W centrum uwagi dane z rynku pracy w USA

Niska podaż obligacji skarbowych ogranicza pole do wzrostu ich rentowności. Złoty pozostaje wrażliwy na sentyment globalny. W piątek w centrum uwagi dane z rynku pracy w USA.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Czwartkowa sesja przyniosła umocnienie złotego, pomimo, że podczas handlu w Europie EURPLN utrzymywał wzrostowy trend, który rozpoczęła zaskakująco słaba publikacja marcowego indeksu CPI. Coraz bardziej oddalająca się od dolnego ograniczenia przedziału odchyleń od celu NBP inflacja, ostatecznie przekreśla szansę na podwyżki stóp w 2018 roku, jednocześnie nasilając obawy odnośnie perspektyw na 2019 rok.

Wczoraj od rana presję na złotego wywierała też sytuacja na rynku głównej pary walutowej, gdzie kurs EURUSD szukał coraz niższych poziomów (testując okolice poniżej 1,2235). Czwartkowe umocnienie dolara nastąpiło po publikacji finalnych odczytów indeksów PMI dla sektora usług w Europie, które w przypadku Niemiec i całej strefy euro okazały się słabsze niż oczekiwano. Wczorajsze dane w zestawieniu z wtorkowymi odczytami indeksów PMI dla sektora przemysłowego potwierdzają bowiem pogorszenie koniunktury gospodarki wspólnoty. Ponadto rozczarowała też sprzedaż detaliczna dla Niemiec (w lutym na poziomie 1,8% r/r wobec 2,1% oczekiwanych).

W pierwszych godzinach sesji amerykańskiej informacje o większym niż oczekiwano deficycie handlowym USA (w lutym na poziomie 57,6 mld USD wobec 56,8 mld USD oczekiwanych – to największy deficyt handlowy od blisko dekady, za który w ponad połowie odpowiada handel z Chinami) i większej liczbie złożonych podań o zasiłek dla bezrobotnych (242 tys. wobec 225 tys.) ograniczyły spadki EURUSD i pozwoliły złotemu na odreagowanie przedpołudniowego osłabienia. Kurs EURPLN powrócił w okolice 1,192. Wsparciem dla złotego okazały się też doniesienia z USA. Doradca ekonomiczny prezydenta Trumpa dał bowiem rynkom nadzieje, że do wojny handlowej USA z Chinami może wcale nie dojść.

Na polskim rynku stopy procentowej nie doszło do mocniejszych ruchów, a krzywa dochodowości pozostała na poziomach determinowanych w środę przez zaskakująco niższy odczyt inflacji CPI. Głównym czynnikiem kierującym rentownościami obligacji na rynkach zagranicznych były dalsze doniesienia dotyczące potencjalnej wojny handlowej pomiędzy USA a Chinami. Larry Kudlow (doradca ekonomiczny prezydenta Trumpa) stwierdził, że może nie dojść do wprowadzenia taryf handlowych w życie, a obydwa kraje mogą dojść do porozumienia. W takim otoczeniu doszło do odreagowania indeksów giełdowych oraz spadku cen aktywów bezpiecznych, gdzie 10-letnie US Treasuries przekroczyły ponownie 2,80%.

Jednak rentowności na polskim rynku obligacji nie rosły w ślad za wydarzeniami w USA. Wpływ na taki obrót wydarzeń miała niska podaż papierów skarbowych. Na aukcji zamiany Ministerstwo Finansów sprzedało papiery za zaledwie 3mld PLN, gdzie na poprzednich przetargach plasowano podaż przekraczającą 5mld PLN. Dobra sytuacja budżetowa (relatywnie wysoka nadwyżka po lutym) będzie prowadzić do obniżki tegorocznych potrzeb pożyczkowych, na co już wskazywała Minister Teresa Czerwińska. Niższa podaż papierów będzie w najbliższym czasie sprzyjała stabilizacji rentowności polskich obligacji w pobliżu obecnych poziomów.

Teraz inwestorzy oczekują publikacji rządowych danych z rynku pracy w USA (wg NFP) w kontekście perspektyw dla polityki monetarnej Fed-u. Konsensus rynkowy wskazuje, że wzrost zatrudnienia w sektorze pozarolniczym w USA powinien wynieść w marcu 198 tys. Na możliwy wyższy wynik wskazał jednak raport agencji ADP, który pokazał przyrost o 241 tys. nowych miejsc pracy w sektorze prywatnym, szczególnie, że wzrósł także komponent dotyczący zatrudnienia w indeksie ISM dla sektora usługowego USA.

w centrum uwagi dane z rynku pracy w USAAutorzy / Źródło: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

Jak usprawnić księgowość swojej firmy?

Zakładanie własnej działalności gospodarczej jest w Polsce coraz bardziej popularne. Trudno się temu dziwić – to ogromna szansa. Przede wszystkim na zarobki znacznie wyższe niż te, które osiągnąć można na etacie. Dodając do tego samodzielność w realizacji swoich obowiązków, otrzymujemy atrakcyjną alternatywę dla tradycyjnie pojmowanej aktywności zawodowej.

Z drugiej jednak strony, własna firma to wielkie wyzwanie, związane m.in. z samodyscypliną. Ponadto trzeba pamiętać o wielu kwestiach dotyczących przede wszystkim rozliczeń. Księgowość można co prawda powierzyć wyspecjalizowanemu biuru rachunkowemu, często jednak przedsiębiorcy prowadzący małe firmy tymi zagadnieniami zajmują się osobiście. Pracę tę można sobie jednak ułatwić, korzystając chociażby z odpowiedniego oprogramowania, takiego jak program księgowy „Ala”.

W czym pomoże program księgowy „Ala”?

Jedną z głównych funkcji, które oferuje ten program, jest prowadzenie podstawowych form uproszczonej księgowości. W zależności od formy opodatkowania wybranej przez przedsiębiorcę, sporządzać można w ten sposób zarówno Podatkową Księgę Przychodów i Rozchodów, jak i Ewidencję Przychodów (przydatną osobom, które rozliczają się na podstawie ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych).

Kolejne funkcje związane są z rozliczaniem podatku od towarów i usług, czyli podatku VAT. Program Ala pozwala na prowadzenie niezbędnego płatnikom rejestru VAT – ewidencji sprzedaży i zakupu VAT, a także edycję i drukowanie wszelkich innych dokumentów sprzedaży i zakupu. Zlicza również koszty, które podlegają rozliczeniu tego podatku.

Dzięki temu, że oprogramowanie jest na bieżąco aktualizowane, umożliwia ono generowanie i wysyłkę pliki kontrolnego JPK_VAT, który stał się obowiązkiem dla części przedsiębiorców wraz z początkiem 2018 roku. To nie wszystko: za pośrednictwem programu można też generować, sprawdzać i przesyłać wszelkie e-Deklaracje do urzędu skarbowego, w tym najpopularniejsze formularze PIT-5 czy VAT-7.

Za pomocą programu w łatwy sposób stworzyć można ewidencję trwałego majątku firmy, co pozwala na obliczanie odpisów amortyzacyjnych czy wycenę posiadanych środków trwałych. Następna funkcja to ewidencjonowanie przebiegu pojazdów, niezbędne do przygotowania tzw. kilometrówek.

Co ważne dla osób, które swoją księgowość prowadzą samodzielnie – program kontroluje wszelkie należności i zobowiązania. Przypomina też o konieczności wyksięgowania faktur, które nie zostały opłacone w ustawowym terminie. Dzięki temu firmowa księgowość może być znacznie prostsza!

Zysk netto Trans Polonii wzrósł w 2017 r. do 10,5 mln zł

Trans Polonia S.A., wiodący operator oferujący przewozy cysternowe paliw, płynnych surowców chemicznych i spożywczych oraz mas bitumicznych, zakończył 2017 r. najwyższymi wynikami finansowymi w swojej 14-letniej historii – m.in. zysk EBITDA wyniósł 26,2 mln zł przy 225,6 mln zł przychodów ze sprzedaży. Trans Polonia obniża zadłużenie finansowe i realizuje program inwestycyjny, pozwalający odpowiedzieć na popyt zgłaszany przez branżę paliwową, chemiczną i infrastrukturalną. W 2017 roku spółka wprowadziła do użytku ponad 150 jednostek transportowych.

Spółka w 2017 r. wypracowała 225,6 mln zł przychodów ze sprzedaży (+27,7 proc. r/r), przy 26,2 mln zł zysku EBITDA (+6,4 proc. r/r) oraz 10,5 mln zł zysku netto (+27,3 proc. r/r). Trans Polonia na koniec 2017 r. dysponowała 61 mln zł środków pieniężnych oraz osiągnęła w tym okresie 12,7 mln zł przepływów z dz. operacyjnej, w istotnym stopniu pokrywających prowadzone inwestycje flotowe.

Dariusz Cegielski, Prezes Zarządu Trans Polonia2017 rok był dla Trans Polonii kolejnym pomyślnym okresem, gdzie osiągnęliśmy wzrosty skali działalności i pozycji rynkowej, zobrazowane poprzez dobre wyniki finansowe. Start realizacji ambitnego Programu Inwestycyjnego na lata 2018-2020 oraz unikatowego projektu Szkoły Kierowców, zakończona sukcesem emisja akcji, czy nawiązanie szeregu nowych relacji handlowych na rynkach zachodnioeuropejskich to najważniejsze zdarzenia minione roku. Korzystne wyniki finansowe to skutek wykorzystania sprzyjającej koniunktury na rynku, ale przede wszystkim pracy całego zespołu, jak też efektywności operacyjnej, kosztowej i sprzedażowej – powiedział Dariusz Cegielski, Prezes Zarządu Trans Polonia S.A.

Transport chemii, asfaltów, produktów spożywczych i paliw wygenerował ponad 225 mln zł sprzedaży. Na wszystkie segmenty wpływa szereg korzystnych tendencji. W części paliwowej to wysoka konsumpcja paliw w Polsce i działania ograniczające szarą strefę na tym rynku, w części chemiczno-bitumicznej biznesu pozytywne czynniki stanowi m.in. kumulacja prowadzonych inwestycji drogowych, czy dobre warunki makro w Europie rodzące zapotrzebowanie na obsługę logistyczną koncernów chemicznych.

Sytuacja finansowa i płynnościowa pozwala nam ambitną realizację programu inwestycyjnego, jak  i bardziej aktywne sondowanie rynku pod kątem potencjalnych akwizycji. Na koniec minionego roku Grupa dysponowała istotnym buforem środków pieniężnych, co ułatwia realizację szeregu inicjatyw rozwojowych. Obecnie priorytetem jest kontynuacja działań w zakresie rozbudowy floty transportowej. Nabyte dotychczas nowe jednostki rozpoczynają pracę, co znajdzie korzystne odzwierciedlenie
w naszych danych finansowych
– dodał Dariusz Cegielski.

Spółka w 2017 r wprowadziła do użytkowania ponad 150 jednostek transportowych o wartości 40 mln zł (w tym 55 naczep-cystern o wart. 17 mln zł uwzględniono w wydatkach inwestycyjnych typu capex, pozostałe zostały sfinansowane poprzez leasing operacyjny). Dynamika realizacji inwestycji flotowych została przyspieszona z uwagi na sprzyjające warunki rynkowe.

Obroty Grupy Muszkieterów w Polsce w 2017 roku wyniosły ponad 7 miliardów złotych

Grupa Muszkieterów w Polsce, zrzeszająca przedsiębiorców prowadzących działalność pod szyldami Intermarché i Bricomarché, wypracowała w 2017 roku obroty w wysokości 7,1 miliarda złotych – to o ponad 8,5 proc. więcej niż w roku poprzednim. Systematyczny wzrost wyników Grupy to potwierdzenie stabilnej pozycji Muszkieterów na rynku i dobry prognostyk na przyszłość.

W ubiegłym roku Grupa Muszkieterów świętowała 20-lecie swojej działalności w Polsce. W tym czasie stała się istotnym graczem na rynku supermarketów spożywczych oraz dynamicznie urosła w segmencie „dom i ogród”, a także została liderem rynku przymarketowych stacji paliw. Stały rozwój Grupy Muszkieterów w Polsce jest wspierany przez inwestycje – te w u ubiegłym roku wyniosły ponad 60 milionów złotych, a w roku bieżącym mają wynieść ponad 100 milionów złotych.

Zarząd Grupy postrzega rynek handlu detalicznego w Polsce jako ukształtowany, jednocześnie oceniając, iż przy zachowaniu dotychczasowej dynamiki posiada on niezmiennie duży potencjał wzrostu. Optymistyczna ocena rynku ma swoje odzwierciedlenie w obrotach Grupy Muszkieterów, które wzrosły w 2017 roku o ponad 8,5 proc. w porównaniu do 2016 roku. Wypracowane wzrosty umacniają pozycję na rynku i dają Grupie przestrzeń do następnych inwestycji. W 2018 roku planowane jest otwarcie około 20 nowych supermarketów Bricomarché i Intermarché, a także uruchomienie kolejnych składów budowlanych Bricomarché oraz stacji paliw przy marketach Intermarché. Również w tym roku Grupa planuje prace nad stworzeniem nowej globalnej strategii marketingowej oraz nad wdrożeniem multiformatowości i rozwiązań wspierających multikanałowość.

Rok 2017 dał nam wiele powodów do zadowolenia. Grupa Muszkieterów z obrotami przekraczającymi 7 miliardów złotych umocniła swoją pozycję w czołówce polskiego retailu. Bardzo się cieszymy, iż wzrost udziałów Bricomarché w rynku DIY odbywał się zgodnie z oczekiwaniami. Wierzymy, że 2018 rok będzie dla nas równie udany. Przed nami czas intensywnej pracy podczas wdrażania wielu inicjatyw, które mają nas wesprzeć w osiągnięciu sukcesu m.in. w zakresie rozwoju logistyki, oferty produktowej, ale także  konceptu naszych sklepów komentuje Marc Dherment, Dyrektor Generalny Grupy Muszkieterów w Polsce.

Wzrost obrotów Intermarché

Dzięki systematycznej pracy nad doskonaleniem oferty sieć Intermarché wraz ze stacjami paliw wypracowała niemal 6,4 proc. wzrost obrotów r/r i zakończyła 2017 rok z obrotami na poziomie 5 miliardów złotych. Grupa Muszkieterów nie ustaje w poszukiwaniu innowacyjnych rozwiązań, których celem jest rozwój marketów pod szyldem Intermarché w różnych formatach i kanałach.

W 2017 roku sieć Intermarché przeprowadziła kilka udanych przedsięwzięć. Jednym z kluczowych było wprowadzenie nowej marki własnej „Ulubione”, oferującej klientom sieci linię  wysokojakościowych produktów w przystępnej cenie. W ubiegłym roku sieć uruchomiła również oficjalny fanpage marki na Facebooku, dzięki któremu klienci mogą być na bieżąco z ofertą promocyjną sklepów, a także są informowani o akcjach specjalnych, promocjach i konkursach. Ponadto sieć uruchomiła nową aplikacje mobilną Intermarché Polska, poprzez którą klienci mają stały dostęp m.in. do aktualnych gazetek promocyjnych wszystkich marketów Intermarché oraz do informacji o akcjach specjalnych i atrakcyjnych rabatach.

Marc Dherment
Marc Dherment

Biorąc pod uwagę wymagający rynek spożywczy i rosnącą konkurencję m.in. cenową, Intermarché dokonało znaczącego postępu w zakresie sprzedaży w porównaniu do sklepów tego samego formatu. Mamy pełną świadomość zarówno wyzwań, jakie polski rynek przed nami stawia, jak i możliwości, które oferuje, dlatego intensywnie pracujemy nad usprawnieniami w wielu obszarach naszej organizacji. Jestem przekonany, że ich efekty pomogą nam w realizacji ambicji związanych z wykorzystaniem potencjału wzrostowego Grupy Muszkieterów oraz umocnienia pozycji na polskim rynku supermarketów  powiedział Marc Dherment.

Kolejny mocny rok dla Bricomarché

Już od kilku lat sieć supermarketów typu „dom i ogród” pod marką Bricomarché prężnie się rozwija, odnotowując dwucyfrowe wzrosty sprzedaży. Pod tym kątem rok 2017 był również niezwykle pomyślny. Sieć po raz pierwszy przekroczyła próg 2 miliardów złotych obrotów, co oznacza wzrost w stosunku do roku poprzedniego – również bardzo dobrego – o 14,2 proc. Sieć zyskała 14 nowych placówek, co oznacza, że na koniec 2017 roku była dostępna dla klientów w 148 lokalizacjach.

Uruchomiając nowy supermarket w poznańskiej Galerii Pestka, sieć Bricomarché rozpoczęła w 2017 roku realizację strategii wchodzenia do dużych miast. Bardzo dobre wyniki sklepu, powstałego w miejscu dawnego Praktikera, zachęciły sieć do kolejnych inwestycji w największych polskich aglomeracjach. W lutym 2018 roku uruchomiono kolejny Bricomarché w Poznaniu (w lokalizacji po Castoramie), a w marcu br. – we Wrocławiu.

W 2017 roku Bricomarché zajęło się również unowocześnieniem zewnętrznych stref swoich sklepów – przede wszystkim stref ogrodowych. Zainstalowano w nich automatyczne nawadnianie, wymieniono większą część infrastruktury technicznej oraz przeprojektowano alejki z roślinami. 20-procentowy wzrost sprzedaży, zaobserwowany po wdrożeniu konceptu „Profesjonalny Ogród”, wpłynął na podjęcie decyzji o modernizacji stref budowlanych w 2018 roku.

Z myślą o internautach sieć uruchomiła w połowie 2017 roku fanpage „Bricomarché po sąsiedzku”, a do udziału w swojej kampanii zaprosiła m.in. Maję Popielarską, dziennikarkę i prowadzącą programy poradnikowe, oraz Wieśka Skibę, popularnego majsterkowicza i „złotą rączkę”. Zainteresowani drobnymi pracami domowymi i tematyką ogrodu mogą znaleźć na profilu fachowe porady ekspertów, a na Instagramie – inspirujące zdjęcia i wizualizacje.

Zmęczenie i przyzwyczajenie

Donald Trump zastanawia się, czy nie można potroić ceł na dobra importowane z Chin, ale rynki finansowe najwyraźniej mają dość pomysłów prezydenta USA, gdyż wstępny skok awersji do ryzyka był umiarkowany i szybko wygaszony. Coraz trudniej jest podchodzić poważnie do pomysłów Trumpa i inwestorzy wolą skupić się na namacalnych sprawach, np. raporcie NFP.

W nocy inwestorzy na moment zostali spłoszeni oświadczeniem Białego Domu, że prezydent Donald Trump nakazał swojej administracji przeanalizowanie zasadności ceł na import z Chin wartych dodatkowe 100 mld USD. W oświadczeniu Trump napisał, że Chiny zdecydowały się wyrządzić szkody amerykańskim farmerom i przedsiębiorcom, a odpowiedź Chin jest „niesprawiedliwa”. Przypomnę tylko, że decyzja Chin o utworzeniu listy towarów z USA podlegających cłom jest odpowiedzią na wcześniejszy podobny ruch USA. To tylko bardziej podkreśla dziecinadę, jaką uprawia Trump i choć zawsze jest ryzyko, że jego upór przyniesie faktyczne dyrektywy wprowadzające jego pomysły w życie, to póki jesteśmy na etapie napuszonych komentarzy inwestorzy zaczynają być coraz bardziej obojętni. Dochodzimy do poziomu zmęczenia podobnego, jak w przypadku gróźb nuklearnych Korei Północnej. Można teraz zapytać, czy zaraz Trump nie obrazi się, że nikt go już nie słucha?

Zamiast poświęcać uwagę pomysłom Trumpa, rynki preferują skupić się na twardych faktach i wyczekiwanie na publikowany po południu raport z rynku pracy USA tłumaczy stonowaną reakcję FX na rewelacje z Białego Domu. W raporcie NFP na pierwszym planie ponownie będzie dynamika płac. Po silnym przyspieszaniu dynamiki wynagrodzeń do 2,9 proc. r/r w styczniu (później zrewidowane do 2,8 proc.), w lutym tempo osłabło do 2,6 proc. Wyczerpywanie się puli wykwalifikowanych pracowników stopniowo nasila presję płacową, w efekcie czego marzec ma przynieść dalszy wzrost płac przy konsensusie ustawionym na 0,3 proc. m/m i 2,7 proc. r/r. Przyspieszenie wzrostu wynagrodzeń (do 2,8 proc. i wyżej) wesprze spekulacje o czterech podwyżkach stóp procentowych Fed w całym 2018 r. (wobec trzech sugerowanych w projekcji FOMC), co by pchnęło USD do góry, ale prawdopodobnie negatywnie odbije się na ryzykownych aktywach. Przy odczycie na 2,7 proc. liczyć się będą zmiana zatrudnienia i stopa bezrobocia. Utrzymanie 2,6 proc. i niżej będzie złe dla USD, ale Wall Street oraz np. AUD i NZD będą zyskiwać. Zmiana zatrudnienia (prog. 185 tys.) nie powinna być punktem zapalnym, biorąc pod uwagę solidny odczyt ADP na 241 tys. Przy wysokim tempie zatrudnienia w ostatnich miesiącach teraz jest wysoce prawdopodobne, że stopa bezrobocia obniży się do 4,0 proc., po tym jak przez pięć miesięcy stała na 4,1 proc.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Zobacz jakie dane makroekonomiczne zostaną opublikowane w…

Pierwsza ważniejsze dane makroekonomiczne w przyszłym tygodni zostaną opublikowane w Japonii, będzie to optymizm konsumentów. Godzinę później poznamy niemiecki bilans handlowy. Dzień później czeka na nas tylko jedna publikacja – australijska koniunktura w przemyśle.

11 kwietnia będzie jednym z najciekawszych dni w tygodniu. O 2:30 w nocy poznamy australijski optymizm konsumentów wg. Westpac. Natomiast o godzinie 10:00 odbędzie się spotkanie członków ECB, co jak zawsze rozgrzewa inwestorów oraz wprowadza na rynek nieco zamieszania.

Być może poznamy więcej konkretów na temat przyszłości polityki monetarnej w Strefie Euro. Na tym nie koniec, o godzinie 10:30 zostanie opublikowany brytyjski bilans handlowy. Cztery godziny potem czeka na nas publikacja amerykańskiej inflacji, która prawdopodobnie podwyższy zmienność na parach walutowych z dolarem amerykańskim. Natomiast o godzinie 20:00 poznamy protokół z ostatniego posiedzenia FED, co również przełoży się na większą zmienność. Ostatni dzień sesji powinien być spokojny, zaplanowana jest jedynie jedna ważniejsza publikacja, amerykański indeks nastrojów konsumentów.

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Źródło: Admiral Markets

Stany Zjednoczone – Inflacja oraz protokół z posiedzenia FOMC dot. Polityki monetarnej

Od ostatniego kryzysu banki centralne zalały rynek finansowy płynnością. Bankierzy chcieli zobaczyć stabilna inflację, przeważnie w okolicy 2 albo 2.5 procenta. Gdyby cel został wcześniej zrealizowany, to stopy procentowe dawno zostały podniesione. Dlatego na dzień dzisiejszy publikowany CPI jest jednym z ważniejszych wskaźników makroekonomicznych.

Ostatnie podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych doprowadziły stabilizacji wskaźnika inflacji CPI. Najnowszy odczyt za marzec zostanie podany opublikowany 11 kwietnia o godzinie 14:30. Konsensus ekonomistów spodziewa się inflacji na poziomie 2.1 proc.

Wzrost inflacji powinien pozytywnie wpłynąć na notowania dolara amerykańskiego, ponieważ wzrost cen wspiera podwyżkę stóp procentowych oraz dalszego zacieśniania monetarnego. Z kolei niższa inflacja nie będzie wsparciem dla obecnej polityki monetarnej Rezerwy Federalnej.

Komitet FOMC obraduje 8 razy w roku, na swoich spotkaniach podejmuje decyzje na temat przyszłych stóp procentowych, po dwóch tygodniach po spotkaniu publikuje protokół ze swojego posiedzenia. Dla inwestorów jest bardzo ważny, ponieważ może dostarczyć wiele wskazówek na temat przyszłości polityki monetarnej.

Instrument do obserwacji – DAX

Notowania niemieckiego indeksu znalazły się w bardzo ważnym momencie. Ostatnia korekta sprowadziła kurs na miesięczne wsparcie w okolicy 12 000 punktów. Wsparcie zostało utworzone przez szczyt z kwietnia 2015 roku. Jego przebicie może być bardzo utrudnione.

Notowania indeksu DAX, interwał miesięczny

Notowania indeksu DAX, interwał miesięczny

Źródło: Admiral Markets

Jeżeli notowania DAX przebiją strefę wsparcia, to kolejnym celem niedźwiedzi będzie poziom w okolicy 11 500 punktów. Z drugiej strony mała korekta ostatniej wyprzedaży oraz dalsze spadki oznaczałyby wyrysowanie formacji RGR, a same spadki mogłyby być o wiele głębsze. Aczkolwiek dopóki wspomniana strefa popytu nie zostanie pokonana, to bazowy scenariuszem pozostanie kontynuacja trendu wzrostowego.

Dział Analiz Admiral Markets

Zobacz jakie dane makroekonomiczne zostaną opublikowane w przyszłym tygodniu

Pierwsze ważniejsze dane makroekonomiczne w przyszłym tygodniu zostaną opublikowane w Japonii, będzie to optymizm konsumentów. Godzinę później poznamy niemiecki bilans handlowy. Dzień później czeka na nas tylko jedna publikacja – australijska koniunktura w przemyśle.

11 kwietnia będzie jednym z najciekawszych dni w tygodniu. O 2:30 w nocy poznamy australijski optymizm konsumentów wg. Westpac. Natomiast o godzinie 10:00 odbędzie się spotkanie członków ECB, co jak zawsze rozgrzewa inwestorów oraz wprowadza na rynek nieco zamieszania.

Być może poznamy więcej konkretów na temat przyszłości polityki monetarnej w Strefie Euro. Na tym nie koniec, o godzinie 10:30 zostanie opublikowany brytyjski bilans handlowy. Cztery godziny potem czeka na nas publikacja amerykańskiej inflacji, która prawdopodobnie podwyższy zmienność na parach walutowych z dolarem amerykańskim. Natomiast o godzinie 20:00 poznamy protokół z ostatniego posiedzenia FED, co również przełoży się na większą zmienność. Ostatni dzień sesji powinien być spokojny, zaplanowana jest jedynie jedna ważniejsza publikacja, amerykański indeks nastrojów konsumentów.

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Źródło: Admiral Markets

Stany Zjednoczone Inflacja oraz protokół z posiedzenia FOMC dot. Polityki monetarnej

Od ostatniego kryzysu banki centralne zalały rynek finansowy płynnością. Bankierzy chcieli zobaczyć stabilna inflację, przeważnie w okolicy 2 albo 2.5 procenta. Gdyby cel został wcześniej zrealizowany, to stopy procentowe dawno zostały podniesione. Dlatego na dzień dzisiejszy publikowany CPI jest jednym z ważniejszych wskaźników makroekonomicznych.

Ostatnie podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych doprowadziły stabilizacji wskaźnika inflacji CPI. Najnowszy odczyt za marzec zostanie podany opublikowany 11 kwietnia o godzinie 14:30. Konsensus ekonomistów spodziewa się inflacji na poziomie 2.1 proc.

Wzrost inflacji powinien pozytywnie wpłynąć na notowania dolara amerykańskiego, ponieważ wzrost cen wspiera podwyżkę stóp procentowych oraz dalszego zacieśniania monetarnego. Z kolei niższa inflacja nie będzie wsparciem dla obecnej polityki monetarnej Rezerwy Federalnej.

Komitet FOMC obraduje 8 razy w roku, na swoich spotkaniach podejmuje decyzje na temat przyszłych stóp procentowych, po dwóch tygodniach po spotkaniu publikuje protokół ze swojego posiedzenia. Dla inwestorów jest bardzo ważny, ponieważ może dostarczyć wiele wskazówek na temat przyszłości polityki monetarnej.

Instrument do obserwacji – DAX

Notowania niemieckiego indeksu znalazły się w bardzo ważnym momencie. Ostatnia korekta sprowadziła kurs na miesięczne wsparcie w okolicy 12 000 punktów. Wsparcie zostało utworzone przez szczyt z kwietnia 2015 roku. Jego przebicie może być bardzo utrudnione.

Notowania indeksu DAX, interwał miesięczny

Notowania indeksu DAX, interwał miesięczny

Źródło: Admiral Markets

Jeżeli notowania DAX przebiją strefę wsparcia, to kolejnym celem niedźwiedzi będzie poziom w okolicy 11 500 punktów. Z drugiej strony mała korekta ostatniej wyprzedaży oraz dalsze spadki oznaczałyby wyrysowanie formacji RGR, a same spadki mogłyby być o wiele głębsze. Aczkolwiek dopóki wspomniana strefa popytu nie zostanie pokonana, to bazowy scenariuszem pozostanie kontynuacja trendu wzrostowego.

Dział Analiz Admiral Markets

Branża beauty nieustannie się rozwija. Salony kosmetyczne muszą przyciągać klientów dobrze wyszkoloną kadrą i profesjonalnymi kosmetykami

Branża beauty nieustannie się rozwija. Salony kosmetyczne muszą przyciągać klientów dobrze wyszkoloną kadrą i profesjonalnymi kosmetykami 1

Jeszcze 10 lat temu branża beauty w Polsce zaledwie raczkowała, a dziś można już skorzystać z najnowocześniejszych zabiegów. Salonów kosmetologicznych wciąż przybywa, dlatego żeby wyróżnić się na rynku, muszą one inwestować, przede wszystkim w zespół z odpowiednimi kwalifikacjami. Klienci zwracają szczególną uwagę na higienę i sterylność danego miejsca oraz stosowanie profesjonalnych preparatów z certyfikatami.

Zdaniem ekspertów, jeżeli salon kosmetyczny chce się utrzymać na rynku i przez długi czas cieszyć dobrą opinią, to w pierwszej kolejności musi zadbać o bezpieczeństwo i zdrowie klientów.

 Jeżeli trafiamy do salonu kosmetycznego, to przede wszystkim oceniajmy higienę, starajmy się pytać o to, na jakich produktach pracuje, jak często pracownicy korzystają ze szkoleń. Dobry salon kosmetyczny poznamy po jakości obsługi, po życzliwości osób, które tam pracują, po najmniejszych detalach, chociażby filiżance dobrej kawy czy świeżej prasie – mówi agencji Newseria Żaneta Stanisławska, ekspert w branży beauty.

Czystość i zasady higieny w gabinecie to podstawa. Druga sprawa to profesjonalne kosmetyki. Dobry salon nie oszczędza na specjalistycznych preparatach z górnej półki, ale na rynku działają także takie, które oszukują klientów, oferując najtańsze, niekoniecznie dobre kosmetyki lub co gorsze, przelewają zamienniki do markowych butelek.

Kolejna bardzo ważna rzecz, na którą należy zwrócić uwagę, to specjalizacja salonu. Dlatego warto wcześniej dokładnie sprawdzić miejsce, do którego się wybieramy. Trzeba szukać salonów, które specjalizują się w danym zabiegu, mają dobre referencje i zaufało im już wiele osób. Jeden salon wcale nie musi skupiać w sobie wszystkich usług medycyny estetycznej, kosmetologii, kosmetyczki, fryzjera i manikiurzystki.

 – Dobry salon kosmetyczny poznamy po ekspertach. Tak naprawdę już pierwsze 5 minut jest nam w stanie powiedzieć, czy trafiamy do profesjonalisty. W salonie nie może być tak, że pracujące tam osoby są specjalistami od wszystkiego. Wybierajmy więc miejsca, które przede wszystkim mają dobre certyfikaty, starają się uczestniczyć choćby w części imprez branżowych, a w Polsce mamy ich bardzo dużo – mówi Żaneta Stanisławska.

Jeśli decydujemy się na jakikolwiek zabieg ingerujący w nasz organizm, np. zabiegi medycyny estetycznej czy makijaż permanentny, to pracownicy salonu powinni przeprowadzić z nami wywiad, zapytać o stan zdrowia i choroby przewlekłe, a także poinformować o skutkach zabiegu.

Przed wyborem salonu beauty warto zapytać o opinię innych, bowiem marketing szeptany może nas zaprowadzić do najbardziej wartościowych miejsc.

Do głównych grzechów salonów kosmetycznych możemy zaliczyć brak indywidualnego podejścia do klienta, plotkarstwo – kiedy możemy w nim usłyszeć coś na temat innej klientki, niską jakość obsługi, brak cennika, brak jasnych informacji, obojętność wobec tego, czy klient wychodzi zadowolony, oraz rażący brak higieny. Jeżeli w salonie intuicyjnie wyczuwamy, że nie jest to nasze miejsce, nie czujemy tu dobrej energii, to powinniśmy zrezygnować z jego usług – mówi Żaneta Stanisławska.

Branża beauty nieustannie mocno się rozwija. Usługi kosmetyczne cały czas zyskują na popularności i na rynku pojawia się coraz więcej nowych graczy, wśród których coraz trudniej się wyróżnić. W takiej sytuacji zdaniem Żanety Stanisławskiej warto zastosować strategię błękitnego oceanu. Polega ona na wprowadzeniu do oferty takiego elementu, który całkowicie odróżni salon od konkurentów. Dzięki takiej taktyce zyskuje on dostęp do zupełniej nowej części rynku i przynajmniej przez jakiś czas jest dwa kroki przed rywalami.

– Pojawiają się coraz to nowsze rozwiązania, dzięki którym klientki mogą się poczuć piękniejsze, młodsze, ale też jest coraz więcej specjalistów, którzy zadbają nie tylko o naszą urodę, lecz także o wewnętrzne odprężenie. Branża beauty przeżywa teraz swój najlepszy czas – mówi Żaneta Stanisławska.

Zdaniem ekspertów, by zbudować markę salonu beauty, trzeba zwrócić uwagę na wiele elementów. Ważna jest chociażby chwytliwa nazwa firmy, wygląd i kolorystyka logo, font użyty na stronie internetowej czy wizytówkach, sposób wykorzystywania mediów społecznościowych, a także wystrój i aranżacja wnętrza salonu czy wreszcie rodzaj i kolor stroju pracowników.

FOR: Ustawa o ograniczeniu handlu w niedziele jest źle napisana. Nie spełni swoich założeń

FOR: Ustawa o ograniczeniu handlu w niedziele jest źle napisana. Nie spełni swoich założeń 2

Przed nami trzecia, nie licząc Wielkanocy, niedziela z częściowym zakazem handlu. Niektórzy handlowcy wciąż mają problem z interpretacją przepisów i nie wiedzą, czy mogą otwierać sklepy w tym dniu. Zdaniem Forum Obywatelskiego Rozwoju zakaz nie spełni zakładanych przez ustawodawcę funkcji, a sama ustawa jest tak nieprecyzyjnie napisana, że powinno się ją stworzyć od nowa.

– Wydaje się, że niezależnie od liczby niedziel z zakazem handlu, które będziemy obserwować, po prostu ta ustawa jest zła – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Patryk Wachowiec, analityk prawny Fundacji FOR. – Nie tylko z tego powodu, że nie spełni swoich funkcji społeczno-ekonomicznych, lecz także z powodu tego, że jest z technicznego punktu widzenia źle napisana. Dlatego m.in. resort pracy wydał swoistą interpretację do tej ustawy, którą w kolejnych dniach poszerzał o kolejne pytania i odpowiedzi związane z zakazem handlu. To samo przez się świadczy o niskiej jakości tego prawa.

Zakaz handlu w niedziele obowiązuje od 1 marca. W 2018 roku sklepy zamknięte będą w ostatni dzień tygodnia oprócz pierwszej i ostatniej niedzieli w miesiącu, chyba że akurat wypadało w święto. W 2019 roku handlować będzie wolno jedynie w ostatnią niedzielę miesiąca, a od 2020 roku zakaz ma objąć wszystkie niedziele. Zakłada jednak wyjątki: czynne mogą być m.in. kwiaciarnie, apteki, sklepy na stacjach benzynowych, dworcach oraz te placówki, w których za kasą stanie właściciel. Tak stanowi litera ustawy. W swojej interpretacji Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej oraz Państwowa Inspekcja Pracy dopuściły jednak pomoc najbliższej rodziny (rodzice, macocha, ojczym, dzieci własne i przysposobione, dzieci małżonka i małżonek). Oczywiście pod warunkiem, że nie są na co dzień zatrudnieni jako pracownicy.

 Z prawnego punktu widzenia, badając te przepisy, w zasadzie można wysnuć taki wniosek, że przedsiębiorcy nie wiedzą na pewno, czy mogą, czy nie mogą handlować w niedzielę i to jest dla nich największy problem, czyli nieprzejrzystość prawa. Z drugiej strony kolejne zapowiedzi jeszcze większego ograniczania handlu, obejmowania kolejnych branż, pokazują, że ta zasada zaufania przedsiębiorców do państwa i stanowionego prawa legła w gruzach –komentuje Patryk Wachowiec.

W dwóch pierwszych niedzielach bez handlu – 11 i 18 marca – inspektorzy skontrolowali 12 tys. sklepów, z których 5 tys. było czynnych. Mandaty, wnioski o ukaranie i wszczęte postępowania uruchomiono wobec 2,9 proc. z nich. Sama minister Elżbieta Rafalska i Główny Inspektor Pracy uważają ten wynik za sukces i dowód na przestrzeganie prawa przez właścicieli sklepów. Pozostaje pytanie, czy obroty w takie dni będą równe tym sprzed wprowadzenia zakazu.

 Wydaje się, że nie spełni się ten założony przez ustawodawcę cel, czyli to, aby małe rodzinne sklepiki mogły w jakiś sposób konkurować z wielkimi sieciami handlowymi. Zwróćmy uwagę na to, że największe sieci handlowe zrobiły tak duże promocje w piątki i soboty, że konsumenci w te dni już się nasycili i w niedzielę zapewne udawali się do małych rodzinnych sklepów tylko po towary pierwszej potrzeby, a to zdecydowanie nie pomoże tym placówkom konkurować z dużymi sieciami – uważa prawnik Fundacji FOR.

Inspektorzy karali przede wszystkim tych detalistów, którzy zatrudniali w niedzielę pracowników (było to zresztą najczęstsze wykroczenie) i prowadzili sprzedaż pod przykrywką punktu usługowego lub innej dozwolonej działalności. Niekiedy spotykali się z odmową wpuszczenia i uniemożliwieniem dokonania inspekcji i takie sprawy były kierowane do sądu. Ich orzeczenia z pewnością pomogą w interpretacji ustawy. W ocenie inspekcji wbrew ustawie otwartych okazało się łącznie 147 sklepów.

– Długofalowym skutkiem ekonomicznym zakazu handlu na pewno nie będzie duży spadek zatrudnienia – przekonuje Patryk Wachowiec. – Raczej przyczyni się on do spadku dynamiki nowego zatrudnienia, bo właściciele największych sieci handlowych będą mieli na uwadze to, że w kolejne niedziele objęte zakazem handlu lepiej zrobić roszady wśród pracowników i tak ich dopasować, a żeby mogli pracować w dni handlowe, a nie wystawiać kolejne ogłoszenia o pracę i zatrudniać nowe osoby.

Resort pracy zapowiada możliwość nowelizacji, ale pierwszej oceny zamierza dokonać dopiero w czerwcu, a kompleksowej – po pół roku obowiązywania nowego prawa. Dopiero wówczas można się liczyć z ewentualnymi nowelizacjami. Prowadzone będą też spotkania ze stroną związkową oraz przedstawicielami organizacji pracodawców.

Wydaje mi się, że po pierwsze ta ustawa jest całkowicie do zniesienia, a jeżeli ustawodawca już chce objąć zakazem handlu konkretne niedziele, to po prostu ten akt z technicznego punktu widzenia trzeba by napisać na nowo, a nie łatać go kolejnymi nowelizacjami – konkluduje przedstawiciel FOR.

Ponad połowa firm zatrudnia cudzoziemców. Polscy pracownicy nie postrzegają ich jako zagrożenia dla swoich miejsc pracy

Ponad połowa firm zatrudnia cudzoziemców. Polscy pracownicy nie postrzegają ich jako zagrożenia dla swoich miejsc pracy 3

W Polsce brakuje pracowników o odpowiednich kwalifikacjach i dlatego pracodawcy chętnie zatrudniają obcokrajowców – przede wszystkim z Ukrainy. Powód ten wymienia jako przyczynę zabiegania o zagranicznych specjalistów 100 proc. firm, które o to zapytano. Tylko w ubiegłym roku przyznano cudzoziemcom 6,5 razy tyle pozwoleń na pracę, co w 2010 roku. Zdecydowana większość Polaków nie postrzega ich jako zagrożenia dla ich stanowiska.

Według danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w 2017 roku udzielono cudzoziemcom 235 626 zezwoleń na pracę, w tym 61 275 kobietom. Dla porównania 7 lat wcześniej pozytywnie rozpatrzonych wniosków było ogółem 36 622. Najwięcej – 46 510 – przypadło na budownictwo, a następnie na transport i logistykę (32 781). Na trzecim miejscu znalazło się przetwórstwo przemysłowe z niespełna 25 tys. zezwoleń. Największą grupę zatrudnionych stanowili obywatele Ukrainy – 192 547. Drugich pod względem liczebności Białorusinów było osiemnastokrotnie mniej (10 518). Podium zamykają Nepalczycy w liczbie 7 075.

Cudzoziemcy najchętniej ubiegają się o pracę na Mazowszu – ponad 75 tys. – oraz Śląsku (przeszło 23 tys.) i w Małopolsce (22 tys.). Najmniej pozwoleń wydano w ub.r. w województwach podlaskim (2,9 tys.) i świętokrzyskim (3,25 tys.).

W 2014 roku dominującą grupą wśród osób przyjeżdżających były kobiety, zwykle powyżej 40 roku życia, które podejmowały pracę jako opiekunki do dzieci lub osoby sprzątające. Od kilku lat to się zmienia, głównie mamy do czynienia z młodymi mężczyznami w wieku do 33 lat, którzy przyjeżdżają do pracy w sektorze budowlanym, turystyce, w przetwórstwie przemysłowym i rolnictwie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Katarzyna Lorenc, ekspert BCC ds. rynku pracy. – 46 proc. z tych osób ma wyższe wykształcenie, a 1/3 z nich twierdzi, że pracuje poniżej swoich kwalifikacji. Bardzo dużo osób przyjeżdża tutaj i podejmuje studia, coraz więcej osób myśli o stałym osiedleniu.

Z badania ankietowego BCC i Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji (IOM) wynika, że ponad połowa badanych firm zatrudnia cudzoziemców (54,5 proc.). Zdecydowanie więcej, bo ponad dwie trzecie firm, jest zainteresowanych zatrudnianiem obcokrajowców na długi okres – powyżej 9 miesięcy (68,2 proc.). Wszyscy ankietowani odpowiedzieli, że powodem, dla którego przyjmują do pracy obywateli innych państw, jest brak polskich pracowników o odpowiednich kwalifikacjach. Odpowiedź „bo jest to tańszy pracownik” wskazało jedynie 18,2 proc. pytanych.

Bezrobocie wyniosło w lutym 6,8 proc. i było tylko o 0,3 pkt proc. wyższe od listopadowego rekordu na poziomie 6,5 proc. Jest to jednak efekt sezonowy. Na koniec lutego 2018 roku w Polsce było 1,1 mln bezrobotnych, o 18,6 proc. mniej niż rok wcześniej. W tej grupie są wprawdzie osoby, które odeszły z rynku pracy na emeryturę (obniżony wiek emerytalny) bądź zdecydowały się zostać w domu wskutek świadczenia Rodzina 500+, ale wzrosło także zatrudnienie. W sektorze przedsiębiorstw było ono o 3,7 proc. wyższe niż rok wcześniej i wyniosło prawie 6,2 mln osób, najwięcej w historii (GUS podaje dane od 2005 roku). W całej gospodarce narodowej na koniec września 2017 roku pracowało 9,2 mln osób, o 3,4 proc. więcej niż rok wcześniej. Dwie trzecie tej liczby zatrudnionych było w sektorze prywatnym (dane nie obejmują firm do 9 osób).

Badania przeprowadzone w zeszłym roku pokazują, że 90 proc. pracowników jest bardzo dobrze nastawionych do Ukraińców. Nie widzą w nich zagrożenia dla swojego miejsca pracy, ponieważ obcokrajowcy są przyjmowani na stanowiska i do prac, których Polacy nie chcą się podejmować, więc oni stanowią bardzo dobre uzupełnienie – zauważa Katarzyna Lorenc.

Jest jednak mała grupa (ok. 7 proc.) badanych, którzy są negatywnie nastawieni do cudzoziemców.

To są bardzo młodzi ludzie w wieku od 18 do 22 lat, którzy postrzegają Ukraińców jako zagrożenie, zwłaszcza w obszarze konkurencji o płace. Ukraińcy nie mają aż takiego parcia na podwyżkę płac, ponieważ ta zmiana, którą odczuwają po przyjeździe, jest już dosyć duża. W ten sposób pozycja negocjacyjna polskich pracowników jest nieco słabsza – wyjaśnia Lorenc.

Przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w gospodarce narodowej w okresie trzech pierwszych kwartałów 2017 roku (dane za cały rok GUS opublikuje 30 kwietnia) ukształtowało się na poziomie 4 276 zł i było o 4,9 proc. wyższe niż w takim samym okresie poprzedniego roku. W sektorze publicznym wyniosło 4 698,77 zł, co oznacza wzrost do analogicznego okresu ub.r. o 3,4 proc., a w sektorze prywatnym 4 105,29 zł (wzrost o 5,8 proc.). Siła nabywcza przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia brutto w gospodarce narodowej była o 3,0 proc. większa niż przed rokiem (te dane dotyczą wszystkich firm, także tych o liczbie pracowników mniejszej niż 9).