Akceleratory nowych technologii. Znamy wyniki III konkursu e-Pionier GovTech Narodowego Centrum Badań i Rozwoju

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ogłosiło wyniki III konkursu e-Pionier GovTech, realizowanego w ramach Funduszy Europejskich – Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa. W jego ramach rekomendowano do przekazania grantu dwa akceleratory, których zadaniem będzie stworzenie i wsparcie interdyscyplinarnych zespołów, mających rozwiązywać problemy społeczne dzięki nowym technologiom.

Do naboru w konkursie mogły zgłaszać się tzw. akceleratory technologiczne czyli firmy mające doświadczenie związane z inwestycjami w startupy z dziedziny ICT (technologie informacyjno-komunikacyjne), w szczególności pod kątem coachingu, mentoringu oraz komercjalizacji nowych technologii. W ramach pozytywnej oceny wniosków, dofinansowanie otrzymają Spółka EduLab oraz Fundacja Polska Przedsiębiorcza. Ta pierwsza zgłosiła w konkursie projekt „Edukacja przyszłości – Akcelerator Nowych Technologii EDULAB działający w sektorze oświaty mający na celu podnoszenie kompetencji programistów przy równoczesnym dążeniu do rozwiązywania problemów społecznych”. Z kolei Fundacja zrealizuje projekt „Akcelerator e-Technolab”. Obydwa podmioty uzyskają łącznie niemal 14 mln zł.

Przed grantobiorcami teraz ważne zadanie – utworzenie interdyscyplinarnych zespołów programistów i wsparcie ich w realizacji pomysłów rozwiązujących istotne problemy społeczne i gospodarcze. Na ich pracy zyskają lokalne społeczności oraz różne grupy społeczne – komentuje Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Instytucje mogą zgłaszać problemy lokalnych społeczności

NCBR oraz GovTech Polska zapraszają instytucje publiczne (ministerstwa, samorządy, placówki medyczne, edukacyjne itp.) do zgłaszania ważnych problemów społeczno-gospodarczych. To wyzwania, które mogą być rozwiązane z pomocą nowych technologii. Zadaniem akceleratorów jest doprecyzowanie potrzeby i znalezienie najlepszego zespołu mogącego zbudować takie rozwiązanie. Instytucje mogą zgłaszać zagadnienia na Platformie Konkursowej GovTech, dostępnej pod adresem konkursy.govtech.gov.pl i niebawem na stronie internetowej NCBR.

Programy takie jak ten to szansa dla wszystkich instytucji publicznych aby wykorzystać cały potencjał jaki dają nowoczesne technologie. Wspólnie z rynkowymi ekspertami oraz zespołem Centrum GovTech będą w stanie sami stać się cyfrowymi pionierami z korzyścią dla obywateli. Nie mogę się doczekać by zobaczyć jakie rozwiązania powstaną dzięki tej współpracy – mówi Justyna Orłowska, Pełnomocnik Prezesa Rady Ministrów ds. GovTech – Szef Centrum GovTech.

Technologie w służbie społeczeństwu

Do tej pory, w dwóch edycjach konkursu e-Pionier, NCBR przeznaczył na wsparcie prawie 700 programistów w interdyscyplinarnych zespołach blisko 81 mln zł. Wspomniane drużyny pracowały nad rozwiązaniem około 70 problemów, z których odebrano już 50 produktów (MVP).

Wśród tych wynalazków  jest m.in. rozwiązanie odpowiadające na problem braku narzędzi wspomagających ocenę złośliwości guza nerki na podstawie wyniku tomografii komputerowej. Dzięki współpracy specjalistów Spółki COPERNICUS i zespołu interdyscyplinarnego wybranego przez Akcelerator Excento Sp. z o. o. udało się stworzyć algorytm wykorzystujący głębokie sieci neuronowe, osiągający wysoką skuteczność przy jednoczesnym wychwytywaniu 10 na 10 guzów łagodnych zawartych w zbiorze testowym. Było to możliwe dzięki analizie 15 tyś. zdjęć tomografii komputerowej, pochodzącym z niemal 400 przypadków medycznych, Podmiot publiczny położył nacisk na chęć dalszej współpracy oraz wyraził zgodę na testowe wdrożenie wypracowanego w ramach projektu MPV na Oddziale Urologii Szpitala im. Św. Wojciecha w Gdańsku.

Hity sprzedażowe na rynku mieszkań w 2020 r.

Które z inwestycji mieszkaniowych okazały się hitem sprzedażowym 2020 roku? Jakie mieszkania cieszyły się największym powodzeniem? Dlaczego? Sondę przeprowadził serwis nieruchomości dompress.pl

Mirosław Kujawski, członek zarządu Develii

Warto zaznaczyć, że klienci, którzy kupują mieszkanie dla siebie oraz klienci inwestycyjni mają zupełnie różne potrzeby i wymagania. Jeżeli chodzi o pierwsza grupę, szczególnym zainteresowaniem cieszyły się mieszkania z dużym balkonem lub tarasem czy ogródkiem. Klienci zwracali też uwagę na funkcjonalność układów mieszkań i możliwość ich aranżacji zgodnie z nowymi potrzebami, w tym dostosowaniem przestrzeni do coraz bardziej powszechnej pracy z domu. Biorąc pod uwagę te czynniki, szczególnie popularna była inwestycja Ceglana Park w Katowicach, w której na etapie przedsprzedaży znalazło nabywców 40 proc. lokali dostępnych w ofercie. Z kolei wśród inwestorów największym zainteresowaniem cieszą się kompaktowe mieszkania, w bliskiej odległości od centrum miasta czy ośrodków biurowych. W tej kategorii hitem sprzedażowym był projekt Osiedle na Woli w Warszawie.

Angelika Kliś, dyrektor zarządzająca ds. Sprzedaży i Marketingu w Atal

Nie sposób wskazać jedną konkretną inwestycję, wszystkie bowiem sprzedają się bardzo dobrze. Z pewnością jednak najbardziej cieszymy się z sukcesu wprowadzonych do sprzedaży inwestycji w Trójmieście. W samym tylko 2020 roku uzupełniliśmy ofertę w tej aglomeracji o cztery inwestycje, w których powstanie łącznie 740 lokali. Co istotne, wszystkie te projekty cieszą się dużym zainteresowaniem nabywców.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę i Wrocław w Robyg SA.

Naszym hitem są mieszkania z ogródkami. Oferujemy też system Smart House firmy Keemple bez dodatkowych opłat. Natomiast w kontekście inwestycji, bardzo ciekawą ofertą są mikroapartamenty Modern Space w warszawskich Włochach. W dwóch budynkach Modern Space znajdą się 402 lokale o metrażach od 17 mkw. do 39 mkw. Na parterze planowane są lokale usługowe i sklepy, a na pierwszym piętrze przestrzeń przeznaczona m.in. na Centrum Medyczne. Recepcja z portierem, monitoring i ochrona zapewnia bezpieczeństwo, a strefa ogólnodostępnych usług (pralnia, suszarnia, fitness, strefa biurowa) podnoszą standard inwestycji. Lokalizacja w pobliżu ośrodków biznesowych gwarantuje doskonałą stopę zwrotu. Możliwość wykończenia pod klucz i  odpisania podatku VAT to kolejne atuty Modern Space.

Małgorzata Ostrowska, Dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Hitem sprzedażowym 2020 roku jest warszawskie osiedle usytuowane w obrębie ulic Kasprzaka, al. Prymasa Tysiąclecia i Ordona. Inwestycja oddawana jest etapami od 2013 roku a hitem sprzedażowym jest niezmiennie od 2017 roku, kiedy to osiedle Bliska Wola zwyciężyło w rankingu TOP 10 najlepszych osiedli mieszkaniowych.

Docelowo w osiedlu będzie blisko 5 tysięcy mieszkań o powierzchni od 23 mkw. do 183 mkw., apartamentów inwestycyjnych o metrażu od 18 mkw. do 65 mkw. i lokali usługowych wielkości od 18 mkw. do 910 mkw. w 7 – 26 piętrowych budynkach z zielonymi tarasami na dachach. Projektanci szczególnie zadbali o część rekreacyjną osiedla: bulwar z ogródkami, place zabaw dla dzieci, ścieżki rowerowe, boisko do siatkówki, koszykówki, piłki ręcznej, piłki nożnej, badmintona i tenisa stołowego, i park fontann na placu zwanym Central Parkiem. Ostatni etap budowy to nowoczesny, prestiżowy 27 piętrowy wieżowiec Bliska Wola Tower, który zostanie oddany do użytku w przyszłym roku, ale już teraz w ofercie zostało nam tylko nieco powyżej 20 proc. mieszkań. Wszystkie lokale są klimatyzowane, mają balkony i loggie.

Bartosz Kuźniar, prezes zarządu Lokum Deweloper

W 2020 roku największym zainteresowaniem cieszyły się nasze osiedla zlokalizowane w centrach miast – Lokum Porto we Wrocławiu i Lokum Salsa w Krakowie. Z uwagi na ich położenie i urozmaiconą ofertę mieszkań stanowią atrakcyjną ofertę, zarówno dla osób nabywających mieszkania na własne potrzeby, jak i klientów inwestycyjnych poszukujących możliwości bezpiecznego ulokowania posiadanego kapitału.

Cezary Grabowski, dyrektor sprzedaży i marketingu Bouygues Immobilier Polska

W każdym mieście, w którym budujemy, możemy wskazać hit sprzedażowy 2020 roku. W Warszawie są to osiedla: Essentiel Talarowa na Białołęce i Lumea na Bemowie. Oba wprowadziliśmy do sprzedaży w tym roku. Klienci docenili je przede wszystkim za różnorodność metraży i rozkładów mieszkań, lokalizację z pełną infrastrukturą oraz ekologiczne elementy projektów. Essentiel Talarowa powstaje w pobliżu terenów zielonych i niedaleko Wisły, a głównym atutem lokalizacji Osiedla Lumea jest bliskość do dwóch powstających stacji drugiej linii metra.

We Wrocławiu dużą popularnością cieszyły się inwestycje: Zajezdnia Wrocław oraz Perspective – Wille Miejskie. Zajezdnia Wrocław przyciąga przede wszystkim inwestorów poszukujących małych mieszkań pod wynajem blisko centrum miasta.

W Poznaniu największym zainteresowaniem cieszyła się w tym roku inwestycja Soleil de Malta. Mieszkańcy miasta doceniają bliskość uwielbianej Malty. W projekcie bardzo spodobała im się również wyjątkowa strefa relaksu z boiskiem do siatkówki plażowej.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

W tym roku bardzo duże zainteresowanie klientów wzbudziła nasza oferta w ekskluzywnym kompleksie Sol Marina nad Zatoką Gdańską. To unikalny koncept apartamentów połączonych z luksusową mariną. W ramach całej inwestycji realizowanej w trzech etapach powstanie łącznie kilkaset apartamentów oraz pokoi hotelowych. W oferowanym aktualnie pierwszym etapie przygotowujemy 92 apartamenty o powierzchni od 30 mkw. do 85 mkw. Istnieje możliwość zakupu indywidualnego miejsca do cumowania jachtu lub łodzi motorowej. To z pewnością niepowtarzalna inwestycja na gdańskim wybrzeżu.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Bardzo dużą popularnością cieszy się nasza, gdańska inwestycja Wolne Miasto. W kolejnych budynkach sprzedajemy prawie wszystkie mieszkania przed zakończeniem budowy. Po wprowadzeniu pierwszego lockdownu w marcu wstrzymaliśmy realizację kolejnego etapu. Mieliśmy jednak na tyle duże zainteresowanie nowym budynkiem, że wprowadziliśmy na rynek 6 etap inwestycji. Inwestycja Wolne Miasto jest ceniona przez klientów głównie dzięki projektowi urbanistycznemu. Postawiliśmy na jak największą ilość terenów zielonych i rekreacyjnych, pozostawiając nawet zastany na działce sad owocowy. Ruch kołowy jest przeniesiony na zewnętrzne obrzeża osiedla, dzięki czemu wewnątrz osiedla postały zielone enklawy idealne jako teren do spacerów, rekreacji czy zabaw dla dzieci. Dzięki wysokiej jakości wykonania i przemyślanemu projektowi nasza inwestycja cieszy się również zainteresowaniem osób, które chcą ulokować nadmiar środków w dobro, które nie straci na wartości.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Wszystkie inwestycje realizowane w 2020 roku znajdują się w bardzo dobrych lokalizacjach Warszawy. Przede wszystkim z każdej można dostać się do najbliższej stacji metra w ciągu 5 minut. To bardzo ważny aspekt, jeśli chodzi o preferencje klientów. Stąd bardzo duże zainteresowanie mieszkaniami w tych projektach, zarówno ze strony inwestorów, jak i klientów indywidualnych. Natomiast zdecydowanym hitem sprzedażowym w 2020 roku jest inwestycja Warszawski Świt, która zlokalizowana jest przy ulicy Poborzańskiej na Targówku, gdzie docelowo powstanie małe miasteczko z ponad dwoma tysiącami mieszkań.

Monika Perekitko, członek zarządu Matexi Polska

Zdecydowanym hitem w naszej ofercie jest inwestycja Żeromskiego 17 położona na warszawskich Bielanach. To projekt, który przygotowywaliśmy bardzo długo i pieczołowicie i już w tym okresie pojawiło się wiele zapytań od klientów oczekujących na uruchomienie tego doskonale zlokalizowanego projektu. Aktualnie notujemy rekordowo duże zainteresowanie tą inwestycją w naszym biurze sprzedaży i bez wahania mogę nazwać go hitem sprzedaży 2020 roku.

Edyta Kołodziej, dyrektor sprzedaży i marketingu w Nickel Development

Niekwestionowanym hitem mijającego roku były 38 metrowe mieszkania z dwoma pokojami w inwestycji ST_ART Piątkowo. Wszechstronność i bardzo praktyczne układy sprawiły, że świetnie wpisały się w potrzeby dwóch ważnych grup klientów. Z jednej strony osób, które kupowały je z myślą o samodzielnym zamieszkaniu. Z drugiej inwestorów, którzy są zainteresowani wynajmem długoterminowym.

Na przedmieściach także sprzedawały się mieszkania dwupokojowe, ale o wyraźnie większym metrażu 50 metrów. Ważnym kryterium wyboru dla klientów były dodatkowe przestrzenie rekreacyjne, tj. balkony, tarasy, a przede wszystkim ogrody przynależne do mieszkań parterowych.

Robert Stachowiak, prezes zarządu SGI

Bardzo dużym zainteresowaniem, już od momentu wejścia do sprzedaży, cieszy się nasza inwestycja Ustronie Mokotów na warszawskich Siekierkach. To pierwsze osiedle domów jednorodzinnych realizowane w Warszawie przez spółkę. Do tej pory sprzedaliśmy 40 proc. domów, a kolejne 10 proc. mamy w rezerwacji.

Ustronie Mokotów jest odpowiedzią na potrzeby osób, które marzą o domu z ogrodem, przy jednoczesnej bliskości centrum i wszystkich udogodnień, jakie niesie życie w mieście. W czasie pandemii, kiedy w domach oraz ich bliskiej okolicy spędzamy znacznie więcej czasu, duży ogród jest rozwiązaniem mocno zyskującym na znaczeniu wśród kupujących. Inwestycja wyróżnia się wysokim standardem wykończenia, na co klienci również zwracają uwagę.

Tomasz Czubak, dyrektor Przygotowania Projektów Deweloperskich w Jakon

Naszym największym bestsellerem ostatnich lat jest niezmiennie inwestycja Lwowska 2. W drugi etapie pozostało już tylko kilkanaście mieszkań. Jest to inwestycja z widokiem na Jezioro Maltańskie w bardzo popularnej poznańskiej dzielnicy. Standard inwestycji jest bardzo wysoki. Elewację wyróżnia zastosowanie szlachetnych materiałów, takich jak płyty HPL, płyty włókno-cement. W mieszkaniach występują bardzo duże przeszklenia, do każdego mieszkania przynależy przestronny balkon, loggia lub taras. W jednej z klatek schodowych znajduję się panoramiczna winda z widokiem na tor regatowy poznańskiego jeziora.

Karolina Guzik, menadżer sprzedaży w spółce mieszkaniowej Skanska

Największą popularnością cieszy się osiedle Park Skandynawia. W przypadku tej inwestycji klienci docenili nie tylko funkcjonalność i skandynawski charakter budynków, ale również świetną lokalizację oraz rozwiniętą infrastrukturę w bliskim sąsiedztwie osiedla. Położenie na warszawskiej Pradze-Południe zapewnia bardzo dobrą komunikację z innymi częściami stolicy. Jesienią do sprzedaży trafił już trzeci etap naszej bestsellerowej inwestycji.

Zaraz za Parkiem Skandynawią uplasował się Jaśminowy Mokotów. To inwestycja, która zachwyciła nabywców przede wszystkim piękną zielenią na terenie osiedla oraz przestrzenią do rekreacji i spędzania wolnego czasu na świeżym powietrzu.

Natalia Sawicka, dyrektor sprzedaży i marketingu Angel Poland Group we Wrocławiu

Trudno wskazać jedną inwestycję, bo tak naprawdę cały nasz segment premium odnotował w tym roku znaczny wzrost popularności. Jest to przede wszystkim konsekwencja niestabilnej sytuacji ekonomicznej i chęci bezpiecznego ulokowania kapitału przez naszych klientów, przy rekordowo niskich stopach procentowych. Jeśli chodzi o wybór naszych inwestycji, główną rolę przy ich wyborze odgrywa przede wszystkim lokalizacja. Budujemy w atrakcyjnych, pożądanych do życia miejscach.

Agata Zambrzycka, dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu w Aria Development

Najlepiej sprzedawały się mieszkania jedno i dwupokojowe o metrażu od 29 mkw. do 45 mkw. To najpopularniejszy produkt wśród osób młodych, jak i klientów inwestycyjnych.

W tym roku rozpoczęliśmy sprzedaż 3 etapu Osiedla Łomianki. Rozpoczęliśmy również sprzedaż Nowego Osiedla Natura 2. Tylko w pierwszych dwóch tygodniach sprzedaży podpisaliśmy umowy rezerwacyjne na ponad 15 proc. mieszkań. Zaprojektowane zostało w nim 230 smart mieszkań o metrażu od 29 mkw. do 76 mkw. W ramach 3-etapowej, przepełnionej zielenią inwestycji, powstanie sześć czterokondygnacyjnych budynków z cichymi windami, panelami fotowoltaicznymi i podziemnymi garażami.

Mariola Żak, dyrektor sprzedaży i marketingu Aurec Home

Klienci chwalą sobie naszą warszawską inwestycję Miasteczko Jutrzenki, nie tylko za dobre projekty mieszkań, ale również projekt zagospodarowania osiedla. Także usytuowanie, z jednej strony z dala od zgiełku miasta, w cichej i spokojnej okolicy, a z drugiej blisko centrum, w miejscu dobrze skomunikowanym z innymi rejonami Warszawy.

Sylwester Śniadecki, prezes Śniadecki Development i Śniadecki Investment Group

Śniadecki Development od dłuższego czasu kojarzony jest z dobrą architekturą i wysoką jakością wykończania budowanych nieruchomości. Klienci szukają wygodnego domu dla rodziny i taki produkt im oferujemy. W bieżącym roku największym powodzeniem  cieszyły się domy z ogrodami w Osiedlu Tuleckim w podpoznańskim Gowarzewie. Największe wrażenie na kupujących robiły salony wysokie na 5 metrów, możliwość wykonania antresoli i swoboda, którą daje własny ogród.

Wojciech Dzioba, prezes zarządu TBV Investment

Mamy co najmniej kilka hitów sprzedażowych w ofercie, dostosowanych do różnych potrzeb klientów. Dużym powodzeniem cieszą się inwestycje zlokalizowane na osiedlach posiadających rozbudowaną infrastrukturę handlowo-usługową lub znajdujące się w pobliżu uczelni wyższych, takie jak np. Osiedle Fieldorfa czy Osiedla Jutrzenki. Tutaj wśród klientów przeważają inwestorzy oraz osoby studiujące lub pracujące w Lublinie. Z kolei młodzi ludzie i pary z dziećmi chętnie nabywają mieszkania w naszych, nowych lokalizacjach położonych na obrzeżach miasta, jak Felin i okolice Zalewu Zemborzyckiego, gdzie budujemy Osiedle Europejskie oraz Osiedle Regaty.

Autor: dompress.pl

Jaki piec ogrodowy do pizzy wybrać?

Każda pizzeria, lub większość renomowanych restauracji, może pochwalić się specjalistycznym piecem, który opalany jest drewnem, lub zasilany gazem czy elektrycznie. Dzięki takiej wysokiej jakości urządzeniu, możliwe jest przygotowanie pysznej pizzy, której każdy kęs urzeka podniebienie, a dowolny kawałek sprawia, że chcemy sięgnąć po jeszcze więcej. Aby móc zachwycać się doskonałym smakiem tego włoskiego przysmaku, wcale jednak nie musimy udawać się do restauracji. Możemy skomponować taki posiłek sami w domu, za pomocą ogrodowego pieca. Niezależnie czy prowadzimy restaurację czy chcemy zadowolić swoich domowników i gości niecodziennym posiłkiem – warto zapoznać się z szeroką ofertą pieców ogrodowych. Aby jednak wybrać ten odpowiedni, musimy zwrócić uwagę na kilka podstawowych czynników i parametrów.

piec ogrodowy do pizzy

Na co zwrócić uwagę kupując ogrodowy piec do pizzy?

Przed rozpoczęciem poszukiwań należy odpowiedzieć sobie na pytanie, jakiego rodzaju pizzę będziemy serwować, a co za tym idzie, jakiego sprzętu potrzebujemy. Ważnym parametrem będzie a również liczba gości, którą będziemy chcieli obsłużyć w jednym czasie. Musimy również zdefiniować, jakiej wielkości danie chcemy tworzyć. Następnymi czynnikami, na które musimy zwrócić uwagę, są: ilość miejsca, którą jesteśmy w stanie poświęcić na piec oraz czy chcemy go budować na miejscu, czy instalować w całości, dostarczony ze sklepu. Ostatnią kwestią, która musimy poruszyć to oczywiście budżet, który jesteśmy w stanie przeznaczyć na zakup takiego urządzenia.

Piec do pizzy ogrodowy – podstawowe parametry

Taki sprzęt jest świetnym zakupem, gdy mamy pewność, że będzie nam służył długi okres czasu. Dlatego kupując piec, należy określić jakie jego parametry są dla nas najważniejsze, aby zmaksymalizować korzyści, po jego zakupie. Następnie możemy przejść do jednej z przyjemniejszych kwestii, czyli zagłębienie się w katalogi pieców ogrodowych do pizzy. Odkryj kolekcję tych urządzeń, przeglądając bogatą ofertę najpopularniejszych marek na rynku.

Bardzo ważnym czynnikiem, nad którym musimy się pochylić dokonując zakupu, jest zasilanie tego sprzętu. Na rynku mamy do dyspozycji piece opalane drewnem, na gaz czy elektryczne. Mogą różnić się również wagą czy wielkością.

Kluczowe jest również przeznaczenie, które jest głównym atutem sprzętu. Piec ogrodowy do pizzy, nie musi być wykorzystywany tylko i wyłącznie do wypieku tytułowej potrawy. W ofercie sklepu, znajdziemy również taki sprzęt, który posłuży zarówno do wypieku pizzy, jak i chleba bądź innych potraw.

Podsumowując, w skrócie powinniśmy zwrócić uwagę na aspekty takie jak:

  • wielkość i waga pieca,
  • przeznaczenie,
  • zasilanie

Ogrodowy piec do pizzy – jakie gabaryty?

Gabaryt pieca, powinien być dostosowany do przestrzeni, którą dysponujemy w ogrodzie. Nie trzeba skomplikowanych obliczeń, abyśmy mogli stwierdzić ile metrów jesteśmy w stanie przeznaczyć na postawienie tego sprzętu. Waga pieca również ma ogromne znaczenie. Nie chodzi tu tylko o transport, lecz podłoże, na którym będzie ustawiony oraz czy często będzie konieczność jego przestawiania. Innym ważnym aspektem jest też zasilanie, z uwagi na rachunki. Odnośnie tego, warto zasiąść wygodnie z kartką papieru i obliczyć co będzie w naszym przypadku bardziej opłacalne, biorąc pod uwagę czas i częstotliwość korzystania z pieca ogrodowego do pizzy.

Piec do pizzy ogrodowy opalany drewnem, gazowy czy elektryczny?

To jedno z najważniejszych pytań, na które powinniśmy odpowiedzieć sobie przed zakupem. Ogrodowy piec do pizzy, opalany drewnem lub gazowy, są jednymi z najtańszych w utrzymaniu, porównując np. do tych zasilanych elektrycznie. Specjały w niej tworzone, z pewnością będą również lepiej wypieczone i o wiele lepszej jakości. Smakosze kuchni włoskiej lub potencjalni właściciele restauracji, powinni więc w pierwszej kolejności zainteresować się tymi modelami, które opalane są drewnem, ponieważ to z nich wychodzą najbardziej wykwintne dania. W dalszej kolejności należy zapoznać się z tymi modelami, które zasilane są gazem lub elektrycznie.

Niezależnie od sposobu energii, którą dostarczamy do uruchomienia pieca, ważna jest jakość jego wykonania. Jeżeli kupujemy taki sprzęt, z myślą o zastosowaniu go w ogrodzie i pozostawienia go w tym miejscu, w każdą porę roku, musimy zdawać sobie sprawę, że jego konstrukcja, musi być do takich warunków przystosowana.  Wysokiej jakości produkty będą prezentować się nienagannie, nawet po kilku latach użytkowania, bez względu na niekorzystne warunki panujące za oknem.

Piece do pizzy ogrodowe gazowe, wyposażone są w ogniotrwałą płytę roboczą i kopułę ze stali nierdzewnej. Temperaturę można w nich łatwo kontrolować za pomocą wbudowanego pirometru i pokrętła. W kilka minut może wzrosnąć do 500°C.

Warto również pamiętać, że mamy do wyboru, w zależności od upodobań piece statyczne lub obrotowe, które pozwalają na łatwiejsze i sprawniejsze przygotowanie większej ilości placków.

Wybór pieców ogrodowych do pizzy jest naprawdę bardzo szeroki. Na rynku dostępna jest cała gama wysokiej jakości modeli, które pozwolą nam na przygotowanie rozpływającej się w ustach pizzy. Jest to doskonałe rozwiązanie, w przypadku gdy chcemy cyklicznie przyrządzać dania z pieca lub prowadzimy restauracje.

Zarząd PGE: żądania Związków Zawodowych PGE są nierealne

500 zł podwyżki dla każdego pracownika i zatrudnienie jeszcze w 2020 roku dodatkowych 700 pracowników – to żądania Związków Zawodowych działających w Grupie Kapitałowej PGE. Spełnienie tych żądań to koszt ponad 450 mln zł rocznie. W innym wypadku Związki Zawodowe PGE grożą nielegalnym strajkiem.

Związki Zawodowe PGE żądają podwyżki na poziomie 6,8 proc. dla każdego pracownika Grupy PGE. Biorąc pod uwagę, że średnia płaca w Grupie PGE wynosi 8 tys. zł daje to średnio na miesiąc 500 zł.

Ponadto Związki żądają, aby Grupa PGE jeszcze do końca 2020 roku zatrudniła 700 nowych pracowników powołując się przy tym na zapisy porozumienia o utrzymaniu poziomu etatów sprzed czterech lat.

Kolejny postulat Związkowców to konieczność uzyskiwania przez Zarząd PGE każdorazowo zgody na decyzję dotyczącą zmian organizacyjnych lub własnościowych. W ocenie PGE oznacza to całkowity paraliż decyzyjny w Grupie PGE, który uniemożliwi przeprowadzenie transformacji energetycznej i wykorzystanie przyznanych Polsce środków unijnych na ten cel.

PGE uznaje zgłoszone żądania Związków Zawodowych za nierealne i niebiorące pod uwagę obecnej sytuacji społeczno–gospodarczej Polski, związanej z pandemią oraz kondycji finansowej Grupy Kapitałowej PGE. Priorytetem dla zarządu PGE jest utrzymanie miejsc pracy i poziomu wynagrodzeń dla pracowników Grupy PGE. W sytuacji, kiedy z powodu pandemii wiele osób dotyka utrata pracy, a niektóre branże walczą z problemami, żądania podwyżek i dodatkowego, nieuzasadnionego biznesową koniecznością zatrudniania ludzi jest nieodpowiedzialne i niesolidarne.
Grupę PGE czeka nieuchronna transformacja, a rolą Związków Zawodowych powinno być aktywne w niej uczestnictwo.

PGE informuje, że w obecnych warunkach strajk będzie miał charakter nielegalny, co zostało potwierdzone w niezależnych opiniach prawnych, o czym Związki Zawodowe zostały poinformowane.

Szafa chłodnicza dla wymagających

Branża gastronomiczna wymaga użycia specjalistycznych urządzeń, które konieczne są zarówno do przygotowania, ale i przechowania potraw czy półproduktów. Jednym z nich jest szafa chłodnicza, umożliwiająca prawidłowe przechowywanie żywności. Tylko profesjonalne produkty wysokiej jakości to gwarancja trwałości, ale i solidnego wykonania. Poznaj najważniejsze szczegóły.  Przekonaj się, w jaki sprzęt chłodniczy wart zainwestować!

  1. Profesjonalna szafa chłodnicza
  2. Kto powinien zainwestować w szafę chłodniczą?
  3. Właściwości, jakie charakteryzują szafy chłodnicze z GastroProdukt Professional
  4. Produkty firmy GastroProdukt Professional wyróżnia jakość i atrakcyjna cena!

Szafa chłodnicza

Profesjonalna szafa chłodnicza

Urządzenia dedykowane szeroko pojętej branży gastronomicznej powinny charakteryzować się wysoką jakością, która wynika z użytych materiałów oraz zastosowanych rozwiązań. Ciekawe produkty można znaleźć między innymi na stronie internetowej sklepu GastroProdukt  Professional, mianowicie gastroprodukt.pl/szafy-chlodnicze. Urządzenie to posiada dość szerokie zastosowanie, gdyż doskonale sprawdzi się do przechowywania: półproduktów, ryb, mięsa, owoców morza i pozostałych produktów, wymagających niskich temperatur. Dzięki temu nie popsują się, ani nie będą stanowić zagrożenia dla zdrowia konsumenta. Szafa chłodnicza zapewnia stałą, jak również niską temperaturę. Dlatego też wybór tego urządzenia powinien uwzględnić jakość, solidne wykonanie oraz uniwersalność. Cechy te sprawiają, że urządzenie chłodzące jest łatwe w konserwacji, proste w obsłudze oraz dopasowane do potrzeb wielu odbiorców, dzięki możliwości ustawienia najważniejszych parametrów. Kto powinien zwrócić uwagę na szafy chłodnicze? Kiedy warto zainwestować w to urządzenie?

Kto powinien zainwestować w szafę chłodniczą?

Wysokiej jakości szafa chłodnicza to urządzenie dedykowane przede wszystkim branży gastronomicznej, czyli: kawiarniom, restauracjom czy hotelom. Produkt ten powinien charakteryzować się wykonaniem z wysokiej jakości materiałów, które zapewnią długoletnią i bezawaryjną pracę. Natomiast wykorzystane nowoczesne technologie sprawiają, że panel sterowania jest bardzo intuicyjny. Warto zauważyć, że urządzenia marki GastroProdukt Professional mają połączony panel sterowania z sondą NTC, dlatego w szybki sposób można dopasować temperaturę chłodzenia do warunków w pomieszczeniu oraz przechowywanych w niej produktów. Zapewnienie optymalnego poziomu temperatury też nie należy do zbyt trudnych, gdyż zastosowano w tych szafach samodomykające się drzwi. Wyróżnia je bardzo dobra izolacja oraz uzbrojenie w specjalną uszczelkę magnetyczną. Dodatkowym atutem tych urządzeń elektrycznych jest gruba warstwa izolacji, która pomaga zaoszczędzić energię elektryczną oraz chroni je przed czynnikami zewnętrznymi. Zastosowane rozwiązania przyczyniają się do utrzymania niskiej temperatury na równym poziomie, co w gastronomii jest niezwykle ważne! Poznaj najważniejsze atuty szaf chłodniczych marki GastroProdukt Professional.

Właściwości, jakie charakteryzują szafy chłodnicze z  GastroProdukt Professional

Szafy chłodnicze z  GastroProdukt Professional wyróżniają się na tle innych marek, bardzo funkcjonalnymi rozwiązaniami oraz unikalnymi cechami. Należy podkreślić także, że te urządzenia elektryczne  dostępne są w wersji z drzwiami pojedynczymi oraz podwójnymi. Natomiast najważniejsze cechy to: chłodzenie z wentylatorem, cyfrowy regulator temperatury, drzwi oraz obudowa zewnętrzne wykonane ze stali nierdzewnej, oświetlenie wewnętrzne LED, warstwa izolacyjna o grubości 70 mm oraz możliwość odwrócenia drzwi. Dodatkowym atutem tych szaf chłodniczych jest ich automatyczny system odszraniania, jak i możliwość pracy przez całą dobę. Szafa chłodnicza marki GastroProdukt Professional dostępna jest w wielu wersjach różniących się zarówno wysokością, jak i pojemnością urządzenia. To bardzo dobrej jakości produkt, który przez długie lata będzie działał bezawaryjnie i skutecznie. Dzięki temu każdy klient znajdzie tu sprzęt kuchenny na miarę swoich potrzeb oraz oczekiwań. Sięgnij po sprawdzone rozwiązania, które doceniło już szerokie grono wymagających konsumentów z branży gastronomicznej!

Produkty firmy GastroProdukt  Professional wyróżnia jakość i atrakcyjna cena!

Firma GastroProdukt Professional posiada bardzo szeroką ofertę, która skierowana jest do wielu firm z branży gastronomicznej. Na szczególną uwagę zasługuje szafa chłodnicza, posiadająca wiele zastosowań. Najczęściej wybierana jest przez firmy oferujące catering, restauracje, czy hotele wyposażone we własne kuchnie. Z tego urządzenia bardzo chętnie korzystają również kluby fitness, kantyny, kawiarnie, a nawet branża piekarnicza. Warto zauważyć, że produkt ten doskonale uzupełni wyposażenie każdej kuchni. Dlatego wystarczy odrobina miejsca we wspomnianej przestrzeni lub w specjalnym pomieszczeniu, przeznaczonym do przechowywania. Ze względu na wysoką jakość oraz sporą funkcjonalność szafy chłodnicze chętnie wykorzystywane są również w kuchniach przemysłowych.

Przyspieszony przetarg UKE na obsługę prawną budzi wątpliwości na rynku. Wyśrubowane wymogi spełni niewiele kancelarii

Przyspieszony przetarg UKE na obsługę prawną budzi wątpliwości na rynku. Wyśrubowane wymogi spełni niewiele kancelarii 1

W przyszłym roku Urząd Komunikacji Elektronicznej ogłosi aukcję na cztery rezerwacje częstotliwości z pasma 3,6 GHz dla sieci 5G. Czeka na to cały rynek telekomunikacyjny, bo aukcja była już przekładana. Zanim do niej dojdzie, urząd ogłosił przetarg na obsługę prawną tego projektu, a kancelariom prawnym dał tylko tydzień na przeanalizowanie postępowania i złożenie ofert. Prawnicy i eksperci wskazują, że w przypadku tak dużego i ważnego projektu, który będzie mieć przełożenie na całą gospodarkę, ten termin jest zdecydowanie za krótki. Wątpliwości budzi też jego dotychczasowe przygotowanie. UKE postawił też oferentom szereg bardzo wyśrubowanych wymogów, które w praktyce spełnić mogło niewiele podmiotów.

Na początku grudnia urząd ogłosił przetarg na obsługę prawną w związku z planowaną aukcją na częstotliwości sieci 5G. Chce zamówić 1 tys. godzin konsultacji, które mają zostać wykorzystane do końca przyszłego roku. Oprócz zagadnień związanych z aukcją 5G UKE zależy również na doradztwie w zakresie cyberbezpieczeństwa.

– Przetarg budzi szereg pytań o to, czy projekt został właściwie przygotowany. Nie ma wątpliwości, że na potrzeby planowanej aukcji 5G konieczne jest zapewnienie wysokiej jakości obsługi prawnej dla Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Sam cel jest więc poprawny, ale nie wiem, czy narzędzia, które zostały do tego obrane, są dobre. Wątpliwości budzi termin złożenia ofert na obsługę prawną. Bardzo trudno jest skompletować zespół specjalistów z zakresu prawa telekomunikacyjnego i cyberbezpieczeństwa w tak krótkim czasie, a na dodatek spełnić inne wymogi formalne stawiane przez UKE. Poszczególne kryteria zastosowane w tym przetargu też mogą budzić wątpliwości – mówi agencji Newseria Biznes dr hab. Sławomir Dudzik, profesor Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego, radca prawny i partner w Kancelarii SPCG.

Wątpliwości prawników, ekspertów i uczestników rynku budzą ekspresowe tempo postępowania i wyśrubowane warunki stawiane przez UKE. Urząd wymagał m.in., aby zespół doradczy składał się z co najmniej pięciu prawników, spośród których przynajmniej dwóch musi mieć stopień naukowy doktora lub doktora habilitowanego w zakresie prawa. W zespole musi znaleźć się też przynajmniej dwóch prawników uprawnionych do dostępu do informacji niejawnej o klauzuli „tajne” oraz trzech specjalistów posiadających minimum pięcioletnie doświadczenie w zakresie cyberbezpieczeństwa. Tymczasem ustawa o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa – pierwszy akt regulujący tę kwestię w Polsce – obowiązuje dopiero od sierpnia 2018 roku, czyli zdecydowanie krócej niż określony wymóg pięciu lat.

– Takie wymogi są czasami stawiane, choć można mieć wątpliwości, czy są one adekwatne. Po pierwsze, kwalifikacje w zakresie prowadzenia badań naukowych niekoniecznie muszą przekładać się na kompetencje potrzebne do tego, żeby doradzać UKE w ramach aukcji częstotliwości. Po drugie, stopień doktora czy doktora habilitowanego w zakresie prawa można zdobyć w bardzo różnych specjalizacjach. Przykładowo można być doktorem prawa w zakresie kryminologii czy prawa rzymskiego. Te obszary mają niewielki związek z samą aukcją, więc stawianie tak bardzo ogólnego wymogu może budzić wątpliwości – ocenia dr hab. Sławomir Dudzik.

– Obawiam się, że nie ma kancelarii, która miałaby wszystkie zasoby w swojej dyspozycji. W szczególności chodzi o te wymagania dotyczące specjalistów z zakresu cyberbezpieczeństwa, z odpowiednimi poświadczeniami w zakresie dostępu do materiałów tajnych. Musiałoby powstać jakieś konsorcjum. Kilka dni na przygotowanie tego wszystkiego może być rzeczywiście problematyczne – mówi prof. dr hab. Stanisław Piątek z Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego.

Kolejny wymóg UKE dotyczy tego, aby firma prawna wyłoniona w przetargu doradzała w ciągu ostatnich pięciu lat przez co najmniej rok podmiotom z państwowego sektora finansów publicznych oraz miała na swoim koncie doradztwo przy projekcie wartym co najmniej 1 mld zł. Jednak UKE nie precyzuje, że projekt miał dotyczyć rynku telekomunikacyjnego, co oznacza, że ten wymóg może spełnić np. kancelaria, która wcześniej doradzała przy budowie dróg. Nie spełni go natomiast kancelaria specjalizująca się w prawie telekomunikacyjnym, gdyż na tym rynku nie było dotąd tak dużych projektów.

Co istotne, UKE chce także, aby doradzająca firmie kancelaria miała w zespole przynajmniej jednego prawnika z doświadczeniem w obsłudze projektów związanych z 5G. Ten wymóg jest trudny do spełnienia o tyle, że w Polsce wdrażanie tej technologii ma miejsce dopiero od kilku miesięcy i jest na bardzo wczesnym etapie.

– Specjalistów z zakresu prawa telekomunikacyjnego nie mamy w Polsce zbyt wielu, a jeżeli są, to siłą rzeczy najczęściej pracują na potrzeby przedsiębiorstw telekomunikacyjnych, operatorów, więc ryzyko konfliktu interesów na pewno istnieje – mówi partner w Kancelarii SPCG.

Warunki przetargowe sprawiają, że w dużo lepszej sytuacji są duże międzynarodowe kancelarie prawne. Tym bardziej że wśród wymogów jest to, aby obsługująca firmę kancelaria dysponowała polisą ubezpieczeniową na 10 mln zł.

– W dużych postępowaniach dotyczących obsługi prawnej pojawiają się takie wymogi, zwykle w postępowaniach podmiotów prywatnych, więc to nieszczególnie dziwi. Natomiast tutaj mamy do czynienia z obszarem prawa publicznego i to jest niestandardowy przypadek. Zastanawiam się, w jakich sytuacjach Skarb Państwa mógłby ponieść – na skutek wadliwego doradztwa ze strony kancelarii – szkodę, która miałaby być wyrównana wypłatą z tej polisy – mówi dr hab. Sławomir Dudzik. – Z drugiej strony, jeżeli Skarb Państwa obawia się jakiejś odpowiedzialności odszkodowawczej, to może oczywiście się zabezpieczać, żądając polisy ubezpieczeniowej. Natomiast w praktyce trudno sobie wyobrazić sytuację, kiedy ta polisa miałaby zostać zastosowana.

W ocenie ekspertów troska UKE o wysoki poziom doradztwa prawnego jest zrozumiała, ponieważ chodzi o aukcję na częstotliwość, która będzie kluczowa dla wdrożenia w Polsce technologii 5G. To zaś będzie mieć przełożenie nie tylko na rynek komunikacyjny, lecz także całą gospodarkę. Zrozumiały nie jest jednak ekspresowy termin postępowania. Kancelarie prawne na złożenie ofert na obsługę prawną nowej aukcji 5G dostały raptem tydzień – od 3 do 11 grudnia. W tym czasie zainteresowane podmioty zgłaszały też szereg pytań i wątpliwości, a na przeanalizowanie odpowiedzi UKE miały zaledwie dwa–trzy dni.

– Jeżeli zamawiający szuka wysokiej jakości doradztwa i specjalistów, to powinien im dać czas na przygotowanie ofert i złożenie ich w normalnym trybie. Zbyt krótki czas może oznaczać, że nie wszyscy, którzy mogli i chcieli złożyć ofertę, mogli przystąpić do tego postępowania. Ostatecznie ofert może być mniej, niż urząd chciałby dostać, aby mieć pełne spektrum i możliwość wyboru – mówi partner w Kancelarii SPCG.

– Wyznaczono nowy, sierpniowy termin na wydanie rezerwacji, więc teraz trzeba przygotować dokumentację, która będzie podstawą aukcji. Trzeba przeprowadzić konsultacje. Czasu wcale nie jest dużo, więc być może ktoś się obudził trochę za późno, ale podjął szybkie działania. Na pewno dla kancelarii to nie było proste zadanie, żeby przygotować ofertę w takim terminie – ocenia prof. dr hab. Stanisław Piątek.

Walka z kryzysem klimatycznym za mało radykalna. Potrzebny nowy sposób komunikacji o tym problemie

0

Walka z kryzysem klimatycznym za mało radykalna. Potrzebny nowy sposób komunikacji o tym problemie 2

Mimo że w ostatnich latach wiele mówi się o zmianach klimatycznych i ich poważnych konsekwencjach, walka z tym zjawiskiem wciąż nie jest wystarczająco radykalna. Według IPCC uniknięcie czarnego scenariusza jest wciąż możliwe. – Niezbędne jest jednak ograniczenie konsumpcji, zmiana nawyków transportowych, stylu życia, sposobu zaspokajania swoich podstawowych potrzeb i bardziej solidarnościowe podejście do zasobów – wskazuje reportażysta Filip Springer. Współtworzona przez niego Szkoła Ekopoetyki zapoczątkowała niedawno razem z EIT Climate-KIC projekt, który ma stworzyć nowe strategie komunikacyjne dotyczące zmian klimatu.

– Państwa nie podejmują działań związanych z globalnym ociepleniem głównie dlatego, że wymagałoby to bardzo silnej ingerencji w ich sposób funkcjonowania. Dzisiejszy dobrobyt jest przecież zbudowany na eksploatacji paliw kopalnych, więc trudno jest przestawić się na inne modele gospodarki. Ale nawet te kraje, których retoryka polityczna jest zbudowana na zaprzeczaniu zmianom klimatu, doskonale wiedzą już, co się dzieje. Mimo to nie wdrażają zmian, bo z ekonomicznego i politycznego punktu widzenia jest to dla nich bardzo niewygodne – mówi agencji Newseria Biznes Filip Springer, autor książek, reportażysta, współtwórca Szkoły Ekopoetyki przy Instytucie Reportażu.

Wiele państw nie jest skłonnych do wyznaczania ambitnych celów klimatycznych, bo mogłoby to negatywnie wpłynąć na ich gospodarki. Przykładem są Stany Zjednoczone, które w ubiegłym roku postanowiły wycofać się z porozumienia paryskiego, ratyfikowanego na COP21 w 2016 roku przez UE i 186 innych państw. Jak wynika z opublikowanego na początku grudnia raportu UNEP („Emissions Gap Report 2020”), mimo krótkotrwałego spadku emisji dwutlenku węgla spowodowanego pandemią COVID-19 świat nadal zmierza do wzrostu temperatury o ponad 3°C w tym stuleciu – znacznie wykraczając poza cele przyjęte pięć lat temu. Według ONZ w tym roku wiele krajów nie przedstawi też swoich planów działań w obszarze klimatu (zgodnie z wymogami porozumienia paryskiego) przez opóźnienia wynikające z pandemii.

Z drugiej strony z powagi problemu zdaje sobie sprawę coraz więcej krajów. Przykładem może być ostatnia decyzja przywódców Unii Europejskiej, którzy postanowili o zwiększeniu redukcji emisji gazów cieplarnianych w 2030 roku z 30 proc. do 55 proc. Naukowcy podkreślają jednak, że tempo to powinno być jeszcze wyższe. Nowe zobowiązanie oznacza jednocześnie, że działania na rzecz walki ze zmianami klimatycznymi muszą przyspieszyć w poszczególnych państwach UE, również w Polsce.

Zdając sobie sprawę z tego, że tempo zmian powinno być dużo większe niż obecnie, i odpowiadając na to wyzwanie, EIT Climate-KIC oferuje miastom, regionom, a także całym państwom w Europie wsparcie w procesie transformacji w stronę neutralności klimatycznej na szeroką skalę. Dzięki zmianom na poziomie całych systemów osiągnięcie celu porozumienia paryskiego staje się w Europie dużo bardziej realne. Taka transformacja w ramach działań tej unijnej organizacji dzieje się w wielu miejscach Europy, takich jak Wiedeń, Amsterdam, Kraków, Madryt, włoski region Emilia-Romania, a także na poziomie krajowym, np. w Słowenii.

– Kryzys klimatyczny jest kryzysem wyobraźni. Narzędzia, które mają mu przeciwdziałać, nie zostaną podjęte, dopóki nie wyobrazimy sobie innego świata. Teraz znamy tylko świat zbudowany na gospodarce eksploatującej zasoby, której sukces mierzy się wzrostem. Walka z kryzysem klimatycznym oznacza ograniczenie konsumpcji, budownictwa, zmianę nawyków transportowych, stylu życia, sposobu zaspokajania swoich podstawowych potrzeb, bardziej solidarnościowego podejścia do zasobów. Nie wyobrażamy sobie, że nawołujemy do mniejszego konsumpcjonizmu, bo przecież nasz wzrost gospodarczy bazuje na konsumpcji. Dlatego to jest kryzys wyobraźni: musimy sobie najpierw wyobrazić inny świat, żeby go naprawić – mówi pisarz.

Jak wynika z ostatniego raportu Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC), obecnie średnia globalna temperatura jest o 1°C wyższa od poziomu przedindustrialnego. Przekroczenie bezpiecznego progu ocieplenia, czyli 1,5°C, będzie skutkować ekologiczną katastrofą na globalną skalę. Wśród efektów będzie m.in. podniesienie poziomu mórz nawet o 90 cm, co grozi zalaniem terenów zamieszkałych przez połowę̨ populacji świata, coraz częstsze i bardziej dotkliwe w skutkach fale upałów, nawałnice, powodzie i gwałtowne burze oraz niedostatki wody i żywności. Dramatyczne zmiany w środowisku naturalnym dotkną też handel i przemysł. Pod koniec obecnego wieku klęski żywiołowe mogą̨ dosięgnąć́ już 2/3 Europejczyków. Na podstawie ostatniego raportu IPCC agencja ratingowa Moody’s oszacowała, że konsekwencje globalnego ocieplenia o 2°C będą kosztować światową gospodarkę 69 bln dol. do 2100 roku.

Według IPCC uniknięcie czarnego scenariusza jest jeszcze możliwe, ale do 2050 roku ludzkość musi prawie całkowicie zrezygnować z paliw kopalnych, a do 2030 roku globalna emisja CO2 musi spaść o 45 proc. w porównaniu do poziomu z 2010 roku.

– Wyzwaniem są kwestie komunikacji, tego, co i jak mówimy o zmianach klimatu, czy tylko się straszymy, czy staramy się wprowadzić konstruktywne wizje. Duże znaczenie ma tutaj literatura jako ta, która operuje językiem – to w literaturze wykuwamy naszą wyobraźnię, dlatego jest to takie ważne. Ma to też przełożenie na inne sfery komunikacji – zaczynając od reklamy, a kończąc na rozmowach przy stole – mówi Filip Springer.

Jak wskazuje, w tej chwili brakuje narracji o zmianach klimatu, która będzie oddawać powagę sytuacji bez straszenia czy szantażu moralnego. Brakuje też jasnego nakreślenia wyzwań, z którymi społeczeństwa muszą się zmierzyć, żeby sprostać kryzysowi klimatycznemu. To rodzi potrzebę wypracowania nowej narracji, nowych sposobów mówienia o zmianach klimatu, łączących wiedzę, zaangażowanie i pozytywną wizję przyszłości.

– Staramy się wypracowywać nowe sposoby. Wiemy, że komunikacja ta musi się opierać na lokalności, czyli opowiadaniu tego, co jest tu i teraz, a nie o smutnym losie białych niedźwiedzi na krach, bo tutaj w Polsce mało kto może się nim szczerze przejąć. Ta lokalność dotyczy też czasu – to nie może być opowieść dotycząca dalekiej przyszłości, ale o tym, że my już dzisiaj doświadczamy katastrofalnych zmian klimatycznych, które kosztują życie ludzi – mówi reportażysta.

Szkoła Ekopoetyki przy Instytucie Reportażu powstała wiosną tego roku i ma na celu właśnie zmianę sposobu myślenia autorów o powiązaniach między ludźmi a naturą i klimatem. We współpracy z ekspertami oraz EIT Climate-KIC, czyli największą w Europie organizacją, która zajmuje się przeciwdziałaniem zmianom klimatycznym dzięki innowacjom, uruchomiła niedawno projekt „Zmieniamy opowieść. Kryzys klimatyczny jako kryzys wyobraźni”.

– To projekt filmowy, do którego zaprosiliśmy 15 ekspertów i ekspertek z różnych dziedzin. Zadaliśmy im pytania, które nurtują nas najbardziej, dotyczące tego, jak komunikować kwestie klimatyczne, jakie wątki wyciągać na pierwszy plan, a które z nich są być może nieistotne. Nasi eksperci i ekspertki odpowiadają na te pytania w krótkiej, ośmiominutowej formie. Liczymy, że ta forma ma potencjał viralowy, a wypowiedzi ekspertów będą później wykorzystywane np. w dyskusjach w social mediach. Podsumowaniem całego przedsięwzięcia jest też konferencja, na której 15 grudnia wyciągniemy wspólne wnioski z tych wypowiedzi ekspertów i spróbujemy zbudować zręby strategii komunikacyjnych dotyczących zmian klimatu – mówi Filip Springer.

W czasie pandemii biznes coraz chętniej sięga po szkolenia w wirtualnej rzeczywistości. Dają one niemal dwa razy lepsze wyniki niż tradycyjne zajęcia

Lockdown i pandemia przyspieszyły wdrażanie wirtualnej rzeczywistości w wielu branżach – w tym także w segmencie edukacji i szkoleń. Technavio szacuje, że w ciągu najbliższych czterech lat rynek w tym segmencie będzie rozwijać się z 60-proc. dynamiką. Na polskim rynku potencjał szkoleń w VR rozwija już Orange – do końca tego roku przeszkoli w ten sposób niemal 200 swoich pracowników, a w przyszłym – kolejny tysiąc osób. Ich efekty są dużo lepsze w porównaniu z tradycyjnymi zajęciami: szkolenia w VR zapewniają lepszą koncentrację, a wyniki testów wiedzy wśród ich uczestników wzrosły z 56 do blisko 90 proc.

 Cały czas szukamy rozwiązań, które sprawią, że te szkolenia będą jeszcze bardziej efektywne. Nawiązaliśmy współpracę z firmą VR-Learning, która brała udział w naszym programie akceleracyjnym Orange Fab. Okazało się, że szkolenie dla naszych konsultantów pierwszej linii, którzy na co dzień obsługują klientów, może zostać zrealizowane właśnie w VR – mówi agencji Newseria Biznes Ewa Krupa, dyrektor kultury i rozwoju w Orange Polska.

Pandemia COVID-19 znacznie przyspieszyła wykorzystanie rozwiązań zdalnych i nowych technologii, takich jak wirtualna rzeczywistość, w sektorze edukacji i szkoleń. Dynamiczny wzrost tego rynku był prognozowany jeszcze przed wybuchem pandemii. Z marcowego raportu Technavio wynika, że wartość rynku VR w tym segmencie w latach 2020–2024 może wzrosnąć do 6,34 mld dol. Coraz większa przystępność cenowa sprzętu VR, w połączeniu z dostępnością łatwych w obsłudze platform do tworzenia takich treści, będzie napędzać rynek, którego roczna dynamika wzrostu do 2024 roku wyniesie aż 59 proc. – wynika z „Virtual Reality Market in Education Sector by Product, Forecast and Analysis 2020–2024”.

– Czas pandemii i lockdownu pokazał, że wiele branż może skorzystać na wdrożeniu technologii VR. To m.in. właśnie nauka zdalna, co widzimy po reakcjach uczniów na lekcje fizyki, chemii czy biologii w VR, które zbudowaliśmy, oraz szkolenia, czego potencjał pokazuje Orange, przenosząc fizyczne centra szkoleniowe do świata wirtualnego. VR jest z powodzeniem stosowany w szkoleniach miękkich, a jak pokazują badania PwC, uczący są czterokrotnie bardziej skoncentrowani i uczą się cztery razy szybciej niż np. w przypadku e-learningu – mówi Tomasz Kalinowski z VR-Learning.

 Zrealizowaliśmy pilotaż z udziałem 60 pracowników i menadżerów. Okazało się, że efekty są zaskakująco pozytywne. Praktycznie wszyscy użytkownicy, niezależnie od wieku, uznali te szkolenia za bardzo efektywne. 2/3 z nich stwierdziło, że woli gogle VR od tradycyjnej, stacjonarnej formy szkoleń. Natomiast kiedy spojrzeliśmy na wyniki testów, okazało się, że uczestnicy takich szkoleń zapamiętują znacznie więcej szczegółów – dodaje Ewa Krupa.

Jak wskazuje, szkolenia w VR mają kilka przewag nad tradycyjnymi zajęciami. Po pierwsze, skutecznie odcinają użytkownika od rozpraszającego go otoczenia, zwiększając poziom koncentracji. Po drugie, osoba szkolona wciela się w rolę klienta i patrzy na urządzenie bądź usługę jego oczami: rozpakowuje paczkę, ogląda je, podłącza, konfiguruje, sprawdza różne funkcje. W ten sposób zwraca uwagę na szczegóły, których w standardowym szkoleniu może nie zauważyć. Wyniki testów wiedzy wśród uczestników takich szkoleń wzrosły z 56 do prawie 90 proc.

W Orange ze szkoleń VR skorzysta jeszcze przed końcem tego roku 180 osób. W wirtualnej rzeczywistości będą uczyć się obsługi urządzeń i konfiguracji usług, z których korzystają klienci, takich jak m.in. Smart Wi-Fi Box, FunBox, Orange TV GO czy multinagrywarka. W ten sposób będą mogli później skuteczniej wspierać klientów w ich podłączaniu, konfigurowaniu i codziennym użytkowaniu.

Obecnie szkolenia odbywają się w domach pracowników, co jest związane z czasem pandemii i powszechną pracą zdalną. Uczestnicy otrzymują gogle VR kurierem do domu, a po zakończeniu szkolenia naklejają gotową etykietę zwrotną i odsyłają sprzęt. Cały proces przypomina proces odbioru i zwrotu zakupów zamówionych w sklepie internetowym.

 Ważną kwestią jest zapewnienie bezpieczeństwa osób szkolących się. Gogle są odpowiednio zdezynfekowane, a w środku przesyłki znajduje się dodatkowy zestaw do dezynfekcji. Mają też funkcję automatycznego mapowania pomieszczenia, dzięki czemu zabezpieczają przed potencjalnymi wypadkami, np. zderzeniem z meblem czy ścianą. Gogle nie mają kabli, co minimalizuje ryzyko zaplątania się w nie – wymienia dyrektor kultury i rozwoju w Orange Polska. – Ta technologia się sprawdziła i liczymy, że w przyszłym roku – kiedy pandemia odpuści – będziemy w stanie rozwinąć takie szkolenia na większą skalę i zaprosić do nich 1 tys. pracowników. Mamy już też zapotrzebowanie na inne szkolenia, nie tylko z zakresu obsługi urządzeń w VR.

– W ramach akceleracji zbudowaliśmy program szkoleniowy dla telekomunikacji, który może być wykorzystywany na naszej platformie VR do spotkań i szkoleń zdalnych. Co ważne, szkolenie odbywa się w grupie, w trybie wieloosobowym, czyli uczący spotykają się na naszej platformie, a wyniki ich szkolenia są raportowane do systemu LMS [learning management system – red.] klienta – wyjaśnia Tomasz Kalinowski.

Łódzki rynek mieszkaniowy nie zwalnia tempa mimo niepewności i pandemii. W budowie jest coraz więcej nieruchomości o wyższym standardzie

Sprzedaż mieszkań na łódzkim rynku w ciągu czterech kwartałów, licząc od połowy 2019 roku, była tylko o 4 proc. niższa niż rok wcześniej. I to mimo zawirowań związanych z pandemią w II kwartale br. Mimo chwilowego spadku cen prognozy na kolejne miesiące mówią o ich stabilizacji, a wręcz wzroście ze względu na to, że popyt utrzymuje się na wysokim poziomie. Skala inwestycji także jest na podobnym poziomie co w ubiegłym roku – w 120 projektach w budowie jest ponad 11 tys. mieszkań. Na rynku pojawia się coraz więcej inwestycji w wyższym standardzie.

Łódzki rynek mieszkaniowy generuje ok. 5–7 proc. transakcji w skali kraju, zarówno w mieszkaniówce, jak i powierzchniach biurowych, więc jest to relatywnie mały i płytki rynek.

Rynek mieszkaniowy w Łodzi rozwija się, jak w większości miast, ze względu na głębokie i strukturalne potrzeby nowoczesnego budownictwa. Jest pod tym względem dość charakterystyczny, bo przez długi okres ceny mieszkań na rynku wtórnym były zbliżone do rynku pierwotnego. Dopiero od kilku lat widzimy, że rynek pierwotny uzyskuje dużo wyższe kwoty za metr kwadratowy. Obserwujemy również zróżnicowanie oferty nowych mieszkań, nie tylko ze względu na lokalizację, ale także z uwagi na standard budynków. Pojawiają się projekty o zdecydowanie wyższym standardzie i w ciekawszych lokalizacjach. Widać więc, że rynek dojrzewa – mówi agencji Newseria Biznes Michał Styś, prezes zarządu OPG Property Professionals.

Ma to związek z polityką władz miasta ukierunkowaną na przyciąganie inwestorów tworzących miejsca pracy, głównie w branży business process outsourcing (BPO) oraz w sektorze produkcyjnym.

Widać, że w Łodzi sukcesywnie wzrasta zatrudnienie, a to przekłada się bezpośrednio na branżę nieruchomości, zarówno w segmencie mieszkaniowym, jak i biurowym – podkreśla prezes zarządu OPG Property Professionals. – Oczywiście przy dużej podaży powierzchni biurowej na tak płytkim rynku istnieje możliwość czasowego wzrostu pustostanów. Tym bardziej że w tym roku zostało zakończonych lub jeszcze się zakończy kilka dużych projektów biurowych.

Jak wynika z raportu Walter Herz „Rynek biurowy. Polska 13 kw. 2020”, pod względem zasobów powierzchni biurowych Łódź zajmuje siódme miejsce w kraju. Od początku przybyło jej 30,5 tys. mkw., a w budowie pozostaje ponad dwa razy tyle. W pierwszych dwóch kwartałach zostały podpisane umowy najmu na 51 tys. mkw., natomiast w trzecim – na 8,6 tys. mkw. Podobnie jak w innych miastach wzrósł wskaźnik pustostanów – o 1,1 pkt proc. (do 14,3 proc.).

Są pewne wyzwania związane z wypełnieniem nowych budynków biurowych, które czekają na ukończenie na początku przyszłego roku. Nie wszystkie są zabezpieczone wystarczającą ilością powierzchni wynajętej. Najemcy nie chcą podejmować decyzji co do długotrwałych umów najmu – mówi Michał Styś. – W niższych klasach budynku (klasy B lub B+) widać wyzwania stojące przed wynajmującymi, którzy muszą stosować dodatkowe zachęty dla najemców, dając dodatkowe zachęty w formie okresów bezczynszowych, lub elastycznie podchodzić do umowy najmu, czyli skracać okresy, na które jest zawierana, lub oferując możliwości wyjścia.

Z popytem nie ma za to problemu na rynku mieszkaniowym. Wprawdzie w ciągu czterech kwartałów (od połowy 2019 roku do połowy 2020 roku) deweloperzy sprzedali 3,1 tys. mieszkań, czyli o 4,3 proc. mniej niż w poprzednim roku, ale był to wynik poważnych zawirowań związanych z pandemią, jakie wystąpiły w okresie od marca do czerwca. Wiele gospodarstw domowych odłożyło wówczas w czasie decyzję o kupnie mieszkania, a poza tym nie wszyscy inwestorzy od razu przenieśli sprzedaż do kanałów zdalnych.

– Na przestrzeni tych czterech kwartałów sprzedaż i produkcja były i tak na wysokim poziomie, zdecydowanie powyżej średniej z ostatnich 10 lat – mówi prezes OPG Property Professionals. – Nie przewidujemy głębokiego spadku sprzedaży, ale jej stabilizację albo wręcz wzrost. Wygląda na to, że przy tak niskich stopach procentowych wielu klientów podejmuje dalsze decyzje o kupowaniu mieszkań. Ceny mieszkań nie powinny więc dalej spadać.

Według danych NBP średnia cena ofertowa metra kwadratowego nowego mieszkania w Łodzi na koniec trzeciego kwartału 2020 roku wynosiła 6734 zł , a cena transakcyjna – 6406 zł. To więcej w porównaniu do trzeciego kwartału 2019 roku, ale też do pierwszego kwartału tego roku – na koniec marca wynosiły one odpowiednio 6608 zł/mkw. oraz 6249 zł/mkw.

Coraz większym zainteresowaniem kupujących cieszą się mieszkania trzypokojowe, z dwiema sypialniami. Wciąż bardzo popularne są kawalerki kupowane na wynajem. Jak pokazał raport OPG Property Professionals „Pierwotny rynek mieszkaniowy w Łodzi” – w ofercie deweloperów królują mieszkania dwu- i trzypokojowe. Ich udział w łącznej sprzedaży na rynku pierwotnym wyniósł 76 proc.

Szczepionka na koronawirusa ze zgodą na „awaryjne” wykorzystanie w USA. Może być podawana, mimo że proces certyfikacyjny wciąż jest w toku [DEPESZA]

Amerykańska Agencja Żywności i Leków dopuściła do awaryjnego wykorzystania szczepionkę na COVID-19, aby przyspieszyć walkę z pandemią. Szczepionka Pfizer–BioNTech COVID-19 będzie mogła być podawana amerykańskim pacjentom, mimo że jej proces certyfikacyjny wciąż jest w toku. Przedstawiciele agencji zezwolili na jej wcześniejsze podanie, uzasadniając swoją decyzję tym, że wstępne badania kliniczne wskazują na jej wysoką skuteczność w walce z SARS-CoV-2 i niskie ryzyko skutków ubocznych. W ramach awaryjnego zezwolenia ze szczepionki będą mogli skorzystać pacjenci w wieku co najmniej 16 lat.

– Chociaż FDA oficjalnie nie zatwierdziła szczepionki, dzisiejsze zezwolenie na awaryjne stosowanie szczepionki Pfizer–BioNTech przeciwko COVID-19 stanowi obietnicę zmiany przebiegu tej pandemii – wskazuje dr Peter Marks, dyrektor Centrum Oceny i Badań Biologicznych FDA.

Agencja Żywności i Leków podjęła swoją decyzję po zaprezentowaniu wyników badań klinicznych przeprowadzonych na próbie 36,5 tys. chorych, z których większość pochodziła ze Stanów Zjednoczonych. W procesie testowym 18 325 osobom podano placebo, a 18 198 właściwą szczepionkę. W tej drugiej grupie zanotowano 95-proc. skuteczność testowanego leku.

– Zezwolenie FDA na awaryjne zastosowanie pierwszej szczepionki COVID-19 jest kamieniem milowym w walce z tą niszczycielską pandemią, która dotknęła tak wiele rodzin w Stanach Zjednoczonych i na całym świecie – dodaje komisarz FDA, lek. med. Stephen M. Hahn.

Dotychczasowe testy laboratoryjne nie pozwoliły ustalić, jak długo szczepionka Pfizer-BioNTech zabezpiecza przed infekcją koronawirusa ani czy chroni przed jego dalszą transmisją. Te parametry wymagają dalszych badań. Mimo to przedstawiciele FDA zgodzili się na awaryjne stosowanie szczepionki na podstawie badań udowadniających wysoką skuteczność leku, po uprzednim zapoznaniu się z bilansem potencjalnych zysków oraz ryzyka. Agencja liczy na to, że szczepionka pozwoli zauważalnie przyspieszyć wygaszenie pandemii po wyszczepieniu znacznej części społeczeństwa.

Firmy odpowiedzialne za stworzenie szczepionki (konsorcjum Pfizer-BioNTech) zostały także zobowiązane do monitorowania jej bezpieczeństwa. Wszystkie przypadki objawów poszczepiennych mają być raportowane, a testy kliniczne kontynuowane, aby wykluczyć jakiekolwiek ryzyko zagrożenia życia bądź zdrowia pacjentów.

– Działanie FDA przebiega zgodnie z otwartym i przejrzystym procesem recenzowania szczepionki, który obejmował opinie niezależnych ekspertów naukowych i ekspertów ds. zdrowia publicznego oraz dokładną ocenę dokonaną przez zawodowych naukowców z agencji, aby upewnić się, że szczepionka spełnia rygorystyczne, naukowe standardy bezpieczeństwa, skuteczności i jakości produkcji niezbędne do wydania uprawnienia do użycia w nagłych przypadkach – wskazuje Stephen M. Hahn.

Testy kliniczne wykazały, że wśród osób poddanych szczepieniu przy wykorzystaniu Pfizer–BioNTech COVID-19 większość objawów poszczepiennych ma łagodny przebieg. Pacjenci skarżyli się na bóle w miejscu iniekcji, zmęczenie, bóle głowy i mięśni, dreszcze, bóle stawów oraz gorączkę. U większości pacjentów powyższe objawy pojawiły się po drugiej dawce szczepionki.

Łagodne efekty uboczne nie stanowiły przeciwwskazania do wprowadzenia szczepienia do użytku w trybie awaryjnym.

– Znane i potencjalne korzyści zastosowania szczepionki wyraźnie przewyższają znane i potencjalne ryzyko – przekonuje dr Peter Marks. – Przyspieszenie procesu opracowania szczepionek nie spowodowało uszczerbku dla standardów naukowych ani integralności naszego procesu oceny szczepionek. Proces przeglądu FDA obejmował również publiczną i niezależną ocenę ze strony członków Komitetu Doradczego ds. Szczepionek i Pokrewnych Produktów Biologicznych.

Ze szczepionki na koronawirusa najbardziej cieszą się… producenci ropy

Ze szczepionki na koronawirusa najbardziej cieszą się… producenci ropy. Szósty tydzień z rzędu rosną ceny ropy naftowej. Baryłka odmiany WTI podrożała w tym okresie aż ponad 40 proc., przekraczając poziom 47 dolarów. Ostatni raz tyle płacono za ropę na początku marca br., czyli wtedy, gdy świat zamykał się w strachu przed pandemią.

Ceny ropy rosną, nie zważając na z pozoru niesprzyjające informacje. Za taką można uznać decyzję OPEC+ o częściowym zniesieniu limitów produkcyjnych. Ostatnia podwyżka miała miejsce już po tym, gdy kartel ogłosił, że od 1 stycznia 2021 roku zwiększy produkcję o 500 tys. baryłek dziennie. Cenowego rajdu nie powstrzymała także informacja ze Stanów Zjednoczonych, gdzie tygodniowy wzrost stanu zapasów surowca osiągnął drugi z najwyższych poziomów w historii – 15 mln baryłek.

Co decyduje o wzroście cen? – Głównym czynnikiem korzystnym dla wzrostu cen wydaje się perspektywa powrotu popytu na surowiec w przyszłym roku dzięki szczepieniom przeciw COVID-19 – mówi Daniel Kostecki, główny analityk Conotoxia Ltd., spółki, która świadczy usługę Forex dla klientów portalu Cinkciarz.pl.

O szczepionce rzeczywiście wiemy coraz więcej. Reuters poinformował, że USA mogą rozpocząć szczepienia w najbliższy weekend. Wielka Brytania już to zrobiła na początku bieżącego tygodnia. Kolejne mogą być: Kanada, Bahrajn i Arabia Saudyjska, które też już zatwierdziły swoje pierwsze szczepionki.

– Aktualna sytuacja na rynku ropy wydaje się idealna dla kartelu. Nie dość, że członkowie OPEC+ zdecydowali się zwiększyć produkcję, to optymizm na światowych rynkach doprowadził do sporych podwyżek cen – wskazuje Daniel Kostecki. – Ostatni raz z sześciotygodniowym okresem cenowej prosperity na rynku ropy mieliśmy do czynienia w kwietniu i maju br., a wcześniej wiosną 2019 r. – dodał analityk Conotoxia Ltd.

Powyższa publikacja handlowa nie stanowi rekomendacji inwestycyjnej ani informacji rekomendującej lub sugerującej strategię inwestycyjną w rozumieniu Rozporządzenia (UE) nr 596/2014 z dnia 16 kwietnia 2014 r. Została ona sporządzona w celach informacyjnych i nie powinna stanowić podstawy do podejmowania decyzji inwestycyjnych. Ani autor opracowania, ani Conotoxia Ltd. nie ponoszą odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie informacji zawartych w niniejszej publikacji.
81 proc. rachunków inwestorów detalicznych odnotowuje straty pieniężne w wyniku handlu kontraktami CFD u niniejszego dostawcy. Zastanów się, czy rozumiesz, jak działają kontrakty CFD i czy możesz pozwolić sobie na wysokie ryzyko utraty pieniędzy.

Wielka technologiczna czwórka zagraża wolnemu rynkowi. Co zrobić z monopolem „bandy czworga”?

Spółki Big Tech stały się ulubieńcami inwestorów. Ich rynkowa potęga wzbudza jednak coraz większe obawy związane z niszczeniem wolnego rynku. W najbliższych miesiącach przekonamy się co dalej z Facebookiem czy Google.

Już za prezydentury D.Trumpa potęgę firm Big Tech uznawano za tak wielką, że coraz częstsze stały się postępowania antymonopolowe. Przykładem był Google. Przewidywania są takie, że J.Biden jeszcze tę politykę zaostrzy, wprowadzi zmiany w opodatkowaniu. Amerykańska Komisja do Spraw Handlu wytoczyła proces przeciwko Facebookowi, iż stosował monopolistyczne praktyki w celu wyeliminowaniu swojej konkurencji i powinien pozbyć się takich cennych nabytków jak WhatsApp czy Instagram.

Czy to początek końca Big Techów? Co zrobić z „bandą czworga”, jak to określają złośliwie ich przeciwnicy, czyli czterema spółkami BIG Tech: Facebook, Google, Amazon i Apple (do tej grupy bywa zaliczany też Microsoft)?

Przewidywania są takie, że nadciąga wielka fala regulacyjna. To wynika z październikowego raportu podkomisji senackiej w USA, która prowadziła przesłuchania prezesów spółek zaliczanych do grupy Big Tech. Raport ma 439 stron. Jego sednem jest to, aby obecna sytuacja nie przerodziła się w stan powszechnego zagrożenia dla konkurencji wolnorynkowej. W tym raporcie pojawiają się postulaty, aby te firmy po prostu podzielić.

– Trwa dyskusja czy firmy te nie uzyskały zbyt daleko idącej monopolistycznej pozycji ze szkoda dla wszystkich innych i moim zdaniem odpowiedź na to pytanie jest oczywista – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Dużo trudniejsze jest jednak znalezienie odpowiedzi na pytanie o to, co można z tym zrobić. To w najbliższych miesiącach przekonamy się czy w USA wystarczy woli politycznej, aby kontynuować dochodzenia przeciw Big Techom.

Istnienie Big Techów przyniosło światowej gospodarce ogromne długofalowe korzyści i pchnęła rozwojów na szybszy – nomen omen – tor. Ale jednocześnie spowodowało ogromne podziały w społeczeństwie pomiędzy zagarniającymi dla siebie rynek wielkimi firmami i masami robotniczymi, funkcjonującymi na pograniczu niewolnictwa.

„Techom” zarzuca się właśnie wykorzystywanie pozycji rynkowej do miażdżenia konkurencji ze szkodą dla użytkowników, unikanie płacenia podatków, a także zbieranie i przetwarzanie danych użytkowników do przechwycenia kontroli nad ich zachowaniem, co w konsekwencji może dać im większą władzę niż tę, którą mają demokratycznie wybrane rządy (lub inaczej, poprzez tę kontrolę, będą mogły „same” wybierać władze z pozornym zachowaniem zasad demokracji).

W USA zarzuty im stawiane dotyczą jak na razie wykorzystywania pozycji monopolistycznej. W czasie prezydentury D.Trumpa Republikanie zarzucali mediom społecznościowym blokowanie treści prawicowych, można byłoby więc uznać, że obecny pozew jest „łabędzim śpiewem” odchodzącej administracji. Jednak pozew nie wygląda na polityczny – został niezależnie skierowany przez 46 stanów, co pokazuje, jak silne jest przekonanie co do tej sprawy po obydwu stronach barykady politycznej w USA.

Nawołująca od dawna do podziału Big Techów Elizabeth Warren nie została co prawda wiceprezydentem (ani nawet nie znalazła się w administracji Bidena), ale nie musi to oznaczać, że Biden będzie ich obrońcom, szczególnie, że sam na pewnym etapie kampanii proponował dla nich specjalny podatek.

Taki podatek chce wprowadzić Unia (nawet do 6% rocznych przychodów), a Francja właśnie nałożyła 100 mln euro kary na Google. Administracja Trumpa takie próby opodatkowywania techów poza granicami USA bardzo tępiła, zobaczymy czy Biden (szukający kompromisu z UE) będzie tu tak samo zdeteminowany, czy też uzna, że korporacje powinny po prostu wszędzie płacić wyższe podatki.

– Sama Unia Europejska będzie tutaj bezsilna, za prezydentury D.Trumpa interwencje amerykańskiej, aby Big Techy zostawić w spokoju okazywały się skuteczne – komentuje ekspert XTB. – Nowe regulacje są jednak bardzo potrzebne, bo za kilka lat może okazać się, że bardzo nieliczna grupa osób rządzi światem dzięki olbrzymiemu dostępowi do danych o nas samych.

Reakcja rynku na podejmowane próby jest zauważalna, ale do paniki daleko. Do tej pory inwestorzy indywidualni traktowali każdą przecenę jako okazję.

EBC ponownie poluzował politykę

W tym tygodniu głównym wydarzeniem na europejskich rynkach walutowych było czwartkowe posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego, podczas którego nie zmieniono stóp procentowych. Doszło jednak do zmian w innych narzędziach. Program PEPP został zwiększony o 500 mld euro do 1,85 bln euro oraz przedłużony co najmniej do marca 2022 r.  Postanowiono również, że przychody z obligacji będą nadal reinwestowane, co najmniej do końca 2023 r. EBC ogłosił także kolejne korzyści dla długoterminowych kredytów (TLTRO III) i zaprezentował kolejny program pożyczkowy dla banków (PELTRO). Wszystkie zaprezentowane kroki EBC były raczej oczekiwane i są zgodne z wcześniejszymi wypowiedziami przedstawicielami banków centralnych. Prezes EBC, Ch. Lagarde skomentowała też wysoki kurs euro, wskazując, że jego poziom nie jest teraz głównym celem, ale pozostaje ważnym czynnikiem i należy go nadal uważnie obserwować.

W nowej prognozie makroekonomicznej EBC spodziewa się spadku PKB  w tym roku o 7,3% oraz wzrostu inflacji jedynie o 0,2%. Perspektywy inflacji pokazują, że EBC nie spodziewa się osiągnięcia celu inflacyjnego na poziomie 2% w ciągu najbliższych 3 lat.

Spośród innych danych ogłoszonych w tym tygodniu warto wspomnieć o wynikach produkcji przemysłowej w Niemczech za październik, która wzrosła o 3,2% m/m. Pozytywnym sygnałem są również wyniki produkcji przemysłowej za wrzesień, które były wzrostowe.

Polski złoty w tym tygodniu się umocnił i na koniec tygodnia jego kurs wynosił 4,42 PLN/EUR. Kurs eurodolara w tym czasie nie zmienił się mocno i w piątek był na poziomie 1,213 USD/EUR.

Malwina Krakus, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

NCBR uruchamia nowy program INFRASTARt

Utworzony przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju program INFRASTARt ma zwiększyć efektywność wykorzystania infrastruktury B+R i przyczynić się do umiędzynarodowienia działalności jednostek naukowych. Znane są już warunki udziału w pierwszym konkursie, do którego nabór ruszy 11 stycznia.

Planowany budżet całego programu to 200 mln zł, z tym że kwota jaką NCBR przeznaczy rocznie na dofinansowanie realizacji projektów wyłonionych w konkursie to 50 mln zł. Program INFRASTARt będzie realizowany w latach 2021 – 2024.

Badania naukowe stanowią jeden z najważniejszych czynników rozwoju cywilizacji. Dzięki nim potrafimy skuteczniej odpowiadać na wyzwania współczesności. Jednak dla doskonałości tych badań kluczowe znaczenie ma, obok kapitału ludzkiego, nowoczesna infrastruktura badawcza, bez której nie jest możliwe kształcenie na odpowiednim poziomie przyszłych kadr naukowych. Resort nauki dzięki projektom takim jak Polska Mapa Infrastruktury Badawczej aktywnie wspiera strategiczne dla Polski infrastruktury badawcze. Nowy program NCBR to kolejny krok w rozwoju nowoczesnych laboratoriów stosujących najwyższe standardy badań i kształcenia. To także szansa na  realizację ważnych projektów międzynarodowych – mówi Przemysław Czarnek, minister edukacji i nauki.

I konkurs w programie INFRASTARt dotyczy wsparcia utrzymania infrastruktury B+R zbudowanej lub przebudowanej dzięki realizacji projektów w ramach II priorytetu POIG, których koszty kwalifikowalne  z POIG wyniosły co najmniej 25 mln zł i za pomocą której można prowadzić prace B+R oraz świadczyć usługi badawcze dla podmiotów zewnętrznych.

Bazując na doświadczeniach programu PANDA2 oraz rekomendacjach z przeprowadzonej ewaluacji, NCBR powołuje nowy program stanowiący kontynuację wcześniej podjętych działań. Wsparcie w ramach INFRASTARt dotyczy utrzymania infrastruktury B+R, której specyfika i charakter będą przekładać się na rozwój działalności naukowej danej jednostki i podniesienie stopnia wykorzystania tej infrastruktury dla celów badań komercyjnych. Chcemy pomóc w podnoszeniu rangi i znaczenia polskich badań na arenie międzynarodowej. A te z pewnością przyczynią się do wzrostu innowacyjności, przedsiębiorczości i konkurencyjności polskiej gospodarki – mówi Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Do konkursu może przystąpić Wnioskodawca zarejestrowany i prowadzący działalność na terytorium Polski, który jest jednostką naukową oraz był beneficjentem projektu realizowanego w priorytecie 2 Infrastruktura sfery B+R Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka, 2007-2013.

Nabór wniosków w konkursie będzie trwał w terminie od 11 stycznia do 11 marca 2021 roku do godz. 16:00.

Kompromis osiągnięty. Złoty stabilny

Na unijnym szczycie obyło się już bez niespodzianek. Zapowiadany kompromis został osiągnięty, budżet podpisany, a wszyscy politycy okazali się zwycięzcami. Pytanie, jak czas zweryfikuje ów kompromis.

Kompromis podpisany

Zgodnie z oczekiwaniami pod naciskiem Niemców i odchodzącej w przyszłym roku Angeli Merkel udało się zawrzeć kompromis. Jest to jedno z tych rozwiązań, które daje każdemu wrażenie, że jest to wyjątkowo bezpieczne rozwiązanie dla jego interesów. Przyszłość pokaże nam, czy po okresie przejściowym faktycznie nie będzie można zastosować tego mechanizmu przeciwko Polsce bez jej zgody. Brzmi to wręcz wiarygodnie korzystnie dla nas, ale rynki wyraźnie doceniły to rozwiązanie, patrząc na siłę złotego, który stabilizuje się w okolicach 4,43 zł.

Co na posiedzeniu EBC?

Europejski Bank Centralny nie zaskoczył rynków. Pomimo umacniania się euro w ostatnim czasie nie zmienił stóp procentowych. Scenariusz ten był mało prawdopodobny, gdyż już teraz mówi się, że ujemne stopy procentowe są powodem pewnych problemów tego regionu. Z drugiej strony zgodnie z oczekiwaniami doszło do drobnych zmian w programie skupu aktywów. Nie zmieniło to sytuacji europejskiej waluty i nadal jest ona wyjątkowo silna względem dolara i innych głównych walut.

Słabe dane z USA

Wczorajsze dane z amerykańskiego rynku pracy nie mogą napawać optymizmem. Jeszcze niedawno spodziewano się, że liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych będzie się stabilizować w stronę poziomów sprzed pandemii. Obecnie nie tylko nie spada, ale wręcz rośnie. Po przebiciu w dół 700 tysięcy wniosków tygodniowo nie ma już śladu, a wczorajszy wynik pokazał aż 850 tysięcy. Jest to informacja, że z amerykańskim rynkiem pracy nie jest najlepiej, co wyraźnie ciąży dolarowi.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak istotnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Podatek od środków transportowych – wyzwanie dla przedsiębiorców

Podatek od środków transportowych jest podatkiem lokalnym, odprowadzanym do właściwej gminy, o którym zdarza się, że przedsiębiorcy zapominają. Z pozoru proste regulacje, w wielu przypadkach są bardzo zawiłe oraz generują problemy podatnikom.

Przedmiot opodatkowania

Pierwszym wyzwaniem dla przedsiębiorców jest ustalenie, jaki rodzaj środków transportu podlega opodatkowaniu. Zgodnie z ustawą o podatkach i opłatach lokalnych opodatkowaniu podlegają samochody ciężarowe o dopuszczalnej masie całkowitej powyżej 3,5 tony, ciągniki siodłowe i balastowe o dopuszczalnej masie całkowitej większej niż 3,5 tony, przyczepy i naczepy, które łącznie z pojazdem silnikowym posiadają dopuszczalną masę całkowitą zespołu pojazdów większą niż 7 ton.

W tym zakresie warto dodać, że informacje o pojeździe znajdują się w dowodzie rejestracyjnym. Organy podatkowe nie mają uprawnień do określania danych technicznych pojazdu, takich jak na przykład dopuszczalna masa całkowita. Dodatkowe dokumenty, na których może opierać się urząd to przede wszystkim pozwolenie czasowe, świadectwo homologacji oraz karta pojazdu. Takie wnioski wynikają z orzeczenia WSA w Poznaniu z dnia 11 kwietnia 2017 r., sygn. I SA/Po 1276/16.

Kolejna kwestia zasługująca na uwagę, to opodatkowanie ciągników siodłowych. W tym przypadku istotna jest dopuszczalna masa całkowita zespołu pojazdów, a nie samego ciągnika. Jest to inna pozycja w dowodzie rejestracyjnym, która w wielu przypadkach ma znaczący wpływ na wartość płaconego podatku.

Podatnicy podatku

Kolejne wyzwanie przedsiębiorców w zakresie podatku od środków transportu, to ustalenie, kto jest podatnikiem tego podatku. O ile w przypadku właściciela (osoby fizycznej lub prawnej) nie ma problemu, ponieważ w takim przypadku jest on podatnikiem, o tyle w przypadku współwłaścicieli czy posiadaczy mogą powstać wątpliwości. W szczególności należy zwrócić uwagę na art. 9 ust. 1 zdanie 2 ustawy o podatkach i opłatach lokalnych, zgodnie z którym jako właściciela uznaje się także jednostki nieposiadające osobowości prawnej, jeżeli środek transportu jest na nie zarejestrowany czy posiadaczy zarejestrowanych na terytorium Polski środków transportu powierzonych przez zagraniczną osobę fizyczną lub prawną.

W przypadku współwłaścicieli obowiązek podatkowy ciąży na nich solidarnie, co oznacza, że każdy jest zobowiązany do rozliczenia podatku, a zapłata przez jednego współwłaściciela zwalnia pozostałych z tego obowiązku. Należy jednak zaznaczyć, że nie ma tu znaczenia, który współwłaściciel faktycznie użytkuje dany pojazd.

Z kolei przy sprzedaży pojazdu na poprzednim właścicielu ciąży obowiązek podatkowy do końca miesiąca, w którym dokonano sprzedaży pojazdu. Przysługuje mu także prawo do skorygowania dotychczas zapłaconego podatku.

Data powstania i wygaśnięcia obowiązku podatkowego

Ustalenie daty powstania obowiązku podatkowego wymaga znajomości zasad podatku od środków transportowych oraz obowiązujących terminów. Prawidłowe ustalenie obowiązku podatkowego pozwala poprawnie rozpoznać podatek i ogranicza ryzyko w tym zakresie. Może być też okazją do oszczędności, ponieważ podatnik jest zobowiązany w niektórych przypadkach do zapłaty podatku w terminie 14 dni od dnia powstania obowiązku podatkowego, czyli zasadniczo od 1 dnia miesiąca następującego po miesiącu dokonania zakupu albo rejestracji (w przypadku 1 rejestracji na terytorium kraju), a nie od dnia zakupu. W przypadku wycofania pojazdu z ruchu obowiązek podatkowy powstaje dopiero od pierwszego dnia kolejnego miesiąca.

Z kolei obowiązek podatkowy wygasa z końcem miesiąca, w którym środek transportu został wyrejestrowany, lub wydana została decyzja o czasowym wycofaniu z ruchu. Podatnicy powinni mieć świadomość wygaśnięcia obowiązku podatkowego, ponieważ urzędy nie są zobowiązane same z siebie do zwrotu nadpłaconego podatku.

Termin płatności

Kolejnym zagadnieniem, które może przysporzyć wątpliwości, jest płatność podatku. Co do zasady podatek płatny jest w dwóch ratach do 15 lutego oraz do 15 września. Zasada ta nie dotyczy pojazdów nabywanych lub zbywanych w trakcie roku. W takim przypadku, jeżeli obowiązek podatkowy powstał po 1 lutego, a przed 1 września podatnik płaci podatek w dwóch ratach proporcjonalnie do czasu trwania obowiązku podatkowego, pierwszą ratę płaci w ciągu 14 dni od dnia powstania obowiązku podatkowego, a drugą do 15 września. Z kolei w przypadku powstania obowiązku podatkowego po 1 września (czyli pojazd nabyty/zarejestrowany w sierpniu), podatek należy rozliczyć jednorazowo w terminie 14 dni od daty powstania obowiązku podatkowego.

Stawki podatku są różne i zależą od uchwały rady gminy, ale nie mogą być wyższe od tych określonych w ustawie. Podatek należy uiścić do właściwego urzędu gminy zgodnie z położeniem siedziby podatnika/miejscem zamieszkania.

Zwrot podatku i zwolnienia

Ostatnia problematyczna kwestia dotyczy zwrotu podatku w przypadku tzw. transportu kombinowanego, czyli uwzględniającego trasy pokonane w ciągu roku koleją. Podatnikowi w zależności od liczby wykonanych jazd koleją z ładunkiem lub bez przysługuje zwrot podatku nawet w równowartości 100% (przy ponad 100 jazdach koleją). Podatnik powinien w tym zakresie złożyć wniosek do 31 marca kolejnego roku podatkowego oraz przedstawić odpowiednie dokumenty.

Zwolnień w podatku od środków transportu jest niedużo i dotyczą one zasady wzajemności, czyli honorowania zwolnień oficjeli z innych krajów, a także pojazdów specjalnych i zabytkowych. Ponadto Rada Gminy może ustalić własny katalog zwolnień.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Coraz więcej biur do podnajęcia

Podobnie jak podczas światowego kryzysu finansowego, również teraz rośnie liczba firm poszukających oszczędności i przeznaczających część swoich biur na podnajem.

Zmieniająca się struktura najmu, gdzie za ponad połowę podpisanych w tym roku umów odpowiadają odnowienia kontraktów, mniej powierzchni w budowie i gwałtowny wzrost liczby biur do podnajęcia – trwająca od marca pandemia diametralnie zmieniła sytuację na rynku biurowym w Polsce. Interesującym zjawiskiem jest zwłaszcza rosnąca liczba metrów kwadratowych czekających na potencjalnych podnajemców. Jak wynika z danych JLL, w listopadzie oferta podnajmów wynosiła już 240 000 mkw., z czego połowa tej powierzchni była zlokalizowana w Warszawie.

Podnajmy jak barometr

Jak zwracają uwagę eksperci JLL, wysyp podnajmów to papierek lakmusowy sytuacji w gospodarczej na świecie. Jak oszacował zespół JLL, podczas kryzysu finansowego dekadę temu firmy działające w Warszawie oferowały w ramach podnajmów 60 000 mkw. biur. Aktualnie jest to około 122 000 mkw. Należy natomiast podkreślić, że przez ostatnich dziesięć lat stołeczny rynek biurowy urósł pod względem podaży dwukrotnie, można więc powiedzieć, że ich skala jest zbliżona.

Wzrost liczby podnajmów obserwujemy mniej więcej od drugiego kwartału tego roku, kiedy to firmy wiedziały już, że pandemia nie skończy się szybko, pracownicy długo nie wrócą do w pełni obłożonych biur, a ze względu na pogarszającą się sytuację ekonomiczną na świecie konieczne będą cięcia wydatków. Dość naturalną strategią jest wtedy obniżenie kosztów stałych wynikających z użytkowania biura. – Jakub Sylwestrowicz, Dyrektor Działu Reprezentacji Najemcy, JLL

Według danych JLL, oferowane na rynku podnajmy zwiększyłyby w trzecim kwartale wskaźnik pustostanów w polskich miastach średnio o 2%.

Dodawanie podnajmów do wolnej powierzchni nie jest zgodne z metodologią zbierania danych o rynku, ponieważ powierzchnia wystawiona na podnajem pozostaje cały czas wynajęta. Zdecydowaliśmy się jednak wykonać takie ćwiczenie. I tak – na koniec września poziom niewynajętej powierzchni w Warszawie wynosił 9,6%, a kiedy dodamy do niego podnajmy – 11,6%. Dla porównania w Krakowie było to na przykład 12,4% i 14,1%, a w Trójmieście – 9,4% oraz 12,9%. Co ciekawe, w miastach regionalnych 70% powierzchni przeznaczonej na podnajem pochodzi od firm z sektora usług dla biznesu, które zazwyczaj chcą podnająć ok. 37% swojego biura. Powyższe wartości mogą robić wrażenie, należy jednak pamiętać, że tylko 5% wszystkich firm z tej branży działających w miastach regionalnych zdecydowała się na wystawienie części swojego biura na podnajem. – Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań i Doradztwa, JLL

Dobra opcja, ale nie dla wszystkich

Na pierwszy rzut oka proces podnajęcia powierzchni innej firmie wydaje się dość prosty. Firma wydziela część swojego biura, podpisuje umowę i w ten sposób generuje oszczędności. Okazuje się jednak, że podnajem jest przedsięwzięciem obejmującym wiele różnych zmiennych.

Zanim dojdzie do podpisania umowy z firmą zainteresowaną naszym biurem, należy przeanalizować, czy taki podnajem nie łamie np. zasady zakazu konkurencji, która może widnieć w kontraktach innych firm, które mają podpisany najem z właścicielem budynku. Do tego dochodzą też kwestie związane z wydzieleniem drogi przeciwpożarowej, rozprowadzeniem sieci informatycznej, udostępnieniem podnajemcy kuchni, sanitariatów, czy rozliczeniem mediów. Warto też rozważyć dodatkowe zachęty, które zwiększą atrakcyjność naszej oferty, jak na przykład umożliwienie korzystania z leasingowanych serwisów do kawy, co może być traktowane jako „bonus” do umowy podnajmu. – Jakub Sylwestrowicz, Dyrektor Działu Reprezentacji Najemcy, JLL

Dobre przygotowanie się do procesu podnajęcia naszego biura, to również dopasowanie oczekiwań do rzeczywistości rynkowej.

Musimy mieć na uwadze to, że w większości przypadków podnajmujący nie zarabia na stawkach czynszowych. Podnajem jest szansą na zoptymalizowanie kosztów. Idealnie, jeśli firma jest stanie odzyskać 100% tych wydatków, ale wskazane jest określenie, jaki stopień korekty jesteśmy w stanie zaakceptować. – Jakub Sylwestrowicz, Dyrektor Działu Reprezentacji Najemcy, JLL

Z tego względu podnajem nie jest traktowany jako konkurencja dla tradycyjnego najmu biur, a dodatkowa opcja, która uzupełnia dostępny na rynku wachlarz możliwości.
Nie jest to też opcja odpowiednia dla wszystkich firm. Te z nich, które pracują na tzw. danych wrażliwych i są obwarowane procedurami bezpieczeństwa, będą raczej skłaniać się ku typowym umowom najmu. Ponadto, coraz więcej wiele przedsiębiorstw rozważa jako alternatywę biura typu flex. Mogą one być lepszym rozwiązaniem dla najemców oczekujących na oddanie docelowych budynków biurowych, wykończenie powierzchni, bądź też ustalających dopiero docelowy model środowiska pracy. – Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań i Doradztwa, JLL

Mazowieckie firmy walczą o przetrwanie i utrzymanie wypłacalności

W wyniku przedłużającej się pandemii coraz więcej firm z województwa mazowieckiego balansuje na granicy płynności finansowej. W regionie kryzys szczególnie mocno uderzył m.in. w branżę hotelarską, gastronomiczną i kateringową (HoReCa) oraz dalekobieżnych przewozów autobusów, które zapowiadają liczne bankructwa już na początku przyszłego roku. Aby zapobiec upadłości, zagrożone niewypłacalnością przedsiębiorstwa, nie powinny zwlekać ze skorzystaniem z narzędzi naprawczych, takich jak uproszczona restrukturyzacja. 

HoReCa potrzebuje pomocy „od zaraz”

Częściowe zamrożenie gospodarki przełożyło się na ogromne straty w branży HoReCa. Według październikowych danych Krajowego Rejestru Długów zaległości hoteli, restauracji i firm cateringowych wynoszą już blisko 281 mln zł, czyli 68 mln zł więcej niż przed pandemią, w lutym br. Zadłużenie to rozkłada się na ponad 10 tysięcy podmiotów, przy czym największe problemy zgłaszają firmy z Mazowsza, gdzie łączne zaległości sięgają już 57,2 mln zł.  Najnowsze dane BIG InfoMonitor wskazują z kolei, że zaległości sektora hotelarskiego na koniec III kwartału br. wynosiły aż 955 mln złotych, co czyniło je najmocniej zadłużoną branżą gospodarki.  Druga pozycja w zestawieniu przypadła „restauracjom i innym stałym placówkom gastronomicznym”, które w drugim i trzecim kwartale br. zwiększyły zaległości z 535 do 570 mln zł.  Przedstawiciele branży HoReCa nie widzą także większych nadziei na szybką poprawę sytuacji. Według badań Europejskiego Funduszu Leasingowego, opublikowanych na początku listopada br., aż 51 proc. hoteli, restauracji i firm cateringowych spodziewało się spadku zamówień w swoich lokalach w ciągu ostatnich trzech miesięcy tego roku, zaś 40% firm z tego sektora oczekiwało pogorszenia sytuacji finansowej.

Dla większości firm z sektora HoReCa jednorazowe narzędzia wsparcia publicznego, takie jak „postojowe” czy bezzwrotne pożyczki, okazują się niewystarczające. Restauracje nie są w stanie utrzymać płynności bez zmiany modelu biznesowego, a hotele po kilku dobrych, letnich miesiącach, znów generują ogromne koszty utrzymania. Branża cateringowa uzależniona jest z kolei od eventów, które w dobie dystansu społecznego praktycznie przestały istnieć. Wszystkie te sektory potrzebują dziś profesjonalnego doradztwa restrukturyzacyjnego i finansowego oraz skutecznych narzędzi naprawczych, które ochronią ich przedsiębiorstwo i pomogą przetrwać najtrudniejsze miesiące – mówi Małgorzata Anisimowicz, kwalifikowany doradca restrukturyzacyjny i prezes zarządu PMR Restrukturyzacje, która od lat wspiera firmy z województwa mazowieckiego.

Kryzys wyhamował mazowieckie autokary

Gwałtowne załamanie rynku odczuli także mazowieccy przewoźnicy autobusowi, specjalizujący się w transporcie dalekobieżnym. W następstwie wprowadzenia reżimu sanitarnego, nowych wytycznych w zakresie dystansu społecznego oraz strachu przed wspólnym podróżowaniem, ta gałąź biznesu, zatrudniająca w Polsce około 80 tys. pracowników, straciła zdecydowaną większość klientów.

W tym przypadku znów największym poszkodowanych jest Mazowsze, które według Głównego Urzędu Statystycznego posiada najwięcej regularnych dalekobieżnych linii autobusowych. Zdaniem Polskiego Stowarzyszenia Przewoźników Autobusowych (PSPA) pandemia koronawirusa uderzyła w co najmniej trzy tysiące firm przewozowych, a tysiąc przedsiębiorstw jest obecnie w bardzo złej kondycji finansowej. Oznacza to, że niepewna pozostaje sytuacja około 8 tysięcy pracowników zatrudnionych w branży.

Przedsiębiorcy z branży autobusowych przewozów dalekobieżnych znaleźli się w niezwykle trudnej i niepewnej sytuacji, która wymaga od nich szybkich działań. Warto w tym miejscu podkreślić, że czas podjęcia decyzji o restrukturyzacji jest tutaj absolutnie kluczowy, a wcześnie wdrożony proces naprawczy znacznie zwiększa prawdopodobieństwo uregulowania zobowiązań i zabezpieczenia płynności w spółce. W tym celu firmy pogrążone w kryzysie mogą skorzystać z gotowych rozwiązań, np. uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego, które pozwala na szybkie wypracowanie układu z wierzycielami, poprawę płynności i przemodelowanie dotychczasowej strategii biznesowej przedsiębiorstwa. Te działania pozwolą uniknąć upadłości czy agresywnej windykacji. Ustabilizowanej dzięki restrukturyzacji firmie znacznie łatwiej będzie wrócić do pełnej konkurencyjności, gdy rynek zacznie działa na pełnych obrotach – wskazuje Małgorzata Anisimowicz.

Jak uproszczona restrukturyzacja działa w praktyce?

Uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne stanowi hybrydę dotychczasowych postępowań, która powstała z myślą o maksymalnym ułatwieniu procedur. Mogą z niego skorzystać wszystkie przedsiębiorstwa,  niezależnie od wielkości i rodzaju działalności. Aby przyspieszyć proces naprawczy, uproszczone postępowanie toczy się niemal w całości poza sądem, a przedsiębiorca samodzielnie wybiera doradcę restrukturyzacyjnego i podpisuje z nim umowę o sprawowanie nadzoru nad przebiegiem postępowania. Po zawarciu umowy, przedsiębiorca sam zamieszcza obwieszczenie w Monitorze Sądowym i Gospodarczym, a dzień jego publikacji automatycznie staje się dniem otwarcia postępowania i to bez oczekiwania na decyzję sądu. Od tego momentu rozpoczyna również bieg czteromiesięcznego terminu na zawarcie układu z wierzycielami.  – W przypadku uproszczonej restrukturyzacji w parze z szybkością działania w naprawie firmy, idzie także efektywność. Nowa formuła realnie chroni majątek przedsiębiorstwa, ponieważ bezpośrednio po otwarciu postępowania zawieszeniu ulegają wszczęte wcześniej postępowania egzekucyjne. Chronione są również kluczowe dla przedsiębiorstwa umowy – bez zgody nadzorcy układu niedopuszczalne jest np. wypowiedzenie umów najmu lub dzierżawy, leasingu, ubezpieczeń majątkowych, umów rachunku bankowego czy umów poręczeń – tłumaczy Małgorzata Anisimowicz.

W obliczu narastających problemów finansowych przedsiębiorstw to właśnie restrukturyzacja staje się dla wielu firm najskuteczniejszym narzędziem w walce o zachowanie biznesu i uniknięcie upadłości. W przypadku uproszczonej restrukturyzacji, wybór doświadczonego doradcy restrukturyzacyjnego pozwala nie tylko szybko przywrócić firmę na „właściwe tory”, ale zapewnia również przeprowadzenie działań naprawczych praktycznie bez udziału sądu. To dowód na to, że choć restrukturyzacja kojarzy się często z długim i zawiłym procesem, w praktyce wcale nie musi taka być.

Czego dowiesz się na szkoleniu z inwestowania w nieruchomości?

Polacy od lat uwielbiają inwestować w nieruchomości. Przy niskich stopach procentowych lokaty przestały być atrakcyjne, natomiast, dla wielu osób gra na giełdzie czy inne formy inwestycji wydają się mniej bezpieczne. Na tym tle rynek nieruchomość jawi się jako stabilny i gwarantowany zysk. Od czego jednak zacząć? Najlepiej od zdobycia podstawowej wiedzy. Rozwiązaniem mogą być szkolenia z inwestowania w nieruchomości.

Nie wiesz jak zacząć? Znajdź szkolenie z inwestowania w nieruchomości

Gdy w grę wchodzą dziesiątki, a częściej nawet setki tysięcy złotych. Dobrze zacząć od przyswojenia sobie podstawowych informacji dotyczących rynku, na którym chcemy zarabiać. Choćby takiej, że inwestor to nie tylko osoba, która przeznacza pieniądze na nowy lokal czy mieszkanie:

Inwestowanie w nieruchomości to bardzo często mylone pojęcie. Inwestorzy na tym rynku są bardziej przedsiębiorcami niż inwestorami, a samo inwestowanie to nie inwestowanie, tylko prowadzenie działalności gospodarczej– wyjaśnia Paweł Albrecht, ekspert i założyciel Albrecht International, organizacji dostarczającej wiedzę z zakresu inwestowania na rynku nieruchomości – W większości przypadków zarabianie na tym rynku polega na zakupie, remoncie i sprzedaży lub wynajmie nieruchomości. Inwestorzy pojawiają się tutaj dopiero po drugiej stronie – są to osoby, które kupują finalne produkty inwestycyjne od nieruchomościowych przedsiębiorców, którzy zarządzają tymi aktywami – dodaje Albrecht.

Na szkoleniu możesz dowiedzieć się również dlaczego, nawet jeśli nieruchomości nie generują najwyższego zysku w porównaniu do innych form działalności, to są najlepszym sposobem zabezpieczenia gotówki i zapewnienie sobie jej, stałego, comiesięcznego dopływu. Więcej informacji na temat szkoleń z inwestowania w nieruchomości znajdziesz na: https://pawelalbrecht.com/szkolenia/.

Dlaczego inwestowanie w nieruchomości ciągle się opłaca?

Ponieważ to ogromy i stabilny rynek. W samym tylko 2019 roku udzielono w naszym kraju  blisko 225 tys. nowych kredytów mieszkaniowych o sumie 62,6 mld zł. Oznaczało to, że kwota kredytów wzrosła o kilkanaście procent, w porównaniu do 2018, który również był rekordowy. Na podsumowanie 2020 roku będziemy musieli jeszcze poczekać, ale nawet utrzymanie takich kwot, a nie ich wzrost może oznaczać, że Polacy ciągle uważają nieruchomości za najlepszą inwestycję. W dobie pandemii i spowodowanym nią spowolnieniu gospodarczym, gdy wiele branż walczy o przetrwanie, ta, wbrew niektórym przypuszczeniom nie tylko nie zaczęła gwałtownie tracić, ale ciągle utrzymywać wzrosty. W III kwartale 2020 ceny nowych mieszkań w największych miastach w Polsce wzrosły o 7-9% w porównaniu z poprzednim rokiem. W 2019 wzrost był kilkunastoprocentowy w porównaniu do 2018, ale biorąc pod uwagę, że mówimy o bezprecedensowym roku dla gospodarki, to i tak bardzo dobry wynik.

 Zacznij od podstaw

W Internecie znajdziesz mnóstwo kursów tłumaczących i wyjaśniających meandry inwestycji i zarządzania nieruchomościami. Część z nich jest darmowa (jak na przykład kanał YouTube i blog cytowanego wcześniej Pawła Albrechta). Nie spowodują one, że od razu zdecydujesz się wejść na rynek nieruchomości, ale pozwolą zrozumieć, jak on działa. Podejmowanie decyzji dysponując wiedzą, jest na pewno rozsądniejsze i w dłuższej mierze bardziej opłacalne niż licznie na szczęście.

Wyklikałem, kupiłem, za(e)płaciłem. Raport „Płatności cyfrowe 2020”

O płatnościach w dobie pandemii i dynamicznego wzrostu e-commerce na podstawie raportu Izby Gospodarki Elektronicznej „Płatności cyfrowe 2020” opracowanego przez serwis GoMobi.pl. Partnerami merytorycznymi raportu są Przelewy24 i Visa. Wyniki na podstawie badania zrealizowanego przez Mobile Institute.

Cyfrowe zakupy i cyfrowy pieniądz

Rok 2020 to zdecydowanie rok elektronicznego handlu i elektronicznego pieniądza. W stosunku do 2019, o +15 p.p. zwiększył się odsetek kupujących w sieci i stanowią oni obecnie aż 72%. Można byłoby się spodziewać, że napływ nowych konsumentów do e-commerce spowoduje większą popularyzację tradycyjnych form płatności. Tak było, gdy pierwsi konsumenci wkraczali do świata zakupów cyfrowych. Tak się jednak tym razem nie stało. Polacy na dobre zasmakowali już w wygodnych płatnościach przy pomocy kart płatniczych, szybkich przelewów czy BLIKA i wykorzystują te metody sprawnie, zarówno w kanałach online, mobilnie, jak i offline, jeśli rozwiązanie na to pozwala. Dodatkowo, w roku pandemii, takie formy płatności uznają nie tylko za wygodniejsze, ale i bezpieczniejsze. Wśród płatności za zakupy w Internecie największą popularnością cieszą się kolejny rok z rzędu szybkie przelewy, ale już na drugim miejscu pojawił się w tym roku BLIK, który z kolei jest też liderem płatności za m-zakupy. Nie spada również popularność płatności kartowych przy odbiorze u kuriera, które znalazły się na 4-tym miejscu. Warto też podkreślić, że w tym roku pierwsza forma płatności uwzględniająca gotówkę – wysyłka za pobraniem – pojawia się dopiero na 5-tym miejscu zestawienia płatności w e-commerce, można więc powiedzieć, że polskie zakupy w sieci stały się na wskroś cyfrowe.

Analiza wyników raportu wskazuje na wyraźną dynamikę wzrostu rynku e-commerce, potwierdza również pewne przyzwyczajenia i preferencje kupujących – także, jeśli chodzi o przywiązanie do ulubionych metod płatności. Tak, jak można było przypuszczać, Covid-19 zdołał jednak  „zdetronizować” płatność gotówką za pobraniem, na rzecz e-płatności.  Być może pandemia przyspieszyła tylko pewne  procesy, które i tak pojawiłyby się w wyniku naturalnej ekspansji kanałów online. E-commerce rozwija się dynamicznie na wielu płaszczyznach, warto śledzić te zmiany, aby jak najlepiej dostosować ofertę do potrzeb e-rynku.  – mówi Magdalena Grablewska, Marketing Manager serwisu Przelewy24

Nowe, wygodne, bezpieczne

Polscy konsumenci lubią nowe i wygodne metody płatności, takie które ułatwiają zakupy, a nie w nich przeszkadzają. W tym roku do tych wymagań doszło też bezpieczeństwo. Z powodu koronawirusa częściej w sieci na urządzeniu pełnowymiarowym kupuje 27% internautów, w tym 45% e-kupujących, a na urządzeniu mobilnym – 22% internautów, w tym 37% takich, którzy do tej pory kupowali na laptopie, a aż 60% tych, co już wcześniej kupowali mobilnie. To może oznaczać ogromne wzrosty dla e-handlu, włącznie z osiągnięciem estymowanych przez niektórych ekspertów, m.in. Izbę Gospodarki Elektronicznej – 100 mld zł. Elektronicznie różnorodnych płatności dokonuje prawie połowa internautów i 8 na 10 e-kupujących. O 4p.p. spadły wskazania na płatności gotówkowe jako wykorzystywane w sklepach stacjonarnych, a wzrosły o kilka p.p. wszystkie płatności elektroniczne, jak zbliżeniowe kartą (53%, +2p.p.), a także BLIKIEM (+7p.p.), zbliżeniowe z Google Pay (+4p.p.) czy Apple Pay (+2p.p.). Stało się tak, pomimo że na początku pierwszej fali pandemii aż 17% Polaków przyznawało, że wypłacili większe ilości gotówki z banku w obawie przed kryzysem, a więc potem musieli spożytkować je w dużej mierze na zakupy.

W kwestii płatności zapewne dalej będziemy obserwować zdecydowany zwrot w stronę transakcji bezgotówkowych zarówno w świecie online jak i tradycyjnym handlu. Polska na tle innych krajów jest liderem, jeśli chodzi o ilość sposobów płatności, jakie dostarczane są konsumentom. Znajdujemy się również wśród największych entuzjastów nowych technologii, co widać po nowych sposobach płatności przyjmujących się z taką łatwością w naszym kraju. 14 % internautów płaci zegarkiem – płatności za pomocą gadżetów typu wearables najbardziej pokochali Australijczycy, za nimi w rankingu plasują się Holendrzy, Szwajcarzy i Rosjanie. Polacy są na piątym miejscu w Europie i szóstym na świecie. – mówi Patrycja Sass-Staniszewska Prezes Izby Gospodarki Elektronicznej

Zakupy nie tylko w Polsce

Czas pandemii to także moment, gdy Polacy jeszcze bardziej zaczęli analizować swoje zakupy. Poza aspektem szerokiego asortymentu i dostępności towarów w sieci, powróciła szersza analityka cen, a w konsekwencji tego, zwiększyła się także skłonność do zakupów za granicą. W tym roku już 29% e-kupujących deklaruje, że zrobili zakupy w sklepach internetowych poza Polską. Jest to wyraźny sygnał dla polskich e-sklepów, że konsumenci dostrzegli, iż w e-commerce granice praktycznie nie istnieją i będą wymagać od e-commerce, także polskiego, coraz więcej.

Nasze dane potwierdzają wyniki raportu „Płatności cyfrowe 2020”. Polscy konsumenci coraz chętniej płacą kartą w internecie. Liczba transakcji w e-handlu z wykorzystaniem kart Visa wydanych w Polsce wzrosła o 25 proc. we wrześniu tego roku w porównaniu z tym samym miesiącem rok wcześniej. W obliczu rosnącej popularności e-commerce przedsiębiorcy powinni przygotować się do nadejścia zmian, jakie na przełomie tego i przyszłego roku wystąpią w przebiegu płatności w internecie. Od 31 grudnia europejskie przepisy dot. SCA, czyli silnego uwierzytelnienia klienta (z ang. strong customer authentication) będą wymagały od banków weryfikacji tożsamości kupującego na dwa sposoby, by potwierdzić, że osoba płacąca w sieci to faktycznie posiadacz karty. Dla konsumentów może to oznaczać dodatkowe działanie, które trzeba będzie wykonać w momencie zakupu. Natomiast sprzedawcy muszą się upewnić u swojego dostawcy usług płatniczych, że ich sklep spełnia nowe wymogi – mówi Katarzyna Zubrzycka, dyrektor ds. relacji z detalistami i agentami rozliczeniowymi w Europie Środkowo-Wschodniej w Visa.

Nowości kontra tradycja

Badanie w stosunku do zeszłorocznych wyników, a nawet tych sprzed 2 lat, pokazuje, że nie zmieniło się podejście Polaków do wycofania gotówki. Wciąż ponad 60% z nas jest przeciw (64% w 2020, vs 62% w 2019 i 61% w 2018). Powody również pozostają te same – ryzyko wyalienowania starszych osób (37%, +4p.p. w stosunku do 2019) i opinia, że Polska nie jest na taką zmianę gotowa (35%, +2p.p.). Dodatkowo, wciąż wielu konsumentów deklaruje, że zdarza im się płacić w sklepie stacjonarnym gotówką. Może to być efekt pandemii i tego, że prawie co 5. Polak wypłacił gotówkę w obawie przed obostrzeniami w związku z kwarantanną. Tym niemniej, wydaje się, że w tym zakresie wskazana jest dalsza edukacja polskich konsumentów, co może przynieść wymierne efekty, ponieważ płatności elektroniczne polscy konsumenci uznają generalnie za bezpieczne (także w kontekście pandemii), a dodatkowo za wprowadzeniem zupełnie nowych form płatności za pomocą wirtualnej rzeczywistości, linii papilarnych, tęczówki czy neuropłatności jest już co 4. badany.

W pięcioletniej historii raportu „Płatności cyfrowe” nie zanotowaliśmy tylu nowości, co w bieżącym roku. W branży fintech rok COVID nie był rokiem straconym. W tegorocznej ankiecie pojawił się szereg nowych pytań. Pierwszy raz w Polsce zbadaliśmy także płatności w datkomatach i ofiaromatach. – komentuje Łukasz Kłosowski, Redaktor naczelny GoMobi.pl, członek Izby Gospodarki Elektronicznej

Po więcej informacji i danych na temat płatności cyfrowych, zapraszamy na stronę Izby Gospodarki Elektronicznej, gdzie znajduje się raport https://bit.ly/Platnosci_cyfrowe_2020 Można pobrać go bezpłatnie. Raport powstał na podstawie badania zrealizowanego przez Mobile Institute metodą CAWI – responsywnych ankiet internetowych. Badanie przeprowadzone zostało w dniach 6.11 – 12.11.2020. Zebrano 2413 odpowiedzi. Dane są reprezentatywne dla internautów w Polce pod względem struktury płci, wieku i wielkości miejsca zamieszkania.

Grupa Enel, właściciel Enel X, zamierza do 2030 roku zainwestować 190 miliardów euro

Enel, globalna firma energetyczna działająca w 33 krajach, właściciel największego na polskim rynku agregatora usług DSR Enel X, przedstawiła swoje plany na najbliższe lata. Do roku 2030 Grupa zainwestuje 190 miliardów euro, w tym 17 mld euro do 2023 r. w rozwój segmentu energii ze źródeł odnawialnych. 

Na konferencji poświęconej planom Grupy Enel zostały przedstawiona długofalowa strategia biznesowa sięgająca 2030 roku oraz strategiczny plan rozwoju na najbliższe dwa lata. W ciągu 10 lat Grupa spodziewa się zrealizować inwestycje w wysokości 190 miliardów euro pobudzając tym samym światowe trendy na rynku energetycznym, takie jak dekarbonizacja, elektryfikacja konsumpcji i digitalizacja usług na rynku energetycznym. Pozwoli to realizować zrównoważoną strategię Grupy oraz budować rentowność w średnim i długim okresie.

Pozycja lidera w branży i droga Grupy Enel do stania się w pełni cyfrową firmą umożliwiają w tym czasie wdrażanie dwóch modeli biznesowych: tradycyjnego, zwanego „Ownership” (właścicielski), w którym rozwiązania digitalowe  wspierają rentowność tradycyjnych inwestycji oraz „Stewardship” (zarządzanie), czyli  innowacyjny model, w którym rozwiązania digitalowe pobudzają rozwój biznesu oraz ważna staje się współpraca z innymi organizacjami czy przedsiębiorstwami w wypracowywaniu nowoczesnych rozwiazań.  Grupa planuje zainwestować bezpośrednio około 150 miliardów euro poprzez model biznesowy „Ownership” i około 10 miliardów euro poprzez model biznesowy „Stewardship”.

Dzięki nowej strategii wyznaczamy kierunek na następne 10 lat, mobilizując tym samym 190 miliardów euro w inwestycjach. Inwestycje pozwolą nam realizować nasze cele w tej dekadzie pełnej możliwości. Realizacja tej wizji wymaga wykorzystania naszej wyraźnej przewagi na rynku w sferze użyteczności w jej trzech głównych filarach. Po pierwsze, jesteśmy globalnym liderem pod względem produkcji energii odnawialnej. Po drugie zarządzamy globalnymi rozwiązaniami sieciowymi, w którym nasz model operacyjny napędza poprawę jakości, odporności, wydajności i elastyczności. Wreszcie, mając największą liczbę klientów na świecie, którym zapewniamy innowacyjne usługi i zintegrowane oferty. Przez całą dekadę będziemy umacniać tworzenie trwałej wspólnej wartości dla wszystkich interesariuszy, która jest również postrzegana poprzez atrakcyjne wynagrodzenie dla naszych akcjonariuszy – mówi Francesco Starace, CEO i General Manager w Enel Group.

Rozwój w najbliższych latach

Zgodnie z planami przedstawionymi przez Grupę Enel, do 2023 roku planowane są inwestycje bezpośrednie za około 40 miliardów euro, z czego około 38 miliardów euro poprzez model biznesowy „Ownership” i około 2 miliardy euro poprzez model biznesowy „Stewardship”, jednocześnie uzyskując około 8 miliardów euro od stron trzecich.

Ponad 90 proc. skonsolidowanych inwestycji Enel będzie zgodnych z Celami Zrównoważonego Rozwoju ONZ. Ponadto, zgodnie ze wstępnymi obliczeniami Enel, od 80 do 90 proc. skonsolidowanych nakładów inwestycyjnych Grupy zostanie dostosowanych do kryteriów regulacji UE dotyczących znaczącego wkładu w łagodzenie zmiany klimatu.

Z 40 mld euro ponad połowa jest przeznaczona na globalne wytwarzanie energii, a około 17 miliardów euro na odnawialne źródła energii, co sprawi, że całkowita zainstalowana skonsolidowana moc ze źródeł odnawialnych do 2023 r. wyniesie 60 GW (33 proc. więcej w porównaniu do 2020 r.). Grupa nadal będzie jednym z istotnych elementów światowej dekarbonizacji sektora energetyki. W rezultacie, emisje CO2 Grupy mają spaść o ponad 30 proc. do 2023 r. To z kolei umożliwi Grupie osiągnąć swój cel dekarbonizacji do 2030 r. polegający na redukcji o 80 proc. emisji gazów cieplarnianych w stosunku do 2017 r.

Według szacunków, wskaźnik EBITDA dla całej Grupy wyniesie od 20,7 do 21,3 mld euro w 2023 r., co oznacza 5-6 proc. skumulowany roczny wskaźnik wzrostu (CAGR). Oczekuje się, że dochód zwykły netto wyniesie od 6,5 do 6,7 mld euro w 2023 r., co z kolei oznacza daje skumulowany roczny wskaźnik wzrostu rzędu 8-10 proc., również dzięki ciągłej optymalizacji zarządzania finansami Grupy.

Enel w Polsce

Grupa Enel to jeden z największych na świecie dystrybutorów i wytwórców energii elektrycznej oraz największy producent energii ze źródeł odnawialnych na świecie działający w 33 krajach na 5 kontynentach, właściciel działającej na polskim rynku spółki Enel X Polska, agregatora usług DSR. – Solidne wyniki finansowe– pomimo niesprzyjających warunków zewnętrznych – potwierdzają słuszność strategii i stabilność finansową Grupy Enel na całym świecie w zakresie korzystania z programów DSR, które stanowią kluczowy element budowania stabilności sieci. Zaufali nam klienci przemysłowi i komercyjni, włączając do programów ponad 18000 obiektów. W Polsce działamy od 2017 roku, oferując możliwość udziału w programach DSR, aby wspierać stabilność systemu elektroenergetycznego i bezpieczeństwo energetyczne Polski. Realizując naszą strategię staliśmy się największym agregatorem na rynku DSR, ale mamy ambitne plany dalszego wzrostu, aby rozwijać naszą działalność w tym dynamicznie rosnącym segmencie rynku, wspierając naszych klientów w bardziej efektywnym wykorzystaniu energii, dekarbonizacji, dzięki wykorzystywaniu nowoczesnych rozwiązań związanych m.in. z elektryfikacją czy digitalizacją w energetyce. Dzięki wdrażaniu takich rozwiązań mogą oni zwiększać swoją konkurencyjność – mówi Jacek Misiejuk, dyrektor zarządzający Enel X Polska.

Sposoby finansowania auta firmowego – jakie są możliwości?

Przedsiębiorca chcący kupić samochód na firmę, może skorzystać z kilku sposobów zewnętrznego finansowania. Do najpopularniejszych z nich należy leasing, kredyt, wynajem długoterminowy oraz pożyczka leasingowa. Przedstawiamy najważniejsze cechy każdego z tych rozwiązań, a także wiążące się z nimi zalety i wady.

Wynajem długoterminowy

Jest to umowa cywilnoprawna zawierana pomiędzy firmą wynajmującą a przedsiębiorcą biorącym samochód w dzierżawę. Najczęściej pojazdy wynajmowane są na okres od 2 do 4 lat, po czym możliwe staje się zawarcie kolejnej umowy na dzierżawę nowego auta. Przez cały czas wynajmu właścicielem samochodu jest finansujący. Przedsiębiorca każdego miesiąca płaci ratę, na której wysokość składa się utrata wartości auta w czasie, koszty serwisowe (w tym przeglądy i sezonowa wymiana opon), koszty polisy ubezpieczeniowej oraz marża wynajmującego. Finansujący jest także odpowiedzialny za likwidację szkód. Często oferuje ponadto dzierżawcy kartę paliwową oraz inne usługi dodatkowe. W umowie zwykle znajduje się zapis dotyczący maksymalnej liczby kilometrów – jeżeli przedsiębiorca przekroczy limit, wówczas będzie musiał ponieść dodatkową opłatę.

Wynajem długoterminowy to rozwiązanie polecane zwłaszcza tym osobom, które cenią sobie przewidywalność kosztów oraz wygodę. Płacą stały czynsz i oszczędzają swój czas. Uzyskanie takiego źródła finansowania wiąże się z niedużymi formalnościami i nie powoduje obniżenia zdolności kredytowej. Nie jest także wymagane wnoszenie opłaty wstępnej. Przedsiębiorca korzystający z samochodu jedynie w celach firmowych może wliczyć do 100% wartości raty w koszty uzyskania przychodu.

Leasing

Innym sposobem finansowania firmowego auta jest leasing samochodowy. Leasingobiorca korzysta z otrzymanego od firmy leasingowej pojazdu, jednak jego formalnym właścicielem przez cały okres umowy pozostaje leasingodawca. Przedsiębiorca z każdą kolejną ratą spłaca kwotę odpowiadającą przewidywanemu spadkowi wartości pojazdu w czasie, powiększoną o marżę finansującego. Powinien używać samochodu zgodnie z zapisami umowy, ponieważ za ich złamanie może zostać obarczony dodatkowymi opłatami.

Można wyróżnić dwa podstawowe rodzaje leasingu – operacyjny oraz finansowy. Leasing operacyjny jest traktowany jako usługa, dlatego do każdej raty dolicza się 23% podatku VAT. Leasingobiorca nie ma możliwości zaliczenia pojazdu do majątku firmy i dokonywania odpisów amortyzacyjnych – takie prawo zachowuje finansujący. Po zakończeniu umowy przedsiębiorca może zdecydować się na wykup samochodu za cenę znacznie niższą niż rynkowa. Ma także możliwość zwrotu pojazdu. Minimalny czas trwania leasingu operacyjnego wynosi zazwyczaj 24 miesiące, a maksymalny zwykle firmy leasingowe ustalają na 60 miesięcy.

Leasing finansowy (kapitałowy) jest natomiast uznawany za dostawę towaru. Przedsiębiorca musi zapłacić cały VAT z góry, po otrzymaniu pojazdu do dyspozycji. Uzyskuje prawo wpisania go do rejestru środków trwałych i dokonywania odpisów amortyzacyjnych. Samochód po zakończeniu umowy automatycznie staje się własnością leasingobiorcy – nie dochodzi więc do wykupu. Czas trwania leasingu finansowego może być dowolny.

Skorzystanie z leasingu pozwala uniknąć skomplikowanych formalności. Często firmy leasingowe stosują tryb uproszczony zawierania umowy, dlatego samochód można otrzymać nawet w dniu złożenia wniosku. Zdolność leasingowa nie jest tak samo sprawdzana jak kredytowa, a leasingodawcy godzą się na leasing z wkładem własnym na poziomie 0%. Biorą ponadto na siebie formalności związane z zakupem i rejestracją auta.

Raty leasingu mogą stanowić koszt uzyskania przychodu – w przypadku leasingu operacyjnego część kapitałowa i odsetkowa, a finansowego jedynie część odsetkowa. Można również zmniejszać podstawę opodatkowania, uwzględniając wydatki eksploatacyjne, np. w związku z serwisem, przeglądami, wymianą wycieraczek, zakupem płynów itp.

Kredyt

Przedsiębiorca finansujący samochód kredytem staje się jego właścicielem, dlatego może wpisać go do majątku firmowego i amortyzować. Rata kredytu jest relatywnie niska w porównaniu do leasingu czy wynajmu długoterminowego. Kredytobiorca oprócz odpisów amortyzacyjnych może zaliczać do kosztów uzyskania przychodu naliczone przez bank odsetki, a także bieżące wydatki eksploatacyjne.

Udzielenie kredytu wymaga spełnienia wielu zawiłych formalności, co znacząco opóźnia moment otrzymania pojazdu do dyspozycji. Bank wymaga również wpłaty wysokiego wkładu własnego. Instytucja ta jest współwłaścicielem samochodu do momentu spłaty kredytu – dane banku znajdują się w dowodzie rejestracyjnym. Umowa często zakłada obowiązkowe wykupienie ubezpieczenia Autocasco, spełniającego wymagania kredytodawcy.

Pożyczka leasingowa

Stanowi pośrednie rozwiązanie pomiędzy leasingiem a kredytem. W odróżnieniu od kredytu nie wymaga spełniania skomplikowanych procedur formalnych – są one analogiczne jak w przypadku leasingu. Przedsiębiorca nie musi więc wnosić wysokiego wkładu własnego ani udowadniać zdolności kredytowej. Umowa może zostać zawarta na czas od kilku miesięcy do nawet 8 lat. Warto być świadomym, że pożyczka leasingowa, podobnie jak kredyt, powoduje obniżenie zdolności kredytowej.

Auto kupione ze środków z pożyczki leasingowej staje się własnością pożyczkobiorcy. Może on wpisać samochód do rejestru środków trwałych i dokonywać odpisów amortyzacyjnych. Przedsiębiorca zyskuje pełną elastyczność w zakresie użytkowania samochodu.

Jako koszt uzyskania przychodu można uznać naliczone do rat pożyczki leasingowej odsetki, ewentualne prowizje oraz koszty eksploatacji. Rata nie zostanie powiększona o podatek VAT, dlatego ten sposób finansowania może być korzystny dla tzw. „nievatowców”. Pożyczka leasingowa to również rozwiązanie polecane przedsiębiorcom korzystającym z unijnych dofinansowań.

Rok 2021 zacznie się od dużych zmian w przepisach dotyczących leasingu

Od 1 stycznia 2021 roku przedsiębiorcy prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą zyskają dodatkową ochronę prawną. Na cały sektor finansowy, w tym na firmy leasingowe, nałożony został obowiązek zadbania o jeszcze większą przejrzystość umów oraz zrównania części praw mikroprzedsiębiorców z prawami konsumentów.

Celem wprowadzanych zmian jest likwidacja istniejących dysproporcji pomiędzy jednoosobowymi działalnościami gospodarczymi, a dużymi korporacjami oraz przyznanie większej ochrony prawnej tym pierwszym.

„Leasing staje się coraz bardziej popularną formą finansowania inwestycji. Coraz częściej korzystają z niego mali przedsiębiorcy, czyli osoby fizyczne prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą lub działające w ramach spółek cywilnych, którzy stanowią ponad 2/3 klientów firm leasingowych. Wprowadzane zmiany będą dla nich oznaczać istotną ochronę i uzyskanie dodatkowych uprawnień” – mówi Izabela Fotyga, dyrektor ds. produktów i procesów PKO Leasing.

Zmiany w prawie będą korzystne dla klientów, a umowy przez nich zawierane staną się bardziej przejrzyste i czytelne. Według Marcina Gamskiego, dyrektora ds. obsługi umów i rozliczeń PKO Leasing w dotychczasowych relacjach pomiędzy spółkami leasingowymi a małymi przedsiębiorstwami funkcjonowała dysproporcja w wiedzy i doświadczeniu w realizacji umów leasingowych. „Spółki leasingowe specjalizując się w tym biznesie będą musiały od 1 stycznia wyrównać tę dysproporcję. Mali przedsiębiorcy często nie mają szerokiej wiedzy finansowej, prawnej i podatkowej. Dlatego wprowadzone zmiany zapewniają ochronę najmniejszym z nich” – mówi dyr. Gamski. Celem ustawodawcy jest więc skłonienie branży, by w zawieranych umowach wyeliminować wszelkie zapisy czy postanowienia, które potencjalnie mogą nosić znamiona abuzywności, czyli mogą naruszać interesy klientów działających jako jednoosobowe działalności gospodarcze.

Zmiany dotyczą wszystkich nowych umów zawartych od 1 stycznia 2021 roku, a w PKO Leasing dotykają obszarów związanych – nie tylko jak w wielu firmach leasingowych – z dokumentacją, ale także z opłatami dodatkowymi. Spółka w ramach umów zawartych z klientami prowadzącymi jednoosobową działalność gospodarczą oraz działających w ramach spółek cywilnych nie będzie pobierać dodatkowych opłat związanych z bieżącą obsługą umowy m.in. za:

  • przygotowanie aneksu,
  • obsługę mandatów,
  • administrowanie polisą obcą,
  • rozliczenie szkody,
  • wydanie zgody na używanie przedmiotu leasingu przez osobę trzecią,
  • wydanie duplikatów, opinii,
  • monity i wezwania do zapłaty.

Zmiany sięgają jednak dalej i dotyczą – oprócz treści umów czy wspomnianych wyżej opłat dodatkowych – także procesów obsługi transakcji. „Zawsze byliśmy transparentni w stosunku do naszych klientów, niemniej teraz szczegółowo przeanalizowaliśmy nasze produkty pod względem prawnym i procesowym. W efekcie tych działań, proces podjęcia decyzji o finansowaniu będzie prostszy” – mówi Marcin Gamski.

Firma otwarcie komunikuje elementy cenotwórcze zastosowane do skalkulowania rat leasingowych. „Wprowadzone zmiany czynią teraz nasze produkty bardziej przewidywalnymi pod względem cenowym dla małych przedsiębiorców. Co więcej, by uprościć kalkulację raty, zlikwidowaliśmy tabele opłat i prowizji. Wszystkie koszty, jakie były dotychczas w nich ujęte, zostaną uwzględnione w miesięcznej racie. Klient zawierając taką umowę będzie wiedział, ile zapłaci w całym okresie jej trwania i nie będzie zaskakiwany, np. dodatkową opłatą z tytułu zawarcia aneksu do umowy” – podsumowuje Marcin Gamski.

Przejrzystość umów może być jednym z czynników, które w przyszłości przyczynią się do przepływu klientów między firmami. „To będzie jeden z ważnych wyznaczników mających wpływ na wybór sposobu finansowania oraz firmy finansującej, zwłaszcza przez najmniejszych przedsiębiorców. Klienci, szukając najlepszych ofert na rynku, często zawierają umowy w różnych firmach leasingowych. Będziemy edukować klientów, by potrafili rozpoznać, czy umowa, którą zamierzają zawrzeć, jest dla nich naprawdę korzystna” – mówi dyr. Fotyga.

Niektórzy pod choinkę zamiast prezentów otrzymają wypowiedzenia

W pierwszych dniach grudnia do Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom dotarło kilkadziesiąt wiadomości od osób, które otrzymały wypowiedzenia z pracy. Przełom roku sprzyja różnego rodzaju restrukturyzacją oraz działaniom optymalizacyjnym. W wielu firmach kończy się to redukcją etatów lub obniżaniem wynagrodzeń. Sprawy, które do nas trafiają przekazywane są do kancelarii prawnych z którymi współpracuje stowarzyszenie. – Najtrudniejsza sytuacja jest niezmiennie w hotelarstwie, gastronomii i handlu, ale koniec roku to czas redukcji etatów także w biurach, korporacjach czy bankach. Zgłasza się do nas mnóstwo osób, które mówi, że doskonale pracowało i nigdy nie było na nie skarg, a jednak otrzymały wypowiedzenia – mówi Małgorzata Marczulewska, Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom.

Koniec roku to czas redukcji i optymalizacji. „Grudzień to czas pogromu”

Wszystkie sprawy, które trafiają do naszego stowarzyszenia rozpatrywane są indywidualnie, ale w większości przypadków argumentacją zwolnienia jest redukcja etatów spowodowana gospodarczymi efektami pandemii koronawirusa. Sytuacja z miesiąca na miesiąc robi się coraz poważniejsza, ale grudzień jest miesiącem prawdziwego pogromu. – Wiadomości o zwolnieniach mamy więcej niż w listopadzie. Wszystko wynika z tego, że w wielu firmach umowy przedłuża się z początkiem roku, pracownicy często dostają więc do podpisania nowe umowy na gorszych warunkach lub po prostu otrzymują wypowiedzenia. Sytuacja jest poważna, bo widzimy wciąż, że pandemia nie ustępuje i nie ma mowy o tym, by niektóre branże mogły funkcjonować jak kiedyś – mówi Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom Małgorzata Marczulewska. – Pracownicy mają prawo czuć się pokrzywdzeni jeżeli po kilku czy kilkunastu latach pracy zostają zwolnieni, ale ważne jest to, czy argumentacja pracodawcy jest racjonalna. Żeby kogoś zwolnić nie wystarczy napisać mu w wypowiedzeniu: „zwalniam Cię, bo koronawirus”. Trudno jednak dyskutować z koniecznością redukcji etatów jeżeli sytuacja firmy jest rzeczywiście zła – dodaje Prezes Marczulewska. – Więcej skarg i sytuacji wymagających interwencji dotyczy np. wypisania świadectwa pracy czy wypłaty odprawy niż samego faktu zwolnienia. Pracownicy są świadomi jak trudna jest sytuacja na rynku – mówi ekspert.

Bardzo ważne jest to w jaki sposób dochodzi do redukcji etatów i rozstawania się z pracownikami. Zwalnianie ludzi w grudniu jest z punktu widzenia społecznej odpowiedzialności biznesu bardzo wątpliwe etycznie. – Niektórzy pod choinkę zamiast prezentu dostaną wypowiedzenie. To może załamać psychicznie – mówi Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom Małgorzata Marczulewska.

Pracę tracą osoby zatrudnione w biurach. W niebezpieczeństwie także urzędnicy i pracownicy banków

W jakich branżach na koniec roku rozdanych zostanie najwięcej wypowiedzeń? Ze skarg wpływających do stowarzyszenia wynika, że dochodzi do coraz częstszych redukcji wśród handlowców, urzędników, pracowników biurowych czy pracowników banków. Tym ostatnim niebawem poświęcimy osobny komunikat. – Mam wrażenie, że w hotelarstwie i gastronomii zwolnieni zostali już wszyscy Ci, którzy mieli zostać zwolnieni. Ci, co zostali przetrwają pewnie do wiosny i wtedy okaże się czy zwolnienia dalsze będą konieczne czy już nie. Teraz pracę tracą osoby zajmujące się administracją, marketingiem, obsługą bankową, księgowi, osoby których piony są poddawane optymalizacji. Przedsiębiorcy szukają oszczędności i zdarza się, że zmniejszają ilość etatów w konkretnych segmentach swoich firm – dodaje Prezes Małgorzata Marczulewska.

– Wiosną pisaliśmy o częstym zjawisku pół-bezrobocia. Temat jest nadal bardzo aktualny i spotykamy się ze skargami, że na czas pandemii zredukowano w firmach etaty do trzech/czwartych  lub do połówek. Zdarzają się także sytuacje, że pracownicy tracą etaty i zatrudniani są na umowę o dzieła. Interweniowaliśmy w sprawie informatyka w jednej z dużych firm, który stracił etat, a jednocześnie zakazano mu współpracy z innymi firmami, bo mógłby „złamać tajemnice” przedsiębiorstwa. Nieetyczne jest pozbawiać kogoś etatu i wymagać wyłączności – mówi Prezes Marczulewska.

Edukacja online a RODO. Nauczyciel nie może nagrywać lekcji, jeżeli nie posiada zgody rodziców

W Polsce nie ma przepisów, które przewidują nagrywanie lekcji online przez nauczycieli. Jednak są sytuacje, w których czynność ta może być uzasadniona, np. w celu omówienia błędów. Ale nawet wtedy nie wystarczy poinformować ucznia o zamiarze rejestrowania zajęć. Wymagana jest zgoda jego rodziców lub opiekunów prawnych. Takiego materiału nie można też przechowywać bezterminowo. Nauczyciele do tego mogą wykorzystywać swoje prywatne komputery, ale powinny być one zabezpieczone. Z kolei jeśli już dojdzie do nagrywania bez odpowiedniej zgody, to w pierwszej kolejności o sprawie warto poinformować dyrektora szkoły.

Pod okiem kamery

W przestrzeni publicznej coraz częściej pojawiają się pytania, czy nauczyciele mogą nagrywać prowadzone przez siebie lekcje online. Nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi, co podkreśla radca prawny dr Marlena Sakowska-Baryła, partner w Sakowska-Baryła, Czaplińska Kancelaria Radców Prawnych. I dodaje, że nie jest to możliwe bez spełnienia szeregu warunków z poinformowaniem uczestników lekcji i uzyskaniem zgody na nagrywanie na czele, choć generalnie prawo nie zakazuje tej czynności. Zdaniem ekspertki, na daną sytuację trzeba spojrzeć szerzej, a także zastanowić się nad celem takiego działania.

– Obecnie nie mamy przepisów, które wprost przewidywałyby możliwość nagrywania lekcji online. Jednak są wyjątkowe sytuacje, w których może to być uzasadnione, np. potrzebą udokumentowania wypowiedzi ucznia po to, by omówić z nim błędy. Może też być prośba dot. nagrania ćwiczeń w ramach zdalnego wychowania fizycznego czy symulacja ustnego egzaminu maturalnego – komentuje Piotr Drobek, radca prawny z Urzędu Ochrony Danych Osobowych.

Z kolie adwokat Justyna Jabłonka z Kancelarii Wyrzykowscy zwraca uwagę na czynniki związane z obowiązkiem zdalnego kształcenia. Minister edukacji narodowej wprowadzając to rozwiązanie, nie zdefiniował, za pomocą jakich narzędzi ma się ono odbywać. Decyzyjność w tej kwestii pozostawiono dyrektorom placówek. I dodaje, że w przepisach dot. zdalnej nauki nie ma także informacji na temat tego, jakim sprzętem powinni dysponować uczniowie i nauczyciele. Nie jest też określona forma komunikacji podczas lekcji online. W związku z tym nie ma podstawy do wymagania, by uczniowie posiadali kamerki umożliwiające przesyłanie obrazu podczas zdalnych zajęć.

– Gdybyśmy mieli lekcje w trybie stacjonarnym, to też nie byłoby podstawy prawnej, żeby umieścić kamerę w klasie, która mogłaby nagrywać lekcje bez żadnych dodatkowych zastrzeżeń. Warto dodać, że nawet przepisy dopuszczające prowadzenie monitoringu wizyjnego w szkołach nie pozwalają na nagrywania dźwięku. Zgodnie z nimi monitoring wizyjny nie powinien być stosowany w miejscach, gdzie się odbywają zajęcia edukacyjne – podkreśla ekspert UODO.

Najpierw cel, później zgoda

Jak wskazuje dr Sakowska-Baryła, jeśli lekcja ma być nagrywana przez nauczyciela, to muszą być spełnione określone warunki. Nie wystarczy samo poinformowanie i zgoda na dokonanie czynności. Trzeba wyraźnie wskazać jej cel. Należy też podać, jak długo nagranie będzie przechowywane i kto uzyska do niego dostęp, czy będzie rozpowszechniane itd. Jeśli uczniowie nie są osobami pełnoletnimi, to wymagana jest obligatoryjnie zgoda od ich rodziców lub opiekunów prawnych.

– Nauczyciel wykonuje swoje zadania w imieniu i na rzecz szkoły. Ona jest administratorem danych uczniów i ponosi odpowiedzialność za to, żeby wszystko było zgodne z obowiązującymi przepisami o ochronie danych osobowych. Nie tylko chodzi o RODO, ale również o przepisy prawa oświatowego – dodaje Piotr Drobek.

Na ważny aspekt zwraca też uwagę Kamil Śliwowski, trener i animator, specjalizujący się w wykorzystaniu nowych technologii i otwartych zasobów w edukacji. Utrwalanie wizerunku, np. przez nagrywanie, nie jest zakazane, nawet jeżeli osoba rejestrowana nie wyraża na to zgody. Kluczową granicą jest rozpowszechnianie wizerunku, czego bez zgody nie możemy absolutnie zrobić. Jeżeli chcemy nagrywać dzieci, potrzebujemy do tego zezwolenia ich prawnych opiekunów.

– Szkoły z reguły na początku roku zbierają zgody na przetwarzanie danych osobowych, w tym na utrwalanie wizerunku. I bywa, że niekiedy powołują się przy nagrywaniu na taką podstawę prawną, która niestety nie jest wystarczająca. Trzeba wyjaśnić, że osoba, której wizerunek jest nagrywany albo jej przedstawiciel ustawowy, ma prawo wiedzieć dokładnie, w jakim celu to się odbywa i znać wszystkie tego okoliczności. Ogólna zgoda na przetwarzanie danych osobowych po prostu nie wystarcza – wyjaśnia dr Sakowska-Baryła.

Przechowywanie nagrania

Natomiast mec. Jabłonka zwraca uwagę na wskazaną w RODO zasadę ograniczonego przechowywania. Zgodnie z nią, nie należy bezterminowo przetrzymywać nagranych lekcji. One powinny pozostać tak długo, jak są potrzebne i niezbędne dla nauczyciela. Jeżeli więc taki materiał jest konieczny do ocenienia ucznia, to należy go przechowywać do momentu wystawienia oceny.

– Zawsze przy przetwarzaniu danych osobowych mamy limit czasu na ich przechowywanie. Na uczelniach są rejestrowane zajęcia i tam spotykamy się z dwoma wariantami. Pierwszy to jest kilka czy kilkanaście dni na pobranie nagrania. Drugi to usuwanie materiału wideo np. po semestrze albo po zakończeniu roku akademickiego – informuje dr Sakowska-Baryła.

Z kolei Piotr Drobek podkreśla, że okres przechowywania nagrań jest uzależniony od celu, dla którego zostały zrobione. Nie da się tego określić w sposób abstrakcyjny. Należy to oceniać indywidualnie w odniesieniu dla celu, w którym nagrania zostały zrobione. Gdyby na przykład wskazano, że nagrania będą przechowywane do końca semestru, to ekspert miałby wątpliwości, czy aż tak długo jest to konieczne. Trzeba jeszcze raz podkreślić, że kluczowy jest cel, dla którego dane zostały zebrane.  Radca prawny z UODO również zaznacza, że na uczelniach sytuacja wygląda inaczej niż w szkołach podstawowych czy średnich.

– Przepisy z zakresu ochrony danych osobowych nie zabraniają wykorzystywania przez nauczycieli prywatnych komputerów, tabletów czy też telefonów do przetwarzania danych osobowych w związku z prowadzeniem zdalnego nauczania. Jednak urządzenia te muszą być odpowiednio zabezpieczone, także przed dostępem osób nieuprawnionych np. domowników. Nauczyciele powinni mieć świadomość, że zasady wprowadzone przez polityki ochrony danych lub inne procedury praktykowane przez szkołę obowiązują także poza jej murami – zaznacza Justyna Jabłonka.

Kogo powiadomić?

Podstawą przetwarzania danych osobowych jest zgoda wyrażona świadomie i dobrowolnie, co podkreśla Kamil Śliwowski. Mamy też prawo w dowolnym momencie ją wycofać. Ekspert podaje, że ochronę wizerunku dają nam przepisy kodeksu cywilnego o dobrach osobistych. To oznacza, że szkód za naruszenie można dochodzić na drodze sądowej.

– W przypadku nagrywania zajęć online bez wiedzy i zgody rodziców lub opiekunów prawnych, zasadnym jest powiadomienie o tym fakcie dyrektora szkoły. On powinien podjąć odpowiednie kroki. Organem zaangażowanym w ocenę takiego działania może być również kuratorium oświaty. Ponadto wizerunek jest daną osobową i podlega ochronie na zasadach zawartych w RODO. Sprawa może zostać zgłoszona do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych, który oceni zasadność zgłoszenia i podejmie odpowiednie środki prawno-administracyjne – tłumaczy mec. Jabłonka.

Jak podsumowuje Piotr Drobek z UODO, pomimo skali zdalnego nauczania, od marca br. skarg związanych z naruszeniami ochrony danych osobowych było niewiele. Jak dotąd sam problem nagrywania lekcji przez nauczyciela nie pojawił się w Urzędzie. Zadawano za to pytania dot. rejestrowania zajęć przez uczniów czy ich rodziców lub opiekunów prawnych.

Prognozy 2021 dla polskiego rynku biurowego

Eksperci Colliers International przygotowali prognozy na 2021 r. W pierwszej kolejności zajęli się rynkiem biurowym[1].

Prognozy 2021 dla polskiego rynku biurowego

  1. Hybrydowy model pracy

Najbliższe kwartały będą czasem redefinicji funkcji biura, które zmieni swoją funkcję i będzie traktowane jako miejsce spotkań ze współpracownikami i kreatywnej pracy zespołowej.

– Prognozujemy, że mimo tego, iż w ciągu najbliższych lat popyt na biura może zostać zredukowany, zapotrzebowanie na powierzchnie biurowe nie zniknie. Wiele firm i pracowników przekonało się bowiem, że całkowita praca zdalna nie sprzyja budowaniu kultury organizacji i relacji między pracownikami – mówi Paweł Skałba.

  1. Dostosowanie przestrzeni biurowych do nowych warunków

Bezpieczeństwo i dobre samopoczucie pracowników będą odgrywały kluczową role w kształtowaniu środowiska pracy.  Wśród zmian, które mogą nastąpić, należy wskazać ograniczenie powierzchni typu „open space” i powrót do przestrzeni gabinetowych, wzrost powierzchni przewidzianej na jedno stanowisko pracy w celu umożliwienia zachowania odpowiednich odstępów pomiędzy pracownikami, szereg zmian sanitarnych zmniejszających ryzyko zakażeń tj. częsta wymiana powietrza, dezynfekcja, bezdotykowe systemy otwierania drzwi itp.

  1. Wzrost znaczenia technologii

Pandemia przyspieszyła decyzję wielu firm w kwestii korzystania z narzędzi z zakresu proptech. Aplikacje do rezerwacji biurek i miejsc parkingowych w biurze czy coworku, zdalne viewingi, bezdotykowe systemy, aplikacje do zdalnego sterowania warunkami w biurze (temperatura, oświetlenie itp.), jak również szeroka oferta narzędzi ułatwiających pracę zdalną nie są już wartością dodaną, ale stanowią standard na rynku biurowym i nie tylko.

– W ciągu ostatnich miesięcy na rynku pojawiło się wiele nowych rozwiązań odpowiadających na aktualne potrzeby klientów, np. Office App czy Colliers Mobility Pass. Mają one na celu zapewnienie bezpieczeństwa pracownikom, którzy chcą pracować z biura lub z coworku. Trend hybrydowego modelu pracy, który z pewnością przybierze na sile w 2021 roku, może spowodować jeszcze większe zapotrzebowanie na tego typu technologie – mówi Paweł Skałba.

  1. Wzrost współczynnika pustostanów

Nieuniknionym efektem wzrostu podaży oraz niższego popytu jest wzrost wskaźnika powierzchni niewynajętej.

– Budowa wielu projektów, które już zostały oddane do użytku w tym roku lub trafią na rynek w 2021, rozpoczęła się jeszcze przed pandemią. Niepewność związana ze stanem gospodarki oraz rozwojem pandemii powoduje, że część korporacji przyjęło zachowawcze podejście do planów rozwojowych i w efekcie wstrzymało procesy najmów. Trend ten może utrzymać się w kolejnym roku – mówi Olga Drela, starszy analityk w Dziale Doradztwa i Badań Rynku w Colliers International.

  1. Korekta stawek czynszowych

Spadek popytu i wzrost ilości powierzchni niewynajętej będzie skutkować korektą w stawkach czynszowych, a konkretnie spadkiem czynszów bazowych i efektywnych. Właściciele budynków z dużym udziałem pustostanów będą zabiegać o najemców, oferując im bardzo konkurencyjne i elastyczne warunki najmu oraz rozbudowane pakiety zachęt.

[1] Szczegółowe podsumowanie wydarzeń oraz prognozy dla rynku nieruchomości komercyjnych dostępne będą w raporcie Market Isights 2021.

Polski rynek biurowy – podsumowanie 2020

Rok 2020 upłynął pod znakiem pandemii COVID-19. Jej skutki odczuły wszystkie sektory gospodarki, w tym także branża nieruchomości komercyjnych, choć nie dla wszystkich segmentów były one równie dotkliwe. Eksperci Colliers International poddali analizie mijający rok i wybrali najważniejsze wydarzenia we wszystkich sektorach nieruchomości komercyjnych, a także przygotowali prognozy na 2021 r. W pierwszej kolejności zajęli się rynkiem biurowym[1].

Najważniejsze wydarzenia 2020 na rynku biurowym

  1. Upowszechnienie pracy zdalnej

Pandemia niemal z dnia na dzień wymusiła na wielu firmach masowe przejście na pracę zdalną. Zjawisko to przyspieszyło zmiany mentalne i społeczne wśród pracodawców, którzy do tej pory obawiali się zdalnego trybu pracy. Wielu z nich przekonało się, że praca z domu, choć nie jest perfekcyjnym rozwiązaniem długoterminowym, jest efektywna. Ze względu na trwające zagrożenie epidemiologiczne większość pracowników biurowych wciąż pracuje z domu.

  1. Duża aktywność deweloperska

Mimo spowolnienia gospodarczego na rynku biurowym utrzymuje się duża aktywność deweloperska. Od początku roku w Polsce oddano do użytku ok. 600 tys. mkw., z czego 238 tys. mkw. w Warszawie w ramach 12 projektów. Największe z nich to The Warsaw Hub B i C (łącznie 89 tys. mkw.), Varso II (39,9 tys. mkw.) i Chmielna 89 (25,2 tys. mkw.).

– Dotychczasowy wynik za 2020 rok przewyższa o 47% całkowitą nową podaż zarejestrowaną w 2019 r. I to jeszcze nie koniec. Do końca roku podaż na polskim ryku biurowym może zwiększyć się o kolejne 165 tys. mkw. Co istotne, dostarczane projekty są w znacznym stopniu wynajęte – mówi Dominika Jędrak, dyrektor Działu Doradztwa i Badań Rynku w Colliers International.

  1. Renegocjacje i podnajmy

Obserwujemy znaczący wzrost udziału renegocjacji w strukturze zawieranych umów najmu. W III kwartale stanowiły one aż 48% wszystkich podpisanych umów na rynku warszawskim. W porównaniu do analogicznego okresu 2019 r. jest to wzrost aż o 19 p.p. Na rynkach regionalnych największy udział renegocjacji odnotowano w Krakowie i Wrocławiu.

– Najemcy wstrzymują decyzje o relokacjach i przedłużają umowy o 3-5 lat na korzystnych warunkach w obecnych lokalizacjach. Wiele firm, szukając oszczędności, podjęło decyzję o podnajęciu części swojej powierzchni biurowej – mówi Paweł Skałba, senior partner, dyrektor Działu Powierzchni Biurowych w Colliers International.

Na koniec III kwartału w Warszawie w ramach ofert podnajmu dostępnych było 106 tys. mkw., co stanowiło prawie 2% istniejącej podaży. Wg ekspertów Colliers kolejne ponad 100 tys. mkw. jest dostępne na podnajem na rynkach regionalnych.

  1. Rekordowe transakcje

Mimo zmniejszonego popytu w 2020 r. na rynku biurowym miały miejsce rekordowe transakcje. W Warszawie, w ramach umowy typu pre-let, PZU wynajęło 46,6 tys. mkw. w budynku Generation Park Y. Największą transakcją na rynkach regionalnych była renegocjacja umowy na blisko 30 tys. mkw. w biurowcach West Gate i West Link we Wrocławiu przez firmę Nokia Siemens Network. Drugą największą umową na rynkach regionalnych była renegocjacja 20 tys. mkw. w projekcie Axis w Krakowie dla spółki ABB. Podium w regionach zamyka natomiast umowa pre-let podpisana przez Fujitsu Technology Solutions na najem 16,3 tys. mkw. w budowanym kompleksie mixed-use Fuzja w Łodzi.

  1. Aktywność na rynku inwestycyjnym

Mimo pandemii i wywołanego przez nią spowolnienia gospodarczego oraz utrudnień biznesowych, biurowy rynek inwestycyjny odnotował kilka znaczących transakcji. Zainteresowaniem inwestorów cieszyła się Warszawa i Kraków. Wśród znaczących transakcji w stolicy wymienić można: sprzedaż kompleksu Wola Center do Hines European Value Fund za 102 mln euro oraz sprzedaż budynku Spark B przez Skanska do spółki Stena Fastigheter za 70 mln euro. W Krakowie natomiast właściciela zmienił budynek High5ive II sprzedany za 125 mln euro do Credit Suisse oraz park biurowy Equal Business Park nabyty przez spółkę joint venture Apollo-Rida (30%) i Ares (70%) za 99,5 mln euro.

[1] Szczegółowe podsumowanie wydarzeń oraz prognozy dla rynku nieruchomości komercyjnych dostępne będą w raporcie Market Isights 2021.

Zarządzanie ludźmi i pracą w erze post-covidowej. Jak będzie wyglądać praca biur?

Czekając na ustąpienie epidemii menedżerowie firm zastanawiają się, jak powinna wyglądać praca biur i przedsiębiorstw w erze post-covidowej. Marcowy lockdown sprawił, że praca nad digitalizacją i cyfryzacją workforce’u, która ciągnęła się od ponad 20 lat, nagle niesamowicie przyspieszyła. Nie dało się zrobić inaczej – pracownicy musieli zacząć pracować zdalnie, a zadania musiały przenieść się do przestrzeni online. Okazało się, że praca w taki sposób jest możliwa i może być efektywna. Pojawiły się przepowiednie, że praca już na zawsze przeniesie się do przestrzeni cyfrowej – a pracownicy do swoich domowych biur. Co o tym sądzą eksperci po prawie dziewięciu miesiącach pandemii?

– Z dnia na dzień pracownicy obudzili się z nowymi kompetencjami. To bardzo miłe uczucie. Ale okazało się, że po kilku miesiącach pandemii życie online wcale nie jest takie fajne. Jest się bez przerwy przed komputerem, u siebie w domu. Jesteśmy tym już znużeni – powiedział serwisowi eNewsroom Krzysztof Obłój, profesor Akademii im. Leona Koźmińskiego oraz Uniwersytetu Warszawskiego. – Jak w związku z tym zarządzanie będzie wyglądało w przyszłości, po COVIDzie? Najprawdopodobniejsza odpowiedź jest taka, że będzie wyglądało hybrydowo. Część osób będzie pracowała offline, a część osób online – i te osoby będą się rotowały. Firmy pozbędą się problemu nudy i frustracji, gdy nauczą się rotować pracowników i będą wiedzieć, jakie zadania można, a jakich zadań nie powinno się przesuwać do sfery online. Dzisiaj nie mamy tego wyboru – ale w przyszłości nie powinno się przerzucać do internetu zadań, które wymagają społecznej interakcji. Bo ostatnia rzecz, którą odkryliśmy o pracy online – to fakt, że ona wcale nie jest efektywna. Nie przewiduję, żebyśmy przenieśli się do online – z wyjątkiem bardzo szczególnych aktywności. Do nich zaś trzeba zatrudniać ludzi, którym nie są potrzebne społeczne interakcje w pracy. Ludzie, którzy zbudowali relacje w pracy, potrzebują ich do efektywnego funkcjonowania – wskazuje Obłój.

EBC nie staje na drodze aprecjacji euro

Europejski Bank Centralny zgodnie z oczekiwaniami wzmocnił awaryjny program skupu aktywów, jednak nie zasygnalizował zmian w polityce stóp procentowych, tym samym nie stając na drodze dalszej aprecjacji euro. Przeszkodą nie jest też unijny budżet, który wczoraj został zatwierdzony przy zgodzie wszystkich państw członkowskich. Wstępna „sprzedaż faktów” może zdominować handel przed weekendem, ale perspektywy średnio- i długoterminowe pozostają optymistyczne dla euro, ale też i złotego.

Jedyne miejsce, w którym można mówić o pewnym zaskoczeniu we wczorajszej decyzji EBC, to zasygnalizowanie odejścia od stricte ilościowej natury skupu aktywów w stronę uzależnienia przyszłego tempa zakupów od panujących warunków finansowych. Bank nie chce już akcentować pompowania miliardów EUR na rynek finansowy i w ten sposób gwarantować swoją rolę opiekuna, ale przechodzi do roli kontrolera stanu rynków i ewentualnego ograniczania swojego wpływu, jeśli sytuacja nie będzie tego wymagać. Nie jest to od razu temperowanie ekspansji monetarnej, gdyż zwiększenie tempa skupu jest możliwe w każdej chwili, ale stwarza wrażenie, że EBC nie chce wpuszczać na rynek więcej pieniędzy niż w danym momencie potrzeba. Nie wiemy, na jakie wskaźniki EBC ma zamiar patrzeć, choć ekspansywna polityka będzie utrzymana na długo – PEPP został wczoraj przedłużony co najmniej do marca 2022 r. z przeznaczeniem dodatkowych 500 mld EUR na zakupy do łącznej wartości 1,85 bln EUR.

Kurs euro był oczywiście ważnym elementem dyskusji na posiedzeniu, jednak poza zaznaczeniem, że silne euro utrudnia pobudzenie inflacji, bank powstrzymał się od ostrzejszej interwencji. Przede wszystkim EBC nie dał sygnałów, że obniżka stóp procentowych jest aktualnie rozważana. Wygląda na to, że w ocenie banku kurs EUR/USD ani nie rośnie za szybko, ani nie sięgnął poziomów, które budziłyby duże zaniepokojenie. Zresztą EBC nie może za wiele zrobić w temacie powstrzymania aprecjacji EUR, jeśli nie chce wejść w konflikt z innymi państwami G20 w temacie wojen walutowych. Podsumowując, po wczorajszej decyzji EBC nie zostały zachwiane podstawy dla średnioterminowej aprecjacji EUR, przynajmniej do czasu, aż deprecjacja USD nie stanie się palącym problemem dla większej ilości banków centralnych.

Inną, pozytywną informacją dla euro było porozumienie państw Unii Europejskiej w kwestii budżetu, co jednocześnie oznacza zielone światło dla uruchomienia wartego 1,8 bln EUR Funduszu Naprawczego. Jakkolwiek z perspektywy EUR był to scenariusz zgodny z oczekiwaniami, to i tak jest to jeden problem mniej. Rezygnacja z weta przez Polskę i Węgry w większym stopniu sprzyja złotemu i forintowi, ale brak konieczności konstruowania specjalnego obejścia budżetu dla uruchomienia Funduszu i uniknięcie większych animozji w gronie UE stwarza korzystne tło dla długoterminowych perspektywy unijnej gospodarki, a pośrednio też euro. Wracając do złotego, wyłamanie EUR/PLN z wielotygodniowej konsolidacji 4,45-4,50 po pierwszych doniesieniach o porozumieniu pokazuje, jak bardzo ta kwestia blokowała polską walutę przed skorzystaniem z ogólnej poprawy apetytu na ryzyko na rynkach.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

All in! Games rozpoczyna budowę grupy kapitałowej

Wydawca gier komputerowych All in! Games podpisał umowę inwestycyjną oraz wydawniczą z firmą Ongoing sp. z o.o*. Krakowska spółka pozyskała w niej 7,69 procent udziałów oraz wyda grę wyprodukowaną przez to studio developerskie, pod roboczym tytułem Dark Caster.

To dla nas kolejny ważny moment w rozwoju firmy, gdyż po raz pierwszy poza podpisaniem umowy wydawniczej stajemy się też udziałowcami w innej spółce. Transakcja ta jest zatem początkiem realizacji naszej strategii budowania grupy kapitałowej i strategię tę będziemy kontynuować w 2021. Wkrótce przedstawimy jej szczegóły, ale naszym celem będzie zbudowanie portfela współpracujących ze sobą spółek, w których będziemy mieć udziały. Chcemy w ten sposób zwiększyć wskaźnik ROI z inwestycji w tworzenie gier. Wierzymy, że utalentowany zespół deweloperów pod przewodnictwem Michała Selke i Sławomira Matula, stworzy znakomity produkt, który wzbudzi duże zainteresowanie wśród graczy. Bardzo podoba nam się ich wizja oraz strategia rozwoju i widzimy duży potencjał we współpracy – mówi CEO All in! Games, Piotr Żygadło

Gra pod roboczym tytułem Dark Caster jest planowana na 2022 rok, na większość platform: PC, PS4, PS5, Xbox One, Xbox Series X oraz Nintendo Switch. Jej budżet został ustalony na kwotę 3 345 180 zł (netto).

Michał Selke to Narrative & Cinematic Designer i twórca polskiego systemu RPG „Void Dancers”. To gra fabularna z gatunku science fiction thriller, która przedstawia codzienne zmagania ludzkości z biopunkową rzeczywistością XXIV wieku. Selke jest również autorem wielu artykułów i almanachów poświęconych grom RPG. Sławomir Matula to natomiast twórca VR FACTORY, firmy specjalizująceje się w tworzeniu aplikacji biznesowych, edukacyjnych oraz gier wykorzystujących technologię wirtualnej rzeczywistości.

*spółka jest w trakcie zmiany nazwy na Thirsty Skeletons

Jak pandemia zmieni sektor nieruchomości komercyjnych

W sektorze nieruchomości komercyjnych wyraźnie widać nowe kierunki inwestycji. Coraz częściej rozważane są też zmiany przeznaczenia inwestycji i konwersje budynków     

Skutki wprowadzonych obostrzeń najbardziej odczuł sektor hotelowy i handlowy. Wielkim wygranym okazał się natomiast segment magazynowy, który w miarę wzrostu rynku e-commerce staje się coraz silniejszy i atrakcyjniejszy dla inwestorów. Mimo zawirowań gospodarczych w nowej rzeczywistości bardzo dobrze radzi sobie także segment mieszkaniowy, w którym sprzedaż pozostaje na stabilnym poziomie.

Ponieważ klasyczne aktywa, przede wszystkim biurowce i obiekty handlowe, stanowią dziś spore wyzwanie inwestycyjne, coraz bardziej poszukiwane są nieruchomości alternatywne, które mogą zapewnić stabilne źródła przychodów. Inwestorzy poszukują możliwości na rynku najmu instytucjonalnego, który w Polsce dopiero się kształtuje. Obecna sytuacja może jednak w zdecydowany sposób wpłynąć na przyspieszenie rozwoju tego segmentu.

Sektor operacyjnych nieruchomości mieszkaniowych w natarciu

Na globalnym runku w pierwszych trzech kwartałach br. udział apartamentów na instytucjonalny wynajem, prywatnych akademików i domów seniora w całkowitym wolumenie transakcji inwestycyjnych wzrósł do prawie 30 proc. Wartość napływającego do sektora kapitału w ciągu ostatnich 4 lat wzrosła o 60 proc. A w ostatnich miesiącach można było obserwować spektakularne transakcje dotyczące tej grupy aktywów.

– Na naszym rynku także na znaczeniu zyskuje sektor operacyjnych nieruchomości mieszkaniowych, m.in. prywatne akademiki, domy dla studentów, budynki z mieszkaniami na wynajem, czy domy senioralne, które nawet w obecnych warunkach cechuje na ogół wysokie obłożenie. Na rynku jest kapitał gotowy do inwestycji w tym segmencie, ale podaż jest w nim w Polsce niewielka. Trudno, zarówno o gotowe budynki, jak i obiekty, umożliwiające szybką zmianę ich przeznaczenia. Jeśli chodzi o adaptacje pod taką funkcję duży potencjał ma choćby rynek hotelowy, który w ostatnich latach rozwijał się u nas w szybkim tempie – informuje Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner/CEO w Walter Herz.

Zmiany w sektorze hotelowym

W ostatnim latach obserwowaliśmy trend konwersji nieruchomości biurowych w hotele. Przykładem takiej transformacji może być hostel sieci a&o z 200 pokojami zlokalizowany na warszawskiej Woli, przy ulicy Kasprzaka, który powstał w miejscu, gdzie wcześniej stał ośmiopiętrowy budynek biurowy. Ponad 200 pokoi ma oferować również hotel Vienna House R.evo, którego otwarcie planowane jest w marcu przyszłego roku przy ulicy Mickiewicza w Katowicach w przebudowanym, dawnym budynku biurowym Energożelbetu. Po modernizacji, która potrwać ma do 2022 roku o funkcję hotelową wzbogaci się także Kupiec Poznański. Słynne, poznańskie centrum obok odnowionej powierzchni biurowej oraz galerii handlowej w nowym formacie zyska skrzydło hotelowe. Znaleźć ma się w nim hotel life-stylowej marki AC by Marriott oferujący ponad 150 pokoi, restauracja, bar i sale konferencyjne.

Obecnie jednak to hotele poszukują rozwiązań, które pozwoliłyby im przetrwać. – Rozważane są krótkoterminowe najmy powierzchni hotelowych pod biura, po dostosowaniu pokoi do funkcji gabinetów do czasu, kiedy sytuacja na rynku nie zmieni się. Sposobem na poprawę rentowności obiektów są też konwersje – informuje Katarzyna Tencza, Associate Director Investment&Hospitality w Walter Herz. – To moment, kiedy właściciele obiektów hotelowych powinni spojrzeć na nie z szerszej perspektywy, a w przypadku szczególne trudnej sytuacji, rozważyć możliwości konwersji. Hotele, które z racji swojego charakteru budowane są na gruntach komercyjnych można skonwertować na akademik lub dom senioralny – dodaje Katarzyna Tencza.

Przyznaje, że konwersja hotelu na akademik może być łatwiejsza, biorąc pod uwagę obecne zapotrzebowanie rynku i warunki techniczne. – Jednostki w akademiku są zwyczajowo mniejsze niż pokoje hotelowe, ale przy dobrze skonstruowanym biznesplanie konwersja może okazać się długoterminowo opłacalna. Hotele posiadają spore powierzchnie wspólne, w tym sale konferencyjne czy restauracje, które na potrzeby akademika mogą być zmieniane w pralnie, pokoje do nauki, czy przestrzeń spotkań. Pierwsze kroki w kierunku tego typu konwersji zostały już w Polsce zrobione – zaznacza Katarzyna Tencza.

Właściciele obiektów zlokalizowanych poza aglomeracjami miejskimi, ale w ich pobliżu, a także w atrakcyjnych przyrodniczo destynacjach mogą rozważyć zaś konwersję hotelu na dom seniora w formule assisted living. Podobnie, jak w przypadku akademika, powierzchnie wspólne mogą być tu wykorzystywane jako strefy aktywności dla seniorów.

Nowe budynki, coraz częściej mieszkaniowe

Zapadają też dziś coraz częściej decyzje o wyburzeniu biurowców i hoteli na rzecz inwestycji mieszkaniowych. Ostatnim przykładem może być choćby decyzja nowego właściciela hotelu Dal w gdańskim Przymorzu, który w jego miejscu zrealizuje inwestycję mieszkaniową. – Niektórzy deweloperzy mieszkaniowi rozglądają się również za ciekawymi nieruchomościami biurowymi, które mają potencjał do konwersji w nieruchomości mieszkaniowe. W miarę pojawiania się na rynku coraz nowocześniejszych budynków biurowych klasy A i relokacji najemców ze starszych biurowców, właściciele tych drugich będą szukać nowych możliwości dla swoich nieruchomości – mówi Katarzyna Tencza.

W stronę mieszkaniówki idą również najwięksi w kraju deweloperzy biurowi, jak Vastint, Echo Investment, czy Cavatina. Firma Echo Investment zapowiedziała już zwiększenie zaangażowania w sektorze mieszkaniowym. Planuje przede wszystkim duże inwestycje wielofunkcyjne z dominującą rolą mieszkań, w tym także lokali na wynajem, w których powierzchnie biurowe i handlowe stanowić będą tylko dopełnienie. Deweloper zamierza wprowadzić też nowe funkcje do największego w Polsce ośrodka biurowego na warszawskim Służewcu. W miejscu dwóch starszych obiektów biurowych wybuduje osiedle z około 1,2 tys. mieszkaniami na sprzedaż oraz budynek z mieszkaniami na wynajem, sklepy i punkty usługowe z zieloną przestrzenią wokół nich.

Wyburzanie starych budynków i realizacja na odzyskiwanych działkach obiektów o innym przeznaczeniu nie jest niczym nowym. Znacznie bardziej wymagająca, zdaniem ekspertów, jest zmiana funkcji istniejących budynków, szczególnie konwersja biurowców w budynki mieszkalne. Takie projekty realizowane były na przykład w Holandii, czy po kryzysie finansowym z 2008 roku w londyńskim City, ale jak dotąd należą do rzadkości. Powodem są wysokie koszty adaptacji, szczególnie jeśli chodzi o przebudowę węzłów wodno-kanalizacyjnych. Nie jest najłatwiejsze dostosowanie takiej nieruchomości do obowiązujących przepisów, co wiąże się z ich odbiorem. Poza tym, ograniczenie stanowią przepisy planistyczne.

Ewolucja i konwersje centrów handlowych

Centra handlowe, chcąc dostosować się do nowych warunków, mogą zaś na przykład wziąć pod uwagę zmianę struktury najemców, by znów w pełni wykorzystać możliwości obiektów. Przebudować profil z handlowego w usługowy, ponieważ tradycyjny model stricte handlowy ze względu na zmianę nawyków zakupowych staje się teraz coraz bardziej ryzykowny. W zależności od potrzeb w danej lokalizacji centra mogą na przykład przekształcać ofertę w kierunku usług medycznych, miejsca rozrywki, zabaw dla dzieci, oferty sportowej, albo pójść w stronę eko ze stałymi targami ze zdrową żywnością.

W pewnych przypadkach możliwa byłoby również konwersja centów handlowych, jak stało się to np. z Westside Pavilion w Los Angeles, gdzie obiekt zakupiony przez Google będzie przekształcony w kompleks biurowy po zakończeniu przebudowy w 2022 roku. Centrum handlowe SM Mall of Asia w Manili, jedno z największych na Filipinach przekształcone zostało natomiast w centrum medyczne, oferujące różnorodne usługi w tym zakresie.

Agencja Badań Medycznych podsumowuje rok pracy i przedstawia plany na 2021r.

Agencja Badań Medycznych w ramach konferencji pt. „Priorytety zdrowotne Polaków na 2021r. Rola Agencji w kreowaniu zmian praktyki klinicznej” podsumowała dotychczasową działalność oraz przedstawiła plany na przyszły rok. Wśród kluczowych obszarów wspieranych przez ABM w 2021 roku znajdą się m.in. choroby rzadkie, zdrowie psychiczne i terapie w chorobach cywilizacyjnych.

Powołanie Agencji Badań Medycznych jest krokiem milowym, jeżeli chodzi o budowanie innowacyjnego, publicznego systemu opieki zdrowotnej. Agencja jest w stanie zorganizować i poprawić aktywność wydatkowania środków finansowych, chociażby przez organizację całej sieci podmiotów, które będą oferowały możliwość prowadzenia badań klinicznych. Wierzę, że rok 2021 będzie rokiem wychodzenia z pandemii i mam nadzieję, że pomoże w tym plan konkursów Agencji Badań Medycznych, jakie wyznaczone są na przyszły rok. – podkreślił Minister Zdrowia Adam Niedzielski otwierając konferencję.

Pandemia koronawirusa spowodowała na całym świecie stagnację lub wręcz regres liczby komercyjnych badań klinicznych w poza covidowych obszarach. W Polsce spodziewany się raczej utrzymania danych sprzed roku, natomiast jeśli chodzi o badania niekomercyjne, patrząc na liczbę projektów sfinansowanych przez Agencje Badań Medycznych, możemy spodziewać się ich trzykrotnie więcej niż w roku ubiegłym.

Do końca 2020 roku, ABM zakontraktuje łącznie miliard złotych na realizację niekomercyjnych badań klinicznych. Dzięki środkom przekazanym już w pierwszym roku działalności Agencji możliwe jest przeprowadzenie prawie stu projektów, do których włączonych zostanie ponad 20 tysięcy pacjentów, którzy zyskają dostęp do innowacyjnych terapii. Przekazane środki pozwolą na uruchomienie badań m.in. z zakresu onkologii, kardiologii, pediatrii hematologii, czy neonatologii.

Jak podkreślał Prezes ABM dr Radosław Sierpiński – Pomimo pandemii Agencji Badań Medycznych udało się zrealizować wszystkie zakładane cele. Już w przyszłym roku pacjenci będą mogli skorzystać także z dwóch priorytetowych programów ABM tj. powstanie dziesięciu wyspecjalizowanych Centrów Wsparcia Badań Klinicznych oraz wprowadzanie do Polski praktycznie niedostępnej dotąd terapii adoptywnej CAR-T.

Plany naukowe na 2021 roku

W związku z finiszem prac nad Narodowym Planem dla Chorób Rzadkich, którego zadaniem jest m.in. poprawa diagnostyki i dostępu do leczenia tych schorzeń, jak również widząc potrzebę dalszego stymulowania rozwoju polskich naukowców w tym obszarze, Agencja planuje na początku 2021 roku ogłosić konkurs na niekomercyjne badania kliniczne poświęcony wyłącznie chorobom rzadkim. Zakładany budżet konkursu wynosi 100 milionów złotych.

„Bardzo się cieszę, że w planie ABM znalazły się badania, które maja służyć poprawie diagnostyki w chorobach rzadkich. To jest niezwykle istotny problem. Oczywiście mamy świadomość, że w chorobach rzadkich nie doganiamy tempa opracowywania nowych terapii, które jest dostępne dla pacjentów z częstszymi schorzeniami, ale wyjściową kwestią jest problem diagnostyczny – podkreślała prof. Katarzyna Kotulska-Jóźwiak podczas konferencji.

Równie wyczekiwanym przez środowisko programem jest wsparcie reformy zdrowia psychicznego. W związku z potrzebą pilnych zmian w tym zakresie, Ministerstwo Zdrowia zajmuje się obecnie wdrożeniem reformy, której celem jest stworzenie ogólnokrajowego, kompleksowego systemu zapewniającego wsparcie pacjentom doświadczającym zaburzeń psychicznych. Realizacja konkursu dedykowanego zdrowiu psychicznemu i neurologii ma na celu wzbogacenie reformy, a co za tym idzie zmiany oblicza polskiej psychiatrii.

Psychiatria to dziedzina wiele lat dyskryminowana Musimy uzupełnić system leczenia w tym obszarze o dwa brakujące elementy tj. programy zdrowotne dla problemów wymagających wyspecjalizowanych oddziałów oraz powstania ośrodków wysokospecjalistycznych Mamy dwa lata na pełne wdrożenie wnikliwie opracowanej koncepcji Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego, dla której konkurs realizowany przez ABM będzie stanowić uzupełnienie  i wsparcie. – podsumował Marek Balicki kierownik Biura ds. pilotażu Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego przy Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.

Agencja Badań Medycznych pod koniec 2021 roku planuje alokować także 100 mln zł grantu w celu zwiększenia dostępności innowacyjnych rozwiązań w ochronie zdrowia dla pacjentów lub osób zagrożonych chorobami cywilizacyjnymi. Choroby cywilizacyjne, nazywane potocznie epidemią XXI wieku, odpowiadają według statystyk za 80% wszystkich zgonów na świecie. Z tego względu wsparcie obszarów terapeutycznych dotykających coraz większa grupę społeczeństwa wskazano jako priorytetowe i będzie stanowić kontynuację poprzednich edycji konkursów Agencji Badań Medycznych na realizację niekomercyjnych badań klinicznych.

Firmy chętniej sięgają po kredyty w korona-kryzysie. Ciężej o środki na własne „cztery kąty”, czyli branża pośrednictwa finansowego w III kw. 2020 r.

W III kwartaleczyli okresie bezpośrednio przed druga falą pandemii, można było zaobserwować, że Polacy zaczęli patrzeć w przyszłość z większym optymizmem i chętniej sięgali po wsparcie kredytowe. Wartość kredytów firmowych udzielonych przy wsparciu ekspertów Związku Firm Pośrednictwa Finansowego (ZFPF) wzrosła o prawie 28% w porównaniu do II kw. 2020 r. Także w obszarze kredytów gotówkowych można zauważyć zdecydowaną poprawę nastrojów konsumenckich i chętniejsze sięganie po zewnętrzne źródło finansowania. Wartość kredytów gotówkowych zaciąganych przy wsparciu ekspertów ZFPF wzrosła w omawianym okresie aż o 44%. Jedynie w przypadku kredytów hipotecznych widać nieznaczny spadek (-1,7%). Tu bowiem proces kredytowy trwa zdecydowanie dłużej. Wrześniowy optymizm przełoży się więc prawdopodobnie na poprawę wyników dopiero w IV kwartale. Warto też dodać, że mimo trudnego okresu, pośrednicy ZFPF utrzymali wysoki udział w rynku hipotek, który w III kwartale wyniósł 51%[1].

Kredyty hipoteczne

W III kwartale 2020 r. eksperci finansowi ZFPF pośredniczyli w udzieleniu kredytów mieszkaniowych o wartości 7,07 mld zł, co stanowi spadek o 1,7% w porównaniu z poprzednim kwartałem obecnego roku. Od początku roku łączna wartość kredytów przyznanych z pomocą pośredników wynosi natomiast 22,49 mld zł. To tylko o 1,4% mniej niż przed rokiem, a przypomnijmy, że ubiegły rok był pod tym względem rekordowy.

Adrian Jarosz, Prezes Związku Firm Pośrednictwa Finansowego, Prezes Zarządu Expander Advisors: – III kwartał przyniósł kolejny, ale nieznaczny spadek wartości kredytów hipotecznych udzielonych z pomocą ekspertów finansowych ZFPF. Pomimo trwającej pandemii i ograniczeń w przyznawaniu finansowania, wiele wskazuje jednak na to, że wartość kredytów przyznanych z w tym roku będzie tylko nieznacznie niższa niż w ubiegłym. Będzie natomiast znacznie wyższa niż 2 czy 3 lata temu. Rynek kredytów hipotecznych odczuł więc skutki pandemii w znacznie mniejszym stopniu niż ma to miejsce w przypadku kredytów gotówkowych czy tych firmowych. Wstępne dane za IV kwartał sugerują, że mimo mocnego uderzenia drugiej fali pandemii, wartość udzielonych kredytów mieszkaniowych może być zdecydowanie wyższa niż w III kwartale. Według NBP w październiku banki udzieliły kredytów hipotecznych na rekordowa kwotę 5,7 mld zł, co jest oczywiście efektem poprawy nastrojów jeszcze z września, czyli sprzed drugiej fali pandemii. Efekty ponownego pogorszenia nastrojów możemy natomiast zobaczyć na początku przyszłego roku. Nic nie jest jednak przesądzone, ponieważ optymizm przynoszą informacje dotyczące zbliżających się szczepień, a wraz z nimi końca pandemii.Kredyty hipoteczne

Dominik Skrzycki, Wiceprezes Zarządu ZFPF, mFinanse: – W III kwartale 2020 r. co prawda nie udało się poprawić wyniku sprzedaży kredytów hipotecznych z poprzedniego okresu (7,19 mld w II kw. vs 7,07 mld w III kw. 2020 r.), ale mogliśmy zaobserwować zwiększenie liczby składanych wniosków kredytowych przez konsumentów. Stopniowe eliminowanie obostrzeń kredytowych (zwiększenie maksymalnych poziomów LTV, przywrócenie kredytowania wybranych branż czy też branie pod uwagę takich form zatrudnienia potencjalnych kredytobiorców, jak własna działalność gospodarcza, umowy zlecenia, itp.), niskie stopy procentowe, okres wakacyjny i poprawiająca się w tamtym okresie sytuacja epidemiologiczna, napędzały nową sprzedaż, co dobrze rokuje dla wyników kolejnego kwartału.

Kredyty firmowe

Wartość kredytów dla firm przyznanych przy wsparciu ekspertów finansowych ZFPF w III kwartale tego roku wyniosła 421 mln zł, czyli o prawie 28% więcej niż w poprzednio analizowanym okresie. Mimo wyraźnego odbicia, wartość tego rodzaju kredytów wciąż jest jednak o 24% niższa niż przed rokiem.

Adrian Jarosz, Prezes Związku Firm Pośrednictwa Finansowego, Prezes Zarządu Expander Advisors: – W III kwartale dało się zaobserwować większe zainteresowanie kredytami firmowymi. Jednak ten segment został zdecydowanie mocniej dotknięty pandemicznymi kłopotami niż kredyty hipoteczne. Pomimo wzrostu, wartość kredytów dla firm jest zdecydowanie niższa (-24%) niż przed rokiem. Wynik za cały rok również będzie prawdopodobnie znacznie odbiegał od tego z 2019 r. Wiele firm wstrzymuje bowiem swoje plany rozwojowe, opóźnia inwestycje do momentu, gdy pandemia zostanie opanowana na tyle, by warunki prowadzenia biznesu były bardziej sprzyjające niż obecnie. Na szczęście wiele wskazuje na to, że najgorsze mamy już za sobą i że przyszły rok przyniesie koniec pandemii i wyraźne ożywienie gospodarcze.Kredyty firmowe

Dominik Skrzycki, Wiceprezes Zarządu ZFPF, mFinanse: – Obostrzenia w kredytowaniu wprowadzone przez banki w II kwartale 2020 r. najmocniej uderzyły w firmy, szczególnie te, które funkcjonują w tzw. branżach zagrożonych, których korona-kryzys dotknął w największym stopniu. Odbiło się to w znaczący sposób również na wynikach sprzedaży firm wchodzących w skład ZFPF, które w II kwartale uruchomiły ponad 300 mln kredytów dla firm. Jednak III kwartał 2020 r., głównie dzięki złagodzeniu wcześniej wprowadzonych obostrzeń w kredytowaniu, okazał się zdecydowanie lepszy i zakończył się wynikiem o 28% wyższym. Firmy działające na rynku starają się jak najszybciej nadrobić straty z II kwartału i w związku z tym ich „apetyt” na kredytowanie utrzymuje się na wysokim poziomie. Jest to bardzo dobry prognostyk na kolejne miesiące.

Kredyty gotówkowe

Łączna wartość kredytów gotówkowych udzielonych z pomocą ekspertów ZFPF w III kwartale 2020 r. wyniosła ponad 444 mln zł, co oznacza wzrost wynoszący aż 44% w porównaniu do poprzedniego kwartału. W porównaniu do poziomu przed rokiem wciąż obserwujemy jednak zdecydowany spadek wynoszący aż 44%. Pożyczki gotówkowe są więc najmocniej dotkniętym segmentem rynku kredytowego.

Adrian Jarosz, Prezes Związku Firm Pośrednictwa Finansowego, Prezes Zarządu Expander Advisors: – Pandemia Covid-19 najmocniej wpłynęła na rynek pożyczek gotówkowych. W porównaniu do poziomu sprzed roku (III kw. 2019 r.), spadek sprzedaży wynosi bowiem aż 44%. Z jednej strony, to efekt zaostrzenia przez banki kryteriów przyznawania kredytów, a z drugiej, obaw klientów przed utratą pracy, czy spadkiem dochodu. Prawdopodobnie dopiero przyszłoroczne szczepienia i ożywienie gospodarcze przyniesie wyraźną poprawę nastojów i powrót popytu na tego rodzaju finansowanie.Kredyty gotówkowe

Dominik Skrzycki, Wiceprezes Zarządu ZFPF, mFinanse: – Po bardzo słabym wyniku sprzedaży kredytów gotówkowych w II kwartale 2020 r., kolejne miesiące zaowocowały zdecydowaną jego poprawą. Uruchomienie ponad 444 mln kredytów gotówkowych, czyli o 44% więcej niż w poprzednio analizowanym okresie, jasno wskazuje, że najgorsze jest już chyba za nami. Świadczą o tym zarówno poprawiające się nastroje konsumentów, jak i łagodzenie przez banki polityki przyznawania finansowania, dzięki czemu większa ilość konsumentów (niż kilka miesięcy temu) ma szansę na otrzymanie kredytu gotówkowego.

[1] Dane NBP: wartość wszystkich kredytów hipotecznych udzielonych w III kwartale to 13,86 mld zł.

Telekomy budują firmowe sieci kampusowe 5G. Taka sieć na początku 2021 roku zacznie działać w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej

0

Telekomy budują firmowe sieci kampusowe 5G. Taka sieć na początku 2021 roku zacznie działać w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej 3

Aktualizacja 09:06

Prace nad innowacjami z obszaru 5G przyspieszają. Służyć temu mają sieci nowej generacji budowane przez operatorów na terenie firmowego kampusu, fabryki czy portu. Pozwalają one w bezpiecznych warunkach testować i wdrażać nowe technologie bazujące na nowym standardzie łączności. Taka sieć na początku 2021 roku zacznie działać w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej. Projekt, który Orange Polska realizuje w partnerstwie z Ericssonem, to pierwsze takie wdrożenie w Polsce. Nowa sieć pozwoli inwestorom i start-upom testować innowacyjne rozwiązania m.in. w obszarze IoT, rozszerzonej i wirtualnej rzeczywistości czy sztucznej inteligencji.

Tradycyjna, sieć kampusowa najczęściej obejmuje kilka budynków na terenie przedsiębiorstwa, łącząc w jedną wiele sieci lokalnych. Sieć kampusowa 5G/LTE to zasoby sieci komórkowej pozostające do wyłącznej dyspozycji przedsiębiorstwa w konkretnej lokalizacji.

– Sieć, którą Orange Polska zbuduje w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej, będzie gotowa w 2021 roku i zapewni zasięg nie tylko w technologii 5G, ale również LTE, w dwóch budynkach o powierzchni ponad 1 tys. mkw. 10 anten działających w paśmie 3,6 GHz oraz 2100 MHz zapewni bardzo dobry zasięg, jak również wysokie prędkości transmisji danych z przepustowością około 850 Mb/s oraz niskimi opóźnieniami – mówi agencji Newseria Biznes Artur Piecha, dyrektor marketingu klientów kluczowych i korporacyjnych  w Orange Polska.

Sieci kampusowe ułatwiają bezpieczną obsługę krytycznych procesów biznesowych i wprowadzanie innowacyjnych rozwiązań.

– Nowa sieć pozwoli Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej, inwestorom oraz start-upom na testowanie najbardziej innowacyjnych rozwiązań wykorzystujących technologię 5G z obszarów IoT, wirtualnej rzeczywistości, VR, AR, ale również sztucznej inteligencji i komunikacji pojazdów w modelu vehicle-to-everything – wymienia Artur Piecha. – Orange zapewnia wsparcie ekspertów związane z zastosowaniem technologii 5G w przemyśle i angażuje się w rozwój start-upów. Wybrane firmy prowadzące działalność na terenie strefy otrzymają wsparcie w ramach programu Orange Fab zajmującego się testowaniem i rozwojem innowacyjnych rozwiązań. Partnerem technologicznym, który dostarczy urządzenia do budowy sieci, jest firma Ericsson.

Jak podkreśla, bezprzewodowa i niezawodna komunikacja jest w tej chwili kluczowa dla wielu branż gospodarki. Sieci kampusowe w technologii 5G odpowiadają na główne potrzeby przedsiębiorstw w tym zakresie – zapewniają bardzo wysokie przepustowości transmisji danych, niskie opóźnienia i ogromną pojemność sieci przy jednoczesnym wysokim poziomie bezpieczeństwa.

– Taka sieć jest zarządzana przez operatora, więc jej poziom bezpieczeństwa jest dokładnie taki sam jak w przypadku sieci tradycyjnej – tłumaczy ekspert Orange Polska.

Sieci kampusowe oparte na technologiach komórkowych dzielą się na dwa rodzaje. Pierwszy to prywatna sieć mobilna, w której zasoby sieci komórkowej są do wyłącznej dyspozycji danej firmy. Do korzystania z niej często potrzebne są dedykowane karty SIM. Taka sieć nie jest w ogóle – lub tylko częściowo – zintegrowana z siecią operatora, a dane przesyłane za jej pośrednictwem nie wychodzą na zewnątrz przedsiębiorstwa. Ten aspekt jest ważny szczególnie w przypadku fabryk, portów, kopalni czy magazynów, gdzie wymagana jest niezawodność i bezpieczeństwo.

 Drugi rodzaj to sieci kampusowe, które zapewniają zasięg technologii komórkowej 5G lub LTE w lokalizacji klienta. W tym przypadku zasoby sieci komórkowej są głównie do dyspozycji klienta, ale będzie mógł z nich korzystać także inny abonent, który znajdzie się w jej otoczeniu – wyjaśnia ekspert Orange.

Jak zaznacza, sieci kampusowe i 5G to ważny filar strategii Orange. Operator od dwóch lat prowadzi testy 5G w laboratorium i w terenie, więc od strony technologicznej jest przygotowany do budowy sieci kampusowych opartych na nowym standardzie. Takie wdrożenia przeprowadzał już w innych krajach Europy. We wrześniu br. wdrożył wewnętrzną, prywatną sieć w fabryce koncernu energetycznego Schneider Electric w Le Vaudreuil we Francji. To pierwsza fabryka w tym kraju, która testuje technologię 5G w przemyśle. Realizowany tam projekt pozwoli m.in. przetestować wykorzystanie rozszerzonej rzeczywistości w pracy techników.

– Innym przykładem jest port w Antwerpii – drugi po Rotterdamie największy port przeładunkowy w Europie, w którym sieć kampusową 5G uruchomił belgijski oddział Orange. Do sieci 5G podłączone są tu holowniki, które przesyłają do centrum kontroli w czasie rzeczywistym dane z ruchomych kamer, radarów oraz sonarów. Dzięki sieci dostępnej na terenie całego portu możliwa jest komunikacja wideo w czasie rzeczywistym pomiędzy holownikami. Nagrania z kamer ułatwiają ustalenie przyczyn różnego rodzaju incydentów. Dodatkowo wdrożenie sieci 5G w porcie pozwoliło zwiększyć liczbę obsługiwanych statków i poprawić bezpieczeństwo podczas operacji holowniczych – mówi Artur Piecha.

Jakie warunki musi spełniać szafa na dokumenty w Twojej firmie?

Od dnia wejścia w życie nowego rozporządzenia o ochronie danych osobowych wcześniejsze metody archiwizacji dokumentów w wielu przypadkach okazały się nieaktualne. Dziś w celu zapewnienia naszym klientom i pracownikom odpowiedniego poziomu poufności musimy stosować dodatkowe, ustalone przez RODO środki bezpieczeństwa.

Jak prezentują się wspomniane zasady w przypadku różnego rodzaju przedsiębiorstw? Jaka szafa na dokumenty będzie odpowiednia w przypadku Twojej firmy?

Sprawdźmy to.

Zasady administracji danych osobowych – jak się zmieniły?

Zgodnie z obowiązującym przed wprowadzeniem RODO art. 36 Ustawy o ochronie danych osobowych, administrator danych miał zapewnić przetwarzanej przez siebie dokumentacji zabezpieczenie adekwatne do potencjalnych zagrożeń oraz kategorii danych objętych ochroną. Oznacza to tyle, że w większości przypadków to od nas zależało, jakie środki zabezpieczające zastosujemy do zapewnienia bezpieczeństwa przetwarzanej przez nas dokumentacji.szafy na dokumenty

Nowe reguły bezpieczeństwa

Zasady zmieniły się 25 maja 2018 roku. Od tego dnia zasady gospodarowania danymi osobowymi są wyznaczane przez restrykcyjne, Europejskie normy. Nakazują one nawet podmiotom sektora prywatnego dokonanie stosownej analizy ryzyka, pozwalającej na przedsięwzięcie najbardziej efektywnych środków ochrony danych osobowych zawartych w swojej dokumentacji. Wiąże się to z koniecznością wyposażenia firmy w odpowiednie sejfy, szafy na dokumenty i inne artykuły, zapewniające poufność administrowanych danych.

Jakie warunki powinny spełniać tego typu elementy wyposażenia naszej firmy? Na co zwrócić uwagę przy zakupie?

Co będzie koniecznie w przypadku mojej firmy?

Absolutną podstawą dla przechowywania dokumentacji zawierającej dane osobowe w sposób zgodny z prawem jest to, aby używana przez nas szafa na dokumenty była wykonana z odpowiednio trwałych materiałów oraz zamykana na klucz. Takie zabezpieczenie ma na celu uniemożliwienie dostęp udo niej niepowołanym osobom. Dodatkowo – jeśli w grę wchodzą dane szczególnie wrażliwe, konieczne będzie wyposażenie swojej firmy w sejf, zapewniający odpowiednie zabezpieczenie tego typu dokumentacji. Szczegółowe informacje na temat niezbędnych środków bezpieczeństwa uzyskamy po przeprowadzeniu stosownej analizy ryzyka.

Jak długo archiwizować dokumenty?

Jeżeli dokumentacja dotyczy pracowników naszej firmy, przechowywane w ten sposób dane powinny przebywać w archiwum przez okres 10 lat. Po upływie tego czasu mamy obowiązek ich utylizacji przy użyciu niszczarki do papieru. Żeby jednak dokumenty mogły spoczywać w naszym archiwum bezpiecznie przez tak długi okres czasu, warto zadbać o to, aby nasza szafa na dokumenty była wykonana z trwałych materiałów, zapobiegających powstawaniu wilgoci i innych niekorzystnych dla naszej dokumentacji czynników zewnętrznych.

Zabezpieczenie dokumentacji w formie elektronicznej

Ataki hakerskie to obecnie największe zagrożenie dla bezpieczeństwa danych osobowych naszych klientów i pracowników. Pamiętajmy, że to na administratorze danych spoczywa obowiązek ich odpowiedniego zabezpieczenia i to on będzie ponosił konsekwencje wszelkich uchybień w tej materii. Wobec tego warto zadbać również o wyposażenie się w akcesoria takie jak szafa na dokumenty w formie cyfrowej – w której moglibyśmy przechowywać nośniki CD w bezpiecznych warunkach. Dodatkowo koniecznie zadbajmy o zabezpieczenie naszych cyfrowych baz danych za pomocą odpowiedniego oprogramowania, takiego jak najnowsze wersje programów antywirusowych czy specjalistycznych programów, mających za zadanie ochronę tego typu informacji.

EBC przeznaczy dodatkowe 500 mld euro na wparcie gospodarki i będzie obserwował kurs euro

Dodatkowe 500 mld euro – o tyle EBC zwiększy pandemiczny program wsparcia gospodarki. Kurs euro pod obserwacją.

Podczas czwartkowego posiedzenia  Europejski Bank Centralny podjął kolejne działania w celu ochrony gospodarki strefy euro przed ryzykami, jakie generuje pandemia COVID-19.

EBC po raz kolejny zwiększył nadzwyczajny program zakupów w czasie pandemii (Pandemic Emergency Purchase Programme – PEPP) uruchomiony w marcu br., na początku kryzysu. Zgodnie z tym czego spodziewaliśmy się zarówno my, jak i rynek, program został rozszerzony o dodatkowe 500 mld euro, w konsekwencji czego pula środków w jego ramach zwiększyła się do 1,85 bln euro. Program został też wydłużony o dodatkowe dziewięć miesięcy i będzie funkcjonował co najmniej do końca marca 2022 roku. To nieco dłużej, niż oczekiwaliśmy. Oznacza to jednocześnie, że przeciętne tempo zakupów prawdopodobnie będzie nieco niższe, niż zakładaliśmy. Bank ogłosił też m.in. wydłużenie czasu trwania wyjątkowo korzystnych warunków dla operacji TLTRO – specjalnych pożyczek dla banków – o rok.

Pierwsza reakcja pary EUR/USD na posiedzenie była bardzo ograniczona. Rozszerzenie programu PEPP na podobnych warunkach było bowiem oczekiwane przez rynek. Inwestorów bardziej zainteresowały komentarze prezes Lagarde dotyczące stanu gospodarki i zaktualizowane projekcje ekonomiczne banku. EBC obecnie oczekuje, że gospodarka krajów strefy euro skurczy się, jednak co ciekawe, prognoza na 2020 rok została podniesiona do -7,3% z -8% zakładanych we wrześniu. Zgodnie z oczekiwaniami banku centralnego, gospodarka ma wrócić na ścieżkę wzrostu w 2021 roku, jednak prognozowane tempo wzrostu ma wynieść 3,9%, a nie 5%, jak oczekiwano we wrześniu. Bardziej dynamiczny wzrost ma nadejść za to w 2022 roku (Wykres 1). Presja cenowa pozostaje „ograniczona”, a inflacja, zgodnie ze słowami Lagarde, „rozczarowująco niska”. Inflacja ma pozostać ujemna do początku 2021 roku, a następnie rosnąć.

Wykres 1: Projekcje EBC dot. PKB strefy euro [grudzień 2020]

Projekcje EBC dot. PKB strefy euro
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 10/12/2020

Naszym zdaniem najistotniejszą kwestią, która pojawiła się w trakcie czwartkowej konferencji prasowej, były komentarze Lagarde dotyczące kursu walutowego. Zgodnie z jej słowami, EBC będzie „nadal bardzo uważnie obserwował [kurs walutowy] w przyszłości”. Prezes EBC stwierdziła również, że aprecjacja waluty odgrywa istotną rolę w wywieraniu negatywnego wpływu na ceny. Jest to lekka zmiana tonu od czasu wrześniowego posiedzenia, w trakcie którego oficjele byli zgodni co do tego, że nie ma potrzeby przesadnej reakcji na ostatnie wzrosty euro. Od początku roku waluta umocniła się o ok. 7% w relacji do koszyka walut głównych partnerów handlowych, co ogranicza wzrost gospodarczy i negatywnie wpływa na inflację.

Chociaż nasza długoterminowa ocena perspektyw euro jest pozytywna, to sądzimy, że niechęć banku centralnego do silniejszej waluty połączona z możliwym gwałtownym spadkiem aktywności gospodarczej w czwartym kwartale br. może wywołać niewielką krótkoterminową korektę kursu EUR/USD. Inwestorzy jednak skupili się na braku silniejszego odniesienia do siły euro, a kurs głównej pary po konferencji prasowej wzrósł (Wykres 2).

Wykres 2: Kurs EUR/USD (09/12/20 – 10/12/20)

Kurs EUR USD
Źródło: Refinitiv Data: 10/12/2020

Pozostajemy optymistycznie nastawieni względem perspektyw gospodarki strefy euro w 2021 roku. Uważamy, że wdrożone przez władze duże pakiety stymulacyjne – zarówno fiskalne, jak i monetarne – powinny umożliwić gospodarce silne odbicie po zniesieniu ostatniej rundy pandemicznych ograniczeń. Powrót wirusa, nadal istotne ryzyko dla globalnej gospodarki, jakie stwarza pandemia, a także gołębia retoryka Christine Lagarde podczas ostatniej konferencji prasowej pozwalają jednak sądzić, że polityka EBC w przyszłym roku pozostanie bardzo akomodacyjna.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

PHN z sukcesem zakończył emisję obligacji o łącznej wartości 325 mln

Polski Holding Nieruchomości S.A. przeprowadził kolejną emisję 4-letnich obligacji o łącznej wartości 325 mln PLN. Środki z emisji spółka przeznaczy na ambitny program inwestycyjny.

Emisja obligacji została przeprowadzona w ramach ustanowionego w ubiegłym roku siedmioletniego programu o łącznej wartości nominalnej do 1 mld PLN. W 2019 r. PHN przeprowadził pierwszą emisję 4-letnich obligacji o łącznej wartości 160 mln PLN.

Tegoroczna emisja spotkała się z dużym zainteresowaniem inwestorów, co pozwoliło na sprzedaż całej zaplanowanej transzy obligacji i uzyskanie korzystnej marży.

Bardzo nas cieszy, że nasza kolejna emisja spotkała się z tak przychylnym przyjęciem ze strony inwestorów, co jest dla nas potwierdzeniem, że idziemy właściwą drogą, a nasza spółka oraz jej program inwestycyjny jest wysoko oceniany nawet w tak trudnych czasach pandemii – powiedział Marcin Mazurek, Prezes Zarządu Polskiego Holdingu Nieruchomości.

Na korzystnych warunkach pozyskaliśmy finansowanie na realizację naszego ambitnego programu inwestycyjnego. Spółka ma silne fundamenty, które pozwalają na dalszy dynamiczny wzrost. Środki z emisji chcemy przeznaczyć na finansowanie naszych kluczowych inwestycji komercyjnych jak budynki biurowe SKYSAWA i Intraco Prime w Warszawie czy także szybko rosnący segment mieszkaniowy – dodał  Marcin Mazurek.

Banki obsługujące program emisji obligacji to PKO Bank Polski S.A., Bank Pekao S.A., BNP Paribas Bank Polska S.A. oraz Santander Bank Polska S.A.

Obligacje serii B, każda o wartości nominalnej wynoszącej 1.000 PLN, są obligacjami niezabezpieczonymi, z terminem wykupu przypadającym w grudniu 2024 r. Są oprocentowane według zmiennej stopy procentowej równej stawce WIBOR 6M powiększonej o marżę w wysokości 2,95 proc.

Zarządzanie ryzykiem w firmie 2020 i co nas czeka w 2021 r.

  • Pandemia podkreśliła rolę zarządzania ryzykiem w biznesie i znaczenie ubezpieczeń, które powinny być traktowane jako produkt pierwszej potrzeby.
  • Uwaga przedsiębiorców skupiła się na zabezpieczeniu od skutków przerw w działalności, OC kadry zarządzającej oraz ochronie zdrowia i życia pracowników.
  • W przyszłym roku należy spodziewać się usztywnienia zasad oferowania ubezpieczeń i wzrostu cen polis majątkowych.

Pandemia i wynikające z niej ograniczenia w funkcjonowaniu przedsiębiorstw, jak żadne inne zdarzenie z ostatnich lat dały się we znaki przedsiębiorcom. Ponadto dobitnie pokazała przedstawicielom kadry zarządzającej firm, jak istotnym elementem biznesu jest zarządzanie ryzykiem. Kto był odpowiednio przygotowany, ten ucierpiał mniej. Jak wyglądał 2020 r. z perspektywy ekspertów od zarządzania ryzykiem, czyli brokerów ubezpieczeniowych i co nas czeka w przyszłym?

To czy i w jaki sposób firma analizuje zachodzące wokół niej zdarzenia oraz reaguje na nie, było i jest podstawą przetrwania trudnych sytuacji. Ważnym elementem są także ubezpieczenia, które często wręcz decydują o przezwyciężeniu i przetrwaniu kryzysu. W związku z tym w 2020 r. wzrosło przede wszystkim zainteresowanie ubezpieczeniami od przerw w działalności, OC menedżerów, cyberpolisami, a także ochroną zdrowia i życia pracowników. Ten rok pokazał też jasno, że ubezpieczenia są produktem pierwszej potrzeby i nie wolno ich rozpatrywać wyłącznie w kategorii kosztów. Uwypuklił również rolę brokerów jako opiekunów ubezpieczeniowych firm. Najczęściej byliśmy pierwszymi doradcami, z którymi kontaktowali się przedsiębiorcy, szukając wsparcia w tych trudnych chwilach – wskazuje Łukasz Zoń, Prezes Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych.

Oto jak przedsiębiorcy podchodzili do poszczególnych ryzyk i które ubezpieczenia cieszyły się największym zainteresowaniem.

Ryzyka materialne: all risks i przerwy w działalności

Mimo że pandemia przez większość roku była na pierwszym miejscu na liście zmartwień firm, to inne zagrożenia nie zniknęły. Warto pamiętać, że z powodu zawieszenia czy ograniczania działalności ryzyko szkód fizycznych wcale nie maleje. Czasem wręcz rośnie. Pandemia nie miała też wpływu na zmniejszenie liczby gwałtownych zjawisk atmosferycznych. Przedsiębiorcy zdają sobie z tego sprawę, a wzrost świadomości co do ochrony obrazuje sukcesywnie wzrastająca liczba zawieranych ubezpieczeń mienia. Na koniec tylko I półrocza, według danych KNF, liczba aktywnych polis majątkowych była o 6% większa niż rok wcześniej. Warto też zauważyć, że podchodzą do ich wyboru z większą niż wcześniej rozwagą. Z obserwacji Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych, wynika, że rośnie zainteresowanie tzw. ubezpieczeniami od wszystkich ryzyk (all risks), które gwarantują ochronę przed szerszym zakresem zdarzeń niż „klasyczne” polisy od ryzyk nazwanych. Wielu przedsiębiorców zdaje sobie też sprawę, że ubezpieczenie może okazać się podstawą odbudowy potencjału firmy. Interesują się więc innym ważnym ubezpieczeniem – od przerw w działalności.

Od strat wynikających z ograniczeń w życiu społeczno-gospodarczym dziś praktycznie nie można się ubezpieczyć. Jednak od awarii wynikających z „zastania” sprzętów z powodu zawieszania działalności i skutków finansowych spowodowanego przez nie kolejnego przestoju już tak. Takie podejście przedsiębiorców świadczy, że coraz bardziej świadomie korzystają z ubezpieczeń w zarządzaniu ryzykiem – dodaje Łukasz Zoń.

Zagrożenie niematerialne: D&O i cyberpolisy

W 2020 r. uwaga przedsiębiorców skupiła się również na zabezpieczeniu się od skutków błędnych decyzji zarządczych oraz zagrożeń cybernetycznych. Efektem tego był wzrost zainteresowania ubezpieczeniami OC kadry zarządzającej (D&O) oraz cyberpolisami. W pierwszym przypadku było to bezpośrednio związane z pandemią – niepewność sytuacji gospodarczej, dynamicznie zmieniające się ograniczenia, a także nowe przepisy zwiększyły ryzyko popełnienia błędu, który może wpłynąć na sytuację finansową firmy. Z kolei wzrost zainteresowania cyberochroną wynika przede wszystkim z systematycznie rosnącej częstotliwości ataków i faktu, że praktycznie nie ma już firmy, która by nie była nigdy zaatakowana. Masowa praca zdalna z powodu pandemii tylko wzmocniła ten trend i dała hakerom nowy „pretekst” do ataku, który chętnie wykorzystali z uwagi na słabsze zabezpieczenia sieci domowych.

Dbałość o pracowników: ochrona zdrowia i życia

Zagrożenie koronawirusem SARS-CoV-2 spowodowało, że pracodawcy, a także pracownicy zaczęli więcej uwagi poświęcać zabezpieczeniu życia i zdrowia. W związku z tym grupowe ubezpieczenia na zdrowie i życie wysunęły się na czoło najbardziej pożądanych benefitów pracowniczych. Część towarzystw ubezpieczeniowych zaczęła też oferować dodatkowe zakresy ochrony, tworzone specjalnie z myślą o skutkach pandemii.

Czego się spodziewać w 2021 r.?

Wszystkie obserwowane w tym roku trendy powinny dalej rozwijać się w przyszłym roku. Utrzymania zainteresowania ochroną można się spodziewać więc w kwestii cyberochrony, błędnych decyzji zarządczych i przerw w działalności. W odniesieniu do tych ostatnich największym wyzwaniem stojącym przed rynkiem ubezpieczeń będzie wypracowanie rozwiązań umożliwiających zakup ochrony przed niematerialnymi skutkami takich zjawisk jak obecna pandemia. Tegoroczne zdarzenia odbiją się także na przyszłorocznych cenach poszczególnych ubezpieczeń.

Praktycznie w każdym z wymienionych obszarów możemy spodziewać się wzrostu cen. Ubezpieczenia majątkowe podrożeją przede wszystkim dla tych branż, w których pandemia spowodowała wzrost odszkodowań. Z podobnych przyczyn wzrosną też składki ubezpieczeń D&O. Już teraz w USA i na Zachodzie podrożały one o kilkadziesiąt procent w porównaniu z początkiem roku. Ta fala nie ominie polskich ubezpieczycieli. Trzeba też się spodziewać usztywnienia ubezpieczycieli w kwestii oferowania ochrony – prognozuje Łukasz Zoń.

Efektem większej ostrożności towarzystw ubezpieczeń w ocenie ryzyka może być przetasowanie listy firm, które mają ograniczony dostęp do ubezpieczeń. Do ich grona mogą dołączyć takie sektory jak szeroko pojęta branża turystyczna czy eventowa. W ich przypadku najbardziej ograniczona zostanie zapewne ochrona od ryzyk niematerialnych.

Źródło: Stowarzyszenie Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych

Możliwości szybkiego przemieszczania się mocno przyspieszyły roznoszenie koronawirusa. Pandemia wymusi zmiany organizacyjne w lotnictwie

Pandemia COVID-19 pokazała, że lotnictwo może przyspieszyć roznoszenie się różnych chorób, bo podróże między kontynentami są możliwe w ciągu kilku godzin. – To wymusi duże zmiany organizacyjne w pracy lotnisk i przewoźników dotyczące zarządzania bezpieczeństwem – ocenia prof. Cezary Galiński z Politechniki Warszawskiej. Kwestie bezpieczeństwa będą też kluczowe przy wprowadzaniu nowych technologii do lotnictwa, takich jak loty autonomiczne.

– Lotnictwo „zmniejszyło” Ziemię i spowodowało, że podróże, które dawniej trwały wiele miesięcy, w tej chwili realizuje się w ciągu kilku godzin. W związku z tym roznoszenie się chorób jest zdecydowanie prostsze niż kilkaset lat temu. Dlatego wydaje się, że potrzebne są duże zmiany w organizacji lotnisk i instytucji zajmujących się transportem ludzi. Prawdopodobnie dojdzie do zmian przepisów, zmian organizacyjnych, które będą utrudniały roznoszenie się chorób – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes prof. dr hab. inż. Cezary Galiński, kierownik Zakładu Samolotów i Śmigłowców na Wydziale Mechanicznym Energetyki i Lotnictwa na Politechnice Warszawskiej.

To z tego powodu jedną z pierwszych decyzji po wybuchu pandemii były właśnie ograniczenia w podróżach. Do dziś – zgodnie z obowiązującym od 9 grudnia do 31 grudnia rozporządzeniem – z Polski zakazane są loty do Bośni i Hercegowiny, Czarnogóry, Gruzji, Jordanii, Armenii, Kosowa, Macedonii Północnej, Serbii i USA (z wyjątkiem kilku lotnisk). Ograniczenia w podróżach lotniczych dotknęły przewoźników i lotniska na całym świecie, powodując ich gigantyczne straty.

Dlatego już na początku roku podjęto starania, by uczynić przemieszczanie się bardziej bezpiecznym. W końcowej fazie produkcji znajduje się aplikacja IATA Travel Pass, która ma zapewnić bezpieczny przepływ informacji na temat stanu zdrowia podróżnych, wyników ich testów, choroby czy szczepienia przeciwko SARS-CoV-2. Inną inicjatywą jest cyfrowy projekt paszportu epidemiologicznego Common Trust Network, który ma umożliwić bezpieczne podróże międzynarodowe i zmniejszyć ryzyko rozprzestrzeniania się koronawirusa.

– Zmiany, które muszą wprowadzić firmy lotnicze, będą przede wszystkim dotyczyły systemu zarządzania bezpieczeństwem, który jest podstawą działalności przemysłu lotniczego. Może nie będą to zmiany czysto w technologii, natomiast na pewno będą zmiany w organizacji transportu – przekonuje ekspert z Politechniki Warszawskiej.

Kwestia bezpieczeństwa pozostaje także podstawą przy pracach nad innowacjami w lotnictwie. Obecnie jest ono najbezpieczniejszą formą transportu. Dane Europejskiej Agencji Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA) wskazują, że łącznie w latach 2015–2019 na terytorium UE odnotowano 198 ofiar śmiertelnych w wypadkach w zarobkowym transporcie lotniczym i 777 ofiar śmiertelnych w wypadkach z udziałem statków powietrznych zarejestrowanych w Unii.

– Ruch lotniczy dynamicznie rośnie. Gdyby poziom bezpieczeństwa był stały, to mielibyśmy wypadek lotniczy co tydzień. Zmiana w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa to podstawa tego, co się dzieje w lotnictwie. To samo dotyczy systemów bezzałogowych. Jeżeli uda się osiągnąć większy poziom niezawodności niż obecnie, będą dopuszczane przez nadzory lotnicze do eksploatacji. Jeżeli się nie da tego bezpieczeństwa podwyższyć, to nie będzie takiej zgody. Trochę to potrwa, ale idziemy w dobrym kierunku – podkreśla prof. Cezary Galiński.

Taki sam warunek stawiany jest w rozwoju autonomicznych lotów załogowych. Zaawansowana technologia i uczenie maszynowe umożliwiają szybki postęp w rozwoju technologii autonomicznych w samolotach. W nadchodzących latach może to pomóc branży lotniczej złagodzić niedobory pilotów i sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu pasażerów. Według szacunków Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych (IATA) sprzed pandemii ruch lotniczy do 2037 roku ma się podwoić. Będzie to wymagało ok. 37 tys. nowych samolotów oraz ponad pół miliona nowych pilotów. Teoretycznie technologia pozwala już na loty zarządzane z ziemi, zdaniem eksperta problemem jest jednak brak pełnego do nich zaufania.

– Nawet nie dlatego, że te systemy są zawodne, ale programiści jeszcze nie są w stanie wyobrazić sobie wszystkich możliwych sytuacji. Skrajny przypadek był taki, że jeden z samolotów pasażerskich rozbił się dlatego, że w czujniku prędkości osa zrobiła sobie gniazdo. To wystarczyło, żeby cały system sterowania samolotem zaczął działać w sposób nieprawidłowy. A wyobrażenie sobie wszystkich możliwych scenariuszy, które mogą się zdarzyć, jest po prostu bardzo trudne. Stąd wymaganie, żeby na pokładzie tego samolotu byli piloci, którzy myślą w sposób niezależny i w trudnych sytuacjach są w stanie uratować samolot i pasażerów – tłumaczy ekspert z Politechniki Warszawskiej. – Raczej to będą loty automatyczne, czyli ktoś będzie programował taki samolot na wykonanie odpowiedniej usługi transportowej i będzie go cały czas nadzorował.

Niedawno głośno było o powrocie naddźwiękowych samolotów. Amerykański start-up Boom Supersonic zaprezentował XB-1, pierwszy od czasów Concorde’a prototyp pasażerskiego samolotu naddźwiękowego. Overture, bo tak ma się nazywać, pojawi się na niebie, jeśli zaplanowane na 2021 rok loty testowe wypadną pomyślnie. Według zapowiedzi na pokład będzie mógł zabrać do 100 pasażerów i latać trzykrotnie szybciej od zwykłych samolotów pasażerskich, z prędkością ok. 2,7 tys. km/h. Tym samym podróż z Londynu do Nowego Jorku trwałaby zaledwie trzy godziny zamiast ośmiu.

 To niemalże podróż w czasie. Startujemy wieczorem, lądujemy rano tego samego dnia, ale jest to dosyć trudne do zniesienia dla organizmu człowieka ze względu na zjawisko jetlagu. Dla biznesmenów, którzy muszą bardzo szybko przemieszczać się pomiędzy np. ośrodkami finansowymi, byłoby to dobre rozwiązanie. Z tego względu podejrzewam, że bardziej prawdopodobne jest w tej chwili pojawienie się naddźwiękowych samolotów dyspozycyjnych, a nie dużych pasażerskich – ocenia prof. Cezary Galiński. – Niektórzy myślą nawet o takich obiektach, które byłyby w stanie przelecieć z Londynu do Sydney w ciągu trzech godzin. To już nie byłby samolot naddźwiękowy, tylko hiperdźwiękowy, który pokonywałby tę trasę częściowo poza atmosferą. Ale myślę, że ta perspektywa jest jeszcze bardzo odległa.

Coraz więcej osób sięga po ustawowe wakacje kredytowe. Zawieszonych jest ponad 8 tys. zobowiązań

Konsumenci wciąż mogą skorzystać z ustawowych wakacji kredytowych. Na koniec listopada zawieszonych było 8,3 tys. zobowiązań klientów indywidualnych na kwotę ponad 900 mln zł. To duży skok w porównaniu do końca października, jednak to rozwiązanie ustawowe, mimo że nie wiąże się z żadnymi dodatkowymi opłatami dla kredytobiorców, jest znacznie mniej popularne niż oferowane od wiosny do końca września bankowe wakacje kredytowe.

Obecnie wakacje kredytowe są zdecydowanie mniej popularne niż w pierwszym okresie pandemii. Wiosną bardzo wielu kredytobiorców z nich skorzystało, natomiast na dzisiaj jest to liczba nieporównywalnie mniejsza w porównaniu z okresem pierwszej fali pandemii – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Kinga Burcan, doradca kredytowy Trinity Finance.

Możliwość zawieszenia rat kapitałowych lub kapitałowo-odsetkowych banki wprowadziły jeszcze wiosną, zaraz po wybuchu pandemii. W maju Biuro Informacji Kredytowej informowało, że z ich oferty korzystały na masową skalę zarówno osoby prywatne, jak i przedsiębiorcy. Na 25 maja kwota odroczonych lub zawieszonych zobowiązań klientów indywidualnych w bazie BIK wynosiła 57,3 mld zł (8,3 proc. wartości całego portfela kredytów i pożyczek stanowiącego 688,5 mld zł) oraz 18,7 mld zł w przypadku mikroprzedsiębiorców (26 proc. wartości portfela równego 71,8 mld zł). Do końca września, kiedy kończyła się możliwość skorzystania z tej oferty, banki zaraportowały do BIK ponad milion zawieszeń spłat kredytów.

Pod koniec czerwca br. w regulacjach antycovidowych zostały wprowadzone tzw. ustawowe wakacje kredytowe. Zgodnie z informacjami Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów w ramach ustawowych wakacji kredytowych można zawiesić wykonywanie umowy jednego kredytu konsumenckiego (w tym pożyczki), jednego hipotecznego i jednego kredytu w rozumieniu art. 69 ustawy z 29 sierpnia 1997 r. – Prawo bankowe. Warunkiem jest zawarcie umowy kredytowej przed 13 marca 2020 roku, jeśli termin zakończenia okresu kredytowania przypada po upływie sześciu miesięcy. Kredyt można zawiesić maksymalnie na trzy miesiące, ale wybór okresu wakacji kredytowych należy do kredytobiorcy. W okresie ustawowych wakacji kredytowych bank nie może naliczać odsetek ani pobierać żadnych innych opłat, z wyjątkiem składek za umowy ubezpieczenia powiązane z kredytem. To różni tę ofertę od możliwości, którą wprowadziły banki.

Z ustawowych wakacji kredytowych zazwyczaj korzystają klienci, którzy posiadają zobowiązania hipoteczne. Oczywiście zdarzają się również konsumpcyjne. W takim przypadku klient musi uargumentować, z jakiego powodu chciałby uzyskać takie wakacje. O ustawowe wakacje kredytowe mogą ubiegać się zarówno klienci indywidualni, jak i firmy bez dodatkowej weryfikacji dokumentacji finansowej przez banki – uściśla Kinga Burcan.

To rozwiązanie nie jest jednak tak popularne jak oferta bankowa. Do połowy października skorzystało z niego nieco ponad 3,2 tys. podmiotów, a jego łączna wartość przekroczyła 350 mln zł. Teraz zawieszeń jest znacznie więcej – jak podaje Bankier.pl na podstawie danych BIK, na koniec listopada było ich 8,3 tys. na kwotę 902 mln zł. UOKiK podkreśla, że nawet jeśli bank wcześniej udzielił zawieszenia spłaty kredytu na warunkach komercyjnych, kredytobiorca ma prawo zwrócić się o udzielenie ustawowych wakacji kredytowych. Kiedy taki wniosek wpłynie od klienta, bank ma obowiązek przerwać trwające wakacje komercyjne. Warunkiem jest utrata po 13 marca 2020 roku pracy lub innego głównego źródła dochodu i poinformowanie o tym banku we wniosku.

Zazwyczaj zawieszenie spłaty dotyczy tylko raty kapitałowej kredytu. Oczywiście wiadomo, że kredytobiorca będzie musiał uregulować wszystkie zobowiązania, zarówno kapitał, jak i zaległe odsetki, których nie zapłacił. Natomiast jeżeli nie mamy innego wyboru, to lepiej zawiesić spłatę zobowiązania, niż mieć zaległości wobec banku – dodaje doradca kredytowy Trinity Finance.