Fitch ostrzega: weto prezydenta i działania prezesa NBP podważają wiarygodność Polski

Decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowaniu ustawy dotyczącej udziału Polski w mechanizmie SAFE otworzyła nowy front sporu politycznego i gospodarczego. Według Fitch Ratings sprawa nie dotyczy wyłącznie technicznego modelu pozyskiwania środków na wojsko. Agencja ocenia, że to kolejny sygnał narastających napięć między najważniejszymi ośrodkami władzy, które mogą osłabiać zaufanie inwestorów do stabilności polityki gospodarczej państwa.

Analitycy podkreślają, że problem pojawia się w szczególnie wymagającym momencie. Polska zwiększa wydatki na obronność do historycznie wysokich poziomów, a jednocześnie działa w warunkach dużej presji fiskalnej. W takiej sytuacji każdy konflikt wokół źródeł finansowania armii przestaje być jedynie sporem politycznym, a zaczyna wpływać na ocenę wiarygodności kredytowej kraju.

SAFE miał dać Polsce tańszy dostęp do kapitału

Mechanizm Security Action for Europe, czyli SAFE, został przygotowany przez Komisję Europejską jako program preferencyjnych pożyczek dla państw członkowskich inwestujących w przemysł obronny. Łączna pula środków ma wynieść 150 mld euro w latach 2025–2030. Z racji położenia geopolitycznego i skali planowanych zakupów wojskowych Polska była wymieniana wśród potencjalnie największych beneficjentów tego instrumentu.

Szacunki wskazywały, że Warszawa mogłaby uzyskać z tego źródła około 44 mld euro. Weto prezydenta z 13 marca 2026 roku zablokowało jednak szybkie przyjęcie rozwiązań prawnych potrzebnych do uruchomienia tej ścieżki finansowania. Oznacza to, że Polska straciła możliwość sprawnego sięgnięcia po środki, które miały wesprzeć modernizację sił zbrojnych.

Stawką nie była wyłącznie perspektywa wieloletnich pożyczek. W grę wchodziła także zaliczka szacowana na około 6,6 mld euro, która mogłaby zostać uruchomiona szybciej. Choć rząd zapowiada dalsze działania na rzecz pozyskania pieniędzy z SAFE, obecny konflikt instytucjonalny znacząco utrudnia realizację tego planu.

Rynki patrzą nie tylko na politykę, ale przede wszystkim na koszty

Dla inwestorów kluczowe znaczenie ma nie sam polityczny wymiar sporu, lecz jego skutki dla finansów publicznych. Pożyczki unijne są z reguły tańsze niż finansowanie pozyskiwane na rynku obligacji. Pozwalają ograniczać koszty obsługi długu, wydłużać termin jego zapadalności i poprawiać przewidywalność polityki budżetowej.

Właśnie dlatego Fitch zwraca uwagę, że brak dostępu do SAFE może w kolejnych latach zwiększać obciążenie budżetu. Według prognoz agencji koszty odsetkowe Polski mogą do 2027 roku dojść do poziomu około 7 proc. dochodów budżetowych. Byłby to wynik wysoki na tle państw o zbliżonej ocenie ratingowej.

W praktyce oznacza to, że wybór droższego finansowania może pogłębiać presję fiskalną już i tak widoczną w polskiej gospodarce. Z punktu widzenia rynków problem polega więc nie tylko na tym, że Polska może zapłacić więcej za zbrojenia, ale także na tym, że sposób podejmowania decyzji staje się mniej przewidywalny.

Obrona priorytetem, ale budżet ma coraz mniej przestrzeni

Polska od kilku lat przyspiesza modernizację armii, a wydatki wojskowe należą dziś do najwyższych w NATO w relacji do PKB. W 2025 roku mają sięgnąć około 3,5 proc. produktu krajowego brutto. To poziom, który wzmacnia bezpieczeństwo państwa, ale jednocześnie wymaga stabilnych i dobrze zaplanowanych źródeł finansowania.

Równolegle rząd musi utrzymywać wysokie nakłady socjalne i ponosić rosnące koszty funkcjonowania całego sektora publicznego. Według szacunków deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych może wynieść około 6,7 proc. PKB. W takim otoczeniu każda dodatkowa niepewność związana z finansowaniem obronności natychmiast staje się problemem makroekonomicznym.

Dodatkowym elementem tej układanki jest Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych, przez który finansowana jest część zakupów wojskowych poza głównym budżetem państwa. Taki model zwiększa elastyczność działania, ale równocześnie budzi pytania o pełną przejrzystość zadłużenia. To właśnie dlatego agencje ratingowe i inwestorzy śledzą nie tylko poziom wydatków, ale też ich księgowanie i strukturę finansowania.

Pomysł z rezerwami NBP budzi ostrożność analityków

Po zawetowaniu ustawy dotyczącej SAFE pojawiła się alternatywna propozycja finansowania wydatków obronnych, przedstawiona przez prezydenta i prezesa NBP Adama Glapińskiego. Zakłada ona wykorzystanie części rezerw walutowych i złota zgromadzonych przez bank centralny. W debacie publicznej rozwiązanie to przedstawiane jest jako wariant o bardzo niskim, a nawet zerowym koszcie finansowania.

Fitch podchodzi jednak do tej koncepcji ostrożnie. Agencja zwraca uwagę, że wiązałaby się ona z dodatkowymi ryzykami, w tym z wrażliwością na zmiany cen złota i pytaniami o granice zaangażowania banku centralnego w finansowanie potrzeb państwa. Dla rynków jest to temat szczególnie delikatny, bo dotyka jednej z podstawowych zasad stabilności makroekonomicznej, czyli niezależności banku centralnego.

Ekonomiści podkreślają, że włączenie rezerw NBP w projekty o charakterze fiskalnym mogłoby zostać odebrane jako niebezpieczny precedens. Nawet jeśli formalnie dałoby się taki mechanizm uzasadnić, to z punktu widzenia inwestorów sam sygnał polityczny miałby duże znaczenie. W takich przypadkach liczy się nie tylko konstrukcja prawna, ale również to, jak dany ruch zostanie odczytany przez rynek.

SAFE stał się symbolem głębszego konfliktu politycznego

Spór o sposób finansowania obronności nie funkcjonuje w próżni. Wpisuje się w coraz bardziej napięte relacje między prezydentem a rządem, które od sierpnia 2025 roku coraz częściej przybierają formę otwartej konfrontacji. Weto wobec ustawy związanej z SAFE stało się jednym z najbardziej wyraźnych przykładów tej kohabitacji.

Dla agencji ratingowych znaczenie ma nie tylko samo starcie polityczne, lecz jego wpływ na zdolność państwa do podejmowania przewidywalnych decyzji. Im częściej kluczowe reformy lub ustawy finansowe stają się zakładnikiem konfliktu instytucjonalnego, tym większe ryzyko, że polityka fiskalna będzie trudniejsza do prowadzenia. To z kolei może osłabiać obraz Polski jako kraju stabilnego z punktu widzenia inwestorów zagranicznych.

Fitch sugeruje, że przedłużający się impas może utrudnić konsolidację finansów publicznych przed wyborami parlamentarnymi planowanymi na 2027 rok. W takiej sytuacji negatywna perspektywa ratingu „A-” nabiera większego znaczenia. Jeżeli napięcia polityczne będą dalej wpływać na sposób finansowania strategicznych wydatków, ryzyko pogorszenia oceny kredytowej może wzrosnąć.

Kluczowy będzie kompromis między bezpieczeństwem a stabilnością finansów

W polskiej polityce nie ma dziś poważnego sporu co do potrzeby wzmacniania armii. Różnice dotyczą raczej metod pozyskiwania środków i relacji między instytucjami odpowiedzialnymi za podejmowanie decyzji. To właśnie na tym tle mechanizm SAFE urósł do rangi testu dla sprawności państwa.

Dla rynków najważniejsze będzie teraz to, czy Polska potrafi wypracować wiarygodny i przewidywalny model finansowania obronności bez podważania stabilności fiskalnej i instytucjonalnej. Jeśli ten cel nie zostanie osiągnięty, koszty mogą okazać się większe niż sam brak dostępu do unijnych pożyczek. Chodzi już nie tylko o pieniądze na wojsko, lecz także o reputację państwa w oczach inwestorów i agencji ratingowych.

Źródło: https://www.fitchratings.com/research/sovereigns/polands-eu-defence-loan-standoff-reflects-political-gridlock-fiscal-pressures-17-03-2026

Bliski Wschód znów podbija ceny ropy. Inwestorzy czekają na Fed

Rynki podczas wtorkowej sesji dalej pozostają głównie pod wpływem doniesień z Bliskiego Wschodu. Jednak coraz więcej innych czynników dochodzi do głosu. Warto zwrócić uwagę na maraton decyzji banków centralnych. 

Warto być przyzwoitym

Poniedziałkowy optymizm na rynkach surowcowych okazał się krótkotrwały, co trudno odbierać w kategoriach niespodzianki. Ropa Brent, która w ciągu dnia spadła do 93 $ po komentarzach sekretarza skarbu Scotta Bessenta, który stwierdził, że USA pozwala irańskim tankowcom przepłynąć przez Cieśninę Ormuz, we wtorek rano wróciła z impetem powyżej 103 $. Powodem są tu kolejne ataki Teheranu. Iran w nocy zaatakował infrastrukturę energetyczną wokół Zatoki Perskiej – dron uderzył w zbiornik paliwa w pobliżu lotniska w Dubaju, wywołując pożar i tymczasowe zawieszenie lotów, a kolejne ataki uderzyły w rafinerie w Bahrajnie. Kurs WTI rano wzrósł do 95-97 $, podczas gdy diesel na amerykańskich stacjach przekroczył 5 dolarów za galon po raz pierwszy od 2022 roku. Prezydent Trump kontynuuje lekko już desperackie próby zbudowania międzynarodowej koalicji do eskortowania tankowców, ale odpowiedzi pozostają niezmiennie negatywne – wygląda na to, że prezydent USA przechodzi przyspieszony kurs pod tytułem „dlaczego nie warto gnębić sojuszników”.

Rodzynek wśród banków centralnych

W tym tygodniu spotykają się wszystkie najważniejsze banki centralne świata – między innymi Fed, EBC, Bank Anglii i Bank Japonii – ale tylko jeden zdecydował się na podwyżkę stóp. Reserve Bank of Australia dzisiaj rano podniósł stopę kasową o 25 punktów bazowych do 4,10%, najwyższego poziomu od… 10 miesięcy. Analitycy podkreślają, jak bardzo niejednomyślna była ta decyzja. Decydenci podzielili się w stosunku 5:4, co pokazuje, jak trudną dyskusję musieli przeprowadzić członkowie RBA. Jest to druga z rzędu podwyżka, przez co australijski bank centralny wymazał już większość obniżek dokonanych w ubiegłym roku. Warto odnotować również mocny komunikat gubernator Michele Bullock, która ostrzegła, że może być zmuszona wpędzić Australię w recesję, jeśli inflacja nie wróci do celu. Podkreśliła przy tym, że CPI na poziomie 3,8% i inflacja bazowa równa 3,4% są zdecydowanie za wysokie. Rynek wycenia 40% szans na kolejną podwyżkę już w maju, co mogłoby doprowadzić stopę do 4,35%. Tymczasem dzisiaj o godzinie 16:00 czasu polskiego rozpocznie się dwudniowe posiedzenie FOMC, które zakończy się jutro wieczorem decyzją Rezerwy Federalnej. Sama decyzja jest raczej znana, kluczowa będzie potencjalna ścieżka dla stóp procentowych zarysowana na wykresie dot-plot.

Dużo się dzieje na wykresach

Ciekawe rzeczy dzieją się na wykresach. Eurodolar powrócił w okolice 1,152$, co jest o tyle istotne, że wcześniej ten poziom funkcjonował jako wsparcie dla kursu. Po jego gwałtownym przebiciu wygląda na to, że obserwujemy klasyczny techniczny retest i przemianę tego poziomu w opór. Następne godziny dla tej pary będą kluczowe. Jeśli technika zadziała, będziemy obserwować kontynuację trendu spadkowego, w przeciwnym wypadku rysuje się szansa powrotu w okolice 1,166 $. Dolar słabo sobie radzi także w relacji do złotego, gdzie udaje się przełamać w dół poziom 3,70 zł. Technicznie punkt przegięcia zarysowuje się także na parze USDJPY. Po dotarciu w okolice 160 jenów za dolara widzimy szanse na ruch w dół. Jest ona wspierana także ostatnimi wypowiedziami płynącymi z Banku Japonii, sugerującymi, że inflacja wraca do celu i nie będą potrzebne kolejne podwyżki stóp procentowych. Ciekawie wygląda także sytuacja na złocie, które konsoliduje się przy pułapie 5000 $, wybicie jej dołem może uruchomić całkiem poważną przecenę tego jakże cennego kruszcu.

MedTech Solutions rusza z kluczową akwizycją w obszarze ortopedii

MedTech Solutions S.A., notowana na rynku NewConnect spółka medtech, zawarła Term Sheet, rozpoczynający kluczowy etap procesu przejęcia 100 proc. udziałów polskiej firmy dystrybuującej wyroby medyczne w obszarze ortopedii i chirurgii ortopedycznej, obecnej w ponad 100 szpitalach w całym kraju. Transakcja ma charakter mieszany – część udziałów Partnera zostanie wniesiona aportem w zamian za nowo wyemitowane akcje MedTech Solutions S.A., a pozostała część nabyta w drodze sprzedaży.

Rozpoczynający się proces akwizycji to kluczowy moment w historii naszej spółki. Domknięcie transakcji pozwoli nam nie tylko znacząco poszerzyć zakres działalności, lecz także wzmocnić pozycję w strategicznych obszarach ortopedii i chirurgii. Dostęp do ponad 100 szpitali otwiera nowe możliwości rozwoju portfela produktów oraz budowania trwałych relacji z klientami instytucjonalnymi, co w konsekwencji przełoży się na wzrost wartości dla naszych akcjonariuszy. Finalizację planujemy możliwie szybko. – podkreśla Jarosław Kaim, prezes zarządu MedTech Solutions S.A.

W Term Sheet określono podstawowe założenia dotyczące struktury transakcji oraz sposobu ustalenia wynagrodzenia. Nabycie udziałów Partnera, a tym samym rozliczenie Transakcji, ma zostać dokonane w formule mieszanej: część udziałów Partnera zostanie nabyte przez Medtech Solutions SA poprzez wniesienie udziałów Partnera tytułem aportu na poczet objęcia nowo wyemitowanych akcji w podwyższonym kapitale zakładowym Spółki, zaś pozostała część udziałów Partnera zostanie nabyta przez Spółkę w ramach umowy sprzedaży udziałów za kwotę 500.000,00 zł. Podstawą ustalenia wynagrodzenia będzie wycena Partnera, potwierdzona przez niezależnego biegłego rewidenta. Partner w 2025 roku odnotował zysk na poziomie 1 mln zł oraz osiągnął kilku milionowe przychody, co też potwierdza potencjał wzrostu w strategicznych segmentach działalności MedTech Solutions S.A. Dodatkowo gotowy i w pełni operacyjny zespół współpracujący z ponad 100 szpitalami będzie odpowiadał za sprzedaż produktów w zakresu dystrybucji MedTech Solutions SA, a nowy dyrektor sprzedaży wykorzysta swoje ponad 25- letnie doświadczenie do budowania kolejnych zespołów dla całego asortymentu produktowego MedTech Solutions SA.

Dotychczasowy właściciel Partnera, po finalizacji transakcji, obejmie kierownictwo nad pionem sprzedaży w strukturze MedTech Solutions, zapewniając integrację oferty oraz realizację synergii operacyjnych. Będzie on odpowiedzialny za strategię sprzedaży, rozwój i zarządzanie zespołem handlowym oraz integrację oferty Partnera. Rozwiązanie to zapewni ciągłość operacyjną oraz wsparcie efektywnej realizacji synergii biznesowych. Integracja struktur MedTech Solutions S.A. i Partnera ma też na celu optymalizację operacyjną, zwiększenie efektywności handlowej oraz budowę trwałej przewagi konkurencyjnej.

Celem akwizycji jest wzmocnienie pozycji MedTech Solutions SA w strategicznych segmentach ortopedii i chirurgii ortopedycznej, poszerzenie portfolio produktów, zapewnienie stabilnych i rosnących przychodów oraz przejęcie dotychczasowych umów dystrybucyjnych. Dzięki temu spółka zwiększa swój portfel ofertowy i buduje komplementarność w zakresie współpracy ze szpitalami. Szerokość oferty dodatkowo wzmacnia jej pozycję na rynku zamówień publicznych. Równolegle MedTech Solutions S.A. kontynuuje rozwój innowacyjnych projektów, w tym pilotaż autorskiego systemu Reffer AI, wspierającego rekrutację pacjentów do badań klinicznych.

Strony przewidują zawarcie umowy inwestycyjnej, określającej ostateczne warunki transakcji, niezwłocznie po ustaleniu warunków brzegowych umowy inwestycyjnej. W tym okresie MedTech Solutions S.A. przysługuje wyłączność negocjacyjna w zakresie planowanej transakcji, co oznacza, że Partner zobowiązał się nie prowadzić, bezpośrednio ani pośrednio, negocjacji dotyczących tożsamej lub podobnej transakcji z innymi podmiotami.

Ostatnie kwartały to dla nas czas intensywnego rozwoju i konsekwentnej realizacji kluczowych inicjatyw strategicznych – od ekspansji zagranicznej i wzmacniania kanałów dystrybucyjnych, po wdrażanie innowacyjnych rozwiązań, takich jak Reffer AI w badaniach klinicznych. Wszystkie te działania mają jeden cel – usprawniać dostęp pacjentów do nowoczesnych terapii. Jesteśmy gotowi na kolejne etapy rozwoju, a nasza strategia, oparta na innowacjach, synergii biznesowej oraz bliskiej współpracy z partnerami instytucjonalnymi, otwiera przed nami perspektywy dalszego wzrostu i budowania wartości spółki. – podsumowuje Michał Janiszewski, wiceprezes MedTech Solutions S.A.

Polscy naukowcy zyskają nowe wsparcie. Akces NCBR podpisał porozumienie z NCN

12 marca 2026 r. Akces NCBR podpisał porozumienie o współpracy z Narodowe Centrum Nauki, którego celem jest wzmocnienie wsparcia dla naukowców rozwijających projekty oparte na wynikach badań oraz budowanie spójnej ścieżki przejścia od badań do technologii
i rozwiązań rynkowych.

Programy akceleracyjne Akces NCBR realnie wspierają polskich naukowców w przekształcaniu wyników badań w rozwiązania o potencjale rynkowym. Dzięki doświadczeniu w rozwijaniu technologii i pracy ze startupami Akces NCBR pomaga zespołom badawczym przejść przez jeden z najtrudniejszych etapów – przełożenie wyników badań na technologie gotowe do dalszego rozwoju i komercjalizacji.

W ekosystemie wsparcia dla innowacji w Polsce istnieje wiele instrumentów finansujących badania naukowe. Wyzwaniem pozostaje jednak etap pośredni – moment, w którym projekt badawczy wymaga kompetencji biznesowych, technologicznych i rynkowych, aby mógł stać się realnym rozwiązaniem rynkowym. Właśnie tę lukę w systemie wypełniają programy akceleracyjne Akces NCBR.

Podpisane porozumienie z NCN wzmacnia kolejne ogniwo w łańcuchu wsparcia dla innowacji – od finansowania badań, przez rozwój technologii, aż po przygotowanie projektów do wdrożenia rynkowego i dalszego skalowania.

Pierwszy konkretny efekt współpracy

Jednym z pierwszych efektów podpisanego porozumienia będzie wprowadzenie preferencyjnych punktów dla projektów naukowych w najbliższym naborze do programu akceleracyjnego Horyzontalny Program Naukowy Impakt, realizowanego przez Akces NCBR.

Rozwiązanie to oznacza dodatkowe punkty dla zespołów rozwijających technologie oparte na wynikach badań naukowych finansowanych przez NCN, które będą mogły rozwijać swoje projekty w ramach programów akceleracyjnych Akces NCBR.

Nabór do programu Impakt rozpocznie się pod koniec marca. Jego celem jest wspieranie zespołów rozwijających projekty oparte na wynikach badań naukowych i pracach rozwojowych w kierunku budowy technologii o potencjale wdrożeniowym i rynkowym.

Nauka jako źródło innowacji

Arleta Malasińska, Prezes Zarządu Akces NCBR:

„Akces NCBR od początku swojej działalności konsekwentnie stawia na naukę jako jedno z najważniejszych źródeł innowacji. Polscy naukowcy powinni być główną siłą napędową budowania przewagi konkurencyjnej naszego kraju. Już dziś w Grupie Narodowego Centrum Badań i Rozwoju patrzymy na wsparcie naukowców w sposób kompleksowy – na każdym etapie rozwoju ich projektów dopasowujemy odpowiednie instrumenty wsparcia. Dzięki współpracy z Narodowym Centrum Nauki możemy jeszcze wcześniej identyfikować najbardziej obiecujące projekty badawcze i tworzyć dla nich ścieżkę rozwoju w kierunku technologii i komercjalizacji.”

Marcin Liana, Zastępca Dyrektora Narodowe Centrum Nauki:

„W Polsce prowadzonych jest wiele dobrych badań, wyzwaniem pozostaje ich skuteczne przełożenie na innowacje. Połączenie potencjału naszych naukowców z biznesowym wsparciem ze strony Akces NCBR to krok, który ma to zmienić. Chcemy pomóc badaczom w tym, aby ich odkrycia łatwiej zamieniały się w rynkowe produkty i gotowe firmy” – dodał dr Marcin Liana, Zastępca Dyrektora Narodowego Centrum Nauki.

Dzięki takim działaniom Akces NCBR wzmacnia system wspierania innowacji w Polsce, budując pomost pomiędzy światem nauki a ekosystemem startupowym i biznesowym. Programy akceleracyjne pozwalają zespołom badawczym rozwijać technologie, zdobywać kompetencje rynkowe oraz przygotowywać projekty do dalszego rozwoju i skalowania.

Bumech z koncesją na wydobycie węgla. Decyzja Ministerstwa otwiera nowy etap dla KWK Silesia

Minister Klimatu i Środowiska wydał decyzję o przeniesieniu koncesji na wydobycie węgla kamiennego z PG Silesia na Bumech S.A. To długo wyczekiwane rozstrzygnięcie otwiera nowy etap dla KWK Silesia i umożliwia kontynuację działalności wydobywczej zakładu. Decyzja oznacza spełnienie jednego z kluczowych warunków zawartej wcześniej warunkowej umowy dzierżawy Zorganizowanej Części Przedsiębiorstwa PG Silesia, tym samym umowa wchodzi w życie, co pozwala na formalne przejęcie operacyjnego prowadzenia kopalni przez Bumech. 

Do decyzji odniósł się rzecznik Ministerstwa Klimatu i Środowiska, Marek Pogorzelski, w swoim wpisie na platformie X: „MKiŚ wydało decyzję o przeniesieniu koncesji na wydobywanie węgla kamiennego ze złoża Silesia. Koncesja przechodzi z PG Silesia sp. z o.o. w restrukturyzacji do spółki Bumech S.A. To kluczowy krok dla stabilizacji operacyjnej kopalni. Poza zmianą podmiotu, warunki koncesji pozostają bez zmian.”

Postanowienie, na które czekał cały region

Decyzja o przeniesieniu koncesji na wydobycie węgla kamiennego i metanu ze złoża Silesia była od kilku tygodni jednym z najczęściej poruszanych tematów w regionie. Umowa dzierżawy przewidywała, że koncesja zostanie przeniesiona do 2 marca 2026 r. Po tym terminie zainteresowanie wokół tematu wzrosło i stało się przedmiotem apeli wystosowanych przez m.in. przedstawicieli lokalnego samorządu i społeczności, które zabiegały o wydanie decyzji, wskazując, że jej rozstrzygnięcie ma kluczowe znaczenie dla dalszego funkcjonowania zakładu, utrzymania miejsc pracy i stabilności regionu.

– Uzyskanie koncesji to kluczowy moment dla przyszłości kopalni. Ta decyzja pozwala na utrzymanie wydobycia i zapewnia stabilne funkcjonowanie zakładu oraz zachowanie miejsc pracy, tak ważnych dla nas i lokalnej społeczności – podkreśla prezes Bumech S.A. Jonasz Drabek. Spółka zapowiada kontynuację działalności zgodnie z obowiązującą koncesją i dokumentacją techniczną.

Lepsze perspektywy dla wydobycia

Obecnie ceny węgla energetycznego i paliw w Polsce rosną w związku z niepewną sytuacją na Bliskim Wschodzie. Ta sytuacja zwiększa rentowność bieżącej działalności kopalni i poprawia perspektywy finansowe spółki. Jednocześnie wyższe ceny węgla pozwalają Bumechowi na stabilne planowanie wydobycia i dalsze inwestycje w infrastrukturę kopalni.

– Obecna sytuacja rynkowa sprzyja poprawie wyników kopalni. Wzrost cen węgla daje realną szansę na stabilizację finansową i regulowanie zobowiązań. Jednocześnie przygotowujemy nową ścianę wydobywczą, co pozwoli dodatkowo zwiększyć potencjał produkcyjny zakładu – wskazuje prezes Bumechu.

Krok w stronę szerszej transformacji

– PG Silesia to dla nas nie tylko wydobycie węgla. Na tym terenie widzimy przestrzeń dla projektów związanych z energetyką, z uwzględnieniem zwłaszcza odnawialnych źródeł energii – m.in. magazynów energii czy geotermii. To kierunek zgodny z transformacją energetyczną regionu i całego kraju. Niezależnie od tego, kontynuujemy wydobycie węgla i skupiamy się na realizacji planu produkcji – zapewnia Jonasz Drabek.

Uzyskanie koncesji zamyka najtrudniejszy etap niepewności wokół przyszłości kopalni i daje realną podstawę do dalszego działania. Przed spółką kolejne wyzwania, ale decyzja pozwala dziś skupić się na tym, co najważniejsze – utrzymaniu wydobycia, miejsc pracy i stopniowej odbudowie stabilności zakładu.

Nowelizacja decyzji środowiskowych może przyspieszyć inwestycje, ale podniesie koszty

Projekt nowelizacji ustawy o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko (UD224) przewiduje szereg zmian w procedurze uzyskiwania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach (DŚU). Dotyczy to między innymi ułatwień w przenoszeniu decyzji na nowych inwestorów, doprecyzowania pojęcia strony postępowania i przeniesienia kompetencji do wydawania DŚU z gmin do powiatów, które w założeniu mają usprawnić proces inwestycyjny. „Jednocześnie możemy być świadkami rewolucji w systemie opłat za decyzje środowiskowe, które mają wzrosnąć z kilkuset do nawet 30 tys. zł oraz nowych obowiązków w zakresie oceny środowiskowej” – komentują Paulina Buczek i Kamil Król, prawnicy w kancelarii Wolf Theiss.

Jedną z kluczowych zmian jakie ma wprowadzić nowelizacja jest uproszczenie procedury przenoszenia decyzji środowiskowej na inny podmiot. Zamiast odrębnej „cesji”, zmiana inwestora ma następować w drodze zmiany decyzji administracyjnej. Co więcej, nowy właściciel lub użytkownik wieczysty nieruchomości objętej inwestycją automatycznie przejmie prawa i obowiązki wynikające z DŚU.

„To kolejne uproszczenie procesu inwestycyjnego po zmianach z 2020 r. w Prawie budowlanym, które ułatwiły przenoszenie pozwolenia na budowę. Kierunek jest spójny, gdyż ustawodawca dostosowuje procedury do realiów rynku inwestycyjnego oraz daje komfort inwestorom, że nabywając nieruchomość mogą również w sposób uproszczony przejąć pakiet ważnych decyzji administracyjnych”, komentuje Kamil Król, Associate w kancelarii Wolf Theiss.

Projekt precyzyjnie określa także, kto będzie stroną w postępowaniu o wydanie decyzji środowiskowej. Oprócz inwestora, będą to właściciele i użytkownicy nieruchomości znajdujących się m.in. w promieniu 100 metrów od terenu inwestycji lub na obszarze, na który przedsięwzięcie może oddziaływać.

„Doprecyzowanie pojęcia strony należy ocenić pozytywnie. Transparentne określenie kręgu podmiotów uprawnionych do udziału w postępowaniu ograniczy praktykę sabotowania inwestycji przez podmioty, które nie mają rzeczywistego interesu prawnego. Otwartym pytaniem praktycznym jest natomiast czy omawiana zmiana faktycznie umożliwi organom orzekającym szybsze wydawanie decyzji odmawiających udziału podmiotom sabotującym proces. Pamiętajmy bowiem, że nawet w sprawach, gdzie brak prawa podmiotu do udziału w postępowaniu jest oczywisty, to rozstrzygnięcie w tej sprawie niejednokrotnie zapada dopiero po wielu tygodniach, a nawet miesiącach, co może przesądzać o realizacji inwestycji.”, dodaje Kamil Król.

Zmiana ta według ustawodawcy ma przyspieszyć procedury i ograniczyć liczbę odwołań składanych nierzadko wyłącznie w celu wstrzymania inwestycji.

Projekt zakłada również przeniesienie kompetencji do wydawania decyzji środowiskowych z poziomu gminy na poziom powiatu. W tym przypadku uzasadnieniem jest niewielka liczba takich postępowań w wielu gminach oraz brak wyspecjalizowanych kadr.

„Decyzja środowiskowa to kluczowy dokument poprzedzający m.in. warunki zabudowy czy pozwolenie na budowę, niejednokrotnie „najtrudniejszy” do osiągnięcia z punktu widzenia inwestora. Prawidłowe ustalenie zakresu oddziaływania na środowisko, wyznaczenie stron postępowania, a także określenie czy sporządzanie raportu oddziaływania na środowisko jest konieczne, stanowiły realne wyzwania, z którymi gminy zmagały się merytorycznie. Zasadne będzie więc scedowanie na starostę, jako jeden organ, kompetencji do wydawania zarówno decyzji środowiskowych, jak i pozwoleń na budowę. Należy też pamiętać, że starosta prowadzi Ewidencję Gruntów i Budynków (EGiB), co umożliwi mu sprawne działanie w procesie wydawania decyzji środowiskowej, chociażby w zakresie precyzyjnego ustalenia stron postępowania”, komentuje Kamil Król.

Odczuwalną zmianą dla inwestorów może być wprowadzenie zróżnicowanych opłat za wydanie decyzji środowiskowej. Zamiast jednolitej opłaty w wysokości 205 zł, stawka będzie uzależniona od stopnia skomplikowania sprawy i może wynieść maksymalnie 30 tys. zł.

„To znaczący wzrost kosztów, który inwestorzy będą musieli uwzględnić w budżetach projektów. Dodatkowo, przejście z jednej stałej stawki na system zróżnicowanych opłat wymaga stworzenia bardziej skomplikowanej struktury, która będzie wymagała dodatkowego nadzoru i kontroli. Niezbędne będzie ustalenie jasnych kryteriów, pozwalających określić odpowiednią wysokość opłaty w zależności od rodzaju inwestycji”, komentuje Kamil Król.

Nowelizacja wprowadza także zmiany w zakresie oceny oddziaływania na środowisko (OOŚ). W przypadku przedsięwzięć mogących potencjalnie znacząco oddziaływać na środowisko, wniosek inwestora o przeprowadzenie OOŚ będzie wiążący dla organu, niezależnie od lokalizacji przedsięwzięcia. Oznacza to, że razem z wnioskiem o wydanie DŚU inwestor będzie mógł złożyć raport OOŚ. W aktualnym stanie prawnym, wniosek inwestora w tym przedmiocie wiąże organ wyłącznie w przypadku przedsięwzięć mogących potencjalnie znacząco oddziaływać na środowisko, które są planowane na obszarach objętych formami ochrony przyrody.

Kolejną, planowaną zmianą jest obowiązek uwzględnienia w raporcie OOŚ oraz karcie informacyjnej przedsięwzięcia emisji światła w trakcie realizacji i eksploatacji przedsięwzięcia.

„Z perspektywy ochrony środowiska takie rozwiązanie zasługuje na aprobatę. W opinii publicznej coraz częściej podejmowany jest temat zanieczyszczenia światłem i jego negatywnego wpływu na środowisko. Jednocześnie, w aktualnym stanie prawnym brak przepisów regulujących tę kwestię. Warto również mieć na uwadze, że planowana zmiana odpowiada założeniom dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2011/92/UE (tzw. dyrektywy EIA) dotyczącej systemu OOŚ. Światło – obok zanieczyszczeń, hałasu czy odpadów – zostało wymienione wprost w załączniku IV dyrektywy EIA jako jedno z „rodzajów” emisji, które powinny być analizowane w raporcie OOŚ” – komentuje Paulina Buczek.

Projekt przewiduje również zmiany w zakresie wariantów planowanego przedsięwzięcia. Wyłącznie w przypadku, gdy wariant wybrany do realizacji będzie jednocześnie wariantem najkorzystniejszym dla środowiska, autor raportu będzie mógł ograniczyć się do przedstawienia tylko dwóch wariantów.

W projekcie wprowadzono też formalną procedurę legalizacji przedsięwzięć realizowanych lub zrealizowanych bez wymaganej DŚU. Podmiot będzie miał możliwość złożenia wniosku o wydanie DŚU dla takiego przedsięwzięcia w terminie 60 dni od dnia, w którym dowiedział się, że jest ona wymagana.

„W praktyce ustalenie dnia, od którego biegnie termin na złożenie wniosku o wydanie DŚU, będzie problematyczne i może prowadzić do sporów z organami. O ile w przypadkach, gdy podmiot uzyskał taką wiedzę od organu (np. w toku kontroli czy wskutek odmowy zgody na rozpoczęcie użytkowania inwestycji) termin początkowy nie powinien budzić istotnych wątpliwości, o tyle sytuacja, w której inwestor sam dowiedział się o tym braku (np. w ramach procesu inwestycyjnego czy badania przedsięwzięcia w związku z planowaną transakcją) może być problematyczna” – komentuje Paulina Buczek.

Jak podkreślają specjaliści, projekt nowelizacji ustawy środowiskowej przewiduje wiele innych rozwiązań, które będą mieć praktyczny wpływ na planowane inwestycje (np. dotyczące zawieszenia i umorzenia postępowania w sprawie wydania DŚU). Zawiera zarówno propozycje usprawniające proces inwestycyjny, jak i rozwiązania wzmacniające kontrolę administracyjną przedsięwzięć. Z jednej strony upraszcza procedury, porządkuje krąg stron i profesjonalizuje wydawanie decyzji poprzez przeniesienie kompetencji do powiatów. Z drugiej – wprowadza dodatkowe obciążenia finansowe i rozszerza zakres obowiązków inwestorów.

Omówione wyżej postanowienia projektu nowelizacji mogą ulec jeszcze istotnym zmianom. Projekt został poddany konsultacjom publicznym i opiniowaniu, jednak na stronie Rządowego Centrum Legislacyjnego nie zostały dotychczas udostępnione uwagi opiniujących oraz odniesienie się do nich.

Więcej mieszkań na wynajem, słabszy popyt. Rynek może zmienić regulacja najmu krótkoterminowego

Luty przyniósł jednocześnie wzrost podaży o 4% miesiąc do miesiąca oraz korektę popytu. Liczba odpowiedzi na ogłoszenia spadła o 8% względem stycznia. Na horyzoncie pojawia się jednak nowy czynnik, który może znacząco wpłynąć na rynek. Mowa o zmianach dotyczących najmu krótkoterminowego. Jeśli samorządy zaczną aktywnie korzystać z uprawnień wynikających z unijnego rozporządzenia STR, część mieszkań dostępnych obecnie na platformach takich jak Airbnb może zasilić najem długoterminowy. Na ile zmieni to równowagę między popytem a podażą?

– Miniony miesiąc utrzymał pozytywny trend podażowy z początku roku. Na koniec lutego liczba aktywnych ogłoszeń sięgnęła 24,5 tys. Dynamika wzrostu była nieco słabsza niż w styczniu (wówczas +8% m/m), ale to nie powinno dziwić. Krótszy miesiąc naturalnie ogranicza skalę zmian po stronie podaży. Warto natomiast odnotować, że rosnąca liczba ofert może być częściowo efektem zbliżających się regulacji dotyczących najmu krótkoterminowego, których wdrożenie planowane jest na maj tego roku – wyjaśnia Paweł Jarząbek, menedżer ds. badań rynku i analiz Otodom.

Właściciele mieszkań, obawiając się nowych restrykcji i dodatkowej biurokracji związanej z najmem krótkoterminowym, coraz częściej mogą decydować się na bezpieczniejszą alternatywę. Przesunięcie części ofert w stronę najmu długoterminowego może w rezultacie skokowo zwiększyć liczbę ogłoszeń. Efekt byłby szczególnie odczuwalny w miastach o dużym ruchu turystycznym, między innymi w Krakowie, Trójmieście czy Wrocławiu, gdzie zwiększona podaż mogłaby wywrzeć dodatkową presję na obniżkę czynszów.

Stabilna liczba nowych ofert mimo krótszego miesiąca

Liczba nowych ogłoszeń wyniosła 15,6 tys., czyli praktycznie tyle samo co w styczniu. Biorąc pod uwagę krótszy miesiąc, można to uznać za oznakę dużej stabilności po stronie podaży. W tym samym czasie zakończono 19,0 tys. ofert najmu, czyli o około 9% mniej niż w styczniu. Ten rezultat, z uwagi na specyfikę lutego, także należy zaliczyć do solidnych.

Patrząc na 18 analizowanych przez Otodom miast, liderem wzrostów okazała się Zielona Góra (+43%), wyprzedzając Łódź  (+15%) i Bydgoszcz (+14%). Wśród największych ośrodków miejskich przyrost oferty zanotowały również Warszawa i Wrocław (+6%) oraz Kraków i Poznań (+3%). Z kolei po drugiej stronie tabeli znalazły się Białystok (-10%), Opole (-9%) oraz Kielce i Lublin (-4%). Jak przyznaje Paweł Jarząbek, oznacza to, że spadki były stosunkowo nieliczne, ale wyraźniejsze niż miesiąc wcześniej.

W efekcie, mimo krótszego miesiąca, ogólnopolska podaż wzrosła o około 900 ofert względem początku lutego.

Popyt lekko wyhamował

W minionym miesiącu nastąpiła korekta popytu. Liczba interakcji z ogłoszeniami spadła o 8% miesiąc do miesiąca, co można uznać za naturalną reakcję po noworocznym odbiciu. Zapytań o najem było też mniej w ujęciu rocznym – o niecałe 19%.

Miesięczny spadek aktywności nie powinien jednak budzić większego niepokoju. W dużej mierze wynika on z dwóch czynników. Po pierwsze, luty ma mniej dni. Po drugie, część najemców zrealizowała swoje potrzeby mieszkaniowe już w styczniu. Dodatkowo warto pamiętać o zwiększonej sprzedaży mieszkań deweloperskich w 2025 roku, szczególnie w jego końcówce. Niektórzy dotychczasowi najemcy mogli w tym czasie zdecydować się na zakup własnego lokum, czemu sprzyjały lepsze warunki kredytowe.

– Warto obserwować czy trend zwiększonego zainteresowania rynkiem deweloperskim się utrzyma. Jeśli tak, z jednej strony część potencjalnych najemców może nadal przesuwać się w stronę własności, co ograniczałoby popyt na najem – zwłaszcza w grupie osób o wyższej zdolności kredytowej. Z drugiej strony, przy wysokich cenach mieszkań oraz niepewności co do dalszego kierunku stóp procentowych, najem pozostaje dla wielu gospodarstw domowych racjonalną strategią przeczekania i obserwowania sytuacji – mówi menedżer ds. badań rynku i analiz Otodom.

Dane dotyczące struktury popytu wskazują na wyraźne i powtarzalne preferencje najemców. Łączny udział zapytań o mieszkania dwupokojowe sięga 51%, co oznacza, że co drugie wyszukiwanie na platformie Otodom dotyczy właśnie tego typu lokali.

Ile aktualnie kosztuje wynajem mieszkania?

W lutym średnia ofertowa cena najmu mieszkania w Polsce wyniosła 3 588 zł (71 zł za mkw.). To poziom o niespełna 1% niższy niż w styczniu oraz o około -1,4% w ujęciu rocznym, co wskazuje na utrzymującą się tendencję do stopniowego łagodzenia stawek.

– Ubiegły miesiąc cechował się też wyraźną przewagą korekt cenowych nad podwyżkami. W ujęciu miesięcznym jedynym miastem, w którym odnotowano wzrost przeciętnej stawki najmu był Białystok (+2,4%). Na wszystkich pozostałych rynkach zarejestrowano spadki – największe w Zielonej Górze (-3,0%), Olsztynie (-2,9%) oraz Rzeszowie (-2,4%). W większości miast korekty miały jednak umiarkowany charakter i nie przekraczały 1,5% – dodaje Paweł Jarząbek.

Najwyższe średnie czynsze niezmiennie utrzymują się w Warszawie (4 880 zł). Powyżej 3 000 zł płacą również najemcy w Trójmieście (3 177 zł), Krakowie (3 148 zł) i Wrocławiu (3 115 zł). Segment średnich stawek (około 2 200-2 900 zł) obejmuje między innymi Szczecin, Poznań, Lublin, Rzeszów, Opole i Łódź. Z kolei najtaniej mieszkanie można wynająć w Kielcach (2 025 zł) i Białymstoku (2 079 zł).

W ujęciu rocznym najsilniejszy wzrost stawek odnotowano w Olsztynie (+7,6%), Opolu (+6,4%) oraz Łodzi (+3,4%). Natomiast spadki rok do roku dotyczą przede wszystkim Rzeszowa (-8,3%) i Zielonej Góry (-6,8%), a także Krakowa (-3,5%) i Lublina (-0,8%).

Jak sytuacja na Bliskim Wschodzie wpływa na rynek nieruchomości?

Dodatkową niewiadomą, która może istotnie zmienić krajobraz rynku nieruchomości w kolejnych miesiącach, pozostaje sytuacja na Bliskim Wschodzie.

– Ceny ropy wzrosły globalnie o ponad 25% od początku wojny, a konflikt doprowadził już do zawieszenia dostaw około 20% światowej produkcji ropy i gazu. Jeśli sytuacja się przedłuży, presja inflacyjna może przełożyć się na wyższe koszty utrzymania gospodarstw domowych i ograniczyć zdolność kredytową. Z jednej strony może to zmniejszyć popyt na zakup mieszkań i skierować część poszukujących z powrotem na rynek najmu, z drugiej zaś uderzyć w budżety samych najemców i wymusić dalszą korektę akceptowalnych stawek czynszów – prognozuje Paweł Jarząbek.

W efekcie rynek nieruchomości znajduje się obecnie w punkcie zwrotnym, gdzie splot lokalnych regulacji i globalnych napięć buduje nową, trudną do przewidzenia rzeczywistość zarówno dla właścicieli, jak i najemców.

Bank centralny Australii znów podnosi stopy. Inflacja i drożejąca energia wracają na pierwszy plan

Bank centralny Australii ponownie zaostrzył politykę pieniężną, podnosząc główną stopę procentową do 4,1% z 3,85%. To już druga podwyżka z rzędu i zarazem wyraźny sygnał, że Rezerwa Banku Australii znów mocniej koncentruje się na walce z inflacją. Decyzja, podjęta stosunkiem głosów 5 do 4, oznacza częściowe odwrócenie wcześniejszego luzowania polityki pieniężnej z ubiegłego roku i jest pierwszą serią dwóch kolejnych podwyżek od połowy 2023 roku.

Głównym powodem takiego ruchu są rosnące obawy o presję inflacyjną, w szczególności wynikającą ze wzrostu cen energii. W tle decyzji znajduje się konflikt wokół Iranu oraz zakłócenia w rejonie Cieśniny Ormuz, które wywindowały ceny ropy powyżej 100 dolarów za baryłkę. Szefowa RBA Michele Bullock podkreśliła, że inflacja nadal pozostaje zbyt wysoka, a bank obawia się wtórnych efektów wzrostu cen energii, czyli sytuacji, w której droższe paliwa i energia zaczynają wpływać także na ceny innych towarów i usług w całej gospodarce. RBA ocenia, że istnieje istotne ryzyko, iż inflacja pozostanie powyżej celu 2–3% dłużej, niż wcześniej zakładano.

Rynek odebrał komunikat po decyzji jako jastrzębi. Po konferencji wzrosły rentowności 3-letnich obligacji, a inwestorzy zaczęli wyceniać blisko 60% prawdopodobieństwa kolejnej podwyżki już w maju. Wśród ekonomistów coraz częściej pojawia się scenariusz wzrostu stopy do 4,35%, a część z nich uważa również, że inflacja CPI w Australii może sięgnąć nawet 5%. To byłby poziom wyraźnie wyższy od lutowej prognozy samego RBA, który wcześniej zakładał szczyt inflacji na poziomie 4,2% w tym roku. Także skarbnik Australii Jim Chalmers ostrzegł, że presja związana z kosztami życia może się jeszcze nasilić, a inflacja może przekroczyć 4,5%.

Podzielony wynik głosowania pokazuje, że wewnątrz banku centralnego trwa dyskusja nie tyle o tym, czy stopy powinny rosnąć, lecz raczej o tempie i momencie dalszych działań. Taki wniosek płynie również z ocen części analityków, którzy wskazują, że gospodarka Australii nadal funkcjonuje blisko pełnych mocy, a niski poziom bezrobocia daje przestrzeń do utrzymania bardziej restrykcyjnej polityki pieniężnej. Jednocześnie scenariusz, w którym wyższe ceny energii przełożą się na szerszy wzrost cen w gospodarce, pozostaje ryzykiem, a nie przesądzonym faktem.

Dla australijskiej gospodarki oznacza to, że RBA obecnie bardziej obawia się utrwalenia inflacji niż osłabienia wzrostu gospodarczego. Bank zakłada, że gospodarka i rynek pracy są wystarczająco mocne, by wytrzymać wyższy koszt kredytu, jednak dla gospodarstw domowych może to oznaczać dalsze nasilenie presji związanej z kosztami życia. Przekaz banku centralnego jest więc jednoznaczny: inflacja w Australii wciąż nie została opanowana, a wzrost cen energii może dodatkowo pogorszyć sytuację. Z tego powodu RBA wrócił do podwyżek stóp i pozostawił sobie otwartą drogę do kolejnego ruchu już w maju. Przed godziną 9:00 para walutowa AUDUSD jest wyceniana na poziomie 0,7066.

Globalny rynek chmury skręca w stronę suwerenności cyfrowej

0

Globalny rynek chmury wchodzi w nową fazę, w której coraz większe znaczenie zyskuje lokalizacja i jurysdykcja danych. Według prognoz Gartnera w 2026 r. wydatki na suwerenną infrastrukturę chmurową sięgną 80 mld USD, rosnąc o 35,6 proc. rok do roku. Jednocześnie nawet 20 proc. obecnych obciążeń obsługiwanych dziś przez globalnych hyperscalerów może zostać przeniesionych do lokalnych dostawców infrastruktury. Wynika to z także z faktu, że w tle pojawiają się napięcia geopolityczne, rosnące wymagania regulacyjne oraz coraz większa świadomość ryzyk związanych z jurysdykcją danych.

Globalny zwrot w stronę suwerenności cyfrowej

Suwerenność cyfrowa przestaje być abstrakcyjnym pojęciem. W praktyce oznacza możliwość egzekwowania krajowej jurysdykcji nad danymi, kontrolę nad miejscem ich przechowywania i przetwarzania oraz nad mechanizmami bezpieczeństwa – w tym systemami zarządzania kluczami szyfrującymi. Dla wielu organizacji staje się to dziś elementem zarządzania ryzykiem operacyjnym i cyberbezpieczeństwa, a nie tylko kwestią wizerunkową – mówi Albert Szczepaniak, Dyrektor Działu Bezpieczeństwa i Jakości w Polcom.

Gartner wskazuje, że wraz ze wzrostem napięć geopolitycznych organizacje spoza Stanów Zjednoczonych i Chin inwestują w suwerenne środowiska chmurowe, aby budować niezależność cyfrową i technologiczną. Celem jest utrzymanie generowania wartości gospodarczej w granicach własnego kraju oraz wzmocnienie lokalnych ekosystemów technologicznych.

Największymi nabywcami pozostaną rządy, a następnie branże regulowane i operatorzy infrastruktury krytycznej – energetyka, usługi komunalne i telekomunikacja. W ujęciu regionalnym najszybciej rosnąć będą wydatki na Bliskim Wschodzie i w Afryce (89 proc.), w dojrzałym regionie Azji i Pacyfiku (87 proc.) oraz w Europie (83 proc.).

Choć w 2026 r. pod względem wartości wydatków dominować będą Chiny (47 mld USD) i Ameryka Północna (16 mld USD), dynamika wzrostu w obu regionach wyniesie około 20 proc. Prognozy wskazują, że już w 2027 r. Europa wyprzedzi Amerykę Północną pod względem wydatków na suwerenne usługi udostępniane w modelu IaaS.

Co istotne, 80 proc. wydatków na te usługi będzie pochodziło z nowych projektów cyfrowych lub starszych obciążeń oczekujących na migrację do chmury. Oznacza to, że suwerenność przestaje być wyłącznie korektą modelu operacyjnego, a staje się elementem długofalowej strategii transformacyjnej.

Presja na hyperscalerów

Zmiana trendu oznacza rosnącą presję na globalnych dostawców usług chmurowych. Lokalni operatorzy zyskują udział w rynku, a rządy coraz częściej wymagają regionalizacji platform w celu spełnienia wymogów regulacyjnych i bezpieczeństwa narodowego.

W praktyce kluczowym zagadnieniem staje się jurysdykcja, której podlega dostawca usług chmurowych. Nawet jeśli dane są fizycznie przechowywane w Europie, mogą podlegać regulacjom prawnym kraju pochodzenia operatora technologii, co w określonych sytuacjach umożliwia dostęp do nich zagranicznym instytucjom.

Traktowanie suwerenności cyfrowej wyłącznie jako kwestii zgodności z przepisami nie wystarczy. Aby skutecznie konkurować o lokalnych klientów, dostawcy technologii muszą dostosować modele operacyjne do wymogów poszczególnych państw – zarówno pod kątem jurysdykcji danych, jak i realnej kontroli nad infrastrukturą. Oznacza to konieczność projektowania usług w taki sposób, aby zapewnić możliwość egzekwowania prawa krajowego i unijnego wobec podmiotów działających w oparciu o inne systemy prawne – wskazuje Albert Szczepaniak.

Polska: lokalizacja danych jako kluczowy argument

Globalny zwrot ku suwerennej chmurze znajduje odzwierciedlenie także w Polsce. Z raportu Polcom „Barometr cyfrowej transformacji polskiego biznesu 2025–2026” wynika, że aż 48 proc. firm przy wyborze dostawcy chmury kieruje się lokalizacją danych w centrum przetwarzania znajdującym się na terytorium Polski. To pokazuje, że kwestia suwerenności danych przestaje być wyłącznie tematem regulacyjnym, a zaczyna wpływać bezpośrednio na decyzje inwestycyjne przedsiębiorstw.

Badanie pokazuje rosnące zrozumienie dla konieczności zachowania suwerenności danych jako strategicznego filaru cyberodporności. Jednocześnie – mimo gotowości technologicznej polskich dostawców – nadal brakuje licznych referencji i przykładów wdrożeń usług cyfrowych przez krajowe firmy w obszarze administracji publicznej.

Bariery systemowe i ryzyko jurysdykcyjne

Dane z raportu Polcom wskazują również na wyraźne preferencje w kontekście polityki wsparcia rynku. 15 proc. respondentów uważa, że państwo wyraźnie preferuje globalnych dostawców technologii, a 25 proc. dostrzega brak mechanizmów realnego wsparcia dla polskich producentów i operatorów IT. Tylko 6 proc. ankietowanych wskazuje na faktyczne działania wspierające polskich lub europejskich dostawców – i taki sam odsetek wierzy w równe szanse w projektach strategicznych.

Jeżeli strategiczne systemy administracji czy infrastruktury krytycznej opierają się na rozwiązaniach podlegających obcym jurysdykcjom, państwo traci pełną kontrolę nad jednym z kluczowych zasobów – danymi. W warunkach rosnącej niestabilności geopolitycznej to ryzyko, którego nie można bagatelizować – podkreśla Dyrektor Działu Bezpieczeństwa i Jakości w Polcom.

Krytyczne informacje przechowywane w zagranicznych centrach danych podlegają obcym porządkom prawnym. W kontekście regulacji takich jak dyrektywa NIS2, która nakłada na organizacje obowiązek zarządzania ryzykiem w całym łańcuchu dostaw ICT, kwestia jurysdykcji dostawcy chmury oraz możliwości audytu infrastruktury staje się elementem oceny bezpieczeństwa cyfrowego.

Suwerenność jako element strategiczny

Coraz więcej podmiotów – w tym inicjatywy takie jak Polska Chmura – podejmuje dialog i działania edukacyjne podkreślające konieczność budowania spójnej polityki w zakresie suwerenności technologicznej.

Oznacza to potrzebę wzmocnienia lokalnych ekosystemów cyfrowych poprzez równe zasady dostępu do zamówień publicznych i projektów strategicznych, tworzenie programów preferencyjnych dla polskich i europejskich dostawców IT oraz inwestycje w rozwój krajowych centrów danych.

Suwerenna chmura nie oznacza wyłącznie fizycznej lokalizacji danych w kraju. Kluczowe znaczenie ma również kontrola nad warstwą zarządzania usługą, systemami szyfrowania oraz jurysdykcją, której podlega operator technologii. Bez tych elementów trudno mówić o realnej suwerenności cyfrowej – zaznacza Albert Szczepaniak z Polcom.

Z perspektywy rynku pytanie nie brzmi już, czy suwerenna chmura będzie zyskiwać na znaczeniu, lecz jak szybko poszczególne państwa zbudują wokół niej własne kompetencje i przewagi konkurencyjne. W praktyce konkurencja na rynku usług chmurowych coraz częściej dotyczy nie tylko ceny i wydajności infrastruktury, ale również poziomu kontroli nad danymi i zgodności z krajowymi regulacjami.

Geopolityka znów uderza w gospodarkę. Firmy muszą przygotować się na większą zmienność

0

Decyzja Rady Polityki Pieniężnej o obniżeniu stóp procentowych Narodowego Banku Polskiego do poziomu 3,75% zbiegła się z wydarzeniami, które w krótkim czasie zwiększyły niepewność w globalnej gospodarce. Interwencja militarna Stanów Zjednoczonych i Izraela w Iranie oraz reakcja Teheranu wywołały gwałtowne wahania na rynku surowców energetycznych, w tym przede wszystkim ropy naftowej i gazu. Choć skala wzrostu cen nie osiągnęła poziomów obserwowanych w pierwszych miesiącach wojny w Ukrainie, sam fakt nagłego szoku podażowego pokazuje, jak silnie sytuacja geopolityczna może oddziaływać na gospodarki krajów importujących energię, do których należy Polska.

Szerszy efekt makroekonomiczny

Dla polskiego biznesu kluczowe znaczenie ma w tym kontekście nie tylko bezpośredni wzrost kosztów energii, lecz także szerszy efekt makroekonomiczny. Wyższe ceny surowców mogą w kolejnych miesiącach podnosić presję inflacyjną, wpływać na kurs złotego oraz zmieniać oczekiwania dotyczące polityki pieniężnej. W takiej sytuacji decyzje podejmowane przez bank centralny stają się szczególnie trudne. Z jednej strony pojawia się przestrzeń do dalszego łagodzenia polityki pieniężnej w warunkach relatywnie niskiej inflacji, z drugiej jednak rosnące ceny energii mogą szybko zmienić tę równowagę.

Z punktu widzenia przedsiębiorstw oznacza to funkcjonowanie w środowisku zwiększonej zmienności. Wysokie ceny ropy i gazu wpływają bezpośrednio na koszty produkcji i transportu, ale również pośrednio oddziałują na popyt konsumencki. Jeśli presja kosztowa utrzyma się dłużej, gospodarstwa domowe mogą ograniczać wydatki na dobra i usługi o charakterze mniej podstawowym. W efekcie firmy działające w wielu branżach mogą jednocześnie mierzyć się z rosnącymi kosztami operacyjnymi i słabszym popytem.

Niepewność na globalnych rynkach

Istotnym czynnikiem pozostaje także kurs walutowy. Wzrost cen surowców energetycznych zwiększa rachunek importowy Polski, co w naturalny sposób wywiera presję na osłabienie złotego. Jednocześnie większa niepewność na rynkach globalnych może prowadzić do odpływu części kapitału z rynków wschodzących. Z drugiej strony stabilizującą rolę odgrywa w tym roku spodziewany znaczący napływ środków unijnych, który może ograniczać skalę wahań krajowej waluty i stanowić bufor dla gospodarki.

W takich warunkach kluczowe znaczenie dla przedsiębiorstw ma zdolność do zarządzania płynnością i elastycznego reagowania na zmiany w otoczeniu gospodarczym. Okresy zwiększonej niepewności zwykle skłaniają firmy do ostrożniejszego podejmowania decyzji inwestycyjnych, choć w Polsce perspektywy inwestycji pozostają relatywnie solidne właśnie dzięki środkom europejskim. Jednocześnie rosnąca zmienność cen energii oraz kursów walut przypomina, że stabilność finansowa przedsiębiorstw coraz częściej zależy od sprawnego zarządzania przepływami pieniężnymi i dostępem do kapitału obrotowego.

Najbliższe tygodnie pokażą, czy napięcia na Bliskim Wschodzie okażą się krótkotrwałym epizodem, czy też przerodzą się w dłuższy okres podwyższonej niepewności na rynkach surowców. Dla polskiej gospodarki i krajowego biznesu kluczowe będzie to, jak długo utrzyma się presja kosztowa oraz czy wpłynie ona na dalsze decyzje dotyczące polityki pieniężnej. W tym sensie wydarzenia oddalone geograficznie o tysiące kilometrów ponownie pokazują, jak silnie globalne zależności kształtują warunki prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce.