Suma wszystkich strachów

Pogrom na globalnym rynku akcji dławi apetyt na ryzyko, ciągnąc kapitał do bezpiecznych przystani. Zyskuje złoto, dług, jen i frank, a tracą waluty surowcowe. Dolar korzysta na domykaniu krótkich pozycji po fatalnym dla niego styczniu. Start wtorkowego handlu przynosi uspokojenie, ale trzeba pozostać czujnym, czy czasem nie jesteśmy w oku cyklonu.

Rynek jest pełen teorii, co stało za nagłym tąpnięciem indeksu S&P500 wczoraj po południu: handel algorytmów, zbyt wysokie rentowności długu i wzrost oczekiwań inflacyjnych, podwojenie wartości „indeksu strachu” VIX, przecena Bitcoina, albo po prostu nagromadzenie negatywnych informacji wokół zbyt wielu spółek? Prawdopodobnie to suma wszystkich czynników wywołała efekt kuli śnieżnej. Pisałem w ostatnich dniach, że przełom miesiąca zadziała otrzeźwiająco na inwestorów, którzy zaczęli się zastanawiać, na ile ślepe, zakupowe podążanie za tłumem ma sens? A wątpliwości i pytania działają jak kropla, która drąży skałę. Ale spokojnie, dwa dni silnych spadków na giełdach nie oznaczają od razu kryzysu, a rynki potrzebują zdrowej korekty. Jak zwykle w takich sytuacjach ciężko jest stwierdzić, czy najgorsze już minęło, czy nowy trend zostanie podtrzymany? Wczoraj sygnał dało Wall Street, Azja poszła tym śladem, a dziś europejskie giełdy świecą na czerwono. To skłania do taktycznego trzymania się z daleka od ryzykownych aktywów.

Na rynku walutowym widać więcej powściągliwości w zachowaniu inwestorów, choć zmienność skoczyła. W defensywnie są waluty surowcowe, a zyskują bezpieczne jen i franka. Na euro ciąży nawis długich pozycji budowanych do wielu tygodni, więc status „bezpiecznej przystani”: może przegrać z realizacją zysków. Prawdziwym wygranym jest dolar – nie dość, że stoją za nim lepsze dane makro (w piątek NFP, wczoraj ISM), to z racji swojej roli chłopca do bicia w styczniu, teraz rynek najwięcej krótkich pozycji ma właśnie w USD i ucieczka z nich wzmacnia walutę. Nie jest to zbyt sensowny argument w pełni neutralizujący fundamentalne podstawy słabości dolara z przełomu roku (czyli: Fed może zaoferować mniej w podwyżkach, niż inne banki centralne), ale perfekcyjnie sprawdzi się, kiedy inwestorzy masowo chcą opuszczać rynek.

Zdumiewająco spokojnie wyglądają notowania walut rynków wschodzących, co rodzi pytanie, czy tamtejsi inwestorzy są mądrzejsi do reszty i nie widzą powodu do paniki, czy po prostu partycypacja kapitału spekulacyjnego w handlu jest tak niska? EUR/PLN zdołał utrzymać wąskie pasmo wahań, ale nie wyobrażam sobie, jak w klimacie awersji do ryzyka złoty miałby poprawić swoje poziomy. Im dłużej rynek akcji nie przerwie wyprzedaży, tym prędzej rykoszetem uderzy to w rynki wschodzące. Złoty jest wykupiony z ryzykiem odwrotu, a w odwodzie mamy jutrzejszy komunikat RPP, z którego może bić gołębiością.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Czy polska waluta nadal będzie silna?

Złoty powinien dobrze rozpocząć nadchodzący rok – tak prognozują eksperci BGK. Są pewne czynniki, które mogą sprzyjać umocnieniu złotego – przede wszystkim silny wzrost gospodarczy, wyraźnie szybszy niż w strefie EURO, a więc u głównego partnera handlowego i w obszarze walut, do których częściej się odnosimy. Z drugiej strony rozluźnianie polityk monetarnych przez banki centralne świata dobiegło końca. To może być czynnik, który  polską walutę może osłabić, szczególnie w drugiej połowie roku.

– W mojej ocenie przed nami kolejny dobry rok dla polskiej waluty. Przy czym mówiąc dobry rok nie mam na myśli umocnienia polskiej waluty, a raczej jej stabilizację – powiedział serwisowi eNewsroom Tomasz Kaczor, główny ekonomista BGK – Musimy pamiętać, że dla biznesu sam poziom często jest mniej istotny niż to, że nie zmienia się on się dramatycznie z miesiąca na miesiąc czyniąc wiele kontraktów nieopłacalnymi. Oczekujemy stabilnego roku, może z niewielką tendencją do umocnienia złotego względem euro. Euro/złoty raczej będzie stabilny. Natomiast może nastąpić wyraźne umocnienie złotego względem dolara, czy też wyraźne osłabienie dolara względem innych walut. Na dzisiaj w wycenie dolara znajduje się masa dobrych informacji. Spodziewany się, że do końca tego roku będzie miało miejsce ok. 2-3% umocnienie złotego względem dolara. Jeżeli chodzi o franka szwajcarskiego, można spodziewać się dobrych wiadomości dla całej gospodarki. Wszyscy jesteśmy niewolnikami kredytów frankowych. W mojej ocenie perspektywa wskazuje raczej na osłabienie szwajcarskiej waluty przede wszystkim względem euro. Dzisiaj mija nieco ponad trzy lata od decyzji o uwolnieniu kursu franka przez Szwajcarski Bank Narodowy. Do tej pory nie udało się powrócić do kursu euro/franka, który mieliśmy przed jego uwolnieniem  Szwajcarskim władzom monetarnym bardzo zależy, żeby ten kurs powrócił powyżej 1,20 względem euro – może to nastąpić właśnie w tym roku, stąd nasze oczekiwania umocnienia złotego względem waluty szwajcarskiej – podkreślił Tomasz Kaczor.

PZU zainicjowało batalię o niższe ceny? Dzięki technologii, branżę mogą czekać poważne zmiany

Jeśli ubezpieczyciele zaczną masowo wprowadzać innowacyjne urządzenia, wzorując się na liderze rynku, to z czasem ceny OC i AC nie będą już tak szybko rosły, a być może zostaną zastopowane. Firmy będą prześcigać się w rozdawaniu zniżek i coraz bardziej funkcjonalnych narzędzi. Oczywiście przyniesie im to duże korzyści. Będą one wizerunkowe, ale przede wszystkim finansowe. Towarzystwa będą promować się jako nowoczesne podmioty, które dbają o bezpieczeństwo i oszczędności klientów. Dzięki temu będą miały coraz więcej argumentów do podważania wysokości odszkodowań. Pojawia się jednak pytanie, jak daleko pójdą te zmiany, w tym na ile klienci będą elastyczni w „oddawaniu” swojej prywatności. Nie wiadomo też, jak szybko rynek będzie wdrażał nowości.

Przełom na rynku?

Ostatnio w mediach zrobiła furorę usługa PZU GO, która polega na połączeniu aplikacji mobilnej z beaconem. Pozwala na automatyczne wezwanie pomocy w razie kolizji lub wypadku. Zestaw czujników wykrywa sytuacje awaryjne i wysyła sygnał do centrum alarmowego, które kontaktuje się z kierowcą w celu zapewnienia mu wsparcia. W przypadku braku połączenia, wysłane zostaną służby ratunkowe. Jednak opinie ekspertów są podzielone na temat tego, czy jest to dobre rozwiązanie dla branży i czy rynek ubezpieczeniowy akurat pójdzie w tym kierunku.

– Nowy system to w istocie Beacon Bluetooth z wbudowanym akcelerometrem, czyli przyrządem służącym do pomiaru przyspieszenia pojazdu. Ważną rolę pełnią algorytmy pomagające odróżnić zwiększenie prędkości będące skutkiem zderzenia od spowodowanego np. dziurą w asfalcie. Ze względu na rodzaj zastosowanej technologii, urządzenie jest w stanie przekazać dane tylko na stosunkowo bliską odległość do smartfona. Tak w dużym skrócie można opisać działanie tego systemu – wyjaśnia dr inż. Paweł Prociów z firmy technologicznej Proxi.cloud.

Trzeba też pamiętać, że system nie oceni w pełni konsekwencji zdarzania, bo nie będzie miał wielu dodatkowych danych, m.in. dotyczących ilości pasażerów. Priorytetyzowanie zdarzeń przez dyspozytora na podstawie odczytów z takiej czarnej skrzynki, niepołączonej z odpowiednimi systemami zintegrowanymi, będzie bardzo trudnym zadaniem.

– Na europejskim rynku jest już wiele rozwiązań, które technologicznie mocno wykraczają poza wspomnianą koncepcję. Przykładem mogą być urządzenia podłączane do gniazd OBD na zasadzie plug and play i monitorujące zachowania kierowcy wraz z możliwością wykrycia kolizji. Funkcjonują one np. w Wielkiej Brytanii. Podają dokładną prędkość pojazdu, parametry silnika, a więc w pewnym sensie oceniają stan techniczny. Dostarczają zatem więcej porównywalnych parametrów. Ale bez wątpienia usługa największego polskiego ubezpieczyciela jest bardzo przyjaznym użytkownikowi konceptem. Jeśli zostanie wdrożona na masową skalę, to może przerodzić się w jego sukces – twierdzi Piotr Kurowski, ekspert ds. technologii Bluetooth z firmy Notinote.

Z kolei dr Prociów przypomina, że od 31 marca br. na terenie Unii Europejskiej wszystkie nowo wyprodukowane samochody będą musiały mieć fabrycznie zamontowane urządzenie w tzw. systemie eCall. Zasada jego działania jest podobna do naklejki PZU GO. Ale jest on lepiej zsynchronizowany z układami elektronicznymi samochodu. Oznacza to większą ilość danych, które pozwalają precyzyjniej zidentyfikować dane zdarzenie. Ekspert dodaje, że w przeciwieństwie do omawianej sytuacji, system eCall posiada bezpośrednie połączenie z siecią komórkową. Zakodowane dane są przekazywane do centrum ratunkowego. Wprowadzenie obowiązku posiadania tego systemu sprawi, że przestanie to być kwestią dobrej oferty ubezpieczyciela. Pojawia się więc pytanie o to, czy inwestowanie w nowoczesną technologię będzie nieuniknione, żeby utrzymać się na rynku.

Konieczny rozwój

– Branża w Polsce powinna szybko się unowocześnić. Jednak towarzystwa ubezpieczeniowe muszą najpierw rozwinąć swoje wewnętrzne systemy pracy i wprowadzić np. bardziej funkcjonalne i zaawansowane technologicznie bazy danych, niż tabelki Excel. Dopiero, gdy firmy przejdą ten etap modernizacji, powinny zacząć oferować klientom innowacyjne produkty na szeroką skalę. Inaczej mogą nie być w stanie zapewnić im odpowiedniej obsługi. W mojej ocenie, branża potrzebuje na takie zmiany minimum 5 lat – stwierdza Michał Kwasek z zarządu ANG Spółdzielnia.

Zdaniem wielu ekspertów rynkowych, w perspektywie następnych 5-10 lat polskie towarzystwa ubezpieczeniowe będą podążały w tym kierunku, który wyznacza PZU. Jednak to, co obecnie oferuje największy gracz, jest dopiero namiastką tego, co będzie się działo w niedługiej przyszłości. Na popularność innowacyjnych urządzeń wpłynie też fakt, że w Polsce stale rosną koszty OC i AC. Nowe rozwiązania technologiczne pozwolą ubezpieczycielowi i klientom osiągnąć pewnego rodzaju kompromis. Firma zgromadzi więcej danych na temat sposobu jazdy, a konsument zyska w zamian tańszą ofertę.

– Rosnące stawki ubezpieczeń komunikacyjnych powodują, iż użytkownicy samochodów coraz częściej przystępują do rozwiązań uzależniających koszt polisy od stylu jazdy. Przykładem tego są nie tylko rynki zagraniczne. W zeszłym roku w Polsce zostało wprowadzone ubezpieczenie opierające się na prostej koncepcji – jeździsz bezpiecznie, płacisz mniej. W najbliższych latach rynek tego typu ubezpieczeń będzie dynamicznie się rozwijał i należy oczekiwać premier podobnych rozwiązań u innych towarzystw – przewiduje Piotr Kurowski.

Jak informuje dr Jacek Wiśniewski z Deloitte Polska, badanie European Motor Study z 2016 roku wykazało, że w 50% decydującym czynnikiem o zakupie polisy z telematyką jest właśnie możliwość uzyskania zniżki. W USA, Wielkiej Brytanii i we Włoszech przybywa klientów, dla których jest to wystarczającą zachętą. Szczególnie dla młodszych kierowców ważne są dodatkowe funkcje takich urządzeń, m.in. ostrzeżenia drogowe. Współzawodnictwo w punktach za bezpieczną jazdę również budzi zainteresowanie młodych osób.  I to właśnie może być idealny bodziec do tego, aby rynek odebrał to jako zachętę do inwestowania i wprowadzania tego typu możliwości.

Kto na tym skorzysta?

Natomiast Łukasz Kulisiewicz z Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU), przypomina, że telematyka powinna dawać korzyści obu stronom. Ubezpieczycielowi ma pozwolić na bardziej indywidualne oszacowanie ryzyka, a konsumentowi – na premię, np. w postaci niższej stawki za bezpieczny styl jazdy. Założeniem jest natomiast dobrowolność takiego rozwiązania, tj. zgoda klienta na montaż tego urządzenia. Bez wątpienia, część kierowców nie zdecyduje się na takie rozwiązanie.

– Według badań Deloitte, 30% klientów w Polsce byłoby skłonnych dzielić się swoimi danymi z firmami ubezpieczeniowymi. Cieszą się one stosunkowo dużym zaufaniem, w porównaniu do innych branż lub sektorów. Wskazuje to na istotny potencjał wzrostu dla rozwiązań telematycznych w naszym kraju, oceniany nawet na 20% rynku do 2020 roku. Do dzielenia się informacjami będą zachęcać dodatkowe usługi udzielane, w zamian za cenne dla ubezpieczyciela dane – dodaje dr Wiśniewski.

Nowoczesne rozwiązania oczywiście mogą przyczynić się do podniesienia bezpieczeństwa ruchu drogowego poprzez fakt, że kierowcy świadomi premii, jaką mogą uzyskać, będą jeździć bezpieczniej. Jednak, jak podkreśla ekspert z PIU, urządzenia telematyczne, nie są atestowane ani tworzone w celu analizy danych o przyczynach wypadków. Nie są w stanie pokazać obiektywnie warunków drogowych, które mogły przyczynić się do kolizji. W ocenie Kulisiewicz, nie staną się więc szczególnym dowodem w sytuacji ewentualnej odmowy wypłaty odszkodowania.

– Klienci widzą w rozwoju technologii przede wszystkim poprawę swojego bezpieczeństwa. Wykazały to nasze badania, przeprowadzone w 6 dużych krajach – w Stanach Zjednoczonych, Niemczech, Japonii, Korei Południowej, Chinach oraz Indiach. Zostały one opublikowane w raporcie o pojazdach autonomicznych, przygotowanym przez Deloitte Center for Financial Services w 2017 roku w USA. Jedną z najwyżej punktowanych kategorii jest właśnie uruchomienie automatycznych działań po wypadku – zapewnia dr Jacek Wiśniewski.

W opinii wielu obserwatorów branży, w wyborze i implementacji nowoczesnych rozwiązań dla klientów towarzystwa ubezpieczeniowe będą zwracać najmniejszą uwagę na bezpieczeństwo. Ale zapewnianie go, nawet w minimalnym stopniu, będzie im sprzyjało wizerunkowo. W działaniach promocyjnych z pewnością będzie to jeden z najważniejszych walorów, po oszczędności wynikającej z zastosowania danej usługi. Prawdziwym zyskiem dla ubezpieczyciela będą jednak korzyści finansowe, wynikające z niewypłaconych odszkodowań osobom, którym to nie będzie się należało.

– Dzięki działaniu innowacyjnego urządzenia, ubezpieczyciel będzie dysponował zestawem danych o przyczynach danego wypadku lub kolizji. Jeżeli będzie wiedział, że np. kierowca gwałtownie zahamował bądź przyspieszał bezpośrednio przed nieszczęśliwym zdarzeniem drogowym, to nie będzie musiał sam składać doniesienia na swojego klienta. Z tego punktu widzenia, nie powinien obawiać się, że nowoczesny sprzęt postawi go to w trudnej sytuacji prawnej. Ale, jeżeli zgłosi się do niego Policja, to nie będzie mógł ukrywać materiału dowodowego ani utrudniać śledztwa – zaznacza adwokat Jacek Dubois.

Jak podsumowuje dr Wiśniewski, ideą ubezpieczeń jest ochrona konsumenta, a nie stawianie go w trudnej sytuacji. Firmy ubezpieczeniowe starają się zapewniać klientów, że ich dane o stylu jazdy, np. o przekraczaniu ograniczeń dozwolonej prędkości, nie będą służyły do wystawiania mandatów. Jednak popularyzacja telematyki będzie wymagała od firm ubezpieczeniowych jasnej komunikacji dotyczącej tego, w jaki sposób będą przetwarzane dane. Istotne będzie to, kto ma mieć do nich dostęp i w jakich celach. W związku z rozwojem technologii, powstanie szereg dodatkowych problemów, w tym prawnych i etycznych, które będą wymagały dobrych rozwiązań, np. jeżeli zostanie wprowadzony algorytm rozpoznający styl jazdy charakterystyczny dla stanu nietrzeźwości.

Każdego roku ratownicy TOPR pomagają w górach i na trasach narciarskich prawie 3 tys. turystów. Na ich skuteczność składają się wyszkoleni ludzie i niezawodny sprzęt

Każdego roku ratownicy TOPR pomagają w górach i na trasach narciarskich prawie 3 tys. turystów. Na ich skuteczność składają się wyszkoleni ludzie i niezawodny sprzęt 1

Ratownicy TOPR zaliczają się do najbardziej skutecznych służb ratownictwa górskiego. Każdego roku pomagają w Tatrach i na trasach narciarskich prawie trzem tysiącom turystów i narciarzy. Ci, którzy znaleźli się w ich szeregach, musieli zdać skomplikowane egzaminy i ukończyć testy kondycyjno-sprawnościowych. Na skuteczność TOPR gigantyczne przełożenie ma też niezawodny sprzęt: helikopter ratunkowy, quady, skutery śnieżne i samochody terenowe pomagają szybko dotrzeć do poszkodowanych i ratować życie, więc muszą sprawdzić się w każdych warunkach pogodowych.

W tej chwili w górach dominują wypadki na stokach narciarskich. W styczniu udzieliliśmy pomocy prawie tysiącu narciarzy, a w górach, czyli na obszarze Tatrzańskiego Parku Narodowego, ratowaliśmy około osiemdziesięciu osób. W skali całego roku mamy ok. 2,3 tys. wypadków narciarskich, a osób, którym pomagamy w górach, jest około osiemset. Mówimy więc o grupie trzech tysięcy ludzi rocznie, którym pomagają ratownicy TOPR – mówi agencji Newseria Biznes Jan Krzysztof, naczelnik Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.

Informacje o udanych akcjach TOPR-owców regularnie goszczą w mediach. Tylko w ostatnim miesiącu głośno było m.in. o turystce, która wybrała się pod Rysy w „miejskich kozaczkach” i została sprowadzona przez ratowników, dwójce turystów uratowanych ze Żlebu Kulczyńskiego i kontuzjowanych narciarkach uratowanych spod Przełęczy Kondrackiej.

Naczelnik TOPR ocenia, że wśród osób poszkodowanych na stokach zdecydowanie dominują narciarze, którzy mają niewystarczające umiejętności. W takim przypadku nawet zwykły upadek w trakcie jazdy może mieć poważne konsekwencje.

 Trzeba dopasować plany i prędkość jazdy do swoich umiejętności i warunków, które panują na stoku. To jest najczęstszy błąd. Często turyści sądzą, że potrafią jeździć na nartach, skoro potrafią zjechać z górnej stacji w dół. Otóż nie do końca – przyjemna, dobra i bezpieczna jazda wymaga nauczenia się odpowiednich technik, tak byśmy w każdej chwili mogli się zatrzymać, panować na torem jazdy i w dużym ruchu narciarskim odpowiednio wybierać tor, by nie doszło do zderzenia z innym narciarzem czy snowboardzistą – mówi Jan Krzysztof.

TOPR-owcy zaliczają się do najbardziej skutecznych służb ratownictwa górskiego. Przyjęcie w ich szeregi wymaga zdania skomplikowanych egzaminów i ukończenia testów kondycyjno-sprawnościowych. Kandydaci muszą m.in. wykazać się umiejętnością jazdy na nartach, znajomością zasad asekuracji i ratownictwa podczas wspinaczki skalnej oraz doskonałą znajomością topografii Tatr.

– Utrzymujemy bliskie kontakty w ramach różnych międzynarodowych stowarzyszeń służb ratowniczych i wiemy, że zdecydowanie nie odbiegamy od czołówki – wprost przeciwnie. Jednym z naszych podstawowych narzędzi jest śmigłowiec. Zawsze, kiedy tylko są sprzyjające warunki meteorologiczne, ten sprzęt jest używany w pierwszej kolejności – mówi Jan Krzysztof.

Rokrocznie w Tatrach odbywa się około dwustu akcji ratowniczych z użyciem śmigłowca ratunkowego – to nawet jedna trzecia wszystkich interwencji bezpośrednio w górach.

Na skuteczność TOPR składają się dobrze wyszkoleni i wyposażeni ratownicy, niezawodny sprzęt najwyższej jakości i niezawodny tabor transportowy. Z tym wiąże się również niezawodność paliwa – musimy mieć pewność, że nasze pojazdy zawsze zostaną odpalone i szybko będą mogły wyruszyć w góry –mówi Jan Krzysztof.

TOPR dysponuje najwyższej klasy zminiaturyzowanym sprzętem medycznym. Natomiast helikopter ratunkowy, quady, skutery śnieżne i samochody terenowe pomagają ratownikom szybko dotrzeć do potrzebujących i przetransportować ich w bezpieczne miejsce. Muszą być absolutnie niezawodne i działać w każdych warunkach pogodowych, dlatego w doborze sprzętu strategiczne znaczenie mają nawet takie kwestie, jak chociażby dobór odpowiedniego paliwa.

Od kilkunastu lat jesteśmy wspierani przez BP, korzystamy z ich paliwa i nie pamiętam sytuacji, żeby kiedykolwiek pojawiły się jakieś problemy. Niezawodność paliwa jest  oczywista o tyle, że znacznie wpływa też na naszą sprawność. Używamy samochodów terenowych i innych pojazdów, jak skutery śnieżne czy quady, więc bez dobrego paliwa i możliwości uruchomienia tych pojazdów w najtrudniejszych sytuacjach, czyli w najniższych temperaturach, cała nasza sprawność ległaby w gruzach – mówi naczelnik Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.

Granica pomiędzy flagowcami, a przeciętnymi smartfonami zaciera się. Smartfony ze zwijanym lub rozkładanym ekranem nieprędko pojawią się na rynku

Granica pomiędzy flagowcami, a przeciętnymi smartfonami zaciera się. Smartfony ze zwijanym lub rozkładanym ekranem nieprędko pojawią się na rynku 2

Wyświetlacz o przekątnej do 6 cali w bezramkowym telefonie, udoskonalone aparaty fotograficzne, zwiększone bezpieczeństwo danych i implementacja poleceń głosowych – to zdaniem specjalistów główne kierunki rozwoju smartfonów, jakich można się spodziewać w 2018 roku. Producenci już dysponują futurystycznymi rozwiązaniami, takimi jak rozkładany czy zwijany ekran w smartfonie, jednak nie należy się tego typu rozwiązań spodziewać na rynku w najbliższym czasie.

– Wszyscy staramy się wprowadzać innowacje, ale proces zanim innowacje staną się rzeczywiście popularne i masowe jest dość długi. Często mamy do czynienia z rozwiązaniami, technologiami czy prototypami, które są po to, żeby pokazać, że potrafimy zrobić np. telefon bez ramek, zwijany lub zaginany ekran, albo telefon, z wielkim rozkładanym ekranem. Są to rozwiązania, które nie mają wielkiego sensu pragmatycznego, są raczej po to, żeby pokazać możliwości – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Jarosław Bukowski, kierownik ds. marketingu produktowego telefonów komórkowych LG Electronics Polska.

Zauważalnym trendem na rynku smartfonów jest coraz większa funkcjonalność modeli z niższej półki cenowej. Rozwiązania, które zarezerwowane do tej pory były jedynie dla flagowców, dziś są dostępne w niemal każdym egzemplarzu. Począwszy od  cztero- i ośmiordzeniowych procesorów, przez doskonałej jakości aparaty fotograficzne, aż po dodatki, takie jak skaner linii papilarnych. Dodatkowo, zaletą tańszych modeli ma pozostać dłuższa praca na baterii.

– Telefon kosztujący przysłowiowe 500 zł będzie posiadać funkcjonalność flagowego smartfona, który 2-3 lata temu kosztował 2-3 tys. złotych. Smartfony te mają coraz większe ekrany i robią naprawdę przyzwoite zdjęcia. Można powiedzieć, że właśnie ta najniższa półka urządzeń będzie najlepiej sprawować się na jednym ładowaniu, co dla wielu użytkowników będzie bardzo ważną cechą – przewiduje ekspert.

Chociaż powszechnie panującym trendem w elektronice jest miniaturyzacja, to ekrany smartfonów w ostatnich kilku latach rosły, a nie malały. W preferencjach kupujących dominują dziś telefony o przekątnej ekranu od 4 do 6 cali. Stanowią one czołówkę w rankingu popularności wyszukiwań w wyszukiwarce cenowej Ceneo. W pierwszej dziesiątce żadne urządzenie nie przekracza przekątnej 6 cali. Średnia to 5,2 cala. Według ekspertów, optymalna wielkość smartfonów już się ustabilizowała, choć same ekrany mogą się jeszcze zwiększyć.

– W 2018 roku przewidujemy kontynuację mega trendu, jakim są bezramkowe telefony, czy też telefony o bardzo wąskich ramkach. Ich ekran szczelnie wypełnia przednią powierzchnię telefonu. Myślę, że ustabilizowaliśmy wielkość telefonu w granicach mniej więcej 5,5-6 cali przekątnej ekranu. Dzięki bardzo wąskim ramkom, ekrany mogą się zwiększyć, pomimo że cały telefon fizycznie zmaleje – przekonuje Jarosław Bukowski.

Według analizy firmy badawczej Counterpoint, w listopadzie 2017 roku najchętniej kupowanym smartfonem był Apple iPhone X z 6,6 proc. udziału w rynku. Drugi był Apple iPhone 8 (4,8 proc.), a trzeci Apple iPhone 8 Plus (2,8 proc.). Kolejne najpopularniejsze smartfony na rynku to: Samsung Galaxy Note 8 (1,7 proc.), Apple iPhone 7 (1,4 proc.), Samsung Galaxy J7 Prime (1,3 proc.), Apple iPhone 6 (1,2 proc.), Vivo X20 (1,2 proc.), Oppo R11 (1,2 proc.) oraz Samsung Galaxy S8 Plus (1,1 proc.).

Jak wynika z analiz Gartnera, globalna sprzedaż smartfonów do użytkowników końcowych wyniosła w trzecim kwartale 2017 roku 383 mln sztuk. To wzrost o 3 proc. w ujęciu rok do roku. Wszyscy najwięksi dostawcy smartfonów, oprócz Apple, osiągnęli dwucyfrowe wzrosty.

Ograniczenie handlu w niedziele może doprowadzić do wzrostu cen i problemów pracowników. Dyskusja na ten temat wróci jeszcze w tym roku

Ograniczenie handlu w niedziele może doprowadzić do wzrostu cen i problemów pracowników. Dyskusja na ten temat wróci jeszcze w tym roku 3

Z początkiem marca wchodzi w życie podpisana w tym tygodniu przez prezydenta ustawa o ograniczeniu handlu w niedziele. To oznacza, że już 11 i 18 marca klienci nie zrobią zakupów w supermarketach, zamknięte będą też galerie handlowe. Branża spodziewa się, że nowe prawo wywoła lawinę negatywnych skutków, na czele ze wzrostem cen towarów i usług. – Po kilku miesiącach obowiązywania tej ustawy pojawią się głosy zmierzające do jej odwrócenia – prognozuje prezes spółki Dekada.

– Zdania co do skutków tej ustawy są podzielone. Część środowisk, która nalegała na jej wprowadzenie, zakłada, że nie będzie negatywnych skutków ekonomicznych, strat dla branży handlowej ani strat podatkowych, a zakupy – zamiast w niedzielę – będzie można zrobić w inne dni tygodnia. Przekonamy się o tym już w marcu. Moim zdaniem po kilku miesiącach obowiązywania tej ustawy pojawią się głosy zmierzające do jej odwrócenia, podobnie jak to się stało na Węgrzech – mówi agencji Newseria Biznes Aleksander Walczak, prezes zarządu spółki Dekada SA, która zarządza siecią galerii i centrów handlowych typu covenience.

30 stycznia prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę o ograniczeniu handlu w niedzielę. Nowe prawo wchodzi w życie 1 marca i dopuszcza handel tylko w pierwszą i ostatnią niedzielę każdego miesiąca. Ustawa przewiduje kilka wyjątków, m.in. dwie niedziele przed Bożym Narodzeniem i jedną przed świętami wielkanocnymi. Łącznie w tym roku sklepy będą zamknięte w 39 niedziel. Z każdym kolejnym rokiem nowe przepisy będą jednak coraz bardziej rygorystyczne – w 2019 roku ograniczą handel tylko do jednej niedzieli w miesiącu, z kolei w 2020 roku niedzielny handel zostanie zakazany całkowicie.

Większość Polaków w sondażach opowiadała się przeciwko wprowadzeniu zakazu. Z październikowego badania Kantar TNS wynika, że obawiają się przede wszystkim: wzrostu cen w małych sklepach (44 proc.), chaosu, korków i kolejek, z którymi będą musieli się zmierzyć w soboty poprzedzające niedziele wolne od handlu (51 proc.) oraz zamknięcia kin czy restauracji w galeriach handlowych (46 proc.). Dla 44 proc. Polaków problemem jest odebranie im możliwości wyboru formy spędzania wolnego czasu z rodziną w galeriach oraz utrudnienie w robieniu dużych, rodzinnych zakupów.

Centra handlowe w Polsce, w naszym klimacie, spełniają rolę centrów miast – tylko przykrytych dachem. Latem są klimatyzowane, jesienią i zimą – ogrzewane i nie pada w nich deszcz. Można spędzić dużo czasu pod jednym dachem, mając w zasięgu wszystkie atrakcje, kina, kręgielnie, gastronomię. Centra handlowe odgrywają również rolę rozrywkową, są miejscem spędzania czasu. Zamknięcie tych obiektów w niedzielę spowoduje, że trzeba będzie szukać gdzie indziej tych atrakcji. Obawiam się, że wiele osób po prostu nie wyjdzie z domu – mówi Aleksander Walczak.

Na niedzielnym zakazie handlu ucierpi też część pracowników tego sektora – choćby studenci, którzy przeważnie pracują w weekendy wolne od zajęć na uczelni. Jednym z prognozowanych skutków nowego prawa jest też spadek przychodów w branży handlowej, który pociągnie za sobą wzrost cen towarów i usług dla konsumentów.

Najemcy przyjdą do właścicieli centrów handlowych negocjować czynsze. Jednak koszty utrzymania centrum handlowego pozostaną takie same, może nieco niższe ze względu na brak oświetlenia. Natomiast dozór, grzanie czy chłodzenie nie mogą być zaprzestane, w związku z tym nie ma możliwości obniżki czynszów. Spowoduje to straty po stronie sklepów, które gdzieś trzeba będzie nadrobić. Jedyną możliwością jest wzrost cen – mówi Aleksander Walczak.

Na zakazie handlu w niedziele stracą również sieci gastronomiczne, które mają swoje restauracje i punkty w galeriach handlowych. Niedziela jest dla nich drugim, po sobocie, dniem największych utargów. Prezes Dekady prognozuje, że splot wszystkich tych czynników – wzrostu cen, spadku obrotów w branży handlowej i gastronomicznej oraz oczekiwań konsumentów – spowoduje, że dyskusja o cofnięciu zakazu handlu w niedziele szybko wróci do polityki.

Przecież w wielu krajach europejskich – nawet w tych, w których nie handluje się w niedzielę i jest to wieloletnia tradycja – dyskutuje się o tym, żeby uruchomić handel w niedzielę – mówi Aleksander Walczak. – Przy ograniczeniach wprowadzonych przez rząd będzie duża presja na wzrost cen. To odbije się negatywnie na portfelach, spowoduje inflację, wywoła ciąg samych negatywnych skutków. Jeżeli połączymy to z zamknięciem miejsc do spędzania czasu wolnego, to wierzę, że dyskusja jeszcze pod koniec tego roku wróci i parlament będzie musiał się zastanowić nad zmianą tej ustawy.

70 proc. seniorów otrzymuje świadczenie z ZUS na konto. Banki rozwijają ofertę dla emerytów

70 proc. seniorów otrzymuje świadczenie z ZUS na konto. Banki rozwijają ofertę dla emerytów 4

2,4 mln seniorów pobiera emeryturę w formie gotówki. Coraz więcej emerytów korzysta jednak z rachunków bankowych. Przelew emerytury na konto jest bezpieczny. Banki doceniają emerytów jako klientów i coraz częściej przygotowują ofertę dopasowaną do ich potrzeb. Tym bardziej że seniorzy, mając stałe źródło dochodów, są stabilną i lojalna grupą klientów, śmiało sięgającą po nowe instrumenty płatnicze jak np. karty zbliżeniowe.

– Już 70 proc. naszych emerytów i rencistów otrzymuje świadczenie na konto bankowe. Oznacza to, że ponad 2,4 miliona dostaje je za pośrednictwem Poczty Polskiej. Zakład Ubezpieczeń Społecznych od lat współpracuje z instytucjami finansowymi i bankami, żeby zmniejszyć liczbę osób pobierających emeryturę w gotówce. Staramy się przekonać naszych klientów, że oferty bankowe są korzystne i dają wiele możliwości – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Justyna Galbarczyk z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Wskaźnik ubankowienia seniorów rośnie. Z danych NBP wynika, że 57 proc. osób powyżej 59 roku życia ma konto w banku. ZUS przelewa emerytury na konto ponad 7 proc. seniorów (w 2005 roku – 44,5 proc., a w 2012 – 59 proc).

Ideałem, do którego dążymy, są kraje skandynawskie, w których w zasadzie nie używa się gotówki w obrocie między podmiotami i wszyscy mają konta bankowe. W Polsce 80–85 proc. obywateli ma już rachunek bankowy. Jest ich blisko 40 mln, a rachunków z dostępem do internetu – 34 mln. Już 16 mln naszych klientów w sposób systematyczny używa bankowości internetowej – mówi Przemysław Barbrich ze Związku Banków Polskich.

ZUS walczy z wykluczeniem cyfrowym i finansowym seniorów zgodnie z zaleceniem Komisji Europejskiej. Dlatego wspólnie z komercyjnymi bankami przygotowuje oferty, które mają zachęcić seniorów do zakładania kont bankowych.

Niekorzystanie dzisiaj z kont bankowych i obrotu bezgotówkowego może sprawić, że będzie nam coraz trudniej posługiwać się systemami informatycznymi i prostymi smartfonami, żeby dokonywać płatności – przekonuje Krystyna Majerczyk-Żabówka z Krajowego Związku Banków Spółdzielczych.

Banki coraz częściej dostosowują swoją ofertę do osób starszych. Emeryci mają zazwyczaj dobrą historię kredytową, stałe źródło dochodów, a jeśli zaciągają pożyczki, to terminowo je spłacają. Rośnie więc liczba banków, które oferują konta dla osób starszych.

– ZUS podejmuje współpracę z bankami spółdzielczymi. Dwa banki zrzeszające, Bank BPS oraz SGB Bank, we współpracy z Krajowym Związkiem Banków Spółdzielczych przygotowały ofertę promocyjną. Za 1 zł proponują otwarcie i prowadzenie konta, wydanie karty bankomatowej i obsługę tej karty, dostęp do bankowości elektronicznej. Wypłaty z bankomatów Grupy BPS i SGB są bez opłat – wymienia Galbarczyk.

Niskie opłaty za prowadzenie konta i rozbudowana sieć placówek to zalety banków spółdzielczych. Jest to o tyle istotne, że większość seniorów mieszkających na wsi i w małych miejscowości pobiera świadczenie w gotówce.

Banki spółdzielcze mają bardzo rozbudowaną sieć. To ponad 4,4 tys. placówek. Są one w miejscach, gdzie nie ma innych placówek bankowych, nawet pocztowych – wskazuje Krystyna Majerczyk-Żabówka.

Jak przekonuje ekspertka ZUS przy wyborze banku, który zaoferuje konta dla seniorów, Zakład zwracał też uwagę na dodatkowe usługi.

Banki spółdzielcze zaproponowały ciekawy pakiet assistance, który jest dla naszych klientów bezpłatny. Obejmuje on usługi medyczne na terenie RP, podczas podróży zagranicznej, podróży samochodem oraz pomoc w domu – mówi Justyna Galbarczyk.

Ostatnie spadki na S&P 500 mogą skutkować…

dzien z zycia tradera

Ostatnia wyprzedaż na rynku akcji doprowadziła do mocnego pesymizmu. Nie ma co się dziwić, z tak dużą korektą na indeksie 500 największych amerykańskich spółek nie mieliśmy do czynienia już od ponad roku! Ale czy ponad 4 procentowa korekta od razu zapowiada krach oraz bessę? Nie. Poniżej przygotowano tabelę z rocznymi korektami indeksu S&P 500 w trakcie rynku byka.

max koreka sp500

Źródło: Opracowanie własne

Pusty wiersz oznacza bessę, a tym samym przerwę w liczeniu danego wskaźnika. Maksymalna korekta podczas danego roku została zaznaczona w czwartek kolumnie. W tabeli zostały zamieszczone dane z trzech rynków byka. Podczas każdego rynku byka na czerwona zaznaczono największą roczną korektę. Warto zauważyć, że roczne korekty liczone od ceny otwarcia bez problemu sięgały rzędu 5-10 procent. Zatem patrząc na historię obecna korekta nie powinna nas zaskoczyć.

Z kolei średnia dla rocznych korekt przedstawia się następująco.

srednia koreta

Średnia korekta liczona ze wszystkich lat na indeksie S&P 500 wyniosła 7,21 procenta. Warto zaznaczyć, że jest liczona ze wszystkich lat, czyli nawet tych, które uznaliśmy za początek lub koniec bessy. Gdy usuniemy pierwszy oraz ostatni rok hossy, to średnia spada do 5,13 procenta.

Zagrożenie dla giełdy – S&P 500

Jednym z największych zagrożeń dla giełdy jest coraz bardziej jastrzębi wydźwięk banków centralnych. Najbardziej restrykcyjną politykę monetarną prowadzi Rezerwa Federalna, która oprócz podwyżki stóp procentowych zamierza upłynnić część aktywów finansowych, które zostały nabyte w trakcie programu luzowania ilościowego.

fed balance sheet

Źródło: Real Investment Advice

Przez ostatnie 4 tygodnie amerykański bank centralny dokonał wyprzedaży papierów wartościowych opiewających na kwotę 28 miliardów dolarów amerykańskich. Długoterminowa polityka FED-u zakłada dalszą redukcję bilansu banku, jak to przełoży się na rynek akcji?

Wyprzedaż aktywów takich jak obligacje skarbu państwa prawdopodobnie będzie skutkować wzrostem rentowności. Zatem obligacje względem akcji staną się bardziej atrakcyjne, co spowolni dalsze wzrosty na rynku akcji albo nawet doprowadzi do konsolidacji.

S&P 500 – analiza techniczna

Przez cały styczeń inwestorzy żyli w raju, indeks S&P 500 wystartował w kosmos. Kupującym udało się pokonać górną bandę kanału wzrostowego, w której indeks poruszał się od lutego 2016 roku. Z kolei ostatni tydzień zamiast dalszych wzrostów i jeszcze większej euforii przyniósł strach oraz depresję.

Ostatnia tygodniowa świeca budzi strach, ponieważ od dawna nie mieliśmy tak mocnej korekty. Na chwile obecną celem sprzedających może okazać się test górnej bandy kanału wzrostowego. Po jej pokonaniu indeks może przetestować dolną bandę, co skutkowałoby wyprzedażą indeksu o kolejne kilka procent.

Scenariusz dalszej wyprzedaży wspiera oscylator stochastyczny. Nawet jeżeli dojdzie do 10-procentowej korekty, to na chwile obecną prawdopodobieństwo rozpoczęcia bessy jest niskie.

Notowania indeksu S&P 500, interwał tygodniowy

Notowania indeksu S&P 500, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Więcej na temat obecnej sytuacji na rynku porozmawiamy na spotkaniu smart inwestor.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Miliardy złotych na budowę e-państwa przynoszą efekty. W projekty tego typu inwestują też operatorzy telekomunikacyjni

Miliardy złotych na budowę e-państwa przynoszą efekty. W projekty tego typu inwestują też operatorzy telekomunikacyjni 5

Cyfryzacja Polski postępuje coraz szybciej. Na wdrożenie czekają mDokumenty i e-recepty, a operatorzy telekomunikacyjni przy wsparciu unijnych funduszy likwidują białe plamy w dostępie do internetu. Telekomy są dla resortu cyfryzacji ważnym partnerem w upowszechnianiu cyfrowych umiejętności wśród Polaków. Orange Polska w tym tygodniu otworzył setną lokalną pracownię wyposażoną w nowoczesny sprzęt z dostępem do sieci, a w najbliższych latach podłączy do światłowodu prawie 50 proc. wszystkich szkół w Polsce.

 W ubiegłym roku przeprowadziliśmy największy w historii funduszy europejskich konkurs na dofinansowanie budowy infrastruktury telekomunikacyjnej. W efekcie na 53 wybranych obszarach będą realizowane inwestycje szerokopasmowe przez naszych beneficjentów, czyli operatorów telekomunikacyjnych. Dzięki temu do ponad 9,5 tys. szkół zostanie doprowadzony szybki internet o prędkości 100 Mb/s. Operatorzy podłączą również 40 proc. białych plam, czyli tych gospodarstw domowych, gdzie szybki internet nie dociera – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wanda Buk, dyrektor Centrum Projektów Polska Cyfrowa.

Ministerstwo Cyfryzacji na podstawie danych UKE przedstawiło w lipcu listę białych plam na mapie Polski. Są to punkty adresowe budynków, które nie znajdują się w zasięgu internetu o przepustowości co najmniej 30 Mb/s, a w przypadku placówek oświatowych – 100 Mb/s. Resort doliczył się w sumie 1,7 mln takich punktów, a statystyki pokazują, że najgorzej sytuacja wygląda w województwach lubuskim i małopolskim.

Żeby wysiłek związany z cyfryzacją był skuteczny, potrzeba nie tylko dobrej jakościowo sieci internetowej. Kluczowe są umiejętności. Dlatego tak ważna jest cyfrowa edukacja. Przykładem na to, jak skutecznie można promować cyfrowe kompetencje, są Pracownie Orange. Placówki działają w każdym województwie, dzięki nim nawet 900 tys. osób ma dostęp do najnowszych technologii, jak np. druk 3D, i poznaje ich praktyczne zastosowanie. Operator uruchomił właśnie setną Pracownię. Służą one budowaniu cyfrowych kompetencji i uczą się bezpiecznie poruszać w wirtualnym świecie. Pracownie to również lokalne centra aktywności, które stwarzają przestrzeń do wspólnych działań.

 Pracownie pełnią też funkcje społeczne. To miejsca, gdzie można się spotkać, porozmawiać. Pracownie to efekt współpracy pomiędzy lokalnymi społecznościami i Orange. Odnawiamy placówki i wyposażamy je w komputery i dostęp do szybkiego internetu. Ludzie mogą tu przychodzić i korzystać z tej infrastruktury, do której wcześniej mieli utrudniony dostęp – podkreśla Jean-François Fallacher.

Fundacja Orange wyposaża pracownie w sprzęt multimedialny (komputery, telewizor LCD, drukarkę, konsolę do gier), meble i bezpłatny internet. Dzięki temu w pracowniach można się uczyć programowania, odbywają się też warsztaty z druku 3d i modelowania komputerowego. Do tej pory na wyposażenie Pracowni Orange firma przeznaczyła już ponad 3 mln zł.

– Zaczęliśmy kilka lat temu od 50 pracowni, a w tym roku z dumą otwieramy setną. To symboliczna liczba w roku symbolicznym dla Polski. Dlatego jesteśmy tak dumni z jej otwarcia. Ten program jest bardzo dobrze oceniany i dlatego zdecydowaliśmy się go rozwijać, aż do obecnych stu Pracowni – mówi Jean-François Fallacher, prezes Orange Polska.

Rozwój nowoczesnej sieci i cyfrowa edukacja coraz częściej wkraczają też do szkół. CP Polska Cyfrowa przeprowadziło w zeszłym roku trzy nabory (ostatni wystartował w grudniu i potrwa do 20 kwietnia 2018 roku) w konkursie POPC 1.1 „Wyeliminowanie terytorialnych różnic w możliwości dostępu do szerokopasmowego internetu o wysokich przepustowościach”. To główne źródło unijnych dotacji na budowę lub rozbudowę sieci internetu szerokopasmowego. Jednym z największych inwestorów w tym programie jest Orange Polska. W ramach wygranych konkursów telekom podłączy do światłowodu 3,7 tys. polskich szkół. Kolejne 4,5 tys. placówek przyłączy nieodpłatnie (do 2019 roku) – w ramach rządowego programu „100 megabitów na stulecie”.

Łącznie Orange podłączy do szybkiej sieci blisko połowę wszystkich szkół w Polsce. Jak pokazują dane Ministerstwa Edukacji Narodowej, tylko 10 proc. szkół i placówek oświatowych ma obecnie dostęp do internetu o parametrach, które umożliwiają wykorzystywanie go do nauki i prowadzenia lekcji. Co czwarty uczeń deklaruje, że nie korzysta z internetu nawet na lekcjach informatyki.

– Na przestrzeni ostatnich dwóch lat resort cyfryzacji – we współpracy z nami i przy wsparciu MEN – skierował swoją aktywność również na rozwój kompetencji cyfrowych wśród dzieci. Dzisiaj – dzięki naszym działaniom – w ponad trzech tysiącach gmin w Polsce są prowadzone lekcje programowania dla najmłodszych oraz dla nauczycieli – mówi Wanda Buk.

Nowe technologie zmieniają branżę hotelarską. Innowacyjne rozwiązania pozwolą na spersonalizowaną obsługę

Nowe technologie zmieniają branżę hotelarską. Innowacyjne rozwiązania pozwolą na spersonalizowaną obsługę 6

Branża hotelarska coraz częściej sięga po nowe technologie. Przyszłością hoteli jest rejestracja gości i ich obsługa za pomocą urządzeń mobilnych. Nowe rozwiązania technologiczne pozwolą na spersonalizowaną obsługę, a takiej oczekuje 70 proc. gości hotelowych. Nowe technologie to nie tylko obsługa klienta, lecz także zarządzanie obiektem, jego dostępnością i systemem rezerwacji. Zwiększyć zainteresowanie klientów mogą też witryny przyjazne użytkownikom mobilnym. Już 40 proc. ruchu na stronach internetowych hoteli generowały właśnie urządzenia mobilne.

– Nowe technologie w hotelarstwie pozwalają z jednej strony na efektywniejszą obsługę gościa, zarówno pod względem jego komfortu, szybkości rezerwacji, jaki i pobytu. Mamy coraz lepsze silniki rezerwacyjne, które generują więcej rezerwacji bezpośrednich, wzrost rok do roku przewyższa 30 proc. Z drugiej strony to wygoda dla gościa, który coraz częściej korzysta z urządzeń mobilnych i może dokonywać rezerwacji właśnie tą drogą – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Marcin Dragan z Profitroom.

Jak wynika z raportu „Trends 2018”, przygotowanego przez ekspertów Profitroom, 70 proc. gości hotelowych oczekuje spersonalizowanej obsługi. Taką możliwość daje wykorzystanie nowych technologii. Przyszłością hoteli jest rejestracja gości i ich obsługa za pomocą urządzeń mobilnych. Dobrze dobrane narzędzia, nowe formy komunikacji oraz trendy związane z personalizacją i dostosowywaniem oferty do faktycznych potrzeb i oczekiwań klientów są receptą na większe zainteresowania.

Ważnym trendem hotelowym będzie szersze wykorzystanie wirtualnej rzeczywistości i rzeczywistości rozszerzonej, co ułatwi wybór miejsca podróży czy miejsca wypoczynku. Także sama witryna hotelowa powinna być przyjazna dla użytkowników mobilnych. Z obliczeń Profitroom wynika, że wizyty z urządzeń mobilnych stanowiły w 2016 roku 40 proc. ruchu na stronach internetowych hoteli.

– Technologia w branży rozwija się w kierunku SaaS (Software-as-a-Service – przyp.red.) czy nawet XaaS, czyli wszystko jako usługa. Oprogramowanie idzie w kierunku bardzo bogatych możliwości funkcjonalnych, natomiast wykorzystywane jest przez hotele tylko w takim stopniu i w taki sposób, w jaki tego potrzebują. Można to przyrównać do innych usług, takich jak Netflix czy Spotify, gdzie użytkownicy sami decydują, kiedy konsumują dane media i w jakim stopniu – tłumaczy Marcin Dragan.

Hotele powinny móc zaoferować klientom możliwie jak najwięcej innowacyjnych technologii. To goście będą decydować, czy skorzystają np. z aplikacji, które ułatwią poruszanie się po danym mieście, np. pokierują do zabytków. Dzięki zaawansowanym technologicznie narzędziom będzie można dokładnie zidentyfikować oczekiwania gości, także w czasie rzeczywistym, w trakcie pobytu, np. profilując udostępniane usługi. To zaś jest możliwe dzięki systemom informatycznym.

W 2020 roku pokolenie osób urodzonych pomiędzy 1980 a 1994 rokiem będzie stanowić ponad połowę wszystkich gości hotelowych. Ich oczekiwania to inteligentne hotele, które pozwolą na samodzielne zameldowanie i wymeldowanie się, w których wirtualne klucze zastąpią te rzeczywiste, a temperaturą, oświetleniem czy klimatyzacją będzie można sterować za pomocą aplikacji.