Wirtualna rzeczywistość pomaga leczyć wzrok. Powstają rozwiązania korygujące zeza poprzez gry w tej technologii

Wirtualna rzeczywistość pomaga leczyć wzrok. Powstają rozwiązania korygujące zeza poprzez gry w tej technologii 1

Gogle do wirtualnej rzeczywistości mogą być wykorzystywane do korygowania wad wzroku oraz zaburzeń takich, jak zez. Start-upy są na etapie konstruowania gier i filmów służących do leczenia, ale na gotowe produkty trzeba jeszcze poczekać. Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że ponad 3 proc. populacji świata cierpi na zaburzenia widzenia. Większości z nich można zapobiec lub wyleczyć. Wirtualna rzeczywistość może pomóc także w przypadku depresji, zespołu stresu pourazowego, czy chronicznego bólu.

Leczenie wad wzroku za pomocą gogli VR opiera się na zasadzie podobnej do tej, z jaką mamy do czynienia w przypadku leczenia farmakologicznego. Tradycyjna terapia polega na podaniu do zdrowego oka środka, który czasowo pogarsza widzenie w nim, i tym samym na pogorszeniu do pracy oka niesprawnego. W okularach do wirtualnej rzeczywistości podobny efekt osiąga się modulując ostrość widzenia na jednym z oczu. Ogólnie rzecz biorąc terapia polega na kontrolowanym „oszukiwaniu” mózgu, który steruje pracą narządów.

– Wirtualna rzeczywistość opiera się na okularach, które nakładamy na swoje oczy. Z bliskiej odległości widzimy wyświetlany obraz, nie mając żadnego układu odniesienia. Jeżeli cały obraz, czyli wszystko co obejmuje moje oko, jest wirtualnym obrazem, wtedy mój mózg nie jest w stanie stwierdzić gdzie ja jestem. Przyjmuje tę rzeczywistość w okularach za prawdziwą tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje dr Piotr Fryczkowski, okulista z centrum medycznego RETINA.

Jednym ze start-upów oferujących leczenie okulistyczne za pomocą gogli do wirtualnej rzeczywistości jest polski RemmedVR. Terapia z wykorzystaniem gogli VR może, według polskiej firmy, pomóc 4-krotnie większej liczbie pacjentów w 2-krotnie krótszym czasie. Nadzorowana przez lekarza w sposób zdalny terapia, polega na wykonywaniu za pomocą gogli do wirtualnej rzeczywistości różnego rodzaju ćwiczeń, w zależności od rodzaju choroby. Obecnie, polski start-up skupia się na leczeniu leniwego oka i zeza.

– Jeżeli stworzymy grę komputerową, w której jednym okiem dziecko będzie widziało lepiej, a drugim okiem słabiej, to będzie ono spędzało dużo czasu chętnie grając w taką grę komputerową, a przy okazji głowa będzie mogła się nauczyć patrzeć i widzieć gorszym okiem – wyjaśnia ekspert.

Podobne rozwiązanie proponuje amerykańska firma Vivid Vision. W przeciwieństwie do polskiego start-upu, który oferuje dedykowane gogle VR, platforma Vivid Vision Home dostępna jest na wielu różnych goglach VR – Oculus Rift, HTC Vive, Samsung Gear VR, czy Google Daydream. System opiera się na różnego rodzaju mini-grach, w trakcie których przeprowadzane są testy.

Inną metodą leczenia wzroku za pomocą gogli VR może być efekt wzmocnienia kontrastu. Jak podkreśla ekspert, nie ma jednak w tym zakresie jeszcze gotowych rozwiązań.

– Jeżeli mam 100 proc. kontrastu w oku niedowidzącym czyli słabszym, a 20 proc. w oku normalnie widzącym, to wtedy obraz widziany przez oko słabe jest lepszy. Innymi słowy, mózg chce go włączyć do swojego normalnego działania – przekonuje dr Piotr Fryczkowski.

Skuteczność tego typu terapii coraz częściej potwierdza się, choć metody te są jeszcze zbyt młode, by udowodnić ją naukowo. Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że na świecie żyją 253 mln ludzi z zaburzeniami widzenia. 36 mln stanowią niewidomi, a 217 mln cierpi na umiarkowane lub ciężkie zaburzenia widzenia. Jednocześnie okazuje się, że ponad 80 proc. wszystkich zaburzeń widzenia można wyleczyć lub im zapobiec.

Technologia wirtualnej rzeczywistości jest coraz popularniejsza wśród rozwiązań medycznych. Firma Virtually Better oferuje terapię VR, leczącą depresję. Bravemind to narzędzie pomagające uporać się żołnierzom z zespołem stresu pourazowego. Firsthand Technology obiecuje walkę z chronicznym bólem za pomocą swojej aplikacji SnowWorld. Holograficzne obrazy 3D i gogle VR polskiej firmy MedApp, pozwolą zaś lepiej przygotować się lekarzom do zabiegów, a w przyszłości mają ułatwić postawienie diagnozy.

Rynek wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości w medycynie rośnie błyskawicznie. Według prognoz Grand View Research, jego wartość do 2025 ma wzrosnąć do 5,1 mld dolarów.

Odzyskiwanie należności online jest skuteczniejsze nawet o 50 proc. Dzięki aplikacji można odzyskać długi polubownie

Odzyskiwanie należności online jest skuteczniejsze nawet o 50 proc. Dzięki aplikacji można odzyskać długi polubownie 2

Niezapłacone przez kontrahentów faktury są jednym z głównych problemów polskich firm. W procesie windykacji można skorzystać z aplikacji przeprowadzającej przedsiębiorcę krok po kroku od rozwiązań polubownych do bardziej radykalnych. Takie rozwiązanie poprawia o prawie połowę ściągalność długów. Statystycznie najlepsze rezultaty windykacji przynoszą negocjacje.

Aż 90 proc. polskich firm narzeka na opóźnienia w płatnościach – wynika z danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. Średni czas zalegania z zapłatą oscyluje wokół czterech miesięcy. Średnia wartość niezapłaconych faktur wyceniana jest na 6 tys. zł. Przedsiębiorcy mają w zasadzie dwa sposoby na windykowanie należności. Pierwszy z nich to samodzielne upominanie się o płatności. Drugim jest skorzystanie z usług firmy zewnętrznej lub kancelarii. Od niedawna skorzystać można także z aplikacji wspomagającej samodzielną windykację długów.

– Aplikacja jest prostym, zautomatyzowanym zestawem narzędzi do odzyskiwania pieniędzy. Przedsiębiorca może w łatwy sposób po zalogowaniu się do systemu korzystać z całego procesu windykacji, od polubownej, poprzez sądową, a skończywszy na egzekucyjnej ­– mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Bogusław Bieda, prezes zarządu Vindicat sp. z o.o.

Rozwiązanie pomaga przedsiębiorcy krok po kroku przebrnąć przez proces windykacji. Z jednej strony mamy w niej cały zestaw gotowych dokumentów i pism, a z drugiej system CRM będący swoistym doradcą biznesmena.

– Podpowiada on przedsiębiorcy, jakie kroki należy wykonać, żeby skutecznie odzyskać swoje pieniądze. Mamy także rozwiązania tak innowacyjne, jak np. giełda długów. Można umieścić na niej dłużnika. Jeśli zawiedzie proces windykacji polubownej, to wtedy jest możliwość wydrukowania gotowego pozwu do tradycyjnego sądu lub pliku do e-sądu ­– wyjaśnia Bogusław Bieda.

Ściąganie długów w taki sposób przynosi wymierne rezultaty. Z raportu „Vindicat.pl 2018” wynika, że skuteczność procesu windykacji z użyciem aplikacji jest wyższa aż o około 50 proc. w stosunku do sytuacji, z jaką mamy do czynienia przy samodzielnym domaganiu się należności. Najwyższa skuteczność jest notowana w przypadku krótkiego czasu zalegania z płatnością.

– Im wcześniej przedsiębiorca zacznie działać, tym większa jest skuteczność odzyskania pieniędzy. Sięga ona poziomu 90 proc. w przypadku należności krótszych niż 90 dni. Jeżeli faktury są przeterminowane o co najmniej kilka, kilkanaście miesięcy, wtedy ta skuteczność niestety spada. Drugi wniosek płynący z naszych badań dotyczy wartości faktur. Okazuje się, że największa faktura, którą odzyskał przedsiębiorca, opiewała na 800 tys. zł, a najmniejsza na 50 zł. Średnia wartość windykowanych faktur w systemie to około 7 tys. zł – twierdzi prezes Vindicat sp z o.o.

Zgodnie z danymi opracowanymi przez dostawcę aplikacji przedsiębiorcy w procesie windykacji stawiali przede wszystkim na rozwiązania polubowne. Ponad połowa klientów w pierwszym kroku zastosowała wezwanie do zapłaty, a ponad jedna czwarta wezwanie do negocjacji. Najlepsze rezultaty osiągali ci użytkownicy aplikacji, którzy w pierwszych krokach postawili właśnie na takie rozwiązania.

Dostęp do aplikacji jest możliwy z każdego urządzenia z dostępem do internetu. Najtańszy abonament kosztuje 39 zł miesięcznie.

Z danych opublikowanych w „Monitorze Sądowym i Gospodarczym” wynika, że w 2017 roku ogłoszono niewypłacalność dziewięciuset polskich firm.

Produkcja prawa w Polsce największa w historii

Brak znajomości prawa nie jest wytłumaczeniem przy popełnianiu wykroczenia czy przestępstwa, dlatego każdy obywatel, a tym bardziej przedsiębiorca, powinien przeczytać dziennie 108 stron nowych ustaw i rozporządzeń. Polska jest bowiem rekordzistą w tworzeniu nowego prawa, a z tego dla wszystkich wynikają określone obowiązki.

27 118 stron nowych aktów prawnych „wyprodukowało” państwo polskie w 2017 r., jak wynika z najnowszego raportu firmy doradczej Grant Thornton, nazywanego „Barometrem prawa”.

– Prawo musi się zmieniać, choćby dlatego, że pojawiają się ciągle nowe technologie – mówi w rozmowie z MarketNews24 Jacek Kowalczyk z Grant Thornton.

Jak radzą sobie z tym inne kraje, które na pewno uznawane są za państwa o nowoczesnej gospodarce i rozwiniętych prawach obywatelskich?

– W Polsce produkujemy 60 razy więcej prawa niż w Szwecji, która ma najbardziej stabilne prawo – wyjaśnia Jacek Kowalczyk. – Pod tym względem jesteśmy liderem wśród państw Unii Europejskiej.

Wzrost PKB Polski od 2019 roku będzie hamować

Najszybsze tempo wzrostu gospodarczego mamy już za sobą. Konsumpcja już nie będzie tak rosnąć, ale stanie się to z inflacją. Ten rok będzie jeszcze dobry, trudniejszy będzie następny rok.

– W IV kw. 2017 r. dynamika PKB była bliska 5 proc., ale w kolejnych kwartałach będzie w lekko spadkowym trendzie – mówi w rozmowie z MarketNews24 Krystian Jaworski, starszy ekonomista w Credit Agricole Bank Polska.

W ocenie analityków tego banku konsumpcja już nie będzie rosnąć zbyt szybko, ze względu na stagnację zatrudnienia, związaną z bardzo niskim bezrobociem. Pozytywne jest natomiast dla gospodarki, że będą rosnąć inwestycje. Przede wszystkim te publiczne, związane z finansowaniem z środków, które otrzymujemy z Unii Europejskiej. Rosnąć będzie inflacja.

O ile w 2017 r. wzrost PKB prawdopodobnie wyniósł 4,6 proc., to w tym roku ma to być wzrost o 4,3 proc.

– Większe spowolnienie gospodarki przyjdzie od 2019 r., gdy pogłębią się negatywne tendencje – mówi K.Jaworski.

Polska spadła o siedem pozycji w rankingu Transparency International

Polska zajęła 36. miejsce w najnowszej edycji rankingu Indeks Percepcji Korupcji opublikowanym przez Transparency International. To niespodziewany spadek o siedem pozycji. Niewielka strata punktowa, choć odzwierciedlona sporym spadkiem rankingowym (w ubiegłym roku byliśmy na miejscu 29.) według ekspertów PwC z zespołu usług śledczych i zarządzania ryzykiem pokazuje, że pomimo wielu działań nakierowanych na walkę z korupcją, zjawisko to wciąż jest odczuwane przez Polaków na co dzień.

W tegorocznym rankingu Polska straciła 2 punkty, uzyskując wynik 60 pkt. W konsekwencji nasz kraj spadł w rankingu aż o 7 pozycji, z miejsca 29. na 36. Wynik ten plasuje nas na 18. pozycji wśród krajów europejskich. Za Polską znalazły się nie tylko kraje z regionu Europy Środkowo-Wschodniej, takie jak: Litwa (38.), Łotwa (40.), Czechy (42.), Słowacja (54.) i Węgry (66.), ale i kraje z Europy Zachodniej: Hiszpania (42.), Grecja (59.) czy Włochy (54.). W większości przypadków zanotowały one jednak rankingowe wzrosty albo utrzymały zeszłoroczny poziom. Wyjątek stanowią tu Węgry, które spadły aż o 9 pozycji w porównaniu do zeszłorocznego wyniku. Na niewątpliwą uwagę zasługują Estonia, która z roku na rok konsekwentnie poprawia swój wynik, w bieżącej edycji indeksu osiągając poziom 71 pkt i 21. miejsce w ogólnym zestawieniu (w zeszłym roku było to 70 pkt i miejsce 22.), a także Słowenia, która utrzymując zeszłoroczny wynik (61 pkt.) wyprzedziła Polskę o jedną lokatę.

Wciąż jesteśmy wśród liderów w regionie, ale przed nami wiele pracy, by dorównać standardom antykorupcyjnym na przykład w krajach nordyckich, Nowej Zelandii, czy w Szwajcarii. Niewielka strata punktowa, choć odzwierciedlona sporym spadkiem rankingowym, pokazuje, że korupcja jest odczuwana przez Polaków na co dzień. Osiągnęliśmy już pewien poziom dojrzałości instytucjonalnej oraz zaawansowania rozwiązań wykorzystywanych w prewencji i walce z oszustwami gospodarczymi, co nie oznacza, że nie można zrobić więcej – mówi Marcin Klimczak, partner PwC, lider zespołu usług śledczych i zarządzania ryzykiem nadużyć w Polsce i Ukrainie i krajach bałtyckich

Po raz kolejny na samej górze zestawienia znalazły się m.in. kraje nordyckie: Dania (2. miejsce – 88 punktów), Finlandia (3. miejsce – 85 punktów), Norwegia (3. miejsce – 85 punktów), Szwecja (6. miejsce – 84 punktów), a także gospodarki z regionu Azja-Pacyfik: Nowa Zelandia (1. miejsce – 89 punktów) i Singapur (6. miejsce – 84 pkt.). Na przeciwległym biegunie – ostatnie lokaty zajęły: Syria, Południowy Sudan i Somalia, zdobywając odpowiednio 14, 12 i 9 punktów.

Musimy mieć świadomość, że Indeks Percepcji Korupcji to bardzo złożone badanie, a wahania punktowe poszczególnych krajów to efekt wielu analiz, uwzględniających różne zmienne – od 2012 roku w pełni porównywalne w ujęciu rok do roku. Badanie agreguje dane z 13 źródeł z 12 różnych instytucji, które wychwytują postrzeganie korupcji w ciągu ostatnich dwóch lat w krajach ujętych w Indeksie. Instytucje te pozyskują informacje od przedsiębiorców i ekspertów krajowych w zakresie korupcji w sektorze publicznym i nie może tu być mowy o przypadkowych wynikach – mówi Angelika Ciastek-Zyska, menedżer w zespole usług śledczych i zarządzania ryzykiem nadużyć, ekspert PwC ds. antykorupcji

Najnowsze zestawienie Indeksu Percepcji Korupcji (Corruption Perception Index) to 25. edycja badania międzynarodowej organizacji pozarządowej Transparency International, prezentującego postrzeganie korupcji w 180 państwach z całego świata, w tym w Polsce. Jak wskazują wyniki, ponad 2/3 krajów z tej puli uzyskało mniej niż połowę maksymalnej (100 pkt.) możliwej do zdobycia punktacji. Natomiast średnia liczba punktów w ujęciu globalnym to 43, co autorzy rankingu uznają za poziom poniżej którego korupcję należy postrzegać jako powszechne zjawisko w sektorze publicznym w danym kraju.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

Przed nami tydzień z bankami centralnymi. Główna uwaga będzie na EBC, gdzie spodziewane są zmiany w komunikacji, co i kiedy bank ma w planach. Poza tym banki w Australii i Kanadzie raczej nie odmienią sentymentu na AUD i CAD, na których ciążą obawy o wojny handlowe. Spokojnie powinno być przy decyzjach w Japonii i Polsce. Zwieńczeniem tygodnia będzie raport z rynku pracy USA, gdzie dalszy wzrost wynagrodzeń będzie mocnym argumentem dla jastrzębi z Fed.

Przyszły tydzień: NFP, EBC, RPP, BoJ, RBA, PKB/sprzedaż det. z Australii BoC, rynek pracy z Kanady

W USA na pierwszym planie będzie dyskusja o krokach powziętych przez Biały Dom mogących prowadzić do wojny handlowej na pełną skalę. Na ten moment trudno oszacować, jaki faktyczny wpływ na gospodarkę będą miały nałożone cła importowe w aluminium i stali. Jednocześnie obawy o skutki i działania odwetowe Chin i innych państw kładą się cieniem na perspektywach aktywów ryzykownych. W tym klimacie USD może radzić sobie lepiej w odniesieniu do walut surowcowych i rynków wschodzących (redukcja pozycji budowanych w ostatnich tygodniach), ale przegra w konfrontacji z bezpiecznymi przystaniami, jak EUR i JPY.

W temacie danych makro najważniejszy będzie raport z rynku pracy (pt). W ciągu miesiąca różne wskaźniki zatrudnia, w tym rekordowo niska liczba nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, sugerują kontynuowaną poprawę sytuacji, stąd konsensus dla wzrostu zatrudnienia jest wysoko na 203 tys. Przyrost miejsc pracy powinien przełożyć się na spadek stopy bezrobocia o 0,1 pkt proc. do 4,0 proc. Tradycyjnie już ważniejsze będą dane o wynagrodzeniach, szczególnie po silnym wzroście w styczniu (0,5 proc.). Prognozowana dynamika 0,3 proc. przypieczętuje podwyżkę stóp procentowych Fed na marcowym posiedzeniu i podtrzyma debatę o możliwych czterech podwyżkach w całym roku.

EUR wpierw będzie się musiało zmierzyć z rezultatami wyborów we Włoszech i decyzji SPD o przystąpieniu do Wielkiej Koalicji. Szczególnie głos na NIE w tym drugim przypadku będzie miał największe konsekwencje, gdyż podniesie ryzyko powtórzonych wyborów, a bezkrólewie w Niemczech opóźni proces reform całej UE. W przeciwnym wypadku mini-rajd ulgi jest bardzo możliwy. Wydarzeniem tygodnia będzie posiedzenie EBC (czw), gdzie spodziewane są zmiany w komunikacji. Porzucenie gołębiego nastawienia, tj. usunięcie z komunikatu gotowości do zwiększania skupu aktywów, byłoby najistotniejszą zmianą, ale sądzimy, że Rada Prezesów odłoży tę decyzję na późniejszy czas. Z jednej strony EBC nie chce niepotrzebnie podsycać aprecjacji EUR, z drugiej – profil inflacji wciąż jest niepewny. Stąd posiedzenie EBC może nie dać impulsu dla szybszego umocnienia EUR.

W styczniu PMI dla usług Wlk. Brytanii spadł do najniższego poziomu od ponad roku, więc tym razem (pon) nie można wykluczyć skromnego odbicia. Produkcja przemysłowa w styczniu powinna wskazać na wyraźne odbicie ze względu na restart prac na platformach wiertniczych na Morzu Północnym po grudniowych awariach. Podobnie deficyt handlowy może się skurczyć po nadzwyczajnym wzroście w grudniu. Ogólnie dane prezentuje szanse na pozytywny wpływ na funta, jednak ryzyko pozostaje w doniesieniach z negocjacji Brexitu.

W Polsce dwudniowe posiedzenie RPP (wt-śr) może przynieść najnudniejszy rezultat z całej serii decyzji banków centralnych w tym tygodniu. Wątpliwym jest, aby nowa projekcja makroekonomiczna przyniosła tak duże zmiany, by odmienić nastawienie Rady. Inflacja nie wykazuje oznak przyspieszenia pomimo silniejszej dynamiki płac, a dynamika PKB po IV kw. była nieco gorsza od oczekiwań. Jest bardziej prawdopodobne, że nowe prognozy umocnią prezesa Glapińskiego w przekonaniu, że stopy procentowe mogą pozostać niezmienione nawet do połowy 2019 r. Jakkolwiek nie będzie to zaskoczeniem dla inwestorów, pasywność RPP trafia na rynek w czasie, kiedy awersja do ryzyka wzmaga, tym samym może stać się katalizatorem dla osłabienia złotego. Tak, czy inaczej nastroje zewnętrzne będą miały większy wpływ na walutę.

Posiedzenie Banku Japonii (czw-pt) jest głównym wydarzeniem dla JPY. Oczekiwany jest brak zmian w polityce monetarnej, jednak konferencja prasowa prezesa Kurody przyciągnie uwagę pod kątem oceny ostatnich perturbacji na rynkach finansowych, które przynoszą aprecjację jena. Jego sugestia z 2 marca, że w przyszłym roku BoJ może rozpocząć dyskusję o strategii wyjścia z ultra luźnej polityki także wymaga wyjaśnienia.

Oczekiwalibyśmy, że Kuroda podkreśli, że w najbliższym czasie bank nie zamierz zmienić swojej polityki, co mogłoby ostudzić rynkowe oczekiwania. Z drugiej strony przy napływie kapitału do bezpiecznych przystani może być trudno zatrzymać rajd JPY.

W Australii we wtorek poznamy decyzję RBA. Nie spodziewamy się zmiany stopy kasowej (1,50 proc.), ale w komunikacie raczej podkreślone będą pozytywne perspektywy dla gospodarki, jednak bez sugestii ruchu w polityce. Z danych PKB za IV kw. (śr) może oferować pozytywne niespodzianki, podczas gdy styczniowa sprzedaż detaliczna (wt) ma do odreagowania spadek w poprzednim miesiącu. Pozytywny wydźwięk danych zderzy się z negatywnym sygnałem dla ryzykownych aktywów, jaki generuje polityka handlowa USA (ogłoszenie ceł importowych). Stąd wzrosty AUD mogą być szybko wygaszane. W Nowej Zelandii mamy pusty kalendarz. Pozostajemy przy zdaniu, że fundamentalnie NZD wygląda lepiej niż AUD, choć sentyment na rynkach zewnętrznych może uderzyć w kiwi na crossach z głównymi walutami.

Jest powszechna zgoda, że Bank Kanady utrzyma stopę procentową bez zmian na 1,25 proc. (śr). Bank potrzebuje czasu na ocenę wpływu dotychczasowych podwyżek i pierwsze sygnały nie są dobre – załamanie sprzedaży detalicznej w grudniu sugeruje zahamowanie konsumpcji przez mocno zlewarowane gospodarstwa domowe. Inflacja w styczniu choć była wyższa od prognoz, to wciąż pozostaje poniżej celu, dając czas na reakcję. Rynek stopy procentowej dyskontuje ok. 15 proc. szans na podwyżkę, więc istnieje pole do niewielkiego rozczarowania decyzją. Pod koniec tygodnia (pt) otrzymamy raport z rynku pracy – silny spadek zatrudnienia w zeszłym miesiącu ustawia nisko poprzeczkę dla pozytywnego zaskoczenia. Ogólnie jednak ważniejszy dla CAD może być sentyment zewnętrzny i nasilenie awersji do ryzyka wywołanej obawami o wojny handlowe może podtrzymywać słabość waluty.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Chiński wkład w dojrzewanie rynku kryptowalut

Z 400 tys., w szczytowym okresie, do 200 tys. zmniejszyła się liczba globalnych transakcji wykonywanych jednego dnia w bitcoinach. Podobny “bezruch” na rynku panował ostatnio, gdy najpopularniejsza kryptowaluta kosztowała 500 dolarów – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Między 9,3 tys. a 11,7 tys. dolarów wahała się cena bitcoina (BTC) w minionych dwóch tygodniach. Przy relatywnie niewielkich zmianach najbardziej znana kryptowaluta i tak odrobiła już sporo w porównaniu do stanu z początku lutego, kiedy cena spadła poniżej 6 tys. dolarów.

Transakcji o połowę mniej

Wzrost ceny nie idzie jednak w parze z proporcjonalnym wzrostem liczby transakcji. Kiedy w połowie grudnia 1 BTC kosztował blisko 20 tys. dol., średnia liczba codziennych transakcji osiągnęła szczyt na poziomie 400 tys. – zgodnie z danymi Blockchain.info. Po gwałtownym spadku ceny liczba transakcji w naturalny sposób spadła pod koniec grudnia poniżej 300 tys.

Później, pomimo wzrostu ceny o ok. trzy czwarte (od lutowego załamania), liczba transakcji nadal spadała. Pod koniec lutego wyniosła niecałe 200 tys. Agencja informacyjna Bloomberg podaje, że z podobną sytuacją na rynku kryptowalut mieliśmy do czynienia, gdy bitcoin kosztował niespełna 500 dolarów.

Chiny nie odpuszczą

Czynników, które wpływają na ograniczenie liczby transakcji, oprócz spadków cen, jest wiele. Mogą się do nich zaliczać ograniczenia wprowadzone przez rząd w Chinach. Jeszcze w minionym roku Chiny dominowały w handlu kryptowalutami. Nieoficjalnie mówiło się, że w szczytowych momentach udział tego państwa w światowym obrocie dochodził do 90 proc. Po wprowadzeniu regulacji udział spadł do niecałego procenta. A skorzystały na tym państwa, w których obowiązuje bardziej sprzyjające kryptowalutom prawo.

W Chinach zakup kryptowalut stał się możliwy za pośrednictwem zagranicznych firm. Teraz jednak chińskie władze zamierzają zrobić porządek także i z tym. Jak informuje Bloomberg chiński regulator planuje przebadać tamtejsze banki i konta firm oraz osób prywatnych podejrzewanych o ułatwianie lub pośredniczenie w handlu kryptowalutami z platformami zlokalizowanymi za granicą.

Czas dojrzewania?

Takie działania mogą wpłynąć na dalsze zmniejszenie się średniej dziennej liczby przeprowadzanych transakcji oraz obniżki cen. Tylko, czy są to wyłącznie negatywne informacje dla bitcoina i innych kryptowalut? Z jednej strony podaż, która napotyka na obniżony popyt, ogranicza tempo wzrostu cen. Z drugiej jednak strony może być to także oznaką dojrzewania rynku, który uspokaja się po ogromnej ekspozycji w mediach, co wywołało gwałtowny wzrost popytu i najprawdopodobniej w zbyt szybkim tempie popchnęło ceny górę.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – luty 2018 r.

  • Spadek wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 24% rdr do 16,2 mld zł w lutym 2018 r.,
  • Wzrost wolumenu obrotu kontraktami terminowymi na indeksy o 2% rdr do poziomu 336,1 tys. szt. w lutym 2018 r.
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 47,1% do poziomu 9,2 TWh w lutym 2018 r.
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu gazem o 7,7% rdr do 9,4 TWh w lutym  2018 r.
  • Spadek wolumenu obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia na rynku spot o 24,6% do 3,5 TWh[2]  w lutym 2018 r.

Łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 16,8 mld zł w lutym 2018 r., czyli o 22,4% mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń spadła w lutym 2018 r. o 24% rdr, do poziomu 16,2 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń osiągnęła w lutym 2018 r. poziom 810,6 mln zł, o 24% mniej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec lutego 2018 r. wyniosła 61 703,18 pkt i była o 5,8% wyższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect w lutym 2018 r. odnotowano spadek łącznej wartości obrotu akcjami o 60,1% rdr do poziomu 75,3 mln zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect w lutym spadła o 63,3% rdr i wyniosła 67,2 mln zł.

W lutym 2018 r. łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi wyniósł 624,5 tys. szt., o 2,5% więcej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami terminowymi na indeksy wyniósł w lutym 2018 r. 336,1 tys. szt., co oznacza wzrost o 2% rdr. Wolumen obrotu kontraktami terminowymi na waluty wzrósł prawie dwukrotnie, o 98,7% do poziomu 143,6 tys. szt. wobec 72,3 tys. szt. w lutym 2016 r.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła 75,2 mld zł na koniec lutego 2018 r. wobec 60,5 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku[3]. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń wzrosła w lutym o 41,9% rdr, do poziomu 249,7 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP sięgnęła w lutym tego roku 37,3 mld zł i była o 10,2% wyższa niż rok wcześniej.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym w lutym 2018 r. wyniósł 9,2 TWh, co oznacza wzrost o 47,1% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku forward wzrósł o 71,4% do poziomu 7,1 TWh, w porównaniu do analogicznego okresu rok wcześniej.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym wyniósł w lutym 2018 r. 9,4 TWh, o 7,7% mniej niż rok wcześniej. Na rynku terminowym wolumen obrotu spadł o 32,1% do poziomu 5,2 TWh. Natomiast wzrost o 67,6% do poziomu 4,2 TWh odnotowano na rynku spot.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[4], na rynku spot wyniósł w lutym 2018 r. 3,5 TWh, co oznacza spadek o 24,6% rdr. Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) wzrósł o 81,7% rdr osiągając w lutym 2018 r. poziom 62,4 ktoe[5]4, w porównaniu do 34,4 ktoe rok wcześniej.

Kapitalizacja 429 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku wyniosła na koniec lutego 2018 r. 648,98 mld zł (155,34 mld EUR). Łączna kapitalizacja 477 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła na koniec lutego tego roku 1 368,11 mld zł (327,46 mld EUR).

Na Catalyst w lutym 2018 r. zadebiutowały obligacje spółka DINO Polska o wartości emisji wynoszącej 100 mln zł.

W lutym 2018 r. na GPW odbyło się 20 sesji giełdowych, tyle samo co rok wcześniej.

Płatność kryptowalutą jako umowa barterowa pomiędzy przedsiębiorcami

Praktyka pokazuje, że przedsiębiorcy coraz częściej skłonni są do przyjmowania płatności za świadczone usługi czy sprzedawane towary w kryptowalucie. Czy jednak jest ona środkiem płatniczym w rozumieniu przepisów polskich? Czy w razie kontroli przyjmowanie płatności w BTC nie ściągnie problemów na podatnika?

Prawny środek płatniczy

Art. 32 Ustawy o Narodowym Banku Polskim stanowi, że znaki pieniężne emitowane przez NBP są prawnymi środkami płatniczymi na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej. Zgodnie zaś z art. 227 ust. 1 Konstytucji RP Narodowemu Bankowi Polskiemu przysługuje wyłączne prawo emisji pieniądza oraz ustalania i realizowania polityki pieniężnej.

Kryptowaluta nie jest zatem prawnym środkiem płatniczym i nie można uregulować zobowiązania płacąc nią. Dodatkowo zgodnie z przepisami przychód wyrażony w walucie obcej należy przeliczyć według średniego kursu NBP z dnia poprzedzającego dzień uzyskania przychodu. Narodowy Bank Polski nie prowadzi notowań BTC. Jak więc należy postąpić w takiej sytuacji? Ministerstwo Finansów wyjaśniło, że przesyłanie bitcoinów to usługa elektroniczna – płatność w bitcoinach trzeba zatem traktować jak wymianę barterową.

Płatność BTC na zasadzie umowy barterowej

Sąd Najwyższy w wyroku z 26 sierpnia 2004 r. (sygn. akt I CK 210/2004) stwierdził, że umowa barterowa jest rodzajem umowy zbliżonej do umowy zamiany, jest konsensualna, odpłatna i wzajemna. Stosuje się do niej odpowiednio przepisy o sprzedaży. Barter stanowi wymianę jednego towaru na drugi (usługi na usługę, towaru na usługę lub odwrotnie) realizowaną na podstawie tzw. umowy barterowej. Jest to więc wymiana bezgotówkowa, w której strony uzgadniają wartość towarów lub usług, zakładając ich ekwiwalentność. Każda ze stron zawartej umowy jest zarówno sprzedawcą, jak i nabywcą. Od każdej też zależy, czy przyjmie płatność w danej formie.

Transakcja barterowa polega zatem na wymianie dóbr. Przykładowo, przedsiębiorca świadczy usługę konsultingu i wystawia fakturę swojemu kontrahentowi w złotówkach. Kupujący płaci za usługę bitcoinami, tj. świadczy usługę przesłania określonej liczby BTC, i wystawia fakturę za przesłanie bitcoinów za cenę wyrażoną w złotówkach.

Gdy w transakcji mamy do czynienia z podmiotami będącymi profesjonalnymi przedsiębiorcami faktury, jak w powyższym przykładzie, powinny być wystawione na identyczne kwoty w złotówkach.

Należy wskazać, że taka zapłata nie różni się zupełnie niczym od zapłaty jabłkami.

Wszystko zależy od kontrahenta, czy przyjmie w takiej formie płatność (przyjmowanie płatności w takiej formie nie wymaga spełnienia żadnych szczególnych wymogów prawnych).

A co się stanie, gdy kupującym jest podmiot niebędący profesjonalnym przedsiębiorcą? Taka sytuacja może okazać się zdecydowanie bardziej skomplikowana. Może się bowiem zdarzyć tak, że podmiot „płacący” bitcoinami pozostanie anonimowy i nie udokumentuje faktu wydania bitcoinów (nie wystawi rachunku). Takie działanie może wywołać negatywne skutki na gruncie podatkowym – jeśli przedsiębiorca sprzedający towar lub świadczący usługi nie będzie posiadał dowodu księgowego potwierdzającego nabycie bitcoinów, nie będzie mógł zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów zakupu wirtualnej waluty, a przy sprzedaży tej waluty będzie musiał zapłacić podatek dochodowy.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Zmiany w opodatkowaniu zagranicznych spółek kontrolowanych

Przepisy dotyczące zagranicznych spółek kontrolowanych obowiązują w Polsce od 2015 r. Zostały wprowadzone jako narzędzie walki z nieuczciwym unikaniem opodatkowania poprzez tworzenie spółek w państwach, w których opodatkowanie jest niższe niż w Polsce – zgodnie z przepisami podmioty zagraniczne uznawane za spółki kontrolowane mogą podlegać opodatkowaniu także w państwie rezydencji podatnika.

Założeniem jest walka z nieuczciwym unikaniem opodatkowania poprzez zakładanie sztucznych struktur, w praktyce jednak przepisy nierzadko oznaczają problemy dla tych, którzy wybrali prowadzenie biznesu także poza granicami kraju. Od 2018 r. problemy te mogą okazać się jeszcze większe.

Dyrektywa ATAD

Nowe przepisy, które zaczną obowiązywać od początku 2018 r. w polskim systemie prawnym, są implementacją dyrektywy Rady UE, tzw. Anti-Tax Avoidance Directive (ATAD). Celem tych regulacji jest wprowadzenie jednolitych zasad walki z unikaniem opodatkowania na terenie całej Unii Europejskiej. Są one przy tym ściśle powiązane z tendencjami globalnymi i schematami wypracowanymi przez OECD. Implementacja dyrektywy wprowadzi szereg zmian do polskiego systemu prawnego, które w wielu przypadkach sprawią, że wypracowane schematy pozwalające na uniknięcie dalszych zobowiązań wynikających z CFC przestaną być aktualne.

Jak zmienią się przepisy

Zgodnie z nowymi regulacjami podniesiony zostanie limit posiadanych praw głosu, udziału w kapitale lub prawa do zysku w jednostce zależnej – z 25% do 50%. Jedocześnie jednak limit 50% będzie liczony nie, jak obecnie, w odniesieniu do konkretnego podatnika, ale z uwzględnieniem podmiotów powiązanych, co znacznie utrudni inwestycje w państwach o niższym poziomie opodatkowania. Konieczne będzie dokładne przyjrzenie się nie jednemu podmiotowi, ale całej grupie.

Nie mniej istotna staje się zmiana w zakresie określania poziomu opodatkowania w danym państwie – dotychczas kryterium preferencyjnego opodatkowania określano na podstawie stawki nominalnej podatku w danym państwie. Od 2018 r. poziom opodatkowania będzie określany przez stawkę efektywną podatku, który został zapłacony. Tym samym większe znaczenie będą miały m.in. stawki indywidualne, które zostały wynegocjowane przez podatnika, zwolnienia i ulgi podatkowe oraz inne preferencje.

Inaczej określane będą także dochody spółek zagranicznych, które pozwalają na zastosowanie przepisów o CFC. Dotychczas przepisy przewidywały opodatkowanie spółek kontrolowanych, gdy 50% ich dochodów stanowiły tzw. dochody pasywne, czyli m.in. dywidendy, wierzytelności i odsetki. Od 2018 r. nie tylko próg ten zostanie obniżony do 33%, ale też uwzględnieniu będą podlegały dochody osiągane przez zagraniczną spółkę m.in. z działalności finansowej oraz z transakcji z podmiotami powiązanymi, w przypadku gdy spółka nie wytwarza w związku z tymi transakcjami wartości dodanej pod względem ekonomicznym lub gdy wartość ta jest znikoma.

Jak przygotować się do zmian

Nowe przepisy dla wielu podatników mogą okazać się bardzo niekorzystne i mogą wiązać się z koniecznością zapłacenia podatku w Polsce z dochodów uzyskanych w innych państwach (w tym wielu krajach Unii Europejskiej). Nie oznacza to jednak, że do nowych regulacji nie można się przygotować.

Audyt

Większość podatników inwestujących także w podmioty zagraniczne powinna w pierwszej kolejności dokładnie przyjrzeć się działalności spółek zależnych w kontekście nowych regulacji. W wielu przypadkach dla właściwej oceny znaczenia nowych przepisów oraz wskazania ewentualnych ryzyk podatkowych konieczny będzie szczegółowy audyt. Często samo zdefiniowanie ryzyka pozwala przyjąć rozwiązania, dzięki którym możliwe jest jego wyeliminowanie – zwłaszcza przy pomocy profesjonalnego wsparcia. W wielu przypadkach takie zmiany mogą okazać się niewielkie, ale pozwalające na osiągnięcie pożądanego efektu. Także w bardziej skomplikowanych przypadkach właściwe określenie problemów jest zwykle pierwszym krokiem do ich rozwiązania.

Rzeczywista działalność gospodarcza

Wciąż w założeniu regulacji pozostaje opodatkowanie w Polsce tylko takich podmiotów zagranicznych, które nie prowadzą rzeczywistej działalności gospodarczej. To pozwala na uniknięcie konieczności płacenia podatków przez bardzo wiele podmiotów prowadzących biznes także za granicą. Problemem jest jednak trudność w zdefiniowaniu, co będzie rzeczywistą działalnością, a co nie, i brak jasnych kryteriów, w oparciu o które następuje prawidłowe zakwalifikowanie działalności. Często jednak, aby uniknąć ryzyka, wystarczy właściwie uzasadnić, że podmiot zagraniczny nie jest sztuczną strukturą lub wprowadzić niewielkie nawet zmiany wskazujące na to, że podmiot faktycznie prowadzi działalność i nie służy transferowaniu dochodu za granicę. O tym jednak, jak ukształtować biznes za granicą, nie przekreślając przy tym sensu jego prowadzenia, przepisy w zasadzie nic nie powiedzą – konieczne jest duże doświadczenie w zakresie CFC, które pozwala zwrócić uwagę na najistotniejsze kwestie.

Zmiana rezydencji podatkowej

W wielu przypadkach uzyskanie rezydencji podatkowej w innym państwie może być jedynym pewnym sposobem na uniknięcie regulacji dotyczących zagranicznych spółek kontrolowanych. To też metoda na pozbycie się wielu innych problemów z opodatkowaniem, które wydają się coraz bardziej dotkliwe dla podatników. Kolejne zmiany w zakresie podatków dochodowych, w tym zmiany przepisów o CFC, pokazują, że obecnie pewność prawa – pozwalająca tak ukształtować biznes, by w legalny sposób wyeliminować nadmierne zobowiązania podatkowe – staje się fikcją. To oraz rosnące obciążenia podatkowe powodują zaś, że przeniesienie biznesu za granicę wydaje się nieraz najrozsądniejszym rozwiązaniem.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.