Miesięczny raport analityczny – maj 2013

Rynki finansowe obstawiają dalsze łagodzenie polityki monetarnej (ECB, utrzymanie QE przez FED) i ożywienie gospodarcze w Europie na jesieni. Jeżeli majowe odczyty wskaźników wyprzedzających nie potwierdzą tych oczekiwań, zapewne sprawdzi się powiedzenie: Sell in May and go away. Z drugiej strony może to oznaczać koniec programów zaciskania fiskalnego i poprawę perspektywy na 2014.

Astarta, 6 maja 2013

W 2013 roku Ukrsahar – organizacja zrzeszająca producentów cukru na Ukrainie – spodziewa się spadku areału buraka cukrowego o 20-25% (344 tys. ha vs. 458 tys. ha w 2012 roku i 532 tys. ha w 2011 roku). Prognozujemy, że mniejszy areał uprawy spowoduje spadek produkcji cukru do 1,65MT vs. 2,22 MT rok wcześniej i zmniejszenia podaży na początku sezonu 2013/14 (X’13) do 2,1 MT (vs. 2,59 rok wcześniej i 2,38MT dwa lata wcześniej).

Polish Weekly Review, 10 maja 2013

Last Wednesday, the MPC cut all rates by 25bp (repo rate is now at record low of 3%) and opened doors for further easing. We expected a more decisive move but even a 25bps cut surprised Polish analysts who were too concerned by the political rifts within the Council and forgot about macroeconomic considerations. The cut was justified, in line with our expectations, by the scale of negative surprises and deviations from the current NBP inflation projection. Officially, the Council chose to cut by 25 bps in order to proceed smoothly and avoid shocking markets. The diagnosis of economic developments from the official statement is surely not optimistic, nor was the tone of the press conference afterwards. Governor Belka spoke about ”quasi-stagnation” and an unsatisfying structure of Polish growth (contracting domestic demand). The tone of the statement (the last paragraph in particular) turned out to be more dovish than last month. The Council’s decisions in the coming months \textit{will depend on the assessment of the incoming data with regard to probability of inflation remaining markedly below the NBP target in the medium term}. More importantly, references to developments in the real sphere were excluded from the statement – we interpret this as a dovish move. The message of the conference was not as unambiguous as that of the statement’s. Governor Belka repeatedly refrained from announcing new cuts only to point out that there is a lot of room for further cuts, that the Council’s stance remains accommodative, and to formulate pessimistic forecasts on his own.

LOT walczy o klienta: modernizuje starą flotę i myśli o zakupie nowych, wąskokadłubowych samolotów.

LOT zamierza modernizować i wzbogacać swoją flotę. Zarząd spółki myśli o zakupie samolotów wąskokadłubowych, czyli nieco mniejszych od Dreamlinerów, które zastąpiłyby wysłużone już maszyny. To oraz inne kroki, polegające na wzbogaceniu siatki połączeń i umowy czarterowe z touroperatorami, mają być istotnym argumentem w walce o klienta.

Mimo trudnej sytuacji finansowej, w jakiej znajduje się LOT, spółka nie zamierza rezygnować z zapoczątkowanej już wcześniej modernizacji floty. Pierwszym krokiem była decyzja o wymianie przestarzałych Boeingów 767 na nowoczesne Dreamlinery, czyli Boeingi 787.

 – To była racjonalna decyzja, podjęta w 2005 roku i tej floty się będziemy trzymać – mówi  Sebastian Mikosz, prezes PLL LOT.

Kolejnym etapem przebudowy parku maszyn ma być zakup samolotów wąskokadłubowych, czyli nieco mniejszych od Dreamlinera. Miałyby one zastąpić, latające dzisiaj w barwach LOT-u Boeingi 737, które zostaną wycofane w ciągu kilku najbliższych miesięcy. Władze przewoźnika przyznają, że jest kilka pomysłów na rozwiązanie tej sytuacji.

 – Embraery są dla nas dziś częściowo flotą trochę za małą, bo konkurencja lata znacznie większymi samolotami, oferując tym samym większą liczbę tanich miejsc – przyznaje Mikosz, dodając, że bardzo prawdopodobny jest zakup Boeinga 737 NG albo Airbusa 320. Te ostatnie byłyby dla spółki nowością, ale – jak przyznaje prezes – nowością, której LOT się nie boi.

Są zmiany w siatce połączeń

Mimo że siatka połączeń na lato od wielu miesięcy jest już zaplanowana, władze wprowadziły ostatnio pewne modyfikacje.

 – Bardzo silnie walczymy o utrzymanie rejsów do Kairu i Erewania – mówi Sebastian Mikosz. – Uważam, że to są rynki, które LOT powinien obsługiwać.

Spółka spróbuje zmierzyć się z tym wyzwaniem, mimo że jak mówi jej szef, nie należą one do „łatwych kierunków”. Szczególnie Egipt, ze względu na trudną sytuację polityczną. LOT liczy również na częstsze wakacyjne połączenia do Nowego Jorku i Chicago, bowiem wtedy jest największe zapotrzebowanie na oba kierunki.

Przewoźnik podpisał również w ostatnich dniach umowę z touroperatorem, firmą Rainbow Tours, która obejmuje obsługę rejsów czarterowych z Warszawy do najpopularniejszych miejsc na świecie.

 – Jestem z tego bardzo zadowolony, ponieważ jest to nowe otwarcie produktowe – mówi Mikosz tłumacząc, że do tej pory LOT wykonywał jedynie czartery letnie, organizowane doraźnie. – Kiedy ktoś potrzebował danego dnia przelot, na 2-3 godziny, byliśmy w stanie mu to zaoferować.

Teraz będzie to wyglądało zupełnie inaczej. Przewoźnik obsługiwał będzie nowe, znacznie dłuższe trasy, m.in. do Bangkoku, Varadero czy Cancun To także nowość dla samych biur podróży.

 – To, że będzie to przelot samolotem, przystosowanym z punktu widzenia komfortu do długich przelotów, że bezpośredni lot z rodziną, np. do Bangkoku będzie trwał 9 godzin, a nie 18, powinno mieć znaczący wpływ na to, by rynek urósł – mówi Sebastian Mikosz. – To daje jeszcze większą determinację, by próbować porozumieć się z innymi touroperatorami, by korzystali z tego produktu w okresie, kiedy my mamy wolne moce, bo jest niższy sezon w przewozach regularnych.

World Trends, 10 maja 2013

Na wczorajszej sesji obóz byczy doznał małej zadyszki. Indeks pierwszej dwudziestki obniżył swoje notowania ostatecznie o 0,8% do poziomu 2349. Lokalnie zagrożeniem dla naszego parkietu może być Wall Street, która po serii zwyżek przerwała marsz w górę.  Indeks S&P500 spadł ostatecznie o 0,37%, natomiast DJ IA spadł o 0,15%. Delikatną nerwowość na Wall Street można wytłumaczyć wypowiedzią Charlesa Plossera, szefa FED z Filadelfii, który stwierdził, że FED może ograniczyć środki stymulujące gospodarkę.

Prof. D. Filar prognozuje: nie będzie kolejnej obniżki stóp procentowych.

0

W czerwcu nie będzie kolejnej obniżki stóp procentowych  prognozuje prof. Dariusz Filar. Były członek Rady Polityki Pieniężnej uważa, że decyzje Rady nie  powinny być dyktowane tylko niskim obecnie poziomem inflacji. Ta może szybko wzrosnąć, a wpływ ostatnich obniżek na realną gospodarkę będzie odczuwalny dopiero w 2015 roku.

 – Rada Polityki Pieniężnej pozostaje w tej chwili  jeśli chodzi o obniżki  pod dwojakiego rodzaju presją – mówi profesor Dariusz Filar, członek Rady Gospodarczej przy Premierze, były członek RPP. – Z jednej strony to obniżane prognozy wzrostu gospodarczego. Widzimy dosłownie miesiąc po miesiącu prognozy, które pokazują coraz niższy wzrost gospodarczy.

Jego zdaniem w najbliższych kwartałach nie będzie lepiej. Druga sprawa to niski poziom inflacji.

 – Bieżąca inflacja jest dosyć kontrowersyjnym zagadnieniem. Po raz pierwszy w historii naszej inflacji doszło do zrównania się inflacji mierzonej wskaźnikiem CPI i inflacji bazowej. Tego nigdy nie mieliśmy w przeszłości – zwraca uwagę Dariusz Filar.

Inflacja bazowa to inflacja bez cen energii i żywności. A energia i żywność (ujmowana w wyliczeniach inflacji CPI – Consumer Price Index) zawsze podbijały inflację bazową w górę.

 – W tej chwili jest inaczej. Uważam, że ten niski poziom inflacji ma w dużej mierze charakter nadzwyczajny i nie ma gwarancji, że taka niska inflacja mierzona wskaźnikiem CPI utrzyma się w przyszłości. Z punktu widzenia samej analizy inflacji, ja zachowywałbym się ostrożniej niż Rada Polityki Pieniężnej i czekałbym na lipcową projekcję i próbę spojrzenia w przyszłość – mówi członek Rady Gospodarczej przy Premierze.

Eksperci przekonują, że na podjęcie decyzji przez RPP o obniżce głównej stopy procentowej do poziomu 3 proc. mogła mieć wpływ niedawna decyzja Europejskiego Banku Centralnego. EBC obniżył stopy procentowe w strefie euro o 25 pkt. bazowych do rekordowo niskiego poziomu 0,5 proc.

 – Obniżanie kosztów kredytu, co najlepiej pokazuje w tej chwili strefa euro, jest dyskusyjne w warunkach tak dużej niepewności jak dzisiaj. Można zejść ze stopą bardzo nisko i nie mieć wpływu pieniądza do strefy realnej – mówi były członek RPP.

Dariusz Filar uważa, że w najbliższym czasie obniżek w Polsce nie będzie.

 – Zobaczymy natomiast, co pokaże projekcja. Przypomnę tylko, że horyzont pełnego zmaterializowania się decyzji o stopie procentowej w gospodarce realnej to są prawie dwa lata. W gruncie rzeczy, gdyby była jakaś decyzja w lipcu, to jej efekty będziemy w pełni obserwować w II kwartale 2015 roku – wyjaśnia.

Wzrost liczby przestępstw gospodarczych. Nowe zagrożenia dla uczciwych firm wynikiem kryzysu?

Kryzys oznacza dla firm nie tylko działanie w trudnych warunkach gospodarczych, ale także rosnącą liczbę zagrożeń w postaci nieuczciwych kontrahentów, podmiotów próbujących wyłudzić towary czy usługi lub wykraść dane. Jedno z największych niebezpieczeństw to wejście często nieświadome w łańcuch firm, które nie płacą podatku VAT. Przedsiębiorcy muszą też uważać na nieuczciwych pracowników. Według specjalistów, jedynie profilaktyka może uchronić biznes i jego właściciela przed kłopotami.

O 30 proc. w ubiegłym roku wzrosła liczba wykrytych przez Urzędy Kontroli Skarbowej pustych faktur, za pomocą których nieuczciwi przedsiębiorcy próbują wyłudzić zwrot podatku VAT. Kontrolerom udało się wykryć 152,7 tys. takich dokumentów, na łączną kwotę 15,2 mld zł.

 – Urzędy skarbowe przychodzą i egzekwują należności od podmiotów, które w tym łańcuchu uczestniczą, czasami nieświadomie. Trzeba myśleć i sprawdzać wiarygodność potencjalnych kontrahentów – mówi Agencji Informacyjnej Newseria nadinspektor Adam Rapacki, wspólnik zarządzający Kancelarii Bezpieczeństwa Rapacki i Wspólnicy.

Pośrednim zagrożeniem dla przedsiębiorców jest też rosnąca szara strefa. Firmy, które w niej funkcjonują uniemożliwiają uczciwą konkurencję.

 – Mamy takie segmenty, w których ta patologia rozwinęła się do niebotycznych rozmiarów, i często wprost przerasta nawet ten legalny obrót towarem. Z drugiej strony w trudnej sytuacji gospodarczej, w walce o rynek przedsiębiorcy często idą na skróty i kupują towar dużo taniej, świadczą usługi dużo taniej, nie patrząc, że może to być naruszeniem pewnych przepisów prawa – mówi Adam Rapacki.

Drugi rodzaj zagrożeń dla firm to te z wewnątrz, powodowane przez pracowników.

 – Nasi pracownicy nie utożsamiają się z firmą, patrzą i traktują firmę jako miejsce, z którego jak najwięcej można wyciągnąć na własną korzyść. Budowa wewnętrznej polityki bezpieczeństwa, wdrażanie pewnej strategii antykorupcyjnej w poszczególnych firmach daje szansę, że ten biznes jest bezpieczniejszy od strony wewnętrznej   podkreśla Adam Rapacki.

Rozwiązaniem jest budowa w firmie polityki bezpieczeństwa, zarówno wewnętrznej jak i zewnętrznej. Jak podkreśla ekspert, przedsiębiorcy powinni również mieć poczucie, że w razie problemów mogą liczyć na pomoc instytucji państwowych i służb.

 – Niestety w naszych realiach jest tak, że instytucje i służby państwowe skupiają się bardziej na ochronie przedsiębiorstw z udziałem Skarbu Państwa, mniej na ochronie tego segmentu prywatnego. To trochę przez brak świadomości, że dzisiaj gros wpływów do budżetu państwa to są podatki wynikające z działalności gospodarczej właśnie sektora prywatnego – mówi Adam Rapacki.

Zdaniem ekspertów świadomość dotycząca budowania systemu bezpieczeństwa w firmach rośnie. Najlepiej jest w dużych firmach, które mają powiązania z zagranicą.

 – Nasi rodzimi przedsiębiorcy dostrzegają często problem, kiedy już mleko się rozleje. Wtedy już zaczynają się kłopoty i wtedy szukają pomocy w różnego rodzaju kancelariach doradczych, adwokackich. Zdecydowanie taniej jest stworzyć szczelny system bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego firmy, niż później reagować post factum na zdarzenia – mówi Rapacki.

Komentarz poranny, 10 maja 2013

Kruk poinformował, że Rafał Janiak, Członek Zarządu odpowiedzialny za finanse, złożył rezygnację z pełnionej funkcji z dniem 31 sierpnia 2013 z powodów prywatnych (miejsce zamieszkania poza Polską). Zostanie on zastąpiony przez Michała Zasępę, obecnie Członka Zarządu ds. Inwestycji i Rozwoju. Jednocześnie Kruk przekazał, że jego Rada Nadzorcza w formie uchwały zmniejszyła liczbę członków zarządu z sześciu na pięciu.

Komentarz dzienny, 10 maja 2013

W ubiegłym tygodniu zarejestrowano 323 tys. nowych bezrobotnych, 4 tys. mniej niż w poprzednim tygodniu. 4-ro tygodniowa średnia powędrowała tym samym do poziomu 336,7 z 343 tys. odnotowanych tydzień wcześniej. Odczyt tygodniowy jest najniższy od 5,5roku (a dokładnie najniższy od stycznia 2008 roku). Łącznie z raportem o NFP dane sugerują, że gospodarka amerykańska wchodzi w soft patch w dobrej kondycji. Choć dane o sprzedaży i produkcji pogarszają się, przedsiębiorstwa nie ograniczają zatrudnienia (można to tłumaczyć dobrymi wynikami finansowymi), koncentrując się raczej na ograniczeniu liczby przepracowanych godzin (patrz nasz komentarz do NFP). Oznacza to, że przedsiębiorstwa traktują soft patch właśnie jako soft patch, a nie dłuższe spowolnienie koniunktury.

W jakim stopniu komórka może zastąpić tradycyjny portfel?

Korzystanie z portfela w komórce pozwala na oszczędność pieniędzy. Oznacza nie tylko wygodne płacenie, ale również zwalnia z konieczności pamiętania o zabraniu ze sobą kart lojalnościowcyh, biletów, czy kuponów rabatowych – to główne wnioski z raportu „Opening the Mobile Wallet” przygotowanego przez firmę doradczą PwC.

Z raportu firmy doradczej PwC wynika, że najważniejszą zaletą z korzystania z portfela w komórce jest oszczędność pieniędzy dzięki różnego rodzaju ofertom rabatowym skierowanym specjalnie do tej grupy użytkowników. Taką korzyść zadeklarowało aż 78 proc. przebadanych przez PwC osób. Na drugim miejscu znalazł się łatwiejszy dostęp do kart i kuponów lojalnościowych – według 67 proc. badanych dzięki portfelowi w telefonie będą je mieli zawsze przy sobie i szybciej je zlokalizują niż w tradycyjnych miejscach. 57 proc. zauważa wśród korzyści większą wygodę oraz oszczędność czasu.

Aż 66 proc. respondentów objętych badaniem PwC chce używać portfela w telefonie zamiast kupowania i noszenia tradycyjnych biletów, zarówno tych upoważniających do korzystania ze środków transportu, jak i wejścia na koncerty, do kina czy teatru. Według nich wydrukowane bilety łatwiej jest zgubić lub ich zapomnieć. Dla 58 proc. ankietowanych portfel w telefonie w wygodny sposób zastąpi tradycyjny dowód ubezpieczenia medycznego czy samochodowego.

Raport firmy doradczej PwC został opracowany na podstawie dwufazowych badań. Pierwsza faza objęła ankiety przeprowadzone on-line w okresie od listopada 2012 r. do stycznia 2013 r. na próbie 1.000 osób w wieku 18-74 lata. W drugiej fazie uzyskano wnioski z grup dyskusyjnych z Dallas w Teksasie, gdzie pytano badanych o powody ich zachowań zgłoszonych w ankiecie.

Comarch w pierwszym kwartale 2013 roku uzyskał 1,3 mln zł ze sprzedaży produktów w chmurze

0

Sprzedaż produktów Comarch w chmurze informatycznej w pierwszym kwartale 2013 roku wyniosła 1,3 mln zł, odnotowując wzrost o 36 proc. w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku. 

– Firmy szukają dzisiaj realnych oszczędności także przy zakupie systemów informatycznych. Badania pokazują, że 75 proc. polskich firm chce korzystać z rozwiązań w chmurze, bo dzięki takiemu modelowi unikają konieczności zakupu drogich systemów informatycznych, sprzętu czy licencji, czasochłonnej instalacji oraz nie muszą zatrudniać specjalisty ds. IT w swoich przedsiębiorstwach – mówi Zbigniew Rymarczyk, wiceprezes Comarch, dyrektor Sektora ERP. – Stale rośnie grono firm, które korzystają z Chmury Comarch. Obecnie mamy prawie 30 tys. klientów i wśród dostawców IT jesteśmy jedyną firmą z tak bogatą i kompleksową ofertą w modelu usługowym. Odnotowujemy również stały wzrost sprzedaży rozwiązań Comarch ERP w chmurze, także drugi kwartał tego roku zapowiada się obiecująco – podkreśla Zbigniew Rymarczyk.

Comarch przygotował „Małą książeczkę o cloud computingu”, w której odpowiada na pytania, dlaczego każdy przedsiębiorca powinien zastanowić się nad wyborem chmury do swojej firmy, od czego zacząć jej wdrażanie, dlaczego model ten staje się coraz bardziej popularna i jaka jest prawda o powszechnie panujących mitach na jego temat. W przejrzystej, ilustrowanej formie przedstawiono najważniejsze informacje o technologii chmury i sposobach jej wykorzystania w przedsiębiorstwie. Publikacja jest już dostępna w formie elektronicznej, do pobrania za darmo, na stronie internetowej: www.Chmura.Comarch.pl/Ksiazeczka.

W 2012 roku aż 64 proc. firm z rynku MSP korzystało z oprogramowania w modelu usługowym. W tym samym roku ponad połowa, bo aż 52 proc. dużych przedsiębiorstw, wybrała oprogramowanie w chmurze. – Popularność chmury zwiększa się, gdyż przedsiębiorcy nie muszą inwestować dużych środków własnych by korzystać z wysokiej jakości informatyki. Bariery wejścia i wyjścia są niskie – tłumaczy Zbigniew Rymarczyk.

Dwa z palety rozwiązań Comarch w chmurze: Comarch ERP iFaktury24 (program służący do samodzielnego, zarządzania firmą przez Internet – fakturami, magazynem i księgowością) oraz iBard24 (narzędzie do backupu danych) 22 kwietnia 2013 roku zostały wprowadzone do platformy T-MobileCloud, stworzonej przez partnera Comarch – T-Mobile.

World Trends, 9 maja 2013

Na Wall Street panuje bezapelacyjna hossa co zostało podkreślone podczas wczorajszej sesji kolejnym rekordem indeksu S&P500, który wzrósł na zamknięciu o 0,4%.  Wzrostami zakończyły się również notowania indeksu Dow Jones (wzrost o 0,3%) oraz Nasdaq (wzrost o 0,5%).  Źródło optymizmu na Wall Street można tłumaczyć lepszymi wynikami finansowymi większości spółek. 2/3 spośród wszystkich spółek które przedstawiły wyniki finansowe z indeksu S&P500 poprawiły swoje wyniki.

Bezpodstawne oskarżenia Czechów w sprawie afery mięsnej?

Czesi wciąż nie przesłali polskiej stronie próbek dowodzących obecności koniny w wyprodukowanym w Polsce mięsie wołowym – ujawnia Marek Sawicki. Zdaniem byłego ministra rolnictwa, czeskie oskarżenia o fałszowanie polskich wyrobów mięsnych są przejawem nieuczciwej walki konkurencyjnej. Politycy ulegają lobby producentów, którzy obawiają się konkurencji polskich produktów. Utrudnia to wzajemne porozumienie.

Według Marka Sawickiego, oskarżenia strony czeskiej pod adresem polskich produktów wynikają z chęci zwalczenia konkurencji dla mniej nowoczesnego rolnictwa czeskiego.

 – Czesi nie przedstawili polskiej Inspekcji Weterynaryjnej żadnych dowodów na pomówienia, które stosowali wobec polskich produktów – mówi Agencji Informacyjnej Newseria były minister rolnictwa Marek Sawicki. – Zachowanie czeskich organizacji rolniczych i zajmujących się przetwórstwem mogę do pewnego stopnia zrozumieć, gdyż polskie produkty żywnościowe wysokiej jakości są naturalną konkurencją dla produktów czeskich. Uważam jednak, że krytyka naszych produktów powinna być potwierdzona przez pobrane próbki, a takich próbek nie otrzymaliśmy – dodaje polityk PSL.

Jak podkreśla, roczna wartość polskiego eksportu żywności do Czech jest szacowana na 1 mld euro. Jest to porównywalne z eksportem do Wielkiej Brytanii. Czechy są jednym z najchłonniejszych rynków zbytu polskich artykułów spożywczych.

W lutym w wołowinie i wieprzowinie importowanej z Polski, jak również w polskich hamburgerach, Czesi wykryli koninę. Ponadto na przełomie marca i kwietnia w mięsnym sklepie w Morawskiej Ostrawie wykryto w koninie obecność fenylbutazonu. Ten lek przeciwbólowy dla koni ma działanie rakotwórcze. Ta skażona konina również miała pochodzić w Polski.

 – Czesi nie przysłali do Polski próbek mięsa wołowego, w którym znajdowałaby się konina – mówi Sawicki. – Pamiętam, że gdy byłem ministrem rolnictwa moi czescy odpowiednicy również głośno oskarżali polskie wyroby. Jednak, gdy spotykaliśmy się w Brukseli, aby omówić szczegóły, to brakowało im argumentów. Ulegali lobby handlowemu, lobby produkcyjnemu, związkowemu Czech, natomiast nie przedstawiali na to dowodów.

Spotkania polityków mogą nie rozwiązać problemu

6 maja odbyło się spotkanie polskiego ministra rolnictwa, Stanisława Kalemby, z jego czeskim odpowiednikiem, Peterem Bendlem. Bendl powiedział dziennikarzom, że wśród przebadanych w 2012 r. przez Państwową Inspekcję Rolniczo-Żywnościową próbek żywności, standardów nie spełniało 24,1 proc. produktów polskich i jedynie 14,5 proc. czeskich. Zapewnił jednocześnie, że kontrole w Czechach nie są skierowane szczególnie przeciw polskim produktom.

Z kolei minister Kalemba przekonywał, że polska żywność nie odbiega jakościowo od średniej unijnej. Ministrowie rolnictwa obydwu państw zobowiązali się do współpracy, której pierwszym przejawem mają być staże wymienne inspektorów żywności z Polski i Czech. Zdaniem Sawickiego jednak rozwiązania dyplomatyczne nie są w pełni wystarczające.

 – Jeśli czeskie związki, organizacje i handel będą wobec Polski stosowali  nieuczciwe metody walki konkurencyjnej, to konieczne może okazać się wstąpienie przez polskie organizacje branżowe na drogę sądową – twierdzi Sawicki.

Problem obecności koniny w mięsie wołowym, a także obecności fenylbutazonu w niektórych partiach koniny, dotyczy całej Europy. W Niemczech koninę znaleziono w mrożonych lazaniach wyprodukowanych przez znaną firmę. We Francji i w Wielkiej Brytanii koninę wykryto w hamburgerach. O dodawanie koniny do mięsa wołowego posądzono także holenderską firmę. W połowie kwietnia Komisja Europejska podała, że koninę wykryto w poniżej 5 proc. skontrolowanego mięsa, a fenylbutazon – w 0,5 proc.

Marek Szafirski: Euronet zlikwiduje nierentowne bankomaty

Euronet zlikwiduje część bankomatów. Plany dotyczą bankomatów w miejscach, gdzie liczba wypłat nie pokrywa kosztów instalacji i utrzymywania urządzenia. Rentowne są bankomaty, z których klienci miesięcznie dokonują od 3 do 3,5 tysiąca transakcji. Każda z nich to dziś mniej niż 1,3 zł zysku dla operatora bankomatu. Opłatę do tego poziomu obniżyły organizacje kartowe Visa i Mastercard. Na wprowadzenie prowizji od wypłat z bankomatów, która umożliwiłaby szybszy rozwój sieci, nie zgadza się jednak Ministerstwo Finansów.

W rozmowach z Ministerstwem Finansów Euronet argumentował, że prowizja od wypłat z bankomatów umożliwi rozwój sieci w małych miejscowościach. Ministerstwo wycofało się jednak z planu wprowadzenia dodatkowej opłaty.

 – Stawianie bankomatów w mniej ruchliwych lokalizacjach nie jest opłacalne dla firm, które czerpią zyski z posiadania sieci bankomatów. To, co w tej chwili robimy, to relokujemy bankomaty z mniejszych miejscowości do dużych miast – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Marek Szafirski, prezes Euronet Polska.

Euronet i współpracujące z operatorem banki proponowały, by klient przed wypłatą z bankomatu uzyskiwał informację o tym, że może dokonać transakcji pod warunkiem dodatkowej opłaty. Klient musiałby taka opłatę zaakceptować. Dziś zysk operatorów to opłaty wynegocjowane z bankami i operatorami kart płatniczych.

Polacy coraz chętniej używają kart płatniczych, jednak wciąż większość obrotu sprzedaży detalicznej odbywa się przy pomocy gotówki. Mimo to sieć bankomatów jest słabo rozwinięta. Polacy mają do dyspozycji zaledwie 18 tysięcy urządzeń. To 458 bankomatów na milion mieszkańców, podczas gdy średnia europejska to 870 bankomatów.

Prezes Euronetu jest optymistą co do przyszłości rynku.

 – Rynek będzie się rozwijał, zarówno rynek terminali płatniczych, jak i bankomatów – podkreśla Marek Szafirski. – Z rynkiem bankomatowym jest sytuacja o tyle bardziej skomplikowana, że aby przetrwać należy rozwijać nie tylko transakcje wypłaty gotówki.

I dodaje, że Euronet stawia na rozwój przez wprowadzenie nowych usług dostępnych w sieci bankomatów. Przed wakacjami w 220 bankomatach w Warszawie pojawi się możliwość wypłacenia banknotów euro. W kolejnych miesiącach usługa pojawi się w kolejnych urządzeniach na terenie całej Polski. Firma zapewnia, że wypłata euro nie będzie się wiązała z dodatkową opłata, a kurs ma być atrakcyjniejszy od tego w kantorach.

Euronet oferuje też klientom Przekazy Bankomatowe, czyli usługę wypłaty gotówki bez użycia karty płatniczej.

  Wprowadziliśmy też możliwość wpłaty gotówki do urządzeń przez wszystkich posiadaczy kart płatniczych w Polsce, niezależnie od tego, w jakim banku posiadają rachunek. Oprócz tego współpracujemy z kilkoma bankami, żeby ta usługa była bardziej dogodna. Już obecnie jesteśmy trzecią największą siecią wpłatomatów w Polsce, a zamierzamy tę usługę dalej rozwijać – zapowiada Marek Szafirski.

Komentarz poranny, 9 maja 2013

KNF zaraportował wyniki sektora bankowego po marcu 2012. Zysk netto w marcu wyniósł 1 203 mln PLN, -17% R/R, ale +13% M/M. W konsekwencji wynik netto za 1Q 2013 ukształtował się na poziomie 4 013 mln PLN, -5% R/R, ale +15% Q/Q. Wynik jest zbieżny z wcześniej opublikowanymi dany przez NBP. Informacja neutralna.

Pomimo kryzysu aż 80 proc. z 250-ciu największych producentów dóbr konsumpcyjnych na świecie odnotowało wzrost sprzedaży

Dzięki rosnącej lawinowo popularności urządzeń mobilnych, takich jak tablety czy smartfony, ich producenci deklasują konkurencję w rankingu globalnych graczy na rynku dóbr konsumpcyjnych „Global Powers of Consumer Products 2013”. Jak wskazują eksperci firmy doradczej Deloitte, którzy przygotowali ranking, rosnąca liczba urządzeń mobilnych wpływa nie tylko na przychody firm z tego sektora, ale również na zwyczaje konsumenckie. Już 58 proc. posiadaczy smartfonów posłużyło się nimi podczas zakupów on-line. Między innymi dzięki popularyzacji nowych narzędzi zapewniających konsumentom stały dostęp do Internetu wartość sprzedaży e-commerce na całym świecie przekroczy w tym roku bilion euro. Zestawienie pokazuje również, że pomimo trwającego spowolnienia gospodarczego 250 największym producentom dóbr konsumpcyjnych na świecie udało się zwiększyć zarówno przychody, które w ostatnim zakończonym roku finansowym przekroczyły 3 biliony dolarów, jak i zyski.

Aż 69 proc. konsumentów dokonuje decyzji zakupowych pod wpływem opinii, jakie znajdują o danym produkcie lub usłudze w Internecie. Aby do nich dotrzeć często korzystają z urządzeń mobilnych, które coraz powszechniej służą także do dokonania samego zakupu. Zdaniem ekspertów Deloitte udział zakupów on-line w najbliższych miesiącach dokonywanych za pośrednictwem urządzeń mobilnych będzie się zwiększać, jako, że liczba użytkowników tego sprzętu rośnie lawinowo. Tylko w USA własnego smartfona ma prawie połowa konsumentów, w Chinach aż dwóch na trzech. Szacuje się, że w krajach rozwijających się, takich jak Rosja czy Brazylia liczba ta sięga nieco powyżej jednej trzeciej populacji. „Nie wolno więc nie doceniać wpływu urządzeń mobilnych na zachowania konsumentów podczas całego procesu zakupowego, począwszy od zetknięcia się z daną marką i opiniami na jej temat, poprzez wybór produktu, aż do oceny już po dokonaniu zakupu, wyrażonej choćby za pośrednictwem mediów społecznościowych” – tłumaczy Magdalena Jończak, Dyrektor w Dziale Konsultingu Deloitte.

Co więcej producenci muszą szybko uczyć się korzystać z nowoczesnych narzędzi do przeprowadzania analiz i efektywnego wykorzystania dostępnych danych o kliencie, by tworzyć indywidulane profile konsumentów i w oparciu o nie budować personalizowaną ofertę czy przekaz marketingowy. Powinni też m.in. multiplikować kanały sprzedaży (od tradycyjnych punktów po współpracę z wiodącymi sprzedawcami on-line). Do tego niezbędna jest współpraca działów sprzedaży, marketingu i IT. „Nie bez znaczenia jest również fakt, że ekspansja na rynkach wschodzących rodzi konieczność lepszego zrozumienia i dogłębnego poznania lokalnych kultur, by lepiej dostosować swe produkty do wymagań odbiorców. Firmy muszą się nauczyć korzystać z informacji, które dostarczają urządzenia mobilne używane przez klientów. Nowoczesne narzędzia, jak choćby usługi geolokalizacyjne pozwalają efektywnie oferować swoje produkty w miejscu i czasie, w których klient jest potencjalnie najbardziej skłonny je nabyć” – tłumaczy Magdalena Jończak.

Biorąc pod uwagę popularyzację urządzeń mobilnych nie dziwi fakt, że pierwsze trzy lokaty w rankingu „Global Powers of Consumer Products 2013” zajmują obecnie producenci sprzętu elektronicznego. „Piąty rok z rzędu najsilniejszym okazał się koreański Samsung, choć mocno po piętach depcze mu koncern Apple, który w ciągu ostatnich pięciu lat wspiął się o 21 pozycji, a od ostatniego notowania przeskoczył aż cztery miejsca” – mówi Piotr Świętochowski, Dyrektor w Dziale Audytu Deloitte. Na trzecim miejscu pozostał japoński Panasonic. Co jednak ciekawe, to nie producenci elektroniki są liderami pod kątem dynamiki wyniku. Spośród wszystkich sektorów już drugi rok z rzędu najwyższą stopę wzrostu zanotowała branża modowa (14 proc.). Jest ona również najbardziej rentowna przy łącznej marży netto wynoszącej 8 proc. Największym graczem na tym rynku jest nadal amerykański Nike. Z kolei liczba przedstawicieli sektorów żywnościowego, napojów i tytoniowego w grupie 250 najszybciej rozwijających się firm zmniejszyła się ze 140 do 137. Pomimo tego segment spożywczy i producenci wyrobów tytoniowych odnotowali znaczący łączny wzrost przychodów ze sprzedaży o 9 proc.

Mimo spowolnienia gospodarczego w ostatnim zamkniętym roku finansowym* przychody 250 największych producentów dóbr konsumpcyjnych wyniosły 3,12 biliona dolarów (rok wcześniej w roku finansowym 2010 było to 2,82 biliona dolarów). A to oznacza wzrost na poziomie 7 proc. Aż 80 proc. spółek z tego zestawienia może się pochwalić większymi przychodami ze sprzedaży, a 90 proc. zanotowało zysk, który średnio wyniósł 6,5 proc. (w roku finansowym 2010 było to 8,5 proc.). „Aż połowę z podmiotów, które dotknął spadek przychodów stanowią firmy japońskie, borykające się wciąż ze skutkami trzęsienia ziemi i tsunami. Solidne wyniki sprzedaży pozostałych są jednak oznaką, że światowa gospodarka powoli odbija się od dna i w najbliższych latach należy spodziewać się dalszych wzrostów” – wyjaśnia Piotr Świętochowski.

Podobnie jak w innych sektorach gospodarki, także w branży producentów dóbr konsumpcyjnych, duże wzrosty przychodów zapewnia firmom ekspansja na rynkach wschodzących. Największe wzrosty wykazały spółki z Afryki i Bliskiego Wschodu (o 24 proc.), a za nimi uplasowała się Ameryka Łacińska (16 proc.). Silną reprezentację w grupie krajów wschodzących mają firmy z Brazylii, a także z Chin. Dla porównania w Ameryce Północnej wzrost ten wyniósł 14 proc, ale już Europie borykającej się z recesją jedynie 4 proc. Pod tym względem z państw europejskich najlepiej wypadają spółki francuskie (wzrost o 15 proc.), które osiągnęły wyniki ponad dwukrotnie lepsze niż firmy z Niemiec i Wielkiej Brytanii.

Łączne przychody ze sprzedaży dziesięciu największych producentów dóbr konsumpcyjnych na świecie wyniosły 846 mld dolarów, przy wzroście o 4,8 proc. r./r. „W porównaniu z całym zestawieniem TOP 250 jest to wynik nieco gorszy, przede wszystkim ze względu na słabszą kondycję japońskich koncernów Panasonic i Sony, a także fińskiej Nokii” – dodaje Piotr Świętochowski. Przychody pierwszej dziesiątki to 27,1 proc. wyniku wszystkich producentów dóbr konsumpcyjnych. Firmy, które znalazły się zestawieniu TOP 250 musiały w roku finansowym 2011 osiągać przychody na poziomie co najmniej trzech miliardów dolarów.

Korupcja i kreatywna księgowość w polskich firmach to niemal codzienność

Manipulacje księgowe i korupcja – to wciąż najważniejsze nieprawidłowości, do jakich dochodzi w polskich firmach. Wynika tak z ogólnoświatowego Badania Nadużyć Gospodarczych przeprowadzonego przez firmę doradczą Ernst & Young. Zaledwie jedna piąta badanych firm stosuje sankcje w razie wykrycia korupcji w swojej organizacji.

Wyniki Badania Nadużyć Gospodarczych wskazują, że nadal dużym problemem wśród polskich firm są nadużycia księgowe. 42 proc. polskich respondentów podkreśla, że wyniki finansowe są lepsze od faktycznej sytuacji finansowej przedsiębiorstwa. To wynik gorszy od średniej dla wszystkich krajów (38 proc.) oraz dla krajów Europy Zachodniej (31 proc.).

Najczęstsze przypadki nadużyć księgowych to wcześniejsze rozpoznawanie przychodów (12 proc.) oraz „wciskanie” klientom niechcianych produktów dla osiągniecia wyższej sprzedaży (8 proc.). W obu przypadkach Polska znalazła się w pierwszej dziesiątce krajów z najgorszymi wynikami.

Inne nieetyczne zachowania to prezenty, rozrywka czy koperty z pieniędzmi – zdaniem prawie 40 proc. respondentów pozwalają one firmom przetrwać spowolnienie gospodarcze. Wskaźnik korupcji, jak i brak wystarczających działań w celu jej zwalczania to po manipulacjach księgowych największy problem.

– Około 40 proc. badanych nie widzi problemu w tym, żeby dać łapówkę, zasponsorować wyjazd czy wręczać różnego rodzaju prezenty, a 20 proc. słyszało o różnych nadużyciach i manipulacjach księgowych w ich firmach. To wskazuje, że niestety mamy do czynienia z problemem dosyć nagminnym, który występuje wszędzie – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Mariusz Witalis, partner Ernst & Young z działu Zarządzania Ryzykiem Nadużyć.

W ogonie Europy

Tylko 40 proc. polskich firm posiada politykę antykorupcyjną, a co czwarta szkoli w jej zakresie swoich pracowników. Jeszcze mniej, bo tylko 18 proc. badanych firm stosuje sankcje w razie wykrycia korupcji.

– Co prawda mamy lepsze wyniki niż kraje afrykańskie i kraje Bliskiego Wschodu, ale od krajów Europy Zachodniej mocno odstajemy, zarówno pod względem ilości nadużyć, jak i stosowania środków zaradczych. Jeżeli chodzi o kwestię wprowadzania kodeksów etycznych, o kwestię linii raportowania nadużyć to jesteśmy zdecydowanie na szarym końcu – przyznaje Mariusz Witalis.

Nadużycia to wynik kryzysu i tego, że na skutek cięcia kosztów w firmach brak jest osób, które mogłyby wykrywać oraz przeciwdziałać nadużyciom.

– W rezultacie często jest tak, że gdy dochodzi do tego rodzaju zjawisk na działania prewencyjne jest za późno – podkreśla ekspert.

Badanie pokazuje, że jedna piąta polskich firm posiada linie do raportowania nadużyć i korupcji, a tzw. sygnaliści (z ang. whistle blowers), czyli pracownicy informujący o zaobserwowanych nieprawidłowościach, to nadal rzadkość.

Nadużycia we wszystkich sektorach i branżach

Problem nadużyć finansowych dotyka firm każdej branży.

– Bardziej narażone na manipulacje są firmy nastawione na aktywną sprzedaż, gdzie występuje styk państwowego z prywatnym – mówi Mariusz Witalis.

Z raportu wynika, że ograniczenie skali nadużyć leży w rękach kadry zarządzającej firmami. W ocenie ekspertow Ernst & Young firmy powinny w większym niż dotąd stopniu szkolić pracowników i monitorować ten proces.

– Jest to kwestia osobistego zaangażowania rad nadzorczych i zarządów w zwalczaniu nadużyć. Chodzi o przekazanie sygnału do pracowników, że pewne zachowania w firmach nie są tolerowane. Istotna jest tu także koncentracja środków finansowych w celu niwelowania ryzyk – podsumowuje ekspert.

Badanie Nadużyć Gospodarczych Ernst & Young przeprowadzono w 36 krajach europejskich, Bliskiego Wschodu, Indii i Afryki wśród ponad trzech tysięcy osób – zarówno pracowników, jak i kadry zarządzającej.

Wojciech Pomykała prezes Exatela szykuje się do przejęć firm m.in. z obszaru ICT

Spółka telekomunikacyjna Exatel zmienia swą strategię działania. Firma, świadcząca usługi dla największych przedsiębiorstw i instytucji administracji publicznej, myśli o przejęciach i umocnieniu swojej pozycji na rynku. Exatel, którego największym akcjonariuszem jest Polska Grupa Energetyczna, odgrywać będzie też nową rolę w samej grupie.

Exatel jest spółką z prawie dwudziestoletnim doświadczeniem. Świadczy usługi operatorskie, transmisji danych oraz dzierżawy łącz internetowych. Zarządza jedną z największych w Polsce siecią transmisyjną, której długość wynosi 20 tys. km. Firma zamierza wzmocnić swoją pozycję na rynku, a istotnym elementem strategii mają być przejęcia innych podmiotów.

– Na dzień dzisiejszy nie jesteśmy jeszcze gotowi, żeby podawać konkretne cele akwizycyjne – mówi Wojciech Pomykała, prezes zarządu Exatela. – Myślimy o obszarach ICT i o obszarach telekomunikacyjnych.

Trwają szczegółowe analizy obszarów, których wzmocnienie przyniesie największe korzyści, zarówno dla całej grupy kapitałowej, jak i samej spółki. Nowa strategia spółki zakłada rozbudowę tzw. pętli lokalnej, czyli sieci Exatela w poszczególnych obszarach kraju oraz pozyskanie nowych kompetencji, m.in. z obszaru ICT. Trafna diagnoza rynku ma pomóc w wytypowaniu podmiotów, którymi warto byłoby się zainteresować. Sama spółka musi być jednak gotowa do takich ruchów.

– Jeżeli będziemy wewnętrznie gotowi i będziemy mieć diagnozę potencjalnych partnerów, potencjalnych firm, z którymi się możemy połączyć czy wspólnie działać na rynku, to wówczas będziemy podejmować odpowiednie kroki – tłumaczy Pomykała.

Problemem nie powinny być pieniądze. Szef spółki przypomina, że przez ostatnich kilka lat Exatel był w procesie sprzedaży, co skutkowało niewysokim poziomem realizowanych inwestycji. Dopiero w maju ubiegłego roku zapadła decyzja, że firma nie zmieni właściciela i pozostanie w grupie kapitałowej PGE. Dzięki temu ma środki własne, które dzisiaj może wydać na nowe przedsięwzięcia.

Związane one będą również z nową rolą, jaką spółka ma odgrywać wewnątrz grupy.

– Exatel ma być docelowo centrum kompetencji usług telekomunikacyjnych dla grupy kapitałowej – tłumaczy prezes. – Ma również zarządzać i rozwijać wszystkie obszary związane z telekomunikacją w grupie kapitałowej.

Z punktu widzenia grupy energetycznej potrzeb telekomunikacyjnych nie brakuje. Przykładem jest połączenie wszystkich oddziałów terenowych, co jest niemałym wyzwaniem, zważywszy na fakt, że Polska Grupa Energetyczna jest największym graczem na polskim rynku energetycznym. To tylko część wyzwań, stojących przed operatorem. Inne to chociażby obsługa telekomunikacyjna całej grupy. Exatel ma docelowo zarządzać całą infrastrukturą z obszaru telekomunikacji we wszystkich spółkach, zarządzać jej rozwojem i utrzymaniem wysokiego poziomu działania. Ma to zapewnić duże usprawnienia.

– Biorąc pod uwagę np. kwestię świadczenia usług z telefonii stacjonarnej, to dzisiaj praktycznie każdy oddział ma własne centrale telefoniczne – mówi Wojciech Pomykała, prezes Exatela. – Stosowanie usługi wirtualnego PBX [centrala telefoniczna – red.] czy świadczenie usług w oparciu o centralny system klasy SoftSwitch wydaje się być rozwiązaniem najbardziej optymalnym.

LOT będzie się domagać od Boeinga odszkodowania za straty finansowe i wizerunkowe

Uziemienie Dreamlinerów dla Polskich Linii Lotniczych LOT to nie tylko straty finansowe, ale przede wszystkim strata wizerunkowa – uważa prezes LOT Sebastian Mikosz. Dlatego zaraz po tym, jak te samoloty znów zaczną latać – a powinno to nastąpić w ciągu miesiąca – polski przewoźnik wystąpi o odszkodowanie do Boeinga. Jednak – mimo wszystkich problemów – władze LOT-u nie żałują decyzji o zakupie Dreamlinerów.

– Na razie koncentrujemy się na przywróceniu samolotów do latania. Ten cel zostanie osiągnięty nie dalej niż w ciągu miesiąca i wtedy skoncentrujemy się na dialogu bardziej prawno-finansowym, na tym, żebyśmy jako spółka uzyskali odszkodowanie za to, że kupiliśmy sprzęt, który nie spełniał fundamentalnego przesłania, jakim jest możliwość wykonywania operacji lotniczych – podkreśla Sebastian Mikosz. – Nadal wierzę w to, że będzie się to odbywało na zasadach partnerskich i w związku z tym będziemy mogli o tym otwarcie porozmawiać i zaanonsować to publicznie, kiedy już te rozmowy będą zamknięte.

Spółka jak na razie nie ujawniła jak wysokiego odszkodowania będzie się domagać.

– Jako linia, która oparła całą swoją flotę szerokokadłubową na Dreamlinerze i jest linią relatywnie małą, jeśli chodzi o Europę, oczekiwałbym od Boeinga trochę więcej zaangażowania na naszą rzecz i trochę więcej zrozumienia, że to jest naprawdę bardzo istotna część naszego biznesu – mówi Agencji Informacyjnej Sebastian Mikosz, prezes LOT.

Dreamlinery w strategii LOTu miały być samolotami, które polskiemu przewoźnikowi dadzą przewagę nad europejską konkurencją na lotach długodystansowych. Samoloty, które LOT otrzymał z czteroletnim opóźnieniem, okazały się jednak jak dotąd tylko źródłem problemów.

– Najgorsze z punktu widzenia firmy usługodawczej jest to, że chciałbym sprzedać pasażerowi w tej cenie dobry produkt, a sprzedaje produkt, z którego wiem, ze sam nie jestem do końca zadowolony. Po to zainwestowaliśmy w Dreamlinera, żeby on był znacznie lepszy – tłumaczy prezes PLL LOT. – Musieliśmy stanąć jako „parawan” między pasażerami a Boeingiem, naprawdę nie mając wpływu na to, że nie dość, że były cztery lata opóźnienia, to jeszcze samoloty zostały uziemione.

Polski przewoźnik posiada dziś starsze samoloty Boeinga i Airbusy. Na brak nowoczesnych Dreamlinerów narzekają zwłaszcza pasażerowie lotów transatlantyckich.

– Rozumiem komentarze: ”moglibyście już wymienić te wasze samoloty”. Bardzo chętnie byśmy to zrobili, ale my niestety tylko nimi operujemy, kto inny je produkuje. To jest naprawdę ogromna strata dla nas, którą – mam nadzieję – uda się jeszcze w tym roku wyrównać – mówi Sebastian Mikosz.

Mimo problemów z Dreamlinerami prezes PLL LOT nie żałuje inwestycji w te samoloty.

– Mam mieszane uczucia, ponieważ to, co było dla nas elementem budowania przez wiele lat przewagi konkurencyjnej, jest dzisiaj obszarem ogromnej ilości problemów, z których my się tłumaczymy, a na które nie mamy wpływu. Jednak dokonałbym tego samego wyboru jeszcze raz – przekonuje Sebastian Mikosz.

Komentarz dzienny, 9 maja 2013

Na wczorajszym posiedzeniu RPP obniżyła stopy procentowe NBP o 25pb (stopa referencyjna na rekordowo niskim poziomie 3%) i otworzyła (oczywiście warunkowo) drogę do dalszego poluzowania. Oczekiwaliśmy bardziej zdecydowanego ruchu, ale nawet te 25pb było zaskoczeniem dla krajowych analityków zapatrzonych w rozgrywkę polityczną w Radzie. Uzasadnieniem obniżki była, zgodnie z naszymi oczekiwaniami, skala negatywnych zaskoczeń w stosunku do bieżącej projekcji NBP.

Podsumowanie IQ2013 – zgodnie z założeniami

Grupa Kapitałowa Lubelskiego Węgla BOGDANKA, której jednostką dominującą jest Lubelski Węgiel BOGDANKA S.A. – najnowocześniejsza i najbardziej efektywna kopalnia węgla kamiennego w Polsce oraz krajowy lider rynku producentów węgla energetycznego, wypracowała w I kwartale 2013 roku przychody ze sprzedaży w wysokości niemal 430,8 mln zł,  zysk operacyjny sięgający 87,4 mln zł oraz zysk netto w wysokości 69,9 mln zł.  Wyniki Spółki są zgodne z założeniami.

Informacje pozafinansowe kluczem do sukcesu dla firm notowanych na giełdzie

Aż 77% największych firm notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Londynie w Indeksie Financial Times Stock Exchange (FTSE 360) w swoich raportach zamieszcza informacje pozafinansowe, dotyczące ich modelu biznesowego. Ponad połowa z nich, raportuje także inne informacje związane ze strategią biznesową – wynika z analiz firmy doradczej PwC. To dowód na to, że raportowanie zintegrowanych informacji o przedsiębiorstwie jest już światowym trendem, w którego stronę powinny zmierzać także polskie firmy.

Raportowanie zintegrowane łączy analizę finansową z analizą kontekstu społecznego, środowiskowego i ekonomicznego, w którym działa firma. Jest narzędziem, które dostarcza inwestorom kompleksowej oceny wartości organizacji oraz informacji, jak zamierza ona zwiększyć ją w perspektywie krótko i długoterminowej.

Dzięki raportowaniu zintegrowanemu i transparentności firmy mogą budować stabilne i długotrwałe relacje z inwestorami. Korzyści dla spółek wynikające z raportowania zintegrowanego to przede wszystkim: ułatwienie dostępu do kapitału i obniżenie jego kosztów oraz wyróżnienie się na rynku. To także zmniejszenie ryzyk, takich jak reputacyjne w łańcuchu dostaw poprzez większy wpływ na partnerów biznesowych czy regulacyjne, poprzez wpływ na rozwój kształtu raportowania.

Z punktu widzenia inwestorów, korzyści płynące z informacji pozafinansowych, to przede wszystkim zwiększenie świadomości w zakresie zagadnień zrównoważonego rozwoju. Raportowanie zintegrowane ma także wpływ na procesy zachodzące w gospodarce m.in.: przejrzystość rynku, rozpowszechnianie idei odpowiedzialnego biznesu czy ułatwienia wczesnego identyfikowania ryzyk.

„Informacje pozafinansowe dotyczące spółki pozwalają właściwie komunikować istotne czynniki, które tworzą wartość firmy w perspektywie zarówno krótko, średnio jak i długoterminowej. Takie informacje, jak opis łańcucha dostaw, strategia firmy czy model jej zarządzania, są kluczowym elementem przyczyniającym się do budowy zaufania, pomagają inwestorom w podejmowaniu stabilniejszych decyzji oraz efektywnej alokacji kapitału” – mówi Mirella Panek-Owsiańska, Prezeska Forum Odpowiedzialnego Biznesu.

Coraz więcej polskich przedsiębiorców zaczyna wykorzystywać narzędzie raportowania zintegrowanego do budowaniu swojej przewagi konkurencyjnej, ale nadal ich liczba jest bardzo mała.

„Bardzo ważne jest, aby polskie spółki aktywnie oceniały swoje mocne i słabe strony w zakresie raportowania i komunikacji do różnych grup interesariuszy – inwestorów, pracowników i klientów. Wiedza o tym, gdzie firma znajduje się w odniesieniu do najlepszych praktyk rynkowych w zakresie raportowania zintegrowanego, czy które z wartości dobrze jest raportować, pozwala zbudować pozycję lidera w swoim sektorze” – podkreśla Irena Pichola, Lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju i odpowiedzialnego biznesu w PwC.

21 maja 2013 r. firma doradcza PwC wspólnie z Forum Odpowiedzialnego Biznesu (FOB) jako pierwsza w Polsce rozpocznie projekt budowania partnerstwa na rzecz rozwoju zintegrowanego raportowania na naszym lokalnym rynku. Spotkanie z przedsiębiorcami będzie okazją do zapoznania się bliżej z założeniami oraz metodyką najnowszej propozycji wytycznych raportowania zintegrowanego przedstawionej przez International Integrated Reporting Council (IIRC) w dniu 16 kwietnia 2013 r. Polskie firmy będą mogły także uczestniczyć w benchmarku, w ramach którego porównają swój poziom raportowania do innych przedsiębiorstw w regionie CEE i globalnie.

World Trends, 8 maja 2013

Dzisiaj zapadnie decyzja odnośnie poziomu stóp procentowych w Polsce i po kwietniowej przerwie w trwającym kilka miesięcy cyklu ich obniżki dzisiaj nie wykluczone, że RPP zdecyduje się na kolejny gołębi krok ku ratowaniu gospodarki. Zapewne największym beneficjentem decyzji Rady Polityki Pieniężnej będzie złotówka, której wahania w głównej mierze uwarunkowane są zmianą oprocentowania polskich obligacji.

Komentarz poranny, 8 maja 2013

Komisja Nadzoru Finansowego poinformowała w komunikacie z posiedzenia o potencjalnej manipulacji kursem Boryszewa w dniach 19-30 kwietnia. W dniu 30 kwietnia miało miejsce tworzenie list rankingowych, na podstawie których Komitet Indeksów Giełdowych GPW podejmuje decyzję o zmianach w składzie indeksu WIG20. GPW wydało komunikat w którym poinformowała, że zamierza wyłączyć z rankingu transakcje akcjami Boryszew wymienione w komunikacie KNF.

Skonsolidowany zysk Grupy Banku Millennium w I kwartale 2013 r. wyniósł 120 mln zł

Zysk skonsolidowany Grupy Banku Millennium w I kwartale 2013 r. wyniósł 120 mln zł, co stanowi wzrost o 9% w porównaniu z analogicznym okresem roku 2012.

Wzrost ten wynikał zarówno z wyraźnie wyższych przychodów operacyjnych netto (o +4,5% r/r) jak i niższych kosztów operacyjnych (o 3,4% r/r). Nadwyżka, powstała w głównych pozycjach operacyjnych, z nawiązką zrekompensowała wzrost odpisów z tytułu ryzyka (o 39,7% r/r). Wyższe odpisy, w porównaniu z I kwartałem 2012 r., zostały utworzone pomimo poprawy wskaźnika jakości aktywów, który ponownie spadł poniżej poziomu 5,0%. W konsekwencji pokrycie rezerwami kredytów zagrożonych utratą wartości wzrosło w ciągu I kwartału 2013 r. do poziomu 60%.


Wchodzi ustawa o terminach zapłaty. Ma zmniejszyć zatory płatnicze

W umowie będzie można zapisać maksymalnie 60-dniowy termin płatności, a w przypadku, gdy stroną jest podmiot publiczny – 30-dniowy – to główny zapis ustawy o terminach zapłaty w transakcjach handlowych, która wchodzi w życie w niedzielę, 28 kwietnia. Celem jej wprowadzenia jest skuteczna walka z opóźnieniami w płatnościach i ustalenie sztywnego terminu płatności.

– Wprowadzono nową zasadę, która może być dla przedsiębiorców bardzo korzystna – mówi Agencji Informacyjnej Newseria mec. Łukasz Kowalczyk, wspólnik w kancelarii Dzidowski Kowalczyk Muster Spółka Komandytowa. – Ustawodawca wprost zakazuje określania terminów płatności dłuższych niż 60 dni.

Jeszcze krótszy, bo 30-dniowy termin płatności obowiązywał będzie przy okazji transakcji, gdzie jedną ze stron będzie podmiot publiczny. Chyba, że umowa dotyczyć będzie placówek leczniczych, np. szpitali. Wtedy można będzie zastosować 60-dniowy okres rozliczeniowy.

– Do tej pory tylko formalnie ustawa dotyczyła podmiotów publicznych – mówi mec. Kowalczyk – I to tylko wtedy, gdy transakcja była związana z działalnością gospodarczą tych pomiotów.

Co w praktyce wykluczało większość działań prowadzonych m.in. przez samorządy.

Termin zapłaty zapisany w umowie będzie mógł być wydłużony tylko w szczególnych przypadkach.

– Niezależnie od obowiązującej do tej pory zasady, że po upływie 30 dni od wykonania świadczenia przez przedsiębiorcę należą mu się odsetki ustawowe, zostaje wprowadzona zasada, że po upływie 60 dni, nawet jeżeli umowa określa inne terminy, traktujemy takie świadczenie jako świadczenie wymagalne i należą się przedsiębiorcy odsetki podatkowe – wyjaśnia mecenas.

Czyli odsetki określone przepisami ustawy Ordynacja podatkowa, wynoszące dzisiaj 11,5 proc.

– Jest to istotne, gdyż w praktyce często strony określały dłuższe terminy płatności niż terminy 60-dniowe i dotychczasowe rozwiązania tylko w części odwracały negatywny skutek dla przedsiębiorcy z tym związany – mówi ekspert.

Wchodząca w życie ustawa wprowadza również tzw. stałą rekompensatę, która wynosić będzie 40 euro. Kwota ta ma pokryć koszty, jakie wierzyciel ponosi, podejmując próbę wyegzekwowania swoich pieniędzy od dłużnika. Chyba, że przekroczą one urzędowo określony limit, wówczas wierzyciel będzie mógł wystąpić na drogę sądową z żądaniem pokrycia wszelkich wydatków.

– Rozwiązania wprowadzone przez tę ustawę są dla przedsiębiorców korzystne – ocenia mec. Kowalczyk dodając jednocześnie, że nie wierzy, by udało się dzięki nim skutecznie wyeliminować zatory płatnicze.

W jego ocenie jest to problem generowany przez zjawiska ekonomiczne, a nie prawne. Te ostatnie mogą walczyć z patologią, ale na pewno nie uda się im jej wykorzenić. Przynajmniej do czasu, kiedy istnieć będą dysproporcje ekonomiczne między podmiotami zamawiającymi dane towary czy usługi a ich dostawcami.

– Świetnym przykładem są tu duże sieci handlowe i dostawcy towarów – mówi mec. Kowalczyk. – Zawsze będzie pojawiać się pokusa czy możliwość wydłużania terminów płatności, czy to przez rozwiązania umowne czy po prostu przez działalność realną, faktyczną.

Resort gospodarki chce stworzyć fundusz do interwencji na rynku energii

Ministerstwo Gospodarki rozmawia z przedsiębiorcami i instytucjami mogącymi powołać fundusz, który stabilizowałby rynek zielonych certyfikatów. Miały one zachęcać do inwestowania w nowoczesne, ekologiczne technologie, jednak ten instrument okazał się nieskuteczny i mało przewidywalny. Dlatego ministerstwo chce, by jeszcze w tym roku przy wsparciu ze strony państwa powstał fundusz, za pomocą którego możliwa byłaby interwencja na rynku.

– Rynek zielonych certyfikatów jest kryzysowy i niestabilny, a to nie sprzyja rozwojowi energetyki odnawialnej – podkreśla w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Jerzy Witold Pietrewicz, wiceminister gospodarki.

Od niemal roku zielone certyfikaty taniały tak mocno, że przedsiębiorcom zajmującym się sprzedażą energii elektrycznej odbiorcom końcowym, nie opłacało się inwestować w zielone technologie. Mogli kupić te świadectwa pochodzenia energii elektrycznej wytworzonej w odnawialnych źródłach energii po ok. 100 zł/MWh, czyli taniej niż zapłaciliby za pozyskanie własnych certyfikatów (muszą określoną ich liczbę uzyskać i przedstawić do umorzenia Prezesowi Urzędu Regulacji Energetyki lub uiścić opłatę zastępczą, która wynosi ok. 280 zł/MWh).

– Państwo powinno zrobić wszystko, żeby ten rynek ustabilizować. Takie działania podejmujemy. Mają one w dużej mierze mają charakter długofalowy. Natomiast dla decyzji inwestycyjnych potrzebna jest też krótkookresowa stabilność rynku – uważa wiceminister.

Stąd poszukiwanie rozwiązań instytucjonalnych i pomysł utworzenia specjalnego funduszu stabilizującego. Miałby on skupować zielone certyfikaty w przypadku dużej nadpodaży i spadku cen. Zdaniem wiceministra, państwo nie powinno mocno ingerować w rynek, więc taka instytucja mogłaby zostać powołana przez jego uczestników.

– Ma to być system dobrowolny dla uczestników rynku, nie będziemy regulowali go żadną ustawą. W związku z tym on musi być do przyjęcia dla stron, one muszą widzieć w tym swój interes, dlatego też rozmawiamy z rynkiem na ten temat i odbiór jest bardzo pozytywny – mówi Jerzy Witold Pietrewicz.

Rząd zamierza wspierać utworzenie funduszu licząc, że nastąpi to jeszcze w tym roku.

– Uczestnicy rynku mogliby tworzyć odpis np. od zielonych certyfikatów, który zasilałby fundusz stabilizacyjny. Jego przeznaczeniem byłaby rola interwencyjna, a więc niedopuszczanie do nadmiernych wahań cenowych na tym rynku. Kluczowa jest kwestia zasilania, czyli środki finansowe. W naszej ocenie mogłoby to być partnerstwo publiczno-prywatne – informuje Jerzy Witold Pietrewicz.

Wówczas, według resortu, naturalnym partnerem publicznym wydaje się być Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Tu jednak przeszkodą mogą okazać się unijne przepisy mówiące o dopuszczalności pomocy publicznej tylko w określonych sytuacjach. Trwają analizy, czy taka formuła jest możliwa do zastosowania.

Zielone certyfikaty są to prawa majątkowe, które co roku muszą kupować spółki sprzedające energię odbiorcom, jeśli nie produkują jej wystarczająco dużo z odnawialnych źródeł. Ma to mobilizować do produkcji ekologicznej energii. Jednak w ciągu ostatnich dwóch lat jej produkcja była większa niż ustawowy obowiązek. Dodatkowo część spółek, zamiast kupować zielone certyfikaty, wolała odprowadzać tzw. opłatę zastępczą. To sprawiło, że doszło do akumulacji certyfikatów na rynku, a cena, jaką trzeba za nie zapłacić, spadła nawet do 30 proc. ich wartości. Stąd pomysły na zmianę systemu wsparcia produkcji energii z odnawialnych źródeł.

Gazprom może wejść na polską giełdę gazu

Rozwój odnawialnych źródeł energii, a także konieczność liberalizacji rynku sprawiają, że rośnie zapotrzebowanie na błękitne paliwo i zmienia się rola gazowego monopolisty, jakim jest PGNiG. Koncernowi rośnie konkurencja w postaci spółek energetycznych zajmujących się do tej pory sprzedażą prądu. Należy też liczyć się z tym, że na polską giełdę gazu może wejść Gazprom.

– Liberalizacja rynku to jest postulat przede wszystkim dużych przedsiębiorstw elektroenergetycznych oraz firm z sektora chemicznego i paliwowego. Wszystkie spółki energetyczne mają koncesje na obrót paliwami gazowymi i chcą dostarczać swoim klientom również gaz. Takie działania są już podejmowane przez Eneę, Energę czy Tauron – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Jerzy Kurella, doradca zarządu Banku Gospodarstwa Krajowego ds. projektów energetycznych.

Ekspert przypomina, że przedsiębiorstwa te nie będą konkurencyjne, dopóki będą pozyskiwały surowiec od jednego dostawcy, na rynku regulowanym. Zwłaszcza, że mamy tu do czynienia z ograniczeniem swobody kontraktowej pomiędzy odbiorcą gazu i dostawcą. Umowy łączące Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo z odbiorcami są na ogół długoletnimi porozumieniami z klauzulami typu take or pay [bierz lub płać – red.].

– To stanowi zagrożenie dla swobody konkurencji, dla obniżki cen gazu dla przedsiębiorstw komercyjnych – podkreśla Jerzy Kurella. – Zwłaszcza, że PGNiG jest całkowitym monopolistą – 96 proc. wolumenu gazu jest pozyskiwane z tej spółki. To wyjątkowa sytuacja na rynku europejskim i nie do utrzymania na dłuższą metę.

Tym bardziej, że Polska stoi przed ryzykiem płacenia wysokich kar za niewdrożenie dyrektyw europejskich, zobowiązujących ją do liberalizacji rynku gazowego. Za każdy dzień niedostosowania polskiego prawodawstwa do prawa UE, Trybunału Sprawiedliwości może naliczyć karę w wysokości do 270 tys. euro dziennie (liczone od dnia ogłoszenia orzeczenia TS). Dlatego uwolnienie rynku jest koniecznością.

– Nie można jednak nie brać pod uwagę sytuacji politycznej. Ryzyko jest takie, że w momencie liberalizacji rynku i swobodnego handlu na Towarowej Giełdzie Energii jest możliwość wejścia na rynek innych istotnych graczy, którzy posiadają gaz ziemny. Pytanie jest, czy zawsze to są gracze, których my, mając na względzie bezpieczeństwo energetyczne kraju, chcielibyśmy widzieć – mówi ekspert.

Z ekonomicznego punktu widzenia nie ma wątpliwości, że liberalizacja rynku opłaci się przede wszystkim konsumentom błękitnego paliwa.

– Przykłady rynku brytyjskiego i holenderskiego, gdzie nastąpiła całkowita liberalizacja rynku energetycznego, w tym rynku gazowego, pokazują, że ceny energii, gazu dla odbiorców końcowych spadły. A przedsiębiorstwa sprzedające paliwo mają jednak środki finansowe na dokonywanie niezbędnych inwestycji – zaznacza Jerzy Kurella.

Aby dać czas PGNiG na przygotowanie się do nowych warunków, obligo gazowe (czyli wymóg, by przedsiębiorstwo sprzedawało poprzez giełdę określoną ilość surowca), nie jest wprowadzone od razu w najwyższej wysokości, tylko stopniowo.

– Mamy niecałe 1,5 roku, żeby przedsiębiorstwo, jakim jest PGNiG mogło dostosować swoje struktury, służby sprzedażowe i cała firmę do tego, co nieuniknione. To wbrew pozorom bardzo niewiele czasu aby dokonać fundamentalnych zmian nie tylko w PGNiG ale i na polskim rynku gazu – uważa doradca BGK.

Zgodnie z obligiem gazowym od 1 lipca tego roku (pod warunkiem wejścia w życie do tego czasu nowelizacji Prawa energetycznego) zostanie wprowadzony obowiązek sprzedawania 30 proc. gazu poprzez Towarową Giełdę Energii. Następnie od 1 stycznia 2014 roku 50 proc. i docelowo – od 1 lipca 2014 roku – 70 proc. paliwa.

– Aby mówić o rzeczywistej liberalizacji rynku, musimy budować interkonektory [gazowe połączenia między państwami – red.] oraz infrastrukturę przesyłową, żeby – jeśli przedsiębiorcy zakontraktują gaz u innych dostawców niż PGNiG – była faktyczna możliwość dostarczenia tego gazu – zaznacza Jerzy Kurella.

Kryzys finansowy ujawnił że w strefie euro zabrakło mechanizmów bezpieczeństwa

W ciągu ostatnich 3 lat Komisja Europejska we współpracy z rządami państw strefy euro uzgodniła nowe zasady zarządzania finansami, które mają zapobiec kolejnym turbulencjom. Zdaniem prof. Jana Barcza z Akademii Leona Koźmińskiego, dzięki przyjętym w ostatnim czasie instrumentom eurostrefa powinna poradzić sobie ze spowolnieniem gospodarczym. Nowa polityka będzie skłaniać kraje ze wspólną walutą do większej dyscypliny budżetowej i koordynacji polityki gospodarczej.

– To jest niezmiernie istotne, ponieważ jednym z powodów wystąpienia kryzysu był brak odpowiedniej koordynacji w tej dziedzinie – tłumaczy prof. Jan Barcz, ekspert ds. europejskich. – Pojawiły się też instrumenty, których wcześniej nie było, udzielenia pomocy państwom strefy euro. To są potencjalnie olbrzymie pieniądze w ramach Europejskiego Mechanizmu Stabilności, które mogą być przekazane, czy udzielona pomoc finansowa państwom członkowskim strefy euro, jeżeli znalazłyby się w takiej sytuacji finansowej, która by zagrażała strefie jako całości.

W marcu ubiegłego roku przywódcy UE uzgodnili tzw. pakt fiskalny. Ma on wymusić większą dyscyplinę w finansach publicznych państw strefy euro przez surowsze kary, które będą działać automatycznie w przypadku złamania zasad przez jedno z państw. W pakcie zapisano tzw. złotą regułę. Mówi ona, że deficyt strukturalny kraju nie może przekroczyć 0,5 procent nominalnego PKB. Kraje euro mają zapisać tę regułę w prawie krajowym, najlepiej konstytucji. Komisja Europejska przedstawiła też plan likwidacji barier i stworzenia rzeczywistej unii gospodarczo- walutowej.

– Jest to program długoletni, podzielony na trzy obszary czasowe, krótko-, średnio- i długoterminowe, który zawiera też konkretne środki, jakie mają być podjęte w tym czasie. One mogą oczywiście ulec przesunięciu w zależności od tego, jaka będzie gotowość państw członkowskich strefy euro do ich podjęcia, ale jest to program realistyczny – mówi prof. Barcz.

Zdaniem eksperta Komisja Europejska w rzeczywistości przygotowała zestaw zmian, które powinny regulować działanie strefy euro od momentu jej powstania.

– Strefa euro przy tym instrumentarium powinna sobie dobrze poradzić z kryzysem, który mamy – mówi prof. Jan Barcz.

Jego zdaniem w najbliższym czasie nie dojdzie do rozpadu strefy euro lub wystąpienia z niej którego z państw. Ale nie widzi też dużych szans, że grono państw ze wspólną walutą będzie się powiększać.

– Na pewno sytuacja z Grecją się nie powtórzy, bo to instrumentarium, które powstało będzie służyło znacznie mocniejszej weryfikacji kandydata do strefy euro. Co do tego nie ma wątpliwości. Przy wszelkich dyskusjach, jak w np. w Polsce, o wejściu do strefy euro, poza spełnieniem kryteriów ekonomicznych, poza uzyskaniem przyzwolenia politycznego od społeczeństwa, trzeba pamiętać o tym, że jeszcze trzeba mieć zaproszenie i przyzwolenie od państw strefy euro, żeby do tej strefy wejść – twierdzi ekspert.

Komentarz dzienny, 8 maja 2013

Dziś RPP ogłosi majową decyzję ws. poziomu stóp procentowych. Uważamy, że Rada zdecyduje się kontynuować przerwany w marcu cykl poluzowania.

Komentarz indeksowy BossaFX 8 maja 2013 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 8 maja 2013 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

List intencyjny – nowa elektrownia na Lubelszczyźnie

Elektrownia Połaniec SA – Grupa GDF SUEZ Energia Polska i LW Bogdanka SA podpisały list intencyjny w sprawie współpracy przy projekcie budowy elektrowni węglowej na Lubelszczyźnie.

324 miliony złotych zysku i ponad 93 tys. nowych klientów BRE Banku

W I kwartale 2013 r., Grupa BRE Banku wypracowała 323,9 mln zł zysku, co oznacza, że był on wyższy niż w IV kwartale 2012 r. o 18,8 proc. i jedynie 2 proc. niższy niż w analogicznym okresie roku ubiegłego.

– Pierwsze trzy miesiące roku były dla nas okresem intensywnej akwizycji – liczba klientów indywidualnych wzrosła aż o 93,5 tys., a obsługiwanych korporacji zwiększyła się o 201 podmiotów. Pokazuje to, że nasza strategia, polegająca na budowaniu najlepszego dla klienta banku transakcyjnego, przynosi wymierne efekty. Pozyskujemy nowych klientów, ponieważ oferujemy im przede wszystkim produkty najwyższej jakości, a nie wysoko oprocentowane depozyty – mówi Cezary Stypułkowski, prezes BRE Banku. W corocznym konkursie „Best Emerging Markets in CEE” BRE Bank otrzymał tytuł „Najlepszego Banku w Polsce”, przyznawany przez magazyn Global Finance.

Przychody banku w I kwartale wyniosły 829 mln zł, czyli były niemal na tym samym poziomie, co w poprzednim kwartale. Spadek zanotowano w kategorii wyniku odsetkowego i prowizyjnego, które łącznie wyniosły 701 mln zł, co oznacza spadek o 7 proc. w skali kwartału i prawie 8 proc. w porównaniu do ubiegłego roku. Wynika to przede wszystkim z obniżek stóp procentowych, dokonywanych przez Radę Polityki Pieniężnej. Wymierne efekty przyniosło natomiast efektywne zarządzanie kosztami – wydatki banku spadły o 7,5 proc. w skali kwartału, dzięki czemu wskaźnik kosztów do dochodów obniżył się do 48,4 proc.

Pozytywny wpływ na wynik BRE Banku miało również konserwatywne podejście do zarządzania ryzykiem. W I kwartale rozwiązano rezerwy w sektorze korporacji na kwotę 23,4 mln zł, dzięki czemu ich łączny bilans obniżył wynik banku jedynie o 27,7 mln zł, podczas gdy jeszcze kwartał wcześniej rezerwy obciążyły rachunek wyników o 89 mln zł.

Współczynnik wypłacalności banku na koniec I kwartału wyniósł 18,9 proc. a Core Tier 1 osiągnął wartość 13,5 proc. Natomiast zwrot z kapitału brutto wyniósł 16,8 proc. i był o 1,1 p.p. niższy niż w całym 2012 r. Dodatkowo, w maju br. BRE Bank wypłaci pierwszą od ponad dekady dywidendę, akcentując tym samym swoją silną pozycję w zakresie rentowności i kapitalizacji.

Bankowość detaliczna

W I kwartale 2013 r. segment bankowości detalicznej odnotował zysk brutto w wysokości 205,6 mln zł, co oznacza wzrost o 39,5 mln zł, czyli 23,8 proc. w porównaniu do poprzedniego kwartału. W tym okresie bankowość detaliczna BRE zwiększyła liczbę obsługiwanych klientów aż o 93,5 tys. osób. Jednocześnie przedstawiciele banku odebrali kolejne nagrody: MultiBank po raz piąty zwyciężył w programie „Jakość Obsługi”, serwis informacyjny mBanku w plebiscycie Banking Magazine na najlepszą stronę internetową, a bankowość prywatna BRE po raz szósty zyskała tytuł najlepszej w Polsce według magazynu Euromoney. Z kolei zespół projektowy nowego mBanku wziął udział w prestiżowej konferencji Finovate Europe, na której zaprezentował projekt nowego serwisu bankowości elektronicznej, w tym pierwszą w Europie platformę rabatową (mOKAZJE), w której to merchanci finansują rabaty dla klientów. Prezentacja została uznana za jedną z najlepszych w Londynie, a nowy mBank otrzymał tytuł „Best of Show”.

Bankowość korporacyjna

W pierwszych trzech miesiącach 2013 roku segment klientów korporacyjnych i instytucji odnotował zysk brutto w wysokości 206,2 mln zł, co oznacza wzrost o 54,8 mln zł, tj. 36,2 proc. w stosunku do poprzedniego kwartału. Wynika to zarówno ze wzrostu dochodów (o 4,9 proc. w skali kwartału), przy jednoczesnym spadku kosztów o 5,2 proc. i rozwiązaniu części rezerw.

W marcu 2013 BRE jako jeden z pierwszych banków podpisał umowę z Bankiem Gospodarstwa Krajowego w zakresie Portfelowej Linii Gwarancyjnej de minimis. Umowa została zawarta w ramach rządowego programu „Wspieranie przedsiębiorczości z wykorzystaniem poręczeń i gwarancji BGK”, z którego środki przeznaczone są na gwarancje spłat kredytów obrotowych dla mikro, małych i średnich przedsiębiorstw. Wartość przyznanego BRE Bankowi przez BGK limitu gwarancji wynosi 900 mln zł, co pozwoli na udzielenie około 1,5 mld kredytów obrotowych zabezpieczonych gwarancjami. Klienci korporacyjni BRE Banku mogą korzystać z gwarancji kredytowych BGK od początku kwietnia. Oferta dostępna jest także dla klientów detalicznych.

W 2013 roku około 40-50 polskich szpitali zostanie przekształconych w spółki prawa handlowego

W tym roku prawdopodobnie około 40-50 polskich szpitali zostanie przekształconych w spółki prawa handlowego. Biorąc jednak pod uwagę zadłużenie placówek medycznych jest to liczba wciąż niezadowalająca. Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte samorządy terytorialne, które zarządzają szpitalami, powinny się spieszyć z ich przekształcaniem, ponieważ pula pieniędzy przeznaczona na umorzenie długów SPZOZ-ów kurczy się. W tym roku na dotacje dla przekształcanych placówek przeznaczono 600 mln zł, a w przyszłym będzie to już jedynie 400 mln zł. Samorządy, które będą zwlekać z rozpoczęciem tego procesu mogą stracić na tym finansowo i w skrajnym przypadku mogą być nawet zmuszone do likwidacji podległych im jednostek medycznych.

Ustawa o działalności leczniczej weszła w życie w 2011 r., ale w praktyce bieżący rok może być decydujący dla przyszłości wielu polskich szpitali. Do końca 2013 r. samorządy muszą dokonać przekształcenia SPZOZ w kapitałowe spółki handlowe, aby skorzystać z dobrodziejstw ustawy o działalności leczniczej. Ustawodawca, zachęcając do zainicjowania procesu przekształceń, zaoferował samorządom pomoc państwową w postaci spłaty zadłużenia przekształcanych szpitali (w formie dotacji celowej lub umorzenia zobowiązań publicznoprawnych). Na dotacje przeznaczono 1,4 mld zł, (600 mln zł do wydania w 2013 r., a kolejne 400 mln zł w 2014 r.). Zarówno umorzenie zobowiązań jak i dotacja, będą dostępne tylko dla tych samorządów, które przeprowadzą przekształcenia w 2013 r.

„Dotychczasowa praktyka pokazuje jednak, że nie była to zachęta wystarczająca. Samorządy w większości przypadków niezbyt chętnie decydują się na przekształcanie swoich szpitali, np. w obawie przed negatywnymi reakcjami ich pracowników i mieszkańców danej miejscowości oraz reperkusjami politycznymi. W powszechnej opinii proces ten, kojarzy się z ostateczną prywatyzacją jednostki, do której przecież wcale nie musi dojść. Przewidujemy, że w przyszłym roku ze względu m.in. na zbliżające się wybory samorządowe liczba przekształcanych placówek może znacząco się zmniejszyć” – wyjaśnia Michał Kłos, Dyrektor w Zespole Doradztwa dla Sektora Farmaceutycznego i Ochrony Zdrowia Deloitte.

W Polsce w tej chwili działa około 730 szpitali, z czego 615 to placówki publiczne. Z wyliczeń Deloitte wynika, że około 250-300 z nich, ze względu na swoją sytuację prawną i finansową, może zostać przekształconych w spółki. Najwięcej z nich znajduje się w województwie mazowieckim, wielkopolskim i śląskim. Jednak prawdopodobnie tylko 40-50 z tych szpitali zakończy ten proces w tym roku. „Ustawa mówi jasno, że po przekształceniu to jednostki samorządu terytorialnego biorą na siebie obowiązek pokrycia ewentualnego ujemnego wyniku danej placówki, a nikt nie gwarantuje, że spółka takiego nie zanotuje. Poza tym sposób ujęcia w wynikach finansowych danego szpitala m.in. przychodów z tzw.„nadwykonań” może powodować zafałszowanie jego rzeczywistej sytuacji finansowej. Należy również pamiętać, że umorzeniu podlegają długi publiczno-prawne obejmujące jedynie okres do końca 2009 r.” – wyjaśnia Robert Mołdach, doradca gospodarczy i niezależny ekspert rynku ochrony zdrowia. Tymczasem długi polskich szpitali do końca 2009 r. urosły do 9,5 mld zł, a w tej chwili jest to już ponad 11 mld zł.

Zdaniem ekspertów Deloitte do przekształcenia szpitali w spółki samorządy powinny należycie się przygotować, nieuzasadnione jest rozpoczynanie całego procesu licząc jedynie na umorzenie długów. „Spółka powstała z przekształcenia ZOZ może upaść. Jeżeli umorzenie długów i dotacje zostaną wykorzystane, ale szpital będzie działał jak dotychczas, samorząd szybko może stanąć przed koniecznością zamknięcia nierentownej spółki. Z drugiej jednak strony, jeżeli samorządy będą zwlekać z decyzją o przekształceniu, może dla nich zabraknąć środków finansowych przeznaczonych na ten cel w formie dotacji. Czasu jest więc coraz mniej” – tłumaczy Tomasz Rutkowski, Radca Prawny, Managing Associate w Kancelarii Deloitte Legal. Zasada jest prosta: kto pierwszy, ten lepszy. Każdy pozytywnie rozpatrzony wniosek o kwotę dotacji pomniejsza pulę środków przeznaczonych na ten cel. Im później zostanie złożony wniosek, tym mniejsza szansa na uzyskanie dotacji. Biorąc pod uwagę także sytuację finansów publicznych trudno przewidywać, że środki na ten cel znajdą się w budżetach konstruowanych z myślą o kolejnych latach.

Jakie korzyści osiągną samorządy i szpitale przekształcone w spółki? Zdaniem ekspertów Deloitte są one nie do przecenienia. Już w krótkim okresie taka decyzja pozwala na redukcję zadłużenia, wymusza większą kontrolę wydatków i powoduje nacisk na ściąganie zaległych należności, chociażby z tytułu nadwykonań.

„Kluczowym elementem przekształcenia jest przygotowanie oraz skuteczne wdrożenie restrukturyzacji szpitala, której celem będzie osiągnięcie lub poprawa rentowności. Elementami restrukturyzacji po stronie kosztowej mogą być np. zwiększanie efektywności personelu medycznego oraz infrastruktury medycznej, outsourcing wybranych funkcji (np. catering, sprzątanie, diagnostyka), centralizacja zakupów (np. materiałów i narzędzi medycznych) czy też sprzedaż niepotrzebnego majątku. Szpital może także zmienić strukturę świadczonych usług medycznych, które pozwolą osiągać mu lepszy wynik finansowy” – wylicza Bartosz Krawczyk, Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte.

Dlatego władze samorządowe, w gestii, których leży zarządzanie szpitalami, powinny jak najszybciej podjąć decyzję o ich ewentualnym przekształceniu i to jeszcze w tym roku. „Skuteczne wejście na drogę przekształcenia w ciągu najbliższego pół roku może być realną szansą dla niektórych, szczególnie bardzo zadłużonych ośrodków. Z kolei wejście na tę samą drogę w roku 2014 może stanowić jedynie zmianę formalną (SPZOZ na sp. z o.o.), bez istotnych korzyści ani dla samorządu, ani dla placówek medycznych” – podsumowuje Michał Kłos.

Polska może się pochwalić wysokim poziomem bezpieczeństwa obywateli i szerokim dostępem do edukacji

Polska znalazła się na 13. miejscu w rankingu krajów najbardziej rozwiniętych społecznie na świecie. Jak wynika z zestawienia przygotowanego przez organizację Social Progress Imperative we współpracy z m.in. firmą doradczą Deloitte bezkonkurencyjna na tym tle wśród 50. przebadanych krajów okazała się Szwecja. Wskaźnik rozwoju społecznego tzw. Social Progress Index uwzględnia przede wszystkim czynniki społeczne i ekologiczne w danym kraju, które często nie idą w parze ze wzrostem PKB. Autorzy raportu dowodzą, że zamożność obywateli nie odwzierciedla w pełni rzeczywistego rozwoju społecznego.

W zestawieniu 50. krajów (które analizowali autorzy raportu), Polska znalazła się na wysokim 7. miejscu wśród państw europejskich, a 13. na świecie. Wyprzedziliśmy takie kraje jak np. Brazylia, Izrael, Turcja czy Zjednoczone Emiraty Arabskie. Na czele rankingu znalazła się Szwecja, za którą uplasowała się Wielka Brytania i Szwajcaria. Z państw naszego regionu do zestawienia trafiła jeszcze Bułgaria (17) i Rosja (33).

Polska została dobrze oceniona w kontekście bezpieczeństwa osobistego oraz dostępu do edukacji na poziomie podstawowym i wyższym (powyżej średniej badanych krajów), co zwiększa możliwości awansu społecznego jej mieszkańców. W tych kategoriach przewyższamy m.in. takie kraje jak USA, Hiszpanię, Australię czy Francję. Autorzy raportu wskazują, że mamy braki w zakresie zapewnienia odpowiednich warunków mieszkaniowych oraz zapobiegania społecznej marginalizacji. Do poprawy pozostają również kwestie dotyczące ochrony środowiska.

Wskaźnik Social Progress Index obliczany jest w oparciu o aktualne dane pochodzące m.in. z Banku Światowego i Światowej Organizacji Zdrowia. „Wbrew pozorom wyższe dochody nie oznaczają automatycznie, że dany kraj osiąga wyższy stopień postępu społecznego. Co ciekawe nasze badania pokazują również, że rozwój społeczny krajów o zbliżonym poziomie PKB może się znacząco różnić. Dlatego na problem oceny czy dane społeczeństwo czyni postępy należy patrzeć z szerszej perspektywy” – mówi prof. Michael E. Porter, pod kierunkiem którego powstał indeks.

Rok 2012 przyniósł dalszą poprawę koniunktury na rynku branży gastronomicznej

Rok 2012 przyniósł dalszą poprawę koniunktury na rynku branży gastronomicznej. Wciąż jednak sytuacja na rynku jest trudna, a wzrost jest spowodowany jednorazowymi wydarzeniami takimi jak Euro 2012, rozwojem dwóch największych graczy na rynku, a także ogólnym trendem częstszej konsumpcji poza domem, jak wynika z raportu „Rynek HoReCa w Polsce 2013. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2013-2015”.

Kryzys wywołany na światowych rynkach finansowych odcisnął piętno na rynku HoReCa (obejmujący rynek gastronomii hotelowej „Ho”, rynek restauracyjny „Re” i rynek cateringu „Ca”), ponieważ są to usługi, z których klienci mogą zrezygnować, lub w prosty sposób zastąpić je tańszymi. Pierwsze dwa lata po rozpoczęciu kryzysu przyniosły rynkowi ponad 5% spadek. Dopiero rok 2011 był czasem, kiedy ten rynek delikatnie się odbił. Dalszy wzrost rynku, według naszych szacunków, został także odnotowany w zeszłym roku, na poziomie poniżej 2% do wartości prawie 23 mld zł. Wzrost ten nastąpił dzięki wynikom największych graczy na rynku, a także dzięki mistrzostwom Euro 2012, które stymulowały ruch hotelowy oraz przyczyniły się do zwiększonych obrotów barów alkoholowych i innych placówek transmitujących mecze lub znajdujących się w bliskim sąsiedztwie stref kibica. Co więcej, wydarzenie to miało także pozytywny wpływ na postrzeganie Polski jako kraju wartego odwiedzin, co wraz z negatywnymi wydarzeniami na Bliskim Wschodzie miało bezpośredni wpływ na większą liczbę turystów zagranicznych.

Segment restauracyjny odnotował lepszą dynamikę wzrostu w zeszłym roku niż w roku poprzednim i, według naszych szacunków, osiągnął wartość 18,5 mld zł. Gdyby jednak nie agresywna polityka cenowa największych graczy w powiązaniu z trzytygodniowym odbiciem rynku w związku z Euro 2012, to rynek cały czas pozostawałby w stagnacji. Oprócz barów szybkiej obsługi (głównie największych dwóch graczy McDonald’s i AmRest), kawiarni i wyjątkowo barów alkoholowych, pozostałe dwa podsegmenty rynku Re odnotowały spadek.

Mistrzostwa Europy w piłce nożnej Euro 2012 były największą imprezą sportową zorganizowaną w najnowszej historii Polski. Cała branża HoReCa mogła więc słusznie spodziewać się pozytywnego wpływu imprezy na poziom obrotów. W opinii badanych przedsiębiorstw jednak tylko jedna trzecia z nich odczuła wpływ Euro 2012 na poziom obrotów, a jedynie w co czwartym lokalu to wydarzenie pozytywnie wpłynęło na poziom sprzedaży.

Co dziesiąty respondent ocenił, że Euro 2012 miało negatywny wpływ na obroty w jego lokalu. Najczęściej wymienianym powodem takiej opinii był fakt, że lokal mieści się w niekorzystnej lokalizacji, z dala od stref kibica organizowanych w miejscowości, gdzie większość kibiców oglądała mecze. W opinii badanych także spora część potencjalnych klientów lokalu wolała oglądnąć mecze piłki nożnej w domu niż spędzić ten czas w lokalu gastronomicznym.

Należy jednak zauważyć, że podobnie jak w ostatnich latach, również teraz klienci szczególnie ostrożnie podchodzą do wydawania pieniędzy. Wynika to zarówno z ogólnej niepewności, kiedy nadejdą lepsze czasy, jak i z pogarszających się płac, które w ostatnich latach spadały netto pomimo rosnących kosztów życia. Z drugiej strony, pozytywnym aspektem dla gastronomii jest to, że dla coraz większej liczby klientów jadanie poza domem staje się codziennością. Te wszystkie czynniki sprawiają, że w ostatnich latach spadki na rynku nie były głębokie, ale także i odnotowane wzrosty były nieduże.

Spodziewamy się, iż w 2013 roku rynek pozostanie w stagnacji, a jego wartość będzie głównie uzależniona od drugiej połowy roku. Według prognoz, w drugiej połowie roku powinno nastąpić polepszenie koniunktury gospodarczej, co odbije się pozytywnie na rynku HoReCa. Mimo tego wzrost nie przekroczy 1% rok do roku. Dopiero od roku 2014 prognozowana jest wyraźniejsza poprawa sytuacji

Badanie wśród placówek gastronomicznych w Polsce zostało zrealizowane w lutym 2013 r. przez PMR na potrzeby raportu „Rynek HoReCa w Polsce 2013”. Badanie zrealizowano techniką wywiadów telefonicznych CATI. Zrealizowano 600 pełnowartościowych wywiadów. Respondentami byli właściciele lub współwłaściciele placówek gastronomicznych.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. „Rynek HoReCa w Polsce 2013. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2013-2015”.

World Trends, 7 maja 2013

Techniczny układ indeksów z GPW jest coraz ciekawszy i po wczorajszej sesji doszło do wygenerowania kolejnych sygnałów kupna, a do najważniejszych z nich należy zaliczyć zamknięcie się WIGu powyżej dwustusesyjnej średniej kroczącej (MA200). 17 kwietnia indeks tracąc w ciągu dnia prawie dwa procent zanurkował pod dwusetkę, co dla wielu uczestników rynku oznaczało długoterminowy sygnał sprzedaży.

Komentarz poranny, 7 maja 2013

Oferta ZUE została wybrana jako najkorzystniejsza w przetargu na zaprojektowanie i wykonanie przebudowy obiektów Zajezdni Pogodno w Szczecinie. Wartość netto złożonej przez Spółkę oferty to 110 mln PLN, a termin realizacji zadania przypada na 15 stycznia 2015 roku. Oferta ZUE była jedyną złożoną w przetargu. Wiadomość pozytywna. Wartość oferty stanowi 21% ubiegłorocznych przychodów ZUE.

Prezes OSSP: prywatne szpitale toną, podobnie jak cała służba zdrowia

Zdaniem przedstawicieli szpitali prywatnych, zapowiadane reformy Narodowego Funduszu Zdrowia, takie jak likwidacja jego centrali, mają charakter kosmetyczny i nie rozwiązują żadnych problemów. Brak jasnych deklaracji rządu dotyczących długofalowej polityki w ochronie zdrowia utrudnia planowanie inwestycyjne prywatnym przedsiębiorstwom medycznym.

– Ogólna sytuacja szpitali prywatnych jest taka sama, jak i ochrony zdrowia – toniemy – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Andrzej Sokołowski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Prywatnych.

Zdaniem Sokołowskiego winę za to ponoszą przedstawiciele władz państwowych. Brak informacji dotyczących planów rządu powoduje niepewność w sektorze prywatnym. Jego przedstawiciele nie są w stanie podjąć długofalowych decyzji.

– Nie mamy jasnego przekazu ze strony Ministerstwa Zdrowia czy rządu na temat tego, co będzie z sektorem za 10-15 lat. A to właśnie informacji dotyczących takiego okresu potrzebujemy, by móc planować jakieś inwestycje – twierdzi Sokołowski.

Gdyby przedsiębiorcy działający na rynku medycznym wiedzieli, że rząd będzie dążył do długofalowego zwiększenia udziału sektora prywatnego w rynku, to decyzje inwestycyjne zapadałyby częściej i szybciej.

– Jeżeli natomiast polityka docelowa zmierzałaby do całkowitego zniszczenia sektora prywatnego i pozostawienia jedynie sektora publicznego, to również wiedzielibyśmy, co robić. Natomiast na razie żadnych jasnych sygnałów nie ma. W związku z tym sądzimy, że nie ma spójnej polityki ochrony zdrowia na najbliższe 15 lat – mówi prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Prywatnych.

Planowana reforma NFZ to zmiana „kosmetyczna”

Sokołowski krytykuje też plany reformy NFZ popieranej przez ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza. Ma ona zlikwidować centralę NFZ i doprowadzić do decentralizacji tej instytucji. Zdaniem prezesa Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Prywatnych jest to powrót do dawnego systemu kas chorych, który obowiązywał w Polsce w latach 1997-2003.

– To jest kosmetyka, nie reforma. Poprzednio mieliśmy kasy chorych, potem połączono je w centralną strukturę, teraz znowu je dzielimy. To tak naprawdę krok do przodu i dwa kroki do tyłu – przekonuje Sokołowski. – Pod słowem reforma rozumiem kompleksowe rozwiązanie dotyczące nie tylko płatności, ale ogólnego systemu ochrony zdrowia. Tymczasem nadal nie wiemy, jak on ma wyglądać – dodaje.

W polskiej służbie zdrowia dominuje sektor publiczny, jednak udział prywatnych przedsiębiorstw stopniowo się zwiększa. W pewnych dziedzinach prywatne placówki dominują już teraz nad sektorem publicznym. Chodzi tu udział w rynku stomatologicznym, jak również liczbę ośrodków zdrowia psychicznego i odwykowego, stacji dializ, a także ambulatoryjnych ośrodków zabiegowych. Nadal jednak daleko nam do sytuacji Francji, Hiszpanii czy Włoch, w których sektor prywatny ma ok. 50 proc. udziału w systemie ochrony zdrowia.

Katowicki Holding Węglowy: unijne pomysły na ochronę środowiska są szkodliwe i mogą spowodować wzrost cen energii

Katowicki Holding Węglowy sprzeciwia się unijnym pomysłom związanym z ochroną środowiska. Zdaniem przedstawicieli firmy, mogą one doprowadzić do wzrostu kosztów wydobycia węgla, a w konsekwencji do podniesienia cen energii. Kopalnie korzystają bowiem z produktów wytwarzanych przez branże energochłonne, jeśli więc te podrożeją – węgiel też będzie musiał kosztować więcej.

Według Daniela Borsuckiego z Katowickiego Holdingu Węglowego, unijne regulacje dotyczące ochrony środowiska niosą ze sobą utrudnienia dla wydobywców węgla. Jako przykład podaje pakiet energetyczno-klimatyczny, który ma na celu m.in. ograniczenie emisji dwutlenku węgla w UE o 20 proc. do 2020 r. Będzie mieć on poważne konsekwencje dla Polski, gdzie ponad 90 proc. prądu wytwarza się z węgla. Zdaniem Daniela Borsuckiego, dochodzenie do celów zawartych w pakiecie będzie szkodliwe nie tylko dla przedsiębiorstw wydobywających węgiel, ale i dla odbiorców energii elektrycznej, ponieważ spowoduje znaczący wzrost jej cen. Takie analizy w ubiegłym roku przygotowała firma EnergSys na zlecenie komitetu klimatycznego działającego w ramach Krajowej Izby Gospodarczej.

– Z badania wyszło, że może się zdarzyć, że będziemy musieli do końca 2020 roku tylko z powodu wdrażania pakietu 3 x 20 podnieść o 7-9 proc. cenę węgla, po to żeby utrzymać rentowność. Jeżeli podniesiemy o 7-9 proc. cenę węgla, żeby niwelować cenę pakietu, to biorąc pod uwagę, że pół tony węgla mniej więcej jest potrzebne na jedną megawatogodzinę energii w produkcji, to łatwo sobie wyobrazić, że dodatkowo wygenerujemy około 3,5-procentową potrzebę wzrostu ceny energii elektrycznej – przekonuje przedstawiciel Katowickiego Holdingu Węglowego w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria.

Prognozuje, że jeśli ze względu na dużą konkurencję na rynku przedsiębiorstwo nie będzie mogło podnieść cen, konieczne będą cięcia kosztów. Potencjalny wzrost cen węgla to efekt tego, że branża wydobywcza jest bardzo materiałochłonna, która zaopatruje się w firmach z branż, które są z kolei energochłonne. A to na nie pakiet będzie mieć największy wpływ. Skoro więc wzrosną ceny zużywanych w kopalniach miedzi, środków chemicznych czy cementu, również produkcja węgla stanie się droższa.

Daniel Borsucki pozytywnie ocenia ubiegłoroczny sprzeciw polskiego rządu wobec propozycji Komisji Europejskiej, by zaostrzyć cele energetyczno-klimatyczne.

– Wypowiedzieliśmy się negatywnie na temat Energetycznej Mapy Drogowej 2050. Teraz toczył się proces backloadingu – udało się go zablokować. Miejmy nadzieję, że trwale. Czyli nie musimy się spodziewać takiego skokowego wzrostu cen uprawnień. W związku z tym ten pakiet, który spodziewaliśmy się, że będzie w sposób istotny wpływał na ekonomikę branży, może dotknąć nas w mniejszym stopniu niż to było zakładane – mówi Borsucki.

Energetyczna Mapa Drogowa 2050 to przedstawiony przez Komisję Europejską program przeobrażenia gospodarki unijnej w gospodarkę niskoemisyjną (jeśli chodzi o CO2). Z kolei backloading to propozycja Komisji Europejskiej, by zawiesić aukcję części pozwoleń na emisję CO2. W ten sposób Bruksela chciała podnieść cenę pozwoleń, a co za tym idzie pobudzić inwestycje w „zieloną energię”. Polska sprzeciwia się propozycji UE jako szkodliwej dla polskiej gospodarki i polskiego budżetu. Według szacunków Ministerstwa Środowiska, Skarb Państwa mógłby stracić w latach 2013-2020 ok. 1 mld euro przychodów.

Jak podkreśla przedstawiciel Katowickiego Holdingu Węglowego, dla branży ważne są odpowiednie regulacje, ale też zmiana podejścia do węgla jako do „brudnego” paliwa.

– Jesteśmy faktycznie pod nadzorem państwa, ale z drugiej strony jakakolwiek pomoc publiczna dla sektora branży górniczej jest zabroniona w UE, więc nie mamy co liczyć na wsparcie. Możemy bardziej liczyć na odpowiednie regulacje, na uświadamianie, że przez lepsze, efektywne wykorzystanie węgla, nowe technologie, chociażby wstępne odmetanowanie pokładów, zgazowanie w podziemiu, węgiel będzie w inny sposób wykorzystywany, a przez to będzie bardziej efektywny i będzie mniej kosztował, a przez to dostaniemy wsparcie poprzez rynek – mówi Daniel Borsucki.