Piotr Marciniak (BGŻOptima): Długi znów biją rekordy. 10 lat temu to doprowadziło do kryzysu

0

Mija właśnie 10 lat od momentu rozpoczęcia największego kryzysu finansowego od czasu Wielkiej Depresji z 1929. Kryzys był zaskoczeniem dla wielu. Za jego symboliczny początek uważa się bankructwo banku Lehman Brothers 15 września 2008 r., ale w rzeczywistości jego upadłość była ostatnim aktem tragedii, która zaczęła się rozgrywać już rok wcześniej. Podobnie jak wtedy tak i dziś długi Amerykanów biją rekordy wysokości. Czy to powinno nas niepokoić?

W listopadzie ubiegłego roku zadłużenie gospodarstw domowych w Wielkiej Brytanii wzrosło do 1,5 bln funtów osiągając nienotowany wcześniej poziom 85 proc. PKB. W uchodzącej za rozsądną i zamożną Szwecję długi obywateli w stosunku do produktu krajowego wynoszą 87 proc. W Kanadzie, której udało się wyjść obronną ręką z kryzysu 2007-08 r. zobowiązania mieszkańców są już większe niż wartość PKB. W Polsce kredyty sektora prywatnego, a więc osób fizycznych i firm wynosi obecnie 79 proc. PKB, podczas gdy w 2006 r. było to 47 proc.

W USA na koniec I kwartału 2017 roku bankowe długi amerykańskich gospodarstw domowych osiągnęły najwyższy poziom w historii – 12,73 bln dolarów. Poprzedni rekord padł jesienią 2008 r., kiedy zadłużenie Amerykanów wyniosło 12,68 bln USD.

Na poprzedni kryzys, który zaczął się latem 2007 r. niewielu było przygotowanych, a najmniej rządy. W konsekwencji z rynków wyparowały biliony dolarów, a gospodarki wielu krajów wpadły w recesję, z której niektóre dopiero zaczynają wychodzić.

W Polsce kryzys finansowy miał bardzo łagodny charakter. Najbardziej dolegliwe dla polskiego konsumenta okazały się problemy z zaciąganiem kredytów mieszkaniowych denominowanych we franku szwajcarskim. Rynek międzybankowy zamarł, więc krajowe banki jeden po drugim wycofywały z oferty frankowe hipoteki, odmawiając wypłaty kredytu nawet klientom z wydaną już promesą kredytową. Nie licząc tych trudności, Polska wyszła bez szwanku z szalejącego na innych rynkach kryzysu i jako jedyny kraj w Europie nie wpadła w recesję.

Czytaj również:  Benzyna wreszcie zdetronizowała diesla

Po wybuchu kryzysu finansowego wielu ekonomistów przekonywało, że przewidzieli nadejście krachu i choć często trudno zweryfikować jednoznacznie ich wypowiedzi sprzed załamania rynków kilku rzeczywiście dokładnie zdiagnozowało słabości systemu, które później doprowadziły do upadku Lehman Brothers. Co mówią dzisiaj?

Nouriel Roubini, nazywany Dr Doom ze względu na czarne prognozy dla rynku, przedstawiane w ostatnich latach (i powszechnie uważany „za tego, który przewidział kryzys”), główne źródło ryzyka dla rynków widzi obecnie w Białym Domu. Uważa on, że administracja Donalda Trumpa jest niekompetentna, a jej pomysły – protekcjonizm, wojna handlowa, liberalizacja regulacji bankowych – niebezpieczne dla USA i światowej gospodarki.

Janet Yellen, szefowa FED powiedziała ponad miesiąc temu, że do kryzysu nie dojdzie za naszego życia. Później, podczas przesłuchania przed senacką komisją uściśliła, że poluzowanie ograniczeń nałożonych na banki po 2008 r., może wywołać kryzys.

William White, bankier centralny, który w 2003 r. przewidział załamanie się rynków finansowych uważa, że obecnie stoimy na krawędzi kolejnego kryzysu, przyczyn upatrując w ogromnym i rosnącym zadłużeniu. O ile w 2008 r. długi prywatne, firmowe i rządów stanowiły 200 proc. światowego PKB, to aktualnie odsetek ten wynosi 250 proc.