Rozjazd między cenami ofertowymi, a transakcyjnymi coraz większy. Jedynie kawalerki nie schodzą z ceny

Mieszkanie jak marchewka na targowisku? „Różnice cen ofertowych i transakcyjnych mogą się znacząco różnić”.

Rynek nieruchomości powoli szykuje się do podsumowania I kwartału roku 2026. Prognozy są dobre, zainteresowanie rośnie, ale rosną także… ceny. Szczególnie na rynku pierwotnym. Czy to oznacza, że niebawem przyjdzie nam płacić za mieszkania jeszcze więcej? – Wzrost cen jest swojego rodzaju złudzeniem optycznym – mówi wprost ekspert rynku nieruchomości Mirosław Król. – Ceny są często ustawiane wyżej po to, by negocjacje były pełniejsze. Klienci chcą mieć możliwość wpływu na cenę. O ile na rynku wtórnym regulacja zależy tylko od relacji klienta i konsumenta, tak na rynku deweloperskim po zmianie ustawy i wprowadzeniu jawności cen deweloperzy są mniej skłonni do promocji i ofert specjalnych – mówi Mirosław Król.

„Rynek wtórny bardziej elastyczny niż deweloperski”

Pierwsze miesiące roku 2026 są kontynuacją zapowiedzi dobrej koniunktury na rynku. Stopy procentowe są niższe, ceny wydają się być stabilniejsze, a Polacy ostatnie miesiące zwykle mocno oszczędzali, by móc kupić swoje wymarzone lokale. Na rynku wtórnym jest mnóstwo ciekawych ofert w atrakcyjnych cenach. Co więcej, zapowiadane wzrosty cen, zwykle są wzrostami tylko teoretycznymi.

– Na rynku wtórnym jest mnóstwo interesujących ofert. Zdarzają się mieszkania w dużych miastach w cenach około 8-9 tysięcy złotych za metr kwadratowy. Oczywiście wszystko zależy od stanu nieruchomości, lokalizacji i miasta. Trudno spodziewać się, by w Krakowie, Trójmieście, Poznaniu czy w Warszawie mieszkania trafiały na „wyprzedaże”. Jedno jest jednak pewne: te ceny są dużo atrakcyjniejsze niż jeszcze rok temu. Wynika to z faktu, że ruch jest większy i klienci są zainteresowani zakupem, a sprzedawcy na rynku wtórnym są bardziej ugodowi, bo niektórzy od miesięcy próbują sprzedać mieszkania – przyznaje Mirosław Król.

Na rynku wtórnym mówi się nawet o „studniówkach” lub „rocznikach”.

– Zdarza się, że sto dni, pół roku albo nawet rok mieszkanie czeka na nabywcę. Tutaj zwykle mamy do czynienia z właścicielem, który też nie chce negocjować ceny, a to właśnie te negocjacje poszczególnych nabywców często interesują najbardziej – dodaje Król.

– Rynek wtórny musi być bardziej elastyczny. Podaż mieszkań na rynku deweloperskim mocno spadła. Na rynku wtórnym też widzimy częściej „wracające oferty” niż używane mieszkania wystawiane na sprzedaż kolejny raz – dodaje ekspert.

Do 20% różnicy? „Czas negocjatorów”

Jak mocno różnią się ceny ofertowe od transakcyjnych? Rekordy to nawet ponad 70 tysięcy złotych. To kwestia licytacji? Niekoniecznie. Dla sprzedających często istotną rolę odgrywa np. gotówka lub czas sprzedaży.

– Przykład to mieszkanie w Poznaniu, które ostatnio sprzedawałem. Cena startowa wynosiła 800 tysięcy złotych, potem 775 tysięcy, a ostatecznie piękne, przestronne mieszkanie zostało sprzedane za równe 700 tysięcy. To kwestia jednej informacji: mam 700 tysięcy złotych w gotówce, umowę możemy podspisać choćby dzisiaj. Właściciel mieszkania właśnie wykańczał wymarzony dom i wizja czekania kolejnych miesięcy lub sprzedaży taniej, ale za gotówkę i od razu, okazała się kusząca – mówi Mirosław Król.

– Takie negocjacje nie są codziennością, ale rozbieżność między cenami ofertowymi, a transakcyjnymi na rynku pierwotnym i wtórnym są znaczące. U deweloperów to negocjowanie jest trudniejsze, a na rynku wtórnym może sięgać nawet 15-20%, czyli faktycznie kilkudziesięciu tysięcy złotych. Wiele zależy od naszej cierpliwości, ale także faktu czy posiadamy całą kwotę na mieszkanie. Trudniej negocjować gdy naszym kapitałem jest obietnica kredytu – przyznaje wprost Mirosław Król.

Eksperci dodają, że najtrudniej negocjuje się ceny małych mieszkań.

– Tutaj ceny ofertowe i transakcyjne są minimalnie różne. Negocjacje zaczynają się od mieszkań typowo rodzinnych, czyli dwa pokoje lub więcej. Kawalerka wciąż jest produktem deficytowym i bardziej inwestycyjnym niż kupowanym pod potrzeby konkretnej osoby. Oczywiście nie ma tutaj reguły – przyznaje Mirosław Król.

Długi firm przekroczyły 45 mld zł. Największe problemy na Mazowszu i Podkarpaciu

Choć w 2025 roku liczba niesolidnych płatników w Polsce zaczęła spadać, łączna kwota przeterminowanych zobowiązań przedsiębiorstw nadal rośnie. Na koniec ubiegłego roku zaległe długi firm przekroczyły 45 mld zł, obciążając ponad 309 tys. przedsiębiorstw – wynika z danych BIG InfoMonitor oraz BIK.

Eksperci wskazują, że sytuacja jest coraz bardziej zróżnicowana regionalnie i branżowo. Mimo spadku liczby zadłużonych firm rośnie średnia kwota długu przypadająca na jedno przedsiębiorstwo, co oznacza koncentrację problemów finansowych w części gospodarki.


Mniej dłużników, ale większe długi

Polski biznes zakończył 2025 rok z bardzo wysokim poziomem przeterminowanego zadłużenia. Łączna wartość zaległości przekroczyła 45 mld zł, choć liczba niesolidnych płatników spadła.

Z baz BIG InfoMonitor i BIK ubyło w ciągu roku blisko 22 tys. zadłużonych podmiotów, podczas gdy rok wcześniej liczba firm mających problemy z regulowaniem zobowiązań wzrosła o ponad 12 tys.

Jednocześnie zwiększyła się średnia kwota zadłużenia przypadająca na jednego przedsiębiorcę:

  • 2023 r. – 131 218 zł
  • 2024 r. – 132 241 zł
  • 2025 r. – 145 612 zł

Oznacza to skok o ponad 13 tys. zł w ciągu jednego roku, znacznie większy niż w poprzednich latach. Zdaniem ekspertów świadczy to o tym, że problemy finansowe kumulują się przede wszystkim wśród firm już wcześniej zadłużonych.

Jak podkreśla Paweł Szarkowski, prezes BIG InfoMonitor, taka sytuacja zwiększa ryzyko dla kontrahentów.

Tak gwałtowny wzrost średniej kwoty długu przy mniejszej liczbie dłużników dowodzi, że problemy finansowe „puchną” u firm już zadłużonych. Dla kontrahentów oznacza to radykalny wzrost ryzyka transakcyjnego – współpraca z podmiotem posiadającym zaległości jest dziś znacznie bardziej niebezpieczna niż jeszcze dwa lata temu.


Mapa zadłużenia w Polsce

Analiza danych pokazuje wyraźne różnice między regionami. Najwyższe średnie zadłużenie firm odnotowano w dwóch województwach:

  • Podkarpackim
  • Mazowieckim

W obu regionach przeciętna kwota zaległości przekracza 190 tys. zł na firmę.

Jednocześnie Mazowsze pozostaje zdecydowanym liderem pod względem wartości zaległych zobowiązań, co wynika w dużej mierze ze skali działalności gospodarczej w regionie.

Największe łączne zadłużenie przedsiębiorstw występuje w:

  1. Mazowieckim – ok. 12 mld zł
  2. Śląskim – ponad 5,6 mld zł
  3. Wielkopolskim – ok. 4,6 mld zł

Eksperci wskazują jednak, że wysoka średnia wartość długu na Podkarpaciu może oznaczać szczególnie trudną sytuację pojedynczych przedsiębiorstw funkcjonujących na mniejszych rynkach lokalnych.


Gdzie długi rosną najszybciej

Tempo narastania problemów finansowych firm również jest bardzo zróżnicowane regionalnie.

Największy wzrost zaległości w 2025 roku odnotowano w:

  • woj. zachodniopomorskim – wzrost o 13,3 proc. rok do roku
  • woj. małopolskim – wzrost o 10,3 proc. rok do roku

Może to świadczyć o pogorszeniu lokalnej koniunktury gospodarczej lub większej wrażliwości firm na zmiany kosztów działalności i popytu.

Z kolei najlepszą poprawę sytuacji zanotowano w:

  • woj. świętokrzyskim – spadek zaległości o 9,3 proc.
  • woj. łódzkim – spadek o 8,4 proc.

W tych regionach przedsiębiorstwa relatywnie lepiej poradziły sobie z presją kosztową i spowolnieniem gospodarczym.


Cztery sektory z największymi długami

Największe problemy z przeterminowanymi zobowiązaniami dotyczą kilku kluczowych branż polskiej gospodarki.

Liderem pozostaje handel hurtowy i detaliczny, którego zaległości sięgają 8,7 mld zł. Kolejne miejsca zajmują:

  • przemysł – 7,5 mld zł
  • budownictwo – 5,9 mld zł
  • transport i logistyka (TSL) – 3,3 mld zł

W dwóch sektorach – handlu i TSL – odnotowano niewielką poprawę sytuacji. Zaległości spadły tam odpowiednio o 3 proc. i 1 proc. w porównaniu z końcem 2024 roku.

W pozostałych branżach problemy narastają.

Największe wzrosty zadłużenia wystąpiły w:

  • przemyśle – wzrost o 686 mln zł (10 proc.)
  • budownictwie – wzrost o 295 mln zł (5,3 proc.)
  • sektorze nieruchomości – wzrost o 533 mln zł (21,4 proc.)
  • działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej – przekroczenie 3 mld zł zadłużenia (wzrost o 9,4 proc.)

Transport najbardziej ryzykowną branżą

Pod względem odsetka niesolidnych płatników zdecydowanie wyróżnia się branża transportowa i logistyczna (TSL).

Problemy z terminowym regulowaniem zobowiązań ma tam 8,6 proc. firm, co oznacza, że co dwunasta firma transportowa zalega z płatnościami.

Do innych sektorów o wysokim poziomie ryzyka należą:

  • gospodarka odpadami i ściekami – 7,1 proc. firm z problemami
  • górnictwo – 6,7 proc.

Jeszcze bardziej niepokojące dane pojawiają się przy analizie poszczególnych działalności gospodarczych według kodów PKD.

Przykładowo:

  • wynajem samochodów (PKD 7711Z) – problemy finansowe ma ok. 16 proc. firm,
  • produkcja margaryny (PKD 1042Z) – aż 27 proc. przedsiębiorstw figuruje jako niesolidni dłużnicy.

Pierwsze oznaki stabilizacji

Mimo wysokiego poziomu zadłużenia eksperci dostrzegają pierwsze sygnały poprawy sytuacji w gospodarce.

W 2025 roku:

  • łączna kwota zaległości wzrosła o 1,24 mld zł,
  • rok wcześniej wzrost wyniósł 1,95 mld zł.

Oznacza to spowolnienie dynamiki przyrostu długu z 4,7 proc. w 2024 r. do 2,8 proc. w 2025 r.

Dla porównania jeszcze w 2023 roku tempo wzrostu zaległości wynosiło około 6 proc.

Udział niesolidnych płatników w gospodarce ustabilizował się natomiast na poziomie około 5 proc. przedsiębiorstw.


Niepewna przyszłość dla firm

Eksperci podkreślają jednak, że sytuacja przedsiębiorstw nadal pozostaje krucha.

Rok 2025 przyniósł stopniową stabilizację po trudnym 2024, ale wiele firm wciąż funkcjonuje pod silną presją kosztową. Rosnące wynagrodzenia, drożejąca energia oraz import tańszych produktów – zwłaszcza z Chin – obniżają marże przedsiębiorstw.

Dodatkowo eksporterzy mierzą się z osłabionym popytem w Unii Europejskiej oraz umacniającym się złotym, który ogranicza konkurencyjność polskich towarów na rynkach zagranicznych.

Zdaniem dr. hab. Waldemara Rogowskiego, głównego analityka BIG InfoMonitor, przyszłość gospodarki będzie zależeć także od sytuacji geopolitycznej.

Konflikty na świecie – w szczególności na Bliskim Wschodzie – mogą wpłynąć na ceny energii i tempo globalnego wzrostu gospodarczego. Długotrwały wzrost cen ropy i gazu mógłby ponownie podbić inflację i zahamować ożywienie gospodarcze.

W skrajnym scenariuszu część gospodarek mogłaby znaleźć się na ścieżce stagflacji, czyli połączenia wysokiej inflacji z niskim wzrostem gospodarczym.


Ryzyko dla inwestycji i rynku pracy

Wysokie zadłużenie firm oraz rosnąca koncentracja problemów finansowych w wybranych sektorach mogą mieć szersze konsekwencje dla gospodarki.

Słabsza kondycja przedsiębiorstw może ograniczać:

  • inwestycje,
  • zatrudnienie,
  • tempo rozwoju lokalnych gospodarek.

Dlatego – jak podkreślają analitycy – coraz większego znaczenia nabiera weryfikacja wiarygodności płatniczej kontrahentów, zwłaszcza w branżach o podwyższonym ryzyku.

Dane BIG InfoMonitor i BIK pokazują, że choć liczba niesolidnych dłużników spada, to ryzyko współpracy z zadłużonym partnerem biznesowym jest dziś większe niż jeszcze kilka lat temu.

Ceny w sklepach na razie stabilne, ale sytuacja może się szybko zmienić

0

W ostatnich miesiącach podwyżki cen w sklepach utrzymywały się na stabilnym poziomie, choć przewyższającym wskaźnik CPI. W lutym codzienne zakupy podrożały o 3,8% rdr. Natomiast obecnie eksperci przewidują, że już w marcu wpływ podwyżek cen paliw może podnieść „szeroką” inflację o około 0,5 p.p. Autorzy raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” podkreślają, że sytuacja na Bliskim Wschodzie jest dynamiczna i trudno oszacować dokładny efekt proinflacyjny. Jednocześnie uważają, że przed samą Wielkanocą ceny w sklepach nie pójdą mocno w górę. Proces przenoszenia kosztów w handlu detalicznym zwykle trwa znacznie dłużej. Jeśli wzrosty cen energii i paliw utrzymają się przez kolejne miesiące, to może dojść do wyraźnego przyspieszenia dynamiki wzrostów cen w sklepach, szczególnie chemii gospodarczej, pieczywa i żywności przetworzonej.

Według raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito, w lutym br. codzienne zakupy zdrożały średnio o 3,8% rdr. W styczniu br. wzrost wyniósł 3,7%, a w grudniu ub.r. – 3,8% rdr. Analiza w każdym miesiącu obejmowała łącznie 17 kategorii, w tym żywność, napoje bezalkoholowe i alkoholowe oraz pozostały asortyment, np. chemię gospodarczą i art. dla dzieci. Autorzy raportu podkreślają, że ostatnio mieliśmy do czynienia z pewną stabilizacją cenową. Jednak obecny konflikt zbrojny na Bliskim Wschodzie może realnie spowodować, że ceny w polskich sklepach nabiorą większej dynamiki.

– Sytuacja zmieniła się fundamentalnie z końcem lutego. Eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie, zwłaszcza gdy obejmuje główne szlaki transportu ropy, może windować ceny surowców energetycznych, a to przez łańcuch zależności uderzy w koszty transportu, produkcji i energii w Polsce. W konsekwencji stosunkowo szybko przeniesie się na ceny na półkach sklepowych. Oczywiście mamy do czynienia z ryzykiem, a nie z prognozą rynkową. Jeśli wzrosty cen energii i paliw utrzymają się przez kolejne miesiące, możemy być świadkami wyraźnego przyspieszenia dynamiki cen w sklepach, szczególnie chemii gospodarczej, pieczywa i żywności przetworzonej – mówi dr Robert Orpych z Uniwersytetu WSB Merito.

Natomiast dr Michał Pronobis z Uniwersytetu WSB Merito uważa, że najszybciej mogą reagować kategorie silnie zależne od transportu i energii, takie jak żywność, produkty importowane, a także niektóre artykuły przemysłowe. Jednak ekspert uspokaja, że skala i tempo tych zmian przed samą Wielkanocą nie będą raczej skokowe – proces przenoszenia kosztów w handlu detalicznym zwykle trwa kilka tygodni lub nawet miesięcy. Do tego dr Robert Orpych samym konsumentom doradza spokój, ponieważ informacja o napięciach geopolitycznych nie jest jeszcze powodem do paniki zakupowej, która dopiero może wywołać szoki cenowe w sklepach.

– W mojej ocenie, wpływ konfliktu na Bliskim Wschodzie na ceny w Polsce będzie niestety bezpośredni i dość szybki. W ostatnim czasie widzimy już kilkudziesięcioprocentowe wzrosty notowań niektórych paliw energetycznych, co bardzo szybko przekłada się na ceny benzyny, oleju napędowego i gazu. To ma istotny potencjał rozlania się na pozostałe kategorie cenowe, ponieważ paliwo jest kluczowym kosztem w logistyce, transporcie i produkcji. W efekcie po pewnym czasie presja kosztowa może pojawić się także w cenach wielu produktów w sklepach – zaznacza dr Michał Pronobis.

Z kolei Robert Biegaj, konsultant merytoryczny raportu z Shopfully Poland, uważa, że gdyby ceny paliw i energii mocno rosły w wyniku dalszych napięć geopolitycznych, świąteczne podwyżki mogłyby być wyższe niż standardowo. Zdaniem eksperta, zamiast typowych kilku procent w tym okresie, wzrost cen w wybranych kategoriach mógłby sięgnąć około 5-8%, a w przypadku produktów szczególnie wrażliwych na koszty energii i transportu – nawet ok. 10%.

– Nie byłby to jednak efekt wyłącznie decyzji sieci handlowych. Raczej byłoby to konsekwencją wzrostu kosztów w całym łańcuchu dostaw – od producentów, przez logistykę, aż po handel detaliczny. Niemiej jednak uważam, że w tym roku przed świętami zaznamy standardowych wzrostów cen w sklepach, bo retailerzy nie będą chcieli dopuścić do tego, aby konsumenci się wystraszyli. Ceny mocnej mogą pójść w górę dopiero w kolejnych okresach – wyjaśnia Robert Biegaj.

Na ten moment dr Michał Pronobis szacuje, że wpływ wzrostu cen paliw może podnieść szeroką inflację o około pół punktu procentowego już w marcu. Skala tego efektu w dużej mierze będzie zależała od tego, jak długo utrzymają się napięcia geopolityczne oraz podwyższone ceny surowców energetycznych. – Sytuacja jest dynamiczna i trudno oszacować dokładny efekt proinflacyjny. Jeśli napięcie utrzyma się dłużej, możliwy jest wtórny impuls inflacyjny, wynikający z przenoszenia wyższych kosztów energii i transportu na ceny kolejnych produktów i usług. Wówczas szok inflacyjny może być już silniejszy i bardziej trwały – dodaje ekspert.

Jak podkreśla dr Marek Szymański z Uniwersytetu WSB Merito, szokowej podwyżce już ulegają ceny paliw, bezpośrednio narażone na napięcia na Bliskim Wschodzie. Dodatkowo nawet brak bezpośredniego wpływu sytuacji na giełdach towarowych na rzeczywiste koszty gotowego paliwa nie zabezpiecza przed drożyzną na stacjach benzynowych. W ciągu pierwszych 10 dni konfliktu ceny benzyny na polskich stacjach poszły w górę o 10%, a oleju napędowego – o 17%, choć sprzedawane paliwo z pewnością zostało wyprodukowane z surowca kupionego znacznie przed początkiem amerykańskich nalotów na Iran.

– Rafinerie jeszcze przez kilka tygodni będą przerabiać ropę kupioną po starych, niższych cenach. Jednak dystrybutorzy już teraz wyceniają przyszłe dostawy nowych kontraktów i zabezpieczają swoje marże z wyprzedzeniem. Mechanizm jest stosunkowo prosty. Stacja benzynowa podnosi cenę dziś, bo jutro będzie musiała kupić droższy surowiec, nawet jeśli w jej zbiornikach wciąż jest ropa z zeszłotygodniowych, tańszych dostaw. W gruncie rzeczy to standardowe zabezpieczanie kosztów przyszłych zakupów. Tylko rachunek za tę ostrożność płaci kierowca tankujący już teraz – podsumowuje dr Robert Orpych.

***
Opis metody analitycznej/badawczej

Dane pochodzą z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” (powstającego co miesiąc od ponad 9 lat), autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito (dawniej Wyższych Szkół Bankowych). Analiza pokazuje średnią wartość cenową (cen regularnych oraz w promocjach), notowaną miesiąc do miesiąca i rok do roku. W najnowszej odsłonie porównano wyniki z lutego 2026 r. i tego samego okresu z 2025 r. Dotyczyło to 17 kategorii i ponad 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Łącznie zestawiono ze sobą ponad 84 tys. cen detalicznych z przeszło 39,5 tys. sklepów należących do 62 sieci handlowych. Badaniem objęto wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience oraz cash&carry docierające ze swoją ofertą do większości konsumentów w Polsce.

Inflacja znów może przyspieszyć. Konflikt w Iranie zmienia perspektywy

Odpowiedź na pytanie, jaka w najbliższej przyszłości będzie inflacja, zależy od tego, jak długo potrwa wojna w Iranie. Zarówno w przypadku konfliktu krótszego, jak i dłuższego niepewność co do przyszłych procesów inflacyjnych jest bardzo duża.

Z punktu widzenia procesów cenowych w Polsce mamy niewielki „zapas” w postaci inflacji nieco niższej od celu banku centralnego. W lutym dynamika cen towarów i usług konsumpcyjnych wyniosła w porównaniu z analogicznym miesiącem ubiegłego roku 2,1 proc., wobec celu NBP wynoszącego 2,5 proc.

Przy tej okazji warto zauważyć zmiany metodologiczne w liczeniu wskaźnika CPI. Od tego roku jest on obliczany według nowej klasyfikacji COICOP 2018. Według informacji GUS, to sprawia, że precyzyjniej uwzględniono aktualne wzorce wydatków oraz pojawianie się nowych towarów i usług.

Ważnym elementem jest coroczna aktualizacja systemu wag stosowanego w obliczeniach wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych. W strukturze wydatków gospodarstw domowych wzrósł udział m.in. żywności i napojów bezalkoholowych oraz użytkowania mieszkania lub domu. Z punktu widzenia czynników ryzyka dla kształtowania się wskaźnika CPI w przyszłości ważny jest szczególnie spadek udziału wydatków na transport (z 11,07 proc. do 10,18 proc.), który był efektem wyraźnych spadków cen w tej kategorii w ubiegłym roku.

Spadł również udział wydatków m.in. na napoje alkoholowe i wyroby tytoniowy, wyposażenie mieszkania i prowadzenie gospodarstwa domowego oraz na odzież i obuwie. Zmiana wag spowodowała, że według ostatecznych danych w styczniu ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły o 2,1 proc. w ujęciu rok do roku, wobec wstępnie szacowanego wzrostu o 2,2 proc.

Oczywiście przyszłe zmiany dynamiki cen będą w dużym stopniu uzależnione od notowań ropy i gazu oraz od efektów przenoszenia wyższych cen surowców energetycznych na pozostałe kategorie towarów i usług. Część analityków przyjmuje założenie o krótkiej wojnie w Zatoce Perskiej – przede wszystkim dlatego, że dla niektórych krajów dłuższy konflikt może oznaczać bardzo poważne konsekwencje gospodarcze. Dotyczy to np. amerykańskich konsumentów, dla których cena paliwa stanowi ważny punkt odniesienia przy ocenie rządzących polityków.

Blokada Cieśniny Ormuz uniemożliwia bezpieczny transport zarówno ropy, jak i gazu skroplonego. Szczególnie wrażliwą kwestią jest właśnie transport LNG, bo gaz jest stosowany nie tylko do ogrzewania domów, ale również do produkcji energii elektrycznej czy nawozów sztucznych. Po jednym z irańskich ataków przedsiębiorstwo QatarEnergy, dostarczające światu jedną piątą LNG, wstrzymało jego produkcję.

Co prawda część gazu na świecie dociera do odbiorców rurociągami z innych źródeł, jednak przerwa w dostawach katarskich stanowi spory problem dla części krajów Azji, w tym Indii, Tajwanu, Japonii czy Korei Południowej. Szczególnie dla Indii to poważny problem: gaz dla dużych przedsiębiorstw jest tam racjonowany praktycznie od początku wojny w Iranie. Brak dostaw LNG znad Zatoki Perskiej będzie się przekładał na spowolnienie dynamiki produkcji w kluczowych dla gospodarki światowej regionach oraz na erozję łańcuchów dostaw.

W jaki sposób ta sytuacja może przełożyć się na polską gospodarkę? Ostatnia projekcja inflacji NBP była nieaktualna już w dniu jej publikacji, ponieważ nie zawierała kluczowego elementu ryzyka – efektu wojny w Iranie (prace nad projekcją zakończono przed wybuchem wojny). Z tego powodu, dla usprawnienia komunikacji między bankiem centralnym a uczestnikami rynku z pewnością pomocny byłby jakiś rodzaj aneksu lub krótkiego opracowania ze strony zespołu analitycznego NBP, które odnosiłoby się do możliwego wpływu wyższych cen ropy i gazu na polską gospodarkę.

Pierwsze efekty wojny w Iranie widzimy na stacjach paliw, ale również w wypowiedziach członków RPP wskazujących na brak możliwości kolejnej obniżki stóp procentowych. W kwietniu pojawią się pierwsze dane uwzględniające skutki konfliktu nad Zatoką Perską.

Wraz z wyższymi cenami ropy będą rosły oczekiwania inflacyjne. Nadal jednak jesteśmy daleko od sytuacji z 2022 r., kiedy po ataku Rosji na Ukrainę ceny ropy i gazu poszły w górę jeszcze bardziej. Dodatkowo stan finansów publicznych nakazuje szczególną ostrożność w podejmowaniu jakichkolwiek działań mogących pogłębić nierównowagę fiskalną. Podejmowanie dziś decyzji mających ograniczyć efekty wzrostu cen paliw byłoby przedwczesne.

Autor: dr Jarosław Janecki  jest przewodniczącym Rady Towarzystwa Ekonomistów Polskich.

Sztuczna inteligencja pomoże UOKiK wykrywać manipulacje w e-commerce

0

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów rozwija projekt wykorzystujący sztuczną inteligencję do identyfikowania tzw. dark patterns, czyli manipulacyjnych technik stosowanych w handlu internetowym. Inicjatywa ma pomóc organom nadzorczym skuteczniej reagować na nieuczciwe praktyki cyfrowe oraz stworzyć standardy korzystania z narzędzi AI w ochronie konsumentów.

Efekty prac zostaną zaprezentowane także przedstawicielom instytucji współpracujących w ramach Międzynarodowej Sieci Ochrony Konkurencji i Konsumentów (ICPEN), która skupia organy odpowiedzialne za ochronę praw konsumentów w wielu krajach świata.


Manipulacyjne techniki zakupowe w internecie

W środowisku handlu elektronicznego coraz częściej stosowane są mechanizmy określane mianem dark patterns. Są to rozwiązania projektowe w interfejsach stron internetowych i aplikacji, które mają skłonić użytkownika do podjęcia określonej decyzji zakupowej – często nie w pełni świadomej.

Do najczęściej spotykanych przykładów należą m.in.:

  • automatyczne dodawanie produktów do koszyka,
  • domyślne zaznaczanie dodatkowo płatnych usług,
  • liczniki czasu wywierające presję na szybki zakup,
  • komunikaty sugerujące ograniczoną dostępność produktu,
  • bardzo proste uruchomienie subskrypcji przy jednoczesnym utrudnieniu jej anulowania,
  • przyciski „Kup” lub „Zamów” wyróżnione kolorystycznie przy niemal niewidocznej opcji „Zrezygnuj”.

Projektanci interfejsów wykorzystują w takich przypadkach wiedzę z zakresu psychologii decyzji oraz marketingu behawioralnego. Często stosowane są komunikaty emocjonalne lub zawstydzające użytkownika, aby skłonić go do skorzystania z oferty.


Dlaczego dark patterns są skuteczne

Mechanizmy manipulacyjne bazują na naturalnych sposobach podejmowania decyzji przez ludzi. Kluczową rolę odgrywają tu heurystyki, czyli uproszczone reguły myślenia stosowane w sytuacji ograniczonego czasu lub niepewności.

Choć heurystyki pomagają podejmować szybkie decyzje przy niewielkim wysiłku poznawczym, mogą prowadzić także do błędów poznawczych. W środowisku zakupów online takie mechanizmy bywają wykorzystywane do wywoływania presji lub zniekształcania oceny sytuacji przez konsumenta.

Według prezesa UOKiK Tomasza Chróstnego dynamiczny rozwój rynku cyfrowego sprawia, że tradycyjne metody nadzoru nie zawsze nadążają za tempem zmian technologicznych.

– Rynek cyfrowy rozwija się szybciej niż tradycyjne narzędzia nadzorcze. Dlatego musimy sięgać po nowe technologie, aby skutecznie chronić konsumentów. Tym bardziej że sektor e-commerce już dziś wykorzystuje zaawansowane rozwiązania, w tym AI, do analizowania zachowań użytkowników – podkreśla prezes UOKiK.


Projekt finansowany z funduszy UE

W odpowiedzi na rosnącą skalę problemu w 2023 roku UOKiK rozpoczął realizację projektu „Wykrywanie i zwalczanie dark patterns za pomocą sztucznej inteligencji” (Detecting and combating dark patterns with Artificial Intelligence). Projekt finansowany jest ze środków Unii Europejskiej.

Jego główne cele to:

  • opracowanie standardów wykorzystania AI w ochronie konsumentów,
  • stworzenie narzędzia analizującego strony internetowe pod kątem manipulacyjnych elementów,
  • lepsze zrozumienie mechanizmów stosowanych w projektowaniu interfejsów sprzedażowych.

Analiza setek stron internetowych

Pierwsza faza projektu polegała na szczegółowej analizie rynku. Eksperci UOKiK przeanalizowali ponad 300 stron internetowych, głównie z sektora e-commerce, aby zidentyfikować najczęściej stosowane techniki manipulacyjne.

Na podstawie tej analizy powstał zbiór danych wykorzystywany do trenowania narzędzia AI. Równolegle przeanalizowano także skargi konsumentów, co pozwoliło wskazać branże szczególnie podatne na stosowanie dark patterns.

Dodatkowo eksperci przeprowadzili analizę kodu źródłowego 100 stron internetowych, które wcześniej zidentyfikowano jako stosujące manipulacyjne rozwiązania. W kodzie wyodrębniono fragmenty odpowiedzialne za funkcjonowanie poszczególnych elementów interfejsu, takich jak liczniki czasu czy domyślne zaznaczanie opcji dodatkowych.

Zebrane dane posłużyły jako materiał treningowy dla algorytmów sztucznej inteligencji.


Badania neuromarketingowe

Projekt obejmował również badania nad reakcjami użytkowników na manipulacyjne komunikaty marketingowe. W eksperymentach wykorzystano metody neuromarketingowe, takie jak:

  • eye tracking, czyli śledzenie ruchu gałek ocznych,
  • facial tracking, analizujący reakcje emocjonalne na twarzy użytkownika,
  • EEG (elektroencefalografia), mierząca aktywność mózgu.

Dzięki temu możliwe było zbadanie, które elementy interfejsu najbardziej przyciągają uwagę użytkowników oraz jakie emocje wywołują określone komunikaty sprzedażowe.

Badania uzupełniono ankietą internetową, w której uczestnicy podejmowali decyzje zakupowe w symulowanych scenariuszach zakupowych.


Zakupy online pod presją

Z badań UOKiK wynika, że zakupy w internecie są bardzo powszechne w Polsce. Aż 69 proc. osób w wieku 18–65 lat dokonuje zakupów online co najmniej kilka razy w miesiącu, a 15 proc. robi to nawet kilka razy w tygodniu.

Najczęściej wskazywanymi powodami zakupów internetowych są:

  • wygoda (72 proc.),
  • oszczędność czasu (68 proc.),
  • możliwość znalezienia niższych cen (65 proc.).

Jednocześnie wyniki badań pokazują, że komunikaty wywołujące presję czasową mają istotny wpływ na decyzje zakupowe. Ponad połowa respondentów przyznała, że zdarzyło im się kupić produkt pod wpływem informacji o kończącej się promocji.

Konkretnie:

  • 53 proc. badanych reaguje na komunikaty o kończącej się promocji,
  • 51 proc. na informacje o ograniczonej dostępności produktu,
  • 45 proc. na liczniki odliczające czas do końca oferty.

Testy narzędzia AI

W ramach projektu UOKiK testował różne rozwiązania technologiczne, w tym możliwości modeli językowych takich jak GPT-4 opracowany przez firmę OpenAI.

Testy pilotażowe pozwoliły stworzyć prototyp narzędzia AI, które:

  • analizuje strukturę i układ stron internetowych,
  • identyfikuje elementy manipulacyjne w interfejsach,
  • sprawdza kod źródłowy witryn,
  • wykorzystuje wyniki badań behawioralnych i neuromarketingowych.

Kolejna faza projektu koncentruje się na testowaniu narzędzia w praktyce oraz opracowaniu wytycznych dotyczących jego wykorzystania w działaniach nadzorczych.


Konferencja o ochronie konsumentów w erze AI

Jedną z okazji do prezentacji wyników projektu będzie konferencja „Protecting Consumers in the Digital Age: AI and Dark Pattern Detection”, która odbędzie się 17 marca w Bydgoszczy.

W wydarzeniu wezmą udział przedstawiciele instytucji współpracujących w ramach ICPEN. Spotkanie będzie poświęcone wymianie doświadczeń oraz dyskusji o tym, jak organy ochrony konsumentów mogą przygotować się na coraz większe wykorzystanie sztucznej inteligencji w gospodarce cyfrowej.


AI jako narzędzie wspierające nadzór

Zdaniem prezesa UOKiK sztuczna inteligencja nie zastąpi instytucji publicznych w egzekwowaniu prawa, ale może znacząco zwiększyć skuteczność działań nadzorczych.

– Skuteczna ochrona konsumentów w erze cyfrowej wymaga połączenia wiedzy prawnej, psychologii decyzji, analizy danych i nowoczesnych technologii. AI nie zastąpi organów ochrony konsumentów, ale może stać się ważnym narzędziem w walce z manipulacyjnym designem – podkreśla Tomasz Chróstny.

Rozwój narzędzi opartych na sztucznej inteligencji może w przyszłości umożliwić automatyczne monitorowanie tysięcy stron internetowych oraz szybsze wykrywanie nieuczciwych praktyk w handlu online. Wraz z rosnącą skalą e-commerce takie rozwiązania stają się coraz ważniejszym elementem systemu ochrony konsumentów.

Region Europy Środkowo-Wschodniej zyskuje na znaczeniu dla niemieckiego biznesu. Polska najczęściej wskazywanym kierunkiem inwestycji

0

Europa Środkowo-Wschodnia (CEE) umacnia swoją pozycję w strategiach niemieckich firm, już 63% z nich spodziewa się wzrostu znaczenia regionu w ciągu najbliższych pięciu lat – wynika z corocznego badania KPMG w Niemczech i Komisji Wschodniej Niemieckiej Gospodarki pt. „German-Central and Eastern European Business Outlook 2026”. Największym beneficjentem tego trendu pozostaje Polska, którą jako kierunek inwestycji wskazuje 56% niemieckich przedsiębiorstw planujących inwestycje w CEE – to wzrost o 11 p.p. r/r i zdecydowanie najwyższy wynik w regionie. Jednocześnie 16% ankietowanych firm wskazuje na nasilającą się presję ze strony przedsiębiorstw z Chin, które systematycznie zwiększają aktywność inwestycyjną i eksportową w regionie.

Polska przyciąga inwestorów

Polska pozostaje najatrakcyjniejszym kierunkiem inwestycyjnym w Europie Środkowo-Wschodniej dla niemieckich firm. W 2026 roku aż 56% firm z tego kraju planujących inwestycje w regionie wskazuje Polskę jako cel ulokowania kapitału. Na drugim miejscu znalazła się Ukraina (43% wskazań) – 19% przedsiębiorstw deklaruje gotowość inwestowania nawet w przypadku kontynuacji wojny, a kolejne 19% jest już obecnych na tym rynku. Trzecie miejsce zajmują Rumunia i Czechy, wskazane przez 35% respondentów. W porównaniu z poprzednim rokiem największy wzrost zainteresowania inwestorów pod kątem inwestycji odnotowała Polska, a następnie Czechy i Ukraina, podczas gdy Serbia, Węgry i Rumunia zanotowały spadek.Region Europy Środkowo-Wschodniej zyskuje na znaczeniu dla niemieckiego biznesu

Rosnące znaczenie Europy Środkowo-Wschodniej dla niemieckich przedsiębiorstw

Europa Środkowo-Wschodnia coraz wyraźniej zajmuje trwałe miejsce w strategiach firm niemieckich. Potwierdzają to plany inwestycyjne firm działających w regionie – 55% z nich zamierza inwestować w CEE w perspektywie najbliższych pięciu lat, a 32% planuje projekty powyżej 5 mln euro. Najczęściej wskazywanymi obszarami inwestycji są usługi (31%) oraz rozbudowa zdolności produkcyjnych (29%), natomiast około 22% przedsiębiorstw zamierza wzmocnić swoje struktury eksportowe i dystrybucyjne.Rosnące znaczenie Europy Środkowo-Wschodniej dla niemieckich przedsiębiorstw

W odpowiedzi na rosnące wyzwania coraz więcej firm analizuje możliwości relokacji części produkcji – 26% firm rozważa przeniesienie części produkcji z Niemiec do CEE – motywowane rosnącymi kosztami pracy, niedoborami kadrowymi i strukturalnymi wyzwaniami na rynku niemieckim.

Transformacja gospodarcza i rosnąca rola innowacji

Proces transformacji Europy Środkowo-Wschodniej przyspiesza dzięki populacji liczącej ok. 155 mln mieszkańców, rosnącej sile nabywczej oraz prognozowanemu wzrostowi gospodarczemu na poziomie blisko 2,9% w 2026 roku, wspieranemu przez dalszą integrację z jednolitym rynkiem UE i strefą euro. Na tle regionu szczególnie wyróżnia się Polska, pozostająca jego gospodarczym filarem, choć – mimo trwającej wojny – niemieckie firmy dostrzegają także znaczący potencjał rynku ukraińskiego. Rosnąca atrakcyjność regionu oznacza jednocześnie większą konkurencję: 16% ankietowanych firm wskazuje na nasilającą się presję ze strony przedsiębiorstw chińskich zwiększających aktywność inwestycyjną i eksportową w CEE.

Handel pomiędzy Niemcami a CEE bije rekordy. W 2025 roku wymiana handlowa osiągnęła 529,3 mld euro – więcej niż łączna wartość handlu z USA (240,5 mld euro) i Chinami (251,8 mld euro).

Region coraz wyraźniej staje się także hubem innowacji i B+R – wśród priorytetów dominują sztuczna inteligencja i automatyzacja (38%), wyprzedzając infrastrukturę cyfrową (23%) i sektor obronny (20%). Jednocześnie najbardziej perspektywicznymi rynkami zbytu w CEE pozostają energia odnawialna (45%), elektromobilność i technologie bateryjne (40%) oraz przetwarzanie surowców (36%), czyli sektory o wysokiej intensywności działalności badawczo-rozwojowej.

Wyniki badania pokazują wyraźną zmianę percepcji regionu – z zaplecza kosztowego w kierunku zintegrowanego rynku wzrostu. Dla Polski, ale także dla pozostałych krajów CEE, stanowi to szansę na przyciąganie bardziej zaawansowanych projektów inwestycyjnych, szczególnie w kontekście trendu nearshoringu oraz rosnącego znaczenia bezpieczeństwa łańcuchów dostaw. Warto podkreślić, że coraz więcej firm niemieckich postrzega CEE nie tylko jako lokalizację produkcyjną, ale także jako miejsce do prowadzenia działalności badawczo-rozwojowej i wdrażania innowacji. Zachęty podatkowe dostępne w regionie, takie jak specjalne strefy ekonomiczne, ulga B+R czy IP Box, a także unijne i krajowe programy dotacyjne mogą dodatkowo wspierać realizację inwestycji oraz nowych projektów. Jednocześnie dane dotyczące ryzyk politycznych, korupcji czy biurokracji przypominają, że utrzymanie konkurencyjności wymaga konsekwentnej poprawy jakości otoczenia regulacyjnego oraz stabilności instytucjonalnej – mówi Kiejstut Żagun, Partner w Dziale Doradztwa Podatkowego, Szef Zespołu ds. Innowacji, Ulg i Dotacji w KPMG w Polsce.

Stabilne perspektywy zatrudnienia

Niemieckie firmy w większości pozytywnie oceniają swoją obecną sytuację w krajach Europy Środkowo-Wschodniej – 47% określa ją jako dobrą lub bardzo dobrą, 39% jako stabilną, a jedynie 14% jako słabą. W perspektywie pięciu lat 75% przedsiębiorstw oczekuje poprawy warunków prowadzenia biznesu w regionie, podczas gdy pogorszenia spodziewa się tylko 5%. Przekłada się to na umiarkowanie optymistyczne plany zatrudnieniowe: w ciągu najbliższego roku 56% firm zakłada utrzymanie obecnego poziomu zatrudnienia, około jedna czwarta (23%) planuje jego zwiększenie, a tylko co dziesiąta badana organizacja zamierza redukować liczbę pracowników. W dłuższej, pięcioletniej perspektywie 61% respondentów deklaruje tworzenie dodatkowych miejsc pracy, natomiast jedynie 3% rozważa redukcję zatrudnienia.

Centra usług wspólnych dominują jako model produkcyjny w Europie Środkowo-Wschodniej – spośród wszystkich kategorii lokalizacyjnych to właśnie SSC/BPO uzyskały najwyższy wynik jako priorytet produkcyjny w regionie (74% wskazań).

Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że organizacje nie tylko planują inwestycje, ale także zakładają wzrost zatrudnienia w dłuższym horyzoncie czasowym. Oznacza to, że decyzje inwestycyjne mają charakter strategiczny i są powiązane z budową trwałej obecności operacyjnej. W polskim kontekście szczególnie widoczne jest to w dynamicznym rozwoju sektora usług – Polska pozostaje jedną z najatrakcyjniejszych lokalizacji dla centrów  Shared Services / Business Process Outsourcing  w Europie, a rosnące zainteresowanie niemieckich firm funkcjami o wyższej wartości dodanej, takimi jak finanse, HR, IT, a nawet obsługa zaawansowanych procesów biznesowych (supply chain, working capital, direct sales support), dodatkowo wzmacnia tę pozycję. Wyniki badania potwierdzają, że region – a w szczególności Polska – pozostaje jednym z głównych beneficjentów reorganizacji europejskich łańcuchów wartości, także w wymiarze usługowym – mówi Radosław Jankie, Partner, Advisory, Szef Zespołu ds. Centrów Usług Wspólnych i Outsourcingu w KPMG w Polsce.

O raporcie:


“German-Central and Eastern European Business Outlook 2026” to coroczne badanie opinii przygotowane wspólnie przez KPMG w Niemczech oraz Komisję Wschodnią Niemieckiej Gospodarki (niem. Ost-Ausschuss der Deutschen Wirtschaft). Raport powstał na podstawie ankiet przeprowadzonych między listopadem 2025 a styczniem 2026 wśród 115 firm – niemieckich przedsiębiorstw oraz lokalnych spółek zależnych grup niemieckich działających w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Badanie obejmuje 20 krajów CEE i koncentruje się na ocenie bieżącej sytuacji biznesowej, planach inwestycyjnych oraz szansach i wyzwaniach dla niemieckiego biznesu w regionie. Uzupełnieniem wyników ankietowych jest przekrojowy przegląd makroekonomiczny regionu, oparty na danych IMF, Eurostatu, Bundesbanku i Transparency International.

Kapitał wraca na rynek nieruchomości, ale inwestorzy są bardziej selektywni

Po dwóch dniach rozmów i spotkań na MIPIM 2026 w Cannes rynek europejski wysyła wyraźny sygnał: kapitał wraca do procesów inwestycyjnych, ale robi to z większą selektywnością niż przed cyklem podwyżek stóp procentowych. Inwestorzy nie uciekają od ryzyka, jednak uczą się je precyzyjniej wyceniać.

Największym zainteresowaniem cieszą się dziś aktywa z potencjałem wzrostu wartości oraz sektor mieszkaniowy, który pozostaje najaktywniejszą częścią europejskiego rynku nieruchomości. Równolegle rośnie apetyt na stabilne obiekty z długoterminowymi umowami najmu w najlepszych lokalizacjach, szczególnie tam, gdzie perspektywy wzrostu czynszów są realne.

Z rozmów na MIPIM wynika, że inwestorzy wracają do Polski i regionu, choć z większą ostrożnością niż jeszcze kilka lat temu. Poszukują aktywów, które oferują albo wyraźny potencjał wzrostu wartości, albo przewidywalny dochód i mocną lokalizację. Przypadkowych inwestycji dziś nikt nie robi.

Mieszkaniówka napędza rynek

Rynek mieszkaniowy pozostaje najsilniejszym segmentem i jednym z dominujących tematów tegorocznego MIPIM. Deweloperzy aktywnie poszukują gruntów pod nowe projekty w największych polskich miastach. W centrum uwagi są działki pozwalające na realizację inwestycji o skali około 5–10 tys. m² PUM oraz projekty wieloetapowe, które dają elastyczność w dostosowaniu tempa realizacji do zmieniających się warunków rynkowych.

Kapitał koncentruje się na Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Gdańsku i Poznaniu. To właśnie w tych ośrodkach płynność rynku gruntów i głębokość popytu nabywczego uzasadniają dziś nowe inwestycje.

Warszawa nieustannie w centrum uwagi

Warszawa wracała w rozmowach na MIPIM jako bezsprzecznie najważniejszy rynek nieruchomości w Polsce i jeden z kluczowych punktów odniesienia w regionie CEE. Zainteresowanie inwestorów, zarówno tych rozważających wejście na polski rynek, jak i przygotowujących kolejne akwizycje dotyczy przede wszystkim gruntów mieszkaniowych w centralnych lokalizacjach, projektów biurowych z potencjałem value-add oraz inwestycji mixed-use. Argumentem, który regularnie pojawia się w rozmowach, jest płynność warszawskiego rynku na tle innych stolic regionu.

Rynek biurowy zaczyna się stabilizować

Sektor biurowy przestaje być postrzegany wyłącznie przez pryzmat ryzyka. Kluczowym czynnikiem zmiany nastroju jest ograniczona podaż nowych projektów. W wielu miastach realizacja nowych biurowców została wstrzymana lub przesunięta, co w perspektywie kolejnych lat może istotnie poprawić warunki na rynku najmu.

W Warszawie deweloperzy coraz wyraźniej sygnalizują wzrost czynszów w najlepszych lokalizacjach biurowych. To bezpośredni efekt malejącego strumienia nowej podaży przy stabilnym popycie ze strony najemców. W rezultacie część inwestorów ponownie analizuje możliwość zakupu budynków biurowych w stolicy, szczególnie obiektów z potencjałem poprawy komercjalizacji lub wzrostu stawek czynszowych.

Oczekiwanie na kapitał core

W rozmowach z inwestorami wyraźnie widać ewolucję strategii. Po kilku latach dominacji podejścia value-add rynek zaczyna wypatrywać powrotu kapitału core, skierowanego do stabilnych, najlepiej zlokalizowanych aktywów z długoterminowymi umowami najmu. Część bieżących procesów sprzedaży sugeruje, że ten kapitał znów przygląda się Polsce, choć ostrożnie i selektywnie.

Nowi gracze w parkach handlowych

Parki handlowe utrzymują opinię jednego z najbardziej przewidywalnych segmentów rynku. Charakterystyczną cechą w tym momencie jest jednak zmiana profilu kupujących. Rosnącą aktywność wykazują inwestorzy z regionu Europy Środkowo-Wschodniej – z Czech, Słowacji i krajów bałtyckich oraz wybrane podmioty z Francji.

Przyjęta przez nich strategia to najczęściej akwizycja pojedynczych aktywów z myślą o stopniowym budowaniu portfela, który w kolejnych latach może zostać spieniężony jako większy pakiet. To model, który pozwala zarządzać ryzykiem przy jednoczesnym budowaniu skali.

Logistyka płynna, ale wciąż ostrożna

Logistyka pozostaje jednym z najbardziej aktywnych segmentów rynku. Trwa wiele procesów sprzedaży, zarówno pojedynczych aktywów magazynowych, jak i większych portfeli. Jednocześnie widoczne jest oczekiwanie na powrót instytucjonalnego kapitału core, który w poprzednich latach dominował w tym sektorze. Zainteresowanie koncentruje się na projektach z długimi umowami najmu, gwarantującymi stabilność dochodów. Ogólny obraz logistyki na MIPIM 2026 pozwala patrzeć w tym roku na sektor z ostrożnym optymizmem.

Nowe klasy aktywów zyskują na znaczeniu

Coraz częściej tematem rozmów są segmenty, które mogą rosnąć szybciej niż tradycyjne klasy aktywów. Szczególnie wyróżniają się data centers, centra badawczo-rozwojowe oraz nieruchomości medyczne i placówki opieki zdrowotnej. Napędza je zbieżność dwóch równoległych megatrendów – transformacji technologicznej i zmian demograficznych.

Polska jako stabilny punkt w niepewnym otoczeniu

Wątek geopolityczny nie znika z rozmów, ale zmienia swój charakter. Inwestorzy coraz powszechniej uznają, że ryzyko związane z wojną w Ukrainie zostało w znacznym stopniu wycenione i zdyskontowane w stopach zwrotu. Więcej niepewności generuje dziś sytuacja na Bliskim Wschodzie i jej potencjalne konsekwencje dla globalnej gospodarki. Na tym tle Polska jest coraz konsekwentniej postrzegana jako stabilny i przewidywalny rynek w regionie CEE.

Nowa faza cyklu

MIPIM 2026 potwierdza, że rynek nieruchomości wchodzi w nową fazę cyklu. To nie powrót do euforii sprzed kilku lat, ale stopniowe odbicie oparte na selektywności i dyscyplinie kapitałowej. Inwestorzy wracają tam, gdzie widzą jakość, przewidywalność dochodu lub wyraźny potencjał wzrostu wartości. W Polsce na tym trendzie korzysta dziś przede wszystkim mieszkaniówka, najlepsze projekty biurowe w Warszawie oraz wybrane aktywa handlowe i logistyczne.

USA luzują sankcje na rosyjską ropę, ale rynek pozostaje nerwowy

Decyzja administracji USA o czasowym dopuszczeniu zakupu części rosyjskiej ropy już znajdującej się w transporcie należy interpretować jako doraźną próbę stabilizacji rynku surowcowego w warunkach podwyższonego ryzyka geopolitycznego. Waszyngton, mierząc się z konsekwencjami wojny na Bliskim Wschodzie i presją na wzrost cen paliw, zdecydował się na drugi, rozszerzony wyjątek od dotychczasowych restrykcji. Tym razem obejmuje on ładunki załadowane przed 12 marca i obowiązuje przez miesiąc, co oznacza, że skala działania jest z definicji ograniczona i podporządkowana krótkoterminowemu celowi, jakim jest zwiększenie dostępnej podaży ropy bez istotnego wzmacniania dochodów Rosji.

Pokazuje to, że administracja USA pozostaje gotowa do elastycznego podejścia w sytuacji zagrożenia dla stabilności cen energii. Jednocześnie sam charakter tej decyzji pokazuje, że nie mamy do czynienia ze zmianą strategiczną, lecz z rozwiązaniem awaryjnym. Ograniczenie wyjątku wyłącznie do ładunków już będących w drodze sprawia, że wpływ na globalny bilans rynku będzie niewielki, zwłaszcza jeśli uwzględnić logistykę dostaw i krótki horyzont obowiązywania zwolnienia. To raczej próba złagodzenia napięcia niż działanie, które mogłoby trwale odwrócić kierunek notowań ropy. Rynek odebrał ten ruch z ostrożnością, co dobrze oddaje fakt, że notowania Brent wciąż utrzymują się w okolicach 100 dolarów za baryłkę. Oznacza to, że inwestorzy nie traktują zwiększonej podaży rosyjskiego surowca jako rozwiązania problemu, lecz jedynie jako czynnik częściowo ograniczający skalę zwyżek. Kluczowym źródłem niepokoju pozostaje bowiem Bliski Wschód, a więc region o fundamentalnym znaczeniu dla globalnych dostaw. Dopóki utrzymuje się ryzyko dalszej eskalacji konfliktu, zwłaszcza w rejonie newralgicznych szlaków transportowych, premia geopolityczna w cenach ropy będzie trudna do trwałego wyeliminowania.

Na ten obraz nakładają się także szacunki analityków, według których realnie dostępna dodatkowa podaż jest mniejsza, niż mogłoby wynikać z samej skali rosyjskiej ropy znajdującej się na morzu. Istotna część ładunków znajduje się w pobliżu Chin i może trafić do magazynów, kolejne wolumeny są już blisko Indii i prawdopodobnie zostaną tam wykorzystane, a tylko pozostała część daje większą elastyczność dla innych nabywców. W praktyce oznacza to, że mowa o buforze, który może jedynie częściowo zrekompensować potencjalne zakłócenia podaży z Zatoki Perskiej. To pomoc istotna z punktu widzenia krótkoterminowego sentymentu, ale zbyt mała, by zmienić fundamenty rynku. Warto również zauważyć, że decyzja USA wpisuje się w szerszy zestaw działań mających ograniczyć presję cenową. Obok czasowego poluzowania zasad dotyczących rosyjskiej ropy pojawił się plan uwolnienia 172 mln baryłek z rezerw strategicznych, a także rozważania dotyczące innych form interwencji. Dla inwestorów to wyraźny sygnał, że administracja jest zdeterminowana, by przeciwdziałać gwałtownym wzrostom cen energii, które mogłyby negatywnie odbić się zarówno na inflacji, jak i na nastrojach konsumenckich oraz wycenach aktywów.

Z punktu widzenia rynku akcji i obligacji znaczenie tej decyzji wykracza poza sam segment surowcowy. Każde działanie, które choć częściowo ogranicza ryzyko dalszego wzrostu cen ropy, jest potencjalnie korzystne dla oczekiwań inflacyjnych i może łagodzić obawy o utrzymanie restrykcyjnej polityki pieniężnej. Z drugiej strony inwestorzy mają świadomość, że jest to instrument o ograniczonej skuteczności. Jeżeli sytuacja w rejonie Zatoki Perskiej ponownie się zaostrzy, a szczególnie jeśli wzrośnie zagrożenie dla transportu przez cieśninę Ormuz, presja na kolejne nadzwyczajne działania może się zwiększyć, włącznie z dalszym łagodzeniem podejścia do rosyjskiej podaży.

Przychody z YouTube, TikToka i mediów społecznościowych – jak twórcy powinni rozliczyć PIT?

Rosnąca popularność platform cyfrowych sprawia, że działalność twórców internetowych coraz częściej przekształca się w pełnoprawny biznes. Influencerzy zarabiają na reklamach, współpracach z markami czy sprzedaży produktów. Wraz ze wzrostem przychodów pojawia się obowiązek prawidłowego rozliczania podatków. Podatek dla influencerów zależy od źródła dochodu, formy współpracy z markami oraz sposobu prowadzenia aktywności zarobkowej.

Twórcy internetowi a obowiązki podatkowe

Rozwój rynku cyfrowego sprawił, że aktywność w mediach społecznościowych stała się istotnym elementem współczesnej gospodarki internetowej. Wielu twórców internetowych buduje własne marki osobiste i realizuje kampanie promocyjne dla firm. Wraz z rosnącą skalą takich działań pojawia się jednak konieczność uporządkowania kwestii podatkowych, ponieważ dochody uzyskiwane w sieci podlegają przepisom o podatku dochodowym od osób fizycznych. Zgodnie z obowiązującymi regulacjami ustawy o pit przychody influencerów mogą zostać zakwalifikowane do kilku kategorii. Najczęściej są to dochody z działalności gospodarczej, przychody z działalności wykonywanej osobiście albo inne źródła przychodu.

Najczęstsze źródła przychodów twórców internetowych

W przypadku działalności twórców szczególnie ważne jest prawidłowe określenie, jakie są źródła przychodów. To właśnie ich klasyfikacja decyduje o sposobie opodatkowania oraz rodzaju rocznej deklaracji podatkowej. Do najczęstszych form zarabiania należą:

  • współprace reklamowe realizowane w modelu influencer marketing,
  • publikowanie materiałów promocyjnych dla marek,
  • udział w programach partnerskich i afiliacyjnych,

  • transmisje na żywo, podczas których twórca otrzymuje napiwki będących najczęściej wielokrotnymi wpłatami,
  • sprzedaż kursów online oraz sprzedaży własnych produktów.

W wielu przypadkach twórca otrzymuje wynagrodzenie za promocję towarów lub usług w ramach usług reklamowych czy szerzej rozumianych usług marketingowych.

Kiedy influencer powinien założyć firmę?

Na początku wiele osób działa w internecie okazjonalnie, publikując treści w mediach społecznościowych lub na własnej stronie internetowej. Jeśli jednak taka aktywność staje się regularna i zaczyna przynosić stabilne dochody, może zostać uznana za działalność gospodarczą. W takiej sytuacji influencer prowadzi działalność gospodarczą w sposób zorganizowany i nastawiony na zysk. Najczęściej praca przyjmuje formę jednoosobowej działalności gospodarczej, a twórca funkcjonuje na rynku podobnie jak inni przedsiębiorcy działający w sektorze usług cyfrowych.

Początkujące osoby mogą jednak korzystać z rozwiązania, jakim jest działalność nierejestrowana, o ile osiągane przychody nie przekraczają ustawowego limitu. Gdy jednak aktywność zaczyna generować znaczące przychody, zwykle konieczne staje się formalne założyć działalność gospodarczą.

Formy opodatkowania działalności influencerów

Osoby prowadzące biznes w internecie mogą wybrać różne formy opodatkowania. Odpowiednia decyzja w tym zakresie ma duże znaczenie dla rentowności prowadzonej działalności. Najczęściej wykorzystywane rozwiązania to:

  • Skala podatkowarozliczenie na zasadach ogólnych ze stawkami 12% oraz 32% dla dochodów przekraczających 120 tys. zł rocznie.
  • Podatek liniowystała stawka 19%, wybierana często przez przedsiębiorców osiągających wyższe przychody.
  • Ryczałt od przychodów ewidencjonowanychuproszczony model, w którym podatek obliczany jest od przychodu, bez możliwości rozliczania wielu wydatków.

Koszty działalności twórców

Istotnym elementem rozliczeń jest możliwość zaliczania wydatków do kategorii kosztów podatkowych. W przypadku influencerów koszty uzyskania przychodu mogą obejmować m.in.:

  • sprzęt komputerowy i fotograficzny,

  • kamery, mikrofony oraz oświetlenie,

  • oprogramowanie do montażu wideo,

  • działania promocyjne zwiększające zasięgi publikowanych treści.

Takie wydatki mogą stanowić koszt uzyskania przychodu, jeżeli pozostają w związku z prowadzoną aktywnością i zostały odpowiednio udokumentowane w ewidencji podatkowej. Dzięki temu możliwe jest odliczanie kosztów i prawidłowe wykazanie uzyskania przychodów w rozliczeniu rocznym.

Jak wygląda rozliczenie przychodów z YouTube i TikToka?

Dochody z platform wideo mogą pochodzić z różnych źródeł, takich jak reklamy, współprace sponsorskie czy napiwki przekazywane przez widzów. Oznacza to, że rozliczenie pit z youtube zależy przede wszystkim od tego, czy twórca działa jako przedsiębiorca, czy jako osoba prywatna.

Podobne zasady obowiązują w przypadku TikToka. Rozliczenie pit tiktok obejmuje przychody z transmisji na żywo, kampanii reklamowych oraz programów wspierających twórców.

W razie wątpliwości dotyczących kwalifikacji dochodów można wystąpić o interpretację indywidualną, którą wydaje dyrektor krajowej informacji skarbowej. Takie interpretacje podatkowe pomagają uniknąć sporów z fiskusem i wyjaśniają wiele kwestii podatkowych związanych z działalnością w internecie. Przydane informacje można znaleźć również na stronie https://www.podatnik.info/publikacje/opodatkowanie-influencerow-jak-rozliczac-dochody-z-mediow-spolecznosciowych,6511d1

Jak przygotować roczne rozliczenie podatkowe?

Po zakończeniu roku podatkowego twórca internetowy musi złożyć odpowiednią deklarację. PIT dla twórców zależy od formy działalności oraz sposobu osiągania dochodów. W przypadku przychodów uzyskiwanych z umów cywilnoprawnych często stosowany jest formularz PIT-37. W jego przygotowaniu pomocny może być program do rozliczenia pit-37, który ułatwia wprowadzanie danych i obliczenie należnego podatku. Coraz więcej podatników korzysta również z elektronicznych narzędzi administracji skarbowej. System e pit umożliwia szybkie przygotowanie deklaracji oraz przesłanie jej bezpośrednio do urzędu skarbowego, co znacząco upraszcza proces rozliczeń podatkowych.

Rynek twórców działających w internecie rozwija się bardzo dynamicznie, a działalność influencerów coraz częściej przypomina klasyczny model biznesowy. Wielu prowadzący działalność gospodarczą twórców inwestuje w sprzęt, marketing i rozwój marki, budując w ten sposób swoją przewagi konkurencyjnej w branży cyfrowej. Bardzo ważne jest planowanie podatków oraz przejrzyste uporządkowanie finansów, które jest istotnym elementem profesjonalnej aktywności online. Dzięki temu influencerzy mogą rozwijać swoje projekty bez ryzyka niejasności podatkowych, a jednocześnie prowadzić biznes zgodnie z obowiązującymi przepisami.

TEP: europejski SAFE to odpowiedzialne finansowanie obronności, „SAFE 0%” nie daje takich gwarancji

Zdaniem Rady TEP europejski mechanizm finansowania obronności SAFE spełnia kluczowe kryteria odpowiedzialnego finansowania wydatków obronnych – zapewnia natychmiastowy dostęp do stabilnych i długoterminowych źródeł finansowania, po niższych kosztach niż byłyby finansowane przez Polskę, co ma fundamentalne znaczenie dla bezpieczeństwa państwa. Warunków takich nie spełnia natomiast propozycja finansowania tzw. „SAFE 0%”.

W obliczu międzynarodowych zagrożeń oraz potrzeb modernizacyjnych polskiego sektora obronnego konieczne jest zapewnienie finansowania na odpowiednim i przewidywalnym poziomie. Wynegocjowany przez polski rząd europejski mechanizm finansowania obronności SAFE stwarza realne gwarancje szybkiej realizacji celów związanych ze zwiększaniem potencjału obronnego kraju. Jednocześnie koszt pozyskania środków w ramach tego mechanizmu jest niższy w porównaniu z alternatywnymi sposobami finansowania na rynku krajowym oraz na rynkach międzynarodowych.

Wymienionych wyżej cech nie spełnia propozycja tzw. „SAFE 0%”. Przede wszystkim, misją NBP jest utrzymywanie stabilności pieniądza, a nie wchodzenie w kompetencje rządu i parlamentu. Zgodnie z obowiązującymi regulacjami prawnymi (ustawa o Narodowym Banku Polskim, art. 69) część rocznego zysku NBP podlega odprowadzeniu do budżetu państwa. Decyzje dotyczące przeznaczenia tych środków należą do kompetencji Ministra Finansów.

Jeśli chodzi o propozycję opartą na koncepcji tzw. SAFE 0% i finansowania w ramach nowego Polskiego Funduszu Inwestycji Obronnych, to – nawet gdyby była ona zgodna z Konstytucją (a nie jest z uwagi m.in. na art. 227 Konstytucji RP wskazujący na zakres kompetencji banku centralnego) – to nie stanowi rozwiązania zapewniającego natychmiastowy dopływ dodatkowych środków na obronność, albowiem zgodnie z obowiązującymi przepisami wypłata ewentualnego zysku NBP za dany rok następuje w kolejnym roku. Ponadto, proponowane rozwiązanie nie jest wolne od kosztów, między innymi z uwagi na koszty finansowania do momentu wpływu środków z zysku NBP, dodatkowe koszty sterylizacji nadpłynności na rynku finansowym oraz inne koszty administracyjne. Po trzecie, rozwiązanie to nie gwarantowałoby stabilnego finansowania o określonej wartości w dłuższym horyzoncie czasowym. Wynika to między innymi z możliwości wystąpienia czynników pogarszających wynik finansowy NBP. W ocenie możliwości uzyskania przez NBP w przyszłości potencjalnego zysku należy uwzględnić nie tylko ewentualne dodatkowe dochody, ale również koszty jakie ponosi w danym okresie bank centralny.

Sposób finansowania wydatków przeznaczanych na obronę państwa nie powinien być przedmiotem bieżących sporów politycznych, lecz obszarem odpowiedzialnego, ponadpartyjnego porozumienia w sprawach kluczowych dla bezpieczeństwa Polski.


Rada Towarzystwa Ekonomistów Polskich