Polski start-up uruchomi platformę do tworzenia profesjonalnych transmisji na żywo za pomocą smartfona. Skorzystają na niej małe firmy i youtuberzy

Polski start-up uruchomi platformę do tworzenia profesjonalnych transmisji na żywo za pomocą smartfona. Skorzystają na niej małe firmy i youtuberzy 1

Do końca marca ruszy tworzona przez Polaków platforma Liveact.me. Za pośrednictwem przeglądarki internetowej, bez konieczności instalowania dodatkowego oprogramowania i zakupu drogiego sprzętu, będziemy mogli prowadzić profesjonalne transmisje na żywo w internecie. Relacje będzie można wzbogacić o plansze, slajdy czy wcześniej nagrane materiały wideo. Będzie także możliwość przeprowadzenia transmisji z wielu różnych źródeł.

– Platforma Liveact.me działa wyłącznie w przeglądarce internetowej na dowolnym komputerze, nie trzeba instalować żadnego oprogramowania, kupować sprzętu. Każdy, kto potrafi obsłużyć przeglądarkę, jest w stanie korzystać z naszego narzędzia. Liveact.me pozwala w bardzo łatwy i szybki sposób stworzyć profesjonalną, interaktywną transmisję live, czy to do serwisów społecznościowych, czy na strony www – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Leszek Bogdanowicz z firmy Liveact.me.

Do obsługi transmisji nie potrzeba kupować drogiego, profesjonalnego sprzętu. Jako kamery mogą posłużyć zwykłe smartfony, które oferują coraz lepszą jakość nagrywanego wideo. Nie trzeba instalować zewnętrznej aplikacji, wystarczy zainstalowana przeglądarka internetowa. Transmisję z komórek można prowadzić zarówno z jednego pomieszczenia, jak i z telefonów na całym świecie. Relację można także wzbogacić o inne elementy.

– Można w tej transmisji wykorzystywać takie elementy, jak plansze, obrazy, slajdy, materiały wideo nagrane wcześniej, ale można przede wszystkim wykorzystywać strumienie live z wielu różnych kamer – twierdzi Leszek Bogdanowicz.

Rozwiązanie jest proste w obsłudze. Aby rozpocząć interaktywną transmisję live na Facebooku, wystarczy pięć kroków – należy się zalogować na swoje konto, wybrać fanpage, na którym chcemy opublikować transmisję, zdefiniować ustawienia, czyli np. liczbę kamer czy wyświetlane grafiki, opublikować post z relacją i w końcu zarządzać nią bezpośrednio z przeglądarki internetowej.

Platforma Liveact.me jest skierowana przede wszystkim do małych firm, dla których dotychczasowe rozwiązania były zbyt kosztowne lub trudne w obsłudze. W przyszłości twórcy chcą jednak poszerzyć grupę docelową swojej aplikacji.

– Chcemy pokonać pewne wyzwanie komunikacyjne, które mówi o tym, że trudno jest dotrzeć w obecnym czasie do dużej grupy odbiorców ze skutecznym, efektywnym przekazem i jeszcze zainteresować ich, wywołać jakąś reakcję i interakcję. Docelowo chcemy również uzupełnić naszą grupę odbiorców o zwykłych klientów indywidualnych, ludzi, którzy już teraz dość masowo tworzą różnego rodzaju treści wideo i transmisje live w internecie, a chcieliby to robić lepiej, szybciej i łatwiej – podkreśla Leszek Bogdanowicz.

Platforma Liveact.me zadebiutuje na rynku jeszcze w pierwszym kwartale 2018 roku, po pomyślnym przeprowadzeniu testów zewnętrznych, które mają ruszyć w przyszłym miesiącu. Korzystanie z aplikacji będzie płatne i oparte na modelu subskrypcyjnym. Co miesiąc użytkownicy będą uiszczać opłatę za oferowany zestaw funkcjonalności.

Jak wynika z najświeższych danych Search Engine Journal, w Europie z Facebooka korzysta ponad 307 mln osób. Co sekundę globalnie zakładanych jest pięć nowych profili, co oznacza, że potencjalna widownia, do której można dotrzeć, wciąż rośnie.

W kwietniu 2016 roku Facebook uruchomił platformę Facebook Live do strumieniowego przesyłania wideo na żywo. Według danych badaczy z firmy Livestream, wideo na nowej platformie Facebooka ogląda już 78 proc. amerykańskich internautów.

Sześć na dziesięć dużych firm chce zrezygnować z diesla

Rynek flotowy systematycznie odwraca się od technologii Diesla. Zgodnie z wynikami ankiety przeprowadzonej przez RAC Business, 62 proc. firm zatrudniających od 250 do 499 pracowników rozważa wycofanie ze swojego parku samochodów zasilanych olejem napędowym.

Najnowsze dane JATO Dynamics pokazują, że liczba rejestracji nowych samochodów w Europie – zgodnie z danymi za listopad 2017 – zwiększyła się rok do roku o 5,2 proc.  Specjaliści podkreślają, że wzrosty spowodowane są przede wszystkim rosnącą sprzedażą samochodów benzynowych, hybrydowych i elektrycznych, a także znaczną popularnością segmentu SUV. Do dobrych wyników przyczynia się przede wszystkim Francja, Włochy, Hiszpania i Polska – czytamy w dalszej części raportu.

Firmy zmieniają nastawienie – koniec ery Diesla?

Badania przeprowadzone przez RAC Business – brytyjską firmę zajmującą się obsługą flot – pokazały, że sześć na dziesięć przedsiębiorstw zatrudniających od 250 do 499 pracowników rozważa wycofanie ze swoich flot samochodów z silnikami Diesla. W przypadku średnich firm o odejściu od oleju napędowego myśli 47 proc. ankietowanych menadżerów flot, a w mniejszych firmach, zatrudniających do 10 osób, odsetek ten wynosi 33 proc.

W przypadku samochodów z napędem alternatywnym hybrydy budzą większe zaufanie od aut elektrycznych. Czterech na dziesięciu przedstawicieli dużych firm podkreśliło, że obecnie nie widzą możliwości wykorzystania elektryków w swoim biznesie, a 25 proc. zapytanych stwierdziło, że takie pojazdy mają zbyt mały tonaż i nie mogą przewozić wymaganych przez nich ładunków.

Większość z firm zdaje sobie sprawę z oszczędności płynących z użytkowania samochodów z alternatywnymi napędami. Ankietowani docenili redukcję kosztów paliwa, ale około 45 proc. z nich podkreśla, że obecnie największą przeszkodą w wymianie floty są kwestie finansowe.  Szczególnie w przypadku aut elektrycznych, gdzie koszty początkowe są zbyt wysokie. Dodatkowo 22 proc. przedsiębiorstw uważa, że bardzo istotną przeszkodą w przejściu na technologię elektryczną jest brak infrastruktury umożliwiającej ładowanie floty pojazdów.

Jakie silniki wybierają Europejczycy?

Analitycy sygnalizują, że październik 2017 r. był momentem przełomowym pod względem wybieranego przez kierowców rodzaju paliwa. W ciągu tego miesiąca zarejestrowano ponad 619 tys. pojazdów z silnikami benzynowymi, co oznacza wzrost udziału w rynku o 5,1 punktów procentowych i udział w rynku na poziomie 51,5 proc. Równocześnie zmniejszył się w Europie popyt na pojazdy z silnikami Diesla – spadek wolumenu wyniósł 9,9 proc., zaś udział w rynku obniżył się do 41,4 proc., co jest najgorszym wynikiem od dziesięciu lat.

Coraz większą popularnością cieszą się samochody AFV, czyli z napędami alternatywnymi. We wspominanym okresie zarejestrowano 66 tys. pojazdów hybrydowych i elektrycznych, co stanowi 5,5 proc. wszystkich rejestracji w Europie. JATO Dynamics podkreśla, że dziesięć lat temu pojazdy te stanowiły zaledwie 0,3 proc. rynku.

W przypadku samochodów AFV, prym wiodą auta z napędem hybrydowym. Liderem rynku europejskiego niezmiennie jest Toyota, która wg najnowszych danych odnotowała po raz ósmy rekordową roczną sprzedaż samochodów z takim napędem.

Najpopularniejszym modelem tego segmentu jest Yaris Hybrid z wynikiem 102 400 egzemplarzy. Drugie miejsce na liście hybrydowych bestsellerów zajęła Toyota C-HR – aż 80 proc. sprzedanych egzemplarzy nowego crossovera Toyoty miało napęd elektryczno-spalinowy. W ubiegłym roku na rynek europejski trafiło 406 tys. hybryd Toyoty i Lexusa, o 38 proc. więcej niż w 2016 roku.

Również w Polsce samochody z napędem hybrydowym odnotowują systematyczne wzrosty. Według ostatnich danych opublikowanych przez Instytut Monitorowania Rynku Motoryzacyjnego Samar liczba rejestracji samochodów z napędem hybrydowym wyniosła w grudniu 2017 roku 1635 sztuk, co w porównaniu z analogicznym okresem w 2016 roku oznacza wzrost na poziomie ponad 28 proc. W przypadku samochodów z silnikami benzynowymi wzrost wyniósł nieco ponad 10 proc. – 33,5 tys. rejestracji, natomiast auta zasilane olejem napędowym tracą na popularności – spadek o 7,5 proc. (12,3 tys. rejestracji). Pojazdy elektryczne nadal stanowią niewielki ułamek wszystkich rejestracji – w grudniu pojawiło się 19 rejestracji takich aut.

Jak wygląda sytuacja na innych rynkach europejskich? Jeszcze dziesięć lat temu w Belgii rejestracje samochodów z silnikami Diesla stanowiły 78,9 proc., w 2016 roku liczba ta wynosiła 52 proc., a rok 2017 przyniósł wynik na poziomie już tylko 46 proc.  Równocześnie wzrasta zainteresowanie samochodami benzynowymi – 48,2 proc. rejestracji, a resztę stanowią pojazdy AFV.

Również na francuskim rynku specjaliści odnotowują zmiany. Przy rosnącej o 4,7 proc. sprzedaży nowych samochodów po raz pierwszy od 2000 roku zainteresowanie dieslami spadło poniżej 50 proc. – warto dodać, że pięć lat temu auta z silnikami wysokoprężnymi stanowiły w tym kraju aż 75 proc. rocznej sprzedaży. Dane płynące z Francji pokazują, że w 2017 roku sprzedaż hybryd zwiększyła się o 48 proc. (3,25 proc. udziału w rynku), a sprzedaż samochodów elektrycznych o 15 proc. (1,2 proc. udziału w rynku).

W Niemczech sprzedaż samochodów z silnikami Diesla również spada. Wiodący europejski rynek odnotował w 2017 roku sprzedaż na poziomie 3,44 mln aut – wzrost o 2,7 proc. Udział samochodów z silnikami wysokoprężnymi spadł w 2017 roku do zaledwie 38,8 proc. (w 2016 roku było to 45,9 proc.). Równocześnie udział aut z silnikami benzynowymi wyniósł 52,1 proc. Samochody elektryczne mają przy tym udział na poziomie 0,7 proc. Hybrydy natomiast odnotowały wzrosty o 76,4 proc. – udział ich rejestracji to 2,5 proc.

Rok 2018 powinien przynieść ulgę frankowiczom. Złoty będzie się dalej umacniał do szwajcarskiej waluty

Rok 2018 powinien przynieść ulgę frankowiczom. Złoty będzie się dalej umacniał do szwajcarskiej waluty 2

Po pozytywnym dla złotego 2017 roku obecny powinien być równie udany – uważa niezależny analityk Marcin Kiepas. To dobra wiadomość dla osób, które mają kredyty w walutach obcych. Trend wzrostowy będzie się utrzymywać dzięki dobrym nastrojom w światowej i polskiej gospodarce. Jednak zdaniem eksperta nie będzie to proces stabilny. Wielką niewiadomą pozostaje zachowanie brytyjskiego funta.

– 2018 rok powinien być dobry dla złotego. Przemawia za tym kilka czynników. Są wśród nich dobre wyniki polskiej gospodarki i dobre nastroje na rynkach globalnych, co będzie wspierać waluty wschodzące, w tym m.in. złotego – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Kiepas, niezależny analityk. – Oczekuję, że jakkolwiek w relacji do euro te najniższe poziomy w tym roku, poniżej 4,15 zł, być może już zostały osiągnięte, to dolar na koniec 2018 roku może potanieć do 3,32 zł, natomiast frank szwajcarski, co z pewnością ucieszy całą rzeszę spłacających kredyty denominowane w tej walucie, do poziomu 3,46 zł.

W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy złoty umocnił się do euro o 5 proc., do dolara o niemal 20 proc., do franka szwajcarskiego o ponad 15 proc., natomiast do funta brytyjskiego o ponad 7 proc. Analityk zaznacza jednak, że według niego rozpoczęty właśnie rok nie będzie czasem spokojnego umacniania się złotego, a polska waluta będzie silna ze względu na słabość innych głównych walut.

– Oczekuję osłabienia dolara i frank szwajcarskiego. Niewiadomą jest natomiast kurs funta. Dużo zależy od tego, jak będzie się rozwijał temat brexitu. Mój scenariusz bazowy jest taki, że za funta na koniec roku możemy płacić w okolicach 4,40 zł, natomiast nie zdziwiłbym się, gdyby to były poziomy powyżej 5 zł, jeśli okazałoby się, że wbrew powszechnej opinii do brexitu wcale w przyszłości nie dojdzie. Nie wykluczam takiego scenariusza – mówi Marcin Kiepas.

Brytyjczycy zdecydowali o opuszczeniu Unii w referendum 23 czerwca 2016 roku. Miałoby to nastąpić w 2019 roku, wciąż jednak nie ustalono warunków, na jakich rozstanie miałoby nastąpić. W Wielkiej Brytanii przybywa przeciwników brexitu. Według grudniowych sondaży jest ich już o 10 pkt proc. więcej niż zwolenników. O ponownym referendum, które miałoby się odbyć pod koniec 2018 roku, gdy będą już znane wyniki negocjacji między Londynem a Brukselą, mówił ostatnio były premier Tony Blair. Co więcej, nawet Nigel Farage, główny orędownik opuszczenia wspólnoty, dopuścił taką możliwość. Dla Polaków, którzy otrzymują wsparcie od bliskich pracujących w Wielkiej Brytanii, byłoby dobrze, gdyby funt był mocny, a po ogłoszeniu wyników pierwszego referendum stracił do złotego już ok. 20 proc.

Natomiast przeciwne życzenia mają odnośnie do szwajcarskiej waluty posiadacze kredytów we franku. I mogą się one spełnić.

– Dobre nastroje na świecie, brak zagrożeń – a wiadomo, że frank jest uważany za bezpieczną walutę na trudne czasy – będzie sprzyjał osłabieniu franka, tak samo brak zmian stóp procentowych w Szwajcarii. Oczekuje się, że Bank Szwajcarii najwcześniej w 2019 roku zacznie podnosić stopy – tłumaczy analityk. – Z jednej strony frank będzie tracił na rynkach globalnych, z drugiej będziemy mieć do czynienia z siłą złotego jako pochodną dobrych nastrojów w polskiej gospodarce.  

Według najnowszych prognoz Banku Światowego globalna gospodarka przyspieszy w 2018 roku do 3,1 proc., w dodatku rozpoczęty rok może być pierwszym od czasu kryzysu finansowego sprzed dekady, w którym będzie się ona rozwijać z pełnym wykorzystaniem swojego potencjału. Dobre nastroje na rynkach globalnych będą sprzyjały apetytowi inwestorów na ryzyko, co może ściągać kapitał na polski rynek, umacniając z jednej strony złotego, z drugiej strony warszawską giełdę. Wzrost gospodarczy w Polsce powinien wynieść ok. 4 proc., czemu ma sprzyjać powrót do inwestycji.

System opodatkowania stoczni w Polsce pod lupą Komisji Europejskiej. Bruksela sprawdzi, czy nie narusza on zasady konkurencji

System opodatkowania stoczni w Polsce pod lupą Komisji Europejskiej. Bruksela sprawdzi, czy nie narusza on zasady konkurencji 3

Zachęty podatkowe dla polskich stoczni będą sprawdzane przez Komisję Europejską. Umożliwienie stoczniom płacenia zryczałtowanego podatku w wysokości 1 proc. od sprzedaży pochodzącej z budowy i przebudowy statków zamiast podatku dochodowego od osób prawnych lub od osób fizycznych może dawać niektórym podmiotom przewagę konkurencyjną. Państwa członkowskie są wolne, aby określać swoje systemy podatkowe, ale tak, aby było to zgodne z traktatami unijnymi – podkreśla Piotr Świtalski z Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce.

 Komisja Europejska podjęła dwie decyzje dotyczące polskich stoczni – mówi agencji Newseria Biznes Piotr Świtalski z Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce. – Jedna to decyzja bliższego przyjrzenia się pomocy państwowej dla stoczni. Chodzi o ryczałtowany podatek od sprzedaży i remontu statków w polskich stoczniach.

We wrześniu 2016 roku w Polsce przyjęto ustawę, która umożliwia polskim stoczniom płacenie zryczałtowanego podatku w wysokości 1 proc. od sprzedaży pochodzącej z budowy i przebudowy statków zamiast podatku dochodowego od osób prawnych (gdzie 19 proc. dochodu podlega opodatkowaniu) lub fizycznych (18 lub 32 proc. w przypadku osób fizycznych i 19 proc. w przypadku przedsiębiorców). Dodatkowo podatek mógłby być płacony już po wybudowaniu lub przebudowaniu statku.

– Komisja przygląda się bliżej sprawie, gdyż ma obawy, że proponowany podatek ryczałtowany jest nielegalną formą pomocy, która odbija się na konkurencyjności całego przemysłu i nie zawiera się w dozwolonych formach pomocy publicznej – podkreśla Piotr Świtalski.

Komisja ocenia, że zryczałtowany podatek od sprzedaży to tzw. pomoc operacyjna. Przy wykorzystaniu funduszy publicznych stocznie są zwolnione z kosztów, które normalnie musiałyby ponieść w ramach bieżącej działalności. Pomoc operacyjna narusza zasady konkurencji, a straciłyby na tym podmioty, które nie kwalifikują się do wsparcia w ramach polskiego systemu podatkowego. KE wskazuje też, że polskie stocznie mogą konkurować na rynku na podstawie własnych osiągnięć i nie potrzebują takiego wsparcia podatkowego.

Jak podkreśla KE, Polska może interweniować w sprawy własnego przemysłu stoczniowego, ale w ramach dozwolonych unijnych zasad pomocy państwa.

– Dozwolone formy pomocy publicznej to pomoc na innowacje, rozwój, ale też pomoc regionalna, a nie – tak jak w tym przypadku – pomoc operacyjna. Dlatego KE podjęła decyzję o bliższym przyjrzeniu się sytuacji. Trzeba podkreślić, że państwa członkowskie są wolne w zakresie kształtowania swoich systemów podatkowych, ale musi to być zgodne z traktatami unijnymi – przypomina Piotr Świtalski.

Komisja zatwierdziła natomiast program regionalnej pomocy inwestycyjnej. Zakłada on wsparcie małych i średnich przedsiębiorstw w sektorze stoczniowym w województwie pomorskim oraz zachodniopomorskim w formie dotacji, dopłat do oprocentowania i gwarancji. Łącznie na pomoc trafi 77 mln zł. Zdaniem KE pozytywne skutki dla rozwoju regionalnego przewyższają w tym przypadku zakłócenia konkurencji spowodowane pomocą państwa.

W 2017 r. liczba profesjonalnych sprzedawców eBay w Polsce wzrosła o 20%

eBay zamyka poprzedni rok z łączną liczbą prawie 200 000 nowych sprzedawców na swoich europejskich serwisach. Z danych jednego z największych portali aukcyjnych na świecie wynika, że w Polsce w ostatnim roku liczba sprzedawców profesjonalnych wzrosła o 20%, z czego znaczna większość zdecydowała się rozpocząć działalność w pierwszych trzech miesiącach roku.

Dane eBay za 2017 r. pokazują, że obroty 10 największych sprzedawców z Polski, którzy dołączyli do platformy w ubiegłym roku, wyniosły prawie milion euro. Oznacza to, że każdy z przedsiębiorców wygenerował średnio 100 000 euro obrotów w pierwszym roku sprzedaży online. To więcej niż średni wynik nowych sprzedawców eBay z Francji, Włoch czy Hiszpanii i prawie tyle samo, ile wygenerowali nowi sprzedawcy eBay z Niemiec.

Najchętniej wybieranymi działami przez nowych sprzedawców eBay w 2017 r. były Dom i Ogród, Moda, Elektronika i Motoryzacja. Łącznie nowi sprzedawcy z Polski na aukcjach wystawili około 700 000 przedmiotów. Chętnie też wychodzili ze swoją ofertą na rynki międzynarodowe. W 2017 r. każdy z nich eksportował swoje produkty średnio do 21 krajów. Najpopularniejszymi kierunkami pozostawały Niemcy i Wielka Brytania. – Decyzja o rezygnacji ze sprzedaży tradycyjnej i przeniesienie jej do internetu wpłynęła na dynamiczny rozwój mojej firmy. Kiedy postanowiłem wyjść na rynek międzynarodowy szybko okazało się, że ponad 95% produktów z mojej oferty znajduje nabywców poza Polskąpodkreśla Bartłomiej Kalisz, właściciel sklepu DIS_AUTOPARTS na eBay.

Startuje specjalna „Strefa Sprzedawców”

15 stycznia br. eBay uruchomił Strefę Sprzedawcy (https://strefasprzedawcy.ebay.pl/). To miejsce, w którym można znaleźć przydatne informacje na temat głównych kategorii eksportowych polskich firm, kosztów prowadzenia sklepu czy wskazówek na temat konkretnych narzędzi i rozwiązań, które mogą pomóc w rozwoju potencjału firmy.

Nasze dane pokazują, że w 2017 r. aż 36% nowych sprzedawców dołączyło do eBay w styczniu. Dlatego właśnie teraz zdecydowaliśmy się uruchomić specjalną strefę, która ma z jednej strony pomóc potencjalnym sprzedawcom w pierwszych krokach na eBay, a z drugiej ułatwić rozwój biznesu tym, którzy mają już doświadczenie w sprzedaży online na naszej platformie – mówi Małgorzata Gliszczyńska, dyrektor zarządzająca na Polskę i Europę Centralną w eBay.

W 2017 r. eBay ogłosił szereg nowych funkcjonalności dla sprzedawców w Polsce w ramach rozwoju portalu. Wśród nich znalazło się m.in. zniesienie opłaty za wystawienie przedmiotów na eBay.pl, udostępnienie bezpłatnego narzędzia „eBaymag” do wystawiania ofert na zagranicznych rynkach czy umożliwienie udziału w programie „Okazje”, który umożliwia wystawianie limitowanych ofert z darmową dostawą objętych rabatami od 20 do nawet 90 procent. W grudniu eBay rozpoczął również współpracę z Shoplo, czyli platformą, na której sprzedawcy mogą koordynować sprzedać w wielu kanałach jednocześnie.

Konsumenci oczekują cyfrowych technologii działających w intuicyjny sposób

Konsumenci oczekują cyfrowych technologii działających w intuicyjny sposób 4

Zmieniają się oczekiwania konsumentów wobec nowych technologii. Chcą rozwiązań, które ułatwią życie – pozwolą wyeliminować codzienne problemy, pomogą w nauce – wynika z raportu „10 gorących trendów konsumenckich na 2018 rok” firmy Ericsson. W przyszłości liczą na bardziej bezpośrednią interakcja między konsumentami a technologią – głos czy intonacja zastąpią przyciski i inne przełączniki. Choć konsumenci potrzebują, by urządzenia reagowały na ich indywidualne zachowania, to jednocześnie obawiają się inteligentnych technologii.

Przewidujemy, że jako konsumenci będziemy korzystali z różnego rodzaju dobrodziejstw, które przynoszą ze sobą sztuczna inteligencja, rozszerzona i wirtualna rzeczywistość. To, co to będzie, w jaki sposób zaproponuje nam to przemysł i jakie będziemy mieli propozycje, jeżeli chodzi o rozwiązania aplikacji, to już kwestia zupełnie wtórna. Będziemy na bieżąco weryfikowali, z czego chcemy korzystać i co jest nam najbardziej przydatne – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Katarzyna Pąk, dyrektor Działu Komunikacji i Marketingu w Ericsson Polska.

Z raportu firmy Ericsson „10 gorących trendów konsumenckich na 2018 rok i później” wynika, że konsumenci oczekują technologii cyfrowych, które będą funkcjonować na bardziej ludzkich zasadach, ułatwią naukę i pracę oraz wyeliminują codzienne problemy.

Konsumenci częstokroć mają mniej wyobraźni, niż faktycznie jest możliwości już do zrealizowania. Nasza wyobraźnia tak daleko nie wybiega. Raczej borykamy się z tym, co nam doskwiera dzisiaj – 52 proc. respondentów chciałoby wyeliminować chrapanie członka rodziny, 63 proc. z kolei odpowiedziało, że chciałoby mieć w słuchawkach tłumaczenie języków w czasie rzeczywistym, a 40 proc. z nas sądzi, że robot powinien nam pomóc w wykonywaniu codziennej pracy – wskazuje Katarzyna Pąk.

Ponad połowa obecnych użytkowników inteligentnych asystentów głosowych uważa, że będziemy używać języka ciała, ekspresji, intonacji i dotyku do interakcji z urządzeniami technicznymi tak, jakby były innymi ludźmi. Większość ocenia, że stanie się tak już w ciągu najbliższych trzech lat.

Co trzeci badany uważa, że nowe technologie wymagają wciąż nowych umiejętności, co pozwala szybciej stawać się ekspertem. Blisko połowa (46 proc.) twierdzi, że internet pozwala szybciej niż kiedykolwiek wcześniej uczyć się nowych umiejętności, lecz także szybciej je zapominamy.

– Nauka to element, który czerpiemy z internetu, ale sztuczna inteligencja powinna nam podpowiadać, co i jak, gdzie i w którym miejscu. Staniemy się ekspertami, ale taki osobisty asystent powinien nam podpowiadać, w jaki sposób i z czego korzystać, ponieważ nowe urządzenia to niezmieniająca się nauka i doskonalenie umiejętności korzystania z nowych urządzeń – tłumaczy ekspertka Ericsson Polska.

Konsumenci oceniają, że sztuczna inteligencja mogłaby być przydatna w sprawdzaniu faktów zamieszczanych w mediach społecznościowych.

64 proc. z nas uważa, że to sztuczna inteligencja powinna nam pomóc wyszukiwać odpowiednie informacje, które nas interesują, w mediach społecznościowych. Social media są dla nas źródłem informacji, naszym oknem na świat. Okazuje się jednak, że chcielibyśmy, aby ktoś nam podpowiadał, co tak naprawdę nas interesuje i z czego chcemy korzystać – zaznacza Pąk.

Większość konsumentów docenia media społecznościowe. Te jednak, choć miały gwarantować komunikację dwukierunkową, napędzaną przez użytkowników, dającą głos indywidualnym konsumentom, zostały opanowane przez jednostronnych nadawców. Ponad połowa użytkowników (55 proc.) ocenia, że wpływowe grupy wykorzystują sieci społecznościowe do rozpowszechniania swojego przekazu.

Nowe technologie wpłyną także na reklamy. Ponad połowa osób korzystających z rzeczywistości rozszerzonej lub wirtualnej uważa, że reklamy staną się na tyle realistyczne, że będą nie do odróżnienia od rzeczywistych produktów. Dzięki VR i AR konsumenci inaczej spojrzą również na zdjęcia. Trzech na czterech respondentów uważa, że już za pięć lat będą używali tych technologii do spacerów po zdjęciach ze swojego smartfona.

– Chcemy korzystać przy pomocy rozszerzonej rzeczywistości ze wspomnień, wchodzić do zdjęć, zwiedzać własne zdjęcia i ożywiać wspomnienia – mówi Katarzyną Pąk.

Według badanych przez firmę Ericsson nowe technologie znaczącą będą zmieniać wiele sfer życia. Choć dla wielu oznacza to szereg ułatwień i nowych możliwości, to nie brakuje również sceptyków. Część konsumentów obawia się negatywnych konsekwencji coraz inteligentniejszych urządzeń. Połowa respondentów uznaje, że niemożność rozróżnienia między człowiekiem a maszyną byłaby dla nich niepokojąca. 40 proc. uznało zaś, że czułoby się nieswojo, gdyby ich smartfon widział, jaki mają nastrój i reagował stosownie do tego.

– Jesteśmy tu trochę niekonsekwentni. Z jednej strony chcielibyśmy, aby urządzenia reagowały na nas i nasze indywidualne zachowania, z drugiej strony nieco się tego obawiamy. Myślę, że będziemy w stanie to wypośrodkować – przekonuje Katarzyna Pąk.

Rośnie rynek condohoteli w Polsce. Apartamenty mogą być alternatywą dla inwestycji w mieszkania na wynajem

Rośnie rynek condohoteli w Polsce. Apartamenty mogą być alternatywą dla inwestycji w mieszkania na wynajem 5

Coraz więcej osób jest zainteresowanych zakupem apartamentu w condohotelu. Inwestorów przyciągają przede wszystkim atrakcyjne stopy zwrotu – od 4,5 do 9 proc. rocznie. Ze względu na to, że rynek rozwija się nie tylko w lokalizacjach atrakcyjnych turystycznie, condohotele mogą być alternatywą dla tradycyjnych mieszkań kupowanych pod wynajem. Perspektywy przed rynkiem wydają się dobre, ale ze względu na to, że jest on względnie młody, mało wiadomo o jego słabościach.

Condohotele nie są jeszcze w Polsce bardzo popularne, ale cały czas zyskują. To stosunkowo młody rynek, który dopiero dojrzewa. Są inwestorzy, którzy specjalizują się w tym rynku i zbudowali już kilka takich obiektów – zarówno w pasie nadmorskim, jak i górskim, ale widzimy też zainteresowanie deweloperów mieszkaniowych, którzy szukają alternatyw i również zaczynają inwestować w tym segmencie rynku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dariusz Książak, prezes zarządu Emmerson Evaluation.

W Polsce condohotele zaczęły powstawać ok. 10 lat temu. Dziś, jak wynika z raportu Emmerson Evaluation, w budowie jest kilkanaście takich inwestycji w dużych polskich miastach, które dostarczą ok. 2,5 tys. nowych apartamentów.

– Rynek condohoteli w innych krajach jest już znacznie bardziej rozwinięty. W USA zaczął się rozwijać już w latach 70.–80. XX wieku i tam jest już nasycony. Wiele obiektów funkcjonuje w tej formule i stanowią one konkurencję dla zwykłych obiektów hotelowych – mówi Dariusz Książak.

Formuła condohotelu polega na tym, że prawo własności poszczególnych apartamentów jest rozproszone między indywidualnych inwestorów. Zwykle otrzymują oni określoną stopę zwrotu z wynajmu takiej nieruchomości, której stawka jest z góry określona w umowie.

Zarządzaniem condohotelem, wynajmem apartamentów i pełnym serwisem zajmuje się na ogół profesjonalny operator.

– Możliwe do uzyskania stopy zwrotu z inwestycji w apartamenty condohotelowe wahają się od 4,5 do 8–9 proc. W dużej mierze to deweloperzy gwarantują odpowiednią stopę zwrotu nabywcom poszczególnych lokali i najczęściej kształtują się one w przedziale 6–7 proc. Poza gwarantowaną stopą zwrotu – de facto wyższą niż w przypadku inwestycji w zwykłe mieszkanie – plusem jest jeszcze to, że z reguły w umowie z deweloperem czy zarządcą obiektu mamy zagwarantowany okres w roku, w którym możemy sami korzystać z takiego apartamentu – zauważa Dariusz Książak.

Eksperci zwracają uwagę na to, że realny zwrot z inwestycji w apartament condohotelowy może być w rzeczywistości niższy niż zaoferowany przez dewelopera. Właściciel takiego lokalu musi ponosić koszty związane z jego funkcjonowaniem, podobnie jak w przypadku tradycyjnych mieszkań – uiszczać opłaty za czynsz, ubezpieczenie czy podatek od nieruchomości. Poza tym zysk z apartamentu w formule condo jest gwarantowany w umowie tylko na określony czas, wynoszący zwykle od 5 do maksymalnie 10 lat. Po jej wygaśnięciu nie ma już gwarancji zysku w określonej wcześniej wysokości.

Jest ryzyko, że w momencie wygaśnięcia umowy o gwarantowanym dochodzie, samemu trzeba zadbać o generowanie zysków z tego obiektu albo też ponieść jakieś nakłady na podwyższenie standardu lokalu, ponieważ powstają nowe, konkurencyjne i bardziej atrakcyjne obiekty condohotelowe – mówi Dariusz Książak.

Zwrot z inwestycji jest też uzależniony od czynników takich jak położenie czy popyt. Jednak za atrakcyjną lokalizację trzeba odpowiednio więcej zapłacić. Przykładowo, apartament w Świnoujściu kosztuje 6,8–12 tys. mkw., ale za te umiejscowione w bezpośrednim sąsiedztwie plaży trzeba zapłacić już ok. 16 tys. zł. Rynek otwiera się także na coraz drobniejszych inwestorów – powstają inwestycje, w których próg wejścia zaczyna się od 200 tys. zł.

W grudniowym raporcie „Rynek hotelowy w Polsce” eksperci Emmerson Evaluation prognozują, że segment condo będzie się rozwijał także w dużych miastach, gdzie deweloperzy mieszkaniowi zaczęli traktować go jako alternatywny sposób sprzedaży lokali na wynajem. Mieszkania w formule condo to najczęściej w pełni wyposażone i umeblowane mikroapartamenty, o powierzchni zaczynającej się już od kilkunastu metrów kwadratowych.

Prognozy dla rynku condohoteli w Polsce oceniamy optymistycznie. To młody rynek, który dopiero się rozwija i na którym jest miejsce na nowe inwestycje. Poza tym stopy zwrotu są nieco atrakcyjniejsze niż w przypadku inwestycji w zakup zwykłych lokali mieszkalnych. Uważamy, że znajdzie się duża grupa inwestorów, która będzie chciała lokować kapitał w tym rynku – ocenia Dariusz Książak.

60 proc. polskich firm ma problem z zatrudnieniem pracowników. Coraz większą rolę odgrywają rekrutacja i motywowanie pracowników

60 proc. polskich firm ma problem z zatrudnieniem pracowników. Coraz większą rolę odgrywają rekrutacja i motywowanie pracowników 6

Rekordowo niski poziom bezrobocia w Polsce powoduje, że coraz więcej przedsiębiorstw ma problemy ze znalezieniem wykwalifikowanych pracowników. To stawia przed działami HR wiele nowych wyzwań. Rekrutacja i motywowanie pracowników stają się coraz ważniejsze dla rozwoju firm.

Sytuacja na polskim rynku pracy jest bardzo dobra. Jak podaje Główny Urząd Statystyczny, bezrobocie w październiku spadło do 6,6 proc. Rosną natomiast płace – średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło o 7,4 proc. względem października ubiegłego roku, co było najszybszym tempem od 2009 roku, do poziomu 4 574 zł brutto. Od początku 2017 roku płace w tym segmencie rynku zwiększyły się o blisko 300 zł. Eksperci nie mają wątpliwości, że obecnie można mówić o rynku pracownika w Polsce, ale nie na wszystkich stanowiskach.

– Z jednej strony mamy tysiące ofert pracy na przeróżnego rodzaju stanowiska, z drugiej strony są to stanowiska ludzi z kilkuletnim doświadczeniem. Nadal rynek pracy menadżerów wysokiego stopnia jest bardzo konkurencyjny i tylko najlepsi dają sobie na nim radę – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Katarzyna Niezgoda, partner zarządzający Tower Executive Search.

Jak podaje BIG InfoMonitor, w 2017 roku 35 proc. Polaków planowało zmienić pracę. W poprzednim roku 27 proc. pracowników zrealizowało ten zamiar, odchodząc z dotychczasowego miejsca zatrudnienia. Z raportu Grant Thornton wynika natomiast, że 60 proc. średnich i dużych firm w Polsce ma problemy ze znalezieniem pracowników, przy czym rok temu odsetek ten wynosił 32 proc.

Zdaniem Katarzyny Niezgody pracodawcy dążą obecnie do zmniejszenia rotacji w kadrach i zatrzymania pracowników na dłużej. Poszukują więc ludzi wykształconych, zdecydowanych, mających jasną wizję swojej przyszłości zawodowej, potrafiących zdefiniować swoje oczekiwania wobec pracodawcy i określić źródła motywacji.

– Pracodawcy szukają ludzi, którzy mają kompetencje bardzo im teraz potrzebne, czyli elastyczność, komunikatywność, umiejętność dostosowania się, bo te wszystkie cechy w połączeniu z bardzo szybkim, zmieniającym się biznesem pozwalają na to, żeby takie osoby zostały dłużej – mówi Katarzyna Niezgoda.

Oczekiwania pracowników różnią się w zależności od wieku. Starsze pokolenie szuka dobrze płatnego, długoterminowego zatrudnienia, młodsi pracownicy chcą przede wszystkim pracodawcy, który zapewni im inspirujące obowiązki zawodowe oraz zrozumie ich potrzebę stałego rozwoju osobistego. Młodzi ludzie wybierają ponadto firmy szanujące podział na życie prywatne i zawodowe. W związku z dynamiczną sytuacją na rynku pracy wyjątkowego, wręcz kluczowego znaczenia nabiera działalność takiej dziedziny, jaką jest HR.

– Ostatnio czytałam o prezesie, który powiedział, że firma postanowiła wyjść z kluczowego sektora swoich usług, ponieważ nie jest w stanie zatrudnić pracowników do wypełnienia luk, które mają. To pokazuje, jak bardzo HR i obszary, za które odpowiada, czyli rekrutacja, motywowanie, zatrudnianie, są teraz ważne i wreszcie doceniane przez zarządy firm – mówi Katarzyna Niezgoda.

Na obecny kształt procesów z dziedziny HR istotny wpływ mają nowoczesne technologie. Zdaniem ekspertki najnowsze zdobycze techniki wspierają działalność tych działów, pozwalają bowiem dotrzeć do konkretnych grup docelowych i środowisk, w których firma szczególnie chce się dać poznać. Niezgoda uważa, że firmy powinny w jak najszerszy sposób korzystać z nowych technologii w procesach rekrutacji. Z punktu widzenia przedsiębiorstw bardziej opłacalne jest wyprzedzanie trendów rynkowych w tym zakresie niż późniejsze nadrabianie zaległości.

– Nie każdą firmę stać na szerokie stosowanie technologii, opracowywanie nowych rozwiązań czy kupowanie bardzo drogiego oprogramowania, ale myślę, że warto w to inwestować – mówi Katarzyna Niezgoda.

Młode firmy technologiczne z szansą na wsparcie biznesowe i bootcamp na prestiżowej uczelni w USA. Nabór wniosków do końca lutego

Młode firmy technologiczne z szansą na wsparcie biznesowe i bootcamp na prestiżowej uczelni w USA. Nabór wniosków do końca lutego 7

Do końca lutego można składać aplikacje do programu MIT Enterprise Forum Poland, skierowanego do młodych firm technologicznych. Dzięki niemu dwadzieścia pięć zespołów otrzyma wsparcie biznesowe i mentorskie. Pięć najlepszych otrzyma szansę udziału w bootcampie w Bostonie, który będzie połączony z wizytami w kampusie i laboratoriach jednej z najbardziej prestiżowych uczelni technologicznych na świecie – Massachusetts Institute of Technology.

MIT Enterprise Forum Poland jest akceleratorem działającym zgodnie z metodyką przedsiębiorczości zdyscyplinowanej autorstwa Billa Auleta, profesora MIT. W dwudziestu czterech krokach prowadzi do efektywnego wykorzystania potencjału drzemiącego w start-upie. Program od początku swojego działania w Polsce uzyskał patronat Ministerstwa Rozwoju oraz Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Mogą się do niego zgłaszać młode firmy technologiczne.

– Są one na wczesnym etapie rozwoju. Potrzebują więc różnego rodzaju wsparcia biznesowego i mentorskiego w kontaktach międzynarodowych. Właśnie to dostarczamy w trakcie trzymiesięcznego programu warsztatowego, programu mentoringowego oraz networkowania ich ze środowiskiem biznesowym –mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Magdalena Jabłońska z Fundacji Rozwoju Przedsiębiorczości Technologicznej,

Do programu zakwalifikuje się dwadzieścia pięć najlepszych zespołów. Finałem programu i jednocześnie główną nagrodą jest wyjazd do USA i bootcamp w Bostonie. Pięć najlepszych start-upów otrzyma szansę na prezentację swoich pomysłów przed inwestorami w USA w trakcie DemoDay. Jest to również okazja, by poznać ekosystem powstały wokół MIT – laboratoria, akceleratory, zwiedzić sam kampus MIT oraz spotkać się z przedsiębiorcami, start-upami, naukowcami, którzy realizują tam swoje marzenia o biznesie opartym na technologiach. MIT Enterprise Forum Poland kieruje swoją ofertę do młodych przedsiębiorców o konkretnym profilu.

– Zapraszamy młode firmy technologiczne. Mają to być zespoły minimum dwóch osób, które stworzyły unikalne know-how, unikalne IP bądź model biznesowy. Powinny być zainteresowane wsparciem firm, które z kolei wspierają nasz program akceleracji w ścieżkach branżowych, bądź wsparciem różnorodnym, które oferujemy w ramach ścieżki ogólnej. Aplikować można online za pośrednictwem platformy aplikacyjnej MIT do 28 lutego – wyjaśnia Magdalena Jabłońska.

W dotychczasowych trzech edycjach akcelerację przeszło już prawie siedemdziesiąt młodych firm reprezentujących różne branże. W ostatnich dwóch edycjach były to głównie te, które są reprezentowane przez ścieżki branżowe.

– Zdrowie, energetyka, surowce czy fintech. Znalazły się wśród nich m.in. bardzo ciekawe rozwiązania związane z internetem rzeczy, a dla fintechu, czyli firm finansowych działających wyłącznie w sieci – systemy blockchain. Jeśli chodzi o zdrowie, to uczestnicy stawiali zarówno na rozwiązania dla medycyny, jak i dla samego pacjenta – przypomina przedstawicielka Fundacji Rozwoju Przedsiębiorczości Technologicznej.

MIT Enterprise Forum jest nienastawioną na zysk międzynarodową organizacją wspierającą start-upy, powiązaną z czołową uczelnią techniczną – Massachusetts Institute of Technology. Organizacja istnieje od 1978 roku i działa w ponad trzydziestu krajach świata. Jej polski oddział powstał w 2015 roku. Jak dotychczas w naszym kraju zostały przeprowadzone trzy edycje programu wsparcia młodych form technologicznych. Obecnie trwa nabór do 4. edycji.

Na ten rok zapowiadana jest jeszcze jedna edycja, co oznacza, że kolejne start-upy otrzymają wsparcie pozwalające na zdobycie wiedzy ułatwiającej im sukces rynkowy.

British Automotive Holding przyspiesza na wzrostowej ścieżce i rozszerza skład Zarządu

Rada Nadzorcza British Automotive Holding, notowanej na GPW będącej generalnym importerem i dystrybutorem aut Jaguar Land Rover, powołała do grona zarządu Arkadiusza Miętkiewicza, Arkadiusza Rutkowskiego i Rafała Suchana. Tym samym Spółka przygotowuje się do dalszego silnego wzrostu sprzedaży, popartego szeregiem inwestycji.

Prezesem Zarządu pozostaje Mariusz Książek, dla którego BAH jest niezmiennie kluczowym aktywem. Decyzja Rady Nadzorczej wynikająca z rekomendacji prezesa, oznacza istotne wzmocnienie kompetencji menadżerskich i decyzyjnych w BAH.

Do naszego Zarządu dołączają doświadczeni menadżerowie o wyjątkowych kompetencjach, którzy podczas dotychczasowej współpracy wielokrotnie udowodnili wysokie umiejętności, przekładające się na sukcesy i rosnącą pozycję BAH na rynku. Jestem przekonamy, że w najbliższych latach wspólnie uda nam się wiele osiągnąć. W ciągu kilku lat chcemy podwoić wolumen sprzedaży aut JLR – powiedział Mariusz Książek, prezes zarządu i główny Akcjonariusz British Automotive Holding.

Arkadiusz Miętkiewicz i Arkadiusz Rutkowski otrzymali funkcję wiceprezesów zarządu i będą odpowiedzialni odpowiednio za działalność Generalnego Importera oraz za sieć dilerską, natomiast Rafał Suchan, w funkcji członka zarządu, niezmiennie będzie pełnił obowiązki dyrektora finansowego. Jednocześnie z dniem 15 stycznia zakończył sprawowanie funkcji Mariusz Poławski, dotychczas wiceprezes zarządu, który operacyjnie zaangażowany będzie w spółce Marvipol Development.

British Automotive Holding to spółka o solidnych podstawach i wielu możliwościach rozwoju. W bliskiej przyszłości chcemy jeszcze silniej budować wartość Grupy, poprzez m.in. ambitne inwestycje we własną sieć dilerską, rozwój sieci dilerów spoza Grupy BAH, najwyższą oferowaną jakość, jak i siłę marki Jaguar Land Rover – tutaj na pewno będą nam sprzyjać zapowiadane ciekawe premiery nowych modeli światowego koncernu – wskazał Arkadiusz Miętkiewicz, wiceprezes zarządu British Automotive Holding.

Wolumen sprzedaży BAH (wypracowany poprzez spółki zależne) wyniósł w 2017 r. 2 500 szt. aut Jaguar Land Rover, tj. o 20 proc. więcej niż w 2016 r. Spółka w br. liczy na osiągnięcie dalszego dwucyfrowego tempa wzrostu, a czynnikami sprzyjającymi będą inwestycje dilerów własnych, nowe lokalizacje dilerów zewnętrznych oraz prognozowany sukcesywny zwyżkujący popyt na auta klasy premium.

Naszym najważniejszym operacyjnym celem na 2018 r. jest dalszy wzrost wolumenu sprzedaży w dwucyfrowym tempie – dodał Arkadiusz Rutkowski, wiceprezes zarządu British Automotive Holding.

Arkadiusz Miętkiewicz posiada 25-letnie doświadczenie w branży motoryzacyjnej. Przez szereg lat związany był z Iberia Motor Capital Group, m.in.: jako prezes oraz członek rad nadzorczych spółek zależnych. Jest współautorem sukcesu marki SEAT w Polsce, Ukrainie i Rosji. Od 2015 r. związany z Grupą BAH, jako dyrektor zarządzający spółką importerską – British Automotive Polska, wchodzącą w jej skład.

Arkadiusz Rutkowski rozpoczął karierę zawodową w 1996 roku w Iberia Motor Company S.A. W 2002 r. objął stanowisko prezesa spółki Auto Barcelona należącej do IMC S.A. W kolejnych latach odpowiadał dodatkowo za pozostałe dilerstwa należące do grupy IMC. Od 2013 r. związany z Grupą BAH, gdzie początkowo objął stanowisko dyrektora zarządzającego spółką dilerską British Automotive Centrum, a od 2015 r. odpowiada również za pozostałe dilerstwa JLR należące do Grupy BAH.

Rafał Suchan od 2007 r. przez dekadę związany z dzisiejszą Grupą MetLife, zasiadając m.in. w zarządzie MetLife TFI oraz odpowiadając za finanse MetLife PTE. Dysponuje bogatym doświadczeniem w pracy w działalności doradczej oraz w audycie, zdobyte w Ernst & Young. W BAH pracuje od 2017 r., gdzie odpowiada za sprawozdawczość finansową i pełni funkcję dyrektora finansowego.