Trybunał Konstytucyjny rozpatrzy wniosek Lewiatana

0

Wniosek do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie zgodności z Konstytucją RP niektórych przepisów ustawy o społecznej inspekcji pracy, złożony przez Konfederację Lewiatan, został wpisany na listę spraw rozpatrywanych.

Zdaniem Lewiatana w obecnej ustawie o społecznej inspekcji pracy brak precyzyjnego określenia maksymalnej liczby społecznych inspektorów pracy jaka może funkcjonować w zakładzie pracy, czego efektem jest nieuzasadniona ważnym interesem publicznym ingerencja w wolność gospodarczą pracodawców.

Konfederacja Lewiatan uważa, że niezgodny z Konstytucją RP jest również zapis o zbyt szerokim i ogólnikowym określeniu kompetencji społecznych inspektorów pracy. Prowadzi to do ingerencji w swobodę działalności gospodarczej pracodawców polegającej na umożliwieniu społecznym inspektorom pracy podejmowania działań wykraczających poza cele dla których powołano społeczną inspekcję pracy.

We wniosku do Trybunału Konstytucyjnego za niezgodne z Konstytucją uznano również inne przepisy dotyczące m.in. kwalifikacji wymaganych od społecznych inspektorów pracy, procedur ich wyboru i odwoływania, czy nieprecyzyjnego określenia obciążeń jakie pracodawca powinien ponosić w związku z działaniem społecznych inspektorów pracy.

Konfederacja Lewiatan

Porozmawiajmy o podwyżce

Ilu z nas chciałoby, szczególnie obecnie, usłyszeć od swojego pracodawcy informację o przyznanej podwyżce? Jak wynika z Raportu Pracuj.pl „Podwyżka bez tabu” – aż 75% pracowników oczekuje, że to szef sam zaproponuje podniesienie wynagrodzenia. Tak wyglądają nasze marzenia. A rzeczywistość?

 Wśród Polaków badanych przez TNS na zlecenie Pracuj.pl, tylko 52% odbyło kiedykolwiek rozmowę o podwyżce.  Jak wskazują wyniki, mniej niż połowa respondentów sama zainicjowała taką rozmowę – 38% badanych, a z kolei tylko jedna piąta (19%) została na nią zaproszona przez przełożonego. Pozostałe 48% badanych nigdy nie rozmawiało o podniesieniu wynagrodzenia. Powyższe dane świadczą o tym, że rozmowy o finansach nie są naszą mocna stroną.

 To, że prawie połowa z respondentów nigdy nie uczestniczyła w rozmowie o podwyżce, to zaskakujący wynik. Wśród badanych blisko 80% to osoby w wieku 30 lat lub starsze. Można założyć, że pracują one już od kilku lat, ale w tym okresie nie miały okazji dyskutować o zmianie poziomu zarobków. To zaś sugeruje, że trudno rozmawia się nam o płacach. Na tyle trudno, że znaczna część respondentów w ogóle nie porusza tego tematu– komentuje Maciej Bąk, Ekspert ds. Raportów Wynagrodzeń Grupy Pracuj

Co nas skłania do rozmowy o podwyżce?

 Z przeprowadzonego badania wynika, że do rozmowy o podwyżce motywują Polaków aspekty racjonalne, bezpośrednio związane z wykonywaną pracą zawodową. Najczęstszym impulsem do poruszenia tematu wynagrodzenia jest wzrost zakresu obowiązków – deklaruje tak 54% badanych. Kolejny aspekt to świadomość tego, że osoby na podobnym stanowisku zarabiają więcej. Również sukcesy w pracy przekładają się na większą śmiałość badanych w rozmowach o podniesieniu pensji. Jednak szanse na zmianę wynagrodzenia mamy zawsze, bo w dużej mierze podwyżka zależy od naszego przygotowania i sposobu przeprowadzenia rozmowy z pracodawcą.

Przygotuj się, przyjdź z propozycją

 Rozmowa o podniesieniu wynagrodzenia, to jak każde negocjacje biznesowe. Musimy mieć konkretne argumenty i być przygotowani na różne pytania.

 Do rozmowy o podwyżce powinniśmy się dobrze przygotować. Należy wziąć pod uwagę kilka czynników. Po pierwsze, zanalizujmy przebieg naszej pracy u obecnego pracodawcy. Może znajdziemy zawodowe sukcesy, nawet drobne, które pomogą nam uargumentować naszą prośbę – radzi Maciej Bąk, Ekspert ds. Raportów Wynagrodzeń Pracuj.pl – Pracodawca nie musi pamiętać o wszystkich naszych osiągnięciach, to my powinniśmy mu o tym przypomnieć – dobre relacje z zespołem, zadowolenie klientów, pochwały od przełożonych, to już są argumenty wskazujące na nas, jako na wartościowych pracowników. To nasz pierwszy krok. Po drugie zastanówmy się, jakie mamy dodatkowe kompetencje, których do tej pory nie mieliśmy okazji zaprezentować w pracy. Może doskonale znamy jakiś język obcy, a nie wykorzystywaliśmy do tej pory tej umiejętności? Może mamy predyspozycje pedagogiczne i moglibyśmy szkolić nowych pracowników? Warto zanalizować obecny zakres obowiązków, by wiedzieć o jakie dodatkowe zadania możemy go rozszerzyć. Bo przecież nie zawsze pracodawca musi nam wyznaczać obowiązki – możemy ich zmianę zaproponować sami, z korzyścią dla nas – dodaje Maciej Bąk.

 Jak pokazuje raport Pracuj.pl „Podwyżka bez tabu”, jednym z głównych bodźców do rozmowy o podwyżce jest świadomość tego, że osoby na podobnym stanowisku zarabiają więcej. Aby dowiedzieć się, ile zarabiają pracownicy o podobnym doświadczeniu, zakresie obowiązków i specjalizacji warto skorzystać z  serwisu zarobki.pracuj.pl. Dzięki temu w szybki i bezpłatny sposób zyskamy wiedzę, o jakich stawkach możemy rozmawiać z pracodawcą. Jak podkreślają eksperci, nie tylko nie powinniśmy bać się samej rozmowy o podwyżce, lecz także nie powinniśmy mieć oporów przed określeniem tego, jaka kwota wynagrodzenia nas satysfakcjonuje.

Artur Radziwiłł pełnomocnikiem rządu ds. wspierania reform na Ukrainie

Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Finansów Artur Radziwiłł będzie pełnomocnikiem Rady Ministrów do spraw wspierania reform na Ukrainiepoinformował minister finansów Mateusz Szczurek.

Pełnomocnik będzie umiejscowiony w Ministerstwie Finansów z uwagi na fakt, iż stabilność i bezpieczeństwo Ukrainy są obecnie w dużej mierze uwarunkowane jej sytuacją ekonomiczno-finansową i postępami w integracji europejskiej. To z kolei jest uzależnione od sukcesów w reformowaniu gospodarki. Zadaniem Pełnomocnika będzie identyfikacja priorytetów i potrzeb w bezpośrednim dialogu ze stroną ukraińską.

Ministerstwo jest zaangażowane w realizację projektów wspólnie z naszymi ukraińskimi partnerami. Aktywne są inne ministerstwa, instytucje publiczne. Pomaga oczywiście sektor pozarządowy, tutaj bardzo aktywny. Celem pełnomocnika jest skoordynowanie wszystkich tych działań i nakierowanie w jak najbardziej efektywny sposób na oczekiwania, na realne potrzeby reformatorskiego rządu w Kijowie – podkreślił minister Radziwiłł.

Jak zapowiedział wspólnie z rządem w Kijowie prowadzone są rozmowy o wykorzystaniu finansowego wsparcia udzielonego przez Polskę.

Powstanie ranking banków oraz lista najlepszych praktyk

Bieżący monitoring sektora bankowego dotyczący realizacji zobowiązań względem osób posiadających kredyty we frankach zapowiedział minister finansów Mateusz Szczurek.

Resort wspólnie z Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów będzie weryfikować czy przestrzegane są ustalenia dotyczące m.in. respektowania ujemnych stawek LIBOR. Zobowiązania takie zostały podjęte przez banki, które wyraziły zgodę także na zmniejszenie spreadu walutowego.

Zdecydowaliśmy się wraz z UOKiK wprowadzić stały monitoring banków, aby sprawdzić na ile wywiązują się one ze swoich zobowiązań i deklaracji oraz tego, jak wprowadzają zalecenia Komitetu Stabilności Finansowej – powiedział minister Mateusz Szczurek

Na podstawie cotygodniowych ankiet sporządzany będzie ranking banków uwzględniający ułatwienia oferowane osobom posiadającym kredyty we frankach. Będzie to też lista najlepszych praktyk w odniesieniu do kredytów walutowych.

W sprawozdaniach finansowych trudno odnaleźć informację o rzeczywistej kondycji spółek

Jak co roku Europejski Urząd Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych (ESMA) opublikował wytyczne dla sporządzania sprawozdań finansowych przez emitentów. Wśród priorytetów na rok 2014 znalazły się zmiany dotyczące konsolidacji i sporządzania skonsolidowanych sprawozdań finansowych wynikające z nowych standardów MSSF (Międzynarodowe Standardy Sprawozdawczości Finansowej) 10, 11 i 12. Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte zmiany te, zwłaszcza dotyczące rozszerzonego zakresu ujawnień wymagane MSSF12, wpłyną pozytywnie na przejrzystość skonsolidowanych sprawozdań finansowych. ESMA zwróciła również uwagę na nadmiar standardowych informacji ujawnianych w sprawozdaniach finansowych, które często nie odzwierciedlają realnej sytuacji finansowej przedsiębiorstw. Organ upomniał także banki, które w swych sprawozdaniach przekazują za mało informacji związanych z kontrolą jakości aktywów oraz zarządzania ryzykiem płynności i kredytowym.

W Polsce obowiązek stosowania MSSF mają instytucje finansowe oraz spółki giełdowe. Wydane przez Radę ds. Międzynarodowych Standardów Rachunkowości (IASB) nowe standardy dotyczące zagadnień konsolidacji MSSF 10,11 i 12, które w Unii Europejskiej zaczęły obowiązywać dla okresów sprawozdawczych rozpoczynających się od 1 styczna 2014 roku, maja wpłynąć na poprawę jakości skonsolidowanych sprawozdań finansowych.

Wprowadzona w MSSF 10 nowa definicja kontroli jak również rozszerzony proces analizy kontroli uwzględniające nie tylko prawa głosu, ale szereg innych ustaleń umownych, mogą w praktyce oznaczać włączenie do konsolidacji tych inwestycji, które do tej pory jej nie podlegały lub odwrotnie. W swoim dokumencie ESMA (European Securities and Markets Authority) przestrzega, że wniosku o istnieniu lub nieistnieniu kontroli nie można wyciągać na podstawie spełnienia pojedynczego wymagania standardu bez uwzględnienia innych aspektów wskazanych w standardzie a mogących wpłynąć na ocenę kontroli.

Może być to szczególnie istotne w przypadku konsolidacji funduszy inwestycyjnych lub struktur sekurytyzacyjnych. ESMA zwraca szczególną uwagę na konieczność ujawnienia subiektywnych osądów i założeń, jakimi kierują się emitenci w celu oceny kontroli nad inną jednostką.

W odniesieniu do jednostek strukturyzowanych należy również zwrócić uwagę na specyficzne obowiązki informacyjne w zakresie charakteru i zmiany ryzyka związanego z udziałami w takich jednostkach. Jeżeli ryzyko to mogłoby mieć istotny wpływ na sprawozdanie finansowe jednostki, wtedy emitenci powinni rozważyć informacje, poziom dezagregacji i specyficzne cechy jednostki mające znaczenie dla użytkowników sprawozdań finansowych.

Kolejny obszar wskazany jako priorytetowy dla sprawozdań sporządzanych za rok 2014, to ujmowanie tzw. wspólnych ustaleń umownych zgodnie z nowym MSSF11. Jego zastosowanie jest istotne przede wszystkim dla inwestorów, którzy wraz z innymi partnerami biznesowymi prowadzą wspólne przedsięwzięcie lub spółkę. Nowy MSSF dopuszcza dwa rodzaje ustaleń umownych: wspólne działania (zastępuje wspólnie kontrolowaną działalność oraz wspólnie kontrolowane aktywa) oraz wspólne przedsięwzięcia (zastępuje wspólnie kontrolowane jednostki) w zależności od praw i obowiązków stron. MSSF 11 likwiduje możliwość ujmowania udziału we wspólnym przedsięwzięciu metodą proporcjonalną pozostawiając rozliczanie takiej inwestycji wyłącznie metodą praw własności.

„Stosowanie MSSF 10 i 11 w sprawozdaniach po raz pierwszy może skutkować zmianami zakresu konsolidacji lub rozliczenia wspólnych ustaleń umownych. ESMA oczekuje, że firmy, których to dotyczy w swoich sprawozdaniach jasno opiszą powody, które doprowadziły do zmiany oceny relacji z daną jednostką oraz przedstawią wpływ tych zmian na ich politykę rachunkowości” – wyjaśnia Monika Jakubczyk, Dyrektor w dziale Audytu Deloitte.

Ostatni z nowych standardów MSSF 12 w całości dotyczy zakresu informacji ujmowanych w notach do sprawozdania finansowego. MSSF 12 wprowadza wymóg, by spółka ujawniła informacje umożliwiające czytelnikom jej sprawozdania finansowego ocenę charakteru i ryzyka inwestycji oraz wpływu inwestycji na sytuację finansową inwestora i przepływy pieniężne. Obowiązkiem stosowania MSSF 12 są objęte wszystkie spółki posiadające spółki zależne, wspólne ustalenia umowne, jednostki stowarzyszone lub nieobjęte konsolidacją jednostki strukturyzowane. „Katalog ujawnień w odniesieniu do jednostek konsolidowanych, niekonsolidowanych jednostek strukturyzowanych, wspólnych przedsięwzięć oraz jednostek stowarzyszonych został znacząco rozszerzony przez nowy standard MSSF 12. Z perspektywy nowych wymogów, istotne jest by emitenci starannie oceniali jakie informacje finansowe są kluczowe dla oceny sytuacji finansowej emitenta i je ujawnili”– mówi Marcin Samolik, Starszy Menedżer w Zespole Technicznym ds. MSSF Deloitte.

W swoim dokumencie europejski organ nadzorczy zwrócił także uwagę na sprawozdania finansowe banków. Zdaniem ESMA sektor bankowy powinien zwracać szczególną uwagę na zmianę wartości szacunkowych, korektę błędu czy monitorowanie i zarządzanie ryzykiem związanym z instrumentami finansowymi. Istotnym powinno być także przekazywanie przez banki wystarczających informacji na temat zmian w poziomie wymaganego kapitału regulacyjnego. „ESMA powołuje się na ubiegłoroczną kompleksową ocenę dokonaną przez Europejski Bank Centralny, który wskazał bankom błędy w ujawnieniach ustalania wartości godziwej, ryzyka płynności oraz zarządzania ryzykiem kredytowym. Biorąc pod uwagę, że sektor bankowy jest teraz pod szczególnym nadzorem instytucji nadzorujących, bezwzględnie powinien zastosować się do tych wytycznych” – mówi Monika Jakubczyk.

Ostatni priorytet, na który nadzorca zwraca uwagę to zagadnienie nie nowe, wydaje się które nie powinno sprawiać znaczących trudności jednostkom, a mianowicie ujmowanie i wycena aktywów z tytułu podatku odroczonego od niewykorzystanych strat podatkowych. Zdaniem ESMA, istnienie nierozliczonych strat podatkowych jest poważnym dowodem na to, że przyszły dochód do opodatkowania może nie zostać osiągnięty. ESMA oczekuje, że emitenci przy ocenie prawdopodobieństwa wystąpienia dochodu do opodatkowania, od którego można odpisać nierozliczone straty podatkowe przedstawią dowody poparte biznesplanami popierającymi ich ujęcie.

Polska atrakcyjnym rynkiem dla funduszy private equity i venture capital

Polska jest atrakcyjnym rynkiem dla funduszy private equity i venture capital. Niemal połowa inwestycji tego typu w Europie Środkowo-Wschodniej przeprowadzana była właśnie u nas. W porównaniu ze średnią europejską zaangażowanie funduszy w stosunku do PKB jest w Polsce jednak dwuipółkrotnie niższe. Za perspektywiczne uważane są branże związane z IT i internetem, ochroną zdrowia oraz usługami.

Jest to bardzo atrakcyjny region z tego powodu, że w ciągu ostatniej dekady dał najwyższe stopy zwrotu z inwestycji – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Michał Karwacki, ekspert międzynarodowej firmy doradczej Squire Patton Boggs. – Wynika to z faktu, że region dogania bardzo szybko świat i w związku z tym tworzy dużo szans inwestycyjnych, których nie ma aż tak wiele na rynkach rozwiniętych. One z kolei celują raczej w bardzo duże transakcje. U nas są to wciąż inwestycje raczej o mniejszej wartości.

Wyniki badań przedstawione w raporcie KPMG pokazują, że w latach 2004-2013 najpopularniejszymi branżami dla inwestorów PE działających w Polsce były technologie informacyjne, media i komunikacja (19 proc.), produkcja przemysłowa (18 proc.), sektor medyczny (13 proc.) oraz handel detaliczny (12 proc.). Wskazane branże odpowiadały za 62 proc. wszystkich inwestycji w spółki portfelowe dokonanych w badanym okresie. Zdaniem Michała Karwackiego najbardziej perspektywiczne obecnie są branże, które się szybko rozwijają.

Do takich zaliczyłbym przede wszystkim te związane z internetem, ochroną zdrowia oraz branżę usługową – uważa Karwacki. – Ale warto inwestować w  spółki, które dają najlepsze stopy zwrotu IRR (z ang. Internal Rate of Return – red.). Trudno mówić wprost o nazwach tych przyszłych targetów (podmiotów, w które lokowany jest kapitał – red.). Natomiast jak spojrzymy na portfolio funduszy private equity w Polsce, to bardzo łatwo znajdziemy przykłady firm, które maja bardzo dobrą IRR.

Spośród firm PE/VC, które zainwestowały w Polsce w dekadzie 2004-2013, aż 71 deklaruje uzyskanie 2-3-krotnego zwrotu z inwestycji. Pozostałe 29 proc. miało średni zwrot na poziomie wyższym niż trzykrotność. Nikt nie zadeklarował średniego zwrotu na poziomie niższym niż dwukrotność inwestycji. A to nie wyczerpuje potencjału.

– Myślę, że rynek ma bardzo duży potencjał. Jeżeli porównamy go z rozwiniętym, zachodnim, to w Polsce udział w PKB inwestycji private equity i venture capital jest będzie trzy razy mniejszy niż w Europie Zachodniej. Zatem trzykrotna potencjalna dynamika wzrostu w tym sektorze i ilości wolumenu jest prawdopodobna.

Według Europejskiego Stowarzyszenia Venture Capital (EVCA) udział inwestycji tego typu w polskim PKB w 2013 r. wyniósł 0,1 proc. Średnia dla Europy to 0,25 proc., a dla krajów naszego regionu ogółem – 0,06 proc. Prawie połowa środków zainwestowanych w CEE trafiła do polskich spółek (380 mln euro). Mimo 20-proc. spadku wartości inwestycji w Polsce liczba sfinansowanych spółek wzrosła o 20 proc., do poziomu 89 (wobec 74 w ubiegłym roku). Polska była też najaktywniejszym rynkiem wyjść z inwestycji PE/VC w 2013 roku. Na polskim rynku  wartość wyjść wzrosła pięciokrotnie, osiągając rekordowy poziom 285 mln euro. Wyjścia z polskich spółek stanowiły 38 proc. ogółu wartości wyjść w regionie.

W rozwoju sektora, jak zauważa Karwacki, bardzo ważną rolę odgrywa ścieżka dotarcia do podmiotów zainteresowanych taką inwestycją.

Można to robić na kilka sposobów – wskazuje Michał Karwacki z firmy Squire Patton Boggs. – Po pierwszeorganizowane są konferencje private equity i venture capital. Jedna z nich, taka największa, odbędzie już niedługo, w tym tygodniu, w Warszawie. Drugim źródłem jest kontrakt z doradcami. Trzecie, bardzo ważne, to bezpośrednie dotarcie do spółek, tzw. targetów. Tajemnicą jest już jednak to, jak przekonać menadżerów, że dany fundusz rzeczywiście jest najlepszy.

Ameryka zmaga się z mocnym dolarem. Część spółek w USA pogorszyła wyniki

CEO Magazyn Polska

Mocny dolar zaskoczył amerykańskie firmy. Wyniki tych spółek, które prowadzą działalność poza USA, są gorsze od oczekiwań. To oraz oczekiwany przez rynek spadek zysków koncernów paliwowych pogorszyło nastroje na amerykańskiej giełdzie.

Tania ropa i mocny dolar położyły się cieniem na wynikach części amerykańskich spółek, które przyciągnęły uwagę inwestorów i komentatorów w tym sezonie wyników. O ile skutki spadku cen surowców były oczekiwane, o tyle gospodarcze efekty wzmocnienia waluty najwyraźniej nie były dla inwestorów oczywiste.

– Sporym zaskoczeniem są wyniki koncernów międzynarodowych, czyli firm, które uzyskują znaczną część przychodów poza granicami Stanów Zjednoczonych – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ. – Negatywny wpływ umocnienia się dolara w znaczeniu przejawia się tym, że przychody z tamtych rynków są mniejsze, niż się tego spodziewano. Może nie w aż tak duża skali, ale głównie chodzi o to, co komunikują spółki, jak to może wyglądać w przyszłych okresach, że jeżeli ten dolar będzie na obecnym poziomie, to te wyniki będą znajdowały się pod presją.

 

W rezultacie ostatni miesiąc na Wall Street wypadł raczej słabo. Dow Jones przez kilka sesji zyskiwał, przez kilka tracił, a w rezultacie zachowywał się podobnie, jak będący od lat w trendzie bocznym WIG20. Ostatecznie jest na poziomie zbliżonym do tego z 12 stycznia, czyli sprzed wyników Alcoi, której raport tradycyjnie uważany jest za początek sezonu. Niemiecki DAX natomiast zyskał w tym czasie ponad 11 procent.

– To właśnie jest ten negatywny wpływ dolara i zapewne właśnie dlatego rynek amerykański w ostatnim czasie zachowuje się słabiej niż parkiety w Europie – ocenia Łukasz Bugaj. – Właśnie widać w tym momencie tę różnicę, gdzie słabe euro pomaga spółkom przemysłowym międzynarodowym w Europie i dlatego DAX jest na zdecydowanie wyższym poziomie. A jeżeli chodzi o Wall Street, to tam akcje tych koncernów międzynarodowych są pod presją.

Oczywiście nie wszystkie amerykańskie spółki mają problemy. Bardzo pozytywnie zaskoczyły inwestorów Apple czy Amazon. Pierwsza z tych spółek odnotowała w IV kwartale rekordowy wzrost przychodu w swojej historii – 74,6 mld dolarów, a zarobiła w tym czasie 18 mld dolarów. Z kolei Amazon mimo inwestycji miał przychody w wysokości 29,33 mld dolarów, a zysk netto – 214 mln dolarów. Oznacza to 45 centów na akcję, podczas gdy analitycy oczekiwali zaledwie 18. Komentatorzy wiążą to z ostatnim kwartałem 2014 roku, niezwykle udanym dla branży detalicznej, a szczególnie jej internetowego sektora.

– Ten popyt konsumpcyjny przesuwa się ze sfery realnej w sferę wirtualną, i to choćby wyniki Amazona starają się odzwierciedlać – uważa analityk DM BOŚ i zwraca uwagę na specyficzną strategię spółek na amerykańskim rynku. – Można powiedzieć, że cały czas obserwowana jest w tym sezonie wyników stara gra na Wall Street, czyli najpierw jest obniżanie oczekiwań wyników w przyszłych okresach, żeby potem bić te prognozy. I rzeczywiście, jeżeli spojrzymy na spółki, to cały czas gros spółek publikuje wyniki lepsze od oczekiwań, co nie znaczy, że lepsze niż rok temu, ale lepsze niż tego oczekiwano.

Ta poprawa wyników w mniejszym stopniu dotyczy jednak przychodów, a w większym zysków spółek, zwłaszcza tych, które część swoich produktów sprzedają poza Stanami. To może potwierdzać słabą kondycję gospodarczą świata, gdzie wzrosty PKB już nie są ostatnio tak spektakularne jak wcześniej.

Co gorsza, wiele spółek poobniżało swoje prognozy co do tegorocznych zysków w sposób dosyć istotny i bardziej niż się tego wcześniej spodziewano – zauważa Łukasz Bugaj z DM BOŚ. Pytanie, czy rzeczywiście te widoki są nie tak optymistyczne, jak wcześniej zakładano, czy jest to odzwierciedlenie tej gry, o której wspominałem, czyli obniżamy szacunki sektora prywatnego co do przyszłych zysków po to, żeby później je móc pobić.

Komentarz indeksowy Bossafx 6 lutego 2015 r.

Komentarz indeksowy Bossafx 6 lutego 2015 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

Ropa znów powyżej 50 dolarów za baryłkę. Wyższym cenom pomagają informacje o ograniczeniu wydobycia przez światowe koncerny i strajki w USA

CEO Magazyn Polska

Tania ropa nie jest dana kierowcom na zawsze. Analitycy oczekują, że jeszcze w tym roku ceny przestaną spadać, a może nawet zaczną iść w górę. Pierwszy sygnał odwrócenia trendu pojawił się pod koniec stycznia, gdy w ciągu trzech dni ropa podrożała o 10 dolarów na baryłce.

Jeszcze latem 2014 roku cena baryłki ropy Brent przekraczała 110 dolarów, obecnie jej notowania kształtują się między 50 a 60 dolarów. To już więcej niż styczniowe minimum, gdy zarówno europejska Brent, jak i amerykańska Crude spadły dobrze poniżej poziomu 50 dolarów. To efekt sygnałów o zmniejszaniu wydobycia przez światowe koncerny i liczby szybów wiertniczych w Stanach Zjednoczonych. Pomógł też strajk dziewięciu amerykańskich rafinerii. Z ekonomicznego punktu widzenia na świecie jest nadprodukcja tego surowca.

Światowa gospodarka zwalnia i potrzebuje mniej paliw, a producenci ropy sprzedają jej coraz więcej. Taka sytuacja jest korzystna m.in. dla kierowców i gospodarek importujących czarne złoto.

– Świat paliwowy, świat rynku ropy i gazu dzieli się na te spółki, które produkują, i te, które przetwarzają – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Wojciech Kozłowski, analityk akcji Ipopema Securities. – Te, które produkują, w naturalny sposób tracą przy spadku ceny ropy, te które przetwarzają, choćby petrochemie i rafinerie, korzystają. Tak że z jednej strony mamy producentów amerykańskich, z drugiej strony mamy przetwórców azjatyckich i europejskich.

Spadki cen tego surowca najmocniej uderzają w politycznych przeciwników USA. Takie kraje jak Wenezuela, Rosja czy Iran swoje budżety mają oparte na dochodach ze sprzedaży ropy naftowej. Niskie ceny to dla nich mniej pieniędzy na zbrojenia i operacje wymierzone w USA czy jej sojuszników. Jednak nawet w Stanach producenci zaczynają odczuwać skutki niskich cen ropy. Stąd zamykanie platform i strajki, a to zmniejsza podaż. Nie można też wykluczyć wpływu innych czynników politycznych.

– Oczywiście konflikt np. na Bliskim Wschodzie czy Afryce lub w innym w regionie, który eksportuje duże wolumeny ropy, przywróciłby bardzo szybko wysokie ceny – zwraca uwagę Wojciech Kozłowski.

Jak podkreśla, cały czas państw, w których interesie jest podwyżka cen, robią wszystko, by zmienić sytuację na rynku. Nie wyklucza, że w II połowie roku uda im się przynajmniej zahamować spadki cen i ustabilizować ceny ropy.

– Tak mi się wydaje. Wystarczy popatrzeć na liczbę nowych odwiertów w Stanach Zjednoczonych, które istotnie spadły w ostatnich miesiącach, co może oznaczać mniejszą podaż ropy. Tutaj należałoby również rozważyć scenariusze, które mogą wejść w życie i mogą te mechanizmy rynkowe w jakimś stopniu zaburzyć. Takie mechanizmy, które spowodowałyby dalsze mocne spadki, to chociażby złamanie oligopolu w ramach OPEC.

Na czerwiec zaplanowany jest szczyt państw OPEC, gdzie część członków tego kartelu będzie zabiegać choćby o zmianę proporcji w wydobyciu i sprzedaży ropy na światowych rynkach. Iran, który dzisiaj produkuje dziennie 2,5 mln baryłek, nie bardzo może zwiększać wydobycie, bo to doprowadziłoby do załamania cen. Chyba że Arabia Saudyjska, która produkuje około 10 mln baryłek dziennie, trochę mu ustąpi.

– Iran miałby zakusy, żeby drastycznie zwiększyć produkcję i eksport ropy – uważa Wojciech Kozłowski z Ipopema Securities. – Już pojawiły się takie dyskusje na łamach prasy pomiędzy Arabia Saudyjską i Iranem, czyli dwoma członkami grupy OPEC, by jeżeli Iran zwiększy swoje wydobycie i swój eksport, Arabia Saudyjska zrezygnowała z części swojego eksportu, żeby tych produktów nie było jeszcze więcej na rynku. Przedtem jednak Stany Zjednoczone i Europa musiałyby znieść embargo na ropę irańską.

Pracodawcy RP: Złożyliśmy zawiadomienie do prokuratury w sprawie działań liderów związków w JSW. Oni demolują kraj

Organizacja Pracodawcy RP złożyła zawiadomienie do Prokuratury Okręgowej w Gliwicach w sprawie złamania ustawy o związkach zawodowych podczas ostatnich wydarzeń wokół Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Zarówno przebieg sporu zbiorowego, referendum, jak i ogłoszenie strajku oraz postawione żądania – według organizacji – odbyły się z naruszeniem prawa. Pracodawcy podkreślają, że liderzy związków demolują kraj, broniąc wyłącznie własnych interesów, nie rzadko nie mając poparcia innych pracowników.

Związkowcy twierdzą, że są reprezentantami wszystkich pracowników. Rozmawiam z pracownikami wielu firm, są tym oburzeni i zdają sobie sprawę z tego, że to są przede wszystkim interesy związkowe, interesy ich liderów. Czas powiedzieć stop tego typu działaniom podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców RP. – Wzywam władze państwowe i wszystkie instytucje państwowe, które są do tego uprawnione, do tego, by postawiły kres tego typu działaniom. Nie jest to czas na rozbijanie polskiego państwa, nie jest to czas na niszczenie polskiej gospodarki.

Organizacja Pracodawcy RP wspólnie ze Stowarzyszeniem Inwestorów Indywidualnych i Stowarzyszeniem Emitentów Giełdowych złożyły zawiadomienie do Prokuratury Okręgowej w Gliwicach z prośbą o podjęcie czynności w stosunku do ośmiu liderów związkowych działających w JSW.

Naszym zdaniem doszło tam do jawnego złamania prawa przez związkowców. Zarówno przebieg sporu zbiorowego, referendum, jak i ogłoszenie strajku oraz żądania odbyły się niezgodne z ustawą o związkach zawodowych, prawem dotyczącym rozwiązywania sporów zbiorowych i naruszeniem innych przepisów z tym związanych – mówi Andrzej Malinowski

I podkreśla, że liderzy związkowi naruszyli przepisy ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych, ustawy o związkach zawodowych, lecz także prawo międzynarodowe.

Zgodnie z art. 36 ustawy o związkach zawodowych w razie stwierdzenia, że organ związku zawodowego prowadzi działalność sprzeczną z ustawą, sąd rejestrowy może orzec nawet (na wniosek ministra sprawiedliwości) o skreśleniu związku z rejestru. Wówczas zobowiązany jest on do zaprzestania działalności, a w terminie najpóźniej trzech miesięcy od uprawomocnienia orzeczenia powinien dokonać likwidacji w sposób przewidziany w statucie.

Związki nie mają prawa łamać zasad korporacyjnych, żądając odwołania prezesa zarządu spółki giełdowej – argumentuje Malinowski. – O jego powołaniu decyduje rada nadzorcza przedsiębiorstwa, to jest jej niezbywalne prawo. Wszystkie inne czynności, które związkowcy podejmują, są naszym zdaniem także bezprawne. Powodują w dodatku bardzo poważne konsekwencje gospodarcze i godzą także w budżet państwa, bo hamując produkcję, zdecydowanie zmniejszają dochody firmy, a tym samym przychody budżetu.

Jak podkreślają Pracodawcy RP, zachowanie związkowców nawet nie przypomina dialogu, bardziej chuligaństwo. Oceniają, że na wczorajszej konferencji liderzy związkowi zapowiedzieli eskalację agresji i żądań, a więc działań destabilizujących państwo.

Apelujemy do władz państwa i prezydent Warszawy, proszę nie zezwalać na destabilizowanie państwa i miasta. Jeżeli będzie taka potrzeba, to zdecyduję się na rozpoczęcie akcji obywatelskiej mieszkańców Warszawy, ażeby nie dopuszczać do tego typu chuligaństwa na ulicach Warszawy – podkreśla Andrzej Malinowski.

Pracodawcy RP oceniają, że potrzebna jest nowelizacja ustawy o związkach zawodowych oraz ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych, które dziś wiążą ręce pracodawcom i przedsiębiorcom, niejednokrotnie doprowadzając ich do bankructwa

D. Seliga (PiS): spółki węglowe mogłyby się uczyć restrukturyzacji od branży gazowej

Dzisiejsza sytuacja w górnictwie to efekt wielu lat zaniedbań, do tego doszły jeszcze uwarunkowania rynkowe. To doprowadziło do pracowniczych protestów, które można zrozumieć – ocenia poseł PiS Dariusz Seliga. Pierwszym krokiem zarządu powinno być teraz zażegnanie konfliktu, a potem restrukturyzacja. Wzorem może być PGNiG – inna państwowa spółka z sektora energetycznego, w której restrukturyzacja jest prowadzona bez sporu z pracownikami.

‒ Lata zaniedbań spowodowały, że problemy się nawarstwiały, czego efektem jest wybuch niezadowolenia społecznego. Do tego dochodzi import węgla, głównie z Rosji, który spowodował, że nasz polski węgiel leżał na hałdach. Nastąpiła po prostu kumulacja problemów. Wydaje mi się, że brak odpowiedniej reakcji na czas doprowadził do tego, że dzisiaj górnicy są zmuszeni do tego, żeby działać na ulicach, co nie jest dobre. To nie jest dobre społecznie, to naraża na niebezpieczeństwo i policjantów, i górników ‒ podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Dariusz Seliga, poseł Prawa i Sprawiedliwości.

Bezterminowy strajk w kopalniach należących do Jastrzębskiej Spółki Węglowej trwa od 28 stycznia. Górnicze związki zawodowe domagają się m.in. anulowania wypowiedzenia trzech zbiorowych układów pracy. Negocjacje postępują bardzo powoli, a w tym tygodniu protesty zakończył się starciami z policją przed siedzibą spółki.

Seliga zaznacza, że trudno winić górników za to, że z taką determinacją walczą o swoje miejsca pracy.

Górnicy walczą o miejsca pracy i byt swoich rodzin. Człowiek wychodzi z domu po to, żeby żonie i dzieciom przynieść chleb do domu, już nie mówię o książkach czy innych rzeczach. Wiemy, jak duże są koszty utrzymanie mieszkania, bo to wszystkich nas dotyczy – podkreśla poseł PiS.

Zwraca uwagę na to, że wicepremier Janusz Piechociński zabiegał o zatrzymanie produkcji samochodów Fiat w Polsce, gdy w grę wchodziła utrata tysiąca miejsc pracy. Górnictwo to jednak branża, gdzie zagrożonych jest nawet kilkanaście tysięcy etatów. Poseł opozycji ocenia, że górnicy na pewno są świadomi tego, co stało się w polskich stoczniach. Pamiętają, że to, że stoczniowcy zgodzili się na odejścia i odprawy, nie wystarczyło, by uratować niektóre ze spółek. Po ich upadku okazało się jednak, że niemieckie stocznie, chronione przez rząd naszego zachodniego sąsiada, przetrwały kryzys i teraz rozwijają działalność i zbierają wiele zamówień.

Seliga ocenia, że teraz najważniejszym działaniem powinno być załagodzenie sporu społecznego. Apeluje o powrót do regularnych rozmów ze związkowcami i naprawienie relacji strony rządowej z pracownikami.

Należałoby się cofnąć i poprawić relacje, opanować nastroje społeczne, a później usiąść do tego, co jest związane ze stroną biznesową – twierdzi Seliga. Przyznaje, że sytuacja rynkowa nie jest łatwa: ‒ Wiemy, jakie są obostrzenia Unii Europejskiej, wiemy, że to, co importujemy z zagranicy, jest teoretycznie tańsze, bo jest dofinansowane przez rząd Rosji.

Mimo tej trudnej sytuacji nie brakuje wzorów skutecznych rozwiązań. Władze spółek węglowych mogą wzorować się chociażby na sektorze węgla brunatnego czy – szczególnie – na PGNiG. Gazowy koncern, choć również działa na trudnym rynku i jest poddawany presji rynkowej, prowadzi głęboką restrukturyzację, unikając sporów społecznych.

W PGNiG potrafiono wcześniej usiąść do stołu i porozmawiać o problemach. To zaowocowało tym, że dzisiaj prowadzona jest restrukturyzacja, a ze strony związkowej nie ma żadnych sygnałów, że dzieje się coś złego. Mam wrażenie, że wszystko idzie tam w dobrym kierunku – wyjaśnia Seliga.

Polski rynek nieruchomości komercyjnych na celowniku inwestorów. W ubiegłym roku wartość transakcji wyniosła 3 mld euro

Ubiegły rok był bardzo korzystny dla rynku nieruchomości komercyjnych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej – wartość transakcji osiągnęła poziom 10,5 mld euro. Obecny może być jeszcze lepszy. Polska jest liderem w regionie – odpowiada za 30 proc. transakcji. A może liczyć na jeszcze większe zainteresowanie inwestorów.

W ubiegłym roku wartość transakcji na rynku nieruchomości komercyjnych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej wyniosła 10,5 mld euro – o 0,5 mld euro mniej niż w 2013 roku.

W całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej 2014 rok był dobrym czasem dla rynku nieruchomości. Konflikt między Rosją a Ukrainą miał wpływ przede wszystkim na rynki krajów bałtyckich pod koniec roku, jednak w innych częściach regionu odnotowaliśmy wzrost gospodarczy względem 2013 roku, a co za tym idzie również pozytywne tendencje w inwestycjach – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Damian Harrington, dyrektor regionalny działu badań Colliers International na Europę Wschodnią.

Najbardziej dynamicznie w ujęciu rocznym rozwijały się rynki w Rumunii, gdzie wzrosty sięgnęły blisko 300 proc., Bułgarii, która odnotowała 160-proc. wzrost oraz na Węgrzech i Słowacji, gdzie wzrost wyniósł 70-80 proc., podobnie jak w Czechach. Gdy jednak mówimy o wartość transakcji, to Polska była wiodącym rynkiem regionu w ubiegłym roku.

Odpowiadała za około 30 proc. wszystkich transakcji o łącznej wartości 3 mld euro, co było dość zbliżone do wyniku za 2013 rok – wyjaśnia Damian Harrington. – Rosja zajęła drugie miejsce, z 20 proc. udziału w rynku i 2 mld euro wartości transakcji.

Rosyjski rynek wprawdzie skurczył się w porównaniu z 2013 r., ale i tak osiągnięte wyniki były lepsze, niż prognozowano.

Na trzecim miejscu uplasowały się Czechy, w których zrealizowano około 17 proc. transakcji za około 2 mld euro – mówi Harrington.

W tym roku, jak ocenia Colliers International, będziemy obserwować podobne poziomy wartości transakcji. Wzrostowi inwestycji będzie sprzyjać polityka pieniężna w strefie euro – bliskie zera stopy procentowe i zapowiedziany program skupu obligacji. Poza tym na rynek wchodzi coraz więcej graczy – Polska może liczyć na ich szczególną uwagę.

Polska i Czechy różnią się od wszystkich pozostałych rynków – ocenia dyrektor w Colliers International. – Są bardziej międzynarodowe i mają inną grupę inwestorów. Inne rynki wydają się bardziej lokalne i wyspecjalizowane, jeśli chodzi o inwestorów na nich obecnych. Mamy przed sobą jeszcze 2 lub 3 lata tego cyklu inwestycyjnego, potem prawdopodobnie zaczniemy obserwować napływ większego międzynarodowego kapitału nie tylko do Polski i Czech, lecz także pozostałych rynków regionu.

W ostatnim roku można też było dostrzec zmianę zainteresowania inwestorów poszczególnymi segmentami rynku nieruchomości komercyjnych.

Segment biurowy wciąż stanowi około 40 proc. transakcji, ale w ostatnim roku spadł udział powierzchni handlowych z 40 do 28 proc. – mówi Damian Harrington. – W sektorze przemysłowym i logistycznym obserwujemy wzrost. W ubiegłym roku tego typu nieruchomości stanowiły 17 proc. wszystkich transakcji inwestycyjnych, co w porównaniu ze średnią dla regionu Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki wynoszącą ok. 9 proc., pokazuje, jak bardzo ten rynek się rozrasta.

Colliers International jest liderem rynku w regionie zarówno pod względem liczby transakcji, jak i ich wartości – udział firmy wyniósł odpowiednio 30 proc. i 26 proc.

W 2014 roku braliśmy udział w 33 transakcjach i osiągneliśmy o 30 proc. lepszy wynik od naszych konkurentów. Sfinalizowaliśmy również więcej transakcji na większej liczbie rynków – braliśmy udział w transakcjach prowadzonych w 10 różnych krajach – podkreśla Damian Harrington.

Plan restrukturyzacji Przewozów Regionalnych akceptuje już 9 województw. Osiągnięcie porozumienia możliwe do końca lutego

2014 rok był pierwszym od kilku lat, kiedy Przewozy Regionalne osiągnęły zysk operacyjny. To jednak za mało, by firma zakończyła rok na plusie, dlatego niezbędne jest wsparcie ze strony państwa. Dotacja publiczna będzie możliwa dopiero po podpisaniu przez przewoźnika 5-letnich umów na świadczenie usług w poszczególnych województwach oraz ustaleniu warunków obecności ARP jako nowego większościowego udziałowca. Ponadto zarząd spółki kontynuuje działania zmierzające ku restrukturyzacji – plan naprawczy akceptuje już dziewięć samorządów wojewódzkich, reprezentujących niemal 61 proc. udziałów.

Pozostało nam jeszcze siedem województw, z którymi dalej rozmawiamy. Myślę, że w przypadku kilku województw mamy szansę na to, żeby podpisały porozumienie i przystąpiły do zakładanego przez nas planu restrukturyzacji ‒ wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Wojciech Kroskowski, członek zarządu i dyrektor finansowy spółki Przewozy Regionalne.

Jak dodaje, proces negocjacji powinien się zakończyć do końca lutego, by w następnej kolejności rozpocząć faktyczne prace związane z restrukturyzacją. Zmianom w spółce sprzyja lepsza niż przewidywano sytuacja finansowa.

Sytuacja finansowa spółki jest dobra, biorąc pod uwagę uwarunkowania i historyczne problemy spółki. Plan na 2014 rok przewidywał 28 mln zł straty. W tej chwili widzimy, że prawdopodobnie będzie to ona dużo niższa ‒ mówi Kroskowski. ‒ Trwają jeszcze prace związane z zakończeniem roku obrotowego, dlatego dokładny wynik będzie znany pewnie na początku kwietnia.

Zdaniem Kroskowskiego wynik na działalności operacyjnej po raz pierwszy od kilku lat jest pozytywny, a finalną stratę generują koszty finansowe związane z przeterminowanym zadłużeniem.

Podjęliśmy działania zmierzające do poprawy efektywności połączeń, przeanalizowaliśmy najmniej rentowne połączenia, które w trakcie roku udało nam się zredukować.  Zainicjowaliśmy też działania mające zoptymalizować koszty i przeprowadziliśmy renegocjacje części kontraktów, co doprowadziło do obniżenia bazy kosztowej. Mogę powiedzieć, że zarówno od strony przychodowej, jak i od strony kosztowej dobrze wykonaliśmy zadania planowane na 2014 rok ‒ przekonuje dyrektor finansowy spółki Przewozy Regionalne.

Wojciech Kroskowski podkreśla, że skala dotychczasowych zmian nie jest jednak wystarczająca, żeby uzdrowić całą spółkę. Niezbędne jest dodatkowe wsparcie zewnętrzne.

Najważniejsze z punktu widzenia planu restrukturyzacji jest to, żebyśmy uzyskali 5-letnie kontrakty na świadczenie usług przewozowych ‒ tłumaczy członek zarządu. ‒ Do tej pory spółka funkcjonowała raczej w oparciu o kontrakty roczne lub dwuletnie, co znacznie utrudniało zarządzanie finansami.

Chęć podpisania długoletnich kontraktów wynika ze struktury aktywów, które stanowi głównie użytkowany przez wiele lat tabor kolejowy. Część taboru jest kupowana w ramach programów na poziomie województw, pozostałą część kupi spółka. Dlatego zarządzającym Przewozami Regionalnymi będzie zależało na 5-letnich umowach na świadczenie usług z określeniem minimalnej pracy przewozowej na terenie województw. To dopiero będzie baza do przygotowania planu inwestycyjnego.

Kolejną ważną rzeczą będzie uzgodnienie warunków właścicielskich pomiędzy Agencją Rozwoju Przemysłu, która ma być zgodnie z tym planem większościowym udziałowcem spółki, a istniejącymi obecnymi udziałowcami. Jak będziemy mieli te dwa dokumenty uzgodnione, to będziemy mogli zakończyć plan restrukturyzacji, który będzie podstawą do złożenia wniosku do Komisji Europejskiej o zgodę na wsparcie ze środków publicznych ‒ mówi dyrektor finansowy.

Mowa o wsparciu w wysokości minimum 750 mln zł. Zdaniem Kroskowskiego ostateczna kwota będzie zależała od wartości i parametrów wynegocjowanych kontraktów.

Interesy ubezpieczonych będą lepiej chronione. Rozwiązywanie sporów stanie się łatwiejsze

W 2015 roku wejdzie w życie szereg przepisów i zmian, które będą lepiej chroniły interesy ubezpieczonych. Trwają prace m.in. nad wprowadzeniem bezpośredniej likwidacji szkód, dzięki której poszkodowany w wypadku będzie mógł dochodzić swoich roszczeń od swojego ubezpieczyciela, a nie firmy ubezpieczającej sprawcę. Łatwiej będzie również rozwiązywać ewentualne spory z ubezpieczycielem na drodze pozasądowej.

Od kilku lat widać, że konsumenci na rynku usług finansowych, w tym ubezpieczeń, mają coraz mocniejszą pozycję, co nie znaczy, że dobrą. Tak jest zresztą w całej Europie – wszystkie wdrażane regulacje mają wzmocnić tę pozycję i działania instytucji, które się tym zajmują, zmierzają ku temu. Intensywnie włączył się do tego UOKiK – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Aleksandra Wiktorow, Rzecznik Ubezpieczonych.

Trwają prace nad dwoma istotnymi dla ubezpieczonych regulacjami. Pierwsza z nich dotyczy ADR-ów, czyli alternatywnych sposobów rozwiązania sporów. W razie sporu z firmą ubezpieczeniową klient będzie mógł zwrócić się o pomoc do podmiotu oferującego pozasądowe formy sporów konsumenckich. Sąd w tym przypadku zastąpi mediator lub arbiter. W przeciwieństwie do spraw sądowych te metody mają być znacznie tańsze i szybsze, nie będą także wymagać pomocy wyspecjalizowanego prawnika.

Unia Europejska dąży do tego, żeby coraz więcej ludzi taką mediacyjną metodą załatwiało swoje sprawy. Przy czym w swoich rekomendacjach pokazuje, że to również powinno się odbywać niekoniecznie bezpośrednio, ale za pomocą internetu – mówi prof. Wiktorow. – Nie wiemy, czy na pewno w 2015 roku wejdzie to w życie, ale to by było z korzyścią dla klientów, bo rzeczywiście w sądach wszystko trwa latami. Rzecznik Ubezpieczonych jest w tych propozycjach przewidziany jako jeden z podmiotów, który również miałby się tym zajmować.

Kolejna istotną regulacją będzie zmiana ustawy o działalności ubezpieczeniowej i reasekuracyjnej. Założenia do ustawy na początku stycznia przyjął rząd. Zmiany mają przyczynić się do uporządkowania rynku polisolokat. Wprowadzą one możliwość odstępowania od umów ubezpieczenia na życie o charakterze inwestycyjnym, a opłata likwidacyjna ma być nie wyższa niż 4 proc. wartości ubezpieczenia.

Tam również jest przewidziana pomoc mediacyjna. Rzecznik Ubezpieczonych został wyznaczony jako podmiot, który będzie prowadził medjacje między ubezpieczycielem a zainteresowanym. Co ważne, będzie dotyczyło to nie tylko tych, którzy dopiero kupili polisolokatę i jeszcze mogą się wycofać, bo ustawa na to pozwala, lecz także tych, którzy w przeszłości sobie na to pozwolili – mówi Aleksandra Wiktorow.

W tym roku, w ślad za PZU i UNIQA, inne towarzystwa ubezpieczeniowe przymierzają się do wprowadzenia do swej oferty bezpośredniej likwidacji szkody. Takie rozwiązanie oznacza, że właściciel polisy OC, poszkodowany w wypadku, odszkodowanie może uzyskać we własnej firmie ubezpieczeniowej, która potem rozliczy się z towarzystwem sprawcy. To rozwiązanie jest korzystne dla klientów, bo szkody nie likwiduje firma, która za to płaci i jest zainteresowana cięciem kosztów. Ta opcja może jednak wymagać wykupienia nieco droższej polisy.

Nie tylko składka jest ważna – zwraca uwagę Rzecznik Ubezpieczonych. – My się cieszymy, jak płacimy małą składkę, ale potem, jak staramy się odszkodowanie, to okazuje się, że to sprawność procesu likwidacji jest dużo ważniejsza niż niska składka. Wtedy klienci sobie myślą, że wolelibyśmy zapłacić więcej o te 100 zł, a mieć możliwość rzeczywiście dobrego załatwienia wszystkich swoich spraw.

Rzecznik Ubezpieczonych chce też, by Sąd Najwyższy rozstrzygnął, czy ubezpieczyciele mają płacić za prywatną rehabilitację lub leczenie ofiar wypadków. Sądy niższych instancji wydają bowiem różne orzeczenia w podobnych sprawach. Trzeba też – zdaniem prof. Wiktorow – ostatecznie rozstrzygnąć, jakie zadośćuczynienie przysługuje za szkody na osobie, czyli np. przy inwalidztwie ofiary wypadku. Dziś bywa, że towarzystwa proponują ułamki kwot orzekanych przez sądy.

Bardzo ważne jest to, jak miarkować i badać – ocenia prof. Aleksandra Wiktorow. – Myślę, że należy dojść do porozumienia we wspólnym interesie zarówno ubezpieczonych, jak i ubezpieczycieli. Chodzi szczególnie o te zdarzenia, które wydarzyły się w przeszłości. Po kilku latach trudno ocenić, kto i ile wówczas stracił.

Polacy lepiej radzą sobie z długami. W ciągu 3 miesięcy wartość niespłacanych zobowiązań zmniejszyła się o 0,6 mld zł

Na koniec 2014 roku trudności ze spłatą zobowiązań miało prawie 2,4 mln osób, a kwota zadłużenia wyniosła blisko 41 mld zł. Ale mimo że w ujęciu rocznym długów przybyło, to IV kwartał 2014 roku był pierwszym od ponad roku, kiedy zagrożony dług spadł i to o 613 mln zł. Statystyki nieco się poprawiają, choć wciąż zbyt mało osób, które mają problemy ze spłatą zobowiązań, przyznaje się do nich i podejmują próbę ich natychmiastowego rozwiązania.

Z reguły pierwszym powodem niespłacania długów jest utrata pracy. Czasami liczymy na to, że szybko znajdziemy pracę, jednak czasem okazuje się, że znalezienie pracy trwa dłużej niż miesiąc czy dwa. Nie sygnalizujemy tego jednak bankowi, bo liczymy, że praca się znajdzie – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marta Rupieta, radca prawny i ekspertka z FinFix.

Częstym powodem zaległości w spłacie zadłużenia są także nagłe choroby zarówno dłużnika, jak i członka jego rodziny. To oznacza, że najczęściej niespłacane długi nie wynikają ze złej woli dłużnika, tylko z pogorszenia jego sytuacji życiowej. Eksperci radzą, by bez względu na przyczyny problemów, od razu skontaktować się z wierzycielem.

Powinniśmy jak najszybciej skonsultować się z kredytodawcą, czyli głównie z bankiem, i spróbować zrestrukturyzować już na początkowym etapie nasze zadłużenie, np. poprzez rozłożenie długu na mniejsze raty, czyli przez wydłużenie okresu kredytowania – radzi Marta Rupieta.

Innym rozwiązaniem są wakacje kredytowe, czyli zawieszenie rat na pewien czas, np. do momentu znalezienia nowej pracy.

– W takiej sytuacji często banki będą chciały ustanowienia dodatkowego zabezpieczenia, z czym się musimy liczyć. Ale oczywiście warto spróbować. Nie ma nic gorszego niż udawanie, że nic się nie dzieje i niespłacanie długów w terminie – mówi Rupieta.

Jeśli kredytobiorca przegapi moment restrukturyzacji zadłużenia, kolejnym krokiem może być wymówienie umowy przez bank czy inną instytucje finansową, a w konsekwencji postępowanie komornicze. A to – obok normalnego wzrostu zadłużenia – generuje dodatkowe koszty.

BIG Info Monitor oraz Biuro Informacji Kredytowej cyklicznie publikują raporty dotyczące zadłużenia Polaków. Według ostatnich danych na koniec grudnia 2014 roku łączna kwota zaległych płatności podwyższonego ryzyka wśród osób fizycznych wyniosła 40,94 mld zł. Średnie zadłużenie wyniosło 17,21 tys. zł, a problem niespłacanych zobowiązań dotyczy 2,38 mln osób. Przeciętny dłużnik to mieszkaniec województwa mazowieckiego. Najbardziej zadłużonym regionem jest Śląsk (7,64 mld zł), a najmniej – województwo świętokrzyskie (0,58 mld zł).

Firmy będą inwestować w rozwiązania do zarządzania dużą ilością danych, analityki biznesowej oraz internetu rzeczy

Analiza dużych ilości danych, wykorzystanie chmury obliczeniowej i internet rzeczy – to rozwiązania, w które firmy będą inwestować najczęściej. Wokół tych obszarów będzie się więc koncentrować rynek IT w segmencie rozwiązań dla biznesu. Dla firm, które je wdrażają, oznaczają one często redukcję kosztów i lepsze wykorzystanie zasobów.

Na rynku IT najmodniejsze obecnie hasła to big data, analityka biznesowa oraz internet of things, czyli internet rzeczy [komunikacja między urządzeniami – red.] – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Artur Jedynak, prezes zarządu KBJ. – Pojawiają się one w kontekście właściwie każdego nowego systemu, każdej oferty dostawców dużych rozwiązań.

W 2006 roku w światowej pamięci zgromadzone były dane o objętości 0,16 zettabajtów, w 2011 r. wielkość ta wynosiła 1,8 ZB, a na koniec ubiegłego roku – 3,6 ZB. Trzy lata temu na jedno gospodarstwo domowe przechowywało 464 GB, w 2016 r., jak przewidują analitycy, będzie to już 3,3 TB. Zdaniem Artura Jedynaka, patrząc na tempo przyrostu danych, wydaje się, że big data to kierunek, od którego nie ma już odwrotu.

Przyrost danych jest tak duży, że niebawem będą potrzebne nowe rozwiązania do analizy ogromnych wolumenów informacji – zauważa prezes Jedynak.

Kolejną dziedziną, która jest ważna dla branży informatycznej, jest chmura obliczeniowa. Dzięki niej firmy nie muszą inwestować w oprogramowanie, które dostępne jest w formie usługi na oddalonych nieraz o tysiące kilometrów serwerach. Wartość polskiego rynku cloud computing na razie nie jest duża. Firma PMR jego wartość w 2013 roku oszacowała na 300 mln zł, co stanowiło zaledwie ok. 10 proc. outsourcingu usług IT. Za dwa lata wartość tego rynku wyniesie 0,5 mld zł.

To prawdopodobnie jeden z największych przełomów, który odbywa się na naszych oczach – ocenia Artur Jedynak. – Ten trend nie powinien przeminąć, bo zmienia sposób nie tylko korzystania z oprogramowania, lecz także sposób, w jaki firma za nie płaci. Z jednej strony mamy więc uproszczenie modelu, z drugiej – brak jednego dużego nakładu, a szereg mniejszych, łatwiejszych do uregulowania płatności. Do tego dochodzi większa elastyczność. Firmy inwestują więc chętnie w takie rozwiązania.

Dla firm interesujący jest również trend związany z internetem rzeczy i na to również przeznaczają duże środki.

– Korzyści wynikających z różnego rodzaju nowoczesnych systemów jest wiele. Najważniejsze to optymalizacja procesów gospodarczych, czyli podnoszenie rentowności, oraz redukcja kosztów. W przypadku analizy danych chodzi również o efektywność, wyższą marżę ORAZ utrzymanie przewagi konkurencyjnej – przekonuje Artur Jedynak.

Wprawdzie na Zachodzie proces wdrażania nowoczesnych rozwiązań IT w firmach jest bardziej zaawansowany, a nowe technologie przyjmują się tam szybciej, ale polskie przedsiębiorstwa nie odstają od nich znacząco. Co więcej firm, również z sektora publicznego, zaczyna więcej inwestować w najnowocześniejsze systemy.

Jednostki sektora publicznego inwestują w dobre oprogramowanie i zaawansowane systemy, które pokrywają większość procesów gospodarczych firmy. Ten trend rośnie, widzimy coraz większe zapotrzebowanie i coraz więcej przetargów na produkty czy usługi, które dostarczamy. Jest to też bardzo istotna część rynku – twierdzi Artur Jedynak.

Rynek reklamy telewizyjnej rośnie o 5,6 proc. Reklamodawców przyciągają stacje tematyczne

Rośnie rynek reklamy telewizyjnej. W 2014 roku był wart 3,8 mld zł – wynika z danych domu mediowego Starlink. Tradycyjne spoty to wciąż znacząca większość rynku, ale na znaczeniu zyskują sponsoring i lokowanie produktu. Reklama niestandardowa będzie cieszyła się coraz większą popularnością i pomoże stacjom telewizyjnym zniwelować spadek przychodów ze sprzedaży spotów. Reklamodawcy coraz chętniej wybierają też stacje tematyczne.

Rynek reklamy telewizyjnej szacujemy w 2014 roku na 3,8 mld zł, co oznacza wzrost o prawie 6 proc. wobec 2013 roku. Najwięcej warte są tradycyjnie spoty, bo 3,4 mld zł, natomiast sprzedaż specjalna, czyli lokowanie i sponsoring, jest warta ponad 345 mln zł – mówi agencji Newseria Biznes Anna Lembas, analityk mediów w domu mediowym Starlink z Grupy Starcom MediaVest.

Z raportu podsumowującego sytuację na rynku reklamy telewizyjnej wynika, że przychody stacji z reklam wzrosły o ponad 202 mln zł. Reklamodawcy coraz częściej korzystają z reklam niestandardowych. O ile przychody czterech głównych stacji telewizyjnych (TVP1, TVP2, Polsat i TVN) ze spotów spadły o 2,9 proc., o tyle z lokowania produktu i sponsoringu wzrosły o 2,6 proc. Ekspertka podkreśla, że dla reklamodawców to nie tylko sposób na uniknięcie zatłoczenia w blokach reklamowych, lecz także szansa na bardziej atrakcyjne dotarcie do konsumenta. Dlatego też taki trend powinien się utrzymać, zwłaszcza że rosną ceny reklam.

Obserwujemy od kilku kwartałów, że cały dostępny czas antenowy jest wyprzedawany. Rodzi to presję inflacyjną, bo skoro jest popyt, to ceny rosną. W przypadku głównych stacji jest możliwość kształtowania cen za pomocą wzrostu cennika – tłumaczy Lembas.

Wyższe ceny reklam powodują, że większym zainteresowaniem cieszą się kanały tematyczne. Przychody stacji dostępnych w naziemnej telewizji cyfrowej z reklam (poza TVP1, TVP2, Polsatem i TVN) wzrosły o 27,8 proc., a ich udział w rynku wzrósł z 13,6 do 16,3 proc. Większe o 17,5 proc. były też przychody stacji tematycznych dostępnych za pomocą sieci kablowych i satelitarnych (ich udział w przychodach wzrósł do 22 proc.). Łącznie, jak podkreśla ekspertka, stacje tematyczne odpowiadają za 40 proc. przychodów, zaś jeszcze rok temu było to niewiele ponad 30 proc.

Dlatego nie dziwi fakt, że główni nadawcy chcą rozwijać ofertę tematyczną. Pod koniec roku zakończenie działalności ogłosiły Atmedia [broker reklamy telewizyjnej, który kształtował ten rynek – red.] i stacje, które należały do ich portfolio, uzupełniły portfolio pozostałych nadawców – ocenia Anna Lembas.

Stacje tematyczne mają też większą oglądalność (60 proc.), dlatego najwięksi gracze coraz chętniej rozwijają swoją ofertę. W TVN przychody ze stacji tematycznych stanowią niemal tyle samo, ile z głównej anteny.

Wpływ na ożywienie branży reklam telewizyjnych w 2014 roku miały większe wydatki na reklamę 11 z 16 różnych sektorów. Największy wzrost można zauważyć w handlu (o 18 proc.), gdzie liderem był Lidl, a pod koniec roku także Media Expert, oraz w branży farmaceutycznej (o ponad 16 proc.), gdzie największym reklamodawcą był firma Aflofarm Farmacja Polska (150 mln zł). Najsłabiej wypadły sektor finansowy i telekomunikacyjny, przede wszystkim w II połowie roku. Są to jednak branże wrażliwe na wzrosty cen, które szukają oszczędności.

W 2015 roku trendy na rynku reklamy telewizyjnej mają być podobne. Obok rozwoju stacji tematycznych zyskają serwisy VOD, czyli wideo na żądanie i branded content, czyli połączenie reklamy z treścią rozrywkową. Będzie rosło również znaczenie lokowania produktów.

Wzrost rynku jest mocno skorelowany z polską i światową gospodarką, bo wiele koncernów, które reklamują się w Polsce, rekrutuje się z tych globalnych. Początek roku przyniósł trochę zawirowań, dlatego pozostaję ostrożną optymistką i myślę, że wzrost w przyszłym roku będzie oscylował w granicach 4-5 proc. – przewiduje Lembas.

Polskie filmy przyciągają do kin tłumy. W 2014 roku sprzedano rekordowe 40 mln biletów

0

Dane Boxoffice.pl pokazują, że w 2014 roku sprzedano 40,2 mln biletów, czyli 11 proc. więcej niż rok wcześniej. Wszystko dzięki rodzimej kinematografii, bo choć polskie filmy stanowią tylko 27 proc. rynku, to w czołowej dziesiątce najchętniej oglądanych filmów 2014 roku znalazło się ich aż sześć. Eksperci podkreślają, że także 2015 rok powinien być udany dla polskich filmów, jednak największą oglądalność powinny mieć hollywoodzkie superprodukcje.

Był to najlepszy rok od 25 lat. Do kin w Polsce przyszło ponad 40 mln widzów. To dla nas rekord i wszyscy się z tego cieszymy. Mimo że rozwijają się inne formy oglądania filmów, m.in. w serwisach VOD i przez internet, to cały czas rośnie frekwencja w kinach – mówi agencji Newseria Biznes Sławomir Salamon, dyrektor generalny Forum Film Poland, dystrybutora filmów w kinach.

Wzrosły też wpływy ze sprzedaży biletów na polskie filmy (o 9 proc. do 725 mln zł). W Top 10 znalazło się sześć polskich filmów. „Bogowie”, historia o prof. Zbigniewie Relidze i pierwszym w kraju udanym przeszczepie serca przyciągnęła do kin ponad 2 mln osób.

Polskie filmy stanowią 27 proc. rynku. Te 2 mln to naprawdę bardzo dobry wynik. Chętnie oglądany był również „Jack Strong” o pułkowniku Kuklińskim. To jednak zaskakujące, że to właśnie biografie najbardziej podobały się widzom. Mógł się do tego przyczynić nowy, amerykański sposób fotografowania i filmowania tych postaci – ocenia ekspert.

W czołówce najchętniej oglądanych polskich filmów znalazły się też historyczne. „Miasto 44” i „Powstanie Warszawskie” przyciągnęły do kin łącznie 2,2 mln widzów (odpowiednio 1,7 i 0,5 mln). Blisko 1 mln osób obejrzało „Kamienie na szaniec”, podobna liczba zdecydowała się na film „Pod Mocnym Aniołem” w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego, na podstawie książki Pilcha pod tym tytułem.

Salamon zaznacza, że także i w tym roku polskie produkcje powinny przyciągnąć dużo widzów, choć zapewne ubiegłoroczny rekord trudno będzie pobić.

Prawdopodobnie w marcu wejdzie do kin „Disco Polo” z Tomaszem Kotem i Joanną Kulig, film z dużą energią, opowiadający o muzyce disco polo. Myślę, że to będzie duży hit. Zobaczymy też, co będzie we wrześniu, po festiwalu w Gdyni, jakie filmy będą tam promowane – mówi dyrektor Forum Film Poland.

Tradycyjnie dużym zainteresowaniem w ubiegłym roku cieszyły się hollywoodzkie produkcje, jednak przyciągnęły mniej osób, niż można było się spodziewać. Wyjątkiem jest ostatnia część Hobbita, którą choć weszła na ekrany tydzień przed końcem roku, obejrzało już 1,3 mln osób. Inne amerykańskie filmy, choć znalazły się w Top 10, wypadły znacznie słabiej niż w USA. Inaczej może być w tym roku.

Mamy przynajmniej trzy hity. Wszyscy czekamy na „Gwiezdne Wojny”, które w grudniu wejdą do kin. Będzie też kolejny film o Bondzie pt. „Spectre”, a w listopadzie zakończenie „Igrzysk Śmierci”. Do tego dojdą „Avengers”, film pojawi się w maju, kolejny sequel. Myślę, że kino amerykańskie w tym roku będzie miało więcej niż połowę rynku – analizuje Salamon.

W ubiegłym roku w czołówce filmów znalazł się tylko jeden dla najmłodszej widowni. „Jak wytresować smoka 2” z milionową widownią znalazł się na 5. miejscu wśród najpopularniejszych produkcji.

„Lego”, hit w Ameryce, choć znalazł się poza dziesiątką, też był dobrze przyjęty. Zaskakujące jest jednak to, że filmy dla dzieci w tym roku nie cieszyły się aż taką dużą popularnością. Myślę, że 2015 rok będzie pod tym względem lepszy – przewiduje Sławomir Salamon.

ETO zaprasza NIK do wspólnej kontroli

Prezes Najwyższej Izby Kontroli Krzysztof Kwiatkowski spotkał się w Luksemburgu z szefem Europejskiego Trybunału Obrachunkowego Vitorem Caldeirą. ETO zaproponowało NIK udział w kontroli dotyczącej programów operacyjnych na lata 2014-2020 oraz Strategii Europy 2020.

Prezes ETO zaproponował NIK oraz kilku innym najważniejszym najwyższym organom kontroli państw członkowskich Unii Europejskiej udział we wspólnym audycie. Ma on dotyczyć rezultatów osiąganych dzięki funduszom unijnym. Szczególnie chodzi o analizę i ocenę spójności pomiędzy Strategią Europa 2020, umowami partnerstwa oraz programami operacyjnymi na lata 2014-2020. NIK wspólnie z ETO przyjrzałaby się również, czy w umowach partnerstwa i programach operacyjnych na lata 2014-2020 położono odpowiedni nacisk na wyniki.

Prezes NIK pozytywnie odniósł się do inicjatywy ETO. Krzysztof Kwiatkowski przebywa w Luksemburgu w związku z udziałem w zebraniu Grupy Roboczej europejskiej organizacji najwyższych organów kontroli (EUROSAI) ds. kontroli wykorzystania funduszy na rzecz katastrof i klęsk żywiołowych.

Europejski Trybunał Obrachunkowy – ETO (ang. European Court of Auditors) jest najwyższym organem kontroli Unii Europejskiej. Jego siedzibą jest Luksemburg. Głównym zadaniem ETO jest kontrola rozliczeń oraz wykonania budżetu unijnego. W skład ETO wchodzi 28 członków, po jednym z każdego państwa członkowskiego, powoływanych przez Radę UE na sześć lat. Członkiem Trybunału z ramienia Polski jest – od maja 2010 r. – Augustyn Kubik.

Przedsiębiorca na urlopie

Urlop wypoczynkowy, macierzyński czy tzw. „chorobowe”. O ile jasne jest, że dotyczą one osób zatrudnionych na umowę o pracę, o tyle nie jest oczywiste czy dotyczą również osób prowadzących własną działalność gospodarczą. Na jakich zasadach urlop dotyczy przedsiębiorcy?

Coraz więcej osób rezygnuje z podejmowania „tradycyjnych” form zatrudnienia (głównie na podstawie stosunku pracy) i postanawia prowadzić własną działalność gospodarczą. Decyzja taka niesie za sobą daleko idące skutki w zakresie prawa do korzystania z urlopów.

Urlop wypoczynkowy

Najbardziej oczywistą formą urlopu jest urlop wypoczynkowy pozwalający choćby na wyjazd na wakacje. Niestety osoba, która postanowi sama być swoim szefem musi się liczyć z tym, że nie będzie jej przysługiwał płatny urlop wypoczynkowy. Potwierdza to nadal aktualny wyrok Sądu Najwyższego z 10 października 1980 r mówiący: ,,Prawo do urlopu przysługuje pracownikowi, a więc osobie świadczącej pracę na podstawie stosunku pracy bez względu na podstawę prawną jej powstania. Oznacza to, że podstawową przesłanką roszczenia o urlop jest istnienie stosunku pracy.’’ W przypadku prowadzenia działalności gospodarczej stosunek ten nie istnieje, zatem nie ma przesłanki pozwalającej nabyć prawo do urlopu. Przedsiębiorca może więc ,,wziąć wolne’’ od swoich codziennych obowiązków, lecz koszty wolnych dni poniesie sam.

Niezdolność do pracy spowodowana chorobą

Osoba prowadząca własną działalność gospodarczą ma prawo skorzystać w przypadku choroby ze zwolnienia lekarskiego i uzyskać zasiłek chorobowy. – Regulują to przepisy ustawy z dnia 25 czerwca 1999 r, O świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa. Aby jednak pójść na chorobowe właściciel firmy musi spełnić szereg warunków. Po pierwsze, wymagane jest by regularnie i terminowo opłacać składkę chorobową do ZUS. Po drugie, musi upłynąć okres wyczekiwania, który co do zasady przy ubezpieczeniu dobrowolnym trwa 90 dni. Dopiero po tym czasie nieprzerwanego ubezpieczenia chorobowego przedsiębiorca może wnioskować o zasiłek. Ponadto konieczne jest również złożenie do ZUS w terminie 7 dni odpowiednich dokumentów tj. zaświadczenie o czasowej niezdolności do pracy (druk ZUS ZLA oraz formularz Z-3b) – tłumaczy Marta Kosakowska, aplikant adwokacki TGC Corporate Lawyers. Zasiłek chorobowy przysługuje przez taki sam okres jak w przypadku osoby pracujące na etacie tj. maksymalnie 182 dni, a w przypadku gruźlicy oraz ciąży 270 dni.

Urlop macierzyński

Osoba prowadząca własny biznes nie ma prawa do urlopu macierzyńskiego, jest on bowiem uprawnieniem przysługującym jedynie osobie pozostającej w stosunku pracy Podleganie przez przedsiębiorcę dobrowolnemu ubezpieczeniu chorobowemu na skutek uiszczania składek, daje mu jednak prawo do uzyskania zasiłku macierzyńskiego. Okres trwania takiego zasiłku jest równy okresowi urlopu macierzyńskiego przewidzianego przez kodeks pracy (obejmuje okres urlopu macierzyńskiego, dodatkowego urlopu macierzyńskiego, urlopu na warunkach urlopu macierzyńskiego, dodatkowego urlopu na warunkach urlopu macierzyńskiego oraz urlopu rodzicielskiego). Co ważne, w przypadku prawa do uzyskania zasiłku macierzyńskiego nie obowiązuje wspominany uprzednio 90 dniowy okres wyczekiwania.

Zmiany w umowach o pracę

Wprowadzenie limitu trzech umów na czas określony dla jednego pracownika, ustalenie maksymalnej długości ich trwania na 33 miesiące oraz ujednolicenie okresu wypowiedzenia – to najważniejsze zmiany w Kodeksie pracy przygotowywane przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej.

Od nowych zasad przewiduje się wyjątki: pracodawca mógłby wystąpić do inspekcji pracy o możliwość przedłużenia limitu 33 miesięcy, gdy podpisuje umowę z osobą wykonującą prace dorywcze i sezonowe, proponowane przez niego stanowisko jest kadencyjne, zawierana jest umowa na zastępstwo lub wystąpiły jakieś obiektywne, uzasadnione przyczyny tego wydłużenia – mówi serwisowi infoWire.pl dr Grażyna Spytek-Bandurska z Konfederacji Lewiatan.

Pewne zmiany dotyczą też podpisywania umów na okres próbny. „Sprawdzanie” nadal ma trwać nie dłużej niż trzy miesiące, ale pracodawca będzie mógł podpisać tylko jedną taką umowę z pracownikiem. „I w tym przypadku jest wyjątek. Gdy pracodawca stwierdzi, że pracownik sprawdziłby się lepiej, wykonując inne obowiązki, i postanowi zmienić mu stanowisko, wtedy zawarcie ponownej umowy na trzy miesiące będzie dozwolone” – wyjaśnia ekspertka.

Ponadto w projekcie nowelizacji Kodeksu ujednolica się okresy wypowiedzenia umów o pracę na czas określony i nieokreślony. Będą wynosić: dwa tygodnie, jeżeli zatrudnienie trwało krócej niż sześć miesięcy; miesiąc – jeśli pracownik był zatrudniony przez co najmniej pół roku; oraz trzy miesiące – gdy pracowaliśmy ponad trzy lata.

RPP nie obniża stóp

Rada Polityki Pieniężnej postanowiła utrzymać stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Stopa referencyjna nad Wisłą nadal wynosi 2,00 proc., lombardowa 3,00 proc, depozytowa 1,00 proc., a redyskontowa weksli 2,25 proc.

Stopy procentowe w Polsce są obecnie na najniższym poziomie w historii. Po raz ostatni Rada obniżyła je w październiku ubiegłego roku. Pozostawienia stóp procentowych na niezmienionym poziomie spodziewało się 20 z 22 ekonomistów ankietowanych przez PAP – pozostali dwaj oczekiwali cięcia o 25 punktów bazowych, co zgodne było z notowaniami kontraktów FRA. Zdaniem 12 ankietowanych RPP zdecyduje się na taką obniżkę w marcu, a według dwóch Rada pójdzie wtedy jeszcze dalej i obetnie stopy o 50 punktów bazowych.

– Decyzja RPP najprawdopodobniej podyktowana jest czynnikami zewnętrznymi. Po uruchomieniu przez EBC programu luzowania ilościowego oraz zmiany polityki Szwajcarskiego Banku Centralnego w kwestii obrony kursu franka, niejako zmusza nas do utrzymania złotego w ryzach. Obniżka stóp procentowych mogłaby negatywnie wpłynąć na kurs rodzimej waluty, a co za tym idzie – zwiększyć obciążenia gospodarstw domowych spłacających kredyty w obcej walucie – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Kolejne posiedzenie decyzyjne Rady Polityki Pieniężnej odbędzie się w dniach 3-4 marca. Dzień później, po raz drugi w tym roku zbierze się Rada Prezesów Europejskiego Banku Centralnego. W marcu zostanie również opublikowany raport NBP o inflacji i sytuacji gospodarczej.

Bankier.pl w sondzie przeprowadzonej wśród użytkowników zapytał, czy zgadzają się oni z dzisiejszą decyzją Rady Polityki Pieniężnej o pozostawieniu stóp procentowych bez zmian. Blisko 55% uważa ją za błędną. 41% popiera RPP, a 4% nie ma zdania.

– Prawdopodobnie nie uciekniemy od obniżki stóp procentowych. Tańszy kredyt jest koniecznym impulsem do poprawienia koniunktury w gospodarce, która chociaż jest niezła to zdaje się „wisieć na włosku”. Niebawem też ruszą dopłaty UE i część firm będzie chciała je pozyskać współfinansując projekty właśnie za pośrednictwem kredytu. Kolejna sprawa to cel inflacyjny – jeżeli w Polsce dalej będzie utrzymywać się deflacja, która chociaż obecnie nie ma szkodliwego charakteru, to w dłuższym okresie będzie zniechęcać firmy do większych inwestycji – przekonuje Łukasz Piechowiak.

Ewentualna obniżka stóp procentowych w marcu byłaby dobrą wiadomością dla kredytobiorców spłacających zobowiązania w polskiej walucie. Obniżenie stopy referencyjnej o 25 punktów bazowych przekłada się na ok. 25 zł niższą ratę na każde 100 tys. zł zaciągniętego kredytu.

GUS podsumował sytuację na rynku pracy

Spadek bezrobocia oraz wzrost wynagrodzeń – tak w skrócie można podsumować polski rynek pracy w ubiegłym roku.

Liczba bezrobotnych w roku 2014 zmalała. W grudniu bez pracy pozostawało 11,5% społeczeństwa, czyli o 2% mniej niż 12 miesięcy wcześniej. Trzeba przy tym pamiętać, że poziom bezrobocia w ciągu roku jest zależny od sezonowych wahań – w niektórych okresach kalendarzowych zapotrzebowanie na pracowników z części sektorów gospodarki jest większe niż w innych.

Najwyższe bezrobocie w 2014 r. odnotowano w województwach warmińsko-mazurskim, zachodniopomorskim i kujawsko-pomorskim, natomiast najniższe – w śląskim, wielkopolskim i mazowieckim. Wynika to z poziomu rozwoju poszczególnych regionów.

Całkiem dobrze wypadła kwestia wynagrodzeń. Zarobki wzrastały szybciej, niż zakładano. Mieliśmy przy tym do czynienia z deflacją. Długotrwały spadek cen na rynku przełożył się na wzrost siły nabywczej pieniądza – za tę samą kwotę mogliśmy kupić więcej towarów i usług. „Przeciętne wynagrodzenie miesięczne w całej gospodarce za dziewięć miesięcy ubiegłego roku wyniosło 3805 zł, z kolei w sektorze przedsiębiorstw – 3980 zł, z tym że obliczono je już za cały rok” – mówi serwisowi infoWire.pl Artur Satora z Głównego Urzędu Statystycznego.

W roku 2014 wzrosły w stosunku do poprzednich 12 miesięcy także renty (o 3,3%) i emerytury (o 3,7%). „Nawet gdyby tak się nie stało, wartość tych świadczeń byłaby większa w porównaniu do 2013 r. Wynika to z utrzymującej się deflacji” – komentuje ekspert.

Co piąty Polak pożycza na bieżące życie

Jak pokazują dane Idea Expert, ogólnopolskiej sieci pośrednictwa finansowego, w 2014 roku pożyczaliśmy przede wszystkim na cele związane z poprawą warunków mieszkaniowych (remonty). Na taki cel kredyt w Idea Expert wzięło 24 proc. klientów. Jednocześnie aż 22 proc. osób którym pośrednik wypłacił pieniądze przeznaczyło je na bieżącą konsumpcję. Tyle samo na spłatę wcześniej zaciągniętych zobowiązań. Niemal 20 proc. klientów Idea Expert stanowili przedsiębiorcy, który potrzebowali kredytu na rozwój firmy.

Jak podało w grudniu Biuro Informacji Kredytowej w ubiegłym roku banki i  SKOK-i udzieliły ponad 6,6 mln pożyczek gotówkowych i ratalnych. W sumie pożyczyliśmy ok. 70 mld zł, o jedną szóstą więcej niż w roku 2013. Polacy sięgali po kredyty gotówkowe odważniej niż w poprzednich latach zachęceni niską inflacją i stopami procentowymi, które skutkowały atrakcyjną ofertą banków.

Remont mieszkania, konsumpcja bieżąca i spłata zobowiązań były celami, na które najczęściej przeznaczali pożyczone pieniądze klienci Idea Expert. Ta lista „top 3” kredytowych potrzeb nie zmienia się od kilku lat. W badaniu dotyczącym planów wykorzystania finansowania uzyskanego u pośrednika, przeprowadzonym przez Idea Expert w listopadzie 2013 roku respondenci wskazali analogiczne cele. Zamiar pożyczenia pieniędzy na remont mieszkania zadeklarowało wówczas 25 proc. badanych klientów Idea Expert, konsumpcję bieżącą 19 proc. i 17 proc. spłatę wcześniejszych zobowiązań.

Spłata zobowiązań poprzez zaciąganie kolejnych jest niepokojącym zjawiskiem. Badanie pokazuje, że wiele osób ma problem z regulowaniem należności – mówi Elżbieta Micigolska – Turczyk., ekspert ds. kredytów i pożyczek gotówkowych firmy Idea Expert. – Podejmując decyzję o kredycie warto przeanalizować nasze możliwości finansowe i przemyśleć harmonogram uiszczania rat, zanim jeszcze weźmiemy je na siebie.

Kolejną grupę kredytobiorców stanowią osoby, które chcą wykorzystać pożyczone pieniądze na rozwój i wydatki swojej firmy – na taki cel pożyczyło w 2014 roku prawie 20 proc. klientów Idea Expert. W 2013 roku według deklaracji dodatkowym finansowaniem na cele biznesowe zainteresowanych było o połowę mniej klientów brokera – 10 proc. Klienci Idea Expert pożyczali również na cele motoryzacyjne, np. zakup lub naprawę samochodu (4 proc.) oraz różnego rodzaju cele  okolicznościowe, jak wesela, chrzciny i komunie (2 proc.).

Obecnie dzięki niskim stopom procentowym pożyczki i kredyty są wyjątkowo tanie, warto więc poszukać w tym okresie dodatkowych możliwości finansowania jeśli planujemy większy wydatek. Przy ocenianiu różnych ofert instytucji finansowych trzeba przyjrzeć się nie tylko oprocentowaniu nominalnemu pożyczki lub kredytu, ale również dodatkowym opłatom, prowizjom i kwotom ubezpieczenia – zaznacza Elżbieta Micigolska – Turczyk.  – Jeśli mamy problem z wyborem odpowiedniego rozwiązania, warto udać się do pośrednika finansowego, który pomoże wybrać ofertę w jak największym stopniu dopasowaną do naszych potrzeb i możliwości finansowych. Według danych z badania Deutsche Bank opublikowane w raporcie „Portret finansowy Polaka 2014. Plany na 2015” zamiar wzięcia w 2015 roku kredytu deklarowało 8,6 proc. badanych.

Idea Expert jest jedną z czołowych firm pośrednictwa i doradztwa finansowego w Polsce. Specjalizuje się w kredytach gotówkowych, hipotecznych i samochodowych. Oferta Idea Expert przeznaczona jest dla klientów indywidualnych i przedsiębiorców.

Kontakt telefoniczny standardem w obsłudze podatnika

Urzędy skarbowe będą stosować jednolite zasady postępowania podczas nawiązywania kontaktu z podatnikiem. W sytuacjach, kiedy nie zachodzi bezwzględna konieczność wysłania pisemnego wezwania, pracownicy urzędów będą starali się skontaktować telefonicznie, aby załatwić sprawę.

W ramach prac nad system obsługi i wsparcia podatnika przygotowano dokument „Standardy dotyczące wyjaśnień i wezwań”, zatwierdzony przez wiceministra finansów Jacka Kapicę. Zakłada on standaryzację działań w jednostkach administracji podatkowej dotyczących wykorzystania telefonicznej formy kontaktu w relacjach z podatnikiem, a w określonych przypadkach również wezwania pisemnego. Nowe zasady mają być stosowane we wszystkich urzędach.

Program pomocy dotyczący zwolnień z podatków lokalnych

17 lutego 2015 r. wejdzie w życie nowy program pomocowy w formie zwolnień z podatku od nieruchomości i podatku od  środków transportowych, zgodnie z rozporządzeniem Rady Ministrów ws. warunków udzielania zwolnień z podatku od nieruchomości oraz podatku od  środków transportowych, stanowiących regionalną pomoc inwestycyjną, pomoc na kulturę i zachowanie dziedzictwa kulturowego, pomoc na infrastrukturę sportową i wielofunkcyjną infrastrukturę rekreacyjną oraz pomoc na infrastrukturę lokalną (Dz.U. 2015 poz. 174).

Nowe rozwiązanie ma na celu stworzenie ogólnopolskiego programu pomocy w formie zwolnień z podatków lokalnych, w związku z wygaśnięciem 30 czerwca 2014 r. poprzednio obowiązującego programu, tj. rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 5 sierpnia 2008 r. w sprawie warunków udzielania zwolnień od podatku od nieruchomości oraz podatku od środków transportowych, stanowiących regionalną pomoc inwestycyjną (Dz. U. Nr 146, poz. 927 oraz z 2013 r. poz. 1648).

Rozporządzenie przygotowano na podstawie delegacji zawartej w art. 20d ust. 1 ustawy z dnia 12 stycznia 1991 r. o podatkach i opłatach lokalnych (Dz. U. z 2014 r. poz. 849). Określono w nim ramowe warunki udzielania pomocy w formie zwolnienia z podatków od nieruchomości i od środków transportowych, zgodnie z przepisami rozporządzenia Komisji (UE) nr 651/2014 z dnia 17 czerwca 2014 r., uznającymi niektóre rodzaje pomocy za zgodne z rynkiem wewnętrznym w zastosowaniu art. 107 i 108 Traktatu (Dz. Urz. UE L 187, z 26.6.2014).

Szybszy wzrost PKB, niższy deficyt

Deficyt budżetu państwa w 2014 roku był niższy niż 30 miliardów złotych – szacuje resort finansów. W ustawie budżetowej zaplanowano deficyt o 18 mld zł wyższy.

Komentarz dr Jacka Adamskiego, doradcy zarządu Konfederacji Lewiatan

Informacja, o dużo lepszym wykonaniu budżetu (deficyt poniżej 30 mld zł) od zaplanowanego na 2014 była oczekiwana. Według wcześniejszych danych Ministerstwa Finansów po 11 miesiącach 2014 deficyt osiągnął jedynie połowę dopuszczalnej wielkości tj. 24,8 mld zł. Zawdzięczaliśmy to głównie szybszemu wzrostowi PKB i konsumpcji, co przyniosło ponadplanowy wzrost dochodów z VAT. Po stronie wydatków oszczędności wobec planu przyniosła obsługa zadłużenia zagranicznego, dzięki obniżającym się stopom procentowym na polskim długu. Te pozytywy zdecydowanie przeważyły wpływ pewnych negatywnych procesów w ubiegłem roku – ponadplanowych transferów na Fundusz Ubezpieczeń Społecznych, wynikających z braku odpowiednich reform oraz ubytku w dochodach z podatku akcyzowego, co z kolei wynikało ze wcześniejszych błędów w podwyższaniu stawek.

Konfederacja Lewiatan

 

Zamiast deregulacji, więcej biurokracji

Rozporządzenie Ministra Administracji i Cyfryzacji w sprawie trybu i sposobu realizacji zadań w celu zapewniania przestrzegania ustawy o ochronie danych osobowych osłabia jej deregulacyjny charakter. Nowe obowiązki dokumentacyjne i nadmierny formalizm są sprzeczne z intencjami ustawodawcy – uważa Konfederacja Lewiatan.

W przypadku ustawy o ochronie danych osobowych głównym ułatwieniem, wprowadzonym ustawą deregulacyjną z myślą o przedsiębiorcach było zwolnienie z obowiązku rejestracji niektórych zbiorów danych osobowych dla Administratorów Danych Osobowych, którzy powołają i zgłoszą do Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych Administratora Bezpieczeństwa Informacji (ABI). Jednocześnie, rola i obowiązki ABI zostały doprecyzowane, a jego rola wzmocniona. Projekt rozporządzenia miał, zgodnie z delegacją ustawową (art. 36a ust.. 9), dookreślić tryb i sposób realizacji zadań przez ABI.

– Efekt finalny projektowanego rozporządzenia nie spełnia zamiaru, z jakim dokonano deregulacyjnych zmian przepisów dotyczących ochrony danych osobowych – wyjaśnia Magdalena Piech, ekspert Konfederacji Lewiatan. Rozszerzenie zakresu podmiotowego rozporządzenia oraz zbyt szczegółowa regulacja trybu zapewniania przestrzegania przepisów o ochronie danych osobowych mogę spowodować, że projekt rozporządzenia nie tylko nie przyczyni się do zmniejszenia obciążeń administracyjnych, ale także nałoży na przedsiębiorców dodatkowe obowiązki, podważając wysiłek zmian deregulacyjnych- dodaje.

Zgłaszane przez przedsiębiorców uwagi będą przedmiotem prac podczas zapowiedzianej na przyszły tydzień konferencji uzgodnieniowej. Mamy nadzieję, że pozwolą one przywrócić rozporządzeniu jego deregulacyjny charakter.

Konfederacja Lewiatan

Prywatne firmy energetyczne pominięte

Wśród ok. 250 projektów, które mogłyby być współfinansowane z Europejskiego Funduszu Inwestycji Strategicznych (EFSI) zabrakło propozycji od prywatnych firm energetycznych – napisała Konfederacja Lewiatan w liście do ministrów finansów i gospodarki.

Konfederacja Lewiatan z uwagą śledzi przygotowania do uruchomienia Europejskiego Funduszu Inwestycji Strategicznych (EFSI), sztandarowej inicjatywy Jeana Claude Junckera, przewodniczącego Komisji Europejskiej, która ma pobudzić wzrost gospodarczy w Europie.

– Zwracamy uwagę na potrzebę zapewnienia większej przejrzystości przy tworzeniu puli projektów, które mogłyby być współfinansowane z EFSI. Przedsiębiorstwa, w których Skarb Państwa nie ma udziałów, zostały pominięte podczas konsultacji i w rezultacie, przesłana do Komisji Europejskiej lista około 250 projektów nie zawiera propozycji pochodzących z tej części sektora energetyki. Mamy nadzieję, że proces konsultacji nie został zakończony i lista projektów będzie mogła być uzupełniona – mówi Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan.

Europejski Funduszu Inwestycji Strategicznych (EFSI) spełni swoją rolę jeśli przyczyni się do zmniejszenia ryzyka inwestycyjnego, regulacyjnego i politycznego, tworząc skuteczne zachęty do inwestowania środków firm prywatnych w Europie.

Lewiatan podziela opinię KE oraz krajów członkowskich, że zasadniczą przyczyną, która powstrzymuje inwestorów przed angażowaniem środków jest niepewność perspektyw gospodarczych w Unii Europejskiej. Taką barierą nie jest natomiast brak płynności finansowej.

Konfederacja Lewiatan

 

Za trzy lata inwestycje Lotosu powinny przynosić zyski. Poprawy wyników spółki można oczekiwać już w 2015 roku

0

CEO Magazyn Polska

Niskie ceny ropy odbiją się na wynikach Lotosu za ubiegły rok. Kondycja finansowa gdańskiej grupy powinna się jednak poprawić. Spółka sporo inwestuje, co powinno mieć wpływ na wzrost zysków i spadek zadłużenia. Pełne efekty tej strategii inwestorzy zobaczą jednak dopiero w 2018 roku.

W Polsce zmieniają się przepisy dotyczące rezerw obowiązkowych, dzięki czemu Lotos będzie mógł sprzedać część zapasów. To powinno wpłynąć na wyniki gdańskiej rafinerii już w tym roku.

Lotos nie uwalniał żadnych rezerw, ponieważ utrzymywał poziomy, które nakazywała ustawa. Oczekuje jednak, że w tym roku z racji zmiany przepisów rezerwy zostaną częściowo uwolnione mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Kamil Szlaga, analityk Trigon DM. – To  na pewno wpłynie pozytywnie na przepływy pieniężne w spółce.

Uprzedzając wyniki za cały 2014 rok, które zostaną opublikowane 6 marca, spółka poinformowała w tym tygodniu, że zawiązała odpis aktualizujący wartość zapasów. Jego szacunkowa wartość wyniosła ok. 400 mln zł. Obniży on skonsolidowany wynik operacyjny spółki w IV kwartale. Dodatkowo przeszacowano zadłużenie Lotosu z powodu umocnienia  się dolara względem złotego. Zwiększy się ono szacunkowo o 510 mln zł, co przełoży się negatywnie na skonsolidowany rachunek zysków i strat, powiększając koszty finansowe o ok. 270 mln zł. Kolejne 800 mln zł w wyniku operacyjnym to efekt stosowania w raportowaniu kosztów po cenach średnich ważonych, zamiast po cenie ostatnich, najtańszych zakupów surowca (tzw. efekt LIFO). Są to zjawiska zgodne z przewidywaniami analityka.

Patrząc na to, co może się wydarzyć w Lotosie oraz podobnych spółkach w sektorze, na pewno oczekiwałbym przeszacowania w dół zapasów i myślę, że mogą to być znaczące kwota ocenia Kamil Szlaga. Efekt LIFO również będzie ujemny, ponieważ doszło do znaczących spadków cen ropy. Myślę, że w pewnym sensie rynek oczekuje także pewnych odpisów działalności wydobywczej. Przypomnę, że Lotos około 30 proc. swojej EBITDY ma właśnie z upstreamu.

W III kwartale zeszłego roku spółka zaskoczył analityków, ogłaszając, że poniosła 35 mln zł straty netto, głównie z powodu przeszacowania wartości zapasów ropy. W zeszłym roku Lotos pozyskał jednak 1 mld zł z emisji obligacji. Te pieniądze rafineria zamierza przeznaczyć na inwestycje. Z czasem zaczną one zwiększać zysk spółki.

Lotos pozyskał pieniądze z emisji na projekty, które tak naprawdę wejdą do użytkowania w 2018 roku zwraca uwagę analityk Trigon DM. – Są to projekty gazowe oraz projekty DCU. Jeśli będziemy mieć pieniądze, to procesy inwestycyjne związane z wymienionymi projektami rozpoczniemy już w przyszłym roku. Obecnie realizujemy jedną inwestycję. Mówię tu oczywiście o zagospodarowywaniu roponośnego pola na Bałtyku. Najprawdopodobniej już w 2016 roku zakończymy projekt, wszystko jest jednak uniezależnione od pieniędzy, które zostały pozyskane w emisji. 

Z czasem pożyczone i dobrze wydane przez spółkę pieniądze powinny zacząć przynosić zyski oraz spowodować spadek zadłużenia. We wrześniu 2014 roku dług Lotosu netto wynosił 6,1 mld zł.

Zadłużenie w Lotosie według moich oczekiwań będzie malało, ale najwcześniej dopiero w 2018 roku podkreśla Kamil Szlaga z Trigon DM. – W najbliższych latach, kiedy spółka będzie realizowała duży program inwestycyjny, dług wartości nominalnej będzie cały czas rósł. Będą się jednak poprawiać wyniki finansowe, a to spowoduje, że wskaźniki zadłużenia zaczną się nieznacznie obniżać. Oznacza to, że jeżeli Lotos zrealizuje wszystkie projekty inwestycyjne i cena ropy będzie na wyższym poziomie niż 50 dolarów za baryłkę, to pojawi się szansa na znaczące zmniejszenie zadłużenia, patrząc od 2018 w przód.

BSPC będzie korzystać na tym, że polscy urzędnicy przekonali się do rodzimego oprogramowania. Chce zwiększyć sprzedaż w 2015 r. o 20 proc.

0

CEO Magazyn Polska

Polscy decydenci zaczynają doceniać polskie oprogramowanie. Spółki skarbu państwa i urzędy odchodzą od polityki kupowania tego typu produktów od zachodnich dostawców i zamawiają je w rodzimych firmach. To wpływa na rozwój branży.

BPSC, spółka specjalizująca się w tworzeniu programów ułatwiających zarządzanie firmami, miała dobry rok i liczy na jeszcze lepszy 2015 rok. W 2014 roku jej sprzedaż wzrosła o 10 proc. W tym planuje przekroczyć poziom sprzedaży z ubiegłego roku o 20 proc.

Po wielu latach patrzenia w sposób ubóstwiający na rozwiązania zachodnie polscy decydenci zaczęli dostrzegać zalety polskiego oprogramowanie – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Ignacy Miedziński, prezes zarządu BPSC. Oczywiście najpierw przekonały się do niego prywatne firmy, ale w tej chwili także spółki skarbu państwa i administracja państwowa doceniają ich zalety. Co więcej chodzi nie tylko o to, że polskie rozwiązań są dobre, lecz także o to, że kupując je przyczyniamy się do wzrostu zatrudniania.

BPSC od paru lat pracuje nad oprogramowaniem wspomagającym zarządzanie personelem, zarządzanie ludźmi. Obecnie chce zdynamizować sprzedaż tego pakietu. Spółka, jeżeli chodzi o ten segment rynku, jest w ścisłej czołówce. Jak mówi prezes, lepszą pozycję w Polsce mają tylko zachodni konkurenci tzn. Oracle, SAP i Microsoft. Polska firma liczy na to, że nowe podejście polskich władz poprawi jej wyniki.

– Chodzi mi oczywiście o kryptoprotekcjonizm, można to też nazwać patriotyzmem gospodarczym. Zachód stosuję tę politykę od wielu lat, a w Polsce ten trend jest coraz silniejszy – podkreśla Ignacy Miedziński. Oczywiście, jeżeli będziemy hołubić polski produkt i polskiego producenta, to ten, żeby zadowolić klientów, będzie inwestował w pracowników, młodych polskich zdolnych ludzi. 

BPSC przyznaje, że jej plan jest może dość ambitny, ale liczy też na uspokojenie sytuacji gospodarczej w Europie. Obecna sytuacja na Wschodzie bardzo przeszkadza w robieniu interesów.

Sądzę, że w takim samym stopniu jak przeszkadza gospodarce przyznaje prezes zarządu BPSC.Ani bardziej, ani mniej. Jest to jakiś element, który nie poprawia samopoczucia i optymizmu przedsiębiorców, każe nam się zastanawiać nad tym, co może się zdarzyć. Ale liczymy, że tam sprawy się szybko uregulują.

Spółka nie ma w planie ekspansji na zachód. Podejmuje jednak próby nawiązania współpracy z firmami w państwach naszego regionu.

– Próbujemy nawiązać współpracę z krajami ościennymi informuje Ignacy Miedziński z zarządu BPSC.Mieliśmy dość głęboką próbę na Ukrainie, ale nie powiodła się, z różnych przyczyn. Teraz prowadzimy rozmowy z Turcją i Czechami. Dość intensywnie rozmawialiśmy też z Rosjanami, ale w ostatnich 2-3 miesiącach ich entuzjazm osłabł. Cały czas są z nami w kontakcie, ale mówią: „Wiecie, teraz nie ma atmosfery na biznes z wami”.

HFT Brokers: Rosja przestaje walczyć o zagraniczny kapitał

Ostatnia decyzja rosyjskiego banku centralnego o obniżeniu stóp procentowych wskazuje na to, że władze tego kraju przestają zabiegać o zatrzymanie zachodniego kapitału. Zdaniem analityków to decyzja polityczna, a nie ekonomiczna.

Pod koniec stycznia Centralny Bank Rosji zaskoczył inwestorów. Mimo rosnącej inflacji, ucieczki kapitału oraz spadających dochodów państwa podjął decyzje o obniżeniu stóp procentowych o 2 pkt proc.

Po tym jak wcześniej obserwowaliśmy cykl podwyżek aż do 17 proc., stopy zostały obniżone do 15 proc. – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Daniel Kostecki, analityk rynków finansowych HFT Brokers. Bank tłumaczy to tym, że inflacja w perspektywie średnioterminowej może zacząć spadać, dlatego obniża stopy. Rynek zareagował gwałtowną wyprzedażą rubla, co akurat nie dziwi.

Skutek był taki, że w dniu obniżki stóp rosyjska waluta natychmiast potaniała. Za dolara trzeba było zapłacić 71 rubli, o 2,5 rubla więcej niż przed decyzją Banku Rosji. W kolejnych dniach sytuacja się uspokoiła, a rubel zyskał nieco na wartości.

Decyzja była faktycznie zaskakująca i mało odpowiedzialna, jeżeli chodzi o politykę banku centralnego w stosunku do inwestorów zagranicznych ocenia Daniel Kostecki. Natomiast w tym momencie wydaje się, że ruchy na stopach procentowych w Rosji mogą być jeszcze dość dynamiczne ze względu na zmieniająca się z dnia na dzień sytuację dookoła Rosji. Tak że tutaj, jeżeli chodzi o perspektywy dla stóp procentowych, to trudno jasno określić, w którą stronę będą one zmierzać

W ocenie analityka Centralny Bank Rosji podjął decyzję świadomą, zdając sobie sprawę z reakcji, jaką wywoła. Choć szansa na zatrzymanie kapitału zagranicznego, który jeszcze w Rosji pozostał i tak osłabła po decyzji ratingowej agencji Standard & Poor’s, która obniżyła ocenę rządowych obligacji rosyjskich do poziomu śmieciowego.

Oficjalnie na razie nie mówi się o tym, że Rosji został obniżony rating – zwraca uwagę analityk rynków finansowych HFT Brokers. Bank Centralny Rosji tłumaczy to po prostu perspektywą inflacji, może kamuflując trochę to, co się działo. Natomiast na pewno odstrasza też trochę kapitał zagraniczny, bo po to Rosjanie podnosili stopy procentowe, żeby utrzymać ten kapitał jeszcze u siebie. Natomiast obnażając stopy, mówią jasno, że już nie chcą tego kapitału, więc on z Rosji wyparowuje. Możliwe zatem, że jest to bardziej rozgrywka polityczna aniżeli rynkowa.

Ostatnia decyzja rosyjskiego banku centralnego była zaskakująca i analitycy nie ukrywają, że trudno przewidzieć kolejne decyzje Moskwy. Można jednak założyć, że Rosjanie osiągnąwszy cel polityczny i wysławszy sygnał do inwestorów, że nie będą walczyć o ich pieniądze, zajmą się ponownie własnymi problemami, czyli rosnącą inflacją, która przekracza już 11 proc., oraz spadkiem dochodów państwa ze sprzedaży surowców.

 Teraz oczekuje się bardziej stabilizacji stóp procentowych w okolicach 15-17 proc., bez jakichś gwałtownych ruchów podkreśla Daniel Kostecki z HFT Brokers. Choć jak widzimy w ostatnim czasie, bankierzy centralni potrafią zaskakiwać i w tym momencie rynek musi się temu poddać, a przy kolejnych decyzjach będzie musiał na nowo wyceniać przyszłość.

W kwietniu rozpocznie się reorganizacja fiskusa. Więcej osób będzie pracowało przy obsłudze klientów

Od 1 kwietnia ponad 2 tys. pracowników urzędów i izb skarbowych zostanie skierowanych do podstawowych procesów związanych z obsługą podatników, kontrolą i egzekucją. Wewnętrzna reorganizacja tych instytucji związana jest z nowelizacją ustawy o urzędach i izbach skarbowych. To pierwszy krok do jeszcze większych zmian, które zaplanowano na przyszły rok.

 Od 1 kwietnia 2015 r. będą następowały w izbach skarbowych zmiany dotyczące procesów pomocniczych, czyli finansowo-księgowych, kadrowych. Powinno to pozwolić na przeniesienie części urzędników do procesów podstawowych: obsługi klienta, kontroli i egzekucji – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jacek Kapica, wiceminister finansów i szef Służby Celnej. ‒ Koncentracja tych zadań na poziomie izby skarbowej zmniejszy liczbę urzędników zaangażowanych w biurokrację wewnętrzną i pozwoli ponad 2000 ludzi przesunąć do obsługi podatnika.

Nowelizację ustawy o urzędach i izbach skarbowych po senackich poprawkach posłowie przyjęli 19 stycznia br. Nowela zmieniła także ustawę o Służbie Celnej, kodeks postępowania administracyjnego i inne akty prawne.

Zgodnie z nowym prawem izby i urzędy skarbowe zostaną połączone organizacyjnie. Organy pozostaną niezależne, ale zarządzane będą wspólnie z poziomu wojewódzkich izb skarbowych. Zmiana pozwoli na zmniejszenie zatrudnienia w administracji samych organów skarbowych.

To jest po prostu lepsze wykorzystanie zasobów. Zwolnień nie zakładamy ‒ podkreśla Jacek Kapica.

Od 1 kwietnia formalnie pracownicy urzędów skarbowych staną się pracownikami izby skarbowej, zaś dyrektor izby skarbowej wykonywać będzie zadania z zakresu prawa pracy również wobec osób znajdujących się w strukturach urzędów skarbowych. Trwają już ostatnie przygotowania do wdrożenia tej zmiany. W opracowaniu są odpowiednie akty wykonawcze.

Dzięki lepszemu zagospodarowaniu kadry będziemy mogli zaoferować klientom usługi, które były zapowiedziane przez panią premier Ewę Kopacz, czyli nowy system obsługi i wsparcia podatnika wraz z asystentem podatnika jako tym, który ma wspierać zakładających działalność gospodarczą w realizacji ich obowiązków podatkowych – przekonuje Kapica.

Nowy projekt ustawy o administracji podatkowej, przygotowany przez resort finansów, zakłada m.in., że wsparcie będzie podatnikom udzielane zarówno w urzędach, jak i za pomocą środków komunikacji elektronicznej. Podatnik będzie mógł więc skontaktować się z urzędem lub złożyć deklarację przez specjalny portal podatkowy. Podczas wizyty w urzędzie będzie mógł skorzystać z pomocy asystenta podatnika przy wypełnieniu deklaracji lub też skorzystać z jego indywidualnych porad. Asystenci będą też wspierali osoby, które chcą założyć działalność gospodarczą jako mikroprzedsiębiorcy. Pojawi się też nowy organ – dyrektor Biura Krajowej Informacji Podatkowej – który będzie uprawniony do samodzielnego wydawania indywidualnych interpretacji podatkowych. Te zmiany mają zacząć obowiązywać od przyszłego roku.

W przetargach publicznych przestała liczyć się wyłącznie cena. Pojawiają się inne kryteria

Niemal dziesięciokrotnie wzrósł odsetek przetargów, przy których cena nie jest jedynym kryterium wyboru oferty. To efekt nowelizacji ustawy Prawo zamówień publicznych z października ubiegłego roku. Tak znacząca zmiana podejścia zamawiających zaskoczyła ekspertów, choć i tak często kryteria pozacenowe nie mają realnego wpływu na wynik przetargu.

Jeszcze do momentu wejścia w życie nowelizacji tylko 7 proc. postępowań w Polsce było prowadzonych z zastosowaniem kryterium ceny i dodatkowego kryterium bądź kilku dodatkowych kryteriów. Teraz tych postępowań jest aż 67 proc. – mówi agencji informacyjnej Newseria Grzegorz Czaban, ekspert APEXnet. ‒ Jestem zaskoczony tymi wynikami, gdyż w moim przekonaniu zamawiający są bardziej przyzwyczajeni do tej najniższej ceny. Okazuje się jednak, że potrafią wyjść z tego kręgu wyborów najtańszych ofert.

Nowelizacja ustawy weszła w życie 19 października 2014 r. Jednym z jej najważniejszych przepisów jest wymuszenie wprowadzenia kryterium pozacenowego do zamówień publicznych. Zmiana prawa miała wyeliminować sytuacje, w których zamawiający wybiera najtańszą ofertę, nie zwracając uwagi na jakość lub koszty w dłuższej perspektywie.

Zamawiający jednak często stosują kryterium pozacenowe, które nie ma realnego wpływu na wynik zamówienia. Czaban mówi o kryteriach kurtuazyjnych, czyli spełniających warunki ustawowe, ale nie dających ekonomicznych korzyści. Wśród kryteriów pozacenowych zamawiający stosują np. czas gwarancji lub termin wykonania – to, co do tej pory stanowiło warunek zamówienia.

To jest trochę próba obejścia zakazu stosowania tylko kryterium najniższej ceny, ale zamawiający starają się nie łamać tego prawa. Z czasem pojawią się pewne wzorce zachowań, modele stosowania kryteriów ekonomicznych, takich jak rachunek kosztów cyklu życia, pojawią się jakieś pomysły na stosowanie kryteriów jakościowych – prognozuje Czaban. – Gdyby takie kryteria właśnie były stosowane częściej, były bilansowane z ceną, z całą pewnością przyczyniłyby się do większej efektywności wydatków.

Ekspert podkreśla, że to właśnie koszty w całym cyklu korzystania z danego towaru lub usługi powinny być brane pod uwagę przez zamawiających.

Ustawodawca wskazał, że ci zamawiający, którzy są w sektorze finansów publicznych, muszą przy zastosowaniu najniższej ceny jako jedynego kryterium w protokole postępowania dodatkowo wskazać, w jaki sposób w opisie przedmiotu zamówienia uwzględnione zostały koszty, które dana instytucja będzie ponosić w związku z korzystaniem z tego przedmiotu w całym cyklu życia produktu. Chodzi np. koszty zużycia energii, serwisu, wymiany zużytych elementów itp. – dodaje Czaban.

Podkreśla, że dzięki takim przepisom zamawiający muszą nieco zmienić sposób myślenia o zamówieniach publicznych. Do tej pory najważniejszy był dla nich niski koszt zakupu, teraz na znaczeniu zyskuje opłacalność długoterminowego korzystania z danego produktu lub usługi.

Zgodnie z przepisami zamawiający mogą stosować cenę jako wyłączne kryterium jedynie wtedy, gdy przedmiot zamówienia jest powszechnie dostępny i ma ustalone standardy jakościowe. Czaban zwraca jednak uwagę na to, że przepisy te nie zostały sformułowane jednoznacznie, co wciąż pozostawia duże pole do interpretacji.

W większości zamówień publicznych pojawi się problem zwłaszcza z tym pierwszym kryterium, czyli ustaleniem tego, że coś jest powszechnie dostępne. Walor ten nie ma przełożenia na to, czy najniższa cena powinna decydować o wyborze oferty, czy nie, a mimo to znalazł się w ustawie. Stąd też ze strony zamawiających aktualnie najwięcej wątpliwości będzie związanych właśnie z tym, jakie pozacenowe kryterium stosować – uważa Czaban.

Według niego nowe przepisy utrudniają interpretację, np. przy wyborze wykonawcy usług dowozu dzieci do szkoły czy dostaw leków do szpitali. Rozstrzygnięcie powinno zakończyć się wyborem najtańszej oferty. Problem jednak w tym, że choć obydwie usługi mają ustalone standardy jakościowe, to kontrolerzy nie muszą uznać ich jednak za powszechnie dostępne.

Czaban zwraca uwagę także na to, że nawet po zmianach w prawie najtańsze oferty nie przestaną być wybierane.

W wielu sytuacjach będziemy obserwować taką prawidłowość, że nawet przy przyjęciu dwóch albo trzech dodatkowych kryteriów i tak przetarg wygra ten, kto złożył ofertę z najniższą ceną – mówi ekspert.

Coraz więcej małych firm ma globalne aspiracje. Innowacyjne projekty mają szanse podbić zagraniczne rynki

Wielu ludzi ma pomysł na własny biznes, ale próbę jego realizacji podejmują tylko niektórzy. Zgodnie z danymi Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej w 2014 r. zarejestrowano 343 tys. nowych firm, o 9,5 proc. mniej niż w 2013 r. Mimo to chętnych do prowadzenia własnego biznesu nie brakuje, tym bardziej że otwiera się przed nimi coraz więcej możliwości, również związanych z zagranicznymi rynkami.

Sztuką jest wdrożyć te pomysły, czyli znaleźć taki sposób, ażeby przekuć je na realny biznes, na usługi i produkty, które klienci będą chcieli kupować. To jest warunek niezbędny, który musi towarzyszyć każdemu produktowi, który ma zaistnieć na rynku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Agnieszka Zawistowska, dyrektor UPC Biznes.

Dla przedsiębiorców, którzy mają już dobry pomysł na produkt, ale jego sprzedaż na poważną skalę nadal jest wyzwaniem, UPC Biznes organizuje coroczny konkurs Think Big.

Think Big to program dla średnich i małych przedsiębiorstw, które myślą globalnie, które chcą się rozwijać i które mają odwagę i determinację, by to zrobić – tłumaczy Agnieszka Zawistowska. – Zachęcamy, żeby działać aktywnie, żeby rozwijać i wdrażać swoje pomysły.

W tym roku – w drugiej edycji konkursu – uznanie jury, pierwsze miejsce i 40 tys. zł, zdobyła firma Luna EMG, projekt urządzenia do rehabilitacji. Dwie drugie nagrody (po 20 tys. zł) trafiły do Leia Display System, czyli twórców ekranu, który wyświetla obrazy w przestrzeni, i do Lo Fi Robot, czyli twórców systemu do konstruowania robotów i nauki robotyki.

Firmy urzekły nas swoją kompletnością, świetnymi pomysłami i innowacyjnością – podkreśla dyrektor UPC Biznes. – To jest nowa propozycja, coś wartościowego, co wnosi nową wartość na rynek i ma szansę powodzenia. Patrzyliśmy też na to, na ile te projekty są przemyślane, na ile są kompleksowo obudowane marketingiem, promocją, pomysłem na to, jaki będzie rynek docelowy.

Zwycięzcy otrzymają też możliwość pogłębienia swej wiedzy o tworzeniu relacji biznesowych z międzynarodowymi partnerami. Każdy z wyróżnionych weźmie udział w sesjach mentorskich z ekspertami UPC Biznes oraz praktykami biznesu, których celem jest nadanie kierunku działaniom ich firm oraz zainspirowanie do globalnego rozwoju.

Na co dzień realizujemy naszą misję, oferując usługi do klientów biznesowych, a to jest kolejny krok w inspirowaniu przedsiębiorców do tego, żeby myśleli globalnie, żeby chcieli rozwijać swoje biznesy w oparciu o innowacyjne technologie – opowiada Agnieszka Zawistowska. – To jest coś, co do nas również wróci, bo im więcej firm, które będą używać nowoczesnych technologii i innowacji do rozwoju swojego biznesu, tym lepiej dla polskiej gospodarki i firmy UPC Biznes, która świadczy takie usługi.

UPC Biznes oferuje zaawansowane usługi dostępu do internetu, telefoniczne oraz telewizyjne. Swoją ofertę kieruje do małych firm oraz osób prowadzących działalność gospodarczą w domu, przygotowuje również specjalne oferty dla dużych firm.

Mennica Polska przeniesie produkcję z centrum Warszawy. Dzięki temu zyska cenną działkę

0

Mennica Polska zamierza przenieść produkcję monet poza centrum Warszawy. Dzięki temu spółka będzie dysponować bardzo atrakcyjną działką pod inwestycje. Działalność deweloperska – prowadzona obok działalności mennicznej – staje się coraz ważniejszym elementem strategii spółki.

Deweloperskie projekty Mennicy Polskiej to duże przedsięwzięcia warte setki milionów złotych. Spółka oczekuje, że cash flow tych projektów będzie również imponujący. Dlatego w 2015 roku zamierza pozyskać pod inwestycje budowlane jeszcze jedną atrakcyjną działkę.

Mamy w projektach inwestycji budowlanych kilka bardzo ważnych wydarzeń w tym roku, jak choćby przeniesienie naszej działalności produkcyjnej w inne miejsce, po to by uwolnić działkę w centrum Warszawa – zapowiada Grzegorz Zambrzycki, prezes zarządu, dyrektor generalny Mennicy Polskiej.

Produkcję monet spółka chce przenieść na Annopol.

Wśród aktywów Mennicy Polskiej znajdują się atrakcyjne warszawskie nieruchomości. Do firmy należy m.in. jeden biurowiec w centrum miasta. W planach są kolejne obiekty: osiedle na Żeraniu, biurowiec Mennica Tower przy ul. Pereca na Woli oraz rewitalizacja Browaru Junga, znajdującego się obok siedziby spółki przy ul. Waliców.

Zatrudniliśmy fachowców, którzy prowadzą te projekty bądź w formie spółek wydzielonych, bądź jeszcze pod szyldem Mennicy, ale na pewno ostatecznie zostaną wydzielone spółki celowe – mówi agencji informacyjnej Newseria Grzegorz Zambrzycki. – Jest to zupełnie oddzielna działalność, która ma z nami niewiele wspólnego, nie przenosimy zobowiązań między naszymi działalnościami. Nie będę jednak ukrywać, że jeżeli mówimy o naszych planach, to śmiało mogę powiedzieć, że jest to chyba jeden z najbardziej perspektywicznych biznesów.

Działalność mennicza pozostaje filarem firmy. Mennica Polska startuje w większości ogłaszanych przetargów. To głównie rynki Ameryki Łacińskiej i Południowej, Azji oraz Afryki. Spółka uruchomiła właśnie produkcję monet obiegowych dla Kolumbii.

Bardzo ważny dla spółki jest segment płatności elektronicznych, z którego w I połowie 2014 roku pochodziło ponad 46 proc. przychodów.

Na tym rynku projekt musi zyskać dojrzałość, co zajmuje od 2 do 4 lata. Niestety, tak się niefortunnie składało w poprzednich okresach, że do projektu, który był bardzo dojrzały, dołączaliśmy projekt, który dojrzewał, a to powodowało, że projekt dojrzewający zjadał zyski projektu dojrzałego. Teraz się to zmieni: 2014 rok i każdy kolejny będą pokazywać zupełnie inny obraz, ponieważ realizowane przez nas projekty są już niezwykle dojrzałe – podkreśla prezes Mennicy Polskiej.

Chodzi m.in. o projekty w Warszawie, Wrocławiu i Bydgoszczy. Spółka jest jedynym operatorem w Polsce, który wykorzystuje na dużą skalę płatności kartami bankowymi w biletomatach. Obsługuje ponad milion kart będących nośnikiem biletów komunikacji miejskiej oraz opłat za inne usługi miejskie.

Bardzo dużo sobie obiecujemy po tym segmencie i oczywiście rozglądamy się za kolejnymi projektami. Nie ograniczamy się już do granic naszego państwa – podkreśla Grzegorz Zambrzycki.

W ciągu trzech pierwszych kwartałów zeszłego roku Mennica Polska miała ponad 635 mln zł skonsolidowanego przychodu, ok. 38 mln zł mniej niż rok wcześniej. Jej zysk netto przekroczył 21,8 mln zł i był niemal o połowę mniejszy niż w tym samym okresie 2013 roku.

Należy jednak pamiętać, że przychód w 2013 roku obejmował wynik na jednorazowej transakcji sprzedaży akcji Zakładów Azotowych Puławy, na której to Spółka odnotowała duży zysk.

Wynik na podstawowej działalności Mennicy wynosił odpowiednio w 2014 roku 20 mln zł, a w analogicznym okresie 2013 roku spółka miała stratę operacyjną w wysokości 3 mln zł.

Co najmniej 400 osób znajdzie zatrudnienie w nowej inwestycji ID Logistics w Mszczonowie

0

CEO Magazyn Polska

ID Logistics w lipcu otwiera kolejny magazyn w Polsce. W Mszczonowie kończy budowę obiektu dla sieci sklepów Auchan, gdzie pracę znajdzie co najmniej 400 osób. Firma zapowiada, że to nie koniec jej inwestycji, a polski rynek ocenia jako bardzo perspektywiczny.

– Planujemy zwiększyć zatrudnienie w Mszczonowie o co najmniej 400 osób – informuje Yann Belgy, dyrektor generalny ID Logistics. – Zatrudnienie będzie też rosło w innych regionach, ale to zależy od decyzji naszych klientów i na ten moment jeszcze nie mogę tego potwierdzić.

Polski oddział ID Logistics ma siedzibę w Katowicach i dotąd uruchomił w Polsce osiem magazynów o łącznej powierzchni nieco ponad 200 tys. mkw., w których pracuje 1100 osób. Najnowsza inwestycja, która powstaje w Mszczonowie, będzie miała 50 tys. mkw. Jej wartość właściciel szacuje na kilkanaście milionów euro za sam budynek. Dopasowanie magazynów będzie kosztowało kolejne kilkanaście milionów złotych.

Inwestycja powinna być uruchomiona w lipcu tego roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Yann Belgy. – Budowa trwa, wszystko jest na dobrej drodze. To będzie cały tzw. suchy asortyment, czyli kosmetyki, artykuły spożywcze i napoje dla klienta Auchan z północnego regionu Polski.

ID Logistics w Polsce jest czwartym co do wielkości oddziałem w Grupie ID Logistics, zaraz po Francji, Brazylii i Hiszpanii. Spółka specjalizuje się w usługach logistyki kontraktowej i w tym sektorze jest jedną z dziesięciu największych firm. Jak podkreśla dyrektor generalny, ubiegły rok był dla niej raczej udany.

W Polsce mieliśmy dość dużo nowych projektów, podobnie w innych krajach, więc nie możemy narzekać – podkreśla Yann Belgy.

W 2014 roku firma uruchomiła w Polsce cztery nowoczesne magazyny o łącznej powierzchni 95 tys. mkw. – dwa w Belsku koło Grójca dla Auchan i Ferrero oraz dwa w Piotrkowie Trybunalskim dla Sogefi i Jysk. Nowe inwestycje wiązały się z 15-proc. wzrostem zatrudnienia. Przychód ze sprzedaży sięgnął 122 mln zł.

W nowej strategii na lata 2015-2017 spółka postawiła sobie cztery cele. Pierwszym z nich jest osiągnięcie pozycji lidera w obszarze logistyki kontraktowej (obejmującej nie tylko składowanie, lecz także zarządzanie centralnym magazynem i operacjami magazynowymi, jak przepakowywanie, foliowanie, etykietowanie, przygotowanie do dystrybucji i dostawy do odbiorców). Poza tym ID Logistics chce dalej rozwijać swoją ofertę kierowaną do sieci handlowych, rozszerzać ją o transport i inne usługi, a także pozyskiwać klientów z branż e-commerce, tekstyliów i dóbr luksusowych.

Perspektywy na bieżący rok oceniamy jako bardzo pozytywne – zaznacza dyrektor generalny ID Logistics w Polsce. – Mamy mnóstwo projektów, również takie, które jeszcze nie są zatwierdzone.

Zmieniające się nawyki konsumentów wymuszają innowacje na rynku opakowań

0

Najnowsze badania wskazują na zmieniające się nawyki konsumenckie. Coraz więcej klientów, szczególnie tych młodych, jest w stanie zapłacić więcej za dany produkt, jeżeli jest on w opakowaniu ekologicznym. Producenci podążając za tymi zmianami, produkują coraz więcej innowacyjnych opakowań z surowców odnawialnych, które można poddać recyklingowi. 

Prognozuje się, że do 2020 roku na świecie pojawi się dodatkowy miliard mieszkańców. W związku z tym trendy na rynku opakowań będą się niewątpliwie koncentrowały wokół aspektów środowiskowych, czyli zarówno recyklingu, jak i opakowań odnawialnych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Małgorzata Kołton, dyrektor generalna Tetra Pak na rynek polski, czeski, węgierski, słowacki.

Z raportu firmy Stora Enso wynika, że rynek opakowań będzie ewoluował pod wpływem zmieniających się nawyków konsumenckich millenialsów, czyli pokolenia urodzonego między 1980 a 2000 rokiem. Czterech na pięciu konsumentów w tej grupie podkreśla, że opakowanie jest istotnym czynnikiem przy podejmowaniu decyzji zakupowych, a 85 proc. uważa je za ważny element wizerunku danej marki (przy 71 proc. wśród konsumentów z innych pokoleń). Blisko połowa millenialsów jest gotowa zapłacić więcej za dany produkt, jeśli będzie on w opakowaniu ekologicznym.

Jako pierwsza firma z branży opakowaniowej wprowadziliśmy na rynek w 100 proc. odnawialne opakowanie kartonowe pochodzenia roślinnego: do wyprodukowania folii i zakrętki wykorzystano polietylen wytwarzany z trzciny cukrowej, a tekturę wyprodukowano w całości z drewna. Jest to innowacja na rynku opakowań – zapewnia Małgorzata Kołton.

Pomysłów na wykorzystanie surowców odzyskanych ze zużytych opakowań kartonowych po mleku i sokach jest wiele. W Polsce najczęściej odzyskuje się włókno celulozowe, które może być wykorzystane przy produkcji papieru, tektur czy płyt drewnopodobnych, które mają zastosowanie w budownictwie czy przemyśle meblarskim. Co więcej, po oddzieleniu celulozy odpady powstające w papierniach również mogą być poddane recyklingowi.

Na przykład firma Mondi Świecie wykorzystuje celulozę z naszych opakowań do produktów papierowych, ale jest wiele innych zastosowań. Są dachówki faliste, są nawet słupki mocujące w Wenecji wyprodukowane właśnie w procesie recyklingu opakowań Tetra Pak – wymienia dyrektor generalna spółki na rynek polski, czeski, węgierski, słowacki.

Producenci opakowań reagują również na inne zmieniające się nawyki konsumentów. Rosnące tempo życia powoduje, że rośnie popyt na produkty w mniejszych, poręcznych opakowaniach, które pozwalają spożyć dany produkt w drodze lub umożliwiają jego ponowne zamknięcie.

Prognozy Tetra Pak dla rynku opakowań są optymistyczne. Wskazują na to m.in. rosnąca konsumpcja mleka i soków oraz notowany pod koniec 2014 roku spadek cen tych produktów, który również powinien wpłynąć na wzrost ich sprzedaży. Zdaniem Małgorzaty Kołton w kolejnych latach może rosnąć zastosowanie opakowań do celów komercyjnych.

Już dziś na jednym z paneli kartonu umieszczamy informacje dotyczące atrybutów środowiskowych opakowania. I to na chwilę obecną jest podstawowe, komunikacyjne zastosowanie opakowania jako nośnika informacji, ale oczywiście jest wiele innych możliwości. Myślę, że w najbliższym czasie będziemy obserwować inne inicjatywy dotyczące takiego właśnie wykorzystania opakowań – prognozuje Małgorzata Kołton.

Sopocki Navimor kończy największą inwestycję w Afryce Subsaharyjskiej. Kolejne planuje w Nigerii

0

CEO Magazyn Polska

Spółka budownictwa hydrotechnicznego Navimor w tym roku ukończy największą inwestycję w Afryce Subsaharyjskiej. W budowanej na południu Angoli szkole morskiej uczyć się będzie docelowo nawet 5 tys. studentów. Spółka planuje inwestycję w podobną uczelnię w Nigerii, gdzie działa już jej stocznia. Do tego kraju firma sprzedaje także statki budowane w Polsce.

To, co robimy w Angoli, to nasza największa inwestycja w Afryce i jednocześnie największa polska inwestycja w Afryce. Budujemy od kilku lat akademię morską w miejscowości Namibe, na południu Angoli. Budowa będzie ukończona w tym roku. Docelowo będzie się tam uczyć 5 tys. osób. Studenci zdobędą tam wiedzę na temat badań morza, nauk morskich i rybołówstwa – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Andrzej Ołpiński, dyrektor ds. rynków afrykańskich Navimor International.

Navimor rozpoczął budowę pierwszego etapu Instytutu Nauk Morskich w Namibe już w 2008 r. Została ona zakończona w 2010 r. Kontrakt na budowę drugiego etapu został podpisany w 2012 r.

Jak wyjaśnia Ołpiński, wyposażenie akademii ‒ w tym symulatory morskie ‒ będzie polskie, choć samą budową zajmują się angolscy podwykonawcy. Pracują jednak pod kierownictwem pracowników Navimoru, którzy od kilku lat na stałe znajdują się w tym południowoafrykańskim kraju. W akademii uczyć się będą nie tylko Angolczycy, lecz także obywatele innych krajów afrykańskich i państw, w których (podobnie jak w Angoli) językiem urzędowym jest portugalski (w Afryce to m.in. Mozambik i Gwinea Bissau).

Szkoła w Namibe to nie pierwsza inwestycja Navimoru w Afryce. Już w 1998 r. spółka otworzyła w Lagos, w Nigerii, największą w basenie Zatoki Gwinejskiej stocznię Nigerdock. Zbudowała także port rybacki w Senegalu.

Przez kilkanaście lat kierownictwo stoczni było polskie i kadry zostały wyszkolone przez naszych inżynierów. Teraz dostarczamy do Nigerii także statki. W sierpniu dostarczyliśmy bardzo nowoczesny statek badawczy dla Instytutu Oceanografii – mówi Ołpiński. ‒ W tej chwili trwa szkolenie na tym statku nasi specjaliści pojechali do Nigerii i szkolą załogę tego statku.

Ołpiński dodaje, że spółka planuje również budowę w Nigerii szkoły morskiej podobnej do tej, która powstaje w Angoli. Już w 2013 r. podczas wizyty premiera Donalda Tuska w tym afrykańskim kraju podpisany został list intencyjny w tym celu. Szkoła zostanie zbudowana w stanie Bayelsa, w południowej części Nigerii.

Nasza delegacja już tam była, obejrzała teren, zrobiła wstępne rozeznanie i ustalenia, a Nigeria powołała odpowiednie struktury do tego projektu – mówi Ołpiński. ‒ Tu trzeba się jednak wykazać ogromną cierpliwością. Negocjacje trwają już bardzo długo, a założenia bywają często zmieniane. Nie są łatwe, ale przeważnie są skuteczne, choć długotrwałe.

Ołpiński zauważa, że choć realia inwestowania i działania biznesowego w Afryce są zupełnie inne niż w Europie, to nieprawdziwy jest stereotyp o niestabilności tego rynku. Wymaga on jednak doświadczenia i zrozumienia.

Trzeba tam przez lat kilka posiedzieć, cały czas we współpracy z tamtejszym biznesem, bo wtedy okaże się, że realia są zupełnie inne niż te, do których jesteśmy przyzwyczajeni w Polsce. Jeśli się żyje już w tamtych realiach i jest się do nich przystosowanym, to można tam prowadzić interesy, czego jesteśmy najlepszym przykładem. Działamy tam już tyle lat, i to z sukcesem. Jesteśmy zadowoleni z tej współpracy – podkreśla Ołpiński.