W sieci można kupić złośliwe oprogramowanie i zamówić cyberatak. Miejscem transakcji jest ukryta część internetu

W sieci można kupić złośliwe oprogramowanie i zamówić cyberatak. Miejscem transakcji jest ukryta część internetu 1

Przestępczość przenosi się ze świata realnego do świata wirtualnego. Nasila się proceder kupowania w internecie złośliwego oprogramowania i usług cyberprzestępców. Usługę Cybercrime-as-a-Service można zamówić łatwo i szybko, przede wszystkim za pomocą tzw. darknetu, czyli ukrytej części internetu. Obecnie najpopularniejsze są usługi typu ransomware, czy DDoS, ale w przyszłości w ten sposób mogą być prowadzone już całe kampanie teleinformatyczne. Ceny takich usług zaczynają się od kilku dolarów.

– Cybercrime-as-a-Service to zjawisko kupowania, w sensie komercyjnym, złośliwego oprogramowania czy usług związanych z atakowaniem komputerów, urządzeń przez użytkowników, którzy nie potrafią czy z jakichś powodów nie chcą sami takiego ataku przeprowadzić. Usługi tego typu głównie można nabyć w ukrytej sieci – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Kamil Gapińśki z Fundacji Bezpieczna Cyberprzestrzeń.

Przestępczość coraz częściej przenosi się do świata wirtualnego. Usługi cyberprzestępców czy złośliwie oprogramowanie są stosunkowo łatwe do kupienia. Oferty stron, które oferują np. ataki DDoS, można znaleźć w zwykłej wyszukiwarce. Najczęściej jednak wykorzystywany jest darknet, czyli ukryta część internetu. Wystarczy tylko zaznaczyć, z jakiej usługi chce się skorzystać, i zapłacić.

– Darknet jest miejscem transakcji, gdzie w coraz większym stopniu można kupić cyberatak. Ceny takich usług wahają się w zależności od tego, jak dana operacja jest skomplikowana, np. prosty, podstawowy atak blokady usług można zakupić już od kilku dolarów. Jeśli mówimy o ataku typu ransomware, czyli szyfrowaniu dysku w zamian za okup, są to zupełnie inne, wyższe ceny – wskazuje Gapiński.

Cena za stworzenie złośliwego oprogramowania, które wykorzystuje luki w systemach, zaczyna się od kilku tysięcy dolarów. W zależności od systemu może jednak wynieść ok. 200 tys. dol.

Anonimowość takich usług sprawia, że ich popularność rośnie. McAfee Threat Report wskazuje, że tylko w ciągu kilku miesięcy liczba ataków ransomware wzrosła o 58 proc. Check Point ocenia zaś, że w przypadku przedsiębiorstw ataki ransomware mogą się stać powszechne, podobnie jak ataki DDoS, i skutecznie uniemożliwić dokonywanie codziennych operacji firmowych.

W darknecie można także znaleźć usługi, które wykorzystują uczenie maszynowe. Dostępne są nawet programy, które pozwalają cyberprzestępcom sprawdzić, czy złośliwe oprogramowanie zostanie wykryte przez różnego rodzaju narzędzia bezpieczeństwa.

– Na pewno zyskiwać na znaczeniu będą ataki typu ransomware, ale powstaną różne odmiany tej usługi – teraz najpopularniejszy jest Ransomware-as-a-Service czy DDoS-as-a-Service, natomiast wyobrażam sobie także całe kampanie zagrożeń teleinformatycznych oparte o tego typu usługi – prognozuje Kamil Gapiński.

Oprogramowanie, które blokuje dostęp do danych i żąda okupu w zamian za przywrócenie dostępu, czyli właśnie ransomware, było w ubiegłym roku jednym z głównych cyberzagrożeń. Eksperci z Kaspersky Lab poinformowali, że w ciągu roku częstotliwość takich ataków na firmy wzrosła trzykrotnie. Z kolei ataki na użytkowników indywidualnych przeprowadzane były średnio co 10 sekund. Każde takie zgłoszenie należy zgłosić organom ścigania.

– Jednostką w Polsce, do której trzeba zgłaszać incydenty tego typu, która ściga hakerów, czarny rynek złośliwego oprogramowania, jest oczywiście policja. To pierwszy punkt kontaktowy, który pełni rolę zapobiegawczą, prewencyjną i reagowania na tego typu zjawiska – mówi ekspert.

Polskie prawo rozróżnia wiele różnych form cyberprzestępczości. W zależności od zakwalifikowania czynów, sprawcom ataków grożą różne kary. Za przeprowadzenie ataków DDoS, czyli spowodowanie ograniczenia dostępu do informacji, grozi według Kodeksu karnego do 5 lat pozbawienia wolności. Kary grożą zarówno zleceniodawcy czy kupującemu program w sieci, jak i wykonawcy zlecenia, a nawet twórcy oprogramowania do przeprowadzania takich ataków (tu kara wynosi do 3 lat więzienia).

Długo wyczekiwana przez przedsiębiorców ustawa trafiła do Senatu. Sami zainteresowani mają jednak niedosyt

Długo wyczekiwana przez przedsiębiorców ustawa trafiła do Senatu. Sami zainteresowani mają jednak niedosyt 2

W poniedziałek do Senatu trafiła ustawa Prawo przedsiębiorców, która w piątek została przyjęta przez Sejm. To najważniejsza ustawa z tzw. Konstytucji biznesu. Nowe przepisy mają zachęcić zwłaszcza młodych Polaków do zakładania własnych firm. Zdaniem Wojciecha Warskiego, szefa Konwentu Business Centre Club, choć sam fakt uchwalenia ustawy jest pozytywny, to ustawodawca nie ustrzegł się błędów. Według niego przedsiębiorcy chcą prawa prostego i przejrzystego, a sama ustawa powinna po dwóch latach funkcjonowania zostać zrewidowana.

 Prawo przedsiębiorców ma ambicję być całościową ustawą regulującą relacje między administracją państwową a przedsiębiorcami – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wojciech Warski, przewodniczący Konwentu Business Centre Club, wiceprzewodniczący Rady Dialogu Społecznego. – Czy z tego się wywiąże, to dopiero pokaże przyszłość. W tej chwili można powiedzieć, że na pewno ustawa jest bardzo potrzebna, była bardzo oczekiwana, natomiast już gołym okiem widać pewne jej braki, mimo że dopiero co przeszła przez Sejm.

Prawo przedsiębiorców wprowadza zasadę „co nie jest prawem zabronione, jest dozwolone”, możliwość prowadzenia przy niewielkich obrotach (połowa minimalnego wynagrodzenia) działalności gospodarczej bez rejestracji, a także daje początkującym przedsiębiorcom ulgę na start, czyli półroczne zwolnienie ze składek na ubezpieczenia społeczne.

Zdaniem Wojciecha Warskiego jedną z wad ustawy jest niedostateczne podkreślenie jej nadrzędności wobec innych aktów prawnych.

Mamy bardzo duży niedosyt. Po pierwsze, nigdzie w ustawie nie jest zaznaczone, nawet w formie intencyjnej, że ta ustawa ma pełnić rolę ustawy logicznie nadrzędnej nad innymi ustawami regulującymi obrót gospodarczy – mówi Wojciech Warski. – Jeżeli coś ma być Konstytucją biznesu, to pierwszeństwo tej ustawy nad innymi powinno być gdzieś zaznaczone, mimo że w sensie prawnym wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że wszystkie ustawy są równe.

Ekspert argumentuje, że w ustawie zawarto szereg zasad o charakterze konstytucyjnym, takich jak np. proporcjonalność reakcji administracji państwowej wobec przedsiębiorcy czy zasada interpretowania wątpliwości na rzecz przedsiębiorcy, natomiast zabrakło w niej miejsca dla potrzebnego i obecnego w pierwotnym projekcie zapisu o dopuszczalności popełnienia przez właściciela firmy tzw. błędu małej wagi, czyli powstałego nieumyślnie i z niewielką szkodą dla budżetu państwa. Drugą usuniętą, a potrzebną według niego, propozycją byłaby zasada, że przy pierwszym błędzie przedsiębiorcy udzielane jest pouczenie, a dopiero przy powtórnym przewinieniu byłby karany sankcją.

Ustawa dotyczy bardzo wielu drobnych przedsiębiorców, dla których materia prawna nie jest istotą codziennego życia, w związku z tym możliwość popełnienia błędu mniejszej wagi, za który należy wpierw udzielić pouczenia, a potem dopiero ewentualnie karać, wydawałaby się oczywista – argumentuje Wojciech Warski. – To sygnalizuje, że w trakcie uzgodnień międzyresortowych ta ustawa była poddawana różnym naciskom, nie wszystkie z nich były w zgodzie z duchem tej ustawy, to bardzo niedobrze świadczy o mentalności Polski resortowej.

Wiceprzewodniczący Rady Dialogu Społecznego uważa, że przedsiębiorcom potrzebne jest prawo jak najprostsze, jak najmniej ingerujące w ich działalność i niepróbujące przewidzieć każdej możliwej do wystąpienia sytuacji w relacjach między administracją a biznesem. Postuluje także zmniejszenie obowiązków informacyjnych ciążących na firmach, chociażby na potrzeby statystyki.

– Życie gospodarcze jest na tyle bogate, że zawsze znajdą się sytuacje nieopisane w ustawie, w związku z tym nie ma sensu nawet próbować opisywać wszystkich możliwych kombinacji przypadków, a raczej zawierać w takiej ustawie nowe zasady interpretacji i relacji, a dopiero na tej podstawie później wychodzić z interpretacjami podatkowymi czy operacyjnymi – wyjaśnia Wojciech Warski.

Samą ustawę proponuje natomiast zweryfikować po pewnym czasie obowiązywania, gdy zarówno środowisko biznesowe, jak i sami urzędnicy przekonają się, jak działa ona w praktyce.

Po pewnym czasie, np. po dwóch latach, ustawa powinna być poddana ocenie funkcjonowania i rewizji pod kątem tego, czego w niej faktycznie brakuje, a które zapisy są pro forma i można je śmiało skasować – mówi Wojciech Warski. – Taki jest m.in. zapis o odpowiedzialności urzędniczej. Trzeba się na coś zdecydować – albo urzędnicy opowiadają za swoje błędy i wtedy te zapisy muszą być istotnie rozbudowane, albo w ogóle zapis martwy należy skasować i zająć się osobnymi ustawami o odpowiedzialności urzędniczej.

Prawo przedsiębiorców to jedna – i najważniejsza – z pakietu pięciu ustaw zwanych Konstytucją biznesu. Pozostałe to ustawa o Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorców, ustawa o Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej i Punkcie Informacji dla Przedsiębiorcy, ustawa o zasadach uczestnictwa przedsiębiorców zagranicznych i innych osób zagranicznych w obrocie gospodarczym na terytorium RP oraz ustawa – Przepisy wprowadzające ustawę – Prawo przedsiębiorców oraz inne ustawy dotyczące działalności gospodarczej. Wszystkie zostały przyjęte przez Sejm 26 stycznia.

Z danych PARP wynika, że w Polsce działa ponad 1,9 mln firm, z których zdecydowana większość to mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwa (99,8 proc.). Udział małych i średnich firm w tworzeniu PKB w ostatnich latach systematycznie rośnie i przekroczył już 50 proc. Sektor ten stanowi miejsce pracy dla 69 proc. pracujących w przedsiębiorstwach, generuje 56 proc. przychodów ogółem oraz 30 proc. wartości eksportu wyrobów i usług.

Rozliczenia z fiskusem na nowych zasadach. Wiele tegorocznych zmian korzystnych dla podatników

Rozliczenia z fiskusem na nowych zasadach. Wiele tegorocznych zmian korzystnych dla podatników 3

Do ponad 85 tys. wzrósł w tym roku limit 50-proc. kosztów uzyskania przychodów, czyli kosztów autorskich, które można odpisać od podstawy opodatkowania. Skorzystać z tego w tegorocznych rozliczeniach PIT będą mogły jednak osoby prowadzące konkretną działalność twórczą, wymienioną w ustawie. Na nowych przepisach podatkowych w tym roku skorzystają również m.in. pracownicy uzyskujący różnego rodzaju zapomogi.

– Od 2018 roku mamy zmiany w zakresie stosowania podwyższonych kosztów uzyskania przychodu, tzw. kosztów autorskich. W tym zakresie mamy do czynienia z dwoma zmianami. Jedna jest bardzo korzystna dla podatników, ponieważ zwiększono dwukrotnie limit 50-proc. kosztów uzyskania przychodu. Osoby osiągające przychody z praw autorskich, przenoszące prawa autorskie bądź rozporządzające prawami autorskimi do utworów będą miały prawo do tego, ażeby rozliczyć te koszty w znacznie wyższej wysokości – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Anna Misiak, doradca podatkowy, szef zespołu ds. podatków osobistych w MDDP.

Od tego roku limit 50-proc. kosztów uzyskania przychodów został podwyższony z dotychczasowych 42 764 zł do 85 528 zł. Preferencyjne przepisy będą dotyczyć działalności twórczej, badawczo-rozwojowej oraz naukowo-dydaktycznej, artystycznej, produkcji audiowizualnej oraz publicystycznej. Dotychczas możliwość skorzystania z preferencyjnych kosztów uzyskania przychodów zależała od tego, czy przychód został uzyskany z tytułu wykonania utworu lub innego przedmiotu praw własności intelektualnej, które są przedmiotem prawa autorskiego.

– Druga zmiana jest niekorzystna, ponieważ wprowadzono do ustawy katalog działalności twórczej, w stosunku do której mogą w ogóle być zastosowane 50-proc. koszty. W efekcie może wystąpić taka sytuacja, że osoba rzeczywiście jest twórcą utworu, który mieści się w definicji przepisów prawa autorskiego, niemniej jednak jej działalność w tym zakresie nie mieści się w katalogu działalności wskazanym w ustawie o podatku dochodowym od osób fizycznych. Wówczas nie będzie ona uprawniona do tego, ażeby zastosować podwyższone koszty uzyskania przychodu, a więc finalnie zapłaci wyższy podatek – tłumaczy Anna Misiak.

Zmiany w podatku dotkną też przychody z programów motywacyjnych opartych na akcjach lub pochodnych instrumentach finansowych, które są nabywane jako nieodpłatne świadczenie lub świadczenie w naturze. Takie dochody będą opodatkowane według skali podatkowej 18 i 32 proc.

– Przychody z takich pochodnych instrumentów finansowych będą kwalifikowane jako przychody z tego źródła, w ramach którego podatnik otrzymał takie nieodpłatne świadczenie, np. ze stosunku pracy albo z działalności wykonywanej osobiście. Jeżeli w planie programu motywacyjnego pochodny instrument finansowy nie będzie finalnie przekładał się na nabycie akcji, to przychód będzie opodatkowany według skali. Nie będzie można skorzystać na opodatkowaniu 19-proc. podatkiem, który do tej pory był stosowany do tego rodzaju przychodów – wskazuje doradca podatkowy MDDP.

Jeżeli akcje zostaną zaś nabyte w ramach programów opracowanych przez pracodawców lub firmy, z którymi podatnicy są związani kontraktem menadżerskim, to podatek z tytułu przychodu zapłacą w momencie zbycia akcji.

Na nowelizacji przepisów o podatku dochodowym skorzystają m.in. ci, którzy uzyskają dochody z tytułu zapomogi, np. z Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych. Zmianę może odczuć kilka milionów pracowników, bo większość firm przygotowuje paczki świąteczne, noworoczne czy bony dla pracowników. Limit zwolnienia z 380 zł wzrośnie do 1 tys. zł.

– W przypadku zapomóg z tytułu długotrwałej choroby czy indywidualnych zdarzeń losowych, jeżeli udzielane są z ZFŚS, będą mogły być otrzymywane przez podatników bez limitu i niezależnie od ich wysokości będą korzystały ze zwolnienia podatkowego. W przypadku, gdyby zapomogi były dawane z innych źródeł, np. ze środków obrotowych pracodawcy, to limit rośnie aż do 6 tys. zł – mówi Anna Misiak. – Rośnie również wysokość zwolnienia w przypadku nagród otrzymywanych w konkursach, jak i nagród związanych ze sprzedażą premiową. Z 760 zł kwota wolna od podatku wzrośnie do 2 tys. złotych.

Na zmianach skorzystają też najmniej zarabiający. Kwota wolna od podatku wzrośnie dla nich z 6,6 tys. do 8 tys. zł. Zwolnienie z podatku obejmie natomiast kwoty umorzonych zaległości z tytułu np. czynszu za mieszkanie, opłat za dostawy energii, gazu i wody.

Polacy chętnie korzystają z obniżek cen. Połowa z nas zwleka z zakupami do czasu promocji

Polacy chętnie korzystają z obniżek cen. Połowa z nas zwleka z zakupami do czasu promocji 4

Zimowe wyprzedaże powoli dobiegają końca. Obniżając ceny produktów po świętach Bożego Narodzenia, sklepy chcą zniwelować skutki tradycyjnego styczniowego spowolnienia handlu. I mają rację – nic tak nie działa na konsumentów jak promocje cenowe. Oczywiście pod warunkiem że są one dobrze komunikowane. Zaplanowanie wyprzedaży nie jest po prostu obniżką ceny – podkreślają eksperci firmy Simon-Kucher & Partners.

Polacy bardzo chętnie korzystają z promocji cenowych. Wynika to w pewnej mierze z naszej natury. Poszukujemy okazji, gratek, czujemy się dobrze, jeśli znajdziemy produkt w atrakcyjnej cenie. Mówi się, że Polacy mają dużą skłonność w zapamiętywaniu cen, przez co są sprytnymi konsumentami. Świetnie orientują się w tym, jakie produkty w danym momencie i w jakim sklepie kupić. To cecha, która wyróżnia nas na tle innych krajów Europy – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Stec, dyrektor w warszawskim biurze Simon-Kucher.

Z badania firmy doradczej KPMG, opublikowanego w grudniu 2017 roku, wynika, że 49 proc. Polaków zwleka z zakupami do czasu promocji. Połowa badanych przyznaje, że kupiło dodatkową rzecz właśnie dlatego, że była ona objęta promocją. Dla 76 proc. Polaków atrakcyjna cena jest głównym czynnikiem motywującym do kupienia produktów w czasie promocji.

– Konsumenci nie lubią być oszukiwani, nie lubią kupować produktów w pseudopromocji. Jeśli już stosujemy obniżkę cen do 70 proc., to znacząca część naszego asortymentu faktycznie w takiej obniżce powinna występować. Klientowi nie spodoba się sytuacja, w której prawie wszystkie produkty będą przecenione o 10 proc., natomiast tylko bardzo niewielka część produktów, w zbyt dużych rozmiarach albo w nieatrakcyjnych wariantach, będzie przeceniona zgodnie z komunikatem – mówi Tomasz Stec.

Uczciwość w komunikowaniu to nie jest jedyna kwestia, którą powinny uwzględniać firmy, planując wyprzedaże. Druga istotna kwestia to odpowiednie zaprezentowanie obniżki – tak by klient widział, ile zyskuje.

Przy planowaniu obniżki cenowej najistotniejsze jest określenie, jaka powinna być wielkość obniżki – dodaje Tomasz Stec. – Jednak odpowiednie oznaczenie promocji ma bardzo duże znaczenie. Z naszego doświadczenia wiemy, że potrafi nawet kilkukrotnie wzmocnić to efekt promocji, niż gdyby takiego silnego komunikatu nie było.

Obniżone ceny nie powinny też przekraczać pewnych psychologicznych progów cenowych – to stąd właśnie te słynne końcówki 99 groszy. Eksperci podkreślają, że zdecydowanie lepiej na klientów działa cena 9,99 zł niż 10,20 zł – mimo że różnica jest minimalna.

– Powinniśmy bardzo wyraźnie pokazywać klientom korzyści z zakupu produktu promocyjnego, czyli nie tylko nową, promocyjną cenę, ponieważ nie muszą oni znać tej starej. Bardzo silnym elementem jest pokazanie poziomu obniżki poprzez procent, o jaki zmieniła się cena, albo wartość w złotówkach, o jaką cena się obniżyła. To dodatkowy bodziec, aby klient uzmysłowił sobie atrakcyjność oferty promocyjnej – wyjaśnia Tomasz Stec.

Z badania KPMG wynika, że najczęściej o wyborze konkretnego sprzedawcy decyduje cena. Jest to najważniejszy czynnik dla 83 proc. badanych. Prawie co czwarty respondent przy dokonywaniu zakupów kieruje się marką sprzedawcy. Dla co piątego konsumenta czynnikiem, który pomaga podjąć decyzję o wyborze danego sprzedawcy, są pozytywne doświadczenia z poprzednich zakupów.

Promocje mogą napędzić sprzedaż i przyciągnąć do sklepu nowych klientów, jednak wszystko musi być dokładnie zaplanowane.

Musimy wyjść od zaplanowania celów i strategii promocji – tłumaczy Tomasz Stec. – Każda firma powinna przestać myśleć o promocjach jako o pewnych zdarzeniach, które należy planować krótkookresowo, i przygotować długoterminową strategię promocyjną, która odpowiada strategii i celom ogólnym firmy. Ta strategia powinna określić, do jakich grup klientów te promocje są kierowane i jakie kategorie produktów chcemy wspierać sprzedażowo poprzez planowanie promocji.

Szczególna uwagę muszą na to zwracać firmy handlowe i producenci FMCG, którzy mają szerokie portfolio produktów. Niektóre towary nie sprawdzają się w akcjach promocyjnych.

Kolejny ważny element strategii to wybór typu promocji, które firma chce przeprowadzić – czy ma być to zwykła obniżka ceny, czy tzw. bundling, czyli łączenie produktów w zestawy promocyjne, czy może dodatkowy produkt prezent, który uczyni zakup atrakcyjniejszym dla klienta. Wybór zarówno skali obniżki, jak i rodzaju promocji oraz sposobu jej komunikowania klientom powinien być uzależniony od tego, jaki cel firma chce osiągnąć poprzez tę promocję.

Musimy się zastanowić, czy chcemy zwiększyć wartość koszyka zakupowego klientów, którzy już przychodzą do naszego sklepu, czy chcemy przyciągnąć promocją nowych klientów. To decyduje np. o tym, czy komunikacja powinna być na zewnątrz sklepu czy wewnątrz niego – mówi ekspert.

Coraz większe zainteresowanie nieruchomościami luksusowymi. W ciągu trzech lat rynek ten wzrośnie o 1/5

Coraz większe zainteresowanie nieruchomościami luksusowymi. W ciągu trzech lat rynek ten wzrośnie o 1/5 5

Z roku na rok przybywa bogatych Polaków, czyli zarabiających ponad milion złotych rocznie. W 2016 roku było ich już ponad 20 tysięcy. W związku z tym rośnie też zapotrzebowanie na droższe i unikatowe nieruchomości. Ze względu na wysokie stopy zwrotu coraz częściej stają się one dobrą inwestycją. Eksperci szacują, że do 2020 roku rynek nieruchomości premium wzrośnie o 22 proc. 

Dane z urzędów skarbowych wskazują, że w 2014 roku było ponad 15 tys. osób zarabiających rocznie ponad milion złotych, rok później liczba ta wzrosła do 19,6 tys., a w 2016 roku przekroczyła 20 tys.

– Z roku na rok przybywa nam milionerów w Polsce. To znaczy, że ci ludzie mogą kupować droższe apartamenty i inne nieruchomości. To znaczy też, że ich wymagania wobec sektora rynku nieruchomości są wyższe – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Aneta Małaszuk-Kołodziejczak, członek zarządu Property Value Investments, nadzorująca realizowane inwestycje nieruchomościowe.

Coraz więcej osób stać na luksus. Coraz chętniej zamożni Polacy inwestują w nieruchomości z najwyższej półki, oczekując, że nie tylko ich wartość w czasie będzie rosła, lecz także że będą one niepowtarzalne.

 Szacuje się, że do 2020 roku rynek nieruchomości premium wzrośnie o 1/5. To bardzo dobre perspektywy, zważywszy na to, że te dane są bardzo optymistyczne i wskazują jednoznacznie, że Polacy się bogacą – dodaje Aneta Małaszuk-Kołodziejczak.

Zwraca też uwagę na fakt, że zamożni ludzie, z większymi wymaganiami, doceniają rynek nieruchomości, które mają wyższy standard wykończenia czy lepszą lokalizację. Na tym rynku można wyróżnić kilka segmentów: nieruchomości o bardzo wysokim standardzie z bardzo wysoką ceną za metr kwadratowy (z usługą concierge, fitness klubami etc.), rynek nieruchomości premium (dobre jakościowo materiały wykończeniowe, bardzo dobra lokalizacja, bez większych udogodnień) oraz odrestaurowane kamienice dla ceniących nieruchomości z duszą.

 Mamy coraz więcej osób przyjeżdżających zza granicy, które zarządzają firmami w Polsce, mamy coraz więcej menadżerów wyższego i średniego szczebla w Polsce, którzy wynajmując mieszkania, oczekują wyższego standardu, który będzie dawał im komfort zamieszkiwania i przebywania, więc ten rynek się rozwija i będzie się rozwijał – podkreśla Małaszuk-Kołodziejczak.

W ocenie przedstawicielki PVI na uwagę zasługuje fakt, że rynek nieruchomości premium jest dużo bardziej odporny na wszelkiego rodzaju kryzysy, ponieważ operują na nim ludzie dysponujący znacznymi środkami finansowymi, bez obciążenia kredytowego.

 Zwrot z wynajmowanych lokali premium jest między 4 a 7–8 proc. rocznie. To dużo więcej niż standardowo można uzyskać na lokacie terminowej czy obligacjach skarbowych – podkreśla Aneta Małaszuk-Kołodziejczak.

Z raportu KPMG wynika, że najwięcej ofert lokali luksusowych znajduje się w Warszawie. Na kolejnych miejscach znalazły się Kraków, Wrocław i Trójmiasto. Na razie jednak nieruchomości premium stanowią niewielki, choć perspektywiczny, segment całego rynku. Raport „Luxury Realty Map” opracowany przez Poland Sotheby’s International Realty wskazuje, że w okresie 2012–2016 wartość rynku nieruchomości luksusowych oraz premium w Polsce zwiększyła się o ponad 40 proc. Eksperci szacują, że wartość rynku w 2020 roku może wynieść 1,3 mld zł, ale w zależności od przyjętej definicji luksusowej nieruchomości może to być nawet 3,6 mld zł.

Do 2020 roku połowa polis może być sprzedawana przez internet. Rynek ubezpieczeniowy się cyfryzuje

Do 2020 roku połowa polis może być sprzedawana przez internet. Rynek ubezpieczeniowy się cyfryzuje 6

Sprzedaż ubezpieczeń stopniowo przenosi się do internetu. Dynamicznie zyskują m.in. porównywarki ubezpieczeniowe. Do 2020 r. połowa polis będzie kupowana przez internet – oceniają eksperci mfind.pl. Po cyfrowe narzędzia ubezpieczyciele sięgają też coraz częściej przy obsłudze klienta czy likwidacji szkód. W tym roku na rynek ubezpieczeniowy w największym stopniu wpłynie dyrektywa IDD, która wprowadzi nowe obowiązki dla agentów i brokerów, a co za tym idzie – lepszą ochronę klientów.

Unijna dyrektywa o dystrybucji ubezpieczeń (IDD, ang. Insurance Distribution Directive) nakłada na dystrybutorów ubezpieczeń wiele nowych obowiązków, takich jak rzetelne informowanie o cechach produktu, opłatach, zasadach wynagradzania pośredników przez towarzystwa ubezpieczeń. Dystrybutorzy będą musieli dokładnie analizować potrzeby klientów, by zaprezentować im jak najkorzystniejsze oferty.

 Wymusi ona na pośrednikach i sprzedawcach ubezpieczeń większą profesjonalizację i podnoszenie własnych umiejętności. Wpłynie to też poniekąd na transparentność przedstawianych usług, co będzie oczywiście z zyskiem dla klientów – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Przemysław Pepla z mfind.pl.

Zakup polisy u agenta, brokera lub bezpośrednio w towarzystwie ubezpieczeń jest wciąż najpopularniejszym kanałem sprzedaży. W opinii ekspertów mfind.pl kanał direct, czyli przez telefon lub internet, będzie jednak zyskiwał coraz więcej zwolenników.

– Polacy szukają ubezpieczeń najczęściej w sposób tradycyjny, tzn. u agentów stacjonarnych. Takie rozwiązanie ma jednak wady – jest przede wszystkim czasochłonne. Samo wyszukiwanie i przedstawienie oferty zajmuje kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt minut. Co więcej, agenci stacjonarni często nie mogą przedstawić ofert wszystkich ubezpieczycieli, gdyż po prostu z nimi nie współpracują. Polacy starają się też dzwonić i wyszukiwać oferty bezpośrednio u ubezpieczycieli, jednak takie rozwiązanie zajmuje jeszcze więcej czasu – mówi Przemysław Pepla.

Jak podkreśla, do 2020 roku połowa polis ubezpieczeniowych będzie zawierana przez internet. To konsekwencja postępującej cyfryzacji na rynku.

– Z perspektywy towarzystw ubezpieczeniowych przede wszystkim pomoże to ograniczyć koszty – mówi ekspert mfind.pl. – Już teraz niektóre towarzystwa ubezpieczeniowe oferują wycenę szkód komunikacyjnych za pośrednictwem internetu, oszczędzając przy tym na kosztach dojazdu do klientów. Ponadto, sama obsługa internetowa również jest tańsza niż obsługa stacjonarna.

Na znaczeniu w coraz większym stopniu zyskują porównywarki ubezpieczeniowe, gromadzące oferty wielu towarzystw, dostępne 7 dni w tygodniu i 24 godziny na dobę. Najczęściej wyszukiwaną polisą jest obowiązkowe OC. Coraz częściej klienci poszukują też ochrony na wyjazd – w sezonie zimowym szczególnym zainteresowaniem cieszą się polisy turystyczne dla narciarzy.

Zdaniem Przemysława Pepli to w tym segmencie – ubezpieczeń podróżnych – można się spodziewać w tym roku nowych produktów. Jednak to segment komunikacyjny powinien zyskiwać najmocniej.

– W największym stopniu zyskają ubezpieczyciele działający na rynku polis komunikacyjnych. Wynika to z faktu, że w ubiegłym roku sprzedano w naszym kraju ponad pół miliona nowych samochodów, co było absolutnym rekordem ostatniej dekady – mówi ekspert mfind.pl.

Zgodnie z danymi Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego w całym 2017 roku zarejestrowano 486 352 nowych samochodów osobowych, czyli o 16,9 proc. więcej niż w 2016 roku. W grupie samochodów osobowych w grudniu ubiegłego roku zarejestrowano 48 011 pojazdów. Wzrost utrzymał się już 33. miesiąc z rzędu.

– Każdy z nowych samochodów musi być ubezpieczony. Z kolei właściciele nowych samochodów najczęściej decydują się nie tylko na podstawowe ubezpieczenie OC, lecz także na pełen pakiet wraz z AC, NNW, Assistance czy ubezpieczeniem szyb – dodaje Pepla.

Sprawdź co wpływa na indeks WIG 20

Ostatnie wzrosty na amerykańskim rynku akcji wskazują na huraoptymizm, który został rozsiany na globalny rynek kapitałowy. Skutki dużego optymizmu widać także po polskim rynku kapitałowym. Niemniej jednak każdy huraoptymizm kończy się mocniejszą korekta i ostudzeniem emocji.

Ostatnie wzrosty na rynku kapitałowym doprowadziły do największej migracji kapitału do funduszy aktywnie zarządzających, co tylko napędzało kolejne wzrosty. W poprzednim tygodniu do funduszy aktywnych wpłynęło 12.2 mld USD, co jest historycznym rekordem.

BOFA napływ kapitalu

Oprócz tego wskaźnik byka oraz niedźwiedzia, który został opracowany przez BofA Merrill Lynch Global Investment Strategy wskazuje na bardzo ekstremalne przesilenie rynku (w krótkim terminie).

Bofa bull

Pomimo coraz większej ilości sygnałów zapowiadających krótkoterminową korektę rynek byka trwa w najlepsze. Inwestorzy podnoszą swoje oczekiwania co do dalszego wzrostu notowań, aczkolwiek analizując historię dowiemy się jednego – żaden trend nie trwa wiecznie, nawet ten najmocniejszy (np. trend wzrostowy na notowaniach Bitcoina przerywany 50 procentowymi korektami notowań).

A jak ma się to wszystko do notowań indeksu WIG 20?

Na samym początku warto przypomnieć, iż kapitalizacja giełdy w Stanach Zjednoczonych wynosi 40 procent kapitalizacji globalnej. Zatem notowania giełdy amerykańskiej wywierają największy wpływ na rynek globalny. Na tle historycznym wyprzedaż giełdy w Stanach Zjednoczonych kończyła się przeważnie spadkami na polskim rynku kapitałowym.

WIG 20 – analiza techniczna

W ostatnich czasie na indeksie WIG doszło do pokonania szczytu z 2013 roku, co było oczywiście wydarzeniem miesiąca i na długo pozostanie w pamięci inwestorów. Inwestorzy na polskim rynku kapitałowym długo wyczekiwali na ten moment. Jednak ze względu na duży huraoptymizm na amerykańskim rynku prawdopodobnie przyjdzie nam poczekać na trwałe pokonanie poziomu 2636 punktów. Jeżeli amerykański indeks znajdzie się w korekcie, to WIG 20 również się w niej znajdzie. A gdzie korekta może się zakończyć? Najbliższym wsparciem na interwale miesięcznym znajduje się w okolicy 2360 punktów.

Notowania WIG 20, interwał miesięczny

Notowania WIG 20, interwał miesięczny

Źródło: Admiral Markets

Kolejnym argumentem za kilkutygodniową korektą jest negatywna dywergencja na oscylatorze stochastycznym.

Oprócz tego korekta na globalnym rynku kapitałowy przełoży się na osłabienie rodzimej waluty. W trakcie korekty na globalnym rynku kapitał zaczyna migrować do bezpiecznych przystani, do których nie zaliczamy polskiej waluty ani obligacji. Kapitał przekierowywany jest do Japonii, Stanów Zjednoczonych lub tez Szwajcarii.

Żadnego rynku nie możemy traktować jako osobnego aktywa, ponieważ rynek działa jak powiązana sieć połączeń. Jedno wydarzenie wpływa na rynek, a to przekłada się na notowania pozostałych rynków.

PLN – analiza techniczna

Przebicie poziomu 3.50 na parze walutowej USDPLN stało się faktem. Aktualnie sprzedający dolara amerykańskiego celują w okolicę 3.27, co prawdopodobnie zostanie osiągnięte. Aczkolwiek w scenariuszu korekty na globalnym rynku inwestorzy zaczną skupywać USD za PLN, co doprowadzi do korekty notowań. Ostatnio przebite wsparcie stało się oporem, zatem korekta może sięgnąć poziomu 3.50.

Notowania USDPLN, interwał tygodniowy

Notowania USDPLN, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Mateusz Groszek

Analityk Rynków Finansowych

Marek Tatała: Radykalnie ograniczono miejsca, gdzie można pić alkohol

W znowelizowanej ustawie o wychowaniu w trzeźwości radykalnie ograniczono miejsca, gdzie można pić alkohol. Jednak mamy rok wyborczy i w miejscach zakazanych mogą powstać specjalne strefy, które nimi pozostaną.

Nie było można pić alkoholu na ulicach i placach czy w parkach. Obecnie ten zakaz bardzo rozszerzono na wszystkie miejsca publiczne.

– Nie będzie już można pić piwa nad Wisłą i na plażach – mówi w rozmowie z MarketNews24 Marek Tatała, ekspert FOR.

Marek Tatała, wiceprezes Forum Obywatelskiego Rozwoju, wygrał najsłynniejszy spór sądowy o zasady picia alkoholu, gdy został uniewinniony przez Sąd Okręgowy w Warszawie od zarzutu, który postawiła mu policja w lipcu 2015 roku. Marek Tatała odmówił wtedy przyjęcia mandatu za picie piwa na nadwiślańskim bulwarze. Sąd orzekł, że nie nie złamał prawa pijąc alkohol na betonowych schodach na nadwiślańskim bulwarze. W uzasadnieniu sąd uznał, że skoro „obwiniony nie spożywał piwa na ulicy, to równocześnie nie popełnił wykroczenia”. Dzięki temu dowiedzieliśmy się, że bulwar nadrzeczny nie był jednak ulicą, a próba ukarania za wypicie tam butelki piwa była niezasadna.

Czy definitywnie teraz pożegnaliśmy się z piciem piwa nad Wisłą i innymi rzekami? Mamy jednak rok wyborczy, mogą powstać enklawy, gdzie prawo zostanie zliberalizowane.

– Samorządy będą mogły liberalizować nowe zakazy, tworząc specjalne strefy. Można więc walczyć, by taka strefę stworzyć na przykład w dużym parku.

Dolar nadstawia policzek

Wtorkowa część europejskich notowań to istne preludium przed nocnym testem siły dolara, który znajdzie się pod ostrzałem słów zawartych w długo wyczekiwanym orędziu Donalda Trumpa o stanie państwa. Osoby liczące na nagłe zwroty akcji mogą jednak poczuć się zawiedzione. W obecnej sytuacji nie należy wykluczać powtórki z Davos, gdzie głowa jednego z mocarstw postanowiła jedynie w dość buńczuczny sposób eksponować osiągnięcia swojej administracji. Zbliżające się wydarzenie stawia amerykańską walutę w obliczu ryzyka o czysto asymetrycznym charakterze. Obecnie mało kto się spodziewa, aby deklaracje potencjalnie umacniające dolara zostały poważnie przyjęte przez uczestników rynku.

Wtorkowy kalendarz ekonomiczny należał do stosunkowo obfitych, co pozwoliło na wystąpienie lekkich przetasowań na rynku walutowym. Na szczycie koszyka G10 w dalszej mierze znajduje się funt szterling, który stara się wypchnąć kurs GBP/USD nad opór przy 1,4140. Do chwilowej deprecjacji wyspiarskiej waluty próbował przyczynić się Mark Carney, gubernator Banku Anglii, który w trakcie swojego wystąpienia zdecydował się „ponarzekać” na mało satysfakcjonującą dynamikę wynagrodzeń oraz wyjątkowo niskie nakłady inwestycyjne. Solidną dawkę rozczarowania zapewnił szwajcarski indeks KOF. Wskazanie na poziomie 106,9 pkt (konsensus: 110,8 pkt) nie pokrzyżowało dalszych planów na aprecjację franka, który pod koniec dnia próbuje uplasować kurs EUR/CHF w okolicach 1,1590. Miano gwoździa programu zyskały wstępne szacunki tempa wzrostu z Eurolandu. W ostatnich trzech miesiącach 2017 roku kwartalna dynamika PKB wyniosła 0,6 proc., co było zgodne zarówno z naszymi prognozami, jak i z rynkowym konsensusem. Chwilowy cios w wycenę euro (0,2 proc.) wymierzyła rozczarowująca inflacja z Niemiec, na co wskazywały sporządzone przez nas modele nowcastowe wykorzystujące zależności w poszczególnych regionach. W grudniu indeks CPI osunął się do poziomu 1,6 proc. r/r (konsensus: 1,7 proc.), gdy jego zharmonizowana wersja uplasowała się przy październikowych 1,4 proc. (konsensus: 1,6 proc.).

W trakcie dzisiejszej sesji swoje pięć minut miała polska gospodarka. Według wstępnego szacunku zaprezentowanego przez Główny Urząd Statystyczny, średnioroczne tempo wzrostu za ostatnie dwanaście miesięcy uplasowało się na poziomie 4,6 proc. wobec 4,4 proc. zgłaszanych przez konsensus Polskiej Agencji Prasowej (TMS Brokers: 4,5 proc.). Za tak fenomenalnym wskazaniem stoją nie tylko stabilne trendy w spożyciu indywidualnym, szeroko wspieranym przez program Rodzina 500 Plus, ale również odczuwalne odbicie inwestycji. Zgodnie z zaprezentowanym raportem nakłady brutto na środki trwałe wzrosły aż o 5,4 proc. wobec 7,9 proc. spadku rok wcześniej. Na koniec dnia złoty (-0,1 proc.) znajduje się w środku stawki walut Emerging Markets. Z niezbyt udanych nastrojów najsilniej wybija się turecka lira (0,3 proc.), która spycha kurs USD/TRY do poziomu 3,7820. Obecnie EUR/PLN próbuje stabilizować się przy 4,1560, USD/PLN podchodzi pod 3,3500, CHF/PLN wraca do 3,5840, a GBP/PLN pozostaje przy 4,7380.

Azjatycka część notowań nie należała do zbyt optymistycznych. Za spadkami w Tokio czy Seulu stały doniesienia płynące z Cupertino, gdzie Apple spodziewa się wyraźnie mniejszego popytu na iPhone’a X. Wyraźna przecena indeksów Nikkei (-1,4 proc.) czy KOSPI (-1,2 proc.), idąca za spadkami przy Wall Street, wyraźnie warunkowała sentyment na europejskim parkiecie. Przy Książęcej miano najsilniej przecenionego walory zyskała Energa, której 2,9 proc. spadek próbowały gonić spółki z sektora bankowego – Bank Zachodni WBK (-2,6 proc.) oraz mBank (-2,6 proc.). W sektorze udało się wyłamać akcjom PKO Banku Polskiego (0,3 proc.) – lidera indeksu WIG 20 (-1,1 proc.) mającego w planach emisję długu podporządkowanego. We Frankfurcie uwagę inwestorów próbował zwrócić Henkel, który z 0,6 proc. zwyżką zyskał miano najsilniejszego komponentu indeksu DAX (-1,0 proc.). Uwagę inwestorów skradły jednak oczekujący na wyniki Deutsche Bank (-4,5 proc.) czy RWE (-3,7 proc.). O dość dobrej sesji w Londynie mogą mówić spółki z branży FMCG. Na czele indeksu FTSE 100 (-1,1 proc.) stanął Reckitt Benckis, który z 1,4 proc. wzrostem oddalił się od wzrostów Coca-Coli (1,0 proc.). Na Wyspach najsilniej ciążyły spółki z sektora bankowego. Wśród nich niechlubna palma pierwszeństwa należała do Standard Chartered (-2,9 proc.) informującego o przetasowaniach na wyższych szczeblach kadry menedżerskiej.

Na rynku surowców energetycznych w dalszej mierze obserwuje się wyraźny podział nastrojów, bowiem dość pokaźnym wzrostom marcowych kontraktów na gaz ziemny (2,2 proc.) przeciwstawia się odczuwalna przecena ropy. Na koniec dnia za baryłkę West Texas Intermediate należy zapłacić 64,40 USD, tj. 1,7 proc. mniej względem wczorajszego zamknięcia. Blisko swoich poziomów wyjściowych znajdują się złoto (-0,1 proc.; 1 339,10 USD) oraz srebro (0,0 proc.; 17,16 USD). Wśród metali szlachetnych najsilniejszy rajd w stronę niższych poziomów ma za sobą pallad, notujący na przestrzeni dnia zniżkę rzędu 2,9 proc.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Cztery wiadomości dobre i cztery złe – nowe dane GUS

W 2017 r. Polska rozwijała się najszybciej od 6 lat – informuje GUS. W ostatnim kwartale wreszcie ruszyły inwestycje, co pozwala z optymizmem spojrzeć na bieżący rok. GUS udostępnił także publikację o sytuacji społeczno-gospodarczej kraju, która jednak już nie jest tak jednoznacznie optymistyczna – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Zaczynamy od wiadomości dobrych i bardzo dobrych.

Pozytyw nr 1: Inwestycje

Najszybszy od 2011 r. wzrost gospodarczy cieszy. Jednak poza rozwojem na poziomie 4,6 proc. w ub.r. zdecydowanie ważniejsza jest informacja, że wreszcie przyspieszyły inwestycje. Przez trzy kwartały ich wkład do PKB był marginalny i wyniósł ok. 0,3 pkt proc. W całym roku (brak na razie szczegółowych danych za czwarty kwartał) wkład inwestycji zwiększył się do 1 pkt proc.

To oznacza, że w samym czwartym kwartale inwestycje mogły wzrosnąć o ok. 13 mld zł, podczas gdy w poprzednich trzech było w sumie ok. 5 mld zł. Rosnące nakłady brutto na środki trwałe to sygnał, że aktywność gospodarcza może być dobra również w kolejnych kwartałach.

Pozytyw nr 2: Eksport

Specyfika gospodarki kraju rozwijającego się, jakim jest Polska, powoduje, że zwykle przy rosnącej aktywności ekonomicznej (silna konsumpcja, rosnące inwestycje) pogarsza się wyraźnie saldo obrotów handlowych z zagranicą. Szacunki GUS pokazują jednak, że wkład eksportu netto w 2017 r. był pozytywny, a to oznacza, że to pogorszenie nie nastąpiło. Niewykluczone, że jest to efekt coraz lepszej kondycji oraz pozycji konkurencyjnej polskiego eksportu usług, który stanowi już jedną czwartą eksportu towarowego i kreuje nadwyżkę na poziomie 75 mld zł (wzrost o 16 mld zł za okres od grudnia 2016 r. do listopada 2017 r. – dane NBP).

Pozytyw nr 3: Zatrudnienie ostro w górę

Według wstępnych danych zamieszczonych w opracowaniu GUS „Informacja o sytuacji społeczno-gospodarczej kraju w 2017 r.” [dalej „Opracowanie”] w ub.r. zatrudnienie w gospodarce narodowej wzrosło do 15,72 miliona osób, czyli ok. 430 tys. W sumie przez dwa lata liczba miejsc pracy w Polsce powiększyła się o ponad 900 tys., co należy uznać za bardzo optymistyczną informację.

Pozytyw nr 4: Kobiety żyją dłużej

Według danych zamieszczonych w “Opracowaniu” mediana wieku osób zmarłych w 2016 r. wyniosła 77 lat, podczas gdy 16 lat wcześniej było to 73 lata. Długość życia bardzo wyraźnie wydłużyła się wśród kobiet – aż o 4 lata, do 82 lat.

Negatyw nr 1: Długość życia mężczyzn praktycznie bez zmian

Niestety, długość życia mężczyzn przez ostatnie 16 lat praktycznie się nie zmieniła. Według “Opracowania” mediana wieku zmarłych mężczyzn w 2016 r. wyniosła 70 lat i jest to tylko o rok więcej niż na początku nowego millenium.

Negatyw nr 2: Wzrost cen żywności

Ceny żywności w całym 2017 r. wzrosły w porównaniu z ub.r. o 4,2 proc. To ponad pięć razy szybciej niż rok wcześniej. Średnioroczna cena masła wzrosła o 31 proc., owoców o 8 proc., jogurtów o 7,3 proc., a mięsa wieprzowego o 8,6 proc. Biorąc pod uwagę wzrost wynagrodzeń, w większości przypadków siła nabywcza pracujących konsumentów nie pogorszyła się w kontekście zakupów żywności.

Negatyw nr 3: Niski wzrost rent i emerytur

Dane zamieszczone w “Opracowaniu” pokazują, że w ub.r. przeciętny wzrost rent i emerytur z pozarolniczego systemu ubezpieczeń społecznych wyniósł 2,5 proc. To minimalnie powyżej ogólnego poziomu inflacji (2,0 proc), co jednak nie odpowiada dokładnie tzw. koszykowi zakupowemu emeryta czy rencisty. W przypadku zakupów żywnościowych siła nabywcza emerytów i rencistów obniżyła się ok 1,7 proc.

Jeszcze gorzej sytuacja przedstawiała się w przypadku rolników indywidualnych. Ich emerytury oraz renty średnio wzrosły tylko o 1,5 proc., co oznacza, że nawet biorąc ogólnie przyjęty poziom inflacji siła nabywcza tych świadczeniobiorców uległa obniżeniu w ciągu ubiegłego roku.

Negatyw nr 4: Emerytów i rencistów więcej o 237 tys.

Procesy demograficzne są nieubłagane i liczba emerytów w Polsce będzie rosnąć. Jednak IV kw. ub.r. był wyjątkowy. Obniżenie wieku emerytalnego spowodowało, że w ciągu jednego kwartału przybyło 237 tys. świadczeniobiorców. Emerytów i rencistów jest już 9126 tys. Dla porównania pomiędzy I kw. 2016 r. oraz III kw. 2017 r. liczba świadczeniobiorców wzrosła tylko o 4 tys – wg “Opracowania” GUS.