Podatek VAT a eksport pośredni w warunkach Ex Works

Fiskus odmówił prawa do zwrotu VAT polskiej firmie sprzedającej towar do krajów spoza Unii Europejskiej i określił jej dodatkowe zobowiązanie podatkowe. Stwierdził, że polska spółka wyłudzała VAT, bo stosowała 0% stawkę tego podatku przy eksporcie towarów, a powinna 8%, z uwagi na to, że towar przekazywała i sprzedawała duńskiemu kontrahentowi na terenie Polski, a dopiero ten duński kontrahent eksportował go poza granice Unii. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Bydgoszczy stanął po stronie przedsiębiorcy, tłumacząc organom podatkowym, na czym polega eksport pośredni w warunkach Ex Works (wyrok z 8 września 2020 r., sygn. akt I SA/Bd 167/20).

Zgodnie z zawartą w ustawie o VAT definicją za łańcuchową uznaje się taką dostawę, w ramach której kilka podmiotów dokonuje dostawy tego samego towaru w ten sposób, że pierwszy z nich wydaje ten towar bezpośrednio ostatniemu w kolejności nabywcy – wówczas uznaje się, że dostawy towarów dokonał każdy z podmiotów biorących udział w tych czynnościach (art. 7 ust. 8).

Eksport poza granice Unii ze stawką 0%

Polska spółka z o.o. eksportowała towar do krajów spoza terytorium Unii Europejskiej. Cały proces przebiegał w ten sposób, że towar nabywał i odbierał od niej z jej zakładu położonego w Polsce duński przewoźnik, który organizował i opłacał jego transport. Przewoził go następnie do portu morskiego w Gdyni, gdzie zgłaszał go do odprawy celnej w ramach kolejnej transakcji, której stroną był odbiorca spoza UE, po czym towar opuszczał obszar Unii. Spółka w ramach tego eksportu stosowała preferencyjną 0% stawkę podatku od towarów i usług.

Fiskus oskarżył spółkę o wyłudzenie VAT

Fiskus dopatrzył się w tych rozliczeniach nieprawidłowości i oskarżył spółkę o wyłudzenie VAT. Stwierdził, że dokonywanych przez przedsiębiorcę transakcji nie można zakwalifikować jako łańcucha dostaw. Zdaniem organu podatkowego polska firma dokonała jedynie dostawy towaru na terenie kraju, zaś rzeczywistym eksporterem poza granice Unii Europejskiej jest duński kontrahent. Dlatego też, stosując art. 5 ust. 1 pkt 1 i art. 7 ust. 1 w zw. z art. 41 ust. 2 ustawy o podatku od towarów i usług, uznał, że spółka powinna odprowadzić przy tych transakcjach 8% VAT. Fiskus zaprzeczył, jakoby przedmiotowa transakcja miała charakter dostawy łańcuchowej, bo polska spółka nie działała z zamiarem wydania towaru odbiorcy końcowemu w kraju spoza UE. Jej gospodarcze zaangażowanie kończyło się na sfinalizowaniu dostawy do duńskiego kontrahenta.

Organ uznał dostawę za eksport EXW, ale wykonany przez duńskiego kontrahenta

Organ podatkowy stwierdził również, że nawet pomijając fakt wydania duńskiej firmie towaru na terytorium Polski, i tak w przypadku spółki dokonana przez nią transakcja miała charakter dostawy krajowej, bowiem przeniosła ona na nabywców spoza Unii prawo do rozporządzania towarami jak właściciel już na terenie kraju. Ekonomiczne władztwo nad towarem uzyskiwali oni już w momencie załadunku na statek w porcie w Gdyni. Zrealizowane dostawy na rzecz duńskiej firmy zostały zdaniem fiskusa dokonane na zasadach EXW, gdzie eksporterem towarów był ten właśnie duński kontrahent.

Eksport pośredni – na czym polega

W skardze do wojewódzkiego sądu administracyjnego spółka podniosła, że ustawa o VAT dopuszcza sytuację, gdy dostawa towaru dokonywana na rzecz podatnika z Unii Europejskiej, w rzeczywistości traktowana jest jako dostawa dokonywana na warunkach eksportu towarów. A przy eksporcie nie jest istotny status nabywcy czy też jego siedziba, lecz to, gdzie towar fizycznie jest transportowany. Sytuacja ta została uregulowana w art. 2 pkt 8 lit. b ustawy o podatku od towarów i usług, który stanowi, że pod pojęciem „eksportu towarów” rozumie się dostawę towarów wysyłanych lub transportowanych z terytorium kraju poza terytorium Unii Europejskiej przez nabywcę mającego siedzibę poza terytorium kraju lub na jego rzecz (z wyłączeniem określonych, wskazanych w tej ustawie towarów), jeżeli wywóz towarów poza UE jest potwierdzony przez właściwy organ celny. I faktu tego, iż taka transakcja traktowana jest jak eksport, nie zmienia to, że towary odbiera w Polsce przewoźnik działający na zlecenie odbiorcy końcowego.

Jak podkreślił przedsiębiorca, polski ustawodawca dokonał podziału eksportu na bezpośredni i pośredni. Ale oba dopuszczają zastosowanie w ich ramach 0% stawki VAT. W ramach eksportu pośredniego w tzw. warunkach Ex Works normalne jest to, że do przeniesienia na zagranicznego nabywcę prawa do rozporządzania towarami jak właściciel dochodzi w innym miejscu, niż terytorium przeznaczenia dostawy. To właśnie cecha charakterystyczna pośredniości. Gdyby było to niedopuszczalne, wówczas w praktyce do eksportu pośredniego nigdy by nie dochodziło. Spółka stała na stanowisku, że dla możliwości skorzystania z preferencyjnej stawki 0% VAT przy eksporcie towaru wystarczające jest, że nabywca spoza UE uzyska prawo do rozporządzania towarem jak właściciel, a dostawca wykaże, że towar został przetransportowany poza granice Unii. W spornej sprawie spółka dysponuje właśnie takim potwierdzeniem wywozu towaru poza UE. Zatem spółka prawidłowo zastosowała zerową stawkę VAT dedykowaną dla eksportu towarów, nawet mimo tego, że organizatorem transportu poza Unię nie była ona, a pośrednik z innego państwa członkowskiego UE, który nabył od niej ten towar.

To, że dostawa nie miała charakteru dostawy łańcuchowej, nie oznacza, że nie stanowi eksportu

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Bydgoszczy przyznał rację przedsiębiorcy. Orzekł, iż trafne jest jego stanowisko oparte na orzecznictwie NSA i Trybunału Sprawiedliwości UE, że eksport pośredni występuje także wtedy, gdy polska firma sprzeda towar innej, zagranicznej, która to dokona następnie jego wywozu poza terytorium Unii lub wywóz ten zleci. Natomiast podnoszony przez organ podatkowy eksport wykonywany w warunkach dostawy łańcuchowej jest tylko jednym z wariantów eksportu pośredniego. Zatem niewypełnienie przez transakcję znamion dostawy łańcuchowej nie oznacza, że nie można jej zakwalifikować jako eksport pośredni.

Sąd wyjaśnił organom, czym jest eksport pośredni w warunkach Ex Works

Sąd wyjaśnił organom, na czym polega tzw. eksport pośredni i dostawa na zasadach EXW. Reguła Ex Works oznacza, że nabywca towaru organizuje i ponosi koszty oraz ryzyko dostawy poza obszar Wspólnoty, a w gestii sprzedającego leży jedynie pozostawienie towaru do jego dyspozycji w punkcie wydania. Dlatego też w warunkach EXW, jakie wystąpiły w tej sprawie, cała inicjatywa transportowa oraz wszelkie formalności celne spoczywały na duńskim nabywcy towaru. Polska spółka wypełniła wymogi regulacji art. 2 pkt 8 lit. b ustawy o VAT co do uznania jej dostawy za eksport pośredni, na poparcie czego posiada takie dokumenty, jak: listy przewozowe [m.in. Międzynarodowy Samochodowy List Przewozowy (CMR)] ze specyfikacją poszczególnych sztuk ładunku, wskazujące na przewóz towarów z miejsca nadania na terytorium kraju do miejsca wywozu towaru poza terytorium UE.

„Skarżąca, nawiązując do orzeczeń Naczelnego Sądu Administracyjnego i TSUE, trafnie podaje, że eksport pośredni ma miejsce wówczas, gdy polski eksporter sprzedaje towary podmiotowi zagranicznemu, który wywozi je lub zleca ich wywóz poza granice Wspólnoty i dokonuje odprawy celnej we własnym imieniu. (…) Dostawa będzie stanowiła dostawę eksportową, nawet gdy organizatorem transportu będzie nabywca z innego państwa członkowskiego (pośrednik), bowiem również ten schemat transakcyjny wpisywał się będzie w definicję eksportu pośredniego, stosownie do art. 2 pkt 8 lit. b u.p.t.u.” (wyrok z 8 września 2020 r., sygn. akt I SA/Bd 167/20).

Prawo obowiązuje nie tylko przedsiębiorców

To nie przedsiębiorcy ustanawiają przepisy, ale to od nich wymaga się ich bezwzględnego przestrzegania. Dobrze byłoby, gdyby także oceniające to przestrzeganie organy podatkowe przepisy te znały i rozumiały. Bo gdy tak nie jest, przedsiębiorcy, zamiast skupić się na prowadzeniu swojego biznesu, muszą szukać pomocy prawnej, dochodząc ochrony swoich praw i majątku w sądzie.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Dane GUS: Polacy nie są skorzy do biznesu w czasie pandemii. Mniej nowych firm na rynku

Zaledwie o 0,5% spadła liczba rejestracji podmiotów gospodarczych w trzecim kwartale 2020 roku w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego – wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego. Oznacza to, że w tym czasie zarejestrowano o ok. 3 tys. podmiotów gospodarczych mniej niż rok temu. Największy spadek zanotowano w transporcie i gospodarce magazynowej (o 5,9%), usługach (o 2,7%), przemyśle (o 2,6%) czy zakwaterowaniu i gastronomii (o 1%). Eksperci Personnel Service zwracają uwagę na wpływ pandemii koronawirusa na proporcjonalne zwiększenie liczby upadłości gospodarczych w gastronomii, co przekłada się na problemy na rynku pracy w tym sektorze.

W trzecim kwartale 2020 roku zarejestrowano 87 360 podmiotów gospodarczych. To o 2754 mniej (o 0,5%) niż rok wcześniej, kiedy było ich 87,7 tys. Co istotne, liczba rejestracji spadła niemal we wszystkich analizowanych przez Główny Urząd Statystyczny rodzajach działalności. Najbardziej – w transporcie i gospodarce magazynowej, o 5,9%. Znaczące spadki odnotowały także takie sektory rynku, jak usługi (o 2,7%), przemysł (o 2,6%) oraz zakwaterowanie i gastronomia (1%). Wzrosty liczby rejestracji zanotowano w kontekście handlu i naprawy samochodów (o 9,2%) oraz informacji i komunikacji (o 2,5%). Zdaniem ekspertów Personnel Service, rynek pracy nie jest na te zmiany obojętny.

Mniejsze zainteresowanie działalnością gospodarczą zanotowaliśmy już w drugim kwartale tego roku. Wówczas spadki w zakresie rejestracji podmiotów były jeszcze wyższe. Średnio było ich o 31% mniej niż rok wcześniej. Lipiec, sierpień i wrzesień były dla przedsiębiorców bardziej łaskawe, ale nie oznacza to, że dobre. Mniej nowych firm to automatycznie mniej nowych miejsc pracy. Jako przykład możemy podać branżę gastronomiczną, w której zanotowaliśmy największy spadek zainteresowania nowymi pracownikami, co oczywiście jest związane z obawami o kolejne restrykcje – mówi Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service i ekspert ds. rynku pracy.

Kluczowy dla firm będzie ostatni kwartał roku

Liczba firm, które upadły w badanym przez GUS okresie, zmniejszyła się nieznacznie. Rok temu były 133 takie podmioty, natomiast w trzecim kwartale 2020 roku – 123. I choć skala porównania jest znacznie mniejsza, w tym przypadku także zanotowano negatywne tendencje. W branży gastronomii i zakwaterowania upadło 9 firm, a to o 4 więcej niż w trzecim kwartale 2019 roku oraz w handlu i naprawie samochodów – 34 (o 6 więcej). Największy spadek liczby upadłości odnotowano z kolei w budownictwie (18 wobec 28 rok temu). Zdaniem Krzysztofa Inglota, najtrudniejsza sytuacja czeka przedsiębiorców dopiero w ostatnim kwartale roku.

Kolejna fala zakażeń oraz wprowadzenie żółtej, a następnie czerwonej strefy na terenie całego kraju to kwestie, które z pewnością przełożą się na kryzys w wymienionych branżach w ostatnim kwartale. Ograniczenie działania wielu firm, w tym restauracji, jest dla nich dużym ciosem. Ewentualny lockdown te ograniczania tylko pogłębi. Warto pamiętać, że ostatni kwartał roku to trudny okres także z uwagi na konieczność „dopięcia” firmowych budżetów, które w tym roku odczuły efekty pandemii koronawirusa. Możliwe jest zatem dalsze redukowanie zatrudnienia. Szczególnie narażeni są pracownicy właśnie z tych sektorów rynku, w których dominuje zatrudnienie na podstawie umów cywilnoprawnych, czyli m.in. w branży gastronomicznej. Z naszych niedawnych badań wynika, że pracownicy nie mają wątpliwości, że to najbliższe miesiące będą decydować o ich losie. 34% spośród obawiających się zwolnienia jest zdania, że utrata pracy jest najbardziej prawdopodobna jeszcze przed końcem 2020 roku, a 25% wskazuje, że newralgiczny będzie początek przyszłego roku – dodaje Krzysztof Inglot.

Metodologia: Badanie zostało przeprowadzone na panelu Ariadna na ogólnopolskiej próbie liczącej N=1011 osób. Kwoty dobrane według reprezentacji w populacji Internautów w wieku 18 lat i więcej dla płci, wieku i wielkości miejscowości zamieszkania. Termin realizacji to 16-20 października 2020. Metoda: CAWI.

Biznes oparty na szacunku

O rozwoju sektora energii odnawialnej oraz aktualnych trendach na rynku energetycznym rozmawiamy z Sebastianem Jabłońskim – prezesem zarządu Respect Energy SA.  

Tradycyjna część sektora energetycznego ma problemy z rentownością. Jak na jego tle wygląda aktualna sytuacja energetyki odnawialnej? 

Produkcja energii z paliw kopalnych nadal dominuje nad  tą ze źródeł odnawialnych, które jeszcze wymagają wsparcia, by uzyskać finansowanie inwestycji. Warto jednak pamiętać, że w procesie produkcji energii z węgla trudno o realne usprawnienia, natomiast w zielonej energii drzemie ogromny potencjał innowacji. Z roku na rok rośnie wydajność paneli fotowoltaicznych oraz ilość energii uzyskiwanej z turbin wiatrowych. Tworzona jest coraz nowocześniejsza infrastruktura do magazynowania energii. Jestem pewien, że w perspektywie kilku lat rentowność odnawialnych źródeł energii znacznie wzrośnie. To wtedy dojdzie do prawdziwej zielonej rewolucji energetycznej.

Jednak my zdecydowaliśmy się na inwestycję w źródła odnawialne już teraz. Jest to głęboko przemyślana strategia biznesowa, biorąca pod uwagę nie tylko zysk firmy, ale również dobro planety, ochronę środowiska naturalnego oraz globalną walkę ze zmianami klimatu.

Respect to szacunek. Skąd taki pomysł na nazwę firmy?

Jesteśmy firmą opartą na wartościach. Jedną z nich jest właśnie szacunek. Dla środowiska naturalnego, ale także dla naszych klientów, kontrahentów i pracowników. Uważamy, że produkcja, dystrybucja i sprzedaż energii to branża związana ze szczególną odpowiedzialnością. Dlatego nie tylko kupujemy i sprzedajemy zieloną energię, ale również promujemy jej produkcję ze źródeł odnawialnych. Mamy ponad trzystu dostawców, dla których jesteśmy nie tylko odbiorcą wyprodukowanej przez nich energii, lecz także doradcą w zakresie skomplikowanego polskiego prawa energetycznego.

Jak branża energetyki odnawialnej znosi epidemię?

Pierwszy okres ograniczeń, którego świadkami byliśmy wiosną tego roku, doprowadził do nieznacznego zmniejszenia popytu na energię elektryczną. Jednak sytuacja dość szybko wróciła do normy. W związku z tym cały czas myślimy głównie o rozwoju. Obroty Respect Energy wzrosły z 16 milionów złotych w 2016 roku do 2,79 miliarda w roku 2019. Jesteśmy już obecni na w 21 państwach Europy. Doskonale radzimy sobie w Niemczech, w Szwajcarii czy we Włoszech, gdzie rynki energetyki odnawialnej są od dawna bardzo dobrze rozwinięte.

Wszystkie prognozy mówią o tym, że zapotrzebowanie na energię elektryczną w skali globalnej będzie dynamicznie wzrastać. W ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat będziemy mieli do czynienia z ogromnym wzrostem zużycia energii w krajach rozwijających się. Wzrost zużycia energii elektrycznej będzie spowodowany „elektryfikacją” kolejnych dziedzin naszego życia. Z czasem nasze spalinowe samochody zostaną zastąpione przez elektryne. Nasze piece na ekogroszek zastąpią pompy ciepła. Nasze węglowe  gazowe ciepłownie i elektrociepłownie miejskie zastąpią takie opalane np. wodorem czy biomasą. Niezależnie od scenariusza rozwoju pandemii przewiduję, że branżę energetyki odnawialnej czeka długoletni okres nieprzerwanego rozwoju, po pierwsze jako konsekwencja wychodzenia naszej cywilizacji z paliw kopalnych a po drugie jako konieczność pokrycia nowego popytu.

Jakie czynniki zdecydowały o tym, że Respect Energy notuje tak ogromne wzrosty obrotów?

Nieskromnie muszę przyznać, że udało nam się stworzyć jeden z najlepszych europejskich zespołów zajmujących się hurtowym handlem energią. Poza tym stworzyliśmy cały system wsparcia dla drobnych wytwórców energii elektrycznej. Dajemy im dostęp do rynków energetycznych, a także zajmujemy się rozliczeniami i wypełnianiem obowiązków informacyjnych. Mam też wrażenie, że klienci detaliczni po prostu pokochali naszą filozofię biznesową. Korzystanie z alternatywnych źródeł energii jest modne, a zmiana dostawcy to bardzo prosta procedura.

Ale z dostępnych danych statystycznych wiadomo, że klienci bardzo niechętnie zmieniają dostawcę energii elektrycznej.

To prawda. Od czasu, kiedy jest taka możliwość, dostawcę energii zmieniło zaledwie około 20% konsumentów. Dzieje się tak, ponieważ różnice pomiędzy ofertami największych dostawców są bardzo niewielkie. W dodatku rachunki są tak niezrozumiałe, że klienci rzadko są w stanie ocenić, która oferta jest dla nich naprawdę korzystniejsza.

Dlatego Respect Energy postanowiło zmienić reguły gry. Dajemy klientom zupełnie inny powód, aby zmienić dostawcę energii. Jest nim poczucie uczestnictwa w walce o lepsze warunki życia dla przyszłych pokoleń. Sektor energetyczny, czasami słusznie, a czasami niesłusznie, jest oskarżony o przyczynianie się do zmian klimatu i degradacji środowiska naturalnego. Stosując nowe technologie, możemy to zmienić.

Naszymi najbardziej entuzjastycznymi klientami są przedsiębiorstwa, dla których korzystanie z energii odnawialnej wpisuje się w ich wartości. Na przykład niedawno podpisaliśmy umowę o dostawie energii dla banku BNP Paribas. Jest on teraz pierwszą dużą polską instytucją finansową, korzystającą wyłącznie z zielonej energii elektrycznej. Mamy też coraz więcej klientów indywidualnych, którzy dzięki korzystaniu z naszej oferty chcą przyczynić się do poprawy stanu środowiska naturalnego oraz walki ze zmianami klimatu. Każdy kupujący od nas energię elektryczną klient może się chwalić tym, że jest to energia odnawialna. Średniej wielkości sklep osiedlowy zużywający 50 MWh energii elektrycznej kupując od nas energię, przyczynia się do zmniejszenia emisji co2 o 39 600 kilogramów, czyli tyle ile węgla mieści się na dwóch ciężarówkach. To jest bardzo duży wkład w ochronę środowiska.

 Niedawno otrzymaliście prestiżową nagrodę – „Innowatora” Wprost.

To dla nas bardzo cenna nagroda. Już dawno temu zauważyłem, że redakcja wprost aktywnie wspiera innowacyjne procesy w gospodarce. Znaleźliśmy się w gronie naprawdę zasłużonych firm. Już od dłuższego czasu obserwuję coraz większe zainteresowanie działalnością Respect Energy, nie tylko wśród klientów i kooperantów, ale również wśród dziennikarzy. Zaczynają oni dostrzegać, że na polskim rynku energetycznym dzieje się coś nowego. Zmiany struktury tego rynku, jakie mogą nastąpić już w ciągu najbliższych kilku lat, są również bardzo interesujące dla czytelników.

Państwa UE muszą silnie wesprzeć finansowo i regulacyjnie swoje sektory strategiczne, aby uniezależnić się od Chin

Pandemia unaoczniła wiele problemów z obecnym globalnym systemem gospodarczym – gdy gwałtownie rosła liczba zakażeń, państwa Unii konkurowały o sprzęt ochrony osobistej produkowany w Azji, dokąd wcześniej zachodnie firmy przeniosły swoje fabryki. Ponadto, na świecie wprowadzono 254 ograniczenia eksportowe hamujące przepływ dóbr, co dotknęło także UE. Raport Polskiego Instytutu Ekonomicznego pt. „Sektory strategiczne w gospodarce unijnej” dowodzi, że podjęcie właściwych działań w reakcji na pandemię w strategicznych dla UE sektorach może zmniejszyć uzależnienie od Chin, a z tytułu wsparcia branży motoryzacyjnej unijna gospodarka mogła by zyskać nawet 270 miliardów dolarów w ciągu najbliższych 5 lat.

Aby zapobiec rozprzestrzenianiu się pandemii COVID-19, kraje na całym świecie wprowadziły szereg ograniczeń życia społeczno-gospodarczego, które negatywnie wpłynęły na handel międzynarodowy. Pandemia doprowadziła do częstszego korzystania przez rządy z ograniczeń pozataryfowych, w tym m.in. wprowadzania ograniczeń eksportowych. Tendencja ta jest szczególnie niebezpieczna w przypadku dóbr o kluczowym znaczeniu dla życia ludzkiego, u których nawet krótka przerwa w dostawach może spowodować poważne zagrożenie. Na skutek pandemii w centrum uwagi znalazły się więc sektory strategiczne, produkujące dobra i usługi niezbędne do przetrwania, szczególnie istotne dla funkcjonowania gospodarki. Zmiany dotyczące światowego handlu są szczególnie istotne dla Unii Europejskiej, w której handel międzynarodowy odpowiada za niemal 35 proc. PKB i jest związany z ok. 35 mln miejsc pracy.

Załamanie gospodarcze i spadek wartości aktywów w następstwie pandemii zaostrzyły także dostrzegane już uprzednio niebezpieczeństwo przejmowania firm w sektorach strategicznych przez inwestorów zagranicznych, zwłaszcza chińskich. Działania na rzecz monitorowania tego rodzaju transakcji i w razie konieczności ich blokowania, nasiliły się ostatnio zarówno na poziomie unijnym, jak i poszczególnych państw członkowskich UE. Wydaje się wskazane, by nabrały one trwałego, systemowego charakteru i upowszechniły się na obszarze Unii. Obecnie mechanizmy monitorowania bezpośrednich inwestycji zagranicznych stosuje nieco ponad połowa ogółu członków UE.

Pandemia COVID-19 uświadomiła decydentom wagę sprawnego funkcjonowania sektorów strategicznych dla zapewnienia bezpieczeństwa państwa i ludności oraz ogólnej kondycji gospodarki. W kontekście działania tych sektorów w zglobalizowanej gospodarce szczególnie ważne okazały się kwestie sprawności systemu handlowego, przenoszenia produkcji, kontroli inwestycji eksportowych, ograniczeń eksportu i subsydiów eksportowych, a także barier dotyczących przekraczania granic i transportu – tłumaczy Jan Strzelecki, analityk zespołu handlu zagranicznego Polskiego Instytutu Ekonomicznego i współautor raportu.

Unia Europejska powinna położyć większy nacisk na kwestie bezpieczeństwa sektorów strategicznych. W budowaniu ich odporności na poziomie unijnym ważne jest tworzenie stabilnego otoczenia ułatwiającego zarządzanie ryzykiem. W celu ochrony i wzmocnienia odporności łańcuchów dostaw przez ich dywersyfikację i skracanie konieczna jest interwencja państwa i współpraca międzynarodowa. Globalna koordynacja polityki jest potrzebna, aby protekcjonizm w sektorach strategicznych nie stał się nową normą po pandemii. Zmiany w tym obszarze będą jednak wprowadzane głównie przez same firmy i okażą się zapewne długotrwałym procesem.

Niewidzialna ręka to za mało, sektory strategiczne potrzebują państwa

W sektorach strategicznych – co wykazała pandemia COVID-19 – niezbędne są działania państwa minimalizujące skalę zakłóceń i wzmacniające ciągłość łańcucha dostaw. W sytuacjach kryzysowych potrzebna jest koordynacja w zakresie uproszczonych procedur odprawy granicznej dla przewozu towarów oraz pracowników. Konieczna jest współpraca międzynarodowa i interwencja państw w celu ochrony łańcuchów dostaw, wzmocnienia bezpieczeństwa żywnościowego i dostaw leków.

Zwiększenie bezpieczeństwa funkcjonowania europejskiego sektora farmaceutycznego drogą dywersyfikacji źródeł zaopatrzenia i zwiększenia zdolności produkcyjnych w zakresie substancji czynnych wymaga współpracy między uczestnikami łańcucha wartości w tym sektorze oraz ściślejszego zaangażowania władz publicznych, organizacji zrzeszających producentów, pacjentów oraz środowiska naukowego. Niezbędne jest pokonanie bariery informacyjnej, zwłaszcza w zakresie szczegółowego rozpoznania źródeł pochodzenia substancji aktywnych na rynku europejskim oraz zastosowanie na poziomie unijnym instrumentów wsparcia finansowego.– tłumaczy Ambroziak.

W sektorze farmaceutycznym Polska zbyt silnie opiera się na dostawach substancji czynnych z Chin – aż 25,5 proc. polskiego importu tego typu dóbr pochodzi z Państwa Środka. Inne państwa europejskie opierają swój handel na współpracy ze Szwajcarią.

Szybszemu wyjściu z załamania europejskiego sektora motoryzacyjnego sprzyjałoby wsparcie finansowe ze strony państw członkowskich i na poziomie unijnym w ramach programu odbudowy. Mogłoby ono obejmować m.in. wsparcie zakupu nowych niskoemisyjnych aut w miejsce złomowanych starych – dla doraźnego złagodzenia skutków załamania sprzedaży i produkcji w branży motoryzacyjnej oraz wsparcie w zakresie zmian technologicznych – mające na celu długookresową poprawę pozycji konkurencyjnej producentów aut.

Jazda bez OC – ryzyko milionowych długów

Od 1 marca do 31 lipca br., Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny (UFG) zidentyfikował ponad 81 tys. osób bez ważnego OC komunikacyjnego. Z informacji UFG wynika, że powodem jazdy bez OC nie były problemy finansowe. Polscy kierowcy wskazują jako powód trwającą pandemię i brak możliwości kontaktu z agentem. Polska Izba Ubezpieczeń (PIU) przypomina, że pandemia nie ma wpływu na łatwość zawarcia umowy obowiązkowego ubezpieczenia, a jazda bez OC wiąże się z poważnymi konsekwencjami finansowymi.

W całym 2019 r. UFG wystawił ok. 127 tys. wezwań do opłaty za brak OC komunikacyjnego. W tym roku, w ciągu zaledwie 7 miesięcy od wybuchu pandemii, liczba posiadaczy pojazdów, którzy mieli przerwę w ubezpieczeniu, przekroczyła już 100 tys. W dwóch na trzy przypadki, polscy kierowcy nie mieli polisy przez ponad dwa tygodnie.

Co trzeci zidentyfikowany przez Fundusz nieubezpieczony to osoba w wieku 32-43 lata. Trudno uwierzyć w cyfrowe wykluczenie tej grupy osób, a przecież ważność polisy można w prosty sposób sprawdzić nie ruszając się z domu. Również kupno nowej polisy od wielu lat jest możliwe przez telefon lub Internet – komentuje Damian Ziąber, rzecznik UFG. – Można przypuszczać, że niektórzy kierowcy chcą, powołując się na pandemię, „zaoszczędzić” na obowiązkowym OC. A to rodzi poważne ryzyko i bynajmniej nie chodzi o opłaty, które Fundusz zgodnie z ustawą musi nałożyć za brak ważnej polisy – dodaje.

Narażeni na milionowe długi

Wysokość składki OC wynosi średnio ok. 550 zł rocznie, a dodatkowo można rozłożyć ją na raty. Koszty, na jakie narażony jest nieubezpieczony kierowca, który spowoduje kolizję lub wypadek, mogą sięgać kilkuset tysięcy, a nawet przekroczyć milion złotych, jeśli byli ranni lub ofiary śmiertelne. Osoby poszkodowane otrzymają świadczenie z UFG, jednak Fundusz wystąpi do sprawcy szkody o zwrot wypłaconej kwoty. Jest to tzw. roszczenie regresowe. W tym roku średnia wartość regresu wynosi prawie 17 tys. zł. Do tego dochodzi opłata za brak polisy, którą należy wnieść do UFG. Jej wysokość zależy od rodzaju pojazdu i okresu pozostawania bez ochrony ubezpieczeniowej. W tej chwili w UFG są dwa rekordowe przypadki, w których nieubezpieczeni kierowcy spowodowali szkody każda o wartości ok. 1,4 mln zł.

Od początku pandemii przypominamy, jak ważne jest utrzymanie ochrony ubezpieczeniowej. Jest to kluczowe zwłaszcza w czasie kryzysu, kiedy konieczność płacenia za szkody z własnej kieszeni może zrujnować domowy budżet. Ubezpieczenia działają niezależnie od lockdownu, a wszystkie sprawy związane z przedłużeniem polisy można przeprowadzić zdalnie w ciągu zaledwie kilku minut. Nasze tegoroczne badanie dotyczące bezpieczeństwa ruchu drogowego pokazuje, że kierowcy w Polsce, zwłaszcza młodzi, przejawiają dużą skłonność do brawury, lekceważąc przepisy. Aż 96 proc. bardzo wysoko ocenia swoje umiejętności jazdy. Aż co trzeci kierowca nie widzi zagrożenia w przekraczaniu dozwolonej prędkości. O wypadek na polskich drogach zatem nietrudno – mówi Łukasz Kulisiewicz, ekspert Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Dla zapominalskich

O opłaceniu składki na OC komunikacyjne trudno zapomnieć, ponieważ ubezpieczyciele z odpowiednim wyprzedzeniem przypominają o zbliżającym się terminie wpłaty. Dodatkowo ważność polisy można sprawdzić na stronie internetowej UFG oraz w aplikacji UFG „Na Wypadek”.

Obowiązek ubezpieczenia istnieje tak długo, jak pojazd jest zarejestrowany, dlatego sprawdzajmy ważność polisy i pilnujmy terminowego opłacania składek także wtedy, kiedy rzadko korzystamy z naszego auta. Nawet jadąc na chwilę do najbliższego sklepu można spowodować groźny wypadek, którego skutki, gdy jedziemy bez ważnego OC, obciążą nas i naszą rodzinę – mówi Łukasz Kulisiewicz.

Pandemia przyspieszyła przyrost zaległości czynszowych

Prawie 10 mln zł po stronie firm i ponad 162 mln zł w przypadku osób prywatnych – tyle wyniosły na koniec września zaległości czynszowe wpisane do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. Pandemia przyspieszyła przyrost długów, przez sześć miesięcy przybyło ich 28 mln zł wobec 3,5 mln zł w tym samym okresie zeszłego roku. Jak wynika z badań zrealizowanych podczas pierwszej fali COVID-19, czynsze znalazły się w pierwszej trójce najczęściej opóźnianych rachunków. Do przełożenia płatności za mieszkanie z obawy o utratę płynności finansowej przyznał się co ósmy respondent.

Jeszcze przed pandemią Polacy deklarowali, że czynsz obok kredytu jest dla nich jedną z podstawowych opłat, którą regulują w pierwszej kolejności. Wystarczyło jednak kilka miesięcy koronakryzysu, by perspektywa się zmieniła. Najwyraźniej mniej pieniędzy w portfelu i towarzyszące temu obawy o utratę płynności finansowej przewartościowały myślenie.

Długi czynszowe Polaków rosną szybciej
Źródło: Badanie research&grow dla BIG InfoMonitor

Z badania przeprowadzonego dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor po pierwszym lockdownie, wynika, że co szósta osoba ze względu na panującą sytuację odczuwała przyzwolenie na niepłacenie bieżących rachunków, ale gdy już zaczęło brakować pieniędzy, to nawet co czwartej zdarzyło się w czasie pandemii nie uregulować jakiegoś rachunku.

Opłaty za czynsz i wynajem nieruchomości znalazły się w pierwszej trójce najczęściej opóźnianych zobowiązań, obok rachunków za telefon i media. Do niezapłacenia czynszu przyznał się co ósmy ankietowany, częściej zdarzało się to mężczyznom niż kobietom (13 proc. vs 10 proc.) oraz osobom w wieku 25-34 lat (20 proc.). Efekt? W Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor widnieje obecnie ponad 172 mln zł zaległości czynszowych, z czego większość – 162 mln zł to nieopłacone rachunki konsumentów. Od końca marca kwota ta wzrosła o 28 mln zł, a do bazy trafiło 284 kolejnych dłużników – jest ich w sumie 8 661.

Długi czynszowe Polaków rosną szybciej 2
Źródło: Badanie research&grow dla BIG InfoMonitor

– To spora zmiana w porównaniu z minionym rokiem. Wprawdzie dłużników zgłaszanych do BIG InfoMonitor przybyło w ciągu drugiego i trzeciego kwartału 2019 r. więcej, bo 393, to jednak kwota zaległości zwiększyła się jedynie o 3,5 mln zł – zwraca uwagę Łukasz Rączkowski, Lider Zespołu Relacji z Klientami w BIG InfoMonitor. Nie ma wątpliwości, że dla zarządzających lokalami mieszkaniowymi i użytkowymi, nie jest to dobra wiadomość, szczególnie, że mamy już do czynienia z kolejnym lockdownem.

Odzyskać 1000 zł płacąc kilka

Gdy domowy budżet nie daje rady pod ciężarem wydatków, czynsz jest jedną z płatności, którą łatwiej przełożyć na później, głównie dlatego, że nie daje to natychmiastowych przykrych konsekwencji. Niezapłacony prąd, gaz, sygnał kablówki zostaną odcięte, podobnie jak możliwość rozmów przez telefon, a nieuregulowanie czynszu nie zamka dłużnikowi drzwi do domu. Wielu osobom wydaje się więc, że można przez miesiąc, dwa czy trzy nie płacić. – Ale niestety czynsz to zwykle spora kwota, która szybko rośnie do poziomu, z którym trudno sobie poradzić, szczególnie, że do długu dochodzą bieżące comiesięczne opłaty. Obecnie średnia zaległość konsumenta z powodu nieopłaconego czynszu to niemal 20 tys. zł, to ponad pięciokrotnie więcej niż zgłoszone do BIG InfoMonitor nieuregulowane rachunki telefoniczne ze średnią kwotą ok. 3,7 tys. zł – mówi Łukasz Rączkowski.

A już gromadzone latami, rekordowe zaległości czynszowe idą w setki tysięcy złotych. 68-latka z województwa dolnośląskiego ma prawie 544 tys. zł, a osoba prowadząca firmę z województwa lubuskiego niemal 707 tys. zł. – Jak odzyskać takie długi? Niestety obserwujemy, że zarządzający nieruchomościami znacznie rzadziej niż firmy oferujące usługi masowe wykorzystują BIG-i do przypominania o zobowiązaniu czy też do mobilizowania do spłaty – dodaje Rączkowski i radzi: Czynsz to na tyle poważna kwota, że od razu po przekroczeniu terminu należy przypominać o zapłacie i jeśli to nie pomaga, można zwrócić się do BIG InfoMonitor. BIG w imieniu wierzyciela przygotuje i wyśle wezwanie do zapłaty z ostrzeżeniem, o możliwości wpisania do rejestru dłużników.

Jest to koszt 6 zł, a często skutkuje natychmiastową spłatą. Takie wezwanie można zamówić online w kilka minut bez wizyty na poczcie. Z doświadczeń klientów BIG InfoMonitor wynika, że skuteczność wezwań w przypadku nowych długów jest bardzo wysoka i w ciągu roku sięga nawet 60 proc. należności widniejących na wysłanych do zapłaty wezwaniach. Dłużnik widzi bowiem natychmiastowe skutki niepłacenia: może nie zostanie eksmitowany, ale obecność w rejestrze dłużników przeszkodzi mu w zakupach, zaciąganiu kredytów i pożyczek, z którymi podobnie jak z czynszem, może sobie nie poradzić. Patrząc od tej strony, wpis pomaga dłużnikowi nie zadłużać się ponad miarę.

Fakt, że w wielu przypadkach samo wysłanie wezwania do zapłaty prowadzi do całkowitego uregulowania długu potwierdzają doświadczenia Administracji Domów Miejskich w Bydgoszczy. – Z naszych analiz za okres styczeń-wrzesień 2020 r. wynika, że blisko 40 proc. dłużników, do których skierowano wezwanie do zapłaty, spłaciło co najmniej połowę zadłużenia, a około 30 proc. z nich spłaciło je w całości – podaje Magdalena Marszałek, rzecznik Administracji Domów Miejskich w Bydgoszczy. Ale są też bardziej oporni dłużnicy. – Gdy nie reagują na wezwania i nie okazują woli rozwiązania problemu np. poprzez ugodę polegającą na rozłożeniu długu na raty, podejmujemy decyzję o wpisywaniu ich do rejestru dłużników prowadzonego przez BIG InfoMonitor – dodaje.

Najwięcej zgłoszonych dłużników w woj. kujawsko-pomorskim

Długi czynszowe Polaków rosną szybciej 3
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor
Badanie przeprowadzone przez research&grow na zlecenie BIG InfoMonitor, techniką CAWI na ogólnopolskiej próbie reprezentatywnej Polaków N=1000, realizowane w dniach 10-13 lipca 2020.

Wzrasta liczba zatrudnionych z problemami emocjonalnymi i psychicznymi

Tępo życia, zbyt duża ilość informacji, niepewność jutra, permanentny stres i wiele innych negatywnych czynników powoduje, że w ostatnich latach coraz więcej osób mierzy się z problemami natury emocjonalnej i psychicznej. Izolacja, lęk i obawy wywołane pandemią wpłynęły na jeszcze mocniejsze uwydatnienie skali problemu. Jak wynika z danych pochodzących z badania EZOP (Epidemiologia Zaburzeń Psychiatrycznych i Dostępność Psychiatrycznej Opieki Zdrowotnej), co czwarty Polak zmaga się w swoim życiu z jakimś zaburzeniem psychicznym. A biorąc pod uwagę stale rosnące zainteresowanie wizytami psychologicznymi, psychiatrycznymi i terapeutycznymi w ostatnich miesiącach można się spodziewać, że sytuacja w najbliższym czasie nie ulegnie poprawie. Coraz częściej problem dostrzegają również świadomi pracodawcy, którzy nie tylko zaczynają się interesować kondycją psychiczną zatrudnionych, ale także programami edukacyjnymi i zapewnianiem profesjonalnej pomocy pracownikom, których dotyka kryzys. Co mogą zrobić pracodawcy by umiejętnie wspierać osoby, które mierzą się z problemami o podłożu emocjonalnym lub psychicznym?   

Podmioty zatrudniające pracowników coraz częściej uznają zdrowie psychiczne i dobrostan pracowników za istotne kwestie, dostrzegając z jak wysokimi kosztami po ich stronie wiąże się ignorowanie tego obszaru. Absencje, nieefektywność, zaniedbywanie obowiązków czy pogarszające się relacje ze współpracownikami i negatywne wpływanie na atmosferę w zespole, to tylko niektóre negatywne skutki z jakimi może mierzyć się organizacja, w której pracownicy doświadczyli kryzysu i nie otrzymali odpowiedniego wsparcia. Już w listopadzie 2014 roku Komisja Europejska w dokumencie „Promowanie zdrowia psychicznego w miejscu pracy: Wytyczne dotyczące wdrażania kompleksowego podejścia” zachęcała pracodawców do kompleksowego podejścia do kwestii zdrowia psychicznego zatrudnionych wskazując, jak jest ono istotne z punktu widzenia samych organizacji oraz w jaki sposób można i należy wpływać na dobrostan pracowników. W ostatnich latach coraz więcej organizacji zdecydowało się na podjęcie różnych działań mających na celu dbanie o zdrowie psychiczne pracowników.

Biorąc pod uwagę kondycję opieki psychologicznej i psychiatrycznej w ramach służby zdrowia oraz w kontekście obecnej sytuacji, nie dziwi fakt, że we wrześniu tego roku Komisja Ekspertów ds. Ochrony Zdrowia Psychicznego przy Rzeczniku Praw Obywatelskich zaprezentowała kierunki zmian, jakie powinny zajść w ochronie zdrowia psychicznego. Według ekspertów stały dostęp do psychologa powinien być też elementem medycyny pracy – zwłaszcza po pandemii. Rekomendacje te choć na razie nie znalazły odzwierciedlenia w rzeczywistości są sygnałem również dla pracodawców, którzy mogą wziąć sprawy w swoje ręce i samodzielnie zapewnić zatrudnionym odpowiednie wsparcie.

Covid-owe problemy pracowników

Pierwszy kwartał 2020 roku przyniósł wiele zmian. Pandemia wywołana przez COVID-19 wpłynęła negatywnie na wiele obszarów codziennego funkcjonowania, a lęk pojawiający się w jednym obszarze życia, zaczął bardzo szybko przenikać do pozostałych. Zmiana funkcjonowania na polu zawodowym nie pozostała bez znaczenia dla zdrowia i życia osobistego wielu zatrudnionych. Strach przed utratą zdrowia czy życia lub niepełnosprawnością, strach przed utratą pracy, konieczność natychmiastowej wręcz adaptacji do wykonywania pracy zdalnej lub hybrydowej, utrata nieformalnych relacji w zespole, poznawanie i współpraca z nowymi pracownikami tylko wirtualnie oraz zacieranie granic między życiem prywatnym i zawodowym w związku z pracą zdalną. To tylko niektóre z obaw jakie pojawiły się w ostatnim czasie u wielu zatrudnionych. Coraz więcej firm boryka się ze stale narastającymi problemami swoich pracowników, którzy w okresie przedłużającej się izolacji coraz częściej potrzebują profesjonalnego wsparcia.

Jak wynika ze wstępnych wyników badania naukowego kierowanego przez dr hab. Małgorzatę Dragan „Zdrowie psychiczne w czasie pandemii Covid-19”, obecna sytuacja może być postrzegana jako traumatyczna. Wiele osób zgłasza nasilone objawy psychopatologii, takie jak ciągły lęk, obniżenie nastroju, przewlekłe napięcie, a występowanie objawów zaburzeń psychicznych sprzyja utrzymującemu się negatywnemu myśleniu (ruminowaniu). 75% dotychczas przebadanych określa obecną sytuację jako stresujące wydarzenie. Aż 51% zgłasza objawy wskazujące na załamanie funkcjonowania i wykonywania codziennych obowiązków, zaś 38% depresja/”>nasilone objawy depresyjne, a 62% uczestników badania relacjonuje nasilone objawy lęku uogólnionego, polegające na stałym odczuwaniu lęku lub nadmiernym zamartwianiu się, w znaczny sposób wpływających na wiele obszarów funkcjonowania w życiu codziennym. Znaczny odsetek badanych, bo aż 37% wskazuje natomiast na objawy zespołu stresu pourazowego (PTSD).[1] Już wstępne wyniki prowadzonego badania pokazują z jak dużym problemem mierzą się obecnie pracownicy, a co za tym idzie ich pracodawcy.

Wsparcie ze strony pracodawcy

Obecnie świadomi pracodawcy coraz częściej poświęcają uwagę zdrowiu psychicznemu swoich pracowników. Nie tylko inwestują w programy edukacyjne przekazujące niezbędną wiedzę dotyczą dbania o ich dobrostan i rozpoznawanie wczesnych symptomów występowania problemów psychicznych. Coraz więcej organizacji przytłoczonych narastającą obecnie liczbą absencji wywołanych pogarszającym się stanem psychicznym zatrudnionych, decyduje się na zapewnienie im profesjonalnego wsparcia w postaci konsultacji lub stałych spotkań z psychologiem, terapeutą czy psychiatrą.

Zdrowie psychiczne pracowników w ostatnich miesiącach stało się jednym z głównych obszarów zainteresowania organizacji. Wielu pracodawców, dostrzegając skalę problemu, skupia się obecnie na kondycji i dobrostanie swoich pracowników. Firmy poszukują aktualnie nie tylko wiedzy na temat radzenia sobie ze stresem czy wypaleniem zawodowym, ale przede wszystkim lękiem, depresją i koniecznością adaptacji do zmiennych warunków, do których nie każdy zatrudniony jest w stanie dostosować się w obecnej, szczególnie niepewnej sytuacji. Na rynku dostępne jest coraz więcej kompleksowych programów wspierających pracowników w obszarze zdrowie psychicznego. Powstają one nie tylko z myślą o pracodawcach, dla których zdrowie psychiczne pracowników to jedno z kluczowych wyzwań, ale również by stale zwiększać świadomość skali problemu i możliwości radzenia sobie z nim. Dla wielu organizacji obecnie jest to bowiem nie tylko realny problem, ale przede wszystkim zagrożenie dla ich normalnego funkcjonowania w czasach wszechobecnej niepewnościtwierdzi Justyna Sagan, współautorka programu Mental Helath w firmie szkoleniowej Nowe Motywacje.

[1] http://psych.uw.edu.pl/2020/05/04/zdrowie-psychiczne-w-czasie-pandemii-covid-19-raport-wstepny-z-badania-naukowego-kierowanego-przez-dr-hab-malgorzate-dragan/

Pracownicy odmawiają testów na koronawirusa. Pracodawcy bezradni

Pracownik nie chce się poddać testowi na koronawirusa. Co ma zrobić pracodawca?

Do naszego Stowarzyszenia w poniedziałek dotarł list od właścicielki biura rachunkowego z jednego z dużych miast w Polsce. Kobieta przyznaje, że czuje się bezsilna i nie wie co ma zrobić. Chodzi o jedną z pracownic, która podejrzewa u siebie koronawirusa, ale nie chce wykonać testu argumentując to tym, że jeżeli pójdzie na kwarantannę, to z pracy wyłączony będzie też jej mąż, a to może skutkować poważnymi konsekwencjami w pracy.

Pracownik ma objawy koronawirusa, ale nie chce poddać się testom. Co powinien zrobić pracodawca?

Treść wiadomości od mieszkanki jednego z dużych miast w Polsce brzmiała tak: – Szanowni Państwo, proszę o poradę prawną, bo nigdzie nie mogę znaleźć informacji co właściwie mam zrobić. Prowadzę biuro rachunkowe i kadrowe. Pracuje u mnie blisko 15 osób podzielonych na trzy małe biura. Jedna z dziewczyn w ostatnich dniach źle się czuła i nie przyszła kilka dni do pracy. Później dała znać, że chyba ma koronawirusa, bo nie czuje smaku i zapachów. Powiedziałam jej, że natychmiast ma iść do szpitala i zrobić test, a ona odmówiła, bo to będą same problemy i wszyscy pójdą na kwarantannę, a jej mąż nie może sobie na to pozwolić. Powiedziała, że nie chce być w żadnych statystykach i czuje się jakby była tylko przeziębiona, a nie miała wylądować zaraz w szpitalu. Bardzo ją prosiłam, a ona odmówiła. Co powinnam zrobić? Zgłosić to do sanepidu? Zgłosić na policję? Z nią w biurze przebywały jeszcze dwie pracownice, ale ona też chodziła po częściach wspólnych i ja sama też się z nią widziałam. Nikt nie czuje się źle, ale ja jestem przestraszona bardzo. Proszę o poradę – czytamy.

Z wiadomości wynika, że reszta zespołu nie czuje się źle, ale pracodawca nie wie czy wysłać innych na pracę zdalną, czy może zarządzić ogólną „kwarantannę” biura. Podobnych zgłoszeń mieliśmy w minionych tygodniach kilka. Dotyczyły one m.in. spraw związanych z powrotem do pracy po zachorowaniu na koronawirusa czy opłacania testów dla zespołów pracowniczych.

Prawo uchyla wiele furtek. Pracodawca może np. skierować pracownika na badania okresowe do Zakładu Medycyny Pracy

Zgłoszony przez pracodawczynię problem został przeanalizowany przez prawników współpracujących ze Stowarzyszeniem STOP Nieuczciwym Pracodawcom. Jak mówi mec. Grażyna Wódkiewicz ważne jest, by pracodawca przestrzegał zasad, które zapewnią bezpieczeństwo jego zespołowi i jemu samemu.  – Pojawiają się głosy, że pracodawca nie może zmusić pracownika do dodatkowych badań. Aktualnie niektórzy przyjmują jednak interpretację obowiązujących przepisów w następującym brzmieniu – o ile nawet pracownik ma aktualne badania lekarskie, to każde zdarzenie mogące spowodować uzasadnione wątpliwości co jego do stanu zdrowia oraz mogące świadczyć o zmianie stanu zdrowia pracownika w znacznym stopniu (co ma istotne znaczenie z punktu widzenia BHP) jest podstawą przyjęcia przez pracodawcę, że zaświadczenie lekarskie o zdolności do pracy przestaje być aktualne (utraciło aktualność). W takim przypadku nie powinien dopuścić pracownika do pracy. Jeśli więc pracodawca ma wątpliwości co do tego, czy stan zdrowia pracownika jest właściwy i czy może on bezpiecznie (dla siebie i innych) pracować, to może skierować go do lekarza medycyny pracy, który może zlecić dalsze badania, w tym w kierunku Covid – 19 – mówi mec. Wódkiewicz.

– Pracodawca zawsze może też powiadomić Sanepid o swoich podejrzeniach – wtedy Sanepid może podjąć decyzje co do przymusowych badań w trybie administracyjnym. Pamiętać jednak należy, że takie zawiadomienie musi mieć uzasadnione podstawy, aby nie narazić się na zarzuty ze strony pracownika.

Aktualnie funkcjonują też regulacje umożliwiające skierowanie pracownika do pracy w domu – jeśli taka forma pracy jest możliwa – co stanowi pewne rozwiązanie – mówi mec. Wódkiewicz.

Koronawirus dominuje w zgłoszeniach do naszego Stowarzyszenia

Pandemia koronawirusa znacząco zmieniła całe spektrum rynku pracy w roku 2020. Większość tematów, które trafiają do Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom to zagadnienia związane z pandemią, kwarantanną, ale i obniżonymi wynagrodzeniami czy zwolnieniami wynikającymi z „soft-lockdownu”, który jest obecnie faktem.

-Dla nas to bardzo pracowity rok, czujemy się bardzo potrzebni zarówno pracownikom jak i pracodawcom – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska. – Kierowanie pracowników na pracę zdalną czy na kwarantannę często pojawia się w pytaniach do naszego stowarzyszenia, bo pracodawcy mają problem z interpretacją dość skomplikowanych, covidowych przepisów. Z jednej strony jest tak, że chcą zapewnić sobie i całemu zespołowi bezpieczeństwo i możliwość dalszej pracy, a z drugiej traktują „telefon do sanepidu” jako donos na członka swojego zespołu. Wiemy, że coraz częściej kończy się to skierowaniem do pracy zdalnej i jest to rozwiązanie optymalne. Należy jednak przestrzec pracowników: badania to przejaw odpowiedzialności – mówi Małgorzata Marczulewska, Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom.

Wstępna euforia już za nami

Optymizm związany z nadziejami na szybkie wypracowanie skutecznej szczepionki przeciw COVID-19 wspiera ryzykowne aktywa, ale do czasu uruchomienia produkcji świat musi jeszcze poradzić sobie z bieżącym wzrostem zachorowań. Między teraz a momentem dystrybucji szczepionki miną miesiące, co z perspektywy rynków jest bardzo długim okresem czasu. I żadne nadzieje na cudowny lek nie zapobiegną okresowym korektom.

Jak stwierdziłem we wtorek po euforii wywołanej doniesieniami Pfizera o posiadaniu szczepionki skutecznej na ponad 90 proc., żaden rajd ryzyka nie będzie postępował w prostej linii. Jest nawet trudniej o podtrzymanie pozytywnych nastrojów opartych o materializację daty wyjścia z kryzysu zdrowotnego (nawet jeśli cały 2021 rok będzie dalej trudny), kiedy słyszymy o nowych rekordach osiąganych w trakcie jesiennej fali zachorowań. Wczoraj padł rekord dziennej liczby zgonów na świecie (ponad 12 tys.), liczba chorych globalnie przekroczyła 52 mln. W USA nowy rekord dziennego przyrostu zachorowań przekroczył 144 tys., a liczba hospitalizowanych osiągnęła nowy rekord 62 tys. W Europie sytuacja powoli się poprawia dzięki lockdownom, ale to tylko przypomina o ekonomicznych szkodach pandemii. Inwestorzy to widzą i ponownie wyceniają, co było widać wczoraj na Wall Street. Przemysłowy Dow Jones zakończył dzień na minusie, za to odżył technologiczny Nasdaq100 (+2,3 proc.). Kryzys się jeszcze nie zakończył i w kolejnych tygodniach będziemy bombardowani nowymi tragicznymi rekordami. Kolejny lockdown w USA może być podejmowany na szczeblu stanowym, ale jeśli taka decyzja zapadnie w ponad 30 stanach, to jak bardzo zmienia to odbiór sytuacji względem ogłoszenia narodowej kwarantanny?

Oczywiście mantra szklanki do połowy pełnej nie zostanie całkowicie porzucona. Stopy procentowe są niskie i takie pozostaną przez wiele lat. Pomoc fiskalna jest obecna, a szczepionka w końcu przyjdzie. Porównując warunki gospodarcze między obecnymi a za rok, przyszłość będzie lepsza. Jeśli rynki finansowe oprócz dyskontowania teraźniejszości wyceniają także przyszłość, netto apetyt na ryzyko powinien mieć się dobrze. Rynki jednak nie trzymają się wartości netto niezmiennie przez cały czas. Wstępna euforia już za nami, teraz przychodzi czas na ponowne przerzucenie uwagi na bieżące problemy.

Na FX wraca popyt na bezpieczne USD, CHF i JPY. Ale popyt ten jest dość słaby, co bardziej oznacza spieniężanie zysków z krótkich pozycji po poniedziałkowej euforii, aniżeli budowanie pozycji na głęboką korektę. Jednak jeśli w tym tygodniu nie otrzymamy nowej rewelacji o postępach w pracach nad szczepionkami, wątpię, aby znalazł się zapas optymizmu dla pociągnięcia aktywów ryzykownych w górę. Dziś przeszkodą mogą być dane z rynku pracy USA – jeśli liczba nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych przerwie spadkowy trend, obawy o szkodliwość drugiej fali pandemii będą wzmocnione. Po południu uwagę przyciągnie wirtualny panel dyskusyjny z udziałem szefowej EBC Lagarde, prezesa Banku Anglii Baileya i prezesa Fed Powella. Poza oczywistymi deklaracjami o gotowości banków centralnych do wspierania ożywienia możemy też usłyszeć kilka chłodnych słów nakazujących ostrożność w nadoptymistycznym interpretowaniu informacji o szczepionkach. Co dla bankierów centralnych jest koniecznym trzeźwym podejściem do tematu, dla inwestorów może być kolejnym powodem do wzmocnienia wątpliwości.

W całym tych rozterkach na rynkach globalnych rynek złotego przyjął postawę pasywną. EUR/PLN kontynuuje ruch boczny w przedziale 4,47-4,51. Zgodnie z przewidywaniami bez wsparcia w postaci ekscytacji rynków zewnętrznych informacjami o szczepionce polska waluta nie ma innych argumentów za okazywaniem siły, a niepewność o krajową sytuację zdrowotną podciąga kurs z powrotem do 4,50. Dziś lub jutro może pojawić się decyzja rządu o ogłoszeniu narodowej kwarantanny i choć decyzja powinna być częściowo ujęta w wartości złotego, nie jest to sygnał, który rynek PLN przyjmie pozytywnie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Bolt chce zostać największym operatorem rozwiązań mikromobilnych w Europie w 2021

Bolt planuje wprowadzić swoje usługi z zakresu mikromobilności do ponad 100 miast, gdzie udostępni 130 tys. elektrycznych hulajnóg i rowerów, chcąc stać się największym operatorem w Europie w 2021. Platforma zainwestuje 100 mln euro w rozwój w zakresie mikromobilności i konstruowania własnego sprzętu.

W ostatnich miesiącach Bolt przyspieszył ekspansję swoich usług mikromobilnych – elektryczne hulajnogi i rowery platformy trafiły do 45 miast w 15 krajach. W Polsce wypożyczalnie elektrycznych hulajnóg Bolt można już znaleźć w 11 miastach – Białymstoku, Chorzowie, Gdańsku, Gdyni, Katowicach, Krakowie, Lublinie, Poznaniu, Sopocie, Warszawie, Wrocławiu.

– Miasta cierpią z powodu ruchu ulicznego i emisji spalin. Przestrzeń jest ograniczona parkingami. Wierzymy, że przyszłość miejskiej mobilności to sieć usług na żądanie – przewozów, e-hulajnóg, e-rowerów i innych niewielkich pojazdów. Czasy, kiedy każdy musiał posiadać samochód minęłypowiedział Markus Villig, współzałożyciel i CEO Bolt.

Na początku tego roku Bolt udostępnił użytkownikom swój własny, zaprojektowany przez wewnętrzny zespół inżynierski firmy, model elektrycznej hulajnogi. Urządzenia są łatwe w naprawie, ich szacowana żywotność wynosi do pięciu lat i w pełni nadają się do recyklingu.

– Zauważyliśmy, że jednym z kluczowych czynników wyboru współdzielonych, elektrycznych środków transportu są ceny.  Cieszymy się, że w przyszłym sezonie w jeszcze większej liczbie krajów w Europie, także w Niemczech i Wielkiej Brytanii, wprowadzimy niedrogie e-hulajnogi i rowery elektryczne. Bolt to największa Europejska sieć usług przewozowych, mamy możliwość oferowania użytkownikom najlepszych cen dzięki współdzieleniu kosztów między różnymi obszarami działalności – dodał Markus Villig.

Rozwój mikromobilnych rozwiązań platformy Bolt jest elementem „zielonych porządków”, czyli brania odpowiedzialności za wpływ platformy na środowisko naturalne. We wrześniu Bolt zadeklarował, że do końca 2020 wszystkie przejazdy hulajnogami będą miały ujemną emisję CO2, a od października 2019 platforma realizuje Green Plan, w ramach którego zobowiązała się do zrównoważenia wkładu platformy w emisję CO₂ dla europejskiego sektora transportu o co najmniej 5 milionów ton do 2025.

Bon na dotację od Wrocławskiego Parku Technologicznego

Przygotowanie wniosku o dotację unijną jest zadaniem złożonym, które wymaga odpowiedniego przygotowania. Należy zadbać nie tylko o spełnienie wymogów formalnych, ale też merytorycznych. Ten czasochłonny proces potrzebuje często specjalistycznego wsparcia. W pozyskaniu go pomaga przedsiębiorcom Wrocławski Park Technologiczny, który uruchomił kolejną edycję mechanizmu Bon na dotację.

Bon na dotację to autorski mechanizm Wrocławskiego Parku Technologicznego, który pozwala przedsiębiorstwom na zwiększenie ich szans w pozyskiwaniu funduszy unijnych na realizację innowacyjnych projektów B+R. Można dzięki niemu uzyskać refundację nawet 100% kosztów stałych poniesionych na przygotowanie wniosku o dofinansowanie z UE, do których zalicza się zarówno wynagrodzenie dla wyspecjalizowanej firmy konsultingowej, jak i koszty własne przedsiębiorstwa. – Co do zasady refundujemy do 10 tys. zł kosztów przygotowania wniosku o dotację z Unii Europejskiej. Co ważne z Bonu na dotację mogą skorzystać nie tylko Rezydenci WPT, ale również inne osoby czy firmy, które w realizacji swoich projektów badawczo-rozwojowych zakładają wykorzystanie zaplecza laboratoryjnego i biznesowego WPT– wyjaśnia Justyna Pater – Synówka, kierownik Oddziału ds. Rozwoju Nowych Rynków w Wrocławskim Parku Technologicznym.

Realne wsparcie dla innowacji

Pierwsza edycja mechanizmu Bon na dotację ruszyła w 2016 roku. Dzięki niemu do końca 2019 roku, dofinansowanie otrzymało 30 projektów o łącznej wartości ponad 280 milionów złotych. Z mechanizmu korzystają firmy z różnych branż, od biotechnologii po sektor kosmiczny, działające w różnej skali – od startupów po rozwinięte firmy. Jedną z nich było WPD Pharmaceuticals – Proces przygotowania wniosku o grant jest czasochłonny i generuje koszty – zarówno zewnętrzne, jak i wewnętrzne. Aplikując o dotacje, trzeba zabezpieczyć środki, które pozwolą na odpowiednie przygotowanie wniosku, tak by odniósł sukces. Wsparcie takie jak Bon na dotację jest szczególnie ważne dla małych i średnich firm, ma kluczowe znaczenie szczególnie na początku ich działalności, w momencie krytycznym dla ich sukcesu. Jest ono również motywacją do działania, próbowania, czasem po raz kolejny, swoich sił w konkursach pozwalających na zdobycie środków na rozwój innowacji – ocenia Mariusz Olejniczak, Prezes Zarządu WPD Pharmaceuticals.

Obecnie trwa otwarty nabór do nowej edycji mechanizmu Bon na dotację. Możliwe jest pozyskanie środków na przygotowanie aplikacji m.in. w ramach konkursów Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (Szybka Ścieżka – Koronawirusy, Programy Sektorowe), Banku Gospodarstwa Krajowego (Kredyt na innowacje technologiczne), Polskiej Agencji Rozwoju Przemysłu (Design dla przedsiębiorców – Dostępność Plus) czy konkursów organizowanych
w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego (Wsparcie na inwestycje w zakresie wdrożenia wyników prac B+R w działalności przedsiębiorstw). Fiszki projektowe należy składać do 18.11.2020 r., a szczegółowe informacje znajdują się na www.technologpark.pl.

Rzecznik MŚP apeluje do Premiera o ponowną weryfikację restrykcji wobec przedsiębiorców

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców Adam Abramowicz w stanowisku skierowanym do Prezesa Rady Ministrów Mateusza Morawieckiego zaapelował o bezzwłoczny przegląd wprowadzonych ograniczeń wobec przedsiębiorców i nawiązanie rozmów z zamkniętymi branżami w celu ustalenia zaostrzonych warunków sanitarnych, umożliwiających ponowne otwarcie przedsiębiorstw.

Adam Abramowicz podkreśla, że walka ze skutkami pandemii nie może się odbywać kosztem rujnowania gospodarki. Rzecznik MŚP zwraca także uwagę, że zdecydowana większość przedsiębiorców zaimplementowała zalecane przez rząd i służby sanitarne wytyczne i starannie je respektuje. Dlatego apeluje, by zezwolić im na kontynuowanie działalności.

– Apeluję o bezzwłoczny przegląd wprowadzonych już restrykcji, powrót do rozmów z zamkniętymi branżami i ewentualnie – z powodu pogarszającej się sytuacji epidemicznej, zmodyfikowanie warunków funkcjonowania firm. I tylko w ten sposób – umożliwiając przedsiębiorcom powrót na rynek, uchronimy budżet państwa od miliardowych wydatków w ramach wsparcia dla gospodarki sparaliżowanej z powodu reżimu epidemiologicznego – pisze w piśmie Adam Abramowicz Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.

Rzecznik MŚP zadeklarował gotowość podjęcia we współpracy z rządem natychmiastowych działań, mających na celu optymalne zabezpieczenie epidemiologiczne działalności gospodarczej. Brak takich działań i całkowity lockdown, zdaniem Adama Abramowicza, może doprowadzić do likwidacji tysięcy firm i nagłego wzrostu bezrobocia, a w efekcie – zagrozi bezpieczeństwu ekonomicznemu Polaków.

Arena.pl wzmacnia skład Zarządu oraz Rady Nadzorczej

Arena.pl SA, notowany na NewConnect właściciel platformy zakupowej Arena.pl, wzmacnia kadrę kierowniczą. Stanowiska zarządcze objęli Kamil Bednarek – wiceprezes ds. IT oraz Bartosz Berliński – wiceprezes ds. Marketingu. Do Rady Nadzorczej powołany został natomiast Paweł Turno. Zmiany są kolejnym krokiem w serii zapowiedzianych przez spółkę działań w ramach ‘nowego startu’ platformy. Spółka rozważa przeniesienie swoich akcji na parkiet główny Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie już w 2021 r.

Z wielką radością przywitaliśmy nowych członków Zarządu oraz Rady Nadzorczej – mówi Maria Bogajewska, prezes Arena.pl. – Powołane osoby są wyjątkowymi specjalistami w sowim fachu, więc był to dla nas naturalny wybór. Liczymy na duże wzmocnienie kompetencji zespołu i jeszcze wyższą dynamikę rozwoju. Na obecnym etapie Arena jest w fazie aktywnej rozbudowy i zmian, stąd decyzja o poszerzeniu grona kierowniczego spółki. W najbliższych miesiącach czeka nas wiele ciekawych projektów – dodaje.

Nowymi członkami Zarządu zostali Bartosz Berliński, jako wiceprezes ds. marketingu, oraz Kamil Bednarek w roli wiceprezesa ds. IT.

Bartosz Berliński odpowiedzialny będzie za opracowywanie i realizację strategii marketingowej platformy Arena.pl oraz innych projektów e-commerce realizowanych przez spółkę. Dotychczasowe doświadczenie zdobywał współtworząc działy online marketingu oraz doradzając takim markom jak Allegro, Otomoto, Lidl, Żabka, Nivea, czy Tauron. Jest współzałożycielem agencji marketingowej MaxROY.agency oraz największej w Polsce firmy specjalizującej się w szkoleniach i konferencjach marketingowych MaxROY.com/Sprawny.Marketing.

Kamil Bednarek powiązany jest z Arena.pl jako zewnętrzny konsultant od 2016 r. Posiada bogate doświadczenie w strategicznym planowaniu, analizie efektywności i optymalizacji zespołów informatycznych, m.in. w branży lotniczej oraz audytowej. Założyciel prężnie rozwijającego się software house’u w Wielkiej Brytanii. Realizował projekty dla takich firm jak: Komputronik, AppVerk, Signicat, Better Software Group, Merixstudio, DevsData LLC czy eCrection Media Technology LTD. W spółce odpowiedzialny będzie za wprowadzanie najnowocześniejszych rozwiązań technologicznych, w tym rozwój gałęzi informatycznych w nowych projektach spółki.

Rada Nadzorcza zyskała nowego członka w osobie Pawła Turno. Zasiadał on dotychczas w radach nadzorczych wielu spółek, takich jak Sygnity S.A. czy Kino Polska TV Sp. z o.o. Posiada też rozległe doświadczenie na gruncie rynku kapitałowego.

Wzmocnienie kadry zarządczej ma związek z szeregiem działań, które spółka podjęła w tym roku w związku z ‘nowym startem’ platformy. Arena.pl nawiązała partnerską współpracę z Bankiem PKO, zapowiada utworzenie komplementarnych platform, uruchomiła marketing i rozważa przeniesienie notowań akcji na rynek główny Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

– Obecna sytuacja oraz widmo kolejnego lockdownu bardzo korzystnie wpływają na sektor e-commerce. Należy też pamiętać o tym, że zbliżają się okresy zakupowe i wyprzedażowe, związane m.in. z Black Friday, Świętami czy Sylwestrem. Wprawdzie w tym roku wszystkie te wydarzenia odbywać się będą inaczej niż dotychczas, jednak na ten moment nie zauważyliśmy zmiany w zachowaniu konsumentów i wręcz notujemy podniesienie ruchu na platformie – mówi Maria Bogajewska.

3,5 mln mkw. wynajętej powierzchni magazynowej od początku roku

Polski rynek powierzchni magazynowych zgodnie z zapowiedziami przekroczył w III kw. 2020 r. granicę 20 mln mkw. całkowitych zasobów i nadal pomimo pandemii utrzymuje wysoki poziom projektów w budowie (ponad 1,5 mln mkw.). Po stronie popytowej w okresie od lipca do końca września 2020 r. zanotowano drugi w historii rekordowy poziom aktywności najemców, który wyniósł 1,22 mln mkw. (+49% r/r), a od początku roku wynajęto 3,5 mln mkw. Sektorowi magazynowemu towarzyszą również dobre nastroje z rynku inwestycyjnego, gdzie również pobito dotychczasowy rekord łącznej wielkości transakcji. Firma AXI IMMO prezentuje najnowszą publikację, raport „Polski Rynek Magazynowy w III kwartale 2020 r.”

W pierwszych dziewięciu miesiącach 2020 roku na rynku inwestycyjnym w sektorze magazynowym w Polsce zawarto transakcje na sumę 1,9 mld EUR, przy czym tylko w III kw. 2020 r. właścicieli zmieniły aktywa o wielkości około 740 mln EUR. Wśród największych zamkniętych transakcji w III kw. 2020 r. wymienia się finalizację przejęcia środkowoeuropejskiego portfela Goodmana przez GLP (1 mld EUR, 66% obiektów ulokowanych jest w Polsce tj. ok. 880 000 mkw.), zakup przez Kajima Properties Europe i Savills Investment Management inwestycji Central European Logistics HUB (145 000 mkw.) zarządzanej przez firmę Panattoni oraz sprzedaż przez P3 magazynu BTS PepsiCo w Mszczonowie (58 500 mkw.) za 30 mln EUR firmie Elite Partners Capital.

„Trend przesunięcia się zainteresowania funduszy w kierunki sektora magazynowego jest bardzo silny, efektem tego jest ponad 48% udział magazynów w całości wolumenu transakcji inwestycyjnych od początku roku. Produkty magazynowego stały się inwestycjami pierwszego wyboru, co pozwala optymistycznie patrzeć w przyszłość, pomimo ograniczeń jakie niesie ze sobą pandemia. Jednocześnie niska podaż produktów na rynku będzie jeszcze bardziej widoczna, a stopy kapitalizacji w perspektywie średnio i długoterminowej mogą wykazywać trend spadkowy”, mówi Renata Osiecka, Partner Zarządzająca, AXI IMMO.

Całkowity wolumen transakcji najmu w okresie od lipca do końca września 2020 r. wyniósł 1,22 mln mkw. (+49% r/r), wśród najaktywniejszych regionów znalazły się Górny Śląsk (297,5 tys. mkw.), Warszawa (253 tys. mkw.) i Dolny Śląsk (147 tys. mkw.). Sumarycznie w pierwszych trzech kwartałach 2020 roku najemcy wynajęli łącznie prawie 3,5 mln mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej i produkcyjnej, a najwięcej w Warszawie (871 000 mkw.), Górnym Śląsku (689 000 mkw.), Polsce Centralnej (491 000 mkw.), Poznaniu (373 000 mkw.) i Dolnym Śląsku (325 000 mkw.).

Największy udział w popycie w analizowanym okresie miały logistyka (32,9%), sieci handlowe (16,3%), e-commerce (12,3%), produkcja (7,8%) oraz Elektronika/RTV i AGD (7,5%).

Aktywność deweloperów w okresie od lipca do końca września 2020 r. wyniosła 641 tys. mkw. (-36.3% r/r), co pozwoliło na spodziewane przekroczenie w III kw. br. bariery 20 mln mkw. i uzyskanie wyniku 20,2 mln mkw. (+12,6% r/r) w całkowitych zasobach nowoczesnej powierzchni magazynowo produkcyjnej. Od początku roku najwięcej powierzchni dostarczono w regionie Warszawy (419 tys. mkw.), Górnym Śląsku (414 tys. mkw.) i na Dolnym Śląsku (316 tys. mkw.). Obecnie w budowie znajduje się 1,56 mln mkw., (-15,5% r/r), z czego najwięcej na Górnym Śląsku (373 tys. mkw.) i w regionie Warszawy (343 tys. mkw.). Na trzecim miejscu uplasował się region Polski Zachodniej ze względu na rozpoczęcie inwestycji BTS o powierzchni użytkowej 200 000 mkw. dla najemcy z sektora e-commerce w Świebodzinie. Wśród największych zrealizowanych w III kw. 2020 r. projektów magazynowych znalazły się m.in. Hillwood Oleśnica (52 975 mkw.), Panattoni Bielsko-Biała III (41 798 mkw.), Panattoni Sosnowiec II (30 000 mkw.), Hillwood Gliwice Sośnica (27 792 mkw.), Panattoni Gdańsk South II           (26 431 mkw.) i MLP Pruszków II – rozbudowa (26 220 mkw.).

Na skutek pandemii Covid-19 obserwujemy ograniczenie w nowej podaży w projektach budowanych typowo spekulacyjnie. Deweloperzy w porównaniu do poprzednich kwartałów dużo ostrożniej podejmują decyzję o realizacji nowych inwestycji. Wpływ na taką politykę mają przede wszystkim niepewna sytuacja rynkowa oraz zaostrzona polityka kredytowa banków tj. min. 50% wkład własny. W efekcie współczynnik powierzchni budowanej spekulacyjnie spadł pod koniec III kw. 2020 r. do 26,3%, podczas gdy na koniec 2019 wynosił on prawie 50%,” mówi Anna Głowacz, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, AXI IMMO.

Na koniec III kw. 2020 r. współczynnik powierzchni niewynajętej wyniósł 8% (+1,5 pp. r/r), przy czym najwyższy poziom pustostanów odnotowano w regionie Górnego Śląska (10,3%) i w Polsce Centralnej (9,30%), z kolei najniższy w Szczecinie (0,6%) i Polsce Wschodniej (1,1%). Niewielki wzrost w powierzchni dostępnej od ręki tłumaczy się oddaniem do użytku części inwestycji, których budowa spekulacyjna rozpoczęła się na początku roku. Sytuacja ta nie wpłynęła na zmianę polityki cenowej większości właścicieli i na większości obserwowanych rynków magazynowych nie zaobserwowano istotnych zmian w zakresie stawek czynszowych. Na zakończenie III kw. średnie czynsze bazowe (w obiektach big box) wynosiły 3,2 – 3,6 EUR/mkw./m-c, a czynsze efektywne uwzględniające okresy zwolnione z opłat i zachęty od deweloperów utrzymały się na poziome 2,4 – 2,7 EUR/mkw./m-c, czyli średnio od 20 do 30% niższej.

W ostatnich trzech miesiącach 2020 r. spodziewamy się zdecydowanego wzrostu transakcji krótkoterminowych, jak również nowych umów w formułach pre-let i BTS, które pozwolą na zakończenie roku z wynikiem ponad 4 mln mkw. wynajętej powierzchni. Popyt będzie głównie generowany przez najemców z sektora dóbr szybko zbywalnych i e-commerce. Z kolei po stronie podażowej ze względu na bardziej restrykcyjne finansowanie nowych projektów, w kolejnych kwartałach możemy spodziewać się ograniczenia aktywności deweloperskiej w zakresie uruchamiania nowych projektów.  Spodziewanym skutkiem w perspektywie średnio i długoterminowej będzie spadek poziomu pustostanów, który może wpłynąć na tendencję wzrostową w zakresie stawek czynszów, szczególnie w inwestycjach typu last mile na terenie miast,” podsumowuje Anna Głowacz.

Rynek rozwiązań CEM zwiększy się dwukrotnie do 2024 roku

Wartość globalnego rynku rozwiązań Customer Experience Management (CEM) wzrośnie z 7.75 miliarda dolarów w 2019 roku do 14.5 miliarda dolarów w 2024 roku, a średnioroczny wzrost wyniesie 13.3% – wynika z danych firmy badawczej MarketsandMarkets. Tak olbrzymie zapotrzebowanie na rozwiązania Customer Experience i Customer Engagement wynika przede wszystkim z tęsknoty klientów za spersonalizowanym doświadczeniem zakupowym – twierdzi Małgorzata Gawrysiak, General Manager w Genesys Polska, firmie będącej jednym z globalnych liderów rynku Customer Experience i Customer Engagement.

Eksplozja zainteresowania rozwiązaniami CEM była prognozowana już od dłuższego czasu. Między innymi firma Gartner w jednym ze swoich raportów sprzed kilku lat przewidywała, że bezduszne, analityczne systemy CRM będą musiały przejść ewolucję, tak aby zapewnić większą personalizację i spójność doświadczeń zakupowych użytkownika, a dzięki temu umożliwić budowanie emocjonalnej więzi z klientem. Gartner nazwał takie rozwiązania Customer Engagement Relationship Management.

„Wynika to z tego, że ludzie nadal oczekują tego samego spersonalizowanego doświadczenia zakupowego, które znają z przeszłości. Nie chcemy zapomnieć o tym, co było przed cyfryzacją. Pewnie wielu z nas może przywołać w swoich wspomnieniach małą księgarnię za rogiem, gdzie chodziliśmy przede wszystkim ze względu na to, że mogliśmy tam liczyć na kontakt z kompetentnym sprzedawcą, który znał nasze upodobania. Był dla nas autorytetem. Pokazywał nam, gdzie znajdują się książki, które mogą nas zainteresować. Był zapach i wiele innych wrażeń. Dziś te odczucia są limitowane. Do tego przyszedł koronowarius, który ograniczył dostęp do sklepów, wpychając nas w kanał ecommerce” – mówi Małgorzata Gawrysiak.

Zdaniem przedstawicielki Genesys, nowe uwarunkowania spowodowały dramatyczny spadek w lojalności konsumentów. Potwierdzają to m.in. wyniki badań Forrester Research dotyczących kart podarunkowych, wedle których zaledwie 41 proc. konsumentów deklaruje jakieś przywiązanie do sklepu, który je wydał. Dla pozostałych, liczy się przede wszystkim to, gdzie można dostać większy rabat.

„Musimy wrócić w ecommerce z emocjami, spersonalizować i wpuścić tam ducha z naszych wspomnień. Tak aby konsumenci poczuli się, jak w księgarni za rogiem, gdzie mieliśmy pełne zaufanie do sprzedawcy, który zawsze miał w sobie spokój i był naszym przewodnikiem po zakupach. Sztuczna inteligencja, robotyzacja, automatyzacja może nam pomóc w dostosowaniu obsługi klienta do naszych oczekiwań. Musi to się jednak odbyć w sposób przemyślany, bo jeśli nie, to przyniesie to więcej szkód niż pożytku” – tłumaczy ekspertka Genesys.

Co zrobić, żeby było tak samo, mimo, że jest zupełnie inaczej?

W wykonaniu tego z pozoru niewykonalnego zadania mogą nam pomóc właśnie systemy CEM, które pozwalają zagregować w jednym miejscu dane na temat historii naszej relacji z klientami ze wszystkich kanałów. Dzięki temu wiemy, czego klient chce i możemy go obsłużyć w czasie rzeczywistym.

„Firmy mają obecnie potężne silosy danych na temat swoich klientów, tylko potrzebują rozwiązania, które będzie potrafiło to połączyć, a następnie wykorzystać tę wiedzę do podpowiadania, jaki jest wykorzystywany przez klienta kanał komunikacji i jego preferencje zakupowe. Taki system powinien też zapewnić przyjazne środowisko do komunikacji dla klientów i obsługujących ich pracowników, dając przy tym możliwość łatwego włączania potrzebnych kanałów kontaktu i umożliwiając spójny proces zakupowy, bez względu na czas i miejsce kontaktu” – mówi Małgorzata Gawrysiak.

Jak zaznacza przedstawicielka Genesys, rozwiązania CEM powinny też wspomagać sprawne i szybkie rozwiązywanie problemów klientów dzięki zastosowaniu automatyzacji i robotyzacji, a także z wykorzystaniem pracowników Contact Center do rozwiązywania bardziej złożonych problemów. Boty mogą bowiem rozwiązać jedynie ok. 20-25 proc. spraw. Cała reszta musi zostać obsłużona przez ludzi. Wszystko musi być też cały czas spersonalizowane, bo dzięki temu zostaje dodany element duszy do obsługi.
„Jeśli to wszystko się uda, to znowu jesteśmy w stanie się stać tym fajnym sklepem za rogiem, bo klient będzie czuł, że jest w centrum uwagi. Na tym właśnie polega wizja stojąca za systemami Customer Experience i Customer Engagement, która jest odpowiedzią na naszą tęsknotę za zakupami z duszą” – podsumowuje ekspertka Genesys.

Druga runda IndustryLab zakończona. Ponad 20 startupów gotowych do współpracy z przemysłem

Spółka DGA zakończyła drugą rundę akceleracji w ramach Akceleratora Innowacji Przemysłowych IndustryLab. 23 startupy otrzymały łącznie aż 4 tys. godzin wsparcia doradczego od blisko 40-osobowego zespołu ekspertów. Ponadto skorzystały z 24 godzin warsztatów. W zakresie projektu wypracowano wiele innowacyjnych rozwiązań, z których będą mogły korzystać duże i średnie firmy przemysłowe. W tym można wskazać m.in. w pełni biodegradowalne materiały kompozytowe, system identyfikujący parametry poruszających się pojazdów szynowych, oprogramowanie służące do projektowania baterii dla pojazdów elektrycznych czy urządzenie nawigacyjne dla osób niewidomych do montażu w środkach komunikacji publicznej.

Akcelerator Innowacji Przemysłowych IndustryLab to projekt realizowany przez poznańską spółkę DGA. I jest współfinansowany przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości ze środków Unii Europejskiej.

– W ramach intensywnego programu akceleracji każdy zakwalifikowany do programu startup finalnie dostał szansę wdrożenia swojego innowacyjnego rozwiązania u zaangażowanego w ten projekt odbiorcy technologii. Ponadto mógł korzystać z opieki mentorskiej i ze wsparcia merytorycznego. Do tego otrzymał bezzwrotne dofinansowanie w kwocie do 200 tys. złotych – informuje Joanna Juszczyszyn-Klimek, Dyrektor Departamentu Zarządzania Projektami w DGA S.A.

W trakcie ostatnich sześciu miesięcy 23 zespoły uczestniczące w programie wzięły udział łącznie w 24 godzinach warsztatów. Na zajęciach zostały omówione istotne dla młodych przedsiębiorstw zagadnienia. Wśród nich można wskazać m.in. optymalne wykorzystywanie czasu na prezentację, skuteczne prowadzenie działań komunikacyjnych w mediach społecznościowych i narracji finansowej. Odbyło się również wiele indywidualnych, praktycznych sesji doradczych.

– Chociaż półroczna akceleracja i pilotażowe wdrożenia przypadły na czas pandemii, wszystkie zespoły idealnie odnalazły się w zupełnie nowych realiach. Z zaangażowaniem uczestniczyły w szkoleniach oraz korzystały z profesjonalnego doradztwa – ocenia Juszczyszyn-Klimek.

W drugiej rundzie programu wzięło udział aż szesnastu partnerów technologicznych. Są to spółki Solaris Bus & Coach, CELSA Huta Ostrowiec, DRUMET Liny i Druty, HCP Fabryka Pojazdów Szynowych, Stora Enso Polska, RYWAL-RHC, ARHELAN, MPWiK, PKP Energetyka, Krosno Glass, Dr. Schumacher, PLASTWIL, Biuro Inwestycji Kapitałowych, Mercedes-Benz BMG Goworowski, Allmedica oraz Grupa Unimax.

– Warto również podkreślić, że w ciągu pół roku blisko 40-osobowy zespół ekspertów udzielił uczestnikom programu wsparcia doradczego w wymiarze aż 4370 godzin. W tym 1380 godz. mentoringu biznesowego, 1840 godz. coachingu oraz 1150 godz. doradztwa technologicznego – wymienia Dyrektor Juszczyszyn-Klimek.

Jak podsumowuje zespół DGA, druga runda finalnie dostarczyła wielu innowacyjnych rozwiązań, które zostały zaprezentowane w ramach eventu DemoDay pod koniec października br. Wśród nich znalazły się m.in. w pełni biodegradowalne materiały kompozytowe oraz narzędzia do zdalnego i automatycznego monitoringu maszyn. Można wymienić też system identyfikujący parametry poruszających się pojazdów szynowych, oprogramowanie służące do projektowania baterii dla pojazdów elektrycznych, a także urządzenie nawigacyjne dla osób niewidomych do montażu w pojazdach komunikacji publicznej.

Mennica Skarbowa notuje najlepsze wyniki w historii Spółki. Zysk netto za Q3 2020 o 282% wyższy rok do roku

Mennica Skarbowa, największy w Polsce dealer złota inwestycyjnego i innych metali szlachetnych, wygenerowała w trzecim kwartale 2020 roku najlepsze wyniki finansowe w swojej historii. Przychody spółki wyniosły 135,5 mln złotych, czyli o ponad 60 mln więcej rok do roku, a zysk 6,9 mln – czyli o 282% więcej niż w tym samym okresie rok wcześniej. Zarząd podkreśla, że na wyniki miało wpływ m.in. efektywne wykorzystanie obecnej sytuacji rynkowej – wysokiego popytu na złoto, systematycznie podejmowane działania mające na celu rozwój prowadzonej działalności – otwieranie nowych oddziałów oraz rozwój sprzedaży online. W opinii Zarządu Mennicy Skarbowej dzięki wzrastającej popularności złota wśród polskich inwestorów Spółkę czeka dalszy dynamiczny rozwój i zwiększanie udziału w rynku.

W trzecim kwartale 2020 roku Mennica Skarbowa wygenerowała 135,5 mln złotych przychodów w porównaniu do 74,5 mln w trzecim kwartale 2019, co oznacza 82-procentowy wzrost rok do roku. Zysk netto wyniósł z kolei 6,9 mln – w porównaniu do 1,8 mln w Q3 2019 – czyli o ponad 280 procent więcej niż rok wcześniej. Narastająco za trzy pierwsze kwartały 2020 roku spółka osiągnęła odpowiednio 345 mln zł przychodów i 15,2 mln zł zysku netto. To najlepsze wyniki w historii.

Cieszy nas bardzo powtarzalność wyników finansowych, bo tak należy ocenić 3. kwartał w porównaniu do 1. tego roku. Drugi kwartał tego roku był lekko zaburzony w wyniku postępującej pandemii i kłopotów z dostawami złota. Obecne wyniki  to efekt przyjętej polityki zarządczej i kontynuacji pełnego wykorzystania potencjału tendencji pobytu i podaży na rynku złota. Już od kilku lat rozwijamy się w tempie liniowym, teraz to po prostu przyspieszyło ze względu na okolicznościpodkreśla Jarosław Żołędowski, Prezes Zarządu Mennicy Skarbowej.Staramy się systematycznie rozwijać naszą działalność, patrzeć długoterminowo, nie licząc na szybki zysk czy jednorazowe wyniki finansowe. Zależy nam by utrzymać tendencję wzrostową, dlatego dużą wagę przykładamy do realizowania naszej strategii, a także promowania złota jako bezpiecznej inwestycji. Przy wzrastającej popularności złota wśród polskich inwestorów jesteśmy w okresie średnioterminowym generować wyniki porównywalne do tych uzyskanych w 1. i 3. kwartale, co oczywiście wpłynie pozytywnie na naszą kondycję finansową i zwiększy nasz udział w rynku. – dodaje Żołędowski.

Na wysokie wyniki finansowe spółki, której 96% przychodów pochodzi z obrotu złotem, wpływ miał przede wszystkim zwiększony popyt na kruszec. Pandemia, wybory w Stanach Zjednoczonych i szereg innych czynników składających się na niepewną sytuację na światowych rynkach stymulowały w ostatnim czasie kurs złota, który od kilkunastu miesięcy notuje historyczne wyniki. Tym samym, wraz ze zmniejszaniem się stopy zwrotu z innych inwestycji, zwiększało się zainteresowanie złotem jako bezpieczną lokatą kapitału. W trzecim kwartale 2020 roku Mennica Skarbowa sprzedała ponad 0,5 t złota, a w sumie od początku bieżącego roku ok.1,5 tony, czyli o 70% procent więcej niż przez pierwsze trzy kwartały 2019. Obecnie największą popularnością cieszą się sztabki i monety bulionowe o wadze 1 uncji (31,1 grama), a także sztabki 100-gramowe.

Nasi klienci wybierają mniejsze gramatury – rzadko zdarza się ktoś, kto chciałby zakupić sztabkę złota jaką znamy z hollywoodzkich filmów. Decydując się na 1-gramową sztabkę złota wystarczy wyłożyć ok. 300 złotych, i to jako bezpieczna lokata kapitału kusi w obecnych czasach. Coraz częściej trafiają też do nas firmy chcące ulokować nadwyżki finansowepodkreśla Jarosław Żołędowski Prezes Zarządu Mennicy Skarbowej. – Perspektywy rozwoju rynku i popyt na złoto są niezmiennie na wysokim poziomie, co widać już teraz, na początku czwartego kwartału 2020 roku. Obecnie cena za uncję trojańską złota utrzymuje się na poziomie 1800-1900 USD, jestem jednak przekonany, że w perspektywie kilku kwartałów, może osiągnąć poziom nawet 2500-2800dodaje Żołędowski.

Spółka obecnie skupia się na gromadzeniu złota inwestycyjnego, uzupełniając zapasy sztabek i monet, co w przypadku wprowadzenia dalszych obostrzeń związanych z pandemią zarówno w kraju, jak i poza granicami Polski, ułatwi jej prowadzenie działalności handlowej. Większe zapasy pozwolą także na zwiększanie udziału Mennicy Skarbowej w rynku i generowanie pozytywnych wyników finansowych w okresie średnioterminowym. Zarząd zastrzega jednak, że to w jakim stopniu w najbliższych miesiącach uda się zaspokoić popyt zależeć będzie od wielu czynników, jak chociażby długość zapowiadanego  lockdownu.

Obecnie posiadamy największe zasoby złota inwestycyjnego w Polsce – na tyle duże, by pozwoliły na obsłużenie naszych klientów.  Są to zasoby zabezpieczone hedgingiem na wypadek spadku wyceny złota na giełdzie. Jestem przekonany, że zainteresowanie złotem w najbliższych miesiącach pozostanie na podobnym, wysokim poziomie, ale to, czy produktów zgromadzonych w naszym skarbcu wystarczy, zależeć też będzie od długości trwania zawirowań związanych z koronawirusem – zaznacza Jarosław Żołędowski, Prezes Zarządu Mennicy Skarbowej.Na pewno w najbliższych miesiącach –  w związku ze zwiększonym popytem, planujemy poszerzyć sieć sprzedaży, inwestując zarówno w sklepy stacjonarne, jak i kanał online, który wraz z kolejnymi obostrzeniami utrudniającymi mobilność społeczną będzie zyskiwać na znaczeniu. Spory nacisk będziemy również kłaść na dalszy rozwój sprzedaży złota na zasadzie outletudodaje Żołędowski.

Zarząd Mennicy Skarbowej zapowiada uruchomienie nowej usługi – przechowywania złota w skrytce depozytowej w jednym z najnowocześniejszych i najbardziej bezpiecznych skarbców w Polsce. Trwają także intensywne prace nad giełdą złota online, która powinna ruszyć do końca I półrocza 2021r.

Trzy duże konsorcja inżynieryjne ubiegają się o kontrakt na master plan CPK

Francusko-hiszpańskie konsorcjum ADP i IDOM, holenderska grupa NACO oraz niemiecko-austriacki ILF złożyły oferty w postępowaniu na wykonawcę master planu Centralnego Portu Komunikacyjnego. Przed końcem roku spółka CPK planuje podpisanie umowy z wykonawcą

Postępowanie na konsultanta wsparcia technicznego ds. opracowania master planu CPK odbywa się w formie dialogu konkurencyjnego. Oferty złożyły w nim trzy duże konsorcja, które świadczą usługi inżynieryjne i projektowe oraz zajmują się zarządzaniem i nadzorem nad budowami portów lotniczych w różnych częściach świata.

Master plan to kluczowe opracowanie przedprojektowe, od którego zależą m.in.: parametrytechniczne, ostateczna lokalizacja i koncepcja finansowania nowego portu lotniczego. To postępowanie to jeden z kamieni milowych potrzebnej Polsce inwestycji, jaką jest CPK. Cieszę się, że oferty w postępowaniu złożyły firmy z tak bogatym międzynarodowym doświadczeniem w realizacji inwestycji infrastrukturalnych – mówi wiceminister infrastruktury Marcin Horała, pełnomocnik rządu ds. CPK.Trzy duże konsorcja inżynieryjne ubiegają się o kontrakt na master plan CPK

Elementami master planu będą: szczegółowa lokalizacja lotniska i koncepcja wariantowania jego budowy, które mają być przygotowywane równolegle z badaniami środowiskowymi i terenowymi. W skład opracowania wejdą też m.in: prognozy ruchu lotniczego (z uwzględnieniem wpływu na rynek lotniczy pandemii COVID-19), analizy przepustowości planowanej infrastruktury lotniskowej, koncepcja rozwoju CPK i etapowania jego budowy, strategia operacyjna systemu bagażowego i obsługi logistycznej oraz zawansowane analizy kosztowe i specjalistyczne.

– Master plan CPK zapewni integrację lotniska z siecią kolejową i drogową. Wraz z masterplanerem opracujemy także zasady rozwoju najbliższego otoczenia CPK, tzw. Airport City. Wspólnie przygotujemy także wszystkie inne dokumenty konieczne do stworzenia projektu Portu Solidarność. Jeżeli nie będzie odwołań od procedury przetargowej, jeszcze w tym roku podpiszemy umowę z wybranym wykonawcą – mówi Mikołaj Wild, prezes spółki CPK.

Master plan CPK będzie gotowy w 2022 r., ale odbiory poszczególnych części składowych zaczną się już w przyszłym roku.

Spółka CPK wymagała od kandydatów do roli master plannera doświadczenia w przygotowaniu analogicznej dokumentacji: dla dużych lotnisk przesiadkowych (czyli: hubów), dla inwestycji infrastrukturalnych typu greenfield (projektowanych i budowanych od podstaw), dla lotnisk obsługiwanych transportem kolejowym. Spółka sprawdzała też zdolności finansowo-ekonomiczne do realizacji zamówienia o tej skali, co CPK.

ADP Ingénierie to spółka zależna Grupy ADP, która jest operatorem lotnisk m.in. De Gaulle’a i Orly w Paryżu. Firma działa w 20 krajach i zatrudnia w sumie 420 ekspertów. Była zaangażowana m.in. w budowę lotnisk Daxing w Pekinie i Incheon w Seulu. IDOM to z kolei hiszpańska grupa inżynieryjna, w której pracuje ponad 3,8 tys. osób w 45 biurach w różnych częściach świata. Ta firma przygotowała m.in. projekt konstrukcyjny Terminala 2 dla Heathrow w Londynie. Spółka brała udział w opracowywaniu master planu dla portów lotniczych m.in. w Manili na Filipinach i Santa Lucia w Meksyku.

NACO Netherlands Airport Consultants i Royal HaskoningDHV to uczestnicy konsorcjum z Holandii. Od początku swojej działalności NACO było zaangażowane w projekty na ponad 600 lotniskach na całym świecie, m.in. w budowę otwartego w ub. roku lotniska Daxing w Pekinie, a wykonywało master plan np. dla portów: w stolicy Meksyku i Phnom Penh w Kambodży. NACO od lat 50. ubiegłego wieku współpracuje przy kolejnych projektach z Portem Lotniczym Amsterdam-Schiphol, który jest trzecim lotniskiem w Europie pod względem liczby pasażerów (72 mln w 2019 r.) Royal HaskoningDHV ma z biura w 30 krajach i zatrudnia łącznie ponad 5,8 tys. specjalistów.

ILF Consulting Engineers to niemiecko-austriacki koncern, który wystartował w przetargu CPK w konsorcjum z firmą amd.sigma. Większościowym udziałowcem tej ostatniej jest Port Lotniczy w Monachium (jedyne lotnisko przesiadkowe w Europie, które uzyskało pięć gwiazdek w lotniskowym rankingu jakości Skytrax). Dla lotniska w Monachium ILF przygotowuje obecnie koncepcję rozbudowy do 2035 r. Terminalu 1. Koncern opracowywał master plany m.in. dla lotnisk w Wiedniu w Austrii, Zhengzhou w Chinach i Quito w Ekwadorze. W ciągu 50 lat ILF zrealizował ponad 6 tys. projektów w 150 krajach. Zatrudnia 2,4 tys. osób w ponad 40 biurach na pięciu kontynentach.

Równolegle do postępowania na master plan spółka CPK prowadzi postępowanie na doradcę strategicznego. W drugiej połowie października br. oferty w postępowaniu złożyły dwa porty lotnicze z Azji: Incheon w Seulu i Narita w Tokio. Doradca strategiczny ma zapewnić wiedzę operacyjną i komercyjną dotyczącą projektowania, budowy i efektywnego zarządzania dużym lotniskiem przesiadkowym. CPK planuje wybranie doradcy strategicznego przed końcem roku – podobnie jak wykonawcy master planu. Umowa na doradcę zostanie podpisana na trzy lata, co oznacza, że będzie dotyczyła etapów planowania i projektowania inwestycji lotniskowej.

Oba podmioty – master planner z Europy i doradca strategiczny z Azji – wejdą w skład zintegrowanego zespołu CPK, który będzie przygotowywał budowę Portu Solidarność.

Polska aplikacja pomoże w diagnozowaniu chorych zakażonych koronawirusem

Z inicjatywy Centrum Symulacji Medycznych i Innowacji Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego oraz firmy Termini powstała COVID.Termini.app, pierwsza polska aplikacja, pomagająca w diagnozowaniu chorych zakażonych koronawirusem, bez konieczności wizyty u lekarza. Zastosowana na dużą skalę, będzie mogła odciążyć służbę zdrowia i dostarczać danych dotyczących przebiegu choroby.

Stworzenie aplikacji COVID.Termini.app, która powstała w ramach projektu systemu rejestracji pacjentów współfinansowanego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBiR), to efekt pracy 7-osobowego zespołu programistów spółki Termini. Projekt powstał z inicjatywy Centrum Symulacji Medycznych i Innowacji Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego (CSMI WUM) w konsultacji z Zakładem Informatyki Medycznej i Telemedycyny WUM. To pierwsze takie rozwiązanie w Polsce i jedno z pierwszych w Europie.

– Głównym celem, jakie sobie postawiliśmy jest odciążenie polskiego systemu ochrony zdrowia poprzez zautomatyzowanie działań na niektórych poziomach opieki nad pacjentami. Aplikacja pomoże typować osoby, które mogą już być zakażone, nawet jeśli nie odczuwają jeszcze objawów infekcji. Wskaże też czy dany pacjent potrzebuje bezpośredniej konsultacji lekarskiej, czy też może zostać w domu, gdzie jego stan będzie na bieżąco monitorowany – mówi dr Marcin Kaczor, prezes CSMI WUM. – Korzystanie z aplikacji nie zastępuje oczywiście badania, ale dzięki analizie trzech podstawowych parametrów umożliwia przyśpieszenie decyzji diagnostycznych i terapeutycznych.

COVID.Termini.app jest już dostępna online i w pełni gotowa do użytku, ale aktywowana zostanie dopiero wtedy, kiedy w systemie pojawią się administratorzy (mogą nimi być placówki medyczne, ale też samorządy), którzy wykupią abonament na korzystanie z niej.

– Dopóki to się nie wydarzy, każdy pacjent, który wypełni formularz rejestracyjny i wprowadzi dane otrzyma maila z powiadomieniem, czy aktualnie jego miasto, gmina, czy powiat jest obsługiwany przez jakiś podmiot zarządzający – mówi Michał Szulecki, prezes spółki Termini.

Jak to działa?

Korzystanie z COVID.Termini.app jest bardzo proste. Jedyny wydatek, jaki ponosi pacjent jest związany z zakupem pulsoksymetru – nieinwazyjnego (zakładanego na palec) urządzenia elektronicznego, służącego do pomiaru saturacji, czyli wysycenia tlenem krwi.

Po zarejestrowaniu się w dostępnej online aplikacji, użytkownik podaje trzy dane: procentowy wynik badania pulsoksymetrem, subiektywną ocenę odczuwalnych duszności (w skali od 1 do 10) oraz temperaturę ciała. W kolejnej wersji aplikacji konieczne będzie jeszcze dodanie informacji o liczbie oddechów na minutę oraz wartości tętna, którego wartość także można odczytać z pulsoksymetru. Dane będą automatycznie przesyłane do lekarza lub ratownika medycznego zarejestrowanego w systemie, wskazanego przez samorząd lub instytucję publiczną – administratora.

– Jeśli wynik pomiarów jest niepokojący, na przykład pulsoksymetr wskazuje wielkość saturacji poniżej 90%, pacjent zostaje oznaczony za pomocą „czerwonej chorągiewki”. Lekarz wie, że osoba taka potrzebuje pomocy i dzwoni do niej, żeby przeprowadzić dodatkową konsultację – wyjaśnia Michał Szulecki. –  W trakcie rozmowy może ocenić, że np. z chorym nie jest dobrze, ale może on samodzielnie dotrzeć do szpitala, albo że jego stan wymaga wezwania karetki – mówi Szulecki.

Dodaje, że docelowo w ramach aplikacji będzie wdrożony drugi kanał przekazywania danych przez pacjenta – automatyczna ankieta telefoniczna. Pacjent, zamiast wpisywać dane do aplikacji, będzie mógł wybierać je tonowo w trakcie połączenia głosowego z automatem. Jeśli wyniki będą niepokojące, na końcu usłyszy komunikat: „Za chwilę skontaktuje się z tobą lekarz”.

Żeby skutecznie monitorować stan pacjentów wymagane jest wprowadzanie danych minimum dwa razy dziennie. Jeśli pacjent tego nie robi system automatycznie powiadamia za pomocą SMS o kolejnym terminie przeprowadzenia pomiarów.

Nie tylko dla szpitali i sanepidu

Twórcy COVID.Termini.app podkreślają, że działanie aplikacji będzie miało sens pod warunkiem jej stosowania na szeroką skalę. Dlatego zakładają, że jej administratorami nie muszą być placówki ochrony zdrowia, które i tak już obecnie są przeciążone pracą.

– Usługę obsługi mieszkańców może zamówić np. samorząd: województwa, powiatu gminy czy miasta. Ze swojej strony zapewniamy też zakontraktowanie ratowników medycznych do obsługi aplikacji, zarządzania danymi i działaniami dla pacjentów – mówi Michał Szulecki. Ponieważ aplikacja jest połączona z GUS-owskim rejestrem TERYT, pacjent po wybraniu swojej lokalizacji automatycznie trafia do najbliższego administratora (ratownika lub lekarza).

– Każde miasto może dzięki temu zadbać o swoich mieszkańców i jednocześnie odciążyć sanepid i szpitale. To idealne rozwiązanie problemu z jakim borykają się obecnie osoby podejrzewające u siebie chorobę – brakiem możliwości szybkiego kontaktu z wyszkolonym pracownikiem ochrony zdrowia w celu zdiagnozowania i profesjonalnej oceny stanu chorego – dodaje dr Marcin Kaczor.

W Dubaju zobaczysz je w korytarzu szpitala, a w Polsce – na ekranie telewizora. Roboty wkraczają do służby zdrowia

Branża opieki zdrowotnej zainwestuje 14 mld dolarów w rozwój robotów, które pomogą nam uporać się z deficytem personelu medycznego. Czeka nas prawdziwa rewolucja – mówi Anna Lew-Starowicz, prezes Telemedika.net, e-przychodni oferującej telekonsultacje medyczne. Już za chwilę na oddziałach pojawią się maszyny, które z łatwością przejmą część obowiązków pielęgniarek, a może nawet  lekarzy.

Wg raportu “Medical Robotics Global Market – Forecast to 2026” światowy rynek robotyki medycznej ma do 2026 roku osiągnąć wartość prawie 14 mld dolarów (13 899,4 mln USD). Od 2019 wzrost w tym obszarze ma się odbywać tempie dwucyfrowym. Wpływ na to mają takie czynniki, jak zwiększenie popytu na chirurgię małoinwazyjną, potrzeba zapewnienia wysokiej jakości usług medycznych, innowacje technologiczne, a także starzejące się społeczeństwa, wymagające coraz lepszej opieki. Przemożny wpływ na branżę ma również światowa pandemia koronawirusa, która spowodowała przeciążenie systemów opieki zdrowotnej niemal na całym świecie i ujawniła, że bez wykorzystania nowoczesnych technologii nie uda się pokonać choroby.

Ostatnie miesiące przekonały nas, że jesteśmy gotowi na zmiany w służbie zdrowia – zauważa prezes Telemedika.net, e-przychodni oferującej telekonsultacje medyczne – Teleporady lekarskie, które jeszcze na początku 2020 roku stanowiły rodzaj nowinki czy ciekawostki, dziś, po kilku miesiącach pandemii, są codziennością. Z naszych usług do tej pory skorzystało już ponad 45 tys. pacjentów, co dobitnie świadczy, że ten rodzaj konsultacji lekarskich przyjął się w społeczeństwie i nic nie wskazuje, abyśmy po ustaniu pandemii musieli wrócić do bezpośrednich spotkań z lekarzami w gabinetach.

Czy zatem kolejnym przystankiem na drodze do poprawy sytuacji w służbie zdrowia będzie wprowadzenie robotów na oddziały szpitalne? Działania w tym zakresie trwają nie tylko na świecie, ale także w Polsce. Oto kilka tygodni temu w mediach pojawiła się informacja, że naukowcy z Politechniki Śląskiej w Gliwicach zaprezentowali robota, który mógłby wesprzeć w pracy pielęgniarki w szpitalach zakaźnych. Czym na początek mogłaby się zająć taka maszyna? Działaniami najprostszymi, ale często pochłaniającymi wiele czasu i energii, jak mierzenie temperatury pacjentów i innych parametrów życiowych czy podawanie im leków. Do tego robot mógłby zadbać o utrzymanie czystości i odkażanie pomieszczeń szpitalnych.

Precyzyjne narzędzie

Tego typu rozwiązania już od pewnego czasu są zresztą wprowadzane w krajach Europy Zachodniej, rozwiniętych krajach Azji czy w USA. Humanoidalne roboty wspierają tam zarówno pracę salowych i pielęgniarek, jak i pełnią rolę asystentów osób starszych w domach opieki czy hospicjach.

W Dubaju na przykład osiem “inteligentnych” robotów zajmuje się sterylizacją prowadzonych przez rząd szpitali i klinik. Wykorzystują tym celu promieniowanie ultrafioletowe. Kholoud Abdullah Al Ali, lider zespołu Dubai Future Accelerators przyznaje: – Roboty są bardzo sprawne i mogą zakończyć kompleksową sterylizację pomieszczenia w ciągu 10 do 15 minut. To sprawia, że ​​proces zapobiegania zakażeniom jest wysoce skuteczny. [Dodatkowo ta technologia] może być używana do sterylizacji wielu miejsc, takich jak biura, sale szpitalne i korytarze, sale operacyjne, magazyny, mieszkania i inne przestrzenie. Ile zaoszczędzają one pracy personelowi medycznemu? Raczej trudno to policzyć.

Roboty mogą także wydatnie wspomagać pracę specjalistów, np. chirurgów. Świętym Graalem tej specjalizacji, o skorzystaniu z którego marzy chyba każdy lekarz, jest system robotyczny Da Vinci. Ma on niezwykle szerokie zastosowanie – od urologii i ginekologii po kardiologię i laryngologię. Pozwala na przeprowadzenie niezwykle precyzyjnych działań chirurgicznych oraz wyeliminowanie niepożądanych skutków operacji. A do tego operator może znajdować się na drugim końcu świata, robotem można bowiem sterować zdalnie, dzięki połączeniu sieciowemu.

To kolejna odsłona telemedycyny, w której lekarz już nie tylko konsultuje pacjenta i udziela porad, ale przeprowadza zabiegi chirurgiczne na odległość – komentuje Anna
Lew-Starowicz. – To zaś sprawia, że pacjenci mają jeszcze szerszy dostęp do wybitnych specjalistów z różnych dziedzin i nie są ograniczeni tylko do tych lekarzy, którzy działają w ich miejscu zamieszkania.

Przywrócić sprawność

Obok asystowania pacjentom, lekarzom lub pozostałemu personelowi medycznemu roboty w służbie zdrowia mają do odegrania jeszcze jedną niezwykle ważną rolę. Jest nią przywrócenie sprawności osobom, które uległy różnego rodzaju urazom lub cierpią na schorzenia, ograniczające możliwość poruszania się. Taką rolę pełnią egzoszkielety. Dzięki czujnikom wykrywającym sygnały elektryczne użytkownik takiego urządzenia może sterować nim w sposób naturalny – własnymi myślami. W efekcie chodzenie wspomagane egzoszkieletem przestaje różnić się od sposobu poruszania się osoby, która nie uległa urazowi, a osoby dotychczas skazane na poruszanie się na wózkach i pomoc innych mogą odzyskać sprawność i samodzielność.

Pakiet korzyści

Choć wszystkie te rozwiązania mogą się wydawać dość nieprawdopodobne, ich wykorzystanie przynosi szereg korzyści, wobec których trudno będzie przejść obojętnie każdemu, komu rzeczywiście leży na sercu poprawa jakości świadczonych usług medycznych. Oto na przykład wspomniany wcześniej raport Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie ujawnił, że podczas pandemii 27 proc. lekarzy i 34 proc. pielęgniarek doświadczyło różnego rodzaju przejawów hejtu. Być może tu tkwi jedna z przyczyn zamiaru ich odejścia z zawodu. Tymczasem roboty będą najzwyczajniej w świecie nieczułe na hejt, w dodatku zawsze zachowają „zimną krew” i pełen profesjonalizm. Do tego odpowiednio skonfigurowane maszyny będą odporne na przykład na pomyłki, wynikające choćby właśnie ze zdenerwowania czy zmęczenia. Ograniczenie zaś liczby błędów ludzkich znacząco wpłynie na poprawę bezpieczeństwa pacjentów.

Do tego roboty medyczne mogą przynieść szpitalom wymierne oszczędności finansowe. Bo choć ich implementacja może wiązać się na początku z dużymi kosztami, to po jej dokonaniu robot taki jest w stanie pracować bez przerwy, nie pobierając za to wynagrodzenia ani innych świadczeń. Jest dostępny 24 godziny każdego dnia i odporny na choroby.

Robotyzacja służby zdrowia może także poprawić dostępność łóżek szpitalnych – tak deficytowego towaru w ostatnim czasie. Oto bowiem dzięki robotom na oddział szpitalny pacjenci przyjmowani mogliby być tylko w celu wykonania najważniejszych czynności medycznych czy zabiegów. Po kilku dobach pacjent byłby odsyłany do własnego domu wraz z wypożyczonym mu robotem, który przez następne kilka czy kilkanaście dni sprawowałby nad nim opiekę, monitorując parametry życiowe i konsultując je na bieżąco z lekarzami w szpitalu. To z pewnością poprawiłoby rotację pacjentów w szpitalach, a co za tym idzie dostępność usług medycznych.

Podołać wyzwaniom

Jestem przekonana, że tylko dzięki aktywnemu wdrażaniu nowoczesnych rozwiązań w ochronie zdrowia będziemy w stanie sprostać wszystkim czekającym nas wyzwaniom – konkluduje prezes Telemedika.net. – Tych zaś przecież nie brakuje. Obok wszystkich, które ujawniła pandemia, mamy bowiem jeszcze kilka, które być może odeszły chwilowo na plan dalszy, ale wkrótce dadzą o sobie znać, jak choćby starzejące się społeczeństwo, któremu coraz trudniej będzie zapewnić właściwy poziom opieki medycznej tradycyjnymi metodami.

Wszystko to sprawia, że powinniśmy zacząć żegnać się ze służbą zdrowia, jaką znamy dotąd. Przyszedł bowiem czas, aby odpowiedzieć sobie na pytanie, czy ważniejsze jest zdrowie, czy przyzwyczajenia. A konsultacje lekarskie przez komunikatory, operacje na odległość i robot zamiast pielęgniarki to po prostu przyszłość. Unikając tego typu rozwiązań skażemy się zaś na systematyczne pogarszanie się poziomu opieki zdrowotnej, a tym samym obniżenie jakości naszego życia oraz jego długości.

Najgorsze przed nami?

Wydaje się, że pandemia to najgorsze, co mogło spotkać polską służbę zdrowia – w wielu obszarach niedoinwestowaną, zapóźnioną i z brakami w personelu. Tymczasem okazuje się, że najgorsze być może jeszcze przed nami. Opublikowany niedawno raport Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie ujawnia to, co może wydarzyć się, kiedy wreszcie poradzimy sobie z koronawirusem. Otóż wg jego autorów 29 proc. lekarzy po zakończeniu pandemii zamierza ograniczyć swoją aktywność zawodową. 15 proc. chce w ogóle odejść z polskiego rynku pracy. To samo zamierza zrobić 10 proc. pielęgniarek.

Dane te, wobec faktu, że w Polsce już dziś na 1000 mieszkańców przypada 2,3 lekarza – co jest najniższym wynikiem w Europie – mogą budzić niepokój. Oznaczają one bowiem, że zbliżamy się wielkimi krokami do chwili, w której nie będzie miał kto ani leczyć pacjentów, ani opiekować się nimi w trakcie hospitalizacji. Na szczęście jednym ze sposobów wyjścia z impasu może okazać się wykorzystanie nowoczesnych technologii, w tym także robotów.

Wrocław przyciąga firmy stawiające na badania i rozwój. Kryzys wywołany koronawirusem nie odstraszył inwestorów

– Pandemia koronawirusa spowolniła pewne projekty inwestycyjne również we Wrocławiu, ale sytuacja się ustabilizowała i inwestorzy do nas wracają – mówi Mateusz Jarzombek z Agencji Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej. Stolica Dolnego Śląska uzyskała wysoką pozycję w rankingu Globalization and World Cities 2020, według którego zaraz po Warszawie jest najsilniejszym ośrodkiem gospodarczym w Polsce. To dobra rekomendacja dla miasta, zwiększająca jego atrakcyjność dla firm, także o globalnym zasięgu, które poszukują lokalizacji dla nowych inwestycji.

Ranking „The World According to GaWC” organizowany przez brytyjski think tank Globalization and World Cities (GaWC) przy Loughborough University kwalifikuje miasta do kilku kategorii: alfa, beta i gamma, a także high sufficiency i sufficiency (poziom wysoki dostateczny i dostateczny). W tegorocznej edycji Wrocław awansował do kategorii gamma, w której są metropolie łączące małe regiony i państwa z globalną gospodarką, np. Ankara, Ottawa, Nashville czy Turyn. W poprzednich edycjach raportu, w 2018 i 2016 roku, był oceniany o klasę niżej. Warszawa już od lat jest w kategorii alfa (w tym roku spadła do poziomu alfa –). Ponadto Wrocław jest najwyżej ocenionym niestołecznym miastem Europy Środkowej.

– Cieszymy się z wyniku Wrocławia i robimy wszystko, żeby w kolejnych edycjach rankingu uplasować się jeszcze wyżej. Jego tegoroczna pozycja jest lepsza niż w poprzednich latach, co wynika przede wszystkim z nieustającej pracy i koncentrowaniu się na ważnych założeniach, czyli innowacjach, przedsiębiorczości i nowych technologiach. Globalization and World Cities stawia na miasta, w których bardzo istotnym elementem są nowoczesne usługi biznesowe – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Mateusz Jarzombek, dyrektor Centrum Wspierania Biznesu w Agencji Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej.

Jak podkreśla, Wrocław wybierany jest przez inwestorów z wielu powodów, a jednym z najważniejszych jest otwartość mieszkańców i świetny klimat dla biznesu. To miasto o wysokiej jakości życia, które w dodatku stawia na ekologię i zrównoważony rozwój.

– Nie chcemy się porównywać do Warszawy, która rządzi się swoimi prawami, natomiast staramy się dotrzymać jej kroku. Dlatego Wrocław jest doskonale skomunikowany, szczególnie dzięki szerokiej siatce połączeń lotniczych, i tym sposobem jest dostępny dla osób z różnych regionów Europy i świata – dodaje dyrektor w ARAW.

Na atrakcyjność Wrocławia wpływa również fakt, że nawet w obliczu tak trudnej sytuacji, jaką jest pandemia koronawirusa, nie odnotował trwałego spowolnienia gospodarczego, a te projekty, które wyhamowały, już wróciły na właściwe tory.

– Lokalni przedsiębiorcy dostrzegają szanse w wyzwaniach, które stawia im pandemia koronawirusa, stąd transformacja cyfrowa, która jeszcze niedawno była tylko w sferze planów na przyszłość, dzisiaj staje się już faktem. Nie bez powodu Wrocław nazywany jest stolicą IT i nietrudno odgadnąć, że ta branża bardzo dobrze dziś funkcjonuje. Podobnie jak inne branże związane z e-commerce, które świetnie się rozwijają i szybko zaadaptowały się do nowej rzeczywistości. Wrocław jest również silnym ośrodkiem akademickim, a to znaczy, że firmy technologiczne mają dostęp do wykwalifikowanej kadry – zauważa Mateusz Jarzombek.

Zaznacza, że stolica Dolnego Śląska to również nowoczesny przemysł oraz centra usług dla biznesu.

– Nowoczesne centra usług zlokalizowane we Wrocławiu doskonale się rozwijają i z pewnością będą świadczyć o harmonijnym rozwoju gospodarczym naszego regionu. Jesteśmy także wciąż atrakcyjnym i konkurencyjnym rynkiem dla przemysłu. Sektor ten z pewnością będzie chciał wykorzystać potencjał, jaki drzemie w mieszkańcach. Liczymy też na to, że nasze atuty zostaną dostrzeżone przez działy badań i rozwoju kolejnych firm, dla których stolica Dolnego Śląska będzie doskonałą lokalizacją – zakłada dyrektor Centrum Wspierania Biznesu ARAW.

W 2020 roku w rankingu „The World According to GaWC” za Wrocławiem znalazły się także inne polskie miasta: Poznań (gamma –), Katowice (gamma –), Kraków (poziom wysoki dostateczny) oraz Łódź (poziom dostateczny).

Coraz więcej firm wysyła pracowników na profilaktyczne testy na koronawirusa. Nowy sposób ich wykonywania pozwala o 2/3 obniżyć koszt diagnostyki

W Polsce padają w ostatnich tygodniach rekordy zakażeń SARS-CoV-2. Firmy, które – ze względu na rodzaj prowadzonej działalności – nie mogą pozwolić sobie na pracę zdalną, coraz częściej decydują się na prywatne testy w kierunku COVID-19, żeby zapewnić bezpieczeństwo pracy i uniknąć przestojów w działalności. Problemami są jednak koszt badania dużej liczby pracowników oraz fakt, że wizyta w placówce medycznej i czekanie w kolejce stwarzają dodatkowe ryzyko. Dlatego też na rynku pojawiają się rozwiązania, które mają szansę pozytywnie wpłynąć na ograniczenie rozprzestrzeniania się koronawirusa. Proteon Pharmaceuticals, we współpracy z Instytutem Biologii Medycznej PAN, opracował nowatorską metodę diagnostyczną, która pozwala wykonywać testy na dużych grupach pracowników, obniżając przy tym ich koszt o ok. 2/3.

W celu ograniczenia pandemii GIS opracował wytyczne dla zakładów pracy i poszczególnych branż, które obejmują m.in. częstą dezynfekcję i zachowanie odstępów pomiędzy stanowiskami pracy. Obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa i reżimu sanitarnego spoczywa na pracodawcach. Jednak np. w biurach typu open space czy w firmach produkcyjnych jest to trudne, a w przypadku wykrycia wirusa wśród pracowników trzeba liczyć się z przestojem i wynikającymi z tego stratami finansowymi.

– Dystans, stosowanie maseczek i higiena dłoni zmniejszają ryzyko zakażenia koronawirusem. Natomiast wśród osób pracujących np. w działach produkcyjnych, gdzie ludzie fizycznie muszą się ze sobą kontaktować, nie zawsze jest to możliwe. Z naszej praktyki, jako firmy biotechnologicznej, wynika, że ogólne zalecenia sanitarne nie są wystarczające – mówi agencji Newseria Biznes prof. dr hab. Jarosław Dastych, prezes Proteon Pharmaceuticals. W sytuacji kryzysowej odpowiedzialność pracodawcy rośnie. Zespół oczekuje wskazówek od kierownictwa i opieki nad pracownikami. Ludzie chcieliby wiedzieć, że firma zapewnia im jak najwyższe bezpieczeństwo w trakcie pracy.

Dlatego też coraz więcej pracodawców decyduje się na przeprowadzanie profilaktycznych testów w kierunku COVID-19 wśród pracowników, żeby zapewnić im bezpieczeństwo pracy, uniknąć przymusowej kwarantanny, a jednocześnie utrzymać ciągłość biznesową przedsiębiorstwa.

W naszej firmie rutynowo prowadzimy profilaktyczne testy wszystkich pracowników. Każdy z nas przychodzi do pracy ze świadomością, że kilka dni temu wszyscy byli testowani, mają wyniki negatywne i nie zarażają – dodaje prof. Dastych.

WHO podkreśla, że testy wykrywające zakażenie SARS-CoV-2 są jednym z podstawowych narzędzi w walce z pandemią, i rekomenduje diagnostykę metodą RT-PCR. Te jako jedyne wykrywają czynną infekcję na wczesnym etapie, zanim organizm wytworzy przeciwciała. Testy wykonywane tą metodą są wysoce czułe i mniej podatne na błędy, ponieważ badanie przeprowadza się w jednej zamkniętej probówce, a wynik uzyskuje się w ciągu 6–8 godzin. Diagnostykę przeprowadza się na podstawie wymazu z nosogardzieli, a materiał do badania jest najczęściej pobierany w warunkach szpitalnych albo w specjalnie do tego przystosowanych punktach pobrań. Problem stanowi fakt, że wizyta w placówce medycznej i czekanie w kolejce stwarza dodatkowe ryzyko kontaktu z osobami potencjalnie zakażonymi. Dlatego na rynku pojawiło się badanie RT-PCR na obecność wirusa SARS-CoV-2 wykonywane nie na podstawie wymazu z nosogardzieli, lecz próbki śliny bądź wymazu z gardła, które można pobrać samodzielnie.

– Przy pobraniu materiału do badania z nosogardzieli niezbędny jest udział wykwalifikowanego pracownika służby zdrowia. Natomiast przy wymazie z gardła czy pobraniu próbki śliny wystarczy zestaw do samodzielnego pobrania, a pacjent może sam wykonać taki wymaz zgodnie z instrukcją – przekonuje prof. dr hab. Jarosław Dziadek, dyrektor Instytutu Biologii Medycznej PAN. – Te próbki również są bardzo dobrej jakości, a wyniki wiarygodne.

– Testowanie i badania przeprowadzane na dużej grupie osób to sytuacja, która tworzy niepotrzebny kontakt. W różnych krajach są różne podejścia do tego, jak należy przeprowadzać te testy. Diagnostyka metodą RT-PCR jest przyjęta jako tzw. złoty standard, ale wirus pojawił się dopiero na początku tego roku i wszystkie wytyczne – włącznie z pochodzącymi od WHO – są bardzo młode, wciąż pojawiają się nowe dane, które zmieniają nasze podejście – dodaje prof. Jarosław Dastych.

Proteon Pharmaceuticals wprowadził możliwość przeprowadzenia testów RT-PCR bez konieczności wychodzenia z domu. Czysty zestaw do samodzielnego pobrania próbki można zamówić online na www.proteonzdrowie.pl, a dostawa na wskazany adres (w Łodzi i w Warszawie) jest realizowana jeszcze tego samego bądź następnego dnia. Próbkę pobiera się zgodnie z dołączoną prostą instrukcją.

Pobrany materiał można bez czekania w kolejce zostawić w jednym z mobilnych punktów odbioru bądź zamówić wyspecjalizowanego kuriera. W sytuacjach wyjątkowych i pilnych kurier dostarczający czysty zestaw pobraniowy może poczekać na próbki od pacjenta i natychmiast przewieźć je do laboratorium. Wszystkie próbki są badane w jednym z laboratoriów akredytowanych przez Ministerstwo Zdrowia, a wynik otrzymuje się zazwyczaj następnego dnia roboczego po dostarczeniu materiału do laboratorium.

– To coraz częstsze rozwiązanie. Nie jesteśmy jedynymi, którzy oprócz klasycznych punktów pobrań i drive-thru wprowadzają możliwość bezpiecznej, efektywnej diagnostyki właśnie poprzez samodzielne wykonanie wymazu lub pobranie samodzielnie próbki śliny. Dane pokazują, że to bardzo efektywnie wykrywa osoby zakażone wirusem – podkreśla prezes Proteon Pharmaceuticals. – Amerykańska agencja regulacyjna FDA dopuściła zestawy do samodzielnego wykonywania wymazów, ogłaszając, że na ich podstawie uzyskuje się porównywalną jakość diagnostyczną jak w przypadku testów wykonywanych przez profesjonalistów w punktach pobrań.

Według rządowych zaleceń testy są w tej chwili wykonywane tylko u pacjentów objawowych, którzy mają symptomy wskazujące na zakażenie koronawirusem. Dlatego rośnie liczba osób, które decydują się na przeprowadzenie diagnostyki w prywatnych gabinetach, ponieważ wiedzą lub podejrzewają, że miały kontakt z osobą zakażoną, albo wróciły z zagranicy. Z kolei firmy, które chcą przebadać pracowników, mogą skorzystać z okresowych testów epidemiologicznych, które Proteon Pharmaceuticals przeprowadza na dużej grupie osób.

Taki masowy test ma dwa etapy. W pierwszym próbki śliny kilku osób (zazwyczaj od 4 do 12) są łączone i badane metodą RT-PCR opracowaną specjalnie do tego typu badań przez Proteon we współpracy z Instytutem Biologii Medycznej PAN. Test opiera się na detekcji trzech genów wirusowych i ma wysoką czułość. Jeżeli w tej puli kilku próbek znajdzie się choć jeden wynik pozytywny, każda z osób jest dalej diagnozowana indywidualnie.

 Testy pulowane można najlepiej omówić na przykładzie 100-osobowej grupy. Jeżeli chcemy w niej zidentyfikować osoby zakażone, możemy przeprowadzić 100 indywidualnych testów diagnostycznych. To jest oczywiście kosztowne, szczególnie że takie badania należałoby powtarzać w miarę regularnie. Tutaj właśnie można zastosować testy pulowane, czyli pobrać od pracowników materiał do badań, następnie pogrupować np. po pięć próbek razem i stworzyć łącznie 20 takich puli. Wtedy możemy zaobserwować, w której puli znajdują się osoby wykazujące nosicielstwo wirusa SARS-CoV-2, i tylko ją przekazać do badań indywidualnych. To oznacza wykonanie kilkunastu zamiast łącznie stu testów diagnostycznych. Pozwala to obniżyć koszt całego badania o około 2/3 – tłumaczy dyrektor Instytutu Biologii Medycznej PAN.

W najbliższym czasie euro może jeszcze się umocnić w stosunku do dolara. Dalszy scenariusz zależy od rozwoju pandemii w USA

Wspólna europejska waluta od początku listopada umacnia się względem amerykańskiego dolara. To efekt fali optymizmu na rynkach i odstąpienia inwestorów od „bezpiecznych przystani”, do których należy waluta Stanów Zjednoczonych. Zdaniem analityka walutowego Marcina Kiepasa trend ten potrwa jeszcze tydzień lub dwa, ale mocniejsze uderzenie drugiej fali pandemii za oceanem może przerwać tę passę.

Od pierwszych dni listopada jesteśmy świadkami wyraźnego umocnienia euro względem dolara. Ten mocny ruch do góry miał miejsce w następstwie przede wszystkim poprawiających się nastrojów na rynkach globalnych i związanego z tym wzrostu apetytu na ryzyko – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Kiepas, analityk walutowy Tickmill. – To następowało w oczekiwaniu na zmianę warty w Białym Domu, a przede wszystkim w oczekiwaniu na przyszłe uchwalenie dużego pakietu fiskalnego. Jednocześnie inwestorzy ignorowali szereg innych czynników, negatywnych z punktu widzenia rynków, a więc i z punktu widzenia eurodolara, jak chociażby pandemia w Europie i wprowadzane kolejno przez europejskie rządy lockdowny.

Optymizm inwestorów widoczny jest nie tylko na rynkach walutowych, ale także na giełdach. Indeks szerokiego amerykańskiego rynku S&P 500 ustanowił 9 listopada kolejny rekord, przekraczając 3610 punktów, technologiczny NASDAQ zbliżył się do poziomów z początku września, niemiecki DAX ponownie przekroczył 13 tys. punktów i nawet polski WIG20 zaliczył najlepszy tydzień od 12 lat. Nie przeszkodziło temu odłożenie uchwalenia pakietu fiskalnego w Stanach Zjednoczonych na okres po wyborach prezydenta, Senatu i Izby Reprezentantów (demokraci chcieli 2,2 bln dol., republikanie byli skłonni zgodzić się na 1,88 bln dol.). Nawet prowadzenie Joe Bidena w wyścigu do Białego Domu nie popsuło nastrojów, gdyż rynki są przekonane, że Senat pozostanie w rękach republikanów, co utrudni przeprowadzenie gwałtownych reform, takich jak np. podwyżka podatków dla najbogatszych czy podział wielkich firm technologicznych.

Rynki zignorowały też m.in. zapowiedź poluzowania polityki monetarnej przez Europejski Bank Centralny, co w normalnych warunkach byłoby czynnikiem osłabiającym euro względem dolara. Sytuacja na wykresie eurodolara, ale też otoczenie rynkowe sugerują, że te dobre nastroje na rynkach finansowych mogą być podtrzymane, chociażby przez ostatnie doniesienia na temat skutecznej szczepionki na koronawirusa – przewiduje Marcin Kiepas. – To wszystko każe oczekiwać, że w perspektywie tygodnia, może dwóch tygodni kurs eurodolara ponownie przetestuje okolicę 1,20, a więc poziomy, które stały się momentem zwrotnym na początku września.

Euro umacnia się do dolara nie tylko od listopada, ale w ogóle w tym roku. Od stycznia zyskało ponad 5 proc., a w ciągu ostatnich 12 miesięcy – niemal 7 proc. Wyjątkiem był marzec, gdy uderzenie pierwszej fali pandemii na Europę osłabiło eurodolara z poziomu ok. 1,14 do mniej niż 1,10. Jednak już od drugiej połowy maja, czyli zluzowania obostrzeń, europejska waluta wznowiła rajd w górę. Na przełomie lipca i sierpnia przekroczyła poziom 1,175 i od tej pory oscyluje wokół niego. Obecnie eurodolar kosztuje około 1,18 dol., najwięcej od przełomu sierpnia i września, gdy zbliżył się do granicy 1,20.

Trwałe wybicie powyżej 1,20 staje pod sporym znakiem zapytania. Przede wszystkim dlatego, że poważnym ryzykiem z punktu widzenia rynków jest rozszerzająca się druga fala pandemii w Stanach Zjednoczonych. Wydaje się, że Ameryka idzie ścieżką wcześniej wydeptaną przez Europę, z dwutrzytygodniowym opóźnieniem. Można więc zakładać, że w drugiej połowie listopada Stany Zjednoczone będą się borykały z takimi samymi problemami dotyczącymi liczby zakażeń i systemu ochrony zdrowia, co obecnie Europa – komentuje analityk walutowy Tickmill. – Istnieje więc ryzyko, że również tam będą wprowadzane lockdowny, a to miałoby negatywne przełożenie na nastroje na rynkach finansowych, a więc nie tylko zatrzymałoby wzrosty eurodolara, ale nawet mogłoby prowokować zwrot na tej parze.

Akcyza na podgrzewacze tytoniu jest pięciokrotnie niższa niż na tradycyjne papierosy. Dla budżetu to oznacza stratę 1 mld zł rocznie

0

Nowatorskie wyroby tytoniowe są w Polsce opodatkowane pięciokrotnie niższą stawką akcyzy niż papierosy tradycyjne, a to może zniekształcać rynek – podkreślili eksperci podczas debaty zorganizowanej przez Business Centre Club. Ich zdaniem potrzebne jest urealnienie stawki akcyzy na nowatorskie wyroby i wprowadzenie planu, który określi kierunek polityki akcyzowej dla branży tytoniowej w kilkuletniej perspektywie. Eksperci wskazują, że te działania pozwoliłyby zwiększyć wpływy z akcyzy do budżetu państwa o ok. 1 mld zł rocznie. 

– Mamy do czynienia z trzema grupami wyrobów, które zaspokajają analogiczną potrzebę konsumenta: tradycyjne papierosy, wyroby nowatorskie i płyny do papierosów elektronicznych. Te produkty są w istotnym zakresie substytutami, a rynek jest zniekształcany za pomocą podatków – niektóre wyroby są faworyzowane, a niektóre dyskryminowane. Należy to, po pierwsze, z punktu widzenia  biznesowego wyeliminować, bo podatki, zwłaszcza tak ważne jak akcyza, powinny być pod tym względem neutralne, a po drugie, może to dać wzrost dochodów budżetowych bez zwiększenia cen wyrobów – mówi agencji Newseria Biznes prof. Witold Modzelewski, prezes Instytutu Studiów Podatkowych.

Jeszcze do października br. podatkiem akcyzowym objęte były tylko tradycyjne wyroby, natomiast e-papierosy i wyroby nowatorskie były z niego zwolnione. Akcyzę na nie wprowadzono wprawdzie w 2018 roku, ale przez pierwsze dwa lata była to zerowa stawka. Zmieniło się to od 1 października.

– Podatek akcyzowy od wyrobów nowatorskich jest pobierany metodami wadliwie wymyślonymi. Obowiązuje na nie stawka stanowiąca 1/5 akcyzy od papierosów, co nie ma żadnego uzasadnienia – podkreśla prof. Witold Modzelewski. – Ponadto sama konstrukcja podatku akcyzowego od wyrobów nowatorskich jest nieprzemyślana i obecnie nieadekwatna do realiów rynkowych – powinna przede wszystkim zostać uproszczona. Należałoby także odejść od powiązania jej z tytoniem do palenia, aby ograniczyć możliwość wpływania na wysokość akcyzy dla wyrobów nowatorskich.

– Podgrzewacze tytoniu stanowią substytut papierosów. Wyglądają jak papieros, zawierają tytoń do podgrzewania, a jedyna różnica jest taka, że nie dochodzi w nich do procesu spalania. Wyroby nowatorskie są jednak w Polsce opodatkowane pięciokrotnie niższą stawką akcyzy niż papierosy tradycyjne – mówi Szymon Parulski, doradca podatkowy w Kancelaria Parulski i Wspólnicy.

Według ekspertów urealnienie opodatkowania nowatorskich wyrobów tytoniowych do poziomu ok. 40–50 proc. akcyzy, którą objęte są tradycyjne papierosy, pozwoliłoby zwiększyć wpływy do budżetu państwa o około 1 mld zł rocznie.

Jak podkreślają eksperci, urealnienie opodatkowania ma szczególne znaczenie ze względu na to, że wyroby nowatorskie są bardzo szybko rosnącą kategorią.

 Ten rynek urósł już do takiego poziomu, kiedy jest najlepszy moment, aby tę stawkę urealnić i nie popełniać błędów takich jak Litwa, gdzie te produkty nie były przez wiele lat opodatkowane. Potem dokonano drastycznej podwyżki, która spowodowała negatywne konsekwencje, bo została wprowadzona zbyt późno – przekonuje Szymon Parulski.

Rosnąca popularność wyrobów nowatorskich i preferencyjna stawka akcyzy stwarzają ryzyko kolejnych rynkowych perturbacji. Według ekspertów wpływy budżetowe z tradycyjnych papierosów mogą wówczas spadać, więc Ministerstwo Finansów może chcieć kompensować je kolejną skokową podwyżką akcyzy na wyroby tradycyjne. Historyczne doświadczenia pokazały jednak, że radykalne podwyżki prowadzą do załamania legalnego rynku i wzrostu szarej strefy.

Od stycznia tego roku rząd podniósł akcyzę na wyroby tytoniowe i alkoholowe o 10 proc. Jakiekolwiek radykalne podwyżki dla tradycyjnych wyrobów skończą się tak jak w latach 2010–2014: wzrostem szarej strefy i spadkiem wpływów do budżetu, ponieważ mimo wysiłków służb państwowych wyroby te są łatwo dostępne na bazarach. Dlatego właśnie apelujemy o przewidywalną politykę akcyzową w postaci kilkuletniego planu. Jednocześnie urealnienie opodatkowania nowatorskich wyrobów tytoniowych do poziomu ok. 40–50 proc. w stosunku do tradycyjnych papierosów nie tylko znacząco zwiększy wpływy do budżetu państwa, pozwoli na dalszy rozwój tej kategorii, ale także zapewni bardziej sprawiedliwe traktowanie przedsiębiorstw – wyjaśnia Anna Potocka-Domin, wiceprezeska i dyrektorka Instytutu Interwencji Gospodarczych Business Centre Club.

Eksperci BCC apelują o opracowanie tzw. akcyzowej mapy drogowej, która określi kierunki polityki akcyzowej na nadchodzące trzy lata. Zbudowanie takiego planu pomogłoby przedsiębiorcom przygotować się na podwyżki, zapobiegłoby odpływowi konsumentów do szarej strefy i zabezpieczyło wpływy budżetowe.

– Każda branża musi wiedzieć, w jakim otoczeniu ma działać. Mapa akcyzowa jest w miarę prosta: zamiast jednorazowej, 10-proc. podwyżki zakłada 3 proc. podwyżki stawki kwotowej na papierosy przez kolejne trzy lata. To o wiele lepsze rozwiązanie, bo lepiej jest 10 proc. rozłożyć w czasie – mówi Szymon Parulski. – To rozwiązanie jest ważne z punktu widzenia stabilności i zabezpieczenia przed wzrostem szarej strefy. Uniknęlibyśmy takich sytuacji jak w zeszłym roku, kiedy podatek na wyroby tytoniowe po czterech latach nagle został skokowo podwyższony o 10 proc.

Wraz ze wzrostem cen część konsumentów naturalnie zwraca się ku szarej strefie. Taki scenariusz miał już miejsce w latach 2010–2014, kiedy rząd skokowo podnosił akcyzę na wyroby tytoniowe. W efekcie legalny rynek się załamał, szara strefa wystrzeliła do najwyższych w historii poziomów, a wpływy budżetowe spadały, zamiast rosnąć. W ostatnich latach udało się ograniczyć szarą strefę z prawie 20 proc. w 2015 roku do poniżej 10 proc. w ubiegłym. Jednak ostatnie wyniki badań prowadzonych przez Instytut Almares wskazują już na trend wzrostowy. Co istotne, wzrost szarej strefy uderza głównie w budżet państwa, bo w jednej paczce papierosów aż 80 proc. ceny stanowią właśnie podatki.

Ten rok jest dla branży tytoniowej szczególnie trudny. Po wzroście akcyzy od stycznia o 10 proc. kolejną bolączką stała się pandemia. Wiosną branża odnotowała duże spadki sprzedaży. Z kolei w maju – zgodnie z unijnymi przepisami – zaczął obowiązywać zakaz sprzedaży papierosów o charakterystycznym aromacie (np. mentolowych), które stanowiły ok. 1/3 polskiego rynku.

– Polska jest drugim największym producentem wyrobów tytoniowych w Unii Europejskiej. Największe firmy budują u nas fabryki i inwestują swoje pieniądze. Natomiast akcyza jest drugim najważniejszym podatkiem dla Skarbu Państwa, po podatku od towarów i usług. Każdego roku branża tytoniowa dostarcza do budżetu ok. 29 mld zł, w ubiegłym roku sama akcyza z wyrobów tytoniowych wyniosła rekordowe 20 mld zł – wskazuje dr Jacek Matarewicz z Kancelarii Ożóg Tomczykowski, ekspert Business Centre Club ds. podatku VAT, akcyzy i prawa karnoskarbowego.

O sytuacji w branży tytoniowej, konieczności opracowania drogowej mapy akcyzowej i możliwych konsekwencjach działań w sferze podatkowej dla budżetu państwa rozmawiali uczestnicy debaty pt. „Znaczenie branży tytoniowej dla gospodarki i budżetu państwa”, którą zorganizował Business Centre Club.

Neuralink będzie sterował protezami za pomocą myśli oraz pozwoli na inny sposób odbierania muzyki i filmów. Przyszłością może być połączenie mózgu z chmurą

Branża technologiczna intensyfikuje prace wdrożeniowe innowacyjnych interfejsów mózg–komputer. Wysoce wyspecjalizowana elektronika implantacyjna umożliwi nawiązanie bezpośredniego połączenia pomiędzy maszyną a układem nerwowym, dzięki czemu za pomocą myśli będziemy mogli kontrolować urządzenia elektroniczne. Pierwsze interfejsy sprawdzą się w branży medycznej, a do końca dekady mogą powstać maszyny zdolne do połączenia mózgu z chmurą danych.

– Neuralink pozwoli dogonić sztuczną inteligencję i nie dać się jej prześcignąć w cyfrowym świecie. Obecnie rozmawiamy o jego potencjale z punktu widzenia możliwości, które za sobą niesie. Osoby z ograniczeniami motorycznymi za pośrednictwem myśli mogłyby sterować egzoszkieletami czy inteligentnymi bionicznymi protezami. To również możliwości wykorzystania w przypadku osób cierpiących na choroby neurologiczne. Neuralink mógłby okazać się elementem, który zwiększyłby szanse ich powrotu do społeczeństwa – mówi agencji Newseria Innowacje dr Dominika Kaczorowska-Spychalska, dyrektor Centrum Mikser Inteligentnych Technologii na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego.

Zespół odpowiedzialny za projekt Neuralink opracował już wyspecjalizowaną maszynę do wszywania układów elektronicznych, dzięki której możliwe będzie zautomatyzowanie procesu implantacji interfejsu mózg–komputer. Firmie Elona Muska udało się pomyślnie wszczepić oraz usunąć implant z mózgów świń laboratoryjnych, co ma być dowodem na to, że korzystanie z tej technologii jest w pełni bezpieczne. Kolejnym krokiem na drodze do wdrożenia będą testy przeprowadzone na ludziach, które zaplanowano na 2021 rok. Jeśli zakończą się pomyślnie, naukowcy będą mogli wykorzystać ten interfejs jako narzędzie do analizy fal mózgowych pacjentów oraz stymulacji ich mózgu.

Naukowcy zaangażowani w ten projekt chcieliby w pierwszej kolejności wykorzystać Neuralinka jako narzędzie wspomagające funkcjonowanie osób cierpiących na chorobę Parkinsona. Implant mógłby ułatwić im kontrolowanie ruchu kończyn. W dalszej perspektywie czasowej sprzężenie urządzenia z elektronicznymi protezami umożliwiłoby kontrolowanie ich bez konieczności przeprowadzania inwazyjnych operacji. Protezy sterowane byłyby bezprzewodowo, za pośrednictwem impulsów elektrycznych wyzwalanych przez mózg i tłumaczonych na polecenia zrozumiałe przez elektroniczny układ sterowania zainstalowany w takiej protezie.

– Neuralink może mieć też inne zastosowania. Mógłby pozwolić odczuwać muzykę wewnątrz naszego mózgu. To samo dotyczyłoby kwestii związanych z odczuwaniem czy przeżywaniem sztuki, filmu. Mógłby również stanowić pewną perspektywę w interakcji pomiędzy konsumentem a różnego rodzaju markami. To rozwiązania czysto futurologiczne, ale takie scenariusze już zaczynają się pojawiać. Wchodzimy na całkiem inną przestrzeń wzajemnych interakcji, odczuwania, czegoś na wzór cyfrowej telepatii – zauważa ekspertka.

Prace nad podobnym interfejsem prowadzą również naukowcy z firmy Synchron, która opracowała urządzenie o nazwie Stentrode. W przeciwieństwie do Neuralinka implementacja tego interfejsu nie wymaga przewiercenia się przez czaszkę pacjenta – układ implementowany jest w ścianach żyły szyjnej i za jej pośrednictwem komunikuje się z płatem czołowym. Ten system skupia się wyłącznie na analizie impulsów elektrycznych związanych z ruchem ludzkiego ciała, co ma przede wszystkim ułatwić życie osobom sparaliżowanym. Pierwsze testy laboratoryjne dowiodły, że interfejs może zostać wykorzystany do poruszania wskaźnika myszy po ekranie komputera za pośrednictwem myśli.

Przewodowe połączenie mózgu z komputerem to jednak dopiero początek cybertechnologicznej rewolucji. Zespół badaczy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley oraz US Institute for Molecular Manufacturing opublikowali na łamach „Frontiers in Neuroscience” pracę naukową opisującą Human Brain/Cloud Interface, czyli interfejs łączący mózg pacjenta z chmurą obliczeniową. Praca opisuje wyspecjalizowane nanoroboty, które miałyby odpowiadać za przesyłanie danych pomiędzy korą nową mózgu a zewnętrznym serwerem chmurowym. Takie połączenie umożliwiłoby błyskawiczne pozyskiwanie informacji z szerokich zasobów internetowych.

– Jedyne, co nas ogranicza, to nasza wyobraźnia. Natomiast coś, na co powinniśmy zwrócić uwagę, to właśnie funkcja człowieka, który powinien być weryfikatorem, wskaźnikiem racjonalności określonych zastosowań i decyzji o tym, czy dane rozwiązanie powinniśmy implementować do naszego życia – podsumowuje dr Dominika Kaczorowska-Spychalska.

Według analityków z firmy Valuates Reports wartość globalnego rynku interfejsów mózg–komputer w 2019 roku wyniosła 1,36 mld dol. Przewiduje się, że do 2027 roku wzrośnie do 3,85 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 14,3 proc.

Lewitujący pociąg przewiózł już pierwszych pasażerów. W ciągu najbliższych lat mogą ruszyć komercyjne podróże hyperloopem

Pierwsi pasażerowie podróżowali już w lewitującym systemie Hyperloop. Virgin Hyperloop osiągnął prędkość 172 km/h. Tym samym dzieli nas tylko krok od wprowadzenia rewolucyjnego systemu transportu na szeroką skalę. Hyperloop będzie w stanie przewozić ludzi i ładunki między miastami z prędkością większą niż komercyjne samoloty pasażerskie z rekordową wydajnością energetyczną. Podróż między Nowym Jorkiem a Waszyngtonem może trwać zaledwie 30 minut, tym samym miasta mogą się stać kolejnymi stacjami metra.

Już od lat trwa wyścig w dziedzinie transportu przyszłości. Coraz bliżej są autonomiczne pojazdy czy latające taksówki, które zastąpią zwykły transport miejski. Przyszłością transportu kolejowego mogą być pociągi bez maszynisty, napędzane wodorem, ale przede wszystkim pociągi-pociski, które nie tyle jeżdżą, co lewitują nad torami. Wszystko wskazuje na to, że właśnie pojazdy hyperloop będą tymi, które zmienią w najbliższym czasie oblicze transportu. Właśnie zakończyła się pierwsza na świecie przejażdżka pasażerska w szybkim lewitującym systemie kapsuły Virgin Hyperloop.

– Zespół Virgin Hyperloop od kilku lat pracuje nad wprowadzeniem przełomowej technologii do naszej rzeczywistości – podkreśla Sir Richard Branson, założyciel Virgin Group. – Tym udanym testem pokazaliśmy, że ten duch innowacji w nadchodzących latach zmieni sposób, w jaki ludzie na całym świecie żyją, pracują i podróżują.

Dotychczas firma przeprowadziła już ponad 400 testów bez pasażerów w zakładzie w Nevadzie. Tym razem jednak kapsuła zabrała na pokład dwoje pasażerów. Wszystko po to, by sprawdzić bezpieczeństwo nowego środka transportu. Docelowo futurystyczna kolej ma jeździć z prędkością 900 km/h. Hyperloop byłby więc tak szybki jak samolot, tańszy niż pociąg i dostępny niezależnie od pogody, przy okazji ekologiczny, bo nie emituje dwutlenku węgla.

Gdyby ludzie mogli dostać się z Los Angeles do San Francisco w mniej niż 30 minut, z Los Angeles do Las Vegas w 20 minut lub z Nowego Jorku do Filadelfii w 10 minut, miasta stałyby się w zasadzie stacjami metra, zniknęłyby też granice. Przemieszczanie się byłoby znacznie prostsze, można byłoby więc pracować w zasadzie w dowolnym miejscu na kontynencie, a mieszkać tam, gdzie dotychczas.

– Przeprowadzone przez nas testy z pasażerami dowodzą, że hyperloop jest bezpiecznym środkiem transportu. Virgin Hyperloop nie tylko może bezpiecznie umieścić osobę w kapsule w próżniowym środowisku, ale także mamy przemyślane podejście do bezpieczeństwa, które zostało potwierdzone przez niezależną organizację – przekonuje Jay Walder, dyrektor generalny Virgin Hyperloop.

Już w październiku 2020 roku Virgin Hyperloop wskazała Wirginię Zachodnią jako lokalizację Centrum Certyfikacji Hyperloop (HCC). W lipcu powstały zaś wytyczne dotyczące jasnych ram regulacyjnych dotyczących hyperloopu w Stanach Zjednoczonych. To pierwszy krok do regulacji i wdrażania hyperloopów w USA. Virgin zapowiada, że certyfikacja bezpieczeństwa będzie gotowa do 2025 roku, a operacje komercyjne ruszą najpóźniej w 2030 roku.

– Historia tworzy się na naszych oczach, jesteśmy świadkami powstania pierwszego od ponad 100 lat nowego środka transportu zbiorowego – twierdzi Sultan Ahmed Bin Sulayem, przewodniczący Virgin Hyperloop. – Zawsze bardzo wierzyłem, że zespół Virgin Hyperloop przekształci tę technologię w bezpieczny system i właśnie to zrobiliśmy. Jesteśmy o krok bliżej do zapoczątkowania nowej ery ultraszybkiego i zrównoważonego transportu osób i towarów.

Warto zaznaczyć, że coraz bliższa jest też ogólnoeuropejska sieć ultraszybkich transportów. To możliwe dzięki współpracy Hardt, Nevomo (wcześniej Hyper Poland), TransPod i Zeleros, w kooperacji z Europejskim Komitetem Normalizacyjnym i Europejskim Komitetem Normalizacyjnym Elektrotechniki. Konsorcjum europejskich i kanadyjskich firm hyperloop wspólnie z europejskimi instytucjami opracowuje ramy regulujące nowe systemy ruchu. Kapsuły nowego, lewitującego środka transportu są także rozwijane w Polsce.

Wirtualne biuro – co to jest i w jaki sposób pomoże początkującym przedsiębiorcom?

Osoba, która dopiero co zdecydowała się na założenie własnej działalności gospodarczej, zmaga się na początku swojej drogi z kosztami prowadzenia działalności.  Wydatki, które może ponieść muszą być starannie zaplanowane. Szczególnie te, które są związane z bieżącymi kosztami prowadzenia firmy. Ceny pomieszczeń biurowych rosną, dlatego jeśli nie potrzebujemy na co dzień lokalu i nie zatrudniamy dużej ilości pracowników, warto skorzystać z usług wirtualnego biura. Czym jest wirtualne biuro i jakie korzyści za sobą niesie?

Wynajem wirtualnego biura – opcja dla nowych przedsiębiorców

W początkowym okresie prowadzenia działalności gospodarczej bardzo istotną kwestią jest wynajęcie powierzchni biurowej. Wysokie koszty wynajmu mogą odstraszyć przedsiębiorców, którzy są dopiero na początku swojej drogi. Zakładając firmę potrzebujemy posiadać adres, pod którym zostanie zarejestrowana. W celu zredukowania kosztów, dobrym rozwiązaniem będzie wynajem wirtualnego biura.

Korzyści wynikające z takiego rozwiązania są spore. Przede wszystkim nie musimy martwić się o utrzymanie własnego biura. Wiele firm oferujących wirtualne biura, takie jak Dolnośląskie Centrum Biznesu, oferują kompleksową obsługę administracyjną firmy. Unikniemy w ten sposób niepotrzebnych kosztów zatrudniając pracownika biurowego. Przedsiębiorca, który zdecyduje się na skorzystanie z usług wynajmu biura, otrzyma do dyspozycji adres korespondencyjny. Cała poczta firmowa będzie docierać na adres wirtualnego biura, a klient zostanie poinformowany telefonicznie lub mailowo w celu odebrania korespondencji.

Dodatkowymi zaletami, wynikającymi z wirtualnego biura, jest wynajem lokalu na godziny. Jest to o tyle pomocne, gdy chcemy umówić się na spotkanie z klientem i mieć zapewnione dobre warunki do przedstawienia swojej oferty, omówienia efektów swojej pracy czy chęci pracy w miejscu, które jest do tego przystosowane. Zdecydowanie lepiej wygląda to w oczach klienta, z którym spotykamy się w warunkach biurowych. Buduje to reputację i wiarygodność przedsiębiorcy. Jest to przydatna opcja również przy okazji szkoleń dla kilku osób, które możemy przeprowadzić bez problemu w warunkach do tego przeznaczonych.

Dla kogo polecane jest wirtualne biuro?

Zlecenie obsługi biurowej jest przeznaczona dla osób lub firm, które chcą zredukować koszty działalności. Jest to idealne rozwiązanie dla tych, którzy stawiają dopiero pierwsze kroki w biznesie i próbują znaleźć oszczędności na wynajmie pomieszczenia biurowego. To świetne rozwiązanie dla firm, które chcą zmniejszyć dotychczasowe wydatki związane z wynajmem lokalu, który w zasadzie nie jest im potrzebny.

Na koniec, ostatnią grupą, dla której wirtualne biuro będzie szczególnie przydatne to freelancerzy. Osoby, które wykonują wolny zawód, szczególnie zdalnie, mogą pracować w każdym miejscu na świecie. Dlatego zbędne jest posiadanie biura, w którym nikt nie będzie pracował, ale uiszczał comiesięczne opłaty za jego wynajem.

Podsumowując, jeśli przedsiębiorca chce obniżyć koszty wynajmu biura i zlecić obsługę zewnętrznej firmie, wirtualne biuro jest najlepszą opcją. Zaoszczędzone w ten sposób pieniądze może przeznaczyć na rozwój własnej firmy lub pracowników, których zatrudnia.

Parlament Europejski i Rada osiągnęły kompromis w sprawie wieloletnich ram finansowych UE na lata 2021–2027

Po osiągnięciu porozumienia ws. budżetu UE 2021-2027, środki na odbudowę powinny zostać uruchomione jak najszybciej, powiedział przewodniczący Komisji Budżetowej PE Johan Van Overtveldt.

„Porozumienie między Parlamentem Europejskim i Radą w sprawie wieloletnich ram finansowych, czyli długoterminowego budżetu UE, jest krokiem w kierunku pomocy gospodarce UE w odbudowie po szkodach, jakie wyrządził i cały czas wyrządza kryzys COVID-19” – powiedział Dyrektor Generalny BusinessEurope Markus J. Beyrer.

Porozumienie było wynikiem długich negocjacji. Tym bardziej cieszy, że strony znalazły płaszczyzny porozumienia w duchu kompromisu. „Wszyscy możemy wskazać obszary wydatków, w których chcielibyśmy widzieć więcej, i chociaż z zadowoleniem przyjmujemy dodatkowe środki dla HorizonEurope, nadal wspieramy większy nacisk na innowacje i badania i rozwój. Niemniej jednak w pełni popieramy to porozumienie, które pokazuje, że decydenci UE są w stanie pójść na kompromis dla wspólnego dobra i gwarantuje, że UE znajduje się w centrum naszej długoterminowej odpowiedzi na ten kryzys.” – dodał Beyrer.

Obecnie ważne jest, aby osiągnięte porozumienie zostało szybko ratyfikowane, aby dodatkowo zapewnić milionom przedsiębiorstw i innych podmiotów pewność, że będą mogły korzystać z programów finansowanych przez UE.

Przewodniczący Komisji Budżetowej PE Johan Van Overtveldt
Przewodniczący Komisji Budżetowej PE Johan Van Overtveldt

„Wiemy, że jest problem z p. Orbánem i projektem w sprawie praworządności, ale nie można sprawiać, że reszta Europy czeka na 750 miliardów euro potrzebnych do walki z tą pandemią. Obecnie zagrożone są miliony miejsc pracy, a każdy zmarnowany dzień jest straszny dla tych, którzy żyją w niepewności i dla wszystkich firm na skraju bankructwa”. powiedział przewodniczący Komisji Budżetowej PE Johan Van Overtveldt.

Przewodniczący Komisji Budżetowej wyszczególnił dodatkowe środki zabezpieczone przez Parlament dla kluczowych programów UE w dziedzinach takich jak zdrowie, badania naukowe i młodzież. Całkowita kwota tych dodatkowych środków wynosi 15 miliardów euro, a kolejny 1 miliard euro zostanie odłożony na wypadek konieczności walki z nieoczekiwanymi przyszłymi kryzysami.

Rząd powinien mieć plan wyjścia z recesji

Wychodzenie z deficytu i recesji gospodarczej będzie długim procesem. Sytuacja, w jakiej znajduje się Polska gospodarka, jest bezprecedensowa. Ekonomiści wskazują, że do oceny stanu naszej gospodarki nie możemy używać narzędzi i porównań z poprzednich lat. To całkowicie nowa sytuacja, która wymaga specjalnego planu wychodzenia z recesji. Prawie całkowite zahamowanie gospodarki na wiosnę, a także nadchodzący kolejny lockdown jesienny to potężne ciosy dla płynności finansowej przedsiębiorstw, a także dla skarbu państwa. Chociaż reakcja rządu na potrzeby pracodawców i pracowników była całkowicie nieunikniona, to dziura w budżecie państwa musi zostać w jakiś sposób załatana. A plan na wyjście z recesji już powinien powstawać.

– Trzeba znaleźć jakąś ścieżkę i zaprezentować realistyczną, ale także zdecydowaną, drogę wychodzenia z tego wielkiego deficytu w kolejnych latach. Po to, żeby uprzedzić sytuację, w której uczestnicy rynku zaczną nas w tę stronę popędzać – powiedział serwisowi eNewsroom profesor Witold Orłowski, ekonomista. – Trzeba mocno zastanowić się nad inwestycjami publicznymi i używaniem środków unijnych na inwestycje prywatne. To będzie element, który zdecyduje o dynamice polskiej gospodarki w kolejnych latach. Tu pojawia się pytanie: czy rząd powinien finansować w Centralny Port Komunikacyjny, którego budowa nie zacznie się w ciągu najbliższych lat, czy nie lepiej skoncentrować środki unijne na mniejszych inwestycjach, które mogą być szybko uruchomione? Raczej sugerowałbym to drugie rozwiązanie.

– Ale wyjście z recesji to nie tylko zarządzanie funduszami unijnymi. W tej chwili Bank Centralny drukuje pieniądze, żeby pomóc rządowi pokryć deficyt. To jest polityka, z której trzeba będzie w pewnym momencie wyjść. Ujemne stopy procentowe i chroniczna inflacja to sytuacja, która dzisiaj nie dziwi, natomiast w perspektywie kilku lat musi się zakończyć. Jest to bowiem potężny czynnik zniechęcający ludzi do oszczędzania. Dlatego Bank Centralny i rząd muszą zacząć myśleć o tym, w jaki sposób kontynuować wsparcie dla gospodarki, a jednocześnie zacząć już pokazywać ścieżkę wyjścia z tej nadzwyczajnej sytuacji – radzi Orłowski.

Life Science Open Space – Online Week’20

Life Science Open Space – Online Week’20
Forum Współpracy dla Zdrowia i Jakości Życia
NOWA RZECZYWISTOŚĆ – NOWE WYZWANIA
23-27 listopada 2020

W ostatnim tygodniu listopada odbędzie się 10 edycja Life Science Open Space – tym razem w formule Online Week. Edycja jubileuszowa i pod wieloma względami wyjątkowa. W związku z obecną sytuacją wydarzenie zostało w całości przeniesione do sieci. Postawiło to przed uczestnikami nowe zadania, ale również otwarło wiele nowych możliwości.

LSOS, czyli Forum Współpracy i Innowacji dla Zdrowia i Jakości Życia, opiera się na czterech głównych filarach, którymi są: life (czyli rozwiązania służące poprawie zdrowia i jakości życia), science (czyli interdyscyplinarne naukowe spotkania służące nawiązaniu współpracy), open (czyli otwarcie na wiele różnych grup interesów i stworzenie dla nich warunków do kooperacji) oraz space (czyli inspirująca atmosfera i ciekawy program, co tworzy przestrzeń szans dla rozwoju współpracy).

Wydarzenie rozpocznie się w poniedziałek 23 listopada i potrwa przez cały tydzień. Każdego dnia przewidziane są sesje tematyczne w MODULE WSPÓŁPRACA. Na każdą sesję złożą się prezentacje dotyczące możliwości współpracy w projektach, przedsięwzięciach oraz innych interdyscyplinarnych działaniach w następujących ścieżkach tematycznych:

Przez cały czas trwania wydarzenia odbywać się będą spotkania B2B w MODULE PARTNERINGOWYM, które można umawiać poprzez system matchmakingowy. Ponadto każdy zarejestrowany uczestnik może stworzyć profil swojej firmy i zaprezentować swoją ofertę w MODULE MARKETPLACE.

Zapowiada się ciekawy tydzień pod znakiem współpracy!

Wszystkie informacje o Forum, odbywającym się w formule Digital Event, znaleźć można na oficjalnej stronie wydarzenia: http://lsos.info

Miasto Kraków

Rząd przyjął nowe przepisy dot. m.in. Żandarmerii Wojskowej, które wejdą w życie 1 stycznia 2021 r.

Podczas dzisiejszego posiedzenia rząd przyjął:

– projekt ustawy o zmianie ustawy o ochronie osób i mienia oraz ustawy o Żandarmerii Wojskowej i wojskowych organach porządkowych;
– projekt ustawy o zmianie ustawy o działach administracji rządowej oraz niektórych innych ustaw (projekt przyjęty kierunkowo, zostanie przegłosowany po wprowadzeniu korekt wynikających z posiedzenia Rady Ministrów).

Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o zmianie ustawy o ochronie osób i mienia oraz ustawy o Żandarmerii Wojskowej i wojskowych organach porządkowych, przedłożony przez ministra obrony narodowej.

Uregulowane zostały zasady związane ze sprawowaniem nadzoru nad specjalistycznymi uzbrojonymi formacjami ochronnymi (SUFO). Zadaniem tych formacji jest ochrona osób i mienia, w tym np. ochrona obiektów czy konwojowanie.

Nadzór nad specjalistycznymi uzbrojonymi formacjami ochronnymi w resorcie obrony narodowej sprawować będzie Minister Obrony Narodowej poprzez Komendanta Głównego Żandarmerii Wojskowej.

Nadzór ten będzie realnym i skutecznym narzędziem weryfikacji prawidłowej ochrony terenów jednostek wojskowych podległych, podporządkowanych lub nadzorowanych przez szefa MON. Na terenach tych jednostek zdarzają się nieprawidłowości, które są ujawniane przez Żandarmerię Wojskową w ramach kontroli specjalistycznych uzbrojonych formacji ochronnych.

Najważniejsze rozwiązania

1. Nadzór sprawowany będzie poprzez kontrolę organizacji i zasad działania, uzbrojenia i wyposażenia, współpracy z innymi formacjami i służbami oraz zgodności aktualnego stanu ochrony jednostki z planem ochrony. Dotyczyć to będzie także m.in. kontroli warunków przechowywania broni i amunicji oraz zgodności ewidencji broni i amunicji ze stanem faktycznym.

2. Żołnierzom Żandarmerii Wojskowej wykonującym czynności w ramach nadzoru nad SUFO przysługiwać będzie:

– prawo wstępu na teren obszarów i obiektów objętych ochroną,
– żądanie wyjaśnień,
– dostęp do dokumentacji ochronnej,
– wstęp na teren siedziby przedsiębiorcy prowadzącego działalność ochronną,
– wydawanie pisemnych zaleceń zmierzających do usunięcia stwierdzonych nieprawidłowości i dostosowania działalności SUFO do przepisów prawa.

3. W ramach nadzoru nad SUFO Żandarmeria Wojskowa będzie kontrolowała wpis na listę kwalifikowanych pracowników ochrony oraz dokumentację szkoleniową.

4. Projekt ustawy zawiera także szczegółowe zagadnienia związane z wydawaniem upoważnień do czynności nadzoru, a także prawa i obowiązki osoby nadzorującej i nadzorowanego.

5. Przebieg czynności nadzoru będzie mógł być utrwalany za pomocą technik audiowizualnych.

Nowe przepisy wejdą w życie po upływie 30 dni od ogłoszenia w Dzienniku Ustaw.

Rada Ministrów przyjęła kierunkowo projekt ustawy o zmianie ustawy o działach administracji rządowej oraz niektórych innych ustaw, przedłożony przez Ministra – Członka Rady Ministrów.

Struktura administracji rządowej została dostosowana do nowej, zrekonstruowanej Rady Ministrów, będącej odpowiedzią na czasy, z którymi wiążą się wyzwania wywołane COVID-19. Chodzi o zwiększenie efektywności, przy jednoczesnym zmniejszeniu kosztów działania administracji rządowej. Zoptymalizowana została także struktura funkcjonowania administracji uwzględniająca konieczność zapewnienia racjonalnego i efektywnego wykorzystania kadry urzędniczej.

Wyodrębnione zostały nowe działy administracji rządowej: geologia, leśnictwo i łowiectwo oraz centrum administracyjne rządu. Ponadto wprowadzono zmiany dotyczące spraw przyporządkowanych do działu budownictwo, planowanie i zagospodarowanie przestrzenne oraz mieszkalnictwo, gospodarka, gospodarka wodna, gospodarka złożami kopalin, klimat, kultura fizyczna, turystyka i środowisko.

Nowy dział administracji – centrum administracyjne rządu obejmować będzie sprawy dotyczące m.in.:

– określania strategicznych kierunków rozwoju państwa i oceny funkcjonalności jego struktur, analiz, prognoz oraz ocen skutków społeczno-gospodarczych projektowanych regulacji,
– koordynacji działań administracji rządowej w zakresie powierzonym przez Radę Ministrów lub Prezesa Rady Ministrów,
– polityki kadrowej w administracji rządowej,

– koordynacji działań związanych ze współdziałaniem Rady Ministrów i Prezesa Rady Ministrów z Prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej, Sejmem Rzeczypospolitej Polskiej, Senatem Rzeczypospolitej Polskiej i innymi organami państwowymi, obronności i bezpieczeństwa państwa – w zakresie zadań należących do działu, polityki informacyjnej Rady Ministrów i Prezesa Rady Ministrów oraz obsługi merytorycznej, organizacyjno-prawnej, technicznej i kancelaryjno-biurowej Rady Ministrów, Prezesa Rady Ministrów, wiceprezesa Rady Ministrów, oraz innych podmiotów, jeżeli tak stanowią przepisy o ich utworzeniu.

Zmiany w ustawie o Radzie Ministrów

– Zaproponowano przepisy zmierzające do podniesienia poziomu tworzonego prawa przez usystematyzowanie zagadnień dotyczących funkcjonowania podmiotów stanowiących organ opiniodawczo-doradczy Rady Ministrów czy podległych Prezesowi Rady Ministrów. Chodzi o podmioty, których zadaniem jest dbanie o spójność systemu prawa.
– Wprowadzono zmiany dotyczące obsługi Rady Ministrów i Prezesa Rady Ministrów w zakresie opracowywania analiz dotyczących kluczowych polityk publicznych.

Nowe przepisy mają wejść w życie 1 stycznia 2021 r., z wyjątkiem niektórych artykułów, które zaczną obowiązywać z dniem następującym po dniu ogłoszenia w Dzienniku Ustaw.

Korekta ceny transferowej, czy korekta dochodowości?

Podmioty powiązane współpracujące ze sobą w zakresie dostawy towarów lub świadczenia usług muszą ustalić warunki transakcji takie same jak podmioty rynkowe. W związku z tym częstą praktyką jest bazowanie na benchmarkach lub na kosztach planowanych, które następnie są porównywane z kosztami realnymi. W przypadku pojawienia się różnic konieczna jest korekta ceny transferowej, mająca na celu wyrównanie cen do poziomu rynkowego. Ustawa o podatku od towarów i usług nie wskazuje wyraźnie, czy korekta ceny transferowej dokonywana pomiędzy podmiotami powiązanymi (lub inna korekta rentowności) powinny być uznane za zdarzenia podlegające lub niepodlegające VAT.

Opinia Komisji Europejskiej

Tytułem wstępu warto wspomnieć, że tematyka korekty ceny transferowej w kontekście VAT była przedmiotem wniosków sformułowanych przez Grupę Ekspertów ds. VAT działającą w ramach Komisji Europejskiej. Wskazania Grupy Ekspertów zostały opisane w dokumencie z dnia 18 kwietnia 2018 r. (VEG nr 071 REV2).

Zgodnie z opinią Grupy Ekspertów ds. VAT korekty cen transferowych należy traktować jako znajdujące się „poza zakresem regulacji VAT” w przypadku, gdy obie strony mają pełne prawo do „odzyskania” podatku. Jedynie w sytuacji, gdy jeden z przedsiębiorców nie ma pełnego prawa do zwrotu VAT, korekta ceny transferowej powinna zostać opodatkowana VAT, jeżeli oczywiście istnieje wystarczająco bezpośredni związek między płatnościami wynikającymi z korekty a konkretnymi dostawami.

Dodatkowo według Grupy Ekspertów ds. VAT w przypadku, gdy korekta cen transferowych może być powiązana z pierwotną dostawą, rozliczenie korekty VAT jest traktowane tak samo, jak pierwotna dostawa. „Powiązanie” wymaga, aby korektę cen transferowych można było zrobić tak, aby powiązać poszczególne części korekty z każdym pojedynczym sprzedawanym towarem lub świadczoną usługą. W przypadku towarów takie powiązanie jest stosunkowo proste do wykonania. Problematyczna sytuacja powstaje jednak w odniesieniu do usług, w przypadku których często płatność korygująca ma na celu osiągnięcie uzgodnionej marży zysku, która nie jest transakcją podlegającą opodatkowaniu VAT.

Podejście polskich organów podatkowych i sądów

Zgodnie z obecnym podejściem polskich organów podatkowych i sądów administracyjnych korekta ceny transferowej może zostać uznana za będącą poza regulacjami podatku VAT i może być rozliczona na podstawie noty księgowej.

Polska ustawa o VAT nie zawiera również żadnych bezpośrednich przepisów dotyczących konsekwencji VAT w przypadku korekty cen transferowych. W związku z tym nie można wykluczyć, że organy podatkowe będą skłaniać się do traktowania korekty cen transferowych obniżającej podatek należny jako nieobjętej zakresem podatku VAT. Przykładowo w interpretacji z dnia 7 kwietnia 2020 r., sygn. akt 0114-KDIP2-2.4010.47.2020.1.SJ, Dyrektor KIS wskazał, że takie korekty służą zniwelowaniu różnic w rentowności pomiędzy planowanym a realnym poziomem rentowności i w związku z tym pozostają poza zakresem ustawy o VAT. Inną przyczyną korekt wskazywaną przez organy podatkowe są rozbieżności pomiędzy ustaloną ceną a wynikami analizy porównawczej, co wymusza konieczność zmiany ceny transferowej. W takim przypadku mamy również do czynienia z czynnością będącą poza zakresem VAT (por. interpretacja z dnia 24 czerwca 2019 r., sygn. akt 0111-KDIB1-2.4010.98.2019.5.AW).

Z kolei w interpretacji z dnia 3 stycznia 2020 r., sygn. akt 0111-KDIB3-1.4012.754.2019.1.KO, Dyrektor KIS potwierdził, że w przypadku, gdy korekta marży na sprzedaży jest dokonywana na poziomie zysku operacyjnego, a nie na poziomie zysku ze sprzedaży poszczególnych towarów, to taka korekta jest poza regulacjami ustawy o VAT. Innymi słowy, w sytuacji, gdy korekta dokonywana jest w celu urynkowienia całościowej marży ze sprzedaży, znajduje się poza VAT, a w sytuacji odniesienia korekty do poszczególnych towarów należy taką transakcję opodatkować VAT.

Kryteria formalne korekty na potrzeby CIT

Dodatkowo warto zwrócić uwagę na kryteria formalne w przypadku dokonywania korekty cen transferowych między podmiotami powiązanymi. Zgodnie z art. 11e ustawy o CIT, aby dokonać korekty cen transferowych, niezależnie od tego, czy jest to korekta kosztowa, czy przychodowa, muszą zostać spełnione określone kryteria:

  • transakcje kontrolowane dokonane przez podatnika były niezgodne z zasadą ceny rynkowej;
  • nastąpiła istotna zmiana okoliczności ważnych z punktu widzenia ustalenia warunków transakcji lub są znane faktycznie poniesione koszty lub znany jest uzyskany dochód niezbędny do obliczenia ceny transferowej i konieczne jest skorygowanie ceny transferowej w celu zachowania transakcji na warunkach rynkowych;
  • w momencie dokonania korekty podatnik posiada oświadczenie podmiotu powiązanego dokonującego przeciwstawnej korekty, że jest to kwota równa;
  • podmiot powiązany musi mieć siedzibę w Polsce lub w innym państwie, z którym Polska zawarła umowę o unikaniu podwójnego opodatkowania;
  • podatnik powinien potwierdzić korektę ceny transferowej w zeznaniu rocznym za rok podatkowy, którego korekta dotyczy.

Dodatkowo, w oparciu o nowe przepisy ustawy o CIT, w przypadku korekty ceny transferowej zwiększającej wynik podatkowy podmiotu wystarczy spełnienie pierwszego i drugiego z wymienionych warunków. W przypadku korekt zmniejszających powinny zostać spełnione wszystkie warunki.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Jakub Karnowski: Fundusz Trójmorza założony przez BGK kupuje spółkę Cargounit od Abris Capital Partners. Co na to PKP Cargo?

Założony w maju 2019 roku z inicjatywy oraz z udziałem kapitałowym i organizacyjnym Banku Gospodarstwa Krajowego Fundusz Trójmorza (Three Seas Initiative) wykupił 100% udziałów w spółce Industrial Division działającej jako Cargounit.

Cargounit to pool taborowy, który ma 175 lokomotyw. Jego właścicielem były podmioty związane z Abris Capital Partners.

Parametry transakcji w tym cena nigdy nie zostały ujawnione. Przewodniczącą rady nadzorczej Funduszu Trójmorza jest prezes BGK Beata Daszyńska-Muzyczka.

O transakcji pisał Puls Biznesu: https://www.pb.pl/pierwsza-inwestycja-funduszu-trojmorza-1006396

Abris Capital Partners to fundusz który w lutym 2019 roku wygrał w arbitrażu ze Skarbem Państwa spór związany ze sprawą FM Banku oraz 650 mln. zł. Aktualnie sprawa jest w blisko dwuletnim zawieszeniu. Abris jest też współwłaścicielem spółki GetBack.

W 2015 roku PKP Cargo kupiło 80% udziałów w czeskiej spółce AWT International (dzisiaj PKP Cargo International) która ma także około 170 lokomotyw oraz 3400 wagonów (plus 1800 wynajmowanych), licencje na 8 krajów i kontrakty przewozowe. Miesiąc po tej transakcji akcje PKP Cargo osiągnęły historyczny rekord ponad 92 zł. Dziś to około 11 zł.

Równocześnie z zakupem AWT ówczesne władze PKP Cargo podpisały strategiczną umowę o współpracy z kolejami chorwackimi (HZ). Umowa i transakcja idealnie wpisywały się w projekt Trójmorza oraz w powstałą w 2017 roku Strategię Odpowiedzialnego Rozwoju ówczesnego wicepremiera Mateusza Morawieckiego, który w 2015 roku chwalił transakcję przejęcia AWT przez PKP Cargo. W zakupie zarządowi PKP Cargo doradzało konsorcjum złożone z Domu Maklerskiego PKO Banku Polskiego, firmy doradczej EY i prawnej WGM. Po jej zakończeniu firma doradcza PWC przeprowadziła zewnętrzny audyt procesu.

W związku z tym pojawiają się następujące pytania:

(1) Czy Fundusz Trójmorza – utworzony za publiczne pieniądze państwowego BGK – rozważał zakup PKP Cargo International od PKP Cargo? Czy PKP Cargo rozważało sprzedaż spółki?

Całe PKP Cargo ma około 3000 lokomotyw i 65000 wagonów.

(2) Jakie elementy zdecydowały, że Fundusz Trójmorza nabył spółkę taborową od prywatnego funduszu Abris Capital Partners a nie od kontrolowanego przez rząd PKP Cargo?

(3) Dlaczego opinia publiczna nie może poznać szczegółów transakcji zakupu Cargounit przez Fundusz Trójmorza w formie Białej Księgi?

(4) Dlaczego rząd Mateusza Morawieckiego używa publicznych pieniędzy państwowego banku do budowy struktury bezpośrednio konkurencyjnej wobec swojego „narodowego championa” którego wartość stopniała do 12% wartości z przed 5 lat, a jego perspektywy są bardzo słabe?

Źródła:

https://media.bgk.pl/60741-fundusz-trojmorza-oficjalnie-zalozony-bgk-podpisal-akt-zalozycielski

http://m.300polityka.pl/biznes/2020/10/21/fundusz-trojmorza-rosnie-bgk-zwiekszyl-udzial-w-funduszu-trojmorza-o-250-mln-euro/

https://finanse.gazetaprawna.pl/artykuly/1413844,spor-z-abris-arbitraz.html

Autor:

Jakub Karnowski – w latach 2012-15 Prezes Zarządu PKP S.A. oraz Przewodniczący Rady Nadzorczej PKP Cargo S.A. Obecnie pracuje jako konsultant Banku Światowego ds. restrukturyzacji kolei w Kazachstanie i Tanzanii.

Jak połączyć prezent z taktowną reklamą Twojej firmy?

Pomysłowe gadżety reklamowe to bardzo miły i elegancki gest wobec Twoich klientów oraz kontrahentów. Taki podarunek nie ma w sobie negatywnych konotacji związanych z nachalnym marketingiem, a wręcz przeciwnie, jest odbierany bardzo pozytywnie.

Gadżety reklamowe powalają nam w subtelny sposób utrwalać wizerunek naszej firmy, a jednocześnie stanowią atrakcyjny prezent dla obdarowanej osoby. Czym lepszej jakości są gadżety reklamowe, tym większy prestiż osiąga nasza aktywność marketingowa. Coraz większą popularność zdobywają gadżety ekskluzywne, które stanowią naprawdę wartościowy upominek, a dzięki elegancko naniesionemu logo Twojej firmy stanowią skuteczną i długotrwałą reklamę.

Najlepsza jakość gwarantuje ogromne wrażenie

Gadżety biznesowe są aktualnie jednym z najczęściej wybieranych wariantów wśród akcesoriów reklamowych. Charakteryzują się świetną jakością wykonania i nienaganną prezentacją. Jest to zatem doskonały wybór dla wszystkich firm, które chcą dla swoich najlepszych klientów lub cenionych kontrahentów przygotować prezent naprawdę wyjątkowy. Nie musisz się obawiać, że ten rodzaj upominku spowoduje jakakolwiek niezręczność. Dzięki umieszczeniu Twojego logo na przedmiotach eleganckich i wyszukanych Twój podarunek będzie robił pożądane, duże, ale jednocześnie gustowne wrażenie. Gadżety ekskluzywne są odbierane jako taktowne i na miejscu, nie wywołując wrażenia zbyt nachalnej reklamy. Stawiając na gadżety firmowe masz też pewność, że obdarowany klient od razu będzie mieć świadomość, że otrzymał coś wartościowego, co naprawdę ma podkreślić, że jest cenionym ogniwem w waszej współpracy.

Gadżety biznesowe

Nie tylko dla klientów

Planujesz pomysłowe podarunki dla swoich pracowników? A może myślisz o nagrodzeniu najbardziej lojalnych klientów? Gadżety firmowe oferowane przez Polagift.pl to doskonały wybór, gdy chcesz mieć pewność, że połączysz w udany sposób ciekawy prezent oraz mądry marketing. Twoja załoga z pewnością doceni taki gest. Dzięki swojej jakości ekskluzywne gadżety reklamowe będą służyć osobie, której je wręczysz bardzo długo. Stwarza to sytuację, w której logo Twojej firmy będzie przez długi czas utrwalane w oczach danej osoby i osób z nią przebywających. A jeśli produkt świetnie spełni swoje  podstawowe zadania podczas jego użytkowania, klient lub pracownik będzie mógł kojarzyć jego świetną i długotrwałą jakość właśnie z Twoją firmą i Twoim prezentem. To doskonały sposób na tworzenie pozytywnego wizerunku i budowanie zaufania do swojego przedsiębiorstwa i usług lub produktów, które oferujesz. Gadżety ekskluzywne zapewnią ci zadowolenie osoby, która je otrzyma oraz Twoją satysfakcję z rozsądnego sposobu na elegancką reklamę.

Gadżet z nadrukiem-reklamowy

Odzież oraz upominki w segmencie premium

Dzięki szerokiej ofercie gadżetów firmowych na Polagift.pl znajdziesz najbardziej prestiżowe gadżety ekskluzywne, dopasowane do okazji oraz rangi wydarzenia, które chcesz podkreślić. Znajdziesz tu zarówno firmową odzież cenionego angielskiego producenta Brook Taverner, którego doświadczenie sięga już 1912 roku, ale także mnóstwo propozycji na gadżety biznesowe uznanych firm, jak Parker czy Waterman. Masz zatem możliwość ubrania swoich pracowników na najwyższym możliwym poziomie w odzież premium, podkreślającą profesjonalizm oraz wysublimowany wizerunek Twojej firmy. Znajdziesz tu też gadżety biznesowe, które zadowolą nawet najbardziej wymagających i światowych kontrahentów.

Praca zdalna – nowe przepisy. Co zmieni się w Kodeksie pracy?

Nie było pewne czy pracodawca może nakazać pracę zdalną podczas kwarantanny, jeżeli pracownik się na to nie zgadza. Nowa ustawa nie rozstrzyga tej wątpliwości, a dodatkowo wprowadza nowe przepisy, który rodzą kolejne pytania i trudności interpretacyjne.

3 listopada 2020 r. prezydent podpisał kolejną wersję tarczy antykryzysowej (tj. ustawę z 28 października 2020 r. o zmianie niektórych ustaw w związku z przeciwdziałaniem sytuacjom kryzysowym związanym z wystąpieniem COVID­­‑19), w której m.in. dodany został przepis, zgodnie z którym w okresie ogłoszenia stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii, pracownicy i inne osoby zatrudnione, poddane obowiązkowej kwarantannie, mogą – za zgodą pracodawcy albo zatrudniającego – świadczyć w trybie pracy zdalnej pracę określoną w umowie i otrzymywać z tego tytułu wynagrodzenie. Chodzi przy tym o kwarantannę w rozumieniu przepisów o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, tj. o odosobnienie osoby zdrowej, która była narażona na zakażenie, a obowiązek poddania się kwarantannie wynika z decyzji właściwego organu albo z mocy prawa (po przekroczeniu granicy).

Za okres trwania kwarantanny przysługuje (na ogólnych zasadach) wynagrodzenie za czas choroby od pracodawcy lub zasiłek chorobowy z ZUS. Jeśli natomiast pracownik wykonuje pracę zdalną podczas kwarantanny, nie przysługuje mu wynagrodzenie chorobowe albo zasiłek chorobowy, a normalne wynagrodzenie za pracę.

Na podstawie obecnie obowiązujących przepisów możliwość wykonywania pracy przez pracownika przebywającego na kwarantannie nie budziła wątpliwości i była akceptowana zarówno przez pracodawców jak i pracowników. – Jeśli u danej osoby nie stwierdzono objawów choroby, to uznawano, że nie ma przeciwskazań, aby przy zachowaniu rygorów kwarantanny wykonywała zdalnie pracę wynikającą z umowy o pracę, jeśli rodzaj pracy na to pozwalał, a pracownik miał umiejętności i warunki do tego aby pracę zdalną wykonywać – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Agata Miętek z Kancelarii Ożóg Tomczykowski.

Nowa regulacja potwierdza wskazaną możliwość wykonywania pracy podczas kwarantanny, ale nie rozstrzyga, czy pracownikowi przebywającemu na kwarantannie pracodawca może jednostronnie polecić wykonywanie pracy zdalnej, czy zgoda pracownika jest konieczna. Zgodnie ze stanowiskiem prezentowanym nieformalnie przez niektóre powiatowe inspektoraty pracy, pracownik ma prawo wyboru między zasiłkiem chorobowym, a wynagrodzeniem, a tym samym polecenie pracodawcy do wykonywania pracy zdalnej podczas kwarantanny należy potraktować jako propozycję.

– Nie było dotąd wątpliwości, że praca zdalna może być wykonywana podczas kwarantanny o ile pracodawca i pracownik wyrażają na to zgodę. Istniały natomiast wątpliwości czy taką pracę jednostronnie może zlecić pracodawca i co w sytuacji, gdy pracownik odmówi – komentuje dr A.Miętek. – Nowa regulacja nie tylko nie wyjaśnia wątpliwości istniejących dotychczas, ale wywołuje także nowe pytania. W odniesieniu do pracowników pojawia się pytanie czy brak wystąpienia przez pracownika z prośbą/wnioskiem o wykonywanie pracy podczas kwarantanny będzie oznaczał, że pracodawca nie może jednostronnie polecić/zaproponować takiej pracy oraz czy w przypadku braku zgody pracownika na wykonywanie pracy zdalnej pracodawca może odmówić wypłaty wynagrodzenia chorobowego.

Nie jest też jasne jaka jest relacja nowej regulacji do art. 14 ustawy zasiłkowej, zgodnie z którym pracownikowi odsuniętemu od pracy w wyniku decyzji wydanej przez właściwy organ albo uprawniony podmiot na podstawie przepisów o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi z powodu podejrzenia o nosicielstwo zarazków choroby zakaźnej nie przysługuje zasiłek choroby (a tym samym także wynagrodzenie chorobowe) jeżeli nie podjął proponowanej mu przez pracodawcę innej pracy niezabronionej takim osobom, odpowiadającej jego kwalifikacjom zawodowym lub którą może wykonywać po uprzednim przeszkoleniu.

– W mojej ocenie pracownik, który jest zdrowy, ale przebywa na kwarantannie i odmówi pracy zdalnej, zarówno w świetle dotychczasowych jak i nowych przepisów powinien to uzasadnić – wyjaśnia A.Miętek z Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Uzasadniać może to na przykład brakiem odpowiednich warunków lokalowych w jego domu.

Nowy przepis ustawy antykryzysowej będzie dotyczył nie tylko pracowników, ale także „innych osób zatrudnionych”. Z uwagi na brak definicji, takie sformułowanie zakresu podmiotowego budzi wątpliwości. Wydaje się, że przepis w tym zakresie będzie dotyczył osób wykonujących pracę na innej podstawie niż stosunek pracy. To mogą być przykładowo osoby pracujące na podstawie umowy zlecenia. W przypadku osób wykonujących pracę na podstawie umowy cywilnoprawnej (np. umowy zlecenia), pojawiają się dodatkowe wątpliwości o zakres dopuszczalnej ingerencji podmiotu zatrudniającego w sytuację drugiej strony – na podstawie nowych przepisów, podmiot zatrudniający będzie mógł jednostronnie polecić osobie wykonującej pracę (np. na podstawie umowy zlecenia) sporządzanie szczegółowej ewidencji i czasu wykonywanych czynności.

Nowa ustawa wprowadza także inne zmiany, choćby dotyczące lekarzy. Przykładowo, do zwalczania epidemii może być skierowany lekarz, który nie przekroczył wieku 65 lat, gdy dotychczas była to granica 60 lat.

Elastycznym organizacjom łatwiej przetrwać kryzys

Dane ekonomiczne wskazują, że amerykańskie przedsiębiorstwa dzięki elastyczności zatrudnienia lepiej radzą sobie z kryzysem.

Jedną z najważniejszych cech, jakie są potrzebne przedsiębiorstwu w czasie kryzysu jest elastyczność. Możliwość szybkiego dostosowania się do zmiennych warunków w otoczeniu gospodarczym może nawet stanowić warunek niezbędny dla przetrwania organizacji.

Elastyczność przedsiębiorstwa może jednak być w istotny sposób ograniczona w ramach obowiązującego systemu gospodarczego i prawnego a szczególnym problemem mogą się okazać się obowiązujące przepisy prawa pracy. W warunkach głębokiego kryzysu los firmy może zależeć od sprawnie przeprowadzonej redukcji personelu. W tym zakresie w Unii Europejskiej i w Stanach Zjednoczonych obowiązują skrajnie odmienne podejścia. W niektórych krajach Unii, na przykład we Włoszech, Szwecji czy Portugalii zwolnienie pracownika jest ekstremalnie drogie. Natomiast w Stanach Zjednoczonych prawo nie oferuje pracownikom praktycznie żadnej ochrony a zwolnienie często odbywa się z dnia na dzień. Zostawiając na boku zagadnienia moralne czy socjalne obowiązki pracodawcy wobec pracowników, zastanówmy się, jakie rozwiązanie jest długoterminowo korzystniejsze dla gospodarki jako całości (a tym samym zarówno dla pracodawców, jak i pracowników).

Bardzo ciekawych wniosków dostarcza analiza danych ekonomicznych dotyczących ostatniego poważnego kryzysu gospodarczego, czyli kryzysu finansowego z 2008 roku. Miał on istotny wpływ na rynki pracy po obu stronach Atlantyku. W Stanach Zjednoczonych stopa bezrobocia zaczęła powoli rosnąć już w styczniu 2007 roku. Z poziomu 4,6% urosła aż do 10% w październiku 2009, następnie zaczęła konsekwentnie spadać. Zupełnie inaczej sytuacja wyglądała w strefie euro, gdzie obowiązują restrykcyjne prawa dotyczące zwalniania pracowników. Stopa bezrobocia zaczęła rosnąć od marca 2008. Jednak kulminację na poziomie 12,1% osiągnęła dopiero w maju 2013. A więc w Stanach Zjednoczonych bezrobocie zaczęło spadać po około roku od wybuchu kryzysu we wrześniu 2008, podczas gdy w Europie stało się to dopiero po pięciu latach.

Pierwsza faza aktualnego kryzysu przynosi podobne dane. W USA stopa bezrobocia eksplodowała z 3,5% w lutym do 14,7% w kwietniu aby od maja zacząć dynamicznie spadać. W strefie euro jest zupełnie inaczej. Stopa bezrobocia wzrosła bardzo nieznacznie z poziomu 7,2% w marcu do 8,1% w sierpniu ale cały czas rośnie. Co więcej, prognozy wskazują na to, że poziom pomiędzy 8,5% a 10,5% będzie się utrzymywał co najmniej do roku 2022.

Wygląda na to, że w modelu amerykańskim przedsiębiorstwa są w stanie znacznie bardziej elastycznie reagować na kryzys. Zwalniają pracowników natychmiast aby adaptować się do nowej sytuacji ale jak tylko mają możliwość, natychmiast zatrudniają. W Europie ze względu na koszty przedsiębiorcy zwlekają z redukcjami zatrudnienia, w efekcie ich sytuacja nie ulega poprawie i muszą cały czas zwalniać, gdy ich amerykańscy konkurenci już od dawna zatrudniają. Amerykańskie podejście w długim okresie jest korzystne również dla pracowników, którzy co prawda muszą przetrwać zwolnienie ale bardzo szybko mogą znaleźć nową pracę.

Również dane o wzroście gospodarczym nie pozostawiają wątpliwości co do tego, że amerykańska gospodarka jest bardziej dynamiczna. Co prawda dla obu gospodarek wstępne dane za trzeci kwartał 2020 roku wskazują na ujemne tempo wzrostu, jednak w przypadku Stanów Zjednoczonych jest to -2,9% a w przypadku strefy euro -4,3%.

Autor: Łukasz Blichewicz, współzałożyciel i prezes zarządu Grupy Assay, ekspert w zakresie rozwoju i finansowania spółek technologicznych.

10 nowych fintechów w programie Start Path, które zmienią przyszłość handlu i finansów

Mastercard zaprosił kolejnych dziesięć fintechów do swojego globalnego programu Start Path. Startupy te, pod okiem specjalistów Mastercard przez najbliższe pół roku będą rozwijać swoje rozwiązania z obszaru cyfrowego handlu i finansów. Jest to szczególnie ważne w czasie trwającej pandemii, kiedy innowacje technologiczne ułatwiają dostęp do cyfrowych rozwiązań, także dla osób, które wcześniej nie miały z nimi do czynienia.

Start Path to program akceleracyjny Mastercard, w którym od 2014 r. wzięło udział już 250 startupów z całego świata, w tym polski Zencard. Firmy te po uczestnictwie w programie zebrały w sumie 2,9 mld dolarów finansowania, a ich rozwiązania zmieniają świat handlu i finansów.

Fintechy zaproszone do najnowszej edycji Mastercard Start Path oferują tak nowatorskie rozwiązania jak: ultradźwiękowa transmisja danych, integracja usług bankowych z aplikacjami biznesowymi typu ERP, niedrogie przelewy na konta na całym świecie czy zarządzanie subskrypcjami z poziomu bankowości elektronicznej. Oto one:

  • Carry1st niweluje cyfrowe nierówności wykorzystując technologię mobilną, bramki płatności i treści specyficzne dla danej kultury, aby służyć afrykańskim użytkownikom smartfonów.
  • FISPAN to platforma, która osadza usługi bankowości w aplikacjach biznesowych i księgowych, z których firmy korzystają w prowadzeniu działalności gospodarczej.
  • Lendio zapewnia kompleksowe podejście do finansowania małych firm, od infrastruktury technologicznej dla instytucji finansowych, po dostęp do kapitału na rozwój.
  • LISNR łączy obsługę klienta offline i online za pomocą ultradźwiękowej technologii transmisji danych, umożliwiającej sprzedawcom i dostawcom usług finansowych weryfikację transakcji zbliżeniowych.
  • Mocafi to platforma usług finansowych zaprojektowana tak, aby osobom wykluczonym finansowo ułatwiać dostęp do usług bankowości elektronicznej, kredytów czy wiedzy w zakresie zarządzania swoimi pieniędzmi.
  • Mo Technologies oferuje innowacyjny model oceny zdolności kredytowej dla instytucji finansowych i niefinansowych, który umożliwia przyznawanie kredytów większej liczbie klientów we wszystkich segmentach.
  • Panda Remit buduje globalną platformę finansową, w której pieniądze nie mają granic, umożliwiając bezpieczne, wygodne i tanie przelewy.
  • Paycode zapewnia niedrogi, biometryczny system bankowości i płatności online i offline, który odpowiada na trzy kluczowe wyzwania osób nieubankowionych: potwierdzanie tożsamości, dostęp do rozwiązań w sieci oraz koszty.
  • Fanbank/Plink to platforma automatyzacji handlu stworzona, aby pomóc rozwijać małe firmy poprzez zwiększanie wartości klienta w czasie, przyciąganie lokalnych kupujących i przekształcanie terminali w punktach sprzedaży.
  • Subaio oferuje bankową usługę zarządzania subskrypcjami, umożliwiając użytkownikom śledzenie i anulowanie subskrypcji z poziomu bankowości internetowej.

Dlaczego warto korzystać z szybkich przelewów przez internet?

Płatność online niewątpliwie posiada dużą przewagę nad innymi formami. Zaletą dokonywania szybkich przelewów przez internet jest przede wszystkim – jak sama nazwa wskazuje – krótki czas, jaki musimy poświęcić na dokonanie transakcji. W przypadku wspomnianych wcześniej nowoczesnych metod nie ma konieczności podawania swoich danych, a płatności w sklepie internetowym zazwyczaj dokonuje się za pomocą kilku ruchów, jedynie za pomocą własnego smartfonu.

Kolejną zaletą jest też możliwość dokonania zakupów z każdego miejsca na świecie, co zdecydowanie ułatwia proces decyzyjny kupującego. Korzyść występuje również po stronie sklepu – klient łatwiej dostaje to, czego potrzebuje i rzadziej porzuca koszyk zakupowy w trakcie robienia zakupów.

Dlaczego warto korzystać z szybkich przelewów w ramach bramek płatności?

Szeroki wybór szybkich płatności w sklepie internetowym jest gwarancją powodzenia firm działających w branży e-commerce. Klient dokonujący zakupów online powinien mieć możliwość skorzystania z różnych metod dokonania transakcji zakupowej – najlepiej takich, które są najszybsze i dodatkowo bezpieczne! Doskonałym rozwiązaniem są w tym zakresie tzw. bramki płatności, które pozwalają na zintegrowanie w jednym miejscu różnych kanałów płatności, m.in. szybkich przelewów online. Jak dokładnie działają bramki płatności i dlaczego warto korzystać właśnie z szybkich przelewów przez internet?

Czym są bramki płatności i jak z nich korzystać?

Bramki płatności, z których obecnie korzysta coraz więcej sklepów internetowych, dają klientowi dokonującemu zakupów online możliwość dokonania autoryzacji transakcji za pomocą różnych metod. Należą do nich m.in. formy takie jak np.:

  • karta kredytowa,
  • kod BLIK,
  • Google Pay,
  • przelew online.

Zdecydowaną zaletą bramek płatności jest uproszczenie całego procesu dokonania zakupów, co rodzi korzyści zarówno po stronie klienta, jak i sprzedającego. Bramka płatności oznacza bowiem możliwość dokonania płatności online wieloma kanałami, ale w jednym miejscu. Warto wspomnieć, że jest to rozwiązanie szybkie i bardzo intuicyjne w obsłudze. Co szczególnie ważne w dzisiejszych czasach, pozwala również na zachowanie bezpieczeństwa transakcji, pomimo tego, że klient podaje w trakcie zakupów swoje dane, takie jak np. numer karty.

Jedną ze wspomnianych metod płatności jest przelew online. Stanowi on bardzo dobre rozwiązanie dla klientów, którym zależy przede wszystkim na łatwości i szybkości transakcji.

Zalety szybkich przelewów

Szybkie przelewy online, będące obecnie jedną z najpopularniejszych form płatności w sklepach internetowych, to zdecydowanie łatwiejsza forma niż przelewy tradycyjne, do czego przekonało się już wielu klientów. Pozwalają one na w zasadzie natychmiastowe zrealizowanie danej transakcji – jak sama nazwa wskazuje, to właśnie „szybkość” jest ich główną cechą, a także niewątpliwą zaletą. Co ważne, system szybkich przelewów zintegrowany jest z różnymi bankami, dzięki czemu każdy klient ma możliwość wyboru własnego banku. Dzięki temu cały proces zakupowy zostaje uproszczony. Klient nie traci czasu na dokonanie przelewu tradycyjnego poprzez stronę swojego banku, natomiast korzyścią po stronie branży e-commerce są szybsze i częstsze decyzje zakupowe oraz zadowolenie klientów.

Równe prawa pracownicze dla Polaków i cudzoziemców

Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych (OPZZ) zachęca do zatrudniania pracowników o innej narodowości. Realizując swoje projekty dba o wzmacnianie pracowników  różnych sytuacjach życiowych – również uchodźców i emigrantów – by ich głos był słyszalny w dialogu społecznym. Problemy cudzoziemców – szczególnie pochodzących z biedniejszych krajów, zza wschodniej granicy lub o innym kolorze skóry – często dotyczą nierównego traktowania w pracy i nieposzanowania praw pracowniczych.

– Realizujemy szereg projektów, współfinansowanych ze środków Komisji Europejskiej lub Innovation Norway, do których zapraszamy wszystkich pracowników. Jesteśmy również w stałej współpracy z Międzyzakładowym Związkiem Zawodowym Ukraińców w Polsce, który często zapraszamy do realizacji i współudziału we wszystkich projektach, i który chętnie w nich uczestniczy – powiedziała serwisowi eNewsroom Nicole Cieplik, specjalistka ds. funduszy europejskich OPZZ. – Chcemy, aby pracownicy, szczególnie z krajów trzeciego świata albo zza wschodniej granicy, mieli takie same prawa pracownicze jak Polacy i osoby z innych krajów europejskich. Realizując nasze projekty mamy na celu stworzenie sprawiedliwego, równego rynku pracowniczego w Polsce – traktującego pracowników tak samo, bez względu na pochodzenie rasowe, wykształcenie i różnice kulturowe – podkreśla Cieplik.

Polska o krok od boomu na samochody elektryczne

Już prawie 30 proc. Polaków deklaruje, że przy kolejnej zmianie pojazdu, rozważy zakup samochodu z napędem elektrycznym. Czwarta edycja „Barometru Nowej Mobilności” PSPA obrazuje, jakie zmiany zaszły od 2017 r. w świadomości i preferencjach Polaków, związanych z ekologicznym transportem.

Barometr Nowej Mobilności 2020 to 4. edycja cyklicznego opracowania PSPA zawierającego wnioski z badania opinii społecznej dotyczącego elektromobilności, w tym potencjału zakupowego Polaków w zakresie nabywania samochodów elektrycznych oraz ich preferencji związanych z infrastrukturą ładowania. Barometr powstaje na podstawie odpowiedzi uzyskanych od reprezentatywnej grupy polskich kierowców, którzy realnie rozważają zakup nowego pojazdu w najbliższych trzech latach. Partnerami strategicznymi najnowszej edycji raportu zostały Mazda, GreenWay Polska, Arval oraz Volvo Polska. Tegoroczna edycja jest już czwartą z kolei i przynosi ciekawe wnioski o tym, jak na przestrzeni ostatnich lat zmieniało się podejście Polaków do elektromobilności.

– Zeroemisyjna transformacja w sektorze transportu wymaga zmiany nawyków mobilnościowych Polaków i prowadzenia kompleksowej edukacji społecznej. To rola nie tylko administracji publicznej, ale również sektora biznesu. Aby te działania były skuteczne, ważne jest ustalenie aktualnego poziomu wiedzy i świadomości społecznej w zakresie nowego trendu, jakim jest elektromobilność. Opracowany przez PSPA Barometr Nowej Mobilności 2020 stanowi przekrojowe źródło wiedzy w tym zakresie. Projekt wpisuje się w założenia kampanii edukacyjnej elektromobilni.pl, którą z sukcesem realizuje polska branża elektromobilności – mówi Michał Kurtyka Minister Klimatu i Środowiska.

– W ramach Barometru od czterech lat konsekwentnie badamy opinię Polaków w zakresie ich podejścia do zero- i niskoemisyjnego transportu. Przepytaliśmy łącznie 4,7 tys. osób, od których zebraliśmy w sumie pół miliona odpowiedzi dodaje Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych. – Tegoroczna edycja jest o tyle wyjątkowa, że podjęliśmy się analizy wyników ze wszystkich lat i wskazujemy trendy konsumenckie w obszarze elektromobilności. Emisyjność pojazdów, która do niedawna nie była zbyt istotna dla osób zainteresowanych zakupem nowego pojazdu, dzisiaj zyskuje na znaczeniu. Paliwa konwencjonalne, w tym Diesel, jest w odwrocie. Świadomość ekologiczna polskich kierowców rośnie. Potrzebne jest jednak dalsze wsparcie administracji stymulujące rozwój rynku, które odpowie na te preferencje i wpłynie na dynamiczny wzrost liczby EV na polskich drogach.

Coraz większe zainteresowanie EV

Z najnowszej edycji badania wynika, że w 2020 r. po raz kolejny zanotowano wzrost zainteresowania Polaków zakupem samochodu elektrycznego. 29,4 proc. respondentów zadeklarowało, że realnie rozważy zakup BEV (samochód w pełni elektryczny) lub PHEV (hybryda typu plug-in) w okresie kolejnych trzech lat. W 2019 r. taką gotowość wyraziło 28 proc. ankietowanych, w 2018 r. 17 proc., zaś w 2017 r. – 12 proc.1_Grafika_BNM2020

– Rośnie zainteresowanie samochodami elektrycznymi, ponieważ rośnie rynek elektromobilności, w szczególności liczba oferowanych modeli EV oraz ogólnodostępnych ładowarek – mówi Jan Wiśniewski z Centrum Badań i Analiz PSPA. – Od czasu wydania pierwszej edycji Barometru w 2017 r., w Polsce uruchomiono ponad 1,1 tys. stacji ładowania, a oferta samochodów z napędem elektrycznym poszerzyła się o 69 nowych modeli. Średni zasięg EV zwiększył się o niemal 100 km, a cena najtańszego pojazdu spadła o 10 proc.

Jednocześnie cały czas zmniejsza się zainteresowanie silnikami Diesla, z 38 proc. w 2017 r. do 17 proc. w roku bieżącym. W latach 2017-2020 znaczenie aspektów środowiskowych wśród Polaków przy zakupie nowego samochodu wzrosło o ponad 30 proc. Co istotne, coraz więcej respondentów postrzega samochody elektryczne jako pojazdy pozytywnie wpływające na środowisko. W 2017 r. takie przekonanie wyrażało zaledwie 8 proc. ankietowanych, w 2018 r. 12 proc., w 2019 r. – 19 proc., zaś w 2020 r. – już prawie 33 proc.2_Grafika_BNM2020

To właśnie ekologiczność jest także najczęściej wymieniana jako czynnik, który w największym stopniu wpływa na podjęcie decyzji o zakupie pojazdu elektrycznego, równolegle z niskimi kosztami eksploatacji (na te odpowiedzi wskazało po 70 proc. ankietowanych, będących już użytkownikami EV). Dla 50 proc. respondentów liczyły się także pozytywne opinie o elektromobilności, a dla 45 proc. lepsze osiągi EV od pojazdów konwencjonalnych.

Pozytywne doświadczenia

W przypadku 95 proc. użytkowników samochodów elektrycznych, obecnie eksploatowany pojazd jest ich pierwszym samochodem elektrycznym. Co istotne, aż 98 proc. kierowców jest zadowolona z jego zakupu. EV w pełni zaspokajają ich potrzeby eksploatacyjne, także w zakresie zasięgu (87 proc. kierowców stwierdziło, że nie pokonuje dziennie więcej niż 50 km).

– Nasze doświadczenia z wprowadzeniem elektrycznej Mazdy MX-30 na polski rynek pokrywają się z danymi opublikowanymi w Barometrze. Polacy oczekują dobrze wycenionych i wyposażonych samochodów elektrycznych, którymi zamierzają pokonywać każdego dnia średnio kilkadziesiąt kilometrów, a do tego są gotowi korzystać z domowych stacji ładowania. To wpisuje się w wizję elektromobilności Mazdy, którą realizujemy naszym kompaktowym SUV-em. Do lepszego rozpromowania elektromobilności potrzebne są jeszcze rządowe subwencje, które, jak widzimy na innych rynkach, stymulują sprzedaż samochodów elektrycznych – mówi Łukasz Paździor, Dyrektor Zarządzający Mazdy w Polsce.

Coraz większa liczba Polaków miała także okazję jeździć samochodem elektrycznym. W 2017 r. było to 6 proc. badanych, w 2018 r. 11 proc., w 2019 r. – 16 proc., zaś w 2020 r. z EV skorzystał już niemal co piąty respondent (18 proc.). Prawie połowa z nich (47,7 proc.), miała okazję usiąść za kierownicą samochodu elektrycznego kilkukrotnie. Wśród największych zalet użytkowych, respondenci korzystający z EV wymieniają niskie koszty eksploatacji (65 proc.), ekologiczność (60 proc.) oraz cichą pracę układu napędowego (25 proc.). Wśród największych wyzwań najczęściej wskazywany jest zasięg (50 proc.), dostępność infrastruktury ładowania (45 proc.) oraz ceny (35 proc.).3_Grafika_BNM2020

Z Barometru wynika także, że Polacy postrzegają elektromobilność jako przyszłość motoryzacji. Zdaniem 73,5 proc. ankietowanych samochody elektryczne zastąpią w przyszłości pojazdy spalinowe.

– Wnioski z badania napawają dużym optymizmem. Jako firma zajmująca się wynajmem pojazdów obserwujemy rosnące zainteresowanie firm samochodami elektrycznymi. Transformacja energetyczna zatacza coraz szersze kręgi i cieszymy się bardzo, że zamiar przejścia na ekologiczne auta deklarują także osoby prywatne. Istotne jest, by takie postawy były umacniane zarówno poprzez wspieranie klientów w wyborze właściwego pojazdu, jak i zachęty finansowe zawarte w programach rządowych do ich zakupu, nie bez znaczenia będzie również rozwój infrastruktury do ich ładowania mówi Radosław Kitala, Consultant & AMO Manager w Arval Service Lease Polska.

Cena i ładowarki kluczowe

Wybierając samochód Polacy kierują się przede wszystkim pragmatyzmem – w pierwszej kolejności, zainteresowani zwracają uwagę na cenę (95 proc.). Największa grupa respondentów (32 proc.) deklaruje, że na zakup pojazdu jest w stanie przeznaczyć środki w wysokości od 50 do 100 tys. zł., 23 proc. od 100 do 150 tys. zł. W tej kwocie Polacy są w stanie obecnie kupić dwa razy więcej pojazdów niż w 2017 r. Autorzy badania postawili respondentów przed teoretyczną sytuacją zakupową, w ramach której ankietowani mieli wybierać spośród kilku par samochodów spalinowych i odpowiadających im modeli elektrycznych, w cenach katalogowych oraz w cenach uwzględniających dopłaty z programów wsparcia NFOŚiGW.

– Jak się okazało, ceny EV są coraz bardziej dopasowane do oczekiwań Polaków. Ankietowani, pytani o ile samochody elektryczne powinny być tańsze, z każdym rokiem typują coraz niższą wartość. W 2017 r. wskazywali, że ceny samochodów elektrycznych w salonach powinny zostać zredukowane o 44 proc., w 2018 r. o 42 proc., w 2019 r. o 31 proc., zaś w 2020 r. – już o 26 proc. mówi Albert Kania z PSPA.4_Grafika_BNM2020

Niemal 97 proc. badanych chciałoby mieć możliwość ładowania EV w miejscu zamieszkania. Ważne są także szybkie ładowarki publiczne, które według ankietowanych są priorytetowe dla tras przelotowych pomiędzy głównymi miastami (58,9 proc.) oraz w miejscach użyteczności publicznej, takich jak centra handlowe (20 proc.). Zdaniem 44 proc. respondentów czas ładowania nie powinien przekraczać w punkcie publicznym 30 min, a dla 34 proc. jednej godziny. Ponad 75 proc. badanych pokonuje trasę dłuższą niż 300 km nie częściej niż raz w miesiącu. 65 proc. z nich zdecydowałoby się na dłuższą podróż międzymiastową samochodem elektrycznym, wiedząc, że mają możliwość skorzystania z szybkiej stacji DC.

– Jako firma wdrażająca infrastrukturę dla ładowania pojazdów elektrycznych zdajemy sobie sprawę z konieczności ciągłej analizy potrzeb i oczekiwań naszych klientów. Jest to nieodzownym elementem kreowania naszych rozwiązań. Wyniki badania przedstawione w nowym raporcie są więc dla nas istotną wskazówką, w jaki sposób dostosowywać nasze rozwiązania do oczekiwań posiadaczy samochodów elektrycznych mówi Rafał Czyżewski, Prezes Zarządu GreenWay Polska.5_Grafika_BNM2020

Miasta coraz bardziej elektromobilne

Barometr Nowej Mobilności 2020 obrazuje również preferencje Polaków związanych z korzystaniem ze zbiorowego transportu publicznego. Aż 98 proc. respondentów popiera trend polegający na wdrażaniu elektromobilności w transporcie publicznym. 36 proc. ankietowanych miało już okazję jeździć autobusem elektrycznym. Za największe zalety e-busów badani uznali brak emisji CO2 (55 proc.) oraz cichą pracę układu napędowego (40 proc.).

– Polacy, wskazując brak emisji CO2 i redukcję hałasu, trafnie identyfikują korzyści płynące z elektryfikacji transportu publicznego. I choć znakomita większość, aż 98 proc. badanych, popiera rozwój zelektryfikowanego transportu publicznego, to elektrycznym autobusem miała okazję jechać zaledwie 1/3 respondentów. To wszystko z jednej strony pokazuje, jakie są oczekiwania społeczne odnośnie kierunku rozwoju transportu publicznego, zaś z drugiej, jak wiele jest jeszcze do zrobienia. Jedno jest jednak pewne, od elektryfikacji transportu w miastach nie ma odwrotu mówi Marek Gawroński, Wiceprezes Volvo Polska ds. relacji z sektorem publicznym.

Wyniki Barometru wskazują także na potrzebę prowadzenia w Polsce społecznych działań edukacyjnych z zakresu elektromobilności. Aż 86 proc. respondentów przyznaje, że nie dysponuje wystarczającą wiedzą dotyczącą ładowania pojazdów elektrycznych. Jedynie co 10 Polak potrafi odróżnić złącza ładowania oraz wymienić rodzaje dostępnych stacji. 74 proc. badanych nie wie, czym różni się hybryda typu plug-in od klasycznej hybrydy. 79 proc. ankietowanych zadeklarowało brak wiedzy lub posiadanie niewystarczającej wiedzy dotyczącej kosztów eksploatacji EV, 77 proc. zasad działania pojazdów tego typu, a 65 proc. znajomości przywilejów i systemów wsparcia. 93 proc. osób niebędących użytkownikami EV nie jest w stanie wskazać lokalizacji ładowarek w swojej w miejscowości.

– Rzetelne informowanie na temat zeroemisyjnego transportu stanowi jeden z warunków niezbędnych dla dynamizacji rozwoju elektromobilności w naszym kraju i dokonywania świadomych wyborów konsumenckich i inwestycyjnych w zakresie EV przez Polaków i polskie przedsiębiorstwa. Dlatego właśnie PSPA, wspólnie z Krajowym Ośrodkiem Zmian Klimatu zainicjowało kampanię elektromobilni.pl, której celem jest edukacja na temat pojazdów elektrycznych. W ramach kampanii dostarczamy wiedzę i narzędzia, niezbędne do podejmowania odpowiedzialnych decyzji o zamianie pojazdu na elektryczny mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych (PSPA).

Razem dla elektromobilności

Kampania elektromobilni.pl to jedna z najbardziej kompleksowych inicjatyw w Europie, której celem jest edukacja i wzrost świadomości społecznej w zakresie rozwoju zeroemisyjnych technologii w transporcie. Projekt został objęty patronatem honorowym Ministerstwa Klimatu i Środowiska oraz Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii. W inicjatywę zaangażowało się także kilkadziesiąt podmiotów i instytucji aktywnych w obszarze zrównoważonego transportu w Polsce, w tym koncerny motoryzacyjne: BMW, Daimler, Nissan i Volkswagen, sektor infrastrukturalny: ABB i Nexity oraz instytucje finansowe: PKO Leasing. Wśród partnerów są ponadto: Arval, Garo, GreenWay, Volvo, LOTOS, Energa, innogy Go! oraz MAN. Wśród patronów znalazły się również liczne ambasady, m.in. Niderlandów, Wielkiej Brytanii, Szwecji, Włoch, Izraela, Niemiec oraz izby handlowe i kilkadziesiąt polskich samorządów, a także organizacje, w tym m.in. UDT, NCBiR, PZPM, PZWLP, Forum Energii, ZPL, ZDS, ITS.