2020 – rokiem rynku magazynowego. Co czeka sektor logistyczny w 2021 roku?

Pomimo trwającej pandemii Covid-19 sektor przemysłowo-logistyczny okazał się najbardziej odporny na jej skutki i z całego rynku powierzchni komercyjnych w Polsce jako jeden z nielicznych może uznać ostatnie 12 miesięcy za udane. Firma AXI IMMO postanowiła wstępnie przeanalizować jakie trendy kształtowały sektor magazynowy i co ciekawego wydarzyło się w całym 2020 r.

Sektor magazyny z rekordowym wynikiem na rynku inwestycyjnym

Podobnie do globalnego kryzysu gospodarczego w latach 2008-09, cały 2020 rok, a przede wszystkim pandemia Covid-19 zostanie zapamiętana na długo na rynku nieruchomości komercyjnych. Przygotowując wstępną analizę mijających 12 miesięcy nie sposób nie odnieść wrażenia, że to właśnie sektor magazynowy najlepiej poradził sobie ze skutkami pandemii. Już na zakończenie III kw. 2020 r. mogliśmy odnotować sukces, czyli rekord w zakresie wartości transakcji inwestycyjnych, który wyniósł ponad 1,9 mld EUR i tym samym pobił wcześniejszy rezultat 1,8 mld EUR z 2018 roku.

Większy popyt na magazyny ostatniej mili

Obserwując uważnie sektor inwestycyjny, aktywa magazynowe okazały się najbezpieczniejszym rodzajem produktu m.in. przez fakt rosnącego znaczenia sektora e-commerce i podmiotów bezpośrednio obsługujących go. Do tradycyjnie dużych zakupów portfelowych dołączyły pojedyncze obiekty z segmentu magazynów ostatniej mili. Za największą transakcję 2020 r. należy uznać finalizację przejęcia środkowoeuropejskiego portfela Goodmana przez GLP (1 mld EUR, 66% obiektów ulokowanych jest w Polsce tj. ok. 880 000 mkw.). Z kolei jak co roku na rynku pojawiły się również nowe dotychczas nieobecne w sektorze podmioty wyczekujące na okazję. Przykładem takiej transakcji może być kupno przez Polish Logistics LLP, platformę inwestycyjną powołaną przez REINO Capital, IO AM i Grupę Grosvenor centrum logistycznego Logistic City Piotrków Trybunalski o wielkości 135 000 mkw.

Rozgrzany rynek najemców

W całym 2020 roku rynek przemysłowo-logistyczny utrzymał wysokie współczynniki popytu pomimo wprowadzenia przez polski rząd dwóch lockdownów. W II kwartale br., odnotowano rekordowy poziom aktywności najemców, który dodatkowo został wzmocniony przez rekordowy poziom umów krótkoterminowych (nieprzekraczających dwóch lat) zawartych między kwietniem a czerwcem 2020 r. wynoszących 262 tys. mkw. wynajętej powierzchni.

E-commerce, farmacja, kurierzy – najwięksi beneficjenci

Niemniej sytuacja w czasie pandemii w niektórych branżach była daleka od zadowalającej. Jako głównych wygranych wskazuje się firmy z sektora e-commerce, w tym e-grocery, farmację, elektronikę, branżę KEP, czyli usług kurierskich, a także opakowań. Z kolei przedsiębiorstwa z sektora produkcyjnego jak np. przemysł ciężki, automotive czy lotnictwo notowały w tym czasie spadki.

Szansa na rekordowy popyt

Niemniej na zakończenie III kwartału 2020 r. najemcy wynajęli 3,5 mln mkw., a bieżący rok zakończy się prawdopodobnie wynikiem jeszcze lepszym niż ubiegłoroczny, który wyniósł 4 mln mkw.

W strukturze regionów w tym roku nadal dominującą pozycję miały główne rynki, na czele z wyróżniającym się regionem Warszawy, Górnego Śląska oraz Polski Centralnej. Wśród najemców numerem jeden ponownie są firmy logistyczne, które w tym roku koncentrowały się na konsolidacji, ekspansji w ramach regionów, gdzie byli obecni, ale też nowych inwestycjach w okolicach największych rynków konsumenckich – mówi Anna Głowacz, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, AXI IMMO.

Z kolei największą umową podpisaną 2020 roku pozostaje 200 000 mkw. powierzchni użytkowej wynajęte przez gracza e-commerce w Świebodzinie w województwie lubuskim. Możemy po raz kolejny odnieść wrażenie, że dla najbardziej wymagających międzynarodowych klientów zainteresowanych rozwojem w Europie, Polska okazuje się idealną lokalizacją – dodaje Anna Głowacz.

Bariera 20 mln mkw. przekroczona

Efektem rozpędzonej machiny deweloperskiej jest wzrost zasobów magazynowych do poziomu ponad 20,2 mln mkw. na koniec III kwartału. Większość deweloperów koncentrowała swoją uwagę na pięciu głównych rynkach, zwłaszcza w regionie Warszawy. Jednak poza tym widoczne było zainteresowaniem rozwojem nowych lokalizacji.

Polska Zachodnia i Polska Wschodnia – nowymi  wschodzącymi rynkami

Na uwagę zasługują dwa relatywnie młode regiony tj. Polska Zachodnia, gdzie powstaje obiekt BTS o powierzchni 200 000 mkw. dla gracza z sektora e-commerce w Świebodzinie, a także cały region Polski Wschodniej i powstające tam 173 tys. mkw. powierzchni odpowiada za 28,2% całkowitych zasobów magazynowych na tym rynku. Niemniej pomimo optymistycznych danych dotyczących podaży, szacunkowa wartość powierzchni będącej w budowie spada, głównie przez wzgląd na ograniczenie projektów typowo spekulacyjnych. Spowolnienie aktywności deweloperskiej spowodowane jest większą ostrożnością związaną z niepewną sytuacją rynkową i wyższymi wymogami związanymi z finansowaniem projektów gdzie wymagany jest wyższy wkład własny.

Pustostany i czynsze w 2020 na stabilnym poziomie

Współczynnik pustostanów na zakończenie III kw. 2020 r. wrócił do wyjściowej wartości z początku roku i wynosi obecnie około 8%. – W wybranych regionach w kolejnych kwartałach możemy spodziewać się trendu wzrostowego, zwłaszcza w lokalizacjach, gdzie oddano do użytki inwestycje spekulacyjne. Wahania w wysokości współczynnika pustostanów nie miały bezpośredniego wpływu na wysokość stawek czynszów w sektorze magazynowym w całym 2020 r. – wyjaśnia Anna Głowacz. Średnie stawki w obiektach typu big box wahały się w przedziale 3,20 – 3,60 euro/mkw., przy czym tradycyjnie najdroższą lokalizacją jest Warszawa-miasto (od 4,80 euro/mkw.). Z kolei wysokość stawek efektywnych uwzględniających różnego rodzaju zachęty i zwolnienia utrzymały się na poziome 2,4 – 2,7 EUR/mkw./m-c, czyli średnio od 20 do 30% niższej.

Pomimo pierwszych obaw związanych z pandemią Covid-19 okazało się, że rynek magazynowy okazał się największym wygranym 2020 roku. Dodatkowo towarzyszące mu zmiany m.in. w zakresie skrócenia łańcuchów dostaw, jeszcze szybszego wprowadzania nowoczesnych technologii i automatyzacji czy upowszechnienia sprzedaży towarów w Internecie spowodowały kolejną fazę rozwoju sektora przemysłowo-logistycznego w Polsce” – mówi Anna Głowacz.

Co czeka sektor logistyczny w 2021 roku?

– Rekordowe wyniki w sektorze inwestycyjnym czy nadal bliskie rekordu wyniki za popyt nastrajają bardzo pozytywnie wszystkich rynkowych graczy przed 2021 rokiem. Wśród kluczowych trendów 2020 r. należy również wskazać na zwiększoną świadomość deweloperów w zakresie proponowanych ekologicznych rozwiązań, a także liczbę uzyskanych przez nich zielonych certyfikatów. Dbałość o planetę, a także proponowanie kolejnych innowacyjnych i zrównoważonych zmian w zakresie budowy czy funkcjonowania magazynów jeszcze nigdy nie były tak istotne w wymiarze biznesowym i społecznym – podsumowuje Anna Głowacz.

Fiskus zakwestionował dostawy paliwa do firmy, oskarżył o wyłudzenie VAT i handel nielegalnym paliwem

To, że dostawcami były podmioty toczących się postępowań karnych w sprawie handlu nielegalnym paliwem, nie oznacza jeszcze, że takie paliwo do przedsiębiorcy trafiało.

Fiskus zakwestionował dostawy paliwa do firmy, bo – jak stwierdził – nie był to olej napędowy, a odbarwiony olej opałowy. A uznał tak na podstawie ustaleń, że dostawcą firmy była spółka, która sama nabywała taki odbarwiony olej od przestępców. WSA w Łodzi uchylił decyzję fiskusa, podkreślając, że fakt, iż dostawcą paliwa do spółki były firmy, co do których prowadzone były postępowania karne w zakresie procederu odbarwiania oleju opałowego w celu sprzedaży jako napędowy, nie oznacza, że taki właśnie rodzaj paliwa faktycznie trafiał do spółki. A już z pewnością brak jakichkolwiek podstaw do przyjęcia, że tego rodzaju olej był przedmiotem zakwestionowanych dostaw dla podatnika (wyrok z 24 września 2020 r., sygn. akt I SA/Łd 354/20).

Oskarżenie o wyłudzenie VAT i handel nielegalnym paliwem

Po przeprowadzeniu kontroli skarbowej w firmie transportowej organ podatkowy stwierdził, że ujęte przez nią w rozliczeniach za 2007 r. faktury dokumentujące nabycie paliwa od przedsiębiorstwa A i konsorcjum spółki B nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń gospodarczych. Przedsiębiorstwo A nie prowadziło rzeczywistej działalności gospodarczej, natomiast konsorcjum B nie mogło dostarczyć firmie wykazanego na fakturach oleju napędowego, bowiem w rzeczywistości był to odbarwiony olej opałowy. Tak więc przedsiębiorca nie tylko nie może odliczyć podatku od towarów i usług naliczonego na tych fakturach ani domagać się zwrotu VAT, ale i sam brał udział w oszustwie mającym na celu wyłudzenie VAT.

Dostawca paliwa brał udział w nielegalnym handlu odbarwionym olejem…

Wobec pełniącej obowiązki prezesa zarządu w spółce B prowadzone było pod nadzorem prokuratury rejonowej postępowanie karne skarbowe w sprawie udaremnienia pracownikom urzędu skarbowego przeprowadzenia czynności służbowych, w związku z prowadzoną kontrolą podatkową. Organ wskazał, że konsorcjum nie przedstawiło dokumentów źródłowych w toku prowadzonych czynności sprawdzających. Poza tym dokonało ono zbycia udziałów osobie, która przyznała się do roli typowego „słupa”. Powyższe przemawia za tym, że spółka chciała ukryć swoją nielegalną działalność handlu odbarwionym olejem, jak i zataić dowody źródeł jego pochodzenia.

Z dowodów zgromadzonych w sprawie prowadzonej przez prokuraturę okręgową wynika, że w latach 2006-2007 spółka wykorzystywana była przez grupę przestępczą do wprowadzania do obrotu odbarwionego oleju opałowego jako paliwa. Zatem faktury wystawione przez konsorcjum spółki B, a na podstawie których rozliczenia VAT chciał dokonać przedsiębiorca, nie odzwierciedlają rzeczywistych transakcji.

…a więc odbiorca tego paliwa pewnie też

Do tego firma płaciła gotówką za dostawy paliwa, które było znacznie tańsze niż wg cen rynkowych, a faktury otrzymywała po jednym – dwóch dniach. Zdaniem organu podatkowego już sam fakt, że cena kupowanego towaru była niższa niż rynkowa, powinien wzbudzić u przedsiębiorcy podejrzenia co do legalności tych transakcji. Nie dochował on przy tym wymaganej od niego w obrocie gospodarczym należytej staranności również dlatego, że nie żądał od kierowców certyfikatu jakości dostarczanego paliwa ani potwierdzenia źródła jego pochodzenia. I nie zmienia tego fakt posiadania przez niego dokumentów rejestracyjnych tych dostawców.

Urząd skarbowy nie przeczył, że dostawca handluje paliwem, nawet doliczył mu podatek z faktur wystawionych na rzecz odbiorcy rzekomo odbarwionego opału

Przedsiębiorca odwołał się od negatywnych dla niego decyzji fiskusa, wydanych na podstawie powyższych ustaleń. Zarzucił m.in., że organy skarbowe nie wyjaśniły rozbieżności w dokumentacji posiadanej przez niego, a przez przedsiębiorstwo A, od którego rzekomo nie nabywał paliwa. Co do konsorcjum B, organy całkowicie pomijają fakt, że urząd skarbowy nie kwestionował dokonywanych przez nie rozliczeń za inne okresy działalności. Potwierdzało to, że konsorcjum trudniło się i dokonywało rzeczywistych transakcji obrotu paliwem. Do tego urząd ten określił konsorcjum zobowiązanie podatkowe, które uwzględniało również podatek zawarty w fakturach wystawionych przedsiębiorcy.

Przedsiębiorca kupował paliwo od dostawców, których sprawdził, a nawet wlewał je do swoich aut

Do tego organy nie uwzględniły na korzyść przedsiębiorcy, że uznani za nierzetelnych jego kontrahenci, zgodnie z zaświadczeniem naczelnika urzędu skarbowego, w okresie dokonywanych z przedsiębiorcą transakcji byli czynnymi podatkami VAT, a przedsiębiorstwo A nadal taki status posiada. Nie zgodził się również z zarzutami fiskusa co do niedochowania należytej staranności handlowej w transakcjach z tymi podmiotami, przejawiającej się zdaniem organów dokonywaniem płatności za paliwo gotówką czy po niższej cenie. Przedsiębiorca zaznaczył, że na początku współpracy z tymi firmami zdobył od nich podstawowe dokumenty rejestracyjne, w tym koncesje na handel paliwem. Konsorcjum B składało sprawozdania finansowe do KRS. Co najważniejsze, paliwo, jakie nabywał, było dobrej jakości. Dlaczego najważniejsze? Bo przedsiębiorca, który świadczył usługi transportowe, wlewał je do swoich aut i z jego użyciem prowadził swoją działalność. A tego, że takie usługi wykonywał w badanym okresie, organy nie kwestionują. Nie miał więc podstaw, by podejrzewać dostawców tego paliwa o to, że otrzymuje od nich „oszukane” paliwo.

To, że nie mógł nabyć paliwa od jednego oszusta, nie oznacza, że nie nabywał go wcale

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Łodzi przyznał słuszność ustaleniom organów skarbowych co do tego, że skarżący decyzję organów przedsiębiorca nie mógł nabywać paliwa od przedsiębiorstwa A. Żaden ze wskazanych na fakturach dostawców nie potwierdził bowiem sprzedaży na rzecz tego podmiotu paliwa w 2007 r., co oznacza, że i skarżący nie mógł go od niego nabyć.

Sąd nie zgodził się jednak z organami, że na podstawie spornych faktur od spółki B przedsiębiorca nie mógł nabyć oleju napędowego. Ustalenia urzędników co do zakupu przez niego w rzeczywistości odbarwionego oleju opałowego nie mają żadnego oparcia w zgromadzonym w sprawie materiale dowodowym.

Fakt, że ktoś w łańcuchu dostaw dokonał oszustwa, nie przesądza o tym, że każdy w tym łańcuchu w nim uczestniczył

Organy bazują jedynie na domniemaniach, że spółka ta była w jakimś bliżej nieokreślonym okresie powiązana z podmiotami oskarżonymi o dokonywanie oszustw polegających na odbarwianiu oleju opałowego. Nie wykazały jednak żadnego dowodu na to, że spółka B uczestniczyła w tym procederze. Nie świadczą o tym ustalenia, że konsorcjum nie posiada dokumentów źródłowych pochodzenia paliwa ani fakt zbycia przez nie udziałów. Nie broni się tok rozumowania organów, że skoro dostawcami paliwa do spółki B były firmy, co do których prowadzone były postępowania karne dotyczące ww. procederu odbarwiania oleju opałowego i sprzedawania go jako napędowego, to taki właśnie rodzaj paliwa trafiał do tej spółki. A już z pewnością nie ma żadnych uzasadnionych podstaw do wysnucia tezy, że olej taki był przedmiotem dostaw do skarżącego przedsiębiorcy.

„Cały szereg nieprawidłowości wskazany w decyzji odnośnie funkcjonowania Konsorcjum (…) nie może stanowić jednoznacznego dowodu na to, że Konsorcjum uczestniczyło w procederze handlu odbarwionym olejem opałowym. Dowodu takiego (…) nie stanowią również ustalenia organu, iż skoro dostawcą paliwa do B były firmy, co do których prowadzone były postępowania karne w zakresie procederu odbarwiania oleju opałowego w celu sprzedawania go jako napędowego, to ten rodzaj paliwa faktycznie trafiał do B (…) a przy tym brak jakichkolwiek podstaw do przyjęcia, że tego rodzaju olej był przedmiotem zakwestionowanych dostaw dla podatnika” (wyrok WSA w Łodzi z 24 września 2020 r., sygn. akt I SA/Łd 354/20).

Podsumowanie

Zgodnie z wielokrotnie potwierdzonym w orzecznictwie krajowych sądów administracyjnych, a przede wszystkim Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej stanowiskiem, zasada neutralności podatku VAT sprzeciwia się pozbawianiu przedsiębiorcy uczestniczącego w łańcuchu dostaw prawa do obniżenia podatku należnego, jeśli nie wiedział ani nie mógł przy zachowaniu należytej staranności wiedzieć, że inne transakcje w tym łańcuchu są elementem oszustwa podatkowego. Organy skarbowe jednak konsekwentnie zapominają o tej podstawowej zasadzie podatku VAT i zdają się być głuche na wyraźny, stanowczy głos orzecznictwa. Takie realia prowadzenia działalności gospodarczej sprawiają, że polscy przedsiębiorcy zmuszeni są szukać pomocy prawnej, aby bronić się przed niepopartym dowodami wrzucaniem ich do jednego worka z przestępcami i oszustami.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Od Londynu po Nowy Jork – surowsze restrykcje

Inwestorzy przyjmują ostrożne nastawienie, próbując lawirować pośród pozytywnych oczekiwań dotyczących przyszłego roku, ale po drodze mierzą się z ryzykami generowanymi przez ostatnie doniesienia związane z wirusem. Zaostrzenie restrykcji obejmuje Niemcy, Czechy, Londyn, a niedługo może i Nowy Jork.

Ogólne średnioterminowe perspektywy dla aktywów ryzykownych nie uległy zmianie, ale nie oznacza to, że ceny nie mogą podlegać przejściowym szumom. W ostatnich dniach dobrym tego przykładem jest funt, który przed weekendem zaczął wyceniać wyższe ryzyko bezumownego brexitu, by wczoraj całkowicie odwracać pozycje. Ostatnie kilkanaście godzin nie przynosi nowych informacji w temacie postępów negocjacji, ale poniedziałkowy optymizm jest redukowany pod presją informacji o rozwoju zachorowań w Wielkiej Brytanii. Londyn od środy wprowadza najwyższy, trzeci poziom restrykcji, co m.in. oznacza zamknięcie pubów i restauracji. Ostania fala lockdownów nie doprowadziła do wyraźnego obniżenia krzywej zachorowań w Europie, a perspektywa zbliżających się świąt i zgromadzeń rodzinnych podnosi ryzyko kolejne fali wzrostu liczby przypadków. Wydaje się, że jakaś forma ogólnokrajowych lockdownów będzie konieczna. Surowsze restrykcje zapowiedziano już także w Niemczech, Czechach, a burmistrz Nowego Jorku jest gotowy zamknąć miasto, jeśli tempo zachorowań nie zwolni.

Ale tak samo jak miało to miejsce w listopadzie, tak i teraz uczestnicy rynków powinni oceniać bieżące działania władz razem z długoterminowymi konsekwencjami szkód ekonomicznych, ale też szans, jak niesie ze sobą rozpowszechnianie szczepionki przeciw COVID-19. Stąd nie sądzę, aby ogłoszone restrykcje miały wywołać głębokie pogorszenie nastrojów i mocne cofnięcie wycen aktywów ryzykownych. S&P500 stracił wczoraj mniej niż 0,5 proc., wysoko trzyma się EUR/USD, mocny jest złoty. Z drugiej strony specyfika środka grudnia i bliskości przerwy świątecznej, dokłada warstwę do procesu decyzyjnego inwestorów i nierzadko jest wystarczającym pretekstem, by zredukować ekspozycję na ryzyko. Ale krótkoterminowe wahania nie powinny zakłócić wcześniej obranego kursu. Ten tydzień może być intersujący pod kątem katalizatorów zmienności. Także tych pozytywnych. Zatwierdzenie pakietu fiskalnego w USA, gołębie sygnały z Fed, pozytywne wieści znad stołu negocjacyjnego brexitu – te tematy mogą w najbliższych dniach dać świeży zastrzyk optymizmu.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Obroty branży centrów handlowych niższe średnio o jedną czwartą

  • Jedną z konsekwencji pandemii COVID-19 jest spadek obrotów w branży centrów handlowych średnio o 24 proc. dla wszystkich kategorii handlowych w okresie od stycznia do września 2020 r. Wprawdzie w styczniu i w lutym odnotowano wzrost obrotów (odpowiednio o 3% i 6%) wszystkich kategorii handlowych w porównaniu do analogicznego okresu w roku 2019, jednak wraz z wprowadzeniem od 13 marca ograniczenia działalności obiektów handlowych nastąpiły znaczące spadki.
  • Najsłabszym miesiącem w trzech pierwszych kwartałach br. był kwiecień, kiedy centra handlowe działały w bardzo ograniczonym zakresie i odnotowały obroty niższe o 80 proc. w porównaniu do analogicznego miesiąca rok wcześniej.
  • W najtrudniejszej sytuacji znaleźli się najemcy z  branży rozrywkowej, którzy zanotowali największy spadek wśród wszystkich analizowanych kategorii handlowych – skumulowana wartość obrotów za pierwsze trzy kwartały tego roku wyniosła u nich 47 proc. obrotów uzyskanych w tym samym okresie w 2019 roku.

Obroty w centrach handlowych

Poluzowanie ograniczeń w handlu i otwarcie większości sklepów w galeriach po weekendzie majowym spowodowało, że zarówno odwiedzalność, jak i obroty zaczęły się stabilnie i konsekwentnie odbudowywać. W wyniku udostępnienia pełnej oferty centrów handlowych oraz uruchomienia ważnej funkcji gastronomiczno-usługowej w kolejnych miesiącach obroty zaczęły rosnąć, ale nie osiągnęły wyników z ubiegłego roku. Zmiana skumulowana obrotów za styczeń-wrzesień 2020 r. wyniosła -24 proc. dla wszystkich kategorii handlowych łącznie, w porównaniu do 2019 roku. Najtrudniejszym miesiącem dla branży był kwiecień z obrotami niższymi o 80 proc. Najwyższe obroty zanotowano w sierpniu – były one niższe o 9 proc. r/r.

Kategorie zakupowe

W najtrudniejszej sytuacji w analizowanym okresie znaleźli się najemcy z kategorii Rozrywka. Od stycznia do września tego roku ich obroty były niższe o 53 proc. w porównaniu do 2019 r.  Jest to zdecydowanie największy spadek wśród wszystkich analizowanych kategorii handlowych.

Najlepiej radziły sobie kategorie: Dom i Wnętrze – ze zmianą skumulowaną na poziomie -6 proc.  i Żywność – -7 proc. Z kolei Zdrowie i Uroda oraz Usługi odnotowały zmiany na poziomie -20 proc., a Artykuły specjalistyczne -26 proc. W przypadku Gastronomii mamy do czynienia ze spadkiem skumulowanym obrotów na poziomie -30 proc. Spadki w obrotach prezentują się dość podobnie, jeśli chodzi o lokalizację, a także wielkość obiektu. Nieco lepiej radzą sobie centra mniejsze od 5 000 do 40 000 mkw. GLA – gdzie zmiana skumulowana obrotów w badanym okresie trzech kwartałów wyniosła -22 proc., a dla obiektów dużych i bardzo dużych powyżej 40 000 mkw. GLA -25 proc.

Odwiedzalność

Zanim pojawiły się ograniczenia związane z pandemią COVID-19 podobnie jak w przypadku obrotów – wskaźnik odwiedzalności w centrach handlowych notował kilkuprocentowe wzrosty w porównaniu do stycznia i lutego poprzedniego roku (odpowiednio o ponad 9 proc. i 8 proc.). Jednak już w marcu nastąpił spadek na poziomie przekraczającym 45 proc., który w kwietniu pogłębił się do ponad 70 proc., w stosunku do  odwiedzalności z 2019 roku. Po ponownym otwarciu obiektów handlowych, po weekendzie majowym odwiedzalność zaczęła się odbudowywać, by osiągnąć w maju średnio 65 proc. wskaźników z roku ubiegłego. W czerwcu wyniosła ona już średnio ponad 75 proc., a w sierpniu wskaźnik wzrósł do 82 proc. poziomu ubiegłorocznego. Warto zaznaczyć, że wskaźniki odwiedzalności w sposób stały różnicują się miedzy regionami. Przez cały okres badania najwyższe poziomy odwiedzalności były odnotowywane w Regionie Południowym, a najniższe zazwyczaj we Wschodnim. W czerwcu i lipcu z uwagi na poluzowane restrykcje wyższe wskaźniki odwiedzalności zanotował turystyczny Region Północny. Większą popularność wśród odwiedzających w trzech pierwszych kwartałach 2020 roku osiągały zazwyczaj obiekty mniejsze, notowana odwiedzalność była tam wyższa o kilka punktów procentowych  niż w dużych obiektach, mających powyżej 40 000 mkw. GLA.

Od października tego roku, w związku z drugą falą epidemii, odwiedzalność w centrach handlowych zaczęła ponownie spadać, osiągając w październiku niewiele ponad 70 proc. wartości z 2019 roku. W listopadzie, kiedy analogicznie do marca 2020 roku częściowo ograniczono działalność obiektów handlowych, odnotowano odwiedzalność na poziomie 46 proc. Branża centrów handlowych z dużą ulgą przyjęła decyzję o ponownym otwarciu galerii od 28 listopada br. Zwłaszcza, że możliwość prowadzenia działalności handlowej w grudniu uchroni wiele podmiotów przed bankructwem i pozwoli zachować tysiące miejsc pracy. Czwarty kwartał dla branży galerii handlowych jest najważniejszym w roku, ponieważ stanowi ponad 30 proc. całorocznych obrotów. Sam grudzień to zazwyczaj o ok. 54% wyższe obroty niż średnia miesięczna z okresu styczeń-listopad. W ostatnim kwartale roku wiele kategorii handlowych wypracowuje zyski, które pozwalają im funkcjonować i inwestować zarobione środki w pozostałych okresach roku i przetrwać trudny dla handlu pierwszy kwartał.

40% Polaków wyda mniej niż zwykle na prezenty świąteczne

Nadchodzące Boże Narodzenie będzie pierwszym, które upłynie pod znakiem globalnej pandemii i związanych z nią obostrzeń. W jakim stopniu koronawirus wpływa na preferencje zakupowe Polaków w przedświątecznym czasie? Sprawdziliśmy to w najnowszym badaniu PAYBACK Opinion Poll.

Rzeka klientów, zakupowa gorączka, tłok w sklepach – jeszcze rok temu takie obrazy w okresie przedświątecznym były normą. Teraz jednak koronawirus wymusił przynajmniej częściową zmianę dotychczasowych przyzwyczajeń.czy-pandemia-wplynie-na-kwote

Boże Narodzenie 2020 pod znakiem oszczędności?

Czy zatem nastroje Polaków przed tegorocznymi świętami są dobre? Badanie wykazało, że pozytywne nastawienie dopisują dużej części konsumentów. Ponad połowa Polaków (52%) w te święta nie planuje bowiem specjalnych oszczędności w porównaniu do poprzednich Gwiazdek i zamierza wydać na zakupy świąteczne tyle samo. Podobnie w przypadku w prezentów: 56% respondentów przeznaczy na nie podobne kwoty, co w latach ubiegłych.

 

Nie da się jednak ukryć, że równocześnie spora liczba ankietowanych przyznała, że na tegoroczne Boże Narodzenie planuje przeznaczyć budżet niższy niż zwykle. 42% respondentów na zakupy spożywcze wyda mniejsze kwoty niż w poprzednich latach. Analogicznie z prezentami pod choinkę: czterech na dziesięciu Polaków postanowiło uszczuplić budżet Świętego Mikołaja w porównaniu do ubiegłego roku.

Koronawirus nie zniechęca do tradycyjnych sklepów

gdzie-polacy-zrobia-zakupy

Zagrożenie COVID-19 nie zniechęca także do zrobienia zakupów na świąteczny stół w dużych sklepach: nie zamierza z nich rezygnować ponad połowa badanych. W pytaniu wielokrotnego wyboru „Jakie sklepy odwiedzi Pan/-i przed świętami”, 65% ankietowanych wskazało dyskonty, zaś 68% – super- i hipermarkety. Wciąż popularne są także targi i bazarki: 17% Polaków ma w planach zawitać do tego typu miejsc.

 

Pomimo znacznego wzrostu popularności zakupów w Sieci, tylko 7% respondentów zakupi produkty świąteczne w Internecie. Nieco więcej osób (10%) połączy obydwie formy zakupów  – stacjonarne i online.

Atrakcyjna cena i wygoda najważniejsze podczas świątecznych zakupów

Nieustająca popularność dużych sklepów ma zapewne związek z przeświadczeniem o oferowanych tam niskich cenach. Wciąż bowiem to właśnie ten czynnik najczęściej decyduje o wyborze danego miejsca – w przypadku zakupów spożywczych odpowiedziało tak 67% ankietowanych. Przy tym bardziej oszczędne wydają się kobiety: o 5% więcej pań niż panów w trakcie zakupów kieruje się właśnie atrakcyjnymi cenami.

Równie istotna jak cena, z wynikiem 65%, jest także wygoda, przejawiająca się przede wszystkim w dostępności wszystkich artykułów w jednym miejscu.

Prezenty wyłowione z Siecikryteria-wyboru-sklepu

O ile zakupy na wigilijny stół w większości planujemy zrobić w sklepach stacjonarnych, to w przypadku prezentów prym wiedzie Internet. Gwiazdkowe upominki w Sieci zakupi ponad połowa ankietowanych (52%). Trzech na dziesięciu (34%) Polaków zamierza kupować prezenty zarówno w tradycyjnych sklepach, jak też online. Nieco mniej osób (31%) wybierze wyłącznie stacjonarne „prezentowanie” odwiedzając przede wszystkim supermarkety. Co piąty Polak pomoże Świętemu Mikołajowi robiąc zakupy w galerii handlowej.

 

Obok atrakcyjnej ceny (69% odpowiedzi) w przypadku prezentów istotna jest dla nas jakość oferowanych towarów, którą wskazało 45% ankietowanych. Większość respondentów na zakup prezentów daje też sobie stosunkowo dużo czasu. Połowa osób, które wzięły udział w badaniu, kupuje je na miesiąc przed Gwiazdką, natomiast co trzecia robi to na dwa tygodnie przed Wigilią. Jeden na dziesięciu Polaków zostawia a zakup prezentów na ostatnią chwilę  – czyli na kilka dni przed świętami.

Budżet Świętego Mikołaja: nie więcej niż 500 zł?

Jak duży budżet zamierzamy przeznaczyć na prezenty? Najczęściej będzie to kwota w przedziale 100-500 zł – tyle planuje wydać ponad połowa ankietowanych (51%). Od 500 do 1500 zł wyda 30% Polaków, zaś więcej – jedynie 4%. Grupa najbardziej oszczędnych osób, które na prezenty przeznaczą do 100 zł, liczy 6% spośród wszystkich badanych.

Również i na tym polu kobiety wykazują większą oszczędność: ustalonego budżetu na prezenty trzyma się o 14% więcej Polek niż Polaków. Największy odsetek respondentów (66%) nie ustala jednak konkretnego limitu w trakcie zakupu upominków pod choinkę.

Najpopularniejsze prezenty: kosmetyki przed zabawkami

Sprawdziliśmy też, jakie prezenty na Gwiazdkę będą w tym roku najpopularniejsze. Co ciekawe nie będą nimi, co wydawać by się mogło oczywiste, upominki dla najmłodszych. Gry i zabawki, z wynikiem 34%, zajęły w tym zestawieniu dopiero drugie miejsce.

Tytuł zwycięzcy rankingu otrzymują zaś… kosmetyki i perfumy, które swoim bliskim sprezentuje prawie połowa ankietowanych (49%). Na kolejnych miejscach znalazły się także ubrania i obuwie (29%), słodycze (28%), a także elektronika oraz książki i płyty (obie kategorie po 23% odpowiedzi).

Przy choince z bliskimi

W jakim gronie i gdzie spędzimy tegoroczne święta? Dla zdecydowanej większości miejscem świętowania Bożego Narodzenia będzie własny dom, który wskazało 65% osób. Święta częściowo w swoich czterech kątach i w domach bliskich spędzi 17% ankietowanych, natomiast 14% będzie przez całe Boże Narodzenie u rodziny.

Pod względem wyboru choinki największy odsetek respondentów przywiązuje wagę do tradycji. Naturalne drzewka kupuje 44% Polaków, natomiast 35% respondentów wybiera sztuczną wersję. Co piąta osoba biorąca udział w badaniu zadeklarowała, że nie kupuje choinki.

PAYBACK Opinion Poll

To badanie zostało przeprowadzone na uczestnikach Programu PAYBACK w dniach 20-30.11.2020 metodą ankiety online na grupie 530 osób. Grupa badawcza w wieku 18-65 lat dobrana została tak, aby odpowiadać strukturze demograficznej kraju.

Sondaż: Święta w tym roku będą skromne. Polacy chcą je spędzać w gronie 2-5 osób

Czterech na dziesięciu Polaków stwierdza, że rząd powinien wprowadzić zakaz przemieszczania się tuż przed Bożym Narodzeniem i w jego trakcie. Natomiast przeszło połowa rodaków jest temu przeciwna. Największy odsetek zwolenników zastosowania obostrzeń występuje w grupie osób, które mają ponad 60 lat. Do tego badani w większości deklarują, że zamierzają spędzić Wigilię i święta w gronie od dwóch do pięciu osób. Ci, którzy mają w rodzinie seniorów, przeważnie zamierzają ich odwiedzić.

Według ogólnopolskiego sondażu opinii społecznej, wykonanego przez UCE RESEARCH i SYNO Poland, 40% Polaków uważa, że rząd powinien wprowadzić zakaz przemieszczania się przed Bożym Narodzeniem i w trakcie świąt. 52% rodaków jest przeciwnych temu rozwiązaniu, a 8% nie ma zdania w tej kwestii.

– Te wyniki na pewno pokazują społeczną niepewność. Z przerażeniem z dnia na dzień obserwujemy utratę wydolności systemu służby zdrowia. Mamy ogromną drugą falę zachorowań na COVID-19, a także setki zgonów. Widać więc, że 40% osób bardzo się boi i uważa, że Boże Narodzenie tylko pogorszy sytuację. A przecież wiemy już też z różnych badań, że spotkania rodzinne są źródłem zwiększonej transmisji wirusa – komentuje dr Paula Pustułka z Instytutu Nauk Społecznych Uniwersytetu SWPS.

Zdaniem Krzysztofa Zycha, głównego analityka UCE RESEARCH, odsetek zwolenników zakazu może być lekkim zaskoczeniem. Polacy z reguły nie są zbyt skorzy do tego, żeby cokolwiek sobie ograniczać, a już tym bardziej rodzinnych spotkań. Ten wynik jest bardzo zbliżony do tego, który wskazuje, że 43% Polaków chce się zaszczepić przeciwko COVID-19. Połączenie tych dwóch faktów może wskazywać na to, że właśnie ta część społeczeństwa patrzy na to nieco szerzej, tj. z perspektywy bezpieczeństwa długofalowego.

– Gdyby respondenci uzasadnili swoje odpowiedzi ws. zakazu, to mielibyśmy jasność sytuacji. Motywy mogą być różne. Są osoby, które twierdzą, że obostrzenia i tak nic nie zmieniają. Inni w ogóle nie wierzą w pandemię. Ale mamy też sporo rodaków w złej kondycji psychicznej lub ekonomicznej. A Boże Narodzenie jest dla Polaków ważnym elementem życia społecznego – dodaje ekspert z SWPS.

Tylko w jednej grupie wiekowej zwolennicy wprowadzenia zakazu mają przewagę nad przeciwnikami tego rozwiązania. Taka sytuacja dotyczy osób mających 60 lub więcej lat. W tym przypadku za obostrzeniami opowiada się 49% ankietowanych. Grono oponentów liczy 41%, a zdania nie ma 10%.

– Ci Polacy z racji wieku i doświadczenia życiowego bardziej stabilnie i rozsądnie podchodzą do wszelkiego rodzaju zagrożeń. Do tego dochodzi lęk, że w wyniku zakażenia mogą ich spotkać dużo cięższe komplikacje niż np. młodsze pokolenie – mówi Krzysztof Zych.

Z badania również wynika, że 59% Polaków zamierza spędzić Wigilię w gronie od 2 do 5 osób, a 29% – od 5 do 10. Natomiast 5% respondentów planuje ten dzień bez towarzystwa i tyle samo ankietowanych jeszcze nie potrafi tego określić. Z kolei 3% badanych spotka się w grupie powyżej 10 osób.

– Od dwóch do pięciu osób to będą pary albo rodziny nuklearne, ewentualnie dzieci ze swoimi rodzicami. To może być jedno lub dwa gospodarstwa domowe, raczej nie więcej. Jeżeli ograniczamy liczbę uczestników Wigilii do małej grupy, to właśnie bronimy się przed potencjalnym rozczarowaniem związanym z ewentualnymi obostrzeniami. Widać, że planujemy święta w wersji minimum i prawdopodobnie takie one w tym roku będą – analizuje dr Pustułka.

Bardzo podobnie wyglądają odpowiedzi na pytanie dot. Bożego Narodzenia. 60% Polaków zamierza świętować je w gronie 2-5 osób, a 27% – od 5 do 10 bliskich. Ponownie po 5% respondentów spędzi święta samodzielnie i jeszcze nie wie, jak będą one wyglądały. Ponadto 3% zamierza spędzić ten czas w grupie powyżej 10 osób.

– To oczywiście wynika z obawy o zakażenie siebie bądź innych, w tym domowników i bliskich. Niemniej uważam, że te deklaracje mogą być jeszcze poważnie zweryfikowane. Polacy tuż przed Bożym Narodzeniem będą mocno obserwować statystki. I dopiero na tej podstawie będą podejmować ostateczne decyzje. Im będzie mniej zachorowań, tym większa będzie chęć odwiedzin bliskich – stwierdza ekspert z UCE RESEARCH.

Sondaż pokazuje też, że 76% ankietowanych ma w rodzinie osobę powyżej 65. roku życia. I ci respondenci odpowiedzieli na pytanie, czy zamierzają ją odwiedzić w Wigilię lub Boże Narodzenie. 64% deklaruje, że to zrobi. 30% nie planuje takich wizyt, a 6% nie ma zdania w tej sprawie.

– W mojej ocenie, to dość zaskakujące, że tyle osób chce odwiedzić seniorów. I co ważniejsze, to również nieodpowiedzialne. Przecież do największej liczby zakażeń dochodzi właśnie w domach. Natomiast uważam, że to w głównej mierze od osób starszych będzie zależało, czy do takich wizyt w ogóle dojdzie – zaznacza Krzysztof Zych.

Natomiast dr Pustułka dodatkowo zwraca uwagę na czynniki demograficzne. Rodziny bardzo się zmniejszają, a część 30-35-latków jeszcze ich nie założyła. Święta zamierzają więc spędzić z najbliższymi. I właśnie ich rodzice mogą mieć powyżej 60 lat. Ekspert podkreśla także, że seniorzy rzadziej korzystają z technologii umożliwiających kontakty z innymi. A święta to czas obcowania z tradycją, bliskością, podtrzymywaniem więzi, więc te osoby mogą dążyć do tradycyjnych spotkań.

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 4-7.12.2020 r. metodą CAWI przez UCE RESEARCH i SYNO Poland na reprezentatywnej próbie 1 001 dorosłych Polaków w wieku 18-80 lat.

Bank Pocztowy wprowadza nowe usługi zdalne dla swoich klientów korzystających z bankowości elektronicznej

Od teraz klienci Banku Pocztowego mogą zamówić hasło do obsługi telefonicznej, czyli Telekonta, za pośrednictwem systemu bankowości internetowej. Wystarczy zalogować się do Pocztowy24, a następnie z menu Ustawienia wybrać opcję Zamów hasło do Telekonta, dzięki któremu automatycznie można sprawdzić stan konta i historię operacji czy zrobić przelew bez konieczności rozmowy z konsultantem. Nowa możliwość ma usprawnić obsługę Klientów w kanałach zdalnych, a także odciążyć infolinię Banku i skrócić czas oczekiwania na połączenie z konsultantem.

Klienci Banku Pocztowego posiadający dostęp do bankowości internetowej Pocztowy24 mogą już wygenerować za jej pośrednictwem hasło do telefonicznej obsługi swojego rachunku. Dzięki usłudze Telekonto, korzystając z technologii IVR, można np. sprawdzić stan konta i historię operacji, zrobić przelew do zaufanego odbiorcy, sprawdzić listę aktywnych lokat, a także zmienić lub odblokować hasło do bankowości internetowej. Dodatkowo, po identyfikacji hasłem i połączeniu się z konsultantem można również m.in. zrealizować przelew na dowolny rachunek, założyć lokatę bądź uzyskać informacje o innych produktach z oferty Banku.

W czasie pandemii wszyscy dążymy do tego, by unikać zbędnych interakcji z innymi. W przypadku korzystania z usług bankowych oznacza to, że zamiast wizyty w oddziale chętniej wybieramy zdalne formy kontaktu – sami zresztą gorąco do tego zachęcamy. Nasza infolinia pracuje na zwiększonych obrotach, jednak stale szukamy możliwości by odciążyć konsultantów i przyspieszyć czas oczekiwania na połączenie. Dodatkowo cały czas pracujemy nad rozwiązaniami umożliwiającymi zdalne korzystanie z naszych usługmówi Jarosław Gawroński, Naczelnik w Departamencie Bankowości Cyfrowej i Usług Płatniczych Banku Pocztowego. – Wśród wszystkich połączeń na infolinię Banku w listopadzie br. 7 procent stanowiły te dotyczące właśnie dostępu do bankowości telefonicznej, stąd też pomysł, aby umożliwić naszym Klientom zamówienie hasła do Telekonta za pośrednictwem systemu Pocztowy24. Nowa funkcjonalność pozwoli na zmniejszenie ruchu na infolinii i usprawni obsługę Klientów w kanałach zdalnych. W przyszłym roku planujemy udostępnić możliwość zamówienia hasła do Telekonta również w bankowości EnveloBank dodaje Jarosław Gawroński.

Aby zamówić hasło do Telekonta za pośrednictwem bankowości internetowej wystarczy zalogować się do systemu Pocztowy24, wejść w menu Ustawienia a następnie wybrać opcję Zamów hasło do Telekonta. Generowanie hasła trzeba potwierdzić kodem SMS lub certyfikatem, co dodatkowo zabezpiecza całą operację.  Po autoryzacji na numer telefonu Klienta zostaje wysłane jednorazowe hasło dostępu do Telekonta, które można zmienić na własne po telefonicznym zalogowaniu się do usługi.

EDPR zabezpiecza 220 MW w tegorocznej aukcji

EDP Renováveis, S.A. (“EDPR”) zabezpiecza na tegorocznej aukcji w Polsce 15-letnie kontrakty na sprzedaż energii z 5 projektów wiatrowych i fotowoltaicznych o łącznej mocy 220 MW, które zostaną oddane do użytkowania w 2022 i 2023 roku.

Wygrana w aukcji wzmacnia obecność EDPR na polskim rynku, gdzie spółka obecnie zarządza portfelem projektów w fazie eksploatacji o łącznej mocy zainstalowanej wynoszącej 476 MW oraz posiada zabezpieczone 558 MW na następne lata.

EDPR zrealizowało już 87% z zaplanowanego i opublikowanego w  dniu 12 marca 2019 roku w dokumencie „Startegy Update” celu, którym było osiągnięcie w latach 2019 –2022 łącznej mocy wynoszącej 7 GW dla projektów wiatrowych oraz fotowoltaicznych. Spółka zamierza nadal rozwijać projekty o wysokiej rentowności na całym świecie.

Niemiecki lockdown może się rykoszetem odbić na polskiej gospodarce

Wydawałoby się, że pandemia koronawirusa w 2021 będzie się z nami powoli żegnać. Jest szczepionka, jest wola krajów by ją zakapować i wdrażać system szczepień. Tymczasem ostatnie dni przyniosły informacje o całkowitym lockdownie w Niemczech i Holandii. Wiąże się to z zamknięciem wszystkich sklepów poza spożywczymi, aptekami, zoologicznymi i targami. Ograniczony będzie tryb pracy wielu firm. Niemal niemożliwe będzie przemieszczanie się między krajami. Co niemiecki lockdown oznacza dla Polski?  – Pogorszy się i tak napięta już sytuacja na polsko-niemieckim pograniczu, bo nie tylko wyjazd do Meklemburgii, ale i Brandenburgii będzie się wiązać z kwarantanną – mówi dr Piotr Wolny, dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Najtrudniejsza sytuacja będzie na pograniczu. Wiceprezes Tarczyński o skutkach niemieckiego lockdownu dla polskiej gospodarki

Gospodarczo Niemcy są gotowe na lockdown. Kanclerz Angela Merkel zapowiedziała przekazanie 11 miliardów Euro na sektory gospodarki, które ucierpią wskutek wyłączenia. Co dla gospodarki w Polsce oznacza niemiecki lockdown? Skutków będzie kilka i będą one raczej negatywne: – Przerwa świąteczna w większości zakładach produkcyjnych powoduje pewne ograniczenie działalności. Niemiecki lockdown daje fabrykom pewną możliwość działania, ale w przepisach mamy wyraźne ograniczenie handlu, zamknięcie szkół i przedszkoli czy ograniczenie w ilości osób przebywających w domu. Argumentacja jest taka, że mocno wzrósł poziom zakażeń w Niemczech, to kwestia konieczności wytrwania w dobrej kondycji służby zdrowia do momentu, kiedy w Niemczech rozpocznie się dystrybucja szczepionek – mówi Wiceprezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Jarosław Tarczyński.

– W pierwszej kolejności odbije się to na handlu, usługach oraz na zleceniach wykonywanych na terenie Polski i Niemiec, ale realizowanych przez firmy z innych krajów. Lockdown w Niemczech będzie więc dość dotkliwie odczuwalny w pierwszym kwartale roku 2021. W regionie przygranicznym życie może być bardzo uśpione. Handel zamarł, turystyka zamarła, niemożliwe będą przyjazdy na zakupy Niemców do Polski i Polaków do Niemiec, a była to dla niektórych pewna tradycja. Niemiecki lodckdown uderza więc rykoszetem w gospodarkę w Polsce, ale trudno jest jeszcze ocenić siłę tego uderzenia – mówi Wiceprezes Tarczyński.

Jeszcze silniejsze uderzenie w przedsiębiorców. Straci turystyka, handel, usługi…

Jak mówi dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie dr Piotr Wolny pandemia wciąż jest w natarciu. Mimo zapowiedzi rychłego wprowadzania szczepionki nie możemy dać się zwieść złudzeniom i nadziei o zwycięstwie nad epidemią.  – Ta decyzja niesie za sobą konsekwencje gospodarcze dla Niemiec, których koszt szacuje się na 3,5 mld euro tygodniowo. Jednak skutki zaostrzenia kursu na froncie walki z korona wirusem w Niemczech będą odczuwalne także dla nas. Już dziś trudna sytuacja na polsko-niemieckim pograniczu, dalej się pogorszy. Do tej pory szczególnie trudno jest na granicy z krajem związkowym Meklemburgia Pomorze Przednie oraz Saksonią. Od 16 grudnia do tego grona dołączy Brandenburgia, która również wprowadzi ograniczenia w małym ruchu granicznym. To bardzo dotkliwie uderza w turystykę, oraz przygraniczne targowiska. Codzienne zakupy, wyjazd po benzynę czy do fryzjera, kosmetyczki przestanie być możliwy. To katastrofa dla wielu przygranicznych handlowców i usługodawców, w tym dla Szczecina, który w okresie przedświątecznym zawsze gościł wielu turystów zakupowych w galeriach, sklepach, punktach usługowych i rozrywkowych oraz świątecznych jarmarkach – mówi dr Piotr Wolny.

Decyzja najprawdopodobniej nie przyniesie skutków dla przygranicznych pracowników, którzy nadal będą mogli przekraczać granicę. Dla przyjezdnych pracowników sektorów tzw. Infrastruktury krytycznej, władze niemieckie oferują także dofinansowanie do zakwaterowania, by nie musieli codziennie przekraczać granicy.

Sukcesja w firmach rodzinnych – pomoc dla przedsiębiorców

Jedna trzecia polskich firm rodzinnych jest na rynku od ponad 20 lat. Oznacza to, że w najbliższym czasie dużą część z nich czeka zmiana pokoleniowa. Przedsiębiorstwa, którym do sprawnego przejścia tego procesu potrzebna jest pomoc prawna, finansowa lub organizacyjna mogą zgłaszać się do programu unijnego koordynowanego przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości. Do tej pory wsparcie w projekcie „Sukcesja w firmach rodzinnych” otrzymało 60 firm, a 50 z nich wdrożyło konkretne rozwiązania. Projekt jest finansowany ze środków europejskich Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój (POWER).

Do programu „Sukcesja w firmach rodzinnych – oferta dla przedsiębiorców” mogą zgłosić się przedsiębiorstwa prowadzone (w oparciu o umowę o pracę) przez co najmniej dwóch członków rodziny. Przynajmniej jeden z nich musi mieć istotny wpływ na zarządzanie przedsiębiorstwem. To również te firmy, w których członkowie rodziny posiadają udziały większościowe. Chodzi o: zstępnych, wstępnych, rodzeństwo, dzieci rodzeństwa, małżonka, partnera, powinowatych, osoby przysposabiające lub przysposobione.

Większość przedsiębiorców, których czeka zmiana pokoleniowa, nie zdaje sobie sprawy z tego jak długotrwały i skomplikowany jest to proces. Sukcesja to przekazanie własności, ale też wiedzy, doświadczenia i wartości. Wymaga rozstrzygnięcia kwestii prawnych i wprowadzenia zmian organizacyjnych. To jedno z najważniejszych wyzwań, przed którymi stają firmy rodzinne. Do tej pory w naszym programie wsparcie otrzymało 60 organizacji, a 50 wdrożyło konkretne rozwiązania w zakresie sukcesji – mówi Urszula Golec, ekspert z Departamentu Rozwoju Kadr w Przedsiębiorstwach PARP.

Pomoc od doświadczonych doradców

Przedsiębiorcy mogą zgłaszać się do czterech operatorów. Są to: DGA S.A. (dolnośląskie, lubuskie, wielkopolskie, zachodniopomorskie), PM Doradztwo Gospodarcze Sp. z o.o. (małopolskie, podkarpackie, świętokrzyskie), Ośrodek Doradztwa i Treningu Kierowniczego (kujawsko-pomorskie, podlaskie, pomorskie, warmińsko-mazurskie) oraz Nova Praxis Sp. z o.o. (łódzkie, opolskie, śląskie).

Firmy z lubelskiego i mazowieckiego powinny skontaktować się z operatorami działającymi na terenie pozostałych makroregionów.

Zasadniczą rolą doradcy w obszarze sukcesji jest podejście zmierzające w pierwszej kolejności do identyfikacji, ograniczenia i oswojenia biznesowych i emocjonalnych zagrożeń oraz minimalizacja wynikających z nich negatywnych konsekwencji. Dopiero w takim środowisku szanse sukcesyjne potrafią nabrać realnych kształtów. A jeśli biznes rodzinny i rodzinę biznesową charakteryzuje pozytywny, sukcesyjny potencjał, to takie podejście radykalnie zwiększy prawdopodobieństwo udanej zmiany pokoleniowej – mówi Andrzej Bocheński z PM Doradztwo Gospodarcze sp. z o.o., jeden z operatorów programu PARP.

Program jest w 90 proc. dofinansowany ze środków Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój (POWER). Wkład własny przedsiębiorcy musi wynieść minimum 10 proc. wartości projektu. Finansowanie można przeznaczyć na wsparcie doradców, którzy zdiagnozują sytuację w firmie i wskażą potencjalne szanse i zagrożenia. Przedsiębiorca może również uzyskać pomoc w zaprojektowaniu sukcesji pod względem prawnym, finansowym i organizacyjnym.

Termin składania wniosków różni się w zależności od regionu.

Milton Essex zadebiutuje na NewConnect 17 grudnia

Milton Essex, polski twórca rozwiązań: SkinSENSE™ do walki z alergią oraz FaceCOV™ – systemu monitorowania miejsc publicznych pod kątem symptomów temperaturowych, już w czwartek 17 grudnia zadebiutuje na rynku NewConnect. Tworzenie przełomowych rozwiązań możliwe jest dzięki ponad 18 milionom złotych pozyskanych z NCBR i publicznej emisji akcji.

– Cieszymy się, że zadebiutujemy jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia. Jest to zakończenie długiego procesu, który zaczęliśmy jeszcze w poprzednim roku. Liczymy na długoterminowy wzrost fundamentalnej wartości spółki, przede wszystkim dzięki tworzonym przez nas systemom FaceCOV™ oraz SkinSENSE™ – komentuje Radosław Solan, wiceprezes zarządu Milton Essex.

Przyszły sukces możliwy będzie dzięki pokaźnemu zapleczu finansowemu oraz kooperacji z renomowanymi partnerami. Milton Essex współpracuje na co dzień z naukowcami Wojskowej Akademii Technicznej oraz Politechniki Warszawskiej, którzy stanowią ważną część zespołu tworzącego system do diagnostyki alergii SkinSENSE™ oraz system monitorowania miejsc publicznych pod kątem symptomów temperaturowych FaceCOV™. Pierwszy z projektów został dofinansowany kwotą 11 100 641 złotych, zaś drugi 6 958 496 złotych. Z kolei z zakończonej pełnym sukcesem emisji akcji serii L, przeprowadzonej w trzecim kwartale bieżącego roku, spółka pozyskała 3 712 500 zł. W akcje zainwestowało 23 inwestorów.

– Z letniej emisji akcji pozyskaliśmy przeszło 3,7 mln zł brutto, które stanowią ważny składnik finansowania rozwoju naszych produktów. Weszliśmy w fazę rejestracyjną naszego flagowego produktu do diagnostyki alergii SkinSENSE™, lecz jednocześnie intensywnie pracujemy nad produktem FaceCOV™, którego powstanie jest znakiem czasu w jakim żyjemy – kontynuuje wiceprezes.

Kluczową innowacją wprowadzoną przez Milton Essex jest szerokie wykorzystanie we wszystkich swoich produktach Sztucznej Inteligencji. Spółka realizuje projekty wspomagające i automatyzujące szybką diagnostykę – głównie w obszarze alergii. Bezkontaktowe skanery w systemie SkinSENSE™ cechują wysoka dokładność i powtarzalność metrologiczna, umożliwiające obiektywizację diagnozy i eliminację błędów w rozpoznaniu reakcji alergicznej. Dodatkowo, we współpracy z naukowcami z Wojskowej Akademii Technicznej, opracowywany jest system FaceCOV™ do monitorowania miejsc publicznych i identyfikacji osób z podwyższoną temperaturą. Specjalnie do tego celu przygotowany skaner szerokospektralny oraz autorski system detekcji pól pomiarowych na twarzy – te trzy elementy w sposób bezkontaktowy, w zaledwie sekundę, będą w stanie zidentyfikować markery gorączkowe, które są symptomem infekcji. Pozwoli to zapobiec rozprzestrzenianiu się choroby w zakładach pracy, urzędach, sklepach oraz innych miejscach, które zaimplementują system FaceCOV™.

  • Wierzymy, że system SkinSENSE™ będzie wyznaczał nowe standardy diagnostyki in vivo. Dzięki zastosowaniu Sztucznej Inteligencji odczyt wyników skórnych testów alergicznych nastąpi automatycznie, w oparciu o algorytmy bazujące na biomarkerach temperaturowych. Docelowo wyręcza to lekarza z oceny naocznej testu, wprowadzając standaryzację i cyfrową prezentację wyników. Ogromne nadzieje wiążemy także z naszym najnowszym projektem. Pandemia wirusa SARS-COV2 podkreśliła konieczność wdrażania rozwiązań zwiększających publiczne bezpieczeństwo epidemiczne. FaceCOV™, po walidacji naukowej, będzie mógł być wprowadzony na szeroką skalę i być wykorzystywany nie tylko w czasie pandemii SARS-COV2, ale także do wykrywania symptomów zakażeń innymi czynnikami, w tym sezonowymi – kończy Radosław Solan, wiceprezes Mliton Essex.

System SkinSENSE™ jest obecnie jedynym i unikalnym rozwiązaniem na rynku diagnostycznym. Do tego, który oferuje system FaceCOV™, istnieje dużo podobnych rozwiązań. Oba systemy cechują jednak rozwiązania metrologiczne oraz certyfikacja medyczna, a to przekłada się na jakość, powtarzalność i wiarygodność, które są sygnaturami tylko rozwiązań profesjonalnych.

Co piąty Polak w ostatnim półroczu zmienił pracę. Pandemia to dobry czas na rozwój kompetencji zawodowych

W listopadzie – jak podaje resort pracy – bezrobocie wyniosło 6,1 proc., czyli pozostaje na tym samym poziomie od czerwca. Chociaż zgodnie z ostatnim badaniem Randstad coraz mniej Polaków obawia się zwolnienia, to czas pandemii większość zatrudnionych traktuje jako okres do przeczekania. Jednak w ostatnich sześciu miesiącach 20 proc. Polaków zmieniło pracę. Zdaniem ekspertów kryzysowy czas może być właśnie szansą nie tylko na znalezienie lepiej płatnej i otwierającej nowe perspektywy rozwoju pracy, lecz także na pogłębienie swojej wiedzy w postaci kursów czy szkoleń, które mocno potaniały. Tym bardziej że sytuacja na rynku pracy może pogorszyć się wraz z ustaniem tarcz antykryzysowych. 

– Pandemia wpłynęła w specyficzny sposób na rynek pracy. Większość firm zamroziła inwestycje, z drugiej strony w listopadzie 2/3 organizacji nadal rekrutowało. Wprawdzie w ostatnich miesiącach na rynek pracy trafiło wiele osób, które zostały zwolnione, ale trzeba mieć na uwadze, że wiele firm wyłączyło zwolnienia bądź indywidualne, bądź grupowe z racji różnego rodzaju tarcz. Po ich zakończeniu osoby w nich zatrudnione trafią na rynek pracy w 2021 roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Gordon, trener biznesu, opiekun Akademii Menedżera, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Bydgoszczy.

Ostatnie dane resortu pracy wskazują na to, że bezrobocie od czerwca nie rośnie – utrzymuje się na stabilnym poziomie 6,1 proc. Więcej optymizmu widać również wśród pracowników. Według Monitora Rynku Pracy firmy Randstad na początku pandemii połowa zatrudnionych obawiała się o swoje miejsce pracy, a teraz co piąty deklaruje umiarkowane obawy, a co dziesiąty – duże. Pracownicy z większą pewnością podchodzą też do perspektyw na znalezienie nowego zatrudnienia. 84 proc. ocenia, że uda im się to w ciągu pół roku, a 62 proc. twierdzi, że nowe zajęcie będzie tak samo dobre co poprzednie. Wprawdzie w ostatnim półroczu 20 proc. pracowników zmieniło pracodawcę, jednak Polacy nie są do tego zbyt skłonni.

Według badań Eurobarometru z 2011 roku statystyczny Polak pracował u jednego pracodawcy średnio niemal 12 lat. Dane Eurostatu z 2017 roku wskazywały, że co roku pracę w Polsce zmienia zaledwie 2 proc. osób. To czwarty najniższy wskaźnik w UE. W czasie pandemii jeszcze bardziej się obniżył, gdyż większość zatrudnionych woli przeczekać trudny czas na obecnym stanowisku.

– Pandemia powinna włączyć większy poziom elastyczności. Niestety naturalnym mechanizmem reagowania na trudną sytuację jest zamrożenie. Ludzie boją się, więc albo ograniczają swoje działanie, albo wchodzą w tzw. kryzys odpowiedzialności. Przez to często tracimy swoją szansę. Warto zauważać szanse, możliwości, warto patrzeć szerzej na trendy i możliwości dywersyfikacji – mówi Tomasz Gordon.

Jak podkreśla, taki kryzysowy czas rodzi szanse na podniesienie swoich umiejętności i sięgnięcie po lepszą pracę. Wiele firm właśnie teraz szuka menedżerów ze specjalistycznymi kompetencjami i jest skłonna dać szansę osobom, które nie obawiają się wyzwań.

– Organizacje rozglądają się, czy być może na rynku pracy jest ktoś bardziej kompetentny. Szukają osób do zasilenia aktualnego składu osobowego albo szczególnie zasobnych menedżerów, specjalistów, którzy mogą im pomóc przejść ten trudny czas – wyjaśnia ekspert WSB w Bydgoszczy. – Czas pandemii na rynku pracy jest czasem dla superbohaterów, dla kandydatów, którzy mają specjalne kompetencje. Warto się rozglądać, inwestować w swoje kompetencje, rozwój, jednocześnie zadbać o swoje CV i naszą reprezentację w świecie wirtualnym, np. na portalu LinkedIn.

Według danych Eurostatu z 2019 roku za 60 minut pracy w Polsce pracodawcy płacą średnio tylko 10,7 euro, podczas gdy w Niemczech jest to 35,6 euro, a w Danii – 44,7 euro. Stawka w naszym kraju jest prawie trzykrotnie niższa niż średnia europejska (27,7 euro). Zdaniem eksperta jedną z przyczyn tego stanu rzeczy może być niechęć do rozwijania swoich umiejętności.

Z danych przytaczanych przez WSB wynika, że w Polsce tylko 5 proc. społeczeństwa inwestuje w swój rozwój po zakończeniu szkoły średniej bądź studiów, podczas gdy średnia europejska wynosi 10 proc., zaś w kraju, który legitymuje się najwyższym stopniem poczucia szczęścia w Europie, czyli w Danii, jest to 20 proc. Teraz proces doszkalania jest dużo łatwiejszy, bo wiele zasobów dostępnych jest online, ale także tańszy. Podnoszenie kompetencji wpływa na skłonność do zmiany miejsca pracy.

– Zamrożenie w aktualnym miejscu pracy bez dążności do wchodzenia na wyższe poziomy wewnątrz organizacji bądź na zewnątrz może spowodować, że będziemy mniej konkurencyjni na rynku pracy – wyjaśnia Tomasz Gordon.

Z jednej strony długoletnie zatrudnienie u jednego pracodawcy, tak powszechne jeszcze w pokoleniu obecnych 70–80-latków, można oceniać jako lojalność, z drugiej jednak wiele osób traktuje je jako „zasiedzenie się” w pracy, wpadnięcie w rutynę, brak motywacji do pogłębiania kompetencji i podejmowania się nowych zadań. W szczególności istotne jest to dla funkcji, które wymagają kreatywności i zaangażowania, tak istotnych w czasach nieprzewidywalnych.

– Przyszłość będzie taka, że będziemy zmieniali zawód cztery do pięciu razy, także z racji długości naszego aktywnego zawodowo życia, a samo miejsce pracy będziemy zmieniali nawet kilkanaście bądź ponad dwadzieścia razy w ciągu życia – mówi opiekun Akademii Menedżera. – Pandemia to doskonały moment na rozwój, ponieważ jego brak może być niebezpieczny dla organizacji i dla pracowników.

W tym roku może paść rekord dostarczanych przesyłek. Rozwiązaniem na przedświąteczny szczyt są punkty odbioru

Odzież, akcesoria, kosmetyki i perfumy, książki, płyty czy filmy – to według Gemiusa kategorie produktów, które Polacy najchętniej kupują w internecie. W grudniu wiele takich zamówień z e-sklepów trafi pod choinkę jako gwiazdkowe prezenty. W czasie przedświątecznej gorączki zakupów wygodnym rozwiązaniem, które pozwala uniknąć stania w kolejkach i wyczekiwania w domu na kuriera, są odbiory i nadania w punktach obsługi paczek. DHL Parcel, który dysponuje największą taką siecią w Polsce, liczącą 10 tys. lokalizacji, nawiązał właśnie współpracę ze Stokrotką. Dzięki temu klienci we wszystkich sklepach Stokrotka Express mogą od teraz odbierać i nadawać paczki również w weekendy.

– Szczyt paczkowy w DHL Parcel to wzrosty wolumenów od 40 do 60 proc., a w najgorętszych okresach obsługujemy nawet 100 proc. więcej paczek. Szykujemy się do tego szczytu już od września, m.in. przygotowując obsadę kurierską, pracowników magazynów i sortowni – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Maciej Dudek, menedżer sieci partnerskiej DHL Parcel.

Przedświąteczny szczyt który rozpoczyna się w Black Friday w końcówce listopada i trwa aż do Bożego Narodzenia to najgorętszy okres w roku zarówno dla sektora dla e-commerce, jak i branży kurierskiej, która dostarcza zamówione w sieci przesyłki. W tym roku cała branża szacuje, że ze względu na pandemię koronawirusa, zamknięcie wielu sklepów stacjonarnych i mniejszą skłonność klientów do tradycyjnych zakupów wzrosty będą jeszcze wyższe, a tegoroczny szczyt może okazać się rekordowy. Dlatego też DHL Parcel szykuje się do niego już od jesieni, m.in. inwestując w infrastrukturę, terminale i rozwijając swoją sieć punktów obsługi paczek.

– Rozwój sieci punktów obsługi paczek to jeden z elementów przygotowań. W tej chwili sieć liczy 10 tys. punktów, co przekłada się na możliwość obsłużenia ok. 100 tys. paczek dziennie. POP-y są otwarte do godziny 21.00 lub dłużej, przez siedem dni w tygodniu. Dzięki temu klienci mogą odbierać paczki wtedy, kiedy jest im wygodnie, a przy okazji np. zrobić zakupy lub zatankować samochód – wymienia Maciej Dudek.

Dostawa do punktu jest jedną z najchętniej wybieranych przez klientów e-sklepów. Tę opcję preferuje 39 proc. Polaków, którzy robią zakupy w sieci wynika z tegorocznego raportu Gemiusa („E-commerce w Polsce 2020”). DHL Parcel dysponuje obecnie największą w Polsce siecią punktów partnerskich, zlokalizowanych m.in. w centrach handlowych, na stacjach benzynowych, dworcach i w sklepach największych sieci handlowych. 9 na 10 klientów ma punkt odbioru paczek DHL w ciągu maksymalnie 10 minut od swojego domu bądź miejsca pracy. Co istotne, ponad 90 proc. z nich jest czynnych do godz. 21.00 lub dłużej, a niemal tyle samo jest otwartych także w weekendy, co daje dużą swobodę w odbiorze paczki.

Z badań DHL wynika, że – choć na odbiór paczki klienci mają tydzień – to prawie 100 proc. z nich zgłasza się po zamówioną przesyłkę w ciągu maksymalnie trzech dni. W większości punktów odbioru paczkę za pobraniem można też wygodnie opłacić do kwoty 1 tys. zł.

– Oczywiście w punktach obsługi paczek DHL Parcel można również nadawać przesyłki. Mogą to być np. zwroty do e-commerce albo wysyłka naszych prywatnych prezentów. Wystarczy w tym celu skorzystać ze strony dhl24.pl/dlaciebie, przygotować etykietę i przynieść taką paczkę do punktu obsługi – wyjaśnia menedżer sieci partnerskiej DHL Parcel.

Czerwcowe badanie Gemiusa pokazuje, że w ciągu ostatniego roku najpopularniejszymi artykułami kupowanymi w internecie były odzież, dodatki, akcesoria, obuwie, kosmetyki i perfumy, książki, płyty, filmy oraz bilety do kina lub teatru. W grudniu wiele takich zamówień z e-sklepów trafi pod choinkę jako gwiazdkowe prezenty. Operator logistyczny wskazuje, że w czasie przedświątecznej gorączki zakupów odbiory i nadania paczek w POP-ach są wygodnym rozwiązaniem, które pozwala uniknąć stania w kolejkach i wyczekiwania w domu na kuriera. Co istotne, DHL mocno zainwestował w tym roku w rozwój swojej sieci POP-ów.

– Po pierwsze, uruchomiliśmy 2 tys. nowych lokalizacji, zwiększając zasięg w małych miejscowościach, ale także zwiększając gęstość punktów w dużych miastach. Rozszerzyliśmy też liczbę punktów z usługą płatności za pobraniem przy odbiorze paczki o 650 sklepów sieci Inmedio. Tym samym usługa jest już dostępna w ponad 7,5 tys. punktów. Odnotowaliśmy też wyższe wyniki zadowolenia odbiorców, które sięgnęły 74 punkty w badaniu NPS – wylicza Maciej Dudek.

Liczba paczek nadanych i odebranych za pośrednictwem sieci POP-ów DHL Parcel w tym roku zwiększyła się już o 30 proc. Z badań satysfakcji operatora wynika, że ¾ klientów jest zadowolonych z tej opcji dostawy.

– Nasze badania pokazują też, że ponad 83 proc. klientów poleciłoby tę usługę znajomym lub rodzinie, dlatego opieramy dalszy rozwój sieci na sprawdzonych, rozpoznawalnych partnerach. Nawiązaliśmy właśnie współpracę z siecią Stokrotka Express, która umożliwi nam zagęszczenie lokalizacji w dużych miastach – wskazuje menedżer sieci partnerskiej DHL Parcel.

W tym roku operator logistyczny rozwijał swoją sieć POP-ów głównie poprzez marki grupy Eurocash, czyli sklepy Lewiatan, Groszek i ABC. Jeszcze przed końcem grudnia uruchomione zostaną też pierwsze punkty odbioru paczek w sklepach sieci Top Market. Nowym partnerem DHL Parcel została również Stokrotka – druga największa w Polsce (po Żabce) sieć handlowa pod względem liczby punktów franczyzowych.

– Sieć Stokrotka to ponad 600 lokalizacji w różnych formatach. W tym roku uruchamiamy pilotażowo 50 punktów w sieci Stokrotka Express, a dalszy rozwój planowany jest na przyszły rok – mówi Maciej Dudek.

Stokrotka Express to najmniejszy w tej sieci format 49 sklepów osiedlowych, które oferują pełny asortyment – od produktów spożywczych po chemię gospodarczą. Wprowadzenie możliwości odbioru paczek wpisuje się w generalny na polskim rynku trend, jakim jest rozszerzanie zakresu usług w sklepach convenience. Klienci we wszystkich Stokrotkach Express mogą od teraz odbierać i nadawać paczki za pośrednictwem DHL, również w weekendy.

Operator zapowiada, że nowo nawiązane partnerstwo ze Stokrotką nie kończy dynamicznego rozwoju sieci POP-ów. W przyszłym roku zamierza rozwijać ją także w mniejszych miastach i miejscowościach.

– W 2021 roku planujemy uruchomić kolejnych kilka tysięcy punktów. Kluczowe dla nas będzie też zwiększanie liczby punktów z usługą płatności za pobraniem przy odbiorze, którą planujemy uruchamiać w punktach Eurocash oraz w punktach Stokrotka Express – zapowiada menedżer sieci partnerskiej DHL Parcel.

Piotr Naimski: Będziemy wychodzili z węgla. Powinniśmy jak najszybciej podjąć ostateczną decyzję o budowie nuklearnej części naszej energetyki

– Ten trudny dla gospodarki rok uświadomił nam konieczność przyspieszenia transformacji energetycznej w Polsce – mówi Piotr Naimski, pełnomocnik rządu do spraw strategicznej infrastruktury energetycznej. Temu mają służyć takie inicjatywy jak przyjęcie przez rząd ustawy offshore’owej, która jest procedowana w Sejmie, oraz aktualizacja programu budowy elektrowni nuklearnej w Polsce. Dopóki nie powstaną pierwsze bloki jądrowe, to gaz będzie paliwem stabilizującym działanie odnawialnych źródeł i zastępującym wygaszane moce węglowe.

– Zapotrzebowanie na energię w mijającym roku, pomimo epidemii, nie spadło drastycznie. To oznacza, że polska gospodarka odczuwa, ale nie dramatycznie, epidemiczny kryzys. Z drugiej strony cały sektor energetyki uświadomił sobie konieczność wejścia już w okres transformacyjny. Temu służą rozmowy prowadzone przez Ministerstwo Aktywów Państwowych i związki zawodowe na Śląsku. Szukamy najbardziej racjonalnej, kompromisowej drogi, która pozwoli tę transformację zrealizować – mówi agencji Newseria Biznes Piotr Naimski, sekretarz stanu. – Będziemy wychodzili z węgla i ta decyzja jest już podjęta.

Według zaktualizowanego projektu „Polityki energetycznej Polski do 2040 roku”, którą Ministerstwo Klimatu przedstawiło na początku września, do końca obecnej dekady udział węgla w wytwarzaniu energii elektrycznej w Polsce ma spaść poniżej 56 proc.

– Chodzi o to, żeby zrobić to w sposób racjonalny. Jednostki węglowe, wykorzystujące węgiel kamienny czy brunatny, będą musiały być likwidowane i zastępowane innymi źródłami pracującymi stabilnie. Te stabilne źródła to mogą być elektrownie gazowe albo nuklearne. Gazowe możemy zbudować szybciej, w tej chwili budujemy dwa bloki na Dolnej Odrze. Będą one zabezpieczeniem równoważącym te źródła, które chcemy budować na Bałtyku – wyjaśnia , pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej.

Rząd zakłada, że stopniowe odchodzenie od węgla będzie równoważone m.in. istotnym wzrostem mocy zainstalowanych w fotowoltaice (ok. 5–7 GW w 2030 roku i 10–16 GW w 2040 roku) oraz energią płynącą z farm wiatrowych na Bałtyku. Prąd z pierwszych farm morskich ma popłynąć około 2025 roku. Zgodnie z założeniami moc zainstalowana w wiatrakach na Bałtyku ma osiągnąć 5,9 GW do końca obecnej dekady i ok. 8–11 GW w 2040 roku. Ustawa offshore’owa, która wprowadza istotne ułatwienia dla tych inwestycji, jest na etapie prac sejmowych.

– Jeżeli chcemy budować elektrownie na morzu, to one muszą mieć zabezpieczenie w postaci pracujących stabilnie elektrowni, które są niezależne od wiatru i pogody. To jest w pierwszej kolejności gaz i przewidywalna w długim czasie trajektoria odchodzenia od energetyki węglowej. To daje nam czas i 12 lat na wprowadzanie energetyki nuklearnej – mówi Piotr Naimski.

Jak podkreśla, wiążące decyzje dotyczące budowy pierwszej w Polsce elektrowni atomowej należy przyspieszyć, jeżeli – zgodnie z planem – inwestycja ma ruszyć w 2026 roku.

– Powinniśmy jak najszybciej podjąć ostateczną decyzję o budowie tej nuklearnej części naszej energetyki, jeżeli przewidujemy, że pierwszy reaktor będziemy uruchamiali w 2033 roku, a kolejne aż do 2043 roku. To wpisuje się w transformację całej polskiej energetyki przewidzianą na lata 2040–2060 – mówi pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej.

Zgodnie z przyjętym w październiku przez rząd programem polskiej energetyki jądrowej (PPEJ) do 2043 roku w Polsce mają działać już dwie elektrownie atomowe, w każdej z nich zaplanowano po trzy bloki o łącznej mocy od 6 do 9 GW. W latach 2040–2045 około 1/5 krajowej produkcji energii ma już pochodzić z atomu.

Inwestycja powstanie w Lubiatowie–Kopalinie lub Żarnowcu (lokalizacjach wskazanych już we wcześniejszym PPEJ z 2014 roku), ale pod uwagę brane są również Bełchatów i Pątnów. Uruchomienie pierwszego bloku przewidziano na 2033 rok, kolejne będą oddawane w latach 2035 i 2037. Kolejna taka inwestycja ma wystartować w 2032 roku, a trzy reaktory drugiej elektrowni mają być po kolei uruchamiane w latach 2039–2043. Rządowy plan zakłada, że Skarb Państwa wykupi 100 proc. udziałów w powołanej do tego celu spółce PGE EJ 1, a po wyłonieniu inwestora strategicznego zachowa w niej 51 proc.

W ocenie rządu bez włączenia atomu do miksu energetycznego Polska nie zdoła wypełnić swoich zobowiązań wobec UE i dojść do neutralności klimatycznej, a energetyka jądrowa przełoży się na radykalne obniżenie emisji CO2 w sektorze elektroenergetycznym.

Brytyjczycy mieszkający w Polsce powinni wystąpić o nowe dokumenty pobytowe. Dotąd swój pobyt w Polsce zarejestrowało ponad 6 tys. obywateli Wielkiej Brytanii

Obywatele Wielkiej Brytanii oraz członkowie ich rodzin mieszkający w Polsce powinni po 1 stycznia 2021 roku złożyć wnioski o wydanie nowych dokumentów pobytowych. Procedura ma charakter deklaratoryjny, tzn. nie jest  obowiązkowa, ale Urząd do Spraw Cudzoziemców rekomenduje, aby Brytyjczycy jak najszybciej uzyskali stosowne dokumenty. – Będą one potwierdzały w sposób bezpośredni wszelkie prawa wynikające z umowy o wystąpieniu dla obywateli Wielkiej Brytanii – wyjaśnia Jakub Dudziak, rzecznik prasowy Urzędu do Spraw Cudzoziemców.

Wielka Brytania opuściła Unię Europejską 31 stycznia 2020 roku na podstawie umowy o wystąpieniu, która określiła m.in. okres przejściowy, podczas którego prawa pobytowe jej obywateli w Polsce się nie zmieniały. Okres przejściowy kończy się 31 grudnia, ale od 1 stycznia 2021 roku obywatele Wielkiej Brytanii i członkowie ich rodzin będą dalej posiadać prawo pobytu w Polsce co do zasady na dotychczasowych warunkach, ale z dwoma zastrzeżeniami. Po pierwsze, jeśli korzystali z prawa pobytu w Polsce zgodnie z prawem UE przed zakończeniem okresu przejściowego (dotyczy to także obywateli Zjednoczonego Królestwa, którzy wjechali do Polski po dacie brexitu, a przed upływem okresu przejściowego), po drugie, jeśli w dalszym ciągu mieszkają w Polsce.

– Obowiązki obywateli Wielkiej Brytanii obecnie przebywających w Polsce nie zmienią się do końca tego roku. Natomiast należy pamiętać, że osoby, które przebywają w Polsce powyżej trzech miesięcy, powinny swój pobyt zarejestrować w urzędzie wojewódzkim właściwym ze względu na miejsce swojego pobytu – informuje Jakub Dudziak.

Osoby, które posiadały prawo pobytu w Polsce w tym roku i będą przebywały w niej dalej, a więc w 2021 roku, co do zasady będą miały takie prawo i będą beneficjentami umowy o wystąpieniu.

– W praktyce oznacza to, że będą mogły, po pierwsze, ubiegać się o wydanie nowego dokumentu pobytowego z adnotacją, że są beneficjentami umowy o wystąpieniu. Dotyczy to osób, które już zarejestrowały swój pobyt lub zrobią to do końca tego roku. A jeżeli obywatel Wielkiej Brytanii takiego pobytu nie zarejestrował, może to zrobić w przyszłym roku i uzyskać od razu nowy dokument pobytowy przewidziany umową o wystąpieniu – tłumaczy rzecznik prasowy Urzędu do Spraw Cudzoziemców.

Z przyczyn praktycznych każdy obywatel Wielkiej Brytanii lub członek jego rodziny, który przebywa obecnie w Polsce powyżej trzech miesięcy, powinien zarejestrować swój pobyt w urzędzie wojewódzkim. Obecnie zrobiło to nieco ponad 6 tys. Brytyjczyków. Po 1 stycznia 2021 roku obywatel Wielkiej Brytanii, który zarejestrował swój pobyt i posiada dokument potwierdzający taką rejestrację, powinien (najdalej przed końcem 2021 roku) zgłosić się również do urzędu wojewódzkiego o wydanie nowego dokumentu określonego w umowie o wystąpieniu.

– Natomiast, jeżeli obywatel Wielkiej Brytanii nie zarejestrował swojego pobytu, a przebywa powyżej trzech miesięcy i będzie swój pobyt kontynuował również w 2021 roku, powinien jak najszybciej zgłosić się do urzędu wojewódzkiego po 1 stycznia 2021 roku, aby uzyskać dokument dla obywatela Wielkiej Brytanii, który jest beneficjentem umowy o wystąpieniu. Będzie to istotne, ponieważ ten dokument będzie znacząco ułatwiał Brytyjczykom czy członkom ich rodzin pobyt w Polsce oraz podróżowanie. Będzie on wprost potwierdzał, że są to osoby będące beneficjentami umowy o wystąpieniu i posiadają wszystkie prawa w niej określone – podkreśla Jakub Dudziak.

Przy składaniu wniosku jest wymagana obecność małoletniego obywatela Wielkiej Brytanii lub członka jego rodziny, który do dnia złożenia wniosku ukończy szósty rok życia. Będą także pobierane odciski linii papilarnych. W szczególnie uzasadnionych przypadkach, w tym ze względu na stan zdrowia, osobiste stawiennictwo nie będzie konieczne.

W 2025 roku ruszy pierwsza misja czyszczenia okołoziemskiej orbity ze śmieci. Szacuje się, że w kosmosie krąży nawet 750 mln odpadów

Nawet gdyby wszystkie starty kosmiczne zostały wstrzymane, ogólna liczba kosmicznych śmieci dryfujących po orbicie wciąż będzie rosnąć. Kolejne zderzenia między przedmiotami generują nowe zanieczyszczenia. Europejska Agencja Kosmiczna ocenia, że na orbicie okołoziemskiej krąży ok. 20 tys. śmieci o łącznej masie ponad 8 tys. ton. Łącznie z małymi fragmentami jest ich ponad 750 mln. Konieczne jest ich usuwanie. Dlatego też ESA podpisała właśnie kontrakt na zakup pierwszego usunięcia z orbity kosmicznych śmieci. W 2025 roku ruszy misja ClearSpace-1.

Odkąd ruszyły wyprawy w kosmos, przestrzeń stopniowo zapełniała się śmieciami – pozostałościami starych statków kosmicznych, wyrzuconych części wyposażenia, częściami rakiet startowych czy mikrofragmentami szkła i metalu.

– Wszystkie obiekty orbitalne, które do tej pory zostały przechwycone, były współpracującymi, w pełni kontrolowanymi obiektami docelowymi – wskazuje Jan Wörner, dyrektor generalny ESA. – W przypadku kosmicznych śmieci taka kontrola z definicji nie jest możliwa. Zamiast tego obiekty dryfują, często spadając losowo na ziemię.

Europejska Agencja Kosmiczna ocenia, że po orbicie okołoziemskiej krąży ok. 20 tys. śmieci o masie ponad 8 tys. ton. Jeśli wziąć pod uwagę ledwo widoczne mikrośmieci, może ich być ponad 750 mln. Każde zderzenie z nawet 10-centymetrowym obiektem może mieć katastrofalne skutki – pociągałoby za sobą fragmentację typowego satelity, a 1-centymetrowy obiekt mógłby unieruchomić statek kosmiczny. Nawet 1-milimetrowy obiekt mógłby zniszczyć podsystemy na pokładzie statku kosmicznego.

– Schwytanie i pozbycie się niewspółpracującego obiektu kosmicznego stanowi niezwykle trudne wyzwanie. Jednak z uwagi na to, że ogólna liczba satelitów ma szybko rosnąć w nadchodzącej dekadzie, regularne czyszczenie nieba z kosmicznych śmieci staje się niezbędne w celu kontrolowania ich poziomu i zapobiegania strumieniom kolizji, które mogą znacznie pogorszyć problem ze śmieciami – tłumaczy Jan Wörner.

ESA tłumaczy, że wyprawy kosmiczne przy takiej liczbie śmieci krążących po orbicie byłyby jak żeglowanie po morzu, na którego powierzchni wciąż dryfowałyby wszystkie statki, które zatonęły. Dlatego też usuwanie śmieci z kosmosu jest koniecznością. ESA bada różne metody poradzenia sobie z tym problemem. Harpuny czy żagle kosmiczne mogłyby pomóc przy mniejszych odpadach, przy tych nieco większych – manipulatory kosmiczne. Na początku grudnia ESA podpisała kontrakt o wartości 86 mln euro z zespołem kierowanym przez szwajcarski start-up ClearSpace na zakup pierwszego „sprzątania” orbity.

– Przy prędkościach orbitalnych nawet śruba może uderzyć z siłą wybuchową, której projektanci misji nie są w stanie zapobiec. Zamiast tego należy zarządzać zagrożeniem poprzez aktywne usuwanie elementów kosmicznych świeci – wskazuje Luc Piguet, założyciel i dyrektor generalny ClearSpace.  – Nasz projekt „lawety” oczyści ze śmieci kluczowe orbity, które w przeciwnym razie mogłyby stać się bezużyteczne dla przyszłych misji.

Misja ClearSpace-1 ma się koncentrować na module dodatkowym Vespa (Vega Secondary Payload Adapter), pozostawionym na orbicie o wysokości ok. 801 km – 664 km po drugim wystrzeleniu europejskiej rakiety Vega w 2013 roku. Vespa ma masę 112 kg i rozmiar małego satelity. Sprzątający satelita zostanie wyniesiony w 2025 roku najpierw na wysokość 500 km. Następnie wzniesie się na docelową orbitę, chwyci Vespę i razem wejdą w atmosferę, aby w niej spłonąć.

Jeśli misja się powiedzie, takie satelity „lawety” będą pojawiać się częściej. Co istotne, użyte technologie będą mogły znaleźć zastosowanie także przy samych satelitach, a nie tylko przy usuwaniu kosmicznych odpadów.

– Zastosowane przy czyszczeniu orbit z kosmicznych śmieci technologie umożliwią również tankowanie i serwisowanie satelitów na orbicie, wydłużając ich żywotność. Ostatecznie przewidujemy, że ten trend rozszerzy się także na prowadzony bezpośrednio na orbicie montaż, produkcję i recykling – wskazuje Luisa Innocenti, szef biura ds. czystej przestrzeni kosmicznej w ESA.

Polska Policja sięga po podpis biometryczny. W przyszłości kryminalne zagadki będzie rozwiązywać sztuczna inteligencja

Odciski palców, rozpoznawanie twarzy, geometria dłoni, rozpoznawanie tęczówki, identyfikacja siatkówki, rozpoznawanie głosu czy dynamika naciśnięć klawiszy – podpis biometryczny coraz częściej zastępuje ten tradycyjny. Jest niemal niemożliwy do sfałszowania, zwiększa więc bezpieczeństwo. Może służyć do weryfikacji i identyfikacji. Takie rozwiązania stosują coraz częściej firmy, lecz także polskie instytucje, m.in. Ministerstwo Zdrowia, a od niedawna także polska Policja. Podpis elektroniczny może być wykorzystywany nie tylko w biznesie, lecz również w badaniach mogących rozwiązać wiele spraw natury kryminalnej. W przyszłości jego skuteczność zwiększy zastosowanie sztucznej inteligencji.

– Pandemia wymusiła przyspieszoną cyfryzację w polskiej Policji. Jest to spowodowane odchodzeniem od dokumentacji papierowej na rzecz dokumentacji elektronicznej. Policja coraz częściej musi się specjalizować w nowoczesnych formach, chociażby zawierania podpisu na tabletach – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Piotr Wietrzycki, dyrektor sprzedaży w Infinite.

Pandemia COVID-19 zmusza rządy do wprowadzenia ścisłych wymogów dotyczących kwarantanny. Sprawiła jednak, że coraz więcej instytucji dostrzegło potrzebę wprowadzenia podpisów cyfrowych. Pozwalają one na potwierdzenie tożsamości danej osoby na podstawie danych biometrycznych – odcisków palca, rozpoznawania twarzy, tęczówki czy choćby dynamiki naciśnięć klawiszy.

Posługiwanie się elektronicznym podpisem dostrzegły firmy, dla których może to być element modernizacji, ale też krajowe instytucje. Od niedawna z takiej możliwości korzysta Policja Polska. E-podpisywanie polskiej firmy Infinite to system, który umożliwia elektroniczne podpisywanie dowolnych dokumentów, może też pomóc w kryminalistyce.

– Polska Policja zaczęła wykorzystywać najnowszą technologię – składanie podpisu na tablecie. To podpis biometryczny, opatrzony pewnymi niepowtarzalnymi cechami. Zbiera takie cechy jak prędkość pisania w czasie, siłę nacisku w czasie oraz odległość piórka od tabletu w czasie. Nie ma dwóch identycznych podpisów, natomiast biegły jest w stanie na podstawie zebranych danych wskazać, kto konkretnie złożył podpis na tablecie – tłumaczy Piotr Wietrzycki.

Podpis składany jest za pośrednictwem platformy WWW lub urządzenia z warstwą biometryczną – czyli na tablecie, gdzie długopis zastępuje rysik. Taki podpis składa się z punktów zapisywanych w milisekundach. Każdemu punktowi przyporządkowany jest czas, w którym został zapisany, nacisk oraz współrzędne, które umożliwiają ich weryfikację. Podrobienie takiego podpisu jest praktycznie niemożliwe – nawet jeśli ktoś będzie potrafił dokładnie skopiować samo nakreślenie podpisu, to nacisk na tablet, odległość rysika od tabletu są indywidualne.

– Podpis biometryczny można złożyć na odpowiednim urządzeniu, które musi zbierać takie cechy jak siła nacisku, ponieważ składa się on z pewnych cech, jak prędkość pisania w czasie, siła nacisku w czasie oraz odległość piórka od tabletu w czasie. Stąd też nie może być to zwykłe urządzenie – mówi dyrektor sprzedaży w Infinite.

Podpisy biometryczne są coraz częściej stosowane. Różni je poziom bezpieczeństwa. Zdarzały się już np. sytuacje, kiedy w systemie weryfikacji głosowej haker był w stanie przechwycić i nagrać dane zawierające głos użytkownika. Później mógł uzyskać dostęp do tego samego systemu i odtworzyć zarejestrowane wcześniej dane. Jeśli z kolei system biometryczny opiera się na rozpoznawaniu twarzy, haker może oszukać taki system, trzymając przed aparatem zdjęcie użytkownika naturalnej wielkości. Połączenie kilku danych biometrycznych czy behawioralnych (np. dynamika podpisu, siła nacisku na tablet) daje niemal 100-proc. gwarancję.

Kolejnym krokiem w badaniu rękopisów jest sztuczna inteligencja. Stosowane w przyszłości narzędzia wspierane przez SI będą jeszcze bardziej precyzyjne i pozwolą kryminalistykom w stopniu kategorycznym opiniować napływające zlecenia. Technologia może być używana także do rozpoznawania dźwięków użycia broni palnej, analizowania scen zbrodni w poszukiwaniu wzorów i przy tworzeniu profilu podejrzanego, by potem za pomocą algorytmów porównać go z profilami przestępców z bazy danych. SI coraz lepiej radzi sobie także z rekonstrukcjami twarzy na podstawie niepełnych danych. Zespół naukowców z Chińskiej Akademii Nauk stworzył algorytm, który dzięki sieciom neuronowym może odtworzyć wizerunek np. podejrzanego z prostego rysunku.

Brexitowe nagłówki szarpią kursem funta

Kolejny wyznaczony deadline na osiągnięcie porozumienia Wielkiej Brytanii z UE minął, negocjacje jednak trwają. W najbliższych dniach oczekujemy dalszych wieści na ten temat, a także ważnych danych makro ze strefy euro.

W tym tygodniu kluczową kwestią w kontekście ryzyka rynkowego pozostaną negocjacje brexitowe. Grudniowe posiedzenie Rezerwy Federalnej, którego wynik poznamy w środę, będzie również istotne dla rynku, chociaż w jego kontekście nie oczekuje się zmian w polityce monetarnej. W tym tygodniu czeka nas też dość dużo ważnych publikacji ze strefy euro, w tym grudniowe odczyty PMI, które poznamy w środę, i dane o inflacji, które zostaną opublikowane w czwartek.

PLN

Polski złoty zakończył miniony tydzień umocnieniem. Wpisywało się ono w zachowanie walut regionu. Ostatni tydzień nie przyniósł specjalnie istotnych wieści z Polski. Pozytywną informacją było to, że Polska i Węgry ostatecznie porzuciły wetowanie unijnego budżetu, odblokowując też fundusz odbudowy. Rynek jednak nie spodziewał się innego scenariusza, stąd też trudno z tym wiązać umocnienie polskiej waluty. Ten tydzień przyniesie sporo danych z Polski, które pozwolą wstępnie ocenić kondycję gospodarki w połowie ostatniego kwartału tego roku. Szczególną uwagę warto zwrócić na piątkowe dane o produkcji przemysłowej, jednak nie powinny one mieć istotnego znaczenia dla kursu walutowego w krótkim terminie.

EUR

Losy porozumienia brexitowego nadal się ważą, państwom członkowskim jednak udało się przyjąć budżet i otworzyć drogę funduszowi odbudowy UE. Przezwyciężyły one wcześniejszą opozycję ze strony Polski i Węgier dotyczącą powiązania finansów z praworządnością. Grudniowe posiedzenie EBC dla rynku walutowego okazało się mniej istotne, niż można było zakładać. Choć rozszerzenie pandemicznego programu skupu aktywów i operacji pomocowych dla banków było oczekiwane, tak jednak naszym zdaniem komentarze Lagarde wyrażające obawy o siłę euro i wpływ tejże siły na inflację były ważniejsze, niż uznały rynki.

Bieżący tydzień będzie istotny. Przed nami bowiem zarówno publikacja wstępnych odczytów PMI, jak i inflacji w grudniu. W krótkim terminie kurs euro w relacji do głównych walut może reagować na rozczarowanie w kontekście któregokolwiek z tych odczytów, zwłaszcza biorąc pod uwagę skalę ostatnich wzrostów i pozycjonowanie rynku, który mocno wierzy w euro.

USD

Wygląda na to, że dolar amerykański stabilizuje się po półrocznym okresie deprecjacji w relacji do kluczowych walut. Paradoksalnie nadchodzi to w momencie, w którym napływające dane z gospodarki USA okazują się gorsze – w minionym tygodniu rozczarowały cotygodniowe dane o liczbie nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych.

Obecnie kierujemy wzrok na ostatnie w tym roku posiedzenie Rezerwy Federalnej. Inwestorzy nie przewidują zmian w polityce monetarnej, a ich uwaga skupi się raczej na projekcjach ekonomicznych FOMC, oczekiwaniach dotyczących polityki pieniężnej podsumowanych w „dot plocie” i tonie komunikacji prezesa Powella podczas konferencji prasowej po posiedzeniu.

Mniej przewidywalny jest za to wynik rozmów pomiędzy Demokratami i Republikanami na temat nowego pakietu fiskalnego. Ciągle jednak oczekujemy, że stronom uda się osiągnąć porozumienie w tym kontekście, szczególnie biorąc pod uwagę sygnały o pewnej słabości amerykańskiej gospodarki wyłaniające się z danych w ostatnich kilku tygodniach.

GBP

Negatywne nagłówki z negocjacji między Wielką Brytanią a Unią Europejską w minionym tygodniu szkodziły brytyjskiej walucie. W weekend Boris Johnson i Ursula von der Leyen zgodzili się na wydłużenie niedzielnego deadline’u. Pojawiły się doniesienia, że porozumienie jest bliskie, jednak po tych informacjach funt odrobił zaledwie część strat z poprzedniego tygodnia.

Różnice dotyczą kluczowej kwestii równych szans (level playing field). W uproszczeniu chodzi o to, żeby Wielka Brytania nie pogorszyła swoich standardów dotyczących środowiska i praw pracowniczych, żeby móc lepiej konkurować z UE. Jeśli dojdzie do zgody, sądzimy, że druga z istotnych kwestii spornych, dotycząca praw połowowych, nie powinna doprowadzić do załamania negocjacji. Stąd spodziewamy się, że porozumienie zostanie niedługo osiągnięte, a handel brytyjską walutą przed końcem roku będzie się charakteryzować optymizmem.

CHF

Frank szwajcarski był jedną z lepiej radzących sobie walut G10 w zeszłym tygodniu. Para EUR/CHF zakończyła tydzień poniżej kluczowego poziomu 1,08. Frank nadal radzi sobie lepiej niż inne waluty safe haven. Jego zmienność jednak pozostaje niska, nie obserwujemy bowiem nagłych zmian sentymentu.

Ostatnimi czasy nie docierało do nas zbyt wiele wieści ze Szwajcarii, niemniej w tym tygodniu kraj skupi na sobie większą uwagę, a to za sprawą czwartkowego posiedzenia Szwajcarskiego Banku Narodowego. Stopy procentowe z pewnością pozostaną niezmienione. Spodziewamy się, że SNB podkreśli, że kluczowym narzędziem polityki monetarnej pozostają interwencje na rynku walutowym. Sama potrzeba tego typu działań jednak zdaje się być obecnie ograniczona, biorąc pod uwagę ostatnie zmiany na rynku FX. Dodatkowo zwrócimy uwagę, czy zaktualizowana warunkowa projekcja inflacji pokaże istotne zmiany w relacji do wrześniowej. Niemniej w przewidywalnej przyszłości wzrost stóp procentowych w Szwajcarii wydaje się zupełnie nieprawdopodobny.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Czy Twoja firma jest skalowalna?

Skalowalność to słowo, które cały czas po polsku brzmi dziwnie. Powoli jednak powinniśmy się zacząć do niego przyzwyczajać, ponieważ nie ma innego terminu, którym można opisać niezwykle ważną cechę, jaką powinny posiadać prawie wszystkie nowoczesne przedsiębiorstwa.

Czym jest skalowalność

Skalowalność przedsiębiorstwa należy rozumieć jako możliwość łatwego zwiększenia skali działania. W przypadku tradycyjnego przedsiębiorstwa, takiego jak na przykład fabryka samochodów, zwiększenie produkcji nie jest łatwe. Może wymagać wybudowania nowych budynków, zakupu maszyn, zatrudnienia i przeszkolenia pracowników, czy renegocjacji kontraktów z dostawcami i odbiorcami. Taki proces wymaga czasu i znacznej ilości kapitału.

Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w przypadku przedsiębiorstwa oferującego na przykład płatny dostęp do eksperckich raportów lub webinariów. Skokowy wzrost sprzedaży w najgorszym wypadku może doprowadzić do tego, że trzeba będzie co miesiąc wydać niewielką kwotę na bardziej wydajny serwer. Również ekspansja geograficzna jest bardzo łatwa, gdyż nie trzeba dostarczać klientom żadnych fizycznych produktów, brać pod uwagę kosztów transportu czy ceł. Bez problemu można rozwijać sprzedaż na całym świecie.

Jakie są konsekwencje skalowalności

W sensie ekonomicznym skalowalność oznacza możliwość zwiększenia sprzedaży dzięki pozyskaniu kapitału. Z punktu widzenia przedsiębiorcy, który chce pozyskać środki na działalność, kluczowe jest zrozumienie, że ta zależność działa w dwie strony. Pozyskanie kapitału umożliwia rozwój, ale jednocześnie skalowalność w znacznym stopniu umożliwia pozyskanie kapitału.

Jeżeli można udowodnić, że dany projekt jest rentowny działając w niewielkiej skali oraz że jego model biznesowy jest skalowalny, potencjalny inwestor nie ma żadnego powodu, aby w niego nie zainwestować. Przy właściwym wykorzystaniu, zainwestowane środki muszą doprowadzić do zwiększenia dochodów.

Inwestorzy biorą pod uwagę jeszcze jeden bardzo istotny czynnik – ryzyko. Skalowalność, rozumiana jako powiązanie kapitału z wielkością sprzedaży, ułatwia jego szacowanie. Dzięki temu dynamiczny wzrost biznesu staje się procesem bardziej przewidywalnym.

Kluczowe narzędzia wzrostu

Właściwe wykorzystanie pozyskanego kapitału wymaga zastosowania odpowiednich narzędzi. Zatrudnienie nowych pracowników powinno zwiększać możliwości przedsiębiorstwa w zakresie tworzenia rentownych produktów, inwestycje w technologie powinny prowadzić do automatyzacji kluczowych procesów i zwiększenia efektywności działania, a efektem wydatków na marketing powinien być bezpośredni wzrost sprzedaży. Należy również pamiętać o tym, że nie można być specjalistą od wszystkiego. Szczególnie małe i średnie przedsiębiorstwa powinny rozważyć outsourcing niektórych ważnych procesów i koncentrację na najważniejszych obszarach działalności.

Skalowalność nie powstaje sama z siebie. Powinna być efektem świadomych decyzji podjętych przez założycieli przedsiębiorstwa już na etapie projektowania jego struktury. Należy pamiętać o tym, że możliwość łatwej i szybkiej ekspansji przedsiębiorstwa jest dziś kluczowym kryterium, jakie biorą pod uwagę profesjonalni inwestorzy.

Autor: Bartosz Tomczyk, przewodniczący Rady Nadzorczej w polskim fintech’u Provema

Skazany na upadek? Przedsiębiorca „około targowy” z Rzeszowa do podkarpackich parlamentarzystów

O umorzenie całości otrzymanych kwot pomocy z PFR dla firm, a także otrzymanie rekompensaty w wysokości połowy ubiegłorocznego przychodu dla firm na najbliższe 14 miesięcy – zwraca się w imieniu firm około targowych do parlamentarzystów z Podkarpacia Jacek Jankowiak, właściciel firmy pracującej od prawie 25 lat dla targów branżowych. – My nie zarabiamy nic – zero. Jeżeli nie otrzymamy jakiejkolwiek skierowanej do nas pomocy, będzie to bardzo duży zawód, a nasza branża praktycznie zostanie uśmiercona – mówi.

Przedsiębiorstwo Wystawiennicze Resovia Expo – to jedna z wielu okołotargowych firm działających w Polsce, reprezentująca Region Podkarpacki. Jej twórcą
i właścicielem jest od blisko 24 lat Jacek Jankowiak. Resovia Expo zajmuje się projektowaniem i budową systemowych stoisk targowych, a także techniczną obsługą dużych organizatorów targów.

– Podczas swojej działalności pracowałem niemalże dla wszystkich organizatorów targów w Polsce. Od wielu lat jestem m.in. generalnym wykonawcą zabudowy targowej dla Targów Lubelskich, gdzie w chwili obecnej powstaje tymczasowy szpital covidowy – opowiada Jacek Jankowiak. Przyznaje, że praca jego firmy spotykała się zawsze z pozytywnymi ocenami zleceniodawców, dzięki czemu wyrobił sobie dobrą markę w branży.

Dobra passa skończyła się nagle w marcu, gdy zaczęła się pandemia.

– W jednym momencie działalność targowo – wystawiennicza wyhamowała do zera. Nie stało się tak jak w niektórych branżach – o których tak wiele słychać w mediach – że pracują mniej, że zarabiają mniej – relacjonuje Jacek Jankowiak, który z dnia na dzień po prostu przestał dostawać zlecenia. Od tamtej pory, i to pomimo czasowego odblokowania możliwości organizowania targów latem, trwa ten stan rzeczy.

– My nie pracujemy mniej, nie zarabiamy mniej. My nie zarabiamy nic – zero – w tak krótkim, a zarazem dramatycznym stwierdzeniu ujmuje sytuację firm „około targowych”. W ich imieniu, właściciel Resovia Expo, zwraca się do parlamentarzystów z Podkarpacia, gdzie działa, o uwzględnienie w kolejnej wersji tzw. Tarczy wsparcia. Chodzi przede wszystkim o rozwiązania neutralne dla budżetu:

  • Umorzenie całości otrzymanych kwot pomocy z PFR dla firm, które pod rygorem odpowiedzialności karnej oświadczą, że 75% ich ubiegłorocznego przychodu była całkowicie zależna od organizacji, obsługi oraz innych usług świadczonych na rzecz imprez targowych w kraju i za granicą,
  • Otrzymanie rekompensaty w wysokości 50% ubiegłorocznego przychodu dla firm, które pod rygorem odpowiedzialności karnej oświadczą, że 75% ubiegłorocznego przychodu firmy była całkowicie zależna od organizacji, obsługi oraz innych usług świadczonych na rzecz imprez targowych w kraju i za granicą.
  • Dodatkowym kryterium byłby również spadek przychodów firmy od czasu rozpoczęcia pandemii, o minimum 75% w stosunku do roku ubiegłego. Pomoc ta zostałaby określona na najbliższe 14 miesięcy i wypłacana byłaby w transzach miesięcznych.

– Z takimi postulatami w imieniu branży wystąpił Komitet Obrony Branży Targowej podczas protestu przeprowadzonego pod KPRM dnia 28.10.2020. Do naszych postulatów próbowaliśmy przekonać przedstawicieli rządu RP w osobie Pana Premiera Jarosława Gowina oraz Pani Minister Olgi Semeniuk, a osobną petycję skierowaliśmy bezpośrednio do Pana Premiera Mateusza Morawieckiego – przeczytać można w skierowanym do podkarpackich parlamentarzystów piśmie.

– Za każdą firmą taką jak moja, gdzie dochody spadły do zera, kryje się na pewno mniejszy lub większy dramat. W moim przypadku tak jest, ponieważ dochody mojej firmy to były jedyne dochody także dla mojej rodziny – wskazuje Jacek Jankowiak. Dodaje: – Jeżeli Państwo nie zainteresuje się naszą branżą i nie otrzymamy jakiejkolwiek skierowanej do nas pomocy, będzie to bardzo duży zawód. Tym bardziej, że choć nie jesteśmy może medialnie zbyt popularni, to w skali kraju latami wspieraliśmy budżet Państwa nie małymi kwotami. W moim przypadku – firmy naprawdę bardzo małej –  to były kwoty kilkaset tysięcy rocznie.

Pomysły dotyczące zmiany działalności określa jako „mgliste” i pozbawione konkretnych rozwiązań.

– Padają głosy, aby się przebranżowić. Świetny pomysł, tylko jeżeli ma się 54 lata, od kilkudziesięciu lat „robi się targi”, to zmiana branży wydaje się czymś nierealnym i bardzo trudnym. Zwłaszcza, że w tym wieku człowiek powinien mieć życie zawodowe ustabilizowane. Uczciwie i ciężko pracując kilkadziesiąt lat, po prostu się na to zasługuje – uważa właściciel Resovia Expo. Zwraca też uwagę, że przez cały czas działalności inwestował potężne pieniądze w sprzęt (np. zabudowa typu octanorm), który bez targów ma wartość złomu. – Przecież, jeżeli targów nie będzie, nikt nie zainteresuje się kupnem takiego materiału – przewiduje Jacek Jankowiak.

Tak jak wszyscy polscy przedsiębiorcy, skorzystał z proponowanych wcześniej form rządowej pomocy, jednak dziś, aby dotrwać do końca spowodowanej przez pandemię blokady, potrzebne jest dalsze wsparcie. I właśnie o nie zwraca się do posłów i senatorów z województwa podkarpackiego. Wierzy, że zwrócenie im uwagi na ten – doskonale do marca prosperujący i będący wówczas powodem dumy rządzących – segment gospodarki, pozwoli na umieszczenie w przygotowywanej właśnie w parlamencie kolejnej wersji tarczy korzystnych dla firm około targowych rozwiązań. Inaczej, skazane zostaną one na szybki upadek. Swoje pismo wysłał m.in. Grzegorza Brauna, Wiesława Buża, Pawła Poncyljusza, Zbigniewa Chmielowca, Kazimierz Gołojucha, Fryderyka Kapinosa, Kazimierza Moskala, Jerzego Paula, Krzysztofa Sobolewskiego, Andrzeja Szlachty, Stanisława Tyszki, Marcina Warchoła, Jana Warzechy, Rafała Webera, Piotra Babinetza, Tadeusza Chrzana, Marka Kuchcińskiego, Adama Śnieżka, Piotra Uruskiego, Krystyny Skowrońskiej, Marii Kurowskiej, Teresy Pamuły, Anny Schmidt, Marka Rząsy.

Ropa znów drożeje

Czarne złoto drożeje. Na giełdzie w Londynie po raz kolejny przekroczyło poziom 50 dolarów za baryłkę. W górę idzie też liczba odwiertów w USA, co potencjalnie może spowodować wyhamowanie wzrostów.

Lepsze dane przed weekendem

Zeszły tydzień dobrze się zakończył, w piątek byliśmy świadkami lepszych od oczekiwań odczytów indeksów koniunktury z USA. Indeks Uniwersytetu Michigan według wstępnych danych osiągnął 81,4 pkt. To niemal o 5 pkt powyżej oczekiwań analityków. W rezultacie, dolar odrobił część strat z końca ostatniego tygodnia. Z drugiej strony aktywność ta nie była na tyle silna, byśmy dzisiaj od rana nie widzieli przeciwnego ruchu. W rezultacie, jesteśmy tylko ułamki centa od poziomu, gdy dolar będzie najsłabszy względem euro od niemal trzech lat.

Odbicia na ropie ciąg dalszy

Rynki wciąż są przekonane o lepszych perspektywach i rosnącym popycie na ropę. Rezultaty widać nie tylko na ponownie rosnących cenach surowca, ale również po liczbie odwiertów w USA. Kolejny dzień z rzędu rośnie liczba aktywnych wież wiertniczych. Są to, co prawda, nadal bardzo niskie poziomy, ale sam fakt, że otwierane są nowe punkty wydobycia w kraju nieustalającym poziomu produkcji z OPEC, może sugerować, że na rynek będzie trafiać jeszcze więcej surowca. To z kolei może powodować, że ceny surowca nie będą tak szybko rosnąć, o ile w ogóle będą.

W Japonii nie aż tak źle

Dzisiaj poznaliśmy lepsze od oczekiwań dane na temat produkcji przemysłowej. Oznacza to, że produkcja przemysłowa spada nie o 3,2% w skali roku, tylko o 3%. Nie jest to korzystny odczyt, ale pamiętać należy też, że mamy bardzo specyficzny rok i spadki ważnych wskaźników makroekonomicznych nie są niczym nadzwyczajnym. Najlepszym dowodem jest fakt, że pomimo spadku jen idzie w górę po publikacji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak istotnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Cyberbezpieczeństwo zdominowane przez mężczyzn – tylko 20% stanowisk kierowniczych obejmują kobiety

  • Z nowego raportu „Jumping the hurdles: Moving women into cybersecurity’s top spots” opracowanego przez Accenture wynika, że tylko 20% dyrektorów ds. bezpieczeństwa to kobiety.
  • Aż 50% kobiet z technicznym wykształceniem rezygnuje z pracy w połowie swojej kariery – to dwa razy więcej niż liczba mężczyzn na tych samych stanowiskach.
  • Wzrasta zapotrzebowanie na ekspertów. Lukę w zatrudnieniu w obszarze cyberbezpieczeństwa szacuje się globalnie na 4,07 mln osób, a w samej Europie na blisko 300 000 potrzebnych pracowników[1]. Tendencja jest wzrostowa. Zachęcenie kobiet do rozwoju swojej kariery w tym obszarze jest koniecznością.

W związku z przyspieszonym przez pandemię COVID-19 procesem transformacji cyfrowej rośnie zapotrzebowanie na specjalistów w obszarze IT i innych pokrewnych dziedzinach, w tym ekspertów w zakresie cyberbezpieczeństwa. W ostatnich latach obserwujemy zarówno wzrost liczby incydentów bezpieczeństwa na firmy, organizacje oraz sektor publiczny, jak i rozwój różnych, coraz bardziej skomplikowanych form cyberataków – od socjotechnicznych do całkowicie zautomatyzowanych ataków ransomware (szyfrujące wszystkie dane na urządzeniach) przeprowadzanych na światową skalę[1]. Jak wynika z najnowszego raportu Accenture Cyberthreat 2020, liczba różnego rodzaju cyberataków była nawet 4 razy wyższa w ciągu wiosennego lockdownu niż przed pandemią. Żeby skutecznie obronić się przed tymi zagrożeniami, potrzebujemy zarówno nowoczesnych rozwiązań technologicznych, jak i ludzi, którzy potrafią je obsłużyć, a także zbudować i zarządzać strategią cyberbezpieczeństwa.

Według raportu (ISC)2 – międzynarodowej organizacji skupiającej profesjonalistów branży cyberbezpieczeństwa – szacuje się, że tylko w Europie brakuje blisko 300 000 nowych specjalistów. To gigantyczne wyzwanie dla bezpieczeństwa biznesu. Sytuacji nie ułatwia powszechnie znana dysproporcja w zatrudnieniu kobiet i mężczyzn w branży IT. W obszarze cyberbezpieczeństwa jest ona jeszcze bardziej widoczna. W 2018 r. 24% pracowników w tym sektorze stanowiły kobiety, podczas gdy w 2017 r. było to tylko 11%.[2] Pomimo że tendencja jest rosnąca, zwiększone zapotrzebowanie na specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa powoduje, że kobiet w branży wciąż jest za mało.

– Cyberbezpieczeństwo to de facto zabezpieczenie przyszłości świata. A mając na horyzoncie tak zdefiniowane, bardzo kompleksowe wyzwanie dla całej branży ICT, musimy w jego realizację zaangażować bardzo zróżnicowane zespoły ludzi. Dlatego  zwiększenie zaangażowania kobiet jest w tym procesie kluczowe. Do ważnych cech, które mogą być wielką wartością dodaną w procesie tworzenia konkretnych rozwiązań dla bezpieczeństwa cyfrowego świata, zaliczyłabym nasze interdyscyplinarne podejście, skupienie na rozwiązywaniu problemów, dokładność, czy nieszablonowe myślenie. To, czego nam brakuje to systemowych zachęt i likwidacji barier – mówi Izabela Albrycht, prezes Instytutu Kościuszki i współzałożycielka Women4Cyber.

Najnowszy raport Accenture – „Jumping the hurdles: Moving women into cybersecurity’s top spots” – jest próbą diagnozy problemu i wyjaśnienia, dlaczego kobiety nie decydują się na karierę w tym sektorze. Badanie wskazuje m.in. na niedobór kobiet na kierowniczych stanowiskach w cyberbezpieczeństwie oraz niewystarczającą liczbę menedżerów aktywnie wspierających rozwój kobiet w tym obszarze. Kobiety często nie decydują się na karierę w tej branży z uwagi na poczucie izolacji oraz obawy przed podjęciem ryzyka związanego z obejmowaniem kierowniczych stanowisk. Wyzwaniem są także ograniczone możliwości rozwinięcia pełnego zakresu kompetencji wymaganych do awansu na stanowiska menedżerskie oraz brak jasnych ścieżek kariery.

– Odpowiedzią na wyzwanie, jakim jest niedobór pracowników, szczególnie kobiet, w cyberbezpieczeństwie jest wdrożenie programów aktywizujących oraz wspieranie doświadczonych ekspertek chcących rozwijać się w tym obszarze. Mentoring wewnątrz organizacji, zapewnienie większej elastyczności pracy, wspieranie kobiet po urlopach macierzyńskich, czy zagwarantowanie sprawiedliwych płac bazujących na kompetencjach, to podstawowe elementy, o które powinny zadbać firmy. Ważne jest też promowanie osób zmotywowanych do rozwoju. Kobiety mają wielki potencjał, ale niekoniecznie postrzegają cyberbezpieczeństwo jako atrakcyjny obszar rozwoju zawodowego – mówi Artur Józefiak, dyrektor Accenture Security w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej. – Pewne jest, że długoterminowo aktywizacja kobiet w tym obszarze przyniesie pozytywne skutki, nie tylko w wymiarze ograniczenia braków kadrowych. Z doświadczenia wiem, że zdywersyfikowane zespoły są skuteczniejsze, bardziej innowacyjne i lepiej współpracują z otoczeniem. Warto stawiać na kobiety, zyskają na tym nie tylko one, ale cała domena cyberbezpieczeństwa i, szerzej, gospodarka cyfrowa – dodaje Józefiak.

[1] https://www.isc2.org/-/media/ISC2/Research/ISC2-Women-in-Cybersecurity-Report.ashx?la=en&hash=4C3B33AABFBEAFDDA211856CB274EBDDF9DBEB38

[2] https://www.isc2.org/-/media/ISC2/Research/ISC2-Women-in-Cybersecurity-Report.ashx?la=en&hash=4C3B33AABFBEAFDDA211856CB274EBDDF9DBEB38

Koronawirus a zakupy: w drugiej fali Polacy wydają więcej i wybierają droższe produkty

Dane zebrane z zarejestrowanych paragonów w programach lojalnościowych Blovly, potwierdzają, że na jesienny wzrost zachorowań zareagowaliśmy z relatywnym spokojem, co przekłada się na nasze nawyki zakupowe. Indywidualnej analizie poddano też wydatki mieszkańców 5 największych miast Polski – w jaki sposób koronawirus wpłynął na dokonywane przez nich zakupy?

Kwarantanna a zakupy – jak kształtowały się trendy konsumenckie

Na początku marca wraz z pojawieniem się pierwszych potwierdzonych przypadków koronawirusa, rząd zaczął stopniowo wprowadzać kolejne obostrzenia. Polacy szturmem ruszyli do sklepów, przede wszystkim po artykuły podstawowe, takie jak produkty spożywcze z dłuższą datą przydatności do spożycia, płyny do dezynfekcji, maseczki oraz chemię. Jednak tendencję do ostrożniejszego dysponowania budżetem widać, kiedy porównamy wartości paragonów rok do roku. W analogicznym okresie 2019 r., wartość naszego koszyka była aż o 26 proc. wyższa.

Druga fala przyniosła większą stabilność

Podczas drugiej fali pandemii zachowania konsumentów nieco się odwróciły. Strach związany z koronawirusem i ewentualną kwarantanną zmalał. Klienci kupują mniej produktów, ale wydają stosunkowo więcej pieniędzy. Polacy nie robią już zapasów żywności, ale wybierają droższe produkty.

 Podczas pierwszej fali pandemii kupowaliśmy więcej, ale taniej. Zaobserwowaliśmy, że przyzwyczajenia zakupowe polskich konsumentów różnią się od siebie znacząco
w obu okresach. Średnia dzienna wartość paragonu w okresie 4 marca – 2 kwietnia, wyniosła 55 zł. Natomiast w drugiej fali średnia wartość koszyka kształtowała się już na poziomie 89 zł, co daje wzrost o 61,5 proc. Może to sugerować, że czujemy się spokojniejsi o naszą sytuację finansową. Za to w pierwszych miesiącach trwania pandemii jednorazowo wkładaliśmy do koszyka więcej produktów. Prawdopodobnie wynika to z faktu, że chętniej robiliśmy zapasy, a do sklepów, ze względów bezpieczeństwa, wybieraliśmy się rzadziej
mówi Krystian Dylewski, General Manager 2take.it.

Wzrost wartości paragonu w drugiej fali, w zestawieniu z mniejszą liczbą produktów przekładają się także na wzrost średniej ceny wybieranych przez konsumentów towarów, który w stosunku do przełomu marca i kwietnia wynosi 15,4 proc.

Polacy wydają więcej i wybierają droższe produkty
Dane z systemu Blovly obsługiwanego przez 2take.it

Koronawirus a zakupy mieszkańców poszczególnych miast

Dane z systemu Blovly pokazują, w jaki sposób kształtowały się zachowania mieszkańców pięciu największych miast w Polsce. Wnioski? Ogólne trendy konsumenckie w większości aglomeracji pozostają zbliżone, choć zdarzają się wyjątki.

– W okresie marzec – kwiecień najwięcej wydawali mieszkańcy Krakowa, a najmniej mieszkańcy Łodzi. Natomiast od września do października w Warszawie, Łodzi, Poznaniu i Wrocławiu odnotowaliśmy wzrost wartości paragonów – odwrotna tendencja zarysowała się jedynie w Krakowie komentuje Krystian Dylewski, 2take.it.

W pierwszej fali koronawirusa to właśnie w stolicy Małopolski zanotowano najwyższą średnią dzienną kwotę na paragonie w wysokości 139 zł. Z kolei w drugiej fali, przy takiej samej ilości produktów, które lądowały w koszykach krakowiacy kupowali produkty nieco tańsze. Co więcej, Kraków jako jedyne miasto odnotował wtedy spadek wartości paragonu. Być może wynika to z faktu, że stolica Małopolski dosyć wcześnie stała się żółtą strefą.

Na drugim miejscu pod względem wydatków w pierwszej fali plasuje się Warszawa ze średnią wartością koszyka 83,5 zł. Jednak w przeciwieństwie do Krakowa, widzimy 40% wzrost wartości paragonu dla drugiej fali. W pierwszej fali warszawiacy kupowali więcej produktów niż mieszkańcy Łodzi, Poznania czy Wrocławia, gdzie zarejestrowano najmniejszą liczbę produktów na paragonie na początku pandemii. Porównując do siebie obie fale, widzimy, że w Łodzi zarejestrowano największy wzrost kwoty na paragonie w porównaniu do pierwszego okresu, o blisko 60%, co może świadczyć o tym, że łodzianie podeszli do drugiej fali pandemii z większym dystansem i mniejszymi obawami.

Koronawirus a zakupy mieszkańców poszczególnych miast
Dane z systemu Blovly obsługiwanego przez 2take.it

Dane zakupowe mogą wesprzeć miasta w drugiej fali

Jak podaje Deloitte[1] polscy konsumenci nie wrócili do swoich zakupowych przyzwyczajeń sprzed koronawirusa. Sytuacja epidemiczna w kraju nadal jest dynamiczna, zmieniają się wprowadzane przepisy covidowe i obostrzenia. Mali i średni przedsiębiorcy nadal potrzebują wsparcia, nie tylko na poziomie ogólnopolskim, ale i na tym lokalnym, samorządowym.

W obliczu wyzwania stoi obecnie, nie tylko krajowa gospodarka, ale również lokalni przedsiębiorcy oraz zarządcy miast i gmin. Tym ostatnim z pomocą mogą przyjść dane pozyskiwane za pomocą programów lojalnościowych dedykowanych konkretnym ośrodkom miejskim. To kopalnia informacji, dzięki którym możemy dowiedzieć się m.in. gdzie dokonywane są zakupy, jaka jest średnia wartość koszyka i jakie kategorie produktów najczęściej wybierają konsumenci. Ich analiza przy wsparciu algorytmów AI ułatwia zarządzanie handlem w mieście i pozwala wspierać lokalny biznes. Samorządy mogą zobaczyć czarno na białym, jak radzą sobie poszczególne przestrzenie handlowe i mogą bardziej świadomie podejmować decyzje o tym jak je wspierać mówi Michał Dylewski, szef programów lojalnościowych w 2take.it

Koronawirus, zakupy i lojalność klientów

Programy lojalnościowe dedykowane miastom pomagają również zachęcać mieszkańców do wsparcia lokalnych punktów handlowych i usług. Jak wynika
z niedawnej analizy McKinsey, pandemia zachwiała lojalnością konsumentów. Ponad 60 proc. z nich od marca 2020 próbowało nowych zachowań zakupowych. Zwłaszcza teraz warto zatem zawalczyć o zjednanie sobie przychylności klientów.

Przeanalizowane dane z paragonów zarejestrowanych w programach lojalnościowych systemu Blovly, pochodzą z okresów 4.03.2020 – 2.04.2020 oraz 14.09.2020 – 13.10.2020, które można przyjąć za początek odpowiednio pierwszej i drugiej fali pandemii. Pierwszy analizowany okres rozpoczyna wykrycie pierwszego przypadku koronawirusa w Polsce. Drugi natomiast obejmuje znaczne jesienne wzrosty zachorowań (19 września po raz pierwszy odnotowano w Polsce ponad 1000 nowych przypadków koronawirusa).

[1] Raport pt. „Global State of the Consumer Tracker: https://www2.deloitte.com/us/en/insights/industry/retail-distribution/consumer-behavior-trends-state-of-the-consumer-tracker.html

3 kw. na rynku nieruchomości biurowych w Europie Środkowo-Wschodniej

Eksperci międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield podsumowali trzeci kwartał 2020 roku na rynku nieruchomości biurowych w Europie Środkowo-Wschodniej.

  • Pomimo spadku popytu wśród najemców na głównych rynkach Europy Środkowo-Wschodniej, czynsze obniżyły się tylko nieznacznie w porównaniu z innymi krajami europejskimi.
  • Stopy kapitalizacji dla nieruchomości biurowych utrzymywały się na poziomie zbliżonym do najniższego od 10 lat.
  • Na wolumen transakcji inwestycyjnych wpływały obostrzenia w podróżowaniu i niepewność rynkowa.

Polska: Okres kwarantanny oraz niepewność związana z wpływem pandemii koronawirusa na gospodarkę spowodowały, że część najemców tymczasowo wstrzymała decyzje o negocjacjach umów najmu. W rezultacie, popyt brutto w Warszawie w pierwszych trzech kwartałach tego roku był niższy o 35% niż w analogicznym okresie 2019 roku, który był rekordowy pod względem wolumenu transakcji. Biorąc pod uwagę obecną sytuację i niższą aktywność najemców spodziewamy się ograniczenia liczby nowych projektów wprowadzanych na rynek, co może doprowadzić do wystąpienia efektu luki podażowej w latach 2022-2023.

Czechy: Popyt netto na praskim rynku biurowym spadł do najniższego kwartalnego poziomu w ostatniej dekadzie, a jednocześnie wzrosła ilość powierzchni oferowanej na podnajem. Z drugiej strony wskaźnik pustostanów pozostał stosunkowo niski. Towarzyszył temu duży udział renegocjacji umów najmu oraz spory wzrost podaży nowej powierzchni biurowej.

Węgry: Na budapeszteńskim rynku biurowym popyt w trzecim kwartale był niewielki w porównaniu z analogicznym okresem w latach wcześniejszych. Rosnąca podaż nowej powierzchni doprowadziła do wzrostu wskaźnika pustostanów, który należał jednak do najniższych w regionie. Wielkość powierzchni biurowej w budowie z terminem ukończenia w latach 2020-2022 wzrosła w porównaniu do ostatnich dziesięciu lat, ale dopiero przyszłość pokaże wpływ modelu pracy z domu na zapotrzebowanie na biura i sposoby ich projektowania. Jednocześnie warto zauważyć, że transakcje najmu dotyczące dużych powierzchni są kontynuowane, a najemcy decydują się na finalizowanie umów.

Rumunia: Pomimo znacznej ilości powierzchni w budowie, czynsze w najlepszych budynkach biurowych w Bukareszcie utrzymały się na stabilnym poziomie. Po słabym drugim kwartale popyt wzrósł nieznacznie w kolejnych trzech miesiącach, ponieważ wiele firm zdecydowało się na przedłużenie lub renegocjowanie dotychczasowych umów najmu. Duzi najemcy wprowadzili na rynek szereg ofert podnajmu. Ponadto, odnotowaliśmy opcje ekspansji, jeśli powrót do biur wiązałby się z koniecznością wynajęcia dodatkowej powierzchni w związku z regulacjami dotyczącymi dystansowania społecznego.

Słowacja: Całkowite zasoby powierzchni biurowej powiększą się do końca roku o 61 tys. mkw., co może spowodować wzrost wskaźnika pustostanów. Całkowity wolumen transakcji (popyt brutto) na rynku w Bratysławie był zbliżony do odnotowanego w roku 2019. Jednocześnie, z powodu kryzysu związanego z pandemią koronawirusa, w trzecim kwartale znacząco zmniejszył się udział nowych transakcji najmu i ekspansji.

Nawet 40% pracowników w UE skarży się na bóle mięśni, stawów i kręgosłupa

Dolegliwości w obrębie układu mięśniowo-szkieletowego – czyli bóle mięśni, kręgosłupa lub stawów – dokuczają bardzo wielu pracownikom. Tym, którzy w pracy noszą ciężary, a także tym, którzy spędzają dzień przy komputerze. Według europejskich statystyk aż 40% wszystkich pracowników w UE cierpi na takie dolegliwości. Są to głównie bóle kręgosłupa w obrębie krzyżowo-lędźwiowym, ale także bóle barków, karku i kończyn górnych. Centralny Instytut Bezpieczeństwa Pracy – Państwowy Instytut Badawczy (CIOP-PIB) prowadzi kampanię społeczną, która ma zmniejszyć problem występowania schorzeń układu mięśniowo-szkieletowego wśród pracowników. Specjaliści CIOP-u wskazują, że oprócz jednostkowego cierpienia konkretnego chorego, jest to szerszy problem – społeczny i ekonomiczny. 

– Powszechne dolegliwości układu ruchu mają duży wpływ na polską gospodarkę. Doprowadzają do spadku efektywności pracy, a nawet skutkują niemożliwością jej wykonywania. Jest to ogromny problem społeczny i ekonomiczny. W Polsce około 15% wszystkich wydatków ZUS-u, spowodowanych absencją chorobową, wynika właśnie z dolegliwości mięśniowo- szkieletowych – powiedziała serwisowi eNewsroom  dr hab. med. Joanna Bugajska, prof. CIOP-PIB, kierownik Zakładu Ergonomii CIOP-PIB. – Dlatego tak ważne jest upowszechnianie wiedzy o tego typu schorzeniach. Wcześniej wiązano dolegliwości mięśniowo-szkieletowe z czynnikami biomechanicznymi i fizycznymi – takimi jak nadmierna powtarzalność ruchów, wymuszona pozycja ciała, nadmierne obciążenie, przenoszenie ciężarów czy drgania. Obecnie coraz częściej wiąże się je z nadmiernym obciążeniem psychospołecznym, związanym z organizacją pracy czy z obciążeniem poznawczym. Dolegliwości mięśniowo-szkieletowe są ogromnym problemem. Oczywiście jednostkowym, dla osoby cierpiącej, ale też społecznym i ekonomicznym. Upowszechnianie, czy wręcz propagowanie wśród pracodawców i pracowników wszelkich działań, mogących zapobiegać powstawaniu tych dolegliwości, jest więc ważne – a obecnie wręcz pilne – podkreśla Bugajska.

Świadczenia złożone a VAT. Kryteria opodatkowania tzw. zespołów świadczeń i czynności

Podejmujący rynkowe działania przedsiębiorcy niejednokrotnie zderzają się w obrocie gospodarczym z problemem, jak traktować, a w związku z tym, jak opodatkować te działania, jeśli składa się na nie kilka świadczeń lub czynności. Ma to doniosłe znaczenie, bowiem od rozstrzygnięcia, czy przedsiębiorca ma do czynienia z jednym świadczeniem złożonym albo z niesamodzielnym świadczeniem o charakterze pomocniczym, czy z kilkoma świadczeniami, które należy rozpatrywać niezależnie, może zależeć prawo do skorzystania ze zwolnienia z VAT tudzież z niższego opodatkowania tym podatkiem. W tej problematycznej kwestii wypowiedział się 22 października 2020 r. Trybunał Sprawiedliwości UE.

Zwolnienia od opodatkowania VAT zostały wymienione w Tytule IX Dyrektywy 2006/112/WE Rady z dnia 28 listopada 2006 r. w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej (Dz. Urz. UE z 11.12.2006 r., L 347/1). Wskazano w nim transakcje, które państwa członkowskie UE zobowiązane są zwalniać z VAT, jak i warunki, jakie należy spełnić, by móc z tych zwolnień skorzystać.

Dwie usługi świadczone przez jedną firmę i dwie różne stawki opodatkowania

Na art. 132 ust. 1 lit. c) tej dyrektywy powołał się przedsiębiorca, który w Portugalii prowadzi obiekt sportowy, a w nim, prócz usług związanych z poprawą kondycji fizycznej, oferuje również doradztwo żywieniowe. Przepis ten stanowi, że zwolnieniu z opodatkowania podlegają świadczenia opieki medycznej w ramach zawodów medycznych i paramedycznych, określonych przez zainteresowane państwo członkowskie. Przedsiębiorca pierwsze ze świadczonych przez siebie usług zakwalifikował jako podlegające opodatkowaniu VAT, a drugie jako niezależne świadczenie opieki medycznej korzystającej ze zwolnienia, o jakim mowa w art. 132 ust. 1 lit. c).

To właśnie możliwość skorzystania z tego zwolnienia stała się przedmiotem rozstrzygnięcia przez TSUE w ramach skierowanego przez portugalski sąd arbitrażowy ds. podatkowych pytania prejudycjalnego (sprawa C‑581/19, Frenetikexito – Unipessoal Lda przeciwko Autoridade Tributária e Aduaneira). Przedsiębiorca nie mógłby bowiem skorzystać ze wskazanego zwolnienia z VAT, jeśli połączenie usług związanych z poprawą kondycji fizycznej i doradztwa żywieniowego byłoby traktowane jako jednolita usługa lub też, gdy doradztwo żywieniowe miałoby być niesamodzielnym świadczeniem o charakterze pomocniczym wobec usług związanych z poprawą kondycji fizycznej.

Niejednoznaczne kryteria oceny zespołu czynności i świadczeń

Opinię w tej sprawie 22 października 2020 r. wydała Rzecznik Generalny Trybunału Sprawiedliwości UE Juliane Kokott. Na wstępie zwróciła uwagę, jak istotne dla przedsiębiorców i obrotu gospodarczego jest to zagadnienie. Już wielokrotnie bowiem bywało ono przedmiotem rozpoznania przez TSUE. A mimo to, jak zauważył portugalski sąd odsyłający, na podstawie dotychczasowego orzecznictwa Trybunału wciąż nie da się ustalić jednoznacznych kryteriów VAT, w świetle których należy oceniać takie zespoły świadczeń i czynności. Zatem sprawa ta daje TSUE szansę doprecyzowania kryteriów opodatkowania VAT w tym zakresie.

Generalną zasadą jest rozpoznawanie dla celów VAT każdego świadczenia osobno

Dla rozstrzygnięcia tego zagadnienia istotne były dwie regulacje. Pierwsza, zawarta w art. 1 ust. 2 akapit drugi dyrektywy VAT, zgodnie z którą: VAT obliczony od ceny towaru lub usługi według stawki, która ma zastosowanie do takiego towaru lub usługi, jest wymagalny od każdej transakcji, po odjęciu kwoty podatku poniesionego bezpośrednio w różnych składnikach kosztów. Druga to art. 9 pkt 1 portugalskiej ustawy o VAT (Código do Imposto sobre o Valor Acrescentado), zwalniająca z VAT usługi świadczone w ramach wykonywania zawodu lekarza, dentysty, położnej, pielęgniarki lub innych zawodów paramedycznych.

Usługa główna i świadczenie niesamodzielne

Mająca siedzibę w Portugalii spółka Frenetikexito – Unipessoal Lda, prowadząc działalność w zakresie poprawy kondycji fizycznej, oferuje również usługi doradztwa żywieniowego. Oferuje ją zarówno swoim klientom korzystającym z usług poprawy kondycji fizycznej jako dodatek do ich planów treningowych, jak i klientom zewnętrznym, jako całkowicie odrębną usługę. Jej miesięczne przychody kształtują się następująco: 60% z usługi głównej i 40% z dodatkowej usługi doradztwa żywieniowego. Pierwszą opodatkowuje odpowiednią stawką VAT, zaś do drugiej stosuje zwolnienie na podstawie art. 9 pkt 1 portugalskiej ustawy o VAT.

Portugalski fiskus traktuje jednak tę drugą usługę jako niesamodzielne świadczenie o charakterze pomocniczym wobec usług związanych z poprawą kondycji fizycznej. A ponieważ niesamodzielne świadczenie podlega takiemu samemu opodatkowaniu jak świadczenie główne, zdaniem tamtejszych organów skarbowych ta dodatkowa usługa doradztwa żywieniowego również podlega opodatkowaniu VAT. Organy domagały się więc od spółki uregulowania zaległości w podatku VAT za lata 2014 i 2015, jako powstałe w wyniku nieprawidłowego stosowania przez spółkę w tych latach zwolnienia w opodatkowaniu VAT dodatkowej usługi doradczej.

Wyjątki od reguły

Rozpoznający pytanie prejudycjalne Trybunał Sprawiedliwości UE podkreślił znaczenie naczelnej zasady opodatkowania VAT – zasady niezależności każdego świadczenia, o której mowa w art. 1 ust. 2 akapit drugi unijnej dyrektywy VAT. Dlatego generalnie każde pojedyncze świadczenie należy poddać odrębnej ocenie dla celów VAT. W tym względzie bez znaczenia są nawet uregulowania umowne. Stąd, tak jak w niniejszej sprawie, nie ma znaczenia, że więcej niż jedno świadczenie było wykonywane na rzecz kontrahenta w ramach jednej umowy cywilnoprawnej.

Jednocześnie TSUE przypomniał, że istnieją trzy odstępstwa od tej zasady:

  1. a) kwalifikacja świadczenia jako jedno świadczenie złożone – występuje wówczas, gdy dwie lub więcej czynności dokonane przez podatnika są ze sobą tak ściśle związane, że tworzą obiektywnie tylko jedno niepodzielne świadczenie gospodarcze, którego rozdzielenie miałoby charakter sztuczny;
  2. b) kwalifikacja jako niesamodzielne świadczenie o charakterze pomocniczym – występuje wówczas, gdy świadczenie to nie stanowi dla klienta celu samego w sobie, lecz służy skorzystaniu w jak najlepszy sposób ze świadczenia głównego;
  3. c) kwalifikacja jako czynność ściśle związana – występuje wówczas, gdy pomaga czynności głównej w osiągnięciu pełnej skuteczności, różni się od niesamodzielnego świadczenia pomocniczego tym, że wykonywać je może również inny podatnik niż ten, który wykonuje właściwe świadczenie; kwalifikacja jako czynność ściśle związana dokonywana jest na gruncie oceny możliwości korzystania przez nią ze zwolnienia z VAT, jakie przysługuje czynności głównej.

Różne, niezależne od siebie świadczenia, z których jedno może korzystać ze zwolnienia z VAT

Dlatego też rzecznik generalny TSUE w swojej opinii stwierdził, że w rozpoznawanym przypadku usługa doradztwa żywieniowego świadczona przez przedsiębiorcę jest niezależną usługą w rozumieniu dyrektywy VAT, stąd dla jej klasyfikacji dla celów VAT nie ma znaczenia klasyfikacja usług związanych z poprawą kondycji fizycznej. Niemniej ocena, czy w danych okolicznościach taka usługa spełnia kryteria do zastosowania zwolnienia w podatku od towarów i usług, każdorazowo należeć będzie do sądu (a w praktyce także do organów podatkowych).

„Jeżeli podatnik jak w niniejszej sprawie świadczy usługi w zakresie doradztwa żywieniowego oraz utrzymania i poprawy kondycji fizycznej, są to różne, niezależne od siebie świadczenia w rozumieniu dyrektywy 2006/112/WE. Doradztwo żywieniowe takie jak to w niniejszej sprawie jest jednak zwolnionym z podatku świadczeniem opieki medycznej w rozumieniu art. 132 ust. 1 lit. c) dyrektywy 2006/112, jeśli służy celowi terapeutycznemu. Do sądu odsyłającego należy zbadanie, czy przesłanka ta jest spełniona” (Opinia rzecznik generalnej TSUE Julianne Kokott, przedstawiona w dniu 22 października 2020 r., sprawa C‑581/19).

Fiskus lubi interpretować przepisy na swoją korzyść, ale przedsiębiorcy mogą się bronić

To bardzo ważne dla przedsiębiorców rozstrzygnięcie Trybunału Sprawiedliwości UE. W Polsce przykładem podobnego, niekorzystnego dla podatników rozpoznawania dla celów opodatkowania VAT zespołów świadczeń i czynności przez fiskusa były usługi najmu, w ramach których wyższą 23% stawką VAT Minister Finansów jako jedno świadczenie opodatkowywał również ponoszone przez najemców opłaty za dostawę mediów (wyrok TSUE z dnia 16 kwietnia 2015 r. w sprawie C-42/14 Minister Finansów przeciwko Agencja Mienia Wojskowego). Wówczas Trybunał orzekł, że możliwe jest traktowanie tych świadczeń jako odrębnych, a więc i obejmowanie każdego z nich odpowiednią, odrębną stawką VAT.

Na niekorzyść przedsiębiorców polski fiskus interpretował też przepisy „odwrotnie”, tzn. rozdzielał świadczenie złożone, tak by jedno z nich oddzielić od świadczenia zwolnionego z VAT i tym samym móc je opodatkować tym podatkiem. Tak było w przypadku bankowych usług udzielania kredytów, które korzystały ze zwolnienia z VAT. Gdy banki wprowadziły w ich ramach usługę zlecenia kredytowego, polegającą na kredytowaniu przez bank na zlecenie partnerów handlowych zakupów dokonywanych przez bezpośrednich klientów tych partnerów. Fiskus stwierdził, że ta usługa realizacji zlecenia kredytowego to całkowicie odrębne od usługi udzielenia kredytu świadczenie, niekorzystające ze zwolnienia z VAT, a winne podlegać opodatkowaniu według podstawowej 23% stawki podatku. Wówczas po stronie przedsiębiorców stanął Naczelny Sąd Administracyjny, orzekając:

„…usługa udzielenia kredytu świadczona przez bank jest w istocie usługą o charakterze kompleksowym, w ramach której bank podejmuje określone czynności w celu osiągnięcia jednego celu gospodarczego w postaci ”udzielenia kredytu”. Temu celowi służy zarówno przyjęcie od sprzedawcy zlecenia kredytowego, jak i udzielenie klientowi finansowania zgodnie z tym zleceniem” (wyrok z dnia 1 marca 2017 r., sygn. akt I FSK 1492/15).

Cała sprawa portugalskiej spółki potwierdza, jak niesłusznie zapłaty VAT (w tym przypadku aż za dwa lata wstecz) mogą domagać się od firm organy podatkowe. Co prawda, nadal to od ustalenia przez odpowiednie organy państwa członkowskiego UE zależeć będzie, czy dana usługa zostanie uznana za niezależne świadczenie spełniające przesłanki uprawniające do zwolnienia albo za osiągającą ten sam efekt czynność ściśle związaną ze zwolnionym z VAT świadczeniem głównym. Niemniej rozstrzygnięcie Trybunału znacząco ogranicza swobodę organów podatkowych w dokonywaniu tych ustaleń, dając jednocześnie przedsiębiorcom silny oręż do obrony przed niekorzystnym dla nich klasyfikowaniem świadczonych przez siebie usług do celów opodatkowania VAT.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Brexit: Organizacje sadowników wzywają do przyspieszenia negocjacji handlowych między UE a Wielką Brytanią

Zbliża się 1 stycznia 2021, czyli dzień, w którym zakończy się okres przejściowy dot. Brexitu. W konsekwencji Wielka Brytania stanie się tzw. krajem trzecim w handlu z krajami UE. Oznacza to koniec swobodnego przepływu towarów między Wielką Brytanią i członkami UE. Wlk. Brytania już ogłosiła, że w związku z COVID w planach ma wdrożenie pełnych kontroli granicznych w trzech etapach do lipca 2021. Ostatecznie obciążenia wynikające dla eksporterów z Brexitu będą zależeć od przyszłej treści Umowy o wolnym handlu, która nadal nie została wynegocjowana. Jakie warunki polsko-brytyjskiej współpracy powinny zostać wypracowane, by zapobiec potencjalnemu powrotowi ceł i wznowieniu kontroli granicznych?

Freshfel Europe, do którego należy Stowarzyszenie Unia Owocowa, wzywa UE i Wielką Brytanię do zakończenia negocjacji handlowych w celu zminimalizowania zatorów w portach od stycznia 2021 r. Członkom organizacji zależy w szczególności na ustaleniu jasnych i przejrzystych procedur w zakresie kontroli i ich lokalizacji śródlądowych, certyfikacji elektronicznej oraz wyznaczenia kanałów i szybkich ścieżek dla produktów łatwo psujących się.

Od 1 stycznia 2021 unijni operatorzy świeżych owoców i warzyw będą zwiększać swój eksport poza jednolity rynek UE aż o 60%. Wielka Brytania importuje obecnie około 3 mln ton owoców i warzyw z UE rocznie. Eksport jabłek z Polski był jednym z najdynamiczniej rosnących spośród innych krajów dostarczających jabłka do Wielkiej Brytanii – 33% wzrost od 2014 roku. W sezonie 2018/19 wyeksportowaliśmy ponad 20 tys. ton jabłek, a w sezonie 2019/20 – blisko 11 tys. ton. Wielka Brytania jest też jednym z większych odbiorców polskiego koncentratu z soku jabłkowego. Do Wielkiej Brytanii eksportowaliśmy również inne owoce, np. maliny, truskawki i czarną porzeczkę. W 2020 roku eksport borówki do Wlk. Brytanii zbliżył się do 5 tys. ton, co stanowiło blisko 40% naszego całego eksportu tego owocu na rynki zagraniczne.

W przypadku braku umowy UE-Wielka Brytania, cła od 2 do 16% zostaną nałożone na główne kategorie UE eksportowane do Wielkiej Brytanii. To dodatkowy koszt, szczególnie w przypadku towarów o wysokich cłach, takich jak brzoskwinie (16%), klementynki i mandarynki (16%), winogrona (14%), ogórki i inne warzywa (12%). Wprowadzenie ceł może mieć istotny wpływ na podmioty gospodarcze i prowadzić do zakłóceń na jednolitym rynku, jeżeli produkcja pozostanie w UE-27 zamiast trafiać na rynek brytyjski. To z kolei może prowadzić do mniejszej dostępności i wyższych cen dla konsumentów owoców i warzyw w Wielkiej Brytanii.

– Owoce i warzywa są bardzo nietrwałym, ale jednocześnie niezbędnym towarem i muszą nadal docierać do Wielkiej Brytanii w odpowiednim czasie zachowując wysoką jakość. Aby uniknąć wąskich gardeł w eksporcie świeżych owoców i warzyw przez Kanał La Manche oraz strat w jakości żywności, jak również marnotrawstwa, sektor apeluje o umożliwienie szybkiego przejścia lub wdrożenia zielonych pasów, aby łatwo psujące się świeże produkty docierały do ​​konsumentów bez opóźnień – podkreśla Arkadiusz Gaik, prezes Unii Owocowej.

Gdyby nie doszło do uzgodnienia porozumienia handlowego pomiędzy UE a Wlk. Brytanią, obie strony musiałyby prowadzić wzajemną wymianę handlową w oparciu o zasady WTO. W takim przypadku władze celne państw członkowskich UE będą stosować unijne przepisy dotyczące eksportu oraz importu towarów, które obecnie stosują wobec krajów trzecich, tj. krajów niebędących członkami UE, z którymi Unia nie zawarła umów handlowych.

W przypadku Brexitu bez umowy wyjścia, możliwą konsekwencją jest średnia stawka celna na owoce i warzywa w wysokości 10,5%. (Obliczenia Światowej Organizacji Handlu dot. stawek celnych zgodnych z klauzulą największego uprzywilejowania (KNU). Źródło: World Tariff Profiles 2017). Według ekspertów, w najgorszym scenariuszu, cła, jakimi mogą zostać objęte produkty rolno-spożywcze mogą wzrosnąć średnio nawet o ok. 28%.

Niezależnie od wyników negocjacji handlowych zostaną wprowadzone kontrole na granicy pomiędzy UE i UK. Przedsiębiorcy będą zobowiązani m. in. do dopełnienia standardowych formalności celnych, w tym m. in. obowiązku: zarejestrowania się w usłudze Krajowej Administracji Skarbowej „e-Klient””, w celu uzyskania numeru EORI, składania zgłoszeń i deklaracji celnych oraz regulowania należności celnych i podatkowych (VAT i akcyza). Oznacza to wiele dodatkowych obciążeń i formalności dla eksporterów warzyw i owoców do Wielkiej Brytanii. Inną konsekwencją mogą też być nowe zasady rozliczania VAT w handlu transgranicznym. VAT od importu towarów, co do zasady trzeba będzie uiszczać na granicy. Jednolite system podatku VAT obowiązuje jedynie na terenie Unii Europejskiej.

Zdaniem ekspertów w pierwszej kolejności największą dolegliwość stanowić będą kontrole graniczne: celne, fitosanitarne oraz kontrole bezpieczeństwa produktów itp., konieczność stosowania się do odmiennych standardów technicznych, norm sanitarnych oraz fitosanitarnych. Może to powodować znaczące koszty, często wyższe niż same stawki celne. Obecnie Wielka Brytania deklaruje również, że przyjmie żywność ekologiczną z UE bez świadectwa kontroli (COI) tylko do 1 stycznia 2021 r.

Z uwagi na fakt, że od dnia wystąpienia Zjednoczone Królestwo będzie państwem trzecim, w niektórych przypadkach konieczne może być wprowadzenie pewnych zmian dotyczących etykietowania środków spożywczych. Jeszcze inną kwestię stanowią opakowania wielokrotnego użytku służące do przewozu towarów. Obecnie intencją ustawodawcy w Wielkiej Brytanii jest pominięcie konieczności ich oddzielnego deklarowania, które mogłoby oznaczać wzrost kosztów importu. Dla opakowań importowanych istnieć będzie konieczność wywiezienia ich z powrotem w deklarowanym czasie w celu uniknięcia dodatkowych opłat. Finalne rozstrzygnięcia dot. opakowań nie są jednak jeszcze znane.

Ambasada Wielkiej Brytania zwraca uwagę na fakt, iż zgodnie z nowymi regulacjami importerzy i eksporterzy muszą mieć wydany numer EORI. Importerzy zgłaszają się po numer EORI GB, a eksporterzy np. z polski o EORI UE wydawany przez Urząd Celny w państwie członkowskim. Od nowego roku eksporterzy z UE będą się również mierzyć ze znacznie większą liczbą procedur koniecznych do legalnego importu towarów do Wielkiej Brytanii. Przykładowo dziś dokumenty potrzebne do transportu towarów między Belgią a Wielką Brytanią składają się z: faktury i umowy przewozu. Od stycznia 2021 roku natomiast pojawi się, co najmniej 9 dodatkowych procedur, np. certyfikacja towarów, deklaracja eksportowa, dokumenty związane z wywozem, dokumenty potwierdzające przybycie towarów do Wielkiej Brytanii spełniające wszystkie wymogi importu do tego kraju.

Wielka Brytania nie zażąda świadectwa kontroli na produkty ekologiczne wywożone z UE, Norwegii, Islandii, Liechtensteinu i Szwajcarii do 1 lipca 2021 r. Do tego czasu świadectwa kontroli będą wydawane za pośrednictwem tymczasowego system importu produktów ekologicznych (nie dotyczy eksportu do północnej Irlandii). Oficjalne wskazówki: https://www.gov.uk/guidance/trading-and-labelling-organic-food-from-1-january-2021

Organizacjom zależy przede wszystkich na jasnych procedurach w zakresie kontroli, certyfikacji elektronicznej oraz wyznaczenia szybkich kanałów dla produktów łatwo psujących się. Wierzymy, że uda nam się jak najszybciej wypracować warunki współpracy, by polscy eksporterzy owoców i warzyw nie musieli borykać się z utrudnieniami podkreśla Paulina Kopeć, sekretarz generalna Unii Owocowej.

Kilka ważnych natychmiastowych działań przygotowujących do eksportu Wielkiej Brytanii po zakończeniu okresu przejściowego, które warto polecić przedsiębiorcom to:

  • Zapoznaj się z nowymi procedurami obowiązującymi po 1 stycznia 2021 r.,
  • Zarejestruj się, aby uzyskać numer EORI,
  • Zapoznaj się z koniecznymi deklaracjami i naucz się je wypełniać,
  • Sprawdź, jakie dokumenty celne oraz związane z bezpieczeństwem i certyfikatami powinien posiadać twój przewoźnik oraz twój partner w UK (m.in. MRN, elektroniczne wersje certyfikatów sanitarnych) w momencie wjazdu do Wielkiej Brytanii,
  • Monitoruj kwestie związane z oznakowanymi wymaganymi w Wielkiej Brytanii,
  • Uzgodnij wcześniej obowiązki z agentem celnym, dostawcą usług logistycznych oraz importerem np. złożenie elektronicznego wstępnego powiadomienia o imporcie (EHC), złożenie dokumentów do systemu CHIEF oraz wystąpienie np. o ERN (Entry Reference Number) może być po jego stronie. Importer może również wystąpić o odroczenie płatności VAT. Nie powinieneś wysyłać ładunków bez prenotyfikacji eksportu, gdyż taki ładunek nie opuści portu,
  • Według informacji z Krajowej Agencji Skarbowej, jeżeli przedsiębiorca unijny będzie dokonywał importu do Zjednoczonego Królestwa lub eksportu ze Zjednoczonego Królestwa lub będzie realizował operacje tranzytowe WPT (Wspólna Procedura Tranzytowa) ze Zjednoczonego Królestwa, to będzie musiał posiadać również brytyjski numer EORI, żeby móc złożyć zgłoszenie celne w Zjednoczonym Królestwie.

Ambasada Wielkiej Brytanii zachęca do jak najsprawniejszego zapoznawania się z wytycznymi, które krok po kroku opisane są m.in. na stronie www.gov.uk. Czynności do wykonania przez eksportera do UE znajdziemy również na stronie www.podatki.gov.pl. Istotne informacje dla polskich eksporterów znajdują się również na stronie Państwowej Inspekcji Ochrony Roślin i Nasiennictwa www.piorin.gov.pl

Unijna dyrektywa o sygnalistach – pracodawcy powinni pomyśleć o nowych obowiązkach już dziś

Choć Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie ochrony osób zgłaszających naruszenia prawa Unii[1] ma być implementowana do polskiego porządku prawnego dopiero w grudniu 2021 r., to już teraz pracodawcy powinni zacząć przygotowania do wdrożenia przepisów, które za rok staną się obowiązującym prawem.

Dyrektywa reguluje ochronę osób, które dokonują zgłoszeń nieprawidłowości i naruszeń, o których uzyskały informacje w kontekście związanym z pracą. Przewiduje się możliwość zgłaszania nieprawidłowości trzema kanałami:

  • wewnętrznym (w ramach organizacji tj. przedsiębiorstwa) – założeniem dyrektywy jest, by zachęcać do składania zgłoszeń tymi kanałami, zanim zostaną skierowane do organów zewnętrznych, jeśli naruszeniu można skutecznie zaradzić wewnątrz organizacji, a sygnalista uważa, że nie zachodzi ryzyko działań odwetowych,
  • zewnętrznym (do właściwego organu) lub
  • w drodze ujawnienia publicznego (w ostateczności, jeśli wcześniej dokonano zgłoszenia wewnętrznego lub zewnętrznego i nie zostały podjęte żadne działania).

Na pracodawców nakłada się obowiązki związane z zapewnieniem kanałów wewnętrznych zgłoszeń oraz ochroną osoby dokonującej zgłoszenia (sygnalisty). Obejmą one wszystkich pracodawców, zatrudniających co najmniej 50 pracowników, niezależnie od tego, czy jest to sfera publiczna czy prywatna. Dyrektywa przewiduje, że dla podmiotów zatrudniających od 50 do 249 pracowników konieczność wdrożenia obowiązków może być przesunięta do 17 grudnia 2023 r., jednak w przypadku większych pracodawców (250 i więcej pracowników) datą obowiązywania przepisów będzie 17 grudnia 2021 r.

Najważniejsze obowiązki pracodawców

  1. Utworzenie wewnętrznego kanału i opracowanie procedur, przy wykorzystaniu których pracownicy będą mieli możliwość dokonywania zgłoszeń naruszeń; i tak:
  • Kanały przyjmowania zgłoszeń mają zapewnić poufność osoby dokonującej zgłoszenia i osoby wskazanej w zgłoszeniu i zapewnić, że nieupoważnieni członkowie personelu nie będą mieć do tych danych dostępu – dyrektywa przewiduje, że tożsamość sygnalisty w zasadzie nie może być ujawniona żadnej osobie, która nie jest upoważnionym członkiem personelu właściwym do przyjmowania zgłoszeń i podejmowania działań następczych (wyjątkiem od tej zasady jest przypadek, gdy ujawnienie jest konieczne w zw. z prowadzonymi przez organy postępowaniami wyjaśniającymi lub sądowymi i prawem do obrony osoby, której dotyczy zgłoszenie);
  • Kanały dostępu mają zapewnić przyjmowanie zgłoszeń pisemnie lub ustnie (telefonicznie, za pośrednictwem innych systemów komunikacji głosowej oraz na wniosek osoby dokonującej zgłoszenia na spotkaniu);
  • Należy potwierdzić sygnaliście przyjęcie zgłoszenia w terminie 7 dni od jego otrzymania ;
  • Należy wyznaczyć bezstronną osobę lub bezstronny wydział właściwy do podejmowania działań następczych (do wyjaśnienia sprawy, komunikacji z sygnalistą);
  • Wyznaczona osoba/wydział po uzyskaniu zgłoszenia podejmują działania następcze;
  • Należy przekazać sygnaliście informacje zwrotne w rozsądnym, nie dłuższym niż 3 miesiące terminie.
  1. Prowadzenie rejestru zgłoszeń – dyrektywa określa zasady jego prowadzenia.
  2. Zapewnienie ochrony sygnalistom.

Jakich naruszeń mogą dotyczyć zgłoszenia?

Dyrektywa wymienia dziedziny oraz akty prawne, których zgłaszane naruszenia mogą dotyczyć. Są to m.in. zamówienia publiczne, kwestie finansowe i podatkowe, bezpieczeństwo produktów, bezpieczeństwo transportu, ochrona środowiska, ochrona konsumentów, ochrona danych osobowych, przy czym przepisy krajowe mogą ten zakres rozszerzyć.

Kto podlega ochronie?

Ochroną objęci są zgłaszający naruszenie pracownicy, ale nie tylko. Chronione są także inne osoby, które mogą uzyskać informacje o naruszeniu w kontekście związanym z pracą  – w tym np. zatrudnieni na podstawie umowy cywilnoprawnej, samozatrudnieni, wspólnicy, stażyści, wykonawcy, podwykonawcy, dostawcy, byli pracownicy, osoby w trakcie rekrutacji.

Zakres ochrony

  • Sygnalista w związku z dokonaniem zgłoszenia nie ponosi odpowiedzialności za naruszenie obowiązku poufności, zniesławienie, naruszenie praw autorskich, naruszenie tajemnicy, w tym tajemnicy przedsiębiorstwa, naruszenie przepisów o ochronie danych osobowych, oraz z tytułu roszczeń odszkodowawczych na podstawie prawa prywatnego, publicznego lub prawa pracy. Warunkiem jest jednak, żeby istniały uzasadnione podstawy by sądzić, że zgłoszenie jest niezbędne do ujawnienia naruszenia zgodnie z dyrektywą;
  • Wobec sygnalisty nie mogą być podejmowane żadne działania odwetowe – dyrektywa szeroko określa, co może stanowić działanie odwetowe wskazując, że jest to nie tylko zwolnienie z pracy, ale także przykładowo: zawieszenie, degradacja, przymusowy urlop bezpłatny, zmiana miejsca pracy, obniżenie wynagrodzenia, zmiana godzin pracy, wstrzymanie szkoleń, negatywna ocena wyników lub o pracy, zastosowanie środka dyscyplinarnego, nieprzekształcenie umowy o pracę na czas określony w umowę o pracę na czas nieokreślony gdy pracownik mógł mieć uzasadnione oczekiwania, że zostanie mu zaoferowane stałe zatrudnienie; lista takich działań jest długa i ma charakter otwarty;
  • Dyrektywa wprowadza domniemanie, że jeśli sygnalista poniósł szkodę, to jest ona wynikiem działań odwetowych za dokonanie zgłoszenia – wówczas to na osobie, która podjęła działania wyrządzające tą szkolę ciąży obowiązek udowodnienia, że działania były przeprowadzone z uzasadnionych powodów.

Sankcje

Dyrektywa nakazuje państwom członkowskim ustanowienie sankcji za:

  • utrudnianie dokonywania zgłoszeń,
  • podejmowanie działań odwetowych wobec sygnalistów,
  • wszczynanie uciążliwych postępowań wobec sygnalistów,
  • naruszenie obowiązku zachowania poufności tożsamości sygnalisty.

Podsumowanie

Pracodawców czeka zatem przygotowanie kanałów do dokonywania zgłoszeń i opracowanie odpowiednich procedur, a także wyznaczenie osób odpowiedzialnych za przyjmowanie zgłoszeń i działania następcze. Niezbędne będzie także przeprowadzenie szkoleń i akcji informacyjnej dla pracowników.

Bardzo istotny jest aspekt edukacyjny i budowanie w pracownikach przekonania, że sygnalizowanie problemów nie jest „skarżeniem”, lecz wpływa na poprawę bezpieczeństwa funkcjonowania pracodawcy. Ponadto warto przekonywać, że zgłoszenie wewnętrzne jest lepszym rozwiązaniem niż zgłoszenie zewnętrzne  – zgłoszenie zewnętrzne zawsze wiąże się z ryzykiem wyciągnięcia konsekwencji przez organ.

Anna Gąsecka, adwokat w Kancelarii Brzezińska Narolski Adwokaci. Specjalizuje się w prawie telekomunikacyjnym, prowadzi obsługę korporacyjną firm z branży telekomunikacyjnej, farmaceutycznej, dystrybucyjnej i usługowej, posiada certyfikat Approved Compliance Officer (ACO).

[1] Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/1937 z dnia 23 października 2019 r.

CEO Savills podsumowuje 2020 rok i prognozuje trendy dla rynku nieruchomości magazynowych

Rok 2020 na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce został zdominowany przez pandemię. Nie dotknęła ona jednak w równym stopniu wszystkich sektorów. Wytworzyła lub przyśpieszyła za to zjawiska, z których część prawdopodobnie zostanie z nami na dłużej. Jakie to będą trendy postanowiła sprawdzić firma doradcza Savills w swoim wstępnym podsumowaniu 2020 r. i prognozach na kolejne 12 miesięcy.

W 2020 roku, wieszczone od dłuższego czasu, spowolnienie w końcu nastąpiło, ale jego niepowiązane z gospodarką źródło było dla wszystkich ogromnym zaskoczeniem. Nie oszczędziło ono również rynku nieruchomości. W niektórych sektorach oznaczało jedynie delikatne wyhamowanie nowych projektów deweloperskich, a w innych, np. w branży hotelarskiej czy handlowej, całkowity brak możliwości prowadzenia biznesu przez pewien czas. W wyniku pandemii, według wstępnych szacunków Savills, wartość transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości komercyjnych w 2020 r. w Polsce może spaść o 30% rdr. i wynieść ok. 5,5 mld euro.

Sektorem, który wykazał stosunkowo największą odporność na negatywne skutki gospodarcze pandemii były nieruchomości magazynowe. Przyczynił się do tego m.in. wzrost popularności zakupów przez Internet. Jak podaje Savills, według wstępnych danych, w 2020 r. w Polsce oddano do użytku ok. 2,2 mln m kw. nowoczesnej powierzchni magazynowej, co zwiększyło jej całkowite zasoby do blisko 20,8 mln m kw. Po trzech pierwszych kwartałach odnotowano rekord na rynku najmu (3,7 mln m kw.), a na rynku inwestycyjnym magazyny już we wrześniu przekroczyły, dotychczas najwyższy w historii, zeszłoroczny wolumen transakcji (1,8 mld euro). Dalszemu rozwojowi rynku magazynowego w Polsce sprzyjać będą m.in. trend nearshoringu i logistyka ostatniej mili.

„Ten rok z pewnością należał do magazynów. To niezwykle pożądana klasa aktywów, która w trakcie pierwszych trzech kwartałów zanotowała ponad 200% wzrost wartości transakcji w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku, odpowiadając za blisko połowę całkowitego kapitału zainwestowanego w nieruchomości komercyjne w Polsce w tym okresie” – mówi Tomasz Buras, CEO Savills w Polsce.

2020 rok stał również pod znakiem pracy zdalnej. Obłożenie w budynkach biurowych było zróżnicowane na przestrzeni całego roku, ale bywało, że spadało nawet poniżej 20%. Według Savills, wielu pracowników i pracodawców równie szybko dostrzegło korzyści, jak i ograniczenia wynikające z permanentnej pracy z domu. Z tego względu, by umożliwić bezpieczne korzystanie z biura, część firm wdrożyła system rotacyjny i zaadoptowała swoją powierzchnię do zasad dystansu społecznego, a właściciele nieruchomości zaczęli wprowadzać podwyższony reżim sanitarny na terenie budynków.

Trendem, który zdominował rynek nieruchomości w 2020 r., były również podnajmy. Zjawisko to przybrało tak dużą skalę, że obecnie Savills szacuje ilość dostępnej w tej formie powierzchni na warszawskim rynku biurowym na ponad 100 000 m kw. Takie rozwiązanie to nie tylko szansa na wygenerowanie oszczędności dla dotychczasowego najemcy, ale również okazja dla firm, które mogą przenieść swoją siedzibę pod prestiżowy adres, a dodatkowo niekiedy otrzymać w pełni umeblowane biuro na atrakcyjnych warunkach i z krótszą umową najmu.

Pandemia Covid-19 wymknęła się ramom określanym w zwyczajowo zawieranych na rynku nieruchomości umowach. Doprowadziło to do sytuacji, w której w 2020 r. właściciele nieruchomości i najemcy, a także przedstawiciele banków, musieli usiąść ze sobą do stołu negocjacyjnego i wypracować nowe rozwiązania. Rozmowy te doprowadzały m.in. do krótkoterminowych przedłużeń umów najmu, czy też odroczenia lub okresowego zwolnienia z płatności czynszu. Negocjacje były szczególnie trudne w sektorze handlowym i podkreśliły jak ważna jest dobra współpraca pomiędzy właścicielami a najemcami, o co na bieżąco powinni dbać m.in. zarządcy nieruchomości. Lekcja wyciągnięta z okresu pandemii wpłynęła również na nowo podpisywane umowy najmu, w których zaczęły pojawiać się zapisy dotyczące Covid-19 i występowania podobnych zjawisk w przyszłości.

„Początek pandemii wymagał od rynku nieruchomości natychmiastowych reakcji i adaptacji do bezprecedensowych okoliczności. Obecnie powoli przychodzi czas na złapanie dystansu i oszacowanie, które z trendów zostaną z nami na dłużej. Rynek nieruchomości z pewnością się zmieni. Nie powinniśmy się jednak tych zmian obawiać, gdyż ewolucja jest zjawiskiem pozytywnym i w dłuższej perspektywie korzystnym. Fundamenty rynku w mojej ocenie pozostają niezachwiane, a zmiany wykreują nowe szanse. 2021 rok może być rokiem przejściowym, w którym nadal będziemy obserwować negatywne konsekwencje Covid-19. Wierzę jednak, że na rynku nieruchomości szybko dostrzeżemy efekt szczepionki, a wraz ze znoszeniem obostrzeń i opanowywaniem pandemii na rynek powróci optymizm, a za nim podąży kapitał” – mówi Tomasz Buras, CEO Savills.

Zgodnie z prognozami Savills na 2021 r., pomimo będącej na horyzoncie szczepionki na Covid-19, zdalny tryb pracy pozostanie z nami jeszcze przez jakiś czas, a wiele firm prawdopodobnie zdecyduje się w pewnym wymiarze utrzymać go na stałe wdrażając system hybrydowy. Będzie się on przejawiał zarówno w trybie pracy, jak i strategii najmu. W biurach coraz częściej adaptowany będzie system hot deskingu, w ramach którego coraz mniej biurek będzie przypisanych na stałe poszczególnym osobom, a większy nacisk położony zostanie na tworzenie przestrzeni do kreatywnej pracy zespołowej. Z kolei same umowy najmu dużo rzadziej będą zakładały powierzchnię na ekspansję, przyjmując, że do tego celu wykorzystane będą powierzchnie elastyczne (coworking).

Według Savills, w 2021 r. nadal wzrastać może rola sektora publicznego na rynku najmu powierzchni biurowych. W tym roku, w Warszawie w okresie od początku stycznia do końca września, spółki z udziałem Skarbu Państwa odpowiadały za blisko jedną czwartą całkowitej ilości wynajętej powierzchni biurowej (105 000 m kw.). To również do tego rodzaju spółki należała, podpisana już w trakcie pandemii, największa umowa najmu w historii rynku biurowego w Polsce, w ramach której PZU przeprowadzi się do budynku Generation Park (47 000 m kw.). Savills prognozuje kontynuację tego trendu na rynku najmu w 2021 r. i jak dodaje, w ślad za nim obiekty wynajęte sektorowi publicznemu będą coraz częściej przedmiotem transakcji na rynku inwestycyjnym.

W 2021 r. alternatywne klasy aktywów w dalszym ciągu będą zyskiwać na popularności i coraz częściej będzie się je wymieniać jednym tchem obok tradycyjnych sektorów nieruchomości. Rozwój ten będzie szczególnie widoczny w przypadku apartamentów na instytucjonalny wynajem (PRS). Prywatne domy studenckie również powinny wzbudzać zainteresowanie inwestorów, gdyż w 2020 r. pomimo zdalnego trybu nauczania, odnotowały stosunkowo niewielkie spadki obłożenia. Na razie najwolniej rozwija się rynek budownictwa senioralnego, jednak w dłuższej perspektywie sprzyja mu postępująca zamożność i starzenie się społeczeństwa w Polsce. Globalnie nową alternatywą stają się centra danych oraz farmy solarne.

Ostatnim z prognozowanych przez Savills trendów jest ESG (ang. Environmental, Social and Corporate Governance), czyli pojęcie, które tłumaczone jest najczęściej jako: środowisko (E), społeczna odpowiedzialność (S) i ład korporacyjny (G). Zmiany klimatyczne, kulturowe, pokoleniowe, czy technologiczne, to czynniki, które pośrednio wpływają na rynek nieruchomości m.in. poprzez to, w jaki sposób pracujemy czy robimy zakupy. Z czasem ten wpływ będzie rósł i przekładał się bezpośrednio również na kwestie związane z najmem czy zakupem nieruchomości. W ocenie Savills, ESG dla funduszy inwestycyjnych i międzynarodowych korporacji staje się coraz istotniejszym kryterium oceny przy podejmowaniu decyzji biznesowych i jego znaczenie będzie rosło nie tylko w 2021 r., ale i w latach kolejnych.

Blisko 70% Polaków twierdzi, że sklepy internetowe za długo przetrzymują pieniądze za zwrócone towary

Opinie na temat tempa rejestrowania zwrotów towarów w e-sklepach są podzielone. Ponad 51% Polaków ocenia je dobrze, a przeszło 45% – negatywnie. Więcej niż połowa uważa, że powinno to trwać od 1 do 3 dni roboczych. Prawie 42% podaje 24 godz. Do tego blisko 70% nie zadowala czas oczekiwania na przelew po oddaniu towaru. Z kolei niespełna 50% badanych stwierdza, że do 24 godzin po zarejestrowaniu zwrotu pieniądze powinny wrócić na ich konto. Tak wynika z badania UCE RESEARCH, przeprowadzonego dla sklepu internetowego Złote Wyprzedaże.

Z ogólnopolskiego badania opinii klientów e-sklepów wynika, że dla 51,2% Polaków czas rejestrowania zwrotów jest zadowalający. Nie zgadza się z tym 45,1% konsumentów. Z kolei 3,7% nie ma w tej kwestii zdania. W ocenie Macieja Tygielskiego, dyrektora generalnego sklepu internetowego Złote Wyprzedaże, takie wyniki stanowczo nie są satysfakcjonujące dla branży. Niezadowolenie prawie połowy badanych może wynikać z tego, że wiele podmiotów koncentruje się głównie na jak najszybszym dostarczaniu przesyłek. Pochłonięte rywalizacją na tym polu e-sklepy zapominają jednak, że czas przyjmowania zwrotów i rozliczenia się z klientami jest tak samo ważny.[GRAFIKA] Blisko 70% konsumentów twierdzi, że sklepy internetowe za długo przetrzymują pieniądze za zwrócone towary

– Tempo rejestrowania zwrotów zależy głównie od organizacji pracy. Najlepiej radzą sobie z nią duże e-sklepy. Tam za takie zadanie odpowiada dedykowany dział. W małych firmach, w których jedna osoba wykonuje rożne czynności, priorytetem pozostaje sprzedaż towaru. Pozostałe kwestie są traktowane jako dodatkowe, często mniej istotne obowiązki. Oczywiście takie podejście obniża satysfakcję klientów z jakości obsługi – mówi Jerzy Osika, prezes firmy szkoleniowo-doradczej Promedia, ekspert w zakresie e-commerce.

Jak pokazują wyniki badania, 51,4% konsumentów oczekuje, że zwrot towaru zostanie zarejestrowany w terminie od 1 do 3 dni roboczych po dostarczeniu go do e-sklepu. Natomiast 41,6% osób uważa, że powinno to trwać maksymalnie do 24 godzin. 4,2% twierdzi, że wystarczy od 3 do 7 dni, a 1,6% wskazuje na okres od 7 do 14 dni. Tylko 1,2% badanych nie ma opinii na ten temat.

– Z mojej obserwacji rynku wynika, że większość sklepów internetowych rejestruje zwroty w okresie od 1 do 3 dni roboczych. Jednak przewiduję, że w odpowiedzi na rosnące oczekiwania klientów ten czas skróci się do 24 godzin. E-sklepom również zależy na szybkim zamknięciu sprawy. Wpływa to przecież na ich relacje z klientami – komentuje Dorota Zielińska, Customer Care Team Leader ze Złotych Wyprzedaży.

Według 69,4% konsumentów, czas przelewu pieniędzy na konto od momentu zarejestrowania zwrotu towaru jest niesatysfakcjonujący. Odmiennego zdania jest 28,5% badanych. Natomiast 2,1% osób nie potrafi tego stwierdzić. Jak podkreśla Maciej Tygielski, oczekiwania klientów są jak najbardziej zrozumiałe. Technologia pozwala na to, żeby środki wracały do nich w dniu rejestracji zwrotów. Często wymaga to jednak zmian systemowych, które generują dodatkowe koszty. Ekspert nie wyklucza też, że część sklepów poprawia swoją płynność finansową, przeciągając zwracanie pieniędzy.

– Ktoś musi sprawdzić, czy zwracany towar nie nosi śladów użytkowania. Inny pracownik wprowadza numer konta do systemu. Kolejna osoba cyfrowo zatwierdza transakcję. Konsument trafia na procedurę, ale nie ma tu mowy o złej woli. Polacy są z natury niecierpliwi, szczególnie jeśli chodzi o pieniądze – uważa Tomasz Szacoń, właściciel firmy doradczej RetailPoland Consulting.

Z badania również wynika, że czas zwrotu pieniędzy na konto od momentu rejestracji powinien wynosić do 24 godz. roboczych – 47,9%. Od 1 do 3 dni roboczych deklaruje 33,9% badanych. Z kolei 14,3% wskazuje na termin od 3 do 7 dni, a 2,6%  – od 7 do 14. Natomiast 1,3% nie ma w tej kwestii zdania. Dorota Zielińska zauważa, że giganci e-commerce coraz częściej stosują termin 24 godzin. I dodaje, że niedługo stanie się to standardem na rynku.

– Zdarza się, że niektóre firmy celowo przetrzymują należne klientom pieniądze. Praktyka ta nie przynosi im jednak wielkich zysków, biorąc pod uwagę, że w wielu przypadkach do e-sklepów wraca zaledwie 10% towarów. Natomiast straty wizerunkowe wynikające z takiej strategii potrafią być niebotyczne, zwłaszcza gdy klientami są młode osoby. Bowiem wykazują one znacznie mniej cierpliwości w oczekiwaniu na przelew niż starsi konsumenci. Firmy, które każą im długo czekać na ich pieniądze, będą szybko eliminowane z rynku – podsumowuje Jerzy Osika.

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 04-07.12.2020 r. metodą CAWI przez UCE RESEARCH na zlecenie sklepu internetowego Złote Wyprzedaże na reprezentatywnej próbie 1 042 dorosłych Polaków.

Deloitte: Rynek usług w chmurze odporny na skutki kryzysu wywołanego pandemią

W nadchodzącym roku technologia 8K wygeneruje przychody rzędu 5 mld dolarów.

Pandemia COVID-19 jest katalizatorem zmian w świecie technologii. Eksperci firmy doradczej Deloitte w raporcie „TMT Predictions 2021” wskazują, że w ciągu kilku miesięcy kryzysu branża technologiczna wypracowała więcej niż przez pięć lat funkcjonowania w normalnych warunkach. Można to zaobserwować również w medycynie, czego przykładem są wideo wizyty. W nadchodzącym roku rynek rozwiązań specjalistycznych, przeznaczonych do takiej formy kontaktu z lekarzem, osiągnie wartość 8 mld dolarów. W 2021 roku będziemy również obserwować intensywny rozwój sieci dostępu radiowego, 5G oraz migracji chmurowej.

To już dwudziesta edycja globalnego raportu Deloitte, omawiającego najważniejsze trendy wpływające na przyszłość sektora technologii, mediów i telekomunikacji na całym świecie. W tym roku eksperci podsumowali wpływ pandemii COVID-19 na poszczególne trendy i przeanalizowali, które z nich rozwijać się będą w 2021 roku.

Tryumf AI i rozwiązań chmurowych

Sztuczna inteligencja (AI) już po raz kolejny znalazła się w raporcie Deloitte. Oznacza to, że możliwości jej zastosowania stale rosną. Obecnie AI osiąga etap dojrzałości i umożliwia kompleksową cyfrową transformację firm technologicznych i telekomunikacyjnych.

W 2021 roku wartość globalnego rynku rozwiązań edge, czyli architektury rozproszonych zasobów IT, wyniesie 12 mld dolarów. Oczekujemy, że podstawą ekspansji w tym obszarze będzie zastosowanie innowacyjnych rozwiązań AI w telekomunikacji – szczególnie w sieciach 5G, jak również przez ofertę dostawców skalowalnych usług obliczeniowych w chmurze, którzy będą wykorzystywać sztuczną inteligencję do stałej optymalizacji swojej infrastruktury. Takie firmy staną się liderami odznaczającymi się wysokim poziomem kapitalizacji i przekazującymi innym dobre praktyki – mówi Sławomir Lubak, Partner, lider branży Telekomunikacji, Mediów i Technologii, Deloitte.

Do 2023 roku 70 proc. przedsiębiorstw może stosować najnowocześniejsze technologie tego typu do przetwarzania danych. Dzięki temu osiągną one nową generację usieciowienia i sprawności operacyjnej. Jednocześnie rozwiązania typu edge pozwolą na jeszcze szybszą, tańszą i bezpieczniejszą działalność tam, gdzie są stosowane.

W 2020 roku wartość wydatków na rozwiązania chmurowe nieznacznie się zmniejszyła. Spowodowane jest to głównie redukcją wydatków inwestycyjnych wywołanych przez pandemię i globalną recesję.

Należy jednak zaznaczyć, że rynek usług w chmurze jest i tak stosunkowo odporny na skutki obecnego kryzysu. Pewne sposoby pomiaru wykazują nawet wyższe tempo wzrostu niż w 2019 roku. To wynik zwiększonego zapotrzebowania na usługi cloud w sytuacji, gdy cały świat zaczął pracować zdalnie oraz wzrosło zapotrzebowanie na ogólnie pojęte usługi cyfrowe. W latach 2021-2025 wzrost przychodów utrzyma się na poziomie z 2019 roku i wyniesie 30 proc. Nie wykluczamy jednak wyższej wartości, bo przedsiębiorstwa będą wdrażać technologie chmurowe dla zwiększenia oszczędności oraz jednoczesnego podniesienia swojej zwinności i innowacyjności – mówi Marcin Knieć, Dyrektor w dziale Cloud Engineering Deloitte.

Technologia w służbie sportu

Transformacja cyfrowa ma miejsce również w sporcie. Rozwiązania technologiczne, takie jak: systemy wizyjne, uczenie maszynowe, zaawansowana łączność bezprzewodowa czy czujniki nakładane na ciało zmieniają formułę treningów, współzawodnictwa i kształtowania kariery sportowej. W każdym takim systemie podstawą są dane zawodników. Pojawia się więc kwestia ich racjonalnego i etycznego wykorzystywania. Eksperci Deloitte przewidują, że do końca 2021 roku profesjonalne ligi sportowe opracują i wdrożą nowe zasady zbierania, wykorzystywania i komercjalizacji informacji dotyczących sportowców.

– W najbliższym roku na znaczeniu zyskają również transmisje i transakcje sponsorskie w sporcie kobiecym, które już obecnie w najlepszym przypadku warte są miliony dolarów. Rok 2021 nie przyniesie jeszcze miliardowych przychodów, ale stanie się to w nadchodzących latach. Ubiegła dekada pokazała bowiem, że wydarzenia sportowe z udziałem kobiet gromadzą dużą widownię, przyciągają kibiców
i generują wartość dla sponsorów
– mówi Agnieszka Zielińska, Partner w dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

Kontrowersyjne 5G

Wymagania stawiane przez konsumentów sprawiają, że operatorzy sieci komórkowych muszą zapewniać im najnowsze i najszybsze technologie. Na potrzeby swoich usług posługują się wyspecjalizowaną techniką dostępu radiowego. Wielu operatorów poczyniło znaczne postępy w procesie wirtualizacji sieci szkieletowych i tym samym osiągnęło istotne zyski operacyjne.

Obecnie dużą popularnością cieszą się komórkowe sieci rozproszone, które działają w oparciu o sieć dostępu radiowego (RAN). Na potrzeby obsługi technologii 5G operatorzy muszą zastąpić lub wzmocnić posiadany sprzęt, a standardem będzie wdrażanie otwartej, wirtualnej architektury, zwanej „otwartą RAN”. Z raportu Deloitte wynika, że obecnie na świecie działa 35 takich sieci – wiele z nich póki co w ramach testów. Eksperci oczekują, że do 2023 roku wirtualizacji ulegnie ponad 80 proc. szkieletowych sieci bezprzewodowych. Wyraźny wzrost zainteresowania technologią prawdopodobnie zapoczątkuje istotny trend, które zrewolucjonizuje branżę telekomunikacyjną.

Podobną rewolucję wywołała w 2020 roku technologia 5G. W 2021 roku również będzie to jeden z głównych tematów w branży TMT, który mocno polaryzuje opinie konsumentów. Wielu z nich obawia się negatywnego oddziaływania 5G poprzez promieniowanie. Ankieta konsumencka, przeprowadzona przez Deloitte w maju i czerwcu br. pokazała, że co najmniej jedna piąta dorosłych uważa, że technologia 5G stanowi zagrożenie dla zdrowia.

Najwyższa jakość w domu i w pracy

W ostatnich latach dużą popularność zdobyły telewizory o rozdzielczości 4K. Nachodzący rok może być przełomem w tym obszarze, a wdrożenie standardu 8K pozwoli na jeszcze większą ostrość obrazu.

Przewidujemy, że w 2021 roku technologia 8K wygeneruje przychody rzędu 5 mld dolarów. Podstawowym źródłem będzie sprzedaż telewizorów o tej rozdzielczości. Prognozujemy, że do konsumentów na całym świecie trafi 1,5 mln odbiorników po średniej cenie 3,3 tys. dol. Standard 8K zyska szczególną popularność w segmencie telewizorów o największych rozmiarach, a dodatkowe przychody przyniesie sprzedaż sprzętu – kamer, monitorów czy komputerów, wykorzystywanego do tworzenia i produkcji treści w technologii 8K – mówi Ścibor Łąpieś, Dyrektor, Technology M&A w Deloitte.

Najwyższa jakość sprzętu to również przyszłość na rynku pracy. W 2021 roku dzięki zakupom dokonywanym przez przedsiębiorstwa i instytucje edukacyjne, sprzedaż gamingowych zestawów słuchawkowych wzrośnie dwukrotnie w stosunku do roku 2019, tak jak sprzedaż oprogramowania i usług powiązanych. Na niektórych rynkach tempo wzrostu sprzedaży tego typu zestawów już przyspieszyło, co ma związek z przechodzeniem na wirtualną formę szkoleń w celu uniknięcia ryzyka zarażenia koronawirusem.

Do lekarza na wideo wizytę

Pandemia zmieniła również podejście do wizyt u lekarza. Zarówno pacjenci, jak i medycy nie byli przekonani do wideo konsultacji. Teraz jednak wielu z nich jest gotowych działać w takim trybie przez dłuższy czas.

W nadchodzącym roku udział procentowy wizyt lekarskich online wzrośnie z 1 proc. obecnie do 5 proc. Choć może się wydawać, że to niewiele, warto pamiętać, że w 36 krajach OECD tylko w roku 2019 odbyło się 8,5 mld wizyt lekarskich o ogólnej wartości 500 mld dolarów. Pięć procent tej liczby to ponad 400 mln wizyt wideo o wartości ok. 25 mld dolarów. Pandemia pokazała, że wizyty online mają wiele zalet, w tym oszczędność czasu – mówi Robert Kauf, Senior Manager w zespole Strategy, Analytics, M&A.

Popularyzacja tej i innych form kontaktu zdalnego między lekarzem a pacjentem oznacza zwiększenie zapotrzebowania na technologie, które to umożliwią. Eksperci Deloitte przewidują, że w 2021 roku rynek rozwiązań specjalistycznych, przeznaczonych do tego rodzaju wizyt, osiągnie wartość 8 mld dolarów.

Podsumowanie 2020 i prognozy na 2021 dla rynku magazynowego w Polsce

Rynek magazynowy uchodzi za wielkiego wygranego w starciu z pandemią COVID-19. Eksperci Colliers International poddali analizie mijający rok i wybrali najważniejsze wydarzenia, jakie miały miejsce w sektorze magazynowym, a także przygotowali prognozy dla rynku na 2021 r.[1]

Najważniejsze wydarzenia 2020 na rynku magazynowym

  1. Rekordowy popyt?

Aktywność najemców utrzymała się na wysokim poziomie, a prognozowany całkowity wolumen transakcji podpisanych w 2020 r. prawdopodobnie będzie wyższy niż ten odnotowany w roku ubiegłym. Tylko w ciągu trzech pierwszych kwartałów roku wynajęto 3,74 mln mkw., podczas gdy w analogicznym okresie 2019 r. było to 2,86 mln mkw.

– Rynek magazynowy wykazał się odpornością na destabilizację gospodarczą i rynkową spowodowaną pandemią COVID-19. W dużej mierze to zasługa sektora e-commerce, którego rozwój znacząco przyspieszył w ciągu ostatnich miesięcy. Klienci, którzy dotąd nie korzystali z internetowego kanału sprzedażowego, chcą jak najszybciej nadrobić braki. Podobnie firmy, które do tej pory opierały się głównie na handlu tradycyjnym. Wiele dużych transakcji zamknie się jeszcze tym roku, dlatego rekord w popycie wydaje się realny – mówi Maciej Chmielewski, senior partner, dyrektor Działu Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych w Colliers International.

  1. Podaż w górę

Całkowita podaż nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce przekroczyła 20 mln mkw. Największe projekty ukończone w 2020 r. to: A2 Warsaw Park w Grodzisku (103,7 tys. mkw.), Hillwood Wrocław Wschód II (63,9 tys. mkw. w ramach dwóch hal).

  1. Giganci w nowych lokalizacjach

Amazon oraz Zalando umocnili swoje pozycje w Polsce. W Gliwicach ruszyło ósme i zarazem największe centrum logistyczne firmy Amazon w naszym kraju, zaś Zalando na lokalizację swojego trzeciego w Polsce centrum logistycznego wybrało Głuchów pod Łodzią.

  1. Zmiana właścicieli

Sfinalizowana została transakcja zakupu przez GLP portfela nieruchomości grupy Goodman w Polsce, Czechach, na Słowacji i Węgrzech za 1 mld euro. Tym samym Goodman zniknął z polskiego rynku magazynowego, a zakupione nieruchomości zmieniły nazwy i branding zgodny ze standardami nowego właściciela. GLP rozpoczęło także w podwarszawskich Jankach budowę pierwszego obiektu magazynowego już pod własnym szyldem – GLP Warsaw II Logistics Centre. Jego powierzchnia będzie wynosić 32 tys. mkw.

  1. Deweloperzy na zakupach

– Pandemia nie zatrzymała także deweloperów magazynowych, którzy, aby zaspokoić obecny i przyszły popyt ze strony najemców, już myślą o kolejnych projektach. W 2020 r. zabezpieczali oni tereny pod przyszłe inwestycje – mówi Agnieszka Bogucka, analityk w Dziale Doradztwa i Badańn Rynku w Colliers International.

Swój bank gruntów powiększył m.in. Panattoni, który zakupił działkę o powierzchni 14,8 ha pod realizację Panattoni Park Stryków IV oraz grunt w Czeladzi pod budowę Panattoni Park Czeladź V. Na zakupach były także firmy Segro, która nabyła 7 ha pod rozbudowę Segro Logistics Park Poznań Komorniki oraz 7R, która zwiększyła swój bank ziemi o działkę w Trzebowisku k. Rzeszowa (2,6 ha) w celu rozszerzenia swojej oferty na Podkarpaciu.

Prognozy na 2021 dla rynku magazynowego

  1. Poszukiwanie nowych możliwości inwestycyjnych

Rynek powierzchni magazynowych nadal będzie cieszył się dużym zainteresowaniem ze strony inwestorów, a transakcje typu sale & leaseback, dające możliwość utrzymania płynności finansowej, będą zyskiwać na popularności.

  1. SBU rośnie w siłę

Będziemy obserwować zdecydowany wzrost popularności małych magazynów miejskich (SBU), które już znajdują się w portfelach największych deweloperów działających na rynku.

  1. Krótsze łańcuchy dostaw

Zgodnie z naszymi przewidywaniami z początku pandemii firmy, widząc konieczność reorganizacji dotychczasowego łańcucha dostaw, będą skracać go w celu zminimalizowania potencjalnego ryzyka utraty płynności w przepływie towarów.

– Firmy z krótkimi, lokalnymi łańcuchami dostaw są w ograniczonym stopniu narażone na skutki zamknięcia granic. Doświadczenia lockdownu skłoniły więc wielu przedsiębiorców do zwiększenia zapasów. Nikt nie chce zamrażać kapitału ani ponosić nadmiernych kosztów magazynowania towaru, ale pandemia pokazała, jak ważny jest odpowiednio duży margines bezpieczeństwa. W dalszej przyszłości niektóre firmy przeniosą zapewne część produkcji z Azji do łatwiej dostępnych krajów europejskich, w tym Polski – mówi Maciej Chmielewski.

  1. Czas się wyróżnić

Deweloperzy będą starali się wyróżnić na rynku, oferując wyższe parametry techniczne obiektów w standardzie, takie jak: podwyższona odporność ogniowa, wysokość netto 12 m, dodatkowe oświetlenie strefy przydokowej, bardziej wzmocniona posadzka czy wyższy niż do tej pory standard wykończenia części biurowej. Tego typu elementy dają najemcom większą swobodę w zakresie ilości i rodzaju składowanych towarów.

  1. E-commerce i nie tylko

Będziemy nadal obserwować szybki rozwój sektora e-commerce oraz intensyfikację działań firm z branży kurierskiej.

– Branża e-commerce w Polsce ma jeszcze ogromne pole do rozwoju. Jak na razie zakupy przez internet robi poniżej 10% Polaków. Dla porównania w Wielkiej Brytanii ok. 18% populacji. Już samo osiągnięcie tego poziomu rysuje bardzo obiecujące perspektywy – mówi Maciej Chmielewski.

[1] Szczegółowe podsumowanie wydarzeń oraz prognozy dla rynku nieruchomości komercyjnych dostępne będą w raporcie Market Insights 2021.

Firmowe święta będą pełne dystansu. Premie i upominki rzadko widziane

W spotkaniach z tej okazji w dowolnej formie weźmie udział tylko 13% pracujących Polaków badanych przez Pracuj.pl. Różnica jest ogromna: w minionych latach świąteczne wydarzenia organizowane były w firmach aż 75% badanych. Pracownicy nie są także przekonani do wigilijnych spotkań online. Podobnie jak w minionych latach, od pracodawców oczekują natomiast głównie świątecznych premii i upominków. Życie zawodowe na koniec grudnia zwolni tempo: połowa z badanych planuje wziąć w tym czasie urlop.

Najważniejsze informacje:

  • Tylko 13% badanych weźmie udział w firmowym spotkaniu świątecznym.
  • To aż o 62 p.p. mniej, niż uczestniczyło w minionych latach.
  • 1/5 badanych uważa spotkania świąteczne online za dobre rozwiązanie.
  • Co drugi respondent nie spodziewa się świątecznego benefitu.
  • Najczęściej preferowane benefity świąteczne: premie, upominki i urlopy.
  • Co drugi badany planuje brać urlop między świętami i Nowym Rokiem.

Święta inne od innych

Mijające 12 miesięcy przyniosło wiele zmian w życiu zawodowym Polaków – czego dowodzą choćby badania Pracuj.pl. Nie inaczej ma być w ostatnim miesiącu roku. Grudzień zazwyczaj oznaczał okres, w którym mieszała się intensywna praca, świąteczny nastrój, integracja zespołów, a w ostatnich dniach – spowolnienie działania wielu firm i zasłużony odpoczynek.

Zespół Pracuj.pl postanowił zapytać użytkowników portalu, jak nowa normalność i konieczność społecznej izolacji wpływa na świąteczne zwyczaje i plany urlopowe pracowników. Uzyskane wyniki dowodzą, że tegoroczne zakończenie roku nie będzie przypominać tego, które dobrze znamy z miejsc pracy z ubiegłych lat. Dowodzi jednocześnie, że wielu pracowników ma wciąż podobne potrzeby, a także chęć integracji ze współpracownikami, co w minionych latach.

Firmowe święta online? Raczej niechętnie

Tylko 13% badanych deklaruje, że w tym roku w ich firmie jest organizowane świąteczne spotkanie w jakiejkolwiek formie – także online. 2 na 3 badanych nie będzie uczestniczyć w takim wydarzeniu, a co piąty – nie ma jeszcze pewności, jaką decyzję podejmą w tym temacie przełożeni. Wyniki badań są o tyle uderzające, że aż 75% badanych przyznaje, że takie imprezy były w ich firmach organizowane w minionych latach.

Jak zauważa Agata Grzejda, Ekspertka ds. Komunikacji Wewnętrznej w Grupie Pracuj, przyglądając się odpowiedziom badanych można wyraźnie dostrzec, jak silnie nowa normalność wpływa na naszą codzienność.

Liczba osób deklarujących, że w ich firmach odbędzie się w tym roku jakiekolwiek spotkanie świąteczne, spadła w porównaniu do ubiegłych lat o aż 62 punkty procentowe. Tego typu imprezy stanowią w wielu miejscach pracy najważniejsze spotkanie integracyjne w roku, okazję do spędzenia czasu w pozytywnej, mniej formalnej atmosferze. Tymczasem pandemiczne obostrzenia sprawiają, że jedyne realne rozwiązanie w czasach pandemii mogą stanowić wydarzenia online. W ich wypadku liczy się dobry pomysł i oryginalne podejście, zdolność pozytywnego zaskoczenia pracowników i odróżnienia spotkania od typowej telekonferencji. Szczególnie, że wiele osób jest już zmęczonych częstymi rozmowami online, a integrować chciałby się „na żywo”, jak w minionych latach – komentuje Agata Grzejda, ekspertka ds. komunikacji wewnętrznej w Grupie Pracuj.

Słowa ekspertki potwierdzane są przez odpowiedzi respondentów. Wśród nich znalazła się większa grupa osób, które mimo okoliczności pandemicznych byłyby skłonne wziąć udział w bezpośrednim spotkaniu wigilijnym w pracy (34%) niż uważających firmowe imprezy świąteczne online za dobrą alternatywę wobec wydarzeń „na żywo” (28%).
firmowe święta 2020

Premia i upominki mile, ale… rzadko widziane

Jak się jednak okazuje, mimo nowych okoliczności pewne rzeczy się nie zmieniają. Wśród benefitów świątecznych, które według respondentów powinien dostarczać pracownikom dobry pracodawca, dominują zdecydowanie premie finansowe (73% wskazań). Na drugim miejscu wybierane były upominki i prezenty dla pracowników (56%), a na trzecim – dodatkowy urlop na święta (33%). Dopiero na dalszych miejscach znalazły się bardziej nietypowe inicjatywy, czyli akcje charytatywne (20%) i nagrody dla pracowników roku (16%). Warto zauważyć, że najrzadziej ze wszystkich dostępnych opcji wybierana była organizacja spotkań świątecznych online – za wyznacznik dobrego pracodawcy uważa je zaledwie co dziesiąty badany.premie na święta 2020Benefity, które pracownicy określają jako ważne, często rozmijają się jednak z firmową rzeczywistością. Połowa respondentów Pracuj.pl spodziewa się, że w tym roku nie otrzymają od pracodawcy żadnego dodatkowego benefitu z okazji świąt. Otrzymania premii finansowej z okazji zakończenia roku oczekuje tylko co trzeci respondent Pracuj.pl. Jeszcze mniej, bo co piąty, spodziewa się otrzymania prezentów lub upominków z tej okazji.premie na święta 2020

Przerwa od zawodowych wyzwań

Podobnie, jak w ubiegłych latach, czas między Wigilią i Nowym Rokiem będzie stanowił okres zamrożenia lub spowolnienia działalności w wielu firmach. W tym roku ta sytuacja będzie mieć jednak dodatkowy wymiar. 56% respondentów Pracuj.pl uważa, że przerwa świąteczna to dobra okazja do odpoczynku od zmartwień związanych z pracą w czasie pandemii. Trudno się więc dziwić, że blisko połowa badanych (49%) planuje mieć wolne przynajmniej przez część spośród ostatnich pracujących dni tego roku.
przerwa świątecznaJednocześnie jednak tylko co czwarty respondent nie będzie w tym okresie w ogóle pracować – to wyraźnie mniej osób, niż tych nie decydujących się na żaden urlop (34%). Ogółem widoczne jest nieco mniej aktywne podejście do brania długiej przerwy pod koniec grudnia, niż w minionych latach. Dla porównania, w badaniu przeprowadzonym przez Pracuj.pl dwa lata temu odpoczynek przynajmniej przez część tego okresu deklarowało więcej, bo 55% badanych.
urlop świąteczny

Krótsze urlopy z własnej woli

Co ciekawe, plany pracy w okresie spowolnienia niekoniecznie muszą wynikać z nacisku ze strony przełożonych. Tylko co czwarty badany deklaruje, że jego pracodawca odnosi się negatywnie do brania przez pracowników urlopu w okresie między świętami, a sylwestrem. Jak zauważa jednak Agata Grzejda, 9 miesięcy pracy w nowej normalności wpływa na postawy wielu specjalistów – także te dotyczące urlopów.

Z jednej strony w części miejsc pracy mamy do czynienia z dodatkowymi napięciami, związanymi z sytuacją pandemiczną, co może zniechęcać do brania dłuższych urlopów. Z drugiej strony, obostrzenia wiążą się z ograniczonymi możliwościami pod względem podróży, co na pewno zmniejsza liczbę osób planujących np. sylwestrową turystykę. Wszystko to składa się na nietypowy obraz tegorocznej przerwy świątecznej. Choć przez ostatnie miesiące nauczyliśmy się lepiej funkcjonować w wirtualnym świecie pracy, takie okazje dobrze obrazują potrzebę wspólnej celebracji ważnych okazji i bezpośredniego kontaktu ze współpracownikami – podsumowuje Agata Grzejda.

Jak pandemia zmienia postawy konsumenckie Polaków – raport PwC

Z powodu pandemii co trzeci Polak odczuł spadek swoich dochodów, a obniżenie wynagrodzenia dotknęło więcej kobiet niż mężczyzn. Przekłada się to na nasze zachowania zakupowe i zarządzanie domowym budżetem – 25% badanych deklaruje, że oszczędza więcej niż przed pandemią – wynika z raportu firmy doradczej PwC „Nowy obraz polskiego konsumenta”. Autorzy opracowania podkreślają, że Polacy wykazują się coraz większą swobodą w korzystaniu z nowych technologii, co potwierdza fakt, że 1/3 zwiększyła częstotliwość zakupów online.

Ostatnie miesiące pokazały, że otaczający nas świat, rynek, firmy, ale również my jako klienci już nie jesteśmy tacy sami. Zmiana naszych zachowań dokonała się na wielu płaszczyznach – nie tylko samej ścieżki zakupowej, ale również sposobu pracy, zakresu korzystania z technologii, transportu, wyboru rozrywki, czy troski o środowisko. Wiąże się to z wieloma wyzwaniami dla firm. Muszą one nie tylko na nowo zdobyć zaufanie konsumentów w tej nowej, nieprzewidywalnej rzeczywistości, ale również zapewnić jak najwyższą jakość i dostępność swoich produktów czy usług przy jednoczesnym zachowaniu maksymalnej dbałości o zdrowie, bezpieczeństwo i doświadczenia zakupowe konsumenta. Digitalizacja i transformacja cyfrowa firm, którą obecnie powszechnie obserwujemy, stała się jedną z odpowiedzi na te potrzeby i wyzwania, jednak rozwój e-commerce to dopiero początek drogi. – Krzysztof Badowski, partner w PwC, , lider zespołu dóbr konsumenckich i handlu detalicznego

Jak wynika z badania przeprowadzonego na potrzeby raportu PwC, w ostatnich miesiącach 1/3 Polaków doświadczyło spadku dochodów, a obniżenie wynagrodzenia częściej dotykało kobiet niż mężczyzn. Wizja kryzysu i wzrostu cen przekłada się na deklaracje badanych co do ich budżetów domowych – 41% Polaków uważa, że w ciągu najbliższych miesięcy ich wydatki wzrosną. Nie dziwi więc, że ¼ respondentów zadeklarowała, że obecnie oszczędza więcej niż przed pandemią.

Oprócz artykułów spożywczych polscy konsumenci ograniczyli częstotliwość zakupów we wszystkich pozostałych kategoriach, chociaż i tak widoczny jest wzrost niektórych wydatków – największy nastąpił w kategorii artykułów zdrowotnych, pielęgnacyjnych oraz elektroniki użytkowej, z kolei spadek wydatków jest widoczny w przypadku usług. Co trzeci badany deklaruje, że zwiększył częstotliwość robienia zakupów online, ale nadal zakupy spożywcze Polacy najchętniej robią tradycyjnie, w sklepach stacjonarnych. Jedynie 11% respondentów robi zakupy spożywcze przez Internet. Widoczny jest także trend „samowystarczalności”, czyli samodzielne przygotowywanie produktów takich jak chleb, ciasta, sery, przetwory, a także uprawa warzyw i ziół, deklaruje to 17% badanych. Z kolei niemal ⅕ respondentów kupuje więcej żywności wyprodukowanej lokalnie.

Prawie dla wszystkich Polaków (93%) ceny produktów i usług są istotne podczas dokonywania wyborów zakupowych, przy czym aż dla 43% badanych przez pandemię COVID-19 ten czynnik stał się istotniejszy niż wcześniej.

Polscy konsumenci od lat byli jednymi z najbardziej wrażliwych cenowo konsumentów w Europie. Sytuacja pandemiczna dodatkowo nasila to zjawisko. Wraz z nałożonymi ograniczeniami i zanikiem misji impulsowych znaczna część zakupów przyjęła charakter planowany. W efekcie obserwujemy stały wzrost koszyka zakupowego w sklepach o szczególnie atrakcyjnym postrzeganiu cenowym, które jednocześnie znajdują się w pobliżu miejsca zamieszkania. Powrót do zjawiska smart shopper dodatkowo sprzyja produktom marki własnej, które na przestrzeni lat zdobywały sobie sympatię konsumentów. Kluczowym zadaniem dla sieci będzie więc stała praca nad poprawą wizerunku cenowego. Na znaczeniu nabiorą praktyki związane z komunikowanymi akcjami promocyjnymi, komunikacją wewnątrzsklepową oraz personalizowaną. – Maciej Kroenke, partner w PwC, lider zespołu Revenue Management

Eksperci PwC zwracają uwagę, że dostarczanie dobrych doświadczeń przez marki jest kluczowe także w czasie pandemii. 42% badanych daje markom tylko jedną szansą i co ciekawe, tak ostre kryteria prezentują szczególnie osoby starsze (w wieku 65+). Młodsi dają markom minimalnie większy kredyt zaufania, jednak po dwóch złych doświadczeniach też nie wrócą do marki, która ich zawiodła. Tylko 13% badanych jest skłonna dać markom trzy lub więcej szans.

Warto zwrócić uwagę, że dla polskich konsumentów równie ważna co dostępność produktów istotna jest także wygoda, jakość i przyjazność obsługi oraz procesu zakupowego. To wyraźnie pokazuje, że dbałość o doświadczenia klientów ma znaczenie i warto projektować dobre oraz spójne doświadczenia pomiędzy kanałami. Jest to oczywiście zawsze spore wyzwanie, ale aż 88% Polaków twierdzi, że po 1-2 złych doświadczeniach z marką rezygnuje z jej produktów i usług. Co więcej, w dobie przesuwania się Polaków z kanałów tradycyjnych do cyfrowych łatwość podjęcia takich decyzji i wyborów zdecydowanie rośnie. – Izabela Wisłocka, ekspertka PwC ds. transformacji cyfrowej

O raporcie

Celem raportu „Nowy obraz polskiego konsumenta. Postawy i zachowania Polaków w obliczu pandemii koronawirusa” było określenie zachowań konsumentów w trakcie trwania epidemii COVID-19 w Polsce oraz tego, w jaki sposób wykształcone nawyki i tendencje będą utrzymywały się w przyszłości, jak również porównanie polskich wyników z badaniami globalnymi. Wyniki prezentowane w raporcie są efektem polskiego badania opinii publicznej przeprowadzonego przez firmę badawczą Ipsos Polska na zlecenie PwC Polska. Badanie miało formę ankiety online (CAWI) i przeprowadzone zostało na reprezentatywnej grupie 1000 Polaków w terminie od 19 do 24 sierpnia 2020 r.

Ustawa o zawodzie farmaceuty: pożegnanie z kompromisem

W czwartek 10 grudnia Sejm RP przyjął Ustawę o zawodzie farmaceuty. Ustawę, na którą środowisko farmaceutów czekało od ponad trzech dekad. Niewiele zabrakło, żeby jej kształt był akceptowalny przez wszystkie strony rynku aptecznego.

Farmaceuci byli ostatnią grupą spośród zawodów zaufania publicznego, która nie doczekała się do tej pory ustawy kompleksowo regulującej jej rolę w systemie opieki zdrowotnej. To prawdziwy przełom: nowa legislacja określa zasady wykonywania i uzyskiwania prawa do wykonywania zawodu farmaceuty, kwestię szkoleń i doskonalenia zawodowego. Wprowadza także od lat wyczekiwaną opiekę farmaceutyczną. Szereg uprawnień farmaceutów dotyczyć będzie prowadzenia przeglądów lekowych i opracowywania indywidualnych planów opieki farmaceutycznej dla pacjentów, uwzględniających elementy edukacji zdrowotnej, profilaktyki, a nawet częściowej diagnostyki. Oznacza to poważne wzmocnienie roli farmaceuty w całym systemie.

Gratulujemy farmaceutom faktu uchwalenia ustawy kompleksowo regulującej ich zawód – mówi Marcin Piskorski, prezes zarządu Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNET. – Od samego początku wspieraliśmy prace nad projektem, który w wersji przygotowanej przez Ministra Zdrowia był dokumentem zaakceptowanym przez wszystkie strony rynku, wszystkich interesariuszy. Szkoda, że w trakcie prac sejmowych do projektu wprowadzono poprawki niebezpieczne dla właścicieli aptek, punktów aptecznych i hurtowni farmaceutycznych, sprzeczne z Konstytucją Biznesu – dodaje.

Uchwalenie tak ważnej ustawy było także szansą na zapoczątkowanie konsolidacji podzielonego od lat środowiska. Wspomniane podziały ujawniły się podczas procedowania projektu, zwłaszcza przy kwestiach unieruchamiania placówek i przesłanki „uporczywości” w kontekście naruszania niezależności zawodowej farmaceutów. W toku prac legislacyjnych wiele razy podkreślano, że ustawa przyznaje zbyt arbitralną władzę organom inspekcji i daleko idące uprawnienia korporacji aptekarskiej – niespotykane w przypadku innych samorządów zawodowych. Senacka Komisja Zdrowia w duchu dialogu szukała w tym zakresie drogi pośredniej.

Wypracowany w toku prac senackich kompromis godził niezależność zawodową farmaceutów i interes przedsiębiorców prowadzących apteki, punkty apteczne i hurtownie farmaceutyczne. Niestety, Sejm odrzucił w zasadzie wszystkie merytoryczne poprawki Senatu – mówi Marcin Nowacki, Wiceprezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. – Pozostaje mieć nadzieję, że kontrowersyjne zapisy, które zostały ostatecznie przyjęte przez Sejm, nie staną się narzędziem do nieuczciwej walki konkurencyjnej. Będziemy się temu bacznie przyglądać – dodaje.

Szkoda, że kolejny raz zlekceważono interesy przedsiębiorców, wspierając postulaty aptekarskiego establishmentu, posługując się przy tym, argumentami mającymi słabe pokrycie w rzeczywistości – zauważa Maciej Witucki, Prezydent Konfederacji Lewiatan.

Kompromis był na wyciągnięcie ręki. Akty prawne wypracowane w duchu dialogu są trwałe i prawdziwie obywatelskie – szanują opinie wielu stron. Niestety, ustawodawca zaprzepaścił tę szansę. Wielka szkoda – stwierdza Anna Potocka Domin, Wiceprezeska Business Centre Club.

Szczepionki na COVID już w darknecie. Cyberprzestępcy próbują wykorzystać pandemię

Analitycy firmy Check Point Research wykryli liczne oferty sprzedaży szczepionek oraz lekarstw na COVID-19 dostępnych w darknecie. Eksperci zwracają również uwagę na rosnące zagrożenie ze strony kampanii phishingowych oraz złośliwych domen o tematyce koronawirusa. Tego typu procedery już wcześniej przewidywał Europol oraz agencje bezpieczeństwa.

W minionym roku podjęto bezprecedensowe globalne wysiłki ku wynalezieniu szczepionki pozwalającej w znaczny sposób ograniczyć rozprzestrzenianie się koronawirusa. Szczepionka Pfizer Inc. i BioNTech SE została w ostatnich dniach zatwierdzona do użytku w Wielkiej Brytanii, natomiast inne kraje wydają się podążać tą samą ścieżką, po ogłoszeniu 95-procentowej skuteczności szczepionki oraz pomyślnych doniesieniach nt. szczepionek firmy Moderna Inc, rosyjskiej Sputnik oraz szczepionki firmy AstraZeneca, opracowywanej wspólnie z Uniwersytetem Oksfordzkim.

Eksperci firmy Check Point zwracają uwagę, że pełne nadziei doniesienia są również wykorzystywane w niecnych celach m.in. przez cyberprzestępców, chcących się wzbogacić na ludzkim cierpieniu i strachu.

Szczepionki już w darknecie?

Check Point Research wykrył strumień postów w darknecie, opublikowanych przez osoby twierdzące, że posiadają na sprzedaż szczepionki na koronawirusa oraz lekarstwa wspierające walkę z COVID-19. Zaledwie kilka tygodni wcześniej zarówno Europol, jak i Agencja UE ds. Współpracy Organów Ścigania, zdążyły wydać ostrzeżenia dotyczące możliwych przestępstw związanych ze szczepieniami podczas pandemii.

Szczepionki na COVID w darknecie
Zrzuty ekranu ogłoszeń nt. szczepionek i lekarstw na COVID-19 w Darknecie. Koszt „szczepionki” wynosi 250 dolarów. Źródło: Check Point

Wykryci przez Check Pointa dystrybutorzy oczekują płatności w bitcoinach, co ma zminimalizować szansę ich wyśledzenia, a zarazem podaje w wątpliwość autentyczność sprzedawanych przez nich leków. Jeden z dostawców zaoferował badaczom sprzedaż nieokreślonej szczepionki Covid-19 za 0,01 BTC (około 300 USD) twierdząc, że potrzeba około 14 dawek dla jednej osoby. Informacja ta jest jednak sprzeczna z oficjalnymi ogłoszeniami, które wskazują, że niektóre szczepionki na Covid-19 wymagają jedynie dwóch zastrzyków w odstępie 3 tygodni.

Szczepionka na koronawirusa – tylko za 300 dolarów za 14 dawek
Zrzut ekranu z korespondenci z jednym ze sprzedawców: Szczepionka na koronawirusa – tylko za 300 dolarów za 14 dawek! Badacze Check Pointa nie mogą jednak zagwarantować, że sprzedawca jest ekspertem medycznym. Poddają też w wątpliwość autentyczność oferty.

W kolejnym ogłoszeniu inny sprzedawca oferował nowo zatwierdzone szczepionki Pfizera, dostępne z wysyłką z Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych i Hiszpanii. Kontakt ze sprzedawcą możliwy był m.in. przez komunikator WhatsApp. Analitycy Check Pointa donoszą również o ofertach chlorochiny jako kuracji na koronawirusa. Za 10 dolarów można zakupić lek na malarię, reklamowany przez samego Donalda Trumpa jako ochronę przed COVID-19. Opinii tej nie podzielają jednak eksperci i urzędnicy zdrowia publicznego USA.

Domeny COVID znów popularne, phishing zagraża internautom

Pozytywne wieści z listopada o testach szczepionek i ich dostępności spowodowały również gwałtowny wzrost liczby nowych domen internetowych, które dotyczą Covid-19 lub szczepionek. Z danych Check Pointa wynika, że od początku listopada zarejestrowano 1062 nowe domeny zawierające słowo „szczepionka”, z czego 400 zawiera również hasło „covid” lub „corona”.Domeny COVID znów popularne

Poza próbami sprzedaży fałszywych leków i szczepionek Covid-19, przestępcy wykorzystują również wiadomości związane ze szczepionkami jako przynętę w swoich kampaniach phishingowych. Jedna z wykrytych przez Check Point Research kampanii rozsyłała użytkownikom złośliwy plik, będący trojanem zdalnego dostępu, pozwalającym na wykradanie danych użytkowników.

Bieżącą sytuację chcą wykorzystać nie tylko cyberprzestępcy żądni lukratywnych zysków, ale również niektóre państwa narodowe – w jednym z ostatnich raportów Microsoft donosił o wykryciu prób kradzieży cennych danych od czołowych firm farmaceutycznych oraz niezależnych badaczy. Cała akcja hakerska miała być wspierana przez Rosję oraz Koreę Północną. Amerykańska firma stwierdziła, że większość ataków zakończyła się niepowodzeniem, jednak nie podała informacji, ule z nich się powiodło oraz jak poważne były to naruszenia. Kilka miesięcy temu media informowały z kolei o atakach chińskich hakerów wspieranych przez państwo, również celujących w producentów szczepionek.

UNICEF: Wysoki poziom ubóstwa wśród dzieci w krajach bogatych utrzyma się przez najbliższe pięć lat

Podczas pierwszej fali pandemii COVID-19 w krajach o wysokich dochodach, zaledwie 2% rządowej pomocy finansowej zostało przeznaczone na wsparcie dzieci. Potrzebna jest lepsza równowaga wydatków, która zapewniłaby bezpośrednią pomoc dla dzieci.

Szacuje się, że poziom ubóstwa wśród dzieci w krajach bogatych, przez co najmniej pięć lat będzie wyższy niż w czasach przed pandemią koronawirusa. Niestety, na skutek pandemii, sytuacja dzieci uległa pogorszeniu. Mimo to, podczas pierwszej fali pandemii, zaledwie 2% pomocy finansowej zapewnionej przez rządy państw UE i OECD zostało przeznaczone na wsparcie dzieci oraz ich rodzin.

Raport Centrum Badawczego UNICEF Innocenti Research Center we Florencji pt. „Supporting Families and Children Beyond COVID-19: Social Protection in High Income Countries” analizuje, jak skutki społeczne i ekonomiczne pandemii wpłyną na życie dzieci. Raport bada też początkową reakcję rządów państw na pandemię oraz wskazuje, jak można zoptymalizować politykę publiczną, aby lepiej wspierać dzieci.

Wysokość pomocy finansowej przeznaczonej dla dzieci i rodzin nie jest ani proporcjonalna do poważnych skutków pandemii, ani nie bierze pod uwagę, jak długo kryzys będzie wpływać na życie obywateli, powiedziała Gunilla Olsson, Dyrektor Centrum Badawczego UNICEF Research Center.

Od lutego do końca lipca 2020 r. rządy państw bogatych wydały rekordowe 10,8 bln dolarów na walkę z COVID-19. Większość środków, bo aż 90%, zostało przeznaczonych na wsparcie przedsiębiorstw. Choć wsparcie dla biznesu jest istotną częścią reagowania na kryzys, nie powinno się wykluczać najbardziej marginalizowanych dzieci i ich rodzin.

Około 1/3 państw OECD i UE uwzględniona w raporcie, nie wdrożyła żadnej polityki wspierania dzieci w pierwszej fali pandemii. Niektóre kraje bogate przeznaczyły środki na działania w zakresie opieki społecznej. Najczęściej były to posiłki w szkołach, zasiłki rodzinne czy zapewnienie opieki nad dziećmi. Niestety większość z działań trwało średnio tylko trzy miesiące. Ich krótkoterminowy charakter jest całkowicie niewystarczający, aby zaradzić kryzysowi i ubóstwu dzieci w dłuższej perspektywie.

Apelujemy do rządów państw o zwiększenie ochrony socjalnej dzieci. Silniejsza polityka rodzinna musi obejmować wsparcie dochodów najuboższych rodzin, zasiłki celowe na zakup żywności, opiekę nad dziećmi czy długoterminowe zwolnienie z czynszu lub kredytu hipotecznego, aby wszystkie dzieci i ich rodziny mogły wyjść z tego kryzysu, dodaje Gunilla Olsson.

Raport UNICEF zawiera wskazówki, które mogą pomóc w zapewnieniu większej równowagi między wsparciem udzielanym rodzinom wychowującym dzieci, a wsparciem dla przedsiębiorców. Wśród rekomendacji UNICEF znalazło się:

  • Zapewnienie równowagi w wydatkach na pomoc publiczną, umożliwiającej inwestycje w działania związane z opieką społeczną. Publiczne i prywatne koszty związane z pogarszającymi się obecnie warunkami życia dzieci będą ponoszone przez długi czas.
  • Złagodzenie kryterium kwalifikowania do pomocy społecznej, aby umożliwić dostęp do świadczeń wszystkim rodzinom z dziećmi znajdującym się w trudnej sytuacji.
  • Zróżnicowanie działań w zakresie ochrony socjalnej, aby zaspokoić różne potrzeby dzieci i ich rodzin w czasie COVID-19. Działania mogą obejmować: wsparcie dochodu, zapewnienie posiłków w szkołach, opiekę nad dziećmi, opiekę medyczną czy zwolnienia z opłat za media, czynsz i/lub rat kredytu hipotecznego.
  • Zadbanie o politykę rodzinną, aby ochronić dzieci przed ubóstwem i poprawić ich dobrostan.
  • Wspieranie przedsiębiorstw pod warunkiem promowania postaw przyjaznych rodzinie i sprawiedliwego inwestowania przyznanych środków publicznych.
  • Ochrona przed cięciami budżetowymi istniejących świadczeń i usług na rzecz dzieci oraz rodzin.
  • Działanie w perspektywie długoterminowej, aby wzmocnić i ochronić system opieki społecznej oraz politykę rodzinną.

6 urodziny Pendolino – rocznica powrotu Polaków do kolei

Dokładnie 6 lat temu, 14 grudnia 2014 r., na polskie tory wjechało Pendolino, a Polacy zaczęli z powrotem przekonywać się do korzystania z transportu kolejowego – pisze Jakub Karnowski, Prezes PKP w latach 2012-2015.

Lata 2013-2014 to czas najniższego zainteresowania pasażerów koleją. Przestarzała kolej nie była atrakcyjną alternatywą dla podróżowania własnym samochodem. Dopiero wjazd Pendolino odmienił ten trend ¬¬– w latach 2015-2016 nastąpił wzrost ruchu pasażerskiego o ponad 30% rocznie.

Zakup Pendolino budził ogromne emocje. Przetarg rozpisany jeszcze w 2006 roku nie przewidywał dostępu do internetu w pociągach. Dostawa pociągów była opóźniona o kilka miesięcy, ale inauguracja odbyła się zgodnie z planem, tj. 14 grudnia, a PKP za opóźnienia wygrało w międzynarodowym arbitrażu ponad 50 mln. Euro. W czasie testów w Polsce Pendolino osiągnęło rekord prędkości 293 km na godzinę, normalne składy rozpędzają się do 200 km/h. Równocześnie PKP zmodernizowało linie oraz dworce m.in. w Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu, Katowicach i Gdyni. Najtańsze bilety na Pendolino kosztowały tylko 49 PLN, a dla studentów – 24,5 PLN.

Pozytywny trend dla kolejowego ruchu pasażerskiego panował do 2019 roku, czyli początku pandemii. Tymczasem jak pokazuje raport Międzynarodowego Stowarzyszenia Transportu Publicznego korzystanie ze wspólnego transportu przy zachowaniu rygorów sanitarnych nie powoduje poważnego zagrożenia zakażeniem COVID- 19. W Wielkiej Brytanii ryzyko zarażenia podczas podróży pociągiem szacowane jest na 0,01%, a w Niemczech 0,2% zakażeń było związanych z transportem publicznym.

Autor: Jakub Karnowski

Jakub Karnowski przeprowadził wielowymiarową restrukturyzację Grupy PKP (w tym m.in, debiut giełdowy PKP Cargo), w latach 2012-2015, uznawaną przez Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju za wzorcową. Karnowski jest wykładowcą na SGH i członkiem Rad Nadzorczych, m.in. Poczty Ukraińskiej oraz doradcą kolei m.in. w Kazachstanie.

Rynek gamingowy w Polsce – gra o wielkie pieniądze

Ostatnie dni upłynęły pod znakiem premiery najnowszej produkcji zespołu CD Projekt, jednak krajowy rynek gamingowy nie ogranicza się wyłącznie do “Redów”. W kilku punktach polska branża wymyka się stereotypom, a potencjał rodzimych start-upów nie powinien wpędzać w kompleksy samych zainteresowanych.

Mity polskiego gamingu

Tegoroczny raport analityków z Ministerstwa Rozwoju, Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Fundacji Indie Games Polska oraz Game Industry Conference rozprawia się z kilkoma stereotypami, które od lat ciążą na rynku gamingowym. Na łamach “The Game Industry of Poland” zespół dowodzi, że maskulinizacja w przypadku konsumentów gier jest już echem historii. Spośród 16 mln regularnych graczy, blisko połowa, bo 47% kupujących, to kobiety, choć paradoksalnie — najwięcej tytułów skrojonych jest na męską część publiczności.

Z jakiego sprzętu korzystają Polacy podczas testowania najnowszych tytułów? Pomimo nadal silnej pozycji tradycyjnych PC-ów, to konsole wiodą prym w kategorii obsługi popularnych gier. Co prawda na szczycie zestawienia znajdują się również urządzenia mobilne, jednak telefony i tablety przeznaczone są raczej dla mniej wymagających propozycji. Czy to oznacza, że krajowe start-upy będą się kierować w stronę segmentu Triple-A, czyli projektów na naprawdę dużą skalę budżetową? Niekoniecznie — nad Wisłą dobrze trzymają się symulatory oraz właśnie tytuły mobilne.

Branża tylko dla dużych graczy?

Wartość całego rynku gamingowego w Polsce szacowana jest na niebagatelne 2,3 mld złotych. Ile spółek pracuje na tak wyrazisty wynik? W kraju funkcjonuje 440 podmiotów specjalizujących się w produkcji gier, które zatrudniają 9710 pracowników. Co ciekawe, za 71% miejsc pracy w sektorze odpowiada dokładnie 397 przedsiębiorstw. Płynność rynkowa niszy również daje do myślenia potencjalnym inwestorom, ponieważ o ile przez ostatnie 3 lata zniknęło 120 zespołów produkcyjnych, to w tym samym okresie powstało 160 nowych.

Zainteresowanie grami ma również swoje odzwierciedlenie na giełdzie. Tutaj jednak nie ma tak dużej przestrzeni na rynkowy egalitaryzm, ponieważ na głównej platformie GPW znajduje się wyłącznie 12 spółek, a na NewConnect – 31. Naturalne jest, że prym wiedzie CD Projekt z kapitalizacją na poziomie 42 mld złotych. To właśnie spółka z warszawskiej Pragi odpowiada za 25% przychodów całej branży. Coraz pewniej swoje miejsce wśród pięciu najważniejszych graczy zajmuje również zespół z Creepy Jar. Czy to oznacza, że branża zdana jest wyłącznie na giełdowych gigantów?

Gra warta świeczki

Spółki będące poza giełdą odpowiadają za 45% przychodów całego sektora. Twórcy Dying Light oraz Dead Island, czyli Techland, specjalizujący się w grach mobilnych zespół Huuuge Games, czy też Bloober Team tworzący tytuły z gatunku horrorów, sprawnie zagospodarowują swoje nisze. Jaka jest przyszłość twórców? W tej kategorii całkiem dobrze odnajdują się… polskie uniwersytety.

Twórcy raportu zaznaczają, że na polskim rynku edukacyjnym istnieje 60 kursów związanych z branżą gamingową. Aż 34 kierunki dostępne są na publicznych uczelniach, a 26 — w ofercie placówek prywatnych. Są to przede wszystkim programy przeznaczone dla osób zainteresowanych kodowaniem, chociaż pojawiają się także kursy designu. Idąc tym tropem, siłą krajowego rynku może być już nieraczkujący sektor edukacyjny. Między innymi ten aspekt może przemówić do wyobraźni inwestorów — popyt na tytuły rośnie, a równolegle rąk do pracy wciąż będzie przybywać.

Polska nisza gamingowa ma sporo do zaoferowania i nie ustępuje trendom z Zachodu. Co prawda krajowy sektor nie ma dostępu do tak rozwiniętej kultury działań, jak koledzy po fachu w USA, czy Wielkiej Brytanii, ale trend jest nadzwyczaj prężny. Poczynania dużych koncernów wciąż pozostawiają przestrzeń dla mniejszych graczy — tutaj pojawia się miejsce dla ambitnych start-upów.

Autor: Łukasz Blichewicz — współzałożyciel i prezes zarządu Grupy Assay, ekspert w zakresie rozwoju i finansowania spółek technologicznych

Brexitowych negocjacji ciąg dalszy

Niedzielny deadline na zakończenie negocjacji umowy handlowej brexitu kolejny raz zaprzeczył znaczeniu tego słowa i rozmowy zostały przedłużone. Funt zyskuje na usuwaniu z wyceny obaw o nieuchronność twardego brexitu po 31 grudnia – jedyny prawdziwy i nieprzesuwalny deadline. Prawie.

Na wczorajszym spotkaniu premiera Wielkiej Brytanii Johnsona z szefową Komisji Europejskiej von der Layen ustalono jedynie kontynuację prac nad umową handlową. Jest to ważny zwrot wobec stanowisk sprzed weekendu, kiedy dla obu polityków scenariuszem bazowym był bezumowny brexit. Ale wczoraj nie poczyniono żadnych postępów w negocjacjach, choć też żadna ze stron nie chce ogłosić zerwania rozmów. Mimo to pozytywnie odbiera się sam fakt, że politycy zdecydowali się na wydanie wspólnego oświadczenia. Ale czy pozwala mieć to uzasadnione nadzieje, że do porozumienia dojdzie w najbliższych dniach? W teorii decyzja musi zostać podjęta do 31 grudnia, kiedy kończy się okres przejściowy i w życie mają wchodzić nowe zasady dla relacji handlowych między Wielką Brytanią i UE. Bez wyznaczania pośredniego deadline’u strony dają sobie przestrzeń do spokojnych rozmów o idei umowy, niż zmuszone są ścigać się z czasem. Z drugiej strony jeśli przez ostatnie miesiące nic nie udało się ustalić w kluczowych kwestiach (rybołówstwo, pomoc publiczna dla firm), to co mogą zmienić kolejne dwa tygodnie? Możemy tylko zakładać, że przynajmniej dla premiera Johnsona zerwanie rozmów i ekonomiczny szok dla Wielkiej Brytanii nie są ryzykiem, które jest gotów podjąć. Ale jeśli żadna ze stron nie pójdzie na ustępstwa, możemy jedynie liczyć na odchudzoną wersją umowy handlowej z wieloma kwestiami przeciągniętymi do ustalenia w kolejnych miesiącach. Jakkolwiek odsunie to ryzyko bezumownego brexitu, dla wielu branż w Wielkiej Brytanii oznacza przedłużenie niepewności i dalsze zamrożenie planów inwestycyjnych. Ponadto omawiana w negocjacjach umowa skupia się jedynie na wymianie dóbr, podczas gdy kwestia wymiany usług (w tym finansowych) pozostaje do rozwiązania na później. To nie jest korzystny układ ani dla brytyjskiej gospodarki, ani dla GBP. Wciąż jest dla mniej bardziej prawdopodobne, że szkielet porozumienia zostanie zatwierdzony do końca roku i z tego tytułu funta może czekać rajd ulgi. Ale będzie to tylko szkielet, nie zamknie całkowicie negocjacji w tym roku, a nierozstrzygnięte kwestie będą tworzyć ryzyka dla Wielkiej Brytanii w dłuższym horyzoncie. Ryzyka będące kotwicą dla funta, by ten mógł swobodnie korzystać z popytu na ryzykowne aktywa związanego z poprawą perspektyw globalnego ożywienia.

Odreagowanie funta i wygaszenie ryzyk bezumownego brexitu pomaga w poprawie ogólnych nastrojów rynkowych. W USA drobnymi krokami zbliża się porozumienie w sprawie pakietu fiskalnego (decyzja ma być podjęta do 18 grudnia), jak również ruszają masowe szczepienia przeciw COVID-19 (do końca roku ma być zaszczepionych 20 mln Amerykanów). W tym otoczeniu złoty zyskuje na wartości i EUR/PLN zawraca pod 4,44. EUR/PLN stoi przed szansą dalszych spadków w kierunku 4,40, o ile apetyt na ryzyko znajdzie miejsce na jeszcze jeden zryw przed świąteczną przerwą.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.