Kryzys na Bliskim Wschodzie zmienia mapę lotów. Europejskie huby widzą szansę

Zakłócenia na Bliskim Wschodzie przekształcają mapę międzynarodowych połączeń lotniczych i stawiają przemysł w trudnym dylemacie. Huby w Dubaju i Katarze obsługiwały miliony operacji rocznie. Miesięcznie lotnisko w Dubaju 420 tysięcy operacji, a Katar 280 tysięcy, nagła redukcja ich aktywności tworzy próżnię, którą mogą próbować wypełnić europejskie porty takie jak Frankfurt, Monachium, Paryż czy Londyn. Nie bez znaczenia są też potencjalne korzyści dla Warszawy, Lotnisko Chopina i narodowy przewoźnik zanotowały już zwiększenie operacji i gotowość do przyjmowania części ruchu tranzytowego. Realna szansa na przejęcie ruchu z Bliskiego Wschodu napotyka na istotne ograniczenia. Kryzys paliwowy, gwałtowny wzrost cen nawet o ponad 100% w krótkim czasie znacząco podnosi koszty operacyjne linii lotniczych. Wyższe ceny paliwa osłabiają ekonomikę długodystansowych połączeń i redukują marże, przez co przewoźnicy europejscy nie zawsze będą mogli zaoferować częstotliwości czy taryfy na poziomie, który przyciągnąłby pasażerów i cargo dotąd obsługiwanych przez huby bliskowschodnie.

– Inny wymiar to bezpieczeństwo lotów. Przywracanie ruchu nad obszarami objętymi konfliktem wymaga specjalnych procedur, tworzenia korytarzy lotniczych, wzmocnionej ochrony przeciwlotniczej oraz czasami eskorty wojskowej w newralgicznych fazach operacji. Choć władze lotnicze regionu podejmują działania minimalizujące ryzyko, operacje odbywające się w warunkach podwyższonego zagrożenia nigdy nie osiągają standardów „normalnego” ruchu – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Janusz Janiszewski, ekspert lotniczy ds. bezpieczeństwa, Forum Ekspertów Ad Rem. – Decyzje o zmianach lotów, ich odwołaniu czy przeniesieniu na alternatywne huby muszą być podejmowane dynamicznie, w odpowiedzi na rozwój sytuacji. Jest bezpiecznie, procedury są zmienione, natomiast sytuacja jest nieprzewidywalna, bo mówimy tutaj o skalowalnym, aktywnym konflikcie wojennym. Dzisiaj możemy się spodziewać wszystkiego i władze lotnicze, zarządzający portami lotniczymi, jak również zarządzający przestrzenią powietrzną muszą być gotowi na dynamiczne reagowanie – podsumował Janusz Janiszewski.

Warsch uspokaja Senat, Trump uspokaja rynki. Inwestorzy nadal nieufni

Biorąc pod uwagę trwałość ostatnich deklaracji prezydenta USA, tytułowe pytanie jest jak najbardziej zasadne. Analitycy zastanawiają się, czy do ponownej eskalacji konfliktu może dojść jeszcze w tym tygodniu. Natomiast z wykresów można wyczytać, że większość inwestorów pozostaje nieufnych wobec najnowszej obietnicy prezydenta USA. Niepewny grunt uderza dziś w złotego, który traci na forex.  

Deklaracja Trumpa

Prezydent USA przedłużył zawieszenie broni na czas nieokreślony, mimo że w Islamabadzie nie odbyła się kolejna runda negocjacji z Iranem. Dodatkowo Trump poinformował o utrzymaniu blokady w Cieśninie Ormuz. W tej sytuacji Teheran nie chce siadać do rozmów pokojowych. Irańczycy twierdzą jednak, że Amerykanie niebawem zniosą blokadę newralgicznego szlaku wodnego. Dopiero wtedy ich wysłannicy będą gotowi do spotkania w Pakistanie. Utrwala mnie to w przekonaniu, że przepychanki między stronami będą trwać jeszcze tygodniami (jeśli nie miesiącami). Żadna ze złożonych obietnic nie będzie brana przez rynki na poważnie, dopóki nie zostanie spełniona i utrzymana przez dłuższy czas niż kilka dni. Nieufność inwestorów potwierdzają chociażby wyceny ropy, które po deklaracji prezydenta USA nie chcą trwale spadać. Mimo dosłownie chwilowej zniżki wycen odmiany amerykańskiej poniżej 88 USD za baryłkę, w środowe południe obserwujemy powrót na poziomy powyżej 90 USD. Niemrawe pozostaje także odbicie notowań głównej pary walutowej świata, gdzie wzrosty skutecznie hamuje opór 1,175 USD.

Kto ufa słowom Warsha?

Kwestia zaufania pozostaje równie istotna w odniesieniu do wczorajszego przesłuchania kandydata na szefa Rezerwy Federalnej przed Senatem. Rynek co prawda otrzymał wiele informacji, które chciał usłyszeć, jednak część odpowiedzi była wymijająca. Najistotniejsza kwestia, czyli zapewnienie autonomii FED, została podtrzymana. Pytanie jednak, czy ktokolwiek spodziewał się tutaj innej deklaracji, niż ta, które można streścić słowami: niezależność banku centralnego zostanie zachowana, a decyzje będą oparte o twarde dane makroekonomiczne. W tej kwestii obawy mogą wzbudzać chociażby wymijające odpowiedzi na temat obniżek stóp procentowych. Podczas przesłuchania Kevin Warsh przedstawił także kilka innych opinii i pomysłów: stopniowe zmniejszanie aktualnego bilansu Rezerwy Federalnej, chęć zastąpienia publikacji forward guidance (komunikaty FED w sprawie przyszłej polityki monetarnej) wewnętrznymi debatami w FOMC, ponownie wyraził także swoje poparcie dla rozwoju branży sztucznej inteligencji. Czy rynek ufa Kevinowi? Spoglądając na narzędzie FED Watch Tool, które w momencie pisania tekstu nadal wskazuje brak obniżek stóp procentowych do końca roku, czy dobrą kondycję dolara – można uznać, że tak.

PLN nie lubi chaosu

Niekończący się konflikt na Bliskim Wschodzie i silny dolar to połączenie, które ciąży krajowej walucie w trakcie środowej sesji. PLN ulega presji czynników zewnętrznych, co powoduje wzrosty notowań głównych walut do złotego. Kurs EUR/PLN o godzinie 14:00 chce sięgnąć 4,25 PLN, CHF/PLN znajduje się blisko 4,63, a USD/PLN właśnie odhaczył 3,62 PLN. Krajowa waluta słabnie również do funta, którego w środę wspierają dane inflacyjne z Wysp. Zgodnie z najnowszymi publikacjami ceny brytyjskich producentów rosły w marcu o 2,6% r/r (poprzednio 1,8% r/r), a inflacja konsumencka sięgnęła 3,3% r/r (poprzednio 3% r/r). Zwyżkujące odczyty są argumentem za restrykcyjną polityką monetarną, co otwiera dyskusję nawet na temat ewentualnych podwyżek stóp procentowych. Silny dziś funt umacnia się na rynku walutowym, przez co kurs GBP/PLN ochoczo spogląda w stronę 4,89 PLN.

Polska 2050 chce podnieść drugi próg dochodowy do 140 tys. zł. Ekonomiści wskazują na ryzyka fiskalne

Stanowisko Forum Obywatelskiego Rozwoju i Rady TEP: Pozorna obniżka PIT, realne ryzyko dla finansów publicznych.

Przedstawiony przez klub parlamentarny Polska 2050 projekt podniesienia drugiego progu podatkowego ze 120 tys. zł do 140 tys. zł wpisuje się w utrwalony w ostatnich latach sposób prowadzenia polityki fiskalnej w Polsce – doraźny, niespójny i abstrahujący od problemu bardzo wysokiego deficytu finansów publicznych. Choć odwołuje się do rzeczywistego problemu, jakim jest wzrost obciążeń podatkowych w warunkach inflacji (tzw. zimna progresja), to stanowi tylko jego uznaniową korektę.

Poważne wątpliwości budzi zaproponowany sposób finansowania tej propozycji. Wskazane źródła mają charakter spekulatywny lub opierają się na dochodach już uwzględnionych w planach budżetowych. Jednocześnie całkowicie pominięto najbardziej potrzebny kierunek działań, jakim jest ograniczenie nadmiernych wydatków publicznych. W efekcie nie jest to zmiana neutralna fiskalnie, lecz działanie zwiększające presję na i tak bardzo wysoki deficyt.

Wszelkie propozycje podatkowe należy rozpatrywać w szerszym kontekście. Polska potrzebuje bowiem całościowej reformy systemu podatkowego, powiązanej z reformą wydatków publicznych, a nie kolejnych punktowych zmian.

Polska potrzebuje reformy systemowej, nie kolejnych korekt

Polski system podatkowy od lat należy do najmniej konkurencyjnych w krajach OECD. Wynika to przede wszystkim z jego złożoności, licznych wyjątków oraz rozwiązań zniekształcających decyzje gospodarcze. Zamiast spójnej reformy całego systemu kolejne rządy wprowadzają punktowe zmiany, które zwiększają jego skomplikowanie i nieprzewidywalność.

Szczególnie problematyczne jest przedstawianie propozycji przez klub Polska 2050 jako odpowiedzi na tzw. zimną progresję. W rzeczywistości nie eliminuje ona tego zjawiska, a jedynie łagodzi jego skutki w danym momencie. Jednorazowe podniesienie progu nie zapobiega tzw. zimnej progresji w przyszłości i pozostawia pełną uznaniowość decyzji po stronie polityków. Jeżeli celem byłoby rzeczywiste ograniczenie zimnej progresji, należałoby wprowadzić trwały mechanizm automatycznej waloryzacji progów podatkowych, np. o wskaźnik inflację lub wzrostu nominalnych wynagrodzeń. Dopiero takie rozwiązanie zwiększałoby przejrzystość i przewidywalność systemu oraz chroniło podatników przed ukrytym wzrostem obciążeń.

Nie można przy tym abstrahować od szerszych problemów systemu podatkowego. Wymaga on głębokiej reformy obejmującej nie tylko podatki dochodowe, lecz także VAT – którego konstrukcja odbiega od zasad neutralności – oraz opodatkowanie majątku (jego posiadania i przenoszenia). Punktowe zmiany pojedynczych parametrów nie są w stanie poprawić konkurencyjności polskiego systemu podatkowego ani wesprzeć długookresowego wzrostu gospodarczego, tym bardziej jeśli będą prowadzić do pogorszenia stanu finansów publicznych.

Bez reformy wydatków obniżki podatków są niewiarygodne

Każdą propozycję zmniejszenia obciążeń podatkowych należy oceniać w kontekście stanu finansów publicznych. Według prognoz Komisji Europejskiej deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych w tym i przyszłym roku ma znowu przekroczyć 6% PKB i jest najwyższy w UE. Wysoki deficyt jest konsekwencją nadmiarowych wydatków publicznych, które przekraczają połowę PKB i znajdują się na poziomie podobnym jak w słynących z rozbudowanego państwa opiekuńczego Szwecji i Danii. Wbrew często powtarzanej narracji, to nie wydatki na obronność są główną przyczyną pogorszenia stanu finansów publicznych w ostatnich latach. Ich wzrost jest istotny, ale znacznie mniejszy niż wzrost wydatków socjalnych, które w ostatnich latach wzrosły w Polsce najsilniej spośród wszystkich krajów UE.

W tej sytuacji szczególnie niepokojące jest wprowadzanie zmian podatkowych bez wskazania trwałych źródeł ich finansowania, tym bardziej że w propozycji całkowicie pominięto możliwość sfinansowania zmian poprzez ograniczenie niektórych wydatków państwa. W efekcie podniesienie progu doprowadzi do wzrostu deficytu, tworząc presję na podwyższanie innych podatków w przyszłości.

Naprawa finansów publicznych wymaga przede wszystkim ograniczenia nadmiarowych wydatków, zwłaszcza transferów socjalnych. Bez oszczędności po stronie wydatków państwa nie jest możliwe trwałe obniżenie obciążeń podatkowych ani poprawa warunków dla rozwoju gospodarczego.

Wnioski

Przedstawiona przez klub parlamentarny Polska 2050 propozycja podniesienia drugiego progu podatkowego nie jest elementem spójnej reformy systemu podatkowego. Odwołuje się do realnego problemu, nie usuwa go jednak, a jedynie wprowadza uznaniową korektę. Jednocześnie opiera się na wątpliwych źródłach finansowania i pomija najbardziej potrzebny kierunek działań – ograniczenie nadmiernych wydatków publicznych.

Polska potrzebuje kompleksowej reformy systemu podatkowego, która zwiększy jego prostotę, neutralność i przewidywalność, oraz równoległej reformy wydatków publicznych. Bez tych zmian kolejne decyzje tego typu będą pogłębiać niestabilność systemu i zwiększać ryzyko problemów fiskalnych.

Zysk netto Bloober Team wzrósł o 150%. Rekordowy rok spółki

Zysk netto Grupy Bloober Team wzrósł o 150% rok do roku i wyniósł ponad 52,6 mln zł. To dwukrotnie więcej niż w najlepszym do tej pory roku 2021. Fantastyczne wyniki krakowskiego mistrza horroru w raportowanym okresie to efekt sukcesu Cronos: The New Dawn oraz SILENT HILL 2. To jednak tylko preludium przed ambitnymi wyzwaniami, które postawił przed sobą zarząd Bloober Team, pełnymi nowych gier oraz projektów pokrewnych, ze spektrum muzyki i literatury.

O ponad 67% wzrosły przychody GK Bloober Team w 2025 r. w porównaniu do roku 2024, osiągając poziom 149 mln zł. Równie imponująco prezentują się zyski Grupy. Wypracowała ona w 2025 r.  ponad 66 mln zł zysku operacyjnego i 52 mln zł zysku netto. To wzrost odpowiednio o 188% i 150% więcej niż w 2024 roku. Z kolei EBITDA w 2025 roku ukształtowała się na rekordowym poziomie 89,5 mln zł, co stanowi istotne potwierdzenie stabilnej kondycji finansowej oraz skuteczności realizowanej strategii.

Rok 2025 w mojej ocenie był czymś więcej niż kolejnym udanym okresem sprawozdawczym. Był to moment, w którym Bloober Team wszedł na nowy poziom dojrzałości jako organizacja, marka i zespół ludzi gotowych mierzyć się z coraz większymi wyzwaniami. W tym roku obchodzimy 18. rocznicę założenia studia. Dojrzeliśmy nie tylko operacyjnie. Dojrzeliśmy strategicznie, kreatywnie i mentalnie. Zbudowaliśmy firmę silniejszą doświadczeniem, bardziej świadomą własnych możliwości i pewną obranej strategii- podkreśla Piotr Babieno, prezes Bloober Team i dodaje, że miniony rok umocnił fundamenty Bloober Team jako spółki opartej na zaufaniu graczy, szacunku partnerów biznesowych i autentycznej relacji ze społecznością. – Dziś patrzymy w przyszłość z pokorą, ale i ogromną wiarą (popartą planami), że najlepsze dopiero przed nami. Naszym celem pozostaje niezmiennie budowanie pozycji Bloober Team jako globalnego lidera w gatunku horroru – podkreśla.

Bieżący rok ma być dla firmy przełomowy. Zespół pracuje obecnie nad 7 projektami a wśród niezapowiedzianych produkcji znajdują się nowe IP. Co najważniejsze, nowe projekty są większe – zarówno pod względem złożoności, jak i medialności produktów.

Niewątpliwie momentem przełomowym dla nas była premiera Cronosa, który po kilku miesiącach jest u progu zwrotu kosztów produkcji. W tym roku mamy zaplanowane działania, które pozwolą nam, aby Cronos nie tylko miał długi ogon sprzedażowy, ale aby nasze IP budowało podwaliny pod kolejne działania. Wdrażamy najciekawsze pomysły zespołu, który jest pełen pasji do swojego „dziecka”.- zapowiada Piotr Babieno. Ale Cronos to tylko przystanek, w drodze do osiągnięcia tytułu największego na świecie producenta horrorów. – Oprócz Silent Hill 1 prowadzimy prace pre-produkcyjne nad nowym projektem o kodowej nazwie H. Wzmocniliśmy się kadrowo by dać szansę na kolejny duży krok w możliwościach sprzedażowych i wierzymy, że ten projekt ma wszelkie podwaliny do budowy największego (dotychczas) IP należącego do Bloober Team. – podkreśla prezes.

W ostatnich tygodniach krakowski developer wzmocnił kadrę kierowniczą o osoby z imponującym doświadczeniem w branży gamedev, aby utrzymać wysoką jakość w okresie rozkwitu firmy. Thaine Lyman (wcześniej Activision i Wargaming) dołączył jako Head of Studio, Michał Gembicki (CD Projekt, Klabater) został nowym Head of Publishing, a stanowisko Director of Business Development zajęła Katya Baukova (CD Projekt i Techland).

Przyszłość Bloober Team widzimy szerzej niż tylko przez pryzmat gier. Nasze IP chcemy rozwijać również w świecie cross-mediów. Książki, muzyka, winyle, filmy czy seriale – to naturalne kierunki ekspansji marki budowanej wokół silnych emocji i rozpoznawalnych światów – zapowiada Piotr Babieno. Jednym z przykładów tego typu działań jest rozwój kultowej marki Layers of Fear. Świat przedstawiony w serii zostanie wykorzystany w powieść grozy autorstwa Marty Bijan. Natomiast dla melomanów, ścieżki dźwiękowe z tytułów Bloober Team zostały wydane we współpracy z Warner Music.

Drugi kwartał w roku zazwyczaj jest czasem prezentacji nowych gier. Już wkrótce będzie można się przekonać, jak do tego okresu przygotował się lider horroru.

AI zmienia rynek pracy w Polsce. Firmy oczekują nowych umiejętności

Firmy w Polsce coraz chętniej wykorzystują AI jako wsparcie dla kreatywności i pracy zespołowej, nauczania oraz rozwiązywania problemów. Jednocześnie, jak pokazuje opublikowany dziś raport Experis mierzą się z obawami o prywatność danych, brakami kompetencyjnymi pracowników i ograniczoną skutecznością narzędzi w rekrutacji oraz rozwoju talentów. Pracodawcy krytycznie oceniają także to, jak technologia radzi sobie z oceną kompetencji miękkich i technicznych kandydatów.

Jak pokazuje raport Experis, sztuczna inteligencja coraz częściej ma być wsparciem tam, gdzie liczy się ludzka pomysłowość i współpraca. Najwięcej firm (aż 74% respondentów) wykorzystuje ją do zadań wymagających kreatywności i generowania pomysłów. Tuż za tym pojawiają się nauczanie i szkolenia (68%), a także obsługa klienta oraz rozwiązywanie problemów (po 65%). AI ma także wspierać myślenie strategiczne (63%) oraz zarządzanie projektami i sprzedaż (po 61%). Firmy dostrzegają jej przydatność również w działaniach wymagających specjalistycznej wiedzy technicznej (60%), komunikacji (59%) oraz zarządzania zespołami (52%).

Ten obraz jest spójny z wynikami globalnymi. W skali międzynarodowej również dominuje kreatywność i generowanie pomysłów (77%), następnie rozwiązywanie problemów (76%) oraz nauczanie i szkolenia (75%).

Jak zaznacza Paweł Łopatka, szef firmy rekrutacyjno-technologicznej Experis Poland, tak szerokie wykorzystania AI wpływa na profil poszukiwanych kandydatów i coraz więcej pracodawców pyta ich o umiejętność świadomej współpracy z AI, szczególnie w takich obszarach jak IT, dane i analiza, cyberbezpieczeństwo, marketing cyfrowy i sprzedaż B2B. – Weryfikacja najczęściej odbywa się poprzez konkretne pytania o przykłady użycia AI w pracy oraz zadania rekrutacyjne, w których kandydat może skorzystać z narzędzi, ale musi pokazać własne rozumienie problemu, krytyczne myślenie i odpowiedzialność za wynik. Warto też, aby kandydaci chwalili się współpracą z AI, ale w sposób merytoryczny, pokazując, jaki efekt biznesowy osiągnęli, a nie tylko listę używanych narzędzi. Najbardziej podatne na rosnące zastosowanie AI są dziś stanowiska developerskie, data i machine learning, role związane z cyberbezpieczeństwem, zarządzaniem produktami cyfrowymi, marketingiem opartym na danych, obsługą klienta oraz menedżerskie funkcje operacyjne i sprzedażowe. W tych obszarach AI już realnie wspiera podejmowanie decyzji, personalizację ofert, prognozowanie i automatyzację powtarzalnych zadań, ale kierunek i odpowiedzialność pozostają po stronie człowieka – mówi ekspert.

Jak zauważa, tak szerokie wykorzystanie AI może też generować dodatkową presję na produktywność. – Skoro w organizacji pojawiają się nowe narzędzia, rosną oczekiwania co do tempa i jakości pracy. Równie silna staje się presja na ciągły rozwój i szkolenia. Upskilling i reskilling z opcjonalnego benefitu stają się stałym elementem życia zawodowego. To po prostu nasza nowa normalność. Pracownicy, którzy chcą pozostać konkurencyjni, muszą regularnie aktualizować swoje kompetencje cyfrowe i umiejętność pracy z AI – dodaje przedstawiciel Experis.

Bariery we wdrażaniu AI, co hamuje firmy?

Mimo tych optymistycznych deklaracji, aż 93% firm mierzy się z różnymi barierami w wykorzystywaniu AI. Najczęściej wskazywane są obawy związane z prywatnością danych (15%).

Sporo trudności wynika też z nastawienia pracowników, część z nich niechętnie sięga po AI (10%), nie wierzy, że może być ona przydatna w ich branży (10%) lub po prostu nie widzi realnych korzyści z jej stosowania (9%). W innych przypadkach problemem jest brak odpowiednich szkoleń (9%) albo trudność w skutecznym korzystaniu z dostępnych narzędzi (8%). Co istotne, Polska nie jest tu wyjątkiem. Na poziomie globalnym firmy mierzą się z bardzo podobnymi wyzwaniami: obawą o prywatność (13%) oraz brakami kompetencyjnymi wynikającymi z niedostatecznych szkoleń i niewiedzy, jak efektywnie pracować z AI (po 10%).

– Jeśli trend związany z niechęcią pracowników do AI się utrzyma, będziemy obserwować coraz większą polaryzację rynku pracy na osoby, które potrafią współpracować z AI i dzięki temu są bardziej mobilne zawodowo, oraz tych, którzy mimo dużego doświadczenia będą tracić konkurencyjność. Bierna, negatywna postawa może być realnie szkodliwa zarówno dla kariery, jak i dla firmy – mówi Paweł Łopatka. – W praktyce osoby, które otwarcie mówią, że AI ich nie interesuje lub na pewno się nie sprawdzi, mogą być postrzegane jako hamulcowi transformacji, szczególnie w firmach technologicznych i sektorach opartych na wiedzy. Oczywiście odpowiedzialne firmy nie powinny piętnować obaw, ale będzie rosło oczekiwanie, że każdy pracownik przynajmniej spróbuje zrozumieć nowe narzędzia – dodaje.

– Coraz częściej widzimy, że kandydaci, zwłaszcza z branży IT i nowych technologii świadomie weryfikują, jak firma podchodzi do AI, automatyzacji i rozwoju kompetencji cyfrowych. Pytania o strategię AI, programy szkoleniowe, wsparcie dla pracowników w adaptacji do nowych narzędzi czy zasady etycznego korzystania z danych stają się naturalnym elementem rozmów rekrutacyjnych. Zdecydowanie warto, aby firmy wprost komunikowały jakie narzędzia AI stosują, jak wspierają rozwój pracowników, jakie mają programy szkoleń oraz jakie są zasady korzystania z technologii. Z naszej perspektywy takie podejście nie tylko przyciąga kandydatów, ale też buduje zaufanie w procesie rekrutacyjnym i daje firmie przewagę konkurencyjną w walce o talenty – uzupełnia przedstawiciel Experis.

Niespełnione oczekiwania wobec AI

W badaniu zapytaliśmy respondentów także o rolę AI w pozyskiwaniu talentów, ich wdrażaniu i rozwoju. Tu nastroje są już bardziej ostrożne. Firmy krytycznie oceniają sposób, w jaki AI radzi sobie z oceną kompetencji miękkich (16%) i technicznych kandydatów (14%). Wskazują również na ograniczenia w nauczaniu praktycznych umiejętności (13%), brak przejrzystości w podejmowaniu decyzji (11%) oraz niedopasowanie szkoleń do realnych potrzeb pracowników. Jednocześnie tylko 12% firm przyznaje, że AI w pełni spełnia ich oczekiwania w obszarze rekrutacji, onboardingu i szkoleń.

– Człowiek cały czas pozostaje filarem rekrutacji, a AI pełni rolę narzędzia wspierającego, usprawniającego procesy i dostarczającego danych. Szczególnie w obszarach takich jak ocena kompetencji miękkich, potencjału rozwojowego czy dopasowania do kultury organizacyjnej, rola rekrutera i menedżera jest nie do zastąpienia. Kandydaci mają też pełne prawo pytać, czy AI będzie brała udział w ocenie ich aplikacji, i równocześnie oczekiwać realnego kontaktu z człowiekiem na kluczowych etapach, to staje się nowym standardem candidate experience. AI może przyspieszyć komunikację, personalizować informacje zwrotne czy lepiej dopasowywać oferty, ale ostateczne poczucie szacunku, zrozumienia i partnerskiego traktowania nadal będzie budowane przez ludzi – mówi Paweł Łopatka.

W skali globalnej firmy zwracają uwagę na bardzo podobne problemy: zbyt mały nacisk na naukę praktycznych umiejętności (14%), niedoskonałą ocenę kompetencji miękkich (13%) oraz niejasny proces decyzyjny (12%).

Gdzie zwrot z inwestycji w AI jest najlepiej oceniany?

Po drugiej stronie mamy organizacje, które dostrzegają konkretne korzyści z wykorzystania AI w zarządzaniu zasobami ludzkimi. Największy zwrot z inwestycji widzą w prognozowaniu i planowaniu (23%), a także w obszarze uczenia się, rozwoju oraz poprawy efektywności zespołów (po 21%). Globalnie pracodawcy najczęściej chwalą wykorzystanie AI w nauczaniu i rozwoju (27%), zarządzaniu zespołami (16%) oraz prognozowaniu i planowaniu (14%).

Firmy i naukowcy mogą sięgnąć po 300 mln zł. NCBR ogłasza nabory STEP

Technologie słoneczne, wiatrowe, wodorowe czy rozszczepienie jądrowe – to część zagadnień stanowiących tematykę nowych naborów STEP Czyste i zasobooszczędne technologie, realizowanych przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Przedsiębiorstwa oraz konsorcja naukowo‑przemysłowe mogą ubiegać się łącznie o 300 mln zł na realizację projektów badawczo‑rozwojowych w ramach programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki. Inicjatywa ta ma na celu wzmocnienie niezależności Unii Europejskiej od rynków zewnętrznych oraz zwiększenie suwerenności technologicznej Europy.

Program STEP to inicjatywa ukierunkowana na wsparcie technologii krytycznych – czyli takich, które charakteryzują się innowacyjnością co najmniej w skali europejskiej i realnie przyczyniają się do wzmacniania strategicznej niezależności Unii Europejskiej. Pierwsze nabory w obszarze zielonych technologii spotkały się z bardzo dużym zainteresowaniem rynku: złożono ponad 60 wniosków o dofinansowanie, co – biorąc pod uwagę wysoki stopień specjalizacji konkursu – stanowi znaczący wynik. W odpowiedzi na to zainteresowanie ponawiamy nabór, aby dać szansę wsparcia kolejnym innowacyjnym rozwiązaniom – powiedział prof. dr hab. inż. Jerzy Małachowski, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Poprzez realizację programu STEP Komisja Europejska dąży do budowy silniejszego przemysłu europejskiego, do wzmocnienia pozycji Europy na arenie międzynarodowej oraz zwiększenia jej odporności na wyzwania globalne, takie jak kryzysy klimatyczne czy geopolityczne.

Komisja Europejska dopuściła możliwość dofinansowania w naborze projektów podwójnego zastosowania (ang. dual-use) czyli rozwiązania, które mogą zostać użyte zarówno w celach cywilnych, jak i wojskowych. Przedmiot projektu nie może dotyczyć rozwiązań mających zastosowanie wyłącznie militarne.

Innowacje środowiskowe

W naborach STEP realizowanych przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju o dofinansowanie mogą ubiegać się przedsiębiorstwa, a także konsorcja tworzone przez przedsiębiorstwa we współpracy z innymi firmami, organizacjami badawczymi lub organizacjami pozarządowymi, prowadzącymi działalność na terytorium Polski.

Nabory koncentrują się na priorytetowych obszarach związanych z transformacją energetyczną i klimatyczną. Obejmują one w szczególności rozwój technologii słonecznych, takich jak fotowoltaika czy technologie słonecznej termicznej energii elektrycznej, a także technologie lądowej energetyki wiatrowej oraz morskiej energii odnawialnej. Istotnym obszarem wsparcia są również technologie baterii i magazynowania energii, pompy ciepła oraz rozwiązania wykorzystujące energię geotermiczną. Ważną część tematyki naborów stanowią technologie wodorowe, w tym elektrolizery i wodorowe ogniwa paliwowe, a także zrównoważone technologie biogazu i biometanu. Wsparciem objęto ponadto technologie wychwytywania, transportowania, wykorzystywania i składowania dwutlenku węgla (CO₂), jak również technologie sieci elektroenergetycznych – w tym rozwiązania dla elektromobilności oraz cyfryzacji sieci.

STEP obejmuje także technologie związane z energetyką jądrową, w szczególności technologie rozszczepienia jądrowego, takie jak rozwiązania jądrowego cyklu paliwowego, a także inne technologie jądrowe nieuwzględnione w pozostałych kategoriach. Program wspiera również rozwój technologii energii wodnej oraz zrównoważonych paliw alternatywnych, w tym paliw odnawialnych pochodzenia niebiologicznego.

Zakres tematyczny naborów uzupełniają technologie odnawialne niewymienione wcześniej, takie jak technologie energii dyfuzji, biomasy, pozyskiwania gazu składowiskowego czy gazu z oczyszczalni ścieków, a także technologie energetyczne otoczenia inne niż pompy ciepła. Dodatkowo wspierane są rozwiązania zwiększające efektywność energetyczną systemów energetycznych, w tym sieci ciepłowniczych. Wśród priorytetów znajdują się również rozwiązania biotechnologiczne w obszarze klimatu i energii, transformacyjne technologie przemysłowe sprzyjające dekarbonizacji oraz technologie napędu wiatrowego i elektrycznego w transporcie.

Dwa nabory – dwie ścieżki

Technologie krytyczne oraz technologie ich łańcuchów wartości rozwijane będą w ramach projektów badawczo-rozwojowych, obejmujących badania przemysłowe i prace rozwojowe albo tylko prace rozwojowe, dofinansowane przez NCBR w dwóch ścieżkach:

  • Ścieżka A – dla projektów badawczo-rozwojowych, które wnoszą na rynek wewnętrzny UE innowacyjny lub najnowocześniejszy lub przełomowy element o znaczącym potencjale gospodarczym (wymagana jest kombinacja co najmniej dwóch z tych elementów), nabór wniosków rozpocznie się 1 czerwca i potrwa do 31 lipca 2026 r.,
  • Ścieżka B – dla projektów badawczo-rozwojowych, które przyczyniają się do ograniczania lub zwalczania strategicznej zależności Unii, nabór wniosków rozpocznie się 8 czerwca i potrwa do 7 sierpnia 2026 r.

Budżet naborów to łącznie 300 mln zł (150 mln zostanie przeznaczonych na Ścieżkę A oraz drugie tyle – na Ścieżkę B).

NCBR da wstępną opinię o pomyśle

STEP jest naborem wysokospecjalistycznym. Każdy przedsiębiorca, który nie ma pewności czy jego projekt wpisuje się w założenia instrumentu STEP może uzyskać wstępną opinię ekspertów Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. W tym celu należy wypełnić krótki formularz, znajdujący się na stronie NCBR, uzupełniając informacje m.in. o przewidywanej tematyce projektu czy jego charakterze badawczo-rozwojowym oraz wpisując krótki opis projektu wg podanych wytycznych.

Więcej informacji na temat naborów STEP uzyskać można również zgłaszając się do działającego w NCBR Punktu Informacyjnego. Pytania można kierować telefonicznie, mailowo bądź umówić się na spotkanie stacjonarne lub online. Dodatkowo, NCBR planuje organizację otwartego dla wszystkich zainteresowanych spotkania online dotyczącego zasad konkursu oraz omawiającego najczęściej popełniane błędy we wnioskach o dofinansowanie. Informacja o terminie i rejestracji zostanie opublikowana na stronie NCBR.

Nabór NCBR do programu STEP w obszarze czystych i zasobooszczędnych technologii jest realizowany w ramach Priorytetu 5. „Wsparcie projektów realizujących cele inicjatywy STEP” programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki.

Rusza realizacja drugiego odcinka zachodniej obwodnicy Szczecina

Podpisano umowę na drugi etap budowy Zachodniego Drogowego Obejścia Szczecina. Przetargi ogłoszono jeszcze w grudniu 2024 roku. Umowy podpisywane są sukcesywnie, a jeszcze przed wakacjami planowane jest podpisane umowy na ostatni odcinek inwestycji. Ten będzie najbardziej skomplikowany, bo obejmować będzie budowę tunelu.

Na prace projektowe wykonawca ma 10 miesięcy, natomiast na roboty 22 miesiące z wyłączeniem okresów zimowych (od 16 grudnia do 15 marca).

Odcinek ten rozpocznie się na zachód od m. Wołczkowo. Nowa trasa przetnie następnie drogę powiatową Wołczkowo – Dobra. Węzeł drogowy Szczecin Krzekowo (wcześniejsza nazwa Dobra) będzie zrealizowany w nowej lokalizacji. Połączy S6 od wschodu z obwodnicą Wołczkowa (przewidzianą do realizacji przez gminę Dobra), a od zachodu z ul. Dereszową i przez nią z istniejącą drogą powiatową.

Komentarz: Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie

Zachodnie Drogowe Obejście Szczecina będzie największą inwestycją infrastrukturalną w województwie zachodniopomorskim od czasów budowy tunelu w Świnoujściu. To zadanie ambitne, skomplikowane, ale jednocześnie będące nowym kołem zamachowym naszego regionu w kontekście inwestycji. Zakładamy, że droga będzie nowym „oknem” transportowym dla miasta i regionu. Transporty do Zakładów Chemicznych w Policach i hal logistycznych w Powiecie Polickim odbywać się będzie nie przez Szczecin, a ring otaczający miasto. To dobra i bardzo potrzebna inwestycja.

Mamy nadzieję, że będzie to inwestycja prowadzona w duchu Local Content, a firmy z naszego regionu będą brać udział w pracach przy budowie Zachodniego Drogowego Obejścia Szczecina na każdym etapie realizacji zadania. Wykonawcą drugiego odcinka będzie polska firma NDI. Mamy nadzieję, że będzie ona także poszukiwała ekspertów na zachodniopomorskim rynku.

Inwestycja ta ma strategiczne znaczenie dla rozwoju naszej gospodarki, wygeneruje ruch w regionie, który nie będzie ruchem utrudniającym życie mieszkańcom miasta. Zyskają firmy zajmujące się przemysłem, chemią i logistyką, ale zyska także turystyka, bo ruch ze Szczecina nad Bałtyk będzie dużo prostszy i szybszy. Trzymamy kciuki za szybką realizację zadania.

Komentarz: Dariusz Matulewicz, prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych

Inwestycja ma charakter strategiczny i na pewno dla rozwoju naszego miasta i regionu jest jednym z priorytetów. Jako kierowcy zwracamy szczególną uwagę na to, że w wielu przypadkach ciężkie transporty jadące z Polic i do Zakładów Chemicznych musiały jechać przez Północne dzielnice Szczecina, co było uciążliwe zarówno dla kierowców jak i mieszkańców tamtych rejonów. To zadanie, które pozwoli lokować więcej inwestycji logistycznych w okolicach Zakładów Chemicznych. Jako kierowcy zwracamy jednak uwagę na to, że droga jest ważna, ale ważne jest także uspokojenie sytuacji wokół Zakładów Chemicznych Police, tak by współpraca nie była naznaczona niepewnością związaną z sytuacją spółki oraz sąsiednich Polimerów Police.

Będziemy także pytać Ministerstwo Infrastruktury czy droga będzie bezpłatna dla samochodów innych niż osobowe, czy może są już plany na odpłatność przejazdu.

Nie mniej – inwestycje wspieramy, bo każde zadania ułatwiające prace kierowcom są dla sektora TSL cenne. To zadanie może sprawić, że tranzytowy ruch gospodarczy wzrośnie.

Grupa PAD RES rozpoczyna budowę trzech farm fotowoltaicznych o łącznej mocy zainstalowanej 133 MW

Grupa PAD RES, polski deweloper i inwestor w sektorze odnawialnych źródeł energii, rozpoczyna budowę trzech farm fotowoltaicznych o łącznej mocy zainstalowanej 133 MW. Inwestycje powstaną w miejscowościach Krapkowice i Strzelce Opolskie (woj. opolskie) oraz Gromadka (woj. dolnośląskie).

Największą spośród realizowanych inwestycji jest farma PV Krapkowice o mocy zainstalowanej 90 MW. Łączna roczna zdolność produkcyjna instalacji wyniesie ok. 95 tys. MWh. Z kolei farma PV Strzelce Opolskie o mocy zainstalowanej 18 MW będzie w stanie wyprodukować ok. 19 tys. MWh energii rocznie. W przypadku obu projektów spółka zawarła umowę na kompleksową realizację inwestycji w formule EPC (Engineering, Procurement and Construction) z firmą Electrum. Trzecia inwestycja – farma PV Gromadka o mocy zainstalowanej 25 MW – powstanie w województwie dolnośląskim. Jej roczna produkcja energii przekroczy 26 tys. MWh. Generalnym wykonawcą projektu w formule EPC została firma Inplag.

Realizacja trzech farm fotowoltaicznych o łącznej mocy 133 MW to element realizacji naszej strategii inwestycyjnej, który wymaga odpowiednio dobranego zaplecza wykonawczego. W przypadku inwestycji w Krapkowicach i Strzelcach Opolskich po raz kolejny współpracujemy z Electrum – partnerem, z którym realizowaliśmy już projekty OZE i który sprawdził się przy wcześniejszych inwestycjach. Jednocześnie przy projekcie w gminie Gromadka rozpoczynamy współpracę z firmą Inplag, co pozwala nam dywersyfikować zaplecze wykonawcze i efektywnie zarządzać realizacją projektów o tej skali. Efektem tych inwestycji będzie znaczące zwiększenie wolumenu zielonej energii w systemie, odpowiadające zapotrzebowaniu około 47 tys. gospodarstw domowych – komentuje Wojciech Jasiński, Dyrektor działu budowy PAD RES.

Transformacja w kierunku odnawialnych źródeł energii wymaga zarówno odpowiedniej dynamiki działań, jak i nakładów inwestycyjnych, dlatego rozpoczęcie realizacji projektów tej skali ma szczególne znaczenie. Jako większościowy udziałowiec PAD RES, Kajima Partnerships postrzega ten postęp jako potwierdzenie swojego zaangażowania w rozwój zrównoważonej energetyki w Europie, a także wyraz zaufania do Polski jako kluczowego rynku dla długoterminowych inwestycji. Ma to szczególne znaczenie w czasie, gdy bezpieczeństwo energetyczne w Europie pozostaje kwestią o fundamentalnym znaczeniu – powiedział Chris Gill, Managing Director Kajima Partnerships.

– Rozpoczęcie budowy tych trzech nowych inwestycji traktujemy jako ważny etap rozwoju Grupy PAD RES i potwierdzenie skuteczności konsekwentnie realizowanej strategii budowy wartości w sektorze odnawialnych źródeł energii. Cieszy nas, że PAD RES systematycznie wzmacnia swoją pozycję na rynku, rozwijając portfel projektów o realnym znaczeniu dla transformacji energetycznej w Polsce. Jako Griffin Capital Partners wspieramy spółkę w realizacji ambitnych celów i wierzymy, że rozpoczęte inwestycje będą miały istotny wkład zarówno w rozwój krajowych mocy wytwórczych OZE, jak i w dalsze skalowanie platformy – tłumaczy Jędrzej Socha, Director w Griffin Capital Partners.

Łączna powierzchnia wszystkich trzech inwestycji wynosi około 142 ha. Produkowana przez nie energia elektryczna pozwoli na pokrycie rocznego zapotrzebowania około 47 tys. gospodarstw domowych.

Do Rzeczy S.A. zadebiutuje na NewConnect 28 kwietnia

Spółka Do Rzeczy S.A., wydawca tygodnika „Do Rzeczy”, miesięcznika „Historia Do Rzeczy” oraz portalu DoRzeczy.pl, zadebiutuje na rynku NewConnect w dniu 28 kwietnia 2026 r.

W dniu 21 kwietnia 2026 r. Zarząd Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. podjął Uchwałę nr 581/2026, na mocy której wyznaczył 28 kwietnia 2026 r. jako dzień pierwszego notowania akcji spółki Do Rzeczy S.A. w alternatywnym systemie obrotu na rynku NewConnect. Akcje spółki będą notowane pod nazwą skróconą DORZECZY oraz oznaczeniem DRZ.

Debiut giełdowy jest ważnym kamieniem milowym w rozwoju Do Rzeczy S.A. Spółka działa na rynku od 2013 roku, a wejście do obrotu publicznego wzmacnia jej transparentność, potwierdza dojrzałość organizacyjną oraz otwiera nowy etap rozwoju biznesowego i cyfrowego. W ramach dotychczasowych emisji ponad 520 inwestorów przeznaczyło na rozwój spółki łącznie 3 mln zł.

Zgodnie z uchwałą GPW, do obrotu na rynku NewConnect zostaną wprowadzone akcje zwykłe na okaziciela serii A, A2, A3, B, D i E, w tym akcje nowej emisji serii D w liczbie 34 094 sztuk oraz serii E w liczbie 19 771 sztuk.

– Debiut na NewConnect jest ważnym momentem w historii naszej spółki. To potwierdzenie, że niezależne media mogą skutecznie pozyskiwać kapitał na rozwój i budować silną społeczność akcjonariuszy. Wielu naszych czytelników zostało inwestorami, co traktujemy jako wyraz zaufania do marki Do Rzeczy i naszej strategii rozwoju – mówi Paweł Lisicki, Redaktor Naczelny tygodnika „Do Rzeczy” oraz Wiceprezes Zarządu Do Rzeczy S.A.

– Dziękuję redakcji, partnerom biznesowym i inwestorom za zaangażowanie w proces przygotowania spółki do debiutu giełdowego. Z satysfakcją reprezentuję inwestora strategicznego – PMPG Polskie Media S.A., [spółka notowana na rynku głównym GPW pod symbolem PGM] – która pozostaje akcjonariuszem Do Rzeczy S.A. i będzie nadal aktywnie wspierać jej rozwój, co czyni profesjonalnie od początku istnienia tego autorskiego projektu. Wierzymy, że spółka będzie konsekwentnie budowała swoją samodzielność operacyjną, wzmacniając jednocześnie swoją pozycję rynkową i niezależność biznesową – mówi Michał M. Lisiecki, Przewodniczący Rady Nadzorczej Do Rzeczy S.A. oraz przedstawiciel inwestora strategicznego.

Do Rzeczy należy dziś do najbardziej rozpoznawalnych i opiniotwórczych marek w segmencie mediów konserwatywno-liberalnych w Polsce. Spółka rozwija działalność wydawniczą i cyfrową, opartą na silnej marce, lojalnej społeczności odbiorców oraz modelu łączącym prasę, subskrypcje cyfrowe, multimedia i nowe źródła monetyzacji.

Portal DoRzeczy.pl osiąga średnio ponad 4 mln realnych użytkowników miesięcznie, generując około 37 mln odsłon miesięcznie. Spółka posiada także 8,5 tys.+ subskrypcji cyfrowych, wydała 620+ numerów tygodnika „Do Rzeczy”oraz 145+ numerów miesięcznika „Historia Do Rzeczy”. [Źródło: prezentacja inwestorska].

Środki pozyskane z emisji spółka przeznacza na dalszy rozwój strategicznych obszarów działalności, w szczególności: [Źródło: prezentacja inwestorska].

  • rozbudowę portalu i oferty cyfrowej,
  • rozwój subskrypcji premium i płatnych treści,
  • produkcję nowych formatów wideo, podcastów i multimediów,
  • rozwój kanałów dystrybucji w mediach społecznościowych i VOD,
  • wdrażanie nowych rozwiązań technologicznych, w tym automatyzacji i personalizacji treści,
  • rozwój projektów e-commerce oraz dywersyfikację źródeł przychodów.

Budownictwo mieszkaniowe odbiło w marcu. Siłą napędową okazały się gospodarstwa domowe

Statystyki GUS po lutym dotyczące rozpoczynanych budów sugerowały wyraźne spowolnienie, jednak marzec przyniósł absolutny zwrot akcji. We wszystkich kategoriach aktywności w budownictwie mieszkaniowym marcowe dane wskazują na wyniki lepsze niż przed rokiem. Prawdziwą siłą napędową rynku okazały się gospodarstwa domowe. Liczba rozpoczętych przez nie budów domów wzrosła aż o 144% m/m. Pytanie, czy ten impuls okaże się początkiem trwalszego trendu? Sytuację komentuje Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku Otodom.

Z najnowszych danych GUS o skali budownictwa mieszkaniowego w Polsce wynika, że liczba mieszkań i domów oddanych do użytku w Polsce w marcu była wyższa o 8,9% w porównaniu z lutym, a w ujęciu rocznym o 3,1%. Wyniki kwartalne są mniej optymistyczne. W okresie styczeń-marzec 2026 roku w całej Polsce do użytku oddanych zostało zaledwie 45,2 tys. mieszkań i domów, co oznacza najsłabszy wynik od ośmiu lat. Ostatni raz GUS odnotował w pierwszym kwartale mniej niż 46 tys. lokali oddanych do użytkowania w 2018 roku.mieszkania oddane

W marcu wszystkie grupy inwestorów oddały łącznie 15,9 tys. lokali. W tej puli firmy deweloperskie odpowiadały za budowę prawie 9 tys. mieszkań, co oznacza wzrost o 5,3% w porównaniu z lutym i zarazem poziom o 4% niższy niż w marcu ubiegłego roku. Ten kilkuprocentowy spadek rok do roku wskazuje nie tylko na pojedynczy słabszy wynik miesięczny, ale uprawdopodabnia również prognozy, zgodnie z którymi rok 2026 będzie najsłabszy od ośmiu lat pod względem liczby oddanych mieszkań. Warto jednak pamiętać, że w 2024 roku GUS odnotował rozpoczęcie budów prawie 153 tys. mieszkań i domów deweloperskich. Odczyt ten był jednym z najwyższych w historii rynku deweloperskiego w Polsce (wyższy tylko 2021 roku – 163 tys.), dlatego relatywnie niska liczba mieszkań oddanych w pierwszym kwartale bieżącego roku zaskakuje.

Firmy deweloperskie odpowiadają za 56% wszystkich oddanych do użytku w marcu lokali mieszkalnych. Wyniki inwestorów indywidualnych są bardziej stabilne niż efekty działalności deweloperów, a ich udział w całości budownictwa mieszkaniowego w Polsce w 2025 roku wyniósł 33% ogólnej liczby oddawanych lokali. Zarówno w marcu, jak i pierwszym kwartale tego roku udział gospodarstw domowych w całości budownictwa mieszkaniowego w Polsce sięgnął rekordowych 40%. W porównaniu z marcem 2025 roku, inwestorzy indywidualni (w terminologii GUS to gospodarstwa domowe) zakończyli budowę o 10,4% większej liczby domów/mieszkań, a w porównaniu z poprzednim miesiącem ich wynik był lepszy o 7,3%.mieszkania oddane deweloperzy

Wzrost liczby lokali oddawanych do użytku przez firmy deweloperskie w ujęciu miesiąc do miesiąca nie znajduje potwierdzenia w danych prezentowanych w postaci narastającej od początku roku sumy zrealizowanych lokali. W okresie styczeń-marzec firmy deweloperskie przekazały do użytkowania 26,1 tys. mieszkań i domów, czyli wyraźnie mniej niż przed rokiem (27,7 tys.).mieszkania oddane deweloperzy 2026

W tym samym czasie inwestorzy indywidualni zrealizowali 17,9 tys. lokali, czyli o 6% więcej niż w analogicznym okresie 2025 roku.

Starania różnych grup inwestorów o uzyskanie pozwoleń na budowę w marcu przyniosły wyraźnie lepsze efekty niż w lutym i są bliskie wynikom z marca 2024 roku.mieszkania pozwolenia

Z danych zagregowanych dla 36 miesięcy wynika, że nadwyżka pozwoleń na budowę lokali mieszkalnych uzyskanych przez firmy deweloperskie nad liczbą rozpoczynanych w analogicznych okresach budów utrzymuje się na wysokim poziomie. W efekcie elastyczność w zakresie wprowadzania przez firmy deweloperskie na rynek nowej podaży jest wysoka.

Łączna liczba pozwoleń wydanych w marcu sięgnęła 27,2 tys., z czego 18,5 tys. pozwoleń uzyskali deweloperzy, a 8,3 tys. inwestorzy indywidualni. W rezultacie suma uzyskanych w marcu pozwoleń była o 20% wyższa niż w lutym. Również w porównaniu z ubiegłym rokiem liczba ta wyraźnie wzrosła (20,5%). Źródłem tych imponujących wzrostów była nie tylko duża aktywność firm deweloperskich, ale i gospodarstw domowych.mieszkania pozwolenia deweloperzy 2026

Tendencję wzrostową widać również w ujęciu kwartalnym. Liczba lokali mieszkalnych, na budowę których różne grupy inwestorów uzyskały pozwolenie w okresie styczeń-marzec jest wyższa niż rok temu. W pierwszych trzech miesiącach bieżącego roku deweloperzy uzyskali pozwolenia na budowę łącznie 45,9 tys. mieszkań i domów (o 11% więcej r/r), a inwestorzy indywidualni 20,6 tys. (o 13% więcej r/r).mieszkania pozwolenia deweloperzy 2026 2

Marcowe statystyki GUS dotyczące rozpoczynanych w całej Polsce budów wskazują na dynamiczne odbicie w stosunku do lutego. Duża skala wzrostu pozwala przypuszczać, że aktywność ta ujawnia nie tylko naturalne wiosenne wzmożenie, ale również powrót optymizmu w budownictwie mieszkaniowym.rozpoczecie budowy

Wszystkie grupy inwestorów w marcu 2026 roku rozpoczęły budowy 22,9 tys. lokali mieszkalnych, czyli o 62% więcej niż w lutym i o 5% więcej niż w marcu 2025 roku. Ten kilkuprocentowy wzrost rok do roku w kategorii ‘ogółem’ to przede wszystkim efekt dużej skali aktywności inwestorów indywidualnych, którzy w marcu rozpoczęli budowę o 18,6% większej liczby lokali w ujęciu rocznym.

Statystyki GUS po lutym dotyczące rozpoczynanych w całej Polsce budów sugerowały wyraźne spowolnienie. Jednak skokowy wzrost liczby nowych budów rozpoczętych w marcu przez wszystkie grupy inwestorów zmienia te pesymistyczne prognozy. Wyniki za pierwszy kwartał 2026 roku są wprawdzie o 11% słabsze w porównaniu z tymi sprzed roku, ale poprawa w stosunku do lutego jest bardzo wyraźna. Co ważne, to aktywność gospodarstw domowych mocniej, niż w poprzednich miesiącach, wpłynęła na wyniki rozpoczynanych budów ogółem. W marcu aż 43% wszystkich rozpoczynanych budów zainicjowały gospodarstwa domowe.

Bieżące dane GUS o rozpoczynanych budowach należy interpretować także w kontekście statystyki udzielanych pozwoleń. Od początku roku różnica między liczbą uzyskanych pozwoleń i liczbą rozpoczynanych budów wynosi 18,2 tys., co oznacza, że 27% uzyskiwanych pozwoleń nie ma kontynuacji w realizowanych budowach.

Jednocześnie warto odnotować że 4/5 (15 tys.) tej nadwyżki powstała za sprawą pozwoleń na budowę nowych mieszkań, ponieważ firmy deweloperskie w pierwszym kwartale odłożyły co trzecie uzyskane w tym okresie pozwolenie na budowę. W kategorii inwestorów indywidualnych odsetek odłożonych pozwoleń jest o połowę mniejszy.

Wyniki firm deweloperskich w kontekście nadwyżki pozwoleń nad rozpoczynanymi budowami należy oceniać nieco inaczej niż wyniki gospodarstw domowych. Przede wszystkim dlatego, że pozwolenia uzyskiwane przez firmy deweloperskie często dotyczą wieloetapowych inwestycji, na które składają się setki mieszkań. Tymczasem gospodarstwa domowe uzyskują zazwyczaj pozwolenie na pojedynczy budynek, czyli dom jednorodzinny.rozpoczecie budowy deweloperzyrozpoczecie budowy deweloperzy

Warszawski rynek biurowy wchodzi w fazę ograniczonej podaży

Warszawski rynek biurowy w I kwartale 2026 roku utrzymał stabilne fundamenty, przy jednoczesnym ograniczeniu aktywności deweloperskiej. Rekordowo niska nowa podaż oraz niewielka liczba projektów w budowie przesuwają równowagę rynkową w kierunku właścicieli i będą sprzyjać dalszemu spadkowi pustostanów w kolejnych kwartałach.

Warszawa pozostaje największym i najbardziej dojrzałym rynkiem biurowym w Polsce, z całkowitymi zasobami na poziomie 6,28 mln mkw., co stanowi blisko połowę krajowej powierzchni biurowej oraz ponad połowę wolumenu najmu.

W I kwartale 2026 roku na rynek trafiło około 43 000 mkw.  nowoczesnej powierzchni biurowej w ramach trzech projektów, z których największym był budynek Studio A (24 000 mkw.). Jednocześnie prognozy na kolejne kwartały wskazują na utrzymanie się bardzo niskiej podaży. Do końca bieżącego roku planowane jest oddanie jedynie około 6 000 mkw. nowej powierzchni.

W dłuższej perspektywie aktywność deweloperska również pozostanie ograniczona. Prognozuje się, że w latach 2027–2028 na rynek trafi jedynie około 109 000 mkw.. Co istotne, niemal całość realizowanych inwestycji koncentruje się w centralnych lokalizacjach, przede wszystkim w rejonie Ronda Daszyńskiego.

„Skala nowej podaży pozostaje rekordowo niska, co w połączeniu z ograniczoną liczbą projektów w budowie będzie w najbliższych kwartałach kluczowym czynnikiem wpływającym na dalsze zacieśnianie się rynku i spadek dostępności powierzchni”, – komentuje Michał Kusy, analityk w dziale badań rynku w Knight Frank.

W I kwartale 2026 roku popyt na powierzchnie biurowe wyniósł niemal 134 000 mkw., co oznacza spadek o 9% rok do roku. Aktywność najemców koncentrowała się przede wszystkim w strefach centralnych, które odpowiadały za 54% całkowitego wolumenu, przy silnej pozycji Ronda Daszyńskiego i Centralnego Obszaru Biznesu.

Struktura popytu uległa wyraźnej zmianie, ponieważ największy udział miały nowe umowy (51%), wyprzedzając renegocjacje (39%). Wzrost odnotowały również ekspansje, których udział wyniósł 9%, co może wskazywać na stopniowe odbudowywanie się aktywności najemców.

Najbardziej aktywnym sektorem pozostaje branża IT (20% popytu), a silną pozycję utrzymują również firmy z sektora usług dla biznesu oraz finansowego. Rosnącą aktywność wykazuje także sektor przemysłowy.

„Obserwujemy większą skłonność najemców do podejmowania decyzji o ekspansji, co w połączeniu z ograniczoną dostępnością nowoczesnej powierzchni może w kolejnych kwartałach zwiększać konkurencję o najlepsze biura”, – dodaje Zuzanna Mańk, negocjator w dziale reprezentacji najemcy w Knight Frank.

Na koniec I kwartału 2026 roku wskaźnik pustostanów wyniósł 9,5%, co oznacza niewielki wzrost kwartalny, ale jednocześnie spadek o 1 pp. rok do roku. Pomimo chwilowego wzrostu, poziom niewynajętej powierzchni pozostaje relatywnie niski.

W perspektywie kolejnych kwartałów oczekiwany jest powrót do trendu spadkowego, wspieranego przez bardzo ograniczoną nową podaż oraz utrzymujący się popyt.

W I kwartale 2026 roku czynsze wywoławcze pozostały stabilne. W centralnych lokalizacjach mieściły się najczęściej w przedziale 18–32 EUR/mkw./miesiąc, natomiast poza centrum wynosiły 12–18 EUR/mkw./miesiąc. Stabilne pozostawały również opłaty eksploatacyjne.

Ograniczona dostępność nowoczesnej powierzchni, szczególnie w centralnych lokalizacjach, może jednak w kolejnych kwartałach prowadzić do wzrostu presji czynszowej w najlepszych projektach.

Ponad pół miliona Polaków może skorzystać z ulgi IKZE w rozliczeniu PIT

0

Dane Komisji Nadzoru Finansowego wskazują, że w tym roku nawet 565 514[1] Polaków może skorzystać z ulgi podatkowej w rocznym rozliczeniu PIT z tytułu odliczenia wpłat na IKZE. Tymczasem, według analiz PITax[2], w ubiegłym roku aż 3,8 mln podatników, rozliczając PIT, musiało dopłacić fiskusowi łącznie ok. 4,9 mld zł. Jak wskazuje ekspertka TFI Allianz Polska, Anna Bąkała, IKZE to rozwiązanie dla osób, które chcą gromadzić dodatkowe środki na emeryturę, jednocześnie korzystając z bieżącej ulgi podatkowej.

Planowanie to podstawa

Prognozowana wysokość przyszłych emerytur z ZUS budzi obawy wielu pracujących Polaków. Rozliczanie PIT to dobry moment, aby spojrzeć szerzej na bieżącą sytuację finansową, ale również pomyśleć o dodatkowym zabezpieczeniu przyszłej emerytury. Jest to ważne zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i społecznym.

Rozliczenie PIT dla wielu osób kończy się koniecznością dopłaty, często niemałej kwoty. Tymczasem regularne wpłaty na IKZE nie tylko pomagają budować własny kapitał emerytalny, ale również realnie obniżają podatek dochodowy – zamiast dopłaty możemy nawet uzyskać zwrot podatku. Jednak wielu uświadamia to sobie za późno, najczęściej pod koniec roku. Wtedy nie dość, że jest mało czasu, aby wybrać odpowiednie dla siebie IKZE, to jeszcze całą kwotę roczną trzeba wpłacić jednorazowo. Lepiej pomyśleć o założeniu IKZE w pierwszej połowie roku, aby wpłaty rozłożyć w czasie, a przy kolejnym rozliczeniu PIT cieszyć się z ulgi – mówi Anna Bąkała z zarządu TFI Allianz Polska.

Z ostatnich dostępnych danych Ministerstwa Finansów wynika, że ulga IKZE plasuje się na czwartym miejscu wśród najwyższych kwotowo odliczeń PIT. W rozliczeniu za 2024 rok skorzystało z niej 303 771 podatników, którzy łącznie odliczyli ponad 2,1 mld zł[3].

Limity wpłat – kto może więcej?

Pieniądze na IKZE można wpłacać jednorazowo lub wielokrotnie w ciągu roku. Należy sprawdzić, jaki w danym roku jest limit wpłat na IKZE, które można odliczyć od podstawy opodatkowania PIT. Dla wpłat realizowanych w 2026 roku ten limit wynosi 11 304 zł dla osób zatrudnionych na umowę o pracę i 16 956 zł dla osób prowadzących pozarolniczą działalność gospodarczą.

Dopasowane do cyklu życia

Poza wyborem formy IKZE oraz instytucji, która będzie je prowadzić, pozostaje jeszcze określenie swojego podejścia do inwestowania. Można samemu wybrać strategię np. bezpieczną lub z większą gotowością do ryzyka, a można ten wybór pozostawić specjalistom.

Niektóre instytucje finansowe, w tym nasze TFI, oferują zautomatyzowane rozwiązania oparte na tzw. cyklu życia. W takim modelu strategia inwestycyjna jest dopasowywana do wieku oszczędzającego. Na wczesnym etapie inwestowania pozostaje nastawiona na wzrost kapitału, a z biegiem lat coraz bardziej koncentruje się na stabilności i ochronie zgromadzonych oszczędności – dodaje Anna Bąkała z TFI Allianz Polska.

[1] Źródło: https://www.knf.gov.pl/?articleId=97199&p_id=18

[2] Źródło: https://www.money.pl/podatki/wzrosla-liczba-polakow-ktorzy-musieli-doplacic-podatek-o-tyle-poprosila-skarbowka-7194150254291904a.html

[3] Źródło: https://www.bankier.pl/wiadomosc/Na-tych-ulgach-Polacy-zyskali-najwiecej-Ministerstwo-Finansow-pokazalo-dane-9103237.html

Polski rynek nieruchomości komercyjnych z mocnym otwarciem 2026 roku. Inwestycje przekroczyły 1 mld euro

Rośnie wartość inwestycji w nieruchomości komercyjne w Polsce. W pierwszym kwartale 2026 r. przekroczyła 1 mld euro, co oznacza wzrost o 44 proc. w ujęciu rocznym – wynika z raportu CBRE „Investment Market in Poland Q1 2026”. Oznaki ożywienia widoczne są przede wszystkim w sektorze magazynowym i handlowym. Udział polskiego kapitału sięgnął 8,5 proc., a największy wkład rodzimych inwestorów dotyczył rynku biurowego – stanowił niemal jedną czwartą całego wolumenu. Na biura postawili również Czesi, Amerykanie kupowali głównie magazyny, a Węgrzy najwięcej inwestowali w handel.

Sektor magazynowy zanotował szczególnie dobre wyniki, odpowiadając za 42 proc. całkowitej wartości transakcji w pierwszym kwartale br., czyli około 447 mln euro. Mocny początek roku miał miejsce także w handlu, który osiągnął niemal taką samą wartość transakcji jak w całym pierwszym półroczu minionego roku. Odpowiadał za 30 proc. wolumenu inwestycyjnego w tym kwartale, co przekłada się na około 318 mln euro.

W biura ulokowano około 245 mln euro, co stanowi 23 proc. całego rynku. Pomimo spokojnego początku, oczekuje się, że aktywność w segmencie biurowym wzrośnie w 2026 roku, wraz z realizacją kilku dużych projektów znajdujących się obecnie w przygotowaniu,

Instytucjonalny najem mieszkań (PRS) odnotował na początku roku jedną transakcję (Palio C), o łącznej wartości nieco ponad 33 mln euro. W tym segmencie nadal oczekiwana jest większa aktywność. Na rynku hotelowym zrealizowano jedną transakcję o wartości około 13 mln euro.

Polskie biura i handel

Wartość kapitału ulokowanego przez polskich inwestorów na rynku nieruchomości komercyjnych w pierwszym kwartale 2026 r. sięgnęła 8,5 proc. (88 mln euro). Dominującym kierunkiem inwestycji były nieruchomości biurowe, w których ulokowano 55 mln euro (25 proc. wolumenu biurowego), natomiast w nieruchomości handlowe zainwestowano 33 mln euro (10 proc. wolumenu handlowego).

Ograniczona liczba dużych graczy na rynku inwestycyjnym, a tym samym niższa konkurencja, otwiera przestrzeń dla polskich inwestorów, których rola będzie nadal rosła. Krajowi przedsiębiorcy dysponujący rentownymi biznesami i zgromadzonym kapitałem, traktują nieruchomości komercyjne jako stabilne uzupełnienie portfela inwestycyjnego. Wielu z nich osiągnęło już dojrzałość biznesową i postrzega tego typu aktywa jako sposób na zabezpieczenie przyszłości – mówi Przemysław Felicki, dyrektor w dziale rynków kapitałowych w CBRE.

Na rynku biurowym aktywni byli również czescy inwestorzy, których udział sięgnął 107 mln euro. Węgrzy postawili na handel, w który zainwestowali 187 mln euro. Wyraźnie widoczny był również kapitał amerykański. Amerykanie wydali 257 mln euro na polskie obiekty magazynowe oraz 70 mln euro na obiekty handlowe.

Anna Kofoed i Phil Hoffman dołączają do zarządu Allianz Partners

0

Anna Kofoed objęła stanowisko Dyrektor ds. Globalnych Partnerstw Strategicznych, a Phil Hoffman Dyrektora ds. Turystyki w Allianz Partners. Oboje dołączyli jednocześnie do zarządu spółki. Zmiany w kierownictwie wspierają dalszy rozwój Allianz Partners jako globalnego lidera w obszarze bezpieczeństwa podróży i ubezpieczeń.  

Anna Kofoed, Allianz Partners
Anna Kofoed, Allianz Partners

Allianz Partners, globalny lider w dziedzinie ubezpieczeń i assistance B2B2C, ogłosił dwie kluczowe zmiany w zarządzie. Ich celem jest wzmocnienie kompetencji zespołu oraz przyspieszenie realizacji strategii rozwoju firmy.

Po niemal dwóch dekadach pracy w Grupie Allianz, Phil Hoffman został powołany na stanowisko Dyrektora ds. Turystyki oraz dołączył do zarządu Allianz Partners. W nowej roli będzie raportował do Tomasa Kunzmanna, Prezesa Allianz Partners, odpowiadając za dalszy rozwój segmentu ubezpieczeń podróżnych.

Phil posiada blisko 20 lat doświadczenia menedżerskiego w Grupie Allianz, gdzie pełnił szereg strategicznych funkcji. Był m.in. szefem obszaru ubezpieczeń w regionie Ibero-LatAm, odpowiadał za segment U.S. Life oraz Asset Management w ramach Group Planning & Controlling w Allianz SE, a także pracował jako Dyrektor ds. Doradztwa Finansowego oraz Investment Risk Principal w Allianz Life Insurance North America.

Od 2019 roku pełnił rolę Dyrektora Finansowego Allianz Direct. W tym czasie odpowiadał za zbudowanie i rozwój obszarów finansów, zarządzania ryzykiem, prawnego oraz compliance. Odegrał ponadto kluczową rolę w uruchomieniu paneuropejskiej platformy ubezpieczeń direct oraz przeprowadził konsolidację do jednego europejskiego podmiotu ryzyka, a także kilka udanych transakcji M&A.

Phil Hoffman, Allianz Partners
Phil Hoffman, Allianz Partners

Phil obejmuje stanowisko po Annie Kofoed, która w styczniu 2026 roku została powołana na stanowisko Dyrektor ds. Globalnych Partnerstw Strategicznych oraz dołączyła do zarządu Allianz Partners – raportując również do Tomasa Kunzmanna.

Anna dołączyła do Allianz Partners w 2023 roku z firmy Amadeus – globalnego lidera w obszarze technologii dla branży turystycznej i platform dystrybucyjnych. Z ponad 20-letnim doświadczeniem zdobytym w Amadeus, pełniła szereg globalnych ról kierowniczych w różnych obszarach – od marketingu i sprzedaży po strategię i planowanie biznesowe.

W ciągu dwóch lat kierowania segmentem ubezpieczeń podróżnych przyczyniła się do dynamicznego wzrostu przychodów, koncentrując się na kluczowych segmentach, takich jak linie lotnicze i banki, a także wprowadzając innowacyjne produkty i wzmacniając zaangażowanie cyfrowe klientów.

Anna obejmuje stanowisko po Jean-Marcu Pailholu, który objął nową rolę skoncentrowaną na rozwoju wyspecjalizowanej oferty ubezpieczeń i assistance dla klientów z segmentu high-net-worth.

Z ogromną przyjemnością witam Phila w naszym zarządzie. Jego dogłębna znajomość ekosystemu Allianz, umiejętności w zakresie wprowadzania innowacji oraz rentownego wzrostu będą kluczowe dla rozwoju segmentu ubezpieczeń i assistance w podróży. Przedsiębiorcze i zorientowane na klienta podejście Phila idealnie wpisują się w naszą wizję dostarczania najlepszych w swojej klasie rozwiązań dla naszych partnerów i klientów – skomentował Tomas Kunzmann, prezes Allianz Partners. Cieszę się również, że Anna objęła stanowisko Dyrektor ds. Globalnych Partnerstw Strategicznych. To inspirująca liderka, która posiada niezwykłą zdolność przewidywania trendów branżowych i przekuwania ich w konkretne korzyści dla klientów. Jej działania przyczyniły się nie tylko do rozwoju segmentu ubezpieczeń podróżnych, ale także zainspirowały zespoły w całej organizacji do przesuwania granic i dostarczania kluczowych innowacji. Jestem przekonany, że jej długofalowe spojrzenie i pasja do budowania wartościowych i trwałych partnerstw wyniosą naszą strategiczną współpracę na nowy poziom.

Droższa praca zmienia rynek. Rośnie znaczenie pracy tymczasowej i „na żądanie”

Praca w Polsce ponownie podrożała. W IV kwartale 2025 r. indeks kosztów zatrudnienia wzrósł o 7,7% rok do roku i o 5,0% względem początku 2025 r., osiągając poziom 170,6 – wynika z danych GUS. Najwyższe wartości wskaźnika odnotowano w sektorze opieki zdrowotnej i pomocy społecznej oraz w TSL. W odpowiedzi na rosnące wydatki firmy coraz częściej sięgają po rozwiązania hybrydowe. Jak pokazują analizy Grupy Progres, przybywa przedsiębiorstw działających w modelu łączącym stałe zespoły z pracownikami tymczasowymi, którzy wspierają organizacje w momentach największego obciążenia. Rośnie też liczba osób zainteresowanych pracą „na wezwanie”.

Wzrost kosztów pracy widoczny jest we wszystkich sektorach gospodarki, jednak jego skala wyraźnie różni się w zależności od branży. Najwyższe wartości indeksu w IV kwartale 2025 r. odnotowano w opiece zdrowotnej i pomocy społecznej (192,0) oraz w transporcie i gospodarce magazynowej (190,0). Wysokie poziomy utrzymują się również w działalności wspierającej (180,7), administracji publicznej i obronie narodowej (179,2) oraz sektorze kultury i rekreacji (179,6).

Wszyscy dostają „po kieszeni”, Polska w czołówce najdroższych rynków pracy w UE

W dalszej kolejności plasują się m.in. edukacja (169,3), zakwaterowanie i gastronomia (169,1), gospodarka wodno-ściekowa i odpadowa (168,2), przetwórstwo przemysłowe (167,7), działalność finansowa i ubezpieczeniowa (167,2) oraz działalność profesjonalna, naukowa i techniczna (167,1). Nieco niższe wartości odnotowano w informacji i komunikacji (166,0), handlu (165,3) oraz energetyce (164,8).

Najniższe poziomy – choć nadal wyższe niż średnia dla Unia Europejska – występują w pozostałych usługach (160,7), obsłudze rynku nieruchomości (162,9), budownictwie (162,2) oraz górnictwie (147,8).

Polska pozostaje przy tym w ścisłej czołówce krajów UE pod względem poziomu indeksu kosztów zatrudnienia – ustępuje jedynie takim krajom jak Rumunia (172,7), Litwa (176,7), Węgry (180,0) czy Bułgaria (191,1). Jednocześnie koszty pracy nad Wisłą są wyraźnie wyższe niż w wielu krajach Europy Zachodniej – dla porównania we Włoszech wskaźnik wynosi 110,7, we Francji – 115,2, w Danii – 116,6, w Finlandii – 117,6, w Hiszpanii – 118,6, a na Malcie – 119,2. Rosnące koszty oraz niewielki wzrost liczby przepracowanych godzin sprawiają, że firmy szukają nowych sposobów organizacji pracy.

Dane GUS pokazują, że mamy do czynienia z trwałą zmianą warunków prowadzenia biznesu – w IV kwartale 2025 r. koszty pracy na godzinę przepracowaną były już o 70,6% wyższe niż w 2020 r., przy jednocześnie niemal niezmienionej liczbie przepracowanych godzin. To oznacza, że firmy nie mogą już budować przewagi na prostym zwiększaniu zatrudnienia, tylko na jego elastycznym zarządzaniu. Dlatego modele mieszane – które jeszcze niedawno były traktowane jako rozwiązania testowe – przestają być alternatywą, a stają się koniecznością. Pozwalają utrzymać stabilność operacyjną, a jednocześnie szybko reagować na zmienność popytu – mówi Iwona Wieczyńska, dyrektor regionu w Grupie Progres.

Szczególnie widoczne jest to w sektorach produkcyjnych, logistyce, FMCG, czy handlu, gdzie sezonowość i zmienność zamówień wymagają szybkiego dostosowywania skali zatrudnienia i móc zrealizować każde z założonych zadań.

Praca na „żądanie”

Model hybrydowy, określany często jako system „dwóch biegów”, polega na łączeniu stałych zespołów z pracownikami tymczasowymi, którzy mogą być angażowani dokładnie wtedy, gdy są potrzebni. W praktyce coraz częściej oznacza to strukturę, w której ok. 70% zespołu stanowi stabilna grupa pracowników, a 30% to elastyczna pula dostępna „na wezwanie” – obejmująca m.in. studentów, osoby łączące różne aktywności zawodowe czy pracowników powracających na rynek pracy. Takie podejście pozwala nie tylko ograniczać przestoje, ale także lepiej zarządzać kosztami i nadgodzinami.

Skala efektów pokazuje, jak bardzo taki model zmienia funkcjonowanie organizacji. W jednym z realizowanych przez nas projektów udało się obsadzić 2 384 dodatkowe, nieplanowane dniówki, co przełożyło się na 19 072 roboczogodziny pracy wykonanej dokładnie wtedy, gdy była potrzebna – podkreśla Iwona Wieczyńska. – Kluczowe jest planowanie oparte na danych – dzięki temu czas reakcji na zmiany można skrócić nawet do 53 minut, co pozwala uzupełniać braki kadrowe jeszcze w trakcie tej samej zmiany dodaje.

Praca do wykonania „na już”

Nie brakuje też ofert tego typu. Jak wynika z analiz Grupy Progres, obecnie ponad 36% ogłoszeń rekrutacyjnych dotyczy pracy tymczasowej, zleceń czy umów o dzieło. Zainteresowanie takimi formami zatrudnienia również rośnie – szczególnie w okresach sezonowych – w 2025 r. zwiększyło się o ok. 25–30% w porównaniu do 2024 r. Coraz większą część rynku stanowią też oferty pracy „od zaraz” – odpowiadają już za ok. 34% ogłoszeń, co pokazuje, że decyzje kadrowe zapadają dziś w godzinach, nie tygodniach.

Spór o oprogramowanie robotów trafia do sądu. Teradyne Robotics wygrywa pierwszy etap sporu z Elite Robots

Jak podała firma Teradyne Robotics A/S, spółka zależna Teradyne, Inc. (NASDAQ: TER), w lutym 2026 r. skierowała ona do sądu w Niemczech pozew przeciwko niemieckiemu oddziałowi Elite Robots, Elite Robots Deutschland GmbH, dotyczący domniemanego naruszenia praw autorskich do oprogramowania Universal Robots. Z przekazanych przez spółkę informacji wynika, że Sąd Okręgowy w Hamburgu wydał w tej sprawie wstępny zakaz sądowy wobec Elite Robots Deutschland GmbH.

Według komunikatu Teradyne Robotics, postanowienie sądu przewiduje ze skutkiem natychmiastowym zakaz oferowania lub dystrybucji na terenie Niemiec oprogramowania wskazanego jako naruszające prawo oraz produktów zawierających takie oprogramowanie — do czasu odwołania tego środka. Jak podaje spółka, Elite Robots Deutschland GmbH ma również obowiązek przedstawienia informacji dotyczących zarzucanych naruszeń oraz ujawnienia danych o klientach, których zaopatrywała.

Teradyne Robotics zapowiedziała ponadto, że może podejmować dalsze kroki prawne wobec dystrybutorów i partnerów Elite Robots, którzy — według stanowiska spółki — nadal będą oferować oprogramowanie objęte zarzutami.

„Firma Teradyne Robotics będzie zdecydowanie dawać odpór konkurencji kopiującej sprzęt lub oprogramowanie jej autorstwa, dlatego oczywiście jesteśmy zadowoleni z tego orzeczenia” – powiedział Jean-Pierre Hathout, prezes Teradyne Robotics Group. „Uważamy, że mamy niepodważalne dowody na naruszenie praw autorskich i chociaż to orzeczenie sądu nie jest prawomocne, to wyraźnie wskazuje, że mamy bardzo mocną argumentację”.

Jean-Pierre Hathout dodał: „Automatyzacja i innowacje są krytyczne dla naszej przyszłości w przemyśle. Nie będziemy pozostawać bierni wobec nielegalnego kopiowania przez innych naszych zastrzeżonych technologii. To nie tylko godzi w nasze prace badawcze i innowacyjność, ale także podważa zaufanie klientów. Teradyne Robotics będzie z pełnym zaangażowaniem chronić swoją własność intelektualną i zapewniać klientom z branży automatyki dostęp do bezpiecznych, innowacyjnych i wysokiej jakości rozwiązań, na które zasługują”.

Na moment publikacji nie przedstawiono stanowiska Elite Robots Deutschland GmbH w tej sprawie.

Sprawdzona agencja pracy tymczasowej – jakie kryteria wziąć pod uwagę przy wyborze?

Wybór agencji pracy tymczasowej to decyzja, która wpływa na ciągłość produkcji, tempo rekrutacji, bezpieczeństwo formalne i wizerunek pracodawcy. Jeśli partner działa sprawnie, kadry pracują jak dobrze naoliwiony mechanizm. Gdy zawodzi, pojawiają się opóźnienia, rotacja i kosztowne nerwy. Na co więc patrzeć, by nie kupować obietnic, tylko realną jakość?

Dlaczego sama liczba kandydatów nie wystarcza?

Dobra agencja nie ogranicza się do przesyłania CV. Powinna rozumieć biznes, tempo operacyjne firmy i specyfikę stanowisk, od produkcji po role eksperckie. To szczególnie ważne przy rekrutacji specjalistów, gdzie liczy się nie tylko doświadczenie, lecz także dopasowanie kompetencji, gotowość do rozwoju i kultura pracy.

Równie istotna jest perspektywa kandydata. Kandydaci oczekują dziś sprawnej komunikacji, szybkiego feedbacku i jasnych zasad. Pracodawcy z kolei skupiają się na jakości dopasowania i stabilności zatrudnienia. Te dwa światy czasem mijają się. Właśnie dlatego profesjonalne agencje pracy usprawniają zarządzanie kadrami: porządkują proces, skracają czas rekrutacji i zmniejszają ryzyko błędnych decyzji.

Najważniejsze kryteria wyboru agencji pracy tymczasowej

Najlepiej oceniać agencję jak partnera operacyjnego, a nie “pośrednika od pracowników”. W praktyce warto sprawdzić kilka obszarów.

  • Zasięg i obecność w całej Polsce: szeroka sieć oddziałów oznacza szybszy dostęp do kandydatów, lepszą znajomość lokalnych rynków i większą elastyczność przy nagłych wzrostach zapotrzebowania.

  • Doświadczenie i staż na rynku: firma obecna od wielu lat zwykle ma sprawdzone procedury, zaplecze rekrutacyjne i odporność na rynkowe zawirowania.

  • Kapitał i płynność finansowa: własne finansowanie oraz stabilna sytuacja finansowa dają realną gwarancję wypłacalności, terminowych wynagrodzeń i bezpiecznej obsługi projektów.

  • Specjalizacja w branżach: agencja, która zna logistykę, produkcję, handel, sektor biurowy czy techniczny, szybciej znajduje właściwe osoby i lepiej ocenia ich kompetencje.

  • Doświadczeni konsultanci: liczy się nie tylko marka, ale też ludzie prowadzący procesy, ich znajomość rynku, prawa pracy i praktyki zatrudniania.

  • Znana marka: rozpoznawalność buduje zaufanie kandydatów i klientów, a to przekłada się na skuteczność rekrutacji.

Warto dodać jeszcze jeden filtr: zakres wsparcia. Coraz częściej dobre agencje pomagają nie tylko rekrutować, ale także planować rozwój kompetencji, wdrażać pracowników, koordynować dokumentację i odciążać działy personalne w codziennej pracy.

Jak rozpoznać partnera, który rozumie zmiany rynku?

Rynek pracy zmienia się szybciej niż kilka lat temu. Dotyczy to zarówno kompetencji, jak i samych grup kandydatów. W materiale Grupy Progres o kobietach przejmujących „męskie zawody” podkreślono, że granice między branżami „kobiecymi” i „męskimi” wyraźnie się zacierają, a wg danych europejskich kobiety stanowią około 41% specjalistów i naukowców w obszarach technicznych i badawczych. To ważny sygnał: agencja nie może działać według starych schematów, jeśli chce skutecznie docierać do talentów.

Co to oznacza w praktyce? Partner rekrutacyjny powinien umieć szukać kandydatów szerzej, bez stereotypów, i wspierać firmy w rozwoju kompetencji, a nie tylko w zapełnianiu wakatów. Dziś przewagę budują organizacje, które uczą się szybciej niż konkurencja.

Nie można też pomijać kwestii formalnych. Legalizacja pobytu i pracy cudzoziemców w Polsce już teraz wymaga dużej uważności, a od 5 marca 2026 część uproszczeń wynikających ze specustawy ukraińskiej wygaśnie. To oznacza powrót do bardziej formalnych procedur. Agencja, która zna ten obszar, pomaga uniknąć kar, przestojów i ograniczeń w zatrudnianiu. Właśnie tutaj widać różnicę między dostawcą CV a partnerem HR.

Czy Grupa Progres spełnia te warunki?

Na tle tych kryteriów Grupa Progres jest realnym partnerem dla przedsiębiorców. Działa w modelu pracy tymczasowej i stałej, wspiera organizacje w całej Polsce i podkreśla elastyczne podejście do specyfiki branż. To ważne, bo inne potrzeby ma zakład produkcyjny, inne centrum logistyczne, a jeszcze inne firma szukająca specjalistów.

Znaczenie ma też skala i dojrzałość operacyjna. Marka obecna na rynku od wielu lat buduje procedury, relacje i bazę kandydatów, których nie da się stworzyć z dnia na dzień. Jeśli do tego dochodzi doświadczenie konsultantów, wsparcie w legalizacji zatrudnienia cudzoziemców oraz znajomość zmieniających się trendów, firma zyskuje nie tylko rekrutację, ale także porządek w procesach kadrowych.

Kryterium

Dlaczego jest ważne

Grupa Progres

Zasięg w całej Polsce

Ułatwia szybkie rekrutacje i obsługę wielu lokalizacji

Spełnia – działa ogólnopolsko (ponad 20 oddziałów)

Doświadczenie na rynku

Zwiększa przewidywalność i jakość procesów

Spełnia – marka obecna od 2002 roku

Kapitał i płynność finansowa

Daje bezpieczeństwo terminowych wynagrodzeń

Spełnia – stabilne zaplecze biznesowe (w 100% polski kapitał)

Specjalizacja branżowa

Poprawia trafność doboru kandydatów

Spełnia – obsługuje różne sektory rynku

Doświadczeni konsultanci

Skracają proces i lepiej oceniają kompetencje

Spełnia – oferuje eksperckie wsparcie HR

Znana marka

Buduje zaufanie kandydatów i pracodawców

Spełnia – marka rozpoznawalna na rynku

Jeśli szukasz agencji, która patrzy szerzej niż na sam wakat, właśnie takie kryteria warto wziąć pod uwagę. Bo dobra współpraca z agencją nie kończy się na zatrudnieniu jednej osoby. Ona porządkuje kadry, wzmacnia procesy i daje firmie oddech wtedy, gdy rynek przyspiesza.

Inwestorzy nie wierzą w rozejm. Ropa i dolar reagują na niepewność

W nocy prezydent USA ogłosił rozejm na czas negocjacji. Rynki zareagowały jednak pewnym zwątpieniem, bo wygląda na to, że jest to jednostronne porozumienie, a przynajmniej Iran go nie potwierdził. Nawet po tej deklaracji inwestorzy nadal traktują sytuację jako bardziej ryzykowną.

Co z rozejmem?

Dzisiaj w nocy miał zakończyć się rozejm pomiędzy Iranem a USA. Jednak jak zwraca uwagę wielu analityków, nie bardzo było co kończyć, bo tego porozumienia już dawno nie było. Przepustowość Cieśniny Ormuz jest czysto symboliczna – przekracza ją zaledwie kilka pojedynczych statków dziennie. Z jednej strony Iran strzela do jednostek przechodzących bez zgody. Wczoraj doszło do kolejnego takiego incydentu, co prawdopodobnie znów odbije się na kosztach ubezpieczeń i wstrzyma żeglugę. Z drugiej strony siły USA nadal zatrzymują statki przekraczające blokadę. Warto zauważyć, że Amerykanie nie kontynuują obecnie ataków rakietowych na terytorium Iranu. Dzisiaj w nocy pojawił się jednak post informujący o przedłużeniu zawieszenia broni. Tym razem ma ono obowiązywać bezterminowo, na czas negocjacji.

Jak reaguje ropa?

Inwestorzy nie przyjmują tej sytuacji tak spokojnie, jak wcześniej. W wyniku zwiększonych napięć i oczekiwania na post prezydenta USA w swoich social mediach – które są obecnie prawdopodobnie jego głównym kanałem komunikacji – ropa drożała. Do momentu „wyjaśnienia sytuacji” cena baryłki Brent skoczyła w górę 6 USD. Po samej decyzji spadła, ale zaledwie o 3 USD. Jesteśmy zatem obecnie w okolicach 98 USD za baryłkę, a nie 95 USD jak wcześniej. Wczoraj kończyły się obecne kontrakty na ropę w USA i otwierały nowe. To wydarzenie, mimo pewnych wątpliwości inwestorów, nie wpłynęło na rynki. Utrzymuje się jednak olbrzymia przecena WTI względem Brent, będącej globalnym punktem odniesienia. Trzeba jednak pamiętać, że wzrost cen w USA jest bardziej dotkliwy, bo cena paliwa przez mniejsze podatki jest dużo bardziej zależna od kosztu surowca. W rezultacie procentowy wzrost cen paliw jest w USA wyższy niż w Polsce i byłby, nawet gdyby nie czasowa obniżka VAT w Polsce.

Co na to waluty?

Napięcia było widać również na rynku walutowym. Wieczorem kurs dolara umacniał się względem euro. Powodem były oczywiście oczekiwania eskalacji obecnej sytuacji. Podobnie jak w przypadku ropy jednak doszło do korekty i do dzisiejszego rana około połowa tego ruchu została zanegowana. Analogicznie reagował polski złoty i inne waluty naszego regionu. Najpierw, wraz ze wzrostem napięć, inwestorzy wycofywali się z tej części świata. Potem kapitał wracał, ale nie w takiej skali, by waluty wracały dokładnie do punktu wyjścia. Kurs euro najpierw z poziomu 4,23 skoczył 1,5 grosza w górę, ale wrócił już tylko 1 grosz. Zmiany widać również na rynku obligacji. Wraz z wycofywaniem się inwestorów rosły rentowności polskich obligacji. Sprzedawali oni bowiem polskie obligacje.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na decyzję Banku Turcji o 13:00 w sprawie stóp procentowych.

Surfaktanty jako wsparcie inhibitorów korozji – jak działają w instalacjach grzewczych i przemysłowych?

Zastanawiasz się, jak nowoczesne dodatki chemiczne mogą przekształcić Twoje procesy przemysłowe i zrewolucjonizować instalacje grzewcze? Surfaktanty, znane również jako substancje powierzchniowo czynne, są kluczem do poprawy efektywności i trwałości tych systemów. Ale co to naprawdę oznacza dla przedsiębiorców i jak można wykorzystać te związki w praktyce?

Czym są surfaktanty?

Substancje powierzchniowo czynne, popularnie nazywane surfaktantami, to związki chemiczne, które zmieniają właściwości powierzchniowe cieczy. Ich unikalna struktura pozwala na redukcję napięcia powierzchniowego, co prowadzi do lepszego rozprowadzenia i penetracji w różnych materiałach. Dlaczego jest to ważne? Ponieważ takie właściwości umożliwiają tworzenie stabilnych emulsji i zawiesin, co jest kluczowe w wielu procesach przemysłowych. Surfaktanty mogą być także niezwykle efektywne w czyszczeniu i usuwaniu zanieczyszczeń z powierzchni, co dodatkowo zwiększa ich wszechstronność.

Wpływ na parametry użytkowe

Surfaktanty, dzięki swoim właściwościom, znacząco wpływają na:

  • Trwałość produktów: poprzez stabilizację emulsji i zawiesin, co przekłada się na dłuższą żywotność produktów. Dzięki temu produkty nie tylko zachowują swoje właściwości przez dłuższy czas, ale również są bardziej odporne na wpływ czynników zewnętrznych.

  • Efektywność działania: poprzez optymalizację procesów mieszaninowych i lepsze rozprowadzenie składników aktywnych. Oznacza to, że mniej surowców jest marnowanych, a czas i koszty produkcji mogą być znacznie zredukowane.

  • Stabilność: zapobiegają rozwarstwianiu się mieszanin, co jest kluczowe w utrzymaniu jednolitości produktów. Stabilność jest kluczowa w przemyśle kosmetycznym i farmaceutycznym, gdzie jednolitość produktu jest niezbędna do zapewnienia jego skuteczności i bezpieczeństwa.

Surfaktanty w instalacjach grzewczych i przemysłowych

W kontekście instalacji grzewczych i przemysłowych, surfaktanty odgrywają rolę nieocenionego wsparcia dla inhibitorów korozji. Korozja jest bowiem jednym z największych zagrożeń dla trwałości i efektywności systemów przemysłowych. Surfaktanty pomagają w jej redukcji, tworząc na powierzchni metalowej ochronną warstwę, która zapobiega działaniu czynników korozyjnych. Dodatkowo, ich zdolność do tworzenia stabilnych filmów na powierzchniach metalowych może również chronić przed innymi procesami degradacyjnymi.

Przedsiębiorcy mogą skorzystać z następujących praktycznych korzyści:

  • Ochrona przed korozją: zmniejszenie kosztów związanych z naprawami i wymianą uszkodzonych elementów. Dzięki temu możliwe jest ograniczenie przestojów w produkcji, co w dłuższej perspektywie przekłada się na większe zyski dla przedsiębiorstwa.

  • Zwiększona efektywność energetyczna: lepsze przewodzenie ciepła dzięki czystszym i mniej korozyjnym powierzchniom. To oznacza mniejsze koszty związane z ogrzewaniem i chłodzeniem, co jest szczególnie ważne w obliczu rosnących cen energii.

  • Oszczędności finansowe: dłuższa żywotność instalacji oznacza mniejsze wydatki na konserwację i wymianę. W praktyce oznacza to również mniejsze obciążenie dla środowiska, co jest istotnym czynnikiem w dzisiejszym, coraz bardziej zrównoważonym świecie.

GEMSUR – nowoczesne rozwiązanie dla przemysłu

Wśród dostępnych na rynku surfaktantów, GEMSUR wyróżnia się jako surfaktant najnowszej generacji. Należący do elitarnej grupy Gemini surfaktantów, GEMSUR (https://gemsur.com/) charakteryzuje się wyjątkową strukturą – dwoma łańcuchami dodecylowymi połączonymi mostkiem heksametylenowym. Taka konfiguracja zapewnia mu multifunkcjonalną aktywność, co oznacza doskonałe właściwości emulgujące, solubilizujące, dyspergujące, antykorozyjne i przeciwdrobnoustrojowe. To sprawia, że GEMSUR jest niezwykle wszechstronny i może być stosowany w szerokim zakresie aplikacji przemysłowych.

Unikalne właściwości GEMSURU

GEMSUR wyróżnia się na tle innych surfaktantów dzięki:

  • Efektywności działania: jego skuteczność w porównaniu z tradycyjnymi monomerycznymi surfaktantami jest kilkadziesiąt razy wyższa. To sprawia, że nawet niewielkie ilości tego surfaktantu mogą znacząco poprawić właściwości procesów przemysłowych.

  • Niskim krytycznym stężeniu micelizacji: co pozwala na tworzenie miceli nawet w bardzo niskich stężeniach. Dzięki temu możliwe jest osiągnięcie pożądanych efektów przy minimalnym zużyciu surowca, co jest korzystne zarówno z ekonomicznego, jak i ekologicznego punktu widzenia.

  • Dyspergującej mocy: umożliwiającej otrzymywanie nanocząstek metali i poprawę parametrów reologicznych cieczy niewodnych. To otwiera nowe możliwości w dziedzinach takich jak nanotechnologia czy produkcja nowoczesnych materiałów kompozytowych.

Dzięki takim właściwościom, GEMSUR znajduje zastosowanie w różnorodnych branżach, od przemysłu chemicznego po farmaceutyczny. Jego zdolność do tworzenia stabilnych emulsji i mikrokapsułek czyni go niezastąpionym narzędziem w nowoczesnych procesach produkcyjnych. W przemyśle kosmetycznym i spożywczym, gdzie kluczowe jest uzyskanie trwałych i jednorodnych produktów, GEMSUR może zapewnić przewagę konkurencyjną.

Jak surfaktanty mogą zmienić Twoją firmę?

Jeśli prowadzisz firmę w sektorze przemysłowym lub zarządzasz instalacjami grzewczymi, surfaktanty mogą stać się Twoim cennym sojusznikiem. Dzięki nim możliwe jest nie tylko zwiększenie efektywności operacyjnej, ale także obniżenie kosztów eksploatacyjnych. Inwestycja w nowoczesne technologie, takie jak GEMSUR, może przynieść realne korzyści finansowe i operacyjne, dając Twojej firmie przewagę konkurencyjną na rynku.

Zastosowanie surfaktantów w przemysłowej rzeczywistości to krok ku bardziej zrównoważonej i efektywnej przyszłości. Dlaczego więc nie skorzystać z tej możliwości już dziś? Przemysł, który inwestuje w nowoczesne rozwiązania, jest przemysłem przyszłości. Dzięki surfaktantom Twoja firma może stać się liderem innowacji, przekształcając wyzwania w nowe możliwości rozwoju i sukcesu na globalnym rynku.

Budownictwo mieszkaniowe w Polsce: marzec odbił, ale kwartał wypadł słabiej

Z najnowszych wstępnych danych GUS wynika, że w okresie styczeń–marzec oddano do użytkowania 45,2 tys. mieszkań, czyli o 1,4 proc. mniej niż rok wcześniej.

Największy udział w rynku nadal mają deweloperzy i inwestorzy indywidualni. Deweloperzy przekazali do użytkowania 26,1 tys. mieszkań, co oznacza spadek o 5,9 proc. rok do roku. Odmienna sytuacja panowała w budownictwie indywidualnym, gdzie oddano 17,9 tys. lokali, czyli o 6 proc. więcej niż przed rokiem. Łącznie te dwie formy odpowiadały za 97,2 proc. wszystkich mieszkań oddanych do użytkowania.

Mimo spadku liczby ukończonych inwestycji wzrosła łączna powierzchnia użytkowa nowo oddanych mieszkań. Wyniosła ona 4,2 mln m², czyli o 1,1 proc. więcej niż rok wcześniej. Przeciętna powierzchnia jednego nowego mieszkania osiągnęła 93,1 m².

Najmocniejszym pozytywnym sygnałem z rynku pozostają pozwolenia na budowę. W pierwszych trzech miesiącach roku wydano je dla 67,5 tys. mieszkań, co oznacza wzrost o 7,4 proc. w skali roku. W segmencie deweloperskim liczba ta wyniosła 45,9 tys., co oznacza wzrost o 10,7 proc., natomiast w budownictwie indywidualnym sięgnęła 20,6 tys., rosnąc o 13 proc. rok do roku. To może sugerować, że inwestorzy nadal przygotowują się do realizacji nowych projektów, mimo słabszego tempa rozpoczynania budów.

Słabiej wypadły natomiast dane dotyczące inwestycji faktycznie uruchamianych. W okresie styczeń–marzec rozpoczęto budowę 49,4 tys. mieszkań, czyli o 11,4 proc. mniej niż przed rokiem. Deweloperzy zaczęli budowę 30,9 tys. lokali, co oznacza spadek o 15,5 proc., a inwestorzy indywidualni 16,8 tys., o 6,3 proc. mniej niż rok wcześniej.

Na koniec marca w budowie pozostawało 842,9 tys. mieszkań, czyli o 0,2 proc. mniej niż rok wcześniej. Oznacza to, że portfel projektów będących w realizacji pozostaje bardzo duży, choć nieznacznie się skurczył.

Same dane marcowe były jednak wyraźnie lepsze niż lutowe. W porównaniu z poprzednim miesiącem liczba mieszkań, na których budowę wydano pozwolenia, wzrosła o 20,1 proc., liczba rozpoczętych budów o 62,4 proc., a liczba mieszkań oddanych do użytkowania o 8,9 proc. To pokazuje, że po słabszym początku roku marzec przyniósł wyraźne odbicie aktywności.

Największa aktywność mieszkaniowa utrzymała się w województwie mazowieckim, gdzie w pierwszym kwartale oddano do użytkowania 9,1 tys. mieszkań, wydano pozwolenia dla 11,4 tys. i rozpoczęto budowę 9,1 tys. lokali. W czołówce znalazły się też województwa śląskie oraz małopolskie. W Małopolsce oddano do użytkowania 4,8 tys. mieszkań, wydano pozwolenia na 5,6 tys., a rozpoczęto budowę 5,3 tys. lokali.

Źródło danych GUS.

ASML, TSMC i Amazon pokazują, gdzie dziś naprawdę zarabia się na AI

  • Inwestycja Amazona w Anthropic pokazuje, że finansowanie AI coraz bardziej koncentruje się na chipach, chmurze i energii, a nie wyłącznie na oprogramowaniu.
  • Wyniki ASML i TSMC sugerują, że rozbudowa infrastruktury AI trwa w najlepsze, a ograniczona podaż mocy produkcyjnych nadal daje przewagę cenową.
  • Nvidia pozostaje kluczowym graczem, ale rozwój chipów projektowanych na zamówienie oraz długoterminowych kontraktów sprawia, że strategia „sprzedawców kilofów i łopat” staje się coraz bardziej wyspecjalizowana.

Chatbot pisze wiersze, odpowiada na maile i zbiera wszystkie pochwały, ale – jak zauważa Ruben Dalfovo, Strateg Inwestycyjny w Saxo Bank – rachunek trafia gdzie indziej, co najlepiej pokazuje rozszerzone partnerstwo Amazona z Anthropic.

20 kwietnia 2026 r. Amazon ogłosił inwestycję do 25 mld USD, podczas gdy Anthropic zobowiązał się przeznaczyć ponad 100 mld USD w ciągu najbliższej dekady na technologie Amazon Web Services. Zdaniem Saxo nie jest to klasyczna runda finansowania, lecz w praktyce długoterminowa umowa infrastrukturalna. Kluczowe są bowiem szczegóły: Anthropic zabezpiecza do 5 gigawatów mocy obliczeniowej chipów Trainium, rozwija inferencję w Azji i Europie oraz pogłębia wykorzystanie chmury Amazona, który jednocześnie wskazuje, że ponad 100 tys. klientów korzysta już z modeli Claude w AWS. Działania te coraz bardziej przypominają pozyskanie dużego klienta przemysłowego na dekadę.

W tym ujęciu oprogramowanie pozostaje istotne, ale przy rosnącej skali popytu decydują podmioty kontrolujące ograniczone zasoby: moc obliczeniową, zaawansowane chipy, sieci, chłodzenie i centra danych. „Chatbot przyciąga użytkownika, ale to infrastruktura generuje przychody” – podkreśla Dalfovo. Potwierdzają to także sygnały z rynku: ASML podniosło prognozy na 2026 r., a TSMC wskazało na wysokie nakłady inwestycyjne, co – w jego ocenie – pokazuje sektor w fazie intensywnej rozbudowy, a nie spowolnienia.

AI coraz bardziej przypomina inwestycję infrastrukturalną z wąskimi gardłami i ograniczeniami podaży, gdzie mniej widoczna warstwa, fabryki, odlewnie półprzewodników czy centra danych, zyskuje na znaczeniu. Nvidia pozostaje centralnym punktem ekosystemu, ale rynek przesuwa się w stronę inferencji, co zwiększa znaczenie efektywności kosztowej i otwiera przestrzeń dla alternatyw, takich jak TPU Google’a czy chipy Trainium Amazona.

Jednocześnie, jak wskazuje Dalfovo, rynek odchodzi od prostego modelu „sprzedawców kilofów i łopat”. Broadcom rozwija dedykowane chipy dla Google’a do 2031 r., a współpraca z Anthropic obejmuje dostęp do mocy obliczeniowej na poziomie 3,5 gigawata od 2027 r. To oznacza większą specjalizację, dłuższe kontrakty i rosnące znaczenie integracji sprzętu, oprogramowania i chmury. W efekcie AI nadal wygląda jak technologia na ekranie, ale pod spodem coraz bardziej funkcjonuje jak przemysł ciężki, gdzie kluczowa jest kontrola infrastruktury i jej długoterminowe wykorzystanie.

W miarę jak AI przesuwa się z warstwy aplikacyjnej w stronę infrastruktury, rośnie znaczenie tego, jak różne segmenty tego ekosystemu reagują na zmiany cyklu inwestycyjnego. Skupienie na jednym ogniwie łańcucha wartości zwiększa wrażliwość na wahania popytu i dostępności mocy obliczeniowych. Dywersyfikacja pozwala lepiej odzwierciedlić złożoność tego rynku, w którym infrastruktura, technologie i usługi podlegają różnym dynamikom – mówi Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku.

Czy Warsh nada ton rynkom? W tle Iran i mocne dane z Polski

Zegar tyka, termin ultimatum nieubłaganie się zbliża, a nie wiadomo, czy w ogóle ma kto rozmawiać. Mniej więcej w ten sposób można opisać aktualny obraz irańsko-amerykańskich negocjacji. Na tym spokojnym tle dziś swoje kroki na Kapitol skieruje kandydat na szefa Fed. Kevin Warsh wreszcie po raz pierwszy od ogłoszenia nominacji publicznie zabierze głos, a w tym czasie pytań do niego nazbierało się całkiem sporo. Dzisiejszy pakiet danych makro z Polski wskazuje na utrzymującą się dobrą kondycję rodzimej gospodarki.

Czy leci z nami pilot?

Donald Trump rzuca kolejnymi groźbami, JD Vance ma być w samolocie do Pakistanu, a zaraz potem dostajemy dementi tych doniesień. Irańczycy raz mówią, że nie będą negocjować pod presją (mając na myśli głównie amerykański atak na statek pod perską banderą), a za chwilę są pozytywnie nastawieni do rozmów. Pakistan (gospodarz negocjacji) utrzymuje, że jest momentum dla rokowań, które mogłyby się zacząć jutro. Niestety wciąż nie wiadomo, kto weźmie w nich udział, a szczególnie niepewna jest perspektywa jakiegokolwiek zbliżenia stanowisk obu stron. Przy coraz bliższym terminie wygaśnięcia zawieszenia broni sytuacja staje się jeszcze bardziej napięta i nie pozwala inwestorom na określenie wyraźnego kierunku handlu.

W ten sposób forex jest blisko wczorajszych poziomów, kurs EUR/USD dryfuje w pobliżu 1,176 USD, kurs euro balansuje na 4,23 zł, kurs dolara utrzymuje się poniżej 3,60 zł, kurs franka sięga 4,61 zł, a kurs funta to 4,86 zł.

Czy Warsh przepłynie przez cieśninę?

W tych okolicznościach niełatwe zadanie Kevina Warsha na Kapitolu staje się jeszcze trudniejsze. Z pewnością senatorowie spytają kandydata na szefa Fed o jego pogląd na wpływ bliskowschodniego konfliktu na amerykańską gospodarkę, ale to może się okazać tak naprawdę jednym z łatwiejszych fragmentów przesłuchania. O wiele więcej uwagi mogą przyciągnąć odpowiedzi Warsha na pytania o niezależność banku centralnego, szczególnie w obliczu zarzutów o niegospodarność wciąż ciążących na obecnym przewodniczącym Rezerwy Jeromie Powellu. Spotkanie w Senacie waży tym więcej, że Warsh nie zabierał publicznie głosu od czasu ogłoszenia nominacji, więc dopiero teraz rynki będą miały okazję poznać aktualne poglądy kandydata. Tym bardziej że w przeszłości (kiedy był gubernatorem Fed) kojarzono go z jastrzębim skrzydłem w Komitecie, a w ostatnich latach pokładał dużą wiarę w rewolucję AI jako remedium na wyzwania, z którymi mierzy się USA. Czy z Kapitolu popłyną dziś impulsy, które nadadzą kierunek wtorkowemu handlowi?

Płace wyżej, produkcja mocniej

W całym geopolitycznym zgiełku nie można zapominać o polskich danych makro. W marcu przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wyniosło 9652,19 PLN, czyli wzrosło o 6,6% rdr. Po dwóch miesiącach stabilizacji na poziomie +6,1%, tym razem wzrost płac przebił prognozy. Jednak w ujęciu realnym (czyli po odjęciu inflacji) zwyżka była najsłabsza od roku. Nieprzerwanie od końca 2023 roku spada zatrudnienie, w marcu 9 tys. mniej etatów przełożyło się na spadek zatrudnienia o 0,9% rdr, czyli minimalnie przebiło prognozy. W poprzednim miesiącu znowu zaskoczyła produkcja przemysłowa, tym razem pozytywnie. Zamiast oczekiwanego w ujęciu rocznym wzrostu o 4,2%, polski przemysł wręcz wybuchł, wykazując +9,4%. Analitycy wskazują, że może to być związane z odbiciem po zimowym zastoju (mroźna i długa zima miała się przełożyć na utrudnienia), ale może to też być oznaka realnego wpływu na gospodarkę coraz szerszego strumienia unijnych pieniędzy, także tych związanych z obronnością. Takie dane to dobra informacja dla naszego rynku, który ma razie zdaje się pozostawać całkiem odporny na bliskowschodnie impulsy. Chociaż możliwe też, że szokowe skoki cen surowców nie miały jeszcze przełożenia na marcową produkcję. W normalnych okolicznościach powyższy pakiet publikacji mógłby rozgrzać dyskusję o poziomie stóp procentowych w Polsce. Jednak wzrok decydentów monetarnych do czasu normalizacji sytuacji w rejonie Zatoki Perskiej będzie skierowany właśnie tam.

Zmiana na czele Millennium TFI. Zbigniew Jakubowski nowym prezesem

21 kwietnia 2026 r. Rada Nadzorcza Millennium TFI powołała Zbigniewa Jakubowskiego na stanowisko Prezesa Zarządu Millennium TFI. Dotychczasowy Prezes Robert Borecki po 25 latach prowadzenia spółki pozostaje w Zarządzie i będzie wspierał nowego Prezesa w dalszym rozwoju firmy.

Rada Nadzorcza Millennium TFI z dniem 21 kwietnia 2026 roku powołała Zbigniewa Jakubowskiego na stanowisko Prezesa Zarządu Millennium TFI.

Zbigniew Jakubowski od 2024 r. był Wiceprezesem Zarządu Quercus TFI odpowiedzialnym za Departament Inwestycyjny. W latach 2019-2023 pełnił funkcję członka Komitetu Wykonawczego spółek Asset Management Grupy Generali w regionie CEE. Od kwietnia 2022 do lipca 2023 zajmował stanowisko Prezesa Zarządu GI TFI CIO/CEO. Od stycznia 2000 był Wiceprezesem Zarządu Korona TFI, od kwietnia Prezesem Zarządu CIO/CEO. Po fuzji z Union Investment TFI Wiceprezes Zarządu, w latach 2001-2022 odpowiedzialny był za Pion Zarządzania Aktywami (po sprzedaży TFI do Grupy Generali, zmiana nazwy na Generali Investments TFI).

W latach 1998- 1999 zarządzał, a następnie był CIO w BWE Asset Management, a w latach 1997-98 w DM BIG-BG (obecnie Biuro Maklerskie Banku Millennium), gdzie zarządzał portfelami klientów indywidualnych, a od 1996 do 1997 portfelem banku w Departamencie Transakcji Rynku Kapitałowego Banku Gdańskiego. W 1995 r. pracował w Sopockim Domu Maklerskim jako makler, następnie w Banku Komunalnym jako analityk. Zbigniew Jakubowski jest absolwentem dwóch kierunków: Przetwarzanie Danych i Rachunkowość oraz Ekonomiki Produkcji Uniwersytetu Gdańskiego. Posiada licencję Doradcy Inwestycyjnego, CFA in ESG investing oraz maklera papierów wartościowych.

– W imieniu Rady Nadzorczej gratuluję Zbigniewowi Jakubowskiemu powołania na stanowisko Prezesa Zarządu Millennium TFI i życzę mu pomyślnej kontynuacji dotychczasowego rozwoju spółki oraz sukcesów w umacnianiu pozycji Towarzystwa na rynku, z korzyścią dla naszych klientów i akcjonariuszy. Pragnę także serdecznie podziękować Prezesowi Robertowi Boreckiemu za jego wieloletnią pracę i wyjątkowy wkład w rozwój Towarzystwa. Pod jego kierownictwem Millennium TFI odnotowało znaczący wzrost wartości aktywów w zarządzaniu oraz liczby klientów, a także zbudowało szeroką i konkurencyjną ofertę produktową, obejmującą m.in. fundusze indeksowe oraz rozwiązania emerytalne. Prezes Borecki konsekwentnie dbał o najwyższe standardy ładu korporacyjnego i skuteczne zarządzanie ryzykiem. W połączeniu z wysokimi standardami pracy Towarzystwa znajdowało to odzwierciedlenie w bardzo dobrych ocenach nadzorczych. Cieszę się, że Robert pozostanie w Zarządzie Towarzystwa i nadal będzie służył swoim doświadczeniem oraz wiedzą w jego dalszym rozwoju. – podsumował Adam Berent, Przewodniczący Rady Nadzorczej Millennium TFI.

Prezes Robert Borecki kierował Millennium TFI od samego początku, czyli od momentu uzyskania licencji KNF w 2001 r. Millennium TFI pod jego kierownictwem rozpoczęło działalność od zaoferowania klientom w roku 2002 pierwszych trzech standardowych funduszy otwartych inwestujących na polskim rynku akcji i długu. Z czasem oferta była sukcesywnie uzupełniana o nowe zróżnicowane strategie, w tym aktywnie inwestując na rynkach zagranicznych.

Po 25 latach systematycznego budowania zaufania klientów, a także rozwijania oferty, dziś, kiedy przekazuje stery zarządzania w ręce nowego prezesa, Millennium TFI zarządza aktywami w wysokości ponad 11 mld zł, ulokowanymi przez przeszło 200 tysięcy klientów w 26 subfunduszach o różnorodnych strategiach inwestycyjnych, w tym we wprowadzonych ostatnio do oferty funduszach indeksowych.

Robert Borecki od sierpnia 2001 r. pełnił funkcję Prezesa Zarządu Millennium TFI. Od 1997 do kwietnia 2002 r. był członkiem zarządu Domu Maklerskiego BIG-BG S.A. odpowiedzialnym m.in. za usługi brokerskie dla klientów instytucjonalnych oraz zarządzanie aktywami. W latach 1995-2000 pełnił funkcję wiceprezesa BIG Finance Sp. z o.o., podmiotu specjalizującego się w świadczeniu usług corporate finance. Od 1995 związany był z Grupą BIG Banku Gdańskiego (obecnie Grupa Banku Millennium), a od 1990 roku pracował w instytucjach doradczych i finansowych. W okresie tym realizował lub bezpośrednio kierował realizacją licznych projektów restrukturyzacyjnych, prywatyzacyjnych, fuzji i przejęć oraz związanych z pozyskiwaniem kapitału na rynku publicznym i niepublicznym.

– W imieniu Grupy Banku Millennium chciałbym podziękować Prezesowi Robertowi Boreckiemu za 25 lat zaangażowania i wkład w rozwój Spółki Millennium TFI, który stanowi solidny fundament jej dalszego wzrostu. Jednocześnie pragnę pogratulować nowemu Prezesowi Zbigniewowi Jakubowskiemu i życzę wielu sukcesów oraz wytrwałości w realizacji Strategii Grupy „Wartość i Wzrost’28”. Jestem przekonany, że Millennium TFI wkracza w fazę dalszego dynamicznego rozwoju. – mówi Antonio Pinto Junior, Członek Zarządu Banku Millennium.

Digital Network z dynamicznym otwarciem roku. Synergie po przejęciu przekładają się na skokowy wzrost przychodów

Spektakularny wzrost przychodów i szybka materializacja synergii – tak można podsumować pierwszy kwartał 2026 r. w Digital Network. Grupa zwiększyła sprzedaż o 179 proc. rok do roku, osiągając 42,9 mln zł, co stanowi wyraźny sygnał, że integracja po przejęciu Braughman Group Media Outdoor przebiega sprawnie i zaczyna przynosić wymierne efekty.

Kluczowym wnioskiem po pierwszych miesiącach roku jest potwierdzenie, że synergie sprzedażowe nie tylko się pojawiły, ale zostały szybko wykorzystane. Już od 1 stycznia spółka wdrożyła połączoną ofertę handlową oraz nową strategię sprzedażową, co – jak pokazują wyniki – przełożyło się na dynamiczny wzrost przychodów.

– „Pierwszy kwartał był dla nas kluczowym momentem weryfikacji przyjętej strategii. Wyniki potwierdzają, że integracja przebiega zgodnie z planem i generuje konkretne efekty sprzedażowe, których skala jest wyższa niż pierwotnie zakładaliśmy” – podkreśla Agnieszka Godlewska. – „Zintegrowana oferta oraz uporządkowana polityka cenowa wyraźnie zwiększyły naszą efektywność. Widzimy bardzo dobrą reakcję klientów na szeroki, spójny produkt” – dodaje.Digital Network z dynamicznym otwarciem roku

Zintegrowana oferta napędza sprzedaż

Od początku roku Digital Network oferuje pełne portfolio nośników przejętej spółki, łącząc tradycyjne formaty OOH z cyfrową siecią DOOH. Powstała w ten sposób oferta Premium, skierowana przede wszystkim do klientów prowadzących długoterminowe kampanie wizerunkowe.

Ujednolicenie modelu sprzedaży oraz spójna polityka cenowa pozwoliły znacząco zwiększyć efektywność komercjalizacji powierzchni reklamowych. W efekcie 179-proc. wzrost przychodów nie jest wyłącznie rezultatem większej skali działalności, ale także dowodem sprawnie przeprowadzonej integracji i skutecznego wdrożenia wspólnej oferty.

Akwizycja zwiększyła potencjał niemal trzykrotnie

Przejęcie Braughman Group znacząco zmieniło pozycję rynkową Digital Network. Jak wskazuje zarząd, potencjał sprzedażowy grupy wzrósł blisko trzykrotnie, co już znajduje odzwierciedlenie w wynikach.

– „Dynamika pierwszego kwartału potwierdza blisko 3-krotny wyższy niż do tej pory potencjał sprzedażowy Digital Network, osiągnięty dzięki akwizycji. To dobra zapowiedź na 2026 rok. Koncentrujemy się na dalszym wykorzystaniu synergii oraz inwestycjach w rozwój sieci i technologii” – zaznacza Agnieszka Godlewska.

Silny początek roku ma szczególne znaczenie w kontekście sezonowości rynku reklamy, gdzie tradycyjnie najmocniejsze okresy przypadają na drugi i czwarty kwartał. Wyniki za pierwszy kwartał tworzą więc solidną bazę pod dalsze wzrosty.

Ekspansja sieci i nowe lokalizacje

Równolegle do integracji spółka intensywnie rozwija infrastrukturę reklamową. Jednym z najnowszych projektów jest wielkoformatowy ekran DOOH w Rzeszowie – Super Screen o powierzchni 123 m², zlokalizowany na fasadzie centrum handlowego Millenium Hall.

Rozbudowa obejmuje również największe miasta, takie jak Warszawa, Wrocław i Poznań, a także segment indoor i semi-outdoor. W 2026 r. oferta została rozszerzona m.in. o 45 lokalizacji w biurowcach, 24 ekrany w centrum LIM, nośniki na Dworcu Warszawa Wschodnia oraz w ciągach komunikacyjnych przy Złotych Tarasach.

Spółka rozwija także sieci partnerskie – uruchomiono ponad 230 ekranów w punktach InMedio i kawiarniach Costa Coffee, a w ramach współpracy z siecią BP instalowanych jest 27 nośników City Screen na stacjach paliw w całej Polsce.

– „Wchodzimy w miejsca codziennego kontaktu konsumenta z marką – stacje paliw, dworce, centra handlowe w całej Polsce, poszerzając naszą obecność o nowe miasta. To przestrzenie o dużym potencjale dla nowoczesnych formatów DOOH” – wskazuje prezes spółki.

Mocne fundamenty po 2025 roku

Już wyniki za 2025 r. zapowiadały przyspieszenie. Skonsolidowane przychody Digital Network wzrosły o 51 proc. r/r do 112,9 mln zł, mimo że uwzględniały jedynie dwumiesięczny wkład przejętej spółki, która samodzielnie wygenerowała blisko 130 mln zł przychodów.

Grupa odnotowała również wzrosty na poziomie rentowności: zysk operacyjny wyniósł 50,5 mln zł (+59 proc.), EBITDA 66,9 mln zł (+53 proc.), a zysk netto 40,1 mln zł (+42 proc.). Zysk przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej sięgnął 37,6 mln zł, rosnąc o 50 proc. Wyniki te przekładają się na wzrost wartości spółki, której walory – w ciągu ostatnich 5 lat – zyskały ponad 2.500 proc.wyniki

Wejście na wyższy poziom

Przejęcie Braughman Group Media Outdoor okazało się przełomowym krokiem strategicznym, który przyspieszył rozwój Digital Network o kilka lat. Spółka działa dziś w większej skali, dysponuje szerszym portfolio i większą siłą negocjacyjną.

Efekty widać nie tylko w wynikach finansowych, ale również w zdolności do szybszego reagowania na zmiany rynkowe oraz rosnącą rolę cyfrowych formatów reklamy zewnętrznej. Grupa zapowiada dalszą ekspansję i inwestycje technologiczne, które mają podtrzymać wysoką dynamikę wzrostu.

Pierwszy kwartał 2026 r. wyraźnie pokazuje, że synergie sprzedażowe po akwizycji nie są jedynie założeniem strategicznym, lecz realnym motorem wzrostu – a sprawnie wdrożona, połączona oferta już przekłada się na wyniki

Henkel Polska ma nowego CFO. Marco van de Beek w zarządzie spółki

Firma Henkel Polska powołała nowego członka zarządu i dyrektora ds. finansów. Stanowisko z początkiem kwietnia tego roku objął Marco van de Beek, który z Henklem związany jest od 14 lat. Nowy dyrektor będzie odpowiadał za strategię finansową krajów wchodzących w Nort East Cluster: Polskę, Estonię, Litwę, Łotwę i Kazachstan.

W nowej roli Marco van de Beek będzie zarządzał procesami finansowymi, zapewniając stabilność i efektywność operacyjną w Polsce oraz w całym regionie Europy Północno-Wschodniej. Do jego zadań należy między innymi sprawozdawczość finansowa zgodnie z lokalnymi i międzynarodowymi standardami rachunkowości, sprawozdawczość podatkowa, kontroling działalności gospodarczej firmy i wsparcie decyzji biznesowych.

Dołączenie do polskiego zespołu to dla mnie kolejne, ekscytujące wyzwanie. Chcę wykorzystać swoje doświadczenie, aby wzmocnić zarządzanie finansami i wesprzeć firmę w realizacji rentownego, zrównoważonego wzrostu, zgodnego ze strategią Purposeful Growth. Skupię się na identyfikacji najważniejszych obszarów rozwoju, poprawie marż oraz sprawniejszej realizacji celów w całym regionie – mówi Marco van de Beek.

Nowy członek zarządu związany jest z firmą Henkel od czternastu lat – pierwsze doświadczenie zdobywał już jako stażysta, co pozwoliło mu poznać organizację od podstaw. Po ukończeniu studiów i krótkiej przerwie na pracę w sektorze bankowym w Niderlandach (ABN AMRO, Kempen & Co), w 2012 powrócił do Henkla, by objąć stanowisko Treasury Managera w centrali w Düsseldorfie. Przez ponad dekadę dynamicznie rozwijał swoją karierę w międzynarodowych strukturach firmy, zdobywając szerokie doświadczenie menedżerskie. Odpowiadał m.in za controlling i rozwój biznesu dla marek z portfolio Consumer Brands w regionie Ameryki Łacińskiej, pracując w Meksyku. Bezpośrednio przed objęciem obecnego stanowiska, pełnił w Hamburgu funkcję Head of Controlling Global Professional w dziale Henkel Consumer Brands Professional.

Marco van de Beek posiada bogate wykształcenie z zakresu ekonomii, biznesu i zarządzania, zdobyte na prestiżowych uczelniach, takich jak Uniwersytet Oksfordzki, University College Dublin i Copenhagen Business School. Swoją edukację menedżerską poszerzał w ramach międzynarodowego programu CEMS (Global Alliance in Management Education), zrzeszającego 26 szkół z 4 kontynentów. Posiada również prestiżowy tytuł Chartered Financial Analyst (CFA). Marco van de Beek urodził się w Holandii. Lubi pływanie i nurkowanie oraz piesze wędrówki z żoną.

Konsorcjum banków udzieliło 255 mln euro finansowania Grupie Selena

Wraz z konsorcjum czterech innych banków, Credit Agricole udzielił finansowania w łącznej wysokości 255 mln euro Grupie Selena.

Finansowanie obejmuje część krótkoterminową w kwocie 100 milionów euro, która będzie przeznaczona na finansowanie bieżących potrzeb Grupy Selena (umowa zawarta na okres 3 lat z opcją przedłużenia na okres kolejnych trzech lat). Drugą częścią finansowania jest pożyczka długoterminowa w kwocie 155 milionów euro z przeznaczeniem na potencjalne akwizycje, inwestycje oraz refinansowanie obecnych kredytów nieodnawialnych (umowa zawarta na okres sześciu lat).

Oprocentowanie kredytu zostało ustalone w oparciu o stawkę bazową Euribor 3M / Euribor 1M, powiększoną o marżę uzależnioną od poziomu wskaźnika finansowego: dług netto/EBITDA. Udział w finansowaniu Credit Agricole Bank Polska wynosi 15,7 proc., co przekłada się na kwotę 40 mln euro.

Polska z wyższymi płacami, ale słabszym zatrudnieniem. Niepewność wokół Fed rośnie

Wynagrodzenia w przedsiębiorstwach dalej rosną. W tym tempie w ciągu roku średnia krajowa przekroczy okrągłą barierę 10 000 zł. W przyszłym tygodniu ostatnie posiedzenie z Jerome’em Powellem, ale sam proces wyłaniania następcy napotyka problemy. Inflacja w Kanadzie nie rośnie tak mocno, jak się obawiano.

Płace w Polsce

Dzisiaj poznaliśmy dane na temat rynku pracy, a przede wszystkim wynagrodzeń w Polsce. Co prawda dotyczą one tylko firm, które zatrudniają powyżej 9 pracowników, ale nadal jest to najlepszy dostępny wskaźnik. Średnia krajowa wyniosła w marcu 9652,19 zł. Jest to wynik o 6,6% wyższy od oczekiwań, podczas gdy spodziewano się wzrostu o 6,1%, czyli stawki nieznacznie przekraczającej 9600 zł. Oprócz tego, że statystycznie zarabia się w Polsce lepiej, pojawia się też druga ważna wiadomość. Zatrudnienie w tych przedsiębiorstwach w tym samym czasie niestety spadło o 0,9%. Trzeba pamiętać, że dane te dotyczą niecałego 60% pracowników. W rezultacie wcale nie musi to oznaczać wzrostu bezrobocia o tę samą wartość. Część z tych osób mogła bowiem trafić do mniejszych firm lub przejść na to, co określa się jako „elastyczne formy zatrudnienia”.

Ostatnia decyzja tego FED w przyszłym tygodniu

Wojna w Zatoce Perskiej trwa w najlepsze, a w przyszłym tygodniu czeka nas ostatnie posiedzenie FED z Jerome’em Powellem jako przewodniczącym. Wydaje się jednak, że nie należy na nim spodziewać się już żadnych decyzji. Rynki też tak uważają. Wczoraj miało miejsce przesłuchanie Kevina Warsha. Coś, co miało być formalnością, okazuje się jednak problemem. Z jednej strony wypomina mu się rolę w kryzysie z 2008 roku. Z drugiej – pojawiają się pytania o olbrzymi majątek i potencjalny konflikt interesów. Do tego dochodzą zarzuty dotyczące mniejszej samodzielności. Sam wskazał jeszcze na konieczność obniżek stóp, argumentując, że rozwój AI zwiększy produktywność. W rezultacie, pomimo niższych stóp, nie zobaczymy zwiększonej inflacji. Pojawia się zatem ryzyko, że do 15 maja, czyli końca kadencji, nie będziemy mieli następcy. Wówczas Jerome musiałby pozostać dłużej na stanowisku. Rynki na razie przyjmują to spokojnie. Im dalej do nominacji Warsha, tym mniej ryzyk.

Kanada bez większego wpływu wojny

Wczoraj poznaliśmy dane na temat wzrostu cen w Kanadzie. Wskaźnik nie rośnie tam tak szybko, jak obawiali się analitycy, ale jednak. Warto zwrócić uwagę, że inflacja konsumencka wynosi tam 2,4%. To wynik bardzo bliski celu inflacyjnego. W tym samym czasie inflacja bazowa – czyli z wykluczeniem cen najbardziej zmiennych, żywności i energii – rosła o 2,5%. Należy jednak pamiętać, że główna stopa procentowa w Kanadzie wynosi zaledwie 2,25%. Oznacza to, że jeżeli sytuacja będzie dalej eskalować, Bank Kanady może znaleźć się pod dużą presją podnoszenia stóp procentowych, by przeciwdziałać większemu wzrostowi cen. Skoro rozważane są podwyżki, nie powinno dziwić, że wczoraj byliśmy świadkami umocnienia dolara kanadyjskiego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Auto marzeń? Prawie połowa Polaków nie potrafi wskazać żadnego

0

Choć Polacy najczęściej wskazują Audi jako wymarzoną markę auta, aż 48% badanych nie potrafi wskazać samochodu marzeń. To może oznaczać, że dla wielu kierowców samochód przestaje być symbolem aspiracji, a coraz częściej staje się po prostu narzędziem, które ma być oszczędne, wygodne i tanie w utrzymaniu. W tym samym badaniu przyznają m.in., że najbardziej brakuje im w ich pojazdach niższego spalania (19%) i większej mocy silnika (16%).

Między marzeniem a rozsądkiem

Najwięcej respondentów wskazało Audi (8%) jako markę, o której marzy najbardziej. Na kolejnych miejscach znalazły się Toyota (5,6%), BMW (5,1%) i Mercedes (4,7%). Dalej uplasowały się Volvo (2,5%), Volkswagen i Kia (po 1,9%), Porsche (1,7%) oraz Ford (1,6%).Wymarzone marki aut

Choć w rankingu dominują marki premium i dobrze rozpoznawalne brandy motoryzacyjne, odpowiedzi badanych pokazują, że marzenia kierowców nie zawsze idą dziś w parze z jednoznacznymi aspiracjami. Prawie co drugi ankietowany przyznał, że nie wie, jakim autem chciałby jeździć. To jeden z najbardziej wyrazistych wyników badania.

Wśród osób wskazujących konkretne modele widać zarówno fascynację segmentem premium, jak i przywiązanie do bardziej praktycznych wyborów. W przypadku BMW najczęściej pojawiały się modele X5, M4, Seria 3 i E39. Osoby marzące o Audi wymieniały m.in. A4, Q3, R8, A6 i Q5, a sympatycy Mercedesa najczęściej wskazywali Klasę G, Klasę S i Klasę C. Z kolei w przypadku Toyoty respondenci częściej wymieniali modele postrzegane jako bardziej dostępne i użyteczne na co dzień — Yarisa, Corollę i C-HR. Wśród fanów Forda pojawiały się zarówno Focus, jak i Mustang, a osoby marzące o Porsche najczęściej wskazywały 911 oraz Cayenne.

Czego brakuje Polakom w obecnych autach?

Badanie pokazuje też, że znacznie łatwiej niż wymarzone auto wskazać to, czego brakuje w obecnym samochodzie. Najczęściej wymienianą potrzebą jest niższe spalanie i większa oszczędność — tak odpowiedziało 19% badanych. Na kolejnych miejscach znalazły się większa moc silnika i lepsza dynamika jazdy (16%), wyższy komfort podróżowania, np. lepsze zawieszenie i wyciszenie (15%), a także napęd 4×4 (15%).Czego Polakom brakuje w ich autach

14% respondentów chciałoby mieć automatyczną skrzynię biegów, a tyle samo wskazuje na potrzebę niższych kosztów utrzymania auta, takich jak serwis, ubezpieczenie czy części. 12% badanych deklaruje z kolei, że w ich samochodzie brakuje większego bagażnika. Respondenci mogli wskazać więcej niż jedną odpowiedź. Jednocześnie 15% z nich zadeklarowało, że obecnie nie posiada samochodu.

Ile kosztuje OC dla wymarzonych marek?

Rankomat.pl sprawdził również medianę najtańszych ofert OC dla najczęściej wskazywanych marek. Najwyższą odnotowano dla BMW – 779 zł. Wysoko znalazły się także Porsche (739 zł), Audi (726 zł) i Mercedes-Benz (725 zł). Nieco niższe mediany dotyczą Volvo (704 zł), Toyoty (688 zł), Forda (682 zł) oraz Volkswagena (677 zł). Najniższą medianę w zestawieniu odnotowano dla Kii – 629 zł.Cena OC wymarzonych marek samochodów Polaków

Wysokość składki OC zależy nie tylko od marki samochodu, ale również od modelu, pojemności silnika, wieku kierowcy, miejsca zamieszkania czy historii szkodowości. Marki premium, takie jak BMW, Porsche czy Mercedes, często wiążą się z wyższymi składkami, co wynika m.in. z większej mocy pojazdów i możliwości bardziej dynamicznej jazdy. Różnice między markami w analizowanym zestawieniu sięgają około 150 zł, co pokazuje, że wybór auta może mieć realny wpływ na budżet kierowcy – mówi Aleksandra Wilczyńska, Head of Auto w Rankomat.pl.

Metodologia: badanie metodą CAWI na zlecenie Rankomat.pl, przeprowadzone w marcu 2026 roku na reprezentatywnej grupie 810 osób w wieku 18–65 lat.

Technologiczni giganci odrabiają straty, ale entuzjazm inwestorów słabnie

Spółki technologiczne z grupy Magnificent 7 odrobiły ostatnie straty. Od dołka z 27 marca indeks tej grupy zyskał niemal 19 proc., odrabiając wcześniejszy 17 proc. spadek od październikowego szczytu. Tyle że tym razem odbicie nie przyszło w spokojnym otoczeniu. Rynek żyje jednocześnie doniesieniami wokół Iranu, zmianą warty w Apple i nowym etapem wyścigu AI wokół Amazona. Według badania eToro Puls Inwestora Indywidualnego polscy inwestorzy przestali patrzeć na Magnificent 7 jak na niemal automatyczny sposób na pobicie rynku.

Obecnie indeks spółek z grupy Magnificent 7 jest już powyżej poziomu sprzed wcześniejszych spadków, choć skala odbicia jest bardzo różna. Najmocniej od dołka 27 marca wzrósł Amazon, o 22 proc. Potem są Alphabet z wynikiem 16 proc., Nvidia z 14 proc., Meta z 13 proc. i Microsoft z 12 proc. Apple odzyskał 7 proc., a Tesla tylko 2 proc. To ważna różnica, bo pokazuje, że Mag 7 nadal rosną jako grupa, to pozostają silnie zróżnicowane. Jeszcze lepiej widać to w wynikach od początku roku. Na plusie są Amazon, Alphabet, Nvidia, Meta i Apple, ale Microsoft jest ponad 11 proc. pod kreską, a Tesla 10 proc. na minusie.

Jeszcze wczoraj rynek próbował grać pod dobre wiadomości wokół wojny z Iranem. Krótkie ponowne otwarcie Cieśniny Ormuz dodało paliwa rajdowi akcji z zeszłego tygodnia, ale gdy szlak znowu został zamknięty, w poniedziałek sytuacja uległa pogorszeniu. To dobrze pokazuje klimat obecnego odbicia. Inwestorzy kupują pozytywne nagłówki, ale jednocześnie coraz częściej słychać ostrzeżenia, że rynek może pozostawać zbyt optymistyczny co do przyszłości.

Dziś dochodzą do tego bardzo konkretne historie w samych spółkach. Apple poinformowało, że Tim Cook ustąpi z funkcji prezesa, a 1 września stery przejmie John Ternus. To nie dzieje się w próżni, bo akcje Apple są około 38 proc. wyżej niż rok temu. Przy takiej skali wzrostu każda zmiana na szczycie będzie stanowiła także test dla obecnej wyceny. Drugi ważny temat dotyczy Amazona. Akcje spółki zyskały około 3 proc. w handlu pozasesyjnym, po informacji, że firma postanowiła zainwestować w Anthropic nawet do 25 mld dolarów więcej, by rozwijać infrastrukturę AI.

Wall Street zakłada, że wyniki finansowe uzasadniają obecny optymizm, bo zyski Magnificent 7 mają wzrosnąć w tym roku o 19 proc., wobec przewidywanego 17 proc. wzrostu całego S&P 500. Problem polega na tym, że jednocześnie dziś wygasa zawieszenie broni, a analitycy ostrzegają, że nadmierna pewność siebie może skończyć się bolesnym cofnięciem w stylu tej z 2022 roku. Rynek pozostaje też mocno skoncentrowany. Ponad połowa ostatniego wzrostu S&P 500 pochodzi od zaledwie siedmiu firm: Nvidii, Amazona, Microsoftu, Alphabetu, Mety i Apple’a oraz Broadcomu, który nie należy do Mag 7.

Na tym tle szczególnie ciekawie wyglądają nastroje polskich inwestorów indywidualnych. Według badania eToro Puls Inwestora Indywidualnego, w IV kwartale 2025 wiara w to, że Magnificent 7 pobiją szeroki rynek, była bardzo mocna. Aż 54 proc. respondentów liczyło na przewagę tej grupy spółek nad rynkiem, z czego 14 proc. oczekiwało przewagi wyraźnej, a 40 proc. niewielkiej.

Początek 2026 roku przyniósł jednak wyraźne ochłodzenie nastrojów. W I kwartale 2026 łączny odsetek optymistów spadł do 43 proc. Równocześnie 34 proc. badanych uznało, że Magnificent 7 zachowają się zgodnie z rynkiem, a 14 proc. zaczęło oczekiwać wyniku gorszego niż S&P 500. Po raz pierwszy większa stała się grupa tych, którzy nie oczekują pobicia rynku, niż tych, którzy nadal w to wierzą. Tych pierwszych jest łącznie 48 proc., tych drugich 43 proc. To pokazuje, że Mag 7 nie przestały być atrakcyjne, ale przestały być w oczach wielu inwestorów oczywistym źródłem przewagi nad indeksem.

Najmocniej w Magnificent 7 nadal wierzy pokolenie Z. Wśród inwestorów w wieku 18–27 lat 48 proc. liczy na pobicie rynku, a 16 proc. zakłada nawet wyraźną przewagę. Millenialsi wyglądają na najbardziej neutralnych, bo 40 proc. z nich uważa, że Magnificent 7 zachowają się po prostu zgodnie z rynkiem. Pokolenie X pozostaje ostrożne, a boomersi są najbardziej sceptyczni, bo choć 43 proc. z nich nadal oczekuje wyniku lepszego niż rynek, to aż 20 proc. zakłada wynik słabszy od szerokiego S&P500.

I chyba właśnie to jest dziś najciekawsze w całej historii Magnificent 7. Kursy odrobiły straty od marcowego dołka, Wall Street znowu liczy na ponadprzeciętny wzrost zysków, a kilka największych spółek nadal trzyma na barkach sporą część rynku. Tyle że zniknęła dawna bezwarunkowa wiara w spółki technologiczne i AI. Widać, że polscy inwestorzy, stali się bardziej ostrożni i zdecydowanie bardziej selektywni w swoich wyborach. Tym bardziej że sytuacja geopolityczna cały czas pozostaje daleka od uspokojenia.

Barometr rynku pracy: pracodawcy hamują rekrutacje. Rośnie ostrożność i skala planowanych cięć

Firmy planują zatrudnienie ostrożniej i mniej optymistycznie niż przed rokiem. Zwiększenie etatów w najbliższym kwartale zapowiada 13,7% przedsiębiorstw, natomiast redukcję 9,8% z nich, wynika z „Barometru Rynku Pracy 2026” Gi Group Holding. Jednocześnie prawie połowa organizacji wskazuje na trudności w rekrutacji co najmniej jednej grupy pracowników.

Nowe etaty głównie w handlu i usługach, cięcia w sektorze publicznym

Firmy podchodzą do planowania zatrudnienia jeszcze ostrożniej niż przed rokiem. Zwiększenie etatów w najbliższym kwartale zapowiada 13,7% przedsiębiorstw, podczas gdy rok wcześniej było to 16,7%, wynika z ,,Barometru Rynku Pracy 2026” Gi Group Holding. Jednocześnie aż dwukrotnie wzrósł odsetek przewidujących redukcje – z 4,9% rok temu do 9,8%. To najwyższy wynik od 2017 roku. Podobnie jak w poprzednich latach najczęściej wskazywanym scenariuszem pozostaje utrzymanie obecnego poziomu zatrudnienia, na co wskazuje 72,2% przedsiębiorstw, choć i tu widać lekki spadek rok do roku.Plany zatrudnienia w najbliższym kwartale Barometr Rynku Pracy

Firmy podejmują decyzje kadrowe z jeszcze większą ostrożnością, koncentrując się na efektywności operacyjnej, optymalizacji kosztów oraz zapewnieniu ciągłości działania. Rzadziej planują rozbudowę zespołów, częściej dopuszczają redukcje lub zamrożenia rekrutacji. W praktyce oznacza to skupienie na kluczowych stanowiskach, zmiany w organizacji pracy i częstsze niż dotychczas przesunięcia wewnętrzne – komentuje Marcos Segador Arrebola, Dyrektor Zarządzający Gi Group Holding.

Najczęściej zwiększenie zatrudnienia planują podmioty z branży handlu (19%) i usług (15%), podczas gdy w produkcji jest to zdecydowanie mniej – 11%. W tym sektorze dominuje stabilizacja – 78% przedsiębiorstw chce utrzymać obecny poziom kadr, przy czym relatywnie duży odsetek firm chce zrealizować te plany poprzez aktywne rekrutacje. Może to świadczyć o wyższej rotacji pracowników i konieczności bieżącego uzupełniania braków kadrowych. Na tym tle wyróżnia się sektor publiczny: zwiększenie zatrudnienia planuje tam zaledwie 7% organizacji, natomiast 13% mówi o cięciach.

Największą gotowość do zwiększenia zatrudnienia deklarują firmy średnie i duże – odpowiednio 14% i 16%. W obu przypadkach oznacza to jednak spadek względem ubiegłego roku, gdy takie plany wskazywało 20% średnich i 19% dużych organizacji. Mniejsze firmy stawiają natomiast na utrzymanie obecnego stanu zatrudnienia i ostrożniej podchodzą do nowych rekrutacji.Zmiany zatrudnienia na przestrzeni lat Barometr Rynku Pracy

Kogo chcą zatrudniać firmy?

Firmy, które planują zwiększenie zatrudnienia, będą koncentrować się przede wszystkim na pozyskiwaniu pracowników średniego (57,8%) oraz niższego szczebla (44,8%). Na uwagę zwraca wysoki wzrost zainteresowania rekrutacją kadry zarządzającej – takie plany ma ponad 16% przedsiębiorstw, podczas gdy rok temu było to 11,8%, dwa lata temu 7%.Plany zatrudnienia w najbliższym kwartale_Pracownicy_Barometr Rynku Pracy

Ostatnie lata przynoszą wyraźną zmianę w strukturze rekrutacji. Najczęściej poszukiwani nie są już pracownicy niższego szczebla, ale średniego, co może świadczyć o wpływie automatyzacji na procesy operacyjne oraz rosnącym znaczeniu kompetencji specjalistycznych i koordynacyjnych. Równie istotny jest znaczący wzrost zapotrzebowania na kadrę wyższego szczebla. To przesunięcie w stronę ról o większym wpływie na strategię, rozwój firm i wyniki pokazuje, że firmy coraz silniej dostrzegają rolę funkcji zarządczych jako ważny czynnik efektywności – komentuje Paweł Prociak, Dyrektor Zarządzający Wyser Executive Search.Plany zatrudnienia na przestrzeni lat_Pracownicy_Barometr Rynku Pracy

Jak wynika z „Barometru Rynku Pracy 2026” Gi Group Holding, pracowników średniego szczebla będą poszukiwać przede wszystkim firmy małe (65%) i średnie (60%), głównie z sektora usług oraz transportu i logistyki (po 64%). Z kolei na stanowiska niższego szczebla planują zatrudniać duże podmioty (58%), głównie z sektora publicznego (53%) oraz transportu i logistyki (50%). Kadry zarządzającej najczęściej zamierzają poszukiwać średnie (17%) i małe firmy (16%), a w ujęciu branżowym – handel (24%) oraz transport i logistyka (19%).

Wraz z wdrażaniem nowych technologii zmienia się profil kompetencyjny pracowników, a na znaczeniu zyskuje umiejętność łączenia kompetencji cyfrowych z myśleniem analitycznym i biznesowym. Firmy coraz częściej poszukują osób, które potrafią pracować z danymi, szybko uczą się nowych narzędzi i sprawnie wykorzystują technologię do usprawniania procesów. Równolegle rośnie znaczenie kompetencji miękkich, takich jak elastyczność, komunikatywność czy samodzielność oraz chęć rozwijania się – wyjaśnia Ewa Michalska, Dyrektor Operacyjna Grafton Recruitment.Plany zatrudnienia w najbliższym kwartale_Branża_Barometr Rynku Pracy

O kandydata wciąż niełatwo

Choć gotowość firm do zwiększania zatrudnienia pozostaje ograniczona, 45,7% firm przyznaje, że w ostatnich miesiącach miało trudności z rekrutacją co najmniej jednej grupy pracowników. To pokazuje, że problemy z pozyskaniem kandydatów nadal dotyczą istotnej części rynku, choć ich skala jest nieco mniejsza niż rok wcześniej.Trudności rekrutacyjne_Barometr Rynku Pracy

Najczęściej pracodawcy wskazują na trudności w pozyskiwaniu wykwalifikowanej kadry wyższego szczebla (aż 14,3%), nieco rzadziej problem dotyczy pracowników niższego szczebla oraz rekrutacji na wszystkie poziomy stanowisk (w obu przypadkach ponad 12% wskazań). Co dziesiąta firma ma trudności ze znalezieniem pracowników średniego szczebla.

Z wyzwaniami rekrutacyjnymi mierzą się głównie firmy średniej wielkości, działające w handlu. Małe firmy relatywnie częściej wskazują na problemy z pozyskaniem kadry wyższego szczebla, natomiast duże organizacje – pracowników niższego szczebla.

Najczęściej wskazywanym powodem trudności są zbyt wygórowane oczekiwania finansowe kandydatów – mówi o nich ponad 50% badanych firm mających problem z pozyskaniem pracowników. Na kolejnych miejscach znalazły się niedopasowane lub niewystarczające kompetencje kandydatów (44,6%), rezygnacje w trakcie procesu rekrutacyjnego (35,2%) oraz brak kandydatów (33,5%).Powody trudności rekrutacyjnych_Barometr Rynku Pracy

Z danych i obserwacji rynku wynika, że trudności związane z presją płacową, niedopasowaniem kompetencji oraz rezygnacją z uczestnictwa w rekrutacji wyraźnie się nasiliły na przestrzeni ostatniego roku. W efekcie proces pozyskiwania pracowników jest bardziej wymagający i mniej przewidywalny niż rok wcześniej – tłumaczy Grzegorz Gojny, Dyrektor Operacyjny Gi Group.

Zbyt wygórowane oczekiwania finansowe kandydatów to wyzwanie dla wszystkich typów firm, niezależnie od ich wielkości, choć nieco częściej sygnalizują ten czynnik duże i średnie przedsiębiorstwa oraz firmy produkcyjne (58%). Podobnie jest z niedopasowaniem kompetencji, z którym mierzą się podmioty różnej wielkości i niemal wszystkich branż. Rzadziej wskazuje go jedynie sektor publiczny (35%). Rezygnacje kandydatów w trakcie procesu rekrutacyjnego w mniejszym stopniu dotyczą dużych firm, częściej mówi o nich branża usługowa oraz transportowo-logistyczna. Z deficytem kandydatów mierzą się głównie średnie podmioty (40%) i sektor publiczny (43%). Niedogodna lokalizacja oraz trudne warunki pracy to częściej problem małych firm, zwłaszcza usługowych i handlowych. Niezadowalający tryb pracy częściej natomiast sygnalizują największe przedsiębiorstwa oraz branża transportowo-logistyczna.

Rekrutacje coraz częściej pełnią funkcję precyzyjnego uzupełniania zasobów kompetencyjnych. W warunkach zmian technologicznych, presji kosztowej i niepewności otoczenia biznesowego rośnie znaczenie strategicznego podejścia do budowania zespołów i inwestycji w rozwój pracowników. Obszary te stają się istotnym czynnikiem konkurencyjności firm – podsumowuje Grzegorz Gojny, Dyrektor Operacyjny Gi Group.

O raporcie:

„Barometr Rynku Pracy 2026” to już 20. edycja raportu przygotowywanego od 2014 roku. Został opracowany przez ekspertów Gi Group Holding na podstawie badań przeprowadzonych przez Agencję Badań Rynku i Opinii SW Research na zlecenie Gi Group Holding. Badanie wśród pracodawców zostało zrealizowane metodą CATI (25.02–09.03.2026 r.), a wśród pracowników metodą CAWI (23.02–03.03.2026 r.).

Czy można ukraść rysy twarzy? Eksperyment ujawnia słabości technologii facial recognition

Dane biometryczne często wydają się skutecznym sposobem weryfikacji tożsamości i ochrony naszych danych. Tymczasem testy przeprowadzone przez Jake’a Moore’a, analityka cyberbezpieczeństwa ESET pokazują, że nasze rysy twarzy – choć unikalne – stają się nowym polem eksploatacji dla cyberprzestępców i wyzwaniem dla ochrony prywatności.

W świecie, w którym twarz służy jako klucz dostępu do smartfona, konta bankowego, a nawet weryfikacja na lotniskach, zaufanie do technologii rozpoznawania wizerunku stało się powszechne. Jednak Moore udowodnił, że tę cyfrową barierę można naruszyć prościej, niż mogłoby się wydawać. Wykorzystując trzy różne scenariusze – od inteligentnych okularów identyfikujących przechodniów, po zaawansowany face swap omijający monitoring – analityk obnażył luki w systemach, które codziennie mają nas chronić przed oszustwami i dbać o nasze bezpieczeństwo.

Inteligentne okulary znów budzą dyskusję o prywatności

W pierwszym eksperymencie Moore skupił się na prywatności w przestrzeni publicznej. Wykorzystując zmodyfikowane inteligentne okulary, przechadzał się wśród nieznajomych, automatycznie przechwytując ich wizerunki. Oprogramowanie w zaledwie kilka sekund dopasowywało twarze przechodniów do publicznie dostępnych danych w internecie. Efekt? W czasie rzeczywistym Moore uzyskiwał imiona, nazwiska oraz profile w mediach społecznościowych przypadkowych osób. Analityk zwraca uwagę na ryzyka, które niesie za sobą ta technologia, zaczynając od naruszenia prywatności, po stalking, aż po wykorzystanie elementów socjotechniki przez przestępców.

Oszukać bank: fikcyjna tożsamość w systemie eKYC

Kolejny eksperyment dotyczył sektora finansowego. Moore rzucił wyzwanie bankowemu systemowi weryfikacji tożsamości (eKYC). Najpierw wykorzystał Photoshopa, aby zmodyfikować zdjęcie, na którym trzymał swój prawdziwy paszport. Zmienił na nim numery oraz datę urodzenia, kreując w ten sposób nową tożsamość. Ponadto za pomocą darmowych narzędzi, stworzył całkowicie fikcyjną twarz wygenerowaną przez sztuczną inteligencję.  System bankowy, zaprojektowany do odróżniania żywego człowieka od statycznego obrazu, uznał wygenerowaną postać za autentyczną. Pozwoliło to na założenie w pełni funkcjonalnego konta na osobę, która w rzeczywistości nie istnieje.

Należy mieć świadomość, że niektóre technologie rozpoznawania twarzy mogą być podatne na manipulacje przy użyciu ogólnodostępnego sprzętu i oprogramowania. Profil tożsamości oparty na biometrii twarzy jest dla oszustów wyjątkowo atrakcyjny. Gdy taki zbiór danych zostanie raz sfałszowany i zaakceptowany przez system, daje przestępcom szerokie pole do nadużyć – zauważa Kamil Sadkowski, analityk cyberbezpieczeństwa ESET.

Face swap na dworcu – Tom Cruise zamiast poszukiwanego?

Ostatni eksperyment został przeprowadzony na zatłoczonej stacji kolejowej w Londynie. Za zgodą operatorów Moore podłączył profesjonalne oprogramowanie biometryczne (takie samo, z którego korzysta brytyjska policja) bezpośrednio do kamer monitoringu. W normalnych warunkach system bezbłędnie wyłapywał go w tłumie, natychmiast powiadamiając ochronę przez radio. Moore postanowił jednak sprawdzić, czy algorytm da się oszukać za pomocą cyfrowej tożsamości.

Zamiast fizycznego przebrania, wykorzystał mechanizm wirtualnej kamery. Przechwycił on sygnał wideo i – zanim dotarł on do systemu rozpoznawania twarzy – za pomocą oprogramowania face swap nałożył w czasie rzeczywistym wizerunek Toma Cruise’a na własną twarz. System w pokoju kontrolnym, analizując zmodyfikowany strumień, „widział” hollywoodzkiego aktora zamiast badacza, przez co nie uruchomił alarmu. Eksperyment Moore’a udowodnił, że do skutecznego oszukania zaawansowanej biometrii wystarczy ogólnodostępne narzędzie i zaledwie jedno statyczne zdjęcie pobrane z sieci.Manipulacja technologią rozpoznawania twarzy

Warto zachować czujność

Choć instytucja bankowa, w której Moore przeprowadził test, została poinformowana o luce i wdrożyła odpowiednie działania, skala problemu pozostaje szeroka. Wdrażanie systemów rozpoznawania twarzy często opiera się na entuzjazmie, który nie zawsze idzie w parze z realną odpornością na manipulacje AI.

– Warto traktować biometrię jedynie jako dodatek, a nie jedyny filar bezpieczeństwa. Kluczowym krokiem jest wdrożenie uwierzytelniania wieloskładnikowego (MFA) wszędzie, gdzie to możliwe. Nawet jeśli technologia rozpoznawania twarzy zostanie zmanipulowana, dodatkowy poziom weryfikacji – taki jak kod z aplikacji autoryzacyjnej – stanowi skuteczną barierę, której samo skopiowanie rysów twarzy nie pozwoli pokonać. Świadomość, że wizerunek może zostać zmanipulowany lub przejęty, jest dziś kluczowym elementem dbania o własne bezpieczeństwo cyfrowe – podkreśla Kamil Sadkowski, ESET.

Sale leaseback w Polsce dojrzewa. 2026 rok może przynieść wyraźne przyspieszenie

W tym roku Polska może stać się jednym z najważniejszych rynków sale leaseback w Europie Środkowo-Wschodniej. Z dużym prawdopodobieństwem można oczekiwać wyraźnie większej obecności inwestorów zagranicznych w polskich transakcjach najmu zwrotnego. Mamy to, czego szukają, tj. relatywnie wyższe stopy kapitalizacji niż w Europie Zachodniej, solidny wzrost gospodarczy, stabilny sektor korporacyjny i profesjonalny rynek nieruchomości. Do tego działają u nas podmioty o międzynarodowym ratingu, prywatne grupy kapitałowe, fundusze private equity i regionalni liderzy w swoich branżach. To otwiera nas na kapitał, który wcześniej był w większym stopniu koncentrowany na rynkach Europy Zachodniej.

Przyszłość najmu zwrotnego w 2026 roku będzie przede wszystkim zależeć od globalnego apetytu na realne aktywa i długoterminowe przepływy pieniężne, wzmocnione przez lokalną stabilność prawną oraz rosnącą dojrzałość polskich przedsiębiorstw. Jeśli te trzy elementy – kapitał globalny, przewidywalność krajowa i strukturalna zmiana gospodarki – zagrają razem, Polska ma realną szansę stać się jednym z najważniejszych rynków sale leaseback w Europie Środkowo-Wschodniej.

Międzynarodowy kapitał już aktywnie inwestuje w Polsce. Nasz rynek łączy cechy, których poszukują dziś inwestorzy – relatywnie wyższe stopy kapitalizacji niż w Europie Zachodniej, solidny wzrost gospodarczy, stabilny sektor korporacyjny i profesjonalny rynek nieruchomości. W 2026 roku można z dużym prawdopodobieństwem oczekiwać wyraźnie większej obecności inwestorów zagranicznych w polskich transakcjach najmu zwrotnego. Będzie to efekt kilku nakładających się trendów globalnych i lokalnych.

Polski rynek jest zdecydowanie bardziej atrakcyjny niż inne dla inwestorów. Decyduje o tym kombinacja czynników strukturalnych. Weszliśmy w ten rok z prognozowanym wzrostem gospodarczym na poziomie ok. 3,5%, podczas gdy średnie jego tempo w strefie euro pozostaje w przedziale 1-1,5%. To bezpośrednio przekłada się na stabilność najemców i przewidywalność przepływów pieniężnych.

Dodatkowo różnica w stopach kapitalizacji pomiędzy Polską a rynkami Europy Zachodniej nadal wynosi średnio 100-200 punktów bazowych, przy porównywalnej jakości aktywów i najemców. W połączeniu z dużym udziałem nieruchomości owner-occupied oraz rosnącą dojrzałością sektora korporacyjnego sprawia to, że Polska oferuje jedną z najbardziej atrakcyjnych relacji ryzyka do zwrotu w regionie.

Dla międzynarodowych funduszy sale leaseback skala ma fundamentalne znaczenie. Inwestorzy coraz częściej oczekują powtarzalności i możliwości budowy większej ekspozycji, nawet jeśli zaczynają od pojedynczych aktywów. Polska jako największy rynek regionu jest dziś w stanie regularnie dostarczać takie wolumeny. Przede wszystkim jednak wyróżnia się strukturą podaży. Na rynku dostępna jest relatywnie duża liczba pojedynczych, funkcjonalnych obiektów – szczególnie w sektorach logistyki, przemysłu, handlu i infrastruktury operacyjnej – użytkowanych przez stabilnych najemców z długim horyzontem działalności.

Jednocześnie Polska pozostaje największym rynkiem nieruchomości komercyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej, zdolnym regularnie obsługiwać transakcje o skali istotnej dla kapitału międzynarodowego. Inwestorzy coraz częściej kupują pojedyncze aktywa, ale w ramach strategii budowy większej ekspozycji sektorowej. Liczy się możliwość realizacji kolejnych transakcji w podobnym standardzie. W tym zakresie Polska oferuje znacznie większą powtarzalność produktu niż inne rynki regionu.

Coraz więcej firm działających w Polsce to podmioty o międzynarodowym ratingu, prywatne grupy kapitałowe czy regionalni liderzy w swoich branżach. Dla zagranicznych inwestorów oznacza to, że mogą kupować nieruchomości nie tylko w atrakcyjnej lokalizacji, ale z najemcą o jakości kredytowej porównywalnej z Europą Zachodnią. To fundamentalnie zmienia percepcję ryzyka i otwiera rynek na kapitał, który wcześniej był zarezerwowany dla Niemiec, Francji czy Skandynawii.

Różnica między 2026 rokiem a wcześniejszymi latami będzie też polegać na tym, że inwestorzy zagraniczni przestaną być w Polsce „gośćmi” szukającymi okazji, a staną się stałymi uczestnikami rynku. Będą budować strategie skoncentrowane na regionie, w tym na Polsce jako rynku bazowym. To oznacza szybsze decyzje inwestycyjne, większą konkurencję o dobre transakcje i bardziej atrakcyjne warunki dla firm sprzedających nieruchomości w formule najmu zwrotnego.

W praktyce 2026 rok może być momentem, w którym polski rynek sale leaseback zostanie na dobre włączony do głównych europejskich portfeli inwestycyjnych. A to zwykle prowadzi do efektu kuli śnieżnej. Im więcej międzynarodowego kapitału już tu działa, tym łatwiej przyciągać kolejnych inwestorów, większe transakcje i nowe sektory. To właśnie dlatego obecność inwestorów zagranicznych w 2026 roku nie tylko wzrośnie, ale ma szansę stać się jednym z głównych motorów rozwoju całego rynku nieruchomości w Polsce.

Jeżeli Polska utrzyma reputację rynku, na którym prawo jest spójne, a umowy najmu i własności są skutecznie egzekwowane, to nawet przy drobnych zmianach fiskalnych atrakcyjność rynku pozostanie wysoka. Najważniejsze zagrożenia mają dziś charakter pozapodatkowy. Po pierwsze, jest to dostępność i koszt finansowania. Mimo oczekiwanej poprawy warunków kredytowych, koszt długu w regionie Europy Środkowo-Wschodniej pozostaje strukturalnie wyższy niż w strefie euro. W praktyce różnice w marżach finansowania mogą sięgać 50-100 punktów bazowych, szczególnie w przypadku aktywów o niższej jakości technicznej lub energetycznej.

Po drugie, rośnie znaczenie kryteriów ESG. Nieruchomości niespełniające standardów efektywności energetycznej coraz częściej spotykają się z wyższym kosztem finansowania lub ograniczonym dostępem do kapitału, co wpływa na wyceny i struktury transakcji. Dodatkowym ryzykiem pozostaje nieprzewidywalność interpretacyjna regulacji. Inwestorzy są wrażliwi nie tyle na same zmiany co na brak stabilności i jasnych zasad ich stosowania.

Wielkie inwestycje potrzebują współpracy. Polski biznes wciąż ma z tym problem

0

Rząd chce, żeby większość z biliona złotych planowanych inwestycji w energetykę, infrastrukturę i zbrojenia trafiło do polskich firm, w tym MŚP. Ale to się nie uda, jeśli przedsiębiorstwa nie zaczną sobie ufać. Przy takiej skali inwestycji kluczem do jej powodzenia jest gotowość do współpracy z nowymi, nieznanymi partnerami – budowania konsorcjów, wchodzenia w długie łańcuchy dostaw, dzielenia ryzyka. Tymczasem 2 edycja raportu Krajowego Rejestru Długów „Kapitał społeczny i zaufanie w polskim biznesie” pokazuje, że poziom zaufania między firmami jest rekordowo niski, a jego deficyt kosztuje gospodarkę 974 mld zł rocznie.

Ponad połowa polskich przedsiębiorców – 54,4 procent – przyznaje, że część transakcji nie dochodzi do skutku nie dlatego, że są nieopłacalne, ale z powodu braku zaufania do potencjalnych kontrahentów. Ich wartość naukowcy z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, którzy opracowali raport na zlecenie Krajowego Rejestru Długów i Rzetelnej Firmy, oszacowali na 974 mld zł. 10 lat temu było to 281 mld zł. W najnowszej edycji 84,8 proc. ankietowanych zgadza się ze stwierdzeniem, że „należy stale uważać, aby nie zostać oszukanym” – o ponad 11 punktów procentowych więcej niż dekadę temu. Blisko połowa firm ogranicza współpracę wyłącznie do grona sprawdzonych kontrahentów, zamykając się na nowych partnerów – choćby lepszych.

– Paradoksalnie odsetek firm rezygnujących z transakcji z powodu nieufności w ostatniej dekadzie spadł – z 47 do 32 procent. Można by to odczytać jako poprawę. Byłby to jednak wniosek błędny. Firmy nie ufają bardziej – nauczyły się lepiej zarządzać nieufnością. Otaczają się procedurami, klauzulami i gwarancjami bankowymi. A straty gospodarcze mimo to urosły niemal czterokrotnie – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Local content wymaga zaufania

Wyniki raportu nabierają szczególnego znaczenia w kontekście rządowych ambicji dotyczących local content. Rząd ogłosił plan wydania biliona złotych na energetykę, infrastrukturę i zbrojenia, chcąc, aby jak największa część tych środków trafiała do polskich firm. Tymczasem raport pokazuje, że 68 proc. przedsiębiorców uważa, iż partnerzy grają fair wyłącznie wtedy, gdy łączy ich wspólnota interesów w danym momencie, a ponad 60 proc. zakłada, że kontrahent skorzysta z luki prawnej w umowie, jeśli nadarzy się okazja. To nie jest fundament pod wieloletnie łańcuchy dostaw.

Szczególnie boleśnie deficyt zaufania uderza w małe i średnie przedsiębiorstwa. Raport opisuje „paradoks uczciwości”: rzetelna firma, która nie zbudowała jeszcze rozpoznawalnej marki ani historii płatniczej, automatycznie ląduje w kategorii podwyższonego ryzyka. 46,2 proc. MŚP doświadczyło sytuacji, w której poproszono je o dodatkowe zabezpieczenia wyłącznie z powodu braku rozpoznawalności – nie z powodu jakichkolwiek sygnałów nierzetelności. Mechanizm selekcji, który miał chronić przed nieuczciwymi, działa przeciwko nowym.

– Local content to pytanie o zdolność polskich firm do rzeczywistego współdziałania: budowania konsorcjów, wchodzenia w długie łańcuchy dostaw, dzielenia ryzyka z nieznanymi dotąd partnerami. A właśnie tu deficyt zaufania boli najbardziej. Firmy nie szukają najlepszego polskiego partnera – szukają znajomego. To bezpośrednio podważa sens tej polityki – zauważa Adam Łącki.

Trzy bariery do pokonania

Raport wskazuje trzy obszary wymagające działania. Pierwszy to infrastruktura informacyjna: 63,5 proc. firm MŚP chciałoby mieć dostęp do wiarygodnych danych o kontrahentach w jednym miejscu – dziś muszą je zbierać samodzielnie z kilkudziesięciu rozproszonych rejestrów. Rozwiązaniem jest rozszerzenie kompetencji Biur Informacji Gospodarczej: umożliwienie budowania pozytywnej historii płatniczej bez zgody płatnika oraz integracja danych publicznych. BIG-i powinny stać się integratorem takich danych — a fakt, że w Polsce działają cztery konkurujące ze sobą biura, jest gwarancją, że dostęp do nich nie byłby drogi, a jakość raportów byłaby wysoka.

Tymczasem procedowany właśnie projekt Ustawy o kredycie konsumenckim idzie w przeciwnym kierunku. Nowe przepisy nakładają na firmy skupujące długi obowiązek przekazywania danych do Biura Informacji Kredytowej, czyli rejestru bankowego niedostępnego dla MŚP. I to mimo tego, że unijna dyrektywa, którą ustawa wdraża, w ogóle nie obejmuje takich podmiotów. Przez 15 lat dane te trafiały do BIG-ów, zasilając bazę dostępną nie tylko dla kredytodawców, ale też dla MŚP weryfikujących kontrahentów i windykujących należności. Jeśli ten strumień danych zmieni kierunek, banki przestaną weryfikować kredytobiorców w BIG-ach, przedsiębiorcy stracą skuteczne narzędzie windykacyjne, a MŚP nie będą miały dostępu do informacji o tym, że czyjś dług trafił już do windykacji — co z doświadczenia KRD jest jednym z najsilniejszych sygnałów ostrzegawczych o kontrahencie.

– To paradoks trudny do zrozumienia. Raport wskazuje wzmocnienie infrastruktury informacyjnej jako klucz do odbudowy zaufania, a projektowane prawo tę infrastrukturę osłabia. Jeśli serio mówimy o local content i włączaniu MŚP w wielkie łańcuchy dostaw, nie możemy jednocześnie podcinać fundamentów, na których opiera się zaufanie w biznesie – podkreśla Adam Łącki.

Drugi obszar to przewidywalność po stronie inwestorów: wieloletnie harmonogramy projektów pozwalają firmom planować relacje biznesowe, a zaufanie rośnie przez pozytywne doświadczenia współpracy. Firma, która ma wejść jako podwykonawca np. przy wielkim projekcie energetycznym, musi wiedzieć nie tylko, jaki kontrakt dostanie dziś – ale też czy będzie miała z kim robić biznes za trzy lata.

Trzeci, najtrudniejszy obszar to kultura i edukacja: raport pokazuje, że nieufność jest najwyższa wśród najbardziej doświadczonych przedsiębiorców – 87 proc. właścicieli firm z grupy 60+ uważa, że należy stale uważać, żeby nie zostać oszukanym. To zaskakujące, bo wydawałoby się, że doświadczenie powinno uczyć, jak unikać nierzetelnych kontrahentów. Tymczasem uczy tego, że można zostać oszukanym. To wymaga olbrzymiej zmiany mentalności.

Kolejna akwizycja Euvic. Execon wnosi doświadczenie w telco, AI i ecommerce

Euvic kontynuuje strategię rozwoju poprzez akwizycje, wzmacniając kluczowe kompetencje branżowe. Spółka planuje nabyć 100% udziałów Execon – spółki wyspecjalizowanej między innymi w projektach dla rynku telekomunikacyjnego, adopcji AI, portalach i ecommerce, a także API management – rozwiązaniach zapewniających bezpieczeństwo i skalowalność biznesu. Transakcja wpisuje się w obserwowany trend konsolidacji rynku usług IT, w którym skala działania stanowi jedną z istotnych przewag konkurencyjnych dla klientów i partnerów biznesowych. Euvic konsekwentnie rozwija kompetencje, w tym te związane z AI, dedykowane wybranym segmentom branżowym. 

Kluczową wartością Execon jest doświadczenie, w tym to we współpracy z firmami telekomunikacyjnymi, w których modernizacja systemów, automatyzacja oraz cyberbezpieczeństwo łączą się z wysokimi wymaganiami operacyjnymi i regulacyjnymi. Elementem transakcji jest również rozwój autorskiej technologii Execon – Q247. Rozwiązanie służy do badania efektywności procesu wytwarzania oprogramowania, w dobie wspierania zespołów IT agentami AI. W ramach transakcji, produkt zostanie wydzielony do celowego podmiotu wraz z częścią zespołu. Euvic obejmie udziały w tym podmiocie i zapowiada wykorzystanie Q247 wewnętrznie oraz komercyjne udostępnienie rozwiązania klientom Grupy.

„Obecność w Grupie Euvic oznacza dla nas szerokie możliwości działania w większej skali oraz dostęp do szerszego ekosystemu kompetencji. To przełoży się na tempo i jakość realizacji projektów dla wszystkich naszych klientów. Wnosimy do Grupy Euvic duże doświadczenie sektorowe – telekomy to nadal istotna część przychodów firmy i będziemy chcieli to jeszcze wzmocnić. Widzimy także istotny potencjał synergii w obszarach związanych z automatyzacją i wykorzystaniem AI – w tym w rozwoju i upowszechnianiu naszej platformy Q247.” – mówi Artur Lempkowski, CEO Execon.

W kontekście rozwoju oferty dla sektora telco istotne są kompetencje i partnerstwa technologiczne z m.in. Bloomreach, Singlestore, SAS oraz Kong – dostawcą platformy chmurowej do zarządzania API. Platforma umożliwia m.in. bezpieczne wdrożenie sztucznej inteligencji i przejście na model „API-first”, zapewniające elastyczność, skalowalność i responsywność wobec zmieniających się potrzeb i warunków biznesowych. Współpraca wpisuje się w przyjętą strategię rozwoju Grupy Euvic, której jednym z założeń jest rozwój oferty w oparciu o partnerstwa technologiczne.

„Dołącza do nas tak doświadczony zespół. Execon ma doskonałe rozpoznanie rynku i wieloletnie doświadczenie w realizacji projektów dla klientów z sektora telco. Wspólnie stworzymy unikalną i kompleksową ofertę dla tej grupy klientów.” – komentuje Wojciech Wolny, Prezes Euvic S.A.

Mex Polska utrzymuje dwucyfrowe tempo wzrostu. I kwartał z przychodami powyżej 29,5 mln zł

Mex Polska S.A., notowana na GPW spółka holdingowa oraz jedna z największych multibrandowych grup gastronomicznych w Polsce, szacuje, że I kwartał 2026 roku przyniósł kontynuację dynamicznego wzrostu przychodów rok do roku. Skonsolidowane przychody Grupy mają przekroczyć 29,5 mln zł, co da wzrost o ok. 14% rr i potwierdza utrzymanie dwucyfrowej dynamiki rozwoju działalności. Wynik ten potwierdza też kontynuację pozytywnego momentum operacyjnego wypracowanego w drugiej połowie 2025 roku oraz dalsze skalowanie biznesu, realizowane zarówno poprzez rozwój sieci lokali, jak i poprawę efektywności sprzedażowej istniejących konceptów gastronomicznych.

Przychody Grupy w I kwartale 2026 roku mają wynieść ponad 29,5 mln zł, co oznacza wzrost o ok. 14% rr wobec 25,9 mln zł w I kwartale 2025 roku. Dla porównania, w I kwartale 2024 roku przychody wyniosły 22,4 mln zł. Odnotowywana z okresu na okres sukcesywna poprawa przychodów potwierdza utrzymanie powtarzalnego tempa wzrostu oraz konsekwentne zwiększanie skali działalności Grupy. Jednocześnie wzrost przychodów pozostaje wspierany przez dywersyfikację formatów gastronomicznych oraz systematyczne umacnianie kanału delivery, który stopniowo zwiększa swój udział w strukturze sprzedaży i poprawia miks przychodowy.

Początek roku potwierdza naszą determinację w budowie skalowalnego i powtarzalnego modelu wzrostu opartego na naszych konceptach gastronomicznych. Utrzymująca się dwucyfrowa dynamika przychodów, wspierana ekspansją sieci oraz systematyczną poprawą efektywności operacyjnej, wskazuje, że Mex Polska znajduje się w fazie trwałego wzrostu wartości biznesu. Wchodzimy w kolejne kwartały z wyraźnie nakreślonym i realizowanym planem rozwoju oraz coraz większą przewidywalnością wyników finansowych. – komentuje Paweł Kowalewski, Prezes Zarządu Mex Polska.

Spółka podkreśla, że obserwowany trend ma charakter strukturalny i wynika z konsekwentnej realizacji strategii rozwoju obejmującej skalowanie sieci, rozbudowę portfolio konceptów oraz systemową optymalizację kosztów w całej Grupie. Poprawa przychodów przekłada się jednocześnie na wyższą jakość biznesu, w tym rosnący udział sprzedaży o wyższej marżowości oraz stopniowe osiąganie docelowej rentowności przez nowe lokale, co wzmacnia dźwignię operacyjną całego modelu.

Dodatkowym wsparciem dla wyników sprzedażowych będzie niewątpliwie sprzyjająca aura oraz korzystne warunki pogodowe wiosną, które tradycyjnie przekładają się na zwiększony ruch w lokalach gastronomicznych. Rozpoczynający się sezon ogródkowy powinien dodatkowo wspierać frekwencję oraz poziom sprzedaży w kluczowych lokalizacjach Grupy, co może znaleźć odzwierciedlenie w dalszym umocnieniu dynamiki przychodów w kolejnych miesiącach.

Jednocześnie Zarząd podkreśla, że bieżący okres potwierdza utrzymanie pozytywnego trendu biznesowego oraz stabilnej ścieżki wzrostu, przy równoległej kontynuacji rozwoju sieci gastronomicznej w największych aglomeracjach w Polsce. Grupa pozostaje skoncentrowana na skalowaniu działalności oraz dalszym wzmacnianiu efektywności operacyjnej, co stanowi fundament dla systematycznej poprawy wyników finansowych w kolejnych okresach.

Na koniec 2025 roku Grupa wypracowała przychody przekraczające 127 mln zł (+19% rr), przy jednoczesnym wyraźnym przyspieszeniu w drugiej połowie roku, którego kulminacją był silny IV kwartał. W tym okresie przychody wzrosły o 24% rr, EBITDA o 47% rr, a zysk operacyjny EBIT osiągnął poziom 1,6 mln zł wobec 0,3 mln zł rok wcześniej. Grupa wypracowała również dodatni wynik netto, co potwierdziło powrót do rentowności na poziomie całego roku oraz poprawę efektywności operacyjnej. Mex Polska S.A. zakończyła 2025 rok z siecią ponad 60 lokali działających w ramach ośmiu konceptów gastronomicznych, konsekwentnie rozwijając skalę sieci oraz wzmacniając fundamenty pod dalszą ekspansję w 2026 roku. Najbliższe otwarcia w pierwszej połowie 2026 roku obejmują dalszą ekspansję kluczowych konceptów Grupy w największych aglomeracjach w Polsce. W lutym 2026 roku uruchomiono lokal Chicas & Gorillas we Wrocławiu oraz Spoko Taco w Łodzi w formule dark kitchen. W kwietniu planowane jest otwarcie Pankejk w Sopocie, natomiast w maju kolejnej lokalizacji Chicas & Gorillas w Krakowie. Nowe otwarcia wpisują się w strategię skalowania sieci oraz dalszego wzmacniania obecności Grupy zarówno w lokalizacjach stacjonarnych, jak i w dynamicznie rozwijającym się segmencie delivery.

„Rynek staje się coraz bardziej wymagający” – Monika Żyznowska, Mercator Medical

W ostatnich miesiącach rynek rękawic medycznych funkcjonuje w otoczeniu podwyższonej zmienności, na którą wpływają zarówno czynniki geopolityczne, jak i zmiany na rynku surowców energetycznych. Zjawiska te mają charakter globalny i oddziałują na cały łańcuch wartości – od produkcji, przez logistykę, po dystrybucję wyrobów jednorazowych. Zakłócenia w globalnych łańcuchach dostaw i rosnąca zmienność dostępności komponentów wymuszają na firmach większą elastyczność operacyjną, redefinicję strategii zakupowych oraz wzmacnianie odporności poprzez dywersyfikację dostaw i zdolność szybkiego reagowania na zmiany otoczenia.

Jednym z kluczowych czynników kształtujących obecne warunki rynkowe jest wzrost cen surowców powiązanych z ropą naftową, który w marcu wyniósł około 25%. Ponieważ nitryl (podstawowy materiał wykorzystywany w produkcji rękawic diagnostycznych) jest produktem petrochemicznym, zmiany te bezpośrednio przekładają się na koszty wytwarzania. Dodatkowo, według analiz rynkowych, wzrost cen energii oraz utrzymujące się podwyższone koszty transportu morskiego wpływają na strukturę kosztową producentów wyrobów medycznych na całym świecie.

Równolegle obserwowane są zakłócenia w globalnych łańcuchach dostaw, w tym okresowe ograniczenia w kluczowych szlakach transportowych. W praktyce oznacza to wydłużenie czasu dostaw oraz większą zmienność dostępności surowców i komponentów. W efekcie rośnie znaczenie elastycznego zarządzania zapasami oraz dywersyfikacji kierunków handlu pomiędzy Azją, Europą i Stanami Zjednoczonymi.

Rynek rękawic medycznych coraz wyraźniej pokazuje, że o pozycji konkurencyjnej nie decyduje dziś wyłącznie skala działalności, ale przede wszystkim zdolność do sprawnego reagowania na dynamicznie zmieniające się warunki rynkowe. Widzimy jednocześnie presję cenową w segmencie produktów podstawowych oraz rosnącą zmienność kosztów energii, surowców i logistyki. To wymaga od producentów i dystrybutorów większej dyscypliny w planowaniu, ostrożniejszego podejścia do zarządzania zapasami oraz elastyczności w kształtowaniu kierunków sprzedaży i dostaw. W takich warunkach coraz większego znaczenia nabierają odporność operacyjna, dywersyfikacja łańcucha dostaw i rozwój segmentów, w których klient oczekuje nie tylko ceny, ale również jakości, przewidywalności dostaw i zgodności z rosnącymi wymaganiami regulacyjnymi – podkreśla Monika Żyznowska, prezes Mercator Medical.

W ujęciu rynkowym obserwowane zjawiska wpisują się w szerszy trend przejścia od względnie stabilnych warunków kosztowych do modelu większej zmienności, w którym istotną rolę odgrywają czynniki zewnętrzne. Wcześniejsze zmiany w globalnym handlu, związane m.in. z polityką celną i przekierowaniem eksportu z Azji do Europy, obecnie uzupełniane są przez presję kosztową i ryzyka logistyczne.

Jednocześnie rynek rękawic medycznych pozostaje strukturalnie rozwojowy. Zgodnie z danymi branżowymi (m.in. MARGMA), globalny popyt na rękawice jednorazowe rośnie w średnim tempie kilku procent rocznie, przy czym coraz większe znaczenie zyskują segmenty produktów premium oraz rozwiązania odpowiadające na wymagania regulacyjne i środowiskowe.

***
Niniejsza analiza została opracowana na podstawie aktualnych danych rynkowych i ma charakter informacyjny. Zebrane informacje dotyczą ogólnych trendów i czynników kształtujących rynek rękawic medycznych. Nie można ich bezpośrednio wiązać z wynikami spółki Mercator Medical, ponieważ występuje zbyt wiele zmiennych wpływających na wyniki finansowe poszczególnych podmiotów.

Presja płacowa słabnie. Wynagrodzenia coraz mniej groźne dla inflacji

Marcowe dane o wynagrodzeniach w sektorze przedsiębiorstw przyniosły wzrost o 6,6 proc. w ujęciu rocznym, nieco powyżej oczekiwań rynkowych na poziomie 6,3 proc. Przeciętne wynagrodzenie brutto w firmach zatrudniających powyżej 10 osób (z wyłączeniem sektora publicznego) wyniosło 9 652,19 zł.

Choć odczyt lekko zaskoczył in plus, jego struktura potwierdza wyraźny trend wygaszania presji płacowej. To istotna zmiana – rynek pracy stopniowo odchodzi od warunków typowych dla tzw. rynku pracownika, co powinno ograniczać krajowe źródła presji inflacyjnej w kolejnych kwartałach.

Jeszcze niedawno dynamika wynagrodzeń była jednym z głównych czynników presji inflacyjnej, obok ekspansywnej polityki fiskalnej. Obecnie jednak ciężar ryzyka przesuwa się w stronę czynników zewnętrznych, przede wszystkim cen surowców energetycznych w związku z napięciami geopolitycznymi na Bliskim Wschodzie.

W tym otoczeniu Rada Polityki Pieniężnej pozostaje w trybie „wait and see”. Oznacza to, że perspektywy stóp procentowych w najbliższych miesiącach będą w dużej mierze zależeć zarówno od napływających danych makroekonomicznych, jak i od tego, czy impuls inflacyjny z zewnątrz przełoży się na trwalszy wzrost cen w gospodarce krajowej.

Zmiany w zarządzie Autopay. Wojciech Murawski obejmuje rolę CEO

Z początkiem drugiego kwartału 2026 roku Wojciech Murawski, dotychczasowy co-CEO, obejmuje rolę CEO Autopay SA. Andrzej Antoń, współzałożyciel firmy i jej dotychczasowy CEO, pozostaje w Zarządzie i w pełni koncentruje się na strategii, rozwoju innowacji i międzynarodowej ekspansji. Zmiana została zatwierdzona wpisem do KRS i stanowi płynną kontynuację procesu zainicjowanego w ubiegłym roku.

Nowy układ ról odpowiada na kierunek, w którym porusza się firma: skalowanie działalności, rozwój ekosystemu płatności, embedded finance i agentic payments oraz wejście na kolejne rynki zagraniczne.

Zarząd Autopay SA tworzą obecnie trzy osoby: Wojciech Murawski jako CEO, Andrzej Antoń jako członek Zarządu oraz Ewa Woroszył jako Chief Financial and Compliance Officer.

Wojciech Murawski jako CEO odpowiada za operacje biznesowe firmy, komercjalizację produktów, rozwój sprzedaży oraz partnerstwa strategiczne. Andrzej Antoń jako członek zarządu prowadzi strategię rozwoju innowacji i agendę ekspansji międzynarodowej. Ewa Woroszył jako CFCO zarządza strategią finansową, raportowaniem oraz obszarem ryzyka i compliance.

– Wchodzimy w fazę, w której Autopay przestaje być tylko polskim fintechem i staje się graczem międzynarodowym. Podział ról między mną a Wojciechem odpowiada na to, czego teraz firma potrzebuje najbardziej: tempa biznesowego i konsekwencji w realizacji globalnej strategii. Wojtek jest z nami prawie 20 lat, współtworzył każdą istotną decyzję w tej firmie – to naturalna kontynuacja, nie zmiana kursu – mówi Andrzej Antoń, członek Zarządu i współzałożyciel Autopay.

– Przejmuję pełną odpowiedzialność za bieżące operacje i skalowanie biznesu w momencie, w którym Autopay ma jasną strategię, silny zespół i realną szansę stać się europejskim liderem embedded finance. Nasze priorytety pozostają te same: ekosystem płatności, rozwój embedded finance, agentic payments i konsekwentna ekspansja na kolejne rynki. Taki podział ról pozwala Andrzejowi w pełni poświęcić się wprowadzaniu firmy na globalną scenę – komentuje Wojciech Murawski, CEO Autopay.

TYR TFI z mocnym wynikiem i rosnącą skalą działalności

TYR TFI poinformowało, że jego flagowy fundusz zakończył ostatni 12-miesięczny okres z wynikiem przekraczającym 10 proc. Według danych spółki był to najwyższy rezultat wśród funduszy obligacji korporacyjnych na koniec marca. Towarzystwo wskazuje jednocześnie na dalszy wzrost wartości aktywów oraz rozwój działalności opartej na bezpośrednich relacjach z klientami.

– Skala naszej działalności systematycznie rośnie. Inwestorzy zgromadzili w funduszach zarządzanych przez TYR TFI już ponad 300 mln zł. Ten wzrost to efekt modelu opartego na konsekwentnym realizowaniu obranej strategii – mówi Marcin Wiński, prezes zarządu i Chief Investment Officer TYR TFI.

Wynik odzwierciedla utrzymującą się dynamikę z ubiegłych lat. Dwucyfrowe stopy zwrotu sprzyjają inwestorom funduszu zarządzanego przez TYR TFI w każdym kwartale ostatnich 4 lat działalności, niezależnie od wydarzeń na arenie geopolitycznej.

Koncentrujemy się na budowaniu trwałych i bezpośrednich relacji z inwestorami. To podejście przyciąga zamożnych klientów, którzy poszukują nie tylko ponadprzeciętnych zysków, ale też większej kontroli i indywidualnego podejścia przy alokacji powierzonego kapitału – dodaje Marcin Wiński.

Oprócz lidera generowanych zysków TYR TFI jest też obecnie drugim największym polskim, licencjonowanym podmiotem zarządzającym funduszami o strategii długu prywatnego. Z każdym rokiem działalności rośnie poziom aktywów, jakimi zarządza Towarzystwo, a także liczba transakcji. W 2025 roku zarządzający funduszami podjęli 25 decyzji inwestycyjnych o łącznym wolumenie 214 mln zł. Taki poziom aktywności pozycjonuje Towarzystwo nie tylko wśród największych, lecz także wśród najbardziej aktywnych graczy na polskim rynku funduszy private debt.

ZASTRZEŻENIE PRAWNE: Niniejsza informacja prasowa ma charakter wyłącznie informacyjny i nie stanowi oferty nabycia ani rekomendacji inwestycyjnej w rozumieniu przepisów prawa. Wyniki historyczne nie są gwarancją wyników w przyszłości. Inwestycje w fundusze inwestycyjne wiążą się z ryzykiem, w tym ryzykiem utraty części lub całości zainwestowanego kapitału. Przed podjęciem decyzji inwestycyjnej należy zapoznać się z dokumentami informacyjnymi funduszu.

Banki przyspieszają ugody w sprawach kredytów walutowych. Coraz więcej klientów staje przed wyborem: proces czy porozumienie

Rosnąca liczba ugód proponowanych przez banki kredytobiorcom frankowym i eurowym to efekt niekorzystnej dla sektora finansowego linii orzeczniczej oraz wysokich kosztów sporów sądowych. Choć warunki porozumień poprawiły się w ostatnich latach, decyzja o ich podpisaniu wciąż wymaga indywidualnej analizy. Adwokat Katarzyna Gabrysiak mówi jaką strategię przyjmują banki i jakie są zauważalne ryzyka prawne i finansowe przyjęcia ewentualnej ugody.

Zjawisko intensyfikacji propozycji ugodowych ze strony banków jest bezpośrednio związane z ich sytuacją procesową. Banki masowo przegrywają sprawy dotyczące kredytów walutowych, co generuje nie tylko obowiązek zwrotu na rzecz klientów środków, jakie zapłacili oni tytułem spłaty kredytu, kosztów procesu, ale również wysokich kosztów swojej obsługi prawnej za wieloletnie postępowania. Dodatkowym czynnikiem jest presja ze strony regulatorów oraz potrzeba poprawy wizerunku sektora bankowego.

– Banki przegrywają sprawy w zdecydowanej większości, co w naturalny sposób skłania je do szukania szybszych i tańszych rozwiązań. Ugody są dla nich sposobem na ograniczenie ryzyka, pozbycie się „toksycznego produktu” przy przewidywalności kosztów – zauważa adwokat Katarzyna Gabrysiak.

Zmiana strategii banków i ewolucja warunków ugód

Jeszcze kilka lat temu proponowane ugody były dla klientów w dużej mierze nieopłacalne. Opierały się głównie na przeliczeniu pozostałego do spłaty kredytu na złotówki przy zastosowaniu niekorzystnych kursów oraz wysokiego, zmiennego oprocentowania. Obecnie warunki są bardziej zróżnicowane i w niektórych przypadkach realnie korzystniejsze, choć wiele zależy od konkretnego banku oraz etapu sprawy.

Jak wskazuje adwokat Katarzyna Gabrysiak, w części instytucji – szczególnie po wyroku sądu pierwszej instancji – pojawiają się propozycje rozliczenia wzajemnych roszczeń, które obejmują zwrot nadpłaty, a czasem również odsetek i kosztów procesu. Nie jest to jednak standard rynkowy i nadal zdarzają się oferty ograniczające się wyłącznie do podstawowych rozliczeń w postaci zwrotu nadpłaty ponad kapitał bez odsetek ustawowych za opóźnienie i bez dodatkowych świadczeń na rzecz klienta.

– Warunki ugód są dziś bardziej zróżnicowane i w niektórych przypadkach wyraźnie lepsze niż jeszcze kilka lat temu. Dodatkowo widać wyraźną zmianę strategii banków, propozycje ugód pojawiają się nawet na bardzo wczesnym etapie relacji z bankiem, zanim sprawa trafi do sądu. Dla banku proces sądowy oznacza ogromną niepewność: ryzyko przegranej, odsetki ustawowe i koszty procesu. Ugoda pozwala zatrzymać tę spiralę ryzyka – ocenia prawniczka specjalizująca się w sporach z bankami.

Proces czy ugoda – decyzja zależna od sytuacji klienta

Wybór między kontynuowaniem procesu, a zawarciem ugody pozostaje decyzją indywidualną i zależy od wielu czynników. Postępowanie sądowe często pozwala uzyskać wyższe korzyści finansowe, szczególnie w świetle dominującej praktyki unieważniania umów kredytowych. Z drugiej strony wiąże się z wieloletnim oczekiwaniem na prawomocne rozstrzygnięcie.

– Ugoda daje natychmiastowe rozwiązanie i święty spokój, choć kosztem części potencjalnych korzyści – podkreśla adwokat Katarzyna Gabrysiak.

Ugoda może być szczególnie uzasadniona w sytuacjach trudnych finansowo, gdy kredytobiorca nie jest w stanie regulować rat i nie uzyskał zabezpieczenia w postaci zawieszenia ich spłaty na czas procesu. Istotna jest także potrzeba szybkiego zamknięcia sprawy, na przykład w przypadku planowanej sprzedaży nieruchomości, która jest obciążona hipoteką banku.

Ryzyka prawne i finansowe

Podpisanie ugody oznacza definitywne zakończenie sporu i rezygnację z dalszych roszczeń wobec banku. W praktyce zamyka to drogę do dochodzenia ewentualnych dodatkowych świadczeń w przyszłości.

Istotnym aspektem, który wymaga szczególnej uwagi, są potencjalne konsekwencje podatkowe.
W niektórych przypadkach umorzenie części zobowiązania kredytowego może skutkować obowiązkiem zapłaty podatku dochodowego, co znacząco wpływa na opłacalność całej operacji.

– Podpisując ugodę, kredytobiorca definitywnie zamyka spór i zrzeka się wszelkich roszczeń wobec banku Największym błędem jest jednak podpisanie ugody bez analizy prawnej. To decyzja, której skutków nie da się cofnąć – zaznacza Katarzyna Gabrysiak.

Długie postępowania sprzyjają ugodom

Pomimo ugruntowanej linii orzeczniczej, czas trwania postępowań nie uległ skróceniu. Wzrost liczby spraw oraz ograniczone zasoby kadrowe sądów powodują, że procesy, zarówno na etapie I instancji jak i apelacji, mogą trwać kilka lat.

– System jest przeciążony, a czas oczekiwania na prawomocny wyrok nadal jest bardzo długi. Dla wielu kredytobiorców właśnie ten czynnik staje się decydujący i skłania ich do wyboru ugody jako szybszego sposobu zakończenia sporu – wskazuje adwokat.

Stabilna linia orzecznicza wzmacnia pozycję klientów

Obecnie dominującą praktyką sądów jest unieważnianie umów kredytowych, co znacząco wzmacnia pozycję negocjacyjną kredytobiorców. Stabilność orzecznictwa sprawia, że banki coraz częściej dążą do polubownego zakończenia sporów, zanim zapadnie prawomocny wyrok.

Ekspertka podkreśla jednak, że skuteczność negocjacji w dużej mierze zależy od profesjonalnego wsparcia. Doświadczenie pokazuje, że kredytobiorcy działający samodzielnie uzyskują zazwyczaj mniej korzystne warunki niż ci reprezentowani przez wyspecjalizowane kancelarie.

– Różnice w efektach negocjacji mogą być bardzo znaczące. Dlatego warto zasięgnąć pomocy prawnej, która specjalizuje się w tego typu sprawach, gdyż dzięki temu kredytobiorca jest w stanie wywalczyć dla siebie lepsze rozwiązanie – podsumowuje adwokat Katarzyna Gabrysiak.