Wygrana Joe Bidena uspokoi nastroje w Europie, nowe otwarcie nie zmieni jednak natury sporów atlantyckich

Mariusz Marszałkowski: jakie są obecnie główne zagrożenia dla funkcjonowania Unii Europejskiej?

Dr Olaf Osica, analityk i ekspert polityki międzynarodowej: wskazałbym raczej na wyzwania, a nie zagrożenia. Po uporaniu się z kryzysem strefy euro, który groził rozpadem Unii nie widzę na horyzoncie wielkich zagrożeń. Jest za to szereg różnego rodzaju wyzwań, przed którymi stoi wspólnota. Pierwsze z nich to przywrócenie trwałego i wysokiego wzrostu gospodarczego w całej Unii, a zwłaszcza w strefie euro. Od kryzysu lat 2008-2009 strefa euro nadrabia poniesione wtedy straty, co przekłada się na m.in. wysokie bezrobocie wśród młodych osób. Kryzys pandemiczny jest kolejnym czynnikiem osłabiającym rozwój gospodarek. Przywrócenie wzrostu gospodarczego pozwoli na wzmocnienie mandatu politycznego rządów państw Unii i przełoży się na lepszą atmosferę współpracy. Unia Europejska będzie lepiej działać, gdy obywatele poczują, że żyje im się lepiej i, że po tej kryzysowej dekadzie, w takich krajach jak Włochy czy Hiszpania, gdzieś tam zapala się światełko w tunelu.

Drugie wyzwanie dotyczy roli Unii w świecie, tj. tego na ile Unia Europejska jest w stanie obronić swoją pozycję globalnego regulatora, organizacji, która wyznacza pewne standardy, normy w zakresie polityki handlowej, w zakresie ochrony środowiska, czy regulacji rynkowych. Podsumowując, oba wspomniane wyzwania sprowadzają się do realizacji dwóch polityk unijnych: Europejskiego Zielonego Ładu oraz transformacji cyfrowej.

Marszałkowski: czy UE jest w stanie rywalizować w kontekście zwiększającego się znaczenia Chin?

Osica: rywalizować – tak. Czy jest gotowa na tę rywalizację? Wydaje mi się, że powoli osiągamy taką gotowość. Osobną kwestią jest efektywność działania. Kiedy mówimy o sporach, czy rywalizacji chińsko-unijnej to pamiętajmy, że to Chiny są tym krajem, który rywalizuje. To Chiny narzucają tradycyjną agendę mocarstwową, w tym wypadku w obszarze handlu i gospodarki. Unia Europejska jest zupełnie innym tworem. Tutaj takie tradycyjne pojęcia strategii i mocarstwowości nie mają zastosowania. Siłą Unii Europejskiej jest to, że owa rywalizacja odbywa się na polu gospodarczym, a nie militarnym, gdzie Europa nie ma istotnych przewag. W sferze gospodarczej Europa ma natomiast silną pozycję związaną z regulowaniem dostępu do własnego rynku. I to zarówno na poziomie globalnym, przez działania na forum Światowej Organizacji Handlu, jak i na poziomie jednolitego rynku. Przykładem tego są plany wprowadzenia granicznego podatku węglowego, podatku cyfrowego, czy reguły dotyczące pochodzenia technologii stosowanej do budowy elementów cyfrowej infrastruktury krytycznej. Suwerenność regulacyjna predestynuje UE do tego, aby nie bać się starcia z Chinami. Na pewno nie jesteśmy na straconej pozycji. Słabością systemową Unii jest natomiast jej wewnętrzne zróżnicowanie. Unia jest konglomeratem instytucji i państw, które często mają inne priorytety, preferencje, albo po prostu interesy. Dobrym przykładem tego problemu jest kwestia 5G w Szwecji. Rząd szwedzki zdecydował się na „de facto” wyeliminowanie jednego z chińskich dostawców technologii. Tymczasem szef największej szwedzkiej firmy telekomunikacyjnej, która posiada tę technologię i powinna przyklasnąć decyzji rządu, zgłosił votum separatum. Jego zdaniem tego typu działania są nie tylko zbędne, ale też źle służą konkurencji rynkowej, która jest siłą napędową innowacji i doskonalenia produktów. Tłem tej reakcji były oczywiście interesy szwedzkiej firmy w Chinach.

Chiny inwestują, wykładają pieniądze i wchodzą w gospodarki poszczególnych państw członkowskich bez oglądania się na działania Komisji czy argumenty stolic. Problem ten dotyczy przede wszystkim gospodarek tzw. „starej Unii”. W naszym regionie interesy chińskie mają mniejszą skalę, bo i biznes do zrobienia jest mniejszy, a na dodatek płyną strumienie funduszy europejskich. I to grantów, a nie obwarowanych niekorzystnymi politycznie warunkami pożyczek, jak w przypadku Chin. To jest kapitał, który uzależnia, monopolizuje i tak naprawdę nie rozwija gospodarki, tylko wyciąga z niej korzyści, jednocześnie broniąc dostępu do swojego rynku. Rynek chiński jest antytezą jednolitego rynku UE. Jest zamknięty, uznaniowy, sterowany politycznie i ze słabą ochroną praw konsumentów i przedsiębiorców.

Marszałkowski: jak według pana zmieni się podejście nowej administracji prezydenta Bidena w stosunku do UE?

Osica: to jest zazwyczaj tak, że to pierwsze decyzje, a nie pierwsze słowa i zapowiedzi, przesądzą o kierunku nowej administracji. To, co będzie pozytywne to zmiana nie tylko języka, ale i definiowania partnerów. Unia Europejska nie będzie już wrogiem USA, jak miało to miejsce do tej pory. Będzie rywalem w wielu obszarach, będzie konkurentem, z którym będą prowadzone spory, ale jednak partnerem. Istota tej polityki pozostanie natomiast taka sama: ochrona, a kiedy potrzeba i obrona, interesów handlowych Stanów Zjednoczonych w kwestiach podatku cyfrowego, czy reguł działania Doliny Krzemowej, jej produktów i usług na rynku europejskim. Tutaj nie będzie jakiejś istotnej zmiany. Będzie inny klimat rozmów, bardziej profesjonalna polityka, wyraźniejsze definiowanie rzeczy, których się oczekuje. W tym sensie polityka stanie się bardziej przewidywalna.

Będą zapewne próby powrotu do świata opartego na ładzie liberalnym, choć wymaga on dzisiaj nowego zdefiniowania. Na pewno demokracja, wolność, rządy prawa, na pewno powrót do współpracy wielostronnej, porozumień klimatycznych i reformy organizacji międzynarodowych, ale raczej dystans wobec angażowania się w konflikty czy to bezpośrednio, czy we współpracy z Europą. Ale tu stawiam duży znak zapytania, bo tak naprawdę to są oczekiwania komentatorów, a jak wspomniałem o kierunku polityki przesądzą pierwsze kryzysy lub decyzje.

My w Europie popełniamy zawsze ten sam błąd witając nowe administracje amerykańskie. Zaczynamy od pytań, które ważne są dla nas, ale niekoniecznie dla drugiej strony. Prezydentura Joe Bidena będzie poświęcona przede wszystkim rozwiązywaniu kryzysów wewnętrznych. I to będzie miało swoje przełożenie na dyskusję w polityce międzynarodowej. „America is back” to liberalna wersja „America First”, a nie zapowiedź przewrotu kopernikańskiego. Tendencje izolacjonistyczne pozostaną bardzo silne, bo liczba i skala nagromadzonych problemów wewnętrznych będzie konsumować większą część uwagi i zasobów nowej administracji.

Marszałkowski: czy Polska jako państwo bierze odpowiedni, w stosunku do swojego potencjału, udział w tworzeniu nowych polityk wobec wyzwań przed którymi stanie UE w najbliższej przyszłości?

Osica: odpowiedź jest bardzo prosta i brzmi: nie. Polska ma duży potencjał, ale potencjał, a siła to są dwie różne rzeczy. Siła to jest umiejętność mobilizowania potencjału intelektualnego, instytucjonalnego, organizacyjnego do systemowej realizacji celów. Nie wychodzi nam to w polityce krajowej, więc tym bardziej trudno oczekiwać, że będzie nam wychodziło w polityce europejskiej, gdzie ustępujemy pola partnerom o mniejszym potencjale, ale większej sile. Powiedziałbym, że cała polska polityka zagraniczna jest w głębokim kryzysie intelektualnym i koncepcyjnym. Jeśli spojrzymy na projekty, dzięki którym Polska odcisnęła się w politycznej historii Unii, odkształciła jej kawałek, to na myśl przychodzi mi propozycja zmiany systemu liczenia głosów, czyli słynny „pierwiastek”. Projekt, który dotyczył kwestii ustrojowych, ale skończył się fiaskiem. Był to bardzo ambitny projekt, być może zbyt ambitny jak na tamte lata, bo to były początki naszego członkostwa. Ale był wart ryzyka, chociażby dla lekcji, której nam udzielono, i o której nasi partnerzy pamiętają, a my niestety już chyba nie. Potem mieliśmy Partnerstwo Wschodnie i Unię Energetyczną. Oba projekty można różnie oceniać, ale niemniej wpisały się do historii polityki europejskiej i w moim przekonaniu były bardzo potrzebne, bo pokazały nasz pozytywny wkład. Od tamtego czasu nie ma projektów, tylko są wielkie ambicje, idee, hasła. Kawiarniany gwar, a nie cisza politycznych gabinetów. Polska ustawiła się w roli wielkiego malkontenta: recenzujemy i pouczamy wszystkich, nie mając tak naprawdę niczego ciekawego do zaoferowania. Takich partnerów wszyscy raczej unikają.

Wyniki rynku ubezpieczeniowego po III kwartale 2020 r.

W ciągu trzech kwartałów 2020 r. Polacy otrzymali 29,5 mld zł odszkodowań i świadczeń ubezpieczeniowych. Tylko z ubezpieczeń komunikacyjnych wypłaty wyniosły ponad 10,7 mld zł.

Najważniejsze dane dotyczące rynku ubezpieczeń po III kw. 2020 r.

  • 29,5 mld zł dla poszkodowanych, w tym: o 12,8 mld zł z ubezpieczeń na życie o 10,7 mld zł z ubezpieczeń komunikacyjnych (OC+AC) o Około 6 mld zł z pozostałych ubezpieczeń
  • Prawie 85 mld zł aktywów ubezpieczyciele ulokowali w obligacjach i innych papierach wartościowych o stałej kwocie dochodu, wspierających gospodarkę i finanse publiczne
  • 16,3 mld zł aktywów było ulokowanych w akcjach spółek z GPW i innych papierach o zmiennej kwocie dochodu
  • Ponad 1,1 mld zł podatku dochodowego zapłacili ubezpieczyciele

– W ciągu trzech kwartałów 2020 r. Polacy wydali na ubezpieczenia 46,5 mld zł. To prawie tyle samo, co przed rokiem. Nie rezygnujemy z ochrony ubezpieczeniowej, a zakłady ubezpieczeń już na początku pandemii wprowadziły w życie rozwiązania skierowane do klientów dotkniętych finansowo skutkami pandemii – mówi Jan Grzegorz Prądzyński, prezes zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU).

Ubezpieczyciele wspierają walkę z pandemią

W kwietniu 2020 r. PIU opracowała 14 rekomendacji dla klientów w trudnej sytuacji finansowej.

Obejmowały one:

  • posiadaczy pojazdów,
  • kredytobiorców oraz posiadaczy polis oszczędnościowych i inwestycyjnych,
  • ponad 4 tys. touroperatorów,
  • kilkanaście tysięcy podmiotów gospodarczych, biorących udział w likwidacji szkód,
  • lekarzy i ratowników medycznych.

W listopadzie 2020 r., 18 firm ubezpieczeniowych podjęło decyzję o sfinansowaniu dodatkowego call center dla Głównego Inspektoratu Sanitarnego. Dzięki temu, przez pół roku 100 dodatkowych konsultantów będzie do dyspozycji osób poszukujących informacji związanych z pandemią i zakażeniem koronawirusem. W przedsięwzięciu wzięli udział: Allianz, Aviva, Axa, Compensa, Credit Agricole Ubezpieczenia, Ergo Hestia, Generali, Interrisk, MetLife, PKO Ubezpieczenia, Grupa PZU, Saltus, TUW TUW, Uniqa, Unum, Vienna Life, Warta i Wiener. – Naszą społeczną rolą jest niesienie pomocy w najtrudniejszych sytuacjach życiowych. Pandemia bez wątpienia jest taką sytuacją, stąd decyzja ubezpieczycieli o wsparciu Głównego Inspektoratu Sanitarnego – mówi Jan Grzegorz Prądzyński.

Pandemia nie zniwelowała wartości odszkodowań

W ciągu trzech kwartałów 2020 r. ubezpieczyciele wypłacili poszkodowanym prawie tyle samo odszkodowań i świadczeń, co rok wcześniej. – Wartość wypłat związanych z ubezpieczeniami komunikacyjnymi jest bardzo podobna do zeszłorocznej, mimo mniejszego ruchu pojazdów. Jeśli chodzi o szkody w rolnictwie – wypłat jest znacznie więcej, co jest efektem wiosennych przymrozków. Wzrosły też odszkodowania z tytułu gwarancji ubezpieczeniowych – mówi Andrzej Maciążek, wiceprezes zarządu PIU. – Pandemia nie oznacza, że nie dochodzi do szkód. Dlatego bardzo ważne jest utrzymywanie odpowiedniej ochrony ubezpieczeniowej – dodaje.

Silna pozycja kapitałowa ubezpieczycieli

Polscy ubezpieczyciele wypracowali po III kw. 2020 r. 5,2 mld zł zysku netto, czyli o 13 proc. mniej niż przed rokiem. Do budżetu państwa odprowadzili ponad 1,1 mld zł podatku dochodowego. Lokaty zgromadzone w krajowych obligacjach i innych bezpiecznych instrumentach sięgają 85 mld zł.

– Ubezpieczyciele pełnią w gospodarce szczególną funkcję, łagodząc cykle koniunkturalne i będąc długoterminowym inwestorem w krajowe papiery wartościowe. Mają bardzo silną pozycję kapitałową, która pozwala im prowadzić bezpieczną działalność pomimo wahań koniunktury – podsumowuje Jan Grzegorz Prądzyński.

Brexit odbija się na polsko-brytyjskiej współpracy gospodarczej

Nadal trwają negocjacje umowy regulującej unijno-brytyjskie stosunki gospodarcze. Choć Wielka Brytania korzysta ciągle jeszcze z jednolitego rynku europejskiego, to skutki decyzji o wyjściu z UE odbiły się już na niektórych obszarach polsko-brytyjskiej współpracy handlowo-inwestycyjnej. Niekorzystnie na działalność podmiotów gospodarczych wpływa bowiem długotrwała niepewność.

Od momentu referendum zmniejszyła się dynamika polskiego handlu towarami z Wielką Brytanią. W latach 2015-2019 jej udział w polskim eksporcie zmalał z 6,7 proc. do 6 proc. [1] (wykres 1). Tym samym, stała się ona trzecim, co do wielkości, rynkiem zbytu polskich towarów, ustępując miejsca Czechom. Udział w imporcie zmniejszył się zaś z 2,7 proc. do 2,3 proc., co oznaczało spadek z 8. na 11. miejsce. W badanym okresie wyraźnie zmalał eks-port samochodów, wyrobów czekoladowych, pralek, przewodów elektrycznych, telefonów komórkowych i kosmetyków. Spowolniła też sprzedaż telewizorów i monitorów, mebli do siedzenia oraz części do silników samochodowych. Spadki eksportu większości towarów pogłębiły się w okresie pandemii COVID-19.
Udział Wielkiej Brytanii we współpracy gospodarczej Polski w 2019

Blisko 20 proc. polskiego eksportu na Wyspy stanowiły w 2019 r. artykuły rolno-spożywcze. Duże znaczenie miały również maszyny i urządzenia (26,8 proc.), wyroby przemysłu motoryzacyjnego (12 proc.), chemicznego oraz meble i tworzywa sztuczne. Z kolei w imporcie dominowały maszyny i urządzenia (ponad 22 proc. dostaw do Polski), wyroby przemysłu chemicznego (18 proc.) oraz samochody i części motoryzacyjne (15 proc.).

W przeciwieństwie do towarów, eksport usług rozwijał się dynamicznie. W latach 2015-2019 zwiększył się on o ponad 70 proc., a udział Wielkiej Brytanii w polskim eksporcie usług wzrósł z 7 proc. do 7,8 proc. [2]. Ponad sześciokrotnie zwiększyła się też nadwyżka
w handlu usługami, osiągając w 2019 r. poziom blisko 1,7 mld EUR. Dynamicznie rosła wartość usług świadczonych przez profesjonalistów
(m.in. księgowych i podatkowych), usług informatycznych, finansowych i transportowych.

Ponad 1/3 eksportu usług do Wielkiej Brytanii stanowiły pozostałe usługi biznesowe (m.in. świadczone przez profesjonalistów, techniczne oraz badawczo-rozwojowe). Duże znaczenie miały też usługi informatyczne (23 proc.) oraz transportowe (blisko 18 proc.).

Od momentu referendum wyraźnie zmniejszyło się zaangażowanie brytyjskich inwestorów w Polsce. W latach 2015-2019 stan zobowiązań Polski z tytułu brytyjskich inwestycji bezpośrednich zmniejszył się o 1,6 mld EUR, do 7,3 mld EUR na koniec 2019 r. [3]. Decyzja o brexicie i związana z nią niepewność wpływały niekorzystnie nie tylko na brytyjskie inwestycje w Polsce, lecz także na klimat inwestycyjny w całej UE.

Czasu na osiągnięcie kompromisu jest coraz mniej, a z końcem roku przestanie obowiązywać okres przejściowy. To że unijno-brytyjska umowa o współpracy nie wejdzie w życie z początkiem 2021 r. jest niemal pewne. Istnieje jednak możliwość, że strony zgodzą się na „techniczne” przedłużenie okresu przejściowego celem wdrożenia wynegocjowanego w ostatniej chwili porozumienia.

Źródło/opracowanie: Polski Instytut Ekonomiczny

[1] http://swaid.stat.gov.pl/SitePagesDBW/ HandelZagraniczny.aspx [dostęp: 15.12.2020].
[2] https://www.nbp.pl/home.aspx?f=/statystyka/mhu.html [dostęp: 15.12.2020].
[3] https://www.nbp.pl/home.aspx?f=/publikacje/zib/ zib.html [dostęp: 15.12.2020].

Rząd szybciej podniesie podatki, niż zabierze ludziom 500+. Eksperci: Gospodarka potrzebuje tych pieniędzy

Ponad 41 mld złotych wynosi roczny koszt programu Rodzina 500+. Zdaniem ekspertów, teraz rząd nie zmieni tego rozwiązania, żeby przesunąć środki na walkę ze skutkami pandemii. To oznaczałoby zubożenie ludzi mających problemy z finansami. Bardziej realne jest podnoszenie podatków czy zwiększanie zadłużenia państwa. I jak dodają, Polacy sami nie zrezygnują z otrzymywania świadczenia, żeby ratować koniunkturę. Ale można rozpocząć dyskusję nt. ograniczenia liczby beneficjentów programu. Z kolei wstrzymanie go np. na rok spowodowałoby spadek konsumpcji. A obecnie w gospodarce brakuje popytu.

W przestrzeni publicznej wciąż pojawiają się pytania o to, czy rząd tymczasowo wstrzyma realizację programu Rodzina 500+. Mówi się również, że ewentualnie może ograniczyć liczbę jego beneficjentów. Zaoszczędzone w ten sposób środki można byłoby przesunąć na walkę z gospodarczymi skutkami pandemii.

– Sytuacja jest kryzysowa. W tym roku przyrost długu publicznego wyniesie między 200 a 300 mld zł. Natomiast roczny koszt programu Rodzina 500+, obejmującego ok. 6,5 miliona dzieci, to 41,2 mld zł, czyli ok. 2% PKB. Gdy dodamy do tego trzynastą emeryturę, wypłacaną dla prawie 10 mln Polaków, to łącznie mamy ok. 3% PKB. A dla rządu to są 2 flagowe projekty, dzięki którym zdobył spore poparcie. Teraz ich nie zmieni, bardziej już poszuka środków poprzez podniesienie podatków – komentuje prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC i były wiceminister finansów.

W żadnym programie politycznym nie ma mowy nawet o ograniczaniu 500+, co podkreśla prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów. I zaznacza, że program ten stanowi pewnego rodzaju umowę społeczną. Oczywiście ktoś może powołać się na klauzulę rebus sic stantibus. Oznacza ona, że umowa była, ale trzeba ją zmodyfikować, bo są absolutnie inne okoliczności. Jednak zdaniem eksperta, w takiej sytuacji należałoby jednoznacznie określić, co to znaczy walka ze skutkami pandemii. Dopóki nie będzie szczegółowej propozycji, to alternatywa jest bezprzedmiotowa.

– To fantastyka ekonomiczna, żeby doszło do zamrożenia 500+. Jeśli będzie trzeba, to rząd zwiększy zadłużenie, bo dziś tak robi cały świat. Natomiast od zawsze uważałem, że zamiast na ten program, środki powinny być sensownie przeznaczone na ochronę zdrowia. Przez te kilka lat byłoby to ok. 200 mld zł. Teraz wstrzymywanie czy odbieranie świadczenia oznaczałoby zubożenie ludzi, którzy i tak w wielu przypadkach mają duże problemy – mówi Piotr Kuczyński, analityk rynków finansowych.

Jak zaznacza prof. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, ewentualne zamrożenie programu 500+ to fatalny pomysł. Wiele rodzin z dziećmi bowiem w bardzo dużym stopniu i z intensywnością doświadcza groźnych materialnych i pozamaterialnych następstw pandemii. Według eksperta, zabranie czy wstrzymanie świadczenia byłoby dla nich bardzo krzywdzące i zwiększające ryzyko rozmaitych negatywnych skutków społecznych. Także odbiór społeczny byłby prawdopodobnie wysoce negatywny.

– Od początku nie zgadzałem się na to, żeby każda rodzina otrzymywała świadczenie. Najbogatsi powinni być wyłączeni z programu. Natomiast Polacy z zasady są roszczeniowi. Gdyby więc doszło do referendum w tej kwestii, to z pewnością większość uczestników powiedziałaby, że chce otrzymywać 500+. Nawet jeżeli środki te nie są niezbędne do ich funkcjonowania. Wciąż pokutuje przekonanie, że jak coś dają, to trzeba brać – podkreśla ekonomista Marek Zuber.

Piotr Kuczyński również nie wierzy w to, że Polacy zgodzą się zrezygnować z tego świadczenia. Musieliby otrzymać alternatywne rozwiązanie. Ponadto widzą, że rząd skutecznie pozyskuje setki miliardów złotych m.in. z PFR, Funduszu Przeciwdziałania COVID-19 czy z BGK.

– Oczywiście szlachetność bardzo bogatych wyrażałaby się w tym, gdyby uznali, że chcą się zrzec świadczenia. Przyjmowanie zasiłku 500+ nie jest przymusowe. Dla zasobnych rodzin ta pomoc z pewnością nie ma tak wielkiego znaczenia jak dla uboższych. Jednak prawdopodobne jest to, że takich przypadków rezygnacji ze świadczenia nie byłoby zbyt wiele. Tym samymi nie miałoby to istotnego znaczenia dla wielkości środków służących przeciwdziałaniu następstwom pandemii – stwierdza prof. Mączyńska.

500 zł miesięcznie na dziecko to kwota nieistotna dla maksymalnie 12% beneficjentów programu. Tak wynika z różnych szacunków, o czym informuje prof. Modzelewski. Zdaniem byłego wiceministra finansów, to dobry moment na rozpoczęcie dyskusji na temat pewnych modyfikacji. To znaczy, czy w  grupie osób z najwyższymi dochodami należy utrzymywać to rozwiązanie. Nie ma wątpliwości, że świadczenie spowodowało wyjście rodzin wielodzietnych ze skrajnego ubóstwa.

– W lutym 2015 roku UE ostro wytknęła nam w ocenie semestralnej zaniedbania problemów społecznych, stanowczo rekomendując pilne działania na rzecz zmniejszania ubóstwa. Wówczas statystyki Eurostatu wykazywały, że w naszym kraje aż 30% dzieci i 25% rodzin było zagrożonych ubóstwem. Program 500+ przynajmniej w pewnym stopniu umożliwił poprawę sytuacji. Niestety, pandemia prowadzi do narastania nierówności dochodowo-majątkowych i ubóstwa. Wiemy, że np. niektóre dzieci zniknęły z systemu szkolonego, bo nie mają sprzętu komputerowego czy Internetu i w związku z tym pozbawione zostały edukacji zdalnej – dodaje prezes PTE.

Jak zaznacza Marek Zuber, rządowy program był jednym z czynników wzrostu konsumpcji w Polsce. Jednak nie był głównym powodem, ponieważ najważniejsza okazała się poprawa sytuacji w gospodarce na skutek wzrostu eksportu. I tak było we wszystkich krajach Europy Środkowo-Wschodniej, nie tylko u nas. Ale jeśli świadczenie nie będzie wypłacane, to z pewnością zmniejszy się konsumpcja. Dziś ograniczanie tych środków nie byłoby do końca sensowne. Teraz częściej mówi się o zwiększaniu nakładów na gospodarkę, żeby ją ratować.

– Jeśli mamy podejmować działanie antyrecesyjne, to powinniśmy zwiększyć wydatki konsumpcyjne. Pieniądze z 500+ są w większości wydatkowane bezpośrednio. Jeżeli program byłby wstrzymany np. na rok, to z poziomu konsumpcji zniknęłoby ok. 40 mld zł. A takiego negatywnego impulsu antypopytowego to chyba sobie nikt nie wyobraża. Dziś w gospodarce brakuje popytu konsumpcyjnego. Im większy on będzie, tym szybciej wyjdziemy z tego kryzysu – przekonuje prof. Modzelewski.

Natomiast według prof. Gomułki dodaje, że w ciągu 2-3 lat nie grozi nam kryzys finansów publicznych na dużą skalę. Ale istnieje ryzyko znacznego pogorszenia się sytuacji, jeżeli nie dokona się reformy wydatków socjalnych. Rząd prognozuje na najbliższe lata wzrost nakładów na zdrowie o ok. 2% PKB. Później będą spore wydatki na przebudowę całego systemu energetycznego itd. Dlatego w ciągu 5-10 lat konieczne będzie zmniejszenie tych transferów socjalnych.

Pracownicy ze Wschodu zostają w Polsce na święta

Święta Bożego Narodzenia dla większości ludzi mieszkających w Polsce to czas wielu emocji – od radości po refleksję. To również czas ferworu świątecznych zakupów i wspólnych spotkań. W Polsce żyje obecnie około 1,5 mln migrantów zarobkowych. Badanie socjologiczne, przeprowadzone przez EWL S.A. oraz Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego, pokazało, że zdecydowana większość z nich pozostaje na zimowe święta w Polsce. W jaki sposób oraz z jakimi emocjami cudzoziemcy zatrudnieni w Polsce spędzą czas, kiedy my tradycyjnie zasiądziemy do świątecznych stołów?

Kiedy migranci zarobkowi w Polsce będą obchodzić święta?

Jak wynika z badania przeprowadzonego w grudniu wśród 1350 migrantów zatrudnionych w Polsce, znaczna większość z nich (84,5%) w tym roku pozostanie w czasie świąt w Polsce. Mowa tu zarówno o tych grudniowych, jak i o tych obchodzonych zgodnie z obrządkiem wschodnim w styczniu). Tylko niecałe 9% respondentów wyjedzie w tym czasie w rodzinne strony.

Niemal 2/3 pracowników zza wschodniej granicy deklaruje, że obchodzi święta Bożego Narodzenia zarówno w grudniu, jak i w styczniu. Święta zimowe wyłącznie w styczniu obchodzi co piąty badany, a tylko w grudniu – co dwudziesty. Jedynie 12,6% oświadcza, że nie celebruje świąt Bożego Narodzenia.Badanie_EWL_2_

Powody do pozostania w Polsce

Dla obcokrajowców to może być trudny czas, zwłaszcza że dla 2/3 badanych będą to pierwsze takie święta spędzone w naszym kraju, z dala od rodziny. Jak wynika z badania, głównymi przyczynami przemawiającymi do pozostania w Polsce są względy finansowe. Niemal 48% skorzysta z możliwości pracy w tym czasie i odpowiednio wyższego zarobku, jednak co siódmy przyznaje, że w Polsce zatrzymują go ograniczenia związane z pandemią koronawirusa (16,5%) lub obawa o konieczność ponownego poddania się kwarantannie (13,8%), a także lęk o zdrowie i życie swoich najbliższych (8,3%).

Pieniądze mogą być bardzo silnym motywatorem do pozostania w naszym kraju na święta, jednak, jak przyznaje co dziesiąty badany, nie ma on powodów by wracać w tym czasie w rodzinne strony. Badnie_EWL_3_

Jak obcokrajowcy spędzą okres świąt Bożego Narodzenia w Polsce?

W czasie kiedy większość Polaków zasiądzie do kolacji wigilijnej, 1/3 pracowników ze wschodu będzie łączyło się ze swoją rodziną głównie poprzez telefon lub komunikatory (30,5%), wykorzysta ten czas na odpoczynek (30,1%) albo, jeżeli będą ku temu możliwości, będzie pracować (25,9%).

Pozostali ankietowani, którzy deklarują, że celebrują święta Bożego Narodzenia, będą oglądać filmy (22,2%) lub spotkają się z kolegami z pracy – zarówno z rodakami, jak i z migrantami z państw trzecich (18,6%), a 7,4% spędzi je w towarzystwie znajomych Polaków. Popularnym sposobem spędzenia czasu będzie pójście na spacer (18,1%), ale też tyle samo osób zasiądzie przy świątecznym stole. Co dziesiąty wykorzysta ten czas by podróżować po Polsce (9,7%), a jedynie 7,4% pójdzie do kościoła. Co ważne, co piąty badany nie ma jeszcze konkretnych planów, jak spędzi ten czas, a około 6% wszystkich respondentów wie, że spędzi ten czas w samotności. Badanie_EWL_1_

Radosny, ale także smutny okres świąteczny

Okres świąt grudniowych dla pracowników ze wschodu to czas mieszanych emocji. Mimo, że święta te będą dla nich zdecydowanie inne, niż te spędzane w ojczyźnie, dominującym uczuciem dla ponad połowy jest radość (55,6%) i ekscytacja (10,8%). Jednak dla wielu to także czas smutku (10,6%), tęsknoty (16,3%) oraz obaw (8,3%). Przeszło co czwarty (27,6%) podchodzi do tego czasu bardzo pragmatycznie skupiając się na celu przyjazdu i nie przejawia żadnych emocji.

Wydatki świąteczne migrantów zarobkowych

Celebrowanie świąt przez osoby zza wschodniej granicy mocno różnią się także pod względem finansowym. Święta będą raczej skromne, gdyż niemal co piąty nie wyda na przygotowania więcej niż 100 złotych. Nieco więcej, bo 19,8% deklaruje, że wyda w tym celu do 200 złotych, a 21,7% nie planuje żadnych wydatków związanych ze świętami. Niemal 2/5 (39%) nie oczekuje żadnego podarunku, a prezent świąteczny spodziewa się otrzymać 29,3% badanych.

Życzenia zdrowia, spełnienia marzeń i dostatku

To co z pewnością łączy wszystkich w tym czasie to życzenia. W ciągu ostatniego roku szczególnie zyskały na znaczeniu życzenia zdrowia, gdyż tego właśnie życzy sobie 77,1% pracowników zagranicznych. Na drugim miejscu uplasowało się spełnienie marzeń (37%), a tuż za nim – dostatek, pokój w swoim ojczystym kraju (około 36%) oraz szczęście (33,1%). Z kolei 28% badanych życzyłoby sobie być bliżej swoich bliskich.

Być jak najbliżej pracowników z zagranicy

„Celem tego badania jest zrozumienie potrzeb pracowników zagranicznych, którzy powierzyli nam swoje zatrudnienie w Polsce oraz przez wiele lat wspierają rozwój polskiej gospodarki. Jest to szczególnie istotne, zwłaszcza w tak trudnym okresie, jakim jest pandemia koronawirusa, kiedy większość z nich będzie obchodzić święta Bożego Narodzenia z dala od domu. Ograniczenia związane z epidemią są kłopotliwe dla Polaków, lecz dla pracujących u nas cudzoziemców są uciążliwe podwójnie, ponieważ są oni daleko do swoich rodzin. Zwracamy się do wszystkich pracodawców zatrudniających pracowników zagranicznych – pamiętajcie o tych, dla których te święta upłyną pod znakiem rozłąki z bliskimi” – podkreśla Andrzej Korkus, prezes EWL S.A.

Badanie zostało przeprowadzone przez EWL S.A. oraz Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego w dniach 10-14 grudnia 2020 roku. Metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przebadanych zostało 1350 zatrudnionych w Polsce cudzoziemców, głównie z Ukrainy, ale także z Białorusi, Mołdawii, Gruzji oraz Rosji.

Deloitte: Inwestycje w odnawialne źródła energii oraz ponowne wykorzystanie odpadów będą kluczowe dla firm w ich strategiach energetycznych

Deklarowany przez wiele światowych przedsiębiorstw operujących w sektorze energetyczno-wydobywczym (E&R, ang. energy and resources) długoterminowy cel osiągnięcia węglowej neutralności jest jasny. Krokiem w tym kierunku jest też przyjęty podczas zakończonego niedawno posiedzenia Rady UE cel redukcji do 2030 r. emisji do poziomu 55 proc. wartości z 1990 r. Jednak bardziej wymagająca może się dla sektora okazać najbliższa przyszłość. Nie wszystkie firmy zdają sobie bowiem sprawę z konsekwencji, które w ciągu najbliższych lat dążenie do tych celów będzie na nie wywierać – wynika z raportu „The 2030 decarbonization challenge. The path to the future of energy” firmy doradczej Deloitte. Dotyczy to zwłaszcza ich wyceny rynkowej, bieżącej działalności, kwestii pracowniczych i rynków, na których operują.

Już od kilku lat proporcje światowego miksu energetycznego zmieniają się z korzyścią dla odnawialnych źródeł energii, a wiele państwowych i prywatnych instytucji podejmuje starania zmierzające do dekarbonizacji gospodarki. Wraz z przyspieszaniem towarzyszącej temu transformacji energetycznej i wprowadzaniem tzw. Europejskiego Zielonego Ładu, powstają całkiem nowe ekosystemy i pojawiają się nowe technologie.

Zachodzące na naszych oczach zmiany przyczyniają się do dynamicznego rozwoju odnawialnych źródeł energii, a także transformacji działalności opartej na węglu. Jednocześnie, wiele z tych powszechnie podejmowanych działań zmierzających do dekarbonizacji i neutralności klimatycznej, w tym wykorzystanie energii odnawialnej na tak szeroką skalę i intensyfikacja środków w zakresie efektywności energetycznej w całym łańcuchu wartości, stawiają przed przedsiębiorstwami nieznane dotychczas, wyjątkowe wyzwania i szanse transformacji biznesu – mówi Irena Pichola Partner, lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i Europie Środkowej, Deloitte.

Jednym z takich wyzwań jest przegłosowany niedawno na posiedzeniu Rady Unii Europejskiej unijny cel w zakresie bezpieczeństwa klimatycznego. Zgodnie z przyjętymi wytycznymi państwa członkowskie zakładają osiągnięcie do 2030 r. redukcji emisji gazów cieplarnianych do poziomu 55 proc. wartości z roku 1990. Jest to przejaw intensyfikacji działań w ramach unijnej polityki klimatyczno-energetycznej, zmierzających do osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 r., zgodnie z porozumieniem paryskim.

4 siły napędowe dekarbonizacji

Zdaniem ekspertów Deloitte, w procesie dekarbonizacji należy zwrócić uwagę na cztery kwestie, które napędzają jego postępy.

Po pierwsze, są to rosnące oczekiwania części klientów, pracowników i społeczeństwa, względem rządów i świata biznesu. Znalazło to wyraz w rekordowej liczbie protestów organizowanych przez środowiska dostrzegające pogłębiające się zmiany klimatyczne i wskazujące konieczność większej redukcji różnego rodzaju zanieczyszczeń. Wprowadzane wszędzie na świecie ograniczenia wywołane walką z pandemią dodatkowo pokazały, jak wielkie szkody środowiskowe zostały poczynione. Przedsiębiorstwa nie mogły nie zauważyć zmiany nastawienia konsumentów, coraz powszechniejszego aktywizmu społecznego czy zbawiennych dla środowiska efektów ograniczonej mobilności i wyhamowanego przemysłu.

Po drugie, zmieniającą się sytuację zaczyna dostrzegać część inwestorów, co skutkuje uwzględnianiem zagadnień dotyczących zrównoważonego rozwoju w strategiach biznesowych. Niektóre wielkie fundusze, ale też mniejsze instytucje wychodzą z założenia, że choć nadal perspektywa zysku jest ich główną siłą napędową, zmiana nastawienia w zakresie dekarbonizacji może mieć poważne długofalowe konsekwencje.

Po trzecie, rządzący muszą brać pod uwagę potrzeby tradycyjnego sektora energetycznego, ale też nie mogą pozostać obojętni na oczekiwania zarówno ze strony pracowników jak i konsumentów. Społeczne naciski na podjęcie skutecznych działań ograniczających zakres zmian klimatycznych są coraz powszechniejsze i mogą mieć wpływ na przekonanie o słuszności wyznaczania wyśrubowanych celów redukcji emisji i wprowadzania zielonego prawodawstwa.

I wreszcie, po czwarte, rozwój technologiczny, a przede wszystkim znaczące spadki kosztów wprowadzania najnowszych rozwiązań, ułatwiają przyjmowanie efektywnych strategii dekarbonizacyjnych.

– W miarę jak te czynniki przybierają na sile, wiele wiodących globalnie firm energetycznych i wydobywczych ogłasza przyjęcie strategii zmierzających do ograniczenia emisji CO2, wykorzystując energię odnawialną i podejmując kwestie zagrożeń klimatycznych. Część z nich robi to w odpowiedzi na wytyczne legislacyjne, część jednak dostrzega zmiany energetyczne jako okazję do wprowadzenia długoterminowych scenariuszy rozwoju planowanego na następne 10-30 lat mówi Kamil Janczyk, Wicedyrektor w dziale Doradztwa Finansowego, Deloitte.

Odnawialne źródła zmiany

Choć przechodzenie w stronę gospodarki niskoemisyjnej nabiera tempa, w poszczególnych sektorach w ramach przemysłu energetyczno-wydobywczego (chemiczny, ropa i gaz, górnictwo, energetyka, media i OZE) jest jeszcze wiele do zrobienia. – Dekarbonizacja oznacza mierzenie się z wielkimi zmianami. Weryfikacji wymaga sposób pozyskiwania, wykorzystywania, konsumpcji i ogólnie myślenia o energii i surowcach, a także budowania relacji z wieloma interesariuszami. Konieczne jest też poważne zaangażowanie finansowe ze strony inwestorów i rządów. Transformacja energetyczna w Polsce będzie wymagała dziesiątków miliardów złotych nakładów inwestycyjnych rocznie w tej dekadzie. To jest wyzwanie, ale też wielka okazja dla instytucji finansujących i inwestorów instytucjonalnych – mówi Michał Lubieniecki, Partner w dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

Najszybciej do zachodzących zmian dostosowuje się sektor energetyczny. Produkcja energii elektrycznej jest odpowiedzialna za największą emisję gazów cieplarnianych, stanowiąc 31 proc. wszystkich emisji, co spowodowało, że ten sektor znacznie wcześniej niż inne doświadczał presji na wprowadzanie zmian. W efekcie firmy transformację dekarbonizacyjną prowadzą już od dekady.

Choć elektrownie opalane węglem w niektórych rejonach świata nadal stanowią najpowszechniejsze źródło pozyskiwania energii elektrycznej, coraz częściej jednak jej producenci poszerzają swoją ofertę w zakresie OZE, zmieniają przeznaczenie, likwidują lub zwiększają wydajność elektrowni cieplnych.

Tempo wprowadzania zmian w sektorze w znacznej mierze wynika z rachunku ekonomicznego. Energia wiatrowa i słoneczna należą już do najtańszych dostępnych zasobów odnawialnych, a koszty magazynowania energii w bateriach gwałtownie spadają. Postęp technologiczny poprawił również efektywność energetyczną w zakresie wytwarzania, przesyłu i dystrybucji. Przyczynia się także do częstszego wykorzystania modeli rozproszonych, takich jak mikrosieci, społeczna energia słoneczna i handel energią w modelu peer-to-peer.

Współpraca międzysektorowa

Mierząc się z wewnętrznymi lub branżowymi wyzwaniami dotyczącymi dekarbonizacji, firmy muszą brać pod uwagę możliwości, które daje pionowa integracja i konsolidacja międzysektorowa. Ten proces może zaczynać się od dwustronnych relacji, by z czasem przerodzić się w pogłębione partnerstwo czy nawet fuzje. Na takiej zasadzie przedsiębiorstwo wydobywcze może współpracować z wytwórcą cementu, a rafineria może stać się właścicielem wytwórcy baterii lub stworzyć spółkę z producentem pojazdów elektrycznych.

W stronę nowej gospodarki obiegu zamkniętego

Presja na przedsiębiorstwa emitujące zanieczyszczenia narasta ze wszystkich stron. Problemy sektora E&R stają się coraz bardziej palące, ale jednocześnie wraz z rozwojem technologii łatwiej jest sobie z nimi radzić. Wiele rządów i prawodawców zaczyna dostrzegać, że powstanie niskoemisyjnej gospodarki obiegu zamkniętego nie jest już tak nieosiągalne jak kiedyś i że popieranie tego typu rozwiązań może się opłacać.

Mogło się wydawać, że kryzys wywołany pandemią spowolni postępy w zakresie dekarbonizacji, ale widzimy zwiększone wysiłki rządów, instytucji finansowych, inwestorów, społeczeństw i przedsiębiorstw w zakresie współtworzenia niskoemisyjnej gospodarki. Większe wymagania dotyczące ograniczenia emisji w ciągu zaledwie 10 lat jeszcze mocniej zmotywują organizacje w Polsce do prowadzenia „klimatyczno-energetycznych” analiz scenariuszowych i definiowania strategii dojścia do neutralności klimatycznej najpóźniej w roku 2050. Nowe cele będą miały zapewne wpływ na zwiększenie zapotrzebowania na kapitał rozwojowy, jak również zwiększenie znaczenia ryzyk regulacyjnych, reputacyjnych, finansowych i operacyjnych, w tym w łańcuchu dostaw – podsumowuje Tomasz Gasiński, Dyrektor w zespole ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i Europie Środkowej, Deloitte.

Wiele firm, zamiast martwić się, jak pozbyć się CO2 i innych emisji i odpadów, do 2030 roku może już we wszystkich swoich produktach, produktach ubocznych, emisjach i odpadach, dostrzegać zasoby potencjalnie generujące wartość biznesową. Emisje, przez lata wymagające kosztownych zabiegów utylizacyjnych, mogą stać się produktami poszukiwanymi przez nabywców, prowadząc do powstania nowej, czystszej gospodarki obiegu zamkniętego.

Odwiedzalność obiektów handlowych w drugim tygodniu grudnia niższa o około 30 proc.

  • W drugim tygodniu grudnia (7-13.12) odwiedzalność galerii handlowych była niższa o ok. 30 proc. od tej odnotowanej w analogicznym tygodniu w 2019 r.
  • Zebrane dane wskazują, że klienci odpowiedzialnie podeszli do planowania zakupów i tzw. footfall w poszczególne dni rozłożył się równomiernie na poziomie ok. 70 proc. Najbardziej popularnym dniem okazał się piątek, kiedy odwiedzalność była niższa o 23 proc. w porównaniu do analogicznego dnia roku poprzedniego.
  • Klienci chętnie skorzystali także z możliwości zakupów w dodatkowym dniu weekendu – w niedzielę handlową odwiedzalność wyniosła 63 proc.

Dane zebrane przez Polską Radę Centrów Handlowych pokazują, że średni tygodniowy footfall w drugim tygodniu grudnia jest o 29 proc. niższy w odniesieniu do tego samego okresu ubiegłego roku. Dla porównania w pierwszym tygodniu handlu po otwarciu galerii 28 listopada br. średni tygodniowy footfall wyniósł 76 proc. (tydzień: 30.11-6.12) w porównaniu do odwiedzalności w tym samym okresie w 2019 roku.

Centra handlowe funkcjonują w najwyższym reżimie sanitarnym, a ich personel od momentu wejścia do obiektu przypomina klientom o zasadach DDM – Dystans, Dezynfekcja, Maseczka.  Bezpieczeństwo podczas zakupów w dużym stopniu zależy od zachowania kupujących, dlatego Polska Rada Centrów Handlowych aktywnie prowadzi kampanię Bezpieczeństwo – Kupuję To! #KupujęBezpiecznie pod honorowym patronatem Ministerstwa Zdrowia oraz Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii i przypomina konsumentom o zasadach bezpiecznych zakupów. Również pracownicy centrów handlowych stale zwracają uwagę kupującym, by stosowali się do wytycznych i zasad sanitarnych, reagowali na polecenia i korzystali ze wskazówek dotyczących zachowywania dystansu, dezynfekcji i noszenia maseczek. Galerie i sklepy na bieżąco monitorują liczbę odwiedzających, by dostosować liczbę klientów do obowiązujących obostrzeń.

Jak zbudować firmę odporną na kryzysy – rozmowa z Mariuszem Grajdą

Rozmowa z Mariuszem Grajdą, partnerem zarządzającym w firmie doradczej MGW CCG, specjalistą w zakresie restrukturyzacji przedsiębiorstw.

Od lat zawodowo zajmuje się Pan pomocą przedsiębiorstwom znajdującym się w trudnej sytuacji finansowej. Zacznijmy od bardzo prostego pytania. Dlaczego przedsiębiorstwa upadają?

Istnieje co najmniej kilka typowych powodów. Może to być trudna sytuacja rynkowa, problemy z finansowaniem, czy nietrafione decyzje biznesowe, szczególnie te podjęte bez odpowiedniego zbadania rynku. Mogą też wystąpić przyczyny losowe, takie jak klęski żywiołowe, zdarzenia kryminalne, czy pandemia covid. Są to przyczyny pośrednie i z reguły prowadzą one do przyczyny bezpośredniej, czyli utraty płynności finansowej.

Na problem warto też spojrzeć jako na efekt podjętych przez przedsiębiorstwo wyborów strategicznych. Wtedy dojdziemy do wniosku, że najczęściej upadają przedsiębiorstwa, które nie posiadają trwałej przewagi konkurencyjnej. Aby przedsiębiorstwo mogło odnieść sukces na dzisiejszym wysokorozwiniętym rynku, klient musi mieć jakiś szczególny powód aby wybrać jego produkt. Musi on być tańszy od produktów konkurencyjnych, charakteryzować się wyższą jakością albo być łatwiej dostępny. W dodatku ta przewaga staje się trwała dopiero wtedy gdy jest trudna do skopiowania przez konkurentów. Konsekwencją przewagi konkurencyjnej jest większa lojalność klientów i bardziej stabilny strumień przychodów, dzięki temu przedsiębiorstwo jest bardziej odporne na wszystkie negatywne zdarzenia, o których mówiłem przed chwilą.

Często obserwuję, że powodem złej sytuacji przedsiębiorstw jest cała seria błędnych decyzji biznesowych wynikających z braku odpowiedniego przygotowania menedżerów do pełnionych przez nich funkcji. Nie tylko nie potrafią oni odpowiedzieć na potrzeby rynku ale również nie są w stanie stworzyć systemu pozyskiwania informacji będącego narzędziem dla podejmowania skutecznych decyzji biznesowych. Niestety, decyzje podejmowane „na wyczucie” rzadko bywają trafne.

Łatwo mówić o przewadze konkurencyjnej, ale znacznie trudniej ją osiągnąć, szczególnie gdy się jest małym lub średnim przedsiębiorstwem. Takim firmom ciężko o unikalne źródła zaopatrzenia czy technologie, których nikt nie jest w stanie skopiować. Jak więc zaprojektować strukturę niewielkiej firmy tak aby była odporna na kryzysy?

Rzeczywiście, akurat te źródła przewag konkurencyjnych są dostępne głównie dla przedsiębiorstw posiadających większe zasoby kapitałowe. Ale to wcale nie oznacza, że małe i średnie przedsiębiorstwa są bez szans. W ich przypadku radziłbym próbować oprzeć przewagę konkurencyjną na wiedzy. Skopiowanie strategii opartych na wiedzy nie jest tak łatwe, jak na przykład poszukanie tańszego dostawcy, wymaga często odpowiedniego wykształcenia czy wieloletniego doświadczenia na rynkach.

Współczesna teoria zarządzania wypracowała wiele metod, które pozwalają na zbudowanie elastycznej i odpornej organizacji. Szczególną uwagę proponowałbym zwrócić na struktury i metody działania startupów internetowych, które okazały się niebywale odporne w czasie obecnego kryzysu. Często działają one według zbioru reguł określanych jako szczupłe zarządzanie (lean management). Koncepcja polega na określeniu wartości dla klienta i koncentracji na jej tworzeniu przy pomocy wszystkich procesów biznesowych w przedsiębiorstwie. Wartością dla klienta, mogą być takie cechy jak cena, funkcjonalność, jakość, wygląd czy dostępność. Mając to na względzie, na każdym etapie tworzenia produktu należy dokonywać jego starannej walidacji, a najlepiej gdy przed podjęciem decyzji o uruchomieniu projektu jesteśmy w stanie wykazać jego rentowność w małej skali.

Sugerowałbym też aby projektując nową organizację (lub restrukturyzując istniejącą) odpowiedzieć sobie na kilka kluczowych pytań. Czy mamy wystarczające doświadczenie aby konkurować na rynku, czy mamy wystarczający kapitał, czy jesteśmy w stanie zaprojektować skuteczną strategię sprzedażową, czy mamy wystarczająco dobrą lokalizację? Przedsiębiorcy cały czas popełniają bardzo proste błędy i to właśnie one są przyczyną ich do trudnej sytuacji finansowej.

Wspomniał Pan o restrukturyzacji. Jeżeli projektując firmę jednak popełnimy błąd albo zaskoczą nas nieprzewidziane okoliczności, też powinniśmy postępować według określonych zasad.  

Kłopoty finansowe, takie jak utrata płynności, to naprawdę nie koniec świata. Szczególnie dla organizacji, która koncentruje się na dostarczaniu wartości klientom. Przede wszystkim należy się zwrócić do specjalisty – czyli do licencjonowanego doradcy restrukturyzacyjnego, który przedstawi przedsiębiorcy cały wachlarz rozwiązań prawnych, ekonomicznych i zarządczych.

Obecnie, do końca czerwca 2021 roku, na mocy przepisów tarcz antykryzysowych obowiązują bardzo korzystne przepisy dotyczące postępowań restrukturyzacyjnych. Na przykład uproszczone postępowanie o zatwierdzenie układu, dające przedsiębiorcy ochronę przed wierzycielami na okres do czterech miesięcy, może być otwarte praktycznie natychmiastowo i bez udziału sądu. Jeśli postępowanie zakończy się sukcesem, z reguły jego efektem jest rozłożenie zobowiązań na raty możliwe do spłaty i umorzenie odsetek karnych. Jednocześnie okres postępowania, podczas którego przedsiębiorstwu przysługuje ochrona przed wierzycielami, może być wykorzystany na działania naprawcze, takie jak ograniczenie kosztów, pozyskanie nowych klientów czy inwestorów.

Do przeprowadzenia projektu koniecznie należy dobrać partnera zatrudniającego odpowiednio przygotowaną kadrę, skupioną na usunięciu powodów, które doprowadziły firmę do kłopotów. Bez ich usunięcia nie ma mowy o trwałej naprawie przedsiębiorstwa. Same koncepcje działań prawnych są jedynie narzędziem wspomagającym proces naprawy, rzadko jednak są lekarstwem same w sobie. Musimy mieć świadomość, że podstawą do naprawy firmy jest poprawne zdefiniowanie powodów dla których przedsiębiorstwo zmuszone jest się restrukturyzować a w następnej kolejności opracowanie planu działań zmierzających do usunięcia tych powodów i powrotu na ścieżkę zrównoważonego rozwoju. Temu służy właśnie Plan Restrukturyzacji, którego sporządzenie warto oddać w ręce fachowców zajmujących się na co dzień tą problematyką.

Firma MGW CCG niedawno wydała raport o restrukturyzacji przedsiębiorstw w III kwartale 2020 roku. Wynika z niego, że rynek co prawda dynamicznie rośnie ale w Polsce w ciągu kwartału otwieranych jest zaledwie 188 postępowań restrukturyzacyjnych.

Rzeczywiście, w Polsce jest obecnie około 3 milionów przedsiębiorstw. Nie wiadomo, ile jest aktualnie niewypłacalnych, ale z pewnością jest ich wielokrotnie więcej niż 188. Cały czas obserwujemy trend polegający na odwlekaniu postępowań restrukturyzacyjnych przez przedsiębiorców. Wielu z nich po prostu nie wie, że jest taka możliwość, inni obawiają się, że procedury są zbyt skomplikowane. Tymczasem odwlekanie postępowania może skutkować wejściem w stadium trwałej niewypłacalności, co bardzo utrudnia jakiekolwiek rozmowy z wierzycielami. Dlatego lepiej skorzystać z szansy, tym bardziej, że prawo w tym zakresie jest coraz bardziej korzystne dla przedsiębiorców.

Należy pamiętać, że samo postępowanie restrukturyzacyjne rzadko doprowadza do zbudowania firmy odpornej na kryzys. To tylko czasowe rozwiązanie a niezrozumienie tego faktu prowadzi do tego, że tak duża część firm ma problemy z realizacją zawartych układów. Dlatego najważniejszą częścią planu restrukturyzacji powinno być dostosowanie strategii przedsiębiorstwa do aktualnej sytuacji rynkowej, czyli opracowanie koncepcji osiągnięcia przewagi konkurencyjnej i jej późniejsze konsekwentne wdrażanie.

Polacy pokochali wino w pandemii. Rynek rośnie lecz cena wciąż najważniejsza

Rynek wina w Polsce rośnie i w tym roku może osiągnąć poziom 3,5 mld zł. W czasie pandemii Covid-19, Polacy coraz chętniej sięgali po wino kosztem piwa lub wódki i papierosów, dokonując zakupów głównie w dyskontach i kierując się ceną. Gustujemy w winach czerwonych wytrawnych, które stanowią prawie 80 proc. całkowitej sprzedaży. To wyniki najnowszej analizy przygotowanej przez firmę Bellini dla Polskiej Grupy Supermarketów (PGS).

Polacy lubią taniej…

Polscy konsumenci są oszczędni. Średnia cena butelki wina stołowego w sklepach małoformatowych mieści się w cenie do 20 zł – wynika z analizy firmy Bellini przygotowanej dla PGS. Wg danych rynkowych połowa klientów wybiera wina w przedziale 12-25 zł, a 30 proc. w cenie 30 zł. Wina w cenie powyżej 30 zł wybiera mniej niż co dziesiąty Polak. Cena to główny czynnik stanowiący barierę dla rozwoju polskich win i ich udziału w rynku. Butelka z krajowej winnicy to wydatek na poziomie powyżej 50 zł.

…czerwone i musujące

Polacy najczęściej sięgają po wina czerwone, wytrawne (ponad 80 proc. sprzedaży). Znacznie rzadziej po półwytrawne, półsłodkie i słodkie. Rosnąca dostępność w sklepach sprawiła, że coraz chętniej wybieramy wina musujące – włoskie Prosecco czy hiszpańską Cavę.

Według danych GUS (luty 2020) Polscy najczęściej piją wino podczas spotkań towarzyskich, odpoczynku i spożywania posiłku. Jednorazowo wypijamy przeciętnie ok. 4 lampek – w weekendy dwukrotnie więcej niż w dni powszednie. Ciekawostką jest fakt, iż ilość spożycia wina jest stała i niezależna od wieku (z lekką przewagą u osób między 30. a 40. rokiem życia). To różni wino od piwa i wódki, których konsumpcja z wiekiem spada.

Pomimo rosnącej popularności wina nadal pijemy mniej od Europejczyków. Statystyczny Francuz wypija rocznie 50 litrów wina, Włoch 44 litry (Eurostat). Polak – ok. 4-5 litrów. Ale to właśnie polski rynek jest jednym z najbardziej obiecujących w Europie, ponieważ sprzedaż rośnie z roku na rok o ok. 5-6 proc. – uważają eksperci.

Czy wino to alkohol? Polak mówi nie.

Polacy nie zdają sobie sprawy, że kieliszek wódki, lampka wina czy szklanka piwa zawierają dokładnie tyle samo czystego alkoholu. Badani (dane IBRIS 2020) wskazują, że z alkoholem jednoznacznie kojarzy im się wódka (89 proc.) i whisky (85 proc.). Wino jako alkohol zostało zdefiniowane przez częściej niż co drugiego badanego. Zaskakuje również, że dla większości Polaków cydr (69 proc.), piwo smakowe (65 proc.), wino musujące (57 proc.) i piwo (54 proc.) nie kojarzą się jednoznacznie z alkoholem.

Sprzedaż wina w Polsce w ciągu 12 miesięcy (VIII 2019-VIII 2020, Nielsen) wzrosła o 9 proc., ustanawiając rekord pod względem wydatków – 3,2 mld zł. W rzeczywistości wydaliśmy jeszcze więcej, bo dane nie uwzględniają sektora gastronomicznego i imprez masowych. W konsekwencji może osiągnąć 3,5 mld zł. – Analizy pokazują, że polski konsument wypija ok 4 litrów wina rocznie, podczas gdy średnia dla winiarskich krajów UE, takich jak np. Francja, wynosi powyżej 50 litrów. Perspektywy wzrostu tego rynku są zatem bardzo duże. Dlatego podjęliśmy decyzję o wprowadzeniu na rynek nowej marki do sieci Top Market – podkreśla Michał Sadecki, prezes Polskiej Grupy Supermarketów.

Medicover Polska inwestuje w sieć klubów Fitness World

Medicover Polska rozwija portfolio o sieć klubów Fitness World. Transakcja dotyczy 19 placówek fitness m.in. we Wrocławiu, w Katowicach, Kaliszu, Częstochowie. Dotychczasowy właściciel Fitness World w listopadzie br. zawnioskował o upadłość spółki w związku z problemami finansowymi, które zostały wywołane przez ograniczenia dla branży fitness w świetle pandemii koronawirusa.

Sieć klubów Fitness World w listopadzie br. postanowiła trwale zamknąć swoich 19 filii, motywując tę decyzję brakiem płynności finansowej. Medicover Polska, właściciel OK System (operator pakietów sportowych dla pracowników, zakładających m.in. korzystanie z oferty klubów fitness), postanowił w oparciu o strategię rozwoju oferty obiektowej, zainwestować w sieć Fitness World i tym samym wznowić działalność dotychczas funkcjonujących filii.

Oprócz uzasadnienia biznesowego, firma podkreśla ścisły związek między decyzją o inwestycji w sieć klubów fitness, a wyznawaną filozofią.
Już inwestycja w OK System ukazywała nasze holistyczne pojmowanie pakietów pracowniczych. Naturalnym rozwinięciem pakietu medycznego idącego w parze z szerokim dostępem do oferty placówek sportowych, jest własna sieć takich placówek. Wspólnym mianownikiem pozostaje dbałość o zdrowy tryb życia, co jest priorytetem dla wielu świadomych Polaków, a także kluczowym elementem work-life-balance dla talentów w wielu organizacjach. Dla nas zaś – elementem leżącym u podstawy wszelkiej działalności – komentuje Artur Białkowski, Dyrektor Zarządzający ds. Usług Biznesowych w Medicover Polska.

Sieć Fitness World jest obecna na rynku polskim od 2015 r. Obecnie posiada 19 placówek, w których do czasu pandemii koronawirusa prowadziła innowacyjne formy zajęć grupowych i indywidualnych. Wyróżnikiem firmy mającej swe korzenie w Danii był od zawsze nacisk na ideę zdrowia dla wszystkich i duńską filozofię szczęścia „hygge”. W 2019 r. uzyskała nagrodę Najlepszy Klub Fitness w Polsce wg raportu OC&C Fundex.

JR HOLDING ASI S.A. zainwestuje w EKIPA S.A. i wprowadzi spółkę na giełdę

JR HOLDING ASI S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od 2012 r., zawarła umowę współpracy ze spółką EKIPA S.A. JR HOLDING ASI zainwestuje w EKIPA S.A. oraz doprowadzi do upublicznienia tej spółki na rynku NewConnect lub rynku regulowanym GPW poprzez odwrotne połączenie ze spółką publiczną.

JR HOLDING ASI S.A. zawarła umowę współpracy ze spółką EKIPA S.A., co jest kolejnym etapem po podpisaniu przez podmioty listu intencyjnego. Emitent zobowiązał się do wprowadzenia EKIPA S.A. na rynek akcji NewConnect lub rynek regulowany GPW w Warszawie poprzez połączenie z publiczną spółką akcyjną w ramach realizacji transakcji odwrotnego przejęcia. JR HOLDING ASI S.A., tytułem wynagrodzenia, został zaproszony do przez EKIPA S.A. do prowadzonej emisji akcji realizowanej w ramach podwyższenia kapitału zakładowego tej spółki. Po objęciu akcji imiennych i rejestracji podwyższenia kapitału zakładowego JR HOLDING ASI S.A. będzie posiadał akcje stanowiące 12,01% udziału w kapitale zakładowym EKIPA S.A. Zarząd JR HOLDING ASI S.A. liczy na duży sukces rynkowy tego projektu.

„Zdecydowaliśmy się podpisać umowę współpracy z EKIPA S.A. i wesprzeć tą spółkę w jej wprowadzeniu na rynek giełdowy poprzez odwrotne połączenie ze spółką publiczną. Widzimy bardzo duże zainteresowanie rynku tym projektem, dlatego postanowiliśmy również zainwestować w niego nasz kapitał i stać się jednym z inwestorów. Jest to projekt technologiczny i rozrywkowy, więc pasuje do naszego portfela inwestycyjnego i przyjętej strategii rozwoju. Jestem przekonany, że wejście EKIPA S.A. na rynek publiczny będzie jednym z najciekawszych wydarzeń na polskim rynku w 2021 r.” – wyjaśnia January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki JR HOLDING ASI S.A.

W 3 kwartale 2020 r. JR HOLDING ASI S.A. osiągnęła ponad 340 mln zł zysku netto. Narastająco, po trzech kwartałach 2020 r. zysk netto Spółki wyniósł prawie 760 mln zł.

Integracja cyfrowa uwolni potencjał Przemysłu 4.0

60% przedsiębiorstw nie ma możliwości śledzenia przepływów w łańcuchu dostaw z wyjątkiem kontroli wymiany towarów ze swoimi głównymi dostawcami (Tier 1). Tymczasem przyszłość przemysłu zależy od umiejętnego połączenia operacji na poziomie lokalnym i globalnym, które wspiera inteligentne zarządzanie produkcją i cyklem życia produktu. Jednak funkcjonujące według przestarzałych zasad operacyjnych i napędzane obawami o koszty, globalne przedsiębiorstwa stały się dziś tak rozproszone i złożone, że zarządzanie nimi stało się bardzo trudne, pozostawiając je bardziej podatnymi na problemy obniżające ich konkurencyjność. Chcąc uwolnić potencjał idei Przemysłu 4.0, potrzebna jest zaawansowana integracja cyfrowa w sektorze produkcyjno-logistycznym, która będzie możliwa przy wykorzystaniu możliwości sieci 5G – zauważają eksperci firmy Ericsson w najnowszym Mobility Report.

60% kadry kierowniczej firm produkcyjnych nie posiada możliwości śledzenia przepływów w łańcuchu dostaw poza dostawcami tzw. poziomu 1. Przemysł motoryzacyjny jest przykładem, który ilustruje złożoność tego problemu. Istnieje średnio 250 dostawców tzw. 1 poziomu, rozszerzając do 850 dla największych producentów. Jednak liczba niewidocznych dostawców poziomu 2+ wynosi 18 000[1]. Z kolei według Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), wiele firm z sektora MSP z trudem łączy się z globalnymi korporacjami, a większość z nich nie dostarcza produktów i usług poza rynek lokalny. Obniżając bariery na rynkach światowych i wzmacniając specjalizację, krajowe MŚP mogą powiększyć swoją pulę nabywców, zwiększając eksport, a tym samym wspierając wzrost krajowego PKB.

„Wiele MŚP nie posiada kompetencji i zdolności inwestycyjnych koniecznych do wdrożenia rozwiązań dla przemysłu 4.0. Chodzi o IIoT, zaawansowaną automatykę, AR i utrzymanie predykcyjne, które są niezbędne do pełnego wykorzystania tych zdolności. Z drugiej strony, przed przedsiębiorstwami wielonarodowymi stoją wyzwania związane z zarządzaniem i poprawą ich łańcuchów wartości, ponieważ rzadko są one prawdziwie scentralizowane lub fachowo koordynowane” – mówi Marcin Sugak, ekspert firmy Ericsson.

Obniżanie barier dla wzajemnych połączeń

Zaawansowana współpraca w globalnym łańcuchu dostaw będzie zależała od funkcjonowania wysokowydajnych sieci komunikacyjnych o wszechobecnym zasięgu, a takie perspektywy są możliwe dopiero wraz z popularyzacją sieci piątej generacji. Ericsson przewiduje w Mobility Report, że w 2025 roku do internetu zostanie podłączonych prawie 27 miliardów urządzeń (IoT), z czego blisko 7 miliardów będzie opartych na technologii mobilnej. Łączność mobilna w technologii 5G może zaspokajać potrzeby lokalne i globalne przedsiębiorstw, ale należy obniżyć bariery przyjęcia, niezależnie od tego, czy są one techniczne, ekonomiczne czy organizacyjne.

„Jednym ze sposobów jest oferowanie MŚP prostszych, pakietowych rozwiązań w zakresie łączności, a nawet prywatno-publicznych sieci hybrydowych dla firm międzynarodowych. Aby przyspieszyć przekształcenia w przemyśle przedsiębiorstw 4.0, ustanawia się centra doskonałości w celu testowania nowej infrastruktury w środowiskach współpracy, w których dostępne są kompetencje w zakresie nowych technologii, jak np. S5 – Akcelerator Technologii 5G Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej czy też sieć badawcza 5G na Politechnice Łódzkiej” – mówi ekspert firmy Ericsson.

„Dzięki technologii 5G możemy jako strefa zyskać przewagę konkurencyjną oraz dodatkową zachętę inwestycyjną dla przedsiębiorców w szczególności nakierowanych na Przemysł 4.0. Udział w akceleratorze S5 to dla startupów możliwość testowania rozwiązań poprzez m.in. dostęp do infrastruktury 5G oraz firm produkcyjnych, co oznacza implementację akcelerowanych produktów w realnych warunkach infrastrukturalnych, biznesowych i produkcyjnych. Program stwarza możliwość pracy na żywym organizmie: instalowanie urządzeń przy liniach produkcyjnych, na pojazdach czy w halach magazynowych wybranych partnerów, pracę z realnymi danymi, a nawet działania z klientem końcowym — wyjaśnia Agnieszka Sygitowicz, wiceprezes ŁSSE S.A.

W celu rozwinięcia prawdziwej elastyczności w łańcuchu wartości, kryteria dostaw, produkcji i działalności gospodarczej muszą zostać dostosowane poprzez integrację systemów. Jest to jedyny sposób na zapewnienie inteligentnych i zaawansowanych operacji. W praktyce ta zmiana w modelu operacyjnym przedsiębiorstwa oznacza również odejście od liniowego, sekwencyjnego postrzegania łańcuchów dostaw i wartości na rzecz wzajemnie powiązanego cyberfizycznego systemu służącego lepszemu zarządzaniu i podejmowaniu decyzji dotyczących wszystkich czynników związanych z wkładem i wynikami.

Integracja cyfrowa – nowy branżowy wzorzec jakościowy

„Proces inteligentnej produkcji składa się z czterech odrębnych faz: łączenia urządzeń na miejscu, łączenia linii na hali produkcyjnej, łączenia i digitalizacji całej fabryki, a wreszcie tworzenia „sieci fabryk”. W przeszłości firmy międzynarodowe poprawiły swoją pozycję w łańcuchu wartości poprzez przejęcia i fuzje innych przedsiębiorstw i dostawców. Idąc dalej, „integracja cyfrowa” może stać się nowym wzorcem konkurencyjności. Zamiast rozwijać się poprzez bezpośrednią własność i ryzykować nadmierną rozbudowę, powiązane ze sobą przedsiębiorstwa mogą połączyć się w sieć w celu prowadzenia bardziej inteligentnej działalności” – tłumaczy Marcin Sugak.

W wielu przypadkach nawet 80 procent kosztów łańcucha dostaw zależy od lokalizacji zakładów i przepływu materiałów i produktów pomiędzy tymi zakładami. Możliwość śledzenia podłączonych aktywów i wymiany informacji w czasie rzeczywistym w sieci 5G oraz dynamiki mapowania dostawców, dystrybutorów i nabywców może znacznie ograniczyć ryzyko. W ten sposób zdigitalizowana sieć dostaw będzie decydować o przewadze konkurencyjnej, szczególnie w coraz bardziej złożonym globalnym środowisku biznesowym.

Nowe technologie zawsze napędzały fale globalizacji. Przemysł 4.0 w erze łączności 5G może sprawić, że przedsiębiorstwa połączone w sieć będą mogły prowadzić bardziej inteligentną współpracę transgraniczną, przyczyniając się do rozwoju bardziej integracyjnego i wzajemnie powiązanego świata.

**Badanie Ericsson Mobility Report dostępne jest pod adresem:

https://www.ericsson.com/4adc87/assets/local/mobility-report/documents/2020/november-2020-ericsson-mobility-report.pdf

[1] https://www.weforum.org/agenda/2020/09/4-ways-industry-make-supply-chains-sustainable

Bitcoin – czy stanie się cyfrowym złotem?

Pandemia i wywołany nią kryzys gospodarczy zmieniły układ sił na rynkach finansowych. Inwestorzy aktywnie poszukują sposobów na ulokowanie zgromadzonych środków, by je pomnożyć. Na podium wskoczyło złoto, osiągając swoje historyczne ceny. Jednak to nie wszystko. Bitcoin również bije swoje kolejne rekordy cenowe. Jego wartość obecnie jest równa ponad 20 tys. USD (wzrost wartości o 6% z dnia na dzień – 16/17.12). Czy kryptowaluty staną się liderem na rynku inwestycyjnym i zyskają miano cyfrowego złota? A może jednak nadal królować będzie oryginalny kruszec? Wątpliwości wyjaśniają eksperci firmy Tavex.

Bitcoiny nowym złotem?

Złoto oraz Bitcoin jako produkty inwestycyjne funkcjonują podobnie. Ich kursy są niejako papierkami lakmusowymi sytuacji na świecie. Rosną, gdy mamy do czynienia z kryzysem gospodarczym. BTC (Bitcoin) zyskiwał już w czasie kryzysu cypryjskiego. Inwestorzy obawiali się wówczas całkowitego załamania się systemu bankowego. Co więcej, kryptowaluta miała się dobrze w momencie referendum w sprawie brexitu. Natomiast analiza wartości złota w trakcie poprzednich światowych kryzysów gospodarczych, w tym obecnie panującego wywołanego pandemią COVID-19, jasno wskazuje, że ono również reaguje na niepewność inwestorów. Rodzi się więc pytanie, co jest słusznym kierunkiem inwestowania.

Pandemia zdecydowanie przyspieszyła rozwój gospodarki, a wirtualne rynki na tym zyskują. Co ciekawe, już teraz mamy do wyboru nie tylko BTC, ale wiele innych krypotowalut. Dlatego warto się zastanowić nad tym, czy pomimo wzrostów i pozytywnych przewidywań ekspertów, w przyszłości nie powstanie kolejna cyfrowa waluta, która zdominuje cały ten sektor i inwestycje w np. Bitcoina stracą na wartości – wskazuje Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex. Gigantyczne ruchy kapitałów wywoływane m.in. przez decyzje FED (System Rezerwy Federalnej) mogą znacznie wpłynąć na zmiany na rynku. Cały czas jesteśmy na wstępnym etapie kształtowania się krypotowalut. Dlatego obecnie jest za wcześnie, aby mówić o tym, że Bitcoin jest przyszłością – dodaje.

Zdecydowanie możemy stwierdzić, że kryptowaluty będą się rozwijać i cały czas warto śledzić zmiany związane z tym rynkiem.

Złoto nadal króluje?

Złoto jest dobrą i bezpieczną przystanią, która w czasie niepokoju oraz dekoniunktury na giełdzie chroni kapitał. Można pokusić się o stwierdzenie, że jest odwrotnie skorelowane z akcjami. Jest przede wszystkim świetną lokatą kapitału w perspektywie długoterminowej. Przenosi wartość pieniądza w czasie, dzięki czemu chroni jego siłę nabywczą. Warto pamiętać, że w zależności od potrzeb można je nie tylko kupić, ale także szybko i łatwo spieniężyć. Złoto istnieje od tysięcy lat, podczas gdy kryptowaluty funkcjonują od zaledwie dekady i są na samym początku długiej drogi, którą kruszec już dawno ma za sobą.

Ceny najpopularniejszej kryptowaluty są bardzo zmienne. Jeszcze na początku roku jej wartość plasowała się na poziomie około 30 tys. zł, natomiast obecnie jest to ponad  80 tys. zł.

Obserwowane aktywne zmiany na kursie najpopularnejszej kryptowaluty napędzane są głównie przez inwestorów instytucjonalnych, którzy obecnie odwracają się od swoich dotychczasowych wyborów. Warto obserwować sytuację na cyfrowej giełdzie i poczekać, na ustabilizowanie się sytuacji – wskazuje Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

Inwestorzy nie mogą jednak polegać na tym, że BTC będzie zachowywał się podobnie w przyszłości. W związku z tym można podejrzewać, że nie odwrócą się oni zbyt szybko od złota.

W tym roku różne grupy aktywów pozwalały się wzbogacić. Zdecydowanie powstał nowy trend odchodzenia od lokat w kierunku np. królewskiego kruszcu, czy właśnie kryptowalut. Jednak chcąc pomnożyć swoje oszczędności, nie możemy dać się ponieść wyłącznie trendom oraz powstającym spekulacjom– wskazuje Aleksandra Olbryś, Młodszy Analityk ds. Rynku Złota, Tavex. Pamiętajmy o tym, żeby nie stawiać na rozwiązania, których nie rozumiemy. Takie postępowanie może narazić nas na straty – dodaje.

Każde aktywo ma swoje mocne i słabe strony. Rozwiązaniem dylematu – w co warto zainwestować – może być dywersyfikacja naszych środków i postawienie zarówno na złoto, jak i na BTC. Zakładając, że krypotowaluty mają dać nam zysk w krótkim terminie, a kruszec uchronić przed utratą oszczędności – podsumowuje Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

GPW Benchmark otrzymała zezwolenie na pełnienie funkcji administratora kluczowego wskaźnika referencyjnego WIBOR

  • Komisja Nadzoru Finansowego wydała decyzję o udzieleniu GPW Benchmark zezwolenia
    na prowadzenie działalności administratora wskaźników referencyjnych stopy procentowej, w tym kluczowego wskaźnika referencyjnego WIBOR
  • Decyzja KNF zamyka proces administracyjny dotyczący Stawek Referencyjnych WIBID
    i WIBOR, opracowywanych przez GPW Benchmark
  • Wskaźnik WIBOR, znajduje się obok wskaźników LIBOR, EURIBOR, EONIA i STIBOR na liście kluczowych dla rynku finansowego wskaźników referencyjnych Komisji Europejskiej
  • WIBOR jest powszechnie stosowanym wskaźnikiem referencyjnym w umowach
    i instrumentach finansowych
  • Dzięki zezwoleniu GPW Benchmark będzie mogła rozszerzać ofertę wskaźników referencyjnych stopy procentowej

GPW Benchmark, spółka z Grupy Kapitałowej GPW, otrzymała zezwolenie na prowadzenie działalności administratora wskaźników referencyjnych stopy procentowej, w tym opracowywania Stawek Referencyjnych WIBID i WIBOR.

– Uzyskanie zezwolenia na pełnienie funkcji administratora wskaźników referencyjnych stopy procentowej, w tym kluczowego wskaźnika referencyjnego, jakim jest WIBOR, wieńczy fazę dostosowania Stawek Referencyjnych do wymogów Rozporządzenia BMR. Otwiera to jednocześnie kolejny etap, który wiąże się z rolą licencjonowanego administratora – przeglądów metody – tak, by zapewnić wiarygodność
i adekwatność wskaźników referencyjnych oraz móc dostarczać nowe wskaźniki budowane zgodnie ze światowymi trendami
mówi Zbigniew Minda, Prezes Zarządu GPW Benchmark.

Udzielenie przez KNF zezwolenia zapewnia ciągłość stosowania Stawek Referencyjnych WIBID i WIBOR przez podmioty, które stosują je w umowach i instrumentach finansowych.

– Serdecznie dziękujemy wszystkim podmiotom zaangażowanym w prace grup roboczych oraz w proces konsultacji rozpoczęty już w 2018 roku. Wyjątkowe podziękowania należą się Uczestnikom Fixingu, którzy równolegle do postępowania administracyjnego wdrażali rozwiązania zapewniające stopniowe dostosowywanie się do szczegółowych zasad realizacji zadań podmiotów przekazujących dane. Jednym
z elementów dostosowania stało się opracowanie i wdrożenie systemu służącego automatyzacji procesu przekazywania od Uczestników Fixingu do Administratora danych wejściowych opartych bezpośrednio na dokonywanych transakcjach–
podkreśla Aleksandra Bluj, Wiceprezes Zarządu GPW Benchmark

Uczestnikami Fixingu Stawek Referencyjnych WIBID i WIBOR są: Bank Gospodarstwa Krajowego, Bank Handlowy w Warszawie, Bank Millennium, Bank Polska Kasa Opieki, BNP Paribas Bank Polska, Deutsche Bank Polska, ING Bank Śląski, mBank, PKO Bank Polski oraz Santander Bank Polska.

– Rozwiązanie wdrożone przez Uczestników Fixingu zapewnia bezpieczeństwo procesu przygotowywania danych wejściowych i ułatwia elastyczne dostosowywanie metody wskaźników referencyjnych WIBID i WIBOR do warunków rynkowych. Daje również szansę na tworzenie innych wskaźników stopy procentowej w przypadku podmiotów, które realizują instalację systemów z uwzględnieniem elementu automatyzacji przekazywania danych transakcyjnych. Jako administrator wskaźnika kluczowego, GPW Benchmark czuje się zobowiązana do realizowania działań zmierzających do dostarczania wskaźników, które mogą być wykorzystywane jako wskaźniki alternatywne przez podmioty regulowane, co zwiększy bezpieczeństwo systemu finansowego. Dzięki danym transakcyjnym przekazywanym przez Uczestników Fixingu i niektóre podmioty nie pełniące tej funkcji, udało się nam opracować koncepcję wskaźników referencyjnych typu risk free rate (stawek wolnych od ryzyka), których dostarczanie planujemy na 2021 rok – dodaje Aleksandra Bluj.

 

– GPW Benchmark pełni w Grupie Kapitałowej GPW wyjątkową rolę – jest administratorem wskaźników referencyjnych, co wzmacnia również siłę i renomę Grupy jako dostawcy rozwiązań infrastrukturalnych dla rynku finansowego w Europie Środkowej i Wschodniej. Gratuluję koleżankom i kolegom z GPW Benchmark. Jako pierwsi w Polsce i nieliczni w Europie mogą w zgodzie w wymagającymi regulacjami europejskimi opracowywać niemalże pełny zakres wskaźników referencyjnych. Z każdym sukcesem łączy się odpowiedzialność – jestem przekonany, że mamy wszystkie niezbędne umiejętności oraz narzędzia by administrować i wyznaczać, tak najważniejsze Indeksy Giełdowe jak na przykład WIG, jak również wskaźniki referencyjne stopy procentowej, a w tym wskaźnik kluczowy, jakim jest WIBOR – mówi Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW.

GPW Benchmark jest administratorem wskaźników referencyjnych dotyczących  rynku kapitałowego od 29 listopada 2019 roku, kiedy to na podstawie decyzji KNF, Europejski Urząd Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych (ESMA) dokonał wpisu GPW Benchmark do rejestru administratorów wskaźników referencyjnych. Od tego momentu GPW Benchmark przejęła od GPW opracowywanie Indeksów Giełdowych, a od BondSpot opracowywanie wskaźnika referencyjnego TBSP.Index.

Na podstawie danych transakcyjnych od Uczestników Fixingu i kilku instytucji kredytowych
nie posiadających tego statusu, GPW Benchmark przeprowadziła w komunikacji z głównymi instytucjami w kraju intensywne prace nad budową indeksów mogących służyć jako wskaźniki referencyjne stopy procentowej. Wybrane koncepcje indeksów stopy procentowej publikowane są na stronie internetowej spółki. Otrzymanie zezwolenia na pełnienie roli licencjonowanego administratora wskaźnika kluczowego pozwala GPW Benchmark, nie tylko na prezentowanie koncepcji indeksów informacyjnych, ale także rozszerzenie oferty wskaźników referencyjnych stopy procentowej opracowanych zgodnie z wymogami Rozporządzenia BMR.

Oświadczenie Zarządu Polskiej Rady Centrów Handlowych ws. częściowego zamknięcia galerii handlowych

Polska Rada Centrów Handlowych jest zaskoczona decyzją Rządu o częściowym zamknięciu galerii handlowych. W środę zostaliśmy zaproszeni na spotkanie z Ministerstwem Rozwoju, Pracy i Technologii, podczas którego rozmawialiśmy o zasadach działalności placówek handlowych w najbliższych dniach i tygodniach. Potwierdziliśmy naszą gotowość do rozszerzenia zakresu środków bezpieczeństwa i wsparcia służb publicznych przy egzekwowaniu obostrzeń. Regularnie dostarczamy przedstawicielom Rządu dane i raporty świadczące o najwyższych standardach bezpieczeństwa stosowanych w galeriach handlowych oraz dane o odwiedzalności, która jest znacznie niższa niż w ubiegłym roku – w ostatnim tygodniu o około 30 proc. Trzeci lockdown jest dla branży – zarówno wynajmujących, jak i najemców – ciężkim ciosem, zwłaszcza, że właściciele galerii handlowych od początku pandemii są pozbawieni pomocy w ramach tarcz finansowych. Konsekwencje tych decyzji odczuje sektor finansowy w Polsce, ponieważ sektor handlowy nie będzie w stanie realizować zobowiązań finansowych względem podmiotów zewnętrznych.

Jest porozumienie Wielkiej Brytanii i Unii Europejskiej?

Ostatnie dni podniosły wyraźnie szanse na chociaż częściowe porozumienia handlowe między Wielką Brytanią, a Unią Europejską. Potwierdzają to zarówno negocjatorzy, jak i szefowa Komisji Europejskiej.

Wąskie porozumienie brexitowe?

W ostatnich dniach coraz więcej się mówi o możliwym ograniczonym porozumieniu Wielkiej Brytanii i Unii Europejskiej. W wyniku tego procesu miałoby dojść do podpisania warunków handlowych tylko w określonej wąskiej grupie produktów. Pozwoliłoby to jednak obejść główne problemy, z jakimi w tej chwili mierzą się negocjatorzy, w tym słynne już kwoty połowowe będące kością niezgody z Paryżem. Rynki zareagowały pozytywnie na wiadomości o chociaż częściowym porozumieniu i od początku tygodnia funt odrabia straty względem euro. Przełożyło się to oczywiście również na silniejszego funta względem złotego.

Dolar znów w odwrocie

Wczorajsze dobre dane z Unii Europejskiej nie zostały wyrównane danymi zza oceanu. Dodatkowo inwestorzy bardzo pesymistycznie podeszli do wypowiedzi po decyzji FED w sprawie stóp procentowych. Wypowiedź nie zawierała niczego, o czym tak naprawdę byśmy już nie wiedzieli. Trochę zmieniła się dosadność określania wybranych kwestii w komunikacie. To z kolei spowodowało, że inwestorzy po raz kolejny stracili zaufanie do dolara i rozpoczęli proces odwrotu od amerykańskiej waluty. W rezultacie, w nocy po raz kolejny w ostatnich dniach oglądaliśmy najtańszego dolara od 2018 roku.

Dane z polskiego rynku pracy

Dzisiaj poznaliśmy dane na temat zmiany zatrudnienia i wynagrodzeń w Polsce. Zatrudnienie w ciągu roku spada o 1,2%, ale trzeba zwrócić uwagę na dwie okoliczności. Rok temu było ono niemal rekordowo niskie jak na Polską, po drugie analitycy spodziewali się większego (bo aż 1,5%) spadku. Dobrą wiadomością jest też wzrost płac o średnio 4,9% w skali roku, co pokazuje, że pomimo problemów w gospodarce zarobki nadal rosną.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Fed dalej gołębi, dolar dalej słaby

Fed pozostał gołębi, choć nie dokonał żadnych zmian w QE, co dla niektórych było rozczarowaniem. Jednak wątpliwości co do determinacji Fed do ochrony gospodarki szybko wyparowały, a z dodatkową pomocą pozytywnych sygnałów z Kongresu USA apetyt na ryzyko przystępuje do prawdopodobnie ostatniego zrywu w tym roku.

Rezerwa Federalna pozostała na dotychczas obranym, gołębim kursie polityki, ale dla niektórych uczestników rynku było to za mało. Przede wszystkim Fed nie dokonał zmian w kompozycji programu skupu aktywów. Wprawdzie co miesiąc bilans banku będzie się powiększał z tego tytułu o 120 mld USD, niektórzy inwestorzy liczyli na odważniejsze decyzje po stronie przerzucenia ciężaru zakupów na obligacje o dłuższym okresie zapadalności, by bardziej zaniżać rynkowe stopy procentowe na długim końcu krzywej dochodowości. Mimo to Fed przyrzekł, że utrzymanie programu skupu aktywów na wielką skalę do czasu, gdy zobaczy „znaczący dalszy postęp” w zakresie zatrudnienia i inflacji. Jednocześnie mediana prognoz dotyczących stóp procentowych sugeruje, że w horyzoncie projekcji do końca 2023 r. nie dojdzie do podwyżki. Na konferencji prezes Fed Jerome Powell powiedział, że argumenty za stymulacją fiskalną są nadal „bardzo, bardzo silne”. Przekaz jest gołębi, bo trzeba go odbierać w kontekście ostatnich wydarzeń. W końcu determinacja Fed na rzecz ochrony gospodarki nie słabnie ani w obliczu oczekiwanego pakietu fiskalnego, ani w związku z rozpowszechnianiem szczepionki przeciw COVID-19.

Wstępna reakcja rynków była mieszana, ale ostatecznie wątpliwości wobec stanowiska Fed wyparowały. Akomodacyjna polityka monetarna będzie ważnym wsparciem dla poprawy perspektyw gospodarczych i apetytu na ryzykowne aktywa. Brak podwyżek stop procentowych, przyspieszenie ożywienia i wzrost oczekiwań inflacyjnych będzie mieszanką, która powinna osłabiać USD w średnim i długim terminie. Dodajmy do tego pakiet fiskalny w USA, który w wysokości od 750 mld USD do 900 mld USD może być uzgodniony w Kongresie do końca tego tygodnia. Optymistyczne przekonanie inwestorów w stosunku do rajdu ryzykownych aktywów pozostaje silne i może dać pretekst do jeszcze jednego zrywu, zanim udamy się na świąteczną przerwę. Noce wybicie EUR/USD ponad 1,22 służy za dobrego przewodnika trybu risk-on.

W czwartek mamy kontynuację komunikatów od banków centralnych. Szwajcarski Bank Narodowy nie zmieni nic w swoim przekazie, szczególnie że EUR/CHF jest na tym samym poziomie, co podczas wrześniowego posiedzenia. Frank wciąż jest „wysoce wyceniany”, a SNB powtórzy gotowość do interwencji. Norges Bank utrzyma politykę bez zmian, ale powinien być bardziej optymistyczny w ocenie perspektyw gospodarczy, kiedy pojawiła się nadzieja na dystrybucję szczepionki. Bank jednak nie wyzbędzie się ostrożnego podejścia do strategii i prawdopodobnie podtrzyma prognozę ścieżki sugerującą pierwszą podwyżkę dopiero w 2022 r. Także po Banku Anglii nie oczekujemy dalszego luzowania. W komunikacie uwaga skupi się na ocenie przez BoE ostatnich zmian w gospodarce (lockdown 2.0), postępów w pracach nad szczepionką i ryzykach brexitu.

Lepsze nastroje na rynkach ściągają EUR/PLN w kierunku grudniowych minimów na 4,42. Finalny rajd ryzyka przy ograniczonej płynności może dać szanse na zbliżenie się do 4,40, choć mając na uwadze stabilizację kursu z ostatnich dni wydaje się, że złoty nie jest pośród walut będących obecnie na szczycie listy zakupowej inwestorów zagranicznych i może być trudno o zaburzenie trendu bocznego 4,42-4,45.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Czy pandemia spowoduje koniec płatności gotówkowych? Raport Capgemini

Pandemia pchnęła firmy do konieczności przeprowadzenia szybkiej transformacji cyfrowej. Zmieniło się m.in. podejście do płatności bezgotówkowych – zarówno przedsiębiorców, jak i konsumentów, którzy dotychczas nierzadko byli do tego rodzaju transakcji nastawieni negatywnie. Gotówka wciąż jest najpopularniejszą metodą płatności, jednak jak wskazuje opublikowany przez firmę Capgemini World Payments Report 2020, udział płatności bezgotówkowych stale rośnie, a szczególnie znaczący wzrost mogliśmy obserwować w ostatnich miesiącach. Oczekuje się, że liczba użytkowników tzw. portfeli cyfrowych wzrośnie z 2,3 miliarda w 2019 roku do 4 miliardów w 2024 roku, a tym samym obejmie 50 proc. światowej populacji. Czy możemy spodziewać się zupełnego odejścia od płatności gotówkowych?

Raport Capgemini przewiduje, że stopa wzrostu dla globalnych transakcji bezgotówkowych w latach 2019-2023 ma wynieść 12 proc. Już w okresie 2018-2019 obserwowaliśmy duży wzrost tego rodzaju płatności – ich wykorzystanie zwiększyło się wówczas aż o 14 proc., a wzrost ten wywołany był rosnącą popularnością płatności z wykorzystaniem smartfonów, dynamicznie rozwijającym się handlem elektronicznym, wprowadzaniem portfeli cyfrowych i innowacjami w zakresie płatności mobilnych. Liderem transakcji bezgotówkowych w 2019 roku był region Azji i Pacyfiku, wyprzedzając Europę i Amerykę Północną – to w Chinach, Indiach i na rynkach Azji Południowo-Wschodniej obserwujemy największy postęp w zakresie wdrażania innowacji płatniczych (wzrost o 31,1 proc.).

– Pandemia przyspieszyła tempo innowacji w obszarze płatności i bardzo szybko przekształciła je w nową normalność, wymagając od firm z sektora finansowego, aby stały się innowatorami niemal z dnia na dzień. Obecnie bardziej niż kiedykolwiek, dostawcy usług płatniczych muszą usprawniać i dywersyfikować swoje oferty, kłaść nacisk na szybkość, wygodę i bezpieczeństwo. Już dziś widać, że banki zaczynają priorytetowo traktować transformację technologiczną, dobierając do współpracy wizjonerskich partnerów, którzy są w stanie tworzyć wizjonerskie organizacje, wpasowujące się w tę nową normalność i spełniające oczekiwania klientów – mówi Daniel Jarzęcki, BSv FPIA Consulting Director w Capgemini.
W Polsce również zauważamy dużą zmianę podejścia do płatności bezgotówkowych. Lokalni przedsiębiorcy zaczynają postrzegać wprowadzenie możliwości tego rodzaju transakcji jako zapewnienie sobie i swoim klientom bezpieczeństwa sanitarnego oraz komfortu w dokonywaniu transakcji. Na tę zmianę znaczący wpływ miała sytuacja wywołana przez pandemię, jednak badania już dziś wskazują, że dzięki temu impulsowi, w perspektywie długofalowej zmienią się przyzwyczajenia konsumentów.

Zwiększona konkurencja zmusza tradycyjnych dostawców usług płatniczych do (r)ewolucji

Klienci odchodzą od gotówki w miarę wzrostu popularności płatności cyfrowych. Nowi gracze szybko stają się coraz bardziej popularni. Raport pokazuje, że 50 proc. klientów już dziś wybiera nowo powstałe banki, które mają własny podstawowy system bankowy i bezpośrednio konkurują z instytucjami o dłuższej tradycji, czasami specjalizując się w obszarach niedostatecznie obsługiwanych przez większe organizacje. Dodatkowo, z badania Capgemini wynika, że aż 38 proc. konsumentów podczas pandemii znalazło nowego dostawcę usług płatniczych.

– Płatności alternatywne będą z pewnością w dalszym ciągu zwiększać przestrzeń do płatności bezgotówkowych, ponieważ konsumenci poszukują szybkości, wygody i lepszej obsługi klienta. Szacuje się, że liczba użytkowników tzw. portfeli cyfrowych wzrośnie z 2,3 miliarda w 2019 roku do 4 miliardów w 2024 roku, a tym samym obejmie 50 proc. światowej populacji – dodaje Daniel Jarzęcki.

Technologia ma pomóc firmom płatniczym w radzeniu sobie ze zwiększonym ryzykiem

Ponieważ rynek wciąż ulega ewolucji i dostępnych jest coraz więcej opcji płatności, organizacje finansowe muszą borykać się ze zwiększonym ryzykiem w swojej działalności. Dyrektorzy ds. płatności twierdzą, że firmy są narażone na zagrożenia związane m.in. z cyberbezpieczeństwem, nowymi regulacjami prawnymi, operacyjnymi czy biznesowymi. Aż 87 proc. z nich uważa, że istnieje duże prawdopodobieństwo wystąpienia luk w cyberprzestrzeni, wywołanych szybkim wprowadzaniem nowych procesów w czasie pandemii, co w konsekwencji zwiększa ryzyko cyberataków. Firmy płatnicze aktywnie korzystają zatem również z technologii wspomagających minimalizację nowych zagrożeń. Organy regulacyjne już dziś w bardzo dużym stopniu koncentrują się na niwelowaniu ryzyka w przypadku płatności bezgotówkowych, by banki i firmy technologiczne mogły skupić się na własnej działalności oraz współpracy. Aż 60 proc. dyrektorów banków uważa, że współpraca z odpowiednimi partnerami ma kluczowy wpływ na ulepszenie oferty kierowanej do konsumentów. Tylko w ten sposób możliwe będzie podniesienie jakości usług przy jednoczesnej minimalizacji niepewności wywołanej pandemią.

Metodologia badania

Tegoroczny raport World Payments zawiera informacje na temat 44 rynków płatności w różnych regionach geograficznych. Dla ogólnoświatowych makroopisowych wykresów zdefiniowano sześć regionów: Europa, Ameryka Północna, Dojrzała Azja i Pacyfik, Azja wschodząca, Ameryka Łacińska i MEA, pogrupowane według kryteriów dojrzałości geograficznej, ekonomicznej i rynku płatności bezgotówkowych. Ponad 8600 konsumentów wzięło udział w opublikowanym w raporcie badaniu Voice of the Consumer. Dodatkowa ankieta internetowa skierowana do banków, FinTechs, dostawców usług płatniczych i korporacji dostarczyła danych od 235 respondentów, a 45 wywiadów z kierownictwem przeprowadzono z bankami, firmami płatniczymi, firmami obsługującymi systemy kart, dostawcami usług technologicznych i sprzedawcami detalicznymi.

Jak Ukraińcy oceniają pracę w Polsce w 2020 roku – raport OTTO Work Force

Rok 2020 był nietypowy i trudny dla wszystkich, zarówno dla przedsiębiorstw, jak i pracowników. Mimo niesprzyjających warunków aż 78% pracowników z Ukrainy deklaruje satysfakcję z pracy w Polsce, to o 6% więcej niż 2019 roku. Dla 71% Ukraińców główną motywacją do podjęcia pracy w naszym kraju były wyższe zarobki.

Pracownicy z Ukrainy bardziej zadowoleni z pracy niż w ubiegłym roku

Według najnowszego raportu OTTO Work Force Central Europe, przeprowadzonego na grupie 520 pracowników tymczasowych z Ukrainy, aż 78% badanych deklaruje zadowolenie z pracy w Polsce. Jest to o 6 punktów procentowych więcej niż przed rokiem, kiedy to pracownicy bardziej krytycznie oceniali atrakcyjność zatrudnienia. Na podstawie cyklicznych badań, realizowanych przez OTTO już od sześciu lat, widać, że od 2017 roku trwała tendencja spadkowa poziomu satysfakcji z pracy – wtedy to wskaźnik ten osiągnął swoje maksimum (94%). W 2020 roku obserwujemy widoczny wzrost zadowolenia względem ubiegłego roku.

Zmiana w czasie poziomu zadowolenia pracowników tymczasowych z Ukrainy z pracy w Polsce.

Pracownicy z Ukrainy bardziej zadowoleni z pracy
Źródło: Opinie pracowników tymczasowych z Ukrainy na temat zadowolenia z pracy w Polsce w 2020 roku, 2020, OTTO Work Force Central Europe

“Pandemia Covid-19 sprawiła, że sytuacja na rynku pracy w 2020 roku zmieniała się bardzo dynamicznie, a wiele osób, szczególnie podczas pierwszej fali, straciło pracę. Trudna sytuacja na rynku pracy na Ukrainie sprawiła, że Ukraińcy mocniej docenili zatrudnienie w Polsce, a ich poziom zadowolenia z pracy wzrósł względem 2019 roku. Na początku pandemii wielu Ukraińców wróciło do ojczyzny z powodu utraty pracy czy troski o rodzinę, ale już kilka tygodni później aż 70% z nich deklarowało chęć powrotu do Polski. Także polscy pracodawcy czekali na obywateli Ukrainy z otwartymi ramionami, bo choć bezrobocie w Polsce nieznacznie się zwiększyło, to firmy nadal zabiegają o pracowników ze wschodu” – mówi Tomasz Dudek, Dyrektor Zarządzający OTTO Work Force Central Europe.

Ukraińcy najbardziej zadowoleni z relacji ze współpracownikami, a najmniej z braku rozwoju

Z raportu OTTO Work Force Central Europe wynika, że od 2018 roku utrzymuje się podobna tendencja w poziomie zadowolenia pracowników z Ukrainy z poszczególnych elementów pracy. Pracownicy są najbardziej zadowoleni z relacji ze współpracownikami (93%) i mamy tutaj wzrost o 6 punktów procentowych w stosunku do wyników zeszłorocznego badania. Po raz kolejny wysoko ocenione zostały także warunki pracy (82%) oraz stosunek Polaków do imigrantów (70%). W zeszłorocznym badaniu pracownicy z Ukrainy byli niezadowoleni z możliwości rozwoju zawodowego i w tym roku jest podobnie, tyle, że grupa osób niezadowolonych wzrosła z 35% do 40%.

“W tegorocznym badaniu widać zmianę w ocenie poziomu zadowolenia z wynagrodzenia. W 2019 roku z wynagrodzenia było zadowolonych tylko 51% respondentów, podczas gdy w 2020 roku grupa ta stanowi aż 65%. Wynika to prawdopodobnie z trudnej sytuacji na rynku pracy na Ukrainie, przestojów w zakładach produkcyjnych i wzrostu bezrobocia. W takiej rzeczywistości poziom wynagrodzenia rozpatrywany jest w inny sposób niż jeszcze w roku 2019, kiedy to dostępność ofert pracy była większa” – mówi Tomasz Dudek, Dyrektor Zarządzający OTTO Work Force Central Europe.

71% pracowników z Ukrainy zachęciły do pracy w Polsce wyższe zarobki

Covid-19 mocno dotknął rynek pracy w całej Europie, także w Polsce. Ponadto wybuch epidemii sparaliżował strachem społeczeństwo i spowodował, że wiosną znaczna część pracowników z Ukrainy wróciła do ojczyzny. Wraz ze stabilizacją sytuacji gospodarczej i oswajaniem się z epidemią, obserwowaliśmy powrót Ukraińców do pracy w Polsce.

“Dla 71% badanych główną motywacją do podjęcia pracy w Polsce były wyższe zarobki. Na kolejnej pozycji znalazły się lepsza sytuacja gospodarcza w Polsce (32%) oraz brak pracy na Ukrainie (31%). Trzeba tutaj zaznaczyć, że na początku jesieni, kiedy fala powrotów była największa bezrobocie w Polsce kształtowało się na poziomie 6,1%, podczas gdy na Ukrainie wynosiło już 9,9%” – wyjaśnia Tomasz Dudek, Dyrektor Zarządzający OTTO Work Force Central Europe.

Dlaczego, mimo pandemii Covid-19, zdecydował/a się Pan/i na pracę w Polsce?

pracowników z Ukrainy zachęciły do pracy w Polsce wyższe zarobki
Źródło: Opinie pracowników tymczasowych z Ukrainy na temat zadowolenia z pracy w Polsce w 2020 roku, 2020, OTTO Work Force Central Europe

Niemal co drugi badany twierdzi, że nie miał trudności w znalezieniu pracy

Niemal połowa pracowników z Ukrainy deklaruje, że w 2020 roku, mimo pandemii, nie miała trudności w znalezieniu pracy w Polsce. Z kolei 40% respondentów nie potrafiło jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, a tylko 14% wskazało, że w 2020 roku było trudniej znaleźć zatrudnienie w Polsce.

“Trzeba zaznaczyć, że mimo większej dostępności pracowników z Polski, wśród naszych Klientów cały czas utrzymuje się popyt na pracowników zza wschodniej granicy. W niektórych branżach jak np. produkcja trudno jest ich w pełni zastąpić pracownikami z Polski. Są także takie branże, które w tym trudnym czasie intensywnie się rozwiały, jak e-commerce, a ich zapotrzebowanie na pracowników dynamicznie wzrastało” – wyjaśnia Tomasz Dudek, Dyrektor Zarządzający OTTO Work Force Central Europe.

Czy według Pana/i jest teraz trudniej o pracę w Polsce niż w poprzednich latach?trudniej o pracę w Polsce

trudniej o pracę w Polsce 2
Źródło: Opinie pracowników tymczasowych z Ukrainy na temat zadowolenia z pracy w Polsce w 2020 roku, 2020, OTTO Work Force Central Europe

 

Dalszy spadek sprzedaży kredytów w Polsce – raport listopad 2020 r.

W listopadzie 2020 r., w porównaniu do listopada 2019 r., banki i SKOK-i udzieliły dużo mniej dwóch rodzajów produktów kredytowych zarówno w ujęciu wartościowym, jak i liczbowym. W ujęciu liczbowym banki przyznały o (-45,2%) mniej kart kredytowych, udzieliły o (-32,1%) mniej kredytów gotówkowych. Wzrost odnotowały kredyty mieszkaniowe, których udzielono o (+7,2%) więcej niż rok temu w listopadzie, więcej było też kredytów ratalnych o (+4,6%). W ujęciu wartościowym banki i SKOK-i przyznały o (-41,5%) mniej limitów kartowych niż przed rokiem. Spadła także wartość udzielonych w listopadzie 2020 r. kredytów gotówkowych o (-28,4%). Dodatnia dynamika dotyczy kredytów mieszkaniowych – wzrost o (+15,4%) oraz kredytów ratalnych o (+5,0%).
W trakcie jedenastu miesięcy 2020 r. banki i SKOK-i udzieliły łącznie 2,514 mln kredytów gotówkowych (-30,7%) na kwotę 46,943 mld zł (-31,2%) oraz 3,236 mln kredytów ratalnych (+3,3%) na kwotę 13,93 mld zł (+3,0%), zaś kredytów mieszkaniowych 199,3 tys. (-9,5%) na kwotę 57,92 mld zł (-3,4%).

Analizując dane zawarte w Newsletterze i wyciągając na ich podstawie wnioski, BIK bierze pod uwagę dwa aspekty. Po pierwsze, uwzględnia specyfikę produktów kredytowych: kredyty konsumpcyjne (ratalne i gotówkowe) oraz karty kredytowe są procesowane bardzo szybko od złożenia wniosku przez klienta lub oferty przez bank (zazwyczaj złożenie wniosku i udzielenie kredytu czy przyznanie limitu zamykają się w jednym miesiącu). Zatem w przypadku tych produktów, listopadowa sprzedaż jest związana z wnioskami składanymi w większości przypadków w listopadzie. Natomiast kredyty mieszkaniowe są procesowane dłużej, nawet do dwóch miesięcy od złożenia wniosku, w związku z tym sprzedaż kredytów mieszkaniowych w listopadzie jest efektem wniosków składanych we wrześniu i październiku. Po drugie, problemy ze spłacaniem kredytów w wyniku pandemii nie mogły się jeszcze w pełni zmaterializować w odczytach Indeksów Jakości, ponieważ Indeksy obejmują opóźnienia powyżej 90 dni. A część kredytobiorców, z powodu sytuacji wywołanej COVID – 19, skorzystała z bankowego wsparcia w zakresie odroczenia spłaty rat kredytowych (wakacje były udzielane na okres 3 i 6 miesięcy). Część odroczeń spłat już się zakończyła. Na koniec listopada wakacjami było jeszcze objętych 74,7 tys. rachunków kredytowych na kwotę 4,9 mld zł.

Kredyty gotówkowe i ratalne

– W okresie styczeń – listopad 2020 r. ujemne dynamiki zarówno liczby, jak i wartości udzielonych kredytów gotówkowych, dotyczyły wszystkich przedziałów wartości udzielanych kredytów. Widzimy już to zjawisko od początku pandemii. Najwyższy spadek w ujęciu wartościowym dotyczył kredytów wysokokwotowych tj. powyżej 50 tys. zł (-35,4%), a w ujęciu liczbowym kredytów z przedziału pomiędzy 3 a 10 tys. (-33,7%). Ponownie, niższa ujemna dynamika dotyczyła kredytów gotówkowych z przedziału niskokwotowego do 1 tys. zł: liczbowo (-19,6%) oraz (-20,9%) wartościowo. Może to świadczyć o większej ostrożności banków w udzielaniu bardziej ryzykownych kredytów jakimi są kredyty wysokokwotowe. Ponadto również u potencjalnych kredytobiorców, z uwagi na wyższą niepewność obecnej sytuacji, ogranicza się popyt na te kredyty. Niskokwotowe kredyty gotówkowe mogą natomiast w jakiejś części kompensować brak dostępności do pożyczek pozabankowych wynikających z wielu czynników, w tym regulacyjnego.

porównaniu do kredytów gotówkowych o wiele lepiej, a nawet bardzo dobrze, wygląda sytuacja kredytów ratalnych. W ich przypadku w okresie styczeń – listopad 2020 r. zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym odnotowaliśmy dodatnie dynamiki sprzedaży: odpowiednio (+3,3%) oraz (+3,0%). I jest to jedyna grupa produktowa, w przypadku której wystąpiły dodatnie dynamiki w okresie pierwszych jedenastu miesięcy 2020 r. Główną przyczyną takiej sytuacji, jest przede wszystkim to, że ten rodzaj kredytów dla udzielającego banku jest dużo bezpieczniejszy od kredytów gotówkowych, co ma swoje odzwierciedlenie w poziomie szkodowości (druga po kredytach mieszkaniowych najniższa szkodowość). Inne jest również ekonomiczne przeznaczenie tych kredytów – kredyty gotówkowe służą bardziej uzupełnieniu bieżącego budżetu domowego, zaś ratalne wiążą się z nabywaniem na raty dóbr konsumpcyjnych trwałego użytku, m.in. sprzętu RTV/AGD, elektroniki, mebli, samochodów. Wzrost liczby udzielonych kredytów ratalnych należy wiązać z m.in. dużymi akcjami promocyjnymi  zarówno w sklepach stacjonarnych, jak i w e-commerce – stwierdza prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

Dla kredytów gotówkowych średnia wartość udzielonego kredytu to 18 522 zł – wzrost o 5,4% w stosunku do listopada 2019 r. Średnia wartość kredytu ratalnego to 4 119 zł i jest ona wyższa niż w listopadzie rok temu o 0,4%.

Obserwowany przez BIK co miesiąc poziom ryzyka kredytowego portfela kredytów konsumpcyjnych (gotówkowych i ratalnych) w oparciu o odpowiednie Indeksy Jakości pełni funkcję systemu wczesnego ostrzegania. Jakość portfela kredytów ratalnych już od kilku lat utrzymuje się na niskim, bezpiecznym poziomie szkodowości, co każdorazowo potwierdzają właśnie miesięczne odczyty Indeksu. Bieżący – listopadowy odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów ratalnych wynosi 1,33%. Kilkukrotnie wyższą szkodowością (najwyższą wśród wszystkich grup produktowych) charakteryzują się kredyty gotówkowe. Listopadowy odczyt Indeksu Jakości dla kredytów gotówkowych wynosi 3,65%.

Pomimo wcześniejszych obaw dotyczących wzrostu szkodowości kredytów gotówkowych i ratalnych, listopadowy odczyt potwierdza pozytywne zaskoczenie związane z poprawą jakości wyrażoną spadkami odczytów Indeksu Jakości, obserwowaną już we wrześniu i październiku i kontynuowaną w listopadzie. Tak wyraźna poprawa Indeksu Jakości jest najprawdopodobniej efektem odroczeń spłat rat kredytowych w ramach wakacji kredytowych udzielanych klientom przez banki.

 W porównaniu do listopada 2019 r. wartość Indeksu Jakości kredytów gotówkowych polepszyła się (spadła) aż o 2,38 pkt proc., a w porównaniu do odczytu październikowego, o 0,08. Niewątpliwie główny pozytywny wpływ na to miała uzyskana przez część kredytobiorców pomoc z banków związana z odraczaniem spłaty rat kredytów, która w dużej części zamortyzowała ewentualny brak możliwości spłaty kredytu w wyniku spadku dochodów w pierwszych miesiącach pandemii i lockdownu. Trzeba więc ze szczególną uwagą śledzić terminowość spłat w kolejnych miesiącach (szczególnie w grudniu 2020 i styczniu 2021), tym bardziej, że kończą się wakacje kredytowe kredytobiorcom o gorszym profilu ryzyka. W listopadzie poprawiła się również jakość kredytów ratalnych. W ich przypadku wartość Indeksu w okresie 12 miesięcy polepszyła się (spadła) o 0,78, a w stosunku do października 2020 r. o 0,08  – wyjaśnia główny analityk BIK.

Kredyty mieszkaniowe

W listopadzie br. na rynku kredytów mieszkaniowych odnotowaliśmy kolejne dodatnie dynamiki wartości (+15,4%) udzielonych kredytów, przy pierwszy raz w pandemii dodatniej  dynamice liczby udzielonych kredytów (+7,2%) w porównaniu z listopadem 2019. W okresie styczeń – listopad 2020 r., już 48,1% wartości udzielonych kredytów dotyczyło przedziału kwotowego powyżej 350 tys. zł. Analizując sytuację w poszczególnych przedziałach kwotowych określających wartość udzielanego kredytu mieszkaniowego, w okresie styczeń – listopad 2020 r. nadal tak, jak i w poprzednich okresach, obserwujemy odmienne tendencje. Dodatnie dynamiki sprzedaży kredytów mieszkaniowych zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym dotyczą tylko kredytów powyżej 350 tys. zł, których pomiędzy styczniem a listopadem 2020 r. w porównaniu do analogicznego okresu 2019 r. w ujęciu liczbowym udzielono więcej o 7,6%, a w wartościowym o 8,6%.

– Wyniki listopadowej akcji kredytowej  w zakresie kredytów mieszkaniowych są odzwierciedleniem popytu z okresu września i października. Odbudowę popytu na kredyt mieszkaniowy sygnalizowały już zarówno wrześniowy, jak i październikowy odczyt Indeksu Popytu na kredyty mieszkaniowe odpowiednio (+5,4%)  oraz (+8,1%). Trzeba jednak pamiętać, że sytuacja na rynku kredytów mieszkaniowych jest determinowana nie tylko zachowaniem potencjalnych kredytobiorców (popytem), chcących nabyć nieruchomość za kredyt, lecz i banków udzielających kredyt (podaż). Banki po wakacjach poluzowały wymagania m.in. w zakresie wkładu własnego. Jednak w listopadzie mieliśmy soft lockdown. W oparciu o listopadowy odczyt Indeksu popytu na kredyty mieszkaniowe, wiemy już jaka była reakcja popytu (spadek Indeksu o -4,4%). Ważna będzie więc postawa banków, które w warunkach rosnącej niepewności mogą ponownie zdecydować się na zaostrzenie polityki kredytowej, co będzie skutkować kolejną ograniczoną dostępnością kredytu – prognozuje prof. Rogowski.

Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych w listopadzie 2020 r. wyniósł 0,45%. W ostatnich 12 miesiącach (listopad 2020 r. – listopad 2019 r.) jakość portfela polepszyła się, o czym świadczy spadek Indeksu o (-0,29). W dużej mierze jest to efekt wakacji kredytowych.

– Pomimo dużych wcześniejszych obaw – szczególnie w początkach pandemii, obecnie nadal nie odnotowujemy spadku jakości portfela kredytów mieszkaniowych. A wręcz przeciwnie, jakość w listopadzie nadal się polepszała – od października dalsze polepszenie (spadek) Indeksu o 0,02. Przy czym należy pamiętać, że mówimy o opóźnieniach 90-dniowych, czyli możliwych do wystąpienia dopiero po 3-miesięcznym opóźnieniu w spłacie raty kredytu. Podobnie jak w przypadku pozostałych rodzajów kredytów, należy szczególnie obserwować „powakacyjne” zachowania kredytobiorców mieszkaniowych. Ważne będą więc odczyty z grudnia i początkowych miesięcy 2021 roku, kiedy będzie lepszy obraz sytuacji po powrocie kredytobiorców do regularnych spłat. – zaznacza główny analityk BIK.

Karty kredytowe

W listopadzie 2020 r. banki wydały 55,8 tys. kart kredytowych na łączną kwotę przyznanych limitów 322 mln zł.

– W listopadzie 2020 r. widać kontynuację negatywnego trendu dynamiki rocznej obserwowanego już od początku roku, po 11 miesiącach br. w ujęciu liczbowym wynosi ona (-39,6%), a w wartościowym (-38,9%). Negatywne zjawisko dotyczy ponownie wszystkich przedziałów kwotowych. Należy pamiętać, że limity kartowe są jednym z najbardziej ryzykownych produktów kredytowych (wartość Indeksu Jakości w listopadzie wyniosła 2,74%), stąd naturalna ostrożność do ich przyznawania przez banki w okresie niepewności. Ostrożność banków wpływa bezpośrednio na dostępność tego produktu kredytowego. Ponadto coraz popularniejsze stają się mobilne formy płatności – mówi prof. Rogowski z BIK.

Podsumowanie 2020 roku na rynku mieszkaniowym

Pomimo, że obecny rok jeszcze się nie skończył, już teraz warto podsumować to, co działo się na rynku mieszkaniowym w 2020 roku. Z pewnością był to czas, który można zaliczyć do niezwykle dynamicznych i mało stabilnych, z uwagi m.in. na wybuch pandemii. Jak wyglądała sytuacja firm deweloperskich na przestrzeni czterech kwartałów? Czy 2021 rok przyniesie w końcu moment pęknięcia tzw. „bańki mieszkaniowej”?

  1. Rynek mieszkaniowy a pierwsza fala pandemii

Pierwszy kwartał br. był w porównaniu do kolejnych miesięcy zdecydowanie najspokojniejszym i najbardziej stabilnym okresem w roku. Styczeń i luty 2020 był to czas, w którym deweloperzy korzystali z dobrej koniunktury, będącej efektem działań niezrealizowanych na przełomie lat 2019/2020. Analizując statystyki dotyczące cen, ilości ofert oraz liczby sprzedanych mieszkań w tym kwartale (która wzrosła o 11%) można pokusić się o stwierdzenie, że wybuch pandemii koronawirusa odgrywał w tych miesiącach drugorzędną, mało znaczącą rolę[1].

Spadek popytu i mniejszą skłonność do podejmowania decyzji inwestycyjnych deweloperzy mogli zauważyć dopiero w Q2 br. Ujemna zmiana w stosunku do kwartału poprzedniego wyniosła aż 47%, z kolei kwartalna liczba nowych mieszkań wprowadzonych do oferty zmniejszyła się o 5%.  Dostrzegalna nierównowaga pomiędzy popytem a podażą tłumaczy 6 procentowy wzrost liczby mieszkań, które pozostały w ofercie deweloperów na koniec Q2 2020 r. Analizując i podsumowując pierwsze półrocze warto więc zwrócić uwagę na dwie widoczne fazy – rekordowe wyniki sprzedaży w styczniu i lutym oraz jej załamanie spowodowane pandemią w kolejnym kwartale[2].

  1. Drugie starcie z koronawirusem

Trzeci i czwarty kwartał 2020 roku upłynął pod znakiem powolnej stabilizacji rynku oraz starań deweloperów do powrotu do sytuacji sprzed pandemii. Jak wskazują analitycy portalu RynekPierwotny.pl w swoim raporcie na temat rynku mieszkaniowego w Warszawie, czas od lipca do sierpnia 2020 roku był momentem uspokojenia się nominalnych cen metrażu na stołecznym rynku mieszkaniowym. W tym czasie deweloperzy odnotowali również wysoki wzrost sprzedaży sięgający 40% w porównaniu do Q2, co z pewnością mogło dać im nadzieję na przyszłość. Dalszym problemem może okazać się jednak roczny spadek liczby sprzedanych mieszkań, zestawiając ze sobą Q3 2019 i 2020 roku. W tym przypadku częściową kompensację strat pokryje zapewne ogólny wzrost cen metrażu, który miał miejsce jeszcze na przełomie ubiegłego roku[3].

– Podsumowując mijający, pandemiczny rok należy jasno powiedzieć, że był to trudny czas, pełen ryzyka i niepewności, nie tylko dla deweloperów, ale dla wszystkich branż. Najbardziej wymagającym okresem z perspektywy firmy był z pewnością Q2 2020 roku, który zmusił nas do wprowadzenia kilku zmian w przedsiębiorstwie i przemodelowania wcześniejszego sposobu działania. Kwartał III br. z kolei przyniósł firmie Profbud powolną stabilizację i poczucie względnego spokoju, natomiast w Q4 odnotowaliśmy znaczny wzrost zainteresowania inwestycjami. Największą popularnością cieszą się nieustannie nasza nowa inwestycja na Ursynowie, Osiedle  Zakątek Cybisa, a także IV etap popularnego Osiedla Stella na warszawskim Bemowie. Podczas pandemii wprowadziliśmy do wszystkich biur sprzedaży dodatkowe środki ostrożności. Istnieje również możliwość rozmów online z naszymi doradcami Klienta, a nawet opcja zakupu mieszkania i podpisania umowy rezerwacyjnej bez wychodzenia z domu. Wszystko to z pewnością wpłynęło na niesłabnące zainteresowanie naszą ofertą. Z optymizmem patrzymy w przyszłość i mamy nadzieję, że czas pandemii, której negatywne skutki odczuli wszyscy przedsiębiorcy niebawem odejdzie w zapomnienie – mówi Anna Skotnicka-Ryś, Dyrektor Działu Handlowego firmy Profbud.

  1. Dzisiaj firmy deweloperskie mają się dobrze

Wbrew przypuszczeniom wielu, pandemia koronawirusa nie przyniosła diametralnej obniżki cen mieszkaniowych, zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym. Wyniki badania ankietowego przeprowadzonego w październiku br. przez Centrum Monitoringu Sytuacji Gospodarczej wskazują na całkiem stabilną sytuację branży budowlanej w czasie pandemii. Jak wynika z raportu, spadek przychodu oraz zatrudnienia w Q3, porównując go do Q2 br. wynosi w tym segmencie 25%. Pozostałe 50% ankietowanych deklaruje utrzymanie stabilnej sytuacji, a 25% wskazuje wręcz na wzrost i poprawienie się sytuacji ekonomicznej przedsiębiorstwa, w porównaniu do sytuacji, która miała miejsce w lipcu-wrześniu 2020 r.[4]

Podobna sytuacja tyczy się relacji popytu i podaży w 6 największych miastach Polski. Analizując wyniki badań JLL, wskaźnik sprzedanych mieszkań w Q3 był wyższy niż wskaźnik mieszkań wprowadzonych do sprzedaży w Q1. Dodatkowo, średnie ceny mieszkań w ofertach największych Polskich miast stale rosną. Przykładowo, w Q3 2020 roku w Warszawie średnia cena brutto wynosiła 10,9 tys. zł/kmw. W Krakowie i Wrocławiu z kolei nie wiele mniej bo odpowiednio 10,1 oraz 9,9 tys. zł/mkw. Na dzień dzisiejszy najtaniej wydaje się być w Łodzi, gdzie średnia cena za mkw to 6,6 tys. zł[5].

  1. Ceny mieszkań w 2021 roku – jakie niesie prognozy?

Nadchodzący rok niesie ze sobą trzy oczywiste i możliwe scenariusze, jeśli chodzi o ceny nieruchomości w Polsce: ich wzrost, spadek lub pozostanie na tym samym poziomie kosztowym. Najprawdopodobniej rynek mieszkaniowy będzie dążył do zachowania równowagi wynoszącej +-5% dynamiki zmiany cen. Jedynie kolejne gwałtowne i nieoczekiwane zjawisko mogłoby spowodować ich spadek o więcej niż 10%[6]. Nic więc nie wskazuje na to, aby nowy rok przyniósł moment pęknięcia tzw. „bańki mieszkaniowej”, na co czeka z pewnością wielu potencjalnych klientów. Co więcej, restrykcyjne przepisy budowlane dotyczące efektywności energetycznej nowych budynków, wchodzące w życie od 1 stycznia 2021 r. mogą wpłynąć na wzrost cen mieszkań w najbliższym czasie. Biorąc pod uwagę wszystkie powyższe kwestie odkładanie decyzji zakupowej i oczekiwanie na moment załamania się rynku nieruchomości w Polsce może być ryzykowny, a z perspektywy czasu mało opłacalny.

[1] RynekPierwotny.pl, Rynek mieszkaniowy w Warszawie – I kw. 2020 r.

[2] RynekPierwotny.pl, Rynek mieszkaniowy w Warszawie – II kw. 2020 r.

[3] RynekPierwotny.pl, Rynek mieszkaniowy w Warszawie – III kw. 2020 r.

[4] CMSG, Sytuacja ekonomiczna przedsiębiorstw w czasach koronawirusa. Badanie ankietowe, październik 2020 r. (tura 09-23.10.2020)

[5] JLL, Rynek mieszkaniowy rzeczywistość vs. oczekiwania, Konferencja OBIDO 2020

[6] https://enerad.pl/aktualnosci/ceny-mieszkan-2021/

Pandemia zmieniła nawyki żywieniowe Polaków. Co nas mówią nasze talerze?

Skutki Covid-19 odczuwalne są nawet w najbardziej osobistych sferach naszego życia. Zawartość talerzy Polaków podczas pandemii może posłużyć nam za soczewkę, przez którą łatwo dostrzec, w jakiej kondycji fizycznej oraz psychicznej jesteśmy. Producenci żywności widzą najlepiej, po jakie artykuły spożywcze sięgamy podczas kryzysu.

Z początkiem pandemii bardzo szybko w internecie zaczęto promować dwie szkoły radzenia sobie z kryzysem – aktywną i pasywną. Pierwsza z nich nawoływała do wykorzystania dodatkowego czasu wolnego, znalezienia nowego hobby, nauki kolejnego języka. Zalecano też rewolucję żywieniową, przejście na dietę i codzienne ćwiczenia fizyczne w domowym zaciszu. W kontrze stało absolutne przyzwolenie na stres, który w obecnej sytuacji był w pełni zasadny, a sposób radzenia sobie z nim powinien być naturalny i nienarzucony. „Mamy światową pandemię, ludzie umierają, pozwól sobie na złe samopoczucie” – nawoływały popularne konta w social mediach i coachingowe strony. Jak w rzeczywistości znosimy drastyczne zmiany wywołane koronawirusem i co o tym mówi nasz sposób odżywiania się?

Choć z początku wielu Polaków wybrało ścieżkę zdrowego menu, regularnego gotowania i uprawiania np. jogi, dość szybko straciliśmy entuzjazm. Boom na organiczną żywność, restrykcyjne diety i pracę nad własnym ciałem wywołany był potrzebą odzyskania kontroli w sytuacji zupełnie niezależnej od nas. Z czasem dopadła jednak bezsilność. Nieregularny tryb życia, zmiana godzin snu zdecydowanie zmieniły tryb naszych posiłków na mniej harmonijny i wymykający się spod kontroli. Niektórzy potraktowali przekąski jako ucieczkę przed rutyną i nudą, dla innych comfort food był jedynym sposobem na odciągnięcie uwagi od stresu i lęku. Niezależnie od obranej strategii, w obu tych grupach jedzenie stanowi ważny element radzenia sobie z nową, trudną sytuacją. Druga fala Covid-19 przypadła na miesiące, kiedy zamknięci przed mrozem w domach mniej się ruszamy i nie doświadczamy promieni słońca. Szczególnie w okresie zimowym tak ważne jest, aby wzmacniać swoją odporność i zapobiegać depresji prawidłowym żywieniem.

Stany lękowe i stres związany z pandemią w kontekście żywienia to zamknięte koło. Nasze samopoczucie pogarsza się, więc nie mamy ochoty gotować, a wszelka mobilizacja do zmian spada. Niezdrowa dieta owocuje niedoborem witamin, osłabieniem odporności, a tym samym zatrzymuje nas w łóżku zamiast dawać energię do działań. Zastanawialiśmy się, jak zachęcić ludzi do sięgania po pełnowartościowe posiłki, bez wymagania od nich wielkiego wysiłku. Ekologiczne zboża, składniki pełne błonnika i witamin, produkty łatwe do przygotowania w domu – z nich też można stworzyć komfortowy posiłek, który zamiast szkodzić, wesprze nasze ciało w tym nadzwyczajnym okresie” – tłumaczy Kamil Rabenda, prezes firmy Soligrano.

Substytuując przypadkowe przekąski zdrowymi alternatywami, nie zmuszamy się do natychmiastowej zmiany nawyków żywieniowych, ale sprawiamy, że stają się one dla nas lepsze. Dodatkowy czas na poszukiwanie produktów ekologicznych, więcej przestrzeni w życiu codziennym na przemyślane zakupy online, brak posiłków w biegu, to nieliczne korzyści płynące z obecnej zmiany trybu życia. Niestety nie dla każdego przebywanie w domu równoznaczne jest ze zdwojoną ilością czasu wolnego. Edukacja domowa, praca zdalna bez konieczności wstania z kanapy, większa niż zwykle obecność domowników, brak szkolnych stołówek i lunchów na mieście – to zdecydowanie czynniki, które w wielu z nas wywołały frustrację i niechęć do czasochłonnego gotowania. Oprócz zamówienia pizzy z okolicznej restauracji, możemy w alternatywie przygotować wartościowy posiłek z tanich półproduktów, których przyrządzenie zajmie nie więcej niż 10 minut. To znacząco krócej, niż czas oczekiwania na posiłek dostarczony z fast foodu.

„Staramy się odpowiedzieć na potrzeby osób, które w obecnej sytuacji chcą zadbać o zdrowie swoje oraz swoich bliskich, bez konieczności spędzania niezliczonych godzin w kuchni. Z naszych produktów korzystają osoby na przeróżnych dietach, w tym wielu wegetarian oraz wegan. Proste do wykonania burgery na bazie strączków, suche mieszanki pełne liofilizowanych warzyw do sporządzenia kaszotto, półprodukt do przygotowania racuchów – to kompromisy, jakie proponujemy konsumentom w dobie pandemii. Najważniejsze, że każdy z tych produktów wspiera nasz układ odpornościowy, ma przejrzysty skład i jest prosty w obsłudze. Nie oszukujmy się, potrzeba nam teraz wszystkim wsparcia, jak nigdy dotąd. Producenci żywności powinni mieć w nim swój udział, pomagając Polakom w zachowaniu zdrowych nawyków. – mówi Kamil Rabenda, prezes firmy Soligrano.

Badania poznańskiego Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego wykazały, że prawie 30% Polaków doświadczyło podczas pandemii przyrostu masy ciała. Nadprogramowe kilogramy związane są ściśle z jakością spożywanego przez nas w tym czasie jedzenia, niedoborem warzyw, owoców oraz roślin strączkowych w codziennej diecie. Wzrosło również spożycie alkoholu, a ponad 45% palaczy doświadczyło wzrostu częstotliwości palenia podczas kwarantanny. Szczególnie narażone na konsekwencje nieprawidłowej diety są osoby, które jeszcze przed pandemią cierpiały na zaburzenia odżywiania, a obecna sytuacja uwypukla tylko ich złe nawyki. Co ciekawe, badania dowodzą, że na przyzwyczajenie do nowych rytuałów żywieniowych potrzeba tylko 30 dni. Początkiem nowej drogi mogą być odpowiednie zakupy i małe kroki wykonane w kierunku wielkich zmian. Warto wygospodarować czas na zapoznanie się z aktualna ofertą lokalnych, polskich producentów żywności, aby skutki pandemii nie okazały się katastrofalne dla naszego ciała i ducha. Ekologiczne i zdrowe rozwiązania zaoszczędzą nam przykrych konsekwencji nieodpowiedniej diety i długofalowego obniżenia nastroju.

Stwardnienie guzowate prowadzi do zaburzeń w rozwoju dzieci. W Polsce wciąż jest utrudniony dostęp do leczenia po osiągnięciu pełnoletności

Stwardnienie guzowate to rzadka choroba, która polega na tym, że na skórze, w mózgu i sercu chorego pojawiają się najczęściej łagodne, ale licznie występujące guzy. Jednym z pierwszych objawów jest wczesna padaczka, która pojawia się u dzieci już w kilka miesięcy po urodzeniu, prowadząc do zaburzeń w rozwoju i sprawności intelektualnej. Rozpoznanie stwardnienia guzowatego wciąż stanowi w Polsce wyzwanie. Lekarze apelują, żeby zwracać na tę chorobę baczną uwagę, ponieważ wczesna diagnoza umożliwia szybkie rozpoczęcie leczenia, a to jest kluczowe dla jakości życia chorych.

– Stwardnienie guzowate to choroba genetyczna, na którą w Polsce choruje około 7 tys. osób. Traktowana jest jako choroba rzadka i może być dziedziczona od rodziców [przypadki rodzinne stanowią ok. 1/3 wszystkich zachorowań – red.], ale może też pojawić się po raz pierwszy u danego dziecka – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes prof. dr hab. n. med. Wojciech Młynarski, kierownik Kliniki Pediatrii, Onkologii i Hematologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Stwardnienie guzowate (TSC) to choroba wielonarządowa polegająca na tworzeniu się zazwyczaj łagodnych, ale licznych guzów m.in. na skórze, w mózgu, w sercu, płucach, nerkach i na wątrobie. Zdarza się jednak, że takie zmiany mają charakter złośliwy.

– Stwardnienie guzowate to choroba przewlekła. Bez leczenia pojawiają się nowe zmiany, a istniejące rosną. Jednocześnie nie mamy w tej chwili skutecznego leczenia przyczynowego, możemy natomiast coraz skuteczniej leczyć zmiany guzowate w różnych narządach. Mamy także możliwości zapobiegania padaczce i jej powikłaniom – mówi prof. dr hab. n. med. Katarzyna Kotulska-Jóźwiak, kierownik Kliniki Neurologii i Epileptologii w Centrum Zdrowia Dziecka.

TSC jest chorobą trudną do zdiagnozowania. Ponieważ występuje dość rzadko, lekarze mają problem z jej rozpoznaniem, chociaż do postawienia diagnozy wystarczy badanie genetyczne lub radiologiczne głowy.

– Kwestia dostępności do badań genetycznych pozostaje nierozwiązana. Pewne rozwiązania tego problemu mają być objęte Narodowym Planem dla Chorób Rzadkich, jednak ciągle jeszcze nie został on przyjęty. Wykonywanie badań genetycznych dla wielu pacjentów wiąże się więc z koniecznością zrobienia tego prywatnie. Nie wszystkie szpitale są w stanie zlecić i zapłacić za to badanie, te koszty nie są w żaden sposób refundowane przez NFZ – mówi prof. Katarzyna Kotulska-Jóźwiak.

– Ta choroba jest niespecyficzna, bo na różnych etapach życia pacjenta pojawiają się różne objawy. Niektóre z nich mogą od razu sugerować stwardnienie guzowate, ale część pojawia się też przy innych schorzeniach. Dlatego dzieci często mają późno postawione rozpoznanie, bo objawy są bardzo niecharakterystyczne. To mogą być zmiany odbarwieniowe na skórze, wyglądające jak np. plamka kawy z mlekiem. One mogą wynikać po prostu z fizjologii, ale jeśli jest ich więcej i występują u rodziców, to już może sugerować TSC – mówi prof. Wojciech Młynarski.

Zmiany skórne, takie jak bezbarwne znamiona, płaskie włókniaki w okolicy czołowej albo liczne, plamiste odbarwienia o średnicy 1–3 mm zwykle w okolicy przedramion i podudzi oraz guzy w mózgu, sercu i nerkach, należą do najczęstszych objawów TSC. Te dwa symptomy występują u 90–95 proc. pacjentów. Szacunkowo u 70–90 proc. dzieci chorych na stwardnienie guzowate istnieje też prawdopodobieństwo wystąpienia padaczki. Do jej napadów może dojść już w kilku pierwszych miesiącach życia dziecka.

– U najmłodszych dzieci, zwłaszcza niemowląt, to właśnie padaczka jest największym problemem. Ona rozwija się w pierwszych dwóch latach życia i zazwyczaj wiąże się z cięższym przebiegiem – wskazuje kierownik Kliniki Neurologii i Epileptologii w Centrum Zdrowia Dziecka..

Wystąpienie padaczki w przebiegu TSC wpływa negatywnie na rozwój psychoruchowy dziecka i jego późniejszą sprawność intelektualną. Średnio połowa pacjentów ma zaburzenia neuropsychiatryczne w postaci upośledzenia umysłowego czy autyzmu. Lekarze mogą próbować im zapobiegać, ale kluczem do tego jest wczesne rozpoznanie TSC i szybkie wdrożenie leczenia. Obok padaczki pierwszymi objawami stwardnienia guzowatego są zwykle mnogie guzy serca oraz zmiany w mózgu, które mogą zostać wykryte w badaniu echokardiograficznym i rezonansie magnetycznym już na etapie życia płodowego dziecka. Pozwala to na ustalenie rozpoznania TSC jeszcze przed padaczką.

– W części przypadków już w ciąży, zanim dziecko się urodzi, podczas USG można wykryć guz w sercu dziecka. W takim przypadku bardzo prawdopodobne jest, że urodzi się ono ze stwardnieniem guzowatym – mówi kierownik Kliniki Pediatrii, Onkologii i Hematologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Mnogie guzy serca są powiązane z TSC w ponad 90 proc. przypadków. Mają łagodny charakter, ale mogą powodować m.in. zaburzenia rytmu serca. Z kolei guzki korowe i podkorowe w mózgu, które również występują średnio u 9 na 10 chorych, zwykle mają charakter mnogich, łagodnych zmian dysplastycznych, które jednak mogą być ogniskami padaczkowymi. Równie często występują guzki podwyściółkowe, z których jednak mogą rozwijać się guzy powodujące zaburzenia krążenia płynu mózgowo-rdzeniowego i wodogłowie.

– W przebiegu TSC pojawiają się inne choroby, również nowotworowe, takie jak guzy ośrodkowego układu nerwowego, tzw. guzy SEGA, czyli gwiaździaki podwyściółkowe. Pojawiają się inne zmiany w ośrodkowym układzie nerwowym, u części pacjentów może wystąpić opóźnienie psychoruchowe – wymienia prof. Wojciech Młynarski.

Sposób leczenia TSC – farmakologiczny albo chirurgiczny – jest dobierany w zależności od objawów i umiejscowienia guzów. Nie ma możliwości całkowitego wyleczenia stwardnienia guzowatego, ale terapia objawowa i ukierunkowana molekularnie może zahamować chorobę i jej symptomy, doprowadzając np. do zmniejszenia niektórych guzów. Skuteczne leczenie jest więc kluczowe dla jakości życia pacjentów, ale aby było ono możliwe, potrzebne jest jak najszybsze zdiagnozowanie TSC.

– Późne rozpoznanie to jeden z kluczowych problemów. Potrzebna jest większa świadomość środowisk medycznych, głównie pediatrycznych i neurologicznych, dotycząca tej choroby. Im wcześniej zaczniemy stawiać diagnozę, tym wcześniej możemy skutecznie leczyć – mówi medyk. – Apelujemy do neurologów, nefrologów i onkologów: należy brać pod uwagę, że dany pacjent może mieć stwardnienie guzowate, bo część z nich można leczyć niemalże przyczynowo. Wcześniejsze włączenie leczenia spowoduje, że ci pacjenci nie będą mieli takiej progresji choroby.

Jak podkreśla kierownik Kliniki Pediatrii, Onkologii, Hematologii i Diabetologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, oprócz trudności w diagnostyce w Polsce problemem w terapii TSC jest również brak ośrodków, które kompleksowo i wielospecjalistycznie zaopiekowałyby się takimi pacjentami. Ponieważ stwardnienie guzowate zajmuje różne narządy, chory powinien być pod opieką zespołu współpracujących ze sobą specjalistów: m.in. neurologa, onkologa, dermatologa i psychiatry. Ze względu na brak ośrodków wyzwaniem dla pacjentów w niektórych regionach, np. Łodzi czy Warszawie, jest kontynuacja terapii po uzyskaniu pełnoletności.

– Powinny istnieć takie centra, które zajmują się chorobami rzadkimi, oraz ośrodki specjalizujące się właśnie w stwardnieniu guzowatym. Najlepiej byłoby, gdyby zapewniały one chorym dostęp do wszystkich specjalistów w jednym miejscu – mówi prof. Wojciech Młynarski.

Lekarze podkreślają, że szczególnie utrudniony dostęp do leczenia mają pacjenci, u których zdiagnozowane są guzy w częściach ciała innych niż mózg, np. sercu, płucach czy wątrobie.

Trwają prace nad strategią wodorową dla Polski. Rozwój tego rynku będzie wymagał innowacji i nowych inwestycji

Ministerstwo Klimatu i Środowiska pracuje nad krajową strategią wodorową, która ma zostać opublikowana na początku przyszłego roku. Polska już w tej chwili jest liczącym się producentem, ale wodoru szarego, produkowanego z paliw kopalnych. Przyszłość rynku to wodór zielony, niskoemisyjny, produkowany z odnawialnych źródeł. – To na tym bardzo konkurencyjnym rynku Polska będzie musiała odnaleźć swoją niszę – mówi dr hab. inż. Jakub Kupecki z Instytutu Energetyki. Niskoemisyjny wodór nie tylko zastąpi ten produkowany z paliw kopalnych, ale też pobudzi rozwój zupełnie nowych rynków. Będzie jednak wymagał szeregu nowych inwestycji.

 Prace nad strategią wodorową trwają. Ten dokument jest niezbędny, bo wskaże kierunki i wyznaczy ramy działań niezbędnych, żeby osiągnąć konkretne cele związane ze standardami emisyjności, a docelowo też z neutralnością klimatyczną. Będzie punktem odniesienia dla tych, którzy już realizują pewne działania, aby potwierdzić słuszność tych koncepcji. Mowa tu o strategiach dużych koncernów, ale też mniejszych firm. Natomiast dla tych, którzy jeszcze mają wątpliwości, ta strategia będzie formą drogowskazu – mówi agencji Newseria Biznes dr hab. inż. Jakub Kupecki, profesor Instytutu Energetyki, kierownik Centrum Technologii Wodorowych.

Nad strategią wodorową, która ma zostać opublikowana w I kwartale 2021 roku, pracował zespół przy Ministerstwie Klimatu, a następnie Ministerstwie Klimatu i Środowiska. Dokument jest obecnie w fazie uzgodnień międzyresortowych. Rząd liczy, że rozwój rynku wodoru w Polsce zapewni bodziec do rozwoju gospodarczego, ale też przyczyni się do transformacji energetycznej i ograniczenia krajowej emisji gazów cieplarnianych. Rządowy plan zakłada m.in. współpracę z państwowymi spółkami, które będą inwestować w wodór, i wykorzystanie mechanizmów finansowych przewidzianych w Europejskim Zielonym Ładzie.

 Strategia nie ma być encyklopedią wiedzy o technologiach wodorowych, jest to na ogół dokument dość skondensowany. Ona nie powinna wskazywać konkretnych rozwiązań technologicznych. To jest dokument z założenia wyznaczający kierunki. Do roku 2030 czy 2040 na pewno trzeba spodziewać się dużych zmian w uwarunkowaniach rynkowych, dlatego ten dokument będzie musiał odnieść się do tego, co będzie działo się na rynku za kilka czy kilkanaście lat – mówi kierownik Centrum Technologii Wodorowych.

Jak podkreśla, powstanie strategii wodorowej dla Polski będzie impulsem dla rozwoju nowych inwestycji, m.in. w energetyce, ale także w sektorze transportu, w chemii i petrochemii.

– Przedsiębiorstwa muszą zacząć dostosowywać się do nowych standardów i muszą być otwarte na nowe technologie. Wszyscy mamy świadomość, że niekoniecznie będą to technologie najbardziej opłacalne ze stricte ekonomicznego punktu widzenia, ale docelowo, w długofalowym horyzoncie będą oferowały znacznie więcej. I tak na to należy patrzeć. Dziś musimy zainwestować trochę więcej niż w klasyczne technologie, ale dzięki temu w horyzoncie dekady czy dwóch unikniemy jeszcze większych inwestycji, od których wówczas nie będzie już odwrotu – mówi Jakub Kupecki.

Polska już w tej chwili – z produkcją na poziomie ok. 1 mln ton rocznie (globalnie ok. 74 mln ton) – jest liczącym się graczem na rynku tzw. szarego wodoru, produkowanego z paliw kopalnych. Stosuje się go głównie jako surowiec w chemicznych procesach produkcji (np. amoniaku) i procesach rafineryjnych (największym producentem jest Grupa Azoty). Przyszłość rynku to jednak tzw. wodór zielony, niskoemisyjny, produkowany z odnawialnych źródeł. W tej chwili stanowi on raptem 5 proc. całkowitej globalnej produkcji tego surowca – wytwarzanie zielonego wodoru wciąż jest droższe od innych form. Rozwój tego segmentu rynku jest na razie w początkowej fazie rozwoju, ale chcąc pobudzić innowacje i ograniczyć emisje, Polska również będzie musiała się na nim odnaleźć.

 Potencjał wykorzystania wodoru w Polsce jest bardzo duży. Zielony wodór, który się pojawi, będzie w dużym stopniu zastępował ten klasycznie wytwarzany w procesie reformingu parowego metanu. Będzie to też wodór dla nowych rynków, m.in. mobilności, wysokosprawnych układów kogeneracyjnych i poligeneracyjnych, które perspektywicznie też będą zasilane tym paliwem. Te rynki dopiero w tej chwili są kreowane – mówi profesor Instytutu Energetyki. – Na pewno będzie to cała część związana z infrastrukturą dla hydrogen mobility, czyli mobilności wodorowej, ale również wszystko wokół tego, tzn. sektor usług, gdzie będą się pojawiały nowe rozwiązania w obszarze IT, nowe materiały, nowe rurociągi do przetłaczania mieszanin wodoru z gazem ziemnym. Wiele sektorów przemysłu będzie musiało inwestować, żeby utrzymać swoją pozycję na rynku.

Polska będzie musiała wprowadzić przyjazne regulacje i zapewnić środki finansowe na inwestycje, żeby zaistnieć na globalnym rynku wodoru. Co istotne, będzie musiała też znaleźć na nim swoją niszę. Trudno będzie jej konkurować z największymi producentami, krajami czy regionami, jak Katar czy Bliski Wschód. Według prognoz Esperis („Gra o wodór. Kto zdominuje rynek wodoru na świecie?”) do 2050 roku to azjatycki rynek będzie największym producentem na świecie, a Chiny, Japonia, Singapur i Korea Południowa będą łącznie odpowiadać za ok. 2/3 globalnego zapotrzebowania i nawet do 75 proc. zużycia wodoru. Aby rozwijać się na tym rynku, Polska będzie musiała sprostać rosnącej globalnej konkurencji i znaleźć swoją specjalizację.

– Widzimy duży potencjał w niszach technologicznych związanych z technologią elektrolizy, ale także z układami wykorzystania zielonego wodoru. Na pewno nie będziemy konkurowali ze światowymi koncernami, które już dzisiaj oferują wiele rozwiązań, bo tego typu wyścig będzie praktycznie od razu skazany na klęskę. Niemniej jednak w tych obszarach high-tech polski potencjał jest bardzo duży, jesteśmy już do tego przygotowani, realizujemy przedsięwzięcia w tym obszarze i ten kierunek wydaje się słuszny – mówi Jakub Kupecki.

Rynek wodoru jako perspektywiczny postrzega też Komisja Europejska, która na początku lipca br. opublikowała swoją strategię wodorową. Dokument ma stanowić impuls do rozwoju tego rynku w Europie, której szacunkowe zapotrzebowanie na wodór w 2030 roku sięgnie 16,5 mln ton. Unijna strategia wodorowa przewiduje wsparcie finansowe i instytucjonalne. Równolegle KE zainicjowała Europejski Sojusz na rzecz Czystego Wodoru (The European Clean Hydrogen Alliance), który ma pomóc w realizacji strategii i do 2030 roku zapewnić inwestycje na poziomie 430 mld euro. Unijny plan zakłada, że w latach 2030–2050 technologie produkcji zielonego wodoru powinny osiągnąć dojrzałość i być wdrażane na dużą skalę we wszystkich sektorach trudnych do dekarbonizacji.

Innowacje rewolucjonizują medycynę. Bez cyfrowych rozwiązań służba zdrowia nie poradziłaby sobie w czasie pandemii

Cyfrowe rozwiązania i innowacje medyczne wspierające walkę z koronawirusem, w realiach przeciążonej służby zdrowia, niemal z dnia na dzień weszły do powszechnego zastosowania. Przykładem są choćby e-recepty czy telemedycyna, bez których działanie systemu ochrony zdrowia w czasie pandemii byłoby mocno utrudnione. Eksperci na świecie są zgodni, że digitalizacja i innowacje wspierające walkę z pandemią przyczynią się do transformacji całego systemu, a ten rok wyznaczył jej kierunek.

 Poziom innowacyjności polskiego systemu opieki zdrowotnej jest coraz lepszy. Widzimy niezwykły przyrost w zakresie informatyzacji tego systemu. Ostatnie lata pokazały, jak ważne staje się e-zdrowie w tej opiece. Zresztą pandemia COVID-19 również tego dowodzi. Dzięki temu, co zostało zrobione w ostatnich dwóch latach, dzisiaj możemy korzystać z teleporad, e-zwolnień czy e-recept. Tylko w najczarniejszych snach możemy sobie wyobrażać, co by było, gdyby te rozwiązania nie zostały wprowadzone – mówi agencji Newseria Biznes dr n. med. Radosław Sierpiński, prezes Agencji Badań Medycznych.

Jak podaje rządowe Centrum e-Zdrowia, Internetowe Konto Pacjenta, które pozwala zarządzać swoimi sprawami medycznymi online, aktywowało już w sumie 3,5 mln Polaków. Tylko w tym roku liczba nowych użytkowników wzrosła o 2,65 mln. Od stycznia do początku lipca lekarze wystawili w sumie 207 mln e-recept, a skorzystało z nich 20,5 mln pacjentów. Jeszcze w lutym, przed pandemią ich udział w ogóle wystawianych recept sięgał 88 proc., podczas gdy w maju wzrósł do 95 proc.

Dzięki rządowej aplikacji gabinet.gov.pl lekarze POZ mogą zlecać pacjentom także testy na obecność koronawirusa, a od 8 stycznia 2021 roku w Polsce obowiązkowe staną się również elektroniczne skierowania. Już w tej chwili popularność tego dobrowolnego rozwiązania jest duża: do końca października br. 33 tys. lekarzy wystawiło ponad 3 mln e-skierowań, a w każdym tygodniu do systemu podłącza się ok. 140 nowych podmiotów.

W planach jest dalsza digitalizacja: pod koniec lipca Centrum e-Zdrowia pozyskało 120 mln zł dofinansowania na rozwój kolejnych, nowych e-usług dostępnych na Internetowym Koncie Pacjenta, takich jak zamawianie e-recept, centralną e-rejestrację oraz e-wizyty.

– Okoliczności, w których aktualnie znalazł się cały świat, są trudne, ale warto także zauważyć, że to właśnie one pozwalają przyśpieszyć pożądane zmiany w zakresie opieki zdrowotnej. Przyczyniają się do jej szybszej cyfryzacji – mówi Kees Wesdorp, szef Dywizji Diagnostyki w firmie Philips.

Cyfrowe rozwiązania i innowacje medyczne wspierają walkę z koronawirusem i w realiach przeciążonej służby zdrowia niemal z dnia na dzień weszły do powszechnego zastosowania. Przykładami są chociażby telemedycyna, telemetria i zdalny monitoring, który za pomocą inteligentnych, przenośnych urządzeń pozwala kontrolować stan pacjentów zarażonych COVID-19 nawet w ich domach, bez angażowania personelu medycznego.

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez Deloitte wśród kadry kierowniczej placówek ochrony zdrowia i szpitali jeszcze przed pandemią, telemedycyna i zdalna ochrona zdrowia to najistotniejszy kierunek rozwoju branży medycznej. Połowa kadry zarządzającej uważała, że do 2040 roku przynajmniej 25 proc. zabiegów ambulatoryjnych, profilaktyki, opieki długofalowej i usług wellbeing będzie już świadczona zdalnie (raport Deloitte „The future of virtual health”). Ponadto, jak pokazują dane płynące z raportu „Future Health Index 2020”, nowe technologie mają nie tylko wpływ na usprawnienie opieki medycznej nad pacjentem, ale przekładają się także na zwiększenie satysfakcji z wykonywanej pracy wśród przedstawicieli personelu medycznego, którzy wyraźnie podkreślają, że mogą one znacząco polepszyć ich doświadczenia zawodowe. 76 proc. ankietowanych zgadza się, że cyfrowe technologie mogą zmniejszyć obciążenie wywołane ilością obowiązków służbowych, a 60 proc. spodziewa się, że przyczynią się do zmniejszenia u nich poziomu stresu związanego z pracą.

Wśród technologii, które będą mieć kluczowe przełożenie na branżę medyczną, ekspert Philipsa wymienia m.in. rozwiązania usprawniające przepływ pracy między personelem medycznym i te bazujące na sztucznej inteligencji.

– Oferowane przez nas rozwiązania wspierające opiekę nad  chorymi wymagającymi hospitalizacji  pozwalają zdalnie przygotowywać pacjentów do wizyty w szpitalu, dzięki czemu pojawiają się we wskazanym czasie bezpośrednio u lekarza prowadzącego, co redukuje konieczność czekania w często przepełnionych poczekalniach, a tym samym narażenia na zakażenie. Ma to szerokie zastosowanie zwłaszcza w przypadku zabiegów planowych. Przykładem może być choćby opracowane przez nas tzw. Radiology Operations Command Center, pozwalające doświadczonym radiologom kontaktować się zdalnie z personelem znajdującym się w położonej w innym miejscu pracowni diagnostycznej, instruując go, pomagając mu usprawnić procedury, poprawić wydajność pracy oddziału i lepiej wykorzystywać różnego rodzaju sprzęt i zasoby, a także zwiększyć liczbę obsługiwanych pacjentów – wymienia Kees Wesdorp.

Jak podkreśla, Philips zamierza w kolejnych latach skupić się m.in. na rozwijaniu i wprowadzaniu innowacji w segmencie inteligentnych systemów diagnostycznych.

– Precyzyjna diagnostyka to nie tylko wykonanie badania, interpretacja wyników i stwierdzenie choroby, ale przede wszystkim narzędzie służące do analizy pełnego obrazu stanu zdrowia pacjenta, które wykorzystując modelowanie predyktywne, pomaga lekarzowi wybrać najlepszy kierunek opieki dla tego konkretnego pacjenta – wskazuje.

Także same urządzenia medyczne są istotnym obszarem innowacji. Przykładowo w rezonansie magnetycznym skrócenie czasu badania mogłoby pozwolić na zwiększenie dostępności badania dla  większej liczby pacjentów. Rozwiązanie Compressed Sense Philips pozwala skrócić czas tego badania o 50 proc. bez uszczerbku dla jakości obrazu. Ma to ogromny wpływ na liczbę pacjentów przyjmowanych przez pracownie rezonansu magnetycznego.

Jak wynika z ubiegłorocznego badania Deloitte – przeprowadzonego na potrzeby raportu „Winning in the future of medtech” – zdaniem 80 proc. ekspertów z rynku medycznego znaczący wkład w rozwój medycyny przyszłości wniesie sztuczna inteligencja (SI). Dalej znalazły się też robotyka (53 proc.) i nanotechnologia (47 proc.). Eksperci podkreślają jednak, że wdrażanie innowacji w systemach ochrony zdrowia wymaga zaangażowania i współpracy nie tylko po stronie firm technologicznych, lecz także środowiska akademickiego, naukowców i państwa.

– Wsparcie państwa w zakresie innowacyjności jest potrzebne na każdym etapie – zarówno finansowania, jak i wdrażania nowych technologii. Wszystkie kraje, które uważają się za innowacyjne, wspierają swoich naukowców na różnych etapach zaawansowania ich projektów. Przykładowo Izrael czy Stany Zjednoczone, które są postrzegane jako kraje najbardziej innowacyjne, przeznaczają rokrocznie olbrzymie pieniądze na inwestycje w badania i rozwój – mówi prezes Agencji Badań Medycznych.

Jak podkreśla, mówiąc o innowacjach w medycynie, nie można pominąć kwestii prac nad nowymi cząsteczkami i lekami.

Polacy coraz częściej kupują online dekoracje do domu i produkty remontowe. Ten trend będzie rósł w siłę

Produkty z segmentu remontu, wykończenia i wyposażenia domu są coraz chętniej kupowane przez internet. W okresie pierwszego lockdownu sklepy z taką ofertą notowały nawet kilkukrotnie wyższą sprzedaż. – Trend ten nie odwróci się nawet po ustaniu pandemii – ocenia Paweł Stefaniak z sieci Bricomarché. Tym bardziej że pojawia się coraz więcej opcji dostawy – nawet wielkogabarytowych produktów.

– W ostatnich latach zakupy online cieszą się coraz większym zainteresowaniem klientów. Pandemia COVID-19 jest kolejnym czynnikiem, który znacznie przyczynił się właśnie do zwiększenia popularności e-commerce’u, i dotyczy to również produktów dla domu i ogrodu, niezbędnych podczas remontu czy wykończenia wnętrz. W tym roku zanotowaliśmy bardzo duży wzrost sprzedaży online, szczególnie w marcu i w kwietniu. Wprowadzenie obostrzeń przekierowało klientów na ten kanał zakupowy – mówi agencji Newseria Biznes Paweł Stefaniak, dyrektor handlowy Bricomarché.

Z raportu Gemius z wiosny br. wynika, że 24 proc. internautów kupuje online materiały budowlane i wykończeniowe. Nieco częściej deklarują to mężczyźni niż kobiety (27 proc. vs. 22 proc.). Z kolei meble i artykuły do wystroju wnętrz w internecie kupuje 39 proc. kobiet i 31 proc. mężczyzn. Ten segment jest też najczęściej wymieniany w odpowiedzi na pytanie o kategorię produktów, które internauci będą kupować online w przyszłości.

Wnioski te potwierdza także badanie sieci Bricomarché „Zwyczaje remontowe Polaków”. 70 proc. ankietowanych poszukuje tego typu produktów w internecie. Wielu klientów uważa sieć za główne źródło informacji o dostępnych produktach i cenach. Co trzeci ponownie ogląda je i kupuje w sklepach stacjonarnych. Prawie 17 proc. cały proces zakupu realizuje online.

– Liczba transakcji w tym kanale dystrybucji w czasie pandemii się potroiła. Późniejsze zniesienie częściowych obostrzeń w dużej mierze spowodowało powrót klienta do tradycyjnej formy zakupów, bo sklepy stacjonarne są niezmiennie głównym miejscem zakupów – podkreśla dyrektor handlowy Bricomarché. – Sprzedaż online jest bardzo dobrze rozwijającym się kanałem dystrybucji. Co prawda nie stanowi w tej chwili aż takiego dużego udziału w sprzedaży produktów dom i ogród, ale w perspektywie kilku lat nabierze dużo większego znaczenia.

Z badania „Zwyczaje remontowe Polaków” wynika, że na materiały budowlane i dekoracyjne Polacy wydają średnio miesięcznie ponad 465 zł. Nieco ponad 20 proc. badanych przeznacza na tego typu produkty powyżej 500 zł miesięcznie. Blisko połowa wszystkich wydatków przeznaczana jest na zakupy online. Zdaniem eksperta Bricomarché ten udział będzie stopniowo rosnąć.

Na kanał online decydują się zwłaszcza badani pomiędzy 35. a 59. rokiem życia. To głównie osoby, które są bardzo aktywne zawodowo, dla których zakup przez internet to duża oszczędność czasu – mówi Paweł Stefaniak.

Jak podkreśla, przy wyborze konkretnego sklepu online duże znaczenie dla klientów mają koszty i opcje dostawy. Najczęściej wybierane są specjalne boksy (ten sposób wskazało 69 proc. ankietowanych) oraz usługi firm kurierskich (67 proc). Pierwsze rozwiązanie wybierają głównie osoby młode, natomiast drugie klienci należący do starszych segmentów wiekowych.

Udostępniliśmy usługę dostaw za pośrednictwem firmy kurierskiej, co było swoistym uzupełnieniem wcześniejszej oferty odbioru zakupionego towaru w usłudze click & collect w sklepach lub Bricomatach – wyjaśnia dyrektor handlowy sieci.

Specjalne boksy są coraz popularniejszą opcją odbioru ze względu na to, że są dostępne przez całą dobę. 80 proc. badanych uważa, że taka możliwość to atrakcyjne rozwiązanie. Sieć udostępnia dziś 24 Bricomaty, a do końca przyszłego roku mają one stanąć przy każdym supermarkecie.

Można w nich odebrać także towary o dużych gabarytach, takie jak płyta OSB czy drzwi, co jest unikatowe w tego typu rozwiązaniach – mówi Paweł Stefaniak. – Towar można odebrać w dowolnym dniu czy godzinie, również w dni wolne od handlu oraz poza godzinami otwarcia sklepów.

Sześć reaktorów jądrowych ma uniezależnić polską energetykę od węgla. Przyszłością mogą też stać się miniaturowe reaktory modułowe

Polski rząd planuje wybudować sześć reaktorów jądrowych o łącznej mocy od 6 do 9 GW, które uniezależnią polską energetykę od paliw kopalnych, przyczynią się do redukcji emisji gazów cieplarnianych i zapewnią państwu niezależność energetyczną. Choć przyszłością tego sektora przemysłu są miniaturowe reaktory modułowe, aby przyspieszyć dekarbonizację polskiej energetyki, pierwsze reaktory zostaną wykonane w sprawdzonych, wielkoformatowych technologiach. Zgodnie z założeniami Programu polskiej energetyki jądrowej do końca przyszłego dziesięciolecia uruchomione zostaną dwa spośród sześciu planowanych reaktorów.

– W energetyce jądrowej dochodzi do rozwoju technologii. Jest cały szereg nowych koncepcji, np. technologia małych reaktorów modułowych. Polega ona na tym, że nie będziemy budować dużych elektrowni jądrowych, tylko relatywnie małe reaktory rozproszone, budowane w klastrach. To ciekawe rozwiązanie być może umożliwi dekarbonizację ciepłownictwa – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Adam Rajewski z Instytutu Techniki Cieplnej Politechniki Warszawskiej.

Klastrowe reaktory jądrowe mogą okazać się przyszłością energetyki jądrowej, jednak na obecnym etapie rozwoju istnieją wyłącznie w fazie projektowej. Szacuje się, że pierwsze prototypowe instalacje mogą powstać nie wcześniej niż w 2030 roku. Nowa technologia będzie musiała przejść jeszcze szereg testów i poprawek, aby mogła zostać wykorzystana na szeroką skalę na rynku energetyki.

Z tego powodu polski program jądrowy skupi się wokół sprawdzonych technologii, które od lat z powodzeniem funkcjonują w krajach Zachodu. Zgodnie z założeniami Programu polskiej energetyki jądrowej w Polsce planuje się wybudować elektrownie jądrowe bazujące na reaktorach wodnych ciśnieniowych generacji III oraz III+. To one mają zagwarantować państwu bezpieczeństwo energetyczne przy najkorzystniejszym bilansie klimatyczno-energetycznym.

– Powinniśmy oprzeć się na tych technologiach, które są sprawdzone i ulepszane od lat, elektrowniach stosowanych w energetyce francuskiej czy amerykańskiej. Francja jest ciekawym przypadkiem kraju, który za pomocą takich technologii wyeliminował prawie zupełnie paliwa kopalne z własnej energetyki – podkreśla Adam Rajewski.

Na potrzeby budowy pierwszych polskich elektrowni jądrowych skarb państwa planuje wykupić 100 proc. udziałów w spółce celowej PGE EJ 1, a po wyłonieniu partnera strategicznego – kontrolować co najmniej 51 proc. udziałów. Pozwoli to w pełni kontrolować rynek energii jądrowej.

Inwestycja w elektrownie jądrowe może okazać się niezbędna, aby zdekarbonizować polską energetykę. Choć pierwsze polskie reaktory powstaną dopiero za kilkanaście lat i nie przyczynią się do realizacji celów redukcji emisji ustalonych na unijnym szczycie, w długofalowej perspektywie pozwolą ustabilizować rynek energetyczny.

– W polskich elektrowniach jądrowych będą zastosowane najbezpieczniejsze technologie dostępne na rynku, zarówno dla pracowników, jak i ludności. Technologie jądrowe w ujęciu statystycznym są jednymi z najbezpieczniejszych, jakimi dysponujemy do produkcji energii elektrycznej, porównywalnymi z niektórymi technologiami energetyki odnawialnej, z którymi dobrze się uzupełniają. Do potencjalnych uwolnień i zagrożeń dochodzi tylko w skrajnie rzadkich sytuacjach awaryjnych – wskazuje ekspert.

Szacuje się, że dzięki elektrowniom polska energetyka będzie w stanie pozyskiwać od 6 do 9 GW energii. Docelowo w naszym kraju ma powstać sześć reaktorów, a ostateczny wybór technologii, w której zostaną wykonane, zapadnie w 2021 roku. Rok później rząd zatwierdzi lokalizację pierwszej elektrowni. Budowa ma ruszyć w 2026 roku, a uruchomienie pierwszego reaktora zaplanowano na 2033 rok. Z kolei prace budowlane na terenie drugiej elektrowni jądrowej rozpoczną się według wstępnych założeń w 2032 roku, a zakończą siedem lat później.

– Dzisiaj mamy w Polsce do czynienia z energetyką, która na bieżąco szkodzi zdrowiu, życiu ludzi, roślin, zwierząt. Technologie zastosowane w pierwszej i drugiej polskiej elektrowni jądrowej będą tak bezpieczne, jak tylko nauka i technika pozwolą przy dzisiejszym stanie wiedzy – przekonuje Adam Rajewski.

Inteligentne gadżety do noszenia mogą wykryć koronawirusa nawet przy słabych objawach. Urządzenia sprawdzą się też w przypadku innych chorób zakaźnych

Mierzą kroki, przebytą odległość, spalone kalorie, czas i jakość snu czy tętno – zastosowań tzw. wearables jest coraz więcej, w tym także coraz częściej medyczne. Urządzenia do noszenia sprawdzają już ryzyko cukrzycy, współczynnik płodności czy czas ekspozycji na słońce. Według wstępnych badań prowadzonych przez naukowców z Kalifornii inteligentne urządzenia mogą także rozpoznać COVID-19, nawet jeśli objawy są bardzo subtelne. – Korzystając z technologii do noszenia, jesteśmy w stanie dowiedzieć się bezpośrednio, ile bezobjawowych przypadków jest po prostu niezauważonych lub niezgłoszonych – wskazuje dr Benjamin Smarr z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco.

– Jedną z szans na wyjście z pandemii jest to, aby osoby zarażone COVID-19 zostały wcześniej wyizolowane. Aby mogły się przygotować, wcześniej wezwać lekarza, powiadomić osoby, z którymi się kontaktowały, i nie rozprzestrzeniać wirusa – przekonuje dr Ashley Mason, adiunkt na Wydziale Psychiatrii UCSF i na wydziale UCSF Osher Center for Integrative Medicine Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco.

Pomóc w tym mogą inteligentne urządzenia do noszenia na ciele. Wyposażone w algorytmy sztucznej inteligencji i machine learning potrafią coraz więcej, mają też coraz więcej funkcji. Mierzą wszystkie parametry życiowe, sprawdzają jakość snu, alarmują przy arytmii serca czy nadciśnieniu. Jak przekonują naukowcy z Uniwersytetów Kalifornijskich w San Francisco i San Diego, inteligentny pierścień, który generuje ciągłe dane dotyczące temperatury, może sygnalizować COVID-19 nawet w przypadkach, gdy nie podejrzewa się infekcji. Takie urządzenie może być lepszym wskaźnikiem choroby niż termometr.

Naukowcy przeanalizowali dane dotyczące temperatury z kilku tygodni, aby określić typowe zakresy dla każdego z uczestników badania. W ten sposób byli w stanie wykryć wszelkie anomalie.

– Wiele czynników wpływa na temperaturę ciała – wskazuje dr Ashley Mason. – Jednopunktowy pomiar temperatury nie jest dokładny. Gorączka raz jest, raz jej nie ma, a temperatura ciała może się znacznie różnić w zależności od osoby – u niektórych podwyższona temperatura jest zjawiskiem normalnym. Aby lepiej zidentyfikować gorączkę, potrzebne jest jej mierzenie w sposób ciągły.

To kolejne badanie, które udowadnia, że smartwatche i inne inteligentne urządzenia mogą pełnić istotną rolę we wczesnej diagnozie chorób. Badanie opublikowane w „Nature” („Pre-symptomatic detection of COVID-19 from smartwatch data”) wskazuje, że u 81 proc. uczestników smartwatche wykryły zmiany w tętnie oraz czasie i jakości snu. Spośród 25 przypadków COVID-19 z wykrytymi zmianami fizjologicznymi 22 wykryto przed (lub w trakcie) wystąpieniem objawów, a cztery przypadki wykryto co najmniej dziewięć dni wcześniej. Żeby potwierdzić te zależności, potrzebne są jednak dalsze badania na większej próbie chorych.

Naukowcy z UC San Francisco i UC San Diego w swoich badaniach skupili się z kolei na pomiarze temperatury. Ich informacje potwierdzają, że także one prowadzone w sposób ciągły i analizowane indywidualnie, dla każdego użytkownika, mogą skutecznie informować o zakażeniu. Badacze wykorzystali Oura Ring, czujnik do noszenia wykonany przez fiński start-up Oura, który łączy się z aplikacją mobilną. Pierścień stale mierzy sen i czuwanie, częstość akcji serca i oddechu oraz temperaturę.

– Nasze badania są ważne ze względu na pokazanie potencjału urządzeń do noszenia we wczesnym wykrywaniu nie tylko COVID-19, lecz także innych chorób zakaźnych – podkreśla Frederick Hecht, profesor medycyny i dyrektor badań w Centrum Medycyny Integracyjnej na Uniwersytecie Kalifornijskim w San Francisco.

Termometry bezdotykowe, które wykrywają promieniowanie podczerwone, mierzą temperaturę na czole. Są używane do szybkiego wykrywania gorączki na lotniskach i w biurach. Choć mogą wykrywać niektóre przypadki COVID-19, to ich wartość jest ograniczona. Pierścień zaś rejestruje temperaturę w sposób ciągły, więc każdy pomiar jest analizowany w kontekście historii danej osoby, co znacznie ułatwia wykrycie względnych wysokości.

Jak podaje Centers for Disease Control and Prevention, nawet 70 proc. chorych na COVID-19 przechodzi zakażenie bezobjawowo lub niemal bezobjawowo. Pierścienie mogą wykryć zakażenie, nawet jeśli objawy nie są oczywiste. Podobnie może być w przypadku innych chorób zakaźnych.

– Otwarte pozostaje pytanie, ile bezobjawowych przypadków jest naprawdę bezobjawowych, a ile może być po prostu niezauważonych lub niezgłoszonych – wskazuje dr Benjamin Smarr, adiunkt na Wydziale Bioinżynierii Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco. – Korzystając z technologii do noszenia, jesteśmy w stanie dowiedzieć się tego bezpośrednio.

Technologie oparte na sztucznej inteligencji (AI) to przyszłość sprzedaży, marketingu i HR-u

Przewiduje się, że już za pięć lat szybko rosnący globalny rynek oprogramowania sztucznej inteligencji (AI), osiągnie wartość około 126 miliardów dolarów. Natomiast rynek chatbot-ów w 2019 roku został wyceniony na 17,17 mld dolarów, a jego predykcja do 2025 roku wskazuje  na 102,29 mld USD. Cyfryzacja gospodarki jest jednym z kluczowych warunków jej konkurencyjności w świecie, a w rezultacie niezbędnym czynnikiem wzrostu znaczenia Polski i dobrobytu jej mieszkańców.  Boty to programy wykonujące pewne czynności w zastępstwie człowieka, umożliwiają cyfrową transformację obsługi klienta poprzez dostarczanie inteligentnych rozwiązań, opartych na AI czy usług w chmurze. Bankowość, ubezpieczenia, opieka zdrowotna, telekomunikacja, produkcja i usługi komunalne już mocno korzystają z automatyzacji procesów, a coraz więcej firm z rozległymi działami HR, księgowości, obsługi klienta lub IT traktuje je jako narzędzie do rozwiązania swoich zadań. Przyszłością  technologii opartych na  konwersacyjnej sztucznej inteligencji są takie rozwiązania, jak np.: Voicebot, Chatbot, Omni-channel, Video CoBrowsing czy Live Chat. 

Ogólny rynek sztucznej inteligencji obejmuje szeroki wachlarz zastosowań, takich jak przetwarzanie języka naturalnego, automatyzacja procesów zrobotyzowanych i maszyny uczenia się. Konwersacyjna sztuczna inteligencja (conversational AI) to rozwiązanie, które umożliwia technologiom sztucznej inteligencji (AI), takim jak chatboty, interakcję z ludźmi w sposób ludzki. Dzięki wypełnieniu luki między językiem ludzkim, a językiem komputerowym komunikacja między nimi stała się łatwa i naturalna. Oprogramowanie wykorzystywane jest zarówno do zautomatyzowanego, jak i wspomaganego przez konsultanta budowania zaangażowania klientów oraz e-commerce, skalowania i stałego ulepszania przyjętych rozwiązań.

Coraz częściej w Agencji komunikacji Core PR mamy odczynienie z klientami z tego sektora, wspieramy ich wdrożenia, komunikację z klientami i kampanie B2B dla dostawców technologii. Korzystanie z konwersacyjnych chatbotów opartych na sztucznej inteligencji w podejściu wielokanałowym pozwala nawiązać kontakt z klientami w preferowanych przez nich kanałach w celu uzyskania natychmiastowych odpowiedzi i aktywnego zaangażowania. Liczba wirtualnych asystentów rośnie także z powodu rozwoju głębokich sieci neuronowych, uczenia maszynowego i innych postępów technologiach w obszarze sztucznej inteligencji.

Dzięki konwersacyjnej AI działającej 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu możesz lepiej zarządzać większą liczbą klientów i popytem. To niezwykle ważne w rozwoju organizacji. Wiele z największych nazwisk w branży technologicznej zainwestowało znaczne środki zarówno w przejęcia sztucznej inteligencji, jak i badania oraz rozwój związane ze sztuczną inteligencją. Giganci technologiczni, jak np. Microsoft, IBM, Google i Samsung złożyli tysiące takich wniosków, a inwestycje funduszy kapitałowych w start-upy związane ze sztuczną inteligencją pochłaniają co roku dziesiątki miliardów dolarów. Np. IBM stworzył chatbota Watson Assistant, który zapewnia interakcję dialogową między systemem konwersacyjnym, a użytkownikami.

Pierwszym krokiem we wdrażaniu powinien być przegląd procesów biznesowych wraz z rekomendacjami opierającymi się również na wielkości projektów. Po przeprowadzeniu analizy programiści zaproponują rozwiązania automatyzacyjne dostosowane do konkretnego biznesu. Niektóre firmy oferują bezpłatny audyt w celu przygotowania najlepszego rozwiązania dla klienta. Należy jednak pamiętać, aby znaleźć odpowiednią firmę lub zatrudnić ekspertów, których sposób pracy najbardziej nam odpowiada. Warto również zwrócić uwagę na opinie, szybkość, dostępność i możliwości oprogramowania potencjalnych kontrahentów. Narzędzia oparte na opisanych technologiach są coraz bardziej dostępne i coraz tańsze.

Chatboty pozwalają zaoszczędzić czas, automatycznie odpowiadając na typowe pytania klientów. Mogą być również używane do generowania potencjalnych odbiorców, poprawy komfortu użytkowania i zwiększania sprzedaży. Bot to program, który automatycznie wykonuje akcję na podstawie określonych wyzwalaczy i algorytmów. Chatbot to program komputerowy zaprojektowany do symulacji ludzkiej rozmowy. Użytkownicy komunikują się z tymi narzędziami za pomocą interfejsu czatu lub za pomocą głosu, tak jak rozmawiają z inną osobą. Chatboty interpretują słowa podawane im przez osobę i udzielają z góry ustalonej odpowiedzi.

“Rok 2020 był rewolucyjny dla całej branży nowych technologii. Wiele biznesów musiało w znacznej części zmienić lub zmodernizować swoje procesy. To przełożyło się na czterokrotny wzrost zapytań o rozwiązania do automatyzacji komunikacji. Coraz więcej firm z różnych branż poszukiwało w przetargach dostawców, którzy usprawnią wewnętrzne i zewnętrzne procesy. Pojawiły się nowe potrzeby. To efekt nagłego wzrostu aktywności klientów online oraz przeniesienia budowania relacji i procesów firmowych do sieci. Boty stały się więc sposobem na wsparcie sprzedaży czy obsługi klienta i odciążenie pracowników. Cieszy nas to, że boty przestały być marketingową ciekawostką kojarzoną tylko z Facebookiem i Messengerem. Wirtualni asystenci stają się rozwiązaniem wspierającym złożone procesy, a klienci mają wobec nich coraz większe oczekiwania. Wzrosła świadomość firm na temat automatyzacji komunikacji i nowych obszarów, w których mogą działać boty. Za tym też idzie coraz większa chęć do ich przetestowania, zrobienia tego pierwszego kroku. Przez cały rok pracowaliśmy nad edukacją specjalistów i zarządów. Opowiadaliśmy o problemach, jakie potrafimy rozwiązywać, o potrzebach naszych potencjalnych klientów z jakimi się spotykamy, o wynikach osiąganych przez nasze rozwiązania w komunikacji wewnętrznej i zewnętrznej. A dzięki tej rosnącej świadomości klientów i doświadczeniom zbieranym przez dostawców rozwija się cała branża. – mówi Mariusz Pełechaty, CEO – KODA Bots

Czym jest i jak działa konwersacyjna sztuczna inteligencja?

Konwersacyjna sztuczna inteligencja to technologia, która umożliwia technologiom sztucznej inteligencji (AI), takim jak chatboty, interakcję z ludźmi w sposób ludzki. Dzięki wypełnieniu luki między językiem ludzkim a językiem komputerowym komunikacja między nimi jest łatwa i naturalna. To zestaw technologii, które pozwalają komputerom rozpoznawać ludzki język i rozszyfrowywać różne języki, rozumieć to, co mówimy, określać właściwą reakcję i reagować w sposób naśladujący ludzką rozmowę.

„Automatyzacja w biznesie to już nie tylko innowacja; stała się koniecznością, zwłaszcza dla sektorów B2B i B2C. Konwersacyjna sztuczna inteligencja i chatboty dają firmom wyjątkowy sposób kontaktu z potencjalnymi klientami. Mogą wysyłać duże ilości spersonalizowanych wiadomości 24/7. Po udzieleniu odpowiedzi przez klientów / użytkowników, mogą oni przekazać komunikację do odpowiedniego działu i usprawnić cały proces. Roboty stają się pierwszą linią komunikacji dla coraz większej liczby firm. Firmy automatyzujące reagują na trendy i proponują nowe rozwiązania np. RobotIn, obsługiwany przez firmę G1ANT – w tym przypadku dostarczyciela oprogramowania RPA – to rozwiązanie do automatyzacji Linkedin, które umożliwia użytkownikom kontakt z 3000 potencjalnych klientów miesięcznie. Nie jest potrzebne żadne zaangażowanie człowieka. Organizacje chcą usprawnić swój proces i zwiększyć satysfakcję pracowników, pozwalając im skupić się na kreatywnej części swojej pracy„ – zauważa Tom Kmiecik, założyciel i dyrektor generalny założonej w Londynie i działająca globalnie firmy G1ANT.

Najprostszym przykładem aplikacji Conversational AI jest bot lub FAQ-bot, z którym mogłeś już wcześniej wchodzić w interakcje. Ponad tysiąc rozmów odbył wirtualny doradca Echo Investment, największego na polskim rynku dewelopera  – Aurelia, która od kwietnia zagościła na stronach internetowych jego inwestycji. W związku z pozytywną reakcją klientów na nowy sposób komunikacji, firma wprowadziła chatbota na wszystkie strony dedykowane swoim projektom mieszkaniowym. Aurelia ma dostęp do pełnej bazy danych o mieszkaniach w ofercie Echo Investment i na podstawie kryteriów podanych przez rozmówców, jest w stanie w ciągu kilku sekund wyszukać lokal spełniający ich oczekiwania. Użytkownicy mogą np. sprecyzować, jaki jest ich limit budżetowy, jakiej powierzchni poszukują, podać liczbę pokoi czy preferowaną ekspozycję na strony świata. Rozmową z nią jest możliwa o każdej porze i każdego dnia tygodnia.

„Aurelia to doradca, który jest dostępny całą dobę, ma imponującą wiedzę na temat naszych inwestycji i nieograniczony zapał do pracy. Jest jednym z udogodnień, które wprowadzamy do naszej komunikacji z klientami, tak by mogli oni sprawdzić naszą ofertę z każdego miejsca na ziemi i o dogodnej dla nich porze. Poszukujący mieszkania marzeń mogą porozmawiać i znaleźć je z Aurelią, szczegóły omówić z naszym doradcą biura sprzedaży podczas spotkania online, a potem dokonać rezerwacji przy użyciu elektronicznego podpisu” – dodaje Dawid Wrona, dyrektor sprzedaży mieszkań Echo Investment.

Chatbot wykorzystuje rozwijaną przez Google technologię sztucznej inteligencji Dialog Flow. Dzięki autorskim rozwiązaniom programistycznym K2Bots.AI, jej możliwości zostały zintegrowane z systemami informatycznymi Echo Investment, uwzględniając zarówno korzystanie z baz danych o produktach mieszkaniowych, jak i współpracę z rozwiązaniami klasy CRM, Marketing Automation i Business Intelligence. Kolejnym poziomem dojrzałości konwersacyjnych aplikacji AI są wirtualni osobiści asystenci. Przykładami są Amazon Alexa, Apple’s Siri i Google Home. Konwersacyjna sztuczna inteligencja może obsługiwać żądania z większą liczbą zapytań niż ludzie, szybciej dostarczać istotne i poprawne informacje oraz zwiększać dokładność i złożoność w czasie. To interaktywny przekaz marki.

Na początku grudnia b.r. Credit Agricole Bank Polska uruchomił automatycznego doradcę o imieniu Asia, który odpowiada na najczęściej zadawane pytania przez Internet. Wkrótce Asia wspomoże również pracę doradców w telefonicznym Contact Center. Chatbot korzysta z technologii Google Dialog Flow – odpowiadającej za rozpoznawanie ludzkiej mowy.

“Technologia ta potrafi rozpoznać słowa i zdania napisane przez klienta na czacie, nawet wówczas, gdy popełnił on błąd lub użyje potocznego słownictwa. Wykorzystanie sztucznej inteligencji sprawia, że bot potrafi rozpoznać synonimy, odmianę wyrazów i dzięki temu doskonale radzi sobie z odpowiadaniem na pytania, a rozmowy brzmią bardzo naturalnie” –  informuje Iga Stępień, Manager Transformacji Bankowości Detalicznej w Credit Agricole Bank Polska.

Na początku 2021 roku Credit Agricole odda też do dyspozycji klientów telebot Asia, którego zadaniem będzie uwierzytelnianie i rozwiązywanie najczęstszych problemów klientów w telefonicznym Contact Center. Bot głosowy to bardzo zaawansowane narzędzie, które jest w stanie rozpoznać i przetwarzać ludzką mowę.

„W dzisiejszej wysoce cyfrowej erze chatboty i boty mogą być potężnym dodatkiem do strategii obsługi klienta dla każdej firmy lub centrum obsługi klienta. Jednak podobnie jak każda inna transformująca technologia, firmy będą musiały upewnić się, że wiedzą, jak skutecznie jej używać, jeśli chcą w pełni wykorzystać dostępne im innowacje. Zrozumienie, jak działają chatboty i w jaki sposób są szkolone jest pierwszym krokiem do opracowania skutecznego, ulepszonego cyfrowo planu obsługi klienta. Narzędzia  oparte na AI (sztuczna inteligencja) mają coraz większy wpływ na zmiany społeczno-gospodarcze w toczącej się ewolucji technologicznej”- mówi dr Martin Dahl, dziekan Wydziału Ekonomii i Zarządzania na Uczelni Łazarskiego

Narzędzia oparte na AI rewolucjonizują rynek sprzedaży i marketingu, ale też dynamiczne rozwija się sektor dostawców tych technologii

Z roku na rok gwałtownie rośnie globalny popyt na automatyzację procesów sprzedażowych i marketingowych we wszystkich sektorach biznesu. Potwierdza to sukces polskiego startupu Growbots, który narodził się w Warszawie w grudniu 2014 roku, a jego celem była zmiany świata sprzedaży. Pierwsza myśl o stworzeniu Growbots pojawiła się w głowie Pietruszyńskiego w styczniu 2014 roku. Kilka miesięcy później wraz z Łukaszem Deką rozpoczął pierwsze prace nad stworzeniem firmy. Panowie poznali się na SGH, a pierwsze kroki ze swoją firmą stawiali w piwnicy ClockWork. W ostatnich latach znaleźli się jako pierwszy polski startup w akceleratorze 500 Startups w San Francisco i pozyskał fundusze od czołowych inwestorów z Doliny Krzemowej i Europy (w tym Gil Penchina i Flashpoint VC). Spełnia się amerykański sen i marzenie Grzegorza Pietruszyńskiego, właściciela firmy Growbots o stworzeniu uniwersalnej maszyny do sprzedaży wychodzącej, jak wyszukiwarka Google, ale też do znalezienia nowych klientów.  Zintegrowane z CRM oprogramowanie automatycznie generuje ukierunkowane leady dla Twojej organizacji, przeszukując ogromną bazę danych setek milionów decydentów, aby znaleźć tych, którzy mają największe szanse stać się klientami, a współczynnik odrzuceń mniejszy niż 10 procent. Obecnie na całym świecie już ponad 500 firm, używa Growbots.

Ewolucja czy rewolucja technologiczna?

Początki współczesnej sztucznej inteligencji można doszukiwać się w próbach opisania przez filozofów klasycznych ludzkiego myślenia, jako systemu symbolicznego, ale dziedzina sztucznej inteligencji została formalnie założona dopiero w 1956 roku na konferencji w Dartmouth College w Hanowerze w stanie New Hampshire, gdzie ukuto termin „sztuczna inteligencja”. Historia chatbotów zaczyna się w latach 60-tych w laboratorium Sztucznej Inteligencji MIT. Joseph Weizenbaum stworzył pierwszy przykład chatbota o imieniu ELIZA. Wykorzystując algorytmy rozpoznawania wzorców, ELIZA była w stanie symulować rozumienie bez faktycznego posiadania możliwości uczenia maszynowego.

Obecnie oprogramowanie oparte jest na chmurze i stanowi połączenie technologii przetwarzania języka naturalnego (NLP), która umożliwia rozpoznawanie intencji klienta z technologiami zapewniającymi zwiększenie efektywności e-commerce i obsługi klienta. W zasadzie wszystkie popularne języki programowania  umożliwiają  programowanie  narzędzi, które pozwalają tworzyć chatbot– C#, PHP, JS, Python, Ruby, Swift czy Go.

Chatboty, podobnie jak zwykłe aplikacje mają warstwy, bazy danych, konwersacyjne interfejsy użytkownika (CUI) i interfejsy API. Obecnie dostępne są 3 popularne rodzaje chatbota:

  • Chatboty oparte na regułach. Najprostsza opcja, te boty po prostu zapewniają wstępnie zdefiniowaną odpowiedź na bardzo szczegółowe pytania i świetnie nadają się do takich celów, jak kwalifikowanie potencjalnych klientów lub oferowanie klientom interaktywnych funkcji FAQ
  • Inteligentne chatboty. Te inteligentne boty wykorzystują uczenie maszynowe (ML) do przyswajania na podstawie żądań i informacji użytkownika. Intelektualne boty są szkolone, aby rozumieć określone słowa i wyrażenia, które powodują odpowiedź. Z czasem uczą się rozumieć więcej pytań i udzielać lepszych odpowiedzi
  • Chatboty oparte na sztucznej inteligencji. Łączą zalety botów opartych na regułach z mocą intelektualnie niezależnych programów do rozwiązywania problemów użytkowników. Potrafią zapamiętać kontekst rozmów i rozumieć preferencje użytkownika, wykorzystują połączenie przetwarzania języka naturalnego, uczenia maszynowego i sztucznej inteligencji do zrozumienia klientów. Przetwarzanie języka naturalnego sprawia, że interakcje między ludźmi, a komputerami są bardziej naturalne.

Chociaż obecnie chatboty stają się coraz bardziej wartościowe i intuicyjne, wciąż jest wiele do zrobienia, aby udoskonalić te narzędzia, jak np.:

Głos: kolejnym kluczowym elementem rozwoju botów i chatbotów jest zapewnienie, że mają one odpowiedni głos do rozmowy z klientami. Dzisiejsi konsumenci, choć nie chcą dać się zwieść myśleniu, że wchodzą w interakcje z ludźmi, kiedy rozmawiają z botem chcą botów z elementami ludzkimi, takimi jak humor i empatia.

Zrozumienie: Chatboty muszą rozumieć uczucia i emocje, które odczuwają klienci, aby zapewnić odpowiedni rodzaj usług dla dzisiejszych konsumentów. Obecnie firmy mocno pracują nad wdrożeniem przetwarzania i rozumienia języka naturalnego w chatbot-ach, aby ograniczyć do minimum kompromitujące wpadki kontekstowe.

Bezpieczeństwo: w dzisiejszych czasach ochrona danych i prywatności są kluczowe, aby klienci mogli ufać botom, którym przekazują swoje informacje. Firmy będą musiały zaprojektować chatboty, które będą prosić o odpowiednie dane i je rejestrować. Istotne będzie również zapewnienie bezpiecznego przesyłania i ochrony gromadzonych danych w Internecie.

 

Sztuczna inteligencja odnosi się do zdolności maszyny, która jest w stanie replikować lub symulować inteligentne ludzkie zachowania, takie jak analizowanie,  wydawanie osądów i decyzji. Sztuczna inteligencja wywodząca się z informatyki i spornej dziedziny filozofii, ewoluowała i rozwijała się szybko w ostatnich dziesięcioleciach, a przypadki jej użycia można obecnie znaleźć we wszystkich zakątkach naszego społeczeństwa: cyfrowych asystentów głosowych, które znajdują się w naszych smartfonach lub inteligentnych głośnikach, chatboty obsługi klienta, a także roboty przemysłowe.

Autor : Adam Białas, ekspert rynku,  dziennikarz biznesowy, dyrektor w agencji komunikacji Core PR. Od ponad dwóch dekad związany z mediami, skutecznie działa w obszarze PR i marketingu. Autor wielu autorskich projektów PR, e-marketingu i dedykowanych programów partnerskich. Posiada wieloletnie globalne doświadczenie korporacyjne, ekspert w kampaniach i budowaniu wizerunku brandu B2B/B2C. Prowadził też szerokie działania z obszaru zarządzania kryzysowego, współpracując z liderami branży gamingowej, finansów, IT, MICE i deweloperskiej. Agencja, którą kieruje z obsłużyła ponad 650 kampanii (w tym globalne).

Sytuacja gospodarcza Polski

Październikowy wynik gospodarczy psuje nadzieję na odrodzenie, którą zbudował rewelacyjny wrzesień. Gorsza sytuacja, za którą odpowiedzialny jest przede wszystkim koniec miesiąca, wynika z zaostrzania się pandemii i powracającego widma lockdownu. W ostatnich tygodniach października przedsiębiorcy wyczuli zbliżające się spowolnienie obrotów w listopadzie. Zamawiali więc mniejsze dostawy i produkowali mniej dóbr – co wpłynęło na spowolnienie gospodarki. Teraz, gdy usługi i kultura są zamknięte lub działają na pół gwizdka, możemy się spodziewać powtórki z wiosennego zamrożenia. Ekonomiści wskazują jednak, że najpewniej nie będzie ono aż tak paraliżujące.

– Mam nadzieję, że jesienny lockdown nie odbije się tak bardzo na przemyśle, jak to miało miejsce wiosną. Wtedy duża część przemysłu musiała zostać zatrzymana, bo nie było żadnej kooperacji międzynarodowej. Trzeba bowiem pamiętać, że 75% przemysłu produkuje albo wprost na eksport – albo dla odbiorców krajowych, którzy eksportują produkt dalej powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. – Tym razem sytuacja w wymianie międzynarodowej jest spokojniejsza. Przemysł ma się lepiej. Natomiast oczywiście usługi wciąż pozostają bardzo zagrożone. I nie jest tak, że uda nam się te straty skompensować działającym przemysłem – analizuje Soroczyński.

UN Global Compact Network Poland (GCNP) i Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) podpisały porozumienie o współpracy

Porozumienie zostało podpisane 16 grudnia br. w sali notowań warszawskiej giełdy przez Kamila Wyszkowskiego, przedstawiciela i prezesa Rady UN Global Compact Network Poland oraz Marka Dietla, prezesa Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. W uroczystości wziął także udział wicepremier, minister rozwoju, pracy i technologii Jarosław Gowin, który objął honorowy patronat nad zainaugurowaną współpracą.

– Wspólne inicjatywy promujące rozwój nowych praktyk biznesowych, które uwzględniają wyzwania klimatyczne, rolę instytucji finansowych oraz biznesu w budowie neutralnej klimatycznie, zielonej gospodarki, to spodziewane efekty porozumienia pomiędzy United Nations Global Compact Network Poland oraz Giełdą Papierów Wartościowych. Jako minister odpowiadający za rozwój, pracę i gospodarkę cieszę się, że obejmuję patronat nad przedsięwzięciem służącym zrównoważonemu rozwojowi i wzmacnianiu społecznej odpowiedzialności biznesu, co wiąże się z kwestiami dotyczącymi pozyskiwania finansowania na inwestycje, oraz kierunkiem rozwoju rynków kapitałowych – zaznacza Jarosław Gowin, wicepremier, minister rozwoju, pracy i technologii.

Współpraca między GCNP i GPW, którą wpiera polski rząd, ma przede wszystkim na celu wypracowanie i promowanie działań zmierzających do zrównoważonego rozwoju kraju, podnoszenia jakości życia obywateli oraz sprzyjających społecznej odpowiedzialności biznesu. Realizacja tych celów nie jest możliwa bez fundamentalnej zmiany myślenia o pozyskiwaniu finansowania, alokacji kapitału, jak również i kierunku rozwoju rynków kapitałowych. Wyzwania dotyczące funkcjonowania rynków finansowych związane ze zidentyfikowanymi ryzykami klimatycznymi wymagają podjęcia działań zmierzających do przekierowania kapitału w kierunku zielonej, środowiskowo zrównoważonej gospodarki.

– Żeby sprawnie wdrożyć polityki ONZ wynikające z Celów Zrównoważonego Rozwoju czy Porozumień Paryskich, kluczowe jest poważne potraktowanie obrotu kapitałowego prowadzonego w oparciu o zrównoważone finansowanie. Wystarczy spojrzeć na działania banków rozwoju i największych grup bankowych oraz funduszy inwestycyjnych, które nie tylko zapowiedziały odejście od inwestycji wysokoemisyjnych, ale tego zwrotu dokonały. Rolą UN Global Compact Network Poland jest włączenie polskiego biznesu i rynku kapitałowego w globalne procesy wynikające z polityk ONZ. Przykładem takiego „zielonego” zwrotu jest ogłoszony przez Komisję Europejską Zielony Ład i Fundusz Odbudowy. Jego mądre wdrożenie w kontekście przebudowy polskiej gospodarki na jak najmniej emisyjną jest jedną z osi dyskusji, które na podstawie zawartego porozumienia będziemy prowadzić z udziałem banków rozwoju, grup bankowych i funduszy inwestycyjnych. Chcemy utworzoną w ramach UNGC Network Poland grupę bankowo-finansową rozwijać z udziałem GPW i szeroko zdefiniowanym rynkiem kapitałowym – zaznaczył Kamil Wyszkowski, przedstawiciel i prezes Rady UN Global Compact Network Poland.

GPW od lat realizuje politykę zrównoważonego rozwoju, w ramach której prowadzi programy edukacyjne, promuje najwyższe standardy ładu korporacyjnego i komunikacyjnego oraz prowadzi dialog z uczestnikami rynku kapitałowego i towarowego. Strategicznym partnerem GPW przy realizacji tych działań jest United Nations Global Compact (UNGC). Grupa GPW aktywnie wspiera pięć wybranych Celów Zrównoważonego Rozwoju (SDGs), które są istotne z perspektywy prowadzonej działalności Grupy na rynku finansowym i towarowym – dobre zdrowie i jakość życia; dobra jakość edukacji; równość płci; wzrost gospodarczy i godna praca; innowacyjność, przemysł, infrastruktura. Ponadto GPW od 2013 r. jest członkiem ogólnoświatowej inicjatywy utworzonej przez Organizację Narodów Zjednoczonych (ONZ), Sustainable Stock Exchanges, zrzeszającej obecnie 98 giełd z całego świata. Wpisując się w ten światowy trend, GPW od lat promuje wśród notowanych spółek najwyższe standardy w obszarach społecznej odpowiedzialności m.in. poprzez obliczanie indeksu WIG-ESG, publikację kodeksu „Dobre Praktyki Spółek Notowanych na GPW” czy standardów w zakresie przeciwdziałania korupcji.

– Podpisane dzisiaj „Memorandum of Understanding” to kolejny element szerokiej współpracy GPW z UN GCNP. Nasza współpraca dotyczy m.in. promowania najlepszych praktyk w zakresie raportowania pozafinansowego, którego rozwój jest ważną częścią rządowej Strategii Rozwoju Rynku Kapitałowego. Wpisanie się naszych emitentów w oczekiwania inwestorów w zakresie zrównoważonego i społecznie odpowiedzialnego prowadzenia biznesu przekłada się na zmniejszenie kosztu kapitału i zwiększenie jego dostępności. – mówi Marek Dietl, prezes GPW. – Giełda Papierów Wartościowych może skutecznie zachęcać inwestorów i emitentów do wspierania realizacji celów zrównoważonego rozwoju. Podpisane porozumienie o współpracy stanowi potwierdzenie wspólnego zaangażowania stron na rzecz jakościowego rozwoju krajowego rynku kapitałowego – dodaje Dietl.

Grupa Kapitałowa GPW podejmuje działania zmierzające do dostarczania indeksów i wskaźników opartych na koncepcji zrównoważonego rozwoju, standardach ONZ, a w szczególności z uwzględnieniem 10 zasad United Nations Global Compact.

Współpraca z UN GC wyraźnie wpisuje się w Strategię ESG realizowaną przez GK GPW. Spółka GPW Benchmark powołana do pełnienia funkcji administratora wskaźników referencyjnych, publikuje obecnie indeks WIG-ESG, realizuje prace mające na celu rozwój wskaźników uwzględniających czynniki ESG oraz budowy wskaźników referencyjnych uwzględniających rzeczywiste cele transformacji klimatycznej – podkreśla Aleksandra Bluj, wiceprezes Zarządu GPW Benchmark. – Jesteśmy przekonani, że również w tych obszarach współdziałanie z GCNP prowadzić będzie do przyśpieszenia budowy platformy promocji zrównoważonego rozwoju. 

Podpisane porozumienie stanowi płaszczyznę do kreowania wspólnych inicjatyw związanych z realizacją zadań strategicznych, w tym programów zapewniających adekwatne, transparentne i zgodne z globalnymi standardami raportowanie spółek. Jego zadaniem jest też wspieranie projektów rozwojowych związanych z promowaniem nowych technologii oraz rozwojem zielonych sektorów gospodarki także w zakresie energii. Projekt współpracy uwzględnia prace w ramach powołanej w zeszłym roku Grupy Bankowej ds. zrównoważonego rozwoju, w ramach której eksperci sektora bankowego i finansowego m.in. z takich instytucji jak Bank Światowy, EBOR, EBI, czy PFR rekomendują narzędzia wspierające finansowanie „zielonych” inicjatyw. W związku z globalnymi trendami i wyzwaniami i trendami rynkowymi, jak choćby trwającą pandemią COVID-19, niezbędne jest zapewnienie jak największej liczbie podmiotów efektywnego wykorzystanie pakietów inwestycyjnych określonych w ramach tzw. Zielonego Ładu i Funduszu Odbudowy. Ułatwi to dostosowanie się do nowych wymogów związanych z ryzykami klimatycznymi wpływającymi na politykę inwestycyjną krajowych i globalnych inwestorów.

Sektor wellness – w jaki sposób marki mogą zawalczyć o rynek wart 4,5 biliona dolarów

Światowy sektor gospodarki obejmujący wellness nie jest już postrzegany jedynie przez pryzmat SPA, jogi i diet oczyszczających. Jest warty 4,5 biliona USD i rośnie dwa razy szybciej niż reszta gospodarki. Agencja Ogilvy przeprowadziła w 2020 roku badanie „Wellness Gap”, z którego wynika, że dla 73% konsumentów wellness to działania, których oczekują również od firm np. motoryzacyjnych, świadczących usługi finansowe czy linii lotniczych. 

Pojęcie „wellness” jest dość luźno definiowane jako czynności, wybory i styl życia, które prowadzą do holistycznego stanu dobrego zdrowia i samopoczucia. Podczas badania „Wellness Gap”[1] przeprowadzonego w kwietniu 2020 roku respondenci z 14 krajów Europy, Azji, Ameryki Północnej i Łacińskiej zostali poproszeni o określenie jak istotne jest dla nich dobre samopoczucie, jakie czynniki wpływają na ich dobrostan oraz jakich działań poprawiających samopoczucie oczekują od marek.

Badanie wykazało, że istnieje luka między oczekiwaniami a ich realizacją przez marki. Wyniki raportu podsumowała Klara Markiewicz, Strategic Director w Ogilvy Polska. – Jest jasne, że firmy, które chcą podążać za klientami powinny wprowadzić istotne zmiany do swoich strategii. Nie ma znaczenia czy chodzi o produkty, usługi czy doświadczenia. Konsumenci będą wybierać te firmy, które dotrzymają składanych obietnic i będą spełniać oczekiwania w zakresie dbania o dobre samopoczucie swoich klientów – dodaje.

Oczekiwania konsumentów

Z badania wynika, że dla 77% konsumentów dobrostan jest bardzo ważny lub wyjątkowo ważny, a 80% chce go polepszyć. Dla biznesu to ogromny obszar do zagospodarowania, bo aż 75% osób uważa, że marki mogą zrobić więcej dla ich dobrego samopoczucia. Co ciekawe, nie dotyczy to jedynie głównych gałęzi kojarzonych z sektorem wellness – produkcji żywności i kosmetyków. Tylko 41% klientów oceniło, że przemysł spożywczy robi wszystko, aby wpływać na ich dobre samopoczucie, w odniesieniu do kosmetycznego 53% respondentów odpowiedziało twierdząco.

Badanie wykazało, że każda branża może zyskać dzięki podejściu wellness, uważa tak 67% konsumentów. Według wyników ankiety 52% badanych oczekuje, że również branża motoryzacyjna, banki i linie lotnicze zaoferują więcej rozwiązań sprzyjających dobremu samopoczuciu. Prawie tyle samo konsumentów (56%) chce tego doświadczać od marek spożywczych. Co ciekawe, 59% klientów jest skłonnych zapłacić więcej, jeśli marka będzie się przyczyniać do ich dobrego samopoczucia.

Społeczność i celowość – nowe twarze podejścia wellness

Do niedawna czynniki fizyczne i psychiczne miały kluczowe znaczenie dla podejścia wellness. Poczucie dobrostanu staje się coraz częściej poczuciem zbiorowym. W badaniu wskazano dwa aspekty, dobrostan społeczny i celowość, które otwierają nowe możliwości dla marek. Według 53% osób powinny one pomagać poczuć więź społeczną, a 71% badanych za brand wellness uważa taki, który pomaga im dokonać pozytywnej zmiany.

Zachowanie i cyfryzacja – nowe granice dobrostanu

Raport wskazuje też dwa warunki, które marki powinny uwzględnić, aby spełnić oczekiwania konsumentów. Pierwszym jest przywrócenie wiarygodności i odzyskanie zaufania. Udawanie przez marki podejścia wellness budzi wątpliwości wśród konsumentów, a 53% z nich uważa, że ciężko odróżnić produkty dbające o dobrostan od tych, które tylko za takie uchodzą. Jedynie 41% konsumentów sądzi, że obietnice marek są wiarygodne.

Drugim warunkiem jest stanie się partnerem w pomaganiu osiągnięcia dobrostanu. Tylko 46% ludzi twierdzi, że marki pomagają im uczynić priorytetem ich dobrostan. To wyraźne wezwanie dla marek, aby lepiej rozumiały trudności konsumentów w osiągnięciu dobrego samopoczucia, odpowiednio się zachowywały i szanowały swoje zobowiązania.

Polscy konsumenci

Na rodzimym rynku widać podobne tendencje, które mogą wskazywać markom kierunek działań. Oczekiwania Polaków są zbieżne z ogólnoświatowymi trendami i konsumenci są skłonni wybierać te firmy, które prezentują podejście wellness.

Zgodnie z danymi prezentowanymi przez instytut badawczy Kantar[2] zdrowie jest dla Polaków jedną z najważniejszych wartości, choć wielu z nas przyznaje, że nie ma wystarczająco dużo czasu, aby się nim zająć. Aktywnie działa w kierunku jego poprawy 24% społeczeństwa. Duże rozbieżności obserwuje się w świadomości wagi obszarów dobrostanu i faktycznego zajmowania się nimi. Dla 84% osób istotne jest zadbanie o spokój i relaks, podczas gdy działanie w tym zakresie deklaruje 49%. Zarządzanie stresem i redukowanie jego poziomu to priorytet dla 71% osób (aktywnie działa 42%), a wypoczynek podczas snu jest kluczowy dla 82% badanych, choć wdraża go tylko 62%.  Tworzy się więc luka będąca dla marek obszarem, w którym mogą zaadresować potrzeby konsumentów.

Z kolei z analizy instytutu Mintel[3] wynika, że 64% polskich konsumentów chce korzystać z marek, które są spójne z ich przekonaniami. Aż 75% deklaruje, że uwzględnia w swoich działaniach dbałość o środowisko naturalne. Jednocześnie 64% z nich dostrzega, że producenci żywności i napojów w niewystarczający sposób ograniczają ilość odpadów. Prawie tyle samo osób (66%) uważa, że firmy powinny również ograniczyć ilość stosowanego plastiku.

[1] Badanie przeprowadzone przez Ogilvy w kwietniu 2020 na podstawie internetowej ankiety, w której wzięło udział 7000 osób w wieku 18-55 lat.

[2] Kantar 2020 Global MONITOR (Poland Sample)

[3] Mintel: The Holistic Consumer – Global, July 2020​; Food and Drink – Global, December 2019

Nowa ustawa mieszkaniowa skróci czas oczekiwania na mieszkanie komunalne, socjalne czy w TBS

Za sprawą zmian wprowadzonych do ustawy mieszkaniowej samorządy, towarzystwa budownictwa społecznego i spółki gminne otrzymają większe wsparcie na budowę mieszkań czynszowych. Zaproponowana nowelizacja z poprawkami Senatu została zaakceptowana przez Sejm i obecnie czeka już tylko na podpis prezydenta i publikację.

Najważniejsze zmiany, jakie wprowadza nowa ustawa mieszkaniowa, dotyczą znacznego zwiększenia kwot dofinansowania dla gmin z Funduszu Dopłat. Wsparcie budownictwa na wynajem z obecnych 20 proc. wzrośnie do nawet 35 proc. kosztów inwestycji. Dla powstających budynków komunalnych wsparcie z obecnych 35-45 proc. wzrośnie do nawet 80 proc.

Dzięki pieniądzom na wkład własny gminy będą mogły rozpoczynać inwestycje szybciej. Nie będą już musiały przeznaczać środków z własnych budżetów i oczekiwać na ich zwrot. Dostaną również pieniądze na remont pustostanów nienadających się do zamieszkania przez zły stan techniczny (dofinansowanie do 80 proc. kosztów modernizacji takich budynków).

W programie wsparcia społecznego budownictwa czynszowego nowa ustawa mieszkaniowa przewiduje możliwość dojścia z czasem do własności przez najemców nowych mieszkań budowanych przez towarzystwa budownictwa społecznego (TBS-y). Takiego rozwiązania dotychczas nie było.

Możliwość łączenia finansowania z różnych programów otwiera przed gminami szybszą ścieżkę do remontów budynków komunalnych. Przykładowo za sprawą dofinansowania z Funduszu Dopłat i wsparcia z Funduszu Termomodernizacji i Remontów będzie można otrzymać pieniądze na remont mieszkań i docieplenie budynku komunalnego.

„Te wszystkie zmiany zawarte w pakiecie mieszkaniowym spowodują, że Polacy będą krócej czekać na mieszkania, czy to w zasobach pozostających w towarzystwach budownictwa społecznego, czy też w zasobach gminnych” – powiedział Michał Baj, dyrektor zarządzający Pionem Programów Mieszkaniowych w Banku Gospodarstwa Krajowego.

Źródło informacji: PAP MediaRoom

Bitcoin osiąga wartość 20 tysięcy dolarów

„Osiągnięcie wartości 20 000 dolarów to niewątpliwie ważny kamień milowy w historii bitcoina”.

Chociaż łatwo jest teraz skupić całą uwagę na krótkoterminowych zyskach cenowych, które przyciągają wzrok inwestorów i generują nagłówki w mediach, ważne jest również, aby zdać sobie sprawę, jak daleko zaszedł bitcoin.

Widzieliśmy znaczącą zmianę w demografii osób zainteresowanych i inwestujących w kryptowaluty. Bitcoin nie jest już domeną tylko programistów komputerowych i pasjonatów fintech. Od czasu dodania kryptowalut do platformy eToro w 2013 r., obserwowałem, jak bitcoin przyciąga uwagę rzeszy różnych ludzi. Od programistów danych i naukowców zajmujących się blockchainem, po hydraulików i fryzjerów – bitcoin zaczął ekscytować ludzi z różnych środowisk.

Zaczęliśmy również obserwować, jak instytucje finansowe zaczynają aktywnie interesować się kryptowalutami, z wieloma znanymi bankami i funduszami hedgingowymi kupującymi w tym roku bitcoiny na czele. Spodziewamy się, że taka sytuacja będzie się utrzymywać także w 2021 r., ponieważ obawy związane z rosnącą inflacją będą nadal obecne na całym świecie.

Teraz ludzie na całym świecie rozumieją, w jak różny sposób kryptowaluty mogą być wykorzystywane, niezależnie od tego, czy będą częścią portfela inwestycyjnego, czy chodzi o zapłacenie za pizzę.

Od wielu lat jestem wielkim zwolennikiem technologii blockchain i myślę, że może ona pomóc w rozwiązaniu niektórych problemów świata, otwierając osoby, które nie posiadają rachunku bankowego, na możliwość inwestowania i zmniejszając nierówności majątkowe. GoodDollar – nasza inicjatywa non-profit – już rozpoczęła proces wyrównywania szans, opracowując kryptowalutę opartą na zasadach uniwersalnego dochodu podstawowego (eng.: UBI – universal basic income).

Yoni Assia – współzałożyciel i dyrektor generalny eToro

Firmy w Polsce zyskują w ocenach klientów

Firmy w Polsce pomimo pandemii COVID-19 i zmiany formy interakcji z konsumentami skutecznie budują pozytywne doświadczenia klientów (ang. Customer Experience). Kolejny rok z rzędu respondenci lepiej ocenili doświadczenia oferowane przez marki – wskaźnik Customer Experience Excellence w Polsce wzrósł o ponad 4 proc. r/r. W nowej rzeczywistości wyłania się nowy typ konsumenta, który w obliczu niepewności w większym stopniu niż wcześniej zwraca uwagę na stosunek jakości do ceny produktu, łatwość zakupu oraz aspekty dotyczące swojego bezpieczeństwa podczas dokonywania zakupów. Kluczowe znaczenie dla budowania długotrwałej relacji pomiędzy klientem i firmą na polskim rynku odgrywa zaufanie i wiarygodność oraz umiejętność dostosowania się do specyficznych potrzeb klienta (personalizacja). Konsumenci podobnie jak w ubiegłych latach najlepiej oceniają firmy z branży pozaspożywczego handlu detalicznego. Jak wynika z badania KPMG w Polsce największy wzrost w zestawieniu sektorów odnotował spożywczy handel detaliczny, a największy spadek dotyczy marek z sektora podróży.

W tegorocznej edycji badania KPMG, ponad 5 000 konsumentów w Polsce dokonało oceny swoich doświadczeń w interakcjach z blisko 200 firmami w realiach pandemii COVID-19. Konieczność działania w nowych, jednocześnie dla wielu marek trudnych, warunkach obostrzeń i ograniczeń przyczyniła się do jeszcze większej koncentracji uwagi na zapewnieniu jak najlepszych relacji z klientami. Wszystkie badane obszary, które mają wpływ na budowanie pozytywnych doświadczeń klientów zostały ocenione lepiej niż w zeszłorocznej edycji badania. Średni wskaźnik doskonałości zarządzania doświadczeniami klientów (CEE, ang. Customer Experience Excellence) wzrósł o ponad 4 proc. w porównaniu z poprzednią edycją badania. Największy nominalny wzrost oceny w bieżącej edycji badania odnotował filar Oczekiwań. Precyzyjne ustalanie oczekiwań klientów w nowych, często trudnych dla nich czasach oraz zarządzanie tymi oczekiwaniami w efektywny sposób stało się jednym z najważniejszych elementów interakcji pomiędzy klientem i firmą w bezprecedensowej sytuacji związanej z pandemią COVID-19.

Bardzo pozytywny jest fakt, że najwyższą ocenę otrzymał filar Czas i wysiłek, co świadczy o tym, że firmy bardzo dobrze dostosowały się do nowych kanałów obsługi klientów i ich nowych oczekiwań. Odwzorowane jest to również w zestawieniu Top 10 marek na polskim rynku, w którym aż trzy są tzw. cyfrowymi markami, czyli są obecne tylko w świecie online. Firmy te podejmowały działania zmierzające do podwyższenia standardów Customer Experience np.: nowe formy dostaw lub redukcja opłat z tym związanych, zwiększenie obsady personelu w obszarze CX czy nowe kanały kontaktu dla wymagających tego segmentów klientów (np. infolinie dla seniorów) – mówi Jan Karasek, partner w dziale doradztwa biznesowego w KPMG w Polsce.

Personalizacja oraz Wiarygodność kluczowe dla konsumentów w Polsce

Personalizacja oraz Wiarygodność mają dla polskich konsumentów największy wpływ na budowanie pozytywnych doświadczeń na linii klient-marka oraz w największym stopniu wpływają na skłonność polecenia danej marki. Personalizacja, czyli dostosowanie doświadczeń do osobistych okoliczności i potrzeb klientów, nabrała szczególnego znaczenia w kontekście panującej pandemii COVID-19. Jednocześnie polscy konsumenci lepiej oceniają te marki, które wywiązują się ze złożonych obietnic oraz działają w ich interesie, co ma związek z Wiarygodnością. W czasie pandemii, konsumenci w większym stopniu niż dotychczas przywiązują wagę do sposobu, w jaki marki budują swoją wiarygodność. Wśród istotnych czynników, które zyskały na znaczeniu konsumenci wskazują wsparcie dla lokalnych społeczności, stosunek marki do środowiska czy podejście marki do pracowników.

W wyniku działań podejmowanych przez firmy w czasie COVID-19 wielokrotnie pierwszy raz klienci i ich pracownicy mogli odczuć, że są przedkładani ponad zysk firmy. Filar Wiarygodności marki budują m.in. poprzez publiczną i konsekwentną reakcję organizacji na trudną lub kryzysową sytuację. Marki powinny uważać, aby nie podważyć nowo nabytego zaufania. W czasie dochodzenia do nowej rzeczywistości, zaufanie wielokrotnie związanie jest z likwidacją ryzyka – kiedy konsument będzie bezpieczny podczas interakcji z marką – mówi Jan Karasek, partner w dziale doradztwa biznesowego w KPMG w Polsce.

Firmy z branży pozaspożywczego handlu detalicznego zapewniają klientom najlepsze doświadczenia

Pomimo konieczności dostosowania się do nowej rzeczywistości oraz licznych ograniczeń wprowadzonych w związku z pandemią COVID-19, pozaspożywczy handel detaliczny, podobnie jak w ubiegłych latach znalazł się na 1. miejscu wśród sektorów najlepiej ocenionych przez konsumentów w Polsce. Marki z tego sektora podjęły szereg działań, których celem było dostosowanie lub polepszenie swoich cyfrowych kanałów sprzedaży i kontaktu, aby zapewnić obsługę klienta na możliwie najwyższym poziomie. Na kolejnych miejscach uplasowały się firmy z sektora gastronomii oraz spożywczego handlu detalicznego, który odnotował najwyższy awans – z 6. miejsca w ubiegłorocznej edycji badania. Firmy z branży spożywczego handlu detalicznego zostały docenione przez klientów z uwagi na swoją ekspansję online oraz rozszerzenie bezpośrednich dostaw zamawianych produktów do domów. Z kolei sektorem, który w dobie pandemii odnotował najwyższy spadek (o 5. miejsc r/r) jest sektor związany z podróżami. Bez wątpienia jest to wynikiem negatywnych doświadczeń klientów, którym w związku z wprowadzonymi obostrzeniami w podróżowaniu, anulowano zaplanowane wyjazdy.

Warto zwrócić uwagę na fakt, że dynamika zmian w otoczeniu firm wymagała podejmowania szybkich działań i decyzji w reakcji na pojawiające się szanse i zagrożenia. Dobrym przykładem może być sytuacja branży logistyki, która z jednej strony stała się niejako beneficjentem wzmożonej aktywności konsumentów w kanałach online i zakupów e-commerce, z drugiej strony potrzebowała wdrożyć rozwiązania dotyczące zapewnienia odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa w fizycznych punktach styku na etapie doręczeń. Jak pokazują prezentowane w raporcie przykłady praktyk stosowanych przez przedstawicieli sektora, firmy logistyczne aktywnie podeszły do możliwego upraszczania formalności, wdrożenia bezgotówkowych form płatności czy wykorzystania aplikacji mobilnych w celu zarządzania doświadczeniem w szerszej liczbie punktów styku (jak np. zdalne otwieranie paczkomatów z poziomu aplikacji). Analizując istotną poprawę wyników branży logistyki, obserwujemy dobry odbiór przez konsumentów wprowadzanych w branży praktyk – mówi Andrzej Musiał, starszy menedżer w dziale doradztwa biznesowego w zespole Customer & Growth w KPMG w Polsce.

Podobnie, jak w ubiegłych latach konsumenci w Polsce najniżej oceniają swoje doświadczenia oferowane przez firmy z branży telekomunikacyjnej oraz dostawców energii elektrycznej lub gazu.

W wyniku pandemii COVID-19 pojawił się nowy typ konsumenta

Wybuch pandemii COVID-19 zmienił zwyczaje zakupowe konsumentów, którzy wyrażają przekonanie, że w najbliższej przyszłości będą żyć inaczej. Wyznacznikami nowej rzeczywistości są przede wszystkim większa niepewność jutra, zarówno w sferze finansowej, jak i ograniczeń wpływających na funkcjonowanie w życiu codziennym, mniejsze poczucie bezpieczeństwa podczas interakcji z otoczeniem oraz ograniczone możliwości realizacji swoich zamierzeń i podejmowania decyzji. Jednocześnie w wyniku ograniczeń wynikających z pandemii COVID-19 pojawił się nowy typ konsumenta, który przystosowując się do licznych i dynamicznych zmian w otoczeniu wykształcił nowe zachowania i zwyczaje. Niektóre zachowania były zauważalne wcześniej, jednak nowe uwarunkowania istotnie je przyspieszyły – jak np. robienie zakupów spożywczych online czy korzystanie ze zdalnych form rozrywki. Konsumenci przenoszą się do świata online, w coraz bardziej zaawansowany sposób korzystają z technologii cyfrowych, ograniczając jednocześnie liczbę fizycznych zakupów w sklepach stacjonarnych.

Nowy typ konsumenta charakteryzuje większa wrażliwość cenowa, ograniczanie zakupów do podstawowych oraz chęć poczucia komfortu i bezpieczeństwa podczas ich dokonywania. Pojawienie się nowego typu konsumenta oraz zmiana zwyczajów zakupowych będzie wyzwaniem dla firm, z uwagi na konieczność natychmiastowego dostosowania się do potrzeb klientów, które w nowej rzeczywistości mogą się zmieniać z dnia na dzień – mówi Andrzej Musiał, starszy menedżer w dziale doradztwa biznesowego w zespole Customer & Growth w KPMG w Polsce.

Sektor państwowy idzie po komercyjne biura

Sektor publiczny, w obrębie którego zatrudnionych jest w Polsce przeszło 3 mln osób, staje się coraz silniejszym graczem na rynku nieruchomości biurowych.

Już w ostatnich latach mogliśmy obserwować wzrastającą aktywność instytucji publicznych i spółek skarbu państwa w obszarze komercyjnym. Według danych zawartych w raporcie „Możliwości na rynku nieruchomości komercyjnych dla sektora publicznego 2020” opublikowanego przez Walter Herz, w ostatnich latach w zależności od miasta najemcy z tej grupy odpowiedzialni byli za 2 do około 10 proc. wynajętych powierzchni biurowych. Najwyższy ze wskaźników odnotowany został w Warszawie, gdzie jednostek administracji państwowej mieści się najwięcej.

– W ostatnich miesiącach natomiast sektor państwowy wyraźnie zwiększył swój udział na warszawskim rynku biurowym. W pierwszych trzech kwartałach bieżącego roku instytucje i administracja oraz spółki z udziałem skarbu państwa wygenerowały ponad 20 proc. wolumenu najmu w Warszawie. Wzrost zainteresowania komercyjną powierzchnią biurową w nowoczesnych obiektach ze strony tego najemcy podyktowany jest przede wszystkim potrzebą dostosowania miejsca pracy do obowiązujących dziś wymagań. Nowe budynki zapewniają zaawansowane rozwiązania techniczne, wysoki standard infrastruktury IT, umożliwiający digitalizację i gwarantujący większe bezpieczeństwo danych, a także łatwy dostęp do urzędów i instytucji osób niepełnosprawnych. Przeprowadzki ze starszych biurowców klasy C przynoszą także niższe koszty eksploatacyjne i zdrowszą przestrzeń do pracy – informuje Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner/CEO w Walter Herz. – Z drugiej strony, dla wynajmujących sektor państwowy to cenny klient. Postrzegany jako wiarygodny najemca, o stabilnej kondycji finansowej, co wynika z mniejszej podatności na zmiany gospodarcze. Zgłaszający zapotrzebowanie na duża powierzchnię biurową – dodaje Bartłomiej Zagrodnik.

Wysokie zapotrzebowanie

Do największych transakcji najmu zawieranych w ostatnich latach przez jednostki publiczne należał m.in. wynajem 20 tys. mkw. powierzchni w biurowcu Domaniewska Office Hub przez Pocztę Polską, 15 tys. mkw. biur w budynku West Station przez PKP, 14,8 tys. mkw. powierzchni w biurowcu Piękna 2.0 przez KNF, czy 10,3 tys. mkw. biur w CEDET-cie przez Fundację PFR. W Krakowie natomiast do największych transakcji należał najem 5,5 tys. mkw. powierzchni w budynku Moon Office przez Narodowe Centrum Nauki i 5,4 tys. mkw. biur w biurowcu Astris przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, a w Katowicach powierzchni 7,6 tys. mkw. w A4 Business Park przez PKP Cargo.

Podmioty z sektora publicznego wyróżnia specyficzne zapotrzebowanie. Jednym z nich jest na przykład aranżacja kancelarii tajnej, pomieszczenia, które jest często wymogiem urzędów i ministerstw. Przygotowywane jest według dokładnych wytycznych i opiniowane przez odpowiednie służby państwowe. Innym wymogiem jest na przykład tworzenie archiwów albo biur podawczych dostępnych z zewnątrz w przypadku, kiedy instytucja obsługuje petentów. Jednostki administracyjne, pracujące w tradycyjnym modelu, wymagają najczęściej powierzchni w układzie gabinetowym, zwykle z wykończeniem pod klucz.

Większość podmiotów publicznych preferuje też wyrażenie czynszu w złotówkach, podczas gdy standardem rynkowym są umowy w euro. Takie podejście dyktują względy budżetowe i  chęć zniwelowania ryzyka walutowego.

Rachunek ekonomiczny

– Głównymi formami objęcia przestrzeni przez sektor państwowy jest najem powierzchni biurowej, zakup nieruchomości albo budowa własnego budynku. Budowa zdarza się rzadko choć przykładem w Warszawie może być np. realizacja biurowca pod siedzibę Transportowego Dozoru Technicznego przy ulicy Puławskiej, budynku dla Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej przy Kolskiej, czy Naczelnego Sądu Administracyjnego przy Boduena – mówi Krzysztof Foks, Analyst w Walter Herz.

– Jeśli natomiast pokusilibyśmy się o symulację kosztu najmu, zakupu i budowy 5 tys. mkw. powierzchni biurowej klasy A zlokalizowanej na obrzeżach centrum Warszawy, najmniejszy wydatek przyniesie rzecz jasna najem. Jego koszt w wysokości 55,4 mln zł jest o blisko 30 proc. niższy od zakupu nieruchomości i o 13 proc. mniejszy niż pochłonęłaby budowa.
Dodatkowo, w przypadku relokacji lub renegocjacji najmu istnieje możliwość odnowienia przestrzeni z wykorzystaniem budżetu na aranżację. Najemca nie musi angażować się w sprawy związane z administracją budynku. Organizacja może skupić się na swojej, głównej działalności. W perspektywie długoterminowej jednak, czasochłonny i wymagający proces budowy od zakupu gruntu do odebrania budynku może okazać się inwestycją najbardziej rentowną. Dokładne koszty można byłoby określić dopiero po szczegółowej analizie oferty rynkowej i wyborze konkretnych rozwiązań dostosowanych do zapotrzebowania danej instytucji publicznej – wyjaśnia Krzysztof Foks.

Większy wybór

Intensywny rozwój podaży biurowej na największych rynkach biurowych w kraju stwarza szerokie możliwości dla sektora publicznego. Przede wszystkim, dostępnych jest dziś więcej  gotowych powierzchni w wysokiej klasy biurowcach, których w niektórych lokalizacjach jeszcze przed rokiem brakowało. Według danych Walter Herz, w połowie bieżącego roku średni współczynnik pustostanów biurowych w kraju wzrósł do poziomu 9 proc.

Większy wybór powierzchni wynika również z sukcesywnego przyrostu podaży, który wynosi przeciętnie około 8 proc. rocznie. W największych ośrodkach biznesowych w Polsce w budowie jest wciąż prawie 1,5 mln mkw. powierzchni biurowych, regularnie wprowadzanych na rynek.

Z kolei popyt na biura w pierwszym półroczu 2020 roku utrzymywał się na stabilnym poziomie. Do najemców trafiło łącznie mniej powierzchni niż w minionych latach, niemniej w sześciu największych miastach regionalnych chłonność w segmencie biurowym utrzymała się na rekordowym poziomie.

Zarządzanie w dobie COVID-19. Dlaczego firmy wybierają model just-in-time?

Przed pandemią COVID-19 niemal co czwarty ankietowany przedsiębiorca budował harmonogramy prac z miesięcznym wyprzedzeniem, a aż 17 proc. badanych tworzyło szczegółowe plany roczne. Niepewność, zmieniająca się sytuacja epidemiczna i dynamiczna polityka restrykcji sanitarnych zmieniła ten krajobraz. Badanie „Płynność finansowa MŚP w pandemii” pokazuje, że firmy przestają planować budżety, a długoterminowe strategie zamieniają na planowanie z dnia na dzień.

Odpowiedzią na konieczność płynnej adaptacji do bieżącej sytuacji gospodarczej może być przeniesienie ciężaru długoterminowego planowania na wdrożenie modelu just-in-time (JIT), czyli techniki zarządzania, której historia sięga powojennej Japonii. Wtedy też w koncernie Toyota rozwiązano wielopłaszczyznowe problemy fabryki poprzez wdrożenie polityki definitywnego końca zapasów. Od tej pory braki na każdym etapie tworzenia produktu uzupełniano dopiero wtedy, kiedy osiągnięto pułap minimum wymaganego do zabezpieczenia łańcucha produkcji. Ściśle skoordynowany model just-in-time okazał się do tego stopnia efektywny, że do dziś stanowi jeden z głównych filarów Systemu Produkcyjnego Toyoty.

Technika JIT nie dotyczy jednak tylko zarządzania zaopatrzeniem. W dobie światowego kryzysu wywołanego COVID-19 just-in-time coraz częściej znajduje zastosowanie również w polityce kadrowej firm. Straty finansowe i niepewność jutra zmuszają coraz więcej przedsiębiorstw do planowania z dnia na dzień – takich firm jest aż 8 p.p. więcej niż przed pandemią. Strategia rekrutacyjna JIT jest oparta na bieżących potrzebach podmiotu, zakładając pełne zatrudnienie tylko wtedy, kiedy jest realnie potrzebne. W sytuacji okresowych wzrostów zapotrzebowania na siłę roboczą, dodatkowe miejsca pracy tworzone są w jak najkrótszym czasie z personelu o kompetencjach związanych stricte z prowadzonym projektem.

Model just-in-time pozwala na efektywne i optymalne planowanie personelu niemal z dnia na dzień. Tym samym firma zapewnia sobie płynność i terminowość w realizacji zobowiązań niezależnie od ogólnej destabilizacji rynku – tłumaczy Piotr Deloff, Executive Vice President w Fitjob. – Aby rekrutacja JIT był skuteczna, musi być jednak ściśle skoordynowana, co potrafi być dużym obciążeniem czasowym. W krótkim czasie w firmie muszą się stawić pracownicy o określonych umiejętnościach, którzy nie będą mieli czasu na tradycyjne wdrożenie. Dlatego warto powierzyć zatrudnienie takich osób profesjonalistom – dodaje Deloff.

Wzrost popularności tego modelu łatwo zauważyć obserwując ożywienie na rynku pracy tymczasowej. Po związanym z całkowitym zamrożeniem gospodarki spadku w II kw. 2020 roku, trzeci kwartał przyniósł aż 23 proc. wzrostu w stosunku do poprzednich miesięcy i nawet 6 proc. wzrostu w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku . Badania Otto Work Force Polska pokazują, że najwięcej pracowników tymczasowych pojawiło się w usługach kurierskich i logistyce. Łatwo powiązać to ze wzrostem popularności zakupów przez internet, a co za tym idzie – rosnącym zapotrzebowaniem na pracowników realizujących zamówienia na kluczowych etapach.

– Model just-in-time jest tak uniwersalny, że z pewnością zostanie z nami również w czasach stabilnej gospodarki. Regularnie zdarzają się przecież nieplanowanie nieobecności pracowników z powodu choroby czy spraw rodzinnych. Nagła absencja to zawsze dodatkowe obciążenie dla firmy, a jej nieuniknionymi skutkami są opóźnienia w wykonywaniu prac. Narzędzia rekrutacji just-in-time pozwalają tego uniknąć, nie zmniejszając wydajności przedsiębiorstwa, a zarazem nie obciążając pozostałych pracowników dodatkowymi obowiązkami – przewiduje Piotr Deloff, Fitjob.

Trendy rynku HR na 2021 r.

Bezpieczeństwo pracowników, redukcja stresu i elastyczne formy pracy
– 3 najważniejsze trendy rynku HR w 2021 r. według ADP Polska.

Firma ADP w raporcie „A Post-Pandemic Workforce: Tracking Perspectives Amid COVID-19” przedstawia trendy, które zmienią rynek pracy w 2021 r. Wśród nich znalazła się m.in. dbałość o bezpieczeństwo pracowników, działania ograniczające poziom stresu, a także wdrażanie narzędzi zwiększających elastyczność pracy.

Trend nr 1 – Bezpieczeństwo pracowników

Jak wynika z ankiety ADP przeprowadzonej w krótkim czasie po wybuchu pandemii Covid-19 wśród pracodawców zatrudniających ponad 1 tys. pracowników, najważniejsze jest bezpieczeństwo kadr. Aż 39 proc. badanych stwierdziło, że głównym czynnikiem determinującym wprowadzanie zmian w organizacji pracy jest obawa o zdrowie zatrudnionych. Co więcej, o 40 proc. w porównaniu do ubiegłego roku wzrósł odsetek pracodawców, którzy zwracają uwagę na problem niedoboru konkretnych wytycznych krajowych dotyczących kwestii zdrowotnych, w tym świadczeń, płatnych urlopów i programów pomocy pracowniczej.

– Zapewnienie pracownikom komfortu, a przede wszystkim, bezpieczeństwa w miejscu pracy to istotne czynniki, wpływające na stabilność całego przedsiębiorstwa. Pracownicy są filarem każdej firmy, stanowią o kulturze organizacji, ale również o ciągłości jej funkcjonowania. Pandemia Covid-19 pokazała nam wszystkim, jak ważnym i do tej pory często zaniedbywanym obszarem było zapewnienie odpowiednich warunków pracy. Przed rokiem 2020 największą wagę do kwestii bezpieczeństwa w miejscu pracy przywiązywały firmy z przewagą stanowisk fizycznych. Sytuacja epidemiczna zdecydowanie uwrażliwiła nas na tę kwestię, dlatego w 2021 r. możemy spodziewać, że zmiany organizacyjne w przedsiębiorstwach będą dotyczyły wzmocnienia kwestii bezpieczeństwa pracowników niezależnie od branży i profilu organizacji. – mówi Anna Barbachowska, szefowa pionu zarządzania zasobami ludzkimi w ADP Polska.

Trend nr 2 – Redukcja stresu

Jak wynika z badania „A Post-Pandemic Workforce: Tracking Perspectives Amid COVID-19”  przeprowadzonego przez ADP, w czasie pandemii ponad 40 proc. pracowników doświadczyło wzrostu poziomu stresu. Najbardziej stresogenne okazały się dla nich problemy wynikające z konieczności  opieki nad dziećmi, strach przed zakażeniem koronawirusem czy problemy techniczne wynikające z pracy w domu.  Z kolei badanie „Global Workplace Study 2020” pokazało, że im mocniej pracownicy doświadczyli zakłóceń  i problemów związanych z wykonywaniem pracy, tym bardziej czują się odporni na wyzwania, które mogą spotkać ich w przyszłości.

Pandemia Covid-19 zwiększyła poziomu stresu wśród dużej części społeczeństwa. Pracownicy mierzą się z problemami nie tylko natury zawodowej, ale również dużymi zmianami w życiu prywatnym. Dla przykładu, zamknięte szkoły powodują konieczność zapewnienia opieki nad dziećmi przy równoczesnym wykonywaniu swoich obowiązków służbowych. Słaba jakość połączenia internetowego, obowiązki domowe, obniżone pensje, ryzyko utraty pracy lub przeciążenie, sprawiają, że zaciera się granica pomiędzy pracą a czasem wolnym. A to istotnie wpływa na nastroje pracowników – mówi Anna Barbachowska. – Można zatem przypuszczać, iż poza kwestią bezpieczeństwa pracodawcy będą zwracali uwagę także na kondycję psychiczną swojej załogi.  Już w czasie pandemii wiele firm oferowało swoim pracownikom możliwość skorzystania z porady psychologa. Pozostaje zatem mieć nadzieję, że ten trend na stałe zagości w polskich firmach – dodaje ekspertka ADP.

Trend nr 3 – Elastyczny tryb pracy

Wyniki badania przeprowadzonego przez ADP Research Institute wykazały, że 44 proc. pracodawców stosuje elastyczne zasady pracy. Przed pandemią odsetek ten wynosił 24 proc. Większość pracowników (65 proc.) jest optymistycznie nastawiona do możliwości elastycznego wyboru trybu pracy. Potrzebę zmian odnotowano również w badaniu „Workforce view 2020”. Aż 62 proc. pracowników zgłasza chęć modyfikacji dotychczasowego trybu pracy, a 23 proc. z nich opowiada się za skróceniem tygodnia pracy, ale z większą liczbą dziennych godzin, przy takim samym wynagrodzeniu. Natomiast 32 proc. ankietowanych, opowiada się za wydłużeniem tygodnia pracy, ale z wyższą pensją. Pracownicy sygnalizują także potrzebę zmian systemu wynagrodzeń. Dotychczas aż 85 proc. z nich otrzymuje wypłatę raz w miesiącu. Nie dla wszystkich pracowników jest to jednak satysfakcjonujące rozwiązanie, ponieważ 21 proc. ankietowanych wolałoby pobierać pensję co dwa tygodnie, a 15 proc. – raz
w tygodniu.

Pandemia bardzo zmieniła rynek pracy, w tym miejsce jej wykonywania. Pracownicy, którzy mieli taką możliwość, przenieśli się do trybu home office. Firmy muszą jednak przyspieszać zmiany, aby dostosować się do nowych realiów, nie tylko pod kątem efektywności pracy, ale także samorozwoju i digitalizacji. Jedno jest pewne, zmiany, które nastąpiły, wywołają trwały skutek, a ich konsekwencje zostaną z nami nawet po pokonaniu pandemii. Gwałtowny krok w kierunku sformalizowania pracy zdalnej sugeruje potencjalną trwałość takiego rozwiązania. Ważne jest jednak zachowanie zdrowego rozsądku i przede wszystkim zwrócenie uwagi na komfort pracowników, również pod kątem zapewnienia narzędzi i przygotowania ich do tego sposobu wykonywania pracy – podsumowuje Anna Barbachowska.

W 2021 roku „mieszkaniówka” dostanie mniej pieniędzy?

Znamy już projekt budżetu państwa na 2021 rok. Warto sprawdzić, jak zmieni się wartość środków zarezerwowanych na prowadzenie polityki mieszkaniowej.

Przyszłoroczny budżet państwa będzie jednym z najtrudniejszych do realizacji i najbardziej kontrowersyjnych. Wynika to z faktu, że rząd musi pogodzić finansowanie wielu „sztywnych” wydatków z obecnymi realiami gospodarczymi. Będzie to trudne nawet jeśli przyjmiemy, że przyszły rok faktycznie zakończy się wzrostem gospodarczym na poziomie 4,0% (tak jak przewidziano w założeniach budżetowych). Osoby znające realia mogą przypuszczać, że polityka mieszkaniowa nie będzie jednym z priorytetów pod względem wysokości wydatków – podobnie jak w poprzednich latach. Mimo tego, z pewnością warto sprawdzić, jaki poziom wydatków na „mieszkaniówkę” planuje rząd w 2021 roku. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili przyjrzeć się tej kwestii.

Koniec dopłat z Rodziny na Swoim wpływa na wydatki budżetu

Rządowy projekt ustawy budżetowej na 2021 rok wciąż czekał na akceptację Sejmu, gdy analitycy portalu RynekPierwotny.pl sprawdzali jego mieszkaniowe aspekty. Można jednak przypuszczać, że w kwestii wydatków na gospodarkę mieszkaniową nie będą miały miejsca zasadnicze zmiany. Wynika to między innymi z faktu, że wydatki na „mieszkaniówkę” i tak są relatywnie niskie. Wspomniana sytuacja nie zachęca do następnych „cięć” i szukania oszczędności. Warto też pamiętać, że projekt budżetu na 2021 rok przewiduje spory spadek wydatków w dziale 700 „Gospodarka mieszkaniowa”. Wspomniane wydatki mają wynieść w 2021 r. tylko 416,360 mln zł. Analogiczne wyniki dotyczące poprzednich lat wynosiły:

  • 2018 r. – 1332,054 mln zł
  • 2019 r. – 747,970 mln zł
  • 2020 r. – 741,233 mln zł (741,488 mln zł po nowelizacji budżetu)

We wspomnianym dziale 700 klasyfikacji budżetowej zostały uwzględnione wydatki dotyczące między innymi:

  • refundacji premii gwarancyjnych oraz premii za systematyczne oszczędzanie w ramach książeczek mieszkaniowych
  • wykupu odsetek kredytów mieszkaniowych z tzw. „starego portfela”
  • Funduszu Termomodernizacji i Remontów
  • Funduszu Dopłat

W kontekście zmian wydatków na „mieszkaniówkę” z ostatnich lat, kluczowa wydaje się wysokość Funduszu Dopłat. Przez lata była ona związana z programami Mieszkanie dla Młodych oraz Rodzina na Swoim. Zakończenie MdM-u w 2018 r. skutkowało pierwszym poważnym spadkiem poziomu wydatków z Funduszu Dopłat. W 2021 roku państwo nie będzie już musiało dopłacać do ostatnich kredytów udzielonych w ramach programu Rodzina na Swoim. Częściowo wyjaśnia to spadek wydatków w dziale 700 budżetu.

Warto też pamiętać, że zmiany wysokości wydatków ujętych w dziale „Gospodarka mieszkaniowa” odzwierciedlają modyfikację celów i narzędzi polityki mieszkaniowej państwa. Spore wydatki na realizację programów Rodzina na Swoim oraz Mieszkanie dla Młodych były efektem porzuconego już wcześniej kierunku działania. Mowa o dotowaniu zakupu mieszkań własnościowych. Trzeba również nadmienić, że łączne wydatki budżetu na sferę mieszkaniową będą w 2021 r. większe niż wspomniana kwota 416 mln zł. W ujęciu zadaniowym (cel: zwiększenie dostępności mieszkań), przyszłoroczne wydatki na „mieszkaniówkę” mają wynieść około 680 mln zł.

Fundusz Rozwoju Mieszkalnictwa obciąża tegoroczny budżet

Sytuacja związana ze wsparciem dla „mieszkaniówki” wygląda nieco inaczej, jeżeli weźmiemy pod uwagę wydatki z Rządowego Funduszu Rozwoju Mieszkalnictwa. Założenia do uchwalonej niedawno ustawy z dnia 28 października 2020 r. o zmianie niektórych ustaw wspierających rozwój mieszkalnictwa wskazują, że utworzenie wspomnianego funduszu obciąży jeszcze tegoroczny budżet kwotą 1,5 mld zł. Gminy mają natomiast otrzymywać pieniądze przez trzy lata.

Rządowy Fundusz Rozwoju Mieszkalnictwa (RFRM) zostanie zasilony przy pomocy Funduszu Przeciwdziałania COVID-19 utworzonego w Banku Gospodarstwa Krajowego. Środki ze wspomnianego funduszu mieszkaniowego mają posłużyć do rozwoju nowego systemu społecznych inicjatyw mieszkaniowych (SIM) oraz TBS-ów. Towarzystwa budownictwa społecznego działające przed wejściem w życie ustawy z 28 października 2020 roku, nie będą musiały zmieniać nazwy na „SIM”, ale zostaną objęte nowymi regulacjami. Rząd zakłada, że dzięki jego wsparciu z RFRM powstanie ponad 12 000 nowych mieszkań czynszowych w systemie najmu społecznego i zostanie utworzonych 120 SIM-ów. Praktyka oczywiście pokaże, czy taki cel uda się zrealizować.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Praca zagraniczna po pandemii – decyzje o wyjeździe będą racjonalne

Tegoroczny sezon wyjazdów zagranicznych w celach zarobkowych rozpoczął się z dużym opóźnieniem. Wyjazdy zaczęły się nie jak zwykle z początkiem kwietnia, ale dopiero w lipcu. To pierwszy symptom zmian w wyjazdach Polaków do pracy. Priorytetem wyboru kierunku nie będą już zarobki, ale kwestie bezpieczeństwa.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, na koniec 2019 roku poza granicami Polski czasowo przebywało około 2,5 tysiąca osób. W porównaniu z 2018 rokiem to spadek o 40 tysięcy. Poprawa kondycji polskiej gospodarki, spadające bezrobocie oraz niepewna sytuacja związana z brexitem, zmotywowała wiele osób do powrotu do kraju. Pandemia kolejny raz namiesza w kwestii emigracji. Chociaż pierwsza fala na początku roku ograniczyła liczbę wyjazdów i sezon rozpoczął się nie jak zwykle w kwietniu, ale dopiero w lipcu, jest to sytuacja przejściowa. Wśród naszych klientów jest duże zapotrzebowanie na pracowników. Inwentaryzacja magazynów czy obsługa sklepów internetowych, w tych obszarach zapotrzebowanie na pracowników jest nadal bardzo duże. Poszukiwane są osoby, które zdecydują sią na pracę w nietypowych terminach, np. w Wigilię czy Sylwestra. To czy w kolejnych miesiącach będziemy mieli do czynienia z masową emigracją zależy od tego, czy kryzys gospodarczy w poszczególnych branżach będzie się przedłużał. Jeżeli tak, niektórzy będą zmuszeni do podjęcia ryzyka i wyjazdu.  Nadal dla wielu osób odstraszające mogą być restrykcje i obostrzenia. W przypadku Niemiec są one bardzo rygorystyczne. W tej chwili obowiązuje 5-cio dniowa kwarantanna, po której przeprowadzany jest test.

Liczba osób decydujących się na wyjazd nie zmieni się diametralnie, jednak inne będą kryteria decydujące o wyborze kierunku emigracji. Do tej pory najważniejsze były stawki oferowane przez pracodawców. Teraz dokonanie wyboru nie będzie tak jednoznaczne. Równie ważne będą kwestie związane z bezpieczeństwem, warunkami pracy i sytuacją epidemiczną w poszczególnych krajach. Nadal istotna pozostanie kwestia pokrycia kosztów zakwaterowania. Praktyki tym względzie są różne. Nasza agencja pokrywa koszty związane z zakwaterowaniem jednak nie jest to rynkowy standard, a dla wielu osób jest to istotny element. Decyzja o wyjeździe, będzie poprzedzona analizą sytuacji epidemicznej, zakresem wprowadzonych obostrzeń i ograniczeń a także warunków jakie oferuje agencja pośrednictwa. Jednym słowem będą to decyzje racjonalne.

Duże zmiany zachodzą również po stronie pracodawców. Pierwszym symptomem zmian jest zaostrzenie procedur bezpieczeństwa. Pracodawcy dużo większą wagę przykładają do higieny, odległości pomiędzy pracownikami, w wielu przypadkach obowiązkowe jest noszenie nie tylko maseczek, ale całego ubrania ochronnego. Pojawiają się też nowe procedury bezpieczeństwa, BHP stało się dużo bardziej istotne, opracowywane są również nowe, wewnątrzfirmowe i dosyć restrykcyjne zasady.

Autorski komentarz przygotowany przez Karolinę Serwańską – dyrektor zarządzającą w agencji pośrednictwa pracy HR International.