem podbijającym inflację w strefie euro.

30 kwietnia Rada Prezesów EBC zdecydowała o pozostawieniu trzech podstawowych stóp procentowych bez zmian. Bank centralny podkreślił, że nadal będzie podejmował decyzje z posiedzenia na posiedzenie, w zależności od napływających danych.

W komunikacie po posiedzeniu EBC zwrócono uwagę na asymetrię ryzyk: nasilenie presji proinflacyjnej przy jednoczesnym pogorszeniu perspektyw wzrostu PKB. Bank podkreślił, że konflikt na Bliskim Wschodzie wywołał gwałtowny wzrost cen energii, co nie tylko podbija bieżącą inflację, ale i obciąża realną gospodarkę. Taka koniunktura stawia decydentów w trudnym położeniu, zmuszając do zacieśniania polityki pieniężnej w warunkach postępującego spowolnienia aktywności gospodarczej.

Ton wypowiedzi części przedstawicieli EBC stał się w ostatnich dniach bardziej wstrzemięźliwy, a przy tym wyraźnie jastrzębi w porównaniu z oczekiwaniami z początku roku. Prezes Bundesbanku Joachim Nagel zasugerował, że dopiero wyraźna poprawa perspektyw inflacyjnych mogłaby uzasadniać ruch Rady Prezesów w czerwcu. Z kolei François Villeroy de Galhau, szef Banku Francji, podkreślił, że przed podjęciem decyzji o zmianie parametrów polityki pieniężnej EBC musi dysponować wystarczająco silnymi dowodami potwierdzającymi, że presja cenowa trwale wygasa.

Presja na EBC wzrosła po publikacji wstępnych danych Eurostatu. Inflacja w strefie euro wyniosła w kwietniu 3,0% rok do roku wobec 2,6% w marcu. Był to najwyższy odczyt od września 2023 roku. Największy wpływ na wzrost wskaźnika miała energia, której ceny wzrosły o 10,9% rok do roku, po wzroście o 5,1% miesiąc wcześniej.

Jednocześnie dane nie wskazują na pełne rozlanie się presji cenowej na wszystkie kategorie. Inflacja usług obniżyła się w kwietniu do 3,0% z 3,2% w marcu, a ceny żywności, alkoholu i wyrobów tytoniowych wzrosły o 2,5% wobec 2,4% miesiąc wcześniej. Ceny przemysłowych dóbr nieenergetycznych wzrosły o 0,8%, po 0,5% w marcu. Taki układ danych oznacza, że głównym źródłem przyspieszenia inflacji pozostaje szok energetyczny, a nie powszechne przyspieszenie cen w całej gospodarce.

Dla EBC kluczowe będzie teraz to, czy wzrost cen energii zacznie przenosić się na oczekiwania inflacyjne, płace i ceny bazowe. Jeżeli firmy i pracownicy uznają wyższą inflację za trwałą, może to zwiększyć presję na wzrost wynagrodzeń i cen usług. W takim scenariuszu bank centralny miałby silniejszy argument za podwyżką stóp procentowych, nawet przy słabszym wzroście gospodarczym.

Zmiana tonu jest wyraźna, ponieważ jeszcze na początku 2026 roku scenariusz podwyżek stóp wydawał się mało prawdopodobny. EBC wcześniej obniżał koszt pieniądza, a stopa depozytowa znalazła się na poziomie 2,00%.

Najbliższe posiedzenie EBC zaplanowano na 11 czerwca.

Aż 74 mld USD strat, 20 000 zniszczonych karier. Jak psychologia CEO pogrążyła Enron?

Kurs akcji z 90 USD do 26 centów. Aż 74 miliardy dolarów aktywów wyparowanych w 16 miesięcy. Ponad 20 tysięcy pracowników, którzy stracili emerytury, pracę i ubezpieczenie zdrowotne. Upadek Enronu to nie jest opowieść o złodziejach w garniturach. To historia o tym, jak te same cechy psychologiczne, które wynoszą liderów na szczyt, mogą zniszczyć wszystko, co zbudowali.

Kim był Ken Lay i dlaczego Enron go potrzebował?

Ken Lay pochodził z amerykańskiej klasy średniej. Ukończył ekonomię, zrobił doktorat, pracował w Federal Power Commission i na stanowiskach kierowniczych w Houston Natural Gas. Budował reputację człowieka, który rozumie rynek energii lepiej niż inni. W 1985 roku objął funkcję CEO nowo powstałego Enronu – firmy dysponującej siecią gazociągów o długości ponad 60 000 kilometrów, z przychodami liczącymi w miliardach dolarów. Stabilny gigant infrastrukturalny.

Lay został zatrudniony po to, żeby przekształcić ten biznes z modelu infrastrukturalnego – opartego na fizycznym przesyle gazu – w model handlowy oparty na obrocie energią i ryzykiem. Gaz przestał być surowcem, a stał się instrumentem finansowym. Zysk można było wykazywać dziś na podstawie przyszłych założeń, a nie rzeczywistych przepływów pieniężnych. Otwierało to ogromną skalę – ale też ogromne ryzyko.

Cechy, które wyniosły – i które pogrążyły

Dowiezienie takiej transformacji wymagało człowieka o specyficznej konfiguracji psychologicznej. Organizacja szukała kogoś z wysoką potrzebą wpływu i kontroli, odpornością na ryzyko, pewnością decyzyjną i zdolnością do utrzymywania kierunku w warunkach niepewności. Te cechy są niezbędne na etapie wzrostu. Problem polega na tym, że mają też drugą, ciemną stronę.

Pewność siebie daje poczucie bezpieczeństwa – zarówno liderowi, jak i jego otoczeniu. Im ktoś jest bardziej zdecydowany, tym bardziej mu się wierzy. Działa tu efekt autorytetu: obserwatorzy traktują zdecydowanie jako wskaźnik kompetencji. Ale ten sam mechanizm, który w fazie wzrostu przyspiesza decyzje, w warunkach przeciążenia zaczyna zastępować weryfikację rzeczywistości.

Odporność na ryzyko oznacza zdolność do działania bez pełnych danych. Bez tej cechy transformacja Enronu nie byłaby możliwa. Na poziomie neurobiologicznym chodzi o zdolność układu nerwowego do przetwarzania informacji mimo podwyższonego pobudzenia. Kiedy jednak pobudzenie przekracza możliwości regulacyjne, system zaczyna upraszczać rzeczywistość, zawężać uwagę i eliminować dane sprzeczne z przyjętym kierunkiem. Decyzje są podejmowane szybciej, ale gorzej.

Rekruterzy nie widzieli drugiej strony tych samych mechanizmów: tendencji do nadmiernego uproszczenia, selekcji informacji i wzrostu podatności na zniekształcenia poznawcze pod presją. To nie są dwie różne konfiguracje. To ten sam zestaw cech, który w zależności od kontekstu działa adaptacyjnie albo destrukcyjnie.

Kiedy narracja zastępuje rzeczywistość

W modelu finansowym wartość firmy opiera się na zaufaniu rynku. Lider musi nie tylko podejmować decyzje, ale też nadawać im znaczenie i utrzymywać spójny obraz organizacji. Lay robił to skutecznie – na tyle, że audytor Arthur Andersen akceptował konstrukcje księgowe ukrywające rzeczywisty poziom zadłużenia.

Wprowadzono mark-to-market accounting, czyli księgowanie przyszłych, prognozowanych zysków jako aktualnych wyników. Wynik finansowy przestał odzwierciedlać to, co firma realnie zarobiła – stał się funkcją założeń co do przyszłości. Gdy rzeczywistość zaczęła odbiegać od założeń, zamiast skorygować modele, Enron zaczął budować struktury ukrywające straty.

To moment, w którym lider przestaje zarządzać firmą, a zaczyna zarządzać wrażeniem. Żeby do tego doszło, muszą zaistnieć trzy warunki: lęk przed ekspozycją słabości musi być na tyle silny, że realne dane stają się zagrożeniem; kompetencje narracyjne muszą pozwalać na utrzymywanie spójnej historii niezależnie od faktów; a interes własny musi mieć pierwszeństwo nad interesem systemu.

Cztery mechanizmy podtrzymywania iluzji

Gdy zaczęły się kłopoty, Lay nie skorygował kursu. Zamiast tego używał mechanizmów, które pozwalały utrzymać obraz kontroli. Po pierwsze – selektywna interpretacja danych: informacje sprzeczne z wizją były marginalizowane. Po drugie – zarządzanie narracją: wyniki były opowiadane tak, by utrzymać zaufanie interesariuszy. Po trzecie – przesuwanie konsekwencji w czasie: koszty ukrywano kolejnymi decyzjami. Po czwarte – racjonalizacja: każde działanie znajdowało uzasadnienie w „wyższej logice biznesowej”.

Te mechanizmy nie są widoczne na etapie rekrutacji. Ujawniają się dopiero wtedy, gdy lider uzyskuje wystarczający poziom władzy i przestaje podlegać realnej korekcie.

Kaskada upadku w liczbach

Kulminacja nastąpiła w 2001 roku. Kurs akcji runął z ponad 90 USD do 0,26 USD w ciągu około 16 miesięcy. Firma utraciła płynność i w grudniu 2001 roku ogłosiła bankructwo. Utracono około 74 mld USD aktywów. Ponad 20 tysięcy pracowników straciło ponad 1,2 mld USD z programów emerytalnych. Ponad 5 tysięcy osób zwolniono bez odpraw i ubezpieczenia zdrowotnego. Upadł też Arthur Andersen – jedna z największych firm audytorskich na świecie.

Choć nie ma publicznych informacji potwierdzających formalną diagnozę narcystycznego zaburzenia osobowości u Laya, jego zachowania wykazują wysoką korelację z tym wzorcem: megalomania, potrzeba podziwu, brak tolerancji na krytykę, instrumentalne traktowanie ludzi.

Władza, biologia i błąd – powtarzalny układ

Władza zwiększa asymetrię informacji. Ogranicza korektę z zewnątrz. Wzmacnia przekonanie o własnej sprawczości. Jednocześnie spadek zdolności biologicznej obniża jakość przetwarzania informacji. Gdy te dwa procesy występują jednocześnie, powstaje system, w którym błędy nie są korygowane, tylko wzmacniane. Organizacja przestaje być systemem podejmowania decyzji, a staje się systemem podtrzymywania iluzji.

„Władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie” – pisał Lord Acton. Dodałbym jedno zastrzeżenie: deprawuje przede wszystkim tych, którzy nie mają zdolności biologicznej do kontenerowania napięcia, jakie niesie wpływ, oraz wiedzy psychobiologicznej pozwalającej tę władzę udźwignąć.

Co z tego wynika? 5 wniosków dla zarządów i rad nadzorczych

1.      Audytujcie nie tylko wyniki, ale proces decyzyjny. Jeśli CEO podejmuje decyzje coraz szybciej i coraz mniej osób je kwestionuje – to nie sprawność, to sygnał ostrzegawczy.

2.      Oddzielcie pewność od trafności. Zdecydowanie lidera nie jest dowodem, że ma rację. Zbudujcie mechanizmy weryfikacji niezależne od hierarchii.

3.      Traktujcie odporność na stres jako zasób ograniczony. Każdy lider ma okno tolerancji. Chroniczne przeciążenie obniża jakość decyzji – niezależnie od inteligencji i doświadczenia.

4.      Szukajcie drugiej strony mocnych cech. Ta sama odwaga, która napędza transformację, może wyłączyć krytyczne myślenie pod presją. W procesie rekrutacji pytajcie nie tylko o sukcesy, ale o mechanizmy korekty.

5.      Budujcie kulturę, w której sprzeciw jest bezpieczny. W Enronie nikt nie zakwestionował modelu na czas. Nie dlatego, że nie widzieli problemów – ale dlatego, że struktura władzy wyeliminowała możliwość korekty.

Władza jest jak ogień. Daje energię, sprawczość i możliwość transformacji. Parzy jednak tego, kto nie umie nią zarządzać. Enron to nie jest opowieść o złych ludziach. To opowieść o systemie, który nie miał mechanizmów, by zatrzymać lidera, zanim jego psychologia zniszczy firmę – i 20 tysięcy karier razem z nią.

Sztuczna inteligencja w przemyśle rośnie w tempie 44 proc. rocznie

Rynek sztucznej inteligencji w przemyśle rośnie w tempie, które jeszcze kilka lat temu wydawało się nierealne. Według prognoz Work Insiders jego wartość może wzrosnąć z 5,9 mld dol. w 2024 r. do ponad 230,9 mld dol. w 2034 r., co oznacza średnioroczny wzrost na poziomie ok. 44 proc. Coraz więcej firm wykorzystuje algorytmy do optymalizacji produkcji, przewidywania awarii maszyn czy zarządzania łańcuchem dostaw, a kluczowym fundamentem tych rozwiązań staje się chmura obliczeniowa.

Dane zamiast intuicji

Już do 2030 roku, według Work Insiders, wartość tego rynku ma wzrosnąć do około 47,9 mld dol., co będzie napędzane głównie rozwojem machine vision, Industrial IoT oraz automatyzacji produkcji. Dynamika wzrostu wynika z rosnącego zapotrzebowania przedsiębiorstw na rozwiązania umożliwiające zwiększenie efektywności procesów produkcyjnych i szybsze reagowanie na zmiany rynkowe.

Wdrażanie sztucznej inteligencji w przemyśle przynosi wymierne efekty biznesowe. Te same analizy  pokazują, że wykorzystanie AI może zwiększyć możliwości produkcyjne nawet o 40 proc. do 2035 r. Firmy, które wdrożyły rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji, notują zwykle 10-15 proc. wzrost wydajności produkcji, a automatyzacja procesów pozwala ograniczyć koszty operacyjne o 20-30 proc. Jednocześnie technologie predykcyjne mogą zmniejszyć liczbę nieplanowanych przestojów o 30-50 proc.

Największe korzyści przedsiębiorstwa obserwują dziś w kilku obszarach. Pierwszym jest predictive maintenance, czyli przewidywanie awarii i optymalizacja utrzymania ruchu. Drugim – kontrola jakości, w której systemy computer vision potrafią wykrywać defekty produktów w czasie rzeczywistym. Coraz większą rolę odgrywa także optymalizacja produkcji oraz zarządzanie łańcuchem dostaw, gdzie algorytmy pomagają prognozować popyt i planować zapasy.

Widać to także w Polsce. Z raportu „Barometr cyfrowej transformacji polskiego biznesu 2025–2026” przygotowanego przez Polcom wynika, że już 60 proc. przedsiębiorstw wykorzystuje sztuczną inteligencję w procesach biznesowych. Technologie takie jak chmura, AI i automatyzacja stają się dziś fundamentem transformacji firm w wielu sektorach gospodarki.

Chmura fundamentem AI w przemyśle

Rozwój sztucznej inteligencji w przemyśle jest dziś ściśle związany z upowszechnieniem i wykorzystaniem chmury obliczeniowej. To ona zapewnia zasoby potrzebne do przetwarzania ogromnych zbiorów danych generowanych przez linie produkcyjne.

Badanie Deloitte przeprowadzone wśród ponad 600 firm produkcyjnych pokazuje, że 57 proc. producentów korzysta z chmury w operacjach produkcyjnych, a 57 proc. wykorzystuje zaawansowaną analitykę danych. Jednocześnie 46 proc. firm wdraża rozwiązania Industrial IoT, a 42 proc. wykorzystuje sieci 5G w środowisku produkcyjnym.

Sztuczna inteligencja może działać skutecznie tylko wtedy, gdy ma dostęp do dużych, wartościowych zbiorów danych oraz odpowiedniej mocy obliczeniowej. Dlatego chmura staje się naturalnym środowiskiem dla przemysłowych rozwiązań AI: umożliwia analizę danych z wielu zakładów jednocześnie, a także szybkie wdrażanie nowych modeli — na przykład systemów predykcyjnego utrzymania ruchu, detekcji anomalii czy optymalizacji procesów — oraz aplikacji takich jak cyfrowe bliźniaki, systemy kontroli jakości oparte na wizyjnej AI czy narzędzia do automatyzacji raportowania produkcyjnego w całej organizacji – mówi Adam Pastuszka, Business Development Manager z Polcom.

Fabryki uczą się na własnych danych

Nowoczesne zakłady produkcyjne generują dziś ogromne ilości informacji – od czujników IoT po systemy kontroli jakości. Dopiero ich centralne przetwarzanie pozwala wykorzystać pełny potencjał sztucznej inteligencji.

Współczesne fabryki produkuje coraz większe ilości danych z czujników, robotów, systemów MES czy kamer kontroli jakości. Dopiero ich agregacja w chmurze umożliwia wykorzystanie AI na dużą skalę. Modele mogą być trenowane na danych z wielu linii produkcyjnych, a następnie automatycznie optymalizować procesy w czasie rzeczywistym — podkreśla Adam Pastuszka. — Największą zmianą w przemyśle nie jest dziś sama automatyzacja, lecz zdolność organizacji do podejmowania decyzji w oparciu o dane. AI w połączeniu z chmurą pozwala analizować procesy produkcyjne w skali, która wcześniej była niemożliwa. Dzięki temu firmy mogą szybciej reagować na zmiany popytu, ograniczać przestoje i zwiększać efektywność całych zakładów – wskazuje ekspert Polcom.

Instructure potwierdza naruszenie danych użytkowników platformy Canvas. Hakerzy żądają okupu

Instructure, firma technologiczna odpowiedzialna za platformę Canvas, potwierdziła, że w wyniku cyberataku doszło do ujawnienia części danych osobowych użytkowników. Do odpowiedzialności za incydent przyznała się grupa ShinyHunters, która twierdzi, że skala naruszenia może być znacznie większa niż zakres dotychczas potwierdzony przez spółkę.

Instructure po raz pierwszy poinformowało o incydencie w piątek, 1 maja, określając go jako zdarzenie cyberbezpieczeństwa przeprowadzone przez przestępczego aktora zagrożeń. Dzień później firma zaktualizowała komunikat, potwierdzając, że naruszone zostały dane użytkowników z części instytucji korzystających z jej usług.

Według informacji przekazanych przez Instructure ujawnione dane mogą obejmować imiona i nazwiska, adresy e-mail, numery identyfikacyjne studentów oraz wiadomości wymieniane między użytkownikami. Firma podkreśliła jednocześnie, że nie znalazła dowodów na ujawnienie haseł, dat urodzenia, numerów dokumentów tożsamości ani danych finansowych.

W związku z incydentem część usług Canvas, w tym Canvas Data 2 i Canvas Beta, została objęta pracami konserwacyjnymi od 1 maja. Steve Proud, dyrektor ds. bezpieczeństwa informacji w Instructure, poinformował 2 maja, że incydent został opanowany. Spółka przekazała również, że wdrożyła poprawki bezpieczeństwa, zwiększyła monitoring oraz przeprowadziła rotację kluczy aplikacji, co wymaga od klientów ponownej autoryzacji dostępu przez API.

Grupa ShinyHunters opublikowała komunikat na swojej stronie, w którym zaprezentowała odmienną ocenę skutków incydentu. Według oświadczenia hakerów, naruszenie bezpieczeństwa objęło niemal 9 tysięcy placówek edukacyjnych na świecie i doprowadziło do przejęcia danych 275 milionów osób, w tym uczniów i personelu dydaktycznego. Przestępcy utrzymują ponadto, że uzyskali nieautoryzowany dostęp do systemu Salesforce należącego do Instructure, a skompromitowane zbiory dotyczą blisko 15 tysięcy instytucji zlokalizowanych w Ameryce Północnej, Europie oraz regionie Azji i Pacyfiku.

Twierdzenia te nie zostały potwierdzone przez Instructure. Firma nie odniosła się szczegółowo do deklaracji grupy dotyczących liczby poszkodowanych instytucji, liczby użytkowników ani zakresu rzekomo przejętych wiadomości. ShinyHunters miała wyznaczyć termin zapłaty okupu na 6 maja.

To kolejny poważny kryzys wizerunkowy Instructure w ostatnim czasie. Przypomnijmy, że we wrześniu 2025 roku firma informowała o innym naruszeniu, wynikającym z ataku socjotechnicznego wymierzonego w jej środowisko Salesforce. Tamten incydent również przypisano grupie ShinyHunters. Do tej pory władze spółki nie sprecyzowała jednak, czy oba ataki są ze sobą bezpośrednio powiązane i stanowią element jednej, długofalowej kampanii hakerskiej.

Canvas jest wykorzystywany przez tysiące uczelni, szkół i instytucji edukacyjnych na świecie. Sprawa wpisuje się w szerszy problem cyberataków na sektor edukacji oraz dostawców usług SaaS, których infrastruktura obsługuje wiele placówek jednocześnie. W dochodzeniu dotyczącym incydentu uczestniczą zewnętrzni eksperci ds. cyberbezpieczeństwa oraz organy ścigania.

Praga zyskuje biznesowy charakter. Rośnie popyt na biura po prawej stronie Warszawy

Znaczenie prawobrzeżnych dzielnic systematycznie rośnie – Praga Północ i Praga Południe przestają być tylko alternatywą, a stają się świadomym wyborem firm szukających biura. Najemcy znajdują tutaj niższe czynsze, autentyczność miasta i dostęp do lokalnego rynku pracy – mówi Joanna Andryszczyk, Associate Director w Dziale Powierzchni Biurowych w Newmark Polska.

Rynek biurowy w stolicy historycznie koncentrował się przede wszystkim na Śródmieściu, Woli i Mokotowie. W prawobrzeżnych dzielnicach wciąż znajduje się relatywnie niewielka jego część, bo tylko 283 500 mkw., czyli 4,5 proc. całkowitych zasobów miasta. Prawie 53 proc. tej powierzchni zlokalizowanych jest na Pradze Południe, a 34,9 proc. – na Pradze Północ. Jednak zainteresowanie praską częścią miasta się zmienia.

Prawa strona wchodzi do gry

– Coraz wyraźniej widać potrzebę bardziej zrównoważonego rozwoju miasta. Zauważyliśmy to jako jedni z pierwszych na rynku, tworząc Centrum Praskie Koneser, a teraz realizując inwestycję Drucianka Campus. Praga Północ, dzięki swojej centralnej lokalizacji i dobrej dostępności komunikacyjnej, staje się naturalnym kierunkiem ekspansji. Dowodem tego jest sukces Konesera, którego wybrały takie globalne marki jak PepsiCo, Grupa WPP czy Google Campus for Startups. Ważną rolę we wzmacnianiu atrakcyjności biznesowej tej dzielnicy odgrywają również inwestycje publiczne, jak chociażby zrealizowany w ramach Nowego Centrum Warszawy most pieszo-rowerowy oraz rewitalizacje przestrzeni miejskich – twierdzi Ilona Koski-Lammi, zastępczyni dyrektora sprzedaży Liebrecht & wooD. – Pofabryczna architektura, skala zabudowy i kontekst historyczny tworzą unikalną tożsamość, której nie da się odtworzyć w typowych projektach biurowych – podkreśla.

Rozwój rynku po prawej stronie Wisły to również szansa na jego dywersyfikację. – Decyzje najemców o relokacji na drugą stronę rzeki wynikają m.in. z chęci połączenia dobrej dostępności komunikacyjnej z niższymi kosztami najmu. Średnie stawki czynszu za wynajem powierzchni biurowej wynoszą tutaj 13–15 euro za mkw. miesięcznie, a w najlepszych projektach sięgają obecnie 17–18 euro. To stawki porównywalne ze Służewcem i dużo niższe niż w centrum Warszawy – podaje Joanna Andryszczyk.

Praga kusi pracownikami – czy to jej największy atut?

Szacuje się, że około 39 proc. Warszawian mieszka po prawej stronie Wisły (dane GUS na koniec czerwca 2025 r.). – Kandydaci z tej części miasta chętnie wybierają pracę w swojej okolicy, co pokazuje potencjał rozwoju rynku mieszkaniowego i rosnącego znaczenia biura jako elementu employer brandingu – twierdzi Ewa Michalska, dyrektor operacyjna Grafton Recruitment. – Coraz częściej już podczas pierwszych rozmów rekrutacyjnych kandydaci pytają o dostępność parkingów, bliskość SKM, PKP czy metra oraz ogólną wygodę dojazdu. Dlatego chcąc przyciągnąć pracowników z innych części Warszawy, takich jak Ursus, Włochy, Bemowo, pracodawcy powinni wyraźnie podkreślać konkretne rozwiązania związane z dojazdem. To działa – Warszawiacy patrzą na prawobrzeżną część miasta przychylniej niż kiedyś, doceniając ułatwienia komunikacyjne, szczególnie uruchomienie drugiej linii metra.

Przykładem firmy związanej z prawą częścią miasta jest grupa technologiczna Atende, która wynajmuje biura w Centrum Praskim Koneser, zrewitalizowanym kompleksie wielofunkcyjnym na Pradze Północ. – Wielu naszych pracowników, w tym część zarządu, pochodzi z prawobrzeżnej Warszawy i miejscowości podwarszawskich po tej stronie. Dodatkowo bliskość metra, kolei i tramwajów realnie poprawiają komfort dojazdu dla reszty zatrudnionych – mówi Marcin Zalewski, kierownik ds. administracji i inwestycji w Atende. – Z perspektywy firmy technologicznej liczą się dostępność kadr, niższe koszty operacyjne i rozwój infrastruktury sprzyjający inwestycjom w przyszłości. Atutem jest również unikalny klimat Pragi i tętniące życiem otoczenie, które wzmacnia atrakcyjność miejsca pracy.

Według Jarka Prawickiego, dyrektora działu leasingu w AFI Polska, firmy coraz częściej poszukują biur w miejscach oferujących coś więcej niż tylko powierzchnię do pracy. – AFI Bohema jest dziś w pełni wynajęta, co potwierdza, że tego typu kameralne, dobrze zlokalizowane projekty biurowe znajdują swoich najemców także po prawej stronie Wisły. Wśród najemców kompleksu mamy zarówno instytucje publiczne, jak i firmy technologiczne, takie jak FitQbe z grupy Pracuj.pl czy Gladio z sektora FMCG. Już wkrótce dołączy do nich centrum diagnostyczno-medyczne Enel-Med, które posłuży mieszkańcom kompleksu i pracownikom biur – podkreśla Jarosław Prawicki.

Informatycy, logistycy i firmy kreatywne już tutaj są

Z danych Newmark Polska wynika, że w całym 2025 roku w prawobrzeżnych dzielnicach firmy wynajęły 41,4 tys. mkw. powierzchni biurowej. To prawie cztery razy tyle, co rok wcześniej i dwa razy więcej niż w 2023 roku. – To lokalizacje wybierane dziś przede wszystkim przez firmy z branż logistycznych, dystrybucyjnych, magazynowych, FMCG oraz ecommerce. Takie decyzje nie dziwią – w tej części Warszawy łatwiej jest im połączyć część biurową z zapleczem operacyjnym – informuje Ewa Michalska.

Równie licznie reprezentowane grupy to firmy technologiczne, startupy i software house-y. – Istotnym impulsem dla rozwoju tej części miasta było pojawienie się globalnych graczy. Otwarcie kampusu Google w Centrum Praskim Koneser wzmocniło rozpoznawalność Pragi i pokazało, że może ona konkurować z dzielnicami w Centrum. Autentyczność prawobrzeżnych dzielnic sprawia, że biura sprzyjają tutaj budowaniu kultury organizacyjnej – mówi Joanna Andryszczyk i zaznacza, że obecność wielu firm oraz instytucji publicznych, w tym ZTM, pokazuje różnorodność działalności po tej stronie Wisły.

Czy deweloperzy nadążą z podażą?

Najemcy dali już zielone światło, wybierając biura po prawej stronie Wisły. Czy teraz deweloperzy odważą się podążyć za nimi?

– Praga Północ i Praga Południe cieszą się rosnącym zainteresowaniem firm szukających biura, choć rynek pozostaje niewielki i rozproszony, opierając się głównie na rewitalizacjach i projektach mixed-use – wyjaśnia Joanna Andryszczyk. – Po tej stronie Wisły większość projektów oddanych w ostatnich latach została już wynajęta. Kolejne inwestycje są w przygotowaniu, niemniej ich realizacja zależy od zainteresowania najemców i poziomu umów przednajmu. I chociaż wskaźnik pustostanów na poziomie ok. 6,4 proc. mógłby wskazywać na pewną dostępność powierzchni, to w rzeczywistości wolne biura znajdują się głównie w starszych budynkach klasy B. Dla najemców zainteresowanych nowoczesnym biurem na Pradze Północ albo Południe często oznacza to konieczność zabezpieczenia powierzchni nawet z dużym minimum dwuletnim wyprzedzeniem lub podpisania umowy przednajmu na etapie planowania inwestycji, co w przypadku dużego najemcy może przesądzić o uruchomieniu projektu lub realizacji jego kolejnego etapu – podkreśla dyrektorka w Newmark Polska.

Rewitalizacje zamiast wieżowców – tak wyglądają biura za Wisłą

Rozwój w najbliższych latach opierać się będzie głównie na rewitalizacjach i projektach wielofunkcyjnych, łączących biura, mieszkania i usługi. – To format najlepiej pasujący do charakteru tej części miasta i oczekiwań najemców, którzy szukają zróżnicowanego środowiska pracy – twierdzi Andryszczyk. Według ekspertki, standard w tym segmencie wyznaczyły takie inwestycje, jak Koneser czy Fabryka PZO. Szansą są też większe projekty biurowe, wymagające odpowiedniej skali popytu i lokalizacji przy metrze, których realizacja w dużej mierze zależeć będzie od przednajmu. Przykładem jest Port Praski, gdzie w kolejnych fazach jako uzupełnienie kompleksu może powstać także część biurowa. Wśród planowanych perełek na tym rynku warto wymienić również SOHO oraz Druciankę Campus przy Dworcu Wschodnim, obie inwestycje powinny zasilić rynek biurowy prawobrzeżnej Warszawy już w 2028 roku.

Po stronie wyzwań dla rozwoju rynku biurowego, obok ograniczonej dostępności nowoczesnych budynków, Ewa Michalska wskazuje na słabszą infrastrukturę towarzyszącą – mniej hoteli, przestrzeni konferencyjnych i usług biznesowych.

Miejsce na wyjątkowe projekty

Jedno jest pewne: prawobrzeżna Warszawa nie jest już pionierskim rynkiem. – Kluczowe inwestycje zostały przyjęte z dużym entuzjazmem – tak przez mieszkańców, jak i najemców. A zainteresowanie praską częścią miasta wśród tych ostatnich rośnie. Firmy wybierają konkretną lokalizację, jeśli projekt oferuje jakość, dobrą komunikację i pasuje do charakteru dzielnicy. Obie Pragi to miejsca z potencjałem, w których biura będą rozwijać się raczej ewolucyjnie niż skokowo, a ograniczona podaż może sprzyjać najlepiej zaprojektowanym inwestycjom – podsumowuje Joanna Andryszczyk.

Polska dogania Unię. Członkostwo w UE przyspieszyło rozwój o dekadę

Coraz częściej w debacie publicznej pojawiają się opinie, że członkostwo Polski w Unii Europejskiej kosztuje nas zbyt wiele. Większość badań ekonomicznych pokazuje jednak silny pozytywny wpływ integracji europejskiej na polską gospodarkę. Bez członkostwa w UE poziom rozwoju naszego kraju byłby znacznie niższy. I nie chodzi tu tylko o brak funduszy unijnych.

W ciągu 22 lat polskiej obecności w Unii Europejskiej nasza gospodarka przeszła ogromną zmianę. W 2004 r., kiedy Polska wchodziła do UE, wartość polskiego PKB w przeliczeniu na mieszkańca, liczona według parytetu siły nabywczej, wyniosła ok. 50 proc. średniej unijnej. Dziś zbliża się do 80 proc. Polska zatem w stosunkowo krótkim czasie znacząco zmniejszyła dystans rozwojowy do średniej unijnej.

Jednym z czynników napędzających polską gospodarkę są fundusze unijne. Według danych Ministerstwa Finansów od 1 maja 2004 r. do końca 2025 r. transfery z budżetu UE do Polski przekroczyły 268,5 mld euro. W tym czasie nasz kraj do wspólnego budżetu wpłacił ponad 100,5 mld euro. W efekcie bilans korzyści wyniósł ok. 168 mld euro.

Szczególnie istotne znaczenie mają środki europejskiej polityki spójności, które stanowią ok. 63 proc. pieniędzy napływających z UE do Polski. Wzmacniają one inwestycje publiczne m.in. poprzez finansowanie projektów rozwijających infrastrukturę, w tym rozbudowę autostrad, dróg i kolei. Fundusze polityki spójności przeznaczane są również na bezpośrednie wsparcie sektora produkcyjnego, pobudzenie innowacji oraz rozwój zasobów ludzkich. Według analiz Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej w latach 2004–2023 około 5,5 proc. średniorocznego wzrostu PKB Polski wynikało z realizacji projektów współfinansowanych z tych środków. W tym czasie polski PKB średniorocznie wzrastał w tempie ok. 3,9 proc. Gdyby nie środki europejskiej polityki spójności wzrost ten byłby o ok. 0,2 punktu procentowego niższy i wyniósł ok. 3,7 proc.

Wpływ środków europejskiej polityki spójności na tempo wzrostu gospodarczego jest ograniczony. Dzieje się tak, gdyż średnioroczny udział środków trafiających do Polski z funduszy unijnych stanowi niespełna 3 proc. PKB. Wbrew powszechnej opinii, pieniądze płynące z unijnego budżetu nie są naszą największą korzyścią z przynależności do UE. Kluczową rolę odgrywa coś innego – integracja gospodarcza i dostęp do wspólnego rynku. To właśnie swobodny handel i brak barier celnych sprawiają, że polska gospodarka może dynamicznie się rozwinąć. Według szacunków Forum Obywatelskiego Rozwoju korzyści Polski z dostępu do wspólnego rynku są co najmniej pięciokrotnie wyższe niż z dostępu do funduszy unijnych netto (Michnik 2024).

Efekty tego widać w danych. W 2025 r. Polska miała deficyt handlowy na poziomie 7,7 mld euro, ale jednocześnie wypracowała nadwyżkę w handlu z krajami UE sięgającą 78,3 mld euro. W ubiegłym roku eksport do krajów Unii Europejskiej wyniósł 274,1 mld euro i stanowił blisko 75 proc. ogółu wartości eksportu Polski. Rynek europejski jest zatem głównym źródłem popytu na nasze produkty i usługi, kompensując deficyty w handlu z innymi regionami świata. Jednocześnie w ciągu 22 lat eksport towarów i usług do krajów UE wzrósł w ujęciu nominalnym niemal sześciokrotnie. Po uwzględnieniu inflacji oznacza to około trzykrotny wzrost realny. Obecnie wartość eksportu stanowi około 50 proc. polskiego PKB. Nasza gospodarka jest więc silnie powiązana z rynkami zagranicznymi, a szczególnie z rynkiem europejskim.

Integracja gospodarcza to także koszty i kompromisy. Przynależność do UE powoduje, że część zysków wypracowanych w Polsce przez europejskich gigantów jest transferowana za granicę. Silniejsza konkurencja ze strony firm z innych państw UE wywiera presję na mniej produktywne przedsiębiorstwa, prowadząc niekiedy do ich marginalizacji lub upadku. Członkostwo w jednolitym rynku wiąże się również z koniecznością dostosowania do wspólnych regulacji, które – choć sprzyjają stabilności i przejrzystości – mogą generować dodatkowe koszty dla części branż. To właśnie te głosy najczęściej pojawiają się ze strony przeciwników dalszej integracji gospodarczej. Rodzi się więc pytanie: czy koszty przeważają nad korzyściami?

Nie wiemy dokładnie, jak wyglądałaby alternatywna ścieżka rozwoju Polski poza UE. Możemy ją jednak modelować. Polski Instytut Ekonomiczny przy zastosowaniu modelu ekonometrycznego synthetic control szacuje, że dzięki członkostwu w UE polski PKB per capita jest dziś wyższy o 42 proc. (PIE 2026). Bez naszej przynależności do UE polski PKB w przeliczeniu na mieszkańca byłby obecnie o 30 proc. niższy i kształtowałby się na poziomie z 2015 r. Dzięki naszej przynależności do UE rozwój gospodarczy Polski przyspieszył zatem o dekadę.

Ciekawym przykładem odwrócenia procesu integracji był brexit. Dobitnie pokazuje on, co się dzieje, gdy integracja zostanie drastycznie ograniczona. Wyniki badań z 2025 r. przeprowadzonych przez międzynarodowy zespół ekonomistów (Bloom i inni 2025) dowodzą, że na skutek brexitu wartość PKB na mieszkańca Wielkiej Brytanii jest o 6–8 proc. niższa niż w scenariuszu zakładającym pozostanie Wielkiej Brytanii w UE. Dodatkowo w wyniku inwestycje w Zjednoczonym Królestwie zmniejszyły się o 12–18 proc., zatrudnienie spadło o 3–4 proc., a produktywność gospodarki obniżyła się o 3–4 proc. Ograniczenie integracji gospodarczej może więc prowadzić do mierzalnych strat wzrostu gospodarczego, inwestycji i efektywności gospodarki.

Chociaż nie da się zmierzyć z absolutną precyzją, na ile członkostwo w Unii Europejskiej zmieniło trajektorię rozwoju Polski, to różne analizy prowadzą do podobnego wniosku: integracja europejska jest jednym z kluczowych czynników wzrostu gospodarczego naszego kraju. Bez Unii Europejskiej Polska byłaby dziś wyraźnie biedniejsza, co wszyscy byśmy odczuli w portfelach.

Autor: Paweł Janukowicz – jest doktorem nauk społecznych w dyscyplinie ekonomia i finanse, a także członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich.

Źródła:
Bloom N. i in. (2025). The Economic Impact of Brexit, National Bureau of Economic Research, https://www.nber.org/papers/w34459
Michnik M. (2024). Dwudziestolecie członkostwa Polski w Unii Europejskiej – z korzyścią dla wszystkich!, Forum Obywatelskiego Rozwoju, https://for.org.pl/2024/06/07/komunikat-for-17-2024-dwudziestolecie-czlonkostwa-polski-w-unii-europejskiej-z-korzyscia-dla-wszystkich/
PIE (2026). Tygodnik Gospodarczy nr 13/2026, https://pie.net.pl/tygodnik-gospodarczy-13-2026-2-kwietnia-2026/

I kwartał 2026 r. na rynku biurowym – stonowany początek roku pod względem popytu oraz nadal malejąca powierzchnia w budowie

Jak wskazuje międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield, początek 2026 roku na rynku biurowym w Polsce charakteryzował się popytem na poziomie ok. 255 tys. mkw. Choć był on o około 20% niższy niż rok wcześniej, w porównaniu z 2024 rokiem spadek wyniósł jedynie 8%. Jednocześnie, wraz z ukończeniem nowych projektów o łącznej powierzchni ok. 90 tys. mkw., wolumen powierzchni w budowie obniżył się do nowego minimum, osiągając poziom około 240 tys. mkw. Najlepsze powierzchnie pozostają w centrum uwagi najemców.

PODAŻ: jedynie ok. 160 tys. mkw. powierzchni przybędzie w 2026 roku

Na koniec pierwszego kwartału 2026 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na największych rynkach w Polsce – tj. w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście, Katowicach, Poznaniu, Łodzi, Lublinie i Szczecinie – wyniosły 13,04 mln mkw.

Łączna podaż nowej powierzchni oddanej do użytku w okresie styczeń-marzec 2026 roku była relatywnie wysoka na tle lat 2023-2025 i osiągnęła ok. 90 tys. mkw. Wynikało to z kumulacji ukończonych projektów o średniej skali, zarówno w Warszawie, jak i w miastach regionalnych”, komentuje Jan Szulborski, Business Development & Insight Manager, Cushman & Wakefield.

Wśród największych biurowców oddanych w Warszawie znalazły się Studio A (24 000 mkw. – Skanska) oraz Vena (15 400 mkw. – PHN). Z kolei w miastach regionalnych największe projekty to Swobodna Spot I (14 650 mkw. – Echo Investment) we Wrocławiu oraz biurowiec Punkt (12 650 mkw. – Torus) w Gdańsku.

Pomimo zwiększonej podaży w pierwszym kwartale 2026 roku, skala nowo rozpoczynanych projektów pozostaje bardzo ograniczona. Skutkuje to dalszym spadkiem wolumenu powierzchni biurowej w budowie, który zbliża się do historycznie niskich poziomów obserwowanych jedynie na wczesnym etapie rozwoju rynku biurowego w Polsce, w latach 1995-2000. Przykładowo w Warszawie obecnie w realizacji znajduje się ok. 120 tys. mkw. powierzchni biurowej, wobec niemal 750 tys. mkw. na początku 2020 roku. W miastach regionalnych w budowie pozostaje również ok. 120 tys. mkw. (bez uwzględnienia projektów wstrzymanych), podczas gdy przed pandemią wolumen ten sięgał ok. 850 tys. mkw.”, dodaje Vitalii Arkhypenko, Analityk Rynku, Cushman & Wakefield.

Niska aktywność deweloperska nadal wynika z coraz większego nasycenia rynku powierzchniami biurowymi, a także z utrzymującego się wysokiego poziomu kosztów realizacji inwestycji w relacji do oczekiwanego poziomu zwrotu.
Według szacunków Cushman & Wakefield, w 2026 roku zasoby polskiego rynku biurowego powiększą się o niecałe 160 tys. mkw. (uwzględniając projekty już ukończone), natomiast w 2027 roku prognozowany wolumen nowej podaży będzie jeszcze niższy i wyniesie około 120 tys. mkw.

POPYT: spokojniejszy pierwszy kwartał, z przewagą nowych umów

Zarówno w Warszawie, jak i w miastach regionalnych aktywność najemców w pierwszym kwartale 2026 roku była niższa, niż na początku 2025 roku, przy czym wyraźniejsze spadki odnotowano na rynkach regionalnych.

W Warszawie wolumen popytu w pierwszym kwartale 2026 roku wyniósł 133 800 mkw., co oznacza spadek o około 9% w ujęciu rocznym. Jednocześnie poziom aktywności pozostawał zbliżony do obserwowanego w 2024 roku, notując jedynie niewielki spadek rzędu 3%.

W analizowanym okresie zawarto ponad 180 transakcji, z czego 34 dotyczyły powierzchni przekraczających 1000 mkw. W strukturze transakcji w okresie styczeń-marzec dominowały nowe umowy, które odpowiadały za 51% całkowitego wolumenu. Renegocjacje stanowiły 39%, ekspansje 9%, natomiast powierzchnie zajęte przez właściciela około 1%.

Na rynkach regionalnych sumaryczny popyt w pierwszym kw. 2026 r. wyniósł około 121 500 mkw., co oznacza około 30% spadek względem identycznego okresu w 2025 roku, natomiast 13% względem 2024. Na stronę popytową w miastach regionalnych w tym okresie największy wpływ wywarły firmy z sektora usług biznesowych i konsumenckich, produkcyjnego, a także finansowego. Struktura transakcji w regionach w tym okresie była zbliżona do stolicy: przeważały nowe umowy – z 52% udziałem w popycie, renegocjacje odpowiadały za 37% najmu, a ekspansje – za około 11%, powierzchnie zajęte przez właściciela dotyczyły zaledwie 1% całego wolumenu umów”, tłumaczy Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research Poland, Cushman & Wakefield.

PUSTOSTANY I CZYNSZE: pustostany z lekkim wahnięciem i dalsza dywersyfikacja stawek w zależności od lokalizacji i jakości budynku

Średni wskaźnik pustostanów w Polsce na koniec pierwszego kw. 2026 roku wyniósł 13,6%, co stanowi wzrost o 0,5 pp. względem IV kw. 2025 roku, lecz spadek o 0,5 pp. względem marca 2025 roku.

W stolicy wskaźnik niewynajęcia wzrósł o 0,4 pp. względem poprzedniego kwartału i wyniósł 9,5%. W miastach regionalnych największe wzrosty w dostępności powierzchni zaobserwowano we Wrocławiu (+2,1 pp.), Szczecinie (+1,5 pp.), a także Łodzi (+1,3 pp.), z kolei zauważalny spadek wakatu zanotowano w Trójmieście (-1,1 pp.).

Warto zauważyć, że większość zaobserwowanych wzrostów dostępności wynika z dostarczenia na rynek nowej powierzchni biurowej. Natomiast tempo absorpcji, określające poziom wchłaniania dostępnej powierzchni, różni się w zależności od miasta, co bezpośrednio wpływa na wielkość dostępnej powierzchni na rynku. Najwyższą absorpcję względem wielkości zasobu powierzchni w ostatnich 2 latach zaobserwowano w Trójmieście (5%) i Warszawie (4%), natomiast we Wrocławiu ona była jedynie nieznacznie dodatnia (0,1%).

W marcu 2026 roku stawki „premium” za najlepsze powierzchnie biurowe w Warszawie wyniosły przeciętnie 24,00-29,00 EUR/ mkw./ miesiąc w strefie Centrum oraz 15,00-19,00 EUR/ mkw./ miesiąc w lokalizacjach niecentralnych. Wzrosty czynszu obserwowano przede wszystkim w budynkach w Centrum (zarówno w trakcie budowy jak i w obiektach istniejących). Czynsze w budynkach poza centrum również odnotowały wzrosty, choć o niższej skali – zbliżonej lub nieznacznie wyższej względem wskaźnika inflacji.

W miastach regionalnych najlepsze biura w centrum były oferowane średnio w przedziale cenowym 14,00-18,00 EUR/ mkw./ miesiąc, jednocześnie stawki czynszu wyższe od średniej odnotowywane są w budynkach nowo oddawanych lub umiejscowionych w szczególnie dobrych lokalizacjach.

Wyższe koszty budowy, wykończenia powierzchni oraz finansowania inwestycji, a także lokalna koniunktura nadal wywierają znaczący wpływ na kształtowanie polityki czynszowej projektów nowo budowanych. Wysokość czynszu w biurowcach istniejących natomiast pozostaje uzależniona od atrakcyjności budynku dla potencjalnych najemców oraz sytuacji na konkretnym rynku.

SEAT & CUPRA odnotowały 43 mln euro zysku operacyjnego w I kwartale 2026 roku

  • Silna dynamika marki CUPRA oraz pierwsze efekty programu Performance Program napędzają poprawę wyników finansowych spółki.
  • Poprawa była możliwa dzięki zdyscyplinowanej redukcji kosztów produktowych i pośrednich, a także zwolnieniu modelu CUPRA Tavascan z dodatkowych ceł wyrównawczych UE.
  • CUPRA nadal napędza wzrost, osiągając najlepszy pierwszy kwartał w historii – 79 800 sprzedanych samochodów oraz rekordowy miesięczny wynik w marcu na poziomie 36 300 pojazdów.

Spółka odnotowała zysk operacyjny na poziomie 43 mln euro w okresie od stycznia do marca, o 38 mln euro wyższy niż w I kwartale 2025 roku, mimo niższego wolumenu sprzedaży hurtowej i przychodów netto.

  Styczeń – Marzec 2026 % / millionów euro
Przychody ze sprzedaży 3.6 miliarda euro (-5.6%)
Zysk operacyjny 43 miliony euro (+38m)
Dostawy SEAT & CUPRA 145,300 (-1%)
Dostawy CUPRA 79,800 (+2%)
Dostawy marki SEAT 65,500 (-4%)

 

SEAT & CUPRA odnotowały w pierwszym kwartale 2026 roku postępy w kierunku silnego i trwałego wzrostu zysków, osiągając 43 mln euro zysku operacyjnego, co oznacza wzrost o 38 mln euro rok do roku. W bardzo konkurencyjnym otoczeniu rynkowym poprawa ta odzwierciedla wpływ działań kontrolujących koszty i stanowi wyraźny krok naprzód w procesie odbudowy wyników finansowych spółki.

SEAT & CUPRA wchodzą obecnie w końcową fazę transformacji, a w nadchodzących kwartałach oczekiwane jest dodatkowe przyspieszenie dzięki wprowadzeniu na rynek nowego CUPRA Born, odświeżonego CUPRA Tavascan oraz modelu CUPRA Raval.

“To przełomowy rok dla SEAT & CUPRA, a wyniki za pierwsze trzy miesiące pokazują, że zmierzamy we właściwym kierunku. To ważny pierwszy krok w odbudowie naszych wyników finansowych, odzwierciedlający zdecydowane działania, które podejmujemy, aby wzmocnić odporność firmy i zapewnić trwały wzrost.

Wchodzimy w nową erę wraz z debiutem modelu CUPRA Raval, a siła naszego zespołu daje nam pewność co do nadchodzących miesięcy.”

    Markus Haupt, CEO SEAT & CUPRA.

OSZCZĘDNOŚCI KOSZTOWE NAPĘDZAJĄ ODBUDOWĘ WYNIKÓW FINANSOWYCH

Spółka odnotowała poprawę zysku operacyjnego pomimo przychodów ze sprzedaży na poziomie 3 677 mln euro, niższych o 5,6% w porównaniu z analogicznym okresem 2025 roku. Ten pozytywny rezultat był możliwy dzięki skutecznej redukcji kosztów produktowych oraz kosztów pośrednich, które stanowią kluczowe filary programu Performance Program zaprezentowanego podczas dorocznej konferencji prasowej.

Dodatkowo, akceptacja przez Komisję Europejską zobowiązania cenowego dla produkowanego w Chinach modelu CUPRA Tavascan, która od lutego zwalnia go z dodatkowych ceł wyrównawczych UE, pozytywnie wpłynęła na wyniki spółki w tym kwartale.

“Działamy na bardzo konkurencyjnym rynku, a czynniki zewnętrzne wciąż tworzą złożone otoczenie biznesowe. W tym kontekście nasz Performance Program przynosi pierwsze efekty dzięki zdyscyplinowanej kontroli kosztów. Teraz skupimy się na dalszej poprawie jakości marży oraz pełnym wykorzystaniu naszej gamy modelowej do zwiększania przychodów.

Patrik Andreas Mayer, Wiceprezes ds. Finansów i IT w SEAT S.A.

CUPRA BUDUJE SOLIDNE PODSTAWY POD WZROST

Po raz kolejny to CUPRA napędzała sprzedaż spółki – między styczniem a marcem dostarczono 79 800 samochodów, co oznacza wzrost o 2% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku (I kw. 2025: 78 300) i najlepszy pierwszy kwartał w historii marki. Marzec był również rekordowym miesiącem dla CUPRY – 36 300 dostaw – co potwierdza silną dynamikę marki u progu nowego rozdziału, wraz ze zbliżającym się wprowadzeniem modelu CUPRA Raval po jego światowej premierze.

Łączne dostawy SEAT & CUPRA na świecie wyniosły 145 300 pojazdów, co stanowi trzeci najlepszy wynik pierwszego kwartału w historii firmy. Marka SEAT dostarczyła 65 500 samochodów, opierając się na wprowadzeniu odświeżonych wersji swoich bestsellerów – modeli SEAT Ibiza i SEAT Arona – potwierdzając tym samym swoje znaczenie dla całej spółki.

KONCENTRACJA NA PRZYSZŁYM WZROŚCIE

SEAT & CUPRA spodziewa się, że globalne warunki rynkowe pozostaną wymagające przez pozostałą część 2026 roku, co będzie wymagało dalszego skupienia na elastyczności operacyjnej i zwinności działania. Spółka pozostaje konsekwentna w realizacji swoich priorytetów strategicznych, a dobre wyniki CUPRY podkreślają jej determinację i odporność.

Debiut modelu CUPRA Raval latem 2026 roku wyznacza zakończenie procesu transformacji SEAT & CUPRA i będzie wspierał dalszy rozwój firmy.

Mieszkania drożeją, a sprzedaż spada

Kwiecień przyniósł wyraźną zmianę na rynku deweloperskim. Po dwóch miesiącach, w których mieszkania znikały szybciej, niż pojawiały się nowe, sprzedaż wyhamowała o 22% m/m. W efekcie na siedmiu największych rynkach w Polsce oferta i bieżąca podaż wzrosły. Paradoksalnie, mimo że chętnych na zakup było mniej, ceny nowych lokali wcale nie przestały iść w górę.

Sytuację komentuje Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku Otodom.

Dane z kwietnia 2026 roku wskazują, że niepewność i zmienność w otoczeniu geopolitycznym Polski wywierają istotny wpływ na sytuację na rynku mieszkaniowym w największych polskich miastach. Na koniec miesiąca w Katowicach, Krakowie, Łodzi, Poznaniu, Trójmieście, Warszawie i Wrocławiu firmy deweloperskie oferowały ponad 59,2 tys. mieszkań, czyli o 1% więcej niż na koniec marca i 2% mniej niż w kwietniu 2025 roku. W ciągu miesiąca deweloperzy wprowadzili do sprzedaży 4,3 tys. mieszkań w 111 inwestycjach, czyli o 19% więcej niż marcu i 24% więcej niż rok temu. Tymczasem kwietniowa sprzedaż (4 tys. – dane wstępne) okazała się o 22% mniejsza od analogicznych wyników z marca, ale aż o 28% większa w ujęciu rocznym.

raport kwiecien 2026 rynek mieszkan

Boom na rezerwacje

Trzeba jednak zaznaczyć, że korekta bardzo dobrej sprzedaży z marca okazała się, zgodnie z przewidywaniami, wysoka i sięgnęła prawie 400 lokali, które zasiliły przede wszystkim pulę mieszkań zarezerwowanych. Na koniec kwietnia na siedmiu rynkach Otodom odnotował najwyższą od dwóch lat liczbę mieszkań w rezerwacjach – taki status miało 6,7 tys. lokali. Większa liczba rezerwacji notowana była tylko w 2023 roku, co było efektem zapowiedzi programu BK 2%.

O dużym zainteresowaniu zakupem nowego mieszkania świadczą również regularnie rosnące w ostatnich miesiącach miesięczne rezerwacje, które są probierzem aktywności potencjalnych nabywców na rynku deweloperskim.

raport kwiecien 2026 rynek mieszkan 2Relacja mieszkań wprowadzonych i sprzedanych w kwietniu na poszczególnych rynkach wskazuje, że wyraźna przewaga podaży nad bieżącym popytem w danych zagregowanych ​ została zbudowana przede wszystkim dzięki nadwyżce odnotowanej na rynku wrocławskim. Rynkami, na których wystąpiła taka nadwyżka były również: Warszawa, Łódź i Trójmiasto. Z kolei w Krakowie, Poznaniu i Katowicach to popyt okazał się wyższy od podaży.

raport kwiecien 2026 rynek mieszkan 3

Warszawa lepsza niż pozostałe rynki?

Analiza popytu i podaży zsumowanych z ostatnich 12 miesięcy dla poszczególnych rynków wskazuje, że sytuacja w stolicy jest jednoznacznie lepsza niż na pozostałych rynkach. Jedynie w Warszawie wolumen sprzedaży z ostatnich 12 miesięcy (roczny) jest większy nie tylko od liczby mieszkań wprowadzonych w tym czasie do sprzedaży, ale, co ważniejsze, od oferty na koniec kwietnia.

raport kwiecien 2026 rynek mieszkan 4

Wahania wskaźników wyprzedaży oferty na poszczególnych rynkach potwierdzają tezę, że rynek mieszkaniowy w Polsce charakteryzuje się w ostatnich miesiącach niepewnością i zmiennością. Warto jednak zauważyć, że na większości rynków w pierwszych miesiącach 2026 roku wartości wskaźników są zbliżone do osiąganych na przełomie 2022 i 2023 roku. Jednocześnie są wyraźnie niższe, z wyjątkiem Katowic, od poziomu z lat 2024-2025.

raport kwiecien 2026 rynek mieszkan 5Czy firmy deweloperskie mają powód do optymizmu?

Dane z rynku deweloperskiego z czterech ostatnich miesięcy mogą być źródłem delikatnego optymizmu po stronie podażowej. Bez wątpienia popyt pobudzony obniżkami stóp procentowych i wysoką ofertą od początku 2026 roku wykazuje większe niż w dwóch poprzednich latach zainteresowanie zakupem mieszkania deweloperskiego.

Od stycznia do kwietnia 2026 roku firmy deweloperskie wprowadziły do sprzedaży 13,1 tys. mieszkań, co jest wynikiem wyraźnie gorszym od analogicznego okresu w 2024 i świadczy o trzeźwej ocenie sytuacji rynkowej. Od kilkunastu miesięcy w ofercie na siedmiu największych rynkach pozostaje około 60 tys. mieszkań, dlatego ograniczenie nowych wprowadzeń jest rynkowo uzasadnione. W obliczu tak wysokiej oferty sprzedaż 16,2 tys. lokali od stycznia do kwietnia nie jest wystarczającym argumentem za zwiększaniem nowej podaży.

Błędem byłoby także twierdzenie, że większa liczba mieszkań sprzedanych niż wprowadzonych do sprzedaży w pierwszych miesiącach 20226 roku świadczy o rosnącym optymizmie po popytowej stronie rynku mieszkaniowego. Kwietniowa sprzedaż, gorsza niż miesiąc wcześniej, potwierdza tezę, że marcowe ożywienie było podyktowane raczej lękiem przed pogorszeniem warunków zakupu niż zadowoleniem z wynegocjowanych stawek. Jednak głównym źródłem niepewności po popytowej strony rynku są rosnące ceny całkowite oferowanych mieszkań, które prezentuje poniższy wykres. Tylko w Katowicach nabywcy, którzy w poprzednim roku wstrzymali się z zakupem mogą liczyć, że dzisiaj zapłacą za mieszkanie mniej niż przed rokiem.

raport kwiecien 2026 rynek mieszkan 6