Marcin Lipka o skutkach inflacji i wzroście cen w 2017 r.

0
Marcin Lipka
Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl

Inflacja w najbliższych miesiącach prawdopodobnie przyspieszy do okolic 1.5 proc. Wielu z nas będzie jednak odczuwać znacznie bardziej dotkliwy wzrost cen niż ten publikowany przez GUS. Wynika to z faktu, że wyraźnie droższe niż przed rokiem będą te produkty, które kupujemy najczęściej – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Problem z inflacją jest podobny do tego, który występuje ze średnią pensją. Według danych GUS przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w ub.r. wynosiło 4277 zł brutto. Ta kwota wielu Polakom wydaje się nierzeczywista. Średnią zawyżają dochody z wysokopłatnych branż pracowników mieszkających w dużych miastach.

Blisko dwie trzecie otrzymywanych wynagrodzeń (ostatnie dane GUS są za październik 2014 r.) mieści się poniżej średniej. Mediana zarobków wynosi 80 proc. średniej, z czego można wyliczyć, że obecnie połowa Polaków zarabia mniej niż 3420 zł brutto, a połowa ma umowę powyżej tej kwoty. Oznacza to również, że po odliczeniu podatku i ubezpieczenia emerytalnego czy zdrowotnego „na rękę” zostaje nieco ponad 2300 zł, co niewiele ma wspólnego z szeroko dyskutowaną średnią.

Analogiczne uogólnienia stosowane są w przypadku inflacji. Wskaźnik cen towarów i usług jest budowany dla statystycznego gospodarstwa domowego. Takie jednak praktycznie nie istnieje. Jeżeli zarabiamy stosunkowo mało, to prawdopodobnie wydajemy znaczną część dochodu na żywność czy utrzymanie mieszkania, a unikamy chodzenia do restauracji i nie kupujemy nowych mebli. Z kolei studenta mieszkającego w akademiku nie interesują opłaty za użytkowanie mieszkania, ale za to koncentruje uwagę na koszcie materiałów naukowych. W rezultacie konsumpcyjny koszyk jest różny od tego, który przedstawiają popularne statystyki.

Osobista stopa inflacji

Problem rozbieżności indywidualnego odbioru zmian cen jest jednak globalny. W Stanach Zjednoczonych od lat ogólny średnioroczny poziom inflacji jest niewielki. Według danych amerykańskiego Biura Statystyki Pracy (BLS) wyniósł on w latach 2008-2016 ok. 1.5 proc., czyli przez 9 lat koszty życia wzrosły nieco ponad 14 proc.

Czytaj również:  Turecka lira pogrąża złotego

W tym samym czasie jednak usługi zdrowotne zdrożały o 31 proc., co powoduje, że np. osoby starsze zupełnie inaczej odbierają inflację. Również pogląd ludzi młodych dotyczący zmian cen prawdopodobnie jest negatywny. Opłaty związane z edukacją (w tym czesne za studia) wzrosły od 2008 r. o 42 proc., czyli trzy razy szybciej niż wynikałoby to z ogólnego poziomu inflacji.

Z drugiej strony powyższe grupy społeczne nie korzystają ze spadku cen niektórych produktów. Najbardziej jaskrawym przykładem są telewizory. Ich średni koszt dla konsumenta według danych BLS spadł o 82 proc. w ciągu 9 lat. Jednak akurat zarówno ludzie starsi, jak i studenci raczej nie kupują telewizorów masowo. A nawet jeśli taki zakup im się przytrafi, to stosunkowo szybko o nim zapominają, a rachunki za czesne czy leczenie napływają w sposób ciągły i bez przerwy rosną.