Anna Kofoed i Phil Hoffman dołączają do zarządu Allianz Partners

0

Anna Kofoed objęła stanowisko Dyrektor ds. Globalnych Partnerstw Strategicznych, a Phil Hoffman Dyrektora ds. Turystyki w Allianz Partners. Oboje dołączyli jednocześnie do zarządu spółki. Zmiany w kierownictwie wspierają dalszy rozwój Allianz Partners jako globalnego lidera w obszarze bezpieczeństwa podróży i ubezpieczeń.  

Anna Kofoed, Allianz Partners
Anna Kofoed, Allianz Partners

Allianz Partners, globalny lider w dziedzinie ubezpieczeń i assistance B2B2C, ogłosił dwie kluczowe zmiany w zarządzie. Ich celem jest wzmocnienie kompetencji zespołu oraz przyspieszenie realizacji strategii rozwoju firmy.

Po niemal dwóch dekadach pracy w Grupie Allianz, Phil Hoffman został powołany na stanowisko Dyrektora ds. Turystyki oraz dołączył do zarządu Allianz Partners. W nowej roli będzie raportował do Tomasa Kunzmanna, Prezesa Allianz Partners, odpowiadając za dalszy rozwój segmentu ubezpieczeń podróżnych.

Phil posiada blisko 20 lat doświadczenia menedżerskiego w Grupie Allianz, gdzie pełnił szereg strategicznych funkcji. Był m.in. szefem obszaru ubezpieczeń w regionie Ibero-LatAm, odpowiadał za segment U.S. Life oraz Asset Management w ramach Group Planning & Controlling w Allianz SE, a także pracował jako Dyrektor ds. Doradztwa Finansowego oraz Investment Risk Principal w Allianz Life Insurance North America.

Od 2019 roku pełnił rolę Dyrektora Finansowego Allianz Direct. W tym czasie odpowiadał za zbudowanie i rozwój obszarów finansów, zarządzania ryzykiem, prawnego oraz compliance. Odegrał ponadto kluczową rolę w uruchomieniu paneuropejskiej platformy ubezpieczeń direct oraz przeprowadził konsolidację do jednego europejskiego podmiotu ryzyka, a także kilka udanych transakcji M&A.

Phil Hoffman, Allianz Partners
Phil Hoffman, Allianz Partners

Phil obejmuje stanowisko po Annie Kofoed, która w styczniu 2026 roku została powołana na stanowisko Dyrektor ds. Globalnych Partnerstw Strategicznych oraz dołączyła do zarządu Allianz Partners – raportując również do Tomasa Kunzmanna.

Anna dołączyła do Allianz Partners w 2023 roku z firmy Amadeus – globalnego lidera w obszarze technologii dla branży turystycznej i platform dystrybucyjnych. Z ponad 20-letnim doświadczeniem zdobytym w Amadeus, pełniła szereg globalnych ról kierowniczych w różnych obszarach – od marketingu i sprzedaży po strategię i planowanie biznesowe.

W ciągu dwóch lat kierowania segmentem ubezpieczeń podróżnych przyczyniła się do dynamicznego wzrostu przychodów, koncentrując się na kluczowych segmentach, takich jak linie lotnicze i banki, a także wprowadzając innowacyjne produkty i wzmacniając zaangażowanie cyfrowe klientów.

Anna obejmuje stanowisko po Jean-Marcu Pailholu, który objął nową rolę skoncentrowaną na rozwoju wyspecjalizowanej oferty ubezpieczeń i assistance dla klientów z segmentu high-net-worth.

Z ogromną przyjemnością witam Phila w naszym zarządzie. Jego dogłębna znajomość ekosystemu Allianz, umiejętności w zakresie wprowadzania innowacji oraz rentownego wzrostu będą kluczowe dla rozwoju segmentu ubezpieczeń i assistance w podróży. Przedsiębiorcze i zorientowane na klienta podejście Phila idealnie wpisują się w naszą wizję dostarczania najlepszych w swojej klasie rozwiązań dla naszych partnerów i klientów – skomentował Tomas Kunzmann, prezes Allianz Partners. Cieszę się również, że Anna objęła stanowisko Dyrektor ds. Globalnych Partnerstw Strategicznych. To inspirująca liderka, która posiada niezwykłą zdolność przewidywania trendów branżowych i przekuwania ich w konkretne korzyści dla klientów. Jej działania przyczyniły się nie tylko do rozwoju segmentu ubezpieczeń podróżnych, ale także zainspirowały zespoły w całej organizacji do przesuwania granic i dostarczania kluczowych innowacji. Jestem przekonany, że jej długofalowe spojrzenie i pasja do budowania wartościowych i trwałych partnerstw wyniosą naszą strategiczną współpracę na nowy poziom.

Droższa praca zmienia rynek. Rośnie znaczenie pracy tymczasowej i „na żądanie”

Praca w Polsce ponownie podrożała. W IV kwartale 2025 r. indeks kosztów zatrudnienia wzrósł o 7,7% rok do roku i o 5,0% względem początku 2025 r., osiągając poziom 170,6 – wynika z danych GUS. Najwyższe wartości wskaźnika odnotowano w sektorze opieki zdrowotnej i pomocy społecznej oraz w TSL. W odpowiedzi na rosnące wydatki firmy coraz częściej sięgają po rozwiązania hybrydowe. Jak pokazują analizy Grupy Progres, przybywa przedsiębiorstw działających w modelu łączącym stałe zespoły z pracownikami tymczasowymi, którzy wspierają organizacje w momentach największego obciążenia. Rośnie też liczba osób zainteresowanych pracą „na wezwanie”.

Wzrost kosztów pracy widoczny jest we wszystkich sektorach gospodarki, jednak jego skala wyraźnie różni się w zależności od branży. Najwyższe wartości indeksu w IV kwartale 2025 r. odnotowano w opiece zdrowotnej i pomocy społecznej (192,0) oraz w transporcie i gospodarce magazynowej (190,0). Wysokie poziomy utrzymują się również w działalności wspierającej (180,7), administracji publicznej i obronie narodowej (179,2) oraz sektorze kultury i rekreacji (179,6).

Wszyscy dostają „po kieszeni”, Polska w czołówce najdroższych rynków pracy w UE

W dalszej kolejności plasują się m.in. edukacja (169,3), zakwaterowanie i gastronomia (169,1), gospodarka wodno-ściekowa i odpadowa (168,2), przetwórstwo przemysłowe (167,7), działalność finansowa i ubezpieczeniowa (167,2) oraz działalność profesjonalna, naukowa i techniczna (167,1). Nieco niższe wartości odnotowano w informacji i komunikacji (166,0), handlu (165,3) oraz energetyce (164,8).

Najniższe poziomy – choć nadal wyższe niż średnia dla Unia Europejska – występują w pozostałych usługach (160,7), obsłudze rynku nieruchomości (162,9), budownictwie (162,2) oraz górnictwie (147,8).

Polska pozostaje przy tym w ścisłej czołówce krajów UE pod względem poziomu indeksu kosztów zatrudnienia – ustępuje jedynie takim krajom jak Rumunia (172,7), Litwa (176,7), Węgry (180,0) czy Bułgaria (191,1). Jednocześnie koszty pracy nad Wisłą są wyraźnie wyższe niż w wielu krajach Europy Zachodniej – dla porównania we Włoszech wskaźnik wynosi 110,7, we Francji – 115,2, w Danii – 116,6, w Finlandii – 117,6, w Hiszpanii – 118,6, a na Malcie – 119,2. Rosnące koszty oraz niewielki wzrost liczby przepracowanych godzin sprawiają, że firmy szukają nowych sposobów organizacji pracy.

Dane GUS pokazują, że mamy do czynienia z trwałą zmianą warunków prowadzenia biznesu – w IV kwartale 2025 r. koszty pracy na godzinę przepracowaną były już o 70,6% wyższe niż w 2020 r., przy jednocześnie niemal niezmienionej liczbie przepracowanych godzin. To oznacza, że firmy nie mogą już budować przewagi na prostym zwiększaniu zatrudnienia, tylko na jego elastycznym zarządzaniu. Dlatego modele mieszane – które jeszcze niedawno były traktowane jako rozwiązania testowe – przestają być alternatywą, a stają się koniecznością. Pozwalają utrzymać stabilność operacyjną, a jednocześnie szybko reagować na zmienność popytu – mówi Iwona Wieczyńska, dyrektor regionu w Grupie Progres.

Szczególnie widoczne jest to w sektorach produkcyjnych, logistyce, FMCG, czy handlu, gdzie sezonowość i zmienność zamówień wymagają szybkiego dostosowywania skali zatrudnienia i móc zrealizować każde z założonych zadań.

Praca na „żądanie”

Model hybrydowy, określany często jako system „dwóch biegów”, polega na łączeniu stałych zespołów z pracownikami tymczasowymi, którzy mogą być angażowani dokładnie wtedy, gdy są potrzebni. W praktyce coraz częściej oznacza to strukturę, w której ok. 70% zespołu stanowi stabilna grupa pracowników, a 30% to elastyczna pula dostępna „na wezwanie” – obejmująca m.in. studentów, osoby łączące różne aktywności zawodowe czy pracowników powracających na rynek pracy. Takie podejście pozwala nie tylko ograniczać przestoje, ale także lepiej zarządzać kosztami i nadgodzinami.

Skala efektów pokazuje, jak bardzo taki model zmienia funkcjonowanie organizacji. W jednym z realizowanych przez nas projektów udało się obsadzić 2 384 dodatkowe, nieplanowane dniówki, co przełożyło się na 19 072 roboczogodziny pracy wykonanej dokładnie wtedy, gdy była potrzebna – podkreśla Iwona Wieczyńska. – Kluczowe jest planowanie oparte na danych – dzięki temu czas reakcji na zmiany można skrócić nawet do 53 minut, co pozwala uzupełniać braki kadrowe jeszcze w trakcie tej samej zmiany dodaje.

Praca do wykonania „na już”

Nie brakuje też ofert tego typu. Jak wynika z analiz Grupy Progres, obecnie ponad 36% ogłoszeń rekrutacyjnych dotyczy pracy tymczasowej, zleceń czy umów o dzieło. Zainteresowanie takimi formami zatrudnienia również rośnie – szczególnie w okresach sezonowych – w 2025 r. zwiększyło się o ok. 25–30% w porównaniu do 2024 r. Coraz większą część rynku stanowią też oferty pracy „od zaraz” – odpowiadają już za ok. 34% ogłoszeń, co pokazuje, że decyzje kadrowe zapadają dziś w godzinach, nie tygodniach.

Spór o oprogramowanie robotów trafia do sądu. Teradyne Robotics wygrywa pierwszy etap sporu z Elite Robots

Jak podała firma Teradyne Robotics A/S, spółka zależna Teradyne, Inc. (NASDAQ: TER), w lutym 2026 r. skierowała ona do sądu w Niemczech pozew przeciwko niemieckiemu oddziałowi Elite Robots, Elite Robots Deutschland GmbH, dotyczący domniemanego naruszenia praw autorskich do oprogramowania Universal Robots. Z przekazanych przez spółkę informacji wynika, że Sąd Okręgowy w Hamburgu wydał w tej sprawie wstępny zakaz sądowy wobec Elite Robots Deutschland GmbH.

Według komunikatu Teradyne Robotics, postanowienie sądu przewiduje ze skutkiem natychmiastowym zakaz oferowania lub dystrybucji na terenie Niemiec oprogramowania wskazanego jako naruszające prawo oraz produktów zawierających takie oprogramowanie — do czasu odwołania tego środka. Jak podaje spółka, Elite Robots Deutschland GmbH ma również obowiązek przedstawienia informacji dotyczących zarzucanych naruszeń oraz ujawnienia danych o klientach, których zaopatrywała.

Teradyne Robotics zapowiedziała ponadto, że może podejmować dalsze kroki prawne wobec dystrybutorów i partnerów Elite Robots, którzy — według stanowiska spółki — nadal będą oferować oprogramowanie objęte zarzutami.

„Firma Teradyne Robotics będzie zdecydowanie dawać odpór konkurencji kopiującej sprzęt lub oprogramowanie jej autorstwa, dlatego oczywiście jesteśmy zadowoleni z tego orzeczenia” – powiedział Jean-Pierre Hathout, prezes Teradyne Robotics Group. „Uważamy, że mamy niepodważalne dowody na naruszenie praw autorskich i chociaż to orzeczenie sądu nie jest prawomocne, to wyraźnie wskazuje, że mamy bardzo mocną argumentację”.

Jean-Pierre Hathout dodał: „Automatyzacja i innowacje są krytyczne dla naszej przyszłości w przemyśle. Nie będziemy pozostawać bierni wobec nielegalnego kopiowania przez innych naszych zastrzeżonych technologii. To nie tylko godzi w nasze prace badawcze i innowacyjność, ale także podważa zaufanie klientów. Teradyne Robotics będzie z pełnym zaangażowaniem chronić swoją własność intelektualną i zapewniać klientom z branży automatyki dostęp do bezpiecznych, innowacyjnych i wysokiej jakości rozwiązań, na które zasługują”.

Na moment publikacji nie przedstawiono stanowiska Elite Robots Deutschland GmbH w tej sprawie.

Sprawdzona agencja pracy tymczasowej – jakie kryteria wziąć pod uwagę przy wyborze?

Wybór agencji pracy tymczasowej to decyzja, która wpływa na ciągłość produkcji, tempo rekrutacji, bezpieczeństwo formalne i wizerunek pracodawcy. Jeśli partner działa sprawnie, kadry pracują jak dobrze naoliwiony mechanizm. Gdy zawodzi, pojawiają się opóźnienia, rotacja i kosztowne nerwy. Na co więc patrzeć, by nie kupować obietnic, tylko realną jakość?

Dlaczego sama liczba kandydatów nie wystarcza?

Dobra agencja nie ogranicza się do przesyłania CV. Powinna rozumieć biznes, tempo operacyjne firmy i specyfikę stanowisk, od produkcji po role eksperckie. To szczególnie ważne przy rekrutacji specjalistów, gdzie liczy się nie tylko doświadczenie, lecz także dopasowanie kompetencji, gotowość do rozwoju i kultura pracy.

Równie istotna jest perspektywa kandydata. Kandydaci oczekują dziś sprawnej komunikacji, szybkiego feedbacku i jasnych zasad. Pracodawcy z kolei skupiają się na jakości dopasowania i stabilności zatrudnienia. Te dwa światy czasem mijają się. Właśnie dlatego profesjonalne agencje pracy usprawniają zarządzanie kadrami: porządkują proces, skracają czas rekrutacji i zmniejszają ryzyko błędnych decyzji.

Najważniejsze kryteria wyboru agencji pracy tymczasowej

Najlepiej oceniać agencję jak partnera operacyjnego, a nie “pośrednika od pracowników”. W praktyce warto sprawdzić kilka obszarów.

  • Zasięg i obecność w całej Polsce: szeroka sieć oddziałów oznacza szybszy dostęp do kandydatów, lepszą znajomość lokalnych rynków i większą elastyczność przy nagłych wzrostach zapotrzebowania.

  • Doświadczenie i staż na rynku: firma obecna od wielu lat zwykle ma sprawdzone procedury, zaplecze rekrutacyjne i odporność na rynkowe zawirowania.

  • Kapitał i płynność finansowa: własne finansowanie oraz stabilna sytuacja finansowa dają realną gwarancję wypłacalności, terminowych wynagrodzeń i bezpiecznej obsługi projektów.

  • Specjalizacja w branżach: agencja, która zna logistykę, produkcję, handel, sektor biurowy czy techniczny, szybciej znajduje właściwe osoby i lepiej ocenia ich kompetencje.

  • Doświadczeni konsultanci: liczy się nie tylko marka, ale też ludzie prowadzący procesy, ich znajomość rynku, prawa pracy i praktyki zatrudniania.

  • Znana marka: rozpoznawalność buduje zaufanie kandydatów i klientów, a to przekłada się na skuteczność rekrutacji.

Warto dodać jeszcze jeden filtr: zakres wsparcia. Coraz częściej dobre agencje pomagają nie tylko rekrutować, ale także planować rozwój kompetencji, wdrażać pracowników, koordynować dokumentację i odciążać działy personalne w codziennej pracy.

Jak rozpoznać partnera, który rozumie zmiany rynku?

Rynek pracy zmienia się szybciej niż kilka lat temu. Dotyczy to zarówno kompetencji, jak i samych grup kandydatów. W materiale Grupy Progres o kobietach przejmujących „męskie zawody” podkreślono, że granice między branżami „kobiecymi” i „męskimi” wyraźnie się zacierają, a wg danych europejskich kobiety stanowią około 41% specjalistów i naukowców w obszarach technicznych i badawczych. To ważny sygnał: agencja nie może działać według starych schematów, jeśli chce skutecznie docierać do talentów.

Co to oznacza w praktyce? Partner rekrutacyjny powinien umieć szukać kandydatów szerzej, bez stereotypów, i wspierać firmy w rozwoju kompetencji, a nie tylko w zapełnianiu wakatów. Dziś przewagę budują organizacje, które uczą się szybciej niż konkurencja.

Nie można też pomijać kwestii formalnych. Legalizacja pobytu i pracy cudzoziemców w Polsce już teraz wymaga dużej uważności, a od 5 marca 2026 część uproszczeń wynikających ze specustawy ukraińskiej wygaśnie. To oznacza powrót do bardziej formalnych procedur. Agencja, która zna ten obszar, pomaga uniknąć kar, przestojów i ograniczeń w zatrudnianiu. Właśnie tutaj widać różnicę między dostawcą CV a partnerem HR.

Czy Grupa Progres spełnia te warunki?

Na tle tych kryteriów Grupa Progres jest realnym partnerem dla przedsiębiorców. Działa w modelu pracy tymczasowej i stałej, wspiera organizacje w całej Polsce i podkreśla elastyczne podejście do specyfiki branż. To ważne, bo inne potrzeby ma zakład produkcyjny, inne centrum logistyczne, a jeszcze inne firma szukająca specjalistów.

Znaczenie ma też skala i dojrzałość operacyjna. Marka obecna na rynku od wielu lat buduje procedury, relacje i bazę kandydatów, których nie da się stworzyć z dnia na dzień. Jeśli do tego dochodzi doświadczenie konsultantów, wsparcie w legalizacji zatrudnienia cudzoziemców oraz znajomość zmieniających się trendów, firma zyskuje nie tylko rekrutację, ale także porządek w procesach kadrowych.

Kryterium

Dlaczego jest ważne

Grupa Progres

Zasięg w całej Polsce

Ułatwia szybkie rekrutacje i obsługę wielu lokalizacji

Spełnia – działa ogólnopolsko (ponad 20 oddziałów)

Doświadczenie na rynku

Zwiększa przewidywalność i jakość procesów

Spełnia – marka obecna od 2002 roku

Kapitał i płynność finansowa

Daje bezpieczeństwo terminowych wynagrodzeń

Spełnia – stabilne zaplecze biznesowe (w 100% polski kapitał)

Specjalizacja branżowa

Poprawia trafność doboru kandydatów

Spełnia – obsługuje różne sektory rynku

Doświadczeni konsultanci

Skracają proces i lepiej oceniają kompetencje

Spełnia – oferuje eksperckie wsparcie HR

Znana marka

Buduje zaufanie kandydatów i pracodawców

Spełnia – marka rozpoznawalna na rynku

Jeśli szukasz agencji, która patrzy szerzej niż na sam wakat, właśnie takie kryteria warto wziąć pod uwagę. Bo dobra współpraca z agencją nie kończy się na zatrudnieniu jednej osoby. Ona porządkuje kadry, wzmacnia procesy i daje firmie oddech wtedy, gdy rynek przyspiesza.

Inwestorzy nie wierzą w rozejm. Ropa i dolar reagują na niepewność

W nocy prezydent USA ogłosił rozejm na czas negocjacji. Rynki zareagowały jednak pewnym zwątpieniem, bo wygląda na to, że jest to jednostronne porozumienie, a przynajmniej Iran go nie potwierdził. Nawet po tej deklaracji inwestorzy nadal traktują sytuację jako bardziej ryzykowną.

Co z rozejmem?

Dzisiaj w nocy miał zakończyć się rozejm pomiędzy Iranem a USA. Jednak jak zwraca uwagę wielu analityków, nie bardzo było co kończyć, bo tego porozumienia już dawno nie było. Przepustowość Cieśniny Ormuz jest czysto symboliczna – przekracza ją zaledwie kilka pojedynczych statków dziennie. Z jednej strony Iran strzela do jednostek przechodzących bez zgody. Wczoraj doszło do kolejnego takiego incydentu, co prawdopodobnie znów odbije się na kosztach ubezpieczeń i wstrzyma żeglugę. Z drugiej strony siły USA nadal zatrzymują statki przekraczające blokadę. Warto zauważyć, że Amerykanie nie kontynuują obecnie ataków rakietowych na terytorium Iranu. Dzisiaj w nocy pojawił się jednak post informujący o przedłużeniu zawieszenia broni. Tym razem ma ono obowiązywać bezterminowo, na czas negocjacji.

Jak reaguje ropa?

Inwestorzy nie przyjmują tej sytuacji tak spokojnie, jak wcześniej. W wyniku zwiększonych napięć i oczekiwania na post prezydenta USA w swoich social mediach – które są obecnie prawdopodobnie jego głównym kanałem komunikacji – ropa drożała. Do momentu „wyjaśnienia sytuacji” cena baryłki Brent skoczyła w górę 6 USD. Po samej decyzji spadła, ale zaledwie o 3 USD. Jesteśmy zatem obecnie w okolicach 98 USD za baryłkę, a nie 95 USD jak wcześniej. Wczoraj kończyły się obecne kontrakty na ropę w USA i otwierały nowe. To wydarzenie, mimo pewnych wątpliwości inwestorów, nie wpłynęło na rynki. Utrzymuje się jednak olbrzymia przecena WTI względem Brent, będącej globalnym punktem odniesienia. Trzeba jednak pamiętać, że wzrost cen w USA jest bardziej dotkliwy, bo cena paliwa przez mniejsze podatki jest dużo bardziej zależna od kosztu surowca. W rezultacie procentowy wzrost cen paliw jest w USA wyższy niż w Polsce i byłby, nawet gdyby nie czasowa obniżka VAT w Polsce.

Co na to waluty?

Napięcia było widać również na rynku walutowym. Wieczorem kurs dolara umacniał się względem euro. Powodem były oczywiście oczekiwania eskalacji obecnej sytuacji. Podobnie jak w przypadku ropy jednak doszło do korekty i do dzisiejszego rana około połowa tego ruchu została zanegowana. Analogicznie reagował polski złoty i inne waluty naszego regionu. Najpierw, wraz ze wzrostem napięć, inwestorzy wycofywali się z tej części świata. Potem kapitał wracał, ale nie w takiej skali, by waluty wracały dokładnie do punktu wyjścia. Kurs euro najpierw z poziomu 4,23 skoczył 1,5 grosza w górę, ale wrócił już tylko 1 grosz. Zmiany widać również na rynku obligacji. Wraz z wycofywaniem się inwestorów rosły rentowności polskich obligacji. Sprzedawali oni bowiem polskie obligacje.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na decyzję Banku Turcji o 13:00 w sprawie stóp procentowych.

Surfaktanty jako wsparcie inhibitorów korozji – jak działają w instalacjach grzewczych i przemysłowych?

Zastanawiasz się, jak nowoczesne dodatki chemiczne mogą przekształcić Twoje procesy przemysłowe i zrewolucjonizować instalacje grzewcze? Surfaktanty, znane również jako substancje powierzchniowo czynne, są kluczem do poprawy efektywności i trwałości tych systemów. Ale co to naprawdę oznacza dla przedsiębiorców i jak można wykorzystać te związki w praktyce?

Czym są surfaktanty?

Substancje powierzchniowo czynne, popularnie nazywane surfaktantami, to związki chemiczne, które zmieniają właściwości powierzchniowe cieczy. Ich unikalna struktura pozwala na redukcję napięcia powierzchniowego, co prowadzi do lepszego rozprowadzenia i penetracji w różnych materiałach. Dlaczego jest to ważne? Ponieważ takie właściwości umożliwiają tworzenie stabilnych emulsji i zawiesin, co jest kluczowe w wielu procesach przemysłowych. Surfaktanty mogą być także niezwykle efektywne w czyszczeniu i usuwaniu zanieczyszczeń z powierzchni, co dodatkowo zwiększa ich wszechstronność.

Wpływ na parametry użytkowe

Surfaktanty, dzięki swoim właściwościom, znacząco wpływają na:

  • Trwałość produktów: poprzez stabilizację emulsji i zawiesin, co przekłada się na dłuższą żywotność produktów. Dzięki temu produkty nie tylko zachowują swoje właściwości przez dłuższy czas, ale również są bardziej odporne na wpływ czynników zewnętrznych.

  • Efektywność działania: poprzez optymalizację procesów mieszaninowych i lepsze rozprowadzenie składników aktywnych. Oznacza to, że mniej surowców jest marnowanych, a czas i koszty produkcji mogą być znacznie zredukowane.

  • Stabilność: zapobiegają rozwarstwianiu się mieszanin, co jest kluczowe w utrzymaniu jednolitości produktów. Stabilność jest kluczowa w przemyśle kosmetycznym i farmaceutycznym, gdzie jednolitość produktu jest niezbędna do zapewnienia jego skuteczności i bezpieczeństwa.

Surfaktanty w instalacjach grzewczych i przemysłowych

W kontekście instalacji grzewczych i przemysłowych, surfaktanty odgrywają rolę nieocenionego wsparcia dla inhibitorów korozji. Korozja jest bowiem jednym z największych zagrożeń dla trwałości i efektywności systemów przemysłowych. Surfaktanty pomagają w jej redukcji, tworząc na powierzchni metalowej ochronną warstwę, która zapobiega działaniu czynników korozyjnych. Dodatkowo, ich zdolność do tworzenia stabilnych filmów na powierzchniach metalowych może również chronić przed innymi procesami degradacyjnymi.

Przedsiębiorcy mogą skorzystać z następujących praktycznych korzyści:

  • Ochrona przed korozją: zmniejszenie kosztów związanych z naprawami i wymianą uszkodzonych elementów. Dzięki temu możliwe jest ograniczenie przestojów w produkcji, co w dłuższej perspektywie przekłada się na większe zyski dla przedsiębiorstwa.

  • Zwiększona efektywność energetyczna: lepsze przewodzenie ciepła dzięki czystszym i mniej korozyjnym powierzchniom. To oznacza mniejsze koszty związane z ogrzewaniem i chłodzeniem, co jest szczególnie ważne w obliczu rosnących cen energii.

  • Oszczędności finansowe: dłuższa żywotność instalacji oznacza mniejsze wydatki na konserwację i wymianę. W praktyce oznacza to również mniejsze obciążenie dla środowiska, co jest istotnym czynnikiem w dzisiejszym, coraz bardziej zrównoważonym świecie.

GEMSUR – nowoczesne rozwiązanie dla przemysłu

Wśród dostępnych na rynku surfaktantów, GEMSUR wyróżnia się jako surfaktant najnowszej generacji. Należący do elitarnej grupy Gemini surfaktantów, GEMSUR (https://gemsur.com/) charakteryzuje się wyjątkową strukturą – dwoma łańcuchami dodecylowymi połączonymi mostkiem heksametylenowym. Taka konfiguracja zapewnia mu multifunkcjonalną aktywność, co oznacza doskonałe właściwości emulgujące, solubilizujące, dyspergujące, antykorozyjne i przeciwdrobnoustrojowe. To sprawia, że GEMSUR jest niezwykle wszechstronny i może być stosowany w szerokim zakresie aplikacji przemysłowych.

Unikalne właściwości GEMSURU

GEMSUR wyróżnia się na tle innych surfaktantów dzięki:

  • Efektywności działania: jego skuteczność w porównaniu z tradycyjnymi monomerycznymi surfaktantami jest kilkadziesiąt razy wyższa. To sprawia, że nawet niewielkie ilości tego surfaktantu mogą znacząco poprawić właściwości procesów przemysłowych.

  • Niskim krytycznym stężeniu micelizacji: co pozwala na tworzenie miceli nawet w bardzo niskich stężeniach. Dzięki temu możliwe jest osiągnięcie pożądanych efektów przy minimalnym zużyciu surowca, co jest korzystne zarówno z ekonomicznego, jak i ekologicznego punktu widzenia.

  • Dyspergującej mocy: umożliwiającej otrzymywanie nanocząstek metali i poprawę parametrów reologicznych cieczy niewodnych. To otwiera nowe możliwości w dziedzinach takich jak nanotechnologia czy produkcja nowoczesnych materiałów kompozytowych.

Dzięki takim właściwościom, GEMSUR znajduje zastosowanie w różnorodnych branżach, od przemysłu chemicznego po farmaceutyczny. Jego zdolność do tworzenia stabilnych emulsji i mikrokapsułek czyni go niezastąpionym narzędziem w nowoczesnych procesach produkcyjnych. W przemyśle kosmetycznym i spożywczym, gdzie kluczowe jest uzyskanie trwałych i jednorodnych produktów, GEMSUR może zapewnić przewagę konkurencyjną.

Jak surfaktanty mogą zmienić Twoją firmę?

Jeśli prowadzisz firmę w sektorze przemysłowym lub zarządzasz instalacjami grzewczymi, surfaktanty mogą stać się Twoim cennym sojusznikiem. Dzięki nim możliwe jest nie tylko zwiększenie efektywności operacyjnej, ale także obniżenie kosztów eksploatacyjnych. Inwestycja w nowoczesne technologie, takie jak GEMSUR, może przynieść realne korzyści finansowe i operacyjne, dając Twojej firmie przewagę konkurencyjną na rynku.

Zastosowanie surfaktantów w przemysłowej rzeczywistości to krok ku bardziej zrównoważonej i efektywnej przyszłości. Dlaczego więc nie skorzystać z tej możliwości już dziś? Przemysł, który inwestuje w nowoczesne rozwiązania, jest przemysłem przyszłości. Dzięki surfaktantom Twoja firma może stać się liderem innowacji, przekształcając wyzwania w nowe możliwości rozwoju i sukcesu na globalnym rynku.

Budownictwo mieszkaniowe w Polsce: marzec odbił, ale kwartał wypadł słabiej

Z najnowszych wstępnych danych GUS wynika, że w okresie styczeń–marzec oddano do użytkowania 45,2 tys. mieszkań, czyli o 1,4 proc. mniej niż rok wcześniej.

Największy udział w rynku nadal mają deweloperzy i inwestorzy indywidualni. Deweloperzy przekazali do użytkowania 26,1 tys. mieszkań, co oznacza spadek o 5,9 proc. rok do roku. Odmienna sytuacja panowała w budownictwie indywidualnym, gdzie oddano 17,9 tys. lokali, czyli o 6 proc. więcej niż przed rokiem. Łącznie te dwie formy odpowiadały za 97,2 proc. wszystkich mieszkań oddanych do użytkowania.

Mimo spadku liczby ukończonych inwestycji wzrosła łączna powierzchnia użytkowa nowo oddanych mieszkań. Wyniosła ona 4,2 mln m², czyli o 1,1 proc. więcej niż rok wcześniej. Przeciętna powierzchnia jednego nowego mieszkania osiągnęła 93,1 m².

Najmocniejszym pozytywnym sygnałem z rynku pozostają pozwolenia na budowę. W pierwszych trzech miesiącach roku wydano je dla 67,5 tys. mieszkań, co oznacza wzrost o 7,4 proc. w skali roku. W segmencie deweloperskim liczba ta wyniosła 45,9 tys., co oznacza wzrost o 10,7 proc., natomiast w budownictwie indywidualnym sięgnęła 20,6 tys., rosnąc o 13 proc. rok do roku. To może sugerować, że inwestorzy nadal przygotowują się do realizacji nowych projektów, mimo słabszego tempa rozpoczynania budów.

Słabiej wypadły natomiast dane dotyczące inwestycji faktycznie uruchamianych. W okresie styczeń–marzec rozpoczęto budowę 49,4 tys. mieszkań, czyli o 11,4 proc. mniej niż przed rokiem. Deweloperzy zaczęli budowę 30,9 tys. lokali, co oznacza spadek o 15,5 proc., a inwestorzy indywidualni 16,8 tys., o 6,3 proc. mniej niż rok wcześniej.

Na koniec marca w budowie pozostawało 842,9 tys. mieszkań, czyli o 0,2 proc. mniej niż rok wcześniej. Oznacza to, że portfel projektów będących w realizacji pozostaje bardzo duży, choć nieznacznie się skurczył.

Same dane marcowe były jednak wyraźnie lepsze niż lutowe. W porównaniu z poprzednim miesiącem liczba mieszkań, na których budowę wydano pozwolenia, wzrosła o 20,1 proc., liczba rozpoczętych budów o 62,4 proc., a liczba mieszkań oddanych do użytkowania o 8,9 proc. To pokazuje, że po słabszym początku roku marzec przyniósł wyraźne odbicie aktywności.

Największa aktywność mieszkaniowa utrzymała się w województwie mazowieckim, gdzie w pierwszym kwartale oddano do użytkowania 9,1 tys. mieszkań, wydano pozwolenia dla 11,4 tys. i rozpoczęto budowę 9,1 tys. lokali. W czołówce znalazły się też województwa śląskie oraz małopolskie. W Małopolsce oddano do użytkowania 4,8 tys. mieszkań, wydano pozwolenia na 5,6 tys., a rozpoczęto budowę 5,3 tys. lokali.

Źródło danych GUS.

ASML, TSMC i Amazon pokazują, gdzie dziś naprawdę zarabia się na AI

  • Inwestycja Amazona w Anthropic pokazuje, że finansowanie AI coraz bardziej koncentruje się na chipach, chmurze i energii, a nie wyłącznie na oprogramowaniu.
  • Wyniki ASML i TSMC sugerują, że rozbudowa infrastruktury AI trwa w najlepsze, a ograniczona podaż mocy produkcyjnych nadal daje przewagę cenową.
  • Nvidia pozostaje kluczowym graczem, ale rozwój chipów projektowanych na zamówienie oraz długoterminowych kontraktów sprawia, że strategia „sprzedawców kilofów i łopat” staje się coraz bardziej wyspecjalizowana.

Chatbot pisze wiersze, odpowiada na maile i zbiera wszystkie pochwały, ale – jak zauważa Ruben Dalfovo, Strateg Inwestycyjny w Saxo Bank – rachunek trafia gdzie indziej, co najlepiej pokazuje rozszerzone partnerstwo Amazona z Anthropic.

20 kwietnia 2026 r. Amazon ogłosił inwestycję do 25 mld USD, podczas gdy Anthropic zobowiązał się przeznaczyć ponad 100 mld USD w ciągu najbliższej dekady na technologie Amazon Web Services. Zdaniem Saxo nie jest to klasyczna runda finansowania, lecz w praktyce długoterminowa umowa infrastrukturalna. Kluczowe są bowiem szczegóły: Anthropic zabezpiecza do 5 gigawatów mocy obliczeniowej chipów Trainium, rozwija inferencję w Azji i Europie oraz pogłębia wykorzystanie chmury Amazona, który jednocześnie wskazuje, że ponad 100 tys. klientów korzysta już z modeli Claude w AWS. Działania te coraz bardziej przypominają pozyskanie dużego klienta przemysłowego na dekadę.

W tym ujęciu oprogramowanie pozostaje istotne, ale przy rosnącej skali popytu decydują podmioty kontrolujące ograniczone zasoby: moc obliczeniową, zaawansowane chipy, sieci, chłodzenie i centra danych. „Chatbot przyciąga użytkownika, ale to infrastruktura generuje przychody” – podkreśla Dalfovo. Potwierdzają to także sygnały z rynku: ASML podniosło prognozy na 2026 r., a TSMC wskazało na wysokie nakłady inwestycyjne, co – w jego ocenie – pokazuje sektor w fazie intensywnej rozbudowy, a nie spowolnienia.

AI coraz bardziej przypomina inwestycję infrastrukturalną z wąskimi gardłami i ograniczeniami podaży, gdzie mniej widoczna warstwa, fabryki, odlewnie półprzewodników czy centra danych, zyskuje na znaczeniu. Nvidia pozostaje centralnym punktem ekosystemu, ale rynek przesuwa się w stronę inferencji, co zwiększa znaczenie efektywności kosztowej i otwiera przestrzeń dla alternatyw, takich jak TPU Google’a czy chipy Trainium Amazona.

Jednocześnie, jak wskazuje Dalfovo, rynek odchodzi od prostego modelu „sprzedawców kilofów i łopat”. Broadcom rozwija dedykowane chipy dla Google’a do 2031 r., a współpraca z Anthropic obejmuje dostęp do mocy obliczeniowej na poziomie 3,5 gigawata od 2027 r. To oznacza większą specjalizację, dłuższe kontrakty i rosnące znaczenie integracji sprzętu, oprogramowania i chmury. W efekcie AI nadal wygląda jak technologia na ekranie, ale pod spodem coraz bardziej funkcjonuje jak przemysł ciężki, gdzie kluczowa jest kontrola infrastruktury i jej długoterminowe wykorzystanie.

W miarę jak AI przesuwa się z warstwy aplikacyjnej w stronę infrastruktury, rośnie znaczenie tego, jak różne segmenty tego ekosystemu reagują na zmiany cyklu inwestycyjnego. Skupienie na jednym ogniwie łańcucha wartości zwiększa wrażliwość na wahania popytu i dostępności mocy obliczeniowych. Dywersyfikacja pozwala lepiej odzwierciedlić złożoność tego rynku, w którym infrastruktura, technologie i usługi podlegają różnym dynamikom – mówi Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku.

Czy Warsh nada ton rynkom? W tle Iran i mocne dane z Polski

Zegar tyka, termin ultimatum nieubłaganie się zbliża, a nie wiadomo, czy w ogóle ma kto rozmawiać. Mniej więcej w ten sposób można opisać aktualny obraz irańsko-amerykańskich negocjacji. Na tym spokojnym tle dziś swoje kroki na Kapitol skieruje kandydat na szefa Fed. Kevin Warsh wreszcie po raz pierwszy od ogłoszenia nominacji publicznie zabierze głos, a w tym czasie pytań do niego nazbierało się całkiem sporo. Dzisiejszy pakiet danych makro z Polski wskazuje na utrzymującą się dobrą kondycję rodzimej gospodarki.

Czy leci z nami pilot?

Donald Trump rzuca kolejnymi groźbami, JD Vance ma być w samolocie do Pakistanu, a zaraz potem dostajemy dementi tych doniesień. Irańczycy raz mówią, że nie będą negocjować pod presją (mając na myśli głównie amerykański atak na statek pod perską banderą), a za chwilę są pozytywnie nastawieni do rozmów. Pakistan (gospodarz negocjacji) utrzymuje, że jest momentum dla rokowań, które mogłyby się zacząć jutro. Niestety wciąż nie wiadomo, kto weźmie w nich udział, a szczególnie niepewna jest perspektywa jakiegokolwiek zbliżenia stanowisk obu stron. Przy coraz bliższym terminie wygaśnięcia zawieszenia broni sytuacja staje się jeszcze bardziej napięta i nie pozwala inwestorom na określenie wyraźnego kierunku handlu.

W ten sposób forex jest blisko wczorajszych poziomów, kurs EUR/USD dryfuje w pobliżu 1,176 USD, kurs euro balansuje na 4,23 zł, kurs dolara utrzymuje się poniżej 3,60 zł, kurs franka sięga 4,61 zł, a kurs funta to 4,86 zł.

Czy Warsh przepłynie przez cieśninę?

W tych okolicznościach niełatwe zadanie Kevina Warsha na Kapitolu staje się jeszcze trudniejsze. Z pewnością senatorowie spytają kandydata na szefa Fed o jego pogląd na wpływ bliskowschodniego konfliktu na amerykańską gospodarkę, ale to może się okazać tak naprawdę jednym z łatwiejszych fragmentów przesłuchania. O wiele więcej uwagi mogą przyciągnąć odpowiedzi Warsha na pytania o niezależność banku centralnego, szczególnie w obliczu zarzutów o niegospodarność wciąż ciążących na obecnym przewodniczącym Rezerwy Jeromie Powellu. Spotkanie w Senacie waży tym więcej, że Warsh nie zabierał publicznie głosu od czasu ogłoszenia nominacji, więc dopiero teraz rynki będą miały okazję poznać aktualne poglądy kandydata. Tym bardziej że w przeszłości (kiedy był gubernatorem Fed) kojarzono go z jastrzębim skrzydłem w Komitecie, a w ostatnich latach pokładał dużą wiarę w rewolucję AI jako remedium na wyzwania, z którymi mierzy się USA. Czy z Kapitolu popłyną dziś impulsy, które nadadzą kierunek wtorkowemu handlowi?

Płace wyżej, produkcja mocniej

W całym geopolitycznym zgiełku nie można zapominać o polskich danych makro. W marcu przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wyniosło 9652,19 PLN, czyli wzrosło o 6,6% rdr. Po dwóch miesiącach stabilizacji na poziomie +6,1%, tym razem wzrost płac przebił prognozy. Jednak w ujęciu realnym (czyli po odjęciu inflacji) zwyżka była najsłabsza od roku. Nieprzerwanie od końca 2023 roku spada zatrudnienie, w marcu 9 tys. mniej etatów przełożyło się na spadek zatrudnienia o 0,9% rdr, czyli minimalnie przebiło prognozy. W poprzednim miesiącu znowu zaskoczyła produkcja przemysłowa, tym razem pozytywnie. Zamiast oczekiwanego w ujęciu rocznym wzrostu o 4,2%, polski przemysł wręcz wybuchł, wykazując +9,4%. Analitycy wskazują, że może to być związane z odbiciem po zimowym zastoju (mroźna i długa zima miała się przełożyć na utrudnienia), ale może to też być oznaka realnego wpływu na gospodarkę coraz szerszego strumienia unijnych pieniędzy, także tych związanych z obronnością. Takie dane to dobra informacja dla naszego rynku, który ma razie zdaje się pozostawać całkiem odporny na bliskowschodnie impulsy. Chociaż możliwe też, że szokowe skoki cen surowców nie miały jeszcze przełożenia na marcową produkcję. W normalnych okolicznościach powyższy pakiet publikacji mógłby rozgrzać dyskusję o poziomie stóp procentowych w Polsce. Jednak wzrok decydentów monetarnych do czasu normalizacji sytuacji w rejonie Zatoki Perskiej będzie skierowany właśnie tam.

Zmiana na czele Millennium TFI. Zbigniew Jakubowski nowym prezesem

21 kwietnia 2026 r. Rada Nadzorcza Millennium TFI powołała Zbigniewa Jakubowskiego na stanowisko Prezesa Zarządu Millennium TFI. Dotychczasowy Prezes Robert Borecki po 25 latach prowadzenia spółki pozostaje w Zarządzie i będzie wspierał nowego Prezesa w dalszym rozwoju firmy.

Rada Nadzorcza Millennium TFI z dniem 21 kwietnia 2026 roku powołała Zbigniewa Jakubowskiego na stanowisko Prezesa Zarządu Millennium TFI.

Zbigniew Jakubowski od 2024 r. był Wiceprezesem Zarządu Quercus TFI odpowiedzialnym za Departament Inwestycyjny. W latach 2019-2023 pełnił funkcję członka Komitetu Wykonawczego spółek Asset Management Grupy Generali w regionie CEE. Od kwietnia 2022 do lipca 2023 zajmował stanowisko Prezesa Zarządu GI TFI CIO/CEO. Od stycznia 2000 był Wiceprezesem Zarządu Korona TFI, od kwietnia Prezesem Zarządu CIO/CEO. Po fuzji z Union Investment TFI Wiceprezes Zarządu, w latach 2001-2022 odpowiedzialny był za Pion Zarządzania Aktywami (po sprzedaży TFI do Grupy Generali, zmiana nazwy na Generali Investments TFI).

W latach 1998- 1999 zarządzał, a następnie był CIO w BWE Asset Management, a w latach 1997-98 w DM BIG-BG (obecnie Biuro Maklerskie Banku Millennium), gdzie zarządzał portfelami klientów indywidualnych, a od 1996 do 1997 portfelem banku w Departamencie Transakcji Rynku Kapitałowego Banku Gdańskiego. W 1995 r. pracował w Sopockim Domu Maklerskim jako makler, następnie w Banku Komunalnym jako analityk. Zbigniew Jakubowski jest absolwentem dwóch kierunków: Przetwarzanie Danych i Rachunkowość oraz Ekonomiki Produkcji Uniwersytetu Gdańskiego. Posiada licencję Doradcy Inwestycyjnego, CFA in ESG investing oraz maklera papierów wartościowych.

– W imieniu Rady Nadzorczej gratuluję Zbigniewowi Jakubowskiemu powołania na stanowisko Prezesa Zarządu Millennium TFI i życzę mu pomyślnej kontynuacji dotychczasowego rozwoju spółki oraz sukcesów w umacnianiu pozycji Towarzystwa na rynku, z korzyścią dla naszych klientów i akcjonariuszy. Pragnę także serdecznie podziękować Prezesowi Robertowi Boreckiemu za jego wieloletnią pracę i wyjątkowy wkład w rozwój Towarzystwa. Pod jego kierownictwem Millennium TFI odnotowało znaczący wzrost wartości aktywów w zarządzaniu oraz liczby klientów, a także zbudowało szeroką i konkurencyjną ofertę produktową, obejmującą m.in. fundusze indeksowe oraz rozwiązania emerytalne. Prezes Borecki konsekwentnie dbał o najwyższe standardy ładu korporacyjnego i skuteczne zarządzanie ryzykiem. W połączeniu z wysokimi standardami pracy Towarzystwa znajdowało to odzwierciedlenie w bardzo dobrych ocenach nadzorczych. Cieszę się, że Robert pozostanie w Zarządzie Towarzystwa i nadal będzie służył swoim doświadczeniem oraz wiedzą w jego dalszym rozwoju. – podsumował Adam Berent, Przewodniczący Rady Nadzorczej Millennium TFI.

Prezes Robert Borecki kierował Millennium TFI od samego początku, czyli od momentu uzyskania licencji KNF w 2001 r. Millennium TFI pod jego kierownictwem rozpoczęło działalność od zaoferowania klientom w roku 2002 pierwszych trzech standardowych funduszy otwartych inwestujących na polskim rynku akcji i długu. Z czasem oferta była sukcesywnie uzupełniana o nowe zróżnicowane strategie, w tym aktywnie inwestując na rynkach zagranicznych.

Po 25 latach systematycznego budowania zaufania klientów, a także rozwijania oferty, dziś, kiedy przekazuje stery zarządzania w ręce nowego prezesa, Millennium TFI zarządza aktywami w wysokości ponad 11 mld zł, ulokowanymi przez przeszło 200 tysięcy klientów w 26 subfunduszach o różnorodnych strategiach inwestycyjnych, w tym we wprowadzonych ostatnio do oferty funduszach indeksowych.

Robert Borecki od sierpnia 2001 r. pełnił funkcję Prezesa Zarządu Millennium TFI. Od 1997 do kwietnia 2002 r. był członkiem zarządu Domu Maklerskiego BIG-BG S.A. odpowiedzialnym m.in. za usługi brokerskie dla klientów instytucjonalnych oraz zarządzanie aktywami. W latach 1995-2000 pełnił funkcję wiceprezesa BIG Finance Sp. z o.o., podmiotu specjalizującego się w świadczeniu usług corporate finance. Od 1995 związany był z Grupą BIG Banku Gdańskiego (obecnie Grupa Banku Millennium), a od 1990 roku pracował w instytucjach doradczych i finansowych. W okresie tym realizował lub bezpośrednio kierował realizacją licznych projektów restrukturyzacyjnych, prywatyzacyjnych, fuzji i przejęć oraz związanych z pozyskiwaniem kapitału na rynku publicznym i niepublicznym.

– W imieniu Grupy Banku Millennium chciałbym podziękować Prezesowi Robertowi Boreckiemu za 25 lat zaangażowania i wkład w rozwój Spółki Millennium TFI, który stanowi solidny fundament jej dalszego wzrostu. Jednocześnie pragnę pogratulować nowemu Prezesowi Zbigniewowi Jakubowskiemu i życzę wielu sukcesów oraz wytrwałości w realizacji Strategii Grupy „Wartość i Wzrost’28”. Jestem przekonany, że Millennium TFI wkracza w fazę dalszego dynamicznego rozwoju. – mówi Antonio Pinto Junior, Członek Zarządu Banku Millennium.

Digital Network z dynamicznym otwarciem roku. Synergie po przejęciu przekładają się na skokowy wzrost przychodów

Spektakularny wzrost przychodów i szybka materializacja synergii – tak można podsumować pierwszy kwartał 2026 r. w Digital Network. Grupa zwiększyła sprzedaż o 179 proc. rok do roku, osiągając 42,9 mln zł, co stanowi wyraźny sygnał, że integracja po przejęciu Braughman Group Media Outdoor przebiega sprawnie i zaczyna przynosić wymierne efekty.

Kluczowym wnioskiem po pierwszych miesiącach roku jest potwierdzenie, że synergie sprzedażowe nie tylko się pojawiły, ale zostały szybko wykorzystane. Już od 1 stycznia spółka wdrożyła połączoną ofertę handlową oraz nową strategię sprzedażową, co – jak pokazują wyniki – przełożyło się na dynamiczny wzrost przychodów.

– „Pierwszy kwartał był dla nas kluczowym momentem weryfikacji przyjętej strategii. Wyniki potwierdzają, że integracja przebiega zgodnie z planem i generuje konkretne efekty sprzedażowe, których skala jest wyższa niż pierwotnie zakładaliśmy” – podkreśla Agnieszka Godlewska. – „Zintegrowana oferta oraz uporządkowana polityka cenowa wyraźnie zwiększyły naszą efektywność. Widzimy bardzo dobrą reakcję klientów na szeroki, spójny produkt” – dodaje.Digital Network z dynamicznym otwarciem roku

Zintegrowana oferta napędza sprzedaż

Od początku roku Digital Network oferuje pełne portfolio nośników przejętej spółki, łącząc tradycyjne formaty OOH z cyfrową siecią DOOH. Powstała w ten sposób oferta Premium, skierowana przede wszystkim do klientów prowadzących długoterminowe kampanie wizerunkowe.

Ujednolicenie modelu sprzedaży oraz spójna polityka cenowa pozwoliły znacząco zwiększyć efektywność komercjalizacji powierzchni reklamowych. W efekcie 179-proc. wzrost przychodów nie jest wyłącznie rezultatem większej skali działalności, ale także dowodem sprawnie przeprowadzonej integracji i skutecznego wdrożenia wspólnej oferty.

Akwizycja zwiększyła potencjał niemal trzykrotnie

Przejęcie Braughman Group znacząco zmieniło pozycję rynkową Digital Network. Jak wskazuje zarząd, potencjał sprzedażowy grupy wzrósł blisko trzykrotnie, co już znajduje odzwierciedlenie w wynikach.

– „Dynamika pierwszego kwartału potwierdza blisko 3-krotny wyższy niż do tej pory potencjał sprzedażowy Digital Network, osiągnięty dzięki akwizycji. To dobra zapowiedź na 2026 rok. Koncentrujemy się na dalszym wykorzystaniu synergii oraz inwestycjach w rozwój sieci i technologii” – zaznacza Agnieszka Godlewska.

Silny początek roku ma szczególne znaczenie w kontekście sezonowości rynku reklamy, gdzie tradycyjnie najmocniejsze okresy przypadają na drugi i czwarty kwartał. Wyniki za pierwszy kwartał tworzą więc solidną bazę pod dalsze wzrosty.

Ekspansja sieci i nowe lokalizacje

Równolegle do integracji spółka intensywnie rozwija infrastrukturę reklamową. Jednym z najnowszych projektów jest wielkoformatowy ekran DOOH w Rzeszowie – Super Screen o powierzchni 123 m², zlokalizowany na fasadzie centrum handlowego Millenium Hall.

Rozbudowa obejmuje również największe miasta, takie jak Warszawa, Wrocław i Poznań, a także segment indoor i semi-outdoor. W 2026 r. oferta została rozszerzona m.in. o 45 lokalizacji w biurowcach, 24 ekrany w centrum LIM, nośniki na Dworcu Warszawa Wschodnia oraz w ciągach komunikacyjnych przy Złotych Tarasach.

Spółka rozwija także sieci partnerskie – uruchomiono ponad 230 ekranów w punktach InMedio i kawiarniach Costa Coffee, a w ramach współpracy z siecią BP instalowanych jest 27 nośników City Screen na stacjach paliw w całej Polsce.

– „Wchodzimy w miejsca codziennego kontaktu konsumenta z marką – stacje paliw, dworce, centra handlowe w całej Polsce, poszerzając naszą obecność o nowe miasta. To przestrzenie o dużym potencjale dla nowoczesnych formatów DOOH” – wskazuje prezes spółki.

Mocne fundamenty po 2025 roku

Już wyniki za 2025 r. zapowiadały przyspieszenie. Skonsolidowane przychody Digital Network wzrosły o 51 proc. r/r do 112,9 mln zł, mimo że uwzględniały jedynie dwumiesięczny wkład przejętej spółki, która samodzielnie wygenerowała blisko 130 mln zł przychodów.

Grupa odnotowała również wzrosty na poziomie rentowności: zysk operacyjny wyniósł 50,5 mln zł (+59 proc.), EBITDA 66,9 mln zł (+53 proc.), a zysk netto 40,1 mln zł (+42 proc.). Zysk przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej sięgnął 37,6 mln zł, rosnąc o 50 proc. Wyniki te przekładają się na wzrost wartości spółki, której walory – w ciągu ostatnich 5 lat – zyskały ponad 2.500 proc.wyniki

Wejście na wyższy poziom

Przejęcie Braughman Group Media Outdoor okazało się przełomowym krokiem strategicznym, który przyspieszył rozwój Digital Network o kilka lat. Spółka działa dziś w większej skali, dysponuje szerszym portfolio i większą siłą negocjacyjną.

Efekty widać nie tylko w wynikach finansowych, ale również w zdolności do szybszego reagowania na zmiany rynkowe oraz rosnącą rolę cyfrowych formatów reklamy zewnętrznej. Grupa zapowiada dalszą ekspansję i inwestycje technologiczne, które mają podtrzymać wysoką dynamikę wzrostu.

Pierwszy kwartał 2026 r. wyraźnie pokazuje, że synergie sprzedażowe po akwizycji nie są jedynie założeniem strategicznym, lecz realnym motorem wzrostu – a sprawnie wdrożona, połączona oferta już przekłada się na wyniki

Henkel Polska ma nowego CFO. Marco van de Beek w zarządzie spółki

Firma Henkel Polska powołała nowego członka zarządu i dyrektora ds. finansów. Stanowisko z początkiem kwietnia tego roku objął Marco van de Beek, który z Henklem związany jest od 14 lat. Nowy dyrektor będzie odpowiadał za strategię finansową krajów wchodzących w Nort East Cluster: Polskę, Estonię, Litwę, Łotwę i Kazachstan.

W nowej roli Marco van de Beek będzie zarządzał procesami finansowymi, zapewniając stabilność i efektywność operacyjną w Polsce oraz w całym regionie Europy Północno-Wschodniej. Do jego zadań należy między innymi sprawozdawczość finansowa zgodnie z lokalnymi i międzynarodowymi standardami rachunkowości, sprawozdawczość podatkowa, kontroling działalności gospodarczej firmy i wsparcie decyzji biznesowych.

Dołączenie do polskiego zespołu to dla mnie kolejne, ekscytujące wyzwanie. Chcę wykorzystać swoje doświadczenie, aby wzmocnić zarządzanie finansami i wesprzeć firmę w realizacji rentownego, zrównoważonego wzrostu, zgodnego ze strategią Purposeful Growth. Skupię się na identyfikacji najważniejszych obszarów rozwoju, poprawie marż oraz sprawniejszej realizacji celów w całym regionie – mówi Marco van de Beek.

Nowy członek zarządu związany jest z firmą Henkel od czternastu lat – pierwsze doświadczenie zdobywał już jako stażysta, co pozwoliło mu poznać organizację od podstaw. Po ukończeniu studiów i krótkiej przerwie na pracę w sektorze bankowym w Niderlandach (ABN AMRO, Kempen & Co), w 2012 powrócił do Henkla, by objąć stanowisko Treasury Managera w centrali w Düsseldorfie. Przez ponad dekadę dynamicznie rozwijał swoją karierę w międzynarodowych strukturach firmy, zdobywając szerokie doświadczenie menedżerskie. Odpowiadał m.in za controlling i rozwój biznesu dla marek z portfolio Consumer Brands w regionie Ameryki Łacińskiej, pracując w Meksyku. Bezpośrednio przed objęciem obecnego stanowiska, pełnił w Hamburgu funkcję Head of Controlling Global Professional w dziale Henkel Consumer Brands Professional.

Marco van de Beek posiada bogate wykształcenie z zakresu ekonomii, biznesu i zarządzania, zdobyte na prestiżowych uczelniach, takich jak Uniwersytet Oksfordzki, University College Dublin i Copenhagen Business School. Swoją edukację menedżerską poszerzał w ramach międzynarodowego programu CEMS (Global Alliance in Management Education), zrzeszającego 26 szkół z 4 kontynentów. Posiada również prestiżowy tytuł Chartered Financial Analyst (CFA). Marco van de Beek urodził się w Holandii. Lubi pływanie i nurkowanie oraz piesze wędrówki z żoną.

Konsorcjum banków udzieliło 255 mln euro finansowania Grupie Selena

Wraz z konsorcjum czterech innych banków, Credit Agricole udzielił finansowania w łącznej wysokości 255 mln euro Grupie Selena.

Finansowanie obejmuje część krótkoterminową w kwocie 100 milionów euro, która będzie przeznaczona na finansowanie bieżących potrzeb Grupy Selena (umowa zawarta na okres 3 lat z opcją przedłużenia na okres kolejnych trzech lat). Drugą częścią finansowania jest pożyczka długoterminowa w kwocie 155 milionów euro z przeznaczeniem na potencjalne akwizycje, inwestycje oraz refinansowanie obecnych kredytów nieodnawialnych (umowa zawarta na okres sześciu lat).

Oprocentowanie kredytu zostało ustalone w oparciu o stawkę bazową Euribor 3M / Euribor 1M, powiększoną o marżę uzależnioną od poziomu wskaźnika finansowego: dług netto/EBITDA. Udział w finansowaniu Credit Agricole Bank Polska wynosi 15,7 proc., co przekłada się na kwotę 40 mln euro.

Polska z wyższymi płacami, ale słabszym zatrudnieniem. Niepewność wokół Fed rośnie

Wynagrodzenia w przedsiębiorstwach dalej rosną. W tym tempie w ciągu roku średnia krajowa przekroczy okrągłą barierę 10 000 zł. W przyszłym tygodniu ostatnie posiedzenie z Jerome’em Powellem, ale sam proces wyłaniania następcy napotyka problemy. Inflacja w Kanadzie nie rośnie tak mocno, jak się obawiano.

Płace w Polsce

Dzisiaj poznaliśmy dane na temat rynku pracy, a przede wszystkim wynagrodzeń w Polsce. Co prawda dotyczą one tylko firm, które zatrudniają powyżej 9 pracowników, ale nadal jest to najlepszy dostępny wskaźnik. Średnia krajowa wyniosła w marcu 9652,19 zł. Jest to wynik o 6,6% wyższy od oczekiwań, podczas gdy spodziewano się wzrostu o 6,1%, czyli stawki nieznacznie przekraczającej 9600 zł. Oprócz tego, że statystycznie zarabia się w Polsce lepiej, pojawia się też druga ważna wiadomość. Zatrudnienie w tych przedsiębiorstwach w tym samym czasie niestety spadło o 0,9%. Trzeba pamiętać, że dane te dotyczą niecałego 60% pracowników. W rezultacie wcale nie musi to oznaczać wzrostu bezrobocia o tę samą wartość. Część z tych osób mogła bowiem trafić do mniejszych firm lub przejść na to, co określa się jako „elastyczne formy zatrudnienia”.

Ostatnia decyzja tego FED w przyszłym tygodniu

Wojna w Zatoce Perskiej trwa w najlepsze, a w przyszłym tygodniu czeka nas ostatnie posiedzenie FED z Jerome’em Powellem jako przewodniczącym. Wydaje się jednak, że nie należy na nim spodziewać się już żadnych decyzji. Rynki też tak uważają. Wczoraj miało miejsce przesłuchanie Kevina Warsha. Coś, co miało być formalnością, okazuje się jednak problemem. Z jednej strony wypomina mu się rolę w kryzysie z 2008 roku. Z drugiej – pojawiają się pytania o olbrzymi majątek i potencjalny konflikt interesów. Do tego dochodzą zarzuty dotyczące mniejszej samodzielności. Sam wskazał jeszcze na konieczność obniżek stóp, argumentując, że rozwój AI zwiększy produktywność. W rezultacie, pomimo niższych stóp, nie zobaczymy zwiększonej inflacji. Pojawia się zatem ryzyko, że do 15 maja, czyli końca kadencji, nie będziemy mieli następcy. Wówczas Jerome musiałby pozostać dłużej na stanowisku. Rynki na razie przyjmują to spokojnie. Im dalej do nominacji Warsha, tym mniej ryzyk.

Kanada bez większego wpływu wojny

Wczoraj poznaliśmy dane na temat wzrostu cen w Kanadzie. Wskaźnik nie rośnie tam tak szybko, jak obawiali się analitycy, ale jednak. Warto zwrócić uwagę, że inflacja konsumencka wynosi tam 2,4%. To wynik bardzo bliski celu inflacyjnego. W tym samym czasie inflacja bazowa – czyli z wykluczeniem cen najbardziej zmiennych, żywności i energii – rosła o 2,5%. Należy jednak pamiętać, że główna stopa procentowa w Kanadzie wynosi zaledwie 2,25%. Oznacza to, że jeżeli sytuacja będzie dalej eskalować, Bank Kanady może znaleźć się pod dużą presją podnoszenia stóp procentowych, by przeciwdziałać większemu wzrostowi cen. Skoro rozważane są podwyżki, nie powinno dziwić, że wczoraj byliśmy świadkami umocnienia dolara kanadyjskiego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Auto marzeń? Prawie połowa Polaków nie potrafi wskazać żadnego

0

Choć Polacy najczęściej wskazują Audi jako wymarzoną markę auta, aż 48% badanych nie potrafi wskazać samochodu marzeń. To może oznaczać, że dla wielu kierowców samochód przestaje być symbolem aspiracji, a coraz częściej staje się po prostu narzędziem, które ma być oszczędne, wygodne i tanie w utrzymaniu. W tym samym badaniu przyznają m.in., że najbardziej brakuje im w ich pojazdach niższego spalania (19%) i większej mocy silnika (16%).

Między marzeniem a rozsądkiem

Najwięcej respondentów wskazało Audi (8%) jako markę, o której marzy najbardziej. Na kolejnych miejscach znalazły się Toyota (5,6%), BMW (5,1%) i Mercedes (4,7%). Dalej uplasowały się Volvo (2,5%), Volkswagen i Kia (po 1,9%), Porsche (1,7%) oraz Ford (1,6%).Wymarzone marki aut

Choć w rankingu dominują marki premium i dobrze rozpoznawalne brandy motoryzacyjne, odpowiedzi badanych pokazują, że marzenia kierowców nie zawsze idą dziś w parze z jednoznacznymi aspiracjami. Prawie co drugi ankietowany przyznał, że nie wie, jakim autem chciałby jeździć. To jeden z najbardziej wyrazistych wyników badania.

Wśród osób wskazujących konkretne modele widać zarówno fascynację segmentem premium, jak i przywiązanie do bardziej praktycznych wyborów. W przypadku BMW najczęściej pojawiały się modele X5, M4, Seria 3 i E39. Osoby marzące o Audi wymieniały m.in. A4, Q3, R8, A6 i Q5, a sympatycy Mercedesa najczęściej wskazywali Klasę G, Klasę S i Klasę C. Z kolei w przypadku Toyoty respondenci częściej wymieniali modele postrzegane jako bardziej dostępne i użyteczne na co dzień — Yarisa, Corollę i C-HR. Wśród fanów Forda pojawiały się zarówno Focus, jak i Mustang, a osoby marzące o Porsche najczęściej wskazywały 911 oraz Cayenne.

Czego brakuje Polakom w obecnych autach?

Badanie pokazuje też, że znacznie łatwiej niż wymarzone auto wskazać to, czego brakuje w obecnym samochodzie. Najczęściej wymienianą potrzebą jest niższe spalanie i większa oszczędność — tak odpowiedziało 19% badanych. Na kolejnych miejscach znalazły się większa moc silnika i lepsza dynamika jazdy (16%), wyższy komfort podróżowania, np. lepsze zawieszenie i wyciszenie (15%), a także napęd 4×4 (15%).Czego Polakom brakuje w ich autach

14% respondentów chciałoby mieć automatyczną skrzynię biegów, a tyle samo wskazuje na potrzebę niższych kosztów utrzymania auta, takich jak serwis, ubezpieczenie czy części. 12% badanych deklaruje z kolei, że w ich samochodzie brakuje większego bagażnika. Respondenci mogli wskazać więcej niż jedną odpowiedź. Jednocześnie 15% z nich zadeklarowało, że obecnie nie posiada samochodu.

Ile kosztuje OC dla wymarzonych marek?

Rankomat.pl sprawdził również medianę najtańszych ofert OC dla najczęściej wskazywanych marek. Najwyższą odnotowano dla BMW – 779 zł. Wysoko znalazły się także Porsche (739 zł), Audi (726 zł) i Mercedes-Benz (725 zł). Nieco niższe mediany dotyczą Volvo (704 zł), Toyoty (688 zł), Forda (682 zł) oraz Volkswagena (677 zł). Najniższą medianę w zestawieniu odnotowano dla Kii – 629 zł.Cena OC wymarzonych marek samochodów Polaków

Wysokość składki OC zależy nie tylko od marki samochodu, ale również od modelu, pojemności silnika, wieku kierowcy, miejsca zamieszkania czy historii szkodowości. Marki premium, takie jak BMW, Porsche czy Mercedes, często wiążą się z wyższymi składkami, co wynika m.in. z większej mocy pojazdów i możliwości bardziej dynamicznej jazdy. Różnice między markami w analizowanym zestawieniu sięgają około 150 zł, co pokazuje, że wybór auta może mieć realny wpływ na budżet kierowcy – mówi Aleksandra Wilczyńska, Head of Auto w Rankomat.pl.

Metodologia: badanie metodą CAWI na zlecenie Rankomat.pl, przeprowadzone w marcu 2026 roku na reprezentatywnej grupie 810 osób w wieku 18–65 lat.

Technologiczni giganci odrabiają straty, ale entuzjazm inwestorów słabnie

Spółki technologiczne z grupy Magnificent 7 odrobiły ostatnie straty. Od dołka z 27 marca indeks tej grupy zyskał niemal 19 proc., odrabiając wcześniejszy 17 proc. spadek od październikowego szczytu. Tyle że tym razem odbicie nie przyszło w spokojnym otoczeniu. Rynek żyje jednocześnie doniesieniami wokół Iranu, zmianą warty w Apple i nowym etapem wyścigu AI wokół Amazona. Według badania eToro Puls Inwestora Indywidualnego polscy inwestorzy przestali patrzeć na Magnificent 7 jak na niemal automatyczny sposób na pobicie rynku.

Obecnie indeks spółek z grupy Magnificent 7 jest już powyżej poziomu sprzed wcześniejszych spadków, choć skala odbicia jest bardzo różna. Najmocniej od dołka 27 marca wzrósł Amazon, o 22 proc. Potem są Alphabet z wynikiem 16 proc., Nvidia z 14 proc., Meta z 13 proc. i Microsoft z 12 proc. Apple odzyskał 7 proc., a Tesla tylko 2 proc. To ważna różnica, bo pokazuje, że Mag 7 nadal rosną jako grupa, to pozostają silnie zróżnicowane. Jeszcze lepiej widać to w wynikach od początku roku. Na plusie są Amazon, Alphabet, Nvidia, Meta i Apple, ale Microsoft jest ponad 11 proc. pod kreską, a Tesla 10 proc. na minusie.

Jeszcze wczoraj rynek próbował grać pod dobre wiadomości wokół wojny z Iranem. Krótkie ponowne otwarcie Cieśniny Ormuz dodało paliwa rajdowi akcji z zeszłego tygodnia, ale gdy szlak znowu został zamknięty, w poniedziałek sytuacja uległa pogorszeniu. To dobrze pokazuje klimat obecnego odbicia. Inwestorzy kupują pozytywne nagłówki, ale jednocześnie coraz częściej słychać ostrzeżenia, że rynek może pozostawać zbyt optymistyczny co do przyszłości.

Dziś dochodzą do tego bardzo konkretne historie w samych spółkach. Apple poinformowało, że Tim Cook ustąpi z funkcji prezesa, a 1 września stery przejmie John Ternus. To nie dzieje się w próżni, bo akcje Apple są około 38 proc. wyżej niż rok temu. Przy takiej skali wzrostu każda zmiana na szczycie będzie stanowiła także test dla obecnej wyceny. Drugi ważny temat dotyczy Amazona. Akcje spółki zyskały około 3 proc. w handlu pozasesyjnym, po informacji, że firma postanowiła zainwestować w Anthropic nawet do 25 mld dolarów więcej, by rozwijać infrastrukturę AI.

Wall Street zakłada, że wyniki finansowe uzasadniają obecny optymizm, bo zyski Magnificent 7 mają wzrosnąć w tym roku o 19 proc., wobec przewidywanego 17 proc. wzrostu całego S&P 500. Problem polega na tym, że jednocześnie dziś wygasa zawieszenie broni, a analitycy ostrzegają, że nadmierna pewność siebie może skończyć się bolesnym cofnięciem w stylu tej z 2022 roku. Rynek pozostaje też mocno skoncentrowany. Ponad połowa ostatniego wzrostu S&P 500 pochodzi od zaledwie siedmiu firm: Nvidii, Amazona, Microsoftu, Alphabetu, Mety i Apple’a oraz Broadcomu, który nie należy do Mag 7.

Na tym tle szczególnie ciekawie wyglądają nastroje polskich inwestorów indywidualnych. Według badania eToro Puls Inwestora Indywidualnego, w IV kwartale 2025 wiara w to, że Magnificent 7 pobiją szeroki rynek, była bardzo mocna. Aż 54 proc. respondentów liczyło na przewagę tej grupy spółek nad rynkiem, z czego 14 proc. oczekiwało przewagi wyraźnej, a 40 proc. niewielkiej.

Początek 2026 roku przyniósł jednak wyraźne ochłodzenie nastrojów. W I kwartale 2026 łączny odsetek optymistów spadł do 43 proc. Równocześnie 34 proc. badanych uznało, że Magnificent 7 zachowają się zgodnie z rynkiem, a 14 proc. zaczęło oczekiwać wyniku gorszego niż S&P 500. Po raz pierwszy większa stała się grupa tych, którzy nie oczekują pobicia rynku, niż tych, którzy nadal w to wierzą. Tych pierwszych jest łącznie 48 proc., tych drugich 43 proc. To pokazuje, że Mag 7 nie przestały być atrakcyjne, ale przestały być w oczach wielu inwestorów oczywistym źródłem przewagi nad indeksem.

Najmocniej w Magnificent 7 nadal wierzy pokolenie Z. Wśród inwestorów w wieku 18–27 lat 48 proc. liczy na pobicie rynku, a 16 proc. zakłada nawet wyraźną przewagę. Millenialsi wyglądają na najbardziej neutralnych, bo 40 proc. z nich uważa, że Magnificent 7 zachowają się po prostu zgodnie z rynkiem. Pokolenie X pozostaje ostrożne, a boomersi są najbardziej sceptyczni, bo choć 43 proc. z nich nadal oczekuje wyniku lepszego niż rynek, to aż 20 proc. zakłada wynik słabszy od szerokiego S&P500.

I chyba właśnie to jest dziś najciekawsze w całej historii Magnificent 7. Kursy odrobiły straty od marcowego dołka, Wall Street znowu liczy na ponadprzeciętny wzrost zysków, a kilka największych spółek nadal trzyma na barkach sporą część rynku. Tyle że zniknęła dawna bezwarunkowa wiara w spółki technologiczne i AI. Widać, że polscy inwestorzy, stali się bardziej ostrożni i zdecydowanie bardziej selektywni w swoich wyborach. Tym bardziej że sytuacja geopolityczna cały czas pozostaje daleka od uspokojenia.

Barometr rynku pracy: pracodawcy hamują rekrutacje. Rośnie ostrożność i skala planowanych cięć

Firmy planują zatrudnienie ostrożniej i mniej optymistycznie niż przed rokiem. Zwiększenie etatów w najbliższym kwartale zapowiada 13,7% przedsiębiorstw, natomiast redukcję 9,8% z nich, wynika z „Barometru Rynku Pracy 2026” Gi Group Holding. Jednocześnie prawie połowa organizacji wskazuje na trudności w rekrutacji co najmniej jednej grupy pracowników.

Nowe etaty głównie w handlu i usługach, cięcia w sektorze publicznym

Firmy podchodzą do planowania zatrudnienia jeszcze ostrożniej niż przed rokiem. Zwiększenie etatów w najbliższym kwartale zapowiada 13,7% przedsiębiorstw, podczas gdy rok wcześniej było to 16,7%, wynika z ,,Barometru Rynku Pracy 2026” Gi Group Holding. Jednocześnie aż dwukrotnie wzrósł odsetek przewidujących redukcje – z 4,9% rok temu do 9,8%. To najwyższy wynik od 2017 roku. Podobnie jak w poprzednich latach najczęściej wskazywanym scenariuszem pozostaje utrzymanie obecnego poziomu zatrudnienia, na co wskazuje 72,2% przedsiębiorstw, choć i tu widać lekki spadek rok do roku.Plany zatrudnienia w najbliższym kwartale Barometr Rynku Pracy

Firmy podejmują decyzje kadrowe z jeszcze większą ostrożnością, koncentrując się na efektywności operacyjnej, optymalizacji kosztów oraz zapewnieniu ciągłości działania. Rzadziej planują rozbudowę zespołów, częściej dopuszczają redukcje lub zamrożenia rekrutacji. W praktyce oznacza to skupienie na kluczowych stanowiskach, zmiany w organizacji pracy i częstsze niż dotychczas przesunięcia wewnętrzne – komentuje Marcos Segador Arrebola, Dyrektor Zarządzający Gi Group Holding.

Najczęściej zwiększenie zatrudnienia planują podmioty z branży handlu (19%) i usług (15%), podczas gdy w produkcji jest to zdecydowanie mniej – 11%. W tym sektorze dominuje stabilizacja – 78% przedsiębiorstw chce utrzymać obecny poziom kadr, przy czym relatywnie duży odsetek firm chce zrealizować te plany poprzez aktywne rekrutacje. Może to świadczyć o wyższej rotacji pracowników i konieczności bieżącego uzupełniania braków kadrowych. Na tym tle wyróżnia się sektor publiczny: zwiększenie zatrudnienia planuje tam zaledwie 7% organizacji, natomiast 13% mówi o cięciach.

Największą gotowość do zwiększenia zatrudnienia deklarują firmy średnie i duże – odpowiednio 14% i 16%. W obu przypadkach oznacza to jednak spadek względem ubiegłego roku, gdy takie plany wskazywało 20% średnich i 19% dużych organizacji. Mniejsze firmy stawiają natomiast na utrzymanie obecnego stanu zatrudnienia i ostrożniej podchodzą do nowych rekrutacji.Zmiany zatrudnienia na przestrzeni lat Barometr Rynku Pracy

Kogo chcą zatrudniać firmy?

Firmy, które planują zwiększenie zatrudnienia, będą koncentrować się przede wszystkim na pozyskiwaniu pracowników średniego (57,8%) oraz niższego szczebla (44,8%). Na uwagę zwraca wysoki wzrost zainteresowania rekrutacją kadry zarządzającej – takie plany ma ponad 16% przedsiębiorstw, podczas gdy rok temu było to 11,8%, dwa lata temu 7%.Plany zatrudnienia w najbliższym kwartale_Pracownicy_Barometr Rynku Pracy

Ostatnie lata przynoszą wyraźną zmianę w strukturze rekrutacji. Najczęściej poszukiwani nie są już pracownicy niższego szczebla, ale średniego, co może świadczyć o wpływie automatyzacji na procesy operacyjne oraz rosnącym znaczeniu kompetencji specjalistycznych i koordynacyjnych. Równie istotny jest znaczący wzrost zapotrzebowania na kadrę wyższego szczebla. To przesunięcie w stronę ról o większym wpływie na strategię, rozwój firm i wyniki pokazuje, że firmy coraz silniej dostrzegają rolę funkcji zarządczych jako ważny czynnik efektywności – komentuje Paweł Prociak, Dyrektor Zarządzający Wyser Executive Search.Plany zatrudnienia na przestrzeni lat_Pracownicy_Barometr Rynku Pracy

Jak wynika z „Barometru Rynku Pracy 2026” Gi Group Holding, pracowników średniego szczebla będą poszukiwać przede wszystkim firmy małe (65%) i średnie (60%), głównie z sektora usług oraz transportu i logistyki (po 64%). Z kolei na stanowiska niższego szczebla planują zatrudniać duże podmioty (58%), głównie z sektora publicznego (53%) oraz transportu i logistyki (50%). Kadry zarządzającej najczęściej zamierzają poszukiwać średnie (17%) i małe firmy (16%), a w ujęciu branżowym – handel (24%) oraz transport i logistyka (19%).

Wraz z wdrażaniem nowych technologii zmienia się profil kompetencyjny pracowników, a na znaczeniu zyskuje umiejętność łączenia kompetencji cyfrowych z myśleniem analitycznym i biznesowym. Firmy coraz częściej poszukują osób, które potrafią pracować z danymi, szybko uczą się nowych narzędzi i sprawnie wykorzystują technologię do usprawniania procesów. Równolegle rośnie znaczenie kompetencji miękkich, takich jak elastyczność, komunikatywność czy samodzielność oraz chęć rozwijania się – wyjaśnia Ewa Michalska, Dyrektor Operacyjna Grafton Recruitment.Plany zatrudnienia w najbliższym kwartale_Branża_Barometr Rynku Pracy

O kandydata wciąż niełatwo

Choć gotowość firm do zwiększania zatrudnienia pozostaje ograniczona, 45,7% firm przyznaje, że w ostatnich miesiącach miało trudności z rekrutacją co najmniej jednej grupy pracowników. To pokazuje, że problemy z pozyskaniem kandydatów nadal dotyczą istotnej części rynku, choć ich skala jest nieco mniejsza niż rok wcześniej.Trudności rekrutacyjne_Barometr Rynku Pracy

Najczęściej pracodawcy wskazują na trudności w pozyskiwaniu wykwalifikowanej kadry wyższego szczebla (aż 14,3%), nieco rzadziej problem dotyczy pracowników niższego szczebla oraz rekrutacji na wszystkie poziomy stanowisk (w obu przypadkach ponad 12% wskazań). Co dziesiąta firma ma trudności ze znalezieniem pracowników średniego szczebla.

Z wyzwaniami rekrutacyjnymi mierzą się głównie firmy średniej wielkości, działające w handlu. Małe firmy relatywnie częściej wskazują na problemy z pozyskaniem kadry wyższego szczebla, natomiast duże organizacje – pracowników niższego szczebla.

Najczęściej wskazywanym powodem trudności są zbyt wygórowane oczekiwania finansowe kandydatów – mówi o nich ponad 50% badanych firm mających problem z pozyskaniem pracowników. Na kolejnych miejscach znalazły się niedopasowane lub niewystarczające kompetencje kandydatów (44,6%), rezygnacje w trakcie procesu rekrutacyjnego (35,2%) oraz brak kandydatów (33,5%).Powody trudności rekrutacyjnych_Barometr Rynku Pracy

Z danych i obserwacji rynku wynika, że trudności związane z presją płacową, niedopasowaniem kompetencji oraz rezygnacją z uczestnictwa w rekrutacji wyraźnie się nasiliły na przestrzeni ostatniego roku. W efekcie proces pozyskiwania pracowników jest bardziej wymagający i mniej przewidywalny niż rok wcześniej – tłumaczy Grzegorz Gojny, Dyrektor Operacyjny Gi Group.

Zbyt wygórowane oczekiwania finansowe kandydatów to wyzwanie dla wszystkich typów firm, niezależnie od ich wielkości, choć nieco częściej sygnalizują ten czynnik duże i średnie przedsiębiorstwa oraz firmy produkcyjne (58%). Podobnie jest z niedopasowaniem kompetencji, z którym mierzą się podmioty różnej wielkości i niemal wszystkich branż. Rzadziej wskazuje go jedynie sektor publiczny (35%). Rezygnacje kandydatów w trakcie procesu rekrutacyjnego w mniejszym stopniu dotyczą dużych firm, częściej mówi o nich branża usługowa oraz transportowo-logistyczna. Z deficytem kandydatów mierzą się głównie średnie podmioty (40%) i sektor publiczny (43%). Niedogodna lokalizacja oraz trudne warunki pracy to częściej problem małych firm, zwłaszcza usługowych i handlowych. Niezadowalający tryb pracy częściej natomiast sygnalizują największe przedsiębiorstwa oraz branża transportowo-logistyczna.

Rekrutacje coraz częściej pełnią funkcję precyzyjnego uzupełniania zasobów kompetencyjnych. W warunkach zmian technologicznych, presji kosztowej i niepewności otoczenia biznesowego rośnie znaczenie strategicznego podejścia do budowania zespołów i inwestycji w rozwój pracowników. Obszary te stają się istotnym czynnikiem konkurencyjności firm – podsumowuje Grzegorz Gojny, Dyrektor Operacyjny Gi Group.

O raporcie:

„Barometr Rynku Pracy 2026” to już 20. edycja raportu przygotowywanego od 2014 roku. Został opracowany przez ekspertów Gi Group Holding na podstawie badań przeprowadzonych przez Agencję Badań Rynku i Opinii SW Research na zlecenie Gi Group Holding. Badanie wśród pracodawców zostało zrealizowane metodą CATI (25.02–09.03.2026 r.), a wśród pracowników metodą CAWI (23.02–03.03.2026 r.).

Czy można ukraść rysy twarzy? Eksperyment ujawnia słabości technologii facial recognition

Dane biometryczne często wydają się skutecznym sposobem weryfikacji tożsamości i ochrony naszych danych. Tymczasem testy przeprowadzone przez Jake’a Moore’a, analityka cyberbezpieczeństwa ESET pokazują, że nasze rysy twarzy – choć unikalne – stają się nowym polem eksploatacji dla cyberprzestępców i wyzwaniem dla ochrony prywatności.

W świecie, w którym twarz służy jako klucz dostępu do smartfona, konta bankowego, a nawet weryfikacja na lotniskach, zaufanie do technologii rozpoznawania wizerunku stało się powszechne. Jednak Moore udowodnił, że tę cyfrową barierę można naruszyć prościej, niż mogłoby się wydawać. Wykorzystując trzy różne scenariusze – od inteligentnych okularów identyfikujących przechodniów, po zaawansowany face swap omijający monitoring – analityk obnażył luki w systemach, które codziennie mają nas chronić przed oszustwami i dbać o nasze bezpieczeństwo.

Inteligentne okulary znów budzą dyskusję o prywatności

W pierwszym eksperymencie Moore skupił się na prywatności w przestrzeni publicznej. Wykorzystując zmodyfikowane inteligentne okulary, przechadzał się wśród nieznajomych, automatycznie przechwytując ich wizerunki. Oprogramowanie w zaledwie kilka sekund dopasowywało twarze przechodniów do publicznie dostępnych danych w internecie. Efekt? W czasie rzeczywistym Moore uzyskiwał imiona, nazwiska oraz profile w mediach społecznościowych przypadkowych osób. Analityk zwraca uwagę na ryzyka, które niesie za sobą ta technologia, zaczynając od naruszenia prywatności, po stalking, aż po wykorzystanie elementów socjotechniki przez przestępców.

Oszukać bank: fikcyjna tożsamość w systemie eKYC

Kolejny eksperyment dotyczył sektora finansowego. Moore rzucił wyzwanie bankowemu systemowi weryfikacji tożsamości (eKYC). Najpierw wykorzystał Photoshopa, aby zmodyfikować zdjęcie, na którym trzymał swój prawdziwy paszport. Zmienił na nim numery oraz datę urodzenia, kreując w ten sposób nową tożsamość. Ponadto za pomocą darmowych narzędzi, stworzył całkowicie fikcyjną twarz wygenerowaną przez sztuczną inteligencję.  System bankowy, zaprojektowany do odróżniania żywego człowieka od statycznego obrazu, uznał wygenerowaną postać za autentyczną. Pozwoliło to na założenie w pełni funkcjonalnego konta na osobę, która w rzeczywistości nie istnieje.

Należy mieć świadomość, że niektóre technologie rozpoznawania twarzy mogą być podatne na manipulacje przy użyciu ogólnodostępnego sprzętu i oprogramowania. Profil tożsamości oparty na biometrii twarzy jest dla oszustów wyjątkowo atrakcyjny. Gdy taki zbiór danych zostanie raz sfałszowany i zaakceptowany przez system, daje przestępcom szerokie pole do nadużyć – zauważa Kamil Sadkowski, analityk cyberbezpieczeństwa ESET.

Face swap na dworcu – Tom Cruise zamiast poszukiwanego?

Ostatni eksperyment został przeprowadzony na zatłoczonej stacji kolejowej w Londynie. Za zgodą operatorów Moore podłączył profesjonalne oprogramowanie biometryczne (takie samo, z którego korzysta brytyjska policja) bezpośrednio do kamer monitoringu. W normalnych warunkach system bezbłędnie wyłapywał go w tłumie, natychmiast powiadamiając ochronę przez radio. Moore postanowił jednak sprawdzić, czy algorytm da się oszukać za pomocą cyfrowej tożsamości.

Zamiast fizycznego przebrania, wykorzystał mechanizm wirtualnej kamery. Przechwycił on sygnał wideo i – zanim dotarł on do systemu rozpoznawania twarzy – za pomocą oprogramowania face swap nałożył w czasie rzeczywistym wizerunek Toma Cruise’a na własną twarz. System w pokoju kontrolnym, analizując zmodyfikowany strumień, „widział” hollywoodzkiego aktora zamiast badacza, przez co nie uruchomił alarmu. Eksperyment Moore’a udowodnił, że do skutecznego oszukania zaawansowanej biometrii wystarczy ogólnodostępne narzędzie i zaledwie jedno statyczne zdjęcie pobrane z sieci.Manipulacja technologią rozpoznawania twarzy

Warto zachować czujność

Choć instytucja bankowa, w której Moore przeprowadził test, została poinformowana o luce i wdrożyła odpowiednie działania, skala problemu pozostaje szeroka. Wdrażanie systemów rozpoznawania twarzy często opiera się na entuzjazmie, który nie zawsze idzie w parze z realną odpornością na manipulacje AI.

– Warto traktować biometrię jedynie jako dodatek, a nie jedyny filar bezpieczeństwa. Kluczowym krokiem jest wdrożenie uwierzytelniania wieloskładnikowego (MFA) wszędzie, gdzie to możliwe. Nawet jeśli technologia rozpoznawania twarzy zostanie zmanipulowana, dodatkowy poziom weryfikacji – taki jak kod z aplikacji autoryzacyjnej – stanowi skuteczną barierę, której samo skopiowanie rysów twarzy nie pozwoli pokonać. Świadomość, że wizerunek może zostać zmanipulowany lub przejęty, jest dziś kluczowym elementem dbania o własne bezpieczeństwo cyfrowe – podkreśla Kamil Sadkowski, ESET.

Sale leaseback w Polsce dojrzewa. 2026 rok może przynieść wyraźne przyspieszenie

W tym roku Polska może stać się jednym z najważniejszych rynków sale leaseback w Europie Środkowo-Wschodniej. Z dużym prawdopodobieństwem można oczekiwać wyraźnie większej obecności inwestorów zagranicznych w polskich transakcjach najmu zwrotnego. Mamy to, czego szukają, tj. relatywnie wyższe stopy kapitalizacji niż w Europie Zachodniej, solidny wzrost gospodarczy, stabilny sektor korporacyjny i profesjonalny rynek nieruchomości. Do tego działają u nas podmioty o międzynarodowym ratingu, prywatne grupy kapitałowe, fundusze private equity i regionalni liderzy w swoich branżach. To otwiera nas na kapitał, który wcześniej był w większym stopniu koncentrowany na rynkach Europy Zachodniej.

Przyszłość najmu zwrotnego w 2026 roku będzie przede wszystkim zależeć od globalnego apetytu na realne aktywa i długoterminowe przepływy pieniężne, wzmocnione przez lokalną stabilność prawną oraz rosnącą dojrzałość polskich przedsiębiorstw. Jeśli te trzy elementy – kapitał globalny, przewidywalność krajowa i strukturalna zmiana gospodarki – zagrają razem, Polska ma realną szansę stać się jednym z najważniejszych rynków sale leaseback w Europie Środkowo-Wschodniej.

Międzynarodowy kapitał już aktywnie inwestuje w Polsce. Nasz rynek łączy cechy, których poszukują dziś inwestorzy – relatywnie wyższe stopy kapitalizacji niż w Europie Zachodniej, solidny wzrost gospodarczy, stabilny sektor korporacyjny i profesjonalny rynek nieruchomości. W 2026 roku można z dużym prawdopodobieństwem oczekiwać wyraźnie większej obecności inwestorów zagranicznych w polskich transakcjach najmu zwrotnego. Będzie to efekt kilku nakładających się trendów globalnych i lokalnych.

Polski rynek jest zdecydowanie bardziej atrakcyjny niż inne dla inwestorów. Decyduje o tym kombinacja czynników strukturalnych. Weszliśmy w ten rok z prognozowanym wzrostem gospodarczym na poziomie ok. 3,5%, podczas gdy średnie jego tempo w strefie euro pozostaje w przedziale 1-1,5%. To bezpośrednio przekłada się na stabilność najemców i przewidywalność przepływów pieniężnych.

Dodatkowo różnica w stopach kapitalizacji pomiędzy Polską a rynkami Europy Zachodniej nadal wynosi średnio 100-200 punktów bazowych, przy porównywalnej jakości aktywów i najemców. W połączeniu z dużym udziałem nieruchomości owner-occupied oraz rosnącą dojrzałością sektora korporacyjnego sprawia to, że Polska oferuje jedną z najbardziej atrakcyjnych relacji ryzyka do zwrotu w regionie.

Dla międzynarodowych funduszy sale leaseback skala ma fundamentalne znaczenie. Inwestorzy coraz częściej oczekują powtarzalności i możliwości budowy większej ekspozycji, nawet jeśli zaczynają od pojedynczych aktywów. Polska jako największy rynek regionu jest dziś w stanie regularnie dostarczać takie wolumeny. Przede wszystkim jednak wyróżnia się strukturą podaży. Na rynku dostępna jest relatywnie duża liczba pojedynczych, funkcjonalnych obiektów – szczególnie w sektorach logistyki, przemysłu, handlu i infrastruktury operacyjnej – użytkowanych przez stabilnych najemców z długim horyzontem działalności.

Jednocześnie Polska pozostaje największym rynkiem nieruchomości komercyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej, zdolnym regularnie obsługiwać transakcje o skali istotnej dla kapitału międzynarodowego. Inwestorzy coraz częściej kupują pojedyncze aktywa, ale w ramach strategii budowy większej ekspozycji sektorowej. Liczy się możliwość realizacji kolejnych transakcji w podobnym standardzie. W tym zakresie Polska oferuje znacznie większą powtarzalność produktu niż inne rynki regionu.

Coraz więcej firm działających w Polsce to podmioty o międzynarodowym ratingu, prywatne grupy kapitałowe czy regionalni liderzy w swoich branżach. Dla zagranicznych inwestorów oznacza to, że mogą kupować nieruchomości nie tylko w atrakcyjnej lokalizacji, ale z najemcą o jakości kredytowej porównywalnej z Europą Zachodnią. To fundamentalnie zmienia percepcję ryzyka i otwiera rynek na kapitał, który wcześniej był zarezerwowany dla Niemiec, Francji czy Skandynawii.

Różnica między 2026 rokiem a wcześniejszymi latami będzie też polegać na tym, że inwestorzy zagraniczni przestaną być w Polsce „gośćmi” szukającymi okazji, a staną się stałymi uczestnikami rynku. Będą budować strategie skoncentrowane na regionie, w tym na Polsce jako rynku bazowym. To oznacza szybsze decyzje inwestycyjne, większą konkurencję o dobre transakcje i bardziej atrakcyjne warunki dla firm sprzedających nieruchomości w formule najmu zwrotnego.

W praktyce 2026 rok może być momentem, w którym polski rynek sale leaseback zostanie na dobre włączony do głównych europejskich portfeli inwestycyjnych. A to zwykle prowadzi do efektu kuli śnieżnej. Im więcej międzynarodowego kapitału już tu działa, tym łatwiej przyciągać kolejnych inwestorów, większe transakcje i nowe sektory. To właśnie dlatego obecność inwestorów zagranicznych w 2026 roku nie tylko wzrośnie, ale ma szansę stać się jednym z głównych motorów rozwoju całego rynku nieruchomości w Polsce.

Jeżeli Polska utrzyma reputację rynku, na którym prawo jest spójne, a umowy najmu i własności są skutecznie egzekwowane, to nawet przy drobnych zmianach fiskalnych atrakcyjność rynku pozostanie wysoka. Najważniejsze zagrożenia mają dziś charakter pozapodatkowy. Po pierwsze, jest to dostępność i koszt finansowania. Mimo oczekiwanej poprawy warunków kredytowych, koszt długu w regionie Europy Środkowo-Wschodniej pozostaje strukturalnie wyższy niż w strefie euro. W praktyce różnice w marżach finansowania mogą sięgać 50-100 punktów bazowych, szczególnie w przypadku aktywów o niższej jakości technicznej lub energetycznej.

Po drugie, rośnie znaczenie kryteriów ESG. Nieruchomości niespełniające standardów efektywności energetycznej coraz częściej spotykają się z wyższym kosztem finansowania lub ograniczonym dostępem do kapitału, co wpływa na wyceny i struktury transakcji. Dodatkowym ryzykiem pozostaje nieprzewidywalność interpretacyjna regulacji. Inwestorzy są wrażliwi nie tyle na same zmiany co na brak stabilności i jasnych zasad ich stosowania.

Wielkie inwestycje potrzebują współpracy. Polski biznes wciąż ma z tym problem

0

Rząd chce, żeby większość z biliona złotych planowanych inwestycji w energetykę, infrastrukturę i zbrojenia trafiło do polskich firm, w tym MŚP. Ale to się nie uda, jeśli przedsiębiorstwa nie zaczną sobie ufać. Przy takiej skali inwestycji kluczem do jej powodzenia jest gotowość do współpracy z nowymi, nieznanymi partnerami – budowania konsorcjów, wchodzenia w długie łańcuchy dostaw, dzielenia ryzyka. Tymczasem 2 edycja raportu Krajowego Rejestru Długów „Kapitał społeczny i zaufanie w polskim biznesie” pokazuje, że poziom zaufania między firmami jest rekordowo niski, a jego deficyt kosztuje gospodarkę 974 mld zł rocznie.

Ponad połowa polskich przedsiębiorców – 54,4 procent – przyznaje, że część transakcji nie dochodzi do skutku nie dlatego, że są nieopłacalne, ale z powodu braku zaufania do potencjalnych kontrahentów. Ich wartość naukowcy z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, którzy opracowali raport na zlecenie Krajowego Rejestru Długów i Rzetelnej Firmy, oszacowali na 974 mld zł. 10 lat temu było to 281 mld zł. W najnowszej edycji 84,8 proc. ankietowanych zgadza się ze stwierdzeniem, że „należy stale uważać, aby nie zostać oszukanym” – o ponad 11 punktów procentowych więcej niż dekadę temu. Blisko połowa firm ogranicza współpracę wyłącznie do grona sprawdzonych kontrahentów, zamykając się na nowych partnerów – choćby lepszych.

– Paradoksalnie odsetek firm rezygnujących z transakcji z powodu nieufności w ostatniej dekadzie spadł – z 47 do 32 procent. Można by to odczytać jako poprawę. Byłby to jednak wniosek błędny. Firmy nie ufają bardziej – nauczyły się lepiej zarządzać nieufnością. Otaczają się procedurami, klauzulami i gwarancjami bankowymi. A straty gospodarcze mimo to urosły niemal czterokrotnie – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Local content wymaga zaufania

Wyniki raportu nabierają szczególnego znaczenia w kontekście rządowych ambicji dotyczących local content. Rząd ogłosił plan wydania biliona złotych na energetykę, infrastrukturę i zbrojenia, chcąc, aby jak największa część tych środków trafiała do polskich firm. Tymczasem raport pokazuje, że 68 proc. przedsiębiorców uważa, iż partnerzy grają fair wyłącznie wtedy, gdy łączy ich wspólnota interesów w danym momencie, a ponad 60 proc. zakłada, że kontrahent skorzysta z luki prawnej w umowie, jeśli nadarzy się okazja. To nie jest fundament pod wieloletnie łańcuchy dostaw.

Szczególnie boleśnie deficyt zaufania uderza w małe i średnie przedsiębiorstwa. Raport opisuje „paradoks uczciwości”: rzetelna firma, która nie zbudowała jeszcze rozpoznawalnej marki ani historii płatniczej, automatycznie ląduje w kategorii podwyższonego ryzyka. 46,2 proc. MŚP doświadczyło sytuacji, w której poproszono je o dodatkowe zabezpieczenia wyłącznie z powodu braku rozpoznawalności – nie z powodu jakichkolwiek sygnałów nierzetelności. Mechanizm selekcji, który miał chronić przed nieuczciwymi, działa przeciwko nowym.

– Local content to pytanie o zdolność polskich firm do rzeczywistego współdziałania: budowania konsorcjów, wchodzenia w długie łańcuchy dostaw, dzielenia ryzyka z nieznanymi dotąd partnerami. A właśnie tu deficyt zaufania boli najbardziej. Firmy nie szukają najlepszego polskiego partnera – szukają znajomego. To bezpośrednio podważa sens tej polityki – zauważa Adam Łącki.

Trzy bariery do pokonania

Raport wskazuje trzy obszary wymagające działania. Pierwszy to infrastruktura informacyjna: 63,5 proc. firm MŚP chciałoby mieć dostęp do wiarygodnych danych o kontrahentach w jednym miejscu – dziś muszą je zbierać samodzielnie z kilkudziesięciu rozproszonych rejestrów. Rozwiązaniem jest rozszerzenie kompetencji Biur Informacji Gospodarczej: umożliwienie budowania pozytywnej historii płatniczej bez zgody płatnika oraz integracja danych publicznych. BIG-i powinny stać się integratorem takich danych — a fakt, że w Polsce działają cztery konkurujące ze sobą biura, jest gwarancją, że dostęp do nich nie byłby drogi, a jakość raportów byłaby wysoka.

Tymczasem procedowany właśnie projekt Ustawy o kredycie konsumenckim idzie w przeciwnym kierunku. Nowe przepisy nakładają na firmy skupujące długi obowiązek przekazywania danych do Biura Informacji Kredytowej, czyli rejestru bankowego niedostępnego dla MŚP. I to mimo tego, że unijna dyrektywa, którą ustawa wdraża, w ogóle nie obejmuje takich podmiotów. Przez 15 lat dane te trafiały do BIG-ów, zasilając bazę dostępną nie tylko dla kredytodawców, ale też dla MŚP weryfikujących kontrahentów i windykujących należności. Jeśli ten strumień danych zmieni kierunek, banki przestaną weryfikować kredytobiorców w BIG-ach, przedsiębiorcy stracą skuteczne narzędzie windykacyjne, a MŚP nie będą miały dostępu do informacji o tym, że czyjś dług trafił już do windykacji — co z doświadczenia KRD jest jednym z najsilniejszych sygnałów ostrzegawczych o kontrahencie.

– To paradoks trudny do zrozumienia. Raport wskazuje wzmocnienie infrastruktury informacyjnej jako klucz do odbudowy zaufania, a projektowane prawo tę infrastrukturę osłabia. Jeśli serio mówimy o local content i włączaniu MŚP w wielkie łańcuchy dostaw, nie możemy jednocześnie podcinać fundamentów, na których opiera się zaufanie w biznesie – podkreśla Adam Łącki.

Drugi obszar to przewidywalność po stronie inwestorów: wieloletnie harmonogramy projektów pozwalają firmom planować relacje biznesowe, a zaufanie rośnie przez pozytywne doświadczenia współpracy. Firma, która ma wejść jako podwykonawca np. przy wielkim projekcie energetycznym, musi wiedzieć nie tylko, jaki kontrakt dostanie dziś – ale też czy będzie miała z kim robić biznes za trzy lata.

Trzeci, najtrudniejszy obszar to kultura i edukacja: raport pokazuje, że nieufność jest najwyższa wśród najbardziej doświadczonych przedsiębiorców – 87 proc. właścicieli firm z grupy 60+ uważa, że należy stale uważać, żeby nie zostać oszukanym. To zaskakujące, bo wydawałoby się, że doświadczenie powinno uczyć, jak unikać nierzetelnych kontrahentów. Tymczasem uczy tego, że można zostać oszukanym. To wymaga olbrzymiej zmiany mentalności.

Kolejna akwizycja Euvic. Execon wnosi doświadczenie w telco, AI i ecommerce

Euvic kontynuuje strategię rozwoju poprzez akwizycje, wzmacniając kluczowe kompetencje branżowe. Spółka planuje nabyć 100% udziałów Execon – spółki wyspecjalizowanej między innymi w projektach dla rynku telekomunikacyjnego, adopcji AI, portalach i ecommerce, a także API management – rozwiązaniach zapewniających bezpieczeństwo i skalowalność biznesu. Transakcja wpisuje się w obserwowany trend konsolidacji rynku usług IT, w którym skala działania stanowi jedną z istotnych przewag konkurencyjnych dla klientów i partnerów biznesowych. Euvic konsekwentnie rozwija kompetencje, w tym te związane z AI, dedykowane wybranym segmentom branżowym. 

Kluczową wartością Execon jest doświadczenie, w tym to we współpracy z firmami telekomunikacyjnymi, w których modernizacja systemów, automatyzacja oraz cyberbezpieczeństwo łączą się z wysokimi wymaganiami operacyjnymi i regulacyjnymi. Elementem transakcji jest również rozwój autorskiej technologii Execon – Q247. Rozwiązanie służy do badania efektywności procesu wytwarzania oprogramowania, w dobie wspierania zespołów IT agentami AI. W ramach transakcji, produkt zostanie wydzielony do celowego podmiotu wraz z częścią zespołu. Euvic obejmie udziały w tym podmiocie i zapowiada wykorzystanie Q247 wewnętrznie oraz komercyjne udostępnienie rozwiązania klientom Grupy.

„Obecność w Grupie Euvic oznacza dla nas szerokie możliwości działania w większej skali oraz dostęp do szerszego ekosystemu kompetencji. To przełoży się na tempo i jakość realizacji projektów dla wszystkich naszych klientów. Wnosimy do Grupy Euvic duże doświadczenie sektorowe – telekomy to nadal istotna część przychodów firmy i będziemy chcieli to jeszcze wzmocnić. Widzimy także istotny potencjał synergii w obszarach związanych z automatyzacją i wykorzystaniem AI – w tym w rozwoju i upowszechnianiu naszej platformy Q247.” – mówi Artur Lempkowski, CEO Execon.

W kontekście rozwoju oferty dla sektora telco istotne są kompetencje i partnerstwa technologiczne z m.in. Bloomreach, Singlestore, SAS oraz Kong – dostawcą platformy chmurowej do zarządzania API. Platforma umożliwia m.in. bezpieczne wdrożenie sztucznej inteligencji i przejście na model „API-first”, zapewniające elastyczność, skalowalność i responsywność wobec zmieniających się potrzeb i warunków biznesowych. Współpraca wpisuje się w przyjętą strategię rozwoju Grupy Euvic, której jednym z założeń jest rozwój oferty w oparciu o partnerstwa technologiczne.

„Dołącza do nas tak doświadczony zespół. Execon ma doskonałe rozpoznanie rynku i wieloletnie doświadczenie w realizacji projektów dla klientów z sektora telco. Wspólnie stworzymy unikalną i kompleksową ofertę dla tej grupy klientów.” – komentuje Wojciech Wolny, Prezes Euvic S.A.

Mex Polska utrzymuje dwucyfrowe tempo wzrostu. I kwartał z przychodami powyżej 29,5 mln zł

Mex Polska S.A., notowana na GPW spółka holdingowa oraz jedna z największych multibrandowych grup gastronomicznych w Polsce, szacuje, że I kwartał 2026 roku przyniósł kontynuację dynamicznego wzrostu przychodów rok do roku. Skonsolidowane przychody Grupy mają przekroczyć 29,5 mln zł, co da wzrost o ok. 14% rr i potwierdza utrzymanie dwucyfrowej dynamiki rozwoju działalności. Wynik ten potwierdza też kontynuację pozytywnego momentum operacyjnego wypracowanego w drugiej połowie 2025 roku oraz dalsze skalowanie biznesu, realizowane zarówno poprzez rozwój sieci lokali, jak i poprawę efektywności sprzedażowej istniejących konceptów gastronomicznych.

Przychody Grupy w I kwartale 2026 roku mają wynieść ponad 29,5 mln zł, co oznacza wzrost o ok. 14% rr wobec 25,9 mln zł w I kwartale 2025 roku. Dla porównania, w I kwartale 2024 roku przychody wyniosły 22,4 mln zł. Odnotowywana z okresu na okres sukcesywna poprawa przychodów potwierdza utrzymanie powtarzalnego tempa wzrostu oraz konsekwentne zwiększanie skali działalności Grupy. Jednocześnie wzrost przychodów pozostaje wspierany przez dywersyfikację formatów gastronomicznych oraz systematyczne umacnianie kanału delivery, który stopniowo zwiększa swój udział w strukturze sprzedaży i poprawia miks przychodowy.

Początek roku potwierdza naszą determinację w budowie skalowalnego i powtarzalnego modelu wzrostu opartego na naszych konceptach gastronomicznych. Utrzymująca się dwucyfrowa dynamika przychodów, wspierana ekspansją sieci oraz systematyczną poprawą efektywności operacyjnej, wskazuje, że Mex Polska znajduje się w fazie trwałego wzrostu wartości biznesu. Wchodzimy w kolejne kwartały z wyraźnie nakreślonym i realizowanym planem rozwoju oraz coraz większą przewidywalnością wyników finansowych. – komentuje Paweł Kowalewski, Prezes Zarządu Mex Polska.

Spółka podkreśla, że obserwowany trend ma charakter strukturalny i wynika z konsekwentnej realizacji strategii rozwoju obejmującej skalowanie sieci, rozbudowę portfolio konceptów oraz systemową optymalizację kosztów w całej Grupie. Poprawa przychodów przekłada się jednocześnie na wyższą jakość biznesu, w tym rosnący udział sprzedaży o wyższej marżowości oraz stopniowe osiąganie docelowej rentowności przez nowe lokale, co wzmacnia dźwignię operacyjną całego modelu.

Dodatkowym wsparciem dla wyników sprzedażowych będzie niewątpliwie sprzyjająca aura oraz korzystne warunki pogodowe wiosną, które tradycyjnie przekładają się na zwiększony ruch w lokalach gastronomicznych. Rozpoczynający się sezon ogródkowy powinien dodatkowo wspierać frekwencję oraz poziom sprzedaży w kluczowych lokalizacjach Grupy, co może znaleźć odzwierciedlenie w dalszym umocnieniu dynamiki przychodów w kolejnych miesiącach.

Jednocześnie Zarząd podkreśla, że bieżący okres potwierdza utrzymanie pozytywnego trendu biznesowego oraz stabilnej ścieżki wzrostu, przy równoległej kontynuacji rozwoju sieci gastronomicznej w największych aglomeracjach w Polsce. Grupa pozostaje skoncentrowana na skalowaniu działalności oraz dalszym wzmacnianiu efektywności operacyjnej, co stanowi fundament dla systematycznej poprawy wyników finansowych w kolejnych okresach.

Na koniec 2025 roku Grupa wypracowała przychody przekraczające 127 mln zł (+19% rr), przy jednoczesnym wyraźnym przyspieszeniu w drugiej połowie roku, którego kulminacją był silny IV kwartał. W tym okresie przychody wzrosły o 24% rr, EBITDA o 47% rr, a zysk operacyjny EBIT osiągnął poziom 1,6 mln zł wobec 0,3 mln zł rok wcześniej. Grupa wypracowała również dodatni wynik netto, co potwierdziło powrót do rentowności na poziomie całego roku oraz poprawę efektywności operacyjnej. Mex Polska S.A. zakończyła 2025 rok z siecią ponad 60 lokali działających w ramach ośmiu konceptów gastronomicznych, konsekwentnie rozwijając skalę sieci oraz wzmacniając fundamenty pod dalszą ekspansję w 2026 roku. Najbliższe otwarcia w pierwszej połowie 2026 roku obejmują dalszą ekspansję kluczowych konceptów Grupy w największych aglomeracjach w Polsce. W lutym 2026 roku uruchomiono lokal Chicas & Gorillas we Wrocławiu oraz Spoko Taco w Łodzi w formule dark kitchen. W kwietniu planowane jest otwarcie Pankejk w Sopocie, natomiast w maju kolejnej lokalizacji Chicas & Gorillas w Krakowie. Nowe otwarcia wpisują się w strategię skalowania sieci oraz dalszego wzmacniania obecności Grupy zarówno w lokalizacjach stacjonarnych, jak i w dynamicznie rozwijającym się segmencie delivery.

„Rynek staje się coraz bardziej wymagający” – Monika Żyznowska, Mercator Medical

W ostatnich miesiącach rynek rękawic medycznych funkcjonuje w otoczeniu podwyższonej zmienności, na którą wpływają zarówno czynniki geopolityczne, jak i zmiany na rynku surowców energetycznych. Zjawiska te mają charakter globalny i oddziałują na cały łańcuch wartości – od produkcji, przez logistykę, po dystrybucję wyrobów jednorazowych. Zakłócenia w globalnych łańcuchach dostaw i rosnąca zmienność dostępności komponentów wymuszają na firmach większą elastyczność operacyjną, redefinicję strategii zakupowych oraz wzmacnianie odporności poprzez dywersyfikację dostaw i zdolność szybkiego reagowania na zmiany otoczenia.

Jednym z kluczowych czynników kształtujących obecne warunki rynkowe jest wzrost cen surowców powiązanych z ropą naftową, który w marcu wyniósł około 25%. Ponieważ nitryl (podstawowy materiał wykorzystywany w produkcji rękawic diagnostycznych) jest produktem petrochemicznym, zmiany te bezpośrednio przekładają się na koszty wytwarzania. Dodatkowo, według analiz rynkowych, wzrost cen energii oraz utrzymujące się podwyższone koszty transportu morskiego wpływają na strukturę kosztową producentów wyrobów medycznych na całym świecie.

Równolegle obserwowane są zakłócenia w globalnych łańcuchach dostaw, w tym okresowe ograniczenia w kluczowych szlakach transportowych. W praktyce oznacza to wydłużenie czasu dostaw oraz większą zmienność dostępności surowców i komponentów. W efekcie rośnie znaczenie elastycznego zarządzania zapasami oraz dywersyfikacji kierunków handlu pomiędzy Azją, Europą i Stanami Zjednoczonymi.

Rynek rękawic medycznych coraz wyraźniej pokazuje, że o pozycji konkurencyjnej nie decyduje dziś wyłącznie skala działalności, ale przede wszystkim zdolność do sprawnego reagowania na dynamicznie zmieniające się warunki rynkowe. Widzimy jednocześnie presję cenową w segmencie produktów podstawowych oraz rosnącą zmienność kosztów energii, surowców i logistyki. To wymaga od producentów i dystrybutorów większej dyscypliny w planowaniu, ostrożniejszego podejścia do zarządzania zapasami oraz elastyczności w kształtowaniu kierunków sprzedaży i dostaw. W takich warunkach coraz większego znaczenia nabierają odporność operacyjna, dywersyfikacja łańcucha dostaw i rozwój segmentów, w których klient oczekuje nie tylko ceny, ale również jakości, przewidywalności dostaw i zgodności z rosnącymi wymaganiami regulacyjnymi – podkreśla Monika Żyznowska, prezes Mercator Medical.

W ujęciu rynkowym obserwowane zjawiska wpisują się w szerszy trend przejścia od względnie stabilnych warunków kosztowych do modelu większej zmienności, w którym istotną rolę odgrywają czynniki zewnętrzne. Wcześniejsze zmiany w globalnym handlu, związane m.in. z polityką celną i przekierowaniem eksportu z Azji do Europy, obecnie uzupełniane są przez presję kosztową i ryzyka logistyczne.

Jednocześnie rynek rękawic medycznych pozostaje strukturalnie rozwojowy. Zgodnie z danymi branżowymi (m.in. MARGMA), globalny popyt na rękawice jednorazowe rośnie w średnim tempie kilku procent rocznie, przy czym coraz większe znaczenie zyskują segmenty produktów premium oraz rozwiązania odpowiadające na wymagania regulacyjne i środowiskowe.

***
Niniejsza analiza została opracowana na podstawie aktualnych danych rynkowych i ma charakter informacyjny. Zebrane informacje dotyczą ogólnych trendów i czynników kształtujących rynek rękawic medycznych. Nie można ich bezpośrednio wiązać z wynikami spółki Mercator Medical, ponieważ występuje zbyt wiele zmiennych wpływających na wyniki finansowe poszczególnych podmiotów.

Presja płacowa słabnie. Wynagrodzenia coraz mniej groźne dla inflacji

Marcowe dane o wynagrodzeniach w sektorze przedsiębiorstw przyniosły wzrost o 6,6 proc. w ujęciu rocznym, nieco powyżej oczekiwań rynkowych na poziomie 6,3 proc. Przeciętne wynagrodzenie brutto w firmach zatrudniających powyżej 10 osób (z wyłączeniem sektora publicznego) wyniosło 9 652,19 zł.

Choć odczyt lekko zaskoczył in plus, jego struktura potwierdza wyraźny trend wygaszania presji płacowej. To istotna zmiana – rynek pracy stopniowo odchodzi od warunków typowych dla tzw. rynku pracownika, co powinno ograniczać krajowe źródła presji inflacyjnej w kolejnych kwartałach.

Jeszcze niedawno dynamika wynagrodzeń była jednym z głównych czynników presji inflacyjnej, obok ekspansywnej polityki fiskalnej. Obecnie jednak ciężar ryzyka przesuwa się w stronę czynników zewnętrznych, przede wszystkim cen surowców energetycznych w związku z napięciami geopolitycznymi na Bliskim Wschodzie.

W tym otoczeniu Rada Polityki Pieniężnej pozostaje w trybie „wait and see”. Oznacza to, że perspektywy stóp procentowych w najbliższych miesiącach będą w dużej mierze zależeć zarówno od napływających danych makroekonomicznych, jak i od tego, czy impuls inflacyjny z zewnątrz przełoży się na trwalszy wzrost cen w gospodarce krajowej.

Zmiany w zarządzie Autopay. Wojciech Murawski obejmuje rolę CEO

Z początkiem drugiego kwartału 2026 roku Wojciech Murawski, dotychczasowy co-CEO, obejmuje rolę CEO Autopay SA. Andrzej Antoń, współzałożyciel firmy i jej dotychczasowy CEO, pozostaje w Zarządzie i w pełni koncentruje się na strategii, rozwoju innowacji i międzynarodowej ekspansji. Zmiana została zatwierdzona wpisem do KRS i stanowi płynną kontynuację procesu zainicjowanego w ubiegłym roku.

Nowy układ ról odpowiada na kierunek, w którym porusza się firma: skalowanie działalności, rozwój ekosystemu płatności, embedded finance i agentic payments oraz wejście na kolejne rynki zagraniczne.

Zarząd Autopay SA tworzą obecnie trzy osoby: Wojciech Murawski jako CEO, Andrzej Antoń jako członek Zarządu oraz Ewa Woroszył jako Chief Financial and Compliance Officer.

Wojciech Murawski jako CEO odpowiada za operacje biznesowe firmy, komercjalizację produktów, rozwój sprzedaży oraz partnerstwa strategiczne. Andrzej Antoń jako członek zarządu prowadzi strategię rozwoju innowacji i agendę ekspansji międzynarodowej. Ewa Woroszył jako CFCO zarządza strategią finansową, raportowaniem oraz obszarem ryzyka i compliance.

– Wchodzimy w fazę, w której Autopay przestaje być tylko polskim fintechem i staje się graczem międzynarodowym. Podział ról między mną a Wojciechem odpowiada na to, czego teraz firma potrzebuje najbardziej: tempa biznesowego i konsekwencji w realizacji globalnej strategii. Wojtek jest z nami prawie 20 lat, współtworzył każdą istotną decyzję w tej firmie – to naturalna kontynuacja, nie zmiana kursu – mówi Andrzej Antoń, członek Zarządu i współzałożyciel Autopay.

– Przejmuję pełną odpowiedzialność za bieżące operacje i skalowanie biznesu w momencie, w którym Autopay ma jasną strategię, silny zespół i realną szansę stać się europejskim liderem embedded finance. Nasze priorytety pozostają te same: ekosystem płatności, rozwój embedded finance, agentic payments i konsekwentna ekspansja na kolejne rynki. Taki podział ról pozwala Andrzejowi w pełni poświęcić się wprowadzaniu firmy na globalną scenę – komentuje Wojciech Murawski, CEO Autopay.

TYR TFI z mocnym wynikiem i rosnącą skalą działalności

TYR TFI poinformowało, że jego flagowy fundusz zakończył ostatni 12-miesięczny okres z wynikiem przekraczającym 10 proc. Według danych spółki był to najwyższy rezultat wśród funduszy obligacji korporacyjnych na koniec marca. Towarzystwo wskazuje jednocześnie na dalszy wzrost wartości aktywów oraz rozwój działalności opartej na bezpośrednich relacjach z klientami.

– Skala naszej działalności systematycznie rośnie. Inwestorzy zgromadzili w funduszach zarządzanych przez TYR TFI już ponad 300 mln zł. Ten wzrost to efekt modelu opartego na konsekwentnym realizowaniu obranej strategii – mówi Marcin Wiński, prezes zarządu i Chief Investment Officer TYR TFI.

Wynik odzwierciedla utrzymującą się dynamikę z ubiegłych lat. Dwucyfrowe stopy zwrotu sprzyjają inwestorom funduszu zarządzanego przez TYR TFI w każdym kwartale ostatnich 4 lat działalności, niezależnie od wydarzeń na arenie geopolitycznej.

Koncentrujemy się na budowaniu trwałych i bezpośrednich relacji z inwestorami. To podejście przyciąga zamożnych klientów, którzy poszukują nie tylko ponadprzeciętnych zysków, ale też większej kontroli i indywidualnego podejścia przy alokacji powierzonego kapitału – dodaje Marcin Wiński.

Oprócz lidera generowanych zysków TYR TFI jest też obecnie drugim największym polskim, licencjonowanym podmiotem zarządzającym funduszami o strategii długu prywatnego. Z każdym rokiem działalności rośnie poziom aktywów, jakimi zarządza Towarzystwo, a także liczba transakcji. W 2025 roku zarządzający funduszami podjęli 25 decyzji inwestycyjnych o łącznym wolumenie 214 mln zł. Taki poziom aktywności pozycjonuje Towarzystwo nie tylko wśród największych, lecz także wśród najbardziej aktywnych graczy na polskim rynku funduszy private debt.

ZASTRZEŻENIE PRAWNE: Niniejsza informacja prasowa ma charakter wyłącznie informacyjny i nie stanowi oferty nabycia ani rekomendacji inwestycyjnej w rozumieniu przepisów prawa. Wyniki historyczne nie są gwarancją wyników w przyszłości. Inwestycje w fundusze inwestycyjne wiążą się z ryzykiem, w tym ryzykiem utraty części lub całości zainwestowanego kapitału. Przed podjęciem decyzji inwestycyjnej należy zapoznać się z dokumentami informacyjnymi funduszu.

Banki przyspieszają ugody w sprawach kredytów walutowych. Coraz więcej klientów staje przed wyborem: proces czy porozumienie

Rosnąca liczba ugód proponowanych przez banki kredytobiorcom frankowym i eurowym to efekt niekorzystnej dla sektora finansowego linii orzeczniczej oraz wysokich kosztów sporów sądowych. Choć warunki porozumień poprawiły się w ostatnich latach, decyzja o ich podpisaniu wciąż wymaga indywidualnej analizy. Adwokat Katarzyna Gabrysiak mówi jaką strategię przyjmują banki i jakie są zauważalne ryzyka prawne i finansowe przyjęcia ewentualnej ugody.

Zjawisko intensyfikacji propozycji ugodowych ze strony banków jest bezpośrednio związane z ich sytuacją procesową. Banki masowo przegrywają sprawy dotyczące kredytów walutowych, co generuje nie tylko obowiązek zwrotu na rzecz klientów środków, jakie zapłacili oni tytułem spłaty kredytu, kosztów procesu, ale również wysokich kosztów swojej obsługi prawnej za wieloletnie postępowania. Dodatkowym czynnikiem jest presja ze strony regulatorów oraz potrzeba poprawy wizerunku sektora bankowego.

– Banki przegrywają sprawy w zdecydowanej większości, co w naturalny sposób skłania je do szukania szybszych i tańszych rozwiązań. Ugody są dla nich sposobem na ograniczenie ryzyka, pozbycie się „toksycznego produktu” przy przewidywalności kosztów – zauważa adwokat Katarzyna Gabrysiak.

Zmiana strategii banków i ewolucja warunków ugód

Jeszcze kilka lat temu proponowane ugody były dla klientów w dużej mierze nieopłacalne. Opierały się głównie na przeliczeniu pozostałego do spłaty kredytu na złotówki przy zastosowaniu niekorzystnych kursów oraz wysokiego, zmiennego oprocentowania. Obecnie warunki są bardziej zróżnicowane i w niektórych przypadkach realnie korzystniejsze, choć wiele zależy od konkretnego banku oraz etapu sprawy.

Jak wskazuje adwokat Katarzyna Gabrysiak, w części instytucji – szczególnie po wyroku sądu pierwszej instancji – pojawiają się propozycje rozliczenia wzajemnych roszczeń, które obejmują zwrot nadpłaty, a czasem również odsetek i kosztów procesu. Nie jest to jednak standard rynkowy i nadal zdarzają się oferty ograniczające się wyłącznie do podstawowych rozliczeń w postaci zwrotu nadpłaty ponad kapitał bez odsetek ustawowych za opóźnienie i bez dodatkowych świadczeń na rzecz klienta.

– Warunki ugód są dziś bardziej zróżnicowane i w niektórych przypadkach wyraźnie lepsze niż jeszcze kilka lat temu. Dodatkowo widać wyraźną zmianę strategii banków, propozycje ugód pojawiają się nawet na bardzo wczesnym etapie relacji z bankiem, zanim sprawa trafi do sądu. Dla banku proces sądowy oznacza ogromną niepewność: ryzyko przegranej, odsetki ustawowe i koszty procesu. Ugoda pozwala zatrzymać tę spiralę ryzyka – ocenia prawniczka specjalizująca się w sporach z bankami.

Proces czy ugoda – decyzja zależna od sytuacji klienta

Wybór między kontynuowaniem procesu, a zawarciem ugody pozostaje decyzją indywidualną i zależy od wielu czynników. Postępowanie sądowe często pozwala uzyskać wyższe korzyści finansowe, szczególnie w świetle dominującej praktyki unieważniania umów kredytowych. Z drugiej strony wiąże się z wieloletnim oczekiwaniem na prawomocne rozstrzygnięcie.

– Ugoda daje natychmiastowe rozwiązanie i święty spokój, choć kosztem części potencjalnych korzyści – podkreśla adwokat Katarzyna Gabrysiak.

Ugoda może być szczególnie uzasadniona w sytuacjach trudnych finansowo, gdy kredytobiorca nie jest w stanie regulować rat i nie uzyskał zabezpieczenia w postaci zawieszenia ich spłaty na czas procesu. Istotna jest także potrzeba szybkiego zamknięcia sprawy, na przykład w przypadku planowanej sprzedaży nieruchomości, która jest obciążona hipoteką banku.

Ryzyka prawne i finansowe

Podpisanie ugody oznacza definitywne zakończenie sporu i rezygnację z dalszych roszczeń wobec banku. W praktyce zamyka to drogę do dochodzenia ewentualnych dodatkowych świadczeń w przyszłości.

Istotnym aspektem, który wymaga szczególnej uwagi, są potencjalne konsekwencje podatkowe.
W niektórych przypadkach umorzenie części zobowiązania kredytowego może skutkować obowiązkiem zapłaty podatku dochodowego, co znacząco wpływa na opłacalność całej operacji.

– Podpisując ugodę, kredytobiorca definitywnie zamyka spór i zrzeka się wszelkich roszczeń wobec banku Największym błędem jest jednak podpisanie ugody bez analizy prawnej. To decyzja, której skutków nie da się cofnąć – zaznacza Katarzyna Gabrysiak.

Długie postępowania sprzyjają ugodom

Pomimo ugruntowanej linii orzeczniczej, czas trwania postępowań nie uległ skróceniu. Wzrost liczby spraw oraz ograniczone zasoby kadrowe sądów powodują, że procesy, zarówno na etapie I instancji jak i apelacji, mogą trwać kilka lat.

– System jest przeciążony, a czas oczekiwania na prawomocny wyrok nadal jest bardzo długi. Dla wielu kredytobiorców właśnie ten czynnik staje się decydujący i skłania ich do wyboru ugody jako szybszego sposobu zakończenia sporu – wskazuje adwokat.

Stabilna linia orzecznicza wzmacnia pozycję klientów

Obecnie dominującą praktyką sądów jest unieważnianie umów kredytowych, co znacząco wzmacnia pozycję negocjacyjną kredytobiorców. Stabilność orzecznictwa sprawia, że banki coraz częściej dążą do polubownego zakończenia sporów, zanim zapadnie prawomocny wyrok.

Ekspertka podkreśla jednak, że skuteczność negocjacji w dużej mierze zależy od profesjonalnego wsparcia. Doświadczenie pokazuje, że kredytobiorcy działający samodzielnie uzyskują zazwyczaj mniej korzystne warunki niż ci reprezentowani przez wyspecjalizowane kancelarie.

– Różnice w efektach negocjacji mogą być bardzo znaczące. Dlatego warto zasięgnąć pomocy prawnej, która specjalizuje się w tego typu sprawach, gdyż dzięki temu kredytobiorca jest w stanie wywalczyć dla siebie lepsze rozwiązanie – podsumowuje adwokat Katarzyna Gabrysiak.

Port Polska rusza z wypłatami. CPK przekazał pierwsze zaliczki właścicielom nieruchomości

Zaliczki są wypłacane w wysokości 85 procent ustalonego przez wojewodę odszkodowania. Właściciele nieruchomości niezbędnych do budowy lotniska otrzymali je jeszcze zanim konieczne było wydanie nieruchomości Spółce.

Spółka Centralny Port Komunikacyjny, realizująca program inwestycyjny Port Polska, wypłaciła pierwsze zaliczki właścicielom nieruchomości, które znalazły się w granicach wyznaczonych przez Decyzję Lokalizacyjną dla nowego lotniska krajowego. Prawo do zaliczki uzyskali oni dzięki prospołecznej nowelizacji Ustawy o Centralnym Porcie Komunikacyjnym, która weszła w życie w listopadzie ubiegłego roku. Kolejne wnioski o wypłatę zaliczek są w trakcie realizacji, zaś Spółka dokonuje wypłat w terminie 30 dni od dnia złożenia wniosku.

W grudniu 2025 r. Mazowiecki Urząd Wojewódzki nadał rygor natychmiastowej wykonalności decyzji lokalizacyjnej i wszczął postępowanie administracyjne w sprawie ustalenia wysokości należnego odszkodowania za każdą nieruchomość objętą tą decyzją.

Dzięki temu właściciele nieruchomości mogli wezwać Spółkę do wypłaty zaliczki w wysokości 85 procent odszkodowania bezpośrednio po wydaniu przez wojewodę decyzji o ustaleniu jego wysokości. Zgodnie z nowymi przepisami mogli skierować to wezwanie jeszcze przed koniecznością wydania nieruchomości Spółce i nie muszą czekać na ostateczność decyzji ustalającej wysokość odszkodowania przez wojewodę. Wystąpienie o zaliczkę nie zamyka drogi do odwołania od tej decyzji, na przykład, jeżeli właściciel nie zgadza się z przedstawioną wyceną. Samo wydanie nieruchomości następuje po upływie 120 dni od dnia wydania przez Wojewodę Mazowieckiego decyzji odszkodowawczej.

W ramach realizowanego wcześniej Programu Dobrowolnych Nabyć spółka kupiła 2592 działki o łącznej powierzchni ponad 2787 hektarów na terenie objętym rozporządzeniem obszarowym. Na obszarze objętym Decyzją Lokalizacyjną dla nowego lotniska pozyskano prawie 65 procent powierzchni, na której realizowana będzie inwestycja.

Spośród 310 budynków mieszkalnych na terenie przyszłego lotniska, w ramach PDN, ostatecznie nabyto 235. Oznacza to pozyskanie 76 procent wszystkich budynków mieszkalnych znajdujących się w granicach objętych Decyzją Lokalizacyjną.

Po nadaniu Decyzji Lokalizacyjnej rygoru natychmiastowej wykonalności właściciele dobrowolnie wydali do tej pory 411 działek o powierzchni 497 hektarów.

 

Stare diesle pod presją. UE szykuje rewolucję w badaniach technicznych

Jeszcze w tym roku kierowców czekają duże zmiany w badaniach technicznych aut, wynikające z nowych przepisów unijnych, których celem jest ograniczenie liczby przeoczeń i fikcyjnych przeglądów. Dotyczą one m.in. kwestii cyfryzacji wyników kontroli diagnostycznych, badania poziomu emisji spalin, uważniejszych kontroli starszych samochodów oraz stworzenia wspólnej bazy danych o pojazdach z całej Unii. Te przepisy mogą wywołać największe w historii przetasowanie na motoryzacyjnym rynku wtórnym w Polsce. Jego lwią część stanowią auta, które – według nowych regulacji – należą do grupy wysokiego ryzyka.

Nadchodzące zmiany komentuje Robert Lewandowski, Business Development Manager CARFAX Polska. 

Nasz krajowy motoryzacyjny rynek wtórny stoi przed ogromnym wyzwaniem. W minionym roku w Polsce właściciela zmieniło 3,5 mln używanych aut, z których ponad połowa miała 15 lub więcej lat, a 40 proc. stanowiły pojazdy z silnikiem Diesla, jak wynika z analizy liczącej ponad 23 mln używanych samochodów w Polsce bazy danych CARFAX. Ponad 70 proc. pochodziło z importu, 42 proc. jest po wypadkach, a blisko 90 proc. miało bogatą historię, obejmującą różne ryzykowne czynniki, jak uszkodzenia, kolizje czy nietypowe wskazania licznika. Jednak, jak wynika z dostępnych danych, obecnie zaledwie 2 proc. aut w Polsce otrzymuje negatywny wynik podczas okresowych przeglądów. 

Zgodnie z nowymi unijnymi propozycjami już 10-letnie auta mają podlegać restrykcyjnym kontrolom, kładącym większy nacisk na stan elektroniki i systemów bezpieczeństwa. Konieczne będzie również stosowanie bardziej precyzyjnych urządzeń pomiarowych emisji cząstek stałych, czyli toksycznej sadzy. Mają one np. bezbłędnie wykrywać brak lub niesprawność filtra DPF w silnikach Diesla – skuteczność tego typu kontroli stanowiła dotychczas piętę achillesową polskiej diagnostyki pojazdów. Nowe, rygorystyczne badania sprawią, że wiele aut może po prostu nie zostać dopuszczonych do ruchu, a w obliczu utworzenia wspólnej bazy dla wszystkich państw UE ukrycie niekorzystnej historii przeglądów stanie się dużo trudniejsze. 

Koniec ery wyciętego DPF i wzrost znaczenia certyfikacji

Dla przeciętnego posiadacza starego pojazdu z silnikiem Diesla, który do tej pory traktował przegląd jako formalność, nowa rzeczywistość może oznaczać konieczność kosztownych napraw, przewyższających często wartość samochodu. To z kolei wymusi na kupujących większą ostrożność. Weryfikacja historii pojazdu i jego realnego stanu technicznego przed transakcją przestanie być wyborem, a stanie się kluczowym krokiem, który pomoże uniknąć zakupu samochodu, którego nie da się legalnie użytkować bez poniesienia znacznych kosztów.

Możliwe, że nowe przepisy spowodują przesunięcie popytu na rynku pojazdów używanych w stronę młodszych aut oraz tych z napędem hybrydowym. Wzrośnie również znaczenie certyfikacji – samochody z udokumentowaną, „czystą” (bez większych negatywnych czynników) historią zyskają na wartości, stając się bezpieczniejszą lokatą kapitału.

XTB wchodzi do Serie A – partnerstwo z SSC Napoli

XTB zostało globalnym partnerem SSC Napoli. To pierwsze w historii partnerstwo z klubem z TOP 5 europejskich lig. To kolejny krok w budowie międzynarodowej rozpoznawalności marki oraz szansa na przyspieszenie pozyskiwania nowych klientów na rynku włoskim.

SSC Napoli to jeden z najbardziej rozpoznawalnych włoskich klubów piłkarskich na świecie, regularnie walczący o najwyższe cele. W Polsce kibice piłki nożnej z nutą nostalgii wspominają czasy, gdy liderami zespołu spod Wezuwiusza byli nasi reprezentanci – Piotr Zieliński i Arkadiusz Milik. Teraz w klubie ponownie pojawi się polski akcent, ponieważ jego globalnym partnerem tradingowym została polska spółka XTB. Umowa między XTB a SSC Napoli obowiązuje do końca sezonu 2026/2027.

Według danych Nielsena SSC Napoli może pochwalić się jedną z najbardziej zaangażowanych społeczności kibicowskich. We Włoszech klub ma 15,8 mln fanów, w Europie ich liczbę szacuje się na 68 mln, a globalnie – aż na 260 mln. Szczególnie silna społeczność kibiców Napoli znajduje się w Ameryce Południowej, gdzie klub cieszy się ogromnym sentymentem ze względu na historię Diego Maradony.

Cieszymy się, że możemy powitać XTB w gronie globalnych partnerów SSC Napoli. To współpraca, która doskonale wpisuje się w naszą międzynarodową strategię i otwiera nowe możliwości angażowania kibiców na całym świecie: zarówno online, jak i podczas meczów. Tym bardziej doceniamy fakt, że współpracujemy z marką, która, podobnie jak my, stawia na innowacyjne i globalne podejście do budowania relacji z odbiorcami – dodaje Tommaso Bianchini, General Manager Business Area SSC Napoli.

Jako globalny partner XTB będzie obecne na cyfrowych platformach SSC Napoli, podczas dni meczowych, a także w ramach wydarzeń i aktywności skierowanych do kibiców. Dzięki obecności w otoczeniu marki docierającej do milionów fanów, XTB chce promować ideę demokratyzacji świata inwestycji i wspierać bardziej świadome podejście do zarządzania finansami.

Współpraca z SSC Napoli to dla nas coś więcej niż budowanie globalnej rozpoznawalności. Chcemy zainspirować ludzi do bardziej świadomego podejścia do swoich pieniędzy i pokazać, że inwestowanie nie zaczyna się od dużych kwot, ale od właściwego podejścia  – mówi Omar Arnaout, prezes zarządu XTB.

Partnerstwo z SSC Napoli to kolejny etap realizacji globalnej strategii marketingowej XTB. Spółka niedawno ogłosiła również współpracę z FIBA przy mistrzostwach świata kobiet i mężczyzn w koszykówce. Ponadto marka jest obecna także w sportach walki, współpracując m.in. z Tysonem Furym oraz organizacjami KSW i OKTAGON. XTB angażuje się również w największe wydarzenia piłkarskie i tenisowe, a ambasadorem marki jest Zlatan Ibrahimović.

Senat przepyta Warsha. W centrum uwagi stopy, bilans i autonomia Fed

Dzisiejsze przesłuchanie Kevina Warsha, kandydata Donalda Trumpa na stanowisko szefa Fed, przed Komisją Bankową Senatu, zapowiada się jako jedno z trudniejszych wystąpień nominacyjnych w ostatnim czasie. Senatorowie będą chcieli przede wszystkim ustalić, czy w razie objęcia funkcji będzie w stanie zachować niezależność banku centralnego wobec oczekiwań Białego Domu. To właśnie kwestia autonomii Fed ma być głównym tematem wtorkowego przesłuchania, zaplanowanego na godzinę 16:00 czasu polskiego. Ponieważ Trump otwarcie opowiada się za niższymi stopami procentowymi, kluczowe będzie pytanie, czy Warsh zamierza prowadzić politykę pieniężną w oparciu o dane gospodarcze i ocenę ryzyk, czy też ulegnie presji politycznej.

Drugim ważnym obszarem będą same stopy procentowe. Warsh jeszcze w 2025 r. sugerował, że koszt pieniądza powinien być niższy, argumentując, że rozwój technologii i sztucznej inteligencji może wspierać wzrost gospodarczy bez jednoczesnego nasilenia presji inflacyjnej. Od tamtej pory sytuacja stała się jednak bardziej złożona, ponieważ pojawiły się nowe ryzyka inflacyjne, a w samym Fed przeważa dziś stanowisko, że nie ma potrzeby pośpiesznego dalszego luzowania polityki. To sprawia, że senatorowie zapewne będą dopytywać, czy Warsh nadal podtrzymuje swoje wcześniejsze poglądy i jak uzasadniałby ewentualnie bardziej gołębie podejście w obecnych warunkach.

Dodatkowe pytania może wywołać zmiana jego wizerunku. Warsh przez lata był postrzegany jako jastrząb inflacyjny, czyli zwolennik bardziej zdecydowanej walki z inflacją i utrzymywania wyższych stóp procentowych. Jego obecne, wyraźnie łagodniejsze nastawienie może więc budzić wątpliwości co do przyczyn tej zmiany oraz tego, czy wynika ona z ewolucji poglądów, czy raczej z politycznego kontekstu nominacji. Taki zwrot może stać się jednym z bardziej drażliwych punktów przesłuchania.

W centrum uwagi znajdzie się także podejście Warsha do bilansu Fed, którego wartość wynosi obecnie około 6,7 bln USD. Kandydat deklarował chęć jego zmniejszenia, ale dotąd nie przedstawił szczegółowego planu, w jaki sposób miałoby to zostać przeprowadzone. To istotna kwestia, ponieważ zbyt szybkie ograniczanie bilansu mogłoby negatywnie odbić się na płynności rynków finansowych. Senatorowie mogą więc oczekiwać bardziej precyzyjnych odpowiedzi na temat tempa i skali takiego procesu.

Nie można też wykluczyć pytań dotyczących jego poglądów na regulacje sektora finansowego, pomysłu przeglądu porozumienia między Fed a Departamentem Skarbu z 1951 r. oraz jego sytuacji majątkowej. Z ujawnionych dokumentów wynika bowiem, że aktywa Warsha są warte co najmniej 192 mln USD, co czyniłoby go jednym z najbogatszych urzędników w historii Fed. W połączeniu z faktem, że był już członkiem Rady Gubernatorów Fed w latach 2006–2011, tworzy to obraz kandydata bardzo doświadczonego, ale jednocześnie obciążonego szeregiem pytań o niezależność, spójność poglądów i zdolność do prowadzenia wiarygodnej polityki pieniężnej.

Rynek nieruchomości handlowych zmienia kierunek: mniejsze miasta na celowniku

Międzynarodowa agencja doradcza Cushman & Wakefield podsumowała sytuację w sektorze nieruchomości handlowych w Polsce po pierwszych trzech miesiącach br. Analiza danych wskazuje na postępującą decentralizację handlu – wszystkie nowo oddane inwestycje to parki handlowe zlokalizowane w miastach poniżej 50 tys. mieszkańców. Jednocześnie w największych aglomeracjach obserwujemy trend uzupełniania istniejących zasobów, czego dowodem jest fakt, że połowa nowej powierzchni dostarczonej w pierwszym kwartale powstała w wyniku rozbudowy obecnych obiektów. Rekordowy poziom powierzchni w budowie może zwiastować sukcesywne spadki w wynikach sprzedaży pojedynczych centrów i parków handlowych w dłuższej perspektywie czasu.

PODAŻ: SOLIDNY WYNIK PODAŻY NA POZIOMIE OK 73 TYS. MKW.

W pierwszym kwartale 2026 roku deweloperzy oddali do użytkowania 73 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni handlowej. To wynik wyraźnie lepszy niż w analogicznym okresie 2025 roku, kiedy na rynek trafiło 47 tys. mkw., choć nieco niższy niż w pierwszym kwartale 2024 roku (89 tys. mkw.). Statystyki podaży obejmują obiekty o powierzchni powyżej 5000 mkw. GLA i uwzględniają nowe budynki, ale także rozbudowy i przebudowy.

Nowa podaż powierzchni handlowej rozwija się obecnie w dwóch odmiennych kierunkach: z jednej strony obejmuje zagospodarowywanie białych plam w mniejszych miejscowościach, obarczone większym ryzykiem długoterminowym ze względu na uwarunkowania demograficzne, z drugiej – koncentruje się na dalszym dogęszczaniu rynku w największych aglomeracjach. W pierwszym kwartale oddano do użytkowania pięć nowych inwestycji – wszystkie w formacie parków handlowych, zlokalizowanych w Bochni, Bogatyni, Tomaszowie Lubelskim, Tarnobrzegu i Żyrardowie. Wszystkie nowe obiekty powstały w miastach liczących poniżej 50 tys. mieszkańców. Z kolei rozbudowy koncentrowały się przede wszystkim w największych aglomeracjach powyżej 400 tys. mieszkańców. W tym przypadku rozwój wspierany jest pozytywną demografią, rosnącymi płacami i wyższą chłonnością popytu”, mówi Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research, Cushman & Wakefield.

Na uwagę zasługuje również obserwowana tendencja do zmniejszania skali nowych inwestycji handlowych. Analiza danych dla pierwszych kwartałów ostatnich lat pokazuje systematyczny spadek średniej powierzchni oddawanych nowych budynków – z około 11 tys. mkw. w 2024 roku, przez 8,2 tys. mkw. w 2025 roku, do 7,2 tys. mkw. w 2026 roku. Całkowita nowoczesna powierzchnia handlowa w Polsce sięga obecnie ok. 17,3 mln mkw. GLA.

WYJĄTKOWO WYSOKA SKALA PODAŻY W BUDOWIE

Zgodnie ze stanem na koniec pierwszego kwartału w budowie pozostawało aż około 770 tys. mkw. GLA powierzchni handlowej. Jest to bezprecedensowy rekord od ponad dekady na polskim rynku handlowym. Pomimo, że deweloperzy i inwestorzy uważnie analizują zasadność powstawania nowych inwestycji, należy mieć na uwadze, że wraz ze wzrostem podaży ruch klientów oraz obroty będą rozkładać się na większą liczbę obiektów, co w dłuższej perspektywie może przełożyć się na spadki w wynikach osiąganych przez pojedyncze centra i parki handlowe.

POPYT: CZTERY NOWE SIECI HANDLOWE W POLSCE W PIERWSZYM KWARTALE

W pierwszym kwartale br. cztery marki handlowe zadebiutowały otwierając w naszym kraju swoje pierwsze sklepy stacjonarne. Były to: Lululemon (odzież sportowa, pierwszy sklep w Westfield Arkadia), Yavorska (polska marka modowa z debiutem w Klif Gdynia), iLunch (litewska sieć gastronomiczna, otwarcie w Olivia Centre w Gdańsku), XIMI-V (azjatycka marka lifestyle’owa z akcesoriami, która pojawiła się w Blue City w Warszawie).

SPRZEDAŻ DETALICZNA: OBIECUJĄCY START 2026 ROKU

Początek 2026 roku przyniósł kontynuację pozytywnych trendów w handlu detalicznym, a sprzedaż w cenach stałych utrzymała dodatnią dynamikę. Z dostępnych danych GUS obejmujących obecnie dwa miesiące pierwszego kwartału wynika, że styczeń przyniósł wzrost sprzedaży o 4,4% r/r, natomiast w lutym tempo wzrostu dodatkowo przyspieszyło do 5,0% r/r.

W pierwszym kwartale 2026 r. najsilniejsze wzrosty ponownie koncentrowały się w segmentach istotnych z punktu widzenia funkcjonowania centrów handlowych. W lutym sprzedaż w kategorii Meble, RTV, AGD zwiększyła się o 7,3% r/r, natomiast w grupie Tekstylia, odzież, obuwie odnotowano wzrost na poziomie 9% r/r. Po okresie słabszych wyników poprawa objęła również kategorię Żywność, napoje i wyroby tytoniowe, w przypadku których sprzedaż wzrosła o 1,1% r/r. Jedynym segmentem notującym spadki pozostawały Prasa i książki (-4,7% r/r)”, komentuje Ewelina Staruch, Senior Analyst, Cushman & Wakefield.

Struktura wzrostu wskazuje, że w pierwszych miesiącach 2026 roku popyt konsumencki pozostawał szczególnie silny w segmencie dóbr nieżywieniowych, co sprzyjało poprawie wyników sprzedażowych w obiektach handlowych.

Marzec 2026 przyniósł pogorszenie nastrojów konsumenckich. Bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej (BWUK) spadł do poziomu -12,2, co oznacza pogłębienie pesymizmu wśród konsumentów i przerwanie wcześniejszego trendu poprawy. Wskaźnik wyprzedzający (WWUK) również zanotował spadek, osiągając wartość -9,5, co wskazuje na rosnącą ostrożność w oczekiwaniach dotyczących przyszłej sytuacji gospodarczej i konsumpcji, związaną zapewne m.in. z wysokimi cenami paliw i sytuacją geopolityczną niesprzyjającą planowaniu większych wydatków.

Dane GUS pokazują, że fundamenty nastrojów konsumenckich są coraz bardziej zróżnicowane. W marcu konsumenci pozytywnie oceniali swoją bieżącą sytuację finansową, której wskaźnik osiągnął wartość +31,7. Również przewidywania dotyczące przyszłej sytuacji finansowej gospodarstwa domowego (+14,0) oraz skłonność do oszczędzania (+13,5) pozostały na relatywnie wysokim poziomie. Jednocześnie jednak respondenci negatywnie oceniali zmiany ogólnej sytuacji ekonomicznej kraju – zarówno w ujęciu bieżącym (-22,4), jak i przyszłym (-24,1). Wskaźnik dotyczący planowania większych zakupów utrzymał się na niskim poziomie (-26,9)”, dodaje Ewelina Staruch, Senior Analyst, Cushman & Wakefield.

Na tle Europy Polska nadal prezentuje się relatywnie dobrze. W marcowym badaniu Eurostatu wskaźnik ufności konsumenckiej dla Polski wyniósł -2,0, podczas gdy średnia dla całej Unii Europejskiej spadła do -15,5. To potwierdza, że polscy konsumenci pozostają jednymi z najbardziej optymistycznych w regionie, mimo pogorszenia nastrojów. Relatywna odporność na zewnętrzne wstrząsy gospodarcze może świadczyć o wysokiej stabilności krajowego rynku pracy i sytuacji dochodowej gospodarstw domowych.

ODWIEDZALNOŚĆ I OBROTY: MOCNY PIERWSZY KWARTAŁ

Odwiedzalność centrów handlowych w pierwszym kwartale 2026 roku utrzymywała się na podobnym poziomie do roku 2025. Po ujemnym wyniku w całym 2025 roku (-0,6% r/r), pierwszy kwartał 2026 odnotował delikatną poprawę wskaźnika odwiedzalności o 1,3% r/r. Marzec był najlepszym w tym kwartale miesiącem pod względem ruchu klientów (3,4% wzrostu r/r).

Mocniejsze odbicie odnotowały obroty najemców centrów handlowych w pierwszych dwóch miesiącach roku. W styczniu 2026 roku wzrost wyniósł prawie 8,5%, natomiast w lutym przekroczył 4%, co biorąc pod uwagę wskaźniki wzrostu cen w tych miesiącach na poziomie 2,1% oznacza realne wzrosty obrotów najemców”, tłumaczy Ewelina Staruch, Senior Analyst, Cushman & Wakefield.

CZYNSZE W OBIEKTACH PRIME: ŚREDNIO 180 EUR/ MKW. ZA NAJLEPSZE LOKALE O POWIERZCHNI OK. 100 MKW. W CENTRACH HANDLOWYCH

Zgodnie z przewidywaniami Cushman & Wakefield, czynsze w najlepszych obiektach handlowych w Polsce odnotowały wzrost w pierwszym kwartale.

W przypadku centrów i parków handlowych dynamika wzrostów czynszów przekroczyła inflację, która stanowi podstawę indeksacji w umowach najmu. Na początku 2026 roku indeksacja czynszów wyniosła bowiem 1,9%-2,1% dla stawek w walucie euro oraz 3,6% w przypadku umów w złotówkach, zgodnie ze wskaźnikiem GUS. Poziom czynszów w centrach handlowych jest istotnie wyższy niż w parkach handlowych. W pierwszym kwartale dla flagowych obiektów czynsz prime sięgnął 180 EUR/ mkw. dla najlepszych lokali o powierzchni ok. 100 mkw. w galeriach handlowych, zaś w najlepszych regionalnych parkach handlowych wyniósł ok. 19,5 EUR/ mkw.”, komentuje Michał Masztakowski, Head of Retail Agency, Cushman & Wakefield.

Najczęstsze problemy z tonerami do drukarek – objawy i szybkie rozwiązania

Drukarka zwykle przestaje działać dokładnie wtedy, gdy jest najbardziej potrzebna. Blady wydruk, smugi czy komunikat o błędzie mogą skutecznie sparaliżować pracę biura lub domowego stanowiska. W praktyce większość tych sytuacji ma wspólny mianownik – źle dobrane lub zużyte tonery do drukarek. Dobra wiadomość: wiele problemów można rozpoznać szybko i rozwiązać bez serwisu.

Najczęstsze problemy z tonerami do drukarek i ich objawy

Problemy z tonerami mają zwykle charakter powtarzalny. Rozpoznanie objawów pozwala skrócić czas reakcji i uniknąć kosztownych przestojów.

  • Blady wydruk lub brak nasycenia koloru – najczęściej oznacza niski poziom tonera lub jego nierównomierne rozprowadzenie;

  • Smugi, pasy lub plamy na kartce – mogą wskazywać na uszkodzenie kasety, bębna lub zanieczyszczenia wewnątrz urządzenia;

  • Brudzenie papieru proszkiem – efekt nieszczelnego wkładu lub słabej jakości zamiennika;

  • Komunikat o niekompatybilnym tonerze – problem z chipem lub nieprawidłowym dopasowaniem do modelu drukarki.

Warto zauważyć, że nawet nowe tonery do drukarek mogą generować problemy, jeśli nie są dopasowane do konkretnego urządzenia.

Skąd biorą się problemy z tonerami do drukarek?

Źródło problemu nie zawsze leży w samej drukarce. W wielu przypadkach to kwestia eksploatacji lub niskiej jakości tonery do drukarek.

Najczęstsze przyczyny to stosowanie niekompatybilnych wkładów, wybór niskiej jakości zamienników,  niewłaściwe przechowywanie tonera (wilgoć, temperatura) lub brak regularnego czyszczenia drukarki. W praktyce oznacza to, że oszczędność na tonerze często przekłada się na wyższe koszty serwisowe lub konieczność częstszej wymiany podzespołów.

Jak szybko rozwiązać problem z tonerem?

Nie każdy problem wymaga natychmiastowej wymiany wkładu. W wielu sytuacjach wystarczy kilka prostych działań.

  1. Wyjmij toner i delikatnie nim potrząśnij – pomaga to równomiernie rozprowadzić proszek.

  2. Sprawdź poprawność montażu – niedokładne osadzenie kasety powoduje błędy odczytu.

  3. Wyczyść wnętrze drukarki zgodnie z instrukcją producenta.

  4. Zresetuj urządzenie lub sprawdź aktualizacje oprogramowania.

Jeśli mimo to jakość wydruku się nie poprawia, najczęściej konieczna jest wymiana wkładu na sprawdzony model.

Jak zapobiegać problemom?

Prewencja w tym przypadku jest znacznie tańsza niż naprawa. Znaczenie ma świadome podejście do eksploatacji. Regularna kontrola stanu wkładu, przechowywanie tonerów w odpowiednich warunkach oraz wybór sprawdzonych dostawców znacząco ograniczają ryzyko problemów. W środowisku biurowym przekłada się to bezpośrednio na ciągłość pracy i brak nieplanowanych przestojów.

Co warto zapamiętać, aby uniknąć problemów w przyszłości?

Problemy z tonerami w większości wynikają z błędnych decyzji zakupowych lub braku podstawowej konserwacji sprzętu. Świadome podejście do wyboru materiałów eksploatacyjnych pozwala nie tylko poprawić jakość wydruków, ale również wydłużyć żywotność urządzenia. 

Tonery do drukarek – Sklep WPC24

Adres:
Gromadzka 46, 30-719 Kraków

Telefon:
+48 660 776 755  (od poniedziałku do piątku, w godzinach 8:00-16:00)

Strona WWW: 
https://wpc24.pl/

Cloud Technologies utrzymuje dwucyfrowe tempo wzrostu sprzedaży danych

Cloud Technologies, notowana na głównym rynku GPW spółka technologiczna działająca na globalnym rynku danych dla reklamy internetowej, zwiększyła w lutym 2026 r. sprzedaż danych do kluczowych klientów o 24 proc. rdr. To kolejny miesiąc utrzymania wysokiej, dwucyfrowej dynamiki wzrostu w strategicznym obszarze działalności Spółki. Około 80% przychodów Cloud Technologies pochodzi z rynku USA.

– Wyniki stycznia i lutego potwierdzają dobrą realizację Strategii 2026+ oraz skuteczność przejścia na sprzedaż danych pod własnymi brandami. Już ponad 90% danych sprzedajemy w tym modelu, co wspiera skalowanie biznesu i poprawę ekonomiki sprzedaży. Dzięki wysokiej rentowności generujemy gotówkę, którą reinwestujemy w rozwój oraz redystrybuujemy do akcjonariuszy – mówi Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.

Przyjęta w lutym 2026 r. Strategia 2026+ zakłada dalszy rozwój sprzedaży danych przy utrzymaniu wysokiej rentowności biznesu. Jednym z kluczowych elementów strategii jest odejście od modelu white-label na rzecz sprzedaży pod własnymi markami, co ma zwiększać skalę biznesu, poprawiać ekonomię sprzedaży i rozszerzać rynek adresowalny.

Cloud Technologies zamierza dalej rozwijać kanały sprzedaży, zwiększać obecność na globalnych platformach reklamowych oraz przyspieszać wzrost zarówno organicznie, jak i poprzez partnerstwa i akwizycje. Jednym z nowych motorów wzrostu jest produkt Data Curation, który łączy sprzedaż danych i mediów, otwierając spółce dostęp do nowej kategorii klientów, w tym globalnych agencji reklamowych.

Realizacja Strategii 2026+ może przyczynić się do wzrostu sprzedaży danych* przez Cloud Technologies do poziomu 16 – 18 mln USD w 2026 roku oraz 18 – 24 mln USD w 2027 roku przy utrzymaniu wysokiej rentowności biznesu. Strategia zakłada także kontynuację redystrybucji kapitału do akcjonariuszy poprzez politykę dywidendową (ok. 20% oczyszczonego wyniku EBITDA za dany rok) oraz skup akcji własnych (250.000 sztuk akcji własnych).

Raportowany przez spółkę co miesiąc wskaźnik dynamiki sprzedaży danych obejmuje sprzedaż danych do kluczowych klientów Cloud Technologies i jest wyrażony w USD. Natomiast w raportach okresowych spółka prezentuje dane w PLN, a zatem na raportowane dynamiki wpływ mają różnice kursowe.

*Przedstawione w niniejszym dokumencie wartości przychodów stanowią cel postawiony przez Zarząd Spółki w związku z wdrożeniem i realizacją zaprezentowanych planów rozwoju. Założenia te nie stanowią prognozy.

Cieśnina Ormuz i nowy szef Fedu. Nerwowy tydzień dla rynków

W sytuacji na Bliskim Wschodzie coraz trudniej rozeznać się już nie tylko przeciętnym obserwatorom, ale też ekspertom. Na jeden sygnał deeskalacyjny przypada po chwili kolejne doniesienie o zamknięciu Cieśniny Ormuz. Inwestorzy żyją w spirali emocji od jednego do drugiego wpisu w social mediach. Czy swoje trzy grosze dołoży już jutro kandydat na nowego szefa Fed?

Porozumienie niczym tankowiec w cieśninie

Jeszcze w piątek na rynkach królował pozytywny sentyment, którego nie były w stanie wymazać nawet niepokojące doniesienia z rejonu Zatoki Perskiej. A wtedy do akcji wkroczyli Irańczycy, którzy ogłoszeniem pełnego otwarcia Cieśniny Ormuz wywołali kolejną falę transakcji. Ropa Brent przez moment spadała nawet o ponad 10% i przełamała od góry 90 USD za baryłkę. Euforia rozlała się po rynkach jak ropa z uszkodzonego tankowca. Giełdowe indeksy wystrzeliły, a niektóre osiągnęły wręcz historyczne rekordy (np. szeroki WIG na GPW przebił 13,5 tys. pkt.). Przejście w tryb risk on było bolesne także dla dolara amerykańskiego, który do piątkowego popołudnia coraz wyraźniej tracił grunt pod nogami. Kurs EUR/USD pierwszy raz od dwóch miesięcy sięgnął blisko 1,185 USD. I już w piątek rynek walutowy się zawahał, a eurodolar zawrócił na południe. Weekend natomiast, zamiast zapowiadanych rozmów pokojowych, przyniósł kolejne fale napięć i raczej niepokojących doniesień z Bliskiego Wschodu. Termin wstępnego zawieszenia broni wygasa już jutro, a strony podobno wreszcie podjęły jakiś dialog na pakistańskiej ziemi, ale konkretów wciąż jak na lekarstwo. Wszyscy zadają sobie pytanie, czy – pomiędzy groźbami, szydzeniem z siebie nawzajem czy realnym strzelaniem do statków handlowych – istnieje przestrzeń do jakiegokolwiek porozumienia? W tej chwili Iran i USA zdaje się łączyć tylko jedno: sama chęć zakończenia działań zbrojnych. Niby to najważniejszy aspekt, ale na drodze do niego jest mnóstwo mielizn. A skoro szanse na szybki pokój maleją, to rośnie chęć do realizacji zysków przez inwestorów.

Poniedziałkowa sprzedaż faktów, wtorkowe kupowanie plotek?

Właśnie jako realizację zysków przez inwestorów można potraktować pierwszą część poniedziałkowej sesji. Przy pustym kalendarzu makro jeszcze trudniej o impulsy niezwiązane z sytuacją na Bliskim Wschodzie. A stamtąd, zamiast transportu samej ropy, otrzymaliśmy jej wyższą wycenę. Chociaż głównym winowajcą jest dzisiejsze otwarcie pokaźną luką wzrostową, a reszta handlu zdaje się dość płaska, to jednak mówimy o kilkuprocentowych wzrostach w stosunku do piątkowego zamknięcia. Za baryłkę Brent trzeba zapłacić blisko 95 USD, a za WTI 87,5 USD. Na giełdach jeszcze nieźle wyglądała Azja, gdzie chociażby Tokio czy Szanghaj zakończyły handel przyzwoitymi zwyżkami. Niestety wczesne popołudnie w Europie to już wyraźna przecena głównych indeksów. Od -0,5% w Amsterdamie do -1,5% w Mediolanie. Za rynkami bazowymi podąża Warszawa, gdzie WIG20 traci ponad 1%. Otwarcie na Wall Street również zapowiada się spadkowo, więc nie będzie to łatwy dzień dla giełdowych byków. Dzisiejsze nastroje inwestorów przekładają się na mocniejszego dolara, a co za tym idzie też słabszego złotego. Chociaż znowu za główną część ruchu odpowiadają pierwsze godziny poniedziałkowego handlu, to następującą po nich flautę także można uznać za sygnał prodolarowy. Po godz. 13 kurs EUR/USD balansuje na 1,177 USD, kurs euro utrzymuje się powyżej 4,23 PLN, kurs dolara nie przekracza 3,60 PLN, a kurs franka przebił 4,60 PLN.

Bio Planet z rekordowym zyskiem i planem emisji akcji

0

Spółka Bio Planet S.A. zakończyła 2025 rok z przychodami na poziomie 311,0 mln PLN (+11,3 % r/r) oraz zyskiem netto 6,3 mln PLN (+214 % r/r), wyraźnie poprawiając rentowność i efektywność operacyjną. Jednocześnie Zarząd zarekomendował przeprowadzenie nowej emisji akcji serii E i przedstawił Zwyczajnemu Walnemu Zgromadzeniu Akcjonariuszy zwołanemu na 15 maja 2026 r projekty uchwał dotyczące emisji akcji serii E. Emisja ma zapewnić część środków na kontynuację strategicznej inwestycji – budowy nowoczesnych zakładów konfekcjonowania.

Dobre wyniki finansowe i efektywność operacyjna

– „Rok 2025 był dla Bio Planet okresem konsekwentnego skalowania działalności przy jednoczesnym dalszym porządkowaniu kosztów. Wzrost przychodów o ponad 11 % przy jednoczesnym ograniczeniu dynamiki kosztów zatrudnienia do niespełna 6 % pozwolił nam osiągnąć najwyższy zysk netto w historii Spółki. To efekt poprawy efektywności magazynu, optymalizacji procesów logistycznych oraz lepszego zarządzania ofertą produktową” – podkreśla Sylwester Strużyna, Prezes Zarządu Bio Planet S.A.

Dynamiczny wzrost sprzedaży, połączony z dalszą optymalizacją kosztów operacyjnych, przełożył się na znaczącą poprawę wyników finansowych. EBITDA osiągnęła poziom 12,5 mln PLN, a marża na sprzedaży wyniosła 31,4 %. Rentowność netto wzrosła z 0,7 % do 2,0 %, natomiast rentowność kapitałów własnych (ROE) zwiększyła się z 8,1 % do 21,9 %, co potwierdza skuteczność realizowanej strategii.

– „Wyniki finansowe za 2025 rok pokazują, że Bio Planet potrafi skutecznie łączyć wzrost skali działalności z dyscypliną kosztową. Poprawa rentowności wynikała nie tylko ze wzrostu sprzedaży, ale także z realnych efektów optymalizacji operacyjnej. To fundament, na którym możemy budować kolejne lata stabilnego rozwoju” – mówi Sylwester Strużyna.

Działalność operacyjna i stopniowe poszerzanie oferty

W 2025 r. Spółka dużą uwagę przyłożyła do działań optymalizacyjnych w obszarze logistyki i magazynowania, zwiększając wydajność pracy magazynierów oraz ograniczając koszty usług obcych, a jednocześnie selekcjonując ofertę produktową w kierunku produktów o najwyższej rotacji i marżowości. Równolegle rozwijano własne systemy informatyczne, w tym rozwiązania klasy Business Intelligence, elementy systemów WMS oraz aplikacje mobilne, korzystając z ulgi B+R. Oferta produktowa została znacząco rozszerzona i na koniec roku obejmowała 625 produktów pod marką Bio Planet, 383 produkty świeże oraz 231 produktów pod marką NaturaVena.

Łącznie, nakłady inwestycyjne w 2025 r. wyniosły 1,7 mln zł i obejmowały m.in. sprzęt magazynowy, samochody, oprogramowanie oraz odsetki od kredytu inwestycyjnego. Wartość aktywów trwałych na koniec roku wyniosła 52,5 mln zł, z czego 18,6 mln zł stanowiły środki trwałe w budowie związane z realizacją projektu budowy nowoczesnych zakładów konfekcjonowania.

Planowana emisja akcji serii E

Zgodnie z przedstawionymi przez Zarząd projektami uchwał na Zwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy, Zarząd Bio Planet S.A. planuje przeprowadzenie emisji od 100 do 130 000 akcji zwykłych na okaziciela serii E o wartości nominalnej 1,00 zł każda w trybie subskrypcji otwartej, z wyłączeniem prawa poboru dotychczasowych akcjonariuszy. Cena emisyjna została zaproponowana przez Zarząd na poziomie 32,00 zł za akcję serii E, z możliwością jej obniżenia w wypadku zmian kursu EUR tak, aby łączne wpływy nie osiągnęły i nie przekroczyły równowartości 1 mln EUR (limit dla emisji realizowanych w uproszczonej procedurze – na podstawie dokumentu ofertowego). W projekcie uchwał przeprowadzenie oferty publicznej i zbieranie zapisów (subskrypcja) planowane jest na okres od 27 maja do 25 czerwca 2026 r., a okres ten może być wydłużony i skrócony. Akcje serii E mają uczestniczyć w dywidendzie od zysku za 2026 r., a ich udział w kapitale zakładowym po emisji może wynieść maksymalnie 4,15 % (w wypadku, gdy wszystkie akcje zostaną objęte). Zarząd zaproponował w projektach uchwał by Walne Zgromadzenie Spółka ubiegało się o dopuszczenie i wprowadzenie akcji serii E do obrotu na rynku regulowanym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, na którym notowane są inne akcje Spółki.

W dniu 17 kwietnia 2026 r. Bio Planet S.A. podpisała także aneks do umowy na budowę nowoczesnych zakładów konfekcjonowania w Lesznie k. Warszawy o wartości 19,6 mln zł. Inwestycja ma wedle założeń Zarządu zostać sfinansowana w części z planowanego kredytu inwestycyjnego (15,0 mln zł) oraz ze środków własnych pochodzących z zysków Spółki oraz częściowo z planowanej przez Zarząd emisji akcji serii E (4,6 mln zł). Łączny koszt projektu wzrośnie do 33,3 mln zł. W ramach projektu zaplanowała dodatkowo budowę mroźni oraz antresoli.

– „Wyłączenie prawa poboru i przeprowadzenie subskrypcji otwartej wynika z konieczności szybkiego pozyskania kapitału na realizację kluczowej inwestycji – budowy nowoczesnych zakładów konfekcjonowania w Lesznie. Realizacja tej inwestycji to fundamentalny element naszej strategii wzmacniania potencjału operacyjnego Bio Planet. Aktualizacja zakresu inwestycji pozwala nam stworzyć nowoczesną infrastrukturę, która będzie wspierać dalszy wzrost firmy. Planowana emisja akcji serii E oraz kredyt inwestycyjny zapewnią stabilne finansowanie projektu, umożliwiając jednocześnie utrzymanie dotychczasowej dynamiki rozwoju. Pozyskanie środków od szerokiego grona inwestorów zwiększa szanse powodzenia emisji i pozwala nam kontynuować projekt bez opóźnień. Jest to najtańszy i najbardziej efektywny sposób finansowania dalszego rozwoju Spółki” – wskazuje Zarząd.

Optymistyczne perspektywy dla branży eko

Otoczenie rynkowe w 2025 r. sprzyjało dalszemu rozwojowi segmentu żywności ekologicznej, szczególnie w obszarze produktów premium, certyfikowanych i o krótkim składzie, a także w kanałach e-commerce i sieciach ogólnospożywczych. Na rynku europejskim widoczny jest wzrost popytu na produkty ekologiczne wysokiej jakości oraz rosnące znaczenie transparentności łańcucha dostaw, co sprzyja modelowi biznesowemu Spółki. Bio Planet dostrzega również rosnący potencjał eksportowy, szczególnie na rynkach Europy Środkowej i Bliskiego Wschodu.

– „Widzimy dalszy potencjał w rozwoju sprzedaży w kanałach ogólnospożywczych, e-commerce oraz w eksporcie. Wraz z poprawą warunków rynkowych planujemy przyspieszyć inwestycje i zwiększać skalę działalności” – podsumowuje Prezes Zarządu.

Rynek magazynowy Wrocławia rośnie, choć deweloperzy hamują z nową podażą

Z najnowszego raportu Savills „Market in Minutes – Wrocław. Rynek przemysłowo-logistyczny” wynika, że stolica Dolnego Śląska pozostaje jednym z kluczowych hubów logistycznych w Europie Środkowej. Na koniec 2025 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni w regionie osiągnęły poziom 4,59 mln m kw., co stanowi wzrost o 9% w porównaniu do ubiegłego roku.

Pomimo ogólnego wzrostu zasobów przemysłowo-logistycznych, deweloperzy coraz ostrożniej podchodzą do rozpoczynania nowych inwestycji, co może przełożyć się na niższą dynamikę wzrostu w kolejnych okresach. W 2025 roku na rynek trafiło 299 700 m kw. nowej podaży, co oznacza spadek o 52% rok do roku. Obecnie w budowie znajduje się 111 000 m kw. powierzchni (spadek o 62% r/r), przy czym aż 67% tego metrażu jest już zabezpieczone umowami najmu.

Aktywność najemców we Wrocławiu utrzymuje się na wysokim poziomie. Popyt brutto w 2025 roku wyniósł 845 100 m kw. (+8% r/r), natomiast popyt netto osiągnął 445 800 m kw., notując znaczący wzrost o 28% rok do roku.

Wrocław pozostaje jednym z najbardziej dojrzałych i strategicznych rynków magazynowych w Polsce. Skala istniejących zasobów, wysoki poziom popytu oraz znaczący udział powierzchni już wynajętej w projektach będących w budowie potwierdzają utrzymujące się zainteresowanie tą lokalizacją ze strony najemców – komentuje Małgorzata Włochal, Associate Director, Industrial Agency w Savills Polska.

Do największych obiektów oddanych do użytkowania w 2025 roku należały P3 Wrocław o powierzchni 92 300 m kw. oraz GLP Wrocław V Logistics Centre liczące 67 500 m kw. Wśród rekordowych transakcji najmu wyróżniły się nowa umowa firmy Shein w ECE Kąty Wrocławskie (79 200 m kw.) oraz odnowienie kontraktu przez ID Logistics w P3 Wrocław II (78 100 m kw.).

Sytuacja po stronie wakatów (wskaźnik powierzchni niewynajętej) uległa niewielkiej zmianie. Poziom pustostanów wzrósł o 70 punktów bazowych rok do roku i na koniec 2025 roku wyniósł 9,5%. Czynsze bazowe utrzymują się w stabilnym przedziale 4,20-4,90 EUR/m kw./miesiąc, podczas gdy czynsze efektywne wynoszą od 2,90 do 4,00 EUR/m kw./miesiąc. Raport zwraca również uwagę na ceny gruntów inwestycyjnych o większych areałach, które w ofercie Savills kształtują się od 200 do 350 zł za m kw.

Dane za 2025 rok oraz bieżące trendy rynkowe wskazują na dużą dyscyplinę inwestycyjną deweloperów. Przy zachowaniu stabilnego, wysokiego popytu na powierzchnie magazynowe, nowa podaż jest dostarczana w sposób selektywny. Przekłada się to na wysoki poziom przednajmu projektów w budowie, który wynosi obecnie 67%. Tak wysoki wskaźnik dowodzi, że rynek rozwija się w sposób racjonalny, a nowe obiekty powstają w odpowiedzi na realne zapotrzebowanie najemców – dodaje Patrycja Dzikowska, Associate Director, Research w Savills Polska.

Do atrakcyjności regionu przyczynia się rozwinięta infrastruktura transportowa, w tym autostrada A4 oraz drogi ekspresowe S8 i S5, które zapewniają doskonałe skomunikowanie z rynkami Europy Zachodniej, Czechami oraz Niemcami. Region Wrocławia jest szczególnie chętnie wybierany przez operatorów logistycznych, sektor e-commerce oraz branże motoryzacyjną, EV i AGD.

Waluty i ropa cofają piątkowy optymizm po nowych napięciach w Zatoce

Na Bliskim Wschodzie ogłoszono tyle przełomów, że wojny już dawno nie powinno być. Rzeczywistość pokazuje jednak, że Cieśninę Ormuz blokują obecnie obie strony. Po piątkowym optymizmie na rynkach już prawie nie ma śladu.

Dziwne zawieszenie broni

W wojnie w Zatoce Perskiej teoretycznie obowiązuje zawieszenie broni. Jak jednak pokazuje praktyka na Bliskim Wschodzie, takie rozwiązanie działa tam trochę inaczej, niż sugerowałaby definicja. W trakcie tego rozejmu Amerykanie przejęli irański statek, który naruszał ich blokadę Cieśniny Ormuz. Iran z kolei ostrzelał przynajmniej kilka jednostek, które naruszały jego blokadę tej cieśniny. W tle odbywają się rozmowy pokojowe w Islamabadzie. Przynajmniej tak twierdzą Amerykanie. Problem w tym, że patrząc na wypowiedzi strony irańskiej, nie zamierza ona brać w nich udziału. Obecne zawieszenie broni teoretycznie kończy się we wtorek w nocy, ale w sumie nie wiadomo, co z tego wynika. Najciekawsze w tym wszystkim są jednak reakcje rynków, które mimo tych wszystkich wydarzeń traktują ten konflikt, jakby był właśnie wygaszany.

Kolejny spadek cen ropy

W piątek Donald Trump napisał, że Iran otwiera Cieśninę Ormuz. Jak ta sytuacja ewoluowała w weekend, to już wiemy. Mogłoby się wydawać, że skoro rynki nie lubią niepewności, to tego typu działania tylko odstraszają inwestorów. Jak się jednak okazuje, odstraszyły tych, którzy kupują ropę naftową. W piątek, w szczytowym momencie, baryłka Brent staniała o imponujące 12 USD. Stało się to tuż po wiadomości na portalu społecznościowym prezydenta. Do końca dnia inwestorzy nabrali jednak podejrzeń, że sytuacja nie jest aż tak dobra i cena poszła 6 USD w górę. Dzisiaj nad ranem ropa zdrożała jeszcze o 3 USD. W rezultacie, mimo przejęcia statku przez USA i ostrzelania statków przez Iran, surowiec jest nadal o 3 USD tańszy niż w piątkowy poranek. Na uwagę zasługuje większy spadek ropy w USA. Amerykanie zwiększyli produkcję na rynku wewnętrznym, a sytuacja w Zatoce Perskiej wpływa znacznie bardziej na dostępność gatunku Brent. Odmiana WTI jest obecnie już 7,5 USD tańsza. W rezultacie presja na portfele Amerykanów wyraźnie spada.

Co na to waluty?

Na fali optymizmu związanego z informacją o otwarciu Cieśniny Ormuz widać było również zmiany na walutach. Dolar względem euro po raz pierwszy od początku wojny był słabszy niż w momencie jej rozpoczęcia. Osiągnął on przez moment poziom 1,1850. Duży napływ kapitałów zza oceanu spowodował podobnie dobre nastroje w naszej części świata. Euro po raz pierwszy od rozpoczęcia konfliktu zameldowało się poniżej poziomu 4,23 zł. Forint niesiony wciąż entuzjazmem powyborczym także się umacniał i za jedno euro płacono zaledwie 360 forintów. W górę względem euro szła też korona czeska. Optymizm nie ominął również rynków złota, srebra i kryptowalut. Wszystko to jednak dzisiaj na otwarciu rynków traci, po tym jak okazało się, że jednak sytuacja wcale nie jest tak dobra, jak napisał prezydent USA.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Zadłużenie sektora TSL rośnie do 1,66 mld zł – branża pod presją kosztów i spadku zleceń

Jak pokazują dane Krajowego Rejestru Długów, przeterminowane zobowiązania sektora TSL (transportowo-spedycyjno-logistycznego) wynoszą już 1,66 mld zł – to o 69 mln zł więcej niż rok temu. 79 proc. całego zadłużenia należy do przewoźników drogowych. Ta sytuacja jest wynikiem kumulacji wielu problemów, z których najpoważniejsze to: mniejsza liczba przewozów, rosnące koszty działalności, niedobór kadr oraz kolejne obowiązki regulacyjne.

Nastroje przedstawicieli sektora TSL są zdecydowanie pesymistyczne. W marcu br. wartość Miesięcznego Indeksu Koniunktury (MIK) dla tej branży zmalała o prawie 8 punktów w ciągu zaledwie miesiąca. Przedsiębiorcy częściej wskazywali na spadek sprzedaży i liczby nowych zamówień. Do tego dochodzą problemy z płynnością finansową. Jak wynika z najnowszych danych KRD – długi sektora tylko rosną. Na koniec marca łączne zadłużenie przekroczyło 1,66 mld zł. Na tę sumę złożyły się zobowiązania 31,8 tys. przewoźników.

Najbardziej niepokojącym zjawiskiem w branży TSL jest jej podatność na zatory płatnicze. Łączne zadłużenie sektora wzrosło rok do roku o ponad 69 mln zł, a średnie zadłużenie przypadające na jedną firmę zwiększyło się o ponad 2 tys. zł. Liczba dłużników zbytnio się nie zmieniła. Co ważne, aż 79 proc. całej kwoty zaległości przypada na transport drogowy towarów, który jest osią całego rynku. Widać też, że dług narasta nie tyle w wydatkach ubocznych, ile w kosztach codziennego działania: wobec firm leasingowych, paliwowych i ubezpieczycieli. A wiadomo, że jeśli problemy pojawiają się właśnie tutaj, to znaczy, że zagrożona jest bieżąca zdolność do realizacji zleceń. Do tego dochodzą zjawiska charakterystyczne dla całej branży: wydłużone terminy płatności, brak poduszki finansowej czy zbyt późna reakcja na opóźnienia kontrahentów – wymienia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Większość zadłużenia całego sektora należy do transportu drogowego towarów – 23,4 tys. podmiotów ma do zwrotu aż 1,32 mld zł. Na drugim miejscu znalazło się 4,36 tys. przedsiębiorstw transportu lądowego pasażerskiego, które muszą oddać 154 mln zł. Nieco mniej, bo 127 mln zł długu, wygenerowały firmy zajmujące się magazynowaniem i działalnością usługową wspomagającą transport – 2,47 tys. z nich nie radzi sobie z terminową spłatą należności.

Największe długi mają przedsiębiorstwa z Mazowsza – zalegają wierzycielom 338 mln zł. Firmy ze Śląska muszą spłacić 223 mln zł. Niewiele mniej, bo 218 mln zł, są winni przewoźnicy działający w Wielkopolsce. Najmniej przeterminowanych długów mają firmy z województwa świętokrzyskiego. Ich zadłużenie wynosi 24,7 mln zł. Podobnie wypadają podmioty z województwa opolskiego (26,9 mln zł) oraz Warmii i Mazur (33 mln zł).

Blisko 65 proc. zadłużonych przewoźników to jednoosobowe działalności gospodarcze, które gromadziły 929 mln zł długu.

Z badania Rzetelnej Firmy „Problemy i wyzwania firm transportowych w Polsce” wynika, że firmy transportowe funkcjonują dziś w trybie dużej ostrożności. Aż 61 proc. z nich negatywnie ocenia kondycję całej branży, a 48 proc. nie planuje w tym roku żadnych działań rozwojowych. Przy rosnących kosztach paliwa, utrzymania floty i presji na stawki, przedsiębiorcy koncentrują się przede wszystkim na utrzymaniu płynności i zabezpieczeniu bieżącej działalności. W takiej sytuacji szczególnego znaczenia nabiera weryfikacja kontrahentów i budowanie wiarygodności płatniczej, bo to one pomagają ograniczać ryzyko współpracy i lepiej chronić firmę przed kolejnymi zatorami – mówi Sandra Czerwińska, ekspertka Rzetelnej Firmy.

Nierówna walka na dwóch frontach

Według danych Polskiego Instytutu Ekonomicznego, największą barierą w prowadzeniu biznesu są rosnące koszty pracownicze – wskazuje tak 79 proc. firm transportowych. Blisko dwie na trzy nie mogą znaleźć wykwalifikowanych kierowców. Kolejny problem to mniejsza liczba przewozów: zgodnie z szacunkami PKO BP, przewozy drogowe w 2025 roku spadły o 8 proc. Co więcej, z badania Związku Pracodawców Transport i Logistyka Polska wynika, że ponad 73 proc. przedsiębiorstw spodziewa się w najbliższych miesiącach poważnego pogorszenia rentowności wykonywanych przewozów. To wszystko za sprawą 40-procentowego wzrostu stawek systemu e-Toll i rozszerzenia dróg objętych tym systemem o dodatkowe 645 km.

Dużym obciążeniem są wahania cen paliw związane z sytuacją na Bliskim Wschodzie, a także nowe obowiązki administracyjne, w tym rozszerzenie monitorowania SENT na odzież i obuwie od 17 marca 2026 r. Konsekwencją tych zjawisk są narastające problemy z płynnością finansową.

Obecnie transport walczy na dwóch frontach: z kosztami operacyjnymi i zatorami płatniczymi. W ostatnich dwunastu miesiącach nastąpiło wyraźne pogorszenie płynności finansowej oraz terminowego regulowania zobowiązań przez mikrofirmy z tej branży. Notujemy kilkuprocentowy wzrost liczby przedsiębiorców, którzy wnioskują o finansowanie, ale go nie otrzymają, bo oni sami lub ich kontrahenci mają negatywne wpisy w rejestrach dłużników. Jednocześnie widzimy, że tam, gdzie firmy mają dobry scoring, łączna wartość przyznanego przez nas finansowania rośnie. To dlatego, że bardziej stabilne płynnościowo przedsiębiorstwa transportowe potrzebują teraz większych, chwilowych zastrzyków gotówki, by utrzymać bieżącą działalność operacyjną – wyjaśnia Emanuel Nowak, ekspert firmy faktoringowej NFG.

Nierówną walkę sektora TSL pokazuje Analiza wiarygodności płatniczej KRD. Z jednej strony branża weszła w 2026 r. w lepszej kondycji niż rok wcześniej (w lutym udział firm z najlepszymi ocenami A+B+C wzrósł do 60,4 proc. z 53,2 proc., a w marcu do 60,9 proc. z 58,9 proc. rok do roku), z drugiej strony po bardzo dobrym styczniu (kiedy najlepsze oceny miało 65,8 proc. firm), luty przyniósł wyraźne cofnięcie (60,4 proc.). Co istotne, nie nastąpił wzrost liczby podmiotów o najwyższym ryzyku, bo udział ocen F+G+H utrzymał się niemal na tym samym poziomie: ok. 13 proc., ale przede wszystkim doszło do przesunięć między grupą firm najmocniejszych i pośrednich.

Miliony zamrożone u nierzetelnych kontrahentów

Największe zobowiązania branża TSL ma wobec sektora finansowego (m.in. banków, firm leasingowych, ubezpieczycieli oraz funduszy sekurytyzacyjnych). Jest im winna aż 1,15 mld zł. Ponad 256 mln zł przewoźnicy muszą oddać branży paliwowej, a 131,3 mln zł – handlowej. 48,8 mln zł wynoszą zaległości wobec operatorów telekomunikacyjnych, a 20,4 mln zł – wobec firm zajmujących się naprawą pojazdów.

Ale sektor TSL również ma swoich dłużników, a zobowiązania przewoźników byłyby niższe, gdyby otrzymywali oni zapłatę za wykonane usługi w terminie. Tymczasem w Krajowym Rejestrze Długów po stronie nierzetelnych kontrahentów widnieje zaledwie 215,3 mln zł. To dlatego, że wielu przewoźników nie zgłasza swoich dłużników do rejestru, obawiając się pogorszenia relacji. Część z nich próbuje innymi sposobami motywować winnych do zapłaty.

Dyscyplinowanie nierzetelnych kontrahentów to jeden z powodów, dla których małe firmy transportowe sięgają po faktoring. Niestety nie wszystkie mogą to robić. Oręż z rąk wytrąca im zakaz cesji w umowach z dużymi firmami logistycznymi, który uniemożliwia korzystanie z tego rozwiązania. W praktyce przewoźnik wykonuje usługę, czeka na zapłatę, a jednocześnie ma zamkniętą drogę do narzędzi finansowych, które mają go wspierać. W ten sposób wpada w błędne koło zatorów płatniczych bez możliwości poprawy sytuacji. Tylko w ubiegłym roku, według danych Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej, ogłoszono 673 postępowania upadłościowe i restrukturyzacyjne wobec firm z sektora TSL – zauważa Emanuel Nowak.

Najwięcej – 66,7 mln zł – stanowią wewnętrzne długi branży, kolejne 60,5 mln zł sektor TSL ma do odzyskania od przedsiębiorstw handlowych. Przewoźnicy czekają także na zwrot 28,7 mln zł od przemysłu i 17,6 mln zł d budownictwa.

Złoty korzysta z nadziei na pokój, banki centralne pozostają ostrożne

Koniec wojny w Iranie wybrzmiewa w medialnych doniesieniach najmocniej od rozpoczęcia konfliktu. Jest to dobra wiadomość dla złotego, który w piątek o poranku zyskuje względem głównych walut. Mimo prawdopodobnego zakończenia wojny, jej konsekwencje pozostaną na tapecie bankierów centralnych z całego świata przez kolejne kilka (a może i kilkanaście) miesięcy. Jednak aktualnie większość decydentów stroni od jastrzębiego stanowiska, czyli wizji podnoszenia kosztu pieniądza.

Jak trwałe będą nowe ustalenia?

Rosną nadzieje na zakończenie konfliktu na Bliskim Wschodzie. Informacje napływające z Białego Domu mówią o wspólnym omawianiu przez USA i Iran przedłużenia rozejmu. Nie jest to ostateczny koniec wojny, jednak wskazuje kierunek jakim jest deeskalacja. Dodatkowo czytamy, że Izrael zgodził się na na rozejm z Libanem. Był to jeden z warunków Iranu, aby zawieszenie broni pozostało trwałe. Optymizm rośnie, a wraz z nim apetyt na ryzyko. Mówią o tym wzrosty na światowych giełdach. Na forex kapitał płynie do walut z koszyka EM, na czym korzysta złoty. Kurs EUR/PLN w piątek przed południem schodzi poniżej 4,24 PLN, a USD/PLN poniżej 3,59 PLN. Zniżki widać także na GBP/PLN i CHF/PLN – to odpowiednio niecałe 4,86 PLN i 4,59 PLN. Dobre wiadomości dają również nadzieję na przywrócenie dostaw przez Cieśninę Ormuz, do czego wzywają światowi przywódcy. To wywołuje spadki cen ropy. Odmiana amerykańska wraca poniżej 90 USD. Powstaje jednak pytanie, jak długo utrzyma się pozytywna narracja?

Ceny w UE rosną

Najnowszy raport Eurostatu za marzec potwierdził obawy inflacyjne związane z konfliktem na Bliskim Wschodzie. Produkty we Wspólnocie drożeją z powodu wzrostu cen surowców energetycznych. W przypadku całej Unii Europejskiej odnotowano skok z 2,1% r/r do 2,8% r/r. Natomiast samą strefę euro dotknęła zwyżka z 1,9% r/r do 2,6% r/r. Najwyższy rezultat w UE, bo aż 9% r/r (poprzednio 8,3% r/r), odnotowano w Rumunii. Po przeciwnej stronie w raporcie znajduje się Dania, gdzie dynamika to 1% r/r (poprzednio 0,5% r/r). Polska, z inflacją konsumencką na poziomie 3,2% r/r (poprzednio 2,5% r/r), znalazła się pośrodku zestawienia. Każdy z wymienionych odczytów wzrósł względem poprzedniego o ponad pół punktu procentowego. Jest to ważna informacja, gdyż różnice między odczytami lutowymi a styczniowymi były znacznie niższe. Dla Unii Europejskiej dane za styczeń i luty to odpowiednio 2% r/r i 2,1% r/r, a dla strefy euro 1,7% r/r i 1,9% r/r. W przypadku Polski nie odnotowano zmian (utrzymany poziom 2,5% r/r), a w Rumunii inflacja spadała z 8,5% r/r do 8,3% r/r. Marcowa zwyżka pozostaje więc sygnałem ostrzegawczym dla decydentów, którzy w kolejnych miesiącach będą analizować również wzrost tempa zmian.

Cierpliwe EBC

Kilka godzin po danych od Eurostat poznaliśmy protokół z ostatniego posiedzenia EBC, który wskazuje na obawy o dalsze wzrosty cen. Póki co jednak wszyscy członkowie gremium są wstrzemięźliwi w sprawie rychłych podwyżek kosztu pieniądza. Dodatkowo z tonu zapisek wynika, że nie należy podejmować pochopnych decyzji, kiedy można pozwolić sobie na dłuższą analizę długoterminowych skutków wojny, która niebawem może się zakończyć. Zgrywa się to ze słowami prezeski banku z początku tygodnia. Lagarde w swojej wypowiedzi, oprócz kwestii inflacji, podniosła także zjawisko spowolnienia gospodarczego, które ma ograniczać wzrosty cen. Stanowisko EBC wskazuje na prawdopodobny brak ruchu na stopach procentowych podczas kolejnego posiedzenia, które odbędzie się ostatniego dnia miesiąca. Jednocześnie oznacza to, że szansa na zmianę kosztu pieniądza w strefie euro pojawi się dopiero w czerwcu, gdyż w majowym kalendarzu Europejskiego Banku Centralnego nie ma posiedzenia decyzyjnego. To dlatego unijna waluta, mimo deeskalacyjnych wieści, nie umacnia się względem dolara, a kurs EUR/USD pozostaje poniżej 1,18 USD.