Rekomendacje klientów decydują dziś o przewadze konkurencyjnej

Jednym z najbardziej rozpoznawalnych certyfikatów potwierdzających wysoką jakość obsługi i satysfakcję klientów jest Godło Ogólnopolskiego Programu Certyfikującego Firma Przyjazna Klientowi. W tym roku SAS po raz kolejny otrzymał to prestiżowe wyróżnienie. Nagroda jest efektem polityki firmy, która stawia na pierwszym miejscu wiarygodność i zaufanie, a na każdym etapie współpracy z klientami ogromną wagę przykłada do jakości oferowanych produktów i usług.

Nagroda „Firma Przyjazna Klientowi” ma szczególne znaczenie, gdyż o jej przyznaniu decydują sami klienci, którzy w badaniu ankietowym oceniają różne aspekty współpracy z przedsiębiorstwem. W tym roku ponownie oceny przyznane SAS we wszystkich obszarach branych pod uwagę w badaniu są wyższe niż średnie wskazania dla laureatów poprzedniej edycji FPK.

Rozwijamy w SAS środowisko pracy oparte na wiedzy, sprzyjające kreatywności oraz zaangażowaniu pracowników. Gwarantuje to naszym klientom komfort pracy z najwyższej klasy specjalistami i przynosi wspaniałe rezultaty. Jesteśmy wiodącym dostawcą rozwiązań analitycznych na polskim rynku i uczestniczymy w najważniejszych projektach informatycznych w kraju – mówi Alicja Wiecka, Dyrektor Zarządzający, SAS Polska.

Organizatorem programu certyfikującego jest Fundacja Digital Knowledge Observatory, niezależna instytucja zajmująca się problemami przedsiębiorczości, wdrażania innowacji oraz edukacji ekonomicznej społeczeństwa i biznesu. Fundacja za pomocą metody CAWI (Computer-Assisted Web Interview) ocenia ogólny poziom satysfakcji ze współpracy z firmą, doświadczenia klientów w zakresie kontaktu z jej pracownikami oraz skłonność do rekomendacji. Godło „Firma Przyjazna Klientowi” stanowi gwarancję dla obecnych oraz potencjalnych klientów, że organizacja stawia ich potrzeby na pierwszym miejscu, a polityka obsługi klienta jest realizowana na najwyższym poziomie, zgodnie ze standardami wyznaczanymi przez liderów rynku.

Bitcoin odrabia straty

W ciągu ostatnich dwóch dni bitcoin odrabiał wcześniejsze starty. W czwartek rano jego wartość wynosi 8,1 tys. USD (tyle co w poniedziałek rano), podczas gdy wtorkowy dołek był na poziomie 6,1 tys. USD. Oznacza to wzrost o 33%. W porównaniu z początkiem roku najpopularniejsza kryptowaluta warta jest 40% mniej i aż 60% mniej niż w połowie grudnia, kiedy kosztowała niemal 20 tys. USD. Aktualnie kapitalizacja bitcoina przekracza 137 mld USD. Tymczasem amerykański ekonomista Nouriel Roubini uważa, że bitcoin to „największa bańka w historii ludzkości” i wieszczy, że cena tej wirtualnej waluty może spaść nawet do zera.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do głównych walut: do euro (+0,94%), brytyjskiego funta (+0,53%), dolara kanadyjskiego (+0,46%), dolara australijskiego (+0,59%) oraz japońskiego jena (+0,44%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,229, GBP/USD – 1,391, USD/CAD – 1,256, AUD/USD – 0,784 i USD/JPY – 109,6. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,5%) i kurs EUR/JPY wynosi 134,7, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,883. Złotówka traci do głównych walut światowych. W czwartek rano dolar kosztuje 3,39 zł, euro – prawie 4,17 zł, funt – 4,72 zł, a frank szwajcarski – ponad 3,59 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach przewaga koloru zielonego. W środę w Europie londyński indeks FTSE 100 zyskał 1,93%, frankfurcki indeks DAX – 1,6%, a paryski indeks CAC 40 – 1,82%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 spadł o 0,5%, meksykański Bolsa – o 0,67%, a brazylijski Bovespa – o 1,34%. W czwartek w Azji tokijski indeks Nikkei wzrósł o 1,13%, indeks Shanghai Composite obniżył się o 1,43%, a hongkoński indeks Hang Seng zyskał 0,29%.

Ropa i złoto: Czwarty dzień z rzędu ceny ropy naftowej idą w dół. W środę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 65,51 USD (-2,06%), a ropy WTI – 61,79 USD (-2,59%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca spadła o 1 USD do 71 USD. Z kolei złoto drugi dzień z rzędu notuje spore spadki. W czwartek rano uncję metalu rynek wycenia na 1313 USD. To aż 18 USD mniej (-1,35%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 3:00 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Kansas City
  • 4:07 – Chiny – Bilans handlu zagranicznego, styczeń – 20,3 mld USD (prognoza 54,1 mld USD)
  • 8:00 – Niemcy – Bilans handlu zagranicznego, grudzień – 21,4 mld EUR (prognoza 21,7 mld EUR)
  • 9:00 – Czechy – Stopa bezrobocia, styczeń – 3,9% (prognoza 3,9%)
  • 9:45 – Niemcy – Wystąpienie szefa Bundesbanku
  • 10:00 – Australia – Wystąpienie szefa RBA
  • 10:50 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Dallas
  • 13:00 – Wielka Brytania – Decyzja ws. stóp procentowych i protokół z posiedzenia Banku Anglii
  • 14:00 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Filadelfii
  • 15:00 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Minneapolis

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Dwudziestolecie ruchu open source. Historia otwartego oprogramowania z perspektywy firmy Red Hat

Dwadzieścia lat temu, 3 lutego 1998 r. w sali konferencyjnej w kalifornijskim Palo Alto wymyślono termin „open source”. Była to reakcja grupy inżynierów: Michaela Tiemanna (obecnego wiceprezesa ds. technologii open source w Red Hat), Todda Andersona, Chrisa Petersona z Foresight Institute, Johna „Maddoga” Hallego i Larrego Augustina z Linux International, Sama Ockmana z Grupy Użytkowników Linuksa w Dolinie Krzemowej oraz Erica Raymonda na oświadczenie firmy Netscape o planowanym przez nią udostępnieniu kodu źródłowego do bezpłatnego użytku publicznego. Zarówno termin, jak i sama koncepcja zdobyły błyskawiczną popularność, a dzisiejsza społeczność open source liczy dziesiątki milionów użytkowników oraz współtwórców.

Z okazji 20. rocznicy utworzenia ruchu open source, zebraliśmy wypowiedzi kilku weteranów Red Hat na temat tego, czym było dla nich „otwarte oprogramowanie” na przestrzeni lat.

Chris Wright, wiceprezes i główny dyrektor ds. technologii w Red Hat, o swoich początkach w społeczności open source

Na przełomie 1995 i 1996 roku ukończyłem uniwersytet i podjąłem pierwszą „prawdziwą” pracę. W latach szkolnych odkryłem i pokochałem system UNIX. Tak się złożyło, że produkt mojej firmy był oparty na tym systemie, a zatem chciałem wykorzystać ten fakt, żeby jak najwięcej nauczyć się o języku programowania. Brakowało mi jednak możliwości eksperymentowania z Uniksem w domu. Wówczas kolega poradził mi, żebym wypróbował system Linux jako sposób na stworzenie „uniksopodobnego” środowiska na domowym komputerze. Idąc za radą, ściągnąłem wtedy z sieci ponad 50 dyskietek Slackware dystrybucji Linuksa. Instalacja była skomplikowana, a konfigurowanie X w celu stworzenia graficznego pulpitu było wyższym stopniem wtajemniczenia. Było to interesujące, gdyż musiałem dowiedzieć się sporo o Linuksie i moim sprzęcie, żeby wszystko zaczęło działać. Linux był wciąż nieco niedopracowany, ale bawiłem się świetnie.

Korzystając z linuksowego komputera w domu oraz zestawu kompilatorów GCC (ang. GNU Compiler Collection) i pewnych narzędzi z SunSITE w pracy, byłem od tamtej pory codziennym użytkownikiem oprogramowania open source. Gdzieś po drodze przeszedłem na instalacje Red Hat Linux (w wersji 4 czy 5) z płyty CD. Kiedy pojawiła się wersja Red Hat Linux 6, używałem Linuksa w domu zarówno na sprzęcie x86, jak i SPARC (dostałem dwie stare stacje robocze SPARCstation, a w pracy pisałem kod głównie w Linuksie). Doszło wówczas do rozłamu na GCC i EGCS (ang. Experimental/Enhanced GNU Compiler System), a ja odkryłem, że podczas kompilowania firmowych projektów otrzymywałem znacznie lepsze ostrzeżenia od kompilatora EGCS w Linuksie niż od naszego starego GCC. Bardziej też podobało mi się środowisko deweloperskie. Proste narzędzia, takie jak powłoka (bash), edytor (vim), klient poczty (pine), były dostępne od razu po zainstalowaniu systemu – nie trzeba było już ściągać kodu z SunSITE.

Wraz z kolegą zaproponowaliśmy, że skonfigurujemy linuksowe stacje robocze dla intereków zespołu, można więc powiedzieć, że byliśmy swego rodzaju ewangelistami Linuksa w naszym biurze. Mimo to byłem jedynie użytkownikiem oprogramowania open source, a nie aktywnym członkiem społeczności czy współtwórcą. Zacząłem jednak zaglądać pod maskę, żeby zrozumieć, jak to wszystko działa, przeczytałem Manifest GNU i byłem podekscytowany ideą wolności oprogramowania.

 W 1999 r. pracowałem w firmie Lucent nad platformą komunikacji zunifikowanej. Byłem odpowiedzialny za wysoką dostępność platformy. Pewnego razu spotkałem kolegę, który pracował nad projektem zwanym Linux-HA. Był jego zagorzałym zwolennikiem i zachęcił mnie do jego wypróbowania. Dostrzegłem potencjał projektu i zacząłem się coraz bardziej angażować. Dołączyłem do listy dyskusyjnej, eksperymentowałem z oprogramowaniem i uczestniczyłem w dyskusjach projektowych. Fascynująca sprawa! W pewnym momencie znalazłem problem, który mi przeszkadzał i wysłałem kod, żeby dodać nową funkcję. Byłem zaangażowany w więcej niż jedną pracę, co doprowadziło do tego, że część tej pracy zacząłem wykonywać w czasie wolnym – dla zabawy! To był czas, kiedy wszystko uległo zmianie. Współpraca ze społecznością dawała mi mnóstwo satysfakcji i zacząłem się jej oddawać. Nie mogłem uwierzyć, że mogę być bezpośrednio zaangażowany, uczyć się od naprawdę utalentowanych inżynierów i dzielić się pomysłami w celu zbudowania czegoś, co będzie przydatne dla wszystkich. Fajnie jest pisać kod i dążyć do technicznej doskonałości ze świadomością, że rozwiązujesz czyjeś problemy. Tak właśnie ze zwykłego użytkownika oprogramowania open source stałem się zaangażowanym członkiem ruchu.  

Stormy Peters, starszy kierownik zespołu ds. społeczności, o osiągnięciach ruchu open source na przestrzeni lat

Społeczność open source zmieniła nie tylko tworzenie oprogramowania, lecz także sposób współpracy między firmami. Niemal każda organizacja na świecie używa oprogramowania open source, a wiele z nich przyczynia się również do jego rozwoju. Ta możliwość dzielenia się wspólną technologią pozwoliła nam wszystkim na tworzenie jeszcze lepszych rozwiązań i funkcjonalności. Mam wrażenie, że na przestrzeni tych dwudziestu lat zacząłem na co dzień używać rzeczy, o których wcześniej czytałem w książkach science fiction. Codziennie odbywam rozmowy wideo z dużymi grupami osób, mój telefon informuje mnie o wypadkach drogowych, (nie pytając nawet o to, dokąd się wybieram), regularnie współpracuję z ludźmi rozsianymi po całym świecie. Nie wszystkie rozwiązania są zbudowane wyłącznie na oprogramowaniu open source, ale wszystkie powstały i działają w oparciu o tę infrastrukturę. Myślę, że tak szybkie tempo innowacji było możliwe tylko dzięki ścisłej współpracy.

Nick Hopman, dyrektor ds. nowych technologii w Red Hat, o przyszłości ruchu open source

W miarę rozwoju mojej kariery i zaangażowania w ruch open source, postrzegam go jako coś znacznie wykraczającego poza proces rozwijania i eksponowania technologii. Uważam go obecnie za katalizator zmian w każdym aspekcie społeczeństwa – w administracji rządowej, polityce, diagnostyce medycznej, ponownym projektowaniu procesów i wielu innych. We wszystkich tych dziedzinach można zastosować otwarte zasady, które dopracowano w toku tworzenia oprogramowania open source w celu stworzenia społeczności, które stymulują zmiany i innowacje. Uważam, że filozofia otwartego oprogramowania będzie nadal napędzać postęp technologiczny, ale jestem jeszcze bardziej ciekaw tego, jak zmieni ona świat na sposoby, których nawet się nie domyślamy.

Jim Whitehurst, prezes i dyrektor generalny w Red Hat, o przyszłości ruchu open source

Przyszłość ruch open source rysuje się w jasnych barwach. Jesteśmy u progu nowej fali innowacji, która nadejdzie dlatego, że informacje zaczynają oddzielać się od fizycznych obiektów za sprawą Internetu rzeczy (IoT). Przewiduję, że w ciągu następnej dekady rozwiną się całe branże oparte na koncepcjach open source, takich jak udostępnianie informacji i wspólne innowacje. Będzie to widoczne wszędzie, począwszy od sektorów non-profit, takich jak opieka zdrowotna, edukacja i administracja rządowa, aż po globalne korporacje, które wiedzą, że dzielenie się informacjami prowadzi do lepszych wyników. Otwarte innowacje, przy których partycypują różne strony, będą miały znaczący wpływ na zwiększenie produktywności na całym świecie. Coraz więcej innowacji powstaje w społecznościach otwartych, a technologie open source upowszechniają się, dlatego też uważam, że Red Hat stanie się jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek w świecie technologii.

Polacy kontra rachunek bankowy – 17% nie ma wcale, 18% nie wie ile płaci

Agnieszka Porębska-Kość - Nest Banku
Agnieszka Porębska-Kość – Nest Banku

Według NBP 17% Polaków nie ma konta osobistego*. Z badań na zlecenie Nest Banku wynika z kolei, że ponad 18% z nas nie wie, ile miesięcznie kosztuje ich prowadzenie  rachunku**. Wchodząca w życie w sierpniu 2018 roku nowelizacja Ustawy o usługach płatniczych, nakładająca na banki obowiązek oferowania bezpłatnego podstawowego rachunku płatniczego, wywoła zamieszanie na rynku rachunków osobistych. Bankowcy liczą także, że wpłynie na świadomość finansową Polaków – Już od dawna zachęcamy klientów do korzystania z bezwarunkowo bezpłatnego Nest Konta. W popularyzacji prostych rozwiązań widzimy ogromną szansę na zwiększenie zaufania Polaków do instytucji finansowych i ich wiedzy na temat zarządzania domowym budżetem – mówi Agnieszka Porębska-Kość z Nest Banku.

W marcu 2017 r. warunkowo[1] darmowe konto w banku posiadało 56% Polaków – wynika z badania przeprowadzonego przez instytut Kantar Millward Brown na zlecenie Nest Banku. Ponad 26% z nas świadomie płaciło za prowadzenie rachunku, a 18 % nie miało pojęcia jakie koszty ponosi. Biorąc pod uwagę 17% rodaków nie mających w ogóle rachunku bankowego, rynek finansowy ma jeszcze wiele do zrobienia w zakresie edukacji bankowej Polaków.

Dużo może zmienić zmiana Ustawy o usługach płatniczych z 30 listopada 2017 roku. Od 8 sierpnia 2018 roku nowe przepisy nałożą na banki obowiązek oferowania tzw. podstawowego rachunku płatniczego. Co to oznacza w praktyce? – Podstawowy rachunek płatniczy będzie mógł założyć każdy Polak, pod warunkiem, że nie posiada innego konta osobistego w polskiej walucie. Jego otwarcie nie będzie mogło się wiązać z żadnymi opłatami. Co więcej, banki nie będą mogły warunkować dostępu do niego skorzystaniem z innych usług wyjaśnia Agnieszka Porębska-Kość z Nest Banku

Zgodnie z nowymi przepisami bezpłatne ma być zarówno założenie, jak i prowadzenie konta, obsługa karty płatniczej, wypłaty z bankomatów własnych banków oraz 5 darmowych wypłat w miesiącu z bankomatów innych banków. Ponadto w każdym miesiącu będziemy mogli bezpłatnie zrealizować 5 transakcji, w tym: zlecenia przelewów, polecenia zapłaty, zlecenia stałe. Bezwarunkowo bezpłatny rachunek jest w Nest Banku od dawna dostępny w stałej ofercie i cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem klientów. Jasne zasady przyciągają zarówno klientów sprawnie poruszających się w bankowym świecie, jak i tych obawiających się powierzyć swoje pieniądze instytucji finansowej –  zauważa Agnieszka Porębska-Kość. 

Nowelizacja ustawy może wprowadzić na rynku bankowym spore zamieszanie. Część klientów może zdecydować  się na zamknięcie kont, za które płacili, aby skorzystać z bezpłatnej oferty. Rynek liczy jednak przede wszystkim na to, że na usługi bankowe zdecyduje się spora część z 17%, które według NBP nie posiadają żadnego rachunku osobistego.

– To ważne, żeby dostęp do usług bankowych mieli wszyscy, niezależnie od tego, jak regularny mają przychód czy jak często płacą kartą – mówi Agnieszka Porębska-Kość. – Dla banków zmiany w ustawie będą szansą na dotarcie do nowej grupy klientów i na przekonanie ich do swoich usług. Z kolei klienci, którzy nie ufali do tej pory bankom, zyskają wiele nowych możliwości wynikających z posługiwania się chociażby płatnościami bezgotówkowymi. Zwiększy się również bezpieczeństwo ich pieniędzy i możliwość kontroli wydatków – zauważa Agnieszka Porębska-Kość.

Dostęp do darmowego rachunku osobistego w każdym banku to nie jedyna zmiana dla klientów polskich instytucji finansowych. Ustawodawca przewidział szereg zmian również w zasadach informowania o usługach. Ujednoliceniu ulegnie między innymi nazewnictwo oraz standard informowania o opłatach. Wszystko to ma zwiększyć przejrzystość usług bankowych i komfort klientów.

* Na podstawie raportu NBP: „Postawy Polaków wobec obrotu bezgotówkowego luty 2017”

** Na podstawie badania „Eksploracja postaw i potrzeb klientów indywidualnych oraz mikroprzedsiębiorców w kategorii bankowej” przeprowadzonego przez instytut Kantar Millward Brown na zlecenie Nest Banku

[1] Konto za które klient nie poniesie opłat, jeżeli spełni warunki wyznaczone przez dany bank np. zadeklaruje miesięczny wpływ wynagrodzenia.

Istotny dzień dla kursu funta

Indeks GBP od początku lutego traci. Dziś jest szansa na odmianę w tej kwestii – o ile tylko Bank Anglii (BoE) nie zawiedzie.

Po południu BoE zdecyduje o stopach procentowych. Nikt nie spodziewa się zmian parametrów polityki monetarnej podczas spotkania, jednak nie ma to żadnego znaczenia. To co istotne to publikacja kwartalnego “Raportu o Inflacji”, w którym Bank zaprezentuje swoje nowe oczekiwania względem kształtowania się dynamiki cen i wzrostu gospodarczego w przyszłości. Ta publikacja może wpłynąć na rynkowe oczekiwania dotyczące kolejnych podwyżek stóp procentowych i tym samym na cenę brytyjskiej waluty. Tzw. “superczwartek” zakończy się konferencją prasową, na której wystąpi prezes BoE, Mark Carney. Jego ton również będzie miał znaczenie. Sugestia szybszych podwyżek stóp procentowych powinna wzmocnić funta.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

Kurs złotego PLN

Polska waluta wczoraj poddała się sile dolara amerykańskiego i zakończyła dzień na minusie w relacji do głównych walut. Zgodnie z naszymi oczekiwaniami Rada Polityki Pieniężnej podczas spotkania w lutym utrzymała stopy procentowe na niezmienionym poziomie, ze stopą referencyjną w wysokości 1,5%. Nie zmienił się również ton prezesa Glapińskiego i przewodzonej przez niego RPP. Prezes nadal powtarza, że w jego indywidualnej ocenie stopy procentowe w 2018 r.  powinny pozostać niezmienione. Co istotne – stara się on nie wybiegać w przyszłość i nie oceniać, jak Rada zachowa się w 2019 r. Towarzyszący prezesowi NBP prof. Osiatyński zwrócił uwagę na fakt odbicia inwestycji w drugiej połowie ubiegłego roku, w tym prawdopodobnego odbicia inwestycji prywatnych w końcówce roku. Tym samym zauważył, że wzrost nakładów brutto na środki trwałe może przekładać się na wzrost produktywności pracy, co sprawiłoby, że luka między produktywnością pracy, a dynamiką płac byłaby niższa. Uznawany za jednego z jastrzębi, profesor Hardt podczas konferencji wypowiadał się w dosyć gołębim tonie, zwracając uwagę na dynamikę inflacji bazowej, która okazywała się być raczej niższa od oczekiwań (w tym miejscu przypominamy również, iż na przestrzeni ostatnich dziewięciu miesięcy dynamika cen bazowych była praktycznie płaska). Profesor Hardt dodał, iż w świetle ostatnich danych prawdopodobieństwo tego, że stopy w 2018 r. pozostaną stabilne jest wyższe, niż szacował jeszcze kilka miesięcy temu.

Kurs euro EUR

Kurs EUR/PLN w środę umocnił się o 0,3%, wahając się w widełkach 4,15 – 4,17. Wspólna europejska waluta traciła w relacji do głównych walut pomimo informacji o osiągnięciu porozumienia przez partie CDU/CSU i SPD. Może to być związane z tym, iż układ musi zostać jeszcze zaakceptowany przez członków SPD, co może stanowić czynnik ryzyka.

Kurs funta GBP

Kurs GBP/PLN w środę umocnił się aż o 0,8%, wahając się w widełkach 4,68 – 4,72. Brytyjska waluta kontynuowała spadki w relacji do USD, w parze ze słabszymi europejskimi walutami jednak zyskiwała. Zgodnie z wyliczeniami brytyjskiego rządu, na “twardym Brexicie” Wielka Brytania straciłaby 80 mld GBP – daje to pewien pogląd na to, jak ogromna jest stawka, o którą toczyły i toczą się negocjacje.

Kurs dolara USD

Kurs USD/PLN w środę umocnił się aż o 1,4%, wahając się w widełkach 3,35 – 3,40. Amerykańska waluta kontynuowała rajd w górę, zyskując przede wszystkim w relacji do słabszych, europejskich walut. Wczorajsze przemówienie Johna Williamsa było optymistyczne. Członek FED zwrócił uwagę, że sytuacja na rynku pracy ulega poprawie i – jeśli gospodarka utrzyma tempo tworzenia 2 mln. miejsc pracy rocznie – powinno przełożyć się to na presję cenową. Poinformował jednocześnie, że nie ma preferencji między 3, a 4 podwyżkami stóp procentowych w tym roku.

Umocnienie dolara nie było istotnie związane ze słowami WIlliamsa, wpływ na USD miało natomiast porozumienie, jakie udało się wypracować amerykańskim politykom. Zgodnie z jego treścią amerykańska administracja będzie miała zapewnione finansowanie na kolejne dwa lata. Nowe porozumienie zakłada wzrost wydatków na obronność i różnorakie programy wewnętrzne. Ostateczna wersja porozumienia musi zostać jeszcze przegłosowana przez obie izby parlamentu.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 13:00 – publikacja decyzji BoE i raportu o inflacji w Wielkiej Brytanii
  • 13:30 – konferencja prasowa BoE
  • 14:00 – przemawia Patrick Harker z FOMC
  • 15:00 – przemawia Neel Kashkari z FOMC

Autor: Roman Ziruk, Ebury

Łukasz Bugaj, DM BOŚ: Prawdziwe przyczyny ostatniego „krachu”

Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ
Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ

Jedna z rynkowych zasad głosi, że spadki na giełdach kończą się w momencie, kiedy dobrze zostaną poznane ich przyczyny. Na pierwszy rzut oka może wydawać się to nieco śmieszne, gdyż wyjaśnień ruchów na rynkach można codzienne znaleźć od groma. Problem w tym, że nierzadko są one nieprecyzyjne bądź wręcz błędne. Warto w tym kontekście prześledzić historię ostatniego „krachu”. W dość częstej opinii rozpoczął się on w piątek po publikacji comiesięcznego raportu z rynku pracy, w którym uwagę inwestorów zwrócił najsilniejszy wzrost płac od 2009 roku. Miałoby to wpłynąć na wzrost oczekiwań inflacyjnych i w konsekwencji również ilości podwyżek stóp procentowych w USA. Z kolei silniejsza skala zacieśnienia monetarnego wywołała odwrót od ryzyka na parkietach giełdowych. Z tym tłumaczeniem jest jednak kilka problemów. Po pierwsze, pierwsza silniejsza wyprzedaż miała miejsce dzień wcześniej w Europie. Zbiegło się to z początkiem kolejnego miesiąca kalendarzowego i już wówczas złamane zostały ważne techniczne wsparcia w przypadku DAX-a czy WIG20. Po drugie, dla uważnego obserwatora piątkowe dane z USA wcale nie miały wymowy proinflacyjnej. Aby to zrozumieć trzeba mieć świadomość, że zarobki podawane są jako średnia za jedną godzinę pracy. Wspomniana średnia wzrosła w styczniu o 2,9% rok do roku, co w istocie było przyspieszeniem względem wcześniejszych odczytów. Miało ono jednak naturę bardzo techniczną. Otóż nastąpił silny spadek ilości godzin przeprowadzonych przez Amerykanów. Był on najsilniejszy od początku ubiegłego roku, nie licząc września, w którym niski odczyt wynikał z huraganowych zniszczeń. Zresztą spadała też ogólna wielkość zarobków, ale mniej niż ilość godzin pracy, i stąd obserwowany wzrost średniej płacy za przepracowaną godzinę. Sam raport był dodatkowo pod wpływem obserwowanego w ostatnim czasie uderzenia zimy w USA, więc nie warto na jego bazie wyciągać zbyt pochopnych wniosków. Efektywny rynek nie powinien przynajmniej tego robić. Co więc było prawdziwą przyczyną spadków? Odpowiedź wszyscy poznali we wtorek. Była nią implozja popularnych ostatnimi czasy funduszy zarabiających na spadku rynkowej zmienności. Strategia ta była bardzo zyskowna z uwagi na niemalże niczym nieprzerwany, jednostajny i spokojny wzrost najważniejszych indeksów. Koniec tej sielanki musiał kiedyś nastąpić, a że trwała ona nadzwyczaj długo, to i zakończenie było gwałtowne. Co ważne, wyraźnie spokojniejsze były rynki walut oraz surowców. Oznacza to, że giełdowych zniżek nie można wiązać z obawami o osłabienie koniunktury gospodarczej. To teoretycznie dobra wiadomość, ale gdyby za miesiąc nie zmienił się obraz wspomnianego wyżej raportu z rynku pracy, to jego wymowa nie byłaby korzystana dla perspektyw dla wzrostu czy inflacji, co lekki niepokój może już budzić.

Autor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ S.A.

RPP wzmacnia gołębi przekaz

Środowa sesja na krajowym rynku walutowym, z lekko osłabiającym się złotym, nie zmieniła jego ogólnego obrazu. W centrum uwagi krajowych graczy pozostawała RPP, po której choć nie oczekiwano, że zmieni swoje silnie gołębie nastawienie w polityce monetarnej, jednak zastanawiano się, czy jeszcze nie nasili tonu wypowiedzi biorąc pod uwagę ostatnie załamania na rynku akcji na świecie i w Polsce oraz przygaszoną inflację.

Od pierwszych godzinach handlu w Europie kurs EURPLN lekko rósł, nadal jednak pozostając w rysowanym w tym tygodniu przedziale wahań 4,14-4,17. Po południu chwilowe wsparcie dla PLN nadeszło ze strony danych KE, której prognozy z „zimowego” raportu były znacznie wyższe niż „jesienne” przewidywania. Posiedzenie RPP ponownie zaś osłabiło złotego.

W lutym stopy NBP pozostały na dotychczasowym poziomi (1,5% dla stawki referencyjnej). Przejściowo obniżona inflacja odebrała nieco pewności jastrzębim członkom Rady. Dodatkowo RPP wciąż nie dostrzega zagrożeń ze strony rynku pracy, na co wskazywały już minutes z jej styczniowego posiedzenia. W rezultacie, pomimo bardzo optymistycznego odczytu PKB za 2017 r. sugerującego odbicie inwestycji (w tym prywatnych) w IV kw. ub. roku zarówno ton komentarza, jak i samej konferencji pozostały wyraźnie bardziej gołębie niż miesiąc wcześniej. Prezes NBP Adam Glapiński jednoznacznie podtrzymał scenariusz stabilnych stóp w 2018 r. i wskazał, że w jego ocenie stopy nie zostaną podniesione także w pierwszych kwartałach 2019 r. Jednocześnie retorykę złagodzili pozostali członkowie Rady obecni na konferencji prasowej, Łukasz Hardt i Jerzy Osiatyński. W styczniu łagodniej o podwyżkach wypowiadali się też Eugeniusz Gatnar i Jerzy Kropiwnicki. Przedstawiciele „jastrzębiego” skrzydła Rady zaczynają więc łagodnieć.

Komisja Europejska szacuje, że w 2017 roku wzrost gospodarczy Polski wyniósł 4,6% (czyli tyle, co pokazał wstępny szacunek GUS, zaś w 2018 roku powinien sięgnąć 4,2%). Tymczasem, w listopadzie analitycy unijni spodziewali się, że wzrost w 2017 roku wyniesie 4,2%, a w 2018 roku 3,8%. W opublikowanym raporcie KE podkreśliła, że głównym silnikiem wzrostu w Polsce pozostaje konsumpcja, w tym prywatna wspierana przez szybszy wzrost płac i rekordowo wysokie zaufanie konsumentów.

Środowe spadki złotego wynikały też zachowania zmian notowań głównej pary walutowej. Praktycznie przez cały dzień kurs EURUSD schodził w dół zbliżając się do wsparcia na 1,2245. Dolara wspiera oczekiwanie na marcową podwyżkę stóp w USA, narosłe po publikacją rządowego raportu z rynku pracy za styczeń. Gospodarka amerykańska rozwija się, a presja płacowa powinna zacząć nasilać wzrost inflacji. Obecnie mówiąc o gołębiach w FOMC ma się na myśli zwolenników trzech podwyżek stóp, jastrzębie zaś nie wykluczają czterech ruchów. Ponadto dolarowi sprzyja obecne wygaszanie emocji na rynku akcji (choć środowa sesja i tak stała jeszcze pod znakiem wahania wskaźników, choć już w mniejszej skali) oraz porozumienie w amerykańskim senacie (brak którego groziłoby już w piątek zawieszeniem działalności rządu federalnego), stąd udany atak na długo testowany rejon 1,233-1,235 przyspieszył spadek kursu EURUSD. Dolar powraca więc do łask, co będzie szkodziło złotemu i innym walutom EM.RPP wzmacnia gołębi przekazAutor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski

Prawie połowa konsumentów rezygnuje z zakupów online, bojąc się o bezpieczeństwo swoich danych

Marek Safiejko, CEO 9bits
Marek Safiejko, CEO 9bits

Według międzynarodowego badania przeprowadzonego przez Ipsos, blisko 50 proc. konsumentów rezygnuje z zakupów online ze względu na obawy związane z bezpieczeństwem dokonywanych transakcji. Jeżeli chodzi o polskich internautów, ten odsetek jest jeszcze większy, bo aż 4 na 5 osób boi się robić zakupy w sieci ze względu na ryzyko stania się ofiarą cyberprzestępstwa[1]. Tylko w I poł. 2017r. odnotowano więcej naruszeń i kradzieży danych niż w całym 2016r[2]. To problem nie tylko dla klientów e-sklepów, ale i całej branży e-commerce. Klienci obawiają się udostępniać swoje dane, wobec czego marki nie mogą przygotowywać dla nich spersonalizowanej oferty. Tracą na tym jedni i drudzy. Szansą na poprawę tej sytuacji może być obowiązujące od maja tego roku nowe prawo dotyczące ochrony danych osobowych – RODO.

Nowe zasady dotyczące bezpieczeństwa danych

Powyższe dane mają swoje potwierdzenie w analizach Shop Alike. Wynika z nich, że aż dla 1/4 klientów sklepów internetowych obawy związane z bezpieczeństwem danych są tym czynnikiem, który ma znaczący lub bardzo znaczący wpływ na powstrzymywanie się od dokonywania zakupów online. Czy te obawy są uzasadnione? Wydaje się, że tak. Jak podaje firma Gemalto, światowy lider w obszarze cyfrowego bezpieczeństwa, w pierwszej połowie 2017r. miało miejsce więcej naruszeń i kradzieży danych (1,9 mld) niż w całym 2016 r. (1,37 mld).

Firmy z branży e-commerce, np. sprzedawcy internetowi, nawet przed ogłoszeniem RODO mieli obowiązek zapewnić swoim klientom odpowiedni poziom bezpieczeństwa podczas dokonywania przez nich transakcji. Jak zaznacza Marek Safiejko, CEO 9bits, nowe prawo nałoży na administratorów danych osobowych nowe obowiązki.

– Wdrożenie rozwiązań z obszaru IT, które po pierwsze, byłyby zgodne z unijną regulacją, a przede wszystkim skutecznie chroniłyby dane konsumentów, stanie się jednym z najważniejszych priorytetów dla e-commerce. Tym bardziej, że niezastosowanie się do zmian będzie mieć spore konsekwencje finansowe. Przykładowo, firmy mogą ponieść wysokie kary za niepoinformowanie o naruszeniu lub kradzieży danych, zarówno ich właściciela, jak i stosownych podmiotów w ciągu 72h od wykrycia tego faktu.Konieczność dostosowania się do nowego prawa to bez wątpienia dla branży duże wyzwanie, ale także szansa, by dzięki stosowaniu przejrzystej polityki bezpieczeństwa zdobyć przewagę rynkową i stworzyć wartość dodaną dla klientów. Zresztą, takie są ich wymagania. Polacy uważają, że odpowiedzialność za bezpieczeństwo ich danych w Internecie należy do podmiotów trzecich – wyjaśnia Marek Safiejko.

Personalizacja kontra bezpieczeństwo

Cyberprzestępstwa dotyczące kradzieży danych osobowych, niosą negatywne skutki dla konsumentów, ale nie pozostają bez wpływu na branżę e-commerce. Internetowe firmy tracą podwójnie. Nie chodzi tylko o zyski z potencjalnych zakupów, których mogliby dokonać klienci w sieci, gdyby nie obawiali się ryzyka takich transakcji, ale również o ograniczoną możliwość przygotowania dla nich spersonalizowanej oferty. – Personalizacja, opiera się na profilowaniu klientów, czyli bezpośrednio związana jest z gromadzeniem, przetwarzaniem i analizowaniem danych konsumentów, takich jak. np. ich wiek czy płeć, zainteresowania, a także historia zakupów czy innych śladów pozostawionych przez nich w sieci. Dzięki znajomości tych informacji właściciel sklepu internetowego może kierować do osób odwiedzających jego witrynę zindywidualizowaną ofertę handlową – wyjaśnia Marek Safiejko.

Wielu konsumentów wiąże z tym faktem obawy. Jak wynika bowiem z najnowszego raportu przygotowanego przez fundację Wiedza To Bezpieczeństwo[3], 30 proc. respondentów zapytanych o to, co uważa za największe zagrożenie dla swoich danych osobowych, wskazało na przestępczość internetową, ale prawie tyle samo, bo 26 proc. wiąże swoje obawy z organizacjami,  które  chcą  zwiększać  swoje  zyski,  wykorzystując  dane  osobowe  bez  zgody  osób,  których dotyczą.

– Z naszych obserwacji wynika, że większość zagrożeń związanych z bezpieczeństwem danych osobowych dotyczy gromadzenia i przetwarzania tych informacji w systemach IT, do których dostęp jest możliwy przez Internet. Nieodpowiednie zabezpieczenia tych programów daje osobom postronnym dostęp do ogromnej ilości danych, które mogą zostać skradzione. Jak się jednak okazuje, problemem dla konsumentów robiących zakupy online jest także nierzetelne zachowanie firm sprzedających i świadczących usługi w sieci, które przetwarzają dane bez wiedzy osób, do których należą lub wykorzystują te informacje do innych celów niż były pierwotnie pozyskane – komentuje Marek Safiejko.

Wraz z RODO firmy będą musiały więc zmierzyć się nie tylko z nieufnością klientów, ale także z nowymi zasadami dotyczącymi ochrony danych osobowych, które regulują również kwestię dotyczącą profilowania m.in. klientów sklepów internetowych.

Nowe reguły gry

Profilowanie klientów (przede wszystkim chodzi o to zautomatyzowane) w celu przygotowania dla nich spersonalizowanej oferty wraz z momentem obowiązywania RODO zostaje unormowane prawnie i otrzymuje jednoznaczną definicję. Firma, która w swojej działalności chce korzystać z profilowania, musi każdorazowo powiadomić o tym fakcie konsumenta, który z kolei musi otrzymać informację, jakie są następstwa wyrażenia przez niego zgody na takie działanie. Według RODO przetworzenie danych, a co a tym idzie – profilowanie, będzie możliwe wtedy, gdy zostanie wyrażona na nie zgoda użytkownika, np. poprzez zaznaczanie w konkretnym miejscu w witrynie internetowej pola z wyrażeniem zgody. Przed tym krokiem internauta musi zostać zapoznany z klauzulą informującą o celu zbierania i przetwarzania danych.

  Co ważne, jednym z obowiązków narzuconych przez RODO na Administratora danych osobowych (nierzadko jest nim właściciel sklepu internetowego), jest umożliwienie konsumentowi wniesienia sprzeciwu, zarówno wobec przetwarzania danych, jak i profilowania w celu przedstawienia oferty handlowej, a także wycofania wcześniej udzielonej zgody na takie działanie. Klienci zyskują również prawo do poprawienia swoich danych oraz ich „zapomnienia”, czyli np. usunięcia ich z bazy serwisu, z którego korzystali – wyjaśnia Marek Safiejko, 9bits.

RODO: wyzwanie i szansa dla e-commerce

Nowa, unijna regulacja chroni przede wszystkim interesy internautów, ale jak wpłynie na branżę e-commerce?

– Odpowiedź na to pytanie zapewne poznamy najwcześniej pod koniec tego roku. Potencjalne ryzyko wiąże się z tym, że klienci mając świadomość, że ich dane są wykorzystywane do profilowania, mogą się nie zgadzać nie tylko na ich przetwarzanie, ale w ogóle będą rezygnować z dzielenia się z tymi informacjami. To z kolei oznacza, że spersonalizowane oferty trafią do mniejszej liczby konsumentów, co w konsekwencji może przełożyć się na mniejsze zyski e-sklepów – uważa Marek Safiejko.

Ale jak jednocześnie zauważa Marek Safiejko, obowiązywanie RODO będzie miało również pozytywne skutki dla internetowych sprzedawców:

– Paradoksalnie wymóg rzetelnego informowania o gromadzeniu i przetwarzaniu danych osobowych konsumentów, a następnie wykorzystywania ich do profilowania, wśród niemałej grupy internautów wzbudzi zaufanie do e-sprzedawców. Ci, przez obecnych, a także potencjalnych klientów będą postrzegani jako odpowiedzialni i profesjonalni przedsiębiorcy, którzy wykorzystują nowoczesne technologie i mechanizmy stosowane w digital marketingu, przede wszystkim po to, aby dopasować swoją ofertę do ich potrzeb. Jeżeli firmy z branży e-commerce odpowiednio przygotują się na nowe wymogi stawiane przez RODO, mogą więcej zyskać niż stracić – mówi Marek Safiejko.

Dzięki nowemu prawu, użytkownicy Internetu mają uzyskać większą kontrolę oraz wiedzę nad tym, co dzieje się z informacjami na ich temat, które udostępniają w sieci, co obecnie nie zawsze jest możliwe. Jak wynika z badania przeprowadzonego przez Future od Apps, aż 4 na 5 konsumentów chciałaby mieć większą kontrolę nad danymi, które udostępnia.

[1] Dane: Ipsos.

[2] Dane: Gemalto

[3] Fundacja Wiedza to Bezpieczeństwo, Co wiemy o ochronie danych osobowych. Raport 2017

Korekta na półmetku

Dolar rozpoczyna dzień od osłabienia. W wielu przypadkach ma ono znamiona korekty wczorajszych silnych ruchów. Atmosfera na rynku pozostaje nerwowa a zmienność po wybuchu będzie przez jakiś czas utrzymywać się na podwyższonym poziomie. Naszym scenariuszem bazowym pozostaje kontynuacja redukcji ekspozycji inwestorów wszędzie tam, gdzie pozycjonowanie jest skrajne na tle historycznych norm. W przypadku surowców dotyczy to zwłaszcza miedzi oraz ropy.

Wczorajszy raport Departamentu Energii wskazał nie tylko na podniesienie się poziomu zapasów ropy i benzyny, ale również przekroczenie przez wydobycie surowca bariery 10 mln baryłek na dzień. Reakcja to ostry spadek kursu ropy WTI, którą od szczytów dzieli już 5 dolarów. Spodziewamy się kontynuacji zniżki do 60 USD, ale wcześniej może odegrać się wzrostowe odbicie. Z tego względu zamknęliśmy wczoraj ubiegłotygodniową rekomendację sprzedaży.

Na rynku walutowym najważniejszym wydarzeniem jest zejście przez eurodolara poniżej 1,23. Jeśli ruch ten nie zostanie szybko zanegowany, to otworzy się droga do korekty o modelowym zasięgu 1,21. Wpisywać będzie się ona w przytoczoną już redukcję skrajnego zaangażowania inwestorów, w końcu pozycja spekulacyjna netto obrazowana danymi CFTC jest najwyższa w historii.

Uważamy również, że wzrost zmienności i pogorszenie sentymentu inwestycyjnego będzie utrzymywać zwiększoną presję na świat emerging markets. Główni kandydaci do przeceny to lira (rosnąca niestabilność makroekonomiczna i spadające realne stopy procentowe), rubel (zwrot sentymentu na rynku ropy, który tradycyjnie wręcz automatycznie odciska piętno na wiarygodności kredytowej kraju i firm) oraz rand (niestabilność polityczna, rozstrzygająca się walka prezydenta Zumy o zachowanie urzędu, spadki cen metali szlachetnych –ważnych towarów eksportowych). Złoty również ma potencjał do kontynuacji rozpoczętego już osłabienia. EUR/PLN odbił już na kilka groszy od dołka i powinien kierować się do 4,19 – 4,20. Przełamanie tej bariery będzie otwierać drogę do jeszcze głębszej przeceny. Taki ruch byłby zgodny z naszymi szacunkami krótkoterminowej wartości godziwej, którą na podstawie relatywnej wyceny szeregu klas aktywów, widzimy obecnie w okolicach 4,24.

Wracając do świata G-10: obok euro słaby powinien być również funt. Tu pozycjonowanie od absolutnych, historycznych rekordów jest jeszcze bardzo dalekie, ale od przeciętnego od czasu referendum ws. Brexitu odbiega już o około dwa odchylenia standardowe. Dziś dla brytyjskiej waluty kluczowy będzie oczywiście wynik posiedzenia Banku Anglii, ale naszym zdaniem nie ma ono potencjału do wsparcia GBP. Zostanie ona opublikowana w czwartek 8 lutego o 13:00. My i rynek oczekujemy utrzymania stopy procentowej na kasowej na 0,50 proc. Wraz z decyzją opublikowany zostanie Raport Inflacyjny z prognozami gospodarczymi. Nikt na rynku nie oczekuje zmiany stopy procentowej, choć pojedyncze głosy za podwyżką byłyby niespodzianką. Silna koniunktura w całej Europie pozwoli na podniesienie prognoz wzrostu gospodarczego, ale niepewności związane z Brexitem oraz spowalniająca inflacja dają przestrzeń do utrzymania ostrożnego nastawienia, stąd małe są szanse, by funt znalazł w decyzji powody do umocnienia.

Sporządził:
Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers S.A.

Papierowe gazetki nie tak szybko znikną z rynku. Sieci nadal będą w nie inwestować

Opinie członków Kapituły Programu AdRetail Inspirio (AdRI) na temat przyszłości gazetek papierowych i elektronicznych są dość mocno podzielone. 2 z 8 ekspertów przewiduje, że drukowana wersja niemal przestanie istnieć w ciągu dekady. Pozostali zapewniają, że przetrwa dłużej bądź nie wskazują granicy czasowej jej końca. Ponadto twierdzą, że przekaz tradycyjny jest wciąż ważny dla konsumentów, co wynika z ich wieloletnich upodobań oraz przyzwyczajeń.

Jak wiadomo, rośnie udział przekazu elektronicznego, mobilnego i dokonywanego na monitorach sklepowych display’ów. Jednak dr Maria Andrzej Faliński, jeden z ekspertów Kapituły AdRI, zapewnia, że nie należy zbyt szybko spodziewać się zanikania drukowanych publikacji. W ciągu najbliższych 3-5 lat nastąpi rekompozycja papierowej wersji w relacji z innymi formami przekazu. Wielokanałowy handel doprowadzi bowiem do pomnożenia i synergicznego powiązania przekazów papierowych oraz ekranowych. Promocje, które zaczną się w Internecie, będą miały swoje kontynuacje w innych środkach przekazu. Sieci znajdą nowe zastosowanie dla papieru. Drukowane gazetki będą dołączane do produktów, wysyłanych do domów klientów.

– Nie spodziewam się całkowitej rezygnacji z papierowych gazetek w ciągu najbliższych 5 lat. Wciąż są one chętnie oglądane przez Polaków. A we współczesnym świecie coraz trudniej jest zdobyć uwagę klienta. Sieci handlowe i marki konkurują o nią nie tylko między sobą, ale też z rodziną konsumenta, jego przyjaciółmi, pracą oraz różnymi formami rozrywki. Za 5-10 lat ta walka się nasili, bo ludzie będą mieli mniej czasu i ochoty na zakupy. Zamawianie produktów stanie się zautomatyzowaną czynnością. Odsetek osób zainteresowanych drukowaną publikacją będzie już tak znikomy, że jej wydawanie przestanie być opłacalne – mówi Sebastian Starzyński, prezes zarządu Instytutu Badawczego ABR SESTA.

Z kolei Andrzej Wojciechowicz, ekspert Komisji Europejskiej i kolejny członek Kapituły AdRI, wskazuje na większą trwałość przekazu papierowego wobec elektronicznego. Leżąca na stole, komodzie czy szafce nocnej gazetka przypomina o sieci i trwającej promocji przy każdym mimowolnym spojrzeniu. Utrwala logo operatora w podświadomości konsumenta, w przeciwieństwie do przekazu elektronicznego, który po pobieżnym przejrzeniu często jest usuwany, w obawie przed zaśmiecaniem pamięci urządzenia. Dlatego gazetki drukowane będą ewoluować w swojej formie i treści tak długo, jak producenci będą chcieli w nie inwestować. Produkty zaczną być pokazywane w coraz ciekawszy sposób, podobny do reklam modowych. Pojawią się też dodatkowe treści, np. krzyżówki, rebusy, konkursy, które zmieniają charakter przekazu i dotrą głębiej do zainteresowań klientów.

Kiedy zniknie druk?

– Papierowe gazetki zostaną ograniczone do dystrybucji we własnych placówkach na przestrzeni 5-6 lat. Podstawowym kanałem komunikacji z klientami będzie online, a następnym offline. Przemawia za tym wzrost liczby użytkowników e-gazetek i powstawanie nowych serwisów gazetkowych. Elektroniczna forma ma przewagę nad tradycyjną. Umożliwia bowiem natychmiastowy dostęp do informacji, bez konieczności oczekiwania na wersję drukowaną czy wyjścia po nią do sklepu. Coraz większe znaczenie mają też aspekty ekologiczne, cenowe, komunikacyjne i kontroli efektów, które przemawiają za tą formą publikacji – zaznacza Karol Kamiński, zasiadający w Kapitule Programu AdRetail Inspirio.

Zdaniem Katarzyny Czuchaj-Łagód, Dyrektor Zarządzającej firmą badawczą Mobile Institute i członka Kapituły AdRI, wyraźnie rośnie zainteresowanie konsumentów gazetkami online. Nie wiadomo jednak, czy dzieje się to kosztem publikacji drukowanych, których wciąż dużo powstaje na naszym rynku. Tempo digitalizacji na pewno będzie zależeć nie tylko od skłonności konsumentów, ale także od świadomości cyfryzacji w biznesie. Wydaje się, że Polacy są gotowi na nową formę gazetek, pod warunkiem, że będzie dla nich wygodna w użyciu. Dojrzali odbiorcy, powyżej 45. roku życia, doceniają praktyczne rozwiązania, co również przekonuje ich do tego typu nowości.

– Dematerializacja papierowych gazetek będzie dość długim procesem. Nasze społeczeństwo jeszcze nie jest gotowe na taką zmianę, zwłaszcza starsze pokolenie, które z zasady mniej posługuje się nowymi technologiami. Myślę, że dopiero w perspektywie 10 lat formy drukowane będą tak naprawdę miały znikomy udział w rynku. Dłużej się nie utrzymają, bo nie dają sieciom tylu możliwości, co e-gazetki. Elektroniczna wersja pozwala na sprawdzenie, jak wiele razy została przeczytana. Ponadto, proces jej tworzenia i dystrybucji jest znacznie prostszy ­– argumentuje Norbert Kowalski, przewodniczący Kapituły Programu AdRetail Inspirio.

Koniec gazetek?

W opinii Sebastiana Starzyńskiego, dekada to wystarczający czas na całkowity zanik gazetek, nie tylko tych papierowych. Nastąpi to stopniowo, wraz z upowszechnieniem się aplikacji typu osobisty asystent zakupowy, oparty na sztucznej inteligencji. Takie platformy będą samodzielnie analizowały dostępne na rynku promocje i wybierały te najlepiej dopasowane do indywidualnych potrzeb konsumentów. To znaczy, będą dynamicznie dostosowywać się do wielu zmiennych, m.in. do domowych zapasów produktów, pogody, planów, upodobań itp. Będą weryfikować oferty niczym idealna sekretarka i dopuszczać do ludzi tylko te, które mogą ich zainteresować.

– Zarówno konsumenci, jak i gracze na rynku czekają na pierwsze gazetki online, które w całości lub chociaż częściowo będą indywidualnie dostosowane do konkretnych klientów. Niemniej, uważam, że dystrybucja gazetek w formie drukowanej, a tym bardziej elektronicznej, nie jest zagrożona. Wszystkie formy publikacji, zostaną unowocześnione i nie znikną z rynku. Warto dodać, że dotychczas całkowita rezygnacja z papierowej wersji dotyczyła mniejszych sieci i była podyktowana głównie względami ekonomicznymi – podkreśla Karol Kamiński.

Natomiast Marcin Dobek podaje, że zgodnie z prognozami amerykańskiej branży, w 2019 roku aż 80% treści marketingowych w Internecie będzie w formie wideo. Sieci, ze względu na koszty, już ograniczyły wydruk i kolportaż tradycyjnych gazetek, na rzecz zupełnie nowych form komunikacji z konsumentami. Członek zarządu platformy TakeTask S.A. dodaje, że trend zanikania papierowych gazetek stale postępuje. Coraz więcej sieci już ich nie kolportuje. Promocje są umieszczane na stronach internetowych oraz w sklepach. W ten sposób redukują koszty.

Korzyści ze zmian

– Technologia tanieje i jest coraz powszechniejsza. Ponadto przekaz elektroniczny, uruchamiany w sklepie i w jego otoczeniu, daje wielkie możliwości, chociażby dzięki holografii, czyli obrazom przestrzennym. To wszystko sprawia, że sieci trafią ze swoimi ofertami do coraz większej liczby odbiorców, również tych mniej zamożnych. Ci klienci, którzy preferują drukowane gazetki, również nie stracą swojego źródła informacji. Papier jest w końcu ważną, wielowiekową częścią naszej kultury – przekonuje dr Faliński.

Według Norberta Kowalskiego, nie istnieje obawa, że w przyszłości dość mocno zniwelowany dostęp do papierowych wydań zmniejszyłby zainteresowanie promocjami uboższej grupy konsumentów. Nawet całkowity brak tradycyjnej wersji tego nie zmieni. W kanale online sieci mogą więcej zaoferować konsumentom, tzn. dodatkowe rabaty, zniżki, przepisy na bazie promocyjnych produktów, recenzje i wiele innych materiałów promocyjnych. Dlatego przekonają użytkowników do tej formy komunikacji.

– Nowoczesne technologie stają się dostępne również dla biedniejszych konsumentów. Wkraczają w każdy aspekt naszego życia, niezależnie od zasobności portfela. Niezamożni klienci także mają dostęp do Internetu, gdzie szukają promocji. Nie można też wskazać, że gazetka papierowa jest nośnikiem szczególnie przez tę grupę preferowanym. Ryzyko związane z odpływem klientów z powodu bariery technologicznej oceniam dziś jako bardzo niewielkie – stwierdza przewodniczący Kapituły Programu AdRetail Inspirio.

Jak podsumowuje Marcin Dobek, na wsi gazetki papierowe docierają coraz rzadziej. Ze względu na koszty, dystrybuowanie ich tam nie jest po prostu opłacalne. Obecnie, dzięki kanałowi online i nowoczesnym telefonom, każdy ma dostęp do promocji. Już ponad 70% Polaków posiada smartfony. Internet jest coraz szybszy i tańszy. Zatem nie ma żadnej bariery w odbiorze elektronicznych gazetek.