Polska, Czechy i Węgry – jak Europa Środkowa radzi sobie z cyfrową transformacją?

Czechy są lokalnym liderem w transformacji cyfrowej, Polacy popierają europejską chmurę, Węgrzy inwestują w backup – to tylko niektóre wnioski z przeprowadzonych badań na zlecenie Aruba Cloud. Firma zapytała blisko 700 firm z Polski, Czech i Węgier o wykorzystanie technologii chmurowych w tamtejszych firmach, oraz o obawy związane z cyberbezpieczeństwem, a także, w jaki sposób zabezpieczają się przed zagrożeniami w sieci.Aruba_Infografika_1

Europa Środkowa przekonuje się co do chmury

Chmura staje się powoli normą w naszym regionie. W swojej działalności wykorzystuje ją co trzecia (33 proc.) średnia i duża firma w Polsce. Nieco lepiej sytuacja rysuje się na Węgrzech, gdzie tego typu rozwiązania wdrożyło 38 proc. respondentów. Liderem w regionie są Czesi, u naszych południowych sąsiadów prawie połowa (49 proc.) ankietowanych przedsiębiorców zadeklarowała częściową migrację do chmury.

To bardzo optymistyczne dane – komentuje Marcin Zmaczyński, Head of Marketing w Aruba Cloud – pokazuje to, że powoli doganiamy Europę. Mamy nadzieję, że za średnimi i dużymi firmami ruszą także mniejsze przedsiębiorstwa, które postanowią skorzystać z cyfrowej transformacji.

Badania wskazują, że firmy, które przeprowadziły migrację, są zadowolone z tego kroku. Większość z ankietowanych nie ma żadnych uwag  do swoich dostawców usług chmurowych. Taką postawę zgłasza odpowiednio 51 proc. Czechów, 41 proc. Węgrów i 20 proc. Polaków. Znacznie mniej respondentów miało uwagi co do ceny, odpowiednio 12 proc. 17 proc. i 20 proc. Jak się okazuje kraje Europy Środkowej, różnią się jednak w kwestii tego, za co cenią dostawców. W Polsce kluczowe okazały się niezawodność (34 proc.) i jakość usług (26 proc.). Czesi prócz niezawodności (32 proc.) stawiają również na jakość obsługi klienta i pomocy technicznej, tę opcję wybrało 21 proc. badanych. Zdaniem Węgrów z kolei kluczowa jest dostępność i łatwy kontakt z dostawcami, taki powód deklaruje 23 proc. z nich.

Lokalizacja ma znaczenie

Podczas badania ankieterzy zapytali przedsiębiorców o kwestię lokalizacji centrów danych. Blisko 60 proc. Czechów i Polaków, oraz 44 proc. Węgrów wskazuje, że ta kwestia może mieć wpływ przy wyborze dostawcy. Jak się okazuje dla środkowoeuropejskich firm, istotne również jest, żeby informacje przechowywane w chmurze fizycznie znajdowały się pod europejską jurysdykcją. W naszym kraju tę odpowiedź wskazało 44 proc., nieco mniej Czechów (33 proc.) i 18 proc. Węgrów.

Cieszy nas, że firmy w Europie Środkowej rozumieją, że chmura to także fizyczne centrum danych, które obejmują konkretne regulacje kraju, w jakim się ono znajduje. Od tego zależy, czy do naszych plików nie będzie miał wglądu nikt nieautoryzowany, a to kluczowa kwestia w budowaniu zaufania do firmy wykorzystującej chmurę – komentuje Marcin Zmaczyński.

Certyfikaty równie ważne, co cena

Dla wszystkich krajów kluczowe przy wyborze dostawcy chmury okazały się nie tylko koszty, ale także wiarygodność. Dlatego po 37 proc. badanych firm w Polsce wskazuje, że kieruje się odpowiednimi certyfikatami posiadanymi przez firmę oraz kosztami oferty. Z kolei dla 47 proc. Czechów najważniejsza okazała się cena, a na certyfikaty wskazało 38 proc. Odwrotnie sytuacja kształtuje się nad Dunajem, gdzie odpowiednie dokumenty przekonują prawie połowę (48 proc.) tamtejszych firm, a koszty 31 proc.

Badacze zapytali też średnie i duże firmy o to, co ich zdaniem może zniechęcać inne firmy do korzystania z technologii chmurowych. Większość badanych firm wskazała, że główną barierą może być kwestia bezpieczeństwa. Na tę zmienną wskazało odpowiednio 33 proc. Czechów, 20 proc. Węgrów oraz aż 41 proc. Polaków. Z drugiej strony zdaniem ankietowanych w naszym regionie dla firm nie jest przeszkodą przywiązanie do lokalnych rozwiązań, martwi to odpowiednio 2 i 3 proc. Czechów i Polaków. Może to skłaniać do optymistycznych wniosków, że transformacja cyfrowa nie będzie opóźniana przez dług technologiczny i dotychczasowe inwestycje w infrastrukturę.

Nadal jednak wielu przedsiębiorców nie jest przekonanych co do tego ruchu. Dla Polaków główną przeszkodą były wewnętrzne procedury, które zabraniają przenoszenia danych do zewnętrznych centrów, taki powód wskazało 34 proc. badanych firm. Na kolejnych miejscach znalazły się zarówno brak zaufania do tego typu instytucji, jak i zapotrzebowania na takie usługi, odpowiednio 27 i 24 proc.

Co ciekawe, Polska jest w tej kwestii wyjątkiem wśród krajów Europy Środkowej. Przykładowo dla ¼ badanych czeskich firm wewnętrzne procedury stanowiły istotne ograniczenie, ale na kwestie zaufania wskazało jedynie 5 proc., a żadna z badanych firm nie uznała technologii chmurowych za niepotrzebne do skutecznego prowadzenia biznesu. Z kolei najwięcej badanych węgierskich firm, bo aż 33 proc., nie ufa dostawcom na tyle, by przenieść tam swoje dane, a 19 proc. jest ograniczana przez regulacje wewnątrz organizacji. Brak zapotrzebowania na migrację do chmury wskazało jedynie 9 proc. ankietowanych firm.

Edukacja o cyberbezpieczeństwie przynosi efekty

Badacze zapytali także o zagrożenia cyberbezpieczeństwa, które spędzają sen z powiek regionalnym przedsiębiorcom. Badani wymieniali głównie złośliwe oprogramowanie typu malware oraz kradzież firmowych danych. Polacy najbardziej obawiają się, że ich dane dostaną się w niepowołane ręce, taki pogląd wyraża 42 proc. ankietowanych. Złośliwe oprogramowanie to problem dla 36 proc. badanych firm znad Wisły. Wśród pozostałych badanych krajów priorytety cyberbezpieczeństwa kształtują się podobnie, choć na pierwszym miejscu stawiają malware, przed kradzieżą danych. Węgrzy, prezentują podobną świadomość zagrożeń jak Polacy, odpowiednio 40 proc. i 32 proc. Z kolei Czesi wydają się mniej przejmować kwestiami cyberbezpieczeństwa, jedynie 22 proc. z nich obawia się złośliwego oprogramowania, a tylko 12 proc. wycieku danych. Zapytani o główne sposoby ochrony przed cyfrowymi zagrożeniami badani głównie wskazywali oprogramowanie antywirusowe (Polacy 53 proc. wskazań, Czesi 47 proc., a Węgrzy 39 proc.). Jednak istotne różnice pojawiały się w obszarze innych preferowanych środków. Nasi rodacy stawiają na zabezpieczenia sieciowe (25 proc.), szkolenie pracowników (24 proc.) i regularne aktualizacje. Dla porównania odpowiednią ochronę sieci wdrożyło 19 proc. Czechów i jedynie 4 proc. Węgrów. Podobnie pozostałe kraje plasują się zdecydowanie niżej, jeśli chodzi o odpowiednią edukację pracowników – na ten aspekt wskazało odpowiednio 16 proc. i 6 proc. badanych.

Rosnąca świadomość dotycząca cyberbezpieczeństwa to bardzo pozytywne zjawisko. Od kilku lat coraz głośniej mówi się o potrzebie odpowiedniego zabezpieczenia danych w firmie i widać, że przynosi to efekty. Wysoka świadomość Polaków to zdecydowanie dobry prognostyk na przyszłość. Oczekujemy, że w najbliższych latach przełoży się to na wdrożenie jeszcze skuteczniejszych sposobów na cyberprzestępców, jak na przykład backup w chmurze czy usługa Disaster Recovery as a Service – podsumowuje Marcin Zmaczyński.

O badaniu

Badanie zostało przeprowadzone w styczniu i lutym br. Na próbie 654 średnich (ponad 50 pracowników) i dużych firm (powyżej 250 pracowników), mających siedzibę w Polsce, Czechach lub Węgrzech. Ankietowanymi były osoby odpowiedzialne w przedsiębiorstwach za infrastrukturę IT. Badanie przeprowadziła pracownia badawcza ARC Rynek i Opinia.

Dane z MF: Urzędy skarbowe mocno przyspieszyły. Decyzja w kwestii uwolnienia VAT-u już w 7 dni

Przeszło 3,8 mld złotych wyniosła łączna kwota środków uwolnionych z rachunków VAT od stycznia do maja br. To niemal 2 razy więcej niż w analogicznym okresie 2019 roku, kiedy przekazano niespełna 2,2 mld złotych. Ostatnio podatnicy złożyli ponad 11 tysięcy wniosków w tej sprawie, a wcześniej – o ponad 2 tysiące mniej. W tym roku naczelnicy urzędów skarbowych wydali niemal 9,5 tysiąca postanowień, czyli o przeszło tysiąc więcej niż w pierwszych pięciu miesiącach ub.r. Spadł też średni czas od wpływu wniosku do rozstrzygnięcia. W analizowanym okresie 2019 roku wyniósł on prawie 18 dni, a w zeszłym miesiącu – już niespełna tydzień.

Według danych Ministerstwa Finansów z pięciu miesięcy 2020 roku, łączna kwota uwolnionych środków z rachunków VAT przekroczyła 3,8 mld złotych. W analogicznym okresie ub.r. podatnicy uzyskali w ten sposób blisko 2,2 mld zł. Jak podkreśla Jerzy Martini, doradca podatkowy specjalizujący się w zagadnieniach VAT-owskich, płynność finansowa stała się bardzo ważna w dobie pandemii. Wcześniej sytuacja wielu przedsiębiorców była znacznie lepsza. Nie musieli więc wnioskować ws. środków zamrożonych na rachunkach. Natomiast teraz więcej firm liczy się z każdą złotówką, dlatego częściej sięgają po zgromadzone w ten sposób rezerwy.

– Wyraźnie trzeba zaznaczyć, że to są pieniądze przedsiębiorców, a nie urzędów. Jednocześnie firmy nie mogą wydatkować tych środków w dowolny sposób. Mamy bowiem ograniczony zakres i katalog transferów. To np. pensje pracownicze czy zapłata dla kontrahenta. On może nie życzy sobie wpłaty środków na rachunek VAT, bo też ma ten sam problem i również zamierza zapłacić pracownikom – komentuje dr Jacek Matarewicz, ekspert BCC ds. podatku VAT, akcyzy oraz prawa karnoskarbowego.

Jak informuje Paweł Jurek, rzecznik prasowy ministra finansów, w okresie od stycznia do maja br. podatnicy złożyli 11 155 wniosków o uwolnienie środków z rachunku VAT. W analogicznym okresie ubiegłego roku było ich 9036. Ostatnio naczelnicy urzędów skarbowych wydali 9380 postanowień o uwolnieniu środków z rachunku VAT, a rok wcześniej – 8209.

– Postulowaliśmy o systemowe rozwiązanie w ramach tarczy antykryzysowej, tzn. o uwolnienie środków zgromadzonych na rachunkach VAT bez składania wniosków. To byłoby niezwykle pomocne dla przedsiębiorców, którzy ze względu na spowolnienie gospodarcze szybko potrzebują pieniędzy. Taka zmiana powinna nastąpić w związku ze stanem epidemii, który obecnie mamy. Jednak Ministerstwo Finansów nie zgodziło się na to – mówi dr Matarewicz.

Brak wniosków byłby korzystny dla przedsiębiorców, co podkreśla dr Radosław Piekarz, doradca podatkowy specjalizujący się m.in. w podatku VAT. Ekspert jednak nie wierzy, żeby resort nawet czasowo wprowadził takie ułatwienia. I zaznacza, że Ministerstwo pracowało przez kilka lat nad wdrożeniem mechanizmów, które mają wykluczać przestępstwa VAT-owskie. Zmiany w tym zakresie mogłyby zachwiać stabilność finansów publicznych. Nie jest też wykluczone, że powstałaby bardzo duża luka VAT-owska, bo firmy zwyczajnie wyłudzałyby ten podatek.

– Ustawowo organ ma 60 dni na rozpatrzenie wniosku o uwolnienie środków z rachunku VAT. W mojej praktyce zawodowej miałem do czynienia z przypadkami firm, które właśnie tyle czekały na decyzję. A to nie były nowe czy jakieś podejrzane podmioty dla urzędu skarbowego. One również nie ukrywały swoich aktywów, ani nie uciekały z majątkiem za granicę. To nie były również firmy, w stosunku do których są prowadzone jakiekolwiek postępowania – zaznacza ekspert BCC.

Jak podkreśla Paweł Jurek, sukcesywnie spada średni czas od wpływu wniosku do rozstrzygnięcia. W analizowanym okresie 2019 roku wyniósł on 17,79 dnia. W tym roku zmniejszył się do 13,35 dnia, a w maju – nawet do 6,97 dnia. Zdaniem Jerzego Martiniego, nowe narzędzia informatyczne zdecydowanie pozwalają na szybszą pracę urzędników. Dawniej trzeba było korespondencyjnie wymieniać informacje drogą papierową, żeby sprawdzić zasadność zwrotu. Zanim organy zorientowały się, że dochodziło do oszustwa, mijały miesiące albo i 2 lata. Według eksperta, 7 dni oczekiwania na decyzję to bardzo dobry czas.

– Nawet te 14 dni to nie jest zbyt długo. Zresztą można to porównać np. z wypłatą tzw. postojowego przez ZUS. Miała być natychmiastowa pomoc dla firm, które wstrzymały swoją działalność, a niektóre z nich czekają prawie 2 miesiące. Patrząc na to, urząd skarbowy działa naprawdę sprawnie – stwierdza dr Piekarz.

Z kolei według dr. Matarewicza, 14, czy nawet 7 dni to jest długo, nie wspominając już o dwóch miesiącach. Ekspert BCC zaznacza, że we wniosku trzeba podać konkretną kwotę, która ma zostać uwolniona z rachunku VAT. A przecież biznes nie lubi stagnacji. Salda zmieniają się dosyć często. W kolejnej tarczy antykryzysowej powinien znaleźć się zapis pozwalający na wnioskowanie o całość dostępnych środków w dniu podejmowania decyzji przez skarbówkę.

– Z perspektywy gospodarki szybkie uwolnienie środków jest bardzo korzystne. One pracują zamiast być zablokowane. A im więcej jest szybkich decyzji, tym lepiej. Być może rozstrzygnięcia będą zapadać jeszcze prędzej. Jednak podejrzewam, że liczba wniosków nie będzie wzrastać. W zasadzie ci, którzy mieli problemy z płynnością finansową, już się z tym tematem zetknęli. Oczywiście, nie wiemy, jak będzie rozwijała się sytuacja z kryzysem i czy trudności nie będą się pogłębiać – dodaje Jerzy Martini.

Natomiast dr Piekarz przypuszcza, że liczba wniosków o uwolnienie środków VAT-owskich będzie wzrastać. Część branż dopiero z opóźnieniem zostanie dotknięta tym, co się obecnie dzieje. W pierwszej kolejności kryzys odczuły branże usługowe, bo nastąpiło czasowe zamknięcie. Jeśli wzrośnie bezrobocie, a to już następuje, to ludzie będą ograniczać wydatki. I wpłynie to również na firmy oferujące różne towary.

– Oczywiście, powinniśmy się zabezpieczać na wypadek przestępczości podatkowej. Taki kryzys to zapewne też pokusa dla nieuczciwych przedsiębiorców, żeby wykorzystać specyficzne warunki. Ale nie możemy przez ten pryzmat zabijać biznesu, który naprawdę ma problem. Trzeba wyważyć te interesy. Uważam, że pomaganie firmom, żeby przetrwały, jest w tym momencie ważniejsze niż ściąganie za wszelką cenę podatków od przedsiębiorców – podsumowuje dr Jacek Matarewicz.

Uzasadnienie faktyczne i prawne decyzji podatkowej

NSA w Warszawie w wyroku z dnia 20 lipca 1981 r. (sygn. SA 1163/81) stwierdził, że pisma zawierające rozstrzygnięcia w sprawie załatwianej w formie decyzji są decyzjami pomimo nieposiadania w pełni formy przewidzianej w art. 107 § 1 KPA (obecnie także art. 210 § 1 ustawy Ordynacja podatkowa, Dz.U. 2019.900, tj. z dnia 14 maja 2019 r., zwanej dalej „Ordynacją podatkową”), jeżeli tylko zawierają minimum elementów niezbędnych do zakwalifikowania ich jako decyzji. Do takich elementów należy zaliczyć: oznaczenie organu administracji państwowej wydającego akt, wskazanie adresata aktu, rozstrzygnięcie o istocie sprawy oraz podpis osoby reprezentującej organ administracji. Jakie znaczenie ma zatem uzasadnienie faktyczne i prawne decyzji podatkowej?

Decyzja podatkowa

Zgodnie z treścią art. 210 § 1 Ordynacji podatkowej decyzja podatkowa zawiera:

1) oznaczenie organu podatkowego;

2) datę jej wydania;

3) oznaczenie strony;

4) powołanie podstawy prawnej;

5) rozstrzygnięcie;

6) uzasadnienie faktyczne i prawne;

7) pouczenie o trybie odwoławczym – jeżeli od decyzji służy odwołanie;

8) podpis osoby upoważnionej, z podaniem jej imienia i nazwiska oraz stanowiska służbowego, a jeżeli decyzja została wydana w formie dokumentu elektronicznego – kwalifikowany podpis elektroniczny, podpis zaufany albo podpis osobisty.

Jak wskazuje się w orzecznictwie, „Zgodnie z zasadami prawidłowo prowadzonego postępowania administracyjnego (także prowadzonego na podstawie przepisów ordynacji podatkowej), decyzja powinna wskazywać ustalony przez organ administracyjny stan faktyczny, określać przesłanki zastosowania tej, a nie innej kwalifikacji prawnej i ustalać, jakie okoliczności stanu faktycznego odpowiadają którym z fragmentów normy prawnej zastosowanej w sprawie. To wszystko kryje w sobie formuła art. 210 § 1 pkt 6 O.p.” (wyrok NSA w Warszawie z 18 maja 2000 r., V SA 2762/99, LEX nr 41776).

Aby zatem móc wydać decyzję podatkową wymiarową, w pełni odpowiadającą powyższym warunkom, zwłaszcza w zakresie rozstrzygnięcia, które dla istnienia decyzji podatkowej, jak i dla samego podatnika jest kluczowe, niezbędne jest przeprowadzenie poprawnego postępowania podatkowego, zgodnie z obowiązującymi zasadami wynikającymi z Ordynacji podatkowej. Należą do nich: zasada legalizmu, wg której organy działają na podstawie przepisów prawa (art. 120), zasada prowadzenia postępowania podatkowego w sposób budzący zaufanie do organów podatkowych (art. 121 § 1), zasada informowania, wg której organy podatkowe w postępowaniu podatkowym obowiązane są udzielać niezbędnych informacji i wyjaśnień o przepisach prawa podatkowego pozostających w związku z przedmiotem postępowania (art. 121 § 2), zasada prawdy obiektywnej w postępowaniu podatkowym, wg której w toku postępowania organy podatkowe podejmują wszelkie niezbędne działania w celu dokładnego wyjaśnienia stanu faktycznego oraz załatwienia sprawy w postępowaniu podatkowym (art. 122) czy też zasada przekonywania strony w postępowaniu podatkowym, wg której organy podatkowe powinny wyjaśniać stronom zasadność przesłanek, którymi kierują się przy załatwianiu sprawy, aby w miarę możliwości doprowadzić do wykonania przez strony decyzji bez stosowania środków przymusu (art. 124).

Uzasadnienie faktyczne

Zgodnie z art. 210 § 4 O.p. uzasadnienie faktyczne decyzji zawiera w szczególności wskazanie faktów, które organ uznał za udowodnione, dowodów, którym dał wiarę, oraz przyczyn, dla których innym dowodom odmówił wiarygodności.

Jak podkreśla się w orzecznictwie: „Uzasadnienie decyzji ma szczególne znaczenie przy ocenie jej prawidłowości przez organ odwoławczy bądź też sąd administracyjny, zwłaszcza decyzji o charakterze uznaniowym. Organ odwoławczy powinien kontrolować treść uzasadnienia. Brak prawidłowego uzasadnienia takiej decyzji uniemożliwia ustalenie, czy organ nie przekroczył granic przyznanego mu uznania, gdyż to swobodne uznanie nie może być jednak tożsame z dowolnością” (tak NSA w wyroku z 23 października 1998 r., I SA/Ka 225/97, Legalis).

„W sporządzonych przez organ motywach powinna być dokonana ocena zebranego materiału dowodowego i wyczerpujące wyjaśnienie przesłanek podjęcia aktu w sposób, który przekonuje o prawidłowości oceny zebranych dowodów i trafności rozstrzygnięcia. Organy podatkowe II instancji w uzasadnieniach podejmowanych przez siebie decyzji bardzo często ograniczają się do stwierdzenia istotnych rozbieżności w materiale dowodowym, bez ich wyspecyfikowania, a następnie próby ich wyjaśnienia. Jeżeli np. decyzja nie zawiera uzasadnienia faktycznego, a minister, działając jako organ odwoławczy, orzekł o prawidłowości decyzji dotkniętej tym brakiem, wywodząc, że decyzja deklaratoryjna nie wymaga uzasadnienia, stanowi to naruszenie postanowienia art. 210 § 1 pkt 6 OrdPU. Natomiast nieustosunkowanie się do zarzutów odwołania i skwitowanie ich stwierdzeniem, że są bezzasadne, narusza ten sam przepis w stopniu mogącym mieć istotny wpływ na wynik sprawy” (wyrok NSA z 25 czerwca 1999 r., III SA 7760/98, niepubl.).

Takie działanie z pewnością nie budzi zaufania do organów podatkowych, a „Spełnienie (…) wymagania prowadzenia postępowania administracyjnego w taki sposób, aby pogłębić zaufanie obywateli do organów Państwa, jest szczególnie istotne w sprawie, w której uczestnicy postępowania reprezentują rozbieżne lub sprzeczne ze sobą interesy. W takich sprawach szczególna rola uzasadnienia decyzji administracyjnej i wyroku sądu administracyjnego polega na tym, by przekonać stronę, że jej stanowisko zostało poważnie wzięte pod uwagę, a jeżeli zapadło inne rozstrzygnięcie, to przyczyną tego są istotne powody” (wyrok NSA z 16 lutego 1994 r., III ARN 2/94, Legalis).

Uzasadnienie prawne

Zgodnie z art. 210 § 4 O.p. uzasadnienie prawne zawiera wyjaśnienie podstawy prawnej decyzji z przytoczeniem przepisów prawa. Stanowi zatem rozpisanie zastosowanego w podstawie prawnej decyzji przepisów prawa materialnego w kontekście ustalonego stanu faktycznego, czego efektem jest rozstrzygnięcie.

W doktrynie podkreśla się, że „Materialna strona uzasadnienia odgrywa bardzo ważną rolę procesową, warunkuje prawo do obrony, prawo odwołania i pośrednio realizację zasady dwuinstancyjności postępowania. Brak uzasadnienia decyzji podatkowej jest naruszeniem uprawnień strony i uniemożliwia jej złożenie odwołania spełniającego wymagania art. 222 OrdPU. Strona powinna mieć jasno przedstawione stanowisko organu co do podstaw przyjętego rozstrzygnięcia, tak aby mogła ustosunkować się do przedstawionych zarzutów. W sytuacji zaniechania jego sporządzenia strony pozbawione byłyby możliwości obrony ich interesów, prowadzenia polemiki z organem, czy to w odwołaniu od decyzji organu I instancji, czy też w skardze skierowanej do wojewódzkiego sądu administracyjnego. Uzasadnienie aktu służy wyjaśnieniu rozstrzygnięcia, stanowiącego dyspozytywną część decyzji. Praktyka niestosowania prawidłowego uzasadnienia uniemożliwia często dokonanie kontroli, czy nie nastąpiło przekroczenie granic uznania administracyjnego. W konsekwencji prowadzi to do zatarcia granic między decyzjami uznaniowymi a pozostałymi. Również uznanie administracyjne powinno być uzasadnione w sposób pełny i oparty na stanie faktycznym, jak też prawnym sprawy. W szczególności szacowanie podstawy opodatkowania powinno być oparte na realnych założeniach i dokonane przy uwzględnieniu logicznych metod rozumowania” (wyrok NSA z 31 maja 1996 r., SA/Lu 1489/95, Legalis). „Logicznych metod rozumowania nie może eliminować kryterium wiary, które tak podkreśla art. 210 § 4 OrdPU”. (H. Dzwonkowski (red.), Ordynacja podatkowa. Komentarz. Wyd. 8, Warszawa 2019).

Podsumowanie

Jak wynika z powyższego, uzasadnienie faktyczne i prawne decyzji podatkowej odgrywa znaczącą rolę w poznaniu toku myślowego organu podatkowego, który rozstrzygał w sprawie podatkowej, pozwala na wychwycenie ewentualnych błędów logicznego rozumowania, jak i w zastosowaniu generalnych zasad prowadzenia postępowania podatkowego, zwłaszcza postępowania dowodowego i metod oceny zebranego w jego toku materiału. Niezachowanie przez organ właściwych zasad, procedur i działań prowadzić zaś może do wyeliminowania z obrotu prawnego wadliwej decyzji. Przeto błędne uzasadnienie decyzji to pewna wygrana przed organem odwoławczym bądź sądem administracyjnym. Stąd też konstatacja jest taka, że decyzje podatkowe, głównie ich uzasadnienie faktyczne i prawne, należy z uwagą przeczytać, a następnie przeanalizować, zwłaszcza gdy dotyczą nałożenia obowiązków podatkowych, z czym często nie sposób się zgodzić. W takiej sytuacji warto natomiast zasięgnąć porady prawnej w zakresie poprawności rozumienia treści decyzji oraz wiążących się z tym konsekwencji, tak natury podatkowej, jak i okołopodatkowej. Wszak zarzuty karne czy karne skarbowe, zabezpieczenie na majątku bądź egzekucja administracyjna to już coraz mniej zaskakujący kogokolwiek, smutny obrazek towarzyszący sprawie podatkowej i kończącej postępowanie podatkowe decyzji podatkowej.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Najefektywniejsze opcje inwestycje na rynku nieruchomości – Agata Karolina Lasota, LBC Invest

Czy nieruchomości to dziś dobry kierunek inwestycyjny? Jak korzystnie i najbezpieczniej ulokować kapitał?

Niespodzianka, jaką przygotował nam rok 2020 z pewnością zmieni bardzo dużo w naszej rzeczywistości. Jak ciężko zmiany odchorować będzie musiał rynek nieruchomości pokażą najbliższe miesiące. Kryzys wywołany COVID-19 wyhamował obserwowany od kilku lat w naszym kraju wzrost cen nieruchomości i ostudził popyt. Dla graczy rynkowych jest to jednak świetny moment na realizację transakcji po okazyjnych cenach. Słabe wyniki rynków kapitałowych i obniżenie stóp procentowych do poziomu bliskiego zera, decydujące o nierentowności lokat, zdają się tylko potwierdzać, że to właśnie nieruchomości są dziś najstabilniejszymi aktywami inwestycyjnymi.

Polowanie na okazje

Już w pierwszych dniach lockdown-u aktywni byli inwestorzy oportunistyczni, polujący na okazje. Na wszystkich rynkach światowych bardzo czujne są też fundusze inwestycyjne. Tropienie okazyjnych ofert, zarówno wśród inwestorów indywidualnych, jak i instytucjonalnych jest bardzo widoczne, ale na rynku nie ma jeszcze spektakularnych przecen. Ceny mieszkań deweloperskich zostały jak dotąd jedynie delikatnie skorygowane.

Dużej presji na obniżki nie ma, bo na rynku pierwotnym  mamy do czynienia z niską podażą mieszkań. Oferta będzie jeszcze topniała, bo deweloperzy nie poszerzają oferty. W maju na rynek weszło o połowę mniej mieszkań niż zwykle. Wyhamowania produkcji należało się spodziewać, ale skalę tego zjawiska trudno jeszcze przewidzieć, ponieważ wprowadzone teraz projekty były już wcześniej przygotowane do budowy.

Zamrożenie gospodarki nie zebrało jeszcze największego żniwa, a jego echo odczuwalne będzie przez wiele miesięcy i duże okazje cenowe z pewnością będą się pojawiały. Jak duże? Trudno dziś powiedzieć. Wszystko zależy od tego, czy mamy do czynienia jedynie z krótkoterminowym zastojem, czy raczej dłuższym okresem spowolnienia.

Luksusowe nieruchomości zamiast lokat i aktywów kapitałowych

Kapitał wycofywany dziś masowo z lokat bankowych w dużej części trafia na rynek nieruchomości premium, który jest najbardziej odporny na kryzys. W Polsce obiekty tej klasy pod względem standardu i aranżacji nie ustępują nieruchomościom plasowanym w tym segmencie na świecie. Ich ceny są  jednak znacznie niższe, co daje potencjał do wzrostu w przypadku najlepszych lokalizacji. Luksusowe nieruchomości w naszym kraju są niemal dwukrotnie tańsze niż w Nowym Jorku, czy Londynie, jednak ich wartość wolno, ale konsekwentnie idzie w górę.

Najbardziej prestiżowe warszawskie adresy zdrożały w ciągu ostatnich czterech lat o jedną czwartą. Luksusowe apartamenty to żelazna lokata kapitału. Niezależnie od okoliczności najlepsze miejscówki w największych polskich miastach wciąż tylko zyskują na wartości. To produkt, który nie jest podatny na spekulacyjne wzrosty i wahania koniunkturalne. Ceny topowych apartamentów regularnie wzrastają i w dłuższej perspektywie można na nich nieźle zarobić. Dlatego nasz rynek nieruchomości premium jest coraz bardziej interesujący także dla zagranicznych inwestorów.

Z drugiej strony, należy zwrócić uwagę, że w ostatnim czasie przybyło wiele realizacji, które nie do końca spełniają kryteria nieruchomości luksusowych, czyli produktu z definicji unikalnego, a nie obliczonego tylko na jak największą ilość powierzchni użytkowej (PUM).  Aby uniknąć rozczarowań inwestycyjnych trzeba mieć pewność, że nieruchomość rzeczywiście wyróżnia się na rynku ekskluzywną lokalizacją i rozwiązaniami architektonicznymi oraz najwyższej jakości wykonaniem. Tylko kameralne projekty, oferujące najwyższy standard i wyjątkowy design zlokalizowane w prestiżowych miejscach są dla potencjalnych inwestorów bezpiecznym wyborem, inwestycją odporną na wszelkie zawirowania rynkowe.

Obserwowaliśmy w ostatnich tygodniach, jak inwestorzy w Trójmieście przechodzili raptownie z najmu krótkoterminowego w długoterminowy, ale także rozczarowanie inwestorów w condohotele, które miały gwarantować zysk. Nowe warunki społeczno-ekonomiczne, w jakich dziś funkcjonujemy mają bowiem duży wpływ również na rynek najmu.

Rentowność i stabilny najem kluczowymi kryteriami wyboru

Inwestując w nieruchomości w dobie kryzysu należy wybrać taką opcję, która zapewnia stabilny najem i dobrą rentowność inwestycji. Dotyczy to, zarówno mieszkań, jak i nieruchomości komercyjnych. W LBC Invest specjalizujemy się w wynajmie korporacyjnym. Oferujemy klientom kompleksowy program inwestycyjny, obejmujący zakup oraz przygotowanie apartamentu lub nieruchomości komercyjnej pod wynajem, zapewniamy wiarygodnych i sprawdzonych najemców i zajmujemy się zarządzaniem najmem w imieniu klienta. Po drodze realizując wszystkie związane z tym formalności. Wybrane dla klientów nieruchomości poddajemy gruntownej analizie, by zapewnić im inwestycje generujące stabilne przychody w długiej perspektywie. Wszyscy inwestorzy otrzymują od nas certyfikat.

Klientom z zasobniejszym portfelem polecamy inwestycje w nieruchomości magazynowe i retail parki. To dziś jeden z najbardziej obiecujących kierunków rozwoju biznesu w sektorze komercyjnym. Sieciowe marki weryfikują obecnie swoje strategie ekspansji i tylko kwestią czasu jest, kiedy pojawią się w retail  parkach rozszerzając jednocześnie sieć sprzedaży on-line. Szybki wzrost obrotów w handlu internetowym branży e-commerce przekłada się na skokowo rosnący popyt na powierzchnie magazynowe.

Domy w cenie

Ostatnie miesiące wpłynęły także na zmianę preferencji inwestorów indywidualnych, poszukujących nieruchomości na potrzeby własne. Na popularności zyskały domy o metrażu 150-250 mkw. i mieszkania o powierzchni powyżej 100 mkw. z ogródkami lub dużymi tarasami. Znacznie większym powodzeniem cieszą się też działki rekreacyjne i budowlane. Klienci poszukują, albo dużych działek na obrzeżach miast, które planują odsprzedać później pod inwestycje deweloperskie, albo parceli pod dom, po to by móc uciec do niego z miasta na stałe lub czasowo w nim odpoczywać.

Rynek nieruchomości ewoluuje. Z segmentu mieszkaniowego zniknęli inwestorzy nabywający nieruchomości z zamiarem szybkiej i dochodowej odsprzedaży oraz tacy, którzy celowali w wynajem krótkoterminowy. W dłuższej perspektywie kryzys z pewnością odciśnie piętno także na segmencie biurowym. Część powierzchni zostanie zwolniona ze względu na zmianę charakteru pracy i przejście pewnej ilości pracowników już na stałe w tryb pracy zdalnej. Ostateczny wpływ spowolnienia gospodarczego na popyt na biura i ceny najmu poznamy jednak dopiero w przyszłym roku.

Niemniej, już teraz widoczne są wysprzedaże aktywów przez firmy zmuszone poprawić swój cashflow. Są to przede wszystkim działki inwestycyjne i nieruchomości komercyjne. Trudna sytuacja na rynku może być też impulsem do przyspieszenia procesów konsolidacyjnych firm. Wydaje się to tym bardziej prawdopodobne, że po raz pierwszy od ostatniego kryzysu finansowego w latach 2007-2009, mimo dwukrotnej obniżki stóp procentowych w Polsce, zaczęło wzrastać oprocentowanie kredytów dla deweloperów.

Blokada kredytowania inwestycji

Banki zaostrzyły politykę kredytową. O finansowanie jest coraz trudniej. Praktycznie jest ono dostępne już tylko w nielicznych bankach. W większości akcje kredytowe zostały wstrzymane, albo bardzo ograniczone, a z kredytowania wyłączone zostały niektóre branże w tym nieruchomości. Niemal całkowicie wyhamowało finansowanie takich projektów komercyjnych, jak hotele, galerie handlowe i biurowce. Mniejsi deweloperzy, którzy posiadają  atrakcyjne działki poszukują partnerów do przedsięwzięć joint venture. Na takim rozwiązaniu skorzystają z pewnością duże spółki deweloperskie.

Prawdopodobne jest też, że wzrośnie konkurencyjność na rynku mieszkaniowym, bo firmy działające dotąd w sektorze hotelowym i handlowym, które najbardziej ucierpiały z powodu zamrożenia gospodarki, myślą teraz o przejściu na produkcję mieszkań. I to właśnie nieruchomości wielorodzinne mogą wyjść z kryzysu obronną ręką jako jedna z silniejszych klas aktywów.

Dla rynku nieruchomości kluczowa będzie jednak  przede wszystkim kondycja polskiej gospodarki. Jest on bowiem ściśle związany z tym, jaka jest ogólna sytuacja ekonomiczna w kraju.

Autor: Agata Karolina Lasota, dyrektor zarządzająca w LBC Invest

Na wniosek Rzecznika MŚP Główny Inspektor Sanitarny zmienił wytyczne dla przedszkoli

Na wniosek Rzecznika MŚP Główny Inspektor Sanitarny zmienił wytyczne zwiększając liczbę dzieci, jaka może przebywać w grupie przedszkolnej oraz zmniejszając minimalną przestrzeń do wypoczynku, zabawy i zajęć dla dzieci w sali

Na wniosek Rzecznika MŚP Główny Inspektor Sanitarny zmienił wytyczne z dnia 4 maja 2020 r. dla przedszkoli, oddziałów przedszkolnych w szkole podstawowej i innych form wychowania przedszkolnego oraz instytucji opieki nad dziećmi w wieku do lat 3 zwiększając liczbę dzieci, jaka może przebywać w grupie przedszkolnej oraz zmniejszając minimalną przestrzeń do wypoczynku, zabawy i zajęć dla dzieci w sali.

Zgodnie z pierwotną treścią wytycznych z dnia 4 maja 2020 r. dla przedszkoli, oddziałów przedszkolnych w szkole podstawowej i innych form wychowania przedszkolnego oraz instytucji opieki nad dziećmi w wieku do lat 3, wydanych przez Głównego Inspektora Sanitarnego na podstawie art. 8a ust. 5 pkt 2 ustawy z dnia 14 marca 1985 r. o Państwowej Inspekcji Sanitarnej (Dz. U. z 2019 r. poz. 59), w grupie mogło przebywać do 12 dzieci, a minimalna przestrzeń do wypoczynku, zabawy i zajęć dla dzieci w sali nie mogła być mniejsza niż 4 m2 na 1 dziecko i każdego opiekuna.

Na skutek sygnałów o istotnych utrudnieniach związanych z ww. limitami dla przedsiębiorców prowadzących przedszkola, a także mając na uwadze społeczne tło tego problemu związane z oczekiwaniami i potrzebami rodziców powracającymi do pracy w ramach kolejnego etapu „odmrażania gospodarki”, Rzecznik MŚP pismem z dnia 15 maja 2020 r. wystąpił do Głównego Inspektora Sanitarnego dr hab. n. med. Jarosława Pinkasa o zmianę wytycznych z dnia 4 maja 2020 r. poprzez zwiększenie liczby dzieci, jaka może przebywać w grupie przedszkolnej oraz zmniejszenie minimalnej powierzchni przestrzeni do wypoczynku, zabawy i zajęć dla dzieci w sali. Dodatkowo, pismem z dnia 22 maja 2020 r. Rzecznik MŚP wystąpił do Wiceprezes Rady Ministrów, Minister Rozwoju Jadwigi Emilewicz z prośbą o wsparcie proponowanych rozwiązań w przedmiotowej sprawie.

Powyższy apel spotkał się z pozytywnym odzewem. Pismem z dnia 9 czerwca 2020 r. Główny Inspektor Sanitarny poinformował Rzecznika MŚP, że w zaktualizowanych wytycznych z dnia 4 czerwca 2020 r. dla przedszkoli, oddziałów przedszkolnych w szkole podstawowej i innych form wychowania przedszkolnego oraz instytucji opieki nad dziećmi w wieku do lat 3 w przypadku przedszkoli, oddziałów przedszkolnych w szkołach podstawowych i innych form wychowania przedszkolnego – przestrzeń do wypoczynku, zabawy i zajęć dla dzieci w sali nie może być mniejsza niż 3 m2 na 1 dziecko i każdego opiekuna, a w grupie może przebywać do 16 dzieci.

Letnie wyprzedaże: czy będą takie same jak rok temu?

W najlepsze trwa sezon letnich wyprzedaży. I choć jego intensyfikacja nastąpiła, jak co roku, w połowie czerwca, to jednak nie sposób nie zauważyć różnic, jakie towarzyszą tegorocznej ich edycji. O czym mowa oraz jak i co będziemy kupować na letnich wyprzedażach 2020?

Początek letnich wyprzedaży to dla konsumentów już przymusowy punkt w kalendarzu zakupowym. Planując zakup odzieży i obuwia na lato, bardzo często bierzemy pod uwagę termin rozpoczęcia sezonu obniżek cen w sklepach, który w 2019 roku i latach poprzednich przypadał na drugą połowę czerwca, około 20. dnia miesiąca. Nie trudno się jednak domyślić, że pandemia zburzyła dotychczasowy porządek. Zamknięcie galerii handlowych, restrykcje, które dla wielu konsumentów były związane z tymczasowym bezrobociem, niepewna przyszłość, a co za tym idzie – mniejsze zainteresowanie zakupami w segmencie fashion i finansowy kryzys marek modowych. Większość firm skutecznie osadziła  wówczas  swoje działania w realiach online’owych, jednak najszybszą drogą do stymulowania sprzedaży okazało się obniżenie cen – wtedy jeszcze zupełnie nowych, wiosennych kolekcji. Stąd też dużo wcześniej rozpoczął się sezon wyprzedażowy.

Dlatego już na początku kwietnia wiele rzeczy z kolekcji wiosna/lato 2020 mogliśmy kupić z rabatem sięgającym do 30%. To ceny charakterystyczne dla pierwszego etapu wyprzedaży, a pojawiły się one już 2 miesiące przed planowanymi letnimi obniżkami. Z czym wiąże się to dla konsumentów?

W praktyce, przesunięcie terminu wyprzedaży oznacza, że w momencie największego boom’u,  czyli połowie czerwca, klienci spotkali się z rabatami rzędu nawet -50%, a te jak wiemy z zasady zarezerwowane były na II etap wyprzedaży przypadający w zeszłym roku na początku lipca – mówi Martyna Głowińska, Marketing i PR Manager z Grupy Domodi. – Taki stan rzeczy nie oznacza, że wyprzedaże zakończą się szybciej. Stany magazynowe wielu marek pozwolą na wyprzedawanie asortymentu przez około 6-8 tygodni, czyli tak, jak w latach ubiegłych. Jedyna różnica polegać będzie na wysokości obniżek, gdyż już II ich etap przyniesie nam upusty do 80% – dodaje.

Co będziemy kupować?

Serwis Domodi.pl sprawdził, jakie produkty były najchętniej klikane w czasie letnich wyprzedaży w 2019 roku. Nikogo nie zdziwi fakt, że w tym okresie najchętniej wybierane były sukienki, które stanowiły wówczas aż 37% zakupów. Na drugim miejscu najchętniej znajdowały się sandały z wynikiem 21%. A na trzecim – obuwie sportowe, na które zdecydowało się 7% kupującychdomodi wyprzedaż

źródło: Domodi.pl; 2019 rok okres czerwiec/lipiec;

Porównując te liczby z danymi za pierwsze dni letnich wyprzedaży w 2020 roku na Domodi.pl widzimy pewien dysonans.

Tak chętnie wybierane w okresie letnim, ale też z powodu sezonu ślubnego, sukienki zdecydowanie zeszły na dalszy plan i obecnie znajdują się na trzecim miejscu. Zostały wyprzedzone przez spodenki męskie i sandały. Tak popularne jeszcze rok temu buty sportowe – spadły aż na 11 miejsce. – podsumowuje Martyna Głowińska. – Oczywiście kolejne dni pokażą nam czy ta tendencja się utrzyma, natomiast zmiany preferencji użytkowników wynikają bezpośrednio z czasu pandemii i zamknięcia w domach. Wtedy to chętnie sięgaliśmy po wygodne dresy czy obuwie sportowe, które pomagało nam podczas ćwiczeń w domu. – podsumowuje ekspertka z Grupy Domodi.

Z nadziejami na lepsze

Debata o ryzykach wynikających z rosnącej liczby zachorowań w USA pozostaje motywem przewodnim dla nastrojów rynkowych, chociaż wahania cen aktywów pozostają stłumione, gdyż niepewność nie przeradza się w ucieczkę od ryzyka. Dziś rano czynnikiem balansującym stały się lepsze wieści o opanowaniu epidemii w Pekinie. Mimo to na rynku są miejsca, gdzie pozycjonowane jest wystawiane na ciężką próbę.

EUR/USD jest jednym z takich miejsc i potrzebuje świeżego paliwa do wzrostów, gdyż cierpliwość posiadaczy długich pozycji zaczyna się wyczerpywać. W ciągu ostatniego tygodnia kurs w powolnym tempie osuwał się z 1,1350 pod 1,12. Piątkowa wideokonferencja przywódców państw UE nie przyniosła pozytywnych niespodzianek w temacie funduszu naprawczego. Choć politycy przyznali, że należy działać szybko, to jednak za konieczne uznali fizyczne spotkanie w kolejnym miesiącu. To tylko podkreśla, ile zakulisowych negocjacji będzie potrzeba, aby wypracować konsensus. Dodatkowo fakt, że nie została jeszcze określona konkretna data spotkania w połowie lipca też pokazuje, ile przygotowań (czyt. targów) w międzyczasie będzie trzeba dokonać. Sama istota powstania funduszu jest już w cenach, tak samo jak premia za ryzyko, że na drodze negocjacji pojawią się przeszkody dla swobodnego udzielania pomocy potrzebującym krajom. Obecnie ryzykiem dla EUR mogą być informacje, gdzie leży i jak silny jest opór „Oszczędnej Czwórki” przeciw bezwarunkowym pożyczkom dla biedniejszych państw południa.

Dane też zyskają na znaczeniu. We wtorek ze strefy euro otrzymamy najnowsze PMI, a w środę niemiecki indeks Ifo. Po maju PMI dla usług był wciąż w silnie kryzysowym stanie (30,5) i otwieranie punktów usługowych powinno skutkować mocnym odbiciem, choć powrót ponad 50 jest mało prawdopodobny, gdyż zasady dystansu społecznego nie zostały w pełni zniesione. Przemysł wciąż boryka się z powolną odbudową zamówień i przywróceniem łańcuchów dostaw, zatem tutaj poprawa będzie wolniejsza. Ifo powinien wskazać na poprawę warunków prowadzenia biznesu. Niemiecka gospodarka najmniej spośród czterech największych gospodarek była doświadczona skutkami pandemii, stąd łatwiej będzie firmom dostrzegać szanse na powrót ożywienia. Postawa EUR jest silnie zależna od podtrzymania motywu szybszego odbicia gospodarczego i dobre dane pomogłyby w umocnieniu waluty, ale to też oznacza, że większa wrażliwość inwestorów będzie na gorsze dane.

Podobnie też wygasł zapał do aprecjacji złotego, a w ostatnich dniach EUR/PLN utrzymuje się dobre 9-10 groszy powyżej czerwcowych minimów. Na przełomie maja i czerwca złoty korzystał na poprawie nastrojów rynkowych, ale zaskakująca obniżka stóp procentowych pod koniec maja oraz później zgłaszane przez RPP werbalne niezadowolenie z siły waluty zakotwiczyło kurs blisko 4,45. Rynek przeszedł w taktyczne rozgrywanie trendu bocznego – powinniśmy obserwować więcej taktycznego kupowania EUR/PLN przy podejściach do 4,40-4,43, gdyż inwestorzy będą liczyć na podskok kursu do 4,50 w okresach wzrostu awersji do ryzyka na rynkach. Dane z Polski będą miały niewielki wpływ na walutę. W tym tygodniu najbardziej intersująco zapowiada się dzisiejsza publikacja sprzedaży detalicznej. Patrząc na już opublikowane odczyty z gospodarek zachodnich, odmrożenie gospodarki przekłada się na silne odbicie sprzedaży na realizacji odłożonych zakupów. Podobne wyniki w Polski dawałyby nadzieję, że tąpnięcie konsumpcji będzie płytsze, ale do końca roku dynamiki roczne pozostaną ujemne, gdyż niektóre straty wywołanej kryzysem pozostaną nieodwracalne.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Komunikacja zbiorowa ucierpi przez wirusa. Samochody wracają do łask

Jedna trzecia Polaków, którzy w ciągu ostatnich 12 miesięcy latali samolotem, uważa, że rynek lotniczy przez lata nie wróci do sytuacji sprzed pandemii.  Ankietowani deklarują także rzadsze podróże samolotem niż dotychczas – wynika z badania Instytutu Badań Rynkowych i Społecznych IBRIS na zlecenie Portu Lotniczego Lublin. Na pandemii koronawirusa straci cała komunikacja zbiorowa. Do łask wracają za to samochody prywatne. Eksperci Portu Lotniczego Lubin uważają, że epidemia zmieni nasz styl życia i podróżowania.

Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych (IATA) szacuje, że w 2020 roku lotniczy ruch pasażerki odnotuje spadek w porównaniu z rokiem poprzednim aż o połowę, zaś przychody linii lotniczych będą mniejsze o 55%. Dla światowej branży lotniczej oznaczać to będzie ponad 300 miliardów dolarów strat – mówi Krzysztof Wójtowicz, Prezes Portu Lotniczego Lublin.

Pandemia wpłynie na częstotliwość latania

Polacy są podzieleni w ocenie tego jak trwałe są zmiany rynku lotniczego. Nieco ponad jedna trzecia (34%) badanych ocenia, że przez wiele lat nie wróci on do sytuacji sprzed pandemii. Niewiele mniej respondentów (31%) nie uważa, żeby powrót do stanu sprzed pandemii trwał latami. Największa, bo 35% grupa ankietowanych nie ma w tej sprawie zdania.

Częstsze niż dotychczas podróże lotnicze deklaruje zaledwie 2% spośród tych Polaków, którzy w ciągu ostatniego roku podróżowali samolotem. Tak samo jak dotychczas latać będzie niemal 2/3 z nich (63%). Najczęściej odpowiadają tak mężczyźni (71% wobec 57% kobiet) oraz najmłodsi z grupy 18-29 lat (79%). Co trzeci ankietowany deklaruje, że samolotem będzie latał rzadziej niż dotychczas. Tak twierdzą głównie seniorzy w wieku 70+ (52%) oraz 48% mieszkańców wsi.

Komunikacja zbiorowa ucierpi przez wirusa. Samochody wracają do łask.

Nikt z ankietowanych nie zadeklarował zamiaru częstszych niż dotychczas podróży transportem publicznym. 63% badanych zamierza przemieszczać się komunikacją zbiorową tak samo jak dotychczas, a 30% ten środek transportu wybierze rzadziej. Tymczasem prawie co czwarty badany (23%) deklaruje zamiar częstszego korzystania z prywatnego samochodu, a 71% będzie podróżować własnym autem tak samo jak dotychczas. Zaledwie 2% respondentów ograniczy używanie tego środka lokomocji. Marek Serafin – ekspert rynku lotniczego z pasazer.com uważa, że pandemia na trwałe zmieni nasz styl podróżowania. – Ograniczenie latania będzie towarzyszyło nam także po ustaniu pandemii. W tej sytuacji poważny wpływ na kondycję rynku lotniczego ma polityka rządowa, która może w istotny sposób wpływać na możliwości utrzymania się całego rynku – podsumowuje Marek Serafin.

Rozpoczynający się kryzys poruszy najbogatszych, a biedniejszym da szansę na rozwój

Przez ostanie dwadzieścia lat tempo wzrostu zamożności było wyjątkowo odporne na czynniki zewnętrzne. Kryzys ekonomiczny spowodowany wystąpieniem pandemii oraz zmienna sytuacja na rynkach niemal na pewno doprowadzi do zmniejszenia się światowego bogactwa – szacują eksperci Boston Consulting Group.

Jedną z charakterystycznych cech wzrostu bogactwa w ciągu ostatnich dwóch dekad była niezwykła odporność tego procesu na czynniki zewnętrzne. Pomimo wielu kryzysów, wzrost zamożności okazał się wyjątkowo silny, wychodząc obronną ręką nawet z najcięższych testów. W ciągu ostatnich 20 lat osobiste bogactwo finansowe prawie się potroiło, z 80 bilionów dolarów w 1999 roku do 226 bilionów dolarów na koniec 2019 roku. Tym razem światowe bogactwo może zmniejszyć się o nawet 16 bilionów dolarów.

„Kryzys na rynku kredytów hipotecznych z 2008 r. doprowadził do masowych interwencji rządów i banków centralnych, ale prywatne aktywa finansowe okazały się niezwykle odporne. Jednak kryzys wywołany COVID-19 może być jednym z najcięższych testów dla światowych rynków – uważa Franciszek Hutten-Czapski, Managing Director & Senior Partner, Chairman BCG w Polsce, Head of BCG Gamma & Platinion na region CEE. – Większość gospodarek znalazła się w recesji. Tempo wychodzenia z obecnego kryzysu zależy nie tylko od interwencji rządów i banków centralnych, ale w dużej mierze od powodzenia działań w zakresie zdrowia publicznego. Pandemia niemal na pewno doprowadzi do zmniejszenia się globalnego poziomu dobrobytu w najbliższym czasie. Jednak jego wartość uzależniamy od wielu zmiennych” – dodaje Chairman BCG Warszawa.

W raporcie, BCG przedstawia trzy potencjalne scenariusze wychodzenia z kryzysu: I. szybkiego odbicia, II. powolnej odbudowy lub III. długotrwałych skutków. W latach 2019 – 2024 tempo bogacenia się może obniżyć się do 1,4 proc. jeśli potwierdzi się najgorszy scenariusz. Jeżeli odbicie będzie szybkie tempo akumulacji bogactwa może sięgnąć około 4,5 proc. rocznie. Niezależnie od tego, który scenariusz się pojawi powrót do stanu sprzed epidemii będzie stanowić wyzwanie.
Ponadto najnowszy raport Global Wealth 2020 wskazuje, że obecnie jest więcej bogactwa będącego udziałem znaczącej ilości osób, a luka bogactwa oddzielająca rozwinięte rynki i rynki wschodzące dramatycznie zmniejszyła się wraz z początkiem wieku. Przez większość współczesnej historii dojrzałe rynki stanowiły lwią część bogactwa. Ale czasy się zmieniają. W ciągu ostatnich 20 lat pojawił się świat dwóch prędkości, w którym „rynki wzrostu” w Azji, Europie Wschodniej, Ameryce Łacińskiej oraz na Bliskim Wschodzie i Afryce szybko się rozwijały, napędzane przez dobre wyniki PKB i wyższe stopy oszczędności indywidualnych, podczas gdy gospodarki Ameryki Północnej, Europy Zachodniej, Japonii i Oceanii osiągnęły skromniejszy wzrost. Na przykład w Chinach gospodarstwa domowe konsekwentnie oszczędzały średnio ponad 25% dochodu do dyspozycji w ciągu ostatnich dwóch dekad, w porównaniu ze średnią stopą oszczędności mniejszą niż 10% w gospodarstwach domowych w Europie i Stanach Zjednoczonych. W wyniku tej dwubiegowej dynamiki udział bogactwa posiadanego przez rosnące rynki stale rośnie.

Źródło informacji: Boston Consulting Group

Czy zdołamy odbudować przemysł lotniczy po epidemii?

Epidemia koronawirusa uziemiła linie lotnicze. W ciągu kilku miesięcy światowy ruch lotniczy spadł o 94%. To niespotykana dotychczas sytuacja – trudno więc przewidzieć w pełni jej konsekwencje. Wiele międzynarodowych i krajowych linii zbankrutowało, inne zwalniają tysiące pracowników. Ograniczenie lotów oznacza również brak zapotrzebowania na nową flotę. Kłopoty mają więc producenci samolotów – nawet ci najwięksi, jak Boeing czy Airbus – linie ratują swoje budżety, wycofując się z kontraktów i nie zamawiają nowych maszyn. Kolejne państwa, w tym Polska, przeznaczają miliardy na ratowanie przemysłu lotniczego. Utrzymywanie infrastruktury i pracowników kosztuje – ale analitycy twierdzą, że się opłaci. Jeśli pozwolimy upaść branży lotniczej, ucierpią inne, bardzo ważne gałęzie przemysłu i usług. Dobrze funkcjonująca infrastruktura lotnicza oznacza dla kraju wpływy z turystyki, biznesu i handlu. Dlatego warto utrzymywać branżę na powierzchni i zastanawiać się, jak latać bezpiecznie.

Szkody wynikające z upadku kolejnych lotniczych byłyby większe niż koszt pomocy, która w tej chwili do nich trafia. W odbudowie gospodarczej dobre funkcjonowanie transportu, zwłaszcza lotniczego i międzykontynentalnego, jest rzeczą kluczową – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Furgalski, prezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR– Będziemy musieli oczywiście wprowadzić zmiany na lotniskach. Na pewno wydłuży się czas odprawy, a dopóki nie będzie szczepionki – będziemy musieli przestrzegać rygoru sanitarnego. Oprócz maseczek, ograniczonej oferty na pokładzie i odstępów, które trzeba zachowywać – we wszystkich miejscach publicznych czekają nas dodatkowe obostrzenia: mierzenie temperatury oraz ograniczenie wstępu na teren terminala tylko do osób, które wylatują. Najpewniej nie będzie jednak żadnego odgórnego ograniczenia miejsc w samolocie – zajętość na pokładzie musi wynosić co najmniej 77% miejsc, by lot był opłacalny. Jeżeli jednak będziemy trzymać się narzuconych rygorów, a powietrze w samolotach będzie dokładnie filtrowane – to samoloty nie staną się źródłem zarażeń. Mimo tych środków ostrożności linie lotnicze po epidemii będą musiały zmierzyć się z dużą nieufnością do latania. Aż 45% ankietowanych zamierza poczekać co najmniej pół roku przed kolejnym lotem. Mamy więc za sobą bardzo ciężkie miesiące szoku, a przed nami co najmniej trzy lata odbudowy branży – przewiduje Furgalski.

Co czwarty Polak przesiada się na rower w związku z pandemią. Jednak tylko co dziesiąty ma polisę rowerową

Jazda na rowerze stała się najpopularniejszą formą aktywnego spędzania czasu wolnego. Jak wynika z danych GUS, 2/3 gospodarstw domowych posiada rower, a blisko połowa Polaków jeździ na nim przynajmniej kilka razy w miesiącu. W związku z pandemią koronawirusa rośnie popularność tego środka transportu również w codziennym użytkowaniu, bo coraz więcej osób – zamiast podróżować do pracy komunikacją publiczną – wybiera rower lub hulajnogę. Rzadko które z nich jest jednak ubezpieczone. Tylko jeden na dziesięciu Polaków ma ubezpieczenie w razie wypadku, choć aż 38 proc. obawia się kolizji i stłuczek.

– Pokochaliśmy jazdę na rowerze i hulajnogach. Jeździmy na nich rekreacyjnie, ale też dojeżdżamy nimi do pracy i po zakupy – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Ewa Dąbrowska, dyrektor Pionu Klienta Korporacyjnego w Nationale-Nederlanden.

Jak wynika z badania przeprowadzonego dla Nationale-Nederlanden, blisko połowa Polaków jeździ na rowerze przynajmniej kilka razy w miesiącu, przy czym co drugi z nich wybiera ten środek komunikacji częściej – minimum trzy razy w tygodniu. Prawie 1/4 deklaruje też wybór roweru czy elektrycznej hulajnogi do codziennego przemieszczania się, np. w celu dojeżdżania do pracy.

– Jazda na rowerze stała się najpopularniejszą formą aktywnego spędzania czasu wolnego. Częściej jeździmy na rowerach, niż biegamy, pływamy czy ćwiczymy w siłowniach lub klubach fitness. Pochodną tego zainteresowania jest fakt, że w Polsce rok w rok sprzedaje się ponad milion nowych rowerów i ten trend utrzymuje się od wielu lat. Równolegle mocno rozwija się infrastruktura rowerowa – powstają nowe ścieżki w miastach i poza zurbanizowanymi terenami, a więc mamy warunki do coraz bezpieczniejszej jazdy – mówi Paweł Hyjek, Product Area Lead w ING Banku Śląskim.

Pandemia koronawirusa – przez obawy przed zakażeniem czy ograniczenia wprowadzone w publicznej komunikacji – dodatkowo zwiększa popularność tego środka transportu. Jak pokazuje majowe badanie Nationale-Nederlanden, tylko 10 proc. Polaków decyduje się w tej sytuacji korzystać z miejskiej komunikacji. Zdecydowana większość (85 proc.) wybierze własny samochód, ale 24 proc. zamierza przemieszczać się właśnie na rowerze.

– Pandemia znacząco wpłynęła na zmianę naszych preferencji dotyczących transportu publicznego. Widzimy ogromny boom na rowery i wykorzystywanie ich jako środka transportu – nie tylko w celu dojeżdżania do pracy, ale generalnie do przemieszczania się – mówi Ewa Dąbrowska.

Jak podkreśla, aż 38 proc. rowerzystów odczuwa zagrożenie ze strony innych uczestników ruchu drogowego.

– Największym zagrożeniem są autobusy i inne samochody. Prawie co drugi respondent stwierdził, że nie czuje się bezpiecznie na drodze. Kolizje i wypadki drogowe to główne zagrożenie, które czeka rowerzystów i osoby jeżdżące na hulajnogach – mówi ekspertka.

Mimo obaw przed stłuczką tylko 27 proc. rowerzystów korzysta podczas jazdy z kasku i ochraniaczy. Z kolei ubezpieczenie rowerowe w razie wypadku posiada tylko 1 na 10 Polaków.

– W ubiegłym roku na polskich drogach było prawie 4,5 tys. wypadków, w których uczestniczyli rowerzyści. To oznacza, że nowe ścieżki i infrastruktura nie eliminują całkowicie ryzyka – mówi Paweł Hyjek.

– Coraz częściej korzystamy ze ścieżek rowerowych, których przybywa i łącznie jest ich już prawie 12 tys. kilometrów, ale nawet na nich nie czujemy się bezpiecznie. 20 proc. rowerzystów obawia się różnego rodzaju stłuczek z innymi uczestnikiem ruchu. Kolejnym problemem są kradzieże rowerów czy hulajnóg – aż 30 proc. badanych powiedziało nam, że w przeszłości stracili swój ukochany sprzęt – mówi Ewa Dąbrowska.

Blisko połowa (46 proc.) użytkowników rowerów na co dzień przechowuje je w garażu. Podobny odsetek (47 proc.) deklaruje, że zawsze zabezpiecza swój rower lub hulajnogę elektryczną przed kradzieżą. Z drugiej strony prawie co trzeci rowerzysta przyznaje, że często zdarza mu się nie zabezpieczyć swojego pojazdu, jeżeli zostawia go w miejscu publicznym na krótki czas. Kradzież niejednokrotnie wiąże się ze sporą stratą, bo – jak pokazuje badanie Nationale-Nederlanden – prawie połowa Polaków posiada rower o wartości ok. 2 tys. zł, a co czwarty zdecydował się na zakup sprzętu powyżej 4 tys. zł.

– Kupujemy coraz droższe i coraz bardziej zaawansowane technologicznie rowery. Niestety dostrzegają to też złodzieje. Zabezpieczamy nasz sprzęt, przywiązujemy linkami, łańcuchami, u-lockami, zabezpieczeniami tylnego koła, a jednak okazuje się, że złodzieje potrafią sforsować te zabezpieczenia i rowery niestety giną, a potem trudno je odzyskać. Dlatego właśnie warto pomyśleć o ubezpieczeniu swojego sprzętu – twierdzi Paweł Hyjek.

– Użytkownicy rowerów i hulajnóg powinni zacząć od ubezpieczenia NNW, czyli polisy dla siebie na wypadek stłuczek i urazów. Po drugie, warto zadbać o swój sprzęt i mieć ubezpieczenie na wypadek kradzieży albo jego uszkodzenia. Dodatkowym zabezpieczeniem jest assistance, które zapewni nam natychmiastową pomoc w razie wypadku czy uszkodzenia roweru lub hulajnogi. Ważne też, żeby skorzystać z ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej, bo do kolizji może dojść nawet na ścieżce rowerowej i wtedy ubezpieczenie pokryje ewentualne roszczenia osoby przez nas poszkodowanej – radzi Ewa Dąbrowska.

Jak oceniają eksperci, trudno dokładnie określić wielkość i dynamikę rynku ubezpieczeń rowerowych w Polsce. Jest jednak duży potencjał dla rozwoju polis skierowanych właśnie do tej grupy klientów. Dlatego też ING Bank Śląski i Nationale-Nederlanden wprowadzają do swojej oferty ubezpieczenie roweru, hulajnogi elektrycznej i ich użytkownika. „Ubezpieczenie na dwa koła” jest dostępne w trzech wariantach i można objąć nim sprzęt do wartości 10 tys. zł.

– Ubezpieczenie dla rowerzysty powinno być indywidualnie skomponowane przez klienta. To on powinien wybrać, jakiego zakresu ochrony oczekuje i za jaki zakres chce płacić składkę. Stworzyliśmy ubezpieczenie, w którym klient może ubezpieczyć tylko rower lub hulajnogę elektryczną albo tylko samego siebie od następstw nieszczęśliwych wypadków. W trzecim wariancie może ubezpieczyć zarówno siebie, jak i swój sprzęt – mówi Paweł Hyjek.

W tej trzeciej wersji ubezpieczenie roczne kosztuje od 113 zł. Jeśli ktoś wybiera opcję pierwszą lub drugą, minimalny wydatek to odpowiednio 63 i 71 zł.

– Istotnym elementem jest też assistance, zwłaszcza jeśli oddalamy się od miejsca zamieszkania, jeździmy na rowerze w miejscach poza obszarem zabudowy. Jakakolwiek awaria wiąże się z problemami z dojechaniem do domu albo serwisu. Dobry assistance, który w przypadku awarii przyjedzie i na miejscu naprawi rower albo zapewni nam transport, to istotny element takiej polisy – mówi Product Area Lead w ING Banku Śląskim.

„Ubezpieczenie na dwa koła” można zawrzeć na 6 lub 12 miesięcy z możliwością przedłużenia. W ramach polisy NNW rowerzysty obejmuje wypadki zarówno podczas jazdy na własnym, jak i wypożyczonym sprzęcie. Produkt, choć skierowany do osób, które korzystają z jednośladów w celach rekreacyjnych, obejmuje również zawody amatorskie, jak np. triathlony czy amatorskie wyścigi kolarskie.

Transport i logistyka dotkliwie odczuły globalną pandemię SARS-CoV-2. Nie wszystkie firmy transportowe przejdą przez kryzys suchą stopą

Wśród sektorów, których działalność zweryfikowała pandemia, jest transport i logistyka. Niektóre mniejsze firmy transportowe już ogłosiły bankructwo, większe przedsiębiorstwa mogą jednak paradoksalnie na tej sytuacji skorzystać. Branża operatorów logistycznych może zyskać dzięki ponownemu docenieniu korzyści wynikających ze współpracy z zewnętrznym dostawcą. Międzynarodowy koncern FM Logistic opublikował dane, które pokazują, że pandemia miała jak dotąd niewielki wpływ na jego wyniki finansowe, przynajmniej w zakończonym roku obrotowym. Firma obchodzi właśnie 25-lecie działalności w Polsce i zapowiada kolejne projekty na tutejszym rynku.

– Wybuch pandemii SARS-CoV-2 miał niewielki wpływ na wyniki w roku finansowym, który zakończył się w marcu br. Większe wyzwania postawił przed nami początek nowego roku obrotowego. W kwietniu i maju zaobserwowaliśmy spadek przychodów o 9 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem oraz znaczny wzrost kosztów operacyjnych związany z wprowadzaniem odpowiednich środków bezpieczeństwa w związku z pandemią koronawirusa. W dalszym ciągu podejmujemy działania, aby chronić naszych pracowników, zaspokajać potrzeby klientów i jednocześnie wypracować wysokie wyniki bilansowe. W niemal wszystkich naszych jednostkach prowadzona jest obecnie działalność – wskazuje Jean-Christophe Machet, CEO FM Logistic.

Koncern logistyczny, który prowadzi działalność w 14 krajach Europy, Azji i Ameryki Południowej, przedstawił właśnie swoje wyniki finansowe. Pokazały one, że globalna pandemia SARS-CoV-2 miała niewielki wpływ na miniony rok obrotowy. Spółka FM Logistic zanotowała przychody w wysokości 1,43 mld euro (wzrost o 8,7 proc.), natomiast zysk przed odliczeniem odsetek i podatków (EBIT) wyniósł 42,5 mln euro, czyli aż o 21 proc. więcej niż w roku ubiegłym.

Ponad 1/3 łącznych przychodów grupy (36 proc., ponad 500 mln euro) wypracował segment transportowy, głównie dzięki rozwojowi usług LTL (ładunki mniejsze niż samochody ciężarowe) oraz logistyce miejskiej. Oferowana przez FM Logistic usługa CityLogin, która łączy dostawy ostatniej mili i małe miejskie huby logistyczne, jest obecnie dostępna w 30 miastach Europy.

Dobre wyniki to również efekt m.in. poprawy efektywności operacyjnej i wprowadzenia nowych usług, które odpowiadają na trendy konsumenckie takie jak szybki wzrost znaczenia e-commerce i ekologii. Spółka wprowadziła m.in. usługi dropshippingu dla producentów, którzy sprzedają swoje produkty bezpośrednio do klienta. Uruchomiła też pomiar emisji gazów cieplarnianych z usług transportowych i logistycznych świadczonych na rzecz konkretnych klientów oraz nowy projekt „zero waste”. W ubiegłym roku finansowym kontynuowała też inwestycje w innowacje oraz automatyzację procesów biurowych i magazynów, w części z nich wdrożono roboty służące do przenoszenia palet i ciężkich ładunków.

– Jesteśmy świadomi ewolucji, która zachodzi w ostatnim czasie – nie tylko dzięki nowym technologiom i analizie danych, ale także dzięki rosnącemu zrozumieniu dla konieczności zrównoważonego rozwoju i ogromnej dbałości o bezpieczeństwo naszego środowiska. Wkrótce poinformujemy o naszych kolejnych inwestycjach w tym obszarze – zapowiada Daniel Franke, Managing Director FM Logistic CE.

Na polskim rynku operuje należąca do międzynarodowej grupy spółka córka, czyli FM Logistic Centralna Europa. Prowadzi ona działalność również w Czechach, Słowacji i na Węgrzech. W roku finansowym 2019/2020 uzyskała przychód w wysokości 322 mln euro i pozyskała kilku dużych klientów, w tym Lorenz Bahlsen Snack-World, czyli światowego producenta słonych przekąsek, i Polpharmę, polskiego producenta leków. Specjalnie na jej potrzeby został rozbudowany magazyn w podwarszawskim Błoniu, gdzie pod nazwą FM Health działa największe centrum logistyczne dla farmacji w Europie Środkowej.

FM Logistic CE prowadzi też w regionie m.in dedykowany start-upom program FM OpenLab, który ma wspierać młodych przedsiębiorców, oraz stawia mocny akcent na ekologię. Ma w swojej flocie pojazdy elektryczne, w tym samochód z agregatem chłodniczym, który prowadzi dystrybucję paczek dla sektora farmaceutycznego FM Health. Operator stara się budować magazyny w sposób maksymalnie neutralny dla środowiska, z uwzględnieniem energooszczędnych i ekologicznych rozwiązań. Firma planuje też w Polsce kolejne inwestycje: z początkiem nowego roku zamierza rozpocząć budowę nowej platformy logistycznej między Łodzią a Warszawą.

– Zaczynaliśmy 25 lat temu od jednej palety pod Warszawą, dziś w regionie Europy Środkowej działamy na czterech rynkach, realizując operacje logistyczne dla wszystkich branż gospodarki. Jesteśmy dumni z naszej historii, naszych wartości i naszych pracowników – mówi Daniel Franke. – Są to solidne i stabilne fundamenty do dalszego rozwoju, którego tempo chcemy utrzymać. Jesteśmy firmą zorientowaną na przyszłość, mamy dużą świadomość zmian, jakie dokonują się nie tylko poprzez nowe technologie i cyfryzację, ale też przez dbanie o środowisko naturalne. W dalszym ciągu będziemy koncentrować się na tych obszarach.

Są też i pozytywne zmiany spowodowane przez pandemię. Rośnie liczba przetargów w sektorze  e-commerce, co wymusza zintensyfikowanie działań w tym obszarze. Firmy muszą przyspieszyć digitalizację procesów nie tylko operacyjnych, ale również sprzedażowych i HR. Branża stawia też na automatyzację procesów magazynowych. Dla firmy wielkości FM Logistic, która zatrudnia ponad 5500 pracowników rozproszonych na region Europy Środkowej, wprowadzenie systemu obsługi pracowników Workday to ogromne udogodnienie oraz budowa przewagi konkurencyjnej.

Klienci, szczególnie w obecnej niepewnej sytuacji gospodarczej, doceniają korzyści płynące ze współpracy z zewnętrznym operatorem logistycznym. Szczególne znaczenie ma tu elastyczność, jaką na co dzień takie firmy mogą zaoferować, czy to w kontekście automatyzacji, czy błyskawicznej możliwości dostosowania się do wykorzystywanych kanałów dystrybucji wynikającego z gwałtownych zmian zachowań konsumentów mówi dyrektor zarządzający FM Logistic CE.

Kolejne epidemie mogą być groźniejsze niż SARS-CoV-2. Potrzeba nowych procedur i dużej reformy w służbie zdrowia

Ochrona zdrowia musi być przygotowana na kolejne kryzysy, bo eksperci są zgodni, że epidemie chorób zakaźnych będą coraz częstsze i bardziej dotkliwe niż koronawirus. Dlatego potrzebna jest gruntowna reforma systemu i wsparcie dla przeciążonego personelu medycznego, w które powinien zaangażować się również biznes. Taki jest cel inicjatywy My, Solidarni, która ma zapewnić pomoc medykom walczącym na pierwszej linii frontu z SARS-CoV-2. Do Sejmu ma niedługo trafić projekt ustawy, na mocy której państwowe spółki i instytucje publiczne będą mogły zaoferować medykom np. rabaty na stacjach benzynowych czy zniżki w placówkach kulturalnych i sportowych. Głównym filarem akcji ma być jednak solidarność na najniższym poziomie – po stronie społeczeństwa.

– To bardzo trudny okres dla kadry medycznej. Sytuacja pielęgniarek w czasie pandemii była szczególnie trudna, braki kadrowe w tej grupie zawodowej dodatkowo utrudniają działanie. Przeszkadzał nam przede wszystkim chaos decyzyjny i kompetencyjny. Pracownicy byli zamykani w zakładach pracy na kwarantannę i w tym czasie świadczyli pracę. Z jednej strony ich oklaskiwano i nazywano bohaterami, a z drugiej – kierowano na świadczenia przestojowe, które ograniczały ich wynagrodzenie do jednej trzeciej – mówi agencji Newseria Biznes Krystyna Ptok, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych.

Lekarze, pielęgniarki, ratownicy oraz pozostały personel medyczny tworzą pierwszy front w walce z pandemią wirusa SARS-CoV-2. Ostatnie miesiące pokazały, jak duże znaczenie ma ich praca dla ludzkiego zdrowia i bezpieczeństwa publicznego. Sytuacja medyków jest jednak szczególnie trudna. Obok przewlekłego stresu i obciążającej pracy muszą mierzyć się także z nawet 40-krotnie większym ryzykiem zakażenia SARS-CoV-2 i psychologicznymi skutkami wojny z pandemią.

– Na początku najbardziej doskwierały brak środków ochrony indywidualnej i złe zabezpieczanie pracowników. Sytuacja zaczęła się normalizować dopiero na początku maja – mówi Krystyna Ptok. – Zmniejsza się liczba zakażonych i przebywających na kwarantannie pielęgniarek, ale niestety cztery nasze koleżanki zmarły. W tej chwili zaopatrzenie w środki ochrony indywidualnej jest już dobre, natomiast nadal szwankują procedury. Krzywa wzrostu zachorowań trochę się spłaszcza, więc chcielibyśmy ujednolicenia wytycznych dotyczących sposobów postępowania, które płyną z Ministerstwa Zdrowia, Głównego Inspektoratu Sanitarnego i Głównego Inspektoratu Pracy. Należałoby wprowadzić jakieś wspólne standardy postępowania.

Jak podkreśla, w tej chwili medycy potrzebują przede wszystkim właściwych procedur i rozwiązań prawnych, które wyznaczą standardy postępowania i zagwarantują im możliwość bezpiecznego wykonywania swojej pracy.

– Przepisy powinny również regulować prawa pracowników w związku z zakażeniem SARS-CoV-2. Odległe skutki zachorowania wciąż są nam nieznane. Dlatego pracownicy, którzy zakazili się w miejscu pracy, powinni być rejestrowani i na tej podstawie mogliby później występować o orzeczenie choroby zawodowej czy o rentę – mówi przewodnicząca OZZPiP.

Pracujący w ciężkich warunkach personel medyczny na co dzień potrzebuje też wsparcia i społecznej solidarności. Tymczasem w ostatnich tygodniach sytuacja bywała wręcz odwrotna – lekarze czy pielęgniarki muszą mierzyć się z ostracyzmem czy wręcz agresją sąsiadów i pacjentów powodowaną lękiem przed przeniesieniem zakażenia. Ich przejawem były zdewastowane samochody czy obraźliwe wiadomości zostawiane medykom na klatkach schodowych.

– Nie doceniamy osób, które przeżywają właśnie najtrudniejsze doświadczenia zawodowe, które poświęcają swoje życie. Sytuację, której doświadczamy, należy postrzegać w kategoriach kryzysu prowadzącego do traumy, zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i społeczno-kulturowym. Skala zmian, doświadczeń granicznych, przez które właśnie przechodzimy, zagrożenia życia i zdrowia oraz obrazów, którymi jesteśmy bombardowani – jak ciężarówki wywożące ciała umierających – prowadzi do traumy i szukania kozłów ofiarnych – mówi Konrad Ciesiołkiewicz, przewodniczący Komitetu Dialogu Społecznego KIG. – Jeżeli tak dalej pójdzie, nie będziemy mieli osób, które zechcą pełnić służbę państwu.

– To są ludzie, którzy bardzo ciężko pracują, ponadwymiarowo, narażają siebie i swoje rodziny. Dlatego powinni być wynagradzani odpowiednio do tego ryzyka i nakładu pracy. W tej chwili nie są, więc tu jest szerokie pole do działania – mówi Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej. – Druga sprawa to walka o dobre imię służby zdrowia, lekarzy, ratowników i pielęgniarek. Ci ludzie powinni być noszeni na rękach, a nie być ofiarami różnych nieprzyjemnych odruchów społecznych.

My, Solidarni to społeczna inicjatywa, która ma zapewnić pomoc i wsparcie medykom walczącym na pierwszej linii frontu z SARS-CoV-2. Jest wzorowana na podobnym programie skierowanym do weteranów polskiej armii. Inicjatywa opiera się na czterech filarach: administracji rządowej, samorządowej, przedsiębiorstwach i obywatelach. Niedługo do Sejmu ma trafić projekt ustawy, na mocy której państwowe spółki i instytucje publiczne będą mogły zaoferować medykom np. rabaty na stacjach benzynowych Orlenu czy zniżki w placówkach kulturalnych i sportowych. Podobną możliwość będą mieć samorządy. W akcję mogą włączyć się też prywatne firmy, oferując np. zniżki czy preferencyjne oferty i rabaty na swoje towary i usługi dla pracowników zawodów medycznych i ich rodzin.

– Chcieliśmy, żeby inicjatywa nie wyszła od środowisk medycznych, aby ktoś nie wziął tego za próbę budowania jakiegoś systemu przywilejów. Nie chodzi o to, żeby ktoś na tym zarobił – mówi prof. Paweł Kowal. – Chciałbym też podkreślić kwestie bezpieczeństwa prawnego, ubezpieczeń, pewnych gwarancji państwowych dla medyków. To jest umotywowane bezpieczeństwem kraju i możliwością, że w przyszłości będziemy mieli do czynienia z podobnymi albo gorszymi historiami.

Głównym filarem akcji ma być solidarność na poziomie społeczeństwa. Inicjatorzy podkreślają, że każdy może się włączyć – wystarczy zacząć od siebie, od udostępnienia miejsca w kolejce do apteki czy na poczcie, od prostego gestu życzliwości. W czasie pandemii i obecnego kryzysu bardzo ważne jest wsparcie, uznanie, zaufanie i zrozumienie dla pracowników medycznych oraz docenienie ich pracy.

Eksperci są zgodni, że epidemie chorób zakaźnych będą coraz częstsze. Ochrona zdrowia musi być przygotowana do kolejnych kryzysów. Dlatego potrzebna jest jej gruntowna reforma i wsparcie dla personelu medycznego – zarówno na poziomie rządowym, jak i społecznym.

– Musimy zbudować szeroki front, który będzie wspierał prawdziwą reformę służby zdrowia w Polsce. Bez tego nie damy sobie rady ani na co dzień, ani w przyszłości – podkreśla Andrzej Arendarski. – Gdybyśmy zostali skonfrontowani z podobną pandemią, ale wirus byłby dużo bardziej agresywny, wówczas skutki mogłyby być trudne do wyobrażenia. Trzeba już teraz temu przeciwdziałać. Służba zdrowia to zbyt poważna sprawa, żeby ją zostawiać politykom, bo oni zawsze chcą coś ugrać. Tutaj trzeba stworzyć pewien ruch społeczny, który na politykach wymoże zajęcie się zreformowaniem służby zdrowia na poważnie.

Według danych Ministerstwa Zdrowia od wybuchu w Polsce pandemii SARS-CoV-2 do 3 czerwca zakażenie stwierdzono u ponad 2,4 tys. pracowników ochrony zdrowia, w tym 660 lekarzy i 1659 pielęgniarek oraz 85 położnych, a 428 osób było hospitalizowanych lub w trakcie kwarantanny. To oznacza, że personel medyczny stanowi ok. 10 proc. wszystkich zakażonych. Pracownicy służby zdrowia są również szczególnie narażeni na psychologiczne skutki pandemii, co podkreśla też ONZ. Według danych przytaczanych przez Medicover 35 proc. z nich odczuwa traumatyczny stres, a 15 proc. cierpi na depresję.

Firmy ostrożnie planują inwestycje w kryzysie. Tylko 17 proc. chce angażować środki w rozwój

0

Ze względu na skutki pandemii większość firm, szczególnie z sektora MŚP, ostrożnie podchodzi do planowania inwestycji w warunkach gospodarczego spowolnienia. Nie mogą pozwolić sobie na zbędne i kosztowne projekty. Alternatywą jest wzięcie „na warsztat” już posiadanych rozwiązań i sprawdzenie, jak firma może lepiej wykorzystywać narzędzia IT, które ma w swoich zasobach. Przedsiębiorstwa mogą realizować mniejsze projekty i inwestować w niewielkie rozwiązania IT, ale przynoszące znaczące usprawnienia i oszczędności.

Trzymiesięczny lockdown wymusił wstrzymanie działalności wielu firm, co przełożyło się na straty finansowe. Z drugiej strony koronawirus wygenerował u nich dodatkowe koszty. W co 10. przedsiębiorstwie wydatki związane z dostosowaniem się do działalności w czasie pandemii stanowią nawet ponad 5 proc. budżetu kosztowego – wynika z badania Polskiego Forum HR („Bezpieczny powrót do pracy w nowej normalności”). Ponad połowa (53 proc.) firm spodziewa się w nadchodzących miesiącach zmniejszenia rentowności, a na ograniczenie możliwości prowadzenia działalności oraz wzrost cen towarów i usług wskazało kolejno 29 i 22 proc.

W takich warunkach – i wobec spodziewanego spowolnienia gospodarczego o nieznanej jeszcze skali – firmy ostrożnie podchodzą do planowania inwestycji. Jak wynika z ostatniej edycji badania „KoronaBilans MŚP” przeprowadzonego na zlecenie KRD, w najbliższych trzech miesiącach tylko 16,6 proc. planuje przeznaczyć pieniądze na rozwój. W tej grupie co czwarte przedsiębiorstwo zamierza zainwestować w systemy IT, aplikacje i sklepy internetowe.

Z zapytań klientów czy nawet informacji zamieszczanych na portalach branżowych wynika, że koronawirus znacznie przyspieszył rozwój biznesu pod kątem IT. Projekty, nad którymi klienci zastanawiali się od kilku lat, teraz stały się priorytetowe i już rozpoczęły się nad nimi prace – wskazuje Kinga Moska, Service Delivery Executive w Hicronie.

Wiele firm w ostatnich tygodniach przeszło przyspieszony kurs cyfryzacji i wdrożyło nowe rozwiązania IT. Wynika to z faktu, że pandemia i społeczna izolacja wymusiły na nich przeniesienie działalności do sieci. Rozwój kanału online był niezbędny, żeby firmy mogły przetrwać i nie stracić płynności finansowej. Jak wynika z majowej edycji badania KRD, również w najbliższym czasie ponad 62 proc. przedsiębiorstw planuje aktywniejsze działania online.

 Wielkim zainteresowaniem zaczęły się cieszyć rozwiązania typu portale e-commerce do sprzedaży detalicznej oraz te związane z bezpieczeństwem. Obszary dotyczące infrastruktury – ze względu na coraz powszechniejszy tryb pracy zdalnej – spadły ze swojej silnej dotychczas pozycji. Biznes obecnie rozwija się raczej pod kątem usługowym – mówi Kinga Moska.

Jak podkreślają eksperci Hicrona, firmy powinny wykorzystać ten czas na umacnianie swojej konkurencyjności i pozycji rynkowej. Do wyboru mają kilka scenariuszy rozwoju przedsiębiorstwa w czasie kryzysu. Mogą np. realizować mniejsze projekty i inwestować w niewielkie rozwiązania IT, ale przynoszące znaczące usprawnienia i oszczędności, albo wykorzystać czas na uporządkowanie do tej pory mniej priorytetowych obszarów technologicznych. By szerzej przedstawić rozwiązania i scenariusze przygotowane do aktualnej sytuacji biznesowej, firma zorganizowała pięć spotkań w ramach HicrOn-Time Webinars, powstałych na kanwie HicrOn-Time Strategy. Kolejne nagrania odcinków pojawiają się na stronie organizatorów co tydzień w czwartek.

Pewne jest to, że organizacje nie mogą sobie pozwolić na inwestycje zbędne i kosztowne. Planowanie wszelkich nowych projektów wymaga ostrożności i strategii skupionej na takich sposobach ulepszania firmy, które nie wymagają dużych środków finansowych czy zawierania zobowiązujących kontraktów. Jedną z metod jest wzięcie „na warsztat” już posiadanych rozwiązań i sprawdzenie, jak firma może lepiej wykorzystywać narzędzia IT, które ma w swoich zasobach. Temu służą np. szkolenia pracowników.

– To krótkie, najczęściej jednodniowe szkolenia, które mają na celu odświeżenie wiedzy na temat danej funkcjonalności bądź skupienie się na konkretnym przypadku użycia systemu. Takie warsztaty cieszą się w ostatnim czasie dużą popularnością. Pozwalają np. zwiększyć liczbę użytkowników systemu i zaangażować w szkolenie nowe osoby, co znacznie optymalizuje pracę i proces. Taki warsztat może zostać powtórzony po około dwóch tygodniach w celu usystematyzowania wiedzy i odpowiedzi na pytania, które pojawiły się w międzyczasie. Po przeprowadzeniu takich szkoleń widać zwiększenie efektywności użytkowników końcowych, a także zmniejszenie liczby generowanych zgłoszeń, co bezpośrednio przekłada się na korzyści pieniężne. Nie jest to zatem wielka inwestycja, a stopa zwrotu jest znacząca – przekonuje ekspertka firmy Hicron.

Przedsiębiorstwa często uważają, że po wdrożeniu nowego systemu IT użytkownicy sami nauczą się, jak z niego korzystać, więc inwestowanie w szkolenia jest zbędne. Jednak jest to tylko pozorna oszczędność, ponieważ niepełne wykorzystanie możliwości nowego narzędzia może okazać się w długoterminowej perspektywie mniej korzystne.

Inwestowanie w rozwiązania, które sprawdzą się w obecnych, wymagających czasach i zaprocentują w przyszłości, wymaga określenia priorytetów firmy i dobrze przygotowanej strategii.

– Wykorzystujemy praktyczne doświadczenie konsultantów i programistów. Przedstawiając propozycje rozwiązania, bierzemy odpowiedzialność za jego realizację i wpływ na poprawę procesów biznesowych. Rozwijamy rolę Trusted Advisora, który jest doradcą technicznym, wizjonerem, architektem rozwiązania oraz który wyciąga wnioski z poprzednich projektów i adaptuje je w nowych warunkach, u nowych klientów – mówi Kinga Moska.

Podczas pandemii wzrosła liczba cyberataków. Hakerzy celują w infrastrukturę krytyczną i luki w zabezpieczeniach podczas pracy zdalnej

W dobie pandemii koronawirusa zagrożenie ze strony hakerów się nasiliło, a rewolucja przemysłowa w zakresie internetu rzeczy oraz upowszechnienie się systemów pracy zdalnej otworzyło przed cyberprzestępcami nowe możliwości przeprowadzenia ataków. Jednostki rządowe oraz firmy technologiczne przygotowują się do wojny z cyberprzestępczością, aby zminimalizować skutki ataków na infrastrukturę krytyczną.

– Ataki ukierunkowane na infrastrukturę krytyczną i przemysłowe systemy sterowania wzrosły 20-krotnie w 2019 roku i ponownie wzrosły w tym roku podczas przymusowej izolacji spowodowanej przez pandemię SARS-CoV-2. Hakerzy starają się wykorzystywać luki w zabezpieczeniach pracujących zdalnie – wskazuje Aviv Abramovich, szef działu zarządzania usługami bezpieczeństwa w Check Point. – Rewolucja przemysłowa 4.0 jest już bardzo zaawansowana, a ze względu na pandemię jeszcze przyspieszy, dlatego bardzo ważne jest, aby chronić infrastrukturę, od hali produkcyjnej i pola po chmurę.

Według raportu „X-Force Threat Intelligence Index 2020” opracowanego przez firmę Intel w 2019 roku przeprowadzono rekordową liczbę ataków cybernetycznych 8,5 mld przypadków. Pod zmasowanym ostrzałem znalazła się przede wszystkim infrastruktura krytyczna – sieci energetyczne, służba zdrowia czy instytucje finansowe. Cyberprzestępcy coraz częściej wykorzystują do przeprowadzania ataków luki w systemach informatycznych nowej generacji, takich jak internet rzeczy, automatyczne urządzenia przemysłowe czy systemy medyczne.

Intensyfikację cyberataków w czasie pandemii zaobserwowali m.in. specjaliści z Australijskiego Centrum Cyberbezpieczeństwa. Kampania hakerska, z jaką od kilku miesięcy zmaga się ten kraj, ma być wycelowana w organizacje rządowe, służbę zdrowia i operatorów infrastruktury krytycznej. Według zapewnień rządu skala ataków może świadczyć o tym, że ich zleceniodawcą jest obce państwo.

W Polsce sejmowa Komisja Administracji i Spraw Wewnętrznych pracuje obecnie nad nowelizacją ustawy o zarządzaniu kryzysowym, która  pozwoli przygotować się na incydenty tego typu. Zgodnie z nowymi zapisami ma zostać rozszerzony zakres ochrony infrastruktury krytycznej – systemy cyberbezpieczeństwa mają objąć ochroną nie tylko konkretne zakłady, ale też całe łańcuchy infrastruktury krytycznej. Powstać mają także szczegółowe plany zarządzania ryzykiem oraz reagowania kryzysowego, które mają zminimalizować ryzyko skutecznego przeprowadzenia cyberataków oraz zniwelować ich skutki.

– Podczas pandemii SARS-CoV-2 wzrosła liczba ataków na sieci sterowania przemysłowego i systemy ICS/SCADA, które zarządzają infrastrukturą krytyczną w obszarze energii, produkcji, transportu i mediów. Zakłócenia wywołane przez te ataki sprawiły, że bezpieczeństwo ma wyższy priorytet, ale wdrożenie musi być łatwe dla organizacji, z automatyczną ochroną, która nie wpływa na codzienne operacje – wskazuje Robyn Westervelt, dyrektor ds. badań w IDC.

Według najnowszego rankingu bezpieczeństwa sieciowego opracowanego przez firmę Check Point Software Technologies Polska zajmuje 26. pozycję wśród krajów europejskich oraz 51. miejsce wśród wszystkich 105 przebadanych krajów.

Pojawienie się koronawirusa przyspieszy automatyzację rynku pracy. Roboty zyskały zupełnie nowe zastosowania w wielu dziedzinach

Pandemia koronawirusa położyła się cieniem na globalnej gospodarce. Aby powstrzymać rozprzestrzenianie się wirusa, konieczne było ograniczenie pracy w części zakładów przemysłowych oraz zamknięcie linii produkcyjnych. Ubocznym efektem restrykcji pandemicznych będzie wzrost zainteresowania technologiami z branży automatyzacji, w tym robotami wyspecjalizowanymi w wykonywaniu zadań zlecanych do niedawna fizycznym pracownikom.

– Pojawienie się wirusa powoduje perturbacje w działaniu firm i dezorganizuje życie codzienne, dlatego tam, gdzie można wyeliminować ten czynnik, żeby zapewnić ciągłość procesu, będziemy implementować rozwiązania oparte na technice. Wiele osób będzie miało na względzie robotyzację, usprawnianie procesów tak, aby zmniejszyć liczbę ludzi, którzy są podatni na wszelkiego rodzaju wirusy i czynniki zewnętrzne. Ciągłość firmy, działanie operacyjne, zapewnienie przede wszystkim możliwości prowadzenia działalności gospodarczej będą tutaj kluczowe – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr inż. Marek Nowakowski, dyrektor ds. technicznych Stekop SA.

Według raportu „Global Capital Confidence Barometer” autorstwa firmy EY koronawirus przyspieszy automatyzację przedsiębiorstw. 36 proc. managerów przyznało, że w odpowiedzi na postpandemiczne wyzwania wdroży rozwiązania z zakresu automatyzacji pracy, a 31 proc. planuje przeprowadzić proces cyfryzacji firmy. W Chinach odsetek ten jest jeszcze większy i wynosi odpowiednio 71 proc. oraz 66 proc. Badanie ujawnia także, które technologie w najbliższym czasie będą cieszyć się największym zainteresowaniem. Wśród managerów z Chin, którzy chcą wykorzystać nowe technologie, aby zminimalizować skutki pandemii, aż 47 proc. opowiada się za wdrożeniem modelu pracy zdalnej. Z kolei 21 proc. wierzy w to, że kryzysu pozwolą uniknąć technologie Big Data oraz sztuczna inteligencja.

Firma Stekop włączyła się w ten trend i zaprojektowała system automatyzujący diagnostykę osób przemieszczających się w miejscach publicznych. Maszynę wyposażono w sztuczną inteligencję oraz czujniki termiczne mierzące temperaturę klientów. System rozpoznawania twarzy koreluje informacje z konkretną osobą, dzięki czemu może przypisać kilka pomiarów do jednego klienta, aby ułatwić rozpoznanie wstępnych objawów koronawirusa.

– W służbie zdrowia też da się zaimplementować rozwiązania oparte na robotyce tam, gdzie człowiek był narażony na kontakt z drugą osobą. Pandemia pokazała, że inżynierowie mogą w tej sferze zaproponować wiele rozwiązań technicznych. Pojawiły się automaty, w których pacjent przychodzący poddawany jest weryfikacji pod kątem temperatury, a duży ich odsetek wymaga prostej diagnozy, co może być zrobione w trybie online. Mamy też roboty, które jeżdżą w obiektach służby zdrowia i zabijają bakterie i wirusy poprzez działanie lamp ultrafioletowych i dezynfekcję z wykorzystaniem płynów – wymienia ekspert.

Robota automatyzującego pracę personelu medycznego zaprezentowała m.in. firma APA Group. Maszynę zaprojektowano w taki sposób, aby zautomatyzowała proces podawania posiłków i leków czy pomiar temperatury, ograniczając kontakt personelu z osobami chorymi. Robot dysponuje także systemem autodezynfekującym, który redukuje ryzyko rozprzestrzenienia się wirusa.

Po technologie inteligentne sięgnęły również władze Singapuru, które wykorzystały robota kroczącego Spot od firmy Boston Dynamics do patrolowania przestrzeni miejskich. Czteronożna maszyna ma wyręczyć służby porządkowe w upominaniu mieszkańców o konieczności zachowania bezpiecznego dystansu społecznego. Robot wyposażony w czujniki optyczne automatycznie monitoruje liczbę osób odwiedzających patrolowany obszar i upomina przechodniów, jeśli ci nie stosują się do zaleceń pandemicznych i spacerują zbyt blisko siebie.

– Roboty wykorzystywano do dostaw towarów dla osób w kwarantannie lub o podwyższonym ryzyku. Część firm nie chciała też angażować całej załogi, w związku z czym do niektórych prac zaangażowano roboty zaprogramowane tak, aby mogły wykonywać proste czynności. Tam, gdzie można zaimplementować robota, będzie to na pewno rozważone tak, aby nie musieć przeobrażać całej linii. Czasami łatwiej ponieść jednorazowy wydatek w postaci inwestycji w robota, niż wykonywać przezbrojenie całej linii produkcyjnej. Myślę, że ten kierunek będzie brany pod uwagę – podsumowuje dr inż. Marek Nowakowski.

Według firmy badawczej Data Bridge Market Research wartość globalnego rynku robotów autonomicznych do 2026 roku wzrośnie do blisko 17,8 mld dol.

Apple bije kolejne rekordy

Ostatni dzień sesyjny w tym tygodniu jest dniem bardzo dobrym dla posiadaczy akcji, które systematycznie drożeją. W Stanach Zjednoczonych główne indeksy giełdowe otworzyły się na plusach, na co wcześniej wskazywały kontrakty terminowe, rosnące od ponad 1 proc. do 1,5 proc.

Potencjalnym katalizatorem dla dalszych wzrostów mógł być w piątek komunikat i informacja, że Chiny zintensyfikują wysiłki, aby spełnić warunki umowy handlowej w Fazie Pierwszej Porozumienia Handlowego, kupując więcej amerykańskich produktów rolnych. Tym samym Nasdaq otworzył się blisko 10 000 pkt i zyskał 99 punktów lub 1 proc. S&P 500 zyskał 34 punkty, czyli 1,1 proc., a indeks Dow Jones Industrial Average zyskał 325 punktów, a więc 1,2 proc.

Z kolei cena akcji spółki Apple od marcowego dołka zyskała około 60 proc. Według analityków firmy Jefferies to jeszcze nie koniec wzrostów spółki z Cupertino. Mimo że cena akcji technologicznego giganta ustanowiła najwyższy poziom w historii, to wciąż ma szanse na dalsze wzrosty. Poziom ceny docelowej został podniesiony z 370 USD do 405 USD. Dziś na giełdzie za jedną akcję należało zapłacić około 356 USD – najwięcej w historii. Jefferies ma tak pozytywne zdanie o producencie iPhonów, ponieważ zbliża się premiera wersji wyposażonej w obsługę sieci 5G.

Czujemy się coraz bardziej pewni możliwości, jakie daje Apple nowy cykl 5G, zwłaszcza że firma jest w stanie utrzymać ceny detaliczne stosunkowo spójne z cenami z ubiegłego roku przy jednoczesnym zachowaniu solidnej marży brutto – podali analitycy Jefferies, których poziom ceny docelowej jest jednym z najwyższych na Wall Street. Apple ma 29 rekomendacji kupna, 12 trzymaj i 4 sprzedaj.

Departament Zarządzania Aktywami
Copernicus Capital TFI S.A.

Co dalej z rynkiem ropy? Zaangażowanie spekulacyjne najwyższe od lat

Pierwsza połowa 2020 roku to okres szczególnie burzliwy dla rynków finansowych. W tym czasie gigantycznej zmienności podlegały między innymi notowania ropy naftowej. Nie dość, że pandemia ograniczyła zapotrzebowanie na paliwa o około 1/3, to jeszcze państwa wydobywające surowiec – z Arabią Saudyjską i Rosją na czele – rozpoczęły trwające przez kilka tygodni wojnę cenową, która dodatkowo pogłębiła spadki cen surowca. Sytuacja się uspokoiła, ale obawy przed drugą falą pandemii jej nie sprzyjają. Rafinerie rewidują kontrakty na kupno surowca, aby zadbać o ciągłość dostaw. Czy oznacza to, że trudny czas dla rynku ropy już minął?

Wydobycie w państwach OPEC plus zostało mocno zredukowane, zaczyna pod wpływem tendencji rynkowych spadać również produkcja surowca w Stanach Zjednoczonych. Nie jest to w stanie – nawet przy wzroście popytu wraz z rozmnażaniem gospodarek – przełożyć się na zahamowanie spadku przyrostu zapasów w Stanach Zjednoczonych.

– Uważamy, że pierwszy potencjał wzrostowy w notowaniach ropy naftowej nie został wyczerpany. Zmienność na rynku surowca nadal będzie pozostawać wysoka, natomiast możliwość drastycznego i gwałtownego wzrostu cen została w naszym odczuciu bardzo mocno wyczerpana – ocenia Bartosz Sawicki, kierownik Departamentu Analiz TMS Brokers.

Produkcja spada

Okazuje się jednak, że nawet tak mocne ograniczenie aktywności wydobywczej nie przekłada się błyskawicznie na produkcję. Sztolnie, które cały czas działają to te, które odpowiadają za zdecydowaną większość amerykańskiego wydobycia. W ostatnich tygodniach produkcja ropy w Stanach Zjednoczonych bardzo wyraźnie się obniża. Jeszcze w połowie marca przekraczała nawet 13 milionów baryłek na dzień, w pierwszej połowie czerwca spadła – względem tych poziomów – około o 2 miliony baryłek na dzień.

– Proces ten będzie postępował, ale będzie procesem na pewno rozłożonym w czasie. Ostatni bardzo silny wzrost cen ropy naftowej nie będzie sprzyjać temu, żeby wydobycie w Stanach Zjednoczonych spadało bardzo drastycznie. Wydaje się mało podobne, żeby Stany Zjednoczone i amerykańscy producenci byli w stanie trwale zredukować poziom swojego wydobycia poniżej 10 milionów baryłek na dzień – ocenia Sawicki.

Zaczyna zatem wyłaniać nam się obraz rynku, który powinien być lepiej zbilansowany niż na początku drugiego kwartału i nie tylko ze względu na wzrost zapotrzebowania na ropę naftową wraz z odmrożeniem gospodarek, ale także ze względu na wyraźny spadek produkcji i w państwach OPEC+, i w Stanach Zjednoczonych, i u innych wiodących producentów.

Nawet tak mocne ograniczenie wydobycia nie jest w stanie zapobiec kontynuacji przyrostu zapasów. Gdy spojrzymy na poziom zapasów w Stanach Zjednoczonych, to okaże się, że są one (po uwzględnieniu rezerw strategicznych) najwyższe w historii.

– Pokazuje to, że nadpodaż na rynku ropy naftowej jest bardzo silna i można zatem postawić tezę, że inwestorzy zareagowali z dosyć dużym wyprzedzeniem i z dosyć daleko idącym optymizmem na tendencje fundamentalne na rynku ropy naftowej. W połowie czerwca wyraźnie rośnie awersja do ryzyka i część inwestorów zaczyna mocniej obawiać się drugiej fali pandemii bądź głębokości recesji wywołanej przez Covid-19. To dosyć mocno może studzić entuzjazm tych, którzy ropę kupowali – mówi Sawicki.

Zaangażowanie spekulacyjne na rynku ropy naftowej jest najwyższe od kilku lat.

– Tak skrajne pozycjonowanie z jednej strony ogranicza potencjał do dalszych wzrostów cen ropy naftowej, a z drugiej strony również sprawia, że w przypadku kiedy poprawa fundamentów nie będzie zachodzić tak szybko jak w cenie, to może to rodzić ryzyko pogłębienia korekty – ocenia Sawicki.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 22.06-26.06.2020

Na rynkach ścierają się tematy odbicia ożywienia z obawami o drugą falę zachorowań, co utrzymuje ceny aktywów w nerwowym zawieszeniu. Mimo to zanika chęć inwestorów do bagatelizowania zagrożeń związanych z wirusem, jak tylko silniej zaakcentowane zostaną sygnały odbicia wskaźników makro. W kolejnych dniach testem nastrojów będą odczyty PMI z Europy i USA.

Przyszły tydzień: PMI z USA/Eurolandu/Wielkiej Brytanii, indeks Michigan/zamówienia na dobra trwałe z USA, Ifo, sprzedaż detaliczna z Polski, RBNZ

USA

W zestawie danych z USA jest niewiele tych pierwszego kalibru. PMI z przemysłu i usług (wt) nie mają takiej renomy jak indeksy ISM, ale nadal mogą dostarczyć istotnych danych o sytuacji ekonomicznej. Chęć amerykańskich władz do odmrożenia gospodarki była wyjątkowo silna, co powinno przełożyć się na wyraźne odbicie wskaźników aktywności. Jednocześnie słabszy niż przed kryzysem popyt, utracone miejsca pracy, fale protestów i rosnąca liczba nowych przypadków zachorowań będą tonować optymizm przedsiębiorców. Poza tym rynek będzie śledził tempo odbicia nowych zamówień na dobra trwałe (czw). Nastroje konsumentów mierzone przez Uniwersytet Michigan (pt) powinny się poprawić wraz z poprawą sytuacji na rynku pracy. Czynnikiem ryzyka pozostaje rozwój sytuacji zdrowotnej – dalszy przyrost nowych przypadków zachorowań będzie ciążył na nastrojach i skutkował wycofywaniem kapitału w stronę bezpiecznego USD.

Strefa euro

Ze strefy euro otrzymamy najnowsze PMI (wt) oraz niemiecki indeks Ifo (śr). Po maju PMI dla usług był wciąż w silnie kryzysowym stanie (30,5) i otwieranie punktów usługowych powinno skutkować mocnym odbiciem, choć powrót ponad 50 jest mało prawdopodobny, gdyż zasady dystansu społecznego nie zostały w pełni zniesione. Przemysł wciąż boryka się z powolną odbudową zamówień i przywróceniem łańcuchów dostaw, zatem tutaj poprawa będzie wolniejsza. Ifo powinien wskazać na poprawę warunków prowadzenia biznesu. Niemiecka gospodarka najmniej spośród czterech największych gospodarek była doświadczona skutkami pandemii, stąd łatwiej będzie firmom dostrzegać szanse na powrót ożywienia. Postawa EUR jest silnie zależna od podtrzymania motywu szybszego odbicia gospodarczego i dobre dane pomogłyby w umocnieniu waluty.

Wielka Brytania

W Wielkiej Brytanii czerwcowe odczyty PMI (wt) będą w centrum uwagi. Powinniśmy obserwować poprawę wskaźników, ale nadal z utrzymaniem wartości poniżej 50 pkt., co będzie oznaczać, że większość firm dalej postrzega sytuację w biznesie za pogarszającą się. Mimo to, im wyższy odczyt, tym odsetek zaniepokojonych firm jest mniejszy, a z poziomów po załamaniu w marcu i kwietniu odbicie teraz jest naturalną konsekwencją. Gorsze od oczekiwań dane będą miały większy wpływ na GBP, gdyż podkreślą słabość fundamentów i utrudnią podczepianie funta pod globalny rajd ryzyka.

Polska

Z Polski otrzymamy sprzedaż detaliczną (pon), produkcję budowlano-montażową (wt), podaż pieniądza (wt) i stopę bezrobocia (śr), przy czym ta pierwsza będzie najbardziej interesująca, by ocenić skalę odbicia konsumpcji wraz z otwarciem sklepów i galerii handlowych. Patrząc na już opublikowane odczyty z gospodarek zachodnich, odmrożenie gospodarki przekłada się na silne odbicie sprzedaży na realizacji odłożonych zakupów. Wątpimy, aby dane mogły wpłynąć na kurs złotego. Inwestorzy pozostają niechętni do gonienia aprecjacji złotego z uwagi na zgłaszaną przez RPP preferencję słabszej waluty. Powinniśmy obserwować więcej taktycznego kupowania EUR/PLN przy podejściach do 4,40-4,43, gdyż inwestorzy będą liczyć na podskok kursu do 4,50 w okresach wzrostu awersji do ryzyka na rynkach.

Nowa Zelandia

Kalendarz dla pozostałych ważniejszych rynków nie oferuje dużo punktów zaczepienia, co implikuje, że waluty ryzykowne będą bardziej śledzić wahania ogólnego sentymentu i szukać kierunku m.in. w sytuacji na Wall Street. Wyjątkiem jest Nowa Zelandia, gdzie bank centralny odbędzie posiedzenie (śr). Jest mało prawdopodobne, aby RBNZ dokonał zmian w parametrach polityki pieniężnej, ale z uwagi na słabe dane (m.in. niższy od oczekiwań PKB za I kw.) utrzyma gołębie nastawienie z gotowością do dodatkowych działań, jeśli uzna to za konieczne. Komunikat po posiedzeniu stanowi negatywne ryzyko dla NZD, ale przy utrzymaniu apetytu na ryzyko na globalnym rynku, słabość kiwi może okazać się przejściowa.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

PKO BP prognozuje płytką recesję w 2020 r. i silne odbicie w roku następnym

Dane z kart płatniczych dowodzą, że Polacy wracają do przedpandemicznych przyzwyczajeń, poziom konsumpcji w niektórych obszarach jest taki, jak wcześniej. Dobry stan gospodarki jest wynikiem zdecydowanych działań rządu. Mimo, że nie unikniemy recesji, możemy wyjść z niej szybciej niż inne kraje UE – przekonują eksperci PKO Banku Polskiego.

Zdaniem ekonomistów PKO BP, najgorsze już za nami. W ich ocenie drugi kwartał tego roku był bardzo ciężki dla polskiej gospodarki, a warunki makroekonomiczne najtrudniejsze od 30 lat. W porównaniu z ubiegłym rokiem spadek PKB wyniósł 8-10 proc. Ożywienie przyszło jednak szybko. „Już pod koniec kwietnia było widać, że gospodarka zaczyna wracać do normy. Wyniki ekonomiczne zanotowane w całym drugim kwartale, prawdopodobnie będą jednymi z najlepszych w całej Unii Europejskiej” – mówi Piotr Bujak, główny ekonomista PKO Banku Polskiego.

Jak podkreśla ekspert, standardowe dane, np. kwartalne nie pokazują obecnie dobrze, w którym punkcie kryzysu znajduje się nasza gospodarka i jak szybko będzie wracać do normalności. Natomiast alternatywne dane o wyższej częstotliwości: dzienne, tygodniowe, w tym wewnętrzne dane banku uwidaczniają, że już od kilku tygodni w polskiej gospodarce trwa ożywienie.

Dobrym przykładem są informacje o wartości transakcji dokonywanych kartami płatniczymi banku PKO BP. Wynika z nich, że konsumenci szybko wracają do zwyczajów sprzed epidemii, poziom konsumpcji w niektórych obszarach jest już taki, jak wcześniej.

I choć nadal trwa kryzys, w opinii Bujaka, istnieją trzy czynniki, dzięki którym recesja w naszym kraju może okazać się płytka. Po pierwsze bardzo zdecydowana, szybka i adekwatna reakcja rządu. „Dzięki tarczy antykryzysowej, działaniom Komisji Nadzoru Finansowego czy Komitetu Stabilności Finansowej, gospodarka otrzymała istotne wsparcie. Mamy bardzo słaby wzrost bezrobocia, polski rynek pracy zachowuje się lepiej niż niemiecki, mimo, że tam skala wsparcia, też jest bardzo duża” – mówi Bujak. Polska nie uniknie więc recesji, ale może pozostać „kryzysowym mistrzem Europy”.

Drugim czynnikiem ochraniającym Polskę przed kryzysem jest dywersyfikacja gospodarki oraz jej obecna struktura. „Chodzi o mały udział turystyki w PKB, najmniejszy spośród wszystkich krajów UE, a jednocześnie duży udział sektorów, które w tym kryzysie radzą sobie relatywnie dobrze, choćby nowoczesne usługi informatyczne czy centra usług” – wylicza Bujak. Również sektor rolno-spożywczy i budownictwo nie powinny w tym roku mieć większych kłopotów.

Jako trzeci czynnik, ekspert podaje dobrą sytuację epidemiczną. „Polska dosyć szybko wprowadziła ograniczenia po pierwszym zakażeniu, ale sam wirus pojawił się u nas relatywnie późno. Okres zamrożenia gospodarki był więc dość krótki. To także przekłada się na wyniki ekonomiczne” – dodaje Bujak. Z przedstawianych przez PKO BP prognoz wynika, że spadek PKB w Polsce będzie najniższy spośród krajów Unii Europejskiej.

Sytuację wielu polskich firm ratuje fakt, że są w małym stopniu uzależnione od popytu zewnętrznego, od eksportu, jak to ma miejsce w przypadku mniejszych gospodarek w naszym regionie, więc i w tym obszarze można będzie szybciej wrócić do stanu sprzed pandemii koronawirusa.

Prognozy na dwa kolejne kwartały 2020 roku są ostrożnie optymistyczne. „Mogą być jeszcze na minusie, jeśli chodzi o dynamikę PKB, ale już w 2021 roku powinniśmy zobaczyć wyraźne odbicie gospodarcze i wzrost PKB przekraczający 4 proc.” – powiedział Bujak. Również jeśli chodzi o prognozowane bezrobocie w Polsce powinno być relatywnie niskie i wynieść ok. 6 proc. na koniec roku. Uplasuje to nasz kraj wśród gospodarczych liderów Europy. Podobne bezrobocie ma być w Austrii i Holandii, a mniejsze, w okolicach 4-5 proc. w Niemczech i Czechach.

Największym zagrożeniem dla ożywienia polskiej gospodarki jest nawrót pandemii jesienią czy zimą. Sytuacja epidemiczna pozostaje najważniejszym czynnikiem ryzyka dla rozwoju sytuacji gospodarczej.

Źródło informacji: Centrum Prasowe PAP

Nawet 97% spółek w Polsce skorzysta na tzw. estońskim CIT

Premier Mateusz Morawiecki zaprezentował ostateczną wersję projektu o możliwości rozliczania podatku CIT w wersji estońskiej. Ekspert z firmy inFakt wskazuje, jakie warunki musi spełnić firma, aby mogła skorzystać z tego rozwiązania.

Estoński CIT polega na przesuwaniu obowiązku podatkowego tak długo, aż wspólnicy wypłacą sobie wynagrodzenie w postaci dywidendy. Oznacza to, że pieniądze spółki pozostaną w firmie i nie będzie musiała płacić ona podatku CIT pomimo osiągniętych zysków. Przepis będzie dotyczył przedsiębiorstw, które notują obroty w wysokości nieprzekraczającej 50 mln złotych rocznie, czyli aż 97% spółek w Polsce.

Jak zapowiada rząd, program ma wejść w życie 1 stycznia 2021 roku i będzie można z niego korzystać przez 4 lata z możliwością przedłużenia o kolejne 4 lata. – Z pewnością jest to dobre rozwiązanie. Dzięki temu, że pieniądze pozostaną w firmach, zwiększy się ich płynność finansowa i pojawi się szansa na nowe inwestycje. Należy jednak mieć na uwadze, że wraz z wypłatą dywidendy nastąpi obowiązek zapłaty podatku – wskazuje Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt.

Rozwiązanie to jest przeznaczone dla mikro i małych firm. – Warunkiem jest opłacanie przez nie podatku CIT oraz spełnianie określonych wymagań: zatrudnianie minimum trzech pracowników, a wspólnikami mogą być jedynie osoby fizyczne. Zmiana skierowana jest więc tylko dla określonych spółek, a to ogranicza grono podatników, którzy mógłby z niej skorzystać – mówi Piotr Juszczyk. –  Z estońskiego CIT nie będą mogli skorzystać płatnicy PIT prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą czy też spółki osobowe. Warto też pamiętać, że wybranie tej metody rozliczania podatku będzie dobrowolne – wyjaśnia ekspert inFakt.

RPP chciałaby słabszego złotego, ale już niekoniecznie chce tego Ministerstwo Finansów

Rada Polityki Pieniężnej chciałaby słabszego złotego, ale już niekoniecznie chce tego Ministerstwo Finansów. Kurs złotego osłabił się. Czy to może być trwała tendencja na wiele miesięcy?

RPP w komunikacie po ostatnim posiedzeniu wyraziła swoją preferencję dla słabszego złotego, co odbiło się na notowaniach, ale jednocześnie wywołało na rynku pewne zdziwienie.

Zdziwienie wynika raczej z tego, że temat został w ogóle poruszony, gdyż Rada dość dawno nie odnosiła się tak bezpośrednio do kursu.

– Ja ten komunikat odbieram wprost, że RPP chciałaby mieć słabszego złotego i rynki finansowe też tak to widzą, reagując osłabieniem polskiej waluty, dlatego ostatnio złoty radzi sobie gorzej niż inne waluty rynków wschodzących – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Nawet gdyby globalny optymizm inwestorów utrzymał się, to ten marsz w kierunku 4,30 zł za euro i poniżej 4,00 zł za franka szwajcarskiego będzie teraz spowolniony.

Sam fakt, iż bank centralny chciałby w obecnych okolicznościach widzieć słabszego złotego nie jest jednak zaskakujący. Choć inflacja jest dziś dość wysoka, w kolejnych miesiącach będzie spadać, a Radzie kończą się narzędzia oddziaływania. Słabszy złoty ograniczyłby zatem ten efekt dezinflacyjny.

Tymczasem minister finansów powiedział, że złoty powinien być mocniejszy. Jego preferencja również nie dziwi – mocniejszy złoty to niższa wartość długu zagranicznego w walucie krajowej, a zatem niższa relacja długu do PKB. Prawda jest jednak taka, że żadna strona nie jest w stanie skutecznie kontrolować kursu na dłuższą metę.

Oczywiście interwencje słowne mają, szczególnie na początkowym etapie pewien wpływ. RPP może też poprzez silne luzowanie polityki pieniężnej mieć większy i bardziej trwały wpływ.

O ile na początku czerwca za euro płaciliśmy 4,39 zł, to po komentarzu z komunikatu RPP złoty potaniał 6 groszy. Czy jednak był to wpływ tego co napisała RPP?

– Kurs złotego zależy od szeregu czynników, szczególnie od przepływów globalnego kapitału. Złoty traci, gdy na świecie pojawia się awersja do ryzyka, a na światowych rynkach jak na razie utrzymuje się optymizm, co sprzyja złotemu – wyjaśnia ekspert XTB. – Jednak na światowych rynkach może dojść do przesilenia i to byłoby dla złotego największym zagrożeniem.

Przejęcie roku w branży gier komputerowych sfinalizowane. Połączenie spółek Setanta oraz All in! Games

Połączenie spółek Setanta oraz All in! Games zostało oficjalnie zakończone poprzez powołanie nowego Zarządu. Spółka notowana na Głównym Rynku GPW nosi nazwę All in! Games S.A. i jej celem jest umocnienie pozycji kluczowego polskiego wydawcy, współpracującego z utalentowanymi studiami w kraju i za granicą.

Połączenie jest efektem uchwał podjętych przez obie spółki w styczniu bieżącego roku. Zgodnie z nimi majątek All in! Games sp. z o.o. został przeniesiony do spółki w zamian za akcje wydane przez Setantę. Kapitalizacja wydawnictwa All in! Games wyniosła na dzień 18 czerwca 2020 roku, 616 980 780 zł.

Spółka Setanta koncentrowała się wcześniej na projektach globalnych, lokalnych i nieruchomościach. Na Głównym Rynku GPW debiutowała w 2017 roku, przechodząc z rynku NewConnect, na którym była notowana od stycznia 2013 r. Od teraz spółka będzie funkcjonować pod nazwą All in! Games S.A. (na GPW jeszcze figuruje jako Setanta), a jej działalność będzie dotyczyć wydawania i produkcji gier.

To dla nas bardzo ważny krok, zamykający proces pozyskiwania funduszy od inwestorów, a zarazem spełnienie złożonej im obietnicy szybkiego przekształcenia naszego startupu w spółkę notowaną na głównym parkiecie GPW. Teraz, po zamknięciu tego procesu będziemy mogli w 100% skupić się na naszej działalności operacyjnej, co na pewno przełoży się na zadowolenie naszych akcjonariuszy. -Piotr Żygadło, CEO w All in! Games S.A.

Podczas piątkowego spotkania Rady Nadzorczej doszło do powołania nowego Zarządu, co było ostatnim krokiem w procesie fuzji. Zasiadają w nim Piotr Żygadło (Prezes Zarządu), Maciej Łaś (Wiceprezes Zarządu) oraz Łukasz Górski (Wiceprezes Zarządu).

2020 rokiem All in! Games

2020 rok jest dla All in! Games niezwykle pracowity. Taktyczna gra turowa Fort Triumph od studia CookieByte Entertainment dostępna jest w pełnej wersji po bardzo owocnym Wczesnym Dostępie na platformie Steam, gdzie otrzymała ponad 80% pozytywnych recenzji, a zaplanowane jest również wydanie gry na konsole. W późniejszym terminie na rynku pojawi sięm.in. głośny Ghostrunner (One More Level), który szybko zdobył zainteresowaniegraczy i mediów.

Bardzo ważną premierą będzie również Paradise Lost (PolyAmorous), gra narracyjna rozgrywająca się w alternatywnej rzeczywistości, w świecie spustoszonym wojną. Portfolio wydawcy jest bardzo zróżnicowane i można tam znaleźć również inspirowane wyobraźnią Franza Kafki Metamorphosis (Ovid Works) czy tworzone we współpracy z legendą gier RPG Chrisem Avellone’em, Alaloth – Champions of The Four Kingdoms (Gamera Interactive), a także mroczne science-fantasy Arboria (Dreamplant).

Plany są ambitne, a tempo prac intensywne. Pandemia koronawirusa nie ułatwia nam działalności, ale sprawne i szybkie przejście na pracę zdalną pozwoliło nam nie zmieniać terminów najważniejszych premier i kolejnych dat oddania gotowych materiałów przez producentów. -Tomasz Majewski, Dyrektor ds. strategii w All in! Games S.A.

RPP niezadowolona z mocniejszego złotego

Na czerwcowym posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej, zgodnie z założeniami, pozostawiła stopy procentowe bez zmian (referencyjna stopa procentowa wynosi 0,1%, depozytowa 0%), podobnie jak program zakupu skarbowych papierów wartościowych oraz dłużnych papierów wartościowych gwarantowanych przez Skarb Państwa.

Rada postanowiła utrzymać stopy procentowe NBP na niezmienionym poziomie:

  • stopa referencyjna 0,10% w skali rocznej;
  • stopa lombardowa 0,50% w skali rocznej;
  • stopa depozytowa 0,00% w skali rocznej;
  • stopa redyskonta weksli 0,11% w skali rocznej;
  • stopa dyskontowa weksli 0,12% w skali rocznej;

Jednocześnie jednak RPP ustosunkowała się do silnego obecnie złotego oświadczając, że brak wyraźnego dostosowania kursu złotówki do sytuacji na rynkach walutowych wywołanej przez pandemię może ograniczać tempo ożywienia gospodarczego w Polsce. Trudno ocenić, czy Rada Polityki Pieniężnej rzeczywiście interweniowałaby w celu osłabienia złotego, jeśli doszłoby do jego dłuższego umocnienia na poziomie 4,40 PLN/EUR. Nie można jednak tego wykluczyć. Więcej na ten temat dowiemy się na posiedzeniu w dniach 7-8 lipca, na którym zostanie również zaprezentowana nowa prognoza makroekonomiczna.

Wg statystyk makroekonomicznych inflacja konsumencka spadła w maju o 0,2% m/m i spowolniła do 2,9% r/r. Nieco inny obraz przedstawia inflacja bazowa po wyłączeniu cen żywności i energii, która wyniosła 3,8% r/r w maju. Biorąc pod uwagę gwałtowny spadek PKB oraz rozwój sytuacji na rynku pracy, presja inflacji będzie coraz mniejsza w następnych miesiącach.

Na parze walutowej złotówki i euro utrzymał się trend kursu na poziomie ok. 4,41-4,47 PLN/EUR. W stosunku do dolara amerykańskiego od początku czerwca kurs oscyluje w paśmie 3,90 – do niecałych 4,00 PLN/USD.

AKCENTA CZ a.s.

Zmiana w zarządzie spółki Volkswagen Poznań

Z dniem 1 lipca Dietmar Mnich, dyrektor zakładu w Poznaniu obejmie dodatkowo funkcję prezesa zarządu spółki. Zastąpi na tym stanowisku Jensa Ocksena, który po 35 latach pracy w koncernie Volkswagen oraz blisko 10 latach pracy w Poznaniu przechodzi na emeryturę.

Dietmar Mnich
Dietmar Mnich

„Dziękuję Jensowi Ocksenowi za lata wspólnej pracy w Volkswagen Samochody Dostawcze – ale przede wszystkim za ponad trzydzieści lat ogromnego zaangażowania w koncernie Volkswagen“, powiedział Thomas Sedran, prezes marki Volkswagen Samochody Dostawcze. „Jego mistrzowskim wyczynem była budowa od zera zakładu Craftera we Wrześni. Jak dobrą opinię mają polskie zakłady, dowodzi fakt, że pierwszym autem we współpracy z Fordem będzie Cityvan z Poznania. Jens Ocksen zostawia swoje wspaniałe ślady w przedsiębiorstwie i w Polsce.“

Jens Ocksen (60 l) dotychczasowy prezes zarządu Volkswagen Poznań Sp. z o.o. oraz członek kierownictwa marki Volkswagen Samochody Dostawcze jest od 2006 roku związany z miastem Poznań. Jako prezes zarządu Volkswagen Poznań wspierał aktywnie inicjatywy lokalne w szczególności w takich obszarach jak edukacja techniczna, bezpieczeństwo w ruchu drogowym czy działalność prośrodowiskowa. Jest członkiem Rady Mentorów Urzędu Miasta Poznania. W 2017 roku Marszałek Województwa Wielkopolskiego wyróżnił Jensa Ocksena jako pierwszego obcokrajowca Nagrodą im. Ryszarda Kapuścińskiego za czynienie dobra. W 2018 roku Jens Ocksen uzyskał tytuł Doktora Honoris Causa Politechniki Poznańskiej.

„Przyjeżdżając do Poznania w 2006 roku nie myślałem, że zwiążę się z tym miastem oraz moim Volkswagenem Poznań na tak długo” – tak Jens Ocksen komentuje pracę w VW i pobyt w Polsce. „To był niesamowity czas w moim życiu zawodowym, pełen wyzwań, z największym z nich na czele – budową fabryki we Wrześni i uruchomieniem produkcji Craftera. To był najważniejszy i najtrudniejszy projekt zawodowy w moim życiu i cieszę się, że miałem okazję zrealizować go tutaj, z najlepszą Załogą, jaką mogłem sobie wyobrazić. Dziękuję moim Pracownikom za niesamowity czas spędzony wspólnie w Poznaniu i we Wrześni, za pracę nad kulturą i strategią naszego przedsiębiorstwa oraz za wszystkie mniejsze i większe sukcesy, które mogliśmy razem świętować. Dziękuję również moim partnerom biznesowym i przedstawicielom władz samorządowych za otwartość, gotowość do rozmów i zrozumienie. Polska, a szczególnie Wielkopolska będzie zawsze zajmowała ważne miejsce w moim sercu.”

Dietmar Mnich (57 l) jest dyplomowanym inżynierem (kierunek technologia produkcji). Zawodowo jest związany od ponad 30 lat z koncernem Volkswagen. Swoją karierę w VW rozpoczął w 1990 roku w dziale techniki zakładowej i inżynierii mechanicznej. Od tego czasu pełnił różne funkcje w zakładach koncernu, m.in. funkcję dyrektora zakładu Volkswagen Aktiengesellschaft w Pacheco w Argentynie, a także dyrektora zakładu w Hanowerze, w Niemczech. W 2014 roku objął stanowisko dyrektora zakładu w Poznaniu.

Branża motoryzacyjna apeluje o wdrożenie programów, które zwiększą popyt na nowe samochody

Konfederacja Lewiatan oraz Związek Pracodawców Motoryzacji i Artykułów Przemysłowych w liście do premiera Mateusza Morawieckiego apelują o wsparcie branży motoryzacyjnej na poziomie unijnym oraz wdrożenie w Polsce programów zwiększających popyt na nowe samochody.

Przedsiębiorcy wskazują na wyjątkowo poważną sytuację w sektorze motoryzacji. Wszyscy producenci pojazdów w Polsce musieli zamknąć swoje zakłady na kilka, a nawet kilkanaście tygodni. Kwietniowa produkcja sprzedana sektora motoryzacyjnego zmniejszyła się w Polsce o 78%. Straty w łańcuchu wartości przemysłu motoryzacyjnego są nie do odrobienia w 2020 roku. Ze względu na reżim sanitarny i obniżony popyt, ponownie otwarte zakłady pracują znacznie poniżej zdolności produkcyjnych.

Koronakryzys dotknął nie tylko producentów pojazdów, ale też sektor producentów części i komponentów do ich produkcji. Branża dostawców oczekuje w tym roku spadku przychodów o minimum 20%. Kryzysu nie uniknęli też sprzedawcy samochodów oraz firmy świadczące usługi serwisowe i naprawcze pojazdów. Cierpią również banki, firmy leasingowe i ubezpieczeniowe. W kwietniu 2020 roku liczba rejestracji nowych samochodów osobowych i dostawczych w Polsce spadła o 66%. W sposób nieunikniony ucierpi na tym budżet. Wpływy z podatków i VAT z sektora motoryzacyjnego w Polsce to około 11 miliardów złotych rocznie.

– Zwracamy się do premiera z postulatem pilnego wsparcia politycznego dla działań, które pomogą ratować sektor motoryzacji. W szczególności prosimy o wsparcie na poziomie Unii Europejskiej oraz wdrożenie w Polsce programów wspierających popyt na nowe pojazdy – mówi Paweł Wideł, prezes zarządu Związku Pracodawców Motoryzacji i Artykułów Przemysłowych.

Takie działanie będzie pozytywnym impulsem dla całej gospodarki. Przyspieszy bowiem odmładzanie parku pojazdów na polskich drogach oraz zmniejszy emisję dwutlenku węgla i innych szkodliwych substancji oraz pozytywnie wpłynie na stan bezpieczeństwa na drogach. Sektorowi motoryzacji pozwoli utrzymać zatrudnienie wykwalifikowanych pracowników i dobrze płatne miejsca pracy.

Od 1 stycznia 2021 roku wszystkie nowo rejestrowane samochody osobowe i dostawcze będą musiały spełniać wymogi norm emisji Euro 6d ISC-FCM. Tymczasem, ze względu na koronakryzys, służby techniczne i organy udzielające homologacji tego typu nie działały lub działały w bardzo ograniczonym stopniu. Producenci pojazdów nie byli więc w stanie wykonać koniecznych działań (m.in. badania i rozwój, badania silników i pojazdów, badania drogowe). Na to wszystko nałożyło się załamanie popytu i niemożność sprzedania wyprodukowanych już pojazdów. Stąd też producenci samochodów w Polsce prawdopodobnie nie będą w stanie dotrzymać niektórych terminów określonych w przepisach. Pracodawcy proponują więc odroczenie terminu wejścia w życie tych regulacji o 6 miesięcy oraz możliwość dalszej sprzedaży i rejestracji pojazdów niespełniających wyżej wymienionych norm.

– Wierzymy, że Komisja Europejska wesprze sektor motoryzacji w ramach planowanych inicjatyw, jeżeli rządy Polski i innych krajów, zwrócą się z taką prośbą – dodaje Paweł Wideł.

Stopy procentowe w Wielkiej Brytanii bez zmian. Bank Anglii zwiększa program QE

Czwartkowa decyzja Banku Anglii o zwiększeniu (a właściwie – wydłużeniu) programu luzowania ilościowego była w znacznej mierze zgodna z oczekiwaniami rynku. Nie oznacza to jednak, że czerwcowe posiedzenie nie wniosło wiele. Wręcz przeciwnie – poznaliśmy dość sporo istotnych informacji.

Stopy procentowe w Wielkiej Brytanii nie uległy zmianie – stopa referencyjna BoE nadal pozostaje na rekordowo niskim poziomie 0,1%. Decydenci ogłosili jednak rozszerzenie programu QE, co w zamierzeniu ma przeciwdziałać wzrostowi rentowności obligacji i zapewnić uczestnikom życia gospodarczego dostęp do taniego finansowania. Program, który został rozszerzony o 200 mld funtów w marcu, w czerwcu zwiększono o dodatkowe 100 mld funtów, w konsekwencji czego jego docelowa kwota wzrosła do 745 mld funtów. Zwiększenia skupu aktywów na tę kwotę spodziewaliśmy się zarówno my, jak i rynek. Za modyfikacją programu opowiedzieli się wszyscy członkowie komitetu decyzyjnego (ang. Monetary Policy Committee – MPC) poza Andrew Haldanem, głównym ekonomistą BoE.

Retorykę banku centralnego towarzyszącą decyzji można określić jako lekko jastrzębią. W komunikacie po spotkaniu zwrócono wprawdzie uwagę, że ryzyka dla globalnej gospodarki utrzymują się, jak też, że występuje ryzyko większego i bardziej trwałego wzrostu stopy bezrobocia w Wielkiej Brytanii. Z drugiej strony wskazano jednak, że skala spadku PKB Wielkiej Brytanii w II kw. prawdopodobnie nie będzie tak duża, jak oczekiwano w maju. Ponadto decydenci stwierdzili, że obserwują pierwsze oznaki wzrostu wydatków konsumenckich w związku z ostatnim poluzowaniem koronawirusowych restrykcji.

Zasugerowano, że tempo skupu aktywów w ramach rozszerzonego wczoraj programu spadnie w porównaniu z tym, jakie obserwowaliśmy od marca, kiedy BoE ogłosił zwiększenie QE o 200 mld funtów (Wykres 1). Naszym zdaniem oznacza to, że Bank Anglii będzie mógł kontynuować skup obligacji skarbowych co najmniej do wrześniowego czy nawet listopadowego spotkania. Warto dodać, że skup obligacji w ramach czerwcowego rozszerzenia programu o 100 mld funtów obejmować będzie wyłącznie obligacje skarbowe (tzw. Gilts), nie obejmując jednocześnie swoim zasięgiem obligacji korporacyjnych.

Wykres 1: Wartość obligacji skarbowych skupionych przez Bank Anglii w ramach programu skupu aktywów (2011 – 2020)

Wartość obligacji skarbowych skupionych przez Bank Anglii w ramach programu skupu aktywów
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 18/06/2020

Zgodnie z komunikatem Banku Anglii po spotkaniu, MPC oczekuje, że górny pułap programu luzowania ilościowego powinien zostać osiągnięty „w okolicy przełomu roku”. Szacujemy, że tempo skupu obligacji rządowych spadnie z obecnych ok. 13,5 mld do ok. 5 mld funtów tygodniowo, aczkolwiek podkreślamy, że decydenci będą mieli możliwość dostosowania tempa zakupów stosownie do potrzeb.

Sądzimy, że w dalszej części roku decydenci dokonają ponownego przeglądu sytuacji w brytyjskiej gospodarce i stwierdzą, czy kolejne rozszerzenie programu QE powyżej wyznaczonego poziomu 745 mld funtów jest niezbędne.  Zgodnie z wczorajszym komunikatem, kwestia ta pozostaje otwarta – decydenci „pozostają w gotowości do podjęcia dalszych działań niezbędnych do wsparcia gospodarki”.

Naszym zdaniem, za czwartkowymi zmianami kursu funta w znacznym stopniu stoi informacja o istotnym obniżeniu tempa skupu aktywów przez BoE. Po krótkotrwałej aprecjacji, waluta w bardzo krótkim czasie oddała wcześniejsze zyski po czym doświadczyła agresywnej wyprzedaży w stosunku do głównych walut, jak i polskiego złotego). Kurs GBP/PLN na przestrzeni całego dnia obniżył się o ok. 1%, schodząc z okolic 4,98 do 4,93 (Wykres 2).

Wykres 2: Kurs GBP/PLN (17/06/20 – 19/06/2020)

Kurs GBP
Źródło: Refinitiv Data: 19/06/2020

Decydenci wskazują gotowość wspierania gospodarki, wydaje się jednak, że są ostrożni w kontekście możliwego wprowadzenia ujemnych stóp procentowych w celu walki z kryzysem. O ile w komunikacie po spotkaniu decyzyjnym nie wspomniano o ujemnych stopach, o tyle prezes BoE, Andrew Bailey stwierdził później, że decyzja w kontekście obniżenia stóp poniżej zera „nie jest w żadnym sensie nieuchronna”. Bank zdaje się ostrożnie oceniać potencjalny wpływ ujemnych stóp procentowych na brytyjską gospodarkę przed podjęciem decyzji, czy powzięcie tego typu kroku byłoby odpowiednie.

Brak chęci do dalszego obniżania stóp procentowych, naszym zdaniem, jest pozytywną informacją dla funta, stąd też znaczna skala wyprzedaży brytyjskiej waluty, jaką obserwowaliśmy wczoraj, jest dość zaskakująca.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Przełomowy wyrok – po interwencji Rzecznika MŚP WSA w Olsztynie uchylił decyzję w sprawie odmowy zwrotu nadpłaty w podatku akcyzowym od piwa smakowego

Po skutecznej interwencji Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców Wojewódzki Sąd Administracyjny w Olsztynie uchylił decyzję w sprawie odmowy zwrotu nadpłaty w podatku akcyzowym od piwa smakowego 

Do Biura Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców zgłosił się przedsiębiorca będący producentem piwa, z wnioskiem o podjęcie interwencji w postępowaniu przed wojewódzkim sądem administracyjnym ze skargi na decyzję odmawiającą mu zwrotu nadpłaty w podatku akcyzowym od piwa smakowego.

W sprawie nie było sporne, że podatek akcyzowy został przez spółkę nadpłacony. Jednak mimo to, zdaniem organów, okoliczność uiszczenia przez spółkę podatku akcyzowego w wysokości wyższej niż należna nie stanowiła nadpłaty w rozumieniu art. 72 § 1 pkt 1 O.p. Organy wskazały, że w świetle uchwały pełnej Izby Gospodarczej sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 22 czerwca 2011 r., I GPS 1/11 (dalej uchwała I GPS 1/11) dla stwierdzenia nadpłaty w podatku akcyzowym, konieczne było spełnienie dodatkowego warunku w postaci zubożenia podatnika. Zdaniem organów, teza uchwały miała zastosowanie w analizowanej sprawie,  a wynikająca z niej przesłanka zubożenia spółki nie została spełniona.

Zdaniem Rzecznika, organy nie powinny opierać swojego stanowiska w postępowaniach dotyczących nadpłaty w podatku akcyzowym od piwa smakowego na tezie uchwały I GPS 1/11. Dotyczyła ona wyrobu akcyzowego jakim jest energia elektryczna. Różnice jakie zachodzą między wyrobami akcyzowymi, to jest  energią elektryczną i piwem smakowym prowadzą do wniosku, iż błędne jest ocenianie ich w drodze analogii. Do różnic tych należą w szczególności sposób kształtowania ceny, a także zagadnienie popytu i podaży.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w wyniku rozpoznania skargi spółki uchylił zaskarżoną decyzję i podzielił w całości stanowisko Rzecznika. W ustnych motywach uzasadnienia Sąd podniósł między innymi, że teza uchwały I GPS 1/11 nie ma zastosowania w stanie faktycznym, w którym wniosek o stwierdzenie nadpłaty dotyczy podatku akcyzowego od piwa smakowego (wyrok WSA w Olsztynie z dnia 18 czerwca 2020r., I SA/OL 18/20).

– Wyrok ten należy określić przełomowym. Rozstrzygnięcie w nim zawarte eliminuje niezgodny z prawem stan, w którym przedsiębiorca, który zapłacił podatek w zawyżonej wysokości nie mógł otrzymać jego zwrotu. Należy wyrazić oczekiwanie, że stanowisko przedstawione w tym orzeczeniu podzielą też inne sądy administracyjne – komentuje Jacek Cieplak, Zastępca Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców.

Cykl webinarów: Nestor i sukcesor – dlaczego warto rozpocząć proces sukcesji i jak się do niego przygotować?

Czas pandemii w wielu firmach rodzinnych i partnerskich przyspieszył potrzebę zmian w modelu biznesowym oraz domknięcia procesów sukcesji. W tych zmianach  ważną rolę mają do odegrania zarówno nestorzy oraz sukcesorzy. Określenie i sformalizowanie przez sukcesorów swojej przyszłości w wymiarze rodzinnym i zawodowym w ramach firmy nabiera większego znaczenia. Dlatego Santander Bank Polska we współpracy z Grant Thornton przygotował specjalną edycję webinarów dedykowanych specyfice zarządzania firmami rodzinnymi.

Jak wynika z badań, tylko co czwarta firma rodzinna przygotowuje się do przeprowadzenia procesu sukcesji[1]. To mało, biorąc pod uwagę, że tego typu przedsiębiorstwa w Europie stanowią dwie trzecie wszystkich firm, wypracowują ok. 50% PKB i zapewniają 40-50% miejsc pracy[2]. Zwłaszcza teraz, w dynamicznie zmieniających się okolicznościach, których konsekwencje, w tym dynamicznie rosnący poziom bezrobocia już obserwujemy, to ważne, by nestorzy i potencjalni sukcesorzy wiedzieli jak zapewnić firmie rodzinnej stabilność na lata oraz jak przygotować się do przekazania zarządzania firmą kolejnemu pokoleniu.

Dwuczęściowy cykl webinarów „Potencjał firmy rodzinnej w nowej rzeczywistości” został podzielony tak, by rozdzielić najważniejsze zagadnienia istotne z punktu widzenia nestrów i sukcesorów. Webinary są bezpłatne i dostępne dla wszystkich, nie tylko klientów banku.

– W czasie wychodzenia z kryzysu w okresie post pandemii firmy rodzinne będą mogły wykorzystać swoje szczególne cechy. Mogą czerpać z doświadczenia i wiedzy nestorów oraz wykorzystać kompetencje i otwartość na nowe trendy sukcesorów. Dlatego też przygotowaliśmy webinary dla obu pokoleń – komentuje Małgorzata Nesterowicz, dyrektor ds. sektora usług i firm rodzinnych w Santander Bank Polska.

Szczegółowy harmonogram oraz informacje o zapisach:

  • Wykorzystaj potencjał firmy rodzinnej w nowej rzeczywistości. Webinar dla nestorów.

Termin: 23 czerwca br. godz. 10:00 – 11:00

Bezpłatna rejestracja na webinar: https://grantthornton.pl/bezplatne-warsztaty-online-dla-nestorow-wykorzystaj-potencjal-firmy-rodzinnej-w-nowej-rzeczywistosci/

Celem webinaru jest omówienie, jak zmieniające się trendy mogą wpłynąć na firmę i jak wykorzystać je do rozwoju. Jakie są niezbędne zmiany kierunków działania firmy, aby dostosować się do post pandemicznej rzeczywistości? Jak włączyć sukcesorów w proces zarządzania i sprawdzić ich predyspozycje do pełnienia ról w biznesie rodzinnym w nowej rzeczywistości?

  • Rozwijaj potencjał firmy rodzinnej w nowej rzeczywistości. Webinar dla sukcesorów

Termin: 25 czerwca br. Godz. 10:00 – 11:00

Bezpłatna rejestracja na webinar: https://grantthornton.pl/bezplatny-warsztat-online-dla-sukcesorow-zaplanuj-sukces-rozwijaj-potencjal-firmy-rodzinnej-w-nowej-rzeczywistosci/

Celem webinaru jest omówienie, jak włączyć się w proces zarządzania i najlepiej wykorzystać swoje talenty i kompetencje? Jak ukształtować czy ułożyć współpracę z nestorami, aby jak najlepiej wykorzystać synergię międzypokoleniową? Jak zrobić pierwszy krok w procesie sukcesji i dlaczego warto?

Webinar poprowadzą: Małgorzata Kuik, Partner, Doradztwo Biznesowe, Grant Thornton, Maja Jabłońska, Menedżer, Radca Prawny w kancelarii prawnej Grant Thornton oraz Małgorzata Nesterowicz, dyrektor ds. sektora usług i firm rodzinnych, Bankowość Biznesowa i Korporacyjna, Santander Bank Polska.

Wydarzenie jest bezpłatne i dostępne dla wszystkich chętnych.

[1] Raport Deloitte: „Firmy prywatne – wyzwania i możliwości”, 2020.

[2] Dane Europejskiej Organizacji Firm Rodzinnych, 2019.

Grant z NCBR w wysokości 13,3 mln zł na hybrydowe ortezy ortopedyczne 3D dla dzieci

Indywidualnie dopasowane, wytrzymałe, lekkie, kolorowe, niedrogie, a co najważniejsze – gotowe w kilka dni. Innowacyjne ortezy, do których wytwarzania zostaną wykorzystane najnowocześniejsze rozwiązania techniczne, będą służyć dzieciom z nabytymi oraz wrodzonymi niepełnosprawnościami kończyn górnych i dolnych w łatwiejszym poruszaniu się i aktywnym życiu. Z inicjatywy Centrum Druku z Krakowa pracę nad nimi podjął interdyscyplinarny zespół specjalistów.

Pierwsze prototypy mają być gotowe już za kilka miesięcy, choć na wdrożenie trzeba będzie poczekać dłużej. Projekt o wartości około 20,1 mln zł uzyskał pozytywną ocenę ekspertów w konkursie Narodowego Centrum Badań i Rozwoju „Szybka Ścieżka”. Stąd decyzja o jego dofinansowaniu kwotą ponad 13,3 mln zł z unijnego Programu Inteligentny Rozwój (POIR). Umowa została zawarta w kwietniu br.

– Właściwe zaopatrzenie ortopedyczne dzieci ma kapitalne znaczenie dla ich harmonijnego rozwoju i dla ich przyszłości. Wykorzystanie druku 3D daje szansę wyniesienia procesu produkcji ortez na całkiem nowy poziom. W tym przypadku lepsze parametry przekładają się na równe szanse, dlatego gorąco kibicujemy przedsiębiorcom i naukowcom, którzy z entuzjazmem zaangażowali się w ten projekt – mówi dr inż. Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

– Beneficjentem projektu realizowanego z udziałem Funduszy Europejskich jest dziś konkretne przedsiębiorstwo, które dostrzegło ważną, nie w pełni zaspokojoną potrzebę. To świetny przykład połączenia działań biznesowych i prodostępnościowych – wskazuje Małgorzata Jarosińska-Jedynak, minister funduszy i polityki regionalnej.

Tak, możemy pomóc

Centrum Druku jest firmą wykorzystującą nowoczesne technologie 3D w branży lotniczej, robotyce oraz medycynie, ale jeszcze do niedawna drukiem ortez się nie zajmowało. Ten pomysł zawdzięczamy małemu chłopcu.

– Zaczęło się od siedmioletniego Bartka, który od urodzenia zmaga się z chorobą powodującą znaczne ograniczenia ruchowe – relacjonuje Adam Stachura, pomysłodawca projektu ORTHEO3D. – Rodzice chłopca, którzy znają naszą działalność, spytali nas, czy nie moglibyśmy zacząć produkować ortez dla małych pacjentów. Opowiedzieli nam o swoich kłopotach, a my zdaliśmy sobie sprawę, że możemy pomóc.

I to nie tylko Bartkowi. – Według wykonanych przez nas analiz rynku oraz danych z Narodowego Funduszu Zdrowia, rocznie realizowanych jest ponad 100 tysięcy zleceń na ortezy ortopedyczne dla najmłodszych – wskazuje Rafał Świerczyński, szef projektu.

Potrzebuje ich zdecydowana większość dzieci z niepełnosprawnością ruchową, najczęściej do zakończenia procesu wzrostu kostnego. Jak wyjaśnia dr n. med. Małgorzata Szmurło, główny lekarz projektu, dotyczy to głównie pacjentów, których dysfunkcje układu ruchu wynikają ze schorzeń neurologicznych, w tym najczęściej występującego mózgowego porażenia dziecięcego. A także niedowładów kończyn w przebiegu zespołów genetycznych i nabytych uszkodzeń układu nerwowego, które powstały w konsekwencji wypadków komunikacyjnych czy udarów mózgu.

Drugą grupę stanowią dzieci z dysfunkcjami kończyn w przebiegu schorzeń ortopedycznych, takich jak wrodzone deformacje stóp, wady rozwojowe kończyn górnych, artrogrypoza – wylicza dr Szmurło.

Dziecięce ortezy są dziś dostępne na rynku, ale rodzice często narzekają na długi czas oczekiwania. Klasyczny proces wytwarzania ortez trwa od 6 do 8 tygodni. W przypadku małego pacjenta to zdecydowanie za długo – zauważa Adam Stachura. Podstawowe ryzyko wiąże się ze zmianami, które w tym czasie mogą zachodzić w kończynach chorego.

Gipsowe miary odchodzą do lamusa

Kiedy dziecko dostanie już ortezę, zdarza się, że nie chce jej nosić, bo jest niewygodna i ciężka, powoduje obtarcia, a ciało się pod nią poci. Także estetyka często pozostawia wiele do życzenia. Tymczasem samopoczucie pacjenta jest ważnym czynnikiem powodzenia procesu rehabilitacji.

Ortezy, które chce produkować Centrum Druku, mają powstawać szybko. Będą nie tylko ładne i kolorowe, przygotowane zgodnie z gustem pacjenta, ale też lżejsze i komfortowe.

– Przede wszystkim są ultralekkie, mają strukturę siatkową, która ogranicza potliwość i umożliwia skórze swobodne oddychanie również w czasie snu – relacjonuje Adam Stachura.

– Trzeba robić wszystko, by najmłodsi pacjenci dostawali jak najlepszy sprzęt medyczny, bo ich życie będzie wtedy po prostu lepsze – podkreśla Rafał Świerczyński.

Pierwszy etap to diagnoza stanu obecnego. Małgorzata Serafin, inżynier biomedyczny i główny ortotyk projektu, ocenia, że dotychczasowy system się nie sprawdza. Duży mankament to brak automatyzacji i skalowalności produkcji ortez, zarówno w Polsce jak i na świecie. – Mimo stosowania coraz nowocześniejszych materiałów i udoskonalania dotychczasowych metod, w świecie ortotyki cały czas króluje warsztatowa produkcja, gipsowe miary pacjenta. Nad wytworzeniem każdej z ortez trzeba spędzić godziny ciężkiej pracy – zwraca uwagę specjalistka.

Ortotycy woleliby mieć więcej czasu na przeprowadzenie dokładnego wywiadu wstępnego, zbadanie siły mięśniowej pacjenta, analizę chodu oraz ocenę potrzeb w przypadku każdego dziecka. Krótsza produkcja zaoszczędzi też czas lekarzy i fizjoterapeutów. A przede wszystkim dzieci i ich rodziców.

Ortezy w dwa dni

Czy nowe technologie to umożliwią? Na starcie projektu panuje optymizm.

Nasze hybrydowe ortezy 3D jesteśmy w stanie wyprodukować w ciągu dwóch, trzech dni – deklaruje Adam Stachura.

Jak to możliwe? Ominięty zostanie żmudny proces związany z wykonaniem miary gipsowej, a także korekcji odlewu i budowania ortezy na uzyskanym pozytywie gipsowym. – Zamiast tego skanujemy w technologii 3D tę część ciała, na którą pacjent potrzebuje ortezy. Pozwala to na bardzo wierne odtworzenie anatomii, wyeliminowanie obróbki końcowej ortezy, a także precyzyjne zamodelowanie jej kształtu, zwłaszcza gdy pojawiają się w nim elementy niestandardowe – tłumaczy.

Wszelkie decyzje w projekcie zapadają w wyniku dialogu branży medycznej z branżą technologiczną. Doktor Małgorzata Szmurło, lekarz rehabilitacji medycznej, zwraca uwagę, że obecnie nie ma określonych standardów jakościowych, jakie powinna spełniać orteza. Ani systemu kontroli jej efektywności. Dlatego uważam, że pomysł współpracy technologiczno-medycznej w ramach projektu badawczo-rozwojowego jest szansą na wprowadzenie zmian systemowych, których efektem będzie poprawa efektywności leczenia dzieci z niepełnosprawnością ruchową. Połączenie osób, które mają wieloletnie doświadczenie i kompleksową znajomość technologii druku 3D, ze starannie dobranym personelem z branży medycznej może skutkować prawdziwą rewolucją w dziedzinie ortotyki – przewiduje.

Gładkie i bezpieczne dla skóry

W jakiej technologii będą wykonane ortezy?

– To przełomowa technologia druku 3D, Multi Jet Fusion, opatentowana przez firmę HP. W dużym uproszczeniu, polega ona na spiekaniu proszków z tworzyw sztucznych (PA i TPU) przy użyciu lamp emitujących energię termiczną, oddziałującą powierzchniowo na pole robocze, oraz precyzyjnych głowic drukujących, nanoszących specjalne agenty, co łącznie umożliwia niezwykle precyzyjne tworzenie detali – wyjaśnia Rafał Świerczyński.

W zależności od modelu urządzenia, możliwe jest drukowanie jednokolorowych modeli 3D lub drukowanie w pełnej gamie kolorów. Do części zadań mają zostać użyte żywice fotopolimerowe. To materiał o wysokiej elastyczności, pozwalający na uzyskanie niezwykle gładkich powierzchni.

Adam Stachura ujawnia, że do druku zostaną wykorzystane proszki poliamidowe PA11 oraz PA12, które nadają wytrzymałość, niską wagę i są bezpieczne dla skóry dziecka. – Elastomery TPU, z których skorzystamy, nadadzą produktowi elastyczność w częściach, które będą tego wymagały zaznacza.

Biorąc pod uwagę dynamiczny rozwój technologii druku przestrzennego oraz przechodzenie przez kolejne fazy projektu, zespół nie wyklucza korzystania z innych materiałów oraz metod wytwarzania przyrostowego.

Zapytany, na czym polega przewaga projektowania wspomaganego komputerowo nad tradycyjnymi technologiami produkcyjnymi, wyjaśnia: – Pozwala na optymalizację kształtu ortezy, zmienną grubość ścianek, czyli zwiększoną sztywność lub elastyczność różnych obszarów. Nie ma też konieczności obróbki ostrych krawędzi ortez, które w tradycyjnej metodzie produkcji poddawane są konwencjonalnej obróbce mechanicznej.

W jego przekonaniu projektowanie z jednoczesną analizą sił (MES), którym będzie poddawana orteza podczas pracy, pozwala na wytworzenie całego elementu „z niespotykaną dotychczas w ortotyce dokładnością pomiarową”.

Kompleksowe rozwiązania

Druk 3D pozwala na znaczne ograniczenie wagi ortez. Poprzez zmniejszenie grubości ścianek i optymalizację kształtu zmieszczą się one w standardowym obuwiu. Mają wyglądać nowocześnie i stylowo.

Joanna Chitryniewicz-Rostek, fizjoterapeuta ORTHEO3D, jest przekonana, że lekkość i funkcjonalność produktu spowoduje, że samo zakładanie ortezy będzie się odbywać w mniej problematyczny sposób. Nie bez znaczenia jest tu wykorzystanie materiałów, które będą zapobiegać mechanicznym uszkodzeniom naskórka, co obecnie jest dosyć częstym problemem użytkowników.

Kolejny atut hybrydowych ortez 3D to proste modyfikowanie parametrów wraz ze wzrostem dziecka oraz zmieniającymi się potrzebami. W ten sposób aparat „rośnie” razem z pacjentem.

Celem zespołu projektowego jest nie tylko sam produkt. – Chcemy zapewnić kompleksowe rozwiązania. Procedurę medyczną, diagnostyczną i ścieżkę produkcyjną, realizowaną w jednolitym i spójnym środowisku. Jest to innowacyjne i unikalne – wskazuje Rafał Świerczyński.

Wypracowanie jednolitego procesu, który będzie pozwalał na szybkie i precyzyjne pobieranie danych pacjentów i przygotowanie indywidualnie dopasowanych ortez zgodnie z zaleceniami lekarza prowadzącego, nie byłoby możliwe bez połączenia wielu kompetencji. Stąd intensywna współpraca projektantów CAD i techników druku 3D z lekarzami, fizjoterapeutami i ortotykami.

A cena? Dobra wiadomość dla rodzin jest taka, że ortezy mają być przystępne cenowo.

– Największym sukcesem będzie, gdy nielubiana do tej pory orteza zacznie się kojarzyć dzieciom ze zwiększonymi możliwościami, łatwiejszym pokonywaniem kolejnych kroków – mówi Małgorzata Serafin.

Zespół czeka teraz ogromna praca koncepcyjna: zanim powstaną prototypy, konieczne jest zebranie danych od wielu pacjentów i zestawienie ich ze sobą.

– Samo pobranie skanów 3D u części pacjentów ze schorzeniami neurologicznymi będzie niezwykłym wyzwaniem, wymagającym precyzji, delikatności, a jednocześnie cierpliwości – zwraca uwagę Rafał Świerczyński.

Kolejny etap to testy i badania, aby uzyskać pewność, że produkt jest bezpieczny i w 100 proc. realizuje założenia medyczne. Cały projekt powinien się zakończyć nie później niż w 2023 roku.

Dlaczego „Szybka Ścieżka”

We wsparciu z Funduszy Europejskich w konkursie „Szybka Ścieżka” Narodowego Centrum Badań i Rozwoju zespół projektowy widzi szansę na skrócenie całego procesu. Dzięki temu pomysł się nie zestarzeje.

– Środki pozyskane w ramach projektu NCBR umożliwiają nam skupienie się na pracach badawczych i projektowych. Zabezpieczą udział wysokiej klasy specjalistów oraz pozwolą pozyskać najnowszej generacji sprzęt niezbędny do jego realizacji mówi Rafał Świerczyński. – To wszystko daje nam szansę na szybkie i sprawne prowadzenie prac i uzyskanie w ich efekcie w pełni funkcjonalnego wyrobu medycznego spełniającego nie tylko wymagania medycznie, ale także dającego szansę na lepszą, sprawną przyszłość dla naszych najmłodszych pacjentów. A na tym najbardziej nam zależy – akcentuje szef projektu ORTHEO3D.

Program „Szybka Ścieżka” jest realizowany w ramach Programu Innowacyjny Rozwój. Jego adresaci to przedsiębiorstwa, konsorcja przedsiębiorstw lub konsorcja przedsiębiorstw i jednostek naukowych. Mogą się one ubiegać o dofinansowanie realizacji projektu badawczo-rozwojowego, który obejmuje przynajmniej prace rozwojowe. Ich celem powinno być opracowanie nowych lub udoskonalenie już istniejących projektów lub usług.

Najbardziej popularnym konkursem „Szybkiej Ścieżki” jest ten, w którym nie określa się ograniczeń tematycznych. Składany w nim projekt musi się jedynie wpisywać w jedną z Krajowych Inteligentnych Specjalizacji. 22 czerwca zakończy się nabór wniosków o dofinansowanie innowacyjnych projektów w pierwszym takim konkursie ogłoszonym w tym roku, z alokacją 1,2 mld zł. Jednak już 1 lipca NCBR ogłosi kolejny konkurs „Szybka Ścieżka” dla przedsiębiorców oraz konsorcjów (także z udziałem jednostek naukowych) realizujących projekt poza województwem mazowieckim. Nabór wniosków zostanie uruchomiony 3 sierpnia i potrwa do 14 września br. 

Przedsiębiorcy wolą wziąć auto w leasing niż kupić je za gotówkę. Dowiedz się, dlaczego

Jak sfinansować auto? Jest to dylemat, przed którym staje niemal każdy przedsiębiorca, który zamierza nabyć nowy samochód do firmy. Zarówno gotówka, jak i leasing mają swoje mocne i słabe strony. Wybór formy finansowania powinien być podjęty świadomie, po dokładnym określeniu własnych potrzeb, preferencji i możliwości. Choć zakup za gotówkę jawi się jako najbezpieczniejsza i najwygodniejsza opcja, to przedsiębiorcy coraz częściej decydują się na wygodny i elastyczny leasing. Dlaczego?

Kupno samochodu za gotówkę? Tak, jeśli masz dość kapitału i nie zależy Ci na optymalizacji podatkowej

Zakup samochodu za gotówkę to najprostszy i zdecydowanie najszybszy sposób na sfinansowanie nowego samochodu do firmy. Wystarczy udać się do salonu i zrealizować transakcję. Dealer wystawi fakturę, która może być zaliczona na poczet jednorazowego odpisu amortyzacyjnego. Następnie nabywca musi zarejestrować auto i odebrać je z salonu w umówionym terminie.

Do zdecydowanych zalet kupna samochodu za gotówkę należy zaliczyć możliwość całkowitego ominięcia procedur i formalności, z którymi nabywca musiałby się mierzyć w przypadku zewnętrznego finansowania. Poza tym nabywca nie zaciąga zobowiązania, a nabyty samochód od razu staje się własnością kupującego. To z kolei może być zarówno zaletą, jak i wadą – zależnie od podejścia konsumenta.

Do wad zakupu nowego samochodu za gotówkę należy zaliczyć przede wszystkim konieczność jednorazowego wydania dużej sumy pieniędzy, co może znacząco nadszarpnąć domowy lub firmowy budżet, zachwiać płynnością finansową oraz narazić kupującego na ograniczenie zdolności inwestycyjnej. Poza tym nabywca nie będzie mógł wliczyć kwoty transakcji do kosztów uzyskania przychodów, co ograniczy skuteczność optymalizacji podatkowej.

Zakup za gotówkę to także konieczność ścisłego trzymania się zaplanowanej kwoty zakupu i budżetu. Często ogranicza to możliwość nabycia lepszego, nowszego czy lepiej wyposażonego modelu auta, a przez to sprawia, że nabywany samochód nie spełni całkowicie potrzeb i preferencji klienta.

Przedsiębiorcy wolą leasing

Leasing jest obecnie jedną z najczęściej wybieranych form zewnętrznego finansowania nowych samochodów. Pozwala on uzyskać możliwie największą optymalizację podatkową, znacząco zwiększa dostępność do droższych, lepiej wyposażonych modeli aut, a także ogranicza ryzyko utraty płynności finansowej.

Jakie marki aut najczęściej są finansowane? BMW, Audi, Skoda, Toyota, a nawet Alfa Romeo. Leasing zapewnia minimum formalności i procedur, dzięki czemu jest dostępny nawet dla nowych firm. Firmy leasingowe nie mają obowiązku sprawdzania zdolności kredytowej leasingobiorcy, a wszelkie formalności można załatwić całkowicie online i bez wychodzenia z domu.

Leasingowany samochód pozostaje własnością firmy leasingowej, dzięki czemu pod koniec trwania umowy leasingobiorca może zdecydować, czy chce wykupić samochód z umowy, czy zawiązać umowę na nowe auto. Poza tym leasing ogranicza koszty ponoszone przez leasingobiorcę związane z utratą wartości rezydualnej przez auto. Co więcej, wraz z leasingiem nabywca może uzyskać atrakcyjne pakiety ubezpieczenia czy obsługi serwisowej samochodu. Leasing po prostu się opłaca.

Zasady gromadzenia materiału dowodowego w sprawie podatkowej

„Organ podatkowy jest obowiązany zebrać i w sposób wyczerpujący rozpatrzyć cały materiał dowodowy”. Tak wynika z treści art. 187 § 1 ustawy Ordynacja podatkowa (Dz.U. 2019.900, tj. z dnia 14 maja 2019 r., zwanej dalej „Ordynacją podatkową”). W praktyce często jest jednak tak, że ta szalenie istotna dla sprawy podatkowej zasada nie jest przestrzegana przez organy podatkowe oraz celno-skarbowe podczas prowadzenia czy to kontroli podatkowej, kontroli celno-skarbowej, czy postępowania podatkowego. Nieprawidłowości w jej przestrzeganiu są przyczyną uchylenia co drugiej decyzji podatkowej.

Nakaz dążenia do odnalezienia prawdy obiektywnej (materialnej)

Organ podatkowy czy celno-skarbowy nie może prowadzić postępowania czy też kontroli, jednostronnie, tzn. nie może być to ukierunkowane na z góry założony cel, ani gromadzić tylko tych dowodów, które ten cel przybliżają.

Jak można przeczytać w uznanym komentarzu do artykułu 187 Ordynacji podatkowej, naczelną zasadą postępowania podatkowego jest zapisana w art. 122 tejże ustawy tzw. zasada prawdy obiektywnej. Została ona skonkretyzowana w art. 187 § 1 Ordynacji podatkowej, który nakłada na organ podatkowy obowiązek zebrania i w sposób wyczerpujący rozpatrzenia całego materiału dowodowego. Tym samym organ prowadzący sprawę podatkową jest obowiązany zebrać materiał dowodowy dotyczący wszystkich okoliczności, z którymi – na podstawie obowiązujących przepisów – wiążą się skutki prawne. Niezebranie (niedążenie do zebrania) kompletnego materiału dowodowego lub – w przypadku jego zebrania – nieodniesienie się (nierozważenie) do wszystkich dowodów narusza komentowany przepis w stopniu mogącym mieć istotny wpływ na wynik sprawy.

Ponadto nienależyte wyjaśnienie stanu faktycznego nie może być podstawą ustaleń negatywnych dla strony. Swoje twierdzenia organ powinien oprzeć na przekonującym materiale dowodowym, a niedające się usunąć wątpliwości powinny być rozstrzygane na korzyść podatnika – w myśl zasady in dubio pro tributario (vide także art. 10 i art. 11 ustawy Prawo przedsiębiorców).

Zgromadzenie pełnego materiału dowodowego

W jednym z orzeczeń wydanych jeszcze na podstawie kodeksu postępowania administracyjnego Naczelny Sąd Administracyjny stwierdził, że „zaniechanie przez organ administracji państwowej podjęcia czynności procesowych zmierzających do zebrania pełnego materiału dowodowego, zwłaszcza gdy strona powołuje się na określone i ważne dla niej okoliczności, jest uchybieniem przepisom postępowania skutkującym wadliwością decyzji. Obowiązek zgromadzenia i wszechstronnego zbadania materiału dowodowego istnieje także wtedy, gdy organ ma uprawnienia do wydawania decyzji o charakterze uznaniowym” (wyrok NSA w Warszawie z dnia 19 marca 1981 r., SA 234/81, ONSA 1981, nr 1, poz. 23).

W orzeczeniu aktualnym już na gruncie Ordynacji podatkowej Naczelny Sąd Administracyjny zawarł tezę, w myśl której „organ podatkowy ze względu na realizację zasady prawdy obiektywnej powinien podjąć wszelkie niezbędne działania w celu dokładnego wyjaśnienia stanu faktycznego oraz jest zobowiązany zebrać w sposób wyczerpujący i rozpatrzyć cały materiał dowodowy. Obowiązki te zostały nałożone nie tylko na organ rozstrzygający sprawę w pierwszej instancji, lecz także na podatkowy organ odwoławczy” (wyrok NSA w Lublinie z dnia 17 kwietnia 2000 r., I SA/Lu 28/99, LEX nr 40691).

„Zaniechanie tych obowiązków skutkuje wadliwością decyzji” (wyrok WSA w Krakowie z dnia 10 grudnia 2009 r., I SA/Kr 1203/09, LEX nr 549810), zaś „Zaniedbanie organu administracji państwowej, polegające na niedopełnieniu obowiązku zgromadzenia pełnego materiału dowodowego, jest wadą postępowania uzasadniającą uchylenie decyzji wydanej w wyniku takiego zaniedbania” (por. wyrok NSA w Warszawie z dnia 11 czerwca 1981 r., SA 503/81, ONSA 1981, nr 1, poz. 54). Ponadto „Przez wyczerpujące rozpatrzenie całego materiału dowodowego należy rozumieć ustosunkowanie się przez organ podatkowy do każdego dowodu, bądź grupy dowodów jednorodnych i dokonanie ich oceny we wzajemnym ze sobą powiązaniu. Obowiązkiem organu jest nie tylko wskazanie, na podstawie jakich dowodów ustalono stan faktyczny sprawy, lecz odniesienie się do dowodów, którym odmówiono wiarygodności” (por. wyrok NSA w Warszawie z dnia 29 września 1998 r., III SA 682/97, LEX nr 35496).

Co ważne, „W swoich ustaleniach faktycznych organ podatkowy nie może opierać się na domniemaniach. Domniemanie okoliczności faktycznej negowanej przez podatnika stanowi naruszenie przepisów postępowania” (wyrok Naczelny Sąd Administracyjny we Wrocławiu z dnia 27 lipca 1994 r., SA/Wr 648/94, POP 1996, z. 3, poz. 101).

Znaczenie postępowania dowodowego

W tym zakresie orzecznictwo i doktryna są przebogate. Poniżej kilka przykładów.

„Wyczerpujące rozpatrzenie całego materiału dowodowego powinno prowadzić do jednoznacznych ustaleń faktycznych i prawnych. Ma to szczególne znaczenie nie tylko w kontekście stosowania określonych przepisów postępowania podatkowego, lecz przede wszystkim także dla prawidłowości zastosowania określonej normy prawa materialnego. Niepełne, a więc wadliwe ustalenie stanu faktycznego nie daje podstaw do prawidłowej subsumcji odpowiednich norm prawa materialnego. Można stwierdzić, że prawidłowe ustalenie stanu faktycznego ma decydujące znaczenie dla dalszego toku postępowania podatkowego i jego weryfikacji w ewentualnym postępowaniu sądowoadministracyjnym. Nie zawsze jednak jest to możliwe. Mimo podejmowania wszelkich możliwych kroków w celu wyjaśnienia stanu faktycznego wątpliwości pozostają. Należy w pełni aprobować poglądy doktryny oraz judykatury, które przyjmują zasadę rozstrzygania wątpliwości na korzyść podatnika (in dubio pro tributario)” (por. A. Mariański, Glosa do wyroku NSA…, s. 36; B. Brzeziński, W. Nykiel, Zasady ogólne…, s. 10; wyrok NSA w Łodzi z dnia 19 września 2001 r., I SA/Łd 48/01, M. Pod. 2002, nr 7, s. 33).

„Realizacja prawdy materialnej może mieć miejsce tylko wtedy, gdy wszelkie czynności podejmowane przez organy podatkowe będą realizowane z zachowaniem obiektywizmu i rzetelności” (wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego w Warszawie z dnia 9 maja 2017 r., I GSK 1201/15 LEX nr 2325434).

„Postępowanie dowodowe w sprawach podatkowych ma na celu ustalenie rzeczywistego stanu faktycznego w kontekście określonej normy materialnego prawa podatkowego. Postępowanie dowodowe w sprawach podatkowych nie jest celem samym w sobie, lecz stanowi poszukiwanie odpowiedzi, czy w określonym stanie faktycznym sytuacja podatnika podpada, czy też nie podpada pod hipotezę (a w konsekwencji i dyspozycję) określonej normy materialnego prawa podatkowego” (wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Rzeszowie z dnia 1 sierpnia 2017 r., I SA/Rz 354/170 LEX nr 2340779).

Podsumowanie

Jak stwierdziła Najwyższa Izba Kontroli w opublikowanym 2 stycznia 2019 r. podsumowaniu raportu na temat „Barier prawnych w rozwoju firm rodzinnych w Polsce”: „Kontrola w urzędach skarbowych i Ministerstwie Finansów pokazała, że skomplikowany charakter przepisów prawa oraz częste jego zmiany mogą w dalszym ciągu stanowić główną barierę w prowadzeniu działalności gospodarczej”. NIK wskazała w raporcie m.in. na dużą liczbę błędów popełnianych przez urzędników skarbowych. Przeprowadzone przez NIK badania objęły I kwartał 2018 r. W tym okresie NIK stwierdziła aż 55% uchylonych przez sądy administracyjne interpretacji indywidualnych wydanych przez organy podatkowe i aż 29,1% uchylonych decyzji podatkowych przez organy drugiej instancji oraz 16,1% uchyleń tych decyzji przez wojewódzkie sądy administracyjne (łącznie aż 45% uchyleń decyzji organów podatkowych; podobne wartości, jak w raporcie działalności Urzędów Kontroli Skarbowych opublikowanym przez NIK w 2015 r.). W raporcie mowa jest także o naruszeniu zasad prowadzenia postępowań podatkowych w połowie skontrolowanych urzędów skarbowych. Ma to swoje odzwierciedlenie w orzecznictwie. Wśród głównych przyczyn uchylania decyzji organów podatkowych przez organy drugiej instancji oraz sądy Dyrektor Departamentu Poboru Podatków wskazał m.in.: braki w materiale dowodowym, niewyjaśnianie wszystkich okoliczności stanu faktycznego sprawy, błędne określanie wysokości zobowiązania podatkowego, a także brak dostatecznego udowodnienia, że przedsiębiorca nie działał w dobrej wierze lub zachował się niedbale, dokonując transakcji stanowiącej ogniwo w łańcuchu karuzeli VAT.

Powyższe dobitnie świadczy o tym, że organy podatkowe i celno-skarbowe dopuszczają się na co dzień bezprawia urzędniczego. Dlatego tak trudno podatnikom dać wiarę w bezstronność działań organów podejmowanych w ich sprawach podatkowych. Jeżeli jeden z organów państwowych powołanych do kontroli działalności innych organów państwowych, takich jak organy podatkowe, w swym raporcie nie pozostawia na owych organach „suchej nitki” m.in. w zakresie popełnianych błędów co do zasad gromadzenia materiału dowodowego, to organy takie zawsze pozostaną niewiarygodne w zakresie swych działań podejmowanych w toku prowadzonych postępowań. Organy, które same nie zachowują się zgodnie z literą prawa i są publicznie napiętnowane z tego powodu przez inny organ państwowy do tego upoważniony, nie mogą skutecznie dokonywać ocen podatników w prowadzonych przez siebie postępowaniach. Co więcej, nie mogą nawet wymagać od podatników zachowań zgodnych z prawem, gdyż same go nie przestrzegają.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Kurs funta spada

Wczorajsze posiedzenie Banku Anglii nie przyniosło niespodzianek. Stopy procentowe pozostały na niezmienionym poziomie a na rynki trafiło jeszcze 100 mld funtów miesięcznie w ramach programu skupu aktywów. Inwestorzy jednak nie przyjęli tego za dobrą monetę.

Bank Anglii nie zaskoczył

Wczoraj poznaliśmy decyzję banku Anglii w sprawie stóp procentowych. Zgodnie z oczekiwaniami pozostały one na niezmienionym poziomie. Na uwagę zasługuje zwiększenie programu skupu aktywów o kolejne 100 mld funtów. Jest to zgodne z pewną ogólną koncepcją wychodzenia z kryzysów, stosowaną obecnie na świecie. Pytanie tylko jaki długotrwały efekt będzie miała taka kreacja pieniądza. Rynki nie uwierzyły jednak w zapewnienia o dobrych perspektywach i wczorajszy dzień zakończył się silnymi spadkami funta. Co ciekawe, funt nie odbił nawet dzisiaj rano po znacznie lepszych danych na temat sprzedaży detalicznej.

Rynek pracy w USA

Wczorajsze dane na temat wniosków o zasiłek dla bezrobotnych pokazują dużą dynamikę tamtejszego rynku pracy. 1,5 mln złożonych wniosków w ciągu tygodnia to około 1% pracujących w tym kraju. Co ciekawe, pomimo tego, że oczekiwano wyniku o niemal 20% niższego, rynki i tak przyjęły tę informację bardzo spokojnie. Nawet doszło do umocnienia się dolara względem euro.

Dane z Polski

Dzisiaj od rana poznaliśmy dane na temat produkcji przemysłowej w Polsce. Spada ona w ujęciu rocznym o 17%. Wynik ten jest zgodny z oczekiwaniami, ale jednak nie nastawia optymistycznie. To tak, jakby nasza gospodarka straciła w całości dwa miesiące. Co ciekawe, pomimo tych danych premier Mateusz Morawiecki zapewnia, że recesja w Polsce będzie być może najpłytsza w Europie i wyniesie mniej niż 4%. Złoty niemal nie zareagował na te dane.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Czy warto zainwestować w halę magazynową z budynkiem biurowym?

Zamiast hali magazynowej z zapleczem socjalnym wielu Inwestorów decyduje się na realizację obiektu magazynowo – biurowego. To dobre rozwiązanie, które pozwala połączyć istotne potrzeby oraz postawić na logistykę. Sprawny przepływ towarów w przestrzeni magazynowej zostaje uzupełniony dodatkowymi funkcjami, dzięki którym możliwe jest efektywniejsze zarządzanie i komunikacja. Dobry przepływ informacji, współpracę między działami oraz usprawnienie procesów – wszystko to można zaplanować w ramach odpowiedniego projektu hali magazynowej z budynkiem biurowym.Hala z budynkiem biurowym

Biurowiec przy hali magazynowej jako wizytówka firmy

W tego typu obiektach budynek biurowy stanowi nie tylko wizytówkę kompleksu przemysłowego, ale także całej marki czy przedsiębiorstwa. Ważne aby już na etapie projektu dobrać właściwe środki, aby biurowiec niósł odpowiednie treści. Zrozumienie marki i sposobu, w jaki firma funkcjonuje pozwala nadać budynkowi indywidualny sznyt. Można zatem sięgać po różnorodne rozwiązania. Wysunąć obiekt poza obrys całego kompleksu, rozrzeźbić bryły czy zestawić ze sobą horyzontalne i wertykalne elementy elewacji. Podkreślić krawędzie oryginalnym i dopasowanym oświetleniem. Zagrać kolorem i materiałami wykończeniowymi – dostosować je do barw firmowych czy branży, w której działa Inwestor. Możliwości jest wiele, najważniejsze jednak, by były spójne i odpowiednio dobrane.Budynek biurowy firmy produkcyjnej

Komfortowe wnętrza biurowe

Aby sprzyjać dobrym relacjom i warunkom pracy nie można zapomnieć o dobrym projekcie wnętrz. Komfort, użyteczność i funkcjonalność powinny być równie ważne jak estetyka i ponadczasowe projektowanie. Dlatego też warto planować wnętrza, w których przyszły użytkownik będzie po prostu czuć się dobrze. Dobrym rozwiązaniem są przeszklone fasady – dzięki temu pracownicy mają dostęp do naturalnego oświetlenia i widoku na zewnątrz, a eksploatacja budynku możne być tańsza. Nieoczywisty dzisiaj dostęp do świeżego powietrza – projektując nowoczesny biurowiec dobrze uwzględnić możliwość samodzielnego otwarcia czy uchylenia okna. Do wnętrz warto wprowadzać uspokajającą zieleń, naturalne materiały i charakterystyczny, indywidualnie dobrany detal.kompleks hal z budynkiem biurowym

Dobra logistyka w hali magazynowej to podstawa

Choć w budynku magazynowo – biurowym, pierwsze skrzypce grają biura to projekt hali magazynowej należy dopracować równie dokładnie i szczegółowo. Zrozumienie potrzeb inwestycji na etapie projektu hali gwarantuje odpowiednie rozwiązania, aby zapewnić sprawny przepływ i dobry dostęp do składowanych w magazynie towarów. Dobry projekt zapeni optymalne wykorzystanie przestrzeni zarówno w obrębie działki jak i wewnątrz budynku oraz uwzględni przyszłe możliwości rozwoju.

Rola CoBouw

Firma CoBouw jako ekspert w dziedzinie projektowania i generalnego wykonawstwa ma na swoim koncie liczne realizacje hal magazynowych z budynkami biurowymi, m.in. obiekty dla firm takich jak Sun Garden Poland, Liedmann czy Meblosoft. Nasi specjaliści proponują rozwiązania skrojone na miarę, uwzględniając przepisy prawa oraz wymagania i potrzeby Inwestora, najnowsze możliwości technologiczne i trendy z dziedziny designu. Jednak najlepszym potwierdzeniem naszego profesjonalizmu i zaangażowania są Inwestorzy, którzy kontynuują z nami współpracę podczas realizacji kolejnych obiektów.

Zastój wymusza porządki

Po czwartkowym schłodzeniu nastrojów nie cichną obawy o drugą falę zachorowań, ale brak wstrząsających informacji skłania inwestorów do utrzymania status quo i spokojnego wyczekiwania weekendu. Wahania w ta i z powrotem są męczące, więc nie zaszkodzi zakończyć tydzień wcześniej. Kalendarz w piątek jest lekki z częściową uwagą na spotkaniu europejskich przywódców w sprawie funduszu naprawczego.

Cały tydzień przebiega na ważeniu wpływu negatywnych informacji związanych z rozprzestrzenianiem się wirusa w USA i Chinach, a pozytywnym odbiorem danych makro sugerujących silniejsze odbicie ożywienia. Obu nie da się całkowicie bagatelizować, stąd też nie ma przekonania do rozkręcania korekty, jak i odbudowywania rajdu ryzykownych aktywów. Rynki znalazły się w zawieszeniu, a inwestorzy czekają na świeże impulsy. Jedyna rzecz, która może zmącić spokój to niecierpliwość inwestorów siedzących na aktywnych pozycjach. Brak kontynuacji wzrostów może w końcu prowadzić do kapitulacji posiadaczy długich pozycji. Taki los spotkał wczoraj GBP/USD, który mocno obniżył się pomimo jastrzębich impulsów ze strony Banku Anglii. Bank rozszerzył program skupu aktywów tylko o 100 mld GBP, podczas gdy konsensus ustawiał się na 200 mld GBP. W komunikacie BoE ominął też kwestię wprowadzenia ujemnych stóp procentowych, o czym niejednokrotnie w swoich wypowiedziach wspominali członkowie Monetary Policy Council. Jednak łącznie przekaz banku nie był na tyle pozytywny, aby obronić funta, który wcześniej dużo skorzystał na poprawie rynkowych nastrojów. Gdy tego zabrakło, długie pozycje stały się niewygodne.

W okresach niezdecydowania pozycjonowanie zaczyna odgrywać dominującą rolę. Kolejny na celowniku może być EUR/USD, który ma problemy z odbiciem od 1,12. Przełom maja i czerwca był okresem imponującego rajdu eurodolara z okolic 1,08 do 1,14. Głównie na słabości USD podyktowanej przesiadką na bardziej ryzykowne aktywa, trochę wzmocnieniem wsparcia monetarnego ze strony EBC, a trochę entuzjazmem wokół projektu funduszu naprawczego UE. Wpływ wszystkich trzech jednak osłabł, czy to z pełnego ich zdyskontowania, czy to z zadziałania przeciwnych sił. Sytuację maja szansę odmienić dzisiejsze rozmowy przywódców państw europejskich nad szczegółami wartego 750 mld EUR funduszu naprawczego. Na tak wczesnym etapie znaczne postępy w zatwierdzaniu szczegółów są mało prawdopodobne, jednak pozytywnym sygnałem może być, jeśli tzw. „Oszczędna Czwórka”, tj. państwa przeciwne zbyt hojnym wydatkom unijnym, nie zgłosi silnego sprzeciwu. Sugerowałoby to, że finalizacja negocjacji może nastąpić dość szybko (już w lipcu) bez dołożenia obostrzeń dla państw potrzebujących pomocy. Przecieki z rozmów w tym tonie dałyby impuls do wzmocnienia EUR, choć raczej nie za dużego, biorąc pod uwagę koniec tygodnia.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Milton Essex SA wznawia ofertę publiczną zawieszoną z powodu pandemii covid-19. Spółka z sektora med-tech chce zadebiutować na NewConnect w III kwartale 2020 r.

Milton Essex, warszawska spółka specjalizująca się w tworzeniu innowacyjnych urządzeń i oprogramowania do cyfrowej diagnostyki medycznej, opublikowała suplement do dokumentu ofertowego z dn. 02 marca 2020 r.  i wznawia ofertę publiczną akcji zawieszoną z powodu pandemii covid-19.

W ramach oferty publicznej na podstawie dokumentu ofertowego chce pozyskać nie więcej niż równowartość 1 mln euro. Zapisy na akcje rozpoczną się 6 lipca 2020 r. Poprzedzi je book-building trwający w dniach 30 czerwca – 2 lipca 2020 r.

Środki z emisji do 2 750 tys. nowych akcji serii L zostaną przeznaczone przede wszystkim na finalizację prac związanych z pierwszym urządzeniem do diagnozy alergii, jego rejestrację, badania kliniczne i program pilotażowy urządzenia. – Finalizujemy prace nad rynkową wersją głowicy skanującej oraz oprogramowania diagnostycznego wspomaganego dedykowanymi algorytmami sztucznej inteligencji tworzących system SkinSense™. Urządzenie skierowane jest na profesjonalny rynek diagnostyki alergii. Prezentację komercyjnego rozwiązana planujemy na przyszły rok – zapowiada Radosław Solan, Wiceprezes Milton Essex.

Milton Essex wykorzystuje ponad 20 lat doświadczeń badawczych swoich akcjonariuszy oraz partnerów naukowych, w dziedzinie zastosowania optoelektroniki, termodynamiki i sztucznej inteligencji w diagnostyce medycznej. Dzięki współpracy z Wojskową Akademią Techniczną, ma również dostęp do technologii mających zastosowanie militarne. Wynikiem tych prac jest opracowany profesjonalny system diagnostyczny SkinSense™ do zautomatyzowanego odczytu wyników skórnych testów alergicznych wspieranego dedykowanymi algorytmami sztucznej inteligencji.

System SkinSense™ może być z powodzeniem wykorzystywany zarówno przez lekarzy specjalistów alergologów w codziennej praktyce, jak również, co jest przełomową innowacją, przez lekarzy innych specjalizacji, którzy spotykają się z alergiami w swojej praktyce medycznej. Rynek diagnostyki alergii bardzo szybko rośnie, gdyż już teraz niemal co drugi mieszkaniec Ziemi cierpi na mniejsze lub większe objawy alergii w różnych postaciach. SkinSense™ jest w 100% zgodny z wszystkimi dostępnymi obecnie na rynku zestawami do wykonywania skórnych testów alergicznych renomowanych światowych producentów.

W odpowiedzi na trwającą pandemię COVID-19, w portfelu produktowym Spółki znalazł się niedawno trzeci, po SkinSense™ i InfraSkin™, zautomatyzowany system diagnostyczny wspomagany sztuczną inteligencją – Face-Cov™. Face-Cov™ to skaner do wykrywania symptomów temperaturowych zarażenia czynnikami infekcyjnymi, którego opracowanie stało się możliwe dzięki zaawansowaniu prac nad systemem SkinSense™. Posiadając stosowną wiedzę i doświadczenie w użytkowaniu, konstrukcji oraz zastosowaniu do celów pomiarowych urządzeń tego typu, Milton Essex postanowił wykorzystać fakt rozwoju rynku kamer termowizyjnych w kierunku zastosowań pomiarowych i wprowadzić na rynek własną konstrukcję dedykowanej kamery obudowanej w system informatyczny wspomagający i wykorzystujący zastosowaną technikę pomiarową.

Spółka Milton Essex S.A. jest beneficjentem dotacji NCBiR z programu „Ścieżka dla Mazowsza” o wartości 10,1 mln PLN. Dotychczas na badania wykorzystała ponad 3,5 mln zł.

InventionMed ma umowę na dystrybucję testów na koronawirusa

Technologiczna spółka z branży medycznej InventionMed zajmie się dystrybucją testów na COVID-19. Spółka zawarła umowę z firmą Proster Company Limited, który nabywa je od spółki Calth Co. Ltd. InventionMed będzie wyłącznym, autoryzowanym przedstawicielem na terytorium Polski.

Zawarta umowa ma charakter ramowy i będzie obowiązywała przez rok.  Szczegółowe dane dotyczące ceny, wielkości zamówienia i dostawy zostaną określone odrębną umową.

– Postanowiliśmy wykorzystać nasze kontakty na rynku azjatyckim i włączyć się w walkę z wirusem SARS-COV-2. Liczymy, że nasza współpraca z Proster Company Limited poszerzy możliwości diagnostyczne na obecność choroby COVID-19 na rynku polskim – komentuje Tomasz Kierul, prezes InventionMed.

Umowa związana z dystrybucją testów na COVID-19 to kolejny kontrakt z Proster Company Limited. Firma specjalizująca się w dermatologii klinicznej zajmie się również dystrybucją symulatorów medycznych w technologii VR i AR w na terytorium Korei Południowej.

Obecnie InventionMed pracuje nad rozwojem symulatorów medycznych w wirtualnej rzeczywistości. Równolegle, przy wsparciu technologicznej firmy z branży IT SoftBlue, przygotowuje się do budowy Centrum Innowacyjnych Symulacji Medycznych w Bydgoszczy. „Wirtualny szpital” będzie wyposażony w najnowocześniejsze rozwiązania technologiczne i prototypowe symulatory medyczne w oparciu o VR (virtual reality) i AR (augmented reality) oraz autorską technologię InventionMed – podwójną immersję. Projekt został dofinansowany przez Ministerstwo Rozwoju kwotą 16 mln zł, a dzięki zaangażowaniu inwestora, możliwe będzie rozpoczęcie prac rozwojowych i budowlanych.

Holo4Labs z sukcesem zakończyło kampanię crowdfundingową i pozyskało maksymalną zakładaną kwotę 1,2 mln zł

Holo4Labs, technologiczna spółka oferująca rozwiązanie Mixed Reality dla branży laboratoryjnej ukierunkowane na rozwój zdalnej współpracy, digitalizację i wzrost bezpieczeństwa, w ciągu 10 dni pozyskała w kampanii crowdfundingu udziałowego na platformie Smartfunds maksymalną zakładaną kwotę 1,2 mln zł. Ostatecznie, blisko 170 inwestorów obejmie 12 proc. udziałów spółki przy wycenie post-money 11,2 mln zł. Pozyskane środki pozwolą Holo4Labs na skalowanie produktu na rynkach zagranicznych i wprowadzenie kolejnych funkcji oraz zastosowań zwiększających jeszcze bardziej potencjał komercyjny.

Holo4Labs oferuje innowacyjne oprogramowanie laboratoryjne bazujące na goglach rozszerzonej rzeczywistości Microsoft HoloLens 2 zintegrowanych z oprogramowaniem Thermo Scientific™ SampleManager LIMS™ (Laboratory Information Management System) – systemem do zarządzania informacjami i procesami operacyjnymi w branży laboratoryjnej. Rozwiązanie m.in. digitalizuje pracę laboranta, oszczędzając czas i zwiększając jego bezpieczeństwo. Umożliwia także odejście od papierowych i analogowych procedur, ograniczając ryzyko błędów i wskazując na ewentualne zagrożenia. Laborant pracując w goglach Microsoft HoloLens 2 w oparciu o pojawiające się hologramy, zachowuje wolne ręce do bieżącej obsługi urządzeń badawczych.

– Z wielką radością przyjęliśmy informację o błyskawicznym zakończeniu kampanii crowdfundingowej, która trwała tylko dziesięć dni. Bardzo dziękujemy wszystkim Inwestorom za okazane zainteresowanie i zaufanie, które są dla nas powodem do satysfakcji, ale jednocześnie zobowiązaniem do dalszej ciężkiej pracy. Wierzymy w efektywne osiągnięcie zakładanych celów z oferty i systematyczną budowę wartości Spółki
z korzyścią dla jej wszystkich udziałowców – mówi Przemysław Budnicki, Prezes Zarządu Holo4Labs.

Spółka operuje na rynkach rozszerzonej rzeczywistości (AR) oraz rzeczywistości mieszanej (MR). Technologie te w odróżnieniu od popularnej rzeczywistości wirtualnej (VR) nakładają hologramy na otoczenie użytkownika i prezentują mu przed oczami wszystkie dane na jednej nieskończonej wirtualnej przestrzeni 3D. Według danych Allied Market Research, prognozowany CAGR wartości rynku MR w latach 2017-2024 przekracza 75 proc. i zakłada wzrost do 5,4 mld USD w skali świata.

– Globalna sytuacja epidemiologiczna niewątpliwie przyspieszyła trend wzrostu zainteresowania tematem wydajności i efektywności laboratoriów. Z drugiej strony przedsiębiorstwa z szeregu branż prowadzących działalność badawczą, chociażby w obszarze norm jakości, coraz bardziej zwracają uwagę na kluczowy aspekt bezpieczeństwa laborantów. W naszej ocenie podobne zjawiska mają szanse stać się trwałym długoterminowym trendem – podsumowuje Prezes Zarządu.

Oferta Holo4Labs jest przeznaczona dla całej branży laboratoryjnej, czyli: ochrony zdrowia, farmacji, przemysłu, branży spożywczej i pozostałych. Znaczenie podobnych rozwiązań zyskuje na wartości szczególnie w ostatnich miesiącach w okresie rozprzestrzeniania się COVID-19 na świecie.

Model biznesowy Holo4Labs zakłada generowanie przychodów w oparciu o opłaty licencyjne, za wdrożenie oraz roczne opłaty związane z utrzymaniem oprogramowania. Spółka rozwija zdywersyfikowane kanały sprzedaży we współpracy z partnerami strategicznymi (Thermo Fisher Scientific, Microsoft i Grupę TenderHut), dystrybutorami (partnerzy wdrożeniowi systemów LIMS, firmy konsultingowe wdrażające rozwiązania laboratoryjne) oraz poprzez sprzedaż własną. Spośród 800 tys. laboratoriów na świecie firma celuje we wdrożeniach do około 10 tys. jednostek (wartość rynku 190 mln EUR).

Inwestycje w zielone źródła energii mogą pomóc Polsce wyjść z kryzysu po pandemii. To potencjał na wiele nowych miejsc pracy i rozwój technologii

0

Transformacja energetyczna na dużą skalę i inwestycje w odnawialne źródła mogą pomóc w zatrzymaniu globalnego ocieplenia, ale także w pokonaniu recesji gospodarczej wywołanej pandemią SARS-CoV-2 – wskazuje Międzynarodowa Agencja Energetyki Odnawialnej IRENA. Szansy rozwoju gospodarczego w tym kierunku upatruje też Unia Europejska. W Polsce energetyka odnawialna rozwija się coraz szybciej, ale mimo dużego społecznego poparcia wciąż niedostatecznie szybko, aby wypełnić unijne zobowiązania dotyczące udziału OZE w miksie energetycznym.

 Inwestycje w zielone źródła energii mogą być dla Polski dużą szansą. Nasz rząd też zdaje sobie z tego sprawę. Mamy m.in. plany budowy wielkich farm wiatrowych na Bałtyku – to jest projekt, który ma poparcie rządu i jest zgodny z celami Europejskiego Zielonego Ładu i polityką unijną. Mamy boom fotowoltaiczny i już ponad gigawat mocy w mikroinstalacjach na dachach domów – wylicza w rozmowie z agencją Newseria Biznes Izabela Zygmunt, national campaigner z CEE Bankwatch Network Poland.

Szybki rozwój odnawialnych źródeł energii może pomóc zarówno w zatrzymaniu globalnego ocieplenia, jak i w pokonaniu kryzysu gospodarczego wywołanego pandemią SARS-CoV-2 – wynika z majowego raportu Międzynarodowej Agencji Energetyki Odnawialnej IRENA („Global Renewables Outlook. Energy transformation 2050”). Według agencji globalna transformacja energetyczna z jednej strony pozwoli utrzymać globalne ocieplenie poniżej 2 st. C, zgodnie z zapisami porozumienia paryskiego. Z drugiej – przyczyni się do stworzenia milionów nowych miejsc pracy i wzrostu PKB.

W skali Unii Europejskiej transformacja energetyczna oznaczałaby likwidację ok. 400 tys. miejsc pracy w energetyce konwencjonalnej, ale jednocześnie wygenerowałaby też ok. 1,5 mln stanowisk związanych z nowymi technologiami energetycznymi. Inwestycje w OZE wymagają zwiększonych nakładów finansowych, ale jak szacuje IRENA, każdy dolar zainwestowany w ambitny scenariusz transformacji energetycznej może przynieść od 3 do 8 dol. zwrotu.

W transformacji energetyki szansy rozwoju gospodarczego upatruje też Unia Europejska. Kryzys wywołany pandemią koronawirusa nie zepchnął polityki klimatycznej na drugi plan i nie wstrzymał wdrażania Europejskiego Zielonego Ładu, przyjętego przez Komisję Europejską w grudniu 2019 roku. Plan zakłada osiągnięcie przez Unię neutralności klimatycznej do 2050 roku, przy jednoczesnym wsparciu dla innowacyjnej gospodarki.

Cały czas liczę, że Polska podpisze się pod celami Europejskiego Zielonego Ładu i zaczniemy je energicznie wdrażać, dążąc do neutralności klimatycznej w tym samym tempie, co pozostałe kraje europejskie. To jest dla nas szansa na rozwój gospodarczy, innowacje, miejsca pracy i na to, żeby nie zostać w tyle w wielkim wysiłku na rzecz transformacji – mówi Izabela Zygmunt.

Jak podkreśla, energetyka odnawialna w Polsce rozwija się coraz szybciej, ale wciąż niedostatecznie szybko. W ubiegłym roku produkcja energii elektrycznej z OZE była w naszym kraju najwyższa w historii i przekroczyła 25 TWh. Rosną moce zainstalowane w źródłach odnawialnych – na koniec 2019 roku było to już 9,5 GW. Szybki rozwój OZE w ostatnich dwóch latach wynika jednak głównie z inwestycji w instalacje prosumenckie.

 Nadal zablokowana jest w Polsce energetyka wiatrowa na lądzie, która jest w tej chwili najtańszym źródłem energii. Trudno mówić o tym, że transformacja energetyczna jest dla nas za droga, a jednocześnie odcinać dostęp do najtańszego źródła czystej energii. To jest niezrozumiałe i powinno się zmienić. Podobnie nie w pełni wykorzystany jest jeszcze ogromny potencjał energetyki obywatelskiej. czyli spółdzielni i wspólnot energetycznych. W tych projektach UE widzi duży potencjał i przewiduje dla nich ułatwienia, a w Polsce jakoś nie możemy się ich doczekać. Nie mamy ani jednej spółdzielni energetycznej, podczas gdy np. za Odrą to jest bardzo duży segment rynku energii i ludzie na tym korzystają. Nie płacą za prąd dużym koncernom, ale  wytwarzają go sami dla siebie i jeszcze na tym zarabiają – wyjaśnia ekspertka z  CEE Bankwatch Network Poland.

Z danych Forum Energii wynika, że w ubiegłym roku udział węgla w produkcji energii elektrycznej wyniósł 73,6 proc. Rządowy projekt polityki energetycznej zakłada, że jego udział w miksie będzie jednak stopniowo spadać – do 60 proc. w 2030 roku przy równoczesnym zwiększaniu znaczenia energii z OZE.

– Zielona transformacja w Polsce toczy się cały czas, wiele rzeczy dzieje się trochę poza oficjalną polityką. Jest duże społeczne poparcie dla odchodzenia od paliw kopalnych i zastępowania ich czystą energią. Widać też pozytywne nastawienie wśród małych inwestorów, przedsiębiorców mniejszych i większych, którzy są gotowi włożyć własne oszczędności w mikroinstalacje – podkreśla Izabela Zygmunt.

Według danych przytaczanych przez Komisję Europejską przeważająca większość Europejczyków (95 proc.) uważa ochronę środowiska za bardzo istotną, a niemal 8 na 10 (77 proc.) jest zdania, że działania nastawione na ochronę środowiska mogą pobudzać wzrost gospodarczy. Z kolei według badania Kantar Millward Brown dla WWF Polska węgiel za wiodące źródło energii w przyszłości uznaje zaledwie 8 proc. Polaków. Aż 60 proc. ocenia, że promocja odnawialnych źródeł energii jest niedostateczna, a 66 proc. chce, aby w przyszłości OZE było głównym paliwem energetycznym w Polsce.

 Samorządy też są bardzo zainteresowane rozwijaniem lokalnej energetyki. Widzą możliwość, aby nie kupować prądu od dużych spółek energetycznych, ale wytwarzać własny, dla swoich mieszkańców. Tak więc są chęci, natomiast wiele mamy do zrobienia w kwestii zmiany przepisów. Wiele z nich wciąż utrudnia albo wręcz uniemożliwia rozwój tego rodzaju oddolnych inicjatyw dotyczących OZE i transformacji energetycznej. Dwa sztandarowe przykłady to właśnie zakaz stawiania wiatraków na lądzie i bardzo niekorzystne w tej chwili przepisy dla spółdzielni, które na razie raczej uniemożliwiają rozwój tego rodzaju form wytwarzania energetyki – mówi ekspertka.

Może być trudniej o odszkodowanie za opóźniony lot. Nawet 75 proc. pasażerów może stracić ochronę

Linie lotnicze odrzucają 93 proc. wniosków o odszkodowanie – wynika z danych AirHelp. Przysługuje ono m.in. w sytuacji, kiedy lot jest opóźniony o co najmniej trzy godziny i to z winy przewoźnika. Teraz o odszkodowanie może być jeszcze trudniej. Komisja Europejska chce wydłużyć czas opóźnienia lotu, przy którym linie muszą płacić odszkodowanie, z 3 do 5 godzin, a przy dłuższych lotach – do 12 godzin. Także przy usterkach technicznych przewoźnicy mają być zwolnieni z odpowiedzialności. – W efekcie tych propozycji nawet 75 proc. pasażerów może stracić ochronę – ostrzega Magdalena Bursa-Łapińska z AirHelp.

– W Komisji Europejskiej trwają dyskusje nad zmianą treści rozporządzenia nr 261/2004. Jedną z proponowanych zmian jest wydłużenie czasu opóźnienia lotów z 3 do 5, a nawet 12 godzin, zależnie od długości lotu. Dotyczy to opóźnień, za które linie lotnicze ponoszą odpowiedzialność – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Magdalena Bursa-Łapińska, radca prawny AirHelp.

Zgodnie z obecnymi przepisami za opóźniony o przynajmniej trzy godziny lub odwołany lot pasażerowi należy się odszkodowanie. Jego wysokość zależy od odległości i kierunku podróży. W przypadku lotów wewnątrz Unii Europejskiej do 1,5 tys. km odszkodowanie wynosi 250 euro. W tych nieco dłuższych na terenie UE oraz poza jej terytorium o długości 1,5–3,5 tys. km jest to kwota 400 euro. Opóźnienie lotów poza terytorium UE o długości ponad 3,5 tys. km to obowiązek wypłaty odszkodowania od 300 euro (3–4 godz. opóźnienia) do 600 euro. Według proponowanych przepisów wysokość kar ma zostać utrzymana, wydłuży się jednak czas opóźnienia, przy którym pasażerowi będzie należało się odszkodowanie.

 Drugą z proponowanych zmian jest włączenie usterek technicznych do katalogu nadzwyczajnych okoliczności, za które linia lotnicza nie ponosi odpowiedzialności. Do tej pory linie ponosiły odpowiedzialność za jakość swojej floty, a pasażerowie cieszyli się szeroką ochroną swoich praw. Ta sytuacja może się zmienić – mówi radca prawny AirHelp.

W Unii Europejskiej trwają jeszcze prace nad rozporządzeniem, ale nowe przepisy mogą wejść w życie do końca czerwca 2020 roku. Zdaniem ekspertki  nowe prawo będzie chroniło linie lotnicze, stracą za to pasażerowie. Jest to ryzykowne zwłaszcza w kontekście pandemii koronawirusa i odwołanych w związku z tym lotów.

– Pasażerowie mogą zostać poszkodowani podwójnie. Po pierwsze z tego względu, że nawet 75 proc. z nich może być pozbawionych prawa do odszkodowania. Po drugie, wdrożenie rozporządzenia w 2004 roku w dotychczasowym kształcie doprowadziło do ograniczenia opóźnień nawet o 5 proc., a proponowane zmiany mogą odwrócić tę sytuację – ocenia Magdalena Bursa-Łapińska.

Jak wynika z raportu Komisji Europejskiej, w 2018 roku 17,6 mln pasażerów w UE doświadczyło odwołania swoich lotów, a 16,5 mln osób – długiego opóźnienia lotu. W obydwu przypadkach jest to ok. 1,5 proc. pasażerów w 2018 roku. Tylko 38 proc. uprawnionych zgłosiło roszczenie z tego powodu (w 2011 roku było to 8 proc.). AirHelp podkreśla, że linie lotnicze i tak odrzucają 93 proc. wniosków o odszkodowanie, tłumacząc się  tzw. nadzwyczajnymi okolicznościami. 8 proc. jest odrzucanych niemal automatycznie, bez podania przyczyny, a połowa czeka na rozpatrzenie ponad sześć tygodni.

– W relacji klient – linia lotnicza ten pierwszy jest zdecydowanie słabszy, zatem tylko jednoznaczne, silne ustawodawstwo, jak też możliwość egzekucji odszkodowania mogą zapewnić prawidłową ochronę praw pasażerów – przekonuje ekspertka.

Stowarzyszenie Rzeczników Praw Pasażera APRA przeprowadziło ankietę na ponad 10 tys. Europejczyków, również pasażerów z Polski, na temat planowanych zmian. Wynika z niej, że podróżni nie chcą przepisów w proponowanym kształcie. Ponad 90 proc. badanych uznaje obecne rozporządzenie za odpowiednie, a 72 proc. nie zgadza się na wydłużenie czasu opóźnienia lotów.

– 4 na 10 ankietowanych uważa, że odszkodowania powinny przysługiwać już w przypadku godzinnego opóźnienia. 80 proc. polskich pasażerów jest zdania, że linie lotnicze powinny ponosić odpowiedzialność za jakość swojej floty. Z kolei 90 proc. jest skłonnych dopłacić do biletu, aby zagwarantować sobie, że w razie potrzeby ich prawa będą respektowane, 7 na 10 z nich – nawet 10 euro. Wnioski z tej ankiety obrazują również skłonność linii lotniczej do przestrzegania prawa – podkreśla Magdalena Bursa-Łapińska.